Coraz bliżej!

okładki

 

Już wydrukowano okładki i wydawcy z radością przysłali mi zdjęcie. Dziękuję!

Cieszmy się razem!

A dzisiaj właśnie maluję projekt okładki do nowej książki, którą pisze Emilia Kiereś, córka i Adminka w jednej osobie. Będzie to dalszy ciąg „Srebrnego dzwoneczka”, więc na życzenie wydawców muszę też zrobić ilustracje.

Dobrze jest mieć dużo pracy!

Lecę do niej.

Uściski!

Wasza

MM

 

246 przemyśleń nt. „Coraz bliżej!

  1. Może przypomnę Ludowi, że wg sztuk i scenariuszy Neila Simona (ur. 1927) powstały takie pyszne komedie jak „Dziewczyna na do widzenia”, „Słoneczni chłopcy”, „Dziwna para” czy „Boso w parku”.
    Kto wie, czy sobie teraz tego wszystkiego nie obejrzę, w ramach rekreacji (już widziałam, ale co mi szkodzi znów się pośmiać).

  2. Dziękuję, dziękuję!

    Krysiu, to i owo z Twojego wpisu zachowałam dla siebie (np. adres mailowy:)).
    Pamiętajmy o tym, że internet służy też ludziom nieprzyjemnym.

  3. I jeszcze tak sobie pomyślałam, że ta okładka Ciotki jest cudna – ja tak uwielbiam jesień! Liście, czerwień dzikiego wina, gronka jarzębin i… golfy! :) Ten ciotkowy wygląda na przemiły, delikatny a ciepły, angorki trochę… Okładka złoto-jesienna mnie bardzo przytulnie cieszy!

  4. Jestem świeżo po „Szóstej klepce” i tak sobie myślę od dwóch dni, że mam niedosyt dotyczący Cesi j Hajduka …
    Mało było o ich miłości, czułości i wspólnym życiu ;) A ja sobie wyobrażam jakim Jurek musiał być cudnym mężem dla Celestyny ;D

  5. Ago i Zgredzie, dzięki.
    Dziś rano dostałam maila z wydawnictwa.
    Mam nadzieję, ze teraz będzie już z górki.
    Miłego dnia DUA i Księgowym!

  6. Oj tam, bo zamiast drukować, księgować i mejle rozsyłać to czytają po kątach, hehe.

  7. Dzień dobry,
    Just, w Wydawnictwie mają chyba dużo pracy. Zamówiłam książkę już dawno temu, przyszło mi potwierdzenie zamówienia na maila. Dwa tygodnie później przyszedł mi mail z anulowaniem zamówienia, a za chwilę mail z potwierdzeniem płatności! Domyślam się, że może serwer im padł, albo „zwariował” , od nadmiaru zamówień na nową książkę DUA! Mam jednak nadzieję, że książka, nowiutka i pachnąca, dotrze do mnie w wyznaczonym czasie!!! Bo ja też już przebieram nogami! Trzeba być wyrozumiałym dla Wydawnictwa, mają tam teraz naprawdę ogrom pracy. Muszą zdążyć przed wiadomą datą, a czasu jest naprawdę niewiele.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie, u nas nadal trzyma mróz, ale powiadają, że wiosna już, już do nas puka!

  8. Kochani,
    księżyc w pełni, śnieg na ziemi – można czytać bez latarki.
    Nie mogę zasnąć, mój psiak też jest wyjątkowo niespokojny. Księżyc ma wpływ nie tylko na oceany.
    W efekcie wstałam, poprzyglądałam mu się, zjadłam coś (a fe! o tej porze?) i zasiadłam do pracy.
    Pozdrawiam wszystkich nieśpiących…

  9. Just, ja maile od Akapitu dostałem tego samego dnia. Zajrzyj może do koszyka ze spamem.

  10. dziękuje DUA i kochani Księgowi
    za tyle przemiłych slow o naszym Dziecku.
    jak tak teraz patrze i analizuje ponownie jego spostrzeżenia, to rzuca mi się w oczy pewna ciekawa zdolność patrzenia na świat jakby z perspektywy trzeciej, zewnętrznej osoby.
    czyli potrafi wyjść z siebie i stanąć obok.
    (bardzo przydatna umiejętność, tak swoją drogą :))

    kawał szmaty tez jest cudowny, zostanie ze mną na dłużej :))

  11. piękny ten wiersz Zbigniewa Herberta.

    (Gdy było bardzo źle
    skakali w oczy naprzeciw
    i zamykali je mocno.)

  12. podziwiam mocne Słońce z lewej
    i płowy zarys Księżyca z prawej.
    będzie się działo.

  13. Na wsi w ogóle lepiej widać niebo – nie ma świateł.
    W mieście księżyc ma jeszcze jakieś szanse, gwiazdy rzadko.

  14. Dziękuję, Casciolino i Zgredzie!
    Mam nadzieję, że nie zostanę jak osiołek…

  15. Dobry wieczór DUA i Księgowi!
    U nas w Rzymie niebo zachmurzone, wiec Księżyca nie widać.
    Po niedawnych opadach śniegu, teraz zebrało sie na deszcz.

    Mam pytanie do Księgowych, którzy juz zamówili ” Ciotke Zgryzotke” , jak długo się czeka na odpowiedz wydawnictwa.
    Napisałam do Akapitu tydzień temu i nadal czekam.
    ( Być może tak musi być, ze względu na duże zainteresowanie nową książką DUA ).
    Pozdrawiam!

  16. Bardzo dziękuję!
    Pamiętam, że też lubiłam oglądać księżyc na Jeżycach.
    Ale wolę go tu, na wsi. Jakby czystszy i bardziej świetlisty.

  17. Ten piękny księżyc podziwiałam z perspektywy Jeżyc.
    Służbowy wyjazd i znowu mogę wszystkich Was pozdrowić z Poznania, szczególnie panią Małgorzatę.

  18. Fluid Nini! W samochodzie to trzeba się napracować nogami, zwłaszcza w korku ;)

  19. Piękny, ogrrromny patrzył mi prosto w szybę auta i czarował. A musiałam jechać ostrożnie, ślisko jak licho.
    Ciotuchna zamówiona, czekam i przebieram nogami, ale tak cierpliwie przebieram – raz jedną, raz drugą.

  20. Księżyc ogromny, złoty , kiedy go dziś widziałam , tworzył akurat wdzięczną kompozycję wraz z delikatnymi koronkami brzozowych drzewek, na tle fiołkowego nieba – cudo!

  21. Ojej, a ja, kiedy przeczytałam ten wiersz, zupełnie zapomniałam o jedzeniu :)

  22. Ach, ach, ten wiersz Herberta był jednym z kluczowych w mojej pracy maturalnej. Coś tam o humaniźmie w „niehumanitarnych” czasach.
    Tak sobie wspomniałam, jedząc zupę pomidorową. :)

  23. Gio (wiad.pryw.) rzeczywiście, zachowam to dla siebie i pośmiejemy się tylko w rodzinie.
    Ale dziękuję za tę możliwość!:)

  24. Piękne, Krzysztofie.
    Dziękuję bardzo.

    Jeśli zechcesz, mogę Ci pożyczyć „Uciekiniera z Utopii”, świetną książkę Stasia o poezji Zbigniewa Herberta.

  25. W radiowej Dwójce od dzisiaj do końca roku, codziennie ok. 12:15 – wszystkie wiersze Zbigniewa Herberta, jakie znalazły się w kolejno publikowanych tomikach, od „Struny światła” po „Epilog burzy”.
    Dzisiejsze „Dwie krople”, pierwszy wiersz debiutanckiego tomiku, czytał sam Herbert (nagranie zrobiono kilka tygodni przed jego śmiercią), duże przeżycie.

    Lasy płonęły –
    a oni
    na szyjach splatali ręce
    jak bukiety róż

    ludzie zbiegali do schronów –
    on mówił że żona ma włosy
    w których się można ukryć

    okryci jednym kocem
    szeptali słowa bezwstydne
    litanię zakochanych

    Gdy było bardzo źle
    skakali w oczy naprzeciw
    i zamykali je mocno

    tak mocno że nie poczuli ognia
    który dochodził do rzęs

    do końca byli mężni
    do końca byli wierni
    do końca byli podobni
    jak dwie krople
    zatrzymane na skraju twarzy

  26. Nini, polecam serie Timeline (np. Wynalazki albo Polska albo Nauka i odkrycia) i Cardline (Dinozaury, Zwierzeta).

  27. Serdecznie dziękuję, DUA i Adminko! :o)
    Obejrzę sobie w wolniejszej chwili i coś wybiorę.

  28. „Dobble”!
    A Adminka dodaje: „Labirynt”.
    No i „Ubongo”(2D).
    A zwłaszcza „Super Farmer”.

  29. Międzyczasie, przeciekawe!

    A nini tymczasem z prośbą o pomoc do Księgowych – o polecenie jakiejś interesującej gry dla siedmiolatka?
    Ludu, wspomóż!

