Od Piętaszka

KC Piętaszek napisała:

Przypomniał mi się ogród… wcale nie angielski, tylko wręcz francuski stworzony od podstaw przez parę tamtejszych architektów w samym centrum Francji.  Ponad dwadzieścia lat temu urzekło ich opactwo Notre-Dame d’Orsan położone w centralnej Francji. Zapragnęli oni odrodzić tam to, co zostało z jego liczącego prawie 900 lat ogrodu. Właściciele, przystępując do prac analizowali plany opactwa Saint-Gall w Szwajcarii pochodzącego z tej samej epoki co Orsan, słynne „Godzinki” księcia Jeana de Berry zawierające kalendarz z miniaturami ilustrującymi kolejne miesiące i odpowiadające im prace ogrodnicze, a także spisy roślin. Szperając w historycznej dokumentacji, odkryli, że ogród w Orsan był słynny w średniowiecznej Europie. Z tego powodu postanowili nie tyle go zrekonstruować, co odtworzyć jego nastrój. (…)To miejsce jest przepiękne i przenosi w czasie, a dla jego twórców jest sensem życia oraz manifestem artystycznym.

 

Piętaszku, bardzo Ci dziękuję za ten trop!

Poszukałam zdjęć z tego opactwa i wybrałam coś dla moich KC i DC – a jest z czego wybierać!

Oto jeden z przykładów – tak wygląda na przedwiośniu miejsce altankowe, uwite z wikliny, a może jakichś innych giętkich gałązek, z wykorzystaniem istniejących zarośli:

 

orsan

 

A tak się zmienia w parę tygodni później:

 

fenetre-charme

(zdjęcie ze strony Villa Ursinus)

 

orsan2

(Zdjęcie pochodzi z blogu: stiligahem.se)

 

Chciałoby się mieć takie miejsce do czytania, prawda?

Kto wie, może się uda jeszcze w tym roku uwić podobne gniazdko!

A skoro o gniazdkach mowa: w opactwie  jest ich bardzo wiele. Także dla ptaków, na przykład takie, bardzo pomysłowe:

 

nichoirs

 

Albo takie:

 

aqua

(oba zdjęcia ze strony Aquarelle, jardin)

 

No!!!

Chyba trzeba natychmiast brać się do roboty! Ostatni to moment!

Cześć! Dzięki, Piętaszku!

Znikam w ogrodzie.

MM

152 przemyślenia nt. „Od Piętaszka

  1. Ech, Jadziu, szkoda dobrej herbaty!
    No, chyba że dobra nie jest. Ale kto by taką pił?

    Uwaga: nikt mnie dziś jeszcze nie nabrał. Tradycja zanika, czy co?
    Wszystko dlatego, że codzienna rzeczywistość coraz częściej przypomina żart primaaprilisowy.

  2. Dzien dobry Wszystkim.Tak dzis Prima Apirilis.Ja juz kilka zartow zrobilam:Mamie telefonicznie,coreczce,kolezankom coreczki w drodze do szkoly.Wszystkich udalo sie nabrac.Teraz kolej na meza:-)p.s
    A dzisiaj planuje na kolacje zrobic pierogi Hildegardy.Ciekawe czy dzieciom posmakuja.Pozdrawiam

  3. Dzien dobry kwietniowo! Nasz 12-letni Daniel dzis rano zaczal wrzeszczec, ze w pokoju jest ogromny karaluch – przybieglismy wystraszeni, a to byl jego primaaprilisowy zart! :)

  4. A więc to dziś trzeba się przygotować na sól w cukierniczce? ;)
    Pozdrawiam i życzę pięknego, słonecznego dnia!

  5. Aha, krzew LUB drzewo. A istnieje około 50 rodzajów tamaryszku, który jest rośliną stepową i pustynną. Rośnie naturalnie w Europie południowej, a także w Izraelu, Azji Mniejszej i Afryce północnej.
    Chyba słusznie zdawało mi się, że ta roślina występuje w Biblii.

  6. W imieniu kwiatów dziękuję z przejęciem!;)
    Tak, tamaryszek jest uroczy. Krzew czy drzewo? Muszę sprawdzić, czym jest właściwie.

    Jas, wpisz tu swój adres mailowy, Adminki się odezwą i przekażą zdjęcie Gio.

  7. Chciałabym dodać, że moim ulubionym krzewem oprócz oczywiście róż, jest tamaryszek. Nie daje mocnego cienia, ale taką zielonkawą mgiełkę. Nie jest zbyt wysoki i pod koroną tworzy taki ładne komnaty. Kwitnie tak śmiesznie, malutkie kwiatki oblepiają gałązkę i ona różowieje. Nie jest to bardzo zjawiskowe, ale miłe i zskakujące, bo czeka się na liście, a tu krzak różowieje. Forsycja jest efektowna i cieszy wzrok, przez dwa tygodnie żółta, a potem ładnie zielenieje, ale później ma ciemne liście i tworzy się taki mur. Lubię ją ale z dalszej odległości. Na niewysoki żywopłot lubię zielony berberys, można go przycinać samemu, widać zza niego świat. Co do kwiatów, to jestem wpatrzona i wsłuchana w Panią Małgosię.

  8. Gio chętnie pokażę graficzkę, chętnie. Droga Nasza Autorko, czy nie sprawiłoby kłopotu, gdym przesłała jakieś zdjęcia?

  9. Ja się zapatrzyłam głodnym okiem na fiołki DUA. Dziś zrobiłam drugie podejście do konfitury, już jestem bliska ideału. Po niedzieli będzie trzecia próba, jeśli jeszcze fiołki dopiszą.

  10. Dobranoc!
    Przy takim księżycu dobrze się śpi.
    (Albo źle, jeśli się człowiek za bardzo zapatrzy)

  11. O, i ja miałam pracowity dzień.
    Chwasty już ruszyły do boju!

    Wszystko szybko rośnie, a kiedy się siedzi spokojnie w ogrodzie – w ciągu godziny da się zaobserwować zmiany! Na przykład – w ilości otwartych kwiatków forsycji.

  12. Czy można użyć zwykłej mąki pszennej? Wiadomo, że to nie będzie to samo, ale nie mam tamtej mąki pod ręką.

    Dzisiaj był pracowity dzień w ogrodzie i była prześliczna pogoda, ale gdy plewiłam krzaczki pokłułam sobie ręce i teraz wyglądam, jakby mnie napadło stado wściekłych kotów. Mimo wszystko warto się było poświęcić. :) Teraz wygląda o wiele ładniej.

