Niedziela Palmowa

bukiet_2_m

 

 

… Jedni przysługę taką wyświadczyli,
Że naprzeciwko Panu wychodzili,
Kędy miał jechać, rzucali na ziemię,
Swoje odzienie.

Drudzy przysługi takie wyświadczali,
Różdżki zielone z drzew obłamywali,
Ścielą na ziemię, niechaj piękna będzie,
Ozdoba wszędzie.

 

(Rok Boży w liturgii i tradycjach Kościoła świętego – Katowice 1931r)

 

Fotografował Adminek.

Zielone różdżki, listki, kwiatki i trawki oraz gałązki wyhodowałam osobiście (i zerwałam) w mym ogródku!

W mojej palmie są:

fiołki

barwinki

tawuła wiosenna

kwiaty czereśni (w pączkach)

forsycja

cebulice

bergenia

bukszpan

liść hiacynta –

i mocno pachnące białe kwiateczki z krzewu o nieznanej mi nazwie.

 

Niechaj piękna będzie ozdoba wszędzie!

 

145 przemyśleń nt. „Niedziela Palmowa

  1. Upiekly sie Literaturki (dwa), wygladaja smakowicie. Drugi mazurek jest nieprzewidywalny, dzisiaj masa juz byla ale ciasto okazalo sie zatwardzialym zakalcem, nie do przekrojenia, upieklam drugi. Zobaczymy w niedziele.
    Nie moge sie przestac smiac z Libanczyka (troche mi go jednak zal, biedulek, a jaki kulturalny.) Trawe oszczedzil.

  2. Dzień Dobry!

    Ja też dziękuję za przepis na sałatkę! Właśnie skończyłam czytać poranne wpisy i już miałam dodać prośbę, ale najpierw sprawdziłam, czy pojawiły się nowe wpisy w międzyczasie, no i przepis jest! Dziękuję, wypróbuję – brzmi jak wspaniale ulepszona nasza znana i oklepana zwykła sałatka jarzynowa.

    Pozdrawiam serdecznie i świątecznie.

  3. Z przyjemnością!

    SAŁATKA Z CHRZANEM

    Porcja ugotowanej włoszczyzny
    5-6 ugotowanych i obranych ziemniaków
    ogórek zielony obrany
    3 obrane ogórki kiszone
    cebulka
    garść szczypiorku
    pęczek rzodkiewek
    obrane jabłko

    wszystko to pokroić w kosteczkę
    dodać puszkę groszku, a jak kto lubi- kukurydzy
    posolić do smaku
    dodać słoik majonezu (Pegaza najlepszy!)
    i dwie lub trzy czubate łyżki utartego chrzanu
    wymieszać
    ochłodzić
    podawać!

  4. Ludu kochany, oświećcie mnie proszę w kwestii sałatki chrzanowej Pani Zofii Barańczakowej,proszę gorąco o przepis…

  5. Celestyno, oto
    MAZUREK LITERATUREK
    (nazwa stąd, że przepis dostałam w „Naszej Księgarni” od redaktorki Elżbiety, która dostała go od swojej mamy, a ta – od swojej).

    1/4 kg orzechów włoskich
    1/4 kg cukru
    12 dkg mąki
    12 dkg masła
    3 żółtka
    Piana z 3 białek ubita z 4 pełnymi łyżkami cukru
    opłatki lub wafle (andruty) na spód

    Utrzeć w misce żółtka z cukrem, dodać masło, zmieszać na gęstą masę, dodając mąkę i zmielone orzechy.
    Wysmarować blachę masłem, położyć na to opłatki lub wafle, rozsmarować na nich masę na 2 cm grubości.

    Oddzielnie ubić na sztywno pianę z białek i wymieszać delikatnie z cukrem, można dodać odrobinę mąki kartoflanej. Rozsmarować po wierzchu, ozdobić połówkami orzechów. Piec wolno w niezbyt gorącym piecyku.

    Można też (moje udoskonalenie) nie ubijać białek, tylko rozbełtać je z 4 łyżkami cukru-pudru i tym posmarować wierzch mazurka. Ta polewa będzie rumiana i chrupka, bezowa.

  6. Dzień dobry!
    Hahaha, Alku, też pomyślałam, że Libańczyk to Twój kot. :)

    A propos przygotowań- właśnie uporałam się z zadaniami w kuchni: upiekłam sernik, przyrządziłam nugata, przyozdobiłam dwa z chyba dziesięciu mazurków Mamy i od siebie dorzuciłam mazurka dekadenckiego (w czasie, kiedy gotowała się śmietanka z cukrem- podczytywałam „Sprężynę”), skusił mnie przepis na Kwestii Smaku. Wygląda bosko i bardzo kalorycznie. Jutro rano pokroję jeszcze sałatkę jarzynową i wtedy nareszcie poczuję się prawdziwie wielkanocnie. :)

    Też lubię święta. :)
    Pozdrawiam DUA i Lud z rodzinnej chałupy.

  7. Patrycjo, ty mały zuchu!
    Oczywiście, że przedłużasz tradycję! Na tym to polega, te przepisy, przekazywane z matki na córkę, a z córki na wnuczkę… ciąg pokoleń.
    Przekaż najlepsze życzenia świąteczne ode mnie swojej miłej Mamusi.

  8. Piękne życzenia, Krzysztofie!
    Ludu, apeluję, bądźmy duchem przy naszym Wilku Morskim! Niech nie czuje się oddalony!
    Niby jest to ten sam świat, ten sam glob, ale przecież obco.

  9. Dziękuję za odpowiedź! Ze względu na to, że u mnie w domu głównie ja gotuję, to zrobienie staropolskiej babki drożdżowej wprawia we wspaniały nastrój – czuję, jakbym przedłużała tradycje moich prababek :)

  10. Wielkanoc może być i taka: 34 stopnie, słońce praży, za pasem wody niewysoki, ale stromy łańcuch pagórków bez śladu roślinności, szary i brudnobeżowy, podstawą zanurzony w eteralnej mgiełce, szczytami ostro rysujący bladawe niebo. Jak Pustynia Judzka, choć to inny fragment świata. No i ropa się pompuje.

