Zagadka kwiatka

bretania 1

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

nasza KC Paczka Chusteczek właśnie nadesłała suplemencik do swojego  reportażu, którego fragmenty widzieliście w poprzednim wpisie. Rzecz dotyczy ślicznych kwiatków, z wdziękiem wysianych w sąsiedztwie bretońskich kamieni, murków i płotów, a nawet, jak widzimy – na schodach. Przypuszczaliśmy, że to może być skalnica, lecz byliśmy w błędzie. Autorka zdjęć napomykała o stokrotkach, że niby te kwiatki są do nich bardzo podobne. Ale to chyba nie stokrotki?!

 

Bretania 4

 

Stokrotki przecież mają całkiem inne liście (fot.: Wikipedia):

 

1024px-Bellis_perennis_full_plant

 

Kto by wiedział, co to za bretońska roślinka o listkach jak sztyleciki, niech prędko powie!

 

Bretania 2

 

Skoro zaś jesteśmy wciąż w Bretanii, zerknijmy na jeszcze jeden księżycowy jej krajobraz, ujrzany i niezwykle, odkrywczo i śmiało  namalowany przez  Charlesa Victora Guilloux (1866-1946) – Paysage lacustre au clair de lune (technika: olej na kartonie):

 

guilloux

 

Gładkie, lśniące wody! Wszystko zalane mlecznym światłem. I tak, to prawda: wody jeziora są zawsze o ton jaśniejsze od nieba, które odbijają.

Ech, chyba muszę się przejść nad pobliskie jezioro w lesie. Zatęskniłam. „Zgryzotka” poczeka!

Już mknę!

MM

Nutria w Bretanii!

 

Hisilicon Balong

 

…i w dodatku – z Paczką Chusteczek!

Ależ się cieszy z tej niespodziewanej podróży! Pędzi przez Bretanię z księżycem we włosach i nawet nie wie, jak stosownie wygląda!

Tegoroczne wakacje przyniosły mi niezwykłą podróż na zachodni kraniec Europy  — pisze nasza miła KC Paczka Chusteczek  – i, co najważniejsze, spełniło się moje marzenie o podróżowaniu przez pola i lasy pociągiem. W dodatku jednym z najszybszych jakie istnieją, w końcu TGV to nie byle co!

Ale, ale – oczywiście, korzystając z okazji, wzięłam w podróż obowiązkowo dla kolejowych okoliczności „Nutrię i Nerwusa”, no inaczej być nie mogło!

Sama Bretania piękna, zielona i zdobiona mnóstwem kolorowych i zadbanych ogrodów.

Z całego tego ogromu wspomnę tylko o pięknej wyspie Brehat, która, jak gdzieś przeczytałam, idealnie nadaje się jako inspiracja dla niespełnionych pisarzy! Śliczne domki, piękne kwiaty, połyskujące zatoczki – cuda, cuda!

 

wyspa Brehat

 

I chociaż dla Ani z Zielonego Wzgórza byłoby tam pewnie trochę za ciasno i zbyt tłoczno, domki były tam jednak wyjątkowo urocze, jestem pewna, że byłaby nimi zachwycona!

 

domek Ani

 

O, ja też tak myślę, Paczko Chusteczek miła, czuję też, że i moja Nutria była absolutnie urzeczona tą wyprawą, zwłaszcza że ma tak bliskie i zażyłe związki z księżycem! Tak, ona też jest zapamiętałą Lunofilką! – i pędząc tak przez bretońskie pola, łąki i lasy, mijając lśniące wody i oglądając bretońskie niebo, z pewnością przypominała sobie obrazy Charlesa Victora Guilloux (1866-1946), który tak pięknie malował księżyc nad Bretanią!

Czy mam może przypadkiem jego księżycowe pejzaże w swojej Galerii Lunofila? – zapytacie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. A ja odpowiem: – Ależ oczywiście. I to nie jest żaden przypadek.

I tylko się przez chwilę zastanowię, który z nich dać jako pierwszy, a który – jako ostatni, bo wiadomo, że ten właśnie najlepiej wam zapadnie w pamięć.

Trudny wybór.

Ale dobrze, oto Chaumière bretonne au clair de lune  (chaumière to budynek kryty strzechą):

 

charles-victor-guilloux-chaumière-bretonne-au-clair-de-lune

 

Ależ świeci ta pełnia, co?

 

A tu –  urocza kompozycja  L’allée d’eau:

 

l'allee d'eau

 

I wreszcie – coś dla naszej KC Sowy Przemądrzałej, która na pewno się ucieszy z tego, że księżyc jest na dole obrazka – (swoją drogą, śliczny to i przewrotny pomysł, wyjątkowy zgoła w Galerii Lunofila)  – Clair de Lune:

 

guilloux

 

Paczko Chusteczek, dziękuję za bretoński reportaż, a przede wszystkim  za sprawienie Nutrii takiej podróżniczej radości!

