Wakacje!

I Shin Moromisato

(mal: I Shin Moromisato)

 

Przed nami lato, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, a ja z niego skwapliwie korzystam trochę wcześniej niż Wy: znikam w bujnej zieleni, życząc Wam wszystkim już teraz wspaniałych wakacji w przyrodzie, odpoczynku od komputera i lekcji zdalnych oraz innego przymusu.

Ale nie zapominajcie, że najlepiej wypoczywa się, czytając piękne i ciekawe książki!

Nie wspominam już nawet o tym, że ładnie się z książką wygląda, o, tak na przykład:

 

John-Singer-Sargent-Girl-reading-by-a-stream-1888

(mal. John Singer Sargent)

 

Pięknego słońca, miłego deszczu, ślicznego lata wśród ptaków, kwiatów, liści i traw, pełnej i radosnej wolności w ogrodzie, w lesie, w parku, w górach, na polach, nad morzem albo nad lśniącym jeziorem –

życzy Wam

Wasza –

MM

Do zobaczenia we wrześniu! (będzie już co nieco słychać o „Na Jowisza 2”).

 

Dzień Dziecka!

2016_NYR_12163_0021_000(jessie_willcox_smith_when_daddy_was_a_little_boy110423)

(mal: Jessie Wilcox Smith)

 

Dzień Dziecka powinien być codziennie. To znaczy, każdego dnia powszedniego należałoby traktować dzieci tak właśnie, jakby to było ich święto. Codziennie przysparzać im radości, ukazywać im piękno świata, na który przyszły, mówić im rzeczy miłe, budujące i ciekawe. Rozśmieszać. Pocieszać. Przytulać i gratulować. I zawsze, zawsze, niezmiennie – szanować je, kochać i poważać.

Ale skoro najwyraźniej święto nie może być codziennie, ludzkość wymyśliła Dzień Dziecka i trzeba nam się cieszyć choćby tym jednym dniem w roku.

Wszystkiego najmilszego, Kochane Dzieci!

Ściskam Was najserdeczniej, jak tylko potrafię, i życzę, żeby Wam się dobrze żyło na tym pięknym (mimo wszystko) świecie i żeby dorośli przynajmniej nie przysparzali Wam smutków.

A w prezencie mam dla Was przewrotny wierszyk, którym ewentualnie możecie postraszyć Wiadomo Kogo, sugerując, co moglibyście zrobić W Razie Czego!

Oto on – w przekładzie Stanisława Barańczaka:

 

Shel Silverstein

CLARENCE

 

Clarence Lee, chłopczyk z Tennessee,

Niczego tak nie kochał, jak reklam w TiVi.

Rozwarte oczy wlepiał w ekran szklany

I każdy towar tam reklamowany

Sprowadzał zaraz drogą wysyłkową:

Krem, żeby skóra mogła czuć się zdrowo,

Brylantynę, by włosy elegancko lśniły,

Wybielacz, żeby biele bardziej się bieliły,

Tabletki, żeby zniszczyć ból głowy w zarodku,

Dżinsy, dopasowane do człowieka w środku,

Pastę do zębów „Biały Kieł”,

Proszek dla psa, a raczej – pcheł,

Płyn do płukania sobie ust,

Stanik, co uwypukla biust,

Owsianki, buty do rodeo,

Firanki, nową grę video

Lub towarzyską –

Dosłownie wszystko.

Aż pewnego dnia – reklama:

„TRWALSZY TATO! MILSZA MAMA!

NOWOŚĆ! SENSACJA! ULEPSZENIE!

ŚPIESZ SIĘ  I SKŁADAJ ZAMÓWIENIE!”

Ma się rozumieć, nasz bohater na to

Z miejsca zamówił nową mamę z tatą;

Gdy przyszła paczka z ulepszoną parą,

Opylił zaraz na pchlim targu starą,

Schował pięćdziesiąt centów do kieszeni

I wszyscy teraz są zadowoleni:

Nowi rodzice – mili, liberalni;

Starzy – znaleźli robotę w kopalni.

Pamiętaj zatem te proste reguły:

Jeśli rodzice każą jeść brokuły,

Myć ręce, sprzątać w pokoju bałagan,

Jeśli nie szczędzą wymówek i nagan,

Jeżeli nudzą cię i są niemili –

Znaczy to, że się po prostu zużyli.

Natychmiast zamów nową parę i

W ogóle ciesz się życiem jak nasz Clarence Lee.

 

(wiersz pochodzi z książki Stanisława Barańczaka FIOLETOWA KROWA – antologia angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej, Wydawnictwo a5, Poznań 1993)

 

A tu – wiersz w wersji oryginalnej, bo zawsze ciekawie jest śledzić pracę tłumacza:

 

Shel Silverstein

CLARENCE

Clarence Lee from Tennessee
Loved the commercials he saw on TV.
He watched with wide believing eyes
And bought everything they advertised —
Cream to make his skin feel better
Spray to make his hair look wetter
Bleach to make his white things whiter
Stylish jeans that fit much tighter.
Toothpaste for his cavities,
Powder for his doggie’s fleas,

Purple mouthwash for his breath,
Deodorant to stop his sweat.
He bought each cereal they presented,
Bought each game that they invented.
Then one day he looked and saw
‚A brand-new Maw, a better Paw!
New, improved in every way —
Hurry, order yours today!’
So, of course, our little Clarence
Sent off for two brand-new parents.
The new ones cam in the morning mail,
The old ones he sold at a garage sale.
And now they all are doing fine:
His new folks treat him sweet and kind,
His old ones work in an old coal mine.
So if your Maw and Paw are mean,
And make you eat your lima beans
And make you wash and make you wait
And never let you stay up late
And scream and scold and preach and pout,
That simply means they’re wearing out.
So send off for two brand-new parents
And you’ll be happy as little Clarence.

 

 

Majowe radości

IMG_20210524_153712

 

Nie tylko zieleń i świetlista żółć miłego wilczomlecza, nie tylko tulipany oraz szalejące bzy – białe, różowe i fioletowe w trzech odcieniach, nie tylko liliowe dzwoneczki, kwitnące całymi łanami, nie tylko liczne malutkie zawiązki jabłek ananas berżenicki – ale i dzisiejsza radość z powodu nagrody składają się na ten majowy błogostan.

