Już idzie!

przebi

DC Rysiek, który lubi kwiaty i nawet potrafi usmażyć przepyszną konfiturę z płatków róż (próbowałam! boska!), nadesłał dzisiejsze zdjęcie ze swojego ogrodu. Ha! Wcześnie w tym roku! Już są, już kwitną przebiśniegi!

A więc nasz Rysiek wyłapał pierwsze sygnały wiosny! Ich ściganie, według Karela Čapka, to w lutym pierwsza praca sezonowa ogrodnika.

 

Ogrodnik nie da się nabrać na pierwszego chrabąszcza czy motyla,który zazwyczaj w gazecie zagaja wiosnę; przede wszystkim na żadnych chrabąszczach mu w ogóle nie zależy, a po drugie taki pierwszy motyl jest zazwyczaj ostatnim z ubiegłego roku, który zapomniał umrzeć. Pierwsze sygnały wiosny, za którymi ogrodnik się ugania, są najbardziej zwodnicze. Są to:

1. Krokusy, które mu wyrastają w trawie jak takie nalane ciężkie groty; pewnego dnia taki grotek pęka (przy tym jeszcze nikogo nigdy nie było) i przynosi mu pęk ślicznie zielonych liści; i to jest pierwszy znak wiosny, dalej:

2. Cenniki ogrodnicze, które przynosi listonosz. Chociaż ogrodnik zna je na pamięć (tak jak Iliadę zaczyna się od słów Menin aeide, thea, te katalogi zaczynają się od słów Acaena, Acantholimon, Acanthus, Achillea, Aconitum, Adenophora, Adonis i tak dalej, co każdy ogrodnik potrafi wyliczać, jakby sypał z rękawa), mimo to czyta je pieczołowicie od Acaeny po Wahlenbergię albo Yuccę, ciężko zmagając się z sobą, co by tu jeszcze zamówić.

3. Przebiśniegi są dalszym posłańcem wiosny, najpierw  to są takie bladozielone szpice wyglądające spod ziemi, te następne rozszczepiają się na dwa tłuste maciczne liścienie, no to już mamy tyle. Następnie zaczyna to kwitnąć gdzieś już na początku lutego i powiadam wam, że żadna palma zwycięstwa ani drzewo wiadomości, ani wawrzyn sławy nie jest piękniejszy od tego białego i kruchego kieliszeczka na bladej łodyżce, chwiejącej się w słotnym wietrze.

(Karel Čapek, Rok Ogrodnika, tł. Halina Janaszek-Ivaničková)

 

Ale my tu nie mamy słotnego wiatru, my tu mamy piękną, słoneczną pogodę i jedenaście stopni ciepła w lutym! I właśnie była pełnia niebieskiego księżyca, a w marcu – jak nas zawiadamia KC Evik – ma być kolejna taka, a to na pewno sprzyja przybyciu wiosny, i wszystkie ptaki już ją czują, ignorując ziarenka, które im sypię do karmnika.

Sowy też czują, na pewno.

 

fred cuming

 

Ten śliczny portret Sowy Lunofilki jest dziełem znakomitego brytyjskiego pejzażysty, Freda Cuminga (ur. 1930), którego wszystkie dzieła, odkryte dzięki internetowi, zachwyciły mnie ostatnio całkowicie.

Oto on (miły człowiek!):

 

Fred_Cuming_portrait

 

Na pierwszy rzut oka wcale nie widać, że ten malarz jest lunofilem, prawda? A jednak! Oto jego krajobraz toskański:

 

cuming_1652_1200_800_S

 

A tu – May Evening. Crescent Moon:

 

May Evening, Crescent Moon

 

Jest jeszcze kilka innych księżycowych pejzaży Cuminga, ale są też i wspaniałe obrazy ze słońcem o wschodzie i zachodzie, więc tylko Was zachęcam do ich oglądania i czym prędzej idę do ogrodu, żeby zobaczyć, co słychać u moich przebiśniegów!

Uściski od

Waszej

MM

 

148 przemyśleń nt. „Już idzie!

  1. idę sobie rano do pracy śniegi wszędzie, słonko ledwo wzeszło i co słyszę..?? przyjemny trel jakiegoś ptaszka =) wiosenka tuż tuż… czekam z utęsknieniem tak samo jak na Ciotkę…

  2. Ach jej! Wklejam w całości, bo wszystko ciekawe!
    2-14 września w Warszawie odbędzie się I Międzynarodowy Konkurs Chopinowski na Instrumentach Historycznych. Pierwszy i drugi etap będą obejmować recitale solowe z repertuaru Chopina, wybrane utwory Jana Sebastiana Bacha oraz polonezy polskich kompozytorów tworzących w pierwszej połowie XIX wieku. W trzecim, finałowym etapie, sześciu solistów wykona wybrane przez siebie utwory Chopina z Orkiestrą XVIII Wieku. Pianiści będą mieli do dyspozycji fortepiany historyczne z kolekcji NIFC (Erard z 1838, 1849 i 1858, Pleyel z 1846 i 1854 oraz Broadwood z 1843), a także oryginały i kopie instrumentów z epoki.

    Mam nadzieję, że będą to transmitować w TV.

  3. Wtrącę słówko Sowo, że podobno tylko w połączeniu cytryny z zaparzonymi liśćmi herbaty to „coś” się wytrąca, kiedy ich nie ma, można dodawać cytryny ile dusza zapragnie :)

    A ja nie napisałam Mamo Isi, że to było słońce ? A to dopiero!;) Coś zmęczonam dzisiaj.

  4. Zgredzie, aż musiałam sprawdzić, bo po co głupstwa powtarzać. Wyczytałam, że niby herbata jak rośnie, to zasysa z gleby glin, przez co w suszonych liściach są jego śladowe ilości, niemal nierozpuszczalne w wodzie. W kontakcie z cytryną staje się on cytrynianem glinu, rozpuszczalnym. Zjawisko to występuje również przy gotowaniu np. kapuśniaku w aluminiowym garnku. Przy czym problem pojawia się tylko przy zalewaniu cytryną fusów, bo w nich ten glin siedzi. Temperatura jest nieistotna, a poza tym, to są tak małe ilości, że tej herbaty należałoby wypić ze trzydzieści litrów, żeby jakoś realnie zaszkodziła. Zatem możemy spać (pić) spokojnie.

