Niebawem

1_wrzesnia_www

 

Swoją drogą, ładne słowo: niebawem. Jak się tak w nie wsłuchać. (Niebawem. Nie-bawem. Nie-ba-wem!)

Na pewno równie stare, jak język polski.

Pamiętam swoje pierwsze zdumienie słowem – było to w latach  wczesnoszkolnych. Chodziłam po pokoju i powtarzałam na różne sposoby, w różnych intonacjach, słowo: krzesło. Zastanawiające słowo. Jak się tak w nie wsłuchać. Więc wsłuchiwałam się, wciąż je wypowiadając, a mój mały braciszek chodził za mną i uroczyście je powtarzał. To musiał być dziwaczny obrazek, myślę sobie teraz. Nasza Mama patrzyła (też ze ze zdumieniem) na swoje dzieci, które, jeśli się bawiły, to nie klockami i samochodzikami (nuda!), tylko  (wciąż i wciąż!) słowami. A jak dorosły, to też.

Ale to taka ciekawa zabawa! Zabawa, która nigdy się nie kończy i codziennie przynosi nowe niespodzianki oraz oczarowania.

A ile można zbudować z tych niewidzialnych klocków, które tak cudownie i nieoczekiwanie łączą się z sobą, tworząc zawrotne konstrukcje! Co za wspaniałe poczucie wolności daje takie zajęcie! Można stworzyć całe, zupełnie nowe, światy, których nikt nam nie odbierze, których nie można zniszczyć, zburzyć, zbombardować ani spalić – tak są zadziwiająco stabilne i szczelne.

A przy tym wciąż się zmieniają. Inaczej wygląda taki zbudowany słowami  świat, kiedy się go dopiero tworzy, jeszcze inaczej – gdy już jest ukończony, i znowu inaczej – kiedy przybiera kształt gotowej książki. I potem znów przemiany: za każdym razem, gdy się sięga po tę książkę, czyta się ją jak gdyby nowymi oczami i widzi się w niej rzeczy zupełnie nowe.

No, dobrze. Chwilowo jest po zabawie. Czekamy sobie. Gdzieś tam – zdaje się, że w Łodzi – właśnie od tygodnia maszyny pracują, trwa proces druku.

Już niebawem!

 

155 przemyśleń nt. „Niebawem

  1. Khaernan, to ja bardzo dziękuję!
    Jak to wspaniale, mieć takie czytelniczki!
    Miło mi, że zaglądasz tutaj i cieszę się, że się odezwałaś! A jak już „wyszłaś spod regału”, to nie właź tam z powrotem! Zostań sobie z nami.

  2. No i teraz nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać choć kilku zdań! A poruszył mnie temat imion nadawanych dzieciom… otóż moje dwa (bardzo swoją drogą udane) egzemplarze to Janka (a właściwie Janina Helena)-8 lat i Józio (a właściwie Józef Ryszard)-14 miesięcy. Umyśliliśmy sobie z mężem, że nasze dzieci imiona będę miały po swoich pradziadkach. Ostateczny wybór, oprócz szczególnego przywiązania do akurat tych konkretnych dziadków i babć, podyktowany był oczywiście skojarzeniami z Józinkiem i Kreską :)
    A przy okazji, jak już wreszcie zdecydowałam się napisać (a zaglądam tu od dawna- uwielbiam wpisy z malarstwem i poezją) napiszę tak: Pani Małgosiu! Czytam Pani książki od dwudziestu kilku lat… z niecierpliwością wyglądam każdej następnej. Z przyjemnością do nich wracam i częstą czytam też pozycje „podsuwane” mi Pani ręką przez postacie z Pani książek. Wywarła Pani na mnie bardzo duży wpływ, i bardzo jestem Pani za to wdzięczna- za te piękne chwile wzruszeń i namysłu. Pozdrawiam serdecznie!

  3. ho ho ho piękny i intrygujący obrazeczek… kto tam leży w tych szuwarach nad rzeczką…??? czekam z niecierpliwością…

  4. Tej akurat kobiety estymą nie darzę. Prusaczka (ze Szczecina) jako władczyni Rosji – taka kombinacja nigdy nam na zdrowie nie wychodziła.

  5. A może i Twoja żona czytała „Noce i dnie”? Bo ja mam na imię Agnieszka właśnie z zamiłowania mojej Mamy do tej książki. Jej ulubiona postać to Agnieszka Niechcic, stąd właśnie moje imię.

  6. A to miło, Krzysztofie.
    Przez chwilę się obawiałam, że może chodziło o Katarzynę Wielką, rodaczkę Nataszy.

    Agato, a więc do zobaczenia!

  7. Casciolina ma imię po młodzieńczym pseudonimie Mamy (Kaśka – taka od sprzątania).

  8. Powiadomię, gdy dowiemy się czegoś nowego.
    Tymczasem życzę Pani i Komentującym spokojnego wieczoru i miłego weekendu!
    Pozdrawiam serdecznie :)

  9. Krzysztofie!:)
    A co do Cascioliny – co wtedy było w czytaniu?

    Agato, to ja trzymam wiernie kciuczki, bardzo się cieszę i życzę wszelkiej pomyślności!

  10. Wpływ lektur na imiona dzieci – Agnieszka o włos zostałaby Nataszą („Wojna i pokój”), gdyby nie rozsądek Żony (pewnie czytała wtedy co innego).

  11. Dziękuję! A czy Józinek – jeżeli będzie to chłopiec, to imię Józef dostanie na pewno, ale raczej jako drugie. Tym razem przede wszystkim na cześć mojego Dziadka. Choć do młodego Pałysa też mam słabość!

  12. No, a to ci dopiero!!!
    Aż ja tu mam dreszcz emocji z wrażenia!
    Co za wspaniała wiadomość! I jak to miło, że mnie o tym powiadamiasz!
    Czyżby miał się teraz urodzić Józinek??!
    Uściski i gratulacje!

