Karnawał Lunofilów

carnival-evening

                                              Wieczór karnawałowy  (1886) – malował Henri Rousseau „Celnik” (1844-1910)

 

 

Kazimierz Wierzyński

SERENADA

 

Ostatni oddech zmierzchu jeszcze okna muska

I coraz wątlej, niklej w szybach się uśmiecha,

Niedługo z puchu nocy księżyc się wyłuska

Podobny do wielkiego, srebrnego orzecha.

 

Coraz bardziej szarzeją błękitne aleje,

Coraz mniej jest przestrzeni, coraz jest cieniściej,

Wiatr wilgocią z ogrodu wydobytą wieje

I wzdychając przeciąga się senny wśród liści.

 

Idzie noc, siostra moja, siostra zamyślenia

Która serce ogromnym spokojem nasyca,

Jestem pełny, jak ona, Twojego imienia,

Słucham ciszy wieczornej i czekam księżyca.

 

 

( z tomu Pamiętnik miłości, 1925)

 

 

131 przemyśleń nt. „Karnawał Lunofilów

  1. „Jak będą się czuć lunatycy na księżycu”
    (z „Myśli nieuczesanych” Leca)

  2. Pogoda wiosenna. U mnie też są już przebiśniegi i ranniki, które rosną gdzie chcą, a nie tam gdzie ja je co roku przesadzam. Miłego dnia.

  3. Aż wyjrzałam do ogrodu. Rzeczywiście! Są i przebiśniegi, i ranniki. No, to do wiosny już bliziutko.

  4. Idzie wiosna, hiacynty wychodzą z ziemi, przebiśniegi u mnie jeszcez nie zakwitly, ale czekam i obserwuję.

  5. Proszę bardzo, jedno już wcześniej, dwa teraz. Mogę jeszcze dosłać prymulkę. Przedwczoraj było 11 stopni, ale na następny tydzień zapowiadają mróz – nie wiem, czy przetrwają.

  6. Faneczko (wiad.pryw.)- dziękuję bardzo. Wiesz, Robrojek to jest po prostu dobra dusza. Jeśli pomógł – cieszę się!

  7. Zośko przyrodniczko (uściślam tak, bowiem mamy tu drugą Zośkę, muzykologa i bibliotekarkę w jednej osobie) – dziękuję za wielką wiadomość prywatną i za taki ogrom miłych słów.
    Wybacz, że, tak mile potraktowana, zdobędę się jednak na odmowę: nie mam czasu ani też nawet i chęci, by podejmować się takiej współpracy. Właśnie skończyłam pisać nową powieść. Choć robotna ponad miarę i ponad wiek – lubię sobie jednak od czasu do czasu odpocząć, a to po to właśnie, by móc napisać sprawnie następną książkę.
    I na własnych książkach zamierzam się teraz skupiać. Z publicystyką skończyłam już dość dawno temu, zauważywszy, że zabiera mi moc czasu, niewiele dając w zamian. Natomiast pisząc książki, osiągam efekt zgoła inny.
    Jestem pewna, że w młodym pokoleniu znajdzie się wiele osób piszących, które wesprą Wasz piękny pomysł ruchu dla przyrody. Dajcie im szansę!
    Życzę pomyślności i sukcesu –
    pozdrawiam serdecznie!
    MM

  8. Miałam wspaniały sen – chciałam przechytrzyć czas i zamówiłam internetowo „Ciotkę Zgryzotkę”, wiedząc, że do premiery jeszcze trochę czasu. Po czym okazało się, że Akapit Press przysłało mi książkę! Byłam wniebowzięta!!! W książce poza tradycyjnymi ilustracjami były też zdjęcia/reprodukcje zdjęć- zapamiętałam jedno: kaczki pływające pośród szuwarów na jeziorze… I następnie w tym śnie siadałam przed komputerem, żeby w Księdze Gości napisać, że JUŻ MAM!!! JUŻ PRZYSŁALI!!! Po czym zadzwonił budzik… ;)

  9. Może właśnie przez tę naiwność, Krzysztofie. I jakiś chłód obecny w namalowanym powietrzu.

    Piętaszku, dzięki.

  10. Dzień dobry. Skoro wierszyk dla bliskiej nam tutaj (a bliskiej dla mnie, bo to rocznik mojej Babci) Szanownej Cioci Luci gdzieś przepadł, to pozwolę sobie przekazać prozą życzenia zdrowia, miłości i serdeczności wokół.

