Zima się poddaje!

listki

 

Właśnie przed chwilą przyniosłam z ogrodu  tę gałązkę tawuły!

Zwykle dopiero  w kwietniu jej  krzewy zamieniają się w wielkie obłoki białych kwiateczków, tworzących wzdłuż gałązek długie, puszyste bicze. Ale coś mi się zdaje, że w tym roku nastąpi to wcześniej!

Tajemnicza, potężna  energia, pochodząca nie wiadomo skąd, a czerpana z ziemi i nieba, zamienia suche patyki w bukiety kwiatów i liści.  Pojawia się  życie w nowej odsłonie, powraca bujne piękno. Mimo wszystko! Niezmiennie. Wiernie. Zawsze!

I jak tu nie być radosnym optymistą?!

 

Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?
Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.

Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje,
Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.
Wdzięcznem Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy,
Bo nad Cię przystojniejszej ofiary nie mamy.

Tyś Pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował,
I złotemi gwiazdami ślicznieś uhaftował.
Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi,
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.

Za Twojem rozkazaniem w brzegach morze stoi,
A zamierzonych granic przeskoczyć się boi.
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają,
Biały dzień, a noc ciemna, swoje czasy znają.

Tobie kwoli, rozliczne kwiatki wiosna rodzi;
Tobie kwoli, w kłosianem wieńcu lato chodzi;
Wino jesień, i jabłka rozmaite dawa,
Potem do gotowego gnuśna zima wstawa.

Z Twej łaski, nocna rosa na mdłe zioła padnie,
A zagorzałe zboża deszcz ożywia snadnie.
Z Twoich rąk wszelkie zwierzę patrza swej żywności,
A Ty każdego żywisz z Twej szczodrobliwości.

Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie,
Twoja łaska, Twa dobroć, nigdy nie ustanie.
Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi,
Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi.

(Jan Kochanowski, Pieśni)

Foto gałązki: Emilia Kiereś

406 przemyśleń nt. „Zima się poddaje!

  1. Pojawił się już nowy wpis, ale muszę to powiedzieć: maślakowo – borowikowa rada Zośki zwaliła mnie z nóg i przeturlała po podłodze :-D
    A ten, kto by wymyślił borowiki hodowlane, byłby bogatym człowiekiem. Tylko czy wtedy borowiki tak by nam smakowały?

  2. Tak, Chesterko, uda się, jeśli przecier nie bardzo mokry.
    Cieszę się, że Ty też przeczytałaś „Zabić drozda”!

  3. Dzień dobry kochana DUA! Mam pytanie odnośnie szarlotki Bzowej Babuleńki. Czy uda się, jeśli jabłka zStapię zawekowanym musem, nie zmeniajac reszty przepisu?
    Przyznam się, że i ja po raz pierwszy przeczytałam „Zabić drozda”. Pisana z perspektywy ośmioletniej, ale już bardzo dojrzałej dziewczynki. Zachwyciła mnie postać ojca, który, sam będac wyjatkowym człowiekiem, bezkompromisowym, odważnym, ludzkim, człowiekiem przez duże C, tak poważnie i z szacunkiem traktuje własne dzieci. Pomyślałam o Korczaku.

  4. I jeszcze do tego grzyb i drzewo żyją w symbiozie. Bardzo sobie pomagają, przedłużając korzenie i magazynując wodę. :) (Pamiętam, oglądaliśmy o tym film w podstawówce).

    Plany kulinarne na Dzień Kobiet: Sernik Kłamczuchy. :))

  5. Zośko, gruchnęłam śmiechem homeryckim, aż łzy mi pociekły ze znużonych oczu!
    Dobrze, posłucham Twej rady.

  6. Nie mylisz się, Duśko miła.
    Pisząc zasadniczo dla nastolatków staram się unikać polityki (co nie znaczy, że jestem na nią ślepa i głucha – o, nie!).
    Można wszelako wiele powiedzieć, nic nie mówiąc!

  7. Proszę DUA zakopać teraz trochę maślaków może prawdziwki się pojawią ;)) Pozdrowienia zza lady!

  8. Kochana DUA, ostatnio Magda Z. wspominała, że powtarza sobie „Brulion Bebe B.”. Przypomniałam sobie w związku z tym, jak dawno już nie wracałam do tej książki. Więc sobie wróciłam;). Jakaż to cudna powieść! A Bernard jest tam taki rozkoszny!:) A na obiad, czy śniadanie bohaterowie zajadają tort wiedeński lub zupę budyniową;). Już nie mówiąc o pięknych nawiązaniach do sytuacji politycznej lat 80. poprzez opisy pogody (chyba, że się mylę?).

  9. Justysiu, te sztucznie implantowane borowiki to jakiś piękny sen. Muszrumy są mądrzejsze niż nam się wydaje!
    Po obraniu 4 kg prawdziwków zakopałam w ogrodzie, w miejscu sprzyjającym (piasek, mech, pod świerkami i pod dębem) sporą ilość „piętek” i obierków.
    Nie tylko nie doczekałam się borowików, ale po drugiej stronie ogrodu wzeszły mi maślaki!

  10. Joanno, bardzo dziękuję za przepis miodowo-propolisowy. Już zapisałam w kajeciku.

    Biedroneczko, może palili ten bursztyn w stajni pod nieobecność koni.
    Chociaż kadzidło kościelne to też bursztyn i jałowiec, a nie odczuwamy go jako czegoś duszącego.
    Zresztą starożytni Rzymianie też używali bursztynu do okadzania domu.

  11. Las w ogrodzie – super pomysł, gdy się ma sporo miejsca. Do tego jeszcze dobrze byłoby sobie kupić lub zamówić przez internet grzybnię, posadzić i uprawiać swoje borowiki, kurki, rydze. Wiem, że w Polsce jest to możliwe – aż pozazdrościłam, gdy zobaczyłam taką informację kilka lat temu. W Kanadzie grzybobranie nie jest znane (może jedynie wśród rdzennych mieszkańców , na północy), a mówiąc „mushrooms” wszyscy mają na myśli pieczarki ze sklepu.

    P.S. Ja jednak musiałam chyba bardzo pragnąć tych grzybków w ogrodzie, bo w październiku ub. roku znalazłam sześć maślaków pod małą sosenką!

  12. I ja pozdrawiam – Biedronki, konie, listki, kukułki i Sowiątka – wszystkich w ogóle.
    Dobranoc!

  13. Dobry wieczór! Ładnie dziś u DUA pachnie, taką dawną apteką (lubię!). :)

    Mamo Isi, ciekawostka z tym palonym w stajniach bursztynem- ale zastanawia mnie, czy się zwierzęta nie bały takich kuracji?! Zamknięty, zadymiony boks- brrrr. ..

    Pozdrawiam przedwiosennie!

  14. Dialog ornitologiczny z synkiem:
    – Kochanie, a jak robi kukułka?
    – Ojdilidi.

  15. Niechaj noc krzepiący, dobry sen dla wszystkich Ludzi ześle. Idę w piernaty już, bo gardło mnie coś pobolewa i zaczęłam kichać…
    Szanowna DUA, z naciskiem proszę o zamieszczenie moich podziękowań za dzisiejsze przepisy dla Mamy Isi i Joanny. Będę bardzo wdzięczna :)

  16. Też chcieliśmy mieć w ogrodzie kawałek lasu i pozwoliliśmy wyrosnąć dwóm sosnom samosiejkom. Teraz już mają z 15 m i dalej rosną.
    I gdybyśmy regularnie nie palili szyszek w kominku, to byśmy chyba zaginęli pod lawiną następnych samosiejek.
    Klony są jeszcze bardziej męczące i co wiosna usuwam setki ich samosiejek.
    W dodatku sójki i gawrony co roku zakopują w ogrodzie żołędzie i orzechy.
    Powoli zaczynam się zastanawiać, czy idea lasu w ogrodzie to nie jest aby kolejne genialne posunięcie ucznia czarnoksiężnika;)

    Dobranoc wszystkim:)

  17. Sowo P., nie wiem oczywiście, jaka jest Twoja sytuacja, ale może nie należy rezygnować z marzeń, i zamiast tego mieszkanka w bloku, starać się o lokum bliżej łona natury. Jeśli mogę podpowiedzieć, jest tyle różnych możliwości i okazji, naprawdę. Wiem, co piszę, bo sama wybierałam nasze nowe miejsce na Ziemi, oglądając wiele, wiele domów, których właściciele często bardzo obniżali cenę, jak widzieli u siebie potencjalnego nabywcę i jego zainteresowanie. Może też nie należy się bać radykalnych rozwiązań, mam tu na myśli przeprowadzkę na drugi kraniec Polski (my, z nad morza przenieśliśmy się na Lubelszczyznę), albo np. zaopiekować się samotnym staruszkiem, który został sam na gospodarstwie … Trzeba wyznaczyć sobie cel, a potem zrobić pierwszy, mały krok. Może nim być odwiedzenie z rodziną portalu (jest ich kilka) oferującego domy na sprzedaż. Wpisuje się rejon kraju, metraż, cenę i ogląda propozycje. Od czegoś trzeba zacząć. Pozdrawiam :)

  18. Słowo „spolszczyła” lepiej oddaje jej pracę. Nie tylko przetłumaczyła tekst angielski na polski, ale w dodatku całkowicie przyswoiła go (imiona n.p.!) polszczyźnie.

  19. Mnie sie spodobal wyraz spolszczyla, bo nazwiska bylam pewna, mam inne wydanie z jakas koszmarna ilustracja na okladce, ale tam juz jest napisane przetlumaczyla.

  20. Nawet nie wiem, czy w ogóle ktoś inny odważył się to przekładać, Ateno!

    Viaamsterdam, nie uprawiam żadnych warzyw, tylko kwiaty i kwiaty, i kwiaty!
    Aha, z obiektów jadalnych – jabłka, jeżyny i winogrona. Są niewymagające.

  21. Musialam sprawdzic moje wydanie Pierscienia i rozy, mam egzemplarz z 1958 roku, i ku mojej uciesze, tam jest napisane ze spolszczyla Zofia Rogoszowna.

  22. Zatem moja nalewka bursztynowa będzie stała nadal nieużywana i nabierała mocy :)
    DUA ma więc działkę podobną wielkością do naszej, bo 20 arów to jest dwa tysiące metrów kwadratowych. No, to jest sporo. Z tym, że u nas cały ogród jest od strony południowej. Czy DUA zakłada co roku warzywniak? Bo mój tegoroczny będzie drugim. W ubiegłym miałam udane zbiory ogórków, pomidorów, a z owoców: truskawki i maliny. Nie mogłam uwierzyć w obfitość tych wszystkich Bożych darów, bo nie miałam przecież żadnego ogrodniczego doświadczenia…
    Dzisiaj na spacerze, przechodząc obok takich mokradeł, ujrzałam z bardzo bliska, przechadzającą się z gracją… czaplę siwą. To naprawdę piękny ptak i widuje się je tutaj często. Kiedyś zobaczyłam jedną na dachu samochodu parkującego nad kanałem. Byłam przekonana, że to rzeźba :) – ptak stał nieruchomo bardzo długo. Zbliżając się (już zorientowałam się, że jest prawdziwy), usiłowałam wyjąć z kieszeni aparat fotograficzny, niestety, nie zdążyłam… :)

  23. W Królowym Moście wiosna mości się po królewsku, nieśpiesznie. Kwitnie wawrzynek wilczełyko i żurawie drą się od świtu. A tulipany pokazują wąsy!

  24. 50 g nieoszlifowanego, rozdrobnionego i umytego w gorącej wodzie bursztynu zalać 1/2 litra 95% spirytusu. Zaleca się naczynie ze szkła białego lub brązowego o pojemności 3/4 litra. Po 10 dniach nalewka gotowa.
    Dozowanie (z o.Klimuszki):
    (…)
    – dorośli – 30 kropli nalewki na 1/4 szklanki wody 3 x dziennie przez 10 – 14 dni.
    Wieczorem i rano nacierać nalewką plecy i piersi, czoło, skronie, dołki za uszami, dłonie na przegubach, nogi pod kolanami, stopy koło kostek i pod spodem.

  25. O, to i tak sporo, jak na jedną ogrodniczkę. Ale też wystarczająca ilość, by poczuć się swobodnie i z odpowiednim dystansem od sąsiadów. :)
    Tania ziemia w podmiejskiej wsi to moje marzenie, ale to nie w moich okolicach. Teraz to nawyżej będzie nas stać (i to w niewiadomej przyszłości) na niewielkie mieszkanie w bloku, z ogrodem na balkonie wielkości dwóch metrów kwadratowych. Trudno będzie w nim o miłorząb, chyba że bonsai.

  26. Widać, Chesterko, nie można mieć wszystkiego.Ja kocham i morze, i góry, a pejzaż wokół mam piękny,ale nizinny.Na szczęście niedaleko Karkonosze,a jeszcze bliżej piękny Park Krajobrazowy Chełmy.
    Trójmiasto,a konkretnie Gdynia,to miejsce,gdzie po raz pierwszy zobaczyłam morze.Sentyment pozostał.
    Uwielbiam jeździć po Polsce,ostatnio kusi mnie Wielkopolska,oczywiście ze względu na miejsca opisane tak plastycznie w ostatnich częściach Jeżycjady. Chyba się skuszę i odwiedzę okolice DUA. Myślę o tym coraz intensywniej.

  27. Mam i miłorząb. ale dziwnie słabo rośnie, może też z braku słońca (świerki go prześcignęły).
    Nie, to jest jakieś 2000 metrów kwadratowych. Ziemia tu kiedyś była bardzo tania.
    I niby zorganizowana przestrzeń, ale wszystko mocno urosło przez te 20 lat i robi się tłok.

  28. A miłorząb? Podoba mi się ostatnio to drzewo. Tylko wysokie ono rośnie i nie lubi cienia.

    Zawsze jak czytam Pani opisy ogrodu, wyobrażam sobie, że to musi być kilka hektarów ziemi. Wiem, że wszystko jest sprawą dobrej organizacji przestrzeni, ale jednak wydaje się sporo tego. ;)

  29. Nie, Sowo luba. Lasu nie mam na własność. Ale posadziłam na swojej działce sosny czarne i pinus silvestris, świerki takie i owakie, dąb czerwonolistny, jodłę, tuje i klony – o złotych i o ciemnoczerwonych liściach – a także lipę.
    Więc mam własne drzewa. Całkiem już duże!
    Dlatego brak mi słonecznych miejsc na lawendę.

  30. wiad. pryw.

    Nurtuje mnie pewne pytanie, zadane Pani przez prof. Raszewskiego w jednym z listów: czy posiada Pani kawałek lasu? Znam ludzi, którzy mają w swoim ogrodzie spory kawał lasu sosnowego i przyznam, że wygląda to niesamowicie.

  31. Ile kropelek? Ba! Młoda byłam, brałam niesumiennie, nie pamiętam ile i czy skutecznie. To, co sprawdza się w mojej rodzinie na najchorowitszym dziecięciu – Łucja z Narnii – to syrop sosnowy (może być Łowicza) pity 2razy dziennie po 10 ml w sezonie chorobowym + vit D3.
    Joannie dmucham morskim wiatrem, tęskniac za górami!:)

  32. A co do Zofii Rogoszówny: przełożyła też „Piotrusia Pana”!
    I ocaliła od zapomnienia drobne polskie utwory ludowe, przeznaczone dla dzieci.
    „Wydała je w trzech zbiorach: Sroczka kaszkę warzyła (1920), Klituś bajduś (1920 lub 1925) i Koszałki Opałki (1920 lub 1928). Zawierały one gadki, piosenki i zabawy dziecięce, spisane z ust ludu lub zaczerpnięte z wspomnień dzieciństwa. Rogoszówna rysuje się w nich jako wprawna zbieraczka wiejskiego folkloru. Dzięki niej znamy ludową wersję rymowanki Tańcowały dwa Michały” (Wikipedia).

    Przypominam też jej uroczą książkę „Pisklęta” (zbiór nowel – mam stareńkie wydanie z lat 20-tych!), a także „Dzieci pana majstra” i „Klituś-bajduś”.

  33. „Pierścień i róża”- koniecznie!
    Klasyka! – dla dzieci i dla dorosłych też.

  34. „Pierścienia i róży” nie czytałam, mimo, że posiadam to skromne wydanie z czarno-różowym rysunkiem w górnej części okładki (kto był tłumaczem, nie wiem(: ), pochłaniałam za to z wypiekami „Targowisko próżności” Thackeray`a, zachęcona adaptacją filmową tej powieści.
    Przy okazji, Pani Małgosiu, w sfilmowanych częściach Jeżycjady, bardzo podobał mi się p. Michałowski (mam nadzieje, że dobrze zapamiętałam nazwisko aktora) w roli taty Borejko, natomiast odtwórczyni mamy Borejkowej (tu pamięć mi szwankuje) wydała mi się za łagodna. DUA zawsze podkreślała, że ta Jej bohaterka bywa ironiczna, z „pazurkiem”. Do tej roli wymarzona by była (moim skromnym zdaniem) – Anna Polony, czyż nie?

  35. Witając Wszystkich, dziękuję Gospodyni za odzew:)
    Chesterko, może pamiętasz, ile tych kropelek nalewki bursztynowej dodaje się herbaty, żeby dało się to przełknąć?
    Mamo Isi, polecam nalewkę z kwiatów czarnego bzu; bardzo skuteczna i smaczna :)

  36. A jaka piękna bywa biżuteria z naszego polskiego bursztynu.:)
    Mamo Isi i Chesterko,Dziewczyny z Wybrzeża,zazdroszczę Wam morza i bursztynowego zagłębia.:)

    Mamo Isi na infekcję wśród licznych sposobów,jakie można wypróbować, w mojej rodzinie ostatnio sprawdza się ten oto naturalny antybiotyk:
    1 szklanka miodu(polecany eukaliptusowy,ale każdy nasz tutejszy też jest dobry)
    40 kropli propolisu
    1 łyżeczka kurkumy
    1 łyżka startego świeżego imbiru lub łyżeczka suszonego
    Wymieszać i w razie potrzeby spożywać kilka łyżeczek dziennie.Można też stosować profilaktycznie – wszystkie składniki połączone ze sobą mają silne działanie przeciwwirusowe i przeciwzapalne, podobnie jak czosnek zresztą, tylko- co oczywiste-dużo ładniej ta mikstura pachnie.Wielu osobom już ją poleciłam, przetestowałam na mojej rodzinie-działa.
    Polecam do użytku wewnętrznego.:)
    Życzę wszystkim miłej niedzieli.:)

  37. Tak, tłumaczenie „Pierścienia i Róży” znakomite! I imiona zaadaptowała do polszczyzny genialnie! Ciekawa jestem, jak Rogoszówna by nazwała Winnie the Pooh. Bo tłumaczenie Ireny Tuwim jest przepiękne, ale zawsze człowieka męczy ciekawość, jak inna, genialna tłumaczka by sobie z tematem poradziła;)
    Co za szkoda, że Rogoszówna tak młodo zmarła. I prawie nie jest wydawana.

  38. To Zofia Rogoszówna dała księciu Giglio polskie imię Lulejka, jak też zmieniła Countess Gruffanuff w hrabinę Gburię-Furię. :)

  39. Znają, znają! Mieliśmy ją na zagadkach, nota bene.
    Zofia Rogoszówna jest też autorką pełnego uroku przekładu „Pierścienia i róży” Thackeray’a.

    PS. Wójcie Wiewiórko, pochwała z takich ust też zostawia miły smak.

  40. Jestem po lekturze „Lawendowej czarownicy”! Zostawia miły smak, jak zawsze, kiedy coś się dobrze kończy. Dziękuję, Wiewiórko:) Teraz książka poszła do Isi.
    Ostatnio odkryłam bardzo piękną książkę sprzed wieku: Zofii Rogoszówny „Dziecinny dwór”. Na pewno wszyscy ją znają, ale jak by nie znali, to polecam!

