Angielskie ogrody

ania mark ang

(W Londynie – fot. KC Ann)

 

Andrew Marvell (1621-1678)

 

OGRÓD

(fragmenty)

 

… A przecież z kwiatów i drzew pełnych cienia

Wiecznie się splata girlanda wytchnienia.

 

Spokoju czysty! znalazłem cię oto

Wraz z twoją siostrą najmilszą – Prostotą!

Długo tkwiąc w błędzie, szukałem cię wprzódy

Wśród tłumów, wrzawy pełnych i obłudy;

Twoje zaś ziele święte rosnąć zdoła

Tylko tam, gdzie są wokół inne zioła…

 

(przekład wiersza: Stanisław Barańczak)

 

158 przemyśleń nt. „Angielskie ogrody

  1. Piętaszku, miejsce to istotnie jest szczęśliwe, ale bądźmy pewni, że ta miotła zazieleniłaby się i w innym miejscu, gdzie by ją zostawiono na tak długo w słońcu, wspartą o żywopłot, pod którym w rowku gromadzi się deszczówka.
    Sprzyjajace warunki warunkiem sukcesu!

  2. Witam właśnie przeczytałem pani książkę kłamczuchę.
    bardzo podobała mi się ta książka.
    U nas jest to książka obowiązkowa. Wszyscy moi koledzy ją przeczytali.Każdemu ta książka się podobała.
    Pozdrawiam!!!

  3. Witam właśnie przeczytałem lekturę która jest w Jeżycjadzie ,,Kłamczucha”. Bardzo mnie się spodobało jak Aniela odegrała rolę z Hamleta.
    Pozdrawiam. Powodzenia w pisaniu następnych części Jeżycjady.

  4. Nutko, serdeczne życzenia radosnych chwil i znośnej codzienności ( troszkę spóźnione ). Może na jakieś okruszki się załapię.
    Duch ochoczy, ale ciało słabe. Po wiosennych porządkach ogrodowych stwierdzam, że grabie mnie pokonały.
    A tu by się jeszcze kopało,wsadzało …

  5. Też mam taki zwyczaj, Zuziu, jak Twoi dziadkowie. Z każdego wyjazdu przywożę jakąś roślinkę. Raz się przyjmie, a raz nie. Z Patmos przywlokłam odszczepkę takiego sukulenta zarastającego tam skały. Bardzo lubi być na lato wystawiany do ogrodu na słońce.

  6. O dzięki, kochany Starosto! „To the inimitable – and irreplaceable – Mary Stewart”. Nie do podrobienia ani zastąpienia…
    Ładna dedykacja. Crosstalk – przesłuch (nakładanie się dwóch sygnałów); nie znałam słówka ani po polsku, ani po angielsku;)

    Zuziu kochana, dzięki za odzew. Jak to miło!
    Wieczorową porą co dzień mam przymus inwentaryzacyjny; muszę sprawdzić, czy wszyscy w domu, czy koty, psy na miejscu. Dopiero potem mogę iść spać. I wygląda na to, że dłuższa nieobecność kogoś z Ludu Księgi też mnie zaczyna wieczorową porą niepokoić;)

  7. Mamo Isi, Atena przysłała mi nową książkę Connie Willis – „Crosstalk”, którą autorka tak zadedykowała:

    ” To the inimitable – and irreplaceable – Mary Stewart”.

    Jak przeczytam, to Ci pożyczę.

    Dostałam też książkę Fannie Flagg „The All-Girl Filling
    Station”, a tam, na samym początku, w prologu:

    „LWÓW, POLAND
    APRIL I, 1909

    In the year 1908, Stanislaw Ludic Jurdabalinski, a tall, rawboned boy of fourteen, was facing a future of uncertainty. Life in Poland under Russian rule was bleak and dangerous. Polish men and boys were being conscripted to serve in the czar’s army, and in attempt to destroy Polish unity, Catholics and priests had been jailed for anti-Russian sentiments. Churches were shut down and Stanislaw’s father and three uncles had been sent to prison camps for speaking out.”

    No, to dopiero będzie ciekawa lektura!
    Też Ci pożyczę.