    Niemniej – całemu Ludowi życzę błogosławionych i pięknych Świąt Wielkiej Nocy.
    „Niechaj z wiary w Chrystusa Zmartwychwstałego i wiary w nasze z Nim zmartwychwstanie, płynie moc do służenia wszystkim z miłością, która wszystko znosi i wszystko przebacza, bo pewna jest ostatecznego zwycięstwa”.
    Ks. Franciszek Blachnicki

  11. Dzien dobry! Przepraszam najmocniej: czy ktos ma moze pod reka i moglby tu wkleic przepis na Literaturek? Nie moge sie dokopac w archiwum..:(

  12. Wiewiórko, po tym specyfiku ja sam miałem ochotę wycierać język o trawę. To jest MOAM, Mother of all mustards.

  13. Haha, Starosto :) Piękna modlitwa.
    Nie zapomnę na pewno o ogórkach. To właśnie dodatek świeżego ogórka i chrzanu czyni tę sałatkę tak wyjątkową i inną od zwykłej jarzynowej. Świetna modyfikacja, mniam.
    Haha, Alku, myślałam, że to jeden z Twoich kotów. Wskazywałaby na to chęć wycierania języka o trawę. Ale już powstrzymywanie się siłą woli od czegoś, pasowało mi bardziej do człowieka. O robocie nie pomyślałam wcale.

  14. Wójciku, do tej sałatki koniecznie jabłuszko, nie zapomnij! I ogórek, zielony oraz kiszony.

    Takie to miłe, że Mamine genialne przepisy (przez nią samą modyfikowane i układane) wciąż krążą, jak dobre wspomnienie. Lubiła się przydawać.
    Kiedyś usłyszała z sąsiedniego pokoju, jak nasza mała Zosia, jej imienniczka, modli się wieczorem: „I dziękuję Ci, Boże, za to, że Babunia jest taka pożyteczna”. Ależ się śmiała i cieszyła!

  15. Wiewiórko, kiedy ostatnio sprawdzałem, był. Ale przyznam, że patrzyłem tylko po wierzchu, do środka nie zaglądałem, więc teoretycznie nie ma przeszkód, żeby był robotem z przyszłości. Nie wypada mi pytać, w końcu to gość, chociaż już dawna, więc prawie swój. Koty go lubią.

  16. Ależ różnorodność ciast u Starosty! Starosta piecze, a sam ledwie skubnie, o ile wiem. Mam zresztą tak samo. U mnie ciasto sybirak, mazurek literaturek oraz deser tiramisu. A z nieciast będzie między innymi sałatka z chrzanem według Pani Zofii Barańczakowej ( boska!).
    Alku, czy Twój Libańczyk jest człowiekiem?

  17. Dzień dobry. Wczoraj było piękne błękitne i bezkresne niebo ze zwiewnymi obłoczkami – cud prawdziwy, a dziś…

    Edward Stachura

    PREFACJA

    Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

    Słusznym i zbawiennym jest

    Śmiać się głośno

    Płakać cicho

    Deszcz ustaje sady kwitną

    I tego trzymać się trzeba

    Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

    Słusznym i zbawiennym jest

    Iść i padać

    Z- padłych- wstawać

    Przeszła wojna

    Wstaje trawa

    I tego trzymać się trzeba

    Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

    Słusznym i zbawiennym jest

    Śledzić gwiazdy

    Grać na skrzypcach

    Astronomia

    I muzyka

    I tego trzymać się trzeba

    Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

    Słusznym i zbawiennym jest

    Być uważnym

    Pełnym pasji

    Dobra wasza

    Gwiżdżą ptaki

    I tego trzymać się trzeba

    Zaprawdę godnym i sprawiedliwym

    Słusznym i zbawiennym jest

    Żeby człowiek

    W życiu onym

    Sprawiedliwym

    Był i godnym

    Żeby człowiek

    Był człowiekiem

    Lecą liście

    Szumi w lesie

    Wiatr z obłoków

    Warkocz plecie

    I tego trzymać się trzeba

  18. Dopiero teraz zauważyłem, że przemówiłem cytatem. „Lubię święta” rzekł był raz Ignacy Borejko, bodaj podczas dramatycznych przygotowań do ślubu Idy. Nawiasem mówiąc, sam znam dwie Idy. Jedna z nich to moja miła od lat przyjaciółka, córka Joasi Kossak.

  19. Już nabylam dwie części. Wybór duży, trudno mi bylo się zdecydować. Na pierwszy rzut poszły tradycje i obyczaje rodzinne oraz obrzędy doroczne. Mam jeszcze chrapkę na części o przyrodzie i architekturze. Zresztą wszystkie są pewnie niezmiernie ciekawe…wygląda na to,że jest to prawdziwy rarytas.

  20. Oui Madame, naturellement, magnolia będzie zaszczycona. M. na pewno sama dorwie się do słoiczka, ona z tych, co w dzieciństwie jadały chleb musztardą posmarowany. Ale dam jej też etniczne cukierki „Miszka kosołapy”. Mówiłem, że cudów nakupowałem, pielmieni i końskiej kiełbasy też. Z rzeczy sławnych w czasach RWPG nie natrafiłem jeszcze na cukierki „Biełoczki”.

  21. Patrycjo, zawsze piekę drożdżową Babkę Mamy Żakowej (cudowny przepis kuchni polskiej!- patrz: „Łasuch Literacki”), a nawet dwie, bo wszyscy za nią przepadają i kilka mazurków: literaturek, oczywiście, i koniecznie kajmakowy, a w tym roku zrobię jeszcze pistacjowo-migdałowy. I sernik Kłamczuchy!(pan Musierowicz uwielbia!)

  22. Blanko, seria naprawdę godna polecenia, bardzo szczegółowa. Moje ulubione tomy dotyczą polskich strojów ludowych, obyczajów i obrzędów świątecznych (co za różnorodność!), a także – haftów i biżuterii ludowej. Ach, i malarstwa z rzeźbą, i kapliczek przydrożnych, i ginących zawodów, i budownictwa wiejskiego… wszystkie lubię. Mnóstwo piękna.

  23. Alku, widzę, że zdrowie Ci się z lekka polepszyło. Może to od tej zabójczej musztardy? Wypaliła Ci migdałki, jak sadzę. Jest to jakiś rodzaj dezynfekcji.
    Żonę oszczędź, dobrze radzę.
    Czy mogę pokazać we wpisie Twoją magnolię?

