He, he, spełniam życzenia!

pies_cala_strona

 

Przekład powyższego opisu:

George Underwood (ur.1940) – LEON (2006)- olej na płótnie, 23×31 cm

kolekcja prywatna

 

Wspaniały Leon z tego obrazu jest niemieckim pointerem krótkowłosym i ukochanym zwierzęciem artysty. Przejmujące to dzieło przewyższa zwykłą, malarską podobiznę psa, gdyż Underwood obdarzył to stworzenie obliczem heroicznym i soulful (to znaczy: smutnym, ale ja bym raczej wolała to przełożyć na: „uduchowionym”). Mądry wyraz zwierzęcia jest ukazany tak wnikliwie, że pies staje się niemal ikoną, symbolem jakiejś wyższej prawdy.

Obraz jest nieduży, ale jego temat w kategoriach metafizycznych staje się wielki, tak że zdaje się, iż pies i jego dusza sięgają poza granice ramy obrazu.

Jest w tym dziele poczucie historii i tradycji; interesujące jest porównanie go z Portretem Młodego Człowieka (ok. 1500, po prawej) Giovanniego Belliniego. Chociaż nie  jest to być może porównanie, które  Bellini mógłby zaakceptować, to jednak istnieje niewątpliwie uderzające podobieństwo w wyrazie i uduchowieniu tego młodego człowieka – i młodego psa Underwooda.

 

No, cóż. Ja bym tak  nie powiedziała; Młody Człowiek jest dużo brzydszy od Leona.

Książka zaś, Mamo Isi, wygląda z bliska tak oto:

 

IMG_20201120_134640

Jest tak piękna, że stoi zwykle frontem do pokoju, zamiast, jak wszystkie, na półce, w ścisku. Co na nią spojrzę, to się zachwycam, i tak już od trzech lat (wtedy najmłodszy syn  przywiózł mi  z Londynu to cudo pod choinkę).

Obejrzyjcie  sobie kilka rozkładówek:

 

IMG_20201120_132530

 

IMG_20201120_133340

 

IMG_20201120_133231

 

IMG_20201120_133217

 

IMG_20201120_132640

 

IMG_20201120_132713

 

Teraz będzie coś dla Madzi Z, żeby sobie nie psuła wzroku dopatrywaniem się, co stoi na tych regałach. Tak, dobrze widziałaś, jest to Racine,  w przekładzie Antoniego Libery, z piękną dedykacją tłumacza – obok wszystkie inne dary od niego, a stoją one na jednej z kilku pólek, zawierających liczne książki z dedykacjami autorów. Stąd obecność czterech książek Erwina Axera – bo z dedykacjami – podczas gdy pozostałe jego dzieła mają miejsce w dziale teatralnym.

 

IMG_20201120_132107

 

O, tu na przykład, na tej dolnej półce, po lewej od książek prof. Zbigniewa Raszewskiego, widać podniszczony plik dużego formatu: to wydruk „Androklesa i lwa” w przekładzie Stanisława Barańczaka, którą to sztukę Erwin Axer reżyserował w poznańskim Teatrze Nowym. Tekst przekładu pełen jest odręcznych notatek reżysera, niezwykle ciekawych i istotnych – cenne świadectwo wytężonej pracy. Dostałam tę pamiątkę po uroczystej premierze  od samego Axera (bywał w tym okresie naszym częstym gościem na poznańskich obiadkach i kolacyjkach, on i pani Ewa Starowieyska, która robiła scenografię do tej sztuki).

 

IMG_20201120_132032

 

Regał (projekt i wykonanie: art.plastyk Stefan Hoffmann) jest pojemny, więc nie będę tu robiła szczegółowej prezentacji, dodam tylko, że – z wyjątkiem dwu półek z nadwyżkami literatury angielskiej w oryginale, które to nadwyżki nie zmieściły się na właściwych sobie regałach – wszystkie inne zawierają dzieła niebeletrystyczne. Beletrystyka, dramat i poezja zajmują całe piętro naszego domu (włączając korytarz i podest schodów). Wygospodarowaliśmy  tam jeszcze jakimś cudem trochę miejsca na łóżka oraz na  stoły do pracy. Trochę to chorobliwe, przyznaję, ale Ty, Madziu, jak sądzę, świetnie mnie rozumiesz. Przyjaciół nie wyrzuca się z domu.

 

IMG_20201120_130717

Po lewej na dole – dodajmy – widać fragment pięknej patchworkowej narzuty, jednej z kilku, jakie zrobiła nasza starsza córka, Zosia.

(Aha!-  Zgred miał oczywiście rację – po lewej od portretu Papieża stoi encyklopedia Glogera)

Oto fragmenty fortyfikacji – z bliska:

 

IMG_20201120_130450

IMG_20201120_130628

IMG_20201120_131943

IMG_20201120_131206

IMG_20201120_130904

IMG_20201120_130856

IMG_20201120_132128

 

I na koniec jeszcze coś dla Dewajtis: zbliżenie portretu, który chciałaby mieć (przepraszam, że taki krzywy! Widzę, że muszę go oprawić na nowo!) – i już uciekam  do roboty!

Wasza

MM

 

IMG_20201120_130552

Fortyfikacje

 

Thomas Schmall; http://www.oxpal.com/

Mal. Caspar David Friedrich

 

Leopold Staff

ŁASKA

 

O, czuję, wiem, o, pewność mam:

Nie jestem sam, nie jestem sam.

 

Nade mną piecza tajnych rąk

Jak ponad ziemią słońca krąg,

 

Gdzie każde źdźbło ma z niego cień,

Co je okrąża cały dzień.

 

 

hills-and-ploughed-fields-near-dresden.jpg!Large

mal. Caspar David Friedrich

 

Leopold Staff

UKŁON

 

Niezrozumiała to chwila:

Gdy czasem idę ulicą,

Czoło się moje pochyla,

Jak gdyby przed tajemnicą.

 

Nic niezwykłego nie czuję,

Nawet nie myślę o niczem,

Nagle wiem, że się znajduję

Przed jakimś wielkim obliczem.

 

Gdy mijam tłumy i domy,

Niesposób mi się obronić 

– Choć nikt nie idzie znajomy –

Ażeby się nie ukłonić.

 

skrzynia

Fot. MM

 

A oto moja własna mała fortyfikacja, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy: tak, księgozbiór. I zdjęcia przodków. Pamiątki. Miniatura Chrystusa, którą w latach 60-tych podarowano mi (ukradkiem!) w ZSRR, gdzie byłam wraz z wycieczką studencką w celu obejrzenia zbiorów  malarskich Ermitażu. Jest i ładny portrecik, wycięty z czasopisma, a przedstawiający mój największy i niepodważalny Autorytet – stoi u mnie wśród książek już ponad 20 lat. Niezmiennie.

„Miłe życia drobiazgi” są tu także.

A wszystko razem wspiera mnie i ratuje przed zakłamaniem dzisiejszego świata, przed wulgarnością, tandetą i prostactwem. Bastion ze słów, myśli, obrazów i symboli.  Nawet już nie muszę sięgać po tych moich starych, drukowanych przyjaciół, by wiedzieć, co mają mi do powiedzenia – znam ich tak dobrze i tak długo. Ale wspaniale jest czuć ich przyjazną obecność i ich siłę. A wręcz – potęgę.

Zakładajcie swoje fortyfikacje! – naprawdę warto. Staniecie się niezwyciężeni.

Kilka słów o Księdze Gości: Sowo P, bardzo Ci dziękuję za pochodzący z roku 1939 cytat z Czechowicza – o potrzebie piękna. Nie znałam go. Jakże trafne i przejmujące słowa! – zwłaszcza gdy się zna dalsze losy poety (zginął 9 września 1939 podczas bombardowania Lublina). Można więc je odczytać  jako jego testament.

Witam serdecznie nowych Gości. Są to: April, Ania, Ada, Weronika, Jesienna, Tosia, Katka, Be-ta, Jesionek, Joanna, Jola, Annuszka (wiad.pryw.), AdamPolinka.