  13. Z tych emocji zapomniałam podziękować za miłe słowa i życzenia. Gapa ze mnie.
    Dziękuję!

  14. Pani Małgorzato, każda kolejna część Jeżycjady daje nam mnóstwo radości. Najpierw czytamy całość, szybciutko, żeby dowiedzieć się, co nowego wydarzyło się u naszych przyjaciół. Potem wracamy do początku, ale nie książki, a serii – czytamy wszystkie książki po kolei i gdy znów jesteśmy przy najnowszej, tym razem rozkoszujemy się nią, chłoniemy każde słowo, czasem zatrzymując się przy którymś szczególnie smakowitym fragmencie. A potem, gdy już możemy porozmawiać, nagle okazuje się, że… brak nam słów. Wymieniamy tylko z Mamą spojrzenia i po prostu wiemy – to była wspaniała uczta dla ducha. :)
    A teraz bomba! Godzinę temu dowiedzieliśmy się, że Łusia będzie miała rodzeństwo! :)

  15. Agato, dzień dobry, cieszę się z Twojej córeczki! I zazdroszczę! To takie cudowne – mieć malutkie dziecko!
    A moje już urooosły, ho-ho! – i urosły nawet wnuki. Niby o to w końcu chodzi, ale tamtych czasów jednak żal.
    Życzę Ci, żeby Łusia także wyrosła na wspaniałą osobę! A po drodze dała się sobą nacieszyć.
    Dziękuję za miłe słowa, jak to dobrze usłyszeć, że na nową książkę aż tak ktoś czeka!

  16. Jak miło sobie zrobić przerwę w pracy i wpaść tu na chwilkę! Trochę tylko trudno mi zebrać myśli i mój tekścik, który zajął tu już prawie całe okienko jest jednak zbyt zagmatwany, by się nim dzielić, więc napiszę tylko pokrótce, że bardzo ciekawie się czyta różne poniższe spostrzeżenia, naprawdę cudowni ludzie tutaj zaglądają :)

  17. Pani Małgorzato, nie umiem się już doczekać nowej książki! Kupię dwie – jedna z nich pojedzie do Irlandii, do mojej Mamy, która będzie skakać z radości, że znów może zanurzyć się naszym ukochanym (od lat!) świecie – i na pewno nie będzie spała przez całą noc, bo jeszcze jedno zdanie, jeden akapit, strona, rozdział!
    Kiedyś częściej odwiedzałam tę stronę, ale jako anonimowy podglądacz. Teraz wracam, komentuję (choć zupełnie bez związku z toczącą się tu rozmową, ot, taki ze mnie filip z konopi) i chwalę się: mam kilkumiesięczną córeczkę Łusię! Gdy będzie nieco starsza, pozna dzieje rodziny Borejków i ich bliskich, bo to na cześć Łucji Pałys dostała to imię :)
    Pozdrawiam serdecznie!

  18. Aaa, nie, dawno nie grałam. Ręka mnie boli, więc ograniczam zbędne operacje myszką.

    Tak, cytaty zawsze wyróżniam uczciwym cudzysłowem. A z myślą o najmłodszym pokoleniu czytelniczym (Jeżycjadę czytają i dziewięciolatki, jak słyszę), daję także przypisy objaśniające, choćby się mogły nawet zdawać zbędne.

  19. No, tak mi się zdawało, że tak będzie, ale skojarzenie mi się narzuciło. Zresztą, cytaty chyba najczęściej są opatrzone cudzysłowem (zaraz w tym samym mailu „trochę senna, trochę śpiąca…” ).
    Także dziękuję – za odpowiedź. :)
    A, z ciekawości: czy grywa Pani jeszcze w Anagram Magic?

  20. Madziu (wiad.pryw.) co do pytania: nie, to Twoja nadinterpretacja. Ten wiersz po prostu wykorzystuje jakże popularny zwrot, nadając mu ponad-znaczenie. A u mnie to jest tylko zwyczajny, codzienny, popularny zwrot. Bez ponad-znaczenia.:)
    Bardzo dziękuję za uwagę przy czytaniu i za miłe słowa.

  21. W ramach przyjemnych i coraz bardziej niecierpliwych oczekiwań (mimo że czas szybko leci) postanowiłam przejść do fazy przygotowań i odświeżyć sobie Wnuczkę a następnie Feblika. Ach, jak miło się tak przygotowywać! Od razu człowiekowi się przypomina, dlaczego życie jednak jest piękne.
    A ile się przy tym pouśmiecham i pośmieję! Może Jędruś Rojek by to zliczył. (Jestem akurat na stronie 122). :)

  22. Może córeczka Moni nie zrozumie treści, ale na pewno zrozumie to, co jest najważniejsze – że jej Mama ją bardzo mocno kocha.

  23. Trafna uwaga, mamo Isi!
    Tak musiało być.
    Ale, jak to z przysłowiami: wystarczy, że komuś jeden dziadek zleciał – i już ukuto powiedzonko.

  24. Headlong – z pieca na łeb. A swoją drogą ciekawe, skąd u nas ten piec? Czyżby sypiający na zapiecku tak często z niego spadali?

  25. Ale tytuł odnosi się m.in. do upadku Ikara (na słynnym obrazie Breugla). W powieści spada on „headlong” czyli „na łeb na szyję” raczej.

  26. Aaa! Coś podobnego, Babciu Gąsko!
    Dzięki za tę wiadomość.
    Oczywiście pozostaję przy oryginale, ale dziękuję w imieniu chętnego Ludu.

  27. Wszystkich, którzy chcieliby poczytać to co DUA, a czują, że ich angielski jeszcze wymaga ostatecznych szlifów, uprzejmie informuję, że polski tytuł „Headlong” to „Na oślep”. Wydał Rebis. Do ustrzelenia w bibliotece lub na znanym portalu na ‚a’ za skromną kwotę złotych sześciu.
    I pozdrawiam z uściskami- b.g.

  28. U mnie w domu nikt nie czytał książek. Jako dziesięciolatka polubiłam język polski, czytałam z przyjemnością lektury szkolne, zaczęłam zaglądać coraz częściej do biblioteki szkolnej. Tak mnie to wciągnęło, że czytałam (i czytam) non stop. Po kilku latach doszło do tego, że to ja zaszczepiłam w mamie miłość do książek, jak dziwnie by to nie brzmiało :) Teraz czytamy obie.

