Święto

411.11.2019a

 

Jan Lechoń

 11 LISTOPADA

  (fragment)

 

 

… Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy.

Ten, który umiał cierpieć, a radość go trwoży,

Kto nie stargał na szyi niewoli obroży

I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami,

Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami

Jakieś cienie po polach, po mieście się snują

I wśród płaczu padają. I ziemię całują.

 

 

A ten swoje!

gr1

 

„Grudnik (Schlumbergera), określany też jako Zygokaktus lub Kaktus Bożonarodzeniowy, jest popularną rośliną doniczkową, zakwitającą około Bożego Narodzenia” – aha, faktycznie. No, co też powiecie! U mnie zakwita w końcu października i utrzymuje kwiatki aż do teraz!

No i bardzo dobrze – przyjemnie się pracuje w takim towarzystwie.

 

grud1

 

Właśnie pod tym rozszalałym grudnikiem maluję i rysuję obrazki do książki „Na Jowisza!” (dla wydawnictwa Egmont) – to, co widać na stole, pod okularami i „Kalamburką”, to miał być portret Gizeli. I był całkiem niezły – ale go niestety popsułam, poprawiając go w dążeniu do perfekcji, malując zbyt długo i zbyt starannie. Zrobił się brzydki i ciężki, a taki być nie może, skoro książka będzie lekka i ładna.

No cóż, tak bywa. Niedobrze jest starać się za bardzo!

Dobrze się składa, że lubię malować. Zaraz sobie machnę drugi portret, lepszy.

Na niespokojne pytania o „Chucherko” odpowiadam niniejszym, że książka „Na Jowisza!” już jest w zasadzie napisana (jeszcze tylko parę hasełek), że pisało się ją szybko, wesoło i przyjemnie i że już w grudniu przystąpię do  ponownego chucherkowania! – tylko jeszcze muszę zrobić komplet ilustracji do tego, co właśnie napisałam.

Sympatyczne perspektywy.

I tyle na razie!

Uściski!

Wasza – zapracowana z przyjemnością –

MM

Na Wszystkich Świętych

Caspar_David_Friedrich_-_Frau_vor_untergehender_Sonne

                                                                          mal.: Caspar David Friedrich (1774-1840)

 

 

Ksiądz Jan Twardowski

O STALE OBECNYCH

 

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych

bo właśnie oni są uparcie obecni

nie zasypiają

mają okrągły czas więc się nie spieszą

spokojni ponieważ niczego nie wykończyli

nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi

nie połykają tak jak my przerażonego sensu

nie udają ani lepszych ani gorszych

nie wydajemy o nich tysiąca sądów

zawsze ci sami jak olcha do końca zielona

znają nawet prywatny adres Pana Boga

nie deklamują o miłości

ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty

nie starzeją się odmłodzeni  przez śmierć

nie straszą pustką pełną erudycji

nie łączą świętości z apetytem

bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę

przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem

ocalili znacznie więcej niż duszę

 

Mądre stworzenie

wiewiórka

 

Dostałam właśnie od córki (tej starszej, Zosi! Ona także robi piękne zdjęcia!) ten oto portret wiewiórki, przyłapanej na wyłudzaniu orzeszków od spacerowiczów w warszawskich Łazienkach.

Podobno smyrgają tam całe ich stada, nie bojąc się ludzi i oczekując nieustannych darów, a także z wyczuciem pozując wytrwale do zdjęć. Mądre stworzenia!

Tak pomyślałam i natychmiast przypomniała mi się wspaniała powieść Vladimira Nabokova – Pnin.

Wiewiórki przemykają przez tę książkę kilkakrotnie, a wraz z nimi pojawia się metafizyczne tchnienie, nie bez powodu: nieżyjąca już ukochana profesora Pnina nazywała się Mira Biełoczkin (biełoczka to po rosyjsku wiewióreczka).