  13. Tak! Hildegarda uważała, że orkisz powinien się znaleźć w każdym posiłku w ciągu dnia, choć mógł pod różną postacią.

  14. Wyglądają na pyszne!
    Św. Hildegarda była wielką zwolenniczką mąki orkiszowej. Twierdziła, że orkisz ma, oprócz odżywczych, także walory lecznicze.

  15. Leniwe pierożki Hildegardy :

    60 dag dobrego twarogu
    20 dag mąki orkiszowej
    2 jajka
    słodka śmietanka
    cynamon i cukier

    Twaróg rozdrabniamy, dodajemy mąkę i jajka, wyrabiamy. Formujemy wałeczki i po skosie kroimy pierożki.
    Wrzucamy do lekko osolonego wrzątku. Wyjmujemy gdy pierożki wypłyną na powierzchnię. Po wyjęciu polewamy je śmietanką, posypujemy cynamonem i cukrem.

  16. Miód gryczany jest bajeczny! Ostry w smaku, aromatyczny, ciemny.
    Najlepszy do pierników.

    Idę wykopywać pierwsze chwasty.

    Fiołków – zatrzęsienie!

  17. Dla Molika – miodki najlepsze na przeziębienia i na odporność : akacjowy, gryczany, malinowy, lipowy, spadziowy, koniczynowy, wielokwiatowy (ze sprawdzonych źródeł) . Św. Hildegarda zaleciłaby też pewnie wyciągi z jeżówki purpurowej i aloesu, ale można je stosować tylko w ściśle określony sposób pod opieką dorosłych. Trzymaj się Moliku !:).

  18. Racja, racja. Jak to wspaniale móc obywać się bez tylu rzeczy!
    Idę przekopywać trawnik.

  19. Magdo Z. może masz inny gust. Nie warto się śpieszyć, co nagle to … .
    U nas jest ciemno toteż lubię jasne rośliny np. akacja cały rok ma jasnozielone prześwitujące słońcem liście, nie jest też wysoka. To dobrze, bo u nas jest duszno i jak mówi mój mąż zimna sauna, to też wolę niższe drzewa, bo jest trochę przewiewu. Ale śliczna jest jarzębina, choć ma ciemne liście, ale nie duża i ptaki ją lubią, trzeba się z nimi dzielić tymi ślicznymi kulkami. Bez jest super, ale koło trawnika, bo łobuz lubi się rozrastać, a na rozrastające się drzewa najlepsza kosiarka. Warto zobaczyć co kiedyś sadzili ludzie z okolicy. Tylko to przemyśleć.
    W Polsce była tradycja sadzenie jednego dużego drzewa na podwórku, wiadomo, daje cień. Ale iglaste drzewa moim zdaniem lepiej zostawić lasom, tam im lepiej, bo trzeba je w końcu przycinać, a wiadomo jak tacy inwalidzi wyglądają. Można zawsze jedno mieć, dla pionu w kompozycji, no i są rzeczywiście piękne. Ale bardzo wyciągają pokarm z gleby. Mądrość wieków.
    Ludzie robią z iglastych żywopłoty, ale to już w uchu dziwnie brzmi. Mylą choinki z takim karłowatym świerkiem, specjalnym gatunkiem, który stosowano przy kolei, by osłonić tory przed śniegiem. Czasami jak jedzie się koleją to widać resztki takich żywopłotów, ale to myli.
    W Gdańsku, Niemcy mieli inny gust niż ja, kochali potężne drzewa i ciemne żywopłoty. W lecie te parki dają ulgę, bo można nimi przewędrować w chłodzie kawałek miasta, ale Polanie nie przepadają i człowiek męczy się w upale. Za to na działkach już robią po swojemu. To jest jak powieść detektywistyczna: jaka roślina, co, kiedy, po co?

  20. Tak, Taschen ma na koncie kilka takich pięknych książek lub kalendarzy ze starymi rycinami botanicznymi. Mam kilka (jeden kalendarz właśnie z obrazkami Beslera).
    Ale nie kupuj, Sowo, chyba nie warto, ja swoje obejrzałam i więcej nie zaglądam. A poza tym to wszystko jest w sieci. Nawet można sobie wydrukować i zrobić np. osobisty papier listowy.

  21. Słoneczne dzień dobry!

    Podziwiam od rana przepiękne ilustracje zielnikowe z „Hortus Eystettensis” Basiliusa Beslera, z 1613 roku. Niedawno wydane przez Taschen jako „Besler’s Florilegium”. Walczę z sobą, by nie kupić…

  22. Piętaszku, u mnie też było oczko, ale w domyśle.

    Płatki róży w cukrze robimy co roku. Na szczęście róże są wydajniejsze i tak aromatyczne, że przyjmą każdą ilość cukru.

    Jeszcze muzyka na dobranoc:

    Rodrigo de Ceballos – „Hortus conclusus”.
    Stile Antico.

  23. Fiołkowa konfitura… mmm… to musi być coś wspaniałego. Może kiedyś spróbuję.
    I jeszcze różaną koniecznie.
    Tymczasem w niedzielę nazbieraliśmy sporo młodziutkich pokrzyw, zdrowo nas poparzyły, ale soku w nich było malutko. Szkoda, bo czytałam, że bardzo zdrowy.

    Dziękuję i ściskam mocno!

  24. Sowo, Sowo ! :) Człowiek istotą niedoskonałą jest i zawsze zapewne był, ale szczytnych ideałów odmówić mu nie można i o nich raczej mówiłam, a widziałaś przymrużone oczko na końcu ?

  25. Niewątpliwie ta konfitura ma potencjał. Nawet w wersji przesłodzonej jest królewską delicją. Ale to produkt luksusowy, jak na królów przystało – z litrowego słoja kwiatków wychodzi zaledwie mały słoik dżemowy konfitury.

  26. Justysiu, i nawzajem! Szczególnie się to przyda Molikowi, biedny, znowu go coś zbiera.

  27. Sowo P. a my sobie kilka tygodni temu mówiliśmy na historii właśnie o renosansie.:)

  28. Ann jest najbardziej doświadczona z w sprawie Pomponelli. Dzięki Ann, myślę więc, że i moja róża jeszcze dorośnie, skoro powinna być duża. Na razie mam ją niecały rok. Pozdrawiam.

  29. Jas, jest sporo miejsca na drzewa, a na trawie można rozłożyć kocyk i poczytać. Zdecydowanie nie mam takich ambicji jak ogrodnicy francuscy.

  30. Bardzo ładne.
    Czy Beatuszka przeczytała o konfiturze z fiołków? Pod jej rączką cudowną wyszedłby z tego prawdziwy poemat.
    Beatuszko, cieszę się, że już w domu jesteś.
    Serdecznie pozdrawiam!