  24. Dzień dobry!
    Mam pytanie z innej beczki: Jakie ciasta pojawią się na Pani świątecznym stole? :)

  25. Dzień dobry Ulubiona Autorko i Reszto Ludu. Co do zajęcy, to wygląda że trochę wracają, po wcześniejszym dużym spadku liczebności. Nie wiem jak to się godzi z jednoczesnym dużym wzrostem populacji lisów, które po faktycznym zwalczeniu wścieklizny w lesie zaczęły mnożyć się jak wściekłe. Ot, nieprzewidziane skutki w sumie niby pożytecznych działań. Jenoty też sobie chwalą.
    Przyszła dzisiaj przesyłka ze sklepu z rosyjską żywnością. Różne ciekawe rzeczy (zamówiłem właśnie z ciekawości), ale najlepsza musztarda. Po otwarciu słoiczka koty wyszły z kuchni, tłocząc się w drzwiach. Libańczyk Heniek, namówiony przeze mnie do spróbowania wybiegł gwałtownie do ogródka. Widziałem, że tylko siłą woli powstrzymywał się od wycierania języka o trawę. M. w pracy, więc jeszcze nie spróbowała tego cymesu. Sądzę, że postawimy tę musztardę na wielkanocnym stole, z jajeczkiem i majonezikiem. Lubię święta.

  26. KokoszaNel,a jakie to było radio? Może gdzieś w internecie poszukam tej audycji?…bardzo lubię takie programy. Wśród licznych wspomnień świątecznych z dzieciństwa utkwily mi nadawane w tv programy regionalne właśnie o zwyczajach,obrzedach świątecznych na wsi. Strasznie to lubilam. Teraz czasem na YT sobie coś obejrzę. Lubię też polską muzykę folklorystyczną, która w dzieciństwie mnie raczej drazniła. Teraz budzi lube wspomnienia z dzieciństwa, widzę krzatajacą się po kuchni babcię, w tle polskie radio program II, folklor w okolicach południa. Muszę namierzyć tę serię, o której UA wspomina. Dziękuję!

  27. Zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy życzę !
    Zainspirowała mnie Pani, Pani Małgosiu. Już nigdy nie kupię fabrycznej, farbowanej palmy.
    Bardzo się cieszę na zbliżającą się „Ciotkę Zgryzotkę”.
    Serdecznie pozdrawiam

  28. Staroście z Rodziną i Gośćmi życzymy radosnego czasu w te najbardziej radosne ze Świąt.

  29. Wszystkie dawne zwyczaje i tradycje są fascynujące. Ale ludowe – zwłaszcza!
    Polecam wszystkim wielką i znakomitą serię o sztuce, tradycjach i obyczajach polskiej wsi – „Ocalić od zapomnienia”- pięknie, barwnie ilustrowane tomy, opracowane przez Muzeum Etnograficzne w Warszawie.

  30. Dziś w radio posłuchałam audycji o ludowych zwyczajach wielkoczwartkowych – o wieszaniu gałganowych Judaszów na wieży kościelnej, wypróbowywaniu nowej strzelby przez myśliwych, ogniskach rozpalanych na rozpoczęcie Triduum i obmywaniu się woda z dziewięciu źródeł lub studni. Dziwaczne niektóre.
    Pozdrawiam i życzę pięknie przeżytego Triduum Paschalnego.
    P.S Pochwalę się – Kogucik zdobył wyróżnienie w konkursie ciast wielkanocnych za koszyczki -serniczki z baziami. Szkoda że rączki do koszyczków pożarł Pan Kogut – myślał, ze to jakieś ciastowe odpady.

  31. Pani Małgosiu, przyglądam się i przyglądam mojemu ananasowi i pączków nie widzę. Cóż, może w przyszłym roku. Będę kibicować tym na Pani jabłonce, żeby się pięknie rozwinęły. Może nawet jakieś jabłuszko się zawiąże. Cieszę się, że życzenia dotarły. Ściskam mocno :)

  32. U nas są dwie wiekowe czereśnie zasadzone przez mojego dziadka, mam nadzieję że zostało im jeszcze trochę żywota, bo o tej porze roku są bardzo piękne.
    Zawsze chciałam mieszkać przy ulicy Czereśniowej, ale nazwano jednak naszą uliczkę od leszczyny. Mniej mi się podoba.
    Za to wiersz podoba mi się bardzo. :)
    Życzę wszystkim dobrze, refleksyjnie przeżytego Triduum.

  33. Dziękuję za życzenia!

    Zośko miła (wiad.pryw.)- cieszę się, że zachwyca nas to samo i tak samo.
    Raz jeszcze dziękuję i ściskam, z najlepszymi życzeniami świątecznymi!

  34. Rododendrony giganty oglądałam w The Lost Garden of Heligans. Cały gaj olbrzymich drzew, pod którym swobodnie mieściła się cała nasza grupa.
    Wracam do pracy
    ;))

  35. Kochanej pani Małgosi i całemu Ludowi życzymy pięknych i spokojnych Świąt!
    Marta i Romek z psim gangiem ;-)

    Ps. Ręka ładnie się zrosła, po świętach gips będzie zdjęty. :-)

  36. Dzień dobry. Melduję, że zajączkowy kurierek spisał się na medal, książki dotarły na czas. Jeszcze raz dziękuję za namiary Starosto.

  37. Zazdroszczę Wam zajęcy z całego serca, ale też cieszę się, że nie wyginęły. Zające są bardzo terytorialne. Kiedyś czytałam, że do Polski wrócił zając, którego wywieziono w ramach próby reintrodukcji zajęcy do Francji. Jak ten biedak przedostał się przez Ren?
    Dziki mieliśmy regularnie w ogrodzie, póki płot nie został naprawiony, borsuki mamy w lesie, a takoż jenoty, lisy, sarny i jelenie. Ale króliki, odkąd wyginęły podczas epidemii myksomatozy gdzieś w latach 60-ych, już nie wróciły.

  38. A.E. Housman

    (1859-1936)

    NAJCZAROWNIEJSZE Z DRZEW, CZEREŚNIA

    Najczarowniejsze z drzew, czereśnia,
    Kwieciem się teraz ucieleśnia,
    Stojąc na skraju lasu, rano,
    W biel ustrojona na Wielkanoc.

    Z siedmiu dziesiątków lat podobno
    Danych mi, dwa już mam za sobą
    Nieodwołalnie; pozostało
    Pół wieku – czyli dosyć mało.

    Skoro więc tylko mam pięćdziesiąt
    Wiosen, co kwieciem mnie ucieszą
    Pójdę pod las: niech się weselą
    Oczy tą śnieżną płatków bielą.

    (przełożył Stanisław Barańczak)

  39. Dzien dobry Wszystkim.Pani Malgosiu,w jakim pieknym miejscu Pani mieszka.Cudownie musi byc.

  40. To Ty chyba mieszkasz w pięknych stronach, Ozdobniczko!
    Dzień dobry wszystkim!
    Jaki wspaniały dzień – rozkwitły wszystkie śliwy, a zaczyna kwitnąć wdzięczna czereśnia!

