
…czyli rozetka ze stokrotki.
CHWALCIE ŁĄKI UMAJONE!
Karol Antoniewicz (1807-1852):
Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!
Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata.
Ona, dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszemi.
Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję!








Alchemilla jest również ziołem przydatnym na wiele dolegliwości.
A, no tak, DUA! Z tym że u Brzechwy gra słów zamierzona, a w tej „mojej” powieści chyba niekoniecznie. ;-)
Madziu, przyjemność i radość. Dziękuję!
Dumna jestem z Emilki.
Cha, cha!
Pyszne, Gio! Pyszniutkie!
Pierwszy na to wpadł Brzechwa: w wierszyku o Kokoszce-Smakoszce: „Są ludzie, paniusiu kochana, co jajka wciąż jedzą od rana” – mówi ona do sąsiadki.- „Nie dla mnie są takie rozkosze! Ja jajek po prostu nie znoszę!”
Dzień dobry!
Taka ciekawostka językowa (właśnie przeczytałam w pewnej powieści i pomyślałam, że może kogoś rozbawi):
„A. nie tknął śniadania. Nie znosił już jajek”.
Wesołego poniedziałku! :-)
:)
Oprócz zachęty dla Molika miałam też ochotę zrobić Pani przyjemność.;)
Zresztą „Brat” na nowo spodobał mi się aż tak, że moje słowa uznania są chyba jeszcze za słabe.
Pięknym językiem jest ta książka napisana, fabuła jest interesująca, a przesłanie mądre i dobre.
MagdoZ, dziękuję za te miłe słowa uznania o książkach Emilii Kiereś. Jestem fanką tej autorki!:))))
Zgredzie, nie wiem, jak mogłeś dotąd żyć, nie znając „Braci Lwie serce”. Chłopiec wiedział, co robi, czytając tę książkę pięć razy!
Jest wspaniała.
Dziękuję za przekład ciekawej informacji! Potwierdzam, Justysiu, obecność perełek! Takie same, zresztą, znajdują się na sąsiedzie Alchemilli – czyli na wilczomleczu złocistym (Euphorbia polychroma). To także śliczna roślina, cieniolubna. Widocznie jej liście mają podobne właściwości perełkotwórcze!
P.S. Sprawdziłam jeszcze prognozę ostatni raz. Teraz pisze, że będzie 1C. Moje dwa drzewka figowe już są na zewnątrz od trzech tygodni, listeczki im się już drobne pokazują. To są wytrzymałe osobniki, przymrozki do -5C im nie straszne.
Dlaczego Alchemilla? Ładnie jest to wyjaśnione na Wikipedii po angielsku.
Roślina ta jest szczególnie ceniona za wygląd liści przy mokrej pogodzie, gdy kropelki wody układają się w koraliki wodne i pięknie błyszczą. Wynika to z niezwykłych właściwości odbijania wody przez liście Alchemilli. Powierzchnia styku między wodą a liśćmi jest tak odchylona, że cienka warstwa powietrza przenika miedzy nimi, tworząc perełki, uważane przez alchemików za najczystszą formę wody. Alchemicy używali takiej właśnie wody w swoich doświadczeniach zamiany metali w złoto. Stąd też nazwa Alchemilla.
I ja chyba też poszukam tej rośliny, Pani Małgosiu. Znana jest tu pod nazwą Lady’s Mantle, ale jakoś nigdy wcześniej nie zwróciła mojej szczególnej uwagi, by ją dodać do kolekcji.
Mówię dzień dobry wszystkim, a sobie dobranoc, choć nie wiem czy taka dobra, bo straszą ostatnim tej wiosny przymrozkiem. Opatuliłam co się dało, a rano zobaczymy, może będzie tylko zero.
Wróciłem do tekstu o Braciach Lwie Serce (Frywolitki II, rozdział 2).
Wreszcie przeczytam zatem jedną z ulubionych książek mojego syna.
On przeczytał ją pięć razy.
Wczoraj wieczorem mieliśmy prawdziwą ulewę.
Aha! A więc kasztany rosną wszędzie oprócz Wielkopolski. A to heca!
Zabieram jutro „Kłamczuchę” moją w świat! A właściwie w Polskę. Na zieloną szkołę do Trójmiasta. Oj, pozwiedza Aniela. W planach Westerplatte, fokarium, Dom do góry nogami w Szymbarku i wiele innych.
A propos błędów językowych: dziś z moim bratem przeprowadziliśmy rozmowę następującą:
Brat: Mogę to pożyczyć?
Ja: A dlaczego nie mógłbyś móc?
I tak mnie zastanowiło, jakim cudem przyszło mi takie dziwne stwierdzenie „nie mógłbyś móc” do głowy :-).