  30. Mnie najbardziej porusza SAMOŚWIADOMOŚĆ . Kiedy pomyślę o tym, ile procesów obserwacyjnych składa się na to jedno zdanie, jestem zachwycona naszym ludzkim istnieniem na świecie :)

  31. Odświeżyłam sobie lekturę „Sprężyny”, „McDusi”, „Wnuczki do orzechów”, a wczoraj ukończyłam „Feblik” i mam trzy pytania do „Ciotki Zgryzotki”, może odpowie za dwa tygodnie? :) Kim jest małe Tygrysiątko, jakie ma imię? Co to za Aśka dzwoniła do Szymona? Kim jest brunet o szarych oczach poznany przez Łusię w Oksfordzie? Czy te przemycone infromacje będa miały kontynuację? Pierwsza na pewno! I Tygrysich wieści nie mogę się doczekać najbardziej!!! Nawet przyjemne jest to czekanie… :) Pozdrawiam pierwszomarcowo!

  32. A mnie najbardziej rozbawił WIESZCZ.
    Myślę, że Mareczek by się z Międzyczaskiem zgodził.

  33. Instynkt fajny, ale turlałam się przy OBIEKTYWNIE. To jest cudne!:D
    Kawał szmaty też bezbłędny :D
    O ludzie, ale się uśmiałam przed spaniem. Dobrze mi się będzie spało, dzięki dziewczyny.
    Uhuhu, hihihi, – odchodzi chichocząc.

  34. Ta zieleń na okładce jest piękna! Prawie wiosna! Czekamy niecierpliwie, dni odliczamy! A tymczasem powstają kartki wielkanocne. Do premiery muszę zdążyć, bo później już tylko herbatka i Jeżycjada!!! Pozdrawiam

  35. Definicją INSTYNKTU Międzyczasiątka z miejsca się zachwyciłam i tak szybko chciałam dać temu wyraz, że chyba coś nie tak w związku z tym w telefonie kliknęłam. Może teraz się uda :)

  36. Ach, Helena!
    :))))
    Moja ulubiona silna osobowość.
    Tak, takie to mamy Księgowe Dzieci. Mądrale. A jeszcze Jacopino z Sardynii! I Kozio naszej Karikari!

  37. Małego Międzyczasika i jego dzieła widuję czasem w sieci. A jak on ładnie i ekspresyjnie rysuje, mówię Wam.
    Cudo chłopaczek, cudo!

  38. Cześć i czołem! To jak już powiedzonka, to szybciutko, do śmichu: Helena, lat- wtedy- niecałe 4: „Dobrze mamo, że jedziemy do babci samochodem, bo miałybyśmy kawał szmaty /dwa zw. frazeol.: szmat drogi i kawał drogi/ tak pieszo!
    Ściskam b.g.

  39. Medzyczasiatko ma racje w wielu kwestiach.
    Owsianka jest najlepsza.
    Pchly sa grozne.
    Madre dziecko

  40. Definicja instynktu jest bezbłędna! Nic dodać, nic ująć. Podobnie jak pozostałe kwestie :)

  41. :)))
    No tak, rzeczywiście, czy to jest prezydent? Ale celnej riposty, inwencji, trafności i sensu wypowiedzi niejeden by mu mógł pozazdrościć. DEFINICJA jest godna rozważenia. Bardzo mi się wszystkie spostrzeżenia O. spodobały i dziękuję za podzielenie się. Pyszne! :)

  42. Aaa, jak mogę, to hulaj dusza! Zamieszczam! (W ramach rozsiewania radości)

    Synek Międzyczasów rzekł, cytuję:

    „Z ZACIEKAWIENIEM:
    – Tato, a gdzie jest twoja żona?

    NOWE ZNACZENIA:
    – Mogę zobaczyć co jest w tej dziupli? (o mojej szufladzie)

    WIESZCZ:
    -Gdy ja będę miał dziecko, to na pewno nie każę mu chodzić spać w
    nocy.

    O ZWIERZYNIE:
    -Mimi, a ty jakie masz ulubione zwierzęta? bo ja te groźne, czyli wilk
    i pchła.

    POD GARAŻEM
    – Mamusiu nie przejedziesz tego ludzika? (o Jarku, który wysiadł z
    auta)

    SAMOŚWIADOMOŚĆ:
    – Wiesz, dziewczynki są delikatne i strachowe, ale ty urodziłaś
    chłopca.

    OPOWIADA BAJKĘ:

    – I wiesz mamo, tam była Uczta!

    – Oo a co to jest uczta?

    – To taki piknik który robisz w domu, takie przyjęcie gdzie dają
    pyszności.

    – Tak? a jakie na przykład?

    – Noo różne, na przykład owsiankę.

    WYRWANE Z KONTEKSTU:
    .. – i ten łabędź miał pod gardłem takie pomroki, takie plamy ciemne
    jakby.

    OBIEKTYWNIE:
    – Wiesz mamusiu, widziałem dziś ze szkolnego autobusu jakaś kobietę, i
    myślałem, że to byłaś ty, i to była prawda.

    DEFINICJA:
    – A co to jest instynkt, kochanie?

    – To jest takie bezmyślne sumienie.

    i OSTATECZNIE:

    – Mamusiu, nie tyle pytań naraz! Po kolei, czy ja jestem prezydent?”

  43. będzie mi bardzo przyjemnie, Pani Małgosiu.
    chętnie dorzucę kilka sytuacji najświeższych, które ładnie wpisują się w kontekst „humoru zeszytów”.

    jeszcze co do rozsiewania radości:
    gdy ofiarujemy komuś coś miłego (rumiane jabłko:), radość z niego jest przyjemna, ale jednorazowa.
    a Słowo.. zapisane i utrwalone – tę radość może przynosić po wielokroć.
    przekonujemy się o tym, gdy w znanej na pamięć lekturze, napotykamy na fragment, który niezmiennie, -za każdym razem- nas wzrusza.
    albo jeszcze głębiej: dotyka tych sfer naszego serca, w które wcześniej nie miał szans dotrzeć, bo po prostu byliśmy na innym etapie życia.
    co za moc.

  44. Radosne to uczucie, Międzyczasku!
    Ale, ale!- dostałam przed Administrację przesyłkę od Ciebie! Dziękuję! Coś wspaniałego! Śliczny ten Twój synek mądrooki! A czy można by podzielić się z Ludem paroma jego powiedzonkami? Bardzo zabawne i urocze!

  45. jakie miłe to wspólne czekanie!

    Pani Małgosiu kochana,
    jakie to uczucie, tak niezmiennie nieustająco, ponadczasowo i wielopokoleniowo przynosić radość tylu ludzkim sercom?
    przecież to takie niezwykłe i nieoczywiste.
    tak sobie niedawno myślałam o zawodach i zajęciach człowieka, przez pryzmat wyznacznika, jakim jest radość wywoływana w drugim człowieku.

  46. Hm, to my już pewnie też niebawem. Jak miło!
    Sowo, zapisuję skrupulatnie numery podanych przez Ciebie stron. Może z początkiem przyszłego tygodnia uda mi się dotrzeć do czytelni.

  47. Hm, prawdę mówiąc, ja już dostanę egzemplarze jutro. Pierwsza partia nakładu schodzi z maszyn! :)

  48. Bardzo miło, choć nie o wiośnie w niej poczytamy. 1 września wypatrywaliśmy na niebie Księżyca i zarywaliśmy noc nad Collinsem.

    W naszym karmniku mniejszy skład niż w zeszłym roku, nie widzę w nim dzwońców ani zięb. A sprytne gawrony nauczyły się balansować na cienkich gałęziach magnolii i podkradać sikorkom ich knedle.

  49. U nas sikorki tak zajadle wyżerały ziarenka z wiszącego karmnika, że go ostatecznie zrzuciły.
    Dziki i sarny, a nawet jelenie wychodzą z lasu i zbliżają się do domów na skraju osiedla.

    Ha! Miło, że „Ciotka” będzie razem z wiosną.:)

  50. Czekam niecierpliwie, na „Ciotkę” i na wiosnę. Przybędą równocześnie. Podwójna radość. Chociaż podejrzewam, że „Ciotka ” pewniejsza niż wiosna.
    U nas -12 st C i wicher. Psy na dwór nie chcą wychodzić, a ptaki szaleją przy karmniku.
    Zima panie dzieju, jak drzewiej bywało, gdy dęby w lesie pękały od mrozu.
    Uściski.
    Wracam do pracy.

  51. Wannabe, ależ musisz to dla nas sprawdzić! – przy okazji, oczywiście. Jak będziesz w Japonii.

  52. W zeszłym roku wyszło japońskie wydanie „Lalki” i od razu dostało nagrodę. Ciekawe, jak przetłumaczono tam słowo „kopernik”? A jak po rosyjsku? Może jest jakieś tłumaczenie autoryzowane przez Prusa :)

  53. Ann (wiad.pryw.), nie, nie kryminał, to wciąż „Headlong”, która to książka zostanie Ci pożyczona.
    Bardzo ciekawa! I skłania do poszukiwań, które przedłużają czas lektury. Więc cierpliwości.
    Dobranoc!

  54. Ann (wiad.pryw.)- skoro ksero miałabyś robić, to nie! Po co ten kłopot. Nie trzeba! Widzę, że książeczka jest w sieci do przeczytania.

    Dziękuję!
    I zapewniam!

  55. Zapraszam, miła imienniczko!
    Choć z góry uprzedzam, że to nie będzie klasyczne spotkanie autorskie – tylko podpisywanie! No i pogaduszki z bliska.

    Anne, NIGDZIE nie ma tej książeczki Tazbira, właśnie sprawdziłam. Pożyczysz?