  8. Jaki piękny jest Silmarillion, opisów przyrody mogłabym słuchać na okrągło, teraz akurat słucham audiobooka, trzeci dzień chora spędzam w łóżku. Ja z tych co to nie mogą zbyt wcześnie wychodzić z ziemi na wiosnę.

  9. Chciałoby się pościgać z tymi Anglikami na polu ogrodów. Moglibyśmy w kategorii ilości włożonej pracy, czasu, w tym bezinteresownej pracy, miłości do roślin, poniesionych kosztów (w stosunku do zarobków), ale przede wszystkim trzeba by zmierzyć wielkość szaleństwa i samozaparcia.

  10. Nutko, nieco spóźnione, ale wszystkiego najlepszego! Czy został jeszcze kawałeczek ciasta?

  11. Jagodo F. z Leszna, zostawiłaś dziś swoją wiadomość pod wpisem walentynkowym – tam też Ci odpowiedziałam! Zerknij.

  12. Mamo Isi, zdjęcia właśnie dostałam i teraz podziwiam! No, ładnie rośnie, bestia!

  13. Pyszne Nutko. Wszystkiego dobrego !:)

    Melduję, że nie tylko ptaszki, roślinki i motylki się obudziły. Widziałam już pierwszą wiosenną dżdżownicę oraz ślimaka. Wszak to też stworzenia Boże. Dobranoc.

  14. Zuziu, wiedz, że ja też wciąż wypatruję Twoich wpisów, ale się nie napraszam o nie, bo wiem, że masz dużo nauki.

  15. Gio, a i owszem, znalazłam Cię w spamie! Oba wpisy, ten sam IP. Podpadł. A może wyrzuciło Cię z rozpędu, bo znów setki reklam nas atakowały.
    Przywróciłam wpis pierwszy.

  16. Droga Pani Małgorzato! Znów nieśmiało tu wracam wiosną. Ciągle, mimo upływu lat, z zielonością w głowie i wiosną w sercu. Kolejne dzieciaki czytają „Kłamczuchę”. Pewnie będą się tu pojawiać, bo zawsze namawiam je do kontaktu z Autorką :) Pozdrawiam serdecznie z Leszna – wierna czytelniczka – Jusia K.

  17. Uczy się Dziatwa, oj uczy i już ledwo zipie, bo np. ma ” dwie szkoły w jednej”. A Wiosenka jutro to już 17 wiosenek skończy, czyli tyle na ile ja wciąż się czuję i aż sama do porządku muszę się przywoływać zwłaszcza w miłym towarzystwie drogich Księgowych. No, ale tak to bywa, kiedy się człowiek utożsami z bohaterem ulubionej książki i często do niej (tej książki) wraca.

  18. Och! Mamo Isi kochana! Ale się rozczuliłam, prawie wzruszyłam. Nie sądziłam, że ktoś za mną tu zatęskni! Dziękuję Ci bardzo, kochana! I Pani Małgosi za pamięć.
    Oczywiście czytam ciągle, ale inni piszą tu tyle ciekawych rzeczy, że ja nie mam nic szczególnego do powiedzenia. Zresztą, aż tak dawno mnie tu nie było. (No i racja, trochę nauki.)
    Wiosna ma się wspaniale. Właśnie pada wiosenny deszczyk. Wszystko wschodzi, chce się tańczyć i śpiewać! Tylko te dziki. W jakiś dziwny sposób dostają się na nasze podwórko i je przekopują. Babcię to do szału doprowadza. Twoje opowiadanie o pnączu, przypomniało mi o naszym bluszczu z Żelazowej Woli, które Babcia zabrała, gdy tam byli (to brzmi jak kradzież). Podobno z każdego wyjazdu dziadkowie coś przywozili, a to drzewo, a to krzaczek. I tak nam się zagęściło.
    Ha! Ja też pamiętam to spotkanie. To znaczy ja wypatrywałam Was, innych księgowych. No i do tej pory odżałować nie mogę, że nie mogłam więcej czasu z Wami spędzić.
    Dobrej nocy wszystkim życzę.:)