Adamie – i ja Ciebie pamiętam – chłopczynę wówczas! – z owych lat radiowych. Pozdrawiam serdecznie!

Anette – owa Wigilia Pod Rondem rzeczywiście zainspirowana została moim czytaniem, w Radiu Obywatelskim, świeżo napisanej „Noelki” – czułam się jednak trochę niezręcznie, kiedy mnie potem z tym cyklicznym wydarzeniem łączono. Rzeczywistość bowiem, jak to ona, odbiegła dość daleko od moich intencji.

Karolciu, witaj! – otóż, furtka ta prowadzi z ogrodu na podjazd przed domem. Kolor wybierała Emilia, moja córka, i to dość dawno, więc nie umiem Ci podać odcienia. Hortensje „Lime Light” wyrosły w tym roku wprost olbrzymie! Piękna odmiana, polecam.

Weroniko miła, cieszę się, że Ty się cieszysz na lekturę. Pozdrawiam Waszą Panią Polonistkę, a także koleżanki z klasy i mam nadzieję, że „Opium”  im także się spodoba.

Jolu ! – Trudno! –  się mówi, pisze się dalej. I mnie nie zachwycają czasy współczesne, a wszechobecność smartfonów i tabletów jest faktycznie niezłą trudnością w konstruowaniu akcji – ale takie czasy nam właśnie dano i musimy to traktować jako kolejne zadanie do spełnienia, kolejną próbę. Nota benenastolatka Polinka to aprobuje i jej rówieśnicy też! – a przecież ja głównie dla nich piszę! Nawiasem mówiąc, masz rację: ostatecznie to właśnie autor wie najlepiej, co napisać. Więcej: POWINIEN to wiedzieć najlepiej! – bo jest to jego zadanie i jego odpowiedzialność.

Piętaszku (wiad.pryw.) – tak jest, wskutek ogromnej frekwencji na tej (mojej autorskiej, przypomnijmy) stronie  musieliśmy się zdecydować na nowe reguły, stąd nowy kształt i charakter Księgi Gości.

KrzysztOfie, Anette, AgnieszkoO, Annuszko – bardzo, bardzo dziękuję za dobre słowo. Wzruszacie mnie!

Gio – dobrze wiedzieć… ale trzeba będzie jeszcze sporo poczekać. „Chucherko” odłożone do lepszych czasów, teraz skupiam się na „Jowiszu 2”.

Justyno z Brodnicy, miałabym Ciebie nie pamiętać?! – no, coś ty… tamto powitanie było dla Justyny K.

Wszystkim bardzo gorąco dziękuję za obecność i za tyle życzliwości – i przesyłam mocne uściski!

Trzymajmy się w pionie (moralnym)!

Wasza

MM

PS – Kochana Nutko, właśnie odczytałam Twoją wiadomość prywatną w KG – jakże się z niej cieszę! Dziękuję Ci bardzo za zrozumienie i pozdrawiam gorąco Was oboje!

Trzymajmy się, nie dajmy się!

IMG_20201104_135423

Wszystkie zdjęcia: MM

 

Józef Czechowicz (1903-1939)

JESIENIĄ

 

w  oknie chmur plamy deszczowa sieć

ogród to rdzawość czerwień i śniedź

w kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach

niebo kuliste błyska i pryska

 

słucham szelestów jesienny gość

mało wód szmeru szumu nie dość

czujnie czatuję rankiem przy oknie

gdy kwiat opada w kałuże ogniem

 

może usłyszę któregoś dnia

nutę człowieczą z samego dna

nutę co dzwoni mocno i ostro

a niebo cale dźwiga jak sosrąb

 

IMG_20201104_131644

 

Leopold Staff (1878-1957)

DNIE CORAZ KRÓTSZE…

 

Dnie coraz krótsze, od mgieł co dzień chmurniej,

Rankiem mróz ścina w igły stawu płytę.

Z drzewami stoczył wiatr ostatni turniej

I legły liście na ziemi pobite.

 

Smutna ma dusza, opuszczona srodze

Przez siostry: miłość, wiarę i nadzieję,

W dal bezprzytulną idąc staje w drodze

I w suchych liściach zziębłe ręce grzeje.

 

IMG_20201104_131245

 

Beata Obertyńska (1889-1980)

LISTOPAD

 

Na zachodniego nieba morelowym złocie

krążą, zawracają w locie,

na skrętach nikną przejrzyście

czarne, kraczące liście…

    ..                           I znowu syk na obwodzie

   ..                            czarnego obłędu tęsknoty

   ..                             która je w sejmy zwiewa…

To w zmierzch listopadowy, morelowo złoty

czarne, umarłe liście

żegnają drzewa…

 

IMG_20201104_131402

 

Kazimierz Wierzyński (1894-1969)

BŁAHE ZDARZENIA

 

Przyjaciółmi naszymi są błahe zdarzenia

Trudno niemal powiedzieć jak nic nie znaczące –

Co dzień przez ciepłe okna przelewa się słońce,

I niebo za oknami codziennie się zmienia.

 

Drzewa w jesiennej sierści gładziutkiej i śliskiej

Stadem ogród zaległy i stoją, jak sarny,

W górze, w swojej wesołej trosce gospodarnej

Skaczą rude wiewiórki i strącają szyszki.

 

Wieczór napełnia ciszę dzikich gęsi krzykiem

I z nimi za widnokrąg różowy odlata,

Z modrzewiów wiszą nitki, jak siwizna świata,

Opalona brązowym, smagłym październikiem.

 

I zaprawdę nic więcej tutaj się nie dzieje,

Dzień do dnia jest podobny, jak dwie krople wody.

Wracamy pośród nocnej, wyniosłej pogody

Do domu, który kręgiem zamknęły aleje.

 

I z tych najbłahszych rzeczy nagle się wytwarza,

W niedocieczony sposób wzbija się, wyrasta

Jakaś powaga wielka, jak łuna znad miasta,

Powaga tej miłości, która aż przeraża.

 

IMG_20201104_130652

 

Po tej okolicznościowej dawce mglistej melancholii spieszę z krzepiącymi okrzykami, dziarskim przytupem i gorącą herbatą (plus miód, cytryna i odrobina rumu). Ależ co tam te poetyckie westchnienia, trzymajmy się mimo wszystko, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Listopad nam nie pierwszyzna, a i czasy bywały gorsze. Odwagi!

Dodatkowo rozgrzewa mnie lektura Waszych wpisów w Księdze Gości – dziękuję za wszystkie dobre słowa – i o Jeżycjadzie, i o „Jowiszu” – oraz za uściski i nawet całusy z dubeltówki! Jestem pełna wdzięczności i radości!

Witam serdecznie nowych Gości w naszej Księdze! – są to: Michalina, Joanna, Ada, Ola, Basia, Emilia, Kasia D-PTysia, Justyna, Tosia, Miłka, Małgorzata – babcia Siunia, Oliwia i Zosia.

Anette, tak bardzo się ucieszyłam Twoimi pochwałami pod adresem „Kalamburki”! – ta  powieść kosztowała mnie ogromnie dużo pracy i w dodatku  nerwów. Kończyłam ją – oczywiście na termin! – resztkami sił, a po oddaniu tekstu wydawcy natychmiast się ciężko rozchorowałam. Potem nie mogłam na nią patrzeć bez bólu głowy, ale kiedy mi wreszcie wszystko przeszło, zrozumiałam, że napisałam być może najlepszą swoją książkę i od tej pory cieszę się za każdym razem, gdy ją ktoś docenia.

Różo Wiatrów, ależ oczywiście, że stryj Józeczek był na weselu Dorotki, z małżonką, oczywiście! Nie mogliby nie przybyć! – ale znikli w tłumie tych wszystkich, których nie wydobyłam na pierwszy plan. A wszyscy wszak na pierwszym planie być nie mogą!

