Zima się poddaje!

listki

 

Właśnie przed chwilą przyniosłam z ogrodu  tę gałązkę tawuły!

Zwykle dopiero  w kwietniu jej  krzewy zamieniają się w wielkie obłoki białych kwiateczków, tworzących wzdłuż gałązek długie, puszyste bicze. Ale coś mi się zdaje, że w tym roku nastąpi to wcześniej!

Tajemnicza, potężna  energia, pochodząca nie wiadomo skąd, a czerpana z ziemi i nieba, zamienia suche patyki w bukiety kwiatów i liści.  Pojawia się  życie w nowej odsłonie, powraca bujne piękno. Mimo wszystko! Niezmiennie. Wiernie. Zawsze!

I jak tu nie być radosnym optymistą?!

 

Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?
Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.

Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje,
Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.
Wdzięcznem Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy,
Bo nad Cię przystojniejszej ofiary nie mamy.

Tyś Pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował,
I złotemi gwiazdami ślicznieś uhaftował.
Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi,
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.

Za Twojem rozkazaniem w brzegach morze stoi,
A zamierzonych granic przeskoczyć się boi.
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają,
Biały dzień, a noc ciemna, swoje czasy znają.

Tobie kwoli, rozliczne kwiatki wiosna rodzi;
Tobie kwoli, w kłosianem wieńcu lato chodzi;
Wino jesień, i jabłka rozmaite dawa,
Potem do gotowego gnuśna zima wstawa.

Z Twej łaski, nocna rosa na mdłe zioła padnie,
A zagorzałe zboża deszcz ożywia snadnie.
Z Twoich rąk wszelkie zwierzę patrza swej żywności,
A Ty każdego żywisz z Twej szczodrobliwości.

Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie,
Twoja łaska, Twa dobroć, nigdy nie ustanie.
Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi,
Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi.

(Jan Kochanowski, Pieśni)

Foto gałązki: Emilia Kiereś

406 przemyśleń nt. „Zima się poddaje!

  1. Pojawił się już nowy wpis, ale muszę to powiedzieć: maślakowo – borowikowa rada Zośki zwaliła mnie z nóg i przeturlała po podłodze :-D
    A ten, kto by wymyślił borowiki hodowlane, byłby bogatym człowiekiem. Tylko czy wtedy borowiki tak by nam smakowały?

  2. Tak, Chesterko, uda się, jeśli przecier nie bardzo mokry.
    Cieszę się, że Ty też przeczytałaś „Zabić drozda”!

  3. Dzień dobry kochana DUA! Mam pytanie odnośnie szarlotki Bzowej Babuleńki. Czy uda się, jeśli jabłka zStapię zawekowanym musem, nie zmeniajac reszty przepisu?
    Przyznam się, że i ja po raz pierwszy przeczytałam „Zabić drozda”. Pisana z perspektywy ośmioletniej, ale już bardzo dojrzałej dziewczynki. Zachwyciła mnie postać ojca, który, sam będac wyjatkowym człowiekiem, bezkompromisowym, odważnym, ludzkim, człowiekiem przez duże C, tak poważnie i z szacunkiem traktuje własne dzieci. Pomyślałam o Korczaku.

  4. I jeszcze do tego grzyb i drzewo żyją w symbiozie. Bardzo sobie pomagają, przedłużając korzenie i magazynując wodę. :) (Pamiętam, oglądaliśmy o tym film w podstawówce).

    Plany kulinarne na Dzień Kobiet: Sernik Kłamczuchy. :))

  5. Zośko, gruchnęłam śmiechem homeryckim, aż łzy mi pociekły ze znużonych oczu!
    Dobrze, posłucham Twej rady.

  6. Nie mylisz się, Duśko miła.
    Pisząc zasadniczo dla nastolatków staram się unikać polityki (co nie znaczy, że jestem na nią ślepa i głucha – o, nie!).
    Można wszelako wiele powiedzieć, nic nie mówiąc!

