Sklepienie

sklepienie

 

Jest to niezwykłe, największe i pewnie najpiękniejsze na świecie sklepienie wachlarzowe.

King’s College Chapel of Our Lady and St. Nicholas, w Cambridge.

Późny gotyk angielski. Kamienna koronka. Perfekcyjna konstrukcja. Zaczarowana geometria. Architektoniczne cudo.

Zapiera dech.

Kiedy król Henryk VI ustanowił (dokumentem z 12 lutego 1441) zbudowanie uniwersytetu w Cambridge, zdecydował także o utworzeniu tu kaplicy kolegialnej. Chciał, by był to najwspanialszy taki budynek w Anglii.

Budowę rozpoczęto w roku 1446. Po drodze była Wojna Dwóch Róż, uwięzienie i śmierć Henryka VI, panowanie Ryszarda III („Konia! Konia! Królestwo za konia!”), następnie Henryka VII i wreszcie straszliwego żonobójcy Henryka VIII. W rok po jego śmierci – czyli w 1547 roku – Kaplica została ukończona.

Nazwano ją Kaplicą Królów.

Cały wiek na budowę kaplicy!

Cały wiek okrutnej historii.

Dużo.

 

 

Ks. Janusz S. Pasierb

*  *  *

starczy jeden liść

jeśli ma kształt serca

 

 

 

Powiedział mi Bartek, że dziś Tłusty Czwartek…

pączki1

…a ja na to: – Bartku, hamuj się przy czwartku!

Zamiast na ilość, postaw na jakość,

psiakość!

 

                      

                       paczek2

 

 

Czwartek, Bartku, przeminie, lecz tłuszczyk zostanie,

kochanie.

(Dla zdrowia skutki raczej  fatalne…)

 

Kochajmy pączki naturalne!

 

 

IMG_5584a

 

 

(Wiciokrzew – fot: Emilia Kiereś)

Od Ryśka

przebiśnieg

 

Popatrzcie tylko, co tu się wyrabia! – a raczej, co wyrabiało się wczoraj, kiedy nasz DC Rysiek z Wrocławia zrobił to piękne zdjęcie. Dziś, rzecz to całkiem pewna, przebiśnieg ten jest znacznie wyższy, kto wie, może nawet się już rozwinął?

Jaka walka! Jaka siła! („Ta siła, która przez zielony lont prze kwiaty…” –  Dylan Thomas, w przekładzie Stanisława Barańczaka).  Jedno życie zwiędło, butwieje z wolna, i daje wsparcie oraz osłonę temu nowemu życiu, nowemu pięknu, które rwie się do światła.

Cokolwiek by się działo, złego czy dobrego, wiosna przychodzi niezawodnie, rok po roku. Ziemia wciąż się odradza. Życie wciąż się odradza, a więc – t r w a.

Wieczna zagadka: jakim cudem?

Skąd ta siła?

Skąd to piękno?

 

Gerard Manley Hopkins (1844-1889)

 

PSTRE PIĘKNO

 

Za wszystko, co pstrokate, chwała niech będzie Panu –
Za niebo wielobarwne jak łaciate cielę;
Za grzbiety pstrągów, różem nakrapiane w cętki;
Za skrzydła zięb; żar szkarłatny rozłupanych kasztanów;
Za ziemię w działkach, w kawałkach – za ugór i za zieleń;
I za rzemiosło wszelkie, jego narzędzia i sprzęty.
Wszystkiemu, co nadmierne, osobliwe, sprzeczne,
Rzeczom pstrym i pierzchliwym (któż wie, jak to się dzieje?),
Wartkim i wolnym, słodkim i słonym, mocnym i miękkim,
On wciąż początek daje, Ten, czyje piękno jest wieczne:
Jemu niech będą dzięki.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

Pole kapusty

Pole_kapusty_1

 

To jest właśnie ten obraz, o którym wspomniała KC Mama Isi. A właściwie: obrazek, bo wymiary tekturki, na której namalowano go farbami olejnymi, zadziwiają : 24 x 32 cm. Jest dziełem wybitnego polskiego modernisty urodzonego na Ukrainie, Jana Stanisławskiego (1860-1907). Właściwie wszystkie jego dzieła są tak niedużych rozmiarów – Stanisławski był człowiekiem ogromnej postury, a także solidnej tuszy, i podobno trudno mu było malować inaczej.

Mistrz! Spójrzcie, jak on to pole  z o b a c z y ł  (tak, mamo Isi, racja, zielona kapusta jest niebieska!) i jak je z lekkością, a zarazem trafnością, namalował!