  5. „Kalamburka” na pewno będzie najlepszym lekarstwem na przeziębienie, a ziołowe herbatki będą tylko wspomagać tę jej moc :)
    Dzięki, Sowo miła, będę czekać na udoskonalony przepis, bo juz mam chęć na to ciasto.
    Dobranoc!

  6. Przypomniało mi się w pracy, że z tą „angielską” herbatą było jednak trochę inaczej: najpierw mleko, potem herbata, na koniec woda. Nie nazwałabym tego bawarką. Jeśli do herbaty wlewa się mleko, to i owszem, to jest bawarka. Ale jeśli do zimnego mleka wrzucić herbatę i zalać to gorącą wodą – smak jest całkiem, całkiem inny. Dlatego celowo nie napisałam: „bawarka”.

    Pani Małgosiu, skoro „Cioteczka” już w drukarni, to może znalazłaby Pani chwilkę czasu i namalowała pączki np. z bitą śmietaną? Takie obrazkowe to wcale kalorii nie mają! :-)

    Pozdrawiam! :-)

  7. Osobiście preferuję faworki. I ja je solę (sic!).

    Sowo, brzmi to podejrzanie, ale wobec braku konkretów trudno to zakwestionować.

  8. Zgredzie, nie chodzi o witaminę C, a o jakąś tam postać aluminium, która występuje naturalnie w herbacie i normalnie się nie przyswaja, ale w kontakcie z cytryną zmienia postać na przyswajalną i szkodliwą. Zastrzegam się, że ja się na tym nie znam, ja to wyssałam z Internetu.

    Ale-Piemont, brałam pod uwagę Kapturka, ale wolę nie przerabiać zasłony na pelerynę, bo wciąż jej używam.

    Mamo Isi, hi, hi, zapomniałam, że jestem przecież kobietą średniowieczną. ;)

  9. Szepnę tylko, że potowarzyszę jutro pani w tym jakże trudnym zadaniu wymagającym silnej woli.
    I zmykam poczytać.
    Dobranoc.

  10. OK, skoro wszyscy chorujecie, to nawet nie pisnę, że jutro Tłusty Czwartek!
    Sama zjem wszystkie pączki, a co!

  11. Od razu spadła gorączka, powiadasz?:)))
    Dobrze.

    Uwaga: z jakich znów mrożonych? Pija się herbatę z suszonych liści malin, do nabycia w zielarniach.

  12. Witajcie, miałam się nie chwalić ale skoro tak, to ja też choruję.
    Soki z malin litrami spożywam, liści mrożonych nie sposób dostać ale cytryny jest mnóstwo;)

    Wieczorem gorączka zaczęła wzrastać, ale zabrałam się za Kalamburkę i teraz jest w normie.

    Podczytuję też Pamiętnik Mistyczny, Małgorzaty Baranowskiej. W styczniu była kolejna rocznica jej odejścia.

    W waszym towarzystwie jakoś wszystko lżej się przechodzi. Zdrowiejcie.

  13. Sowo, ale gdzie wytrąca? Jak w szklance, to może i lepiej.
    Nie mogę pijać gorących napojów (gardło), ale domyślam się, że witamina C et consortes źle znosi gorąc.

  14. Piętaszku, ale co to była ta świecąca kula w kolorze fuksji, co to wyskoczyła zza winkla???

    Sowo, zapewne zapamiętałaś jakieś hełmy strażackie muzealne z czasów zaprzeszłych.

    Zuziu, brat strażak! A to dopiero! Gratulacje! Moja ulubiona formacja! Od czasu tegorocznej słynnej akcji w naszym ogrodzie, kiedy to po huraganie strażacy odcinali potężny konar sosny wiszący nad hamakami, a potem pozwolili Isiątkom przymierzyć swoje kaski – nie mam szansy zapomnieć, jakiego są koloru (kaski, nie strażacy).

  15. Szłam ja sobie dzisiaj mroźnym popołudniem przez bardzo nieciekawą, ponurą i pełną spalin okolicę Bydgoszczy, gdy nagle wyskakuje zza jednego z budynków… ogromna świecąca kula w kolorze fuksji. Jedyny kolorystyczny akcent tych okoliczności przyrody. Oczu nie można było oderwać, a ust z podziwu domknąć. Ktoś widział może ? :)

  16. Masz rację, Mamo Isi, czerwony! Co ja z tym złotym? To może wykorzystam do przebrania kask rowerowy ;).
    Do menu muszę dodać jeszcze pieczoną paprykę, jak mogłam zapomnieć!
    Just, to jest po prostu murzynek, ale z dodatkiem zmiksowanych buraków. Kolor wychodzi czarno-bordowy, smak jest intensywniejszy (ale nie buraczany), a ciasto jest wilgotniejsze niż w murzynku bez warzywa. Jestem właśnie w trakcie pozyskiwania idealnego przepisu, dam znać, jak zdobędę.

  17. Dzieńdoberek!
    Jako siostra strażaka dodam swoje trzy grosze, że w państwowej straży strażacy hełmy mają czerwone, w ochotniczej jednak białe.
    Przepiękny był dzisiejszy ranek, prawda? Tylko tyłem chodzić. Choć dziś jakoś nie skorzystałam z tej możliwości…

  18. Aaa! „Ciotka Zgryzotka” już zamówiona w Akapicie! Można wybrać wersję tylnej okładki, zamówiłam opcję B, czyli z Brunetem :)
    Mnie też kaszel nie chce odejść (w Małopolsce podobno epidemia grypy). Piję sobie na przemian napar z lipy i napar z szałwii, mam wrażenie, że trochę pomogło.