Książka Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę – wspólne dzieło Emilii Kiereś i dumnej z niej matki – została nagrodzona przez znakomitą Bibliotekę Raczyńskich w Poznaniu!

 

posnaniana2020

W komunikacie czytamy:

 

Nagroda im. Józefa Łukaszewicza, upamiętniająca postać dyrektora Biblioteki Raczyńskich w latach 1829-1852 i twórcy pierwszej monografii Poznania, przyznawana jest corocznie autorom najlepszych publikacji związanych ze stolicą Wielkopolski. Celem Nagrody jest wyróżnienie i promocja najważniejszych dzieł, które podejmują tematy związane z Poznaniem, a tym samym propagowanie czytelnictwa i popularyzacja wiedzy o mieście. Kapituła konkursu nagrodziła następujące książki:

  • Olaf Bergmann i Wojciech Lizak, Antoni Radziwiłł oraz jego epoka w listach żony i córek (Poznań, Wielkopolskie Muzeum Niepodległości w Poznaniu)
  • Małgorzata Musierowicz i Emilia Kiereś, Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę (Warszawa, HarperCollins Polska)
  • Monika Piotrowska, Życie alternatywne. Amatorzy i zawodowcy w fotografii poznańskiej od 1839 do 1945 roku (Poznań, Fundacja Pix.house).

     

Cieszymy się obie wprost nadzwyczajnie! Trzeba tu koniecznie dodać, że sukcesy „Jowisza” (który doczekał się w krótkim czasie już dwóch dodruków!) zawdzięczamy świetnej współpracy z wydawnictwem HarperCollins (kiedy „Jowisz” był w przygotowaniu, nazywało się ono jeszcze Egmont). Wielkie podziękowania za zgotowanie naszej książce pięknej, szczodrej edycji (która w rękach Anny Pol, specjalizującej się w grafice książkowej, nabrała dodatkowej urody), należą się ówczesnej redaktorce prowadzącej, pani Annie Czech (obecnie jest ona naczelną ambitnego wydawnictwa książek dla dzieci Kropka). Dziękujemy bardzo!
Dodam, że oddana właśnie przez nas część druga, „Na Jowisza 2”, prowadzona jest przez red. Agnieszkę Betlejewską (HarperCollins) i w niczym nie ustępuje części pierwszej, a ukaże się – wszystko na to wskazuje – już na jesieni.

Majowe  pozdrowienia dla wszystkich!

MM

 

IMG_20210519_184655

Czas bzów

IMG_20210520_121215

Wszystkie zdjęcia: MM

 

Julian Tuwim

RWANIE BZU

 

Narwali bzu, naszarpali,

Nadarli go, natargali,

Nanieśli świeżego, mokrego,

Białego i tego bzowego.

 

Liści tam – rwetes, olśnienie,

Kwiecia – gąszcz, zatrzęsienie,

Pachnie kropliste po uszy

I ptak się wśród zawieruszył.

 

Jak rwali, zacietrzewieni,

W rozgardiaszu zieleni,

To się narwany więzień

Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

 

Śmiechem się bez zanosi:

A kto cię tutaj prosił?

A on, zieleń śpiewając

Zarośla ćwierkiem zrosił.

 

Głowę w bzy – na stracenie,

W szalejące więzienie,

W zapach, w perły i dreszcze!

Rwijcie, nieście mi jeszcze!

 

 

IMG_20200509_165133

 

Julian Tuwim

EROTYK O BZACH

 

Bzy gęsto sterczą sztorcem,

Gruboziarniste i mokre,

Stokrotne, gotowym wierszem, radośnie rozrosłe bzy.

O szóstej rano wstałaś,

Dziewczyno z prężnym sercem,

I łamiesz, z miłości dla mnie, promieniejące bzy.

Tak wcześnie i już tak gorąco,

A cóż dopiero w południe,

Gdy jeszcze mocniej w nozdrza uderzą zerwane bzy!

Dziewczyno na palcach wspięta,

Której ręce tak czule,

Z taką nadzieją chwytają coraz pełniejsze gałęzie!

Dziewczyno bardzo szczęśliwa,

Z listem wycałowanym,

Z listem okrutnie krótkim,

Cóż na niemiłość poradzę?

 

Trzęsę się twoim szczęściem

I drżę jak targane bzy.

 

IMG_20210520_121131

 

 

Julian Tuwim

BURZA I BZY

 

Burza chrabąszczów w błyszczących bzach!

Kto wylągł chrabąszcze? Burza.

Piorun jak sztylet zaszyty w piach

Stygnie i syczy: Użas!

 

Ktoś widać niebu ogień chciał skraść,

Lecz, oślepiony srebrzyście,

Prądem rażoną otworzył garść

I rtęcią opryskał liście.

 

 

IMG_20210520_121749

 

Julian Tuwim

TRUDY MAJOWE

Trze­ba ko­chać po ma­jo­we­mu,
Jak naj­głu­piej i jak naj­pro­ściej,
Cier­pieć, gi­nąć, nie wie­dząc cze­mu,
Nie dla cie­bie, lecz dla mi­ło­ści.

Za­plą­ta­ny w za­ba­wę bzo­wą,
Mu­sisz w gąsz­czu wi­kłać się ro­śnym
I roz­trą­cać wę­szą­cą gło­wą
Zgiełk i trze­pot we­so­łej wio­sny.

Nocą dłu­go ko­chać w ogro­dzie,
Po­tem spa­cer w mrok sa­mot­no­ści,
Wol­no, smut­nie, bo tak się cho­dzi
Za po­grze­bem swo­jej mło­do­ści.

I tak kro­cząc za ka­ra­wa­nem
Uma­jo­nym szczę­ściem zie­lo­nem,
Mru­czeć głup­stwa nie­po­rów­na­ne,
Głup­stwa ni­czym nie­za­stą­pio­ne.

 

 

IMG_20210520_121754

 

Nikt tak pięknie nie pisał o bzach, jak Tuwim – prawda?