  11. Mocno świecił! Jednak chmury odeszły i widziałam!

    Nini, bardzo a bardzo dziękuję Ci za wielką i ciekawą dla mnie wiadomość prywatną. Bardzo cenne są dla mnie takie uwagi czytelników na temat moich powieści, a uwagi od Ciebie – tym cenniejsze! Tak, ten zabieg (przenoszenie punktu widzenia na kolejnych protagonistów) wydaje mi się najpełniejszym sposobem charakteryzowania postaci i różnicowania narracji. Wzbogaca i pogłębia!
    Miło mi, że to dostrzegasz.
    Co do Rousseau: on był celnikiem z zawodu, stąd przydomek. Wiedziałam, że kolor nieba Ci się spodoba – a wiedziałam to po pawiach z Galerii Piernika!
    Ściskam serdecznie i dziękuję.

  12. Musialam wstac bladym switem, (nie bloody(m)) i wiadzialam ksiezyc, wygladal zupelnie jak z tego obrazu, chociaz pelnia dopiero dzisiaj.

  13. W 1934 roku, w almanachu dla rolników w Sky and telescope data tej pełni pisana była niebieskim tuszem . Dlatego niebieski księżyc. A krwawy, bo słońce oświetla go pod takim właśnie kątem, że widzimy go czerwonym. Jutro u nas będzie go widać przy wschodzie księżyca. Wiwat Lunofile.

  14. Ostatni oddech zmierzchu jeszcze okna muska… piękne =)
    taka literacka impresja, zachwyciłam się tym wersetem chyba dlatego że bardzo lubię kiedy ostatni oddech zmierzchu moje okno muska a czarne gałązki sosen na mocno granatowym niebie wyglądają jak wytworne belgijskie koronki…

  15. Gdy heroina mokra leży w wannie
    Staraj zachować się nienagannie
    Wysusz jej kartki bardzo starannie
    By mieszkać mogła nań znów nieustannie
    I cieszyć kolejnych czytelników – w wannie?

  16. Niepotrzebnie masz tremę Mamo Isi, to jest bardzo proste w obsłudze.
    Pan Piotruś Ci wytłumaczy i wtedy sobie zagramy!

  17. Kochany Starosto, skoro rękę już mam jak nową, próbowałam pograć w literaki (przedtem trenowałam tylko słówka) i poległam na zasadach gry. Pojęcia nie mam, jak mam pobrać nowe litery, albo zatwierdzić napisane hasło, czy choćby rozpocząć grę. Trudno, poczekam aż dzieci wrócą z nart i spytam się Piotra. Nb. jemu wystarczyło, że go spytałam o parę drobiazgów i już pojął wszystko i gra! Czuję się jak ostatnia niedojda komputerowa. Jak tak, to tak. Idę sobie i będę czytać „Basila”.

  18. Mila pracowała w wannie, to dopiero poświęcenie!
    Puchałko nie żałuj, ciesz się że dobrze sypiasz.
    Pan Kogut polecił mi zrobić abażur do lampy podłogowej, poprzedni był szklany i zakończył swój kruchy żywot.
    Szukam pomysłów, na razie jest prowizorka z ażurowego chustecznika, szkoda że nie potrafię dziergać na szydełku.

  19. Zgredzie, w wannie bez wody to chyba Mila czytala. Musze sobie odnalezc ten fragment. Naburmuszony Ignacy, w tle sytuacja z bujnowlosym Zbyslawem nad morzem. Jak pokrecilam to mnie poprawcie:)

  20. Czytam w wannie (też zdarzyło mi się coś niecoś podtopić), przy jedzeniu, na kanapie…tylko w łóżku nie mogę, bo organizm pracującej matki dwójki dzieci poniżej lat 4, jak tylko zajmuje pozycję horyzontalną, zasypia, czego bardzo żałuję.

  21. Celestial triplet, to cos dla mnie:)
    Pewnie dlatego nie moglam spac.

    W nazwie Blue Moon nie chodzi o kolor lecz o podkreslenie rzadkosci zjawiska (dwie pelnie w miesiacu) ktire zdarza sie srednio raz na 2, 7 roku. W tym roku mamy je az dwukrotnie: w styczniu i marcu.

    Najserdeczniejsze zyczenia dla szanownej Cioci Luci! Nie smialam.wyrywac sie wczesniej, ale pamietalam.