Magdo Z. – DZIĘKI! :)
Molu, o ile dobrze pamiętam jest czas przyszły prosty i złożony. W złożonym używa się „będzie”, a w prostym jest czasownik w odpowiednim czasie. Może nie jest to dokładnie wytłumaczone i jest dosyć uproszczone, ale myślę, że pomoże.
Można też tak: Na środku stanie stół, na którym ułożę kwiaty.
Tylko czy „stół stanie” to poprawna forma?
Uśmiecham się do Pani! Od ucha do ucha!
A pomysł o kapsule czasu wspaniały. (Pozwolę się wtrącić.) Rok temu nasza szkoła robiła tak samo. Każda klasa miała coś do takiej kapsuły włożyć. Ma być to odkopane za (teraz już) 49 lat.
Gratuluję Pani Małgosiu! I szkole też!
Zuziu, znów piękny obrazek nam tu wyczarowałaś. Urocze to Wasze rodzinne podwórko!
Kochani uczniowie klasy szóstej z Rososzycy! Dziękuję!
Wprost nadzwyczajnie spodobał mi się pomysł z kapsułą czasu! Czuję się bardzo zaszczycona!
Strasznie jestem ciekawa, co też to będzie za drzewo?!??? Tylko je porządnie podlewajcie przez 3 lata po posadzeniu, bo się nie przyjmie!
Miło będzie tak sobie rosnąć przed Waszą biblioteką. To śliczny pomysł, cieszę się. Lubię drzewa.
Pozdrawiam Was i Waszą Panią – i już odpisuję! Czekajcie na liścik!
Całusy od
MM
Dzień dobry!
Nie za dużo tych stołów jak na jeden dom?
Ostatnio zrobiliśmy na podwórku pierwsze w tym roku ognisko. Ależ było śmiechu! I śpiewy były, może nie do końca były to swojskie piosenki, ale cóż zrobić gdy ma się szalone kuzynostwo i szalonego brata? Chyba dobrze, że są tacy ludzie. Ja i moja chrzestna tylko sobie cichutko siedziałyśmy i patrzyłyśmy w ogień. Jak to dobrze być razem.
Rososzyca, 5.05.2017 r.
Szanowna Pani
Małgorzata Musierowicz
Jesteśmy uczniami klasy VI Szkoły Podstawowej w Rososzycy – małej wielkopolskiej miejscowości położonej nieopodal Ostrowa Wielkopolskiego. W ramach szkolnego projektu prowadzimy działania mające zachęcić naszych kolegów, krewnych oraz możliwie jak największą ilość osób do czytania książek. Naszym kolejnym zadaniem jest zrobienie kapsuły czasu, w której umieścimy napisaną w XXI wieku książkę oraz pismo zachęcające osoby z przyszłości do przeczytania wybranej przez nas powieści.
Nie było nam łatwo wybrać tę jedną jedyną, najważniejszą książkę. Dlatego najpierw przeprowadziliśmy tzw. burzę mózgu. Następnie ruszyliśmy w teren. Pytaliśmy rodziców, babcie, sąsiadów, znajomych, nauczycielki, kolegów o książkę, opowiadającą o życiu młodych ludzi, która w szczególny sposób utkwiła im w pamięci. Okazało się, że najczęściej wymieniano powieści Pani autorstwa, należące do serii zwanej Jeżycjadą. Niestety nie dało się określić, która spośród nich cieszy się największą popularnością, ponieważ większość wielbicielek Pani twórczości, przeczytawszy jeden z tomów, sięgała po kolejny. Postanowiliśmy więc zachęcić czytelników żyjących za sto lub więcej lat do lektury Pani przedostatniej powieści – Wnuczki do orzechów. Uważamy, że po przeczytaniu jej, czytelnicy będą chcieli poznać dalsze losy rodziny Borejków, szczególnie perypetie miłosne dwóch od dziecka rywalizujących ze sobą kuzynów. A kiedy już to uczynią i poczują się niemal członkami powieściowej rodziny, na pewno zapragną poznać bliżej historię każdego z przedstawicieli klanu Borejków. Oczywiście, aby zaspokoić swoją ciekawość, nasze wnuczki lub wnuki będą sięgały po kolejne tomy Jeżycjady.
Mamy świadomość tego, że otrzymuje Pani co roku wiele listów od fanów swojej twórczości, ale mamy nieśmiałą nadzieję, że zechce Pani spełnić naszą prośbę i napisać kilka słów do swoich potencjalnych czytelników, którzy odnajdą za kilkadziesiąt lat zakopaną przez nas kapsułę czasu, w której chcielibyśmy umieścić Pani list razem z książką i naszym pismem. Akcję chcielibyśmy przeprowadzić w drugiej połowie maja. Kapsułę mamy zamiar zakopać pod drzewem, które posadzimy przed budynkiem Gminnej Biblioteki Publicznej w Sieroszewicach. Już dziś spotkaliśmy się z życzliwym przyjęciem naszego pomysłu przez pracowników biblioteki. Jeśli wyrazi Pani zgodę, chcielibyśmy też, to drzewo nazwać Pani imieniem. Prosimy o wyrozumiałość i przychylność.
