To nie Prima Aprilis….

…pewna żaba naprawdę była słaba…

 

żaba

 

…i wyglądało na to, że jeszcze się nie obudziła z zimowego snu.  Znaleziona wczoraj na leśnym spacerze, tuliła się wręcz do rąk, by wreszcie z lekka się ocknąć  i wyraźnie oczekiwać pocałunku dziewczęcych usteczek, w pozie i z miną cynicznego sybaryty:

 

żaba 2

 

Ponieważ Adminiątko do całowania się nie kwapiło, poprzestając  na kaskadach uszczęśliwionego śmiechu, zaklęty książę ostatecznie zrezygnował z powrotu do ludzkiej postaci.

Jednak mimo woli stał się żywym dowodem na to, że wiosna naprawdę już nastała!

 

(Fotografował Adminek).

251 przemyśleń nt. „To nie Prima Aprilis….

  1. Nigdy tego paskudztwa nie tknąłem (uśmiech). Dobranoc Pani, ja jeszcze trochę popracuję, zanim definitywnie padnę.

  2. Co do skrótów, to Bertie znakomicie odnalazłby się na twitterze. Są dla siebie stworzeni.

  3. Tłumacz też dość brutalnie odniósł się do Browninga w pierwszych że tak powiem taktach „Wielce zobowiązany, Jeeves”. Ale nie znam oryginału „Jeevesa” i nie wiem, co sam Bertie tam naknocił. Wiersz „Pippa passes”, który (nawiasem mówiąc) bardzo mocno wystąpił w „Przewodniku stada” Connie Willis.

  4. O, tak, soczysta postać.
    W przekładzie (czytałam dwa) mnóstwo pyszności ginie. Bertie, na przykład, lubi stosować nonszalanckie skróty w swej narracji, jest to rozkosznie idiotyczne.

    ” ‚Nothing, nothing. I was just thinking of something,’ I said, and turned the conv. to other topics. „

  5. Przeglądałem właśnie listę postaci Woodehouse’owskich, wydaje mi się że najbardziej ujmujący opis dotyczył Spode’a: „Roderick Spode, 8th Earl of Sidcup, an amateur fascist dictator and designer of women’s underclothing”

  6. Jest na YT, oglądam sobie. Obie role znakomite!
    A jakie piękne gniazda rodzinne poszczególnych potwornych arystokratów!

    Ale, choć serial udany, wolę czytać. Tekst w oryginale jest niezwykle śmieszny.

  7. Istotnie. I wprawdzie nie tak go sobie wyobrażałem, ale muszę powiedzieć, że Stephen Fry w tej roli miał wiele wdzięku. Mówię tu o serialu BBC, z Laurie w roli Bertiego.

  8. Cha,cha!
    Cała trójka sympatyczna. Ale powiem Ci, że ja i tak najbardziej lubię Jeevsa.
    Urzeka mnie jego niewymuszona erudycja.

  9. Ano właśnie, cały Gussie. Swego czasu zobaczyłem gdzieś w sieci fotografię brytyjskiego polityka (imieniem Nigel), który zdobył chwilową popularność jakiś czas temu. Na zdjęciu radował się on z szeroko rozwartą paszczęką, wraz z dwoma kolegami. Podpisałem ich jako Bertie Woostera, Kipper Herringa i Augusta Fink-Nottle i posłałem zaprzyjaźnionemu Anglikowi. Uzyskałem odpowiedź, że nie pierwszy na to wpadłem, ale cieszy się z mojego pojmowania niuansów tamtejszej polityki.

  10. W Oxfordzie przecież!
    A co do kołdunów: pamiętajmy, że są malutkie. Pierogów by się tyle nie zjadło.

  11. Jestem pewien, że ta moja poradziła sobie. Ha, sam hodowałem w słoikach co się dało, „we wrażliwym wieku lat dziesięciu” (jak to ujął kiedyś Gerry Durrell). Obawiam się jednak, że Gussie robił to jeszcze przynajmniej w Eton.

  12. Alku, a cóż za fluid. Właśnie się dowiedziałam – czytając P.G. Wodehousa („Stiff up Lip, Jeeves”), co takiego hodował w słoikach jego przyjaciel Gussie Fink-Nottle.
    „Newts”!- czyli, jak sprawdziłam w słowniku, nie znając słowa – traszki!
    Pozdrawiam Twoją.

  13. Nini, wydobyliśmy wczoraj spod samochodu traszkę, lazła przed siebie bez przekonania, mam w pobliżu zatrawiony rów z odrobiną wody, zaniosłem ją i posadziłem w sąsiedztwie. Niech kombinuje.

    Wracając na chwilę do Syrokomli, ten znany wiersz („Nagrobek…”) przypominał mi się zawsze, gdy czytałem o kłopotach Borhardta na pokładzie „Lwowa”: „Ile kołdunów litewskich, takich porządnych, zje pan na jednym posiedzeniu? -No, ze dwadzieścia. -A ja sto dwadzieścia. I co ja mam robić?”

  14. Alku, dzięki, Adminki się zgłoszą!

    Nini, jasne, wszyscy już obudzeni, choć z wzrokiem nieco błędnym, jak to trafnie ujęłaś.
    Niektórzy uwijają się jak w ukropie, pewnie gniazdka budują na ostatnią chwilę. A jakie śpiewy już słychać!

  15. Wielkie, wielkie gratulacje Pani Małgosiu, tym większe, że spoźnione!
    Spotkanie z DUA przeszło mi koło nosa, strasznie żałowałam, ale tym razem terminy były nie do ruszenia, a parę dni później kolejne – z autorem „Sekretnego życia drzew”.. Na szczęście las poczekał i chętnie przyznaję, że o ile uwielbiam od zawsze, to po lekturze wiadomej nabrałam dlań solidnego respektu. Tym bardziej, że zgotował mi miłe niespodzianki – motyla na klonowych kwiatkach (te lubię szczególnie), zaskrońca umykającego spod nóg – wiadomo, na ścieżce najcieplej! Drzewa w sukienkach z zielonej mgiełki skrywały błękitne kałuże, w których błąkały się kaczki, na rzece nie ujrzałam ani jednej, tylko małe białe chmurki leżały sobie cicho na samym dnie. To mi się wydało dziwne, nurt się przesuwał, widziałam doskonale, a one tkwiły nieruchomo jak zatopione skarby..
    W ogródku wykopałam jaszczurkę, miała podobnie błędny wzrok, co żabi król Adminiątka, potem zbudziła się całkiem, a następnie zagrzebała z powrotem.
    Ta dziarska wiosna, która chluszcze w okna deszczem albo siecze je gradem chyba chciałaby kogoś jeszcze zbudzić z zimowego snu, ale przecież wszystkie  stworzenia żyją już sobie raczej dość intensywnie? A może jednak nie?

  16. Alku (wiad.pryw.) – wpisz tylko swój aktualny ( i niezapchany) adres mailowy, a Adminki się odezwą!
    No, no, ciekawa jestem przesyłki!

  17. Ozdobniczko, pięknie dziękuję za pamięć, ale muszę sprostować, bo Atena po morzu żegluje, a ja na nim tylko pracuję

  18. U nas też zimno, ponuro. Miałam dziś trening żeglarski i miało wiać mocno, a nie wiało prawie wcale. Przynajmniej było mi trochę cieplej. Pozdrawiam Atenę i KrzysztO, żeglarzy naszych.

    Pędzę dokończyć palemki na jutro i zasiać rzeżuchę.

  19. A my dzisiaj nareszcie poznaliśmy Just i Giorgia! i spędziliśmy przemiłe kilka godzin spacerując razem po Villi Borghese. A przecież gdyby nie TO wirtualne miejsce, w ogóle byśmy o nich nie wiedzieli! Księga łączy ludzi :)

  20. Dziękuję, Zuziu!
    U nas bardzo zimno, mokro, szaro. Ale ogród wspaniale zielony!
    Tak, bzy i u nas coraz większe – widać już kolory stulonych kwiatków.

    Jak ładnie piszesz o biologii w praktyce!

  21. Dzień dobry w ten wspaniały dzień!
    Ach, jakaż piękna pogoda, aż się chce śpiewać! Z tej ciszy wnioskuję, że wszyscy w ogrodzie, ja też. Wyrywałam z Mamą mech z jednego miejsca i ekscytowałam się ukazaniem każdej kolejnej dżdżownicy. A Mama tylko przewracała oczami, jej to chyba tak nie zachwycało. Niesamowite, że biologia w szkole, to nudy na pudy, a gdy tylko wyjdzie się na dwór, poczuję trochę słońca, zapachu wiosny i śpiewu ptaków, to człowieka ogarnia wprost niewysłowiona radość. Nie chce się wierzyć, to to samo, czego się uczymy!
    Bzy już mają pączki!
    No, to już znikam i przesyłam wszystkim gorące uśmiechy!

  22. Dzień dobry!
    Jadziu, dziękuję za wiadomość prywatną. Cieszę się, że przeczytałaś „Krystynę” i że zrobiła na Tobie takie wrażenie. Racja: z wiekiem rozumie się ją jeszcze lepiej, słusznie przypuszczasz.

