269 przemyśleń nt. „Co robiłam dziś wieczorem

  1. Gratulacje! W pełni zasłużone wyróżnienie, bardzo cieszę się, że zostało to dostrzeżone :)

  2. Międzyczasie, co ja mogę powiedzieć. Przeceniasz mnie. Na razie tej pisaniny nie drukuje, chyba ze czasem w formie felietonów (jak o Dziadku Griszy i mosiężnej trumnie). Poczekam, aż zdarzy mi sie napisać coś mądrego, to wydrukuję. Natomiast tu i ówdzie można znaleźć moją z kolegę książkę „Najlepsze praktyki w ochronie nietoperzy w lasach”, ale tam nie ma zbyt szampańskich konceptów.

  3. fluid z Chesterka!
    wpisujac sie, nie zauwazylam jeszcze Twojego wpisu (nie bylo go jeszcze? tzn. opublikowanego?)
    inaczej, zmienilabym nieco swoj post, nie lubie sie powtarzac; a tak wyszlo :))
    niemniej, Twoj apel zostal jakby podbity.

    hmm.. podobnie, przeczytalabym z checia ksiazke Mamy Isi, czy tez Ani G, i wielu wielu innych, o Wannabe nie wspominajac.
    (Styl to Czlowiek, prawda DUA? :)

  4. Alku padlam i sie turlam :))
    gdzie mozna kupic Twoja ksiazke? moze byc nawet naukowa, no trudno (byle nie o falakach ;).
    ze tez mozna umiec tak opisywac jakikolwiek wycinek rzeczywistosci. lubie Twoj styl.
    ech, wszystkich Was lubie.

  5. Kochana DUA!! AAAA!!!
    jakiez mile wyroznienie!! piekny, piekny jest nasz Starosta!!
    i piekna uroczystosc, ubarwiona koncercikiem :))
    a od tego zdjecia trudno sie odkleic! jest takie spontaniczne i wyraziste. wlasciwie to oba zdjecia. na pierwszym mam wrazenie, ze sciska Pani serdecznie dlon Kate Liu, a wiazanka kwiatow jest z kolei przedluzeniem jej dloni (uscisk dloni serdeczny, szczery -tak jak sie sciska z takim szczegolnym oddaniem, przechylajac nieco sylwetke do przodu:)
    skromnosc i czar.

  6. Dopiero teraz miałam czas i cofnęłam się do wcześniejszych wpisów. Magdo Z., dzięki wielkie za słowa wsparcia. Nb. też Cię bardzo lubię:)

  7. MagdoZ, a jaki jest twój stosunek do StarTreka, zwłaszcza w popularnej kwestii seriale a nowe filmy pełnometrażowe?

  8. Moim zdaniem to błąd , Starosto. Te klasyczne trącą myszką. Warto próbować od nowszych, jak już. :)

    Ale fajnie, Adminko. Dzięki. Miałam wielką ochotę zobaczyć ten obraz. tak samo jak inni. :)
    Lubię Cię za to, że robisz to zdjęcie. :) No i za śliczne książki. – A każda następna lepsza. :)
    Serdeczności.

  9. Tak jest, od tych najstarszych, Madziu.
    SowoP, dziękuję za wiadomość prywatną. Malarz nieznany mi, a dobry. Przy okazji wyskoczyło mnóstwo ciekawych obrazków, blogów i stron, chyba się na dobre zagłębię.
    Adminka zdjęła ze ściany nasz księżycowy pejzażyk i spróbuje go sfotografować przez szybkę. Jest kunsztownie oprawiony przez znakomitego pana Dondajewskiego z Poznania, szkoda byłoby naruszać tę doskonałość.

  10. Nie, nie zgubię się. A nawet jeśli, zawsze znajdę kogoś, kogo można zapytać o drogę. :) I wrócę na odpowiedni trakt. ;) Tak było do tej pory, może to się już akurat nie zmieni. :) A w ogóle – z dziarską miną maniakalnie o smudze cienia – to po trzydziestce już będzie z górki. Jeszcze miesiąc. :) (Oj , te uśmiechy tak wyglądają jakbym nagle zaczęła się cieszyć z tego faktu, miast po „galicjańsku” stękać). :D

    Starosto, dziękuję za dalsze trzymanie kciuków. :)

  11. Najwcześniejszych – tzn. od tych najstarszych z lat bodajże 60. ubiegłego wieku? Czy też nowych sezonów, powstałych już w wieku XXI? Proszę uściślić, ciekawi mnie to. Klasycznych, pierwszych sezonów nie oglądałam niemal w ogóle. Natomiast niektóre „nowe” są frapujące. :) Moim zdaniem. Uległam sugestii Afrykandra w tym wypadku – i jestem zadowolona. ;) (Tak jak Pani z Zambrzyckiego – pozwolę sobie na jedno mimowolne skojarzenie. ;) Trudno na pewno obejrzeć wszystkie odcinki – od lat 60. powstało ich całe mnóstwo. :)

  12. Chesterko, dziękuję za miłe słowo, piszę, ale nie wydaję i długo jeszcze nie wydam, bo piszę strasznie powoli.

    DUA, nietoperze faktycznie, uważa się że ograniczają latanie podczas pełni. Po pierwsze, za dobrze je wtedy widać, po drugie natomiast, w naszym klimacie noce z widoczną pełnią, te pogodne, są zwykle nieco chłodniejsze od innych, więc mniej chmyzu lata, którym te biedaki się żywią. Którym ja jestem? Nigdy nie myślałem o tym, ale jeśli już, to na pewno jakimś leśnym. Taka praca.

  13. Madziu, nie. Odpadłam.
    Zaczęłam od najwcześniejszych, może późniejsze są lepsze. W każdym razie – nie dla mnie.
    Do licha, jestem realistką! Nawet SF musi, jak u Lema, mocno stać na ziemi.

    Kciuki trzymam za Ciebie nada;l. Niech Ci się dobrze wiedzie. I żebyś się nie zgubiła! (Jak to było w Poznaniu).

  14. A co do obrazu grozy: przeżyła ta strona niejeden już atak hejterów. I trwa. :)
    Dlatego mam nadzieję , że będzie dobrze. I pozwalam sobie tym razem sama potrzymać kciuki za stronę Starosty – bo dotychczas Starosta zwykł trzymać za mnie. I to parokrotnie! I zawsze – skutecznie! Merci :)

  15. Oczywiście, że Kramsztyk. Popatrzę zaraz na CV Szancera, Beatuszko.

    Donoszę, że koń na biegunach już odmalowany. Przyznaję przy tym, że mistrzynią lakiernicta nie jestem. Na moje szczęście, tym razem cała wina spadnie na Świętego Mikołaja, he he.

    Czytam o wpływie Księżyca na zachowania zwierzątek. Podobno księżycowego światła nie lubią nietoperze, które w czasie pełni chowają się w ciemnych zakamarkach. Nie dotyczy to gatunku latającego powyżej drzew i to pewnie on oblatuje nocami feblikowe lasy. A jakim gatunkiem jesteś Ty, Alku?

    Słuchane o zmierzchu:

    Johann Strauss – Aria Rosalindy „Känge der Heimat z operetki „Die Fledermaus”.
    Hilde Güden.

  16. Dobry wieczór.
    Katastroficzna wizja Alka przywodzi mi na myśl jakieś sceny z Doctora Who.
    Starosto, czy Pani oglądała w końcu ten serial?
    Pytam z ciekawości; przypomniało mi się , że jakoś tak z rok temu (chyba październik, na pewno przed premierą Wnuczki) w starej Księdze pisała Pani, że zastanawia się nad oglądnięciem? I jakie ma Pani wrażenia? Choć najpierw powinnam spytać , czy znalazł się na to czas? :)
    Pozdrowienia dla wszystkich księgowych i wyrazy szacunku dla Pani :)

  17. Oj Alku! Też się miękko przeracam, jak co niektórzy, starajac się nie przygnieść kota rozpłaszczonego na kanapie (jednego, ale gryzacego za trzech). Nie myślaleś Ty o pisaniu jakichś „opowieści z Puszczy”?

