He, he, spełniam życzenia!

pies_cala_strona

 

Przekład powyższego opisu:

George Underwood (ur.1940) – LEON (2006)- olej na płótnie, 23×31 cm

kolekcja prywatna

 

Wspaniały Leon z tego obrazu jest niemieckim pointerem krótkowłosym i ukochanym zwierzęciem artysty. Przejmujące to dzieło przewyższa zwykłą, malarską podobiznę psa, gdyż Underwood obdarzył to stworzenie obliczem heroicznym i soulful (to znaczy: smutnym, ale ja bym raczej wolała to przełożyć na: „uduchowionym”). Mądry wyraz zwierzęcia jest ukazany tak wnikliwie, że pies staje się niemal ikoną, symbolem jakiejś wyższej prawdy.

Obraz jest nieduży, ale jego temat w kategoriach metafizycznych staje się wielki, tak że zdaje się, iż pies i jego dusza sięgają poza granice ramy obrazu.

Jest w tym dziele poczucie historii i tradycji; interesujące jest porównanie go z Portretem Młodego Człowieka (ok. 1500, po prawej) Giovanniego Belliniego. Chociaż nie  jest to być może porównanie, które  Bellini mógłby zaakceptować, to jednak istnieje niewątpliwie uderzające podobieństwo w wyrazie i uduchowieniu tego młodego człowieka – i młodego psa Underwooda.

 

No, cóż. Ja bym tak  nie powiedziała; Młody Człowiek jest dużo brzydszy od Leona.

Książka zaś, Mamo Isi, wygląda z bliska tak oto:

 

IMG_20201120_134640

Jest tak piękna, że stoi zwykle frontem do pokoju, zamiast, jak wszystkie, na półce, w ścisku. Co na nią spojrzę, to się zachwycam, i tak już od trzech lat (wtedy najmłodszy syn  przywiózł mi  z Londynu to cudo pod choinkę).

Obejrzyjcie  sobie kilka rozkładówek:

 

IMG_20201120_132530

 

IMG_20201120_133340

 

IMG_20201120_133231

 

IMG_20201120_133217

 

IMG_20201120_132640

 

IMG_20201120_132713

 

Teraz będzie coś dla Madzi Z, żeby sobie nie psuła wzroku dopatrywaniem się, co stoi na tych regałach. Tak, dobrze widziałaś, jest to Racine,  w przekładzie Antoniego Libery, z piękną dedykacją tłumacza – obok wszystkie inne dary od niego, a stoją one na jednej z kilku pólek, zawierających liczne książki z dedykacjami autorów. Stąd obecność czterech książek Erwina Axera – bo z dedykacjami – podczas gdy pozostałe jego dzieła mają miejsce w dziale teatralnym.

 

IMG_20201120_132107

 

O, tu na przykład, na tej dolnej półce, po lewej od książek prof. Zbigniewa Raszewskiego, widać podniszczony plik dużego formatu: to wydruk „Androklesa i lwa” w przekładzie Stanisława Barańczaka, którą to sztukę Erwin Axer reżyserował w poznańskim Teatrze Nowym. Tekst przekładu pełen jest odręcznych notatek reżysera, niezwykle ciekawych i istotnych – cenne świadectwo wytężonej pracy. Dostałam tę pamiątkę po uroczystej premierze  od samego Axera (bywał w tym okresie naszym częstym gościem na poznańskich obiadkach i kolacyjkach, on i pani Ewa Starowieyska, która robiła scenografię do tej sztuki).

 

IMG_20201120_132032

 

Regał (projekt i wykonanie: art.plastyk Stefan Hoffmann) jest pojemny, więc nie będę tu robiła szczegółowej prezentacji, dodam tylko, że – z wyjątkiem dwu półek z nadwyżkami literatury angielskiej w oryginale, które to nadwyżki nie zmieściły się na właściwych sobie regałach – wszystkie inne zawierają dzieła niebeletrystyczne. Beletrystyka, dramat i poezja zajmują całe piętro naszego domu (włączając korytarz i podest schodów). Wygospodarowaliśmy  tam jeszcze jakimś cudem trochę miejsca na łóżka oraz na  stoły do pracy. Trochę to chorobliwe, przyznaję, ale Ty, Madziu, jak sądzę, świetnie mnie rozumiesz. Przyjaciół nie wyrzuca się z domu.

