Czyste wody

źródło

(zdjęcie źródła pochodzi ze strony beskidsądecki.pl)

 

DC KrzysztO, nasz Wilk Morski, prawdziwy nawigator, już jest na pokładzie olbrzymiego tankowca, na dalekich wodach. Zabrał ze sobą w ten długi rejs całą walizkę książek i tak oto do mnie pisze:

Czytam teraz „Świadkowie nadziei”, zapis rekolekcji, jakie w 2000 roku wygłosił na Watykanie kardynał Nguyen Van Thuan. Sam także był świadkiem, bo bardzo potrzebował nadziei, kiedy przez trzynaście lat był więziony przez reżim komunistycznego Wietnamu. Przytacza wiersz Charlesa Péguy, który pozwolę sobie tutaj przepisać:

 

Pytamy, jak to możliwe,

że ta fontanna Nadziei wiecznie tryska wodą,

wiecznie nową, świeżą, żywą…

Bóg odpowiada:

dobrzy ludzie, nie jest to wcale takie trudne…

Gdyby chciała ona uczynić swe źródła z czystej wody,

nigdy nie znalazłaby jej dosyć

w całym Moim stworzeniu.

Ale to właśnie ze złych wód

czyni ona swe źródła czystej wody.

To właśnie dlatego ma jej zawsze pod dostatkiem.

Ale i dlatego jest ona Nadzieją…

I to właśnie jest najpiękniejszy sekret,

jaki istnieje w ogrodzie świata.

(tłum. Beata Nuzzo)

 

Takiej Nadziei w naszym zepsutym świecie, pełnym złych wód, które jednak mogą w źródlane się przemienić – życzę i pozdrawiam serdecznie –

K.

 

***

 

Bardzo poruszający to wiersz, Krzysztofie, dziękuję, nie znałam go!

Prawdę mówiąc, nie wiem dlaczego, dreszcz mi przebiegł po plecach, kiedy go przeczytałam.

Charles Péguy (urodzony w 1873 roku w Orleanie, student Bergsona, francuski poeta i eseista, który zginął na froncie w roku 1914, postrzelony w czoło) ubrał w poezję szczerą, praktyczną prawdę. Ten najpiękniejszy, metafizyczny sekret w ogrodzie świata jest zarazem dobrze nam znanym faktem: tak właśnie przecież – z wszelkich wód, nie tylko opadowych, przenikających poprzez glebę  – powstają najczystsze  źródła.

Każdy wie o tym doskonale i już się nawet nad tym nie zastanawia. Tajemnice stworzenia otaczają człowieka ze wszystkich stron, są tak niezliczone, że aż przywykł do powszechności niesłychanych cudów. I nawet pozwala sobie na zwątpienie!

Jakże niesłusznie.

A skoro o cudach mowa: dwa przykłady z Singapuru, dokąd dopłynął nasz KrzysztO (zabierając w tej walizce i  Zgryzotkę). Odwiedzili razem tamtejsze Gardens by the Bay i natknęli się na drzewo, opisane jako Cannonball Tree:

 

Gardens by the Bay 5 (Cannonball Tree)

 

A zaraz potem ujrzeli takie oto dziwadła, które chyba jednak nie są dziełem natury, tylko zręcznych ogrodników. Chociaż, kto wie? „Ta natura jest niezmierna!”. Zgryzotka, jak widzimy, aż padła z wrażenia na pierwszy lepszy kamień!

 

Gardens by the Bay 4

 

Dziękuję, nasz drogi Wilku Morski, i życzę, żeby pozostałe trzy miesiące rejsu minęły jak najpomyślniej!

MM

Wychynął!

E1132059    

(fot: DC Rysiek)

 

 

William Shakespeare

Sonet 99

 

Fiołkowi przyganiałem, gdy wychynął z ziemi:
Słodki złodzieju, kogoś obrabował z woni,
Jeśli nie oddech owych ust, między wszystkiemi
Najdroższych? Barwę, którą twój płatek się płoni,
Też skradłeś ukochanych żył tajnej alchemii.
Lilii znowuż wytknąłem, że przejęła biernie
Wzór białości od dłoni twojej; złotym mleczom –
Że włos twój ograbiły; różom, których ciernie
Drżały z lęku, prawiłem, że piękność człowieczą
Naśladują rumieńcem mieszającym w sobie
Biele bladej rozpaczy i wstydu szkarłaty –
Lecz ten rozkwit, tak bujny, już w jutrzejszej dobie
Robak nadgryzie, karząc śmiercią ich plagiaty.