  29. Ago, już tylko 20? Ja będę miała „Ciotkę” jeszcze prędzej – dostanę pierwsze egzemplarze prosto z drukarni.

  30. Ha, Moniu!
    Moje słowa.
    Niech się rodzice nie dziwią, że ich dzieci nie lubią czytać, skoro oni sami stronią od książek.
    Niedawno miły pracownik banku pokazał mi, gdy czekaliśmy na załatwienie sprawy, swoje domowe zdjęcie. Jego żona w fotelu, czyta grubą książkę, a w drugim fotelu mała córeczka, która UDAJE że czyta książkę, podobnej grubości zresztą.
    Przykład idzie z góry!

  31. Pani Małgosiu, podejrzewam, że nie zrozumie, ale miłość do książek należy w dziecku zaszczepić od samego początku :) także w domu, gdzie wiecznie brakuje półek na książki mała Agatka nie będzie miała wyjścia :) pozdrawiam serdecznie

  32. Hej, hej!!!
    Już TYLKO 20 dni!
    „W tobie, umyśle mój, mierzę czas”.
    „To wrażenie mierzę, kiedy mierzę czas”.
    Będzie już „z górki”!
    Słońce dłużej i mocniej świeci, idzie ku lepszemu.
    I w ogóle jest fajnie!
    Pozdrawiam wszystkich wielbicieli słowa pisanego.
    Wciąż rozkoszuję się wpisem UA i Waszymi komentarzami.

  33. Ach, mam szczęście! Premiera „Ciotki…” Wypada nieopodal moich urodzin. Piękny prezent sobie sprawię:) trwam w oczekiwaniu!

  34. Kolejne wiadomości prywatne:

    Mamo Isi!- odetchnęłam. A więc to było to!
    Cieszę się, że już lepiej.

    Gio, mam już taką, dziękuję, skarbie. Służy bardzo dobrze! Spróbuj też.

  35. Ann (wiad.pryw.), jak tylko skończę, zaraz Ci pożyczę.
    Ręka? No, nie. Jeszcze nie dobrze. Ale co tam!

  36. Tyle roboty, a będę musiała przeczytać „Headlong”, nie ma na to rady :-) Bo opis przepyszny.
    Dobrego dnia!

  37. Ale to nie tylko umilanie, Ateno.
    Wskutek porwania tą lekturą rzuciłam się na nowo odkrywać Breugla! W rzeczy samej! – autorzy mojego francuskiego albumu o tym malarzu informują, że istnieje teoria wśród historyków sztuki, dotycząca powstania innych jeszcze obrazów z serii „Pory roku”. Brakuje w serii pejzażu z wiosną!
    A ten właśnie pejzaż, Ludu kochany, odkrył bohater „Headlong” w posiadłości wiejskiego sąsiada. Obraz służył jako dodatkowe ubezpieczenie przed ekranem, osłaniającym kominek. Sroki zagnieździły się w kominie i do pokoju sypało się mnóstwo sadzy. A obraz miał format w sam raz odpowiedni!
    Pyszne, błyskotliwe dywagacje na temat „rozpoznawania” nieznanego nam dzieła ulubionego malarza po atmosferze, po duszy, po czymś niewyrażalnym – tak jak rozpoznaje się niewidzianego od lat przyjaciela, nawet jeśli ma ciemne okulary, rudą perukę i doklejony wąsik. Nic nam to nie przeszkadza i w pierwszym porywie rzucamy się mu na szyję.
    Co za smakowita książka!
    I jak to miło, że jestem dopiero w połowie.

  38. Ile znaczeń i poruszeń serc mieści się w prostych słowach, zlepkach liter.
    Słowo niebawem niesie ze sobą nadzieję, nieokreśloną ale bliską spełnieniu.
    Cieszy mnie to niebawem…

  39. Dzien dobry!
    znalazlam dzisiaj taki wierszyk- bardzo mi sie spodobal, wiec chcialam sie „podzielic”.

    Haiku
    Le seul problème
    avec le haïku c’est
    qu’à peine commencé
    il est

    Haiku
    Jedyny problem
    z haiku to
    ze zaledwie sie zaczyna
    juz jest

  40. Ach, Ateno, wyobraź sobie, że wczoraj dopiero się zabrałam za książkę, którą mi kiedyś przysłałaś. Czekała, aż skończę z Collinsem.
    Ależ mi się podoba! Pyszna lektura!
    Mówię o „Headlong” Michaela Frayna. Znakomity pomysł i świetne wykonanie. Dziękuję za te miłe chwile!

  41. Moniu, będzie słyszała. Ale czy zrozumie, oto jest pytanie!
    Bardzo się cieszę i serdecznie Wam gratuluję!
    Miłego czytania!

  42. Pani Małgorzato!!! Odliczam dni do premiery! Tym razem będę czytała na głos, żeby córeczka, na którą czekamy z Mężem mogła poznać Jeżycjadę. A czas jest idealny, bo w połowie marca będzie już z brzucha mamy słyszała i rozpoznawa nasze głosy. Także czas premiery nie mógł być lepszy! Zobaczymy, czy kopnięciami da znać czy się jej podoba :) pozdrawiam z całego serca!

  43. A jakze inaczej brzmialaby piosenka.
    “Ach motyle motyle
    zaczekajcie choc chwile”
    Szmarerloki, szmaterloki
    Nie dawajcie jeszcze nogi

  44. A to całkiem inaczej niż Bolesław Prus, który w jednym z felietonów wyliczył kiedyś w jakich proporcjach mają pojawiać się w tekście konkretne części mowy. Wg Prusa – czasowników powinno być najwięcej. I ja lubię czasowniki.

  45. A to ja jeszcze wiersz Wam podrzucę. Zobaczcie, co pan Wierzyński miał do powiedzenia w sprawie słówek.

    Kazimierz Wierzyński

    GRAMATYKA NA PRYWATNY UŻYTEK

    Różne są hobbies,
    Ja zbieram rzeczowniki, i to od końca:
    Żupany, źrebięta.
    Abacja, abiturient – za pospolite.
    Każdy to pamięta.