  19. Na odporność bardzo skuteczna pelargonia afrykańska. Nie wiem czy da się uprawiać roślinę w Polsce ale w aptece jest dużo leków z wyciągiem z niej.

  20. Herbatkę z liści malin piłam też przy karmieniu :) Napewno nikomu nie zaszkodzi.
    SowoP. ,ciekawi mnie ten tort czekoladowy z burakami. Moze zdradzisz przepis?

  21. Sowo, kask strażacki jest czerwony!
    Starosto kochany, dobrze, ale to już w przyszłym roku, bo mrożonych liści nie dostanę;)

  22. O! Zaraz zajrzę, Wójciku, dzięki!

    Mamo Isi, herbatkę z liści malin, herbatkę przyswajaj!:)))

  23. W temacie herbaty, trochę od innej strony. Jest taka pani, Ruby Silvious, która robi cudeńka z torebek po herbacie. Można sobie oczywiście obejrzeć te miniaturowe obrazki w internecie, na YT i nie tylko. Trafiłam na nią na stronie Colossal art, którą samą w sobie polecam.

  24. Biorąc pod uwagę ilość malin, jaką pożeramy w herbacie (mrożone wrzucam do rondelka, zasypuję cukrem i lekko podgrzewam, aż puszczą sok) powinniśmy być odporni na wszelkie przeziębienia. Ale zapewne wirusy, jako istoty mniejsze a chytre, sprytnie omijają maliny.

  25. Sowo, na balu (przedszkolnym) kostiumowym chłopcy najchętniej występowali w stroju strażaka (ten hełm!). Tę poufną wiadomość uzyskałam od Isiątek, czyli z pierwszej ręki.

  26. Wampirów u nas nie będzie. Będą krasnoludki i biedronki oraz kreacje z bordowych zasłon i czerwonego koca. Przygrywać do tańca mają Czerwone Gitary, a zajadać planujemy meksykańskie naleśniki z czerwoną fasolą; na popitkę serwujemy stosowne dla każdego wieku czerwone napoje, a na deser czekoladowe ciasto z burakami i malinową galaretkę. I oczywiście rubinową herbatę.

  27. Herbata z mlekiem to nie herbata, to bawarka. Nigdy nie lubiłam. Kojarzy mi się z latami przedszkolnymi w epoce gierkowskiej. Podawali taką często na podwieczorek.

  28. Aaa, brawo, Sowo!
    Uczty kolorystyczne są rozkoszne.

    Mieliśmy:
    zieloną,
    żółtą,
    różową,
    brązową (łatwizna!),
    pomarańczową,
    czerwono-czarną (był to rodzinny sylwestrowy bal wampirów)
    i białą (też sylwestrowy – na oparciach krzeseł dokleiłam po parze białych skrzydeł, co wyglądało, jakby biesiadowały anioły).
    Rzecz jasna, biesiadnicy zawsze muszą być ubrani w stroje o odpowiedniej tonacji. No, ale to nietrudne.
    Do tej białej uczty wszyscy, nawet babcie i ciocie, byliśmy odziani w przepasane sznurkiem prześcieradła.

    Miłej zabawy!

  29. Herbata z cukrem?? Profanacja ;). My lubimy liściasto i gorzko, na co dzień pijamy mało znany Black Yunnan Agrosu.

    Zaiste, wreszcie zdrowi jesteśmy. Postawiliśmy się na nogi przy pomocy tranu, czarnego bzu i witaminy C. A cytryna ponoć wytrąca jakieś szkodliwe związki z gorącej herbaty, które osadzają się w mózgu. Nie wiem, czy to prawda, ale takie pogłoski szerzą się w Internetach. Zalecają dodawać ją jak herbata przestygnie, a najlepiej nie dawać wcale.

    Rzadziej się odzywam ostatnio, bo jako kierowniczka i wychowawczyni jednoosobowego przedszkola domowego muszę zapewniać stałe rozrywki swemu podopiecznemu. Absorbujące to, ale miłe. W tym tygodniu szykujemy się do mini balu ostatkowego (w kolorze czerwonym).

  30. A’ propos herbaty, to Brytyjczycy tak właśnie ją parzą. Najpierw mleko, potem wrzątek, potem herbata. Przypomniało mi się z liceum, pani z angielskiego opowiadała, to u nich standard. Swego czasu tak mi się ten sposób parzenia herbaty spodobał, że przyswoiłam go sobie na własny użytek. Trwało to jakiś czas, nie pamiętam, dlaczego z niego zrezygnowałam. Dziękuję za przypomnienie! :-) Ciekawy smak ma taka herbata. W wersji bez mikrofalówki oczywiście. ;-)

  31. Tak, wiem :), my też mamy wierną i kochaną psinę, kundelka z uszami wielkimi jak nietoperz, tylko skrzydła doprawić. Właśnie śpi w moim łóżku. Dobranoc :).

  32. Starosto ulubiony, bywają takie KOTY, dla których i makutry nie szkoda i w ogóle niczego nie szkoda. Naprawdę polecam. Potrafią się odwdzięczyć po wielokroć :))

    Mamo Isi – „kocia telewizja”- no nie mogę :)

  33. Mamo Isi, cytryny dużo zalecam.

    Zgredziku, zgadzam się. Zresztą, wstępy owe w serii Oxford World Classics bardzo są zajmujące. Podobnie jak przypisy.

  34. No szkoda. Ale tak i cóż zrobisz? Co się stało, to się nie odstanie.
    Za to katar mi się kończy, a wiadomo, że z chorób ciężkich i nie rokujących, ta jest najstraszliwsza.

  35. Grabiański, o ile pamiętam sprzed 40 lat, nie miał takich ostrych kątów, jak w tej sowie.

  36. Starosto, wstępy w Oxford World Classics, na przykład z Woman in White, też odsłaniają autora. Niekoniecznie od najlepszej strony.

  37. Grumpiku, no, zazdroszczę Ci!
    Walia zainteresowała mnie niezwykle po lekturze książek Ellis Peters. Opisuje tak pięknie swoją ojczyznę i jej historię! Nawet w powieściach kryminalnych widać urok tego kraju.