 

IMG_20201120_130717

Po lewej na dole – dodajmy – widać fragment pięknej patchworkowej narzuty, jednej z kilku, jakie zrobiła nasza starsza córka, Zosia.

(Aha!-  Zgred miał oczywiście rację – po lewej od portretu Papieża stoi encyklopedia Glogera)

Oto fragmenty fortyfikacji – z bliska:

 

IMG_20201120_130450

IMG_20201120_130628

IMG_20201120_131943

IMG_20201120_131206

IMG_20201120_130904

IMG_20201120_130856

IMG_20201120_132128

 

I na koniec jeszcze coś dla Dewajtis: zbliżenie portretu, który chciałaby mieć (przepraszam, że taki krzywy! Widzę, że muszę go oprawić na nowo!) – i już uciekam  do roboty!

Wasza

MM

 

IMG_20201120_130552

Fortyfikacje

 

Thomas Schmall; http://www.oxpal.com/

Mal. Caspar David Friedrich

 

Leopold Staff

ŁASKA

 

O, czuję, wiem, o, pewność mam:

Nie jestem sam, nie jestem sam.

 

Nade mną piecza tajnych rąk

Jak ponad ziemią słońca krąg,

 

Gdzie każde źdźbło ma z niego cień,

Co je okrąża cały dzień.

 

 

hills-and-ploughed-fields-near-dresden.jpg!Large

mal. Caspar David Friedrich

 

Leopold Staff

UKŁON

 

Niezrozumiała to chwila:

Gdy czasem idę ulicą,

Czoło się moje pochyla,

Jak gdyby przed tajemnicą.

 

Nic niezwykłego nie czuję,

Nawet nie myślę o niczem,

Nagle wiem, że się znajduję

Przed jakimś wielkim obliczem.

 

Gdy mijam tłumy i domy,

Niesposób mi się obronić 

– Choć nikt nie idzie znajomy –

Ażeby się nie ukłonić.

 

skrzynia

Fot. MM

 

A oto moja własna mała fortyfikacja, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy: tak, księgozbiór. I zdjęcia przodków. Pamiątki. Miniatura Chrystusa, którą w latach 60-tych podarowano mi (ukradkiem!) w ZSRR, gdzie byłam wraz z wycieczką studencką w celu obejrzenia zbiorów  malarskich Ermitażu. Jest i ładny portrecik, wycięty z czasopisma, a przedstawiający mój największy i niepodważalny Autorytet – stoi u mnie wśród książek już ponad 20 lat. Niezmiennie.

„Miłe życia drobiazgi” są tu także.

A wszystko razem wspiera mnie i ratuje przed zakłamaniem dzisiejszego świata, przed wulgarnością, tandetą i prostactwem. Bastion ze słów, myśli, obrazów i symboli.  Nawet już nie muszę sięgać po tych moich starych, drukowanych przyjaciół, by wiedzieć, co mają mi do powiedzenia – znam ich tak dobrze i tak długo. Ale wspaniale jest czuć ich przyjazną obecność i ich siłę. A wręcz – potęgę.

Zakładajcie swoje fortyfikacje! – naprawdę warto. Staniecie się niezwyciężeni.

Kilka słów o Księdze Gości: Sowo P, bardzo Ci dziękuję za pochodzący z roku 1939 cytat z Czechowicza – o potrzebie piękna. Nie znałam go. Jakże trafne i przejmujące słowa! – zwłaszcza gdy się zna dalsze losy poety (zginął 9 września 1939 podczas bombardowania Lublina). Można więc je odczytać  jako jego testament.

Witam serdecznie nowych Gości. Są to: April, Ania, Ada, Weronika, Jesienna, Tosia, Katka, Be-ta, Jesionek, Joanna, Jola, Annuszka (wiad.pryw.), AdamPolinka.