  7. Proszę DUA zakopać teraz trochę maślaków może prawdziwki się pojawią ;)) Pozdrowienia zza lady!

  8. Kochana DUA, ostatnio Magda Z. wspominała, że powtarza sobie „Brulion Bebe B.”. Przypomniałam sobie w związku z tym, jak dawno już nie wracałam do tej książki. Więc sobie wróciłam;). Jakaż to cudna powieść! A Bernard jest tam taki rozkoszny!:) A na obiad, czy śniadanie bohaterowie zajadają tort wiedeński lub zupę budyniową;). Już nie mówiąc o pięknych nawiązaniach do sytuacji politycznej lat 80. poprzez opisy pogody (chyba, że się mylę?).

  9. Justysiu, te sztucznie implantowane borowiki to jakiś piękny sen. Muszrumy są mądrzejsze niż nam się wydaje!
    Po obraniu 4 kg prawdziwków zakopałam w ogrodzie, w miejscu sprzyjającym (piasek, mech, pod świerkami i pod dębem) sporą ilość „piętek” i obierków.
    Nie tylko nie doczekałam się borowików, ale po drugiej stronie ogrodu wzeszły mi maślaki!

  10. Joanno, bardzo dziękuję za przepis miodowo-propolisowy. Już zapisałam w kajeciku.

    Biedroneczko, może palili ten bursztyn w stajni pod nieobecność koni.
    Chociaż kadzidło kościelne to też bursztyn i jałowiec, a nie odczuwamy go jako czegoś duszącego.
    Zresztą starożytni Rzymianie też używali bursztynu do okadzania domu.

  11. Las w ogrodzie – super pomysł, gdy się ma sporo miejsca. Do tego jeszcze dobrze byłoby sobie kupić lub zamówić przez internet grzybnię, posadzić i uprawiać swoje borowiki, kurki, rydze. Wiem, że w Polsce jest to możliwe – aż pozazdrościłam, gdy zobaczyłam taką informację kilka lat temu. W Kanadzie grzybobranie nie jest znane (może jedynie wśród rdzennych mieszkańców , na północy), a mówiąc „mushrooms” wszyscy mają na myśli pieczarki ze sklepu.

    P.S. Ja jednak musiałam chyba bardzo pragnąć tych grzybków w ogrodzie, bo w październiku ub. roku znalazłam sześć maślaków pod małą sosenką!

  12. I ja pozdrawiam – Biedronki, konie, listki, kukułki i Sowiątka – wszystkich w ogóle.
    Dobranoc!

  13. Dobry wieczór! Ładnie dziś u DUA pachnie, taką dawną apteką (lubię!). :)

    Mamo Isi, ciekawostka z tym palonym w stajniach bursztynem- ale zastanawia mnie, czy się zwierzęta nie bały takich kuracji?! Zamknięty, zadymiony boks- brrrr. ..

    Pozdrawiam przedwiosennie!

  14. Dialog ornitologiczny z synkiem:
    – Kochanie, a jak robi kukułka?
    – Ojdilidi.

  15. Niechaj noc krzepiący, dobry sen dla wszystkich Ludzi ześle. Idę w piernaty już, bo gardło mnie coś pobolewa i zaczęłam kichać…
    Szanowna DUA, z naciskiem proszę o zamieszczenie moich podziękowań za dzisiejsze przepisy dla Mamy Isi i Joanny. Będę bardzo wdzięczna :)

  16. Też chcieliśmy mieć w ogrodzie kawałek lasu i pozwoliliśmy wyrosnąć dwóm sosnom samosiejkom. Teraz już mają z 15 m i dalej rosną.
    I gdybyśmy regularnie nie palili szyszek w kominku, to byśmy chyba zaginęli pod lawiną następnych samosiejek.
    Klony są jeszcze bardziej męczące i co wiosna usuwam setki ich samosiejek.
    W dodatku sójki i gawrony co roku zakopują w ogrodzie żołędzie i orzechy.
    Powoli zaczynam się zastanawiać, czy idea lasu w ogrodzie to nie jest aby kolejne genialne posunięcie ucznia czarnoksiężnika;)

