Święty Mikołaj. Niewątpliwie.

Na prośbę Kochanej Czytelniczki Zuzi 12 przenoszę dziś z archiwum wpisów szóstkowych ten, traktujący o największej życiowej przygodzie małej Virginii O’Hanlon, urodzonej  w roku 1889, w Nowym Jorku.

Oto ona we własnej osobie (śliczną ma sukienkę, prawda?):

 

Virginia_O'Hanlon_(ca._1895)

 

Ośmioletnia Virginia pewnego dnia spytała ojca, czy Święty Mikołaj naprawdę istnieje. Tato był zapewne zakłopotany pytaniem, więc poradził córeczce, by napisała do najpopularniejszej wówczas gazety „The Sun” i po prostu poprosiła o odpowiedź. I Virginia to zrobiła.

To jest ten jej list:

 

Virigina-letter

 

Droga Redakcjo, mam osiem lat. Niektórzy z moich kolegów mówią, że Świętego Mikołaja nie ma. Tatuś mówi: „Jeśli piszą o czymś w The Sun, to tak na pewno jest.” Proszę, powiedzcie mi prawdę – czy jest Święty Mikołaj?
Virginia Hanlon

 

Virginia otrzymała natychmiastową odpowiedź w formie komentarza wstępnego w gazecie „The Sun” w dniu 21 września 1897. Odpowiedź nie była sygnowana, lecz wiadomo już dzisiaj, że napisał ją wytrawny reporter Francis Pharcellus Church. Był on w swoim czasie korespondentem wojennym, widział wiele cierpienia, bólu i śmierci, widział – i sam przeżywał – rozpacz i upadek nadziei. Możemy się tylko domyślać, jakie uczucia nim kierowały, kiedy osobiście zajął się listem najmłodszej czytelniczki „The Sun” – przeczytał go i z powagą udzielił dziecku wyczerpującej, pięknej odpowiedzi.

I nawet nie przypuszczał, że tym samym stworzył najczęściej przedrukowywany i cytowany artykuł wstępny w historii dziennikarstwa! Pojawiał się ten tekst w całości lub we fragmentach, w dziesiątkach języków świata, w książkach, w innych wydawnictwach, w filmach, na plakatach i znaczkach pocztowych. Mała Virginia rosła, dorosła, dożyła 82 lat, wreszcie zmarła (w roku 1971), a aż do samej śmierci otrzymywała z całego świata listy dotyczące sprawy Świętego Mikołaja i odpowiadała na nie, rozsyłając drukowane kopie tej oto odpowiedzi Franka P. Churcha:

 

santa2

 

Virginio, twoi koledzy się mylą. Zostali oni dotknięci sceptycyzmem sceptycznego wieku. Wierzą tylko w to, co widzą. Sądzą, że nie może istnieć nic, czego nie pojęliby swoimi małymi umysłami. Wszystkie umysły, Virginio, niezależnie od tego czy dorosłe, czy dziecięce, są małe. W tym naszym wielkim wszechświecie człowiek ze swoim intelektem jest po prostu robaczkiem, mrówką, w porównaniu z bezgranicznym światem wokół niego, a wedle miary inteligencji, zdolnej objąć całość prawdy i wiedzy.

Tak, Virginio, Święty Mikołaj istnieje. Istnieje z taką samą pewnością, jak istnieją miłość, szczodrość i oddanie, a wiesz przecież, że jest ich pełno wokół i że przydają naszemu życiu piękna i radości. Niestety! Jakże ponury byłby świat, gdyby nie było na nim Świętego Mikołaja. Byłby tak samo ponury, jak gdyby nie było na nim małych Virginii. Nie byłoby wtedy na nim dziecięcej wiary, nie byłoby poezji, nie byłoby romantyczności, potrzebnych, by uczynić naszą egzystencję znośną. Nie mielibyśmy przyjemności innych niż te, dane nam przez wzrok i rozsądek. Zgasłoby wieczne światło, którym dzieciństwo napełnia świat.

Nie wierzyć w Świętego Mikołaja! Równie dobrze mogłabyś nie wierzyć we wróżki! Mogłabyś poprosić tatusia, by wynajął ludzi do pilnowania w Wigilię wszystkich kominów i złapania Świętego Mikołaja, ale nawet gdyby nie zobaczyli jak Święty Mikołaj się pojawia, czegóż by to dowiodło? Nikt nie widzi Świętego Mikołaja, ale to nie znaczy, że Świętego Mikołaja nie ma. Najbardziej realne rzeczy na świecie nie są widoczne; ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Czy widziałaś kiedyś wróżki tańczące na trawniku? Oczywiście nie, ale to nie dowód, że ich tam nie ma. Nikt nie potrafi sobie nawet wymyślić lub wyobrazić wszystkich cudów tego świata, które są niewidoczne lub – niewidzialne.

Możesz rozerwać niemowlęcą grzechotkę i zobaczyć, co tam w środku tak stuka, ale istnieje welon okrywający niewidoczny świat, welon, którego nie mógłby rozerwać nawet najsilniejszy człowiek ani nawet połączone siły wszystkich najsilniejszych ludzi, jacy kiedykolwiek żyli. Tylko wiara, fantazja, poezja, miłość, romantyczność mogą rozsunąć ów welon i odmalować skryty za nim widok tego niebiańskiego piękna i chwały.

Czy to wszystko jest prawdziwe? Ach, Virginio, na całym tym świecie nic nie jest bardziej prawdziwe i niewzruszone. Nie ma Świętego Mikołaja? Dzięki Bogu – on żyje! – i to żyje na zawsze. Za tysiąc lat, Virginio, nie, za dziesięć razy po dziesięć tysięcy lat, Święty Mikołaj wciąż jeszcze będzie napełniał szczęściem dziecięce serca.

(przekład: Małgorzata Musierowicz)

 

Tak sobie pomyślałam, że to będzie ładny prezent od Św. Mikołaja  – nie tylko dla Zuzi12, ale także dla wszystkich dzieci, dla młodych ludzi i dla dorosłych, i całkiem starszych osób, którzy tutaj zaglądają. Nie ma już odważnej Virginii, nie ma dobrego i mądrego Franka P. Churcha, ale wciąż są na świecie rzeczy, o których pisał, rzeczy niewidoczne i niewidzialne, których nie możemy pojąć naszymi małymi umysłami, a które dają naszym sercom tyle radości.

 

399 przemyśleń nt. „Święty Mikołaj. Niewątpliwie.

  1. Podsłyszane dziś w sklepie:
    Klient (inteligent(?) z plecaczkiem, lat ok 60): z portek dawno już wyrosłem, więc nie wierzę w żadnego Mikołaja; wierzacy w ogóle maja łatwiej w życiu.
    Sprzedawczyni (ok50): nie wierzy pan?! A ja wierzę i co roku piszę do Niego list.

  2. Floaterze, dziękuję za cenną wiadomość prywatną. Ucieszyła mnie. Myślę bardzo podobnie. Vivat logika!
    Tak jest, to on dzieli. Jak zawsze. Starożytni Rzymianie zresztą od niego się nauczyli („divide et impera”).
    Obyś miał rację, że niedługo!
    A na razie przed nami Boże Narodzenie. Światłość.
    Trzeba podawać sobie ręce, przebaczać, starać się o wspólnotę.

  3. O, nie pomyślałam o tym aspekcie, przepraszam…
    To zdam się na instynkt – chyba ze wskazaniem na lekturę Mili. Do tego tytułu zdążyłam się już jakoś przywiązać :)
    Oczywiście, że Ignacy B. nie miał racji :)

  4. Doroto (wiad.pryw.) – tak, można do wydawnictwa.
    Miło, że zaglądasz tutaj, szkoda, że wciąż schowana pod regałem! Odwagi!
    Pozdrawiam serdecznie!

    Bożeno, nie wypada mi tu oceniać pracy kolegów po piórze. Przekonaj się sama!
    Ignacy B. nie miał racji. ;)

    SowoP, wielkie dzięki za wieczorną sugestie muzyczną, i to jeszcze z szyfrowanym rozwiązaniem.
    Zdecydowanie: dawniej było lepiej.

  5. Od dziś zaczyna się ścisłe przygotowanie do Świąt Bożego Narodzenia. W liturgii wieczornej śpiewa się codziennie, aż do Świąt, po jednej tzw. Wielkiej Antyfonie O. Jest to siedem tytułów Mesjasza: „O Sapientia”, „O Adonai”, „O Radix Jesse”, „O Clavis David”, „O Oriens”, „O Rex Gentium” i „O Emmanuel”. Pierwsze litery tych tytułów, czytane od końca, tworzą zdanie „ero cras”, czyli, „będę jutro”.

    Marc-Antoine Charpentier – „O” Antiphons H, 36-43.
    Les Arts Florissants.

    „O Sapientia”:

    „O Mądrości, któraś wyszła z ust Najwyższego, dosięgając mocą od końca do końca i wszystko urządzając łagodnością, przyjdź ku nauczaniu nas dróg roztropności”.

  6. Dobry wieczór!
    Pani Małgorzato, mam gorącą prośbę o poradę. Zostałam ostatnio osypana przez Córę publikacjami spod znaku MM („Frywolitki”, czytywane przeze mnie jeszcze w „Tygodniku Powszechnym”, „Listy do Małgorzaty Musierowicz” profesora Raszewskiego oraz rozkoszne cudo, czyli „Małomówny i rodzina”; czemuż przeoczony w dawnych latach???) – i chciałabym teraz odwdzięczyć się Jej, szepcząc Aniołkowi o braciszku Cadfaelu. Ale znalazłam różne wydania! Mila czyta „Obrońcę w kapturze” wydawnictwa Phantom Press, to byłoby więc kanoniczne :) Jednak najwyraźniej pałeczkę wydawniczą przejęło wydawnictwo Zysk i S-ka, tam jednak „Obrońca…” zamienia się w „Trujący lek”… Co wybrać, które tłumaczenie lepsze? Wiem, najlepiej byłoby w oryginale:) Na początek wolałabym jednak wersję polską i nie wiem, czy są tu istotne dla jakości różnice. A może wszystkie są dobre? Pytam cichutko, bo Ignacy Borejko serii „Mnich” nie pochwalał…

  7. Dobry wieczór!
    Dzisiaj Google Beethovena uczciło, można się pobawić :)
    I dziękuję za tekst o św. Mikołaju :)

  8. Przecudna ta odpowiedź dziennikarza na pytanie małej dziewczynki o Świętego Mikołaja. Myślę, że na świecie jest tyle zła, bo wyrzucamy z niego to co dobre, piękne i święte. Ja, kiedy moja córeczka była mała i pytała o Mikołaja (zwłaszcza o to, który jest prawdziwy – tak wielu ich w centrach handlowych, reklamach czy nawet na ulicy) zawsze mówiłam, że on istnieje. Jest w niebie, wysłuchuje dziecięcych próśb i spełnia je, korzystając z armii pomocników. Nie wiem, czy to była najlepsza metoda podtrzymywania wiary w Świętego Mikołaja, ale sprawdziła się. Dziś córka ma 15 lat i wciąż pisze do niego listy (tylko mnie prosi o ich dostarczenie;).
    Pozdrawiam

  9. WiWo in vivo: Robson o Enderze

    Wirtualne Wydawnictwo Wiwo
    serdecznie zaprasza Drogich Czytelników i Wszystkich Chętnych
    na spotkanie pod tytułem
    Czy Ender
    mógłby normalnie
    żyć w społeczeństwie?
    poświęcone powieści Orsona Scotta Carda pt. Gra Endera.
    W zajęciach weźmie udział nasz Autor
    Robert Kalinowski.

    Zajęcia odbędą się w sobotę 23 stycznia A.D. 2016 w kościele p.w. św. Michała Archanioła przy ulicy Puławskiej 95 w Warszawie.

    Spotykamy się o godzinie 14 w salce pod kościołem (drzwi na lewo od głównego wejścia).

    Będziemy wdzięczni za poinformowanie nas drogą mailową
    o zamiarze przybycia.
    Pomoże to w przygotowaniu materiałów dla Uczestników spotkania.
    Serdecznie prosimy o rozpowszechnianie wiadomości o zajęciach.

    Do zobaczenia!
    Redakcja

    Zapraszam serdecznie pozdrawiając w imieniu Redakcji
    Paweł Antoniewicz

  10. Piękny list! Za kilka lat, jak moja córeczka podrośnie, jak będzie pytać o Świętego Mikołaja, to przeczytam jej właśnie ten piękny list.

    Dawno mnie tutaj nie było i widzę zmiany jakie zaszły na stronie Pani Małgorzaty. Chciałabym się spytać, gdzie teraz mogę znaleźć spis książek z zagadek?:)
    I czy jeszcze jest zabawa w zgadywanie jaka to książka?:)

    Pozdrawiam,
    Patrycja

  11. Dobranoc! Wy śpijcie, a ja poustawiam książki na nowych trzech regałach w zielonym pokoju. Aaaa…lubię!

  12. Dąbrówko, na pewno się uda, jeśli wszystko czyściutkie i starannie zrobione.
    Na wierzch dorzuć posiekany ząbek czosnku. Chroni przed bakteriami gnilnymi. Tymi złymi, bo te dobre są już w nieprzegotowanej wodzie i to one właśnie wspomagać będą pożądany ferment.:)))

    SowoP, do dziś nie wiadomo, co z tą trąbą: syn już nie pamięta, o co mu chodziło. Cała sprawa pozostanie wieczną zagadką.
    Tort makowy: ten przepis Bożenki z w.wym. książki jest świetny i łatwy. Krem można przecież zrobić jaki się chce.
    „Na Wielkanoc” już dawno miałam napisać, podobnie jak „Silva rerum”, na zakończenie „J.” – ale nieprędko mi to sądzone, jak się zdaje.
    W każdym razie – przepisy na Wielkanoc całkiem wspaniałe są, czekają na opublikowanie.

  13. Kochana pani Małgosiu, tematyki świątecznej ciąg dalszy… Pierwszy raz nastawiłam zakwas na barszcz według rad z książki „Musierowicz na Gwiazdkę”. Czy aby na pewno się uda? W innych przepisach czytałam o przegotowanej wodzie, bez cebuli… Wierzę w panią oczywiście, ale upewnić się nie zaszkodzi. Przedświątecznie,cieplutko pozdrawiam!

  14. Przepraszam, że odrywam od świata mchu i paproci, ale czytam właśnie do poduszki „M. na Gwiazdkę” i zrodziły mi się trzy pytania:
    po pierwsze, czy wiadomo co właściwie miał na myśli Pani syn, kiedy zażyczył sobie pod choinkę trąbę z wąsami? Było coś takiego w sprzedaży?
    Po drugie, czy ma Pani w swoim receptariuszu dobry przepis na tort makowy z kremem cytrynowym? Mam w pamięci ten rarytas z dzieciństwa, ale nikt w rodzinie nie ma przepisu.
    I po trzecie, na okładce „Sprężyny” Akapit Press zapowiedział rychłe wydanie Pani książki „Na Wielkanoc”. Czy taka książka rzeczywiście się ukaże? Nie pytam o to, żeby dokładać Pani dodatkowej pracy (to jasne, że albo się pisze „Ciotkę”, albo gawędy kulinarne), ale ciekawa jestem po prostu, czy projekt ten wciąż jest aktualny. Na kiedyś.

  15. U mnie w domu pokoje są głównie pomarańczowe albo beżowe, ale ja mam właśnie zielony. I specjalnie wybrałam kolor młodej zielonej trawy takiej, co wyłania się spod śniegu i jeszcze jest nie skoszona. Pokój jest malutki, ot taki, żeby weszły najpotrzebniejsze meble (na styk!), ale ma ogromne okno, przez które widać pole i sad. Ślicznie to wygląda i ściany jeszcze dopełniają obrazu :)

    Już tak niedaleko do Świąt! Nie mogę się skupić na nauce, tak się cieszę :D

  16. O, Zuziu, obawiam się, że ta książka Cię zasmuci.

    Błękitny pokój? Też mi się podoba. Na pewno ładnie w nim wyglądają kwiaty.

    Alku, mech to mech.

  17. Dobry wieczór!
    A u nas rodzinny, ulubiony pokój wcale nie jest zielony, lecz niebieski, choć bardziej wpada w błękit. Na pewno jest mniejszy niż borejkowy Zielony Pokój, ale z taką samą chęcią przesiadujemy w Niebieskim Pokoju.

    Pani Małgosiu! Zakupiłam książkę „Oddajcie mi Świętego Mikołaja”. Tak pięknie Pani o niej pisała we „Frywolitkach”!

    Uściski dla wszystkich!:)

  18. Co do mchu – a może to kolor kojarzący się z kiedyś popularną wodą kolońską, nazwaną z niemiecką ortografią „Irisch Moos”? Te opakowania były zielone, momentami wpadające w szmaragd, bardzo w stylu „emerald island”. Mam jakieś takie wizualno-zapachowe skojarzenia.

  19. Ooo, dziękuję DUA za przypomnienie „Ziela na kraterze”, to chyba najbardziej wyczytana z moich książek i jedna z najstarszych. Od razu po nią sięgnęłam, otworzyła się w miejscu, gdzie powstaje Domeczek, potem na rowerowej podróży dziewczynek po Francji, oczywiście zwiedzających Marsylię, bo Tata nigdy by nie darował, i wreszcie na Powstaniu… i od razu zbierają się łzy… Jakaż to piękna książka, poczytam sobie w święta.

  20. Będzie lepiej, będzie, Just!
    Gratuluję debiutu!

    Beato S., znałam taki gabinet. Przyjemnie się go opisywało.

  21. Gąsko Pieciarko, to cały urok tych wczesnych pierniczków.
    Potem, w czasie Świąt, nikt nie ma na nie ochoty!
    Przesyłam soczyste i pełne zrozumienia całuski dla Gąsiątek.

  22. A to prawda, ze wczoraj bylam zajęta. Piekłam pierniczki po raz pierwszy. Wyszły wspaniałe, pochwalił nawet mój Luby.
    Może w ostatniej turze sie zbytnio przypiekly, ale następnym razem będzie lepiej.
    W końcu kiedyś to doświadczenie trzeba zdobyć :)
    Pozdrawiam przedświątecznie!

  23. Nie jest bezpiecznie piec pierniczki długo przed świętami. Moje, po upieczeniu, przed dekorowaniem- zniknęły. Dowiedziałam się od Gąsiątka Młodszego /101cm wzrostu!/ „mamusiu jeśteś znakomitą kucharką, ale jeście lepsią pieciarką- te piernićki były wyśmienite”.

  24. I jeszcze o czymś zapomniałam……..moim ulubionym wnętrzem jeżycjadowym (oprócz zielonego pokoju Borejków oczywiście) jest…. gabinet Pana Karolka z :przykurzonym księgozbiorem, ciepłym światłem lampy na biurku, głębokim fotelem
    (zapewne wolterowskim), Idą przymierzającą się do garibaldki oraz kochaną Basią i jej buchtami drożdżowymi :):).

  25. Beato, to nie jest nazwa oficjalna tej mieszanki (oficjalna to H13050). Po prostu: kto widział mech, ten wie.
    Jasne. ZIELONY POKÓJ jest najlepszy.

  26. To w takim razie , jeżeli KOLOR MCHU jest nazwą oficjalną wśród odcieni farb ściennych dostępnych w sprzedaży, będę się czuła z nowymi ścianami troszeczkę tak, jakbym Panią odwiedziła, hura! :)…..A, tak na logikę biorąc, czy jestże lepszy kolor dla pokoju rodzinnego, niż kolor ekhm, ekhm ……ZIELONY ?

  27. Dzień dobry, Alku. Znam zwierza, oczywiście, wczoraj zastanawiałam się, czy pamiętam go z „Ziela na kraterze”. Muszę sprawdzić, a to się zapewne skończy czytaniem całości dzieła po raz dziesiąty.
    Beato, w tych wielkich marketach są działy z farbami etc. Mnóstwo interesujących kolorów! Można umieszać, na miejscu, dowolny odcień. Komputerowo!

  28. Dziękuję ! I pomyśleć , że przez długi czas żaden sensowny kolor nie przychodził mi do głowy, a tu proszę fluid ! I Jak tu nie wierzyć w przeznaczenie ?:):)

  29. Ulubiona Autorko, dzień dobry. Nawiązując do wcześniejszych komentarzy: dodam jeszcze, że „zwierz Alpuhary” jest jednym z popularnych dowcipów literackich.

  30. Ależ śmiało, Beato! Tu prawa autorskie nie obowiązują!
    To sympatyczny kolor, nawiasem mówiąc, właśnie patrzę na niego przez drzwi i pięknie wygląda w świetle dziennym.

  31. Droga Ulubiona Autorko:) Nasz salonik coraz bardziej pokryty patyną, oczekuje niecierpliwie na remont, ale niestety przed zbliżającymi się Świętami , nie doczeka się. Myślę jednak, że z Nowym Rokiem się uda. I w związku z tym mam pytanie……. czy nie miałaby Pani nam za złe, gdybyśmy skopiowali pomysł z KOLOREM MCHU ? U nas za oknem -również sosny…. li i jedynie ( precz z firanami ! ) :D……Dzień dobry Wszystkim i miłego dnia:):).

  32. No tak… Ma Pani rację: „z wież”.

    Ale przynajmniej zapisałem tak, jak to rzeczywiście było… Zresztą w praktyce takich niespodziewanych deklamacji opłatkowych trudno jest przecież pamiętać co do słówka ;)

  33. O!
    Pokrzepiło mnie, dziękuję!
    Ale, Floaterze, on „broni się jeszcze z wież Alpuhary”.:)
    Taka mała korekta.

    Madziu (wiad.pryw.), są wyjątki. Lecz wiesz, co one potwierdzają.

    Dobranoc!

  34. Z cyklu „marginesy duże i małe”:

    Opłatek klubowy. Na sali 30 osób, na „świeżym powietrzu” sześć, portiernia akademika, plastikowa choinka w holu, automat z pepsi, te klimaty. Przy automacie – kanapa. Na kanapie siedzi dwóch facetów i – teoretycznie – gadają o czymś.