  19. Drodzy Księgowi!
    Chciałam Was poczęstować urodzinowym ciastem z jabłkami, dżemem śliwkowym i jeżynowym, posypanym chrupiącą kruszonką, płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi i skórką pomarańczową. W ten wiosenny wieczór życzę Wam smacznego!
    Serdeczne uśmiechy
    Nutka

  20. Bede czekala na zdjecie muminkowego domu Isiowej rodziny.
    Ogrody sa piekne wszedzie, jesli ktos o nie dba oczywiscie.
    Kazdego lata w jeden wybrany weekend mozna tu podziwiac przerozne ogrodki i ogrody ktore zwykle sa zamkniete dla ogolu. (Wiekszosc ma prywatnych wlascicieli.) Lubie zwiedzac te ogrodki.

  21. Też b lubiłam I w sto koni nie dogoni. To jedna z tych uroczych książek wspomnieniowych, od których robi się ciepło na sercu, od razu przypomniały mi się Szczenięce lata. Jest jeszcze taka piękna książka O szczęśliwym chłopcu, stała u nas na regale obok I w sto koni… To fikcja, ale też o dzieciństwie i zawsze myślę o nich razem.
    A może leśne przedszkola wychowają przyszłych leśnych ludzi jak u Rodziewiczówny?
    Miłego wieczoru!

  22. Dawno Zuzi tu nie było; Zuziu, odezwij się, proszę, stęskniliśmy się za Tobą. Jak tam wiosna na Twoim podwórku?
    Pamiętacie, jak wyglądałyśmy Zuzi na spotkaniu ze Starostą? I jak bardzo pasowała do naszego o Niej wyobrażenia!

  23. Molu Książkowy, nazywaj mnie po prostu Just. Twoja mała siostrzyczka świętuje urodziny 5 dni po moich :)
    Pozdrawiam z cieplutkiego Rzymu!
    Wiosna działa jak zastrzyk dobrej energii :)

  24. Otóż to! Towarzystwo tutaj wyborne, a co do złośliwego świata; W takich sytuacjach można sobie pomyśleć, że nas tylko to tymczasowo dotyczy (często to przecież chwila tylko), a osobniki złośliwe (brzydko), muszą to swoje towarzystwo własne znosić cały czas.
    Chyba trochę złośliwie mi się to napisało łojojoj.

  25. Iskro, ten mój jest z odszczypki zerwanej gdzieś pod Frankfurtem, gdzie własnie porastał ogromną, dwupiętrową chałupę. Nb. służę gałązkami w każdej ilości. Bardzo łatwo się ukorzeniają. Nie wiem, jaka to odmiana. Zapewne fachowiec zoczywszy listek zawołałby: Ach, przecież to to lub owo! Ale dla mnie liść jest najbardziej typowy z zapodanych w wiki. Mam też w ogrodzie ten nasz leśny bluszcz i on jest w porównaniu rachityczny. I nie kwitnie, ani nie wspina się ma ściany. Czasami wlezie na drzewo i tyle jego.

  26. Droga Just, w naszej okolicy jest przedszkole leśne! Nazywa się Tuscholé, rozważam wysłanie tam za jakiś czas Mareczka. Bardzo dużo jest zainteresowanych tym rodziców, więc myślę, że będzie takich miejsc coraz więcej.
    A może, z okazji nadejścia wiosny, umówimy się na spacer? Bardzo by nam było miło poznać Ciebie i Giorgio.

  27. Och, jak dobrze wrócić ze złośliwego świata i zanurzyć się w Waszych pogaduchach.
    Mamo Isi, czy ten Twój bluszczyk to jakaś szczególna odmiana, że takie powierzchnie porasta ? Próbowałam kiedyś puścić bluszcz po murku kompostownika. Kompletna klapa. Z kilku sadzonek, jedna tylko łaskawie wspięła się na niego i w niezmienionym stanie znajduję ją co roku. Przydałby się taki wojowniczy jak Twój. Okna w bluszczu wycinane – to musi być piękne.
    Wiosna przywitała podlaską ziemię deszczem, ale jest cieplutko, można zdjąć czapkę i poczuć wiatr we włosach.
    Dobrego popołudnia!