  22. Ach Sondelani, cudny komentarz:) Mój znajomy mawiał, że nie czyta przy jedzeniu tylko je przy czytaniu.

  23. Torebka z czarnego materiału dała się wyprać a barszczyk, a jakże, kwaszony, sam kis zawekowany na święta. Piękny kolorek! Dałam plamę:)

  24. Pani Małgosiu a nasza Prababcia ma 94 lata i pochwała od niej jest jak order ! Warta wiele. Babcia jest kochana i sama szyje kołdry i pikuje je! I potrafi postawić do pionu teściową że tą rumieni się jak nastolatki że wstydu choć sama ma 70 lat.

  25. A jak pomyślę o tej torebce biednej!…
    Barszczyk, jak sądzę, kwaszony?
    Pięknie barwi. Tak trwale.

    Sondelani, dzięki za trop, poczytam sobie.
    No, mówię Ci, Księżyc jest tajemniczy i dawno się poddałam jeśli chodzi o wiedzę na jego temat.
    Tylko się zachwycam.

  26. Bloody to jest mój Pratchett, którego, ufając zapewnieniom Teściowej co do niezawodności twistów, nosiłam wespół w zespół z barszczykiem w jednej torbie. Tzn teraz on mój, bo uprzednio należał do biblioteki. Czujność co do pionizacji słoika (jednak chyba nie ufałam) straciłam za sprawą upojnej pełnni księżyca (wątek lunofilski). Bloody Moon. Tak, to było jakoś w styczniu.

  27. Dobry wieczor,
    Po wpisie Anette, tez poszperalam na Internecie i znalazlam bardzo ciekawy artykul o starym Poznaniu –
    Jeżyckie opowieści – Barbara Kęcińska-Lempka. Jest tam i o sklepie pana Dudzika i o Rynku Jezyckim i o wielu innych miejscach.
    Spoznione, ale serdeczne zyczenia urodzinowe dla Cioci Luci i dla Meskiego Adminka!
    A w najblizsza pelnie mamy miec „celestial triplet – blue moon, supermoon and lunar eclipse”. A ksiezyc ma byc krwistoczerwony i duzy. To skad wobec tego niebieska pelnia?
    Czytanie w wannie jest rownie naganne, jak czytanie przy jedzeniu – oba uwielbiam :).

  28. Bloody Moon, czy Blue Moon, właściwie?
    Zresztą, wszystko jedno. I tak nie zobaczę. U nas ciężkie zachmurzenie, a Urząd Gminy ostrzega, że w nocy będzie silny wiatr.
    Mogę jutro nie mieć internetu.

  29. Bardzo mi się podobał komentarz Ojca Świętego Jana Pawła II na śpiewane Mu „Sto lat”. Że prymas Wyszyński powiadał na takie śpiewanie, iż nie należy stawiać ograniczeń Opatrzności.
    To w związku z planowaną przez kochanego Starostę pogodną starością spędzaną nad twórczością kolejnych odkrywanych pisarzy angielskich.
    Starosto najdroższy, dziękuję za łagodne potraktowanie w kwestii książki znalezionej w wannie. Tym niemniej uwaga, jakoby Starosta sam by sobie książkę odkupił jest wysoce niepedagogiczna i mogła mnie zdemoralizować, gdybym jakoś nie trzymała pionu;)
    Chesterko, tak jest! Zostałam się ofiarą heroiny! Ale heca.
    Sowo, zachwycające są Twoje fraszki!
    Piętaszku, cieszę się z góry na niespodziankową pisankę:)

  30. Mamo Isi, a propos kąpieli papierowych- mnie kiedyś do wanny wpadli „Wielcy pisarze amerykańscy” Dyboskiego. Do dziś pamiętam suszenie na kaloryferze, a potem prasowanie każdej kartki żelazkiem. Ale stoją na półce do dziś.

    Bloody moon przed nami- podobno widoczny tuż przed świtem.

    Uściski- b.g

  31. A bo, Bożenko, świat lektur jest kolosalny i cudowny i wszystko tu się ze wszystkim wiąże oraz do wszystkiego pasuje.
    Dopowiem, że dla anglojęzycznych mam znów polecankę (mnie przysłała ją KC Ann): „The Incredible Crime – a Cambridge Mystery”, bardzo zgrabne i miłe w czytaniu dzieło Lois Austen-Leigh (pra-bratanicy samej Jane Austen!). Dużo tu dumy i uprzedzeń.:) I dużo Cambridge.
    Przy okazji odkryłam też serię, w której została ta powieść kryminalna wydana: British Library Crime Classics.
    Bedę miała rozkoszną starość!- zamierzam wszystko z tej serii przeczytać.

