Vivat maj, 3 maj…

stokrotka

…czyli rozetka ze stokrotki.

CHWALCIE ŁĄKI UMAJONE!

 

 

Karol Antoniewicz (1807-1852):

 

Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!

Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata.

Ona, dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszemi.

Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję!

 

 

 

 

168 przemyśleń nt. „Vivat maj, 3 maj…

  1. A, no tak, DUA! Z tym że u Brzechwy gra słów zamierzona, a w tej „mojej” powieści chyba niekoniecznie. ;-)

  2. Cha, cha!
    Pyszne, Gio! Pyszniutkie!

    Pierwszy na to wpadł Brzechwa: w wierszyku o Kokoszce-Smakoszce: „Są ludzie, paniusiu kochana, co jajka wciąż jedzą od rana” – mówi ona do sąsiadki.- „Nie dla mnie są takie rozkosze! Ja jajek po prostu nie znoszę!”

  3. Dzień dobry!
    Taka ciekawostka językowa (właśnie przeczytałam w pewnej powieści i pomyślałam, że może kogoś rozbawi):
    „A. nie tknął śniadania. Nie znosił już jajek”.
    Wesołego poniedziałku! :-)

  4. :)

    Oprócz zachęty dla Molika miałam też ochotę zrobić Pani przyjemność.;)
    Zresztą „Brat” na nowo spodobał mi się aż tak, że moje słowa uznania są chyba jeszcze za słabe.
    Pięknym językiem jest ta książka napisana, fabuła jest interesująca, a przesłanie mądre i dobre.

  5. MagdoZ, dziękuję za te miłe słowa uznania o książkach Emilii Kiereś. Jestem fanką tej autorki!:))))

  6. Zgredzie, nie wiem, jak mogłeś dotąd żyć, nie znając „Braci Lwie serce”. Chłopiec wiedział, co robi, czytając tę książkę pięć razy!
    Jest wspaniała.

  7. Dziękuję za przekład ciekawej informacji! Potwierdzam, Justysiu, obecność perełek! Takie same, zresztą, znajdują się na sąsiedzie Alchemilli – czyli na wilczomleczu złocistym (Euphorbia polychroma). To także śliczna roślina, cieniolubna. Widocznie jej liście mają podobne właściwości perełkotwórcze!

  8. P.S. Sprawdziłam jeszcze prognozę ostatni raz. Teraz pisze, że będzie 1C. Moje dwa drzewka figowe już są na zewnątrz od trzech tygodni, listeczki im się już drobne pokazują. To są wytrzymałe osobniki, przymrozki do -5C im nie straszne.

  9. Dlaczego Alchemilla? Ładnie jest to wyjaśnione na Wikipedii po angielsku.

    Roślina ta jest szczególnie ceniona za wygląd liści przy mokrej pogodzie, gdy kropelki wody układają się w koraliki wodne i pięknie błyszczą. Wynika to z niezwykłych właściwości odbijania wody przez liście Alchemilli. Powierzchnia styku między wodą a liśćmi jest tak odchylona, że cienka warstwa powietrza przenika miedzy nimi, tworząc perełki, uważane przez alchemików za najczystszą formę wody. Alchemicy używali takiej właśnie wody w swoich doświadczeniach zamiany metali w złoto. Stąd też nazwa Alchemilla.

    I ja chyba też poszukam tej rośliny, Pani Małgosiu. Znana jest tu pod nazwą Lady’s Mantle, ale jakoś nigdy wcześniej nie zwróciła mojej szczególnej uwagi, by ją dodać do kolekcji.

    Mówię dzień dobry wszystkim, a sobie dobranoc, choć nie wiem czy taka dobra, bo straszą ostatnim tej wiosny przymrozkiem. Opatuliłam co się dało, a rano zobaczymy, może będzie tylko zero.

  10. Wróciłem do tekstu o Braciach Lwie Serce (Frywolitki II, rozdział 2).
    Wreszcie przeczytam zatem jedną z ulubionych książek mojego syna.
    On przeczytał ją pięć razy.

    Wczoraj wieczorem mieliśmy prawdziwą ulewę.

  11. Aha! A więc kasztany rosną wszędzie oprócz Wielkopolski. A to heca!
    Zabieram jutro „Kłamczuchę” moją w świat! A właściwie w Polskę. Na zieloną szkołę do Trójmiasta. Oj, pozwiedza Aniela. W planach Westerplatte, fokarium, Dom do góry nogami w Szymbarku i wiele innych.

    A propos błędów językowych: dziś z moim bratem przeprowadziliśmy rozmowę następującą:
    Brat: Mogę to pożyczyć?
    Ja: A dlaczego nie mógłbyś móc?
    I tak mnie zastanowiło, jakim cudem przyszło mi takie dziwne stwierdzenie „nie mógłbyś móc” do głowy :-).

  12. Molu, o ile dobrze pamiętam jest czas przyszły prosty i złożony. W złożonym używa się „będzie”, a w prostym jest czasownik w odpowiednim czasie. Może nie jest to dokładnie wytłumaczone i jest dosyć uproszczone, ale myślę, że pomoże.

    Można też tak: Na środku stanie stół, na którym ułożę kwiaty.
    Tylko czy „stół stanie” to poprawna forma?

  13. Uśmiecham się do Pani! Od ucha do ucha!

    A pomysł o kapsule czasu wspaniały. (Pozwolę się wtrącić.) Rok temu nasza szkoła robiła tak samo. Każda klasa miała coś do takiej kapsuły włożyć. Ma być to odkopane za (teraz już) 49 lat.
    Gratuluję Pani Małgosiu! I szkole też!

  14. Zuziu, znów piękny obrazek nam tu wyczarowałaś. Urocze to Wasze rodzinne podwórko!

  15. Kochani uczniowie klasy szóstej z Rososzycy! Dziękuję!
    Wprost nadzwyczajnie spodobał mi się pomysł z kapsułą czasu! Czuję się bardzo zaszczycona!
    Strasznie jestem ciekawa, co też to będzie za drzewo?!??? Tylko je porządnie podlewajcie przez 3 lata po posadzeniu, bo się nie przyjmie!
    Miło będzie tak sobie rosnąć przed Waszą biblioteką. To śliczny pomysł, cieszę się. Lubię drzewa.
    Pozdrawiam Was i Waszą Panią – i już odpisuję! Czekajcie na liścik!
    Całusy od
    MM

  16. Dzień dobry!
    Nie za dużo tych stołów jak na jeden dom?

    Ostatnio zrobiliśmy na podwórku pierwsze w tym roku ognisko. Ależ było śmiechu! I śpiewy były, może nie do końca były to swojskie piosenki, ale cóż zrobić gdy ma się szalone kuzynostwo i szalonego brata? Chyba dobrze, że są tacy ludzie. Ja i moja chrzestna tylko sobie cichutko siedziałyśmy i patrzyłyśmy w ogień. Jak to dobrze być razem.

  17. Rososzyca, 5.05.2017 r.

    Szanowna Pani
    Małgorzata Musierowicz

    Jesteśmy uczniami klasy VI Szkoły Podstawowej w Rososzycy – małej wielkopolskiej miejscowości położonej nieopodal Ostrowa Wielkopolskiego. W ramach szkolnego projektu prowadzimy działania mające zachęcić naszych kolegów, krewnych oraz możliwie jak największą ilość osób do czytania książek. Naszym kolejnym zadaniem jest zrobienie kapsuły czasu, w której umieścimy napisaną w XXI wieku książkę oraz pismo zachęcające osoby z przyszłości do przeczytania wybranej przez nas powieści.
    Nie było nam łatwo wybrać tę jedną jedyną, najważniejszą książkę. Dlatego najpierw przeprowadziliśmy tzw. burzę mózgu. Następnie ruszyliśmy w teren. Pytaliśmy rodziców, babcie, sąsiadów, znajomych, nauczycielki, kolegów o książkę, opowiadającą o życiu młodych ludzi, która w szczególny sposób utkwiła im w pamięci. Okazało się, że najczęściej wymieniano powieści Pani autorstwa, należące do serii zwanej Jeżycjadą. Niestety nie dało się określić, która spośród nich cieszy się największą popularnością, ponieważ większość wielbicielek Pani twórczości, przeczytawszy jeden z tomów, sięgała po kolejny. Postanowiliśmy więc zachęcić czytelników żyjących za sto lub więcej lat do lektury Pani przedostatniej powieści – Wnuczki do orzechów. Uważamy, że po przeczytaniu jej, czytelnicy będą chcieli poznać dalsze losy rodziny Borejków, szczególnie perypetie miłosne dwóch od dziecka rywalizujących ze sobą kuzynów. A kiedy już to uczynią i poczują się niemal członkami powieściowej rodziny, na pewno zapragną poznać bliżej historię każdego z przedstawicieli klanu Borejków. Oczywiście, aby zaspokoić swoją ciekawość, nasze wnuczki lub wnuki będą sięgały po kolejne tomy Jeżycjady.
    Mamy świadomość tego, że otrzymuje Pani co roku wiele listów od fanów swojej twórczości, ale mamy nieśmiałą nadzieję, że zechce Pani spełnić naszą prośbę i napisać kilka słów do swoich potencjalnych czytelników, którzy odnajdą za kilkadziesiąt lat zakopaną przez nas kapsułę czasu, w której chcielibyśmy umieścić Pani list razem z książką i naszym pismem. Akcję chcielibyśmy przeprowadzić w drugiej połowie maja. Kapsułę mamy zamiar zakopać pod drzewem, które posadzimy przed budynkiem Gminnej Biblioteki Publicznej w Sieroszewicach. Już dziś spotkaliśmy się z życzliwym przyjęciem naszego pomysłu przez pracowników biblioteki. Jeśli wyrazi Pani zgodę, chcielibyśmy też, to drzewo nazwać Pani imieniem. Prosimy o wyrozumiałość i przychylność.
    Bardzo dziękujemy Pani za wszystkie napisane przez Panią, napawające nas optymizmem oraz przypominające nam o tym, co w życiu jest najważniejsze, książki.
    Z wyrazami szacunku
    Uczniowie klasy VI
    z wychowawczynią

