Dziękuję za życzenia!

IMG_20220109_103303

fot. MM

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Dziękuję z całego serca za pamięć i miłe, piękne, dobre życzenia urodzinowe! Niepostrzeżenie całkiem sporo tych latek się uzbierało, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu – czas bowiem upływa błyskawicznie tym, którzy nie mają zwyczaju się nudzić! Można by się nieco zafrasować tą „bolesną rocznicą” („Ja się dzisiaj nie kąpię, bo ja dzisiaj obchodzę pewną bolesną rocznicę” – Hermenegilda Kociubińska w Teatrzyku Zielona Gęś K.I.Gałczyńskiego), gdyby nie napływały nadzwyczaj krzepiące sygnały od Was, świadczące o tym, że nie zmarnowałam tych 77 lat. Zadowalająca doprawdy konstatacja. Bardzo Wam za to upewnienie dziękuję!

Dziękuję też za liczne sygnały, listy i prezenty. Dziękuję kochanej Oddalonej Ofiarodawczyni za prześliczny, radosny bukiet, który wczoraj przyniósł, jak co roku, specjalny kurier od niej. Jak ładnie płoną te czerwienie w porannym słoneczku!

(Uwaga dobrej gospodyni: szyba po prawej bynajmniej nie jest brudna, tylko na stałe osłonięta siatką przeciw owadom!)

 

Zapraszam wszystkich na wirtualną urodzinową herbatkę. Tortu nie będzie, tylko świeżo upieczony, bajeczny, pachnący pod niebiosa Superpiernik Mamy Żakowej, oblany lukrem śmietankowo-cytrynowym, a przełożony domowymi powidłami oraz marcepanem własnej roboty. (Sama go wymyśliłam, a oto przepis: 2 tabliczki białej czekolady rozpuścić w rondelku ustawionym w kąpieli wodnej, dodać nieco słodkiej śmietanki oraz ok. 30-40 dag zmielonych migdałów – można je kupić przez internet jako mąkę migdałową – energicznie to wymieszać na aksamitną masę i na koniec dodać 2-3 łyżki limoncello lub innego przyjemnego likieru oraz koniecznie kilka kropel ekstraktu migdałowego). Pardon, piernik  jest napoczęty – my się już poczęstowaliśmy tym frykasem od rana – Ofiarodawca Róż i ja.

(Czy Oddalona Ofiarodawczyni widzi, co stoi i zawsze stać będzie na moim regale, tuż za białymi różami? Tak, to te dwie miłe figurki od Ciebie – mają już swoje lata! –  jedna z nich, jak pamiętamy, czyta książkę.)

 

IMG_20220109_103533

 

Oprócz życzeń i pochwał są też i pytania w Księdze Gości. Już odpowiadam!

Marto z Piaseczna, dziękując Ci za piękną wiadomość o różach w Krzemieńcu, dodaję, że dom pana Bronisława Gałczyńskiego w Piasecznie nie przetrwał, obawiam się, wojny. Ale oto nadesłany mi niegdyś przez nieocenioną Sowę P. link do wielu innych ciekawych faktów – TUTAJ.

Magdo, nie upadaj na duchu, tylko wytrwale się ucz! Nie poprzestawaj jednakże tylko na kursach. Działaj sama! Czytanie w oryginale możesz zacząć już teraz, ze słownikiem pod ręką. Początkowo będzie trudno tak się przedzierać przez obcojęzyczny tekst (dlatego polecam lektury łatwe, interesujące i wciągające, a znane Ci z polskich przekładów, np. książki Agathy Christie), ale niebawem się rozkręcisz na całego. A kiedy dojdziesz do mojego wieku, w nagrodę będziesz miała zapewnioną cudowną, interesującą i radosną starość, wypełnioną ciągłym odkrywaniem niezliczonych literackich skarbów, a także smacznych cacuszek lżejszego kalibru (jedno z nich widać na zdjęciu), które nigdy nie były przełożone na język polski. Polecam też stare i nowe brytyjskie filmy oraz seriale! – są w obfitości w różnych miejscach internetu, wśród nich prawdziwe rarytasy! Możesz sobie włączyć angielskie napisy i dzięki temu śledzić listę dialogową. Nabierzesz przy tym wytwornego angielskiego akcentu! (Z tego powodu unikaj filmów amerykańskich!) Odwagi! I zapału! A wszystko się uda!

Mamo Isi, dziękuję za piękne cytaty z „Plebanii, której nie było” Beaty Obertyńskiej. Poszperałam trochę po internetowych antykwariatach – i rzeczywiście, okazuje się, że weszłaś w posiadanie istnego białego kruka! Gratulacje!

