Na Walentynki

walentynka27

 

 

Spojrzyj, Rozyno, jak świat szeroki,
Na ziemię, morze i na obłoki;
Bogów i ludzi, ryby, zwierzęta,
Słodka miłości wabi ponęta.

Jaki błąd próżny wielu z nas łudzi,
Że miłość tylko służy dla ludzi!
Już my się dzisiaj bardzo zepsuli;
Ptaszki, ach, ptaszki kochają czuléj!

 

Tomasz Kajetan Węgierski
(1755-1787)

fragment wiersza „Do Rozyny”.

 

walentynka26

Takie właśnie, i jeszcze inne, gotowe do wysłania walentynki czekają na Was, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, w naszym dziale „e-kartki”. Zapraszam!

A na dwa dni przed św. Walentym trafia się wreszcie okazja, by spełnić prośbę KC Joanny (Wawa) o przypomnienie stosownego wierszyka amerykańskiego poety Ogdena Nasha (1902-1971). Przedstawiłam tu kiedyś ten wierszyk, ale po ostatnim ataku hakerskim dawne wpisy szóstkowe musiały pozostać w archiwum. Stamtąd więc wydobywam  mój przekład, specjalnie dla Was zrobiony przed paru laty. Można go też wysyłać we fragmentach na e-kartkach walentynkowych!

Najpierw oryginał:

 

Ogden Nash

To My Valentine

More than a catbird hates a cat,
Or a criminal hates a clue,
Or the Axis hates the United States,
That’s how much I love you.

I love you more than a duck can swim,
And more than a grapefruit squirts,
I love you more than a gin rummy is a bore,
And more than a toothache hurts.

As a shipwrecked sailor hates the sea,
Or a juggler hates a shove,
As a hostess detests unexpected guests,
That’s how much you I love.

I love you more than a wasp can sting,
And more than the subway jerks,
I love you as much as a beggar needs a crutch,
And more than a hangnail irks.

I swear to you by the stars above,
And below, if such there be,
As the High Court loathes perjurious oathes,
That’s how you’re loved by me.

 

A teraz mój przekład:

 

Ogden Nash

Dla mojej Walentynki

Jak nienawidzi kota ptak,
A więzień kraty w oknie klnie,
Jak kraje zła nie cierpią USA,
Tak właśnie kocham Cię.

Kocham Cię mocniej niż pies kość,
I niż z grejpfruta tryska sok,
I niż nudzi ktoś, kto już wypił dość,
I niż ćmi chory ząb.

Tak jak rozbitek ma mórz dość,
A żongler tego, kto go pchnie,
Jak dławi złość, gdy nocą wpadnie gość,
Tak bardzo kocham Cię.

Mocniej niż osa żądłem tnie,
Mocniej niż w metrze rzuca mnie,
Niż żebrak chce posiadać kule dwie,
Tak mocno kocham Cię.

Klnę się na gwiazdy, co tam lśnią,
A jak gdzie indziej lśnią, to też:
Jak Najwyższy Sąd tępi kłamstwa trąd,
Tak bardzo kocham Cię.

 

Miłego walentynkowania!

Wasza

MM

248 przemyśleń nt. „Na Walentynki

  1. „Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju”. Szczególnie kawy zalewajki, szumnie zwanej „po turecku”.

  2. Nie mogę się nadziwić jak moje koleżanki mogą uważać, że „Krzyżacy” są nudni. ;)
    Czytam dalej. Czymże jest perspektywa spania tylko cztery godziny, wobec dziedzictwa narodowego?

  3. Podobno i tę kawiarkę, i w ogóle fragment o kawie, zawdzięczamy pobytowi wieszcza w Śmiełowie, w Wielkopolsce. To w śmiełowskim pałacu istniała specjalna funkcja służącej- kawiarki!

  4. O tak, Sowo. Nie masz to jak zapach swiezo parzonej kawy rankiem. Ciekawe, ze kawa pita po poludniu ma juz zupelnie inny smak. A w nocy to juz calkiem co innego. Rozumiem, ze zagrzewalas sie tak do nocnego boju. Przypomnialam sobie anegdotke z liceum. Otoz musialam sie czegos nauczyc na nastepny dzien, czasu bylo niewiele, dosc pozny wieczor, mama wiec poradzila mi, zebym zrobila sobie kawy. Tak uczynilam. Ledwie zabralam sie za czytanie notatek, smacznie zasnelam.

    Do kompletu z kantata Bacha, mozna obejrzec sobie krotki fragment wieszcza o kawiarce, ladnie i smacznie pokazany. Tytul na YT: „Adam Mickiewicz o polskiej kawie”.

  5. Jak rogaliki, to tylko z konfiturą różaną i orzechami.

    Przepraszam za moją nieobecność, ostatnio dużo się dzieje. A i dziś jeszcze długa noc przede mną. Parafrazując DUA, albo się pisze, albo się miło gawędzi.
    Czytajcie w oryginale, czytajcie, potem przejdziecie na wyższy etap – pisania w oryginale.

    J.S. Bach – „Ei, wie schmeckt der Coffee suesse” BWV 211.
    Elly Ameling.

    Ach! Jakże słodko smakuje kawa,
    Bardziej kochana niż tysiące całusów,
    Łagodniejsza niż wino muszkatołowe.
    Kawę, kawę muszę mieć,
    Wtedy tak coś we mnie ożyje,
    Ach, więc nalej mi kawy.

  6. W oryginale zawsze warto. Madzia Zuch!

    Tak, Chesterko, przepis prawdę mówi. Rolę sklejacza pełni twarożek.
    Wybierzcie tylko pyszną konfiturę lub powidła, a nie byle dżem z zagęszczaczem (bo wypłynie)!
    Puchatka – przepis niezawodny i uniwersalny, można fantazjować i udoskonalać, a nawet robić z tego ciasta mufinki.

    Dobranoc Wam!:)

    (Gdzie SowaP?!)

  7. Kochana DUA!
    Fluid rogalikowy! Córka zamierza dziś (już dziś) upiec rogaliki miniaturki na imieniny swego taty i prosiła zapytać, czy rzeczywiści, jak podaje „Łasuch literacki”, nie trzeba do nich jajek? Tylko przy drożdżowych daje się żółtka?
    A Puchatka z bezowym lukrem już zrobiona. Dobranoc Kochana Autorko:)

  8. A mnie namówił Wójt. I przeczytam sobie „To Kill a Mockingbird” w oryginale.
    Dobranoc.

  9. I na papierze zostaje taka realna cząstka człowieka…

    A wcale nie jestem pewna czy wyrzuciłam ten zeszyt. To znaczy wiem, ze na pewno jeden zeszyt zachowałam, bo tak go ładnie prowadziłam, ze żal było wyrzucać. Tylko że on gdzieś głęboko schowany.

    Dobranoc!

  10. To ja się cieszę, że już trzy osoby namówiłam, Anito!
    Co do listów: masz rację. Papier, w dodatku, domaga się też staranności, dbałości i pięknego stylu, że nie wspomnę już o charakterze pisma!

  11. To i ja przyznam się bez bicia do tej haniebnej luki w moim czytelniczym wykształceniu – nie czytałam „Zabić drozda”. Ale żeby już więcej się nie wstydzić, postaram się szybko to nadrobić.

    Co do pisania listów – mnie zdarza się sporadycznie napisać krótki list, ale nieraz myślę, że chętnie wymieniłabym pisanie maili i SMSów na pisanie listów. W listach jest coś o wiele bardziej osobistego, magicznego i trzeba poświęcić im więcej namysłu. Poza tym mam wrażenie, że papier „przyjmie” mniej niż bezduszna klawiatura. Tak, zdecydowanie chętnie również powróciłabym do epistolarnej wymiany myśli :) Chociaż jeszcze bardziej niż pisać, lubię listy otrzymywać :)

    Dobrej nocy i intrygujących snów (jak ten kris!)

  12. Patrycjo, myślę, że Ci się spodoba, mądra dziewczynko.
    Ale obawiam się, że z wypożyczeniem akurat teraz mogą być trudności. Wielu ludzi tak właśnie się żegna z Harper Lee – sięgając po jej piękną, szlachetną książkę.

  13. Ja się przyznaję.
    Bardzo lubię listy.:)
    Dobrywieczorku, a nie napisałaś, kto właściwie namalował ten obrazek – dziecko, czy osoba dorosła? Dziwne, ale trudno mi to ocenić: jest naiwny, a jednocześnie zdradza sporą biegłość warsztatową.
    A czy będę mogła kiedyś go pokazać tu – na przykład we wpisie gwiazdkowym? (bo na obrazku jest gwiazdka!)

  14. O, to cieszę się, że list doszedł – przyznaję, że wyszłam z wprawy w pisaniu listów. Ale nosiłam się z zamiarem napisania do Pani jeszcze z drugiej półkuli :-) O, dziwo, na misjach miałam więcej czasu na czytanie tej strony i znakomicie mnie pokrzepiała na duchu. A teraz niestety codzienna gonitwa. I pomyśleć, że za czasów nastoletnich prowadziłam szeroką korespondencję z rozmaitymi koleżankami, w tym jedną z tego samego miasta! Mieszkając na różnych końcach miasta, widywałyśmy się rzadko, ale pisywałyśmy do siebie rzetelne epistoły, zwierzając się z zauroczeń oraz (oczywiście!) dzieląc się ulubionymi książkami. To były czasy! Ostatnio jedna z moich dawnych przyjaciółek korespondencyjnych, aktualnie zapracowana mama trójki maluchów, dokonała wyczynu nie lada – napisała do mnie list i teraz moja kolej. Cóż, list do DUA czekał najpierw ze trzy miesiące na ostateczne napisanie, a następnie przewędrował w mojej torebce dobry miesiąc, zanim zlokalizowałam jakąś skrzynkę pocztową w okolicach mojej szkoły. O tempora, o mores!
    To może zacznę nowy wątek – kto z obecnych jeszcze pisuje listy?
    Pozdrawiam Lud Księgi :-)

  15. Skoro Pani tak Zuzię namawia na ,,Zabić drozda”, to jutro idę do biblioteki i wypożyczam. Mam nadzieję, że i ze mną zostanie na całe życie.

  16. Wie Pani, że się nad nimi zastanawiałam? Ale nie chciało mi się czekać na wyrośnięcie drożdży, a nie miałam zbyt dużo czasu, bo jechaliśmy do dziadków, tych drugich oczywiście.:) Ale chodzą za mną już od dłuższego czasu (rogaliki).;)

  17. Aaa! I cóż ja pocznę z tą niewiedzą?!
    Na razie skupiam się na „Ciotce Zgryzotce”.
    Pozdrawiam, Kris!

  18. Witam po krotkiej przerwie, spowodowanej natlokiem obowiazkow. Mam wiec troche wpisow do nadrobienia… A co mi sie snilo dzisiaj w nocy? Otoz snilam, ze ukazala sie nowa powiesc DUA, na okladce byla postac w intrygujacym plaszczu (troche w stylu Sherlocka Holmesa), a tytul skladal sie z dwoch slow, na pozor niezrozumialych, ale kryly w sobie tajemnicze znaczenie, byly to chyba anagramy. Ale nie pamietam tego tytulu! :)

  19. Oho, dochodzi do wymiany komplementów!

    Jak tam, Zuziu, co upieczesz w następnym podejściu?
    Może rogaliki Basi?

  20. Och, jakie to miłe! W życiu bym nie pomyślała, że taka wspaniała autorka i to jeszcze jedna z ulubionych, będzie mnie znać!:))

  21. Zuziu, myślę, że ta książka jest w sam raz dla Ciebie. Więcej, jestem pewna, że bardzo Ci się spodoba, i to na całe życie.
    Myślę, że trochę Cię już znam.:)

    Charlotko, ba! Czarno na białym! Nie zawsze można mieć ten luksus.
    Domyślam się, że wyrzuciłaś zeszyt od biologii?

  22. Dzień dobry!
    Ależ wierzę, wierzę, przecież nie podarowałaby nam Pani niczego niegodnego polecenia!:)

    Kolejny fluid. Dziś mieliśmy fragment książki „Zabić drozda” na języku polskim. Bardzo mi się podobał, choć moja polonistka powiedziała, że nie lubi tego tekstu i według niej jest nudny. Takie jej zdanie, trudno, ale według mnie na pewno nie czytała tej książki. Teraz już mam poważne wątpliwości dla kogo pisana była ta książka. Wydawało mi się ( i chyba nadal wydaje), że jest to powieść dla dorosłych, lecz ostatnio u koleżanki znalazłam ją w zbiorze książek z fundacji „Cała Polska czyta dzieciom”, no i jest jeszcze w podręczniku, więc sama już nie wiem.