    Szkoła Podstawowa w Rososzycy
    ul. Kaliska 3
    63-405 Sieroszewice
    e-mail: sprososzyca@wp.pl
    tel. 627396088

  18. Postanowiłam dziś ponownie przeczytać „Brata” i spodobał mi się tak bardzo, że na chwilkę opuściło mnie przekonanie, że książki Adminki z każdą następną są coraz lepsze. „Brat” jest bardzo dobry. Jak ładnie buduje autorka nastrój, wprowadzając chociażby króciutkie opisy przyrody. Też jest „wywoływane jedyne w swoim rodzaju napięcie”, budujące niepowtarzalną opowieść.
    Moliku, jeśli jeszcze nie czytałaś tej książki, to myślę, że mogłaby Ci się spodobać. Dużo jeszcze dobrego można by o niej napisać. :)

    Dobrej niedzieli!
    Czy pogoda w Wielkopolsce się poprawia? U nas popadało, ale po wielu dniach przenikliwego zimna, mamy w końcu takie przyjemne, majowe powietrze. Zielono, pachnąco, wiosennie.

  19. Ale inne źródła podają, że pogoda wcale nie będzie taka zła. To już sama nie wiem ;)

  20. Oj, czy „będzie ustawiony” brzmi choć trochę lepiej?
    Sama musiałam się zastanowić, co powiedziałaby Łusia i chyba już wiem. Rzuciłam się na słownik i przy okazji poczytałam też o hiatusie, a także o synaloifie, episynaloifie i innych terminach o nietypowych, ale ładnych nazwach. Czasem żałuję, że nie pracuję w zawodzie. Wychodzę z wprawy.

  21. Bardzo dobrze tej wiosny ma się barwinek, pierwiosnki i szafirki. Czy one kiedykolwiek tak długo kwitły? A jakie są dorodne.

    Ponoć dziś w nocy i jutro ma potężnie lać. Ojoj.

    Alchemilla bardzo ładnie prezentuje się również w donicy (na tarasie np.)

  22. Załóżmy Molu, że mogłabyś napisać tak:
    Na środku będzie stał stół. Ułożone na nim zostaną kwiaty.

    Też mam czasem problem z powtórzeniami. Kiedy się spieszę lub piszę w ferworze emocji. Wymykają mi się, sama nie wiem kiedy.
    A jeśli czytałaś już „Język Trolli” to może pamiętasz scenę, kiedy Róża, córka Gabrysi też nadużywała powtórzeń? Było to wtedy zupełnie uzasadnione i rozładowywało napięcie oraz niosło ładunek komiczny. ;)

  23. O, tak na przykład:
    W moim przyszłym domu pośrodku będzie stół, a na nim – kwiaty.
    W moim przyszłym domu pośrodku umieszczę stół, a na nim będą kwiaty.
    Pośrodku będzie stół, a na nim ustawię kwiaty.
    Pośrodku będzie stół z wazonem pełnym kwiatów.
    Na stole, który będzie w centrum domu, nigdy nie zabraknie kwiatów.
    W moim przyszłym domu zawsze będą kwiaty na stole, który zajmie centrum pokoju.
    W głównym punkcie domu umieszczę stół, a na nim wazę z kwiatami.
    Stół z wazonem pełnym kwiatów będzie centralnym miejscem mojego domu.
    Pośrodku mojego domu będzie stół z kwiatami.

    I tak dalej.

    Bardzo zawsze lubiłam takie ćwiczenia.

    PS. Unikaj zestawu „stoi stół”. Łusia by Ci powiedziała, co to jest.
    PS 2. Załóżmy.;)

  24. Dziękuję bardzo za radę. Kłopot ma też z czasem przyszłym. Załuzmy, że opisuję mój przyszły dom. I co piszę? Na środku b ę d z i e stał stół. Ułożone na nim b ę d ą kwiaty etc. I jak ją mam wyrzucić czasownik ,,być”?
    A w moim poprzednim komentarzu (tym krotszym) jest błąd. Zamiast ,,strefa” powinno być ,,Zgreda „. (Mój komputer czasem sam poprawia ,,błędy”).

  25. Dziękujemy z Wiosenką Mamo Isi ! Miło jest mieć BRATNIĄ DUSZĘ w pobliżu :)

  26. Na szczęście się pomyliłam w rozpoznaniu; to, co mam, to bodziszek kosmaty, który jest wszędzie i niczym nie jest zagrożony. Ufff!

  27. Mamo Isi, daj żyć bodziszkowi.
    Alchemillę kupisz nawet przez internet i bardzo Ci ją polecam. Już lada dzień zakwitnie – a duża połać takich pienistych kwiatuszków (w kolorze kwiatów lipy) ślicznie wygląda w półcieniu. (Ona lubi nawet zupełny cień!)
    Dziękuję za polecenie kopytnika!
    A co do malw, i u mnie się nie udają. Jakieś robale je zjadają, bezlitośnie.

  28. Dzień dobry!
    Alchemilla, Moliku.
    Dziękuję Ci za pozytywną opinię, bardzo ją sobie cenię!
    Co do powtórzeń: nie ma na nie innego sposobu, jak samej sobie robić staranną korektę. Postaraj się znać jak najwięcej słów bliskoznacznych, a w dodatku mieć pod ręką słownik synonimów. Ortograficzny też. I będzie dobrze!

    Jak to miło, że macie z bliźniaczką po własnym drzewku! Pozdrawiam Mamusię.:)

  29. Och! Dopiero teraz przeczytałam większość wczorajszych przemyśleń. Postaram się odpowiedzieć krótko i zwięźle, tak jak sobie to obiecałam:ja i Nutria w ogrodzie mamy swoje własne drzewka. Ja – jedną z trzech jabłoni, Nutria – jedyny bez. Bez wypuścił na razie olbrzymie pąki, a jabłonka jedyna z trzech ma liście, a na dodatek wczoraj zamieniła paczki na mnóstwo różowo-białych kwiatów. Alchemia mollis prezentuje się uroczo na zdjęciach. Witamy Strefa w Polsce :-). A co do dziedziczenia zdolności matematycznych po rodzicach, to pewnie macie rację.

  30. A świetną cieniolubną byliną jest kopytnik. Nb. o kopytniku pisali: Pedanios Dioskurydes, Galen i Pliniusz Starszy. Za panowania Karola Wielkiego gatunek ten znany był jako vulgaginum, opisywany przez Paracelsusa i później przez Matthiolusa. W farmakopei z 1633 kopytnik wymieniony został jako składnik dziewięciu preparatów. Stosowany był jako środek wymiotny, póki nie zaczęto stosować ipekakuany.

  31. Dzieńdoberek! – wołam entuzjastycznie. Wczoraj mnie nie było (za to w piątek byłam nadaktywna), bo po prostu nie miałam czasu. W końcu przyświeciło słońce i cały dzień pracowaliśmy w ogrodzie. Zdążyłam tylko przeczytać pewną książkę, o której tu wspomnę i pościerać kurze w całym domu. Wieczorem odbył się pierwszy grill w tym roku. Ale jeśli ktoś ma w planach zazdroszczenie nam pogody (wiem, że nie wszędzie była), to niech się pocieszy myślą, że i u nas padał deszcz (najpierw przelotny, a później już cały czas, ale tylko delikatna mżawka. Á propos pogody nie wydaje wam się, że wczorajszy księżyc był wyjątkowo jasny? A może tylko tak mi się zdawało, bo wreszcie po wielu dniach wyjrzał zza chmur?

    Rozpoczął się temat interpunkcji. Przyda mi się, bo błędów mam mnóstwo! Ale i tak największe problemy mam z powtórzeniam, których nienawidzę. Mógłby mi ktoś wyjaśnić, jak się pozbyć tego ,,Pani” w co trzecim wyrazie?