Aniu K – przyjmij wyrazy prawdziwego współczucia. Ściskam Cię serdecznie. Trzymaj się, dziewczyno kochana!

Łączę gorące uściski dla wszystkich –

Wasza

MM

 

Trzej królowie, monarchowie

Gentile_da_Fabriano_-_Adorazione_dei_Magi_-_Google_Art_Project

Gentile da Fabriano (ok.1379-1427) – Adoracja Trzech Króli

 

…Potem i króle widziani,

Cisną się między prostotą,

Niosąc dary Panu w dani:

Mirrę, kadzidło i złoto.

Bóstwo to razem zmieszało

Z wieśniaczymi ofiarami!

A Słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami.

 

Podnieś rękę, Boże dziecię,

Błogosław ojczyznę miłą,

W dobrych radach, w dobrym bycie –

Wspieraj jej siłę swą siłą,

Dom nasz i majętność całą,

I Twoje wioski z miastami!

A Słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami.

 

Franciszek Karpiński (1741-1825), „Pieśń o Narodzeniu Pańskim” (fragment)

 

 

Sant%u2019Apollinare-Nuovo-Ravenna-the-Magi-presenting-their-gifts-mosaic-detail-late-6th-century-wearing-Persian-dress-and-Phrygian-cap-

„Trzej Królowie”, mozaika, ok. 520 r. naszej ery, bazylika San Apollinare Nuovo, Rawenna

 

A więc powiadają, że choinka powinna stać w domu tylko do Trzech Króli? Nie może to być! Ależ ona wciąż nam jeszcze pachnie i trzyma się znakomicie!

A my nadal się cieszymy prezentami pod nią znalezionymi, jak też i tymi, które pod choinkę przysłano z mniej lub bardziej daleka.

Na przykład ze Śląska (od KC Ann) i z Chicago (od KC Ateny):

 

IMG_20220105_205306

 

Penelope Lively – Life in Garden – to prezent od KC Ann – rozkoszna książeczka! Dziękuję! Czytam z zapałem! Ceniona i nagradzana pisarka angielska (laureatka nagrody Bookera) zwierza się, że pasja ogrodnicza występuje u niej równolegle z pasją do czytania i z pisaniem, oczywiście. W książce mowa jest o jej ogrodach (miała ich kilka), ale także o ogrodach literackich (omawiane są: Rebeka, Tajemniczy ogród, Małe kobietki, Mansfield Park i inne dziełaa także – uwaga, uwaga! – Rok ogrodnika Karela Čapka!). Miło!

A od KC Ateny przyleciała piękna opowieść Elizabeth Berg o Marii i Józefie (The Handmaid and the Carpenter). Pojawiła się także nasza ulubiona, a polecona nam przez Alka-Nietoperza (pamiętacie? Co też się z nim dzieje?) Connie Willis. Najnowsza książka tej sympatycznej autorki (Take a Look at the Five and Ten) to opowieść wigilijna – jak zwykle u niej wsparta o wątek naukowy (tym razem – medyczny). Już przeczytałam – rzecz pełna wdzięku i zabawna! (Podobałaby się Nietoperzowi). Ateno, wielkie dzięki!

Zauważcie też, jaki to rarytasik dostałam od Ateny: na stronie przedtytułowej złożony został autograf Connie Willis. Drobne literki głoszą, że jest to specjalna edycja w nakładzie 1500 numerowanych egzemplarzy. Mam całkiem niski numerek! – 330!

 

IMG_20220105_205431

 

Na książce Elizabeth Berg zresztą też odkryłam jej zamaszysty autograf! Dziękuję, Ateno!

Kuleczka zaś, którą widzicie na zdjęciu obok książek, to śliczny prezencik od KC Palto6 – doprawdy, Uwieczniony Dmuchawiec! Kulka jest wielkości niedużego jabłka, ale w powiększeniu wygląda tak oto:

 

IMG_20220105_210004

 

Cudeńko, prawda?

Nie umiem dociec, czy to w szkle zatopiono ów okazały dmuchawiec, czy w jakiejś innej masie – a w ogóle,  jak to zrobiono? Prawdziwa zagadka. Dmuchawiec jest calusieńki i ani troszkę nie uszkodzony!

Wspaniale, bo my tu lubimy dmuchawce.

Paltko, dziękuję!

Witam nowe osoby w Księdze Gości – Patrycję, FraniOlę, Magdalenę Ismenę Suzuki! (Magdaleno, dziękuję za zaufanie. Nie zawiodę Cię, bądź pewna.)

Dziękuję Wam za przemiłe wpisy i dobre słowa! Bardzo mnie cieszą i podnoszą na duchu!