    Jeden mówi:
    – …broni się ciągle z murów Alpuhary Almanzor z garstką rycerzy…
    a drugi:
    – …Hiszpan pod miastem zatknął sztandary, jutro do szturmu uderzy…

    i tak się uzupełniają aż do „pomsty na swój lud znękany”.

    Potem jeszcze krótki przegląd inszych dzieł Wieszcza Adama z krótką dygresją na „Grób Tamerlana”.
    Reasumując: co by tam kto nie narzekał, Duch z Narodu jeszcze tak całkiem do końca nie wyparował.

    O czym z przyjemnością donoszę „ku pokrzepieniu serc” :)))))

  35. Zgredziku (wiad. pryw.), ależ Ignaś miał smartfona absolutnie.:))) Nie mylisz się. Przeglądał zresztą nie tylko polona.pl, ale i ciekawe blogi ratowników medycznych (ja też je przeglądnęłam w celach powieściowych, tam wyczytałam o kącie 30 stopni).
    Ta druga sprawa: tak, niestety, coś wiem, i to jest przykre. Zapomnijmy więc, bo tak właśnie należy traktować przykrości.
    Pozdrawiam Wszystkich Śpiących!

  36. BeatoV (wiad.pryw.) – niestety, nie wiem, a też o tym myślę.
    Może będzie wiadomość na Święta. Wraz z życzeniami.

    Chesterko, ja dałam ciut korzeniowego, ale przecież można zaszaleć.

  37. Aha, z tuńczykiem chodzi o to: Czy seler powinien być naciowy czy korzeń (wiórki, kostka itd)?
    Ja nie wiem, nigdy nie robiłam.

  38. Kochana moja zagoniona DUA! Chodzi o to, czy naciowy czy korzeniowy?
    I już porzucam DUA w mchu.

  39. Tak, Alku, dobry i mądry film. Dziś już nikt by nie umiał czegoś takiego nakręcić. Dawniej było lepiej.;)
    Chesterko, Aga malowała na zielono podczas gdy u nas stał już kubełek specjalnie umieszanej zieleni. I czekał, bo latem za gorąco było na malowanie i wszelki wysiłek.
    Za to napisałam „Feblik”.
    Tak, ładne tło dla książek i obrazów. I ładnie się łączy z zielenią sosen za oknem.
    A o co chodzi z selerem? Czy dobry do puńczyka z tuszki? Spróbuj, co ci szkodzi. Odwagi!

    Madziu, dobra konkluzja. Po coś się tu jest.
    Uwaga: nie kupuj dla mnie książek. Nikt mi nie kupuje książek, bo nie ma to sensu: jestem szybsza. Uzależnieni tak mają.

  40. Chesterko, znam ten film. Przyjaciółka z Anglii zarekomendowała mi go jako warto obejrzenia. I miała rację moja droga Jessamy.

  41. Kolor mchu? Ciekawie. Ładne tło dla ksiażek i obrazów. Rozumiem, że Aga malujaca ścianę, to byl sposób na oswajanie się z pomysłem.
    Nie jestem dziś za bardzo zagoniona, bo staram się mrozić część potraw wcześniej. Prezenty też już raczej mam za soba. Zagoniona, zaczynam przypominać nerwowa Filifionkę, a Chesterciatka zdecydowanie wola Mamę Muminka,( choć i tak mi do niej daleko).
    Nieśmiało ponawiam pytanie o SELER?:)

  42. Ja, niestety (prawie) już nie kupuję książek, nie mają się teraz gdzie pomieścić, myślałam o audio- lub ebookach, ale to zupełnie nie to, zupełnie. Niezmiennie korzystam z bibliotek i to ratuje trochę sytuację, choć nie do końca jestem konsekwentna, bo pod choinkę zamówiłam kilka pozycji, ale trzeba mieć w życiu jakieś przyjemności, poza tym muszę się powstrzymywać przed nabywaniem kolejnych prezentów dla wnucząt, to obdarowywanie jest takie miłe, ale wiem, ze nie mogę przeholować, co to jest, że człowiek-babcia zupełnie traci cały rozsądek, który posiadał jako mama?, pozdrawiam całe zapracowane towarzystwo :)

  43. A co do filmów: bardzo lubię „Życie jest cudowne”.
    Oglądałam ten film tylko raz,za to w osiemnaste urodziny i choć popołudnie mojej osiemnastki było naprawdę feralne, to przesłanie tej opowieści dało mi naprawdę dużo nadziei i zapału na dalsze lata. Może jednak nie będzie tak źle? Po coś się w końcu tu jest, prawda?
    Serdeczności. :)

  44. O, to dobrze, że się przyznałam , bo i tak nie byłoby niespodzianki! Ale będę czyhać: a nuż uda mi się następnym razem!
    To by było takie moje małe marzenie;) , a bardzo lubię realizować swoje marzenia! ;) I cudze od czasu do czasu też. ;) :)

  45. Znam ten film i lubię, Chesterko.
    Cicho jest, bo wszyscy zajęci przed Świętami. (U nas – malowanie pokoju na kolor mchu i inne prace ciężkie).

    Madziu (wiad.pryw.), dzięki, skarbie, ale nie trudź się, już zdobyłam! Jestem nieznośnie szybka w zdobywaniu książek, aż sama siebie męczę.

    Fanko R. (wiad.pryw), jestem z Tobą. I bardzo się cieszę z tej dobrej wiadomości.

  46. Ale tu cicho, na Jowisza! Dziękuję Za wskazówki w sprawie sosu Worcester. Czy seler powinien być naciowy czy korzeń (wiórki, kostka itd)?
    Obejrzałam wczoraj z duża przyjemnościa stary film (1946r) z Jemesem Stewartem – „To wspaniałe życie”, dostępny w internecie. Przypomina mi „Opowieści wigilijna”, ale prezentuje odwrócona sytuację. Pasuje do okołoświatecznej atmosfery i można go obejrzeć całorodzinnie.

  47. Dobry wieczór.
    Kupiłam dziś sobie, całkowicie przypadkiem, wpadłszy na dwie minuty do antykwariatu (po coś całkiem innego) „Myśli” Seneki w tłumaczeniu Stabryły! W bardzo dobrym stanie. Ostatnio, ile razy tam nie wpadnę, tyle razy zauważam coś, co bardzo chciałabym przeczytać i wprost nie mogę się powstrzymać, by nie kupić ;) Zdaje mi się, że zostawiałam tam w tym miesiącu już połowę wypłaty, nieszczęsna ;) Nawet poinformowałam właściciela, że bardzo niebezpiecznie jest do tej księgarni przychodzić;) Ale całkiem możliwe , że uda mi się zdobyć dzięki niemu (temu antykwariuszowi) memuarów Przybory tom 3. :)

  48. Tak, generalnie podzielam to zdanie, choć czasem mam wątpliwości, czy to nie jest takie nasze zwyczajowe wzdychanie, że „kiedyś młodzież to lepsza była”. Traktaty dzwonowe są do obejrzenia w całości w sieci. A na YT można posłuchać dzwonów westminsterskich w kilku permutacjach. Odsłuchałam jeszcze na YT „Campanae Cracovienses”, ciekawy! Zaintrygowało mnie, jak oni to zgrali w czasie i kto na tych dzwonach dzwonił, ale okazało się, że dzwony kompozytor nagrał wcześniej i utwór został zmontowany w studio nagrań, a potem odtworzony na koncercie. Wydaje mi się jednak, że są też utwory tego typu grane na żywo.

    Myszo, cierpliwości potrzeba do wszystkiego, do pisania fug również! Lubiłam to, ale jeszcze bardziej paleografię muzyczną. A św. Augustyn jest zwyczajnie trudny. Piosenki SP jak najbardziej są do kupienia w Internecie.

    Dobranoc wszystkim!

  49. Chesterko, nawet jeśli nie znajdziesz sosu W., sałatka z puńczyka i tak będzie pyszna.
    Można ją zresztą modyfikować i modyfikować. Bardzo wdzięczna.

    Sowo, dziękuję za wiadomości o dzwonach. Ciekawe, czy podzielasz moją opinię, że dawniej było lepiej niż teraz. Specjalne zasady i schematy dla dzwonów! Niebiosa! Jestem poruszona do głębi. Naprawdę.

  50. Chesterko, widziałam ten sos w większych supermarketach, na dziale z żywnością orientalną, np. w niemieckim sklepie na K oraz francuskim na C (nie chcę robić tu reklamy,dlatego w ten sposób nazwy podaję ;)).

  51. Nutko, nie chcę być gorszy.
    Mi się to kojarzy z paradoksem Banacha-Tarskiego.
    Bo mi się wszystko kojarzy.

  52. Chesterko, w sklepie z trochę bardziej egzotycznym żarciem. Widziałem np. gdzieś w supermarkecie na półce zatytułowanej nieco na wyrost „kuchnie świata”. Dobry wieczór Ludu, dobry wieczór Ulubiona Autorko.

  53. Hmm, naprawdę miło tu się wchodzi po troszkę dłuższej nieobecności (mam na myśli dwa dni na przykład ;) ) – tak wspaniale się czyta te wszystkie wątki, kiedy one są już w pełnym rozkwicie.

    A ja bardzo często jadam przy czytaniu.

    I bardzo zainteresował mnie temat dzwonowy, muszę zgłębić!

    Pozdrawiam cieplutko!

  54. Dobry wieczór!
    Tak mocno siedzę w tej swojej nauce, że zdanie „Miejsca sklejenia były absolutnie niewidoczne, który to efekt osiągnięto dopiero za trzecim podejściem.” (a szczególnie pierwsza część zdania) skojarzyło mi się jedynie z cząstką w cyklicznej studni potencjału.
    Grudniowa aura (mimo iż bez śniegu) rozluźnia już jednak skołowany umysł, zastanawiam się którą książkę napocząć (a może lepiej dokończyć) i zaczynam się, hmmm…. balansować. W sensie – łapać równowagę. Także poprzez wizytę na Pani Stronie, DUA.
    Serdecznie pozdrawiam Wszystkich Księgowych!

  55. Dobry wieczór! Od dawna przymierzam się do sałatki z puńczyka, ale nigdzie nie mogę znaleźć sosu Worcester? Czy ktoś wie, gdzie go można kupić?

  56. Sowo, dziękuję za trop. Ciekawe czy można ten zbiorek wydany przez Muzeum kupić przez Internet. Podziwiam muzykologów za cierpliwość do dawnych traktatów. Ja po dziele św. Augustyna „O muzyce”, które w naiwności swej wybrałam w charakterze lektury do egzaminu z filozofii średniowiecznej, wolałam już pisać fugi.
    Również uwielbiam jeść przy czytaniu. Moje dzieci też. Gubi mnie tylko wyszukiwanie coraz to nowych rzeczy do zjedzenia, byle nie przerywać lektury. Ale termin Zgreda wspaniały. W punkt.

  57. Książka „Tubae Dei” niestety jest nie do kupienia. Na pocieszenie wciągnęłam się w artykuł Tomasza Żaka o dzwonnikach angielskich. Okazuje się, że zwykłe dzwonienie na kilku dzwonach, zawsze w tej samej kolejności, uznano już przed wiekami za zbyt banalne i od dawien dawna układano specjalne schematy i zasady dzwonienia na kilku i kilkunastu dzwonach. Zachowały się nawet dwa traktaty o tym, pochodzące z XVII wieku, „Tintinnalogia” i „Campanologia” Fabiana Stedmana. Wygranie wszytkich możliwych kombinacji (permutacji) na 8 dzwonach (czyli tylu, ile ma Opactwo Westminster i hymn Purcella) zajęło dzwonnikom z Loughsborough 17 godzin i 59 minut. A na 12 dzwonach dzwoniono by bez przerwy około 40 lat!

    Spodobała mi się jeszcze taka zasada ustalona na synodzie warmińskim w 1610 roku, a przytaczana przez Wikipedię, że dzwonić na dzownie może tylko „sługa kościelny, a żony swojej w żadnym razie w zastępstwie do tego używać nie może, pod karą usunięcia od obowiązku”.

  58. Duśko, przepis na bułeczki Karlssona też mam zapisany (podobnie jak większość przepisów Księgowych), podejrzewam, że są smaczniejsze niż Lussekatter, bo mają cynamon. Jeszcze ich nie piekłam, bo nie mam kiedy, ale jak już mi wreszcie Sowiątko pozwoli poszaleć kulinarnie, to sobie będę piec i pichcić, że ho ho. I choinkę spożywczą też zrobię. Na razie strasznie się denerwuje nawet na moje przygotowywanie wspólnego śniadanka, bo woli angażować mnie do układania drewnianych puzzli-literek, które namiętnie czyta i sortuje od rana do nocy. Ono już też z tych, co bardziej jedzą przy czytaniu niż czytają przy jedzeniu.

  59. Dobry wieczór!
    Duśko, wiele jeszcze nie wiem o dominujących kolorach choinki – u nas stroi się ją wieczorem 23 grudnia, albo w Wigilię rano. My też z tych, co czekają i lubią to czekanie.

    Justysiu, pomyślę może o wydaniu pocztówek, gdy już nie będę myślała o wydawaniu książek. Na razie mam zajęcie non stop. A moje e-kartki to prezent dla czytelników i można z nich korzystać za darmo.
    Barszcz gwiazdkowy na buraczanym zakwasie to pycha, naprawdę. Nasz rodzinny przepis, jak wszystkie, które podaję – sprawdzony przez pokolenia.

  60. Dzień dobry :)

    Jak fajnie jest znać języki! Poza wszystkimi innymi korzyściami, których pewnie można wypisać księgę całą, dzisiaj uzmysłowiłam sobie kolejny. Można słuchać utworów o nastroju świątecznym w różnych językach i wszystko rozumieć. I sobie słucham właśnie, w nieustającym szale produkowania prezentów, tudzież dekoracji świątecznych, tudzież pierniczków. Piękny dzień Ludu Księgi. Kolejny. I ile ich jeszcze przed nami :)

  61. Ach, Sowo, wielkie dzięki za inspirację exlibrisową! Zainspirowało mnie ptaszkowo. Nb. jeden ex libris jest z sową siedzącą (jak to mają one w zwyczaju) na konarze tuż przy pniu drzewa, a drugi z czterema wróbelkami wiercącymi się na gałązce.
    Nazwa na razie nam się za bardzo nie przydaje, ale najważniejsze, że śpiewamy:)

    „Jedzą przy czytaniu” – Zgredzie, rewelacja:) Nareszcie właściwy ranking spraw. Przyswajam.

    Wszystkie pierniczki (poza pierniczkowymi szopkami, naturalnie) zniknęły jak sen jaki złoty. To są skutki braku zamykanego na klucz kredensu, ot co! Co za szczęście, ze od razu zaczyniłam kolejne ciasto piernikowe, które sobie kruszeje w lodówce. Ale chyba tym razem poczekam z pieczeniem kolejnej porcji bliżej Świąt.

  62. Justysiu, aż taki dramat to nie był ;) Teraz na szczęście nie muszę już chodzić na żadne takie imprezy. Zastanawia mnie za to zawsze, jakaż to niecierpliwość drzemie w człowieku, że musi takie Christmas Party, opłatki i kolędy organizować przed Świętami, choć okres BN trwa bardzo długo i z powodzeniem można by poświętować w gronie znajomych już po 26 grudnia. Dlaczego ludzi cieszy świętowanie przed, a po już nie?

    Myszo, dzięki za cynk o dzwonowym koncercie, właśnie takie wydarzenia miałam na myśli. Co do Starszych Panów, są też bardzo udane aranżacje chóralne oraz cały zbiór piosenek do śpiewania solo z podkładem instrumentalnym dołączonym na płycie CD. Wydany został przez Muzeum Powstania Warszawskiego, świetna to publikacja (mam!).

    Mamo Isi, Audi Vocem – ładne. A ekslibrisy to moja wina. Podzielisz się opisem swoich projektów? Prooszę.

    Zgredzie, fantastyczna formuła.

  63. Dzień dobry Wszystkim, wpadam, żeby wtrącić, że przepis na bułeczki Lussekatter przypomina bardzo przepis na bułeczki Karlssona, który się tu kiedyś pojawił i jest doskonałością (zwłaszcza na gorąco: cium, cium, pyszulka:)). Gdyby ktoś zażądał dokładnej treści, jestem gotowa go przekleić ze swojego sekretnego pliku Word;).
    P.S. DUA, czy można wiedzieć, jaki kolor przeważa na Pani choince w tym roku?

  64. Dzień Dobry Pani Małgosiu.
    Piszę właśnie kartki świąteczne i tak się zastanawiam, czy nigdy nie myślała Pani wydać swoich e-kartek w formie pocztówek? Asia uwielbia pocztówki. Od ponad roku je zbiera, tak jak kiedyś ja zbierałam w jej wieku. Teraz przekazałam jej swoje. W Kanadzie kartki świąteczne są tylko w formie karnetów, nie ma pocztówek:(

    Dzięki za przypomnienie o burakach na barszcz. W zeszłym roku zrobiłam właśnie ten, z Pani przepisu z „MM na Gwiazdkę”. Pierwszy raz i od razu rewelacja. No i teraz już nie ma mowy o żadnym innym ze słoika czy kartonu. Obowiązkowo musi być ten, jako podstawa udanej wieczerzy!

    Sowo, współczuję Ci tych „wigilii” przez cały grudzień, w oczekiwaniu na tę własciwą. U nas nazywają to Christmas Party i na szczęście nie przypomina to naszej tradycyjnej wigilli . Jest to raczej bankiet, taka wystawna kolacja ze świąteczną dekoracją, muzyką itp. Wigilię mamy swoją, w domu, wtedy kiedy ma być.

    Miłego dnia życzę Pani i wszystkim Księgowym.

  65. Wojtyła też podobno czytał przy jedzeniu.
    Ha, on czytał nawet na zebraniach.
    A potem wygłaszał podsumowanie.
    Zebrania, nie lektury.
    Podobno.

    Podoba mi się formuła naszych znajomych.
    Oni nie czytają przy jedzeniu.
    Oni jedzą przy czytaniu.

  66. A jeśli wszyscy jedzący czytają?
    Są takie sytuacje. I owszem.

    Myszo, dziękuję za wiadomość o utworze na krakowskie dzwony. Poszukam.
    I dziękuję za docenienie tego fragmentu.
    A co do pierniczków: fotografuj!
    A potem przysyłaj.
    Czuję, że to będzie piękna Galeria Piernika.
    Dobranoc!

  67. Odkad, przed wielu laty, przeczytalam, ze Borejkowie czytuja przy jedzeniu, przestalam miec takie dylematy. Owszem, niezbyt sympatycznie byloby zaglebiac sie w czytaniu, podczas gdy domownicy oczekiwaliby jakiegos kontaktu (nie mam az tak podzielnej uwagi i obawiam sie, ze mogloby mi sie wyrwac slynne: precz!!)
    Ale w innych sytuacjach..?

  68. 1. Dla władających fortepianem: Od kilku lat można kupic w księgarniach muzycznych Nutatki – piosenki Jerzego Wasowskiego do tekstów Jeremiego Przybory (w większości). Jedyną rzeczą, którą można im zarzucić jest znikoma ilośc tego specjału. (3 piosenki w tomiku).
    2. W kwestii dzwonów. Marek Stachowski, nieżyjący już krakowski kompozytor, w poprzednim roku jubileuszowym 2000 skomponował utwór na 25 dzwonów krakowskich kościołów – Campanae Cracoviense. Utwór wykonano 2006, staraniem Akademii Muzycznej i zespołu teatru Groteska, można go było wysłuchać przez internet.
    3. Pierniczki upieczone. Trud wyrabiania ciasta za nami. Trud największy to upilnowanie Myszątek, żeby nie wyjadały surowego ciasta podczas wycinania. Oprócz zwyczajnych serduszek i gwiazdek mamy kilka aniołów, kontrowersyjną żyrafe, hipopotama i konia. Powstają również kolejne szopki.
    4. W „Listach” prof. Raszewskiego urzekająco piękny jest fragment o miłosierdziu. Nie moge sie nim nacieszyć.

  69. Cóż, na razie jedyną rzeczą jaką przeczytałam po angielsku była pewna nowelka (bardzo smutna zresztą) o dwudzistu rozdziałach. Planuję wziąć się za coś ambitniejszego.
    A tak skoro już jesteśmy w temacie nieśmiertelności. Moim zdanie nie jest to do końca w porządku. No bo niby wszyscy nie mogliby być nieśmiertelni. Co to byłby za świat? A skoro nie mogą wszyscy to mogliby tylko niektórzy. I sądzę, że ci niektórzy mieliby bardzo smutne życie. Długie, ale smutne. Bo nie ważne ile razy by kogoś nie pokochali, ile razy by się do kogoś nie przywiązali, to i tak na końcu zostaną całkiem sami. Myślę, że człowiek nie jest gotowy na to by stracić tyle bliskich osób.
    Ale to taka tylko moja osobista refleksja

  70. No i wcięło moją odpowiedź;( Trudno, spróbuję ją odtworzyć.

    Sowo, chór posiadł łacinską nazwę i zwie się „Audi vocem”.

    Ze św.Łucją mam zagwozdkę, bo w latach 90-ych byłam w Wenecji i w kościele San Geremia widziałam relikwię św.Łucji w sarkofagu z szybką; święta była drobniutką kobietą. Ledwo zdążyłam się pomodlić, kiedy kościelny powiedział, że zamyka kościół i wszystkich pogonił. A w wiki napisano, że relikwię św.Łucji skradziono w 1981 roku. To kogo ja widziałam?

    Starosto, dzięki za podpowiedź. Już stawiam buraki na zakwas!

    I nie pamiętam, komu powinnam podziękować za pomysł z ex librisem. Właśnie już mam gotowe dwa: dla Mamy i dla Cioci.