(Możemy sobie teraz wyobrażać, kto też to tam mieszka z miłą żoną w owym białym domku na horyzoncie, oddycha „mahoniowym ” powietrzem i czeka na wiosenne podorywki!)

Zastanawiam się, jaki wiersz pasuje do pola kapusty, które – jak sami widzimy – może być prawdziwie piękne.

Chyba tylko ten – choć nie o kapuście w nim mowa:

 

Kazimierz Wierzyński

WYŻĘLI POLE

 

Wyżęli pole. W cichej męce

Kona zieloność. Przez zagony

Wicher z jesienią popod ręce

Chodzą i czarne gonią wrony.

 

Słońce pożółkło, jak ścierniska,

I obłokami się nakrywa;

W bruzdach gdzieniegdzie z nagła błyska

Kałuża ślepa i nieżywa.

 

I – wiecie – idąc tak po łanie

Umierającym w pustej ciszy,

Dobrze jest spostrzec niespodzianie

W jamce radosny pyszczek myszy.

 

( z tomu „Wiosna i wino”, Warszawa 1919)

 

A jeszcze Post Scriptum w dniu dzisiejszym zrobione (18 lutego).

Oto profesor Jan Stanisławski, wspaniale sportretowany przez Stanisława Wyspiańskiego (jest to rysunek pastelami) :

 

wyspianski-portret-jana-stanislawskiego

 

A tu – dwa obrazki Jana Stanisławskiego, które dadzą Wam pogląd na to, jak malował on kwiaty ( o tym właśnie rozmawialiśmy sobie) :

 

„Step”:

 

step

 

i „Bodiaki pod słońce”:

 

zdj_1stanislawski-bodiaki-pod-slonce

Przy okazji: Molu Książkowy, przyjrzyj się wszystkim odcieniom zieleni na obrazku z bodiakami. Przekonasz się, że wiele z nich to błękity!

 

Na Walentynki

walentynka15

 

Ze wszystkich mych dzieł plastycznych, ośmielę się zauważyć, powyższa e-kartka walentynkowa oddaje najcelniej to, o co właściwie chodzi w tym miłym święcie.

Dlatego pozwalam sobie przypomnieć Wam ten rysunek. Ale Wy możecie przecież zajrzeć do tutejszego działu „e-kartki” i wysłać pod właściwy adres inne obrazki.

Na przykład ten:

 

walentynka10

 

No i – tak tylko przypominam dla porządku, bo przecież świetnie o tym wiecie – nie masz jak dobra poezja w Walentynki!

 

Dulcibus est verbis mollis  alendus amor.

Czuła miłość powinna być karmiona słodkimi słowami

(Owidiusz)

 

Unikajmy jednakże kiczu, niech nie będzie zbyt słodko. Wielcy poeci też kochali, a wyraz temu dawali w sposób niezrównany i wcale nie słodki:

 

Bardziej się lękam chłodu w twoich oczach

Niż zimnych kling dwudziestu wrogich mieczy!

Ciepłe spojrzenie starczy mi za pancerz.

(Szekspir, Romeo i Julia,

przekład Stanisława Barańczaka)

 

Albo nasz ulubiony

 

Kazimierz Wierzyński

TRZY OKNA

 

Ty jesteś jak moje trzy okna,

W jednym rozsiadły się białe doniczki,

W drugim rośnie moja młodość

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy gdy wracam, widzę z daleka

Trzy moje światła nad pustym morzem,

Trzy moje okręty.

 

(Ale to jest nieprawda).

Ty jesteś jak moje trzy okna,

Z jednego wychyla się Mozart i płynie,

W drugim wietrzą się ubrania po naftalinie,

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy, gdy wracam, myślę tylko o tem,

Że do ciebie należę, jakbym był przedmiotem,

Domowym sprzętem.

 

(To jeszcze nie to, ale już blisko).

Ty jesteś jak moje trzy okna,

W jednym jest wszystko,

W drugim jest wszystko,

A trzecie jest zasłonięte,

W nocy gdy wracam

(Trochę niepewnie, bo się zataczam),

Ostrożnie uchylam drzwi i wchodzę po cichu

(A nuż się narażę jakiemuś lichu),

I nagle widzę sam siebie, że stoję

W ciemnym pokoju (tak blisko, tak blisko).

I że wcale stąd nie wychodzę,

Że niepotrzebnie zmyślone me dziwy

Wciąż rozpowiadam, staram się, męczę

Wiecznie omylny, w szczęściu i trwodze,

Że tylko za oknem tym  jestem prawdziwy,

Przed ciemnem, zakrytem

Moim widzeniem,

Moim zachwytem

I uniesieniem

I to jest ostatnie

Wszystko.