  28. A ja w Cyfrowej Bibliotece Narodowej znalazłam „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów” I. Czartoryskiej, to zobaczymy co sobie myśleli ludzie w tamtych czasach.

  29. Jas, rokitnika nigdy nie miałam w ogrodzie, ale z tego, co wiem, lubi glebę kwaśną i klimat nadmorski. I dużo słońca. Rośnie bardzo wolno. U nas (nad morzem) pozostaje niskim krzewem.
    Kochany Starosto, podesłałam zdjęcia; takie sobie mi wyszło, więc dodałam sprzed jakich lat dziesięciu, żeby można było zobaczyć, jak się bluszcz rozrósł. Oraz zdjęcie podesłane przez Gio, a zrobione z drugiego piętra, gdzie widać, jak gałązeczki bluszczu pchają się do okna.
    W ogrodzie wszystko kwitnie: jeszcze przebiśniegi i już krokusy, cebulice, przylaszczki. Widziałam dziś pierwszego motyla: cytrynka!

  30. KokoszaNel, o Wojtku czytałaś? A my mieliśmy ostatnio o nim na historii. Miły zwierz.
    Pani Małgosiu, ja już nie mogę się doczekać Galerii Pisanki. Chyba z tej tęsknoty obejrzę zeszłoroczną.

  31. Co do Galerii Pisanek: będzie, jeśli tylko zechcecie. Malujcie, ozdabiajcie! Róbcie zdjęcia, koniecznie!
    Podamy jak zwykle specjalny adres galeriowy. Przysyłajcie!
    A otwarcie Galerii – tuż po świętach.

  32. Dzień dobry!
    Skoro został tu wspomniany niedźwiedź Wojtek, to przy tej okazji poleciłabym „Bohaterskiego misia” Bronisławy Ostrowskiej – też wspomnianej tutaj ostatnio (chyba wczoraj). Swoją drogą, dawno nie sięgałam po „Bric à brac” Haliny Ostrowskiej-Grabskiej, a to przecież jedna z moich najukochańszych książek, odkryta dzięki DUA; taka szkatułka z klejnotami. Nawet jak przez dłuższy czas do niej nie zaglądam, to i tak dość często przychodzi mi ona na myśl, np. kiedy jestem w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza.

  33. Ku pamięci tych co musieli zostawić swoje domy, będę teraz sadziła wszędzie lilie, wytłumaczę to córce, ładna tradycja. W Angli chyba za mokro na cebulkowe. W niedzielę byliśmy na imieninach u dzadka, nasłuchałam się tragicznych historii ze szczegółami. Ciężko takie historie wytrzymać. Okazało się, że moja prababka przez lata miała powieszony portret Piłsudskiego za szafą.

  34. U podstaw leży kłamstwo mówiąc wprost. Sprawdziłam w słowniku – nazwy świąt wielką literą: Niedziela Wielkanocna. Przepraszam za błąd.

  35. Jak już, to w Niedzielę Wielkanocną i owszem, może będzie jakaś premiera – premierowa wystawa pisanek, o ile można coś takiego powiedzieć. Ale i to otwarcie galerii śmiem przypuszczać, że odbędzie się później. : )
    Witajcie, Kochani!

  36. Mamo Isi, czy wiesz coś o rokitnikach? Zdaje się, że robi się z nich las, bo się rozłazi, czy opłaca się sadzenie? Sa piękne i jedzonko na zimę dla pupilków. Kupiłam jeden, ale jarzębina chyba łatwiejsza. Chcemy mieć takie šrednie drzewka, łatwiej pielęgnować. W okolicy jest trochę bzów (ten to się szybko rozkrzewia), czarny bez-szkodniki nie lubią jego zapachu i kiedyś obsadzano nim ogrody, rokitnik, śliwa, dzika róża, wierzba-chciałabym swoje przycinać po z to polsku, jak na obrazach. Tubylcy namawiają nas na olchę. Może jest jakaś lektura?

  37. He,he, a to dobre, Kokoszko miła. W Niedzielę Wielkanocną akurat!!! Zawsze mnie zdumiewa mechanizm plotki. Tego nie można zrozumieć. Wniosek: u podstaw zjawiska leży coś nieracjonalnego (delikatnie mówiąc).