  41. Joanno, jak się okazuje, to mi powinno być wstyd, bo to ja miałam braki w wykształceniu; w istocie mogłam zażywać owej nalewki wewnętrznie. I chyba będę;)

  42. Chesterko, dzięki za informację:) Zawsze traktowaliśmy się jeno nalewką zewnętrznie, a teraz się doczytuję, że o.Klimuszko całe życie pił herbatkę z dodatkiem kropli bursztynowych. Chyba też zacznę, bo co i raz załapuję się na jakąś wirusówkę.
    W ramach dokształcania w kwestii jw. doczytałam się jeszcze, że drzewiej właściciele stadnin co jakiś czas spalali bursztyn w boksach dla koni, aby w ten sposób zapobiegać chorobom zwierząt. Bursztyn bałtycki bowiem, jako jedyny wśród żywic kopalnych, zawiera 3 – 8 % kwasu bursztynowego, a ten ma właściwości bakteriobójcze oraz neutralizujące jady wirusowe.

  43. Joanno (wiad.pryw.), tak!
    Aleksandro (wiad. pryw.) to jeszcze nic pewnego. Nikt się do mnie nie zwracał w tej sprawie.

    Bardzo nagle zapracowana, wykrzykuję w biegu: dobranoc!

  44. Znam tę odmianę lawendy, ale nie mam żadnej w ogrodzie. Wymaga słońca, a u mnie go mało.
    Zostawiam słoneczne miejsca różom.

  45. Hm, widzę, że nie przeszły moje dwa wpisy, w tym jeden o nalewkach… „Huston! Mamy Problem!” (?)
    Spróbuję jeszcze raz… Czy DUA widziała i ma odmianę lawendy o różowych kwiatuszkach? Dzisiaj po raz pierwszy ją ujrzałam. Marzy mi się całe poletko tych roślinek. Na razie posiadam sześć sporych kęp lawendy o barwie typowo lawendowej :)

  46. I jeszcze z Konfucjusza, dające odwagę i nadzieję:
    „Najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku”.
    Pamiętamy wszak z „Dziecka piątku” :)
    Dzień dobry!

  47. Witajcie! : ) Czytam i czytam co dzień te Wasze miłe wpisy, żarty, przekomarzania, choć jakoś potrzeby odzywania się nie miałam. Aż do dziś, bo dziś właśnie w nocy przyśniła mi się „Ciotka Zgryzotka”, że już została wydana, a w środku oprócz takich zwykłych czarno białych obrazków były także kolorowe, jesienne, co mnie zdziwiło pozytywnie. Niestety w tym śnie treści nie przeczytałam, wszystko kręciło się wokół obrazków.

    Wiosna idzie, o ogrodach piszecie, ech. I to napawa optymizmem, ale… ja tam zimą w tym roku w ogóle się nie nacieszyłam. Bo w ogóle, w ogóle to każda pora roku jest absolutnie moją ulubioną porą roku!
    Pozdrawiam DUA i Was wszystkich cieplutko, z miłym uśmiechem do nauczycielskiego grona : )

  48. Nalewka na bursztynie jak najbardziej jadalna i zdrowa. Jako nastolatka dostawałam ileś tam kropelek do herbaty na uodpornienie.:)

  49. Charlotko, chińskie przysłowia i aforyzmy są po prostu mądre.

    A oto myśl Konfucjusza:

    „Szlachet­ny człowiek wy­maga od siebie, pros­tak – od innych”.

  50. Zapomniałam dodać, Mamo Isi ,że z powodu owej ignorancji nieco mi wstyd.

    Nalewkę zrobiłam raz w życiu – wiśniową.Miała stać trzy miesiące i dojrzewać.Nie stała.Dalej nie wiem,jak smakuje taka trzymiesięczna.:)

  51. Mamo Isi, wyszło zabawnie.Faktycznie,skoro tak,to delirium clemens murowane.
    Nigdy jakoś nie zainteresowałam się zastosowaniem nalewki bursztynowej i wydało mi się dziwne,że bursztyn może być jadalny.Totalna ignorancja.
    Ale już się dokształciłam i w razie czego nie będę jej pić.:)

  52. Dzień dobry wszystkim!
    Chińskie przysłowia są w ogóle ciekawe, i takie „inne”.
    Poza tym uwielbiam Wasze zabawy lingwistyczne i gry słowne!

    Dobrego dnia!

  53. Dzień dobry!
    BeatoS, te dwie pomarańczowe róże, które wskazałaś, są rzeczywiście wielkiej urody.

    Joanno (wiad.pryw.) – rzeczywiście! Myślę o tym samym.

  54. Joanno, gdybym zażyła owej nalewki bursztynowej, to zapewne delirium clemens nie byłoby najgorszą opcją;)
    Ona (ta nalewka) jest do użytku zewnętrznego.

  55. Jakże prawdziwe są słowa owego Chińczyka…
    Dziękuję DUA za pachnącą rekomendację. Jak już znajdę się w Ojczyźnie, zamówię tę różę na pewno :)

  56. A inne chińskie przysłowie:
    Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni…

  57. Beato, dzięki, róże angielskie (odmiany historyczne, unowocześnione) są chyba najpiękniejsze!

    Żadna róża nie jest łatwa w uprawie.

  58. Podziwiam właśnie historyczne odmiany róż angielskich i nie potrafię wybrać najpiękniejszej. Waham się pomiędzy Lady Emmą Hamilton, a Summer Song (Austango). W związku z tym obydwie pozwolę sobie rzucić Pani do stóp Autorko i zapytam , które z róż angielskich są w miarę łatwe w uprawie i czy w ogóle takie są. One są przepiękne :)Pozdrawiam Wszystkich :)

  59. Viaamsterdam, a czy znasz różę Pomponella? (hodowca: Kordes)
    Znajdź w Googlu i popadnij w zachwyt.
    KC Ann, która ją ma (szczęśliwa!) twierdzi, że ta odmiana jest urocza i ślicznie pachnie.

  60. Ach, nalewka Mamy Isi będzie niezwykła,a podmiot, który jej zażyje -mocno deliryczny.Prawie w stanie delirium clemens.

  61. Jak to celnie ujął pewien starożytny Chińczyk:
    Chcesz być szczęśliwy przez godzinę – upij się.
    Chcesz być szczęśliwy przez dwa lata – zakochaj się.
    Chcesz być szczęśliwy przez całe życie – załóż sobie ogród.

  62. Tak myślałam, że tej piwonii może Pani nie mieć. Dziękuję za uznanie w kwestii wyboru róż. Bardzo je lubię, zwłaszcza pnące oraz wszelkie krzewy, które kwitną. Kupuję i sadzę je namiętnie wręcz, od dwóch lat, tj. od czasu kiedy zamieszkaliśmy na wsi. Nasz domek znajduje się na 20 arowej działce, mam więc mnóstwo miejsca do obsadzania. Działka przez poprzednich właścicieli została prawie doszczętnie pozbawiona drzew, wycięto duży (tak powiedzieli nam sąsiedzi) sad. Na szczęście ostała się choć piękna, wiekowa jodła przylegająca niemalże do budynku mieszkalnego i górująca nad nim. Nasz domek nazwaliśmy więc „Pod jodłą”. Od głównej drogi prowadzi do niego około 80 metrowa alejka, którą własnoręcznie obsadziłam różnymi drzewkami i krzewami. Jestem z niej szczególnie dumna, choć to nie jedyny efekt mojej tam pracy, ale tyle jej jeszcze przede mną, bo ogród jak dom, buduje się latami.
    Bardzo się cieszę z perspektywy długiego pobytu na wsi, a życia w mieście nie wyobrażam już sobie w ogóle. Pozdrawiam serdecznie :)

  63. Ale ciąg rozwojowy ułożył mi się nagle podejrzany (poczułam się niczym Ignaś, tropiący B.B.B.):
    – dziecięce maszrumy,
    – delirium clemens licealistów Zgreda,
    – studenckie podmioty deliryczne.
    Oj :)
    Dla równowagi czym prędzej – „Odwódki” Wisławy Szymborskiej :)

  64. Ha, Viaamsterdam!
    Mam wszystkie te krzewy, poza piwonią drzewiastą.
    Róże wybrałaś bardzo piękne! (Nie mam żadnej z nich).
    Ach, jaka to będzie miła wiosna, już za chwilę.

  65. Rudy rudy rudy rydz
    Jaka piękna sztuka
    Rudy rudy rudy rydz
    A ja rydzów szukam

    Helena Majdaniec

    Kto nie lubi tej piosenki???

    Miłego wieczoru !
    anusia

  66. Witam Panią Małgosię i zacne grono Księgowych :) Już wklepuję listę moich ogrodowych zakupów:

    – piwonia drzewiasta Feng Dan Bai (ma kwiaty o kremowych płatkach i żółtym środku, podobno w naszym kraju mało rozpowszechniona),

    – pięciornik krzewiasty Potentilla fruticosa (o żółtych kwiatkach, tego krzewu nie podcina się),

    – lilak o ciemnofioletowych kwiatostanach,

    – porzeczka krwista (kwiatki ciemno różowe).

    – żylistek szorstki, należy do hortensji (o białych kwiatkach), podobno bardzo odporny na mróz,

    – tawuła Douglasa (ta ma kwiaty purpurowe, w stożkowatych wiechach).

    Dokupiłam sobie także trzy odmiany róż pnących, o kwiatach czerwonych (Pauls Scarlet), różowych (Parade), i żółtych (Golden Rain).
    I co Pani na to, Pani Małgorzato? :) Cdn.

  67. To znaczy świeże rydzyki smażone na masełku, albo borowiki marynowane, albo maślaczki duszone w śmietanie z pietruszką. No i jeszcze grzybki w postaci farszu do uszek w barszczu (z zakwasu). Mniam, mniam. Rozmarzyłam się.

  68. Cóż by to było bez spirytusu movens?:)
    Jedna martwota.
    Aha, rydze? A ja borowiki.

  69. Któż nie lubi maszrumów, kochany Starosto? Z maszrumów osobiście rydzyki przedkładam nade wszystko.

    Joanno, skoro tak, od dziś drobnicę bursztynową będę zalewać wyłącznie tym specjalnym spirytusem;)

  70. Mamo Isi, pewien pan poprosił sprzedawczynię w sklepie o taki specjalny spirytus.Zapytany, o jaki mianowicie mu chodzi, stwierdził najpierw,że nazwy nie pamięta,ale po chwili wypalił zadowolony z odkrycia:Już wiem-movens.:)
    I to, moi drodzy, nie jest marnej jakości dowcip w stylu wiadomego aktora,ale samo życie.Moja przyjaciółka z dawnych studenckich czasów słyszała to na własne uszy.Turlałyśmy się ze śmiechu.:)

  71. Bożenko!
    Lubię maszrumy.:)

    Otz, bardzo się cieszę, że dzięki nam trafiłaś na „Zabić drozda”.

  72. „Lawendowa czarownica” przybędzie dziś do mnie razem z „Małymi kobietkami”. Zacieram ręce ze zniecierpliwieniem!
    Coś czuję, że dziś w nocy wcześnie nie zasnę. „Zabić drozda” to wspaniała książka. Nie mogłam się oderwać – nawet na biologii. :)

  73. Św.Trójcy na Dąbrowie; to całkiem niedaleko, Hanusiu. Nasz chór ma próby w środy po wieczornej mszy, czyli koło 18.30. Może dołączysz? Tzn. najbliższa próba będzie w czwartek, bo do środy są rekolekcje.

  74. Dzień dobry, witam pięknie wszystkich!
    Mamo Isi, dziękuję za pozdrowienia! Tak mi miło! Ja rozpoczęłam piękną przygodę z Dzwoneczkami w 1987 roku. Moja Kochana Babcia zaprowadziła mnie na pierwszą próbę. Poprosiła ks. Piotra, żeby sprawdził czy się nadaję. Przesłuchał i zostałam:) Ach, takie piękne mam wspomnienia z tego okresu. Ksiądz organizował nam oazy, bardzo o nas dbał ( te słodycze z „darów”, ech..). Mam trochę wiadomości o jego stanie zdrowia, ale wiem, że jest silny. Zawsze był bardzo wysportowany, energiczny i mocny psychicznie.
    Muszę koniecznie odwiedzić parafię. Ostatnio byłam 15 sierpnia:) A kiedy odbywają się próby chóru? ( ja także chórzystka:)w parafii św. Trójcy:))
    Pani Małgosiu, przepraszam, że tak korzystam z Pani strony, aby powspominać z Mamą Isi.
    Prawdopodobnie będę w Pani stronach w sierpniu, z Rodzinką! Hura!
    Pozdrawiam z mglistej Gdyni!

  75. „Dla draki.” Kochany Starosta, jak Melania Wilkes – zawsze sądzi o każdym jak najlepiej;) A ja tymczasem najzwyczajniej zrobiłam byka. Jednak z drugiej strony był to też klasyczna pomyłka freudowska. Akurat skończyła się nalewka bursztynowa i sobie rozmyślałam nad odrażająco wysoką ceną spirytusu, który trzeba będzie kupić, żeby zalać bursztynową drobnicę;)
    Nie ma silnych; podświadomość zawsze jest górą.
    Tym niemniej powinnam z a w s z e przeczytać swój komentarz, zanim go zatwierdzę; naprawdę tracę do siebie cierpliwość.
    Przedni ten niewymuszony dowcip dziecięcia uczącego się angielskiego. Poszło po skojarzeniach;) Ziemia to matka, matka to anioł, anioł to stróż etc. W końcu cóż to jest rum?

  76. Witam słonecznie w ten pochmurny dzionek!
    Jak zawsze, jak miło tu się zerka! Parafrazując tytuł walca Straussa „Wino, kobieta i śpiew” można by rzec: książka, muzyka i żart… Same rozkosze :)
    I à propos żartu i spirytusu :)
    Niewinne dziecię znajomych, od lat najmłodszych uczone – a jakże! – języka angielskiego, wprawiło niegdyś otoczenie w lekką konsternację. Popadłszy w krótką zadumę nad znalezionym w lesie grzybem, marszcząc brewki i tupiąc nóżką, w końcu spytało z impetem: To jak to było? „Masz wódkę” czy jak???

  77. Dzień dobry,
    zaglądam, czytam archiwalne wpisy i już mam inspiracje, po jakie książki sięgnę, zwłaszcza, że po pracy wybieram się do biblioteki.
    Fluid, własnie wróciłam z lawendowych warsztatów z dziećmi, i dowiaduję się o Lawendowej czarownicy.

  78. Dzień dobry wszystkim, co za poranek!
    Celestyno, Beato, dzięki za wiadomości prywatne. Rozważamy.

    Viaamsterdam, to jest pogoda w sam raz na rozmowę o sadzonkach. Czekam na Twoje wieści!
    Tymczasem sprawdzę, co od wczoraj urosło w moim ogrodzie.

  79. Były już piękne wiersze i mądre słowa, to może dla tych, którzy szukają ciszy lub nie mogą zasnąć : cudownie spokojne obrazy duńskiego malarza Vilhelma Hammershoi….dobranoc :)

  80. DUA,cieszę się,że wyjazdowy dzień się udał. :)

    Celestyno, dzięki wielkie za polecenie filmu „W poszukiwaniu ojczyzny”.Przejmujący. Obejrzałam już dwukrotnie,za każdym razem wzruszając się niepomiernie.Znowu nadaje się dla moich dzieci.Na moment dam im odpocząć od patriotycznych uniesień, ale pokażę go na pewno,bo jest niesamowity.
    Ludzie przepiękni.Wzruszałam się najbardziej w tych samych momentach co Ty i Zuzia.

    Dobranoc.:)

  81. Dobranoc!:)
    (a roślin jestem ciekawa!)

    Beato (wiad.pryw.), tak, rzecz wymaga namysłu.

  82. Szanowna DUA, chciałam napisać o sadzonkach pięknych krzewów, które dzisiaj nabyłam, i dowiedzieć się, czy Pani takowe posiada, ale zorientowałam się, że zrobiło się już bardzo późno, może więc jutro podam ich nazwy… A dzisiaj jeszcze, na dobranoc, śliczny refren piosenki Andrzeja Poniedzielskiego:

    …”Chyba już można iść spać,
    dziś pewnie nic się nie zdarzy…
    Chyba już można się położyć,
    marzeń na jutro trzeba namarzyć …”

  83. Beato Mamo oraz Celestyno (wiad.pryw.) – muszę się nad tym zastanowić.:)

    Dobranoc wszystkim!

  84. O, KrzysztO, to widzę, że nas tu więcej z DK.
    A wszystko dzięki chórowi parafialnemu Mamy Isi:)

  85. Oczywiście spiritus movens, a nie spirytus movens. Udzielam sobie surowej nagany z wpisaniem do akt.

    I dobranoc wszystkim, bo jutro też jest dzień:)

  86. Tak, to sama przyjemność.
    Jeszcze co do tego uczenia się to czuję, że muszę się usprawiedliwić. Jest to tak, że może nie pałam chęcią poznania wzorów skróconego mnożenia, ale o fonetyce, renesansie czy o Jagiellonach uczę się z przyjemnością. To trochę jak robił to Józinek: tym przedmiotom, których nie lubię poświęcam minimum czasu, ale w to, co kocham wkładam całe serce. :)

  87. O, to się cieszę, Otz!
    Miło jest tak odkrywać nowe, piękne książki, prawda?
    Przyjemnego dyktanda!

  88. Mikołajku, jako uczennica jestem pod wrażeniem!:) Pianino, nauka! Ja nigdy nie mam wystarczająco dużo siły, aby zamknąć książkę i otworzyć podręcznik. No, ale jakoś zawsze udaje mi się skończyć rok szkolny z przyzwoitą średnią.
    Jutro konkurs – piszemy dyktando.
    Zaraz po skończeniu „Krzyżaków” zaczęłam „Zabić drozda”. Pycha!

  89. Ach jej! Czyżby cały świat bywał w naszym kościółku św.Rodziny?
    W ramach patriotyzmu parafialnego bardzo dziękuję za tyle miłych deklaracji:)

  90. Hanusiu, pozdrawiam Cie serdecznie:) W Dzwoneczkach Kaszubskich śpiewałaś! Bardzo lubiliśmy ich słuchać, a chór dziecięcy był znany, płytki CD wydawał i w Radiu Maryja występował. Wciąż są na You Tube jego nagrania.
    To było chyba jakoś od 1994 przez 10 lat. Czyli będziesz należała do pokolenia Isi;)
    Ks. Piotr bardzo już jest schorowany, ale wciąż dzielnie się trzyma.

    Teraz spirytus movens muzycznej strony naszej parafii jest naszpan organista. Jest od bodajże dwóch lat, a zdążył zorganizować scholę dziecięcą i bardzo dynamicznie się ona rozwija. Podobnie zresztą jak nasz chór;)

  91. No i proszę!:)
    Mamo Isi, Wasz chór będzie miał dzięki nam przyjemne, nowe audytorium.

  92. Hanusiu, Mamo Isi – fluidy niewątpliwie krążą. Nie jestem z parafii św.Rodziny, ale przez kilkanaście lat w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca przyjeżdżałem tam na mszę i spotkanie Domowego Kościoła. A ks.Piotr – zacny ksiądz.

  93. Mamo Isi, dziękuję za informację. Będąc w okolicy na pewno się pojawię, uwielbiam kościoły. Pozdrawiam.

  94. Mikołajku, cześć i czołem!
    Liceum św. Marii Magdaleny ma wielką tradycję.
    Byłoby dobrze tam trafić. Ale to dojeżdżanie!…ojej.
    Wszystkiego dobrego Ci życzę i trzymam kciuki za Twoje dalsze losy!

  95. Podzielam stosunek do dni „tego czy owego” w pełni, dlatego napisałam „podobno”. Zwłaszcza, że nie znalazłam żadnego wytłumaczenia, dlaczego PEN Club taki dzień ustanowił 3 marca. Jeśli chodzi o skłonność do przekory i brykania, gotowa jestem stanąć do rywalizacji nawet z Mistrzem Małgorzatą!