Weroniko! Odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: zupełnie nie myślałam o tej siostrze Moniki, tylko raz o niej wspomniawszy, ale jestem pewna, że żyje ona sobie w najlepsze.

 

Wszystkich ściskam gorąco, dziękując za tyle serca i życzliwości –

Wasza

MM

 

Proszę bardzo!

prezenty_ksiazkowe

Już się robi, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, odpowiadam na zapotrzebowanie. Otóż Gwiazdorek w tym roku znowu zabłysnął!

Pierwsza książka w górnym rzędzie, od lewej, to piękny album wydany przez Royal Botanic Kew Garden  autorstwa Ambry Edwards – The Plant Hunter’s Atlas, a world tour of botanical adventures, chance discoveries and strange specimens.  Album jest wspaniale zilustrowany – niemal na każdej stronie znajdujemy zachwycające precyzją i kunsztem rysunki i ryciny dziewiętnastowiecznych (w większości) botaników i odkrywców niezwykłych roślin. Podobałyby się Sowie P! Nawiasem mówiąc, ja także, jak ona, czekam „z łopotem spragnionych ust” (J.Przybora) na zapowiedziane przez naszego Botanikona rewelacje o bodziszku!

 

plants_rozkl

 

Gruba księga The Rose to  dzieło Jennifer Potter, która zajmuje się historią ogrodów. Bogato ilustrowana, głównie reprodukcjami dzieł sztuki, książka opowiada niezwykłą  historię róży, począwszy od czasów greckich i rzymskich, na współczesności skończywszy. Jennifer Potter stara się odpowiedzieć na pytanie, co właściwie sprawiło, że ten kruchy i najpiękniej  pachnący  kwiat zyskał taką moc i wzbudza taką fascynację wśród społeczeństw całego świata, na przestrzeni tylu wieków.  Autorka przytacza mity na temat róży, inne znów obala, bada też bogatą symbolikę tego kwiatu, i tropi jego obecność w sztuce całego świata. Słowem – gratka!

Fabric – dzieło bestsellerowej w Anglii autorki, Victorii Finlay, dokonuje w zasadzie podobnych, arcyciekawych badań,  lecz nie o róży pisze autorka, tylko o tkaninie, jej pochodzeniu i jej historii, jej przygodach, symbolice z nią związanej i  o związkach ludzi z tym ich wynalazkiem. Napisana żywo i ciekawie, książka ta słusznie stała się bestsellerem. Już czytam, z zapałem!

Równocześnie podczytuję wspomnienia znanego kompozytora, Krzysztofa Meyera – Mistrzowie i przyjaciele (Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków): jakież lekkie pióro, miły ton gawędy, elegancja stylu!

I wreszcie  album, a właściwie obszerny i piękny katalog z japońskiej wystawy Lucie Rie, artystki urodzonej w roku 1902, w Wiedniu. Wyemigrowała ona do Anglii i tam stała się jedną z największych i najbardziej podziwianych twórczyń ceramiki, a ściślej: ceramicznych naczyń. Podziw ten podzieliła publiczność w Japonii, gdzie dzieła Lucie Rie są niemal kultowe i uchodzą za uduchowione, przepełnione harmonią i spokojem, bardzo „zen”.   

A na koniec zostawiam najlepszy smakołyk: pierwsze wydanie „Wielkiej  Niedźwiedzicy” Kazimierza Wierzyńskiego (1923, Warszawa). Prezent ten nadszedł pocztą znad morza, a kochana ofiarodawczyni zamierzyła ucieszyć zarówno mnie, jak i córkę Emilię, która z zapałem kolekcjonuje pierwsze wydania tomików poetyckich. Cel został osiągnięty! Obie raz jeszcze gorąco dziękujemy!

 

wierzynski2

 

wierzynski

 

A poza tym dostałam jeszcze praktyczny, duży i nowoczesny szybkowar  oraz rozkładany parasolodaszek, przeznaczony do osłaniania przed słońcem stołu ogrodowego, przy którym mam zwyczaj czytać i malować w porze letniej.

Brawo, Gwiazdorku! Tylko tak dalej!

 

IMG_20211212_120244

 

Wiadomości dla Księgi Gości: Wdzięczna Czytelniczko Katarzyno!-  dziękuję za długi i bardzo miły oraz budujący wpis. Zamieszczony został w KG i… zaraz potem trzeba go było schować, bo wywołał natychmiastową reakcję, czyli odezwały się tzw. nożyce. Już się domyślasz, jakie… a nie chcemy na tej stronie gościć ludzi aroganckich  oraz agresywnych. Ich towarzystwo jest zwyczajnie niemiłe. Nożyce wyrzuciłam więc do kosza, a Twój wpis zachowałam tylko dla siebie i teraz, kiedy jest ukryty, podczytuję go sobie z wdzięcznością oraz radością. Pozdrawiam Ciebie oraz rodzinę!