Małgorzato, w nowej odsłonie tej strony nie przewidujemy możliwości odbierania przesyłek, więc tylko wyobrażam sobie  ten piękny jesienny wieniec. Dziękuję też za miłe wieści o Amelce, którą niniejszym czule pozdrawiam!

Miłko – pytasz, czy w „Na Jowisza 2” zmieści się Chodzież i Kowalikowie – o, nie wiem, doprawdy – raczej wątpię. Już teraz mam mnóstwo materiału do tego drugiego tomu, obawiam się, że znów będzie konieczna surowa autoselekcja!

Zosiu (wiad.pryw.) – chyba muszę odmówić Twojej prośbie o wywiad: mam strasznie mało czasu, coraz jakby mniej. Muszę go skąpić! Nie gniewaj się!

Buczyno – cieszę się z Nowej Czytelniczki (i przesyłam jej uściski) – tak, powiedz jej, że portret Józefiny miał być już w pierwszym „Jowiszu”, ale się nie zmieścił. Może i lepiej – teraz ją namaluję jeszcze ładniejszą! Co do krzyżówek jeżycjadowych – KC Bożena przygotowała ich wielką ilość, a Akapit Press szykował się do wydania tych pyszności w formie książkowej. Nie wiem, jak teraz wyglądają te plany, warunki się mocno zmieniły. Miejmy nadzieję, że ta książka jednak się ukaże i że wszyscy  będziemy mogli się nią nacieszyć!

Justynie K (wiad.pryw.) dziękuję za wiadomość o naruszeniach moich praw autorskich na wiadomym blogu frustratek – nie pierwsze to i nie ostatnie takie wydarzenie, więc przyjmuję je ze zwykłym stoicyzmem. Oczywiście wiadomość od Ciebie przesłałam mojej prawniczce, która z pewnością się tym zajmie. Mnie na to szkoda czasu.

Tysiu kochana, miło mi, że chcesz mi przysłać prezent, ale prawdę mówiąc zupełnie mi wystarczy, że wpiszesz się czasem do Księgi Gości i będę mogła się do Ciebie z tej okazji uśmiechnąć!

Oliwio – córeczka Melania! No, coś podobnego! Będzie Milą czy Milusią? Całusy ode mnie, a dla Twojej Mamy pozdrowienia!

Kasiu D-P, a to by się pan Czesław Miłosz ucieszył!

Wszystkim dziękuję, wszystkich mocno ściskam –

Wasza

MM

 

IMG_20201022_114425

 

Dziś na dyniowo!

peter,peter

……..„Peter, Peter, pumpkin eater” – ilustracja Jessie Willcox Smith do książki „Mother Goose” (1914)

 

Tu się bardzo lubi dzieci, jak wiadomo!

Wszystkie!

A że zarazem lubi się i dynie (za ich kolor przede wszystkim, ale i za formę tak imponującą oraz zabawną, za solidność, za pożyteczność, a także walory smakowe), trudno nie przypomnieć sobie natychmiast o  dyniach i dzieciach w twórczości znakomitej amerykańskiej malarki Jessie Willcox Smith (1863-1935), która sławę i ogromną popularność zawdzięczała właśnie portretom dzieci i ich matek. Jej śliczne, dziś może nieco już staroświeckie, lecz kiedyś nowatorskie i wielokrotnie nagradzane ilustracje do książek dziecięcych (patrz: Charles Kingsley, „Water Babies” na przykład) powstawały po pracowitym i starannym przygotowaniu z natury. Sama bezdzietna, miała w znajomych rodzinach wielu małych przyjaciół, których zapraszała do swojej pracowni na ciepłe mleko, ciasteczka i opowiadanie czarodziejskich historii. Zauważyła bowiem, że dziecko, słuchając baśni, patrzy opowiadającej osobie prosto w twarz, zastyga, jak oczarowane – a to pozwala bez przeszkód naszkicować – opowiadając – zarys jego portretu.

Domalować potem takiej zasłuchanej parce troskliwą Gąskę to doprawdy kwestia chwili!

 

The_Jessie_Willcox_Smith_Mother_Goose

 

Korzystając z dyniowej i jesiennej sposobności, pozwolę sobie teraz opublikować przepis własny – twórcze przetworzenie słynnej „Zapiekanki Kopciuszka”, którą zarekomendowała nam kiedyś Kochana Czytelniczka Sowa P. Potrawa Sowy była pyszna, lecz mając tu, na wsi, niejakie trudności ze zdobyciem sera gorgonzola, następnym razem użyłam innego (nawet feta się sprawdził!) a potem już zmiany oraz udoskonalenia same się prosiły.

A więc… dawajcie mi tu dynię!

 

Jessie_Willcox_Smith_2076_Cropped_master

mal. Jessie Willcox Smith

 

TARTA DYNIOWA  „JESSIE”

Kruche ciasto na spód potrawy należy wykonać ze składników następujących:

125  g mąki pszennej

125 g mąki semolina (ale jak się jej nie ma, całe 250 g zwykłej mąki też może być)

pół łyżeczki soli

150 g masła

2 jajka

solidna garść drobno utartego parmezanu. Tak, ser DO CIASTA!

Zagnieść. Po uformowaniu gładkiej kuli – odłożyć na pół godziny do lodówki.

W tym czasie usmażyć na 1 łyżce masła 2 drobno poszatkowane cebule.

Kawałek dyni (ok. 3/4 kg) obrać, pokroić w kostkę i dorzucić do zrumienionej cebuli, dodając 3 łyżki wody. Przykryć i gotować na małym ogniu, aż dynia zmięknie. Dodać łyżeczkę brązowego cukru, sól do smaku, zgnieciony ząbek czosnku, nieco pieprzu cytrynowego lub białego, nieco szałwii albo estragonu, lub tymianku (wszystkie te zioła pasują do dyni). Widelcem (lub praską do ziemniaków) rozgnieść masę dyniową na purée.

Rozwałkowanym ciastem wyłożyć formę, posmarowaną masłem i wysypaną odrobiną semoliny (lub bułki tartej). Rozłożyć na cieście masę dyniową.

1 duży por umyć, poszatkować na cieniutkie wiórki, Nałożyć obficie na masę dyniową. Można dorzucić nieco drobniutko pokrojonej zielonej papryki lub innych pyszności (oliwki? Wędzona szynka? Boczek? – jak kto lubi).

Po wierzchu rozłożyć sery: feta, mozzarella, parmezan tarty.

Piec na średnim ogniu ok. pół godziny, do zrumienienia brzegów ciasta.

Zaprosić dzieci!

 

6c416cce87ac2f2decb9e5273471c279

mal. Jessie Willcox Smith

 

A na zakończenie przywitam jeszcze nowych Gości w naszej Księdze – są to:

Krystyna – której bardzo dziękuję za doskonałe zrozumienie moich intencji,

Kasia oraz  Zofija – które zapewniam, że to właśnie możliwość dodawania otuchy i podnoszenia na duchu tak bardzo mnie cieszy w mojej pracy i daje mi poczucie sensu,

Agata – którą ściskam i proszę o pozdrowienie sióstr oraz czytających młodzieńców,

Karolina – której wyznaję, że znajomość języków obcych zawdzięczam – poza normalnymi lekcjami – uczeniu się na pamięć wierszy w oryginale oraz czytaniu niezliczonych książek, także w wersji oryginalnej,

Misia – którą zapewniam, że mam Tygrysiątko na oku i na uwadze, podczas gdy ono sobie rośnie

i Michalina – którą witam serdecznie w naszych gościnnych progach.

 

Wszystkim dziękuję za dobre słowo, a Marii Annie (wiad.pryw.) – za to, co zwykle! Bardzo, bardzo!

Iskro – przyjmij serdeczne gratulacje i ucałuj ode mnie Iskiereczkę w samo czółko!

