Z wiewiórczego!

IMG_20211205_231322

wszystkie zdjęcia: MM

 

Na życzenie sympatycznego DC Pstrygryska i miłej KC Blanki przedstawiam dzisiaj pędzle, których używam, a przy okazji sygnalizuję, że oczywiście pamiętam o świętym Mikołaju. Mam nadzieję, droga Dziatwo, że Wasi bliscy też pamiętają i że w bucikach lub przy poduszkach znajdziecie rano (a raczej nad ranem, bo kto by się wylegiwał do świtu w dniu 6 grudnia?!!! – chyba jakiś piecuch lub rozwydrzone dziecię przesycone prezentami na co dzień!) miłe dowody uczuć w postaci paczuszek z kokardkami.

Co do pędzli, Pstrygrysku, to masz oczywiście rację, od nich także zależy bardzo wiele. I tak, najlepsze są (Wójcie Wiewiórko, pardon!) te z rudych kitek, ale i z czarnych oraz szarych się trafiają. (Przy okazji: DC Zgred w Księdze Gości polecił nam pędzle do golenia z włosów dzika i wyznaję, że wybuchnęłam dzikim śmiechem, czytając te słowa! A tak samo się śmiałam, czytając odpowiedź K8 na pytanie tegoż Zgreda w sprawie suszarki! Dziękuję za te wesołe chwilki! Co ja bym bez Was zrobiła!)

Przydatne są także i pędzle plastikowe, takie  jak te płaskie a szerokie, z białego włosia sztucznego. Nie są one tak miękkie i podatne, jak te naturalne, ale mają swoją szczególną elastyczność i można za ich pomocą uzyskiwać ciekawe efekty liniowe. Ba, nawet plastikowa (medium) szczoteczka do zębów się przydaje! – zanurzcie ją w farbie lub tuszu i przesuńcie po niej palcem, oczywiście ponad arkuszem papieru! Sami zobaczycie!

W tle zdjęcia poniższego – główka Geniusi (Aurelii), którą ulepiłam specjalnie dla Was, jako ilustrację do Jowisza 2. Cóż, miejmy nadzieję, że Kozio użył lepszej modeliny niż ja, albo może wyrzeźbił główkę staranniej, albo może nie ulokował jej na słonecznym parapecie nad kaloryferem – moja rzeźbka się rozeschła i pękła, jak widzicie. Eee, ale fuszerka, ale fuszerka. Czas to wyrzucić, bo straszy.

 

IMG_20211205_231238

 

Donoszę ponadto, że znany już Wam grudnik, po lecie spędzonym w ogrodowym półcieniu i po przesadzeniu do większej doniczki, nabrał takiego wigoru, że zakwitł w październiku, i to jak bujnie! Miło spojrzeć na taką radość życia!

 

IMG_20211101_120510

 

I tego się trzymajmy, drodzy Przyjaciele w każdym wieku. Rozkwitajmy! Nie dajmy się zwariować, nie pozwólmy się zdenerwować, nie gódźmy się na skłócanie nas i tworzenie podziałów. 

Mamy Adwent!

Czekajmy ze spokojem i radością!

Zapalmy światełka w oknach, zawieśmy świecące gwiazdy i lampki, niech nam się  wszystkim czeka miło i jasno!

Wyłączmy (albo wręcz wynieśmy do piwnicy) te toksyczne telewizory, a w zamian zaopatrzmy się w nowe, miłe i mądre książki.

Kto lubi – niech maluje!

Albo piecze pierniki!

Albo robi ozdoby na choinkę! – to przecież już niedługo! Hura!

Trzymajmy się, nie dajmy się!

Tym zawołaniem kończę, mile pozdrawiając przy okazji nowe Osoby, które wpisały się do Księgi Gości (hej, jest nawet czytelniczka z Singapuru!) i czule myśląc o wiernych Starych Bywalcach. Dziękuję za wszystkie miłe i serdeczne słowa – także w imieniu córki, Emilii!

I przesyłam mnóstwo ciepła oraz uścisków – dla wszystkich!

Wasza

MM

PS – Haniu, odpowiadam na Twoje pytanie: taką osobą jest z całą pewnością pan Ignacy Borejko. Ciekawe, przyznaję!

Papier – rzecz ważna

15_mm

mal. M. Musierowicz – szkic ilustracji do książki Emilii Kiereś Cynowy rycerzyk

 

To jezioro jest trochę zbyt rozlegle (wygląda na mazurskie, a w Cynowym rycerzyku występuje raczej skromne, wielkopolskie, w dodatku leśne), dlatego obrazek powyższy nie wejdzie do książki (która ukaże się wiosną). Ale jest raczej niezły, więc go pokazuję tutaj, żeby się nie zmarnował. („U dobrej gospodyni nic się nie zmarnuje!” – jak mawiała moja niania i opiekunka, Masia.)

