Spojrzyj, Rozyno, jak świat szeroki,
Na ziemię, morze i na obłoki;
Bogów i ludzi, ryby, zwierzęta,
Słodka miłości wabi ponęta.
Jaki błąd próżny wielu z nas łudzi,
Że miłość tylko służy dla ludzi!
Już my się dzisiaj bardzo zepsuli;
Ptaszki, ach, ptaszki kochają czuléj!
Tomasz Kajetan Węgierski
(1755-1787)
fragment wiersza „Do Rozyny”.
Takie właśnie, i jeszcze inne, gotowe do wysłania walentynki czekają na Was, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, w naszym dziale „e-kartki”. Zapraszam!
A na dwa dni przed św. Walentym trafia się wreszcie okazja, by spełnić prośbę KC Joanny (Wawa) o przypomnienie stosownego wierszyka amerykańskiego poety Ogdena Nasha (1902-1971). Przedstawiłam tu kiedyś ten wierszyk, ale po ostatnim ataku hakerskim dawne wpisy szóstkowe musiały pozostać w archiwum. Stamtąd więc wydobywam mój przekład, specjalnie dla Was zrobiony przed paru laty. Można go też wysyłać we fragmentach na e-kartkach walentynkowych!
Najpierw oryginał:
Ogden Nash
To My Valentine
More than a catbird hates a cat,
Or a criminal hates a clue,
Or the Axis hates the United States,
That’s how much I love you.
I love you more than a duck can swim,
And more than a grapefruit squirts,
I love you more than a gin rummy is a bore,
And more than a toothache hurts.
As a shipwrecked sailor hates the sea,
Or a juggler hates a shove,
As a hostess detests unexpected guests,
That’s how much you I love.
I love you more than a wasp can sting,
And more than the subway jerks,
I love you as much as a beggar needs a crutch,
And more than a hangnail irks.
I swear to you by the stars above,
And below, if such there be,
As the High Court loathes perjurious oathes,
That’s how you’re loved by me.
A teraz mój przekład:
Ogden Nash
Dla mojej Walentynki
Jak nienawidzi kota ptak,
A więzień kraty w oknie klnie,
Jak kraje zła nie cierpią USA,
Tak właśnie kocham Cię.
Kocham Cię mocniej niż pies kość,
I niż z grejpfruta tryska sok,
I niż nudzi ktoś, kto już wypił dość,
I niż ćmi chory ząb.
Tak jak rozbitek ma mórz dość,
A żongler tego, kto go pchnie,
Jak dławi złość, gdy nocą wpadnie gość,
Tak bardzo kocham Cię.
Mocniej niż osa żądłem tnie,
Mocniej niż w metrze rzuca mnie,
Niż żebrak chce posiadać kule dwie,
Tak mocno kocham Cię.
Klnę się na gwiazdy, co tam lśnią,
A jak gdzie indziej lśnią, to też:
Jak Najwyższy Sąd tępi kłamstwa trąd,
Tak bardzo kocham Cię.
Miłego walentynkowania!
Wasza
MM










:))))!
„Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju”. Szczególnie kawy zalewajki, szumnie zwanej „po turecku”.
Dobranoc!
Nie mogę się nadziwić jak moje koleżanki mogą uważać, że „Krzyżacy” są nudni. ;)
Czytam dalej. Czymże jest perspektywa spania tylko cztery godziny, wobec dziedzictwa narodowego?
Podobno i tę kawiarkę, i w ogóle fragment o kawie, zawdzięczamy pobytowi wieszcza w Śmiełowie, w Wielkopolsce. To w śmiełowskim pałacu istniała specjalna funkcja służącej- kawiarki!
O tak, Sowo. Nie masz to jak zapach swiezo parzonej kawy rankiem. Ciekawe, ze kawa pita po poludniu ma juz zupelnie inny smak. A w nocy to juz calkiem co innego. Rozumiem, ze zagrzewalas sie tak do nocnego boju. Przypomnialam sobie anegdotke z liceum. Otoz musialam sie czegos nauczyc na nastepny dzien, czasu bylo niewiele, dosc pozny wieczor, mama wiec poradzila mi, zebym zrobila sobie kawy. Tak uczynilam. Ledwie zabralam sie za czytanie notatek, smacznie zasnelam.
Do kompletu z kantata Bacha, mozna obejrzec sobie krotki fragment wieszcza o kawiarce, ladnie i smacznie pokazany. Tytul na YT: „Adam Mickiewicz o polskiej kawie”.
Ach, ale nie o tej porze!