 

Uściski ogrzewające i krzepiące dla wszystkich –

Wasza

MM

 

3d881226995dda6ca93baf9596e4b5cb--jessie-willcox-smith-autumn-scenes

mal. Jessie Willcox Smith

 

Na Wszystkich Świętych

Caspar_David_Friedrich_-_Abend_(1824)

Wieczór – mal. Caspar David Friedrich (1774-1840)

 

 

John Milton (1608-1674)

O  CZASIE

 

Pędź, wrogi Czasie, śpiesz się, niech twój bieg się stara
Ponaglić sennych godzin ołowiane kroki,
Powolne jak bezwładne ciężarki zegara;
Syć się wszystkim, co wpadnie w paszczy twojej mroki,
Pożeraj fałsz i pozór, który pysze służy,
Odpadki tego świata:
Tak mała nasza strata
I zysk twój  tak nieduży.
Gdy bowiem wszystko, co złe, zniknie w twoim łonie
I żarłoczność twa w końcu i ciebie pochłonie,
Ogrom Wieczności każdą z rozjaśnionych twarzy
Pocałunkiem obdarzy;
W potopie szczęścia zniknie wtedy wszelka troska,
Każda rzecz pełna Dobra, doskonale boska
Zalśni jak wieczną zorzą
Prawdą, Pokojem i Miłością Bożą
Przed niedosiężnym tronem
Tego, Kto nasze dusze w niebie rozjaśnionem
Przyjmie i Swoim błogim widokiem napasie,
A od przyziemnej nędzy na zawsze ocali:
Odziani w gwiazdy, wiecznie będziem triumfowali
Nad Śmiercią, nad Przypadkiem, i nad tobą, Czasie.

 

(Przekład Stanisława Barańczaka)

 

 

 

Caspar_David_Friedrich_053

Brama cmentarna – mal. Caspar David Friedrich

 

 

John Milton

ON TIME

 

Fly envious Time, till thou run out thy race,  

Call on the lazy leaden-stepping hours,  

Whose speed is but the heavy Plummets pace;  

And glut thy self with what thy womb devours,  

Which is no more then what is false and vain, 

And meerly mortal dross;  

So little is our loss,  

So little is thy gain.  

For when as each thing bad thou hast entomb’d,  

And last of all, thy greedy self consum’d,

Then long Eternity shall greet our bliss  

With an individual kiss;  

And Joy shall overtake us as a flood,  

When every thing that is sincerely good  

And perfectly divine, 

With Truth, and Peace, and Love shall ever shine  

About the supreme Throne  

Of him, t’whose happy-making sight alone,  

When once our heav’nly-guided soul shall clime,  

Then all this Earthy grosnes quit, 

Attir’d with Stars, we shall for ever sit,  

  Triumphing over Death, and Chance, and thee O Time.

 

 

 

„Jeszcze te trochę liści…”

IMG_20200829_114910

                                                                                                                                                  Zdjęcia: MM

 

 

Jarosław Iwaszkiewicz

PAŹDZIERNIK

 

Ptaki październikowe
schylają zmęczone głowy

jak w zadymionych zwierciadłach
stoją jesienne sady
anioły i papugi
obsiadły winogrady

jeszcze te trochę liści
jeszcze jagód dwie kiście
i okruszyny w koszyku

już po wiosennym krzyku
już po zielonych godach
śpi papierowa uroda

już wszyscy gwiezdni ptacy
zaświecili
już wszyscy letni bracia
ulecieli

zasypia jeden za drugim
pod liściem przywiędniętym

i nikt już nie pamięta
ja może jeden pamiętam

i może jeszcze kto drugi.

 

 

IMG_20201006_130118

 

Jan Lechoń

* * *

W złotych strzępach liści drzewa nocne stoją,
Księżyc srebrne smugi po ziemi rozwłóczy,
Nic mi nie pomoże na tęsknotę moją,
Już mnie żadne szczęście od niej nie oduczy.

Pobielały domy od srebrnej poświaty,
Jesienny przymrozek słabe ciało krzepi.
Tylko zeschłe liście, tylko zwiędłe kwiaty!
Może być jak było, może nie być lepiej.

 

.
IMG_20200829_181137

 

.

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Bardzo dziękuję za liczne głosy w sprawie Sławka i Niesławka – a żebyście wiedzieli, że dzięki nim namalowałam już trzeciego!

Oczywiście, wzięłam pod uwagę niektóre Wasze głosy – a dlatego tylko niektóre, że na ogół  nie wypowiadano się o podobieństwie portretów do młodzieńca, którego względy Idusia (po niewątpliwie miłym okresie namysłu) definitywnie odrzuciła. Wpisywane opinie dotyczyły tego, czy to Wam się ten lub tamten Sławek podoba. Albo: czy w tym lub tamtym mogłaby się Ida  zakochać! Nieoceniona  Mama Isi, jak zwykle logiczna, swym jasnym a ironicznym umysłem momentalnie uchwyciła sedno sprawy. Sławek, choć przystojny, porządny i miły, musi przecież mieć w sobie coś, co go w oczach Idy Borejko deprecjonuje!

Świeżo malowanego Sławka numer 3 jednakże tutaj Wam nie pokażę, wejdzie wprost do „Jowisza 2”. Ciekawi jesteście? A to dobrze, he, he!

Witam jak najmilej nowych Gości w Księdze – Zofię, Karolinę, Ulę (która – fiu, fiu! – spryskuje twarz wodą różaną!), a także Natę (tak, „pani Musierowiczowo” może być, czemu nie! – a pozdrów ode mnie mamę i siostrzyczkę; cieszę się, że razem głośno czytacie, w dodatku moje „Opium”, i że umilam  kwarantannę!). Witam też miłą Tosieńkę (którą informuję, że dalsze losy Hildegardy Schoppe można wyrywkowo poznać przy uważnej lekturze „Ciotki Zgryzotki”!).

Olę, prowadzącą blog oraz stronę jeżycjadową na FB, witam w Księdze Gości jak najserdeczniej i dziękuję za dobre wiadomości, pozdrawiając zarazem wszystkich jej Gości, a moich Czytelników! Obiecuję pomyśleć o kocie w „Jeżycjadzie”, choć przypominam uprzejmie, że jeden (zaokienny) był już w „Córce Robrojka”, a drugi (diaboliczny) w „Febliku”!  Że nie wspomnę o Felusiu, kocie babci Jedwabińskiej…

Ach, nigdy Wam nie dość!

Jakie to miłe… Dziękuję!

I ściskam !

Wasza

MM

 

PS post factum: Mamo Isi, te listeczki nad Lechoniem to berberys.

 

Sławek czy Nie-sławek?

Ten – czy ten? – a może jeszcze inny? Pytam, bo sama nie wiem.

Przystojny brunet o niebieskich oczach, z czarnym wąsem – taki Sławek Lewandowski pojawił się w „Opium w rosole”, lecz ani razu go tam nie narysowałam!

Zastanawiam się, czy ten biedny młodzian znalazł aby  należyte miejsce w mojej wyobraźni. Kiedy bowiem, korzystając z ponurej i zimnej pogody (taka mnie zwykle odstrasza od pracy w ogrodzie, a natomiast bardzo zachęca do pisania i malowania) zasiadłam do biurka z postanowieniem stworzenia kolejnej ilustracji do „Na Jowisza 2”, nie bardzo wiedziałam, jak owego Sławka przedstawić. Najpierw namalowałam tego młodzieńca:

slawek1a

 

i…  nie spodobał mi się, będąc typem szczupłego histeryka z szaleństwem w oku (taki drobny i nerwowy na pewno by się nie wyhodował na matczynych kluskach ze skwarkami i cebulką).

Namalowałam więc zaraz drugiego Sławka, zacnego i o wiele lepiej odżywionego (nadal starając się utrzymać jego stylizację na lata osiemdziesiąte) ale nie mam pewności, czy ten typ urody (jakby nie było, mało romantyczny) znalazłby uznanie w oczach Idusi:

 

slawek2a

 

Jak uważacie?