Bardzo dziękuję za pochwały dotyczące poprzednio pokazanej ilustracji (z wpisu Hej, lunofile!). Potwierdzam opinię Joanny o pełnej kontroli w zakresie techniki wet in wet. Udaje się to jednakże, Joanno, dzięki zwykłej suszarce do włosów i jej to jest głównie zasługa! Co do tajników warsztatu, o które nieśmiało pytasz – jak najchętniej się nimi dzielę, pro publico bono, że tak powiem. Otóż  na papiery akwarelowe nie żałuję grosza, bo od nich przede wszystkim zależy powodzenie malowania tymi znakomitymi tuszami akwarelowymi Eco-line. Przekonałam się – drogą prób i błędów – że najlepsze dla moich potrzeb są papiery francuskie L’Aquarelle CANSON héritage, zwłaszcza w tych dwóch gatunkach: grain torchon oraz grain satiné. Ważne, żeby papier ten był nie w pojedynczych arkuszach, tylko w blokach, ciasno sklejonych po brzegach. To dzięki temu zabiegowi arkusz nie wygina się pod wpływem aplikowanej mu obficie wody, tylko niebawem sam się napina do stanu poprzedniego, zwłaszcza gdy się używa suszarki dla przyspieszenia procesu wysychania.

Poniżej kilka próbek, wyciętych dla was z obrazków zdyskwalifikowanych (takich nie wyrzucam od razu, bo zawsze mogą się przydać – no i proszę, rzeczywiście!). Dobrze na nich widać różnice w gatunkach papieru. Każdy bowiem inaczej przyjmuje uderzenia pędzla i rozlewanie się płynu.

Tu widać ten sam kawałek jeziora – w dwóch wersjach –

 

na gruboziarnistym papierze grain torchon (pardon za niechciany kleksik!):

 

probka2a

 

i na gładziutkim papierze grain satiné:

 

probka2b

 

I różne obłoki na różnych fakturach papieru, w takiej samej kolejności, czyli –

 

grain torchon:

probka1b

 

i grain satiné:

 

probka1c

 

A tu z kolei macie demonstrację umiejętności suszarki; pozostawione bez jej interwencji obłoki rozlewają się tak:

 

probka1a

 

A podsuszane zachowują się tak oto:

 

probka2c

 

Sami widzicie, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, że malowanie to cudowna zabawa! Poza wszystkim, naprawdę pozwala ona oderwać się od rzeczywistości przygnębiającej, przykrej a paskudnej, a każe natomiast poświęcić całą uwagę temu, co piękne, ciekawe i budujące dla ducha. Nauczyłam się tego od stoików. I od Japończyków!

 

27mm

 

Witam nowe osoby, które wpisały się do Księgi Gości – a więc Agnieszkę, Jolantę i Joannę oraz Piotra. Piotrze, wybacz, o spotkaniach autorskich już nie myślę. Mój sfatygowany kręgosłup lubi pozostawać w domu, a bez niego przecież nie mogę się wybrać w podróż!

Bardzo wszystkim dziękuję za jakże miłe wpisy – także za wiadomości prywatne, bardzo niekiedy wzruszające i ciekawe!

Wszystkie dobre uczucia szczodrze odwzajemniam, łącząc uściski!

Wasza

MM

 

Hej, Lunofile!

pejzażyk

M. Musierowicz – szkic ilustracji do książki Emilii Kiereś Cynowy rycerzyk

 

Mam dziś tu dla Was, moi drodzy, cichy i ciepły przedwieczór majowy na polach, z nieśmiałym księżycem i lekko zamglonym laskiem brzozowym w oddali. Przypomnijcie sobie, jak o tej porze pachnie powietrze, a jak – młody owies. I jak śpiewają ptaki!

I zaraz listopad będzie odrobinę mniej posępny.

To już ostatnie dni, pozostałe mi na malowanie. Termin oddania ilustracji do Cynowego rycerzyka Emilii Kiereś wyraźnie się zbliża! (Książka ma się ukazać na wiosnę). Mam już gotowe wszystkie obrazki dwustronicowe, mam też przerywniki, wyklejki i winietki, teraz pozostały mi do zrobienia tylko portreciki  bohaterów. Aha, i jeszcze pewnej Gąsienicy!

Bardzo to ładna i ciekawa opowieść, przedstawiająca – jak zwykle w tej seryjce „z błyskiem” – ważne sprawy dzieci, a także – mądre rady dla rodziców. Jesteśmy z p. Musierowiczem naturalnymi współtwórcami naszej zdolnej Emilki, więc duma z tego naszego udanego dzieła nie zna granic!

