Sławek czy Nie-sławek?

Ten – czy ten? – a może jeszcze inny? Pytam, bo sama nie wiem.

Przystojny brunet o niebieskich oczach, z czarnym wąsem – taki Sławek Lewandowski pojawił się w „Opium w rosole”, lecz ani razu go tam nie narysowałam!

Zastanawiam się, czy ten biedny młodzian znalazł aby  należyte miejsce w mojej wyobraźni. Kiedy bowiem, korzystając z ponurej i zimnej pogody (taka mnie zwykle odstrasza od pracy w ogrodzie, a natomiast bardzo zachęca do pisania i malowania) zasiadłam do biurka z postanowieniem stworzenia kolejnej ilustracji do „Na Jowisza 2”, nie bardzo wiedziałam, jak owego Sławka przedstawić. Najpierw namalowałam tego młodzieńca:

slawek1a

 

i…  nie spodobał mi się, będąc typem szczupłego histeryka z szaleństwem w oku (taki drobny i nerwowy na pewno by się nie wyhodował na matczynych kluskach ze skwarkami i cebulką).

Namalowałam więc zaraz drugiego Sławka, zacnego i o wiele lepiej odżywionego (nadal starając się utrzymać jego stylizację na lata osiemdziesiąte) ale nie mam pewności, czy ten typ urody (jakby nie było, mało romantyczny) znalazłby uznanie w oczach Idusi:

 

slawek2a

 

Jak uważacie?

Inna sprawa, że kto ją tam wie! Ostatecznie przecież i tak odtrąciła młodego Lewandowskiego (niezależnie od tego, jak naprawdę wyglądał), by zakochać się finalnie w Marku Pałysie, nota bene też brunecie z wąsem.

 

Jak widzicie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, sprawy te nie są proste, zwłaszcza że poważnie podchodzę do kwestii podobieństwa. Widzicie też, że pilnie pracuję (na ile tylko kręgosłupik pozwala…) i że „Na Jowisza 2” rośnie w piórka. Dużo już mu urosło!

Witam serdecznie nowych Gości w Księdze! Są to: Fifik, Basia, Ania z Oleśnicy, Maciek (z żoną i córką), Aka, Ilka i Katarzyna.

W Księdze Gości pojawiają się też pytania oraz prośby. Już odpowiadam!

Rozmarynie, jest tak, jak Ci rzecze zacny Zgred: ulica Roosevelta w Poznaniu, na odcinku od Mostu Teatralnego do Libelta, zabudowana jest tylko po jednej stronie, stąd owe kolejne numery domów stojących obok siebie. Po drugiej stronie jezdni jest nasyp z barierką, dość stromy, a w dole biegną tory kolejowe, dzielące go od Teatralki. Widzę, że musimy to sfotografować i przedstawić w „Na Jowisza2”.

Plugawy Pawełku (czyli czcigodny Profesorze), każde, nawet najbardziej osobiste przesłanie, można wpisać do Księgi Gości, opatrując je w razie potrzeby nagłówkiem: „wiadomość prywatna!” – wtedy się nie ukaże, a ja prędzej czy później je przeczytam. Dziękuję za chęć obdarowania mnie pomysłem; doceniam to, choć to nie brak pomysłów jest moim problemem, bynajmniej, tylko tak zwane moce przerobowe. I czas! Pozdrawiam całą Rodzinę!

Basiu – nadzwyczaj mnie cieszy fakt, że mamy wspólne hobby i że w „Na Jowisza” właśnie dział „Rozrywki umysłowe” spodobał Ci się szczególnie! Jednakże w części drugiej tej książki działu takiego już nie przewiduję – z braku miejsca. Strasznie dużo jest rzeczy, o których jeszcze nie napisałam!

Zosiu – z największą przyjemnością napiszę specjalnie dla Ciebie (kiedyś!) o Józku, jego dziecku i żonie. Ale jeszcze nie teraz, cierpliwości! Dziękuję Ci za ten wpis – nie masz pojęcia, jak mnie ucieszył! Pomóc komuś w trudnych chwilach, w złym nastroju, w chwilach lęku – o, to mi się podoba! Po to właśnie piszę! (Pozdrów ode mnie Mamę!)

Bożenko – dzięki za piękny i mądry, jak zawsze zresztą, wpis z Herbertem i dobrym słowem o kredensiku.

Wielu innym osobom też się spodobał! – jak miło!

Aniu z Oleśnicy – epidemia już mi przeszkodziła w pisaniu „Chucherka”, trudno, stało się. Ale mam nadzieję, że dam sobie radę. Dobrze jest wiedzieć, że mam napisać książkę, która jest tak gorąco wyczekiwana! To wspaniałe uczucie i bardzo pomaga. Dziękuję!

Aka – co za pyszny wpis o szyszkach! Czego to ludzie z głodu nie wymyślą, jak mawia filozoficznie pewien mój znajomy. Uśmiałam się. Skądinąd, ciekawy jest mechanizm, któremu ulegamy: to, co dostajemy, nie płacąc, wydaje się nam nic nie warte. A tymczasem, jak śpiewano w jakiejś amerykańskiej piosence, „wszystkie najlepsze rzeczy są za darmo!”!

S. Ananim – niestety, muszę Cię zmartwić: Twoje sumienie ma rację, skorzystałaś z piractwa. To się robi coraz bardziej powszechne. Ale nie szkodzi, moje prawniczki niebawem szykują wielką akcję przeciw pirackim e-bookom i audiobookom z  Jeżycjadą. Trudne to zadanie, ale wszyscy już są spisani i kara wisi nad nimi. Nie wolno kraść!

Zgredzie – jakże się ucieszyłam wiadomością, że wśród mych skarbów na kredensiku znajduje się lampa lutownicza, i to w dodatku taka, jak w „Kaczej zupie” (jestem fanką Groucho Marxa). Ale pan Musierowicz, któremu nasi francuscy przyjaciele pozwolili kiedyś buszować w starej szopie na swojej farmie w Burgundii i wybrać, co mu się tylko spodoba, twierdzi, że ten obiekt został mu przedstawiony jako oliwiarka. Oliwiarką jest też (na pewno!) malutki obiekcik z cienkim dzióbkiem, uplasowany na tejże półce kredensu, jako trzeci od prawej. Pochodzi z tejże przyjacielskiej farmy, podobnie jak trzy tajemnicze mosiężne puzdereczka, stojące na najniższej półce, oraz ogromny, wystrugany z drewna sabot sprzed stuleci, okuty metalem tak, by utrzymywał trzonek motyki (przechowuję  go w piwnicy).