Adamie – i ja Ciebie pamiętam – chłopczynę wówczas! – z owych lat radiowych. Pozdrawiam serdecznie!

Anette – owa Wigilia Pod Rondem rzeczywiście zainspirowana została moim czytaniem, w Radiu Obywatelskim, świeżo napisanej „Noelki” – czułam się jednak trochę niezręcznie, kiedy mnie potem z tym cyklicznym wydarzeniem łączono. Rzeczywistość bowiem, jak to ona, odbiegła dość daleko od moich intencji.

Karolciu, witaj! – otóż, furtka ta prowadzi z ogrodu na podjazd przed domem. Kolor wybierała Emilia, moja córka, i to dość dawno, więc nie umiem Ci podać odcienia. Hortensje „Lime Light” wyrosły w tym roku wprost olbrzymie! Piękna odmiana, polecam.

Weroniko miła, cieszę się, że Ty się cieszysz na lekturę. Pozdrawiam Waszą Panią Polonistkę, a także koleżanki z klasy i mam nadzieję, że „Opium”  im także się spodoba.

Jolu ! – Trudno! –  się mówi, pisze się dalej. I mnie nie zachwycają czasy współczesne, a wszechobecność smartfonów i tabletów jest faktycznie niezłą trudnością w konstruowaniu akcji – ale takie czasy nam właśnie dano i musimy to traktować jako kolejne zadanie do spełnienia, kolejną próbę. Nota benenastolatka Polinka to aprobuje i jej rówieśnicy też! – a przecież ja głównie dla nich piszę! Nawiasem mówiąc, masz rację: ostatecznie to właśnie autor wie najlepiej, co napisać. Więcej: POWINIEN to wiedzieć najlepiej! – bo jest to jego zadanie i jego odpowiedzialność.

Piętaszku (wiad.pryw.) – tak jest, wskutek ogromnej frekwencji na tej (mojej autorskiej, przypomnijmy) stronie  musieliśmy się zdecydować na nowe reguły, stąd nowy kształt i charakter Księgi Gości.

KrzysztOfie, Anette, AgnieszkoO, Annuszko – bardzo, bardzo dziękuję za dobre słowo. Wzruszacie mnie!

Gio – dobrze wiedzieć… ale trzeba będzie jeszcze sporo poczekać. „Chucherko” odłożone do lepszych czasów, teraz skupiam się na „Jowiszu 2”.

Justyno z Brodnicy, miałabym Ciebie nie pamiętać?! – no, coś ty… tamto powitanie było dla Justyny K.

Wszystkim bardzo gorąco dziękuję za obecność i za tyle życzliwości – i przesyłam mocne uściski!

Trzymajmy się w pionie (moralnym)!

Wasza

MM

PS – Kochana Nutko, właśnie odczytałam Twoją wiadomość prywatną w KG – jakże się z niej cieszę! Dziękuję Ci bardzo za zrozumienie i pozdrawiam gorąco Was oboje!

Trzymajmy się, nie dajmy się!

IMG_20201104_135423

Wszystkie zdjęcia: MM

 

Józef Czechowicz (1903-1939)

JESIENIĄ

 

w  oknie chmur plamy deszczowa sieć

ogród to rdzawość czerwień i śniedź

w kroplach co ciężkie na brzoskwiń listkach

niebo kuliste błyska i pryska

 

słucham szelestów jesienny gość

mało wód szmeru szumu nie dość

czujnie czatuję rankiem przy oknie

gdy kwiat opada w kałuże ogniem

 

może usłyszę któregoś dnia

nutę człowieczą z samego dna

nutę co dzwoni mocno i ostro

a niebo cale dźwiga jak sosrąb

 

IMG_20201104_131644

 

Leopold Staff (1878-1957)

DNIE CORAZ KRÓTSZE…

 

Dnie coraz krótsze, od mgieł co dzień chmurniej,

Rankiem mróz ścina w igły stawu płytę.

Z drzewami stoczył wiatr ostatni turniej

I legły liście na ziemi pobite.