Bardzo dziękujemy Pani za wszystkie napisane przez Panią, napawające nas optymizmem oraz przypominające nam o tym, co w życiu jest najważniejsze, książki.
Z wyrazami szacunku
Uczniowie klasy VI
z wychowawczynią
Szkoła Podstawowa w Rososzycy
ul. Kaliska 3
63-405 Sieroszewice
e-mail: sprososzyca@wp.pl
tel. 627396088
Postanowiłam dziś ponownie przeczytać „Brata” i spodobał mi się tak bardzo, że na chwilkę opuściło mnie przekonanie, że książki Adminki z każdą następną są coraz lepsze. „Brat” jest bardzo dobry. Jak ładnie buduje autorka nastrój, wprowadzając chociażby króciutkie opisy przyrody. Też jest „wywoływane jedyne w swoim rodzaju napięcie”, budujące niepowtarzalną opowieść.
Moliku, jeśli jeszcze nie czytałaś tej książki, to myślę, że mogłaby Ci się spodobać. Dużo jeszcze dobrego można by o niej napisać. :)
Dobrej niedzieli!
Czy pogoda w Wielkopolsce się poprawia? U nas popadało, ale po wielu dniach przenikliwego zimna, mamy w końcu takie przyjemne, majowe powietrze. Zielono, pachnąco, wiosennie.
Ale inne źródła podają, że pogoda wcale nie będzie taka zła. To już sama nie wiem ;)
Oj, czy „będzie ustawiony” brzmi choć trochę lepiej?
Sama musiałam się zastanowić, co powiedziałaby Łusia i chyba już wiem. Rzuciłam się na słownik i przy okazji poczytałam też o hiatusie, a także o synaloifie, episynaloifie i innych terminach o nietypowych, ale ładnych nazwach. Czasem żałuję, że nie pracuję w zawodzie. Wychodzę z wprawy.
Bardzo dobrze tej wiosny ma się barwinek, pierwiosnki i szafirki. Czy one kiedykolwiek tak długo kwitły? A jakie są dorodne.
Ponoć dziś w nocy i jutro ma potężnie lać. Ojoj.
Alchemilla bardzo ładnie prezentuje się również w donicy (na tarasie np.)
Załóżmy Molu, że mogłabyś napisać tak:
Na środku będzie stał stół. Ułożone na nim zostaną kwiaty.
Też mam czasem problem z powtórzeniami. Kiedy się spieszę lub piszę w ferworze emocji. Wymykają mi się, sama nie wiem kiedy.
A jeśli czytałaś już „Język Trolli” to może pamiętasz scenę, kiedy Róża, córka Gabrysi też nadużywała powtórzeń? Było to wtedy zupełnie uzasadnione i rozładowywało napięcie oraz niosło ładunek komiczny. ;)
O, tak na przykład:
W moim przyszłym domu pośrodku będzie stół, a na nim – kwiaty.
W moim przyszłym domu pośrodku umieszczę stół, a na nim będą kwiaty.
Pośrodku będzie stół, a na nim ustawię kwiaty.
Pośrodku będzie stół z wazonem pełnym kwiatów.
Na stole, który będzie w centrum domu, nigdy nie zabraknie kwiatów.
W moim przyszłym domu zawsze będą kwiaty na stole, który zajmie centrum pokoju.
W głównym punkcie domu umieszczę stół, a na nim wazę z kwiatami.
Stół z wazonem pełnym kwiatów będzie centralnym miejscem mojego domu.
Pośrodku mojego domu będzie stół z kwiatami.
I tak dalej.
Bardzo zawsze lubiłam takie ćwiczenia.
PS. Unikaj zestawu „stoi stół”. Łusia by Ci powiedziała, co to jest.
PS 2. Załóżmy.;)
Dziękuję bardzo za radę. Kłopot ma też z czasem przyszłym. Załuzmy, że opisuję mój przyszły dom. I co piszę? Na środku b ę d z i e stał stół. Ułożone na nim b ę d ą kwiaty etc. I jak ją mam wyrzucić czasownik ,,być”?
A w moim poprzednim komentarzu (tym krotszym) jest błąd. Zamiast ,,strefa” powinno być ,,Zgreda „. (Mój komputer czasem sam poprawia ,,błędy”).
Dziękujemy z Wiosenką Mamo Isi ! Miło jest mieć BRATNIĄ DUSZĘ w pobliżu :)
Na szczęście się pomyliłam w rozpoznaniu; to, co mam, to bodziszek kosmaty, który jest wszędzie i niczym nie jest zagrożony. Ufff!
Mamo Isi, daj żyć bodziszkowi.