  38. Krążą po internetach ploteczki o rzekomej premierze „Ciotki” w niedzielę wielkanocną. Czego to ludzie nie wymyślą.
    Nabrałam smaczka na „I w sto koni nie dogoni”, mniam.
    A tak nie na temat to czytaliśmy ostatnio”Niedźwiedź Wojtek na żołnierskim szlaku” na podstawie prawdziwej historii niedźwiadka przygarniętego przez żołnierzy armii Andersa. Serdecznie polecam- książka dla małych czytelników, choć ci więksi też się nią ucieszą.

  39. Mamo Isi, ozdobo nasza, dobry pomysł z tym zdjęciem. Muszę to zobaczyć na własne oczy!

    Ryśku, dziękuję za precyzyjne wyjaśnienia. Zawsze dobrze jest wiedzieć, dlaczego człowiek się cieszy.

  40. Wzajemnie najserdeczniej pozdrawiam, Milesale! Nigdzie, na całym świecie nie jest tak miło, jak na tej Starostowej wyspie; człowiek się czuje tu tak ciepło i bezpiecznie, jak by czytał jakąś ulubioną książkę.

    Jeśli dzisiaj choć na chwilę pojawi się słonko, rzucę obowiązki i polecę zrobić zdjęcie naszemu okazowi bluszczu. Doczytałam się, że jeden osobnik (że tak powiem) potrafi pokryć nawet 860m2 powierzchni; nasz (jak na razie) zajął niecałe 100m2, no ale w pionie. Więcej i tak nie zdoła, bo nie ma. No chyba że przejdzie na elewacje boczne. Z powodu chłodu zdążyłam umyć (oraz przystrzyc bluszcz ) tylko w jednym oknie, więc wciąż całość wygląda odpowiednio muminkowo.

  41. U nas dzisiaj iście wiosenna pogoda. A wczoraj jak na złość lało. No ale deszcz to też objaw naszej ukochanej pory roku!

  42. A propo’s wpisu księgowej Just (chyba tak zacznę pisać. Co jak co, ale jesteście ode mnie dużo starsi): mówiłam już, że Majusia pójdzie od września do przedszkola? (29 IX skończy 2latka. W sam raz!)

  43. ‚I w sto koni nie dogoni’, jedna z ulubionych książek dzieciństwa. Tęskno mi trochę do tych czasów, do tego stanu zaczytania absolutnego. Jak wspaniale jest żyć w świecie książek.
    Szanowna Pani Mamo Isi, bardzo lubię Pani wpisy, pozwolę sobie pozdrowić Panią serdecznie. Obrazek domu z bluszczem czarująco filuternie-trwożny.
    Zresztą wszystkie wpisy lubię.

  44. Ciesze się ogromnie z nadejścia wiosny.

    Ogrody angielskie sa przepiękne, ale to też kwestia wilgotności powietrza, nie grozi im raczej susza.

    W temacie leśnych przedszkoli, czytałam niedawno, ze takowe istnieje w północnych Włoszech, w Piemoncie, jeśli mnie pamięć nie myli. Przedszkolaki, odpowiednio ubrane, zaopatrzone w prowiant, bawią się tym, co znajdą wokół siebie – kamykami, gałązkami, liśćmi itp.Podpatruja naturę i uczą się jej praw już w tak młodym wieku.
    Zajęcia odbywają sie prawie zawsze w terenie.
    Pomysł wspaniały, szkoda tylko, ze tych przedszkoli jest tak mało.