W porze bzów musiałam, po prostu musiałam zacytować Wam moje ulubione wiersze i zajęło mi to tyle miejsca, że pewnie ograniczę się tylko do kilku zdań. Przede wszystkim – jak zwykle dziękuję za te wzruszające wpisy, za dobre słowa i miłe wspomnienia. To wielka radość – dowiadywać się, że to, czemu poświęciłam tyle lat pracy (blisko 50!) przydaje się miłym i dobrym ludziom, pomaga im i cieszy. Dobrze to wiedzieć na stare lata! Bóg zapłać, Kochani Ludzie!

Ryśkowi dziękuję za wierne przypominanie (już od tylu lat) o Dniu Niezapominajki! Witam zarazem nowe osoby Księdze Gości. Są to: Joanna M., druga Joanna (która pyta, jak ogród mój przetrwał chłody – ach, jak zwykle poradził sobie!), Gabriela – (czyli nasza niezapomniana Pulpa 12, która tymczasem podrosła i powróciła!), Emanuela (czyli dawna Nuelka – witamy z powrotem!), Ola z Bibic, Drzewiasty, Beata z Jerzanowic, Kala, Zuzanna, Helena, Milcia, Zuzia, a także Sylwia, której odpowiem na pytanie o McDusię: tak, bywa, że dobrym rodzicom wychowywanie się nie całkiem udaje, a pociecha wyrasta im na utrapienie. Ale w większości przypadków sprawa ulega polepszeniu, skoro tylko minie trudny wiek dojrzewania. Recepta: kochać wiernie i bezwarunkowo i uzbroić się w cierpliwość! Co do smartfona, o który pytasz: dostałam go od dzieci na Gwiazdkę i jako techniczna abnegatka pojęcia nie mam, co to za okaz – ale na pleckach ma on ową znakomitą kamerę z napisem: Zeiss!

Tak, Magdaleno Brykczyńska, masz rację: to jak „lupa do oglądania świata w jego realnej postaci”. Piękno jest wszędzie, trzeba tylko chcieć je dostrzec.

Na zakończenie – złota myśl, którą co prawda już zacytowałam w tekście „Na Jowisza 2”, ale nie zaszkodzi, gdy powtórzę ją i tutaj, bo jest bardzo à propos:

 

Nie trać okazji, by ujrzeć coś pięknego. Piękno jest podpisem Boga.

                                                                                                 Charles Kingsley

 

 

Druga Joanno, a ogród mój, widziany z okna pracowni, wyglądał dzisiaj tak (śliwa, odmłodzona silnym cięciem na przedwiośniu, dopiero wypuszcza pierwsze listki, a wielka katalpa w głębi, ta, w którą wbudowano podeścik do czytania, też dopiero się budzi, ale ona jest egzotyczna, więc ma zawsze opóźnienie):

 

 

IMG_20210520_124238

 

Wszystkich gorąco pozdrawiam i równie gorąco ściskam!

Dziękuję za wszystko!

Wasza –

MM

Czas tulipanów

IMG_20210510_184939

Wszystkie zdjęcia: MM

 

 

Beata Obertyńska

TULIPAN

 

Jak ptak jesteś – o piórach z purpury i złota!

Nakrapianyś – jak skóra cudownego węża!

Jak płomień – którym wiatr bezgłośnie miota!

Jak płomień – co w pośpiechu ostygłby i stężał!

 

Chrzęścisz cicho jedwabiem pod zakrzepłym żarem,

Siarkę mieszasz z krwi pąsem w chlasty, bryzgi, smugi –

aż  powalony własnym, szkarłatnym ciężarem,

masz w sobie coś z Mefista i chorej papugi…

 

 

IMG_20210510_190902

 

 

 

IMG_20210510_184602

 

A teraz popatrzcie: takie oto dziwne zjawisko uchwyciła ta doskonała, precyzyjna kamera w moim smartfonie. Gołym okiem nie widać we wnętrzu tulipana owych trzech srebrzystych jakby skrzydełek. Co to jest, u licha? Zastanawiająca i zachwycająca jest też ta idealna trójdzielna symetria wokół trójdzielnego słupka – prawda? Ach, cuda przyrody! Żałuję, że nie zostałam botanikiem.

 

IMG_20210510_191426

 

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, słyszę, że na maturze z polskiego „była Obertyńska” i cieszę się – lubię ją i podziwiam. 

A o maturach pamiętam nieustająco i wiernie trzymam za zdających kciuk lewej tylko ręki, bo prawa jest mi potrzebna na co dzień. Nie mogłabym bez niej robić zdjęć, a to właśnie teraz zajmuje mnie niezmiernie. Ogród bowiem jest w pełni rozkwitu! Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko tego, by do akcji przystąpiły bzy – ale to już niedługo nastąpi i wtedy popadnę w doroczną a całkowitą euforię wiosenną!

Na razie słaniam się z zachwytu na widok japońskiej śliwy w całej jej krasie. Co za radość! Szkoda, że ten stan świeżej obfitości potrwa zaledwie kilka dni. Ale nawet dla tych kilku warto było czekać całą długą zimę i całe przedwiośnie!

 

IMG_20210511_105849

 

Witam nowych Gości! – są to: Mama Igora, KatkaAniella z Józefowa, Marysia, Musia, a także Dorota i Konrad – przedstawiciele ananasów z szóstej klasy, oraz Aluś i Nata – która właśnie pisze maturę we Wrocławiu (powodzenia!!!). Bardzo miło było przeczytać Wasze wpisy – wielkie dzięki za każde dobre słowo!

Są też w Księdze Gości pytania i uwagi, na które zaraz odpowiem. Ale najpierw wiadomość dla Mamy Isi: z przykrością donoszę, że wytworzona przeze mnie sadzonka róży pnącej Rambling Rector nie przetrwała tej wyjątkowo zimnej wiosny, choć dała sobie radę z prawdziwą zimą. Nic to, zaraz Rector znów zakwitnie i rzucę się do sadzonkowania! Przyszłość przed nami, Mamo Isi!

