Prezent

plant

 

 

Tę wielką, grubą, barwną, wspaniale wydaną księgę przywiózł mi pod choinkę syn. Prosto z Londynu!

Nie mogę się nią nasycić. Jest fascynująca! Bardzo angielska, można powiedzieć, biorąc pod uwagę typowo brytyjskie zainteresowanie i podziw dla przyrody, a także szacunek i wnikliwość, z jaką się traktuje jej poszczególne okazy. Książka zawiera dziesiątki reprodukcji zdjęć, obrazów, tkanin, obiektów, a nawet rzeźb – wszystko, co dotyczy roślin! Są tu rysunki, akwarele i drzeworyty japońskie, są arabskie, ręcznie spisane, strony podręcznika zielarstwa, są francuskie gobeliny, są grafiki i obrazy, stronice starych zielników i stare sztychy – ilustracje do dzieł naukowych i podręczników botaniki. Ale dla mnie najciekawsze okazały się zdjęcia, wykonane z pomocą aparatury medycznej!

Oto na przykład przekrój poziomy pnia sosny na świetlnym mikrografie, wykonanym w roku 2011 przez Lauren Piedmont w Harvard Medical School, z użyciem dodatków fluorescencyjnych. Fluorescencja – objaśniają autorzy podpisów pod reprodukcjami – daje zaskakujące efekty, gdy się ją zastosuje pod mikroskopem elektronowym: oto niespodziewanie powstaje dzieło sztuki! 

A ja dodam z zachwytem: doskonale ponadto widać, jak zmyślne, jak cudownie precyzyjne, jak doskonale zaprojektowane jest wnętrze takiego zwyczajnego pnia! Arcydzieło konstrukcyjne!

plant1A

 

A oto romantyczny, zwiewny, subtelny portret róży: doktor Dain L. Tasker zrobił jej (w roku 1926) zdjęcie rentgenowskie!

 

plant4

 

Tu zaś – lilia amazońska (Eucharis+grandiflora) na radiografie z roku 2011. Zdjęcie zrobił doktor Gary Yeoh, histopatolog z Hongkongu, używając aparatu rentgenowskiego do wykonania (jak je nazywa) „florografii” – czyli obrazów ukazujących niewidzialne piękno kwiatów. Rzeczywiście! Zdjęcie rentgenowskie na papierze metalicznym ukazuje całą subtelną a mocną strukturę lilii, wdzięk i urok jej konstrukcji, wibrujące w niej życie i energię, skumulowaną w napiętych, gotowych do eksplozji pąkach:

 

 

plant2

 

To zaś, co widzicie poniżej, to wcale nie jest projekt kostiumu do jakiejś baletowej baśni scenicznej, tylko zwyczajne nasionko skabiozy (Scabiosa crenata) na powiększonym obrazie mikrograficznym. W naturze ma ok. 7,2 mm średnicy!

Brytyjski artysta Rob Kesseler przez ponad dekadę działał na pograniczu sztuki i nauki, produkując mikroskopowe obrazy nasion i pyłków kwiatowych. Preparaty swoje pokrywał cienką warstwą platyny i skanował je pod bardzo silnie powiększającym mikroskopem elektronowym. Otrzymywał obrazy czarno-białe, które następnie ręcznie kolorował, by odkryć i uwydatnić tajemnicze kształty i delikatne struktury wewnątrz tych maleńkich, niepozornych cząstek roślin. Rezultaty jego pracy przyprawiają nieomal o metafizyczny dreszcz, o zdumienie i zachwyt: oto człowiek XXI wieku widzi świat tajemniczy i nieznany, zagląda w jakiś nieskończony mikrokosmos, i może tylko bezradnie się zastanawiać, jak wielkie są obszary wiedzy, do których jeszcze nie dotarł, i jakie jeszcze odkrycia tych mikroświatów przyniesie rozwój techniki? A także – i przede wszystkim: kto to wszystko tak cudownie zaprojektował?!

plant3

A mnie przy tej okazji przypomina mi się ulubiony fragment pięknej książki Władysława Zambrzyckiego „Kwatera  bożych pomyleńców”. To rozmowa z Quadratusem i Tatarem, który

„podobno pragnął, lecz nie mógł uwierzyć w zajmującą opowieść pana Wincentego o zapylaniu kwiatów rośliny Yukka gloriosa.

– To nie może być – mówił – żeby robaczek znał taki sekret.

– Nie robaczek, tylko owad – poprawił Quadratus.

– Dobrze, niech będzie owad, i tak nie uwierzę. (…)

– W interesującym nas przypadku roślina umówiła się z motylkiem, że będą sobie wzajem pomagać w rozmnażaniu. Stało się to dawno, przed milionami lat, a umowa obowiązuje do dziś. Motyl w nadzwyczaj pomysłowy sposób zapyla roślinę, ta zaś wychowuje mu dzieci. Zrozumiałeś?

– Nie.

 – No to skup uwagę i słuchaj. Pewnego wieczoru, kiedy Yukka zakwitnie i porozchyla płatki, motyl-samica wlezie do jednego z jej kwiatów i złoży jajko. Gdyby się na tym miało skończyć, źle by było, gdyż nie zapylony kwiat szybko by zwiądł i odpadł, a wraz z kwiatem jajko też by zginęło. Co wobec tego robi motyl? Sięga ku pręcikom, zbiera z nich pyłek i ugniata łapkami kulkę.

 – Już sobie przypominam, mówił pan o tym. Że w kwiatku jest słupek, a w słupku jest wklęsłość.

 – Tak, bardzo mi miło, że pamiętasz. Kiedy motyl zrobi już kulkę, bierze ją pod brodę mniej więcej tak, jak ty być wziął pod brodę kulę od bilardu.

– A to heca!

– Potem motyl gramoli się na słupek i przednimi łapkami wpycha kulkę do zagłębienia, które ma kształt wydrążonej półkuli. Tak się odbywa zapylanie. (…) Po zapyleniu kwiatu samica-motyl odwiedza drugi kwiat, znosi w nim jajko, lepi kulkę, wpycha, gdzie trzeba, przelatuje na trzeci kwiat, na czwarty, na piąty, póki nie złoży wszystkich jajek. I wówczas ginie.

 – Czyli umiera?

– Tak, umiera. Wszystko, co ci opowiedziałem, dzieje się w ciągu jednego wieczoru. Po śmierci samiczki opiekę nad jajkami i nad gąsienicami, które się szybko lęgną, obejmuje roślina. Odtąd motyli potomek ma zapewnioną ciszę, spokój, odpowiednią do rozwoju temperaturę i odpowiedni pokarm. Młoda gąsieniczka pożera część zalążków kwiatu, a część zostawia, bo gdyby zjadła wszystkie, kwiat by zmarniał wraz z gąsienicą. Rozumiesz teraz?