    Jeśli chodzi o wizytę u Borejków: cóż, miałam w pamięci raczej życie niż wątki literackie. Tyle mogę wyznać.;)
    Pozdrawiam serdecznie!

  23. Mamo Isi, my to oglądamy. Oczyma wyobraźni.

    Mazurek różany jest mój ulubiony, ale nie z tego przepisu. Teraz jeszcze widziałam inny pyszny – malinowy z bezą różaną.

  24. Jeśli jest tu ktoś,kto poluje na Rok ogrodnika,to spieszę z nowiną, że jest właśnie aukcja na allegro.

  25. Tak Kokoszko, to lukier.

    Miły obrazek Mamo Isi i to patrzenie szkatułkowe – ciekawe bardzo. Ha! A jaki piękny jest świat przez umyte okna! Nadziwić się nie mogę.

  26. Gacia Melacia siedzi przyczajona w makutrze na parapecie kuchennym i dzikim wzrokiem pożera liczne stado czyży okupujących karmnik. A ja siedzę sobie na fotelu koło okna i z pełna satysfakcją oglądam całą scenę. Kiedy ptaszki przelatują tuż koło szyby z kociego gardła wydobywa się przyciszone mamrotanie.
    Czy to jest już oglądanie szkatułkowe, czy jeszcze musiałby być ktoś, kto by oglądał, jak ja oglądam?

  27. Droga Ulubiona Autorko, z uśmiechem (też od ucha do ucha) dziękuję za pokwitowanie i kłaniam się nisko.

  28. GIO!!!!!
    O rety!
    A więc są rzeczy lepsze od róż!

    Dziękuję za przesyłkę i przesyłam uśmiech od ucha do ucha!

  29. A to się cieszę, Nutrio!
    Tę książkę znać TRZEBA! Podobnie jak „Klechdy sezamowe”.

  30. A w ogóle, zapomniałam Wam, Ludu Księgi, powiedzieć, że udało mi się w końcu znaleźć ,,Przygody Sindbada Żeglarza” i właśnie skończyłam je czytać!

  31. Sowo P., kalorie to jadalne kwiatki, które baaardzo szybko wchodzą, ale wychodząc z nas nie spieszą się. :-)

  32. U nas wczoraj padał grad. Już po wiośnie, he, he… Kwiecień – plecień, wciąż przeplata – trochę zimy, trochę lata…

    À propos dnia wczorajszego: wczoraj Mały Książę obchodził swoje 74 urodziny! Sto lat!

  33. I jeszcze z tej książki dla wszystkich miłośników konfitury różanej taki oto przepis:

    MAZUREK RÓŻANY

    3 jajka, szklanka cukru, 2 łyżki konfitury z róży, 120g migdałów, 60g tartej bułki.

    Utrzeć jajka z cukrem i konfiturą, dodać zmielone migdały i przesianą tartą bułkę, dokładnie wymieszać. Rozciągnąć na blasze wyłożonej papierem nasmarowanym masłem, wstawić na kilka minut do ciepłego piekarnika (przy czym wg kuchni staropolskiej ciepły piekarnik to 170 -180 stopni) i lekko upiec, po czym wyjąć i zwilżyć go lekko wodą. Polukrować mazurek różową pomadką, zrobić kratkę z pomadki białej i przybrać konfiturami z agrestu lub porzeczek.

  34. A ten z kołdunami i udem baranim to adresat wiersza ” Nagrobek obywatelowi” – oczywiście Syrokomli. Się pamięta.

  35. Władysław Syrokomla często jest w tej książeczce cytowany, bowiem napisał on dzieło pt. ” Dni pokuty i Zmartwychwstania” i z tego właśnie dzieła pochodzi ten cytat:

    ” Otóż Wierzbna, otóż Kwietna
    zawitała nam Niedziela…
    Do świątyni gronem wszystkiem
    Idą młodzi, idą starzy,
    Różdżkę wierzby z młodym listkiem
    Niosą święcić do ołtarzy…”

  36. O! Udało mi się kupić w sieci niesolone pistacje. Bez trudu.
    Mają – jak czytam – dziwnie mało kalorii. Hm.

    Piętaszku, „zjadł na śniadanie udo baranie i witych w cieście kołdunów dwieście”. Uczyliśmy się tego w liceum na pamięć, u prof. Latawca. Utkwiło w pamięci. Chyba to Syrokomla, ale tego nie pamiętam akurat – muszę sprawdzić.

    Tak się odżywiając, nasz dawny rodak mógł śmiało zakrzyknąć: ” Silniejszy jestem! Cięższą podajcie mi zbroję!”

  37. Dzień dobry. Słów kilka o kaloriach: ” Staropolskie posty były jednak bardzo ważne: gdyby nie dobroczynny ich wpływ, ówcześni Polacy zniszczyliby sobie doszczętnie zdrowie ciężką, korzenną i tłustą kuchnią z przewagą mięsa, ignorującą prawie zupełnie jarzyny i surówki. Bo dziś trudno nam sobie nawet wyobrazić człowieka, który – jak sławny żarłok, Bohdan u dworu Bazylego, księcia Ostrogskiego – na śniadanie zjadał:
    Ćwiartkę skopowiny, gęś, parę kapłonów, pieczeń wołową, ser, 3 bochenki chleba, 2 garnce miodu; na obiad: 12 sztuk mięsa – cielęciny, baraniny, wieprzowiny niemało, kapłona, gęś, prosię, 3 pieczenie – wołową, baranią, cielęcą, wina i miodu 4 garnce, prócz gorzałki. Wieczerzy nie opuszczał…”

    Z książeczki Hanny Szymanderskiej ” Polska Wielkanoc . Tradycje i przepisy”.

    I my mówimy o kaloriach ? Jakich kaloriach ?

  38. Biała czekolada jest tak słodka, że ja bym już do niej cukru nie dodawała. Pozdrawiam wszystkich z Watykanu!

  39. (Zapomniałam jeszcze wspomnieć o maśle). Kalorie? A co to są kalorie? Jakieś jadalne kwiatki?

  40. Dzięki, Sowo. Czy powiedziano też coś na temat kalorii? Tak się tylko zastanawiam.
    Zawsze przecież mogę upiec i nie jeść. Od czegóż się ma rodzinę!

  41. Na blogu desernik jest przepis na mazurek pistacjowy. W kremie są mielone pistacje i migdały, śmietanka, biała czekolada, cukier i oliwa.

  42. Właściwie to, co napisałam wcześniej, jest już pełnym przepisem, ponieważ krem kupuję, nie robię go samodzielnie (chociaż można poeksperymentować z białą czekoladą i pistacjami, oczywiście bez soli, zmielonymi na proszek). Będąc w Polsce nabywałam go w Pijalni Czekolady Wedla, w Poznaniu są trzy takie lokale ;) Z kolei posypkę jest dość łatwo dostać we Włoszech, ważne jest to, żeby pistacje były tylko lekko rozdrobnione, dzięki czemu kolor pozostaje intensywnie zielony.
    A kruche ciasto jak do innych mazurków.

  43. Casciolino też upraszam się o przepis, tylko skąd wziąć niesolone pistacje? Poszukam w internetach.

  44. A czego dotyczą te zasady, Mamo Isi? Niejedzenia kwiatów czy cukru? Jeśli chodzi o to drugie, w słoiczku jest go może łyżeczka, mogę zrobić też z ksylitolem. Ale chyba i tak nic z tego nie będzie, patrzyłam przed chwilą na trawnik i dostrzegłam tylko jednego fiołka.

    Casciolino, wiem coś o tym. Moja rodzina zwykła smażyć cebulę o świcie albo doprawiać gotujący się bigos o drugiej w nocy.

  45. Casciolino, raz jeszcze wielkie brawa!
    A co do mazurków: dałabyś przepisik na ten pistacjowy? Wygląda na pyszny!

  46. Doczytałam się w necie; to była 26 -letnia pianistka, która regularnie ćwiczyła 9-13, 14-18. I sąsiadka, której to przeszkadzało; załatwiła sobie zaświadczenie o chorobie psychicznej, której się wskutek tego rzekomo nabawiła.
    Kuriozalny jest wyrok: ileś lat więzienia dla pianistki. Prokurator wnosił nawet o 3-letni zakaz grania w ogóle.
    Wygląda na to, ze w Hiszpanii sądy są tak samo niezależne od myślenia, jak u nas.

  47. Te Morsy potem podobno nie przeziębiają się. Syn swego czasu należał do ich grupy i to tych twardszych, co to kąpali się o świcie, a nie piecuchów, co to włazili do wody w samo południe. Rzeczywiście nie przeziębia się. Nie wiem, jak wyglądali po wyjściu z wody, bo ja o świcie nie oglądam zjawisk, tylko śpię.
    Mrozoodporna przyjaciółka też się nie przeziębia.

    Trudno. To ja już wolę się przeziębiać.