Anastazja zapytuje, kogo w pierwotnej wersji „Szóstej klepki” chciałam uśmiercić, i dlaczego się rozmyśliłam. Otóż, rozmyśliłam się pod wpływem surowych uwag Danki, mojej Wspaniałej Redaktorki w Naszej Księgarni. Powiedziała ona, że rynek pełen jest, aż do obrzydzenia,  ponurych opowieści, które tylko przygnębiają czytelników. A młodzi ludzie lubią się śmiać! Zaproponowała, bym zrobiła użytek ze swojego poczucia humoru i napisała „Szóstą klepkę” na nowo, pamiętając, że młodzież potrzebuje w tych ciężkich czasach pociechy, otuchy i podtrzymania na duchu. A kto miał zginąć? Siostra głównej bohaterki. Ale nie, nie była to Cesia, ją wymyśliłam znacznie później. Szczegóły powstania tej powieści znajdziesz w książce „Na Jowisza!”.

Haniu, czyli Scarlet Flame – tak, lubię Gwiezdne Wojny, oglądałam te filmy najpierw z własnymi dziećmi, a potem z wnukami! Kupowałam też kolejne miecze świetlne oraz sporo innych gadżetów, a w okolicach Gwiazdki nie szczędziłam  grosza na komplety klocków Lego z serii Star Wars. Bycie fanem kosztuje (mamy i babcie fanów…)! Co do farb z roślin, o które pytasz: tak, to prawda, można je wytwarzać, jak Aga z Feblika, i nawet kiedyś tego próbowałam. Subtelne kolory, jakie się uzyskuje, wydają mi się jednakże trochę mdłe – wolę intensywne!

Magdo Z., to była srebrna cukiernica.

Marysiu, w sprawie planu mieszkania Borejków muszę Cię odesłać do książki „Na Jowisza 2”, która ukaże się jesienią (właśnie dostałam z wydawnictwa pierwszą jej korektę). Dużo by wyjaśniać!

Hanka Nutria pyta, co takiego zrobił Wolfi na studniówce – aha, oto mi pytanie! Rzecz w tym, że zostawiłam tę kwestię otwartą, tak by każdy czytelnik mógł sobie sam wyobrazić tę zbrodnię. Popatrz, jaką udaną propozycję przedstawiła Ci Hania!

Tatiano, ostatecznie kolor wiodący „Na Jowisza 2” będzie pomarańczowy. Żółty trochę anemicznie wychodził w próbach, zwłaszcza litery tytułu na okładce były słabo czytelne.

Aniello, poduszka pod brodą, przy długotrwałym czytaniu w pozycji leżącej, to mój własny sposób. Miło, że i Ty na to wpadłaś!

Zgredzie (wiad.pryw.) dziękuję za dobre wieści i życzę, żeby nadal były tylko dobre, coraz lepsze!

Bożenko, pamiętam o Tobie w związku ze zbliżającą się przeprawą! Dużo siły i dużo zdrowia! No i – czekamy na „Labirynty”!

Musiu, osiem lat to dużo, zwłaszcza dla dzieci. Brawo za dobrą decyzję – a jeśli istotnie w jej podjęciu pomogłam, czuję się dumna! Dziękuję za ten wpis, wszystkim także dziękuję za dobre słowa i życzliwość, bez których jakże smętne byłoby nasze życie!

Trzymajmy się, nie dajmy się!

Łączę uściski  bardzo tulipanowe –

Wasza

MM

 

IMG_20210511_111019

 

 

Cudeńka

IMG_20210425_123817

Wszystkie zdjęcia: MM

 

 

Muszę się z Wami podzielić tym, co dzieje się właśnie w ogrodzie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Cuda, zwyczajne coroczne cuda!

Hiacynty – te szafirowe, różowe i białe – są w pełnym rozkwicie, rozrosły się całymi kępami i powietrze napełnione jest ich  ślicznym zapachem.

Szafirki z wolna przekwitają, słaniają się z lekka, zmęczone swoim tegorocznym wybuchem. Za to w najlepsze kwitną dywany barwinków, a niektóre niezapominajki zaczynają już otwierać te swoje niebieskie, naiwne oczka.

Budzą się tulipany – ale jest jeszcze trochę za chłodno, by się odważyły iść na całość.

Za to pilnie pracują jabłonie – te ozdobne – spójrzcie tylko na te wyszukane, eleganckie kształty! Na ten puszek dziecinny! Na te kolory!

 

 

IMG_20210425_124236

 

 

IMG_20210425_124947

 

IMG_20210425_125515

 

Zakwitają też jabłonie jadalne (tu: ananas berżenicki):

 

IMG_20210425_124515

 

A tu widać, jak bogatymi kiściami pachnących kwiatów zamierza nam zaimponować tajemnicza czereśnio-wiśnia nikomu nie znanej odmiany, która rośnie w naszym ogrodzie już chyba 50 lat (bursztynowy owoc ma podobny do dużej czereśni, ale delikatność jego półprzejrzystego miąższu przypomina wiśnię szklankę). Zaczynała, biedaczka, usychać ze starości, więc zimą poddaliśmy ją ostremu odmładzającemu cięciu i zaraz nabrała nowego wigoru!

 

IMG_20210425_125749

 

Ale nie chcę Was ponad miarę zanudzać moim ogrodowym szaleństwem, więc przechodzę do spraw, poruszonych w Księdze Gości.

Kochane Czytelniczki Z topazem, Mama IsiTosieńka, Hanka Nutria, Monika z Poznania, Hania, Weronika, Wiola M, Mimi M, K8, Marysia-obywatelka Warszawy i Megi – odgadły bez trudu, niemal jednogłośnie, kto jest przedstawiony na rysunku! – tak, to Juleczek Laury. Inny, nowy jego portrecik – w młodszym wieku – zostanie pokazany w „Na Jowisza 2”.

Magda Z i Kris pytają, czy wiele będzie w tej książce niespodzianek. Oho, będzie mnóstwo, i to przeróżnych! Lubię niespodzianki i figle! Już się cieszę na myśl o Waszych minach, kiedy „Jowisz 2” do was trafi. Przy okazji: zapadła decyzja co do koloru wiodącego w tej książce: nie będzie on zielony, jak w części pierwszej, tylko ciepłożółty, w stronę pomarańczowego. Inna też będzie ilustracja na okładce. Ale liternictwo to samo – „Jowisza 2” znów opracowuje graficznie znakomita artystka pani Anna Pol, z czego się bardzo cieszę!