    Czytam ,,Frywolitki”, ale tylko na deser. Najsmaczniejszy, lecz w małych ilościach. Naraz czytam (uhhh! znowu powtórzenie!) kilka książek, a wśród nich są ,,Znajomi z zerówki”! Wiem, że to jest zbiór opowiadań dla pierwszoklasistów, ale miałam takiego pecha, że nie zauważyłamich w młodszych klasach. No to wypożyczyłam. Co prawda bibliotekarka (akurat nie miała dyżuru pani Basia) popatrzyła na mnie niecodziennie delikatnie mówiąc (a raczej pisząc), ale co mi tam! Zresztą nie zawiodłam się. Po przeczytaniu ,,Znajomych…” musiałam przyznać, że pani Małgosia też ma tą właściwość co Astrid Lindgren. ,,Tak jakby między słowami ukryte było jej osobiste piękno”. (Cytuję nie dosłownie, bo z pamięci i pewnie robię masę błędów.) A może z każdym autorem tak jest? A może każdy ma w sobie coś, co sprawia, że pisząc ,,ciepły, słoneczny dzień ” wytwarza inny obraz, niż reszta? Stwierdzenie to zostawiam do przemyślenia księgowym, bo ja, glupiutka, na mało się zdam.

    Na koniec przepraszam za zadługie przemyślenie. Z reguły staram się pisać jak najkrócej i jak najzwięźlej, ale widocznie długie opinie o ,,F” mnie rozleniwiły.

  32. Alchemilla! Deer and rabbit resistant, but attracts butterflies! I w dodatku bylina! I znosząca dobrze półcień. Muszę dorwać. Dzięki, kochany Starosto, za bezcenną informację.
    Niestety, brak ostróżek i malw w ogrodzie mnie gryzie, ale przegrałam ze ślimakami. Jak na razie.
    Walczę w ogrodzie z bluszczem, bo mi się rozlazł wszędzie. Oraz bodziszkiem leśnym. Zajrzałam do wiki i okazuje się, że ten leśny bodziszek jest w kategorii: zagrożony wyginięciem. I co ja mam zrobić, kiedy się pieron wszędzie rozsiał?

  33. Jak to nie kwitną, oczywiście, że kwitną! Na południowym zachodzie. Przedwczoraj taki kolorystycznie ładny obrazek widziałam: na tle stalowego, burzowego nieba, obok siebie liliowe bzy i białe kasztanowce. Zaraz o KG pomyślałam. Tylko aparatu przy sobie nie miałam, jak zwykle.

  34. O, jaka piękna alchemiczna nazwa – Alchemilla mollis! Ciekawe, kto tak nazwał tę roślinkę? Bo na zdjęciach wygląda przyjemnie zielono, ale niezbyt alchemicznie w moim rozumieniu. Przecież wiadomo, że alchemicy próbowali uzyskać złoto z ołowiu i tym podobne rzeczy, więc roślina alchemiczna powinna być według mnie kolorowa, a najlepiej zmieniająca kolor w zależności od tajemniczych warunków – na przykład jak hortensje…

  35. Dziś zaczął nieśmiało kwitnąć kasztan, którego mijam w drodze na przystanek. A w samym mieście widziałam kilka drzew dość mocno kwitnących, więc matury odbywają się całkiem legalnie. Przynajmniej w Krakowie ;)

    Co odważniejsze bzy też już rozwijają swoje kwiaty. Pomału zaczyna pięknie pachnieć dookoła. Jest cudownie!

  36. Witamy z powrotem, Zgredziku.
    Tak, nazwa piękna i roślina też. Jej czołową zaletą jest to, że nie przepada za słońcem, toteż mogę nią zagospodarować strefę cienia.

    Ozdobniczko, ano, nie kwitną, co poradzisz. Mimo to matur nie odwołano. Świat jest dziwny.

  37. Melduję powrót z wojaży.
    Alchemilla – piękna nazwa.
    Na wilczomleczach żerują zawisaki – może przylecą.

  38. Och, Wójcie Wiewiórko, koszmar zaiste.
    My mamy lepiej. Wielkopolskie matury są na zimno!

    Mamo Isi, pomyśl o wspaniałym samopoczuciu roślin, łatwiej Ci będzie znieść tę porę deszczową.
    Posadziłam dziś 10 ostróżek niebieskich z białym oczkiem, tyleż przywrotnika (Alchemilla mollis) oraz zioła (tymianek, rozmaryn i majeranek), wiciokrzew przewiercień „Fragrant Cloud” i jeszcze 10 wilczomleczów – i wcale nie musiałam sadzonek podlewać!
    Ogród bujny i zielony. Tylko bzom się jakoś nie spieszy, żółta magnolia też czeka ocieplenia.

  39. Piętaszku, przekaż, proszę, Wiosence gratulacje! Pogodę ma piękną, przynajmniej dziś;)
    Zajrzałam do prognozy; od poniedziałku zimno i leje. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

  40. Trzeba może też wziąć pod uwagę, że polszczyzna dziewiętnastowieczna różni się nieco od współczesnej.
    To co dziś dziwi, a przynajmniej zastanawia, kiedyś mogło brzmieć o wiele naturalniej.

  41. Mamo Isi, moja rodzina często w tym roku odwiedza Twoje strony – tym razem Wiosenka jest na plenerze graficznym we Władysławowie. Dziś ponoć piękna pogoda. Bardzo się cieszę, bo jest tam od czwartku, a zdążyła już zdobyć nagrodę w plenerowym konkursie.

  42. Myślę, że tam zamiast „jej” powinno być „dla niej”, ale to całkowicie psuje rytm. Chociaż gdyby cały czas się tak śpiewało, to można by się przyzwyczaić. Przecież w wielu pieśniach tak jest, że niektóre wersy śpiewa się szybciej, żeby pasowało.

  43. Aha, i nie wszystkim maturzystom jest tak dobrze. Gdzie leje, to leje, u nas pogoda jak złoto, 25 stopni w cieniu, wszystko się zieleni, różowi, bieli i złoci. Koszmar.

  44. Ha, ha,ha, oj nie mogę z tą wojenną wizją :D Co za pocieszenie! Pamiętam jak Starosta mnie tak pocieszał tą wojną i operacją , kiedy wiewiórki były jeszcze małe, zima mroźna, Boże Narodzenie za dwa dni, a nam zepsuł się piecyk, co skutkowało brakiem ogrzewania i ciepłej wody. Ta wizja operacji przy świeczce pomogła natychmiast, w jednej sekundzie przestałam się martwić głupim brakiem ciepłej wody. A to dlatego, że po odłożeniu słuchawki śmiałam się jeszcze długo, jak głupek.

  45. Miałam znajomego językoznawcę, obcokrajowca, który całkiem nieźle władał językiem polskim. Mawiał on złośliwie o nadmiarze naszych przecinków, że Polacy stawiają w zdaniu przecinek jak tylko zmęczą się mówieniem.

  46. Na mojej maturze też nie obowiazywała, ale i tak ją wybrałam, bo uwielbiałam. Miałam zostać inżynierem, a zostałam humanistką, he, he.

    Piętaszku, oczywiście, pauza nie musi być oddechowa, może też być interpretacyjna, ale wtedy łączy się bardziej z akcentem, niekoniecznie z przecinkiem. Wydaje mi się, że przecinek w języku polskim ma przede wszystkim za zadanie oddzielić części nadrzędne zdania od części podrzędnych i wtrąconych. Dopiero w drugiej kolejności porządkuje logikę wypowiedzi. Ta ostatnia wyłania się często w konfrontacji z całością wypowiedzi. Na przykład, jeśli wyrwiemy z kontekstu pierwszy dwuwers, to nie wiemy jeszcze, czy to łąki mają chwalić Panią, czy my mamy chwalić łąki, bo przecinki oddzielają tylko wyliczenia. Ujawnia się to dopiero w trzecim wersie, dzięki przecinkowi, który oddziela wołacz (cieniste gaiki) od reszty. Mylne to, bo jeśli tak, to po pierwszym chwalcie też powinien być przecinek. Ostateczną pewność daje dopiero druga zwrotka.

  47. Tak, tak, Casciolino, to właśnie to!:))))
    Kłapouchy to mój ulubiony aforysta.

    Co do zdolności dziedziczonych: loteria genów.
    Co do uzdolnień rodziców: Twój Tata przysłał mi właśnie piękne zdjęcia z singapurskiego Ogrodu Botanicznego.
    Zachowam je na zimę, będzie czym ucieszyć oczy Księgowych! Uuu-u, ależ egzotyka!

  48. Wciąż pada śnieg. I mróz bierze. Jednakże nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemi. /Kłapouchy/

  49. Molu i Chesterko, wydaje mi się, że po prostu genetycznie dziedziczone zdolności matematyczne nie zawsze są wydobyte na światło dzienne. Tak wiele zależy od nauczycieli…Moi rodzice to wszechstronnie uzdolnione osoby, a z piątki ich dzieci dwoje to umysły ściśłe, a troje humaniści. Wśród tych ostatnich i ja, dlatego dziękuję Opatrzności za to, że na mojej „starej” maturze matematyka nie obowiązywała. Popsułoby mi to średnią ;) i kosztowało dużo niepotrzebnego stresu.

  50. Hej, maturzyści!
    Ale z pogodą to się Wam udało. Znów leje. Tak więc, jeśli macie ochotę ponarzekać na swą ciężką dolę, powiedzcie sobie: „Jeszcze mógłby być upał”.

    Mama jednej z moich koleżanek po piórze lubiła tak córkę pocieszać: ” Boli? To nic. Jeszcze mogłaby być wojna. Jeszcze mogłabyś być ranna. Jeszcze mogliby cię operować, a tu by właśnie zgasło światło.” I tak dalej.

    Podobno świetnie to działało.

