Angielskie ogrody

ann

(W Londynie – fot. KC Ann)

 

Andrew Marvell (1621-1678)

 

OGRÓD

(fragmenty)

 

… A przecież z kwiatów i drzew pełnych cienia

Wiecznie się splata girlanda wytchnienia.

 

Spokoju czysty! znalazłem cię oto

Wraz z twoją siostrą najmilszą – Prostotą!

Długo tkwiąc w błędzie, szukałem cię wprzódy

Wśród tłumów, wrzawy pełnych i obłudy;

Twoje zaś ziele święte rosnąć zdoła

Tylko tam, gdzie są wokół inne zioła…

 

(przekład wiersza: Stanisław Barańczak)

 

158 przemyśleń nt. „Angielskie ogrody

  1. Piętaszku, miejsce to istotnie jest szczęśliwe, ale bądźmy pewni, że ta miotła zazieleniłaby się i w innym miejscu, gdzie by ją zostawiono na tak długo w słońcu, wspartą o żywopłot, pod którym w rowku gromadzi się deszczówka.
    Sprzyjajace warunki warunkiem sukcesu!

  2. Witam właśnie przeczytałem pani książkę kłamczuchę.
    bardzo podobała mi się ta książka.
    U nas jest to książka obowiązkowa. Wszyscy moi koledzy ją przeczytali.Każdemu ta książka się podobała.
    Pozdrawiam!!!

  3. Witam właśnie przeczytałem lekturę która jest w Jeżycjadzie ,,Kłamczucha”. Bardzo mnie się spodobało jak Aniela odegrała rolę z Hamleta.
    Pozdrawiam. Powodzenia w pisaniu następnych części Jeżycjady.

  4. Nutko, serdeczne życzenia radosnych chwil i znośnej codzienności ( troszkę spóźnione ). Może na jakieś okruszki się załapię.
    Duch ochoczy, ale ciało słabe. Po wiosennych porządkach ogrodowych stwierdzam, że grabie mnie pokonały.
    A tu by się jeszcze kopało,wsadzało …

  5. Też mam taki zwyczaj, Zuziu, jak Twoi dziadkowie. Z każdego wyjazdu przywożę jakąś roślinkę. Raz się przyjmie, a raz nie. Z Patmos przywlokłam odszczepkę takiego sukulenta zarastającego tam skały. Bardzo lubi być na lato wystawiany do ogrodu na słońce.

  6. O dzięki, kochany Starosto! „To the inimitable – and irreplaceable – Mary Stewart”. Nie do podrobienia ani zastąpienia…
    Ładna dedykacja. Crosstalk – przesłuch (nakładanie się dwóch sygnałów); nie znałam słówka ani po polsku, ani po angielsku;)

    Zuziu kochana, dzięki za odzew. Jak to miło!
    Wieczorową porą co dzień mam przymus inwentaryzacyjny; muszę sprawdzić, czy wszyscy w domu, czy koty, psy na miejscu. Dopiero potem mogę iść spać. I wygląda na to, że dłuższa nieobecność kogoś z Ludu Księgi też mnie zaczyna wieczorową porą niepokoić;)

  7. Mamo Isi, Atena przysłała mi nową książkę Connie Willis – „Crosstalk”, którą autorka tak zadedykowała:

    ” To the inimitable – and irreplaceable – Mary Stewart”.

    Jak przeczytam, to Ci pożyczę.

    Dostałam też książkę Fannie Flagg „The All-Girl Filling
    Station”, a tam, na samym początku, w prologu:

    „LWÓW, POLAND
    APRIL I, 1909

    In the year 1908, Stanislaw Ludic Jurdabalinski, a tall, rawboned boy of fourteen, was facing a future of uncertainty. Life in Poland under Russian rule was bleak and dangerous. Polish men and boys were being conscripted to serve in the czar’s army, and in attempt to destroy Polish unity, Catholics and priests had been jailed for anti-Russian sentiments. Churches were shut down and Stanislaw’s father and three uncles had been sent to prison camps for speaking out.”

    No, to dopiero będzie ciekawa lektura!
    Też Ci pożyczę.

  8. Jaki piękny jest Silmarillion, opisów przyrody mogłabym słuchać na okrągło, teraz akurat słucham audiobooka, trzeci dzień chora spędzam w łóżku. Ja z tych co to nie mogą zbyt wcześnie wychodzić z ziemi na wiosnę.

  9. Chciałoby się pościgać z tymi Anglikami na polu ogrodów. Moglibyśmy w kategorii ilości włożonej pracy, czasu, w tym bezinteresownej pracy, miłości do roślin, poniesionych kosztów (w stosunku do zarobków), ale przede wszystkim trzeba by zmierzyć wielkość szaleństwa i samozaparcia.

  10. Nutko, nieco spóźnione, ale wszystkiego najlepszego! Czy został jeszcze kawałeczek ciasta?

  11. Jagodo F. z Leszna, zostawiłaś dziś swoją wiadomość pod wpisem walentynkowym – tam też Ci odpowiedziałam! Zerknij.

  12. Mamo Isi, zdjęcia właśnie dostałam i teraz podziwiam! No, ładnie rośnie, bestia!

  13. Pyszne Nutko. Wszystkiego dobrego !:)

    Melduję, że nie tylko ptaszki, roślinki i motylki się obudziły. Widziałam już pierwszą wiosenną dżdżownicę oraz ślimaka. Wszak to też stworzenia Boże. Dobranoc.

  14. Zuziu, wiedz, że ja też wciąż wypatruję Twoich wpisów, ale się nie napraszam o nie, bo wiem, że masz dużo nauki.

  15. Gio, a i owszem, znalazłam Cię w spamie! Oba wpisy, ten sam IP. Podpadł. A może wyrzuciło Cię z rozpędu, bo znów setki reklam nas atakowały.
    Przywróciłam wpis pierwszy.

  16. Droga Pani Małgorzato! Znów nieśmiało tu wracam wiosną. Ciągle, mimo upływu lat, z zielonością w głowie i wiosną w sercu. Kolejne dzieciaki czytają „Kłamczuchę”. Pewnie będą się tu pojawiać, bo zawsze namawiam je do kontaktu z Autorką :) Pozdrawiam serdecznie z Leszna – wierna czytelniczka – Jusia K.

  17. Uczy się Dziatwa, oj uczy i już ledwo zipie, bo np. ma ” dwie szkoły w jednej”. A Wiosenka jutro to już 17 wiosenek skończy, czyli tyle na ile ja wciąż się czuję i aż sama do porządku muszę się przywoływać zwłaszcza w miłym towarzystwie drogich Księgowych. No, ale tak to bywa, kiedy się człowiek utożsami z bohaterem ulubionej książki i często do niej (tej książki) wraca.

  18. Och! Mamo Isi kochana! Ale się rozczuliłam, prawie wzruszyłam. Nie sądziłam, że ktoś za mną tu zatęskni! Dziękuję Ci bardzo, kochana! I Pani Małgosi za pamięć.
    Oczywiście czytam ciągle, ale inni piszą tu tyle ciekawych rzeczy, że ja nie mam nic szczególnego do powiedzenia. Zresztą, aż tak dawno mnie tu nie było. (No i racja, trochę nauki.)
    Wiosna ma się wspaniale. Właśnie pada wiosenny deszczyk. Wszystko wschodzi, chce się tańczyć i śpiewać! Tylko te dziki. W jakiś dziwny sposób dostają się na nasze podwórko i je przekopują. Babcię to do szału doprowadza. Twoje opowiadanie o pnączu, przypomniało mi o naszym bluszczu z Żelazowej Woli, które Babcia zabrała, gdy tam byli (to brzmi jak kradzież). Podobno z każdego wyjazdu dziadkowie coś przywozili, a to drzewo, a to krzaczek. I tak nam się zagęściło.
    Ha! Ja też pamiętam to spotkanie. To znaczy ja wypatrywałam Was, innych księgowych. No i do tej pory odżałować nie mogę, że nie mogłam więcej czasu z Wami spędzić.
    Dobrej nocy wszystkim życzę.:)

  19. Drodzy Księgowi!
    Chciałam Was poczęstować urodzinowym ciastem z jabłkami, dżemem śliwkowym i jeżynowym, posypanym chrupiącą kruszonką, płatkami migdałowymi, wiórkami kokosowymi i skórką pomarańczową. W ten wiosenny wieczór życzę Wam smacznego!
    Serdeczne uśmiechy
    Nutka

  20. Bede czekala na zdjecie muminkowego domu Isiowej rodziny.
    Ogrody sa piekne wszedzie, jesli ktos o nie dba oczywiscie.
    Kazdego lata w jeden wybrany weekend mozna tu podziwiac przerozne ogrodki i ogrody ktore zwykle sa zamkniete dla ogolu. (Wiekszosc ma prywatnych wlascicieli.) Lubie zwiedzac te ogrodki.

  21. Też b lubiłam I w sto koni nie dogoni. To jedna z tych uroczych książek wspomnieniowych, od których robi się ciepło na sercu, od razu przypomniały mi się Szczenięce lata. Jest jeszcze taka piękna książka O szczęśliwym chłopcu, stała u nas na regale obok I w sto koni… To fikcja, ale też o dzieciństwie i zawsze myślę o nich razem.
    A może leśne przedszkola wychowają przyszłych leśnych ludzi jak u Rodziewiczówny?
    Miłego wieczoru!

  22. Dawno Zuzi tu nie było; Zuziu, odezwij się, proszę, stęskniliśmy się za Tobą. Jak tam wiosna na Twoim podwórku?
    Pamiętacie, jak wyglądałyśmy Zuzi na spotkaniu ze Starostą? I jak bardzo pasowała do naszego o Niej wyobrażenia!

  23. Molu Książkowy, nazywaj mnie po prostu Just. Twoja mała siostrzyczka świętuje urodziny 5 dni po moich :)
    Pozdrawiam z cieplutkiego Rzymu!
    Wiosna działa jak zastrzyk dobrej energii :)

  24. Otóż to! Towarzystwo tutaj wyborne, a co do złośliwego świata; W takich sytuacjach można sobie pomyśleć, że nas tylko to tymczasowo dotyczy (często to przecież chwila tylko), a osobniki złośliwe (brzydko), muszą to swoje towarzystwo własne znosić cały czas.
    Chyba trochę złośliwie mi się to napisało łojojoj.

  25. Iskro, ten mój jest z odszczypki zerwanej gdzieś pod Frankfurtem, gdzie własnie porastał ogromną, dwupiętrową chałupę. Nb. służę gałązkami w każdej ilości. Bardzo łatwo się ukorzeniają. Nie wiem, jaka to odmiana. Zapewne fachowiec zoczywszy listek zawołałby: Ach, przecież to to lub owo! Ale dla mnie liść jest najbardziej typowy z zapodanych w wiki. Mam też w ogrodzie ten nasz leśny bluszcz i on jest w porównaniu rachityczny. I nie kwitnie, ani nie wspina się ma ściany. Czasami wlezie na drzewo i tyle jego.

  26. Droga Just, w naszej okolicy jest przedszkole leśne! Nazywa się Tuscholé, rozważam wysłanie tam za jakiś czas Mareczka. Bardzo dużo jest zainteresowanych tym rodziców, więc myślę, że będzie takich miejsc coraz więcej.
    A może, z okazji nadejścia wiosny, umówimy się na spacer? Bardzo by nam było miło poznać Ciebie i Giorgio.

  27. Och, jak dobrze wrócić ze złośliwego świata i zanurzyć się w Waszych pogaduchach.
    Mamo Isi, czy ten Twój bluszczyk to jakaś szczególna odmiana, że takie powierzchnie porasta ? Próbowałam kiedyś puścić bluszcz po murku kompostownika. Kompletna klapa. Z kilku sadzonek, jedna tylko łaskawie wspięła się na niego i w niezmienionym stanie znajduję ją co roku. Przydałby się taki wojowniczy jak Twój. Okna w bluszczu wycinane – to musi być piękne.
    Wiosna przywitała podlaską ziemię deszczem, ale jest cieplutko, można zdjąć czapkę i poczuć wiatr we włosach.
    Dobrego popołudnia!

  28. A ja w Cyfrowej Bibliotece Narodowej znalazłam „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów” I. Czartoryskiej, to zobaczymy co sobie myśleli ludzie w tamtych czasach.

  29. Jas, rokitnika nigdy nie miałam w ogrodzie, ale z tego, co wiem, lubi glebę kwaśną i klimat nadmorski. I dużo słońca. Rośnie bardzo wolno. U nas (nad morzem) pozostaje niskim krzewem.
    Kochany Starosto, podesłałam zdjęcia; takie sobie mi wyszło, więc dodałam sprzed jakich lat dziesięciu, żeby można było zobaczyć, jak się bluszcz rozrósł. Oraz zdjęcie podesłane przez Gio, a zrobione z drugiego piętra, gdzie widać, jak gałązeczki bluszczu pchają się do okna.
    W ogrodzie wszystko kwitnie: jeszcze przebiśniegi i już krokusy, cebulice, przylaszczki. Widziałam dziś pierwszego motyla: cytrynka!

  30. KokoszaNel, o Wojtku czytałaś? A my mieliśmy ostatnio o nim na historii. Miły zwierz.
    Pani Małgosiu, ja już nie mogę się doczekać Galerii Pisanki. Chyba z tej tęsknoty obejrzę zeszłoroczną.

  31. Co do Galerii Pisanek: będzie, jeśli tylko zechcecie. Malujcie, ozdabiajcie! Róbcie zdjęcia, koniecznie!
    Podamy jak zwykle specjalny adres galeriowy. Przysyłajcie!
    A otwarcie Galerii – tuż po świętach.

  32. Dzień dobry!
    Skoro został tu wspomniany niedźwiedź Wojtek, to przy tej okazji poleciłabym „Bohaterskiego misia” Bronisławy Ostrowskiej – też wspomnianej tutaj ostatnio (chyba wczoraj). Swoją drogą, dawno nie sięgałam po „Bric à brac” Haliny Ostrowskiej-Grabskiej, a to przecież jedna z moich najukochańszych książek, odkryta dzięki DUA; taka szkatułka z klejnotami. Nawet jak przez dłuższy czas do niej nie zaglądam, to i tak dość często przychodzi mi ona na myśl, np. kiedy jestem w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza.

  33. Ku pamięci tych co musieli zostawić swoje domy, będę teraz sadziła wszędzie lilie, wytłumaczę to córce, ładna tradycja. W Angli chyba za mokro na cebulkowe. W niedzielę byliśmy na imieninach u dzadka, nasłuchałam się tragicznych historii ze szczegółami. Ciężko takie historie wytrzymać. Okazało się, że moja prababka przez lata miała powieszony portret Piłsudskiego za szafą.

  34. U podstaw leży kłamstwo mówiąc wprost. Sprawdziłam w słowniku – nazwy świąt wielką literą: Niedziela Wielkanocna. Przepraszam za błąd.

  35. Jak już, to w Niedzielę Wielkanocną i owszem, może będzie jakaś premiera – premierowa wystawa pisanek, o ile można coś takiego powiedzieć. Ale i to otwarcie galerii śmiem przypuszczać, że odbędzie się później. : )
    Witajcie, Kochani!

  36. Mamo Isi, czy wiesz coś o rokitnikach? Zdaje się, że robi się z nich las, bo się rozłazi, czy opłaca się sadzenie? Sa piękne i jedzonko na zimę dla pupilków. Kupiłam jeden, ale jarzębina chyba łatwiejsza. Chcemy mieć takie šrednie drzewka, łatwiej pielęgnować. W okolicy jest trochę bzów (ten to się szybko rozkrzewia), czarny bez-szkodniki nie lubią jego zapachu i kiedyś obsadzano nim ogrody, rokitnik, śliwa, dzika róża, wierzba-chciałabym swoje przycinać po z to polsku, jak na obrazach. Tubylcy namawiają nas na olchę. Może jest jakaś lektura?

  37. He,he, a to dobre, Kokoszko miła. W Niedzielę Wielkanocną akurat!!! Zawsze mnie zdumiewa mechanizm plotki. Tego nie można zrozumieć. Wniosek: u podstaw zjawiska leży coś nieracjonalnego (delikatnie mówiąc).

  38. Krążą po internetach ploteczki o rzekomej premierze „Ciotki” w niedzielę wielkanocną. Czego to ludzie nie wymyślą.
    Nabrałam smaczka na „I w sto koni nie dogoni”, mniam.
    A tak nie na temat to czytaliśmy ostatnio”Niedźwiedź Wojtek na żołnierskim szlaku” na podstawie prawdziwej historii niedźwiadka przygarniętego przez żołnierzy armii Andersa. Serdecznie polecam- książka dla małych czytelników, choć ci więksi też się nią ucieszą.

  39. Mamo Isi, ozdobo nasza, dobry pomysł z tym zdjęciem. Muszę to zobaczyć na własne oczy!

    Ryśku, dziękuję za precyzyjne wyjaśnienia. Zawsze dobrze jest wiedzieć, dlaczego człowiek się cieszy.

  40. Wzajemnie najserdeczniej pozdrawiam, Milesale! Nigdzie, na całym świecie nie jest tak miło, jak na tej Starostowej wyspie; człowiek się czuje tu tak ciepło i bezpiecznie, jak by czytał jakąś ulubioną książkę.

    Jeśli dzisiaj choć na chwilę pojawi się słonko, rzucę obowiązki i polecę zrobić zdjęcie naszemu okazowi bluszczu. Doczytałam się, że jeden osobnik (że tak powiem) potrafi pokryć nawet 860m2 powierzchni; nasz (jak na razie) zajął niecałe 100m2, no ale w pionie. Więcej i tak nie zdoła, bo nie ma. No chyba że przejdzie na elewacje boczne. Z powodu chłodu zdążyłam umyć (oraz przystrzyc bluszcz ) tylko w jednym oknie, więc wciąż całość wygląda odpowiednio muminkowo.

  41. U nas dzisiaj iście wiosenna pogoda. A wczoraj jak na złość lało. No ale deszcz to też objaw naszej ukochanej pory roku!

  42. A propo’s wpisu księgowej Just (chyba tak zacznę pisać. Co jak co, ale jesteście ode mnie dużo starsi): mówiłam już, że Majusia pójdzie od września do przedszkola? (29 IX skończy 2latka. W sam raz!)

  43. ‚I w sto koni nie dogoni’, jedna z ulubionych książek dzieciństwa. Tęskno mi trochę do tych czasów, do tego stanu zaczytania absolutnego. Jak wspaniale jest żyć w świecie książek.
    Szanowna Pani Mamo Isi, bardzo lubię Pani wpisy, pozwolę sobie pozdrowić Panią serdecznie. Obrazek domu z bluszczem czarująco filuternie-trwożny.
    Zresztą wszystkie wpisy lubię.

  44. Ciesze się ogromnie z nadejścia wiosny.

    Ogrody angielskie sa przepiękne, ale to też kwestia wilgotności powietrza, nie grozi im raczej susza.

    W temacie leśnych przedszkoli, czytałam niedawno, ze takowe istnieje w północnych Włoszech, w Piemoncie, jeśli mnie pamięć nie myli. Przedszkolaki, odpowiednio ubrane, zaopatrzone w prowiant, bawią się tym, co znajdą wokół siebie – kamykami, gałązkami, liśćmi itp.Podpatruja naturę i uczą się jej praw już w tak młodym wieku.
    Zajęcia odbywają sie prawie zawsze w terenie.
    Pomysł wspaniały, szkoda tylko, ze tych przedszkoli jest tak mało.

  45. Wyjaśnienie: dlaczego wiosna nie zaczyna się jutro? Za Wikipedią:
    Pierwszy dzień wiosny obchodzony jest w dniu równonocy wiosennej, który najczęściej przypada w dniu 21 marca lub dnia poprzedniego, lub następnego, w zależności, gdzie jest obserwowana. W XX wieku wiosna w strefie czasowej Polski rozpoczynała się zwykle 21 marca, zaś w miarę przybliżania się końca stulecia coraz częściej 20 marca. W 2011 roku pierwszy dzień wiosny przypadł na 21 marca (godz. 00:21), zaś wszystkie kolejne do roku 2043 będą obchodzone wyłącznie 20 marca, a od 2044 roku – 19 albo 20 marca. Kolejny początek wiosny w dniu 21 marca nastąpi dopiero w roku 2102[1]. Przyczyną zjawiska jest ruch punktu Barana związany z precesją ziemskiej osi rotacji.
    Precesja jest to zjawisko przejawiające się wykonywaniem przez oś Ziemi ruchu po powierzchni bocznej stożka o wierzchołku w środku Ziemi. Innymi słowy, oś ziemska kreśli na tle nieba okrąg Izachowuje się jak bąk-zabawka ;-). Zakreślenie pełnego okręgu trwa około 26 000 lat. Okres ten nazwano rokiem platońskim.

  46. A i owszem. Każdy z tomów „Jeżycjady” może być lekturą, wybór zależy od nauczyciela.

  47. Ateno, pożyczę Ci, kiedy tylko zechcesz. Ta zszywka tygodnika „Słonko” może być bardzo przyjemna w czytaniu.

  48. O, mamy nową Patrycję!
    To ja dziękuję za miłe słowa i życzę Ci, Patrycjo, długotrwałego dobrego nastroju!

  49. Dzień dobry!
    Właśnie przeczytałam Pani książkę ,,Kłamczucha” która jest lekturą szkolną. Bardzo spodobała mi się główna postać – Aniela Kowalik. Mam nadzieję, że w tym wiosennym nastroju przeczytam kolejne części Jeżycjady.
    Pozdrawiam cieplutko :)

  50. Mily ogrod, tym milszy, ze u mnie dzisiaj sennie i ponuro.
    DUA zaszalala, poczytalabym te ksiazki ( niektore mam), najchetniej wszystkie naraz,

  51. Och! Dopiero teraz doczytałam, że wiosna zaczyna się dzisiaj o 11:29☺. Ale ze mnie gapa!

  52. Właśnie zrobiłam zakupy w internetowym Antykwariacie Żupańskiego.
    Między innymi:
    Porazińska Janina – I w sto koni nie dogoni. Gawęda o moim dzieciństwie. Ilustracje M. Bylina.
    Konopnicka Maria – Szkolne przygody Pimpusia Sadełko. Ilustrowała Aleksandra Kucharska – Cybuch.
    Szelbug – Zarembina Ewa – Dzieci miasta. Ilustracje Janina Grabska, Antoni Pucek.
    Szelburg Zarembina Ewa – O warszawskiej Syrenie. Ilustrowała Zofia Fijałkowska.
    Porazińska Janina – Wesele Małgorzatki. Ilustracje Dorota Wójcicka-Żurko.
    Porazińska Janina – Zuchwały strzyżyk. Polskie bajki ludowe o zwierzętach. Ilustrowała Maria Mackiewicz
    Rogoszówna Zofia – Dzieci pana majstra. Z 52 rycinami czarnymi i 2 kolorowemi Kamila Mackiewicza.
    Bürger Gottfried A. – Przygody Münchhausena;. Przełożyła Hanna Januszewska. IIustrował Gustaw Dore.
    Kamieńska Anna – 8 x Radość czyli o ośmiu błogosławieństwach. Kazania na Górze.
    London Jack – Przed Adamem. Przekład autoryzowany S.M.
    Ostrowska Bronisława – Książka jutra czyli tajemnica geniusza drukarni.
    Słonko. Tygodnik z obrazkami dla dzieci. Redaktorka Janina Porazińska. Wydawca Józef Włodarski. Kierownik artystyczny Michał Bylina. Warszawa 1936

    Same skarby!

  53. Mamy wiosnę?! Słuchając tego co dzisiaj wyrabiały ptaki za oknem zdecydowanie tak. Śpiewaniem trudno to nazwać. One się wydzierały i latały jak szalone od krzaczka do jodły, od jałowców do świerków niemalże obijając się o siebie. Chyba trwała walka o najlepsze miejscówki na gniazda. Nawet moja mama, która już wiele lat przeżyła na wsi była zaskoczona, że aż tyle rabanu potrafią te podniebne stworzonka narobić.
    Słonecznej, radosnej wiosny pani Małgorzacie i Wam Ludu życzę.

  54. Dzieńdoberek ! Żeby było jasne – ja się angielskimi ogrodami tylko zachwycam, ale kocham tylko nasze. Jako dziecko mieszkałam w bloku z widokiem na ogródki działkowe. Furtka była najczęściej otwarta z czego korzystałam skwapliwie i udawałam się tam często ze skakanką na samotne spacerki. Tak, to był mój pierwszy „tajemniczy ogród” i kawał mojego dzieciństwa.

    Zaczynamy odliczanie ?

  55. Wiosna przychodzi dziś o 11.29! No to jest wiadomość! A dlaczego nie jutro, jak Pan Bóg przykazał?

    Kochany Starosto, chyba sama sięgnę po Porazińską, bo dawno już jej nie czytałam. I wszystko jest ilustrowane przepięknie przez Bylinę.

  56. Wiosno, ach, to ty!!!
    Dziękuję za przypomnienie i za miłe życzenia, Ryśku!

    Tobie również, miła Piegusko!

    Z biciem serca czekam godziny 11.29.

    Mamo Isi, co za historia! I pomyśleć, że ja tej książki nigdy nie czytałam!
    Teraz to nadrobię.

  57. Widziałam w Anglii hortensję wielkości chałupy obok. Ogromna błękitna chmura kwiecia, a obok śliczna, zadbana chałupinka. Ogromne cisy. Olbrzymie rododendrony. Ale przez Anglię nie przeszły wojny, ani inne nieszczęścia.
    W „I w sto koni nie dogoni” Porazińska opisuje losy sadzonek lilii, które kolejne pokolenia zabierały z traconych po powstaniach majątków, aż wylądowały pod oknem mieszkania jej cioci w Warszawie. I dalej kwitły. Aż przyszło powstanie warszawskie.

  58. Tak na oko, jest to ta sama odmiana bluszczu, która obrasta zamek w Malborku. Bluszcz jest bardzo fanaberyjny i nie wiadomo dlaczego temu okazowi tak się spodobało życie u nas, że aż zaczął kwitnąć i owocować. Bo podobno nieczęsto się to zdarza i osobniki kwitnące i owocujące są pod ochroną. Gleba ci u nas ciężka i kwaśna, więc żaden cymes, ale bluszcz lubi klimat nadmorski. W dodatku odszczypka została przeniesiona z południa Niemiec, więc obawiałam się, że bluszcz nie przetrwa mrozów (jeśli przetrwa podróż). Ale dwupiętrowe domisko, które obrastał ze wszystkich stron aż po kominy wyglądało tak czarodziejsko, że nie wytrzymałam i capnęłam gałązeczkę, no bo kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi.

  59. Do galerii „upiornych roślinek” dorzuciłabym złotokap, który prezentuje się równie oszałamiająco jak glicynie i bywał często bohaterem powieści kryminalnych. Naparstnica również.

  60. Bach jest wielki, ale nie potrafiłabym słuchać tylko jednego kompozytora przez dłuższy czas. Zbyt wiele pięknej muzyki wielkopostnej napisano w dawnych wiekach, żeby się tak ograniczać. Na przykład taka kantata, moja ulubiona:

    Dietrich Buxtehude – „Membra Jesu Nostri” Bux WV75.
    Lugano Radio Svizzera Choir, Accademia Instrumentale Italiana, Diego Fasolis.

    Na YT jest sporo dobrych wykonań, ale to wciąż przekonuje mnie najbardziej. Ma idealne tempa i właściwą, refleksyjną ekspresję.

  61. Kochana Pani Małgosiu! Dziękuję za urzekający wiersz i piękne zdjęcie. Tyle tu cudownych natchnień, aż pączkują mi w głowie. A to dlatego, właśnie będę zakładać pierwszy w życiu ogródek – niedługo wyprowadzam się za miasto, po borejkowsku:)
    Marzą mi się jabłonie, piwonie, róże, irysy, szafirki, bez, dzwonki i w ogóle wszystko, wszystko mi się marzy, dzikie wino też. I maciejka koniecznie… Ale ogródeczek maleńki, maciupeńki, tyci tyci, tyciusieńki… A jeszcze Piegusiątka domagają się własnych grządek (na razie dwójka starszych), a jeszcze miejsce do brykania… Ale i tak będzie cudownie!
    Kiedyś na spacerze zabrałyśmy się z dziewczynkami za liczenie kolorów na niewielkim skrawku ziemi, gdzieś nad osiedlowym stawem. Oniemiałam – feeria barw, nie do wiary. A to zwykłe przydrożne chaszcze, a nie żadne wykwintne ogrody. Zachwyt – wdzięczność – radość.

    A bardziej przyziemnie (dosłownie) – czytałam gdzieś ostatnio, że przeprowadzono badania na szczurach, z których wynikało, że kontakt z bakteriami glebowymi podnosi poziom serotoniny. Wniosek – ogrodnictwo uszczęśliwia!!!

    Kochani – cudownej wiosny Wam życzę!

  62. To uścisk dłoni dla Józinka – Józefa. A to u Pałysów dzisiaj było wesoło:) Dla DUA, która stworzyła tę postać także uściski.
    Dobrej nocy.

  63. Dobry wieczór wszystkim!
    Chesterko to był serial kryminalny „Rewolwer i melonik”. Też pamiętam ten odcinek z morderczą rośliną.
    Jeszcze zapytam p. Małgosię, czy Józef Pałys obchodził dzisiaj imieniny?
    A propos glicynii in. wisterii. Odwiedzałam kiedyś dom w Anglii cały porośnięty fioletową glicynią, a w adresie pocztowym dopisywało się nawet ” Wisteria cottage”. I zamieszkiwali tam wspaniali ludzie Betty i Teddy. Też pamiętam, że łodygi pnącza były bardzo grube jak ręka. Ale domek prezentował się uroczo. Muszę wyszukać zdjęcia.

  64. To „Rewolwer i melonik” Chesterko. Miałyśmy fluid, ale mój gdzieś wcięło. Nazwałam niżej wymienione roślinki „upiornymi” he,he i że lubię takie historie.

  65. Chesterko, mnie też ta roślina zapadła w wyobraźnię. To był serial „Rewolwer i melonik”, na Wiki jest krótki opis tego odcinka.

  66. Tak, jest w pnączach coś ujmującego: tylko ziemia, woda, słońce – i taki wigor! Taki zryw!

    Nie, nie pomnę takiego filmu, Chesterko.

    Mam Isi, jak to, taki zwykły bluszczyk? Czym go karmisz, dyniami?

  67. Tak sobie, Pani Małgosiu, myślę, że opowieścią o wybrykach znajomej glicynii uratowała Pani moje okno:) Dziękuję!

    Mamo Isi, pięknie musi być u Ciebie. Nie pamiętam, jak to u Muminków było, ale wizja pnączy w środku domu przypomina mi pewien dom w Macondo. Sekator przyjacielem ogrodnika!

    Aż sobie Grechutę włączyłam. I Gałczyński. Kocham pnącza!

  68. Z dzieciństwa pamiętam jakiś film kryminalny (serial) – detektywami było chyba małżeństwo (?), pan nosił melonik. W jednym z odcinków dom porosła jakaś mordercza roślina. Czy ktoś kojarzy tytuł?

  69. Och mamo Isi co z historia z zielonym dreszczykiem. Tez lubimy bajkę o dżungli w domu muminków. Bluszcz kiedyś uprawiałam w doniczce ze szczepki z pracy, pięknie i szybko się rozrósł, żył sobie szczęśliwie ale krótko – po dwóch latach nagle usechł. Ostrzegano mnie że ten typ tak ma.

  70. Całą elewację południową naszego domu porasta bluszcz pospolity, którego wyhodowałam z małej gałązki urwanej z okazu porastającego jakiś dom pod Frankfurtem jakieś ćwierć wieku temu. Kwitnie gdzieś tuż przed przymrozkami, kiedy na szczęście okna bywają już zamknięte, bo kwiatuszki cuchną upiornie. Wszystkie owady z okolicy zlatują się, bo kwiaty są miododajne. Za to owoce dojrzewają dopiero w kwietniu, maju i wtedy ściana bluszczu aż trzęsie się od żerującego ptactwa. Od lat gniazdują w nim kosy i kapturki. I pieron jest inwazyjny! Tempo w jakim zarasta okna i wciska się do środka mieszkania przypomina mi tę straszną historię u Muminków, kiedy to w domu znalazł się czarodziejski kapelusz. Teraz akurat myję okna i najpierw muszę sporo popracować sekatorem, bo pozarastały światło okien. Jak bym odpuściła, za parę lat dom zamieniłby się w zieloną górę bez okien i drzwi;)

  71. Pani Małgosiu, od razu tę gałązkę wyszarpnęłam.
    Ozdobniczko, wietrznie, ale nie aż tak, żeby zrezygnować z niedzielnego spaceru, prawda? Zmykam.

  72. Och, Pani Małgosiu, jak ja tej Pani Znajomej szalenie zazdroszczę! (Nawet mimo tego dachu, szczególnie, jeśli jest ubezpieczona). Też bym tak chciała!

  73. Widzę, że prawie cały Lud ma wietrzny weekend.
    Ja też uwielbiam glicynie! Zwłaszcza gdy rosną jedna przy drugiej i tworzy się taka fioletowo – niebieska aleja. Cudowny widok!
    Nutrio, sprawdziłam te leśne przedszkola w Polsce i są między innymi w Warszawie, Białymstoku i Krakowie. Dzieci spędzają tam ponad 80% czasu w przedszkolu na dworze.

  74. Ozdobniczko, dziękuję za zdjęcia przebiśniegów!
    Będą jak znalazł na przyszły rok!

    Elżbieto, pod parapet!? Uwaga, okno też wysadzi. Potężna siła w tej roślinie drzemie.

  75. O, tak, glicynia jest zaborcza bardzo! Sprawdziłam przed chwilą: do dachu daleko, ale już się jakaś przeoczona podczas przycinki gałąź wbiła pod parapet. Trzeba pilnować. A tak by się chciało puścić ją na żywioł.
    Wspaniały musi być ten taras u Pani znajomej. Glicynia-sufit albo altana to jest to!

  76. Dzieńdoberek. Pamiętacie naszą dyskusję o nakrapianych żaluzjach? Zastanawialiśmy się wtedy m.in. nad tym
    w jaki sposób angielskie gospodynie dbają o czystość swoich okien. Oglądając piękne angielskie, wiejskie ogródki trafiłam na zdjęcie, gdzie na pierwszym planie pyszniły się chyba hortensje, a w tle majaczyła postać kobieca stojąca na wysokiej drabinie, myjąca z zapałem okno na pierwszym piętrze miłego domu. Drabina była niebezpiecznie przechylona. Uch, mycie okien w Anglii, to prawdziwa przygoda. Pomyśleć, że kiedyś narzekałam na to, że muszę rozkręcać okna w celu ich umycia.

  77. No więc, wyobraź sobie, Elżbieto, mamy znajomą, która mieszka w domu z piętrem, o płaskim dachu. Nad tarasem na piętrze biegną w poprzek specjalne belki, a na nich rozpościera się ażurowy dach z glicynii. Ona rośnie oczywiście w ogrodzie, przy ścianie domu, a gałęzie ma grube jak ramię atlety! Bardzo poskręcane, pną się ku górze. Kiedy odwiedzamy znajomą w porze kwitnienia tej glicynii, pijemy herbatę pod fioletowo-zielonym sklepieniem , piękne to jest!
    Nawiasem mówiąc, roślina jest tak żywiołowa, że z rozpędu wdarła się także pod dach budynku i uszkodziła go dość poważnie. Nie wiem, po co jej to było, ma dość miejsca nad tarasem!
    Istny potwór.

  78. Słyszałam gdzieś (chyba w radiu), że takie przedszkola planują założyć też w Polsce. Nawet chyba kilka już istnieje…
    A u nas wczoraj była burza. W marcu.:-) Od razu mi się przypomniały nasze przysłowia

  79. Witaj, DUA, witaj, Ludu, w tę piękną, choć pochmurną i wietrzną niedzielę!
    Ile piękna na tym świecie!
    Raz „taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia” dzięki naturze, to znowu dzięki sztuce.
    U mnie kwitną ranniki, krokusy, cebulice najukochańsze i wawrzynek.
    Glicynie polubiłam dzięki Monetowi; moja coś słabo kwitnie, ale uwielbiam jej pozaplatane gałęzie.
    W „Nadberezyńcach” których właśnie przeczytałam, opisy puszczy: „Drzewa pokrywała obfita okiść. Każda gałązka, każdy wystający ze śniegu badylek, każdy patyczek owinięte były w biały puszek i koroneczki, zatrzymywały na sobie wzrok człowieka i głaskały go swym pięknem po sercu. Drzewa stare, krzywe, kaleki ułomne, kiedy indziej brzydkie – teraz miały swoiste piękno i zachwycały. Młode, odosobnione jodły, kudłate brzozy, lipy, kępy olchowych pędów przy pniach, wyglądały jakby te młode panny na ślubnym kobiercu z rozpuszczonym welonem. (…) Wprost wierzyć się nie chciało, iż w pospolitym ich prostym nadberezyńskim kraju, Bóg ukazuje na jawie tak cudne widoki, jakie tylko w baśni i we śnie istnieją”.

  80. A jeszcze zakończenie tego wiersza:

    ” … A potem wieczór przyjdzie. I zniknę w altanie.

    Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze,
    niźli perły, o których dla mej żony marzę,

    niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia,
    taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia,

    właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę
    rzecz niezwykłą, zawrotną, szaloną nadmiarem:
    WIOSENNE GWIAŹDZISTE NIEBO.”

  81. „Rodzina wyjechała do Hagen.
    Sam zostałem w tym ogromnym domu.
    Po galeriach krokami dudnię.

    Bardzo śmieszą mnie te złocenia
    i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia,
    i te chmury mknące na południe.

    Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne.
    Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.

    Cóż to za rozkosz błądzić przez pokoje
    z Panią Muzyką we dwoje!
    Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone…”

  82. O! I bardzo dobrze, Madziu. Ta antologia nadaje się na długą, niespieszną lekturę. Mój egzemplarz jest aż napęczniały od zakładek, co wiersz – to zachwyt.

    U mnie w Wielki Post aż do Wielkanocy – tylko Bach.
    A pamiętacie stosowny wiersz Gałczyńskiego?(„Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha”)

    W ogrodzie coraz ciekawiej. Wszystkie tulipany i lilie już powyłaziły, a cebulica wręcz kwitnie.
    Widać czerwonawe pędy piwonii.
    Wschodzą liliowce.

    Wieje. Jest słonecznie.

  83. PS. Zarezerwowałam w bibliotece antologię „Od Chaucera do Larkina”. I „Mowy” Cycerona. „Pochwały starości” i tak nie mają.

  84. Dzień dobry.
    A u nas wieje dzisiaj, ale jest to taki ciepły, choć porywisty wiatr w słoneczną niedzielę.
    Czytam bardzo grubą książkę współczesnego, hiszpańskiego pisarza.
    Pani Małgosiu trochę się zaniepokoiłam, jak i Piętaszek i Bożena. Cieszę się, że jest dobrze.
    Dziękuję za Bacha, Sowo. :)

  85. Muzyka na trzecią niedzielę Wielkiego Postu (kiedyś zwaną Niedzielą Oculi):

    J.S.Bach – Kantata „Widerstehe doch der Sünde” BWV 54.
    Andreas Scholl, Collegium Vocale Gent, Philippe Herreweghe.

  86. U nas wiało tak, że poruszały się małe liście na figowcu beniamina w salonie.
    Zmniejszyliśmy więc rozszczelnienie okien, a na dworze wieje dalej, ale już mniej.

  87. Jolu, kwituję odbiór zdjęć. Ojej! Bardzo mi miło, cały komplet, a jaki mile „zaczytany”.
    Pozdrawiam serdecznie!

  88. Rodzinka wraz z Psiczką i Kociczką ogląda Gwiezdne Wojenki, a ja wolę zajrzeć tutaj. Czy u DUA także dzisiaj tak duje ? Pomyślałam, że w taką pogodę świetnie się pisze !

  89. DUA, zdjęcia wysłane.

    Coś tu dzisiaj Zgred wspomniał o wietrze. U mnie wiało że ho ho! Pokazywali 9 w skali Beauforta. Mocno.
    Casciolino, leśne przedszkole to jest genialny pomysł! Gdybym mogła do takiego uczęszczać…
    W książce „Ania z Szumiących Topoli” znalazłam opis takiego ogrodu:
    ,,Oczywiście są i topole. Smukłe, strzeliste, otaczają całość równym, regularnym rzędem. A z tyłu, za domem, jest ogród z wydzielonym warzywnikiem: i kwiaty, i warzywa rzucają na kolana prawdziwą feerię kolorów i wszystkich możliwych odcieni. To bez wątpienia dom z własną osobowością”.

    Zawsze, gdy wyobrażam sobie ten ogród, widzę właśnie tę feerię barw. I jeszcze topole! Moje marzenie!

  90. Ozdobniczko, wpisz tu swój adres jako wiadomość prywatną, a ciąg dalszy nastąpi.

  91. Krzysztofie, ten wiersz jest bardzo długi, więc wybrałam tylko fragmencik. W całości „Ogród” Marvella znajduje się w antologii przekładów St.B. „Od Chaucera do Larkina – 400 nieśmiertelnych wierszy 125 poetów anglojęzycznych z 8 stuleci”. Same klejnoty.

  92. To jest wiadomość prywatna.

    Pani Małgosiu, na jaki adres można wysyłać zdjęcia? Ostatnio udało mi się zrobić kilka ładnych zdjęć i mam taką chęć pokazania ich komuś. Oczywiście nie jest to chwalenie się :-).

  93. Dzień dobry, Gosiu!
    Jak tylko skończę pisać, zaraz to tutaj ogłoszę. Zaglądaj!

    Casciolino, jakie śliczne wspomnienie. Zielone tunele!

    Ogródki działkowe! Ja też pamiętam je z dzieciństwa. Każdy był inny, a wszędzie rosły porzeczki, czarne, czerwone, ale i białe też!
    I piwonie. I lilie św. Antoniego – wtedy było ich pełno wszędzie, to o te azjatyckie było trudno. Dziś – odwrotnie.
    Leśne przedszkole – cudowny pomysł, we Włoszech oczywiście.

  94. Dzień dobry Pani Małgorzato! Nie mogę się doczekać premiery „Ciotki zgryzotki”. Czy jest już możliwe podanie przybliżonej daty? Nigdzie nie ma żadnych informacji.
    Pozdrawiam.

  95. Jeszcze dodam, że jedne z moich najwcześniejszych wspomnień, to właśnie swoiste ogrody.
    Pamiętam zabawę w wysokich trawach, zielone tunele, w których można było się zgubić.
    I ogród-działkę dziadka, na końcu świata (czyli Chomiczówce ;), z altaną winogronową, agrestem, czarną i czerwoną porzeczką, truskawkami. Uwielbiałam tam być.
    To mi przypomniało o pomyśle, z którym jakiś czas temu się spotkałam: chodzi o leśne przedszkola. Założenie jest takie, że dzieci całe dnie spędzają na powietrzu i łonie natury, niezależnie od pogody. W naszych realiach są to raczej gaje oliwne albo nadmorskie plaże. Czy to nie cudowna idea?

  96. Jak wspomniałam wcześniej, dużo by mówić o angielskich ogrodach i ogrodach w ogóle. Jest to odrębna dziedzina sztuki, o której rozpisują się historycy. Było wielu znakomitych twórców. Jeden z nich Humphry Repton był nawet wspominany przez J. Austen w jej powieściach co świadczy o tym, jak ważny w tym czasie w Anglii był to temat. Jednak Repton tworzył ogrody przy wielkich rezydencjach, a prości ludzie na wsi tworzyli je oczywiście sami i one były również bardzo ładne, bo wielu z nich miało naturalne wyczucie piękna. Tymi ogródkami w drugiej połowie XIX wieku zachwyciła się twórczyni ogrodów Gertruda Jekyll, która wraz z popularną wówczas akwarelistką Helen Allingham stworzyła styl o nazwie cottage garden. To on właśnie podoba mi się najbardziej i dlatego jak wspomniałam wcześniej lubię nasze wiejskie ogródki. Ponadto, czy to jest wielki ogród przy angielskiej rezydencji, czy mniejszy przy wiejskim domu, mają one jedną wspólną cechę – stanowią niezwykłe połączenie surowości architektury z pięknem przyrody i to jest ich największa zaleta.

  97. Ach, glicynia! Jedna z moich ulubionych roślin. Jest taka romantyczna!
    U nas ogrodu niestety brak, zresztą ja nie należę do grupy ludzi z „zielonymi kciukami”. Lubię się za to pozachwycać. Mam to szczęście, że latem wita mnie w domu zapach jaśminu, który oplata ogrodzenie. Przy drzwiach kochane sąsiadki posadziły zmieniające kolor pelargonie. A już teraz w okolicy, oprócz mimozy, kwitną też migdałowce i magnolie. Wiosna już niedługo wybuchnie pełnią zapachów i kolorów, i nic jej nigdy nie zatrzyma! „Wiosna przyjdzie i tak…”

  98. Próbuję sadzić z planem, ale czasami coś impulsywnie kupię i potem myślę, gdzie to wsadzić… Za to staram się, żeby ogród był przyjazny owadom i ptakom. Sadzę byliny miododajne; czekam na zamówione budleje. Może będzie trochę nieporządny ten ogród, ale za to z duszą. I sprawia mi to dużą frajdę – takie grzebanie w ziemi. ;-)
    Miłego popołudnia!

  99. Przy każdym wejściu na stronę (czyli często) czytam wiersz na nowo, ciągle pozostaje wytchnienie, spokój, prostota…

  100. Przycinanie – owszem, bardzo służy drzewom. Ale część ludności wycina wszystko co popadnie, do ziemi. Widziałam ostatnio niedaleko 3 takie domy – wycięto piękne, wielkie jabłonie i świerki. I magnolię – tego nie da się zrozumieć…

  101. Aha! To niebieskie, co mi wczoraj mignęło na rabacie, to była pierwsza cebuliczka, nie fiołek.

  102. Ann, spokojnie, to jest właśnie pora na przycinanie drzew i krzewów – dla drzew właściwie to ostatni gwizdek! Luty jest najlepszy.
    Ale jeszcze można ciąć i kształtować – to im dobrze zrobi.

    Oczywiście, masz rację zupełną: każdy ogród zachwyca. A tyle ich jest, prześlicznych, na całym świecie!

  103. Dzień dobry! Zamiast dyskusji o wyższości modelu jakiegoś ogrodu nad innym wolę zachwyt nad cudem każdej roślinki i łanem zieleni. Dlaczego koniecznie udowadniać, że w jakimś kraju są piękniejsze ogrody? I jak w ogóle porównywać przydomowe ogródki i ogrody przy rezydencjach? Mój śląski ogródek jest bardzo, bardzo niedoskonały, ale nie oddałabym go za żaden inny, bo własny i miłe wspomnienia wiążą się z prawie każdą roślinką. Po kilkadziesiąt lat mają piwonie, konwalie, jabłonie, sadziła je babcia zaraz po wojnie. W Anglii bardzo sprzyja im klimat, ale i tak podziwiam u nich szacunek dla zieleni i drzew – maleńki ogródek przed domem, a tam idealnie dopasowane i zadbane rośliny. Sądząc po odgłosach pił dochodzących ostatnio z okolicy, u nas z tym aspektem poszanowania bywa jeszcze nie najlepiej.

  104. Bosko-pięknie i poetycko wygląda ten ogród. Możnaby w nim spędzić całe życie. Chwilowo trzeba cieszyć oczy wysprzątanym ogródkiem odmrażającym kończyny i rodzącym skromnie kwiaty. Chociaż to trochę dobrze, natłok piękna przeszkadza mi w nauce. Jednak potrzebna nam od czasu do czasu taka odskocznia od przyziemności. Parę dni temu słuchałam pięknego wykonania „Tańczących Eurydyk” Anny German. Zaśpiewała moja koleżanka z klasy i od razu stała się moim Aniołem Muzycznym. Pomyśleć, że znam ją już pół roku, a dopiero teraz usłyszałam jak śpiewa.

  105. Przypomniałaś mi mojego wujka-pszczelarza, Jas. Miał naprawdę wielką pasiekę. Jak on kochał te swoje pszczółki!(nigdy o nich nie mówił inaczej, jak zdrobniale). Każdego lata wywoził je na wakacje – ale na takie bardzo pracowite wakacje! Ciężarówka wiozła ule poza Chodzież (to taka mieścina w Wielkopolsce), po czym zestawiano je ostrożnie na skraj pola, pod lasem. A pole było pełne kwitnącej koniczyny, albo rzepaku.

  106. Tak, kilka drzew mają. Tolkien podobno bardzo się sprzeciwiał częstej wycince drzew na wyspie. Ja jestem chyba człowiekiem lasu, cóż zrobić, że mi się najbardziej podoba nasza przyroda, a dla mnie nasze ogrody czy ogródki są najpiękniejsze.
    Te angielskie są też oczywiście piękne, tajemnicze, nasze są jednak takie delikatne. I zważamy np. na pszczoły, a one potrzebują przestrzeni do lądowania z ciężkimi siatkami pyłku, więc nie mogą mieć wokół zbyt gęstej roślinności, czy murów, bo by się o to porozbijały, to wszystko jest przemyślane.
    Cieszę się, że poznałam ogród iskry i te innych księgowych, nawet te co są jeszcze w głowach. Wszyscy opisali jaki jest właśnie polski ogród, cudowny!

  107. Gio, dziękuję za wiadomość prywatną. Wszystko OK.
    Dzień dobry wszystkim!
    Jas, nie jest chyba tak źle z tymi drzewami na Wyspie,co? Sporo ich jeszcze mają, a w dodatku – często większe są i starsze niż nasze.

  108. Dzień dobry!
    Jas, samoloty nad Kew latają na tyle wysoko, że ja z moim słuchem ich nie słyszałem.
    Może to też zależy od wiatru.

  109. ” Było to tajemniczo wyglądające, najrozkoszniejsze miejsce, jakie sobie można wyobrazić. Wysoki mur, okalający ogród, od wewnątrz pokryty był bezlistnymi gałęziami pnących róż, tak gęstymi, że wprost nie do rozplątania. Mary poznała, że są to krzewy różane, ponieważ dużo widziała ich w Indiach. Ziemia zarosła wokół zrudziałą trawą; wyrastały z niej tu i ówdzie krzewy, które gdyby zakwitły, okazałyby się również różami. Było tam mnóstwo róż sztamowych o tak rozrośniętych koronach, że wyglądały jak drzewa. W ogrodzie rosło jeszcze wiele innych drzew, a jakiś szczególny, czarodziejski urok nadawało mu to, że po wszystkich drzewach pięły się róże, wypuszczając w wół długie, wiotkie warkocze gałązek, chwytające się wzajem tu i ówdzie, czepiające się wyżej rosnących gałęzi i tworzące przedziwne łuki i arkady”.

    (F.H. Burnett „Tajemniczy ogród” . Przekład z r. 1914 Jadwigi Włodarkiewicz)

  110. Zdjęcie zaparło mi dech w piersiach ale jak to Polka muszę trochę pogłówkować. Ta dalsza część ogrodu jest w stylu włoskim, przypomina ogrody w Pompejach. Ogrodnictwo antyczne kolejny cud świata. Ja mam taki polski patent na pergole, podobnie jak mama Isi na hodowanie dyni na drzewie. Zawieszam róże na jabłoni i tworzą taką altanę i bramkę, to nasze oryginalne, bo na wyspie nie ma prawie drzew, zwłaszcza owocowych, naprawdę zostaliśmy bardzo obdarowani!

  111. Kew Garden to wizytówka Londynu (drogie wejście), kolekcja roślin wspaniała zwłaszcza z Azji, chciałam tam kiedyś odpocząć, ale obok jest Heatrow Airport i samoloty lecą nad Kew, tak mają zrobiony pas startowy.

  112. Chesterko, mogłaś wydedukować, że skoro wspominam o ogrodzie przy sali weselnej, to najprawdopodobniej widziałem już ten odcinek.

    Starosto, ośmielam się wyrazić opinię, że wiele zależy od interpretacji.
    Dobranoc!

  113. Przepięknie skomponowany ogród.
    Przyznam jednak, że kocham jednak rozgardiasz panujący na moim podwórku. Dzięki niemu mam i trawnik i sad, warzywniak i rabaty kwiatowe, szpaler jałowców i ponad 100 róż. Wszystko jednakowo cieszy serce i oko. Pierwszy architekt zieleni pewnie kazałby to wszystko wyciąć w pień i przekopać, żeby zgodnie ze sztuką ogrodniczą umiejscowić poszczególne rośliny. Może i dobrze, że nikogo takiego nie znam i spokojnie wsadzam sobie do ziemi następne roślinki otrzymane od życzliwych ludzi, nie mając czasami nawet pojęcia jak się nazywają ale dając im szansę na życzliwe towarzystwo.
    Wiersz, jak zwykle ujmujący prostotą i jednocześnie niewyczerpującą się głębią.
    Pani Małgorzato, podziwiam, trudne chwile a tu nowy promyk przesłany na tej stronie do Ludu.
    Chyląc czoła życzę spokojnej nocy.

  114. A okazało się, że jest dla wszystkich!

    Tak, Chesterko, zgadzam się, mocno przekombinowali.
    A wręcz popsuli.
    Nie masz jak prostota.

    Bożenko, ściskam Cię. Tak jest, wszystko gra.

    Dobranoc!

  115. Nie zdradzę Ci Zgredziku, co dalej, ale trochę przekombinowali chłopcy.
    Ogród cudowny, wymarzony. Będąc dzieckiem, w wakacje odwiedzałam przepiękną kaszubską łąkę. Siadywałam na niej porażona niezwykła ilością ziół, trawek, kwiatów, brzęczeniem owadów, oszołomiona zapachem. Zastanawiałam się, kto jest twórcą tak różnorodnego a współistniejącego ze sobą mikrokosmosu, który dla mnie był jak cud. Myślałam wtedy, jak to jest, że widzę go tylko ja? Cały spektakl tylko dla mnie?

  116. W razie odwiedzania Londynu polecałbym zwiedzenie ogrodu botanicznego Kew Gardens.
    Zwiedzałem dwa razy i za każdym razem uważałem, że warto.
    A teraz udaję się na ślub doktora Watsona.
    Koło sali weselnej też jest tam ogród.
    Dobranoc!

  117. Nie tylko, mamo Isi. Ogrody prywatne też można zwiedzać. Stanowi to źródło dochodu (plus szkółki i kawiarenki)dla właścicieli. W wielu ogrodach zawodowych ogrodników jest niewielu, znaczącą siłę roboczą stanowią wolontariusze.

  118. Przez chwilę wczoraj cień się tu wkradł. Pani Małgorzato, dobrze, że już „wszystko jest jak trzeba”.

    Słowa wiersza kojące. A ogród zdaje się mieć intensywną osobowość, żyje, nęci, zaprasza.

    Nutko, przypomniałaś mi sytuację bardzo podobną do Twojej z profesorami Pigoniami w liczbie dwóch. Kilka lat temu Córka, przy okazji międzynarodowej konferencji matematycznej w Krakowie, miała niezwykle rzadką możliwość podziwiania rękopisu Kopernika. Arcyciekawie opowiadał o nim pewien profesor matematyki z UJ. Jak się okazało, Wojciech Słomczyński, syn TEGO Słomczyńskiego – Macieja, pisarza i tłumacza (choć tu zdania co do dorobku są podzielone), świetnego Joe Alexa.
    Dwaj wybitni ojcowie humaniści i synowie wybitni w naukach ścisłych.

  119. Anglicy mają National Trust i English Heritage, które przejąwszy zabytkowe domy, dwory, pałace, zamki, ogrody, parki etc., sprawuje nad nimi opiekę. I rzeczywiście tymi ogrodami zajmuje się armia ogrodników.
    Zarobkują udostępniając te obiekty zwiedzającym. Aniu G., te coroczne wielodniowe wizytacje ogrodów nie szły ogrodami prywatnymi, lecz tymi znacjonalizowanymi, prawda?

  120. Takie zdjęcie i taki wiersz przynoszą spokój, tak potrzebny po męczącym i nerwowym dniu. Pozdrowienia ślę :)

  121. Sowo, ja chyba też widziałam dziś na rabacie coś fiołkowego, ale spieszno mi było i tylko przemknęłam mimo. Jutro sprawdzę!

  122. Zuziu, Ozdobniczko, nasza Ann mieszka w Polsce. A zdjęcia dla nas robiła, będąc w Anglii w celach naukowych!(jest historykiem).

  123. Dzień dobry!
    Dziękuję za ten piękny wiersz. Jest taki autentyczny, szczery i piękny! Wspaniały!
    Tak jak zdjęcie. Cudne!
    Ann, powiedz proszę, czy Ty mieszkasz gdzieś w okolicy takich właśnie ogrodów?

  124. A w moim ogrodzie zakwitły już fiołki!

    Muzyka na dobry wieczór:

    Alessandro Scarlatti „Le violette”
    Maria Bayo.

    Rugiadose
    Odorose
    Violette graziose,
    Voi vi state
    Vergognose,
    Mezzo ascose
    Fra le foglie,

    E sgridate
    Le mie voglie,
    Che son troppo ambiziose.

  125. Zajrzałam – i od razu taki piękny wiersz, idealnie oddający uczucia. Cudny, cudny!
    I przy okazji dziękuję za ,,Kalamburkę”. Obecnie to moja ulubiona część Jeżycjady a i na historię się przyda; łatwiej się uczyć, kiedy się rozumie.

  126. Jas, ale mi podziałałaś na wyobraźnię. I żeby było mało, to jeszcze Bałtyk..ah!
    We wspomnianym przeze mnie blogu, autorka przeniosła się z miasta na wieś, kupiła zaniedbaną posesję i wyremontowala stary, drewniany dom. Zyskała cudną, zadrzewioną działkę. Jest swobodnie, sielsko a nawet tajemniczo. Pranie powiewa rozwieszone między drzewami, winogrona wsparte na podporach z drewna…wszystko to pięknie ze sobą harmonizuje. Różowe i białe róże pną się opierając się o ściany domu, wyglądają cudnie na tle ciemnego drewna, bieli okiennic i drzwi.

  127. Jaki piękny ogród! Cudowny! Ann, masz doprawdy śliczne widoki!
    A wiersz! Taki czysty, taki szczery, a jednak taki niepowtarzalny!

  128. Spokoju. Tkwiąc w błędzie szukałem cię wprzódy wśród tłumów wrzawy pełnych i obłudy.
    Dziękuję.

  129. Do stworzenia tych cudowności musieli zatrudniać armię pracowników! Skąd oni mają na to środki? Nam pozostaje chyba rzeczywiście prostota.
    Pomyślałam sobie, że może coś ściągnę, ale jakoś nic mi nie pasuje do naszych zbóż,, polnych kwiatów, zarośniętych zbiorników. No nie wiem, chciałam coś wybrukować, ale mamy takie piękne omszałe zielone ścieżki, bardzo miękkie, kamień nie pasuje. Chyba jednak najlepiej się skupić na róży i żywopłotach, by osłonić od wiatru. Tam na naszym polu jakoś nic nie brakuje, tylko róż nie ma…jest tak pięknie, że nie trzeba nic robić, przyroda sama układa kompozycje. Nawet mamy gniazdo saren koło bajorka, przez to trudno jest ogrodzić, może same sobie pójdą.
    Za to wczoraj morze było zielone, pojechaliśmy do Sopotu po ryby.

  130. Chyba opisałaś mój ogród. Blanko. Tylko warzywnika nie mam!
    Ale zioła – i owszem.

  131. Wspaniały wiersz. Taki prawdziwy. Tęsknię za własnym ogrodem. Tęsknotę tę podsyca lektura Roku ogrodnika. Cudna książeczka!
    A ogród na zdjęciu bajkowy, bardzo lubię glicynię.
    Mój wymarzony ogród to ogród wiejski, z wysokimi drzewami, jabloniami, warzywnikiem, duży i bardzo naturalny…kiedyś natknelam się na pewien blog, na którym są zdjęcia takiego właśnie ogrodu. Mam ten obraz pod powiekami.

  132. Ach, taki ogród to marzenie wielu osób. Ann, masz wspaniałe widoki!

    Girlanda wytchnienia – podoba mi się.

  133. A ja jeszcze nie śpię i sobie popatrzę, i poczytam, i potem pójdę spać z tym obrazem pod powiekami, i będę miała piękne sny. Czego i Wam życzę.
    Dobraaaanoc.
    Prostoto! O to to.

Dodaj komentarz