  32. Pani Małgorzato, dziękuję, miło wiedzieć, że mnóstwo takich realnych miejsc jest uwiecznionych w „Jeżycjadzie”. Fikcja przeplata się z rzeczywistością :) Chyba takie kombinacje lubię w literaturze najbardziej.
    Gio, dziękuję za inspirację, „Ścieżki chwały” dopisuję do mojej listy: Do przeczytania.

  33. Niezawodna przystań Lunofilów! Piękny, nastrojowy Wierzyński.

    Pierrot i Kolombina. Bardzo pojemny, popularny motyw. Od razu biegnę myślą do ulubionego tomiku opowiadań Agathy Christie „Tajemniczy pan Quin” – i do najbardziej przejmującego, ostatniego opowiadania „Aleja Arlekina”. Dziś wieczorem znowu będzie mój.

    Ciekawe, jak DUA na różne sposoby „ustawia” Ludowi lekturę :)

  34. Anette, i owszem. Kupowaliśmy w tym sklepiku, braciszek i ja, a potem – moje dzieci i ja, marcepanowe świnki i lizaki wielkie jak koła. I marcepanowe „pyreczki”.
    A potem właściciel umarł i lokal ten przejął jakiś jubiler.
    Było mi żal, więc spróbowałam uwiecznić sklepik.
    Ach, a jeszcze dodam, że dorosłemu już i sławnemu Braciszkowi musiałam posyłać do Bostonu owe pyreczki i świnki, bo bardzo je lubił. I że kiedy sklepiku już nie było, żałował go nawet profesor Harvardu.

  35. Anette, ja podobnie jak Ty. I zrozumiałam takie rzeczy też dzięki lekturze. Była to powieść „Ścieżki chwały” od naszej Kris. Książka z kategorii tych, które zapadają w pamięć na zawsze.

  36. Ach!!! Stopniuje Pani napięcie, Pani Małgorzato! Najpierw tajemnicza ilustracja, potem „Luby Ropuch”, teraz świetnie bawiące się przy lekturze Panie Redaktorki! Jeszcze tylko 1,5 miesiąca!
    PS. A propos „Kalamburki” – lubię sobie poszperać w internecie za informacjami/ciekawostkami o Poznaniu wojennym i powojennym i tak trafiłam na sklep Pana Dudzika naprzeciw szkoły na Jeżycach, w którym można było kupić wszystko. Czy to pierwowzór sklepu Pana Rudzika?! Czy realia w „Kalamburce” sięgają aż takich drobiazgów?!

  37. Anette, pani wydawczyni zawiadamia, że „Ciotka Zgryzotka” ma ostatecznie grzbiet szeroki na 14,2 mm – czyli będzie mniej więcej grubości „Kalamburki”.
    A my tu robimy korektę po składzie, podczas gdy w Akapicie korekta idzie swoją drogą i podobno jest łatwa i przyjemna (panie dobrze się bawią przy lekturze).

  38. Witamy małego Giorgia w gronie Lunofilów!

    Blanko, cieszę się z nowej, małej czytelniczki!:)
    Uściski dla niej!

  39. Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać:

    Kto lekturę topi w wannie, postępuje z nią nagannie.

    Kto ex libris z niej odrywa, na szaleństwo się porywa.

  40. Gruba „Ciotka…” – wspaniała wiadomość!
    Elżbieta pytała 27 stycznia czy śledzimy akcję ratunkową na Nanga Parbat – śledziłam, Elżbieto, podziw i szacunek dla tych, którzy wyruszyli ratować innych, ryzykując własne życie. Od momentu przeczytania książki-reportażu Jacka Hugo-Badera „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” zrozumiałam tak naprawdę, co oni tam u góry przeżywają, jak dramatyczne decyzje muszą podejmować.

  41. Intrygują mnie te trzy pojedyncze chmurki po lewej stronie obrazu. Ciekawy kontrapunkt dla tej kompozycji.

  42. Piękny wiersz znanego nam Poety, a i obraz bardzo nastrojowy. Arlekin i Kolombina spacerują w poświacie księżyca, pewnie idą na bal karnawałowy :)

    Do grona lunofilow wpisuję też mojego synka Giorgia; jako pierwszy dostrzega na niebie księżyc ( takze z okien samochodu ), mówiąc: la luna, la luna !