  51. Molu, dementuję pogłoski o dziedziczeniu po rodzicach zdolności matematycznych. Zawsze byłam dobra z matmy, maż też, natomiast najstarsza córka zdała maturę w bólach. Za to teraz jest bardzo dobra studentka historii. Aż za dobra, jakby chciała pokazać sobie i światu, że potrafi i odreagować traumę. Dziadkowie też zdali swobodnie maturę, więc skad ta teoria? Hmmm…

  52. Widzę tę subtelną różnicę w znaczeniu obydwu zdań, ale dostrzegam również pewną niekonsekwencję w stosunku do całości. I czy pauza zawsze musi się wiązać z oddechem ?

  53. Inne funkcje w zdaniu, Piętaszku. Jej jest dopełnieniem, po ona jest wtrącenie. Zasadniczą rolą przecinka nie jest pauza oddechowa. Tak mi się przynajmniej zdaje, ale niech się lepiej wypowiedzą poloniści.

  54. Warto się zagłębić w jakże obszerny temat przecinków, Piętaszku. Bardzo ciekawe sytuacje. Wręcz pasjonujące.

    Zgredziku, dzięki za wiadomość prywatną. Już wszystko wiem! Powodzenia!

  55. A ja, jak to dziecko, wciąż zastanawiam się – dlaczego autor tekstu nie napisał :
    „Jej, dłoń nasza wieniec splata”, skoro dalej czytamy:
    „Ona, dzieł Boskich korona”…
    Przy czym w pozostałych wersach wszędzie tam, gdzie wskazana byłaby pauza, widzimy przecinek…

  56. Zgredzie, proszę nie wbijać autorki w próżne samozadowolenie. Trzeba uważać.
    Przesyłam uściski dla rodziny. Czy sprawy pewnych odnóży się przemieszczają do przodu, że tak powiem?

    Kokoszko, ratowanie się w bólu „Bratem” nadzwyczaj przypadło mi do gustu. Adminka nam się ucieszy, hej!
    Człowiek lubi być pożyteczny, no nie?

  57. Dziękuję, póki lek przeciwbólowy nie złapie ratuję się lodem i „Bratem”. A na jutro mam w planach wyprawienie męskiej części rodziny w góry oraz Chestertona. :)

  58. A mnie się wydaje, że trudy życia przerabiane na własnej skórze czuć w Pani książkach. Jakoś tak już jest że żeby coś wartościowego stworzyć to musi poboleć. Najlepsze dzieła sztuki powstawały często w niesprzyjających dla autora okolicznościach-pierwszy z brzegu przykład:treny. I piękne jest to, że Pani wyszła z tego zaklętego kręgu i pokazuje innym jak z niego wyjść i żyć pełnią.
    Ja natomiast tymczasem pocierpieć muszę z powodu wyrwanej ósemeczki, uch czuję się jak Tygrys poczęstowany przez Klapoucha ostem. To na pewno nie jest to co tygryski lubią najbardziej, o nie.

  59. Wiem, co mówię. Książkami zajmuję się hobbystycznie od lat, zawodowo co prawda dopiero drugi rok idzie, ale mam jako takie rozeznanie. Z niejednego pieca jadłam ten chleb.
    Mam porównanie. Na Pani korzyść.

  60. O, o, to autorzy lubią!- chociażby nie wierzyli.:))))
    Dzięki, dzieciaczku miły.

  61. Dobrywieczorku kochany! Pytając czy reszta dorosłych zapomniała, jak to jest być dzieckiem nie miałam na myśli wszystkich, oczywiście! Księgowi, na przykład, pamiętają.
    Pani Małgosiu, pani książki nie są niezłe, ale genialne nawet!

  62. Edyto, bardzo dziękuję. Warto pochwalić, jeśli się książka podoba. Autor też człowiek i się ucieszy!:)))
    Masz rację. Odmawiam występowania na billboardach etc. Uważam, że książki powinny przemawiać same za siebie. I nikomu niczego nie zawdzięczać. I od nikogo nie zależeć.
    To się nazywa: wolność tworzenia.

  63. Niezłe, choć nie okraszone tymi wszystkimi promocjami i reklamami, które w dzisiejszych czasach windują w górę często słabe książki.
    Te słabe książki to takie fajerwerki, które wybuchną na chwilę i raz na jakiś czas. Pani twórczość postrzegam jako latarnię na wzburzonym morzu, która trwa od dawna i trwać będzie. To nie chwilowa moda, to trwała wartość.

    PS. Zresztą! nie warto chwalić Pani książek, bo Pani doskonale sama wie co sobą reprezentuje…

  64. Edyto, jasne, że inni mieli trudniej, na pewno.
    Dało się wytrzymać, a to dzięki temu, że mieliśmy kochaną, mądrą i dobrą Mamę, w tamtym ponurym świecie. Tak, to był mocny fundament.

    PS. „Niezłe”, powiadasz. No, dzięki!:)

  65. O, DUA! Potwierdzam – będąc dzieckiem postanowiłam sobie, że nie zapomnę, jak to jest, kiedy dorośli Cię nie rozumieją! Kochany (a właściwie kochana, bo przecież jesteś dziewczyną) Molu – nawet pamiętam takie momenty, kiedy specjalnie starałam się coś zapamiętać „na zawsze”. I chociaż nie jestem pisarką, jak nasza DUA to też lubię dzieci i młodzież. I ciągle czytam książki dla nich przeznaczone, bo wydaje mi się, że są dużo lepsze od „dorosłych”.
    Pozdrawiam wszystkich maturzystów i trzymam kciuki… na różańcu :-)

  66. Dobry wieczór :)
    Z zaskoczeniem przeczytałam ostatni Pani wpis – trudne dzieciństwo. W Pani twórczości i postawie życiowej w ogóle tego nie widać! Rzekłabym inaczej: to Pani „ułożenie” i uporządkowanie, inteligencja, siła, zapał do tworzenia kolejnych książek (niezłych jak na polski rynek wydawniczy) świadczyłoby raczej o mocnym fundamencie na starcie.
    To sztuka później wychować swoje dzieci…
    Z urlopowymi pozdrowieniami.

  67. Mamo Isi, a starożytni, to co? O tempora, o mores! Podejrzewam, że człowiek jaskiniowy też narzekał.

  68. Dziękuję za wyjaśnienie (emotikon – nie mogę się poestrzymać!). Jesli pani tego jeszcze nie wie: moim zdaniem ten dług pani już spłaciła. Przynajmniej względem mnie (kolejny emotikon. Przepraszam gorąco tych, którzy nie są ich zwolennikami!)
    Cieszę się, że chociaż w jednej rzeczy jestem godna Pani podziwu. Nawet pani nie wie jaką mi pani radość sprawiła! (Jawny emotikon: :-) :-) :-). Trzy! Muszę się hamować!).

  69. Pamiętam, że też mnie trochę onieśmielał polski na maturze pisemnej. Głównie część z czytaniem ze zrozumieniem. Zawsze było tak mało miejsca na odpowiedź, a do tego jeszcze ta presja zmieszczenia wszystkiego w kluczowych słowach (mimo iż uważam, że raczej myślę syntetycznie i zwięźle).
    Wypracowania natomiast lubiłam pisać. Ustny polski to była już czysta przyjemność (no ale przygotowałam przyjemny i fajny temat – rola książek w życiu bohaterów literackich).
    Uśmiecham się do Patrycji – dobrze jest mieć takie podejście. Mnie się zdarza tak myśleć i podchodzić tylko do egzaminów z przedmiotów, które bardzo lubię lub do tych, które mają ciekawe zadania (np. matura z chemii rozszerzonej oraz egzaminy z chemii fizycznej na studiach).

  70. Molu, naprawdę podziwiam, z jaką uwagą i przejęciem czytasz „Frywolitki”.
    Cieszę się bardzo.
    Odpowiadam na Twoje pytanie: skąd piszący dla dzieci i młodzieży tyle o Was wiedzą?
    Odpowiadam, rzecz jasna, wyłącznie w swoim imieniu.

    Po prostu bardzo dobrze pamiętam, jak to jest: być dzieckiem. I młodą dziewczyną! Nie miałam łatwego dzieciństwa, ani też młodości. Ale spotkałam kilku wspaniałych ludzi, w tym – nauczycieli, którzy pomogli mi w zmaganiach ze światem, wówczas bardzo nieprzyjaznym.
    Wiele im zawdzięczam.
    Postanowiłam tego nigdy nie zapomnieć, nawet, kiedy będę już dorosła i niezależna. I koniecznie oddać ten dług wdzięczności, w miarę sił i możliwości pomagając innym dzieciom i młodym ludziom.