– Rozumiem i zaczynam dygotać ze strachu. To są jakieś czary. I co się dzieje dalej z gąsieniczką?

–  Ano rośnie, rośnie, Tatarze. Po kilku dniach zdrowa i silna gąsienica wygrzebuje się spośród płatków kwiatu, pełznie w dół po łodydze, schodzi na ziemię, potem już jako poczwarka zimuje w ziemi i na drugi rok staje się motylem. Jeżeli jest samiczką, to pewnego wieczoru zacznie składać jaja i lepić kulki. Powiedz mi, kto nauczył motyla lepienia kulek?

–  Straszna heca!

– Nie nauczyła go matka, bo zmarła w chwilę po złożeniu jaj, nie nauczył ojciec, bo nigdy nie oglądał swych dzieci, kto więc nauczył?”

 

***

 

Zostawiając was z tym fascynującym pytaniem, spieszę teraz powitać nowe osoby w Księdze Gości. Są to: Ewa z Działdowa, Renata K, Anna, Agnieszka Haack, Sylwia, Kinga, s. Marysia, Mar., Agnieszka Smithothska z Londynu, Klaudia Piątek, Jolanta, Maria(Ma), Alicja, Lorelai, Miłka, Anna Łucja, Tysia, Monika, Wanda, MarTusia, DoBa, Dariusz, Tatiana, Barbara, Asia (mama Marcinka), Iwona Kwiatkowa z córeczką, Eululia, Paulina, Magdalena (całusy dla Stasia!), Tosieńka, Wioletta, Magda z Radomia, Kasia, Maciej (Jejek), Izabela, Dorota, Monik, Anastazja, Rockandrollka, Anonimowa 05, Małgosia, Tatiana, Agnieszka K, Agnieszka O, Ania wierna czytelniczka, Joanna,  Marta (najmilsze życzenia urodzinowe dla córki!) oraz Ania MM.

Anonimowa 05 – cieszę się, że obie lubimy i mile wspominamy Brzóstków! – jak i Śmiełów zapewne.

Wioletto i Niebieska Żabko – mnie również żal naszych Galerii Piernika, lecz niestety, latka lecą, kręgosłup figluje, muszę oszczędzać siły i ograniczać czas, spędzany przed komputerem. A takie galerie – wierzcie mi – to było OGROMNIE dużo żmudnej dłubaniny, a więc wiele długich godzin na siedząco!

Anastazjo: Toruń lubię bardzo i wraz z bliskimi często go odwiedzam. Nic więc dziwnego, że i miasto, i jego niegdysiejszy wspaniały antykwariat (byłam jego stałą bywalczynią) znaleźć się musiał w którejś z powieści! Więcej o tym – w „Na Jowisza!”.

Anette pyta o „Jowisza 2” – tak, wszystko na to wskazuje (choć umowy jeszcze nie podpisałam), że ukaże się on w tym roku. Wydawnictwo HarperCollins, które zadowolone jest z powodzenia „Na Jowisza” (książka miała dwa solidne dodruki od maja do września 2020) celuje z „Jowiszem 2”  na jesień 2021! A ja mam termin do maja. Nadążam, a jakże.  

Izabelo, sprawiłaś mi uciechę wiadomością, że trafiłaś na „Jeżycjadę” dzięki temu, iż córka miała ją w lekturach. Zwykle kolejność jest odwrotna – to mamy dzielą się z córkami. Tak czy inaczej – wspaniale!

Macieju (Jejku) – dziękuję za wiadomość prywatną, która bardzo mnie poruszyła. Przesyłam Ci krzepiący uścisk!

Kochany Zgredzie z rodziną, myślę o Was i Waszych sprawach i trzymam kciuki za wszelką pomyślność!

Joanno z Kielc – najlepsze życzenia urodzinowe dla Mamy!

 

A jako finalny akord zostawiam sobie Wielkie Podziękowanie dla wszystkich, którzy pospieszyli z życzeniami w tę niespecjalnie zachwycającą liczbowo rocznicę mych urodzin. Bardzo mnie te wszystkie dobre myśli i serdeczne życzenia pokrzepiły oraz ucieszyły. Dziękuję z całego serca!

Beatuszko, właśnie doszły Twoje przepyszne ciasteczka. Dziękuję najserdeczniej!

A wszystkich razem – mocno ściskam!

Wasza

MM

Szczęśliwego Nowego Roku…

IMG_20201230_122149

 

…życzy Wam Genowefa Bombke, a z nią i ja, oczywiście.

Ten nowy rok – choć z różnych względów wydaje się to mało prawdopodobne – może przecież być szczęśliwy. Szczęście jest wszak stanem ducha, a duch szybuje wysoko ponad przyziemnymi trudnościami, ponad przykrościami, absurdami i ponad codziennym mozołem.

Czyż nie wtedy jesteśmy najszczęśliwsi, kiedy przestajemy myśleć o sobie? Myślmy o innych, o naszych bliskich i kochanych, lecz także o obcych, którym potrzebna jest nasza pomoc, lub choćby – nasza siła i radość, nasza pogoda ducha i wsparcie. 

Co do tej ślicznej, kolorowej figurki szklanej – dostałam ją w prezencie gwiazdkowym od Kochanej (i jakże wiernej) Czytelniczki, Magdy Z. Paczka przyszła jeszcze przed Wigilią, ale nie wytrzymałam i otworzyłam ją wcześniej. Musielibyście słyszeć te okrzyki!!! – moje oraz asystujących przy rozpakowywaniu członków rodziny. Ha!

Figurka Geniusi wykonana została w hucie szkła, a odlał ją, wedle wskazówek Madzi, która tam pracuje (oprowadza wycieczki po wystawie), mistrz, pochodzący ze Lwowa.  Dziękuję z całego serca i Magdzie, i mistrzowi! Efekt ich współpracy jest nadzwyczajny, a radość moja – ogromna!

Jak widać, uszczęśliwić może nawet kawałeczek szkła. Chodzi tu bowiem nie o sam przedmiot (choć uroczy), a o to, co się wokół niego unosi jak świetlista mgiełka: o dobroć, przyjaźń, serdeczność i troskę, o uczucia i dobrą wolę, o radość tworzenia i darowywania, słowem, o to wszystko, czego Wam w Nowym Roku najgoręcej życzę!

Madziu, ściskam Cię mocno, z wielką wdzięcznością!

I Was wszystkich, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy – także!

Dużo szczęścia w Nowym Roku!

Wasza –

MM

 

Życzenia świąteczne

swieta-1

Mozaika z XII wieku „Miasto Betlejem” – (Bazylika San Clemente, Rzym)

 

Taką oto kartkę świąteczną otrzymałam właśnie od zaprzyjaźnionej rodziny Kochanych Czytelników z Warszawy. A na jej odwrocie te słowa:

 

swieta-3

 

Choć więc raz już składałam Wam życzenia, musiałam przecież podzielić się z Wami, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, ową prostą i mocną prawdą, którą tak pięknie sformułowali moi przyjaciele.