    Zbieram też przymiotniki
    Ale od środka:
    Np. miłosna, niepewna,
    Obłoczna, prześpiewna,
    Ratownicza i słodka.

    Zbieram śmieszne: kto wie,
    O ile, być może –
    (Ale tego mam dość, od rana,
    Gdy tylko oczy otworzę).

    Lubię również: ę i ą
    Chociaż wolę otwarte: o
    (np. Veuve Cliquot).
    Nie znoszę tylko czasowników
    Ani tak zwanych czasów,
    Tego ruchu, który się porusza:
    Przeszumiałych, skamieniałych,
    Podziemnych, paleontologicznych lasów,
    Samarkandzkich grobowców i wojowników,
    Monet, mieczów, lemieszy
    Wyjętych z wykopaliska,
    Tej śmierci, która wiecznie się śpieszy,
    Choć wiecznie tak jest bliska.

    ( z tomu „Korzec maku”, Londyn 1951)

  46. Zgredzie o tożsamości podczytuję we ” Wnuczce”. Dziadziuś Borejko gawędzi sobie z wnuczkami.
    A mnie ten fragment połączył się ze współczesną plagą bezsenności, która na szczęście mnie już nie dotyczy- no chyba że boli ząb, ale to się nie liczy.

    Teraz ” Feblik”, pomaleńku, żeby starczyło do Wiadomego Dnia. Niebawem.
    Piękny, słoneczny dzień przed Nami.

  47. Myślę, że „rling” jest bardzo ładne i przypomina trzepot skrzydełek motyla. Ciekawe skąd ta końcówka pochodzi.

  48. „Chodzi mi o to, aby język giętki
    Powiedział wszystko, co pomyśl głowa:
    A czasem był jak piorun jasny, prędki,
    A czasem smutny jako pieśń stepowa”
    Juliusz Słowacki
    Ach, umieć tak mówić, tak pisać!
    A co do motyla: jest taka piosenka „Butterfly” Daniela Gerarda. Wykonywał ją w czterech językach: po angielsku, francusku, hiszpańsku i po niemiecku. Tytuły, to odpowiednio: „Butterfly”, „Papillon”, „Mariposa” i po niemiecku… „Butterfly”. Widać jemu Schmetterling też wydawał się za twardy. Osobiście mam skojarzenie z Messerschmittem.
    Zabawa w szukanie językowych pokrewieństw, podobieństw i różnic to świetna rozrywka. Zachwyca mnie gwara; zwłaszcza góralska, na własną rękę pogłębiam teraz jej znajomość.
    A na podobieństwa w języku czeskim można się nabrać. I te mylące różnice stanowią również ciekawy materiał do studiów.

  49. O! No i tutaj chciałabym zademonstrować, na czym polega rozrywka. Lewa część tego japońskiego znaku na motyla oznacza robaka. Prawa część oznacza liść, ale nad nią jeszcze zapisuje się w słowie „liść” jeszcze górny element oznaczający trawę. W dodatku w chińskim słowniku „motyl” ma jeszcze takie złożenie: 蛱蝶. Zapożyczenie widać jak na dłoni.

  50. Podoba mi się ta wizja, Wannabe!

    Zgredziku, dzięki za wiad.pryw. Niech żyje Babcia Basia!

  51. To by było dopiero szalone, gdybym kiedyś była profesorem wnuka DUA! Od razu mi raźniej, jak wyobrażam sobie taką odpowiedzialność. Muszę na powrót uwzględnić nauczanie innych w moich codziennych marzeniach.

  52. Wolę szmatę, Zgredzie, ma w sobie coś miękkiego.
    A Schmetterling twardzioszek zgrzytliwy.
    Dobranoc!

  53. Wannabe, znam dorosłego już pana, który jako student zaczął się uczyć czytania hieroglifów (a był na innym zgoła kierunku).
    A teraz, o radości, jeden z moich wnuków z zapałem uczy się języka japońskiego (bo tak bardzo lubi Manghę). Kiedy o tym napisałam do pani Kazuko Tamury, (tłumaczki Jeżycjady) bardzo się ucieszyła, a nawet wzruszyła.
    Tak, racja, chiński był łaciną Azji, a wspaniała japońska kultura wyrosła z tej wspaniałej chińskiej.

  54. Myślę sobie, że gdybyśmy w polskim nie mieli szmaty, to i schmetterling nie byłby taki okropny.

    Pożegnam się słowami z rejonu Dolomitów.
    Auf rivederci.

  55. To mi przypomina film „Barwy ochronne”.
    Była tam mowa o tym, że po japońsku yama, to góra.
    No a po polsku – coś całkiem przeciwnego.

    Ale tak sobie myślę, że każda szanująca się wielka japońska góra, ma na czubku jamę – krater wulkaniczny.

    Ale kiedy powtarzam kilka razy „water”, to jednak brzmi trochę podobnie, jak „woda”.
    Tu musiał być wspólny przodek. Natomiast nazwa angielska świerku (spruce) pochodzi z czasów, kiedy Anglicy sprowadzali drewno na żaglowce z Polski i cenionym towarem musiały być świerki „z Prus”.

  56. Bardzo lubię takie wycieczki w dawne języki. Z informacji, które przekazuje się dzieciom, zawsze najbardziej interesował mnie Egipt i hieroglify. Teraz też lecą do mnie książki trudne do zrozumienia, bo nieuwspółcześnione. Ale jakie to miłe, kiedy tekst jest treściwy, a nie przegadany, i jeszcze znienacka widać maciupeńkie powiązania z Chinami w wykorzystaniu znaków w konstrukcjach gramatycznych! W końcu chiński był łaciną Azji.

  57. Casciolino, ten cytat był w domu mojego dzieciństwa w powszechnym użyciu!
    A to dlatego, że lubił go kiedyś brat Mamy, ksiądz Marian Konopiński.

    Być może też był to mój pierwszy cytat łaciński.

    Grumpiku, no, jak mi miło!

  58. Ale bywa też inaczej.

    Dwóch niemieckich szpiegów wchodzi do baru w Anglii.
    – Martini, please.
    – Dry?
    – Nein, zwei.