Marigold – nie, nie mam książeczki An den Mond, ani albumu rysunków Goethego. Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa o „Jowiszach”!

A wszystkie inne wpisy na temat obu Jowiszów przyjęłam równie wdzięcznym sercem.Tak się cieszę, że umiliły Wam Gwiazdkę!

Dziękuję też za życzenia świąteczne i noworoczne, za wszystkie dobre i serdeczne słowa. Odwzajemniam je gorąco!

Patrycjo, pytasz o listę książek, które posłużyły nam tu kiedyś do zagadek literackich. Otóż, mamy ją, w archiwum, ale nie bardzo jest tu miejsce na jej wyeksponowanie. Była dłuuuga! Może kiedyś, przy okazji przebudowy tej strony, rzecz się da zrobić…

Izabelo, pytasz o zapowiadaną niegdyś (przez wydawcę!) moją książkę „Na Wielkanoc”. Na razie szkoda mi na nią czasu, ale kto wie? Może kiedyś?

Magdaleno z lubelskiej drużyny harcerskiej! Dzięki za miłe słowa i za zaproszenie, ale z różnych względów nie jeżdżę już na spotkania autorskie. Pozdrawiam Ciebie i całą drużynę – czuwaj!

Jakubie! – jak zwykle bardzo ucieszył mnie głos od Ciebie. Miło pomyśleć, że jesteś tu wciąż z nami! Polecamy się!

Zgredzie, dziękuję za długi i szczegółowy list z wiadomościami od Was. Trzymam kciuki, żeby wszystko się udało i żeby było Wam jak najlepiej! I wielu sił życzę!

Jesienna AdoFanko Robrojka, dziękuję za pocztowe życzenia!

Wszystkich gorąco i noworocznie pozdrawiam, życząc siły ducha i odwagi.

Wasza

MM

 

Żeby był lepszy!…

IMG_20211230_104644

fot. MM

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

„Żeby był lepszy ten Nowy Rok!” – ha, właśnie sobie zdałam sprawę, że przecież tego sobie wzajemnie życzymy każdego sylwestra.

No i… różnie bywa, prawda?

Mój empirowy zegar, znany Wam z „Na Jowisza 1” (dostałam go w prezencie po maturze), towarzyszył mi w powitaniu nowego roku aż 59 razy!

Niejedno razem witaliśmy. Z kolejnymi latami pojawiały się nowe, codzienne i zwyczajne radości oraz smutki, ale i wielkie, zupełnie niespodziewane wydarzenia polityczne, ustrojowe, gospodarcze, sytuacje groźne i epizody groteskowe, niepokoje, wstrząsy, zmiany – to na lepsze, to na gorsze. I oczywiście żadne sylwestrowe życzenia, towarzyszące kolejnej nowej nadziei kalendarzowej, nie miały na te nadchodzące wydarzenia żadnego wpływu.

Bo też wcale nie o to tu chodzi.

Te noworoczne życzenia są po to, żebyśmy pamiętali, JAK POWINNO BYĆ. I to dopiero od nas zależy!

Życzmy więc sobie nawzajem pogody ducha, odwagi, radości życia, życzliwości wobec ludzi i świata, wierności dobrym zasadom, wytrwałości, pracowitości, przyjaźni, miłości, dobroci, poczucia humoru i wdzięku!

Jeśli będą nam towarzyszyć codziennie – to, daję głowę, ten Nowy Rok będzie lepszy! O wiele!

Żeby nie wiem co! – jeżeli tylko będziemy pamiętali, JAK POWINNO BYĆ!

I jaki powinien być porządek świata – przynajmniej naszego, tego najbliższego, tego, na który mamy wpływ.

Trzymajmy się, nie dajmy się!

Łączę sylwestrowe uściski –

Wasza

MM

 

W drodze do Betlejem

498px-Hugo_van_der_Goes_-_Triptyque_Portinari,_détail_4

Hugo van der Goes (1440-1482) – Józef i Maria w drodze do Betlejem

 

Obrazy, malowane przez mistrzów, mówią do nas bez słów.

Ten obraz (właściwie jest to fragmencik tryptyku) ukazuje trudy drogi ku przeznaczeniu, pokonywanie przeszkód i niebezpieczeństw. Widzimy wąską ścieżkę, tak stromą i zdradliwą, że dla pewności brzemienna Maria zeszła z dźwigającego ją osiołka i kroczy ostrożnie, wspierana i chroniona przez Józefa. Piętrząca się nad nimi ciężka bryła skalna przytłacza tę scenę i ma zapewne symbolizować zagrożenie ze strony świata, a może – zapowiadać dalsze trudy i cierpienia? Maria pokornie pochyla głowę, Józef jest samą troskliwością i wiernością.