  48. Mamo Isi, koncert odbył się w Audytorium im. Ennio Morricone na rzymskim Uniwersytecie Tor Vergata. To ta okolica pod miastem, gdzie odbyły się pierwsze Światowe Dni Młodzieży.

    Sowo P., och, dobrze rozumiem to „zapachowe molestowanie”. Odór podsmażanego czosnku o siódmej rano nie należy do przyjemności, a są osoby, które o tak wczesnej porze rozpoczynają produkcję sosu do makaronu.
    Za to co do przyjemnego zapachu fiołków, czy dobrze pamiętam, że towarzyszył pojawianiu się ojca Pio? Święty ten miał dar bilokacji i osoby, które tego doświadczyły, wspominały właśnie o kwiatowym zapachu.

    Ja też planuję już wielkanocne wypieki! To jest to, co tygryski lubią najbardziej. Na pewno pojawi się pascha, a mazurek będzie prawdopodobnie pistacjowy (na kruche ciasto wykładam krem pistacjowy z białej czekolady i posypuję zmielonymi niesolonymi pistacjami, co tworzy efekt zielonej trawki) oraz cytrynowy (bo uwielbiam lemon curd).

  49. Mamo Isi, donoszę, że w pobliskim nam jeziorze każdej zimy kąpią się tak zwane Morsy, czyli grupka (kilkuosobowa) miłośników moczenia się w przeręblach. Jest i drżący starszy pan wśród nich!- a jedyna w tym gronie młoda panna ma po wyjściu z lodowatej wody skórę czerwono – fioletową, w cętki, na twarzy zaś jest całkowicie sina. Ja nie wiem, czy to jest zdrowe.
    Chyba natura jednak sama wskazuje, że zimno nam nie służy.

  50. A może ta dama ćwiczyła do upojenia gamy i pasaże? A na okrasę dawała z uporem godnym lepszej sprawy Eine Kleine Nachtmusik? Czy w tym artykule nie było jakichś szczegółów w temacie owego nękania?

  51. Sowo P., Ty mnie demoralizujesz! I gdzie znajdą się moje zasady, jeśli je będziesz wodzić na pokuszenie słoiczkiem fiołkowej konfitury?

  52. Nie, nie, to niezależne od płci. Jedną z mrozoodpornych istot jest przemiła pani mniej więcej w moim wieku. Potrafi ona spędzić mroźnego Sylwestra w namiociku na Jezioraku.

  53. Dzień dobry:)
    U nas jest też lodowato, choć to na drugim końcu Polski.
    Konstatuję, że cierpię na syndrom służącej (w związku z tym kolanem). Parę razy spuchło mi kolano w nieuzasadniony sposób. Pani doktor powiedziała, że objawy są klasyczne (wymieniła wszystkie w języku łacińskim, ale boję się powtórzyć, bo może przekręcę) i wykluczyła wszystkie choroby, jakie podejrzewała. Następnym razem powiem jej, że to housemaid’s knee. Po co ma się biedzić nad diagnozą.

  54. Grubszą skórę mają, znaczy się…ci mężczyźni. Co do pań ubolewam, że tak i to bardzo.

  55. Etiudą Rewolucyjną z potknięciami.
    Albo z jednym potknięciem, ale zawsze w tym samym miejscu.
    Yyyh!

  56. Może nękała ich Etiudą Rewolucyjną.

    Mamo Isi, jeśli uda mi się zebrać jeszcze dwie szklanki fiołków, zachowam jeden słoiczek konfitury dla Ciebie. Zobaczysz, że się ostatecznie poddasz.

  57. „nękała sąsiadów grą na fortepianie”. Ech, ci ludzie, co jednemu miód, to drugiemu trucizna.
    Nie mogła tak kobiecina nas ponękać?

  58. Piętaszku, znam parę takich mrozoodpornych osób i zawsze się zastanawiam, skąd im się ta mrozoodporność wzięła? Czy oni aby nie kosmici? Ja tam marznę na sam widok mgły (przez okno).

  59. No dobrze, Sowo P., jeszcze chwilkę powydaję kilka okrzyków, a potem przestanę. Szczególnie, że konfiturę różaną sama robię, do czego się przyznaję bijąc w piersi.

  60. Z mazurków, oprócz fiołkowego mazurka Chopina, będę robić pomarańczowy. Podoba mi się jeszcze wypatrzony w Internecie mazurek „figa z makiem”.

  61. Mamo Isi, nie przesadzaj! Po pierwsze, ja ich nie smażyłam, tylko zagotowałam. Po wtóre, tak samo wytwarza się konfiturę różaną, czy jej także mówisz stanowcze nie? Po trzecie, po pierwszym zbiorze fiołków (zebrałam wszystkie rozwinięte kwiatki), dwa dni później miałam ich w ogrodzie dwa razy tyle, po kolejnym zbiorze znowuż zakwitły w ogromnej liczbie, kto wie, czy po trzecim zbiorze nie zakwitną jeszcze. Sąsiedzi też mają ich całe łany, zapachu mi nie brak! Wreszcie, za parę dni po fiołkach nie będzie ani śladu, a ja będę się rozkoszować ich aromatem jeszcze w zimie. Dopiero w tym roku mam wrażenie, że w pełni wykorzystałam potencjał tego pięknego kwiatka, że udało mi się zatrzymać na dłużej jego ulotność!

  62. O, Sowo szczęśliwa wśród wonnych fiołków! Nasze musiały być te leśne-nie pachniały w ogóle.
    Mamo Isi wiem, wiem, chodziło mi o fantazję w dobieraniu nazw chorób teraz jest moda na takie bardziej techniczne, choć bardziej precyzyjne. Łokieć tenisisty brzmi lepiej niż zapalenie nadkłykcia bocznego kości ramiennej. Choć obecnie najczęściej chorują na to informatycy, hehe. Tak czy inaczej współczuję łokciowi. Zakład ze sobą wygrałam, teraz czas poszukać przepisu na mazurka. Literaturek ostatnio coś słabo mi wyszedł niestety. Możliwe, że poprzestanę na serniku.

  63. Co do zapachu fiołków, tych małych, ślicznych kwiatuszków o intrygującym zapachu, to gdzieś dawno czytałam , że one wysyłają ten swój zapach falami (proszę zwrócić uwagę, że kiedy długo wąchamy fiołki, to przestajemy je czuć) i że to ma jakieś uzasadnienie, ale nie pamiętam jakie. Może ktoś wie? Nie mogę znaleźć żadnej informacji na ten temat.

    Mamo Isi, M. zahartowany, wręcz lubi zimno, a śnieżna zima to jego ulubiona pora roku !

  64. Jas, potwierdzam Twoje spostrzeżenie. żadna farbka nie dorówna barwom prawdziwych fiołków.
    W związku z tym zrezygnowałam właśnie dziś z namalowania fiołkowej dekoracji na wpis w Niedzielę Palmową. Zrobiłam coś innego, a co – to się niebawem okaże.

  65. Dokładnie tak, KokoszaNelko :

    „I plodded conscientiously through the twenty-six letters, and the only malady I could conclude I had not got was housemaid’s knee.

    I felt rather hurt about this at first; it seemed somehow to be a sort of slight. Why hadn’t I got housemaid’s knee? Why this invidious reservation?”

    Pozdrawiam najgoręcej.
    Dobrego dnia.

  66. Casciolino, gratulacje! Byłam z Tobą myślami w porze koncertu.
    Mam nadzieję, ze uda nam się spotkać w niedzielę i pogoda dopisze.
    Miłego dnia DUA I Księgowym!

  67. „Nękanie sąsiadów zapachem smażenia i gotowania to forma podlegającego karze „molestowania zapachowego” – uznał Sąd Najwyższy Włoch. Po raz pierwszy w tym kraju zapadł wyrok w sprawie kuchennych zapachów” (znalezione na stronie Gościa N).
    Parę lat temu skazano w Madrycie kobietę, która nękała sąsiadów grą na fortepianie…

  68. Pozdrawiam serdecznie :) Nawet na tę chwilę, kiedy czytam wpis o wiośnie słońce wyjrzało zza chmur! Ale mimo mniej słonecznej pogody dziś, uważam, że wiosna w pełni, jak zwykle nie zdążyłam zauważyć kiedy się te drzewa i krzewy zazieleniły, nagle już tyle zieleni wokół.
    A „Trzech panów w łódce” w oryginale bardzo polecam, świetna lektura!

  69. aniu.g dziękuję za wycieczkowy trop.
    Nasze fiołki mają niesamowity kolor, żadna farbka temu nie dorówna, chyba, że kilka farbek, ale będzie to trochę inne.

  70. Ja oczywiście szperam w moim ulubionym angielskim, najstarszym ogrodzie Oxford Botanic Garden, co ma zresztą średniowieczny układ i taki miły klimat. Znalazłam listę roślin. Mają tam też ładny stawek, podobne do naszego, tylko inne rośliny. Mamo Isi ten ogród oczywiście należy do: National Council for the Conservation of Plants and Gardens. Ogród powstał w XVII w, a gdzie nasze ogrody z tamtego okresu? pewnie gdzieś są plany. Żeby choć zachowały się lilie. Czasami można znaleźć resztki starych założeń parkowych.