Mamo Isi i Zgredzie: ilustracja do tej książki, przedstawiająca kopiec Kopców bardzo mi się udała, zwłaszcza mama i tata są wyraziści.

Tatiano, Walduś ma swoje hasło w na „Jowisza 2”, portrecik jego też narysowałam. Ale Paulina – jak to Ci już w KG przypomniała Małgorzata-babcia Siunia – miała swoją podobiznę w „Idzie sierpniowej”, więc dałam sobie z nią spokój.

Polu, mnie też brakowało dotąd portretu dorosłych Elki i Tomka – wiec w „Jowiszu 2” mają i oni swoje hasło, wraz z portretem aktualnym, na którym widać też ich dzieci.

 

Witam serdecznie nowe osoby, które przybyły do Księgi Gości, są to: Tosia z Wrocławia (pozdrowienia dla Młodszego Brata!), Dorota z Poznania, Magdalena z Brykczyńska, Ania eR z Kielc, Basia z Fredrikstad, Gabriela, Kotlik 87 ze Szczecina, Joanna, Karinka i Grażyna z Kwidzynia.

Joanno (wiad.pryw.) – szczególne dzięki za „jedną z naszych”! Bardzo mi miło! Mam nadzieję, że zdrowie Wam już dopisuje?! Pozdrawiam serdecznie!

Grażyno z Kwidzynia: ależ był „Kociak”, był! W „Kłamczusze”! To w tym cocktail-barze czy też kawiarence położonej przy ul. Armii Czerwonej Robrojek umówił się z Anielą.

Karinko, dziękuję za miły wpis i wiernie trzymam kciuki za Twoją maturę!

Gabriela – w swoim równie miłym wpisie – pyta retorycznie, dlaczego bohaterowie Jeżycjady muszą się starzeć. Ano, samo życie, że tak powiem. Oto i powód, Gabrielo, dlaczego nawet lubiane literackie sagi muszą kiedyś dotrzeć do tomu ostatniego. Zwłaszcza zaś pogodna Jeżycjada, której celem jest bawić i podnosić czytelnika na duchu, nie powinna przygnębiać go licznymi obrazami nieuchronnych zgonów. Zresztą, czy bohaterowie, którzy nie starzeją się wcale, a więc i nie rozwijają się, nie byliby nudni i mało wiarygodni?

Tu jest miejsce na odpowiedź dla Hani, która zapytuje, czy babcia Jedwabińska i pan Jankowiak jeszcze żyją. Ależ oczywiście! – odpowiadam – a to dlatego, że w porę zakończyłam ich wspólny wątek. Będą żyli wiecznie, tak długo, jak żyć będzie Jeżycjada, a nawet jeszcze dłużej! Miło pomyśleć, prawda?

Weronika pyta, kim są młody Amerykanin i Rosjanka, goszczący  w „Noelce” na wigilii u Żaków – ano, są to nasi prawdziwi znajomi. Do tej właśnie żółtej kamienicy z wieżyczką, w której długo mieszkaliśmy (ma ona osobne hasło i ilustracje w „Na Jowisza2”) przybyli oni raz na naszą własną wieczerzę wigilijną. Chciałam im sprawić niespodziankę, umieszczając ich w „Noelce”.

Hanko-Nutrio, odpowiadam: tak, to Łusia jest na okładce „Sprężyny”, oczywiście. A dlaczego Laura i Wolfi się rozstali? A bo tak w życiu bywa, po prostu. Los chciał. Często się zresztą okazuje, że Los miewa rację, a ludzie, zwłaszcza młodzi, mają szansę wycofać się z pochopnych decyzji i niedojrzałych planów.

Tatiana pyta, kim właściwie był człowiek, którego Laura (w „Tygrysie i Róży”) spotkała w pociągu, jadąc do Torunia. Liczne głosy udzielają jej odpowiedzi, ale rację ma przede wszystkim Weronika: to oczywiście nie mógł być student Gabrysi. Moim zdaniem mógł on – w czasie, gdy pobierał u Gabrysi korepetycje – studiować na przykład medycynę i tymi korepetycjami ratować się przed egzaminem z łaciny. Nie, nie pojawiał się ów brunet z brodą w Jeżycjadzie nigdy przedtem, a do „Tygrysa i Róży” został wprowadzony w jednym celu: żeby zbuntowana Laura mogla spojrzeć na matkę oczami postronnej osoby, co niekiedy – zwłaszcza w przypadku, gdy się należy do egocentryków – bywa bardzo pomocne.

Beato, podoba mi się to Twoje olśnienie! Zauważyłaś coś, czego nikt dotąd nie dostrzegł. Tak, skłonność do logorei może być dziedziczna, a jakże!

Rozmarynie, okrzyk „Na Jowisza” spotkać można w literaturze angielskiej bardzo często, co  z pewnością ma związek (Mama Isi słusznie to zauważyła) z powszechnym niegdyś w Anglii wykształceniem klasycznym. Ja go pamiętam z „Trzech panów w łódce” – spodobał mi się i uznałam, że pasuje do pana Ignacego. Natomiast zaprzeczam, by „Małe kobietki” miały na mnie jakikolwiek wpływ – podobnie jak Ty, przeczytałam je stosunkowo późno (ukazały się w Polsce powojennej dopiero, jak mi się zdaje, w roku 1991 w wydawnictwie Tenten, w każdym razie ja się z nimi chyba wtedy właśnie zetknęłam, bez większego wrażenia). Przykłady natomiast, jakie podała w swoim wpisie nasza Sowa Przemądrzała, świadczą rzeczywiście o wspólnym etosie. Celne spostrzeżenie, Sowo!

Mamo Isi, jedną z Twoich wiadomości (tę dotyczącą czyjejś tożsamości) oczywiście musiałam zachować dla siebie. Pardon, ale to konieczne. Nie żyjemy wśród samych przyjaciół. 