  18. DUA, zauważyłam :-) Zbieżność mnie cieszy, ale nie dziwi:-) Lord Peter jest do szpiku kości angielski. Energiczny, ale flegmatyczny. Swoją drogą, na marginesie Łusi w Oxfordzie, tam na każdym kroku Colin Dexter….
    Alku, „tylko” koty? Z pewnością czują się obrażone. Chyba, że podchodzisz do sprawy rzeczywiście wagowo. A tak serio – pogłaszcz ode mnie swoje koty (jak będą miały ochotę)!
    Zgredziku, dopiero teraz doczytałam wstecz komentarze, tak, oczywiście, to wiersz Danuśki/Pawełka.
    Scoiatollo, dziękuję za przypomnienie Ugryzia:-) I słonie też, prawda?

  19. Beato, mamo Zuzi i Jasia – dzięki za relację z Krakowa. Prawda, prawda!- galeria w Sukiennicach ze wszech miar godna jest uwagi. Malarstwo polskie w wieku XIX i na początku XX osiągnęło swój szczyt. Ciekawy jest splot przyczyn, do tego apogeum prowadzących.

  20. Merci, DUA, nie śmiałbym krytykować tej decyzji. A co do nadmiernie samodzielnego formularza – wiedziałem, ze ONE kiedyś się zbuntują! Na razie to tylko objawy ostrzegawcze. Poczekajmy, aż zaczną pojawiać się wpisy, których nikt (czy naprawdę nikt?) nie napisał…

  21. Beatuszko, masz wielką rację. Przekład Józefa Kramsztyka jest już częścią naszej kultury, a ilustracje JM Szancera trafiają idealnie w styl i nastrój opowieści i w moim przekonaniu zespoliły się z „Dziadkiem” na wieki, w sposób wyjątkowy.

  22. Dzisiaj wnosząc siaty do mieszkania zauważyłam, że coś mi trzeszczy pod nogami. Zwaliłam siaty w kuchni
    i spojrzałam: podłoga była gdzieniegdzie zasłana łupinkami od orzechów laskowych. Nie zrozumiałam zjawiska, ale po chwili usłyszałam, jaka psica zgryza kolejnego orzeszka i przeszłam do pokoju. Tam łupinek było już całkiem sporo, psica pracowała jak maszyna, bo lubi orzechy, a kociak, który zwalił z parapetu kosz z orzechami z błyskiem w oku ganiał orzeszki po podłodze. Drugi pies patrzył ze zgryzotą, bo on nie potrafi rozgryzać leszczynowych, a tylko włoskie. Nasza stara kocica spoglądała na pobojowisko z potępieniem.
    Kiedy zaczęłam zgarniać orzechy do kosza, psica przyśpieszyła konsumpcję, a kociak potraktował to jako zachętę do zabawy, wskoczył do kosza, wywinął tam koziołka i wygarnął na parkiet kolejną stertę.
    Zepsułam im zabawę i wywaliłam całe towarzystwo na dwór, ale zrobienie porządku zajęło mi dobry kwadrans, a jeszcze po powrocie z dworu kot znalazł kilka orzeszków, które ganiał po podłodze, póki psica mu ich nie odebrała i nie zżarła.

  23. Alku, pozwoliłam sobie poprawić literówkę w Twojej anegdocie: „jazu” – na „razu”.
    Tego formularz nie umie, ale poza tym ma faktycznie swój rozum i sprawnie wyrzuca spam reklamowy, ale nie tylko!- klasyfikując wedle własnego gustu.

  24. Chlorello, witaj!
    Dzięki za miłe okrzyki.
    Tak jest, koncert był nadzwyczajny i wciąż nim wszyscy żyjemy. I wciąż mam w pamięci tych dwoje bosko uzdolnionych młodych ludzi. Cieszę się, że ich widziałam, słuchałam i nawet rozmawiałam z nimi przez chwilkę.

  25. Hip Hip – Hurra! Cóż to za wspaniałe wyróżnienie! W pełni zasłużone! I taki koncert, coś wspaniałego!
    Gratulacje, DUA :)

    (nie mogłam się powstrzymać od wykrzykników)

  26. Skoro zeszło na psy: wspomniana przeze mnie Joanna ma oczywiście psa. Każdy na wsi, zwłaszcza żyjący w lesie, ma psa, chyba że (tak jak ja) ma tylko koty. Kilka kotów stanowi wagowy ekwiwalent jednego Azora. Zatem wracając do J. – psina jest rasy owczarek środkowoazjatycki i oczywiście trafiła do niej z jakiegoś odzysku. Wielkości cielaka, krótkowłosy, morda jak kredens. Nazywa się Wiluś, ale nazywany jest też Idefiksem z powodu pewnego defektu, czy raczej nieporozumienia, wskutek którego w początkowym okresie znajomości z Joanną regularnie przynosił do domu dziki. Trudno go było oduczyć. Feblique.

    Otóż psina jest łagodna, ale ceni dyscyplinę, robi spore wrażenie, a szczek ma jak z głębi studni. Pewnego razu J. wypruła swoją zdezelowaną terenówką do wsi po naftę czy coś podobnego, zostawiając Wilutka na gospodarstwie. (Rzecz odbywa się w jednobudynkowej osadzie śródleśnej, czyli w domu pośród puszczy). Po jakimś czasie wraca i widzi, ze na środku jej podwórka, w pierwszorzędnej pozycji centralnej, leży taka białowieska łajza boża, co to zachodzi do różnych ludzi, chętnie pod nieobecność i zawsze coś mu się do łap przykleja. Nad typem stoi Wiluś w pozycji wyprostowanej i trzyma na nim łapy. Na widok Joanny facecik unosi nieco głowę, rozpromienia się i wykrzykuje: Pani Joanno, jak dobrze, że pani jest, bo ja tak już trzy godziny…

  27. Klaudynko, mi też zniknął jeden duży wpis, do którego byłem przywiązany. Może gdzieś się odcedził automatycznie, bo był za duży – tak działała poprzednia Księga o ile pamiętam. A proza, którą tu smarujemy jest z natury dość ulotna i nie daje się jej odtworzyć z głowy („czyli z niczego”).

    Drodzy Księgowi (z UA na zasłużonym czele): wysłałem dzisiaj wreszcie raport z projektu, który od ładnych kilku nocy spędzał mi sen z powiek dosłownie. Niniejszym wracam do życia, o czym z przyjemnością informuję.

  28. Mówi się trudno, Drogi Starosto, i żyje się dalej. Tak jak myślałam: Los, Przeznaczenie. ;)

  29. Beato, nie, nie są podwójne. Dochodzą normalnie.
    Natomiast Twoich wpisów nie ma wcale, Klaudynko. Co się dzieje?

    Gio, bardzo dziękuję za wiad. pryw. Mam podobne spostrzeżenia. No, cóż…

  30. Dzieńdoberek :)Idąc, że tak powiem psim tropem wykorzystam okazję, aby się pochwalić najwspanialszym, najmądrzejszym i najpiękniejszym psem na świecie, jakim jest nasza kochana suczka. Jest ona niewielkiego wzrostu , ma krótkie nieco krzywawe łapki oraz cudowne ogromne uszy. Przyjechała do nas z bardzo dobrze prowadzonego schroniska…. w Tomarynach pod Olsztynem. Wspaniałe Panie, które tam pracują rozwożą pieski po całym kraju i poświęcają się im całkowicie. Może ktoś zna TO MIEJSCE ? Pozdrawiam serdecznie Waszych Pupili, a w szczególności przedstawionego nam tutaj GOŃCZEGO :D

  31. Lubię jeże. Tak samo jak żyrafy.
    ” – Na co ten Ugryź tak szczeka tutaj w nocy? W sobotę zaczął szczekać wcześniej niż zawsze.

    – Stoisz, tatusiu? Naprawdę stoisz? Bo tam… takie czarne… duże…i tak sapie… tak sapie… jak niedźwiedź…
    – A Ugryź?
    – Ugryź wcale go nie może ugryźć! To ono ugryzie Ugryzia.”
    :-)

  32. Dzień dobry! Czy mnie widać? Bo poprzednie wpisy się nie ukazały. Czyżby jak u Hermenegildy – los, przeznaczenie?

  33. Dzień dobry!
    Chciałabym dodać jeszcze słówko do mojego ostatniego wpisu dotyczącego przedwojennego wydania „Dziadka do orzechów”.
    Dla mnie istnieje tylko wersja w tłumaczeniu Józefa Kramsztyka i z ilustracjami Jana Marcina Szancera, ale warto zobaczyć inne po to nawet, aby docenić jaki skarb mamy.
    Polecam nowe wydanie „Curriculum vitae” J.M. Szancera wydane przez G&P Oficyna Wydawnicza w tym roku. Dla tych, którzy cenią sobie jego ilustracje. (właśnie dzisiaj znalazłam informację na ten temat!)
    Dobrego dnia, Ludu Miły!