Flora, zdobiąca łąki, polany, mokradła,
Z wszystkiego, co rozkoszne w niej – ciebie okradła.

 

(przekład Stanisława Barańczaka)

 

William Shakespeare

SONNET 99

The forward violet thus did I chide:
Sweet thief, whence didst thou steal thy sweet that smells,
If not from my love’s breath? The purple pride
Which on thy soft cheek for complexion dwells
In my love’s veins thou hast too grossly dyed.
The lily I condemned for thy hand,
And buds of marjoram had stol’n thy hair:
The roses fearfully on thorns did stand,
One blushing shame, another white despair;
A third, nor red nor white, had stol’n of both
And to his robbery had annex’d thy breath;
But, for his theft, in pride of all his growth
A vengeful canker eat him up to death.

More flowers I noted, yet I none could see
But sweet or colour it had stol’n from thee.

 

Taki dzień jak dziś

Wiosna_ ruszczyc

                                                                               Wiosna, mal. Ferdynand Ruszczyc (1870-1936)

 

Leopold Staff

MARCOWE SŁOŃCE

 

Marcowe słońce ozłaca

Daleką, szczerą równinę,

Na której, jak okiem sięgnąć.

Drzewko widnieje jedyne.

 

Jeszcze się nic nie zieleni,

Nago i pusto, jak w stepie.

Tylko wiatr tańczy i hula,

I drzewkiem targa i siepie.

 

A drzewko chwieje gałęźmi

W wesołej z wiatrem przekorze,

Że choć mu liść zwiał w jesieni,

Cienia zwiać z ziemi nie może.

 

*

 

Leopold Staff

PRZEDWIOŚNIE

 

Przemija szarość wielkopostna,

Budzi się ziemia letargiczna.

Połowa marca. Idzie wiosna,

Nie tylko już astronomiczna.

 

Po gorzkich żalach wnet się ocknie

Świat długo chmur okryty kwefem.

Lśnią szyby czyste wielkanocnie

I w słońcu pachnie już Józefem.

 

Józefem, lilią i bocianem,

Który coroczną wróci drogą

I na swem kole odzyskanem

Stanie chorągwią laskonogą.

 

To ci Zgryzotka!

lubimy_czytac

Przyszła do mnie paczka z wydawnictwa, w niej – piękne pudło, a w nim – ciężka i solidna, imponująca nagroda od portalu „Lubimy Czytać”.

Jest to prawdziwie cenna nagroda, nagroda autentyczna; dostałam ją dzięki temu, że mnóstwo ludzi na „Zgryzotkę” g ł o s o w a ł o!

Muszę ją tu pokazać, żeby raz jeszcze najserdeczniej podziękować wszystkim, tak licznym, osobom, którym ją zawdzięczam: moim Kochanym Czytelniczkom i Drogim Czytelnikom, którzy oddali swój głos na „Ciotkę Zgryzotkę” w internetowym plebiscycie „Książka roku 2018”.

To jest po prostu wzruszające!

„Ciotka Zgryzotka” i ja  idziemy naszą własną drogą. Nie boimy się kochać dzieci, wierzyć w ludzką dobroć i pokładać nadzieję w ludzkiej rodzinie.

Pragniemy dobra i zgody.

A tu się okazuje, że wraz z nami pragnie tego samego tyle, tyle osób! Jestem bardzo szczęśliwa.

Wspaniale jest widzieć, że ma się tylu Bliskich Ludzi!

Serce człowiekowi rośnie – rośnie tak bardzo, że potrafi objąć i pomieścić Was wszystkich!

Dziękuję!!!

Wasza

MM

PS Kwiatki są dla Was. Zakwitły mi właśnie gałązki forsycji i tej wczesnej kaliny, pozostałe po marcowym przycinaniu krzewów.