  38. Zwiedzam,zwiedzam!A mila Ellis Peters mam na mojej ksiazkowej liscie zyczen-szczegolnie,ze moja ulubiona Mila Borejko tak sie w jej ksiazkach zaczytywala .
    U nas tez proszy i jest troche zimniej niz zwykle ale nie ma to jak dobra herbatka na taka pogode.
    Milesale zgadzam sie z Toba -Brytyjczycye nie bardzo wiedza jak sie obchodzic z herbata. Raz przyuwazylam jedna pania w mojej pracy jak najpierw nalewa do kubka mleka ,nastepnie wrzatek a potem zamacza doslownie dwa razy torebke z herbata i wstawia plyn do mikrofalowki.Zgroza! Od tej pory sama sobie parze herbatke,hehe.

  39. Czuję się co najmniej jak Kubuś Puchatek po utracie garnka z miodem.
    „A na garnku tak jak drut/ Napisane było MJUT./ Garnek śliczny był, nowiutki,/ Kolorowe miał obwódki,/ Więc ogromnie /To mnie /Smuci,/ Że mój garnek się zarzucił.”
    Nie była ci ona makutra nowiutka, ale starutka, miała polewę w zimnym szafranie i była spora jak na makutrę. Na tyle duża, żeby mieścił się w niej bez reszty spory kot. Który to kot od zarania swego życia traktował makutrę jako swoje gniazdko, więc teraz też jest niepocieszony.

  40. Bóg zapłać, Starosto kochany za życzenia zdrowia oraz wyrazy współczucia na okoliczność makutry. Od razu człowiekowi lepiej:)

  41. Jesienna Ado (wiad.pryw.) nie, dla czytelnika nie ma większego znaczenia kolejność, w jakiej się czyta powieści Collinsa. Każda z nich jest znakomita i wciągająca bez reszty.
    Kolejność taka ma znaczenie tylko wtedy, gdy ktoś, jak ja, postanowił przeczytać wszystko, co napisał Wilkie Collins, i przy okazji poznawania jego dzieł w systemie chronologicznym poznaje też samego autora jako człowieka, od młodzieńca aż po starszego pana. Bardzo lubię tak całościowo czytać, niektórych autorów szczerze polubiłam jako ludzi, nieomal się z nimi zaprzyjaźniłam (Ellis Peters, Ellery Queen).
    Nawiasem mówiąc, przeczytanie znakomitej skądinąd biografii (Andrew Lycett, „Wilkie Collins, a Life of Sensation”) trochę mi popsuło wyimaginowany portret ulubionego autora. Chyba nie mogłabym się z nim zaprzyjaźnić. Ale tylko „chyba”.

    PS Zdrowiej!

  42. Przebiśniegi już było widać, ale napadało śniegu i je przykryło. Tak więc z wiosny mamy kwitnące leszczyny, a takoż za oknem w karmniku nowych przybyszy:gile, jery, dzwońce, a takoż parę grubodziobów. Kocica właśnie przed sekundą nie wytrzymała nerwowo tej kociej telewizji i dała takiego susa w stronę ptaków, że wytłukła w drebiezgi moją ulubioną makutrę.

  43. Nie, nie, tym razem dzieci z dziećmi żadnej zarazy nie przywlokły z przedszkola, bo pojechali całą zgrają do Białki na narty. Słyszę tez, że Isiątka świetnie sobie radzą, zakręty carvingiem wyrabiają i amortyzują na muldach bez problemu. A po nartach pluszczą się w basenach termalnych.
    Za to my starsi, na miejscu, załapaliśmy samodzielnie jakąś zarazę i kwękamy. Nie ma sprawiedliwości.

  44. Wiosna chyba jednak chwilowo zabłądziła. U nas dzisiaj minus 11. Ptaki w karmniku uwijają się aż miło. Niestraszny im kot sąsiadki. W niedzielę zauważyłam rudzika. Tj. zauważyłam ptaszka innego niż zwykle, a potem sprawdziłam, że to rudzik. Karmnik (i internet) wzbogaca moją wiedzę ornitologiczną.

  45. Przepraszam, że tak zupełnie nie w temacie, ale właśnie przypominam sobie „Szóstą klepkę”, na poczet omawiania tejże po feriach na lekcjach języka polskiego, i zaśmiewam się do łez! Dziękuję DUA za tak wyraziste postaci, jak Żaczek, Celestyna czy Bobcio :) miłego dnia!

  46. Masz rację, Historynko. Herbata z cytryną to już nie herbata, tylko lekarstwo przeciwgrypowe.
    Ago, też zauważyłam, że Mama Isi milczy. Bliźniaczki chodzą do przedszkola, więc możliwa jest niestety każda zaraza.
    Sowa się odezwała ostatnio, a jakże. A więc zdrowa.

    Ateno! Będziesz w chmurach? A może już jesteś? Miłego lotu na Olimp!

  47. Herbata czarna, mocna, z fusami na dnie kubka, z dużą ilością cukru i bez cytryny. Idealna na mróz i na upał. To zdecydowanie mój ulubiony napój.

  48. Dzień dobry,
    ptaszki u nas śpiewają zgoła nie zimowo. A mróz chwycił (minus 7). A ptaszki śpiewają, jakby wiosna była (może coś dziobem wyczuwają?).
    Herbatka poranna wypita. Herbatka tak zakorzeniła się w naszej KG, że specjalnie kupiłam w tym roku formę pierniczkową w kształcie imbryczka (nazwałam ją w myślach: imbryczek Borejków).
    PS Coś nie widać i nie słychać naszej Sowy, ani też Mamy Isi. Mam nadzieję, że nie zmogła ich jakaś ohydna grypa.

  49. Zachwycam sie przebisniegami i pejzazami, nie znalam tego malarza. Bardzo subtelne krajobrazy. Lubie te sowe. Ciotka skonczona, jak dobrze. ( Mam nadzieje ze zadne z bratankow tak nigdy nie zakrzyknie.)
    Bede zaraz w chmurach, u nas zimno jak… bardzo zimno.