  34. Witam z rozświetlonego słońcem Krakowa.
    Skoro padł tu dzisiaj Kraków i artyści malarze (pozdrawiam gorąco Celestynę), to dorzucę słówko. Od prawie tygodnia bawię w królewskim grodzie u naszej Zuzi – studentki( potrzebowała wsparcia matczynego). Wczoraj w dniu drzwi otwartych krakowskich muzeów wybrałyśmy się do Galerii Sztuki Polskiej XIX w. w Sukiennicach. Najpierw oczywiście do dominikanów krakowskich:). Wspaniałe przeżycia, wiadomo, Matejko, Michałowski, Chełmoński, Siemiradzki, Grottger, Norblin,Malczewski, Podkowiński, Ajdukiewicz, Bacciarelli, Abramowicz, żeby wspomnieć tych najznamienitszych. Była też ciekawa prezentacja i opowieść o konserwacji zachowawczej obrazu „Uczta u Wierzynka” Bronisława Abramowicza , a także pokaz staropolskiej zastawy oraz potraw, nawiązujący do uczty królewskiej oraz obrazu „Uczta u Wierzynka”. Wszystko na żywo, świeżutkie, kolorowe…cudo.
    Przy okazji prześlę nazwy wystawionych potraw i całe menu.
    Cieszę się , że mogłam znowu spojrzeć na twarz poczciwego Jana M. w osobie Stańczyka w „Hołdzie pruskim”, ujrzeć jak żywą Helenę Modrzejewską na obrazie Ajdukiewicza, i…….Ach i och. Oto Polska właśnie!
    Teraz czekamy na obraz znad kominka DUY :).
    Jutro wracam do domu, do ukochanego Torunia, a przede wszystkim do ukochanego męża i syna. A ukochana córcia już nieco utulona:).” Feblik” przywieziony z domu już przeczytała. Jest dobrze. Chyba mam feblika na ich punkcie:):):).

  35. Gończy polski. Wspaniała rasa. Wspaniały nasz pies. Mądry, wierny, spokojny i inteligentny – chwilami wydaje się, że zaraz przemówi pełnym zdaniem.

  36. DUA, ten nasz psi niedźwiedź nie atakował – nie potrafił. Chyba uważał się za człowieka…Nie miał skaleczenia na nosie, trzymał się z daleka od jeża. Tylko szczekał.

    Ma pani gończego ? Ja bym chciała posokowca, może tata gdzieś w terenie nam znajdzie. A na wiosnę może będzie owczarek długowłosy, też ze wsi. Podobają mi się owczarki staroniemieckie, ale są za drogie.

  37. Dzien dobry!
    :) A mnie sie wydawaly calkiem, calkiem. Choc nie przygladalam sie szczegolnie.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

    Jeszcze tylko do dawnego Alkowego watku o Simonie Kossak i Joannie chcialam cos dorzucic. Pani Joanna opowiada w jednym z wywiadow swoja „przygode” z Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie.
    Nie sa to dobre wspomnienia, z roznych wzgledow, choc o dyrektorze powiedziala sporo cieplych slow. Konczylam te szkole i podpisuje sie pod tymi slowami. To byl wspanialy, cieply, sympatyczny czlowiek. Wszyscysmy go bardzo lubili.
    Rozmowa wstepna, jeszcze przed egzaminami, w jego gabinecie: prace rozlozone na podlodze i oczekiwanie na ocene…Bardzo dobrze te rozmowe wspominam, zachecal do pracy, staral sie dostrzec kazdy pozytyw.
    Przy tym mial ujmujaca powierzchownosc, zawsze pieknie sie ubieral, w jakies welniane brazowe, zielone marynarki, mial sumiasty, à la Wyspianski lub Marszalek, rudy was, blysk w oku i usmiech na twarzy. Pan profesor Jan Rzehak- artysta malarz, odszedl pare lat temu.

    Wracajac do pani Joanny: ciesze sie, ze wrocila do malowania, po tylu latach:)

  38. Dzień dobry!
    Kochana Celestyno (wiad.pryw.) one mnie się nie podobają. Nie polecam.;)

    O, uwaga! U nas też są jeże w ogrodzie, i też bywają malutkie.
    Za to ślimaków prawie nie ma!
    Magpie, biedny pies szczeka i piszczy, bo instynkt każe mu oczywiście atakować jeża, a ten zwija się w kulkę i kłuje psa w pysk i w nos! Widujemy takie sceny w wykonaniu naszego gończego.

    Ann, my w ogóle podobnie reagujemy na książki, zauważyłaś?

  39. Dzień dobry!
    Buczyno – dziękuję za radę! Ptaki do nas zaglądają, w zeszłym roku pojawiła się wiewiórka, ale jeża nie było… Trzeba jakoś zachęcić – ślimaków jest dużo.
    Parę lat temu, mój Jaskier (mieszaniec nowofundlanda, czyli był bardzo duży) dostał histerii, biedak, bo go w nocy jeż odwiedził w kojcu. Trzeba było ratować psa. ;-) Duży był, ale łagodny i kochany.

  40. U nas na podwórku, latem pojawiła się pani jeżykowa i 5 małych jeżątek. Córka całe lato biegała w zimowych rękawiczkach i nosiła, tuliła i głaskała owe jeżyki. Stawiała im wodę w zakrętach od słoików i próbowała karmić je jabłkami, ale one ku ogromnemu zdziwieniu małej wówczas Juleczki, wolały ślimaki. Pozdrawiam wszystkich ciepło w ten mroźny poranek.

  41. No, dotarłam do końca (początku?) lektury Waszych wpisów…
    Dwie myśli – Magpie – podobno szczury wynoszą się same kiedy pojawi się w okolicy jeż. Nie wiem czy można udomowić jeża, ale może warto spróbować?
    Co do choinki – to na staropolskiej podłaźniczce (rozwidlonym czubku świerku, wieszanym pod powałą czubkiem w dół) wisiały orzechy, jabłka i światy z opłatka. Pani Barbara Ogrodowska w pięknej książce „Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne” (wyd. Muza) podaje, że umieszczano na niej również złocone nasiona owsa i ciasteczka domowego wypieku (pierniki?). Wszystkie te ozdoby miały znaczenie symboliczne i magiczne.

  42. Nie wiem, czy mój ostatni wpis został wysłany, bo mam kłopoty z internetem , tak więc na wszelki wypadek nie będę się powtarzać .Powiem tylko, że bardzo dziękuję za odpowiedz ,która mnie uspokoiła , bo ufam Pani bezgranicznie oraz chcę życzyć Pani i wszystkim tutaj dobrej nocy.

  43. Wiem Madziu, ten fakt utwierdził mnie ostatecznie w przekonaniu, że choinka spożywcza również jest produktem niemieckim.

    Dobranoc.

  44. Wszelki duch Pana Boga chwali!
    Nie zaglądałam tutaj dwa dni, a tyle nowych wpisów! Muszę zabrać się za lekturę :)
    DUA! Gratuluję odznaczenia i cieszę się z miłych wrażeń koncertowych.

  45. A wiesz , Sowo, że bombka choinkowa to też pomysł niemiecki? Wiesz, oczywiście. Ale może nie wszyscy wiedzą, że wymyślił ją Hans Greiner , biedny hutnik, którego nie stać było na pierniki oraz inne ozdoby.

  46. Dobry wieczór,
    udało mi się znowu tutaj zerknąć – i uśmiecham się do DUA na dobranoc :-) Spokojnego snu nad Dorothy! Już myślałam, że tylko na mnie Lord Peter tak działa. Łagodna konsekwencja i konwencja.
    Po opowieści o Maciołce to będzie uśmiechnięty wieczór, dziękuję.
    Alku – przesyłam najlepsze myśli i ESD :-) Mamo Isi, prawda, że Ellis pyszna?
    Beatuszko – raz jeszcze dziękuję, wiesz za co!
    Dobrej nocy dla Miłych Księgowych

  47. Ach, Sowo, Sowo, jakie to ciekawe, co piszesz!
    Zaczęłam się zastanawiać. Odszukam chyba książeczkę o tradycjach bożonarodzeniowych.

    Kinko, się zobaczy.