  43. Dziękuję za ten nastrojowy i zgrany duet : obraz i wiersz.
    Tak, karnawał trwa. Z rozrzewnieniem wspominam, jak to w dzieciństwie obchodziliśmy kusaki.

    Dzisiaj w moje ręce trafi przesyłka z Małomównym i rodziną. A w zeszłym tygodniu przeczytałam z córką wypożyczony z biblioteki zbiorek uroczych opowiadań dla zerówkowiczów „Hihopter”.
    Córka zażyczyła sobie mieć tę książeczkę na zawsze, więc kupimy. Oby udało mi się zarazić moje córki miłością do Jeżycjady.

  44. Mamy znajomych, którzy mieszkali kiedyś pod „Für Elise”. Gdy ich odwiedzaliśmy, nie mogliśmy przepuścić okazji, by dać im odsłuchać całej melodyjki, względnie sami śpiewaliśmy im końcówkę do domofonu.

    Gorzej, jak się te różne piosenki słyszy tam, gdzie ich potencjalnie nie ma. Na przykład w sygnale windy albo alarmie piekarnika. Wystarczą mi dwa, trzy dźwięki, a już wysiadam z windy z pieśnią Moniuszki na ustach ;).

  45. O, rety! Toż Ciotunia, jak na ciotunię przystało pulchna jest i basta! Zdaje się, że przebiła „Kalamburkę” i „McDusię”:)

    U mnie – coś w rodzaju zapalenia krtani (dokładnie nie wiem, bo pani doktor jak zwykle, tę informację postanowiła zachować dla siebie), odchodzę charcząc.

  46. Mamo Isi, oczywiście, że wybaczam, wyluzuj! Na szczęście ta książka nie jest białym krukiem, łatwo ją dostać, odkupiłabym sobie sama. A ekslibrisów mam pełno, nic się nie stało, nakleję sobie.

    Eviku, albo dzwonki telefonu, lub co gorsza, domofonu, z „Für Elise” Beethovena. Yyyh.

  47. Ponad 300 stron! Aaa!
    Och, byleby w tym marcu, jak to zwykle bywa, gdy się na coś czeka, nic „nie wypadło”. Nie wiem, czy u Was też tak się zdarza, że różne przeszkody jak się nie pojawiają, to jest na całej linii spokój, a jak coś się przydarza! – to z każdej strony, że nie wiadomo, czym się najpierw zająć.
    Ale te 300 stron, ahhh… : )

  48. Nie tylko na mowie DUA. Swego czasu była reklama płynu do zmywania [?] podłożona pod podkład z opery Carmen. Albo pod IX symfonię Beethovena.
    Korzystam ze sposobu cioci i wyciszam dźwięk w czasie reklam, jeśli oglądam TV.

  49. Kochany Starosto, właśnie doszła przesyłka z książką i nareszcie mogę opisać straszliwą przygodę, jaka mi się przydarzyła, bo mnie sumienie gryzie.
    Parę dni po operacji wlazłszy do kąpieli (jak zwykle byłam w najciekawszym miejscu, a kąpiel to jedyna okazja, żeby sobie w spokoju poczytać) nie wytrzymałam i wzięłam ze sobą „No Name”. Bohaterka jak zwykle bez sensu, ale z ogromną energią robiła swoje doprowadzając mnie do nerwicy. Kiedy jednak woda się ochłodziła, musiałam ją zostawić jej losom. Niezgrabnie odłożyłam książkę na rant, a ona jak żywa wzięła i wskoczyła do wanny! Okrzyk, który wydałam rzucając się w odmęty za zatopioną heroiną, sprowadził pod drzwi niespokojną rodzinę, więc susząc książkę wszystkimi naraz ręcznikami, musiałam uspakajać zainteresowanych, że nie, nie otworzyła mi się rana pooperacyjna. Widząc, jak marne są skutki suszenia, odziawszy się pośpiesznie w byle co, runęłam do komputera, a odetchnęłam z ulgą dopiero, kiedy nabyłam identyczny egzemplarz. Wówczas pod pozorem dalszego suszenia kolejnych kartek czytałam dalej rwąc sobie włosy z głowy nad kolejnymi pomysłami heroiny.
    Niestety, ex libris nie był łaskaw się odkleić. Przymocowany jest na mur beton i żadne kąpiele w wannie mu nie przeszkadzają. Solidny produkt. „No Name” wróci bez ex librisu. Przepraszam;(
    Do przeczytania został jeszcze „Basil”, a Isia jeszcze tkwi w „Poor Miss Finch”, więc trochę to jeszcze potrwa.
    Napisz, kochany Starosto, że mi wybaczasz czytanie w wannie, bom przecie obiecywała dbać o Twoje książki, a tu takie rzeczy!

