Listopad

pfafrowicz

Autorem tego wyjątkowo pięknego obrazka jest wybitny polski ilustrator, Piotr Fąfrowicz.

Obrazek jest mój! – hura! – mój na zawsze, mój ci jest! Wraz z wieloma innymi, równie pięknymi, kupiłam go od artysty parę lat temu.

Można na niego patrzeć i patrzeć, i wciąż odkrywać nowe cuda, które za nas zobaczył i odtworzył artysta, i podziwiać jego mistrzostwo i jego wspaniałą technikę.

Zwróćcie uwagę na światło: jest łapane przez wirujące liście, które pokazują tego światła zasięg.

Popatrzcie, jak namalowane jest tło: mrok gromadzący się w dolnej części, tam gdzie blask księżyca nie dociera, osiągnął artysta rozpylając delikatnie czarną farbę na papierze, którego właściwą barwę widzicie w górnej części arkusza.

Drzewa: każde zupełnie inne, innego kształtu i innej barwy. Światło księżyca wydobywa je z półmroku, rysuje kształty ich pni i gałęzi.

I oczka ptaków też łapią światło.

I prawda, że widać ruch tych listeczków, ich powolne spadanie?

I prawda, że widać mglistość jesienną i jesienny smutek? I jesienną samotność?

A mimo to: „żeby jesień cudna była” życzył mi wtedy własnoręcznie pan Piotr.

A ja mu życzę tego samego teraz.

No i wszystkim Wam! – ze szczególnym uwzględnieniem księżycowej SowyP.

Uściski od

MM

 

592 przemyślenia nt. „Listopad

  1. Już wróciłam z Poznania, co prawda pani nie widziałam, ale błam przy Roosvela 5, na moście teatralnym, przed miejscem gzie uczył Gabunia, na rynku Jeżyckim i wielu ciekawych miejscach. Ale wszystko co dobre kiedyś się kaczy i znów jestem w ciepłym domu w Warszawie. Poznań to wspaniałe miasto.
    Jestem na 117 stronie Feblika- cudowne, wspaniałe, niesamowite …………… i nie wiem co jeszcze.
    marysia p

  2. A nie mówilam Alku, nie mówilam. To jest tak zwana intuicja kobieca.:)))
    Celestyno, bo to chyba było „Wrzosowisko”:)

  3. Chesterko, podobnie jak W. poświęcam sporo czasu na poszukiwanie spodni, które mają mój kształt.

  4. Alku, lukrujac dziś piernikowego Włóczykija, pomyślalam, że chyba trochę go przypominasz.

  5. Kiedyś (circa 1986) słuchałem kilka razy amatorskiej kasety w wykonaniu koncertowym pojedynczego gitarzysty nazwiskiem Gałązka. Też mi się bardzo podobało.
    Szkoda, że pozostał nieznany.

  6. Dzień dobry! I u nas śliczne dziś słońce :)
    Pani Małgosiu, aaa to tak z tym obrazkiem Agnieszki :)))
    Serdecznie pozdrawiam i znów znikam, bo Maleństwo się wyspało i woła wesoło :)

  7. cd do Chesterki:

    Taka sama reakcje mialam na „Wrzosowiska” ledwie kilka dni temu. Slucham tego i bezwiednie sie krzywie (dziecko pyta: „ale o co chodzi?”).
    W ramach podrozy sentymentalnej otrzymalam jakis czas temu dwuplytowa kompilacje starych i nowszych piosenek. Dziecku wpadla w ucho najbardziej „Rynek w Tymbarku” (harmonijka ustna) i wyciaga sobie czasami te plyty.
    Na razie przyuwazylam, ze bardziej spodobaly jej sie piosenki z tekstami Ziemianina, bieszczadzkie i inne.

  8. Fluid, Madziu! Nie dalej niż parę dni temu czytałam „Wróżki” maleństwom. Ilustracje Grabiańskiego są przepiękne i panienki nie mogły oderwać od nich oczu. Zresztą była to również ulubiona bajka Isi swego czasu.
    Dzięki za podparcie na duchu;) Pocieszam się, że gdyby człowiek popełniał wyłącznie błędy ortograficzne, świat byłby rajem;)
    Trzydzieści wypracowań o Świętoszku! Brrr.

  9. Hehe, Chesterko:) Co prawda, to prawda.

    Madziu, a mnie sie wydaje ze z tym mlotkiem u Tygryska to chodzilo jednak o takie sytuacje na ostrzu noza, ze ona jednak w tych kryzysowych sie pieknie sprawdzila.
    Uwielbiam sceny przedslubne, awanture i placz Laury. Cos wspanialego.

  10. Rok temu w gronie przyjaciół śpiewaliśmy Stachurę na nutę Starego Dobrego M. Kolega grał na gitarze, a my wznosiliśmy w tej podróży sentymentalnej (ech, mlodość), gdy nagle usłyszeliśmy rzeczowe stwierdzenie, które padło z ust jego żony (psycholog) – ale patologia! (Chodzilo o słowa).

    „Ideał sięgnał bruku!”;)

  11. Alku, to sila skojarzen. Mlodosc, mlodosc, stare czasy:)
    Sentyment mi pozostal z tamtej ich pierwszej plyty z pania Ola.
    A co do innych wykonawcow – no, nie wiem, nie wiem..Pan Krzysztof jednak podaje wysoka nutke, i kiedy probowalismy to w jakichs mlodziezowych, przystaniowo(dominikanie Krakow)-turystycznych grupach imitowac w tej samej tonacji (niech Sowa mnie poprawi jesli myle terminy)- wychodzil nam dosc niemily kociokwik.

  12. Dzień dobry!
    R. , który doszedł do czterdziestej strony, spytał mnie wczoraj: „Tato, a czy ona zdąży z tym dzbanem?”.

  13. A, i zapomniałam dodać, że te miłe słówka trenuję wiernie i systematycznie tu, w pokoju gościnnym u Starosty, od bez mała 6 lat. I to działa – i to działa tak, że ho, ho.
    (sprawdziłam na przykładzie i na antyprzykładach)

    Dziękuję, Pani Małgosiu :)

  14. Nie wszyscy, Alku, zapewniam. :)
    Co do trudności i młotka: są też tacy, którzy dopiero wtedy popadają w bunt. Stają okoniem i wpadają w … depresję, np.

    Pracując dużo z dziećmi i młodzieżą , wiem że : „Miłe słówka , słóweczka, mają urok wdzięk rzadki…” (Perrault, tłum. Januszewska) Młodzież docenia serce :) i dopiero wtedy współpracuje:) . Mogłabym opowiedzieć parę anegdotek, lecz się nie zmieszczą.

    Starosto, i o to mi chodziło : żeby jeszcze raz Panią zachęcić. Proszę spróbować, ciekawa zbieżność. A motywację autobiograficzną pamiętam z opowieści podczas spotkania:) Okazuje się , że mam niezłą pamięć do sytuacji życiowych. Cytaty się mej pamięci aż tak nie imają. Niektórzy to po dwukrotnym przeczytaniu… dlatego dzięki raz jeszcze za zagadki, były pomocne :)

  15. Aha, Madziu, to ja może źle zaczęłam z tym doktorem Who. Spróbuję w wolniejszej chwili obejrzeć coś z tych nowszych sezonów.
    Pęknięta feblikowa ściana i wyrwa w suficie: z autopsji. Przy ul. Słowackiego 18, w Poznaniu, gruz spadł nam na pół łazienki i trwało z pięć lat, nim administracja dziurę załatała. Było ciekawie i głośno, bo piętro wyżej też była łazienka.

  16. Dzień dobry, Justyno B!
    Dziękuję za tę sympatię! Jak to miło!
    Ciekawa jestem, jak Ci się „Feblik” spodoba.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  17. Dzieńdoberek:)

    mamo Isi, a teraz wszyscy maja dysortografię:( Wiem, że mają ją naprawdę, bo swego czasu sprawdziłam ponad trzydzieści licealnych wypracowań o współczesnym świętoszku… setki błędów ortograficznych , uschematyzowane światopoglądy (szkolny oportunizm) a liceum było renomowane , dwudzieste któreś miejsce w kraju na liście rankingowej :(

    Starosto : pękająca ściana. Podobny motyw w „Doctorze Who” – u nas tłumaczą to jako szczelina, ale to jest pęknięta ściana (wizualnie). I lubię pojecie Time Lord – Starosta i Sondelani doceniły mnie kiedyś za „życiową filozofię”, w której punktem odniesienia był czas. Starosta powiedział nawet, że czas ważniejszy być może niż zdrowie. Pamięta, Starosta? Ale oglądać zaczęłam w 2012 od serii najnowszej (wówczas Doctor to był Matt Smith), potem się wróciłam do początku. Sezonów historycznych nie oglądałam nadal, poważnie trącą myszką (ta scenografia)! Zamierzam je obejrzeć kiedyś jako rarytasik, ale dopiero wtedy, kiedy będę znała oral English na tyle, że zrozumiem każdziuteńkie słowo. Staroście polecam Petera Capaldiego! :)

  18. Kochana Pani Małgorzato!!!
    Pragnę Pani podziękować za Jeżycjadę! Mam 32 lata i co najmniej od 20 zachwycam się Pani opowieściami.
    Mam już najnowszą część ale czekam na wyjątkową chwilę, by przeczytać. Nie lubię tego momentu, gdy książka się kończy…więc odwlekam… delektuję się czekaniem, niepewnością…
    Pozdrawiam serdecznie.
    P.S. Tak bardzo chciałabym Panią spotkać (jestem z Katowic). Może będzie miała Pani spotkanie autorskie gdzieś bliżej np. w Krakowie…

  19. „Dzieńdoberek, braciszkowie” („Robin Hood” wg. Howarda Pyle, NA PEWNO wszyscy to wiedzą). Brrrry wszystkim. Zimno na razie. Ale jest słońce, będzie lepiej. Wrócę na chwilę do tego, co napisałem o Tygrysie. Bo Tygrys w swoich najtrudniejszych momentach daje najszlachetniejszy dźwięk, że tak powiem. Z tego wniosek, że są ludzie, których żeby wznieśli się na dostępne im wyżyny, trzeba palnąć młotkiem.

    Celestyno: Stare Dobre Małżeństwo – doceniam melodie ich piosenek, ale wolę, gdy wykonuje je kto inny. Ich stachanowski entuzjazm przy wykonywaniu niektórych utworów Stachury wydaje mi się czasem „powieścią głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą”.

  20. Absolutnie, absolutnie.

    Dzień doberek! Co za cudowny, słoneczny i ciepły dzionek!
    Ogród czeka!

  21. Sowo i Zgredzie, kiedy widze zbitke slow: „stare, dobre malzenstwo”, tez natychmiast slysze dzwieczny glos Oli Kielb i skrzypeczki pana Czemplika:)

  22. A Maleństwa rano spoglądając znad śniadanka powiadają filuternie widząc mnie w drzwiach:Dzieńdoberek!
    To ja też mówię wszystkim: Dzieńdoberek:)

  23. I znowu muszę się poprawić i to podkreślając sobie błąd na czerwono! Wstyd i hańba;(
    „Paciai”, oczywiście, a nie „paciaji”. Za trzy takie ortograficzne byki za moich czasów oblewało sie maturę.
    Siedzę w kącie i wstydzę się;(

  24. To mój znak firmowy, Starosto ;-)

    Tak, Feblik wyróżnia się nawet na tle Jeżycjady (sic!).

    Celestyno, „Konserwa turystyczna” była istotnie zdecydowanie najczęstsza, a oprócz „Gulaszu angielskiego” wielką czwórkę puszek mięsnych uzupełniały „Konserwa tyrolska” oraz „Przysmak śniadaniowy”.

  25. Zgredzie, moje ucho ma dzban? :) :)

    Ja też lubię niemal wszystkie postacie, właściwie to tylko ta jedna jakoś tak. Ale może jeszcze kiedyś się przekonam.

    Dobranoc, najmilsi.

  26. Tyle nowych wpisów. Doczytam je, ale nie dziś.

    Dziś tylko nadmienię.
    W Febliku pada fraza „stare dobre małżeństwo”.
    Jest też rozmowa o dzbanie i o uchu.
    To się musi jakoś łączyć.
    Tak czuję.

  27. Bardzo mi miło, Alku!:)
    Dobranoc, lord Peter czeka (we mgle wpadł w bagno). To jest dopiero udana postać, budząca sympatię (i rozbawienie)!

  28. Moniko, ależ śmiało, rób piernikowe ciasto trzytygodniowe! Odwagi! No, najwyżej Ci się nie uda! Nie jest przecież bardzo drogie.
    A dla pewności upiecz jeszcze inny piernik, żeby nie zostać w Wigilię z samym makowcem!
    Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie!

  29. Dobranoc UA. Co do preferencji, ja tam prawie wszystkich lubię. Ktoś tu ma skłonność do tworzenia postaci, które budzą pozytywne uczucia. Co do moich szczególnych sympatii, to lubię Bebe – bez zastrzeżeń, oraz Tygrysa w jego trudnych momentach. Ale można by długo wymieniać.

  30. Pani Małgorzato,
    Piszę w dwóch sprawach. Po pierwsze to dziękuję serdecznie za Pani książki. Czytałam je od podstawówki i uwielbiałam po prostu. Marzyłam o miłości, rodzinie, rozmowach przy stole, mądrości i spokoju dorosłych pomimo trudu codzienności. Malowałam sobie fantazje Pani zdaniami, z biegiem lat wczytywałam się w to, co też pod nimi, widziałam więcej odcieni w Pani historiach. Rozczulały mnie, bawiły przez lata. Do tej pory stoją sobie na moich półkach, choć już do nich nie wracam. Zatrzymałam je z przywiązania, ale też z myślą, że może moje dzieci….A stało się tak, że zdecydowali się do naszego domu zawitać synowie…dwaj. No i niestety książki stoją wciąż na pólkach dla mojego sentymentu. Starszy zakochany w fantasy, a młodszy jeszcze nie w takich tematach. Zobaczymy, może zaczekają na wnuczki ;-). Po latach dostałam kolejną Pani książkę pod choinkę. „Musierowicz pod choinkę” stoi dumnie na półce w kuchni no i właśnie z nią związana jest druga sprawa. Co roku obiecuję sobie, że upiekę piernik panny na wydaniu. CO prawda wydałam się paręnaście lat temu, ale co tam! No i niestety co roku zbyt późno sobie przypominam, ze ciasto ma być przez mnie zapomniane aż na 4 tygodnie :-(. W tym roku znów zbyt późno sobie przypomniałam o tym, że chciałam ugnieść posag na WIgilię. No, ale zostały 3 tygodnie, więc z nadzieją pytam, czy jak zapomnę tylko na 3 tygodnie to piernik się nie obrazi i wyjdzie? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam Panią serdecznie :-)

  31. A ja lubię Fryderyka. Za wagary w „imieninach”. Też bym tak zrobiła;)
    Ale i tak uważam, że Tygrysowi „dostało się” lepiej. Co już się okazywało w „Nutrii i Nerwusie”:
    „- Zauważyłaś, ciociu – powiedziała Pyza w zadumie, ściskając rękę Natalii – że są ludzie, którym ciągle musimy wybaczać, a oni nam wcale nie muszą?”

  32. Nutko, dziękuję i ściskam serdecznie!
    MagdoZ (wiad. pryw.)- widzę to. Ale jednak się trzymaj!

  33. Dobry wieczór!
    Po pierwsze serdecznie chciałam pogratulować Nagrody, o której mowa w poprzednim wpisie. Przesyłam serdeczne uściski i gratulacje, DUA!
    Już zaczęłam pisać jak bardzo żałuję, że nie mogę pojawić się w tę sobotę w Poznaniu na spotkaniu z Panią, a tu co widzę? Odwołane. Czyli bez żalu mogę się uczyć jutro na dwa kolokwia, które mnie uziemiły. Niemniej przesyłam pokrzepiające uśmiechy do Marysi P., która doskonale rozumiem.
    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  34. Celestyno, nie wiem, sama bylabym zainteresowana, bo nieoczekiwany pech pokrzyżowal mi plany. Jeśli odbierasz Polonię, jutro o 15.50 jest transmisja beatyfikacji, może i dokument pokaża?

  35. Alku, bo Janusz miał w Kwiecie oryginalny styl ;). Ja tam nie trawię wyłącznie Fryderyka.

  36. Asiu – uśmiecham się do Ciebie i Twojej psinki. :-) Mój właśnie leży mi na kolanach. Chyba będzie najbardziej za mną przepadał, bo najwięcej czasu z nim spędzam. Ale dzisiaj, gdy mój mąż wrócił z pracy, myślałam, że piesek zacznie fruwać z radości. Psy są kochane.

    Celestyno – fajną masz córkę. ;-)

  37. Sowo, towarzyszka mego życia również lubi paprykarz (przynajmniej to deklaruje, choć jakoś dawno nie widziałem jej przy puszce), ale ona w ogóle ma gust osobny. Wykazuje na przykład sentyment do Janusza Pyziaka, no i do mnie. Może chodzi o wzrost. Może.

  38. A to ciekawe, Pani Malgorzato, z tym rozpowszechnionym typem. Ja widzialam po raz pierwszy takie podobienstwo i takie polaczenie cech. Wypisz-wymaluj, stad zdziwienie:)

    Chcialam tez bardzo serdecznie pozdrowic Marysie!

    Chesterko, mam nadzieje, ze dokument o polskich misjonarzach, ktorzy jutro maja zostac beatyfikowani, bedzie do obejrzenia w sieci, nie mam dostepu do polskiej tv.

  39. Hi,hi, a ja zawsze lubiłam paprykarz szczeciński. I nawet tę starszą, nieautoryzowaną wersję bardziej. ;).

    Ekslibris ze słoniem? Moja banalna propozycja oddala się zatem jak niepyszna.

    Chesterko, żadna to była filozofia, ot malutkie dochodzenie. Podałaś wystarczającą ilość szczegółów, by google w mig wyświetliły co trzeba.

  40. Marysiu, Marysiu, czy nie widzisz, że uśmiecham się do Ciebie?
    No, popatrz tylko!
    Aż mi się zmarszczki pod oczami robią!
    A ty łzy ronisz. To nie uchodzi!
    Zaraz mi się uśmiechnij, zgoda?
    Przesyłam całusa! – w czółko.

  41. Mamo Isi, chętnie bym uchyliła rąbka, ale ten słoń jest i dla mnie zagadką. Jest to stara winieta, pochodząca z albumu (istnieje cała seria takich, o różnej tematyce) – „Graphic Frames” (wyd. Pepin Press). Z tego albumu, i z drugiego, z ozdobnymi inicjałami, i z trzeciego, poświęconego starym jadłospisom, pochodzą moje ekslibrisy. Po prostu, do każdego albumiku dołączona jest CD i można sobie skomponować i wydrukować, co się tylko chce. Jak skomponowałam, zaniosłam moją płytę do drukarni akcydensowej i już za 24 godziny miałam setki rozkosznych ekslibrisów na papierze samoprzylepnym. Pyszna zabawa była. Ale jeszcze nie zdołałam okleić wszystkich posiadanych książek.
    Słoń jest tak absurdalny, że nie mogłam mu się oprzeć.

  42. Muszę napisać opowiadanie, którego pierwsze zdanie to będzie zdanie z Pani książki Brulion BeBe, który mamy zamieszczony w podręczniku.

  43. Marysiu P, tylko nie łzy!
    Przyszłość przed nami.
    Do zobaczenia!- kiedyś, gdzieś. Przesyłam Ci mnóstwo dobrych sygnałów!

  44. Justysiu, naprawdę paprykarz dalej produkują? Przygnębiłaś mnie. Określenie, jakoby ten z czasów PRLu był „bardziej pikantny” jest na miarę opinii:”Postępowanie lady Makbet ośmieliłabym się nazwać nietaktem”.

  45. Do Poznania pojadę tak czy siak, tylko że Pani nie zobaczę, a tak mi na tym zależało (płacz).
    Mama na pocieszenie kupiła mi ,, Feblik”, chociaż nie jest to samo.

  46. W kwestii uzurpatorów zgadzam się z Alkiem. Aż coś mi się robi, kiedy jakiś pospolity wyjec przedstawia się publiczności jako bard, byle wierszokleta jako poeta, byle szarpidrut jako muzyk etc.

  47. Właśnie przez szkło powiększające wpatruję się w ex libris ze słoniem, który pędzi w siną dal. Jest on (ex libris, nie słoń) co najmniej tajemniczy, więc opiszę go dokumentnie. Słoń trzyma bowiem dłuuugą flagę, która kończy się brodatą twarzą i twarz ta trzyma w zębach kółko, które jest przeplecione przez ogon słoniowy.
    Reszta ex librisu, na którą składa się okrywający grzbiet słoniowy wykwintny czaprak z chwościkami, na którym stoi: Ex libris Małgorzaty Musierowicz – jest oczywista.
    Kochany Starosto, czy uchylisz rąbka tajemnicy, co by ta flaga miała znaczyć???

  48. Tak żałuję że spotkanie się nie odbędzie. Bardzo się cieszyłam że zobaczę Panią. Jest Pani moją ulubioną autorką, a ,,Jeżycjada” to najlepsze, najwspanialsze książki jakie w życiu czytałam.

  49. Dobry wieczór wszystkim. Właśnie wróciłam z targów książki we Wrocławiu. Było cudnie i była p. Emilia Kiereś, której jeszcze raz dziękuję za przemiłe wpisy. Przytargałam plecak książek i zaraz będę się nimi delektować. Zacznę od książki Zapach pomarańczy życie dominikańskie z innej perspektywy. Ze stoiska W drodze rozchodził się zapach pomarańczy. Mam nadzieję, że książka jest również apetyczna. Życzę wszystkim miłego wieczoru.

  50. Zaglądaj, Marysiu miła. Kiedy będzie termin, ogłoszę to tutaj!
    Pozdrawiam serdecznie!

  51. Dobry wieczór :)
    Ależ dyskusja się rozpętała nad paprykarzem szczecińskim! Z tego, co pamiętam, składało się to z paciaji z rozdyźdanych celem uniemożliwienia identyfikacji bliżej ni dalej „nieautoryzowanych stworzeń”(podług definicji Alka) wymerdanej z ryżem i doprawionej bardzo ostrą paciają pomidorowo-papryczną, która miała ukryć przed konsumentem smak owych stworzeń. Ohyda. Zresztą być to może, że trafił mi się jakiś wyjątkowo obrzydliwy wynik połowów, ale wskutek tego po dziś dzień nie znoszę nawet uczciwej ryby w sosie pomidorowym. Co to znaczy siła skojarzeń;(
    Dodatkową atrakcją owych czasów była blacha pancerna, z której owe puszki wykonywano. Dostanie się do wnętrza proste nie było.
    Masz rację, Zgredzie. Gulasz angielski. Ceniona i rzadka puszka.
    Nb. czy Anglicy w ogóle znają gulasz? To chyba potrawa węgierska?

  52. Oj, Marysiu, dobrze, że spytałaś: spotkanie odwołane, już informowaliśmy o tym, i ja, i właściciele księgarni jeżyckiej.
    Bilet można zwrócić!

  53. A my pieczemy i pieczemy: muminki, włóczykije, filifionki, domki, pejzaże z Narnii, anioły, szopki, rycerze, Marie Urocze Długowarkocze, sowy, Aslana, jeże, serca, Gandalfa…ojej, zapomnialam o drobince Salome, a ciasto już wzięło i wyszło. A w domu roznosi się ten cudowny zapach korzenny. Niestety nie można go sfotografować.
    Dla chętnych, dziś w TVP 1 ok20.20 dokument o pol. zakonnikach zabitych w Peru.

  54. Czy spotkanie w księgarni jutro jest aktualne, bo zakupiłam już bilety do Poznania?
    Marysia ze stolicy
    P.S Obrazek jest prześliczny.

  55. (Lekko uprzedziwszy termin trzydniowy…) ;)
    Maciek, Maćkiem, a ja tymczasem preferuję Tomka Kowalika… Po trosze dlatego , że był pierwszym bohaterem jeżycjadowym, z którym się zapoznałam, w ’96 zaczynając długoletnią lekturę od „Noelki”. Ale również z innych powodów. Zawsze miałam ochotę poczytać, polecanego przez Tomka, de Mello – i jeszcze nigdy mi się nie udało. ;) Może zamiast Balzaca? Za dużo tych książek, za dużo … :D (żarcik taki)
    Dobry wieczór Staroście i Wszystkim Księgowym :)

  56. Swoją drogą czasami zastanawiam się, czy inteligent nie jest w rzeczywistości kategorią że tak powiem pośmiertną. To tak jak z patriotą: jeśli kogoś tak widzą potomni, to sprawa jest jasna. Ale jeżeli ktoś sam nadaje sobie ten tytuł, to rzecz jest a priori wątpliwa. Przypomina mi to zaraz wymowną opowiastkę o Stalinie i Wandzie Wasilewskiej, ale chyba nie warto tutaj ruszać podobnych tematów. Ale wracając do tematu właściwego, chyba niegłupio jest przyjmować, że do bycia inteligencją się aspiruje, a co wyjdzie, to się okaże. Lepiej ująć się w nawias zawczasu, niż narażać na uszczypliwe docinki potomnych, czyż nie? (uśmiech)

  57. Celestyno, otóż Maćka Ogorzałkę spotkał kiedyś także profesor Raszewski. Napisał o tym w którymś z listów. Musi to być rozpowszechniony typ i w Polsce, i w Szwajcarii. Choć może to wniosek zbyt daleko idący.

  58. Alku, dziękuję za dobre słowo. Czuję się zaraz tak samo, jak czuć się musiało to stare volvo!
    Lecz żarty na bok. Dumna jestem z pochwały, płynącej z takich ust.
    Lubię inteligentów.:)))

  59. Ulubiona Autorko, czytam sobie teraz Feblique po kawałku spokojnie i znajduję dużo rzeczy. Które do mnie osobiście przemawiają. Niechętnie wypowiadam się tu o Pani książkach, bo wciąż wydaje mi się to nietaktowne (chwalić w oczy głupio, a ganić jeszcze głupiej), ale jak już, to powiem, że udała się Pani ta pozycja. Przynajmniej z punktu widzenia takiego zahartowanego w bojach inteligenta jak niżej podpisany, który ma sentyment do paru bytów opisanych przez jeżyckiego Homera.

  60. Ach Monique, gdy raz naprawiłem swoje stare volvo za pomocą sznurka (konkretnie linki rdzeniowej z kevlarem), to zepsuło się dopiero po dwóch latach, gdy nowy właściciel pojechał z nim do warsztatu i mechanik zdjął dziwny żółty sznurek, który nie wiadomo do czego służył. Wóz miał swój honor i stanął zaraz za bramą. Z samochodami bywa dziwnie. Ale tylko z tymi naszymi starymi gratami, nowe są robione z dykty i folii do kurczaka i nie ma w nich nic dla ducha.

  61. otworzyłam Księgę, od razu cieplej na sercu… ach, te samochody,Alku ja do ślubu jechałam citroenem 2CV, potem w podróż poślubną pojechaliśmy szlakiem piastowskim via Toruń, też tym autkiem. Reperowało się go za pomocą sznurka i długopisu.
    Piękna muzyka na piękny czas, dziękuję Sowo.P.
    Cieplutko wszystkich pozdrawiam

  62. Dzień dobry!
    Tak Magpie, dobrze jest mieć w domu pieska. Nasz ma już 10 lat ale zachowuje się wciąż niepoważnie. Kiedy wracamy do domu z radości rzuca nam pod stopy wszystkie swoje misie. Uwielbia wypady na Jarmark Świąteczny i dopomina się wszelkich frykasów, którymi się zajadamy. No i domownicy twierdzą, że to chyba mnie kocha najbardziej o czym świadczy jego płacz po każdym moim wyjściu. Teraz leży sobie na sofie i bacznie mnie obserwuje… kochana psinka:)
    Miłego dnia.

    P.s. Paprykarz szczeciński- niekoniecznie;)

  63. Dzień dobry, dzień dobry!
    Jakże urocze tu panuje poplątanie niebiańskiej wzniosłości z flaczkami!
    W naturze wszystko się zmieści, a więc u nas też.

    PS – Vivant Barbórki!

  64. Dzień dobry, słoneczne a grudniowe!

    Lekko mnie zemdliło, kiedy od rana czytam o flaczkach, paprykarzu i gulaszu, brrr.

    SowoP., dziękuję za kolejną porcję Piękna. :)

    Chesterko, z roweru musiałam się przesiąść do auta, kiedy zmieniłam pracę i odległość do pokonania znacznie się wydłużyła. W ogóle, te zmotoryzowane dojazdy stanowiły początkowo traumatyczne przeżycie- kierowcą byłam gorszym niż IGS. Ale rowerkiem wciąż jeżdżę, po mieście- wygodnie, szybko (omijam korki!) i zdrowo. :)

    Mamo Isi, wysłana do Ciebie wiadomość wróciła. Proszę, skontaktuj się ze mną, szalenie ciekawa jestem tych przyjaciół! :)

    Pozdrawiam DUA i Wszystkich!