 

Smutna ma dusza, opuszczona srodze

Przez siostry: miłość, wiarę i nadzieję,

W dal bezprzytulną idąc staje w drodze

I w suchych liściach zziębłe ręce grzeje.

 

IMG_20201104_131245

 

Beata Obertyńska (1889-1980)

LISTOPAD

 

Na zachodniego nieba morelowym złocie

krążą, zawracają w locie,

na skrętach nikną przejrzyście

czarne, kraczące liście…

    ..                           I znowu syk na obwodzie

   ..                            czarnego obłędu tęsknoty

   ..                             która je w sejmy zwiewa…

To w zmierzch listopadowy, morelowo złoty

czarne, umarłe liście

żegnają drzewa…

 

IMG_20201104_131402

 

Kazimierz Wierzyński (1894-1969)

BŁAHE ZDARZENIA

 

Przyjaciółmi naszymi są błahe zdarzenia

Trudno niemal powiedzieć jak nic nie znaczące –

Co dzień przez ciepłe okna przelewa się słońce,

I niebo za oknami codziennie się zmienia.

 

Drzewa w jesiennej sierści gładziutkiej i śliskiej

Stadem ogród zaległy i stoją, jak sarny,

W górze, w swojej wesołej trosce gospodarnej

Skaczą rude wiewiórki i strącają szyszki.

 

Wieczór napełnia ciszę dzikich gęsi krzykiem

I z nimi za widnokrąg różowy odlata,

Z modrzewiów wiszą nitki, jak siwizna świata,

Opalona brązowym, smagłym październikiem.

 

I zaprawdę nic więcej tutaj się nie dzieje,

Dzień do dnia jest podobny, jak dwie krople wody.

Wracamy pośród nocnej, wyniosłej pogody

Do domu, który kręgiem zamknęły aleje.

 

I z tych najbłahszych rzeczy nagle się wytwarza,

W niedocieczony sposób wzbija się, wyrasta

Jakaś powaga wielka, jak łuna znad miasta,

Powaga tej miłości, która aż przeraża.

 

IMG_20201104_130652

 

Po tej okolicznościowej dawce mglistej melancholii spieszę z krzepiącymi okrzykami, dziarskim przytupem i gorącą herbatą (plus miód, cytryna i odrobina rumu). Ależ co tam te poetyckie westchnienia, trzymajmy się mimo wszystko, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Listopad nam nie pierwszyzna, a i czasy bywały gorsze. Odwagi!

Dodatkowo rozgrzewa mnie lektura Waszych wpisów w Księdze Gości – dziękuję za wszystkie dobre słowa – i o Jeżycjadzie, i o „Jowiszu” – oraz za uściski i nawet całusy z dubeltówki! Jestem pełna wdzięczności i radości!

Witam serdecznie nowych Gości w naszej Księdze! – są to: Michalina, Joanna, Ada, Ola, Basia, Emilia, Kasia D-PTysia, Justyna, Tosia, Miłka, Małgorzata – babcia Siunia, Oliwia i Zosia.

Anette, tak bardzo się ucieszyłam Twoimi pochwałami pod adresem „Kalamburki”! – ta  powieść kosztowała mnie ogromnie dużo pracy i w dodatku  nerwów. Kończyłam ją – oczywiście na termin! – resztkami sił, a po oddaniu tekstu wydawcy natychmiast się ciężko rozchorowałam. Potem nie mogłam na nią patrzeć bez bólu głowy, ale kiedy mi wreszcie wszystko przeszło, zrozumiałam, że napisałam być może najlepszą swoją książkę i od tej pory cieszę się za każdym razem, gdy ją ktoś docenia.

Różo Wiatrów, ależ oczywiście, że stryj Józeczek był na weselu Dorotki, z małżonką, oczywiście! Nie mogliby nie przybyć! – ale znikli w tłumie tych wszystkich, których nie wydobyłam na pierwszy plan. A wszyscy wszak na pierwszym planie być nie mogą!