    Pozdrawiam cieplutko!!
    PS Wiosna przyszła (chyba) w pełni, w każdym razie, o żadnej innej porze roku poranki tak nie pachną.:))

  23. Dziękuję za miłe życzenia. Z okazji nauki w dniu dzisiejszym jestem zmuszona poprzypominać sobie trochę biologię – przy okazji specjalistycznego słownictwa związanego ze zdrowiem. Kto by pomyślał, że jeszcze zatęsknię za moim zeszytem od biologii! ;) (tam mieliśmy wszystko tak prosto, czarno na białym powymieniane)

    A ja ostatnio też sobie myślałam o ponownym przeczytaniu „Zabić drozda” – zwłaszcza, że niedawno dostałam nowy egzemplarz. Teraz może tym bardziej przeczytam.

    Pozdrawiam jeszcze raz, tym razem znad appareil immunitaire i organes correspondant :)

  24. Z uczelni!
    Dzień dobry, Charlotko, miłej nauki w dniu dzisiejszym!
    A ja dziś czytam z zapałem „Księgę Sądu Ostatecznego” Connie Willis. Co za ciekawy pomysł! (Historyczka przeniesiona z roku 2060 w średniowiecze). Bardzo poruszająca akcja.
    Pozdrawiam wszystkich!

    Aha! Zuziu 12, miej wiarę w moje przepisy! Dałam Wam, com miała najlepszego!
    Wypróbuj jeszcze jakiś.

  25. Fluidy u nas rzecz powszednia.:)
    Dobrywieczorku, właśnie dotarł do mnie Twój list, wysłany w styczniu do Akapit Press.
    Bardzo dziękuję! Duża radość! A już zupełnie mnie zachwycił maleńki afrykański obrazek. Jaki śliczny! Oglądam go stale i nie mogę się nacieszyć.
    Popatrz, jak to natura, geografia, biologia, wpływają na charakter sztuki. Nawet koloryt obrazka jest gorący, kontrastowy, bogaty.
    Mocno Cię ściskam i dziękuję!

  26. Zaskoczyły mnie fluidy – właśnie skończyłam kolejny raz czytać „Zabić drozda”, kiedy dowiedziałam się o śmierci Autorki… Zaglądam tutaj i oczywiście ten sam motyw. Widocznie miałam się znaleźć wśród tych milionów, które o niej pomyślały :-)
    Jak to dobrze mieć świadomość, że ktoś, kto opuszcza nas na zawsze, zostawił po sobie kawałek siebie…

  27. Władysław Bodnicki jest też autorem trzytomowej powieści biograficznej o Wyspiańskim wydanej w 1985 pod wspólnym tytułem „Z rodu tytanów”. Rzecz warta polecenia miłośnikom talentu artysty i klimatów epoki.”Muz na Krupniczej” nie znam, ale już zaczynam poszukiwania.Dzięki, Myszo.:)

  28. Helenko (wiad.pryw.), wybacz, ale dla bezpieczeństwa naszych gości (szczególnie dzieci i młodzieży) nie pośredniczymy w wymienianiu adresów mailowych i innych danych.
    Internet bywa niebezpieczny.

  29. Aha! Melduję, że przybyła do mnie wytęskniona i trudna do zdobycia książka Connie Willis „Nie licząc psa”!
    (Zdobyła ją dla mnie Córeczka- Adminka! Hura!)

  30. O! To bardzo ciekawe i poruszające, Myszo. Dziękuję za polecenie kolejnej dobrej książki!

    Tak, AniuG. Wiem i o tym. Jaka szkoda, prawda?
    Ale jaka to pociecha: choć nie ma go już z nami, zostało przecież to, co najcenniejsze!- zapis jego myśli, a tym samym – portret jego duszy.
    To samo dotyczy Harper Lee.
    I Wyspiańskiego.
    I Mehoffera.
    I tak dalej.

  31. Jeszcze do wątku Mehoffera. Polecam zainteresowanym książkę „Muzy na Krupniczej” Władysława Bodnickiego. Obecny dom Mehoffera należał ongiś do Mateusza Rogowskiego, dziadka Stanisława Wyspiańskiego. On sam zresztą tam się urodził. A scena powrotu Starego Wiarusa również jest autentyczna, jak to u Wyspiańskiego, i rozegrała się właśnie w tym domu. Pierwowzorem był brat matki poety, powstaniec styczniowy Adam Rogowski. Pozdrawiam Drogą UA i wszystkich księgowych

  32. Dobry wieczór.
    Kolejna smutna wiadomość: 19.02.2016 zmarł Umberto Eco.
    Jak to powiedziała nasza Marysia Sierotka, cytuję z pamięci: Jeszcze jedna gwiazda przybyła na niebie.

  33. Zaliczam się do tych, którzy pomyśleli ciepło o Harper Lee, gdy przyszła ta smutna wiadomość. ” To Kill a Mockingbird” była chyba pierwszą powieścią, którą przeczytałam w oryginale ( świetna dla początkujących czytaczy w oryginale). No a potem cytowaliśmy ” Zabić drozda” na zagadkach i pamiętam jak bardzo się przy tym śmiałam. Fragmenty musiały być cudownie dobrane :) Chyba sobie znów poczytam.

  34. Ale piękny czas! Teraz Koksa jest najsmaczniejsza (moje ulubione jabłko, ale nie champion), zwłaszcza ta pomarszczona mała, żółta. Osładza nam życie.
    Wpadłam na pomysł, by na nasze bajorko, które jest teraz pełne wody zbudować tratwę z plastikowych butelek. Nie ma co robić, bo za zimno, ale pokiwać się na wodzie i poodpychać pagajem to by było wesoło!
    Zaczęłam zbierać butelki.
    Ostatnio chciałam zaimponować córce, jak to świetnie chodzę po lodzie na rowie melioracyjnym i oczywiście zanurzyłam się po łydki w wodzie. Nalało mi się do butów, ale było świetnie, jak w filmach, gdzie ludzie wchodzą do wody w butach (zawsze chciałam poczuć jak to jest). Dobrze, że miałam inne buty w samochodzie. Zazwyczaj wozimy tam szafę z ubraniami, coś ciągle się komuś przydaje.
    Jakoś nie mogę zdobyć tej książki „Rok Ogrodnika”, może ktoś znów wyda?

  35. W Kórniku urodziła się Wisława Szymborska.
    A to dlatego, że jej ojciec był wtedy zarządcą dóbr rzeczonego hrabiego Zamoyskiego.
    Tego, dzięki któremu Zakopane jest w naszych granicach.

  36. Nie ma już tej mocy i uroku, co „Zabić drozda”, ale warta jest przeczytania.
    O rozczarowaniu nie mówiłabym – raczej o na nowo wzrastającym podziwie wobec książki poprzedniej.
    Niezwykła pod każdym względem!

  37. Niesamowite,że można napisać praktycznie jedną książkę, a tak ważną.Ciekawa jestem tej drugiej niedawno u nas wydanej pod tytułem „Idź, postaw wartownika”. Nie kupiłam od razu, bo nieco zniechęciły mnie recenzje i obawiałam się rozczarowania,ale teraz kupię.Muszę się sama przekonać.Autorka na to zasługuje.

  38. A my tutaj, za czasów zagadek literackich na dawnej stronie, dogadaliśmy się, że książka ta ważna jest dla wszystkich.
    I to chyba na całym świecie.

  39. Myślałam ostatnio o Harper Lee.Czytałam na feriach książkę, miłe babskie czytadło,w której „Zabić drozda”pojawia się w tle jako utwór ważny dla głównej bohaterki.Uświadomiłam sobie,że to była również jedna z moich pierwszych literackich fascynacji, do której kilkakrotnie wracałam.I muszę wrócić znowu.

  40. O, Kórnik został przywołany, gorąco polecam literackie spotkanie z Jadwigą Zamoyską- fantastyczną kobietą, zresztą cała rodzina warta poznania- dzięki jej synowi mamy w naszych granicach Zakopane- świetna historia! Fundacja Zakłady Kórnickie wydała niedawno dwa tomy wspomnień Generałowej- lektura doskonała, choć niełatwa do zdobycia. Taka ciekawostka, trochę trudna do pojęcia: mężem Jadwigi był brat jej mamy- Celestyny. Było to kochające się małżeństwo. A rodzice Jadwigi to też niezwykła para! Co ja wam będę opowiadać, miłego odkrywania historii Działyńskich i Zamoyskich!

  41. A ja chyba muszę Wam powiedzieć coś poważnie, a nawet smutno: zmarła Harper Lee, autorka wspaniałej książki – „Zabić drozda”.
    Atena, która czyta sobie właśnie pożegnalne artykuły o tej pisarce w prasie amerykańskiej, napisała do mnie: „Ciekawa jestem ilu ludzi o niej myślało w chwili odejścia. Takich zupełnie przypadkowych.”
    Myślę, że miliony.
    Tylu ludzi dobrze o niej myślało, i nadal myśli. I będzie myśleć. Na całym świecie!

  42. Wiwat Szarlotce Basi, z przepisu Pani Małgosi!! Jest przeprzepyszna!!
    Ups, przepraszam, BYŁA przepyszna!:)))

  43. Oj, chyba się pomyliłam.
    Miałam zamiar napisać Wirtualne Wydawnictwo, a nie wirtualny blog. Przepraszam

  44. Przypomniało mi się, że nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam „Brulion Bebe B”. To chyba było strasznie dawno temu. A po latach czyta się to jakoś inaczej. :) Jestem olśniona. Miał rację pan Falkowski, kiedy na wirtualnym blogu Wiwo pisał, że do Jeżycjady trzeba dorosnąć. Nie wiem, jak mi ta Bebe umknęła, że nie sięgnęłam po tę książkę chyba od czasów licealnych (a po inne sięgałam). Ale teraz przyjemność tym większa. :)
    Poza tym jest mi bardzo wesoło. Czytam sobie „Brulion…” na zmianę z „Przewodnikiem stada” – i w takim towarzystwie po prostu nie da się być smutnym. ;)
    Pozdrawiam

  45. Dobry wieczór! Przebiśniegi się przebiły pomimo braku śniegu. Cieszą oko.
    „Przewodnik stada” świetny, szczególnie w okładce koloru starego złota z gałązkami ostrokrzewu. Okładka jest efektem cyklicznej mody grudniowej, która do polski przeniknęła prawdopodobnie z Wielkiej Brytanii. Miłego wieczora, Starosto i Ludu.
    I dziękuję za przypomnienie o Connie W.

  46. A ja dzisiaj w sklepie poprosiłam o puńczyka w tuszce.Naprawdę.Pani popatrzyła na mnie zdziwiona,powtórzyłam więc w tej samej wersji i dopiero załapałam.:)

  47. Och, och! Nie wiedziałam, czego mi dziś tak brakuje. I nagle już wiem: ciepłej, pachnącej szarlotki!!!
    Dzięki i za taką, Zuziu. Wirtualną.

    Cebulowym roślinom nic śnieg nie zaszkodzi. Nawet lubią.

  48. Dzień dobry!
    Ha! Ja też nie chciałam śniegu, lecz co z tego? Nie ode mnie to zależy… Tak więc, śnieg spadł, oczywiście Jadzia ma całkowitą rację, zaśnieżony świat wygląda tak wspaniale, ale co będzie z biednymi hiacyntami, tulipanami? Mam nadzieję, że w jeden dzień ( z temperaturą na plusie) im nie zaszkodzi, a tak miło nacieszyć oko śniegiem, w końcu mamy luty!;)

    Upiekłam Szarlotkę Basi! Nie wiem jeszcze jak smakuje, ponieważ dopiero co wyciągnęłam ją z piekarnika. Wygląda pięknie. Może mam jeszcze jakąś przyszłość w tej dziedzinie? :)

    Pozdrawiam cieplutko i dzielę się szarlotką!

  49. W czytaniu i ogólnie w czerpaniu przyjemności z życia.Jestem ofiarą hasła „najpierw obowiązek, potem przyjemność”,czyli ulubionej metody wychowawczej moich rodziców. Ale z biegiem lat i tak udaje mi się nieco częściej „wrzucić na luz”. Wielka w tym zasługa moich bliskich, czyli męża i syna.Im jakoś dużo łatwiej przychodzi odwracanie tej kolejności.:)

  50. Tak zrobię, DUA.:)
    Już zajrzałam w trakcie szykowania obiadu i ledwo udało mi się oderwać, ale jeszcze się przemogłam.Czasami to moje nadmiernie rozwinięte poczucie obowiązku bardzo mi przeszkadza.