  56. Nie mogę się doczekać ;) Ciekawe, która wersja okładki mi się trafi. Zdaje się na los :)
    Nie dorastałam z Jeżycjadą, a kolejne jej tomy poznawałam dopiero kiedy byłam już na studiach (o zgrozo! Nie wiem dlaczego tak późno!). To było jakieś 10 lat temu.
    Wybiorę się do Poznania na kwietniowe spotkanie z Panią. Bardzo chętnie posłucham, a może nawet odważę się zadać jakieś pytanie :)
    Przesyłam uściski z Krakowa!

  57. Żeby to stwierdzić, należałoby zajrzeć do rękopisu, ale nie wiem, czy jest dostępny online i czy zawiera akurat ten fragment (zachowała się tylko jedna trzecia cześć rękopisu). Zostawiam tę robotę Wiewiórczance, jeśli lubi przedzierać się przez nieczytelne pismo. Spodziewam się jednak, że jako narodowa powieść, rękopis „Lalki” został gruntownie przebadany. W wersje drukowane wielokrotnie ingerowała cenzura, to dodatkowe utrudnienie dla badaczy. Natomiast trudno orzec, czy „Lalka” jest rzeczywiście jedynym literackim źródłem tego określenia. Załóżmy asekuracyjnie, że jest jedynym cytowanym (ewentualnie jedynym odnalezionym) przez autora słownika, bo z rzetelnością słowników też różnie bywa. Szczegółnie jeśli tworzone są na bazie literatury i prasy z epoki, której dotyczą.
    Madziu, a obejrzyj w słowniku strony 239, 330 i 484. Wyszukiwarka zgłasza mi jeszcze, że słowo pojawia się na czterech innych stronach, ale nie wiem jakich, bo ich nie wyświetla.

  58. Przelotem zerkam i polecam przeuroczą książeczkę Janusza Tazbira „Edytorskie potknięcia”, przepyszna :-)

  59. Racja, Madziu, to jest więcej niż ciekawe!
    Ale cóż, non omnia possumus omnes.
    Życie jest za krótkie, byśmy zdążyli zająć się wszystkim, co nas interesuje. Trzeba nauczyć się cenić swój czas i nie trwonić go na rzeczy zbędne.

  60. Po namyśle: a może to sprawka nie wielkiego pisarza tylko jakiegoś niedokładnego redaktora? Zrobiłam na studiach polonistycznych specjalizację edytorską i choć wiele lat minęło, wciąż jeszcze (choć może odrobinę niejasno) pamiętam, że naprawdę zadziwiające! błędy i nieścisłości pojawiają się w słowie drukowanym. Dlatego tekstolodzy tak dokładnie zestawiają teksty literackie z różnych wydań, a także z rękopisów oraz pierwodruków.
    Szczerze teraz żałuję, że nie zagłębiłam się w edytorstwo dokładniej. Takie to ciekawe!

  61. Wykorzystał w powieści, a potem termin trafił do słownika. O ile nie jest to zbyt fantastyczna hipoteza, Bolesław Prus jest autorem nowego znaczenia jakże nobliwego słowa „Kopernik”.
    Mają ten słownik w jednej z tutejszych czytelni, Sowo. No, po prostu muszę się tam wybrać.

  62. A, co za ciekawa wiadomość! „Lalka” jako jedyne źródło!
    A więc może było tak, że Prus podsłyszał czyjąś prawdziwą rozmowę, wyłowił słówko i zaraz wykorzystał w powieści!
    A co, jeśli się przesłyszał? Cha,cha!

  63. Wiewiórko-córko i Madziu Z., zajrzałam (na tyle na ile pozwoliło mi zajrzeć skąpe Google Książki) do bibliotecznego rarytasiku jakim jest „Słownik gwary warszawskiej XIX wieku” Bronisława Wieczorkiewicza. Znajduje się tam hasło kopernik z wyjaśnieniem, że to obelżywe przezwisko i dalej jest podany tylko cytat z „Lalki” (kopernik po wielokropku małą literą). Znamy zatem źródło przypisu wspomnianego przez Madzię, ale niewiele nam to daje jeśli chodzi o etymologię. Są za to inne ciekawe wyniki. Zaraz obok tego hasła pojawia się hasło „koprowizna” oznaczające drobne pieniądze (zapewne miedziaki), o słabej wartości. Poza tym wyświetla się też lista wyrazów bliskoznaczych do nie wiem jakiego hasła, wśród których jest i kopernik. Z lżejszych określeń wymienię tylko głąba kapuścianego, kanalię i gamajdę, a grubsze wyrazy przemilczę. Jest to dość niejednorodny zbiór, który sugerować może zarówno człowieka godnego pogardy, ciamajdowatego, głupca jak i kilka innych znaczeń.

  64. Madziu, ależ nie ma za co.:)
    Dzień dobry wszystkim!

    Zgredzie, w pełni rozumiem Twe uczucia wobec Wokulskiego. Mnie on też zawsze irytuje. I tak ma być.
    Prus był genialnym twórcą bogatych, wyrazistych charakterów.

  65. Zresztą; jak szyderstwo to wiadomo, że złośliwe.
    Przepraszam ponownie za działania pochopne.
    I idę popracować.

  66. Szyderstwo, szyderstwo i to złośliwe! – pisząc „ironia” wyraziłam się przesadnie, przepraszam.

  67. Ach, Sowo!
    Ileż ta młodsza Wiewióreczka znajdzie tu pożywki dla rozmyślań!
    Osobiście sądzę, że ktoś, kto używa wobec drugiego człowieka obelg, i to seryjnie, nie jest zdolny do ironii.

  68. Czy rozwiązałam, tego nie wiem, ale takie znaczenie z wielu względów wydaje się dobre (też w tym zestawieniu obieżyświat – Cygan). Zastanawiające jest jednak – jeśli kopernik to synonim kotlarza – dlaczego to słowo nie pojawia się w polskich słownikach? Jeśli było w powszechnym użyciu, powinno gdzieś się znaleźć, a jeśli było rzadkie, dlaczego autor go użył, zamiast napisać po prostu kotlarz albo Cygan? Poza racją oczywistą (lokaj mówił warszawską gwarą), nasuwa mi się jeszcze taka myśl, że ma jakieś znaczenie to kilkukrotne pojawienie się w powieści postaci (i pomnika) Kopernika, widzianego jakby z różnych perspektyw. Wyraźnie w XIX wieku astronom wzbudzał zainteresowanie w ludzie.
    [Po przerwie:] Poczytałam teraz, że oficjalnie zakaz wydawania dzieł Kopernika zniesiono w 1822 roku, a pomnik w Warszawie stanąl w 1830r. W 1873r. przypadła 400. rocznica urodzin astronoma, były z tej okazji obchody w Toruniu i Krakowie. Z tej właśnie okazji Matejko namalował swój słynny obraz (nota bene Prus napisał o jego ekspozycji zabawny dialog „Przed Kopernikiem”). W tym samym roku powstała Akademia Umiejętności. Prof. Kokowski napisał w artykule o polskich badaniach kopernikańskich: „W czasach utraty niepodległości wiedza o postaci i dokonaniach Mikołaja Kopernika odgrywała bardzo ważną rolę w życiu narodu polskiego. Traktowano bowiem jego postać jako jeden z najważniejszych symboli polskiej, europejskiej i światowej kultury. Z równą intensywnością działo się tak w całym tym okresie [1795–1918].” Akcja „Lalki” przypada na lata 1878-9, a więc lokaj raczej o Koperniku zdążył się nasłuchać. Po namyśle sądzę, że i wersja Madzi (szyderstwo) ma rację bytu.

    Jak to miło czekać sobie na tyle pięknych książek. „Złota gwiazdka” na Gwiazdkę, do tego DUA coś nowego obmyśliwa…

  69. Gio (wiad.pryw.)- dziękuję za nową czytelniczkę „Feblika”!

    A chłopczyk, jak widzę, przysparza „Złotej gwiazdce” sympatyków już teraz:)- dzięki za miłe słowa.

  70. Ha, miałam rację, że świąteczna!
    Jaka miła twarzyczka! Pewnikiem braciszek.

  71. Ach, dziękuję za to dochodzenie w sprawie Kopernika. Lecę zawiadomić wiewiórkę – córkę, nawet nie wie, co tu rozpętała, niech sobie poczyta. A potem lecę oglądać okładkę.

  72. Jaki kochany chłopczyk spogląda z okładki, nie można się do niego nie uśmiechnąć :-)

  73. Sowa ma rację, a ja tu miałem taki ciąg skojarzeń:
    Opium w Rosole -> Tombak -> Alpaka -> Cupronickel (ang.)

    Nawiasem mówiąc, kilka lat temu zacząłem powtórnie czytać Lalkę, ale zachowanie Wokulskiego tak mnie irytowało, że przerwałem. Nie chciałem go mordować, jak niektórzy przy czytaniu Wilkiego Collinsa.

  74. Też się bardzo cieszę na sequel „Srebrnego dzwoneczka”! On się o to po prostu prosił. Tak jak każdy kolejny tom Jeżycjady.