  31. O, w renesansie też o fiołkach śpiewali, posłuchajcie:

    Clemens non Papa: „Au ioly bocquet croist la violette”.
    Orlando Consort.

    Tekst tego utworu to jeden z przykładów na dawno wymarły gatunkek poetycki zwany fatras – średniowiecznej poezji purnonsensowej. W utworze Clemensa tylko połowa wierszyka:

    Au joly bocquet
    Croist la violette.
    Je vis hier Jaquet,
    Dire a Michelette:
    Faisons un banquet,
    Sur ce verd tronquet.
    Lors de sa malette,
    Belle et joliette,
    Tira un pacquet.
    Voire dict la fillette.
    Au joly bocquet,
    Croist la violette.

  32. Jas, Ozdobniczko, z konfiturą jestem jeszcze w fazie eksperymentalnej, jak osiągnę ideał proporcji, to dam znać. Jeśli chodzi o ilość fiołków – do konfitury wejdzie każda ilość kwiatków. Im więcej, tym lepiej. Jeden przepis internetowy podaje poroporcje 2 litry fiołków na pół litra wody, ale żeby zebrać taką ilość, trzeba by mieszkać w lesie. Ja uzbierałam ledwie jedną wysoką szklankę, a po obraniu kwiatków z szypułek (to najnudniejsza część tego przedsięwzięcia) zostało raptem pół szklanki płatków. Po utarciu ich z cukrem i sokiem z cytryny było ich już ledwie dwie łyżki. Rozpuściłam je potem w 300ml gorącej wody z 200g cukru i łyżką pektyny. Wyszła zdecydowanie za słodka, następną będę dosładzać stopniowo, maksymalnie dam 100g. Nadmiar cukru przyćmiewa aromat fiołków.

    Piętaszku, ja tam nie wiem, czy na dworach specjalną ascezę uprawiali. Może po prostu grubsze ubrania mieli.

    Milesale, do usług.

  33. W kwiecień siè pièknie ów wierszyk wplecie droga pani Małgosiu, oj tak.
    Szanowna Sowo P. dzièki za cytat z Kubusia P. Gèba mi siè wciàż uśmiecha.

  34. Sowo, czy mogę nieśmiało poprosić o przepis na konfiturę z fiołków? Jestem niewprawioną kucharką, a to brzmi pysznie :-).

    Aha, ja jeszcze odnośnie forsycji. Przed moją szkołą kwitną, ale na razie jest ich mało. Takie piękne kwiaty, a tak krótko można je podziwiać.

    A jutro wybieram się na konkurs z języka polskiego. Który etap, nie jestem pewna, ale chyba wojewódzki. Czy można Lud Księgi i DUA prosić o kciuki od 13.00? Dziękuję.

  35. Jas, a obejrzyj sobie w sieci prześliczną różę angielską „Constance Spry”. Nie to, że polecam: sama nigdy jej nie miałam. ale od lat ją podziwiam na zdjęciach z angielskich ogrodów i zawsze o niej marzyłam.
    Waham się właśnie, czy kupić, a jeśli tak – gdzie ją, u licha, posadzić?!
    Nie powinna być na słońcu przez cały dzień, bo łatwo omdlewa. Musiałaby mieć miejsce bardzo specjalne, do południa w słońcu, potem – w półcieniu.

  36. Aaaa! Blanko! :-) A ten „mój” był przy Reducie Wolskiej. Specjalnie wysiadłam z tramwaju i zawróciłam o jeden przystanek, żeby zrobić zdjęcia.
    Jas, bardzo jestem ciekawa tego portretu.

  37. Róża królowa pośród kwiatowego dworu. Od razu lepiej się wymyśla ogród! To może jeszcze coś angielskiego. Tak naprawdę, podziwiam to, co zrobili z różami i z paroma innymi rzeczami w ogrodzie.

  38. Bezlistny platan z „jeżykami” na tle nieba rosnący na Mariensztacie-popstrykalam kiedyś temu zjawisku kilkanaście fotek telefonem żałując wielce, że nie mam z sobą aparatu.

  39. Ryśku i Ozdobniczko, dziękuję za piękne zdjęcia!

    Milesale, a to może ja go przytoczę – w którymś kwietniowym wpisie na przykład!

  40. Dzień dobry, siedzè w pracy i czytam wiersze o wiośnie, za oknem deszcz na przemian ze słońcem, pewnie bèdzie tècza.
    Tuwima wiersz o brzòzce kwietniowej ładny, bym chètnie ‚wkleiła’, ale nie śmiem, bo może za długi..

  41. Ja też Gio, ja też! Zrobiłam kiedyś jednemu drzewku portret graficzny, bo są bardzo graficzne. Nie przeszkadza mi zimno, zwłaszcza od kiedy kolega marynarz sprezentował mężowi spodnie na sztorm. Przez ten nasz zimny klimat jest u nas bardzo graficznie. A na działkach widać o tej porze ogrody dziwnych przedmiotów ukryte w lecie pod roślinnością. Lubię przedmioty, nie byłam taka najgorsza z rzeźby! Tylko jakoś ciężko skupić się na pracy, ciągle myślę o jedzeniu stąd te kolorowe, jadalne.

  42. Jas, pięknie napisałaś o tym sweterku i o „przedmiotach” wyrastających z ziemi albo na drzewach. Dla mnie jednym z tego rodzaju odkryć był platan klonolistny w porze bezlistnej, a dokładniej – jego owocostany w formie jeżykowatych kulek na szypułkach. Wyglądał jak obwieszony bombkami. Cudowny, zwłaszcza na tle błękitnego nieba.
    A tak w ogóle pewnie jestem w mniejszości, ale lubię drzewa w porach bezlistnych. Czasem napatrzeć się nie mogę, jak doskonale zostały zaprojektowane i jak kunsztownie wykonane. Co za Umysł, co za Ręka! :-)

  43. Artur Bell i Pomponella, piękna z nich będzie para!
    Hildegarda hodowała chyba delikatne roślinki, ziółka, trawki. Ładnie by wyglądały w miedziorycie. Znałam kiedyś pewną Niemkę, która przyniosła mi bukiecik z kilku ziółek i powiedziała, ze takie bukieciki najbardziej lubi, bardzo mnie wtedy to zdziwiło, bo bym tego nie nazwała bukietem, ale to mi się udzieliło. Te skromne roślinki mają bardzo fantazyjne kształty. Nasza córcia też robi delikatne bukieciki z babcinych ziółek, ciągle z tych niepozornych roślin wymyśla coś nowego.

  44. O, wiadomość prywatna (dlaczego?) od Ann: musi sprostować.

    „Muszę sprostować – u mnie Pomponella to nie drobna różyczka, ale solidny krzew, wysoki, oblepiony pomponikami róż w wielkich gronach, i to już po dwóch latach. Może się jednak Pani skusi? Co więcej, świetnie przetrwała zimę.”