Biełoczki więc pojawiają się co jakiś czas w  tej powieści, w sposób znaczący; niekiedy jak błysk wspomnienia, na przykład – z czasu, gdy Pnin miał jedenaście lat i leżał w łóżku z wysoką gorączką:

Nie mógł zamknąć oczu, bo piekły go powieki. Spojrzenie przynosiło tylko eliptyczny ból i zdradzieckie ukłucia światła, znajome kształty stawały się siedliskiem potwornych omamów. Przy łóżku stał czteroskrzydłowy parawan z politurowanego drewna ozdobiony rysunkami piktograficznymi, przedstawiającymi polną dróżkę, wymoszczoną opadłymi liśćmi, staw porośnięty liliami, staruszka, zgarbionego na ławce i wiewiórkę trzymającą coś czerwonego w przednich łapkach.

A znów raz – kiedy Pnin jest już staruszkiem, zgarbionym na ławce w parku – wiewiórka pojawia się jak aluzja, a może jak duch, w każdym razie jej interwencja jest radykalna i skuteczna:

Był już niespodziewanie (albowiem rozpacz ludzka rzadko prowadzi do wielkich prawd) bliski znalezienia prostego rozwiązania zagadki wszechświata, lecz przeszkodziła mu w tym pewna natarczywa prośba. Dostrzegła go na ścieżce wiewiórka siedząca pod drzewem. Jednym zwinnym, krętym susem mądre stworzenie znalazło się na obrzeżu fontanny z wodą do picia, a kiedy Pnin podszedł bliżej, wysunęło ku niemu owalną mordkę i nadymając policzki, wydawało chrapliwe, bezładne dźwięki. Pnin zrozumiał, pogmerał chwilę i znalazł to, co trzeba nacisnąć, żeby osiągnąć pożądany efekt. Spragnione zwierzątko spojrzało tylko na niego z pogardą, natychmiast zanurzyło pyszczek w grubym, roziskrzonym słupie wody i piło tak przez dłuższą chwilę. „Może ma gorączkę” – pomyślał Pnin, płacząc cicho i otwarcie, ale nadal uprzejmie przytrzymywał dźwignię, chociaż starał się unikać niemiłego spojrzenia, które na nim zawisło. Kiedy wiewiórka ugasiła pragnienie, oddaliła się bez najmniejszego gestu podziękowania.

(cytaty pochodzą z wydania Państwowego Instytutu Wydawniczego, Warszawa 1987, przekład Anny Kołyszko).

 

Mądrę stworzenie nie dopuściło do tego, by profesor Pnin rozwiązał zagadkę wszechświata. Bardzo słusznie. Lepiej jej nie znać. Lepiej po prostu z wdzięcznością akceptować świat, który nas otacza, i pomagać mu, nie oczekując wdzięczności.

Lubię wiewiórki!

Odlatują

Birds at full moon (1900 - 1936) by Ohara Koson (1877-1945). Original from The Rijksmuseum. Digitally enhanced by rawpixel.

Ohara Koson  (1877-1945)                                                          Gęsi przy pełni księżyca  – drzeworyt barwny

 

 

Kazimierz Wierzyński

DZIKIE GĘSI

 

Nie widzę tych gęsi, ale je słyszę

Jak jęczą.

Gdybym mieszkał w powietrzu,

Wyszedłbym teraz na ganek

I głaskał ich klucz

Za poręczą.

 

Może by nawet przysiadły

I zjadły coś i napiły się wody,

Zmęczone taką podróżą

Do ciepłych krajów

Ptaki korowody.

 

I może dałbym im list

I powiedział: proszę, zanieście

Tych parę słów

Do trzeciego domu,

Na szóstej ulicy,

W dwunastym mieście.

 

Tam jest wieża, a w wieży zamknięta

Mieszka młodość, która pamięta

Moją miłość na świat rozpostartą –

Ale ptaki oczami zimnemi

Powiedziałyby: cóż ci po ziemi,

Ominąłeś ją  z nami. Nie warto.

 

( z tomu: Korzec maku, Londyn 1951)

 

 

 

 

Dla Nauczycieli

IMG_0711c

 

Najlepsze życzenia w dniu Waszego święta!

A przyłączam do tych życzeń ciepłe myśli i wspomnienia o tych moich Nauczycielach, którzy byli prawdziwymi przewodnikami, mistrzami, opiekunami i autorytetami. Tak wiele im zawdzięczam! Minęło już ponad pół wieku od moich szkolnych lat, nauczycieli moich nie ma już na tym świecie, a ja wciąż ich żywo pamiętam, noszę w pamięci ich słowa, ich głosy i uśmiechy, wiedzę, którą mi przekazali i wyjątkową dobroć, jakiej od nich doznałam. A idę wciąż w tym kierunku, który dla mnie mądrze wytyczyli na początku drogi, wiedząc, że to dobry kierunek.