Dzięki, Sowo, za słodkiego Bacha. Jutro wypiję.:)
Jak rogaliki, to tylko z konfiturą różaną i orzechami.
Przepraszam za moją nieobecność, ostatnio dużo się dzieje. A i dziś jeszcze długa noc przede mną. Parafrazując DUA, albo się pisze, albo się miło gawędzi.
Czytajcie w oryginale, czytajcie, potem przejdziecie na wyższy etap – pisania w oryginale.
J.S. Bach – „Ei, wie schmeckt der Coffee suesse” BWV 211.
Elly Ameling.
Ach! Jakże słodko smakuje kawa,
Bardziej kochana niż tysiące całusów,
Łagodniejsza niż wino muszkatołowe.
Kawę, kawę muszę mieć,
Wtedy tak coś we mnie ożyje,
Ach, więc nalej mi kawy.
W oryginale zawsze warto. Madzia Zuch!
Tak, Chesterko, przepis prawdę mówi. Rolę sklejacza pełni twarożek.
Wybierzcie tylko pyszną konfiturę lub powidła, a nie byle dżem z zagęszczaczem (bo wypłynie)!
Puchatka – przepis niezawodny i uniwersalny, można fantazjować i udoskonalać, a nawet robić z tego ciasta mufinki.
Dobranoc Wam!:)
(Gdzie SowaP?!)
Kochana DUA!
Fluid rogalikowy! Córka zamierza dziś (już dziś) upiec rogaliki miniaturki na imieniny swego taty i prosiła zapytać, czy rzeczywiści, jak podaje „Łasuch literacki”, nie trzeba do nich jajek? Tylko przy drożdżowych daje się żółtka?
A Puchatka z bezowym lukrem już zrobiona. Dobranoc Kochana Autorko:)
A mnie namówił Wójt. I przeczytam sobie „To Kill a Mockingbird” w oryginale.
Dobranoc.
Zeszyt też papierowy…:)
Dobranoc, Charlotko!
Dobranoc wszystkim!
I na papierze zostaje taka realna cząstka człowieka…
A wcale nie jestem pewna czy wyrzuciłam ten zeszyt. To znaczy wiem, ze na pewno jeden zeszyt zachowałam, bo tak go ładnie prowadziłam, ze żal było wyrzucać. Tylko że on gdzieś głęboko schowany.
Dobranoc!
To ja się cieszę, że już trzy osoby namówiłam, Anito!
Co do listów: masz rację. Papier, w dodatku, domaga się też staranności, dbałości i pięknego stylu, że nie wspomnę już o charakterze pisma!
To i ja przyznam się bez bicia do tej haniebnej luki w moim czytelniczym wykształceniu – nie czytałam „Zabić drozda”. Ale żeby już więcej się nie wstydzić, postaram się szybko to nadrobić.
Co do pisania listów – mnie zdarza się sporadycznie napisać krótki list, ale nieraz myślę, że chętnie wymieniłabym pisanie maili i SMSów na pisanie listów. W listach jest coś o wiele bardziej osobistego, magicznego i trzeba poświęcić im więcej namysłu. Poza tym mam wrażenie, że papier „przyjmie” mniej niż bezduszna klawiatura. Tak, zdecydowanie chętnie również powróciłabym do epistolarnej wymiany myśli :) Chociaż jeszcze bardziej niż pisać, lubię listy otrzymywać :)
Dobrej nocy i intrygujących snów (jak ten kris!)
Patrycjo, myślę, że Ci się spodoba, mądra dziewczynko.
Ale obawiam się, że z wypożyczeniem akurat teraz mogą być trudności. Wielu ludzi tak właśnie się żegna z Harper Lee – sięgając po jej piękną, szlachetną książkę.
Ja się przyznaję.
Bardzo lubię listy.:)
Dobrywieczorku, a nie napisałaś, kto właściwie namalował ten obrazek – dziecko, czy osoba dorosła? Dziwne, ale trudno mi to ocenić: jest naiwny, a jednocześnie zdradza sporą biegłość warsztatową.
A czy będę mogła kiedyś go pokazać tu – na przykład we wpisie gwiazdkowym? (bo na obrazku jest gwiazdka!)