  50. Dobry wieczór, Fr_anko! Dzięki za informację dla Anne z Zielonego Wzgórza!
    Ja już nie pamiętałam zbyt dobrze, dawno to było, kiedy pisałam „Imieniny”, a do nowej książki niczego z „Imienin” nie potrzebowałam.
    Za to raz po raz zaglądałam do „Kalamburki”, żeby niczego nie pomylić. Dużo, dużo tych szczegółów człowiek naprodukował!

    Milesale, a jakże. Sporo o nim było w dawnych zagadkach literackich. Lubimy zwłaszcza jego „Kobiecą agencję detektywistyczną nr 1”.

  51. Dobry wieczór,
    najmłodszy Lelujka miał na imię Lucek, a z tego co pamiętam, na Adriana mówiono wymiennie Darek.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie

  52. Pròbujè sobie przypomnieć, czy była tu kiedykolwiek mowa o Alexandrze McCall Smith? Chyba tak, prawie na pewno pamiètam ;)
    A skojarzenie wywołane dzièki herbacie. Pan McCall Smith wraz z małżonkà zabierajà ze sobà podrèczny zestaw do herbaty w każdà podròż (wedle wywiadu, ktòry kiedyś czytałam).
    Herbaty sypanej, gatunkowo przyjaznej, dzbanka oraz filiżanki ciéżko obecnie uświadczyć w publicznych miejscach.
    Pamiètam swoje rozczarowanie, gdy przekonalam siè naocznie (oraz ‘nawewnàtrzżołàdkowo) jak wedle wièkszości Brytyjczykòw pija siè herbatè..

  53. Witaj, kochana Wannabe! Podróże kształcą.
    Pomieszanie z poplątaniem jest absolutnie wszędzie, bo też wszędzie są ludzie i ich przywary oraz chęć przetrwania.

    Co do herbaty: jestem Twojego zdania. Aromatyzowanych nie lubię. Porządna herbata ma swój własny zapach i jest on wspaniały.

  54. Cześć i czołem!
    Cieszę się, że tyle tu czytam o herbacie, bo co może być lepszego niż ten zestawik: prosta zaparzaczka, prosty kubeczek i trochę lepszej gatunkowo herbaty!
    Wróciłam właśnie z warsztatów naukowych w Budapeszcie. Miały one odmienić moje życie, no ale znalazłam tam tylko takie samo pomieszanie z poplątaniem jak wszędzie indziej. W pięknym jednak hotelu przyszło mi przeżywać wszystkie te skomplikowane uczucia.
    Doświadczywszy niesamowitej biedy na ulicach budapeszteńskich wracam ze zwiększonym szacunkiem dla naszego kraju. Nie zdawałam sobie sprawy, że tam będzie gorzej. To pierwszy taki mój wyjazd w życiu.

  55. Casciolino, może coś być na rzeczy. Sąsiadka (wspaniale jej wszystko rośnie!) użyźniała kiedyś ziemię w ogródku całymi workami odpadów, powstałych przy produkcji kawy. To były chyba skorupki ziaren.
    Ale pod Twoje nowe róże lepiej nasyp wiosną gotowej mieszanki nawozowej. Co pewne, to pewne.

  56. Znowu nowi bohaterowie do polubienia. Lubię Lisa-Witalisa. Mam nadzieję, że jeszcze o nim poczytam. Lubię aluzje literackie w Jeżycjadzie. Łusię też lubię. Wszystko lubię. Chyba sięgnę po jakiś zimowy tom Jeżycjady. Albo po „Kalamburkę”.

  57. Ago, polecam Ci herbaty firmy Yogi Tea. Ostatnio pijam herbate Choco („smak kakao łączy się w niej ze słodyczą lukrecji i cynamonu oraz ostrością imbiru i kardamonu”).

    Przy okazji przygotowan do wiosny chcialabym zapytac, czy rzeczywiscie zaparzona wczesniej kawa (to znaczy zmielone ziarna, nie plyn) to dobry nawoz? Tak mi sie kiedys obilo o uszy, ale nie wiem czy prawda to czy mit.

  58. Chyba musisz sama zajrzeć do książki, Anne.:)
    Tak będzie najprościej.
    Lelujkowie już dawno za mną. Teraz bawiłam myślami wśród innych bohaterów.

  59. Był jeszcze Lucjusz. To w takim razie o względy Róży ubiegało się trzech czy czterech braci Lelujków? Przepraszam za moje natręctwo, ale bardzo mnie zaciekawiła ta kwestia.

  60. Znamy tę kolekcję, Pietaszku, i owszem. Ładne kubeczki.
    Ale herbata tylko w cienkiej filiżance, porcelanowej. Pojemność 250 ml, nie mniej i nie więcej.

  61. Jeśli dobrze pamiętam, najstarszy był Jacek Lelujka, potem Wiktor, Adrian i Darek. A jeszcze mieli siostrę (jej miejsce jest między Jackiem a Wiktorem).
    Dziękuję za miłe pozdrowienia!

  62. Aaa, Nini! Co za nowina! Co za niespodzianka!
    A nie było, nie było!
    Dziękuję za wiad. pryw. i ściskam.

  63. Z niecierpliwością wyczekuję na „Ciotkę…”. W wypełnieniu tego czasu oczekiwania pomogły mi ostatnio „Imieniny”, które czytałam już chyba setny raz. Swoją drogą, uwielbiam Fryderyka! Wrażenia po lekturze, jak zwykle świetne. Zastanawia mnie jednak taki mały szczegół, a mianowicie imię „środkowego” wiekowo z braci Lelujków. Czy jest to Adrian, czy też Darek?
    Pozdrawiam serdecznie Ulubioną Autorkę i Księgowych!

