Przylądek Dobrej Nadziei

DSC_0927

Dokąd on się tak spieszy?

Sfotografowała go  nasza miła KC Justysia z Kanady, która jeszcze przed Wielkanocą podróżowała z córką Asią po Afryce Południowej.  Ale ktoś jeszcze im towarzyszył! Ha!

 

Kochana Pani Małgosiu! – pisze  KC Justysia.- Pragnę się podzielić zdjęciami z naszej (mojej, Asi i Bebe) podróży do Afryki.

Bebe była z nami na Górze Stołowej w Kapsztadzie i na Przylądku Dobrej Nadziei, gdzie strasznie wiał wiatr i omal mi nie odleciała.

Zdjęcie z pingwinkiem to cykl –  siedzimy sobie i czytamy „Brulion” na małej plaży osłoniętej kamieniami, znajdującej się w pobliżu rezerwatu pingwinów. A tu jeden pingwinek sobie przypłynął i przeszedł obok.

 

DSC_0914

 

Justysiu, ależ on wygląda na Zdecydowanego i Zapalonego Czytelnika!

Jaki śmieszny i miły!
Włożyłam też  – pisze Justysia, zamiłowana i znająca się na rzeczy ogrodniczka  zdjęcia ciekawych roślin, które pierwszy raz widziałam w naturalnym środowisku, Proteę, różowe słomianki
rosnące wysoko w górach i Aloe polyphylla – narodowy kwiat Lesotho – z liśćmi ułożonymi w idealny Ciąg Fibonacciego. Kwiat żeński ma liście ułożone zgodnie ze wskazówkami zegara, a męski przeciwnie.

 

DSC_2061

 

Justysiu, dziękuję! Jestem bardzo uradowana, że Bebe poleciała z wami tak daleko , i że tyle przygód miała po drodze!

Ciąg Fibonacciego uwidoczniony w kształtach przeróżnych roślin (nawet w układzie pestek słonecznika!) nie przestaje mnie zdumiewać. A to, że zależy jeszcze od płci roślin, jest wprost niesłychane!

Świat jest przepełniony  cudami, z których małą zaledwie część dostrzegamy, a jeszcze mniej chyba – rozumiemy.

Po prostu się zachwycajmy!

 

 

107 przemyśleń nt. „Przylądek Dobrej Nadziei

  1. A u nas dziś słońce i cieplej, no, nareszcie.
    Chyba zaraz pokażę we wpisie ten dziwny, owłosiony kwiatek od Ozdobniczki. Może mi kto powie, co to za cudo? Bo na pewno nie tulipan.

  2. Zimno jest jak w psiarni, a poza tym leje. Ogród kusi zapachami i widokami, ale po 5 minutach wraca się do domu kłapiąc zębami.
    A biedne trzmiele w przemokniętych futerkach w prążki dalej pracują w tych niesprzyjających okolicznościach przyrody.

  3. Ozdobniczko, właśnie przesłano mi zestaw zdjęć od Ciebie – piękne wiosenne kwiatki, dziękuję. A cóż to za dziwny, pokryty puchem tulipan?!
    Oglądam go ze zdumieniem.

  4. A jeszcze zimno do tego!
    U Was też chłodem wieje, Mamo Isi?
    Mimo to ogród ślicznie wygląda.

  5. Wyjrzałam sobie na ogród, a tam w kwitnącej śliwce japońskiej buszuje trzmiel oblatując kwiatek po kwiatku. Przecież zaraz będzie ciemno i jak on biedny trafi do domu?

  6. Tym razem bardzo się spieszyliśmy, ale następnym pstryknę, obiecuję. A w międzyczasie będę jeszcze szukać w internecie, może coś przeoczyłam. Miłego dnia wszystkim !

  7. Dzień dobry. Ja tak po cichutku, aby nie przeszkadzać, wędruję sobie ostatnio tropem klasycystycznych pałaców na Kujawach i w Wielkopolsce . Odwożąc Mamę przejeżdżaliśmy z kolei obok pałacu w Jarogniewicach , w gminie Czempiń. Nie był to pierwszy raz, kiedy tamtędy jechaliśmy, ale mój wzrok po raz pierwszy nie padł na budynek pałacowy, tylko na piękny romantyczny mostek usytuowany nad sztuczną rzeczką w przypałacowym parku i teraz nie mogę się od tego widoku uwolnić. Niestety w internecie nie ma zdjęć tego mostku. Są tylko zdjęcia elewacji pałacowych, które się bronią mimo że dawno nie były odnawiane. A park jest trochę zaniedbany, dziki, ale śliczny i też w stylu angielskim, jak w Lubostroniu. Choć pałacu nie można zwiedzać, bo mieści się tam dom opieki , to warto wiedzieć o jego istnieniu.