  71. Jeżeli komuś przeszkadza streszczenie większości rozdziałów ,,F” proszę, żeby mi o tym powiedział.
    Po przeczytaniu rozdziału o książce ,,Twoje dziecko jest inteligentne – jak poznać i rozwijać jego umysł ” jestem pod wrażeniem. Wydawać by się mogło, że ja, pradwunastolatka, nie mam nic do gadania. Bo co by mogło powiedzieć na ten temat dziecko, które nie jest ani rodzicem, ani nauczycielem, ani nawet dorosłym? No, na pewno nie, że książka pomogła mu zrozumieć syna, ucznia, dzieci. Ani na pewno nie, że pod powiedziała mu, jak wychowywać, uczyć… Przecież to jest po prostu książka dla dorosłych! Za to nie uniknęło by oczarowania prostym podziałem, wyrozumiałością, brakiem krytyki, a najbardziej zrozumieniem. Tak, zrozumieniem jakże rzadko spotykanym u dorosłych. Ja w ogóle podziwiam pisarzy dla dzieci i młodzieży. Skąd oni tyle o nas wiedzą? Można by tłumaczyć to sobie: przecież oni też myśli byli w naszym wieku. No, dobrze, ale co z resztą dorosłych? Oni nigdy nie byli dziećmi? Może już zapomnieli? To dlaczego pisarze nie?
    Zresztą nawet my możemy się z tej książki czegoś nauczyć. Czego? Tolerancji. Weźmy na przykład takiego Jasia (słuchowca). Basia (wzrokowiec) została wezwana do odpowiedzi i wie mniej niż on. A co Jaś sobie myśli? ,,Na lekcji kółeczka rysowała, no to teraz nie wie!” Nie zdaje sobie nawet sprawy, że to jej sposób na przyswajanie informacji. A kiedy przychodzi kolej na Marka on już ma go za największego głupka i lenia na świecie. Ja jestem słuchowej, może dlatego to dostrzegam.
    Ale powtórzę to jeszcze raz: jestem pod wrażeniem. Mimo, że przeczytałam tylko krótkie streszczenie.

  72. Sowo P., ElkoM, wielkie dzięki za wszystkie informacje! Jesteście prawdziwą kopalnią wiedzy!
    Trzymam kciuki za maturzystów! Wszystkich!

  73. Gratulacje dla pani wnuka! Mi do matury jeszcze daleko, ale jak czasem o niej myślę to boję się, że nie zdam.
    Ozdobniczko, jesteś tylko rok starsza ode mnie:-)

  74. Patrycjo, matematyka była trudna, nasz maturzysta wyrobił jednakże 96%,jak wypada z obliczeń po fakcie!

  75. Molu!
    Jak ja się cieszę!:)
    Dziękuję bardzo.

    Ozdobniczko, tak pamiętałam, ale nie byłam całkiem pewna. Mądra z ciebie szóstoklasistka!

  76. W poprzednim przemyśleniu nie zmieściła mi się taka informacja: podobno Astrid napisała tę książkę po zobaczeniu nagrobku z dwoma datami śmierci. Wynikało z nich, że pewien chłopak zmarł w wieku dwunastu lat, a kilka dni po nim jego kilkuletni brat. To ją zainspirowało.
    Była tu mowa o dzisiejszych testach matematycznych maturzystów. Naukowcy odkryli ostatnio, że zdolności matematyczne i stosunek do przedmiotu odziedziczy się po rodzicach w genach. Czyli, że jeśli rodzicom źle poszły testy z matematyki to dzieciom też pójdą prawdopodobnie nie za dobrze. I na odwrót. Ale może się zdarzyć, że niekoniecznie.

  77. Och… Szkoda… A może znajdzie się jakaś jej książka, którą mogławielkoscizytać?
    Jeszcze á propos ,,F”: czytam właśnie rozdział poświęcony Astrid Lindgren. Ten o ,,Braciach Lwie Serce „. Mieliśmy ostatnio to jako lekturę i, muszę przyznać, spodobało mi się. Chociaż nie wszyscy mieli takie samo zdanie. Trzeba też brać pod uwagę, że niektorzy wszystkie książki uważają za bezwartościowe i nudne. Wracając do Astrid podobało mi się pani stwierdzenie:

    ,,Jeśli Astrid Lingren pisze: <> – to stwarza jakimś cudem obraz całkiem odmienny od tego, który potrafiłby stworzyć ktoś inny; tak jakby – używając tych samych trzech słów – wywoływała za ich pomocą jedyne w swoim rodzaju napięcie, będące czymś najzupełniej jej wlasnym; tak jakby p o m i ę d z y tymi słowami zaczynało iskrzyć jej osobiste piękno, odbicie takiego obrazu świata, jaki widzą jej oczy, a raczej: jej serce.”

    Podobał mi się też fragment, w którym odpowiadała pani na pytanie: ,,Opowiadać dzieciom baśnie – po co się to robi?”, a także o tym, że: ,, Astrid Lindgren pisze coraz bardziej prawdziwe baśnie.” i ostatni akapit. Nie będę tu tego wszystkiego przytaczać, bo przemyślenie byłoby ogromne. Prawdę mówiąc cały ten rozdział mi się spodobał. Czytałam przy otwartym oknie w podkoszulku, pewnie dla tego miałam ciarki. Jeśli ktoś ma akurat pod ręką ,,F” niech sobie przeczyta. Drugi rozdział.

  78. Marigold, tak ładnie to opisałaś, że aż mnie pociągnęło w stronę Gościeradza! Może namówię Adminkę i się kiedyś przejedziemy, zdjęcia jabłoniom zrobimy…
    Jak już obie będziemy „po robocie”, bo na razie to uff, ufff – czasu brak.

  79. Ozdobniczko, która to klasa, przypomnij mi, proszę (to się tak szybko zmienia…;) )

    Moliku, pani Baranowska już nie żyje. Nie, nigdy nie pisała dla dzieci. Ale ucieszyłaby się z Twojej sympatii – lubiła ludzi.

  80. Dwa lata, Pani Małgosiu :) Ale naprawdę- tegoroczna matura baardzo mi przypadła do gustu. Swoją drogą, przechadzając się dziś po mieście, zauważyłam samych uśmiechniętych maturzystów; czyli nie było źle!

  81. Ja też trzymam kciuki za maturzystów! Mam nadzieję, że matematyka dobrze poszła.
    U nas za to teraz nawałnica sprawdzianów i kartkówek. Do 9 maja trzeba wystawić proponowane oceny, więc się nie dziwię, szczerze mówiąc. Jednakże mały apel do nauczycieli, którzy są wymagający: Jesteśmy tylko ludźmi! ;-)

  82. Hej!-jak mawiał absztyfikant naszej kochanej Pulpecji.
    Ja również trzymałam kciuki za maturzystów. No, dobra. Przyznaję się: zapomniałam o tym. Ale zapomniałam nie znaczy zapomniałam. Trzymałam, ale nie cały czas. Mam nadzieję, że mi wierzycie.:-) (przepraszam za emotikon, ale lubię je nadużywać.)
    Patrycjo, chciałbym też mieć takie podejście do sprawdzianów! Na razie jest tak tylko na polskim.
    Czytam właśnie ,,Frywolitki 2″. Rozpisuje się pani na temat cech M. Baranowskiej i jej ludzkości, a ja czuję, że ja lubię. Chociaż nigdy jej nie widziałam. Bawi mnie fragment ,,Prywatnej historii poezji”, który pani przytoczyła i już czuję, że kocham jej książki (pisze jakieś dla dzieci???). Dziękuję za ,,Frywolitki „!

  83. Obawiał się, ale poszło świetnie.:)
    Dzień dobry, ElkoM! Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie. Wyrazy podziwu załączam! To bardzo trudny język, brawo za dobrowolne podejście do problemu!
    Jak to miło, że się odezwałaś. No widzisz? Czego się było bać?
    Najserdeczniej witamy!

  84. Pani Malgosiu, ogromnie ucieszylam i wzruszylam sie gdy zobaczylam obraz L. Wyczolkowskiego „Wiosna w Goscieradzu”. Znam bardzo dobrze Koronowo kolo Goscieradza i okolice. Za oknem na obrazie jest z pewnoscia sad z jabloniami!Nawet dzisiaj jadac szosa przez Goscieradz mozna ujrzec te piekne sady. Chociaz w ostatnich latach bardzo wiele obszarow wycieto! W sloncu tak wlasnie to wyglada :) A gdy juz dojedziemy do koronowskiej bazyliki na nabozenstwo majowe, to w jej chlodnym i przepieknym wnetrzu uslyszymy zawsze „Chwalcie laki umajone, gory i doliny zielone”!Tojest wlasnie wiosna na ziemi koronowskiej. Mysle, ze jest to jedna z najpiekniejszym piesni majowych, jakie kiedykolwiek powstaly:)

  85. Wnuk obawiał się polskiego ?? Z takimi genami …
    Moja licealistka chociaż jest namiętnym czytelnikiem też jakoś nie ma upodobania w tym przedmiocie. Może to kwestia nauczyciela albo jednak bardziej umysłu ścisłego …

  86. Witam wszystkich! Zaglądam tu od dawna, ale nie miałam odwagi się odezwać. Poczułam się jednak wywołana do odpowiedzi. Słowo pajtasz jest pochodzenia węgierskiego, w oryginale pajtas i oznacza kumpel, kamrat, kompan, w harcerstwie też druh. Więcej wpływów węgierskich jest w gwarze podhalańskiej (zapewne z powodu długotrwałego sąsiedztwa), ale na Śląsku jest też w użyciu np. słowo żemła (zsemle), czyli bułka. Ja sama jestem efektem (żeby nie powiedzieć brzydko produktem) przyjaźni polsko-węgierskiej, ze względu na moich licznych przyjaciół nauczyłam się mówić i czytać po węgiersku ( z pisaniem gorzej).

