Kwietniowy dzień bez troski

coś

 

 

KC Ozdobniczka – jedna z naszych żeglarek! przysłała zestaw wiosennych zdjęć z własnego ogródka, a wśród nich – portret tajemniczego kwiatka, który w pierwszej chwili wydał mi się owłosionym tulipanem!

Ale tulipan miałby inne liście.

Po namyśle stawiam na sasankę. To ona bywa okryta puchem, a listeczki ma takie właśnie – koronkowe, sam zaś kwiat wyłania się z zielonej krezy.

Tylko kolor się nie zgadza.

 

Kazimierz Wierzyński (1894-1969)

SASANKI

 

Sasanki lila, sasanki lila,

Kwietniowy dzień bez troski,

Do twarzy łasi się, przymila,

Całuje wiatr trzpiotowski.

 

Liliowo wszędzie, liliowo wszędzie,

Do oczu słońce prószy,

Ach, co to jest? Ach, co to będzie?

Prima aprilis duszy.

 

 

wiosna w Gościeradzu Wyczółkowski

(Wiosna w Gościeradzu – mal. Leon Wyczółkowski, 1852-1936)

 

Kazimierz Wierzyński

WŚRÓD DRZEW BIELONYCH

 

Wśród drzew bielonych, pani biała,

Chodzisz tak lekko zwiewnym krokiem,

Jakbyś się w cudzie słońca stała

Powiewem wiatru i obłokiem.

 

Sad się ożywia twoim ruchem,

Kołysze, chwieje i rozwiewa,

Gęsto obrosłe kwietnym puchem,

Zda się, wraz z tobą chodzą drzewa.

 

Wonne, kwitnące korowody

W zachwycie serca i w przeźroczu.

O, sadzie czarów i urody,

Umiłowanie moich oczu!

 

ptak_zoska

(urocza karteczka wielkanocna  KC Zośki)

 

A tu kwiecień się kończy. Śmiało wkraczajmy w maj!

Będzie pracowity.

Informuję Was, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, że ustaliłam już z moją wydawczynią wstępny termin wydania „Ciotki Zgryzotki”: jesień tego roku. Wytargowałam też trochę dodatkowego czasu na pisanie – a jest mi potrzebny, bo  wszystko to, co już o Zgryzotce napisałam, właśnie wczoraj wieczorem  wywróciłam do góry nogami. Dokonałam chirurgicznego, odważnego cięcia: wyrzuciłam Japończyków! A to wiele, wiele, bardzo wiele  zmienia!!!

Bez Japończyków jest zdecydowanie lżej. Stwarzali – o, dziwo! – bałagan!

Uściski, idę pisać. Może zdążę na termin.

Wasza

MM

 

 

163 przemyślenia nt. „Kwietniowy dzień bez troski

  1. W takim razie trzymam kciuki żeby się udało :-) i życzę dużo weny twórczej Pani Małgosiu.

  2. Gratulacje, Zytko!
    Co za miła wiadomość.

    Dziękuję, Zofio. Oby się udało zdążyć…

  3. Jak ja się cieszę, że na jesieni będzie już „Ciotka Zgryzotka”. Życzę miłego pisania Pani Małgosiu.

  4. A dziś nadrabiam lekturę wszystkich wpisów na blogu i jak to zazwyczaj, milcząco, towarzyszę wszelkim zwierzeniom, spostrzeżeniom… :) Bardzo jest tu sympatycznie :) Tęsknię już za rozmowami w kuchni u Gabrysi… i czekam na Ciotkę z coraz większym apetytem! Pewnie jak Wszyscy :)

  5. Dzień dobry, chciałabym się tutaj czymś podzielić… Dzień 27 kwietnia spędziłam w mieście Lukka we Włoszech, gdzie w Bazylice San Frediano spoczywa św. Zyta (w szklanej trumnie, od XIII wieku ciało nie uległo rozkładowi), a niepodal na placu odbywa się coroczny targ kwiatów na pamiątkę legendy związanej z św. Zytą. I otóż to w tym miejscu i tego dnia mój Rudy niczym Borejkowie chłopak oświadczył mi się.. :)
    Pani Małgosi i Wszystkim tutaj przesyłam to uczucie szczęścia i uśmiechu takiego głęboko z środka! Pozdrowienia!!! :)

  6. Dziękuję, Piętaszku i Zgredzie, za podparcie na duchu:) Ja tu unicestwiam główne wątki, a jeszcze mnie chwalą! Chyba się zdemoralizuję.

  7. Dobrywieczorku, popieram Twój pomysł. :)
    Mamo Isi, lubię tę tłumaczkę. Jest jeszcze parę jej przekładów w naszej bibliotece, oprócz Burnett , także Mary Stewart; zamierzam sięgnąć kiedyś.

  8. Brawo dla Mamy Isi – dzielnej tłumaczki ! Nie wiedziałam, chylę czoła.

    Piękny był wczoraj Toruń – nocą, z sierpem księżyca idealnie komponującym się z gotyckimi cudnościami, a przedtem – miły spektakl w teatrze.
    Dzisiaj zaś odbyliśmy marsz „myślęcińskim traktem” (to taka oaza dla bydgoskich mieszczuchów) – same cudy, dużo zdjęć. Pozdrawiam wszystkich majówkowo!

  9. DUA, mam nadzieję, że nie usuwa Pani wyrzuconych wątków bezpowrotnie i że będzie można się pośmiać z Japończykami na tej stronie! To by było jak „usunięte sceny” po świetnej komedii
    Pozdrawiam wszystkich z majówki na północy Irlandii. Wyjątkowo piękna pogoda się trafiła i zachwycam się zielenią. Kwitną tu w wielkich ilościach jakieś iglaste krzewy – kwiatki są żółte i pachną (o, dziwo!) kokosem. Może ktoś wie, co to?

  10. No tak, spoglądała z ukosa, Celestyno. Obie na swój sposób ukośne.
    Ciekawa obserwacja, Zgredziku.

    Tak, wiem, plęzyk ci się jącze.

  11. Może znowu nadinterpretuję, ale ukośność Terpentuli skojarzyła mi się z domniemanym brakiem symetrii Agnieszki. Ale proszę się tym nie przejmować. Język mi się wałęsa i bawi zęby trzonowe.

  12. Ze Terpentula ukosna, to wiem. Scislej mowiac, miala chyba lekko ukosny usmieszek. Nie zapamietalam ukosnosci u Agnieszki..

  13. Fajnie, że z Agnieszką się wyrabia!
    To druga po Terpentuli ukośna plastyczka.
    Coś w tym musi być.

  14. Mamo Isi, gdyby w swoim czasie tłumacz pozbawił Sherlocka Holmesa wątku używek, to byłaby to chyba dobra decyzja.

  15. Myślę, że wątek kupowania tytułów poprzez małżeństwo jest szeroko obecny w literaturze.

    A z serialu Downton Abbey obejrzeliśmy wszystko, co jest teraz na płytach, czyli pierwsze pięć sezonów.
    Szósty, finalny jeszcze nie jest dostępny.
    Podobało nam się.

  16. Piękny był dzionek. Wyprowadziłam na letnie wakacje sporo roślin z domu do ogrodu. A teraz poniewczasie oczywiście prześladuje mnie myśl o zimnych ogrodnikach, którzy nadejdą i wszystko hurtem wymrożą.