A jak tylko skończę malować… a nie, przecież przed nami Boże Narodzenie, pierniki i porządki, a potem rodzinne spotkania… No więc dopiero po Świętach wezmę się do pisania, zdopingowana tymi ciągłymi okrzykami: „A Chucherko? Gdzie Chucherko?!”. Dziękuję Wam za to cierpliwe i gorące zarazem oczekiwanie. Jak już wspominałam, szukam rozwiązania – na razie mam dwa. Coś może z tego w końcu wyniknie!- o ile presja przykrej i absurdalnej rzeczywistości zelżeje.

Nakład Na Jowisza 2 już prawie wyczerpany (hura! I dziękuję!), ale wydawnictwo HarperCollins już spiesznie robi dodruk, żeby się udały prezenty na Gwiazdkę.

Dziękuję też bardzo za wszystkie miłe słowa i opinie o Jowiszu 2 – takie to dla mnie radosne, ciekawe i pouczające, co piszecie!

Beatuszko kochana (dzięki za pamięć o Solenizancie!), Mimi M., JustMagdaleno, ZofJo, Aleksandro z Rudy Śląskiej – tak się cieszę Waszymi komentarzami! ZofJo, pozdrów ode mnie Mamę!

Krysiu! – ależ oczywiście, że Cię pamiętam! (Tak, nadal zielony Armani Gio, ale polecam Ci także inny zielony zapach: Green Tea Elizabeth Arden – prześliczny! Jedna z moich córek go używa, a ja się zachwycam!). Przesyłam Ci mocne uściski!

JustMagdaleno, racja, to byłyby ciekawe hasła do Jowisza, szkoda, że o nich nie pomyślałam. Hasło ZUPY mogłoby traktować o znakomitym miesięczniku „Ty i Ja”, który ukazywał się w latach 60-70. Pięknie – jak na owe czasy – wydawany, z udziałem najznakomitszych polskich grafików, miesięcznik ten był wtedy wyznacznikiem dobrego stylu, w tym – kulinarnego. Kącik z poradami i przepisami, prowadzony przez Marię Lemnis i Henryka Vitry zachęcił mnie do prób w tej materii, a że byłam wówczas zupełnym i niechętnym beztalenciem kulinarnym, wiele uczynił dla mojej edukacji i rozwoju w tej dziedzinie. Jako przejęta swoją przyszłą rolą narzeczona założyłam specjalny Receptariusz (jest o nim mowa w Jowiszu 1, zresztą mam go i używam do dziś) i wklejałam do niego wszyściutkie przepisy z „Ty i Ja”. W dziale poświęconym zupom te właśnie trzy, wymienione przez Ciebie, opatrzone są moimi czerwonymi wykrzyknikami i uwagą: pyszne!

A co do hasła CHOPIN – ooo, to  zajęłoby zbyt wiele stronic, i to wypełnionych emocjami! Nota bene, wciąż jeszcze słucham na YT nagrań z ostatniego Konkursu Chopinowskiego i nawet niedawno demonstrowałam wnukom różnice pomiędzy interpretacjami uroczego Ronda à la mazur, odtwarzając im wykonania Bruce’a Liu i Kyohei Sorita. Ten drugi jest moim mistrzem! – powiedziałam, kładąc rękę na zachwyconym sercu, a wnukowie przyznali mi, po należnym namyśle, całkowitą rację.

Dlaczego?

Sami posłuchajcie – TUTAJ.

 

Casciolino i Puchałko (wiad.pryw.), nie, nie ma żadnych książkowych zaległości.

 

Wszystkich serdecznie pozdrawiam –

Wasza

MM

 

Noc listopadowa

IMG_20210519_122230

fot. MM

 

 

JAN LECHOŃ

11 LISTOPADA

(fragment)

 

… Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy.

Ten, który umiał cierpieć, a radość go trwoży,

Kto nie stargał na szyi niewoli obroży

I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami,

Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami

Jakieś cienie po polach, po mieście się snują

I wśród płaczu padają. I ziemię całują.

 

(fragment wiersza „11 listopada”, napisanego na uroczystość dziesięciolecia niepodległości i wygłoszonego przez Stefana Jaracza 10 listopada 1928 r. w programie poetyckim „Witaj, jutrzenko swobody!”, wystawionym przez Teatr Polski w Warszawie)

 

 

Nawigator

wilk m 2

fot. KrzysztO (Wilk Morski)

 

 

 

Alfred, lord Tennyson

(1809-1892)

POPRZEZ PAS MIELIZN

 

Gwiazdo wieczorna, łudź

       Wzrok nad gasnącą zorzą!

I niech o mielizn piach nie zgrzytnie łódź,

       Gdy się powierzę morzom.

 

Lecz niech mnie niesie fal ruchomy sen,

      Bezszumnej głębi praca,

Prąd, co przybywa znad otchłannych den

      I w otchłań wraca.