  65. Musze jeszcze cos opowiedziec:) Otoz przedwczoraj dziecko moje mialo audycje – prezentowali sie wszyscy uczniowie pana profesora od fortepianu, od mlodszych do doroslych (temat: Schumann). Na poczatek bylo male urozmaicenie: jeden z uczniow zaawansowanych gral na wiolonczeli (to jego drugi instrument), na fortepianie towarzyszyl mu profesor. Patrze z widowni na tego wiolonczeliste i natychmiastowe olsnienie: Maciek Ogorzalka! ta sama blond czupryna, ciemne brwi, piekny orli nos, mily usmiech (rysunek z pierwszej strony powiesci sie klania)
    Sluchalam i patrzylam z usmiechem (tu musze nadmienic, ze M.O. to byl przez lata mlodosci moj ideal chlopaka).
    Po skonczonej audycji, podbieglo do mnie dziecko (uczniowie siedzieli w pierwszych rzedach),i zamiast pytac o wrazenia, jak zagrala, itd, z wielkim usmiechem mowi: mamo, widzialas?? Maciej Ogorzalka!
    Alez sie usmialysmy;)

  66. Sowo, ja wlasnie wysluchalam sobie na dzien dobry „Oto Pan Bog przyjdzie” – polska wersje, w wykonaniu Deus Meus. Takie triumfalne wykonanie z organami dodaje animuszu w ciemny poranek.

  67. Chesterko, trzeba doprecyzowac.
    Czas kiedy na polkach byl ocet i herbata-siano, to wczesne lata 80-te. Na trasie ze szkoly mialam kilka sklepow spozywczych. Od czasu do czasu pojawiala sie kolejka, znak, ze „cos rzucili” (np. maslo w bloku), wiec grzecznie sie ustawialysmy z kolezanka, jedna z nas szla dac cynk ktorejs mamie. Wiadomo, kazdy kto mieszkal wtedy w miescie pamieta te akcje.
    A druga polowa lat 80 juz byla zdecydowanie obfita w towary. Tu z kolei pamietam maly spozywczak kolo liceum, do ktorego na duzej przerwie chodzilismy po ciastka czy jogurty wlasnie:)
    A z puszek zapadla mi w pamiec „Konserwa turystyczna”, zwana przez nas w domu „kontur” (na jakiejs etykietce w sklepie tak podpisano), bardzo wowczas mi to smakowalo.

  68. Mamo Isi, ja właśnie najpierw przeczytałam „paprykarz szczeciński”, a potem zobaczyłam, że pisze gulasz i od razu pomyślałam, że to chyba pomyłka, bo szczeciński był tylko paprykarz. Nie chciałam się już czepiać i poprawiać – niech zostanie, jak autor napisał. Teraz właśnie zobaczyłam korektę i fajnie mi się zrobiło, bo lubię gdy wszystko jest tak, jak ma być.

    A paprykarz szczeciński jest i w Kanadzie, polskie sklepy go mają. Skusiłam się kiedyś i kupiłam. O niebo lepszy niż tamten sprzed 30 lat, mniej pikantny, jakby lepiej dopracowany, albo po prostu nie ma już w nim „nieautoryzowanych stworzeń” – jak to Alek ze znawstwem określił. Zmieniła się epoka, zmienił się paprykarz. Niemniej jednak nadal pozostanie on dla mnie symbolem tamtej epoki. Symbolem numer 2, bo symbol numer 1 – to wyrób czekoladopodobny.

    Miłego dnia życzę Pani Małgosi i Gościom Księgi, a dziś jeszcze w szczególności wszystkim Barbarom w dniu ich święta. Czy są księgowe Basie?

  69. Dzień dobry! Siedzę sobie z psem na kolanach (śpi), słucham Trójki i czytam Księgę. Lubię Melody Gardot. ;-)
    Piesek dobrze się chowa – grzeczny, tylko czasami dostaje głupawki. Ostatnie dwie noce przespał, z Elzą jest w dobrej komitywie – wyżera jej chrupki, a ona tylko patrzy. W środę był w odwiedzinach u moich rodziców, bo sprzątałam u babci. I jeszcze pojechaliśmy z nim do Nekli – do cioci. Rico robi furorę, cioci sąsiadka też musiała przyjść go obejrzeć. Piesek posiada dużo uroku osobistego. I pozwolił mi upiec dwie partie pierniczków. Fajnie jest mieć psa w domu.

    Miłego dnia!

  70. Dzięki za poprawkę, Beato.S. Mi się z kolei mylą dolegliwości :) Oprócz stomatologicznych. Te mi się w ogóle nie mylą. Nigdy.

  71. Sowo madra głowo, a pokaż Ty się jeszcze i zdradź, jak wpadłaś na tę kantatę Bacha?
    Marysiu, macham znad Morza Bałtyckiego do Giewontu i mile wspominam Twa madra buźkę!
    Biedroneczko urocza, to Ty nie na rowerku?
    A poza tym jako studentka późnych lat 80-tych ogłaszam niepodważalna wyższość paprykarza i karguleny nad „herbata” popularna. Paprykarz jadam do dziś z upodobaniem.

  72. Nie , żebym się czepiała, ale woreczek żółciowy służy zacnej Mili chyba do tej pory, a powodem epizodu szpitalnego był o ile się nie mylę wrzód żołądka (ach, te cudne listy od córek……):D…..Alku , określenie „nieautoryzowane stworzenia ” bardzo mnie ubawiło :):):) Dobrej nocy wszystkim.

  73. Kergulena.
    Herbata popularna – pełna zgoda, zwaliśmy ją sianem.
    Żeby w ogóle dawała się pić (bywało, że innej nie było) dodawałem nieco jaśminowej (raz się trafiła).

  74. Celestyno, herbata „Popularna” była jedną z najohydniejszych na świecie.

    Wójciku, jak to dobrze, że nie lubisz flaków.

    Alku , a czy to nie była kArgulena? Jako taka pozostała w mej pamięci.
    Nie lubię ryb. Jak Ignacy GS.

  75. SowoP, dziękuję za ekslibris życzeniowy.
    W rzeczywistości już mam ich około dziesięciu. Jeden z pędzącym słoniem. Jeden z imbryczkiem i filiżanką. Jeden z ulem i pszczołami. Trzy z kwiatami (najładniejszy z groszkiem pachnącym). Dwa z pięknymi muszlami. Jeden z kaligraficznym „M”, pełnym szalonych zawijasków. Jeden z kręgiem akrobatów. Jeden z człowiekiem-ksiażką. I tak dalej. Mama Isi widziała niektóre.

  76. Na dobranoc:

    Michale Praetorius – „Ecce Dominus veniet”.
    Cantores Musicæ Antiquæ.

    Antyfona z nieszporów na I niedzielę Adwentu.

    Oto Pan Bóg przyjdzie
    Z rzeszą Świętych k’nam przybędzie
    Wielka światłość w dzień ów będzie,
    Alleluja, alleluja!

  77. A nie, nie, Sowiątko nie ząbkuje. Ten temat przeszliśmy praktycznie bezobjawowo i już mamy cały komplecik. Dopadły nas inne kłopoty, ale nie będziemy się żalić.

    Wymyśliliśmy ekslibris dla DUA: książka i angielska róża.

  78. Mamo Isi! Wiem, skąd wynikła Twoja synteza nazw.
    Otóż w turystyce pieszej (i zapewne nie tylko) używano kilku rodzajów konserw. Wiele ich wtedy nie było.
    Oprócz „Paprykarza szczecińskiego” był jeszcze „Gulasz angielski”, który – o dziwo – nie przypominał zupełnie gulaszu, tylko mielonkę. I rzeczywiście był bardziej cenioną puszką.
    Pamiętam jeszcze „Pasztet kielecki”. Są osoby, które „Paprykarza szczecińskiego” nie znosiły, ale ja do nic nie należę. To znaczy należę, ale sensu stricto.

  79. To chyba nad morzem mieliscie paprykarz szczecinski, Mamo Isi.
    U nas, oprocz octu, na polkach zawsze byla herbata Popularna.

  80. Racja, Starosto, paprykarz szczeciński był ok, to prawda. Wciąż jeszcze można go kupić. Czy to nie paprykarzem raczyła się Mila Borejko, niedługo po wycięciu woreczka? ( ale jednak już w „Idzie sierpniowej” ).
    A z ciekawostek kulinarnych, to widziałam dzisiaj ” flaki cioci Gosi” :D

  81. DUA i Księgowi, dobry wieczór, potężne fluidy krążą po Księdze! (zresztą nie pierwszy raz je tutaj dostrzegam…)- cały dzień walczyłam ze swoim auteczkiem, które było uprzejme się zbuntować, ech. Wchodzę do KG- a tu temat motoryzacyjny!
    Pozdrawiam Wszystkich gorąco, lubię Was czytać. :)

    Mamo Isi!!! Już piszę na priv.

  82. Athina, mistress, stary Range Rover to kapryśna bestia. Bezpieczniej mieć LR Discovery, najlepiej pierwszą wersję. Range wymaga, powiedzmy, trochę szczęścia. Wciąż jestem nie jestem pewien, czy mam tego szczęścia wystarczająco dużo. Dowiem się tego jutro od mechanika, który wziął sobie moje autko na noc.

  83. Śpiew tej Ormianki w opuszczonej katedrze – nieziemski.
    Zawsze się zastanawiam jak inni potrafią się skupić kiedy wokół chodzą ludzie, robią zdjęcia.
    Ona się modli, pięknie się modli.

  84. Znam takich, co lubią do dziś. O ile pamiętam, paprykarz szczeciński skomponowano w okresie, gdy nasi rybacy dalekomorscy odnosili sukcesy na południowych morzach. Z tych rejsów oprócz błękitka i kerguleny przywożono też różności, których Polska Norma w żaden sposób nie chciała uznać za ryby. Aby nie marnować tych nieautoryzowanych stworzeń, stworzono kompozycję, w którą można było wsadzić cokolwiek, co nasza dzielna flota akurat przydybała w okolicach Morza Bellingshausena. Tak to powstał podstawowy pokarm studentów lat 80.

  85. Też jadałem paprykarz szczeciński.
    Zwierał ryż i coś z ryb.
    A najlepsze było to, że produkowano go w Trójmieście, a nie w Szczecinie.

  86. Mam czas, ha!
    ( cos mi tam z autem robia i siedze w poczekalni)
    Tez mam „stupid” telefon i zwraca to powszechna uwage, szcegolnie dzieci, bo mam taki ” cool” telefon :).
    Justysiu, urocza opowiesc.
    Alku, zawsze marzylam o landroverze vel randroverze, nie moglam sie zdecydowac i mam najzwyklejsze auto pod sloncem.
    Pozdrawiam wszystkich.

  87. Co my na to?
    A my na to jak na lato!

    Mamo Isi, pomnę paprykarz szczeciński. Nie był zły.

  88. Haha pisze własną książkę!!!
    Akcja dzieje się w Katowicach!
    Co wy na to ?
    Bardzo to przyjemne!
    I twórcze!
    Ehh jak cudnie jest coś takiego tworzyć !!!
    I wyobraźnia idzie w ruch…
    Bo w szkole się zasiedzi!
    Pozdrawiam !!!

  89. Przeczytawszy powtórnie libretto, zmuszonam wnieść erratę. Zamiast:
    „(..)gospodynie wiejskie mrą skosztowawszy gulaszu szczecińskiego(…)
    powinno być, oczywiście:
    „(…)gospodynie wiejskie mrą skosztowawszy paprykarza szczecińskiego(…)”
    Dla osób nie pamiętających czasów PRLu jest to zmiana nieistotna, ale dla pamiętających wręcz odwrotnie! Któż bowiem nie pamięta puszek z paprykarzem szczecińskim, które jako jedyne poza octem stały zawsze na półkach i czekały na chętnego? Natomiast gulasz – gdyby taki był puszkowany – by nie postał, oj, nie.

  90. Ignacy mógł podnieść kostki Agaty na wysokość równą połowie długości nóg.
    W ten sposób uzyskałby kąt 30 stopni, bo jego sinus to jedna druga.

  91. Jak obliczyłby kąt nachylenia?
    Nie musiał go obliczać, bo go znał.
    A jak wykorzystać łatwy sinus (ekskuze mła)?
    Wystarczy, że koniec nóg będzie na wysokości równej połowie długości nóg.

  92. Mój samochód został zaprojektowany w latach dziewięćdziesiątych.
    Mam pierwszą wersję. Z niewielkimi modyfikacjami.
    Jak np. trochę podwyższone zawieszenie. Ale do dobrego samochodu terenowego mu daleko.

  93. Ależ Starosto. W Febliku Ignacy dwa razy podkreślał potrzebę precyzji wypowiedzi.
    Znam wiele osób, które mają tradycyjne komórki.
    Including yours faithful.

  94. Zgredziku, tak, to musiał być smartfon, wszyscy go teraz mają (tylko nie ja). Jakże inaczej obliczyłby kąt nachylenia?

  95. Marysia z Zakopanego, siostra Jasia z Zakopanego?
    Hej, hej, tak czy inaczej, serdecznie witamy, urocza istotko!

  96. Kochany Starosto!
    Tak się zastanawiam. Ignacy bardzo metodycznie podszedł do cucenia Agaty.
    Kąt trzydziestu stopni też pewnie dobrze odmierzył. A miał w ręku telefon.
    Być może był to smartfon. Teoretycznie więc Ignacy mógł zmierzyć ten kąt za pomocą
    jakiejś aplikacji podającej na bieżąco kąt nachylenia telefonu.
    Mógł też wykorzystać to, że sinus trzydziestu stopni to po prostu jedna druga.
    Ale to może być mniej prawdopodobne. Że to wykorzystał. Był jednak humanistą.

    Bardzo dowcipne było to, jak się zastanawiał, co zrobiłby w razie gradobicia (str. 49).

  97. Już jestem! Po tygodniach niepewności co do swojej nazwy na stronie, wreszcie zdecydowałam się na Marysię z Zakopanego.
    Serdecznie wszystkich pozdrawiam zwłaszcza Panią! Obrazek jest prześliczny.

  98. No proszę!:) Nareszcie prawda wyszła na jaw. Do tej pory wszelkie moje wypowiedzi na tematy motoryzacyjne , kiedy to twierdziłam ,że jedyny samochód, jaki jest w stanie przykuć moją uwagę, to solidny, stary , ale w dobrym stanie wóz terenowy , spotykały się w najlepszym wypadku z kurtuazyjnymi uśmiechami, a tu proszę……jestem znawcą….W tej chwili, podobnie jak Pani-Autorko – nie jeżdżę (głowa przepełniona myślami niekoniecznie związanymi z prowadzeniem auta), ale gdyby TAKI wóz stanął kiedyś pod moim domem nie zastanawiałabym się ani chwili :):) Pozdrowionka dla wszystkich.

  99. Ulubiona Autorko, to ja w takim razie też lubię Adminkę, piękna kobieta i gust ma dobry. Niestety nie jestem w stanie udźwignąć renowacji prawdziwego samochodu z lat 60., ale staram się nie przekraczać granic XX wieku. Mój obecny sokół millennium, która ma zastąpić poległego na Bałkanach landrovera z 97 roku, to rangerover z tego samego pięknego okresu. Prace jeszcze trwają, ale koniec bliski. Niestety, komputer jest i już dał nam się we znaki. Ale już umiem oszukać drania.

  100. Ach, Starosto, jak to dobrze, że jest na tym świecie Twoja wyspa.
    Zgredzie, Justysiu, tak się cieszę z Waszej radości. Śmiech to zdrowie:) Jak sobie od czasu do czasu tak absurdalnie poblubram – od razu mi chandra mija;)
    Biedroneczko miła – okazuje się, że mamy wspólnych przyjaciół poprzez Twojego Brata:) Świat jest mały.
    Sowo P., dzięki za inspiracje muzyczne.

  101. Absolutnie, absolutnie!
    Alku, co za miły zbieg okoliczności: Melody Gardot bardzo jest lubiana w naszej wiejskiej okolicy. Lubi ją mianowicie Emilia Adminka, a z w związku z tym i my wszyscy (bo lubimy Adminkę).
    Czy słyszałeś o tym, że prawdziwi znawcy lekce sobie ważą najmłodsze modele samochodów, przedkładając nad nie wozy pełnoletnie, a nawet dojrzałe?
    Szczególnie cenne są podobno te z lat 50-60, bez komputera na pokładzie, lecz za to solidne i nie do zdarcia.

  102. Ulubiona Autorko, ukłony dla diuszesy Denver. U mnie ciągłe postępy, udało się w moim odmładzanym przez mechanika wozie wreszcie zainstalować radio, równie pełnoletnie jak sam wóz, które od razu zagwizdało, zapiszczało i w końcu odezwało się w „Trójce” jakąś ładną piosenką Melody Gardot. Niebo się wypogodziło. Sztuka jest wieczna.

  103. Mnie też się bardzo spodobała.
    Wszystko, zresztą, bardzo ciekawe. Justysia umie opowiadać!

    Aha, trzeba kupić po prostu grę pod nazwą Carcassonne. Wszystko inne to dodatki do klasycznego zestawu.

  104. Justysiu, jaka śliczna ta Twoja opowieść o storczyku! Z uśmiechem :-) dziękuję Ci za nią.

  105. I jeszcze o Carcassonne. Pomyślałam, że będzie miłym prezentem na gwiazdkę, ale ta gra nie wydaje się być tu w Kanadzie powszechnie znana i w sklepach jej nie widzę.
    Sprawdziłam na Amazonie. Jest, ale są różne – „Hunters and Gatherers”, „Traders and Builders”, „South Sea”, „Over Hill and Dale”. Która jest ta właściwa? Jak wygląda pudełko? Bardzo proszę doświadczonych graczy o poradę. Dziękuję.

  106. Dzień Dobry.
    Mnie też proza życia jakoś tak pochłonęła. Krótka nieobecność, a potem kilka godzin trzeba, by dogonić dzień dzisiejszy w KG.

    Ja też inaczej sobie wyobrażałam obraz Agnieszki, bardziej ciemny. No, ale wtedy nie byłoby widać drzew, jedynie księżyc, oczy i liście. Nie tylko kolory są inne na drzewach, ale i pokrój, czyli każde z nich to inny gatunek. Pomyślałam, że to mogą być dąb, klon (lub lipa), a to parasolowate, to może katalpa z równo przyciętymi gałązkami. Czy ktoś się nad tym zastanawiał?

    Jadziu, dziękuję za radę w sprawie ptaków i winogron. Zastosuję Twoją metodę w przyszłym roku, choć obawiam się, że tu nie tylko ptaki winne, ale i grubszy zwierz im pomagał. Ptaki nie oderwą całej kiści winogron i nie zostawią nadjedzoną pod krzakiem. To może być szop (racoon) albo skunks. Obydwa nocne zwierzaki, są często u spotykane i zadomowione w miastach. Ich widok, śmiertelnie potrąconych przez samochody i leżących rano na poboczach ulic, jest u nas powszechny.

    Jeszcze krótkie nawiązanie do przygarnianych kotków, piesków. Ja też mam jedną znajdę – storczyk. Leżał biedak w koszu na śmiecie w stołówce w pracy. Spod sterty serwetek i fusów od kawy wystawał jedynie patyczek z przypiętą zwiędniętą łodygą. Zaciekawiło mnie co to jest, pociągnęłam i oto wyjęłam całą roślinę, z ziemią i doniczką. Taki ją spotkał los za to, że przekwitła. Umyłam, zawinęłam, schowałam do torebki. Teraz mam dwa storczyki – ten, który kiedyś dawno kwitnący dostałam na urodziny i który mi nigdy więcej nie zakwitł i ten przygarnięty, który kwitnie regularnie co kilka miesięcy, trzeci już raz.

    Mamo Isi, piękne libretto, piękna komedia. Padałam ze śmiechu czytając, co widzisz oczyma wyobraźni. A na końcu te szprotki. Skojarzenia rybne – od razu widać, że osoba z wybrzeża pisała.

    Obmyślamy pomysły piernikowe. W domu gdzie od pokoleń pierniki nigdy nie były tradycją świąteczną, już się stały. Trzeci rok. Jeszcze raz dziękujemy za piękną motywację z ulubionej KG. I co roku inny przepis, w tym roku od Ann.

    Pozdrawiam i miłego dnia życzę.

  107. Mamo Kniżki, no bo to nie jest TEN obrazek! Agnieszka namalowała swój pejzaż z półksiężycem całkiem inaczej. Jak? A tak, jak sobie wyobraziłaś. Dokładnie tak.

    Dzięki za miłe słowa. Cieszę się, że „Feblik” spodobał Ci się, i że zachęcił do powrotów.

    Czekałam jeszcze na sowi koncert, ale chyba Sowiątko daje mamie w kość, bo
    muzyki nie ma. Oj, Sowiątko, Sowiątko, a czy Ty przypadkiem nie ząbkujesz?

    Alku, tak jest, a jakże, w pierwszej wersji tekstu to były kaczki krzyżówki (jak w realu). Potem uznałam, że ich przynależność nie jest istotna.
    Idę do Diuszesy of Denver.
    Dobranoc!

  108. Oj, pochłonęła mnie proza życia, a tu czas płynie nieubłaganie. Jak to dobrze, że najpiękniejsze zostaje w tej oto Księdze :)
    Jestem pod wrażeniem piernika-Agnieszki, cudo! Pani Małgosiu, gratuluję nagrody! A ten obrazek, och, jest piękny i tajemniczy, ale zupełnie nie tak go sobie wyobrażałam :) Co do „Feblika” – dla mnie najpiękniejsza była nocna scena nad jeziorem, a ogólnie – wszystkie rozmowy (czyli właściwie cała książka ;), a to porozumienie Ignasia i Agnieszki i niewymuszony humor w ich dialogach, delicje :) Jejku, sięgnęłam zaraz po „Sprężynę”, tak jak mi Pani podpowiedziała, ale fragmenty mi nie wystarczyły, czytam znów całą :) I jeszcze „McDusię”, żeby sobie przypomnieć ten słoik z musztardą ;) i wszystko inne :)
    Dziękuję! Dziękuję! Pozdrawiam serdecznie i znikam.

  109. Cha,cha! Oczywiście, że znana! Także i mnie, rzecz jasna.

    Ale myśl moja błądziła w okolicy bajek dziecięcych (stąd „osiołek”). Szóstoklasistka czyta Orwella?
    Brawo! Zuch!
    Cieszę się, że z testem wszystko OK, tak zresztą przypuszczałam, że dla Ciebie to pestka.
    Dla Jaśka z Zakopanego pewnie też.

  110. Test poszedł bardzo dobrze. Łatwy był.

    A cytat z „Folwarku zwierzęcego” Georga Orwella. Myślałam, że jest to dość znana książka. :)

  111. Nie wiem, Zuziu, nie czytałam o osiołku Beniaminie.
    Powiesz nam co to takiego?
    A jak Ci poszedł test szóstoklasisty?

    Aleksandro (wiad. pryw.) – Bóg zapłać, duszyczko.

  112. Dobry wieczór!
    Skończyłam wczoraj czytać genialną książkę i co do żucia, to natknęłam się na odpowiednie zdanie. Czy ktoś zgadnie co to za książka? Na pewno. Ale będę miała ogromną satysfakcję, że mogłam zadać zagadkę. Hi, hi.

    „Tylko stary Benjamin twierdził, że pamięta każdy szczegół swojego długiego życia oraz że nigdy nie było dużo lepiej czy też dużo gorzej; jest to niemożliwe, albowiem -jak dowodził osioł- głód, niedostatek i rozczarowania stanowią niezmienne prawo życia.”

    :)

  113. Kochana Sondelani, dziękuję za wiadomość prywatną i za zrozumienie. Tak, tak to właśnie jest. Człowiek się po prostu przyzwyczaja.
    Pozdrawiam Was wszystkich, z Mamą na czele.

  114. Jej, Sowo, ależ Ty smakowitości tu serwujesz ostatnio… Co jedna to lepsza!

    Monteverdi i de Victoria tacy mili do śpiewania. Zwłaszcza u tego drugiego fraza sama się układa, dramaturgia wynika wprost z faktury… też coś będę miała, ale dopiero na 25.XII.

  115. Dzień dobry!
    Bogno, ja też sięgam po „Krystynę..” dzięki jeżycjadowym i księgowym wspomnieniom.
    Jeśli chodzi o ekslibrisy w prezencie, to kilka lat temu piękną pieczątkę dostała w prezencie od rodziców (na imieniny) moja siostra. Ale za tydzień zmienia nazwisko, więc na prezent gwiazdkowy uaktualnienie idealnie pasuje, dzięki za pomysł!
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich :)

  116. Dzień dobry w południe!
    Mądra Chesterko, pozwól, że wyodrębnię z Twojego komentarza opinię, która mnie zachwyciła i którą w pełni podzielam:

    „I jakie ważne jest to, co kochamy. Może nas zbawić.”

    SowoP, dziękuję za odnalezienie słów, które pocieszyły Edytę Stein.

    Wszystkim zaś dziękuję za miłe komentarze i obecność.
    Zgredziku, Paulino!
    Pozdrawiam Was.

  117. Zgredzie, Ignacy mógłby nie rozpoznać płci u krzyżówek poza okresem godowym (czyli np. w lecie). Tak samo nie rozpoznałby u krakwy, która jest z grubsza podobna. Dzień dobry wczesnym rankiem wszystkim obecnym.

  118. Pani Małgorzato!
    Wczoraj mąż podarował mi „Feblika” jako prezent na nasze pierwsze wspólne mieszkanie, czytam i czytam i jak zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem – zarówno fabuły jak i strony językowej! Czysta przyjemność!
    Jadąc autobusem do pracy akuratnie natrafiłam na fragment z księżycowym obrazkiem, nawet nie wyobraża sobie Pani mojej radości, że oto mogę go zobaczyć, jest dokładnie taki jak sobie wyobrażałam :-)
    „Kwiat kalafiora” pozostaje moją ukochaną opowieścią, ale do Feblika będę wracała równie często, nie doczytałam jeszcze do końca a już czuję, że to jest to! Przepiękne są te nawiązania do poprzednich części, łezka w oku się kręci i serce ściska ze wzruszenia. Po raz kolejny – dziękuję!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Paulina

  119. Dzień dobry, Droga Autorko i Miły Ludu.
    Przeczytałam wczorajsze wpisy i spontanicznie odpowiadam Sowie P.: wiesz Sowo kilka lat temu mój mąż ofiarował mi pod choinkę właśnie ekslibris. Sam go zaprojektował i zamówił pieczątkę oraz naklejki. Było to bardzo wzruszające i zaskakujące. Polecam taki prezent :)

    Miłego dnia dla Wszystkich.

  120. Dzień dobry DUA, dzień dobry Ludu. Chesterko, dzięki za historię Edyty. Bach ma moc uzdrawiania! Też to odczuwam. Posłucham utworu wskazanego przez Sowę, na dobry początek dnia :).

  121. Ach Sowo, jesteś niezawodna! Tak, to te słowa! Skad wiedziałaś?
    A historia ta wzruszajaca, prawdziwa, wręcz niewiarygodna.
    A przyczyna depresji także – lektura ówczesnej powieści, której akcja rozgrywała się w środowisku studenckim.
    Poruszajaca wrażliwość młodej filozofki.
    I jakie ważne jest to, co kochamy. Może nas zbawić.
    A teraz robię ukłon wielkiemu Bachowi!

  122. Muzyka na dobranoc:

    Dziś jeszcze jeden bardzo znany, nieszporny średniowieczny hymn Maryjny, stosowny także w Adwencie. Najstarszy jego znany zapis pochodzi z IX wieku, z Sankt Gallen. Tłumaczenie polskie piętnastowieczne (podaję tylko dwie pierwsze zwrotki, bo formularz pewnie więcej nie zechce, ale można doczytać sobie resztę w Internecie).

    Claudio Monteverdi – „Ave maris stella” z „Vespro della Beata Vergine”.
    La Capella Reial de Catalunya, Jordi Savall.

    Zdrowaś, gwiazdo morska,
    Boża Matko święta
    I dziewico czysta,
    Uliczko niebieska.

    Bierząc pozdrowienie
    I anjelskie pienie,
    Daj mirne bydlenie
    I win odpuszczenie.

    (mirne bydlenie = życie w pokoju)

  123. Zakładki to temat-rzeka, ale mnie od dłuższego czasu fascynują ekslibrisy. Ileż znaczeń można przekazać w tak miniaturowej formie graficznej! Rozmyślam właśnie, jakie emblematy wybraliby sobie poszczególni członkowie rodziny Borejków. Albo co by w nim umieściła DUA, gdyby miała? Swoją drogą, to też może być oryginalny pomysł na prezent dla bibliofila. Poddaję go gratis. :)

  124. Chesterko, już się robi. Chodzi o słowa lutrowej pieśni „Ein feste Burg ist unser Gott” („Warownym grodem jest nasz Bóg”), a konkretnie o ten fragment:

    Und wenn die Welt voll Teufel wär
    und wollt uns gar verschlingen,
    so fürchten wir uns nicht so sehr,
    es soll uns doch gelingen

    czyli po polsku:

    I choćby świat był pełen diabłów
    i chciałby nas pochłonąć,
    przenigdy się nie ulękniemy
    i musi nam się udać

    Prawdopodobnie chodzi więc o bachowską Kantatę BWV 80.

  125. Nadrobiłem czytanie Xięgi, na pisanie czasu mało, bowiem on płynie.
    Cudne to libretto!!! Mogłem się głośno śmiać, bo wtedy jeszcze nikt u nas nie spał.

    Feblik po raz drugi.
    Rozmowa Grzegorza z Józefem w pustym mieszkaniu.
    Poruszyła mnie. Oprócz pierwszej warstwy, wydawało mi się, że widzę tam metaforę (nasz dom).
    Celne zdanie z Mertona od Babi. Bystry Szymon. Bardzo bystry.

    Nurtują mnie kaczki – Sołaczki.
    W Sprężynie (czy wcześniej?) Ignaś rozpoznawał gatunek nietoperza w locie, nie po upierzeniu co prawda.
    W parku był jednak, nie wiem jak to określić: wzburzony, pod wpływem emocji.
    A może włączyła mu się silna projekcja, bo jednak nie rozpoznawał płci kaczek po upierzeniu.
    Chyba że wśród parkowych gatunków są też takie z jednakowym upierzeniem?