  87. O Jerum, Jerum, Jerum, o quae mutatio rerum! O biada, biada, biada, jak czasy się zmieniły!
    Podobno jest to średniowieczna łacina.
    No i patrzcie, już w średniowieczu narzekali na upadek obyczajów.

  88. Mamo Isi, a jeszcze znalazłam, że Brückner w „Słowniku etymologicznym” podaje (sprawdziłam, podaje): „pajda, bajda chleba, ‘kromka’, od paj, ‘porcja’, tureckie i węgierskie. Po narzeczach i pajtasz, ‘towarzysz’, z węg. paitas”. Czyli – biada towarzyszu! ;)

    KokoszaNel, tak mi się wydawało, że to jeszcze za wcześnie. My tam bywamy w końcówce maja i to jest najlepszy czas na wycieczkę rododendronową. Potem jeszcze kwitną lilie. Natomiast drzewami można zachwycać się cały sezon, kolekcja dendrologiczna też jest imponująca.

  89. Moja mądra Patrycja!
    Ale to jeszcze dwa lata? czy trzy? Zgubiłam rachunek.

    Nutko, ja też od rana trzymam kciuki, za wnuka i za wszystkich. ale bardziej się nasz chłopak obawiał polskiego (a poszło świetnie), matematyka to dla niego pestka.

  90. Dzień dobry!
    Także trzymam kciuki za maturzystów. Szczególnie na matmie.
    Jeśli mogę coś dodać, to zarówno egzamin gimnazjalny był, jak i matura będzie dla mnie wspaniałą przygodą. Zawsze zachwycają mnie ciekawe teksty i możliwość spisania refleksji. I wyzwanie intelektualne z tym związane. Już nie mogę się doczekać!

  91. Dziś Królowa Nauk panuje na maturze!
    Trzymam kciuki za maturzystów!
    A Księgowych pozdrawiam (i nadużywam wykrzykników)!

  92. o Jerum, Jerum, Jerum, o quae mutatio rerum!

    Pajtasz po romsku znaczy ponoć „kolega”. Tak przynajmniej mówi Internet.

  93. Och! Ja po koło pięćdziesięciu dniach nieobecności piszę przemyślenie i w końcu czuję, że naprawdę żyję! O, jak cudownie się czyta wasze wpisy! O, jak ja się za wami stęskniłam! Zapytanie: czemu więc nie zajrzałam tu wcześniej? No, cóż… Były różne… hmm… komplikacje i po prostu nie mogłam.
    A co do matur: trzymajmy jutro kciuki za niejaką Dominikę piszącą jutro maturę(niestety nie wiem o której) i jednocześnie mając urodziny. To kuzynka na pierwszej linii mojej przyjaciółki, która się tu ostatnio spisywała. Może pamiętacie?

  94. Ja nie wiem, mało znam śląską gwarę.
    Co do wiersza: w istocie, z każdą interpretacją jest ten problem, że przecież autor powiedział dokładnie to, co chciał, i w taki sposób, jak zamierzył. Ale przecież dobrze jest umieć „rozebrać” wiersz na cząstki, na kółeczka i sprężynki, i przyjrzeć się, jak to właściwie działa, ten cudowny mechanizm.
    Oczywiście, mówimy tu o wierszu, który jest dziełem sztuki. Z innym – gorzej.

    Pamiętajmy, że nasi najwięksi poeci (i pisarze też) z reguły mieli w szkole łacinę i grekę, uczono ich na najlepszych przykładach. Aha, i uczono ich nie tyle interpretacji, co budowy wiersza, zasad tworzenia rymów i rytmów. Toteż potem mieli warsztat poetycki w małym paluszku!

  95. Ale maturzystom zadano temat! I co tu można dodać, skoro Wierzyński ujął temat w pełni?

    Męczy mnie to „jerum pajtasz”, bo poza informacją, ze to gwara śląska, nigdzie nie mogę znaleźć, co właściwie oznacza. Może ktoś wie?

  96. Babciu Gąsko, dziękuję za pouczenie odnośnie obwiatywu, całe życie nie miałam pojęcia o istnieniu czegoś takiego! Ani o Algonkinach, ale przeczytałam u źródeł, że to na przykład Cree i Czejenowie, więc się trochę uspokoiłam. Czyli Mały Wielki Człowiek używał obwiatywu, patrzajcie państwo!
    Ucałowania dla wszystkich i trzymam kciuki za maturzystów.

  97. Lubię łamigłówki (chyba się powtarzam), ale przy tym trzeba się maksymalnie skoncentrować, a egzamin maturalny chyba temu nie sprzyja :)

  98. „Slysze czas” – piekny, ciekawy wiersz do interpretacji. Wyzwanie!

    Trzymam kciuki za maturzystow!

  99. Pieśń jakby abstrakcyjna. To splatanie dłoni jest bardzo popularnyn znakiem we nowoczesnej grafice projektowej. Sprawa ponadczasowa.

  100. Ha! Interpretacja wiersza Kazimierza Wierzyńskiego!
    Ale nasz maturzysta wziął temat o „Nocnym locie”. Zadowolony!
    Ciekawa jestem, jak tam inni.

  101. Jadziu, a właśnie zamierzałam złożyć od rana maturzystom życzenia sukcesów. Mój własny wnuczek dziś startuje.
    Trzymajcie się, ludziska!
    Dobrze, że pogoda wam sprzyja. Będzie się lepiej myśleć.

  102. Dzień dobry! Justysiu, a jakże! Judaszowiec i u mnie obsypany pąkami. Kwitł (skąpo) od razu po posadzeniu, trzy lata temu. Rośnie trochę wolno, jak na moje oczekiwania. Ale trzeba się uzbroić w cierpliwość.
    Nadal zimno, deszcz pada. Bzy też jeszcze w pączkach, choć tu i ówdzie jakiś śmielszy kwiatek otwiera się i kolorem błyśnie.
    Tulipanom dobrze: one nie lubią upalnej wiosny.

  103. Drodzy Maturzyści, powodzenia na egzaminach! Trzymam za wszystkich kciuki, a rodzicom i nauczycielom życzę spokoju, bo pewnie też bardzo się stresują ;)

  104. Dzień Dobry.
    Ja też dziękuję Dobremuwieczorkowi za pytanie i Milesale za wyjaśnienie odnośnie gorse. Ładny, już nawet zaczęłam szukać, czy można byłoby go gdzieś zamówić, ale zamiast sklepów znalazłam jedynie ostrzeżenia, że jest inwazyjny, a w zachodzniej Kanadzie ponoć zabroniony do uprawy w ogrodach. A szkoda, bo kwiaty są jadalne. Nigdy go nie widziałam, bo to tej stronie Gór Skalistych nie występuje.

    Pani Małgosiu, chciałam zapytać jak tam Redbud/Judaszowiec u pani rośnie. Czy rośnie, czy kwitnie? Mój ma już trzeci rok i wreszcie pierwszy raz cały obsypny jest pąkami. Lada dzień zakwitnie, na pewno wcześniej niż bez.

    Pozdrawiam.

  105. Iskro, a bo lubię wiedzieć, to i poszukałam.

    W sieci też możesz o nim poczytać:

    Karol Antoniewicz pochodził z ormiańskiej rodziny Józefa i Józefy z Nikorowiczów. W 1827 r. ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie we Lwowie. Brał czynny udział w powstaniu listopadowym. W 1833 r. ożenił się i stał się ojcem pięciorga dzieci. Po przedwczesnej ich śmierci opiekował się chorymi i opuszczonymi, zamieniając swój dwór w Skwarzawie na szkołę i szpital, a po śmierci żony wstąpił do zakonu jezuitów.

    Zasłynął jako kaznodzieja i misjonarz.
    Zorganizował w Obrze placówkę jezuicką, której był pierwszym przełożonym. Niosąc pomoc zarażonym na cholerę, sam padł ofiarą epidemii.

    Pozostawił bogatą spuściznę literacką: opowiadania, listy i poezje. Jest autorem popularnych pieśni religijnych:

    „Biedny, kto Ciebie nie zna od powicia”;
    „Chwalcie łąki umajone”;
    „Do Betlejemu pełni radości” (kolęda);
    „Nazareński śliczny kwiecie”;
    „Nie opuszczaj nas”;
    „O Józefie uwielbiony”;
    „O Maryjo, przyjm w ofierze”;
    „Panie, w ofierze Tobie dzisiaj składam”

    oraz wielu innych. Tuż przed wstąpieniem do zakonu napisał pieśń „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie”.

  106. Ojejuńciu! Tyle lat śpiewam te zwrotki na nabożeństwach majowych w kościele a teraz na majowym przy krzyżu przydrożnym i nie byłam świadoma, że słowa tej cudnej pieśni mają konkretnego autora. Cały czas żyłam w przekonaniu,że to anonim ludowy. Dziękuję pani Małgosiu za dokształcenie.
    Trochę kilometrów pokonałam w tych dniach i z radością stwierdzam, że wiosna obudziła się.
    Dobranoc wszystkim.

  107. Skądinąd bardzo dla mnie miłe:).
    To ja dziękuję!

    A Mama Isi jest jedyna. Hi, hi.