Wannabe – ależ zmuś babcię do opowiadania! Koniecznie! Proszę! Babcie mają naprawdę mnóstwo do wspominania!

Fifiku – miałabym poprowadzić kurs pisania? Nigdy! Sama wciąż się uczę tej niesłychanie trudnej sztuki, a ponadto wiem dobrze, jakim ograniczeniem dla wolności osoby piszącej są uwagi i wtręty  kogoś postronnego. Nie śmiałabym się narzucać. Nawiasem mówiąc, z tych właśnie powodów nie uczyłam pisania książek nawet własnej córki  (Emilii Kiereś) – sama wyrosła na świetną pisarkę, bo miała w sobie nie tylko talent, ale i pod dostatkiem  determinacji, uporu, silnej woli i – co może najważniejsze – samokrytycyzmu. Tak, sztukę pisania trzeba opanować samemu! – a mistrzowie nasi, choć oczywiście istnieją (napisali swoje książki, które podziwiamy i z których się uczymy), to przecież milczą dyskretnie w sprawie naszej własnej twórczości. I mają rację. Ciekawa jesteś „warsztatowych przemyśleń” – ależ one są tylko moje i takimi muszą pozostać, jeśli świat nie ma zostać zalany utworami literackimi o takich samych elementach. Niektóre z tych twórczych sekretów warsztatowych są moimi własnymi, świadomymi zdobyczami, ale niektóre pojawiają się i zostają zastosowane podświadomie! W ogóle, podświadomość gra ogromną rolę w sztuce pisania, a sporo o tym będzie można przeczytać w haśle „Surrealizm”, już gotowym, które wejdzie do „Na Jowisza 2”. Rada na koniec: pisz tak, jak Ci własny rozum i talent dyktują – ale wciąż się kontroluj, czy – o, zgrozo! – nie zapożyczasz się u innych pisarzy i czy ich nie naśladujesz. Naśladowcy nie mają szans na prawdziwy sukces. Dlaczego? To takie proste: bo nie są oryginalni i wyjątkowi!

Anette – tak, to cacko porcelanowe z kredensiku  (naczyńko na konfiturę różaną, jak mi wyjaśniono) jest wyjątkowo cenne: bardzo stare, pochodzi z Miśni. Szarpnęłam się na nie w biednych czasach, kiedy je ujrzałam w Desie  przy Starym Rynku. Nigdy jednak tego nie pożałowałam! Oto owa róża z bliska:

 

 

IMG_20201018_151537

IMG_20201018_151623

IMG_20201018_151606

 

Tyle gadania na dzisiaj.

Powiedzcie mi, który Sławek lepszy, dobrze?

Uściski!

Wasza

MM

 

„Miłe życia drobiazgi”

IMG_20201009_133335

Wszystkie zdjęcia: MM

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

A więc od jutra znów będziemy się pocieszać wzajemnie i dodawać sobie nawzajem otuchy (dzięki, Beatuszko!).  Kto wie, jak długo jeszcze? Ano, chyba właśnie nikt nie wie. Absurd lubi zalegać.

Jest wszelako pociecha, którą służę od ręki: wszystko kiedyś się kończy!

„Miłe życia drobiazgi” – według określenia prof. Stanisława Pigonia, Wielkiego Polonisty, (lub też „Miłe drobiazgi życia”- wg Władysława Orkana, tak jest, Sowo P !) też po swojemu pocieszają  człowieka w chwilach, gdy  absurd piętrzy się ponad wytrzymałość normalnego umysłu.

Przedstawiam Wam więc kolekcję moich „miłych życia drobiazgów”, a także „pamiąteczek”.

 

Krzysztof Kamil Baczyński

PAMIĄTECZKI

 

Pa­mią­tecz­ki za­su­szo­ne – nie­ba róż.
Na pu­deł­ku ty­rol i ja­błoń.
Ta­kie pro­ste było wszyst­ko: chleb i nóż.
a te­raz gdzie opa­dło?
Ta­kie pro­ste by­ły­by lata
– za­su­szo­ne dziś w książ­kach płat­ki.
Jak ob­raz­ki zie­le­nią od­czuć?
Nie­wy­pu­kłe ob­raz­ki, gład­kie.
[Nie ma cie­bie, nie bę­dzie, po co
szu­kać gwiaz­dek w czar­nej sali?
Tyl­ko pa­mięć wy­sy­cha – po­tok,
świat – kli­ni­ka tro­ci­no­wych la­lek.]
Dzie­cin­nie­je mi zie­mia znów
za­my­ka­na w ta­jem­ni­ce pu­de­łek.
Od­da­lo­ny smu­tek snów
jak nad śmier­cią rzu­co­na prze­łęcz.
Srebr­ny klu­czyk. Na­krę­ca­ne ptasz­ki –
– po­mniej­szo­ne po­zy­tyw­ki zda­rzeń.
A to wszyst­ko ma­leń­kie ob­raz­ki
po­wie­szo­ne na po­tęż­nym ko­na­rze.

 

IMG_20201009_123947

 

A przedstawiam całość (kredensik wykonał wg mego projektu kolega plastyk, meblarz, Stefan Hoffmann) po to także, by tym lepiej wyeksponować szczegół. Jaki? Proszę spojrzeć! Od Przyjaciółki o Wielkich Zasługach dostałam mianowicie paczuszkę, a w niej te oto dwie piękne i wdzięczne filiżaneczki do kawy.

 

IMG_20201009_123739

 

W odpowiedzi na mailowe podziękowania Przyjaciółka napisała :