  96. Mamo Isi!!!!!
    Co ja słyszę??? Św. Rodzina?? Ja wzrastałam w tej parafii. U ks. Piotra w Dzwoneczkach śpiewałam!
    Wzruszyłam się….poważnie. Mam same dobre wspomnienia….a może my się znamy?:))
    Nie wierzę, słowo daję, że na stronie DUA spotkam kogoś z moich kochanych starych okolic!!
    To już nie są zwykłe fluidy:)

  97. Witam po raz kolejny :)
    U mnie nic nowego. Nauka, nauka, nauka i nauka, ale…! Nie nudzi mnie to! :) Tylko troszkę męczy :)
    Dzięki temu staje się coraz lepszy! :) Kto wie? Może już za rok będę mógł przenieść się z mojego małego i ukochanego miasteczka do Poznania, by dalej kształcić się u Marii Magdaleny :) To takie marzenie na dzień dzisiejszy i najbliższy rok :)
    Pianino też jest mi coraz bliższe, podstawy już za mną, a „Menuet” Bacha, „Serenada” Schuberta i „Pożegnanie ojczyzny” Ogińskiego przede mną :) Utwory te nie są łatwe, ale przecież, jeśli ktoś chce i lubi, to nie powinien mieć z tym dużego problemu, prawda DUA? :) Aż sam dziwię się „Gdzie na to wszystko czas?”. Pianino, nauka, nauka, nauka, pianino, książki, pianino, nauka, nauka i obowiązki domowe. „Dla chcącego nic trudnego”, tak brzmi moja odpowiedź :) Pozdrawiam Cię, DUA, bardzo, bardzo serdecznie oraz przepraszam, że bywam tutaj sporadycznie :/

  98. Merynosie, widzę, że pilnie śledzisz kolejne urzędowo wyznaczone dni. Ja mniej się ku temu przychylam. Kobietą, matką, babcią, pisarką czuję się codziennie. A w ogóle lubię brykać, kiedy ktoś mi chce odgórnie coś wyznaczać.
    Ale niezależnie od wszystkiego – zawsze miło jest odbierać sympatyczne życzenia, więc czule Ci dziękuję!

  99. Nijaka tajemnica to nie jest, Jesienna Ado. Tylko my jesteśmy małym chórem parafialnym, więc występujemy podczas świąt kościelnych ad maiorem Dei gloriam. Najbliższy termin to Triduum Paschalne, Gdynia, kościół pod wezwaniem Św.Rodziny:)

  100. Wójcie Wiewiórko, Lawendowa czarownica mnie oczarowała, jestem zachwycona, dziękuję i proszę o jeszcze. Mamo Isi, zazdroszczę grabienia i palenia. Wprawdzie wszystko uprzątnęłam jesienią, ale kilka patyków do spalenia leży i czeka. Niestety wieje mocno, albo śnieży, lub też tak jak dziś mgła, że nic nie widać, czekam więc cierpliwie. Mam jeszcze pytanie, skoro próby chóru są to i występy muszą być. Czy mogę zapytać, gdzież to można posłuchać owego śpiewu ? A może to tajemnica ? Pozdrawiam ciepło.

  101. Dziś podobno międzynarodowy dzień pisarzy. To wszystkim obecnym w tej przestrzeni piszącym serdeczności!

  102. O, dziękujemy za Piosenkę! Faktycznie, trzeba będzie ją wypróbować w charakterze kołysanki. Dotychczas znana mi była wyłącznie twóczość satyryczna Hemara, nie znałam jego poważnych wierszy, a warto. To też niezwykłe u niego – chcieć być Polakiem z wyboru.

    A co do braku telewizora – niestety, to nie do końca tak działa, że po jego wyrzuceniu wzmaga się życie rodzinne. My nie mamy odbiornika jakieś 15 lat (zepsuł się i nikt nie kupił nowego), ale wszyscy pogrążyli się na odmianę w komputerach. Za to znaczenie ciszy w życiu jest ogromne. Nie umiem odnaleźć się w miejscu, gdzie gada telewizor albo jest duży hałas.

    Odkryłam istnienie dziwacznego ptaka – świerszczaka. Dobrze, że nie śpiewa w moim ogrodzie.

  103. Dziękuję, Merynosie luby!
    Wszyscy tu sobie podpowiadamy, ileż cennych tropów – dla mnie też!
    Dobranoc wszystkim!
    Jutro (tzn. już dzisiaj!) mam dzień wyjazdowy (syn mi robi jakąś tajemniczą niespodziankę…) – więc nie będzie mnie tu raczej.
    Ale czujcie się jak u siebie, Adminka będzie czuwać.

  104. Jak dobrze jest wzruszać się w Waszym towarzystwie! I po lekturze wierszy, i po oglądaniu filmów (jasne, że bez telewizorni, po co toto odkurzać!). Wspomniany przeze mnie film jest dostępny tylko tak- na dvd z Australii i jak się go gdzieś wyłapie. Tego typu filmy można znaleźć na Festiwalu Filmów Dokumentalnych „Niepokorni, Niezłomni,Wyklęci 1939-1989” w Gdyni i na tzw. retrospektywach festiwalu w różnych miastach, np.5-6 marca w Poznaniu. Calutki weekend w kinie- niesamowite przeżycie, wielopokoleniowa widownia, wiele mądrych i ważnych słów i przejmujących obrazów z naszej historii. Jest też przepiękny film (do obejrzenia w genialnym Muzeum Lotnictwa w Krakowie, ale nie tylko tam) „Ostatni z nielicznych” o historii polskiego lotnictwa.Rewelacja! No i cała masa wspaniałych książek, ale to już innym razem, bo się zagalopowuję w tym podpowiadaniu.

  105. Och, Celestyno, mnie też ta właśnie pani najbardziej wzruszyła, to na nią najbardziej zwróciłam uwagę , tak pięknie mówiła i się uśmiechała! Miałam to napisać, ale nie zwróciłam uwagi na nazwisko.
    Cóż za piękny fluid!!
    Dobranoc! Niech się wszystkim przyśnią piękne sny!! :)))

  106. Joanno, Celestyno – oto dlaczego tak wspaniale jest pracować – i być! – z dziećmi i młodzieżą.:)

  107. Zuziu, ciesze sie bardzo, ze film zrobil na Tobie wrazenie.
    Mnie najbardziej (oprocz oczywiscie wszystkich innych) wzruszyla pani Barbara Matys-Wysiadecka, ps.”Baska Bomba”, ktora mowi, ze „Polska to wszystko, wszystko…”(i tak pieknie sie caly czas usmiecha).
    Moze dlatego, ze jest fizycznie podobna do mojej s.p.babuni..
    Oczywiscie ruszyly mnie tez mocno, bo jakzeby inaczej, slowa (zmarlej niedawno, 5 lutego) „Kamy”- Marii Stypulkowskiej- Chojeckiej, skierowane rowniez do ludzi zyjacych na emigracji.
    Piekne jest to, ze film jest pomyslem mlodych ludzi i do mlodych trafia, mimo, ze jego bohaterowie to zupelnie inne pokolenie. Autentycznosc i prawda to chyba sprawia.

  108. Bardzo dobra metoda….po słowach : „Zawsze czujna, na każde skinienie gotowa ” pojawiły się dreszcze na plecach. Dziękuję :)

  109. Przypomniałam sobie,że poproszono mnie kiedyś jako jurora o napisanie wstępu do zbiorku wierszy, w którym zamieszczono utwory młodych ludzi (od 10 do 19 lat) nagrodzone w konkursie poetyckim.
    Byłam pod wrażeniem ich wyczucia słowa i talentu.Wstęp zatytułowałam:”Świat nie zginie -wciąż są między nami poeci”. Podtrzymuję.Przetrwają tylko „poezja i dobroć.”

  110. Nie opanowuj,zuziu12,te emocje są piękne i budujące.:)

    A wracając do sprawy Twojego wypracowania, pozwól,że wtrącę swoje trzy grosze.To wspaniałe,że tak lubisz pisać i tak bujną masz wyobraźnię (jak Ania z Zielonego Wzgórza ,nie przymierzając). Jestem przekonana,że Twoja pani od polskiego to docenia.Musi jednak Tobą nieco pokierować i patrzeć czasem krytycznie na Twoje wypracowania.Taka jej niewdzięczna rola.
    Ale -to pewne- ma niezwykle pojętną uczennicę i będzie tylko lepiej:)

  111. Joanna Kulmowa poznaje prawdziwą poezję po tym, że wywołuje ona dreszcze na plecach.
    „To dlatego, że skrzydła nam rosną” – dodaje wyjaśniająco poetka.

  112. Mnie też ściska,UA.Najbardziej przy tych właśnie słowach.Po tym ucisku w gardle poznaje się prawdziwą poezję.

  113. O pająkach wiele nie wiem, bo unikam ich wzrokiem.:)
    Pozdrawiam Kogucika!

    Zuziu, mamy w Polsce takie dziewczynki jak Ty! – tak, to jest wspaniałe!

  114. To jeszcze jeden wpiszę, na temat:

    Marian Hemar

    DLA POLSKIEJ FUNDACJI KULTURALNEJ

    Nauczyciel, co stokroć naukę powtórzy
    I jeszcze cierpliwego spokoju nie straci,
    Wierzyciel niepamiętny, kto mu dług odpłaci,
    Przewodnik wszystkich przygód i każdej podróży,
    Przyjaciel twej młodości i szkolny kolega,
    Wróżbita, który prawdy nieprzekupne wróży
    I Siostra Miłosierdzia, gdy ci co dolega,
    Zawsze czujna, na każde skinienie gotowa
    Czy noc głucha, czy gorzka samotność poranka –
    Ostatnia miłość twoja i pierwsza kochanka,
    I towarzyszka życia. Książka. O niej mowa.

    (1964)

  115. Słowo się rzekło Kokosza u płota;)
    Film można kupić w oryginalnej wersji językowej na dvd (u nas telewizor służy jedynie temu)- wysyłka z Australii, poczekam na wersję polską. :)
    Bardzo miła i przewrotna Piosenka dla niegrzecznego chłopca, dziękuję zastosuję.
    Na koniec pytanie dnia (Kogucik zadał) – dlaczego jak pająk chodzi po ścianie lub po suficie to nie spada? Ktoś wie?
    P. S.
    Melduję, że hiacynty zasadzone i pachną wniebogłosy.

  116. Celestyno, jaki przepiękny ten film! Ci ludzie, z którymi były prowadzone rozmowy są nadzwyczajni. Ileż wspaniałych, dających do myślenia słów tam padło. Och, dzięki Bogu, że tacy ludzie żyli w tamtych czasach. Dzięki Bogu, że nadal tacy żyją i będą żyć.
    Polska to NAJwspanialszy kraj pod słońcem!!
    Dziękuję, Celestyno!:))

    Wiersz przytoczony przez Panią, również jest wspaniały!
    W głowie się nie mieści, ile ludzi stąpa (i oczywiście stąpało po ziemi), którzy tak pięknie potrafią opisać, wyrazić rzeczywistość za pomocą paru wersów czy zdań.
    Muszę opanować emocje!:))

  117. Ha, Beato! – właśnie miałam to dodać, ale się powstrzymałam, nie wiem dlaczego.
    A to jest prawda! Książki tak lubią, kiedy nic w domu nie dudni! Kiedy jest cicho i nikt nikomu nie wymyśla. Wtedy uśmiechają się z półek i kuszą.

    Joanno, jak dobrze młodzież wyczuła. Od tego „Słowo się rzekło – mogiłka u płota!” aż gardło się ściska.
    Ach, to się cieszę, że jeszcze ten wiersz wpisałam.

  118. A ileż więcej w takim domu (bez telewizora) jest rozmów, relacji, skupienia na drugich, ile więcej zwierzeń, wspólnych spraw i zajęć; i wymiany myśli i rozmów o przeczytanych lub jeszcze nie książkach. Ileż….
    My dwadzieścia pięć lat bez telewizora żyjemy i dzieci wychowaliśmy bez niego. Też polecamy:)

  119. Drogie:Ulubiona Autorko,Celestyno i Merynosie- dzięki wielkie za wsparcie i wiarę w moje nauczycielskie siły.
    Czasem bardzo mi to potrzebne, bo na ogół ich nie przeceniam i mam skłonność do nadmiernego samokrytycyzmu.Ale- jak mawiał mistrz Dmuchawiec -najgorsze co może człowieka spotkać, to spędzić życie z pełnym talerzem na pełnym brzuchu i zupełnie spokojnym sumieniem.Staram się zatem spędzać je inaczej, a jak wyjdzie- czas pokaże i moi wychowankowie ocenią.:)

    DUA, zajrzałam tu na szczęście skoro świt,przeczytałam „Rozmowę z żołnierzem” i faktycznie moja przygotowywana po nocy lekcja o wyklętych żołnierzach i poetach nabrała rumieńców.
    Utwór zrobił na uczniach wrażenie.Pytani o fragmenty najbardziej ich zdaniem nośne wskazywali początek („Bośmy dali słowo”) oraz wymowną parafrazę:”Słowo się rzekło- mogiłka u płotu”. Trudno rzeczywiście o skrót myślowy dobitniej oddający istotę polskiego losu.
    Dziękuję już nie tylko w swoim imieniu za przypomnienie Hemara i ten piękny tekst.Co ja bym bez Pani zrobiła?Pytanie jest retoryczne.:)

  120. „Nie dla mnie są takie rozkosze, ja jajek po prostu nie znoszę!” (Brzechwa, „Kokoszka Smakoszka”) :)
    A ściślej: od lat już nie mam telewizora. Pan Musierowicz też się pozbył tego rupiecia. Internet nam wystarcza.
    Nie macie pojęcia, jak miło, cicho i pogodnie jest w domu, w którym nie dudni to pudło.
    O ileż mniej złych emocji!
    Wszystkim polecam to rozwiązanie.

  121. Będzie za kilka dni w programie Canal+Discovery. Ja nie mam dostępu, ale może ktoś skorzysta z informacji.

  122. Szukam i szukam tego filmu, Merynosie, i nie moge znalezc. Widze pare zwiastunow i wywiad z rezyserka, ale filmu w calosci nie ma..

  123. Jak dobrze, że są tacy nauczyciele (a są!). I dla nich podpowiedź jeszcze jedna filmowa, jeśli można: film Sophii Turkiewicz ” Niegdyś moja matka”- idealny dla nastolatków, bo pokazuje odbudowywanie relacji z mamą poprzez odkrywanie jej przeszłości. A jednocześnie bardzo dobry film o polskiej historii XX wieku.

  124. Zwłaszcza jeśli poeci też byli żołnierzami.

    Też myślę o uczniach Joanny. Tym się udało!

  125. Pani Malgorzato, i Joanno – dziekuje. Tez boje sie uzywac wielkich slow, ale czasem -po tylu latach zmuszania nas do zapominania o pewnych sprawach i ludziach – trzeba.
    (W filmie, o ktorym wspomnialam wczoraj, tez sporo ich pada)
    „Rozmowa z zolnierzem” – wspanialy wiersz.
    Skoro przywracamy pamiec zolnierzy wykletych, przywracajmy tez poetow -z czyjegos nakazu- zapomnianych.
    Czuje, ze uczniowie Joanny beda mieli niedlugo ciekawa lekcje:)

  126. No to, Joanno, na zakończenie dnia jeszcze jeden wiersz:

    Marian Hemar

    ROZMOWA Z ŻOŁNIERZEM

    „I po coście się bili?” – potrząsali głową.
    A żołnierz odpowiedział: „Bośmy dali słowo.

    A jesteśmy z takiego narodu, co słowa –
    Choćby zdychał – nie złamie. Sczeźnie, a dochowa”.

    – „A o coście się bili?” A żołnierz powiedział:
    „Żeby świat się nauczył, żeby o tym wiedział,

    By sobie wspomniał kiedyś – może za lat tysiąc –
    Że umiałem dotrzymać, com umiał poprzysiąc”.

    *

    I jak tu nam tłumaczyć, co honor kupiecki,
    Co kupiecki rozsądek, co upór „szlachecki”,

    Gdy lepsza ustępliwość wobec konieczności,
    Która słowa przekręca i podpisy mota –

    Gdy jesteśmy z narodu, który myśli prościej.
    Myśli: słowo się rzekło – mogiłka u płota.

    U nas – słowo się rzekło, już my zniewoleni.
    Bo myśmy barbarzyńcy, a nie dżentelmeni.

    Nie myśmy wynaleźli „gentelman’s agreement”.
    U nas jedno – rachunek, wiara i sentyment.

    I każdy, kto się uprze, w pole nas wywiedzie
    I zobaczy w nieszczęściu, i wyszydzi w biedzie.

    *

    Ha, wywiedli nas w pole, w pole gorzkiej chwały,
    A nie wiedzą, że większa dla nich samych strata –

    Te ręce, które dla nas mogiły kopały,
    Pogrzebały w mogile wszystek honor świata.

    Słowo nie dotrzymane – strzęp marnego świstka.

    Pociecha dla nas – mała. Duma dla nas – wszystka.

    (1945)

  127. Jaki piękny był ten -już wczorajszy-dzień poświęcony Niezłomnym.Jak wspaniale go świętowano.Miałam wrażenie ,że cała Armia Rycerskich Cieni przemaszerowała przez Polskę.Na naszych oczach dzieje się coś wielkiego i ważnego.Nareszcie.
    Dziękuję, DUA ,za przypomnienie Hemara.Nie mówi się dziś o nim w szkole, niestety.Spróbuję przynajmniej u siebie to zmienić, bo to piękna postać.
    „My już musimy,po wieczność wieczności
    żyć według jednego wzoru”
    Rzeczywiście – musimy.Wiem,że u Hemara słowa te mają wymiar bardziej uniwersalny,ale w dniu święta Niezłomnych rozmyślałam o nich w kontekście naszych narodowych losów.Całe szczęście,że tych pragnących „żyć według jednego wzoru” także wśród współczesnych młodych nie brakuje.To napawa optymizmem.Trzeba im tylko te wzory pokazać, a oni sami jak widać docenią wielkość, bohaterstwo i szlachetność.
    Trochę mnie poniosło,na ogół unikam wielkich słów, ale czasami się nie da.Wczoraj był właśnie jeden z takich dni.
    Dobrej nocy.

  128. Na dobranoc – dla Sowiątka:

    Marian Hemar
    PIOSENKA DLA NIEGRZECZNEGO CHŁOPCA

    Wiatr ułożył się do snu,
    Ziewnął – ziewnął – potem ścichł.
    Tylko ty w łóżeczku tu
    Nie mruż jeszcze oczu swych.

    Mruczek zasnął i śpi Miś,
    Burek cały wlazł pod koc.
    Tylko ty uważaj, byś
    Nie spał dziś przez całą noc –

    Nie spał, nie, przez całą noc!

    Zasnął w stajni siwy koń,
    Śpią w swej norce myszki dwie.
    Tylko ty przed snem się broń,
    Nie śpij, nie śpij. Nie, nie, nie.

    Wszyscy zasną – tylko ty
    Spać nie będziesz. Słyszysz? Słysz!
    No i kto uwierzyłby,
    Że już śpisz, że jednak śpisz.

    Nie do wiary – że ty śpisz.

    :)

  129. Ja bym zmieniła to i owo, jestem perfekcjonistką.
    A o Hemarze mówić trzeba, jestem za.

  130. Ależ niczego już nie trzeba zmieniać, Sowo luba!
    Tak się cieszę, że Wierzyńskiego Wam przedstawiłam.
    Chyba teraz kolej na Hemara.:)

  131. Norwid ujął to bardzo celnie, to prawda. I jeszcze lubię Wierzyńskiego – „wszystko powstaje z miłości”. Często sobie to powtarzam, od czasu „McDusi”. :)

    A wiesz, Zuziu, jeszcze miałam Ci powiedzieć, tak w stylu Polyanny, że dzięki pani polonistce masz szansę poprawić swoje błędy i dostać dobrą ocenę. Ja za to w mojej mini-rozprawce nie zmienię już żadnego nieszczególnego zdania, bo formularz nie przewiduje takiej opcji (a szkoda). I już poszło w świat, na zawsze.

  132. Dobry wieczór!

    Trochę w związku z dzisiejszym dniem, chciałam Księgowym polecić niedługi – ok.20-minutowy film „W poszukiwaniu Ojczyzny” (Czy ja już tu o tym przypadkiem nie wspominałam? Pamiętam, ze nosiłam się z tym zamiarem, a nie bardzo mam teraz czas sprawdzić..). Film zrealizowany przez dwóch młodych chłopaków, pól-Polaków, urodzonych i wychowanych w Anglii. W filmie pojawia się wielu pięknych ludzi:)

  133. Chyba pobiłam rekord długości. Założę się, że Zgred ująłby to wszystko lepiej, w jednym, celnym zdaniu. Ciekawe w jakim.