    Dobranoc wszystkim:)

  17. Sowo P., nie wiem oczywiście, jaka jest Twoja sytuacja, ale może nie należy rezygnować z marzeń, i zamiast tego mieszkanka w bloku, starać się o lokum bliżej łona natury. Jeśli mogę podpowiedzieć, jest tyle różnych możliwości i okazji, naprawdę. Wiem, co piszę, bo sama wybierałam nasze nowe miejsce na Ziemi, oglądając wiele, wiele domów, których właściciele często bardzo obniżali cenę, jak widzieli u siebie potencjalnego nabywcę i jego zainteresowanie. Może też nie należy się bać radykalnych rozwiązań, mam tu na myśli przeprowadzkę na drugi kraniec Polski (my, z nad morza przenieśliśmy się na Lubelszczyznę), albo np. zaopiekować się samotnym staruszkiem, który został sam na gospodarstwie … Trzeba wyznaczyć sobie cel, a potem zrobić pierwszy, mały krok. Może nim być odwiedzenie z rodziną portalu (jest ich kilka) oferującego domy na sprzedaż. Wpisuje się rejon kraju, metraż, cenę i ogląda propozycje. Od czegoś trzeba zacząć. Pozdrawiam :)

  18. Słowo „spolszczyła” lepiej oddaje jej pracę. Nie tylko przetłumaczyła tekst angielski na polski, ale w dodatku całkowicie przyswoiła go (imiona n.p.!) polszczyźnie.

  19. Mnie sie spodobal wyraz spolszczyla, bo nazwiska bylam pewna, mam inne wydanie z jakas koszmarna ilustracja na okladce, ale tam juz jest napisane przetlumaczyla.

  20. Nawet nie wiem, czy w ogóle ktoś inny odważył się to przekładać, Ateno!

    Viaamsterdam, nie uprawiam żadnych warzyw, tylko kwiaty i kwiaty, i kwiaty!
    Aha, z obiektów jadalnych – jabłka, jeżyny i winogrona. Są niewymagające.

  21. Musialam sprawdzic moje wydanie Pierscienia i rozy, mam egzemplarz z 1958 roku, i ku mojej uciesze, tam jest napisane ze spolszczyla Zofia Rogoszowna.

  22. Zatem moja nalewka bursztynowa będzie stała nadal nieużywana i nabierała mocy :)
    DUA ma więc działkę podobną wielkością do naszej, bo 20 arów to jest dwa tysiące metrów kwadratowych. No, to jest sporo. Z tym, że u nas cały ogród jest od strony południowej. Czy DUA zakłada co roku warzywniak? Bo mój tegoroczny będzie drugim. W ubiegłym miałam udane zbiory ogórków, pomidorów, a z owoców: truskawki i maliny. Nie mogłam uwierzyć w obfitość tych wszystkich Bożych darów, bo nie miałam przecież żadnego ogrodniczego doświadczenia…
    Dzisiaj na spacerze, przechodząc obok takich mokradeł, ujrzałam z bardzo bliska, przechadzającą się z gracją… czaplę siwą. To naprawdę piękny ptak i widuje się je tutaj często. Kiedyś zobaczyłam jedną na dachu samochodu parkującego nad kanałem. Byłam przekonana, że to rzeźba :) – ptak stał nieruchomo bardzo długo. Zbliżając się (już zorientowałam się, że jest prawdziwy), usiłowałam wyjąć z kieszeni aparat fotograficzny, niestety, nie zdążyłam… :)

  23. W Królowym Moście wiosna mości się po królewsku, nieśpiesznie. Kwitnie wawrzynek wilczełyko i żurawie drą się od świtu. A tulipany pokazują wąsy!

  24. 50 g nieoszlifowanego, rozdrobnionego i umytego w gorącej wodzie bursztynu zalać 1/2 litra 95% spirytusu. Zaleca się naczynie ze szkła białego lub brązowego o pojemności 3/4 litra. Po 10 dniach nalewka gotowa.
    Dozowanie (z o.Klimuszki):
    (…)
    – dorośli – 30 kropli nalewki na 1/4 szklanki wody 3 x dziennie przez 10 – 14 dni.
    Wieczorem i rano nacierać nalewką plecy i piersi, czoło, skronie, dołki za uszami, dłonie na przegubach, nogi pod kolanami, stopy koło kostek i pod spodem.