I wytrwale idą ku Betlejem, gdzie nie będzie dla nich miejsca w gospodzie.

Piękne i dające do myślenia, prawda?

 

Czekając na Boże Narodzenie warto sobie popatrzeć na ten obraz i pomyśleć nieco inaczej o własnych trudach i o przeszkodach na naszych własnych drogach. Może pokonywanie tych przeszkód ma głębszy sens? Może nas ku czemuś prowadzi? Może zagrożenia ze strony nieprzychylnego świata jakoś nas, ostatecznie, umacniają i budują?

Byle tylko nie poddać się przemocy krzykliwego zła.

I tego sobie życzmy nawzajem. Odwagi, dobroci, wierności i wytrwałości, mądrości i świadomości celu.

Radosnych – mimo wszystko! – Świąt Bożego Narodzenia!

 

1280px-Giorgione_-_Adoration_of_the_Shepherds_-_National_Gallery_of_Art

Giorgione (ur. 1478 lub 1479, zm. 1510)Adoracja pasterzy

 

Dziękuję za wszystkie miłe i dobre słowa od Was, te wpisywane do Księgi Gości, i te, które nadchodzą pocztą. Dziękuję też za nadesłane prezenty! (Kris! Aniu! Joanno! Mamo Isi!!!!)

A przede wszystkim – dziękuję za dobre myśli i pamięć!

Radosnych, pięknych Świąt!

Wasza

MM

 

Adwent w śniegu, oby tak dalej!

IMG_20211212_115901

 

wszystkie zdjęcia:MM

 

 

Walt Whitman (1819-1892)

CUDA

 

Jak to, cud miałby być czymś niespotykanym?

Co do mnie, wszystko, co znam, to wyłącznie cuda,

Czy przechadzam się po ulicach Manhattanu,

Czy rzucam okiem w stronę nieba nad dachami domów,

Czy brodzę boso wzdłuż plaży, na samym skraju wody,

Czy stoję pod drzewami w lesie,

Czy rozmawiam za  dnia z kimś, kogo kocham, albo nocą śpię z kimś, kogo kocham,

Czy siedzę przy stole, jedząc z innymi obiad,

Czy patrzę na nieznajomych, siedzących naprzeciwko w wagonie,

Czy obserwuję pszczoły, rojące się wokół ula w letnie przedpołudnie,

Albo zwierzęta pasące się na polach,

Albo ptaki, albo podziw budzące owady w powietrzu,

Albo równie budzące podziw zachody słońca lub gwiazdy świecące tak jasno i cicho,

Albo wreszcie doskonale delikatną, cienką krzywiznę wiosennego nowiu –

To i wszystko inne, razem i z osobna, to dla mnie cuda,

Całość pełna powiązań, a jednak każdy jej składnik odrębny i na swoim miejscu.

 

Dla mnie każda godzina światła i mroku jest cudem,

Każdy cal sześcienny przestrzeni jest cudem,

Każdy jard kwadratowy powierzchni ziemi jest usłany cudami,

Każda stopa jej wnętrza roi się od nich.

 

Dla mnie morze jest nieprzerwanym cudem,

Pływające w nim ryby – sterczące z niego skały – ruch fal – statki z ludźmi na pokładach;

Jaki cud mógłby mnie bardziej zadziwić?

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

IMG_20211212_115935

 

 

Walt Whitman

MIRACLES

 

Why, who makes much of a miracle?
As to me I know of nothing else but miracles,
Whether I walk the streets of Manhattan,
Or dart my sight over the roofs of houses toward the sky,
Or wade with naked feet along the beach just in the edge of the water,
Or stand under trees in the woods,
Or talk by day with any one I love, or sleep in the bed at night with any one I love,
Or sit at table at dinner with the rest,
Or look at strangers opposite me riding in the car,
Or watch honey-bees busy around the hive of a summer forenoon,
Or animals feeding in the fields,
Or birds, or the wonderfulness of insects in the air,
Or the wonderfulness of the sundown, or of stars shining so quiet and bright,
Or the exquisite delicate thin curve of the new moon in spring;
These with the rest, one and all, are to me miracles,
The whole referring, yet each distinct and in its place.

To me every hour of the light and dark is a miracle,
Every cubic inch of space is a miracle,
Every square yard of the surface of the earth is spread with the same,
Every foot of the interior swarms with the same.