  134. Och, Mądra Sowo, bardzo dziękuję, zapewne masz rację, co do nauczycieli.
    Pani powiedziała, żebym napisała jeszcze raz, inne opowiadanie na ten sam temat. Napisałam, jest krócej, bardziej na temat, a ciągle podoba mi się.
    Czasami mało słów ma w sobie więcej mocy niż wielki monolog. :)

  135. Dziś u mnie w mieście spadł śnieg! A jeszcze w niedziele tak pięknie świecił słońce jak jechałam z mamą rowerami do babci! Oh jak nie lubię takiej pogody. No cóż idę się uczyć na historię

  136. O, bardzo dziękuję, Sowo, za tę mini-rozprawkę (popatrz, formularz przepuścił!) – i zwłaszcza za tę wzmiankę o klasycznych kryteriach.
    Mnie o nich uczono, i owszem! I zapamiętałam na zawsze. Ale byłam w klasie łacińskiej.
    Na studiach (artystycznych wszak!) nikt się już o tym nie zająknął.
    A przecież „Piękno kształtem jest Miłości”! Kto o tym zapomni, skazany jest na obojętność odbiorców. Przynajmniej tych, którzy mają serca!

  137. DUA, znam sporo osób zafascynowanych muzyką atonalną i elektroaustyczną, ale są to wyłącznie kompozytorzy tworzący taką muzykę lub muzykolodzy zajmujący się tą dziedziną. Myślę, że przyjemność jaką odczuwają słuchając jej jest przede wszystkim doznaniem intelektualnym, podobnym satysfakcji jaką się odczuwa rozwiązując poprawnie skomplikowane działanie matematyczne. Stworzenie utworu dodekafonicznego jest bowiem w pierwszej kolejności łamigłówką matematyczną. Spodziewam się, że dogłębna znajomość reguł tej muzki w pewnym stopniu wpływa również na doznania natury estetycznej. Podobnie dzieje się, gdy słuchamy średniowiecznych motetów czy barokowej fugi, bo to też były kompozytorskie łamigłówki, rozpoznawanie w trakcie słuchania reguł kompozytorskich wpływa znacznie na ich pozytywny odbiór. Innym zastanawiającym nurtem jest sonoryzm, który skupia się głównie na poszukiwaniu nowych i zaskakujących brzmień. Tu widzę pewne podobieństwo do malarstwa abstrakcyjnego: jaką radość estetyczną mamy oglądając dwumetrowe płótno, w całości pokryte czerwoną farbą? Wydaje się śmiesznym, że twórca takiego dzieła skończył ASP (a wystarczyło kupić w Castoramie kubeł farby i chlusnać nią przed siebie), a jeszcze śmieszniejszym, że ktoś wydaje ciężkie pieniądze na to, by sobie taki obraz powiesić w pokoju. Ale jak powiesi go sobie w pokoju utrzymanym w kolorach białym, szarym i czarnym, to już odczuwamy na jego widok pewną przyjemność estetyczną, prawda? Krótko mówiąc, uważam, że sztuka awangardowa opiera się w znaczym stopniu na odbiorze intelektualnym i kontekstualnym. Sądzę też, że twórcy tej sztuki zapędzili się w kozi róg, chcąc jednocześnie osiągnąć dwa cele: stworzyć sztukę oderwaną od tradycji, z zupełnie nowym językiem, nie sprawiającej przyjemności estetycznej (bo to zbyt masowe), a więc stworzenie sztuki elitarnej, tylko dla intelektualistów; z drugiej strony, mają żal do społeczeństwa, że nie chcą tej sztuki pokochać i że ostatecznie nie ma szans, by ich sztuka stała się dominującą. Dlaczego tak się dzieje? Myślę, że jednak rację mieli starożytni teoretycy sztuki i retoryki, którzy uznawali taką sztukę (mowę) za doskonałą, która spełniała jednocześnie trzy kryteria: by bawiła (delectare), uczyła (docere) i wzruszała (movere). Jak przyjrzeć się poszczegółnym epokom, w każdej z nich jeden z tych elementów był przeważający (średniowiecze – nauka, renesans – przyjemność, barok – wzruszenie, klasycyzm – przyjemność, romantyzm – wzruszenie), ale sztuka współczesna awangardowa chyba zanadto wychyliła to wahadło ku intelektowi i dlatego się nie sprawdziła.

  138. O, ja bardzo chętnie poznam nowe wiersze! Pamiętam czasy księgowych wierszy porannych – też można było wiele nowości poznać. W ogóle dziękuję, że tyle tu poezji, nie da się ukryć, że nie czytam jej nadmiernie, a przecież tyle w niej piękna – więc choć tutaj zaczerpnę trochę :)

  139. Mam jego wiersze wojenne, Madziu. Przejmujące. I wielkiej piękności!
    Tak, czytajcie o Hemarze. I Hemara.

  140. Oj wiem, wiem, Zuziu. Tak się trochę śmiałam. Trzeba mi wybaczyć, byłam zmęczona, a dziś to po prostu padam z nóg :)

  141. Słucham sobie „Całą noc padał śnieg” , a przeczytałam dzisiaj „Zaufać nieufności. Osiem rozmów o sensie o poezji” i od razu nabrałam jeszcze większej ochoty , żeby przeczytać kolejną książkę eseistyczną Stanisława Barańczaka. A udało mi się zdobyć niedawno (trudno było!) „Czytelnika ubezwłasnowolnionego” oraz „Knebel i słowo”.
    I pocztą nadszedł dziś „Merlin” Roberta Nye, którego kiedyś (dawno temu) polecał Alek.
    Ale ponieważ obligują mnie terminy biblioteczne, to jednak czytam „Czasy secondhandu” Swietłany Aleksijewicz. A pewnie też należałoby posłuchać Starosty i poczytać o Marianie Hemarze – w szkole nic o nim nie mówiono. Ani nawet na studiach – albo nie trafiłam na właściwe zajęcia.
    Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia, a także wieczoru. :)

  142. O, dziękuję, Sowo luba!

    Zuziu, właśnie o to chodzi. Porażki też nam powinny do czegoś posłużyć.

  143. A my na przekór śniegowi zaczytujemy się w „Ptasim radiu” (staram się przy tym wznieść na wyżyny interpretcyjne Ireny Kwiatkowskiej) i uczymy się rozpoznawać ptaki po ich śpiewie. Jak już wiosna rozkwitnie, będzie jak znalazł.

    Zuziu, to nie jest tak, że nauczycielom nie chce się czytać długich wypracowań. Raczej chcą Ci przekazać, że umiejętność zwięzłej wypowiedzi jest bardzo potrzebna. Potraktuj to jako wyzwanie i spróbuj powiedzieć jeszcze raz to samo, ale krócej. :) Ja na przykład postaram się zaraz odpowiedzieć DUA w temacie muzyki atonalnej, mieszcząc się w tylko jednym wpisie. I to jest dopiero wyzwanie!

  144. Ależ się nie załamuję, skądże.
    A o błędach interpunkcyjnych to miała rację, to tak moja, można powiedzieć, pięta Achillesa.
    Tylko, że pani przedstawiła to wszystko w taki sposób, jakbym dokonała zbrodni.;)
    Za każdym razem człowiek zdobywa doświadczenie, zwłaszcza przy porażkach, prawda?
    :))

  145. Nigdy się nie załamuj, Zuziu miła!
    Piszesz z całej duszy, wiesz i czujesz, że to dobre, i to już jest twoja wygrana.
    Błędy interpunkcyjne słusznie pani poprawiła.
    I pewnie też miała rację, że nie na temat napisałaś.

    Ale ten trud nie poszedł na marne, bądź pewna!
    Po prostu – znów jesteś trochę bogatsza.:)

  146. Dzień dobry!
    Kopucynko, och nie, chodziło mi tylko o te dobre ości!!:)

    Jaki piękny obrazek za oknem: śnieg i wspaniałe śpiewy ptaków.:))

    Pani sprawdzała dzisiaj nasze wypracowania. Ja niestety nie mam tak wspaniałej polonistki jak te, które tu zaglądają. Na początku Pani się załamała, że napisałam tak długą pracę (6 stron), a potem już tylko narzekała, że nie na temat, że błędy interpunkcyjne, że baśniowe, a temat był realistyczny, a w końcu powiedziała, że nic mi nie postawi, bo nie napisałam na temat i żebym to napisała jeszcze raz. A ja wstałam godzinę wcześniej niż zwykle żeby dokończyć przepisywać do zeszytu! Tyle trudu na marne, ale mi, mimo wszystko, podobała się moja praca. A zresztą, to tylko jedno wypracowanie!
    Troszkę się załamałam, czy naprawdę teraz tak jest u niektórych nauczycieli, że sprawdzają, aby sprawdzić, a jak praca jest długa i uczeń puszcza wodze wyobraźni, to źle, bo nauczycielowi się nie chce czytać?

  147. Brawo, Anusiu!
    Ach, to piękny cel.
    Cieszę się!
    Uczyłam się w szkole mnóstwa wierszy na pamięć. Tylko z początku było trudno, a potem łatwiej i łatwiej, bo pamięć jest elastyczna. A co w nią zapadnie, już tam pozostaje. I buduje naszą tożsamość, poszerza nasze zdolności językowe, układa umysł do własnej pracy.
    Bardzo warto!

  148. Na przykład fragment takiego wiersza wam przedstawię:

    ” Kto się dla siebie wymówki doprasza
    Niech jeno spojrzy prawdzie w twarz:
    Każde zwycięstwo jest nasze
    I każda klęska jest nasza.
    Nasz, wspólny jest honor. I każdy
    Grzech, każdy błąd – jest nasz.

    Oto jest nakaz wielkości.
    My już nie mamy wyboru.
    My już musimy, po wieczność wieczności
    Żyć według jednego wzoru.”

    I tak dalej…

    (Marian Hemar, „19 marca 1940”)

  149. Na dzisiejsze śnieżne popołudnie, przygotowałam sobie cel…
    Jestem w trakcie realizacji, chce się nauczyć tej oto cudnej pieśni Kochanowskiego.
    Już umiem 4 wersy !!!
    Życzę wszystkim miłego dnia !

  150. A jeszcze podpowiem, że nie przypadkiem mi się Hemar przypomniał: i on był żołnierzem.
    Poczytajcie sobie o nim, bo nie wiem, czy w szkole wystarczająco dużo się o nim mówi.
    W ogóle, chętnie o nim zapominano.

  151. Do tekstu Hemara muzyka Preisnera i jest już w ogóle tak, że aż zatyka. A jeszcze dziś wspominamy niezłomnych żołnierzy „wyklętych” i są u Preisnera utwory tak mocno się z ich i ich rodzin przeżyciami kojarzące. Wyrazy wielkiego szacunku dla wszystkich, dla których to jest osobiste doświadczenie.

  152. Joanno, a cóż za miły pomysł!
    Dziękuję, aż cieplej się zrobiło!

    Charlotko, masz rację – oto prawdziwy optymizm!

  153. A propos wiadomości na dziś, to właśnie bardzo miło jest wejść tutaj mając za oknem taki zimowy widok. Bo wiadomo, że wiosna i tak idzie i jest coraz bliżej :) A zima też musi się pięknie pożegnać.

    Pozdrawiam serdecznie!

  154. Powiedziałam im o uśmiechu.Zdziwili się i ucieszyli.W końcu nie zawsze w środku klasówki uśmiecha się do nich Prawdziwa Autorka, a dla wielu (fanek Jeżycjady jest w tej klasie całkiem sporo)w dodatku Ulubiona.

    Odwzajemniamy uśmiech i życzymy jak najmilszego dnia.:):):)

  155. Ooo!
    Ciepło myślę o Twoich mądrych maturzystach, Joanno!
    Przesyłam uśmiech dla wszystkich.

  156. „Jakby ktoś świata skroń gładził chłodem białej ręki…”
    Piękne aż zatyka,DUA.:) A widok za oknem mam taki jak w wierszu.
    Zajrzałam na chwilkę, bo moi uczniowie- maturzyści biedzą się właśnie nad wypracowaniem klasowym.Oczka zamyślone,czółka przyjemnie zmarszczone, długopisy pracowicie suną po papierze -piękny widok,zwłaszcza że to zdolna klasa.Miło na nich popatrzeć.
    Wszystkiego co najlepsze dla Kapucynki z okazji wczorajszego święta!

  157. „Całą noc padał śnieg cichy, cichy, cichuteńki.
    Przyszedł świt, a tu świat cały biały, bielusieńki,
    jakby kto świata skroń gładził chłodem białej ręki
    i powiedział szeptem doń: Nic się nie bój mój maleńki.

    Niech cię głowa już nie boli, niech cię smutna myśl nie trapi,
    bo od dziś, bo od dziś – pokój ludziom dobrej woli.
    Otwórz oczy, znów się zbudź z mroków czarnej melancholii
    i ptaszęcym głosem nuć – pokój ludziom dobrej woli.” (Marian Hemar, fragment wiersza)

    I taką mam nowinę, dzień dobry, na dziś.

  158. Och, DUA, to temat rzeka. Czuję, że znowu się rozgadam, więc odezwę się nieco później. Teraz tylko zaśpiewam bardzo tonalne „Sto lat” Kapucynce, a Chesterce powiem, że całe zbiory ćwiczeń atonalnych „przerabia się” w liceach i akademiach muzycznych w ramach zajęć z kształcenia słuchu. Przy odpowiednio częstym ćwiczeniu da się je śpiewać z pamięci. Nie są one miłe dla ucha, ale bardzo przydatne. :)

    Na dobranoc dla Kapucynki:

    „Happy Birthday Swing”.
    Lucky Seven.

  159. Wszystkiego co najlepsze dla Kapucynki, istoty tak wyjątkowej …uff, jeszcze zdążyłam. No i aby tych życzeń wystarczyło na kolejne cztery lata :):)

  160. Miłości, lotności, włości, ostrości, okropności, złości… coraz gorsze „-ości” przychodza mi do głowy… lepiej zagłębię się w lekturze Agathy Christie w kryminale pelnym zegarów i jeszcze raz wszystkim dziękuję, Kochani!!!

  161. Wszystkiego, wszystkiego najlepszego, Kapucynko!! Radości i mądrości, i tak jak kiedyś powiedziała moja wspaniała wychowawczyni, wszystkiego co ma -ości!! ;)

    Dziwny dziś dzień, taki wyjątkowy, magiczny. Niby go nie ma, ale zawsze wraca, co cztery lata. Tak jak wiosna! Całe szczęście, że na nią nie musimy czekać AŻ cztery lata!

    Byłam dziś w bibliotece i wypożyczyłam „Przyjaciela wesołego diabła” Makuszyńskiego. Od razu znalazłam śliczny fragment, który też (według mnie) pasuje do wspaniałej wiosny: „Tak się jednak dzieje na tym Bożym świecie, że to, co kiedykolwiek było piękne, choćby to było przed pięcioma tysiącami lat, pozostaje piękne na zawsze, a czas nie ma do tego dostępu”

    Zakupiłam „Lawendową czarownicę”! Szerze mówiąc, już nie mogę się doczekać, aż ją zacznę!:))
    Dobranoc!:))
    PS Koleżanka jutro mi przyniesie „Zabić drozda”. Miała Pani rację, w bibliotece jest wypożyczona.

  162. Tylko raz na cztery lata torcik z różowym lukrem i świeczkami, śpiew, radość i prezenty?
    Groza mnie ogarnia.
    Z powiąsząwaniem Urorurodzin, Kapucynko:)

  163. Zanucić z pamięci muzykę atonalna :))))) Przewróciłam się!
    A przy okazji: dziś Kapucynka obchodzi swoje czwarte urodziny! Czy ktoś z kochanych Księgowych urodził się równie żartobliwie?

  164. No tak.
    A któż inny?!
    Ale swoją drogą: czy istnieją prawdziwi, szczerzy wielbiciele muzyki awangardowej, atonalnej? Tacy, którzy – jak na przykład zwykli melomani kochający Bacha – potrafią z pamięci zanucić cały fragment utworu?
    Ciekawa jestem Twojej opinii, Sowo.

  165. Raczej próba wspięcia się na wyżyny koneserstwa. Konstatację wnuka skwitował kwaśno: „tyś go tak nauczyła”.

  166. Lepiej barokową niż awangardową. :)
    Taka scenka a propos, sprzed kilkunastu dni:
    dziadek drzemie w swoim pokoju, niby słuchając Dwójki, skrzypce piłują niemiłosiernie awangardowe dysonanse. Sowiątko przyniosło sobie z kuchni stołek, usiadło naprzeciw odbiornika, chwilę posłuchało, podumało i wskazując paluszkiem na radio zawyrokowało:
    – Hałas.
    Ma się ten gust.

  167. Ale Lublin jest taaaaaki piękny, Droga Ulubiona Autorko! Osobiście uwielbiam. :-)

    Przy okazji, skoro już tu jestem (przez jakiś czas nie wpuszczał mnie mój antywirus i to przymusowe odcięcie od KG było trochę frustrujące), chcę się podzielić opinią, że „Lawendowa czarownica” jest ładna, mądra i pogodna, tak jak i jej Autorka. :-)

    Miłego poniedziałku!

  168. Asiu (wiad.pryw.), dziękuję za miłe słowa i tyle serdeczności. I za zaproszenie! Chciałabym, pewnie, ale do Lublina kaaawał drogi!
    Ponadto, wiesz – albo się jeździ, albo się pisze.
    A poza tym – już się tyle najeździłam, że może byłby czas odpocząć wreszcie.
    Pozdrów siostrę i mamę ode mnie!

  169. Tak, pamiętam nagłe pojawienie się innej mody. Pierwszy podmuch przybył, rzecz jasna, z Francji, wraz z filmami Nowej Fali. W tym okresie nawet niezbyt awangardowy dramat obyczajowy musiał być koniecznie ilustrowany bogatą muzyką barokową.

  170. Peer Gynt też kojarzy mi się mile z dzieciństwem, bo Mama puszczała tę płytę na zmianę z koncertem fortepianowym Czajkowskiego przez dobry miesiąc;) Ten ostatni skojarzył mi się wskutek tego na wieki z „Małym bizonem” Fiedlera, którego akurat czytałam. Moda na romantyzm w muzyce przeminęła, więc dobrze, że się zdążyłam na tych parę kawałków załapać;)

    Bardzo ciężko jest śpiewać na leżąco. Szczególnie jeśli jednocześnie maleństwa skaczą człowiekowi po brzuchu.
    Na siedząco już łatwiej, ale pilnowanie przepony nie wchodzi w grę. Biedni ci śpiewacy operowi.

  171. Dobry wieczór! :o)
    Peer Gynt z gramofonu to lekcje muzyki w drugiej klasie podstawówki z niezapomnianym głosem Pani opowiadającej tę historię. Lubiliśmy całość (może najmniej drugą część), „nawet największe łobuziaki” słuchały z zaciekawieniem.. A „W grocie króla gór” uwielbiane naprawdę, wszyscy wtedy kręcili kółka paluszkami po blatach ławek, w miarę podkręcania tempa paluszki były coraz cieplejsze.. dobra metoda na zimowy chłód. :o)
    Poranek to pierwszy utwór, który grałam z pamięci. Dziękuję, Sowo, wiem już, od czego jutro zacznę poranek. :o)
    Pani opowiadała też często o Chopinie.. ilustrując oczywiście swoje opowieści muzyką z płyt. Cudowna Pani.

    Tarninę wspominam ze wzruszeniem, nie wiedziałam wówczas, że są jakieś inne części.
    Dziękuję, Pani Małgosiu, za tę stronę. Uwielbiam Was czytać! :o)

  172. Tak, właśnie wyczytałam w Wikipedii, że stracił wzrok na polach minowych nad Wisłą. Smutne te jego książki i przejmujące, ale bardzo prawdziwe. A miejsce akcji to okolice Puław, więc bardzo dla mnie znajome. Lecę zamawiać.

  173. Jeśli dobrze pamiętam z lat, kiedy wydawałam w „Naszej Księgarni”, pan Jerzy Szczygieł sam był niewidomy.

  174. Wójcie, znalazłam te tytuły: Tarnina, Ziemia bez słońca, Nigdy cię nie opuszczę i Po kocich łbach. Mam nadzieję, że pomogłam. :)

  175. Wiewiórko, myślę, że chodzi Ci o książki Jerzego Szczygła – „Tarninę” i jej kontynuacje, nie pamiętam dokładnie tytułów ale myślę, że znając nazwisko autora łatwo będzie znaleźć. Do dziś mam przed oczami wydanie Naszej Księgarni, z zielono-brązową okładką.
    Pozdrawiam!