Alchemillę kupisz nawet przez internet i bardzo Ci ją polecam. Już lada dzień zakwitnie – a duża połać takich pienistych kwiatuszków (w kolorze kwiatów lipy) ślicznie wygląda w półcieniu. (Ona lubi nawet zupełny cień!)
Dziękuję za polecenie kopytnika!
A co do malw, i u mnie się nie udają. Jakieś robale je zjadają, bezlitośnie.
Dzień dobry!
Alchemilla, Moliku.
Dziękuję Ci za pozytywną opinię, bardzo ją sobie cenię!
Co do powtórzeń: nie ma na nie innego sposobu, jak samej sobie robić staranną korektę. Postaraj się znać jak najwięcej słów bliskoznacznych, a w dodatku mieć pod ręką słownik synonimów. Ortograficzny też. I będzie dobrze!
Jak to miło, że macie z bliźniaczką po własnym drzewku! Pozdrawiam Mamusię.:)
Och! Dopiero teraz przeczytałam większość wczorajszych przemyśleń. Postaram się odpowiedzieć krótko i zwięźle, tak jak sobie to obiecałam:ja i Nutria w ogrodzie mamy swoje własne drzewka. Ja – jedną z trzech jabłoni, Nutria – jedyny bez. Bez wypuścił na razie olbrzymie pąki, a jabłonka jedyna z trzech ma liście, a na dodatek wczoraj zamieniła paczki na mnóstwo różowo-białych kwiatów. Alchemia mollis prezentuje się uroczo na zdjęciach. Witamy Strefa w Polsce :-). A co do dziedziczenia zdolności matematycznych po rodzicach, to pewnie macie rację.
A świetną cieniolubną byliną jest kopytnik. Nb. o kopytniku pisali: Pedanios Dioskurydes, Galen i Pliniusz Starszy. Za panowania Karola Wielkiego gatunek ten znany był jako vulgaginum, opisywany przez Paracelsusa i później przez Matthiolusa. W farmakopei z 1633 kopytnik wymieniony został jako składnik dziewięciu preparatów. Stosowany był jako środek wymiotny, póki nie zaczęto stosować ipekakuany.
Dzieńdoberek! – wołam entuzjastycznie. Wczoraj mnie nie było (za to w piątek byłam nadaktywna), bo po prostu nie miałam czasu. W końcu przyświeciło słońce i cały dzień pracowaliśmy w ogrodzie. Zdążyłam tylko przeczytać pewną książkę, o której tu wspomnę i pościerać kurze w całym domu. Wieczorem odbył się pierwszy grill w tym roku. Ale jeśli ktoś ma w planach zazdroszczenie nam pogody (wiem, że nie wszędzie była), to niech się pocieszy myślą, że i u nas padał deszcz (najpierw przelotny, a później już cały czas, ale tylko delikatna mżawka. Á propos pogody nie wydaje wam się, że wczorajszy księżyc był wyjątkowo jasny? A może tylko tak mi się zdawało, bo wreszcie po wielu dniach wyjrzał zza chmur?
Rozpoczął się temat interpunkcji. Przyda mi się, bo błędów mam mnóstwo! Ale i tak największe problemy mam z powtórzeniam, których nienawidzę. Mógłby mi ktoś wyjaśnić, jak się pozbyć tego ,,Pani” w co trzecim wyrazie?
Czytam ,,Frywolitki”, ale tylko na deser. Najsmaczniejszy, lecz w małych ilościach. Naraz czytam (uhhh! znowu powtórzenie!) kilka książek, a wśród nich są ,,Znajomi z zerówki”! Wiem, że to jest zbiór opowiadań dla pierwszoklasistów, ale miałam takiego pecha, że nie zauważyłamich w młodszych klasach. No to wypożyczyłam. Co prawda bibliotekarka (akurat nie miała dyżuru pani Basia) popatrzyła na mnie niecodziennie delikatnie mówiąc (a raczej pisząc), ale co mi tam! Zresztą nie zawiodłam się. Po przeczytaniu ,,Znajomych…” musiałam przyznać, że pani Małgosia też ma tą właściwość co Astrid Lindgren. ,,Tak jakby między słowami ukryte było jej osobiste piękno”. (Cytuję nie dosłownie, bo z pamięci i pewnie robię masę błędów.) A może z każdym autorem tak jest? A może każdy ma w sobie coś, co sprawia, że pisząc ,,ciepły, słoneczny dzień ” wytwarza inny obraz, niż reszta? Stwierdzenie to zostawiam do przemyślenia księgowym, bo ja, glupiutka, na mało się zdam.
Na koniec przepraszam za zadługie przemyślenie. Z reguły staram się pisać jak najkrócej i jak najzwięźlej, ale widocznie długie opinie o ,,F” mnie rozleniwiły.