To me the sea is a continual miracle,
The fishes that swim—the rocks—the motion of the waves—the
        ships with men in them,
What stranger miracles are there?

 

IMG_20211212_120202

Z wiewiórczego!

IMG_20211205_231322

wszystkie zdjęcia: MM

 

Na życzenie sympatycznego DC Pstrygryska i miłej KC Blanki przedstawiam dzisiaj pędzle, których używam, a przy okazji sygnalizuję, że oczywiście pamiętam o świętym Mikołaju. Mam nadzieję, droga Dziatwo, że Wasi bliscy też pamiętają i że w bucikach lub przy poduszkach znajdziecie rano (a raczej nad ranem, bo kto by się wylegiwał do świtu w dniu 6 grudnia?!!! – chyba jakiś piecuch lub rozwydrzone dziecię przesycone prezentami na co dzień!) miłe dowody uczuć w postaci paczuszek z kokardkami.

Co do pędzli, Pstrygrysku, to masz oczywiście rację, od nich także zależy bardzo wiele. I tak, najlepsze są (Wójcie Wiewiórko, pardon!) te z rudych kitek, ale i z czarnych oraz szarych się trafiają. (Przy okazji: DC Zgred w Księdze Gości polecił nam pędzle do golenia z włosów dzika i wyznaję, że wybuchnęłam dzikim śmiechem, czytając te słowa! A tak samo się śmiałam, czytając odpowiedź K8 na pytanie tegoż Zgreda w sprawie suszarki! Dziękuję za te wesołe chwilki! Co ja bym bez Was zrobiła!)

Przydatne są także i pędzle plastikowe, takie  jak te płaskie a szerokie, z białego włosia sztucznego. Nie są one tak miękkie i podatne, jak te naturalne, ale mają swoją szczególną elastyczność i można za ich pomocą uzyskiwać ciekawe efekty liniowe. Ba, nawet plastikowa (medium) szczoteczka do zębów się przydaje! – zanurzcie ją w farbie lub tuszu i przesuńcie po niej palcem, oczywiście ponad arkuszem papieru! Sami zobaczycie!

W tle zdjęcia poniższego – główka Geniusi (Aurelii), którą ulepiłam specjalnie dla Was, jako ilustrację do Jowisza 2. Cóż, miejmy nadzieję, że Kozio użył lepszej modeliny niż ja, albo może wyrzeźbił główkę staranniej, albo może nie ulokował jej na słonecznym parapecie nad kaloryferem – moja rzeźbka się rozeschła i pękła, jak widzicie. Eee, ale fuszerka, ale fuszerka. Czas to wyrzucić, bo straszy.

 

IMG_20211205_231238

 

Donoszę ponadto, że znany już Wam grudnik, po lecie spędzonym w ogrodowym półcieniu i po przesadzeniu do większej doniczki, nabrał takiego wigoru, że zakwitł w październiku, i to jak bujnie! Miło spojrzeć na taką radość życia!

 

IMG_20211101_120510

 

I tego się trzymajmy, drodzy Przyjaciele w każdym wieku. Rozkwitajmy! Nie dajmy się zwariować, nie pozwólmy się zdenerwować, nie gódźmy się na skłócanie nas i tworzenie podziałów. 

Mamy Adwent!

Czekajmy ze spokojem i radością!

Zapalmy światełka w oknach, zawieśmy świecące gwiazdy i lampki, niech nam się  wszystkim czeka miło i jasno!

Wyłączmy (albo wręcz wynieśmy do piwnicy) te toksyczne telewizory, a w zamian zaopatrzmy się w nowe, miłe i mądre książki.

Kto lubi – niech maluje!

Albo piecze pierniki!

Albo robi ozdoby na choinkę! – to przecież już niedługo! Hura!

Trzymajmy się, nie dajmy się!

Tym zawołaniem kończę, mile pozdrawiając przy okazji nowe Osoby, które wpisały się do Księgi Gości (hej, jest nawet czytelniczka z Singapuru!) i czule myśląc o wiernych Starych Bywalcach. Dziękuję za wszystkie miłe i serdeczne słowa – także w imieniu córki, Emilii!

I przesyłam mnóstwo ciepła oraz uścisków – dla wszystkich!

Wasza

MM

PS – Haniu, odpowiadam na Twoje pytanie: taką osobą jest z całą pewnością pan Ignacy Borejko. Ciekawe, przyznaję!