  41. A u nas są prawie codziennie zające, sarny, bażanty, wróble, koty, a ostatnio był nawet lis.

  42. Zofio, dziękuję za dobre słowo, taki doping zawsze dobrze działa na strudzonego autora lub zapracowaną autorkę.
    Jak to miło, że lubisz „Córkę Robrojka”!

  43. Aleksandro, jeszcze słówko: ja chyba już nie zdążę do Świąt z odpowiedzią na Twoje życzenia, wybacz! Ale dawno nie widziałam tak ślicznych i bardzo za nie dziękuję, kochanie. Tak się napracowałaś!

    Zośko droga, i Tobie dziękuję za życzenia, które się tak wdzięcznie rozwijają w wodzie! Jak zawsze piękne i pomysłowe. A ptaszek z fragmentami płatków róży mnie zachwycił!
    Przepraszam, że już nie zdążę odpowiedzieć czymś równie pomysłowym i wdzięcznym. Ale chowam wszystkie te pamiątki do archiwum! I bardzo dziękuję!
    Radosnych, pięknych Świąt Wam życzę, dziewczyny kochane!

  44. Ach, prawda, Mamo Isi, pamiętam takie urządzenie z Zakopanego.

    Tak, potwierdzam, są zające u nas, są sarny, jelenie, dziki, a nawet daniele!
    Wokół piękne kasy i rezerwaty przyrody. A zwierzyna nic się nie boi i wkracza coraz bliżej ludzkich osiedli.
    Na cmentarzyku naszym sarny zjadają kwiatki z doniczek. Dziki (całe stado!) przebiegły Adminkom drogę w biały dzień, kiedy ostatnio poszli sobie na nieduży spacerek nad jezioro.

  45. O, to miłe miałaś spotkanie, Aleksandro!
    W kwestii jabłonki Ananas Berżenicki: już trzy ewidentne pączki kwiatowe! Różowe, wielokrotne!
    Przyjrzyj się swojej!

  46. W kwestii zajączków oglądanych na żywo. Parę tygodni temu odstawiałam samochód do garażu i nagle zauważyłam coś na środku drogi. W pierwszej chwili myślałam, że to kot, ale miał zdecydowanie za długie uszy jak na kota (oczywiście nie mam tu na myśli kota w sensie mickiewiczowskim) i zaczął uciekać tak długimi susami, że mimo przyspieszenia nie byłam w stanie go dogonić. Rzecz miała miejsce w dużym mieście, prawie w centrum (dzielnica, w której mieszkam jest co prawda spokojna i zaciszna, ale od ścisłego centrum dzieli nas tylko około 15-20 minut spacerkiem). Liczę, że w Niedzielę Wielkanocną ten Długouch przykica do ogrodu i zostawi jakieś koszyczki z niespodziankami :)

  47. Ah jak się cieszę, że do premiery „Ciotki Zgryzotki” jest już coraz bliżej. To naprawdę cudowna wiadomość. Obecnie właśnie czytam sobie „córkę Robrojka” na poprawę humoru. Pani książki zawsze tak dobrze na człowieka działają ,i oderwać jest się od nich ciężko takie są wciągające.

  48. To była epoka, kiedy narty wstawiało się do takiego metalowego kosza zawieszonego z tyłu autobusu. Do środka z nartami nie wpuszczali.
    Roi się od zajączków? Nie w przenośni, tylko naprawdę? Miód na moje serce. W naszych stronach od lat nie widziałam tego egzotycznego stworzenia.

  49. E tam, Mamo Isi, u nas od zajączków aż się roi.

    Dzięki za biuletyn zdrowotny. A więc będzie happy end, i to niebawem!
    PS – czy do autobusu weszłaś z nartami, czy na nartach?

  50. Suplement. W kwestii zajączków jako takich, w tym wielkanocnych. Są to istoty mityczne, które wyginęły dawno temu, tylko nikt się do tego nie chce przyznać. Ostatni raz chmarę zajęcy (bo akurat miały gody) widziałam zimową porą na stoku Prehyby, kiedy sobie zjeżdżałam bladym świtem na nartach śpiesząc się na autobus. Było to 35 lat temu. Za niedługo opowieści o tym „Jak widziałem zająca” będę znacznie bardziej poszukiwane, niż niegdysiejsze bestsellery pt „Oko w oko z lwem”, czy „Moje spotkania ze słoniami”. Bo kto nie widział lwa, czy słonia?

  51. Zofio (Izabelo?) bardzo dziękuję, też się cieszę – jeszcze tylko książkę napisać do końca – i już!

  52. Premiera „Ciotki” w Łodzi! Ha! Coraz bliżej! To znaczy obiektywnie rzecz biorąc, dalej, bo Łódź jest nieco dalej od Gdyni niż Poznań. Jak ja lubię to oczekiwanie na kolejny tom:)))
    Pani endokrynolog zdiagnozowała mnie i nie zapuszkowała w szpitalu, niech żyje ta przemiła, pełna empatii kobieta!
    Prawie od razu poczułam się lepiej. Mam za przeproszeniem chorobę de Quervaine’a. Uleczalną. Góra parę miesięcy. Chociaż niech gęś kopnie taką nazwę; tu człowiek chory, a nawet nie może powiedzieć na co, bo na niego krzyczą, żeby nie mówił takich rzeczy przy dzieciach.
    Wielkie dzięki za życzenia zdrowia:) I takież życzenia zdrowia dla Alka, który tam rzęzi w kącie i się skromnie i po męsku nie narzuca ze swymi chorobami jak poniektórzy;)

  53. Pani Małgosiu jak ja się cieszę, że będzie organizowane spotkanie z okazji premiery „Ciotki Zgryzotki” w Łodzi. Jeśli tylko dam radę to na pewno się zjawię i poproszę Panią o podpisanie książki.
    Potrafi Pani sprawić, że bardzo pechowy dzień staje się lepszy. Nawet nie wie Pani ile radości sparwia mi czytanie takiej informacji. Tak więc z niecierpliwością wyczekuje „Ciotki Zgryzotki” i życzę Pani oraz wszystkim wiernym czytelnikom Pani książek wesołych świąt Wielkanocnych.
    Pozdrawiam Serdecznie

  54. Pani Małgosiu jak ja się cieszę, że będzie organizowane spotkanie z okazji premiery „Ciotki Zgryzotki” w Łodzi. Jeśli tylko dam radę to na pewno się zjawię i poproszę Panią o podpisanie książki.
    Potrafi Pani sprawić, że bardzo pechowy dzień staje się lepszy. Nawet nie wie Pani ile radości sparwia mi czytanie takiej informacji. Tak więc z niecierpliwością wyczekuje „Ciotki Zgryzotki” i życzę Pani oraz wszystkim wiernym czytelnikom Pani książek wesołych świąt Wielkanocnych.
    Pozdrawiam Serdecznie

  55. Kamilko, bardzo mi miło, ale nie wybieram się nigdzie. Dobrze mi w moim ogródku.

    No!- być może będzie jakieś spotkanie z okazji premiery „Ciotki Zgryzotki”, ale to raczej Ty będziesz musiała do mnie przyjechać, bo planowane ono jest w Łodzi.