Tak, pojutrze znów wszyscy znajdziemy się w tym samym, co zawsze Betlejem, a Narodziny znów dodadzą nam sił i radości. A może też przypomną, że przecież bywały i gorsze, i bardziej dziwne czasy, a przecież żadne moce nie były i nie są nadal w stanie odpędzić nas od tej Stajenki z Dzieciątkiem. Zawsze będziemy się do niej garnąć.

Radosnych – mimo wszystko i dzięki wszystkiemu – Świąt Bożego Narodzenia!

życzy Wasza

MM

PS A ja już dostałam prezent pod choinkę (można przeczytać o nim TUTAJ). 

I bardzo się cieszę!

Pięknych Świąt!

Georges_de_La_Tour_-_Newlyborn_infant_-_Musée_des_Beaux-Arts_de_Rennes

Georges de La Tour (1593-1652)  Nowo narodzony

 

Święty Jan Paweł II:

Boże Narodzenie jest świętem człowieka. Rodzi się człowiek. Jeden z miliardów ludzi, którzy się urodzili, rodzą się i będą się rodzili na ziemi. Człowiek, element składowy wielkiej statystyki. Nie przypadkiem Jezus przyszedł na świat w okresie spisu ludności, kiedy cesarz rzymski chciał wiedzieć, ilu poddanych liczy jego kraj. Człowiek, przedmiot rachunku, rozważany w kategorii ilości, jeden wśród miliardów.

I równocześnie jeden, jedyny, niepowtarzalny. Jeżeli tak uroczyście obchodzimy narodzenie Jezusa, czynimy to dlatego, aby dać świadectwo, że każdy człowiek jest kimś jedynym i niepowtarzalnym. Jeżeli nasze statystyki ludzkie, ludzkie katalogowania, ludzkie systemy polityczne, ekonomiczne i społeczne, zwykłe ludzkie możliwości nie potrafią zapewnić człowiekowi tego, aby mógł się narodzić, istnieć i działać jako jedyny i niepowtarzalny, wówczas to wszystko zapewnia mu Bóg. Dla Niego i wobec Niego człowiek jest zawsze jedyny i niepowtarzalny; jest kimś odwiecznie zamierzonym i odwiecznie wybranym, kimś powołanym i nazwanym własnym imieniem.

(Watykan, 25 grudnia 1978 roku).

 

IMG_20201128_231042

 

Ten wielkiej piękności obraz  francuskiego malarza przedstawia, jak się sądzi, Marię z maleńkim Jezusem oraz świętą Annę, która osłania dłonią świecę (symbol Chrystusa).  Choć przepojony mistycyzmem, obraz ten ukazuje przecież zarazem zwyczajną, domową scenę: dwie troskliwe, zachwycone, czułe kobiety zapatrzone w nowo narodzonego człowieka. W ten zwyczajny cud. Właśnie  dlatego dzieło to wydało mi się tak bardzo pasujące do powyższego, wspaniałego  cytatu z orędzia Jana Pawła II.

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Właśnie teraz, kiedy zło zdecydowało się pokazać  swe oblicze publicznie, a dobro wydaje się nam tak bezbronne i ukryte,  warto pamiętać, że jest ono przede wszystkim –  ciche. Nie sądźmy, że jest w odwrocie; ono nigdy nie jest w odwrocie. Ono po prostu JEST. Wciąż się odradza. 

Poznacie je po tym, że przynosi prawdziwą  radość.

Tej radości właśnie życzę Wam na Święta Bożego Narodzenia. Niech będą jak najpiękniejsze! A jeśli w wieczór wigilijny nie uda Wam się spotkać ze wszystkimi, których kochacie, połączcie się z nimi dobrą myślą i serdecznym wspomnieniem.

Pięknych, pełnych miłości Świąt! – właśnie takich, jak co roku –

życzy Wam

Wasza

MM

 

IMG_20200112_142148

 

Na koniec jeszcze kilka słów powitania do nowych Gości w Księdze. Są to:  Renata K (pozdrawiam dzieci!), Anna z Radomińska, Kinga, Ducholuszka, s. Marysia, Kasia, Mar., eufuizm, Agnieszka z Londynu, Agnieszka Haack z Freibrurga, Reema, Klaudia Piątek, Józefina z Doliny Muminków oraz Aneta. Najserdeczniej dziękuję za wszystkie miłe słowa, dobre myśli i pozdrowienia – łączę uściski dla Was!

Na prośbę  Anety dodaję specjalną dedykację dla jej młodszej siostry. Karolciu miła! Bardzo się cieszę, że mam w Tobie nową czytelniczkę –  ale też i z tego, że tak lubisz czytać! Życzę Ci wspaniałych książek pod choinką i mocno ściskam!

Anno z Radomińska: byłoby mi bardzo miło skorzystać z Twojego zaproszenia i przyjechać do sympatycznych harcerek. Niestety!- zdrowie nie pozwala. Już nie jeżdżę: kuruję sfatygowany kręgosłup!  Naprawdę, po tych wszystkich pracowitych latach muszę teraz zwolnić tempo. Zresztą, wiesz, jak to powiadają: „albo się jeździ, albo się pisze!”. Sama rozumiesz…

Mar. – tak, tak, pomysł z „inną strefą czasową” w Chucherku już dawno mi przyszedł do głowy i zamierzam go wykorzystać!

Magdo Z, dziękuję za tyle miłych słów i pochwał dla gawędy  Emilii Kiereś o kolędach. Uważam, że ta książka jest naprawdę śliczna pod każdym względem i miło mi się dowiadywać, że dzieło córeczki  i  innym się podoba.

Sondelani – dziękuję za pamięć i za wiadomość prywatną. Zgredzie, Tobie także (przejęta, bardzo trzymam kciuki…i przesyłam także pozdrowienia dla Mamy)!

Niebieska żabko, niestety, nie zdołam w tym roku się zdobyć na kolosalny trud związany z urządzaniem Galerii Piernika. Może w przyszłym roku się uda!

Zuziu 12, pytasz, czy nigdy, w żadnych okolicznościach, nie traciłam pogody ducha i nadziei.  Ależ traciłam oczywiście pogodę ducha, kiedy to spotykały mnie nieszczęścia, a także choroby i śmierć bliskich. Nie można być wiecznie pogodnym, mamy prawo do smutku, bólu  i żałoby. Ja tylko nie lubię ich uzewnętrzniać.

Natomiast nadzieja – co stwierdzam po dojrzałym namyśle – właściwie mnie nie opuszcza.

I tak chyba ma być…

Uściski dla wszystkich!