 

Dzwonie wieczorny, zanurz

      W mrok zmierzchający ląd!

I niechaj nie szkli się łza oceanu,

      Gdy ruszę stąd;

 

Bo choćbym wiecznie w wód i gwiazd migocie

      Miał toń nieznaną pruć,

Wiem, że Cię ujrzę twarzą w twarz, Pilocie,

      Gdy z mielizn wyjdzie łódź.

 

(przekład Stanisława Barańczaka)

 

 

CROSSING THE BAR

by Alfred, lord Tennyson

 

Sunset and evening star,

      And one clear call for me!

And may there be no moaning of the bar,

      When I put out to sea,

 

   But such a tide as moving seems asleep,

      Too full for sound and foam,

When that which drew from out the boundless deep

      Turns again home.

 

   Twilight and evening bell,

      And after that the dark!

And may there be no sadness of farewell,

      When I embark;

 

   For tho’ from out our bourne of Time and Place

      The flood may bear me far,

I hope to see my Pilot face to face

      When I have crost the bar.

 

 

„Blask pawich barw”

IMG_5090a

fot. Emilia Kiereś

 

 

Leopold Staff

WYSOKIE DRZEWA

 

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa,

W brązie zachodu kute wieczornym promieniem,

Nad wodą, co się pawich barw blaskiem rozlewa,

Pogłębiona odbitych konarów sklepieniem.

 

Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu,

W bezwietrzu sennym ledwo miesza się, kołysze,

Gdy z łąk koniki polne w sierpniowym gorącu

Tysiącem srebrnych nożyc szybko strzygą ciszę.

 

Z wolna wszystko umilka, zapada w krąg głusza

I zmierzch ciemnością smukłe korony odziewa,

Z których widmami rośnie wyzwolona dusza…

O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa!

 

 

IMG_5087a

fot.MM

 

Gorąco nie sierpniowe dzisiaj, rzecz jasna, tylko październikowe – rozkoszne, miłe, a nie męczące, ale brąz zachodu i liście w nim kute (wieczornym promieniem) – całkiem jak w wierszu Staffa!

Znów ten wiersz przypominam, bo piękny, i wcale chyba nie szkodzi, że poświęcono mu cały (co prawda śmieszny) rozdział w Na Jowisza 2, no nie? – nie wszyscy przecież książkę tę czytali (na pewno jednak sporo osób ją kupiło – wydawnictwo Harper Collins będzie zaraz robić dodruk, hura!!! – bardzo mi miło!!!).

A poza tym, znów miałyśmy – córka-współautorka i ja – nadmiar materiału, który trzeba było bezlitośnie ciąć, żeby się zmieścić w zakładanej objętości książki. Tak właśnie okroić trzeba było serię ślicznych zdjęć zrobionych przez Emilię w pobliskim rezerwacie buków – tym samym, który występuje we Wnuczce do orzechów. Zamieściłam więc w dzisiejszym wpisie dwa z tych bajecznych ujęć. Tak właśnie wyglądają nasze buki tego października! Pięknie złociste, ale tu i ówdzie jeszcze przebłyskuje zieleń. To się zmieni za kilka dni i wszystko już będzie złote i lśniące.

Fagus sylvatica L. Buk! Najpiękniejsze z drzew, nawet w  pojedynkę! A cóż dopiero taki zabytek przyrody, jak cały ich ocean na morenowych wzgórzach i w głębokich dolinkach! O, to było coś, co mogłaby oglądać codziennie! Tylko że zwykle nie miała czasu na wędrówki w tych stronach. Szkoła była daleko i w przeciwnym kierunku.
Tutaj, w  samym sercu rezerwatu, gęsty las bukowy pokrywał pagórki falistymi kondygnacjami. Tysiące gładkich szarych pni (podobnych do nóg słoniowych) dźwigały swoje olbrzymie korony, tworząc – zależnie od zmian oświetlenia – wciąż nowe pierwsze plany i dalsze tła.  Słońce, wędrując, musi tu przenikać przez kolejne warstwy listowia, więc blask łamie się i przemieszcza pod różnymi kątami; rozprasza się w sposób wyjątkowy, bo gałęzie buków rosną równolegle do ziemi, a ich skórzaste liście też układają się poziomo. Teraz poświata jest zielonkawa. A w końcu października, kiedy buki się przebarwiają – ech, jakież one są złote! – w dzień słoneczny aż powietrze się zmienia, jakby ktoś w nim rozpylił złocisty aerozol.
I wszystko tonie w głębokiej ciszy, pełnej majestatu.

(Wnuczka do orzechów)

Co do staffowskich „pawich kolorów” natomiast, okazuje się, że najbogatszą ich – i jakże subtelną – gamę produkuje jesienią zwykły berberys. Zauważyłam to dzisiaj właśnie, wędrując po ogrodzie z aparatem w dłoni.