Kochana Małgosiu, jestem szczęśliwa , że filiżanki doszły i się nie potłukły:). Karolinę „odkryłam” w sposób następujący: Bardzo lubię przeglądać różne strony designerskie, artystyczne. Weszłam do galerii z porcelaną  w Warszawie.   I stała tam filiżanka w paski czarno-białe ze złoconym za dużym uchem. Nie była wystawiona na sprzedaż, ale zaczęłam korespondować z galerią i ją kupiłam. Zapamiętałam, że stworzyła ją Karolina Szeląg. Znalazłam ją w internecie i napisałam do niej, że jestem fanką jej sztuki. Okazało się, że kończyła ASP w Koszalinie i od 7 lat mieszka w Poznaniu. Ma pracownię na ul. Omańkowskiej. Generalnie wszystko co ma w pracowni, jest na sprzedaż. Ja kupiłam przepiękną rzeźbę. No i całą serię filiżanek. Kupiłabym tam wszystko. Tam są cuda. Widziałam jak tworzy. Nawet ją prosiłam, żeby mi stworzyła kubeczek do cappuccino. I mam. Poza tym rzeźbi, maluje. Jest strasznie fajna. Taka, jak byśmy się znały od zawsze. Taki promyczek uśmiechnięty. Mówiłam, że filiżanki dla Ciebie. Bardzo się cieszyła. Sama wybrała i zapakowała. Powiedziała, że jedna musi być złota:)) Więc spokojnie do niej dzwoń :)) i ją odwiedź.
.
Oczywiście natychmiast znalazłam w sieci Karolinę Szeląg i jej ceramikę – o, doprawdy, duża dawka piękna i talentu! Już się zapoznałam mailowo z artystką i zamówiłam to i owo. Czy muszę objaśniać, jak bardzo się ucieszyłam na wiadomość, że pani Karolina to  moja Kochana Czytelniczka?! Od dziecka!
Jestem z niej nieopisanie  dumna!
 .
.
IMG_20201009_131421
.
A poza tym: kwitną jeszcze róże, więc jesienne smętki naprawdę  nie są nam groźne!
Wszystkim, którzy trzymali kciuki za pomyślność obu operacji ortopedycznych Pana M.
(a zwłaszcza Sowie P, Atenie, oraz Wilkowi Morskiemu) bardzo dziękuję i oświadczam z satysfakcją, że ten młody duchem a dziarski dżentelmen czuje się świetnie, wymachuje rękami i nogami, chodzi z psem na dalekie spacery i w ogóle jest zuchem.
Jeszcze jeden to powód do radości! (No i będę miała teraz trochę więcej czasu dla Was!)
Oraz jeszcze i to: od maja książka  „Na Jowisza” miała już dwa dodruki! Najnowszy idzie do księgarń w październiku. Coś nadzwyczajnego! – zważywszy, że po drodze był lockdown…
Dziękuję Wam!
 .
Kolejne powody do radości: w Księdze Gości pojawiają się stale nowe osoby, które niniejszym serdecznie witam!
Są to: Ilka, Zg-aga, Nawojka, Agata, Anna, Mania, Bogumiła (pozdrowienia dla zielonego Alberta!), marcowaryba, Ewa, ola, Mag Dade, Olka, Basia, Aksamitka, Magdalena  oraz Gosia.
 .
Aksamitko, na Twoje pytanie odpowiedziano już w Księdze Gości, ale ja tu jeszcze powtórzę odpowiedź: wszystkie  dawne posty, zdjęcia, rysunki, dyskusje można znaleźć na samym dole strony, w naszym archiwum! Zapraszam – jest co czytać i oglądać!
.
Rozmarynie, dziękuję za wzruszającą wiadomość prywatną. Wspólne przeżycia – ano tak! Prawda, że łączą?
 .
Magdaleno (wiad.pryw.), nie uwierzysz, ale po tylu latach pamiętam doskonale to spotkanie autorskie w Tychach i pamiętam owo pytanie o łacinę! A to ci dopiero, co?
Pozdrawiam Cię serdecznie i obiecuję namyślić się nad podsuniętym przez Ciebie tematem do powieści.
.
Mimi M, Anette,  niektóre  wiejskie  miejsca jeżycjadowe w „Na Jowisza2” zapewne się znajdą – ale o tyle z tym trudniej będzie, że, w przeciwieństwie do „miejskich” tomów, wiejskie lokalizacje na ogół są fikcyjne. Ale coś na pewno uda się zamieścić, może i mapkę? 
 .
Gosiu! Pytasz, czy zbieram kasztany! No, jak możesz wątpić?! Może i są na tym świecie osoby poważne i dostojne, które  na widok lśniących, brązowych, gładziutkich kasztanów nie schylają się bynajmniej i nie ładują sobie ich do wszystkich kieszeni. No, ale ja do  takich osób nie należę!
Cieszy mnie to.
.

Uściski dla wszystkich !

Wasza

MM

 

PS – Mamo Isi, patrz i się ciesz! Jak ona rośnie ochoczo!

 

 IMG_20201009_131631
 
 

 

 

 

„Pojesienniało” …

IMG_20200907_115841

fot. MM

 

Kazimierz Wierzyński

OKNO  NA OGRÓD

 

„Otworzy pan okno na ogród

A wszystko się samo napisze” –

 

Więc posyp się trawo na stole,

Nie spadajcie jeszcze, jabłka i gruszki,

Nie lękajcie się października, truskawki,

Pietruszki, rezedy, co jest tam jeszcze,

I wszystkie słowa wrogie i ostrożne

Przejdźcie na moją stronę.

 

Zielona bibuła – trawa,

Beżowa lampa – jabłko,

Ach, tylko szybko, szybko

Niech mnie zarosną po uszy

Chochoły słomianą czapką

 Niewidką.

 

 Bo poza stołem demony

Książki, litery, półki

I wyszczerbione zęby

I sufit, hiatus, paszczęka,

I wszystkie prawdy odlatujące

Jak z drutów spóźnione jaskółki.

Drży mi ręka.

 

Ale otworzę to okno,

Otworzę póki jeszcze zielone,

I sam przez nie wyjdę na ogród, w sad,

Trawy i drzewa zawołam na pomoc,

Ziemia to przecież mój owoc:

Jesień która jest moją rodziną,

Miłość która nie chce mnie minąć,

Ptak który wraca na moją stronę,

Prawdziwy,

Kłamliwy,

Dotkliwy

Ale jedyny

Świat.

 

(z tomu Kufer na plecach, Paryż 1964)

 

 

IMG_20200829_150140

fot. MM

 

Kazimierz Wierzyński

ETIUDA NA JESIEŃ

 

Zaczerwieniło się, pojesienniało

I zadziwiło się i odleciało

I tylko jedna popielata

Jaskółka szuka jeszcze lata

I tylko jedna ciemna róża

Więdnie o cały świat za duża

I tylko jeden słoneczniczy

Zegar pamiątki jeszcze liczy

I tylko oczy, gęste oczy,

Wzrok za szybami, w zapatrzeniu,

Wiatr powłóczyny drzewne troczy,

Na płocie gra jak na grzebieniu

I skrzypią z nim staruchy domy

I wrony lecą niską smugą

A wzrok wciąż milczy, nieruchomy,

Coś wypatruje i coś bada,

Stoi przy oknie długo, długo,

Od września aż do listopada.

 

Czemu on z liśćmi nie chce śniedzieć,

Za czym on błądzi, co chce wiedzieć?

 

Że zadumało się, pojesienniało,

Nikogo nie zadziwiło

I odleciało?