  17. Celestyno, czuję się coraz bardziej winna; brutalnie pozbawiłam książkę głównego wątku.;)

  18. Mamo Isi, poczytalam sobie o tej ksiazce na stronach angielskich bo mnie ten watek reklamowy maszyn do pisania zainteresowal:) (ponoc wraca na nie moda, trza sie zainteresowac, jak prad wylacza na dluzej..)
    W jednej z recenzji o calej ksiazce pisza rozbrajajaco tak: (…) It is mainly about American energy and initiative and get-up-and-go; this is symbolised by G.Selden, the typewriter salesman on a bicycling tour of England(…)”

    Przerzucilam sobie bardzo mily artykul o maszynach do pisania z pocz.XX wieku.
    Bardzo to mozliwe, ze bylo to tzw.lokowanie produktu, dlatego tak ni w piec ni w dziewiec w ksiazce sie pojawia.

  19. Proszę ją serdecznie uściskać, DUA! :) Szaleństwa Ciotki Zgryzotki? To lubimy!

  20. Dziękuję, Nutko!
    Właśnie też sobie z Agnieszka przebywam! ;)
    Och, och, mówię Ci! Co się wyrabia!

  21. Dzień dobry!
    W piątek kupiłam „Listy do Małgorzaty Musierowicz”. I nie mogę przestać się uśmiechać czytając. Tyle ciepła, dobra, serdeczności, mądrości… Długo można by wymieniać.
    Dziś znów myślami byłam przy „Febliku”. Polubiłam Agnieszkę. Fajna z niej dziewczyna.
    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  22. Krzysztofie, a toś się naoglądał!
    Ale to, co zobaczysz w Polsce, naprawdę będzie świeże, zielone i wiosenne. Śliczne!

  23. Ateno, no jakżeż mam się nie irytować na tłumaczkę, kiedy ja bym to zupełnie inaczej przetłumaczyła!
    Magdo Z., G.Selden może i jest miły, ale wetknięty w fabułę ni przypiął, ni przyłatał. Nawet nie wiadomo, co to jest „G”.
    Krzysztofie, nie ma piękniejszego i bardziej zielonego kraju na świecie niż Polska:) Szczególnie w maju.

  24. Po trzech miesiącach na morzu nasyciłem dzisiaj oczy zielenią trawy i drzew tudzież kolorami kwiatów w Singapore Botanic Gardens. Ale nad naszym morzem zieleń na pewno bardziej soczysta. Jeszcze dwa dni.

  25. W sprawie korekty.
    Wpisując się impulsywnie, popełniłam błąd.
    Rąbka tajemnicy się oczywiście uchyla, nie ujawnia. Pojawiło się też niepotrzebne powtórzenie.
    Pośpiech jest złym doradcą.
    Mamo Isi, jakoś polubiłam tego Seldena, choć był tylko epizodyczny. Komiczna postać mimo wszystko.

  26. Przegapiłam pierwsze odcinki „Downton Abbey” i potem już nie udało mi się dociec kto jest kim i dlaczego. Może powtórzą. Dbałość o szczegóły scenograficzne była tam uderzająca.
    Czytam „Tajemnicę dworu w Stornham” i irytuję się na tłumaczkę.

  27. Patrz: „Downton Abbey” – pani lordowa jest córką amerykańskiego milionera, a mamusię ma ekscentryczną i wulgarną (pyszna rola Shirley McLaine).

  28. Ten G.Selden jest mocno niedopieczoną postacią. Powód, dla którego tak się rwał, żeby spotkać główną bohaterkę, wcale nie został ujawniony w oryginale, jakkolwiek pod koniec książki wszyscy co zamożniejsi (i mniej zamożni) bohaterowie mają zapewne po maszynie do pisania. Na zdrowy, chłopski rozum niewątpliwie po to tak się rwał, żeby i jej tę maszynę sprzedać. Męczący facet. Chyba muszę sięgnąć po „Tajemnicę dworu w Stornham” i sobie przypomnieć, co tam się działo.
    Ostatnio akurat dawali serię filmów dokumentalnych o amerykańskich młodych a bogatych pannach na wydaniu, które w ilości przynajmniej dwustu wyszły za mąż za niezamożnych lordów angielskich i zasiliły ich kasę fortuną tatusiów milionerów zdobywając w zamian tytuł. Nie wiedziałam, że ten proceder funkcjonował na taką skalę.

  29. Aaa, KokoszaNel, to jest prawdziwie rajskie miejsce! Też niebawem tam pojedziemy, tylko czekamy na ocieplenie, bo chyba mało tam jeszcze teraz kwitnie. Dobrze, że jutro tam będziesz, to dasz znać, czy już kwitną azalie, bo u nas jeszcze nie. Nawet planowałam podesłać DUA jedno zdjęcie z zeszłorocznej wycieczki, do jakiegoś majowego wpisu, tylko ono technicznie jest dość przeciętne i wciąż się waham, czy jest sens.

  30. Pani Małgosiu, dziękuję za uszczegółowienie podtytułem.
    Trudno, pomyślę o innym prezencie dla młodej lekarki. :)

  31. Mamo Isi, a ja właśnie się zastanawiałam, dlaczego ten G. Selden tak nagle znika. Pojawia się i znika, uprzednio odratowany po wstrząśnieniu mózgu (i złamaniu nogi) przez główną bohaterkę, którą gorączkowo chciał spotkać, choć nie do końca było jasne po co. Ale – skoro ujawniałaś rąbka tajemnicy – pewnie chciał jej sprzedać maszynę do pisania!

  32. O, Madziu, teraz w porządku. Się sama ujawniła.:)

    Dla młodej lekarki – niekoniecznie. Pełny podtytuł brzmi: ” Greckie i łacińskie korzenie terminologii medycznej nie tylko dla kosmetologów”. Ot, co!

  33. Przy okazji jutrzejszej planowanej wycieczki do arboretum w Wojsławicach pozdrawiam Sowę P., która miejsce to zna, lubi i poleca. I chyba gdzieś nieopodal gniazduje?;)

  34. Dobrze! Pozwoliłam sobie, bo ktoś już tu kiedyś to przed laty ujawnił (stąd moja wiedza).
    Lektury Pani są jak zwykle ciekawe! Wodehouse’a czytałam z powodu zagadek (często się pojawiał) i bardzo sobie chwaliłam.
    „Niezbędnik współczesnej Kleopatry” może się okazać inspirującym prezentem np. dla młodej lekarki z rodziny (która też czasem miewa kłopoty z aroganckimi i sfrustrowanymi pacjentami w nocnej przychodni). Sama bym zresztą chętnie poczytała. :) Warto od czasu do czasu poprosić, by uchyliła Pani rąbka tajemnicy co do aktualnych lektur. Dziękuję za odpowiedź!

  35. Wiem, że usuwanie wątku jest grzechem śmiertelnym, ale naprawdę w oryginale to wyglądało, jakby książka była przetykana reklamami maszyn do pisania.

  36. Ach, „Tajemnica dworu w Stornham”! Tłumaczyłam to i muszę się przyznać, że po długich walkach z samą sobą usunęłam z niej wątek komiwojażerski tego młodego człowieka z Ameryki. On tam przez całą książkę sprzedaje maszyny do pisania stosując natrętny marketing. Każdy normalny człowiek by go poszczuł psami, ale według Autorki sprzedaje te maszyny na lewo i prawo. Frances Hodgson Burnett w pewnym okresie miała hopla z przerzutką na tle postępu technicznego.