Życzę Wam, żeby za pięćdziesiąt lat Was także tak wdzięcznie wspominano i kochano. I żeby droga, którą prowadzicie Waszych dzisiejszych uczniów, okazała się tą najwłaściwszą.

Wielu sił i zdrowia! I dobrego natchnienia w pracy!

 

MM

 

IMG_0703a

Nic tylko mgła

tereska_luna

Mal. Małgorzata Musierowicz – ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany Listek”

 

 

Kazimierz Wierzyński

 

WSKAZÓWKI  METEOROLOGA

 

Nie bójcie się takiego dnia,

Kiedy nie widać ziemi i  nieba.

Kiedy nic tylko mgła

I świat jak ameba.

 

Kiedy gnuśnieją okna w domu,

Kiedy pleśnieją drzewa na dworze,

Kiedy tylko jedno wiadomo

Że nam nic nie pomoże.

 

Przyjdzie wiatr

I z komina

Wszystkie wiedźmy powyklina,

Przyjdzie wiatr,

Wysiedzi młode

Jaskółeczki na pogodę,

Przyjdzie wiatr

I w okiennice

Zastukają trzy pstre gołębice,

Przyjdzie wiatr

I na badylu

Zagra hopsa, dylu-dylu,

Przyjdzie wiatr

I na jesieni

Z każdą panną się ożeni.

 

Wtedy, owszem,

Należy w lesie zbierać

Do worków mgły

I w polu pustem

Palić je z jałowcem, liśćmi i chrustem.

 

(z tomu Korzec maku, Londyn 1951)

Wrzesień

Pissaro-Apple-Picking-1888

Camille Pissaro (1830-1903) Zrywanie jabłek

 

 

Robert Frost  (1874-1963)

 

PO ZRYWANIU JABŁEK

 

Jeszcze drabina w niebo podwójnie wystrzela

Poprzez drzewa koronę

I stoją jeszcze u jej stóp nie napełnione

Kosze i jeszcze gałąź gdzieś z dwoma czy trzema

Jabłkami sama prawie do rąk mi je kładzie.

Ale na dzisiaj dość już mam roboty w sadzie.

Sen zimowy wieczorne niebo przyrumienia

Zapachem jabłek: senność przybliża się skrycie.

Nie mogę przetrzeć oczu z dziwności widzenia,

Którą się zaraziły, kiedy dzisiaj rano

Przez szybkę, zdjętą z wody w drewnianym korycie,

Spoglądały na trawę szronem obsypaną.

Lód zaczął topnieć, wymknął się, roztrzaskał. Ale

Było już dla mnie jasne

W chwili, gdy z rąk wypadał, że niebawem zasnę,

I moje własne

Sny ujrzałem zawczasu w tającym krysztale.

Wyolbrzymione jabłka płyną, wyraziste,

W oczach; widoczna jest każda drobina

Pyłu, ogonek, skaza skórki, uschły listek.

W obolałym podbiciu trwa ćmiąco i stale

Nacisk prężnego szczebla. Ciało czuje drżenie

Drabiny, chwiejność, kiedy gałąź się ugina.

A w uszach wciąż się piwnicznie panoszy

Głuche dudnienie

Jabłek, wysypywanych z przydźwiganych koszy.

Za dużo było dziś tego zrywania

Jabłek: tak, jestem przemęczony,

Choć sam liczyłem  na obfite plony.

Te tysiące owoców, te ciągłe starania:

Ująć w dłoń, nie upuścić, złożyć na szczyt góry

Innych. Bo każdy, który

Upadł na ziemię, nawet całkiem zdrowy,

Nie otłuczony, nie nakłuty źdźbłem ,

Szedł na stertę odpadów o groszowej cenie,

Z których można wycisnąć tylko sok jabłkowy.

Wiem już zawczasu, jakie przywidzenie

Przetrwa pod powiekami, kiedy zasnę – wiem.