  8. Iskro, podzielam Twoje zdanie. Zdecydowanie wolę Jeżycjade w wersji papierowej, lepiej niech żyją w naszej wyobraźni.
    Może bierze się to z tego, ze jej bohaterowie sa nam tak bliscy, jak Rodzina ( bywa też, ze z niektórymi sie wprost utożsamiamy).

    Mam nadzieję, ze te burze zwiastuja nadejście prawdziwej wiosny :)

    Dobranoc Wam!

  9. Dobry wieczór!
    Odzywam się po weekendzie. Wreszcie znalazłam chwilę po regatach. Na marginesie: takie regaty to wspaniały widok! Ponad 70 łódek, mniejszych lub większych. A na Jeziorze Kierskim spomiędzy białych żagli wychylają też zielone. Warto obejrzeć jakieś większe regaty. Co do pogody: wieje mocno, grad padał wczoraj, dwa razy, ale krótko. Deszcz lał dzisiaj od 19 do teraz.
    Mamo Isi, u nas też grzmotnęło, ale trochę słabiej (tylko tak jakby się kilka słoni przewróciło z hukiem).
    Dobranoc i miłego tygodnia wszystkim!

  10. Co do filmów, to nieustannie będę polecała ” Niezwykły świat Belli Brown”. Film troszkę banalny i mocno inspirowany ” Amelią”, ale niezwykle miły. W roli głównej Sybil z „Downton Abbey”. W roli drugoplanowej -MORIARTY :D

  11. No, był tam teatr w filmie. ;)
    Dzień dobry, rta 1959e.
    Dobrze, że znalazłaś powód do wyjścia z ukrycia!

    Jak to dobrze, że filmy mogą nam się podobać, albo nie podobać.
    De gustibus non est disputandum.

  12. Widziałam ” Ukryte piękno”.Mnie się podobało.Jakbym to kiedyś w drugim życiu widziała w teatrze.

  13. Zgredzie, au, au, widziałam i zdyskwalifikowałam.
    Pomysł niezły – z niespodzianką – ale wykonanie łzawe.

  14. Cha, cha, Mamo Isi!
    Te pogody są zaiste żenujące. Przed chwilą mieliśmy lekki grad.

    Co do smardzów: tak, najwyraźniej się świadomie przeprowadziły. Ale powiadam ci, kawał drogi! Ze sto metrów na pewno.
    Wybrały najbardziej omszałe miejsce w całym dużym ogrodzie.

  15. Smardze po prostu przeprowadziły rozpoznanie terenu i stwierdziły, ze wolą siedzieć w lekkim cieniu i we mchu, niż w pełnym słońcu. To inteligentne stworzonka i swój rozum mają.

    Mieliśmy jednogrzmotową burzę. Czegoś takiego jeszcze nie było. Gruchnęło, jakby się pół świata zawaliło, a potem zapadła żenująca cisza.

  16. Dzień dobry!
    Sowo, całkowita zgoda. Nikt nie prześcignął Bogdana Zieleńca – a widziałam wiele wydań „Ani”, z różnych krajów. Sztuka niedopowiedzenia!- także w literaturze niezbędna, nie tylko w sztukach plastycznych.

    Mamo Isi, dziękuję za tę słuszną wypowiedź, ale zachowam ją dla siebie, bo pośrednio dotyczy pewnego – trwającego jeszcze – procesu. Co do ananasa berżenickiego: już jest kilka pączków na tej jabłonce, którą posadziłam przed paroma laty. Po raz pierwszy się pokazały!- długo trwała adaptacja.
    Natomiast ta, którą mam od dwóch lat, została posadzona w pełnym słońcu, w znakomitej ziemi – i z nagła obsypała się pączkami! Po prostu ma inny temperament. Albo to tej ziemi zasługa.
    Nawiasem mówiąc, w tej ziemi przyjechała grzybnia smardzów i ubiegłego kwietnia mieliśmy ich całą rabatę. W tym roku zanikły, natomiast pojawiły się w drugim końcu ogrodu, w cieniu, pośród mchów. Jakim cudem tak daleko przewędrowały?!
    Adminek zebrał, sprawdził w internecie (smardz wyniosły) i zjadł. I nie był zachwycony smakiem tego słynnego grzyba.