  71. Dziękuję! Tak też myślałam, bo wiele obrzędów było wymyślne, ponieważ ludzie wierzyli w różnorodne rzeczy, a im dłużej człowiek żyje tym poznaje więcej rzeczy i przestaje w nie wierzyć. A i ciekawość też zanika. To wspaniale, że ludzie nie są nieśmiertelni! :)

  72. DUA – ogromnie mi się spodobał pomysł na prezenty z przetworami domowymi, bardzo smaczny, i cieszę się, że pisząc o czytaniu przy jedzeniu nie dostałam bury od szanownego grona, a pełne zrozumienie, mi też szkoda tego czasu, Mamo Isi – już dawno nie przejmuję się co by powiedział tu savoir-vivre, czasu też mi ciągle brakuje :)
    Floater – popieram własnoręcznie przygotowane prezenty z wyłączeniem książek (gdybym tylko umiała je pisać!!!!)
    Mały, pękaty świerczek w donicy dziś kupiony i już ubrany, a po to, żeby cieszył oczy i żebym przed samą Wigilią nie zastrajkowała umęczona licznymi obowiązkami, prezenty też już gotowe i zapakowane, teraz mogę spokojnie myśleć o świętach, i cieszę się, ze na Wigilii, którą spędzamy w dużym rodzinnym gronie, będzie opiekunka z Ukrainy, dodatkowe nakrycie dla „samotnego wędrowca” nie będzie po raz pierwszy tylko symbolem – trochę tak jak w „Noelce”? Uwielbiam tę Noelkową Wigilię, pełną moich ulubionych postaci. A właśnie, ciekawe co tam u Elki?

  73. O! Kolejna mądra dziewczynka przyszła. Dobry wieczór, Zuziu miła.
    Znam odpowiedź. Na pewno byłoby mniej obrzędów. Obrzędy pozwalają oswoić lęk, zamienić go w coś konstruktywnego.
    Gdyby człowiek był nieśmiertelny, strach nie miałby racji bytu – w większości przypadków. Nie we wszystkich, bo przecież nie każda nasza obawa ma związek ze śmiercią.

  74. Celestyno, „Pierniczki Freda i Klary” może? Z „Całusków pani Darling”?
    Czy te z „Łasucha”?

    Jadziu, dzięki za cytat. To zdanie jest głęboko słuszne. I Twoja konkluzja także!
    Co do czytania w obcych językach: bardzo polecam ten system. Jest mnóstwo świetnych książek, których nigdy nie przełożono na jęz. polski.
    Agatha Ch. bardzo się nadaje na początek. A napisała dużo!

  75. Dobry wieczór!
    Poczytałam sobie dzisiaj w książce „Żywoty świętych w arcydziełach malarstwa”, właśnie o świętej Łucji. Niezwykle ciekawy żywot miała ta kobieta i piękne znaczenie imienia. Książka, w której informacje o niej znalazłam również jest niezwykle ciekawa, choć nie wszystkich świętych można tam znaleźć.
    W mojej rodzinie imię Łucja zdrabnia się Lucia. :)

    Podczytuję sobie książkę „Świętowanie polskie. Przewodnik po tradycji”. Fenomenalna książka, choć mogłaby zawierać więcej informacji o co niektórych rzeczach. Na tyle przykuło moją uwagę takie zdanie : „Gdyby człowiek był nieśmiertelny, czy istniałyby jakiekolwiek obrzędy?” Nie daje mi spokoju to pytanie…
    :)

  76. Nie jest zle, nie jest zle:)

    Sprawdzam sobie co jakis czas ten ranking sprzedazy, i w dziale „literatura mlodziezowa” Feblik kroluje od dluzszego czasu.
    Bez reklamy:)
    I pomyslec ile niektore „dziela” musza miec recenzji to tu to tam, zeby je w ogole zauwazono.

    Pani Malgorzato! Pierwszy raz robilam pierniczki z Pani przepisu. To jest swietny przepis, one sa pyszne i chrupiace, wcale nie za twarde. Wielkie ich pudelko juz czeka na dekorowanie, a czesc -prawie polowa- ciasta jeszcze zostala do wypieczenia.

  77. Dobry wieczór.
    Dziś na kazaniu ksiądz powiedział piękne zdanie: „Życie chrześcijanina powinno być radosne, ale nie beztroskie.” Myślę, że można to odnieść nie tylko do życia chrześcijan, lecz wszystkich ludzi. Gdybyśmy wszyscy tak żyli, byłoby nam chyba łatwiej.

    A tak jeszcze chciałam się pochwalić, bo skończyłam dziś czytać „Dumb witness” Agathy Christie. To pierwsza książka, którą przeczytałam po angielsku. Bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ wcześniejsze próby zawsze kończyły się niepowodzeniem. A zachęcona Waszymi rozmowami, stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz i czuję, że teraz będzie mi już łatwiej. Dziękuję Wam :)

  78. To śliczne imię i pełne znaczeń.
    Wszystkiego najlepszego, Łusiu!

    Kuro29, faktycznie nie jest źle.:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  79. Obchodzę dzisiaj imieniny,ponieważ mamie podobało się znaczenie imienia Łucja-niosaca światło, ponieważ lubi Łucję z Narnii i Łucję z Fatimy.

  80. Poruszył mnie ten artykuł, nie powiem, że nie. Ach, a ja niedawno straciłam wiarę w Świętego Mikołaja. I to, pomyśleć tylko (!), z powodu mało trafnego prezentu. Zdaje się, że jestem jeszcze dosyć „płytka”, jeżeli chodzi o sprawy wiary w rzeczy niewidzialne. Chociaż, z tego co wiem, jestem jedyną osobą z mojego otoczenia, która wierzy w trolle i wodników.
    Tak z innej beczki, byłam niedawno w Empiku i na półce z „top 10” na pierwszym miejscu znajdował się „Feblik”. Podbudowało to nieco moje zdanie na temat tego co społeczność czyta.
    Ale chyba to całe „top 10” zależy od salonu… Jednakże gdzie indziej „Feblik” również trzyma się tej półki, więc nie jest źle

  81. Ale co niesie ta wieść gminna?
    Aha, aha, już rozumiem. Chyba też zacznę zapisywać.
    Dzięki za przepis, SowoP, bardzo obiecujący. Do Wigilii 10 dni, czyli we wtorek nastawiamy buraki na barszcz!

    Floaterze, u nas w rodzinie ten obyczaj kwitnie w najlepsze! Gry ręcznej roboty, obrazki, kalendarze, a nawet kolorowa surówka kiszona (kapusta + warzywa + miód) w ślicznych słoiczkach. Sama dostałam w ubiegłym roku pudło pełne słoików ze wspaniałym domowym ketchupem.

  82. Obiecałam sobie że już się nie odezwę, bo strasznie dużo dziś ględzę, ale nie wytrzymałam. Sama zaczęłam zgłębiać temat dzwonów i Wikipedia naprowadziła mnie na ciekawą książkę: „Tubae Dei. Studia kampanologiczne” Krzysztofa Macieja Kowalskiego. O historii dzwonów pomorskich.

    Drogą skojarzeń, przypomniało mi się coś jeszcze: Mamo Isi, czy Twój chór ostatecznie doczekał się łacińskiej nazwy?

    Przepraszam Was, postaram się dzisiaj więcej nic już nie pisać.

  83. Od św Łucji warto obserwować pogodę – zostało 12 dni do Wigilii. Wieść gminna niesie (a dokładnie Babcia Pani z warzywniaka) twierdziła i zapisywała w kalendarzu pogodę każdego dnia w tym czasie, co miało odpowiadać pogodzie na kolejne miesiące następnego roku. Podobno nawet urlopy były planowane wg kalendarza Babci ;)
    A ja słucham sobie cudnych piosenek z Kabaretu Starszych Panów – każda jak perełka.
    Czy nowe tłumaczenie „Rękopisu znalezionego w Saragossie” dobre na gwiazdkę dla Mamy emerytowanej polonistki? Pytanie do ogółu Księgowych. :)
    Pozdrawiam!

  84. Jeszcze jeden symbol na dzisiejszy Dzień Światła – dziś w nocy zacznie padać deszcz Geminid, ale przy tej iście skandynawskiej pogodzie pewnie nic nie będzie widać. Kulminacja będzie z poniedziałku na wtorek.

    No trudno, skoro nie da się inaczej, pogryzając świetliste, szafranowe bułeczki, posłuchajmy:

    „Sankta Lucia” – Stella Chamber Choir.

    A niebawem zapalamy świeczkę w oknie.

  85. Ach te media, ach te media…

    Tak sobie patrzę na te Mikołaje, grasujące wszędzie od połowy listopada… A co by było, jakbyśmy się tak wszyscy – wszyscy umówili, że prezentu pod choinkę nie wolno kupować gotowego, tylko musi być on, jak te józinkowe koraliki, dziełem rąk własnych?

    W ramach takiego chochlikowego psikusa pod choinkę dla sprzedawców… Marzą mi się takie święta – chociaż jedne :)

  86. Pani Małgosiu, ja wiem! Przecież dzieła Autora pozwalają nam odkrywać wiele o Nim samym, a tropienie takich szczegółów to świetna detektywistyczna zabawa.
    Sowo P. dziękuję za muzykę, proszę o jeszcze, o przepis na bułeczki też. U nas dziś ulubiony deser dzieciństwa – galaretka z bitą śmietaną.
    Idę grać, mamooo, zagraj ze mną :)

  87. Widziałam „Imagine”, Sowo. Lubię filmy, o których potem długo rozmyślam- a po „Imagine” nawet eksperymentowałam- próbując z zamkniętymi oczami nalać wody z dzbanka do szklanki: nie zdawałam sobie sprawy, że po omacku to taka skomplikowana czynność! Wzruszający a słoneczny obraz o wcale niesłonecznej prozie życia niewidomych, o zmaganiu się z niepełnosprawnością. I świetna ścieżka dźwiękowa.

    Ach, i jeszcze: super jest ta strona- saturdaychorale, dziękuję, Sowo!

    Pozdrawiam DUA i Wszystkich!

  88. A, na innej stronie widzę jeszcze, że po uformowaniu bułeczek należy pozostawić je powtórnie do wyrośnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni.

  89. O, a my zwykle kupujemy jodłę syberyjską.

    Przepis jest z internetu, jeszcze nie próbowałam, więc nie odpowiadam za skutki:

    50 g drożdży
    200 g masła
    500 ml mleka
    2 g szafranu (albo kurkumy dwie łyżeczki)
    ½ łyżeczki soli
    Szklanka cukru
    1 jajo
    Ok. 6 szklanek mąki
    Rodzynki

    Rozpuścić masło z mlekiem, następnie w lekko ciepłym roztworze rozpuścić drożdże. Dodać mąkę, cukier, sól, jajko i szafran (albo kurkumę). Zagnieść składniki aż powstanie jednolite ciasto. Odstawić na godzinę do wyrośnięcia, powinno podwoić swoją objętość. Następnie zagnieść ciasto jeszcze raz, jeśli trzeba, dodać trochę mąki. Podzielić ciasto na około 40 małych cześci i z każdej uformować kształt litery S, a w każdym zawijasie umieścić rodzynkę. Posmarować bułeczki roztrzepanym jajkiem. Piec około 10 minut aż będą złote.

  90. Ha! Już mamy choinkę! Półtorametrowy świerk syberyjski w donicy, bardzo ładny. Po Nowym Roku zostanie posadzony w ogrodzie.

  91. A podasz nam przepis, Sowo luba?
    Upiekłabym coś stosownego. Lussekatter jak najbardziej. Huragan u nas, czarne chmury, deszcz.

    AniuG, znów Cię wyłowiłam, rzeczywiście zostałaś odcedzona – „spam reason: fake IP”.
    Ostrożna bestia z PT Formularza!

    Tak, tak, Paczko chusteczek, „Listy” ZR żyją.

  92. W piątek znowu był piękny szron. Zamiast pędzić na autobus, zatrzymałam się i podziwiałam delikatne wzorki na krzewie róży. Z szerokim uśmiechem, w lekkim roztargnieniu, po chwili poszłam dalej, czując się jak Dambo, który, kompletnie przemoczony, szedł w deszczu rozkoszując się burzą. Z tego całego roztargnienia oczywiście spóźniłabym się na autobus, ale na szczęście miły pan kierowca zatrzymał się w ostatniej chwili (przystanek na żądanie), a następny autobus, na który się przesiadałam, przyjechał niewiarygodnie szybko (rzadkość!). Niesamowite! a żeby dopełnić całości – podczas jazdy wyciągnęłam Listy prof. Raszewskiego (Mikołaj był przyniósł!) – a tam pierwsza wzmianka o początkowej wersji Brulionu! p.s. w piątek były imieniny Damazego!
    pozdrowienia niedzielne!

  93. Ach, Zuziu, jeszcze miałam Ci powiedzieć, że powiedziałaś wczoraj bardzo mądrą rzecz o niewidomych. I to w przede dniu święta świętej Łucji z Syrakuz, patronki niewidomych i chorych oraz pisarzy. Jej imię oznacza „ta, która niesie światło” (lux), a dawniej, za czasów kalendarza juliańskiego, jej liturgiczne wspomnienie przypadało na najdłuższą noc w roku. Pięknie to było pomyślane! Ładne też są przysłowia związane z jej świętem. Moje ulubione: „Na świętłą Łucję noc się z dniem tłuce” albo „Po świętej Łucji i kot na marchew mruczy”.

    Szukam i szukam od wczoraj stosownej muzyki dla dzisiejszej patronki, ale – rzecz niewiarygodna – poza sławetną „Santa Lucia”, przyswojoną w dodatku przez Szwedów jako kolęda (sic!), nie ma kompletnie nic o świętej Łucji. Żadengo oratorium, żadnej kantaty, nawet hymnu czy maleńkiej ody! Skandal. Za to znalazłam wyglądający na pyszny przepis na szafranowe bułeczki, tzw. Lussekatter (zwane też oczami św. Łucji), które się piecze dziś od rana w Szwecji. Korci mnie, żeby je upiec.

    A widzieliście piękny film o niewidomych „Imagine”?

  94. O, są nawet całe kompozycje pisane na dzwony kościelne (ale nie na carilliony, tylko na te zwyczajne, do nawoływania wiernych), w co angażuje się wszystkie kościoły w mieście. Poszukam potem, czy jest coś o tym na YT.

    Ja również czytam przy jedzeniu i moje dziecko też to robi. Podobno ten zgubny nawyk źle wpływa na trawienie, ale kto by się tym przejmował.

    Zuziu, słoneczko kochane – nasza Polyanno – oczywiście, masz rację, że to wszystko jest po to, by przedłużyć przyjemną atmosferę świąteczną. Ale wiesz, jakbyś codziennie, przez cały Adwent jadła pierniki, to na Święta już by Ci smakowały nieco mniej. Oczekiwanie bardzo wzmaga apetyt! Lubię bardzo obserwować jak ojcowie franciszkanie przygotowują swoją ogromną szopkę. Wszystko odbywa się w tajemnicy, spowite szczelnie kotarą (fioletową!), na zewnątrz słychać tylko stukanie młotków. Wszyscy parafianie mają wielką niespodziankę, kiedy odsłania się ją tuż przed Pasterką.

    Madziu, wiedziałam, że skądś to znam! Ale to dobry objaw, że nie pamiętałam, oznacza to, że mogę spokojnie zacząć czytać „J” od nowa. Co za radość! Mam bardzo słabą pamięć do książek, dzięki czemu każde kolejne czytanie jest jak pierwsze. Nawet czytanie kryminałów!

  95. Aha, co do pierniczków: zaraz po Świętach uruchomimy specjalny adres do przysyłania zdjęć i tutaj go ogłosimy. Galeria zostanie otwarta 6 stycznia, w Trzech Króli!

  96. Dzień dobry.
    *żałośnie*Czy ja znowu wyląduję w spamie, jak moje ostatnie dwa spisy? Nie to, żeby były wyjątkowe, ale jeszcze pomyślicie sobie, że mnie tu nie ma ;)
    Około 10.00 Bożena Fabiani cudownie opowiadała w Dwójce o św. Mikołaju. Na stronie Polskiego Radia na pewno można odsłuchać.
    Pada śnieg z deszczem, a pies z wyrzutem patrzy w oczy i oczekuje spaceru. Chyba się przemogę( brr) i uszczęśliwię psie serce.
    Miłej niedzieli.

  97. Mamo Isi, nie byłaś sama, od lat nie ukrywam, że czytam przy jedzeniu. To ciągłe jedzenie (podobnie jak spanie) jest czystą stratą czasu. Trzeba umieć korzystać z chwili!
    Jak to miło, swoją drogą, móc się podzielić książkowym odkryciem. Cieszę się, że doceniłaś Ngaio Marsh! Duża klasa.

    Sowo, Purcell boski.
    Nagle zaczęłam myśleć o dzwonach: cóż to za niezwykły wynalazek ludzkości! Ciekawe, czy ktoś napisał ich historię. Pewnie tak. Muszę to sprawdzić.

  98. Dzień dobry!
    EwoE, dziękuję za miłe słowa w dzień ciemny i posępny. Natychmiast się uśmiechnęłam!
    Czy muszę dodawać, że to „proszę nie przestawać” momentalnie uruchomiło mi stosowne pokłady w duszy?
    Przy okazji przypomniały mi się słowa prof. Zbigniewa Raszewskiego z jego „Listów”:
    „Literatura jest także po to, żeby godzić człowieka z życiem”.
    Ewo, pozdrawiam najserdeczniej!

  99. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie – co to za pogoda przed Bożym Narodzeniem, ja się pytam?

    „(…)wreszcie mogę jak człowiek czytać sobie przy jedzeniu” – Bogno, dzięki za te słowa:)
    Ilekroć czytam sobie przy jedzeniu (co robię z zasady, bo niby kiedy mam czytać?), zawsze mam wrażenie, że jest to postępowanie wysoce niezgodne z savoir vivre’m. Czuję się dowartościowana;)

    Kochany Starosto, czy zdjęcia szopek mam wysłać do Adminki? Bo mam a priori wyrzuty sumienia z powodu zawracanie Jej głowy podczas pisania „Haczyka”.
    Ostatnio psiapsiółka, wielka wielbicielka Jeżycjady dowiedziawszy się ode mnie, że córka M.M. też pięknie pisze, porwała „Rzekę” i „Brata” jak diabeł grzeszną duszę i pognała do domu, żeby szybciej zacząć czytać;)
    Nie mogę się oderwać od Ngaio Marsch.
    „The Gentle Art of Making Enemies” – ta ksiązka naprawdę istnieje! Napisał ją Whistler w odpowiedzi na bezczelną uwagę Johna Ruskina o jego obrazie Nocturne in Black and Gold – The Falling Rocket, że jest to klasyczny przypadek „flinging a pot of paint in the public’s face”. Obraz jest naprawdę dobry – no ale w epoce ulizanych malowideł supernaturalistycznych nie mógł się podobać.

    Sowo P.,„Rejoice in the Lord alway” przepiękny! Dzięki:)

  100. Szanowna Pani Małgorzato, właśnie skończyłam czytać Feblika – moją nagrodę za ukończenie działania, które miało przynieść lepszą przyszłość- i udało się. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu jak również dlatego, że ponownie mogłam zanurzyć się w cudownej, ciepłej i rodzinnej atmosferze Pani książek – kochanej Jeżycjady. One przynoszą radość i uśmiech, dają otuchę i pozwalają wierzyć. Dziękuję. I czekam na więcej, nie tylko ja zresztą, więc proszę nie przestawać, proszę dać nam – czytelnikom- jak najwięcej tego ciepła i powodów do uśmiechu. Dzięki Pani i książkom życie nie jest takie trudne. :-)

  101. Celestyno, dziękuję za pochylenie się nad moim wpisem :) Cieszę się że się zgadzamy. Polecany YT znam, ale z przyjemnością sobie odświeżę ,bo……”Piosenka jest dobra na wszystko”……oraz ( chociaż tylko w piosence)…..”Na całej połaci śnieg……śnieg”:):)Dobranoc….Wszystkim oczywiście.

  102. Propozycja na III niedzielę Adwentu, czyli tzw. „niedzielę radości”:

    Henry Purcell – Hymn „Rejoice in the Lord alway”. Inaczej nazywany „The bell anthem”. Zwróćcie uwagę na motyw dzwonów w preludium. Najładniejsza dostępna w sieci wersja jest na stronie saturdaychorale kropka com.

    Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

    Flp 4, 4-7.

  103. Niedawno wrocilam z rekolekcji, a dziecko w domu wita mnie: mamusiu, udekorujmy mieszkanie, wszedzie juz Swieta a u nas „Brazylia” (to w jej mniemaniu znaczy, ze jest nieswiatecznie), na co wytlumaczylam, ze w czekaniu wlasnie jest caly sens. Chyba sie dala przekonac:)

    Wycinanie pierniczkow (sliczne ciasto, i duuzo go, wyszlo z Pani przepisu, Pani Malgorzato) przelozylysmy na jutro. Zostalo zrobione w poniedzialek, to chyba w porzadku?

    A u nas Zuziu pelno stokrotek na trawnikach.

    I jeszcze do Beaty S. Jakies dwa dni temu obejrzalam sobie na YT, w ramach odswiezenia rzeczy ktore lubie, „Odrazajacy drab”. Duet Jeremi Przybora i Jarema Stepowski jako drab, mistrzowski! Pan Jeremi cudownie rozbrajajaco zmartwiony: „Drabie nie tkwij w zlych nawyczkach, i poki czas sie zmien”. Zobaczcie sobie.
    To tak skojarzeniowo do slow pana prowadzacego audycje, ze stajemy sie lepsi;)
    Zgadzam sie w calej rozciaglosci z tym co powiedzial pan prowadzacy, i z tym, co napisalas:)

    Czekam na propozycje muzyczna Sowy.