  71. Są różne gatunki fiołków, nie wszystkie pachną. Leśne nie pachną. Na zapach ma też wpływ słońce, te rosnące w cieniu pachną słabiej. To musi być viola odorata, mocno fioletowa i pachnąca. Pachnie po zerwaniu, przy obieraniu i w gotowaniu. Pachnie konfitura i garnek po umyciu, lodówka (trzymałam je tam przed obraniem) i cała kuchnia. Natomiast smak nie jest całkiem zbieżny z zapachem, jest jakby lekko owocowy? Bardzo przyjemny. Ale aromat zachowuje w pełni. Na święta planuję wypieki z udziałem konfitury, dam znać, czy nie zginie w cieście.

  72. Sowo P., smażenie fiołków wydaje mi się zajęciem okrutnym. Biedactwa. Nasze kolejarskie nie wobec smażenia fiołków! Cały naród z fiołkami! Etc.

  73. Zgredziku,jako nieletnie dziecię przekopywałam się przez domową Małą Encyklopedię Zdrowia i też jakoś te opisy opatrzone nieczytelnymi ilustracjami mnie nie urzekły na tyle, żeby się od razu identyfikować.

  74. KkoszaNel, kciuk łowczego, łokieć tenisisty, złamanie boksera, złamanie kopacza gliny, czy też kolano służącej, to nie żadna fantazja dawnych lekarzy, tylko choroby zawodowe przypisane do tych właśnie zajęć.
    Teraz już wiem, skąd mi się wziął łokieć służącej”! Sama w ramach opieki nad Mamą dorobiłam się łokcia tenisisty, ale przecież nie przy tenisie go się dorobiłam. No to wyszedł mi łokieć służącej;)

  75. Piętaszku, nie ma czego zazdrościć. Zimno jest jak w psiarni i biedny małżonek ze spacerku wrócił zapewne w stanie kompletnie zamarzniętym. Niczego bardziej zimnego niż lodowata mgła nie wymyślono.

  76. Casciolino, tak się cieszę, że wszystko poszło dobrze! A właściwie gdzie odbył się Twój koncert?

  77. „Trzech panów w łódce” czytałam dawno temu i w oryginale, żeby nic ze smaku nie utracić;)
    Sama nie wiem czemu housemaid’s knee zmieniło mi się na łokieć służącej.
    „I came to typhoid fever—read the symptoms—discovered that I had typhoid fever, must have had it for months without knowing it—wondered what else I had got; turned up St. Vitus’s Dance—found, as I expected, that I had that too,—began to get interested in my case, and determined to sift it to the bottom, and so started alphabetically—read up ague, and learnt that I was sickening for it, and that the acute stage would commence in about another fortnight. Bright’s disease, I was relieved to find, I had only in a modified form, and, so far as that was concerned, I might live for years. Cholera I had, with severe complications; and diphtheria I seemed to have been born with. I plodded conscientiously through the twenty-six letters, and the only malady I could conclude I had not got was housemaid’s knee.”

  78. Kokoszko,gdzieś czytałam, że fiołki pachną, dopóki się ich nie zerwie.
    Dlatego też się zastanawiam, czy konfiturka Sowy zachowuje fiołkowy zapach.
    No, ale z drugiej strony – bukieciki fiołków jednak pachną (aromat zsumowany?), więc w końcu sama nie wiem.

  79. Casciolino gratulacje!
    Zakład stawiam o kawałek mazurka, że w oryginale będzie „housemaid’s knee”.
    Koło kogucikowego przedszkola znaleźliśmy trochę fiołków. Śliczne, ale nie pachną, szkoda.
    Sowo czy Twoja konfitura pachnie fiolkami?

  80. A! Doskonale, doskonale!
    Casciolina pokonała katar i pięknie zaśpiewała, a Sowa podała czarowny przepis na nie-dżem.

    Brawo, dziewczyny!

    Blanko, zawsze powiadam: czytać w oryginale!

  81. Brawa dla Cascioliny na koniec dnia ! Nie było mnie, to i nie wiedziałam. Bardzo się cieszę, że wszystko się udało.

    Dzisiaj mocno popadało( dla roślinek dobrze), a mój M. przebywający właśnie nad morzem, odbywa codzienne długie marsze po plaży i widział wczoraj Twoją mgłę Mamo Isi, bo o Gdynię też zahaczył .Trochę mu zazdroszczę.

  82. Każda dobrze wychowana i obyta w kuchni panienka wie, że ten przepis to nie przepis na konfiturę, lecz na zwykły dżem. Ale każda dystyngowana młoda dama również wie, że pospolite słowo dżem nie powinno figurować w jej wokabularzyku. Konfitura jest pod każdym względem wyrafinowana, co widać choćby po układzie ust.

  83. Konfitura fiołkowa Ani Shirley:

    2-3 duże szklanki fiołków
    2-4 łyżek cukru
    sok z połowy małej cytryny
    3 łyżeczki pektyny
    szklanka wody

    Fiołki należy pozbawić szypułek. Im więcej kwiatków uzbieramy, tym lepiej – smak i kolor konfitury będzie intensywniejszy. Płatki ucieramy dokładnie z cukrem i sokiem z cytryny, mieszamy z pektyną. Wodę zagotowujemy, dodajemy do niej utarte płatki z pektyną i chwilkę gotujemy na wolnym ogniu. Gorącą konfiturę przelewamy do słoiczków i pasteryzujemy 10 minut (jeśli chcemy).

    Z tej ilości wyjdą trzy malutkie słoiczki (po 80ml). Jeden zachowujemy na czas, gdy będziemy robić kruche rogaliki, pozostałe dwa ofiarowujemy naszym najdroższym przyjaciołom – Dianie i Gilbertowi.

  84. Ozdobniczko, tak, wczoraj przeprowadziłam trzecią próbę fiołkową i mogę powiedzieć, że już co nieco o tej pysznej konfiturze wiem. Trochę później podam przepis.

    Casciolino, gratuluję!

  85. Mam pierwsze wydanie Trzech panów w łódce,z 56 roku. Tu jest puchlina kolan. Jakże różne są tłumaczenia..fragment, który przytoczyła KokoszaNel to dla mnie jakby zupełnie inna książka.

  86. Sowo, ja chyba jeszcze raz nieśmiało spytam o konfitury? Czy już osiągnęłaś stan idealny? :-)
    Ech, ja jutro mam konkurs, w piątek też i jakby było mi mało, to zastanawiam się czy nie wziąć udziału w konkursie recytatorskim „Wiersze Emilii Waśniowskiej”. Tylko nie wiem jakie dwa utwory wybrać na eliminacje…

  87. Pięknie dziękuję wszystkim o mnie pamiętającym!
    Koncert, w moim odczuciu, był bardzo udany. Publiczność dopisała i słuchała z uwagą, chociaż to niełatwa w odbiorze muzyka (kompozytor dyrygował własnym dziełem), a i temat trudny (imigracja Włochów do Belgii po drugiej wojnie światowej, wycieńczająca fizycznie i psychicznie podróż, a potem pięć lat pracy w kopalniach węgla, po latach wspomnienia, które nie dają spokoju). Przeziębienie prawie pokonane, na szczęście przytkany lekko nos nie był zbyt dużą przeszkodą w śpiewaniu. A mi bardzo pomogła świadomość, że tyle kochanych osób mnie wspiera!

  88. Wygląda na to, że to ta sama choroba-puchlina kolan, a w uwspółcześnionym tłumaczeniu zapalenie kaletki przedrzepkowej. Albo też ” kolano służącej” by pasowało jako nazwa choroby. Podobnie jak kciuk łowczego, łokieć tenisisty, złamanie boksera, złamanie kopacza gliny, hehe, kiedyś medycy mieli fantazję.
    Ciekawe co u Cascioliny, może się odezwie jak już emocje opadną.

  89. Casciolino tez trzymam.
    Kolezanka posiadala encyklopedie zdrowia i tez miala objawy wszystkich chorob, to chyba typowe.
    Pozdrawiam z bardzo ponurego (od dwoch tygodni) miasta.

  90. Sumiennie przebrnąłem przez wszystkie litery alfabetu i jedyną chorobą, której mogłem się nie obawiać było zapalenie kaletki maziowej rzepki (cierpią na to sprzątaczki, które dużo klęczą). Z początku zrobiło mi się dość przykro. Czułem się spostponowany. Dlaczego nie mam zapalenia kaletki maziowej rzepki? W czym jestem gorszy od sprzątaczki?

  91. Dzień dobry!
    AniuK, aż się zaśmiałam. Dzięki!
    Wyrazy współczucia z powodu absencji na dworze przesyłam.

    OK, Ludu, pamiętajmy dziś o naszej Casciolinie! Kciuki w ruch!- a raczej- w bezruch!