  51. „Rok ogrodnika”!- nie do wiary.
    Zacznij od niego, Joanno.

    Celestyno, tak jest, w Bibliotece Kórnickiej, w dziale rękopisów, znajdują się istne skarby! Kiedyś wybrałyśmy się – Emilka i ja – na wycieczkę polonistyki UAM wielkopolskim szlakiem Mickiewicza. Autobus wiózł nas od dworu do dworu, od pałacu do zamku. W Kórniku czekał na nas długi stół, założony najcenniejszymi rękopisami poety.
    Było to bardzo mocne!

  52. Mam, mam Ellis Peters- „Jarmark świętego Piotra”,”Dziewicę w bryle lodu” i”Wróbla w świątyni”!
    I jeszcze nieoczekiwanie – uwaga-zdobyłam rarytas, czyli… „Rok ogrodnika”!
    Coś czuję, że sobotnie porządki będą dziś mocno pobieżne.Nie mogę się doczekać momentu, kiedy zasiądę do lektury.:)

  53. Juz niedlugo, bo od 14 do 16 kwietnia odbeda sie uroczyste obchody 1050-lecia Chrztu Polski, wlasnie tam, w naszej kolebce: Gniezno, Poznan.
    Tez mnie ciagnie w tamte strony. Obejrzalam sobie dzisiaj na TVPolonia (musze sie przyznac, ze od niedawna czasami ogladam ten kanal, i mam sporo dobrych slow pod jego adresem) film o zamku w Kórniku.
    Pani oprowadzajaca po bibliotece pokazala ciekawe eksponaty, np.rekopis Pani Twardowskiej mistrza Adama.

  54. Hm, DUA chyba dokonała „skrótu myślowego” niczym Ignacy Borejko, bo ja pisałam o koncercie Jankiela, a DUA o koncercie Wojskiego ;) Niemniej jednak pamięta się latami :) Czasem wręcz kilka wersów „Pana Tadeusza” wpada do głowy jako komentarz do sytuacji.

    Ano sto wersów, Patrycjo F., takiego miałam ambitnego pana polonistę. A może to ja byłam ambitna, bo zamiast tego długiego fragmentu mogłam sobie wybrać dwa krótsze – ale cóż, kiedy akurat ten mi się podobał?

  55. Ładnie bez wątpienia! Mój poprzedni post pisałam w pośpiechu i powinnam dodać, że nie tylko krajobrazy piękne, ale przede wszystkim są pięknie i umiejętnie opisane! Ten bukowy rezerwat – cudo! Czytając ostatnie dwie części zazdrościłam Borejkom i Rumiankom pięknych okoliczności przyrody. Zawsze wraz z czytaniem chcę przenieść się w Borejkowy świat, ale tym razem wyjątkowo mocno. Starałam się czytać jak najuważniej (próbując poskromić niecierpliwość), żeby móc jak najdokładniej wyobrazić sobie ukształtowanie terenu i piękną okolicę. Zaplanowałam sobie nawet, że przy kolejnym czytaniu „Feblika” podążę śladem Agnieszki i Ignasia za sprawą Google Maps. Tak żywo i pięknie Pani to wszystko opisała, że czuję, że muszę zobaczyć to na własne oczy. I może spotkam gdzieś po drodze Dorotkę z Kobyłką :)

    U mnie też śnieg, ale ustępuje pod naporem promieni słonecznych. Wiosna, wiosna, pąki, liście, kwiaty, więc pisanie pewnie pójdzie na bok :)

  56. Niedawno też widziałam na naszym pigwowcu (nie wiem czy chińskim) pierwsze zalążki listków, ale mam nadzieję, że ten śnieg im zbytnio nie zaszkodzi. A zaśnieżony krajobraz jest piękny. Tylko nie wiadomo ile to potrwa, bo jest 7 st. C. Właściwie, to już się topi. Ulotne to piękno…

  57. I u nas wiosna!
    Listki, a nawet pączki kwiatowe wypuścił pigwowiec chiński.
    Nie, nie chciałabym śniegu. O, nie!
    Joanno, a więc braciszek Cadfael.:) Miłego czytania!

  58. Dzień dobry, DUA i Ludu Księgi w piękny sobotni poranek.:)
    Za oknem tak pięknie i wiosennie,że aż chce się żyć, mam nadzieję,że Wam też.:)
    A stos książek do przeczytania nigdy się, Kapucynko ,nie kończy i to jest piękne.Biegnę na rynek, bo znajomy pan sprzedający książki obiecał mi kilka Ellis Peters.To będzie początek nowej czytelniczej przygody, do ktorej mnie tu skutecznie zachęcono.

  59. Dzień dobry. Wczoraj u nas spadł śnieg i utrzymał się w niezmienionej ilości do dziś. Cieszę się, bo pięknie wygląda zasypany świat :)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego dnia!

  60. Z receptariuszykami to jest tak, że one mnie już dawno przerosły. Mam już parę zeszycików, parę kalendarzy i notesów – a wszędzie tytuły. :) No i jeszcze mnóstwo stosów.
    A tymczasem Patrycja F. tak mnie zachęciła, że porzuciłam i Balzaca, i Modiano, i nawet Connie Willis dla Bebe B. :) Bo już dawno nie czytałam. Dobrej nocy życzę (ale jeszcze chwilkę się pozanurzam w jeżyckiej rzeczywistości). :)

  61. Helenko, przeglądając zbiór książkek uratowanych przed wyrzuceniem (sąsiedzi robili porządki:)) znalazłam książkę „W starym polskim kinie” Stanisława Janickiego, wydanie z 1985 roku. Od razu pomyślałam o Tobie.:) Masz może tę książkę?

  62. Receptariuszyk musowo.

    A książki!… hej, ile ja jeszcze mam do przeczytania!
    STOSY!!!

  63. Aaa! Dobry wieczór! Może to co powiem nie jest zbyt ważne, ale czuję, że muszę: ostatnio zrobiłam sobie listę ksiażek, które muszę przeczytać w najbliższym czasie i wyszło ich ponad 100! plus 35 z tych już czytanych! Przeraża mnie ten ogrom!
    PS Muszę założyć receptariuszyk, bo już mi się gubia wszystkie przepisy…

  64. Droga UA, po lekturze ostatnich dwóch części „Jeżycjady” stwierdziłam, że Wielkopolska to region, który zdecydowanie muszę odwiedzić. Nie żebym wcześniej pałała niechęcią do Wielkopolski, ale po prostu opisane przez Panią krajobrazy są jak przez mnie wyśnione. Te niekończące się lasy i jeziora! Kto wie, może w najbliższym sezonie letnim :)

  65. Patrycjo, dobrze, jeżeli przed przywitaniem się nie zemdleję to się poznamu. ;) A w pociągu będę czytać „Dziecko Piątku”.

  66. O, konwalie to moje ulubione kwiaty. Konwalia majowa kojarzy mi się niezmiennie z moimi urodzinami. :)
    Po przeczytaniu „Dumy i uprzedzenia” będac na spacerze z psem, obserwowałam sarny. Czułam się wtedy tak, jakbym wędrowała między angielakimi posiadłościami. Brakowało mi tylko sukni. ;)

  67. Nie oglądałam go, Beato, ale mam w planach!

    Anito, dzięki!- a jeszcze dodam, że my tu właśnie mieszkamy w takiej „angielskiej” okolicy, mamy zielone wzgórza, pola i doliny pełne konwalii. Lasy i jeziora! Wielkopolska nie wszędzie jest płaska jak patelnia!

  68. Dzień dobry Wszystkim :) Droga UA , w asyście świergoczących na krzaku jaśminu mazurków, pozwolę sobie zapytać Panią o opinię na temat filmu pt. „Jaśniejsza od gwiazd” w reżyserii Jane Campion. Nie zauważyłam , aby była mowa o tym filmie , a moim zdaniem zasługuje on na uwagę przy okazji toczącej się tutaj ciekawej dyskusji . Miłego dnia :):)
    P.S. Ujęło mnie m.in. to ,iż wszystkie sukienki, jakie miała na sobie Fanny Brawne, zostały uszyte ręcznie.

  69. Człowiek dosłownie na chwilę wypadnie z obiegu Księgi i później już nie sposób nadążyć :)
    Piszę przede wszystkim dlatego, że po moim ostatnim długaśnym wpisie zamilkłam i obawiałam się, że Pani, Droga UA, mogłaby pomyśleć, że poczułam się dotknięta – nic z tych rzeczy :) Przepraszam, że piszę tak rozwlekle, ale jak człowiek rzadko wychyla się zza regału (i do tego brak mu skłonności do zwięzłości), to kończy się to takimi epopejami. Na przyszłość postaram się pilnować. Wciąż nie mogę się nadziwić bogactwu tej księgi.

    A propos bieżących tematów – R. i R. Anga Lee uwielbiam. Pamiętam, jak dawno temu jechałam z mamą do Krakowa i zepsuł się nam samochód, więc utknęłyśmy przy drodze na dłuższy czas w oczekiwaniu na pomoc. Samochód był na tyle łaskawy, że zechciał się zepsuć w urokliwym miejscu – były tam przepastne, pagórkowate pola, a na horyzoncie szpaler drzew i ten widok skojarzył mi się z pięknymi, angielskimi krajobrazami, które przemierzała Marianna. Byłam wtedy świeżo po obejrzeniu filmu i chętnie utrzymywałam się w jego klimacie, wpatrując się z zachwytem w ten pejzaż i wyobrażając sobie, że przemierzam go niczym Marianna. Do dziś przypominam sobie o tym za każdym razem, kiedy mijam to miejsce i miło mi się kojarzy.

    I jeszcze w kwestii nietoperzy:

    ” Nagle Alicja zrobiła się strasznie śpiąca i zaczęła powtarzać w kółko jak przez sen:
    – Czy to mysz? Nie, to perz. Nietoperz? Nie, to mysz.
    A czasem:
    – Mysz nie perz, perz nie mysz.”

    Lub, jak kto woli:

    „Alicja stawała się nieco senna, dalszą rozmowę z samą sobą kontynuowała więc w nieco zaspany sposób. -Czy kot to takie zwierzę, co jada nietoperze? – powtarzała raz po raz, a nieraz: – Czy kto takie zwierzę, co jada nietoperze?”

    P.S. Wspaniały przekład wiersza. Cóż się dziwić – to chyba kwestia genetyki :)

  70. Dzień dobry! Czytam sobie te Wasze ciekawe wpisy… Chciałoby się do Krakowa, na wymienione książki ma się chrapkę. Ale na razie te przyjemności są nieosiągalne.
    Ciężki miałam styczeń i początek lutego – zdecydowanie nie lubię zimy, te ciemności – brr. Teraz już będzie lepiej.
    Tylko z moich planów ogrodniczych na razie nic nie wyjdzie. Wczoraj sobie uszkodziłam kopytko, a ściślej duży palec. Na szczęście tylko brzydko wygląda, ale już tak bardzo nie boli. Ech – trzeba patrzeć pod nogi, a nie bujać w obłokach. Rozmarzenie i romantyczność też mają minusy. ;-)
    Wiewiórko – podzielam Twój gust dotyczący ekranizacji książek J. Austen i Jane Eyre. Ale „Duma..” z 2005 też ma swój urok, szczególnie ścieżka dźwiękowa. I czekam na Twoją książkę. :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

  71. O! Sto wersów ,,Pana Tadeusza”! My mamy wybrać co najmniej dwadzieścia pięć. Ciekawe dlaczego. Może pani sądzi, że nie dalibyśmy rady więcej? Albo szkoda jej czasu przed egzaminem.
    Otz, nieśmiałość nie jest przeszkodą. Sama jestem nieśmiała, chociaż powoli pozbywam się tej cechy. Bardzo dużo pomogły mi książki Pani Małgosi, np. ,,Brulion Bebe B”, jak Dambo mówi, że nie można ciągle się bać; albo ,,Dziecko piątku”, jak babcia Jedwabińska mówi, że ludzie są nam potrzebni. W ogóle te dwie książki są mi najbliższe.

  72. O! Nutka z nietoperzami była chowana, co widzę!
    Dobranoc, piękne istoty.
    ( Ciekawe, czy SowaP nam dziś zaserwuje arię z „Zemsty nietoperza”!)

  73. Niecierpliwie czekam na naukowa opinie Alka w kwestii nietoperza.

    Irena Solska miala wielce inspirujacy typ urody i osobowosci, co widac chocby po licznych portretach wykonanych przez roznych artystow. Ten autorstwa Wyspianskiego- rzeczywiscie niezwykly.
    Jozef Mehoffer tez namalowal jej bujny profil.