  56. A ja mam inne pytanie. Pani Musierowicz, kiedy będzie Pani w Bydgoszczy, Warszawie, Płocku lub w Ciechanowie w 2017 roku? Bardzo chcę Panią poznać. Pozdrawiam

  57. Alku, trudno zaprzeczyć, znając na wyrywki (?) anatomię zajączków.
    Ale wrodzona wytworność kazała mi wspomnieć o jajeczkach raczej.

    Przestań rzęzić! Syropku się napij.

    Ozdobniczko, co za ładny obrazek nam tu zamieściłaś.
    A przy okazji: dziękuję za przesłane zdjęcia. Moim zdaniem to może być dzika śliwa.

  58. Ja a propos tego zajączka wielkanocnego w niedzielę. U mnie w domu bywa podobnie, jak w Boże Narodzenie: Najpierw wszyscy dzielimy się jajkiem i jemy potrawy z koszyczka wielkanocnego. To jest faza Najlepsza dla Szanownych Dorosłych. Później najmłodsze dzieci tracą apetyt i wiercą się z niecierpliwością na krześle. Tu występuje Zaciekawienie Najmłodszych. Potem już nawet juniorzy nie mogą usiedzieć w miejscu. A Szanowni Dorośli gawędzą w najlepsze. To faza Ekscytacji. W końcu Dorośli pozwalają odejść od stołu i to już jest Szczęście.
    Wszyscy biegną na poszukiwania ukrytych prezentów.

    Mamo Isi i Alku, zdrowia Wam życzę!

  59. Dzień dobry obecnym i nieobecnym. Siedzę sobie i spokojnie rzężę w kątku, starając się swoją agonią nikomu nie przyczynić kłopotu (po prawdzie to nikogo nie ma w domu, bo M. w robocie, nasz osobisty Libańczyk H. też, a koty na ląfrach), więc siedzę ja sobie i co widzę: „Zajączek w Wielkopolsce kursuje w Niedzielę Wielkanocną nad ranem, zostawiając po sobie trop w formie cukrowych jajeczek”. Otóż ja protestuję. Nawet elementarna wiedza o zajączkach podpowiada, że to nie mogą być jajeczka. On zostawia cukrowe bobki!

  60. Jestem …szukam odpowiedniego słowa, bo wzruszona to stanowczo za mało!

    A książki zamówiłam i jutro będą. Hurra, zdążą nawet na czwartkowego Zająca !

  61. Bywało u nas, że pomysłowy posiadacz imponujących siekaczy górnych przepędzał zaspaną jeszcze Dziatwę wczesnym rankiem i to przed śniadaniem, bo niczego by nie przełknęła, przez pół lasu zostawiając różne tajemnicze tropy prowadzące do otworów w korze drzew i innych ciekawych miejsc.

  62. Kościan, Piętaszku! Aaa, cóż to za miłe miejsce. Od dziecka bywałam na wakacjach w tamtych okolicach.

  63. Mamo Isi, zrobię to, o co prosisz w wiadomości prywatnej.
    Dbaj o siebie, proszę. A dzieci oczywiście poradzą sobie ze wszystkim, bo – jak uczy doświadczenie oraz mądrość ludowa – „na sposoby są sposoby”.

    Nini, tak, skłaniam się teraz ku zdaniu AniG, to jest jakiś kalinopochodny krzew. Pamiętam, gdzie go kupiłam i kiedy znów tam pojadę, wezmę gałązkę i po prostu zapytam. Lubię wiedzieć.

  64. Potwierdzam Starostowe informacje w kwestii obyczajów zajączków wielkanocnych. Zajączek z wyjątkowym wyczuciem pozostawia owe prezenty porozsiewane tu i ówdzie i po uroczystym śniadaniu rodzina rusza do ogroda (jak jest słońce i pogoda), albo zachęca dzieci do niedużej rewizji domowej. Zajączek działa dyskretnie i jak świat światem nie dał się nakryć na podrzucaniu prezentów. Ostatnio Isiątka ustalały między sobą, że wolałyby, żeby to był jeż wielkanocny, bo one lubią jeże.

  65. Nieporozumienie nie jest takie straszliwe, ponieważ czwartkowe Zajączki przykicują tylko do Kościana i jego okolic. Zawsze wiedziałam, że to wyjątkowe miejsce ! Niedowiarków zapraszam do Wiki, która w tym przypadku akurat nie mija się z prawdą.

  66. Dorzuciłabym Mestro, ceny niektórych książek są naprawdę konkurencyjne.
    A jeśli ktoś potrzebuje Feblika lub Wnuczki to obecnie bezkonkurencyjny jest Matras.

    DUA, czy ja dobrze zrozumiałam, że te białe kwiateczki to kalina?

  67. A! Chodnika Literackiego jeszcze nie odkryłam, dzięki, Krzysztofie.

    Piętaszku, ależ to jakieś straszliwe nieporozumienie! Czwartek?! Nic podobnego! Zajączek w Wielkopolsce kursuje w Niedzielę Wielkanocną nad ranem, zostawiając po sobie trop w formie cukrowych jajeczek. Trop ten niemylnie prowadzi do prezencików, a to pochowanych w kątach (przy niepogodzie), a to – wiszących w ogrodzie, na krzaczkach, w zasięgu dziecięcych rąk. Nie ma co do tego wątpliwości.

  68. Dzień dobry. Jeszcze dodam, że na Kujawach Zajączek przykicuje dopiero w niedzielę, a nie w czwartek jako w Wielkopolsce i ja szykuję się na tego kujawskiego. Był czas (kiedy Dziatwa była mała), że dla podtrzymania tradycji regionów z których pochodzimy Zajączek przykicywał do nas dwa razy.

    Mamo Isi z Mężem. Konieczne jest wygrzewanie się i (Starosta ma rację )- doktor.