  37. Madziu, pardon, ale ukryłam tożsamość tłumaczki. Jeśli się zgodzi, ujawnię.;)

    Co czytam? P.G. Wodehouse’a „The Jeeves Collection”. Książka jest gruba i śmieszna!(zawiera aż trzy powieści).
    To na dobranoc, a na poważnie – „Niezbędnik współczesnej Kleopatry – greckie i łacińskie korzenie terminologii medycznej” Karoliny Ekes.
    Dostałam od autorki, z autografem!
    Mnóstwo mądrości, wśród nich – wybrane aforyzmy, zamieszczone w Korpusie Hippokratejskim. Księga tych aforyzmów nazywana była dawniej „Biblią lekarską”. Oto, co radzi Hippokrates (starożytny lekarz grecki, zwany ojcem współczesnej medycyny) w pierwszym z aforyzmów, najsłynniejszym:

    „Życie jest krótkie, sztuka nieprzemijająca, sposobna chwila ulotna, doświadczenie – zwodnicze, rozpoznanie – trudne. Nie tylko samemu należy czynić, co się powinno, ale również zapewnić sobie trzeba współdziałanie chorego, jego bliskich i czynników zewnętrznych”.

    Znający łacinę będą wiedzieli, jak Rzymianie przełożyli to z greki. „Ars longa, vita brevis…”etc.

  38. U nas liczne pąki na wszystkich drzewach owocowych, ale nadal piekielnie zimno.
    A jak niesie wieść z pracy zwaliły do nas w te dni tłumy i ludzie wyładowują frustrację i złość, gdy okazuje się, że nie starcza dla wszystkich miejsc w oprowadzanych grupach. Muszę tam jutro iść i też to jakoś znosić aż do czwartego, uch, a mogłabym sobie tak miło poczytać. ;) Ale nie poddam się frustracji, przejawię ducha bojowego, na pewno znajdą się jakieś pozytywy.

  39. Spodobało mi się, co napisała Christine, bo podobna myśl snuła mi się po głowie. Nawet jeśli nieobecność to tylko chwilowa, przelotna. Kto by tak na długo porzucił książkę, żeby jej wiatr na dobre potargał karteczki?

    Odpoczywając przy niedzieli, czytam sobie z polecenia Jane „Tajemnicę dworu w Stornham” (…). Czytałam ją przed laty, bo lubiłam Frances Hodgson Burnett – i taka druga lektura po długim czasie ma naprawdę sporo uroku. A co czyta Pani, Pani Małgosiu?

  40. Z całego serca dziękuję za troskę, kochany Starosto! Dzisiaj nawet dało się troszkę posiedzieć w ogrodzie, bo słońce przypiekało mimo lodowatego wiaterku. Byle do maja!

  41. Ach!
    Podoba mi się ta optymistyczna interpretacja.
    Musisz być miłą osobą, Christine, i na pewno zdarzyło Ci się kiedyś wyskoczyć przez okno (na parterze!) w stronę Piękna!

  42. Od tego w co się wpatrujemy zależą nasze dalsze kroki. Dlatego obraz Wyczółkowskiego daje świetliste poczucie, że nadchodzi coś NOWEGO. Ktoś, kto chciał z zacienionego kącika patrzeć na całe to piękno, nie wytrzymał i jest już na zewnątrz. Może zawadiacko, i z gracją wyskoczył przez to okno? ( żeby utrzymać tę myśl w optymistycznej poetyce, dodam, że to na pewno parter ! :)) pozdrawiam Szacowne Grono Komentatorów

  43. Krzysztofie, pomyślnych wiatrów w drodze do domu!
    Wszystkim życzę uroczych majówek! I słońca nareszcie! – żeby Mama Isi nam nie marzła.

  44. Ozdobniczko, mam tylko pierwszy tom, o resztę trzeba będzie się postarać. Choć z lekka niepokoi mnie ich ilość.

  45. Bardzo by do tytułowego tematu pasowała akwarela „Sad” Wyczółkowskiego z 1927 roku. 36,5 x 50 cm. Muzeum Narodowe, Warszawa. Kwitnące drzewa owocowe prześwietlone słońcem. I widać, że jest ciepło!

  46. Skoro Złodziejka Książek coś o książkach rzekła, to ja mam pytanie do KrzysztO: czy już zacząłeś, Wilku Morski, czytać „Zwiadowców” (dalsze księgi)?

    Mam nadzieję, że u wszystkich Księgowych pogoda lepsza niż u mnie (grad, deszcz, chmury wiatr i 10 stopni C).
    Pozdrawiam majówkowo!

  47. Dzień dobry!

    „Cyprian ciotkę całuje, cisnąwszy czarnulę”

    A okno, swoją drogą, jest dla nas jeszcze bardziej symboliczne, niż dla Wyczółkowskiego.

  48. Dzień dobry! Oj, dawno mnie tutaj nie było. Jednakże od jakiegoś czasu podpatruję wpisy Księgowych i Autorki. Próbowałam szukać najnowszej adaptacji „Ani z Zielonego Wzgórza,” ale to jakoś dziwnie wygląda. Ktoś chyba za bardzo kombinował. Książka, do której obecnie wróciłam to „Mały Lord.” W tym przydałaby się jakaś dobra adaptacja z lektorem, albo chociaż z polskimi napisami językowymi. Trzymam kciuki za Ciotkę, aczkolwiek dawno nie czytałam poznańskiego cyklu.

  49. Kasztanowłosa – pięknie napisałaś o swojej refleksji na temat obrazu Wyczółkowskiego. Piękna interpretacja.

  50. Sasankę chciałabym pocałować!
    Lubię wargami chwytać młodziutkie wiosenne listki, palce są zbyt niewrażliwe, by wyczuć ich roztkliwiającą delikatność. Ale w przypadku sasanki i to byłoby trochę grubiańskie. Wystarczy muśnięcie.
    A Wierzyńskim mogę się już rozkoszować do woli, a to wszystko dzięki Magdzie Z., która wysłała mi wiersze zebrane.
    Wyczółkowski pachnie. Czuje się wręcz muśnięcie ciepłego powietrza! Tym bardziej, że własne okno zamknięte.
    Dziewczynka na wrotkach z parasolką – urocze.

  51. Witam Wszystkich, dawno mnie tu nie bylo (obowiazki!), ale myslami i tak jestem czesto z Wami.
    DUA, jak milo, ze wiadomo juz – mniej wiecej – kiedy bedzie premiera Ciotuni!
    Piekne kwiaty i wiersze… Mam nadzieje, ze powoli dam rade nadrobic lekture wpisow, choc czesciowo.
    Milego wieczoru i dlugiego weekendu!

  52. Nini, chodziło mi raczej o słodkie wypieki, takie, co się zwykle jada w towarzystwie herbaty. Makaron z herbatą jakoś mnie nie kusi. ;) Jadziu, tak, też o tym czytałam.