  108. Oj, mamo Isi! Aż mnie brzuch ze śmiechu boli, zwijam się za tym winklem i zawodzę: Olaboga, wycięła bezpowrotnie! Okrutnica!
    A na poważnie: DUA dziękujemy za wspaniałe książki i cierpimy w milczeniu, bo nam ciągle mało. To jest jakieś uzależnienie!

  109. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
    A my dostajemy samo najlepsze.

    A ta kobieta nie mogła się doliczyć, i to dlatego.

  110. Te ryki są kapitalne. Co może zrobić nacisk na odpowiednie słowo, znak przestankowy… U nas jest sklepik z napisem: ODZIEŻ i w następnej linijce UŻYWANA KASIA. I ja już nie mogę na to patrzeć spokojnie. Prawie jak „flaki cioci Gosi”. Nie, po namyśle stwierdzam, że flaki są jednak gorsze. Cioci czy nie – gorsze. Nie chciałabym Wójta drażnić, ale sprzedają u nas również „szynkę wójta”.

  111. Już widzę, jak bez nijakich wyrzutów sumienia Starosta puszcza z dymem pożarów kolejne wątki, a po spopielałych zgliszczach owych wątków przechadza się jeno wiatr historii oraz pies. W tle zachodzące słońce, ewentualnie czołgająca się brzuchem po ziemi chmura gradowa. Chór grecki złożony z zawiedzionych czytelników zawodzi tragicznie za winklem domu: Przebóg, puściła z dymem! Eheu! O, jerum pajtasz!

  112. Ha! Dobrywieczorku miły, rododendrony rownież sà uważane za chwast tutaj w Szkocji, jak i gorse- janowiec.
    Bardzo lubiè jechać lub wèdrować alejami z owymi ‚chwastami’kwitnácymi bujnie a przebogato po obu stronach drogi.
    Pièkny jest mòj zaadoptowany kraj, choć przyznam, że majowy bez najpièkniejszy zawsze bèdzie w mym sercu w Polsce. Szczególnie jeden krzew, zasadzony przez mojego dziadka po wojnie, ostoja dzieciństwa.

  113. No tak, sama się narzuca… Za mną chodzi jeszcze „Na krakowskim Rynku wszystkie dzwony biją…”. Wczoraj spacerowałam po Krakowie i cały czas się gryzłam w język, żeby nie zacząć tego śpiewać. Przy moim głosie byłby to „gwałt przez uszy”. Szkoda, bo śpiewać bardzo lubię.
    A co tam, pochwalę się. 25 czerwca zapraszam wszystkich, którzy będą w Krakowie do Krakowskiego Tramwaju Poezji. Zostałam, o dziwo, (o zgrozo?) zaproszona do wzięcia udziału jako poeta, ale przyjść, posłuchać poezji może każdy. Tramwaj udowadnia, że poeci żyją i piszą także teraz, a nawet czasem opuszczają stałe miejsca bytowania i szukają kontaktu ze słuchaczami; być może przyszłymi poetami.
    Przed momentem (robimy coś na kształt małego remonciku) miałam w rękach „Antologię angielskiej poezji metafizycznej XVII stulecia” Pani Brata. Nie odłożyłam sobie tego. Cóż, głupiego robota kocha, trzeba będzie wygrzebać ze stosów książek, które poszły na chwilowe podłogowe wygnanie.
    Dobra, biorę się artykuł o błonniku i powiedzmy… probiotykach. Probiotyki są miłe. Prawie jak koty.

  114. Tez sobie dzisiaj spiewalam to samo, z wielu powodow. Jednym z nich bylo slonce, ktore tez pojawilo sie dwa razy poniedzialek, w czasie deszczu tylko po to zeby mi umilic zycie tecza (dwukrotnie w ciagu jednego dnia).
    takie rozetki zawsze sobie kupowalam na przystanku tramwajowym (Kris wie na ktorym :)).
    Kris i Ale, alez te dziwczynki urosly. Kiedy? Prosze je usciskac szczgolnie cieplo, komunijnie, ode mnie.
    Wiewojcie, ubawilas mnie ta ryczaca kobieta.

  115. Dobrywieczorku, usunięte to usunięte. Widać nie było dobre.
    Żebyś wiedziała, ile ja już wątków puściłam z dymem!
    Wcale nie żałuję, wątków ci u mnie dostatek.

  116. Pieśń iście niezwykła. Staje przed oczami Mama i wyprawy na nabożeństwa majowe, do kościoła wcale nie było tak blisko. Dziękuję za jej przypomnienie. Pozdrawiam w imieniu społeczności Szkoły Podstawowej nr 54!

  117. Dzien dobry wszystkim.Kris,moja coreczka Alice,rowniez ma komunie w tym roku,7 maja.Pozdrawiam

  118. Dziękuję DUA za piękne uczczenie maja i naszej Królowej.
    Dziękuję Milesale za wyjaśnienia. Okazuje się, że jest to tutaj chwast! Rozsiewa się samoistnie i kwitnie przecudnie, ale w ogródkach go nie sądzą. Za to wzgórza nad oceanem obsypane tym janowcem wyglądają i pachną oszałamiająco.
    DUA, czy wypowie się Pani w sprawie usuniętych wątków? Pozdrawiam wiosennie!
    A dziś wieczorem będziemy oczywiście śpiewać z moimi siostrzenicami Chwalcie łąki umajone…

  119. Melduję się już po majówkowych wyprawach, zatem raport z Wojsławic (dla Sowy i nie tylko):
    Kwitną wczesne odmiany rododendronów, chyba te z mniejszymi kwiatami. Magnolie też pełną parą. Azalie raczej w pączkach(czy to rodzaj rododendronów z większymi kwiatami?) Słabo się znam. Za to na pierwszy plan wychodzą wczesnowiosenne kwiatki, w tym poczciwe zawilce, dużo kwiatów rabatowych, zwłaszcza narcyzów. Znalazłam cedr libański oraz krzak Louis Odier (bez pączków co oczywista). Krótko byliśmy, bo przelotem i Kogucik zmęczony był. Ale dobra i psu mucha. Ogólnie warto z uwagi na urok wczesnej wiosny i żeby odkryć to, co zwykle później tłumią bujne rododendrony. Jednak nie jest to renesans możliwości tego miejsca, polecam poczekać jakieś 3 tygodnie.

  120. Mamo Isi, to dwie różne rośliny, ale podobne.
    Wyjaśnienie na wymarzonyogrod.pl

    Studentko miła, wybacz, to już raczej dajmy sobie spokój. Wywiad to nie jest moja ulubiona forma wypowiedzi, zwłaszcza że zawsze, siłą rzeczy, jestem pytana o to samo. Od tego sama sobie wydaję się już nudna!
    Ale jestem pewna, że znajdziesz sporo interesujących ekstrawertyków, którzy jak najchętniej odpowiedzą na Twoje pytania.
    Przykro mi, że odmawiam, ale pocieszam się myślą, że to jest dobra praktyka dziennikarska: jak się pogodnie godzić z odmową.:)
    A przecież to Cię czeka w pracy zawodowej, na pewno.

  121. Czy żarnowiec to janowiec?
    Umaiłam domową figurkę Matki Boskiej, a zapomniałam ukwiecić kapliczkę ogrodową. Ech, skleroza. Lecę. Zimno na dworze niemożliwie.
    Sterydy wreszcie przestały działać i odzyskałam głos! A już się bałam, że będę się musiała pożegnać z chórem. Czuję się jak taka starsza mała syrenka tzn.wiem, co czuła, biedactwo.

  122. Sprawa jest istotnie ważna – choć może głownie z mojego punktu widzenia. Rozumiem oczywiście, że może się ona dla Pani okazać zbyt problematyczna w obliczu napiętego grafiku. Chciałam bowiem Panią prosić o możliwość krótkiej (20-30 minutowej) rozmowy. Studiuję dziennikarstwo i jako podsumowanie ostatniego semestru nauki mamy za zadanie przeprowadzić wywiad. Pomyślałam o Pani, bo taka rozmowa byłaby dla mnie sama w sobie niesamowitym przeżyciem, a ponadto pozwoliłaby w wyjątkowy sposób podsumować dotychczasową naukę.

    W pełni zdaję sobie sprawę, że ma Pani na głowie sprawy o wyższym priorytecie, ale dziękuję za odpowiedź i za chęć udzielenia pomocy nieznajomej osobie.
    Pozdrawiam serdecznie!

  123. Witajcie majowo! Też bardzo lubię tę pieśń, kojarzy mi sie z łąkami i dzieciństwem. I trochę z Pierwszą Komunią świętą (nawiasem mówiąc, 14 maja przystąpi do Pierwszej Komunii moja córeczka Sofia!).
    Piękna stokrotka-rozetka, to mój ulubiony kolor.
    Pozdrawiam słonecznie!

  124. Jesteśmy chwilowo za granicą i bardzo mi tu brakuje naszych umajonych kapliczek przydrożnych. W ogóle jest ich tu raczej mało ale za to kościółki wczesnochrześcijańskie piękne. Będziemy dzisiaj jakiejś szukać żeby zaśpiewać wieczorem z dziećmi … ” co igra z morza falami”.
    Czy poza Polską jest gdzieś zwyczaj strojenia w maju kapliczek i krzyży ?