 

IMG_20211028_155632

fot. MM

 

Borówka amerykańska też ma coś do powiedzenia w tej kwestii – coś bardziej zdecydowanego:

 

IMG_20211028_155922

fot. MM

 

A w taki oto sposób pałają „panieńskim rumieńcem” liście kaliny Boule de Neige:

 

IMG_20211028_155447

fot. MM

 

Oczywiście, te przebarwienia (efekt procesów chemicznych, jak wiemy) co roku okazują się nieco inne, mniej lub bardziej fantastyczne, niekiedy nawet (z powodu niepogody) bure i szare. Tegoroczna jesień jednak jest wyjątkowo piękna! Świat jest pełen tylu, tylu pięknych kolorów!

A poza tym bardzo się cieszę jesiennym sukcesem Jowisza 2.

Dziękuję wszystkim, którym chciało się wpisać do Księgi Gości swoje wrażenia! Najbardziej ciekawią mnie te szczegółowe: co się w książce podobało, co wzruszyło, co skłoniło do wybuchów śmiechu. Pewnie, że autorce miło, kiedy jest chwalona, ale nie o to tu chodzi: po prostu – bardzo pożyteczna wiedza wynika z tych informacji! Myślę, że zawdzięczam Wam doprawdy wiele, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy – ten żywy kontakt, jakże emocjonalny, który utrzymuje się pomiędzy nami od tylu już lat, sprawia, że wciąż mam ochotę dla Was pracować. I że – jak się także dzisiaj dzięki Waszym wpisom przekonuję – wciąż wiem, co Wam sprawi przyjemność, co Was rozbawi, a co skłoni do uronienia łezki. Znam Was! – i dziękuję za to, że mi na to pozwoliliście.

Witam nowe osoby, które pojawiły się w Księdze Gości! Są to: Sylwia z łobuzerskim błyskiem, Królewna, Tatiana, Duet Tygrysów, NieCzajnik oraz Antonina. Te dwie ostatnie osoby proszą o mój adres: wybaczcie, ale doświadczenie uczy mnie, żeby raczej zachować go w sekrecie. Wszystko, co chcecie mi przesłać, można zaadresować na wydawnictwo Akapit Press. Z całą pewnością zostanie mi to dostarczone.

Tosieńko! Miły Twój list dotarł, ale byłam tak zapracowana, że odłożyłam sobie odpisanie na później i… tak zeszło. Przepraszam, dzieciaczku! Naprawdę to dziwne, ale mam coraz mniej czasu!

Kochana Babciu Gąsko – dziękuję raz jeszcze za tę krótką, ale wzruszającą wiadomość prywatną.

Mamo Isi, gratuluję Isiątek i spieszę Cię powiadomić, że ze wszystkich uczestników Konkursu Chopinowskiego (których umiejętności muzycznych, skądinąd niebywałych,  nie ośmielam się oceniać ni porównywać) ja także najbardziej polubiłam samuraja Kyohei Sorita! Przemiły i bardzo, bardzo zen!

Weroniko, połówko  Duetu Tygrysów – pytasz, czy będę w Warszawie. Nie, raczej nie! – mój sfatygowany kręgosłup bardzo protestuje i złorzeczy, kiedy tylko przedstawię mu propozycję wyjazdu. Powiada, że lubi sobie leżeć i już. 

Osoby, które dopytują się o Chucherko pozwalam sobie raz jeszcze skierować na YT (nagranie biblioteki w Rzeszowie z wirtualnego  zlotu „Z miłości do Jeżycjady” – jest tam moja obszerna wypowiedź w tej sprawie) oraz zwrócić im uwagę na wywiad (mój i córki) dla portalu lubimyczytac.pl. Tam także mowa jest o Chucherku, więc po co mam jeszcze o tym gadać i gadać.

No, dobrze, tyle na dziś, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Obiecałam sobie twardo, że codziennie o północy, żeby nie wiem co, będę już spać. Żadnej pracy po nocy! – a tu już dziesięć minut nowego dnia!

Uściski!