  53. Obraz porusza jakąś szczególną strunę mojej duszy. Jest może trochę smutku, ale więcej nadziei. To na oścież otwarte okno zaprasza do innego, tego prawdziwego świata. Na moim monitorze niebo wygląda jakby świeżo oświetlone po wiosennej popołudniowej burzy. Ciekawam jak wygląda w oryginale.
    Kartka od Zośki urocza w prostocie, pewności kreski i ślicznym kontraście.
    Japończyków trochę żal, może choć jedno-dwuzdaniowy epizod? :)
    Pozdrowienia zimno majówkowe dla wszystkich tu zaglądających!

  54. Zuziu!
    „Choćby Ci było z nim niewygodnie,
    Choćby nawet z nim było źle Ci,
    To je troszeczkę, odrobinkę odmień,
    Ale go nie wyrzucaj na śmieci” – pisała o marzeniu Joanna Kulmowa w jednym ze swoich wierszy. Poeci dobrze radzą.

  55. Kochana Zuziu12!
    Dziękuję za wiadomość prywatną i za te dobre słowa.
    Ale muszę zaprotestować: jak to, dajesz sobie rujnować marzenia – z powodu książki?
    Zabraniam!
    Będziesz wspaniałą polonistką, ja Ci to mówię! Chcieć – to móc!
    A w dodatku masz wszelkie szanse i predyspozycje. Umiej to wykorzystać i nigdy nie dawaj zbić się z tropu! Trzeba umieć walczyć o swoje marzenia.

  56. dzień dobry pani Małgosiu jest pani moją ulubioną pisarką. przeczytałam dopiero kilka pani książek jednak niezmiernie mi się one podobają i zamierzam przeczytać całą jeżycjadę co (mam nadzieje) zdążę zrobić do końca wakacji. Teraz czytam książkę którą pożyczyła mi moja BFF „kwiat kalafiora” ona też często korzysta z tej strony
    MAM DO PANI PYTANIE
    JAKĄ SWOJĄ KSIĘŻKE Z TEJ SERII POLECIŁA BY MI PANI PRZECZYTAĆ
    KILKA JUŻ CZYTAŁAM I SĄ ŚWIETNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  57. Sowo, z tego co czytałam, to warto kupić matchę przeznaczoną do pieczenia, bo niekiedy inne rodzaje dodane do ciasta zamiast zielonego dają brązowy kolor.

    Rzeczywiście, wszystko bujnie kwitnie. Na tle szarego nieba drzewa wyglądają elektryzująco.

  58. Sowo, makaron ryżowy z zieloną herbatą ma kolor delikatnie zielony, ładny odcień. Z zielonym pesto ładnie się komponuje, czego nie można powiedzieć o smaku. Lepiej z łososiem..
    Szpinak też chyba można wykorzystać.

    Ten obraz jest dzisiaj bardzo potrzebny. Dobrze, że tu jest.

  59. Dzień dobry. Bywa, że piękno jest tak wielkie, że aż nie do zniesienia, przynajmniej dla mnie. Róża ” Pierre de Ronsard ” jest tego przykładem, jak większość róż. I cóż, miałam już nie wspominać o poezji, aby nie robić kłopotu, ale co ja poradzę, że kiedy zaczęłam sobie czytać wiersze Pierre’a de Ronsarda, to mnie zachwyciły. I powiem tylko, że często ich motywem bywa właśnie róża. Wiersze ( jak to w okresie renesansu) traktują o doczesności , ale jak…

  60. Wróciliśmy już do deszczowego wiecznego miasta, więc może tym razem wiadomość nie wyląduje w spamie?
    W ostatniej dziękowałam w imieniu Mareczka za urodzinowy torcik, pychotka! Wydaje się, że solenizant był też zadowolony z realnego tortu (marchewkowego, z przyprawami, ananasem i orzechami, przekładanego bitą śmietaną z mleka kokosowego), ale najbardziej ze wspaniałych prezentów (mnie cieszy dużo książeczek, jego różnego rodzaju pojazdy).
    Ciotka na jesień, cudowna wiadomość! Może zdąży na moje imieniny :)

  61. Mnie ten obraz przypomina taki stan, w którym po wielkim smutku powoli przychodzi ulga i człowiek przypomina sobie co to radość. Bo pomimo tego, że na obrazie jest samotność, to za oknem jest wiosna i wszystko budzi się do życia, a to zawsze dobrze wpływa na samotność i smutek.

  62. Dobry wieczór, Basiu!
    Gratuluję z powodu narodzin Zosi!
    Ja bym jej jeszcze dała trochę czasu na czytanie Jeżycjady. Będzie się śmiać i nie zaśnie.
    Tymczasem proponuję głośną lekturę Homera. Moje dzieci zwykle słodko przy nim usypiały.

    Co do myśli zuchwałej: nie, to byli autentyczni Japończycy, przywiezieni z Krakowa, z ŚDM.
    Ale strasznie się zasiedzieli, bałaganili i nie można się było z nimi dogadać. Poza tym – potrzebny był pokój, bo ktoś jeszcze przybył.
    Więc grzecznie się ich pozbyłam.
    Tak już dużo mam postaci, o których powinnam przynajmniej wspomnieć! Po co mi jeszcze Japończycy?- tak sobie pomyślałam, i słusznie. Od razu akcja ruszyła.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, a Zosieńkę całuję w czółko!

  63. 9 miesięcy temu zostałam mamą Zosi, chyba najwyższy czas na wspólne czytanie „Jeżycjady”. Jestem przekonana, że skradnie serce mojej pociechy tak jak i moje. Pozdrawiam wszystkich miłośników tej wspaniałej serii i jej genialnej autorki!

    Pani Małgosiu, taka mnie naszła myśl zuchwała: czy aby nie poznamy przypadkiem potomstwa Elki i Tomka? Ci Japończycy… ;) Fałszywy li to trop?

  64. A to mila niespodzianka – bo ja czasami cos pisze i sie nie pokazuje, i wtedy chodze smutna, ze moja wypowiedz pisemna nie na miare tej strony :)
    Z gory dziekuje za odpisanie!

  65. O, nie, transmisji TV – nie!
    (Uparcie nie mają telewizora!)
    Ale w sieci jest wszystko. Ważne transmisje też.
    Pozdrawiam Wilka Morskiego!

  66. 11 listopada (czyli jesienią) w Świątyni Opatrzności Bożej miało miejsce prawykonanie dzieła Michała Lorenca „Przymierze – wotum za wolną Polskę”. Była transmisja TV i tak się zastanawiam, czy Ciotka Z. oglądała/słuchała…

  67. Zdjęcie Ozdobniczki bardzo wiosenne, obraz i wiersze wyprawiają w dobry nastrój.
    Prostota i pomysłowość kartki świątecznej KC Zoski podkreślają tylko jej zdolności artystyczne.

  68. Witajcie DUA I Księgowi!
    Co za wspaniała wiadomość o Ciotce Z., jesień bedzie w tym roku wyjątkowa.
    Tymczasem i do nas dotarły szare chmurzyska, pada od rana z małymi przerwami.
    Ziemia potrzebuje deszczu.

  69. À propos japońskiej sztuki herbacianej i pistacjowych mazurków – spotkałam się kilkukrotnie na blogach kulinarnych z wypiekami z dodatkiem zielonej herbaty Matcha. Intensywnie barwi ciasto (przynajmniej na zdjęciach) i ponoć nadaje mu przyjemny herbaciany posmak. Będę musiała kiedyś spróbować.