  17. Ciekawe jest, że filmowe adaptacje książek tak rzadko się udają. A przecież są przypadki, że ekranizacja jest bardzo udana, czy wręcz przewyższająca oryginał, czyli się da. Skąd się zatem biorą te trudności? Z powierzchownej znajomości dzieła? Słabej wyobraźnia adaptatora? Chęci poprawiania autora, kreowania siebie samego? Nie wiem.
    W przypadku „Ani z Zielonego Wzgórza” zaskakuje mnie też to, że ta niemoc adaptacyjna rozciąga się na ilustratorów samej książki i to nie tylko w Polsce. Jest teraz jakieś powszechne upodobanie wydawców i ilustratorów do przerysowanego realizmu, wpadającego wręcz w kicz. Dziwne, że nikt nie chce iść drogą (uważam, że najlepszą) jaką obrał Bogdan Zieleniec – genialnej umowności, niedopowiedzenia zostawiającego szerokie pole dla wyobraźni. Dość udanym pomysłem wydaje mi się też ilustracja w stylu impresjonistycznym, bo też jest umowna, do tego jest zgodna z epoką w jakiej się toczy akcja Ani. Było u nas takie jedno wydanie, z ilustracjami Jana de Tusch-Leca, widziałam kilka obrazków z tego wydania i wydały mi się interesujące.

  18. Dobry wieczór :)
    „Anię z …” przeczytałam chyba ze dwadzieścia pięć razy, swego czasu czytywałam ją dwa razy do roku (lub częściej). Dzięki temu bardzo dobrze mi się ją później czytało w języku oryginalnym, bez prawie żadnej bariery. ;)
    Dobrze, że bańka mydlana nowego serialu prysła raczej szybko, bo już byłam zachęcona smakowitymi opisami wystarczająco, by rozważać obejrzenie, a tak z góry dam sobie spokój.
    Za to w dzieciństwie lubiłam wieloodcinkowy serial „Sara z Avonlea” – byłam dość ukontentowana, gdy okazało się, że bohaterka ma identyczną sukienkę jak moja (taką czerwoną, w kratkę; ładna to była sukienka;). Serial został nakręcony na podstawie powieści o Historynce, w moim tłumaczeniu „Złotego gościńca” zwaną też „Małą Baśnią” („Złoty gościniec” też lubiłam pasjami). Kuriozalne jest być może to, że na podstawie serialu tego napisana została wielotomowa saga „Sara z Avonlea” – niektóre tomy zachowały się u mnie do dziś, choć niewiele z tej lektury pamiętam.

  19. Oj, nie byłam ci ja zadowolona z ekranizacji moich książek. Całkiem niepodobne.
    Dwie próby wystarczyły – i: „nigdy więcej”, rzekłam sobie.

    Nutko, dziękuję i ślę całusa!
    Wybór „Feblika” przed „Ciotką” prawidłowy.;)

  20. Dobry wieczór.
    Nie obejrzałam ani jednego odcinka serialu o którym się tu dyskutuje, ze względu na to, że Ania była moją ulubioną lekturą zanim wsiąkłam w Jeżycjadę. Trochę podobna jestem tu do seniora Borejki, który nie lubi przerabiania komercyjnego Jego ulubionych lektur. Z tego samego powodu nigdy nie sięgnęłam po ekranizacje książek DUA. W tym przypadku nie wyobrażam sobie pozbawienia mnie moich wyobrażeń postaci, które niejako żyją ze mną tyle lat. Ciekawe, że innych książek to nie dotyczy. Mogę jak pani Małgosia podziwiać kreacje aktorskie, porównywać zamysły reżyserskie.
    Czyżby świat Jeżycjady zatarł u mnie delikatnie granicę między fikcją i światem realnym?
    Czy ktoś też tak ma?

  21. Dobry wieczór!
    Przesyłam serdeczne gratulacje dla Karikari! Całuski dla Maluszka!
    Mowa o „Ciotce” popchnęła mnie w stronę „Feblika”. Na chwilkę zanurzyłam się w upalnym świecie i tak mi się miło zrobiło. Jak zwykle przy „Jeżycjadzie”.
    Serdeczne ukłony
    Nutka

  22. Sowo, ja dzielnie obejrzalam 5 odcinkow (6 jeszcze nie byl oficjalnie emitowany). W trakcie – po drugim wlasnie – dalam znac tutaj, ze nie podoba mi sie brak optymizmu u tej biednej Ani. Odtworczyni glownej roli, owszem, gra bardzo dobrze, ale role jaka jej wyznaczono zapewne, znerwicowanej dorastajacej dziewczynki. Piaty odcinek to apogeum: studium przemian hormonalnych.
    Szkoda faktycznie, bo pierwszy odcinek byl jakby na zachete: urocza Ania, zachwycona swiatem. Po drodze ulecialo.