  64. Ago, ja bym Ci poleciła moją ulubioną, ale nie można jej dostać. Ahmad, English Afternoon.

  65. Ach, Grumpiku! Jesteś w ojczyźnie braciszka Cadfaela!
    Zwiedzaj, zwiedzaj!
    I czytaj uroczą Ellis Peters!

  66. Dzien dobry :) A u mnie juz i przebisniegi i krokusy smialo wystawaja z trawnikow a i zonkile w moim malym ogrodku niesmialo sie pojawiaja.Serce rosnie! Na szczescie przestalo padac(mieszkam w Walii) i za chwile wezme moja kotke na spacer i pojde poszukac wiecej znakow od wiosny.
    Milego ,milego dnia :)

  67. Och, Droga Autorko, jaka to miła i pokrzepiająca myśl, patrząc na to, co się dzieje za oknem (zimno, szaro i ponuro). Wraz ze wzrostem temperatury, przebiśniegiem i baziami, przyjdzie do nas pachnąca „Ciotka..”. A w środku książki będą równie pokrzepiające ilustracje (przepadam). Brrr…tymczasem idę zrobić herbatkę (piątą dzisiaj i obawiam się, że nie ostatnią).
    PS Możecie polecić mi jakieś dobre herbatki na długie noce z książką? Większość z moich ulubionych cokolwiek mi się znudziła (przejadła, hehe).

  68. U mnie trochę przyprószyło, ale i słoneczko teraz wygląda.
    Jak to dobrze, że kiedy byłam mała mogłam się w ferie bawić na śniegu, porządnie nas zasypywało. Co prawda, patrząc z perspektywy dorosłych pewnie takiej radości nie było (odśnieżanie!).

  69. Zawsze chętnie przyjmuję plony korporacyjnych trawników.
    Jak i innych zresztą.

    Aniu, cierpliwości. Wszystko się okaże.
    Piętaszku (wiad.pryw.) – prawda, że film o Cumingu ciekawy? Polubiłam człowieka.

  70. Może podeślę ilustrację do punktu 1 „Roku Ogrodnika” – czyli krokusy (prosto z korporacyjnego trawnika ;-)

  71. Pani Małgosiu czytam po raz setny „Idę”. Pani opisała tam mnie w każdym calu. Jak to na Boga możliwe! Wszystkie złe i dobre cechy Idusi to ja. Czy w Ciotce będzie słówko
    o Idzie? Mam taką nadzieję i pozdrawiam serdecznie .

  72. U nas nie widać ani wiosny ani zimy. Cały czas taka jesienna listopadowa pogoda.
    Wierzyński w Księdze, Jeżycjada w rękach, herbatka i nosa nie wystawiać na płaczący świat.
    DUA dziękuję szczególnie za Wierzyńskiego.
    Sówka śliczna.

  73. Psianko, a mnie tu właśnie wczoraj Wilk Morski zaskoczył zdjęciem jakiegoś orchideopodobnego, białego kwiatu, sfotografowanego w Gdyni. Zakwitło to sobie na rabacie przed klasztorem. A co dziś z tym kwiatkiem? Nie chcę myśleć.

  74. U mnie w ganku jest jeszcze , niestety, albo stety, okno na którym mróz maluje cudeńka. Musi być spory, bo inaczej nic z tego. Było kilka wiosennych dni i dziś znów mroźny wiatr brr, byle do wiosny. Pozdrawiam ciepło.

  75. Nawet w duszy „grają” fraktale. Właśnie, ponownie odkrywam „Chatę”. Mądra książka.
    U nas zaczęło wreszcie sypać. Dzieci się cieszą.
    Oglądaliśmy dzisiaj zdjęcia z 2005 roku, a tam cały dom zaśnieżony, sosny w puchu.
    Nie pamiętam takiej zimy już od dawna. W tym roku w czasie ferii jeździliśmy na nartach tylko po naśnieżanych trasach, reszta zamknięta.

  76. Szkoda tych mrozowych roślinnych motywów na oknach. Były takie malownicze! Faktycznie pamiętam je jeszcze z domu rodzinnego ( bloki z lat sześćdziesiątych), ale u mnie już ich nie ma. Zresztą po wymianie okien nie ma ich też u moich rodziców. Okazuje się, że i te liście z mrozu mają coś wspólnego z matematyką, tak samo jak płatki śniegu, brokuł czy kwiat słonecznika. Ach, ta matematyka. Pan Bóg musi ją bardzo lubić.

  77. A to faktycznie.
    Co do Freda Cuminga: maluje ptaki, jakby miał rękę Janusza Grabiańskiego, prawda? Lekko, z wdziękiem, z zachwytem, skrótowo – a jednak są to znakomite ptasie portrety!

  78. Tak, te powoje też mi się spodobały. I bratki!

    Co do okien, niektórzy nie zdążyli jeszcze wszystkich wymienić, więc szansę mają:).

  79. Ach, kwiatów mrozu już nie ujrzymy. Nie na tych nowoczesnych oknach (tłumaczą mi moi domowi architekci, w liczbie trzech).

    Pan Fred C. RA lubi też kwiaty – jest kilka pięknych bukietów. A jakie powoje!

    A jakie chmury!

    Madziu, no ciekawa jestem, czy naprawdę nie były wydawane.
    Ech, kupię sobie wszystkie w oryginale.

  80. Wyraźnie lubi też ptaki. Sporo sów, ale jaki piękny rudzik!

    Poprosimy o trochę śniegu, od Świąt marzymy o sankach. Niedługo śnieg zimą będzie u nas spotykany tylko w książkach. Nie wspominając o takich starodawnych zjawiskach jak kwiaty mrozu na szybach.

  81. U nas przez te dwa dni napadało chyba kilkanaście centymetrów śniegu.
    Pożyczyłam sobie (ponoć niepublikowane dotąd w Polsce) opowiadania Chestertona wydane w zeszłym roku w zbiorze „Ojciec Brown. Najgorsza zbrodnia na świecie”.
    Ale teraz chyba pooglądam te obrazy; zachęciła mnie Pani.