 

Popielec: dwugłos

ks1                                                                                                                                            (mal. MM)

 

 

Ks. Jan Twardowski

 

POPIELEC

 

Od ciemnej grudki prochu, która smoli ręce,

z namaszczeniem rzucanej w Popielcową Środę –

radość rośnie jak balon. O, rzuć prochu więcej

na grzywkę panny Zuli, proboszczom na brody.

Nadzieja w ciemnej grudce – wiosna w drzwiach kościoła,

srebrne krewniaczki wierzby gawrony odsłonią,

ten, co nie chciał religii, jak Tomasz uwierzy

i zacznie beczeć ze szczęścia pod lampką czerwoną.

Będzie więcej spowiedzi i dobrych przyrzeczeń –

wiele rzeczy skradzionych podrzucą w czas krótki.

Rozpocznie się zwyczajnie i zawsze od Środy

Wielki Post, co krzyczy nawet na kotlet malutki.

 

1998

 

* * *

 

Robert Herrick (1591-1674)

 

POST PRAWDZIWY

 

Czy pości ten, u kogo

W komorze pusto

Choć tłusto

Co dzień jada, i drogo?

 

Czy pości ten, kto nie jada

Mięsa, atoli

Do woli

Na talerz ryb nakłada?

 

Czy może ten, co pości

Ledwie godzinę,

A minę

Ma pełną złości?

 

Nie: postem jest, jeżeli

Ktoś chleba kęsem

I mięsem

Z głodną duszą się dzieli.

 

Jeśli z waśni złowrogiej

I nienawiści

Oczyści

Żywota swego drogi.

 

Gdy w duszy grzech złośliwy

Nie znajdzie strawy,

Boś prawy –

Oto twój post prawdziwy.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

Monolog Idy

MALA-Ida sierpniowa

 

Hej, ludziska kochane!

Tu i ówdzie słychać ciche lamenty, że skoro MM zgodziła się na wydanie całości „Jeżycjady” w formie ekskluzywnej kolekcji jednorazowej, to należy się spodziewać końca tej serii, a tym samym – rozstania ze mną.

No, moi drodzy!

Nie rozśmieszajcie mnie!

Naprawdę ktoś mógł przypuścić, że Ida Pałys (z domu Borejko) pozwoli się zepchnąć w niebyt?

Nigdy w życiu!

My wszyscy, czyli cała rodzina B. z przyległościami, jesteśmy w stałym kontakcie duchowym z panią MM i po pierwsze przyjęliśmy z dużą aprobatą pomysł wydania całej dotychczasowej historii naszego klanu w tak eleganckiej formie (ja nareszcie – spójrzcie tylko powyżej! – nie mam nieoczekiwanie buraczkowych wypieków, jak na sporej części okładek, dotychczas wypuszczanych przez beztroskie drukarnie!); a po drugie, podkreśliliśmy stanowczo, że to bynajmniej nie jest tej historii koniec.

Pani MM odparła (dosyć oschle), że sama wie o tym doskonale i że to ona tu decyduje, i że mam się nie wtrącać.

Wyjaśniła, że skoro wszyscy się wyprowadzamy z Jeżyc (bo nawet Natalia i Robrojek, którym doradziła KC Anette, postanowili kupić domek na wsi i prowadzą pertraktacje z panem Czekałą, ojcem Gaudentego), to już czas najwyższy, by kolejne tomy opowiadające dzieje naszej rodziny (a mające za tło tereny bukoliczne, czyli wiejskie, leśne, łąkowe, pastewne, polne i małomiasteczkowe) przestały występować pod mylącą nazwą „Jeżycjada”, gdyż mają coraz mniej i mniej wspólnego z tą piękną, lecz pełną spalin i wyziewów przemysłowych, jak też nieustannego hałasu i korków, dzielnicą Poznania.

Zapytana, co ma konkretnie na myśli, MM odparła, że czas już najwyższy, by kolejne jej powieści, począwszy od „Chucherka”, zaczęły tworzyć nową serię, którą ona, MM, z przyjemnością nazwie na przykład „Bukoliadą”, a która (daj, Boże, zdrowie i siły) pozwoli zapełnić kolejne ekskluzywne pudełko zawartością przynajmniej pięciokilową („Jeżycjada” ma ważyć aż 7 kg).