    Ciekawe jak na słowa „Pytam o dzban, a nie o kaczkę” zareagowałaby Dorota, albo jej Mama ;-)
    Dziewczyna z autobusu nie była damą, oj nie.

  126. Edyta Stein jako studentka cierpiała na ciężka depresję. Była bliska śmierci. Kiedyś, przechodzac obok kościoła (katedra we Wrocławiu), uslyszał muzykę ukochanego Bacha. Weszła i zasłuchała się w pieśń do słów Lutra. Piękno tej muzyki i słowa (może ktoś pamięta, jakie) uzdrowiły ja.

  127. A teraz strzelę kopa mojemu wzmacniaczowi gramofonowemu (inaczej nie zaskoczy, bo coś w nim się nie styka tak, jak powinno), po czym położę sobie na talerzu „Missa Criolla” Ariela Ramireza (w wydaniu Philipsa).

  128. AniuG, sarkazm jest podobno najłatwiejszą odmianą ironii. Ale ostatnio nie jestem w formie, to dlatego (uśmiech).

  129. Dobry wieczór! Przeczesałam wpisy pierwszogrudniowe, w poszukiwaniu Jana Sebastiana Bacha, ponieważ ubzdurałam sobie, że dzisiaj są urodziny mistrza i Księgowi na pewno pamiętają. Tak… Pozdrawia Zakręcona K8
    PS. Lubię JSB, szczególnie suity na wiolonczelę.

  130. Oczywiście, Celestyno, byłam w kościele w Haczowie, gdyż znajduje się on bardzo blisko domu rodzinnego mojej mamy, gdzie często spędzałam wakacje w dzieciństwie. Mama nie pochodzi z Haczowa, a ja tam jeździłam rowerem (do Haczowa).

  131. Dobry wieczór.
    Też lubię tę rubaszną grubaskę z plecakiem. W typie Elki- mocna, kudłata, brązowooka, mimo niewyparzonej buzi, w końcu taktowna.
    Pierniczki Aleksandry boskie. Jasiek zabrał wszystkie do Lublina i pochłonął w jeden wieczór( 40 sztuk).
    Dziś zagniatam nową partię wg starego rodzinnego przepisu.
    Lubię Adwent.
    Alku, uwielbiam Twój z lekka sarkastyczny humor :)))

  132. Wczorajszy wieczór nie był ponury, bo byłam w upalnej Wielkopolsce. Jak miło zobaczyć co się dzieje u Borejków. Zastanawiałam się czy Agnieszka też odczuwała taki dysonans jak ja przy czytaniu Krystyny. Czytałam ją na Krecie w lipcu. Gdy odrywałam wzrok od książki byłam wręcz zszokowana, że dookoła nie ma śniegu i krajobraz zdecydowanie odbiegający od tego w wyobraźni…a książkę zakładałam listkiem oliwnym.

  133. :D
    Heja!

    Wlasnie wyruszylam na szlak architektury drewnianej w Wielkopolsce. Ale nie ma tak dobrze: potomek wzywa do dobranocnej wspolnej lektury.

    Powiem tylko, ze w swojej malopolskiej zarozumialosci (szlak architektury drewnianej, a nawez epizod z praca w jednym z kosciolkow – Magdo: Haczow, Twoje teraz strony) nic zgola o wielkopolskim odpowiedniku nie wiedzialam, wstyd. Ignacy Grzegorz otworzyl mi oczy.
    A teraz czytam, ze pare lat temu powstala ksiazka znanego nam pana Jacka Kowalskiego -poznanskiego historyka i barda, na ten wlasnie temat. I znalazlam wlasnie na stronie wielkopolska-country filmik „Poczuj natchnienie – szlakiem kosciolow drewnianych wokol puszczy Zielonka”. Jak tam pieknie, jakie to wszystko ciekawe. Dziekuje za te tropy!

  134. O to mi właśnie chodziło, Alku, o symaptyczność :)
    „Odpowiednie dać rzeczy słowo…” – brnąc w to dalej :)

  135. Zakładam roślinnością, to fakt.
    Ale teraz jest ponury listopad, a ja mam dużo, dużo, duuużo akapitowych zakładek z Feblikiem.

    Alku, rubaszna z plecakiem poczciwa. Chciała pocieszać.

  136. Ulubiona Autorko, margerytką Pani zakłada? A poeta na to:
    „Mały kwiatek, chyba bratek – wiarę dasz?
    – miał w brewiarzu przy ołtarzu opat nasz.
    Psałterz w płatkach? Co za wpadka! Jaki pech!
    I od Boga kara sroga za ten grzech.”

  137. Dobry wieczór. Jakoś lubię tę z plecakiem. To chyba ktoś w typie, który pewien mój przyjaciel określa (z lekkim wzdrygnięciem) jako „nisko zawieszoną harcerkę”. No dobrze, ta akurat jest trochę zepsuta przez współczesność. Ale mignęła w tle, spróbowała trochę poprawić humor Ignacemu i taktownie sobie poszła. Dobre chęci i żadnej szkody, a to już coś.

  138. Dobry wieczór wszystkim! Jak zwykle z opóźnieniem, bo praca absorbuje, nawiązuję do rozmowy o operze „Chopin”. Powstało o wielkim Fryderyku sporo dzieł różnorakich, w tym i filmy dokumentalne. Mój Tato Stanisław Grabowski zrealizował kilka filmów oświatowych poświęconych życiu Chopina (w łódzkiej Wytwórni Filmów Oświatowych) i tam nie ma takich zmyśleń jak we wspomnianej operze.

  139. A ta z plecakiem jest wręcz bezimienna :)

    Aha, rok temu pisała mi Pani w Księdze (po moich urlopowych, entuzjastycznych wpisach) , że ciekawe rzeczy mnie spotykają w tym Lublinie. :)
    Ale gdyby Pani wiedziała, jakie ciekawe rzeczy spotykają mnie teraz w Krośnie!… Ulala ;)

  140. A to ciekawe, Magdo:) Rubaszna z plecakiem z poczatku wydala mi sie kims w rodzaju Bodzia. Ale oddalam jej sprawiedliwosc: jak kobieta, wyczula jednak sytuacje:)
    Pozdrawiam!

  141. A najbardziej skomplikowane postaci: całej sagi;) Lubię i Gabriellę i Aniellę. Wraz ze spółką :D
    A, i czy paroma kreskami nie można stworzyć arcydzieła? :) A przynajmniej czegoś o dużej nośności i wartości artystycznej?
    Oj, bo się zaraz zrobię bardziej przemądrzała niż pewna miła i mądra Sowa. :)

    Co do zakładek :ostatnio w Pradze kupiłam taką z niemieckim cytatem z Kafki (na Złotej Uliczce) i nawet dostałam jedną zakładkę u franciszkanów w niedzielę po mszy. No dobra, dostałam dwie, ale anegdoty zostawmy na inne okazje. :)

  142. Dzięki, Madziu.
    I ja Cię lubię.
    Rubaszna z plecakiem nie jest bardzo skomplikowaną psychologicznie postacią, toteż łatwo ją było narysować paroma kreskami.
    Skomplikowane osoby domagają się całej powieści.;)

    Bogno, zakładałam książkę margerytką, a nawet makiem polnym.
    Że już nie wspomnę o kłosach poszczególnych zbóż w różnych fazach dojrzałości.

  143. Dobry wieczór.
    Wracając jeszcze do Feblika, już dawno chciałam Pani powiedzieć (tylko nie chciałam wcześniej zdradzać za wiele z treści – jako jedna z pierwszych zgłoszonych na stronie czytelniczek Pani najnowszej książki) , że jedną z najsympatyczniejszych postaci „Feblika” jest ta z plecakiem z początku powieści. Mistrzostwo świata! Na trzech zaledwie stronach zarysowała Pani bardzo ciekawą osobowość! Oczywiście pośmiałam się i wzruszałam bardziej na dalszych stronach powieści (tak, też przy pękniętej ścianie uroniłam kilka łez;), ale ta z plecakiem zostanie na długo w mej (wdzięcznej) pamięci. Wraz ze swoim wszystkorozumiejącym spojrzeniem, którym ogarnęła sytuację w lodziarni. Bardzo to było wymowne. Nadal twierdzę, że bardzo Panią lubię.;) Bardziej i bardziej, o ile to tylko możliwe. I już dziękowałam na spotkaniu w 2012 roku we Wrocławiu, ale jeszcze raz podziękuję za wszystkie chwile radości w dzieciństwie, które otrzymałam dzięki Jeżycjadzie. A patrząc przyszłościowo, dziękuję też za wszystkie wzruszenia , które mnie czekają w dorosłości podczas lektury Pani najnowszych i starszych książek. Bo oczywiście nieraz jeszcze do nich wrócę. Muszę być w końcu tak oczytana, by bez pudła rozpoznać wszystkie cytaty i kryptocytaty. „-dzień dobry , dziś święty Walenty” – ten rozpoznałam jako pierwszy, gdy miałam szesnaście lat. :) Bo akurat równolegle czytałam Szekspira, najchętniej w tłumaczeniu Pani Brata. Choć nie tylko. :)
    Serdeczności i wyrazy szacunku
    M.

  144. O, dziękuję, Celestyno!
    Na każdej stronie!
    Ależ to jak medal dla autorki!
    Tak, przyznaję się, nieraz oglądałam przedświty i świty. Nocny ze mnie ptaszek. Nie lubię tego bezmyślnego spania. Lubię być przytomna i wszystko WIDZIEĆ!!!
    Tablicę w Lozannie zawdzięcza „Feblik” Tobie, oczywiście.

  145. DUA – wietrzysko okropne, na pobliskim bazarku składane stragany trzymano jedną ręką, drugą wydawano marchewki, ciężki los :(,
    babcie Dorotki rzeczywiście bardziej stateczne i porządnickie.
    Beato, rzepa dla krzepy (szczęk) bardzo więc zasłużona,
    Bożeno, margerytkowa zakładka bardzo udana, ciekawe czy to tylko fikcja literacka?
    Sowo P, sowa-mądra głowa zaskakuje mnie co rusz (piękny tekst), i szkoda, że nie czytałam wcześniej tej strony, na Inge Look wpadłam dopiero niedawno i bardzo mi się spodobała, a „Tymczasem serio” raczej jest nieosiągalne, może będzie jakieś wznowienie? :)

  146. Pani Malgorzato, skonczylam Feblik wczoraj w nocy.
    Dziekuje za przewspaniale „opisy przyrody” – tak patrzec i tak opisac potrafi tylko Artysta.
    Powzruszalam sie do lez. Posmialam tez:)
    Agnieszka pieknie sie Pani udala. Opis Switezianki(s.221) w nocnym jeziorze – magnifique!
    A ten przedswit, a potem wschod slonca (s.190) w upalne lato, tak nieprawdopodobnie prawdziwy i piekny, te kolory! Tak opisac moze tylko czlowiek, ktory nie zmruzyl oka w goraca noc, wzrok sie nad ranem wyostrza.

    Ciekawa tez jestem, czy tekst o wybieraniu sobie matki (Ignacy Grzegorz), to jakas powszechna sprawa, bo moje kilkuletnie dziecko kiedys zupelnie mnie czyms takim zaskoczylo („wydawalas mi sie taka fajna, to sobie ciebie wybralam”).

    Bogacz z Solacza tez milo mnie zaskoczyl :) Kiedy przeczytalam te zbitke slow, od razu stanal mi przed oczyma jegomosc w stylu tatusia Tamarki i Waldusia:) A tu taka mila niespodzianka – Puchatek wzruszony..:) Tak sobie pomyslalam, zanim przeczytalam refleksje Agnieszki i Ignasia na ten sam temat:)

    Ojej, na kazdej stronie cos mnie zachwycilo, spodobalo sie, wzruszylo, lub rozbawilo.
    Dziekuje!

    P.S. Za Lozanne tez! Odtad juz zawsze przy tablicy pamiatkowej w dawnej Akademii (obecnie liceum) bede myslala o Laurze, ktora zaslabla:)

  147. Absolutnie, absolutnie.

    A babcie we Wnuczce i Febliku są całkowicie oryginalne, wymyślone i niepodobne do moich własnych.

    Sowo, dzięki za cynk śpiewniczkowy.

  148. Tak Sowo, pamietam. Kojarzylo sie nam tylko dlatego, ze byly dwie babcie, ale poza tym, faktycznie niewiele maja wspolnego z Wikta i Andzia. Mimo, ze sympatyczne i malownicze bardzo, sa jednak – jak stwierdzila DUA, dosc niechlujne. Nie to co porzadne Wielkopolanki.

  149. Bogno, Chesterko, o staruszkach Inge Look była mowa w KG jeszcze przed wydaniem „Wnuczki”, nie pamiętam już, kto odkrył te obrazki. Jak sie ukazała „Wnuczka” też zaraz miałam skojarzenie z babciami Dorotki, ale DUA wyprowadziła mnie z błędu. Przeczytaj „Tym razem serio”, to rozpoznasz obie babcie :D

  150. Tak, to piękny hymn. Też bardzo lubię te „tradycyjne” tłumaczenia, są przepiękne. Zachwyca mnie też bogactwo tekstów i muzyki liturgicznej dawnych wieków, szczególnie tych z przeznaczeniem adwentowym i wielkopostnym. Ciekawe, że akurat te dwa okresy mają najwięcej pięknych utworów, a przecież dawniej pilnowano, by muzyka za bardzo nie uświetniała czasu przedświątecznego.

    Dla zainteresowanych, podzielę się moim starym pomysłem na rodzinny prezent świąteczny – kilka lat temu wydano reprint „Kantyczek z nutami” Jana Kaszyckiego z 1911 roku. Zbiorek zawiera 266 kolęd i pastorałek, tych znanych i tych całkiem zapomnianych, a każda ma po kilkanaście zwrotek. Książeczka jest bardzo poręczna, niedroga (tu i ówdzie nawet jest wysyłka za darmo), można kupić kilka egzemplarzy dla całej rodziny i prześpiewać wspólnie całe Święta. :)

  151. Bogno, ta margerytka to chyba jedna z najbardziej urokliwych zakładek, prawda?

    A koń w bibliotece – proszę bardzo, toż to nieledwie klasyka! Polecam rozkoszne filmiki na YT; wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Phineas and Ferb Horse in a Bookcase lub Fineasz i Ferb Koń w bibliotece. Co prawda, jest tu jednak raczej biblioteczka niż biblioteka, ale któż nam broni wyobrazić sobie setkę takich regałów? Książki i stadnina w jednym :)

  152. „Żucie surowej rzepy

    Żuchwom dodaje krzepy

    Żucie ugotowanej osiąga ten cel tylko w części

    Za to nie chrzęści.”

    :D

  153. Sowo P. …..Dziękuję, piękna to modlitwa.Im prostsze słowa, tym mocniejszy przekaz .

  154. Wątek żuciowy jakże życiowy, po złamanym ząbku na orzechu włoskim, wybieram żucie, i maczanie pierniczków w herbatce też popieram :)
    DUA – fakt, ktoś te oczy bardzo trafnie nazwał zwierciadłem duszy, a do róż nie byłam jakoś przekonana i dopiero po „Córce Robrojka” je pokochałam, wielkie dzięki :))
    No a tu, po prostu absolutne szaleństwo, koń w bibliotece wychodzi na scenę i rży tęsknie na melodię mazurków i wraz z resztą bohaterów opery opuszcza ją (tę scenę) rżąc „już czas, już czas”, ew wpada do studni, ach, ach – to wszystko tutaj leczy każdą zbolałą duszę :)
    Charlotko – do Krystyny wracam po 40 latach z ciekawości jak to będzie teraz i to przez naszą DUA-ę (?) :)
    Chesterko – właśnie tak, a dokładniej, mieszkanie narożne i dwa ogródeczki z każdego rogu po kilkanaście metrów, maleństwa, ale to moje cuda, mój Czarodziejski Ogród; to całkiem nowa sprawa, więc nasadziłam roślin bez liku, jeszcze tu koncepcja koncepcję pogania, ale będzie tylko piękniej :)) a i cieszę się, ze spodobały ci się rysunki Inge Look, faktycznie jak babcie Dorotki.
    A w kwestii zakładek Gabrysia zakłada książkę zerwaną margerytką :)

  155. Bardzo piękna propozycja, Sowo.
    Chciałam poznać autora przekładu, ale jest nieznany. Pisze się po prostu: „tradycyjne polskie tłumaczenie”.
    Oto, co wiemy (za Wikipedią) :
    Alma Redemptoris Mater − łaciński hymn na cześć Maryi Panny, napisany heksametrem, jedna z czterech oficjalnych antyfon maryjnych śpiewanych na zakończenie komplety w liturgii brewiarzowej Kościoła rzymskokatolickiego.

    Uznaje się, iż autorem jest Herman z Reichenau. Miał oprzeć się na pismach Fulgencjusza z Ruspe, Epifaniusza z Salaminy oraz Ireneusza z Lyonu. W XIV w. antyfonę zacytował Geoffrey Chaucer w jednej ze swych Opowieści kanterberyjskich. Antyfonę tę uczynił przedmiotem swej medytacji-modlitwy na Placu Hiszpańskim w Rzymie w 1988 Jan Paweł II.

  156. Na dobranoc:

    Tomás Luis de Victoria – „Alma Redemptoris Mater”.
    Capella de Ministrers.

    Matko Odkupiciela z niewiast najsławniejsza,
    Gwiazdo Morska do nieba ścieżko najprościejsza,
    Tyś jest przechodnią bramą do raju wiecznego,
    Tyś jedyną nadzieją człowieka grzesznego.

    (…)

    Panno przedtem i potem, z świata podziwieniem,
    uczczona Gabryjela wdzięcznym pozdrowieniem;
    Racz się wstawić, o Panno, za nami grzesznymi,
    ratuj nas, opiekuj się sługami Twoimi

  157. Można chrupać półgębkiem, wtedy ewentualnie straci się tylko część ząbków. A poza tym, raz się żuje.

  158. Żucie – towarzyskie lub zgoła samotnicze – jest przecież piękne!
    I oczywiście, jak już wspomniałam uprzednio, składa się z bezustannych wyborów.
    Ech, żucie, żucie.

  159. Co do żuciowych problemów, to można jeszcze część pierników upiec cienkich, a część grubych, puszystych. Wtedy te pierwsze będą idealne do łamania zębów, a drugie do zwykłego jedzenia – można wybierać w zależności od zachcianek.

    Zachęcona komentarzami Księgowych również upiekłam dziś pierniczki. Będzie niespodzianka, gdy je przywiozę na święta (muszę je jeszcze tylko(aż?) ozdobić) :)

  160. Skutecznie wyłączona z rzeczywistości przez paskudną gorączkę, straciłam kontakt z Księgą Gości i jej Miłą Gospodynią, a tu tyle się działo!
    Piękna Nagroda Feniksa Maltańskiego – serdeczne gratulacje!
    Słuchanie i ściskanie łapek Kate Liu – dzika zazdrość :)
    Księżycowy Obrazek – marzenie.
    No i bliski memu sercu wątek zakładkowy, co i rusz w nowych odsłonach. U Beatuszki uśmiech Starosty – ha! jakże stosownie :), a Alka cenne poczekoladowe złotko i dziwnie częste, acz niewysokie nominały. A już pomysł Starosty na nową modę wśród bywalców bibliotek, nooo :) Chyba w końcu rozpiszę ankietę wśród czytelników na temat ich preferencji co do ewentualnych znalezisk. Tytuł roboczy: Czegóż pragnie me serce i me bystre oczy, gdym dyskretnie w opasły wolumin wtulona?
    PS.
    Kolejne ze znalezisk:
    karteczka z podanym nader obszernym zakresem stron (od 17 do 198) i dopisek:
    „Bardzo proszę powieś pranie :)))”

  161. Dobry wieczór! Mały ogródek Bogno? Czyżby taki przyblokowy jak mój 5 na 5m? Kto ma mniejszy? A tyle w nim kwiecia i krzewów. I ławeczka. Gdy na niej siędzę i nie patrzę 10 pięter wzwyż, czuję się jak w zaczarowanym ogrodzie. Kocham Mała Księżniczkę, rozumiecie?
    Wesołe te Inge löök, zupełnie, jak babcie Dorotki, Bogno.

  162. Okazuje się, że wybory pierniczkowe jednak nie są takie trudne jak się wydaje. Wczoraj było niecałe pięć pudełek, dzisiaj już bardziej cztery i troszeczkę ;)
    Dobranoc! (A u mnie „Krystyna” leży na biurku i czeka :) )

  163. Można jeszcze zamoczyć pierniczek w herbacie: wówczas ząbki pozostaną całe, pierniczki zaś: schrupane(właściwie to nie schrupane, rozmoczone nie chrupią)- w każdym razie zjedzone.
    Takie żuciowe rozwiązanie. :)

  164. Żucie jednak jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć…
    Idę wrzucić coś na ząb.
    Dobranoc:)

  165. Dobry wieczór, Magdo.

    Sowo, takie trudne wybory to również: schrupać pierniczki i złamać ząbek, czy poczekać, aż pierniczki zmiękną?
    Ech, żucie, żucie, że tak powiem.

    Bogno, oczy zwierciadłem duszy.

  166. Muszę i ja zadbać o nasz maciupki ogródek, nie przycinałam floksów, bo jeszcze miały pączki i myślałam jakoś nieracjonalnie, że jeszcze rozkwitną, …a więc jutro do floksów.
    Poza tym Krystyna (córka Lavransa) juz się zakochuje w Erlendzie – on na nią spogląda, ona rzuca mu ukradkowe spojrzenia, ten początek miłości, kiedy samo patrzenie sobie w oczy jest czymś absolutnie magicznym, sama to pamiętam, a i dopiero co dopadło to naszą Dorotkę i Józinka, oj, Józefa. Prawda, ze można sobie powiedzieć wszystko tylko patrząc sobie w oczy?

  167. O, Nini! Widzę w Twoich wpisach same świateczne buźki „:o)”. Takie renifery! Kradnę pomysł :o)!
    PS:Skopiowałam i wysłałam sobie na maila drzewa Pana F., aby nie przepadły w mrokach dziejów!!!

  168. Nazwijcie mnie dziwną, ale najbardziej lubię pierniczki, kiedy jeszcze są twarde. Dlatego piekę je w ostatniej chwili.

    A jeszcze z tymi miechunkami, da się zebrać owoce nie uszkadzając kwiatowych lampioników? Czy też trzeba się zdecydować na jedno albo drugie?

  169. Dobry wieczór. Chyba jesteśmy niedobrzy dla naszych kwiatków, w zeszłym roku nic nie robiliśmy z różami i przeżyły, i obawiam się, że w tym roku też zaryzykujemy. Nie należy dawać nam uczciwych roślin do ręki, obawiam się. Za to drzewo magnoliowe w zeszłym roku wreszcie poczęstowane nawozem, w tym roku zakwitło bardzo spektakularnie. Dzisiaj nawet miałem pewne plany zrobienia dobrze zielskom ogrodowym, drogą kupna tego i owego, ale samochód się zawiesił. Naprawdę, mój feblik do angielskich wozów chyba nie jest odwzajemniany.

  170. O, to się cieszę, Aniu miła!
    Tak, zdjęcia pierniczków mile widziane! Pod koniec grudnia, dobrze? Ogłosimy to.

  171. Nie wiem czy mój komentarz o pierniczkach dojdzie, miałam coś problemy z jego przesłaniem :(
    Ale, chciałabym podziękować za to, że jeżycjada, oprócz tego że bawi mnie i wzrusza, to jeszcze pomaga w szkole :) Dziś, na historii i społeczeństwie – przedmiocie uzupełniającym miałam o komunizmie i słuchając ciekawych opowieści Pani profesor o kartkach i kolejkach, stanęła mi przed oczami scena z kwiatu kalafiora, kiedy to tata Borejko robił zakupy :) W ogóle dziś, kiedy historia jest tak okrojona i tak jak to było w moim przypadku na czasy po II wojnie nie ma już czasu Pani książki są idealnym przekazem tego, jak wyglądało życie w tamtych czasach. :)

  172. Dzień dobry,
    Zrobiłam wczoraj pierniczki :D I to po raz pierwszy zupełnie sama :) Skorzystałam z przepisu zamieszczonego tu na stronie przez Panią, Pani Małgosiu i wyszły pyszne :) Ale pierniczków będziemy jeszcze robić bardzo, bardzo dużo, jako że już tradycyjnie mama robi je na nasze Wigilie Klasowe, a jest nas 4 tak jak i u Borejków, oraz na kiermasz, noi oczywiście do domu :) Zapach pierniczków i mandarynek jest już taki świąteczny :) Postanowiłyśmy w przerwie świątecznej czytać książki związane ze świętami. Na pewno „Noelki” nie zabraknie (McDusie czytałam sobie teraz – listopadowo).
    Pozdrawiam
    P.S. Będę mogła jak chyba dwa czy trzy lata temu wysłać zdjęcia pierniczków? :)

  173. Viaamsterdam, pan Fąfrowicz namalował tę jesień temperą.
    Cieszę się, że mam czytelniczkę w kraju tulipanów!
    I drugą,w kraju wrzosów!
    Co do moich róż: przed zimą zawsze je kopczykuję, t.j. obsypuję u podstawy. W tym roku, z winy „Feblika”, prace mi się nieco przesunęły w czasie. Na szczęście nie ma jeszcze mrozów.

  174. A ja pozdrawiam Wałbrzych!:)

    Babciu Gąsko, a jak pięknie zagrasz Teklę Kałużyńską! Widzę to w duszy teatrze.
    Że też ta księgowa Helenka już taka duża! No,no!

  175. Pani Małgorzato !! Bardzo, bardzo dziękujemy !! Wałbrzych Panią kocha !! Pozdrawiamy i życzymy miłego dnia !!

  176. U nas pani Potter też już od jakiegoś czasu. A potem mini teatrzyk: ‚No, mamusiu, nie ma rady, musisz grać podwójne role- Kłapci, Ciapci i Puchowego Ogonka’.

  177. Zapomniałam o czymś… Napisała Pani, że poszła do róż, do ogrodu… Hm, co można o tej porze roku robić przy nich? Jakieś spóźnione zabiegi pielęgnacyjne? Ja, swoje jeszcze w końcu października przycięłam i ogaciłam. Tuszę, że prawidłowo to wszystko wykonałam, choć jestem ogrodniczką początkującą :)

  178. Witam Kochaną Autorkę i wszystkich Komentatorów! Jaki tu miły „piernikowy” rozgardiasz panuje… :) Piszę z miasta wielu kanałów i krzywych kamieniczek (gdzie jestem kobietą domową :) przy swoim mężu). Od wczoraj panuje tutaj wybitnie nieprzyjemna aura: ostro wieje i ciągle pada. Nasz dwa piesy (tak o nich mówimy) wracają z krótkich wypadów kompletnie przemoczone i podkulonymi ogonami, a na pięknym obrazku (jaka to technika?) pana F. przecudna jesień, spokój i magiczne światło. Wzdycham w tym momencie, bo chciałabym sobie pod tymi drzewami, i w tych leniwie opadających listkach, pospacerować w ciszy, bo wokół mnie tyle hałasu ostatnio…
    Z niecierpliwością czekam na „Feblika”, którego mam otrzymać od koleżanki z Poznania :) Po przeczytaniu, książka zostanie nadana (wraz z „Wnuczką do orzechów”) do Edynburga, jako prezent imieninowo-gwiazdkowy dla córki Ewy. Dodam jeszcze, że każdego roku „zaliczam” całą „Jeżycjadę” na nowo, jestem więc Pani powieści wierną czytelniczką. Dzisiaj to na tyle… Jeszcze raz pozdrawiam z obczyzny, na której mi smutno czasem :( …

  179. O, jaki fluid pierniczkowy!
    Dziękuję, Beatuszko, dziękuję, Jane!- już nie trzeba podawać, jak widzisz.
    Przepis żyje.

    Celestyno, dzięki za namiar, zaraz sobie zajrzę. Albo nie zaraz, wieczorem. Teraz idę do ogrodu, do róż – jest słonecznie i bezwietrznie, choć przed wschodem słońca szalała wichura z ulewą.

  180. Dzień dobry!
    Pani Małgosiu, po czesku to chyba tylko ja podawałam. I chętnie się podzielę, ale dopiero wieczorem (to sprawdzony przepis, wykorzystujemy go od lat, choć w ubiegłym roku druga partia była z przepisu Aleksandry).
    Przesyłam serdeczne pozdrowienia ze słonecznej Łodzi (aż się nie chce być w pracy jest tak ładnie).

  181. Tak, Pani Malgorzato kochana, zachwyt i zadziwienie.(„kiedy sie dziwic przestane, bedzie po mnie”)
    Tez to mam. Chodze, dziwie sie i zachwycam, ile pieknych rzeczy jest na tym bozym swiecie.

    Przy okazji, chcialam polecic blog pewnego ksiedza „Prolog burzy”, zawsze mozna cos ciekawego tam przeczytac. Ksiadz kocha malarstwo i ksiazki, lubi sie swoimi fascynacjami podzielic. Wedle uznania, mozna to potraktowac jako wiadomosc prywatna.

  182. A w naszej lodówce dojrzewa już ciasto piernikowe w dwóch wersjach, jedna z nich to pierniczki Freda i Klary.
    Może jeszcze zrobię te czeskie!