  25. O, to i tak sporo, jak na jedną ogrodniczkę. Ale też wystarczająca ilość, by poczuć się swobodnie i z odpowiednim dystansem od sąsiadów. :)
    Tania ziemia w podmiejskiej wsi to moje marzenie, ale to nie w moich okolicach. Teraz to nawyżej będzie nas stać (i to w niewiadomej przyszłości) na niewielkie mieszkanie w bloku, z ogrodem na balkonie wielkości dwóch metrów kwadratowych. Trudno będzie w nim o miłorząb, chyba że bonsai.

  26. Widać, Chesterko, nie można mieć wszystkiego.Ja kocham i morze, i góry, a pejzaż wokół mam piękny,ale nizinny.Na szczęście niedaleko Karkonosze,a jeszcze bliżej piękny Park Krajobrazowy Chełmy.
    Trójmiasto,a konkretnie Gdynia,to miejsce,gdzie po raz pierwszy zobaczyłam morze.Sentyment pozostał.
    Uwielbiam jeździć po Polsce,ostatnio kusi mnie Wielkopolska,oczywiście ze względu na miejsca opisane tak plastycznie w ostatnich częściach Jeżycjady. Chyba się skuszę i odwiedzę okolice DUA. Myślę o tym coraz intensywniej.

  27. Mam i miłorząb. ale dziwnie słabo rośnie, może też z braku słońca (świerki go prześcignęły).
    Nie, to jest jakieś 2000 metrów kwadratowych. Ziemia tu kiedyś była bardzo tania.
    I niby zorganizowana przestrzeń, ale wszystko mocno urosło przez te 20 lat i robi się tłok.

  28. A miłorząb? Podoba mi się ostatnio to drzewo. Tylko wysokie ono rośnie i nie lubi cienia.

    Zawsze jak czytam Pani opisy ogrodu, wyobrażam sobie, że to musi być kilka hektarów ziemi. Wiem, że wszystko jest sprawą dobrej organizacji przestrzeni, ale jednak wydaje się sporo tego. ;)

  29. Nie, Sowo luba. Lasu nie mam na własność. Ale posadziłam na swojej działce sosny czarne i pinus silvestris, świerki takie i owakie, dąb czerwonolistny, jodłę, tuje i klony – o złotych i o ciemnoczerwonych liściach – a także lipę.
    Więc mam własne drzewa. Całkiem już duże!
    Dlatego brak mi słonecznych miejsc na lawendę.

  30. wiad. pryw.

    Nurtuje mnie pewne pytanie, zadane Pani przez prof. Raszewskiego w jednym z listów: czy posiada Pani kawałek lasu? Znam ludzi, którzy mają w swoim ogrodzie spory kawał lasu sosnowego i przyznam, że wygląda to niesamowicie.

  31. Ile kropelek? Ba! Młoda byłam, brałam niesumiennie, nie pamiętam ile i czy skutecznie. To, co sprawdza się w mojej rodzinie na najchorowitszym dziecięciu – Łucja z Narnii – to syrop sosnowy (może być Łowicza) pity 2razy dziennie po 10 ml w sezonie chorobowym + vit D3.
    Joannie dmucham morskim wiatrem, tęskniac za górami!:)

  32. A co do Zofii Rogoszówny: przełożyła też „Piotrusia Pana”!
    I ocaliła od zapomnienia drobne polskie utwory ludowe, przeznaczone dla dzieci.
    „Wydała je w trzech zbiorach: Sroczka kaszkę warzyła (1920), Klituś bajduś (1920 lub 1925) i Koszałki Opałki (1920 lub 1928). Zawierały one gadki, piosenki i zabawy dziecięce, spisane z ust ludu lub zaczerpnięte z wspomnień dzieciństwa. Rogoszówna rysuje się w nich jako wprawna zbieraczka wiejskiego folkloru. Dzięki niej znamy ludową wersję rymowanki Tańcowały dwa Michały” (Wikipedia).