O, to cieszę się, że list doszedł – przyznaję, że wyszłam z wprawy w pisaniu listów. Ale nosiłam się z zamiarem napisania do Pani jeszcze z drugiej półkuli :-) O, dziwo, na misjach miałam więcej czasu na czytanie tej strony i znakomicie mnie pokrzepiała na duchu. A teraz niestety codzienna gonitwa. I pomyśleć, że za czasów nastoletnich prowadziłam szeroką korespondencję z rozmaitymi koleżankami, w tym jedną z tego samego miasta! Mieszkając na różnych końcach miasta, widywałyśmy się rzadko, ale pisywałyśmy do siebie rzetelne epistoły, zwierzając się z zauroczeń oraz (oczywiście!) dzieląc się ulubionymi książkami. To były czasy! Ostatnio jedna z moich dawnych przyjaciółek korespondencyjnych, aktualnie zapracowana mama trójki maluchów, dokonała wyczynu nie lada – napisała do mnie list i teraz moja kolej. Cóż, list do DUA czekał najpierw ze trzy miesiące na ostateczne napisanie, a następnie przewędrował w mojej torebce dobry miesiąc, zanim zlokalizowałam jakąś skrzynkę pocztową w okolicach mojej szkoły. O tempora, o mores!
To może zacznę nowy wątek – kto z obecnych jeszcze pisuje listy?
Pozdrawiam Lud Księgi :-)
Skoro Pani tak Zuzię namawia na ,,Zabić drozda”, to jutro idę do biblioteki i wypożyczam. Mam nadzieję, że i ze mną zostanie na całe życie.
Wie Pani, że się nad nimi zastanawiałam? Ale nie chciało mi się czekać na wyrośnięcie drożdży, a nie miałam zbyt dużo czasu, bo jechaliśmy do dziadków, tych drugich oczywiście.:) Ale chodzą za mną już od dłuższego czasu (rogaliki).;)
Aaa! I cóż ja pocznę z tą niewiedzą?!
Na razie skupiam się na „Ciotce Zgryzotce”.
Pozdrawiam, Kris!
Witam po krotkiej przerwie, spowodowanej natlokiem obowiazkow. Mam wiec troche wpisow do nadrobienia… A co mi sie snilo dzisiaj w nocy? Otoz snilam, ze ukazala sie nowa powiesc DUA, na okladce byla postac w intrygujacym plaszczu (troche w stylu Sherlocka Holmesa), a tytul skladal sie z dwoch slow, na pozor niezrozumialych, ale kryly w sobie tajemnicze znaczenie, byly to chyba anagramy. Ale nie pamietam tego tytulu! :)
Oho, dochodzi do wymiany komplementów!
Jak tam, Zuziu, co upieczesz w następnym podejściu?
Może rogaliki Basi?
Och, jakie to miłe! W życiu bym nie pomyślała, że taka wspaniała autorka i to jeszcze jedna z ulubionych, będzie mnie znać!:))
Zuziu, myślę, że ta książka jest w sam raz dla Ciebie. Więcej, jestem pewna, że bardzo Ci się spodoba, i to na całe życie.
Myślę, że trochę Cię już znam.:)
Charlotko, ba! Czarno na białym! Nie zawsze można mieć ten luksus.
Domyślam się, że wyrzuciłaś zeszyt od biologii?
Dzień dobry!
Ależ wierzę, wierzę, przecież nie podarowałaby nam Pani niczego niegodnego polecenia!:)
Kolejny fluid. Dziś mieliśmy fragment książki „Zabić drozda” na języku polskim. Bardzo mi się podobał, choć moja polonistka powiedziała, że nie lubi tego tekstu i według niej jest nudny. Takie jej zdanie, trudno, ale według mnie na pewno nie czytała tej książki. Teraz już mam poważne wątpliwości dla kogo pisana była ta książka. Wydawało mi się ( i chyba nadal wydaje), że jest to powieść dla dorosłych, lecz ostatnio u koleżanki znalazłam ją w zbiorze książek z fundacji „Cała Polska czyta dzieciom”, no i jest jeszcze w podręczniku, więc sama już nie wiem.
Pozdrawiam cieplutko!!
PS Wiosna przyszła (chyba) w pełni, w każdym razie, o żadnej innej porze roku poranki tak nie pachną.:))
Dziękuję za miłe życzenia. Z okazji nauki w dniu dzisiejszym jestem zmuszona poprzypominać sobie trochę biologię – przy okazji specjalistycznego słownictwa związanego ze zdrowiem. Kto by pomyślał, że jeszcze zatęsknię za moim zeszytem od biologii! ;) (tam mieliśmy wszystko tak prosto, czarno na białym powymieniane)
A ja ostatnio też sobie myślałam o ponownym przeczytaniu „Zabić drozda” – zwłaszcza, że niedawno dostałam nowy egzemplarz. Teraz może tym bardziej przeczytam.
Pozdrawiam jeszcze raz, tym razem znad appareil immunitaire i organes correspondant :)
Z uczelni!
Dzień dobry, Charlotko, miłej nauki w dniu dzisiejszym!