  70. Aaa, Fanko Robrojka, jak dobrze, że zajrzałam do działu „spam”, by go oczyścić z obfitości reklam, pisanych na ogół cyrylicą. Pośród nowych 76 były Twoje trzy wiadomości!
    Przywróciłam, co było do pokazania. Reszty – gratuluję!

    BeatoV, i Ciebie tam znalazłam! Dzięki za adres, postaram się odpisać.

  71. Olaj, o polityce wydawniczej – tylko z wydawcą. Ja jestem tylko od twórczości.
    O ile mi wiadomo, e-booki się nie opłacają.

  72. Tak! Tak! I jakież efekty! Bujność, zieloność, wszystko rośnie!
    Posadziłam dwie bajeczne róże „Pierre de Ronsard” – ach, ileż mają wody! Jak się porządnie przyjmą, będzie już słońce i ciepło.

  73. Ponoć Norwegowie mówią, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania (det finnes ikke dårlig vær, bare dårlige klær). W tym duchu udaliśmy się na przejażdżkę rowerową, między jedną ulewą, a drugą. Obok nas śmignęła dziewczynka na wrotkach, z parasolką w ręku – uroczy widok.
    A moja wewnętrzna Pollyanna mówi: jak to wspaniale, że od miesiąca ogród podlewa się sam!

  74. Oglądam dziś portrety i autoportrety wykonane przez L.W.i jestem dumna z Wiosenki, która w nocy namalowała najlepszy jak dotąd portret olejny ( bardzo dojrzały). Myślę, że Patron szkoły, którym jest w/w też spojrzałby na Jej dzieło z czułością. Nie uczyła się nawet na sprawdzian z matematyki mówiąc, że jaakoś to bęędzie.

    Sowo, z ust Sowiątka wydobywają się same perełki twórczości dziecięcej.

    Mamo Isi, ależ Ty tęsknisz za robotą w swoim ogrodzie i tak barwnie o nim opowiadasz !

  75. A jak miło by było, gdyby w ogóle książki wydać w formie e-bookowej…

    Podczas ostatniego wyjazdu, gdzie limit wagowy zmusił naszą czteroosobową rodzinę do bardzo rozważnego pakowania, brakowało mi niektórych książek w czytniku… W wersji papierowej nie przeszłyby przez kontrolę wagową, niestety.

    Oczywiście e-book to nie to samo, ale nam się już regały nie mieszczą w mieszkaniu! U mamy to zaczynają rosnąć Himalaje książkowe…

  76. O tak, wszystko jest względne i człowiek potem taki jest rozdwojony ze względu na tę względność. Dla mnie do jesieni jest bardzo daleko, gdy myślę o Ciotce, ale strasznie blisko, gdy myślę o czym innym.
    Starosto, Zielonoksiężnik? A nie Pomarańczowoksiężnik? Pomarańczowo – czerwono – brązowoksiężnik? Ze względu na tę jesień? I czy akcja na pewno zahaczy o jesień, jak obiecane? Bo ci Japończycy z ŚDM mnie zaniepokoili ( ŚDM było latem).
    Sasanka wpisuje się w moje wiewiórcze przekonania: owłosione jest piękne ( tu poprawiam moje owłosione uszka).

  77. Och, do jesieni już tak blisko, strasznie blisko, Baziu!
    Popatrz, jakie to wszystko jest względne.
    Witam Cię, fajnie, że się ukazałaś!

  78. Bardzo dziękujemy:) Niezmiernie było romantycznie snuć się w malignie po chałupie, ale ile można! Okropne dłużyzny.

  79. Moi mili, szkoda mi tych Japończyków – móc być w książce M.M. i być tego pozbawionym, przecież to straszne. A może powstanie osobne opowiadanie o nich? I będziemy sobie je czytać w oczekiwaniu na jesienną Ciotkę. Do jesieni tak daleko.
    Dziękuję za wiersz Wierzyńskiego – przywołał mi jego opowiadanie „Tarnina”, smutne, ale rozjaśnione nadzieją.

  80. No, wreszcie! Małżonek wyremontował zerwany przez wiatr domek lęgowy i właśnie go byłam powiesiłam. Trochę późno, ale musieliśmy najpierw wyzdrowieć. Już widzę minę jakiejś zapóźnionej ptaszyny, jak widzi te wolne metraże do wzięcia;)

  81. A to ciekawą rzecz zaobserwowałaś, Mamo Isi!
    Wrodzona ostrożność ptasia.
    Same wybierają budulec, podejrzanego towaru nie użyją.
    „Ta natura jest niegłupia”.

  82. Ateno, z chęcią bym znosiła, bo uważam to za jeden z lepszych sposobów zarobkowania, ale niestety, metoda została dawno zmonopolizowana. Złote jajka znosi wyłącznie drób: kury, kaczki i gęsi. Ewentualnie taki lepszy drób zwany Fabergé i wtedy są dodatkowo wysadzane brylantami.

    W kwestii naszych ogródkowych grzywaczy – nici z pomocy. One biorą wyłącznie gałązki, które same urwały własnym dziobem! Mowy nie ma, żeby się skusiły na coś leżącego.

  83. Bardzo ładnie powiedziane, Piętaszku.
    Po prostu dyskretnie się usunął.

    Ateno, wiem, widziałam te Twoje łódki, w czasie regat! Serce rośnie! Dzięki, Bogini, za zdjęcia ówczesne.

  84. Iskro i Celestyno, kiedy pierwszy raz zobaczyłam TEN obraz (a widuję go dość często, na żywo w naszym muzeum) to moje odczucia były identyczne jak Wasze – biel kwitnącego drzewa wywoływała niemal euforię, ale kiedy poznałam nieco historię jego powstania, musiałam się do niej jakoś odnieść przez wzgląd na autora. Trzeba jednak mu oddać, iż nie narzuca się on tak bardzo ze swoim smutkiem i nie zakłóca odbioru tego, co najważniejsze – nieprzemijalności piękna.

  85. U nas od świąt, na życzenie dziecka, w śniadaniowym menu królują jajka „maszerowane”.

  86. „O, sadzie czarów i urody,
    Umiłowanie moich oczu!”
    Uwielbiam Wierzynskiego, Wyczolkowski tez zachwyca.
    Ozdobniczko, piekny omszony kwiatek. (Widok kilkudziesieciu lodek jest piekny.)
    Zosko, alez uroczy kurczaczek.
    Mamo Isi, zlote, znos zlote jajka :)!!!

  87. Dobry wieczór, Mili, podczytuję Was i podczytuję, łącząc się w oczekiwaniach na „Ciotkę”, a w międzyczasie podczytując poprzednie części „Jeżycjady”. Ostatnio byłam z Aurelią na wsi, miłe to było spotkanie. : )
    Co do jajek, hm, moja mama kiedyś wpadła do domu, idzie przez korytarz i mówi: „Zniosłam jajka”. Ja zaś, pełna zdziwienia pytam, jak jej się to udało. Trochę się pośmiałyśmy, bo rzecz jasna chodziło o to, że mama przyniosła jajka.