  23. Dzięki za miłe słówko, JoAnno.

    SowoP, trafna uwaga. To nie Dickens. Są i inne pomyłki.
    Ja też sobie daruję dalsze oglądanie: przewiduję eskalację łopatologii. A szkoda.

  24. O! Mam sentyment do tego wydania, taki właśnie Brulion był moim pierwszym spotkaniem z Jeżycjadą – siedziałam u dziadków i jako mały mól książkowy nie miałam co czytać, aż wyszperałam na półce szkolną nagrodę ciotki i wsiąkłam, i czytam do tej pory. Ale cóż w tym dziwnego, skoro nawet pingwinek ewidentnie chciał się z Bebe zaprzyjaźnić? :D

  25. (wiadomość może być prywatna)

    Obejrzałam drugi odcinek „Anne” i strasznie się zmęczyłam historią odesłania Ani po zaginięciu broszki. W tym serialu na każdym kroku dominuje przesada. Chwilami odnoszę wrażenie, że adaptatorka pomyliła Montgomery z Dickensem. Nawet Zielone Wzgórze jest wielkim dworem, a nie tym małym, uroczym domkiem kuzynów L.M. Montgomery. Już widzę jak Maryla samodzielnie czyści na kolanach całe to domiszcze! Ojciec Diany wygląda i zachowuje się jak właściciel plantacji cukrowej z filmów o niewolnictwie, a Marylę dzieli mały krok od kalwińskiej surowości. Wewnętrzna przemiana Maryli jest zagrana świetnie, ale w tym serialu urasta wręcz do pierwszoplanowego wątku, w dodatku z góry przewidywalnego. Chyba daruję sobie oglądanie dalszych odcinków. Książkowa Ania S. ma wprawdzie emocjonalny charakter, ale przecież z książki tchnie spokojem i optymizmem, a nie ciągłym dramatem.

  26. Oooo, hura, jest internet!
    Wichury u nas takie, że od wczoraj straciliśmy łączność ze światem (internet mamy radiowy).
    Ale już dobrze.
    Dzień dobry wszystkim zmarzniętym i przewianym na wskroś!

  27. Dzien dobry!
    Mysli moje pogalopowaly bardzo daleko od niewinnych ksiazek z tamtej epoki.. To co mamy teraz, to dopiero sa przypadki. Jak Pani kiedys slusznie zawuwazyla, w uzyciu jest lopata.
    U nas oslepiajace wrecz slonce, intensywnie niebieskie niebo. Idziemy obejrzec dzielnych mlodych biegaczy, dzisiaj i jutro bieg 20 km po Lozannie, dzisiaj mlodziez w kategorii 4 km

  28. U nas już poziomki zakwitły! Mam nadzieję, że nic im się nie stanie, bo ostatnio były przymrozki.

    Karikari, gratulacje. Jak to miło, gdy jest coraz więcej osób do kochania. :)

  29. Tak Zuziu, to były dla nas niezapomniane wakacje. Nigdy do tej pory tak daleko od domu nie wyjechałam. 16 godzin w samolocie (z Kanady), z tego większość w nocy.

  30. Zuziu, Ty to masz poczucie humoru!
    Cieszę się bardzo na jesienną „Ciotke Z.”
    Lekkiego pióra życzę DUA!
    Dobranoc!

  31. Dzień dobry Wszystkim w ten dzień paskudny i zimny. Oby nam się pogoda wkrótce poprawiła, bo jest niemożliwa i chyba poczytam sobie trochę Jeżycjady ku pokrzepieniu i rozgrzaniu. Choć fragmencik.
    Zaznaczam też, że przedkładam Zgryzotkę nad pisanki i w związku z tym uważam, że decyzja Ulubionej Autorki jest naprawdę słuszna. ;)
    Karikari – wielkie gratulacje!
    Justysiu – zdjęcia są świetne!

  32. Dobrze, Ciotka nabierze cialka do jesieni (takie sa najlepsze, ciotki).
    Przyladek Dobrej Nadziei, to tak jak tutaj :).
    Zupelnie jak Kwatera Bozych Pomylencow. (Zatesknilam za Afrykandrem (naszym i ksiazkowym)).

  33. Dzień dobry!
    Pani Małgosiu, ponoć dziś w nocy mają jakieś meteory śmigać po niebie. Powtórka we wtorek, usłyszałam jednym uchem, ale nie miałam czasu sprawdzić.
    To nasiona wilca trzeba moczyć?

  34. Prawie. Należy dokończyć dzieła zniszczenia papierem ściernym i przemalować jajo piernikową złotą farbą.
    Zrobiłam też na wielkanocne śniadanie obiecane rok temu jezioro łabędzie. Skromniutkie, ale sympatyczne. Na szczęście zdążyłam ze zdjęciami przed wstaniem reszty domowników (Sowiątko zaraz dobrało się do łabędzi), więc też je zarchiwizuję.