    Beato S (wiad.pryw.)- nie wiem, o jakich wydarzeniach dzisiejszych piszesz, bowiem nie mam telewizora i dobrze mi z tym. Gazet też już nie czytam. Wolę czytać książki. Albo wręcz je pisać.
    A wiadomości w sieci starannie selekcjonuję lub ograniczam się tylko do przebiegania wzrokiem po nagłówkach, bo po co mam się złościć, kiedy mogę się nie złościć.
    Zachowajmy postawę stoicką. Za dwa tygodnie nikt nie będzie pamiętał o przedmiocie dzisiejszych zażartych sporów.
    A my nie stracimy pogody ducha.

  48. Merynosie, co do stosownego tłumaczenia „Dziadka” z ilustracjami Szancera, to się rozumiało samo przez się.
    A w ogóle to „Dziadek” od dzieciństwa jest moją wykładnią pięknych Świąt Bożego Narodzenia, z choinką spożywczą jako ideałem choinki. Przy okazji lektury „Listów” Prof. Raszewskiego wciągnął mnie wątek ozdób świątecznych – skąd są bombki i zabawki słomiane, bo u mnie w domu zawsze było jedno i drugie. Dziś pewnie pan Profesor miałby łatwiejsze studia w tym temacie (Internet!), można sobie z łatwością poczytać o historii bombki i innych ozdób świątecznych. Ale i tak żal mi tej nienapisanej rozprawki. Idąc tym tropem właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy choinka u Hoffmana jest odzwierciedleniem tej znanej mu z rodzinnych Niemiec czy może jest to jakiś odprysk polskiej (nowej) tradycji. Niby „Dziadek” był wydany dopiero w 1816 roku, a Hofmann w Poznaniu pracował od 1800, ale to był wtedy przecież zabór pruski. I choinka do Polski zawitała wraz z zaborami. Więc sprawa raczej jasna, jedzenie na choince, to jest pomysł niemiecki :)

  49. A to ładny obrazek, Sowo luba!
    Co do tego księżycowego obrazka – zamierzamy z Adminką podjąć próbę. Księżyc na nim co prawda nie jest w pełni, ale co tam, spróbujemy.

    Mamo Isi, i po to właśnie wymyślono konwencję : żeby czytelnik wiedział, czego ma się spodziewać.
    Lord Peter na przykład jest całkowicie przewidywalny. I zero stresów. I dlatego tak miło się przy nim zasypia, podczas gdy Ellery’ego człowiek musi czytać bez tchu do białego rana.

    Anusiu, bitwa na cytaty wprawiła mnie w podziw! Chętnie też bym się tak pobawiła.

    Dziękuję za miłe gratulacje.

  50. Zuziu, historia z ucieczką brata przezabawna.
    W mojej podstawówce polonistka zadawała osobom „zagrożonym” krótkie fragmenty „Pana Tadeusza” na pamięć, żeby ich jakoś wyciągnąć na ocenę dostateczną. Potem, na korytarzu, w przerwach między innymi zajęciami, szeptali jej do ucha te wyuczone fragmetny, wyglądając przy tym, jakby się spowiadali. :D

  51. Co za szczęście, Starosto kochany, że Ellis Peters zawsze działa zgodnie z konwencją; gdyby nie to, nie mogłabym pójść spać, skoro akurat bohaterka została capnięta przez bliżej, ni dalej nikomu nie znany czarny charakter. A tak jej włos z głowy nie spadnie, a ja się wyśpię;) Dobranoc wszystkim:)

  52. A u nas czyste niebo i od piątku obserwuję jak Księżyc po cichutku, ale systematycznie przybiera. DUA, czy z okazji zbliżającej się pełni jest szansa na pokazanie księzycowego obrazu Agnieszki Ż? Proooszę…. Nie musi być wyjęty z ramki, wystarczy jako takie zdjęcie. Zżera mnie ciekawość, a pewnie i innych Księgowych też. Ja na środę mam już przygotowane interesujące tło muzyczne.

  53. Och, Zuziu, Twoja opowieść o braciszku jest zachwycająca:) Od razu mnie chandra opuściła.
    Barometr pokazuje cały czas wpól do jedenastej (to taki nasz domowy sposób odczytywania w ciemnym przedpokoju tych tam hektopaskali i inszych słupów rtęci drobnym drukiem;), jest ciemno, zimno i leje, wskutek czego byłam cały dzionek niemożliwie zdołowana. Zresztą obiektywnie rzecz biorąc cały tydzień był smutny, więc trochę radości mi się przyda;)
    Sowo P., dzięki, w miarę możności poeksploruję zgodnie z instrukcją;)

  54. Co do cytatów ostatnio z moją koleżanką – swoją drogą Zuzanną – robiłyśmy sobie bitwę na cytaty ,ona też tak jak ja lubi czytać książki lecz na pewno nie był to poziom wysoki cytaty były z książek w kategorii wiekowej lat: 11-14 ale z czasem ten poziom cytatów się podwyższy !

    Pozdrawiam !!!

  55. Zuziu, jak się nauczysz „Grzybobrania” na pamięć, to będziemy się mogły przerzucać cytatami.

  56. Karikari, ach, jakże słuszne podejmujesz decyzje!
    Pozdrawiam PT Lubego.

    PS. I dziękuję za „rodzinną” dumę. Tak właśnie się czułam, kiedy zostałaś Królową Polskich Gór!

  57. Wróciłam z wieczornego spaceru z psem i lubym i postanowiłam troszkę doprecyzować opis uczuć, które wywołała we mnie informacja o przyznaniu Pani nagrody Feniksa. Otóż cieszę się tak, jakby to ktoś z moich najbliższych, ktoś z mojej rodziny został uhonorowany. Więc mnie taka „rodzinna” duma i radość rozpiera.
    Jeśli chodzi o bieganie, to, niestety, nie mam się za bardzo czym pochwalić w tym roku. Przez pierwsze sześć miesięcy rehabilitowałam kończynę dolną i miałam zakaz biegania (bo się okazało, że na skutek skoku z trzeciego schoda 25 lat temu dziś nie mam więzadła w stawie skokowym), a potem ciężko znosiłam upały i wdrażałam się w nową pracę, w efekcie czego we wrześniu zaliczyłam tylko półmaraton.
    No i, co będę ukrywać, czasami zamiast iść pobiegać, wolę się poprzytulać czy pospacerować z moim lubym. ;)
    Ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w kwestii biegania. :)

  58. Dobry wieczór!
    Dziś podczas śniadania rodzice wspominali jak to mój brat mając może trzy, może cztery lata uciekał z domu. Chciał się wyprowadzić do dziadków, który, mieszkają na tym samym podwórku. Pakował wszystko co najpotrzebniejsze: szczoteczkę, skarpetki etc. A potem krzykną do mamy: „Albo ja, albo tata”. Chyba się wtedy posprzeczał z tatą właśnie.
    Ależ się uśmialiśmy przy śniadaniu! Mój brat to takich „wyprowadzek” miał wiele, bo pamiętam, że kiedy byłam mała, ale na tyle duża, żeby to pamiętać, wyprowadzał się po raz kolejny, a ja myśląc, że naprawdę się wyprowadzi i już nigdy nie wróci, rzewnie płakałam i błagałam go żeby został. ;)

    Moja polonistka rok temu za karę kazała się uczyć prawie całego Grzybobrania z „Pana Tadeusza” na pamięć, ale ma też swoje inne metody częściej wykorzystywane, mianowicie każe zapisywać pięć lub więcej stron jakiegoś tekstu, np. książki, którą aktualnie czytamy. W piątek również zadała taką pracę przymusową całej klasie, ale ja, jako ,że wcześniej zgłosiłam się do napisania wypracowania o osie, która lata nad sadem/ogrodem i opowiada co widzi, nie musiałam, a pisanie wypracowań to czysta przyjemność!

    Wczoraj w książce znalazłam bilet z 2002 roku, a tata zaczął snuć przypuszczenia i wymyślać historię w jaki to sposób się tam znalazł.