Ja osobiście byłam ciekawa, czy „Chucherko”, które ma być gotowe w roku 2020, ukaże się w dotychczasowej jeżycjadowej formie graficznej, to znaczy w wersji przedstawionej tutaj we wpisie z 28 listopada 2018. I uzyskałam odpowiedź, że tak, właśnie w tej formie się ukaże, a na taką nową, ekskluzywną, przyjdzie jeszcze pora, gdy się uskłada kilka nowych tomów „Bukoliady”.

Słowem, wszystko w porządku! Możecie się nie martwić. Ja Was nie opuszczę, o nie!

Była dziś u pani MM nasza Wydawczyni i też się jej spodobał pomysł z „Bukoliadą”. Przede wszystkim jednak – przywiozła makietę tej nowej, ekskluzywnej serii, co wywołało tu wiele okrzyków entuzjazmu i pozostawiło ogólne zadowolenie. Książki będą w nowym, mniejszym formacie, przyjemnie przez to grubiutkie, niezwykle miłe i poręczne. To wydanie „Jeżycjady” będzie śliczne!

 

plakat3A_kolekcja_wersja_czerw

 

pudełko3_tył_plakat_MALY

 

Aha, Sowa P. pytała ostatnio o okładki: czy będą twarde. Dziś już wiemy, że niestety nie. Skalkulowano to i stwierdzono, że twarde okładki spowodowałyby zwiększenie wagi pakietu (który zapewne musiałby zostać umieszczony w dębowej skrzyni, a nie w kartonowym pudełku) oraz oczywiście jego objętości (a i bez tego  jest duża!). Ale będą i tak bardzo eleganckie!

No, to tyle, kończę i ściskam Was za nóżki (po staropolsku), całuję od stóp do głów, a następnie pędzę do roboty (operuję dziś pewną przegrodę. Nosową!)

Buzi!

Wasza –

Idusia

PS Józinek mi tu właśnie komunikuje, że Dorota spodziewa się dziecka. Hura!

Monolog Genowefy B.

genia_OSTATECZNA

 

Cześć i czołem!

Wszyscy główni bohaterowie książek MM mieli na okładce swój portret w kolorach.

Tylko nie ja!

Tak, wiem, Kreseczka była ważniejsza, bo to o niej było tak wiele w „Opium w rosole”. Ale o mnie też było dużo, a jednak w każdym z wydań tej powieści malowano mnie zwykle w tle okładki, na drugim planie. Dopiero jak dorosłam, dostałam swoją okładkę w „Dziecku piątku”. Ale przedtem zawsze byłam czarno-biała. Albo niewyraźna, daleko w tle.

Ja się, oczywiście, nie skarżyłam, cichutko siedziałam, ale pani MM musiała coś zauważyć. Tak, musiało tak być, bo sama słyszałam, jak od razu stanęła po mojej stronie, kiedy rozmawiała onegdaj z panią Iwoną (to jest nasza wydawczyni, osoba bardzo ważna, bo to ona nakłania panią MM do pisania kolejnych tomów, więc dlatego my, wszyscy bohaterowie, istniejemy;  pomyśleć tylko! – nie byłoby nas,  gdyby nie to nakłanianie!).

– Jubileusz, pani Małgorzato – przypomniała pani Iwona, kiedy się zbliżało 40-lecie Jeżycjady. – Trzeba by zaprojektować ładny znak z tej okazji, na plakaty i pocztówki.

– Takie logo? – upewniła się pani MM.

– Tak, i niechby na nim było to, co najważniejsze w serii.

A na to pani MM palnęła bez namysłu:

– Geniusia!!!

To była dla mnie wielka chwila, naprawdę!!!

Pani MM zaprojektowała, a jej córka, kochana pani Emilka, zwana też Adminką, opracowała na komputerze logo z Geniusią, czyli mną, oraz pieczątkę, pocztówki, plakaty i tak dalej. Sami wiecie, bo widzieliście. (Znowu byłam czarno-biała, choć na kolorowym tle).