  45. Wyjaśnienie: dlaczego wiosna nie zaczyna się jutro? Za Wikipedią:
    Pierwszy dzień wiosny obchodzony jest w dniu równonocy wiosennej, który najczęściej przypada w dniu 21 marca lub dnia poprzedniego, lub następnego, w zależności, gdzie jest obserwowana. W XX wieku wiosna w strefie czasowej Polski rozpoczynała się zwykle 21 marca, zaś w miarę przybliżania się końca stulecia coraz częściej 20 marca. W 2011 roku pierwszy dzień wiosny przypadł na 21 marca (godz. 00:21), zaś wszystkie kolejne do roku 2043 będą obchodzone wyłącznie 20 marca, a od 2044 roku – 19 albo 20 marca. Kolejny początek wiosny w dniu 21 marca nastąpi dopiero w roku 2102[1]. Przyczyną zjawiska jest ruch punktu Barana związany z precesją ziemskiej osi rotacji.
    Precesja jest to zjawisko przejawiające się wykonywaniem przez oś Ziemi ruchu po powierzchni bocznej stożka o wierzchołku w środku Ziemi. Innymi słowy, oś ziemska kreśli na tle nieba okrąg Izachowuje się jak bąk-zabawka ;-). Zakreślenie pełnego okręgu trwa około 26 000 lat. Okres ten nazwano rokiem platońskim.

  46. A i owszem. Każdy z tomów „Jeżycjady” może być lekturą, wybór zależy od nauczyciela.

  47. Ateno, pożyczę Ci, kiedy tylko zechcesz. Ta zszywka tygodnika „Słonko” może być bardzo przyjemna w czytaniu.

  48. O, mamy nową Patrycję!
    To ja dziękuję za miłe słowa i życzę Ci, Patrycjo, długotrwałego dobrego nastroju!

  49. Dzień dobry!
    Właśnie przeczytałam Pani książkę ,,Kłamczucha” która jest lekturą szkolną. Bardzo spodobała mi się główna postać – Aniela Kowalik. Mam nadzieję, że w tym wiosennym nastroju przeczytam kolejne części Jeżycjady.
    Pozdrawiam cieplutko :)

  50. Mily ogrod, tym milszy, ze u mnie dzisiaj sennie i ponuro.
    DUA zaszalala, poczytalabym te ksiazki ( niektore mam), najchetniej wszystkie naraz,

  51. Och! Dopiero teraz doczytałam, że wiosna zaczyna się dzisiaj o 11:29☺. Ale ze mnie gapa!

  52. Właśnie zrobiłam zakupy w internetowym Antykwariacie Żupańskiego.
    Między innymi:
    Porazińska Janina – I w sto koni nie dogoni. Gawęda o moim dzieciństwie. Ilustracje M. Bylina.
    Konopnicka Maria – Szkolne przygody Pimpusia Sadełko. Ilustrowała Aleksandra Kucharska – Cybuch.
    Szelbug – Zarembina Ewa – Dzieci miasta. Ilustracje Janina Grabska, Antoni Pucek.
    Szelburg Zarembina Ewa – O warszawskiej Syrenie. Ilustrowała Zofia Fijałkowska.
    Porazińska Janina – Wesele Małgorzatki. Ilustracje Dorota Wójcicka-Żurko.
    Porazińska Janina – Zuchwały strzyżyk. Polskie bajki ludowe o zwierzętach. Ilustrowała Maria Mackiewicz
    Rogoszówna Zofia – Dzieci pana majstra. Z 52 rycinami czarnymi i 2 kolorowemi Kamila Mackiewicza.
    Bürger Gottfried A. – Przygody Münchhausena;. Przełożyła Hanna Januszewska. IIustrował Gustaw Dore.
    Kamieńska Anna – 8 x Radość czyli o ośmiu błogosławieństwach. Kazania na Górze.
    London Jack – Przed Adamem. Przekład autoryzowany S.M.
    Ostrowska Bronisława – Książka jutra czyli tajemnica geniusza drukarni.
    Słonko. Tygodnik z obrazkami dla dzieci. Redaktorka Janina Porazińska. Wydawca Józef Włodarski. Kierownik artystyczny Michał Bylina. Warszawa 1936

    Same skarby!

  53. Mamy wiosnę?! Słuchając tego co dzisiaj wyrabiały ptaki za oknem zdecydowanie tak. Śpiewaniem trudno to nazwać. One się wydzierały i latały jak szalone od krzaczka do jodły, od jałowców do świerków niemalże obijając się o siebie. Chyba trwała walka o najlepsze miejscówki na gniazda. Nawet moja mama, która już wiele lat przeżyła na wsi była zaskoczona, że aż tyle rabanu potrafią te podniebne stworzonka narobić.
    Słonecznej, radosnej wiosny pani Małgorzacie i Wam Ludu życzę.