  92. Mamo Isi,a nie chodziło o puchlinę kolan? Na którą cierpią służące? Tak mi ta puchlina utkwila,że weszła juz słownika domowego:)

  93. Pani Małgorzato proszę sobie wyobrazić jak w tak piękną pogodę jak dziś siedzimy w pracy oglądając ten piękny kwiecień tylko zza szyb. I nagle ktoś z nas ratuje atmosferę jednym zdaniem. A co byś zrobił gdybyś dowiedział się że twój kolega to homo sapiens? Zawsze działa hehe

  94. Casciolino, szepnę i ja słówko do św. Błażeja, myśląc o Tobie. Do porad dodaję dużo, dużo soku malinowego. Jedna Pani, którą znam, stosuje też goździki, rozgryza je i łyka, podobno to pomaga na gardłowo-krtaniowe sprawy. Dużo spokoju Ci życzę, to też ważne.

  95. Piękna pogoda była już trzeci dzień. Korzystając z dnia wolnego dobrałam się w domu do tych krzyczących kątów. I co, Mamo Isi, wyszłam tylko na moment odpocząć do ogrodu, zaczerpnąć świeżego powietrza i skończyłam w pozycji strusia nad kwiatowymi rabatami. Zresetowałam się całkowicie. Kiedy się nauczę, że to ogród jest dla nas, a nie my dla ogrodu.
    Ciascolino, przy tych wszystkich zabiegach powstrzymujących katar uważaj żeby nie przesuszyć gardła. Czasami lepiej śpiewać na małym katarze niż wysuszonej do reszty nagłośni. Trzymam kciuki za koncert.
    Dobranoc wszystkim.

  96. Och, Sowo, nożyczki do winogron! Muszą się niezwykle elegancko prezentować na stole. A i takie do obcinania jajek na miękko są niczego sobie. Zaraz zajrzę, gdzie ów Tarnogród i owo muzeum. Mam podobny stosunek do niezupełnie potrzebnych, ale uroczych przedmiotów.

  97. Mamo Isi, moja Mała Encyklopedia Zdrowia była ze zdjęciami (czarno-białymi), co utrudniało mi identyfikowanie się z pokazanymi przypadłościami.
    Może poza żelaznymi płucami.

  98. Zgredziku, czyżbyś zachęcał mnie do zabawy opisanej w „Trzech panach z łódką”, gdzie Autor opisał, jak to kiedyś zaczął lekkomyślnie czytać „Encyklopedię zdrowia” i po skończonej lekturze doszedł do wniosku, że na pewno nie ma z niej tylko „łokcia służącej”. Na całą resztę zawartych tam chorób był chory.

  99. Dobry wieczór. Casciolino, mam nadzieję, że wyzdrowiejesz i jutro wszystko pójdzie dobrze :)

    Ależ przyjemnie jest na polu. Piękny Księżyc widać :)

  100. Pani Małgosiu, z serca gratuluję pięknej nagrody! I bardzo się cieszę, że Pani praca wciąż jest doceniana. Szkoda, że nie mogłam być w Poznaniu…
    Wpadam tu często, ale spod regału nie wychodzę. Zachwycam się fotografiami, wpisami i tyloma zgrabnymi komentarzami, że już nic dodać mi nie pozostaje. Wszystkich serdecznie i wiosennie pozdrawiam!
    A Ciebie Casciolino szczególnie – życzę szybkiego powrotu do pełnej formy, choć jestem pewna, że i tak pięknie zaśpiewasz! Zbliżają się święta, a ja nie wyobrażam sobie wielkopiątkowego nocnego czuwania bez Twego śpiewu… Od kilku już lat ogromnie mi brakuje tych wzruszeń, które dzięki Waszemu zespołowi były moim (i nie tylko moim) udziałem. Dziękuję Ci za nie.

  101. „Znikająca siekiera „. No, tytuł już mam. Teraz tylko cała reszta. Kto ma pomysł ? Może coś razem napiszemy ?

  102. Marigold, nawet nie wiesz, jak mi miło czytać te słowa!
    Dziękuję bardzo i serdecznie Cię pozdrawiam!

  103. Po dluzszej przerwie tu zajrzalam i zobaczylam przepiekny medal pani Malgosi. Bardzo sie ciesze. Razem z Pani ksiazkami dorastalam i towarzysza mi od lat: matura, studia, doktorat, rodzina i wychowywanie dzieci. Ciagle poszukuje i znajduje w nich cos nowego. i zawsze przynosza odpowiedzi na trudne pytania. Bardzo milo jest odwiedzic Borejkow po szczegolnie ciezkim dniu! Wszystkie czesci bardzo lubie i dobrze znam. Najbardziej lubie do nich zagladac wedlug por roku. „Sloneczne i upalne” tomy czytam wiosna i latem w ogrodzie, a „deszczowe i mrozne” na kanapie w jesienne i zimowe wieczory:)Dziekuje!

  104. Wiolu M., na szczęście do porządków domowych nie mam tak emocjonalnego stosunku, bo bym do reszty zwariowała. Chałupa duża i jak kończę jeden koniec, to drugi już ryczy o atencję. Trudno, niech ryczy. Jak powiada Poeta w sprawie ryczenia:”Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś, To są zwyczajne dzieje.”
    Ja w każdym razie śpię.

  105. No i tak to jest z tymi salaterkami! Płoche toto i lekkomyślne; schowa się za firankę nikogo przedtem nie zawiadomiwszy, że się bawi w chowanego.

  106. Casciolino, koniecznie inhalacje, żeby „srebrny głosik” nie dał się skraść! Garnek wrzątku, na to łyżka soli, na głowę namiocik z ręcznika i co i rusz dolewamy do wody po parę kropli Amolu. I wdychamy! A węzły chłonne smarujemy olejkiem olbasowym (olejek goździkowy, eukaliptusowy, jałowcowy i miętowy w jednym).
    No i modlitwa o wstawiennictwo św.Błażeja!

  107. Brawo dla salaterki ! (że się odnalazła).

    Co do zagubionych przedmiotów zachowuję postawę stoicką (podobnie jak Starosta).Nie mam innego wyjścia, bo ciągle coś gubię. Na szczęście tylko w domu.

  108. Cascolino, możesz na mnie liczyć!
    À propos muzeów, gdzieś na świecie znajduje się muzeum frytek. Osobiście uważam, że to głupota.
    Dziś imieniny miesiąca. Torcik kwiatowy dla kwietnia!

  109. Ozdobniczko, dziękuję za doskonałą wiadomość prywatną! Moje gratulacje! Zuch z Ciebie!

  110. U mnie też kwitną magnolie. I forsycje. I brzozy się robią zielone. I słońce świeci. I jest tak pięknie!
    Właśnie wróciłam ze szkoły i muszę odrobić lekcje. Biurko mam przy oknie, więc będę musiała pocierpieć. O! Słychać i widać bażanta!

    Właśnie przypomniał mi się wiersz Doroty Gellner „Wiosenny czarodziej”. Pamiętam, że recytowałam go w przedszkolu i bardzo spodobały mi się dwie zwrotki:
    Czary – mary, fiku – miku,
    szedł czarodziej po trawniku.
    Niósł w plecaku fiołki, róże,
    a stokrotki gdzie? W kapturze!

    Wyczarował, czary-mary,
    na kałużach nenufary
    aż podwórko zmienił w śliczny
    mały ogród botaniczny.

    I myślę, że u wielu z nas już jest taki ogród piękny.

  111. Casciolino, zaczynam już w tej chwili!
    Trudna sytuacja.
    Kuruj się intensywnie, dziewczyno o anielskim głosie!
    Nóżki do wrzątku, krople do nosa etc.
    No i aspiryna. Dużo.

  112. Czy mogę poprosić księgowych o moralne wsparcie? Jutro o 18 śpiewam koncert, a od kilku dni męczy mnie okropne przeziębienie. Zatkany nos i boląca głowa nie pomagają, a wręcz przeszkadzają i odbierają potrzebną mi energię. Z góry dziękuję za trzymanie kciuków!

  113. To musiał być Tata Muminka.

    Mnie fascynują takie około kuchenne utensylia, bez których można się doskonale obyć, ale których obecność w domu sprawia, że czujemy się bardziej dystyngowani. Na Allegro np. są piękne nożyczki międzywojenne do obcinania jajek na miękko. Kojarzą mi się z Poirotem.

  114. Muzeum Nożyczek? Piękny pomysł. Przeważać będą modele w kształcie czapli lub bociana. Ach, widziałam też nożyczki-kruka.

  115. He, he, he. Ledwiem się zdecydowała na wystawienie listu gończego – salaterka się znalazła!
    KTOŚ – anonim!- postawił ją na parapecie okna, ukrytą za zasłoną.
    Moje śliczności! Jeszcze miała w sobie dwie mandarynki.

  116. Czytałam ciekawą informację, która może zainteresować Aleksandrę: w Tarnogrodzie mają Muzeum Nożyczek!Spodobał mi się pomysł stołowych nożyczek do winogron. Bardzo elegancka rzecz.