Alchemilla! Deer and rabbit resistant, but attracts butterflies! I w dodatku bylina! I znosząca dobrze półcień. Muszę dorwać. Dzięki, kochany Starosto, za bezcenną informację.
Niestety, brak ostróżek i malw w ogrodzie mnie gryzie, ale przegrałam ze ślimakami. Jak na razie.
Walczę w ogrodzie z bluszczem, bo mi się rozlazł wszędzie. Oraz bodziszkiem leśnym. Zajrzałam do wiki i okazuje się, że ten leśny bodziszek jest w kategorii: zagrożony wyginięciem. I co ja mam zrobić, kiedy się pieron wszędzie rozsiał?
Dobranoc, duszki kwiatowe.
Jak to nie kwitną, oczywiście, że kwitną! Na południowym zachodzie. Przedwczoraj taki kolorystycznie ładny obrazek widziałam: na tle stalowego, burzowego nieba, obok siebie liliowe bzy i białe kasztanowce. Zaraz o KG pomyślałam. Tylko aparatu przy sobie nie miałam, jak zwykle.
O, jaka piękna alchemiczna nazwa – Alchemilla mollis! Ciekawe, kto tak nazwał tę roślinkę? Bo na zdjęciach wygląda przyjemnie zielono, ale niezbyt alchemicznie w moim rozumieniu. Przecież wiadomo, że alchemicy próbowali uzyskać złoto z ołowiu i tym podobne rzeczy, więc roślina alchemiczna powinna być według mnie kolorowa, a najlepiej zmieniająca kolor w zależności od tajemniczych warunków – na przykład jak hortensje…
Dziś zaczął nieśmiało kwitnąć kasztan, którego mijam w drodze na przystanek. A w samym mieście widziałam kilka drzew dość mocno kwitnących, więc matury odbywają się całkiem legalnie. Przynajmniej w Krakowie ;)
Co odważniejsze bzy też już rozwijają swoje kwiaty. Pomału zaczyna pięknie pachnieć dookoła. Jest cudownie!
Witamy z powrotem, Zgredziku.
Tak, nazwa piękna i roślina też. Jej czołową zaletą jest to, że nie przepada za słońcem, toteż mogę nią zagospodarować strefę cienia.
Ozdobniczko, ano, nie kwitną, co poradzisz. Mimo to matur nie odwołano. Świat jest dziwny.
Melduję powrót z wojaży.
Alchemilla – piękna nazwa.
Na wilczomleczach żerują zawisaki – może przylecą.
A miały kasztany kwitnąć na maturę!
Och, Wójcie Wiewiórko, koszmar zaiste.
My mamy lepiej. Wielkopolskie matury są na zimno!
Mamo Isi, pomyśl o wspaniałym samopoczuciu roślin, łatwiej Ci będzie znieść tę porę deszczową.
Posadziłam dziś 10 ostróżek niebieskich z białym oczkiem, tyleż przywrotnika (Alchemilla mollis) oraz zioła (tymianek, rozmaryn i majeranek), wiciokrzew przewiercień „Fragrant Cloud” i jeszcze 10 wilczomleczów – i wcale nie musiałam sadzonek podlewać!
Ogród bujny i zielony. Tylko bzom się jakoś nie spieszy, żółta magnolia też czeka ocieplenia.
Piętaszku, przekaż, proszę, Wiosence gratulacje! Pogodę ma piękną, przynajmniej dziś;)
Zajrzałam do prognozy; od poniedziałku zimno i leje. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Trzeba może też wziąć pod uwagę, że polszczyzna dziewiętnastowieczna różni się nieco od współczesnej.
To co dziś dziwi, a przynajmniej zastanawia, kiedyś mogło brzmieć o wiele naturalniej.
Mamo Isi, moja rodzina często w tym roku odwiedza Twoje strony – tym razem Wiosenka jest na plenerze graficznym we Władysławowie. Dziś ponoć piękna pogoda. Bardzo się cieszę, bo jest tam od czwartku, a zdążyła już zdobyć nagrodę w plenerowym konkursie.
Myślę, że tam zamiast „jej” powinno być „dla niej”, ale to całkowicie psuje rytm. Chociaż gdyby cały czas się tak śpiewało, to można by się przyzwyczaić. Przecież w wielu pieśniach tak jest, że niektóre wersy śpiewa się szybciej, żeby pasowało.
Aha, i nie wszystkim maturzystom jest tak dobrze. Gdzie leje, to leje, u nas pogoda jak złoto, 25 stopni w cieniu, wszystko się zieleni, różowi, bieli i złoci. Koszmar.
Ha, ha,ha, oj nie mogę z tą wojenną wizją :D Co za pocieszenie! Pamiętam jak Starosta mnie tak pocieszał tą wojną i operacją , kiedy wiewiórki były jeszcze małe, zima mroźna, Boże Narodzenie za dwa dni, a nam zepsuł się piecyk, co skutkowało brakiem ogrzewania i ciepłej wody. Ta wizja operacji przy świeczce pomogła natychmiast, w jednej sekundzie przestałam się martwić głupim brakiem ciepłej wody. A to dlatego, że po odłożeniu słuchawki śmiałam się jeszcze długo, jak głupek.