  54. Dzieńdoberek ! Żeby było jasne – ja się angielskimi ogrodami tylko zachwycam, ale kocham tylko nasze. Jako dziecko mieszkałam w bloku z widokiem na ogródki działkowe. Furtka była najczęściej otwarta z czego korzystałam skwapliwie i udawałam się tam często ze skakanką na samotne spacerki. Tak, to był mój pierwszy „tajemniczy ogród” i kawał mojego dzieciństwa.

    Zaczynamy odliczanie ?

  55. Wiosna przychodzi dziś o 11.29! No to jest wiadomość! A dlaczego nie jutro, jak Pan Bóg przykazał?

    Kochany Starosto, chyba sama sięgnę po Porazińską, bo dawno już jej nie czytałam. I wszystko jest ilustrowane przepięknie przez Bylinę.

  56. Wiosno, ach, to ty!!!
    Dziękuję za przypomnienie i za miłe życzenia, Ryśku!

    Tobie również, miła Piegusko!

    Z biciem serca czekam godziny 11.29.

    Mamo Isi, co za historia! I pomyśleć, że ja tej książki nigdy nie czytałam!
    Teraz to nadrobię.

  57. Widziałam w Anglii hortensję wielkości chałupy obok. Ogromna błękitna chmura kwiecia, a obok śliczna, zadbana chałupinka. Ogromne cisy. Olbrzymie rododendrony. Ale przez Anglię nie przeszły wojny, ani inne nieszczęścia.
    W „I w sto koni nie dogoni” Porazińska opisuje losy sadzonek lilii, które kolejne pokolenia zabierały z traconych po powstaniach majątków, aż wylądowały pod oknem mieszkania jej cioci w Warszawie. I dalej kwitły. Aż przyszło powstanie warszawskie.

  58. Tak na oko, jest to ta sama odmiana bluszczu, która obrasta zamek w Malborku. Bluszcz jest bardzo fanaberyjny i nie wiadomo dlaczego temu okazowi tak się spodobało życie u nas, że aż zaczął kwitnąć i owocować. Bo podobno nieczęsto się to zdarza i osobniki kwitnące i owocujące są pod ochroną. Gleba ci u nas ciężka i kwaśna, więc żaden cymes, ale bluszcz lubi klimat nadmorski. W dodatku odszczypka została przeniesiona z południa Niemiec, więc obawiałam się, że bluszcz nie przetrwa mrozów (jeśli przetrwa podróż). Ale dwupiętrowe domisko, które obrastał ze wszystkich stron aż po kominy wyglądało tak czarodziejsko, że nie wytrzymałam i capnęłam gałązeczkę, no bo kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi.

  59. Do galerii „upiornych roślinek” dorzuciłabym złotokap, który prezentuje się równie oszałamiająco jak glicynie i bywał często bohaterem powieści kryminalnych. Naparstnica również.

  60. Bach jest wielki, ale nie potrafiłabym słuchać tylko jednego kompozytora przez dłuższy czas. Zbyt wiele pięknej muzyki wielkopostnej napisano w dawnych wiekach, żeby się tak ograniczać. Na przykład taka kantata, moja ulubiona:

    Dietrich Buxtehude – „Membra Jesu Nostri” Bux WV75.
    Lugano Radio Svizzera Choir, Accademia Instrumentale Italiana, Diego Fasolis.

    Na YT jest sporo dobrych wykonań, ale to wciąż przekonuje mnie najbardziej. Ma idealne tempa i właściwą, refleksyjną ekspresję.