Małgorzato, w nowej odsłonie tej strony nie przewidujemy możliwości odbierania przesyłek, więc tylko wyobrażam sobie  ten piękny jesienny wieniec. Dziękuję też za miłe wieści o Amelce, którą niniejszym czule pozdrawiam!

Miłko – pytasz, czy w „Na Jowisza 2” zmieści się Chodzież i Kowalikowie – o, nie wiem, doprawdy – raczej wątpię. Już teraz mam mnóstwo materiału do tego drugiego tomu, obawiam się, że znów będzie konieczna surowa autoselekcja!

Zosiu (wiad.pryw.) – chyba muszę odmówić Twojej prośbie o wywiad: mam strasznie mało czasu, coraz jakby mniej. Muszę go skąpić! Nie gniewaj się!

Buczyno – cieszę się z Nowej Czytelniczki (i przesyłam jej uściski) – tak, powiedz jej, że portret Józefiny miał być już w pierwszym „Jowiszu”, ale się nie zmieścił. Może i lepiej – teraz ją namaluję jeszcze ładniejszą! Co do krzyżówek jeżycjadowych – KC Bożena przygotowała ich wielką ilość, a Akapit Press szykował się do wydania tych pyszności w formie książkowej. Nie wiem, jak teraz wyglądają te plany, warunki się mocno zmieniły. Miejmy nadzieję, że ta książka jednak się ukaże i że wszyscy  będziemy mogli się nią nacieszyć!

Justynie K (wiad.pryw.) dziękuję za wiadomość o naruszeniach moich praw autorskich na wiadomym blogu frustratek – nie pierwsze to i nie ostatnie takie wydarzenie, więc przyjmuję je ze zwykłym stoicyzmem. Oczywiście wiadomość od Ciebie przesłałam mojej prawniczce, która z pewnością się tym zajmie. Mnie na to szkoda czasu.

Tysiu kochana, miło mi, że chcesz mi przysłać prezent, ale prawdę mówiąc zupełnie mi wystarczy, że wpiszesz się czasem do Księgi Gości i będę mogła się do Ciebie z tej okazji uśmiechnąć!

Oliwio – córeczka Melania! No, coś podobnego! Będzie Milą czy Milusią? Całusy ode mnie, a dla Twojej Mamy pozdrowienia!

Kasiu D-P, a to by się pan Czesław Miłosz ucieszył!

Wszystkim dziękuję, wszystkich mocno ściskam –

Wasza

MM

 

IMG_20201022_114425

 

Dziś na dyniowo!

peter,peter

……..„Peter, Peter, pumpkin eater” – ilustracja Jessie Willcox Smith do książki „Mother Goose” (1914)

 

Tu się bardzo lubi dzieci, jak wiadomo!

Wszystkie!

A że zarazem lubi się i dynie (za ich kolor przede wszystkim, ale i za formę tak imponującą oraz zabawną, za solidność, za pożyteczność, a także walory smakowe), trudno nie przypomnieć sobie natychmiast o  dyniach i dzieciach w twórczości znakomitej amerykańskiej malarki Jessie Willcox Smith (1863-1935), która sławę i ogromną popularność zawdzięczała właśnie portretom dzieci i ich matek. Jej śliczne, dziś może nieco już staroświeckie, lecz kiedyś nowatorskie i wielokrotnie nagradzane ilustracje do książek dziecięcych (patrz: Charles Kingsley, „Water Babies” na przykład) powstawały po pracowitym i starannym przygotowaniu z natury. Sama bezdzietna, miała w znajomych rodzinach wielu małych przyjaciół, których zapraszała do swojej pracowni na ciepłe mleko, ciasteczka i opowiadanie czarodziejskich historii. Zauważyła bowiem, że dziecko, słuchając baśni, patrzy opowiadającej osobie prosto w twarz, zastyga, jak oczarowane – a to pozwala bez przeszkód naszkicować – opowiadając – zarys jego portretu.

Domalować potem takiej zasłuchanej parce troskliwą Gąskę to doprawdy kwestia chwili!