  75. A jakże! :)
    Właśnie byłam na fb i zobaczyłam tę nową okładkę. Cudna – lubię takie połączenie kolorów. :)
    I tak mi kiedyś przyszło do głowy: Adminka nazwała swój profil na youtube „bedzieladnie” (bardzo miłe zwiastuny do obejrzenia) – i działa to jak samospełniająca się przepowiednia w dobrym sensie – rzeczywiście tak jest, coraz ładniej!
    Gratulacje i dla Mamy, i dla Córki! :)

  76. Dziękuję, Pani Małgosiu.
    (Chyba się po prostu nie do końca zrealizowałam jako polonistka).
    Sowo, i Ty masz rację – po wielokropku obowiązkowo wielka litera, więc w moim wydaniu książkowym jest błąd. Na który zresztą mogła i natrafić młodsza Wiewióreczka.

    Nie zdążyłam napisać, że i mnie już teraz zawsze i nieodmiennie cieszą wieści o nowych książkach Adminki (mam całą, śliczną kolekcję), a jeszcze z takimi ilustracjami -ho, ho! :)))

  77. Mamo Kniżki, „Złota gwiazdka” będzie podobno o Gwiazdce, a ukaże się w sam raz pod choinkę.

  78. Sowa rozwiązała zagadkę! („Po łużycku kopornikar oznacza kotlarza”)
    Czyli Cygana miał na myśli lokaj.
    Wiewióreczce młodszej dziękujemy za ciekawe zadanie!

    Madziu, masz zmysł naukowy.

  79. Ha, nie ma innej rady – trzeba będzie zakupić obie wersje okładkowe, bo nie mogę się zdecydować ;).
    I jaka radosna wiadomość – będzie dalszy ciąg „Srebrnego dzwoneczka”! Jest na co czekać :). Teraz nawet powrót zimy niestraszny :).

  80. „Z jednej strony król Zygmunt, stojący na olbrzymiej świecy, pochylał się ku Bernardynom⁴⁵², widocznie pragnąc coś zakomunikować przechodniom. Z drugiego końca nieruchomy Kopernik, z nieruchomym globusem, odwrócił się tyłem do słońca, które na dzień wychodziło spoza domu Karasia⁴⁵³, wznosiło się nad pałac Towarzystwa Przyjaciół Nauk⁴⁵⁴ i kryło się za dom Zamoyskich⁴⁵⁵ jakby na przekór aforyzmowi: „Wstrzymał słońce, wzruszył ziemię.”⁴⁵⁶ Wokulski, który w tym właśnie kierunku wyglądał ze swego balkonu⁴⁵⁷, mimo woli westchnął przypomniawszy sobie, że jedynymi wiernymi przyjaciółmi astronoma byli tragarze i tracze⁴⁵⁸, nie odznaczający się, jak wiadomo, zbyt dokładną znajomością zasługi Kopernika”.

    Temat zafrapował mnie na tyle, że już wczoraj postanowiłam, iż przy następnej wizycie w bibliotece pożyczę „Lalkę” w wydaniu Biblioteki Narodowej, może tam będą bardziej szczegółowe objaśnienia.

  81. Nie uwierzę, że lokaj wiedział dużo o systemie kopernikańskim, ale o wielkim Koperniku słyszeć musiał. A jeśli posądzał Włocha o zbyt wysokie mniemanie o sobie, przy swoim jak najgorszym zdaniu o nim, wtedy ten Kopernik byłby po prostu jawnym szyderstwem.
    Zobaczcie, w jakim kontekście wspomina o Koperniku pani Wąsowska: „— Zdaje mi się, panie Ochocki — rzekła pani Wąsowska — że prędzej zostaniesz naszym Kopernikiem, aniżeli nauczysz się ostrożności!”
    Nigdy bym się tego nie dopatrzyła, gdyby nie Wójt, ale o Koperniku w całej „Lalce” pojawia się wzmianka kilkakrotnie (raz jeden tylko w kontekście obelżywym) i jest to zwykle mowa o pomniku Kopernika w Warszawie. Zacytuję jeszcze:

  82. Po łużycku kopornikar oznacza kotlarza. Na tym zakończę więc swoje inwestygacyje i oddalę się do swoich zajęć. Miłego dnia.

  83. Bywam tutaj rzadko, rzadziutko choć myślami często.
    Żal że czasu nie da się rozciągnąć.

    Trudno, łapię więc chwilę i zaglądam co tu słychać.
    Zajrzałam także po to aby wysłać Wam wszystkim i Pani Małgosi dużo ciepła w to mroźne, kryształowe popołudnie :-)
    i dziele się babeczkami dyniowymi z odrobiną cynamonu :-)
    na zdrowie

  84. A, Madziu, nie przywiązywałabym wagi do dużej litery w tym przypadku, tam są wszędzie trzykropki. Pewnie to reguła ortograficzna. A pozostałe użycia Kopernika jasno odnoszą się do astronoma.

  85. Nie chciałam tak wprost :). Latynosi miewają cygańską urodę. No i ten Molinari wyraźnie umiał zarabiać.

  86. Dlaczego nie? Pod koniec XIX wieku to nie była raczej wiedza tajemna? Wokulski spoglądał codziennie na pomnik Kopernika z okien swojego domu. Lokaj też mógł spoglądać.
    Ale pewnie to wszystko za daleko idące rozważania. Może jednak Kopernik to zwyczajnie miedziownik. Jak twierdzi Wikipedia, „Kotlarz – rzemieślnik zajmujący się wyrabianiem z blachy kotłów, rondli i innych przedmiotów (np. wężownic, aparatów gorzelniczych). Kotlarze zajmowali się też pobielaniem naczyń i urządzeń miedzianych. Przez wiele lat kotlarstwo należało do intratnych zawodów, a Cyganie byli uważani za fachowców w tej branży”.

  87. Ale lokaj wiedziałby coś o systemie kopernikańskim? I zakładałby, że szwajcar też wie?

  88. Jeszcze jedna hipoteza. Przed kopernikiem pojawia się w charakterze obelgi słowo obieżyświat. Wyraźnie włóczenie się po świecie nie było w dobrym tonie. Może kopernik to był ktoś, kto krążył po świecie? Albo kręcił się wokół czegoś, kogoś jak Ziemia wokół Słońca?

  89. Nie prana tylko 11 lat! Według legendy Izabela Kastylijska ślubowała, że nie będzie się myć i zmieniać koszuli, dopóki jej mąż nie pokona władających Grenadą Maurów. Oblężenie Grenady trwało 11 lat.

    U nas pod karmnikiem już od rana czeka głodna gromada. Czyżyki, zięby, jery, sikorki bogatki i modre, wróble, kowaliki, grubodzioby, kosy, rudzik, sójki, dzięcioły, sierpówki. W tym całym towarzystwie czyżyki są najmniejsze i najbardziej zadziorne. Taki maluszek startuje do każdego większego ptaka z rozpostartymi skrzydłami i otwartym dziobem z miną pt. Już ja ci pokażę!
    No i po chwili znów cały karmnik jego.

    1

  90. My mamy piękny, drewniany karmnik, stylizowany na wiejski sklepik, niestety sikorki się na nas obraziły, bo przez pewien czas nie sypaliśmy ziaren. Teraz przylatują tylko gołębie. Ale kto wie, gdy głód i mróz przycisną, może wrócimy do sikorkowych łask?
    Jestem korektorem, do narodzin Łusi pracowałam w redakcji popularnego tygodnika, miałyśmy tam gruby zeszyt z przeróżnymi perełkami. Jedną z nich było zdanie: „Miłość do oberka wyssaliśmy z mlekiem matek i ojców, a nawet babć i dziadków”.

  91. Ale zimno u nas, brrr!
    Pan Musierowicz był z psem na spacerze i na skraju lasu natknęli się na stado głodnych dzików o zwolnionym metabolizmie. Ryły sobie na działce niczyjej, o jedną przecznicę od nas!
    Były tak osowiałe, że prawie się nie zlękły, w ostatniej chwili dopiero postanowiły leniwie wrócić do lasu.

    Sikorki głodne jak psy, nie nadążamy z sypaniem ziarenek.

  92. Dzień dobry!
    Na widok okładki zaczęłam przebierać nogami, by pobiec do księgarni już, teraz, natychmiast!… Nie umiem się doczekać!
    Z lat własnej edukacji najmocniej utkwiły mi w pamięci dwa ładne zdania. Jedno, napisane przez mojego kolegę z podstawówki podczas omawiania „W pustyni i w puszczy” (nota bene, w tytule jest błąd! Ale większość z nas tak się z nim osłuchała, że w ogóle go nie dostrzega – mnie uświadomił profesor na drugim roku filologii polskiej!), brzmiało: „Potem powyjmowali mu ciernie z nóg, które bardzo przeszkadzały mu w chodzeniu”.
    Drugie zdanie pochodzi z mojej kartkówki z biologii, bodaj z lat gimnazjalnych, na której nie podałam definicji z podręcznika, tylko napisałam ją własnymi słowami. Nauczycielka skomentowała to następująco: „Poetycko i nawet poprawnie, ale błędnie”.
    Natalio, u mnie, również na Górnym Śląsku, w mieście niedaleko Bytomia, mówi się „baton”! „Weka” się pojawia, ale rzadziej. A „wek” – tylko w kontekście słoików z pyszną zawartością (oczyma wyobraźni widzę Idusię, która liże zakrętki…).
    A w kwestii różnic znaczeniowych – przez długi czas nie mogłam zrozumieć, jak można jeść rosół z kluskami. Wszak kluski to kluski śląskie! I je tak do rosołu wrzucać? Błe!

  93. Och!
    Ileż tego!
    O tym Izabelowym kiedyś tu była mowa. Pochodzi pono od barwy nigdy nie pranej koszuli tejże Izabeli.