MM

 

 

 

Adwent

IMG_20201128_230704

Fot. MM

 

 

Gerard Manley Hopkins (1844-1889)

ŚWIECA WE WNĘTRZU

 

Płomień świecy za szybą mijam pośród mroku,

I śledzę, jak krąg błogi żółtawej wilgoci

Wstrzymuje czarny napór ćmiącej wszystko nocy,

Jak się migot promieni miękko mieni w oku.

 

Jakich to palców pracę ukrywa ten pokój,

Pytam sam siebie, z braku odpowiedzi oczy

Tym chętniej tam kierując, gdzie czyjeś się toczy

Życie/ na chwałę Boga, na świadectwo Bogu. –

 

Wejdź w dom, we wnętrze: świecę życia popraw swoją

Wpierw – niech ciemną komorę serca rozpłomienia.

Jesteś tu panem, żyj więc zgodnie ze swą wolą;

 

Cóż? Czyś jest ślepcem, który nie widzi promienia,

A błąd bliźniego karci? obłudnikiem? solą

Zwietrzałą, wyrzuconą z nakazu sumienia?

 

(przełożył: Stanisław Barańczak)

 

IMG_20201128_231025

 

Gerald Manley Hopkins

THE CANDLE INDOORS

 

Some candle clear burns somewhere I come by.
I muse at how its being puts blissful back
With yellowy moisture mild bight’s blear-all black
Or to-fro tender trambeams truckle at the eye.

By that window what task what fingers ply,
I plod wondering a-wanting, just for lack
Of answer the eagerer a-wanting Jessy or Jack
There/ God to aggrandise, God to glorify. —

Come you indoors, come home; your fading fire
Mend first and vital candle in close heart’s vault;
You there are master, do you own desire;

What hinders? Are you beam-blind, yet to a fault
In a neighbour deft-handed? Are you that liar
And, cast by conscience out, spendsavour salt?

 

IMG_20201128_231033

 

A teraz jeszcze dopiszę kilka słów do Was, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Pojawili się w Księdze  nowi Goście: Nellie z Łagowa, Miłka, Agusia, Nina z Warszawy, Tosieńka z Poznania, Królewna, Justyna TR, Ania z Zielonego Wzgórza, Dominika Now. z Wrocławia, Dominika i Magdalena z  Częstochowy, Madduszka, Małgorzata z Poznania, Kasia D-P, Mirka z Rybnika, a także Paweł ze Stargardu Gdańskiego. Wszystkich witam, przytulam i wszystkim dziękuję za tyle życzliwości i dobrych słów. Sprawiają mi niezmiennie ogromną radość! Dziękuję! Dobrze jest, dochodząc do wieku, hm, powiedzmy: późnodojrzałego, widzieć, że – będąc z natury beztroskim szałaputem – zdołało się jednak (z Bożą i ludzką pomocą) zrobić w życiu coś dobrego i pożytecznego.

Małgorzata z Poznania prosi o więcej; chciałaby, mianowicie, bym wydała „Chucherko” jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Jest to żądanie miłe, lecz całkowicie nie do zrealizowania. „Chucherka” jeszcze nie ma – z powodu nienormalnych okoliczności pandemicznych, co już tłumaczyłam w poprzednich wpisach – i nie wiadomo, kiedy je w ogóle napiszę. To zależy od rozwoju sytuacji, a ta raczej się pogarsza.

Paweł ze Stargardu Gd. szuka „Łasucha literackiego”. Proponuję zapytać o niego w wydawnictwie Akapit Press! Może im jeszcze coś zostało. Pozdrawiam Twoją żonę, Pawle!

Joannie z Kielc serdecznie dziękuję za pochwały dla „Kalamburki”!

Królewno! – żałujesz, że ograniczyłam „interakcje z czytelnikami”, Ania z Zielonego Wzgórza zaś wręcz sądzi, że znalazła się na forum dyskusyjnym. Otóż, Księga Gości to nie jest forum, co wyraźnie zaznaczono na jej wejściu, a zmiana jej formuły wynikła z prostego powodu: już nie nadążałam z obsługą poprzedniej wersji komentarzy. Cieszę się, że – mimo zastrzeżeń – rozumiecie moje pobudki. Mam strasznie mało czasu! Teraz KG obsługuje znów Administracja, a ja zaglądam tam rzadziej, dzięki czemu mam więcej wolnych chwil na pracę. Czytam jednak z uwagą wszystko, co w KG piszecie, i oto moje odpowiedzi:

Madduszko, tak! To bibliofilia. Przypadłość nieuleczalna. Ten wielki regał to zaledwie 1/3 moich zbiorów…

Weroniczko, ależ tak! Monika Pałys także była na weselu Józka. Tak się dobrze bawiła, że ani na chwilę nie usiadła – dlatego umknęła opisowi.

Mirko z Rybnika, pozdrawiam Twoje córki, a moje Kochane Czytelniczki!

Anette, tak jest, zgadłaś, świeca w „Noelce” ma związek bezpośredni z tym wierszem Hopkinsa. Rozmawiałam o nim z bratem-tłumaczem  przez telefon, a ściślej: mówiliśmy o symbolice, zawartej w tym obrazie. I zaraz potem wstawiłam świecę w okno powieściowe, niejako w odpowiedzi. Nota bene wiersz Blake’a („Boski wizerunek”), kończący tę powieść, też tam umieściłam na cześć Braciszka. Cieszył się z tego!

Prochi z Poznania – nie podajesz adresu zwrotnego, więc odpowiadam tutaj: nie, dziękuję, nie jeżdżę już na spotkania i inne występy. Ale dziękuję za pamięć!

Mimi M, „Baśń i dziecko” to zbiór referatów z sesji naukowej warszawskiego oddziału ZLP, zebranych przez Halinę Skrobiszewską. Bardzo interesująca książka, kupiłam ją w antykwariacie. „Pana Tadeusza” mam w zbiorach aż cztery sztuki; to wydanie, o które pytasz (z ilustracjami Tadeusza Gronowskiego) pochodzi z roku 1984. Mam też piękny reprint wydania lwowskiego, ilustrował je sam Andriolli!

Olu z Lublina, pytasz o moje ulubione filmy. Mam ich tyleż, co ulubionych książek: tysiące!

I tyle odpowiedzi na Wasze pytania.

Na koniec jeszcze chciałabym się pochwalić córką: znakomicie odpowiedziała na zamówienie od nowego, ciekawego i ambitnego wydawnictwa „Kropka”! Napisała tę oto książkę:

 

okladka_o-koledach-gaweda_malamala

 

Czyta się to wspaniale, z ciekawością i wzruszeniem – miłe, żywe gawędy przybliżają współczesnym dzieciom słownictwo, dziś nie zawsze zrozumiałe, a przy tym odkrywają  tajemnice kolęd i niosą potężną  dawkę ciepła oraz pokrzepienia, nie mówiąc o wiedzy! Śliczne, pełne wdzięku, werwy i humoru ilustracje Marianny Oklejak doskonale współgrają z tekstem. Książka właśnie się ukazała – w sam raz pod choinkę, bo zawiera także słowa i nuty najważniejszych kolęd: można będzie sobie razem pośpiewać, tym razem wiedząc dokładnie, co które słowo znaczy!