A całkiem niedawno usłyszałam drugą rozmowę, telefoniczną. Pani MM i pani Wydawczyni szykowały Wielką Niespodziankę!

– Pani Małgosiu, projekt pudełka.

– Na kiedy?

– Na zaraz! Bo kończymy składy, druk w sierpniu. A już na Targi Książki w Poznaniu potrzebny będzie plakat z reklamą.

– OK, już się robi – powiada MM. –  Pudełko mam zaprojektowane, tylko jeszcze mi mój zięć najlepszy na świecie robi wizualizację.

– Musi być śliczne! – oświadczyła pani Iwona. – A na pudełku kto będzie?

A na to MM:

– No, jak to kto? Któż inny jak nie Mała Geniusia! Adminek mi uprzytomnił, że ona też powinna mieć wreszcie swój portret w kolorze!

 

Jak powiedziała, tak zrobiła. Efekt widzicie sami.

 

pudełko3_tył_plakat_MALY

 

A ta cała wizualizacja to jest sztuczka Adminka. Bierze projekt graficzny, zrobiony przez MM i – ciach! – obrabia go komputerowo. Istne czary! Chociaż pudełka jeszcze nie zrobiono, na plakacie ono już jest, dokładnie takie, jakie naprawdę będzie! O, popatrzcie, nawet rzuca cień:

 

plakat3A_kolekcja_wersja_czerw

No a obok leżą, jak widzicie, takie wizualizacje nowych wydań, i też rzucają cień, chociaż ich jeszcze nie ma.

Tak naprawdę to one obecnie inaczej wyglądają (pani MM wszystko namalowała i narysowała, a pani Emilka opracowała graficznie całą serię) – bo chwilowo są to tylko zapisane w komputerze projekty okładek do tego Specjalnego Niespodziankowego Wydania:

 

 

10-Nutria i Nerwus-całość

 

 

13-Tygrys i Róża-całość

 

 

14-Kalamburka-całość

 

Ale już wkrótce  wydawnictwo przyśle pani MM wszystkie nowe składy do korekty autorskiej (uu-u, tyle będzie pracy, że MM się nie wyrobi, więc musiała poprosić, żeby jej przesunięto, na rok 2020, termin oddania do druku nowej powieści! – widzicie, jaka ważna jestem? Ważniejsza od wszystkich, nawet od tego Chucherka!). I jak dobrze pójdzie – już we wrześniu każdy, kto zechce (no, prawdę mówiąc to jednak nie każdy, bo to ma być bardzo  mały nakład, „limitowany”, jak one mówią) będzie mógł mnie kupić, razem z całą kolekcją, i to będzie bardzo ładny prezent na Gwiazdkę, na osiemnastkę, na I Komunię, na ślub (słyszałam, że modnie jest dawać całą „Jeżycjadę” w prezencie ślubnym, hura! Uwielbiam śluby!).

I tym sposobem, taka kolorowa, będę u wszystkich w domu! A ja to tak lubię!

Uściski! Całusy! Jestem taka ucieszona!

Wasza –

Genowefa Bombke vel Trombke.

 

Monolog Ciotki Z.

P1310667

fot: KC Justysia

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Pani MM pozwoliła mi – w drodze wyjątku! – zabrać głos, co oznacza, że choć raz nie będzie mi się tu wtrącać, nie będzie mnie maltretować, przycinać, skracać, wydłużać, wstrząsać moimi trzewiami i amputować mnie po kawałku pod pretekstem uzyskania zwięzłości i wzmożenia walorów artystycznych. Tak, rozumiem, to ona rządzi, ale to naprawdę nie jest miłe, być tylko MILCZĄCYM przedmiotem bezlitosnej obróbki.

Przemawiam więc, a mam się czym pochwalić! (Dlatego mi pozwoliła na monolog, twierdzi, że ona się przechwalać nie znosi. No, ciekawe!)

Otóż Justysia tak bardzo mnie polubiła, że śmiała się do mnie i oświadczyła, że za nic nie zostawi mnie w domu, tylko polecimy sobie razem na wspaniałą wyprawę. I poleciałyśmy, ona, jej córka Asia (ładna i bardzo miła) i ja. I Justysia o mnie dbała, i nie pozwoliła mi zmoknąć na deszczu, wykrzykując, że jestem jej ulubioną ciotką!