    A ja wobec tego muszę zamieścić to sprostowanie!:)

    Jas, w najpiękniejszych angielskich ogrodach róże rosną sobie w najlepsze pośród lawendy, ostróżek, margerytek etc.- otoczone nimi jak królowe orszakiem.
    Za to nie lubią rosnąć zbyt blisko siebie, tj. róża przy róży. Potrzebują dystansu od sióstr.

  45. Hildegarda oj tak, tak, na bookcrosingu znalazłam jej książkę kucharską, trudne.
    Dziś prznieśliśmy ostatnią dynię, ach jaka piękna, pod spodem żółta, a na wierzchu ma taki jakby sweterek robiony na drutach z beżowej nitki. Mąż swierdził, że żal kroić. Bardzo lubię te przedmioty o tak różnych kształtach i kolorach, które co roku wyrastają z ziemi lub na drzewach! Czasami geometryczne, a czasami nie, nie przewidywalne, o różnej fakturze, aż chce się je brać w ręce. Mieliśmy marchewkę która miała długości ok 40 cm, a szerokości ok 9 cm. Moja mama wcale się nie zdziwiła, bo tak wyrosła na torfowej ziemi, a w środku była słodka i bardziej pomarańczowa od pomarańczy.
    Magdo Z. pół hektara to bardzo dużo, kto chciałby uprawiać taki wielki ogród! Teraz wydaje mi się, że wystarczy jedna parkowa róża i jest ogród. Czytałam, że róze nie lubią innych roślin to prawda? U mnie były takie zagubione wśród innych roślin, a jak je zebrałam razem, to takie szczęśliwe i uśmiechnięte.

  46. Dzień dobry :) O, to i muzykę komponowała ! Co za kobieta.

    Słucham i uszom nie wierzę! Hymn do Ducha Świętego, to jej muzyka! Sporo można znaleźć w internecie. Piękne, anielskie głosy.

    Sowa pewnie nie raz o niej wspominała, ale ja wstyd przyznać nie znałam Hildegardy od strony muzycznej. Najwyższy czas to nadrobić.

  47. Dzień dobry!
    We Wrocławiu kolejny piękny wiosenny dzień. Kwitną krokusy, zawilce, złoć żółta i forsycje. Jest ciepło i słonecznie.
    Jak dobrze być już w domu.

    Madziu, pamiętam Czasodziejkę, pamiętam :)

  48. Nie powidła, tylko konfitury, Jas!

    Piętaszku, o koszeniu ławki pomyślałam natychmiast. Trzeba by mieć ręczną, lekką kosiareczkę.

    św. Hildegarda: tak jest!
    A ileż ona wiedziała i umiała! Jedna z czterech kobiet, ogłoszonych doktorami Kościoła. Potęga!

    Mam płytę z muzyką kościelną, którą skomponowała. Piękna.

  49. Dzień dobry,
    czytam Wasze zajmujące wpisy o ogrodach i nie wypowiadam się, bo się na tym nie znam (może w przyszłości, mam sporo przestrzeni wokół domu, niecały pewnie hektar, ale jednak ponad pół), ale cały czas przypomina mi się znana piosenka „Pamiętajcie o ogrodach…”, dzielę się tym uporczywym skojarzeniem, bo bardzo lubię Jonasza Koftę.
    Dobrego Dnia Ulubionej Autorce i Gościom Ulubionej Autorki.

  50. Te stare przyklasztorne ogrody tworzyli różni mnisi przez pokolenia, może niektórzy podobni do nas. Teraz mamy dizajn ogrodniczy i place zabaw dla roślin. Tylko czy tam można odpocząć?
    Sowo, na niektórych ludziach rzeczywiście można polegać, teraz to mnie zaskoczyłaś. Dzięki. Współczuję też kłopotów z ogrodem. Dużo pracy, ale jak to u nas: powolutku, aż do skutku.
    Oglądam znane ogrody na internecie, ten trud mnie przytłacza, zatęskniłam za zwykłym doniczkowym, jakie mają na balkonach oknach lub podwórkach w Paryżu nawet zwykłe konsjerżki. Klimat trochę zbliżony. Nie ma to jak prosty krokus czy fiołek.
    A jak robi się te powidła z fiołków, trzeba by mieć ich chyba ze szklankę?

  51. Nie zapominaj Sowo, że średniowieczne doskonalenie cnót wszelakich odbywało się poprzez ascetyczny tryb życia, a nawet umartwianie się. I takie posiedzenie sobie na mokrej trawie to była pewnie jedna z przyjemniejszych wówczas rzeczy. Ważny był też bliski kontakt z naturą i silne jej doświadczanie.
    Myślę, że jeżeli trawa jest odpowiednio pielęgnowana, a ziemia wewnątrz wystarczająco przepuszczalna, to nie ma się czego obawiać :) Tyle tylko, że w ogrodzie dojdzie jeszcze jedna czynność – koszenie ławki ;).

  52. Sowo, w istocie – bardzo piękny ten obraz. Malarz nieznany, niemiecki.

    Historia ogrodów jest fascynująca. Odkąd poczytałam o ziołowym ogrodzie Hildegardy von Bingen, coraz bardziej mam ochotę zagłębić się całkowicie w temat.

    Iskro, tak. W tym francuskim opactwie roi się od ogrodników i pracowników fizycznych. Pan architekt tylko wszystko zaprojektował. Dbanie o ten ogromny ogród to jest kolosalna ilość roboty, wierz mi.

  53. Na dobranoc:

    Johann Adam Reincken – Hortus Musicus IV in D minor.
    La Rêveuse & Benjamin Perrot.

  54. Molu, tak, bardzo smaczna to konfitura. Subtelna w smaku i aromacie, najlepsza bez dodatku pieczywa („Ale po co jeszcze chleb, Króliku? Nie rób sobie za wiele kłopotu”).

    Piętaszku, ale czy na tych ławach darniowych nie jest zbyt zimno i mokro w siedzenie? Szczególnie o poranku, gdy spadnie rosa?

    Jas, a poczytaj sobie o średniowiecznym hortus conclusus. Ciekawy wątek ogrodowo-biblijno-historyczno-sztuczny. Dużo obrazów maryjnych z ławami darniowymi. Podoba mi się szczególnie anonimowy obraz „Madonna on a Crescent Moon in Hortus Conclusus”.