Miałam znajomego językoznawcę, obcokrajowca, który całkiem nieźle władał językiem polskim. Mawiał on złośliwie o nadmiarze naszych przecinków, że Polacy stawiają w zdaniu przecinek jak tylko zmęczą się mówieniem.
Na mojej maturze też nie obowiazywała, ale i tak ją wybrałam, bo uwielbiałam. Miałam zostać inżynierem, a zostałam humanistką, he, he.
Piętaszku, oczywiście, pauza nie musi być oddechowa, może też być interpretacyjna, ale wtedy łączy się bardziej z akcentem, niekoniecznie z przecinkiem. Wydaje mi się, że przecinek w języku polskim ma przede wszystkim za zadanie oddzielić części nadrzędne zdania od części podrzędnych i wtrąconych. Dopiero w drugiej kolejności porządkuje logikę wypowiedzi. Ta ostatnia wyłania się często w konfrontacji z całością wypowiedzi. Na przykład, jeśli wyrwiemy z kontekstu pierwszy dwuwers, to nie wiemy jeszcze, czy to łąki mają chwalić Panią, czy my mamy chwalić łąki, bo przecinki oddzielają tylko wyliczenia. Ujawnia się to dopiero w trzecim wersie, dzięki przecinkowi, który oddziela wołacz (cieniste gaiki) od reszty. Mylne to, bo jeśli tak, to po pierwszym chwalcie też powinien być przecinek. Ostateczną pewność daje dopiero druga zwrotka.
Tak, tak, Casciolino, to właśnie to!:))))
Kłapouchy to mój ulubiony aforysta.
Co do zdolności dziedziczonych: loteria genów.
Co do uzdolnień rodziców: Twój Tata przysłał mi właśnie piękne zdjęcia z singapurskiego Ogrodu Botanicznego.
Zachowam je na zimę, będzie czym ucieszyć oczy Księgowych! Uuu-u, ależ egzotyka!
Wciąż pada śnieg. I mróz bierze. Jednakże nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemi. /Kłapouchy/
Molu i Chesterko, wydaje mi się, że po prostu genetycznie dziedziczone zdolności matematyczne nie zawsze są wydobyte na światło dzienne. Tak wiele zależy od nauczycieli…Moi rodzice to wszechstronnie uzdolnione osoby, a z piątki ich dzieci dwoje to umysły ściśłe, a troje humaniści. Wśród tych ostatnich i ja, dlatego dziękuję Opatrzności za to, że na mojej „starej” maturze matematyka nie obowiązywała. Popsułoby mi to średnią ;) i kosztowało dużo niepotrzebnego stresu.
Hej, maturzyści!
Ale z pogodą to się Wam udało. Znów leje. Tak więc, jeśli macie ochotę ponarzekać na swą ciężką dolę, powiedzcie sobie: „Jeszcze mógłby być upał”.
Mama jednej z moich koleżanek po piórze lubiła tak córkę pocieszać: ” Boli? To nic. Jeszcze mogłaby być wojna. Jeszcze mogłabyś być ranna. Jeszcze mogliby cię operować, a tu by właśnie zgasło światło.” I tak dalej.
Podobno świetnie to działało.
Molu, dementuję pogłoski o dziedziczeniu po rodzicach zdolności matematycznych. Zawsze byłam dobra z matmy, maż też, natomiast najstarsza córka zdała maturę w bólach. Za to teraz jest bardzo dobra studentka historii. Aż za dobra, jakby chciała pokazać sobie i światu, że potrafi i odreagować traumę. Dziadkowie też zdali swobodnie maturę, więc skad ta teoria? Hmmm…
Widzę tę subtelną różnicę w znaczeniu obydwu zdań, ale dostrzegam również pewną niekonsekwencję w stosunku do całości. I czy pauza zawsze musi się wiązać z oddechem ?
Inne funkcje w zdaniu, Piętaszku. Jej jest dopełnieniem, po ona jest wtrącenie. Zasadniczą rolą przecinka nie jest pauza oddechowa. Tak mi się przynajmniej zdaje, ale niech się lepiej wypowiedzą poloniści.
Dziękuję za podpowiedź, się robi !:)
Warto się zagłębić w jakże obszerny temat przecinków, Piętaszku. Bardzo ciekawe sytuacje. Wręcz pasjonujące.
Zgredziku, dzięki za wiadomość prywatną. Już wszystko wiem! Powodzenia!