  183. Dzień dobry, Starosto!
    Dzień dobry Ludu Księgi!
    Przepis na czeskie pierniczki podała nasza kochana Jane, ale zapisałam go sobie. Tak mi się spodobał i trochę też rozśmieszył.
    Czeskie pierniczki Jane:
    MEDOVÉ PERNÍČKY

    10 dkg rozpuštěný med
    25 dkg cukr pudr přesátý
    1 kg hladká mouka
    2 vejce celá + 2 žloutky
    5 dkg másla rozpuštěné
    kořeni (1 lžička skořice, anyz, fenykl, 5 hřebicků umlít,přesáté)
    1,5-2 lžičky soda bikarbona

    Wykonanie standardowe – zagniatamy „těsto“, odkładamy do „lednici“ przynajmniej na 1 godz., potem wałkujemy podsypując „mouka aby se nelepilo“ wycinamy i pieczemy, a „po upečení ihned sundat, aby se nepřilepily“.

    I jeszcze polewa:
    Poleva snehová na zdobeni
    1 bílek
    12,5 dkg cukr pudr
    1-2 lžičky citronova stáva
    1 lžička solamyl (bramborový škrob)

    Polewa wychodzi interesująca – matowa. Smacznego.

  184. Dzień dobry!
    Ach, i już Rysia zleciała do nas na zimowe leże.
    Przepis piernikowy podawała Beatuszka. Może zajrzy i poda jeszcze raz.
    Uściski dla dzieciaków!

    Nini, ach, wizja regału wstrząsanego kichnięciami przejęła mnie grozą.
    Nie, farb sama nie wytwarzam, zostawiłam to Agnieszce. Wyczytałam kiedyś o tej metodzie i tak mi ona jakoś pasuje do tej wiotkiej czarodziejki.

    Dzięki za wspólny zachwyt.
    Tak, to fakt, nagle zdałam sobie sprawę, że zachwyt jest moim stanem codziennym. I to przez całe życie!

  185. Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry!

    Zima! A na zimę wracam sobie tutaj jak Włóczykij do Doliny Muminków. Bo tutaj zimą jest cieplej i pachnie pierniczkami. Ciekawa to sprawa… zawsze jak tu wracam, po długiej nieobecności, czuję się jakbym wróciła do domu. I gubię się tu strasznie niestety w tej „nowej” (dla mnie) szacie graficznej. I kiedyś, kiedyś Ktoś podawał tu cudowny przepis na pierniczki, przepis był w języku czeskim. Czy ów Ktoś mógły się nim ze mną podzielić? I wesołe, zimowe, czerwono-białe całusy dla wszystkich cudownych tu obecnych. I moje dzieciaki z polskiej szkoły na Majorce pozdrawiają też, a co.

  186. Pani Małgosiu! „Czasami człowiek musi, inaczej się udusi” – pozwolę sobie zacytować. A jak się taka wstrzymująca od kichnięć armata zakrztusi, to ho ho ho! Wolę nie myśleć, co stałoby się z kurzem? A z regałem?! Nie, nie, nie!
    Dziękuję za ciepłe przywitanie, wiem, że tu przytulnie. To tak cieszy! Cieszy.. :o)
    Od chwili, kiedy o tym przeczytałam, kusi mnie by zapytać – czy Pani swoje farby, jak Agnieszka tworzy?
    To ciekawe, że nawet w ujrzaną z bliska żyrafę trudno uwierzyć.. Jest cudna, cudowna, jak każdy (prawie) cud natury (podziękowanie za zachwyt w Pani utworach, sprawia on, że zachwycam się bardziej, jakby co najmniej podwójnie; nie uczyłam się o przetchlinkach, ale porównanie do miniaturowych statków kosmicznych uznałam za wyjątkowo trafne.). Powiedzmy sobie, że żółwiowi z Galapagos do niej daleko.. A temu z Zanzibaru?

  187. Sowo P., chyba to jednak inna Opera.. Kobieta była niespodzianką (prawdą jest jednak, że nie śledzę programów co do dnia).
    Właśnie ujarzmiono tu niesforną Katarzynę i to zupełnie bez słów, tak wdzięcznie, że zamierzam sięgnąć po oryginał. Oryginał jednakże może być nieco trudny w odbiorze, podeprę się tłumaczeniem pana B. (wcale nie prześladowcy, ale też i nie pseudonim to :o).
    Zastanawiam się, jak można tak głośno tupnąć niezwykle drobną stópką, czy to kwestia podłogi, czy też tego niewidzialnego bucika?
    A dyrygent tym razem trudny do rozszyfrowania, długowłosy, cały w czerni (oprócz gorsu) i w rozmiarze pasującym zarówno do kobiety, jak i do mężczyzny. Nazwisko wieloznaczne, imię jednak wskazywałoby na kobietę, hm..?

  188. Mamo Isi, rozśmieszyłaś mnie do wewnętrznych łez! :o)
    Czasem chciałabym mieć dzióbek Pani Małgosi..

  189. A właśnie, Beatrix Potter to przecież jeszcze jedna autorka i ilustratorka w jednej osobie! W dodatku znakomita.
    I świetnie przetłumaczona. (odchodzę kłaniając się z kurtuazją)

  190. Dla tych, co pośpieszą jutro na roraty i dla tych, co pośpieszyć nie mogą:

    Grzegorz Gerwazy Gorczycki – „Rorate Caeli”.

    Mówią o nim „polski Haendel”. Gorczycki przez 36 lat prowadził na Wawelu kapelę wokalno-instrumentalną. Za jego czasów istniała tam też wciąż słynna Kapela Rorantystów, powołana w 1540 roku przez Zygmunta I Starego. Wykonywała ona takżę utwory Gorczyckiego.

  191. Dzięki za chwilkowe wiadomości!
    Ach, Duśko, jakże mi miło.
    Beatrix Potter jest czarodziejką, wiem o tym dobrze. Jeszcze parę lat miłej wspólnej lektury przed Wami.

  192. Dobry wieczór, ja też wpadam na chwilę, żeby przekazać Drogiej Autorce, że dzięki Niej i Beatrix Potter spędzamy obecnie miłe (choć grypowe) popołudnia z Piotrusiem, Teklą i innymi miłymi zwierzątkami:). DUA, mała Słuchaczka (i jednocześnie widz – obrazki też są cudne) każdorazowo siedzi, jak oniemiała:).

  193. Dobry wieczór! Wpadam tylko na momencik, żeby się pochwalić, że właśnie robimy pierniczki. Łasuchowe oczywiście :)

  194. DUA ma rację Anonimku. Mam koleżankę, z która odnowiłam znajomość ( owoc 20-lecia matury). Jakieś ok. 25 lat temu „wróżka” powiedziała jej, że przyszłego męża znajdzie późno, bo w 2004 roku, a będzie to w wdowiec z dwójka dzieci. W 2002r zupełnie inna osoba, nie znajaca ani mojej koleżanki, ani wcześniejszej „przepowiedni”, powiedziała dokładnie to samo – w 2004 roku spotka pani męża, wdowca z 2 dzieci. Koleżanka zaszokowana bardzo w to uwierzyła. Zbliżała się do czterdziestki i marzyla o założeniu rodziny. Spotkałam ja w listopadzie 2004 roku, byla w kiepskim stanie ducha, ale pomogłam jej znaleźć inne źródło nadziei i radości. Nie muszę tlumaczyć, że „wróżba” się nie sprawdziła, a koleżanka wszystkim osobom w podobnej sutuacji odradza podobne praktyki, które z poczatku wydawały jej się niewinna zabawa a doprowadziły do utraty pokoju wewn.

  195. Miechunki ścinamy, kiedy już zabarwią się na kolor ognisty. Październik, mniej więcej. Suszymy gałązki wieszając je czubkami w dół, żeby lampioniki nie oklapły. Wtedy gałązki z nimi ładnie wyglądają w wazonie.

    Ale skoro mają być latarenkami, wszystko jedno, jak się je suszy.
    A gdyby któryś lampionik się zgniótł, można go po prostu nadmuchać!- wraca do formy. Sprawdzone.
    Co do wiad.pryw.: tak Sowo, to właśnie o to chodzi. To by się mogło komuś przydać.

    Aha, miechunek nie siej. Lepiej kupić gotowe, podchowane sadzonki. Ja kupiłam takie, wysokości 30 cm (w sklepie ogrodniczym internetowym), a i tak czekałam cały jeden sezon, nim zakwitły i zaowocowały.

    Anonimku, zapomnij o tej wróżbie i żyj spokojnie po swojemu.
    Mnie kiedyś wywróżono w Andrzejki, że wyjdę za Turka i zamieszkam na drugiej półkuli.
    Oczywiście, to się jeszcze może sprawdzić przez najbliższe 20 lat, ale szanse oceniam jako niezwykle małe.

  196. Tak mi się spodobał pomysł zastosowania miechunek jako latarenek na choince, że aż postanowiłam posiać ją sobie na przyszły rok. Powiedzcie mi tylko, jej kwiatki wytrzymują na krzaczkach aż do Świąt? Czy trzeba je zerwać (i ususzyć?) wcześniej?

  197. Ja znałam Eustachego. Prof. Wasilkowski, malarz kolorysta, mój wykładowca na wydz. Malarstwa i Grafiki.
    Uroczy oryginał.

  198. Czy ktoś zna jakiegoś Eustachego?
    W czwartek w szkole były wróżby andrzejkowe, a mi wyszło, że:
    będę bogata;
    będę miała fajny samochód;
    spotka mnie w życiu wiele niespodzianek;
    jestem dla kogoś natchnieniem;
    zjem brukselkę :( nie lubię brukselki
    i dwa razy (!) wylosowałam, iż wyjdę za Eustachego
    Gdzie ja znajdę Eustachego???

  199. Mamo Isi jeszcze trzeba gdzieś wepchnąć do libretta tę Stellę, opcjonalnie siostrę Flory zazdrosną o Chopina, mogłaby spowodować jej śmierć, zachęcając ją do śpiewu, po czym z tego zachęcania umarłaby sama. Można by wtedy zrobić podwójny pogrzeb, bo sześcioro dzieci umiera potem. Ach, wiem Chopin rozpaczał, bo wszystkie pieniądze wydał na trumny!

    PS JUŻ ZA TYDZIEŃ I JA PRZECZYTAM ,,FEBLIK”!!!

  200. Pozdrawiam wszystkich ciepło znad filiżanki z earl grayem.:)
    Troszkę nadrabiam pracowe zaległości,ale szybciutko,bo „Feblik”czeka. Poczytam sobie później bez wyrzutów sumienia.
    Miłego popołudnia i wieczoru.

  201. Dzień dobry!
    Patrycjo (wiad.pryw.), Galeria Piernika będzie, jak zwykle, w styczniu. O zdjęcia poprosimy po Świętach!
    Tymczasem obmyślajcie, pieczcie, lukrujcie, fotografujcie. Wszelkie pomysły dozwolone!

  202. Dzień dobry!
    Wczoraj nie miałam czasu, żeby zajrzeć. Dziś przeczytałam zaległości i się uśmiałam – mamo Isi ;-).
    Gdybym miała bibliotekę, to bym w niej trzymała konia – zdecydowanie. Darzę konie wielką miłością.
    Ciasto na pierniki dojrzewa, mam tylko nadzieję, że nasz nowy domownik pozwoli je upiec. Od piątku wieczorem mamy szczeniaka – jamnika. Jest uroczy. Mąż go nazwał Rico (bo lubi Pingwiny z Madagaskaru :-) ). Pierwsza noc przespana, w sobotę pozwolił zrobić obiad i upiec placek (mąż i tata spędzili cały dzień reperując dach na kurniku). Ale dziś w nocy dał popalić: płacz taki jakby 4 szczeniaki siedziały w kojcu. A teraz śpi. :-) A Elza już się do niego przekonała, chociaż na początku się oblizywała…

    Idziemy na 9 do kościoła – miejmy nadzieję, że nie będzie płakał.

    Miłej niedzieli.

  203. Kantata na pierwszą niedzielę Adwentu:

    J.S.Bach – „Schwingt freudig euch empor” BWV 36.
    Collegium Vocale, Philippe Herreweghe.

    W numerze drugim ambrozjański hymn adwentowy „Veni redemptor gentium” („Nun komm, der Heiden Heiland”).

    Przyjdź, o Zbawienie pogańskie,
    Jezu, Dziecię panieńskie,
    Niech się wszystek świat dziwuje,
    Bo rzecz nową Pan gotuje.

  204. Hurra, hurra! Śnieg! Biało wszędzie. Mój przepiórczy nos się nie mylił.
    Razem z Mamą piekłyśmy dziś pierniczki ekspresowe. Nic nie musi stać i czekać. Takie lubię najbardziej. ;)
    W międzyczasie podczytuję sobie ,,Frywolitki” i myślę, jak moje minusy zamienić na plusy. :) Dziękuję, DUA.

  205. Dzięki, Chesterko:) A skoro nie mamy szansy się zestarzeć, to w takim razie nas, nieco starszych dzieci, dotyczy przeznaczenie Starosty;) Hip, hip, hurra!

  206. No, mamo Isi, no, jestem pod głębokim wrażeniem (co skutkuje u mnie ubożeniem słowniczka). Nie mamy szans zestarzeć się Tobie.
    A co się z tym łaczy, mamy swój fyrtel w tej Księdze.

  207. Ja w sprawie tego przeznaczenia. Mam nadzieję, najdroższy Starosto, że jesteś też troszeczkę i dla dorosłych?

  208. Bardzo słusznie, Starosto kochany. Chociaż ten spektakl, o którym napisałam był filmem kształtującym światopogląd szkolnej dziatwy w Indiach;) Świat się zrobił nienormalny nie tylko u nas.

  209. Dziękuję pięknie, Joanno;)
    A propos hasła potencjał – to mój ulubiony limeryk. Chyba wrócę do „Pamiętnika Bebe B.”
    „Pewien maniak z okolic Jabłonny
    Ciągle wzmacniał potencjał obronny.
    Co zobaczył potencjał,
    To go wzmacniał ten bęcwał
    W gorliwości wprost nieprzytomny.”

    Tak mi się wydaje, Alku, że o ile w Europie opera była na topie w XIX i na początku XX wieku, to w Indiach produkcja Bollywood to są wyłącznie opery w wersji filmowej.

  210. Mamo Isi, pardon, duszko, ale troszeczkę Cię ocenzurowałam ze względu na to, że mamy tu dużo Dziatwy, dla niej bowiem, i dla Młodzieży, przeznaczona jest moja strona, jak i ja sama.
    Swoją drogą, ciekawe jest moje przeznaczenie. Zawsze to, zresztą, czułam i wiedziałam. Że jestem na tym świecie dla nich.

  211. I tak ładnie im się, Alku, włosy rozwiewają w tych hinduskich filmach, nawet w strugach deszczu. Nie masz to jak porządny wiatrak.

    Dobrze, zmusiliście mnie. Proszę bardzo, słuchajcie:

    „Grand aria” from „Chopin”. Pia Tassinari.

    O ile słuch mnie nie zmyla, słyszę tam jakieś wzburzone „avanti!”.

  212. Isi-maman, wyszedł gotowy scenariusz. To wszystko powinno zostać sfilmowane. W Indiach. Tam w każdym filmie wszyscy śpiewają jak szaleni, świetnie pasuje.

  213. Autorka libretta cała w rumieńcach kłania się po wielekroć, po czym potknąwszy się o własne nogi wpada do studni dla orkiestry i ginie śpiewając altem „Kto tak pięknie gra? to ja!”

  214. Dobrze, Sowo P., wedle rozkazu.
    Na scenie pozostaje jeno samotny, tragiczny bandoneon. Na co ni z teho, ni z owego wpadają Kozacy i wyrzucają go przez okno z czwartego piętra. Po czym Norwid pisze „Bandoneon Chopina”.
    „I znów widzę, choć zgasł mi neon
    Jak przez ganku kolumny
    Sprzęt podobny do trumny
    Wydźwigają… runął… runął… twój bandoneon!”

    Widzowie cicho łcząc udają się do domu.

    Ale zauważ, Starosto, że zachowaliśmy jedność czasu, miejsca i akcji. Ha!

  215. Umieram ze smiechu o poranku:). Poczytam sobie przygody Pipi, sluchajac Chopina.
    Mamo Isi, moznaby sobie dorabiac na boku piszac roznego rodzaju scenariusze:):).

  216. Inny Chopin też jest dżentelmenem.

    W drugim akcie, mamo Isi, Chopin musiałby grać na bandoneonie.

    Opera, w gruncie rzeczy, z założenia jest gatunkiem kiczowatym.

  217. My jesteśmy jednak mało oryginalni.W naszej bibliotece rezyduje obecnie jedynie nasz nowy wspomniany wcześniej psi lokator.Załatwia się na szczęście na dworze.
    Nowy życiorys Chopina zaskakujący.Wierzyński na to nie wpadł.

  218. Akt IV
    Duch Flory wyłania się z trumny i śpiewa sopranem, że dłużej tego nie zniesie. Wtóruje jej ich sześcioro dzieci, które twierdzą to samo, acz piskliwym dyszkantem. Nagle zrywa się straszliwa nawałnica połączona z gradobiciem i wszystkie dzieci dostają kataru, po czym umierają. Chopin załamawszy ręce na akordeonie trwa w stuporze po tej straszliwej tragedii. Jednak Elio barytonem doprowadza go do rzeczywistości.
    W następnej odsłonie mamy zbiorowy pogrzeb Flory i sześciorga dzieci. Chopin tenorem bohaterskim domaga się sprawiedliwości, na co osobny piorun strzela i likwiduje problem.
    W kolejnej odsłonie Elio rzuca się ze skały, okoliczni rybacy toną po zderzeniu z tankowcem, gospodynie wiejskie mrą skosztowawszy gulaszu szczcińskiego, dziatwę szkolną porwali Tatarzy Tuhaj Beja, a sufler się udławił szprotką w oleju.

  219. Akt III
    Ponury ranek. Stromymi uliczkami Majorki kroczy kondukt żałobny, a na przedzie ichnie Koło Gospodyń Wiejskich wykonując murmurando i bardzo legato oraz posępnie „Miała baba koguta”. Elio podtrzymuje załamanego Chopina oraz akordeon i barytonem skarży się, że mu ciężko. Dziatwa szkolna oraz okoliczni rybacy dobrawszy się w pary wykonują udatne pas de deux. Całość wieńczy wesoły oberek.

  220. Akt II.
    Elio rozełkanym barytonem opowiada szkolnej dziatwie mniejszy fragment tragicznych acz fikcyjnych dziejów Polski. Chopin w pierwszej chwili nieobecny, wraca i wsłuchuje się w tragiczny wątek, po czym porwany bezbrzeznym żalem rzuca się do akordeonu i zainspirowany opowieścią przyjaciela tworzy na poczekaniu nokturn. Flora po wysłuchaniu opowieści przyjaciela oraz nokturnu śpiewa sopranem, jak to nią wstrząsnęło, po czym umiera aż do końca aktu II bez chwili przerwy śpiewając. Chopin tenorem wyraża głęboki żal po stracie ukochanej. Dziatwa szkolna wykonuje ku czci Chopina mazurek przypominający dziwnie tango.

  221. Widzę to oczyma duszy.
    Akt I. Chopin siedzi na kamieniu nad brzegiem morza i łkając gra na akordeonie „Morze, nasze morze” wtórując sobie tenorem bohaterskim. Dziatwa szkolna, rybacy i chłopi majorkańscy z łkaniem wysłuchują jw. i rozpisani na kanon śpiewają z uczuciem:”Było morze, w morzu kołek/ A na kołku siedział zając/ I łapami przebierając/ Śpiewał sobie tak/ de capo al fine. Wtóruje im sopranem cicho łcząc Flora.

  222. Mamo Isi, akordeon jest bardziej sceniczny, moim zdaniem. Jak już, to już.

    Biedronko (wiad. pryw.), dzięki za wsparcie i pozdrowienia, piecz, piecz pierniczki!

    PS. Jednak mam ten instynkt obsadowy: Chopin tenorem.

  223. Mąż dowiedziawszy się o tym arcydziele zasugerował, ze skoro już dodano Chopinowi całkiem nowy życiorys oraz dziecko, to może by zmienić mu emploi i niech gra na skrzypcach. W końcu jak już, to już!

  224. Zajrzałam do nieocenionej wiki w sprawie tej opery popełnionej na Chopinie. Groza! Kicz popełniony przez niejakiego Giacomo Orefice w 1901. Starosto, miałaś rację! Chopin jest tenorem;)
    Chyba zapodam libretto, żeby nie było, że sie czepiam.
    Act I is set in a village in Poland at Christmas time. Chopin declares his love to Stella (who is, like all the opera’s characters except Chopin himself, entirely fictional). In Act II, set in Paris, Elio tells a group of children about the history and struggles of Poland, inspiring Chopin to fly to the piano and write a nocturne. Chopin’s new love, Flora, is also present. Act III is set in Majorca, where the real Chopin spent the winter of 1838-9 with George Sand. In this version Chopin is there with Flora and their daughter, who dies after a thunderstorm and is mourned by the local population. In Act IV, Stella arrives in Paris from Poland just in time for Chopin to expire in her arms.

    Występują:
    Frédéric Chopin – tenor
    Stella, Chopin’s first love – soprano
    Elio, Chopin’s friend – baritone
    Flora – mezzo-soprano
    Grazia, daughter of Flora and Chopin – silent role
    Schoolchildren, fisherfolk of Majorca, peasants.

  225. Stoi Chopin w centrum sceny, obok George Sand, i śpiewają unisono „Idźmy więc, idźmy więc, spieszmy, bo już czas!”.
    Chopin tenorem, George Sand kontraltem. Lub na odwrót. Wolałabym tego nie oglądać.

  226. Dzień dobry. Słońce świeci, ale ziąb i wiatr. Do ogrodu jednak trzeba się udać( róże okryć, stojaki na kwiaty schować, ogromny parasol ogrodowy przy pomocy młodszego dziecięcia zawlec do piwnicy). A i miechunki do wieńca adwentowego zebrać.
    Ciasto na pierniczki dojrzewa, jutro rano pieczemy pierwszą partię.
    A poranek mieliśmy emocjonujący. Jasiek przywiózł w kieszonce 3 ząbki z wykonanym własnoręcznie wypełnieniem kanałowym. I trzeba było na gwałt znaleźć życzliwy gabinet stomatologiczny z RTG, aby wykonać zdjęcie, czy zdanie zostało poprawnie wykonane. Nie jest to proste w sobotę o poranku, ale udało się. Ząbki wyleczone prawidłowo.
    ;)))
    PS. A Miserere cudowne. Dziękuję DUA.
    Ilu ja się ciekawych rzeczy w KG dowiaduję, nie dotarłabym do nich bez Was:))

  227. Droga UA, z tych dwóch wieści łatwiej wyobrazić mi sobie konia w bibliotece, niż operę Chopin. Na przykład, że ktoś pisze libretta do tych wszystkich mazurków i polonezów, a nawet („nie załujmyż sobie, pani Lincoln”) do koncertów fortepianowych. Z drugiej strony, znam dwie piosenki Serge Gainsbourga będące adaptacjami muzyki Chopina, i są one dobre, bardzo „słuchable”. Czyli jakby się da.

  228. Wracając jeszcze na chwilę do lorda Roxtona. Jak zapewne pamiętacie, John Roxton swego czasu upolował białego nosorożca w Lado Enclave (łeb ozdabiał ścianę saloniku Roxtona na Albany, gdy Ted Malone po raz pierwszy odwiedził lorda przed wyprawą z profesorem Challengerem). Enklawa Lado to małe terytorium w Afryce Środkowej, które leżało na pograniczu Ugandy i Południowego Sudanu, na wschód od obszaru Niam-Niam w Kongo, wzdłuż brzegów Białego Nilu. W wyniku skomplikowanego procesu wymiany, przez pewien czas była dożywotnim lennem belgijskiego króla Leopolda, natomiast po jego śmierci w 1910 roku nominalnie wróciła do Brytyjczyków, którzy jednak nie mieli ochoty zarządzać tym terenem. Zanim enklawę ostatecznie podzielono miedzy Ugandę i Egipsko-Brytyjski Sudan, był to teren bez faktycznej władzy, pełen zwierzyny i niezbyt bezpieczny. Roxton nie bez powodu właśnie tam chętnie polował. „On that conical bullet his one chance hangs, ‚Tis the weak one’s advantage fair”, jak sam się wyraził. Sama osada Lado (serce enklawy) nie występuje na współczesnych mapach, znajdowała się nad brzegiem Białego Nilu, powyżej wyraźnego kolana rzeki (na wysokości Nimule), trochę na południe od Dżuby.

  229. Kochane dziewczyny, dziekuje za otuche i zrozumienie!
    Joanno, w kwestii rytmu czytania Feblika – idziemy prawie leb w leb:))
    No, odrobinke dalej jestem. Wczoraj padlam, dzisiaj mam animowany poranek, czekam na chwile spokoju:)
    Cwicze sile woli, jak Buczyna (Buczyno, podziwiam!)
    Dzisiaj uplote wieniec adwentowy, na dobry poczatek.

    Pieknego dnia, Pani Malgorzato!

  230. Dzień dobry! Same wstrząsające wiadomości od rana. Koń w bibliotece! Opera „Chopin”!

    U nas słońce, dzień bezchmurny.

  231. Dzień dobry DUA i Ludu Księgi. Sowo, konia można też trzymać w bibliotece, przyjaciółka moja w ten sposób przechowała konia przez zimę. Zwierzę przyprowadził kolega w ramach żartu, na miłe spotkanie towarzyskie. Rano kolega wytrzeźwiał i sobie poszedł ze wszystkimi, zostawiając troskę o konisia gospodyni imprezy. Po dojściu do siebie J. uznała, że warunki na zewnątrz są zbyt fatalne, żeby zwierzątko z powrotem holować przez całe miasto, bo konie mają delikatne zdrowie. Koń wrócił do stajni na wiosnę, a przez zimę J. hodowała go u siebie, karmiąc owsem i wynosząc końskie tzw. jabłka. Jak z tego wynika, w kwestii konia wszystko jest możliwe, jeśli się trafi na podatną osobę.

  232. Za oknem pyszne słońce.Witam w cudny poranek.Mam nadzieję, że wszędzie tak pięknie. I psich łap nie trzeba wycierać,bo mrozik.Miłego dnia.:)
    Miserere niezwykłe,przejmujące.Dziękuję.

  233. Księgowa abstynencja na czas Adwentu – godny podziwu hart ducha.

    „Miserere” – wzruszające.

    Egzamin z librett – imponujący. Takiej wiedzy nie wymagają nawet szkoły muzyczne, żadnego stopnia.

    Chyba wiem, w której to Operze straszy dyrygent kobieta. A wystawiają tam teraz też taką dziwną operę „Chopin” Giacomo Orefice. W całości złożoną z utworów Chopina. Nie widziałam, to się nie wypowiem.

    Konia, jak wiemy z fachowej literatury, można trzymać na werandzie.

    Jas, ogrodzenia bywają dziurawe. :)

    Toruń – nic nie stoi na przeszkodzie, by „Jeżycjada” znów o niego zahaczyła: Frycek mógłby z okazji Superksiężyca przyjechać z wykładem do toruńskiego obserwatorium, jako oksfordzki specjalista. Mają w Toruniu największy w Polsce teleskop i radioteleskop.

  234. Dobranoc. Idę sobie lec w robaczywe łoże. Zaleta końca listopada: przymrozek, więc i robaki tak nie dokuczają. W każdej porze roku można odnaleźć mały plusik.

  235. Nawiązując do florotypii, skądinąd bardzo urokliwych, polecam tym, którzy jeszcze nie znają niezwykłe prace artysty o nazwisku A.Goldsworthy. Prowadzi on cudowny wprost dialog z NATURĄ, a ona chętnie występuje z nim w duecie. Spokojnośći DUA i Księgowi :)

  236. Żegnam się na jakiś czas – do świąt. Będziemy piec pierniczki (dzisiaj zrobiłam już pierwszą porcję ciasta! może coś nam się uda sfotografować do galerii), przygotowywać ciało i ducha na czas świąteczny, postanowiłam trochę ograniczyć czas wieczornego podglądania spod regału.
    Niech ten czas oczekiwania będzie piękny i owocny dla nas wszystkich!
    buczyna

  237. Coś mi się kołacze w głowie (po wieloletnich doświadczeniach na harcerkach :), że to taki wiek. Mniej więcej między 13 a 16 rokiem życia potrzeba akceptacji i utożsamiania się z grupą rówieśniczą jest bardzo silna i często wtedy następuje pozorne oddzielanie się i kontestowanie stylu życia i wartości rodziców. Dlatego takim nietrafionym pomysłem są gimnazja! Grunt to przyjazna rodzicom grupa rówieśnicza w tym okresie :) U mnie sprawdziła się szkoła muzyczna i harcerstwo…

  238. Celestyno, nie mam pojęcia ,dlaczego tak się dzieje, ale z moim synem,dziś już ambitnym studentem polonistyki, było dokładnie tak samo.Chyba dzieci tak bardzo boją się odrzucenia.Nasza miłość i akceptacja im nie wystarcza.Taki Ignaś, Profesorek,też się przecież nacierpiał.Ale pocieszę Cię – mojemu dziecku to minęło.Dziś jest świadomy swoich mocnych stron i już ich nie ukrywa przed światem.Cierpliwości.:)

  239. Oj,oj,DUA. Poznań mógłby być najbrzydszym miastem świata, a i tak miałby dla nas urok niebywały.I dokładnie Pani wie dlaczego.:)
    W Toruniu nie byłam,ale kocham bardzo Kraków, gdzie jeżdżę systematycznie i za każdym razem nie mogę się nacieszyć.Zawsze znajdę jakiś fyrtel(spodobało mi się to słowo), którego jeszcze nie widziałam.Kawa na Brackiej to jest pełnia szczęścia o każdej porze roku.
    Wracam do Feblika, bo tym razem czytam tak wolno,że dopiero zostawiłam Agę malującą łazienkę u Borejków.Ale będę miała cudne jutro.:)

  240. Och, Celestyno!
    Powinno przejść.:)
    Sałatka z puńczyka jest przebojem każdej kolacji. Zwłaszcza mężczyźni nasi za nią przepadają.