  55. Jaka misternie uwita roślinność.
    Chciałoby się coś takiego mieć. Wystarczy jednak, że pomyślę ile tu pracy projektantów, ogrodników i włożonych funduszy i przechodzi mi chętka. Popatrzę sobie jednak na zdjęcia a odpocznę i poczytam już niedługo na własnej huśtawce pod lasem, spoglądając na róże, których nazw nie ogarniam.
    Słońce dotarło przedwczoraj również tu i wykorzystałam te dwa piękne dni do polepszenia jakości widoku na zieleń z domu, czyli wymyłam wszystkie okna. Ale ogród znowu wzywa..
    Z Gąsiątkiem zgadzam się w stu procentach.
    Dobranoc DUA i sympatyczny Ludu.

  56. Gąsiątko ma już 12 lat?! Niemożliwe to jest! A jeśli jednak, mimo wszystko , jest to możliwe, toż to już całkiem pokaźny Gąsiorek.

  57. O! To ciekawe. Nick czasodziejka wymyśliłam w 2009 roku, szukając pseudonimu w starej KG u Starosty.Beatuszka może pamięta, bo mi mówiła na jednym spotkaniu, że się jej spodobał. Nie wiedziałam, że jest taka książka, (data premiery 2016 – jak sprawdzilam). Może z ciekawości przeczytam. Dzięki Nutrio. :)

  58. Też lubię skanseny:) Najlepszy, jaki dotąd odwiedziłam, to Muzeum Wsi Lubelskiej w samym Lublinie. Świetne jest, całkiem jak to, które odwiedzają Ignacy i Agnieszka. Zagrody, sprzęty, ogródki i pola uprawne, zwierzęta, a nawet dworek i kościół – czynny! – a wszystko to na ogromnym obszarze. Bardzo gorąco polecam! Dobrej nNocy

  59. Paganel to zawsze coś mądrego powie:-) . Mimo, że jest taki roztargniony. Ci co czytali, wiedzą o czym mówię ;-)

  60. A, bardzo to ładne, Molu.
    „Przynajmniej rozgrzewa wewnętrznie”!
    Dobrze powiedziane, co?

  61. Po namyśle (sami chyba przyznacie, że długo się namyślałam… he he, po prostu zrobiłam sobie małą przerwę): oczywiście nie ,,Dzieci” są powieścią fantastyczną, tylko ,,Czasodzieje” (zauważcie, że nie ,,Czarodzieje” – garbatą literkę r zamieniamy na zgrabne s i wychodzi taki intrygujący, bardzo adekwatny do treści tytuł).
    Babciu Gąsko, skąd ja to znam… My jutro mamy kartkówkę. Też z przyrody. I ze skruchą przyznam, że również się nie uczę. W ogóle.

    Ps. Molu kochany, ,,Starosta” wielką literą.

    Ps.2 UŚMIECHY!!!

  62. O! To z Gąsiątkiem jesteśmy w bardzo podobnym wieku. A co do filozofii, to mam tu mały cytacik z „Dzieci kapitana Granta”:

    „-(…) Przekona się pan wkrótce, panie Jakubie,na własnej skórze, że pańskie ” gniazda” nie są wystarczającym schronieniem dla człowieka.
    -O! Z pewną dozą filozoficznego spokoju… -zaczął Paganel.
    -Nawet filozofia nie uchroni Pana od zniknięcia.
    -Oczywiście, ale przynajmniej rozgrzewa wewnętrznie.”

    No, może nic poruszającego, ale taki mały fragmencik a propos.

  63. Park Oliwski pewnie wszyscy znają. Cystersi umieli wykorzystać wodę. Umieszczali swoje opactwa blisko niej. Tam też jest teraz ogród botaniczny, ale taki sobie. Za dawnych czasów musiało być tam przepięknie. W tych czasach wolę naturalny krajobraz.
    Mąż stwierdził dziś po prostu, że mamy na dużej działce tak ładny krajobraz, że nie potrzeba go kształtować, co nie znaczy, że nie wyhodował tam sobie winnej latorośli. Jedziemy tam w sobotę to może zrobię jakieś zdjęcia, ale to zupełnie typowy krajobraz. Róże tam powinny być. Bardzo lubię to nasze Pomorze, prawie nikt tutaj nie zagląda. Przepadam też za Podlasiem, w pobliżu Łomży, tam było kiedyś dużo dworów jak np. Dwór Lutosławskich w Drozdowie. W dzisiejszych czasach chyba najbardziej klimatycznie i spokojnie jest w skansenach, mój ulubiony to kurpiowski w Nowogrodzie.

  64. Ozdobniczko, dzięki za trop. Matt Hidalf na liście do przeczytania- już raczej na wakacje…
    Molu- lat ma 12 z hakiem. Co do filozofii- to w kwestii książek filozofia bardzo ok. Szkoda że stoicka w kwestii przyrody /tzn. jutro sprawdzian z przyrody, a on ze stoickim spokojem bawi się lego. Może dlatego, że dział- fizyka…/

  65. Dziękuję, DUA, za takie miłe słowa. Chciałam napisać coś konstruktywnego, ale chyba tylko się zarumienię. :)

  66. Nutko, lubię myśleć o tym, jak pojemna jest Twoja główka, znana mi niemal od dziecka.

  67. Dzień dobry!
    W książkach Brandona Mulla zaczytywałam się jeszcze w liceum, absolutnie zachwycona. Natomiast jednych „Zwiadowców” kończyłam jeszcze na studiach, kiedy przyszedł czas na czytanie książek które są na półce, ale jeszcze ich nie ruszałam.
    Ostatnio zauważyłam, że – jako że nie mam zbyt dużo czasu na czytanie czegoś innego niż artykuły naukowe i podręczniki i przerzuciłam się na słuchanie – masę frajdy sprawia mi „polowanie”. Siadam i myślę co też bym mogła przeczytać. Później namierzam książkę w bibliotece albo w księgarni. A później pozostaje mi tylko zanotować w pamięci. ;)
    Serdecznie pozdrawiam!

  68. Na południowym zachodzie forsycja już kwitnie. Fiołki też już widziałam. My mamy dwie róże, ale, niestety, nie wiem jaki to garunek oprócz tego, że są pienne.

  69. Pietaszku,z najwieksza checia bym sie zamienila.Miec choc kawaleczek ziemi,to jest cos pieknego.A u ciebie dodatkowo music byc bajecznie.Pozdrawiam

  70. Ale-Piemonciku , nie wiem czy byś się zamieniła, ale ja to miejsce kocham od pierwszego spojrzenia. Ten cmentarzyk bardzo zarósł. Rośnie tam wiele krzaków bzu liliowego i białego. Zbieram się, żeby coś zrobić w sprawie zapobieżenia jego dalszej dewastacji, ale jest ciężko. Kto by tam chciał przeznaczać środki na XIX – wieczne poniemieckie groby…

  71. Gio (wiad.pryw.)- OK. Trudno.

    Justysiu, witamy wracającą z podróży!
    Dobrze, że opisałaś Pomponellę: nie chcę jednak drobnej różyczki. Zapodzieje mi się w moim dużym ogrodzie. Zresztą, ogrodnicy radzą, by sadzić od razu kilka krzewów tej róży, dopiero wtedy ją należycie widać.