  104. Jaki miły prezent dostałam od męża pod choinkę – zrobił mi lampę nad stołem w kuchni, wreszcie mogę jak człowiek czytać sobie przy jedzeniu, bez męczenia oczu, a poza tym mam straszne tu zaległości, spieszę je nadrabiać :)

  105. Mikołajku, mam świeżutko przetestowane lekarstwo pomocne w wychodzeniu z choroby. Niedawno byłam paskudnie chora. I wtedy Córka przyniosła mi z tajemniczą minką tajemniczy pakiecik. Terapeutyczny! Bo w środku – „Małomówny i rodzina” i „Frywolitki” Pani MM, dotąd nieobecne w naszej domowej bibliotece. Pewnie wstyd tu się przyznać, ale odkryłam „Małomównego” dopiero teraz, dzięki Dziecku, które podsunęło go mamie :) I naprawdę poczułam się zdrowsza :) Polecam i życzę zdrowia!

  106. Pani Małgorzato Droga ! Redaktor prowadzący w/w Audycję powiedział ,iż słuchając tekstów Jeremiego Przybory stajemy się lepsi……..dokładnie tak samo czuję się ja czytając Pani książki i jestem pewna, że nie tylko ja :):)

  107. Uwaga ! Uwaga ! Właśnie w tej chwili radiowa Jedynka prezentuje audycję poświęconą cudownemu Panu Jeremiemu !:):):)

  108. Ja też z tych, co ostatni zaświecają lampki przed domem (dopiero w Wigilię wieczorem) i, o zgrozo, nie pozwalają podjadać pierniczków przed świętami (no, wyjątek czynię dla dzieci, które przyjeżdżają je malować:). Jutro wielkie lukrowanie i ozdabianie. Pozdrawiam Wszystkich adwentowo :)

  109. Właściwie zauważyła to Pani Małgosia, wkładając te słowa w usta Dmuchawca, Sowo :) (Noelka)

  110. Uff. Egzaminy próbne napisane- tylko przyroda nie poszła najlepiej; pierwsze w życiu pierniczki upieczone- też z Pani przepisu, wyszły pyszne. Rozumiem, że ozdabiać je należy już po skruszeniu?
    A co do czytania wśród młodzieży: poprosiłam przyjaciółkę o tomik wierszy Herberta na mikołajki. Gdy inna koleżanka zobaczyła ten prezent oznajmiła delikatnie: Patrycja, ty dziwny człowieku…

  111. Światełka w ciemności, lampiony roratnie i w oknach, wieńce adwentowe, św. Łucja i inna okoliczność trzynastogrudniowa – wszystko to jak najbardziej popieram. Mówiłam tylko o oświetleniu choinkowo-świątecznym na ogródkowych iglakach. Zapalamy je jako ostatni w dzielnicy. Uważam, że oczekiwanie jest najprzyjemniejszą częścią Świąt, a najlepsze prezenty to te nieodpakowane, jak słusznie zauważyła Madzia Z. :) A mówiąc poważnie, na wszystko jest odpowiedni czas.

    Mam przygotowany ładny utwór stosowny na III niedzielę, ale chyba przesunę go na dzisiejszy wieczór (ostatecznie godz. 16 już minęła), bo św. Łucję też wypadałoby jakoś uczcić.

  112. Dzień dobry!
    A ja dzisiaj robię z mamą pierniczki.
    :)
    Odkrywam obecność atmosfery świątecznej, mimo tej „wiosny”! (Krokusy wysuwają się z ziemi…)

    Sowo P., a mnie mimo wszystko zawsze cieszy Wigilia, ta właściwa, bo to ONA jest prawdziwa, a ozdoby, choinki, lampki etc. w adwencie też są swego rodzaju oczekiwaniem.

    Jeszcze co do listu Virginii, doszłam do wniosku, że ludziom niewidomym (chyba) łatwiej jest uwierzyć w niewidoczne dla wszystkich rzeczy i ich piękno. A może jeszcze trudniej?…

    Pozdrawiam ciepło!:)

  113. Sowo, mam podobne jak Ty tesknoty.
    Jednak te swiatelka w oknach uwazam za mily, pochodzacy z krajow protestanckich obyczaj. „Swiatlosc w ciemnosci”.
    U nas te role spelniaja lampiony, ktore zapalalo sie w domach i stawialo w oknach (nie wiem czy tak nadal sie robi, czy zwyczaj zastapiono wiencem adwentowym) i zabieralo na Roraty (to czyni sie nadal).
    Aha, wlasnie sobie przypomnialam o jutrzejszym szwedzkim swiecie swiatla w ciemnociach, czyli sw.Lucji.
    W ten dzien i w naszej tradycji oficjalnie zaczynano przygotowania do Bozego Narodzenia.
    Od pewnego czasu i z innego powodu stawialo sie w oknach swiatelko w dzien sw.Lucji..

    Staram sie nie chodzic po duzych sklepach w tym czasie, bo faktycznie to wszystko przytlacza i odbiera radosc z czekania na Swieta. U nas zarzucono nas dekoracjami swiatecznymi juz pod koniec pazdziernika:(

  114. Co do Jeremiego Przybory, jakoś ostatnio wspominam jego felieton o płaszczu burberry, z 2003 roku. Autor niedługo potem zmarł, a ten felieton pozostał jako coś, co Gabrysia Borejko nazwałaby z kpiącą czułością przedśmiertnym bonmotem. Równie doskonałym, jak inne bonmoty Przybory.

  115. Dziękuję, Alku, miły człowieku.:)

    Ech, III tom Przybory wyczerpany i nie do zdobycia…
    Pozostają biblioteki.

  116. Jasne, UA, nie mam żadnych pretensji po tej linii, słowo skauta! Zresztą wiele fluidu intelektualnego w to nie poszło.

  117. Celestyno, wiosna, zaiste. U mnie w nocy dają znać o sobie nagle przebudzone komary. Coś czuję, że zimy już nie będzie. Ale z choinką, ogrodowymi światełkami i wypiekami tradycyjnie wstrzymam się do Wigilii, na przekór czasom i ludziom wbrew, bo jakoś ciągle nie umiem pogodzić się z tym, że „świat zewnętrzny” zamienił adwentowy czas oczekiwania na czas nieustannego, w dodatku „magicznego” świętowania. Atmosfera świąteczna (choć wyprana z Istoty Rzeczy) jest wszechobecna w handlu, gastronomii i szkolnictwie ledwie zgasną pierwszolistopadowe znicze. I jeszcze te pracownicze, antycypacyjne Wigilie i koncerty kolęd. Kiedyś musiałam ich odbyć trzy w jednym tygodniu (Wigilie, nie koncerty). Po takim „radosnym oczekiwaniu”, gdy nadchodzi wreszczie właściwa Wigilia, barszcz z uszkami już nie cieszy, oj nie. Trochę tęsknię za czasami, kiedy Adwent miał jeszcze charakter postny, gdy muzyka instrumentalna w Kościele milkła. I kiedy Mikołaj był jeszcze święty, występował w liczbie pojedynczej i pisał się dużą literą.

  118. No i buch! Wnuczka przeczytana takoż… Dobrze, że sobie Feblika nie kupiłem jeszcze, bo by mnie korciło a muszę w końcu tę dokumentację jakoś skończyć.

    Niby taka ta Wnuczka obszerniejsza, ale niezwykle ciekawa, wartko akcja biegnie i również w napięciu trzyma. I – jak zawsze – ciekawie jest posplatana…

    Może tylko brakuje trochę Sceny Finałowej:

    [uwaga, być może, że spoiler]
    „I starli się tedy, na szczycie wzgórza, w strugach deszczu, pośród grzmotu gromów i blasku błyskawic, aże piersi uderzyły o piersi i tarcz o tarcz się zahaczył, według wskazówki Mickiewicza rodzaj męski przywdziawszy… Z jednej strony rycerz prawy, z honoru sławny a w boju ćwiczony, w garści dzierżył miecz lśniący… Naprzeciw niego zaś ork szkaradny kły szczerzył, nienawiścią dysząc i czarną wywijając maczugą.

    Rycerz jednak, z natury małomównym będąc, nic na to nie odpowiedział, jeno kunszt swój wojenny przywoławszy i wprawę srogą, natarł potężnie na przeciwnika.

    Dokładnie jednak nie wiadomo, co było dalej, gdyż w tejże chwili narrator, wspomniawszy gdzie jest i co gryzmoli, upusty niebieskie do końca odkręcił i zajście całe za wzmożonymi nagle strugami deszczu schował, ograniczając się do konstatacji, że orka nie widziano już odtąd w krainie owej, pod sklepem zwłaszcza… Rycerz zaś, odniósłszy, zgodnie z utartą świata koleją, zwycięstwo walne, honorowe, wielkie a całkowite, rower pod pachę zabrał i pod altankę pospieszył…”

    [być może, że koniec spoilera]

    Tak by przynajmniej było, gdyby to był Makbet – można być tego prawie całkowicie pewnym. Ale – jako się rzekło – Makbet był oryginalny tylko w czasach, gdy powstawał.

  119. To i ja dolacze ze sprawozdaniem pogodowym. U nas tez pieknie, slonecznie. Otworzylam wszystkie okna na osciez: slychac radosne pokrzykiwania dzieci z placu zabaw.
    Wiosne czuc w powietrzu, a nie Boze Narodzenie. Zeby sie w nastroj wprowadzic powoli, przytargalam pudlo ozdob choinkowych z piwnicy, moze jakies swiatelka dzisiaj gdzies rozmieszcze?
    Z choinka sie jeszcze wstrzymam, choc wszyscy tutaj juz sie pospieszaja, jak widze.

  120. Na dziś- „Przymknięte oko opaczności”, autobiografia Pana Przybory. Urocza. Właśnie się zagłębiam.
    Dzień dobry i miłego dnia!!!
    We Wrocławiu pięknie i słonecznie.

  121. Jest przepiękna (i to dosłownie; edytorskie cacko!) książka ” Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze”. Listy, pocztówki, fotografie; cudowne dopiski, tchnienie miłosnej poezji. Można czytać, przeglądać i zamyślać się bez końca.
    A z tym wiwatowaniem, Wiewiórko, Alku – no dobrze, ciut przesadziłam :) Aż nadto wystarczy ewentualna zdystansowana akceptacja. Ale to był poryw wzruszenia nad Waszymi pocieszającymi słowami o trafiających się w przyrodzie pożytkach z krzyżówek :)

  122. Kochana SowoP, dziękuję za wiad. pryw. Twoje zdanie również podzielam w całości!
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za zrozumienie.

  123. A jeśli chodzi o twórców, o których milczeć nigdy nie będę: dziś setna rocznica urodzin Jeremiego Przybory!
    Sądzę, że mnóstwo osób ciepło dziś pomyśli o panu Jeremim.
    Był uroczym człowiekiem i świetnym POETĄ!

  124. Alku, czy mogłabym zachować tylko dla siebie Twój najnowszy komentarz? Podzielam Twoją opinię w całości, ale nie chciałabym – akceptując ją na mojej stronie autorskiej – pośrednio robić antyreklamy kolegom po fachu.
    Byłoby to doprawdy nieładnie z mojej strony. Przyjęłam taką zasadę, że jak mi się czyjeś dzieło nie podoba, to po prostu milczę.

    Z tych samych powodów pozwalam sobie wyciąć dwa zdanka z wypowiedzi SowyP.

    To jest strona autorska, nie forum, pamiętajcie, kochani.

  125. Dzien dobry Wszystkim:-)
    Charlotko, tutaj w Piemoncie wschod slonca caly w pieknym rozu byl, obecnie niebo calkowicie blekitne, bez zadnej chumrki, slonecznie, ale ostre gorskie powietrze jest:-)Tak sie przedstawia sytualcja meteo w Piemoncie na stan obecny:-)
    Pozdrawiam Wszystkich:-)

  126. Dzień dobry Dua i Księgowi!
    Jak tu sie krzyzowkowo zrobiło :)
    W młodości lubiłam krzyżówki z „przymrużeniem oka”, teraz sięgam po Sudoku od czasu do czasu.
    Ciasto na pierniczki próbowałam ratować wyjmujac te kawałeczki skrystalizowanego cukru z masy. Teraz odpoczywa w lodówce i czeka na odpowiedni moment.
    Ale aromat był niesamowity :)

  127. Dziękujemy!
    Ja też z krzyżówek najbardziej lubię scrabble, i taboo też jest świetne. A co do jolek z GW – moja mama miała takie same wrażenia co Pani, o ile dobrze pamiętam.

    I nie wiem jak na Piemoncie, ale tutaj chmurki poranne i dzisiaj są urocze, chociaż szybciej się przemieszczają.

    Miłego dnia!

  128. Żółte miały – ależ się uśmiałam, Ciotko!

    (…)

    A z krzyżówek to najbardziej lubię scrabble. Li i jednynie.

    I jeszcze a propos gier językowych, czy DUA grała kiedyś w grę „Taboo”? To trochę inna forma kalamburów. Bardzo dobra także do nauki języków obcych (Wójt się ze mną pewne zgodzi).

  129. Wiewióreczko, Alku, to może robocza zgoda: vivant „krzyżówki funkcyjne” :)
    Radośnie podśpiewując „żółte miały” niniejszym podążam spać.
    Miłych snów Wszystkim!

  130. W kwestii krzyżówek przytoczę anegdotę opowiadaną w rodzinie męża. Babcia utknęła na haśle „żółte miały”. Nic nie pasowało. Zaangażowała bliskich, przeszukali encyklopedie geologiczne – i nic. Po wielu frustrujących godzinach, ktoś odwrócił stronę gazetki, a tam był dalszy ciąg „…też swoją historię”.

  131. Na Jowisza, Bożeno, ja tylko pisałem o jednym z moich pet hates. A co do użyteczności krzyżówek: moja przyjaciółka, po przebyciu ciężkiej choroby, używa codziennie rano krzyżówek w charakterze schematu pomocniczego do ułożenia umysłu na resztę dnia. 30 minut rytuału i tak od wielu lat. Zatem widzę ich przydatność również w sytuacjach dość ekstremalnych.

  132. W temacie krzyżówek to mam do powiedzenia tyle: nie ma dobrego testu z języka obcego bez gigantycznej krzyżówki :)

  133. Ach, moim zdaniem to wszystko prze te popularne ściągi w latach 90. i ich żenujący poziom. Dzisiaj zastąpił je internet :( I czytanie to dziś obciach.
    Ale dzieci jednak próbują: tylko nie rozumieją tego, co czytają. Swoją drogą, uważam, że to niekoniecznie dobry pomysł zaczynania pierwszej klasy gimnazjum lekturą „Antygony”. Pewien znany mi chłopiec powiedział, że przeczytał trzy razy „Antygonę” i nadal nic z tego nie wie. A i tak wie więcej niż inni, bo jako jedyny z klasy raz się zgłosił na lekcji. :( Dali by im coś dla młodzieży na dobry początek szkoły. Kto ma te książki młodzieżowe czytać : czterdziestolatki? A Sofokles może raczej w szkole ponadgimnazjalnej?

  134. Odnalazłam dzisiaj film ,,ESD – Eksperymentalny Sygnał Dobra”, coż za urocza ekranizacja!
    Nie przypadła mi jednak do gustu osoba Gaby Borejko, zagrana nieco oschle. Filmowa Gaba nie zrobiła na mnie wrażenia miłej i ciepłej osoby, a także (uwaga!) była długowłosą brunetką! Za to Idusia zagrana świetnie!
    Dawno nie spędziłam tak miłego wieczorku :)

  135. Ach, Alku, poczułam się surowo wywołana do tablicy. Bynajmniej nie propaguję tutaj rozwiązywania krzyżówek jako takich – sama tego nie robię! Tak jak zostało tu już powiedziane, bywały oryginalne, dobrej jakości, ale dawne to czasy. Teraz wszędzie prostacka masówka; zaraz… wezmę losową gazetę ze stosu przy biurku, o, nawet jest jakaś… przykładowe pytanie: „w niej pikle”. Tfu!
    Ale literacka krzyżówka dla uczniów to naprawdę coś zupełnie innego. Wiesz – wszyscy wiemy – jak dramatyczny jest stan czytelnictwa w Polsce; najnowszy raport na stronie Biblioteki Narodowej poraża. Nauczyciele nieustannie szukają różnych form czytelniczej zachęty; każda skuteczna jest na wagę złota. Np. bardzo popularne są w szkołach konkursy czytelnicze – i to akurat uczniowie akceptują i lubią. Podobnie tego typu krzyżówki: świetnie sprawdzają się jako materiał konkursowy, przyjazna forma sprawdzianu z lektury czy atrakcyjny pomysł na nagłe zastępstwa. Inspirować, zachęcać, propagować – przez zabawę. Tak oczywiste, że aż banalne. A obraz starszych państwa wertujących opasłe tomiska to już obraz z innej epoki; dziś wyszukiwarka podrzuci zresztą każde encyklopedyczne hasło. Ale młody człowiek sięgający po siedem tomów „Narnii”, stos „Wiedźmina” czy Jeżycjadę :) to już całkiem przyjemny widok, prawda? A taki uczeń nagle wczytany, zanurzony w literackie dzieło? Dlatego będę bronić idei takich konkursów i krzyżówek; tak naprawdę problemem bywa tylko ich jakość. Przeglądam te rzeczy służbowo, wprowadzam wybrane do bibliotecznej bazy – i czasem wściekam się na niedbałość, nieudolność językową i kompromitujące „wypełniacze”: króciutkie słowa „od Sasa do lasa”, wpychane w krzyżówkę dla ułatwienia roboty. Bo wcale nie jest łatwo wyszukać np. 55 istotnych elementów z danej lektury czy tematu, sformułować pytania, zachowując klimat (np. ciepły humor) oryginału i sformatować to w ściśle wyznaczonej przestrzeni. Łatwiej dorzucić pytania o pierwiastki chemiczne, postaci biblijne, osy, zęby, iły, ary, UE; kiedyś nawet użyto MPO. Zgroza. To zniechęcanie, rozczarowanie, lekceważenie ucznia. Ale dobre krzyżówki to zabawy przyjemne i pożyteczne :); a gdyby dzieciaki zachęcić jeszcze do ich układania, ćwiczyłyby sprawność językową i spostrzegawczość podobnie jak w scrabble.
    Uff :) Wybaczcie :)

  136. O, Ciotko z Mordoru, to Ty nawet blizsza niz ja rowiesnica Jezycjady jestes.:) I ta ulica Polna!
    Tak wiec sobie kwililysmy, nie majac pojecia o Bobciu i Cesi, i o tym, co wlasnie zaczyna powstawac…

  137. O, kris, to my obie jesteśmy z tej samej półki co Jeżycjada. W dniu jej rozpoczęcia byłam człowiekiem dwudniowym i kwiliłam zapewne w jakimś beciku na Polnej. Tuż, tuż, blisko Bobciowego ogniska. Gdy lata temu trafiłam na „Szóstą klepkę”, urzekła mnie właśnie ta zbieżność i umieszczenie akcji w poznańskich realiach. Pozdrawiam wszystkich jubilatów, przekraczających „bolesną cezurę”, jak raczyła się wyrazić UA.

  138. Gratulacje dla siostry, Charlotko!
    I pozdrawiam mamę!
    I bardzo dziękuję za miły liścik!

  139. Śliczny ten cytat not Shakespeare’s :)

    A u nas ostatnie przygotowania do ślubu siostry :)
    Pozdrawiam serdecznie!

  140. Czyli jednak, jak mawia Juliusz Cezar „Nie wszystkie cytaty w internecie są prawdziwe”. :D Dziękuję, Pani Małgosiu, jest Pani nieprawdopodobna! Listopadowy rysunek cudowny i a propos rysowników to polecam uwadze wietnamskiego artystę o nazwisku Duy Huynh.
    PS. „Feblika” przyniósł mi oczywiście Mikołaj na swoje imieniny, ale czekam na chwilę świątecznego oddechu, żeby zasiąść do tej, jakże miłej, lektury.

  141. Kapelutku, wiadomość prosto ze żródła – istnieje bowiem specjalna strona That’s.Not.Shakespeare :

    „Also, the full verse, by George Santayana, is:

    “The earth has its music for those who will listen,
    Its bright variations forever abound;
    With all the wonders that God has bequeathed us,
    There is nothing that thrills like the magic of sound.”

    So no, not Shakespeare.”

  142. Dzień dobry! Głowa w kapeluszach ciągle zajęta i nie ma kiedy do Was wpadać, a tu tyle się dzieje! I tyle sukcesów! Gratuluję Pani Małgosiu! Pięknie! A ja znów z pytaniem do najlepszego źródła wiedzy, czyli do wszystkich tu: „The earth has music for those who listen” to podobno Szekspira, ale czy na pewno? A jeśli tak, to z którego dzieła? Buziak przedświąteczny dla wszystkich! :)

  143. Wiem o „Kartofli”!
    Mamo Isi, rób szopki! I zaraz cyknij zdjęcia!
    Czekam z łopotem spragnionych ust!

  144. Niewątpliwie, Biedroneczko, koń to jest koń. A ja wciąż nie potrafię go skrócić w galopie;(
    Podesłałam nowy adres; potwierdź, proszę (jeżeli dojdzie).

    A może by tak dziś pierniczkowe szopki upiec? Bo ciasto przez te dwa tygodnie na pewno skruszało;)

  145. To dopiero była czerwona chmura o świtaniu! Nie byle jaka. Sięgała od Bałtyku po Piemont:)

    Ciekawa jestem, Starosto kochany, czy ktoż może zachomikował te wczesne jolki. Albo i te późne, bo jak pisałam – popełnione w nich byki cudownie utrudniały rozwiązanie jolki , już nie mówiąc o konieczności wgłębiania się w psyche twórcy owych jolek;) To był jolkowy wzorzec z Sevres. A kim był autor – nie wiadomo.
    W dzisiejszych, zepsutych czasów już takich jolek nie bywa;(

    Biedroneczko, zrobiłam sobie adres na gmailu i zaraz Ci podeślę. Coś ten mój dotychczasowy adres zszedł na psy i nic do mnie nie dochodzi. Nie ma letko. Jak nie urok, to przemarsz wojsk sowieckich.