A ja dziś czytam z zapałem „Księgę Sądu Ostatecznego” Connie Willis. Co za ciekawy pomysł! (Historyczka przeniesiona z roku 2060 w średniowiecze). Bardzo poruszająca akcja.
Pozdrawiam wszystkich!
Aha! Zuziu 12, miej wiarę w moje przepisy! Dałam Wam, com miała najlepszego!
Wypróbuj jeszcze jakiś.
Uff, w końcu udało mi się zajrzeć! Pozdrawiam serdecznie z uczelni :)
Fluidy u nas rzecz powszednia.:)
Dobrywieczorku, właśnie dotarł do mnie Twój list, wysłany w styczniu do Akapit Press.
Bardzo dziękuję! Duża radość! A już zupełnie mnie zachwycił maleńki afrykański obrazek. Jaki śliczny! Oglądam go stale i nie mogę się nacieszyć.
Popatrz, jak to natura, geografia, biologia, wpływają na charakter sztuki. Nawet koloryt obrazka jest gorący, kontrastowy, bogaty.
Mocno Cię ściskam i dziękuję!
Zaskoczyły mnie fluidy – właśnie skończyłam kolejny raz czytać „Zabić drozda”, kiedy dowiedziałam się o śmierci Autorki… Zaglądam tutaj i oczywiście ten sam motyw. Widocznie miałam się znaleźć wśród tych milionów, które o niej pomyślały :-)
Jak to dobrze mieć świadomość, że ktoś, kto opuszcza nas na zawsze, zostawił po sobie kawałek siebie…
Władysław Bodnicki jest też autorem trzytomowej powieści biograficznej o Wyspiańskim wydanej w 1985 pod wspólnym tytułem „Z rodu tytanów”. Rzecz warta polecenia miłośnikom talentu artysty i klimatów epoki.”Muz na Krupniczej” nie znam, ale już zaczynam poszukiwania.Dzięki, Myszo.:)
Helenko (wiad.pryw.), wybacz, ale dla bezpieczeństwa naszych gości (szczególnie dzieci i młodzieży) nie pośredniczymy w wymienianiu adresów mailowych i innych danych.
Internet bywa niebezpieczny.
Aha! Melduję, że przybyła do mnie wytęskniona i trudna do zdobycia książka Connie Willis „Nie licząc psa”!
(Zdobyła ją dla mnie Córeczka- Adminka! Hura!)
O! To bardzo ciekawe i poruszające, Myszo. Dziękuję za polecenie kolejnej dobrej książki!
Tak, AniuG. Wiem i o tym. Jaka szkoda, prawda?
Ale jaka to pociecha: choć nie ma go już z nami, zostało przecież to, co najcenniejsze!- zapis jego myśli, a tym samym – portret jego duszy.
To samo dotyczy Harper Lee.
I Wyspiańskiego.
I Mehoffera.
I tak dalej.
Jeszcze do wątku Mehoffera. Polecam zainteresowanym książkę „Muzy na Krupniczej” Władysława Bodnickiego. Obecny dom Mehoffera należał ongiś do Mateusza Rogowskiego, dziadka Stanisława Wyspiańskiego. On sam zresztą tam się urodził. A scena powrotu Starego Wiarusa również jest autentyczna, jak to u Wyspiańskiego, i rozegrała się właśnie w tym domu. Pierwowzorem był brat matki poety, powstaniec styczniowy Adam Rogowski. Pozdrawiam Drogą UA i wszystkich księgowych
Dobry wieczór.
Kolejna smutna wiadomość: 19.02.2016 zmarł Umberto Eco.
Jak to powiedziała nasza Marysia Sierotka, cytuję z pamięci: Jeszcze jedna gwiazda przybyła na niebie.
Zaliczam się do tych, którzy pomyśleli ciepło o Harper Lee, gdy przyszła ta smutna wiadomość. ” To Kill a Mockingbird” była chyba pierwszą powieścią, którą przeczytałam w oryginale ( świetna dla początkujących czytaczy w oryginale). No a potem cytowaliśmy ” Zabić drozda” na zagadkach i pamiętam jak bardzo się przy tym śmiałam. Fragmenty musiały być cudownie dobrane :) Chyba sobie znów poczytam.
Ale piękny czas! Teraz Koksa jest najsmaczniejsza (moje ulubione jabłko, ale nie champion), zwłaszcza ta pomarszczona mała, żółta. Osładza nam życie.
Wpadłam na pomysł, by na nasze bajorko, które jest teraz pełne wody zbudować tratwę z plastikowych butelek. Nie ma co robić, bo za zimno, ale pokiwać się na wodzie i poodpychać pagajem to by było wesoło!