A ja, jak to dziecko, wciąż zastanawiam się – dlaczego autor tekstu nie napisał :
„Jej, dłoń nasza wieniec splata”, skoro dalej czytamy:
„Ona, dzieł Boskich korona”…
Przy czym w pozostałych wersach wszędzie tam, gdzie wskazana byłaby pauza, widzimy przecinek…
Zgredzie, proszę nie wbijać autorki w próżne samozadowolenie. Trzeba uważać.
Przesyłam uściski dla rodziny. Czy sprawy pewnych odnóży się przemieszczają do przodu, że tak powiem?
Kokoszko, ratowanie się w bólu „Bratem” nadzwyczaj przypadło mi do gustu. Adminka nam się ucieszy, hej!
Człowiek lubi być pożyteczny, no nie?
Nie tylko genialne, ale do tego jeszcze z poczuciem humoru.
Dziękuję, póki lek przeciwbólowy nie złapie ratuję się lodem i „Bratem”. A na jutro mam w planach wyprawienie męskiej części rodziny w góry oraz Chestertona. :)
Poboli i przestanie, biedaczku. Na pewno.
Zawsze warto o tym pamiętać.
A mnie się wydaje, że trudy życia przerabiane na własnej skórze czuć w Pani książkach. Jakoś tak już jest że żeby coś wartościowego stworzyć to musi poboleć. Najlepsze dzieła sztuki powstawały często w niesprzyjających dla autora okolicznościach-pierwszy z brzegu przykład:treny. I piękne jest to, że Pani wyszła z tego zaklętego kręgu i pokazuje innym jak z niego wyjść i żyć pełnią.
Ja natomiast tymczasem pocierpieć muszę z powodu wyrwanej ósemeczki, uch czuję się jak Tygrys poczęstowany przez Klapoucha ostem. To na pewno nie jest to co tygryski lubią najbardziej, o nie.
:)!
Wiem, co mówię. Książkami zajmuję się hobbystycznie od lat, zawodowo co prawda dopiero drugi rok idzie, ale mam jako takie rozeznanie. Z niejednego pieca jadłam ten chleb.
Mam porównanie. Na Pani korzyść.
O, o, to autorzy lubią!- chociażby nie wierzyli.:))))
Dzięki, dzieciaczku miły.
Dobrywieczorku kochany! Pytając czy reszta dorosłych zapomniała, jak to jest być dzieckiem nie miałam na myśli wszystkich, oczywiście! Księgowi, na przykład, pamiętają.
Pani Małgosiu, pani książki nie są niezłe, ale genialne nawet!
Edyto, bardzo dziękuję. Warto pochwalić, jeśli się książka podoba. Autor też człowiek i się ucieszy!:)))
Masz rację. Odmawiam występowania na billboardach etc. Uważam, że książki powinny przemawiać same za siebie. I nikomu niczego nie zawdzięczać. I od nikogo nie zależeć.
To się nazywa: wolność tworzenia.
Niezłe, choć nie okraszone tymi wszystkimi promocjami i reklamami, które w dzisiejszych czasach windują w górę często słabe książki.
Te słabe książki to takie fajerwerki, które wybuchną na chwilę i raz na jakiś czas. Pani twórczość postrzegam jako latarnię na wzburzonym morzu, która trwa od dawna i trwać będzie. To nie chwilowa moda, to trwała wartość.
PS. Zresztą! nie warto chwalić Pani książek, bo Pani doskonale sama wie co sobą reprezentuje…
Edyto, jasne, że inni mieli trudniej, na pewno.
Dało się wytrzymać, a to dzięki temu, że mieliśmy kochaną, mądrą i dobrą Mamę, w tamtym ponurym świecie. Tak, to był mocny fundament.
PS. „Niezłe”, powiadasz. No, dzięki!:)
O, DUA! Potwierdzam – będąc dzieckiem postanowiłam sobie, że nie zapomnę, jak to jest, kiedy dorośli Cię nie rozumieją! Kochany (a właściwie kochana, bo przecież jesteś dziewczyną) Molu – nawet pamiętam takie momenty, kiedy specjalnie starałam się coś zapamiętać „na zawsze”. I chociaż nie jestem pisarką, jak nasza DUA to też lubię dzieci i młodzież. I ciągle czytam książki dla nich przeznaczone, bo wydaje mi się, że są dużo lepsze od „dorosłych”.
Pozdrawiam wszystkich maturzystów i trzymam kciuki… na różańcu :-)
Dobry wieczór :)
Z zaskoczeniem przeczytałam ostatni Pani wpis – trudne dzieciństwo. W Pani twórczości i postawie życiowej w ogóle tego nie widać! Rzekłabym inaczej: to Pani „ułożenie” i uporządkowanie, inteligencja, siła, zapał do tworzenia kolejnych książek (niezłych jak na polski rynek wydawniczy) świadczyłoby raczej o mocnym fundamencie na starcie.
To sztuka później wychować swoje dzieci…
Z urlopowymi pozdrowieniami.