Magdo Z, oczywiście zauważyłam wszystkie trzy wiadomości prywatne od Ciebie, ta o piecu i „Opium” ubawiła mnie wielce.

No i tyle gadania na dzisiaj!

Dziękuję wszystkim bardzo za dobre słowa, pamięć  i sympatię, wszystkich mocno ściskam i gorąco pozdrawiam, kończąc wpis krzepiącym zdjęciem śliwy ozdobnej w pełni rozkwitu.

 

Wasza

MM

 

IMG_20210425_124730

Obrazki gotowe!

jul_mal

 

Donoszę z przyjemnością, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, że namalowałam (i narysowałam) wszystkie już ilustracje do „Jowisza 2”. Jest ich pewnie z pół setki, ale zapewne nie wszystkie z nich wejdą do książki. Dwie na pewno odpadną: portret dorosłej Geniusi z córkami – bo córeczki narysowałam za młode! – oraz  ten obrazek powyżej. Ów chłopiec jest z kolei za duży, powinien mieć o kilka lat mniej.

A wszystko z powodu rozmachu! Jak już zacznę malować czy rysować, nabieram takiego rozpędu, że trudno mi przerwać choć na chwilę i w efekcie praca tak mnie pochłania, że zapominam ustalić podstawowe dane. Ale nie szkodzi. Geniusia (z córeczkami we właściwym już wieku) ma teraz nowy, o wiele lepszy zresztą, portret („repetitio est mater studiorum”…), w dodatku barwny, a owego chłopczyka też narysowałam całkiem od nowa, tym razem w młodszym wydaniu. Pokazuję Wam tego niewłaściwego, nie zdradzając żadnego sekretu.

Jak myślicie, czyim jest synem? Ciekawa jestem, czy ktoś zgadnie. Odejmijcie mu w myśli parę lat (jest ośmiolatkiem, a na powyższym obrazku wygląda na dużo starszego) – i uwzględnijcie, że jego jasna czupryna ma odcień popielaty.

Kto to może być?….???? He, he, he…

Więcej przecieków jowiszowych na razie nie przewiduję. Musi być element zaskoczenia!

A będzie ich w książce sporo; miałam dużo uciechy, szykując Wam kolejne i kolejne niespodzianki!

(Najbardziej się śmiałam, rysując portret zbiorowy rodziny Kopców)

Ale pst! – więcej ani słowa.

 

Przejdźmy do spraw ważniejszych: chłodna wiosna, ale wiosna! Poniżej: cebulice we wzorowej koegzystencji z płożącymi się iglaczkami. Proszę zauważyć, że – posadzone na obrzeżach rabaty – mają mnóstwo wolnego miejsca na swobodną ekspansję, lecz wolą się przytulać do krzaczków. Razem cieplej!

 

IMG_20210414_105407

 

Cieszę się bardzo, że i Wy (sądząc po wpisach w Księdze Gości) lubicie wypatrywać wiosny. Ja to uwielbiam! Co roku sprawia mi to taką samą (ogromną) radość!

Popatrzmy sobie razem na  kolejne, świeżutko (bo przed chwilą) zrobione zdjęcie: tak szykują się do eksplozji pąki kwiatowe białego bzu! Och, doczekać się jej nie mogę!

 

IMG_20210414_105917

 

A co do samej Księgi Gości: witam serdecznie wszystkie nowe osoby, które w niej się pojawiły! Dziękuję za miłe słowa i za całą tę serdeczność!

Są w KG wiadomości prywatne, których treści nie ujawnię, rzecz jasna, lecz na nie odpowiem.

A więc – Anno z Łękawicy, dziękuję za piękne słowa i za uroczy obraz Twojej licznej rodziny. Wspaniale jest wiedzieć, że aż tyle osób lubi książki (w tym: moje). Pozdrawiam wszystkich najserdeczniej!

Marysiu, obywatelko Warszawy, dziękuję za wzruszającą troskę – ależ ani myślę umierać, krzepka jestem i rześka, co zawdzięczam oczywiście pilnej pracy w ogrodzie (ciało) i nieustannej pracy twórczej (duch). Przytulam Cię i całuję w czółko!

Mario Anno, proszę wybaczyć, że w tym roku nie dostałaś ode mnie życzeń świątecznych: tak zawzięcie pracowałam nad „Jowiszem 2”, że nawet nie pomyślałam o kupieniu kartek z życzeniami! Kochana Babciu Gąsko, miła sąsiadko Sondelani – na Was  również zabrakło mi czasu, wybaczcie!

 

IMG_20210404_143940

 

A oto odpowiedzi na wasze pytania i komentarze do Waszych wpisów:

Kochana Czytelniczka Pola (a wraz z nią  kilka innych osób) chce wiedzieć, kiedy wyjdzie „Chucherko”. Cóż, nieszczęsna pandemia trwa w najlepsze, a ja sobie obiecałam, że słowa na jej temat nie napiszę. Ale mam obmyślony plan wyjścia z tej patowej sytuacji i już niebawem zacznę wcielać go w życie! Zobaczymy, jak to się uda.

Hania Róża pyta, jak się potoczyło dalej życie Nerwusa oraz chce wiedzieć, czy miałam w planach wydanie Natalii za Robrojka. Co do pytania pierwszego: nie wiem! Musiałabym się dopiero zastanowić… Co do drugiego: polecam lekturę „Na Jowisza 1” – wszystko tam szczegółowo opowiedziałam! A pospiesz się z tą lekturą, bo „Na Jowisza 2” wyjdzie już na jesieni! Pytasz też o Fryderyka: czy od początku założyłam, że będzie miał tyle wad. Ano nie, samo jakoś tak wyszło! Postacie w moich książkach ewoluują jak chcą i bardzo często chodzą własnymi drogami,  nie zważając na moje plany! Pytasz też o imiona w Jeżycjadzie: tak, w rzeczy samej, dobieram je ze staraniem, wiedząc, że imiona mają swoje „oblicza” – wybieram je, nawiasem mówiąc z pewnego starego kalendarzyka, gdzie jest dokładny spis wszystkich imion występujących w Polsce. Staram się, żeby nie były podobne, ani brzmieniowo, ani optycznie; zauważyłam bowiem, czytając książki innych autorów, że kiedy imiona są zbyt do siebie podobne, postacie im przypisane tracą wyrazistość. A ja lubię wyrazistych i oryginalnych bohaterów!