  35. Zuziu, ojej.:)))

    Co do „Ciotki”- jeszcze się okaże, kiedy.
    Może zdążę, może nie. Roboty jak zwykle huk!

  36. Dzień dobry dla uroczego pingwina!
    I nie tylko oczywiście! To musiała być niezapomniana podróż, prawda Justysiu?
    O! Jak to miło, że można czekać na „Ciotkę” już nieco inaczej niż wcześniej! Mówiąc szczerze bardzo się cieszę, że mój sen o czerwcowej „Ciotce” nie okazał się proroczy. Miałabym powody do zmartwienia, bo a nuż inne też są przepowiednią? Ostatnio np. śniło mi się, że gonił mnie jeleń. To nie było przyjemne.

  37. Będzie, co będzie, Wilku Morski.
    Zrobię, co się da.
    I tak dalej.

    Mamo Isi, żebym tylko miała czas na pisanie. A jak zwykle nie mam. (To „jak zwykle” wszelako brzmi optymistycznie).
    Na szczęście pogoda dziś zimna i szara, więc nie trzeba siły woli, by zwalczyć pokusę (trzeba zasiać wilec błękitny od Justysi; już namoczyłam nasionka i zamierzam- ze względu na porę – wysiać je, nie czekając, wprost do gruntu).
    Nic, tylko pisać.

  38. Ha, tłusta „Ciotka” wstępnie na jesień! Marne kilka miesięcy! Przeżyjemy i doczekamy, choć by tam nie wiem co.

    Też wolę tłumy pingwinów, niż turystów na plaży. Ale od tłumu wszelkich owadów już wolę turystów.

    Justysiu, lubię zwiedzać świat per procura;)

  39. Rozumiem. Zachowam zdjęcia na przyszły rok. Mam świetny patent na ratowanie pisanek, które nie wyszły.

  40. Miałam nie robić pisanek, bo nie umiem, poza tym święta już za nami, ale ostatecznie zrobiłam coś na kształt. Gdyby Galeria miała się otworzyć, to mogę ewentualnie je pokazać. Mam też kilka zdjęć okołopisankowych.

  41. Wolę tłumy pingwinów.

    Celestyno, przeczytałam i oświadczam, że zdaję sobie z tego sprawę.;) I z niejednego.

  42. Mamo Isi, woda tam prawie zawsze jest zimna, może tylko w grudniu lub styczniu lekko cieplejsza. Ta część półwyspu gdzie są pingwiny jest od strony zatoki, więc jest troszkę cieplej niż od strony Atlantyku.
    Kąpać dało się dopiero w Oceanie Indyjskim po przeciwnej stronie kraju. Tam pingwinów nie było, jedynie tylko tłumy wczasowiczów.

  43. Gratulacje na okoliczność zjawienia się na tym Bożym świecie małego Kozia! Błogosławieństwa Bożego dla maluszka i jego rodziców:)

  44. Chyba niekoniecznie, Mamo Isi, bo siedziały i czytały, Justysia z Asią. I wiał silny wiatr!

    AniuT, wiadomość Twoja doszła za sprawą Adminki. Bardzo mi miło! Pozdrawiam Was serdecznie i cieszę się, że ojciec Borejko zyskał jeszcze jednego imiennika na świecie.
    Dziękuję za miłe słowa, a Ignasia całuję w łepek!

    Brawa dla Giorgia, a Ozdobniczce przesyłam krzepiące wyrazy.

  45. Ale piknik pod wiszącą skałą z pingwinkiem! Cóś piknego! A maleństwo wyłania się z wody wytwornym krokiem w typowej pozie Wenus wynurzającej się z morskiej piany muskając paluszkami powierzchnię wody i zapewne podśpiewując pod nosem „Pingwinem jestem”.
    I matematyczny aloesik! Oka nie mogę oderwać.
    A woda była chociaż na tyle ciepła, żeby dało się wykąpać?

  46. Wczoraj narzekałam, że to moja ostatnia kolacja, ostatnia noc bez aparatu ortodontycznego stałego. A teraz – hop! – i wracam do domu z aparatem na zębach. To nie takie straszne.

    Dobrywieczorku, jako że nasza podstawówka jest połączona z gimnazjum słyszałam, że polski był łatwy. Chemia i matematyka już trudniejsze. Trochę bardzo trudniejsze. :-)

  47. Przyłączam się do tych, którym utkwiła w pamięci książka „W lodach Eisfiordu” Też się zaczytywałam i też wtedy zupełnie nie widziałam socrealizmu i propagandy. Dopiero za którymś razem otworzyły mi się oczy, mimo to historia pozostała fascynująca.