    Dziękuję za garść uwag. Dla mnie to cenne!

  241. A my lubimy Jezyce, dzieki Pani ksiazkom jawia sie jak jedno z piekniejszych miejsc na swiecie:)

    Wpadlam tu, zeby sie podzielic: atak smiechu z rozbrajajacym Age Ignacym, kiedy zdali sobie sprawe jak w oczach mamy cala sytuacja wygladala.
    (Tu musze nadmienic, ze bylam kiedys swiadkiem bardzo spektakularnego wyrzucania obcego faceta przez nieprawdopodobnie emocjonalna, zwariowana i narwana artystke-ciocie mojej kolezanki. Nie byla pod wplywem, jak mama Agi. Byla potem zlosc, nerwy, lzy i gniew kolezanki. Ale ciocia postapila wtedy slusznie. Sytuacja jak z ksiazki, nie bede sie teraz rozpisywac. Czytajac dzisiaj scene w Febliku, jako zywo przypomnialam sobie tamta sytuacje)

    Salatke z punczyka musze zrobic, wymyslilam juz wiele wariacji, ale takiej jeszcze nie.

    Piekna rozmowa Mili i Jozefa przy ksiezycu. Wzruszylam sie bardzo.
    Ide dalej.
    Rozmowa Szymona z kolezanka przez telefon – swietnie podpatrzone. Ku mojemu ogromnemu ubolewaniu widze mimikryczne sklonnosci u wlasnego dziecka. Czy to przejdzie?? W zetknieciu z rowiesnikami, natychmiast „rowna w dol”, nie chce ujawniac swoich talentow i umiejetnosci. Zlosci mnie to i nie wiem jak reagowac. Moze metoda Nutrii – spokojna akceptacja – zadziala…?

  242. Prace Elżbiety Widaly przepiękne, można na nie patrzyc godzinami. Co za oryginalna technika!
    Do nas tez dotarł juz chłodek, ale dziś było slonecznie i wietrznie. Osobiście wole taka pogode niz pluche.
    Miłego wieczoru, Dua i Księgowi!

  243. Joanno, powiem Ci szczerze, że są w Polsce ładniejsze miasta.
    Osobiście lubiłam w Poznaniu:
    a. Stary Rynek
    b. Sołacz
    A kocham Toruń.

  244. Dziękujemy ! Jest pani ulubioną pisarką wielu naszych dzieciaków – czytelników ( i nie tylko dzieciaków ), więc jak dostaną list od pani, to chyba oszaleją z radości. Jeszcze raz dziękujemy i miłego weekendu życzymy !!

  245. Jeżeli wierzyć długoterminowej prognozie pogody, zima będzie krótka i łagodna. Osobiście wolę ten wariant, bo rachunki za ogrzewanie przyprawiają mnie o stan przedzawałowy;)

    Sowo P., egzamin, do którego kułam te opery był na polonistyce i dotyczył literatury i sztuki XIX wieku, chociaż zwał się jakoś inaczej (nie pamiętam jak, a upchnęłam gdzieś głęboko indeks z epoki, więc nie sprawdzę). Verdi by pasował, bo wcale się przy płci pięknej nie upieram; użyłam jej jeno wczuwając się w rolę;)
    Niewątpliwie każdy szanujący się muzyk pisał wonczas opery; pamiętam (z „Listów”), że Chopinowi też tę konieczność intensywnie wmawiano).

    Florotypie Elżbiety Wodały przepiękne; też się w to czasami bawię, więc wiem, ile cierpliwości wymaga uzyskanie takiego efektu.

    Biedronko, zgadzam się; bezdyskusyjnie koń to koń. Co prawda dzisiaj miałam takiego, który mi wyrwał ramiona z barków i nie dawał się skrócić, więc chwilowo wolę małego kotka. Ale pewnie do następnego piątku mi przejdzie;) Na Jowisza, kotek właśnie zwalił na podłogę całą stertę papierów z biurka!
    Jednak wolę konia. On by mi tego nie zrobił.

    Kochany Starosto, donoszę, że doszłam do połowy ksiązki (The House of Green Turf) i inspektor Felse wciąż w niej nie wystąpił;( Jestem głęboko związana emocjonalnie z całą rodziną Felse i nie wiem, czy to zniosę na dłuższą metę.

  246. Dziękuję,UA za wyjaśnienie. Miałam na studiach koleżankę o nazwisku brzmiącym jak niemiecki źródłosłów owego fyrtla, a pochodziła- o ile mnie pamięć nie myli-właśnie gdzieś spod Kielc.Ciekawe.
    W każdym razie zazdroszczę asi całkiem świeżej wędrówki po poznańskich fyrtlach.Przypomniała mi się moja wyprawa, która miała jedną wadę- była za krótka.Miałam raptem dwie godziny i starczyło ich jedynie na najważniejszą część miasta-Jeżyce:)Stanowczo rzecz należy powtórzyć.

  247. Tak!
    Dziękuję za obszerne wyjaśnienia.
    Będę porównywać te informacje z wiadomościami na temat lorda Petera.

  248. Łaskawa Pani, zdarza mi się palić cygara, ale z ale. Owszem, jestem w stanie spalić wszystko, bo mam jakąś gigantyczną odporność na nikotynę, nie lubię akurat tylko papierosów (niejaki papelito, ubogi kuzyn cygara, wymyślony dla wojska, więziennictwa, harcerstwa oraz innych tego typu przedsiębiorstw, podobnie jak herbata w torebkach). Cygara zdarzało mi się palić w warunkach utrudniających użycie fajki: podczas wojny, w kosmosie, na polowaniu na nosorożce (z lordem Roxtonem). Do tych warunków niezbyt pasuje wytworne havana. Wówczas wydobywam z kieszeni kurtki polowej przyrząd do palenia, wynaleziony przez Włochów: niesławne cygaro toskańskie. Więcej na temat tej broni masowego rażenia można znaleźć w książce Lesliego Charterisa „Vendetta dla Świętego”. Mam nadzieję że utrzymałem się w konwencji?

  249. A co do żyraf: fluid!
    Właśnie dziś, przy śniadaniu (zawsze czytam podczas jedzenia) znalazłam w „Clouds of Witness” Dorothy Sayers motto rozdziału 8 (każdy rozdział ma jakieś literackie motto):

    ‚A man was taken to the Zoo and shown the giraffe. After gazing at it a little in silence: „I don’t believe it” he said.’

    Alku, czy palisz też cygara? Lordowi Peterowi się zdarzało.

    Merynosie, dziękuję za przypomnienie dr Wandy Błeńskiej.
    Tak! Cudowna osoba.
    Warto o niej poczytać i warto się przejąć jej słowami.

  250. Coś dla SowyP, ale i dla wszystkich: wspaniale piękna dziewczyna o wspaniale pięknym głosie śpiewa ormiańskie „Miserere”.
    Jak archanioł.
    A ta katedra!!!

    duszpasterstwo.pl/zaspiewala-w-opuszczonej-katedrze

  251. A to jednak nie ja.
    Nie używam!

    Kasiu, no to faktycznie. To może poskutkować.

    Asiu, blubry, nie blybry.

  252. Fyrtle – ciekawa sprawa, mój tata używał tego słowa bodajże do zakamarków lub rzeczy odstajacych. Czy miał to z domu (kielecczyzna)? Raczej nie, bo tam prędzej wpływy rosyjskie. Może od Kaszubów, z którymi pracował.
    A odnoszac się do „babki na fleku”, u nas zdecydowanie oznacza to osobę upojona wysokoprocentowymi trunkami.

  253. Dlatego dziś posłucham sobie „Blybry starego Marycha”. Swego czasu, podczas wakacji w Kościanie mogłam słuchać tych barwnych opowieści, które mój kochany dziadek nagrywał na taśmy magnetofonowe.

    PS. Na nasze osiedle przychodzą z lasku małe liski. Zdarza się, że stoimy sobie dokonując obustronnych obserwacji. Jakże bystre spojrzenia mają te stworzenia.:))

  254. O, rety, Kasiu, pomysł jakże nietrafiony.
    W nocy dzieciom chce się spać. I tak być powinno.
    Jak nie lubią czytać w dzień, to w nocy nie polubią tym bardziej.

  255. Dzień dobry, moja Zuzia idzie dzisiaj do szkoły na „nocne czytanie”, z tego co wiem maja czytać „Język Trolli”. Bardzo jestem ciekawa czy spodoba się jej koleżankom (wróć, jestem pewna że im się spodoba).Moja córka czyta bardzo dużo, ale rówieśnicy z jej klasy nie czytają prawie wcale, mam nadzieję że takie akcje jak nocne czytanie to zmienią.

  256. Fyrtel- część miasta, dzielnica, kwartał miejski, okolica (niem. : das Viertel= część miasta).
    Tak podaje „Słownik gwary miejskiej Poznania” (prof. Gruchmanowej i prof. Walczaka).

    Ktoś tu wspomniał (Asia), że gwara poznańska jest śpiewna – ależ przeciwnie! Jest szorstka, twarda, rubaszna. Ale ją lubię, bo jest częścią szkolnego dzieciństwa. Tak mówili wszyscy w klasie!

  257. Dzień dobry. Zaglądałam tutaj już o 6-ej,czyli bardzo wczesnym rankiem,ale okazuje się,że są jeszcze bardziej ranne ptaszki,czyli Nini.:)Jadąc dziś do pracy, myślałam o Was wszystkich ciepło,wyobrażając sobie, jak zaczynacie dzień.Cieszę się,że udało mi się wydostać spod regału i spróbuję tu trochę pobyć.
    Biedronko, przeczytałam bladym świtem Twój wpis o koniu mojemu mężowi.Zgadza się z Tobą w całej rozciągłości(koń to KOŃ), dodając jednak,że na całe szczęście żaden nie przyszedł pod nasze drzwi, bo w tym wypadku przygarnięcie byłoby dość skomplikowane.:)Czekam na sarny, które w zeszłym roku odwiedzały zimą nasz ogród, podchodząc całkiem blisko okien.Jak to dobrze,że nieustannie mamy na co czekać.Pozdrawiam wszystkich na czele z DUA i życzę miłego piątkowego popołudnia.

  258. „Jeśli macie dobre, świetlane pomysły, to je pielęgnujcie. Nie dajcie im zasnąć, nie odrzucajcie ich (…) I nie przyjmujcie „nie” za ostateczną odpowiedź.”- to słowa związanej z Poznaniem pracującej w iększość życia w Ugandzie cudownej osoby śp. Doktor Wandy Błeńskiej, może kogoś zainspirują .

    A za żyrafiane konteksty dziękuję- tak jakoś to zoolodzy wymyślili, ze pani żyrafa to krowa, trochę dziwnie, ale niech im będzie. A kto ma ochotę pooglądać więcej tych cuuudnych absolutnie zwierząt może poszukać w sieci Giraffe Manor.
    Dobrego dnia

  259. Dzień dobry, Ulubiona Autorko. Zawsze widziałem siebie w roli takiego Petera Wimseya, ale Clovis mi tutaj trochę zamącił. W dzieciństwie bylem zawziętym anglofilem i do dziś ich lubię. Jaki może być inny powód jeżdżenia akurat landroverem, powiedzmy to sobie obiektywnie.

  260. Oj, jam Ci nie Anonimek, tylko Asia- Mama Oli;)

    A Poznań mógłby zostać mym drugim domem. To tak na podsumowanie.

  261. Skoro już koci temat tak się rozkręcił, nie mogę nie wspomnieć o mojej chrześnicy, która zawsze tuż po przyjeździe do jednej babci dzwoni do drugiej, która została w domu, z pytaniem „A nakarmiłaś już moje koty?”. Ale skoro marzy o byciu weterynarzem (a jeszcze ze dwa lata temu chciała mieć farmę!), to chyba nie powinno nas to dziwić.

    Ktoś tu jeszcze całkiem niedawno wspomniał o kaszelku… A ja, siedząc w niedzielę w teatrze na zaskakująco trafnym (w liceum jakoś do mnie nie przemawiało) „Tangu” – chyba pod wpływem sugestii Księgowych – upuściłam numerek i narobiłam hałasu. Na szczęście przed rozpoczęciem spektaklu ;)

  262. Aha, znalazlam mila strone poznanskiefyrtle.pl
    W odcinku „Po fyrtlach Poznania 168 – Jeżyce cd”, dotyczacym ulicy Koscielnej znajduje sie zdjecie starego murowanego wiaduktu pod nasypem. Czy to ten wlasnie znajdowal sie niedaleko domu Agnieszki?

  263. Dzień dobry!
    Poznań rozkopany, fakt.
    Jednak jak miło siedziało się na opustoszałej Teatralne, spoglądając na dom Kowalików.
    Kościół o. Dominikanów jakże przyjazny i miły dla oka w swej prostocie.
    Wspaniałe zabytkowe kamieniczki i śpiewna, poznańska gwara- uwielbiam!
    Z nadmiaru wrażeń i braku czasu nie zjedliśmy nic prócz pysznych pierniczków na Rynku Jeżyckim, przyszło nam się zadowolić później, bułą spożytą chybcikiem na peronie.
    Jakże inaczej teraz czytać się będzie Jeżycjadę mając w głowie obraz „przeżytego” Poznania.
    Miłego dnia:))

  264. Dzien dobry, wpadam na sekundeczke, zeby dodac sobie animuszu, z ociaganiem zabieram sie do obowiazkow.

    Czytam sobie Feblik powoli, z rozkosza zaglebiajac sie w szczegoly (mapa Poznania i okolic otwarta w internecie).
    Pani Malgorzato, za wszystko dziekuje nieustannie.
    Ignas wspanialy. Age poznaje dopiero, robi dziewczyna wrazenie i wzbudza podziw jak w takim otoczeniu udalo jej sie tak siebie ladnie skonstruowac. Niecierpliwie czekam co bedzie dalej.
    Ida – ach uwielbiam ten jej ciety jezyczek i celne spostrzezenia.”Im wiecej dzieci w okolicy, tym spokojniej mezczyzna spi” :))) Tak jest, widzialam! (nie wiem czy to „atawizm jakis”, mialam wrazenie, ze przemozna, podswiadoma chec izolacji)
    No i ta siekiera do pepowiny:))
    Sadzac z opisu Solacza (dawne piekne wille, potem w latach tu i owdzie 70 brzydkie bunkry) musi to byc dzielnica w rodzaju naszej Woli Justowskiej.

    Strasznie to niesprawiedliwe, zamiast spokojnie sobie czytac, musze zajac sie balaganem. Znajomi z dziecmi maja wpasc. Ide jak niepyszna…:(

    Dobrego dnia Pani Malgorzato! Pozdrawiam wszystkich!

  265. Ojej, nie zmieścił się cały wierszyk w formularzu? Dziwne, krótki przecież był! Zwykle piszę dużo dłuższe komentarze. Mogę jeszcze dostawić brakujący środek? Bo on jest najlepszy, jak go czytam, to zaraz mi się chce biec do pracy, nawet piechotą:

    Nareszcie jesień! Nareszcie słota!
    Strumienie deszczu i góry błota,
    długie wieczory, kasztany, chmury,
    żołędzie, liście, mgły i kaptury!

    Natychmiast wkładam kurtkę.
    Andiaaaamoooo!

  266. Dzień dobry!
    Pani Małgorzato, zachęcona przykładem Nini, wydobywam się spod regału, żeby podziękować za piosenkę Mazowsza „Cztery oczy”. Lekturę „Feblika” rozpoczęłam właśnie od sprawdzenia jaka to piosenka została wybrana przez Panią (pamiętam, że sama próbowałam coś doradzić w tej kwestii). Nie znałam tego utworu, a bardzo przypadł mi do serca. Dziękuję.
    Miłego dnia.

  267. Dzień dobry!
    We Wrocławiu dzisiaj smętnie i zimno, to ogrzewam się w cieple Księgi.
    Ach, pana Gruszkę ulubionego też zauważam w każdym aspekcie :-)
    Uściski ślę najmocniejsze.

  268. Autkiem własnym DUA. Najeżdżanie na tył samochodu , dzikie trąbienie i miganie światłami, gdy jedzie się prawidłowo( 3 x powtórzony znak ograniczenia prędkości do 50 km/h). I to na króciutkim odcinku zjazdu z obwodnicy. Napiszę mejla do wydziału ruchu drogowego z żałosną prośbą o poranne patrole. Zaczynam myśleć czule o autobusie( ale trzy przesiadki i piętnastominutowy marsz pod górę skutecznie mnie zniechęcają).

  269. Paczko chusteczek, jak masz dojścia to pogadaj, żeby jednak była łagodna, ta zima, koniecznie,
    Sowo P, florotypie bardzo przemyslne, jestem pod wrażeniem wyobraźni, i wierszyk o jesieni wesolutki i barwny, ze może i ja ją polubię,
    Na tej fali polecam bardzo wesołe obrazki, cała seria Inge Look o dwóch szalonych kobitkach – taka chcę być na starość :)

  270. Dzień dobry, Alku!
    Ona tak tylko kokietuje tymi kończynami. Przecież nie wypełzłaby tak błyskawicznie spod regału, gdyby były słoniowate.

    Dorothy Sayers wczoraj mnie zadziwiła i zachwyciła, powiem Ci. Wciąż jestem w „Clouds of Witness”. Rok 1926. Lord Peter spotyka na ulicy w Londynie przyjaciółkę swej siostry. Prowadzi go ona na dinner do Soviet Club.
    „The Soviet Club, being founded to accomodate free thinking rather than high living, had that curious amateur air which pervades all wordly institutions planned by unwordly people. Exactly why it made Lord Peter instantly think of mission teas he could not say…”. etc.
    Dalej – rozkoszne szczegóły. Czytałam do późna.

  271. Dzień dobry.
    Koję skołatane nerwy w pracy. Dojazd w porannych korkach wśród szalenie agresywnych osobników homo sapiens płci męskiej jest bywa ekstremalnym przeżyciem. Rozum zostawiają w domu, a kieruje nimi czysty testosteron plus adrenelina: co na drodze, to wróg. Uff… odpocznę pracując.
    Temat psi bliski memu sercu. Moja psina bardzo tęskni za towarzystwem i przyjęłaby kolejnego psiego osobnika do stada z jazgotliwą radością, niestety, mąż jest przeciwny. Kotów nie znosi.
    W temacie kota: siostra, zapalona kociara( okresowo trzy koty w domu), po tragicznych wydarzeniach- kot + samochód na rondzie- postanowiła uzupełnić przerzedzone stado nową znajdą z cmentarza. Pomarańczowy kociak o bursztynowych oczach darł się rozpaczliwe i biegł wytrwale za nią aż do samochodu. Zgarnęła więc kocie nieszczęście i via weterynarz powiozła do domu. I wybuchła potworna awantura. Ocalały pojedynczy osobnik przeraził się znajdy tak, że próbował uciec przez zamknięte okno, w końcu smyrgnął na dwór i nie wracał przez 3 dni. W domu rozpacz. W końcu wrócił, ale malucha trzeba było oddać do przyjaciółki na wieś. Jest tam stado psów(5 znajd) i kilka kotów. Mały wpasował się jak w masło. A koci neurotyk( o imieniu Minus) do dziś, zanim wejdzie do pokoju, sprawdza, czy nie ma tam intruza.

  272. Dzień dobry, urocza Nini! Tak, w dodatku mnóstwo kurzu pod naszym regałem. A słyszałam od czasu do czasu, jak tam ktoś kicha jak z armaty!
    Ale są i dobre strony milczącego uczestnictwa: Ty jedna zauważyłaś, że to pan Gruszka rządzi!
    Dziękuję za wrażenia z Opery. Dyrygent kobietą! I to w dodatku – z fryzurą!
    Jestem zachwycona.
    Mam nadzieję, że już nie wleziesz pod regał, tylko będziesz się tu jawnie przekomarzać z nami wszystkimi.
    Czuję, że będzie z Tobą wesoło.

  273. Nini, nie narzekaj na słoniowatość kończyn, skoro ci się tak wytwornie zginają, mimo debiutu. Wszystko jedno, czy u wodopoju czy nie. Nawiasem mówiąc, Nini to postać z opowiadania Tove Jansson (uśmiech).

  274. Ach, rzeczywiście, proszę wuja Onufrego!
    Jak to człowiekowi siedzą pod skórą ulubione lektury!
    Witam Wuja szczególnie czule.

    Bibliotekarki lube, dzięki za przypomnienie. Czas szybko leci. Już piszę, już piszę.

  275. A że tak powiem: „Wuj – to wuj. (…) gdzie ojca nie ma, tam, Pismo mówi: wuja słuchał będziesz.”

  276. Dzień dobry pani Małgorzato ! Bibliotekarki z Wałbrzycha polecają się ku pamięci, impreza już za tydzień. Czy możemy liczyć na pani łaskawość ? Pozdrawiamy i życzymy miłego dnia :)

  277. melduję uprzejmie, że dziś rankiem, a właściwie bardzo bladym świtem (5.28), na wszystkim skrzyła się cieniuteńka warstwa śniegu, tak jakby Pan B. posypał świat cukrem pudrem. Acha, ten cukier puder to w Krakowie.

    Miłego dnia dla wszystkich :)

  278. Rety! Żyrafa! Gumilow! Uwielbiam tłumaczenie, chyba Pana Woroszylskiego, szczególnie wzruszają ręce, co objąwszy kolana, szczególnie są cienkie. I ten wzór, z którym księżyc się równać jedynie by mógł, w jeziorze kołysząc i falą się łamiąc w nim drobną.
    Ach, ona naprawdę jest wytworna i z wdziękiem nawet przed burzą ucieka. Nawet zginając się w A u wodopoju. Patrzy żyrafa łagodniej niż krowa. Krowa, prawdę mówiąc, niech się schowa. Może niekoniecznie fioletowa. I te granatowo-czarne rzęsy, prawie do czułek!
    Wpis „Andiamo, andiamo” urwał mi się oczywiście na „śpiewa, stojąc” i wyobraziłam sobie Panią, Pani Małgosiu, jak Pani w ten sposób pogania Sowią gromadkę.
    Proszę wybaczyć słoniowatość kończyn, trema debiutantki.

  279. Pani Małgosiu! Pani Małgosiu! Pani jest.. Pani jest.. totalna!
    Najpierw brakowało mi śmiałości, a zaraz i długo potem słów. Regał boleśnie już uwiera, głupio się czuję, czytając – trochę jakby nie swoją korespondencję, ale.. c’est plus force que moi.
    Szczęśliwie, w Operze zaczęło straszyć. Nie, nie Upiór, a Dwór. Od pierwszej chwili, gdy tylko okazało się, że dyrygent jest kobietą, obserwowałam całość niejako dwutorowo – unieszczęśliwiona w imieniu Geniusi fryzurą – nie do poklepania, napinając do granic uwagę, by dosłyszeć, co kto i komu odda na skinienie (a tyle cudnych rozpraszczaczy przede mną, łącznie z kaszelkiem :o)). Nie wiem, co autor powiedziałby na mazura, który momentami bardziej przypominał kankana, może podziwiałby giętkość, gibkość i zgranie tancerzy, które – gdyby je objąć obiektywem i przyłapać – objawiłyby także iealną równoległość nie zawsze idealnie równych kończyn?
    Zobowiązanam kompozytorowi i realizatorom, bo dzięki nim odważyłam się wyrazić moją cichą, acz rozległą wdzięczność dla Pani za opium. Raczę się nim i napawam nieustannie. Każda książka Pani autorstwa nosi liczne ślady niezliczonych rosołków, ostała się najnowsza. Chwilowo. Dziękuję za milion wzruszeń i za warstwy, które ujawniają się – stale i wciąż – przy kolejnych lekturach. Za Pana Gruszkę zwołującego familijną naradę. Dziękuję.

  280. A dziś zamiast wieczornej słuchanki, wiersz-oda do jesieni Małgorzaty Strzałkowskiej, która też to i owo sama ilustruje. Ale ten wierszyk jest akurat z tomiku „Zielony, żółty, rudy, brązowy!”, ilustrowanego przez pana Fąfrowicza.

    Zielony, żółty, rudy, brązowy –
    jesień uderza mi do głowy!
    Z radością witam jesienne chłody
    i rynny pełne spienionej wody!
    Z radością witam jesienne pluchy,
    jesienne wichry i zawieruchy!
    (…)
    Wyciągam z szafy stos rękawiczek,
    kalosze, beret, ciepły szaliczek
    i skacząc sobie poprzez kałuże,
    pędzę przywitać jesienne burze!
    Zielony, żółty, rudy, brązowy-
    jesień uderza mi do głowy!

  281. No właśnie to verdiowskie „andiamo, andiam!” przyszło mi natychmiast do głowy, bo to nasza stała domowa przyśpiewka, kiedy jedno się spieszy do wyjścia, a drugie jeszcze marudzi. Ale to śpiewa chór męski, a nie solistka, więc odpada.

    Madziu Z. jeszcze Tobie nie odpowiedziałam: Janusz Towpik to nieco zapomniany polski rysownik, który szczególnie ulubił sobie rysowanie zwierząt. Jego rysunki można było znaleźć m.in. w podręczniku do klasy III do Środowiska (pamiętasz które to obrazki? Bo ja średnio :) ) i właśnie w Encyklopedii PWN. Wpisz nazwisko w wyszukiwarce, to od razu poznasz o jaką rycinę mi chodzi. :)

  282. Frufelek, Felek zrobił fru, Szczęście zrobiło fru wprost w Twe ramiona. Wszystko pasuje.
    Ale Frufelek to jak przewrotny wróbelek( zwłaszcza, że ma 6 kilo!).

  283. Merynosie, mam tak samo ;)

    Dziś już rzeczywiście listopadowy mróz był na polu, ale wczoraj jak świeciło słońce, to myślałam, że wiosna w pełni. A wczorajszy Księżyc tak tajemniczo był schowany za chmurami, że aż miło było popatrzeć :)

    Dobrej nocy!

  284. Przyjdzie zima, przyjdzie i pora na odświeżanie śnieżnych…
    Ann, Herriot świetny! Polecam wszystkim, zwłaszcza tym, przytłoczonym czasami dużymi miastami. Darrowby jest urzekające! (bo to o tym Herriocie mowa, prawda?)
    te florotypie są niesamowite…! ależ wyobraźnia!

  285. „Andiamo, andiamo, andiaaa-aaa-mooo!” – śpiewają, stojąc.
    Idę oglądać sowie rekomendacje.

  286. Nie ja je wymyśliłem. Sporo lat temu na ulicach pojawiły się plakaty reklamujące firmę Endo, bodaj ubranka dla dzieci. Na plakatach były różne niby dziecięce rysunki z absurdalnymi podpisami. Na jednym widniał taki sobie patyczkowaty ptaszek z uniesioną jedną łapką i podpisem „frufelek robi jaskółkę”. Postanowiłem wtedy, że gdy trafi mi się odpowiednie zwierzę, dam mu tak na imię. Traf chciał, że jakiś czas potem napatoczyła się moja sześciokilowa kocina. Imię przylgnęło momentalnie.

  287. W której operze? Powiedziałabym, że w każdej :). Takie wzajemne pośpieszanie się śpiewaków, to dość konwencjonalny tekst operowy. A ta opera jest polska czy zagraniczna? Łatwiej będzie szukać. Zafrapowało mnie, z jakiegoż to przedmiotu był egzamin mamy Isi, że musiała operowe libretta zdawać…

    Paczko Chusteczek, mówisz jesień idzie? A ja w nocy oglądałam obrazki z książeczki dla dzieci Tony’ego Johnstona „The winter is coming”! Rzecz jest o pięknej jesieni. Obrazki śliczne! Zobaczcie sami. Tekst nie wiem, za małe literki. Merynosie, często po lekturze KG trudno mi wytrwać w słusznej postawie pani Zofii pt. „nie musimy mieć wszystkiego”.

    I jeszcze taką ciekawostkę przyrodniczo-artystyczną wypatrzyłam: wpiszcie w wyszukiwarkę Elżbieta Wodała florotypie.

  288. Ulubiona Autorko, ja jestem jeszcze fanem Clovisa Sangraila, bohatera opowiadań Sakiego. Diuszesa of Denver owszem, przecudna.

  289. Chesterko, nie zauważyłem wcześniej. Dziękuję w imieniu kota i własnym. Kot nazywa się Frufelek, to skomplikowana historia.

  290. Racja, Alku. Śniegu było pod dostatkiem.

    Ann, tak jest, lord Peter. Pomalutku, kilka stron wieczorkiem i błogie usypianko. Zero emocji.
    Wspaniała jest matka lorda, Duchess of Denver, staruszka ma taki rozkoszny, absurdalny ciąg skojarzeń i każda jej wypowiedź to jest ciąg dygresji, powiązanych dziwną logiką.
    Napisane to jest pysznie! Tak więc usypiam z uśmiechem.

  291. Dobry wieczór,
    uśmiecham się wieczornie do DUA :-) Dalej Lord Peter?
    Chesterko, nie wiedziałam, że masz taką historyczną rodzinkę, jak miło. U mnie – podróże w XVII wieku.
    Lessing, dla mnie smutne. Uwielbiam za to cały cykl Herriota.
    Kot to kot, li i jedynie:-)
    A tak serio – dobrego wieczoru!