  176. Kochani, z doświadczenia wiem, że jesteście lepsi niż jakakolwiek wyszukiwarka, dlatego zwracam się do Was z pewnym pytaniem. Otóż od dłuższego czasu męczy mnie wspomnienie książki, a właściwie książek, które czytałam w szkole podstawowej i zupełnie nie pamiętam ani autora, ani tytułu. Nie wiem nawet czy to były dobre powieści, ale musiały coś w sobie mieć, skoro pozostawiły we mnie jakiś ślad. Pamiętam, że fragment jednej z części był wydrukowany w moim podręczniku do języka polskiego. Podaję to, co zostało mi w pamięci, może ktoś coś wie?
    A więc: dwóch braci, czasy wojenne, ziemianka, partyzanci, chora matka, zjedzona kiełbasa, gospodarz, smażenia mięsa z dzika, niewypał, stracony wzrok ( jednego z chłopców), szkoła z internatem dla dzieci niewidomych, nauka alfabetu Braille’a.
    Były trzy części, o ile dobrze pamiętam.

  177. Aaa! A ja posiadam tylko jeden tom Ibsena i „Peer Gynta” tam nie ma.
    Kupiłam tom (drugiego jeszcze nie wydano wtedy) wyłącznie dla „Wroga ludu”.

    Natomiast mam płytę z poematem muzycznym Griega (gramofonową) – zawsze ją grywałam swojej dziatwie. Przebojem było „W grocie Króla Gór”.
    A od Ateny dostałam kiedyś ilustrowaną książkę o Academy of St Martin-in-the-Fields, ale jeszcze nie zdążyłam przeczytać, tylko obejrzałam. Czeka w kolejce, Ateno!

  178. O, znalazłam, ale po angielsku:

    „A grove of palms and acacias at dawn. Peer Gynt is up a tree, protecting himself with a broken-off branch from a swarm of apes”.

    A potem taki monolog Peer Gynta:

    Really a most enchanting morning!
    The beetles are busy at work in the sand;
    Out of their shells the snails are peeping.
    Morning ! Ah, morning’s worth more than gold!
    It’s strange what a very remarkable power
    There is in daylight. In its beams
    You feel so safe your courage waxes
    You’re ready to fight wild bulls, if need be.
    What silence around me ! These rural joys
    It’s strange that I never appreciated
    These things so much till now. To think
    That men live cooped up in great cities,
    Just to be pestered and plagued by people.
    Look at those lizards, bustling about
    Enjoying the air and thinking of nothing.
    What innocence in the life of beasts!
    They perform the behest of their great Creator,
    Their character stamped indelibly on them;
    They are themselves, whether playing or fighting
    Themselves, as they were when He first said ” Be.”

  179. Mamo Isi, zapewniam Cię, że wiele chórów próbuje na siedząco. A chór operowy jest przyzwyczajony śpiewać w dowolnej pozycji, narzuconej zwykle przez reżysera: siedząc, na czworaka, klęcząc, pełzając, idąc, leżąc, tańcząc, biegnąc, kręcąc się w kółko, tyłem do widowni… co tam tylko chcesz. A dyrygent wespół z publicznością cieszy się, że znowu jest nieczysto, ale za to nierówno choć brzydkim dźwiękiem.

    Późna już pora, więc dzisiejsza słuchanka przeznaczona jest na rano:

    Edward Grieg – „Morgenstemning” („Morning”).
    Academy of St Martin-in-the-Fields, Sir Neville Marriner.

    Najpiękniejszy muzyczny poranek świata w świetnym wykonaniu. Z dedykacją dla Dobregowieczorka, bo to poranek afrykański. Czy DUA posiada „Peer Gynt” Ibsena? Bo ciekawa jestem opisu wschodu słońca na marokańskiej pustyni.

  180. To ja dziękuję za dobre słowo, Iskro.
    Widzisz? Wyprowadziłam się z Poznania i dobrze zrobiłam: u nas na wsi wiosna się zaczyna! Śniegu wczoraj wcale nie było!
    Zobaczymy co będzie jutro!
    Dobranoc!

  181. Dziękuję Bogu za poezję, taką jak ten hymn Kochanowskiego i za pani cudowną prozę. Dziękuję pani Małgorzato za wieloletnią cichą przyjaźń zawartą pomiędzy zdaniami pani książek. Były one i są nadal moim lekarstwem na smuteczki i odkrywaniem smaku codzienności. Wczoraj spacerowałam po uliczkach dzielnicy Jeżyce (służbowy wyjazd do Poznania) i niestety wiosny nie było widać. Nawet jednak padający mokry śnieg nie zamazał mi obrazu ich piękna. Te różnorodne stare kamienniczki i domy..Cudowny spacer-ilustracja ukochanych książek. Jeżeli tam na górze każdy dołoży swoją cegiełkę dobra to pani zbuduje ze swoich potężną budowlę ;-) DZIĘKUJĘ

  182. Dobrywieczorku, we wczesnej młodości czytałem o przeczyszczających czekoladkach z fenoloftaleiną.
    Wikipedia potwierdza.

  183. W takim razie mam czas się podciągnąć – poczekam na Pani powrót, może po ukończeniu prac nad Ciotką się uda :)

  184. Wiem, że należało na jesieni to wszystko wygrabić i spalić, ale czasu nie starczyło. Gdyby tak doba zechciała mieć jakieś 40 godzin, to by się człowiek wyrobił, ale przy 24 godzinach jest bez szans.
    To mi przypomina sceptyczną wypowiedź Milesa Kingtona w temacie mniszka lekarskiego, który rzekomo jest żywym zegarem słonecznym. Twierdził, że podług jego obserwacji kwiat mniszka zawsze pokazuje jakąś 37 godzinę.
    Ale z drugiej strony być może ta doba jednak ma trochę więcej godzin, ale tylko mniszek lekarski to zauważył?

  185. Próba chóru oczywiście na stojąco. Zasadniczo nie widziałam jeszcze chóru śpiewającego nie siedząco. Czasami śpiewacy operowi ciągną arie na siedząco (Pieśń niewolników w Nabucco, dajmy na to). Ale nawet tam nie mam pewności, czy przypadkiem śpiewający nie stoją, a ta upozowana reszta niewolników to tylko statyści.

  186. U nas w nocy był mrozik, ale pobiegłam sobie naokoło jeziora i widziałam w lesie niewątpliwe sygnały wiosny!

  187. Bacha też na stojąco, rozumiem…
    Mamo Isi, dobra podpowiedź: posprzątać ogród do czysta jesienią. Do ostatniego listeczka!
    Wtedy na wiosnę pozostaje nam tylko spulchniać i nawozić!
    No i sadzić i siać i przesadzać. Ach!!!

  188. Znowu dziś grabiłam i paliłam cały dzionek, w związku z czym ledwo ruszam ręką czy nogą . Życie rozbójnika to nie jest taniec po płatkach róż, powiedzmy to sobie szczerze.
    A jeszcze wieczorem była próba chóru. Piękne te chorały Bacha.
    Co za szczęście, że choć przy komputerze można usiąść.

  189. A 5-letnia córka mojej znajomej zażyczyła sobie w liście do św. Mikołaja 5 kg kiełbasy… I dostała! Zdaje się, że próbowała zjeść samodzielnie, ale miała dwóch braci, więc nie przypuszczam, żeby się udało.
    Joanno, znam wątpliwości co do jakości własnej pracy z autopsji – ciągle zdarza mi się miotać między „za mało” i „za dużo” wymagam. I chyba póki stawiamy sobie o to pytania, to jesteśmy żywymi nauczycielami, wchodzącymi w relację (reakcję ;-)) z uczniem.
    Zgredzie, a jakie to medyczne zastosowanie fenoloftaleiny?! Stosowane na sobie samym?
    Cóż, chemia z upływem czasu i rozwojem Internetu staje się coraz bardziej niebezpieczna – ciągle staram się opowiadać moim uczniom straszne historie o wypadkach, żeby nie próbowali doświadczeń bez nadzoru.

  190. Też stosujemy tę metodę na deszcz. Mycie samochodu, albo okien. Albo podlewanie ogrodu. Murowany efekt. Przy tylu sprawdzonych metodach, dziwię się, że jeszcze w ogóle występują susze.
    Pomiot deliryczny bardzo mi się podoba.
    Te neologizmy dziecięce koniecznie trzeba zapisywać, żeby nie przepadły:)
    Właśnie nabyłam „Lawendową czarownicę” i przed nami miłe oczekiwanie na przesyłkę i ustawianie w kolejce do czytania:)
    Justysiu, wielkie dzięki za wiersz Śliwiaka o ogórku i to kiszonym! Dotarłam jednakowoż do wersji pełnej i stwierdzam ze smutkiem, że ten konkretny ogórek nie był dżentelmenem. Zamiast oświadczyć zakochanej w nim żabie, że honor to dla niego etc, ale na przeszkodzie zawarcia małżeństwa stoi krótka ich znajomość, albo różnica światopoglądów, albo rodzice uważają, że jest jeszcze za młody do żeniaczki, on jej rzekł :
    „Nie pleć bredni, żabo, i skończ swe zaloty.
    Nie chcę cię, boś brzydka i czuć ciebie błotem.”
    Sądzę, że był to ogórek z nizin społecznych, bo i takie się zdarzają, niestety.
    Biedna żaba, ale i tak powinna dać na mszę, że z tego małżeństwa nic nie wyszło. To się nie mogło dobrze skończyć.

  191. Uśmiechnęłam się, a jakże! Od ucha do ucha!
    Mielimy podobną historię w kwestii wymarzonej (na Gwiazdkę) „tląby z wąsami”. Trąby nie było, kupiliśmy plastikowy saksofonik, doczepiliśmy sznurkiem śliczne wąsy (z pakuł) do ustnika i wręczamy. A nasze dziecko podziękowało i mówi:
    – A macie dla mnie tląbę z wąsami?

    Dziś już nie wie, o co mu naprawdę chodziło.

  192. Wspaniałe jest dziecięce słowotwórstwo.Opowiem Wam pewną śmieszne zdarzenie. Wujek mojej koleżanki gdy był malutki mówił czasem słowo lumbelek. W końcu zapytano go co to znaczy.
    On odpowiedział, że to taki łobek. Zapytali co to ten łobek. A on na to ,że to przecież lumbelek. I tak to do dziś dnia nikt nie wie co to lumbelek i w dodatku jeszcze nie wiadomo co to łobek. Wujeczek również niestety nie wie.
    Moja córeczka gdy dostała maluteńkie nartki, to najbardziej się cieszyła z odpychaczek tzn. z kijków.
    Biedronka w wykonaniu jej kuzyna to kabaka.
    Pozdrawiam Was wszystkich. Może buzie wam się uśmiechnęły.Panią MM ściskam najmocniej.

  193. Wystarczy poczytać wpisy i dobry humor zapewniony.
    Zgredzie!:D

    Dziś około 10.00 dostałam rozpaczliwy telefon z Siedlec. Jaś utknął na dworcu PKS, autobus za 4 godziny. Zapytał o zgodę, czy może alarmować Babcię. Zgoda została udzielona. Powiadomiona Babcia wyruszyła swoim małym autkiem do miasta wnukowi na pomoc. Po godzinie Jaś, pod babcinym dachem, zajadał się pączkami.
    Babcie to kolosalny wynalazek.

  194. 1. Ateno, czy ”momowci” to zomowcy czy ormowcy?
    2. Delirium clemens – stan, w jakim znajdowali się uczniowie liceum dawniej imienia Klementa G.
    3. Solny był na szczęście niezbyt stężony, ale trochę szkliwa mi chyba poszło.
    4. Były jeszcze kiedyś i inne zastosowania fenoloftaleiny. Medyczne.
    5. Golik – pędzel do golenia.

  195. Ach, chyba rzeczywiście jeszcze wtedy UNICEF to był szczyt pocztówkowego luksusu.
    Swoją drogą – co za wspaniałych czasów doczekałam: ilustracje, które maluję, wychodzą w druku zupełnie wiernie. Dawniej reprodukcje przypominały wszystko, tylko nie oryginał.
    Wiwat postęp techniczny!

  196. Dziękuję!
    Dzień dobry ponownie. Poszłam sprawdzić, na jakich kartkach Pani do mnie pisała. UNICEF! Zawsze piękne. I taka papeteria „Happy Flower” z kwiatem ułożonym z fioletowo-różowych serduszek. To był koniec lat 80-tych. Chyba wtedy nie miała jeszcze Pani papeterii i kartek Art Unlimited, tak przypuszczam. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie ciepłe słowa pisane wtedy do mnie jako nastolatki.

    Pozdrawiam Panią i wszystkich Ksiegowych.

  197. Najstarsze me dziecię, Arturianka, majac dwa latka, wołała z obrzydzeniem: Mamo, natica w nananicy ( dżdżownica w piaskownicy). Ale nie przeszkadzało jej to bynajmniej, gdy na chwilę odwróciłam wzrok, wsypywać szybkim ruchem do ust kubeczek (lalczyny) ziemii. Jadła ziemię z taka namiętnościa, że, będac w ciaży z Kapucynka, staranniej dobierałam lektury – poniechałam „Stu lat samotności” Marqueza. Nota bene ta ksiażka jest nieustannie ukochana lektura Arturianki.

  198. Chyba się nad nimi zastanowię, Patrycjo, bo znowu zbliża się rodzina uroczystość, a nie wiedziałam co zrobić (to prawda, często coś piekę, dzisiaj pieczone nadziewane jabłka). Kiedyś na pewno wykorzystam
    wszystkie przepisy DUA!

    Tak mi się przypomniało, że kiedyś musiałam wygłaszać przemówienie przed klasa. Szło mi opornie, zacinałam się, trzęsłam itd. za to podczas recytacji Kochanowskiego (Tren V) jakby odpłynęłam do innego świata. Nie wiem czy to poeta czy Tren mnie tak zaczarował.

  199. I w drugą stronę,Otz,w drugą stronę też tak to powinno działać.I też to doceniamy.:)

  200. Joanno, co do tego starania się: uroczyście oświadczam, że młodzież to zauważa i docenia. Najważniejsze to widzieć w nas ludzi, którzy nie są dobrzy we wszystkim. I mają gorsze dni.
    Chemia, fizyka. Ech… Często jest tak, że zamiast się uczyć wolę poczytać. Na co mi fizyka w życiu, zważywszy na moje zainteresowania? :)

  201. Dzień dobry,co do dziecięcych powiedzonek u Zuzi biedronka to była borilla,marchewka to mulila a Szymon za to nie mówi z tylko zez np.byłem zez Zuzią na dworze

  202. Kapucynko, widzę, że ostatnio sporo pieczesz. Polecam Ci Ptysie domowe z przepisu Pani Małgosi. Właśnie je zrobiłam nadziewając prawdziwą bitą śmietaną. Wszyscy są nimi zachwyceni!

  203. :):)
    Kłania się z wdziękiem i chwilowo schodzi ze sceny,by udać się do zwykłych sobotnich zajęć.
    A raczej niezwykłych, bo wzorem mamy Isi i młodego Kmicica idę grabić i palić.
    Swoją drogą podziwiam celne i spiżowo zwięzłe komentarze Zgreda.

  204. I fizyki też niektórych lepiej nie nauczać, bo są odporni.Jako absolwentka dobrego liceum ,co prawda po klasie humanistycznej z łaciną,włożyłam szklaną butelkę z wodą do zamrażalnika, potem o tym zapomniałam i za jakiś czas ,szukając czegoś po omacku, poharatałam sobie rękę.Wstyd się przyznać,ale zdziwiłam się, że pękła.

  205. Joanno! (wiad.pryw.)- to teraz ślę świadome pozdrowienia z okazji urodzin!
    Sto lat w zdrowiu i mądrości – sto szczęśliwych lat!

  206. Chesterko! Ty istoto rozwichrzona! Aż zamarłam, czytając o tym kwasie.
    Zawsze mówiłam, że są ludzie, których lepiej nie nauczać chemii. Sama się do nich zaliczam.

    Agato Karolino, dziękuję za soczyste przykładziki!

  207. No, fluid z pocztówkami, rzeczywiści, Justysiu!
    Rzecz zwyczajna.
    O Waszej kolekcji będę pamiętać!
    A! Znalazłaś świetny wierszyk z ogórkiem kiszonym!

  208. Drugi temat – dla Mamy Isi – znalazłam ogórka kiszonego w literaturze dziecięcej. Wiersz Tadeusza Śliwiaka „Zakochana Żaba”. Zaczyna się tak:

    „Zakochała się żaba
    w ogórku kiszonym.
    Ach ożeń się ze mną!
    Przecież nie masz żony.
    (…)
    Jeśli zechcesz, to bedę
    mieszkać z tobą w słoju.
    A ogórek na to:
    – Zostaw mnie w spokoju.
    (…)”

    Wiersz ma 6 zwrotek. Zacytowałam pierwszą i trzecią, ze zbioru wierszy dla dzieci pt. „Bardzo Śmieszne Wierszyki”, Philip Wilson, Warszawa, 1994.

    Pozdrawiam serdecznie i miłej soboty życzę.

  209. Dzień Dobry DUA, Dzień Dobry Kochani.
    Skończyłam właśnie czytać ponad 200 zaległych wpisów, czuję się jak po przeczytaniu wspaniałej książki.
    Szybko tylko poruszę dwa tematy, bo tu już późno, minęła 3-cia nad ranem.

    Perwszy temat to kartki. Fluid, bo właśnie idą do mnie internetowe zamówienia pocztówek, m.in. „Peter Rabbit” i Jane Austen. Dzięki naszej kochanej Ann (i jej pocztówek do mnie) odkryłam na nowo zapomnianą radość ich wypisywania i otrzymywania. Pisząc, zawsze próbuję wyobrazić sobie ten moment otrzymania mojej kartki, zastanawiając się w jakim momencie i nastroju zastanie ona adresata. Razem z córką Asią zbieramy pocztówki. To znaczy ona zbiera, a ja dołożyłam jej swoją kolekcję sprzed lat.

  210. A tak w ogóle ,Dobrywieczorku,to chciałabym mieć pewność,że nie nawalam,ale niestety tak prosto nie jest.Młodzi ludzie to delikatna materia- trzeba uważać,żeby ich nie skrzywdzić,ale i nie zepsuć nadmiernym pobłażaniem.To czasem jak taniec na linie.Ale w sumie to chyba faktycznie najważniejsze,że się człowiek stara.:)

  211. Dobry wieczór!
    Widzę, że rozwinął się wdzięczny temat dziecięcych innowacji językowych. W zeszycie mojej wychowanki przeczytałam kiedyś o „sierotkach poetyckich” stosowanych przez poetę. Inna znów dziewczynka (chyba czteroletnia wówczas) zaskoczyła mnie fleksją czasowników jechać (1 os. l. poj. – jecham) i jeść (3 os. l. mn. – jom). A pewien chłopiec jako kryterium PSO wpisał w zeszycie „aktywność na sekcji”. Gdyby pogrzebać w pamięci, znalazłoby się tego dużo więcej…

  212. Dobrywieczorku!
    Fenoloftaleina jak dziewczyna z zasady się czerwieni. Ale nie wyciagałabym pochopnych wniosków o stanie mojej wiedzy. Ale starałam się, naprawdę. W końcu pamiętam to po 35 latach.
    Acha, pamiętam też ostatni raz, kiedy to chemiczka dopuściła mnie do robienia doświadczeń: przez roztrzepanie (bynajmniej nie przez brak wiedzy) chciałam nabrać kwas azotowy pipeta, wciagajac go ustami:) Chemiczka zdażyła zareagować:)))

  213. Kochany Starosto, kupilam ksiazki Connie Willis i czekam az przybeda.
    Beatuszko, ciesze sie ze Skrzacik polubil kroliczka.
    Moja mala sostrzyczka, w czasach tu wczesniej wspomnianych, wrzeszczala na widok panow w zielonych mundurach ” momowci”. Gdy prosila o owczesne 50 zl, mowila, daj mi momowcia. W czasie burzy: momowci?
    Ciekawa jestem czarownicy, ide zakupic.
    Odchodzi mruczac

  214. Dziękuję Wszystkim za miłe słowa o ” Lawendowej Czarownicy”. Bardzo, bardzo się cieszę, że się komuś podoba.

  215. Dobrywieczorku,nie jesteś w swych staraniach odosobniona,ja też robię co mogę,zawsze robiłam,a z wiekiem robię się jeszcze bardziej wyrozumiała.Kiedy zaczynałam pracę,nie żywiłam wobec moich uczniów- licealistów uczuć macierzyńskich,bo dzieliła nas zbyt mała różnica wieku.Teraz już żywię.