  48. Justysiu, jakie miłe musiało być to spotkanie z pingwinem. Piękne miejsca odwiedzasz. Aż chciałoby sie tam wyjechać choć na chwilkę :)

  49. Dzien dobry DUA i Księgowym!
    Wielkie gratulacje i uściski dla Karikari oraz buziak na powitanie Konrada! To piękny czas dla Was! Teraz juz nic nie będzie takie samo jak dotychczas, życie stanie się bogatsze.
    W Wielkanoc Giorgio zrobił nam niespodziankę i zaczął na dobre samodzielnie się poruszać. Zdarzają sie jeszcze upadki, nieraz guzy, ale ciekawość świata zwycięża .
    Tym większa byla nasza radość !

  50. Jakich to ciekawych rzeczy można się dowiedzieć na tej stronie! Nie wiedziałam, że w Afryce żyją sobie pingwiny. Jaki ten świat jest ciekawy. Dziękuję DUA, brawo Justynko! Świetne ujęcie przyjaźni BB z małomównym pingwinkiem :-)
    A ja teraz obgryzam palce z niecierpliwością czekając na pojawienie się w Internecie pytań z części przyrodniczej egzaminu gimnazjalnego. Według moich uczniów chemia była zabójcza… A wczorajszy polski i historia były raczej przyjazne uczniom – głównie polegały na czytaniu ze zrozumieniem, więc te z moich pociech, które czytują cokolwiek (a jest ich nawet sporo w naszej szkole) pewnie nieźle wypadną.
    Czy ktoś z naszych bywalców też coś zdaje w tym roku? Pozdrawiam wielkanocnie, choć pogoda mało wiosenna.

  51. Ha! Potwierdzam. Też to wszystko czytałam (braciszek miał całą półkę literatury podróżniczej) i też najbardziej mi utkwiła w pamięci książka „W lodach Eisfiordu”.

    Kris, dziękuję za świąteczną kartkę (dopiero doszła!) i za gałązki z Sardynii w kopercie. Jedna gałązka (mimoza!) zmieniła się w proszek, ale najważniejsza – oliwna!- dotarła w całości i cieszy.
    Co za miły pomysł.

  52. A nawet kilka pingwinów (na tej okładce). Było jeszcze „Tumbo nigdy nie zazna spokoju”. A pamiętacie „Odarpi, syn Egigwy”? Wiele polarnych książek Centkiewiczów swego czasu przeczytałem, ale najbardziej utkwiło mi w pamięci „W lodach Eisfiordu”, czytałem to wielokrotnie zupełnie nie zauważając wtedy socrealizmu w formie, a propagandy w treści. Mimo to ta książka chyba i dzisiaj by się obroniła.

  53. O! Tumbo z Przyladka Dobrej Nadziei! Takie mam skojarzenie!
    Jaki ciekawy wpis, Justysiu!
    Całuski dla małego Kozia!

  54. *Cichcem z pracy*
    Gloriosy widziałam w charakterze pnączy w Kew Gardens i w Eden Project w Kornwalii. Pięknie kwitły i duże rosły, ale bardzo są wrażliwe na niskie temperatury. Poniżej 12 st C giną. W szklarniach można je uprawiać z powodzeniem na kwiat cięty, więc pewnie ją właśnie DUA widziała w kwiaciarni. Ale uwaga, są trujące.
    Zmykam do obowiązków.

  55. Dzień dobry!
    Krzysztofie, dzięki za wiad.pryw. Rzeczywiście!

    Co do mojego małego Czytelnika z Przylądka Dobrej Nadziei – już wiem z internetu, że to pingwin przylądkowy:
    ” pingwin toniec (Spheniscus demersus) – gatunek ptaka z rodziny pingwinów (Spheniscidae), o czarnym wierzchu ciała i masce, z wyraźną białą brwią. Skóra wokół oczu i nad nimi różowa, dziób czarny z jasną przepaską przy końcu. Spód ciała biały, z czarnym pasem na piersi. Żyje samotnie lub w stadkach, żeruje na morzu.
    (…) Jedyny osiadły pingwin afrykański, czasami koczujący. Zamieszkuje Namibię do południowego Mozambiku. Pospolity, zarówno na wybrzeżu, jak i na wyspach. ”

    „Ptaki te zwane są też Jackass Penguins, od specyficznego dźwięku, który wydają i który kojarzy się z oślim rykiem.”

    Ale Justysia nic o ryku nie wspomniała; jak to Czytelnik, pingwinek nasz był raczej milczący.