  50. Mamo Isi, rozbawiłam się do łez! ;) Zostańmy zatem przy innym przekładzie:
    „Głębia przyzywa głębię hukiem potoków”.

  51. Już dostałam skład do korekty!
    Mamo Isi, jednak Zgryzotka ma więcej ciała niż jej poprzedniczki: ponad 300 stron!
    Gruba.

  52. A swoją drogą, jak byle durna reklama kleju do protez zębowych może raz na zawsze załatwić jakiś zwrot. „Z siłą wodospadu” niestety w ten sposób przepadło.

  53. Kocham księżyc.
    Tę magię nocy, gdy on jaśnieje i odmienia kształty ziemi.
    Zdecydowanie jestem Lunofilem.
    I myślę, że ciągnie swój do swego,
    Księżyc przyciąga i jednoczy swoich wyznawców,
    „głębia przyzywa głębię siłą wodospadu”.

  54. Ja też nie wiem.
    W ogóle, mam o Księżycu raczej małą wiedzę naukową, za to wierszy i obrazów lunofilskich znam mnóstwo.:)
    I chyba tak wolę.

  55. Ten rok jest wyjątkowy – dwie Niebieskie Pełnie będą. Kolejna w marcu [31 marca, Wielka Sobota/Wigilia Paschalna].
    A za to luty bez pełni :(
    Nie wiem, jak się miesiąc bez pełni nazywa.

  56. Ha! Jam nie wiedziała, ani nie wędziła.
    Dzięki za wiadomość, Eviku!
    A popatrzcie, jak nam się karnawałowy wieczór Celnika wpasował tematycznie!

  57. Czy wielbiciele Księżyca wiedzą, że w środę Niebieska Pełnia będzie?
    PS. Edytor w smartfonie twierdzi, że wielbiciele Księżyca wędzą ;)
    Zauważyłam i poprawiłam :)
    Pozdrawiam

  58. Brawo dla Pani. Dowiedziałam się o tym z „McDusi”. Niestety, nasza polonistka jeszcze o tym nie wspomniała. Szkoda, szkoda… W ogóle nie mogę pojąć, jak można wypowiadać się o poezji bez zachwytu i błysku w oczach, a tego u naszej nauczycielki nie widzę. Może to wina tego, że patrzę na nią pod złym kątem. Ostatnio pytała się kto czyta poezję i chwaliła mówiąc coś przy tym o sobie. To pewnie kwestia charakteru. Podziwiam, bo ja niekiedy nie mogę w ławce usiedzieć.

  59. Telefon gorszy. Postanowiłam ograniczyć do minimum, czas choroby jest pod tym względem idealny.

  60. Wygrzebując się z długiej grypy, najpierw ulinej, potem mojej, mam takie głębokie poczucie, że żyjemy nie w szumie informacyjnym tylko w informacyjnej burzy, w świecie miliona ekspertów i opinii. I od razu swoje internetowe kroki skierowałam tutaj, do miejsca, na które zawsze można liczyć. Dziękuję, że ono jest.
    I tak się cieszę na „Ciotkę Zgryzotkę”. Zrobię wszystko, żeby być w Empiku z Ulą w kwietniu :)

  61. Babciu, dziękuję za ten długi poemat!!!

    Ago, jak to dobrze, że nie mam takiego sąsiada dobroczyńcy. Uległabym na pewno.
    Tak, jadamy w Tłusty Czwartek pączki, ale bez przekonania, raczej dla tradycji.

  62. Ach, ach…ależ tu się romantycznie zrobiło. Ja również do wielbicieli księżyca się zaliczam. A w lecie to już w ogóle mogę się patrzeć na księżyc godzinami. I jeszcze przypominają mi się wszystkie piękne wiersze („Księżyc idzie srebrne chusty prać/świerszczyki świergocą w stogach”). Oj, tęskni mi się za latem, za wiosną, a to już niedługo. Rzeczywiście, słońce już mocniej świeci, a i dzień długi.
    PS Pani Małgosiu, a czy pączki Pani jada w Tłusty Czwartek? Bo ja również nie przepadam za karnawałem jako takim, ale pączki jadam. Mam cudownego sąsiada, który ma cukiernię i niestety, niestety, obdarowuje nas swoimi pysznymi wypiekami (efekt: sukienki trzeba poszerzać co pół roku), a już w Tłusty Czwartek to szkoda gadać (dostajemy wielkie pudło wypełnione pączkami, faworkami i innymi słodkościami). Oczywiście dzielę się tym dobrem z ludźmi w pracy, bo jakże mogłoby być inaczej.