  94. Pod wpływem tego koloru feldmortowego u Ann znalazłam kolory: chwieletowy, chwiołkowy, fialutowy, jacynktowy, amarantowy, wasilkowy, celeste (wł.celeste ‘niebieski’),chamois (fr. chamois ‘płowożółty’), depis depuis(fr. puce ‘pchła; kolor ciemnobrązowy’), dorato(wł. dorato ‘złotawy, złocisty’), giallo(wł. giallo ‘żółty’), granato(por. wł. granato – owoc ciemnoczerwony),gridelino(wł. gridellino ‛liliowy’, por. fr. gris de lin ‘szarolniany’), ko-kilko (fr. coquelicot ‘kolor makowy’), lila (fr. lilas ‘liliowy, jasnofioletowy’), pallie (fr. paillé‘słomkowy’)(paliowy), pons ponso punzo (fr. ponceau ‘pąsowy’), verdepom verdepon werdepom werdepon (fr. vert de pomme‘zielone jabłko’) (werdeponowy), celadynowy(fr. céladon ‘seledynowy’), cygrynowy(niem. seegrün‘morskozielony’), feltmortowy (fr. feuille-morte ‘koloru zwiędłych liści’), inkarnatowy(por. łac. incarnatus‘cielisty; jasnoczerwony’, fr. incarnat ‘wiśniowy’, wł.incarnatino‘jasnoróżowy, cielisty’), izabelowy (fr. couleur isabelle‘kolor brunatnożółty, płowy’), kaffowy(por. wł. caffè ‘kawa’, fr. café ‘kawa; kolorkawowy,ciemnobrązowy’),morderowy(fr.mordor‘złocistobrązowy’),walensowy(fr.valence‘pomarańcza walencka’).
    Poza tym mamy kolory:agatowy, amarantowy, barszczowy, blamarantowy, brzoskwiniowy, chwieletowy, chwiołkowy, ciałkowy, cynamonowy, czekuladowy, farforkowy, fialutowy, fiałkowy, grynszpanowy, indychtowy, jabłonkowy, jacynktowy, jamarantowy, kaczorowy, kaparowy, kapucynowy, krokosowy, lawendowy, lazurowy, liliowy, majowy, marcepanowy, oliwkowy, orzechowy, perłowy, pieprzowy, piernikowy, pijusowy, piusowy,
    pizowy, pokrzywkowy, porcelanowy, prochowy, rosołkowy, rozmarynowy, rożynkowy, sasankowy, sosenkowy, susowy, szafranowy, tabaczkowy, turkusowy, wasilkowy,bławatny, obłoczny, ołowny, gołębiaty, jałowaty,jabłonniczy,papużasty,morągowaty, pieprzykowaty, gołębi, muszy, papuzi, rydzy,żółtogorący Aurora, czerwień książęca, czerwień turecka, liturgiczne kolory, saski kolor, dziki (rdzy).
    (Irena, TurnauSłownik ubiorów )

  95. Znalazłam jeszcze coś ciekawego. Kopernik napisał całkiem sporo rozpraw o biciu monet. Późno to odkryto, bo pierwsze wydanie „współczesne” ukazało się w Warszawie dopiero w 1816 roku. Może w XIX wieku postrzegano Kopernika jako człowieka pieniądza? Taka robocza hipoteza.

  96. Myślę tak jak Zgred – może to było jakieś potoczne określenie na miedzianą monetę, a zatem oznaczało dusigrosza. Jak dzisiejszy centuś. Nawiązując do drugiego znaczenia słowa koper (warzywo korzenne) – jak dzisiejszy burak? ;)
    A jeśli pisane dużą literą, jako nazwisko, to może jako synonim Prusak, Niemiec? Choć nie widzę związku logicznego.

  97. Ciekawe jest pochodzenie nazw kolorów.
    Kolor biały pochodzi od prasłowiańskiego bhalam, czyli blask, lub bhati – świecić.
    Czarny – od czerńca, rośliny barwiącej na czarno.
    Fioletowy od fiołka – viola.
    Czerwony od czerwca, pluskwiaka, z którego uzyskiwało się ten bezcenny kolor.

  98. U koni umaszczenie też potrafi być w kolorze szampańskim. I to w różnych wariantach:

    – maść złotoszampańska: sierść złota, grzywa i ogon jaśniejsze lub w tym samym kolorze.
    – maść klasyczna szampańska: sierść o odcieniu kawowoszarym, grzywa i ogon nieco bardziej rudawe.
    – maść bursztynowoszampańska: sierść złotobrązowa, grzywa, ogon i kończyny ciemniejsze.

  99. Może tak, Zgredzie. że to niby i na miedziaka się ten kundel połaszczy. Prawdopodobne.

  100. Mi się kojarzy geneza angielskiego słowa „cop” oznaczającego policjanta, jakoby od tego, że płacą mu w miedziakach. Czyli coś analogicznie, jak w gwarze warszawskiej „złotówa” na taksówkarza.
    Oba raczej chyba pejoratywne.

  101. Znaczy, nikt nie wie. Ot co.
    Na pewno nie ma to być porównanie do wielkiego Kopernika. „Kundel, hycel, pokraka, zgnilec, obieżyświat… kopernik” – to wszystko jest powiedziane bez ironii, z żywą niechęcią. Może więc jednak kopernik to ktoś, kto uderza w koperczaki, prawi koperczaki? A może po prostu za czasów Prusa słówko to miało określone (pejoratywne) znaczenie w Warszawie (wśród lokajów), a potem zanikło?

  102. Główkując samodzielnie, dochodzę do wniosku, że ten „kopernik” może mieć wydźwięk ironiczny i oznaczać na przykład kogoś, kto ma o sobie bardzo wysokie mniemanie, nie całkiem znajdujące uzasadnienie w rzeczywistości. Słowem: „łeb to zadziera”, ot taki Kopernik z Bożej łaski. Ale mogę się mylić.
    I jeszcze dodam, że w moim wydaniu książkowym (Prószyński) kopernik faktycznie jest zapisany z małej litery, ale znów na wolnychlekturach (skąd wzięłam ten lakoniczny przypis) stosuje się wyłącznie zapis literą wielką. A przejrzałam błyskawicznie cały tekst, korzystając z funkcji Ctrl F. Może więc nie jestem tak bardzo w błędzie. ;)

  103. No tak, pantofelek Kopciuszka… Mam świadomość, że wiele słów dla mnie oczywistych to tylko regionalizmy a my, Małopolanie, chcielibyśmy, aby były ogólnopolskie (choćby wspominając o odwiecznym sporze „na polu” czy „na dworze”)

  104. Dzięki, Madziu, mamy i kontekst.
    Masz rację, to brzydkie jakieś wyzwisko i nie ma nic wspólnego z miedzią.:)
    Ani z koperczakami zapewne.

    Ale mamy tu przecież panie nauczycielki, co one nam powiedzą?

  105. U Doroszewskiego są tylko kopersztychy (miedzioryty) i system kopernikański, a także koperczaki (zaloty, umizgi, komplementy).
    Zajrzałam jeszcze do „Encyklopedii staropolskiej” Glogera, a tam – ładne objaśnienie tychże:

    „Koperczaki – według zdania Karłowicza z węgier. ‚kopesag’, figiel, psikus, żart; w każdym razie wyraz nie starożytny, ale już w XVIIIw. bardzo u nas rozpowszechniony. W pisarzach owczesnych czytamy: ‚Niech pan żywego koperczaka zacznie’…’Nosi od nich do niego, od niego do niej, koperczaki miłosne’… ‚Cały w koperczakach’ … ‚Koperczaki pali’…’ same koperczaki stroił z dziewczętami’. ”

    No, ale to nie koperniki.
    A jaki kontekst, ciekawe. Powiedz, młodsza Wiewióreczko, w którym to rozdziale „Lalki”, spróbujemy zrozumieć.

  106. Oj, nie jest to obelga arystokratyczna!
    Mówi lokaj wpadłszy do szwajcara:
    „- Przynajmniej znalazł się choć jeden pan, co się poznał na tym kundlu Włochu…O hycel, łeb to zadziera, ale nim ci da, człeku, dziesiątczynę, to ją pierwej ze trzy razy obejrzy… Legawa suka go urodziła, pokrakę… Zgnilec, obieżyświat… kopernik”.
    A lokaj obraża w ten sposób Molinariego, zaś ten pan, co się na Włochu poznał to Wokulski.
    Jak wyjaśniono w przypisie (niestety lakonicznie) kopernik to wyzwisko warszawskie. Przydałby się słownik gwary warszawskiej, najlepiej dziewiętnastowiecznej.

  107. No to się przyznam, że niezasłużona to pochwała. Osobiście zrobiłam tak samo jak Starosta, z pewnością uznałam słowo za minione i czytałam dalej, bo nawet nie pamiętałam, że takie było, gdy mnie o to spytała starsza wiewiórka. Druga liceum, klasa mat- fiz- inf, jako jedyna w klasie (załamałam się, gdy to usłyszałam) czyta zadaną lekturę i to z wielkim zainteresowaniem. Jednak jako umysł matematyczny skłonna jest do wnikliwości i analizy. Ale i ona nic nie mogła znaleźć na ten temat. A Starosta – proszę!