Papier – rzecz ważna

15_mm

mal. M. Musierowicz – szkic ilustracji do książki Emilii Kiereś Cynowy rycerzyk

 

To jezioro jest trochę zbyt rozlegle (wygląda na mazurskie, a w Cynowym rycerzyku występuje raczej skromne, wielkopolskie, w dodatku leśne), dlatego obrazek powyższy nie wejdzie do książki (która ukaże się wiosną). Ale jest raczej niezły, więc go pokazuję tutaj, żeby się nie zmarnował. („U dobrej gospodyni nic się nie zmarnuje!” – jak mawiała moja niania i opiekunka, Masia.)

Bardzo dziękuję za pochwały dotyczące poprzednio pokazanej ilustracji (z wpisu Hej, lunofile!). Potwierdzam opinię Joanny o pełnej kontroli w zakresie techniki wet in wet. Udaje się to jednakże, Joanno, dzięki zwykłej suszarce do włosów i jej to jest głównie zasługa! Co do tajników warsztatu, o które nieśmiało pytasz – jak najchętniej się nimi dzielę, pro publico bono, że tak powiem. Otóż  na papiery akwarelowe nie żałuję grosza, bo od nich przede wszystkim zależy powodzenie malowania tymi znakomitymi tuszami akwarelowymi Eco-line. Przekonałam się – drogą prób i błędów – że najlepsze dla moich potrzeb są papiery francuskie L’Aquarelle CANSON héritage, zwłaszcza w tych dwóch gatunkach: grain torchon oraz grain satiné. Ważne, żeby papier ten był nie w pojedynczych arkuszach, tylko w blokach, ciasno sklejonych po brzegach. To dzięki temu zabiegowi arkusz nie wygina się pod wpływem aplikowanej mu obficie wody, tylko niebawem sam się napina do stanu poprzedniego, zwłaszcza gdy się używa suszarki dla przyspieszenia procesu wysychania.

Poniżej kilka próbek, wyciętych dla was z obrazków zdyskwalifikowanych (takich nie wyrzucam od razu, bo zawsze mogą się przydać – no i proszę, rzeczywiście!). Dobrze na nich widać różnice w gatunkach papieru. Każdy bowiem inaczej przyjmuje uderzenia pędzla i rozlewanie się płynu.

Tu widać ten sam kawałek jeziora – w dwóch wersjach –

 

na gruboziarnistym papierze grain torchon (pardon za niechciany kleksik!):

 

probka2a

 

i na gładziutkim papierze grain satiné:

 

probka2b

 

I różne obłoki na różnych fakturach papieru, w takiej samej kolejności, czyli –

 

grain torchon:

probka1b

 

i grain satiné:

 

probka1c

 

A tu z kolei macie demonstrację umiejętności suszarki; pozostawione bez jej interwencji obłoki rozlewają się tak:

 

probka1a

 

A podsuszane zachowują się tak oto:

 

probka2c

 

Sami widzicie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, że malowanie to cudowna zabawa! Poza wszystkim, naprawdę pozwala ona oderwać się od rzeczywistości przygnębiającej, przykrej a paskudnej, a każe natomiast poświęcić całą uwagę temu, co piękne, ciekawe i budujące dla ducha. Nauczyłam się tego od stoików. I od Japończyków!

 

27mm

 

Witam nowe osoby, które wpisały się do Księgi Gości – a więc Agnieszkę, Jolantę i Joannę oraz Piotra. Piotrze, wybacz, o spotkaniach autorskich już nie myślę. Mój sfatygowany kręgosłup lubi pozostawać w domu, a bez niego przecież nie mogę się wybrać w podróż!

Bardzo wszystkim dziękuję za jakże miłe wpisy – także za wiadomości prywatne, bardzo niekiedy wzruszające i ciekawe!

Wszystkie dobre uczucia szczodrze odwzajemniam, łącząc uściski!

Wasza

MM

 

Hej, Lunofile!

pejzażyk

M. Musierowicz – szkic ilustracji do książki Emilii Kiereś Cynowy rycerzyk

 

Mam dziś tu dla Was, moi drodzy, cichy i ciepły przedwieczór majowy na polach, z nieśmiałym księżycem i lekko zamglonym laskiem brzozowym w oddali. Przypomnijcie sobie, jak o tej porze pachnie powietrze, a jak – młody owies. I jak śpiewają ptaki!

I zaraz listopad będzie odrobinę mniej posępny.

To już ostatnie dni, pozostałe mi na malowanie. Termin oddania ilustracji do Cynowego rycerzyka Emilii Kiereś wyraźnie się zbliża! (Książka ma się ukazać na wiosnę). Mam już gotowe wszystkie obrazki dwustronicowe, mam też przerywniki, wyklejki i winietki, teraz pozostały mi do zrobienia tylko portreciki  bohaterów. Aha, i jeszcze pewnej Gąsienicy!