Wszystkich pozdrawiam nieomal lunatycznie (minęła północ) – i idę sprawdzać, jaki to dziś księżyc wisi nad Wielkopolską!

MM

Zorzy polarnej nie widać…

…ale przecież i zwykła noc księżycowa może być zielonkawa –

 

grimshaw1

 

– co udowodnił John Atkinson Grimshaw (1836 –  1893), malując Figure in the Moonlight, a także  sporo innych  romantycznych i księżycowych pejzaży, za które był najbardziej ceniony (wszystkie bardzo mi się podobają!).

Tworzył w czasach królowej Wiktorii, więc nic dziwnego, że reprodukcja tego obrazu znalazła się na okładce wielce wiktoriańskiej, świetnie napisanej  powieści The Dead Secret (autorem jest Wilkie Collins, wyd. Oxford University Press 2008, w serii „Oxford World’s Classics”), która zresztą ukazała się w Polsce pod tytułem Tajemnica mirtowego pokoju (ale, niestety, z wystrojoną damą na okładce).

Niezwykle wprost pasuje ten nocny krajobraz do atmosfery powieści tak tajemniczej i zawikłanej, że nawet taki jak ja stary mól książkowy nie potrafił do samego końca odgadnąć, jak za chwilę potoczy się akcja i jakie będzie jej rozwiązanie.

A tu – inny obraz tego artysty, który włączyłam do swojej kolekcji księżycowej i którym chętnie się z Wami dzielę – Moonlight on the Lake:

 

jezioro księzycowe grimshaw

 

Miłe chwile spędziłam, wyobrażając sobie powieść, która by pasowała do tego seledynowego, świetlistego obrazu, na którym światło aż wibruje, woda jest namalowana po mistrzowsku, a drzewa na pierwszym planie, jak też i te w oddali, zdają się mówić rzeczy intrygujące i zagadkowe.

Wy też spróbujcie!

Mistrz nie lada był z tego pana Grimshawa, który wyglądał niepozornie, tak mianowicie:

 

John_Atkinson_Grimshaw_2

 

Dziwnie przenikliwe ma spojrzenie, prawda?

Nawet czujne, powiedziałabym. A nawet z lekka niesamowite.

Dobrze, że tak dużo malował – zresztą musiał. Miał piętnaścioro dzieci!

 

Ciąg dalszy kolekcji dla Lunofilów nastąpi oczywiście, rzecz to jasna jak księżyc w pełni.

Dobranoc wszystkim!

MM

 

Do szkoły!!! Hura!!!

1wrzesnia2017

Nareszcie się kończą te nudne wakacje, witaj, praco wytężona i noce zarwane, witajcie, klasówki, kartkówki, sprawdziany, wkuwanie na pamięć przylądków świata i elementów przewodu pokarmowego ropuchy, rozgryzanie tajników strukturalnych sejmu międzywojennego i genezy rewolucji przemysłowej w Anglii, pisanie referatów o wojnie secesyjnej i przyrodzie tundry oraz tajgi, o, witajcie, witajcie kolejne miesiące! (konkretnie: dziesięć).

I obyście szybko oraz bezboleśnie minęły.

Tego życzę naszym Kochanym Czytelniczkom i Czytelnikom, a na pamiątkę minionego lata przedstawiam pierwsze z mej wirtualnej kolekcji najpiękniejszych obrazów, poświęconych światłu księżyca.  Zamierzam kontemplować je kolejno z naszymi tutejszymi Lunofilami oraz wszystkimi wielbicielami Piękna – to tak bardzo uspokaja i skłania do łagodnej refleksji.

Oto fragment obrazu „Letni wieczór na plaży” duńskiego impresjonisty, który nazywał się Peder Severin Krøyer (1851-1909) i związany był z grupą artystyczną „Malarze ze Skagen”. To właśnie w miejscowości Skagen na samym krańcu Półwyspu Jutlandzkiego lubił ten dżentelmen mieszkać przez połowę roku i – siedząc ze sztalugami na skraju morza w białym, niepokalanym (jak świadczą autoportrety) ubraniu oraz białym kapeluszu – łapać wrażenie chwili.

 

Kroyer_Skagen

 

Oto chwila kolejna, uchwycona przez pana Krøyera, już innego wieczoru, bo przy wschodzącej złotej pełni:

 

bf0c5acb8bd77b130f28ba0615777de9--beach-paintings-seascape-paintings

 

Żegnaj, piękne lato!

 

Ha! Cóż począć?! (Nic! –  tylko się pogodzić z Nieuchronnym).

Wszystkie Uczennice oraz nawet Uczniów otaczam krzepiącym uściskiem wirtualnym i życzę, żeby wspomnienia z wakacji rozgrzewały ich przez coraz zimniejsze następujące tygodnie.

Ja też ciepło o Was będę myśleć!

Wasza –

MM

PS Wszystkim Nauczycielkom i Nauczycielom, a także PT Rodzicom życzę oczywiście tego samego, co Dziatwie!

Dołączam uściski.