  88. Literatura ma moc bardzo sugestywną – jak widzę na obrazie lub w przyrodzie drzewo owocowe obsypane białymi kwiatami to w myślach staje mi Ania Shirley – której takie drzewa znów przypominały pannę młodą. Natomiast jak widzę pączki jabłoni, śliwy czy bzu, z ledwie wyłaniającymi się kwiatami to myślę o pięknym i wzruszającym wierszu Wierzyńskiego „Jak dziecinne piąsteczki” (który poznałam dzięki Pani Małgosi). Cudownie być molem książkowym – wszystko pięknie się kojarzy :)

  89. Och, a mi jest jednak trochę szkoda tych Japończyków…
    Latem zeszłego roku, dzień przed rozpoczęciem ŚDM jechałam razem z grupą Portorykańczyków (wybierających się oczywiście na ŚDM) pociągiem. Byli bardzo mili i częstowali mnie herbatnikami z Kostaryki :)
    Pozdrawiam

  90. A gniazdko to niby bym siedząc na świerku umiała uwić ? Ostatnio oglądałam film o tym, jak ptaki wiją/budują gniazda i stwierdzam samokrytycznie, że nie mam szansy w tej konkurencji.

  91. Dzień dobry ! Dzień dobry !
    Ja byłam ale za regałem. W pracy nam zablokowali strony, a w domu czasu brak, więc podczytywałam od czasu do czasu i jak chciałam się do czegoś odnieść to już było mocno nieaktualne :)
    Ale jestem i czytam z przyjemnością, bo tylu tu miłych i mądrych księgowych.

  92. A niepozorny to kwiatek, ten tytoń. Pachną wszystkie nikocjany – białe i kolorowe. W wierszu biały był, jeśli pamiętam, dlatego, że w pachnącej ciemności majaczyły kształty i innych białych kwiatów. Odszukałabym ten wiersz, ale muszę pisać. Ech, życie.

    Mamo Isi, przecież byś nie umiała.:))))

  93. W taki dzień jak dziś – jeszcze bardziej.
    Co do mistrzostwa – bez dwóch zdań! Ta firanka jest przezroczysta tam, gdzie jej słońce nie sięga!
    Wydaje mi się, że kolorowy pachniał także w dzień czy może wieczorem, ale to już dalekie wspomnienie..

  94. O, tak, Nini! Nikocjana inaczej – kwiatek poetów. Białe kwiaty tytoniu były w którymś z wierszy Bronisławy Ostrowskiej. Pachniały nocą.
    Namalować taką rozświetloną jasność – o, to trzeba być mistrzem!
    Lubię obrazy, które świecą i są pełne blasku.

  95. Mamo Isi, co sobie będziesz żałować, uwij im raczej gniazdko!

    Iskro, odzywaj się, a jakże! Zapraszam!
    Mądra jesteś dziewczyna.
    I oczywiście każdy widzi w obrazie, to co mu serce i głowa powie. I tak ma być!
    Jak ci ktoś zbyt natrętnie mówi, co masz widzieć i czuć, zwyczajnie wierzgnij i czuj swoje.

  96. Hihi, rta 1959r, dobry pomysł antyreklamowy.(„Nie depiluj! I tak odrośnie!”)

    Nie taka to znów głupota, wiesz. Czemuś to przecież służy: producenci kosmetyków zbijają miliony na środkach do depilacji.:)

    Nieciotka, powiadasz? Słyszę podobne sugestie od wydawcy. Z tym że nie ma być taka znów chudziutka.

  97. Dzień dobry, miła Psianko, dawno Cię nie było!
    Ach, już 16 ma ona lat?!
    Proszę pozdrowić moją nową Czytelniczkę.

  98. Wszystko śliczne – obrazki i wiersze!
    A ta rozświetlona jasność za oknem sprawia, że chce się przeskoczyć przez parapet i zanurzyć w blasku.
    A tytoń w kwiatku cudnie pachnie, zupełnie inaczej.
    Dzień dobry!

  99. Ten kwiatek – puchatek (jakie ładne określenie), to sasanka – zdecydowanie i z pewnością, jak twierdzi moja prywatna ogrodniczka.
    A w niedzielę dzień czytania Pisma Świętego. I na fali tegoż, a także roślinnych rozmów w KG – zawsze byłam przekonana, że św. Jan Chrzciciel żywił się szarańczą – w rozumieniu zwierzątkami (chyba chrupałyby w zębach…). Ostatnio w dwóch różnych książkach poświęconych roślinom: (Eliza Lamer – Zarawska „Egzotyczne owoce, używki, przyprawy” i Jarosław Molenda „Rośliny, które udomowiły człowieka”) przeczytałam, że to nie zwierzątka były, a coś, co nazywa się szarańczynem. Przypomina to-to strąki grochu i rośnie na drzewie nazywającym się ceratonia (albo drzewo karobowe), a inaczej strąki te nazywane są chlebem świętojańskim. To samo chciał jeść syn marnotrawny z przypowieści.
    Niestety nic nie trwa wiecznie i muszę się oderwać od Księgi i zabrać za dietę dla sportowców. Wolę Księgę.

  100. Co do zdjęcia włochatego tulipanka to obawiam się ,że ktoś to wykorzysta do reklamy depilacji/którą uważam za ostatnią głupotę./

  101. Osobiście pochwalam przemyślenia i poprawki nad „Ciotką”.Nie ma co się śpieszyć.Cudnie jest na nią czekać.Poczytamy, zobaczymy.
    W przyszłym roku zachęcimy do napisania może tym razem, chudziutkiej Już Nieciotki

  102. Żebym ja w przededniu maja musiała ogród oglądać przez okno, to jest skandal! I co ja w dodatku widzę? Gołębie skalne zbierają gałązki na gniazdo, które rychtują w świerku i męczą się, jak potępieńcy! Siadł taki grzywacz z łopotem na leszczynie i dziobem próbował urwać gałązkę, a ona nie dała się odłamać! Za to gołąb stracił równowagę i spadł w przepaść. Czysta rozpacz. Na szczęście w ostatniej chwili sobie przypomniał, że umie fruwać.
    Ja chyba nazrywam im gałązek i położę gdzieś na podorędziu, bo inaczej nerwicy dostanę.

  103. Celestyno, wszystko z Tobą jest nornalnie. Ten piękny obraz też wywołał u mnie zdecydowanie optymistyczną wizję. Wiatr, ciepły, wiosenny wtargnął do pokoju i wywołał do ogrodu zaczytaną istotę. Wobec piękna za oknem nawet książka musiała się poddać. Nie znając historii tego obrazu oraz wypowiedzi autora na jego temat, tak właśnie odebrałam to dzieło. Chyba dlatego czasami nawet lepiej nie znać całej otoczki dotyczącej sztuki. Wtedy każdy nie sugerując się niczym może inaczej odbierać dzieło.
    Pani Małgosiu, proszę wybaczyć, że taka malarska ignorantka jak ja ośmiela się odzywać na tej zacnej stronie.

  104. Dzień dobry!
    Najbardziej mnie cieszy jak się taką znajdzie przypadkiem (sasankę) – na skraju lasu. Ale to nie jest takie łatwe. Ostatni raz widziałam taką kilka lat temu nad Biebrzą na wydmie. Była bardzo owłosiona… ale piękna.
    Na „Ciotkę” czekamy cierpliwie. Córeczka (16 lat) po raz drugi przeczytała komplet – tym razem jakoś z większymi wypiekami … Ciekawe dlaczego?
    Za oknem mam teraz przemoczoną kwitnącą jabłonkę, a obraz L.W. jest jednym z moich ulubionych.
    Zuzia to ładnie opisała.