Wasza

MM

 

Wielki Wygrany

499px-Ary_Scheffer_Chopin_portrait_Dordrecht_Museum_1847

mal. Ary Scheffer, 1847

Oglądałam i słuchałam od pierwszej do ostatniej chwili! – na szczęście wszystkie nagrania tegorocznego Konkursu Chopinowskiego można znaleźć w internecie, więc nie byłam skazana na transmisje bezpośrednie w telewizorze (którego dla zasady nie posiadam). Nie tylko więc słuchałam i oglądałam, ale wybierałam dla tego  najwłaściwszy czas i okoliczności, powtarzałam też sobie co bardziej zachwycające występy oraz oddawałam się drobiazgowym obserwacjom (okiem portrecistki czynionym). Ogrom wrażeń! Olbrzymia porcja Piękna! Wspaniali młodzi ludzie o niewiarygodnych wprost uzdolnieniach i talentach, wrażliwości i wdzięku, pełnia ich artyzmu, błyskotliwość i pracowitość, odwaga i nieśmiałość, duma, brawura, siła – twarze tak różne, o tylu przepływających przez nie minach, grymasach mimowolnych, o tylu wyrazach i nastrojach! Każda edycja Konkursu Chopinowskiego dostarcza podobnych wrażeń, lecz tegoroczny był rzeczywiście wyjątkowy: takiego bukietu osobowości i talentów nigdy chyba nie mieliśmy okazji obserwować! Zupełna eksplozja! Tym razem nie byłam w stanie wybrać sobie żadnego kandydata do kibicowania – wszyscy byli wspaniali! A poziom ich umiejętności – jednakowo wysoki. Nadzwyczajnie wysoki, powiedziałabym. Toteż trudna z pewnością decyzja jury nie budzi we mnie żadnych emocji, ponieważ wiem, że  jurorzy musieli się z konieczności kierować takimi subtelnościami i takimi ułamkami niuansów, których z pewnością nie jestem w stanie dostrzec. Dla mnie wygrali wszyscy uczestnicy, pokazali bowiem najwyższą klasę – wszyscy bez wyjątku!

A największym wygranym jest oczywiście Fryderyk Chopin, którego cudownej muzyki nigdy chyba jeszcze nie grano tak pięknie, tak czule i tak wiernie, na tak doskonałych instrumentach!

 

-009-large

Odlew ręki Chopina – http://ikonografiachopina.pl

 

A ponadto: bardzo Wam dziękuję, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, za tak miły i wielki odzew na Jowisza 2 – książka sprzedaje się w nadzwyczaj przyjemnym tempie, poczta przynosi listy i dary (Aleksandro kochana, dziękuję za pyszne malinówki, które przybyły właśnie dziś! Anno U. z Warszawy, dzięki za dzbanuszek i puzderko!), a w Księdze Gości znajduję jakże miłe uwagi i spostrzeżenia na temat tego tomu drugiego. Bardzo, bardzo  dziękuję! To jest autorowi prawdziwie  potrzebne – taki żywy odzew, szczegółowe relacje o tym, co się najbardziej podobało, co wzruszało, a co śmieszyło! Niezawodna Gio była pierwsza! A potem: Magda Z, Tosieńka, Jesienna Ada, Anette, Mama piąteczki, Anna Cecylia, Hanna N, Dewajtis, Zielona Ina, Sylwia z łobuzerskim błyskiem, Chesterka, Mama Isi, Sowa P, Zgred, Jolanta, McDusia, Rta, Atena, Aka, niezapomniana Babcia Gąska, Sylwia (pozdrawiam Ignasia!), Rysia, Bożena, aknordeiB, Królewna – a jeszcze jest sporo wiadomości bardzo prywatnych; za te wszystkie dobre i mądre słowa z całego serca dziękuję! Przydają się! I cieszą!

Tosieńko, pytasz o trąbę z wąsami, o której mowa w Na Jowisza2: do dziś nie wiemy, co by to miało być. Mały synek nie umiał nam tego powiedzieć, a potem zapomnieliśmy o sprawie, kiedy zaś go o to zapytać dzisiaj (jest dorosłym panem architektem i programistą), spogląda ze zdumieniem i mówi, że kompletnie nie pamięta. Sprawa pozostanie więc tajemnicą już na zawsze!

Ako, pan Musierowicz uradował się wiadomością, że lubisz jego zdjęcie (Dmuchającego W Grzywkę). Łączy pozdrowienia!

Haniu, miło mi, że się ucieszyłaś fragmentami w podręczniku. Wiedziałam, rzecz jasna, o tym, że i ja, i Braciszek, jesteśmy tam obecni. Ciekawostka: teraz dołączyła do nas Emilia Kiereś, moja córka, której piękna książka pod tytułem „Rzeka” weszła właśnie do lektur szkolnych!

Jolanto, w sprawie Chucherka wypowiadałam się już tyle razy, że aż mnie to zmęczyło. Odsyłam Cię więc do poprzednich wpisów na tej stronie, do wywiadu (mojego i córki) dla portalu lubimyczytac.pl, a także do Zlotu Fanów (Z miłości do Jeżycjady) na YouTube – tam także o to pytano i udzieliłam szczegółowej oraz wyczerpującej odpowiedzi.

Jesienne uściski dla Wszystkich –

Wasza

MM

 

Już go mamy!