 

(z tomu Tkanka ziemi, Paryż 1960)

 

 

IMG_20200716_114709

fot. MM

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Jak to miło, że znów tylu nowych Gości się tu ujawniło – wśród nich Milena, Jolanta Maćkowska, Aka, Gabriela, Ania, Ilka, Madziejka, Polonistka, Bella, Julia, Annuszka, Magdalena, Anna, Olka, Karolina i Evu. Witam Was serdecznie i dziękuję za tyle dobrych, miłych, ciepłych słów! Olko, Twoja wiadomość prywatna wzruszyła mnie i napełniła wdzięcznością – jak dobrze jest wiedzieć, że się komuś naprawdę pomogło! Dziękuję!

Bardzo też przyjemna jest świadomość, że tyle osób czeka na to, co piszę – od razu autorce rosną skrzydła i wzbiera w niej nowa werwa. Dziękuję za powódź pomysłów, cóż z tego, że niekiedy sprzecznych ze sobą. Jedne głosy wyrażają radość i uznanie z powodu braku maseczek w „Chucherku”, drugie, wręcz przeciwnie, domagają się ich obecności, wraz z innymi realiami tzw. pandemii, co miałoby – tak na przykład pisze Karolina – nadać „Chucherku” wartość historycznego dokumentu. Karolino droga, spieszę tu zaznaczyć skromnie, że nigdy nie było moim zamiarem tworzenie czegoś takiego. Jeśli zaś w Jeżycjadzie nagromadziło się wiele tzw. małych realiów, to przecież tylko mijający czas nadał im owej historycznej wartości. Pisałam i piszę nadal powieści humorystyczne, pogodne, a więc, chcąc ściśle trzymać się reguł gatunku (tu małe wyznanie: lubię reguły!), z zasady unikam wchodzenia zbyt głęboko w tzw. dramat egzystencji oraz – zwłaszcza – w ponury świat polityki. Co do dręczącego nas wszystkich obecnie zjawiska – ani myślę się nim zajmować, wybaczcie! Męczy mnie. Nie jestem w stanie wykrzesać z tego nic zabawnego ani krzepiącego. Nie, nie „wypieram” tego tematu, Karolino – potrafiłabym przecież stawić mu czoła. Ale nie chcę go afirmować.

Widzę też, że moje wyznanie o istnieniu dwóch wersji „Chucherka” zostało przyjęte ze zbyt wielkim entuzjazmem. To tylko warianty szkiców fabularnych! – a od tego do gotowej powieści jeszcze daleka droga! „Koncepta wirują” – jak pisze Zgred. Nota bene, nadal się nie zdecydowałam, czy wybiorę wersję przyszłościową, czy przeszłościową. (Rozmarynie, Wannabe, Marto, nie, nie, dwie wersje w jednej powieści – niemożliwe!). Zresztą – kto wie, może rzeczywistość nam się, co daj Boże, odmieni i będę mogła napisać wersję współczesną?  Tymczasem czekam spokojnie na rozwój wydarzeń, pisząc po trochu hasła do „Na Jowisza 2”.

Anette, AknordeiB, miło mi Was powiadomić, że życzenia Wasze zostaną spełnione – hasła „Mozart” i „Jezioro Pulpecji”, jak też „Willa Kowalików” i „Rodzina Lewandowskich” (oraz osobny portret Sławka) były przewidziane już w pierwszym „Jowiszu”, ale się nie zmieściły. Zostaną więc zamieszczone w „Jowiszu 2”, podobnie jak drzewo genealogiczne czy rzut mieszkania Borejków. Z tym ostatnim może być problemik, bo, jak już  wspomniałam w „Na Jowisza”, zarówno Żakowie, jak i Borejkowie mieszkają sobie po prostu w naszym dawnym mieszkaniu przy Słowackiego – tak mi to jakoś wyobraźnia urządziła. Ale liczę na pomoc któregoś z trzech rodzinnych architektów, ktoś mi to na pewno narysuje.

Droga Pani Anno, serdecznie dziękuję – cała stosownie spłoniona, od stóp do głów – za tę „różę Poznania”! Miła to przesada, ale wdzięczna jestem za każde dobre uczucie. Pozdrawiam Panią serdecznie!

Jowisiu, o spotkaniach autorskich na razie nawet nie myślmy. Przyszłość pokaże, co będzie. Przesyłam uściski!(Aha, a czekoladek miętowych nie lubię, bo mi smakują pastą do zębów – za to przepadam za  herbatą z mięty, świeżej zwłaszcza, zielonej, prosto z ogrodu!).

Jolanta Maćkowska pyta, czy autorka książki „Marianna i róże” to moja krewna – otóż nie, o ile nam wiadomo, jest to inna gałąź Konopińskich, nie ta, z której się wywodzimy  po kądzieli.

Aniu, pozdrawiam serdecznie i Ciebie, i całą szóstkę dzieci! Mocne uściski dla Was!

 

I dla całej Księgi Gości także!

Wasza

MM

 

Sygnały w kolorach ognia

IMG_20200829_144334

Wszystkie zdjęcia: MM

 

 

Leopold Staff

STAW W PARKU JESIENIĄ

 

Zielona woda złotym ogniem płonie

Odbitych w głębi jej pożółkłych drzew.

Baśń w niej jesienną powtarzają tonie

Odwrotnym dziwem: brąz, bursztyn i krew.

 

Zwierciadła stawu jedwabny gobelin

Wplata w osnowę liści wątek fal,

Modrymi skrawki międzydrzewnych szczelin

Wprawiając w pożar chłodną nieba stal.

 

Patyną śniedzi spastelone kruszce

Wiew mgły błękitnej marszczy w fałdy bruzd:

Tysiąc tysięcy, w przymrozków pogróżce

Ciepłotę brzegu całujących ust.

 

IMG_20200829_181146

 

Leopold  Staff

ZACHÓD JESIENNY

 

Przeszłość jak ogród zaczarowany,

Przyszłość jak pełna owoców misa.

Liści opadłych złote dywany,

Winograd ognia strzępami zwisa.

 

Zmierzch, jak dzieciństwo, roztacza cudy.

Barwne muzyki miast myśli przędzie.

Nie ma pamięci i nie ma złudy.

Wszystko jest prawdą. Wszystko jest wszędzie.

 

Sok purpurowe rozpiera grono

Na dni jesiennych wino wyborne.

Wszystko dziś piękne było. Niech płoną

Rudoczerwone lasy wieczorne.