Zaczęłam zbierać butelki.
Ostatnio chciałam zaimponować córce, jak to świetnie chodzę po lodzie na rowie melioracyjnym i oczywiście zanurzyłam się po łydki w wodzie. Nalało mi się do butów, ale było świetnie, jak w filmach, gdzie ludzie wchodzą do wody w butach (zawsze chciałam poczuć jak to jest). Dobrze, że miałam inne buty w samochodzie. Zazwyczaj wozimy tam szafę z ubraniami, coś ciągle się komuś przydaje.
Jakoś nie mogę zdobyć tej książki „Rok Ogrodnika”, może ktoś znów wyda?
W Kórniku urodziła się Wisława Szymborska.
A to dlatego, że jej ojciec był wtedy zarządcą dóbr rzeczonego hrabiego Zamoyskiego.
Tego, dzięki któremu Zakopane jest w naszych granicach.
Nie ma już tej mocy i uroku, co „Zabić drozda”, ale warta jest przeczytania.
O rozczarowaniu nie mówiłabym – raczej o na nowo wzrastającym podziwie wobec książki poprzedniej.
Niezwykła pod każdym względem!
Niesamowite,że można napisać praktycznie jedną książkę, a tak ważną.Ciekawa jestem tej drugiej niedawno u nas wydanej pod tytułem „Idź, postaw wartownika”. Nie kupiłam od razu, bo nieco zniechęciły mnie recenzje i obawiałam się rozczarowania,ale teraz kupię.Muszę się sama przekonać.Autorka na to zasługuje.
A my tutaj, za czasów zagadek literackich na dawnej stronie, dogadaliśmy się, że książka ta ważna jest dla wszystkich.
I to chyba na całym świecie.
Myślałam ostatnio o Harper Lee.Czytałam na feriach książkę, miłe babskie czytadło,w której „Zabić drozda”pojawia się w tle jako utwór ważny dla głównej bohaterki.Uświadomiłam sobie,że to była również jedna z moich pierwszych literackich fascynacji, do której kilkakrotnie wracałam.I muszę wrócić znowu.
Dzięki, miły, mądry Merynosku!
O, Kórnik został przywołany, gorąco polecam literackie spotkanie z Jadwigą Zamoyską- fantastyczną kobietą, zresztą cała rodzina warta poznania- dzięki jej synowi mamy w naszych granicach Zakopane- świetna historia! Fundacja Zakłady Kórnickie wydała niedawno dwa tomy wspomnień Generałowej- lektura doskonała, choć niełatwa do zdobycia. Taka ciekawostka, trochę trudna do pojęcia: mężem Jadwigi był brat jej mamy- Celestyny. Było to kochające się małżeństwo. A rodzice Jadwigi to też niezwykła para! Co ja wam będę opowiadać, miłego odkrywania historii Działyńskich i Zamoyskich!
A ja chyba muszę Wam powiedzieć coś poważnie, a nawet smutno: zmarła Harper Lee, autorka wspaniałej książki – „Zabić drozda”.
Atena, która czyta sobie właśnie pożegnalne artykuły o tej pisarce w prasie amerykańskiej, napisała do mnie: „Ciekawa jestem ilu ludzi o niej myślało w chwili odejścia. Takich zupełnie przypadkowych.”
Myślę, że miliony.
Tylu ludzi dobrze o niej myślało, i nadal myśli. I będzie myśleć. Na całym świecie!
Wiwat Szarlotce Basi, z przepisu Pani Małgosi!! Jest przeprzepyszna!!
Ups, przepraszam, BYŁA przepyszna!:)))
Oj, chyba się pomyliłam.
Miałam zamiar napisać Wirtualne Wydawnictwo, a nie wirtualny blog. Przepraszam
Przypomniało mi się, że nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam „Brulion Bebe B”. To chyba było strasznie dawno temu. A po latach czyta się to jakoś inaczej. :) Jestem olśniona. Miał rację pan Falkowski, kiedy na wirtualnym blogu Wiwo pisał, że do Jeżycjady trzeba dorosnąć. Nie wiem, jak mi ta Bebe umknęła, że nie sięgnęłam po tę książkę chyba od czasów licealnych (a po inne sięgałam). Ale teraz przyjemność tym większa. :)
Poza tym jest mi bardzo wesoło. Czytam sobie „Brulion…” na zmianę z „Przewodnikiem stada” – i w takim towarzystwie po prostu nie da się być smutnym. ;)
Pozdrawiam
Dobry wieczór! Przebiśniegi się przebiły pomimo braku śniegu. Cieszą oko.