  69. Jeszcze o księgarniach, bo akurat kupowałem kilka książek i dokonałem odpowiednich porównań. Najkorzystniejsze okazało się Bonito (choć nie mieli jednej z poszukiwanych książek) minimalnie przed Chodnikiem Literackim i Dobrymi Książkami. Te trzy wyraźnie prowadzą, poza nimi sprawdziłem jeszcze sześć księgarni i były już znacząco droższe.

  70. Krzysztofie, dzięki za trop!

    Justysiu, ano widzisz, w Anglii wszystko najlepiej rośnie.
    Dziękuję raz jeszcze za nasionka – w Polsce bywają, ale dziwnie trudno na nie trafić. W tej powieści Ruth Rendell (a jest to klasyczny kryminał) morderczyni ma bzika ogrodowego i długo opowiada, co trzeba zrobić, by dojść do takiego rezultatu, jak ściana pokryta prześlicznym błękitnym dywanem dużych kielichów. Podaje szczegółowe porady co do pozyskiwania nasion i ich dalszego traktowania: przed zasianiem moczy się je całą dobę, a zasiewa najpierw w pojemniczkach. Nabrałam sympatii do autorki, która nie mogła się powstrzymać od przytoczenia swoich ogrodniczych odkryć, choć same jej książki (a dużo ich napisała, i niezłych) są zbyt czarne i pozbawione złudzeń, jak na moją wytrzymałość.

  71. Dzień dobry!
    Mamo Isi, biedaczku kochany, a czy lekarz Was chociaż widział? Tak wysoka gorączka wskazywałaby na anginę. Albo – odpukać!- zapalenie płuc. Dlaczego się snujecie, zamiast w sposób pewny leżeć plackiem w łóżku, nie na kanapie?!
    Martwię się Tobą, lekkomyślna istoto.

  72. Co za rododendron! 10 m wysokości i 15 średnicy! Co to może wyrosnąć z roślinki, jak się jej da 120 lat spokoju i opieki.
    Jakiś okrutny wirus krąży nad Polską; u nas w domu padło na męża i na mnie. Teraz snujemy się podpierając ściany i jednym okiem poszukując kanapy, aby na niej odpowiednio dramatycznie wyzionąć ducha. Efekty dramatyczne efektami, ale te ataki 40-stopniowej gorączki dwa razy dziennie uważam za przerost treści nad formą. Już nie mówiąc o tym, że porządna sztuka może mieć trzy, no pięć aktów, porządny prolog, ewentualnie intermedium; a tu rąbnął w nas istny serial kanapowy południowoamerykański na 1490 odcinków. Jestem zniesmaczona. Odchodzę ledwo zipiąc.

  73. Z księgarni mogę polecić dobre-ksiazki kropka com kropka pl. Chyba na tę chwilę najtańsza i też bardzo sprawna.

  74. Rhododendron w Anglii jest niesamowity, większy od mojego całego ogródka. Pani z pieskiem na tym zdjęciu wydaje się mikroskopijna przy tej górze kwiecia.

  75. Ależ proszę, Pani Małgosiu, cała przyjemność po mojej stronie.

    Morning Glory w Kanadzie też dobrze rośnie, może nie aż tak wysoko jak ściana domu, ale na wysokość ogrodzenia na pewno. U mnie co roku same się zasiewają, a najszybciej i najbardziej bujnie kwitną fioletowe. Ale odkąd zając się wprowadził – już chyba jest trzeci lub czwarty rok – to regularnie przycina je nisko nad ziemią, gdy właśnie zaczynają kwitnąć. Pogodziłam się już z tym faktem i teraz ekperymentuję z inną pnącą rośliną, Passion Flower (Passiflora incarnata). Wygląda tropikalnie, ale korzenie są w stanie przeżyć w strefie mrozoodporności 6b. Codziennie sprawdzam, czy nie wschodzi.

  76. Dziękuję za polecenie księgarni. Chyba coś na Zajączka dla Rodziny zamówię, ale się zastanawiam czy przesyłka zdąży dotrzeć . Dobranoc.

  77. Gio (wiad.pryw.)- dzięki, duszko. I pardon.

    Madziu, ależ proszę.

    Piętaszku, jeszcze powinna to zobaczyć AniaG. I rośnie to-to na jednym pniu! Nie jest to setka roślin na górce, to jeden rododendron!

  78. Postawa Alka przypomina mi sformułowanie Kotarbińskiego: „nauczyciel spolegliwy”.
    Nie waha się polec z służbie nauki.

  79. Widziałam ten wybryk natury Starosto. Jak cały mój ogród. Ta góra kwiecia będzie od tej pory moją ulubioną górą. (Zaraz po Mnichu).

  80. Pani Małgosiu, palma na zdjęciu podoba mi się niesłychanie, więc od czasu do czasu pokazuję ją komu się da (spoza Księgi). Jest prześliczna.

  81. Za to Alek zachowuje twarz „w dobrym stanie”, jak wynika z ostatniego felietonu, którego temat jest może nieco zaskakujący w czasopiśmie muzycznym i może nieco odległy od moich zainteresowań, co wcale nie stanęło na przeszkodzie temu, żebym przeczytała go (ten felieton) z autentycznym zaciekawieniem i szczerym rozbawieniem.
    Teraz siedzę i się zastanawiam, na co ja wyrzucam za dużo pieniędzy, choć mogłabym prościej, skuteczniej i wcale nie drożej.
    Alku, wracaj do zdrowia i udzielaj się częściej. :)
    Przepraszam za emotikon.

  82. Chciałabym oświadczyć, że bardzo dobra jest księgarnia bonito.pl – dziś zamówiłam (niedrogo!) potrzebną książkę – jutro ją dostanę. Coś wspaniałego.

  83. Właśnie Alku, bez Ciebie to nie to ! Więc zdrowiej nam na te Święta, a szajka niech poczeka.

  84. Alku, biedny chłopcze. Przesyłam wyrazy współczucia. Właściciel tak pięknej magnolii – bez węchu i częściowo ślepy?!
    Ściskam Cię krzepiąco. Zdrowiej!
    A dopóki nie wyzdrowiejesz- nie opuszczaj łóżka. Taka mała rada praktyczna.