    Dorwałam dziś w bibliotece na półce do wzięcia sobie „Wybór pism” Mickiewicza z 1952 roku z przedmową Bieruta z 1950 roku ku czci „poety -rewolucjonisty”. Dzięki temu dowiedziałam się, że zgodnie z zyczeniem Wieszcza „masy ludowe uzbrojone w niezawodny oręż socjalizmu naukowego utorowały drogę epoce rewolucji proletariackiej (…)”
    Już nie mówiąc o tym, że uzupełniłam braki w wykształceniu. Czy ktoś wie, że Mickiewicz zaczął pisać poemat „Kartofla”, lecz zdążył jeno pierwszą pieśń?

  146. Dzień Dobry.
    I u nas też był dziś przepiękny wschód słońca, godzinę temu. Różowo pomarańczowe chmury i nagle ostry błysk słońca wynurzjącego się znad J. Ontario. Pięknie. I do tego rekordowo ciepło, 12C.

    Pozdrawiam Panią i Księgowych. Święta już za równe 2 tygodnie.

  147. A moje ciasto na pierniczki, z przepisu pani Malgorzaty (MM na Gwiazdke), z malenkimi modyfikacjami spowodowanymi dostepnoscia skladnikow po reka, lezy sobie w lodowce od 5 dni. Jutro wycinamy.

  148. Dzień dobry w ten słoneczny i mroźny czas!
    Gratulacje dla Autorki za tak piękny Jubileusz!
    40-lecie Jezycjady świętowałam przygotowując masę na pierniki wg przepisu Aleksandry. Tylko nie wiem czemu w masie powstały kryształki. Czy to za sprawą cukru?
    Czy można ja jeszcze uratować?

  149. Mirrorko, bardzo dziękuję za wiadomość prywatną. Wiktor Wołkow był wspaniałym artystą-fotografikiem, cieszę się z informacji o jego książce („Koń na Podlasiu”, Biedronko!), tym bardziej, że mam już inny jego piękny album: „Słońce”, też w opracowaniu graficznym Andrzeja Strumiłły.

  150. W Stanach można nawet się oświadczyć, szyfrując: „Will You marry me?” w krzyżówce specjalnie ułożonej przez absztyfikanta i opublikowanej w gazecie.
    A tamte jolki, Alku, to nie były byle krzyżówki. To była pyszna, dowcipna rozrywka umysłowa.
    Tych zwyczajnych też nie poważam. Zresztą, wertowanie encyklopedii i słowników dla potrzeb krzyżówkowych to błąd w sztuce. Frajda jest, a także pożytek, jak się to wszystko wyszukuje w głowie.

    Beato, otóż jeśli idzie o książki ciekawe i wartościowe, to obawiam się, że mam chyba wszystkie. Co najmniej 60 lat świadomego kolekcjonerstwa! – to musi dać efekty.

  151. Dzien dobry
    Rowniez I u nas dzisiaj rano byl piekny wschod slonca chmury we wszystkich odcieniach rozu I czerwieni cos pieknego

  152. Dzień dobry Ludu Księgi. Na marginesie dyskusji o i jolkach i krzyżówkach. Krzyżówki i krzyżówkowy szał to obecnie przeszłość, a raczej nisza. Kiedyś (a było to przed wojną zdecydowanie) świat ogarnęła mania krzyżówek, gazety prześcigały się, która będzie miała lepsze, najbardziej znani autorzy krzyżówek byli rozchwytywani, układali je anonimowo profesorowie, ministrowie i generałowie. Ludzie potrafili napisać testament w formie krzyżówki, a jakiś pastor podobno ułożył w krzyżówkę swoje kazanie. Szał po pewnym czasie minął (jak to bywa z maniami społecznymi), ale po co to piszę? Otóż ja nigdy nie mogłem przekonać się do krzyżówek. Gdy widzę krzyżówkę, natychmiast staje mi przed oczami liczba rzeczy, które mógłbym zrobić zamiast i gdzie indziej. I uciekam. To niemal fobia. Zastanawiałem się nad źródłem i wyszło mi, ze podobnie jak wiele fobii ma źródło w dzieciństwie. Otóż moja ciocia-babka i jej mąż, poważny dyrektor banku, pasjami rozwiązywali krzyżówki. Mieli do tego encyklopedię 13-tomową PWN, zużytą kompletnie, a raczej zgodnie z częstotliwością pierwszych liter słów pojawiających się w krzyżówkach (interesujące, bo niektóre tomy były wyszmelcowane, a niektóre prawie nowe). Krzyżówka kojarzy mi się chyba z tą parą staruszków siedzących w fotelach i bezproduktywnie wertujących tomy encyklopedii. Czy to coś złego? Nie. Ale jakoś nie mogę.

  153. Mam ją, mam, Beato kochana. Mam cały zbiór ciekawych posnanianów. Ale dziękuję za pamięć i dobre myśli!

  154. Mamo Isi, też zachwycałam się dzisiaj tymi chmurami! (To znaczy nie wiem czy te same dokładnie, ale na pewno takie same :) )

    A dzisiaj wzięłam sobie „na drogę” (tramwajem) „Wnuczkę” i odkryłam fragmencik, którego jakoś nie zauważyłam wcześniej: uwagę na temat podkradania wspomnień, któraś babcia wypomina drugiej. Tak jakbym widziała coś podobnego w pewnej niebieskiej książeczce… ;) Uwielbiam takie drobiażdżki (pamiętam też jak odkryłam jaką to tabliczkę mijała Aniela, tzn z czyim nazwiskiem)!

  155. Tylko dla Pani
    Dzien dobry Pani Malgosiu!
    Wczoraj bylam w ksiegarni w Paryzu, gdzie jest rowniez dzial antykwariatu – mozna dostac prawdziwe perelki… I zobaczylam ksiazke, „Poznanskie wspominki, rok 1918-1939”. Wzielam, bo pomyslalam, ze spodobalaby sie ona Pani. Moge ja przeslac na adres Akapitu. Redaktorzy- Tadeusz Kraszewski, Tadeusz Switala, pisza miedzy innymi: Hulewicz, Illakowiczowna, Bartoszewicz, Rataj, Jachowski, Nowowiejski…….
    Jesli Pani ja juz ma – to nic, ksiazka sie nie zmarnuje! :)

  156. A tak, Starosto, licząc wszystkie 10 grudnia minionych wieków- to pewnie tysiące- ba, miliony!- rocznic różnych wydarzeń wczoraj się zbiegły. Ale i tak lubię te księgowe fluidy. :)
    Miłego dnia!

  157. Dzień dobry!
    Mamo Isi, dziękuję za wiad. pryw. o jolkomanii – bardzo zabawne, a Ty masz bystre oczko!
    I cieszę się, że Ngaio Cię „złapała”! Jest świetna. Przeczytałam już wszystko, co napisała i uważam ją za jedną z królowych gatunku.

    Biedronko, zbiegi dat są w większości naprawdę przypadkowe. Pomyśl, ile to ważnych dat zbiegło się wczoraj równocześnie z tymi dwiema! – Miliony, jak sądzę.

    Ago, ja w ogóle nie słucham tego, co już raz powiedziałam, bo właściwie po co? :)))
    Rzeczywiście, bywa, że zmieniam koncepcję książki, całkowicie. Nie przywiązuję się do pomysłów, uważam, że i one są tworzywem, którego niekiedy trzeba się pozbyć, równie radykalnie, jak rzeźbiarz pozbywa się zbędnej gliny wokół rzeźbionej figury. Tworzenie składa się w dużej mierze z eliminacji!

    Celestyno, ech, za górami tęsknię non stop.

  158. Pani Malgorzato, az sobie posluchalam „Byli chlopcy, byli”.
    Hej, w gory sie zachcialo!

  159. Dzień dobry!
    Przypadkowo (?) dowiedziałam się, że wczoraj wypadała również rocznica śmierci Mertona.
    Ciekawie się splotła z rocznicą jeżycjadową.
    Zazwyczaj sceptycznie myślę o podobnych powiązaniach, nie dopatruję się w nich ukrytego magicznego dna- ale ten zbieg dat wyjątkowo uderza- zwłaszcza, że i o Mertonie, i o rozpoczęciu akcji Jeżycjady była tu wczoraj mowa!
    Niezwykłe, prawda? :)

    PS Mamo Isi, wiele razy próbowałam odpisać, ale Twoja skrzynka wciąż odrzuca moje maile: w każdym razie bardzo dziękuję za Twoją wiadomość, tak właśnie przypuszczałam, że o tych Przyjaciół chodzi. Brat mile zaskoczony- mały jest ten świat. :)

  160. Dzień dobry!
    Wczoraj buszowałam po stronie Akapitu (tak,tak-„Srebrny dzwoneczek”, nowe wydanie, czas kupić) i napotkałam na wywiad z Panią z roku 1981. Fajnie było go odsłuchać, bo wówczas jeszcze była Pani w trakcie tworzenia „Opium..”. Jego główną bohaterką miała być całkiem inna osoba (pewnie była to pierwsza lub druga wersja powieści). A Pani opowiadała o tym tak przekonująco, jakby już, już… maszynopis miał iść do druku- a jednak wszystko się zmieniło. Bardzo dziwnie mi się tego słuchało, jakbym przeniosła się ponad 30 lat wstecz. Ciekawe, jakie ma Pani odczucia słuchając siebie sprzed tylu lat, jeszcze wówczas Pani nie wiedziała, jak wspaniale rozwinie się Jeżycjada!

  161. Tak sobie patrzę na zdjęcie Virginii i wreszcie rozumiem sens tej girlandy odchodzącej skośnie od koła; maskuje podpórkę.

  162. Chmury podświetlone na czerwono na połowie nieba. Czasami dobrze wstać, skoro swit. Szczególnie, jeśli świt wypada tak późno;)

  163. O, ale tu gwarno dzisiaj było.:) Nie zdążyłam niestety przeczytać wszystkich wpisów, ponieważ u nas małe zamieszanie (czas próbnych matur, egzaminów gimnazjalnych, przeglądów prac z rysunku i malarstwa ) i trochę nerwowo……Zaległości nadrobię jutro, a teraz wszystkim „Nocnym Markom” polecam na ukołysanie do snu – Chet Baker „Almost blue”.

  164. Jest późno kochani, a ja nie mogę zasnać, bo ciagle słyszę w uszach „Cypryjskie nieszpory..” Jeana Haelle. Może to dlatego, że to takie piękne, a może, ponieważ …no właśnie, dlaczego?- siedziałam w kościele św. Jakuba w Gdańsku i płakałam. Zawsze tak strasznie wstydziłam się swoich łez. Po prostu śmiano się ze mnie w dziecinstwie, gdy plakałam. A teraz mogłam sobie pozwolić na to wzruszenie, bo bylo ciemno, nikt się na mnie nie patrzył, bo i po co, a artyści z Antwerpii śpiewali tak pięknie, tak pięknie… Piszę tak, ech, bo może jest ktoś podobny do mnie, kto też nie pozwala sobie na łzy.
    I nawet cieszę się, że tak rzadko mam okazję być na dobrym koncercie, bo chłonę go cała soba. I myślę teraz o dzieciach, które, może nie maja zbyt wiele od życia i właśnie, dlatego potrafia się cieszyć tym, co dostaja. Przepraszam, to wszystko przez ten czarowny wieczór…

  165. No, Kris, nie do wiary!
    Miło mi z taką rówieśnicą J.!

    Bożenko, no coś ty, przecież ja właśnie dla dzieci i młodzieży piszę. „Jeżycjada” jest w lekturach szkolnych.

    Z jolkami: ech, to były czasy!… „Byli chłopcy, byli, ale się minęli…”- jak śpiewają górale.

  166. DUA, dziękuję za odpowiedź (i za Bożenkę:))). Bo nagle przestraszyłam się, że może takie krzyżówki to dla Autora profanacja! A przecież to wyraz najwyższego uznania :) I wiem na przykład, że w ubiegłym roku katolickie gimnazjum w Krakowie wykorzystało konkursowo „Gwiazdkę u Borejków” – młodzież czyta, bawi się, wzrusza – to chyba jest dobrze.
    A z jolkami tak było rzeczywiście. Ach, te pierwsze! Dzięki, Celestyno, za przypomnienie, że one są przecież w „Jeżycjadzie”! Speszona, że nie pamiętam, gdzie konkretnie, zawołałam znad komputera wielkim głosem o ratunek – i proszę, Syn przyniósł mi od razu „Tygrysa i Różę”. Laura opowiada tam Oleńce, jak to rodzina co tydzień kupuje pięć egzemplarzy, a ojczym szósty skanuje :)
    W „Jeżycjadzie” jest wszystko :)

  167. Lubie nierozpakowane prezenty:)
    Czyli najbardziej cieszy mnie „Ciotka Zgryzotka” :)
    Dobranoc

  168. Witam! A ja pamietałam o okrągłej rocznicy Jeżycjady, bo to niemal moja rówieśnica… W chwili rozpoczęcia akcji miałam 15 dni! :)

    Gratuluje, Droga Autorko, stworzenia tak bogatego, dobrego kawałeczka świata… Który stał się też cząstką naszego świata. Jak to dobrze, że następna część już powstaje!

  169. O, dzięki, Wójciku!
    Ja też zawsze najbardziej zadowolona jestem z najnowszej książki.
    Dobranocek!

  170. W „Szóstej klepce” podoba mi się, między innymi to, że akcja zaczyna się w grudniu, a kończy się na wiosnę. Tak więc, czytając tę świetną książeczkę, człowiek myśli nagle: eee, wcale przecież nie tak daleko od grudnia do wiosny ( a wszystko dlatego, że akcja tak wartko się toczy). A po drodze jeszcze będzie piernik i kręcenie maku. I życie robi się znośne, mimo iście londyńskiej mgły.

    Uwielbiam ” Szóstą klepkę”, ale muszę przyznać, że mnie zawsze najbardziej podoba się ostatnia część. Aktualnie moje serce skradł ” Feblik” ( skradł je ” Wnuczce” oczywiście).

  171. Bozeno, slynne jolki byly wszechobecne w domu Borejkow bodajze w Imieninach.
    Stare dzieje.

    Justysiu! Milo mi:)

  172. Bożenko (sic!), rozwiązywałam jolki przez pierwsze lata ich ukazywania się w młodej GW. Były świetne, błyskotliwe, ambitne i satysfakcjonujące.
    Potem chyba zmieniła się osoba układająca te joleczki ulubione. I stały się nudne, zbyt łatwe, przewidywalne. I nie dawały już umysłowi przyjemności.
    Zwykłe jolki i zwykłe krzyżówki nie pociągają mnie. Za to uwielbiam różne komputerowe gry anagramowe, także w obcych językach.
    A Twoje krzyżówki mogą mnie tylko cieszyć!

  173. O, już znajduję odpowiedź zuzi12, jak miło. Wsuwka do włosów, proszę, jakże stosowne, jakże dziewczęce. Podobnie ten uroczy rumieniec :)

  174. Hej, Celestyno! A ja w lutym’76 byłam sześciolatką! Miałam przeczucie, że jesteśmy prawie rówieśniczkami, niedługo się odezwę.

    Dobry Wieczór! Piękna rocznica, swiętujmy więc. U nas 10 grudnia jest dziś całkiem przyjemny, 10C.

    Pozdrawiam.

  175. Ta Bożenka, anette, zaprawdę mnie rozczuliła :)
    DUA, jeśli można, jeśli to nie za prywatne. Święty Mikołaj przyniósł mi m.in. Zbigniewa Raszewskiego „Listy do Małgorzaty Musierowicz”. Czytam je z ciekawością, skubię sobie w rozmaitych miejscach, tak najbardziej lubię. I znalazłam wątek krzyżówkowy! W styczniu 1991 roku profesor Raszewski wyraża żal, że nie wygrała Pani wielkiej nagrody w konkursie krzyżówkowym „Gazety Wyborczej” (mimo trafnego rozwiązania); potem następują przekomarzania na temat jego domniemanego autorstwa wszystkich krzyżówek w kraju oraz znaczenia umiejętności rozwiązywania krzyżówek dla obrazu mężczyzny w Pani oczach. Prześwietne! A mnie intryguje – czy to znaczy, że lubiła Pani słynne jolki? I może nadal rozwiązuje Pani czasem krzyżówki? I nagle aż się spłoszyłam na myśl, co sama Autorka może sądzić o krzyżówkach z własnej twórczości :)

  176. O – to jednak linki nie przechodzą… Szkoda, ale trudno…

    Logika, jasność, „piękno geometrycznych brył” – jak to mówił Wielki Elektronik – no tak…

    Zawsze byłem niezły z logiki, niemniej jednak, słowami jednego z moich internetowych znajomych, „logika jest początkiem mądrości a nie jej końcem”. Kiedyś tego nie wiedziałem, myśmy z kolegą w podstawówce uprawiali kult rozumu, pod wpływem Lema zresztą…

    Pani, Pani Małgorzato, jest przecież niesłychanie mądra i bardzo wykształcona, ale ja osobiście wcale bym nie życzył światu, żeby Pani programowała, bo w takim razie prawdopodobnie nigdy by nie było Jeżycjady…

    Coś na ten temat wiem, bo moje własne całkowicie niewątpliwe arcydzieło zatrzymało się pod koniec października na skończonym rozdziale drugim a i tak jestem wniebowzięty, że chociaż tyle się udało: pogodzić dwa zajęcia twórcze (a programowanie też nim jest) nie tak łatwo…

    -> Alek, no wiem, zdarzają się czasami takie Małe Jeżowce, które wystawiają kolce na tak zwany Wszelki Wypadek. One – powodowane ostrożnością – niezbyt chcą uwierzyć w przesłanie Jeżycjady, więc nadzwyczaj trudno je obłaskawić.

    Chłaaaaaa!!! Ale mi się dzisiaj spać chce, zupełnie jakbym po nocy czytał.

    Zmykam, dobranoc :)

  177. O, jaka wspaniała rocznica dziś jest! Dobrze, anette, że nam przypomniałaś :) Co prawda, miałam nie pić już dziś herbaty, ale na cześć Jeżycjady wypiję – malinową. I poczytam „Kłamczuchę”, „Szóstej klepki” nie mam przy sobie, ale i tak bardziej mi pasuje na Wielkanoc ;)

    Dobry wieczór!

  178. A pewnie, że możesz się pochwalić, kochana Zuziu!
    Jeden błąd to nie żaden błąd, to pewnie była zwykła literówka.
    Gratuluję i matematyki!
    Dobranoc!

  179. Chesterka-Kopciuszek wróciła właśnie z cudnego koncertu (bożonarodzeniowe nieszpory cypryjskie), bo jakaś dobra wróżka wyczarowała bilety. Wzruszona, ale z katarem, więc przyłaczam się do świętujacych pijac herbatę z duchem.

  180. Dobry wieczór!
    Och, przepraszam, przepraszam! Kompletnie zapomniałam! Tak mnie zachwycił „Feblik”. Straszny rumieniec wstydu oblał moją twarz.
    Ale już piszę, już piszę! To była…chyba…o ile się nie mylę… Tak! To była wsuwka do włosów, nic wyszukanego, często mi się zdarza tym założyć.
    Jeszcze raz przepraszam.

    A czy mogę się pochwalić? Pani sprawdziła sprawdziany próbne z języka polskiego i miałam tylko jeden błąd! Jestem taka szczęśliwa! Nawet z matematyki poszło mi nie najgorzej, można powiedzieć dobrze.
    :)))

  181. Pamiętamy Cię, Mikołajku, a jakże!
    Skoro uczysz się gry na pianinie, spodziewam się, że kolejnym konkursem, w którym wygrasz, będzie ten chopinowski, zuchu!

  182. Witam :)
    Mam nadzieję, że ktoś mnie jeszcze tutaj pamięta :)
    To znów ja po dłuższej nieobecności ;) Zapewniam, że mimo iż nie piszę, nie znaczy, że nie pamiętam czy nie zaglądam :) Uczę się grać na pianinie co wymaga cierpliwości i czasu, do tego szkoła, nauka… Co do gry na pianinie idzie coraz lepiej! ;)
    Pozdrawiam :)

  183. Alku, bardzo Ci dziękuję.:) Z wdziękiem powiedziane – i to, i tamto.

    Floaterze (że tak sobie odmienię)- powiązania logiczne są w powieści niezwykle ważne. Wielka to frajda, dziergać te powiązania, tym większa, że nie jest to łatwe. Osobiście lubię logikę, lubię jasność, czyste konstrukcje etc., więc gdybym była mądrzejsza i lepiej wykształcona, pewnie bym lubiła programowanie.

    Dzięki, Bożeno, tak jest, to „Posiew kontemplacji”.
    Ateno, przepijam do Ciebie herbatką z rumem ( i cytryną: przeciwgrypowo).

  184. Dobry wieczór, dobry wieczór!
    anette, Mila czyta w „Febliku” Mertona „Posiew kontemplacji. Nikt nie jest samotną wyspą”, w przekładzie Marii Morstin-Górskiej. Hi hi, znalazłam piorunem, bo już mam zaznaczone w „Febliku” czytane i wspominane książki (na zielono, a mnóstwo innych rzeczy wielobarwnie), bo szykuję się do kolejnej krzyżówki. Będzie może już w lutym, na pewno online, specjalnie dla zuzi12 :)
    zuziu 12, zuziu 12, a czym zakładałaś „Feblika”? Obiecałaś napisać :) Szukałam Twych wpisów i znalazłam wzmiankę o masie karteczek; czy coś przeoczyłam?

  185. Jak milo swietowac takie rocznice, tez dobie poznie poswietuje, tak jak Starosta ( herbata z rumem) i oczywiscie klasyk w raczki. :) ( lubie Bobcia)

  186. Och, Anette, wyjęłaś mi wpis spod palców! Od lata się czaiłam, by napisać o tej rocznicy, a jak już nadeszła, to zwyczajnie zapomniałam :). Dobrze, że Ty pamiętałaś. „Szósta klepka” wciąż jest moim numerem jeden.