„Przewodnik stada” świetny, szczególnie w okładce koloru starego złota z gałązkami ostrokrzewu. Okładka jest efektem cyklicznej mody grudniowej, która do polski przeniknęła prawdopodobnie z Wielkiej Brytanii. Miłego wieczora, Starosto i Ludu.
I dziękuję za przypomnienie o Connie W.
Cha,cha,cha!!!
Ale draka!
A ja dzisiaj w sklepie poprosiłam o puńczyka w tuszce.Naprawdę.Pani popatrzyła na mnie zdziwiona,powtórzyłam więc w tej samej wersji i dopiero załapałam.:)
Szarlotka!
Ide robic:)
Och, och! Nie wiedziałam, czego mi dziś tak brakuje. I nagle już wiem: ciepłej, pachnącej szarlotki!!!
Dzięki i za taką, Zuziu. Wirtualną.
Cebulowym roślinom nic śnieg nie zaszkodzi. Nawet lubią.
Dzień dobry!
Ha! Ja też nie chciałam śniegu, lecz co z tego? Nie ode mnie to zależy… Tak więc, śnieg spadł, oczywiście Jadzia ma całkowitą rację, zaśnieżony świat wygląda tak wspaniale, ale co będzie z biednymi hiacyntami, tulipanami? Mam nadzieję, że w jeden dzień ( z temperaturą na plusie) im nie zaszkodzi, a tak miło nacieszyć oko śniegiem, w końcu mamy luty!;)
Upiekłam Szarlotkę Basi! Nie wiem jeszcze jak smakuje, ponieważ dopiero co wyciągnęłam ją z piekarnika. Wygląda pięknie. Może mam jeszcze jakąś przyszłość w tej dziedzinie? :)
Pozdrawiam cieplutko i dzielę się szarlotką!
W czytaniu i ogólnie w czerpaniu przyjemności z życia.Jestem ofiarą hasła „najpierw obowiązek, potem przyjemność”,czyli ulubionej metody wychowawczej moich rodziców. Ale z biegiem lat i tak udaje mi się nieco częściej „wrzucić na luz”. Wielka w tym zasługa moich bliskich, czyli męża i syna.Im jakoś dużo łatwiej przychodzi odwracanie tej kolejności.:)
W czytaniu.:)
Tak zrobię, DUA.:)
Już zajrzałam w trakcie szykowania obiadu i ledwo udało mi się oderwać, ale jeszcze się przemogłam.Czasami to moje nadmiernie rozwinięte poczucie obowiązku bardzo mi przeszkadza.
„Rok ogrodnika”!- nie do wiary.
Zacznij od niego, Joanno.
Celestyno, tak jest, w Bibliotece Kórnickiej, w dziale rękopisów, znajdują się istne skarby! Kiedyś wybrałyśmy się – Emilka i ja – na wycieczkę polonistyki UAM wielkopolskim szlakiem Mickiewicza. Autobus wiózł nas od dworu do dworu, od pałacu do zamku. W Kórniku czekał na nas długi stół, założony najcenniejszymi rękopisami poety.
Było to bardzo mocne!
Mam, mam Ellis Peters- „Jarmark świętego Piotra”,”Dziewicę w bryle lodu” i”Wróbla w świątyni”!
I jeszcze nieoczekiwanie – uwaga-zdobyłam rarytas, czyli… „Rok ogrodnika”!
Coś czuję, że sobotnie porządki będą dziś mocno pobieżne.Nie mogę się doczekać momentu, kiedy zasiądę do lektury.:)
Juz niedlugo, bo od 14 do 16 kwietnia odbeda sie uroczyste obchody 1050-lecia Chrztu Polski, wlasnie tam, w naszej kolebce: Gniezno, Poznan.
Tez mnie ciagnie w tamte strony. Obejrzalam sobie dzisiaj na TVPolonia (musze sie przyznac, ze od niedawna czasami ogladam ten kanal, i mam sporo dobrych slow pod jego adresem) film o zamku w Kórniku.
Pani oprowadzajaca po bibliotece pokazala ciekawe eksponaty, np.rekopis Pani Twardowskiej mistrza Adama.
Racja, racja!:)))
Hm, DUA chyba dokonała „skrótu myślowego” niczym Ignacy Borejko, bo ja pisałam o koncercie Jankiela, a DUA o koncercie Wojskiego ;) Niemniej jednak pamięta się latami :) Czasem wręcz kilka wersów „Pana Tadeusza” wpada do głowy jako komentarz do sytuacji.