  108. Casciolino, w moich rodzinnych stronach, bamboszami nazywało się obuwie domowe sięgające powyżej kostki, na filcowej podeszwie i koniecznie z pomponem :)

  109. Mało prawdopodobne. Popatrzę jeszcze co o tym mówi Doroszewski.
    Popatrz, jak Ty dociekliwie czytasz.
    Mnie nigdy nie uderzyło to słowo w „Lalce”, widocznie zaliczyłam je do tych minionych, których i tak nie używamy, a więc i nie zrozumiemy.
    Trzeba to naprawić.

  110. Dziękuję, Starosto, nic nie mogłam znaleźć na ten temat, a zaintrygowało mnie to. Byłażby to więc pogarda arystokracji dla ludzi zajmujących się wyrobem miedzi, jako do ludzi niższego stanu lub wręcz gorszego gatunku? A nieładnie.

  111. Papuzi – staropolski żółtozielony, intensywny kolor majowej zieleni. Czy wspominałam, że przepadam za tamtymi kolorami i ich nazwami? ;-) Gryzdelinowy, morderowy, walensowy, feltmortowy, marcepanowy…. :-)
    Dobrego wieczoru :-)

  112. Wójciku! Z sieci:

    „Nazwisko Kopernik wywodzi się od łacińskiego słowa cuprum – miedź, która w staropolszczyźnie nazywana była – koper. Miejscowość Koperniki byłaby więc osadą koperników czyli ludzi zajmujących się obróbką miedzi.”

    A ja dodam: a pamiętacie „Baśń o stalowym jeżu”? Tam była mowa o wytwarzaniu kuperwasów.

    Nadal z sieci:

    „Słownik warszawski (1902 r., t. II, s. 466) podaje, iż koperwas // kuperwas to słowo pochodzące od niemieckiego Kupferwasser i oznaczające ‘nazwę potoczną siarczanów, krystalizujących się z pięcioma albo siedmioma cząsteczkami wody krystalizacyjnej’. Nieco inną definicję podaje Słownik Lindego (Lwów 1855, t. II, s. 439) – „słowo niemieckie źle wymówione, miasto Kupferwasser, sok albo woda z miedzi, barwy papużanej, najlepszy ku pisaniu bywa”.

    Podoba mi się barwa papużana.

  113. Znam kogoś, kto się bardzo ucieszy z drugiej części „Srebrnego dzwoneczka”. Jest to pewna, niemała już dzieweczka. Wnioskując z tytułu, oraz z częstej u autorów chęci urozmaicenia tła, a także z przewidywanego terminu wydania, akcja tym razem będzie się rozgrywała w zimie, gdzieś około Gwiazdki…

    A wracając do rozważań na temat słów i słówek, czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego za czasów B.Prusa, słowo „kopernik” oznaczała obelgę? W ” Lalce” często jest parokrotnie jest użyte w kontekście pejoratywnym. Coś jak: taki owaki, taki z niego kopernik.

  114. No, po prostu nie mogę się doczekać! – czemu daję wyraz po raz kolejny, powtarzając się. :)

    Swoją drogą: nie cierpię powtórzeń, które nagminnie pojawiają się w moich komentarzach. Jak to jest, że czytam wpis powtórnie i nie widzę powtórzenia, a bije mnie ono po oczach natychmiast po publikacji? (Ostatnio: słówko „jednak”). Bardzo przepraszam, że daję jawny wyraz mojej frustracji, ale gryzie mnie to już od pewnego czasu.
    Za powtórzenia też przepraszam, :)

  115. Madziu, to ja jestem wzruszona – Twoim wzruszaniem się.
    No, dobrze, Feblik skończyłaś prawie w sam raz. Zobaczymy, co teraz będzie:)))

  116. Aleksandro, obiecałam Ci malinówki w „Ciotce”- i są!
    A Emilka niech pomyśli o swoich.:)

  117. „Malinowe jabłko”! Nie śmiem wręcz marzyć, żeby takowe powstało. Byłabym uszczęśliwiona. W razie czego służę modelem do ilustracji :)

  118. Ha! U nas, czyli w Małopolsce pantofle to właśnie domowe klapki albo ciepłe obuwie służące tylko i wyłącznie do chodzenia w domu. W życiu na eleganckie damskie obuwie na szpilce czy obcasie nie powiedziałabym pantofle.
    PS. Do „Ciotki…” już tylko 16 dni!

  119. A w Lublinie mawiało się ciapy. U nas jednak pantofle.
    A kiedy kupuję tu bułkę to jednak chyba wrocławską, a nie binę, jak podpowiada ściąga Mamy Isi. Chociaż dla mnie bułka to bułka i z trudem odczytuję z daleka w swoich mocnych okularach to, co jest napisane na koszyczkach z pieczywem za plecami pani w piekarni. ;)
    Melduję, że i Feblik przeczytany. Okazuje się, że to jest jednak ta część Jeżycjady, która mnie zawsze najmocniej wzrusza. :)

  120. Natychmiast idę sobie przypomnieć tę orkiestrę.

    Piegusko, „laczki” to w Poznaniu ciepłe obuwie domowe, z pełnym czubkiem, a bez pięt. A papcie to w gwarze poznańskiej po prostu wszelkie obuwie.
    Kapci tu nie bywało.

  121. A propos różnic regionalnych przypomniało mi się, jak Borhardt opisywał próbę tworzenia orkiestry wilków morskich.

  122. Kochani, po długiej przerwie dopisuję się, by uczestniczyć w zbiorowym, radosnym oczekiwaniu na Ciotkę. A poza tym tak kusząco bawicie się słowami, że już nie mogę wytrzymać. Zastanawiam się nad różnicami w nazywaniu… kapci. Tzn po mojemu kapci, bo moja przyjaciółka z Kujaw mawia tylko „laczki”. Dla mnie laczki to klapki… A jeszcze niektórzy mówią „pantofle” (dla mnie to eleganckie buty na obcasie). I jak tu nie kochać języka!

  123. Cieszę się razem ze wszystkimi bliskością Ciotki ;) A wiadomość o „Złotej gwiazdce” po prostu mnie zelektryzowała. ( W Gliwicach „wek” :)

  124. W Krakowie – weka (przynajmniej tak sie mowilo, jak bylam mala). Pamietam, jak jezdzilam na wakacje do babci do Sopotu i sie denerwowalam, bo pani w sklepie na moja prosbe o weke reagowala zdziwieniem! (Dopiero po jakims czasie zrozumialam, ze weka byla tam znana tylko jako bulka paryska).
    W Polsce jest w sumie malo takich slow, roznic regionalnych (przynajmniej tych w powszechnym uzyciu). We Wloszech jest ich mnostwo, kazdy region to troche inny swiat (Wlochy w koncu pozno sie zjednoczyly…).

  125. PS U nas na Górnym Śląsku, we wspomnianym przez Mamę Isi Bytomiu rzeczywiście występuje wek/weka, w powszechnym użyciu. Innych określeń nie słyszałam.

  126. Dzień dobry. Skoro moje pojawienie się „z otwartą przyłbicą” zaowocowało wieloma ciekawostkami ze szkolnych zeszytów, dołożę też swoje trzy grosze.
    Pani polonistka w 6. klasie podstawówki odpytywała kolegę z przypadków. Początkowo szło mu całkiem, całkiem: mianownik, dopełniacz, celownik, biernik… I w tym momencie zupełnie się zaciął. Nauczycielka podpowiada: „Na…Na…”. Na co kolega: „Napełniacz?”
    Pozdrawiam :)

  127. Zajrzałam do netu. Specjaliści uważają, że nie powinno być „stoż”, tylko „stóż”.;) Stawianie stogów, tryb rozkazujący.
    No tak, „asań” – odmiana od „asany”.
    Czysty dom wariatów.

  128. Mamo Isi, jak rozumiem, matematyka opisuje wszystko.
    I tam chodziło o to, że nie da się wszystkiego rozstrzygnąć.

    A że nauczyć się nie da, to wiem z własnego doświadczenia.

  129. Mamo Isi, dementuję: bułka wrocławska jak najbardziej znana we Wrocławiu. Mój dziadek zwykle taką kupował, chociaż pochodził z północy. I weka też jest tu znana.
    Z literakami mam taki kłopot, że wolę się skupiać na tworzeniu znanych mi słów z dostępnych liter niż przewidywać, co słownik przepuści albo jaką strategię obierze przeciwnik. Dlatego zawsze przegrywam.

    A propos wariantywnych okładek, chętnie wybrałabym Ciotunię w twardej oprawie i porządnie zszytą. Wytrzymałaby dłużej.

  130. Beatuszko, racja, pamiętam z młodych lat: kawiorka (kawiorek) zwała się wtedy bułką wrocławską!

    Co do tych nowych słówek – niektóre bywają wielce przydatne, na przykład: fiżon, adat, brze, cist, czapetka, stoż, kahina, świdwa, tajęża etc.
    Wczoraj mnie zawodniczka ograła, bo zakwestionowałam jej słowo, uczynione z mojego. Do moich SAŃ dodała A i wyszło ASAŃ. No i co? Jest dozwolone to słówko i straciłam kolejkę.