  292. W porządku, po kolei, najpierw jesienna, później zimowa, a potem wiosenna…
    Takiej typowo li i jedynie jesiennej to chyba nie było, prawda? Jeśli ta następna będzie tak ciepło jesienna jak ten obrazek, to już się nie mogę doczekać na długie z nią wieczory przy kominku, z kubkiem herbaty w drugiej ręce!

  293. Śnieżna?
    A nie, mam już zamówienie na jesienną.:)

    Zuziu, dziękuję za „Bajkową mozaikę”, zaciekawiła mnie.

  294. Klaudynko, jaka wspaniała propozycja, od razu mi się spodobał tytuł, potem ujrzana okładka, a recenzje brzmią tak zachęcająco, że zaraz sprawdzę w najbliższej bibliotece czy ją mają w katalogu :)

  295. Zuziu, ja też się boję zniszczyć te misterne dekoracje (tyle to musiało pracy i czasu wymagać!) i, chodząc, staram się nie nastąpić na takie oszronione listki. Ale, z drugiej strony, ten chrzęst oszronionej trawy i pierwsze „ślady”! :)
    a w tym roku podobno ciężka zima, już dawno słyszałam, że niedźwiedzie się ostro szykują, nie to co w zeszłym roku! hu-hu-ha!
    DUA – jeśli ta zima faktycznie będzie taka prawdziwie zimowa-może następna część Jeżycjady śnieżna?

  296. Dobry wieczór!
    Wczoraj albo we wtorek, mając jeszcze dużo czasu przed pójściem do szkoły, wzięłam sobie książkę i zaczęłam czytać, lecz nagle patrzę, słońce tak pięknie wyszło, oświetliło oszronione podwórko i poczułam się jak w piękną, wspaniałą, PRAWDZIWĄ zimę. Piękno świata wygrało z pięknem książki. Wybiegłam na dwór i spacerowałam, lekki mróz szczypał mnie w policzki, a ja podziwiałam. Zabrakło mi słów! A niby to taki prosty obrazek! Wszystko było takie tajemnicze, miałam wrażenia, że jeżeli cokolwiek zrobię to wszystko popsuję. Na zawsze zapamiętam ten poranek. Dziękuję, że mi przypomniałaś Paczko Chusteczek!:)

    Jeśli chodzi o ilustrację, to mam książkę „Bajkowa mozaika”. Jest to zbiór bajek z całego świata opowiedzianych przez ludzi, którzy mieszkają w Polsce etc. Tak jakby każdy opowiedział albo wymyślił (nadal nie jestem pewna) bajkę, która „góruje” w ich ojczyźnie. Została zakupiona przeze mnie ze względu na ilustracje właśnie. Piękne! Według mnie.
    :)

  297. Sowo P., pomożesz?
    „Spieszmy się ! Ach na nas czas”
    Pamiętam jak krytyk Bogusław Kaczyński opowiada o tej operze i cytuje te właśnie słowa. Ale tytułu opery – nie pamiętam.

  298. W ramach przygotowania do zajęć sięgnęłam dziś po ,,Kwaterę Bożych Pomyleńców”. Ach, nawet nie przypuszczałam, że tak się za nimi wszystkimi stęskniłam. Dobrze jest wrócić na Żurawią. ;)

    PS Psy nade wszystko! Koty lubię, ale cudze.
    PS2 Moje przepiórcze zmysły mówią mi, że zima już tuż, tuż. Oby się sprawdziło. :)

  299. Dziękuję, Paczko Chusteczek. Po tym pięknym opisie czuję się już tak, jakbym te zdjęcia dostała.
    Zwykle ich odbiorem zajmuje się Adminka, ale teraz dajmy jej spokój, bo pisze książkę i ma termin na karku.
    Oj, robota, robota. „Tak wiele roboty”.

  300. Dobry wieczór! Czy da się tutaj na stronkę wysłać zdjęcia? Albo do Pani? W jesiennych klimatach od ponad 2 tygodni czekałam na piękny szron na krzewie róży i wreszcie się doczekałam, wygląda przepięknie! Koraliki róży jakby otoczone w grubym cukrze, listki pracochłonnie obramowane kryształkami-a to wszystko oświetlone porannym słońcem! Idzie zima! :)

  301. Joanno, to dobrze, że Twój golden jest łagodny i nie chce dominować, bo istnieje szansa że psiaki same sobie ułożą wzajemne relacje, a Ty tylko dawaj im do zrozumienia, że obydwa są jednakowo ważne. Powinno się udać :):).

  302. Mirrorko, bardzo dziękuję za wiadomość prywatną. Wzruszyła mnie!
    A cytat trafny, rzeczywiście.
    Pozdrawiam jak najmilej.

  303. Merynos, bardzo to trafnie wyraziłaś, w moim także imieniu, już znalazłam nowe utwory muzyczne, ilustratorów bardzo udanych, dziwne miejsca na Ziemi, a najważniejsze to wspólne stany ducha, podobne rozterki, obawy i radości, dużo tu pociechy :)

  304. Dzień dobry, Piotrze!
    To wcale nie jest dziwne. To jest bardzo, bardzo dla mnie miłe.
    I w dodatku ten murzynek Gabrysi! Warto umieć go upiec, kiedyś na pewno tym zaimponujesz jakiejś oczytanej panience!
    Ciasto pyszne i łatwe.
    Życzę Ci powodzenia we wszystkim i pozdrawiam jak najserdeczniej.

  305. Merynosie, jeśli chodzi o żyrafy:

    Николай Гумилев
    Жираф (1908)

    Сегодня, я вижу, особенно грустен твой взгляд,
    И руки особенно тонки, колени обняв.
    Послушай: далеко, далеко, на озере Чад
    Изысканный бродит жираф.

    (…)

    И как я тебе расскажу про тропический сад,
    Про стройные пальмы, про запах немыслимых трав…
    – Ты плачешь? Послушай… далеко, на озере Чад
    Изысканный бродит жираф.

    Ten wiersz powiedziała mi wiele lat temu przyjaciółka mojej rosyjskiej przyjaciółki. Został odciśnięty w mózgu na wieki, wydawałoby się, bez powodu. Teraz się przydał.

  306. Merynos, dokładnie! :)
    Swoją drogą, codziennie sobie mówię „dzisiaj to nic nie napiszę, nie będę przecież co chwila pisać, tylko sobie spokojnie poczytam”, a tu zawsze tyle miłych rzeczy, że aż się chce coś dodać:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  307. Proszę pani !
    Moja siostra jest rok starsza i fascynuję ją jezycjada!
    Mnie też!
    Bardzo właśnie skończyłem feblik
    Może to dziwne ze mam 12 lat i uwielbiam jeżycjade!
    No i piekę murzynek Gabrysi !
    Pozdrawiam !;)

  308. Dziękuję,UA. Ta wspólnota myśli i wartości mnie pokrzepia. Seneka rzeczywiście mógłby dać radę.Mnie pomaga,jak sobie czasem poczytam.Borejkowie mnie natchnęli i od dawna trzymam jego „Myśli” na stoliku przy łóżku.:)
    Beato S.,u nas z psem i kotem, tym domowym znajdą,było dokładnie tak samo i też cała operacja trwała około dwóch miesięcy.Pomogły spacery,bo nasz kot był bardzo psi i uwielbiał z nami wędrować nawet dość daleko od domu.Mam nikłą nadzieję,że psy może kiedyś też się polubią, chociaż w relacjach psich może to być trudniejsze.Pocieszam się, że nasz golden w przeciwieństwie do Froda to straszna ciapa, sama łagodność ,więc może da sobą porządzić i jakaś szorstka przyjaźń będzie możliwa.Gdybyśmy znaleźli dobrego właściciela, to bym go oddała.Ale póki co mimo intensywnych poszukiwań nikt się nie zgłosił.Trzymaj więc kciuki bardzo,bardzo mocno;-)
    Alku, czytasz w moich myślach, ty naprawdę „znasz Józefa”,bo kiedy o Was wszystkich myślałam, właśnie to określenie przyszło mi do głowy.:)

  309. Magdo Z., ze wstydem przyznaję się, że nie pamiętam, w której to operze się tak wolno śpieszą;( Swego czasu kułam wszystkie ważniejsze libretta do egzaminu, ale wiadomo – jak się coś kuje do egzaminu, to się potem jeszcze szybciej zapomina. Poza tym było to baaardzo dawno temu. Gdzies mam „Przewodnik operowy” i jak go znajdę, spróbuję sobie przypomnieć. A póki co, jedyna nasza nadzieja w Sowie P.:)

    „Kocie opowieści” Herriotta mają przepiękne ilustracje z oryginału, ale tłumaczenie jest okropne. Pamiętam, jak złowrogo bulgotałam czytając polską wersję jw;)

    Z autorek, które przepięknie ilustrują i piszą (poza DUA, która jest w ogóle w obu branżach bezkonkurencyjna) bardzo lubię Jill Barklem i jej opowieści z Brambly Hedge.

    Alku, zaliczyliśmy już chyba wszystkie możliwe warianty ratowania jakiejś zwierzątkowej biedy. Doszło już do tego, że w któryś Prima Aprilis nabrałam Isię żądając natychmiast jakiegoś kartonu, bo znalazłam ranną żmiję w ogrodzie i w związku z tym mam zajęte ręce;)

  310. Jak to dobrze być w miejscu, w którym ludzie „znają Józefa”, lubią koty i psy, a także żyrafy( a więc jest nas więcej :)). Jak dobrze być wśród ludzi, którzy chcą zrozumieć i wśród tych, którzy się tu dzielą swoją wiedzą. Jejku, po prostu jest dobrze i inspirująco. I dlatego świat trwa, chyba ;). Tak się chciałam podzielić moim odkrywaniem co chwilę, co kilka wpisów czegoś, co każe mi powiedzieć: ojej, też tak mam, też to lubię, też mi to jest bliskie. A także jeszcze częściej: ojej, jakie to ciekawe, trzeba przeczytać/posłuchać/zobaczyć. Dobrego popołudnia wszystkim.

  311. Joanno ….miałam niedawno podobny problem, ale w relacjach psio – kocich. Otóż , przygarnęliśmy suczkę, która nie miała prawdopodobnie kontaktu z kotami no i przez ok. trzy miesiące musieliśmy zwierzaki izolować. Było to rzeczywiście dość męczące, ale trud się opłacił i teraz dwie dziewczyny śpią na jednym kocyku, kołdrze itp. Na odległość ciężko doradzać, bo każdy przypadek jest inny, ale na pewno to wymaga troszkę czasu. Trzymam kciuki :):)

  312. Madziu, przecież Ty nigdy nie piszesz niczego obraźliwego.
    Jeśli czasem traktuję Twoje komentarze jako prywatne, to dlatego, że mnie o to prosiłaś.

    Joanno (wiad.pryw.), oczywiście, że jesteśmy jednego zdania, Ty i ja.
    Spokój i dystans jak najbardziej wskazane. Już Seneka o tym nauczał. Świat się w gruncie rzeczy nie zmienił aż tak od jego czasów. Zmienia się decorum, nowe technologie wstrząsają rzeczywistością, ale istota sprawy pozostaje. Sprawiedliwość i krzywda, prawo i bezprawie, prawda i kłamstwo. Wszystko tak samo działa. Szkoda tylko, że dziś nie mamy takich mędrców, jak on. Gdyby nazwali zjawiska naszego świata z podobnym mądrym spokojem, może żyłoby się nam lżej.
    Może.

  313. Alku, świetnie powiedziane. Podwójny nelson! Tak jest.
    Poprawię tylko: te osoby nie są „wyjęte z moich książek” – to moje książki opisują prawdziwych ludzi. Miałam i mam szczęście znać wielu wspaniałych, mądrych i dobrych, a także uroczych ludzi. Tak, masz rację, mało ich widać, bo nie pchają się na pierwszy plan.
    Prawdziwie uroczy człowiek to człowiek skromny.

    Złodziejko książek, miłego wypoczynku życzę.
    Joanno, nie mam doświadczenia. Obecny pies nasz jest solistą.

  314. Czasem uwagę medialną przyciąga też „matka Madzi” , Alku. I z mojego punktu widzenia jest to bardziej bulwersujące, szokujące i deprymujące niż porachunki gangów.

    Nie wiem, czy pani przepuści, Pani Małgosiu, ale post nie jest obraźliwy , Dziatwa ogląda wiadomości od maleńkości, a lakoniczna uwaga i tak spłynie w powodzi pogaduszek o psach i kotach. :)
    Lubię Panią coraz bardziej. :)

  315. Złodziejko książek, jeśli ta zagranica to nie jest dolina Vermosh w Albanii, na pewno będziesz miała dostęp do sieci co jakiś czas. Nie upadaj na duchu.

  316. Joanno, takich ludzi jest mnóstwo, tylko mało je widać. Osoby wyjęte z książek Ulubionej Autorki nie są skore do mordu, a mało co poniżej malowniczego morderstwa przyciąga uwagę gazet, spragnionych z kolei przyciągania uwagi czytelników. Ten właśnie podwójny nelson powoduje, że jak już spotkają się dwie osoby „znające Józefa”, to na początek są zaskoczone swoim istnieniem. Ale co tam, niespodzianki są fajne.

  317. Drodzy Księgowi, Pani Małgorzato!
    Chciałam się na razie pożegnać Wyjeżdżam do rodziny za granicę. Pewnie przez jakiś dłuższy okres będę mieć bardzo ograniczony dostęp do Internetu, tudzież innych mediów. Trzeba czasem poświęcić czas na życie poza wirtualne. Tak czy inaczej bardzo było miło zaglądać na tę stronę Może, kiedyś powrócę, kto wie? Pani Małgosi życzę powodzenia i dużo zdrowia… Czytałam fragmenty Feblika w Empiku jest dosyć oryginalny.

  318. Pies to pies.:)Poratujcie, proszę pocieszeniem i dobrą radą.Od 9 lat mam parsona russell terriera o imieniu Frodo (psy tej rasy występują teraz we wszystkich niemal reklamach), a od kilku dni przygarniętego golden retrivera, którego wzięłam od mojego brata i bratowej,gdyż ich chory synek nie powinien mieć kontaktu z jakimiś specyficznymi pasożytami,które roznoszą psy i które nie przeszkadzją ludziom zdrowym, ale w jego przypadku są zabójcze.Problem w tym ,że mój Frodo jest strasznie wyrywny i atakuje inne psy(co ciekawe akceptuje koty, ale tylko nasze), więc na razie musimy je izolować.Jest to trochę kłpotliwe i trudne dla nas i zwierząt na dłuższą metę.Może macie więcej psiego doświadczenia- czy to ma szansę się zmienić?

  319. Kiedy byłam całkiem mała , czasem w klasy też grywałam :)

    Dzień dobry.
    taka mała inspiracja Cortazarem

  320. Chesterko, jeśli chodzi o e-kartki, to nie pozostałość po hakerach; bywa, że w wyniku ustawień poczty kartki mogą lądować w folderze „Spam”. Jeśli kartka nie doszła, proszę sprawdzić właśnie w spamie, i to oczywiście bezpośrednio na serwerze, nie w programie pocztowym. Pozdrawiam!

  321. A i owszem, bardziej dziwaczne, zgadza się. Oczywiście są innego autorstwa.
    Mimo to – dobra odmiana.
    Mamy pierwsze trzy zestawy. I to już wystarcza, kolejne nas nie nęcą.

    Joanno, a musiałabyś zobaczyć te piękne osoby w empiku, w jednej kolejce! Naprawdę – fenomen.

    Szkrabie, dzięki za trop. Zaraz kupię tę książeczkę.

  322. Pies to pies. Starosta jak już coś powie, to krótko, a dobitnie, i niezmiernie trudno się z tym nie zgodzić :)
    Herriot!!! Tak, tak, tak!. ” Kocich opowieści” jednakże jeszcze nie czytałam, muszę gdzieś wyszukać.
    Dixit bardzo lubimy całą rodziną, ale moim zdaniem kolejne edycje mają coraz bardziej dziwaczne obrazki. Właśnie nie dziwne ( bo takie być powinny w tej grze), tylko dziwaczne.

  323. Ależ wiem, wiem o pani Emilii :) Ale, primo, to jedna familia (choć niezależna), a secundo, zastanawiałam się nad autorami o dłuższym stażu, o pokoleniach między, powiedzmy, „Kurierem” Chopina, a wczesną DUA.

    Dodatki, rozszerzenia, nowe edycje gier – różnie je zwą. Miałam na myśli nowe zestawy kart (jest już ich 6 czy 7), także innych ilustratorów niż Maria Cardouat. Bo czytałam opinie, że te nowe zestawy (od nr 3 bodajże) są bardziej jednoznaczne i przewidywalne (choć bardzo ładne) i rozgrywka robi się za łatwa. Ale, być może, jest to tylko kwestia wyobraźni grających, więc wolałam zapytać eksperta od pojemnej wyobraźni. :) A wersja”Odyseja” pozwala ponoć grać w dwanaście osób, ale nie wiem, czy to już nie przesada. Nam i czwórkę graczy ciężko jest zorganizować.

  324. Pozdrawiam w nostalgicznie szare i mgliste listopadowe południe.Pani Małgorzato, dotrzymuję wczorajszej obietnicy i jestem jakby spokojniejsza.Tym bardziej, że tak pracuję, że mogę sobie pozwolić na to, by zerknąć od czasu do czasu na tę stronę.:)Czytam wpisy, uśmiecham się i zastanawiam, skąd tu tylu ludzi jakby wyjętych z Pani książek.To jakiś fenomen i magia razem wzięte.
    A „Feblik” cudowny.Dawkuję sobie w małych porcjach, powstrzymując się przed jednohaustowym czytaniem,żeby przyjemność trwała jak najdłużej.

  325. Widzę, że mamy tu wielu miłośników kotów. Oraz pięknie zilustrowanych książek. Polecam Wam książeczkę Andrzeja Maxa „Żal mi kota”. Jest to zbiór wierszy o kotach a do tego PRZEPIĘKNE ILUSTRACJE. :)
    Dodatkowym atutem jest to, że kupując tą książkę honorarium autorskie przekazywane jest na Hospicjum Dziecięce „Promyczek” w Otwocku. Nie dość, że zyskujemy piękną książkę (moja 2,5 letnia córka jest zakochana w obrazkach tych kotów) to jeszcze wspieramy dzieciaczki :)

  326. Dzień dobry DUA. Jeszcze na chwilę wracając do do kotów, to spieszę donieść (dowiedziałem się tego od poprzednich opiekunów, gdy już ich znalazłem), iż mój główny kot wychowywał się z pit bull terrierem. Do dziś zachował pewne nawyki. Jest tak bardzo psi, jak tylko może być dwunastoletnie kocisko.

    Przekazuję Pani powitanie tego pięknego poranka. Bo GDZIEŚ na pewno jest piękny poranek, nie wątpię w to.

  327. Kochana DUA! Koleżanka wysłała mi kartkę z Pani strony, ale nie mogę jej pobrać. Czy to jeszcze jakieś pozostałości po hakerach?
    Ann, o ile pamiętam, jesteś doktorem historii (?!), czy możesz zdradzić temat swojej pracy? Mój maż jest historykiem, a najstarsza córka idzie w jego ślady.
    Alku, nie wiem, kogo bardziej lubię: Ciebie czy kota towarzyszacego?;)

  328. Wpis Sowy jest śliczny, choć mało konkretów poza nazwiskiem autora ilustracji do Encyklopedii, które natychmiast ZAPAMIĘTUJĘ. :D I natychmiast przypomina mi się wielka litera A w Słowniku Technicznym, którą oglądałam jako dwulatka na kolanach Taty. Była fascynująca i strasznie chciałam wiedzieć co to. :) Ciekawam, czy to może być moje najpierwsze wspomnienie; trudno to uporządkować chronologicznie. :)

    Choć w weekend znowu pracuję , dziś mam dzień wolny – hurra! Odrobina relaksu wyjdzie mi tylko na zdrowie i uspokoi z lekka skołatane nerwy. Bo w pracy – kłopoty! ale – pomyślę o nich jutro. W pracy. :) A nuż, damy radę i znów będzie chciało mi się tam iść. Pozdrowienia, serdeczności i uśmiechy dla Starosty :)) i Księgowych :)))))

  329. A to już dzień dobry.
    SowoP, podpowiem: Emilia Kiereś.:)

    Co do kotów: piękne. Ale pies to pies.

    Dodatki do Dixit? Nie wiedziałam, że jakieś istnieją. Ale kupiliśmy już trzy kolejne edycje gry, z zupełnie innymi obrazkami. Przydają się, bo ten pierwszy zestaw dość szybko się opatrzył.

  330. To dobrze, że sobie tak miło gawędzimy o kotach …..zwłaszcza teraz, kiedy jest już zimno i wiele z nich z tego powodu cierpi. Wszystkie te tajemnicze istoty, które przewinęły się przez nasz dom zawsze same sobie nas wybierały i z miejsca stawały się nowymi członkami rodziny. Nigdy nie ograniczamy ich wolności choć staramy się zminimalizować ewentualne niebezpieczeństwa np. nie wypuszczamy ich z domu w nocy…. W ten jesienny czas, jeżeli zdarzy się ,że kot wybierze Was , a macie odrobinkę miejsca i trochę czasu dla niego ,to nie zastanawiajcie się tylko…. pozwólcie się pokochać:)….Mamo Isi, Zuziu, i wszyscy tutaj koci przyjaciele uśmiecham się do Was i wspomnę jeszcze ,że z książek o kotach lubię np. ” Kocie opowieści” J. Herriota. Uwielbiam w ogóle wszystkie jego książki. Dobrej nocy wszystkim i Tobie Starosto:):)

  331. Mamo Isi, ja też kupuję książki z powodu ilustracji! A pisarz-ilustrator to mój ulubiony gatunek.
    I już miałam zakrzyknąć, że jak to DUA w Polsce pierwsza i jedyna, przecież są jeszcze… i tu urwałam, bo nic mi nie przyszło do głowy. To znaczy przyszło, same zagraniczne nazwiska. Rzuciłam się więc do przeglądarki, by coś znaleźć, ale jakoś mi nie idzie. Mogłabym ewentualnie wymienić Iwonę Chmielewską, ale w jej książkach jest tak mało tekstu, że chyba się nie liczy. Za to wyskoczyło mi dużo ciekawych nazwisk polskich ilustartorów (nie piszących), będących wspomnieniem z dzieciństwa. Np. taka kolorowa grafika ze zwierzętami. Skąd ja ją znam?? Gdzie ja ją widziałam?? I już wiem – Encyklopedia Powszechna PWN. Janusz Towpik! Oo, zaraz mi się przypomniało jak tę encyklopedię wertowałam jako dziecko, godzinami oglądając jej nieliczne kolorowe wkładki, bo reszta była szara i nudna. Już wtedy uważałam, że dobra ilustracja w książce to sprawa podstawowa. I jeszcze odkryłam ciekawy blog o starych polskich książeczkach dla dzieci – „To dla pamięci”, popatrzcie sobie. A na koniec, zamówiłam pod choinkę polacene przez Beatuszkę „CV” Szancera, o.

    Dobranoc.

  332. Witam

    Feblik przeczytany. Dobra książka, a miejscami bardzo dobra. Udała się Pani.
    Ale mam jedno zastrzeżenie.

    pozdrawiam z Nekli.

  333. Zuziu, moje koty też gadają bezustannie. Kiedy często mówisz kotu, co o nim myślisz, on chętnie odpowiada tym samym.
    Buczyno, znam większość tamtejszych chłopaków i dziewcząt. Kilkoro z nich widziałem tydzień temu na konferencji.
    Mamo Isi, idę sobie kiedyś przez Mokotów z przyjaciółką, wieczorem i słyszę z krzaków dość rozpaczliwy koci płacz. No to zatrzymuję się z piskiem hamulców i mówię oczywiście „kici kici”. Wtedy z krzaków wypada łaciaty wielki kot i rzuca mi się w ramiona, od razu mrucząc. (Oczywiście przeprowadziłem badania, czy kocina nie ma przypadkiem stęsknionych właścicieli, ale ostatecznie został u mnie). To jest właśnie ten nasz kot najbardziej towarzyszący.
    Dobranoc, UA i Księgowi. Idę lec.

  334. Mamo Isi, a w której operze tak śpiewają? Na operze się nie znam, niby skąd? Najbliższa Opera jest pewnie w Krakowie, jakieś 200 kilometrów stąd. ;)

    :)

  335. Zuziu, trzymam kciuki, bystra z ciebie osóbka, będzie dobrze :)
    DUA – ho! ho!, frontowa dziewczyna, dobrze, że kobiety są takie dzielne,
    „Opium w rosole” i mi najbliższe przez doświadczanie tej samej rzeczywistości,
    Oj, wzorem mamy Isi schodzę ze sceny, choć też nie mam siły się ruszyć, jak dobrze, ze jutro mam wolne :)

  336. zmieniając temat – bardziej a’ propos poprzedniego wpisu zresztą :) Ostatnio jak Helenka nie chce zasnąć to usypia słuchając i patrząc na grającą Kate Liu. Hipnotyzujące :)
    Alku, poznałam kiedyś miłą poznaniankę współpracującą z fundacją (?) Salamandra prowadzącą szpitalik dla nietoperzy. Ciekawe czy się znacie…

  337. Ach jej, Starosto, jakoś mi się wydawało, że jesteś Starostą powojennym;) Styczeń 1945; biedna, dzielna Mama.
    Kupiłam książkę na allegro; jest tam tego sporo.
    Ściskam z całego serca:)

  338. Klaudynko, ja też mam go na pulpicie!
    Sowo P. zaraz idę słuchać, lubię słuchać nowych rzeczy.
    Dobranoc DUA i Wszystkim :)

  339. Schodzę ze sceny jak te śpiewaczki operowe, co to śpiewają: „Śpieszmy się! Ach na nas czas” i trwają w miejscu;) Po prostu nie mam sił się ruszyć, ale zaraz się obsztorcuję i pójdę spać;)
    Na nasze cztery zwierzaki, trzy są odratowane znajdy. A najczęściej wszystko, co się plątało po domu, było z odzysku.

  340. Ja się załapałam na końcówkę (styczeń 1945).
    I tak dobrze.

    Zuziu, biegiem do łóżka! Musisz się wyspać przed sprawdzianem!

    Mamo Isi, o ciekawej książce mi tu piszesz. Idę szukać.
    Dobranoc!

  341. a moj maz zrobil nam prezent i kupil teleskop. i odtad zimno – nie zimno, siedzimy w kurtkach na balkonie i gapimy sie w Niebo. a bezplatna aplikacje na telefonik „SkyView”, znacie? (bardzo pomocna przy sledzeniu Planet)
    och, jak ona rzucila mnie niegdys na kolana. uswiadamia proporcje, odleglosci planet i konstelacji, i nasze aktualne wb nich polozenie. i niby to wszystko wiemy, ale zobaczyc tak dokladniej ogarnac, gdzie sie w tym Ogromie znajdujemy, w ktora strone nalezaloby sie udac (nawet w poprzek, czy tez w Glab naszej Planety, i dokad by sie wtedy dotarlo, ach!)
    rety, jak to sie juz nieraz rzeklo: nie. nie jestesmy Sami.

  342. The Teddy Bear’s Picnic (1932)/ Tata (ur.1905) miał już wtedy za sobą I wojnę światową i wojnę z bolszewikami. Zamojskie było cięzko doświadczone przez obie. Front chodził wte i wewte.
    Jakie my mamy niewiarygodne szczęście, że udało nam się uniknąć chociaż wojen.

  343. Ten Pan robił ilustracje do książki „Bajka o wojnie”.

    Jestem wdzięczna za kciuki!:))
    Koniec z nauką na dziś, już się wyuczyłam i mam wrażenie, że wszystko zostało opanowane.:)

  344. Nie mogłam się powstrzymać i ustawiłam obraz Pana Fąfrowicza jako tło pulpitu. I tak mi jakoś teraz lepiej. Lubię te ptaszki. Patrzą na mnie, jakby wiedziały. ;)

    PS Bogno, zapomniałam dodać, że kartki ślę też z podróży i wakacji. A listonosz, też człowiek, niech się śmieje, a co mi tam! :D
    PS2 Mysz Jacuś powrócił do robót ziemnych. Kopie teraz gdzie popadnie, nawet w pelargoniach. Mama w rozpaczy. Mama się boi.

  345. Wiem, kochany Starosto, że artyści żyją z tego, co stworzą; mam w końcu w domu malarza i rzeźbiarza;)
    I broń mnie panie Boże, abym czepiała się cen. Po prostu mnie na nie nie stać, co stwierdzam ze smutkiem.
    Ale skoro tak, to nabyłam w ramach substytutu Łysiaka „DAWNY HUMOR LUDOWY POMORZA ZACHODNIEGO”,1993, ilustrowany przez Piotra Fąfrowicza. Dzięki temu choć zobaczę, jak mu się styl zmienił.

    Dzięki, Celestyno i Ann za informacje. Będę teraz polować na ksiązki z jego ilustracjami; bardzo to lubię.

    Pozdrawiam wszystkich i ledwo żywa idę spać. Miałam dziś męczący dyżur nocny, cały dzionek w galopie, a teraz dopiero wróciłam z próby chóru. Po prostu czuję, jak kółka mi się coraz wolniej obracają.

    Z refleksem szachisty odpowiadam Alkowi;) Święta racja, że jak cos w nas rąbnie solidnego, to pomniejsze sprawy stają się dziesięciorzędne i ledwie widoczne. Zawszeć jakiś pożytek.