  125. Ale ze mnie gapa Wójcie ! Kiedy położyłam akcent na wiadomy wyraz, od razu zobaczyłam tłum ludzi skupiony wokół jednej dłoni wyplatającej zgrabnie wianuszek wszystkimi pięcioma paluszkami.

  126. O, my też w liceum robiliśmy samodzielnie notatki na polskim. Początkowo nie było łatwo, ale potem człowiek się przyzwyczaił i jakoś to szło. Zwłaszcza, że Pan dbał o to, aby nam się wiedza utrwaliła, więc nieraz przez 2 lekcje omawiał to samo.
    Zamiast tempa na tych lekcjach nabrałam nawyku pisania notatki w skrótach, przez co musiałam dwa razy sprawdzać dyktanda, bo z przyzwyczajenia pisałam „kt.”, a nie „który” ;)

  127. Cha, cha, Wójciku! A to pyszne!
    Uściski dla Wiewióreczki!

    Milesale, a Tobie (i Dobremuwieczorkowi) dziękuję za wiadomość o roślinie tak ślicznej. Obejrzałam sobie w Googlu, są tego nie tylko wielkie krzaczyska, ale całe aleje!
    Z nazwą gorse albo furze spotkałam się już parokrotnie, czytając różne angielskie powieści. Ale tylko sprawdziłam w słowniku (kolcolist, eee tam!) i wcale nie chciało mi się szukać jak wygląda. Okazuje się, że to janowiec ciernisty.
    Istne cudeńko!- oczywiście w Anglii, Szkocji i Irlandii. W naszym klimacie tak by nie wybujało.
    Nad naszym morzem są janowce, ale jakieś inne, wątlejsze, bledsze, nie do poznania. A w Wielkopolsce – jak czytam – w ogóle nie występują.

  128. Fluid z Krzysztofem. U nas też ” Chwalcie łąki …” wykołysało dwie wiewiórki. Jakoś nie pamiętam, żebym miała trudność z problematycznym wersetem, przynajmniej odkąd w ogóle zaczęłam się zastanawiać. Dla mnie jest on oczywisty. A komu ma nasza dłoń pleść majowe wianki? No oczywiście Jej. Myślę, że znaczenie się wyłania, kiedy w wymowie położy się akcent/ nacisk na „Jej”.
    Ale że język polski jest pełen zawiłości i wieloznaczności, to pewne. Wiewiórka starsza doznała ostatnio kompletnej fiksacji na lekcji języka polskiego i przez 45 minut zastanawiała się dlaczego ta biedna kobieta ryczy kiedy idąc z pola liczy bydło.
    Patrz: W ” Pieśni świętojańskiej o sobótce” Jana Kochanowskiego – ” ona sama bydło liczy, kiedy z pola idąc ryczy.”

  129. Szanowny Dobrywieczorku,
    Ten krzew to gorse (z angielska), słownik tłumaczy jako kocolist zachodni. Szkoci nazywają go furze.
    Pachnie słodko prześlicznie i kwitnie dwa razy w roku, przepadam za nim!
    Miło mi, że Tobie przypadł do gustu.
    Pozdrawiam.

  130. Ho,ho, my też musieliśmy robić notatki samodzielnie. U prof. Latawca, czyli w liceum.
    O rety, ależ trzeba było złapać tempo!
    Chyba tam nadano mi życiowy rytm.

  131. Zuziu! Kochana pani, bo dyktuje. Nasza kazała notatki robić samodzielnie. Stąd w zeszycie koleżanki tekst: „Romeo i Julia byli dziećmi rodziców, których rody były zwaśnione”. Cha, cha

  132. Och, a my właśnie śpiewaliśmy tę pieśń na akademii szkolnej z okazji majowych świąt. Przepiękna.
    Piętaszku, też mnie ten wers „Jej dłoń nasza wieniec splata” zastanawia. Do tego stopnia, że zapisałam go w głowie i rozmyślam o nim często. Ale chyba każdy zrozumie go na swój własny, niepowtarzalny sposób…

  133. Miła Pani, umie się roześmiać, kiedy się pomyli.

    Kochana Studentko, dziękuję za tyle miłych słów i za to „a jeśli nie…” (nie każdemu to przyjdzie do głowy).
    Kontaktu do mnie, poza tym właśnie, nie ma specjalnie: jestem zapracowana, gonię czas, tak bardzo nie chcę się rozpraszać, bo terminy czekają.
    Ale jeśli to coś bardzo ważnego, a jednak drobnego, wpisz tu, proszę, o co chodzi – jako wiadomość prywatną (nie ukaże się, zresztą Twój adres mailowy też schowałam z wiadomych względów). Może będę mogła pomóc.

  134. Dzień dobry!
    Ta pieśń jest piękna. Chyba nic więcej dodać się nie da.

    Babciu Gąsko, a propos zaimka. Ostatnio na polskim pani dyktowała notatkę z „Romea i Julii”. W pewnym momencie mówi: „i przebija sztyletem ukochanego”. Wszyscy rzucają niezrozumiałe spojrzenia, w końcu ktoś się odważył i zwrócił uwagę. Pani się zaśmiała, a zaraz potem poprawiła. Miało być: „i przebija się sztyletem ukochanego”. Tylko zaimek, a jaka zmiana.

    Ach, kocham ten miesiąc. I czekam na bzy! Pączki są coraz większe!

  135. Droga Pani Małgorzato,
    Pani książki mnie wychowały, przeprowadziły przez chwile trudne z powodów rodzinnych lub uczuciowych i zawsze wyprowadziły w stronę słońca. I tak doszłam za nimi… aż na wymarzone studia. I na nich to właśnie, żeby wykonać kolejny krok, bardzo potrzebuję Pani pomocy. Jeśli zechciałby Pani poświęcić mi trochę swojej uwagi proszę o kontakt (Nigdzie nie mogę znaleźć kontaktu do Pani).

    A jeśli nie – to przesyłam moc uśmiechów i ciepłych myśli, a przede wszystkim podziękowań za wszystko co i tak zdążyła już Pani dla mnie zrobić… :)

  136. Śpiewając w dzieciństwie tę pieśń widziałam splatającą się z naszymi dłońmi dłoń Maryi (Jej dłoń i nasza splata się w wieniec). Dopiero będąc dorosłą doszłam do właściwego znaczenia, ale myślę, że ten obraz z dziecięcej wyobraźni też jest ładny. Majowo pozdrawiam :)

  137. Ach, Babciu Gąsko, dziękuję Ci za wyjaśnienia i za słowa ” po prostu trzeba się zastanowić”!
    Powinno to być nasze ulubione zajęcie!

  138. Tak, ten szczególny wers zawsze sprawia kłopot, szczególnie dzieciom. Niestety przecinek nie byłby tu na miejscu- nic tu nie pomoże- po prostu trzeba się zastanowić. Jest przecież wiele takich wieloznaczności spowodowanych polską gramatyką. Czasem jest to kwestia zaimka, czasem brak precyzji np. w odmianie czasownika. Mój ulubiony przykład „Zabił go, bo był tchórzem”. W j. polskim można to rozumieć dwojako, a na przykład Algonkini mieli/ mają/ zjawisko obwiatywu- 4-tej osoby w odmianie czasownika, co rozstrzyga tego typu wątpliwości.
    Serdecznie całuję- wiwat maj, trzeci maj /znów licentia poetica- powinno być ‚trzeciego maja’, bo, jak zawsze mówię uczniom, ‚maj jest tylko jeden’/.

  139. Piętaszku, ten wers też zawsze zwracał moją uwagę. Bardzo lubię go za to, że nie jest oczywisty, trzeba się zastanowić co właśnie się śpiewa ;)

    Stokrotka zadziwia mnie swoim kolorem. Zazwyczaj te kwiatki wydawały mi się bledsze, ale może było to spowodowane tym, że inaczej ich kolor wygląda na tle zielonej trawy? W każdym razie taki nasycony kolor też bardzo mi się podoba.

  140. Moim zdaniem wczoraj morze było granatowe jak mundur przedwojennego policjanta, a zdaniem męża zielone… jak tu się dogadać. Wokół plaż rzeczywiście się zieleni, jak w Hobbitonie.

  141. Ach, więc wystarczyłoby może po „Jej” postawić przecinek i wszystko byłoby jasne !:)

  142. To dla Niej nasza dłoń splata wieniec.:)
    A właściwie powinno być: „to dla Niej nasze dłonie splatają wieniec” – bo jak tu pleść jedną dłonią?
    Uczony jezuita, autor tekstu, skorzystał wszelako z licentia poetica.

    Powiększona stokrotka (fot.: Adminek) zadziwia swoim dynamizmem. Jest najeżona zwielokrotnioną energią wzrostu!

  143. Ciekawe – powiększona stokrotka wygląda jak aster (moje najpierwsze skojarzenie). Również bardzo lubię tę pieśń, bo bardzo lubię Maryję. Nie wszystko jednak w tym tekście jest dla mnie jasne. Np. zwrot – „Jej dłoń nasza wieniec splata” .

  144. Ależ miałam fluid! Wyszłam z domu dzisiaj rano, zobaczyłam ukwieconą łąkę i zaczęłam śpiewać tę właśnie pieśń! Ona się wręcz narzuca o majowym poranku.

Dodaj komentarz