Przy okazji: nasza Emilia zmieniła adres swojej strony autorskiej. Teraz jest taki:

www.emiliakieres.pl

 

Pozdrawiamy Was radośnie – obie, matka i córka!

 

He, he, spełniam życzenia!

pies_cala_strona

 

Przekład powyższego opisu:

George Underwood (ur.1940) – LEON (2006)- olej na płótnie, 23×31 cm

kolekcja prywatna

 

Wspaniały Leon z tego obrazu jest niemieckim pointerem krótkowłosym i ukochanym zwierzęciem artysty. Przejmujące to dzieło przewyższa zwykłą, malarską podobiznę psa, gdyż Underwood obdarzył to stworzenie obliczem heroicznym i soulful (to znaczy: smutnym, ale ja bym raczej wolała to przełożyć na: „uduchowionym”). Mądry wyraz zwierzęcia jest ukazany tak wnikliwie, że pies staje się niemal ikoną, symbolem jakiejś wyższej prawdy.

Obraz jest nieduży, ale jego temat w kategoriach metafizycznych staje się wielki, tak że zdaje się, iż pies i jego dusza sięgają poza granice ramy obrazu.

Jest w tym dziele poczucie historii i tradycji; interesujące jest porównanie go z Portretem Młodego Człowieka (ok. 1500, po prawej) Giovanniego Belliniego. Chociaż nie  jest to być może porównanie, które  Bellini mógłby zaakceptować, to jednak istnieje niewątpliwie uderzające podobieństwo w wyrazie i uduchowieniu tego młodego człowieka – i młodego psa Underwooda.

 

No, cóż. Ja bym tak  nie powiedziała; Młody Człowiek jest dużo brzydszy od Leona.

Książka zaś, Mamo Isi, wygląda z bliska tak oto:

 

IMG_20201120_134640

Jest tak piękna, że stoi zwykle frontem do pokoju, zamiast, jak wszystkie, na półce, w ścisku. Co na nią spojrzę, to się zachwycam, i tak już od trzech lat (wtedy najmłodszy syn  przywiózł mi  z Londynu to cudo pod choinkę).

Obejrzyjcie  sobie kilka rozkładówek:

 

IMG_20201120_132530

 

IMG_20201120_133340

 

IMG_20201120_133231

 

IMG_20201120_133217

 

IMG_20201120_132640

 

IMG_20201120_132713

 

Teraz będzie coś dla Madzi Z, żeby sobie nie psuła wzroku dopatrywaniem się, co stoi na tych regałach. Tak, dobrze widziałaś, jest to Racine,  w przekładzie Antoniego Libery, z piękną dedykacją tłumacza – obok wszystkie inne dary od niego, a stoją one na jednej z kilku pólek, zawierających liczne książki z dedykacjami autorów. Stąd obecność czterech książek Erwina Axera – bo z dedykacjami – podczas gdy pozostałe jego dzieła mają miejsce w dziale teatralnym.

 

IMG_20201120_132107

 

O, tu na przykład, na tej dolnej półce, po lewej od książek prof. Zbigniewa Raszewskiego, widać podniszczony plik dużego formatu: to wydruk „Androklesa i lwa” w przekładzie Stanisława Barańczaka, którą to sztukę Erwin Axer reżyserował w poznańskim Teatrze Nowym. Tekst przekładu pełen jest odręcznych notatek reżysera, niezwykle ciekawych i istotnych – cenne świadectwo wytężonej pracy. Dostałam tę pamiątkę po uroczystej premierze  od samego Axera (bywał w tym okresie naszym częstym gościem na poznańskich obiadkach i kolacyjkach, on i pani Ewa Starowieyska, która robiła scenografię do tej sztuki).

 

IMG_20201120_132032

 

Regał (projekt i wykonanie: art.plastyk Stefan Hoffmann) jest pojemny, więc nie będę tu robiła szczegółowej prezentacji, dodam tylko, że – z wyjątkiem dwu półek z nadwyżkami literatury angielskiej w oryginale, które to nadwyżki nie zmieściły się na właściwych sobie regałach – wszystkie inne zawierają dzieła niebeletrystyczne. Beletrystyka, dramat i poezja zajmują całe piętro naszego domu (włączając korytarz i podest schodów). Wygospodarowaliśmy  tam jeszcze jakimś cudem trochę miejsca na łóżka oraz na  stoły do pracy. Trochę to chorobliwe, przyznaję, ale Ty, Madziu, jak sądzę, świetnie mnie rozumiesz. Przyjaciół nie wyrzuca się z domu.

 

IMG_20201120_130717

Po lewej na dole – dodajmy – widać fragment pięknej patchworkowej narzuty, jednej z kilku, jakie zrobiła nasza starsza córka, Zosia.

(Aha!-  Zgred miał oczywiście rację – po lewej od portretu Papieża stoi encyklopedia Glogera)

Oto fragmenty fortyfikacji – z bliska:

 

IMG_20201120_130450

IMG_20201120_130628

IMG_20201120_131943

IMG_20201120_131206

IMG_20201120_130904

IMG_20201120_130856

IMG_20201120_132128

 

I na koniec jeszcze coś dla Dewajtis: zbliżenie portretu, który chciałaby mieć (przepraszam, że taki krzywy! Widzę, że muszę go oprawić na nowo!) – i już uciekam  do roboty!

Wasza

MM

 

IMG_20201120_130552

Fortyfikacje

 

Thomas Schmall; http://www.oxpal.com/

Mal. Caspar David Friedrich

 

Leopold Staff

ŁASKA

 

O, czuję, wiem, o, pewność mam:

Nie jestem sam, nie jestem sam.

 

Nade mną piecza tajnych rąk

Jak ponad ziemią słońca krąg,

 

Gdzie każde źdźbło ma z niego cień,

Co je okrąża cały dzień.

 

 

hills-and-ploughed-fields-near-dresden.jpg!Large

mal. Caspar David Friedrich

 

Leopold Staff

UKŁON

 

Niezrozumiała to chwila:

Gdy czasem idę ulicą,

Czoło się moje pochyla,

Jak gdyby przed tajemnicą.

 

Nic niezwykłego nie czuję,

Nawet nie myślę o niczem,

Nagle wiem, że się znajduję

Przed jakimś wielkim obliczem.