Mamo Isi, a starożytni, to co? O tempora, o mores! Podejrzewam, że człowiek jaskiniowy też narzekał.
Dziękuję za wyjaśnienie (emotikon – nie mogę się poestrzymać!). Jesli pani tego jeszcze nie wie: moim zdaniem ten dług pani już spłaciła. Przynajmniej względem mnie (kolejny emotikon. Przepraszam gorąco tych, którzy nie są ich zwolennikami!)
Cieszę się, że chociaż w jednej rzeczy jestem godna Pani podziwu. Nawet pani nie wie jaką mi pani radość sprawiła! (Jawny emotikon: :-) :-) :-). Trzy! Muszę się hamować!).
Pamiętam, że też mnie trochę onieśmielał polski na maturze pisemnej. Głównie część z czytaniem ze zrozumieniem. Zawsze było tak mało miejsca na odpowiedź, a do tego jeszcze ta presja zmieszczenia wszystkiego w kluczowych słowach (mimo iż uważam, że raczej myślę syntetycznie i zwięźle).
Wypracowania natomiast lubiłam pisać. Ustny polski to była już czysta przyjemność (no ale przygotowałam przyjemny i fajny temat – rola książek w życiu bohaterów literackich).
Uśmiecham się do Patrycji – dobrze jest mieć takie podejście. Mnie się zdarza tak myśleć i podchodzić tylko do egzaminów z przedmiotów, które bardzo lubię lub do tych, które mają ciekawe zadania (np. matura z chemii rozszerzonej oraz egzaminy z chemii fizycznej na studiach).
Molu, naprawdę podziwiam, z jaką uwagą i przejęciem czytasz „Frywolitki”.
Cieszę się bardzo.
Odpowiadam na Twoje pytanie: skąd piszący dla dzieci i młodzieży tyle o Was wiedzą?
Odpowiadam, rzecz jasna, wyłącznie w swoim imieniu.
Po prostu bardzo dobrze pamiętam, jak to jest: być dzieckiem. I młodą dziewczyną! Nie miałam łatwego dzieciństwa, ani też młodości. Ale spotkałam kilku wspaniałych ludzi, w tym – nauczycieli, którzy pomogli mi w zmaganiach ze światem, wówczas bardzo nieprzyjaznym.
Wiele im zawdzięczam.
Postanowiłam tego nigdy nie zapomnieć, nawet, kiedy będę już dorosła i niezależna. I koniecznie oddać ten dług wdzięczności, w miarę sił i możliwości pomagając innym dzieciom i młodym ludziom.
Jeżeli komuś przeszkadza streszczenie większości rozdziałów ,,F” proszę, żeby mi o tym powiedział.
Po przeczytaniu rozdziału o książce ,,Twoje dziecko jest inteligentne – jak poznać i rozwijać jego umysł ” jestem pod wrażeniem. Wydawać by się mogło, że ja, pradwunastolatka, nie mam nic do gadania. Bo co by mogło powiedzieć na ten temat dziecko, które nie jest ani rodzicem, ani nauczycielem, ani nawet dorosłym? No, na pewno nie, że książka pomogła mu zrozumieć syna, ucznia, dzieci. Ani na pewno nie, że pod powiedziała mu, jak wychowywać, uczyć… Przecież to jest po prostu książka dla dorosłych! Za to nie uniknęło by oczarowania prostym podziałem, wyrozumiałością, brakiem krytyki, a najbardziej zrozumieniem. Tak, zrozumieniem jakże rzadko spotykanym u dorosłych. Ja w ogóle podziwiam pisarzy dla dzieci i młodzieży. Skąd oni tyle o nas wiedzą? Można by tłumaczyć to sobie: przecież oni też myśli byli w naszym wieku. No, dobrze, ale co z resztą dorosłych? Oni nigdy nie byli dziećmi? Może już zapomnieli? To dlaczego pisarze nie?
Zresztą nawet my możemy się z tej książki czegoś nauczyć. Czego? Tolerancji. Weźmy na przykład takiego Jasia (słuchowca). Basia (wzrokowiec) została wezwana do odpowiedzi i wie mniej niż on. A co Jaś sobie myśli? ,,Na lekcji kółeczka rysowała, no to teraz nie wie!” Nie zdaje sobie nawet sprawy, że to jej sposób na przyswajanie informacji. A kiedy przychodzi kolej na Marka on już ma go za największego głupka i lenia na świecie. Ja jestem słuchowej, może dlatego to dostrzegam.
Ale powtórzę to jeszcze raz: jestem pod wrażeniem. Mimo, że przeczytałam tylko krótkie streszczenie.
Sowo P., ElkoM, wielkie dzięki za wszystkie informacje! Jesteście prawdziwą kopalnią wiedzy!
Trzymam kciuki za maturzystów! Wszystkich!
Och… Nadużywam emotikonów. Dobrze, że Alek tego nie widzi!