Jesień dla Lunofilów

mgly

                         (Ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany listek” – mal.  M. Musierowicz)

 

 

Keith Wilson ( ur. 1927)

ZMIERZCH NA MOIM PODWÓRZU

 

Długa ciemna noc

schodzi na moje ściany,

wewnątrz zapala świecę

jedna z moich córek.

Nawet stąd mogę widzieć

oświetlone oczy, jasną

twarz dziecka przed płomieniem.

Już prawie czas, żeby wejść.

Wiatr robi się chłodny,

pekany spadają z grzechotem –

blaszany dach mego domu

zmienia w platynę wczesny księżyc,

psy szczekają, w domu wino, śmiech.

 

(z antologii Czesława Miłosza  „Wypisy z ksiąg użytecznych”)

Pamiętamy!

jp2

Jest we mnie kraina przeźroczysta
w blasku jeziora Genezaret –
i łódź… i rybacza przystań,
oparta o ciche fale…
.
i tłumy, tłumy serc,
zagarnięte przez Jedno Serce,
przez Jedno Serce najprostsze,
przez najłagodniejsze –
.
(Jan Paweł II, Pieśń o Bogu ukrytym – fragment)
.
(zdjęcie ze strony zakopane.pl)

Jeszcze o drzewach

aleja

(Aleja w Savannah – fot. KC Atena)

 

 

Kazimierz Wierzyński

ŚPIEWANE  MIĘDZY DRZEWAMI

 

Trudno przekrzyczeć wiatry,

Trudno przeszumieć drzewa,

Stańmy gdzie brzozy pobladły

I w lipach miód się przelewa.

 

Z palców wytryśnie pięć liści

Instrument się zlepi gotowy,

Włosami dźwięk zaszeleści

Naszej muzycznej głowy.

 

Korą zarośnie nam serce,

Zielenią zajdą  oczy,

Sama się miłość wyszepce

I sama krew się wytoczy.

 

I wszystko w nas się wypowie

I wszystko w nas się uśpiewni,

Grajmy, brzozowi, lipowi

Wiolonczeliści drzewni.

 

(z tomu „Korzec maku”, Londyn 1951)

Już październik

zachod_czerwony_mgla1_maly

                           (ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany listek”  – mal. Małgorzata Musierowicz)

 

 

Kazimierz Wierzyński

WIÓRY

 

Wióry lecą po niebie, postrzępiona jesień,

Wino więdnie na drutach i powój zanika,

Po ukośnej łodydze jeszcze w górę pnie się

Czerniejącą patyną zegar słonecznika.

 

Rdzewieje połysk ziemi, pożółkniały klony,

Pająk zapadł w badyle i nitki rozkrzewia,

Jeden tylko się komin płomieni natchniony

Śród jedlin granatowych: złoty słup modrzewia.

 

Najtkliwsza zjawo leśna! Żal mi twego światła,

Żal iskier, co popiołem ci z włosów opadną!

Porywisty wiatr nagle warkocze pogmatwa,

W milczącą zimę razem pójdziemy, jak na dno.

 

Stanę wtedy przy tobie, rozsypię pospołu

Igły, którymi szyłem pajęcze bogactwo.

Patrzę na czarny zegar, czuję woń popiołu,

Wióry lecą po niebie: obłoki i ptactwo.

 

( z tomu „Róża wiatrów”, Nowy Jork, 1942)