    Przypominam też jej uroczą książkę „Pisklęta” (zbiór nowel – mam stareńkie wydanie z lat 20-tych!), a także „Dzieci pana majstra” i „Klituś-bajduś”.

  33. „Pierścień i róża”- koniecznie!
    Klasyka! – dla dzieci i dla dorosłych też.

  34. „Pierścienia i róży” nie czytałam, mimo, że posiadam to skromne wydanie z czarno-różowym rysunkiem w górnej części okładki (kto był tłumaczem, nie wiem(: ), pochłaniałam za to z wypiekami „Targowisko próżności” Thackeray`a, zachęcona adaptacją filmową tej powieści.
    Przy okazji, Pani Małgosiu, w sfilmowanych częściach Jeżycjady, bardzo podobał mi się p. Michałowski (mam nadzieje, że dobrze zapamiętałam nazwisko aktora) w roli taty Borejko, natomiast odtwórczyni mamy Borejkowej (tu pamięć mi szwankuje) wydała mi się za łagodna. DUA zawsze podkreślała, że ta Jej bohaterka bywa ironiczna, z „pazurkiem”. Do tej roli wymarzona by była (moim skromnym zdaniem) – Anna Polony, czyż nie?

  35. Witając Wszystkich, dziękuję Gospodyni za odzew:)
    Chesterko, może pamiętasz, ile tych kropelek nalewki bursztynowej dodaje się herbaty, żeby dało się to przełknąć?
    Mamo Isi, polecam nalewkę z kwiatów czarnego bzu; bardzo skuteczna i smaczna :)

  36. A jaka piękna bywa biżuteria z naszego polskiego bursztynu.:)
    Mamo Isi i Chesterko,Dziewczyny z Wybrzeża,zazdroszczę Wam morza i bursztynowego zagłębia.:)

    Mamo Isi na infekcję wśród licznych sposobów,jakie można wypróbować, w mojej rodzinie ostatnio sprawdza się ten oto naturalny antybiotyk:
    1 szklanka miodu(polecany eukaliptusowy,ale każdy nasz tutejszy też jest dobry)
    40 kropli propolisu
    1 łyżeczka kurkumy
    1 łyżka startego świeżego imbiru lub łyżeczka suszonego
    Wymieszać i w razie potrzeby spożywać kilka łyżeczek dziennie.Można też stosować profilaktycznie – wszystkie składniki połączone ze sobą mają silne działanie przeciwwirusowe i przeciwzapalne, podobnie jak czosnek zresztą, tylko- co oczywiste-dużo ładniej ta mikstura pachnie.Wielu osobom już ją poleciłam, przetestowałam na mojej rodzinie-działa.
    Polecam do użytku wewnętrznego.:)
    Życzę wszystkim miłej niedzieli.:)

  37. Tak, tłumaczenie „Pierścienia i Róży” znakomite! I imiona zaadaptowała do polszczyzny genialnie! Ciekawa jestem, jak Rogoszówna by nazwała Winnie the Pooh. Bo tłumaczenie Ireny Tuwim jest przepiękne, ale zawsze człowieka męczy ciekawość, jak inna, genialna tłumaczka by sobie z tematem poradziła;)
    Co za szkoda, że Rogoszówna tak młodo zmarła. I prawie nie jest wydawana.

  38. To Zofia Rogoszówna dała księciu Giglio polskie imię Lulejka, jak też zmieniła Countess Gruffanuff w hrabinę Gburię-Furię. :)

  39. Znają, znają! Mieliśmy ją na zagadkach, nota bene.
    Zofia Rogoszówna jest też autorką pełnego uroku przekładu „Pierścienia i róży” Thackeray’a.

    PS. Wójcie Wiewiórko, pochwała z takich ust też zostawia miły smak.