  82. A jeszcze słówko w sprawie Freda Cuminga. Ma on swoją stronę autorską w sieci (fredcuming.com), na której można obejrzeć filmowy wywiad z mistrzem, a także zobaczyć go w trakcie malowania. Bardzo ciekawe!Polecam!
    Widać też, na wejściu, obraz, który kupiła Królowa, przedstawiający pracownię w świetle wschodzącego księżyca.
    Dodajmy, że RA przy nazwisku oznacza tytuł: Royal Artist.
    Mam wrażenie, że Jej Wysokość jest lunofilką.

  83. Zdaje się, że przebiśniegi bardzo lubią Ryśka ogród, bo w zeszłym roku też się tu pojawiły pierwsze. Ja niestety jeszcze żadnych kwiatów zwiastujących nadejście wiosny nie zauważyłam, ale mój brat – owszem. Przebiśniega. Hej ho, wiosna!

  84. Tak, Psianko, wspaniałe pejzaże, mocne, a bardzo przy tym subtelne. Czytam, że obrazy Cuminga znalazły się w kolekcji Królowej Elżbiety. Wśród nich – wyjątkowo piękny pejzaż z księżycem. :)

  85. Właśnie skończyłyśmy piec pączki. Jejku, no nigdy nie umiem wymierzyć odpowiednio czasu …
    Pejzaże Cuminga wspaniałe. Dziękuję DUA. Nigdy wcześniej ich nie widziałam, a będą chyba moimi ulubionymi. To bijące ciepło – ciekawe czy to ujawnia charakter twórcy.
    U nas przebiśniegi ledwo co widoczne, ale w lesie zawsze wszystko mamy z opóźnieniem. Ja też się ratuję aktywnością na dworze. Szczególnie jak świeci słońce, ale odkryłam, że bez względu na pogodę, w momentach przygnębienia zimowego nic tak nie pomaga jak spacer czy bieganie, nawet w mżawce i wietrze. Rower raczej nie wchodzi w grę na razie, straszne błocisko wszędzie.
    Wtedy najbardziej doceniam ciepło i przytulność domową …

  86. Na stronie Akapitu rzeczywiście odliczają dni do premiery. Wychodzi im 38, Zofio miła. No, no!

  87. AniuG, ale co to za luty! Naprawdę, przy 11 stopniach ciepła każdy by chętnie pojeździł po lesie.
    Brawo dla Jaśka!

  88. Ach, jak ja się cieszę że w końcu zbliża się wiosna. Ja już przedpremierowo sobie zamówiłam na empik.com ” Ciotkę Zgryzotkę”. Ostatnio nawet mi się śniło, że odbieram książkę w Empiku.
    Pozdrawiam serdecznie DUA oraz resztę czytelników ;).

  89. Oj, jakoś mi się nie udał mój poprzedni wpis. Bardzo przepraszam za nieścisłości DUA i biegnę do Pulpecji .

  90. *smętnie* U nas mokry śnieg leży, zimno, wilgotno i paskudnie. Na różach faktycznie zeszłoroczne zielone liście, ale w ogrodzie brudne grząskie błoto pod śniegiem. Ale skoro Čapek w KG, to wierzę w wiosnę.
    Jasiek zdał wszystkie egzaminy w sesji zimowej w przyjechał na trzy tygodnie do domu. Hiacynty z supermarketu kwitną na różowo. Jakoś przetrwam.
    PS 1. DUA w lutym jeździ na rowerze po lesie! Proszę się nie przeziębić.
    PS.2. Kupiłam nasiona pietruszki naciowej, zielona torebeczka niesie otuchę.

  91. Raport ogrodowy:
    przebiśniegi zakwitły (na razie u sąsiadki) a w sklepie ogrodniczym puste półki, w sprzedaży są na razie tylko karmniki dla ptaków i duży wybór donic balkonowych.
    Szczypiorek jest – dorodny i zielony. W moim ogródku zawsze jest pierwszy.
    Ja już oddycham wiosną.

  92. Dziwnie się czuję czytając „Małomównego” i zaglądając tutaj. Książka pod wieloma względami niezrównana. Niech kto mówi co chce, ale to jedna z lepszych książek.

  93. Dziękuję DC Ryśkowi za ten powiew wiosny i za pyszne fragmenty z „Roku Ogrodnika” oraz obrazy z pogranicza realizmu i abstrakcji, pana Cuminga :). Swoją drogą ciekawe są jego artystyczne poszukiwania.

    Ciekawi mnie również , czy ogród w Orsan budzi się już do życia. Miłego dnia :)

  94. AgatGagat, przeklejam Twój wpis spod „Porządku” tutaj:

    „Będę zaglądać- to pewne! I niesamowite, że Pani ma tak częsty i niezwykle osobisty kontakt ze swoimi fanami :) Nie mogę wyjść z podziwu, oto konwersuję z ukochaną Autorką, która wykreowała świat, w którym zawsze w razie problemów i smutku (ale też momentów wytchnienia i radości) mogę się schować. Siadam wtedy pod kocem, otwieram któryś z „tomów borejkowskich”, a po chwili znajduję się przy stole u Borejków i piję herbatę z błękitnego kubka. Najlepsza terapia! Parę lat temu będąc w Poznaniu nie mogłam się oprzeć – Wybrałam się na spacer na Teatralkę, na własne oczy widziałam Most Teatralny i kamienicę przy Roosevelta pod numerem piątym. Stojąc po drugiej stronie ulicy przy żółtej barierce niczym Wolfi z rowerem nie mogłam uwierzyć, że tu jestem. Swoją drogą ciekawe – czy lokatorzy tej kamienicy często widzą gapiów stojących na chodniku z uśmiechem? Moim marzeniem były studia w Poznaniu. W efekcie wybrałam Lublin, mieszkanie w swoim województwie wydało się w efekcie sensowniejsze, niż mieszkanie na drugim końcu Polski. Tak czy siak, Poznań = Borejkowie, a Jeżycjada wpływa na życie :)”.