 

Gdy mijam tłumy i domy,

Niesposób mi się obronić 

– Choć nikt nie idzie znajomy –

Ażeby się nie ukłonić.

 

skrzynia

Fot. MM

 

A oto moja własna mała fortyfikacja, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy: tak, księgozbiór. I zdjęcia przodków. Pamiątki. Miniatura Chrystusa, którą w latach 60-tych podarowano mi (ukradkiem!) w ZSRR, gdzie byłam wraz z wycieczką studencką w celu obejrzenia zbiorów  malarskich Ermitażu. Jest i ładny portrecik, wycięty z czasopisma, a przedstawiający mój największy i niepodważalny Autorytet – stoi u mnie wśród książek już ponad 20 lat. Niezmiennie.

„Miłe życia drobiazgi” są tu także.

A wszystko razem wspiera mnie i ratuje przed zakłamaniem dzisiejszego świata, przed wulgarnością, tandetą i prostactwem. Bastion ze słów, myśli, obrazów i symboli.  Nawet już nie muszę sięgać po tych moich starych, drukowanych przyjaciół, by wiedzieć, co mają mi do powiedzenia – znam ich tak dobrze i tak długo. Ale wspaniale jest czuć ich przyjazną obecność i ich siłę. A wręcz – potęgę.

Zakładajcie swoje fortyfikacje! – naprawdę warto. Staniecie się niezwyciężeni.

Kilka słów o Księdze Gości: Sowo P, bardzo Ci dziękuję za pochodzący z roku 1939 cytat z Czechowicza – o potrzebie piękna. Nie znałam go. Jakże trafne i przejmujące słowa! – zwłaszcza gdy się zna dalsze losy poety (zginął 9 września 1939 podczas bombardowania Lublina). Można więc je odczytać  jako jego testament.

Witam serdecznie nowych Gości. Są to: April, Ania, Ada, Weronika, Jesienna, Tosia, Katka, Be-ta, Jesionek, Joanna, Jola, Annuszka (wiad.pryw.), AdamPolinka.

Adamie – i ja Ciebie pamiętam – chłopczynę wówczas! – z owych lat radiowych. Pozdrawiam serdecznie!

Anette – owa Wigilia Pod Rondem rzeczywiście zainspirowana została moim czytaniem, w Radiu Obywatelskim, świeżo napisanej „Noelki” – czułam się jednak trochę niezręcznie, kiedy mnie potem z tym cyklicznym wydarzeniem łączono. Rzeczywistość bowiem, jak to ona, odbiegła dość daleko od moich intencji.

Karolciu, witaj! – otóż, furtka ta prowadzi z ogrodu na podjazd przed domem. Kolor wybierała Emilia, moja córka, i to dość dawno, więc nie umiem Ci podać odcienia. Hortensje „Lime Light” wyrosły w tym roku wprost olbrzymie! Piękna odmiana, polecam.

Weroniko miła, cieszę się, że Ty się cieszysz na lekturę. Pozdrawiam Waszą Panią Polonistkę, a także koleżanki z klasy i mam nadzieję, że „Opium”  im także się spodoba.

Jolu ! – Trudno! –  się mówi, pisze się dalej. I mnie nie zachwycają czasy współczesne, a wszechobecność smartfonów i tabletów jest faktycznie niezłą trudnością w konstruowaniu akcji – ale takie czasy nam właśnie dano i musimy to traktować jako kolejne zadanie do spełnienia, kolejną próbę. Nota benenastolatka Polinka to aprobuje i jej rówieśnicy też! – a przecież ja głównie dla nich piszę! Nawiasem mówiąc, masz rację: ostatecznie to właśnie autor wie najlepiej, co napisać. Więcej: POWINIEN to wiedzieć najlepiej! – bo jest to jego zadanie i jego odpowiedzialność.

Piętaszku (wiad.pryw.) – tak jest, wskutek ogromnej frekwencji na tej (mojej autorskiej, przypomnijmy) stronie  musieliśmy się zdecydować na nowe reguły, stąd nowy kształt i charakter Księgi Gości.

KrzysztOfie, Anette, AgnieszkoO, Annuszko – bardzo, bardzo dziękuję za dobre słowo. Wzruszacie mnie!

Gio – dobrze wiedzieć… ale trzeba będzie jeszcze sporo poczekać. „Chucherko” odłożone do lepszych czasów, teraz skupiam się na „Jowiszu 2”.

Justyno z Brodnicy, miałabym Ciebie nie pamiętać?! – no, coś ty… tamto powitanie było dla Justyny K.

Wszystkim bardzo gorąco dziękuję za obecność i za tyle życzliwości – i przesyłam mocne uściski!

Trzymajmy się w pionie (moralnym)!

Wasza

MM

PS – Kochana Nutko, właśnie odczytałam Twoją wiadomość prywatną w KG – jakże się z niej cieszę! Dziękuję Ci bardzo za zrozumienie i pozdrawiam gorąco Was oboje!

Trzymajmy się, nie dajmy się!

IMG_20201104_135423

Wszystkie zdjęcia: MM

 

Józef Czechowicz (1903-1939)

JESIENIĄ

 

w  oknie chmur plamy deszczowa sieć

ogród to rdzawość czerwień i śniedź

w kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach

niebo kuliste błyska i pryska

 

słucham szelestów jesienny gość

mało wód szmeru szumu nie dość

czujnie czatuję rankiem przy oknie

gdy kwiat opada w kałuże ogniem

 

może usłyszę któregoś dnia

nutę człowieczą z samego dna

nutę co dzwoni mocno i ostro

a niebo cale dźwiga jak sosrąb

 

IMG_20201104_131644

 

Leopold Staff (1878-1957)

DNIE CORAZ KRÓTSZE…

 

Dnie coraz krótsze, od mgieł co dzień chmurniej,

Rankiem mróz ścina w igły stawu płytę.

Z drzewami stoczył wiatr ostatni turniej

I legły liście na ziemi pobite.

 

Smutna ma dusza, opuszczona srodze

Przez siostry: miłość, wiarę i nadzieję,

W dal bezprzytulną idąc staje w drodze

I w suchych liściach zziębłe ręce grzeje.

 

IMG_20201104_131245

 

Beata Obertyńska (1889-1980)

LISTOPAD

 

Na zachodniego nieba morelowym złocie

krążą, zawracają w locie,

na skrętach nikną przejrzyście

czarne, kraczące liście…

    ..                           I znowu syk na obwodzie

   ..                            czarnego obłędu tęsknoty

   ..                             która je w sejmy zwiewa…

To w zmierzch listopadowy, morelowo złoty

czarne, umarłe liście

żegnają drzewa…

 

IMG_20201104_131402

 

Kazimierz Wierzyński (1894-1969)

BŁAHE ZDARZENIA

 

Przyjaciółmi naszymi są błahe zdarzenia

Trudno niemal powiedzieć jak nic nie znaczące –

Co dzień przez ciepłe okna przelewa się słońce,

I niebo za oknami codziennie się zmienia.