Ano sto wersów, Patrycjo F., takiego miałam ambitnego pana polonistę. A może to ja byłam ambitna, bo zamiast tego długiego fragmentu mogłam sobie wybrać dwa krótsze – ale cóż, kiedy akurat ten mi się podobał?
Ano, przyznać muszę, że ogród zawsze wygrywa!
Ładnie bez wątpienia! Mój poprzedni post pisałam w pośpiechu i powinnam dodać, że nie tylko krajobrazy piękne, ale przede wszystkim są pięknie i umiejętnie opisane! Ten bukowy rezerwat – cudo! Czytając ostatnie dwie części zazdrościłam Borejkom i Rumiankom pięknych okoliczności przyrody. Zawsze wraz z czytaniem chcę przenieść się w Borejkowy świat, ale tym razem wyjątkowo mocno. Starałam się czytać jak najuważniej (próbując poskromić niecierpliwość), żeby móc jak najdokładniej wyobrazić sobie ukształtowanie terenu i piękną okolicę. Zaplanowałam sobie nawet, że przy kolejnym czytaniu „Feblika” podążę śladem Agnieszki i Ignasia za sprawą Google Maps. Tak żywo i pięknie Pani to wszystko opisała, że czuję, że muszę zobaczyć to na własne oczy. I może spotkam gdzieś po drodze Dorotkę z Kobyłką :)
U mnie też śnieg, ale ustępuje pod naporem promieni słonecznych. Wiosna, wiosna, pąki, liście, kwiaty, więc pisanie pewnie pójdzie na bok :)
Niedawno też widziałam na naszym pigwowcu (nie wiem czy chińskim) pierwsze zalążki listków, ale mam nadzieję, że ten śnieg im zbytnio nie zaszkodzi. A zaśnieżony krajobraz jest piękny. Tylko nie wiadomo ile to potrwa, bo jest 7 st. C. Właściwie, to już się topi. Ulotne to piękno…
I u nas wiosna!
Listki, a nawet pączki kwiatowe wypuścił pigwowiec chiński.
Nie, nie chciałabym śniegu. O, nie!
Joanno, a więc braciszek Cadfael.:) Miłego czytania!
Dzień dobry, DUA i Ludu Księgi w piękny sobotni poranek.:)
Za oknem tak pięknie i wiosennie,że aż chce się żyć, mam nadzieję,że Wam też.:)
A stos książek do przeczytania nigdy się, Kapucynko ,nie kończy i to jest piękne.Biegnę na rynek, bo znajomy pan sprzedający książki obiecał mi kilka Ellis Peters.To będzie początek nowej czytelniczej przygody, do ktorej mnie tu skutecznie zachęcono.
Dzień dobry. Wczoraj u nas spadł śnieg i utrzymał się w niezmienionej ilości do dziś. Cieszę się, bo pięknie wygląda zasypany świat :)
Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego dnia!
Z receptariuszykami to jest tak, że one mnie już dawno przerosły. Mam już parę zeszycików, parę kalendarzy i notesów – a wszędzie tytuły. :) No i jeszcze mnóstwo stosów.
A tymczasem Patrycja F. tak mnie zachęciła, że porzuciłam i Balzaca, i Modiano, i nawet Connie Willis dla Bebe B. :) Bo już dawno nie czytałam. Dobrej nocy życzę (ale jeszcze chwilkę się pozanurzam w jeżyckiej rzeczywistości). :)
Helenko, przeglądając zbiór książkek uratowanych przed wyrzuceniem (sąsiedzi robili porządki:)) znalazłam książkę „W starym polskim kinie” Stanisława Janickiego, wydanie z 1985 roku. Od razu pomyślałam o Tobie.:) Masz może tę książkę?
Czytać zacząłem już ją.
Receptariuszyk musowo.
A książki!… hej, ile ja jeszcze mam do przeczytania!
STOSY!!!
Aaa! Dobry wieczór! Może to co powiem nie jest zbyt ważne, ale czuję, że muszę: ostatnio zrobiłam sobie listę ksiażek, które muszę przeczytać w najbliższym czasie i wyszło ich ponad 100! plus 35 z tych już czytanych! Przeraża mnie ten ogrom!
PS Muszę założyć receptariuszyk, bo już mi się gubia wszystkie przepisy…
Ładnie jest, ładnie, spokojnie i miło.
Droga UA, po lekturze ostatnich dwóch części „Jeżycjady” stwierdziłam, że Wielkopolska to region, który zdecydowanie muszę odwiedzić. Nie żebym wcześniej pałała niechęcią do Wielkopolski, ale po prostu opisane przez Panią krajobrazy są jak przez mnie wyśnione. Te niekończące się lasy i jeziora! Kto wie, może w najbliższym sezonie letnim :)
Patrycjo, dobrze, jeżeli przed przywitaniem się nie zemdleję to się poznamu. ;) A w pociągu będę czytać „Dziecko Piątku”.