    Goszu, dziękuję!

    Ryszardzie, dziś po raz pierwszy ujrzałam kilka rozwiniętych kwiatków na forsycji. To już teraz kwestia dni.

  72. Starożytni mawiali: „Cóż ci więcej trzeba, gdy masz bibliotekę i ogród”. Veritas!
    Ale, ale, widzę, ze bywa tu u pani Małgorzaty moja imienniczka. Pozdrawiam :)

  73. Ryśku, dziękuję za meldunek w sprawie forsycji. Ludzie południa, to dopiero mają dobrze!
    A u nas dzisiaj z nagła zaszło słońce i zrobiło się buro. No bo właśnie miałam myć okna ;)

  74. Dzieńdoberek przesympatyczni księgowi i starosto! SowoP., konfitura fiołkowa! Pyszności!

  75. Tak, róża, a właściwie różyczka „Pomponella Fairy Tale” to dobry wybór, też polecam. Poszłam za radą Ann i kupiłam zeszłej wiosny, bo nigdzie nie mogłam znaleźć Luise Odier, a Pomponella była w zwykłym, nawet nie specjalistycznym sklepie. Pięknie przeżyła zimę, choć jest tak drobna i delikatna. Niestety żarłocznemu zającowi nie mogła się oprzeć, ale na szczęście w porę to zauważyłam i przykryłam plastykową butelką z wyciętym dnem.

  76. Dzień Dobry. Jestem już z powrotem w domu.
    Jaki piękny medal i dedykacja! Dołączam się do życzeń i gratulacji, jednocześnie dziękując Pani i Admince za fotoreportaż z tego pięknego wydarzenia. Czytanie Jeżycjady to i dla mnie jest również trzy czwarte mojego życia. Czuję się należeć do „pokolenia Jeżycjady”, jeśli można to tak nazwać.

  77. A ja okiełznywałam winobluszcz ;) Piękny był dzionek. Pies leżał plackiem i wygrzewał się w słońcu, a Kociczka
    wśród nagrobków (na górce mamy stareńki i maleńki cmentarz ewangelicki) szukała jaszczurek.

  78. Jas, do propozycji różanych dorzucam Pomponellę. Nie mam jej, a właśnie walczę z pokusą i chyba walkę przegram. Ann ma Pomponellę i bardzo ją chwali, na stronach ogrodniczych też piszą, że mocna i odporna na choroby – śliczna jest!

  79. A co mi tam, Piętaszku, zbuduję sobie.

    Ale nie tak zaraz. Dziś jeszcze cięłam krzewy, woziłam gałęzie, sprzątałam, zmachałam się.
    Dzień był taki piękny! – a spędzony niemal w całości na powietrzu. Zdrrrowo!

  80. A co by Pani powiedziała DUA, gdyby tak rozpocząć budowę średniowiecznego ogródka od ławy darniowej wokół drzewa? Dziś właśnie odkryłam, jakie to proste i ciekawe rozwiązanie.

    Sowo, a cóż za delicje tworzysz. Dzięki Tobie już teraz poczułam zapach fiołków.

  81. Oglądałam sobie polskie wirydarze i stworzyłam swój prywatny ranking. Najładniejszy moim zdaniem jest wirydarz mieszczący się na terenie Opactwa Tynieckiego, zaraz za nim lub równie piękny jest (jedyny taki w Polsce) wirydarz przykatedralny w Kamieniu Pomorskim. Dalej wymieniłabym (pobernardyński) przy Muzeum Architektury we Wrocławiu a następnie także we Wrocławiu wirydarz przeniesionego po wojnie ze Lwowa Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Jest jeszcze kilka innych, ale te podobają mi się najbardziej. Jeżeli pominęłam jakiś ważny to proszę mnie poprawić ;)

  82. DUA ma fiołki w głowie, a ja mam fiołki w słoiku. Właśnie zrobiłam wymarzoną przed laty konfiturę fiołkową! Konfitura ta jest w sam raz na Specjalne Okazje. Będzie też do swiątecznego mazurka.

    Jas, ależ ja się nie znam na ogrodach nic a nic, a już w ogóle na ich historii. Sama bym chętnie poczytała, ale lepiej niech piszą tutaj Ci, co się znają.

  83. Kochana Szarotko, dzięki za wiadomość prywatną, ściskam Was wszystkich serdecznie!

  84. Gąsiątko ma bardzo ciekawą i mądra filozofię życiową. A ile ma lat?

  85. Aaaaa, Babciu gąsko, pyszności. Ja przeczytałam całą serię „Zwiadowców”, Brandona Mulla tylko dwie części. Polecam Ci więc serię „Matt Hidalf”, napisał ją Christopher Meauri, o ile się nie mylę.
    A Gąsiątko starsze bardzo mądrze mówi :-).

  86. Nutrio, Gąsiątko starsze /l. 12/ twierdzi, że nie ma książek dla dzieci, dziewczyn, chłopców itd, natomiast są książki dobre i złe. I że te dobre można czytać w każdym wieku. Toteż za mną cały Brandon Mull i „Zwiadowcy” Flanagana. Rzeczywiście fajni.
    Pozdrawiam wszystkich- b.g.

  87. Nutrio, bardzo nadal lubię książki dla dzieci i czasem je czytam – nie tylko te pisane przez Ulubioną Autorkę i Adminkę. :) Uchyl rąbka tajemnicy, proszę.
    Zajrzałam ostatnio znowu do bibliografii na Pani stronie, Pani Małgosiu i zobaczyłam informację o Guliwerze, nr 3 z 2002 roku. Poszłam sobie do czytelni i tak mi się od razu spodobało „Ciociu, to ty jesteś Konopnicka”, że sobie wszystko skserowałam i mam 80 stron miłej lektury na wieczór. A na najpiękniejsze wiosenne popołudnie „5000 years of glass” wydane przez the British Museum. Chyba że po prostu pójdę na rower w ten ciepły dzień, wolny od pracy.

  88. Czekam, aż Sowa wygrzebie ciekawe rzsczy z historii ogrodów, przyjemnie się czyta. Jakoś nie mam siły pisać, poza tym trzeba by czytać w językach.

  89. Dzień dobry! Wiosenka namalowała taki plakacik z głową od połowy wypełnioną kwiatkami :) A moje fiołki dopiero listki wypuściły. No, ale my bardziej na północy. A czy forsycje już kwitną ? Piękny dzień!