    Justysiu, a ta Kniphofia to inaczej trytoma, w Polsce też jest osiągalna. Miałam ją nawet kiedyś na rabacie, ale słabo kwitła i wreszcie wymarzła.

  56. Iskro, ten pingwin jest dorosły. Kilkumiesięczne pingwinki mają puszek jak małe kaczuszki i są całe czarne. Afrykańskie pingwiny są malutkie w porównaniu z tymi z Antarktydy.

  57. Alku, Gloriosy już skończyły kwitnąć, widziałam tylko liście. Swego czasu kupiłam cebulkę Gloriosy, posadziłam, ładnie kwitła, ale krótko. Na zimę wykopałam według wskazówek, ale i tak korzeń nie przeżył w domu. Wyglądał niby dobrze, posadziłam, ale nic nie wyrosło.

    Inny kwiat, który mnie zachwycił to Kniphofia – torch lily. Trochę go znam, bo mam jeden gatunek, nie trzeba wykopywać, ładnie wschodzi co roku. Zawsze się dziwiłam się, że z Afryki pochodzi, a w Kanadzie pięknie rośnie, ale teraz wiem, że są gatunki z Lesotho, a tam wysoko jest i zimno.

  58. Zwłaszcza tym w kołyskach. Niech śpią spokojnie i dadzą mamom się wyspać.

    Flame lily (Gloriosa) ładnie i dziwnie by wyglądała koło tego pingwinka.
    Czy być może, że widziałam taką w poznańskiej kwiaciarni? Może tylko coś podobnego? Jakąś orchideę w tych kolorach?
    Ania G by wiedziała na pewno.

    Zgredzie, a toś wymyślił!

    Dobranoc, dobrzy ludzie.

  59. W Krakowie i okolicach podobnie – dziś padał śnieg. Mam nadzieję, że nie będzie to miało złego wpływu na winogrona i drzewa owocowe…

    Wszystkiego najlepszego dla Mareczka! :)

  60. Tutaj też dzieci tak szybko rosną?!
    Sto lat Mareczku!
    Ciekawe ile lat ( miesięcy) ma ten pingwinek?
    Roślinka genialna ( jak wszystkie Boże dzieła) , cudownościom świata nie ma końca…
    Pani Małgosia jak wielkonakładowa redakcja ma swoich korespondentów wędrujących po całym świecie, dzięki czemu my wzbogacamy nasze horyzonty.
    Dobranoc tym co daleko i blisko, na lądzie i morzu, w śpiworze i kołysce, wszystkim, którzy są największym cudem stworzenia.

  61. A jeszcze mogłaby tam być flame lily (rodzaj Gloriosa), narodowy kwiat Rodezji, ale występują też w Kraju Przylądowym ( i w ogóle chyba w połowie Afryki).

  62. Dobry wieczór! Wspaniała wiadomość.
    Karikari ściskam Cię mocno, a Kozia całuję w piętkę!
    Justysiu, spotkanie pingwina z Bebe surrealistyczne, a jednak miało miejsce na jawie.
    Sto lat dla Mareczka, z okazji 2 urodzin!
    A do Wrocławia wróciła zima, mam nadzieję że tylko na chwilę. Martwię się o poziomki, które zasadziłam przed Świętami zwiedziona ciepłym dniem.

  63. A czy Duszek-Gauduszek jeszcze się ostał? Szkoda by zmarnować takiego sympatycznego chłopca…

  64. Pani Małgosiu to ja dziękuję!

    KrzysztOfie, właśnie tak było, jak piszesz. Dias najpierw nazwał to miejsce Przylądkiem Burz, a król zmienił nazwę, żeby nie odstraszała następnych załóg, które zamierzał w przyszłości wysyłać do Indii. No i pozostało, Przylądek Dobrej Nadziei.

  65. Wiem! Ten pingwin pisze pracę „Nieloty w literaturze europejskiej” i dlatego musi się koniecznie zapoznać z Brulionem Bebe B.

  66. Śliczne zdjęcia! Z pingwinka rzeczywiście rasowy czytelnik :)

    Słodkie życzenia dla Mareczka!

  67. Bardzo proszę, Krzysztofie.
    I dzięki za wyjaśnienia w sprawie Przylądka, nie musiałam szukać!
    Strasznie to wszystko ciekawe. Piękny masz zawód!

    Co mówiąc, wracam do roboty. (Mało dziś napisałam, a dużo wyrzuciłam. To przez tę pogodę!)