Powyżej widzicie na pięknym zdjęciu tajemnicze, kamienne, strasznie stare, gigantyczne posągi, które są główną atrakcją Wyspy Wielkanocnej (po polinezyjsku: Rapa Nui). Wszelkie informacje na ich temat znajdziecie bez trudu w internecie, więc nie będę się zbytecznie wysilać, tylko od razu przejdę do rzeczy: ja też tam byłam!!!

Oto dowód:

 

P1310677

fot. KC Justysia

 

Naprawdę, jestem bardzo, bardzo zadowolona z tej wyprawy i czuję się odświeżona, wypoczęta i znacznie wzbogacona wewnętrznie, że już nie wspomnę o tym, jak miło jest być tak szczerze lubianą!

Tu muszę powiedzieć o jeszcze jednym przyjemnym przypadku, bo ma on ścisły związek z tym pozytywnym uczuciem, to znaczy – szczerym lubieniem. Mnie, Zgryzotki. Przez Kochane Czytelniczki i oczywiście Drogich Czytelników. Wykupiliście mnie od razu, cały ten wielki nakład! W efekcie oszołomiony Empik nie poprzestał tym razem na nominacji (co było udziałem moich poprzedniczek), tylko musiał mi przyznać tytuł Bestsellera Roku!

Oto dowód (to  metaliczne coś obok mnie to jest właśnie wiadoma statuetka):

 

20190215_085317

 

No i co Wy na to?

Cieszycie się?

To przecież nasz wspólny sukces!

Dziękuję Wam za tyle sympatii i za to kupowanie – dzięki Wam jestem Bestsellerem Roku 2018! Hura!

Taka jestem dumna!

Pani MM coś tu mruczy na boku, przebąkuje, że i ona ma pewne drobne zasługi, ale bądźmy szczerzy, ona po prostu tylko mnie zamęczała.

Wybaczam jej jednak, bo może warto było znosić te tortury, by teraz tak sobie stać w blasku owego mosiądzu.

Dziękuję wszystkim jeszcze raz i zapewniam, że będę Was bawić zawsze!

Wasza –

Ciotka Zgryzotka

Zimowe czytanie – część 3

thm_lesende-maria

Czytająca Maria – mal. Carl Larsson (1853-1919)

 

 

 

thm_when-the-children-have-gone-to-bed-from-a-home-series

„Kiedy dzieci poszły spać” – mal. Carl Larsson

 

 

 

Cyceron (106 p.n.e. – 43 p.n.e.):

Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy.

 

*

 

William Somerset Maugham (1874-1965):

Przyzwyczaić się do czytania książek, to zbudować sobie schron przed większością przykrości życia codziennego.

 

*

 

Thomas Carlyle (1795-1881)

Książka – najczystsza istota ludzkiego ducha.

 

*

 

René Descartes (1596-1650):

Lektura dobrych książek jest jak najprzyjemniejsza i najbogatsza rozmowa z kimś mądrym.

 

*

 

François Mauriac (1885-1970):

Nie ma cierpienia, którego by nie złagodził kwadrans lektury.

 

*

 

Ludwik Andreas Feuerbach (1804-1872):

Im bardziej spoufalamy się z dobrymi książkami, tym mniejszy staje się krąg ludzi, których towarzystwo nas satysfakcjonuje.

 

*

 

Józef Ignacy Kraszewski (1812-1877):

W książce to tylko człowiek może znaleźć, co ma w sobie.

 

*

 

Janusz Korczak (1878-1942):

Ilekroć, odłożywszy książkę, snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć książka cel zamierzony osiąga.

 

*

 

Christopher Morley (1890-1952):

Właściwym celem książek jest zmusić umysł, żeby myślał po swojemu.

 

*

 

Witold Gombrowicz (1904-1969):

Nieprzeczytanie książki jest, rzecz jasna, jednym ze sposobów osądzenia jej.

 

 

 

(cyt. z książek: „Myślę, więc jestem” wyd. Antyk, 1991 i „Księga aforyzmów”, wyd. Videograf II, 2002)