 

IMG_20200829_144256

 

 

 

IMG_20200829_150312

 

Beata Obertyńska (1898-1980)

ODJAZD

 

I już  – już po wszystkim. Po słońcu, po lecie…

W ogródku kolejowym gdzie kwiaty też gasną,

niski cień pachnie ziemią i późną lewkonią…

… Jeszcze wczoraj w zmroku ciepło było przecie.

Jeszcze dzisiaj w południe słońce ciepłą dłonią

gładziło nasze głowy. Teraz chłód już. –

 Szkoda.

Milczmy lepiej. Mam serce ściśnięte tak ciasno,

jak kwiaty w pożegnalnym, zmęczonym bukiecie,

który mi potem oknem do przedziału podasz.

 

IMG_20200901_122339

 

Tak, to już koniec lata. Nieodwołalny! (Jak to brzmi!…)

Oto skrada się do nas jesień, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Wszystkie te zdjęcia są tego dowodem, a zrobiłam je przecież dzisiaj, w piękną, letnią i upalną pogodę.

Ale to już nie lato. Kwitną jeszcze róże i hortensje, w pełnym słońcu szaleją nagietki i siarkowe onętki:

 

 

IMG_20200829_114621

 

IMG_20200901_123043

 

Ale „nie ma złudy” – jak pisze Staff,  za to są czytelne sygnały – oto dojrzały właśnie prawdziwie jesienne rośliny: miechunki! Obrodziły u nas w tym roku nadzwyczajnie, zebrałyśmy z córką cztery ogromne bukiety – suszą się teraz, zawieszone w oknach, demonstrując wszystkie odcienie kolorów żółtego i pomarańczowego. Jak to wspaniale wygląda! Z tymi ich miłymi, optymistycznymi płomykami jakoś przetrwamy posępne, ciemne miesiące zimy. Już sobie poustawiałam ozdobne kompozycje w różnych punktach domu.

 

 

IMG_20200914_110238

 

Te pyzate istotki mają takie miny, jakby zaraz chciały się uśmiechnąć, prawda?

 

IMG_20200914_150026

 

No więc chyba damy radę zimie!

Oczywiście, podobnie (a nawet bardziej!) miłe, ożywcze, energetyzujące i rozgrzewające są Wasze wpisy w Księdze Gości i w ogóle wszelkie z Wami kontakty. Nieustająco jestem Wam wdzięczna za tyle serdeczności, przyjaźni, pogody ducha i radości życia!

Witam serdecznie nowych Gości – Kasię z Elbląga, Dankę z Wrocławia, Wisienkę, Jowisię z Poznania i Goszę ze Stalowej Woli.

Witam też dawno tu nie widzianą Nicos z Brukseli oraz szanownego Plugawego Pawełka z Dzikiego Zachodu.

I już pędzę odpowiadać na Wasze pytania oraz wpisy!

Jowisiu, jeśli masz mi do powiedzenia coś  naprawdę bardzo osobistego – napisz na początku: „wiadomość prywatna”, a wpis ten nie zostanie pokazany. Ale wszelkie inne wiadomości i przemyślenia lepiej wpisywać normalnie, tak, by wszyscy mogli je przeczytać – takie wpisywanie się jest uprzejme wobec innych gości i ma pełny sens. A i mnie łatwiej jest odpowiadać tutaj, bez ogródek.

Kasiu z Elbląga, aha, tak, tak – pamiętam cię! I telegram wysłany z okazji ślubu też pamiętam! Jak to miło, że mi tak rośniecie, a przy tym – nie zapominacie!

Danko z Wrocławia, „Ida” się spodobała – jak miło! Cieszę się!

Wisienko, bardzo, bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa – chyba je będę sobie odczytywać w dniach deszczowych i ponurych. Uśmiecham się do Ciebie!

Goszu ze Stalowej Woli, Tobie również dziękuję za komentarz tak sympatyczny – dodam jeszcze, że jesień już była w Jeżycjadzie, i to całkiem niedawno: w Ciotce Zgryzotce mianowicie, na specjalne życzenie Kochanej Czytelniczki Sowy P. oraz kilku innych, równie przyjemnych osób. Ale na pewno jeszcze o jesieni napiszę – lubię ją, co tu kryć!

Kochana, wierna Kris, Tobie dziękuję za wspaniałą recenzję Na Jowisza! – co to za przyjemność, stwierdzać, że ulubione Czytelniczki tak bezbłędnie odczytują to, co w książce umieściłam! Bardzo mnie uradowało, że doceniłaś wagę wpisów o Bibliotece Raczyńskich, Miłosławiu i TPN. Chciałam po prostu pokazać grunt, z którego sama wyrosłam i z którego wyrosła Jeżycjada. A dodam jeszcze, że w tomie drugim (Na Jowisza 2) który na życzenie wydawnictwa (teraz już nie jest to Egmont, tylko Harper Collins) już z wolna przygotowuję, będzie o tej poznańskiej i wielkopolskiej glebie jeszcze więcej! Właśnie świeżutko napisałam długi tekst do hasła „Szpital im. Raszei”- oj, będzie i ciekawie, i śmiesznie! (Sama się śmiałam, pisząc…)

Gio, Chesterko, Mimi M, Mamo Isi, Plugawy Pawełku! – dziękuję Wam za jakże potrzebne słowa zachęty i okrzyki zagrzewające do pisania „Chucherka”! – Mimi, spokojnie, TAKICH nacisków nie odbieram źle, przeciwnie! – uskrzydlają mnie i dodają mi ducha! A bardzo mi tego w przypadku Chucherka potrzeba, bo tak zwana pandemia kompletnie mnie zbiła z pantałyku, a wszystko, co jej towarzyszy, zupełnie zmienia realia, w których zwykłam się poruszać, pisząc kolejne aktualne powieści współczesne. Dobrze już „podciągniętą” powieść, której akcja miała się rozgrywać wiosną i latem  roku 2020 trzeba było wyrzucić do kosza. Zdopingowana przez Mamę Isi, zabrałam się już jednak do pracy i oto mam w szkicach dwa warianty Chucherka – jeden przeszłościowy, a drugi przyszłościowy i w żadnym z nich nie występują maseczki. Tylko się zdecydować, który to ma być wariant! – ba, ale to niełatwe. Cierpliwości! Może rzeczywistość, jak to ona,  przyniesie jakieś pozytywne rozwiązania, zobaczymy. Wszystko ma bowiem swój koniec.