  74. Oj, miała! I tak bogato ilustrowane. Zaczytałam się w tym podręczniku w ubiegłym roku na Polonie. Cudny!
    Dobrej nocy, Starosto najmilszy!
    Dobrej nocy, Ludu Księgi!

  75. Mamo Isi, cóż ja tu słyszę!! Na Jowisza! Kate Winstlet jest PIĘKNA!!! W każdej pozie i okolicznościach. Wiem, że z gustami się nie dyskutuje, ale nie strzymałam. Poza tym fluid, przed chwila wraz z Kapucynka i Arturianka skończyłyśmy ogladać właśnie tę wersję R&R.

  76. Ach, Beatuszko, świetne kiedyś dziatwa miała podręczniki, prawda?!
    Dziękuję Ci za te fragmenciki.

    Wójcie Wiewiórko, dobry wieczór, całkowicie podzielam Twoje gusta.

  77. Prześliczne, Beatuszko!

    A mnie się przypomniał kawał, którym kiedyś do łez rozbawiłam pewnego Poetę :

    – Tato patrz, leci toperz!
    – To nietoperz.
    – Ooo… a taki podobny do toperza!

  78. „Jak Skłodowska odkryła radar, to też się wszyscy cieszyli.”
    Pewnie ma radarek mały nietoperzyk :-D
    Oto co pisał Maksymilian Nowicki w „Zoologii obrazowej dla klas niższych szkół średnich” w 1876r.:
    „Błona lotna i błoniaste uszy, niemniej narośl nosowa u listkonosych, są nadzwyczaj czułe i ułatwiają latanie w nocy. Dlatego też czują niedoperze blizkość każdej rzeczy i nigdy o nię nie uderzą, choć jej dla ciemności nocy nie widzą.”
    I uśmiechnijcie się na dobranoc:
    „…łowiąc nocne, roślinom szkodliwe owady, którychby w tym czasie już ani ptak żaden, prócz kozodoja, ani człowiek tępić nie mógł, oddają gospodarzom nieoszacowaną usługę, dla której właśnie należy je wszędzie i zawsze oszczędzać, nie zaś kaleczyć lub zabijać, czego także ustawa krajowa wzbrania.
    Słoniny na strychach lub w kominach niedoperze nie zjadają; nie wkręcają się też w włosy ludzi, a wreszcie trzeba nie mieć najmniejszego wyobrażenia o świecie bożym, aby wierzyć, że mysz zjadłszy świecę w kościele, zamienia się w niedoperza. Lud nasz zwie niedoperze gackami, gacopierzami, wieczorkami, na Rusi łyłykami.”

  79. Pewien nietoperz sam, dobrowolnie wleciał przez okno do domu mojej koleżanki. Dom był w bloku, w mieście. Obijał się o ściany, bo chyba stracił orientację, potem ugryzł go kot. Zbadano zwłoki nietoperza i dzięki temu kot nie został uśpiony. Więc tak, takie rzeczy się jednak zdarzają. Nie musowo siadać na nietoperza, aby być przez niego ugryzionym.

    Jak S&S to tylko z Emmą Thompson.
    Jak P&P to tylko z Colinem Firthem.
    Jak Jane Eyre to tylko z Toby Stephensem.

  80. W rękę nietoperza się nie złapie, mowy nie ma. Nasz kot polował na nie któregoś wieczoru i małośmy nie umarli ze śmiechu, jak nietoperze go lekceważyły. Pewnie się gdzieś w coś zaplątał, biedak (nietoperz, nie kot). Może Cate Willis ma bujne, rozczochrane włosy?

    Kochany Starosto, mam wyrzuty sumienia, że odsądziłam od czci i wiary biedną Mariannę. Niech już sobie lata, gdzie chce i jak chce. W końcu to nie mnie się ma podobać, tylko pułkownikowi Brandonowi, a on ją uwielbiał w każdej postaci. Świętej cierpliwości był to mężczyzna. W dzisiejszych zepsutych czasach już takich nie bywa.
    Wszystko to pewnie dlatego, że byłam całą duszą po stronie Emmy Thompson i uważałam, że doprawdy ta jej siostra mogłaby wreszcie nabrać rozumu i przestać się tak egzaltować.

  81. Dobry wieczór!
    Mniejsza o szczepionki przeciw wściekliźnie. Toż to Drakulą można zostać!

    Mój Profesor z liceum (od biologii) zajmował się nietoperzami. Słodkie maleństwa siadały spokojnie na rękach, chwytały łapkami palce. Milusie stworzonka. Dłuższy kontakt z nimi pozwalał przezwyciężyć negatywne odczucia. Wszyscy byli ich fanami. :)

    Serdecznie pozdrawiam!

  82. Tak!
    To wspaniały portret!
    Tylko portret Ireny Solskiej jest piękniejszy.

    Mamo Isi, mówię Ci, ona go sama złapała, dlatego ją ugryzł. Tak musiało być; nietoperz ma radarek, no nie? I sam by się na autorkę nie rzucił, odleciałby czym prędzej.
    Alku, prawda?

  83. Aha, bardzo podoba mi sie portret rudzielca Mehoffera, mistrzowsko narysowany przez Wyspianskiego. Ta reka.

  84. Magdo Z., jakie to ciekawe, chyba każde czytające dziecko jakoś przechodzi przez te zauroczenia książkami na swój niepowtarzalny sposób. „Leśna boginka” jest znakomitą autobiografią, bo Autorka opisuje bardzo starannie swoje dzieciństwo, kiedy to miała zwyczaj wymyślać opowieści i opowiadać je koleżankom. I tak to się zaczęło.

  85. A w czesci pieknie odtworzonego ogrodu w domu Mehoffera jest mila kawiarnia, z pysznymi ciastami, polecam. Ogrod sliczny, jak z tego slynnego obrazu.

    Jednym z pierwszych odkryc po przybyciu do Szwajcarii byly przepiekne witraze projektu Mehoffera, zdobiace wspaniala gotycka katedre sw,Mikolaja we Fryburgu (wspominalam tu kiedys piekne obchody swieta sw.Mikolaja). Mlody Mehoffer wygral konkurs, na ktory nadeslano 26 projektow z calej Europy. Wyguglujcie sobie te witraze, wspaniale.

  86. Gdzie ją ugryzł? Chyba w Greeley w Kolorado;) Nietoperz ją ugryzł, po czym został złapany, dzięki czemu uniknęła dalszych zastrzyków przeciw wściekliźnie. Jakim cudem złapali tego nietoperza, nie wyjaśniono.

  87. Ha! To prawie jak ukąszenie heglowskie.
    Autorka musiała chyba złapać i tulić nietoperza – sam by przecież nie zbliżył się do niej?!
    Albo na nim usiadła, kiedy spał.
    (A właściwie – czy wiadomo, w co ją ugryzł?)
    Dziwna sprawa.

    Alek powinien się autorytatywnie się wypowiedzieć na ten temat.

  88. Wlasnie sie dowiedzialam, ze Connie Willies zostalo ugryziona przez nietoperza latem zeszlego roku. Fakt, ze to Alek podzieli sie z nami tworczoscia tej pisarki, uznaje za zadoscuczynienie;). Ciekawe, jak to sie wszystko w tym swiecie kreci.

  89. Nie przeczy, ale z pewnością nie kojarzy się z tą romantyczną lekkością. Nasza Nutria na przykład prawie płynęła nad ziemią („Córka Robrojka”) ;).

  90. Dobry wieczór.

    Patrycjo F, naprawdę chciałabym Cię poznać. :)Przeszkodą może być moja introwertyczna i chorobliwie nieśmiała osobowość. Nie sądzę, abym przy pierwszym spotkaniu była w stanie się choćby odezwać :).

  91. Nie przeczy posiadaniu duszy romantycznej, ale był nie do przyjęcia w epoce Jane Austen. Ciężko, kaczkowato, dudniąco i bez kapelusza miały wtedy prawo przemieszczać się wyłącznie istoty z gminu;)

  92. Dzięki, nawzajem, miła Madziu!

    Mamo Isi, chód ciężki a kaczkowaty w żadnej mierze nie musi przeczyć posiadaniu duszy romantycznej.
    Jestem wielką zwolenniczką tej właśnie wersji „R. i R.” (reż. Ang Lee) wg scenariusza samej Emmy Thompson. Świeża, wdzięczna, oryginalna i zabawna – i w istocie wierna oryginałowi, choć niekiedy różna w szczegółach. a co za zmasowany koncert gry aktorskiej!

  93. Dobry wieczór.
    W dzieciństwie pisałam liściki do Pat ze Srebrnego Gaju i Emilki z Księżycowego Nowiu, bo strasznie chciałam się z nimi przyjaźnić, Mamo Isi. Do samej Lucy Maud też pisałam, tak ją właśnie tytułując – ale uprzednio ją zapytałam, czy mogę pominąć formę grzecznościową. ;) Miałam wtedy 9 lat. :D
    A teraz czytam Dickensa na zmianę z Balzakiem – a „Przewodnik” od tygodnia czeka. Ale tak zachwalacie, że chyba odłożę na chwilę tę „Kobietę trzydziestoletnią”! :)
    Ulubionej Autorce i Jej Gościom życzę miłego wieczoru! :)

  94. A ja w dzieciństwie często marzyłam o tym, by przenieść się do Willi Śmiesznotki i mieć takie niezwykłe i zabawne przygody jak Pippi, Tommy i Anika. Chętnie poszperałabym trochę w komodzie pełnej skarbów albo zajrzałabym do lemoniadowego drzewa. Bardzo lubiłam też książkę „Nalle wesoły niedźwiadek”, której autorem jest Gösta Knutsson. Faktycznie, wesoły był z niego niedźwiadek, miał niezwykły talent do przekręcenia wyrazów, a mieszkał w miasteczku o uroczej nazwie Pagórkowo, przy ulicy Strumykowej.

  95. DUA uparta i sama zdobywa, a przecie proponowalam oryginal.
    (Corka Zofii, Matka Zofii, samosiowanie sie przyplatalo :))
    Zdobylam bylam dwie ksiazki i jutro posle.

  96. Pan Darcy ma w nowej wersji cerę łojotokową! Łomatko! W tamtej epoce nikt nie miał takich rzeczy.
    Zresztą w ogóle ta nowa moda uwspółcześniania filmu jest irytująca. W „Rozważnej i romantycznej” obie panny latały bez kapeluszy; nie do pomyślenia w epoce. Poza tym Kate Winslett ma ciężki, niezgrabny, kiwający się na boki chód; ziemia pod nią dudni, jak gdzieś leci. I to ma być romantyczna panna Marianna?

  97. Celestyno, zazdroszczę Ci tych podsufitowych, konserwatorskich wrażeń z kościoła Franciszkanów i Wawelu. Niezapomniane przeżycia!
    Ach jej, muzeum Mehoffera na Krupniczej w jego domu! Nic o tym nie wiedziałam! Muszę koniecznie je nawiedzić, jeno kiedy?

  98. Cały czas przytupuję niecierpliwie czekając aż Isia przeczyta „Leśną boginkę”! A wtedy ja ją cap i do biblioteki, gdzie dla odmiany wypożyczę „Przewodnika stada”;)

    Widzę, że Sowa ma te same preferencje w kwestii tej starej wersji „Pride and Prejudice”.

    Anonimku, masz rację, że w niektórych książkach chciałoby się żyć! W dzieciństwie z wielką przyjemnością dobudowywałam sobie przed snem „Anię z Zielonego Wzgórza” w różne strony;)

  99. „…i do płuc wysłał z niego cały zapas ducha
    i zagrał…” :)
    To się pamięta już przez ponad 50 lat!

  100. Patrycjo F., przypomniałaś mi recytację „Pana Tadeusza” w gimnazjum. Z tym że ja uczyłam się na pamięć całego opisu koncertu Jankiela, to było mniej więcej sto wersów ;) I do tej pory pamiętam, że zostałam wyrwana do recytacji dzień wcześniej, niż przypadała moja kolej, bo kolega przede mną uznał, że nie umie i nie będzie się kompromitował. Byłam przerażona, bo gdzieś w połowie tego fragmentu miałam kilka wersów, które nijak nie chciały mi wejść do głowy. Zaczęłam od początku, mówię, mówię, mówię… aż tu nagle, dosłownie tuż przed fragmentem, którego nie mogłam spamiętać, polonista mi przerwał i podał wers dużo dalej, od którego miałam dorecytować do końca – nie wiem, jakim cudem, ale uratowało mnie to przed zacięciem się przed całą klasą :)

  101. To prawda!
    I być może za czasów Jane Austen uchodziłaby za brzydulę! Portreciści wtedy malowali wszystkim damom małe usteczka i krągłe podbródki, czyli taki był kanon kobiecej urody. A wiadomo, że to, co poza obowiązującą modą – wydaje się brzydkie lub dziwaczne.
    Bardzo ciekawie pisze o modzie ( i o powstawaniu- niezrozumiałym – poszczególnych mód) Connie Willis w „Przewodniku stada”.
    Musisz to przeczytać, Mamo Isi.