  216. Jestem pewna, że nie nawalasz, Dobrywieczorku!
    Obrazek afrykański od Ciebie oprawiłam sobie ładnie i teraz cieszy mnie z regału naprzeciwko!

    Dobranoc wszystkim, idę czytać Connie Willis („Blackout”) – podzieliłabym się wrażeniami z Alkiem, ale on jak na złość w zaniku.
    W każdym razie – książka bardzo dobra! Znów rok 2060 w Oxfordzie, historycy przenoszą się w czasie – tym razem pod
    Dunkierkę, żeby obserwować słynną ewakuację żołnierzy przez Kanał.
    Była to naprawdę wielka, wspaniała operacja brytyjskich cywilów, którzy na dany sygnał wyruszyli na ratunek swoim chłopcom wielką flotyllą złożoną z kutrów, żaglówek, łodzi rybackich i turystycznych, jachtów etc.- Ateno, przeczytaj! – a wszystko to pod ostrzałem Niemców.
    Młodzi historycy w „Blackout” mają badać przejawy bohaterstwa.
    Co za świetny pomysł!
    Nadzwyczaj to ciekawe w dodatku.
    Dobranoc!

  217. O, to skoro seria dziecięcych powiedzonek, to dołożę się z naszymi rodzinnymi:
    „taktor” – chyba jasne?
    „koczelatka” – bardzo słodkie ;-)
    „Oma, dej mi lelek z tustym” = tu już chyba trzeba przetłumaczyć – w dzieciństwie świetnie mówiłam po śląsku, jako że moja ukochana Babcia mówiła nie umiała inaczej – to pomieszanie gwary z dziecięcymi słowami oznaczało: „Babciu, daj mi chlebka ze smalcem”
    A w związku z apelami do nauczycieli, to melduję, że się staram ze wszystkich sił, choć pewnie nieraz nawalam. Dla rozweselenia atmosfery powtórzę dowcip usłyszany od ucznia: „Co robi chemik na imprezie z fenoloftaleiną? Szuka dziewczyny z zasadami…” I zaraz się okaże, kto uważał na chemii, a dla kogo było to straszną męką :-)
    Pozdrawiam Lud Księgi!

  218. Ojej, KrzysztO!
    Już się biorę do roboty!
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. Wnuczkę też!

    Paulino, a właśnie że przestałam! Z powodu obowiązków!:)))
    Ech, życie. Człowiek by się chciał bawić, a nie może i nie może.

    Dibąka bardzo ładna, Jesienna Ado!

  219. Pierwsze zdanie mojej wnuczki: „Ce baje” (chyba zrozumiałe, ale przetłumaczę: „Chcę bajkę”).
    A przed chwilą skończyłem „Feblika”, ze smutkiem – no, bo się skończył.

  220. Jak to też dobrze, że zima powoli ustępuje miejsca wiośnie, od razu człowiek weselszy :). Pani Małgosiu, grywa Pani jeszcze w Anagram? Po wykonaniu uczelnianych obowiązków znów powróciłam do tej rozrywki i jestem ciekawa, czy mogę tam Panią zastać :) Pozdrawiam serdecznie!

  221. W kwestii deszczu mycie okien też działa, oj jak działa. A mały Piotruś mówił na biedronkę – dibąka, a na jabłko- nabułko. Pozdrawiam wszystkich ciepło.

  222. Jeśli Lawendowa czarownica bedzię czytana w Jedynce, to na pewno będzie to Jedynka Dzieciom i już zacieram z radości ręce i z niecierpliwością czekam na te miłe chwile. To bardzo ciekawa audycja, a panie prowadzące tak ładnie rozmawiają z małymi słuchaczami. Pamiętam, że jakiś czas temu można tu było posłuchać fragmentów Małomównego i rodziny, Brata oraz Łowów.
    A wracając do dziecięcego języka, mój brat śpiewał sobie kiedyś piosenkę: Tu sie japa dziewie… Pojęcia nie miałam, o co chodzi, ale drugi brat przetłumaczył mi: tu są jabłka na drzewie.

  223. Wójciku, gratulacje
    Zamówię, kupię i przeczytam. Zachowam dla przyszłych wnucząt, bo dzieciny wyrosły.

    W kwestii wokabularza dziecięcego. Jasiek mówił joda, Franek- buda, a chodziło o wodę. Każdy krzyczał głośno swoją wersję, by zagłuszyć braciszka. Herbata to siapka, Jaś- Sia, jabłko- babaluszko, strażnik – pilnowak i wiele, wiele innych. Dyslektycy są kreatywni słowotwórczo. ;))

  224. Znam osóbkę, która czyta Wójtową „Czarownicę” i pęka ze śmiechu!
    Brawo, Wójt Wiewiórka!
    Aha, „Lawendowa Czarownica” będzie podobno czytana w radiowej Jedynce!
    No, cieszę się bardzo.

  225. Ateno, tak – dzieci na koniec roku dostają w szkole książki. Każde co najmniej dwie.

    U mnie Czarownicę przeczytało już 80% rodziny i wszystkim się podobała.

  226. Cała przyjemność po stronie Lawendowej Czarownicy, że tak powiem, być czytaną przez tak Wytrawną Czytelniczkę :-) Oraz wielka radość dla autorki!

  227. masz rację, Joanno. I dziękuję za ” nie porzucaj nadzieje”. Jak mówił pewien kapłan – mówi się, że nadzieja jest matką głupich. I mocą dodał: ale my mamy nadzieję, ale Nie jesteśmy głupcami. Na pewno. To wielka cnota. Cały czas powtarzam to sobie w trudnych chwilach.
    A, mój synek mówił „gubinki”, a były to… łupinki od mandarynek.

  228. Wójcie Wiewiórko! Dzięki, ten nick będzie łatwiejszy w obsłudze, istotnie.
    Dziękuję za „Lawendową czarownicę”! Hura!
    Właśnie ją (fluid) dostałam: śliczna!
    Ładnie wydana, okładka pogodna i zachęcająca, przyjemna czcionka.
    Gratuluję serdecznie, kochana autorko! Udany debiut!

    Już w czytaniu…

  229. „A lady’s imagination is very rapid; it jumps from admiration to love, from love to matrimony, in a moment.” Mam tę sama kartkę co Mama Isi. George Eliot idzie o krok dalej w tej ocenie dziewczęcych wyobrażeń. Otóż według niej wszystko zaczyna się jeszcze z a n i m nastąpi pierwsze spotkanie!
    ” A jednak ta reakcja, którą uznała za obopólne zauroczenie zwane miłością od pierwszego wejrzenia, była już dawniej przez nią zamyślona. Od chwili, kiedy do Middlemarch przyjechał ten nowy, ważny, przybysz, snuła mglistą wizję przyszłości, która musiałaby się zacząć czymś w rodzaju takiej właśnie sceny.” Przypuszczam, że to dlatego, iż ówczesne panny z pewnej sfery nie miały wiele więcej do roboty niż snuć matrymonialne scenariusze.

    Melduję zmianę nicku na powyższy. A to dlatego, aby oszczędzić Staroście trudu tłumaczenia, co ma wspólnego dziwne scoiattolo z wójtem wiewiórką ( bardziej wszak czytelną nazwą).

  230. A propos wywoływania deszczu – zawsze po umyciu samochodu,nawet kiedy w momencie mycia pogoda jest przepiękna,do wieczora spadnie deszcz.Śmiejemy się zawsze,że nasi sąsiedzi -rolnicy nie powinni martwić się suszą, tylko zrzucić się dla nas na myjnię.:)

    Odnośnie dziecięcych powiedzonek – moje dziecko w czerwcu jadało truskułki.:)

    A propos nauczycieli, którzy nie rozumieją wrażliwców – tacy tu nie zaglądają.Tę stronę odwiedzają tylko fani i naśladowcy Dmuchawca.Tych pomioty liryczne i deliryczne jedynie rozbawią.Podobnie jak fakt wynalezienia radaru przez Curie- Skłodowską.

  231. U nas pogoda wariuje, raz śnieg, raz deszcz, tu i ówdzie słońce. Wczoraj wybrałam sie na spacer, nade mną i przede mną czyste błękitne niebo, za plecami chmury śniegowe. Ciągnęły się za moimi plecami przez całą drogę.
    Żubry są naprawdę milutkie, ale raczej za wysokim ogrodzeniem. Dwa tygodnie temu byłam w Puszczy Białowieskiej i razem z koleżankami, jechałyśmy nocą rowerami, po błotnistej drodze, w ciemnościach przez puszczę. Co się najadłyśmy strachu. W sumie pokonałyśmy 42 km. Okropność! Brrr… Dodam, ze miałyśmy tylko jedną latarkę czołówkę.

    PS. Ulubione powiedzonka mojego rodzeństwa z okresu wczesnego dzieciństwa: „fenilini” – renifer, „garbiec” – wielbłąd, „hopitotam” – hipopotam :)
    PS2. Pieśn Kochanowskiego znam jeszcze na pamięć!

  232. Tak, Ago. Nie tylko szlachetność duszy prześwieca i promieniuje przez dzieło. Potęga duszy – też.
    Kochanowski jest potężny.

  233. Witam, moi Kochani, ja mam „pod ręką” Adama M.; kiedy czytam:
    „Tak w każdym miejscu i o każdej dobie,
    Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
    Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
    Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.”,
    zawsze mam dreszcze. Nawet jadąc samochodem odtwarzam sobie liryki Mickiewicza (recytuje: Marek Kondrat), mam wtedy w nosie wszystkie korki świata! Co do Kochanowskiego, też w mej duszy gra, szczególnie często przywołuję z pamięci: „Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy”, albo „Szlachetne zdrowie..”, „Po chwili wiosna przyjdzie” i wiele , wiele innych.. Tak, u mnie też obok Mickiewicza „stoi” Kochanowski, a zaraz za nimi Baczyński.

  234. A pełniej: prześwieca – promienieje – promieniuje :)

    W kwestii kwiatków filologicznych: pewien student analizował niegdyś cierpienia podmiotu delirycznego :)

  235. Aaa! Myszo!
    „Pomiot liryczny”!!!!
    Płaczę ze śmiechu.

    PS. Tak jest, obficie podlać ogród. Deszcz nadejdzie w ciągu dwu godzin.

  236. Tak, Bożenko, u mnie AM zawsze na czele.
    Ale Kochanowski tuż obok.

    Dziękuję za recenzję zdjęć Adminki. Tak! Szlachetna dusza. Prawda, że ona prześwieca przez wszystko, co się robi?

  237. A to się uśmiałam z małego smakosza :-D
    Nasze dzieci były raczej z tych płaczących, chociaż malutka Wiktorka posłała kiedyś pani pielęgniarce słodki uśmiech przez łzy tuż po szczepieniu.
    Mamo Isi, pamiętam Żwirka i Muchomorka, i krecika, i pieski też. Lubię czeskie bajki.
    A dziecięce malutkie rozcapierzone paluszki u nóg moja siostra nazywała żwirkami:)

  238. Dzień dobry, DUA, dzień dobry Wszystkim!
    Tyle było tu mądrych, miłych, pogodnych i smutnych (Alan Rickman! Umberto Eco! Harper Lee!) myśli; choć na chwilę zaglądałam, by poczytać. Dziś już słówko napisać po prostu muszę – a to z racji zdjęcia Adminki! Zajrzałam sobie kiedyś na Jej stronę i zauroczyły mnie przepiękne fotografie; te z Trzech Króli mogłabym sobie oglądać na okrągło :) Chciałam napisać tam coś miłego i tak czas mijał, pędził, mijał… Wobec tego napiszę dziś tutaj: Adminka robi piękne, tak jakoś – szlachetne – zdjęcia. Znać artystyczną duszę :)
    A z wątku poetyckiego: czy przyznać się tutaj wypada, że za Janem z Czarnolasu się nie przepada? Nie ujmując mu kunsztu, oczywiście. Wolę poezję późniejszą: romantyzm, Młodą Polskę, współczesność. I co czytam u MM? Na pierwszym chyba miejscu – przy naturalnie zmiennym rankingu :) – „Nad wodą wielką i czystą”! Ach, w lirykach lozańskich rozkochał mnie niegdyś Książę Małżonek, a wcześniej ich piękno odkrywał studentom nasz Mistrz, Ireneusz Opacki, wybitny teoretyk literatury, znawca romantyzmu, wykładowca-czarodziej… U MM Mickiewicz jest stale obecny; w „Febliku” np. Ignaś przywołuje jeden z najczarowniejszych obrazów ballad. „Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą, i dwa obaczysz księżyce…”. Zaprawdę – czyste piękno.
    I ciekawostka: wspomniany przez MM dwuwiersz „Uciec z duszą na listek…” znakomity literaturoznawca Aleksander Nawarecki uważa za utwór samodzielny, poetycką miniaturę, niezwykłe „arcydziełko Mickiewicza”. Otwarte, uciekające nam gdzieś w nieskończoność…

  239. 1. O pogodzie: Mamo Isi, w naszej okolicy z powodzeniem stosujemy tylko dwa sposoby na wywoływanie deszczu: – umyć samochód i porządnie podlać trawnik.
    2. Ulubione powiedzonka dziecięce: kawiahol (kalafior) oraz folpietan (fortepian). Dziecię potrafiło wówczas już odmieniać przez przypadki.
    3. Mój ulubiony „dowcip z zeszytu” polonistyczny wynalazek mojego pierworodnego – pomiot liryczny.

  240. Zgredziku, jak wiadomo , „pan Kmicic był gorączka wielki”, więc też i zebrało mi się na to grabienie i palenie już w lutym. A co mi tam luty! Między jedną śnieżycą a drugą coś tam zawsze zdążę zrobić.

  241. Pani Małgosiu… czy jako rodzic dwójki wrażliwców, mogłabym z tego miejsca skierować serdeczną prośbę do tych nauczycieli (choć nie mam pewności, czy tacy tutaj zaglądają), którzy traktują uczniów jak przestępców, ponieważ zdarzyło im się zachorować i nie dają chwilowo rady przygotować się z wszystkiego na czas ?Oni naprawdę się starają, ale nie są maszynami. Dajcie im szansę.
    P.S. U nas na północy rośliny jeszcze śpią, ale w ogrodzie….prawdziwe „PTASIE RADIO” :)

  242. Okrutny ten okres przedwiosenny. Zmarł Zdenek Smetana, twórca „Bajek z mchu i paproci”, świeć, Panie, nad jego duszą. Z telewizyjnych dobranocek najbardziej z dziećmi lubiliśmy właśnie te o Żwirku i Muchomorku. No i te o Kreciku. I jeszcze o dwóch pieskach, które wiecznie były prześladowane przez dwie psotne wrony.

  243. Historynko, prawda, jakie to krzepiące, że można postanawiać i zmieniać!?
    Jak nabierają otuchy ludzie w krajach, gdzie jest wieczne lato?
    Albo wieczna zima?

    BeatoS., śpiewaliśmy to sobie w stanie wojennym. I po śmierci ks. Popiełuszki.
    Wspaniałe słowa. Jestem pewna, że ocaliły wiele dusz.

  244. A, Beatuszko, to jeszcze inne pudełko: też pocztówki (a właściwie karnety) austenowskie, ale z innym obrazkiem.
    Także od Admineczki je dostałam.

    Biedna mała Wiktoria! Ach, jak one nie lubią szczepień!
    Jeden tylko nasz najstarszy synek z zapałem przyjął szczepionkę doustną. Inne dzieci płakały i nie chciały pić z tych malutkich szklanych naczyniek, a nasz się żywo zainteresował, łyknął od jednego razu i, klepiąc się po brzuszku, oznajmił smacznie: – Aaa! Lobe, lobe! Cem jeście!

    Zawsze był smakoszem!

  245. Poddaje się zima, przebiśniegi kwitną w ogródku po sąsiedzku (też muszę sobie posadzić).
    Uwielbiam wiosnę, dla mnie to zawsze „nowe otwarcie” czas postanowień i zmian.

  246. A moja jest najmilsza i wzruszająca.
    Z austenowskich („There is nothing I would not do for those who are really my friends.”)
    Masz rację, Mamo Isi, to najważniejsze jest po drugiej stronie obrazka.
    Zdjęcie gałązki piękne, przypomina mi japońskie ryciny.
    Dzień dobry, Starosto kochany!
    Dzień dobry, Ludu miły!

    Czytałam „Powiastki” w ukochanym przekładzie Wiktorii i malutka słuchała chętnie chociaż pewnie jeszcze niewiele zrozumiała.
    A wczoraj pluszowy Piotruś Królik pocieszał naszą wnuczkę przy okazji szczepień.
    Serdeczne uściski dla Bogini :-)

  247. Zgredu, dostalam kiedys te ksiazke na koniec roku. Czy wciaz nagradza sie uczniow ksiazkami?
    Tak, zdecydowanie Idy sierpniowej;),( sie bylam urodzilam w sierpniu, ze tez o dziele nie wspomne) :).
    Dobranoc, choc u mnie jeszcze jasno.

  248. Dobry wieczór. 23 lutego w Sztokholmie zmarł autor tych słów :
    „Każdy Twój wyrok przyjmę twardy,
    Przed mocą Twoją się ukorzę.
    Ale chroń mnie Panie od pogardy,
    Przed nienawiścią strzeż mnie Boże.
    Wszak Tyś jest Niezmierzone Dobro
    którego nie wyrażą słowa
    Więc mnie od nienawiści obroń
    i od pogardy mnie zachowaj.
    Co postanowisz niech się ziści.
    Niechaj się wola twoja stanie
    ale zbaw mnie, od nienawiści,
    Ocal mnie od pogardy, Panie.

    Natan Tenenbaum „MODLITWA O WSCHODZIE SŁOŃCA”

  249. Jaki piękny”brat księżyc” zagląda w me okno!

    Mam nadzieję,że też go widzicie i podziwiacie.
    Dobrej nocy!

  250. Dodaję jeszcze jeden ulubiony cytat, tym razem z „Pieśni XX”( nie pamiętam czy to Księgi pierwsze czy wtóre):
    „Kto tak mądry,że zgadnie co nań jutro przypadnie?
    Dziś bądź wesół, dziś użyj biesiady,
    O przyszłym dniu niechaj próżnej rady.
    Już to dawno Bóg odmyślił w niebie
    A k tej radzie nie przypuszczą ciebie.”

    Kochanowski krzepi.Bez dwóch zdań.:)

  251. Moja jest tajemnicza.

    Co prawda Kochanowski nie patronował żadnej z moich szkół, ale patronką jednej z nich była Janina Porazińska, autorka biografii „Kto mi dał skrzydła”. A w bibliotece Pałacu Młodzieży były bardzo kompletne zbiory jego dzieł, z fraszkami włącznie ;-)

  252. Adminka fotografowała!
    O, teraz rozumiem, dlaczego pływasz „białoskrzydłą morską pławaczką, łodzią bukową”!
    Wszystko przez patrona szkoły.
    W głowie dziecku namieszał!

  253. Na mojej pocztowce jest port z tysiacem zaglowek. :) Cudna jest, wisi na lodowce, lubie na nia patrzec.
    Jan Kochanowski byl patronem LO do ktorego chodzilam. Teraz sobie podspiewuje hymn szkolny. Lubie bardzo Kochanowskiego.
    Kiedys udalo mi sie kupic pocztowki z Kubusiem Puchatkiem i spolka.
    ” Zabic drozda” trzeba przeczytac, koniecznie.

  254. W kwestii ogórków: u nas takie w zalewie z miodem się robi i są one bardzo dobre. Mniam! :)

  255. Chciałam podziękować…
    Wzruszyłam się, ta pieśń to moje pierwsze spotkanie z Janem Kochanowskim
    Jest mi bardzo bliska …
    DZIEKUJE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  256. Rozmarynie: za Jana Kochanowskiego to już Panu Bogu dziękujmy.
    To był dopiero hojny dar!

  257. Pozwólcie przedstawić sobie:
    Pan żubr we własnej osobie.
    No, pokaż się żubrze. Zróbże
    Minę uprzejmą, żubrze. :)

    W Mucznem jest zagroda pokazowa, którą można sobie pozwiedzać i może stanąć oko w oko z żubrem?