Anette, słynny walc François jest już niemłody – skomponowany został w roku  1905 przez Adama Karasińskiego i (jako pierwszy utwór w historii polskiej muzyki rozrywkowej) natychmiast zdobył ogromną popularność, nawet światową. Był popisowym numerem Toli Mankiewiczówny w przedwojennym kabarecie „Morskie Oko” i został nagrany na płyty nie tylko w Polsce, ale i na Zachodzie. Jeszcze długo po wojnie utrzymywał tę popularność. Fakt, że odtwarzano go z adapteru  na prywatce u Joanny, może świadczyć o tym, że jej rodzice, Józef i Felicja Borejkowie, mieli nieco przestarzałą płytotekę. Ale też i o tym, że kto chciał tańczyć zawrotnego walca, z pewnością sięgnął po ten właśnie utwór. Tadeusz Kantor miał natomiast swoje własne wspomnienia i skojarzenia, z tym walcem związane!

Monik, Haniu Okruszek, ależ oczywiście, praca w ogrodzie jest istnym błogosławieństwem. Cudowny to sposób na życie! – ileż to człowiek w sobie tym sposobem buduje dobrych uczuć, ile nabywa wewnętrznej harmonii, dyscypliny, i ileż ma z tego zachwytu oraz satysfakcji twórczej! Monik, moje róże pozdrawiają Twoje!

Mamo Isi, z ośmiu solidnych sadzonek róży Rambling Rector, jakie umieściłam w ziemi z zachowaniem wszystkich reguł sztuki, rozwinęła się tylko jedna i tak oto teraz wygląda:

 

IMG_20200914_133910

 

Nie jestem pewna, czy przetrwa zimę, ale nic to – w przyszłym roku spróbuję znowu, z większym rozmachem! Posadzę ich dwadzieścia!

Tą optymistyczną perspektywą zamykam dzisiejszy wpis i wszystkich serdecznie ściskam!

Wasza –

MM

Addio, róże!…

IMG_20200607_150744

Wszystkie zdjęcia: MM

 

 

Zbigniew Herbert

O RÓŻY

1

Słodycz ma imię kwiatu –

Drżą kuliste ogrody
zatrzymane nad ziemią
westchnienie odwraca głowę
twarz wiatru przy sztachecie
ścielą się nisko trawy
oczekiwania pora
przyjście zgasi zapachy
przyjście otworzy kolory

 

IMG_20200609_174601

.

drzewa budują kopułę
zielonego spokoju
róża cię woła i tęskni
za tobą zerwany motyl

 

.

IMG_20200617_123755

.

.
pęka nitka za nitką
mija chwila za chwilą
pąku zielona larwo
rozchyl

.

.

IMG_20200622_104602

 

 .

słodycz ma imię: róża

.

 

IMG_20200609_182717

.

wybuch –
z wnętrza wychodzą
chorążowie purpury
szeregi nieprzeliczone
trębacze zapachów

na długich motylich trąbach
obwołują spełnienie

.

 

IMG_20200625_113614

.

2

koronacje zawiłe
wirydarze modlitwy
obrzędy pełne złota
płonące kandelabry
potrójne wieże milczenia
promienie załamane na szczytach
dno –

.

IMG_20200617_124116

 

.

o źródło nieba na ziemi
o konstelacje płatków

.

 

IMG_20200623_121656

 

.

nie pytaj czym jest róża Ptak ją może
opowie

 

.

IMG_20200622_104308

 

.
zapach zabija myśli twarz lekkim
muśnięciem starta
kolorze pożądania
kolorze płaczących powiek
brzemienna kulista słodycz
czerwień do wnętrza rozdarta

 

.

IMG_20200609_182842

.

3

róża pochyla głowę
jakby miała ramiona

opiera się na wietrze
a wiatr odchodzi sam

.

IMG_20200614_115134

.

 

nie zdoła wyrzec słowa
nie zdoła wyrzec słowa

im bardziej róża umiera
tym trudniej mówić o róży

.

 

IMG_20200625_114251

 

.

Tak, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy – co tu kryć, trudno będzie także żyć bez nich przez najbliższe pół roku. Jeszcze kwitną, to prawda, jeszcze cieszą oko, ale to już ostatnie ich tygodnie.

Na szczęście, będąc zapobiegliwą a dobrą gospodynią, zrobiłam im przez lato olbrzymie zapasy portretów z bliska oraz wiele zdjęć grupowych. Kiedy będzie już bardzo smutno, szaro, czarno-biało albo buro, będę miała w czym zanurzyć wzrok i wyobraźnię, a i z Wami się szczodrze podzielę!

.

 

IMG_20200627_193542

 

To złote cudo powyżej, płonące w blasku zachodzącego słońca, to rzeczywiście Lemon Parody – jak trafnie odgadła KC Mama Isi, pisząc w Księdze Gości miłe słówko o bukiecie w zielonym wazonie. Druga – katalogowa – nazwa tej róży to Graham Thomas. 

A jeśli Was interesuje, jakież to jeszcze piękności występują u nas dzisiaj, to proszę bardzo, oto ich imiona – w kolejności pojawiania się: Louise Odier (zdjęcie pierwsze i drugie), dalej – dwa portrety Claire Matin, znów Westerland, potem złocisty Graham Thomas, znów Louise Odier, dalej dwa razy ognisty Westerland, potem schyla ciężką główkę Eden Rose i na koniec – portret w dużym zbliżeniu: prześwietlona słońcem na łososiowo, lecz w istocie żółta Goldfassade. (Z nich wszystkich tylko Eden Rose nie pachnie!)

Kochani Goście, tak licznie wpisujący się do Księgi! – witam tych z Was, którzy pojawili się tu po raz pierwszy (choć, jak rozumiem, bywali już przedtem, tylko nie odzywali się wcale – widocznie nowy system ich zachęcił!). Są to: Babette, marcowaryba, FiliżAnka, AgnieszkaO, madduszka, Magdalena oraz laputańczyk. Dziękuję Wam za miłe słowa i tyle serdeczności!

Katarzyna, także nasz nowy Gośćwpisała do KG wiadomość prywatną – dziękuję, bardzo się cieszę, że strona moja budzi w Tobie takie dobre uczucia i przynosi poczucie spokoju! Wszystkim nam jest on potrzebny w tych dziwacznych czasach. Zachowajmy go więc, niewzruszenie! Co za szczęście, że – wbrew wszystkiemu – możemy się cieszyć pięknem świata i wolnością myśli. 

Anette, Magdalena, Mama Isi i Irys niech zechcą przyjąć podziękowania za sugestie co do Chucherka – zwłaszcza ta od Mamy Isi bardzo mi się przydała. („Ach, pisz, nie oglądając się na żadną tzw.rzeczywistość – na co ona komu w tej postaci?”).

Od razu mi ulżyło!

Dziękuję! – wszystkim!