  187. -> No rzeczywiście: rocznica cudna… Co do pogrążania natomiast to mi ono dzisiaj za dobrze nie idzie i już nie pójdzie – ale nic to, czasem trzeba mieć prz-erwę, zwłaszcza, że teraz, precyzyjnie mówiąc, dokumentację kodu trzeci tydzień piszę a to jest na dłuższą metę zajęcie żmudne i nudne…
    -> Magdzie natomiast to by się może przydały takie odblaskowe opaski jedna czy dwie, które można „zatrzasnąć” sobie na ręce, lub innej kończynie – ja takie noszę na rower i zasadniczo polecam, ponieważ jestem też kierowcą (piratem dokładnie mówiąc) i często mi się zdarza jeździć Nieoświetlonymi Drogami. W nocy guzik widać a litości dla prędkości nie ma i nie będzie, także oświetlenie to grunt: żeby pieszego było widać już z daleka, to naprawdę bardzo wiele zmienia a nie zawsze jest doceniane.

    -> Jeszcze tak, Pani Małgorzato, pomyślałem: przepraszam, jeśli te moje analizy / wiwisekcje to zbyt nachalny „tunizm”, pewnie to nudzi :) Generalnie Pani książki lubię za to, że emanują miłością i są herbu „kwiatki i motylki” a nie dlatego, że sobie je analizuję… Ale z drugiej strony to się trochę ma z programowania: śledzenie powiązań… Tyle, że w informatyce chodzi o powiązania logiczne a tutaj takie bardziej emocjonalne… Ale – o dziwo – zasada jest całkiem podobna ;)

  188. PS. Mam prośbę – czy mógłby mi ktoś z Księgowych sprawdzić i napisać jaką książkę Mertona czyta Mila w „Febliku”? Obecnie mój egzemplarz „Feblika” jest u mojej Mamy i nie mam możliwości sprawdzić. Będę wdzięczna za pomoc.

  189. Co do „Nutrii i Nerwusa”, to zawsze żałowałem, że tyle księżycowego światła się zmarnowało.

  190. 40 lat akcji Jezycjady!! Huraaaaa!!
    Ide swietowac:)) Strasznie, bardzo lubie Szosta Klepke. Taki zwariowany dom, ze sliczna i dowcipna mama Zakowa.
    W ramach swietowania odswieze pare stroniczek:)) Bobcio to w koncu moj rowiesnik (stoi tam na pierwszej stronie: „szesciolatek”, a ja w miesiac pozniej, w styczniu 76 bylam szesciolatkiem)

    Milego wieczoru!

  191. Spoko, to była wyjątkowa sytuacja. Mam w pracy kolegę, który mieszka w tej samej miejscowości i zwykle z nim wracam. Tylko miał dziś dzień wolny , a ja się nie mogłam dodzwonić do domu. Przeżyłam chwile trwogi, to prawda, ale liczyłam że ujdę cało;) Ale rzeczywiście, przezorny zawsze ubezpieczony, wrzucę odblask do torebki. I znajdę namiar na tanią taksówkę ;)

  192. Anette, a to mi fajną rocznicę wyszperałaś!
    Zawsze warto mieć powód do świętowania. Idę po herbatę, a nawet może i rum do herbaty.

    Madziu, co za straszliwy obraz wieczornej wędrówki! Ależ musisz mieć światełka odblaskowe na kurtce lub na butach! Albo chociaż latarkę sobie kup!

    Floaterze, jak to miło, że lubisz mojego ulubionego pisarza. To jest: jednego z ulubionych. Licznych.

    Marysiu p. – dziękuję za dobre słowo!

  193. Jak pięknie Floater („pogrążający się w programowaniu” – cudne!) analizuje „Nutrię i Nerwusa” :)
    Tak jak fani „Ulissesa” Joyce’a świętują 16 czerwca, tak dla mnie prywatnym, nieformalnym Świętem Jeżycjady jest 10 grudnia – czyli dzień kiedy rozpoczyna się akcja „Szóstej klepki” i do świata literatury wkracza Jeżycjada :) A do tego w tym roku mamy 40. rocznicę od dnia rozpoczęcia akcji „Szóstej klepki”!!! Dlatego dziś wypiję dobrą herbatę na cześć Borejków, Żaków, Hajduków, Ogorzałków i wszystkich innych bohaterów i powspominam co najlepsze sceny :)

  194. No właśnie wróciłam z pracy. 4 km piechotą, drogą nieoświetloną, bez pobocza, omal nie wpadłam pod rozpędzony samochód. Doszłam jednak i żyję ;)

    W odpowiedzi:
    Pani Małgosiu wesoła i Floaterze – ale ja miałam wtedy 14 lat! Zresztą, głupie mi się zdawało to gadanie o upadku autorytetów;) I czy to nie powinno być tak , że każda Mama jest autorytetem?;) Chyba , że jest jędzą , która coś gruntownie schrzani. A Pani, Pani Małgosiu nigdy nie chrzani! Najwyżej popełnia drobne błędy rzeczowe! Które w mniemaniu wiernej czytelniczki są po prostu jak wisienka na torcie! ;)

  195. Czyli wychodzi na to, że zgadłem :)

    -> Magda Z.
    Czasami literatura „nieambitna” okazuje się bardziej ambitna od tej, która się z całej siły o „ambitność” stara.

    Przykładem może być Mark Twain, który niby to pisze tak lekko i humorystycznie, ale od czasu wrzuca jeden ze swoich „kamyczków” filozoficznych, które na niejedną rozprawkę mogą materiału dostarczyć.

    I za to go zresztą lubię :)

  196. I po wszystkim, właśnie skończyłam ,, Feblika” cudowna książka.
    pozdrawiam wierna czytelniczka Marysia

  197. Witaj, L.M.M. Nie, jeszcze nie pokonał, a to dlatego, że „Wnuczka” miała dodruki i dłuższy czas sprzedaży. Ale „Feblik” też będzie miał dodruki, jak słyszę, a więc – zobaczymy za parę miesięcy.

  198. „Sen nocy letniej” i miłość siostrzana. Trzy wiedźmy – archetyp.

    Madziu, ale ja, wesołek, chyba nie zasługuję na tak szczytne miano.

  199. WITAM,

    CZY „FEBLIK” POKONAŁ JUŻ W ILOŚCI SPRZEDANYCH EGZEMPLARZY „WNUCZKĘ”?

    POZDRAWIAM SERDECZNIE.

  200. „Wnuczkę” sobie właśnie też kupiłem razem z „N&N”, ale zacząłem od tej drugiej, ponieważ spodziewałem się tam znaleźć kontynuację „Dziecka piątku”, które mi się również bardzo podobało. Kontynuacji nie znalazłem wprawdzie (wątek pana Jankowiaka i pani Marty jest epizodyczny jedynie), ale i tak się nie zawiodłem…

    Co do zarwanej nocy – nie szkodzi, oczywiście, nie szkodzi :)
    („cała przyjemność po mojej stronie” wypadałoby może rzec, ale będę trochę złośliwy i powiem prawdę: wiem, że nie cała ;) )

    O tym, że doczytałem do samego końca zdecydowało to, co się stało pomiędzy Natalią i Filipem w pociągu na samym początku podróży: to jest kompletnie zwariowane zajście i ani trochę się nie spodziewałem czegoś takiego w Jeżycjadzie :)

    Tak się jeszcze zastanawiam nad tymi 3-ma siostrami, bo akurat Makbeta znam tylko w interpretacji kabaretu „Potem” (wiem, wiem: niby klasyka, wstyd nie znać, itd. itp… ale w zasadzie to wcale nie żałuję: spiski, mordy, krew i śmierć – cóż w tym niezwykłego?).

    Tak więc: wystarczy podzielić włos na dwa, by upewnić się, że Trzy Wiedźmy w Makbecie zajmowały miejsce dość poczesne, więc inspiracja przyszła pewno stamtąd… Wszelako: nawet przed dalszym podziałem mienionego włosa narzuca się wniosek, że „Makbet i wszystkie pchły jego” kompletnie nie pasują klimatem – do Gabrysi zwłaszcza… Więc bardziej się ta scena kojarzy ze „Snem” — mimo wszystko. Kiedy natomiast podzielimy włos dalej i rozplaszczymy części jego pod mikroskopem, widać wyraźnie, że czarownice Jeżycjady działają z tak wielkiej, autentycznej miłości (siostrzanej), że ostatecznie do „Snu” także to przestaje pasować i tym samym Jeżycjada bierze ten pomysł w posiadanie.

    A jak to było naprawdę?

  201. Dzień dobry.
    Ach, „Nutria i Nerwus”? Pamiętam, że na początku pierwszej klasy liceum trzeba było przedstawić na języku polskim ulubioną albo najważniejszą dla siebie książkę. Zastanawiałam się , czy nie powinnam zaimponować kolegom czymś z ambitniejszej, dorosłej literatury, ale jednak sięgnęłam uczciwie po Jeżycjadę. ;) Zdecydowałam się na cytat, w którym Dmuchawiec i Gabrysia rozmawiają o przyszłości Ignacego Grzegorza i o tym, że najgorzej przeżyć życie jako idiota z pełnym talerzem na pełnym brzuchu.
    A gwoli wspomnień; na testach do szkoły średniej trzeba było napisać rozprawkę o swoim autorytecie – i napisałam o Pani, Pani Małgosiu. :) Dostałam maksimum punktów :)
    Nie wiem , czy Pani wie, jak się cieszę, że ta strona istnieje :) i ile ona mi już (ta strona) dała. Milknę, bo to znów temat na dłuższe dywagacje;)

  202. Dzień dobry, Floaterze!
    W gruncie rzeczy to taka KG jak dawniej, tylko ma więcej przestrzeni i białe tło.
    Miło Cię tu widzieć.
    Dzięki za garść refleksji nutriowych! Przyjemnie się dowiedzieć, że nie spocząłeś, póki nie skończyłeś czytać. Mimo to – przepraszam za tę zarwaną noc.
    I polecam – równie letnie w nastroju jak „N i N”- „Wnuczkę do orzechów” i „Feblik”.

  203. Aaaa!!! Cóż za kompromitacja. Oczywiście, że Kórnik. Przepraszam. Tak się kończy pisanie za pośrednictwem smartfona.

  204. Ekhm…. Szkoda, że nie ma już KG, bo wiadomości „ni z gruchy ni z pietruchy” trochę mniej teraz pasują… jakby…

    Ale w sumie, to na Mikołaja właśnie nabyłem nowe książki i tak sobie wczoraj o 22.30 zacząłem „Nutria i Nerwus”. Koncepcja była taka, że niby sobie przed snem coś chwilę poczytam…

    O.o

    Skończyłem o 01.45, więc trochę niedokładnie przeczytałem, jeszcze mi się zostało kilka „rodzynków do wydłubania”… A miałem w planach się wyspać na dzisiaj :)

    Genialna jest kompozycja tej książki i trzyma ona w napięciu, można rzec, co w przypadku takiej spokojnej, realistycznej literatury jest sztuką nie lada… Wcale mi też nie przeszkadza, że to czytam teraz dopiero: ciekawe przypomnienie świata bez telefonów komórkowych, z tymi automatami na żetony lub kartę – jeszcze się na to załapałem.

    No i niesamowite postaci: po pierwsze sama „the Force leads me” Natalia, taka niby bezradna a tak jej wszystko samo ładnie wyszło. Niby to taka nijaka postać, zawsze na marginesie gdzieś ukryta w półsłówkach a tu nagle robi się z niej główna Bohaterka pełną gębą.

    Koncepcja „siły w słabości” w jej wydaniu zapiera dech w piersi: w niesamowity sposób jej niezdecydowanie i nieśmiałość stają się siłą, dzięki której Natalia znajduje właściwe słowa, mówi nie za dużo – nie za mało i tak samo też postępuje. Pilot Pirx w spódnicy :)

    Genialne także są postacie drugoplanowe: babcia od mleka z pianką z jednej strony i profesor Dmuchawiec z drugiej – Gandalf Jeżycjady… „Tylko sztuczne kwiaty nie umierają” – klasa…

    „Sen nocy letniej” jako „aluzja przewodnia” książki też jest całkiem fajnym pomysłem, bo bardzo pasuje do Natalii (a jeśli ktoś ma – tak jak ja akurat – miłe wspomnienia związane z tą sztuką, to efekt jest genialny).

    No i oczywiście Eliksir Trzech Sióstr… Niby wpisany w klimat „Snu”, ale jednak przynależący do świata Jeżycjady i bardzo ładnie z niego „wynikający”… To jedna z takich Scen przez duże ‚S’ – nie w każdym utworze się w ogóle zdarza, ale kiedy już się zdarzy, zapada w serca fanów i przechodzi do historii :)

    Pozdrawiam serdecznie i pogrążam się w programowaniu :)

  205. Dzień dobry!
    Kochanemu Ludowi Księgi polecam słuchanie codziennie o 20-tej w radiowej Dwójce festiwlu muz. dawniej z Gdańska – Actus Humanus. Jeszcze tylko kilka dni!

  206. Kórnik, Myszo. Słowo daję. Kórnik.:)
    Śmiełów zaś wystąpił w mojej „Czarnej polewce”. Śliczne miejsce.

  207. To prawda Celestyno. Ale serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” trochę tę nierównowagę tonował. Faktycznie Pozytywizm wg naszych podręczników wydarzył się w Warszawie. Nawet Orzeszkowa często przyjeżdżała. A Młoda Polska w Krakowie. Mimo Kasprowicza i Berenta. Sporo pisze o Wielkopolsce i jej wybitnych mieszkańcach Barbara Wachowicz. Kurnik, Miłosław, także Śmiełów.
    W jej książce o Sienkiewiczu znalazłam też list ośmioletniej Marii Dembowskiej do zesłanego na Syberię ojca. Pisze w nim, że stara się odwdzięczyć ciotce, która się nią zaopiekowała ucząc jej młodsze dzieci tego co sama już umie. Jedyny nauczyciel, na którego ciotka mogła sobie pozwolić był niewidomy. Maria zapewniała ojca, że w związku z tym musi pisać wyjątkowo starannie, bo profesor nie może jej skontrolować. Niektóre dzieci też widzą więcej.

  208. Dziendoberek, Dobrywieczorku!

    A to nie, nie domyslilam sie nic a nic. Podejrzewalam dominikanow:)

  209. Szczerze powiem Myszo, ze bardziej tutaj pociagnely mnie tropy poznanskie:)
    Swoja droga, to ciekawe, ze na historii Polski mniej sie o tym w szkole mowilo.
    Ciagle tylko o tym artystycznym Krakowie..

  210. Celestyno, to chyba mogę zdradzić, choć o zgodę go nie pytałam – brat Jakub z Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich na Łazienkowskiej w Warszawie – we wtorki są tam rekolekcje dla studentów (nawet bardziej podstarzali poszukiwacze mądrości mogą się załapać ;-) ). Tyle, że w każdy wtorek mówi ktoś inny.
    Pozdrawiam porannie – uczniowie nie przyszli na pierwszą lekcję, choć się umawiali, och, losie, losie… Dzięki czemu mogła zajrzeć na ulubioną stronę :-)

  211. Aha. Celestyno bardzo się cieszę, że się zainteresowałaś. Kraków z czasów „Z biegiem lat, z biegiem dni” jest naprawdę fascynujący. Miło, że nie tylko dla mnie.

  212. Bardzo dziękuję DUA za odpowiedź, bo już się trochę zawstydziłam, że zawracam głowę swoimi sprawami i chciałam piszcząc ciche przeprosiny powrócić pod miotłę. Wzruszyło mnie księgowe pospolite ruszenie w kwestii Wronczyna. Istotnie zbiory rękopisów w PAN już znam (przynajmniej te związane z tematem) Księga Gości była milą ciekawostką. O Niusi Jackowskiej sporo pisze też Józef Hen w swej biografii Boya i pamiętnikarze z epoki. To w końcu Kraków. Tu wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkich.
    Bardzo pokrzepiliście moje nadwątlone trudami siły. Oczywiście na nic zdały się mocne postanowienia i listy Profesora Raszewskiego doczytałam do końca. Poruszające. Szczególnie (znów z powodu pracy) smakowite rozważania o przekładach. Pozdrowienia dla Was wszystkich i dla Alka wraz z sąsiadem. Uczynnością przewyższył nawet Chrobota. Może też czytuje odpowiednią literaturę i nawet odnosi z tego korzyści. W przeciwieństwie do Ignacego Borejki.

  213. Just, wypróbowałam jednak dwa przepisy – Ann i Aleksandry, oba pyszne, ale może Aleksandry trochę lepsze. Piekę pierniki kolejny rok i zawsze wypiekałam zaraz po zrobieniu ciasta i to był błąd! Ciasto musi odczekać co najmniej 24 godz. inaczej się klei.

    Dzisiaj padam po myciu okien (zaraz zaczął padać deszcz!) i piernikowym wieczorze.
    Na deser mam Gawędy o sztuce sakralnej prof. Fabiani- jej, jak ja mało wiem!
    Miłego wieczoru.
    :)

  214. Mnie tez zatkalo z wrazenia! Chcialabym, aby Dobrywieczorek uchylila rabka tajemnicy gdziez to rekolekcjonisci cytuja Feblik:) troche sie niby domyslam, ale tylko troche.

    Ciekawe rozwazania snuje Jackowski na temat zasadnosci powstania sceny narodowej w tamtym czasie w Poznaniu.

  215. Ludzie!
    Zatkało mnie z wrażenia.
    Dobrywieczorku, dziękuję za tak wstrząsającą wiadomość!
    Pozdrawiam Cytowanego R.!!!

    Celestyno, tak, tak, to wszystko nasze strony i nasze sprawy. I potrzeby. „Guga” Cieszkowski występuje zresztą w „Listach” prof. Raszewskiego.
    To u niego , w Wierzenicy, po obiedzie wnoszono na srebrnej tacy listy Zygmunta Krasińskiego i czytano je gościom na wety.
    Maksymilian Jackowski – potężna postać. Ogromne zasługi. Warto o tym poczytać.

  216. Niedawno usłyszałam rekolekcjonistę cytującego „Nie było ich w Polsce przez niecałe trzy tygodnie, a widział oto przed sobą inną osobę. Nie, nie utyła. I nie schudła. (…) Ale – ach, tak! Laura była jakaś… zmartwiona? Nie, nie, roztargniona? – czy raczej: odwrócona do wewnątrz, jakby czegoś nasłuchiwała, jakby zaprzątnięta była jakąś tajemnicą.”
    I co ciekawe osoby, które tego słuchały, a kompletnie nie znają „Jeżycjady” i „Feblika” pomyślały, że Laura wybiera się do klasztoru ;-) Tu zapewne zadziałało skojarzenie – rekolekcjonista jest mnichem. A cytował, żeby wprowadzić słuchaczy do medytacji…
    I cóż, DUA, jak Ci się podobają niespodziewane zastosowania Twojej wszechstronnej twórczości :-)
    Pozdrawiam serdecznie Lud Księgi i cytowanego Rekolekcjonistę.

  217. A za najlepszy lup dzisiejszego polowania uwazam odkrycie Maksymiliana Jackowskiego (dziadka Tadeusza, ktory byl wlascicielem Wronczyna)
    „Patron kółek rolniczych, który w 1851 roku zakupił Pomarzanowice, obok swoich życiowych celów ( utrzymanie ziemi w polskich rękach, kasy włościańskie ) głęboko rozumiał potrzeby kulturalne Polaków. Stąd w modrzewiowym dworze, a później w pałacu pomarzanowickim bywali m. in. Emilia Sczaniecka, spokrewniona aktorka Helena Modrzejewska, August Cieszkowski – filozof z sąsiedniej Wierzenicy i jego syn Guga.”
    August jest w „Febliku”:)
    Natomiast ja podczytuje sobie wlasnie”Rzut oka na nasze zasady, sprawy i potrzeby” pana Maksymiliana, dostepny w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej. Lubie Wielkopolan.

  218. „jak ten rasowy ogar” :D:D:D
    Lubie.

    Tam w tym artykule jest wzmianka:
    (…) „Wronczyńską księgę” opatrzoną herbem „Gozdawa” przechowywaną w bibliotece PAN w Krakowie (rkp 9616) (…)”. no ale to Mysza juz pewnie zna na pamiec.

  219. A ja rowniez mam ochote zrobic pierniki. Po raz pierwszy w zyciu.
    Nie wiem, ktory przepis wybrac, ten od Ann,od Aleksandry, czy od Beatuszki.
    Moze poradzicie?

  220. Dzięki, Celestyno, i dobrze, że poszłaś tropem, jak ten rasowy ogar. Rzecz jest istotnie ciekawa.
    To wszystko już Mysza wie, szuka dodatkowych informacji.

  221. Bardzo, bardzo przepraszam za wtracanie sie do prywatnych odpowiedzi.
    Ale temat mnie zaintrygowal i poszperalam sobie troche w sieci. Ciekawa historia Wronczyna i jego salonu.
    Na stronie salonartystyczny.com.pl, w zakladce „Napisali o Salonie -Historia Salonu” jest ciekawy artykul Jerzego Grupinskiego „Salon i slad Wesela”:) Pojawia sie Schiller, Lechon, Slonimski, Lesmian..

  222. Chciałabym, Just. A jednak! Mam go z gazety o palindromowym tytule i zawsze się podsuwa pod rękę, gdy szukam piernikowego.. Zaczyna się sezon na dziadka do orzechów. :o)

  223. Odpowiadam na wiadomość prywatną Myszy: niestety, nie wiem, jak miałabym pomóc. Ja sama dowiedziałam się o Wronczynie, jego historii i jego mieszkańcach, właśnie z listu prof. Raszewskiego. Rzeczywiście, w dawnym dworze Jackowskich działa towarzystwo i fundacja, o ile wiem – współpracująca z rodziną dawnych właścicieli. Być może kontakt z nimi przyniesie Pani jakieś niespodzianki, lub przynajmniej dostarczy więcej materiałów. Może też warto się skontaktować z poznańską teatrologią na UAM. Tu też jednak nie mogę służyć pomocą – nie znam tam nikogo.
    Pozdrawiam, życząc powodzenia w pracy!