  90. Czołem! Dzień rzeczywiście piękny i cieplutki! Można w podkoszulku chodzić! Dobrze to starosta ujęła! Fiołki kwitną w głowie! Oj, chyba (a raczej na pewno) nadużywam wykrzykników. Zawsze tak robię, kiedy jestem szczęśliwa.
    Bardzo się cieszę, że lubi pani „Dzieci kapitana Granta”. Tę książkę pożyczyła mi pani Basia.

  91. „Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną
    na klombach mych myśli sadzone za młodu…”

    Dzień dobry!
    Uśmiecham się na wyobrażenie tej zieleniącej się miotły.

  92. Magdo, książka ta, choć świetna dla mnie, to jednak, hmm… dorosłych nie zaciekawi. Tytuł zachowuję więc dla siebie, dodając tylko, że ,,Dzieci…” przeczytałam już dawno i mnie również bardzo się spodobała oraz, że jest to książka fantastyczna (czasem lubię sobie takowe poczytać, żeby oderwać się od rutyny. Ale tylko dobre!

    ,,Ta książka bardzo mnie wciągnęła” – aż się uśmiech maluje na twarzy.:) Witamy Cię, Marysiu!

  93. Com-ponere – składać razem. Można więc składać i naleśniki :). Moim zdaniem kucharzenie to dziedzina w stu procentach artystyczna, a taki naleśnik ze szpinakiem, łososiem i śmietaną… Czysta symfonia smaków.

    W całkiem przyjemnym filmie „Polityki kouzina” pada stwierdzenie, że gastronom (znawca kuchni) jest jak astronom. A dziadek głównego bohatera, właściciel sklepu z przyprawami w Istambule, był filozofem kulinarnym.

  94. Mnie też było miło poznać Cię, Jadziu!
    Dziękuję też za obszerną wiadomość prywatną!

  95. Dobry wieczór :) Jeszcze nie miałam okazji się odezwać od czasu spotkania, a tu już drugi post! Chciałam powiedzieć, że cieszę się, że mogłam wziąć udział w tym spotkaniu i poznać Panią, Gio, Sondelani i Zgreda. Bardzo miło było porozmawiać z Wami na żywo :)
    Przykro mi, że nie udało mi się zrobić zdjęć (to, które mam wygląda prawie jak to, które wstawiła Pani na stronę, ale moje było robione z dalsza), mam nadzieję, że Księgowi nie mają mi tego za złe.

    Wróciłam już do rzeczywistości, ale i tak na wspomnienie piątku ciągle się uśmiecham. :) W dodatku mamy tu pogodę jaka była wtedy w Poznaniu (słonecznie), a to też nastraja pozytywnie. :)

  96. Trzeba przyznać, że „kompozytor naleśników” ma swoisty wdzięk – co, Sowo?

  97. Uwaga! Do naszej listy osobliwości, która nie tak dawno była się zawiązała, pragnę dorzucić kolejną – „kompozytor naleśników”.

  98. Molu, racja, to bardzo ciekawa powieść. Lubiłam ją w swoim czasie, przeczytałam chyba ze trzy razy!

  99. Dobry wieczór, Marysiu Kobierska!
    Masz rację, dawniej łatwiej było o samodzielność, pewnie świat był jednak bezpieczniejszy.

    Życzę miłego czytania i pozdrawiam Cię serdecznie!

  100. Aaa! Nowa księgowa! Świetnie!
    O, proszę! U pani Małgosi wszystko się zieleni na wiosnę!
    Magdo Z, mnie też zawsze ciekawi, co czytają (lub przeczytały) inne osoby. Szczególnie, kiedy mówią, że książka bardzo im się spodobała. Ja aktualnie się zachwycam „Dziećmi kapitana Granta”.

  101. A to nie jest tak, że właśnie cała ta wierzbowa konstrukcja ma się zazielenić własnymi listkami? Przecież te gałęzie wyrastają z ziemi. Tylko otwór należy lekko oskubać, a resztę zostawić.

  102. Nutrio, a co przeczytałaś? Zawsze zadaję to pytanie, gdy słyszę, że ktoś przeczytał książkę!
    U nas też poprawiła się pogoda po wczorajszej beznadziei, 0 stopni Celsjusza mieliśmy w niedzielę.

  103. Obawiam się pani Małgosiu, że ze zbyt suchych gałęzi nie da rady budować – połamią się. Nie pozostaje zatem nic innego, jak pleść ze świeżo ściętych i czekać aż się gałązkom znudzi wypuszczać listki. A może ktoś z Księgowych coś doradzi ?

  104. Dzień Dobry. Właśnie przeczytałam pani książkę pt. ,,Kłamczucha” i bardzo mi się ona spodobała. Najbardziej zafascynowało mnie to, że Aniela Kowalik w tej książce jest tylko 2 lata starsza ode mnie, a podróżowała sama z Łeby do Poznania, zarabiała sama pieniądze na utrzymanie się itp. Ta książka bardzo mnie wciągnęła i mam zamiar przeczytać inne części Jeżycjady. Pozdrawiam i życzę kolejnych świetnych pomysłów na kolejne książki:)

  105. Tak, wiem o tym. Zastanawiam się tylko, jak bardzo uschłe musiałyby być te gałązki, żeby nie ożyły i nie wprowadziły chaosu w misterny plan!

  106. Bardzo się cieszę, że sprawiłam Staroście taką radość, nie spodziewałam się :)
    Co do zabezpieczania drewna, to myślę, że w średniowiecznym ogrodzie jednak go nie było. Niestałość była bowiem jednym z jego ważnych elementów. I tak powstawały różne podpórki, ławeczki, altany , o których wiadomo było że w pewnym momencie zaczną próchnieć i staną się pożywką dla nowych roślin i znów trzeba będzie zacząć wszystko od początku. Wszystko to wpisywało się w średniowieczną wiarę w kosmos, który jest pełen harmonii i równowagi stworzonej przez Boga. Średniowieczny ogród zaś jak twierdzą znawcy tej epoki miał być jego odbiciem .

  107. We Francji jest jak w bajce, co nie znaczy, że mają od nas lepsze ogrody. Tam mają stare założenia, roślinność, widoki, mnóstwo starych zachowanych ogrodów francuskich, włoskich. Mój ulubiony to ten średniowieczny, sprzyjający medytacji, modlitwie i taki logiczny. Ład i porządek. A te doniczki to ul, czy hodowla jakichś owadzich sprzymierzeńców? Te rzeczy można przeczytać w naszych książkach dla działkowców, a mówi się, że działkowcy są ograniczeni, a oni od dawna znają te nowości. Ludzie na wsi zaś mają ogromne wyczucie natury, dużo obserwują. Mają inną estetykę i chyba u nas nie potrzebują jeszcze wzorów, sami sobie wymyślają co chcą. Zwykle jest to zgodne z okolicznym krajobrazem, takie swoiste kompozycje.