  59. Ach ,jak to dobrze ,ze maszyny juz pracuja. Happy days!-jak to sie tutaj mowi.Taka dobra wiadomosc na koniec dobrego dnia:) I jak zwykle moja mama pojdzie do ksiegarni kupic kolejna Jezycjade i najpierw mi ja podczyta(jak zawsze) a potem wysle z mila dedykacja(taki nasz zwyczaj/obyczaj).A ja ja polkne,haha. Oczywiscie nie doslownie ale za pierwszym razem bede czytac zachlannie,szybko ,niecierpliwie z wypiekami na twarzy ignorujac wszystko i wszystkich. A potem to juz powolutku i ze smakiem delektujac sie detalami,ktore przeoczylam.Juz niebawem :)

  60. Tak! Co za szczęście, że mogłam się uczyć łaciny przez 4 lata liceum! Jednak początkiem tej nauki była Jeżycjada, oczywiście, a pierwszy cytat, którego się nauczyłam (i który zaczęłam stosować) to „De gustibus non disputandum est”.

    I co za szczęście, że mogę szybko sobie sprawdzić, iż zdanie to (według Plutarcha) wypowiedział Juliusz Cezar, kiedy został poczęstowany szparagami z masłem przebywając w Mediolanie. Jego generałom danie to nie przypadło do gustu, bowiem byli przyzwyczajeni do używania oliwy, a masło uważali za składnik „barbarzyński”. Cezar, w tej sytuacji, udobruchał wszystkich przytoczoną wyżej sentencją. Ach, ci Rzymianie.

  61. A u podstaw tych wszystkich smaczków jest tak często łacina lub greka, Casciolino. I to jest dopiero piękne.

  62. „Jakiż mię anioł z łoża kwiatów budzi”?

    Piętaszku,(wiad.pryw.), to i W. jest zuchem!

  63. Słowa budują. Albo niszczą. Dlatego są takie ważne.
    „Życzliwe słowa mogą być krótkie i łatwe do wypowiedzenia, ale ich echa są prawdziwie bezkresne”. /Matka Teresa/

    Bardzo lubię zabawę słowami, to taka plastyczna materia. A już porównywanie tych samych wyrazów w różnych językach jest wręcz fascynujące! Uczę się teraz podstaw języka naszych zachodnich sąsiadów i odkryłam w minionym tygodniu, że palić się to verbrennen, a stąd już bardzo blisko do włoskiej gorączki, czyli febbre. Takich językowych smaczków jest nieskończenie wiele! I piękne jest to bogactwo różnorodności.

  64. A propos fiordów:
    Facet przechwala się koledze pobytem w Norwegii, kolega pyta
    -A fiordy widziałeś?
    – Chłopie! Fiordy to mi o tu – z ręki jadły!

    Dobrej nocy.

  65. Co do początków.

    To jest ujmujące, kiedy młody człowiek jest na tyle obyty, że wie, że jeśli starszy brat cytuje coś i pada słowo „mię”, to najprawdopodobniej chodzi o Słowackiego.
    A to był Szekspir.
    Który odegrał rolę w książce.

  66. Fascynacja Słowem. Dostrzec, że słowo to potęga i czar nie każdemu jest dane. A już zupełnie nieliczni otrzymali dar przetwarzania słowa, kreowania słowem. Chylę czoła przed twórcami.

    Scenka z dzieciństwa piękna, z pewnością nie dziwaczna! I powraca echem w „Dziecku piątku” : krzesło, k-rzesło, układanie słów, wsłuchiwanie się w słowa, Tygrysek i Gabrysia :)

  67. Dla takiego przedstawiciela świata dwuwymiarowego, jak ja, wszystko od razu musi być fiordem. Hi, hi.

  68. Kenoza.

    Kalmburka ma dwa początki. Chronologiczny i literacki.

    Wejście Bobcia trudno przebić.

    Chyba co najmniej dwa początki zawierają opis zimowych zakupów, lub powrotu z nich.

  69. Wiesz, Zgredziku, to te nasze okoliczne jeziora w morenowym krajobrazie. Sporo tu łagodnych pagórków.
    A jezior też sporo. I jeziorek.

  70. To teraz zaczynam się zastanawiać, który początek Jeżycjady jest mój ulubiony.
    Czy „Kalamburki”?
    Czy też np. „Elka była zdrowa i mocna jak orzech. Orzechowe też były jej włosy…” oj, chyba coś pokręciłam, cytując z pamięci. A tymczasem moja Noelka jest w Lublinie, u siostry, jak tu sprawdzić. Ale ta Elka intrygowała mnie od pierwszej strony, nawet w tym, że nie znała jeszcze Gombrowicza. Cóż, też jeszcze wtedy nie znałam, wszak miałam lat 10, a „Noelka” jest pierwszą częścią Jeżycjady, którą przeczytałam.
    No i tak wspominając, oddalam się.
    Dobranoc. :)

  71. A ja na tym obrazku widzę coś, czego tam z pewnością nie ma i być nie może. Fiord.
    Nawet flora nie pasuje.

  72. No, Zuziu, ta ilustracja będzie się dopiero stopniowo objaśniała w miarę czytania.
    Dużo już na niej jest.

  73. Dręczy mnie obawa, że bohaterka, wylegująca się beztrosko na leżaku, zaraz wpadnie do tej rzeczki.

  74. Hehe, Magdo Z. Być to może, że puszczając wodze fantazji zapominam o faktach :) Na pewno będzie bombowo. Mój ulubiony początek Jeżycjady jak dotąd zdecydowanie należy do Żaby :>

  75. Dzień dobry!
    I to język przechowywał nam ojczyznę.
    Wczoraj na przykład czytałam „Syzyfowe prace” i widząc tylko jedno słowo „powyłamywanymi” zaczęłam chichotać, choć chyba nie powinnam ze względu na rozgrywające się właśnie wydarzenia. To dlatego, że tego słowa nigdy nie traktowałam poważnie. Zawsze widzę ten powalony stół. Jedno słowo, a tyle różnych wrażeń. Możemy je upiększać lub obrzydzać. Tak jak z imionami.
    Jestem absolutnie zachwycona Pani wpisem, zwłaszcza podzieleniem się z nami wspomnieniami! Pamiętam jak zamęczałam tatę, aby wytłumaczył mi dlaczego na Niemcy mówimy Niemcy, a nie kefir na przykład (pierwsze co rzuciło mi się w oczy). Ale odpowiedzi niestety nie pamiętam…
    Bardzo intrygująca ta ilustracja. Wspaniałe jest to osadzanie powieści w konkretnym dniu, to czyni ją bardziej żywą. Możemy zastanowić się, co my robiliśmy, czy rozgrywały się te przełomowe dla bohaterów wydarzenia.
    Ślę uśmiechy!