  59. Czytam sobie i czytam te słowa na Autorki dyplomie i zachwyca mnie ich elegancja. Dołączam do panującej tu radości z powodu tego wydarzenia.
    Teraz o „Dziadku do orzechów”- uwaga, nie wystarczy, że wydanie z Szancerem, trzeba koniecznie zajrzeć do środka i sprawdzić, czy Klara to przypadkiem nie Kasia, chyba, że to komuś nie przeszkadza. Tak, tak, jest takie tłumaczenie z ilustracjami Mistrza.
    Teraz o myszach: Klaudynko, pewnie to nie myszka się oswoi, tylko Ty z jej obecnością ;). A to będzie wtedy, gdy Ci przestanie przeszkadzać jej coraz bardziej widoczna działalność .
    A jeśli chodzi o liczebność myszek, to u mnie było tak: W domu jest mysz. Eeeee- to był październik. W listopadzie: hej, w domu są myszy.Eeee. Tuż przed Wigilią było tych myszy około 40 w różnym wieku i trzeba było podjąć zdecydowaną walkę o pierniki i strucle. Bywa. Dobrego wieczoru wszystkim w towarzystwie ich ulubionych zwierzaków lub tych, które starają się polubić.

  60. Gratuluję Feniksa! Tak się cieszę, że moja, nasza! Autorka Ukochana otrzymała tę nagrodę. Piękne wydarzenie.

  61. Starosto, sporządziłam tak długi wpis, że nie wiem, czy przejdzie . To wstawiam tylko to:

    Jadziu, dziękuję Ci, że tak Ci się wydaje. Beatuszko, ja Ciebie też, jak i Chesterkę. Lubię wszystkich, którzy mnie lubią (i niektórych pozostałych).

  62. Łukaszek, ta bestyja! Trzy lata?!
    Piękne trzy lata za Wami, Karolciu.

    Szkrabie, każda ciotka może być zgryzotką, w zasadzie.;)

  63. Trzy roczki stuknie w styczniu, Kochany Starosto.
    Tak, nie było mnie tu czas jakiś, a teraz jestem i mogę znów czytać wpisy naszej Wiewiórki (uwagi nt pogody i nie tylko). :)

  64. Gratulacje Pani Małgorzato :)

    A teraz coś na miarę Sherlocka Holmesa ;) (hehe).
    „Wokół stołu siedziały, wygodnie rozparte, trzy kobiety, z których jedną była doktor Pałys, a drugą – Różą Pyziak. Trzecia kobieta – uśmiechnięta, piegowata blondynka koło czterdziestki […] Jestem jej mamą, więc mogę zaświadczyć. A to jej Ciotka-Zgryzotka.

    Bawiąc się z córką, kątem oka czytając „Żabę” trafiłem na trop :)
    Chyba Ida jednak zamieszka gdzieś nad jeziorem:)

  65. Klaudynko, pojęcia nie mam, kiedy takie stworzenie poczuje się oswojone. Nie wiem też, co ci doradzić, zwłaszcza jeśli stwór uparł się na roboty ziemne w roślinach bliskich twoim bliskim. Można (wersja radykalna) złapać stworzonko w żywołówkę i przenieść gdzie indziej (piwnica? szopa?), ewentualnie zaopatrując w żywność na drogę. Można też spróbować wypracować sobie jakiś modus vivendi, karmiąc stworzonko i sugerując mu zamieszkanie np. w niepotrzebnej doniczce czy czymś takim. Jednak nie ma gwarancji, że np. na wiosnę nie pojawi się tam dziesięć podobnych, tylko mniejszych. Cud narodzin. Jednym słowem „dobrze wam poradzę, moje córki: róbcie jak chcecie”.

  66. Święta Cecylia – patronka muzyki, śpiewu.
    Patronka mojej babci – mamy mojej mamy. Była piękną kobietą, bardzo dobrą i pięknie śpiewała ale zmarła wcześnie i nie dane mi było jej posłuchać:(
    W mojej rodzinie wszyscy śpiewają. Tata mojego taty śpiewał w chórze, moja mama, ja, moja siostra, mój brat, wszyscy śpiewamy w różnych chórach. Śpiewamy podczas świąt. Uważam, że najpiękniejszy instrument to ludzki głos.
    Polecam na dziś chór Collegium Vocale z Bydgoszczy i ich wykonanie pieśni Wacława z Szamotuł. Szczególnie na różne smutki: Nakłoń, Panie, ku mnie ucho Twoje (psalm LXXXV).

  67. Ale różne scenki, sytuacje, zdarzenia opisane w Pani książkach nie są z życia wzięte?! Pomysł z płatkami kwiatów to nie Pani? Przepisy kulinarne?
    I jeszcze prośba o podpowiedź jakiejś dobrej książki współczesnej o…miłości;)

  68. Na święto Św. Cecylii:

    Benjamin Britten – „Hymn to St. Cecilia”.
    The Cambridge Singers. John Rutter.

    Dziś są urodziny Brittena. Dzięki „Boychoir” odświeżam sobie jego twórczość. Mamo Isi, poeksploruj!

  69. Karolciu dawno nie widziana! Ileż to lat ma teraz Twój uroczy brunecik?

    Anusiu123, tak,w Poznaniu.

  70. Widzisz, Alku, u mnie w dowodzie stoi, jak byk, 170 cm. Oczy, owszem, mam żywe, choć jedno nieco kaprawe. ;) I burzę loków na głowie, blond w dodatku. Takie ze mnie ptaszysko.

    Książki zakładam czym popadnie. Łyżeczką, wsuwką do włosów, ołówkiem, często jakimś listkiem, tudzież kwiatkiem (zależnie od pory roku). Zdarza się, że i słony paluszek ląduje między kartkami, co jest przyczyną późniejszego bałaganu. Oprócz wyżej wymienionych, standardowo – zakładki, karteluszki, paragony, bilety etc. Pamiętam, że w okresie przed maturą prym wśród rzeczy zakładkopodobnych wiodły takie kolorowe znaczniki, które można było zawsze przykleić. Prawie na każdej z nich widniała data i stosowne wyjaśnienie – zmora zdających historię.

    PS Po jakim czasie mogę uznać, że myszka została oswojona?

  71. Charles Richard Hammelin i Kate Ilu cobza wspaniale spotkanie!!! Ehhh… Tylko pozazdrościć;) Dzięki Chopinowi pokochałam muzykę klasyczną. No i oczywiście dzięki festiwalowi chopinowskiemu! Pani Małgosiu to było w Poznaniu? Pozdrawiam;)

  72. Serdecznie gratulujemy i ciepło pozdrawiamy.
    Łukaszek poznał Panią na zdjęciu z auli (fascynują go zdjęcia autorów na okładkach książek).

  73. Mamo Maćka i Agnieszki, odpowiadam szybko i konspiracyjnie, żeby nie generować konfliktów w rodzinie: cała seria o smokach wymyślona została dla naszych własnych dzieci. Kiedy były małe, bardzo lubiły być bohaterami książeczek. Ale potem im przeszło i dostałam zakaz pisania o nich, zupełnie słusznie zresztą. Tak więc wszystko, cokolwiek napisałam po smokach, jest czystą fikcją i nie ma żadnego związku ze znanymi mi osobami.
    No, chyba że taka osoba sama zechce zaistnieć w „Jeżycjadzie”- na to czasem się zgadzam. Na przykład profesor Raszewski poprosił w którymś z listów, żeby Kłamczucha czytała jego „Krótką historię teatru polskiego”, a zaprzyjaźnieni ojcowie dominikanie też mieli podobne „wejścia”. Ale pozostałych znajomych, a już zwłaszcza rodzinę zostawiam w spokoju. Od czegóż wyobraźnia!
    O Wojtku wiem, książkę poznałam tylko we fragmentach.

  74. Przeprosiny przekazane ale mąż nadal poirytowany, jakby mu brakowało powietrza;)
    Bo z Feblika przerzuciłam się na ekran z tą stroną…
    Cóż, wracam do rzeczywistości. Muszę jeszcze dokończyć lekcje z Maćkiem a Agnieszka domaga się Krecika…

  75. Pani Małgosiu, „Ble-ble”i „Kluczyk” to zapis czasu w Pani rodzinie? Wyobraźnia Pani dzieci? Zbieżność imion…
    I jeszcze pytanie o Ignacego, czy ma swój pierwowzór w Pani rodzinie
    I czy przeczytała Pani książkę Maryny Miklaszewskiej „Wojtek z armii Andersa”?
    Ciekawa jestem Pani opinii.

  76. Klaudynko, tamta Przepiórka byłą niewysoka, z okiem żywym, mówiąca urywanie i rzekłbym wybuchowo. Przedstawiła bardzo interesujący referat o tematyce przyrodniczej, ciekawy również dzięki dynamicznej formie. Nie potrafię tego wrażenia wytłumaczyć, ale sądzę, że mogłaby mieć mysz. Albo jakieś inne nieszablonowe, samodzielne stworzenie.