  85. Dobry wieczór Madame oraz tobie, Ludu. Owszem, magnolii się udało, rozwinęła się i nic jej nie strzeliło w trakcie, bo to często tak bywa, że ona się rozwija, rozwija i akurat w daną noc robi się minus jeden i następnego dnia same brązowe plamy. Ja teraz mało się odzywam, bo od dłuższego czasu trzepie mnie grypa połączona sprytnie z zapaleniem gardła, co słabo łączy się z robotą z ostatnich dni, kiedy to musiałem napisać recenzję pt. jak gra wkładka gramofonowa (to to takie coś na końcu ramienia, z czego wystaje igła), a ja byłem głuchy, pozbawiony węchu i częściowo ślepy. Zrobiłem w końcu tę robotę, domowe połączenie Beethovena z Homerem, ale w niedzielę moja szajka miała trening wojskowy w terenie, więc oczywiście poszedłem, bo beze mnie to nie to, zwłaszcza że granaty były akurat u mnie w chałupie. No więc granaty się udały, wszyscy wrócili do domu obolali i zadowoleni, ale ja raczej najbardziej obolały i tak się dalej kuruję do dziś.

  86. Justysiu, najserdeczniej Ci dziękuję, zwłaszcza za nasionka powoju Morning Glory! Cieszę się bardzo – ten lazurowy występował w powieści Ruth Rendell – pokrywał całą ścianę domu!

    No, ale to było w Anglii, gdzie wszystko nadzwyczajnie rośnie. Popatrzcie tylko na stronę dailymail.co.uk – Rhododendron planted 120 years ago Britain’s biggest. Coś nie do wiary!!!

  87. Aniu G., wczesne dzieciństwo i 10 pierwszych lat małżeństwa spędziłam w dolnej Oliwie (Sambora). Kto wie, może się mijałyśmy, gdzieś tam.

  88. AniuG, może masz rację? Obejrzałam w sieci wszystkie odmiany kalin, ale tej nie znalazłam. Są natomiast niejakie podobieństwa rodzinne. Liście i kwiatki przypominają z lekka tę lub inną odmianę kaliny.
    Pewnie to jakiś pociotek.

    Piętaszku! Ogrodnik – przyjaciel ropuchy.

  89. Ach, chyba nie, Aniu, kalinę bym poznała! Mam w ogrodzie dwie jej odmiany, jedną z nich – mocno (i zgoła inaczej) pachnącą.
    Ale ja ten krzew zidentyfikuję i zaraz potem powiem, co to jest. Sama go przecież sadziłam.

  90. A tak przy okazji, kiedy już myślałam, że nie znajdę nic pozytywnego na temat symboliki ROPUCHY, co widzę:
    „Ropucha – przyjaciel ogrodnika”.

  91. Zapomniałam dodać -Wł. Kopaliński „Słownik symboli”. Sporo tam na temat RÓŻY rzeczywiście, ale ogrodniczo akurat niewiele.

  92. Chciałam wyszczególnić, odkurzając „Słownik symboli” Kopalińskiego, ale przecież pożyczyłam go córce (czas odebrać!).
    Więc tylko troszkę z pamięci: róża od czasów starożytnych symbolizowała cnotę, niezniszczalność i tajemnicę. Była atrybutem Afrodyty.
    W symbolice chrześcijańskiej biała róża oznaczała czystość ( jest też, obok lilii, kwiatem Matki Boskiej), a czerwona – męczeństwo.

  93. Dzień dobry( cichcem z pracy).
    Palma śliczności. A te tajemnicze białe( i mocno pachnące) kwiateczki to może kalina?
    Mam bliźniaczo podobne w ogrodzie, tyle, że jeszcze w pąkach . U nas przedwiośnie. Na dole w Oliwie już kwitną dzikie śliwy i forsycje, a za Obwodnicą, w okolicach lotniska, trójmiejski biegun zimna. Pączki ino widać, mamy około dwutygodniowe opóźnienie do reszty Trójmiasta. A co dopiero wobec Wielkopolski!
    Uściski serdeczne i znikam:))

  94. Tak, Piętaszku, zdecydowanie wolę odkurzać książki niż np. szorować wannę.

    Co do symboliki róży: jest bardzo bogata.
    Za momencik wyszczególnię.

  95. Nasza renkloda, która zeszłego lata miała mnóstwo złocistych owoców też lada dzień zakwitnie. Wczoraj skosiłam trawę, co było konieczne, bo rośnie u nas bardzo nierówno, ale kto wie czy na Święta nie będzie trzeba jeszcze raz. Teraz tak szybko rośnie. Ha! A fiołkowe „żniwa” dopiero przede mną.

    Przeczytałam, że RÓŻA wg średniowiecznej filozofii ogrodowej jest wyrazem miłości Boga do ludzi.

  96. Dzień dobry! Lekko przykurzony księgozbiór wygląda smakowiciej pani Małgosiu. Ja swój przez szacunek dla rodziny B. lekko tylko omiotłam.
    Ale, ale czy dobrze pamiętam, że jest to jedna z ulubionych przez Panią czynności porządkowych?

  97. Alku, dziękuję za zdjęcia magnolii w rozkwicie. Piękna, zdrowa! Biała! Moje gratulacje.
    Udało się jej dojść do pełni przed przymrozkami (mają nadejść w tych dniach).
    Nasza (bladożółta) na szczęście jeszcze w pączkach.

  98. U nas też hula, i też jak szalony.
    A tu śliwa rozkwitła! Co to będzie, co to będzie?

    Wszystkim dzień dobry i idę nadal sprzątać chałupkę. W księgozbiorze zapewne będzie z parę kilo kurzu.

  99. Palma cudownie ukwiecona. Sliczna.
    Moja bardzo skromna bukszpan i bazie.
    Ozdobniczko, dziekuje za pozdrowienia, wiatr u nas hula jak szalony.

  100. Zgredzie tak sobie pomyślałam, że do tego węża nawiązuje Jezus w rozmowie z Nikodemem w Ewangelii Janowej. Jednakowoż wąż był z gumy. Żółtozielonej. ;)

  101. Dzień dobry!
    Piękna palma! Cudowna, a jaka delikatna!
    Życzę wszystkim pięknych świąt Wielkanocnych, przede wszystkim pięknego ich przeżycia.
    Choć i Boże Narodzenie, i Wielkanoc mają swój niesamowity charakter i klimat, to z Wielkanocy bije ogromna moc!

    Zrobiłam wczoraj palemkę, która niestety okazała się, co by nie mówić, brzydka. Po skonsultowaniu się z resztą rodziny, która przyznała podobnie, uznaliśmy, że kupimy pod kościołem, jednak gdy tam dotarliśmy, okazało się, że żadnej palmy już nie ma i zostaliśmy z niczym.:)

  102. Może chodziło o starotestamentalnego węża z brązu.
    Spojrzenie na niego ratowało od śmierci po ukąszeniu przez węże w czasie wędrówki do ziemi obiecanej.