  76. I jeszcze tylko powiem Wannabe, że Autorka już przyznała, że postać na ilustracji to bohaterka z okładki, więc chyba jednak nie Dorotka Rumianek. :)

  77. Mój komentarz do wpisu KrzysztO:
    Problem dekonstrukcji symboli i znaczeń jest mi bardzo bliski. To największe w moim życiu obciążenie. W zeszłym semestrze niemal zakrzyczałam na lekcji próbę udowodnienia, że przymiotnik „kobiecy” dotyczy mężczyzn. Teraz mieszkam na ulicy, która z dnia na dzień zmieniła swoją nazwę. A przecież ta nazwa była dla mnie częścią tożsamości.
    Pod koniec zeszłego roku tylko żłóbek na Boże Narodzenie był ten sam.
    Przeżywałam kiedyś bardzo przedefiniowanie statusu Plutona, była o nim mowa w poprzednim wpisie, lecz nie wiedziałam wtedy, że to poczucie ulotności (浮世, jak w „Malarzu świata ułudy” Ishiguro) już na zawsze ze mną zostanie. No ale człowiek poznaje świat poprzez konstrukcję i dekonstrukcję – tyle dałam radę wyciągnąć z lekcji, żeby przynajmniej trochę się zdystansować.

  78. Mogę zestawić fragmenty?

    „Furkot wróbla. Filc piłki uderza o ścianę
    garażu. Szum z odległych szos. Znów, po raz nie wiem
    który: to świat, czytelne „tak”, niespodziewane

    przybicie stempla słońca na kolejny ranek,
    którego mogło nie być, a jest, cały, jeden.
    Co mam powiedzieć? „Wierzę”? Będzie powiedziane

    tak wiele słów, a żadne nie złożą się w zdanie
    proste oznajmujące o Wiedzącym Niemym,”

    i Norwid:
    „Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony

    10
    Są jak odwieczne Chrystusa wyznanie:

    „Bądź pochwalony!”

    Tęskno mi, Panie. (…)

    Do beztęsknoty i do bezmyślenia,

    Do tych, co mają tak za tak, nie za nie

    Bez światłocienia,
    Tęskno mi, Panie”.

    Czuję po prostu wspólnotę doświadczeń.

  79. I kultura, i ci, którzy ją krzewią, Starosto.
    Jak Autor tamtych słów w ONZ.
    I inni autorzy. I autorki.

  80. Bo to z kolei jest jeden z moich ulubionych wierszy Pani Brata.
    I zawsze, kiedy ten wiersz czytam (a całkiem możliwe, że się go w końcu nauczę na pamięć), przychodzi mi na myśl Norwid (nie wiem, może w sposób nieuprawniony), a konkretnie „Moja piosnka”.

  81. Jeden z moich absolutnie ulubionych cytatów z Norwida.
    A z innej epoki, drogą pewnych skojarzeń:

    „Co nam w powiewie, w wietrze będzie powiedziane

    na ucho, to się może w głębi krtani stanie
    słowem, uwięzłym między podziwem a gniewem,
    które poświadczy, będzie trwać, niespodziewane.
    Co mam powiedzieć – wierzę – będzie powiedziane”.

  82. A niebawem pochodzi moim zdaniem od „nie zabawiając długo”.

    Kiedyś słyszałem, że przezwano kogoś Krzesławem (od krzesła).
    Myślałem, że to tylko taka gra słów.
    Ale u Szajnochy w „Jadwidze i Jagielle” przeczytałem, że rzeczywiście kiedyś było takie imię.
    I nie od krzesła, tylko od krzesiwa.

  83. Komentarz napisałam po bardzo szczegółowej inspekcji ryciny na ogromnym powiększeniu w tablecie. Zaręczam, że istniał pewien procent prawdopodobieństwa nieistnienia bikini.
    Lecz jeśli to nie jest chłopiec, a tamto to nie jest ananas, to być to musi Dorota Rumianek na przerwie w zbieraniu pokrzywy. Kostium po to, żeby w czarnej godzinie wyłowić roztrzepaną Idę:)

  84. I koła turkocą i nakład się toczy….

    Moc słowa! Znamienne jest przemówienie JPII na forum ONZ na temat kultury.
    Wszyscy myśleli, że będzie nudne. Ale jego sens był taki, że są narody, które
    starte z mapy, przetrwały i odrodziły się właśnie dzięki kulturze. Czyli mocy słowa.
    Anglosasi mówią, że pen is mightier than a sword.

  85. Trudno nie być dumną z t a k i e j Córy.
    A ten rysunek świetnie zaostrza apetyt na książkę. Przystaweczka. Albo aperitif. Mniam!
    Zabawa słowami: piękna. Same słowa… a wymowa, nadanie im intonacją, pauzami, znakami przestankowymi określonego sensu… zmiana sensów, znaczeń…
    Dobrą zabawą jest różny sposób czytania wierszy skupieniowych – ile sensu, ile zmian, ile możliwości!

    Ostatnio dostałam mailem wiersz prof. Stanisława Stabry „Nigdy i nigdzie”; nie znałam tego tekstu…
    Nigdy i nigdzie

    Nigdy i nigdzie
    nie odchodzę od Ciebie
    Nigdy i nigdzie
    nie ma mnie bez Ciebie
    Nigdy i nigdzie
    nie zasypiam
    nie biegnę
    nie pragnę
    nie czekam
    nie tęsknię
    nie westchnę…
    Żadna podróż, żaden żal
    nie skończony bez Ciebie
    bez Twojego imienia
    co oddycha we mnie

    .
    Ściskam całą Księgę.