  224. Wiele było wątpliwości, które mną w życiu targały. Jednego tylko byłam niezłomnie pewna: że mam przeponę.

  225. A ja dziś miałam miłą wizytę: przyjechała pani Bibliofilka i Księgarka, której przed laty ofiarowałam sztambuch, własnoręcznie wymalowany, a wykonany przez introligatora-artystę. Fiołkowo-zielony! Z fioletowym kwiatem goryczki na okładce! I teraz wszystkie te zielone karty są już zapisane pięknymi dedykacjami „ku pamięci”, a wśród nich jest sporo zabawnych. I oto jeden taki wpis:

    „Człowiek, który się nie śmieje, prawdopodobnie nie ma przepony”.

    I co? I się uśmiałam!

  226. Kto to jest sąsiad, taki jak z piosenki Agnieszki Osieckiej? To człowiek, który jedzie z tobą 280 km w jedną stronę po reduktor do twojej skrzyni biegów! Howgh!

  227. Spaghetti z poziomkami? To chyba danie autorskie, a moze obecne tylko we snie.
    Pamiętam kluski z truskawkami w gorące, letnie dni :)

  228. Dzien dobry! A my wczoraj ubralismy choinke (zgodnie z tradycja wloska, 8 grudnia). Od razu poczulismy swiateczny nastroj, Dzieciaczki sa przeszczesliwe.
    W najblizsza niedziele zamierzamy piec pierniczki. :)

  229. Nessy, bardzo dziękuję za tak miła recenzję moich działań. Z pewnością ogłosimy tu daty ewentualnych spotkań autorskich. Zaglądaj!
    Ale wiesz… jakby to powiedzieć…ja jestem całkiem zwyczajna. Naprawdę.

  230. Ja też dziękuję Sowie za piękną muzyczną niespodziankę. Nie znałam!

    MagdoZ., (wiad.pryw.) te numerki to niekoniecznie. Sceptyczna jestem i prześmiewna. Zresztą, wszelkie próby wytłumaczenia sobie nieskończoności wydaja mi się niewystarczające.

  231. Dzień dobry!
    Spaghetti z poziomkami? Słusznie nie czułaś smaku, Nini.
    Dzięki za wiadomość prywatną.

  232. Słuchacze pewnego angielskiego radia też się oburzyli na zaserwowaną im w okresie adwentu niby-klasykę.

    Sukienka śliczna. Te bufiaste rękawy! Czy nie o takiej marzyła Ania z Zielonego Wzgórza dopóki Mateusz nie interweniował?

  233. I owszem, niecierpliwią się, Pani Małgosiu, to prawda. :o)
    Z tej niecierpliwości czytają premierową książkę po raz trzeci, chociaż sumienie każe brać się do roboty. A w nocy śni się kolejny tom. I – niespodzianka – śni się w postaci filmiku, ciotki na razie nie widać, za to bohaterami są uczniowie, którzy na polanie pełnej poziomek czekają na wezwanie na jakiś ważny egzamin (może egzaminująca jest ciotką?). To pewnie wpływ mascarpone, któremu właśnie uciekła data, a widziane, każdorazowo przypomina o przepisie na spaghetti z poziomkami, jeszcze niewykorzystanym. Jeśli jakaś postać się odzywa, natychmiast staje się postacią rysunkową, a jej wypowiedzi ukazują się w komiksowych chmurkach.
    Przerwa na kaszelek.
    A w drugiej odsłonie niespodziewanie siędzę sobie z Panią przy stoliku na ryneczku jakiegoś niedużego miasteczka w środku upału i zajadamy się owym letnim spaghetti. Nie pamiętam smaku. :o)

  234. Droga Pani Malgorzato,
    Czy jest juz wyznaczony termin na najblizsze spotkanie autorskie z czytelnikami (w tym lub przyszlym roku)? Tak sie zlozylo, ze od kilku miesiecy mieszkam niedaleko Poznania i chcialabym skorzystac z tej okazji i odwiedzic to piekne miasto. Pod katem Jezycjady, wlasnie! Ale nie samo miasto jest najwazniejsze, tylko te Postacie. Wzruszam sie bardzo czytajac o Gabrysi i Babi (to moje ulubione) i jest mi troche smutno, bo wiem, ze nigdy nie bede taka dobra, madra czy zaradna. Ale ciesze sie tez, ze takie wartosci istnieja! I Pani pomaga dziewczynkom juz od najmlodszych lat uswiadomic sobie co jest w zyciu wazne, a co najwazniejsze. Wiem, ze te wszystkie cudowne sa „tylko” dzielem Autorki. Ale nie powstalyby, gdyby Pani w to gleboko nie wierzyla. Od 1975 To juz tyle lat! Tyle pokolen! Az sie cieplo na sercu robi, ze tyle osob bedzie wzbogaconych! Nawet moj mlodszy brat! Czlowiek akcji, ktory nigdy nie przeczytal ksiazki innej niz technicznej jako lekture mial „Opium w rosole” A ja po cichutku modlilam sie, zeby o tym pomyslal, wyciagnal wnioski, nasiaknal za mlodu. Pani daje mlodym te soki, ktorymi mozna nasiaknac, jesli sie tylko chce. I zycie pozniej bedzie latwiejsze do zniesienia. Wlasnie dzisiaj przy czytaniu Feblika uswiadomilam sobie chcialabym Pania spotkac, ze jest to moje marzenie. W internecie znalazlam informacje, ze ostatnie spotkanie autorskie bylo w listopadzie i czuje jedynie zal, ze mnie ominelo. I czuje, ze wszystkie najlepsze rzeczy po prostu mnie omijaja. Dlatego postanowilam nie odkladac tego na jutro i w nieskonczonosc i zapytac czy moglabym sie z Pani zobaczyc (na spotkaniu autorskim na przyklad)
    Przepraszam za brak polskich znakow.
    Z gory dziekuje za odpowiedz
    Najwierniejsza fanka Agnieszka

  235. Pozdrawiam wszystkie czytelniczki- mamusie!
    I wszystkie dzieci.
    I wszystkim mówię: dobranoc!

  236. Jaśku, wybacz pomyłkę. To moja wina, nie wina Twojego wzrostu (uważam , że jesteś wysoki)!

    Jak to, jak to: się niecierpliwią?! „Feblik” miał niedawno premierę!:)))
    Pozdrów rodziców i Marysię! Jak to miło, że Was poznałam.

  237. To dobrze, że przeżyła cudowne życie. A nie spałem, bo przepisywałem zadanie na czysto z brudnopisu. I tu muszę wprowadzić malusieńką korektę. Chodzę do drugiej gimnazjum:) mój wygląd i wzrost myli ludzi:)
    To dobrze, że już ma Pani kilka przygód, bo wszyscy się niecierpliwią:)) Tata zaczął czytać Feblika i zdziwił się, gdy zrozumiał, że to najnowszy tom; ).
    Pozdrawiam Wszystkich ciepło!

  238. Pani Małgorzato jestem bardzo ciekawa jakież to śmieszne sytuacje Pani wymyśliła dla Ciotki Zgryzotki. Ja obecnie trochę zrobiłam sobie odskocznię od „Jeżycjady” i postanowiłam wrócić do lektur szkolnych, które omawiałam jak chodziłam do szkoły. Jakoś tak niektóre lektury mi zapadły w pamięć i lubię do nich wracać.

  239. Wzruszam sie przy poezji !
    I mam nadzieję , ze moje dzieci , gdy urosną tez … Teraz są malutkie ale myślę że trzeba w nich, już od maleńkości zaszczepić miłość do książek, poezji, wierszy etc. Piękna historia! Pozdrawiam serdecznie
    Mama ( czarownica) Irenka
    Pozdrawiam wraz z synkiem Michałkiem i córeczką tylko 6 miesięczną – Halinką!

  240. Na dzisiejsze święto:

    Josquin dés Prés (Desprez) – „Inviolata”.
    Schola Antiqua of Chicago.

    Inviolata, integra, et casta es Maria,
    quae es effecta fulgida caeli porta.
    O Mater alma Christi carissima,
    suscipe pia laudum praeconia.
    Te nunc flagitant devota corda et ora,
    nostra ut pura pectora sint et corpora.
    Tu per precata dulcisona,
    nobis concedas veniam per saecula.
    O benigna! O Regina! O Maria,
    quae sola inviolata permansisti.

  241. Czas spędzony z Dzieckiem – bezcenny! Ciągle główkuję gdzie go jeszcze „ukraść” w tym zabieganym świecie. Czas ukraść, nie Dziecko. :P
    Kogucik dostał list OD św. Mikołaja, jutro ma w planach odpisać. Coś mi mówi, że zanosi się na stałą korespondencję ;)

  242. Rysiu, pyszniutki ten wierszyk :) Byłam dziś przygnębiona, ale dzięki Twojej córeczce humor mi się poprawił. Dziękuję!

  243. Celestyno, wiem, co czujesz.:)
    Przytulam!

    Charlotko (wiad. pryw.) – A pewnie, że powiem! Z przyjemnością!

  244. Jakie miłe pozdrowienia, Olu!
    Bardzo dziękuję i gratuluję Ci Uli!
    Dobrze mieć córki!
    (I synów…)!

  245. Szanowna i Kochana Pani,

    bardzo dziękuję za wpis mikołajowy. Powinny go 6 grudnia wydrukować wszystkie gazety! Zachowam ten piękny tekst z myślą o mojej małej córeczce, Uli, która tuż przed Wigilią skończy sześć miesięcy.

    Pozdrawiam najserdeczniej z Warszawy
    Ola Kostrzewa, wierna czytelniczka

  246. W temacie bałaganu: kiedyś podczas wizyty u nas, moja 3-letnia wtedy bratanica wzięła miotłę i zaczęła sprzątać przedpokój, a potem chciała przejść na balkon, oczywiście domagając się pochwał za to sprzątanie.
    Na moją sugestię, by może posprzątała rozrzucone wcześniej przez siebie książeczki, stwierdziła: „Nie mogę, dziś jestem nieksiąziećkowa” :)))

    Dziękuję za list i przypomnienie, jak ważne jest, byśmy wychodzili poza to, co potrafi zarejestrować nasz mózg. I by była w nas wiara i miłość.

    Ja się ostatnio wzruszałam podczas Rorat (u nas są wieczorem, nie wiem, skąd taka tradycja, nawet będąc dzieckiem nie pamiętam, bym chodziła do kościoła rano), słysząc i śpiewając „Spuśćcie rosę, niebiosa z góry..”

  247. Oj Rysiu, dziecię Twe zaiste utalentowane – trzymam się za brzuch (a mam za co) i kwiczę:)))
    Moja koleżanka, chcac oduczyć 6-letnia córkę bałaganiarstwa, każda nie ułożona na miejsce zabawkę (a było ich duuuuużo) sukcesywnie wynosila do piwnicy. I tak minał miesiac, pokój opustoszał, a dziecię, wesole jak wprzódy bawiło się czymkolwiek badź. :)

  248. Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco. Czytam Wasze wpisy pilnie, pisać zbyt często nie mogę, bo w trakcie pisania dużej pracy, każde słowo napisane nie do niej obciąża moje sumienie. Mam jednak prośbę o charakterze piernikowym. O przepis na ciasto piernikowe nieco twardsze, które nadaje się do ulepienia figurek. Wypróbowane przez nas dotąd były albo zbyt rzadkie, albo zbyt lepkie. Jeżeli któraś z piernikowych Mistrzyń ma, to bardzo proszę, bo moje pociechy uwielbiają lepienie.

  249. Oj Beato aż się zarumieniłam na tę pochwałę… ale wcale nie jest być trudno mądrym w taki sposób. Mnie nikt nie nauczył materializmu po prostu, nie moja to zasługa ;) Dzisiaj nastrój mam wesoły bo nie muszę iść do szkoły – zrymowało dziecię me na dzień dobry, a potem, idąc za ciosem zdecydowało, że zostanie słynną poetką. Spędziła potem pełną cierpień twórczych godzinę, czego owocem jest taki oto uroczy wierszyk:

    Duje, duje wiatr w kominie
    Leci, leci siwy dym
    A w kominie żyją świnie
    (Żeby wierszyk trzymał rym).

    Zachowam na wszelki wypadek, bo kto wie, może jeszcze zostanie poetką.. :))

  250. Dzien dobry!
    Siedze ostatnio cicho jak mysz pod miotla, a to dlatego, ze jakies takie wzruszliwe dni mam
    (zawsze mnie napada przed Swietami). Wolalam nic nie mowic, bo jeszcze by kto zobaczyl..
    No, ale jak juz- to juz.
    Jechalam sobie dzisiaj metrem w nastroju refleksyjnym, i naszly mnie mysli i wspominki o sw.Mikolaju, i o tym jak dziesi potrafia cieszyc sie byle drobiazgiem (opowiesci Jadzi).Pamietam nasze mikolaje z dziecinstwa: w tych paczkach bylo troche cukierkow, pomaranczy, i czasami jakies kredki i czy dlugopis. Cieszylismy sie jak glupki, odkrywajac szeleszczace woreczki rano (u nas ladowaly one zwykle pod poduszka).
    A potem przyszedl mi na mysl Tomcio K.i jego akcja z dlugopisem czterokolorowym w domu chorego chlopczyka. Kazdorazowo, przy tych fragmentach – rozklejenie murowane. Dobra, juz skoncze.

    Pozdrawiam wszystkich, a najbardziej pania Malgorzate!

  251. Autorko Jedyna !:) Oczywiście jestem bardzo wdzięczna za nowe , fascynujące historie, którymi nas obdarowujesz, ale nie miej nam proszę za złe, że sobie tutaj troszkę wspominamy, bo poprzez te wspomnienia pielęgnujemy jedne z najmilszych i najważniejszych chwil naszego życia. …….I tak a propos – w miły świąteczny nastrój wprowadza mnie zawsze zdanie, jakie wygłasza Patrycja w pewien bożonarodzeniowy poranek…..-„Makowczyk. Cium, cium. Pyszulka.”…..A, tak nawiasem…..jaki ten komputer konserwatywny, podkreślił na czerwono każde z cytowanych słów :):):).

  252. Dzień dobry,
    Tak sobie właśnie pomyślałam, że muszę przybliżyć historię Virginii dzieciom w szkole. Więc w związku z tym chciałabym zapytać Drogą Autorkę czy mogłabym zacytować tłumaczenie listu na profilu szkoły?

  253. Oj tak, wszystko może być zabawką, a im bardziej dorośli zabraniają, tym ta jest jeszcze lepsza ;)
    A siostrzeniec jest oczkiem w głowie całej rodziny, przejął zaszczyt bycia najmłodszym w rodzinie ode mnie, więc trochę się na niego naczekaliśmy. Moje serce roztopił, gdy przyszedł z książeczką, kazał wziąć się na kolana i wysłuchał całej uważnie do końca :) Ach, dzieci są wspaniałe… Można o nich mówić bez końca, więc już przestanę ;)

    Dobranoc [szeptem, żeby nie obudzić już śpiących]

  254. O, Jasiek! Witaj, nocny chłopcze. Późno chodzisz spać, jak na szóstoklasistę. Ale świetnie Cię rozumiem.
    Nie smuć się. Virginia przeżyła dobre życie, pomagała ludziom, jak umiała. To bardzo ważne.

    Co do książek: nie, już nie chciałabym niczego zmieniać. Lubię iść naprzód. To jest dopiero ciekawe!
    Nie lubię też wspominać. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, a ja mam w sobie mnóstwo energii. Więc się na te wyzwania rzucam!
    Już wymyśliłam dużo śmiesznych przygód dla Ciotki Zgryzotki!

    Jadziu, masz rację. Dzieci najlepiej się bawią tłuczkiem do ziemniaków, albo kamykiem. A czas to największy skarb, jaki możemy im dać.
    Fajnie, że masz siostrzeńca! Życie jest fascynujące, kiedy taki dzidziuś rozwija się w pobliżu.

    Dobranoc wszystkim!

  255. Zasmuciła mnie ta opowieść, zwłaszcza obrazek małej Virginii, a potem wieść o jej śmierci. Czy przeżyła dobre życie? Ale podobał mi się fragment o wróżkach, żyjących gdzieś w świecie. I naszło mnie jeszcze jedno pytanie: czy Pani M.M. przypomina sobie swoje najstarsze książki i chciała by coś w Nich zmieniać? Bo są cudowne, ale czy Z punktu widzenia Autorki można by je zrobić lepsze. Pozdrawiam wszystkich cieplutko:)))

  256. Rysiu, ostatnio też zaobserwowałam u mojego 1,5rocznego siostrzeńca, że cieszy go naprawdę każdy drobiazg. Nie potrzebuje ciągle nowych zabawek, prezentów, jemu wystarcza, że spędzamy razem czas i możemy się bawić. Muszę przyznać, że było to dla mnie wielkie odkrycie (nie miałam nigdy wcześniej kontaktu z tak małym dzieckiem) i postaram się, żeby tego w nim nigdy nie zniszczyć.
    To smutne, że była wśród Was taka mama, ale może uda jej się spojrzeć na siebie z boku i zrozumieć swój błąd. Może jej dzieci jej w tym pomogą. Mam taką nadzieję.

  257. Dobry wieczór wszystkim!
    To nie będzie konkurs, tylko wystawa. Galeria Piernika!- mieliśmy tu już kilka takich, i innych też.
    Po Świętach podamy tu adres, na który można będzie przysyłać zdjęcia najładniejszych pierników i figurek piernikowych. Na razie wymyślajcie, pieczcie, ozdabiajcie, a następnie fotografujcie. Dopiero potem zjadajcie!
    Będzie ślicznie.

  258. Pani Małgosiu, a jak będzie wyglądał Konkurs Piernika? To znaczy Galeria Pienika. Na jakich zasadach będzie się odbywała?

  259. Wzruszyłam się;( cudne !!!
    Bardzo rozkleiłam się
    Tak działają na mnie te piękne słowa! Kocham świat!!!
    ,, I pomyślał że życie jest piękne. Li i jedynie”
    Bobcio, szósta klepka
    Ten cytat jest piękny !
    I Bobcio ma 100 procent racji !
    Salve!

  260. O, jaki piękny tekst! A ja mogę potwierdzić istnienie św. Mikołaja – gdy miałam pięć lat miły ten jegomość wszedł do mego pokoju przez okno, ale rodzice się przebudzili i przyszli zamknąć za nim okno, bo szybko uciekał (w końcu do jego zwyczajów należy dyskretne obdarzanie prezentami i nie lubi być przyłapywany na robocie). W związku z tym usłyszałam jedynie dźwięk dzwonków u jego sań, no i mogłam się rozkoszować prezentem – nawet nie pamiętam, co to było, bo jak widać poczucie pięknej tajemnicy było ważniejsze.
    Pozdrowienia grudniowe dla wszystkich! Jak miło przeżywa się adwent w Polsce…

  261. dobry wieczór wszystkim,

    a mi się to trzecie podejście do sklejania skojarzyło z wstążeczką, która nosiła ślady pewnych eksperymentów („wnuczka (…)”)

  262. Podobno Virginia O’Hanlon przez całe życie przypominała ludziom o istnieniu świętego Mikołaja. W święta 1969 roku przebywała w szpitalu z powodu problemów z sercem. W wigilię Bożego Narodzenia odwiedził ją w szpitalu święty Mikołaj! Jeszcze na krótki czas przed śmiercią przypominała: ” Pamiętajcie o dzieciach w Boże Narodzenie.”
    Myślę sobie, że to musiała być wyjątkowa kobieta. Zresztą zobaczcie sami; można obejrzeć i posłuchać jak osobiście czyta dzieciom odpowiedź Churcha –> YT: Vintage 10, Virginia of „Yes, Virginia, there is Santa Claus” reads her famous letter.

  263. Dobry wieczór,

    Jak to dobrze, że na świecie były, są i będą dociekliwe Virginie, prawda? Inaczej niektórzy nigdy by się nie dowiedzieli, że Mikołaj istnieje naprawdę. A istnieje! Wczoraj odwiedził moje kochane dzieciaki, u nas w polskiej szkole i był tak miły, sympatyczny i ciepły jak tylko prawdziwy Mikołaj być potrafi. Jestem właśnie dziś na świeżo po ogromnie intensywnej sobocie i jeszcze bardziej intensywnej niedzieli. Klasowa wymiana własnoręcznie zrobionych prezentów, wspólne z rodzicami spotkanie, ubieranie choinki, występ jasełkowy podczas mszy polskiej, prowadzonej przez naszego polskiego księdza Andrzeja i wreszcie wizyta Mikołaja i prezenty. Emocje wielkie, nastrój przecudowny, poczuliśmy, mimo niesprzyjającej pogody prawdziwego ducha zbliżających się Świąt. I niestety, niestety…. jedna z mam, którą chyba pokonał ten wszechobecny materializm. Prezenty okazały się najpierw tandetne, za tanie, potem nietrafione, słodycze nie takie, słowem – postanowiła być niezadowolona ze wszystkiego i ściśle trzymała się swojego postanowienia. Jest to tak dla mnie smutne, że muszę się tym podzielić i wyrzucić z siebie myśli. Jeśli będziemy uczyć nasze dzieci dostawać tylko to, z czego się będą cieszyć, zamiast uczyć je cieszyć się z tego, co dostają wyrośnie nam pokolenie niewrażliwych egoistów, dla których liczyć będzie się tylko coraz więcej i więcej dóbr materialnych… strach pomyśleć, co będzie kiedy okaże się, że nie jesteśmy w stanie sprostać kolejnemu wymaganiu. A przecież dzieci się takie nie rodzą i potrafią cieszyć się z każdego drobiazgu.
    Żeby sobie poprawić nastrój w niedzielę zbiorowe pieczenie pierniczków, przy okazji dziękuję Kochane za szybką reakcję w kwestii czeskiego przepisu. :) I Relację z pieczenie, dekorowania i bałaganienia prześlę na maila.