Inna sprawa, że kto ją tam wie! Ostatecznie przecież i tak odtrąciła młodego Lewandowskiego (niezależnie od tego, jak naprawdę wyglądał), by zakochać się finalnie w Marku Pałysie, nota bene też brunecie z wąsem.

 

Jak widzicie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, sprawy te nie są proste, zwłaszcza że poważnie podchodzę do kwestii podobieństwa. Widzicie też, że pilnie pracuję (na ile tylko kręgosłupik pozwala…) i że „Na Jowisza 2” rośnie w piórka. Dużo już mu urosło!

Witam serdecznie nowych Gości w Księdze! Są to: Fifik, Basia, Ania z Oleśnicy, Maciek (z żoną i córką), Aka, Ilka i Katarzyna.

W Księdze Gości pojawiają się też pytania oraz prośby. Już odpowiadam!

Rozmarynie, jest tak, jak Ci rzecze zacny Zgred: ulica Roosevelta w Poznaniu, na odcinku od Mostu Teatralnego do Libelta, zabudowana jest tylko po jednej stronie, stąd owe kolejne numery domów stojących obok siebie. Po drugiej stronie jezdni jest nasyp z barierką, dość stromy, a w dole biegną tory kolejowe, dzielące go od Teatralki. Widzę, że musimy to sfotografować i przedstawić w „Na Jowisza2”.

Plugawy Pawełku (czyli czcigodny Profesorze), każde, nawet najbardziej osobiste przesłanie, można wpisać do Księgi Gości, opatrując je w razie potrzeby nagłówkiem: „wiadomość prywatna!” – wtedy się nie ukaże, a ja prędzej czy później je przeczytam. Dziękuję za chęć obdarowania mnie pomysłem; doceniam to, choć to nie brak pomysłów jest moim problemem, bynajmniej, tylko tak zwane moce przerobowe. I czas! Pozdrawiam całą Rodzinę!

Basiu – nadzwyczaj mnie cieszy fakt, że mamy wspólne hobby i że w „Na Jowisza” właśnie dział „Rozrywki umysłowe” spodobał Ci się szczególnie! Jednakże w części drugiej tej książki działu takiego już nie przewiduję – z braku miejsca. Strasznie dużo jest rzeczy, o których jeszcze nie napisałam!

Zosiu – z największą przyjemnością napiszę specjalnie dla Ciebie (kiedyś!) o Józku, jego dziecku i żonie. Ale jeszcze nie teraz, cierpliwości! Dziękuję Ci za ten wpis – nie masz pojęcia, jak mnie ucieszył! Pomóc komuś w trudnych chwilach, w złym nastroju, w chwilach lęku – o, to mi się podoba! Po to właśnie piszę! (Pozdrów ode mnie Mamę!)

Bożenko – dzięki za piękny i mądry, jak zawsze zresztą, wpis z Herbertem i dobrym słowem o kredensiku.

Wielu innym osobom też się spodobał! – jak miło!

Aniu z Oleśnicy – epidemia już mi przeszkodziła w pisaniu „Chucherka”, trudno, stało się. Ale mam nadzieję, że dam sobie radę. Dobrze jest wiedzieć, że mam napisać książkę, która jest tak gorąco wyczekiwana! To wspaniałe uczucie i bardzo pomaga. Dziękuję!

Aka – co za pyszny wpis o szyszkach! Czego to ludzie z głodu nie wymyślą, jak mawia filozoficznie pewien mój znajomy. Uśmiałam się. Skądinąd, ciekawy jest mechanizm, któremu ulegamy: to, co dostajemy, nie płacąc, wydaje się nam nic nie warte. A tymczasem, jak śpiewano w jakiejś amerykańskiej piosence, „wszystkie najlepsze rzeczy są za darmo!”!

Zgredzie – jakże się ucieszyłam wiadomością, że wśród mych skarbów na kredensiku znajduje się lampa lutownicza, i to w dodatku taka, jak w „Kaczej zupie” (jestem fanką Groucho Marxa). Ale pan Musierowicz, któremu nasi francuscy przyjaciele pozwolili kiedyś buszować w starej szopie na swojej farmie w Burgundii i wybrać, co mu się tylko spodoba, twierdzi, że ten obiekt został mu przedstawiony jako oliwiarka. Oliwiarką jest też (na pewno!) malutki obiekcik z cienkim dzióbkiem, uplasowany na tejże półce kredensu, jako trzeci od prawej. Pochodzi z tejże przyjacielskiej farmy, podobnie jak trzy tajemnicze mosiężne puzdereczka, stojące na najniższej półce, oraz ogromny, wystrugany z drewna sabot sprzed stuleci, okuty metalem tak, by utrzymywał trzonek motyki (przechowuję  go w piwnicy).

Wannabe – ależ zmuś babcię do opowiadania! Koniecznie! Proszę! Babcie mają naprawdę mnóstwo do wspominania!

Fifiku – miałabym poprowadzić kurs pisania? Nigdy! Sama wciąż się uczę tej niesłychanie trudnej sztuki, a ponadto wiem dobrze, jakim ograniczeniem dla wolności osoby piszącej są uwagi i wtręty  kogoś postronnego. Nie śmiałabym się narzucać. Nawiasem mówiąc, z tych właśnie powodów nie uczyłam pisania książek nawet własnej córki  (Emilii Kiereś) – sama wyrosła na świetną pisarkę, bo miała w sobie nie tylko talent, ale i pod dostatkiem  determinacji, uporu, silnej woli i – co może najważniejsze – samokrytycyzmu. Tak, sztukę pisania trzeba opanować samemu! – a mistrzowie nasi, choć oczywiście istnieją (napisali swoje książki, które podziwiamy i z których się uczymy), to przecież milczą dyskretnie w sprawie naszej własnej twórczości. I mają rację. Ciekawa jesteś „warsztatowych przemyśleń” – ależ one są tylko moje i takimi muszą pozostać, jeśli świat nie ma zostać zalany utworami literackimi o takich samych elementach. Niektóre z tych twórczych sekretów warsztatowych są moimi własnymi, świadomymi zdobyczami, ale niektóre pojawiają się i zostają zastosowane podświadomie! W ogóle, podświadomość gra ogromną rolę w sztuce pisania, a sporo o tym będzie można przeczytać w haśle „Surrealizm”, już gotowym, które wejdzie do „Na Jowisza 2”. Rada na koniec: pisz tak, jak Ci własny rozum i talent dyktują – ale wciąż się kontroluj, czy – o, zgrozo! – nie zapożyczasz się u innych pisarzy i czy ich nie naśladujesz. Naśladowcy nie mają szans na prawdziwy sukces. Dlaczego? To takie proste: bo nie są oryginalni i wyjątkowi!

Anette – tak, to cacko porcelanowe z kredensiku  (naczyńko na konfiturę różaną, jak mi wyjaśniono) jest wyjątkowo cenne: bardzo stare, pochodzi z Miśni. Szarpnęłam się na nie w biednych czasach, kiedy je ujrzałam w Desie  przy Starym Rynku. Nigdy jednak tego nie pożałowałam! Oto owa róża z bliska:

 

 

IMG_20201018_151537

IMG_20201018_151623

IMG_20201018_151606

 

Tyle gadania na dzisiaj.

Powiedzcie mi, który Sławek lepszy, dobrze?

Uściski!

Wasza

MM

 

„Miłe życia drobiazgi”

IMG_20201009_133335

Wszystkie zdjęcia: MM

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

A więc od jutra znów będziemy się pocieszać wzajemnie i dodawać sobie nawzajem otuchy (dzięki, Beatuszko!).  Kto wie, jak długo jeszcze? Ano, chyba właśnie nikt nie wie. Absurd lubi zalegać.

Jest wszelako pociecha, którą służę od ręki: wszystko kiedyś się kończy!