    Dobranoc:)

  346. Rozmowa na spacerze z moim 4-letnim synem:

    -mami patrz, kot!
    -gdzie? o, to moze go ktos zgubil? (tu nie ma bezpanskich kotow, psow; zwierzat)
    -nie martw sie Mami. koty sobie poradza, koty wiedza jak zyc

  347. a teraz taka Pelnia Przecudna.. jak to pieknie opisala Atenka, o tym nieOpisywalnym, niePrzekladalnym (w moim telefonie ten Ogrom i Majestat wyglada zaledwie jak smetna latarnia – jedna z wielu);
    i ze to Piekno mozna byloby jedynie namalowac. niektorzy To potrafia

  348. Co do kotów.
    Mój mały rudzielec codziennie odprowadza mnie do bramy gdy wyruszam do szkoły. Pewnego razu odprowadził mnie, przysiadł parę metrów dalej i już, już prawie szłam, a tu nagle słyszę cisze miauknięcie, co ciekawe, zabrzmiało jak smutne „pa”.

  349. Ksiezyc na Obrazie jak przeciecie na plotnie,
    albo jak Usmiech Kota z Cheshire.
    (tez mamy Kota. i kochamy Ksiezyc. i Listopad.)

  350. Sowo, dzięki za muzyczny trop. Nie przyszłoby mi do głowy, żeby tego słuchać.
    A tak to posłucham.:)

  351. Ha! Alku!
    Dziękuję Ci.
    Fluid z czekoladą.

    Zuziu kochana, trzymam kciuki za Ciebie i Twój sprawdzian, i za wszystkie inne też.

  352. Biedronko, oczywiście, że lubię Satiego. Jego utworki stale leżą na moim pianinie.

    Dziś na dobranoc będzie mało klasycznie (chociaż to klasyk):

    Henry Hall & His Orchestra – „The Teddy Bear’s Picnic”.

    Z okazji mijającego właśnie Światowego Dnia Pluszowego Misia.

  353. „Opium” to jedna z najlepszych książek, jakie znam. Może nie jestem obiektywny, bo pierwszy raz przeczytałem ją w czasie, gdy tamte realia były świeżo w pamięci. Ale co tam: między innymi dzięki Pani, Autorko, do końca życia zamierzam chrzanić ich czekoladę.

  354. Dobry wieczór!
    Ja tak szybciutko, bo muszę się uczyć. Wpisałam w wyszukiwarkę google Piotr Fątrowicz, potem weszłam w grafikę i tam znalazłam przepiękną, jak dla, mnie ilustrację. Księżyc za jednym, jedynym drzewem, na niebieskim tle nocnego nieba. Mnie zachwycił!
    W ogóle, wszystkie są fantastyczne!
    Pozdrawiam
    PS Piszę jutro próbny sprawdzian szóstoklasisty.Buu

  355. TomaszuS, dobry wieczór!
    Bardzo dziękuję za tę miłą wiadomość o recepcji „Opium”! Tak się cieszę, że książka się podobała!
    Pozdrawiam najserdeczniej i Pana, i syna.

  356. DUA, jak ja się cieszę, ze trafiłam tutaj, powtarzam się, ale to dla mnie po prostu życiowa przystań, dzięki, że mogę tu zacumować :)
    Klaudynko, nie żałuj listonoszowi, tak smacznie piszesz o tych kartkach, że sama bym się pośmiała,
    Joanno i Celestyno, „róbmy swoje”, na resztę praktycznie nie mamy wpływu, choć rozumiem i sama zgrzytam zębami na różności,
    ada7, jeszcze tylko troszeczkę, zleci raz dwa :)
    Alku, ale za to jak się pracuje po lataniu, sama to wiem, latałam kiedyś, miałam kilkanaście lat – lekko się odbijałam od podłoża i już szybowałam w powietrzu, zupełnie bez wysiłku, całkiem naturalnie, bez zdziwienia, że to się dzieje. Śniłam tak kilka razy :)
    Myśliduszko, jesteś chyba trochę jak Agnieszka?
    Chesterko i Ann, kocie mamy, rozumiem was dobrze, swego czasu nasza kotka była traktowana jak trzecie dziecko w naszej rodzinie,
    Pozdrowienia dla wszystkich :)

  357. A, Chesterko, jedna nasza przyjaciółka wprowadziła określenie „kot towarzyszący”. To taki kot, który zawsze przez całą dobę musi być w tym samym pomieszczeniu co ty, i zwykle udaje mu się wejść tam przed tobą. Przeważnie jednak się nie potykasz. Z moich trzech jeden jest kotem towarzyszącym na sto procent.

  358. Droga UA, Ben G. był arogant, ale mogę mu przyznać, że miał duże rzeczy na głowie. Co do polityki to wprawdzie zgadzam się z ogólnym twierdzeniem, że nie należy jej pozostawiać osobom pozbawionym sumienia, bo wtedy w polityce sumienia na pewno nie będzie, ale oczywiście nie po to u Pani jesteśmy, żeby sobie tym paskudztwem psuć humor. To tak dla podsumowania niebyłego tematu.

    Co do kotów (skoro na nie schodzi rozmowa), to nie będę opowiadał w jaki sposób pojawiły się wszystkie trzy, bo byłoby dużo pisania. Mogę tylko powiedzieć, że dwa dalsze aspirują na parapecie, ku oburzeniu stałych rezydentów. Jeden z tych dwóch ma własny lokal cztery domy dalej, ale woli dostawać w kubek od moich zwierzaków i wyżerać im paciorki z miski. Koty takie są (parafrazując Brassensa).

  359. Dziś syn skończył lekturę „Opium w rosole” Przeczytałem również. Jestem pod wrażeniem niebanalnej akcji o prostych problemach. Były śmiech, wzruszenie i łzy. Cudowna książka – pierwsza Pani autorstwa jaką czytałem. Jestem zakochany od pierwszego zaczytania… Dziękuję za Pani pracę! Życzę dalszych cudów wyobraźni i wrażliwości.

  360. Ann, zrobiło mi się ciepło koło serca i ślę grzejace w tę zimna noc listopadowa uśmiechy:))))))))! Zawsze uważałam, że liczba 2 w przypadku kotów jest doskonała.
    Kot empatyczny, zawsze o takim marzyłam (podkochuję się w jednym z kotów koleżanki, który jako jedyny z 4, wita mnie od progu mruknięciem, ociera się i prowadzi do salonu. Ale i moja zdzirka, kiedy najstarsza z córek zemdlała, polizała ja po ręce. Ze znanych mi ksiażek o kotach, najbardziej lubię tę Doris Lessing. Fascynujaco opisuje ich charaktery. Czytałaś?

  361. Pyzuniu, najnowsze okładki do wznawianych tomów Jeżycjady mają już nowe
    „tyły” okładek. „Krótka historia” należy już do przeszłości.

  362. Obraz cudo !
    Pani Małgosiu mam pytanie co do ,, krótkiej historii jeżycjady w obrazkach ” powróci?
    Bo byla wspaniała !
    Pozdrawiam serdecznie
    Pyzunia

  363. A dla mnie każda pora roku jest niezwykła, oryginalna, wyjątkowa i za każdym razem inna ;) Choć w sumie ze mną ciężko na te tematy dyskutować, bo dla mnie nic nie jest zwyczajne :)) Naturalne – owszem. Ale zwyczajne? I każda pora roku jest dla mnie odrobinę niepokojąca, ale jednocześnie bezpieczna, miła. Czy w takim razie mogę powiedzieć, że ta pora roku jest niesamowita? ;)))

  364. Dzień dobry,
    Chesterko, dziękuję za miłą opowieść. Bardzo Cię lubię, wiesz? :-) U mnie etatowo 2 koty. Przy czym jeden z nich ma w zupełnym poważaniu moje istnienie i traktuje mnie jak automat do wydawania jedzenia, a drugi nie odstępuje na krok i dzięki niemu nawet praca po nocy jakoś idzie (rozkoszne ciepełko z laptopa gwarancją miłego towarzysza:-) Ten drugi też wykazuje się wielką empatią i regularnie sprowadza pod drzwi wszystkie zagłodzone stworzenia z okolicy (czeka z nimi, aż dostaną jeść, kontroluje wszystko).
    Mamo Isi, P. Fąfrowicz ilustrował sporo, można znaleźć w niziutkiej cenie.
    Celestyno, miłego pierwszego czytania!
    Wracam do pracy, dobrego wieczoru dla DUA i Księgowych

  365. Oczywiście, Joanno.
    Wszystko rozumiem i zapraszam do ogrzewania się!
    W empiku było bardzo miło, to fakt. Do zobaczenia!

  366. DUA,przepraszam za te nawiązujące do polityki dywagacje,bo Pani strona to rzeczywiście ostatnie miejsce, gdzie byłoby to potrzebne.Bardziej chciałam podzielić się swoim stanem ducha, aniżeli prowokować do jakiejś dyskusji.Obiecuję poprawę.Zamierzam zająć się tym, na co mam realny wpływ- moim życiem rodzinnym i pracą, którą bardzo lubię.I książkami.Mam nadzieję,że zaglądając regularnie tutaj,ogrzeję się trochę w jesienno- zimowe dni,a i wyłowię termin kolejnego spotkania autorskiego, bo marzenia trzeba spełniać, a zawsze marzyłam o spotkaniu z Panią.Poczytałam wpisy Księgowych po spotkaniu w Poznańskim empiku i pożałowałam,że mnie z Wami nie było.Musiało być cudownie.

  367. Mamo Isi, widze, ze sa do kupienia przez internet ksiazki Malgorzaty Strzalkowskiej z ilustracjami pana Fafrowicza (wydawnictwo Bajka)

  368. Dzięki, Celestyno.
    Co do polityki: tak, interesować się nią należy, w stopniu umiarkowanym; i pewnie, kto chce, niech się nią zajmuje. Ale nie tu!:)

    Tak, Mamo Isi, pan Fąfrowicz ilustrował liczne książki i był nagradzany.
    Ma rację, że się ceni. Przecież wiesz, że artyści żyją właśnie z tego, co namalują lub napiszą.

  369. Artysta wspaniały, ale ceny ma zaporowe;(
    Nie mogę się doszukać, czy ilustrował jakieś ksiązki, boć to jedyna szansa na posiadanie jakichś jego arcydzieł do podziwiania bezpośrednio oko w oko. Kochany Starosto, czy wiesz coś na ten temat?

    Mamy wspaniałą szkołe ilustratorską.
    Są książki, które kupiłam tylko ze względu na ilustracje: Szancera, Grabiańskiego, Butenki, Piotrowskiego,Byliny, Kiliana, Mroza, Boratyńskiego, Rechowicza, czy Orłowskiej-Gabryś.
    Ale DUA jest tu zjawiskiem niezwykłym, bo chyba po raz pierwszy w polskiej literaturze Autor sam ilustruje swoje ksiażki. To jest bezcenne.
    Tzn. mam prekursora! Młody Chopin kiedy pisał swoje kurierki z Szafarni, osobiście je ilustrował! I to bardzo udatnie;)

  370. A nie, nie wysle prywatnej wiadomosci. Wziela i zniknela wersja robocza w telefonie. Trudno:)

    Dobrodusznie wierze w to, ze niektorzy jednak rozumieja artystow. Zeby cos takiego powiedziec trzeba byc nie tylko ignorantem…
    To à propos wspomnianej przez Alka wypowiedzi

  371. Rozpisałam się dzisiaj, ale muszę zadać to pytanie.Gdzie i o której odbędzie się spotkanie z Panią,DUA, bo rozumiem z poprzednich wpisów Księgowych,że będzie to 5 grudnia?Bardzo chciałabym na nim być.

  372. Po powrocie do domu zagladam spokojnie, juz w komputer, i widze wpis Joanny, pod ktorym chcialabym sie podpisac:)
    Wczesniej dlugo, w warunkach malo sprzyjajacych, klecilam wypowiedz w telefonie. Dalej tam siedzi w zawieszeniu, wiec posle zaraz ja jako prywatna.
    A tutaj, dla ogolu dodam jeszcze, ze uwazam, ze jednak nalezy sie troche ta nieszczesna polityka interesowac, gdyz to oni – politycy – podejmuja rozne wazne decyzje. Mam tu na mysli chocby edukacje naszych dzieci. Gdyby nie zaangazowanie spoleczne bardzo wielu anonimowych osob, pewne bardzo zle pomysly weszlyby juz w zycie.
    I jeszcze to, ze kiedy sie nie interesujemy, latwiej dajemy sie manipulowac.

    Joanno, domyslam sie, ze w ostatnim czasie troche energii spozytkowalas, jak kazdy kogo „bola te sprawy” (jak mowil sw.Jan Pawel II w slynnym przemowieniu o matce-ojczyznie), wiec odpoczynek Ci sie nalezy.

    No i najlepsze na koniec:
    Pani Malgorzato!!! Weszlam do domu przed kwadransem, z pluchy, deszczu i ziabu, a na stole czekala na mnie pyszna paczuszka. „Feblik”dotarl!!!!
    Niniejszym rowniez zarzadzam sobie odpoczynek:))

  373. Alku, ależ arogant.
    Politycy nie są w stanie zrozumieć artystów. I na odwrót.

    Myśliduszko, ależ jesień nie jest niesamowita. Jest najzupełniej zwyczajna i naturalna. I powtarza się przez całe nasze życie, raz na rok.
    Nawet nietoperze nie są niesamowite.;)

  374. Cudny obraz. I taki jaki lubię – jak z baśni. Jak z pięknej, niezwykłej baśni. I kocham jesień. Ten obraz łączy w sobie piękno, melancholię, trochę smutku i radości tej niesamowitej pory roku. Wciąga mnie w swój świat. A ja mu pozwolę i będę tam wędrować i śpiewać pieśni o jesieni. I o świetle księżycowym. I o samym księżycu, który daje odrobinę więcej magii w naszym życiu.

  375. Bogno, jeszcze a propos latania, pamiętam, ze Ben Gurion na widok obrazów Chagalla stwierdził cierpko, że czasy są ciężkie i Żydzi powinni pracować, a nie fruwać.

  376. Asiu, przy ulicy Słowackiego 18 (mój dawny adres), w suterenie kamienicy Żaków jest francuska paszteciarnia.:)

  377. DUA przepiękny obraz, oczu nie można oderwać. Aż żal, że nie umiem tak malować, bo dziś widoki za oknem… słońce prześwieca las, koraliki dzikiej róży wsparte na starej gruszy, a za nimi biała wiotka brzózka.
    Alku, dziękuję za Twoje wpisy. Sowo.P dziękuję za muzykę. Ludu Księgi pozdrawiam spod zachodzącego pięknie słońca.

  378. Jutro ten dzień- wyjazd do Poznania.
    Pani Małgosiu, gdzie można zaprosić męża na coś pysznego po długim spacerze szlakiem Borejków?
    A może ktoś z Czytelników coś podpowie?

  379. Chesterko, pozdrawiam serdecznie.Jakbym przeczytała swoją kocią historię.Moja „zasmarkana kocia bida”(zasmarkana dosłownie, bo cierpiąca na koci katar) przywędrowała latem, praktycznie w stanie bliskim śmierci głodowej.Karmiłam, zawiozłam do weterynarza,dałam na imię Maurycy (zainspirował mnie wiersz Julii Hartwig „Kot Maurycy”),kupiłam kocią budę,jesienią wpuściłam do przedsionka, a zimą do domu.A potem odkurowana bida przyprowadziła następną i tak dowiedziałam się,że koty da się bardzo lubić.Nawet mój pies je zaakceptował, a ma trudny charakter.Maurycy minionej wiosny po kilku latach u nas przeniósł się na wieczne łowy, bo to nie był młody kot i w dodatku po przejściach.Bardzo nam go brakuje, bo był wyjątkowy.Mam nadzieję, że mu było u nas dobrze.Widzę,że Ty też już wiesz,że zwierzęta dają nam więcej niż my im.:)

  380. DUA, ma Pani rację, ale trudno mi się tak odizolować.Staram się patrzeć na tę sferę (czyli politykę) racjonalnie i samodzielnie,nie ulegając medialnym manipulacjom, oddzielać ziarno od plew,czyli ludzi prawych i uczciwych,myślących o kraju od tych,którym zależy jedynie na karierze,władzy i pieniądzach.Boli fakt, że tych drugich jest w tej dziedzinie jednak więcej.Chciałabym – z idealistyczną i niestosowną do wieku naiwnością – żeby wśród „ludzi do rządu” dominowali bohaterowie jak z Żeromskiego, czyli państwowcy w typie Szymona Gajowca.I czasem się tacy zdarzają.Ma Pani też rację, że bardzo złą pracę wykonują media, które nie dają rzetelnej informacji, ale wzniecają fobie i histerię.Zgodnie z deklaracją i słuchając Pani rady ,zamierzam od tego odpocząć.Mam nadzieję,że się uda.W każdy razie dziś po południu mam w planie długi spacer z psami i lekturę „Feblika”.:)

  381. Dziękuję, Starosto! Trzymam się jak mogę! A wpisy pozostałych Księgowych przeczytam potem , bo teraz jestem w pracy , więc raczej zajmę się pracą. :)

  382. Tak, miła Ann, należę do kategorii ludzi, którzy, jak mawia moja koleżanka, nie wiedza jeszcze, że trudno im żyć bez kota, więc trzeba im go podarować. Nie wiedziałam. Aż do 30-tego deszczowego dnia smutnego kwietnia 2010 r., gdy pod balkonowymi drzwiami stanęła taka zasmarkana kocia bida. Dzieci od razu wiedziały, jak przyjmuje się takie podarunki losu. Ja, cóż, tylko rzucę coś do jedzenia. Potem – Boże, jak ona marźnie. Na końcu – Co ona ma z tym oczkiem?!! Że było to jajko-niespodzianka, dowiedzieliśmy się po miesiacu. Rozkoszne kocięta (4) z bólem rozdałyśmy, gdy podrosły.

  383. Ado7, byłoby miło, gdyby synek dotrzymał tego zgrabnego terminu, ale zazwyczaj tak dobrze nie ma. ;)
    Będę trzymała kciuki za Was oboje!
    Szczęśliwy będzie – i to jak!!! – ten Twój Nowy Rok!

    A swoją drogą, duża to radość, że „Feblik” będzie Cię tam wspierał.

  384. Kochana DUA, ostatnio Pani strona daje mi niezwykle dużo ciepła i otuchy. Planowo 1-go stycznia na świecie pojawi się moje pierworodne dziecko (Synek:), właśnie prasuję dla niego stertę ciuszków, a Feblika planuję zabrać ze sobą w torbie do szpitala. Z pewnością doda mi otuchy i może pierwszy raz nie przeczytam nowości spod Pani pióra tak za jednym haustem :)

  385. Joanno, jeśli nie zajmujemy się polityką zawodowo, lepiej sobie odpuścić tę sferę i związane z nią nerwy, lęki, uprzedzenia oraz fobie. W gruncie rzeczy nasz wpływ na polityczne losy świata jest i będzie znikomy lub wręcz żaden. A szkoda zdrowia, rodziny, spokoju i przyjaznych kontaktów z ludźmi.
    Brawo za decyzję.

    Złodziejko książek (wiad. pryw.), każde wydawnictwo będzie dobre. Ja, jak już wspominałam, nie zajmuję się doradzaniem młodym pisarzom. A niezależnie od tego, czy polecę komuś takiemu jakieś wydawnictwo, czy nie, jego książka i tak musi przejść normalną drogę przez mękę. Po prostu, musi zostać surowo oceniona i musi się spodobać, a więc musi być dobra.
    A do tego doprowadzić musi pisarz całkiem sam.

  386. Dzień dobry :D Będąc na spacerze z psiną, a także do pewnego momentu z naszą kotką, która nas odprowadzała, aby potem wrócić do swoich myszy, widzę ja …..trzy osamotnione drzewa. Na tym z lewej….trzy ptaszki, a wokół całości krążą sobie ostatnie, niewielkie ,kolorowe listki. I tylko księżyc przysnął po całej nocy zmęczony.:)

  387. Z perspektywy tej strony świat naprawdę jest piękniejszy. Przypomniałam sobie wczorajszy księżyc nad lasem widoczny z mojego okna.A dzisiaj upiekę chlebek bananowy i zrobię rodzinna kolację.Życie może być zupelłnie znośne.:)DUA, przeczytałam Pani odpowiedź skierowaną do MagdyZ – ja chyba tez ostatnio za bardzo weszłam w sprawy polityczne i być może dlatego nie najlepiej się czułam. Od dziś podziwiam kolejne księżyce, zajmuję się zwyczajnym życiem i czekam na święta.Życzę miłego dnia.:)

  388. Biedronko, jak miło, że lubisz muzykę z „Amelii”. Jest bardzo wdzięczna.
    Wolę myśleć, że Tiersen nie „inspirował się” cudzymi utworami.

  389. Złodziejko książek, teraz przeszło swobodnie. Pytanie? Proszę bardzo, zadaj.

    MagdoZ, zgodnie z prośbą zawartą w jednej z dzisiejszych bodaj pięciu wiadomości, wszystkie traktuję jako prywatne. I tak bym to zrobiła. Jak już wspomniałam uprzednio, są rzeczy i sprawy, które należy zachowywać dla siebie.
    Co do Twoich obaw: spokojnie. Oni tylko straszą i tupią, jak zwykle, a media robią fatalną robotę. Nikt z nas nie ma nerwów ze stali, toteż radzę unikać medialnych sporów oraz histerii. To się udziela.
    A w ogóle to, Madziu, TRZYMAJ SIĘ!

  390. Dzień dobry!
    Joanno, dziękuję za miłe słowa. Tak mi miło, że przysparzam radości!
    Ściskam serdecznie! Pozdrawiam męża!

  391. Kochana Pani Małgorzato,często zaglądałam na tę cudowną stronę, choć rzadko zdarzało mi się coś napisać.Ostatnio czuję się nie najlepiej,obniżony nastrój, natłok obowiązków, które zdają się mnie przytłaczać ,etc.I nagle wczoraj jasny przebłysk – na półce w Empiku zobaczyłam „Feblika”.I ta sama radość co zawsze na widok Pani książki opanowała moje serce.Jestem Pani wierną czytelniczką od początku, czyli od czasów „Szóstej klepki” i „Kłamczuchy”.I oczywiście , będąc w Poznaniu ,musiałam zobaczyć kamienicę Borejków,przewędrować i obfotografować Jeżyce i znaleźć Pani dom na Słowackiego.Takie typowe dla wielbicielek Borejków i ich przyjaciół.:)Zawiózł mnie tam zresztą mój kochany mąż, który w kwestii Jeżycjadowego szaleństwa niczemu się już po wielu wspólnych latach nie dziwi. DUA, pozdrawiam Panią serdecznie i dziękuję za jedne z piękniejszych czytelniczych chwil mojego życia spędzone w towarzystwie Pani bohaterów.Dziękuję za tę stronę i pozdrawiam autorów wszystkich wpisów.Z „Feblikiem” i Wami listopad jest piękny.Już mi jakoś lepiej.:)

  392. Ah, jaki piękny obraz Pani Małgosiu! piszę już po raz kolejny, pod innym pseudonimem. To wciąż ja, czyli Karambola. W dodatku z innej wyszukiwarki. Chyba te hakerskie ataki naprawdę miały wpływ na formularz kontaktowy, bo pomimo wielokrotnych prób nie dotarł, ani jeden komentarz wcześniejszy ode mnie. Pomijam te prywatne. A szkoda, bo mam pewne istotne pytanie do Szanownej Gospodyni Księgi. Jakże je zadać, skoro los płata figle?

  393. Nie znam interpretacji Loussiera, Alku- ale poszperam w sieci i jeśli znajdę- odsłucham i podzielę się wrażeniami.
    A jeszcze małe a propos- Wikipedia podaje, że kompozycjami Satie inspirował się m. in. Yann Tiersen (twórca m. in. ścieżki dźwiękowej do filmu „Amelia”)- no a muzyka Tiersena już od dawna jest mi nieodłącznym (ale nie jedynym!) tłem szarej jesieni. Lubię takie autofluidowe skojarzenia. :)
    Miłego dnia DUA i Wszystkim! :)

  394. Dobranoc Droga UA.
    Biedronko Na Odwrót, czy znasz Satiego „Gymnopédie – Gnossiennes” w interpretacji tria Jacquesa Loussiera? Bo jeśli nie, to warto posłuchać. Niezbyt podoba mi się to, co Loussier wyprawia z Bachem, ale muzyka Erika Satie w jego wykonaniu wydaje mi się w porządku.

  395. Bogno, piszę listy! Bardzo lubię to robić, sama nawet nie wiem czy wolę dostawać, czy pisać. I to nie tylko z okazji Świąt!

    Pozdrawiam wszystkich i życzę dobrej nocy :)

  396. Uśmiecham się wieczornie i księżycowo do DUA :-)
    Chesterko, jak to miło się dowiedzieć, bratnia duszo! Też jesteś zapaloną Kociarą? Kotu zawsze ujdzie…Pogłaszcz swojego kotka ode mnie, miłego, mruczącego wieczoru!
    Co do bajkowego księżyca, przypomniał mi się jakoś Leśmian „W mgłach daleczeje sierp księżyca zatkwiony ostrzem w czub komina…”
    Dobrego wieczoru!

  397. Chesterko, faktycznie bardzo to „krzepiące”, ale nie ma większego znaczenia jakie jest to nasze zwierzę, po prostu jest,
    Olala, no tak, na zdjęciu były inicjały J.G.

  398. Dobry wieczór!
    SowoP- ja nie sowa, lecz raczej ranne ptaszę- wczoraj, nie doczekawszy Straussa, na dobranoc włączyłam sobie E. Satie (gymnopedies i gnossiennes)- zawsze mi się jego muzyka kojarzyła tak mglisto- księżycowo: a z obrazkiem Fąfrowicza stanowi prawdziwie listopadową całość.
    Tak się tylko chciałam podzielić wrażeniem muzycznym z ekspertką- muzykologiem. I z DUA, i z pozostałymi Księgowymi. :)

  399. Bogno, listów już co prawda nie zdarza mi się pisać (pisywałam do cioci), ale kartki świąteczne wysyłam co roku. Zawsze muszą być takie ręcznie robione, nie jakieś drukowane. Najchętniej kupuję je na kiermaszu, który organizuje uczelnia, a dochód z ich sprzedaży jest przeznaczany na szczytny cel. Najlepsze w tych kartkach jest to, że nie są wypełnione jakąś typowo świąteczną formułką, tylko sama mogę coś naskrobać. A potem się bardzo cieszę, gdy rodzina dzwoni, że kartka właśnie doszła i wszyscy się uśmiali przy czytaniu. Zastanawiam się zawsze, czy listonosz też. Czy mu wolno? ;)

  400. Och, dziękuję, zapomniałam sprawdzić.
    A ten listopadowy krajobraz rzucił wczoraj na mnie czar i choć pora była późna, ruszyłam na rower.
    Tyle trafnych spostrzeżeń, co do obrazka. Umiecie patrzeć. Fajne to dzielenie się. Chyba uwierzę mojej najstarszej córce, która w sobotę skończyła 18 lat, że listopad jest piękny.

  401. Ja też ogromnie się cieszę, że DUA zdecydowała się pokazać nam ten księżycowy obrazek. Jestem zachwycona! Niektóre ilustracje pana Fąfrowicza mają w sobie coś z Bruegela, nie sądzicie?
    Bogno, Chesterko – kotek złotooczek z uszami jak wieżyczki jest chyba autorstwa Jerzego Głuszka. Też pokazał mi się ten obrazek, kiedy wiedziona ciekawością zaczęłam szukać innych obrazków Piotra Fąfrowicza. I też zwróciłam na niego uwagę :)

  402. Przeczytałam właśnie „krzepiacy” wpis Bogny odnośnie złagodnienia kota w wieku lat 18. Moja ma 6…
    Bo to ona. I tak ja kocham.
    Zapytalam kiedyś koleżanki, też fanki kotów, dlaczego trudno nam zaakceptować ludzi, którzy nas atakuja, a kotu wszystko ujdzie na sucho.- Bo nie maja futerka – odpowiedziała.

  403. Alku, no faktycznie jak u Chagalla, choć fruwanie chyba z większą werwą.
    Magdo Z, wirowanie listków jest wręcz radosne, tak jak i światło.
    Kasia.sia, to drzewo po prawej jest niezwykłe.

  404. Mam pytania,w mojej prywatnej bibliotece znajduję się,, łasuch literacki” jest tam przepis na pierniczki.należy ciasto robić przed świętami czy kilka tygodni przed nimi ?
    Pozdrawiam

  405. dziękuję pięknie za obrazek!

    mnie zachwyciło drzewo po prawej: korona równiutko, wszystkie gałęzie kończą się na tej samej wysokości, a jednak pokrzywione, a może to wiatr? bo te liście wirujące, to od czego?

    inne obrazki Pana Piotra równie urocze – dziękuję. Tyle jeszcze jest do odkrycia …

  406. Celestynko, a mnie jednak najbardziej przyciągają fruwające listki. I – ten świetlistszy, rozjaśniony odcień zieleni. I – dopiero potem – przyciąga mnie po prostu całokształt. :) śliczne

  407. ah!!!!
    PRZEPIEKNIY!!!!!! :D
    Naprawdę mnie urzekł, a już szczególnie to te leniwie wirujące liście, księżyc i esy floresy Pana Piotra :)
    Człowiek zawsze na jesień musi jakoś się rozmarzyć… to pewnie przez tę pogodę i ciepłe herbatki, no bo przez co innego… ja nawet zaszalałam i zaczęłam pisać bloga (ot i on jak by ktoś z wyspowiczów postanowił pogubić się w sieci :)
    HA! Jak nie teraz to nigdy heheh prawda? – miłego dnia wszystkim, DUA-ii najdroższej również – kłaniam się do ziemi i pozdrawiam serdecznie! BUZIALE!!! :D

  408. Ateno, ja też swojego pająka nazwałam Frankiem! Mieszka na suficie od lat. Kiedyś w chwilach samotności dotrzymywał mi towarzystwa, choć to nie pies, ale zawsze stworzenie Boże.