  68. Przylądkowi dzisiejszą nazwę nadał król Portugalii (może faktycznie optymista), w którego służbie dotarł tam Bartolomeu Dias, bo mu się kojarzyła z wielkimi nadziejami handlowymi związanymi z otwarciem nowej drogi na Wschód. Ale on nigdy tam nie był, w przeciwieństwie do tego drugiego. A są to przecież Ryczące Czterdziestki (no, ciut bardziej na południe), nieprzypadkowo tak nazywane. Zaś akweny wschodniego wybrzeża, na wysokości Durbanu, słyną z gigantycznych fal.

  69. Ozdobniczko, jaka pamięć! Tak, to dzisiaj świętujemy. Dziękujemy pięknie za torcik czekoladowy, pychotka! My stawiamy tort marchewkowy (z orzechami włoskimi, cynamonem, ananasem) przekładany bitą śmietaną z mleka kokosowego i ozdobiony karmelizowanymi wiórkami kokosowymi. Zaproszonym gościom smakował, mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu.

  70. Ozdobniczko, masz rację! Casciolina wczoraj o tym pisała (i wpadła do spamu).
    Vivat Mareczek! Dwa latka – ho, ho!
    Stawiam torcik czekoladowy z białym lukrem i dwiema różowymi świeczkami!

  71. Brawo dla drugiego ananaska! U nas jeszcze chłodniej (około 5 stopni), ale na szczęście „na plusie”, a do tego coś na kształt śniegu sypie. Kiedy ja wreszcie zrobię coś w ogrodzie (przed świętami nie było jak)?! Ale za to dzisiejszy dzień można było słodko spędzić na lekturze (w szkole jeszcze wolne!).

  72. Ateno, właśnie! Przecież wobec tego nasz świeżo urodzony Konrad jest autentycznym Królewiczem Gór Polskich!

  73. Nie znam tego miejsca, Piętaszku!
    Ech, kiedy się pomyśli, w ilu jeszcze pięknych polskich miejscowościach się nie było!

    A wiecie o tym, że Adam Mickiewicz nigdy w życiu nie był w Krakowie?!

  74. Witam wszystkich poświątecznie. Odwiedzanie tej strony jest niezmiennie ekscytujące, bo nigdy nie wiadomo w jakim ciekawym miejscu dzięki niej się znajdziemy. Tym razem naprawdę daleki ląd i bardzo ciepłe zdjęcia. Widać, że robiła je miła osoba.

    A my zabraliśmy dzisiaj Mamę, która spędza u nas Święta do ( być może znanego Staroście) klasycystycznego pałacu w Lubostroniu. Starosta ma swój ukochany Śmiełów, a my – Lubostroń! Ciekawe jest to, że obydwa te pałace wybudował ten sam architekt – Stanisław Zawadzki. Wiele wskazuje również, że i to miejsce odwiedził A. Mickiewicz. I do tego jeszcze park w stylu angielskim wokół.

  75. Krolowo Gor, gratuluje, Caluje malenstwo w piasteczki.
    Pingwinek mnie rozbroil, dzieki Justysiu za zdjecia.
    Ciag Fibonacciego, doskonalosc, ktora mnie nie przestaje zaskakiwac.

  76. KrzysztO, nazwę nadał pewnie jakiś optymista, który dopchał się od strony Atlantyku gdzieś na wysokość Góry Stołowej i wyszło mu, że dalej to już będzie z górki. Mylił się srodze (emotikon).

  77. Casciolino, czy dobrze pamiętam, że Twój Mareczek ma dziś urodziny? Jeśli tak, to wszystkiego najlepszego dla niego.

  78. Ale pięknie… A pingwinek cudowny – nieczęsto się je spotyka. To się nazywa mieć szczęście. Nazwa Przylądka rzezczywiście ładna. Aloe polyphylla to zdecydowanie cud i – jak już DUA pisała – zachwycajmy się nim.

  79. Aaa, Casciolino, rzeczywiście! Dwa Twoje wpisy wpadły do działu „Spam” i utonęły – straszne nasilenie reklam było z okazji Świąt, to automat pewnie zgłupiał. Dobrze, że Twój Tata napisał, poszłam sprawdzać.
    Przepraszam!
    Wpisy Twoje (dwa) są już na swoich miejscach, pod „Radosnych Świąt!”.
    Ucieszyłam się, że jesteście z siostrami!

    Aleksandro, melduję, że druga z ananasowych jabłonek zabiera się do kwitnienia! Hura!
    U nas zimno (8 stopni), ale nie mroźno. Kwiaty śliw i czereśni ocalały. Magnolia roztropnie jeszcze się nie rozwinęła.

  80. Droga Pani Małgosiu, całym jestestwem podpisujè siè pod Pani opinià o cudach. Codziennie dobrze sobie to należy sobie uświadamiać, koniecznie.

Dodaj komentarz