„Miłe życia drobiazgi” – według określenia prof. Stanisława Pigonia, Wielkiego Polonisty, (lub też „Miłe drobiazgi życia”- wg Władysława Orkana, tak jest, Sowo P !) też po swojemu pocieszają  człowieka w chwilach, gdy  absurd piętrzy się ponad wytrzymałość normalnego umysłu.

Przedstawiam Wam więc kolekcję moich „miłych życia drobiazgów”, a także „pamiąteczek”.

 

Krzysztof Kamil Baczyński

PAMIĄTECZKI

 

Pa­mią­tecz­ki za­su­szo­ne – nie­ba róż.
Na pu­deł­ku ty­rol i ja­błoń.
Ta­kie pro­ste było wszyst­ko: chleb i nóż.
a te­raz gdzie opa­dło?
Ta­kie pro­ste by­ły­by lata
– za­su­szo­ne dziś w książ­kach płat­ki.
Jak ob­raz­ki zie­le­nią od­czuć?
Nie­wy­pu­kłe ob­raz­ki, gład­kie.
[Nie ma cie­bie, nie bę­dzie, po co
szu­kać gwiaz­dek w czar­nej sali?
Tyl­ko pa­mięć wy­sy­cha – po­tok,
świat – kli­ni­ka tro­ci­no­wych la­lek.]
Dzie­cin­nie­je mi zie­mia znów
za­my­ka­na w ta­jem­ni­ce pu­de­łek.
Od­da­lo­ny smu­tek snów
jak nad śmier­cią rzu­co­na prze­łęcz.
Srebr­ny klu­czyk. Na­krę­ca­ne ptasz­ki –
– po­mniej­szo­ne po­zy­tyw­ki zda­rzeń.
A to wszyst­ko ma­leń­kie ob­raz­ki
po­wie­szo­ne na po­tęż­nym ko­na­rze.

 

IMG_20201009_123947

 

A przedstawiam całość (kredensik wykonał wg mego projektu kolega plastyk, meblarz, Stefan Hoffmann) po to także, by tym lepiej wyeksponować szczegół. Jaki? Proszę spojrzeć! Od Przyjaciółki o Wielkich Zasługach dostałam mianowicie paczuszkę, a w niej te oto dwie piękne i wdzięczne filiżaneczki do kawy.

 

IMG_20201009_123739

 

W odpowiedzi na mailowe podziękowania Przyjaciółka napisała :

Kochana Małgosiu, jestem szczęśliwa , że filiżanki doszły i się nie potłukły:). Karolinę „odkryłam” w sposób następujący: Bardzo lubię przeglądać różne strony designerskie, artystyczne. Weszłam do galerii z porcelaną  w Warszawie.   I stała tam filiżanka w paski czarno-białe ze złoconym za dużym uchem. Nie była wystawiona na sprzedaż, ale zaczęłam korespondować z galerią i ją kupiłam. Zapamiętałam, że stworzyła ją Karolina Szeląg. Znalazłam ją w internecie i napisałam do niej, że jestem fanką jej sztuki. Okazało się, że kończyła ASP w Koszalinie i od 7 lat mieszka w Poznaniu. Generalnie wszystko co ma w pracowni, jest na sprzedaż. Ja kupiłam przepiękną rzeźbę. No i całą serię filiżanek. Kupiłabym tam wszystko. Tam są cuda. Widziałam jak tworzy. Nawet ją prosiłam, żeby mi stworzyła kubeczek do cappuccino. I mam. Poza tym rzeźbi, maluje. Jest strasznie fajna. Taka, jak byśmy się znały od zawsze. Taki promyczek uśmiechnięty. Mówiłam, że filiżanki dla Ciebie. Bardzo się cieszyła. Sama wybrała i zapakowała. Powiedziała, że jedna musi być złota:)) Więc spokojnie do niej dzwoń :)) i ją odwiedź.
.
Oczywiście natychmiast znalazłam w sieci Karolinę Szeląg i jej ceramikę – o, doprawdy, duża dawka piękna i talentu! Już się zapoznałam mailowo z artystką i zamówiłam to i owo. Czy muszę objaśniać, jak bardzo się ucieszyłam na wiadomość, że pani Karolina to  moja Kochana Czytelniczka?! Od dziecka!
Jestem z niej nieopisanie  dumna!
 .
.
IMG_20201009_131421
.
A poza tym: kwitną jeszcze róże, więc jesienne smętki naprawdę  nie są nam groźne!
 Jeszcze jeden to powód do radości!
Oraz jeszcze i to: od maja książka  „Na Jowisza” miała już dwa dodruki! Najnowszy idzie do księgarń w październiku. Coś nadzwyczajnego! – zważywszy, że po drodze był lockdown…
Dziękuję Wam!
 .
Kolejne powody: w Księdze Gości pojawiają się stale nowe osoby, które niniejszym serdecznie witam!
Są to: Ilka, Zg-aga, Nawojka, Agata, Anna, Mania, Bogumiła (pozdrowienia dla zielonego Alberta!), marcowaryba, Ewa, ola, Mag Dade, Olka, Basia, Aksamitka, Magdalena  oraz Gosia.
 .
Aksamitko, na Twoje pytanie odpowiedziano już w Księdze Gości, ale ja tu jeszcze powtórzę odpowiedź: wszystkie  dawne posty, zdjęcia, rysunki, dyskusje można znaleźć na samym dole strony, w naszym archiwum! Zapraszam – jest co czytać i oglądać!
.
Rozmarynie, dziękuję za wzruszającą wiadomość prywatną. Wspólne przeżycia – ano tak! Prawda, że łączą?
 .
Magdaleno (wiad.pryw.), nie uwierzysz, ale po tylu latach pamiętam doskonale to spotkanie autorskie w Tychach i pamiętam owo pytanie o łacinę! A to ci dopiero, co?
Pozdrawiam Cię serdecznie i obiecuję namyślić się nad podsuniętym przez Ciebie tematem do powieści.
.
Mimi M, Anette,  niektóre  wiejskie  miejsca jeżycjadowe w „Na Jowisza2” zapewne się znajdą – ale o tyle z tym trudniej będzie, że, w przeciwieństwie do „miejskich” tomów, wiejskie lokalizacje na ogół są fikcyjne. Ale coś na pewno uda się zamieścić, może i mapkę? 
 .
Gosiu! Pytasz, czy zbieram kasztany! No, jak możesz wątpić?! Może i są na tym świecie osoby poważne i dostojne, które  na widok lśniących, brązowych, gładziutkich kasztanów nie schylają się bynajmniej i nie ładują sobie ich do wszystkich kieszeni. No, ale ja do  takich osób nie należę!
Cieszy mnie to.
.

Uściski dla wszystkich !

Wasza

MM

 

PS – Mamo Isi, patrz i się ciesz! Jak ona rośnie ochoczo!

 

 IMG_20201009_131631
 
 

 

 

 

„Pojesienniało” …

IMG_20200907_115841

fot. MM

 

Kazimierz Wierzyński

OKNO  NA OGRÓD

 

„Otworzy pan okno na ogród

A wszystko się samo napisze” –

 

Więc posyp się trawo na stole,

Nie spadajcie jeszcze, jabłka i gruszki,

Nie lękajcie się października, truskawki,

Pietruszki, rezedy, co jest tam jeszcze,

I wszystkie słowa wrogie i ostrożne

Przejdźcie na moją stronę.

 

Zielona bibuła – trawa,

Beżowa lampa – jabłko,

Ach, tylko szybko, szybko

Niech mnie zarosną po uszy

Chochoły słomianą czapką

 Niewidką.

 

 Bo poza stołem demony

Książki, litery, półki

I wyszczerbione zęby

I sufit, hiatus, paszczęka,

I wszystkie prawdy odlatujące

Jak z drutów spóźnione jaskółki.

Drży mi ręka.

 

Ale otworzę to okno,

Otworzę póki jeszcze zielone,

I sam przez nie wyjdę na ogród, w sad,

Trawy i drzewa zawołam na pomoc,

Ziemia to przecież mój owoc:

Jesień która jest moją rodziną,

Miłość która nie chce mnie minąć,

Ptak który wraca na moją stronę,

Prawdziwy,

Kłamliwy,

Dotkliwy

Ale jedyny

Świat.