  63. No i proszę, Sowa ma już kilka ładnych pomysłów, a ja co? Jakem lunofil – nic. DUA jak siądzie, to w pięć minut coś machnie, a Mama Isi ze zdrową ręką? – strach się bać. Przy okazji – precz z choróbskami!

    Mamo Isi, nie mogę powiedzieć, ale jeżeli się uda, to ta pisanka będzie specjalnie dla Ciebie (co ja mówię, a jak się nie spodoba?)

  64. Czy i Wy śledzicie losy wyprawy ratunkowej pod Nanga Parbat? Co za dzielni ludzie! Oby się im udało!

  65. Będzie pięknie. Ale już nic więcej nie mówię, bo się wygadam zaraz z wszystkimi pomysłami i w grudniu nie będzie niespodzianki.

  66. Czytam wiersz Wierzyńskiego i upewniam się, że poeta ten to mistrz nastroju!
    Obraz też zachwyca.
    Z jednej strony jest statyczny- te postaci zastygłe w ruchu, a z drugiej – wydaje się, że obłoki zaraz popłyną dalej. Jest trochę smutno, a trochę – tajemniczo.

    Kiedy przypominam sobie Ropucha to jeszcze dzisiaj się śmieję, a przynajmniej uśmiecham, a czytając opis całej sytuacji w pracy parsknęłam śmiechem wprost w monitor, nie bacząc na okoliczności. Pyszne!

    Elżbieto:))

  67. Olko, dopiero teraz zauważyłam Twoje pytanie.
    Nie mam żadnych planów karnawałowych, jak zwykle zresztą. Nie jestem specjalnie zabawowym typem. Bale i tańce wydają mi się nudne i absurdalne.
    Najmilej wspominam taki karnawałowy wieczór, kiedy to wraz z przyjaciółmi graliśmy do upadłego w kalambury. Mam nietypowe upodobania, jeśli idzie o rozrywki. Najbardziej cieszą mnie i bawią te słowne!

  68. Sowo, dział księżycowy już zaczęłam sobie wyobrażać. Srebrne lukry, złote lukry, białe lukry, żółte lukry. I nawet rude!

  69. Ozdobniczko, a bo pan Wierzyński był oczywiście Lunofilem.
    Aleksandro, on zawsze też trafiał w punkt.:)

  70. Tak jest, Mamo Isi, precz z dołami!
    Proszę się trzymać i zdrowieć aż miło!

    Puchałko, no mówię Ci. Wierzyński zachwyca. W dodatku – zawsze!

  71. Biedny, pokancerowany szkłem tłuczonym Piętaszku, bardzo Ci współczuję! Mamy fluid chorobowy, bo u nas też ledwo przejdzie jedna zaraza, dopada nas następna. Ledwo w związku z tym żyjemy. Ale we wtorek zdejmują mi już szwy, więc tyle dobrego.
    Nic tylko mnie zaskakujesz! Czym takim Cię zainspirowałam i to pisankowo?

    Lubię ten obraz Rousseau, kochany Starosto.
    Idzie ku wiośnie, słonko chodzi wyżej i ogólnie człowiek nie jest taki zdołowany.

  72. Zachwyciłam się całym wierszem, a słowo „cieniściej” będzie jeszcze długo za mną chodziło…dziękuję!

  73. Dobry wieczór Ludu!
    Ostatnio przeczytałam wiersz naszego szanownego poety Wierzyńskiego o księżycu właśnie, choć nie tak cudownie opisanego jak w tej Serenadzie (przynajmniej w moim odczuciu). A tutaj fragmencik:
    ,,Za czym ja krążę?
    Za księżycem.
    Czym on mnie wabi?
    Drohobyczem.