 

Drzewa w jesiennej sierści gładziutkiej i śliskiej

Stadem ogród zaległy i stoją, jak sarny,

W górze, w swojej wesołej trosce gospodarnej

Skaczą rude wiewiórki i strącają szyszki.

 

Wieczór napełnia ciszę dzikich gęsi krzykiem

I z nimi za widnokrąg różowy odlata,

Z modrzewiów wiszą nitki, jak siwizna świata,

Opalona brązowym, smagłym październikiem.

 

I zaprawdę nic więcej tutaj się nie dzieje,

Dzień do dnia jest podobny, jak dwie krople wody.

Wracamy pośród nocnej, wyniosłej pogody

Do domu, który kręgiem zamknęły aleje.

 

I z tych najbłahszych rzeczy nagle się wytwarza,

W niedocieczony sposób wzbija się, wyrasta

Jakaś powaga wielka, jak łuna znad miasta,

Powaga tej miłości, która aż przeraża.

 

IMG_20201104_130652

 

Po tej okolicznościowej dawce mglistej melancholii spieszę z krzepiącymi okrzykami, dziarskim przytupem i gorącą herbatą (plus miód, cytryna i odrobina rumu). Ależ co tam te poetyckie westchnienia, trzymajmy się mimo wszystko, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Listopad nam nie pierwszyzna, a i czasy bywały gorsze. Odwagi!

Dodatkowo rozgrzewa mnie lektura Waszych wpisów w Księdze Gości – dziękuję za wszystkie dobre słowa – i o Jeżycjadzie, i o „Jowiszu” – oraz za uściski i nawet całusy z dubeltówki! Jestem pełna wdzięczności i radości!

Witam serdecznie nowych Gości w naszej Księdze! – są to: Michalina, Joanna, Ada, Ola, Basia, Emilia, Kasia D-PTysia, Justyna, Tosia, Miłka, Małgorzata – babcia Siunia, Oliwia i Zosia.

Anette, tak bardzo się ucieszyłam Twoimi pochwałami pod adresem „Kalamburki”! – ta  powieść kosztowała mnie ogromnie dużo pracy i w dodatku  nerwów. Kończyłam ją – oczywiście na termin! – resztkami sił, a po oddaniu tekstu wydawcy natychmiast się ciężko rozchorowałam. Potem nie mogłam na nią patrzeć bez bólu głowy, ale kiedy mi wreszcie wszystko przeszło, zrozumiałam, że napisałam być może najlepszą swoją książkę i od tej pory cieszę się za każdym razem, gdy ją ktoś docenia.

Różo Wiatrów, ależ oczywiście, że stryj Józeczek był na weselu Dorotki, z małżonką, oczywiście! Nie mogliby nie przybyć! – ale znikli w tłumie tych wszystkich, których nie wydobyłam na pierwszy plan. A wszyscy wszak na pierwszym planie być nie mogą!

Małgorzato, w nowej odsłonie tej strony nie przewidujemy możliwości odbierania przesyłek, więc tylko wyobrażam sobie  ten piękny jesienny wieniec. Dziękuję też za miłe wieści o Amelce, którą niniejszym czule pozdrawiam!

Miłko – pytasz, czy w „Na Jowisza 2” zmieści się Chodzież i Kowalikowie – o, nie wiem, doprawdy – raczej wątpię. Już teraz mam mnóstwo materiału do tego drugiego tomu, obawiam się, że znów będzie konieczna surowa autoselekcja!

Zosiu (wiad.pryw.) – chyba muszę odmówić Twojej prośbie o wywiad: mam strasznie mało czasu, coraz jakby mniej. Muszę go skąpić! Nie gniewaj się!

Buczyno – cieszę się z Nowej Czytelniczki (i przesyłam jej uściski) – tak, powiedz jej, że portret Józefiny miał być już w pierwszym „Jowiszu”, ale się nie zmieścił. Może i lepiej – teraz ją namaluję jeszcze ładniejszą! Co do krzyżówek jeżycjadowych – KC Bożena przygotowała ich wielką ilość, a Akapit Press szykował się do wydania tych pyszności w formie książkowej. Nie wiem, jak teraz wyglądają te plany, warunki się mocno zmieniły. Miejmy nadzieję, że ta książka jednak się ukaże i że wszyscy  będziemy mogli się nią nacieszyć!

Justynie K (wiad.pryw.) dziękuję za wiadomość o naruszeniach moich praw autorskich na wiadomym blogu frustratek – nie pierwsze to i nie ostatnie takie wydarzenie, więc przyjmuję je ze zwykłym stoicyzmem. Oczywiście wiadomość od Ciebie przesłałam mojej prawniczce, która z pewnością się tym zajmie. Mnie na to szkoda czasu.

Tysiu kochana, miło mi, że chcesz mi przysłać prezent, ale prawdę mówiąc zupełnie mi wystarczy, że wpiszesz się czasem do Księgi Gości i będę mogła się do Ciebie z tej okazji uśmiechnąć!

Oliwio – córeczka Melania! No, coś podobnego! Będzie Milą czy Milusią? Całusy ode mnie, a dla Twojej Mamy pozdrowienia!

Kasiu D-P, a to by się pan Czesław Miłosz ucieszył!

Wszystkim dziękuję, wszystkich mocno ściskam –

Wasza

MM

 

IMG_20201022_114425

 

Dziś na dyniowo!

peter,peter

……..„Peter, Peter, pumpkin eater” – ilustracja Jessie Willcox Smith do książki „Mother Goose” (1914)

 

Tu się bardzo lubi dzieci, jak wiadomo!

Wszystkie!

A że zarazem lubi się i dynie (za ich kolor przede wszystkim, ale i za formę tak imponującą oraz zabawną, za solidność, za pożyteczność, a także walory smakowe), trudno nie przypomnieć sobie natychmiast o  dyniach i dzieciach w twórczości znakomitej amerykańskiej malarki Jessie Willcox Smith (1863-1935), która sławę i ogromną popularność zawdzięczała właśnie portretom dzieci i ich matek. Jej śliczne, dziś może nieco już staroświeckie, lecz kiedyś nowatorskie i wielokrotnie nagradzane ilustracje do książek dziecięcych (patrz: Charles Kingsley, „Water Babies” na przykład) powstawały po pracowitym i starannym przygotowaniu z natury. Sama bezdzietna, miała w znajomych rodzinach wielu małych przyjaciół, których zapraszała do swojej pracowni na ciepłe mleko, ciasteczka i opowiadanie czarodziejskich historii. Zauważyła bowiem, że dziecko, słuchając baśni, patrzy opowiadającej osobie prosto w twarz, zastyga, jak oczarowane – a to pozwala bez przeszkód naszkicować – opowiadając – zarys jego portretu.