Niko, bardzo dziękuję za te rozkoszne uzupełnienia, czyli zabawy literackie Twoje i córczyne. Bardzo się Wam udały! Zabawne i świeże! Ale „małpie” nie dałyście jednak rady!

Mamo Isi, dziękuję za „majstersztyk”. W Twoich ustach określenie to ma swoją wagę!

Hanko Nutrio, oczywiście, że byłam w Śmiełowie, i to kilkakrotnie! Wszystkim polecam tę wycieczkę! Warto! Pałac jest piękny, okolice śliczne, a zbiory mickiewiczowskie przebogate!

Olu z Nysy: tak, Borejkowie mogliby istnieć w dzisiejszym świecie, z całą pewnością i tej absurdalnej sytuacji stawiliby godnie czoła, i ani na chwilę nie straciliby poczucia miary. Niejedno już przetrwali! – jak my wszyscy, zresztą. Masz rację, że to kwestia sposobu patrzenia na świat. Myśl antyczna jest tu wielkim wsparciem. Wiem z doświadczenia. Basia z Łodzi też to docenia, jak widzę (dziękuję za dobre słowo o ilustracjach!). Weronika, Hania Róża, Tatiana i Hanka Nutria liczą, a nawet zbierają i zapisują cytaty łacińskie, występujące w Jeżycjadzie. Brawo! Cieszę się bardzo! O to mi chodziło! Są one prawdziwą szkołą uniwersalnej mądrości.

Wando (Sówko) – ucieszyłam się Twoją przygodą z Ellerym Queenem: o tak, świetne książki, pyszniutkie, a czytałam  wszystkie! – każda godna polecenia. Czytać je (z jednym wyjątkiem) można jednakże tylko w oryginale, a to dlatego, że w czasach PRL były u nas źle widziane. Ellery Queen walił bez ogródek, co myśli o komunistach i tzw. bloku wschodnim! A teraz to już jest chyba niemodny, przyrzucony tylu innymi powieściami tego gatunku. Szkoda.

Marysiu! – nie, nie planowałam takiego rozwoju afery z Wolfim, sam się zaczął zachowywać po swojemu. Ale też wiedziałam od początku, że pomysł małżeństwa dwu sióstr i dwóch braci niekoniecznie musi się okazać udany. Zakładałam więc, że COŚ się stanie i im to uniemożliwi. No i faktycznie! – Laura zmądrzała. Co do „odręcznego rysunku Doroty Rumianek”, o który prosisz – nie, nie mam innego niż te, które już weszły do „Wnuczki” oraz „Feblika”.

Ach, a więc Hania i Kocimiętka uczą się grać na ukulele? Brawo! Moja wnuczka też…

Julia, przewodnicząca klasy 7 z Pawłowa Żońskiego, przesłała bardzo miłe pozdrowienia od całej klasy. Dziękuję i odwzajemniam, dołączając zbiorowe uściski!

Niebieska żabko, wiem, wiem o kaczce ogorzałce! Stale i z przyjemnością studiuję wszelkie książki o ptakach – i z atlasu „Ptaki Europy” wzięłam właśnie to nazwisko Maćka. Ogorzałka wydała mi się bardzo jędrna i pasująca do niego.

Anno z Łodzi, początkująca bibliotekarko! Życzę powodzenia i wielkiej radości z pracy!

Zosiu – i Ciebie wypada mi zachęcić do przeczytania „Na Jowisza1” – znajdziesz tam odpowiedzi na swoje pytania. A także opis mojej wizyty przy Roosevelta 5!

Fia niebieska – Jeżycjada najlepszym antydepresantem? Ha! Dziękuję! Nie przewidywałam takiej jej funkcji, ale ogromnie się cieszę, że i w ten sposób Wam służy!

Witam Ewę z Działdowa oraz Megi, której dziękuję za „mokre całuski”.

Tosiu z Wrocławia, Ciebie ściskam serdecznie – pozdrów brata!

Anette: o, tak, smaczków w „Jowiszu 2” jest co niemiara! Oraz niespodzianek! Dobrze się bawiłam przy pisaniu (i malowaniu) – a to zawsze jest dobry znak!

Weroniko – o premierze książki Bożeny Zwierzyńskiej „W labiryntach Jeżycjady” dowiesz się szczegółowo ze strony wydawnictwa Akapit Press. Zdaje się, że ma to być w maju – a ja już mam tę książkę w pliku (autorka mi przysłała) i wiem, że jest świetna! Miła, ciekawa, zabawna, przynosi mnóstwo rozrywki i radości! Będzie – prorokuję to! – bardzo przydatna nie tylko w domu, ale i w szkole!

Tyle gadania na dzisiaj.

Przesyłam uściski!

Wasza

MM

 

IMG_20210414_105536

 

Kwietniowe niespodzianki

IMG_20210404_145902

 

Dzień dobry po Świętach!

Minęły nam spokojnie, bo, nawet się nie umawiając, pominęliśmy konsekwentnie bulwersujące wiadomości, których nie szczędziły nam przed Wielkanocą media, jak zawsze w tym dziele wyrywne i ochocze.

Na szczęście przyroda dostarcza codziennie niezbitych dowodów na nieustanną opiekę Opatrzności nad światem, więc też spokojnie Jej zawierzywszy, pospieszyłam do ogrodu, gdzie rzecz jasna zawodu nie doznałam: kwitną nie tylko fiołki, wczesna kalina oraz forsycje. Bujnie wysypały także cebulice (brzydka nazwa, śliczny kwiatek)!

Tu – zaledwie fragment tego łanu, z miłą obecnością czerwonych pędów piwonii oraz obfitych już listków orlika.

