
Już wydrukowano okładki i wydawcy z radością przysłali mi zdjęcie. Dziękuję!
Cieszmy się razem!
A dzisiaj właśnie maluję projekt okładki do nowej książki, którą pisze Emilia Kiereś, córka i Adminka w jednej osobie. Będzie to dalszy ciąg „Srebrnego dzwoneczka”, więc na życzenie wydawców muszę też zrobić ilustracje.
Dobrze jest mieć dużo pracy!
Lecę do niej.
Uściski!
Wasza
MM








Aha, Krysiu!
Dobrze jest.:)
Pani Małgosiu!!!!!!
Może przypomnę Ludowi, że wg sztuk i scenariuszy Neila Simona (ur. 1927) powstały takie pyszne komedie jak „Dziewczyna na do widzenia”, „Słoneczni chłopcy”, „Dziwna para” czy „Boso w parku”.
Kto wie, czy sobie teraz tego wszystkiego nie obejrzę, w ramach rekreacji (już widziałam, ale co mi szkodzi znów się pośmiać).
Dziękuję, dziękuję!
Krysiu, to i owo z Twojego wpisu zachowałam dla siebie (np. adres mailowy:)).
Pamiętajmy o tym, że internet służy też ludziom nieprzyjemnym.
I jeszcze tak sobie pomyślałam, że ta okładka Ciotki jest cudna – ja tak uwielbiam jesień! Liście, czerwień dzikiego wina, gronka jarzębin i… golfy! :) Ten ciotkowy wygląda na przemiły, delikatny a ciepły, angorki trochę… Okładka złoto-jesienna mnie bardzo przytulnie cieszy!
Ha! Dwunasta minęła. DUA trzyma już w rękach „Ciotkę”!
Jestem świeżo po „Szóstej klepce” i tak sobie myślę od dwóch dni, że mam niedosyt dotyczący Cesi j Hajduka …
Mało było o ich miłości, czułości i wspólnym życiu ;) A ja sobie wyobrażam jakim Jurek musiał być cudnym mężem dla Celestyny ;D
Ago i Zgredzie, dzięki.
Dziś rano dostałam maila z wydawnictwa.
Mam nadzieję, ze teraz będzie już z górki.
Miłego dnia DUA i Księgowym!
Już jadą, już jadą. Będą u mnie po 12 tej.
Oj tam, bo zamiast drukować, księgować i mejle rozsyłać to czytają po kątach, hehe.
Dzień dobry,
Just, w Wydawnictwie mają chyba dużo pracy. Zamówiłam książkę już dawno temu, przyszło mi potwierdzenie zamówienia na maila. Dwa tygodnie później przyszedł mi mail z anulowaniem zamówienia, a za chwilę mail z potwierdzeniem płatności! Domyślam się, że może serwer im padł, albo „zwariował” , od nadmiaru zamówień na nową książkę DUA! Mam jednak nadzieję, że książka, nowiutka i pachnąca, dotrze do mnie w wyznaczonym czasie!!! Bo ja też już przebieram nogami! Trzeba być wyrozumiałym dla Wydawnictwa, mają tam teraz naprawdę ogrom pracy. Muszą zdążyć przed wiadomą datą, a czasu jest naprawdę niewiele.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, u nas nadal trzyma mróz, ale powiadają, że wiosna już, już do nas puka!
Kochani,
księżyc w pełni, śnieg na ziemi – można czytać bez latarki.
Nie mogę zasnąć, mój psiak też jest wyjątkowo niespokojny. Księżyc ma wpływ nie tylko na oceany.
W efekcie wstałam, poprzyglądałam mu się, zjadłam coś (a fe! o tej porze?) i zasiadłam do pracy.
Pozdrawiam wszystkich nieśpiących…
Just, ja maile od Akapitu dostałem tego samego dnia. Zajrzyj może do koszyka ze spamem.
dziękuje DUA i kochani Księgowi
za tyle przemiłych slow o naszym Dziecku.
jak tak teraz patrze i analizuje ponownie jego spostrzeżenia, to rzuca mi się w oczy pewna ciekawa zdolność patrzenia na świat jakby z perspektywy trzeciej, zewnętrznej osoby.
czyli potrafi wyjść z siebie i stanąć obok.
(bardzo przydatna umiejętność, tak swoją drogą :))
kawał szmaty tez jest cudowny, zostanie ze mną na dłużej :))
piękny ten wiersz Zbigniewa Herberta.
(Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno.)
podziwiam mocne Słońce z lewej
i płowy zarys Księżyca z prawej.
będzie się działo.
Na wsi w ogóle lepiej widać niebo – nie ma świateł.
W mieście księżyc ma jeszcze jakieś szanse, gwiazdy rzadko.
Dziękuję, Casciolino i Zgredzie!
Mam nadzieję, że nie zostanę jak osiołek…
Dobry wieczór DUA i Księgowi!
U nas w Rzymie niebo zachmurzone, wiec Księżyca nie widać.
Po niedawnych opadach śniegu, teraz zebrało sie na deszcz.
Mam pytanie do Księgowych, którzy juz zamówili ” Ciotke Zgryzotke” , jak długo się czeka na odpowiedz wydawnictwa.
Napisałam do Akapitu tydzień temu i nadal czekam.
( Być może tak musi być, ze względu na duże zainteresowanie nową książką DUA ).
Pozdrawiam!
Z gier polecam jeszcze Takenoko.
Bardzo dziękuję!
Pamiętam, że też lubiłam oglądać księżyc na Jeżycach.
Ale wolę go tu, na wsi. Jakby czystszy i bardziej świetlisty.
Ten piękny księżyc podziwiałam z perspektywy Jeżyc.
Służbowy wyjazd i znowu mogę wszystkich Was pozdrowić z Poznania, szczególnie panią Małgorzatę.
KokoszaNel! :o)
Fluid Nini! W samochodzie to trzeba się napracować nogami, zwłaszcza w korku ;)
No dooobra, niech będzie.
Eee, chyba można też i w trakcie..?
Raz sprzęgło, raz gaz, a innym hamulec?
Ale mam nadzieję, że już po wyjściu z samochodu, KokoszaNel?
Piękny, ogrrromny patrzył mi prosto w szybę auta i czarował. A musiałam jechać ostrożnie, ślisko jak licho.
Ciotuchna zamówiona, czekam i przebieram nogami, ale tak cierpliwie przebieram – raz jedną, raz drugą.
Księżyc ogromny, złoty , kiedy go dziś widziałam , tworzył akurat wdzięczną kompozycję wraz z delikatnymi koronkami brzozowych drzewek, na tle fiołkowego nieba – cudo!
A paczkę od wydawcy dostanę dopiero jutro.:)
Hej, Lunofile! Pełnia! Prześliczna!
Ojej, a ja, kiedy przeczytałam ten wiersz, zupełnie zapomniałam o jedzeniu :)
Ach, ach, ten wiersz Herberta był jednym z kluczowych w mojej pracy maturalnej. Coś tam o humaniźmie w „niehumanitarnych” czasach.
Tak sobie wspomniałam, jedząc zupę pomidorową. :)
Gio (wiad.pryw.) rzeczywiście, zachowam to dla siebie i pośmiejemy się tylko w rodzinie.
Ale dziękuję za tę możliwość!:)
Piękne, Krzysztofie.
Dziękuję bardzo.
Jeśli zechcesz, mogę Ci pożyczyć „Uciekiniera z Utopii”, świetną książkę Stasia o poezji Zbigniewa Herberta.
W radiowej Dwójce od dzisiaj do końca roku, codziennie ok. 12:15 – wszystkie wiersze Zbigniewa Herberta, jakie znalazły się w kolejno publikowanych tomikach, od „Struny światła” po „Epilog burzy”.
Dzisiejsze „Dwie krople”, pierwszy wiersz debiutanckiego tomiku, czytał sam Herbert (nagranie zrobiono kilka tygodni przed jego śmiercią), duże przeżycie.
Lasy płonęły –
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż
ludzie zbiegali do schronów –
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć
okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych
Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno
tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs
do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy
Nini, polecam serie Timeline (np. Wynalazki albo Polska albo Nauka i odkrycia) i Cardline (Dinozaury, Zwierzeta).
Serdecznie dziękuję, DUA i Adminko! :o)
Obejrzę sobie w wolniejszej chwili i coś wybiorę.
„Dobble”!
A Adminka dodaje: „Labirynt”.
No i „Ubongo”(2D).
A zwłaszcza „Super Farmer”.
Międzyczasie, przeciekawe!
A nini tymczasem z prośbą o pomoc do Księgowych – o polecenie jakiejś interesującej gry dla siedmiolatka?
Ludu, wspomóż!