  105. AniuG, złapałam się na łakomstwie, kiedy tak czytałam o Twoich sadzonkach. Pyszności!
    Mangolody?! Muszę sprawdzić, co to takiego.

    Zimno niemiłe jest, prawda, ale z drugiej strony (rzecze Pollyanna) drzewa owocowe wyjątkowo długo w tym roku są obsypane kwiatami. Zakonserwowane!

  106. Dzień dobry:))
    Sasanka, oczywiście. Te hodowlane bywają białe, różowe, amarantowe, czerwone i oczywiście w różnych odcieniach fioletu.
    Obraz przepiękny, tęsknię za taka wiosną i otwartym oknem. U nas wczoraj 3 w porywach 4 stopnie C, dziś 4. Mimo słońca arktyczny chłód. Wegetacja stanęła, rośliny czekają, a u mnie wszystkie parapety i krzesła dosunięte do drzwi balkonowych zastawione sadzonkami. Szałwie, tytonie ozdobne, lobelia, mangolody, pelargonie, cukinie. Nieszczęsne kosmosy czekoladowe odchorowały podróż i z 6 sadzonek przetrwały 3, a szansę na dalsze przeżycie ma jedna. Trzeba było poczekać do 12 maja na wielki kiermasz ogrodniczy na Renku, który odbywa się w Gdańsku od kilku lat.
    Już planuję zakup werbeny patagońskiej i chyba sobie odkupię te kosmosy( traktując jako jednoroczne).
    Jak ja nie znoszę zimna. O tej porze roku nie ma żadnego uzasadnienia. Tylko psom nie przeszkadza, ale one cały rok chodzą w futrach.
    Idę do pracy.
    Uściski.

  107. A propos muzycznych wątków, dawno nie polecałam nic dla Magdy Z.:

    Ryuichi Sakamoto – „A Flower Is Not A Flower”.

    Flower, no flower. Mist, no mist.
    Night comes and daylight departs.
    It comes like spring daydreams, ever fleeting and
    leaves like haze at dawn, nowhere to be found”.

    (Ba Juyi)

  108. Płatki róż, Zgredziku.

    EdytoB, dobry wieczór. Dzięki za Vivaldiego, posłucham sobie pod tym kątem, że tak powiem. Lubię go bardzo.

    Celestyno, tak, to wszystko zostało. I trwa.
    Chociaż ktoś odszedł.

  109. Miły kwiatek-puchatek.
    Niestety w moich podręcznikach chyba nie było tego obrazu.
    Kartka Zośki ma płatki kwiatów, jako tworzywo artystyczne.
    Dobranoc!

  110. Kochana Autorko i wszyscy zgromadzeni przemili Współczytelnicy. Pozdrawiam b.serdecznie – odzywam się pierwszy raz na tym zacnym forum – występuję z propozycją do naszej wytesknionej Cioteczki – „Gloria” Vivaldiego – czy aby się nada?

  111. Jaki piekny wpis!
    Moze cos ze mna nie tak, ale ja w tym obrazie w ogole smutku ani melancholii nie widze. Radosc, swiatlo i nadzieje. Cos wspanialego.

    A jesien bedzie piekniejsza tego roku :-)

  112. Zuziu, bardzo się cieszę. To trzeba przeczytać!
    Na pewno polubisz wuja Tarabuka.

    Sowo, u nas jeszcze bzy mają kwiatki w ciasnych pączkach, ale kolory już widać.

  113. Jeszcze szybciutko szepnę, że udało mi się w końcu zdobyć „Przygody Sindbada Żeglarza”. Nareszcie! Te zamówione na jesieni, w tajemniczy sposób nie dotarły, teraz na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

  114. O, nie czarno, nie.
    Żółto albo zielono.
    Zielonoksiężnika, tak!

    Anette, dzięki za wiad. pryw. i propozycje muzyczne. Się zobaczy.

  115. Dzień dobry!
    O tak, ten wspaniały obraz znajduje się chyba w każdym podręczniku do języka polskiego. To bardzo dobrze, dzięki temu go znam (i nie tylko, oczywiście, ja). Powinno ich tam być jak najwięcej! Wierszy oczywiście też, te dwa Wierzyńskiego są piękne, takie zwiewne!
    Przyznam, że jak dla mnie odejście, opuszczenie ukazuje ta rozwiana firanka. Pozostaje pustka i aż wiatr hula po pokoju, jakby ktoś po nim przeszedł. Oj, nie wiem jak napisać, to co myślę.
    Ciekawe, co na wyrzucenie Japończyków, powie Wannebe. Niesamowite, trzymając nowo wydaną książkę w dłoniach nie mamy pojęcia co takiego się działo podczas jej powstawania. To jak praca czarnoksiężnika. Tzn. w Pani przypadku oczywiście nie czarno.

  116. Japończycy mnie zadziwiają. Nawet w czasie ŚDM byli cicho. Prawie idealnie – cicho. W czasie skoków narciarskich – niemal zamierali… Podziwiam niesamowitą organizację, ogromną pomysłowość, ale chyba nie nadawałabym się na Japonkę. Chociaż… ceremonia picia herbaty jest cudowna.
    Książka jesienią… ale to jeszcze tak długo…

  117. Dzień dobry wieczór!
    Hoho, nie spodziewałam się, że tu wyląduje moje zdjęcie. Przy okazji: dziękuję za rozwiązanie zagadki! Sprawdziłam w internecie i to faktycznie jest sasanka. Tylko jakaś taka bardzo „owłosiona”. Różne przypadki chodzą po kwiatach.
    Zosiu, obrazek naprawdę uroczy. Prosty, ale takie są najpiękniejsze.

    Lubię Wyczółkowskiego. Spotkałam się z nim kilka razy w podręczniku do języka polskiego. A ten obraz – taki… Hmmm… Pociągający. Do ogrodu. Można rzucić wszystko, żeby się odprężyć w ogrodzie. Z książką. A najlepiej jesienią, w jakieś cieplejsze popołudnie z długo wyczekiwaną „Ciotką Zgryzotką”.

  118. Aaaa!!! Co za cudowna wiadomość dotycząca „Ciotki Zgryzotki”! Koniec lata nie będzie smutny, bo w perspektywie na pewno rozgrzewająca i pokrzepiająca lektura! PS. Czy motywy muzyczne ma już Pani „zabezpieczone” w „Ciotce…? ;)

  119. Japończycy na pewno cieszą się, że nie są już dla Pani przeszkodą w pisaniu. Oni nie lubią sprawiać innym problemów.

    A oni na ŚDM przyjechali? Raz w autobusie na Błonia spotkałam grupę z Japonii, były z nimi wolontariuszki, które miały im pomóc poruszać się po Krakowie i właśnie porozumiewać się. Ciekawe było porównanie jadących wcześniej tramwajem Hiszpanów, których było słychać już z daleka i Japończyków, którzy byli cisi i spokojni ;)

  120. BeatoV- dopiero niedawno dotarła do mnie Twoja przesyłka! Dziękuję za ciekawe prace gimnazjalistów z Paryża! – miło mi, że i tam Jeżycjada działa.

    A dzieciaki miłe i mądre! Przekaż im pozdrowienia ode mnie (odpisałabym, ale nie podałaś adresu zwrotnego)!