  102. Dzieńdoberek:) Tonę w robotach ogrodowych i innych. Sierpówki już gruchają, kos śpiewa. Wierzyć się nie chce, ze to ledwie połowa lutego.
    Dzięki, Sowo. Piękna ta muzyka do ekranizacji „Dumy i uprzedzenia” z 2005 roku. W rolach głównych Keira Knightley oraz Matthew MacFadyen. Jakoś się przywiązałam do wariantu miniserialu BBC z 1995 z Jennifer Ehle i Colinem Firth w rolach głównych. Keira Knigthley jest prześliczna i ogromnie ją lubię, ale jej uroda jest współczesna.

  103. Piękne było, SowoP, dziękuję.

    I dzień dobry! – wszystkim! A cóż za ciekawy dzisiaj dzień!

    Ha! Emilka mi zdobyła „Nie licząc psa” Connie Willis!!
    Mam mnóstwo rozkosznego czytania. Szkoda, że zarazem muszę pisać.

  104. Słuchane przed świtem:

    Dario Marianelli – „Dawn”.

    Chociaż wolę P&P w wersji BBC, to muszę przyznać, że film ma udaną muzykę. Brzmi bardzo stylowo i nastrojowo.

    Dobranoc, ulubieni.

  105. K8, owijaj, koniecznie!
    W środku – niespodzianka.

    Celestynko, wiadomość Twą przyjmuję za prywatną. Chyba rozumiesz…:) Nie wypada mi.

  106. DUA, tak zachęcająco przedstawia Pani chęć rzucenia się na książki CW, że chyba pójdę za Pani przykładem. To będzie drugie podejście do Przewodnika stada, pierwsze nieudane ze względu na okładkę, coś mi w niej nie pasowało. Owinę w papier i zabieram się do czytania.

  107. Aa! Coś Wam powiem o Connie Willis: „Blackout” i „All Clear” to dwie części tej samej opowieści. W roku 2060, w Oksfordzie, historycy opracowali metodę przenoszenia się w czasie. Troje z nich pojawia się w czasie II Wojny Światowej i obserwuje bitwę pod Dunkierką.
    W „All Clear” znajdują się, nadal w czasie II wojny, w Londynie, zarazem usiłując powrócić do roku 2060 i ujść cało spod bomb Hitlera.
    Tyle opisu. Ta druga powieść została nagrodzona w 2011 Hugo Award (for best novel).
    Co za pomysł! Jestem tak zaciekawiona, że chyba po łebkach przeczytam dziś do końca Dorothy Sayers („Have His Carcase”) i rzucę się na Connie.

  108. No jakże mogłyście tak Lelujke z Lulejka pomylić..:)
    Lelujka kojarzy sie tak kwiatowo z lelija. A Lulejka dla mnie juz zawsze bedzie mial twarz aktora, odtwarzajacego role tegoz ksiecia w inscenizacji „Pierscienia i rozy” w teatrze Bagatela.

  109. O rany Lelujka! Też myślałam, że to Jacek Lulejka był. Ze 20 lat żyłam w niewiedzy. ;) Młodsze pokolenie Lelujków tego nie zmieniło. Hi,hi. Mechanizm skojarzeń zadziałał.

  110. Tak jest, Joanno!:)
    Anonimku, miłych ferii!

    Alku, poczta przyniosła mi w ostatnich dniach takie oto tytuły Connie Willis:
    Blackout
    Time is the fire
    Doomsday Book
    All Clear

    Niebieski księżyc
    Księga Sądu Ostatecznego
    Przejście
    Śmierć na Nilu
    Zaćmienie

    Czekam tylko na psa po angielsku.
    Popatrz, jak dobrze mi podpowiedziałeś! Po „Przewodniku stada” weszłam na dobre w fazę Connie. Nie spocznę, aż nie przeczytam wszystkiego.

    Zgredziki, „Przewodnik” już jest u mnie!

  111. Przypominam sobie teraz ,,Feblik”. Muszę powiedzieć, że bardzo spodobała mi się postać Agnieszki. To wymarzona osoba dla Ignasia. Jednocześnie wrażliwa na piękno, ale nie jest rozkojarzona jak Nutria. Ciekawe czy Józek i Ignaś będą mieć ślub w tym samym dniu.
    Jeszcze wcześniej zachwyciłam się Tolkienem i ,,Władcą pierścieni”. Chciałabym wejść do tej książki i posłuchać śpiewu elfów, szumu drzew w Lorien albo porozmawiać z Gandalfem i entem Fangornem. W niektórych książkach chciałoby się żyć. Będąc w Wielkopolsce pewnie będę się rozglądać za bohaterami Jeżycjady albo za Panią Małgosią mknącą na swym rowerze :) A być może niedługo znajdę się w okolicach Poznania.
    Ach jak to dobrze, że mam już ferie!!!!

  112. Spóźnione, ale gorące podziękowania dla Sowy P. za Arabesque – Monique
    DUA, pod Pani oraz Księgowych przemożnym wpływem wróciłam do czytania w oryginale. Wprawdzie po francusku, po angielsku niestety nie daję jeszcze rady. Alku, po rosyjsku Strugackich, może dam radę? Pozdrowienia serdeczne

  113. Ciekawy wybór, Patrycjo!
    „Takie były zabawy, spory w one lata…”.
    Moim zdaniem wybrałaś dobre zakończenie. Nie dodawaj już tych dziesięciu wersów, bp puenta będzie słabsza.

  114. Dzień dobry!
    Otz, jeśli Pani Małgosia zdecyduje się zorganizować jeszcze kiedyś spotkanie, to przyjedź koniecznie, poznamy się :)
    Wybrałam fragment, który najbardziej zapadł mi w pamięć: księga pierwsza od wersu 892. do 917.; nie wiem czy nie dodam jeszcze 10 kolejnych wersów.

  115. Załapała się. Piękna wiadomość! Aż się uśmiechnęłam do tego widoku.
    Dobranoc, Celestyno, dobranoc wszystkim!
    Nie ma kołysanki od SowyP?
    Eee-e!

  116. W momencie wysylania wiad.prywatnej, pare minut temu, rozladowal sie moj telefon. Nie wiem, czy wiadomosc sie zalapala. Jesli nie – trudno, powtorze jutro.

  117. O Lelujce: troszkę pewnie majaczył w tle mój ulubiony książę Lulejka z ulubionego „Pierścienia i róży” (w uroczym przekładzie Zofii Rogoszówny), kiedy wybierałam z książki telefonicznej nazwiska dla bohaterów „Opium w rosole”.
    Nazwisko Lelujka spodobało mi się także dlatego, że w gwarze wielkopolskiej słowo to oznacza lilijkę. „Leluja” to lilia.

  118. Nie wiedziałam, że jest muzeum Mickiewicza w Środzie.
    Natomiast polecam, Joanno, pałac w Śmiełowie – tam goszczono wieszcza, „gdy bawił w Wielkopolszcze” – jest tam teraz muzeum, można obejrzeć rękopisy i wiele cennych pamiątek, a o wszystkim napisałam w „Czarnej polewce”!

  119. To tylko jedno z miejsc na mapie Krakowa i okolic, w ktorym moja noga (w roli konserwatora zabytkow) postala. Na swoim koncie mam rowniez, miedzy innymi, komnate wawelska z polichromowanymi kasetonami (bez glow, glowy w innej komnacie). Tutaj bez smierdzacej chemii sie nie obylo, pracowalam w masce. Sciagalismy nowsza, brzydsza (barwy zgnilej zieleni i brazow) warstwe, spod ktorej wychodzily przepiekne, czyste, zywe barwy, rodem z renesansu (m.in.zywe czerwienie i turkusowe blekity).
    Dobranoc!

  120. To oczywiste, UA.:)
    Do nasturcji mam stosunek szczególny od momentu przeczytania „Czasu nasturcji” Barbary Wachowicz.Na Podhalu zawsze odwiedzam Harendę, a latem robię sobie zdjęcia pośród ulubionych kwiatów poety izawsze się wzruszam.
    Uwielbiam muzea literackie, ciągałam po nich moje dziecko od maleńkości.Tylko do Muzeum Mickewicza w Środzie jeszcze nie dotarłam.:)

  121. Joanno, dziękuję za wskazówki, na pewno skorzystam! Nawet ostatnio byłam na Krupniczej i nie wiedziałam jakie miejsca mijam. DUA, u Franciszkanów bywałam już, ale tylko na mszy, nigdy nie przypatrywałam się wystrojowi kościoła. Następnym razem to zrobię i pomyślę o czyszczących ;)
    Gdy byłam w trzeciej liceum, pani od polskiego organizowała wycieczkę do Bronowic, ale wtedy mnie to nie interesowało. Teraz Bronowice znajdują się na mojej liście, rzecz jasna.
    Ach, Joanno, i jeszcze cmentarz Rakowicki! Prawie codziennie jestem tak niedaleko…

    Kraków jest zachwycający, gdzie nie spojrzeć tam można znaleźć związki z historią, sztuką, nauką. Zawsze to wiedziałam, ale teraz doświadczam tego na własnej skórze, więc jestem zaskoczona. Nigdy nie miałam daleko do Krakowa, ale niewiele o nim (i ludziach z nim związanych) wiem. Zbliża się wiosna – czas to zmienić. W dodatku świadomość, że Księgowe też tam były, zwiedzały te same miejsca, zwiększa moją ochotę na odbycie tych wycieczek :D

  122. Witam wszystkich po-walentynkowo i przesyłam zyczenia wszechogarniajacej miłości!
    Kościół Franciszkanów w Krakowie, podobnie jak K.Dominikanów mam dobrze w pamięci ze studenckich czasow.
    Witraże wspaniałe, Bóg Ojciec bardzo przemawiający.
    Jaki ten świat mały, Celestyna czyszcząca gwiazdziste sklepienie :)
    Usciski na dobranoc!

  123. I Bronowice oczywiście.Ostatnio długo zamknięte z powodu remontu,ale może już znowu można odwiedzać Rydlówkę.Uwielbiam takie miejsca, jakbym na chwilę wchodziła do tego literackiego świata.Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jeszcze przed chwilą Wyspiański stał w drzwiach pomiędzy jedną izbą a drugą i przyglądał się weselnikom.
    I jeszcze cmentarz Rakowiecki i groby bohaterów „Wesela”. I Teatr Słowackiego.Premierę „Wesela” przygotowano w siedem dni.Niewiarygodne.
    A nasturcje cudne,DUA.:)

  124. PatrycjoF, wygląda na to, że jesteś ode mnie starsza o rok. Ja też zamierzam się dostać do dobrego liceum (z łaciną!:) to także moje marzenie ;)). Ja tylko nie piekę. Pod tym względem jestem podobna do mojej imienniczki z „Jeżycjady”. :)
    Przygotowuję się do konkursu o gramatyce, a niedługo zacznę czytać książki na konkurs czytelniczy. :)

  125. „Lawendowa Czarownica” – trzeba zdobyć! Nawiasem mówiąc dzisiaj lawenda jakoś za mną chodzi: znalazłam lawendę przywiezioną latem z Francji (i następnie trochę zapomnianą) i byłam na pysznej herbatce w lokalu o nazwie Lawenda.

    Tylko herbatka nie była lawendowa, a lipowa.

    Dobranoc!