  108. Aaa ! Wspaniale, u Starosty nawet miotły się zielenią ! To dopiero jest szczęśliwe miejsce !:)

  109. Tak się jeszcze zastanawiam nad tymi gałązkami wierzby, Piętaszku. Chyba muszą być jakoś zabezpieczane, jeśli mają pełnić funkcje użytkowe i konstrukcyjne. Miałam kiedyś miotłę, kupioną w wiejskim sklepie z art. ogrodniczymi – kij z przymocowanym wiechciem cienkich wierzbowych gałązek. Po jesiennym sprzątaniu ogrodu zostawiłam ją pod płotem.
    Ku mojemu zdumieniu – w marcu wypuściła zielone listeczki!!!
    Potężna energia życia drzemie w tych suchych wierzbowych badylkach!

    Wciąż jestem Ci wdzięczna za ten trop do Opactwa. Oglądam coraz to nowe zdjęcia w sieci i nacieszyć się nie mogę! Piękne, wspaniałe miejsce, pełne wdzięcznych pomysłów. Szczęśliwe miejsce.

  110. Dzień dobry!
    Ciepły i słoneczny.
    Właśnie przeczytałam świetną książkę, więc tym lepszy.
    Szczególnie, że jest równocześnie Międzynarodowym Dniem Teatru.

    Uśmiechy!
    :-) :-) :-)

  111. Molu miły – odnośnie kosztów tego przedsięwzięcia, ponieważ było ono ogromne, właściciele otrzymali pomoc finansową od państwa. Nad obiektem sprawuje też pieczę konserwator zabytków. Ale, jak się bliżej przyjrzeć ogrodowi, to można zauważyć, że nie wykorzystano tam drogich materiałów. Wszystko ze sobą ładnie harmonizuje, ponieważ pochodzi z tego właśnie miejsca. A wszelkie ozdoby nie są nawet malowane, ani zabezpieczane .
    W ogrodzie zgodnie z założeniami średniowiecza króluje geometria i nawiązania biblijne. Swoje znaczenie ma również dobór kolorów i układ poszczególnych części ogrodu.
    Ciekawe, że mimo, iż miejsce to odwiedza wielu turystów właściciele nie odnotowują (na szczęście) żadnych strat.

  112. Dzień dobry! Tak, tak. Dobry, słoneczny i zaskakująco ciepły! Promienne uśmiechy dla tych, którzy nie mogą tak powiedzieć o pogodzie :-D. My od soboty do środy mamy rekolekcje, więc z pogody korzystamy!

  113. Pogoda jak kryształ, tylko w tym słońcu widać, że okna bynajmniej nie jak kryształ… Póki nie mam ogródka, muszę obrobić niwę domową.
    Piętaszkowe odkrycie ogrodowe wspaniałe!!! A ile tam możliwości zabawy dla dzieci! Nie zdążyłam jeszcze poczytać o tym miejscu, ciekawe, czy dzieciom wolno się tam bawić.

  114. Ozdobniczko, to rzeczywiście jest jawny skandal. Te stworzenia są bardzo uch!

    Co za pogoda!!!

  115. Dziękuję za podpowiedź z różą, jeszcze tylko będę musiała ją znaleźć i już. Powolutku aż do skutku.
    A my w tym roku sami próbowaliśmy zaszczepić drzewka. Na razie tak jakby jedno się przyjęło, to byłby sukces! Korzystaliśmy z filmiku „Szczepienie drzewek metodą w „ręku”” Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego (akurat szkoli nasz kolega). Gałęzie naszej jabłonki, są bardzo słabe i myślałam, że nie damy rady, dlatego byłby to sukces. Ojej.

  116. Dzień doberek, słoneczny i ciepły! Dziś prognozują 16 stopni, a ja po południu muszę robić prezentację o płazińcach i nicieniach. Uch!

  117. Chciałbym wyjaśnić, że kwitnące tulipany to specjalna wczesna odmiana, zwykłe jeszcze muszą podrosnąć. Na razie nocami jest około zera. No a ogród jest raczej zapuszczony niż piękny ;-)

  118. Takie jak na allegro są też w większych sklepach ogrodniczych. Problem w tym, że są o jakieś dwa numery za duże dla trzylatka. Kupiliśmy jedną parę, myślałam, żeby je nieco skrócić i przeszyć, ale to dużo roboty.

  119. Znajdzie się wierzba w okolicy, na pewno!

    Sowo, byłaś tam, rzeczywiście. Aleksandra też.
    Co tu się dzieje, co się dzieje.
    Co do rękawiczek dla małych ogrodniczek: jak zwykle Adminka miała rację, są na Allegro. Już kupiliśmy.

  120. Dobrze poinformowane źródła informują, że plecionki w tym ogrodzie, począwszy od niskich płotków, a skończywszy na altanach wykonane są z wierzb (Salix) oraz z kasztana jadalnego(Castanea sativa) .
    Czy Starosta posiada gałązki wierzbowe ?

  121. Ho ho!
    Już widzę, jak Pani narzędzia ogrodnicze podskakują niecierpliwie w szopie.
    Już widzę, jak Pani zaciera ręce i mówi „do roboty”.
    Nie ma to jak dobra inspiracja do pracy, a ta jest niezła.
    Pozdrawiam wszystkich pracusiów.
    Jutro poniedziałek, hehe.
    Tylko i li, panie tego.

  122. Piętaszku, dobrze, że Ci się przypomniało, bo opactwo jest piękne. A te budki dla ptaków bardzo pomysłowe. Akurat na wiosnę.

    Chociaż wiosna nie wszędzie. Dzisiaj wróciłam z Czech, a tam śniegu naturalnego było dużo.

  123. Wpisałam, przeglądnęłam i… Och! Jakie zapierające dech w piersiach zdjęcia! A jak sobie pomyślę ile pracy i pieniędzy kosztowało stworzenie takiego ogrodu, a później utrzymanie go! Uff…

  124. Tak! Piętaszek pisała to jeszcze dzisiaj. I to nie dawno! Zainteresował mnie ten ogród, ale nie wiedziałam pod jakim adresem szukać. A tu taka niespodzianka! Czasem mam wrażenie, że czyta mi pani w myślach:-). Dziękuję!

  125. Pewnie, że by się chciało (takie miejsce do czytania). Przepiękne te pnącza z ławeczką!

Dodaj komentarz