  117. Tak rta 1959, decyzja o wzięciu psiaka ze schroniska musi być przemyślana. Dobrze, że nie działasz pochopnie. Te schroniskowe istoty po przejściach są inne, niż pozostałe. Nie daj Boże gdyby z jakichś powodów musiały wracać z powrotem . Ja mam takiego PSIAKA i nie zamieniłabym na nic.

  118. Dzień dobry!
    Zgredzie, tak chyba jest z tymi alergiami, że sprzyjają innym zachorowaniom, odporność jest zmniejszona, nawet z badań krwi to wychodzi. Wiem po sobie.
    (Mamo Isi, ja mam tak z porządkiem w domu, zawsze znajdzie się coś do doszorowania, doczyszczenia, że spokoju zaznać nie można. To jest istne szaleństwo!)

    Z uśmiechem na myśl o „badylu plującym w twarz” zmykam do obowiązków.

  119. Nie wzięłam szczeniaka,bo rodzina wszystko zwaliłaby na mnie,czyli wychowanie ,wyprowadzanie itp.Oglądam się za prawie każdym psem,ale mamy kota,fajnego kota a właściwie Kicię-Luizę.

  120. Ach, jej salaterka nie była ślicznie zielona i przeświecająca.
    Taka tam, z grubego porcelitu. Bardzo brzydka.

  121. Z salaterką u Muminków było tak:

    „Do kuchni wpadła Mama Muminka ze świecą w łapce.
    – Ach, to ty! – zawołała. – Myślałam, że zakradł się do nas jakiś złodziej.
    – Chciałem wyjąć wino jabłeczne – tłumaczył się Tatuś. – Ale jakiś osioł postawił tę głupią salaterkę na samiusieńkim brzegu.
    – Dobrze się stało, że się stłukła, bo była bardzo brzydka – powiedziała Mama Muminka. – Wejdź na krzesło, to ci będzie łatwiej. I weź też kieliszek dla mnie”.

    Zawsze byłam zdania, że Mama Muminka jest żoną doskonałą.

  122. Dobry wieczór!
    No cóż, poszukiwań zaprzestałam. Chyba pogodziłam się z faktem, że mam dziurawe ręce i że jeśli kiedyś ma się znaleźć, to się znajdzie. Tymczasem wymyśliłam, że czas się zabawić w punka (póki jeszcze wypada) i przekłuć ucho w trzecim miejscu, żeby móc nosić ten jeden nie do pary.
    Wiolu M., uśmiałam się bardzo z tej patelni. Znaczy się, łączę się w bólu, ale mimo to – smakowicie napisane! :)

  123. Mamo Isi, mi się wydawało, że alergia ułatwiała mi zakażenia.
    A skąd wiesz, że jej nie masz? Może masz.

  124. Wczoraj przegapilam wpisanie sie o wiadomej godzinie, ale pozwole sobie dzisiaj. Przeslanie- prosba do nas wszystkich. Na YT prosze wpisac tytul: Zanim stad odejde. Film z czarno-bialymi zdjeciami.

  125. Mąż jak usłyszał o trzymertowej drabinie bardzo, bardzo się ucieszył! Powodowany ambicją pokazał mi stronę z polskimi zamkami i rzekł, że po co jeździć za granicę, przecież tutaj mamy ładniejsze. Zajrzałam i mnie zamurowało, tak malownicze, przynajmniej na zdjęciach. Najbardziej podobają mi się te nieprzebudowywane, kamienne. Nie są takie wielkie i groźne.

  126. Różo Ostrowicka, po prostu wpisz go tutaj.
    Jeśli wiadomość ma być tylko dla mnie – zastrzeż to, a ona się nie ukaże.
    Dziękuję bardzo.

  127. No i co z tym zrobić, bo to okropny nałóg? Siadam sobie z widokiem na ogromną łatę (tak z 5 na 10 metrów) kwitnących przylaszczek, cebulic i zawilców, żeby się ponapawać widokiem i w tym momencie, co ja widzę?! Suchą gałąź do obcięcia, albo wyłażący podagrycznik, albo jakieś suche badyle. A przecież ten główny, zachwycający widok zajmuje 99% mojego pola widzenia, tymczasem ja furt okiem zwariowanego ogrodnika wyszukuję dziury w całym.

  128. Droga MałgM,
    Ostatnio w internecie znalazłam piękny wiersz. Chciałabym go Pani przesłać. Niestety, nie znam adresu mailowego:(
    Proszę o kontakt.

  129. Zaszczyt to dla naszego listu gończego, że zostanie ściągnięty przez Starostę;) Ale się doczekał honoru!

    Ilekroć usiądę w ogrodzie, natychmiast widzę coś do natychmiastowego zrobienia, więc zrywam się i to robię. Może ja zacznę siadać z zamkniętymi oczami, bo to się robi nie do zniesienia?

  130. Dobrze jej na tym miłym posłaniu :)
    Pani Małgosiu gratuluję zasłużonej nagrody, nigdy dosyć nagród dla Pani :)
    Szpitalowałam i nie bywałam, ale dostęp jeszcze jest na szczęście.
    Pozdrawiamy serdecznie!

  131. Ach, skoro drabiny nie można znaleźć, to nasza patelnia czy salaterka DUA rzeczywiście mogłyby okazać się „igłą w stogu siana”. Mamo Isi, ale pomysł cudny z tym listem!
    Czasem jednak bywa tak, że samemu się coś nieświadomie położy w inne miejsce niż dotychczas i za pół roku odnajduje.
    U mnie też pięknie słonecznie na wschodzie (tzn. we wschodniej części Polski, bo słońce już dawno nie na wschodzie)
    A tej żabki jak Adminiątko w ręce bym nie wzięła, brr!

  132. Aaa, BM! Gratuluję drewnianego domu i działki w Borach, i cieszę się bardzo!
    Proszę się nie martwić, czas leci szybko, niepostrzeżenie nastanie wiek emerytalny i będzie można opuścić beton oraz spaliny, wraz z hałasem.
    A domek poczeka!
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za miłe życzenia!

  133. 40 lat „Jeżycjady”! Masz ci los! Pani Małgorzato dużo zdrowia, pogody ducha i weny do pracy, tym bardziej, że przyroda potrafi człowieka odciągnąć od codziennych zajęć. Mieszkam w Gdańsku na co dzień, a właśnie kupiłem drewniany dom, tuż obok przeuroczego Cekcyna, w samym sercu Borów Tucholskich. I chyba rozumiem Pani ucieczki dawne z Poznania na działkę, aż wreszcie przeprowadzkę na stałe na wieś. Po całym weekendzie na wsi, ciężko człowiekowi wrócić do kurzu i betonu. Ale cóż, w mieście więcej pracy:) Na razie wieś tylko od święta… A swoją drogą, jak miewa się Pani dawny ogród ? Ktoś go pielęgnuje? Z okazji czterdziestolecia cyklu życzę literackiej perełki w postaci „Ciotki Zgryzotki”:)

  134. My mamy na stałe wywieszony list gończy w kuchni. Figurują na nim zaginione fragmenty garderoby, książki, dokumenty, listy, pokrywki, patelnie, śrubokręty krzyżykowe, nierzadko siekiery, zawsze klucze. Kiedyś nie mogliśmy znaleźć drabiny. Trzymetrowej. Człowiek jest istotą gubiącą. co się tłumaczy : Gubiare humanum est.
    Ale salaterki jeszcze na liście nie było.
    Zgredziku, ja mam porządną wirusówkę, a nie alergię. Nb. nareszcie mi przechodzi. Co za szczęście, to się już robiło nudne.

  135. Starosta dużo wie, mój Zgredzie luby.

    Madziu, pokropi i będzie zielono. Niech kropi, niech pada!
    U nas znów słonecznie, ach!
    A tu pisać każą.

  136. Zaledwie ma padać. Jest trochę pochmurnie, nie wiem dlaczego pochopnie przyspieszylam bieg rzeczy i skąd pomyłka, przepraszam. Mam nadzieję, że w Wielkopolsce jest ślicznie!

  137. Skąd Starosta wiedział, że rozpoznałem Mamę Isi?

    Mamo Isi, a może Amertil całorocznie?
    Ale oczywiście za zgodą lekarza.

  138. Ozdobniczko, też tak czasem się zastanawiam. Często mam też tak, że nie umiem ogarnąć tego umysłem, że żyłam w tym samym czasie co Święty Jan Paweł II. Dziś byłam na Akademickiej Drodze Krzyżowej ulicami miasta, która skończyła się pod oknem na Franciszkańskiej 3. Symbolicznie.

    Dobrej nocy wszystkim!

  139. Ładnie to powiedziałaś, Ozdobniczko.
    Dzięki, Madziu.
    Dobranoc wszystkim!
    Życzmy sobie jutro takiego samego jak dziś – ślicznego dnia.

  140. Często się zastanawiam: Czy Jego już naprawdę nie ma?
    Gdy Papież Jan Paweł II zmarł miałam roczek. I nic nie pamiętam. A jednak są zdjęcia, wycinki, filmy, które pokazują, jak wspaniałą osobą był.
    „Wymagajcje od siebie choćby inni od Was nie wymagali”.
    I tak właśnie Papież wskazywał drogę życia.