Gdyby nie zniknął w norze,

Jedyny chyba suseł potrafiłby orzec,

Czy zasnę jego długim snem, gdy się położę,

Czy tylko ludzkim snem.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

 

Robert Frost
.
AFTER APPLE-PICKING
 .
My long two-pointed ladder’s sticking through a tree
Toward heaven still,
And there’s a barrel that I didn’t fill
Beside it, and there may be two or three
Apples I didn’t pick upon some bough.
But I am done with apple-picking now.
Essence of winter sleep is on the night,
The scent of apples: I am drowsing off.
I cannot rub the strangeness from my sight
I got from looking through a pane of glass
I skimmed this morning from the drinking trough
And held against the world of hoary grass.
It melted, and I let it fall and break.
But I was well
Upon my way to sleep before it fell,
And I could tell
What form my dreaming was about to take.
Magnified apples appear and disappear,
Stem end and blossom end,
And every fleck of russet showing clear.
My instep arch not only keeps the ache,
It keeps the pressure of a ladder-round.
I feel the ladder sway as the boughs bend.
And I keep hearing from the cellar bin
The rumbling sound
Of load on load of apples coming in.
For I have had too much
Of apple-picking: I am overtired
Of the great harvest I myself desired.
There were ten thousand thousand fruit to touch,
Cherish in hand, lift down, and not let fall.
For all
That struck the earth,
No matter if not bruised or spiked with stubble,
Went surely to the cider-apple heap
As of no worth.
One can see what will trouble
This sleep of mine, whatever sleep it is.
Were he not gone,
The woodchuck could say whether it’s like his
Long sleep, as I describe its coming on,
Or just some human sleep.

Już!!!

kolekcja_zdjecie

Już je mam!

Egzemplarze (a raczej ich zbiory) autorskie przybyły wczoraj wieczorem, przywiezione osobiście przez uradowaną panią Iwonę Pakułę, szefową wydawnictwa „Akapit Press”.

Są śliczne! I bardzo eleganckie!

Duża, duża satysfakcja!

Nakład niewielki (bo wydanie specjalne!): zaledwie 2000 pakietów.

Oficjalna premiera w Empiku: 18 września.

Przeznaczenie: wyjątkowe prezenty dla wyjątkowych osób, z wyjątkowych okazji!

Teraz wspólne słówko od autorki i od pani Iwony do kolekcjonerów: wydając Jeżycjadę w tym pakiecie, z opracowanymi na nowo okładkami, w innym, mniejszym formacie (wszystko to według finezyjnego projektu Emilii Kiereś!) i z inną, ujednoliconą, starannie dobraną czcionką, dopuściłyśmy do istnienia dwóch kolekcji.

Napływa wiele pytań w tej sprawie, więc spieszymy wyjaśnić, że Chucherko (które zapewne wyjdzie w roku 2020) oraz kolejne powieści  z serii Jeżycjada będą najpierw wydawane w tej samej formie graficznej i tym samym formacie, co dotychczas. 

Kolejne tomy, które  dopiero (daj, Boże) napiszę, złożą się jednak także na zawartość kolejnego ekskluzywnego pudełka – nazwiemy pakiet np. Jeżycjada 2. A może Bukoliada? (Pani Iwona opowiada się raczej za Jeżycjadą 2.)

Ale to będzie  nieco później, kiedy wyjdzie już przynajmniej kilka powieści w zwykłym  formacie a-5 i w dotychczasowej szacie graficznej.

Taką informacją powinni zostać uspokojeni kolekcjonerzy serii w obu formatach.

Ściskam wszystkich serdecznie i idę się cieszyć dziełem życia!

Wasza

MM

PS Róża za oknem to Graham Thomas! Właśnie mi kwitnie po raz drugi.

„Biegniemy do szkółki!”

1_maly_strona

(mal. Małg. Musierowicz – ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany Listek”)

 

Kochane Czytelniczki i drodzy Czytelnicy!

 

Wszystkiego najlepszego w nowym roku szkolnym,

dobrej, udanej  nauki,

sprawiedliwych ocen,

mądrych, szlachetnych  i odpowiedzialnych nauczycieli,

nieprzeciążania pracą,

ale i satysfakcji z pracy,

wielu nowych przyjaźni i pięknych wydarzeń,

a przede wszystkim – radości z kąpieli w oceanie wiedzy i myśli –

 

życzy Wam najserdeczniej –

Wasza

MM