  264. W moim mniemaniu sa to bufki. (Jutro nie ma rorat, bo święto! Nareszcie się wyśpię!) :p

  265. Ach, Zgredzie, to jest naprawdę wyszukany komplement!:)))
    Bardzo dziękuję, teraz rozumiem, choć od szwów daleko do sklejania. I na odwrót.
    Ale wiesz, zawsze człowiekowi miło, kiedy widzi, że ktoś docenia jego trud. Faktycznie, trzeba było pracowicie skleić nie tylko świat baśniowy z realnym, ale dwa światy baśniowe i dwa realne – ze sobą nawzajem, bowiem i „Wnuczka”, i „Feblik” łączą się nie tylko za pomocą realiów, ale – czasu. I on właśnie wymagał drobiazgowego podejścia.
    Jest mi wyjątkowo miło, że umysł wybitnego inżyniera ma tak wiele „wejść” humanistycznych.

  266. Każda dama, takoż i Starosta, może komunikować, że nie rozumie komplementów pod swoim adresem.
    I to jest jej święte prawo, jak pomyślałby Piotrek Żeromski.
    Bo jest to komplement.
    To zdanie z Feblika przypomniało mi opinię profesora Raszewskiego o Opium w rosole.
    A wiemy ile razy było ono pisane. Opium, nie zdanie.
    „Nie widać szwów”, cytuję z pamięci. Chodziło o szwy między światem baśniowym, a realnym.
    W szerszym sensie szwów nie widać np. Febliku.

    Może i każdy coś tam kiedyś sklejał, ale nie tak cierpliwie i z takim efektem.

  267. Jaki Bach jest świetny do śpiewania, jest taki, zmienny i fascynujący. Może lubił sam śpiewać i wiedział co jest potrzebne do tego, by się to nie nudziło.

  268. Adminko, gratuluję nagrody! Piękne zrobiłaś zdjęcia, bardzo zachęcają do odwiedzenia Kielc :)

  269. Brzuszek sie ostatnio zaokraglil, jest coraz bardziej widoczny. Poza tym czuje sie dobrze, dziekuje.
    Jade teraz na wizyte kontrolna, pozdrawiam goraco!

  270. Jaki piękny tekst, a juz zaczynałam wątpić w istnienie Sw.Mikołaja.
    Zgadzam się w pełni: to, co najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie Zuzie12.
    Gratulacje dla Dua i Adminki!
    Jaki ładny ten Pegaz
    :)

  271. Też się nad tym zastanawiałam. Bufki falbaniaste, rowerowe?
    To zdjęcie w ogóle jest rozbrajające. Wystrojona Wirginia ze swoim dociekliwym , a nawet ostrym spojrzeniem, została sztywno usadzona na rowerze o całkiem nie staroświeckiej linii. Fotograf miał jakiś nowy, wystrzałowy model amerykańskiego bicykla? Podparto go i może nawet podwiązano dla bezpieczeństwa. Dla pełnej iluzji z linki idącej od koła przedniego zwisa girlanda.

  272. Czy rękawy u sukienki Virginii można zaliczyć do kategorii „bufiaste”? Czy też są one zaledwie falbaniaste?

  273. Dziękuję! Cieszę się, Kawo Inko! Tak właśnie miało być, w założeniu: na św. Mikołaja.
    A wyszło trochę wcześniej!
    Pozdrawiam serdecznie!

  274. Dzień dobry, chciałam tylko powiedzieć, że właśnie skończyłam czytać Feblika (dostałam go z okazji św. Mikołaja) i jestem pod wrażeniem. Wspaniała książka! Gratuluję Pani, Pani Małgosiu, wyobraźni i talentu pisarskiego. Serdecznie pozdrawiam! :)

  275. Dzień dobry, drodzy Księgowi!
    Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa oraz gratulacje! A przy okazji pozwolę sobie zaprosić Was do mnie na stronę, jeśli ciekawi jesteście prze-pięk-nej nagrody, jaką otrzymałam od jury dziecięcego :)
    Pozdrawiam wszystkich mocno!

  276. „Bo to wy kumie taki snob jesteście. Ino byście cięgiem gadali o tej muzyce atonalnej, dodekafonistycznej, ale kiedy przechodzę koło waszej chałupy, to jeno cięgiem Bach i Bach!” – ha!

  277. Chyba faktycznie tylko Tobie, Zgredziku.:)
    Ja też nie podążam za biegiem Twojej myśli – w końcu każdy z nas kiedyś coś sklejał.

    Dzień dobry wszystkim!

  278. „Miejsca sklejenia były absolutnie niewidoczne, który to efekt osiągnięto dopiero za trzecim podejściem.”

    Feblik, strona 101, u dołu.

    Czy tylko mi te słowa coś przypominają? I kogoś?

  279. Małgosiu z Krakowa, dziękuję za ten czuły uścisk! Ach! Odwzajemniam energicznie.
    Z polecaniem ulubionych książek mam zawsze pewien kłopot: jest ich dużo. Tysiące. Więc jak już polecam, to seriami, gromadami, żeby nie pokrzywdzić żadnej.
    A może by tak Ellis Peters? Cała seria średniowiecznych kryminałów o braciszku Cadfaelu z Walii? Bardzo dobrze napisane i bardzo miłe, tak jak i sama autorka, cechująca się ciepłym urokiem.

    Co do „Ciotki Zgryzotki”: obmyślam!
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  280. Na dobranoc:

    J.S. Bach – Kantata na II niedzielę Adwentu „Wachtet! betet! betet! wachtet!” BWV 70a.
    Helmuth Rilling.

    Od drugiej do czwartej niedzieli Adwentu podczas nabożeństw w Lipsku nie grano już nazbyt uroczystej muzyki (tzw. tempus clausum), dlatego Bach ostatecznie rozbudował pierwotną wersję i przeznaczył ja na inną okoliczność. Oryginał zaginął.

  281. Pani Małgosiu wspaniała! Z prawdziwą radością, ale tez smuteczkiem, nostalgią, wzruszeniem i sercem bijącym z emocji mimo późnej pory przeczytałam! Na Jowisza, już dwudziesta pierwsza?! Oczko ;) Mam absolutną słabość do Borejków i całego stada ich przyjaciół tudzież znajomych. Mam też ochotę Panią w ramach mikołajek, ale i w ogóle, po ludzku – za mądry, krzepiący styl pisania o rzeczach prostych, ale ważnych – wyściskać z czułością. W oczekiwaniu na Ciotkę Zgryzotkę, czy mogę poprosić o polecenie ulubionych książek, ażeby pustkę tęsknoty wypełnić? Z góry dziękuję i za to i po prostu za Mądrość przez duże M. Kolejny raz zresztą. Pozdrawiam serdecznie!

  282. U nas takie czołganie się (ale tylko po ogrodzie) odbywało się na wielkanocnego Zająca. Święty Mikołaj był bardziej leniwy i zwykle zostawiał prezenty obok łóżka albo na klamce od drzwi. A teraz to już nawet nie chce mu się zostawiać nic dla mnie. A może po prostu ciągle jestem niegrzeczna. Za to nie zapomniał o Sowiątku, dziś z rana dziecię aż zatańczyło z radości wokół prezentów pytając ciągle „co to jest?”. Szczególnie zachwycił się pluszowym Królikiem Piotrusiem. :)

    Szancer do domu już przybył, ale dostał się mojej mamie w prezencie. Muszę poczekać, aż skończy.

  283. Oui, madame. Sam musiałem się powstrzymać, bo po tych pniach pewnie bym i przeszedł, ale spadanie mam surowo zabronione. Drugi raz bym spadania nie wytrzymał. Dlatego mogłem tylko odprowadzić moich dżigitów wzrokiem.

  284. Też tak sądzę, Madziu.:)

    Bogno, teraz myślę, że on się nie czołgał, tylko kazał się czołgać innym.
    Sam jest świeżo poskładany, do licha!
    Siedział na pniu i wydawał komendy. Tak to teraz widzę.

  285. Bo Adminka z książki na książkę jest coraz lepsza pisarką.
    Zawsze to mówię , choć tylko skromna, marna polonistka ze mnie.
    Gratulacje dla Mamy i Córki. :)

    Zamiast pierniczków chyba sobie namaluję bombkę w tym roku. Albo zrobię jedno i drugie.
    Zobaczę jeszcze.

  286. Dzięki, dzięki!
    „Rzeka” jest naprawdę świetną książką. Wielki problem: ojciec. Poszukiwanie, zwątpienie, odnalezienie. Napisane z mocą.
    Trafia prosto w serce.

    Wójcie Wiewiórko, jaki kochany ten Twój Mikołaj.

    Gdzie ten nasz Alek się czołgał???!!!…

  287. Bardzo gratuluję Pani Emilce, no i Mamie także:))

    U nas też pierwsza partia pierniczków gotowa. Przepyszne, według przepisu Aleksandry. Sporo ciasta zniknęło za sprawą mojego męża;) Chciałam zrobić też według innej receptury ale rodzina zaprotestowała, Aleksandra- górą.

    Dobrej nocy po przemiłym dniu.

  288. Bardzo się cieszę z nagród dla Adminki.
    Do mnie akurat właśnie „Rzeka” przemówiła najbardziej.

  289. Uff, ale się zmęczyłam, zamówiłam prezenty książkowe i muzyczne dla całej rodziny pod choinkę (do jutra można dostać miły rabacik), oczywiście i dla siebie Opium w rosole (które nawet nie pamiętam komu pożyczyłam – teraz będzie znowu Jeżycjada w całości), och i Krystyna urodziła pierwsze dziecko, strasznie ciężko jej to szło, jak ja to zniosłam, czytając ją w wieku 16 lat?
    A prezenty najmilej jest dawać, i patrzeć na radość obdarowanego :)
    Zaraz poczytam co tez tu słychać.

  290. A u nas kiedyś święty Mikołaj zostawił prezenty w …wannie! Wiewiórki były tak przejęte jego wizytą, że nie mogły ani rusz zasnąć, więc Mikołaj, który przecież miał mnóstwo roboty i nie mógł czekać, aż małe wiewiórczęta zmorzy sen, postanowił wytrzeć wannę do suchutka i tam zwalić ten prezentowy balast. Święty ów dziadzio, nie mógł jednak widocznie znieść myśli, że wiewiórki obudzą się i nie widząc prezentów pomyślą, że o nich zapomniał ( nade wszystko trudno mu bowiem znieść smutek dziecka, także wiewiórczego). Wziął więc poczciwiec kolorowy brystol, wyciął ogromne kolorowe strzałki, sypnął na nie lśniącym pyłem i ułożył z nich ścieżkę od łóżeczek, aż do wanny. Ależ wiewiórki były zaciekawione rankiem! Pamiętają ten dzień do tej pory, chociaż było to już baaaardzo dawno temu :)

  291. Dzięki, Wójciku!!!
    Ta druga nagroda to od jury czytelników z Domu Dziecka. Bardzo zaszczytna.

  292. Myślałam, że skończyły się już dzisiejsze Mikołajowe przyjemności, a tu proszę, jeszcze jeden prezencik w postaci przemiłego wpisu.
    A Staroście naprawdę święty Mikołaj przyniósł wspaniały prezent. Nie ma to, jak duma z osiągnięć własnych dzieci, bo to przecież są też w jakimś sensie nasze osiągnięcia.
    Brawo Adminka!!!

  293. W zasadzie byli zadowoleni, zwłaszcza czołgając się po leżących pniach drzew nad wąwozikiem…

  294. Dzień dobry. Nareszcie w domu. Urządziłem dziś sześciu osobom mikołajki, że hej, ale ledwo żyję.

  295. Też już mam pierwszą turę pierniczków upieczoną – pierniczki mikołajowe wg przepisu Ann. Przepis świetny więc wyszły świetne. Ciasto na drugą turę zarobione, za tydzień pieczenia i ozdabiania ciąg dalszy. Pozdrawiam mikołajowo:)

  296. Kapucynko , dlatego masz imieniny 9 lipca , bo wtedy jest święto Twojej patronki. W Polsce daty imienin są ustalane wg dni , w których czci się świętych. :)

  297. Ale historia! Zobaczyłam przed chwila zakładkę, na której widnieje napis: „św. Weronika Giuliani, kapucynka, mistyczka, (1660-1727)”.
    Wszak to moja patronka i obieśmy kapucynkami tylko trochę innymi! Jej święto- 9 lipca jak moje imieniny!

  298. Aniu, jak już tu pisałam – akcję pierniczkową organizujemy po Świętach. Adminka ogłosi pod jaki adres należy przysyłać zdjęcia!

    A na razie nasza Emilia (Adminka) wróciła, zmęczona, z Kielc. Tamtejsze Muzeum Zabawek i Zabawy (podobno śliczne, zasobne i znakomicie urządzone!) ogłosiło konkurs na książkę przyjazną dziecku. I właśnie „Rzeka” Emilii Kiereś dostała wyróżnienie od jury, a także nagrodę jury dziecięcego!
    A ja jestem dumną mamą! (Święty Mikołaju, dziękuję).

  299. Pierwsze pierniczki już gotowe :D A zdjęcia porobione ;)
    Na jaki adres e-mailowy mogę je wysłać?
    Pozdrawiam mikołajkowo :)

  300. Kochany Starosto, we Wloszech Sw. Mikolaj (czyli Babbo Natale) nie odwiedza dzieci i doroslych 6 grudnia, tylko w dniu Wigiili lub pierwszego dnia Swiat. Poniewaz do mnie w Wigilie zawsze przychodzil Aniolek, teraz przychodza razem. :)
    Z kolei w dniu Swieta Trzech Kroli przychodzi tu do dzieci czarownica Befana (wloski wytwor) i przynosi w duzej skarpecie slodycze (a niegrzecznym dzieciom wegiel), mam do niej nieco ambiwalentny stosunek, ale coz zrobic, tyle sie o tym tu mowi, ze i moje Pociechy odwiedza…
    Oczywiscie dla wiekszosci wloskich dzieci Swieto 6 stycznia to „swieto Befany” (!) Musze wiec moim co roku przypominac, jak jest naprawde.

  301. A to miłe, Daisy!
    Życzę udanego wieczoru!

    A jak tam na Sardynii, Kris? Święty Mikołaj był u Was także?

  302. To niezwykle, Pani Malgosiu, ale gdzies dwa tygodnie temu czytalam ten list do Virginii i przy slowach o niewidzialnym welonie myslam wlasnie o Pani…
    :-)
    Milego Sw. Mikolaja Pani i wszystkim Duzym i Malym!

  303. Dziekuje za tak mily Wpis Mikolajowy i za przypomnienie tej pieknej historii!
    Pozdrawiam Wszystkich!

  304. Dzień dobry.
    Ech, te interpretacje i nadinterpretacje , i przypadkowe asocjacje.
    A mnie spotkał Św. Mikołaj z prezencikami dla moich koleżanek z pracy.
    Sama myślałam, że jestem niedobra i nic nie dostanę , ale hutnik dał mi mikołajkowe jabłuszko :)
    Zawsze lepiej niż nic i niż rózga, prawda? :)

  305. I słusznie nie kojarzyłaś, Charlotko.:)
    To jest zupełnie inna ściana, w całkiem innym gatunku.

    Myśliduszko, a to ci dopiero!

    Mamo Isi, Ngaio Marsh bardzo warta uwagi. Także jako osoba.

  306. Piękny prezent! I jaki ładny dzień dzisiaj :)

    Magdo Z., nie skojarzyłam pękniętej ściany z ‚crack in the wall’ w „Doktorze Who”! No tak, zupełnie inaczej się na to patrzy teraz ;)

    Dobrej niedzieli!

  307. Kiedy przeczytałam mamie odpowiedź Churcha, pogłaskała mnie po dłoni i przeprosiła, że gdy miałam osiem lat, powiedziała mi, że Św. Mikołaja nie ma :’) Płakałam wtedy jak bóbr

  308. Kochana DUA, dziękuję Pani za ten piękny przekład – małym i dużym bardzo potrzebny jest Święty Mikołaj, wspaniale, że ciągle jest :)

  309. Z okazji św.Mikołaja zaczęłam czytać „Hand in Glove” Ngaio Marsh. W końcu pychotki trzeba sobie jakoś dawkowac, żeby na dłużej starczyło;) Raz jeszcze dziękuję z całego serca, kochany Starosto:)
    Jak to się smakowicie zaczyna;)

    Tylko mi się wydawało, że będę miała spokojną niedzielę. Kociak wlazł psicy pod mordą podczas jedzenia i został nadgryziony;( Przepuklina pourazowa. Teraz ma post, a wieczorem operacja.

  310. O, a ja mam od dawna „Teatr cudów”. To teraz muszę kupić część poprzednią.

    Dzień dobry wszystkim!

  311. Jest! Jest na pewno!!!
    A jaki kochany, zostawił mi na parapecie książkę J.M.S.! Może to za grzeczność.

    Sowo, myślę, że ta książka Ci się spodoba. A wiesz, że są jeszcze dalsze dzieje – „Teatr cudów”. Muszę poszukać.

  312. Bardzo dziękuję za taki miły prezent! A ten tekst przypomniał mi o książce „Bajki niebieskie” ks. Mieczysława Malińskiego. Dostałam ją na Komunię, a pierwszy raz przeczytałam chyba dopiero jak miałam 13 lat i zachwyciłam się tą książką. Jest idealna do czytania w czasie Adwentu i Bożego Narodzenia. Co roku czytam ją w tym okresie. Polecam wszystkim Księgowym, zarówno tym starszym, jak i młodszym :)

  313. Bardzo krzepiące słowa, Virginia dostała piękną odpowiedź :). Jak to ciepło na sercu kiedy wiadomo, że jutro taki radosny dzień! Spokojnej nocy wszystkim :)

  314. Późny dobry wieczór Pani Małgorzato i Mili Pani Goście!
    Postanowiłam zrobić sobie dziś wieczorny prezent i odwiedzić Księgę Gości – to taka forma otulania się promieniującym stąd ciepłem; jakby się coraz lepiej poznawało coraz bliższych znajomych, Tych, co to „znają Józefa”. I okazał się ów prezent podwójnym, bo tu już przyszedł Święty Mikołaj! Jakiż piękny tekst, jak ja mogłam go nie znać; dziękuję!
    Odwdzięczę się skromnie, informacją tylko dla lokalnych Krewnych i Znajomych Królika. Sowa P., wśród podsuwanych nam niezliczonych muzycznych inspiracji (chylę czoła!) wspominała niedawno o Gerwazym Gorczyckim. Pochodzący z Rozbarku (dziś dzielnicy Bytomia), doczekał się godnego uhonorowania: właśnie finiszuje w Bytomiu 10. Międzynarodowy Festiwal im. G.G. Gorczyckiego. Jutro koncert finałowy: Paul Goodwin & NOSPR, Haendel i „Muzyka na wodzie” oraz „Muzyka królewskich sztucznych ogni”, w oprawie widowiskowej świetlnej i tanecznej. Kościół św. Trójcy, godzina 18, wstęp wolny. Kto żyw a ma niedaleko – jutro do Bytomia :)
    PS
    Właśnie wyjęłam z domowego skarbca barwne worki mikołajowe, szyte i ozdabiane dwadzieścia lat temu – bo mowy nie ma, by ktoś z nich zrezygnował tylko dlatego, że troszeczkę urósł :) W nocy Święty Mikołaj na pewno je znowu wypełni :)

  315. Niech żyje Święty, drodzy Państwo! A przybędzie już za… Godzinę i minut czterdzieści dwie.

  316. A na ścianie wisi tablica korkowa ze zdjęciem małej Virginii!

    Stroiliśmy przez pòł dnia pierniki! Było bardzo wesoło i radośnie, kiedy tak malowaliśmy lukrami chrupiace te ciasteczka :). A teraz stwierdzam.., że się przejadłam, bo absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać mnie przed wyjadaniem orzeszków, owoców kandyzowanych, maku i innych ozdób :o).
    PS: mama się śmieje, że postawiłam w przedpokoju moje kozaki, których ostatnio nie noszę, ale co mam zrobić? One zwyczajnie więcej pomieszcza od botków!

  317. Nic dodać, nic ująć. Przepiękne!
    Dziękuję, nie tylko Pani, ale Virginii, Frankowi P. Churchowi i wszystkim. Bardzo się cieszę, że Pani o tym napisała. Przepiękne! Najlepszy prezent.:)))
    Nie wiem co mam napisać, ale tak bardzo się cieszę, jestem wdzięczna i taka szczęśliwa.
    DZIĘKUJĘ!!
    Każdemu życzę, aby wierzył w to co niewidzialne.
    :))))

  318. Jaka piękna historia:)
    Tylko Lis ujął to bardziej lapidarnie od Pana Redaktora:
    „A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”

  319. Och, dzięki, Marysiu, ja też się cieszę, że nie piszę scenariuszy filmowych!!!
    Jeszcze jak.
    Monik, racja, pokój gościnny duży, a w nim regały, a za i pod regałami schowane osoby nieśmiałe.
    Wyłaźcie, widzę Was!

  320. Jest pani cudowną osobą i cieszę się że nie pisze pani scenariuszy filmowych, wyobraźnia to cudowna rzecz, a właściwie to rzeczownik abstrakcyjny.

  321. Dobry wieczór, DUA i wszystkim miłym gościom. Swoją drogą, duuuży ten pokój gościnny.
    Ładna sukienka i ładna historia małej Virginii. Dobrze, że są ludzie, którzy wierzą w to, co niewidoczne dla oczu i są odpowiedzialni za to co oswoili. Zupełnie jak Kochana Pani Małgosia tutaj :)
    Mikołajowe uśmiechy, szczególnie dla Zuzi12.

  322. Bardzo się cieszę, Marysiu, że tak myślisz!
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę pięknego mikołajowego prezentu (no, chyba że wycieczka do Poznania nim była?).

  323. Już wróciłam z Poznania, co prawda pani nie widziałam, ale błam przy Roosvela 5, na moście teatralnym, przed miejscem gzie uczył Gabunia, na rynku Jeżyckim i wielu ciekawych miejscach. Ale wszystko co dobre kiedyś się kaczy i znów jestem w ciepłym domu w Warszawie. Poznań to wspaniałe miasto.
    Jestem na 117 stronie Feblika- cudowne, wspaniałe, niesamowite …………… i nie wiem co jeszcze.
    marysia p

Dodaj komentarz