IMG_20211001_111455

fot. MM

(obrazek w tle – Piotr Fąfrowicz)

 

Pachnący drukarnią, świeżutki, miły dla oka i przyjemny w  w dotyku – „Jowisz 2” właśnie się u nas   pojawił!

Dwa tygodnie przed premierą! Hura!

Duża radość, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! – prawdę mówiąc, jeśli chodzi o mnie (a myślę, że mam prawo wypowiedzieć się również w imieniu Kochanej Współautorki, czyli córki), oglądanie własnego dzieła w druku jest jedną z największych radości, dostępnych w tym życiu. Obie cieszymy się bardzo i zapraszamy do lektury!

Nie tylko do lektury „Jowisza 2” zresztą – bo w wielkiej przesyłce od wydawnictwa HarperCollins znalazły się również nasze (czyli autorki Emilii i ilustratorki MM) egzemplarze autorskie świeżutkich wznowień dwu tomów z serii przeznaczonej dla dzieci. (Nowa oprawa graficzna dawnej okładki jest, podobnie jak oprawa „Jowiszów”,  dziełem pani Anny Pol). Dalsze tomy tej dziecięcej seryjki – w przygotowaniu! W mojej pracowni powstają właśnie ilustracje, malowane dla  tomu czwartego, którego premiera przewidziana jest na rok przyszły. 

 

IMG_20211001_115856

fot. MM

(w tle – Geniusia od Magdy Z.)

 

Witam serdecznie nowe osoby w Księdze Gości – Monikę, Martę T., Madzię (nie, Madziu, nie jadę na Targi Książki do Krakowa), Anię i Babette. Wszystkim bardzo dziękuję za miłe słowa i wyrazy przyjaźni. Odwzajemniam!!! Gorąco!!!

Gabrysiu-Kalafiorko (wiad.pryw.) – muszę Cię zmartwić: żeby wydawać swoje książki, jednak trzeba być być osobą dorosłą. Ale nic straconego, możesz pisać już teraz, to Ci pomoże rozwinąć umiejętności i warsztat twórczy, na razie  jeszcze, co oczywiste, niedoskonały.  Zachowaj swoje obecne próby literackie, przydadzą Ci się w przyszłości, kiedy już być może zaczniesz zapominać, jak to jest – być dzieckiem.  Cierpliwość i wytrwałość są bardzo pożądane w tym zawodzie i życzę Ci, żebyś je w sobie wypracowała, bo talent już masz.

Najserdeczniejsze pozdrowienia i uściski dla wszystkich –

Wasza

MM

Się drukuje!

jow_druk_3

 

Właśnie przysłano mi – z wydawnictwa HarperCollins – zdjęcia z drukarni, która zajmuje się obecnie – i to intensywnie! – „Jowiszem 2”. Dziękuję!

Och, och! – co za wrażenie!

Oj, lubią autorki, lubią te chwile, kiedy ich zamysł obraca się w przedmiot realny i uchwytny, jakże przy tym ładny i zadbany!

Na zdjęciu powyżej pysznią się  końcowe stronice książki, jeszcze przed przycięciem ich do właściwego formatu. Jak zapewne dostrzegacie, są to fragmenty haseł końcowych  „Jowisza 2” –  te na „W” i „Ż” („Wytwórnia kołder”, „Żółta sukienka Gabrysi”, „Żółty dom z wieżyczką” oraz „Życie, życie!”).

Poniżej zaś widać, jak bardzo różni się nowoczesny zakład graficzny od tego, który pamiętam z lat młodości i o którym napisałam to i owo pod hasłem „Drukarnia”.

Cuda techniki, no doprawdy! Podobne pulpity i ekrany widuje się na filmach SF! Na tak zwanym uboczu da się jednakże dostrzec element mniej kosmiczny, a po ludzku ciepły: ktoś pił sobie przy pracy kawę. A może kakao, w każdym razie – kubek nosi ślady ciemnobrązowej pianki. (Osobiście obstawiam kawę!)

 

jow_druk_2

 

Okładka też już wydrukowana! Bobcio dobrze się prezentuje, tak obficie zmultiplikowany, a i szklana Geniusia od Magdy Z została przyjemnie rozmnożona!

 

jow_druk_1

 

Słowem, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy – wszystko na najlepszej drodze. Szykujcie się, bo premiera  już niebawem!

A żeby już nie było tak kosmicznie, tylko bardziej po ziemsku – załączam nadesłane właśnie zdjęcie: chicagowska wilga pożywia się ziarnami słoneczników, które pięknie wyrosły naszej Atenie pod samym oknem parterowego mieszkania. („A ptaszyna, wdzięczna za to, śpiewała jej całe lato” – jak to trafnie ujął poeta, Stanisław Jachowicz).