    :)

  258. Droga Pani Małgorzato!

    Dziękuję za cudownego Kochanowskiego. To dzięki niemu pierwsze „dorosłe” wzruszenia poetyckie przy lekturze Trenów, kiedyś tam w szkole podstawowej, a potem w liceum dzięki kochającemu polszczyznę i polską literaturę naszemu poloniście Stanisławowi Antosikowi w XXVIII LO w Łodzi.

    Jestem znów w Pani świecie, tym razem w ponurej epoce stanu wojennego („Opium w rosole”). Jak dużo tam aluzji do sytuacji tamtych czasów i ta ciężka, szara atmosfera… Tak było. Moje dzieci były wtedy maleńkie, więc trzeba było żyć ich życiem i jak Gabrysia robić dobrą minę do złej gry. Na szczęście, zawsze jest dla kogo żyć i znów się dźwigać i przeć do przodu! Dziękuję za to przesłanie…

  259. Magdo Z., akurat się doczytałam, że w Twoich okolicach zamierzają odtworzyć stada żubrów! Konkretnie w nadleśnictwie Stuposiany w dolinie górnego Sanu. Nie wiem, czy czystej linii białowieskiej, czy białowiesko-kaukaskiej, ale myślę, że oba warianty są sympatyczne.

  260. Zresztą ogórek w ogóle jest w poezji traktowany per noga. W „Dlaczego ogórek nie śpiewa”, dajmy na to, Gałczyński informuje nas jeno, że po pierwsze, nie śpiewa, po drugie, nocą łzy przelewa zielone, po trzecie, siedzi w słoiku. Ale o tym, czy jest to ogórek kiszony, małosolny, czy też konserwowy, ani słowa!

  261. Znalazłam kilka przepisów na ogórki z miodem. Są i takie na surowo, i takie kiszone, a nawet w miodowej zalewie. W Soplicowie wino chyba było nalewane kobietom przez cały obiad, a przynajmniej od chołodźca w dół. Panowie zaś pili coś mocniejszego. „Dano trzecią potrawę” – powiada Wieszcz, ale nie wyszczególnia, co takiego dano w onej. Tym niemniej skoro Telimena zjawia się dopiero pod koniec trzeciego dania, a głodna raczej nie wychodzi, musiało być jeszcze tych dań sporo.

    Pokopałam na allegro, ale nic mądrego nie znalazłam w dziedzinie pocztówkowej;(

  262. Kochanowskiego niby się zna i śpiewa w kościele, ale zwykle na dwóch zwrotkach się kończy, czasem dośpiewamy trzecią. Wzrusza mnie jakoś ten ostatni wers, że jesteśmy pod Jego skrzydłami, że On stale nad nami czuwa.

    „Zabić drozda” zapisuję w głowie jako książkę do wypożyczenia przy najbliższej wizycie w bibliotece. Też należę do tej grupy, która dotąd nie miała okazji jej poznać.

    I zakładam plik z polecanymi przez Was lekturami. Do starego spisu będzie się pewnie trudno dostać, ale na bieżąco jest tyle odkryć, że i tak jest czego poszukiwać! :)

    Również czekam z utęsknieniem na wiosnę, to moja ukochana pora roku :)

  263. ps. O ja niemądra, bo to przecież „Rok ogrodnika” – już znalazłam i od razu zarezerwowałam w bibliotece :)

  264. Dzień dobry!
    Dziękuję, Pani Małgorzato, za ciepły uśmiech!!! Bardzo się przyda, bo dziś jakiś mrozik i szaro-ponuro (więc gotuję krupnik, żeby tę rzeczywistość smacznie ogrzać ;) Wczoraj w tę śnieżycę akurat pędziliśmy z Maluchem do biblioteki – opłaciło się, bo dziś za to mamy co czytać. No i mogę spokojnie tu zajrzeć – w najmilsze i najprzyjaźniejsze miejsce pod słońcem :)
    Notuję skrzętnie wszystkie tytuły i nazwiska, jakie się tu pojawiają – ale „Rok w ogrodzie” wydaje się raczej niedostępny ;( a bardzo mnie zaciekawił.
    Z Kniżką specjalizujemy się w Jeżycjadzie i w Jane Austen :), a, i jeszcze w Astrid Lindgren :) – to chyba najczęściej powracające tematy rozmów literacko-filmowych, pomijając te bieżące – co się przeczytało, zobaczyło.

    Zuziu12, podpisuję się pod Twoim wyznaniem o odkryciach dzięki Naszej Ulubionej Autorce :)))

  265. Dziekujemy!
    Jacopino zajal sie chwilowo klockami Lego Star Wars, wiec moze uda mi sie popracowac.

    Dolaczam sie do podziekowan za Kochanowskiego, tez go bardzo lubie i sporo fragmentow znam na pamiec.

  266. Dzien dobry! Melduje sie (wciaz nadrabiajac wpisy, jak znajde chwile), ze i ja zamowilam wlasnie „Zabic drozda”, bo, sama nie wiem dlaczego, nigdy nie czytalam. Zamowilam in italiano, zeby reszta Rodziny tez skorzystala. :) Przy okazji (oczywiscie) jeszcze kilka innych pozycji „wpadlo” do koszyka… Na szczescie korzystam tu ze swietnego antykwariatu online, w ktorym za niska cene mozna dostac praktycznie nowe ksiazki (choc podobno uzywane).
    Pozdrawiam wiosennie! (A pewien chory – niestety – Pieciolatek dolacza usmiechy!).

  267. SowoP, jadłam kiedyś w restauracji coś z szarym sosem. Był słodko-kwaśny, bo z lekka octowy. Nie polubiłam.
    Sowiątko rośnie na zaangażowanego czytelnika!
    Proszę pocałować za Midolka.! (U nas był Dododolek).

    Mamo Isi, kartki austenowskie dostałam od córki na Gwiazdkę. Są w ślicznych pudełeczkach z cytatami. Wysyłam wyłącznie do znawców.;)

    „Nie licząc psa” to niejako ciąg dalszy (lubię!) „Księgi Sądu Ostatecznego”. Czy też może „Księga” jest dalszym ciągiem „Psa”. Chyba tak. Znów laboratorium wysyła historyków w przeszłość – tym razem do wiktoriańskiego Oxfordu. Historyk płynie wynajętą łódką po Tamizie i mija trzech panów w łódce, nie licząc psa, a jednym z panów jest sam Jerome K. Jerome. Sporo „smaczków”. Zabawne.
    Noc z lekka zarwana.

  268. A najbardziej lubię tłumaczony przez Kochanowskiego psalm 91 „Kto się w opiekę”. Śpiewa się zazwyczaj trzy pierwsze zwrotki, a przecież pozostałych sześć jest też godnych pamięci.

    No i proszę! Jak tylko zaczęliśmy masowo cieszyć się wiosną, od razu wróciła zima;(
    Naśnieżyła, zmroziła i się złości.
    Nijak sobie nie mogę przypomnieć, u kogo czytałam, że sposobem na pogodę jest głośne twierdzenie, jakoby uwielbiało się zimno, pluchę, zmarzniętą breję na chodnikach, odmrożone paluszki itp. rzeczy. Wtedy pogoda natychmiast wycofuje te rozkosze i wraca słonko;)
    Innym sposobem, żeby zachować dobrą pogodę, jest rozmawianie w temacie po francusku;)

  269. Wiewiórki u Wiewiórka, rzecz to oczywista:)
    A u mnie sześć słodkich, smarkatych króliczków z brzuszkami nabitymi jak bębny odsypia skutki obżerania się kwitnącą sałatą, która działa nasennie, jak wiadomo.
    A przedtem były kartki z „Pride and Prejudice” ze złotymi myślami!
    „A person who can write a long letter with ease, cannot write ill.”
    „Hapiness in marriage is entirely a matter of chance.”
    „A lady’s imagination is very rapid; it jumps from admiration to love, from love to matrimony, in a moment.”

    Prześliczne kartki i napatrzeć się na nie nie mogę!
    A przecież i tak ich najcenniejsza i niezapomniana zawartość jest po drugiej stronie obrazka:)

  270. Dzień dobry wszystkim!!
    U mnie zima wciąż się upiera, nie chce odejść – w nocy lekko sypnęło śniegiem. Hymn Kochanowskiego pierwszy raz usłyszałam w kościele, mama mi powiedziała, że to on. Już tak tęsknię za tą moją ukochaną porą roku! Uwielbiam szukać oznak nadchodzącej wiosny. Teraz co prawda mam to utrudnione, bo zniknęła większość roślin wokół mnie ( :'( ).
    W niedzielę będę piekła ciasto, ale jeszcze nie mam pomysłu, musi to być coś wyjątkowego.
    Pozdrawiam!!!!! :)))

  271. Dołączam do chóru wielbicieli Pieśni Kochanowskiego.

    Ogórki (świeże) z miodem jadałam w dzieciństwie. Dają się lubić. Muszę spróbować zatem z winem. I jeszcze a propos staropolskiego jadła, ciekawi mnie smak szarego sosu. Ktoś próbował?

    Sowiątko też kocha Klólika Piotlusia, na razie w wersji pluszowej. Co dzień rano, tuż po przebudzeniu wita się z nim w te słowy: „Dzień dobly, Klóliku. Chcesz jajo? Kozi selek? Midolka? Mawewkę?” Mamy też wersję książkową zdecydowanie okrojoną, czyli „Pierwsze słowa”. Treści w niej niewiele, ale te przesuwające się w okienkach kartoniki są fascynujące.

  272. Śnieżyca przyszła, zasypała nas śniegiem i poszła. Śnieg został. Brr.
    U nas krzewy uśpione. Oglądałam ostatnio coś zielonego na tawułce, ale to były listeczki zeszłoroczne, cudem uchowane przez zimę.
    Narcyzy, żonkile, krokusy, tulipany, hiacynty, szafirki, przebiśniegi, cebulice wyłażą ostrożnie z ziemi.
    A na prace ogrodowe za zimno. Jeszcze kilka tygodni, jeszcze troszkę.
    Czytam sobie „Pchły, plotki a ewolucja języka” Robina Dunbara na zmianę z ” Człowiek. Biografia” tegoż samego autora. Styl nieco przyciężki, jak na rzecz popularnonaukową, ale temat fascynujący. Lubię wiedzieć.
    Dobranoc

  273. Tak, realistyczny optymizm też jest dobry. Staram się oscylować między tymi dwoma ;)

    Dobrej nocy.

  274. Dziękuję.Będę cierpliwie czekać, bo wiem ,że Ulubiona Autorka jest aktualnie zapracowana i zaczytana, więc poszukiwania konia mogą potrwać,zwłaszcza że w marcu i kwietniu ogrodnik uprawia już nie tylko pogodę.:)

    A ja lubię jeszcze ten fragment „Pieśni IX” („Nie porzucaj nadzieje”):
    „Ty nie miej za stracone,co może być wrócone.
    Siła Bóg może wywrócić w godzinie,
    A kto Mu kolwiek ufa, nie zaginie”.

    Dobrej, spokojnej nocy!

    Dobrej, spokojnej nocy!

  275. Ogórki ŚWIEŻE z miodem! Kiedyś sobie przyrządziłam w celach poznawczych. Dobre!
    Tak, kilkakrotnie czytałam „Złego” Tyrmanda, zawsze z podziwem. Jakie świetne to było pióro!
    Korekta: nie jestem miłośniczką powieści kryminalnych, jestem miłośniczką powieści.:). Dobrych!
    Wszystkich dobrych.
    Bardzo się cieszę, Duśko, że urocza Różyczka zaprzyjaźniła się z Panną Mopcią.

    Joanno, jak tylko konia znajdę – zarezerwuję.

    Wójciku, aaa! Jaką masz rację!
    Kochanowski nadaje się do tego jak mało kto.

  276. Dobry wieczór, jak tu dziś poetycko i wiosennie! I tawuła i Mickiewicz i nawet Beatrix:). A propos tej ostatniej, Róża pokochała Pannę Mopcię (tłumaczenie DUA) i czytujemy o jej przygodach codziennie (czasem po kilka razy:)). Wspaniale dla dzieci, że kiedyś żyła i tworzyła Beatrix Potter, a DUA zechciała ją jeszcze tak pysznie przetłumaczyć:).
    P.S. Ojej, ogórki kiszone z miodem? Really?
    P.S. 2. DUA, czy Pani, jako miłośniczka powieści kryminalnych, czytała kiedyś „Złego”? Ja właśnie czytam i non stop się boję;).

  277. O tempora, o mores.Nie pomyślałam, że z papeterią może być kłopot.Ale fakt, sama nie kupowałam czegoś takiego już szmat czasu.Coś wymyślę,DUA.
    Tymczasem -PROSZĘ O ZAREZERWOWANIE TEGO KONIA.:)

  278. O tak, dostałam kartkę z serii „The World of Peter Rabbit” i cieszę się nią do tej pory, jest śliczna i bardzo zabawna :) Jest na niej aż sześć wiewióreczek; cztery wyraźne, a dwie zamglone.
    Kochanowskiemu jestem bardzo wdzięczna za ten wiersz, bo ilekroć brakuje mi słów z nadmiaru piękna, mogę wyrazić jakoś wdzięczność, za pomocą jego poezji.
    Ach, więc to Aga z Anulką upiekły tę wiewiórkę z dziurą w brzuszku? To już wiem dzięki komu od stycznia jestem tak stale głodna :)

  279. I takąż kartkę pocztową z serii „The World of Peter Rabbit” z ilustracjami Beatrix Potter dostałam od kochanego Starosty ostatnio!
    O usypiającym działaniu sałaty;)
    A ja nic w branży pocztówkowej nie jestem w stanie upolować ładnego;( Nie ma już takich sklepików, ot co.

    Dzwoni Piotr, że maleństwa wreszcie usnęły, czyli odmeldowuję się i lecę na dyżur nocny. Dobranoc wszystkim!

  280. Do wina kiszone ogórki?
    Prędzej ogórki świeże z miodem, frykas staropolski.
    Nie, nie, Biedronko, niczego formularz Ci nie połknął, to tylko ja zajrzałam na chwilę na portal polityczny, by zobaczyć, jak leci.
    Ale zaraz tu wróciłam.
    Dobrze, poszukam konika i może go Wam przedstawię.
    Ale muszę w tym celu przewalić górę papierów, więc to potrwa.
    Czego bowiem mam w domu najwięcej?
    Tak jest.
    Papieru.

    „Papierowy dom”.(Jeszcze jedna piękna książka z wieczorów zagadkowych. Autorka: Françoise Mallet-Joris.)

  281. Niestety, Mickiewicz nie napisał poematu pt.”Kiszony ogórek”, a to ulubione warzywo maleństw;)
    O ogórkach jest jeno to:

    „Wtem pan Podkomorzy, Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży, A młodszej przysunąwszy z talerzem ogórki, Rzekł: „Muszę ja wam służyć, moje panny córki, Choć stary i niezgrabny”.

    I można jeno domniemywać, ze Wieszcz miał na myśli talerz kiszonych ogórków;)

  282. W czasach zagadek mnie tu jeszcze nie było. Chociaż czytelnik Jeżycjady ze mnie stary, to Ksiegowy zaledwie chyba od 2 lat. Pamiętam, jak słyszałam bicie mojego serca, gdy dokonywałam pierwszego wpisu.

  283. Ach, Mamo Isi!
    Jak dobrze wychowujecie te maleństwa!!!:))))
    Trzynastozgłoskowiec zapada w duszę na dobre i trwale kształtuje smak.

  284. Aniu i Ago, dziękuję najserdeczniej za miłe słowa i zachęcam do przełamywania nieśmiałości!
    Tu naprawdę nic Wam nie grozi. Sami porządni i mili ludzie.

  285. „Zabawa w samoograniczanie jest jedną z tajemniczych przyjemności życia”- tak, zgoda zupełna!

    Ta mądra „Autobiografia” jest między innymi wielką pochwałą skromności.
    Bardzo lubię tę książkę. Dużo z niej było cytatów w naszych Zagadkach Literackich.

    Racja, fluid z Mickiewiczem wyraźny!

  286. Dziękuję. :)))
    A propos, a ten koń na łące, na tle chmury- pokazałaby go Pani kiedyś we wpisie…? Bardzo mnie zaciekawiła ta pocztówka (i w ogóle- fluid koński!). :)

  287. Tłumaczył „The Gardener’s Year” Geoffrey Newsome i mam wrażenie, że znakomicie. Zresztą przetłumaczył jeszcze jedną rzecz Capka: „Letters from England”.

    Długoterminowa prognoza pogody coś tam marudzi w sprawie śnieżyc na Wielkanoc, ale nie ma sensu gryźć się przed czasem; będę się tym martwić, jak się zdarzą.

    Isia ostatnio czytała dzieciom „Kartoflę” Mickiewicza. Porywające;)

    „(…)Inna błoń krasnej Rusi, roztwarta dla oka,
    Nie szarpią jej przepaści, nie jeży opoka;
    Lecz i plonom Cerery dogodniejsza skiba,
    I dla żywiołu lepsza nad inne siedziba.
    Mieszkaniec, w tak łagodnym rozgnieżdzony kraju,
    Słynie wielkością duszy, prostością zwyczaju.
    Stąd Mendog ciskał gromy za północne ściany,
    Tutaj z rzymiańskim sercem wschodziły Reytany.
    A gdy znikła celniejsza dla kraju przysługa,
    Stali się z orężników opiekuni pługa.(…) „

  288. Cd „Urok Robinsona Crusoe nie polega na tym, że dotarł on na odległa wyspę, ale na tym, że nie potrafił w żaden sposób się z niej wydostać. Właśnie to sprawia, że wszystko, co ma ze soba na wyspie, staje się niezwykle interesujace: siekiera, papuga, działa i niewielki zapas zboża (…) Zabawa w samoograniczanie jest jedna z tajemniczych przyjemności życia.”- „Autobiografia” Chesterton

  289. Dobry wieczór.
    Od grudnia zaglądam z córką Anulką na tę stronę .Czytamy sobie ,śmiejemy się ,wzruszamy ,przeżywamy ….i nie mamy śmiałości napisać.Dziękujemy za pomysł z galerią pierniczków.Ogromną radością było zobaczyć nasze dzieła z Pani komentarzami (nasza była baardzo głodna wiewiórka i serduszko klejnocik).Ania kompletuje Pani książki,bo uwielbiamy czytać je po kilka razy .Nawet mąż się dał wciągnąć .Jak słyszę jego rechocik przed snem ,to wiem ,co czyta.
    Ania właśnie pisze na polski reportaż na temat dowolny .Opisuje…. Pani spotkanie autorskie z Poznania z listopada 2015 (na podstawie relacji z wpisów po spotkaniu).Żałujemy ,że nas tam nie było.Tak bardzo chciałybyśmy się z Panią spotkać.
    Ana skończyła pracę domową,napisała aż 4 strony :)
    Początek jest taki:
    Istnieje powszechna opinia, że młodzież nie czyta książek. To nieprawda! Są tacy pisarze, na których książki czeka się z niecierpliwością, a spotkanie z nimi to wyjątkowe wydarzenie….
    Pozdrawiamy wiosennie ania i aga :D

  290. Dzięki, droga Biedronko, i Tobie życzę zdrowia, wręcz końskiego!

    Chesterko, jakaż trafna uwaga Chestertona! Podzielam to upodobanie.
    Co nie znaczy, że nie kocham rzeczy wielkich i wielkich przestrzeni!

    Mamo Kniżki, przesyłam Ci ogrzewający uśmiech ze słonecznej dziś Wielkopolski (ależ były tu dziwne chmury wielokształtne i wielokolorowe!)