Mnie najbardziej porusza SAMOŚWIADOMOŚĆ . Kiedy pomyślę o tym, ile procesów obserwacyjnych składa się na to jedno zdanie, jestem zachwycona naszym ludzkim istnieniem na świecie :)
Odświeżyłam sobie lekturę „Sprężyny”, „McDusi”, „Wnuczki do orzechów”, a wczoraj ukończyłam „Feblik” i mam trzy pytania do „Ciotki Zgryzotki”, może odpowie za dwa tygodnie? :) Kim jest małe Tygrysiątko, jakie ma imię? Co to za Aśka dzwoniła do Szymona? Kim jest brunet o szarych oczach poznany przez Łusię w Oksfordzie? Czy te przemycone infromacje będa miały kontynuację? Pierwsza na pewno! I Tygrysich wieści nie mogę się doczekać najbardziej!!! Nawet przyjemne jest to czekanie… :) Pozdrawiam pierwszomarcowo!
A mnie najbardziej rozbawił WIESZCZ.
Myślę, że Mareczek by się z Międzyczaskiem zgodził.
Instynkt fajny, ale turlałam się przy OBIEKTYWNIE. To jest cudne!:D
Kawał szmaty też bezbłędny :D
O ludzie, ale się uśmiałam przed spaniem. Dobrze mi się będzie spało, dzięki dziewczyny.
Uhuhu, hihihi, – odchodzi chichocząc.
Ta zieleń na okładce jest piękna! Prawie wiosna! Czekamy niecierpliwie, dni odliczamy! A tymczasem powstają kartki wielkanocne. Do premiery muszę zdążyć, bo później już tylko herbatka i Jeżycjada!!! Pozdrawiam
Definicją INSTYNKTU Międzyczasiątka z miejsca się zachwyciłam i tak szybko chciałam dać temu wyraz, że chyba coś nie tak w związku z tym w telefonie kliknęłam. Może teraz się uda :)
Ach, Helena!
:))))
Moja ulubiona silna osobowość.
Tak, takie to mamy Księgowe Dzieci. Mądrale. A jeszcze Jacopino z Sardynii! I Kozio naszej Karikari!
Małego Międzyczasika i jego dzieła widuję czasem w sieci. A jak on ładnie i ekspresyjnie rysuje, mówię Wam.
Cudo chłopaczek, cudo!
Cześć i czołem! To jak już powiedzonka, to szybciutko, do śmichu: Helena, lat- wtedy- niecałe 4: „Dobrze mamo, że jedziemy do babci samochodem, bo miałybyśmy kawał szmaty /dwa zw. frazeol.: szmat drogi i kawał drogi/ tak pieszo!
Ściskam b.g.
Medzyczasiatko ma racje w wielu kwestiach.
Owsianka jest najlepsza.
Pchly sa grozne.
Madre dziecko
:)))
Zuch chłopak!
Definicja instynktu jest bezbłędna! Nic dodać, nic ująć. Podobnie jak pozostałe kwestie :)
No, bardzo mi się podoba.
Rozmyślam sobie o niej, jedząc kolację. :)
Strzeżmy się zatem wilków i pcheł!
I to Stanów Zjednoczonych.:)
A jak się Wam podoba definicja instynktu?:)))
:)))
No tak, rzeczywiście, czy to jest prezydent? Ale celnej riposty, inwencji, trafności i sensu wypowiedzi niejeden by mu mógł pozazdrościć. DEFINICJA jest godna rozważenia. Bardzo mi się wszystkie spostrzeżenia O. spodobały i dziękuję za podzielenie się. Pyszne! :)
Aaa, jak mogę, to hulaj dusza! Zamieszczam! (W ramach rozsiewania radości)
Synek Międzyczasów rzekł, cytuję:
„Z ZACIEKAWIENIEM:
– Tato, a gdzie jest twoja żona?
NOWE ZNACZENIA:
– Mogę zobaczyć co jest w tej dziupli? (o mojej szufladzie)
WIESZCZ:
-Gdy ja będę miał dziecko, to na pewno nie każę mu chodzić spać w
nocy.
O ZWIERZYNIE:
-Mimi, a ty jakie masz ulubione zwierzęta? bo ja te groźne, czyli wilk
i pchła.
POD GARAŻEM
– Mamusiu nie przejedziesz tego ludzika? (o Jarku, który wysiadł z
auta)
SAMOŚWIADOMOŚĆ:
– Wiesz, dziewczynki są delikatne i strachowe, ale ty urodziłaś
chłopca.
OPOWIADA BAJKĘ:
– I wiesz mamo, tam była Uczta!
– Oo a co to jest uczta?
– To taki piknik który robisz w domu, takie przyjęcie gdzie dają
pyszności.