 

Te wiersze – i jeszcze inne – wybrałam kiedyś do mojej książki Dla zakochanych (Akapit Press, 2008), łącząc je zręcznie z przepisami na miłosne przysmaki kulinarne, i chętnie bym tu teraz zareklamowała tę książkę jako prezent walentynkowy, o ile oczywiście jeszcze można  gdzieś ją kupić.

Tyle tam użytecznych wiadomości dla PT Zakochanych!

O rozmarynie, na przykład: symbolizuje  on wierność w miłości. Jasne jest więc, że osoba zakochana powinna sypać świeży rozmaryn do czego się tylko da.

Oto przepis na

 

WIERNE SERCE

 

Duża gałązka świeżego rozmarynu

pół szklanki cukru-pudru

1 kostka masła (pokroić w drobne kawałeczki)

310 g gorzkiej czekolady, grubo posiekanej

5 dużych jaj

3 łyżki cukru

ćwierć szklanki mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

(To produkty na dużą porcję, ale można podzielić wszystkie składniki na pół i wtedy piec 35 min.)

Podgrzać piekarnik do 135 stopni. W żaroodpornej misce, ustawionej na garnku z wrzącą wodą roztopić masło z czekoladą, często mieszając. Odstawić masę do ostygnięcia.

Żółtka wymieszać z masą czekoladową. Dodać cukier, mąkę, posiekane listki rozmarynu i proszek do pieczenia. Wymieszać.

Ubić pianę z białek. Jedną trzecią piany wymieszać delikatnie z masą czekoladową; następnie przełożyć ją do pozostałych białek i ostrożnie wymieszać, aż się wszystko połączy. Wlać ciasto do formy w kształcie serca, wysmarowanej masłem i wysypanej brązowym cukrem. Piec ok. 50 min. Potem wierne serce  musi rozsądnie ostygnąć. Dopiero wtedy można je wyjąć z formy i ułożywszy na podstawce – podać wraz z sosem ganache.

 

A to jest przepis na ów pyszny

 

CZEKOLADOWO – ROZMARYNOWY SOS

GANACHE

 

250 g gorzkiej czekolady, grubo posiekanej

1 szklanka gęstej śmietany tortowej

2 łyżki świeżych listków rozmarynu

Śmietanę i rozmaryn  podgrzać na małym ogniu i raz zagotować. Wlać przez sitko do miseczki z połamaną na kawałki czekoladą. Szczelnie okryć miseczkę folią, odstawić na 5 minut, a potem wymieszać dokładnie i polać ciasto (już upieczone i przestudzone).

 

Można dołożyć kulkę lodów waniliowych!

Z listkiem rozmarynu.

 

Uroczych Walentynek życzy wszystkim absolutnie –

MM

 

Hej, Lunofile!

SDC13734

(piwiarnia „Półksiężyc”, Holandia – fot. Bolesław Musierowicz jr)

 

Kazimierz Wierzyński

 

KSIĘŻYC ZAKOCHANYCH

 

Najpierw jest puch różowy, co niebo obrasta,

Potem pióra na dachach rozsypane miasta,

Potem czerwone skrzydło zagarnia pół świata,

Na widnokręgu zrywa się, w górę podlata,

Trzepie pióra, kurz złoty na ziemię z nich strąca

I jak wachlarz wokoło rozpina się słońca.

 

Potem cichutko drugie podnosi się skrzydło,

I dżdżem błękitnym  tamto skrapia malowidło,

Bezszelestnie podpływa, sięga coraz dalej,

Niebieskie perły tłucze na miazgę opali.

 

Wówczas zmierzch srebrnoszary osiany popiołem

I od spodu rosnący, podkrada się dołem,

I powłócząc liliowym, falującym trenem

Jest wszystkich tamtych świateł stłumionym refrenem,

Aż urzeczony niebios wieczorną alchemią

Odkrywa szczere złoto, księżyc ponad ziemią.

 

 

( z tomu „Pamiętnik miłości”, Warszawa 1925)

 

 

Antyczne rytuały!

śnieg

 

„To fascynujące, że w XXI wieku ciągle są powtarzane antyczne rytuały!” – napisała wczoraj w Księdze Gości nasza KC Casciolina, mając na myśli ceremonie i obyczaje pogrzebowe.

Tak, fascynujące, choć wcale nie dziwne. Przyczyna jest oczywista. Ludzie przecież wciąż tak samo reagują na śmierć swoich bliskich: po prostu nie mogą się z nimi rozstać. Stąd powtarzalność niektórych zachowań i rytuałów, przez całe tysiąclecia takich samych.