 

(z tomu Kufer na plecach, Paryż 1964)

 

 

IMG_20200829_150140

fot. MM

 

Kazimierz Wierzyński

ETIUDA NA JESIEŃ

 

Zaczerwieniło się, pojesienniało

I zadziwiło się i odleciało

I tylko jedna popielata

Jaskółka szuka jeszcze lata

I tylko jedna ciemna róża

Więdnie o cały świat za duża

I tylko jeden słoneczniczy

Zegar pamiątki jeszcze liczy

I tylko oczy, gęste oczy,

Wzrok za szybami, w zapatrzeniu,

Wiatr powłóczyny drzewne troczy,

Na płocie gra jak na grzebieniu

I skrzypią z nim staruchy domy

I wrony lecą niską smugą

A wzrok wciąż milczy, nieruchomy,

Coś wypatruje i coś bada,

Stoi przy oknie długo, długo,

Od września aż do listopada.

 

Czemu on z liśćmi nie chce śniedzieć,

Za czym on błądzi, co chce wiedzieć?

 

Że zadumało się, pojesienniało,

Nikogo nie zadziwiło

I odleciało?

 

(z tomu Tkanka ziemi, Paryż 1960)

 

 

IMG_20200716_114709

fot. MM

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Jak to miło, że znów tylu nowych Gości się tu ujawniło – wśród nich Milena, Jolanta Maćkowska, Aka, Gabriela, Ania, Ilka, Madziejka, Polonistka, Bella, Julia, Annuszka, Magdalena, Anna, Olka, Karolina i Evu. Witam Was serdecznie i dziękuję za tyle dobrych, miłych, ciepłych słów! Olko, Twoja wiadomość prywatna wzruszyła mnie i napełniła wdzięcznością – jak dobrze jest wiedzieć, że się komuś naprawdę pomogło! Dziękuję!

Bardzo też przyjemna jest świadomość, że tyle osób czeka na to, co piszę – od razu autorce rosną skrzydła i wzbiera w niej nowa werwa. Dziękuję za powódź pomysłów, cóż z tego, że niekiedy sprzecznych ze sobą. Jedne głosy wyrażają radość i uznanie z powodu braku maseczek w „Chucherku”, drugie, wręcz przeciwnie, domagają się ich obecności, wraz z innymi (stosownymi) realiami, co miałoby – tak na przykład pisze Karolina – nadać „Chucherku” wartość historycznego dokumentu. Karolino droga, spieszę tu zaznaczyć skromnie, że nigdy nie było moim zamiarem tworzenie czegoś takiego. Jeśli zaś w Jeżycjadzie nagromadziło się wiele tzw. małych realiów, to przecież tylko mijający czas nadał im owej historycznej wartości. Pisałam i piszę nadal powieści humorystyczne, pogodne, a więc, chcąc ściśle trzymać się reguł gatunku (tu małe wyznanie: lubię reguły!), z zasady unikam wchodzenia zbyt głęboko w tzw. dramat egzystencji oraz – zwłaszcza – w ponury świat polityki. Co do dręczącego nas wszystkich obecnie zjawiska – ani myślę się nim zajmować, wybaczcie! Męczy mnie. Nie jestem w stanie wykrzesać z tego nic zabawnego ani krzepiącego. Nie, nie „wypieram” tego tematu, Karolino – potrafiłabym przecież stawić mu czoła. Ale nie chcę go afirmować.

Widzę też, że moje wyznanie o istnieniu dwóch wersji „Chucherka” zostało przyjęte ze zbyt wielkim entuzjazmem. To tylko warianty szkiców fabularnych! – a od tego do gotowej powieści jeszcze daleka droga! „Koncepta wirują” – jak pisze Zgred. Nota bene, nadal się nie zdecydowałam, czy wybiorę wersję przyszłościową, czy przeszłościową. (Rozmarynie, Wannabe, Marto, nie, nie, dwie wersje w jednej powieści – niemożliwe!). Zresztą – kto wie, może rzeczywistość nam się, co daj Boże, odmieni i będę mogła napisać wersję współczesną?  Tymczasem czekam spokojnie na rozwój wydarzeń, pisząc po trochu hasła do „Na Jowisza 2”.

Anette, AknordeiB, miło mi Was powiadomić, że życzenia Wasze zostaną spełnione – hasła „Mozart” i „Jezioro Pulpecji”, jak też „Willa Kowalików” i „Rodzina Lewandowskich” (oraz osobny portret Sławka) były przewidziane już w pierwszym „Jowiszu”, ale się nie zmieściły. Zostaną więc zamieszczone w „Jowiszu 2”, podobnie jak drzewo genealogiczne czy rzut mieszkania Borejków. Z tym ostatnim może być problemik, bo, jak już  wspomniałam w „Na Jowisza”, zarówno Żakowie, jak i Borejkowie mieszkają sobie po prostu w naszym dawnym mieszkaniu przy Słowackiego – tak mi to jakoś wyobraźnia urządziła. Ale liczę na pomoc któregoś z trzech rodzinnych architektów, ktoś mi to na pewno narysuje.

Droga Pani Anno, serdecznie dziękuję – cała stosownie spłoniona, od stóp do głów – za tę „różę Poznania”! Miła to przesada, ale wdzięczna jestem za każde dobre uczucie. Pozdrawiam Panią serdecznie!

Jowisiu, o spotkaniach autorskich na razie nawet nie myślmy. Przyszłość pokaże, co będzie. Przesyłam uściski!(Aha, a czekoladek miętowych nie lubię, bo mi smakują pastą do zębów – za to przepadam za  herbatą z mięty, świeżej zwłaszcza, zielonej, prosto z ogrodu!).

Jolanta Maćkowska pyta, czy autorka książki „Marianna i róże” to moja krewna – otóż nie, o ile nam wiadomo, jest to inna gałąź Konopińskich, nie ta, z której się wywodzimy  po kądzieli.

Aniu, pozdrawiam serdecznie i Ciebie, i całą szóstkę dzieci! Mocne uściski dla Was!

 

I dla całej Księgi Gości także!

Wasza

MM

 

Sygnały w kolorach ognia

IMG_20200829_144334

Wszystkie zdjęcia: MM

 

 

Leopold Staff

STAW W PARKU JESIENIĄ

 

Zielona woda złotym ogniem płonie

Odbitych w głębi jej pożółkłych drzew.

Baśń w niej jesienną powtarzają tonie

Odwrotnym dziwem: brąz, bursztyn i krew.

 

Zwierciadła stawu jedwabny gobelin

Wplata w osnowę liści wątek fal,

Modrymi skrawki międzydrzewnych szczelin

Wprawiając w pożar chłodną nieba stal.

 

Patyną śniedzi spastelone kruszce

Wiew mgły błękitnej marszczy w fałdy bruzd:

Tysiąc tysięcy, w przymrozków pogróżce

Ciepłotę brzegu całujących ust.

 

IMG_20200829_181146

 

Leopold  Staff

ZACHÓD JESIENNY

 

Przeszłość jak ogród zaczarowany,

Przyszłość jak pełna owoców misa.

Liści opadłych złote dywany,

Winograd ognia strzępami zwisa.

 

Zmierzch, jak dzieciństwo, roztacza cudy.

Barwne muzyki miast myśli przędzie.

Nie ma pamięci i nie ma złudy.

Wszystko jest prawdą. Wszystko jest wszędzie.

 

Sok purpurowe rozpiera grono

Na dni jesiennych wino wyborne.

Wszystko dziś piękne było. Niech płoną

Rudoczerwone lasy wieczorne.