  86. Słowo ma moc kreacji, nie tylko to pisane z wielkiej litery. Nazwanie rzeczy wpływa na widzenie rzeczy. Nieprzypadkowo główną cechą szczęśliwie minionego, a niemiłosiernie nam przez kilkadziesiąt lat panującego reżimu było kłamstwo. Czyli także fałszowanie znaczenia słów i pojęć, metoda przez niektórych powszechnie stosowana i dzisiaj. Dlatego puryzm językowy to nie dziwactwo, to walka o prawdę.

    „Ponad wszystkie wasze uroki —
    Ty! poezjo, i ty, wymowo —
    Jeden wiecznie będzie wysoki:
    * * * * * * * * * * * * * * * *
    Odpowiednie dać rzeczy słowo!”

  87. Wójciku, dzięki za dobre słowo o pięknej książce Emilki.
    I ona pisze na całego! Wciąż nowe ma i piękne pomysły, a ja jestem z niej bardzo dumna!

  88. Mnie się wydaje, że tak położony był wymarzony domek Idy. Przynajmniej ja sobie dokładnie tak to wyobrażałam. Ale przyznam, że miewam kłopoty z wyobraźnią przestrzenną i czasami pewnie widzę coś całkiem sprzecznego z intencją autora, więc mogę nie mieć racji.
    Te wzniesienia i płynąca w dole woda przypomniały mi „Rzekę” E.Kiereś. Jaka to ładna książka, chyba do niej wrócę, bo już na tyle zapomniałam, że mogę. No tak, ale ta tutaj bystra wodnicka, to na pewno nie jest rzeka Kiliana :)

  89. Ale się cieszę, że to już niebawem!
    Jeszcze trzy tygodnie z malutkim haczykiem i już. Hej! Poczytamy sobie „Cioteczkę” ze smakiem :-)
    Ciepło, woda, góry – dobrze jej tam.
    A co to za ananaski rosną na brzegu?

    PS
    Mam swój typ i myślę sobie po cichutku, że to może wnuczka Loni (rocznik 1998 i włosy „bliskie szaremu”). Tak sobie „gdybam” z tej radości po niedawnej lekturze „Kalamburki” ;-D

  90. To jeszcze tylko dopiszę, że to zdjęcie z dzieciństwa z bratem trzeba koniecznie pokazać. Proszę!:)

  91. Uwielbiam słowa! A najbardziej to wszystko co się w nich kryje, to znaczy głównie ich historia, etymologia, ale też kontekst – np. że dane słowo w danej kulturze było tak naprawdę związane z tym a tym i daltego właśnie autor użył tego słowa a nie innego. I bardzo lubię czytać różne teksty w różnych tłumaczeniach i zauważać jak wiele zmienia dobór słów.
    A a propos „niebawem”, mój brat jakoś ostatnio wciąż pyta, czy mam już najnowszą część, na co niezmiennie mu odpowiadam, że niestety jeszcze nie jestem w stanie jej mieć – ale że to już niedługo! („Niebawem” o wiele lepsze od „niedługo”!)

  92. Mamo Isi (wiad.pryw.)- ależ oczywiście. Z całego serca.

    Co do wpisu nieprywatnego: nie, nie jest to dom Pulpecji (ten stoi wszak na równinie).

  93. Ago, uwaga, początek roku szkolnego 2017/18 był w poniedziałek, 4 września.
    Nie całkiem buntowniczka więc.

  94. Jaki miły dziś dzień! Pobudka pod błękitnym niebem całym w barankach, na mszy afrykańskie reminescencje, z dźwiękami tak odmiennymi od naszych, spacer w słońcu, nowy, ciekawy wpis i jeszcze ten rogalik na tle zorzy!
    Ależ bogato obdarowana się czuję!

  95. Skoro „Ciotka” zaczyna się tam, gdzie się kończy „Feblik”, zapewne jest to widoczek sprzed domu Pulpecji. Jak to miło, że się kochany Starosta dzieli z nami tą radością, która niebawem nastąpi:) Już tylko 25 dni!

  96. Droga Autorko,
    taki obrazek, namalowany stylem, który dobrze znam, kojarzy mi się ze spokojem, harmonią i dobrem (przepadam za Pani ilustracjami). Jest swojski, znajomy…wiem, że czeka mnie wiele wzruszeń, pewnie i niejedno zaskoczenie. Jak trudno jest doczekać do 14! Wszelako, dobrze że nie jest to 14 kwiecień! I wszystkie tajemnice staną się jasne, nie będzie już zagadek. Poznamy też tożsamość opalającego się dziewczęcia (ha, jeżeli to uczennica, to buntowniczka!). No, doprawdy, nie mogę się już doczekać. „Żeby zrobić jakieś czary/ponakręcać te zegary..”.

  97. Wrzesień 2017! No, teraz to już naprawdę trudno mi będzie dotrwać do 14 marca. Może jakieś fluidy będą?
    Gdyby nie wirusisko, które mnie złożyło, to serdecznie bym Panią uściskała!

  98. Dzień dobry :) Chyba jeszcze żaden Pani wpis, Ulubiona Autorko, tak mnie nie ucieszył, rozczulił i uwznioślił, jak ten właśnie. Kiedy się tak siedzi przy ciepłym piecyku i powoli dochodzi do siebie po drugiej anginie oraz kręgosłupowych niedomaganiach, taki tekst plus UPRAGNIONA ilustracja są najlepszym lekarstwem na świecie. Właściwie wszystko już pięknie opisała nasza Madzia :). Czuję dokładnie to samo.

  99. Ja „na pierwszy rzut oka” nawet nie zauważyłam tej osóbki na ilustracji. Ech, spostrzegawczość. Napięcie rośnie!
    (Też tak miałam i mam, że po wielokrotnym powtarzaniu danego słowa nagle wydawało się ono jakieś dziwne).