– Tak? a jakie na przykład?
– Noo różne, na przykład owsiankę.
WYRWANE Z KONTEKSTU:
.. – i ten łabędź miał pod gardłem takie pomroki, takie plamy ciemne
jakby.
OBIEKTYWNIE:
– Wiesz mamusiu, widziałem dziś ze szkolnego autobusu jakaś kobietę, i
myślałem, że to byłaś ty, i to była prawda.
DEFINICJA:
– A co to jest instynkt, kochanie?
– To jest takie bezmyślne sumienie.
i OSTATECZNIE:
– Mamusiu, nie tyle pytań naraz! Po kolei, czy ja jestem prezydent?”
będzie mi bardzo przyjemnie, Pani Małgosiu.
chętnie dorzucę kilka sytuacji najświeższych, które ładnie wpisują się w kontekst „humoru zeszytów”.
jeszcze co do rozsiewania radości:
gdy ofiarujemy komuś coś miłego (rumiane jabłko:), radość z niego jest przyjemna, ale jednorazowa.
a Słowo.. zapisane i utrwalone – tę radość może przynosić po wielokroć.
przekonujemy się o tym, gdy w znanej na pamięć lekturze, napotykamy na fragment, który niezmiennie, -za każdym razem- nas wzrusza.
albo jeszcze głębiej: dotyka tych sfer naszego serca, w które wcześniej nie miał szans dotrzeć, bo po prostu byliśmy na innym etapie życia.
co za moc.
Radosne to uczucie, Międzyczasku!
Ale, ale!- dostałam przed Administrację przesyłkę od Ciebie! Dziękuję! Coś wspaniałego! Śliczny ten Twój synek mądrooki! A czy można by podzielić się z Ludem paroma jego powiedzonkami? Bardzo zabawne i urocze!
jakie miłe to wspólne czekanie!
Pani Małgosiu kochana,
jakie to uczucie, tak niezmiennie nieustająco, ponadczasowo i wielopokoleniowo przynosić radość tylu ludzkim sercom?
przecież to takie niezwykłe i nieoczywiste.
tak sobie niedawno myślałam o zawodach i zajęciach człowieka, przez pryzmat wyznacznika, jakim jest radość wywoływana w drugim człowieku.
Dziękuję, DUA! Oczekiwanie będzie lżejsze do zniesienia.
A dobrze!
Już i tak czas na nowy wpis.
Może uda się go wrzucić jutro, po południu.
Czy pokaże nam Pani zdjęcie?
Tak właśnie myślałam, ale nie śmiałam pytać.
Hm, to my już pewnie też niebawem. Jak miło!
Sowo, zapisuję skrupulatnie numery podanych przez Ciebie stron. Może z początkiem przyszłego tygodnia uda mi się dotrzeć do czytelni.
Hm, prawdę mówiąc, ja już dostanę egzemplarze jutro. Pierwsza partia nakładu schodzi z maszyn! :)
Bardzo miło, choć nie o wiośnie w niej poczytamy. 1 września wypatrywaliśmy na niebie Księżyca i zarywaliśmy noc nad Collinsem.
W naszym karmniku mniejszy skład niż w zeszłym roku, nie widzę w nim dzwońców ani zięb. A sprytne gawrony nauczyły się balansować na cienkich gałęziach magnolii i podkradać sikorkom ich knedle.
U nas sikorki tak zajadle wyżerały ziarenka z wiszącego karmnika, że go ostatecznie zrzuciły.
Dziki i sarny, a nawet jelenie wychodzą z lasu i zbliżają się do domów na skraju osiedla.
Ha! Miło, że „Ciotka” będzie razem z wiosną.:)
Czekam niecierpliwie, na „Ciotkę” i na wiosnę. Przybędą równocześnie. Podwójna radość. Chociaż podejrzewam, że „Ciotka ” pewniejsza niż wiosna.
U nas -12 st C i wicher. Psy na dwór nie chcą wychodzić, a ptaki szaleją przy karmniku.
Zima panie dzieju, jak drzewiej bywało, gdy dęby w lesie pękały od mrozu.
Uściski.
Wracam do pracy.
Dzień dobry, miła Nini!
Dzień dobry! :o)
Dwa tygodnie!
Wannabe, ależ musisz to dla nas sprawdzić! – przy okazji, oczywiście. Jak będziesz w Japonii.