 

wilga

fot. Atena

 

Jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję za żywy udział w zdalnym spotkaniu rzeszowskim i za miłe po nim komentarze. Nutko i Otz, dziękuję za wiadomości prywatne, jakże radosne i budujące! Otz, przyjmij gratulacje z okazji zaręczyn! Patrycjo F – Ty także, oczywiście! Cieszę się i życzę Wam szczęścia!

Pstrygrysku, witam Cię serdecznie, jak miło, że wpadłeś! Oczywiście, że bohaterowie Jeżycjady poradzą sobie i w dzisiejszych czasach (tak jak my wszyscy!). Ale zdecydowanie nie mam ochoty tych czasów opisywać i – tym samym – afirmować. A więc oczywiście poradzę sobie – inaczej!

Kochana jedenastoletnia czytelniczko Zosiu! – śmiech oraz skakanie z radości to są takie właśnie reakcje, które autorkę Jeżycjady uszczęśliwiają! Dziękuję i ściskam Cię serdecznie!

Wszystkich pozostałych także!

Wasza –

MM

 

Ostróżki – z podziękowaniem!

OSTRÓŻKA 2

fot:MM

 

Ostatnie moje jesienne ostróżki – dla Was, Kochane Istoty Księgowe i Pozaksięgowe, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, z ogromnym podziękowaniem za wczorajsze jakże tłumne spotkanie, za tyle dobrych uczuć, miłych słów i wielkiej serdeczności!

Przepraszam wszystkich, którzy tak obficie wpisywali swoje uwagi i komentarze, życzenia i pozdrowienia! Chociaż miałam na nosie okulary, zbyt słabo widziałam te malutkie literki (stale i jakże szybko płynące prawą stroną monitora), żeby na wszystkie Wasze wpisy reagować, wybaczcie! W dodatku musiałam przecież się poświęcić interesującej konwersacji – i czuję, że wskutek tego wiele straciłam, bo na pewno nie doczytałam mnóstwa cennych informacji i życzeń, jak też – nie odpowiedziałam na wiele ważnych pytań.

Oświadczam jednak, że wielkie, wielkie ciepło biło od tych wpisów i że wyraźnie to czułam! Dziękuję z całego serca!

Jeśli chcecie jeszcze o coś spytać – proszę korzystać z naszej Księgi, zapraszam oczywiście wszystkich, stałych Gości i całkiem nowych Gości!

Odpowiem!

 

OSTRÓZKA

 

Ech, miło było spotkać dwie świetne bibliotekarki z Rzeszowa i pogadać sobie z nimi; pani Aldona wzruszyła mnie z nagła w finale, recytując z pamięci ów piękny wiersz Williama Blake’a, w tłumaczeniu mojego Braciszka.

Dobrze było także poznać panią Aleksandrę (od bloga jeżycjadowego) i panią Jadzię (polonistkę, nauczycielkę) – im również dziękuję za sympatyczną obecność i przepraszam, że może zbyt wiele gadałam. Tak to jest z milczkami i introwertykami – jak się już raz przełamią i zaczną mówić, to im się sprężyna wewnętrzna rozkręca…

Tak się ucieszyłam obecnością Starych Księgowych! – wyobraźnia globalna mi ruszyła natychmiast i oczami duszy widziałam Atenę w Chicago, Kris na Sardynii, Nutkę w Hiszpanii, a Justysię w Kanadzie, i gdzie tam jeszcze Księgowych mi rozsiało; ci Miejscowi też mi licznie zasiedlali imaginację, w dodatku wiedziałam od pani Aleksandry, że na Zlot wczorajszy składała się także ogromna liczba nieznanych mi jeszcze czytelników Jeżycjady, którzy przytulili się do jej bloga.

Przyznam się Wam, że dopiero po zakończeniu nagrania poczułam, w jakim napięciu byłam, usiłując duchowo i emocjonalnie ogarnąć to ogromne zgromadzenie życzliwych dusz!

(Zgred też był, prawda? I Magda Z!)

 

ostróżka 3

 

Dziękuję też za wszystkie miłe wpisy w Księdze Gości! – wczorajsze i dzisiejsze!

Gratulacje i uściski dla Anette i Cascioliny!

Ako, to nie jest hasło mojego autorstwa, zaznaczam skromnie, choć z meritum zgadzam się oczywiście, sama telewizora nie posiadając i zniechęcając do niego kogo i gdzie się da.

Kasztanowłosa, napisałaś wspaniałą ripostę dla Zgreda, dumna jestem z Ciebie, młodziutka i tak mądra istoto!

Mamo Isi, jak dobrze, że przypomniałaś słowa św. Tomasza z Akwinu!

Zgredziku, ależ trzymaj się! Będzie dobrze! – patrz, co Ci Akwinata powiedział!

 

ostr 4

 

Wszystkim bardzo dziękuję i czule Was ściskam –

Wasza

MM

 

ostr 6