  40. Jestem po lekturze „Lawendowej czarownicy”! Zostawia miły smak, jak zawsze, kiedy coś się dobrze kończy. Dziękuję, Wiewiórko:) Teraz książka poszła do Isi.
    Ostatnio odkryłam bardzo piękną książkę sprzed wieku: Zofii Rogoszówny „Dziecinny dwór”. Na pewno wszyscy ją znają, ale jak by nie znali, to polecam!

  41. Joanno, jak się okazuje, to mi powinno być wstyd, bo to ja miałam braki w wykształceniu; w istocie mogłam zażywać owej nalewki wewnętrznie. I chyba będę;)

  42. Chesterko, dzięki za informację:) Zawsze traktowaliśmy się jeno nalewką zewnętrznie, a teraz się doczytuję, że o.Klimuszko całe życie pił herbatkę z dodatkiem kropli bursztynowych. Chyba też zacznę, bo co i raz załapuję się na jakąś wirusówkę.
    W ramach dokształcania w kwestii jw. doczytałam się jeszcze, że drzewiej właściciele stadnin co jakiś czas spalali bursztyn w boksach dla koni, aby w ten sposób zapobiegać chorobom zwierząt. Bursztyn bałtycki bowiem, jako jedyny wśród żywic kopalnych, zawiera 3 – 8 % kwasu bursztynowego, a ten ma właściwości bakteriobójcze oraz neutralizujące jady wirusowe.

  43. Joanno (wiad.pryw.), tak!
    Aleksandro (wiad. pryw.) to jeszcze nic pewnego. Nikt się do mnie nie zwracał w tej sprawie.

    Bardzo nagle zapracowana, wykrzykuję w biegu: dobranoc!

  44. Znam tę odmianę lawendy, ale nie mam żadnej w ogrodzie. Wymaga słońca, a u mnie go mało.
    Zostawiam słoneczne miejsca różom.

  45. Hm, widzę, że nie przeszły moje dwa wpisy, w tym jeden o nalewkach… „Huston! Mamy Problem!” (?)
    Spróbuję jeszcze raz… Czy DUA widziała i ma odmianę lawendy o różowych kwiatuszkach? Dzisiaj po raz pierwszy ją ujrzałam. Marzy mi się całe poletko tych roślinek. Na razie posiadam sześć sporych kęp lawendy o barwie typowo lawendowej :)

  46. I jeszcze z Konfucjusza, dające odwagę i nadzieję:
    „Najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku”.
    Pamiętamy wszak z „Dziecka piątku” :)
    Dzień dobry!

  47. Witajcie! : ) Czytam i czytam co dzień te Wasze miłe wpisy, żarty, przekomarzania, choć jakoś potrzeby odzywania się nie miałam. Aż do dziś, bo dziś właśnie w nocy przyśniła mi się „Ciotka Zgryzotka”, że już została wydana, a w środku oprócz takich zwykłych czarno białych obrazków były także kolorowe, jesienne, co mnie zdziwiło pozytywnie. Niestety w tym śnie treści nie przeczytałam, wszystko kręciło się wokół obrazków.

    Wiosna idzie, o ogrodach piszecie, ech. I to napawa optymizmem, ale… ja tam zimą w tym roku w ogóle się nie nacieszyłam. Bo w ogóle, w ogóle to każda pora roku jest absolutnie moją ulubioną porą roku!
    Pozdrawiam DUA i Was wszystkich cieplutko, z miłym uśmiechem do nauczycielskiego grona : )

  48. Nalewka na bursztynie jak najbardziej jadalna i zdrowa. Jako nastolatka dostawałam ileś tam kropelek do herbaty na uodpornienie.:)

  49. Charlotko, chińskie przysłowia i aforyzmy są po prostu mądre.

    A oto myśl Konfucjusza:

    „Szlachet­ny człowiek wy­maga od siebie, pros­tak – od innych”.