  126. Droga Autorko, pisalam w poprzednim poscie o Lulejkach, potega podswiadomosci, dopiero wtedy zalapalam ze oni maja na nazwisko Lelujka a nie Lulejka, az musialam sprawdzic w ksiazkach :-) A biblioteka w Bytomiu przyznala mi dyplom superznawcy Jezycjady ;-) bo udalo mi sie zajac drugie miejsce w konkursie zakladkowym…

  127. Dobry wieczór! Też jestem ciekawa, jaki fragment „Pana Tadeusza” wybrała Patrycja. Kościół Franciszkanów w Krakowie absolutnie wspaniały, dla mnie najbardziej witraż Bóg Ojciec. W czasach licealnych byłam na wycieczce tematycznej śladami Wyspiańskiego – do dzisiaj wspominam z rozrzewnieniem, podobnie, jak tematyczną wycieczkę do Warszawy. Wszystko ze wspaniałą Polonistką. Miałam szczęście do nauczycieli.
    Pozdrawiam wieczorową porą :)

  128. Musze sie pochwalic, ze w ramach praktyk licealnych miesiac albo dwa przesiedzialam na rusztowaniu pod sklepieniem niebieskim w kosciele OO.Franciszkanow. Czyscilysmy, wespol z grupa kolezanek (za pomoca osrodki swiezego, cieplego jeszcze chleba), gruba warstwe kopciu osiadlego przez lata na rozgwiezdzonym firmamencie.
    Dzien konczylam czarna jak kominiarz, i trzeba bylo chylkiem przedzierac sie przez miasto do domu, gdyz do dyspozycji ekipy byla tylko umywalka z zimna woda i trudno bylo sie doszorowac.

  129. A to się cieszę!
    Szczególnie z tej łaciny.
    Kto się porządnie nauczy łaciny, nie będzie miał problemu z językami obcymi.
    Ciekawa jestem, który fragment „Pana Tadeusza” wybrałaś.

  130. Dziękuję, Pani Małgosiu, mam nadzieję, że wyrosnę na kogoś mądrego i odważnego :)
    Ależ u mnie nic specjalnie nowego. Rysuję rzadko, sama nie wiem dlaczego, może za mało w siebie wierzę w tej dziedzinie. Nadal uwielbiam czytać i piec. Toczę walkę o bardzo dobrą średnią na koniec roku, bo zamierzam pójść do najlepszego LO w Lublinie, w którym, notabene, w drugiej klasie jest łacina(!marzyłam o tym!). Staram się rozwijać w kierunku języka polskiego. Pierwszego dnia po feriach recytuję w szkole ,,Pana Tadeusza”-sama wybrałam fragment(bardzo ładny); i jeszcze trochę innych rzeczy. Dobrze, przekonała mnie Pani, będę się częściej wpisywać.

  131. W Krakowie zawsze odwiedzam kościół Franciszkanów (Wszystkich Świętych 5). Są tam wspaniałe polichromie i witraże Wyspiańskiego (Bóg Ojciec, Madonna z Dzieciątkiem, zbuntowane anioły i archanioł Gabriel), ale ja najdłużej gapię się na ściany nawy głównej. Namalował tam Wyspiański chmary kwiatków świętego Franciszka – róże, bratki, lilie, nasturcje. I zwłaszcza nasturcje mnie zachwycają!

  132. Patrycjo mała, nie bądź nieśmiała!
    Tu akurat możesz czuć się zupełnie swobodnie, a nawet zajmować miejsce, bo starczy go dla wszystkich!
    A ja jestem bardzo ciekawa, co u Ciebie słychać, i jak się rozwijasz. WIEM, że Mama będzie miała z ciebie pociechę.
    A jak idzie rysowanie?

  133. Dzień dobry,a w zasadzie już dobry wieczór. Moc dobrych fluidów z ponurego dziś bardzo Dolnego Śląska.

    Jadziu, super pomysł. Przez Kraków śladami Wyspiańskiego i Mehoffera wędrowałam dwukrotnie.Raz nawet z przewodnikiem , który przygotował autorski program zwiedzania.Polecam Dom Mehoffera na Krupniczej.Piękne,klimatyczne miejsce, zwłaszcza latem, bo ogród projektowany przez samego malarza jest cudny.A jaką pyszną można można tam zjeść szarlotkę.:)
    Zachwyciły mnie projektowane przez Wyspiańskiego balustrady i meble w Domu Towarzystwa Lekarskiego.Dzięki uprzejmości pań z portierni można tam czasem wejść bez grupy.

  134. Celestyno, to bardzo możliwe. Wpisuję się rzadko, żeby nie zajmować miejsca innym. Ale wciąż czuwam :-)
    Pani Małgosiu, jest Pani niezawodna.

  135. Dzień dobry, Celestyno!

    Książkę „Polszczyzna płata nam figle” stworzył zespół, a ukazała się w roku 1993 pod redakcją Jerzego Podrackiego. Dziś jest jeszcze bardziej potrzebna, niż przed 23 laty!
    Niezmiennie ją wszystkim polecam!

  136. Kilka innych:

    – Pani była uprzejma dotknąć autorytetu.

    – Bo ten jeden żołądek świni po prostu fizjologicznie dyktuje nam zbożochłonność produkcji wieprzowiny.

    – Na tym temacie siedzi pani doktor.

    – W tym roku nareszcie klient powinien odczuć kompot wiśniowy!

  137. Dzień dobry!

    Alku, jakie bardzo późne było to „dobranoc” – wysypiaj się! Masz zdrowieć!

    Patrycjo, a to się cieszę! Ta szarlotka jest naprawdę znakomita – wszystkie przepisy zresztą, zawarte w moich książeczkach kulinarno-kulturalnych, biorą się z naszego życia rodzinnego i były wielokrotnie oraz na różne sposoby wykorzystywane.
    Oczywiście nie polecam rzeczy niegodnych polecenia, więc też i książka, o której wspominasz, nie mogła Ci przynieść zawodu. Poza tym, że niesłychanie wprost przydatna (sama z niej często korzystam), jest też inteligentna i zabawna. Na samym końcu znajdziesz skromny rozdzialik „Humor z anteny”, nad którym, zgodnie z mottem „Śmiejcie się do łez!”(St. Jerzy Lec), i ja łzy roniłam. Są to, spisane na żywo przez autorów, różne językowe wpadki dziennikarzy radiowych i telewizyjnych.
    Moje ulubione przytoczyłam już we „Frywolitkach” i w „Sprężynie”, ale oto jeszcze kilka:

    – Bardzo się pan obawiał o ten wielki kąt wzrostu, jaki wam towarzyszy od wielu lat?

    – Łódź jest od pokoleń na tkacko-dziewiarskim cokole i długo jeszcze tego berła nie odda.

    – Dopiero po obserwacji delfinów zaczęto pływać na nogach, tak jak to robią delfiny ogonem.

  138. Patrycjo F.!!!
    Wywolalam Cie myslami. Mialam nawet wczoraj napisac: gdziez sie podziewa nasza mila ksiegowa Patrycja, ktora piecze rozne pysznosci:)

  139. Dzień dobry!
    Pani Małgosiu, jestem zmuszona podziękować za przepis na Szarlotkę Bzowej Babuleńki. Wczoraj wieczorem ją upiekłam i już śladu po niej nie zostało. To mówi samo za siebie.
    Przy okazji podziękuję też za polecenie książki ,,Polszczyzna płata nam figle”. Bardzo ciekawa i przydatna.
    Znowu ptaki na brzozie przed oknem mojego pokoju budują gniazdo. Lubię to obserwować.
    Miłego dnia!

  140. Bardzo miłe Walentynki, Jadziu!
    Tak, pomysł z wycieczką do Krakowa znakomity. Znajdź też ślady Józefa Mehoffera!

    Dobranoc, mała Zuziu, dobranoc wszystkim!

  141. Dobry wieczór.
    Cieszę się, że moja wiadomość sprawiła Pani radość. Podziwiam Wyspiańskiego, a czytając jego biografię coraz bardziej współczuję mu, bo niełatwe miał życie. Jak skończę ją czytać, to chyba wybiorę się na wycieczkę po Krakowie jego śladami, bo wiele uczynił dla miasta.

    Jeszcze dopowiem do wątku sprzed kilku dni, że zarówno w gimnazjum, jak i liceum uczono mnie o „katharsis”. Co prawda, nie wiem na jak długo zapada to innym w pamięć, ale mój Pan Od Polskiego – zajmujący się teatrem – zadbał bym nie zapomniała o tym ;)

    A walentynki pełne miłości – graliśmy z rodzicami i bratem w Carcossonne. I bez żadnych intryg udało mi się wygrać jedną partię :D

  142. Ja też nie dowierzam, ale książka jest bardzo ciekawa, zwłaszcza te wywiady o Szwecji. Właśnie skończyłam!:)
    Dobranoc!:))

  143. A bo statystyki, jak to statystyki, są mylące.
    Jest sporo ludzi, którzy czytają baaardzo dużo , ale są tacy , którzy nie czytają wcale.
    Moje wykształcone koleżanki na spotkaniu klasowym opowiadały, że owszem kupują książki, ale – rzadko je czytają , bo nie mają czasu! I była to impresja raczej ogólna. Kiedy się przyznałam, że mam czas na jakieś 200 książek rocznie, spotkałam się – sama nie wiem – czy z niezrozumieniem, czy z zazdrością. ;)
    Z kolei moja siostra opowiadała , że kiedy była opiekunką na koloniach dla dzieci z , nazwijmy to, trudnych rodzin, czytała kiedyś grupie chłopców w wieku 7-12 lat (za karę! – zakłócali ciszę nocną) bajkę o smokach – taka akurat była dostępna. Chłopcy słuchali z zapartym tchem, a na drugi dzień ci starsi pytali, czy poczyta im jeszcze. Mam takie smutne wrażenie , że to dlatego , że w domach czytywało im się rzadko, jeśli w ogóle. (przykłady można by mnożyć, ale dam z nimi spokój).

    Konkluzja:
    nawet jeśli w Polsce czyta 10 mln rodaków (to tyle ile jest mieszkańców Szwecji) , wciąż spora grupa pozostaje niezagospodarowana.

  144. Nie dowierzam statystykom, Celestyno, a już zwłaszcza w tym przypadku.
    Zuziu, ściskam Cię!

  145. Tez wydaje mi sie, Zuziu, ze z tym czytelnictwem tak zle nie jest. Czasami metoda badan jest dla mnie niezrozumiala. W zeszlym roku natknelam sie na jakies alarmujace statystyki, swiadczyc majace o tym, jak to z nami jest zle. Po nitce do klebka dotarlam do informacji, ze to akurat badanie bylo przeprowadzone przed kilkoma duzymi ksiegarniami. Wiec nijak to sie ma, albo w bardzo malym stopniu, do rzeczywistosci.

    Niech zyje Wiewiorka!

  146. A i mnie w domu wszyscy czytają Jeżycjadę. Mama co jej wpadnie w ręce, siostra Kasia (12 lat) jest już przy Kalamburce, Tata zaczyna od końca (przeczytał Wnuczke do orzechów i zabiera się za Feblika), a ja czytam już po raz trzeci niektóre cześci. Teraz czytam po raz drugi Pollyanne. Serdecznie polecam! Rewelacyjna książka (na dwie części). Miłych walentynek :)

  147. Och, dlaczego nie napisała Pani tego wczoraj?! Wtedy akurat moja Mama zamawiała książki (oczywiście ja też sobie jedną zamówiłam;)). Trudno, poczekam do następnego razu.;) Może wytrzymam…

    A ja czytam teraz bardzo ciekawą książkę o czytelnictwie w Polsce i w Szwecji, „Szwecja czyta. Polska czyta.” To są wywiady z różnymi ludzi, bibliotekarzami, twórcami różnych festiwali książkowych itp. Bardzo mi się podoba, ale troszkę denerwuje mnie to, że mówi się, że Polacy w ogóle nie czytają. A wszyscy tu?! Pamiętam, że jak byłam na Warszawskich Targach Książki, to były takie tłumy, że człowiek nie miał gdzie nogo postawić, a jeżeli to jest ta mniejszość, która czyta, to w Polsce mieszka MNÓSTWO ludzi.

    Składam spóźnione życzenia walentynkowe, bo przecież powinniśmy dzielić się miłością zawsze, a nie tylko 14 lutego. A więc życzę każdemu, aby doceniał i zauważał przyjaźń, miłość i piękno każdego dnia, o każdej porze i wszędzie.

    Ściskam wszystkich mocno i ciepło, choć wiosna jeszcze nie w pełni, wracając ze szkoły trochę zmarzłam.:))

  148. Ja już zamówiłam! Teraz pozostaje czekać na przesyłkę :) Pozdrawiam serdecznie :)

  149. Dobry wieczór.
    Strasznie się cieszę, bo naprawdę czekałam na książkę Wiewiórki i bardzo mocno trzymałam za nią kciuki. :)
    I już niebawem zamówię i „Lawendową czarownicę” , i „Srebrny dzwoneczek” w nowej odsłonie:)
    Hura!
    :)

  150. O! Wpadła Agaja (mama Charlotki)!
    Dzień dobry!
    Czapla na śniegu, hu-hu!
    Żurawie właśnie przyleciały, słychać je nad naszym domem, ciągną nad jezioro.
    A dziś wracaliśmy z miasta przez nasze wielkie lasy, i wszędzie wśród drzew żółtawa mgiełka – w najlepsze kwitną już leszczyny!