Domalować potem takiej zasłuchanej parce troskliwą Gąskę to doprawdy kwestia chwili!

 

The_Jessie_Willcox_Smith_Mother_Goose

 

Korzystając z dyniowej i jesiennej sposobności, pozwolę sobie teraz opublikować przepis własny – twórcze przetworzenie słynnej „Zapiekanki Kopciuszka”, którą zarekomendowała nam kiedyś Kochana Czytelniczka Sowa P. Potrawa Sowy była pyszna, lecz mając tu, na wsi, niejakie trudności ze zdobyciem sera gorgonzola, następnym razem użyłam innego (nawet feta się sprawdził!) a potem już zmiany oraz udoskonalenia same się prosiły.

A więc… dawajcie mi tu dynię!

 

Jessie_Willcox_Smith_2076_Cropped_master

mal. Jessie Willcox Smith

 

TARTA DYNIOWA  „JESSIE”

Kruche ciasto na spód potrawy należy wykonać ze składników następujących:

125  g mąki pszennej

125 g mąki semolina (ale jak się jej nie ma, całe 250 g zwykłej mąki też może być)

pół łyżeczki soli

150 g masła

2 jajka

solidna garść drobno utartego parmezanu. Tak, ser DO CIASTA!

Zagnieść. Po uformowaniu gładkiej kuli – odłożyć na pół godziny do lodówki.

W tym czasie usmażyć na 1 łyżce masła 2 drobno poszatkowane cebule.

Kawałek dyni (ok. 3/4 kg) obrać, pokroić w kostkę i dorzucić do zrumienionej cebuli, dodając 3 łyżki wody. Przykryć i gotować na małym ogniu, aż dynia zmięknie. Dodać łyżeczkę brązowego cukru, sól do smaku, zgnieciony ząbek czosnku, nieco pieprzu cytrynowego lub białego, nieco szałwii albo estragonu, lub tymianku (wszystkie te zioła pasują do dyni). Widelcem (lub praską do ziemniaków) rozgnieść masę dyniową na purée.

Rozwałkowanym ciastem wyłożyć formę, posmarowaną masłem i wysypaną odrobiną semoliny (lub bułki tartej). Rozłożyć na cieście masę dyniową.

1 duży por umyć, poszatkować na cieniutkie wiórki, Nałożyć obficie na masę dyniową. Można dorzucić nieco drobniutko pokrojonej zielonej papryki lub innych pyszności (oliwki? Wędzona szynka? Boczek? – jak kto lubi).

Po wierzchu rozłożyć sery: feta, mozzarella, parmezan tarty.

Piec na średnim ogniu ok. pół godziny, do zrumienienia brzegów ciasta.

Zaprosić dzieci!

 

6c416cce87ac2f2decb9e5273471c279

mal. Jessie Willcox Smith

 

A na zakończenie przywitam jeszcze nowych Gości w naszej Księdze – są to:

Krystyna – której bardzo dziękuję za doskonałe zrozumienie moich intencji,

Kasia oraz  Zofija – które zapewniam, że to właśnie możliwość dodawania otuchy i podnoszenia na duchu tak bardzo mnie cieszy w mojej pracy i daje mi poczucie sensu,

Agata – którą ściskam i proszę o pozdrowienie sióstr oraz czytających młodzieńców,

Karolina – której wyznaję, że znajomość języków obcych zawdzięczam – poza normalnymi lekcjami – uczeniu się na pamięć wierszy w oryginale oraz czytaniu niezliczonych książek, także w wersji oryginalnej,

Misia – którą zapewniam, że mam Tygrysiątko na oku i na uwadze, podczas gdy ono sobie rośnie

i Michalina – którą witam serdecznie w naszych gościnnych progach.

 

Wszystkim dziękuję za dobre słowo, a Marii Annie (wiad.pryw.) – za to, co zwykle! Bardzo, bardzo!

Iskro – przyjmij serdeczne gratulacje i ucałuj ode mnie Iskiereczkę w samo czółko!

 

Uściski ogrzewające i krzepiące dla wszystkich –

Wasza

MM

 

3d881226995dda6ca93baf9596e4b5cb--jessie-willcox-smith-autumn-scenes

mal. Jessie Willcox Smith

 

Na Wszystkich Świętych

Caspar_David_Friedrich_-_Abend_(1824)

Wieczór – mal. Caspar David Friedrich (1774-1840)

 

 

John Milton (1608-1674)

O  CZASIE

 

Pędź, wrogi Czasie, śpiesz się, niech twój bieg się stara
Ponaglić sennych godzin ołowiane kroki,
Powolne jak bezwładne ciężarki zegara;
Syć się wszystkim, co wpadnie w paszczy twojej mroki,
Pożeraj fałsz i pozór, który pysze służy,
Odpadki tego świata:
Tak mała nasza strata
I zysk twój  tak nieduży.
Gdy bowiem wszystko, co złe, zniknie w twoim łonie
I żarłoczność twa w końcu i ciebie pochłonie,
Ogrom Wieczności każdą z rozjaśnionych twarzy
Pocałunkiem obdarzy;
W potopie szczęścia zniknie wtedy wszelka troska,
Każda rzecz pełna Dobra, doskonale boska
Zalśni jak wieczną zorzą
Prawdą, Pokojem i Miłością Bożą
Przed niedosiężnym tronem
Tego, Kto nasze dusze w niebie rozjaśnionem
Przyjmie i Swoim błogim widokiem napasie,
A od przyziemnej nędzy na zawsze ocali:
Odziani w gwiazdy, wiecznie będziem triumfowali
Nad Śmiercią, nad Przypadkiem, i nad tobą, Czasie.

 

(Przekład Stanisława Barańczaka)

 

 

 

Caspar_David_Friedrich_053

Brama cmentarna – mal. Caspar David Friedrich

 

 

John Milton

ON TIME

 

Fly envious Time, till thou run out thy race,  

Call on the lazy leaden-stepping hours,  

Whose speed is but the heavy Plummets pace;  

And glut thy self with what thy womb devours,  

Which is no more then what is false and vain, 

And meerly mortal dross;  

So little is our loss,  

So little is thy gain.  

For when as each thing bad thou hast entomb’d,  

And last of all, thy greedy self consum’d,

Then long Eternity shall greet our bliss  

With an individual kiss;  

And Joy shall overtake us as a flood,  

When every thing that is sincerely good  

And perfectly divine, 

With Truth, and Peace, and Love shall ever shine  

About the supreme Throne  

Of him, t’whose happy-making sight alone,  

When once our heav’nly-guided soul shall clime,  

Then all this Earthy grosnes quit, 

Attir’d with Stars, we shall for ever sit,  

  Triumphing over Death, and Chance, and thee O Time.