  141. „Czuwam – to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów czy własnych osądów”.
    „Lękajcie się tylko lekkomyślności i małoduszności”.
    … Każdy ma swoje Westerplatte”
    12 lat temu wszędzie można było usłyszeć głos Papieża. Tyle słów zostało na zawsze.

  142. 21.37

    To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią
    do tego poranka zimą.
    Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno,
    a jednak nie możesz wyjść z podziwu.
    Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
    nie podnosząc swej twarzy, bo po co –
    – i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,
    czy tu w głębi zamkniętych oczu –

    Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
    oprócz słów odszukanych z nicości –
    ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
    które będzie całą treścią wieczności.

    (Karol Wojtyła)

  143. Po katarze też bym Cię wszędzie rozpoznała, Mamo Isi, skarbie drogi.
    Wiolu, u nas właśnie zaginęła śliczna szklana salaterka w kolorze zielonego groszku, moja ulubiona. Tak pięknie w niej wyglądały mandarynki!
    Moi mężczyźni zaklinają się, że jej nie dotykali. A ona zniknęła ze stołu, gdzie tak ładnie przeświecała w dnie słoneczne.
    Cudów nie ma, któryś ją musiał stłuc!- tak po cichu podejrzewam.
    Na wszelki wypadek przestałam jej szukać, tak, jak radziłam Nutce. Może się jednak znajdzie. Czekam!

  144. Co do zagubionych rzeczy, jak u Nutki, to historyjka z mojego domu. Od ponad dwóch tygodni szukamy zaginionej patelni i nic. Zaczynamy podejrzewać z Mamą, że nam się uroiło, że ją mieliśmy. Bo przecież się nie rozpłynęła w tłuszczu? : )
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich!

  145. Przebóg, zostałam rozpoznana! Ach!
    Odchodzę w siną dal kichając jak z armaty, a odgłos kichnięć maleje wraz z kwadratem odległości.

  146. Magnolie, mirabelki, czereśnie, żonkile – potwierdzam.

    Mamo Isi, tak, to był koszmar. Aż się obudziłam z wrażenia. Szczególnie, że w tej wersji powieści początkową sceną były odwiedziny Pieroga u Cesi Hajduk w domu.

  147. Ozdobniczko, dziękuję za zdjęcia kwiatków. To pierwiosnki, łatwo je poznać. A w koszyku masz oczywiście stokrotki.

  148. A ja pytam: wzięłaś szczeniaka naprawdę?

    Ryśku, magnolie!!!

    Mamo Isi, zostałaś rozpoznana po stylu.:)

  149. Napisałam w sobotę rodzince ,że wzięłam szczeniaka ze schroniska,mama uwierzyła,mąż uwierzył a córka od razu odpisała”Prawie się nabrałam”

  150. Sowo P., to był koszmar! Straszliwy!
    Po wczorajszym jednym jedynym letnim dzionku znowu zrobiło się chłodno i pan Ropuszek pewnikiem wlazł do swej kreciej norki. przykrył mchową kołderką i chrapnął.
    To nie jest sprawiedliwe; znowu się przeziębiłam i ledwo zipię, bo jak wiadomo, katar to śmiertelna choroba. W dodatku nikt nie chce się nade mną użalić, no bo w końcu to tylko katar. Jak tak, to tak, umrę na ten katar i wtedy pożałują, ale będzie już za późno.

  151. Mała krowa pije mleko od mamy krowy.
    A mnie chodzi wciąż po głowie:
    „Ach motylki już fruwają
    Dni wiosenne przybywają
    Rybki w stawie się pluskają
    Plim i plum.
    Turkaweczka w lesie grucha
    Brzęczy pszczółka, bzyka mucha
    Kumka żaba i ropucha
    Kum,kum kum.
    Wystrzeliły kwiatów pąki
    Ćwirla pliszki i skowronki,
    Wiosna dzwoni w leśne dzwonki
    Din, din, don.
    Świat się śmieje razem z Misiem
    Pachną kwiatki, łąk strojnisie
    I chrabąszcze zleciały się
    Z wszystkich stron.
    Z traw wyjrzały już pierwiosnki
    W gaju śpiewa wdzięczne piosnki
    Muzukalny i beztroski
    Słowik – zuch.
    Aż z radości krowa grucha,
    Ryczy pszczoła, kumka mucha,
    A Puchatek w słońcu pucha,
    Puch,puch, puch!

  152. He, he…
    Mnie też by nabrał. Za pierwszym razem nie wiedziałam, o co chodzi, dopiero po dwukrotnym przeczytaniu się połapałam.:-)

  153. Wnuczek mnie nabrał. Polecił: – Powiedz szybko dziesięć razy „białe, białe,białe…”. A kiedy powiedziałam, zapytał: – A co pije krowa?

    A ja na to oczywiście:- Mleko, mleko, mleko!

  154. Prima Aprilis był w sobotę, dlatego może jakoś tak bez echa przeszedł. Robienie kawałów jednak najlepiej idzie w szkole, gdzie występuje duże nagromadzenie motywujących czynników, jak na przykład odwrócenie uwagi nauczyciela od lekcji. Zresztą sami nauczyciele też lubią pożartować. U Sonatiny w szkole jest historyk ( świetny zresztą), który na przerwie podchodzi do uczniów i mówi im, że mają rozwiązane sznurówki, a następnie liczy i zapisuje liczbę tych, którzy spojrzeli na swoje buty. Robi to od lat i od lat uczniowie dają się na to nabierać. Proste a genialne :) Ten zabawny człowiek był niepocieszony, że w tym roku 1.04 wypada w sobotę.

  155. Ao jakiej książce mówisz, Chesterko? Już się pogubiłam w tych wszystkich tytułach.:-)

  156. Acha, moja Łucja czytała majac 11 lat i nie zauważyłam, by jakoś to źle przeżywała. Przepada za ta ksiaźka.

  157. Zachęcam dorosłych, by sami tę ksiażkę przeczytali i ocenili, na pewno się nie znudza.

  158. Moim zdaniem ksiażka nadaje się dla dzieci od 12 lat wzwyż, ale, wiadomo, dużo zależy od indywidualnej wrażliwości dziecka. Nie przepadam za fantasy, ale to mnie urzekło. Autorka z dużym znawstwem opisuje życie plemienne, radzenie sobie człowiekowi z natura, która bywa groźna, szczegółowo pokazuje życie codzienne (fascynujace!). Opisy sa bardzo plastyczne, akcja wciaga, i jest w tym jakaś poezja. Autorka jest wg mnie mistrzem. Z poczatku z mieszanymi uczuciami przyjęłam pojawiajace się w fabule postaci demonów, ale wszystko to jest uzasadnione plemiennymi wierzeniami i występuje jasny podział na dobro i zło, co daje wrażenie baśni (np Harry Potter jest dla mnie pod tym względem nieoczywisty).

  159. Prima Aprilis minął mi bez jednego żarciku, już odetchnęłam z ulgą, a tu naraz żarcik zrobiła mi DUA, we śnie: śniło mi się, że wydano niespodzianie „Ciotkę Zgryzotkę”. Natychmiast zamówiłam ją w księgarni internetowej, ale gdy nadeszła, okazało się, że to harmonijkowa książeczka kartonowa, ma ledwie szesnaście stron, absurdalną treść i zamiast zwyczajowych ilustracji – awangardowe zdjęcia. To była tylko taka zajawka wydawnicza. ;)

  160. Już się nie dowiemy, Piętaszku, typek już hula na swobodzie.
    Chesterko, czy ten pradawny mrok nada się dla dziatwy szkolnej? Bohaterem, jak czytam, jest 12 letni chłopiec, ale to jeszcze nie znaczy, że ktoś taki jest i adresatem książki, a raczej serii.
    Nie za straszne?

  161. Ale, ale, czy to nie przypadkiem pan Ropuch z „O czym szumią wierzby” po kolejnej „świetnej” przygodzie ?

  162. Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2015, tł. Dorota Dziewońska, do usług!
    No to przerywam serię polecana tu kiedyś przez Anię G. bodajże – „Kroniki pradawnego mroku”, która jestem zauroczona, i zaczynam „Stację”. Snu nocy letniej, choć kwietniowej życzę wszystkim!

  163. Chesterko, przejrzałam dopiero, chyba fajna będzie książka. A więc jest już polski przekład?

  164. A ja w dzieciństwie żabkę pocałowałam (naprawdę) i ksiaże zjawił się po… 20 latach.
    A jak tam naszej kochanej pisarce czyta się Fannie Flagg? Właśnie zastanawiam się, czy warto, bo mam przed soba „Babska stację”.

  165. Justysiu, ponieważ nie jestem takim obieżyświatem jak Ty (niestety), to sobie wymyślam różne rzeczy. Bardzo przydatne do takich celów są jak wiadomo małe dzieci. Moje już dawno nie są małe, ale nawyk pozostał .
    Ach, zazdroszczę Ci tego Przylądka, czy rzeczywiście jest tam tak dużo burz ?