    A to mi przypomina o wielkich, choć mimowolnych, zasługach wiewiórek, które mają zwyczaj zakopywać orzechy na zapas.

    A to z kolei przypomina mi o naszej własnej Wiewióreczce, czyli KC Scoiattolo, i o jej uroczej książce „Lawendowa czarownica”, której sprzedaż właśnie rozpoczęto w wydawnictwie Akapit Press (jest i na stronie wydawnictwa i na profilu Akapitu na fb)!

    Brawo Wiewiórka!

  151. Udało mi sie wpaść na chwilę.
    Ptaszyska z rumieńcami są urocze :).

    I kojarzy mi sie z nimi spotkanie sprzed miesiąca.
    W połowie stycznia wybraliśmy się z mężem na zasłużony kilkudniowy wypoczynek w Sudety. Jedna z wypraw zawiodła nas w Adrszpaskie Skały (jedno ze skalnych miast). Było nastrojowo, śnieżnie i mroźno. I w takiej pogodzie spotkaliśmy przy drodze czaplę! Biedula była bez szalika i kaloszy (ja wiem, że to żuraw wdziewał kalosze, ale skojarzenie skojarzeniem). Niestety nie zdołałam sprawdzić czy miała rumieńce… (ale fotka jest). Zatem ptaszyska nie dość że urocze, to jeszcze przywołują taką historię :) Pozdrawiam serdecznie.

  152. Dobrego tygodnia, Charlotko!
    Celestyno, a cóż za piękny obrazek: mama i córka czytają razem! I śmieją się razem, i wzruszają.
    Wyobrażam sobie, jak ładnie czytałaś!:)

  153. Ależ te Walentynki bogate w mądre i piękne wypowiedzi! Dziękuję Wam:)
    I życzę dobrego tygodnia!

  154. Paulinko, niedawno (za sprawa mojego dziecka, ktore zada wspolnego glosnego czytania Jezycjady po kolei) wlasnie, po wieloletniej przerwie, skonczylam „Dziecko piatku”. Wspaniala, piekna ksiazka. Wzruszalysmy sie do lez.
    Smiechu tez nie brakowalo. Moja coreczke najbardziej rozsmieszaly corki Gabrysi z ich bogata wyobraznia i pomyslami, a zwlaszcza Laura i jej bezposrednie:”Panie Broneczku” .

  155. Prawda, Beato S., że przekora ładnie się komponuje z Walentynkami?:)
    Odgen Nash był chyba niezwykle miłym panem.

  156. Dobry wieczór, Paulinko, witam Cię serdecznie!
    Dziękuję za ten miły niedosyt! – postaram się go w miarę szybko zaspokoić.
    I dziękuję też za te słowa o wzruszeniu.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  157. Dobry wieczór :) Dziękując za przekorny i zgrabnie przetłumaczony wiersz , dołączam do walentynkowych wpisów pewien szczególny rodzaj miłośći , jaką obdarowują dzieci swoją ukochaną zabawkę. Zostało to pięknie opisane (jak zapewne wiecie) przez Margery Williams w książeczce pt. „Aksamitny królik”, a także przedstawione w filmie pod tym samym tytułem .Pozdrowionka :):)

  158. Droga Pani Małgorzato!
    Trochę nie na temat no ale cóż!
    Przeczytałam całą „Jeżycjadę” w półtora miesiąca. ( Mam 13 lat.(prawie)) Czuje niedosyt. Duży niedosyt. Potrafi Pani pisać ( zazwyczaj na zakończeniu książki),że pani tego nie napisała ale i tak wiadomo że to się stało!! Najbardziej spodobała mi się część „Dziecko Piątku” i najbardziej się na niej wzruszyłam. Mam nadzieje że Pani to przeczyta! Pozdrawiam!

  159. Otz, e-kartka z tym cytatem od początku bije rekordy popularności, chociaż zdobi ją tylko skromny rysuneczek pisakiem.:)
    Coś w tym być musi!
    Wiwat Fredro!

  160. Dobry wieczór!
    „Wierz mi – są dusze dla siebie stworzone.
    Niech je w przeciwną los potrąci stronę,
    One wbrew losom, w tym lub w tamtym świecie,
    Znajdą, przyciągną i złączą się przecie.” A. Fredro
    Krzepiący cytat – idealny na walentynki. Z tej okazji życzę Wam, Księgowi i pani, pani Małgosiu spokoju i miłości. Mimo, że to nie ja pierwsza zwróciłam uwagę, że to jest najważniejsze :).
    Dobranoc.

  161. Mamo Isi, wlasnie mam zmiar przeczytac „Straz przednia”. Ksiadz Tokarzewski, postac niezwykla, bylam pod wrazeniem tego, co powiedzial po ogloszeniu wyroku.
    Mozna te ksiazke kupic, zdaje sie, tylko przrz internet i w paru miejscach w Warszawie. Ci znajomi, ktorzy czytali twierdza tez, ze pieknie wydana.

  162. Dziękuję,Mamo Isi.:)

    Dzisiaj wysłuchałam pięknego kazania o radosnym przeżywaniu Wielkiego Postu.Radosnym, bo to czas co roku dany nam na nowo, by uświadamiać sobie fakt, iż żyjemy w rzeczywistości Wszechogarniającej Miłości. Myślę, że jak byśmy tak naprawdę uświadamiali sobie jej siłę, to zamilklibyśmy w zachwycie i już nigdy nie powiedzielibyśmy ani słóweczka.

  163. Jakie cuda! Dziękuję ślicznie, ślę je natychmiast w świat. Niech i inni się pocieszą :) Tym razem pozdrawiam z nieco wietrznej Kopenhagi, tak dla odmiany.

  164. Kochany Starosto, ileż razy czytając Jeżycjadę myślałam sobie „No, przecież tak samiuteńko to sobie koncypowałam;)”
    Skończyłam „Straż przednią” ks. Mariana Tokarzewskiego (jego wspomnienia do roku 1925). Jakich Polska ma kapłanów, to aż serce rośnie.

    Joanno, jak powiadał ksiądz Bronisław Bozowski:”Nie ma przypadków, są tylko znaki.”
    Zawsze mnie ogromnie podbudowywał cytat z Księgi Syracha: „…i już nigdy istnieć nie przestanę” (Syr 24, 9)
    Zostaliśmy powołani do życia na wieczność.
    Żadna baśń nie jest tak czarodziejska, jak nasze życie;)

  165. Właśnie przeglądałam sobie kartki walentynkowe – wszystkie śliczne, ale najbardziej podoba mi się ta, przedstawiająca jezioro w świetle księżyca. Jest bardzo nastrojowa. Zaś dzisiaj rano w mojej ulubionej audycji w ulubionym stacji radiowej po raz kolejny usłyszałam „List do jedzącej Eurydyki” autorstwa J. Przybory i pozwolę sobie zacytować dwa jego fragmenty, gdyż tak bardzo pasują do dzisiejszego dnia:
    Piszę
    Bo ci nigdy nie opowiem
    Jak bym jadać chciał przy tobie
    Jak ten facet w barze „Smok”
    Piszę
    Że nie umiem ci wysłowić
    Co się ze mną co dzień robi
    Gdy zobaczę cię o krok
    Piszę
    Jak głód sycąc daniem z rożna
    Można
    Tobą sycić głodny wzrok
    (…)
    Piszę
    Że to w głowie się nie mieści
    Jak prześlicznie jesz naleśnik
    Lub sok sączysz swój co dzień

    I zgadzam się z Sową P. i Blabluba, że od nadmiaru wiedzy to można tylko zwariować. Poza tym stajemy się wtedy zadufani w sobie i nikogo nie potrzebujemy. A tak, to wzajemnie się uzupełniamy i służymy sobie pomocą.

  166. Tak jest Sowo P., „Miałem krewnego, który studiował trygonometrię, aż mu wąsy odpadły, a kiedy już się wszystkiego nauczył, przyszła jakaś Buka i go zjadła. No i leżał potem w brzuchu Buki z całą tą swoją mądrością!”

  167. Też tak czasem wzdycham, DUA. Sporo jest rzeczy, oj, sporo, które by się chciało jeszcze w życiu zrobić. Ale kto wie, czy to nie lepiej dla nas samych, że nie zdążymy. Przyrastałoby nam wiedzy i przyrastało, a Mądrości już niekoniecznie. Albo byśmy robili dużo, ale po łebkach, a tak, skupiamy się na tym, co najlepiej umiemy i co jest ważne dla innych. :)

    Monik, już służę tłem muzycznym.

  168. A ja nie walentynkuję, oh. Niestety lub stety. Wierszyk (albo wiersz, sama nie wiem) bardzo ładny. Jak z mamą go przeczytałyśmy to zabroniła mi patrzeć na polski tekst, żebym sama to przetłumaczyła. Ale i tak popatrzyłam. Najbardziej podoba mi się wers „Or the Axis hates the United States”. Ale to taki mój osobisty konik, jeśli chodzi kraje różnej maści. Sądzę, że będę używała tego porównania

  169. A ja jestem 37 z kolei ;)
    Piękne wiersze
    Zachwycił mnie najbardziej kotek
    Jest cudny
    Uwielbiam kotki ;)
    Miłych Walentynek !!!

  170. I ja go lubię,drogi Starosto i droga Chesterko (swoją drogą nie skojarzyłam z nim Twojego nicku , chyba jestem mało domyślna). I jeszcze lubię Was i wszystkich Księgowych, których wpisy czytam.To miejsce w niełatwym dla mnie ostatnio czasie daje mi siłę i spokój ducha.
    A wątpliwości na szczęście pojawiają się rzadko, tak wiele w życiu otrzymałam i otrzymuję każdego dnia,że nie może się to dziać przypadkiem.ON nieustannie czuwa.

    Przesyłam wszystkim walentynkowe uśmiechy.:):);)

  171. Joanno, jeśli chodzi o Chestertona i watpliwości, to wcześniej je miał, zaliczał wszak siebie do agnostyków. Teź go bardzo lubię, a nawet więcej…stad mój nick. Tak, tak Kochany Panie Chesterton, posyłam Ci walentynkowego całusa!

  172. Piękne słowa o Miłości, dzięki której wszystko przetrwa. To naprawdę zmienia perspektywę. Byle o tym pamiętać na co dzień – tego życzę nam wszystkim. Przesyłam walentynkowe pozdrowienia. Nie wiedziałam, że relikwie Świętego Walentego są w Chełmnie, ale też w Poznaniu.
    Sowo P. nieśmiało proszę: co można zadedykować Kochanej Osobie?

  173. Mamo Isi, zacukanie jest zupełnie niepotrzebne.Przepraszam,jeśli niechcący do niego doprowadziłam.Uważam po prostu, że wyjątkowym ludziom należy się wyjątkowe uznanie, ale też zdaję sobie sprawę,że zwykle tacy ludzie są nadzwyczajnie skromni.Myślę, że to jest właśnie przypadek Was Obojga.:) Najchętniej bym Was uściskała, ale jestem daleko, więc możecie się czuć bezpiecznie.Ściskam wirtualnie i absolutnie proszę mi tego nie mieć za złe.:)
    Chesterko, dziękuję za piękne słowa o Miłości.Tak bardzo staram się wierzyć,ale czasami,niestety,dopadają mnie wątpliwości, czy rzeczywiście nam pokażą, co będzie dalej i czy w innej postaci będziemy w tym uczestniczyć.Podczytuję sobie biografię Chestertona(polecam jej fabularyzowaną wersję autorstwa młodego i zdolnego Jaremy Piekutowskiego) oraz fragmenty jego „Ortodoksji”. To niesamowite,że ten człowiek o tak rozległej wiedzy i przenikliwym umyśle nie miał w tej kwestii wątpliwości.Żadnych.Dużo wiedzy rzeczywiście do Boga zbliża.

  174. Aby uściślić, wierzę, że kiedyś będę śpiewać, przeczytam ksiażki, które napisze jakiś cudowny pisarz za 100 lat, zobaczę drzewo, które obejmowałam jako ośmiolatka, znajdujac w nim pokrzepienie.
    A Rupnik przemawia do mnie bardzo, może dlatego że jest artysta. Warto wygooglać sobie „pytania do o. Marko Rupnika salwatorianie” i przyjrzeć się jego ciekawym odpowiedziom. Mozaiki w ramach tzw Centrum Aletti tworzy z grupa młodych artystów np w Lourdes, San Giovanni Rotondo, Rzymie i in.