    I odzywaj się odtąd zawsze, Agato, pod nowym wpisem, bo starsze schodzą z wolna do archiwum. Tak nam się będzie lepiej rozmawiać. OK?
    No i będą Twoje komentarze widzieli inni, będą też mogli z Tobą pogadać.

  95. Ale fajnie. Chyba bedzie Dorotka w „Ciotce”:) Ktos kiedys tutaj wyrazil obawe, czy aby milosc Jozefa i Dorotki przetrwa.
    Po TAKIM opisie ich pierwszego spojrzenia, nie ma mowy o innej opcji.

  96. AgatGagat, zostawiłaś swój jakże miły komentarz pod wpisem „Porządek”- i tam też Ci odpowiedziałam!
    Dziękuję!
    Aha, małe sprostowanie: nie wszystko tam powstawało. Duża część Jeżycjady napisana została na Jeżycach, w kamienicy z wieżyczką przy ul. Słowackiego 18. Nota bene, jest to dom Cesi w „Szóstej klepce”.

  97. Dobry wieczór.
    Też mamy sygnał wiosny, ale na razie tylko numer 2. Na inne nie ma szansy przy tych głęboko ujemnych temperaturach.

  98. Wiedziałam, że Ci się spodoba.

    A ten fiołek zapewne „kwitnie księżycowi”, jak u Słowackiego („Beniowski”): „Komu ty jedziesz? Jadę księżycowi, aby się w konia przeglądał kopytach…” . Co za piękny obraz, swoją drogą.

  99. Jasne, acha. A błyszczące też?

    To nie mi kwitnie. Kwitnie ogółowi, między płytami chodnika. Spotkaliśmy go na spacerze.

    Ładna ta sowa księżycowa.

  100. Typowy lunofil ma jasne spojrzenie.:)

    Naprawdę fiołek Ci kwitnie? „Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie…”

  101. Ciekawe, co by powiedział Capek na kwitnącego fiołka w styczniu? Czy to ten, co zapomniał umrzeć w maju, czy może jeszcze jeden zwodniczy zwiastun wiosny?

    I jeszcze jedna zagadka: jak wygląda twarz typowego lunofila??

  102. „Tojad (Aconitum L.) – rodzaj roślin z rodziny jaskrowatych (Ranunculaceae Juss.). Zwyczajowo bywa nazywany mordownikiem (z racji trujących własności). Liczy 100-300 gatunków (według różnych źródeł), zamieszkujących półkulę północną. Gatunkiem typowym jest Aconitum napellus L.”(Wikipedia)

    Ale ten ogrodowy ma śliczny kolor niebieski. Miałam go kiedyś na rabacie bylinowej, lecz prawdą jest, żem się go pozbyła z uwagi na małe dzieci.

  103. Piątą pozycję z cennika ogrodniczego Capka to ja bym jednak wykreślił.

    Bardzo podoba mi się ta myśl Agi, że wiosnę poznajemy po Roku Ogrodnika w Księdze Gości.

  104. Jeszcze jedna (ostatnia) korekta przed nami, ale książka już jest po składzie, ma wstawione ilustracje i przerywniki, więc my tu już widzimy, jak będzie wyglądała po wydrukowaniu. (Ładnie!)

  105. Na stronie Akapitu rozpoczęło się Wielkie Odliczanie do premiery wiosenno-jesiennej „Ciotki..”!
    Idąc tropem Magdy Z. chciałam umieścić OPASŁĄ „Ciotkę..” w koszyku i tym samym przechytrzyć czas, ale jeszcze nie jest to możliwe. Będę próbować, aż do skutku.
    Odchodzi, przebierając z niecierpliwości nogami.
    Dobrze, że Pani Wydawczyni skróciła nam męki o cały miesiąc.

  106. Dzień dobry!
    Wiosnę czuje się już przed wszelkimi znakami, przebiśniegami, zapachem w powietrzu czy zeszłorocznymi chrabąszczami. Coś w środku człowieka kiełkuje.

  107. Nie, nie wysłałaś, Madziu.
    Ależ, ależ, daj spokój! W marcu już kalendarzowa wiosna!
    Przetrwajmy tylko ten luty.

  108. (W nastroju Kłapouchego)

    A u nas zaczęło właśnie sypać śniegiem i to gęsto. Mrozy w przyszłym tygodniu sięgać mają kilkunastu stopni.
    A już miałam się ucieszyć z wiosny!

    (Nie jestem pewna, czy ostatecznie wysłałam poprzedni swój wpis).

  109. Powiem Ci, Ago, że faktycznie jedną z pierwszych oznak nadchodzącej wiosny jest u mnie przemożna chęć sięgnięcia po „Rok ogrodnika”. On mnie podtrzymuje na duchu, upewniając, że – już niedługo.
    A teraz popędziłam na rowerze nad nasze jezioro i widziałam w lesie wiele innych sygnałów. Ale przede wszystkim – powietrze pachniało wiosną!
    A w ogrodzie wszystko wyłazi – liliowce, trawa posiana jesienią, tulipany, lilie i cebulice,a przede wszystkim chwasty!
    Róże nie straciły wcale liści, wciąż są świeże i zielone, a tu już widać obok nich nowe pączki. Bzy swoje pączki rozwijają. Magnolia się czai.
    No, ciekawe, ciekawe!

  110. Hu-hu-hu!
    „Rok Ogrodnika” się pojawił (czekałam!!!), więc jest to dla nas znak, że wiosna jest tuż-tuż!
    W połączeniu z perspektywą czytania wiosennej „Ciotki..” (choć tak naprawdę jesiennej), człowiek może wyjść tylko na pole i krzyczeć. Z radości. Niestety, niestety…zapowiadają na weekend opady śniegu, ale cóż to przeszkadza w tym, żeby p o c z y t a ć o wiośnie, albo też o niej pomyśleć.
    Wpis ciekawy i inspirujący, księżycowo-wiosenny. Piękny.
    Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i życzę miłego wypatrywania wiosny. Przecież prognozy rzadko się sprawdzają,hehe .

Dodaj komentarz