  131. Potwierdzam: w Wielkopolsce kawiorka!
    Mario Anno, Mamę Isi już zapewniłam, a reszcie Księgowych mówię od Ciebie, że ich także baaardzo lubisz, bo wszyscy znają Józefa!
    A teraz – autoryzowany już cytacik z Twojej poprzedniej wiadomości:

    > Wczoraj znalazłam książeczkę Pronazato (…) i oczywiście zaraz natknęłam się na dzisiejszą Ewangelię tak odczytaną przez dziecko: ”Jezus wszedł na górę i się przetoczył. Jego głowa wyglądała jak słońce a ubrania miał jak królewna Śnieżka”.< No, trzeba przyznać, że jest to coś pięknego!

  132. Dzień dobry!
    Ach, te okładki, chyba wybiorę tę z Augustem.
    Wieść o kontynuacji „Srebrnego dzwoneczka” ogromnie mnie ucieszyła i tytuł taki obiecujący, podoba mi się bardzo.

    Na starostową ściągę już się cieszę, też zapisuję co ciekawsze słówka :-)
    Uściski!

    Dodam jeszcze, że weka, bułka paryska czy angielka to przecież nic innego jak bułka wrocławska ;-)

  133. MarioAnno, też Cię lubię:)

    Zgredzie, ale to, że nie da się wszystkiego nauczyć, dotyczyło chyba matematyki, a nie krzyżówek.

    Sowo P., literaki traktuję jak niegdyś jolki w GieWu. Cała zabawa nie polega na odgadywaniu słów, ale na odgadywaniu, co nowego wykombinował autor tego idiotycznego słownika. Autor jolki z GieWu potrafił pomylić Narutowicza z Naruszewiczem (hasło: prezydent Polski), Zerwikaptur z Kropidłem (hasło: miecz Podbipięty) etc.
    Autor słownika literaków musi być specyficzną postacią (niekoniecznie wartą znajomości).;)

  134. Trudno, świetnie, będę się specjalizować w bułkologii.
    W różnych obszarach Polski bułka paryska ma następujące nazwy regionalne:

    „angielka” – w Łodzi
    „baton” – m.in. w Białystoku
    „bina” – na Podkarpaciu,
    „bułka francuska” lub „francuz”,
    „bułka kielecka”,
    „bułka wrocławska” – spotykane czasem na terenie województwa łódzkiego, południowego mazowieckiego i świętokrzyskiego; wbrew nazwie, jest to określenie zupełnie nieznane w okolicach Wrocławia,
    „bułka wyborowa”,
    „gryzka” – okolice Radomia,
    „kawiarka”,
    „kawiorek” – na Mazowszu i Pomorzu, w Poznaniu i Jeleniej Górze,
    „kawiorka” – w Poznaniu i Jeleniej Górze,
    „lenga”, „linga” lub „lynga” – w dialekcie śląskim Górnego Śląska oraz w okolicach Łodzi i Częstochowy,
    „parówka” – okolice Lublina,
    „wek” lub „weka” – na obszarze byłego zaboru austriackiego (m.in. w Krakowskiem) oraz na Górnym Śląsku (Gliwice, Zabrze, Bytom)

    Toteż nic dziwnego, żem o wece nie słyszała, skoro siedzę na drugim krańcu Polski. Co prawda o kawiorku też nie słyszałam. U nas jest to zwykła bułka paryska.

  135. Zuziu, potwierdzam, to ma jakiś tajemny związek z prokreacją, zawsze to czułam. :)

    MarioAnno, dziękuję za kolejną wiadomość prywatną, z której chętnie bym zacytowała fragmencik ku ogólnej uciesze (ten pochodzący z zeszytów szkolnych), ale nie śmiem bez pozwolenia.
    Natomiast to, że bardzo lubisz Mamę Isi, mogę chyba powtórzyć?

  136. Dzień dobry w tę słoneczną, mroźną niedzielę!
    Pani Małgosiu, jakie to jest uczucie, gdy trzyma się w dłoniach własną książkę, gdzie wszystko, od początku do końca jest Pani dziełem, w całości zrodzonym z.Pani wyobraźni, które trafi prosto do naszych serc? Bo brzmi jak dawanie czemuś życia.
    A propos humoru szkolnego, u nas prowadzi się niekiedy zeszyty z tekstami nauczycieli i tak nasz ksiądz na jednej lekcji potrafi powiedzieć piętnaście razy „Rzecz bardzo ciekawa” i „Proszę mnie dobrze zrozumieć”, a od naszej biolożki dowiedzieliśmy się, że „z powodu niewystępowania ogona, płazy nie mają ogona”.

  137. Dzień dobry mówię, z naprawdę szerokim uśmiechem!

    MarioAnno (wiad.pryw.)- dziękuję za tę uroczą scenkę z „Szóstą klepką”! Jak to miło, że miałaś ochotę wszystko to mi opisać! Proszę przy sposobności najserdeczniej pozdrowić mojego czcigodnego Czytelnika! I dołożyć szczere gratulacje.
    Liścik Twój ze ślicznymi roślinkami dotarł, a ja zwlekam z odpowiedzią, by móc do niej coś dołączyć. ;) Już niebawem!

  138. Mamo Isi, jak się gra na telefonie, to konwersacje się nie wyświetlają (są ukryte). Można żyć w błogiej nieświadomości, co myślą o nas nasi adwersarze. Tylko dość ciężko przemieszcza się palcem literki na planszę.
    A ta konieczność wykucia listy słów i przyswojenia osobliwych reguł też jest nie dla mnie. Wprawdzie lubię podczytywać sobie do poduszki słowniki, ale uczenie się ich na pamięć to już lekka przesada. Nie masz to jak rodzinne lub przyjacielskie skrabelki w realu.

  139. Żucie Raskolnikowa było więc ciężkie.
    Ech, żucie, żucie (że wspomnę nasze niegdysiejsze zabawy).

    Ann (wiad.pryw.)- ależ dlaczego nie miałabyś powiedzieć jawnie, że Countess Gray to najlepsza z odmian herbaty!

  140. To ja dodam, jeśli chodzi o humor z zeszytów szkolnych: sama jakiś czas temu, ucząc się z własnego zeszytu do klasówki z polskiego, dowiedziałam się, że „Raskolnikow żuje w nędzy”. Postanowiłam nie poprawiać tej literówki :) Pozdrawiam!

  141. W istocie, Zgredzie, właśnie się doszukałam, że weka (Gallirallus australis) to ptak z rodziny chruścielowatych; już nie mówiąc o tym, że weka to również nazwa bułki paryskiej.
    Mam po prostu braki w wykształceniu; groza mnie ogarnia i niniejszym składam samokrytykę.
    Do owada nie doszłam załamawszy się moralnie po drodze.

  142. Eseje pod redakcja Fadimana?
    Coś pysznego, znów Ci dziękuję, Ateno.
    Teraz tylko muszę dokończyć „Headlong” i już się na nie rzucam.

  143. Syn przywozi mi z Londynu herbaty Fortnum & Mason. No, powiem Ci !- jest co zaparzać.
    Prawdziwe herbaty. Nie lubię tych perfumowanych z różnymi tam kwiatkami i jagódkami.

  144. Charlotko, miłe to doprawdy. Kwiaty i herbata, mam to w domu. Także w pełnym wyborze.

    Elżbietko, jesteś więc nauczycielką – czy dobrze rozumiem ten uśmiech szeroki?

  145. Ach, jak miło. I kontynuacja „Srebrnego dzwoneczka”! Cudnie!
    A ja właśnie odkryłam dzisiaj przemiłe miejsce, które natychmiast skojarzyło mi się z Panią, bo idealnie wręcz pasuje (i może je Pani zna). Mniej więcej naprzeciw Teatru Polskiego – malutka herbaciarnia połączona z kwiaciarnią, czy też może kwiaciarnia z herbaciarnią, bo herbaciarnia dopiero w głębi. Jaki wybór przeróżnych herbat! Świetne miejsce! I tylko nie mogę uwierzyć, że wcześniej o nim nie wiedziałam, zwłaszcza że prawie codziennie przejeżdżam obok. Wszystko przez to czytanie książek w tramwaju :) Herbatka pyszna („Trzy wschody słońca”) – i czyż to nie przemiłe połączenie: kwiaty i herbata? (i jakże naturalne w gruncie rzeczy)

  146. Weka to np. ptak z Nowej Zelandii.
    A weta to ichni owad.
    Gdybym Ci ja miał czas, to bym tyż poigrał w literaki one.
    A tu Agata Ch. zawleknięta przez Szarotkę z biblioteki czeka.

  147. „Mnóstwo złych manier” to eufemizm. Wczoraj w niewybrednych słowach zagrożono mi morderstwem. Do czego to krzyżówka potrafi człowieka doprowadzić. ;)
    Traktuję to „mnóstwo złych manier” jako pendent do ichniego słownika.

    Spodobała mi się jeszcze szkolna uwaga architektoniczna:
    „Słowianie mieszkali w domach z drewna, z których dym wychodził mniejszymi otworami, a Słowianie większymi.”

  148. Bardziej niż maniery irytuje mnie presja – czasu i strategii. W takich okolicznościach potrafię tylko przegrywać.

    Panna Mania cudnie gra na mandolinie
    Łudi bidi bindia, łudi bidi bindia, łudi bidi bum…

  149. Aaa, Mamo Isi! Przewracam się ze śmiechu!
    Pewna jestem, że obecni tu nauczyciele niejedno mogliby dodać. Ale są lojalni wobec uczniów.