  291. Gałazka tawuły zamknięta w ramki – jaka ciekawa kompozycja gałazek! Ale pewnie nie zwróciłaby uwagi, gdyby nie ramki.
    To przypomina mi Chestertona i jego miłość do tego, co małe, ujęte w granice w przeciwieństwie do bezkresnej przestrzeni, nieograniczonej wolności, gdzie rzeczy i sprawy traca ważność. Cdn

  292. Hurra! Zima się poddaje! Na co dzień zauważam to głównie dzięki wydłużającym się dniom, ale kiedy wreszcie znajduję wolną chwilę i wypuszczam się konno w las, wówczas wiosnę widzę- i słyszę!- na całego. I na 100% wiem wtedy, że ta- jak pisze DUA- tajemnicza energia- odradza się na nowo: wiernie, niezmiennie i mimo wszystko. :)
    Tymczasem jednak obserwuję rzeszę poważnie zagrypionych pacjentów- życzę więc DUA i Ludowi dużo zdrowia i odporności w lutowo- marcowym okresie.
    Pozdrawia Biedronka. :)

  293. Joanno, z papeterią jest kłopot. Zdaje się, że to towar zanikający wobec braku popytu.
    Ale – uwaga! – ja mam jeszcze spory zapas kartek z Art Unlimited. Aleje drzew już mi się skończyły, ale np. koń na łące , na tle chmury – się znajdzie…:)
    A niedawno udało mi się kupić całą, naprawdę wielką, serię pocztówek z serii „The World of Peter Rabbit” z ilustracjami Beatrix Potter!
    Jako pierwszy otrzymał jedną z kartek nasz Wójt Wiewiórka (Scoiattolo): to ilustracja do powiastki „Wiewiórek Orzeszko”.

  294. Kochana Zuziu, tak się cieszę!
    To odkryj jeszcze inny wiersz Mickiewicza: „Snuć miłość”.
    A jeszcze bardzo lubię te jego dwie linijki, malutki fragment (zapewne) wiersza, zachowany jakimś cudem i nigdy nie dokończony:

    UCIEC Z DUSZĄ NA LISTEK

    Uciec z duszą na listek i jak motyl szukać
    Tam domku i gniazdeczka –

    (1838-1840)

  295. Dobrywieczorku, dziękuję za pozwolenie i zapewniam Lud, że afrykański obrazek gwiazdkowy pokażę tu na Boże Narodzenie. Tak, to jest oryginalny, ręcznie malowany obrazek, nie zdjęcie! Autor użył dobrych farb, a nawet, jak mi się zdaje, kolorowych tuszów. Nie śmiem macać paluchem, żeby sprawdzić technikę. Małe cacko!

  296. Oj, żeby jej się za wcześnie nie zachciało kwitnąć!
    Mamo Isi, mnie się bardzo podoba polski przekład „Roku ogrodnika”: chyba tylko słowiański język potrafi w pełni oddać całą ciepłą, miłą żartobliwość tego tekstu! Zresztą, trafiła mu się wspaniała tłumaczka! (Halina Janaszek-Ivaničková).

  297. Słoneczko już całkiem dziarsko świeci, a i dzień jest już dłuższy. Ale ta pogoda! Też miałam dzisiaj w ciągu kwadransa cztery pory roku! Najpierw słoneczko smażyło, potem zaczął padać deszczyk, a po chwili deszczyk zgęstniał w śnieżycę i zaczął duć wicher. No i wtedy dałam nogę do domu, bom do prac ogrodowych jest wyletniona do niemożliwości;)
    Ale na naszej tawule van Houtte’a jeszcze ani śladu pączków. Za to magnolia jest akurat w ciepłym i osłoniętym od wiatrów miejscu i obsypana jest pąkami.

  298. Przecudnie, że już, już… i to nieodwołalnie! Nawet rano łatwiej wstawać do pracy! Ciekawe to zdjęcie – obrazek. Właściwie zastanawiałam się, czy czasem nie namalowane – z moim słabym wzrokiem łatwo się pomylić. I dołączam się do chóru zachwytów nad mistrzem Kochanowskim – bardzo lubię śpiewać tę pieśń, ale dopiero dzięki Pani przeczytałam cały tekst! Dziękuję.
    DUA, oczywiście, że może Pani użyć tu afrykańskiej kartki – sprawi mi to wielką radość, bo jak wiadomo zapadłam na afrykańską tęsknotę. Pociesza mnie jednak możliwość przeżywania wiosny – pora deszczowa nie da się jednak z porównać z naszą wspaniałą księżniczką wiosną :-) Choć oczywiście pory roku afrykańskie mają swoje uroki – na przykład kwiaty kwitnące prawie cały rok (o ile są nawadniane). A obrazek przypuszczalnie został namalowany przez dorosłego artystę – kupiłam ich kilkanaście w księgarni sióstr paulistek w Lubumbashi. Nie miały wielkiego wzięcia – Afrykańczycy generalnie cenią sobie zgoła odmienne klimaty – prześmieszne jest u nich połączenie kiczu i prawdziwego piękna…
    Miłej wiosny wszystkim czytaczom :-)

  299. „In February the gardener continues with his January work, especially in as far as mostly cultivating the weather goes.(…)
    Another seasonal job in February is hunting for the first signs of spring.”
    Bardzo ładne to tłumaczenie Capka.
    W ramach prac sezonowych przewidzianych w „Roku ogrodnika” na luty odkryłam wczoraj dwie przylaszczki!
    Z innych sezonowych prac rozbójniczych, grabię i palę. I ledwo żyję;)

    Dzięki za moje ulubione „Pieśni” Kochanowskiego. Śpiewamy je regularnie w naszym kościele.

  300. Dobry wieczór!

    Pieśń Kochanowskiego – moja ulubiona :)
    Tak, w Krakowie dziś w samo południe była okropna śnieżyca, ale potem (i przedtem zresztą też ;) śliczne słońce, takie wiosenne. I drzewa puszczają paki, jak zwariowane.

    Serdecznie pozdrawiam Naszą Ulubioną Autorkę i wszystkich Księgowych :)

  301. Tak, Pani Małgosiu, ładnie to napisał Jeremi Przybora. Słusznie nazywa się go Mistrzem Słowa.
    A w niedzielę, na koncercie Lubelskiej Federacji Bardów, usłyszałam inny ładny, wiosenny wers, który brzmiał mniej więcej tak: niebo całe jest w skowronkach.

  302. A fluid z „Rokiem ogrodnika” milutki.:)

    Kapucynko, zapach Twoich rogalików dociera aż tutaj,aż ślinka cieknie.:)

  303. DUA, natychmiast piszę prawdziwy list na adres Akapit Press,tylko znajdę godną Pani papeterię.Nie domagam się wywiadu,choć byłoby miło.Chcę dostać KARTKĘ.:)

  304. Znalazłam wiersz Mickiewicza ” Nad wodą wielką i czystą” i powiem jedno: nie dziwię się, że jest to Pani uluniony wiersz! Cudowny!
    Ile ja już rzeczy dzięki Pani odkryłam! Ma Pani bardzo duży wpływ na moje życie. I zapewne nie tylko moje. Dziękuję!! :)))

  305. Viaamsterdam, tak, ta z postaciami (w długich sukniach, prawda?), też była z Art Unlimited.
    Co do odmowy: rzecz u mnie powszednia.

  306. A pewnie, że pyszne, Kapucyńciu.:)
    Anette, no proszę!
    Szkoda, że już nie ma tego sklepiku.

  307. Palnęłam głupstwo i lecę z poprawka. Przecież i rogaliki miniaturki i drożdżowe sa rogalikami pani Basi! W każdym razie ja zrobiłam te drugie. Wyszły trochę nieforemne, ale jakie pyszne!

  308. Wydaje mi się, że kartka, którą otrzymałam od Pani, jest produkcji belgijskiej (jak znajdę się w domu, sprawdzę)… Przedstawia tańczące postacie w księżycowej poświacie :) W każdym razie była zupełnie inna od tych, które można było wtedy kupić. A swoją drogą, właściciel tego sklepiku, tylko dlatego, że kupował je hurtowo, mógł jakoś wyjść na ich sprzedaży, tak myślę. Pocztówki są tutaj jednak drogie, a kiedyś też na pewno nie były tanie.
    To już się przyznam Pani Małgosiu, skąd ta kartka od Pani… Swego czasu, dla pewnej redakcji, poprosiłam Panią o wywiad. Uprzejmie odpowiedziała mi Pani, że „na razie zmuszona jest odmówić”. Cóż, pomyślałam wtedy, że nie wszystko układa się tak, jak byśmy chcieli, a na osłodę pozostała mi ta pocztówka, no i Pani książki…

  309. Pani Małgorzato!!! Do mnie również kiedyś – w 2004 – wysłała Pani kartkę wydaną przez Art Unlimited Amsterdam przedstawiającą aleję drzew!!! Karta była odpowiedzią na mój list do Pani i mam ją do dziś!

  310. A na Roztoczu, nad polami, śpiewają już skowronki – wiosenne dzwonki.
    Kto wie, może jest to np. piosenka z Teatrzyku Eterek:
    Znów wiosna, ach, znów wiosna!
    Spadek cen, słońca wzrost,
    gwiżdże kos, śpiewa drozd,
    trudno wierzyć jest wprost,
    że znów idzie przez most
    ta radosna, ta miłosna…

  311. Viaamsterdam, założę się, że to była kartka wydana w Holandii przez firmę Art Unlimited Amsterdam! Kupowałam całe setki tych pocztówek w małym sklepiku poznańskim, opodal ASP. Właściciel sprowadzał całe cudowne kolekcje! – różnych zresztą firm, ale ta holenderska była tak wybitna, że kupowałam „jak leci” wszystko, co od niej sprowadzano. Właściciel sklepiku nie mógł się nacieszyć taką gorliwą klientką, a ja teraz myślę, że połowa moich czytelników dostała te holenderskie kartki w odpowiedzi na te setki i tysiące listów.
    Najpiękniejsza była seria, przedstawiająca aleje starych drzew!

  312. Wracając do „Feblika”, czas na spokojniejszą jego lekturę, na delektowanie się kolejną odsłoną Pani twórczości (jak i wcześniejszych) będę miała dopiero w Ojczyźnie. A propos, czy planuje Pani w tym roku jakieś spotkanie autorskie z czytelnikami?
    Dziękuję serdecznie za cudną galerię pierników, i przesyłam wyrazy uznania i szczerego podziwu dla wszystkich Twórców zamieszczonych tam wypieków. Artyzm i pietyzm z jakimi zostały wykonane wprawiają w osłupienie. Oglądający musi to piękno sobie dozować, żeby je jakoś ogarnąć, naprawdę!
    „Zabić drozda” należy do zbioru najwartościowszych książek. Pamiętam, że mieliśmy w domu wydanie z fotosami z filmu o tym tytule. Tej powieści jednak już nie mam. Nie wiem, co się z nią stało? Może ktoz pożyczył i nie oddał…
    Poruszony został temat pisania listów. Klasyczne (choć nie do końca) epistoły wysyłam do moich sędziwych cioć. Krewne słabo już widzą, pisuję więc do nich listy dużą trzcionką na komputerze, „wklejam” różne adekwatne do treści fotki, a wydrukowaną całość, rzecz jasna, odręcznie podpisuję. Ze znajomymi koresponduję wirtualnie, ale moje e-maile mają formę listów, pisanych na odpowiednich papeteriach, z nagłówkami itd. Bardzo lubię otrzymywać listy i odkrytki, ale i je wysyłać, dając w ten sposób dowód swojej pamięci. Muszę się tutaj pochwalić piękną kartką, którą kiedyś dostałam od… kochanej Pani Małgosi Musierowicz. Obiecuję, że powrócę jeszcze do tego wątku… :) Serdeczności dla wszystkich, i przepraszam, że tak się rozpisałam…

  313. Pięknie, PatrycjoF! Pięknie!
    Śpiewajmy w myślach. Na przekór wszystkiemu.
    Ja też tak robię.

    Jadziu, realistyczny optymizm też może być?;)

  314. Viaamsterdam, tak, ta tawuła (Spiraea arguta) kwitnie wiosną , podobnie jak Spiraea vanhouttei – obie są białe. Natomiast puszyste, różowe Spiraea bumalda, i Spiraea billardii kwitną latem. Mam te cztery odmiany, wszystkie bardzo dekoracyjne i wdzięczne. Lubię krzewy kwitnące.
    Co do magnolii – ciężka jej dola w naszym klimacie. Bywają wiosny, które potrafią zwarzyć mrozem całe ślicznie kwitnące drzewko. Nie ma żałośniejszego widoku!
    No, w Holandii to się naprawdę nacieszysz roślinami, cieszę się z Tobą!

    Paulinko, u nas też cebulowe rośliny wyłażą w najlepsze już od stycznia!

    Zuziu, dziękuję Ci za ten uśmiech miły i ładny!

  315. Pani Małgosiu, dziękuję, uwielbiam tę Pieśń. Dorośli w moim otoczeniu są jacyś tacy nieszczęśliwi i ciągle narzekają, a ja, właśnie na przekór temu, śpiewam ją w myślach.

  316. Dzień dobry!
    Jakie to piękne! Brak mi słów dla słów Pani i Kochanowskiego!
    :)
    Chyba już nigdy nie przestanę się uśmiechać. Ech… wiosna!

  317. Dzień dobry, dzień dobry!
    Wróciłam dopiero teraz z miasta (ble…!) i znalazłam wasze wpisy.
    MagdoZ, racja! Opowiadania Iwana Bunina bardzo lubię od zawsze. Mam ich kilka wyborów. Chyba wszystkie, jakie wyszły po polsku.
    Skończyłam czytać „Księgę Sądu Ostatecznego” CW i ostatecznie nie bardzo mnie zachwyciła. Teraz ruszam z „Nie licząc psa”, książką tak lubianą przez Alka.

    Słowa – te właśnie – Jana Kochanowskiego ożywają mi w pamięci (też mam je zakodowane od czasów szkolnych) co najmniej kilka razy w roku. I – jak widzę właśnie – nie tylko ja je tak lubię.

    Witam Martę Z.!- serdecznie! Cieszę się, że się odezwałaś! A więc to twój ukochany wiersz?
    Ja mam jeszcze wiele ukochanych, ale ten jest w ścisłej czołówce rankingu.
    Na pierwszym miejscu mam chyba „Nad wodą wielką i czystą” Mickiewicza. Ale właściwie to się stale zmienia.

    Jadziu, a to się cieszę, że przeczytałaś dokładnie! A więc się przydałam!

    Joanno, prawie byłby fluid. Chciałam dziś zamieścić we wpisie fragment „Lutego” z „Roku ogrodnika”, ale ostatecznie zebrało mi się na poezję, zwłaszcza że Capek już tu gościł we wpisach.

    Miłego przedwiośnia, kochany Merynosku!

  318. Dzień dobry.
    Przepięknego „Hymnu” Jana Kochanowskiego uczyłam się na pamięć jeszcze jako mała dziewczynka.

    A pogoda u nas iście już marcowa. Wyszłam do pobliskiego sklepiku w najintensywniejszym słońcu, ale przez kwadrans , który potrzebowałam na tam i z powrotem, spadł również drobny deszczyk, stopniowo zamieniający się w marznące grudki śniegu. Poza tym porywisty wiatr. Teraz – pochmurno. Skłaniałabym się w kierunku optymistycznego realizmu. ;)

    A czytam opowiadania Iwana Bunina. Śliczne, moim zdaniem! A co Pani czyta oprócz Connie Willis? :)

  319. W Krakowie zima nie może się zdecydować czy jeszcze zostać czy już odpuścić. Już było 15 st. C, wczoraj deszcz padał cały dzień, a dziś rano śnieg. Chociaż teraz rozchmurzyło się i słońce świeci. Pomimo śniegu i niskiej temperatury, czuć wiosnę dookoła.

    Dziękuję za Pieśń – dzięki Pani pierwszy raz przeczytałam ją dokładnie :)

    Dzień dobry :)

  320. Bardzo dziękuję za przypomnienie tego tekstu, jednego z najpiękniejszych w języku polskim. Dobrego przedwiośnia wszystkim!

  321. Ten mój wpis będzie chyba ostatnim dzisiaj… Nie zostawiałam swojego śladu od listopada, aczkolwiek zaglądałam tutaj kilka razy, teraz więc odniosę się do paru spraw zaległych. „Feblika” połknęłam jakiś tydzień przed Gwiazdką (przybył do mnie w paczce, w której znajdowały się także pierniki, lektura cudownej Pani powieści odbywała się więc w korzennym aromacie :)) i zaraz musiałam go przepakować i posłać do Szkocji.
    Przepraszam, ale zmuszona jestem zrobić przerwę, bo piesy usadowiły się już przy moich nogach, a to znak, że czas na ich wyprowadzenie. W kwestii pory karmienia i spacerów są po prostu jak zaprogramowane ;) Cdn.

  322. Czytam, że w Wielkopolsce „zima się poddaje”, a tutaj, w Holandii, wiosna już na dobre się zadomowiła, a pierwsze jej oznaki były już widoczne na długo przed św. Walentym, kiedy to na trawnikach pojawiają się krokusy, a na niebie klucze dzikich gęsi. Kwitnie już sporo różnych kwiatów (moje zdumienie wywołał widok pomarańczowych nagietek – o tej porze?!) i nieznanych mi drzew i krzewów. Spacery z naszymi piesami stały się prawdziwą przyjemnością, tym bardziej, że włócząc się z nimi oddaję się, jakże miłym, myślom i marzeniom na temat różnych ogrodniczych prac, które czekają mnie po powrocie do Ojczyzny. Będę z mężem sadziła brzozy (dużo brzóz), abyśmy mieli swój własny zagajnik. Jadąc do Polski na Wielkanoc (hurra!), zabierzemy do posadzenia świąteczną choinkę (stoi teraz na balkonie w donicy, mamy nadzieję, że się przyjmie) i siedem dużych główek bukszpanu (kupionych po bardzo okazyjnej cenie). Są tutaj w sprzedaży półtora metrowe drzewka jakiejś białej magnolii. Nie mamy takiej więc planuję też ją nabyć.
    Pani Małgosiu, pytanie: czy tawuły aby na pewno kwitną w kwietniu? Wiem oczywiście, że czas kwitnienia może się zmieniać, a raczej przesuwać, w zależności od aury… Jednak, wydaje mi się, że te krzewy kwitną latem… Cdn.

  323. A Hymn Kochanowskiego co roku od tak wielu lat czytam z moimi uczniami i wciąż na nowo mnie wzrusza.Dziękuję.:)

  324. Odchodzi, odchodzi DUA. Mam nadzieję, że już niedługo podda się definitywnie.W każdym razie moje tulipany ukochane rosną jak na drożdżach.
    „Rok ogrodnika” cudny. Przeczytałam jednym tchem,a teraz wracam do niektórych fragmentów i się delektuję,uprawiając – jak to ogrodnik w lutym- pogodę.:)

  325. Ha! Droga Pani Małgosiu, serdecznie Panią pozdrawiając, i całe Grono odwiedzających to sympatyczne miejsce, nieskromnie się pochwalę, że od razu rozpoznałam Kochanowskiego, już po pierwszej zwrotce. Zacytowałam bowiem ładnych kilka lat temu tę strofkę, w takim tam artykuliku na temat matury, którą wtedy zdawała moja córka. W dzień jej pisemnego egzaminu z języka polskiego, o świecie, udaliśmy się całą rodziną do kościoła, na Mszę św., która rozpoczęła się właśnie tą „Pieśnią”. Pamiętam, jak bardzo byłam wzruszona śpiewając te słowa, bo cudownym Bożym dobrodziejstwem była nie tylko piękna natura w majowym rozkwicie, ale i dane nam wdzięczne dziewczę, ubrane w białą bluzkę i czarną spódnicę, które prosiło o pomyślne zdanie swoich egzaminów maturalnych. Cdn.

  326. Fluid wszechobecny! „Zabić drozda” polacała mi przyjaciółka kilka dni temu, za życia autorki. Ksiażka ta jest obecna, oczywiście, w mojej kolejce;).
    Właśnie rośnie ciasto na rogaliki (w końcu jednak Basi), a ja w tej przerwie powiem, że ja też jak świat wracam do życia. Odwiedziłam wczoraj las i znalazłam pęd klonu, który wzięłam do domu i zasadziłam. Jeżeli nie zmarnieje, będę miała w przyszłości piękne drzewo w moim ogrodzie.

  327. U mnie za oknem już zakiełkowały żonkile! ❤ Tylko jeszcze mi brakuje liści na brzózkach.

  328. Ukochana Autorko, dziękuję za wszystko.
    Od dawna czytam wpisy i w myślach układam swój własny (miał być bardzo przemyślany), ale teraz to już nieważne, bo moja Ukochana Autorka przytacza mój ukochany wiersz i w dodatku daje nadzieję na rychłą wiosnę.
    Dziękuję za książki, za nadzieję, za wiarę w ludzi i wiele innych rzeczy (także za wspólne zdjęcie zrobione 20 lat temu)…

Dodaj komentarz