  77. Oj, soczysty! :-D

    Na Polonie można obejrzeć wersję „Dziadka do orzechów” z ilustracjami Bertalla. Polecam.
    Też uwielbiam ilustracje J.M. Szancera.

  78. Fluid z Alkiem.

    Beatuszko, muszę chyba znów zajrzeć do pana Maciołki, może w „Ciotce Zgryzotce” to zrobię. On był soczysty.

  79. Lilko, ja bym na Twoim miejscu szukała „Dziadka do orzechów” w antykwariatach. JM Szancer zrobił w życiu pewnie i kilka różnych wersji ilustracji do „Dziadka” – i te wczesne są najbogatsze i najpiękniejsze. Mam wrażenie, że malował je z miłością i zachwytem.

    Mamo Maćka i Agnieszki, pamiętam, pamiętam ten cytacik z Norwida, mimochodem rzucony z siodełka.
    Przepraszam męża.
    I pozdrawiam całą rodzinę!

    Alku, tak. Tak było.
    Ale to nie ja mu wybiłam zęby.

  80. Lilko, jakie by to wydanie nie było, ale koniecznie z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Przepraszam za nie znoszący sprzeciwu ton, ale Szancer to król ilustracji. Do dzisiaj noszę w sercu jego Romolettę z książki Gianniego Rodari.

  81. Proszę, „szukajcie, a znajdziecie”. Znalazłam Maciołkę.
    Na 175 s. robi uwagi, a na 191 strzyże uchem.
    Wiedziałam, że za nim nie przepadam.
    A w „Noelce” Maciołka w wykrzykniku, a psina w kropce. Cudo! :-D
    Celestynko, na mojej zakładce w „Brulionie” uśmiech Starosty – ach, jaki zębowy – piękny!
    Lubię Magdę Z.

  82. Ulubiona Autorko, pytanie w kwestii technicznej: wtedy nie miał ich jeszcze, a potem już? Tych zębów?

  83. Dzień dobry!
    Kochana Pani Małgorzato! Wczoraj siostra przyniosła mi „Feblik” i swoje wrażenia: „Nawet nie wiesz…” – tutaj słowotok wspaniałości oraz serdeczności pod adresem kolejnej części „Jeżycjady”. Na pierwszym miejscu wspomniała o tym, za co otrzymała Pani nagrodę Feniksa :-) GRATULUJĘ serdecznie!

    I u nas pomalutku wszystko się poukładało (jak u Alka), myślę, że będę tutaj zaglądała częściej (jak dawniej) – tym bardziej, że za oknem zimno, a KG bardzo mocno z ciepłem się kojarzy i przyciąga, przyciąga!

    Mili Księgowi, które wydanie „Dziadka do orzechów” polecicie, bym kupiła? Synek i Mąż są pod ogromnym wrażeniem tej lektury i chciałabym zrobić im niespodziankę w postaci książki z pięknymi ilustracjami. A może, tak jak księgowa Zuzia wybierzemy się na balet? Kto wie, kto wie – podejrzewam, że warto.
    Dobrego dnia!

  84. Feblik! I znów byłam nieobecna na parę godzin dla męża i dzieci i mieliśmy mały kryzys! Mąż jest po prostu zazdrosny o Pani książki! A ja nie umiem się oderwać dopóki nie przeczytam ostatniego zdania i znów jestem ciekawa co dalej!
    Ignacy bardzo przypomina mojego księżycowego, precyzyjnie wysławiającego się Maćka-siedmioletniego dopiero ale chyba mogę sobie teraz wyobrazić jak to będzie za parę lat…Żeby tylko miał szczęście spotkać taką Agnieszkę…Póki co ma w domu o pięć lat młodszą Agnieszkę (:)
    Maciek to ten chłopczyk co na pytanie: „cóż wiesz o pięknem?” odpowiada od małego: „kształtem jest miłości”przejeżdżając na rowerku obok pomnika Norwida w Łazienkach. Właśnie skończyłam mu czytać w chorobie „Ble-ble”.
    Zawiozłam już Feblika siostrze na wszystkie jej smutki – jej jeszcze trudniej znaleźć czas na lekturę, samotnej mamie z czwórką dzieci, najmłodszy Łukaszek na 4 miesiące. W kolejce czeka moja mama, ciocia i mój tata:) Dziękuję za Feblika – cały czas myśli wracają do Ignacego, Agnieszki, Józinka, Doroty, …

  85. Może troszkę tak, ale za to jak to rozwijało inwencję uczniów! Jedni pisali na komputerze, inni pisali np. „”Nie będę przeszkadzać Panu w prowadzeniu lekcji.” x1000″. Jeszcze inni, gdy już nie wolno było pisać na komputerze pisali jedną kartkę ręcznie, a resztę kserowali. No, dużo było tych pomysłów.
    Jedna trzecia klasa ofiarowała temu panu jako pamiątkę wszystkie kartki, które musieli napisać. Ja, na szczęście, pisałam tylko tamte wzory i, jak się okazało, przyniosło to dobry skutek.

  86. Celestyno, przebóg!
    A Maciołka nie miał zębów.
    Wtedy, a i później też.

    Nie, nie ćwiczyłam dzióbka. Przeciwnie, usiłowałam się go pozbyć. Ale się nie da.

  87. Właśnie tego już dobrze nie pamiętam… Coś jednak nastąpić musiało- bo już nigdy więcej w tym akurat słowie błędu nie popełniłam, aha! :)
    Ale anegdotka w rodzinie pozostała.
    No i tak dzisiaj myślę, jak na widok tamtego rzetelnie (choć z błędem) odrobionego zadania zareagowała nauczycielka. :)

  88. O, miałam takiego nauczyciela, co często kazał coś napisać 100, 200, a nawet 1000 razy. Kiedy w pierwszej liceum wyszło, że cała klasa nie umie ani jednego wzoru z ruchu obrotowego, to każdy musieliśmy przepisać 50 razy na następną lekcję. Ręka trochę bolała, ale do matury już nie musiałam ich powtarzać – tak mi zapadły w pamięć :)

    Magdo Z., historie, które piszesz są bardzo przyjemne do czytania i w ogóle, tak jak Cię tu poznaję z Twoich wpisów, to mi się wydaje, że Cię lubię ;)

    Ale chyba wszystkich Księgowych lubię :)

  89. Dolaczam do fanklubu dziobka. W epoce bardzo zebowych usmiechow, taki usmiech powsciagliwy wyroznia sie.
    Ale ten dziobek to juz urok osobisty, chyba nie wycwiczony. Na jednej z pierwszych okladek Jezycjady jest takie ladne zdjecie Pani Malgorzaty, czarno- biale.
    Niektorych natura obdarzyla pelnymi usteczkami.
    Nie dziwie sie Maciolce.

  90. Oj, ciężka zima latoś będzie, ciężka. Myszy do chałupy się pchają! – rzekł Starosta.

    Biedronko, mój biedaczku, 200 razy przepisałaś z błędem? I co potem nastąpiło?

  91. Madziu Z. a ja Cię bardzo lubię. :-)

    Mąż walczy ze szczurami w pomieszczeniach gospodarczych. Mnie ich trochę żal, sympatyczne mordki mają. Ale może byłabym innego zdania, gdyby w domu urzędowały i ryły w doniczkach. Elza pomaga w łowach. No i szczury wlazły nam do tegorocznych orzechów – trzeba było wyrzucić.

  92. Alku, z przykrością stwierdzam, że to na pewno nie byłam ja. Dynamizm by się zgadzał (bo ja ździebko narwana jestem), ale ten referat już nie, tym bardziej, że naukowy. ;) Nie mam do ich pisania talentu. Ze względu na młody wiek i brak doświadczenia, a często i wiedzy, z referatami stykam się jedynie jako słuchacz bądź czytelnik. Może za parę lat sklecę coś i ja? Może nawet coś mądrego? Pyszna myśl! Ciekawi mnie natomiast, co w wyglądzie prelegentki świadczyło o posiadaniu myszy w doniczce. Bardzo możliwe, że ja też już tak wyglądam. W końcu myszka trochę ze mną mieszka. Wczoraj nawet nawiązałam z nią kontakt wzrokowy, kiedy siedziała sobie na rurce od kaloryfera. W doniczce nigdy jej nie spotkałam, ponieważ zbrodni dopuszcza się późno w nocy, gdy ja sobie smacznie śpię. Chociaż do tej pory nie wiem, czy depcze mi po kiszce, czy nie. Myszka po Przepiórce. He, he.