  50. Zapomniałam dodać, Mamo Isi ,że z powodu owej ignorancji nieco mi wstyd.

    Nalewkę zrobiłam raz w życiu – wiśniową.Miała stać trzy miesiące i dojrzewać.Nie stała.Dalej nie wiem,jak smakuje taka trzymiesięczna.:)

  51. Mamo Isi, wyszło zabawnie.Faktycznie,skoro tak,to delirium clemens murowane.
    Nigdy jakoś nie zainteresowałam się zastosowaniem nalewki bursztynowej i wydało mi się dziwne,że bursztyn może być jadalny.Totalna ignorancja.
    Ale już się dokształciłam i w razie czego nie będę jej pić.:)

  52. Dzień dobry wszystkim!
    Chińskie przysłowia są w ogóle ciekawe, i takie „inne”.
    Poza tym uwielbiam Wasze zabawy lingwistyczne i gry słowne!

    Dobrego dnia!

  53. Dzień dobry!
    BeatoS, te dwie pomarańczowe róże, które wskazałaś, są rzeczywiście wielkiej urody.

    Joanno (wiad.pryw.) – rzeczywiście! Myślę o tym samym.

  54. Joanno, gdybym zażyła owej nalewki bursztynowej, to zapewne delirium clemens nie byłoby najgorszą opcją;)
    Ona (ta nalewka) jest do użytku zewnętrznego.

  55. Jakże prawdziwe są słowa owego Chińczyka…
    Dziękuję DUA za pachnącą rekomendację. Jak już znajdę się w Ojczyźnie, zamówię tę różę na pewno :)

  56. A inne chińskie przysłowie:
    Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni…

  57. Beato, dzięki, róże angielskie (odmiany historyczne, unowocześnione) są chyba najpiękniejsze!

    Żadna róża nie jest łatwa w uprawie.

  58. Podziwiam właśnie historyczne odmiany róż angielskich i nie potrafię wybrać najpiękniejszej. Waham się pomiędzy Lady Emmą Hamilton, a Summer Song (Austango). W związku z tym obydwie pozwolę sobie rzucić Pani do stóp Autorko i zapytam , które z róż angielskich są w miarę łatwe w uprawie i czy w ogóle takie są. One są przepiękne :)Pozdrawiam Wszystkich :)

  59. Viaamsterdam, a czy znasz różę Pomponella? (hodowca: Kordes)
    Znajdź w Googlu i popadnij w zachwyt.
    KC Ann, która ją ma (szczęśliwa!) twierdzi, że ta odmiana jest urocza i ślicznie pachnie.

  60. Ach, nalewka Mamy Isi będzie niezwykła,a podmiot, który jej zażyje -mocno deliryczny.Prawie w stanie delirium clemens.

  61. Jak to celnie ujął pewien starożytny Chińczyk:
    Chcesz być szczęśliwy przez godzinę – upij się.
    Chcesz być szczęśliwy przez dwa lata – zakochaj się.
    Chcesz być szczęśliwy przez całe życie – załóż sobie ogród.

  62. Tak myślałam, że tej piwonii może Pani nie mieć. Dziękuję za uznanie w kwestii wyboru róż. Bardzo je lubię, zwłaszcza pnące oraz wszelkie krzewy, które kwitną. Kupuję i sadzę je namiętnie wręcz, od dwóch lat, tj. od czasu kiedy zamieszkaliśmy na wsi. Nasz domek znajduje się na 20 arowej działce, mam więc mnóstwo miejsca do obsadzania. Działka przez poprzednich właścicieli została prawie doszczętnie pozbawiona drzew, wycięto duży (tak powiedzieli nam sąsiedzi) sad. Na szczęście ostała się choć piękna, wiekowa jodła przylegająca niemalże do budynku mieszkalnego i górująca nad nim. Nasz domek nazwaliśmy więc „Pod jodłą”. Od głównej drogi prowadzi do niego około 80 metrowa alejka, którą własnoręcznie obsadziłam różnymi drzewkami i krzewami. Jestem z niej szczególnie dumna, choć to nie jedyny efekt mojej tam pracy, ale tyle jej jeszcze przede mną, bo ogród jak dom, buduje się latami.
    Bardzo się cieszę z perspektywy długiego pobytu na wsi, a życia w mieście nie wyobrażam już sobie w ogóle. Pozdrawiam serdecznie :)