W zeszłym roku wyszło japońskie wydanie „Lalki” i od razu dostało nagrodę. Ciekawe, jak przetłumaczono tam słowo „kopernik”? A jak po rosyjsku? Może jest jakieś tłumaczenie autoryzowane przez Prusa :)
Ann (wiad.pryw.), nie, nie kryminał, to wciąż „Headlong”, która to książka zostanie Ci pożyczona.
Bardzo ciekawa! I skłania do poszukiwań, które przedłużają czas lektury. Więc cierpliwości.
Dobranoc!
Ann (wiad.pryw.)- skoro ksero miałabyś robić, to nie! Po co ten kłopot. Nie trzeba! Widzę, że książeczka jest w sieci do przeczytania.
Dziękuję!
I zapewniam!
Zapraszam, miła imienniczko!
Choć z góry uprzedzam, że to nie będzie klasyczne spotkanie autorskie – tylko podpisywanie! No i pogaduszki z bliska.
Anne, NIGDZIE nie ma tej książeczki Tazbira, właśnie sprawdziłam. Pożyczysz?
Nie mogę się doczekać ;) Ciekawe, która wersja okładki mi się trafi. Zdaje się na los :)
Nie dorastałam z Jeżycjadą, a kolejne jej tomy poznawałam dopiero kiedy byłam już na studiach (o zgrozo! Nie wiem dlaczego tak późno!). To było jakieś 10 lat temu.
Wybiorę się do Poznania na kwietniowe spotkanie z Panią. Bardzo chętnie posłucham, a może nawet odważę się zadać jakieś pytanie :)
Przesyłam uściski z Krakowa!
Żeby to stwierdzić, należałoby zajrzeć do rękopisu, ale nie wiem, czy jest dostępny online i czy zawiera akurat ten fragment (zachowała się tylko jedna trzecia cześć rękopisu). Zostawiam tę robotę Wiewiórczance, jeśli lubi przedzierać się przez nieczytelne pismo. Spodziewam się jednak, że jako narodowa powieść, rękopis „Lalki” został gruntownie przebadany. W wersje drukowane wielokrotnie ingerowała cenzura, to dodatkowe utrudnienie dla badaczy. Natomiast trudno orzec, czy „Lalka” jest rzeczywiście jedynym literackim źródłem tego określenia. Załóżmy asekuracyjnie, że jest jedynym cytowanym (ewentualnie jedynym odnalezionym) przez autora słownika, bo z rzetelnością słowników też różnie bywa. Szczegółnie jeśli tworzone są na bazie literatury i prasy z epoki, której dotyczą.
Madziu, a obejrzyj w słowniku strony 239, 330 i 484. Wyszukiwarka zgłasza mi jeszcze, że słowo pojawia się na czterech innych stronach, ale nie wiem jakich, bo ich nie wyświetla.
Dzięki, Ann! Wyobrażam sobie!:)
Przelotem zerkam i polecam przeuroczą książeczkę Janusza Tazbira „Edytorskie potknięcia”, przepyszna :-)
Racja, Madziu, to jest więcej niż ciekawe!
Ale cóż, non omnia possumus omnes.
Życie jest za krótkie, byśmy zdążyli zająć się wszystkim, co nas interesuje. Trzeba nauczyć się cenić swój czas i nie trwonić go na rzeczy zbędne.
Po namyśle: a może to sprawka nie wielkiego pisarza tylko jakiegoś niedokładnego redaktora? Zrobiłam na studiach polonistycznych specjalizację edytorską i choć wiele lat minęło, wciąż jeszcze (choć może odrobinę niejasno) pamiętam, że naprawdę zadziwiające! błędy i nieścisłości pojawiają się w słowie drukowanym. Dlatego tekstolodzy tak dokładnie zestawiają teksty literackie z różnych wydań, a także z rękopisów oraz pierwodruków.
Szczerze teraz żałuję, że nie zagłębiłam się w edytorstwo dokładniej. Takie to ciekawe!
Wykorzystał w powieści, a potem termin trafił do słownika. O ile nie jest to zbyt fantastyczna hipoteza, Bolesław Prus jest autorem nowego znaczenia jakże nobliwego słowa „Kopernik”.
Mają ten słownik w jednej z tutejszych czytelni, Sowo. No, po prostu muszę się tam wybrać.
Albo sam wymyślił, żeby mu do Kopernika pasowało.
A, co za ciekawa wiadomość! „Lalka” jako jedyne źródło!
A więc może było tak, że Prus podsłyszał czyjąś prawdziwą rozmowę, wyłowił słówko i zaraz wykorzystał w powieści!
A co, jeśli się przesłyszał? Cha,cha!