  93. Autorko, Maciołka pchał się z ust koralem, w dodatku nieproszony? To nie histeryk, to – hej! – ordynus!

  94. Dzień dobry.
    Tak a propos przepisywania o Maciołce: pamiętam, jak to kiedyś kazano mi przepisać sto (albo i dwieście?) razy wyraz „półka”, bo na dyktandzie strzeliłam: „pułka”.
    To przepisałam.
    Ale niechcący- znowu z błędem. :-)

  95. Starosta jako zakładka, huhu :D
    Milutko tu dzisiaj, mimo ponurości na zewnątrz, w sensie pogody.
    Zauważyłam jednakże taką prawidłowość, że ponurość na zewnątrz, zwykle wydaje się bardziej ponura, gdy się na nią patrz z wewnątrz. A jak się odważy i wyjdzie, to się okazuje, że na zewnątrz jest dużo jaśniej i wcale nie tak ponuro. Zmierzam tu do prostego wniosku ( tak nieprostą drogą), że warto wychodzić na spacery nawet w ponurą pogodę:)
    Charakterystyczny uśmieszek Starosty zawsze przywodzi mi na myśl całuski pani Darling. Taki on właśnie jest: słodki, ale nie za słodki, troszkę ironiczny, troszkę pikantny, z gruntu jednak życzliwy.

  96. Magdo Z., o wypraszam sobie, co za „nikt”, lubię Cię od pierwszego wejrzenia, czego dałam nieśmiałe dowody. Ech, szkoda, że nie byłyśmy razem w klasie (przeszkody przestrzenne i czasowe), ja bym tym chłopczykom numerek wykręciła.

  97. MagdoZ, easy, ja Cię lubię.
    Maciołkę zadrapałam, bo chciał buziaka.

    Alku!:)))) Chciałabym i ja ujrzeć tę Przepiórkę.

    Chesterko, mimowolny dzióbek wynika z onieśmielenia. Czasem powściągam w ten sposób niestosowny uśmiech ironiczny, ale to nie był ten przypadek.

  98. A propos „Lata”. i wpisu Starosty z 10:07. Oczywiście nie mogłam o tym wiedzieć , nie czytając książki. A nie czytałam, myśląc , że las i że przyroda , nie byłam zainteresowana , bo przyrodę miałam tuż za progiem, Starosta widział przecież zdjęcia. :) Mnie interesowały relacje międzyludzkie, czy „mądrzej” interpersonalne” ;), oraz to co tu i teraz. skąd miałam wiedzieć, że żeby to zrozumieć, trzeba znać historię. Na moją korzyść przemawia to, ze choć nie rozumiałam , historii uczyłam się przykładnie – na celujący (była interesująca!) . A w liceum, co prawda nie przykładnie, lecz za to dokładnie (za wyjątkiem ruchu egzekucyjnego, którego nie opanowałam i dostałam „gałę” z odpowiedzi, której odmówiłam. Los ukarał mnie przykładnie – musiałam z tego tematu napisać maturę. Był problem – nadal nie rozumiałam istoty rzeczy. Lecz wybrnęłam. I tak sobie brnę dotąd. :)

  99. Klaudynko, kilka dni temu wysłuchałem naukowego referatu w wykonaniu niejakiej Przepiórki, był bardzo dynamiczny, może to ty byłaś, kto wie. Prelegentka owszem, wyglądała na osobę, która może mieć mysz w doniczce.

  100. Ale, jak to, cyrklem Maciołkę? Nigdy bym się nie poważyła . Ale kiedyś moi koledzy wsadzili mi zdechłą muchę w zeszyt do religii , doniosłam Siostrze, dostali reprymendę, to mi schowali buta i musiałam w kapciach wracać do domu. A potem to mnie juz nie lubili i jak w szóstej klasie zostałam przewodniczącą klasy , to żaden na mnie nie zagłosował, jak jeden mąż, ale wszystkie koleżanki zagłosowały tylko na mnie. A ponieważ dziewczyny miały przewagę liczebną, to wygrałam jednym głosem, czyli swoim, bo sama też na siebie głosowałam, bo strasznie chciałam byc przewodniczącą. Wszyscy akurat byli obecni :) (tu powinien nastąpić fikołek, na wspomnienie tego ówczesnego szczęścia , które mi przeszło na długo przed końcem roku, więcej sie do tej roli nie paliłam).

    Ja nie wiem dlaczego mnie nikt nie lubi , pewnie dlatego, że jestem niesympatyczna, za dużo gadam , najwięcej o sobie, taka egoTyczka ze mnie. To przestaję. (Przerwę skończyłam, kawę wypiłam, cos by zrobić). Przepraszam Starostę, jeśli cos jest nie tak, proszę sie na mnie nie gniewać. :) <- nieśmiały usmiech

  101. Dzień dobry!
    Sowo! Ja też po raz pierwszy usłyszałam Kate Liu przez radio, zastała mnie przy zmywaniu garów, oderwała od tej czynności i powiodła przed monitor. Gary namoczyły się porządnie, zanim do nich wróciłam :)
    Dzieci tak szybko dorastają, ciężko pogodzić się z tym przemijaniem. Ale ładnie to Pani napisała, UA, w końcu wychowujemy mężczyzn, a nie maminsynków :)

  102. Och, pan Gruszka zapadł mi w serce od pierwszego wejrzenia, bo pod pozorem szorstkości ma w sobie dobro i ludzkie ciepło. Natomiast za panem Maciołką nie przepadam, pewnie ze względu na wścibstwo.
    Właśnie sięgnęłam po „Brulion Bebe B.”, a w środku zakładka. Malutkie zdjęcie wycięte z gazety, a ze zdjęcia uśmiecha się do mnie… Starosta!
    Uśmiecham się do Starosty i idę poczytać trochę. Strasznie dawno nie czytałam „Brulionu” :-D

  103. Aniu,G, uszy do góry, ani się obejrzysz, a pan doktor podrzuci Ci wnuczę pod te stęsknione skrzydła. I to dopiero będzie fajne!

  104. Chlip, chlip, DUA, tak wiem i zgadzam się.
    A za oknem biało. Rząd świerków i żywotników za płotem sąsiada wygląda jak na świątecznej pocztówce. Pies, wilgotny po porannym spacerku z panem( biegali godzinkę o świcie), wpakował mi się pod kołdrę i przytula do pleców. Że pościel brudna? A to można częściej prać( zalecenie ulubionej dr Sumińskiej), a przytulanie pieska dobrze robi na samotność.
    Szczęśliwsze matki córek…

  105. Dzień dobry! W domu dziś pachnie suszonymi grzybkami. Mama wybrała się wczoraj do lasu, aby uzupełnić zapasy na święta. I odreagować z powodu pobytu nowego lokatora. A od rana jest w bojowym nastroju, myszka bowiem wykopała fiołka z doniczki. Polecą głowy.

    Rodziewiczówna jest u mnie w czołówce ulubionych pisarek. Szczególnie lubię jej ,, Byli i będą” oraz ,,Anima vilis”. Nie wiedzieć czemu, przez ,,Lato leśnych ludzi” nie przebrnęłam. Może teraz się uda?

    Nawiązując do nazwisk, należałam do klasowej ptasiej trójcy, w której skład wchodził kolega Zięba i koleżanka Dudek. I ja oczywiście, Przepiórka. ;)

  106. Zdecydowałam, że koniecznie muszę posłuchać Kate Liu – bo tak tu wszyscy zachwalają i się zachwycają.
    Obudziła Pani we mnie tęsknotę za filharmonią – kiedyś chodziłam bardzo często (my z kolei siadaliśmy zwykle vis à vis, nad pierwszymi skrzypcami), ale później doszły nowe piątkowe obowiązki i rzadko teraz tam bywam – już częściej przy okazji własnych koncertów, czyli zupełnie coś innego (i rzecz jasna zupełnie inny poziom).
    I dziękuję za to wspomnienie filharmoniczne, muzyka jest czymś wspaniałym. Takie mi się narzucają w tej chwili dwa skojarzenia literackie: stworzenie świata w „Silmarillionie” (zresztą w „Opowieściach z Narnii” również) i coś zupełnie innego: przeczytany ostatnio monolog „Novecento” Alessandra Baricco – ciekawa wizja jeśli chodzi o muzykę.