  103. Piękna palma! A mój znajomy misjonarz na zasłużonym odpoczynku zadzwonił do mnie w sobotę, żeby powspominać procesje w Kongu z prawdziwymi gałązkami palmowymi Ale takich radości jak daje nasza wiosna tam z kolei brak – Wielkanoc to koniec pory deszczowej i zaczyna się wszechobecny kurz.
    Dobrego przeżycia Triduum i nadziei, którą daje Zmartwychwstanie dla całego Ludu Księgi – dużo łatwiej przeżyć trudności życia myśląc o niebie. Tam jest chyba wieczna wiosna!

  104. Przeurocza!
    Wczoraj robiliśmy z Kogucikiem bazie z paluszków, ryżu preparowanego i polewy czekoladowej – wychodzą jak prawdziwe! To na konkurs ciast wielkanocnych w przedszkolu. A święciliśmy palmę tradycyjną – z baziami, sosenką, bukszpan też jest. Furorę zrobiła wielka palma z wężem, którą dzierżył jeden chłopiec – ręczna robota, tylko zastanawiam się po co wąż – może w nawiązaniu do J 3,14? Chodzi o gada, nie o szlauf ogrodowy ;)

  105. Dzien dobry.Piekna palma Pani Malgosiu.Te biale kwiatuszki,o ktorych pani pisze,ze nie zna nazwy,rosna tez tutaj,moje coreczki przynosza mi je ze spacerow.Czytam wlasnie „Wnuczke do orzechow”po raz kolejny…””Wolnosc i wypoczynek totalny.Nawet od Marka!Tak jej sie pomyslalo,o wstydzie!”Uwielbiam.

  106. A u mnie – niezapominajkowo :-) A i bukszpan kwitnie, przez co palmy wyglądają bardziej kwiatowo.

  107. Mikołajku, dziękuję za dobrą wiadomość prywatną, serdecznie gratuluję i życzę dalszych sukcesów!

  108. Od oliwki do wierzby, od wierzby do żywej architektury, gdzie zielone listki wyrastające z wierzbowej konstrukcji są wręcz pożądane. Takie gałązki łatwo się ukorzeniają i dzięki temu powstają urokliwe altany i tunele. Pięknie komponowałyby się z darniową ławą prawda ?

  109. Ach, jaka śliczna! Zwykłe kwiaty sa najpiękniejsze, zwłaszcza, jeśli się je ułoży z tzw prostota, jakby od niechcenia. Kocham takie bukiety!

  110. Witajcie Kochani!
    Palma autorstwa Pani Małgosi piękna i bardzo subtelna.
    U nas również królują dzis gałązki oliwne. Pierwszą z nich przyniósł dziadzius i wręczył ją Giorgiowi mówiąc :To na znak pokoju!
    A ja swoją podzieliłam się z sąsiadka.
    Miłej Niedzieli Palmowej!

  111. Casciolino, jakże zazdroszczę Ci tych oliwnych gałązek. Ach, gaje oliwne! Pomyśleć, że stuletnie drzewa, to zaledwie młodziaki.

  112. U mnie obowiązkowo bukszpan, bazie i czsami kolorowe kwiatki z krepy, które robi moja Babcia. A jak nie, to to co rośnie wokoło. Może w przyszłym roku dorzucę brzozę.
    A palemka Pani Małgosi – piękna. Taka subtelna i baaaardzo wiosenna.

  113. Przejechaliśmy przez las w drodze na nasz cmentarzyk (tam została palma bukszpanowa). Całe ŁANY białych zawilców i niebieskawych przylaszczek! Przepięknie!

  114. Dzięki, dziewczynki kochane.
    Aleksandro, dziś już nie mam wątpliwości: ananas berżenicki zakwitnie! Nawet dwa kwiatki się już uformowały (widać różowe czubki pączków), a może być więcej. Hura!

    Casciolino, gałązki oliwne są piękne i symboliczne po wielekroć.
    Ta pachnąca (ślicznie doprawdy!) palemka powstała tylko na użytek tej strony. Do kościoła poszły dzisiaj solidne bazie wierzbowe z mocnym bukszpanem.

    Iskro, oj, chyba trudno byłoby się doliczyć!

  115. Śliczna ta palma pani Małgorzato, taka swojska.
    Ciekawa jestem, ile palm w tym roku poniosłaby rodzina Borejków, gdyby akcja nowej części Jeżycjady obejmowała ten czas? Palmowy przemarsz Borejków to jedna z moich ulubionych scen.
    Hosanna rozpoczyna wyjątkowy czas dla naszych dusz. Oby wszystko co jeszcze w nich obolałe i łaknące zostało prześwietlone łaską, byśmy za tydzień całym swoim jestestwem mogli radośnie śpiewać Alleluja.

  116. Trzymam kciuki za tego kwiatuszka. Ja dzisiaj bardzo wnikliwie się przyglądałam ananasowi, ale zawiązków żadnego kwiatka nie zauważyłam. Obym się myliła! Dobrego Wielkiego Tygodnia, Pani Małgosiu.

  117. Przepiękna palma! Szkoda, że nie można poczuć jak pachnie.
    U nas tradycyjnie za palmy robią gałązki oliwne, które potem trzyma się w domu aż do kolejnej Niedzieli Palmowej.

  118. Ledwom żywa, ale kąty przewietrzone, „ściany pobielone”, pajęczyny omiecione – można zatem na chwilę siąść i palemkę piękną i zwiewną popodziwiać.

    U mnie – barwinkowo, pierwiosnkowo, szafirkowo i bratkowo no i forsycja świeci. Reszta się dopiero zieleni, a i tak najbardziej lubię, kiedy wszystko się dopiero wykluwa, pączkuje i przebija.

    Zadomowił się u nas grzywacz leśny.

  119. O, śliczna ta Twoja palma, Aleksandro!
    A ja mam Ci coś intrygującego do powiedzenia: jeśli się nie mylę, na mojej jabłonce Ananas Berżenicki kluje się pierwszy kwiatek!!!

  120. A w mojej, typowo śląskie bazie, tuja, cis, jałowiec, dereń, bukszpan, leszczyna i brzoza. Bazie kupione (wierzba zasadzona dwa lata temu coś nie chce zakwitnąć baziami), leszczyna zerwana nieopodal domu nad rzeczką, brzoza zerwana przez sąsiadkę również nieopodal, reszta z ogródka.
    Pani palma przepiękna, taka delikatna, misternie skomponowana – Kwietna. Moja bardziej Wierzbna. Serdecznie, palmowo pozdrawiam.

Dodaj komentarz