 

IMG_20210404_145244

 

Poza prezentami od Natury doczekałyśmy się, Emilia i ja, wspaniałej i jakże miłej oraz zaszczytnej niespodzianki ze strony poznańskiej Biblioteki Raczyńskich. Tak, to ta sama, o której pisałam w „Na Jowisza”:

 

Ta nasza wspaniała  czytelnia była częścią słynnej  Biblioteki Raczyńskich, chluby Poznania,  najstarszej z istniejących bibliotek publicznych w Polsce.  Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, podobnie jak nie przyszłoby nam do głowy, że oboje spędzimy w tej słynnej Bibliotece wiele, wiele czasu i że oboje napiszemy kiedyś  dużo książek i że wszystkie one  będą miały zaszczyt znaleźć się w jej zbiorach.

Dopiero dużo później dowiedziałam się, ile zawdzięczamy hrabiemu Edwardowi Raczyńskiemu (urodzonemu w Poznaniu w roku 1768).  Ten polityk, podróżnik, znawca antyku i marynista, wydawca i pisarz wreszcie, a także mecenas sztuki w jednej osobie, przejęty chęcią ułatwienia każdemu środków nabywania nauk i wiadomości postanowił  ufundować Poznaniowi bibliotekę. W statucie fundacyjnym zaznaczył, że tę bibliotekę wraz z gmachem i kapitałami temuż miastu tytułem własności w wieczne nadaje posiadanie.

Poznań znajdował się wtedy zaborze pruskim. Polski hrabia wykupił   grunt w centrum (dzisiejszy plac Wolności i Aleje Marcinkowskiego) od skarbu państwa pruskiego, zachowując w zupełnym sekrecie przeznaczenie projektowanej budowli.

A tymczasem zaborcy  mieli zamiar zamienić to poznańskie centrum w plac dla defilad wojskowych i innych demonstracji siły militarnej! W potężnym , ciężkim  gmachu przy placu Wolności (mieści się w nim teraz Muzeum Narodowe)  rezydowała wtedy niemiecka komendatura. Biblioteka zaś – szlachetny w formie  budynek  wzorowany na Luwrze, a dostępny bez różnicy osób  dla wszystkich –   wyrosła po jej prawym boku. Musiała nieźle kłuć w pruskie oczy!

Dzięki wspaniałym  zbiorom i mężnemu personelowi, który opierał się germanizacji, biblioteka przez cały XIX wiek  była ostoją polskiej kultury. Hrabia Raczyński zaopatrzył ją przezornie w fundusz, złożony w banku, oraz w unikalny, odziedziczony po przodkach księgozbiór, liczący trzynaście tysięcy cennych woluminów; wzbogacił go zresztą o zakupione niebawem księgozbiory uczonych i kolekcjonerów, a także o cenne rękopisy i druki, zwożone z dalekich podróży.

W czasie okupacji hitlerowskiej biblioteka dostępna była już wyłącznie dla Niemców. Na początku 1945 roku (właśnie w tym czasie przyszłam na świat)  podczas walk o Poznań piękny budynek Biblioteki Raczyńskich legł w gruzach, spłonęło ponad 90% księgozbioru. Ocalało zaledwie 17 tysięcy jednostek zbiorów specjalnych wywiezionych dwa lata wcześniej do podpoznańskiego majątku Obrzycko.

Po wojnie zgromadzono  ocalałe resztki księgozbiorów  i umieszczono je w budynku  dawnej szkoły przy ul. Armii Czerwonej. Tam była teraz biblioteka Raczyńskich –  i  to tam właśnie, na wysokim parterze, mieściła się nasza ukochana dziecięca czytelnia.

 

Możecie sobie wyobrazić, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, z jakimi uczuciami przeczytałam dziś właśnie tę oto wiadomość w sieci:

 

Nagroda im. Józefa Łukaszewicza, upamiętniająca postać dyrektora Biblioteki Raczyńskich w latach 1829-1852 i twórcy pierwszej monografii Poznania, przyznawana jest corocznie autorom najlepszych publikacji związanych ze stolicą Wielkopolski. Kapituła konkursu składa się z przedstawicieli poznańskiego środowiska kultury i nauki, a oceniając publikację bierze pod uwagę jej stronę merytoryczną, językową, redakcyjną i edytorską. Celem Nagrody jest wyróżnienie i promocja najważniejszych dzieł, które podejmują tematy związane z Poznaniem, a tym samym propagowanie czytelnictwa i popularyzacja wiedzy o mieście.

 

M.Musierowicz, E.Kiereś - Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę, 2020

 

I do tej to właśnie zaszczytnej nagrody nominowana została nasza książka „Na Jowisza!”.

Cieszymy się szalenie! I Wy cieszcie się z nami!

Mocne uściski i radosne okrzyki przesyłam –

Wasza

MM

 

Radosnych Świąt!

AGNUS_DEI -,magister sacrorum iulianos

Agnus Dei – Magister Sacrorum Iulianus

 

 

Ks. Jan Twardowski

WIELKANOCNY PACIERZ

 

Nie umiem być srebrnym aniołem –
ni gorejącym krzakiem –
tyle Zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami –
tyle już alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy –
jak na koślawej fujarce –
żeby choć papież spojrzał
na mnie – przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski –
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy –
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku –
sumienia wywróci podszewkę –
Serca mojego ocali
czerwoną chorągiewkę

Palmowa Niedziela

palemka

fot. MM

 

Czy mi się zdaje, że widzę

Stojąc na wzgórza wierzchołku,

Że z palmą w ręce ktoś w dali

Jedzie na małym osiołku?

 

(Leopold Staff, Ranek niedzielny, fragment)

 

 

Agata_osiolek_XX-O-2

 

Chrystus na osiołku – rzeźba średniowieczna 

(fotografia ze  zbiorów Gabinetu Dokumentów Muzeum Narodowego we Wrocławiu)

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Ten Ktoś przybywa do nas jak zawsze, niosąc pociechę i nadzieję.

A im bardziej jest prześladowany przez Zło, zdradzany, dręczony, poniżany – tym głębiej nam w serca zapada.

Dlatego właśnie nikt i nic nie jest w stanie popsuć nam tych najważniejszych Świąt.

Radości, otuchy, odwagi

życzy Wam najserdeczniej –

Wasza

MM