Ale niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego ludzkość od stuleci tak figlarnie reaguje na opady śniegu? Kto pierwszy i kiedy wpadł na to, że można, a wręcz należy, rzucać śnieżkami w bliźnich?

Są całkiem wczesne świadectwa, proszę bardzo: już około roku 1400 (kawał czasu! niewiele później u nas będzie bitwa pod Grunwaldem!) malarz Venceslao (czyżby nasz brat Czech?) ozdobił ściany zamku Buonconsiglio (Trento, Włochy) licznymi i pięknymi freskami, między innymi takimi, które dokumentują jego (zamku) życie codzienne. Fresk, który widzicie, przedstawia Waszą ulubioną zabawę na śniegu.

A on chyba świeżo spadł! Krzewy są jeszcze zielone, na drzewach pełno liści. Pierwszy śnieg! – wszyscy wyszli go podziwiać, wydekoltowane damy w aksamitach i panowie w szatach z długimi i szerokimi rękawami. I dalejże! Zapomnieli o swym dostojeństwie i bawią się jak dzieci!

Ciekawe, prawda?

Kto ulepił pierwszą w historii śniegową kulę?

I co właściwie nim powodowało?

Jeśli ktoś coś wie na ten temat, niech szybko powie!

Uściski!

MM

 

PS Ale bałwanka nie ulepili!

 

Na rozgrzewkę

afryka

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Zimno? Ponuro? Śnieg, błoto i gołoledź?

A to sobie popatrzcie na obrazek z Afryki, prosto z Konga, gdzie nasza KC Dobrywieczorek, młoda nauczycielka, pracowała jeszcze rok temu na misji, w szkole. (Ciekawa jestem, czy go dziecko malowało? Bardzo zdolne!)

Dobrywieczorek przysłała mi ten obrazek z życzeniami świątecznymi. Przybył już po Nowym Roku, więc postanowiłam Wam go pokazać dopiero na Boże Narodzenie 2016. A ponieważ schowałam go bardzo starannie, żeby nie zaginął – on właśnie to mi zrobił. Zaginął.

Szukałam i szukałam, po wszystkich szufladach, teczkach i skrytkach, aż wreszcie się poddałam i wpis na Boże Narodzenie otrzymał inną ilustrację.

A obrazek znalazł się dzisiaj! Po prostu nagle spojrzałam na półkę z książkami, tę samą, na którą patrzę sto razy dziennie, bo stoi obok mego biurka. No i on tam był, oprawiony w ramkę, za szkiełkiem.

Jest to afrykańska szopka! Czy widzicie w niej Świętą Rodzinę? Gwiazda wskazuje drogę. Jest bardzo gorąco, piasek rozpalony, aż świeci w słońcu. Ktoś na pierwszym planie, świetnie uchwycony w ruchu, miesza w kotle. Pasterz? Czy wieśniak? Obok szopki rośnie drzewko z bujnymi kwiatami, czy liśćmi. To jest afrykańskie Betlejem, naprawdę wzruszające. Tak zresztą, jak wzrusza i Betlejem polskie, które zasypane jest zawsze śniegiem, ściśnięte trzaskającym mrozem, i w którym jest tak zimno, że zwierzęta w stajence lichej muszą chuchać ciepłym oddechem na Dzieciątko.

Każdy ma własne Betlejem!

Chyba obrazek z Konga specjalnie o sobie przypomniał, żeby nam rozjaśnić ponury lutowy przednówek.

I już nam cieplej, prawda?

Dziękujemy, Dobrywieczorku!

Dla Lunofilów

stanisław witkiewicz zima w Tatrach

Zima w Tatrach – malował Stanisław Witkiewicz (1851-1915)

 

 

Kazimierz Wierzyński

ZIMA ZAKOPIAŃSKA

 

Góry rozsnute na  świetle księżyca

Rosną jak gdyby na powierzchni blasku,

Bezmierną przestrzeń srebro skroś przesyca

I śnieg jest jakby z zielonego piasku.

 

Na szczytach świerki z japońskiego tuszu,

Czarne, wycięte w tarczy księżycowej,

stoją w płonącym światła pióropuszu,

Jak w aureoli naokoło głowy.

 

Świat jest z tysiąca jednej nocy przygód,

Westchnień, przywidzeń, marzeń i sekretów,

Świat wniebowzięty w gwiazd wysokich migot,

Świat dla kochanków i świat dla poetów.

 

( z tomu Pamiętnik miłości , Warszawa, 1925)