
Bardzo ładny zresztą i w dodatku dwustronny!
Kiedy się całe życie poświęciło książce jako zjawisku, bardzo miło jest dostać od szacownego gremium medal w formie ulubionego… – już chciałam napisać: przedmiotu, ale książka to nie jest właściwie przedmiot, nie jest to też bynajmniej towar. Najbliżej trafia słowo: istota.
A więc dostałam medal w formie ulubionej istoty!
W drugim rzędzie przed estradą siedzieli KC Gio, KS Sondelani i DC Zgred oraz Adminka, która zrobiła to zdjęcie. Gdzieś za nimi znajdowała się w tłumie nasza KC Jadzia, która przyjechała specjalnie z Krakowa, ale objawiła się dopiero po dłuższym czasie, stojąc w kolejce do stoiska „Akapitu”. Wiedzcie o tym, że Jadzia jest naprawdę urocza. Ma piękny, słoneczny uśmiech. Wszyscy w jej rodzinie są matematykami, a ona studiuje rachunkowość!
Spotkanie przy stoisku trwało prawie do trzeciej! Podpisałam wielkie stosy książek – pewna miła mamusia przyniosła absolutnie wszystkie, jakie napisałam, i poprosiła o autograf na każdej z nich. Jej synek Michałek miał tego naprawdę dosyć – przedtem stał godzinami w kolejce, a jak już dotarł do jej końca, to znów musiał czekać. Patrzył na mnie z dużym zniecierpliwieniem, wręcz – spode łba. Udobruchał się dopiero, kiedy został poproszony o otwieranie każdej okładki, tak żeby było szybciej.
Dużo było ślicznych dzieci, w najróżniejszym wieku, część z nich – z bibliotekarkami albo z PaniamiPolonistkami. Nawet jeden niemowlak przyjechał i spał sobie twardo w wózku, mimo potężnego hałasu z targowych głośników.
Był niezwykle sympatyczny dziadek z siwą brodą i pięknymi wnukami. Były babcie, mamusie, siostry i bracia, mężowie i żony, razem lub z osobna, byli zakochani i zakochane, byli pojedynczy chłopcy i mnóstwo przemiłych dziewcząt!
I przyszedł pan Bohdan Butenko i powspominaliśmy sobie dawne czasy! Kiedy byłam w liceum, pan Butenko, wówczas grafik w tygodniku „Świat”, prowadził na jego łamach kącik „Ku pamięci”, gdzie zamieszczał autentyczne wpisy z pamiętników dziewczęcych, ozdabiane własnymi dowcipnymi ilustracjami. Kącik ten był pełen wdzięku, bardzo popularny. Czytano go w naszym domu ze smakiem. Ponieważ z wolna zaczęły się panu Bohdanowi kończyć zasoby tekstów, poprosił czytelników o nadsyłanie nowych. Odpowiedziałam na ten apel z rozmachem: po dokonaniu researchu wśród koleżanek z klasy, przesłałam panu Butence sporą porcję soczystych wpisów, za co zostałam nagrodzona książką „Dong, co ma świecący nos” z dedykacją wypisaną białą plakatówką przez autora ilustracji, czyli pana BB.
Przypomniałam mu to i usłyszałam:
– Mam do dziś ten list! A czy pani pamięta, że po zestawie z pani klasy był jeszcze dopisek: „A te następne wierszyki zebrał dla Pana mój brat Staś”?
I tu pan Butenko się zaśmiał bardzo miło, bo nie pamiętałam tego.
No, słowem, moi drodzy, było świetnie i gwarno, spotkałam mnóstwo sympatycznych istot ludzkich i teraz znowu mogę zasiąść do pisania, w pamięci mając wszystkie te życzliwe twarze!
A to niewątpliwie dodaje człowiekowi sił.
Dziękuję!
Wszystkich ściskam serdecznie –
Wasza
MM
A tu – już w sobotę od rana – zamieszczam zdjęcie owej Butenkowskiej dedykacji (data: imieniny!):

A dla ciekawych – owa niepoważna broszka na uroczystą okazję:
