„Przeczucie skowronka”

 d03i0059
 .
Skowronek polny, Alauda arvensis,

ptak polny z rzędu wróblowych;

 dł. 18 cm; upierzenie szarobrunatne; zwiastun wiosny (melodyjny śpiew)
(ryc.: encyklopedia PWN)
 .
Uwaga, uwaga!
Alauda arvensis  już od dziś jest z nami!
To właśnie dzisiaj święta Agnieszka wypuściła go z mieszka!
I to nieodwołalnie!
Hura!!
Dla wszystkich Agnieszek i dla wszystkich stęsknionych wiosny – mały potrójny upominek:
 .
 .
Ignacy Krasicki
 
SKOWRONEK
 .

W czasy gorące
 Na łące,
 Pasły się społem
 Osieł z wołem:
 Tamten chróstem, ten trawą;
 A pomiędzy murawą,
 Tam, gdzie kwiaty i ziołka,
 Pszczołka.
 Chwytając motyliki, zbierając robaczki,
 Bujał skowronek nad krzaczki.
 Na jednej łące wszystko się działo.
Pszczołka brzęcząc w ul niosła zdobycz okazałą.
 Chwast z trawą to użyczał;
 Osieł beczał, wół ryczał.
 Skowronek wzbijając się czule i radośnie,
 Dawał wdzięk wiośnie.

.
*
 .
Leopold Staff
 .
PRZECZUCIE SKOWRONKA
.
Wesoły szał ogarnia drzewa,
w przeczuciu, że skowronek bliski,
I w jego braku wiatr sam śpiewa.
Gałęzie biorą się w uściski.
 .
Chmury w miłosny kłąb się plotą
I błękit spośród nich wyziera,
I ukradkowe słońca złoto
Na chwilę błyśnie i umiera.
.
Ale wiatr robi już porządek
I wstrząsa liśćmi uwiędłemi,
Wskazując, gdzie wśród skib i grządek
Skowronek ma mieć gniazdko w ziemi.
 .
*
 .
Jan Lechoń
 .
SKOWRONEK
 .
Padł granat i rozburzył ten stary kantorek,
Przy którym płakał Gustaw po stracie kochanki,
Spłonął w Września płomieniach kolumnowy dworek,
Ten z czarnym fortepianem dworek z „Warszawianki”.
.

Ciche domy dzieciństwa, gdzie się błogo śniło,
Książki niegdyś czytane z płomieniem na twarzy,
Wszystko, wszystko, co nasze, do kości z cmentarzy,
Wydane na zagładę lub w proch się zmieniło.
.

I tylko tak jak zawsze, kiedy błyśnie dzionek,
Nad rolę we mgłach całą i nad stare drzewa,
Wysoko, aż do nieba wznosi się skowronek
I tę samą co zawsze piosnkę swoją śpiewa.
.

O! ptaszku, który śpiewasz w Żelazowej Woli!
Niech głos twój dzwoni ciągle nad wiosenną ciszą,
Nad każdym, który cierpi, nad wszystkim, co boli –
Szczęśliwi, ach,  szczęśliwi, którzy ciebie słyszą!

 

Coraz bliżej!

okładki

 

Już wydrukowano okładki i wydawcy z radością przysłali mi zdjęcie. Dziękuję!

Cieszmy się razem!

A dzisiaj właśnie maluję projekt okładki do nowej książki, którą pisze Emilia Kiereś, córka i Adminka w jednej osobie. Będzie to dalszy ciąg „Srebrnego dzwoneczka”, więc na życzenie wydawców muszę też zrobić ilustracje.

Dobrze jest mieć dużo pracy!

Lecę do niej.

Uściski!

Wasza

MM

 

Niebawem

1_wrzesnia_s_2_mala

 

Swoją drogą, ładne słowo: niebawem. Jak się tak w nie wsłuchać. (Niebawem. Nie-bawem. Nie-ba-wem!)

Na pewno równie stare, jak język polski.

Pamiętam swoje pierwsze zdumienie słowem – było to w latach  wczesnoszkolnych. Chodziłam po pokoju i powtarzałam na różne sposoby, w różnych intonacjach, słowo: krzesło. Zastanawiające słowo. Jak się tak w nie wsłuchać. Więc wsłuchiwałam się, wciąż je wypowiadając, a mój mały braciszek chodził za mną i uroczyście je powtarzał. To musiał być dziwaczny obrazek, myślę sobie teraz. Nasza Mama patrzyła (też ze ze zdumieniem) na swoje dzieci, które, jeśli się bawiły, to nie klockami i samochodzikami (nuda!), tylko  (wciąż i wciąż!) słowami. A jak dorosły, to też.

Ale to taka ciekawa zabawa! Zabawa, która nigdy się nie kończy i codziennie przynosi nowe niespodzianki oraz oczarowania.

A ile można zbudować z tych niewidzialnych klocków, które tak cudownie i nieoczekiwanie łączą się z sobą, tworząc zawrotne konstrukcje! Co za wspaniałe poczucie wolności daje takie zajęcie! Można stworzyć całe, zupełnie nowe, światy, których nikt nam nie odbierze, których nie można zniszczyć, zburzyć, zbombardować ani spalić – tak są zadziwiająco stabilne i szczelne.

A przy tym wciąż się zmieniają. Inaczej wygląda taki zbudowany słowami  świat, kiedy się go dopiero tworzy, jeszcze inaczej – gdy już jest ukończony, i znowu inaczej – kiedy przybiera kształt gotowej książki. I potem znów przemiany: za każdym razem, gdy się sięga po tę książkę, czyta się ją jak gdyby nowymi oczami i widzi się w niej rzeczy zupełnie nowe.

No, dobrze. Chwilowo jest po zabawie. Czekamy sobie. Gdzieś tam – zdaje się, że w Łodzi – właśnie od tygodnia maszyny pracują, trwa proces druku.

Już niebawem!

 

Trochę światła

contemporary-stained-glass-woodpecker-and-tree

 

Żeby dłużej nie patrzeć na te nieszczęsne pączki, które – jestem pewna! – wszystkim już zupełnie obrzydły, spójrzmy sobie razem na świat przez witrażowe okienka. To z dzięciołem – współczesne dzieło sztuki, z lekka stylizowane na Art Nouveau – znalazłam na stronie Wayne Cain Architectural Glass i natychmiast wpadłam w zachwyt.

Co za cudowny pomysł! Za oknem rosną prawdziwe drzewa i to one właśnie nadają witrażowi kolory – co dzień inne!

Niestety, nie podano, kto jest autorem tej piękności.

A ten znów witraż mam od dawna w swoim skarbczyku i wciąż się nim cieszę; reprezentuje kierunek zwany Art Deco, a zobaczyć go można w muzeum witrażu Melbourne House. Autorem tego cuda jest Colin Rose, kanadyjski artysta z przeszłości. Nic więcej o nim znaleźć nie mogę, ale i bez żadnych o nim informacji po prostu lubię człowieka. Proszę spojrzeć, z jaką wirtuozerią i z jaką pieczołowitością zabawiono się tu nie tylko barwami szkła, ale i jego fakturami, przezroczystością lub matowością i rodzajami tak zwanego „mrożenia”!

 

Art_Deco_Stained_Glass_in_a_Melbourne_House

 

Właśnie zdałam sobie sprawę, że podziwiam w ludziach pieczołowitość. Staranie. Dbałość. Upór. Powagę, z jaką przystępują do pracy i wytrwałość, z jaką doprowadzają swoje dzieło do doskonałości.

Czy mam wrażenie, że dziś te cechy zanikają?

E, może nie.

Raczej chyba zepchnięte są poza nasze codzienne pole widzenia przez niedbalstwo, brak powagi, powierzchowność i tandetę.

Szkoda.

PS

A tu jeszcze – specjalnie dla KC Elżbiety – witraż „Drzewo życia” – niestety, nie mogę się doszukać, czyje to dzieło, więc tylko powiem, że znalazłam je przez Google. I nic więcej o nim nie wiem!

 

7130b174a1b5791aee5330808e3a79f5

 

Tłusty Czwartek

paczek1

 

Gdy się karnawał z wolna w stronę postu schyla,

Nastaje oto Tłusty Czwartek Lunofila.

Patrząc w półksiężyc wzrokiem sennego zajączka

Lunofil cichcem zżera kosmicznego pączka!

 

Tak nieopatrznie, płocho, nie bacząc na skutki

Niejeden z Lunofilów staje się grubiutki.

Trudno mu  potem będzie  tę obfitość zgubić,

Lecz cóż ma począć, gdy mu każą  pączki lubić?!

 

Mój Lunofilu, podnieś się, proszę, na duchu,

Jest bowiem propozycja zbawiennego ruchu:

Presję tradycji odrzuć,  oddal  pokus szereg

I zamiast jeść tak tłusto, ruszaj na spacerek!

 

 

 

Już idzie!

przebisn

 

DC Rysiek, który lubi kwiaty i nawet potrafi usmażyć przepyszną konfiturę z płatków róż (próbowałam! boska!), wyłapał pierwsze sygnały wiosny! Ich ściganie, według Karela Čapka, to w lutym pierwsza praca sezonowa ogrodnika.

 

Ogrodnik nie da się nabrać na pierwszego chrabąszcza czy motyla,który zazwyczaj w gazecie zagaja wiosnę; przede wszystkim na żadnych chrabąszczach mu w ogóle nie zależy, a po drugie taki pierwszy motyl jest zazwyczaj ostatnim z ubiegłego roku, który zapomniał umrzeć. Pierwsze sygnały wiosny, za którymi ogrodnik się ugania, są najbardziej zwodnicze. Są to:

1. Krokusy, które mu wyrastają w trawie jak takie nalane ciężkie groty; pewnego dnia taki grotek pęka (przy tym jeszcze nikogo nigdy nie było) i przynosi mu pęk ślicznie zielonych liści; i to jest pierwszy znak wiosny, dalej:

2. Cenniki ogrodnicze, które przynosi listonosz. Chociaż ogrodnik zna je na pamięć (tak jak Iliadę zaczyna się od słów Menin aeide, thea, te katalogi zaczynają się od słów Acaena, Acantholimon, Acanthus, Achillea, Aconitum, Adenophora, Adonis i tak dalej, co każdy ogrodnik potrafi wyliczać, jakby sypał z rękawa), mimo to czyta je pieczołowicie od Acaeny po Wahlenbergię albo Yuccę, ciężko zmagając się z sobą, co by tu jeszcze zamówić.

3. Przebiśniegi są dalszym posłańcem wiosny, najpierw  to są takie bladozielone szpice wyglądające spod ziemi, te następne rozszczepiają się na dwa tłuste maciczne liścienie, no to już mamy tyle. Następnie zaczyna to kwitnąć gdzieś już na początku lutego i powiadam wam, że żadna palma zwycięstwa ani drzewo wiadomości, ani wawrzyn sławy nie jest piękniejszy od tego białego i kruchego kieliszeczka na bladej łodyżce, chwiejącej się w słotnym wietrze.

(Karel Čapek, Rok Ogrodnika, tł. Halina Janaszek-Ivaničková)

 

Ale my tu nie mamy słotnego wiatru, my tu mamy piękną, słoneczną pogodę i jedenaście stopni ciepła w lutym! I właśnie była pełnia niebieskiego księżyca, a w marcu – jak nas zawiadamia KC Evik – ma być kolejna taka, a to na pewno sprzyja przybyciu wiosny, i wszystkie ptaki już ją czują, ignorując ziarenka, które im sypię do karmnika.

Sowy też czują, na pewno.

 

cuming

 

Ten śliczny portret Sowy Lunofilki jest dziełem znakomitego brytyjskiego pejzażysty, Freda Cuminga (ur. 1930), którego wszystkie dzieła, odkryte dzięki internetowi, zachwyciły mnie ostatnio całkowicie.

Oto jego krajobraz  z wulkanem Etna i księżycem:

 

Fred-Cuming-RA-Courtesy-of-Royal-Academy-of-Arts

 

A tu – May Evening. Crescent Moon:

 

fred C crescent moon

 

Jest jeszcze kilka innych księżycowych pejzaży Cuminga, ale są też i wspaniałe obrazy ze słońcem o wschodzie i zachodzie, więc tylko Was zachęcam do ich oglądania i czym prędzej idę do ogrodu, żeby zobaczyć, co słychać u moich krokusów i przebiśniegów!

Uściski od

Waszej

MM

 

Karnawał Lunofilów

800px-Henri_Rousseau_-_A_Carnival_Evening

             Wieczór karnawałowy  (1886) – malował Henri Rousseau „Celnik” (1844-1910)

 

 

Kazimierz Wierzyński

SERENADA

 

Ostatni oddech zmierzchu jeszcze okna muska

I coraz wątlej, niklej w szybach się uśmiecha,

Niedługo z puchu nocy księżyc się wyłuska

Podobny do wielkiego, srebrnego orzecha.

 

Coraz bardziej szarzeją błękitne aleje,

Coraz mniej jest przestrzeni, coraz jest cieniściej,

Wiatr wilgocią z ogrodu wydobytą wieje

I wzdychając przeciąga się senny wśród liści.

 

Idzie noc, siostra moja, siostra zamyślenia

Która serce ogromnym spokojem nasyca,

Jestem pełny, jak ona, Twojego imienia,

Słucham ciszy wieczornej i czekam księżyca.

 

 

( z tomu Pamiętnik miłości, 1925)

 

 

Porządek!

po

 

Rzecz to zgoła niezwyczajna, KC MagdoZ, w miejscu, o którego zdjęcie prosiłaś. Wszystko dlatego, że skończyłam książkę i pięknie po tych miesiącach pracy posprzątałam. Duuużo papierów i kurzu znikło.

Tak to wyglądało przed dwudziestoma pięcioma minutami, a jak długo porządek się utrzyma, trudno przewidzieć, skoro już mi chodzi po głowie kolejna powieść. Sama się sobie dziwię, przecież chciałam odpoczywać i leniuchować.

Bardzo dziękuję wszystkim Kochanym Czytelniczkom i Drogim Czytelnikom za ten nieustający doping, za rozmowy, pomysły i za oczekiwania. Naprawdę chce się dla Was pracować! Nie wiem, kto jeszcze ma takie wspaniałe grono odbiorców, jestem zachwycona!

Na ekranie monitora, powyżej,  widać Księgę Gości (czyli Wasze komentarze) od, że tak powiem, podszewki, z drugiej strony.

A białe róże dostałam na Dzień Babci!

Wszystkim Babciom i Dziadkom składam raz jeszcze uroczyste życzenia i dzielę się swoim bukietem!

Z uściskami!

MM

Na finiszu

s_55_polstronicowa_mala

 

Jeszcze tylko kilka ilustracji – i już! – „Ciotka Zgryzotka” pójdzie do składu!

Wydawnictwo przyspieszyło termin premiery, wyznaczając go na 14 marca – tego dnia książka znajdzie się w księgarniach.

Spotkanie z autorką – bez zmian, 21 kwietnia 2018, od godziny 13, Empik w Poznaniu, Plac Wolności, róg ul. Ratajczaka.

Zapraszam serdecznie!

Na finiszu bardzo Wam wszystkim dziękuję za doping, to pędzącej zawodniczce dodaje mocnych skrzydeł.

Na prośbę KC Anette o pokazanie jakiejś ilustracji odpowiem zaledwie tym drobnym ruchem – bo wszystkie inne mogłyby przedwcześnie ujawnić to i owo:

s_124_polstronicowa_gora_mala

 

Do zobaczenia!

Wasza –

MM

Ostatecznie!

Właśnie ustaliłam z panią Iwoną Pakułą, moim wydawcą, jak to będzie z „Ciotką Zgryzotką”.

Przede wszystkim: data premiery.

Ustalona już jest na 14 marca  2018!!! Tego dnia książka pojawi się w sprzedaży.

Po drugie: ponieważ nie mogłam się zdecydować, który z męskich bohaterów ma się znaleźć na drugiej stronie okładki, zdecydowałyśmy, że obu im się należy. Dlatego połowa nakładu będzie miała okładkę taką:

Szosta klepka_okladka.indd

 

A druga połowa – taką:

 

Szosta klepka_okladka.indd

 

Sprawiedliwie.

(Będziecie mogły, Kochane Czytelniczki, dokonać wyboru…)

Po trzecie, tak zwane spotkanie promocyjne z autorką odbędzie się w Poznaniu, w Empiku przy Placu Wolności (róg Ratajczaka), 21 kwietnia (sobota). Będę tam już od 13, a jak długo, to się okaże (ile wytrzymam!).

No, to – do zobaczenia!

Tekst już poszedł do redakcji, a ja zaczynam rysowanie obrazków.

Uściski od –

Waszej

MM