  150. Krysiu, bardzo proszę, napisz tutaj wiadomość, tylko uprzedź, że jest prywatna (O, tak: WIADOMOŚĆ PRYWATNA!!!!). Wtedy przeczytam, nikomu nie pokażę, a i odpowiem dyskretnie.

  151. „Rance” to od „ranki”! W życiu bym się nie domyśliła! Pewnie głównie dlatego, że mam przed nosem te dwu- i trzy-literowe słówka i niektóre są tak idiotyczne, że z góry zakładam bezsensowność pozostałych.
    A za ściągawkę z góry dziękuję!
    Co jakiś czas zaglądam do humoru zeszytów szkolnych i coś znajduję:
    „Chciałbym iść w ślady mistrzów takich jak Chopin i Moniuszko, i dlatego postanowiłem uczyć się grać na mandolinie.”

  152. Ileż miłych wiadomości literackich! Lubię kupować nowe książki.

    Grywałam dawno temu w Boleszynie, ale przestałam. Weszłam tam znowu kilka dni temu i już przypomniałam sobie, dlaczego przestałam.

  153. Pani Małgosiu kochana – czy ja mogę napisać do Pani – i dokąd – list, taki bardziej prywatny?…

  154. Tak, Kris, „Srebrny dzwoneczek” ma nadzwyczajne powodzenie. W coś ważnego Emilka utrafiła!
    Tak będzie i ze „Złotą gwiazdką”, jestem pewna.

  155. Piekne te zlociste okladki! Ciesze sie ogromnie, ze do premiery „Ciotki” juz tak blisko!

    Ciesze sie tez, ze bedzie dalszy ciag „Srebrnego dzwoneczka” i ze ilustracje juz powstaja. Zycze milej pracy!

    PS Bardzo podoba mi sie tez poprzedni wpis, zabawy slowami sa fascynujace.

  156. Tak, ten słownik ichni jest wielce wątpliwy. Na przykład pozwala na użycie słów żargonowych, a niekonsekwentny jest w przypadku gwar.
    Cóż z tego, kiedy obowiązuje.
    (Ale ranka – skaleczenie – „tej rance”)

    Przyślę Ci (i Beatuszce) moją ściągę.

  157. Co jakiś czas gram sobie dla nabrania wprawy w literaki. Ostatnio pozwoliłam sobie sprawdzić przeciwnikowi słowo: „rance”. Oraz „weką”. W obu wypadkach straciłam kolejkę, bo słowa w ichnim słowniku istnieją. Wykończę się. W tym szaleństwie nie ma metody.

  158. Tak, czytałam o nim.
    A rewitalizacja cmentarza to jeszcze nic w porównaniu z moim ulubionym szyldem z ulicy Dąbrowskiego w Poznaniu (Jeżyce, oczywiście):

    UZDRAWIANIE!- W PODWÓRZU

    Ten szyld wisiał latami na bramie, aż znikł. Widocznie uzdrowiciel umarł.

  159. No to pójdę za ciosem.
    Przez jakiś rok przejeżdżałem autobusem obok tablicy, która dumnie obwieszczała przedmiot prac, między innymi budowlanych: „Rewitalizacja cmentarza”.
    A cmentarz nie byle jaki, bo jest tam na przykład pochowany wielki polski wynalazca, Abraham Stern.

  160. Ago, to i Emilka się ucieszy!
    A premiera „Złotej gwiazdki” zaplanowana jest na Gwiazdkę właśnie. W tym roku.

  161. Pewne naprawdę zasłużone czasopismo zamieściło niedawno nekrolog zawierający zdanie:
    „Po długiej chorobie Pan wezwał go do siebie”.
    Teologicznie ciekawe.

  162. Witam,
    a cóż za krzepiący widok, sobota przez to wydaje się być jeszcze piękniejsza!
    Mój syn strasznie się ucieszył, że będzie druga część „Dzwoneczka”. Czytał książkę dwa lata temu, w wakacje, i strasznie był rozczarowany,że to już koniec. Jego pierwsze zdanie po zakończeniu lektury brzmiało: „A druga część?” (chyba nawet napisałam o tym Emilce). Dopytywał mnie ze dwa dni, czy wróżka umarła, a ja mu mówiłam, że wyjechała. Świetnie, że Adminka zdecydowała się napisać drugą część! Na pewno zakupimy! Może ukaże się na Dzień Dziecka, będzie prezent jak znalazł.

  163. Jakie cudo. Już się cieszę. Zamówiłam sobie jako prezent urodzinowy od siostry. Tylko „Ciotka” mi do szczęścia potrzebna. No, i praca, oczywiście, bo bezrrrobocie jest strrrasznie strrraszne. Ściskam Ksiegę, a UA najmocniej – dziękuję za przyszłą radość.

  164. „Po powrocie do domu Wokulski zamknął się w sobie i nikogo nie wpuszczał.”
    Na szczęście umieszczono w necie nowy humor z zeszytów szkolnych! Zachwycający! Czytam właśnie i kwiczę z radości.
    Jeszcze 19 dni!

  165. Bez treści, a swoje zmieści.
    Ateno, wczoraj na dobranoc tylko zerknęłam do tego tomu pod redakcją taty Fadimana – i wsiąkłam! Czy Ty to czytałaś? Ten esej-klejnocik o żądzy czytania? Ja to chyba przetłumaczę specjalnie dla Ludu.

  166. Dziękuję, Wannabe. Tak, to jest moment taki sam jak wtedy, gdy miałam w rękach swój – już wydrukowany, naprawdę – debiut. Ciekawe, że to nigdy człowiekowi nie spowszednieje.
    Życzę Ci jeszcze wielu takich chwil, mój zuchu! A na pewno nadejdą, wiem, bo Cię znam!

  167. Niesamowite, ile dodatkowego uroku w takich wydrukowanych już okładkach Jeżycjady!
    Przypomina mi się, z jakimi emocjami niosłam z drukarni egzemplarze swojej pracy licencjackiej albo jak to było, kiedy wydrukowałam i zszyłam kiedyś swój komiks. To były dla mnie wyjątkowe chwile, a przede wszystkim pełne życia i spełnienia. Cieszę się, że DUA ma teraz taki swój moment :)

  168. A to ciekawa krzyżówka.
    Och, takie powtórzenia często się przytrafiają, to istna zmora korekty.
    Nie zauważamy nawet, jak często ich używamy w mowie potocznej.

  169. Z krzyżówki, DUA!
    Cała była z takich smaczków, aż brzuch bolał od śmiechu, ale ten mi się wrył głęboko w pamięć.
    A w zeszycie pewnie z nieuwagi, tak jak i ja przed chwilą napisałam, wyboru i wybiorę w jednym zdaniu, a fe!

  170. Nini, prześliczne!
    Skąd to się bierze takie rozkoszne zeszyty szkolne?
    Kiedyś, w dawnym „Przekroju”, pełno było tego, w każdym numerze.

  171. „Nahajem po białych plecach”, AniuK – geneza: „Trylogia” Sienkiewicza.
    I nie tłuc, a smagać. To rodzaj pejcza, używali go Kozacy. A może i Turcy. A pewnie i Tatarzy. Smagali nim branki.
    I oczywiście szlachetny senior rodu B. nigdy nikogo by nie stłukł, ani nie wysmagał. Lubił za to aluzje literackie.
    Twój tatko chyba też, więc go pozdrawiam mile.

  172. Humor z zeszytów szkolnych:
    Zbyszko na widok wroga zamknął się w swojej przyłbicy.

    Brunet zamieszał, Dobromiło?
    Hm, a tu czas wyboru zbliża się wielkimi krokami, chyba wybiorę okładkę z Gaudentym..
    Pani niebawem dostanie pewnie pierwsze egzemplarze!
    A jeszcze trochę później – my.
    O, magiczna będzie to chwila!

  173. To superowsko jak to mawia moje dziecię lat 4. Pani Małgosiu a ja tu w innej sprawie dzis. Czemu tata Borejko chciał stluc Idusie nahajem? Co to nahaj? Moj tatuś też uzywa tego slowa i interesuje mnie jego geneza. Tatko lubi Jezycjade zwłaszcza Kalamburke

  174. „Hej ho, hej ho, do pracy by się szło!”

    Natalio, dobry wieczór, to już naprawdę niedługo.
    Teraz to zleci!
    Miło mi, że tym razem wpadłaś z otwartą przyłbicą.

  175. Dzień dobry. Pojawiam się tu anonimowo od jakiegoś czasu, ale teraz coś napiszę, bo chyba (ojej!) będę pierwsza. Ja też bardzo się cieszę z bliskiego nadejścia „Ciotki”, pani Małgosiu. Oczekuję z niecierpliwością i pozdrawiam serdecznie :)

  176. Jak to cudnie zobaczyć okładkę nowej książki, gdy ta jeszcze jest w druku. Moje wpisy cyklicznie przepadają, chyba się przyzwyczaję do tego, chociaż czasem trochę żal…
    Blondyn, blondyn, blondyn – na tę książkę to mój typ. :-)
    Napisałam kiedyś, że moje „wakacje” ubiegłego lata miały kolor blond, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy oglądając zdjęcia odkryłam, że to nie blond, a – rudy!… Bynajmniej się nie zniechęciłam. Tylko ten czarny ciągle coś mi miesza, strasznie namolny typek…! :-( Ale się trzymam. Do wakacji coraz bliżej! :-)
    Uściski wieczorową porą przesyłam! :-)

Dodaj komentarz