    I przecież „Na początku było Słowo…”

  100. Oczywiście, że pamiętam zagadki – i polecanego na nich Noblistę i przecież nie tylko.
    Ten wielki spis na początku Kącika Zagadek zawierał ponad 700 tytułów, a przecież bawiliśmy się jeszcze przez wiele miesięcy i wciąż dochodziły nowe książki.
    Czego żałuję, to tego, że potem już nie drukowałam spisów babci gąski, tylko zapisywałam numery wpisów, w których je publikowała. Teraz te numery są bezużyteczne, gdy nie ma dostępu do Kącika. A czasem bym się jeszcze zainspirowała. Sporo, owszem, czytałam na bieżąco, ale wszystkiego nie dałam rady.

  101. Ależ tak-Słowo ma moc!
    Nini nie trzeba uprawnień, aczkolwiek myślę że musi być odpowiednio szybki transfer danych.
    No nie wiem, ja tu wodę widzę-rzeka, czy jezioro? A niebo się w nim przegląda. Ha! Okaże się. Niebawem.

  102. Dzień dobry, DUA!

    Jeszcze trochę i będę wiedziała, kto to się wyleguje w tych pięknych okolicznościach przyrody.
    W ostatni dzień wakacji! A może studentka?

  103. Ja go też lubię i podziwiam, Madziu!
    Dawno temu był już u nas na zagadkach, pamiętasz?
    Dziękuję za te sympatyczne słowa, wszystkim. Może kiedyś pokażę Wam zdjęcie z tamtych dawnych czasów, które – jakie to dziwne!- tak żywo wciąż pamiętam.
    „Miłe życia drobiazgi”- tak zatytułował swoją książkę prof. Stanisław Pigoń.

    A to, że Madzia „też się tak bawiła” zaciekawiło mnie. Do dziś jej przecież zostało, także!
    Może od początku mamy zakodowane w sobie nasze przeznaczenie.

  104. A z dobrych wspomnień z własnego dzieciństwa – pamiętam swoją fascynację grubą książką w granatowej okładce (Słownik pojęć technicznych, jak okazało się po latach) i to, że kiedyś tato, trzymając mnie na kolanach, pokazał mi, co jest w środku (bardzo chciałam wiedzieć). Otworzył na pierwszych stronach (i naprawdę pamiętam, jak dziś) wielki duży znak (litera A) i dużo bardzo małych znaczków wokół. I to, że już wtedy (a przecież dopiero co zaczęłam mówić), chciałam je zrozumieć. Dziwne są figle pamięci.
    Milsze jeszcze wspomnienie, a właściwie nie całkiem, bo mi to najmłodsza siostra przypomniała niedawno – sama zapomniałam! – mogę sobie przypisać, że nauczyłam ją kilkuletnią, nieobciążoną jeszcze obowiązkiem szkolnym, czytania. Ona wprawdzie znała już litery z osobna – wiele pokazał jej tato, trochę kto inny (a miała zwyczaj pytania o brzmienie znaków nawet co dalszych znajomych rodziców)- ale jeszcze nie składała ich w całość. Czytywałam jej na głos. Aż kiedyś, znudzona, zaproponowałam jej, żeby spróbowała sama. Nie pamiętam, czy ją zmusiłam, czy użyłam jakichś chwytów perswazyjnych. I mówi mi ostatnio ta nasza Małgosia: „Czytałam „Pan kotek był chory” chyba przez dwie godziny. Ale się nauczyłam dzięki tobie”. Byłam mile zaskoczona.
    A teraz już nie nudzę, tylko znowu idę poczytać, ostatnią już powieść Kazuo Ishiguro, której jeszcze nie znam. Przeczytałam wszystkie i jestem zachwycona.

  105. Jaki śliczny, śliczny wpis! I ten obrazek: mała dziewczynka i jej jeszcze mniejszy braciszek.
    Lubię, kiedy tak sobie Pani wspomina.
    Niebawem od razu skojarzyło mi się z bawić i zabawa – przekornie: pisanie to nie tylko „piękna zabawa” – choć też oczywiście – to też trudna praca i wielka sztuka (nie tylko skreśleń).
    Sama też się tak chyba bawiłam: powtarzałam i powtarzałam, a proste, zwyczajne słowo brzmiało coraz dziwaczniej i niezwyczajnie.
    A tekst „Niebawem” zaliczyłam do swoich ulubionych na stronie i po prostu znowu muszę z serca napisać, że lubię Panią, Pani Małgosiu! :)

  106. Ooo jaki tajemniczy obrazek! Czyli, że akcja będzie na wsi. Przypomina mi „Nad Niemnem”. Ciekawe, jak bohaterka dotrze do szkoły na rozpoczęcie roku. Autobusem szkolnym? Albo ma blisko i pieszo?

  107. Ach! A któż się tam opala na leżaku? Bohaterka z okładki? Już niebawem się okaże!
    Co do słów i ich mocy – tworzą nie tylko wspaniałe, odrębne światy, w których można zamieszkać, ale mają też inną ogromną moc – za pomocą kilku słów, które kierujemy do innego człowieka, możemy go uszczęśliwić, wyciągnąć z czarnej rozpaczy, dać nadzieję, zbudować poczucie wspólnoty. I przeciwnie – kilka innych słów może zranić, złamać, odebrać nadzieję. Słowa niosą za sobą ogromną odpowiedzialność.

  108. Dzień dobry przy niedzieli, Nini!
    Ann, Sondelani (wiad.pryw.)- dziękuję za miłe słowa i za ładne też. (Ann: „W niebawem mieszka chyba niebo”)

  109. Bardzo się cieszę na nie-ba-wem!
    A zdumienie szczęśliwie nie mija, od czasu do czasu, wraca do mnie pytanie, dlaczego pies to pies, a kot to kot..? Etymologia to fascynująca dziedzina.

    A zabawa chyba trwa w najlepsze: my czekamy doskonaląc się w cierpliwości, a Pani już tworzy kontynuację. Hurrra!

    Dziękuję! Już niebawem kolejny pyszny rosołek! Ami yami! I to z poezją!

Dodaj komentarz