  121. Uważam, że ten ptaszek różany jest uroczy, Zośko.
    Zawsze śliczne są Twoje liściki i takie pomysłowe!

    Aleksandro, dzięki za potwierdzenie podejrzeń sasankowych. Miałam kiedyś ten kwiatek, ale był zdecydowanie fioletowy.
    Dobre życzenia przyjmuję wdzięcznie i ściskam Cię serdecznie!

    Yenne, uściski i dla ciebie! Trudno, poważna robota wymaga czasu oraz starania. Im ciężej pracuję, tym lżej Wam się czyta!

  122. Jeżeli do góry nogami to może Australijczycy? He, he… O, dziękuję za upublicznienie, a jeszcze bardziej się cieszę, że moja radosna wielkanocna twórczość uradowała Starostę, ba, nawet wychynęła (owa twórczość) na chwilę z archiwum ;) Miło będzie czekać na jesień!

  123. Ja też myślę, że to sasanka. Te ogrodowe bywają i w takim kolorze. Jesienna „Ciotka” to jest to! Jakoś tak się nastawiałam, że właśnie jesienią do nas zawita. Miłej i owocnej majowej pracy, Pani Małgosiu :)

  124. Chochliku, wiem! (np. pani Kazuko Tamura, tłumaczka Jeżycjady- mówi znakomicie po polsku!). Ale ci dwaj przyjechali z ŚDM, a w Polsce byli po raz pierwszy w życiu. Nie mogli znać polskiego.
    No,nic, już ich nie mam i nie muszę się o nich martwić.

  125. To autor tego dzieła siedział przed chwilą w fotelu i to jego książka została na chwilę położona na parapecie. Piękny widok za oknem spowodował chwilę refleksji nad sytuacją, kiedy fotel pozostanie pusty na zawsze… i zaraz odpowiedź – nic się nie zmieni.

  126. Piętaszku, a bo obraz „Wiosna w Gościeradzu” ma za temat Nieobecność. Ktoś odszedł, nie doczytawszy książki.
    Przytoczony przez ciebie komentarz artysty tylko dopowiada to, co już widzimy.

    Tak, jest to obraz pełen smutku przemijania. Ale zarazem jest w nim obecny zachwyt dla Natury i dla Piękna – które nie przemija nigdy, wiecznie się odradza.
    A więc jest tu zarazem uparty optymizm!

    W moich oknach kwitną: wielka czereśnia, stara śliwa i rozłożysta renkloda. W tle różowy obłok ukwieconej wysokiej śliwy o czerwonych listkach.
    Co rano, kiedy tylko wstanę, rzucam się do okna i gęba mi się rozpromienia.
    A w maju będę miała widok na kolekcję bzów!

  127. Miło cię powitać, Dobromiło!
    Dziękuję za dobre słowo. W czasie pilnego pisania szczególnie przydatne, bo dodaje krzepy duchowej.
    Naturalnie – jak tylko będzie termin spotkania, zaraz go tu (z wyprzedzeniem) podam.

  128. Przeszkadzali, łobuzy.
    Nie chciało mi się pisać ostatnio, złościłam się i szukałam zajęć zastępczych, oraz pretekstów, by nie siadać do pisania.
    A wystarczyło wywalić Japończyków! To jakby balast wyrzucić z kosza balonu. Już lekko i łatwo, i przyjemnie!
    Największy problem był z dialogami, Ago. Mówili po angielsku z japońskim akcentem. Po polsku – ani słowa, z wyjątkiem: „pyszne lody”.
    Ufff.

  129. O Droga Autorko!
    Jeszcze lato nie nadeszło, jeszcze wiosna się na dobre nie rozgościła, a ja już tęsknię za jesienią! Jesień ze wspaniała Ciotką, to jest to!!! Na pewno będę ją czytać, i wracać, i znowu czytać! Jeżeli Japończycy przeszkadzali, to trzeba się ich było pozbyć, a pewnie. I teraz (zapewne) wszystko jest do góry nogami. I wszystko musi zostać uporządkowane w piękny ciąg przyczyn i skutków. Uwielbiam! Czekam!!! Skaczę do góry!

  130. Jesień! Mgła płynie wśród zalesień, samotny baran beczy, a „Ciotka” dziarskim krokiem robi uroczyste entree! Nie mogę się doczekać.
    Ciotka jako taka ma to do siebie, ze może sama decydować, w czyim towarzystwie chce przebywać; skoro Japończycy en masse jej nie konweniują, to trudno, świetnie.

  131. A ja miałam nadzieję, że może na wiosnę będzie już można zaczytywać się w Ciotce… Nie pozostaje mi nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość… :)

  132. Jeżeli chodzi o kwiatek, to stawiam także na sasankę. Myślę, że jeszcze będzie „lila”.

    Uśmiecham się na widok karteczki KC Zośki.

    Japończyków trochę żal (Syn niepocieszony) ;).

  133. Dzień dobry. Ten obraz Mistrza, to mój ulubiony wizerunek WIOSNY w malarstwie. Znam na pamięć każdy jego szczegół i wydaje mi się, że podobnie tę porę roku postrzegam zwłaszcza, że mam identyczny widok z okna (artysta namalował kwitnącą renklodę). Moja przezornie jeszcze nie jest w pełnym rozkwicie, ale już lada dzień. Czekam z niecierpliwością. A wtedy otworzę okno na całą szerokość i siądę z książką w fotelu…
    Obraz jest jednym z ostatnich dzieł L.W. Stąd więcej jest w nim melancholii, niż szczęścia. Świadczy o tym użycie takich właśnie kolorów (dużo czerni kontrastującej z bielą i zielenią). Sam artysta w komentarzu do tego obrazu napisał : …”O tej wiośnie chcę śnić w grobie”…

    Dziękuję.

  134. Nie mam pojęcia oczywiście, co to za kwiatek, ale wiosenne doniesienia ocieplenia niepokoją. Może „wywiać” naszą DUA do ogrodu i Ciotka nie zdąży z jesiennym terminem.
    Piękny obraz, zapraszający jednak do porzucenia fotela. Mamo Isi, u nas już cieplej, może i Twoje owady niedługo odetchną i pokąpią w słoneczku.

  135. Dzień dobry Pani Małgosiu!

    Pod tak optymistycznym wpisem i ja postanowiłam się ujawnić.

    Cieszę się na termin wydania kolejnej książki. Niecierpliwie, od kilku lat, czekam na spotkanie z Panią, ale jakoś do tej pory nie udawało się. Ostatnio bardzo chciałam pojechać, ale akurat kończyłam kurs, na którym bardzo mi zależało i miałam egzamin. Postawiłam na siebie. Zdałam; po 2 i pół roku dostałam w końcu pracę i teraz trochę mogę odetchnąć, i znowu czekać na sygnał o terminie spotkania. Mam nadzieję, że podany będzie z większym wyprzedzeniem, o co bardzo proszę! :-)

    Pewnie powtórzę, za tyloma już osobami, że dziękuję za Pani książki, które w czasach, kiedy jest mi smutniej w życiu, zawsze podnoszą mnie na duchu. Podczytywanie natomiast tej strony przed egzaminami odstresowuje i daje nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, tak jak powinno.

    Niestety – nie wiem, co to za kwiatek, tam u góry – nie podpowiem. Ale serdecznie pozdrawiam życząc miłego dnia

    Dobromiła

Dodaj komentarz