 

IMG_20200829_144256

 

 

 

IMG_20200829_150312

 

Beata Obertyńska (1898-1980)

ODJAZD

 

I już  – już po wszystkim. Po słońcu, po lecie…

W ogródku kolejowym gdzie kwiaty też gasną,

niski cień pachnie ziemią i późną lewkonią…

… Jeszcze wczoraj w zmroku ciepło było przecie.

Jeszcze dzisiaj w południe słońce ciepłą dłonią

gładziło nasze głowy. Teraz chłód już. –

 Szkoda.

Milczmy lepiej. Mam serce ściśnięte tak ciasno,

jak kwiaty w pożegnalnym, zmęczonym bukiecie,

który mi potem oknem do przedziału podasz.

 

IMG_20200901_122339

 

Tak, to już koniec lata. Nieodwołalny! (Jak to brzmi!…)

Oto skrada się do nas jesień, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Wszystkie te zdjęcia są tego dowodem, a zrobiłam je przecież dzisiaj, w piękną, letnią i upalną pogodę.

Ale to już nie lato. Kwitną jeszcze róże i hortensje, w pełnym słońcu szaleją nagietki i siarkowe onętki:

 

 

IMG_20200829_114621

 

IMG_20200901_123043

 

Ale „nie ma złudy” – jak pisze Staff,  za to są czytelne sygnały – oto dojrzały właśnie prawdziwie jesienne rośliny: miechunki! Obrodziły u nas w tym roku nadzwyczajnie, zebrałyśmy z córką cztery ogromne bukiety – suszą się teraz, zawieszone w oknach, demonstrując wszystkie odcienie kolorów żółtego i pomarańczowego. Jak to wspaniale wygląda! Z tymi ich miłymi, optymistycznymi płomykami jakoś przetrwamy posępne, ciemne miesiące zimy. Już sobie poustawiałam ozdobne kompozycje w różnych punktach domu.

 

 

IMG_20200914_110238

 

Te pyzate istotki mają takie miny, jakby zaraz chciały się uśmiechnąć, prawda?

 

IMG_20200914_150026

 

No więc chyba damy radę zimie!

Oczywiście, podobnie (a nawet bardziej!) miłe, ożywcze, energetyzujące i rozgrzewające są Wasze wpisy w Księdze Gości i w ogóle wszelkie z Wami kontakty. Nieustająco jestem Wam wdzięczna za tyle serdeczności, przyjaźni, pogody ducha i radości życia!

Witam serdecznie nowych Gości – Kasię z Elbląga, Dankę z Wrocławia, Wisienkę, Jowisię z Poznania i Goszę ze Stalowej Woli.

Witam też dawno tu nie widzianą Nicos z Brukseli oraz szanownego Plugawego Pawełka z Dzikiego Zachodu.

I już pędzę odpowiadać na Wasze pytania oraz wpisy!

Jowisiu, jeśli masz mi do powiedzenia coś  naprawdę bardzo osobistego – napisz na początku: „wiadomość prywatna”, a wpis ten nie zostanie pokazany. Ale wszelkie inne wiadomości i przemyślenia lepiej wpisywać normalnie, tak, by wszyscy mogli je przeczytać – takie wpisywanie się jest uprzejme wobec innych gości i ma pełny sens. A i mnie łatwiej jest odpowiadać tutaj, bez ogródek.

Kasiu z Elbląga, aha, tak, tak – pamiętam cię! I telegram wysłany z okazji ślubu też pamiętam! Jak to miło, że mi tak rośniecie, a przy tym – nie zapominacie!

Danko z Wrocławia, „Ida” się spodobała – jak miło! Cieszę się!

Wisienko, bardzo, bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa – chyba je będę sobie odczytywać w dniach deszczowych i ponurych. Uśmiecham się do Ciebie!

Goszu ze Stalowej Woli, Tobie również dziękuję za komentarz tak sympatyczny – dodam jeszcze, że jesień już była w Jeżycjadzie, i to całkiem niedawno: w Ciotce Zgryzotce mianowicie, na specjalne życzenie Kochanej Czytelniczki Sowy P. oraz kilku innych, równie przyjemnych osób. Ale na pewno jeszcze o jesieni napiszę – lubię ją, co tu kryć!

Kochana, wierna Kris, Tobie dziękuję za wspaniałą recenzję Na Jowisza! – co to za przyjemność, stwierdzać, że ulubione Czytelniczki tak bezbłędnie odczytują to, co w książce umieściłam! Bardzo mnie uradowało, że doceniłaś wagę wpisów o Bibliotece Raczyńskich, Miłosławiu i TPN. Chciałam po prostu pokazać grunt, z którego sama wyrosłam i z którego wyrosła Jeżycjada. A dodam jeszcze, że w tomie drugim (Na Jowisza 2) który na życzenie wydawnictwa (teraz już nie jest to Egmont, tylko Harper Collins) już z wolna przygotowuję, będzie o tej poznańskiej i wielkopolskiej glebie jeszcze więcej! Właśnie świeżutko napisałam długi tekst do hasła „Szpital im. Raszei”- oj, będzie i ciekawie, i śmiesznie! (Sama się śmiałam, pisząc…)

Gio, Chesterko, Mimi M, Mamo Isi, Plugawy Pawełku! – dziękuję Wam za jakże potrzebne słowa zachęty i okrzyki zagrzewające do pisania „Chucherka”! – Mimi, spokojnie, TAKICH nacisków nie odbieram źle, przeciwnie! – uskrzydlają mnie i dodają mi ducha! A bardzo mi tego w przypadku Chucherka potrzeba. Dobrze już „podciągniętą” powieść, której akcja miała się rozgrywać wiosną i latem  roku 2020 trzeba było wyrzucić do kosza. Zdopingowana przez Mamę Isi, zabrałam się już jednak do pracy i oto mam w szkicach dwa warianty Chucherka – jeden przeszłościowy, a drugi przyszłościowy i w żadnym z nich nie występują maseczki. Tylko się zdecydować, który to ma być wariant! – ba, ale to niełatwe. Cierpliwości! Może rzeczywistość, jak to ona,  przyniesie jakieś pozytywne rozwiązania, zobaczymy. Wszystko ma bowiem swój koniec.

Anette, słynny walc François jest już niemłody – skomponowany został w roku  1905 przez Adama Karasińskiego i (jako pierwszy utwór w historii polskiej muzyki rozrywkowej) natychmiast zdobył ogromną popularność, nawet światową. Był popisowym numerem Toli Mankiewiczówny w przedwojennym kabarecie „Morskie Oko” i został nagrany na płyty nie tylko w Polsce, ale i na Zachodzie. Jeszcze długo po wojnie utrzymywał tę popularność. Fakt, że odtwarzano go z adapteru  na prywatce u Joanny, może świadczyć o tym, że jej rodzice, Józef i Felicja Borejkowie, mieli nieco przestarzałą płytotekę. Ale też i o tym, że kto chciał tańczyć zawrotnego walca, z pewnością sięgnął po ten właśnie utwór. Tadeusz Kantor miał natomiast swoje własne wspomnienia i skojarzenia, z tym walcem związane!

Monik, Haniu Okruszek, ależ oczywiście, praca w ogrodzie jest istnym błogosławieństwem. Cudowny to sposób na życie! – ileż to człowiek w sobie tym sposobem buduje dobrych uczuć, ile nabywa wewnętrznej harmonii, dyscypliny, i ileż ma z tego zachwytu oraz satysfakcji twórczej! Monik, moje róże pozdrawiają Twoje!

Mamo Isi, z ośmiu solidnych sadzonek róży Rambling Rector, jakie umieściłam w ziemi z zachowaniem wszystkich reguł sztuki, rozwinęła się tylko jedna i tak oto teraz wygląda:

 

IMG_20200914_133910

 

Nie jestem pewna, czy przetrwa zimę, ale nic to – w przyszłym roku spróbuję znowu, z większym rozmachem! Posadzę ich dwadzieścia!

Tą optymistyczną perspektywą zamykam dzisiejszy wpis i wszystkich serdecznie ściskam!

Wasza –

MM