  166. No, nie wiem, DUA, z tym szukaniem…
    Rok temu, w czwartej klasie, czytałam jako lekturę ,,Opowieści z Narnii”. Czytałam sobie i nagle mama zawołała mnie, żebym jej pomogła. Odłożyłam książkę i pobiegłam na dół. Gdy wróciłam, za skarby świata nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie tę książkę odłożyłam. Wydawało mi się, że schowałam ją do szuflady pod biurkiem, ale jej tam nie było. Na biurku zresztą też. I w ogóle nigdzie. Na szczęście Molik też miał książkę i mogłam doczytać lekturę. W końcu trzeba było ją odkupić. Do dzisiaj się nie znalazła.
    Chociaż…
    Dziś jechaliśmy kupić buty. Ubrałam się i uczesałam, byłam prawie gotowa. Brakowało tylko moich ulubionych złotych kolczyków. Wiedziałam, że przed chwilą miałam je w ręce, nie wiedziałam tylko, gdzie je odłożyłam. Przetrząsnęłam cały pokój – nic. W końcu wzdycham sobie do św. Antoniego, spoglądam do lusterka, odgarniam włosy za ucho… i widzę, że mam je na uszach! Poczułam się jak Pan Hilary!

    Ps. Mi też nikt dziś nie zrobił żartu. Chociaż, może to był taki Prima Aprilisowy żart – od losu…

    Ps2 Ze skruchą przyznam, że ja też nikomu nie zrobiłam żartu. Jakoś nie miałam dziś do tego głowy. Tradycja zamiera…

  167. Jeszcze była śpiewająca lipka. Ale moje drzewa śpiewają monotonnie, bo wciąż na jednym dźwięku: cis, cis, cis…

  168. U mnie w ogrodzie raczej niewiele żab, choć czasem się zdarzają. Jedna na przykład przezimowała w piwnicy mojej sąsiadki, która to sąsiadka panicznie się żab boi. Żabka ujawniła się na początku marca, kiedy kończyły się właśnie zapasy zimowego węgla. Sąsiadka, mimo fobii wykazała się dzielnością, nabrała stworzonko na łopatkę i wyniosła do ogrodu.
    Nutko, może to nie przejście do innego wymiaru, a Pożyczalscy? Po jakimś czasie kolczyk oddadzą :)

  169. Śpiewające drzewo było u Leśmiana, księżniczkę Parysadę zachwycało. W „Klechdach sezamowych”, oczywiście.

  170. Ozdobniczko, Iskro, to stworzonko bardzo jest ochocze do kontaktów z fauną: ślimaka przytuli, gąsienicę pogłaszcze, zaskrońca rączką własną z drogi zdejmie, żeby go co nie przejechało. Od urodzenia przebywa w ogrodzie lub w lesie na przemian, nic więc dziwnego.

  171. Justysiu, Adminki się zgłoszą. Adres Twój znamy. Czekam z niecierpliwością, co tam ładnego sfotografowałyście!

    Krzysztofie, aha, już wiem, że gra. Dobrze.

  172. Dzień Dobry Prima Aprilisowo.
    Przez chwilę uwierzyłam, Piętaszku, bo różne ciekawe rzeczy są w przyrodzie, ale gdy przeczytałam, że „uciekają”, to już mi się nie wydało prawdopodobne. Owszem są palmy, które chodzą (Socratea exorrhiza – ponoć do 20 cm na rok, widziałam taką w Peru), ale żeby rośliny biegały?

    Piękne zdjęcie żabki/ropuszki w rączkach Adminiątka. Ach te paluszki, niczym poduszeczki dla zaspanej żabki! A ja właśnie czytam, co zrobić by ogródek był „toad friendly”. Chciałabym, aby taki królewicz zamieszkał u nas, choć obawiam się, że mógłby się stać poczęstunkiem dla szopów, które tu w nocy bywają. To może jednak lepiej nie. Niech sobie mieszka gdzieś nad jeziorem lub w lesie.

    P.S. Na jaki adres mogłabym wysłać zdjęcia z Przylądka Dobrej Nadziei? Proszę o kontakt.

  173. Brawo dla Adminiątka! Ja to ropuchy ani żaby bym nie wzięła do ręki. Nawet gdyby to był książę!

    A mnie dzisiaj coś pociągnęło do „Żaby”. Tej przyjemniejszej w dotyku, oczywiście :-).

  174. Żabko,żabko powiedz przecie,
    czyj ogród najpiękniejszy na świecie ?
    Może tak Adminiątko pytało?

  175. Aleksandro, a to mi ciekawy news zaserwowałaś. Widziałam Cię oczami duszy jako zapaloną ogrodniczkę, której żadna żaba nie podskoczy.
    Nota bene, ja też od żab raczej stronię. Nabieram je najwyżej na łopatkę i przenoszę gdzieś w zieleń, nie przyglądając się im specjalnie.

  176. Nutko, z dłoni wypadł kolczyk? A sprawdź tylko odzież, którą miałaś na sobie. Nawet podeszwy pantofli.

    Cześć, Krzysztofie! Widzę, że wszystko gra?

  177. Zgredziku, dzięki za interesująca wiadomość prywatną.:)
    Brawo dla twórczyni! Nie jest to łatwe.

    Tabloidy? E, tam.

  178. Jaka piękna historia i tak pięknie sfotografowana. Chyba nie miałabym odwagi wziąć żaby w ręce. :)

  179. Po przetrząśnięciu wszystkiego na trasie, na której trzymałam je w dłoni (nawet miejsc i rzeczy najdziwniejszych), nie pozostaje mi już nic innego, DUA, jak przerwać poszukiwania. I od czasu do czasu przypominać się św. Antoniemu.
    Zaczynam podejrzewać, że na moment otworzyło się w domu przejście do innego wymiaru, które zassało przedmioty zagubione. :) Ciekawe czy jest wobec tego Międzywymiarowe Biuro Rzeczy Znalezionych?

  180. Jak donosi tabloid „The Doughnut” wiadomo już, kim będzie ciotka Zgryzotka.
    Otóż autorka zastosowała zabieg personifikacji, podobnie jak Grzegorz
    Ciechowski utworze „Nie pytaj o Polskę”.

  181. Dzień dobry!
    O proszę – mnie też wczoraj Książę Żaba zastąpił drogę na chodniku w pobliżu boiska, kiedy wracałam z zakupów i ani myślał drgnąć. Też nie byłam skora do buziaków, tylko dopilnowałam żeby powędrował na trawę.
    W ramach odstawienia prywatny podzielę się tym, że trwa jakieś dziwne fatum – w czwartek pękła mi sprzączka przy pasku torebki, wymuszając jego odczepienie; w piątek rano zepsuło się mp3, uniemożliwiając słuchanie książek, natomiast wieczorem rozdzielacz USB do komputera; dziś natomiast zgubiłam kolczyk z urodzinowej pary, którą otrzymałam od Podobnego. I to w domu zgubiłam, jestem pewna, a znaleźć go nigdzie nie mogę. Tajemnicza sprawa. Jako więc osoba o dużym przywiązaniu do rzeczy materialnych jestem w rozpaczy mimo pięknej pogody.
    Pozdrawiam (z krzywym uśmiechem)!
    Nutka

  182. O,Piętaszku, dziękuję. Już myślałam, że nikt nie zażartuje w Prima Aprilis.

    Uwaga: Adminek czuwał, a zna się na przyrodzie.

  183. Celestyno, żaby są bardzo przyjemne w dotyku, zwłaszcza takie malutkie – młode. Ale ten żab wygląda jak ropuszka, pomyślałabym , że czymś tam mnie poparzy. Odważne Adminiątko! Widać jeszcze mało znam się na żabach.

    Starosto drogi, czytałam niedawno, że wyhodowano kilka lat temu odmianę krzewu, który śpiewa. Hodowcy, polecają go tym ogrodnikom, którzy mieszkają w okolicy ubogiej w ptaki. Podobno przepiękny, ale uwaga – lubi uciekać z ogrodu i wędrować po okolicy. Mimo to podobno warto!

  184. Ksieciunio wyraznie korzysta z miekkiego i cieplego lozeczka z Adminiatkowych raczek. Dobrze mu i blogo, wyglada na rozanielonego i troche zniecheconego faktem, ze pora wstawac.(Pewnie pozno poszedl spac.)
    Brawo Adminiatko, nie caluj zaby, niech sobie jeszcze poskacze po lakach :)!

  185. Dopiero teraz nadeszłam z ogrodu, do którego znów mnie pociągnęło, Celestyno. Śliczna pogoda!
    Oba komentarze są, ale uwaga, Antyspam uczulony jest na wpisy anonimowe i skrzętnie je wyrzuca. Zresztą w ogóle jest uczulony i w związku z tym figle płata.

  186. Piekne. Zwlaszcza wyraz twarzy uspionego pana zaby:)
    Adminiatko odwazne; jeszcze nigdy nie trzymalam zaby w dloniach..
    Dzien dobry Pani Malgorzato!

Dodaj komentarz