  409. Właśnie dzisiaj powiedziałam mamie że jego malarstwo nadaje się do Dixit!!!:):):):):):);););););):D;D

  410. Sowo, właśnie żółtawy księżyc mi zajrzał w okno.
    Mnie też się oczka palą do księżyca. Jak tym ptaszkom.

  411. No pięknie. Alek pisał o instynkcie obrońcy, a ja o obronnym. Zdecydowanie nadszedł już czas na nowe okulary.

  412. Bardzo ładny, a gdy go Pani opisywała skojarzył mi się z obrazem Agnieszki, choć wyobrażałem go sobie nieco inaczej, bardziej mroczny, zwłaszcza drzewa, a ptaki Wpatrujace się w księżyc z ciekawością, jakby pierwszy raz widziały coś takiego i tak pięknego. Czy moje domysły są prawdą? Pozdrawiam wszystkich!

  413. Wracając do Agnieszki i Bebe – jak wiemy, obie mają matki, które są silnymi osobowościami, skupionymi głównie na sobie i swoich problemach. Mama Agi pogrążona w goryczy, Józefina – właściwie wielka nieobecna powieści, wymagająca macierzyńskiego traktowania przez swoje własne dzieci – gdzie te kobiety znalazłyby odpowiednią dozę macierzyńskiej troski i czułości, by pochylić się nad skomplikowanym wnętrzem swoich dorastających córek? Ojców też nie widać. To musiało wytworzyć u dziewczyn ten specyficzny dystans do świata, postawienie się w roli obserwatora. Milczenie daje poczucie bezpieczeństwa, mówi – czy raczej myśli – Bebe. A za murem tego milczenia – niekończący się monolog wewnętrzny. Mówiąc o podobieństwie, właśnie ten milczący mechanizm obronny miałam na myśli, Alku.

    A swoją drogą ciekawa jestem, jaką matką będzie (jest) Laura, bo to też silna osobowość. Chociaż bywa, że kobiety, gdy stają się matkami, potrafią odkryć w sobie niespożyte pokłady cierpliwości i czułości, o które same by siebie nie podejrzewały. Laura już nawet raz objawiła tego symptomy, w „McDusi” bodajże. Na pewno interesująco będzie.

  414. Widzę, że Staruszek Księżyc nie tylko moim jest wiernym przyjacielem.Gdyby coś mi go nie pozwalało codziennie,a właściwie conocnie obserwować , chyba przeprowadziłabym się gdzie indziej.Wiem już na pamięć, która jest godzina, kiedy wypełnia ON określoną lukę pomiędzy koronami drzew…..Kiedy miałam 5 lat spierałam się z mamą, iż widoczny z naszej strony charakterystyczny zarysowujący się na NIM kształt, to „Pan kosmonauta, który tam wylądował „:)…Natomiast kilka lat temu miałam okazję przy pomocy zwykłej lornetki obserwować JEGO KRATERY…..W związku z tym wszystkim nie ma takiej możliwości, aby przedstawiony nam tutaj obrazek nie podobał mi się.:):)….No i skoro mówimy tutaj o roli światła w malarstwie , to myślę, że niebanalną rolę odegrał w tym względzie jeden z artystów , którego twórczość jest mi bliska …. George de La Tour….Taki wybór – ze względu na zbliżające się Boże Narodzenie.Miłej reszty dnia życzę wszystkim :).

  415. A ja sobie zapisałam na dysku zdjęcie DUA z Kate i Charlesem, zrobię z niego zakładkę do „Ciotki Zgryzotki”, he he.

  416. Dzień dobry!
    Obraz- piękny. Szczerze mówiąc, wyobrażałam sobie ten Anieszki w zupełnie innym stylu. Vangoghowym! Ale kiedy zobaczyłam ten utalentowanego pana Fąfrowicza, Van Gogh został przez niego natychmiast wypchnięty. Pasuje, aż miło! A mi się podoba najbardziej właśnie to lewe drzewo (mimo że nie jest zielone, bo jest to również mój ulubiony kolor (razem z czerwonym)), jest takie… ładne. Nie wiem, jak to określić. Po prostu ładne. I brązowe. I z jakiegoś powodu ptaki ciągną tylko do niego.

  417. Mąż wydrukował mi piękny jesienny obraz!
    Włożę go zaraz do „Feblika” na właściwą stronę.
    Dziękuję!

  418. DUA, nie dziwię się, sama nie mogę się oderwać od ekranu – Niedzielne spacery w centrum – z cudownym zielonym drzewem oraz po prawej „spacerującą” parą, hi hi hi – blondynka w brązowej sukience frunie ciągnięta przez spieszącego się mężczyznę.

  419. Dzien dobry!

    Piekny, ksiezycowy obraz. Lewa jego strona przyciagnela mnie najbardziej- lyskajace okiem ptaszki i ten bialy punkcik za drzewem. Spokoj, cisza, czekanie.
    Wygladam przez okmo, i -choc w innym swietle – prawie dokladnie tak wygladaja teraz trzy stojace rzedem grzewa, prawie lyse konary z dajacymi sie policzyc liscmi.

    Pozdrawiam slonecznie!
    Pani Malgorzato, prosze rowniez uscisnac prawice szanownemu panu Musierowiczowi (po wspomnieniu z koncertu mialam nieodparta chec przekazac pozdrowienia, bo dawno tego nie robilam, ale wtedy wylecialo mi z glowy).

  420. DUA, jakie cudne obrazki pana Fąfrowicza, znalazłam taki zapraszający do Teatru Andersena z koronkowym drzewem subtelnej urody.

  421. Fantastyczny ten obrazek, przyglądam mu się z bliska i oddalenia i wtedy środkowe drzewo wygląda jak latarnia morska, a to po prawej jak świecznik wieloramienny (menora?).

  422. BB, ten obrazek jest rzeczywiście bardziej szary. Monitor coś z nim zrobił i dodał żółtych odcieni tej mgle. Ale też jest ładnie.

  423. Nie znałam tego malarza. W internecie to raczej kolorysta. Ten obraz nietypowy;)
    A czy zna Pani Jerzego Wojciecha Bieleckiego? Odkryłam go zwiedzając klasztor dominikanów w Sejnach, gdzie malarz …się urodził.

  424. Nasza ulubiona płyta (ale nie czarna, bo domowy gramofon ostatecznie wyzionął ducha) to koncert koloński.

  425. Dzień dobry:)
    Światło. Światło u Caravaggia, światło u Rembrandta, światło u Vermeera, światło u Wyspiańskiego.

  426. A to maleństwo! Nie wiem czemu, ale myślałam, że jest większy.

    O, Sowiątko też doceniło Jarretta. Zażyczyło sobie więcej.

  427. Dzień dobry, Ludu Księgi! Wpadłam tylko się przywitać. Lecę na uczelnię. ;)

    PS W Lublinie słonecznie. Aż chce się wyjść z domu.
    PS2 Ateno, mysz zostanie chyba Jacusiem. Jest we mnie dziwna pewność, że to samczyk.

  428. Sowo, „Belonging” to dobra rzecz, ale niektóre kawałki z płyty „My Song” są wręcz wspaniałe. Kupiłem sobie to w formie kasety w 1989 roku w nieistniejącym juz sklepie w piwnicy „Akwarium” w Warszawie, potem zrekonstruowałem w postaci płyty CD, a na koniec kilka lat temu kupiłem na uczciwym winylu ECM. Coś pięknego.

  429. Patrzę dziś na obraz z pewnego oddalenia (siedząc na podłodze i budując auta z klocków). Ta nieco żabia perspektywa nadaje mu jeszcze większej głebi, gra światła stała się jeszcze wyraźniejsza. Jakie wymiary ma w rzeczywistości ten obraz?

    O Agnieszce i Bebe napiszę jeszcze potem. Właśnie o tym instynkcie obronnym.

    Lubię Jarretta, zaraz sobie włączę.

  430. Jam ci jest, UA. I wieloma innymi rzeczami, trudno zliczyć. A w audiofilstwie (o ile się tylko da) wybieram produkt krajowy. Zgodnie z hasłem Szaniawskiego, który w ten sposób pochwalił melonik profesora Tutki.

  431.  ”Swoją śliczną rączką małą ocaliłaś mnie z zaklęcia, w którem trwałem od dziecięcia. Zły czarodziej chłopię słabe w obrzydliwą zmienił żabę; i tak byłbym aż do zgonu pozbawiony mego tronu, gdyby nie ty! Dzięki tobie, jestem znowu w swej osobie.”

    Or-Ot, „Żabi król”.

    Do znalezienia w sieci pod: „Cztery komedyjki”.
    Śliczne! – i dobre na szkolne przedstawienia.

  432. A, to miło, Alku!
    Ach, a przypomnijmy jeszcze Księgowym, że jesteś audiofilem.
    Mile cię dziś obudzono, to fakt.

    Magda.leno, dopiero teraz widzę znak nieskończoności.:)
    Celne spostrzeżenie o ptaszkach.

  433. Isi-maman: „Zły czarodziej/dziecię słabe/w obrzydliwą zmienił żabę/I byłbym tak aż do zgonu/pozbawiony swego tronu…”. Co to, skąd to jest, za nic nie pamiętam. Deklamowała to moja babcia, kiedy miałem kilka latek. Był też jakiś ciąg dalszy i coś przedtem. Niebywałe, jak przypadkowe fragmenty cytatów plączą się po głowie przez całe życie.

  434. I jeszcze Sowo, co do Bebe i Agnieszki. W moim przypadku nie tylko chodzi o przyciąganie się podobieństw. Od kiedy wyrosłem (a wbrew temu, co kiedyś sądziła UA po zwiewnej kąśliwości moich wpisów, nie przypominam Panapolonisty w wyobrażeniu Ignacego Borejko, lecz niestety raczej popularnego aktora Dolpha Lundgrena), a zatem od kiedy wyrosłem, włączył mi się instynkt obrońcy. Pewnie dlatego tak doceniam to, co Ulubiona Autorka – jak się okazało – ostatecznie przewidziała w kwestii Ignacego. Swój człowiek.

  435. Dzień dobry, UA, Ateno i Sowo (to ciekawe, Sowa z Ateną). Właśnie w ten piękny poranek budzi mnie „Belonging” europejskiego kwartetu Jarretta. Czarna płyta kręci się na precyzyjnym gramofonie autorstwa pana Józefa Radzimskiego, muzyka przechodzi przez wzmacniacz panów Witkowskiego & Lewandowskiego i wylatuje na koniec przez głośniki pana Nieprzeckiego. Czuję złożoną satysfakcję.

  436. Dafnis w drzewo bobkowe przemieniona…brrrr. Kiedyś nam się z Isią zdarzyło, żesmy prawie zostały przemienione w żaby, więc pamiętam, jakie to okropne uczucie – ta chwila oczekiwania.

  437. To drzewo stojące najdalej od księżyca, mające najmniej listków i gałązek, wydaje się być najbrzydsze. A jednak tylko ono zostało wybrane przez ptaki, i to wszystkie trzy. Nie ma ich na żadnym innym. I te małe ptaszki to drzewo rozświetlają, przez błysk w oczkach.
    A wirujące listki cały czas układają mi się w matematyczny znak nieskończoności :)

  438. Ateno, Bogini, jak pięknie to ujęłaś!

    Co do Franka: stworzenia z własnym imieniem zawsze jakoś jeszcze bardziej żal, prawda?

    SowoP, Strauss w sam raz! Dzięki!

  439. Cudowny obraz. Kiedys probowalam uchwycic to co najpiekniejsze aparatem, nie ma takiej mozliwosci. Mala lodeczka podswietlona ksiezycem tak mocnym, ze miala cien i mimo wysilkow nie dalo sie tego uchwycic. Wtedy pomyslalm, ze to mozna tylko namalowac. Ten obraz jest wlasnie tak piekny, jak wspomienie wszystkich nieuchwyconych momentow w zyciu.
    Klaudynko, kiedys zamieszkal w prawym lusterku mojego auta, pajak. Nie umialam sie go pozbyc, postanowilam go polubic i nazwalam go Frankiem. Byl bardzo pracowity, nowa pajeczyna na dzien dobry, a najpiekniejsze wytwarzal tuz po umyciu samochodu, az nastala zima i chyba zamarzl i dziwnie mi bylo. Ale z myszem bym sie chyba nie zaprzyjaznila. :) ( Boi sie.)

  440. „Namalowałaś odbicia odbić”. Ha! Zupełnie nie pamiętałam, że Ignacy to powiedział! Albo zostało mi to w podświadomości, albo myślę tym samym torem. Albo „dziewczyny widzą więcej”. :)

    A teraz już naprawdę „koniec cytaja” i idę spać. Dobranoc.

  441. Księżycowe tło muzyczne dla obrazu:

    Richard Strauss – „Mondlichtmusik” – finał z opery „Daphne”.
    Reneé Fleming.

    Mamo Isi, zwróć uwagę na nosowy, srebrny tonik jaki wytwarzają smyczki (wysokie tony plus flażolety – swoiste surdyny) tuż przed końcowym wejściem wokalizy Dafne (przypomnijmy, że ona w tej finalnej scenie przemienia się w drzewo laurowe), przeplatającej się z melodią oboju. Bardzo udany to pomysł.

    Niedawno sięgnęłam po partyturę „Clair de lune” Debussy’ego, żeby sobie przypomnieć jak to się grało i co ja widzę? W pierwszym takcie określenie „con sordina”. Nie daje mi spokoju wspominana przez Ciebie wypowiedź prof. Tarnawskiej na temat surdyny jako wynalazku Chopina. I tak mi teraz przychodzi do głowy, że może Chopin użył jej jako pierwszy w kontekście Księżyca? Temat wart zbadania.

    Dobranoc wszystkim.

  442. My akurat mamy książkę o Simonie wydaną przez Wydawnictwo Literackie, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Też mam mieszane uczucia, kiedy czytam dziennikarza innego niż Kapuściński.
    Na tylnej stronie okładki jest cytat z Simony, podaję z pamięci, że osiedliła się w puszczy z powodu atawizmu ;-)

  443. Bez światła nie byłoby kolorów! Światło to podstawowy wyznacznik kunsztu malarskiego, dlatego właśnie na jego obecność najbardziej zwracam zawsze uwagę na obrazach. Mój świetlny ideał – Rembrandt.

    Cudna jesień pana Fąfrowicza i taka też jest w naturze, Łucjo! Tylko trzeba się dobrze jej przyjrzeć. Mam mały ekranik komputera i w pierwszej odsłonie pokazały mi się tylko same korony drzew z księżycem i już ten mały fragmencik zwrócił moją uwagę na stopniowe rozświetlanie się drzew, z dołu do góry i z prawej do lewej. Piękne, naprawdę piękne i to trzeba umieć namalować! Księżyc jak wiemy w rzeczywistości nie świeci sam z siebie tylko odbija światło słoneczne, które tu z kolei odbija się w przyrodzie – takie podwójne odbicie. Bardzo dziękuję Pani za umieszczenie tego obrazu, będę się nim dłużej napawać, zaraz porównam sobie jeszcze z opisem w „Febliku”. I za piękne życzenia dziękuję! Ta jesień jest dla mnie wyjątkowo cudna, pod wieloma względami.

    Alku dobry cytat! A Bebe i Agnieszka też są mi najbliższe z jeżycjadowych bohaterek. „Similis simili gaudet”.

    Rada na niedochodzące komentarze – przed wysłaniem klikamy ctr+c i komentarz nie ginie w naszej niepamięci. Ja tak zawsze robię przy dłuższych wpisach.

    Biedronko, zaraz będzie obiecane tło muzyczne, ale pewnie dopiero jutro go posłuchacie, bo już późna pora.

    Lubię Was wszystkich.

  444. Bajkowy krajobraz jesienny stworzony poprzez kontrast miedzy szarą mgłą a ciepłą barwą liści mieniacych się w blasku ksiezyca. Bardzo ciepłe odczucia przychodzą na myśl.
    Dziękuję i życzę dobrej nocy!

  445. Pani Małgorzato sama nie wierzę, że to piszę, ale właśnie jakoś w sobotę zaczęłam pisać poradnik. Leżąc i odpoczywając nagle w mojej głowie pojawiła się myśl: „ A może by tak napisać poradnik i podzielić się tym z innymi”. Nie wiem, co z tego wyjdzie czas pokaże na razie piszę i możliwe, że kiedyś zostanie on wydany w postaci książki. Jestem Pani wdzięczna za Pani twórczość, bo to ona sprawiła, że moje postrzeganie świata się zmieniło. Nie sądziłam, że w końcu przyjdzie mi pomysł na to, o czym bym mogła napisać a jednak tak się stało ;). Jeszcze raz serdecznie Pani dziękuje i życzę wszystkiego co najlepsze ;).

  446. Droga UA, wprawdzie projekt skończyłem, ale okazuje się, że jednak dwie godziny snu to było trochę mało. Dobranoc, odchodzę mrucząc. Do łóżka biorę Feblique, poczytam jeszcze o tej Agnieszce. Bardzo mi bliska osobowościowo. Choć oczywiście Bebe B. jest wciąż bezkonkurencyjna.

  447. Och, może kiedyś, Beato. To temat na pracę co najmniej magisterską.

    AniuG, już odkryłam tajemnicę, Twoje wpisy nadgorliwy formularz uważa za spam i tłumaczy – „Spam reason: Fake IP” .
    Muszę bardziej uważać. On chyba bzikuje. Co mu się może nie podobać w Twoim IP?

    Charlotko, a mnie się wydaje, że to „coś” na obrazku właśnie w tej chwili się wydarza.

    Dobranoc wszystkim!

  448. Coś mi uciekło, więc jeszcze raz. Dzięki DUA za obraz znad kominka. Bardzo ciekawy. Właśnie rozmawiałyśmy z Zuzią, że zupełnie inaczej wyobrażałyśmy go sobie po opisie w „Febliku”.
    A nawiązując jeszcze do wpisu wcześniejszego, tak malarstwo XIX w. i początku XX w. to „wielki wybuch”, znane są ogólne tego apogeum przyczyny, a może, przepraszam za śmiałość, nasza Droga Absolwentka ASP coś jeszcze dorzuci o tym „ciekawym splocie przyczyn prowadzących do tego apogeum”( cyt.MM). Młodzieży i starszym się przyda:)

  449. Obrazek przepiękny. Noc pogodna, świetlista, optymistyczna, ptaszki urocze, listki złociste.
    Oczyma duszy mojej widziałam go ciemniejszym i bardziej melancholijnym.
    Po raz trzeci próbuję napisać i coś mi zżera( to ten obcy ukryty w sieci?).

  450. Właściwie idę już spać, ale jeszcze tu weszłam i odkryłam nową perspektywę oglądania obrazka: jakby bardziej całościowo i w oddaleniu, bo na mniejszym ekranie ;)
    Ale bardzo mi się podoba ta perspektywa. Ja w tym obrazku zdecydowanie widzę takie „ciekawe, co się teraz wydarzy…” albo, żeby lepiej oddać moje wrażenie, „zaraz wydarzy się coś tajemniczego…”

  451. Ale fluid! Właśnie miałam napisać ( więc właśnie napiszę), że najbardziej podoba mi się zielone drzewo. Wcale nie dlatego, że jest najwyższe i najmniej łyse, tylko dlatego, że jest zielone.

  452. Bardzo podoba mi się ten obrazek, ale pewnie nie zauważyłabym tych wszystkich ważnych szczegółów, gdyby nie pomocny opis Starosty. Dziękuję więc. Ach, jak to by było dobrze oglądać różne obrazy razem ze Starostą!

  453. A pewnie, że odkryli, Alku.:)
    Jadziu, Gio, ja też lubię to zielone drzewo. Tak, jest omszałe!

    Czy już wyznawałam, że zielony to mój ulubiony kolor (oprócz wszystkich innych, oczywiście)?

    Biedronko, piękno nas trzyma przy życiu.

  454. Dobry wieczór!
    O! Jaka miła niespodzianka! Przyznam się, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten obraz. Pewnie, czytając łapczywie, nie skupiłam się tak na opisie, chociaż wydawało mi się wtedy inaczej ;) Nic to, nadrobi się, jak tylko mama skończy.
    A wracając do samego obrazu – wyczuwam nadchodzący śnieg. Mgła, a jednak, pewnie przez to tło – mam skojarzenie z ciężkimi chmurami (mimo ich braku, wszak księżyc na niebie) i szczypiącym, mroźnym powietrzem.

  455. Droga Autorko, znalazłem. Poświęciła jej Pani pięć linijek na stronie siedemdziesiątej siódmej w książce numer osiemnaście. La orgie numerologique. Zainteresowani, którzy jeszcze tego nie odkryli, mogę lecieć do swoich półek z książkami, ale pewne wszyscy to odkryli już wcześniej, tylko się nie przyznają.

  456. Efekty świetlne – majstersztyk. Ta poświata. I te oczęta ptaszęce. :-)
    A jeszcze: faktura pni drzew i ta omszała zieleń (cudo!). Ruch (listeczki) i bezruch (mgła). Jest na co popatrzeć! A w pierwszym momencie obrazek wydał mi się jakiś taki… ascetyczny. To jest chyba to, o czym pisze DUA – im dłużej się patrzy, tym więcej się odkrywa.

  457. Piekny obrazek! Jak zaczarowany… Rzeczywiscie, mozna na niego patrzyc i patrzyc… I sporo mozna dostrzec.
    Wciaga.

  458. Prawidłowe odpowiedzi:
    Prawda.
    Pozdrawiam!!!

    P.s obraz cudny , trzeba go tylko oprawić, prawda?

  459. Ale cudo…!
    Starosta to wie, jak sprawić, żeby jesień cudna była: pokazuje coś pięknego- i siup!- od razu się człowiekowi robi lepiej. :)

    Przydałaby się jeszcze jakaś nastrojowa muzyczna oprawa… Debussy? Satie? Sowo P., doradzisz coś? :)

  460. Oglądam sobie i inne jego obrazki. Ciekawe są, chociaż i tak chyba te wieczorno-nocne najbardziej mi się podobają.

    A na tym widać i mglistość, i samotność, i smutek, ale i jakby jakieś czekanie…

  461. Bardzo ładny obrazek! Im dłużej patrzę, tym jest ładniejszy :) Najbardziej mi się podoba księżyc i te świecące oczy. Te oczy to wręcz jako pierwsze przykuły moją uwagę!

  462. Pani Małgorzato,
    właśnie czytam „Feblika”. Wszędzie! W tramwaju, autobusie, metrze i mocno się wzruszam! Dziękuję za piękne chwile, za cudownych bohaterów i za ciepło bijące z każdej strony. Można się w te chłodne dni dobrze rozgrzać przy czytaniu. Przy okazji podzielę się swoją radością. Prawie 8 lat temu chwaliłam się narodzinami mojej córki Gosi i układałam dla Gosi listę książek. Wyrosła już z Gosi samodzielna, zakochana w książkach czytelniczka drugoklasistka! Czyta sama, czyta jej mama, czy z tatą…. Czyta i prosi by jej czytać. Wieczory przed spaniem są nasze! Teraz „Kłopoty rodu Pożyczalskich”. Gorąco, gorąco pozdrawiam i za wszystko dziękuję!

  463. Nie, Anette. Wymyśliłam go i namalowałam sobie w wyobraźni. Zresztą, ten księżycowy pejzażyk Agnieszki MUSIAŁ być inny. Bo to ona przecież go namalowała.

    Mamo Isi, pan Fąfrowicz maluje światło jak nikt. Niedościgle!
    I bardzo lubi księżyc.

  464. Piękny obraz i równie pięknie opisała go Pani, Pani Małgorzato, tutaj na stronie jak i w „Febliku”. A drugi obraz Agi – „wielkie studium samotności”, który oglądał Ignacy, też ma swój pierwowzór?

  465. Oka oderwać nie mogę! Księżyc na nowiu w jesienną, bezchmurną noc. I te ptaszki z błyszczącymi ślepkami wpatrzone w nowik. I ostatnie listeczki wirujące w prześwietlonym księżycem powietrzu! Tyle tam światła! Coś przepięknego:) Dziękuję, starosto kochany:)

  466. Lilko, jak napiszę coś naprawdę mądrego, to postaram się wydać. Ale na to chyba jeszcze się poczeka.

  467. A co do świecących oczu… „Tam wysoko w chmur pierścieniu Czarnoskrzydły wróbel mknie. Samiuteńki ponad ziemią. Śmigłym lotem przestrzeń tnie. Srebrnym blaskiem oświetlony, Żadną troską nie dręczony, Wszystko dostrzega pod sobą. Drapieżny i rozjątrzony, Śmiga cicho niby cień, Oczy świecą mu jak dzień” (A. i B. Strugaccy)

  468. Zerknęłam i aż zadrżałam: one wirują! Przez chwilę pomyślałam, że to animacja, a listki naprawdę spadają :-)

    Dziękuję za wszelkie sugestie co do ilustracji oraz tłumaczenia „Dziadka do orzechów”. Poszukiwania już rozpoczęłam, myślę, że zakończą się sukcesem.

    Alku, kiedy kilka dni temu czytałam z przejęciem Twoje komentarze, pomyślałam, że moim pocieszeniem będzie zapewnienie o oczekiwaniu na książkę Twojego autorstwa – MUSI być z Tobą lepiej i zdrowiej, bo musisz w końcu i Ty coś wydać. No więc czekam ;-)

    Madziu, w którym muzeum można mieć Ciebie za przewodnika?

  469. Tak, Gałczyński, łaskawa Autorko. Ja po prostu, korzystając z wiersza mistrza, nazwałem te trzy drzewa z obrazu.

  470. Obrazek śliczny. Pasuje do Pani. :) I ten charakter pisma – uroczy.

    Jako że poprzednie wpisy (wcale nie były długie) przepadły w czeluściach internetu, mam nadzieję, że z tym będzie inaczej. Trochę się powtórzę, ale co tam. Powoli oswajam się z myszką. Pasowałoby nadać jej jakieś imię, najlepiej uniwersalne. Pomyślę nad tym kiedy indziej, bo dziś wieczór należy do jambów, trochejów i całej reszty tej wesołej poetyckiej gromadki. A wracając do myszy – porzuciła prace ziemne na rzecz wspinaczki wysokogórskiej po moim regale. Zastanawia mnie natomiast fakt, że nie tykała pelargonii, namiętnie zaś przekopywała ziemię w paprotkach, fiołkach i innych kalafiorkach, których nazwy nie znam. Może, tak jak ja, nie lubi ich zapachu? Tych pelargonii. Bardzo ciekawe…

  471. Bardzo, bardzo dziękuję! Piękny, świetlisty, mglisty obrazek z uroczą dedykacją. Dziękuję za podgląd. Znam inne obrazki P. Fąfrowicza, kiedyś oglądałam – pamiętam takie zielone wiosenne ptaszki stapiające się w jedno z zielenią liści na konarach drzew. Lubię bardzo. Lubię też księżyc, bliżej mi chyba do tej strony. A jaki dziś za oknem!
    Gałczyński:-) A Zefiryn „miał skłonność do księżyca (troszeczkę do Baudelaire’a)”.
    Dobrego wieczoru!

  472. Ach! Piękny obrazek! Dziękuję, że się Pani nim z nami podzieliła.

    DUA – proszę ucałować ode mnie gończego. :-)

    Alku – przeczytałam opowieść o Wilusiu, rozweseliła mnie. I pomyślałam o moim Jaskrze – też był wielki i szczekał donośnie. Mamo Isi – uwielbiam opowieści o psach. Właśnie z tatą i mężem wspominaliśmy nasze „święte psy”.
    I okazuje się, że Elza – staruszka, będzie miała kolegę. Tata znalazł dla nas psa – jamnikopodobnego. Więc jednak nie posokowiec. W piątek pojedziemy go odebrać.

    Miłego wieczoru, Ludu!

  473. Na Teatralce sa przede wszystkim cudowne, stare kasztanowce!
    Tak, Paulino, jesienią jest tak pięknie.

    Alku, Gałczyński?

    PS. Obrazek fotografował jednak Adminek, wyjąwszy go starannie z ramki.

  474. Pani Małgosiu w tym obrazie jest coś magicznego, przypomina mi lata dzieciństwa, gdy wraz z moim Dziadziusiem przyglądaliśmy się jesiennym drzewom na Teatralce. Ach, cudo ! Pozdrawiam cieplutko. PS
    Mąż dziękuje za pozdrowienia.

  475. „- Słuchajcie, słodkie siostry –
    tak mówił stary opat:-
    (Na dworze było wietrzno,
    ponuro i listopad.)
    Raz było trzech aniołów,
    jak trzy wyborne liry,
    imiona ut sequuntur1:
    Piotr, Paweł i Zefiryn […]”

  476. Prawda. Prawda. A oczka ptaszków najpiękniejsze! I żeby jesień cudna była…
    Dziękuję z całego serca, że możemy oglądać ten obraz. Będę się nim delektować.
    Pozdrawiam najserdeczniej :)

  477. Dzień dobry,
    oj, oczywiście, piękne życzenia…i sprawdzają się, przynajmniej w tym roku. Jesień jest cudna, śliczna i pogodna. A poza tym-mieliśmy wyczekiwaną premierę i wspaniałe spotkanie z DUA. Życie jest piękne. Li i jedynie.

Dodaj komentarz