  63. Ale ciąg rozwojowy ułożył mi się nagle podejrzany (poczułam się niczym Ignaś, tropiący B.B.B.):
    – dziecięce maszrumy,
    – delirium clemens licealistów Zgreda,
    – studenckie podmioty deliryczne.
    Oj :)
    Dla równowagi czym prędzej – „Odwódki” Wisławy Szymborskiej :)

  64. Ha, Viaamsterdam!
    Mam wszystkie te krzewy, poza piwonią drzewiastą.
    Róże wybrałaś bardzo piękne! (Nie mam żadnej z nich).
    Ach, jaka to będzie miła wiosna, już za chwilę.

  65. Rudy rudy rudy rydz
    Jaka piękna sztuka
    Rudy rudy rudy rydz
    A ja rydzów szukam

    Helena Majdaniec

    Kto nie lubi tej piosenki???

    Miłego wieczoru !
    anusia

  66. Witam Panią Małgosię i zacne grono Księgowych :) Już wklepuję listę moich ogrodowych zakupów:

    – piwonia drzewiasta Feng Dan Bai (ma kwiaty o kremowych płatkach i żółtym środku, podobno w naszym kraju mało rozpowszechniona),

    – pięciornik krzewiasty Potentilla fruticosa (o żółtych kwiatkach, tego krzewu nie podcina się),

    – lilak o ciemnofioletowych kwiatostanach,

    – porzeczka krwista (kwiatki ciemno różowe).

    – żylistek szorstki, należy do hortensji (o białych kwiatkach), podobno bardzo odporny na mróz,

    – tawuła Douglasa (ta ma kwiaty purpurowe, w stożkowatych wiechach).

    Dokupiłam sobie także trzy odmiany róż pnących, o kwiatach czerwonych (Pauls Scarlet), różowych (Parade), i żółtych (Golden Rain).
    I co Pani na to, Pani Małgorzato? :) Cdn.

  67. To znaczy świeże rydzyki smażone na masełku, albo borowiki marynowane, albo maślaczki duszone w śmietanie z pietruszką. No i jeszcze grzybki w postaci farszu do uszek w barszczu (z zakwasu). Mniam, mniam. Rozmarzyłam się.

  68. Cóż by to było bez spirytusu movens?:)
    Jedna martwota.
    Aha, rydze? A ja borowiki.

  69. Któż nie lubi maszrumów, kochany Starosto? Z maszrumów osobiście rydzyki przedkładam nade wszystko.

    Joanno, skoro tak, od dziś drobnicę bursztynową będę zalewać wyłącznie tym specjalnym spirytusem;)

  70. Mamo Isi, pewien pan poprosił sprzedawczynię w sklepie o taki specjalny spirytus.Zapytany, o jaki mianowicie mu chodzi, stwierdził najpierw,że nazwy nie pamięta,ale po chwili wypalił zadowolony z odkrycia:Już wiem-movens.:)
    I to, moi drodzy, nie jest marnej jakości dowcip w stylu wiadomego aktora,ale samo życie.Moja przyjaciółka z dawnych studenckich czasów słyszała to na własne uszy.Turlałyśmy się ze śmiechu.:)

  71. Bożenko!
    Lubię maszrumy.:)

    Otz, bardzo się cieszę, że dzięki nam trafiłaś na „Zabić drozda”.

  72. „Lawendowa czarownica” przybędzie dziś do mnie razem z „Małymi kobietkami”. Zacieram ręce ze zniecierpliwieniem!
    Coś czuję, że dziś w nocy wcześnie nie zasnę. „Zabić drozda” to wspaniała książka. Nie mogłam się oderwać – nawet na biologii. :)

  73. Św.Trójcy na Dąbrowie; to całkiem niedaleko, Hanusiu. Nasz chór ma próby w środy po wieczornej mszy, czyli koło 18.30. Może dołączysz? Tzn. n