Bardzo to ładna i ciekawa opowieść, przedstawiająca – jak zwykle w tej seryjce „z błyskiem” – ważne sprawy dzieci, a także – mądre rady dla rodziców. Jesteśmy z p. Musierowiczem naturalnymi współtwórcami naszej zdolnej Emilki, więc duma z tego naszego udanego dzieła nie zna granic!

A jak tylko skończę malować… a nie, przecież przed nami Boże Narodzenie, pierniki i porządki, a potem rodzinne spotkania… No więc dopiero po Świętach wezmę się do pisania, zdopingowana tymi ciągłymi okrzykami: „A Chucherko? Gdzie Chucherko?!”. Dziękuję Wam za to cierpliwe i gorące zarazem oczekiwanie. Jak już wspominałam, szukam rozwiązania – na razie mam dwa. Coś może z tego w końcu wyniknie!- o ile presja przykrej i absurdalnej rzeczywistości zelżeje.

Nakład Na Jowisza 2 już prawie wyczerpany (hura! I dziękuję!), ale wydawnictwo HarperCollins już spiesznie robi dodruk, żeby się udały prezenty na Gwiazdkę.

Dziękuję też bardzo za wszystkie miłe słowa i opinie o Jowiszu 2 – takie to dla mnie radosne, ciekawe i pouczające, co piszecie!

Beatuszko kochana (dzięki za pamięć o Solenizancie!), Mimi M., JustMagdaleno, ZofJo, Aleksandro z Rudy Śląskiej – tak się cieszę Waszymi komentarzami! ZofJo, pozdrów ode mnie Mamę!

Krysiu! – ależ oczywiście, że Cię pamiętam! (Tak, nadal zielony Armani Gio, ale polecam Ci także inny zielony zapach: Green Tea Elizabeth Arden – prześliczny! Jedna z moich córek go używa, a ja się zachwycam!). Przesyłam Ci mocne uściski!

JustMagdaleno, racja, to byłyby ciekawe hasła do Jowisza, szkoda, że o nich nie pomyślałam. Hasło ZUPY mogłoby traktować o znakomitym miesięczniku „Ty i Ja”, który ukazywał się w latach 60-70. Pięknie – jak na owe czasy – wydawany, z udziałem najznakomitszych polskich grafików, miesięcznik ten był wtedy wyznacznikiem dobrego stylu, w tym – kulinarnego. Kącik z poradami i przepisami, prowadzony przez Marię Lemnis i Henryka Vitry zachęcił mnie do prób w tej materii, a że byłam wówczas zupełnym i niechętnym beztalenciem kulinarnym, wiele uczynił dla mojej edukacji i rozwoju w tej dziedzinie. Jako przejęta swoją przyszłą rolą narzeczona założyłam specjalny Receptariusz (jest o nim mowa w Jowiszu 1, zresztą mam go i używam do dziś) i wklejałam do niego wszyściutkie przepisy z „Ty i Ja”. W dziale poświęconym zupom te właśnie trzy, wymienione przez Ciebie, opatrzone są moimi czerwonymi wykrzyknikami i uwagą: pyszne!

A co do hasła CHOPIN – ooo, to  zajęłoby zbyt wiele stronic, i to wypełnionych emocjami! Nota bene, wciąż jeszcze słucham na YT nagrań z ostatniego Konkursu Chopinowskiego i nawet niedawno demonstrowałam wnukom różnice pomiędzy interpretacjami uroczego Ronda à la mazur, odtwarzając im wykonania Bruce’a Liu i Kyohei Sorita. Ten drugi jest moim mistrzem! – powiedziałam, kładąc rękę na zachwyconym sercu, a wnukowie przyznali mi, po należnym namyśle, całkowitą rację.

Dlaczego?

Sami posłuchajcie – TUTAJ.

 

Casciolino i Puchałko (wiad.pryw.), nie, nie ma żadnych książkowych zaległości.

 

Wszystkich serdecznie pozdrawiam –

Wasza

MM

 

Noc listopadowa

IMG_20210519_122230

fot. MM

 

 

JAN LECHOŃ

11 LISTOPADA

(fragment)

 

… Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy.

Ten, który umiał cierpieć, a radość go trwoży,

Kto nie stargał na szyi niewoli obroży

I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami,

Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami

Jakieś cienie po polach, po mieście się snują

I wśród płaczu padają. I ziemię całują.

 

(fragment wiersza „11 listopada”, napisanego na uroczystość dziesięciolecia niepodległości i wygłoszonego przez Stefana Jaracza 10 listopada 1928 r. w programie poetyckim „Witaj, jutrzenko swobody!”, wystawionym przez Teatr Polski w Warszawie)