Cieszę się !
O, konwalie to moje ulubione kwiaty. Konwalia majowa kojarzy mi się niezmiennie z moimi urodzinami. :)
Po przeczytaniu „Dumy i uprzedzenia” będac na spacerze z psem, obserwowałam sarny. Czułam się wtedy tak, jakbym wędrowała między angielakimi posiadłościami. Brakowało mi tylko sukni. ;)
Nie oglądałam go, Beato, ale mam w planach!
Anito, dzięki!- a jeszcze dodam, że my tu właśnie mieszkamy w takiej „angielskiej” okolicy, mamy zielone wzgórza, pola i doliny pełne konwalii. Lasy i jeziora! Wielkopolska nie wszędzie jest płaska jak patelnia!
Dzień dobry Wszystkim :) Droga UA , w asyście świergoczących na krzaku jaśminu mazurków, pozwolę sobie zapytać Panią o opinię na temat filmu pt. „Jaśniejsza od gwiazd” w reżyserii Jane Campion. Nie zauważyłam , aby była mowa o tym filmie , a moim zdaniem zasługuje on na uwagę przy okazji toczącej się tutaj ciekawej dyskusji . Miłego dnia :):)
P.S. Ujęło mnie m.in. to ,iż wszystkie sukienki, jakie miała na sobie Fanny Brawne, zostały uszyte ręcznie.
Człowiek dosłownie na chwilę wypadnie z obiegu Księgi i później już nie sposób nadążyć :)
Piszę przede wszystkim dlatego, że po moim ostatnim długaśnym wpisie zamilkłam i obawiałam się, że Pani, Droga UA, mogłaby pomyśleć, że poczułam się dotknięta – nic z tych rzeczy :) Przepraszam, że piszę tak rozwlekle, ale jak człowiek rzadko wychyla się zza regału (i do tego brak mu skłonności do zwięzłości), to kończy się to takimi epopejami. Na przyszłość postaram się pilnować. Wciąż nie mogę się nadziwić bogactwu tej księgi.
A propos bieżących tematów – R. i R. Anga Lee uwielbiam. Pamiętam, jak dawno temu jechałam z mamą do Krakowa i zepsuł się nam samochód, więc utknęłyśmy przy drodze na dłuższy czas w oczekiwaniu na pomoc. Samochód był na tyle łaskawy, że zechciał się zepsuć w urokliwym miejscu – były tam przepastne, pagórkowate pola, a na horyzoncie szpaler drzew i ten widok skojarzył mi się z pięknymi, angielskimi krajobrazami, które przemierzała Marianna. Byłam wtedy świeżo po obejrzeniu filmu i chętnie utrzymywałam się w jego klimacie, wpatrując się z zachwytem w ten pejzaż i wyobrażając sobie, że przemierzam go niczym Marianna. Do dziś przypominam sobie o tym za każdym razem, kiedy mijam to miejsce i miło mi się kojarzy.
I jeszcze w kwestii nietoperzy:
” Nagle Alicja zrobiła się strasznie śpiąca i zaczęła powtarzać w kółko jak przez sen:
– Czy to mysz? Nie, to perz. Nietoperz? Nie, to mysz.
A czasem:
– Mysz nie perz, perz nie mysz.”
Lub, jak kto woli:
„Alicja stawała się nieco senna, dalszą rozmowę z samą sobą kontynuowała więc w nieco zaspany sposób. -Czy kot to takie zwierzę, co jada nietoperze? – powtarzała raz po raz, a nieraz: – Czy kto takie zwierzę, co jada nietoperze?”
P.S. Wspaniały przekład wiersza. Cóż się dziwić – to chyba kwestia genetyki :)
Dzień dobry! Czytam sobie te Wasze ciekawe wpisy… Chciałoby się do Krakowa, na wymienione książki ma się chrapkę. Ale na razie te przyjemności są nieosiągalne.
Ciężki miałam styczeń i początek lutego – zdecydowanie nie lubię zimy, te ciemności – brr. Teraz już będzie lepiej.
Tylko z moich planów ogrodniczych na razie nic nie wyjdzie. Wczoraj sobie uszkodziłam kopytko, a ściślej duży palec. Na szczęście tylko brzydko wygląda, ale już tak bardzo nie boli. Ech – trzeba patrzeć pod nogi, a nie bujać w obłokach. Rozmarzenie i romantyczność też mają minusy. ;-)
Wiewiórko – podzielam Twój gust dotycząc