 

I wszystkich ściskam bardzo serdecznie –

Wasza

MM

 

 

Nowy rok szkolny! Ha!!!

koledzy2

Kochane Uczennice i Drodzy Uczniowie!

A więc – za chwilę zaczynacie!

Trzymam za Was kciuki. I postaram się przez cały rok je trzymać! – no, przynajmniej ten lewy. Albo prawy, na zmianę.

Może być ciężko, wiem. Ale nie traćcie ducha i zapału, dobrze? Wielu – naprawdę wielu! – jest tych dorosłych, którzy nie stracili zdrowego rozsądku, poczucia miary, właściwych manier i rozeznania w tym, co dobre, a co złe. Na nich patrzcie przede wszystkim i od nich właśnie starajcie się uczyć.

Dzięki nim możecie czuć się bezpieczni.

Ci ludzie myślą przede wszystkim o Waszym dobru – o tym, by nikt nie wyrządził Wam krzywdy, nie obrażał Was i nie nękał.  Wiedzą, że najcenniejszym darem, jaki można dać małemu człowiekowi, jest, obok miłości, prawdziwy szacunek.

Życzę Wam, żeby jak najwięcej Waszych nauczycieli rozumiało Was, lubiło i szanowało.

Z wzajemnością, rzecz jasna!

A wtedy wszelkie zewnętrzne trudności, absurdy, zarządzenia i mniej lub bardziej sensowne ograniczenia łatwiej będzie znieść – i Wam, i nauczycielom.

 

IMG_20200822_113338

 

Szanowne Nauczycielki i Nauczyciele,

przyjmijcie ode mnie, oprócz najlepszych myśli na nowy rok szkolny, ten jesienny już bukiet. Jest on w założeniu symboliczny: każdy z tych kwiatów sama wyhodowałam!  Co to za radość, tak troszczyć się i starać, obserwować wzrastanie malutkich roślinek, pomagać w ich rozwoju i doczekać się wreszcie bujnego ich rozkwitu, ku pełnemu pięknu. To całkiem podobnie jak z dziećmi!

Właśnie takiej wielkiej satysfakcji z własnej pracy życzę Wam jak najserdeczniej.

Dobrego roku szkolnego!

 

IMG_20200709_135639

 

A teraz te dwie różyczki oraz kilka odpowiedzi dla osób, które wpisały się do nowej Księgi Gości.

Kochana Kocimiętko, otóż właśnie, ja do niej wpisywać się nie będę – Księga Gości jest tylko dla Was! – a odpowiadać na Wasze pytania będę tak jak teraz oto, we wpisach.  Wiem, poprzedni system był znacznie bardziej swobodny i bezpośredni, ale, jak to trafnie dostrzegł nasz mądry Zgred (dziękuję za zrozumienie!), obsługa tej strony zabierała mi ogromną ilość czasu. A – co tu kryć! – właśnie czasu mam coraz mniej…

Drodzy  Psianko i KrzysztOfie,  no właśnie i mnie tak się teraz wydaje – pewnie długo by trzeba przeczekiwać absurdy rzeczywistości. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że one mogłyby przeczekać mnie. Chyba więc wezmę się do roboty! Pogoda sprzyja. Jest chłodniej.

Kochana Buczyno z Gromadką – miło mi było poczytać o Waszej wyprawie na Jeżyce. Dziękuję za nowe Czytelniczki!

Bożence i Rozmarynowi dziękuję za docenienie i pochwały! Dumna jestem z ich powodu – bo znam Wasz niezawodny smak!

Mamo Isi, różę Rambling Rector zachwalam gorąco: obsypana pąkami, cudownie pachnie, słodko, mocno i korzennie, a zarazem świeżo. I rośnie jak szalona! Ukorzeniam kilka gałązek – może coś z tego wyjdzie, a wtedy dostaniesz ode mnie sadzonkę!  (Najtrudniej podobno przechować takie młodziutkie  roślinki przez zimę)

 

IMG_20200607_152637

 

IMG_20200620_112407

 

Spieszę  powitać nowych Gości: Joannę z Kielc, Bebe CMadlenkę i wreszcie Emilkę z miłego sercu Podkarpacia. Cześć i czołem, drogie dziewczyny! Bardzo się cieszę, że mnie odwiedzacie! Zostańcie na dłużej!

A wszystkich starych przyjaciół, którzy wiernie się pojawili po wakacyjnej przerwie, ściskam gorąco i całuję w mądre czółka!

Wasza niezmiennie –

MM

 

Lato odchodzi

IMG_20200626_180802

Fot. MM

 

 

Konstanty Ildefons Gałczyński

KRONIKA OLSZTYŃSKA

 

I.

Gdy trzci­na za­czy­na pło­wieć,
a żo­łądź więk­szy w dą­bro­wie,
znak, że lata zło­te nogi
już  się szy­ku­ją  do dro­gi.

Lato, jak­że cię ubła­gać?
proś­bą jaką, łka­niem ja­kim?
Tak ci pil­no pójść i za­brać
w wa­liz­ce zie­leń i pta­ki?

Pta­ków tyle. Zie­le­ni tyle.
Lato, za­cze­kaj chwi­lę.

 

 

 

IMG_20200622_104711

Fot. MM

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

 

Jak przyjemnie jest witać się z Wami po kolejnych minionych wakacjach!

Dziękuję za Waszą stałą tu obecność – mimo przerwy! Co prawda, zgodnie z twardym postanowieniem (dla zdrowia, panie dziejaszku, dla zdrowia!) unikałam komputera i nie zaglądałam tu od czerwca, lecz wierna Administracja zaglądała, dzięki czemu mam teraz sporo miłej lektury. Czytam i uśmiecham się do Was!

Dziękuję także za listy i pocztówki z wakacyjnych szlaków. Dobrze było śledzić w ten sposób Wasze – zwłaszcza  górskie! – wyprawy. Sama spędziłam lato w ogrodzie i lesie, a także na polach, czyli – nie wyjeżdżałam nigdzie, swobodnie za to kontemplując piękno przyrody na własnym terytorium.

Są efekty:

 

IMG_20200626_175957

 

IMG_20200626_180215

 

IMG_20200626_180414

 

IMG_20200626_180321

Fot. MM

 

To nie znaczy, że wciąż padało! – nie, w czerwcu zrobiłam po prostu wielką serię zdjęć podeszczowych i stale się nimi cieszę.