 

The_Jessie_Willcox_Smith_Mother_Goose

 

Korzystając z dyniowej i jesiennej sposobności, pozwolę sobie teraz opublikować przepis własny – twórcze przetworzenie słynnej „Zapiekanki Kopciuszka”, którą zarekomendowała nam kiedyś Kochana Czytelniczka Sowa P. Potrawa Sowy była pyszna, lecz mając tu, na wsi, niejakie trudności ze zdobyciem sera gorgonzola, następnym razem użyłam innego (nawet feta się sprawdził!) a potem już zmiany oraz udoskonalenia same się prosiły.

A więc… dawajcie mi tu dynię!

 

Jessie_Willcox_Smith_2076_Cropped_master

mal. Jessie Willcox Smith

 

TARTA DYNIOWA  „JESSIE”

Kruche ciasto na spód potrawy należy wykonać ze składników następujących:

125  g mąki pszennej

125 g mąki semolina (ale jak się jej nie ma, całe 250 g zwykłej mąki też może być)

pół łyżeczki soli

150 g masła

2 jajka

solidna garść drobno utartego parmezanu. Tak, ser DO CIASTA!

Zagnieść. Po uformowaniu gładkiej kuli – odłożyć na pół godziny do lodówki.

W tym czasie usmażyć na 1 łyżce masła 2 drobno poszatkowane cebule.

Kawałek dyni (ok. 3/4 kg) obrać, pokroić w kostkę i dorzucić do zrumienionej cebuli, dodając 3 łyżki wody. Przykryć i gotować na małym ogniu, aż dynia zmięknie. Dodać łyżeczkę brązowego cukru, sól do smaku, zgnieciony ząbek czosnku, nieco pieprzu cytrynowego lub białego, nieco szałwii albo estragonu, lub tymianku (wszystkie te zioła pasują do dyni). Widelcem (lub praską do ziemniaków) rozgnieść masę dyniową na purée.

Rozwałkowanym ciastem wyłożyć formę, posmarowaną masłem i wysypaną odrobiną semoliny (lub bułki tartej). Rozłożyć na cieście masę dyniową.

1 duży por umyć, poszatkować na cieniutkie wiórki, Nałożyć obficie na masę dyniową. Można dorzucić nieco drobniutko pokrojonej zielonej papryki lub innych pyszności (oliwki? Wędzona szynka? Boczek? – jak kto lubi).

Po wierzchu rozłożyć sery: feta, mozzarella, parmezan tarty.

Piec na średnim ogniu ok. pół godziny, do zrumienienia brzegów ciasta.

Zaprosić dzieci!

 

6c416cce87ac2f2decb9e5273471c279

mal. Jessie Willcox Smith

 

A na zakończenie przywitam jeszcze nowych Gości w naszej Księdze – są to:

Krystyna – której bardzo dziękuję za doskonałe zrozumienie moich intencji,

Kasia oraz  Zofija – które zapewniam, że to właśnie możliwość dodawania otuchy i podnoszenia na duchu tak bardzo mnie cieszy w mojej pracy i daje mi poczucie sensu,

Agata – którą ściskam i proszę o pozdrowienie sióstr oraz czytających młodzieńców,

Karolina – której wyznaję, że znajomość języków obcych zawdzięczam – poza normalnymi lekcjami – uczeniu się na pamięć wierszy w oryginale oraz czytaniu niezliczonych książek, także w wersji oryginalnej,

Misia – którą zapewniam, że mam Tygrysiątko na oku i na uwadze, podczas gdy ono sobie rośnie

i Michalina – którą witam serdecznie w naszych gościnnych progach.

 

Wszystkim dziękuję za dobre słowo, a Marii Annie (wiad.pryw.) – za to, co zwykle! Bardzo, bardzo!

Iskro – przyjmij serdeczne gratulacje i ucałuj ode mnie Iskiereczkę w samo czółko!

 

Uściski ogrzewające i krzepiące dla wszystkich –

Wasza

MM

 

3d881226995dda6ca93baf9596e4b5cb--jessie-willcox-smith-autumn-scenes

mal. Jessie Willcox Smith