  175. Bo my, Mamo Isi, mamy podobny gust.:)
    Nie masz jak Ellis Peters! Mówię to, czytając ciurkiem Dorothy Sayers. Kudy jej!

    Chesterko, dzięki za piękne przesłanie. Szkoda gardła, fakt, ale przecież wciąż możesz słuchać muzyki.
    Dzięki za trop, zaraz poszukam zwłaszcza tych mozaikowych ikon. Ciekawe.

  176. Kochana DUA! Kiedy opada mnie myśl, że nie uda mi się już np pięknie śpiewać (mam zniszczone gardło z powodu leków), wtedy przypominam sobie, że tak naprawdę żyję wiecznie. A to zupełnie zmienia perspektywę.
    Bardzo lubię czytać teksty o. Marko Rupnika, jezuity i artysty, twórcy przepięknych mozaikowych ikon. Pisał on kiedyś, że wszystko, co w naszym życiu zanurzamy w Miłości, przetrwa. To Miłość ma moc unieśmiertelniania. I nie chodzi tu bynajmniej o pamięć.
    I to jest moje walentynkowe przesłanie dla Pani i wszystkich Księgowych.

  177. Już po prawie dwóch dniach zauważyłam, że jest nowy wpis. Ma się ten refleks szachisty;)
    Zatonięcie w „Death Mask” Ellis Peters to jedyne, co mnie usprawiedliwia.
    Zgadzam się z adnotacją na okładce. Książka jest b.dobra, a wręcz świetna:)

    Joanno, dziękuję bardzo za wyrazy uznania. Czuję się zacukana. Mąż też;)

  178. Wiem, że warto, bo czytałam „Wersyfikację i wersologię” prof. Marii Dłuskiej.
    Ale, jak nam mówiono na poetyce: niektórzy akcenty słyszą, a inni słyszą je mniej.
    Należę do tych , co słyszą mniej – ale może kiedyś znajdę czas, by jeszcze pozgłębiać temat.
    W końcu wszystkiego można się nauczyć – wkładając w to mniej lub niekiedy więcej trudu. :)
    Na przykład: Demostenes – ileż on musiał włożyć wysiłku, ale jakie wyniki osiągnął! :)
    Miłego wieczoru!

  179. Patrycjo, na strzelnicę! Ho-ho.
    Bać się nie ma czego, bo to nie do Ciebie tam będą strzelać. Natomiast możesz przeżyć wiele satysfakcji, kiedy się okaże, że masz pewną rękę i dobre oko.
    Bardzo lubiłam zajęcia ze strzelania! Trafianie w dziesiątkę, to jest to, co lubię.

    Madziu, dzięki za pochlebną Walentynkę. Uwaga, stopy i akcenty to coś bardzo smakowitego. Warto się zagłębić w temat na dłużej.
    Miło mi, że się „Feblik” spodobał.:)

  180. Bardzo podoba mi się ta pierwsza ilustracja. Cudna!
    Również zaczynam ferie i w końcu będę miała czas na zajęcie się tym, co lubię(czytaniem książek i rozwiązywaniem egzaminów z polskiego).
    A za tydzień wybieram się na strzelnicę. Trochę się boję. Ale mam w głowie to, co Pani zawsze mówi: odwagi!

  181. Skończyłam czytać „Feblika” , chlip.
    Ale mam dla Pani prawie Walentynkę, Starosto, w podziękowaniu za tyle przyjemnych karteczek.
    Nie wszystko się zgadza zbyt dokładnie (zawsze się gubiłam w tych stopach i akcentach) – proszę mi wybaczyć.

    Pewna geniusz – kobieta z Poznania
    przed natrętnym krytykanctwem się wzbrania.
    Jest to słuszna postawa,
    stąd też dobra zabawa
    w tej enklawie pisarki z Poznania.

    Walentynkowo zapewniam, że strasznie i niezmiennie Panią lubię, a z żalu po nieodwołalnie zakończonej lekturze, jeszcze bardziej nie mogę się doczekać tego, co będzie , kiedy będzie. :)

  182. Merci, ma petite Charlotte.

    A ja właśnie znalazłam chwilkę, żeby odsłuchać najstarszy kanon wg rady SowyP (pod poprzednim wpisem) – i pomyślałam, że sama bym chciała być, jak ona, muzykologiem, żeby móc szczegółowo prześledzić rolę dźwięku muzycznego w historii ludzkości. Szkoda, że nie zdąży się w życiu ze wszystkim, czego się pragnie.
    Posłuchałam też – tamże polecanej przez Agatę – kołysanki Cheta Bakera i bardzo mi się spodobała. Teraz słucham (przy sprzątaniu) całej składanki. Pięknie Ch.B. śpiewa „My Valentine”, nawiasem mówiąc.

  183. Jaki miły wpis :)
    „Klnę się na gwiazdy, co tam lśnią, a jak gdzie indziej lśnią to też” – najlepszy fragment moim zdaniem, właśnie szczególnie w przekładzie :)

  184. natknęłam się na trop, który doprowadził mnie do ustalenia, kim jest mama Isi i Jej mąż.Przepraszam ,ale nie mogłam się powstrzymać,żeby nie poszperać.:)
    Mamo Isi,tą drogą przekazuję wyrazy wielkiego podziwu, wdzięczności i szacunku.Pozdrawiam serdecznie.

  185. Zaglądam tu od niedawna, Adminkę dopiero poznaję (na Jej stronę też zdarza mi się zerknąć),ale z okazji wczorajszego święta ośmielam się życzyć wszystkiego co najlepsze.:)

  186. Ach, ach..nasza DUA niezawodna! Świetny, nastrojowy wpis, istne preludium do walentynkowego weekendu. Mówcie co chcecie, ja tam lubię ten dzień. To trochę, jak dla mnie, taki dzień rodziny (albo weekend). Dostaję miłe życzenia od znajomych, przyjaciół i rodziny. Po prostu jest sympatycznie i miło. Sama też wysyłam miłe słowa i z przyjemnością skorzystam z uroczych kartek utalentowanej MM !Samych fajnych chwil Wam życzę, dużo spokoju i miłości. Całusy.

  187. Aniu.g – dziękuję! Pierwiosnki przyjmuję z wdzięcznością – podoba mi się wiosna w lutym :)

  188. Śliczne kartki UA, przez jedną stresującą chwilkę sądziłam, że to już dziś Walentynki, ale oprzytomniałam czytając wpis.
    Wczoraj były urodziny mojej siostry i cioci( siostry taty). I moja wina, że zapomniałam o Admince. W ekskuzach podążam z życzeniami i wirtualnym bukiecikiem pierwiosnków. Wszystkiego najlepszego i wielu nowych książek pisanych radośnie i z przyjemnością.

  189. To są kuliki cienkodziobe, Minerwo. Numenius tenuirostris.
    Tylko że się zarumieniły, począwszy od dzióbka.
    Kulik w rzeczywistości ma czarny dziób, ale te dwa coś przeżywają.:)

  190. Piękne kartki! Muszę koniecznie komuś wysłać tą, która rozpoczyna wpis. Te ptaki wyglądają jak ibisy :)
    (Z kolei ten kot wygląda zupełnie jak K o t mojej Siostry, Pan Miau. Tylko ten nie jest szary ;-))

  191. Cudny ten drugi wiersz. Od razu jakoś przyjemniej na sercu się zrobiło. Kartki na walentynki boskie. Szczególnie ta z flamingami :).
    Pozdrawiam wszystkich i życzę miłych ferii tym, którzy mają (ja na przykład mam :D).

  192. Odściskuję, Biedroneczko!
    Fajnie, że lubisz.:)

    Jadziu, dzięki za komentarz i jeszcze – za wiadomość prywatną.
    Bardzo ciekawe w niej spostrzeżenie i miła dla mnie wiadomość.
    A Wyspiański jest jednym z moich ulubionych artystów.
    Co rzekłszy, mówię: dobranoc!

  193. Bardzo lubię nowe wpisy- jak zawsze: dzięki, DUA!
    A tych wpisów zarchiwizowanych też mi jednak szkoda- że nie można już sobie do nich zajrzeć za jednym kliknięciem.
    Tak czy inaczej, porzucam miauczenie i skargi i życzę wszystkim miłych Walentynek.

    Uściski od Biedronki. :)

  194. Dobry wieczór!
    Wracam tutaj po przebytym sesyjnym boju. Wróciłam właściwie już ok. 19, ale musiałam nadrobić wcześniejsze komentarze :)
    Tyle tematów zostało poruszonych (dobrze, że mnie nie było, bo bym musiała o każdym z nich rozmawiać). Beatuszko, dziękuję za zdjęcia z wystawy piernikowej. Pierniki, pierniczki i wszystko co z nimi związane to moja pasja, więc miło zobaczyć tyle interesujących foremek :)
    Ale muszę się przyznać – tak naprawdę, to cały czas byłam w Księdze, tylko czytałam stare wpisy. Miałam przeczytać tylko te sprzed roku, ale (nie wiadomo jak to się stało) skończyłam na „Febliku”. Bardzo krzepiąca była to lektura. I muszę napisać, że czytając komentarze, coraz częściej zdarzało się, że zanim zobaczyłam kto go napisał, to już wiedziałam (styl to człowiek?) :)
    Ach, napisałabym jeszcze wiele, ale powstrzymam się. I tylko powiem, że też ostatnio widziałam kosa (gdyby nie zdjęcie Adminki z kosem, nie dowiedziałabym się co to za ptak) – każdy nie-gołąb w Krakowie cieszy mnie podwójnie :D

  195. W e-kartkach to czytałaś, Dziewczynko z zapałkami.

    Joanno, bardzo dziękuję i przesyłam uśmiech!

    Eviku, ależ one nie przepadły. Są zarchiwizowane i można by je wklejać na nowo, tylko po co, skoro czas bieżący i tak nam bujny plon przynosi.

  196. Świetne kartki walentynkowe!
    Wiersz cudo! Uśmiech wykwita na ustach.
    Gdzieś jakbym już czytała. Szczególnie przypomina mi się : „Klnę się na gwiazdy, co tam lśnią, a jak gdzie indziej lśnią to też”. Nie mam pojęcia, dlaczego akurat to mi się przypomina.
    Dobrej nocki! :)
    PS. Dziękuję Aleksandro. Tobie również życzę miłego odpoczywania i leżenia bykiem.

  197. Super tekst na Walentynki.Ten grejpfrut jest rzeczywiście powalający.I jeszcze to”mocniej niż pies kość”.:)
    Ago, a Walentynki w „Pulpecji” też były fantastyczne,prawda? I też, o ile pamiętam, było ciepło.Chociaż w tej części Jeżycjady nic nie pobije finałowej albo prawie finałowej sceny pocałunku Patrycji z Baltoną.To doświadczenie kosmicznej harmonii tak cudownie opisane przez DUA.Uwielbiam.
    Miłych Walentynek wszystkim zakochanym, kochającym i czekającym na miłość! Tym ostatnim wytrwałości w tym czekaniu,uwagi i roztropności, żeby czegoś ważnego nie przegapić i odróżnić -mówiąc znów Jeżycjadowym językiem- tombak od prawdziwego kruszcu.:)
    Jeszcze nigdy nie udało mi się wpisać tak szybko pod nowym tekstem.;)

  198. DUA za jednym zamachem Walentynki i Dzień Kota (17 lutego) załatwiła ;)
    Bardzo szkoda tych wpisów szóstkowych :(
    Pozdrawiam!

  199. Dziękuję! Właśnie komponuję listę lektur. Aktualnie skaczę w czasie do epoki wiktoriańskiej, nad Tamizę („Nie licząc psa”). Również ściskam :)

  200. Aleksandro, a więc wypocznij jak nigdy! Ściskam Cię serdecznie!

    Ann, dziękuję za cenną wiadomość prywatną (ach, nieuwaga…). Tak, Sayers, ale i Burnett („Leśna boginka”) – bardzo miła lektura.

  201. Będę druga?
    Miłych Walentynek Wszystkim, a tym, którzy dopiero zaczynają wyczekane ferie (tak jak ja :) dobrego wypoczynku.
    Podoba mi się ten sok tryskający z grejpfruta, jako miara zakochania :)

  202. I pierwsza się wpisuję!
    Merynosie, dziękuję za wiadomość prywatną! Jak to miło z Twojej strony!
    Gailardię znam i bardzo lubię.
    A marzec blisko, cieszmy się!

Dodaj komentarz