Wiewiórko-córko i Madziu Z., zajrzałam (na tyle na ile pozwoliło mi zajrzeć skąpe Google Książki) do bibliotecznego rarytasiku jakim jest „Słownik gwary warszawskiej XIX wieku” Bronisława Wieczorkiewicza. Znajduje się tam hasło kopernik z wyjaśnieniem, że to obelżywe przezwisko i dalej jest podany tylko cytat z „Lalki” (kopernik po wielokropku małą literą). Znamy zatem źródło przypisu wspomnianego przez Madzię, ale niewiele nam to daje jeśli chodzi o etymologię. Są za to inne ciekawe wyniki. Zaraz obok tego hasła pojawia się hasło „koprowizna” oznaczające drobne pieniądze (zapewne miedziaki), o słabej wartości. Poza tym wyświetla się też lista wyrazów bliskoznaczych do nie wiem jakiego hasła, wśród których jest i kopernik. Z lżejszych określeń wymienię tylko głąba kapuścianego, kanalię i gamajdę, a grubsze wyrazy przemilczę. Jest to dość niejednorodny zbiór, który sugerować może zarówno człowieka godnego pogardy, ciamajdowatego, głupca jak i kilka innych znaczeń.
Karolino (wiad.pryw.) dziękuję i odpowiadam przez Administrację!
Madziu, ależ nie ma za co.:)
Dzień dobry wszystkim!
Zgredzie, w pełni rozumiem Twe uczucia wobec Wokulskiego. Mnie on też zawsze irytuje. I tak ma być.
Prus był genialnym twórcą bogatych, wyrazistych charakterów.
Zresztą; jak szyderstwo to wiadomo, że złośliwe.
Przepraszam ponownie za działania pochopne.
I idę popracować.
Szyderstwo, szyderstwo i to złośliwe! – pisząc „ironia” wyraziłam się przesadnie, przepraszam.
Ironia to broń ludzi inteligentnych i zdystansowanych.:)
Ciekawe spostrzeżenie.
Ach, Sowo!
Ileż ta młodsza Wiewióreczka znajdzie tu pożywki dla rozmyślań!
Osobiście sądzę, że ktoś, kto używa wobec drugiego człowieka obelg, i to seryjnie, nie jest zdolny do ironii.
Czy rozwiązałam, tego nie wiem, ale takie znaczenie z wielu względów wydaje się dobre (też w tym zestawieniu obieżyświat – Cygan). Zastanawiające jest jednak – jeśli kopernik to synonim kotlarza – dlaczego to słowo nie pojawia się w polskich słownikach? Jeśli było w powszechnym użyciu, powinno gdzieś się znaleźć, a jeśli było rzadkie, dlaczego autor go użył, zamiast napisać po prostu kotlarz albo Cygan? Poza racją oczywistą (lokaj mówił warszawską gwarą), nasuwa mi się jeszcze taka myśl, że ma jakieś znaczenie to kilkukrotne pojawienie się w powieści postaci (i pomnika) Kopernika, widzianego jakby z różnych perspektyw. Wyraźnie w XIX wieku astronom wzbudzał zainteresowanie w ludzie.
[Po przerwie:] Poczytałam teraz, że oficjalnie zakaz wydawania dzieł Kopernika zniesiono w 1822 roku, a pomnik w Warszawie stanąl w 1830r. W 1873r. przypadła 400. rocznica urodzin astronoma, były z tej okazji obchody w Toruniu i Krakowie. Z tej właśnie okazji Matejko namalował swój słynny obraz (nota bene Prus napisał o jego ekspozycji zabawny dialog „Przed Kopernikiem”). W tym samym roku powstała Akademia Umiejętności. Prof. Kokowski napisał w artykule o polskich badaniach kopernikańskich: „W czasach utraty niepodległości wiedza o postaci i dokonaniach Mikołaja Kopernika odgrywała bardzo ważną rolę w życiu narodu polskiego. Traktowano bowiem jego postać jako jeden z najważniejszych symboli polskiej, europejskiej i światowej kultury. Z równą intensywnością działo się tak w całym tym okresie [1795–1918].” Akcja „Lalki” przypada na lata 1878-9, a więc lokaj raczej o Koperniku zdążył się nasłuchać. Po namyśle sądzę, że i wersja Madzi (szyderstwo) ma rację bytu.
Jak to miło czekać sobie na tyle pięknych książek. „Złota gwiazdka” na Gwiazdkę, do tego DUA coś nowego obmyśliwa…