    Zachodzi chmurą,
    Znów się zjawia.
    Skąd taka łuna?
    Z Borysławia. (…)”

  74. Ech, ten Wierzyński… Jak zwykle w punkt. Mgliście dziś, wilgotno, w ogrodzie wyjątkowo smętnie :) (mimo to uśmiech)

  75. Nie mam wątpliwości, że zabłyśnie księżycowo. Piętaszku, nic takiego, wspominałam przy okazji GP, że warto utworzyć za rok specjalny dział księżycowy i że chętnie coś do tego działu przygotuję. Mam już kilka ładnych pomysłów!

    Niejako fluidując (autokorekta poprawia na fluorując), mieliśmy w planie mały balik karnawałowy, z pieczeniem ciasteczek, ale jakaś zaraza znowu nas powaliła. Może wykurujemy się przed Popielcem, który nota bene w tym roku wypada w walentynki! He, he.

  76. Przebóg! Proszę zdjąć ze mnie taką odpowiedzialność. W tym zacnym i pełnym świetnych pomysłów Gronie, z UA na czele nie mam szans, ale jak wiadomo, nie o to chodzi. A co tam Sowa wymyśliła?

    Natomiast przemyśliwam już o pisankach, ponieważ zainspirowała mnie Mama Isi :)

  77. Piętaszku, jestem tegoż zdania. Najbardziej lubię ten pejzaż Celnika Rousseau. Nie ma tej grubej, dosłownej mięsistości, co inne jego obrazy.

  78. Pomysł Twój, Sowo, (Piernikowej Galerii Księżycowej) wydaje mi się nadzwyczaj trafiony.
    Piętaszek zabłyśnie!

  79. Psianko, obie wiadomości prywatne przeczytałam i się zastosowałam:).
    Ach, Sowo, to zwykłe fluidy.
    Au clair de la lune, mon ami Pierrot….

  80. Dzień dobry:) niestety, chwilowo nie jest mi dane ani pływanie, ani bieganie, bo u mnie jak nie angina, to zapalenie zatok. A dzisiaj na dodatek pocięłam się jeszcze potłuczonym szkłem. Och, dolo. Ku pokrzepieniu, nie czytam żadnych tam kobiet w bieli ;) tylko „Brulionik… i już mi dużo lepiej :))

    Ze znanych mi obrazów Rousseau, ten wydaje mi się jednym z lepszych, jeżeli nie najlepszy ( lubię jeszcze „Panów z piłką”).

    Wiersz – doskonały.

    Spóźnione serdeczności dla Wilka Morskiego!

  81. Muszę przyznać, że ten obraz jest przepiękny! Wygląda tak autentycznie…
    W tym roku mam tyle do nauki, że chyba nie będę zbyt hucznie obchodzić karnawału.
    A jakie Pani ma plany?

    Pozdrawiam

  82. Psianko, poczytaj Collinsa, zaczynając od „Kobiety w bieli”. Zima zleci, ani się obejrzysz!

  83. A u nas mglisto i ponuro, ciemny dzień. Piekę placek drożdżowy ze śliwkami (z własnego ogrodu, zamrożonymi) i z KRUSZONKĄ!
    Elżbieto, ależ te chmurki rozkoszne, co?
    Wspaniale namalowane drzewa. Zwróćcie uwagę: rosną na przynajmniej czterech planach.
    I pomyśleć, że Henri Rousseau zaklasyfikowany został do malarzy naiwnych. Jego warsztat jest w pełni profesjonalny!

  84. U nas pada i „(…) wiatr wilgocią z ogrodu wydobytą wieje”.
    Na szczęście bieganie też pomaga na wszystko :) i czytanie.
    Najlepiej o tej porze roku zaopatrzyć się w coś krzepiącego …

  85. Pani Małgosiu, znowu tyle piękna!
    Widok nieba dech zapiera, a obłoczki tańczą.
    Podobny do orzecha – tak, czemu nie, podrzucony beztrosko w rozgwieżdżone niebo.
    A wczoraj, akurat na początek ferii, listonosz przyniósł mi zamówione „Wspomnienia o Kazimierzu Wierzyńskim” (dziękuję, Magdo Z. :)).
    Dobrego dnia dla Wszystkich!

  86. Oj, czyż bym znowu była pierwsza? Ostatnie dwa wpisy wcięło, może to i lepiej, bom nieco nerwowa była ale na szczęście mi przeszło. „Pływanie pomaga na wszystko” – tak powiedział trener i muszę przyznać mu rację.
    Pozdrowienia! Miłego dnia! :-)
    Dobromiła

Dodaj komentarz