Mieliśmy tu następnie długie okresy pięknej, a nawet nieznośnie pięknej pogody z temperaturami ponad 33 st., toteż zupełnie nie chciało mi się pisać „Chucherka”, zwłaszcza że rzeczywistość światowa i krajowa stała się raczej przytłaczająca i absurdalna, a ja nadal nie wiem, jak niby (i po co) miałabym ją opiewać. Postanowiłam więc, że  przeczekam największe absurdy – zobaczymy, czy mi się to uda! – i dopiero potem napiszę powieść pogodną oraz jak zawsze optymistyczną.

Na razie widzę z nadzieją, że oto dziatwa będzie mogła pójść pierwszego września do szkoły, i to – miejscami – bez maseczek na spragnionych wiedzy ustach (i nosach). To już coś! Życzę Wam, kochani uczniowie i nauczyciele, żeby upragniona normalność wreszcie powróciła.

Przyjemna jaskółka tejże: odkorkowała się lotnicza poczta międzynarodowa – nie we wszystkich jeszcze kierunkach, ale na przykład Japonia poluzowała już pocztowe rygory, dzięki czemu zostałam uszczęśliwiona niespodziewaną przesyłką od japońskiej tłumaczki „Jeżycjady”. Pani Kazuko Tamura, jeszcze nie wiedząc wówczas nic o powstawaniu „Na Jowisza!”, tworzyła równolegle (tak,  to klasyczny Fluid, Błotowijku!) swoje jeżycjadowe kompendium. Ukazało się ono w pięknym wydaniu – oto obwoluta:

 

japo1

 

I tak oto pisze o swej książce pani Kazuko:

japo8

japo9

 

Rozdział ósmy obfituje w zdjęcia Jeżyc, w czym nie ma nic dziwnego, bowiem jego autorka, Tomomi Splisgart, właśnie po przeczytaniu japońskich przekładów „Jeżycjady” postanowiła osiąść na stałe w Poznaniu, w tej właśnie dzielnicy. Wie więc doskonale, jak wygląda Opera, a jak – Rynek Jeżycki, przedstawiła także inne osobliwości, nawet  kulinarne! (są zdjęcia białej kiełbasy, bigosu i uszek w barszczu). Pokazała też japońskim czytelnikom „Jeżycjady”, jak wyglądają szopki bożonarodzeniowe w poznańskich kościołach.

Zuch dziewczyna!

 

japo7

 

japo3

 

japo6

 

japo5

 

japo4

 

Na zakończenie tej odezwy powitalnej dorzucę jeszcze informację, że dokonaliśmy tu pewnych zmian. Otóż dotychczasowe Wasze komentarze pod moimi wpisami zostają  pieczołowicie zachowane w naszym przebogatym archiwum (patrz: dół strony), tak by chętni stale mieli możność się z nimi zapoznać. Natomiast po zlikwidowaniu działu „e-kartki” zyskaliśmy miejsce na utworzenie osobnej, całkiem nowej i świeżutkiej, pojemnej   Księgi Gości, do której od teraz możecie się wpisywać. (Może się zdarzyć, że zmiany – lub część z nich – nie od razu będą widoczne na Waszych komputerach z powodu danych podręcznych przechowywanych w przeglądarce. W takiej sytuacji możecie odświeżać stronę do skutku albo przeczekać!)

Serdecznie Was do Księgi Gości zapraszam!

 

Wasza – żegnająca lato westchnieniem –

Małgorzata Musierowicz

 

 

IMG_20200622_103358AAA

Fot. MM  (ta biała róża pnąca to słynny Rambling Rector – historyczna odmiana od samego Austina:  wspaniale kwitła tego lata! Czerwona piękność, Sowo luba, to Sympatia, a po lewej wspina się winorośl!)

 

Wakacje!

Lavery, Sir John (1856-1941) Girl in a Red Dress Reading by a Swimming Pool

(mal. Sir John Lavery, 1856-1941)

 

 

Pięknego i twórczego lata,

mnóstwa najpiękniejszych książek,

sprzyjającej czytaniu pogody 

i konsekwentnego odpoczynku od komputera

życzy wszystkim –

 

Małgorzata Musierowicz

(po czym znika w  kwiatach, aż do jesieni!)

 

 

IMG_20200609_180501

fot. MM (wnętrze kwiatu ostróżki)

Piwoniowe kraje

IMG_20200609_170708

Wszystkie zdjęcia:  MM

 

Czesław Miłosz

PRZY PIWONIACH

 

Piwonie kwitną, białe i różowe,

A w środku każdej, jak w pachnącym dzbanie,

Gromady żuczków prowadzą rozmowę,

Bo kwiat jest dany żuczkom na mieszkanie.

 

Matka nad klombem z piwoniami staje,

Sięga po jedną i płatki rozchyla,

I długo patrzy w piwoniowe kraje,

Dla których rokiem bywa jedna chwila.

 

Potem kwiat puszcza i, co sama myśli,

Głośno i dzieciom, i sobie powtarza.

A wiatr kołysze zielonymi liśćmi

I cętki światła biegają po twarzach.

 

.

IMG_20200609_170351

.

 

 

IMG_20200609_170508

.

 

 

IMG_20200609_170917

.

 

 

IMG_20200609_171403

.

 

 

 

IMG_20200609_173811

 

 

Japońskie kwiaty

Kono Bairei

 Kōno Bairei (1844 – 1895) – Hortensja

 

 

Poszedłem do kwiatów,

Spałem pod nimi,

Taki był mój wolny czas.

                                      Yosa Buson (1716-1784)

 

 

ohara Ko son

Ohara Koson  (1877-1945  )  – Maki

 

 

Chodź, patrz

Na prawdziwe kwiaty

Bolesnego świata

                                   Matsuo Basho  (1644-1694)

 

 

 

original-1880s-flower-barei-japanese-woodblock_1_dcf74cf71b668c039bbeaecb1f1bec87

 Kōno Bairei (1844-1895) – Fuksja

 

 

Dźwięki milkną,

Kwiaty pachną,

Dzwon zadzwonił wieczorem.

                                                              Matsuo Bashō

 

 

wróbel na kwiat magnolii Ohara Koson

Ohara Koson  – Wróbel na kwitnącej magnolii

 

 

Ciężki wóz

Przejeżdża dudniąc:

Zatrzęsły się piwonie.

                                                              Yosa Buson

 

Kono Bairei pink rose

Kōno Bairei Piwonia

 

 

Świat rozpaczy i bólu.

Kwiaty kwitną

Nawet wtedy.

 

                           Issa Kobayashi (1763-1828)

 

 

(wszystkie wiersze pochodzą z tomu przekładów Czesława Miłosza „Haiku”  – wydawnictwo m, Kraków 1992)