  61. Kochana Pani Małgosiu! Dziękuję za urzekający wiersz i piękne zdjęcie. Tyle tu cudownych natchnień, aż pączkują mi w głowie. A to dlatego, właśnie będę zakładać pierwszy w życiu ogródek – niedługo wyprowadzam się za miasto, po borejkowsku:)
    Marzą mi się jabłonie, piwonie, róże, irysy, szafirki, bez, dzwonki i w ogóle wszystko, wszystko mi się marzy, dzikie wino też. I maciejka koniecznie… Ale ogródeczek maleńki, maciupeńki, tyci tyci, tyciusieńki… A jeszcze Piegusiątka domagają się własnych grządek (na razie dwójka starszych), a jeszcze miejsce do brykania… Ale i tak będzie cudownie!
    Kiedyś na spacerze zabrałyśmy się z dziewczynkami za liczenie kolorów na niewielkim skrawku ziemi, gdzieś nad osiedlowym stawem. Oniemiałam – feeria barw, nie do wiary. A to zwykłe przydrożne chaszcze, a nie żadne wykwintne ogrody. Zachwyt – wdzięczność – radość.

    A bardziej przyziemnie (dosłownie) – czytałam gdzieś ostatnio, że przeprowadzono badania na szczurach, z których wynikało, że kontakt z bakteriami glebowymi podnosi poziom serotoniny. Wniosek – ogrodnictwo uszczęśliwia!!!

    Kochani – cudownej wiosny Wam życzę!

  62. To uścisk dłoni dla Józinka – Józefa. A to u Pałysów dzisiaj było wesoło:) Dla DUA, która stworzyła tę postać także uściski.
    Dobrej nocy.

  63. Dobry wieczór wszystkim!
    Chesterko to był serial kryminalny „Rewolwer i melonik”. Też pamiętam ten odcinek z morderczą rośliną.
    Jeszcze zapytam p. Małgosię, czy Józef Pałys obchodził dzisiaj imieniny?
    A propos glicynii in. wisterii. Odwiedzałam kiedyś dom w Anglii cały porośnięty fioletową glicynią, a w adresie pocztowym dopisywało się nawet ” Wisteria cottage”. I zamieszkiwali tam wspaniali ludzie Betty i Teddy. Też pamiętam, że łodygi pnącza były bardzo grube jak ręka. Ale domek prezentował się uroczo. Muszę wyszukać zdjęcia.

  64. To „Rewolwer i melonik” Chesterko. Miałyśmy fluid, ale mój gdzieś wcięło. Nazwałam niżej wymienione roślinki „upiornymi” he,he i że lubię takie historie.

  65. Chesterko, mnie też ta roślina zapadła w wyobraźnię. To był serial „Rewolwer i melonik”, na Wiki jest krótki opis tego odcinka.

  66. Tak, jest w pnączach coś ujmującego: tylko ziemia, woda, słońce – i taki wigor! Taki zryw!

    Nie, nie pomnę takiego filmu, Chesterko.

    Mam Isi, jak to, taki zwykły bluszczyk? Czym go karmisz, dyniami?

  67. Tak sobie, Pani Małgosiu, myślę, że opowieścią o wybrykach znajomej glicynii uratowała Pani moje okno:) Dziękuję!

    Mamo Isi, pięknie musi być u Ciebie. Nie pamiętam, jak to u Muminków było, ale wizja pnączy w środku domu przypomina mi pewien dom w Macondo. Sekator przyjacielem ogrodnika!

    Aż sobie Grechutę włączyłam. I Gałczyński. Kocham pnącza!

  68. Z dzieciństwa pamiętam jakiś film kryminalny (serial) – detektywami było chyba małżeństwo (?), pan nosił melonik. W jednym z odcinków dom porosła jakaś mordercza roślina. Czy ktoś kojarzy tytuł?

  69. Och mamo Isi co z historia z zielonym dreszczykiem. Tez lubimy bajkę o dżungli w domu muminków. Bluszcz kiedyś uprawiałam w doniczce ze szczepki z pracy, pięknie i szybko się rozrósł, żył sobie szczęśliwie ale krótko – po dwóch latach nagle usechł. Ostrzegano mnie że ten typ tak ma.

  70. Całą elewację południową naszego domu porasta bluszcz pospolity, którego wyhodowałam z małej gałązki urwanej z okazu porastającego jakiś dom pod Frankfurtem jakieś ćwierć wieku temu. Kwitnie gdzieś tuż przed przymrozkami, kiedy na szczęście okna bywają już zamknięte, bo kwiatuszki cuchną upiornie. Wszystkie owady z okolicy zlatują się, bo kwiaty są miododajne. Za to owoce dojrzewają dopi