  107. Nie no, skąd.
    Jednego za karę, a w ogóle to oczywiście więcej, kilka fragmentów z „Pana Tadeusza”, Treny , Pieśni Kochanowskiego, Przyjaciele Mickiewicza wszystko prawie zapomniałam (ech, moja kiepska pamiecia), tylko Hymn „czego chcesz od nas Panie” potrafię zaśpiewać z pamięci. :) No, ale oczywiście , gdzież mi się równać ze Starostą (pod tym względem). :) Ale znamienne , że pamiętam akurat z tych wszystkich arcydzieł najlepiej „LIST”. A pozostałej setki może sie jeszcze nauczę, kiedyś. Ach, tak dużo zadan, tak mało czasu ;) Wracam do turystów – w kinie oglądają film :)

  108. Zgadza się, ten fragment zacytował A.Buszkow w książce „Skarb antykwariusza”, tłumacza nie podam z powodu zmasowanej krytyki, która właśnie tu na niego spadła, ha! Ale sama piosenka może człowieka trochę spionizować w dzień szary jak ten. Jak to Okudżawa. Jest to piosenka Wiereszczagina z filmu „Białe Słońce Pustyni”, muzyka Izaaka Szwarca ze słowami Okudżawy. Ze śmiercią nie wyszło – miłość może przyjść, mówi poeta. Precz z tanim optymizmem, niech żyje optymizm kosztowny, napisała z kolei kiedyś znana polska pisarka, laureatka wielu nagród. I tego się trzymamy.

  109. Kochana Aniu, jak dobrze Cię rozumiem.
    Powiedz sobie w takich momentach, że wieczny chłopczyk z saneczkami byłby w końcu i żałosny, i irytujący. Jesteśmy matkami mężczyzn. A mężczyźni od matek odchodzą.

  110. Alku, Okudżawa niezręcznie przełożon?

    Co do Maciołki. Był, był taki kolega. Nazwisko soczyste, wylazło z pamięci po latach, na nie wiadomo jakiej zasadzie..
    Miałam też koleżankę o nazwisku Gruszka, Beatko.:)

    MagdoZ. tylko jednego wiersza kazano się wam nauczyć?
    Ech, czasy. My uczyliśmy się na pamięć setek wierszy, że nie wspomnę o epopejach. Po polsku, po rosyjsku, i po łacinie!
    A równocześnie poza szkołą uczyłam się niemieckiego, więc na pamięć Heine i Goethe. Z nich najmniej do dziś pamiętam. Niemieckiego uczyłam się niechętnie.

  111. Śnieg pada! Ogromne białe płatki lecą z listopadowego nieba. Mały Jasiek w tym momencie zacząłby śpiewać Wielką Pieśń Zimową( Jingle bells). Franek żądałby lepienia bałwanka i z krzykiem ciągnąłby sanki z piwnicy. A śniegu mniej niż na stopy hobbita.
    Ho, ho, tak, tak jak mawiał pewien Dziadziuś.
    Kiedy to minęło…
    Przepraszam, że marudzę, tak mnie jakoś rozrzewniło. Herbatki zrobię( z kwiatem pomarańczy), w kominku napalę, antybiotyk połknę, zimowy tom Jeżycjady poczytam…

  112. Jakoś nie zwróciłem uwagi, ze jest już ranek. Dzień dobry! I ach nie, skądże, Autorko. To nie było wtedy, to było teraz. Te książki to ja później znajdywałem, lata całe po tym jak przejąłem część domowej biblioteki. Były to najwyraźniej jakieś zapomniane lub porzucone lekkomyślnie zasoby.

  113. Nie, co ja mowie, pierwowzor nie, bo nie ten wiek, i w ogole. Chodzilo mi raczej o inspiracje.
    Bardzo mi zreszta nazwisko pana z pieskiem do niego pasowalo.

    U nas piekny, sloneczny dzien. A wczoraj mielismy pierwszy snieg! I ogromna zawieje, z gradem.

    Pani Malgorzato, jeszcze raz gratuluje. Tak sie ciesze.

  114. Dzien dobry.
    A ja raz w życiu musiałam się nauczyć wiersza na pamięć. Wybór dotyczył Gałczyńskiego, wybrałam „List z fiołkiem”. I znam ten wiersz do dziś, bo często go sobie później w życiu powtarzałam. Spodobał mi się :) Kara okazała się właściwie nagrodą, a nie czułam się wcale upokorzona, bo kara była zbiorowa i dot. połowy klasy. ;) Nie pamiętam, jaka była przewina, ale pewnie błahostka, skoro nie pamiętam, zwł. w obliczu problemów globalnych. :)
    Miłego dnia :) Ja startuję , tzn. zaczynam oprowadzać (zawsze o pełnej godzinie). :)

  115. Beato, mamo Zuzi i Jasie, dziękuję za to pocieszenie. W ogóle dziękuję wszystkim Księgowym serdecznie. „Nasza najłaskawsza, Pani Powodzenie…” – ciekaw jestem, kto rozpozna cytat.

    Droga UA, co do zakładek, znalazłem też raz starannie zaprasowany papierek po czekoladzie Belwederskiej. Cenne rzeczy trzeba było przechowywać, człowiek nie wiedział, kiedy ponownie zobaczy.

  116. Zakładek mam pod ręką dziesiątki, ale jeszcze więcej malutkich karteczek przypominajek i one zwyciężają, treść ich bywa przedziwna nawet dla mnie, co dopiero dla następcy bibliotecznej książki.

    Nowa koncepcja ogródkowa, idę kupować malutkie, różnokolorowe iglaczki :)

  117. Miałam wczoraj wieczorem uśpić dziecię i tu zajrzeć, a w rezultacie usnęłam sama. Po odśpiewaniu jakichś dziesięciu kołysanek. Ech!

    Kate Liu ma niezaprzeczalny urok osobisty, który powoduje, że jej występy ogląda się z zapartym tchem. Chociaż muszę przyznać, że po raz pierwszy usłyszałam ją przez radio (i to samochodowe) i już wtedy poczułam, że ona jest bezkonkurencyjna. Krótko mówiąc, wzruszenie ścisnęło mi gardło i nie chciałam wysiadać z samochodu. Może ten osobisty czar wpływa też jakoś na samą grę, nie tylko na odbiór wizualny? Czy powinna wygrać Konkurs? Trudno mi powiedzieć, ale na pewno w końcowej klasyfikacji ustawiłabym ją przed Charlesem (choć też mi się bardzo podoba). Czy to, że zostali obdarowani inaczej jest niesprawiedliwością? Staram się wierzyć, że ta nierówność jest jednak Bożą ekonomią, że „nierówni potrzebują siebie”. Nie martwię się też o ich dalszą karierę, poradził sobie Ingolf Wunder, poradzą sobie i oni. Szkoda tylko, że te Ameryki tak daleko od nas.

    PS Celestyno, a pamiętasz, co powiedział o Kate Prof. Dyżewski? Cytuję z pamięci: „wiedziona za rękę przez Chopina, z krainy Mozarta, Goethego i Rafaela”. :)

  118. Mój tata też zakłada byle czym, od kiedy pamiętam :). Kiedy byłam mała, zawsze mnie to dziwiło. A to papierkiem od herbaty, a to łyżeczką. Cokolwiek było pod ręką, mogło stać się zakładką :)). Kiedy przeczytałam pierwszy raz Jeżycjadę, ucieszyłam się, że tata ma z Ignacym Borejko coś wspólnego, choćby najmniejszą rzecz. On zresztą nadal o tym nie wie ;)

  119. Ha!
    Sama w szkole pisywałam przeróżne deklaracje przymusowe. „Nie będę drapać Maciołki cyrklem” itp..
    Ale w kącie jednak nigdy mnie nie postawiono. Tego bym nie zniosła.

    Wbrew pozorom, metoda z pisaniem za karę po 100 razy była dobra i skuteczna!

  120. Dzień dobry!
    Właśnie o to chodzi z tym zakładaniem: byle czym! Tym, co właśnie jest pod ręką. I dlatego to działanie jest takie charakterystyczne i dla człowieka, i dla sytuacji w jakiej czytał.
    Jeśli jednak książki syna zakładane są banknotami rodziców, można przypuszczać, że – świadomie lub nie – ci ostatni mieli na uwadze powiększenie kieszonkowego temu pierwszemu.;)

    Rodziewiczówna: wspaniała dama. Można się zżymać, że jej książki to tylko romanse, ich język i styl mocno już zwietrzał etc., jednak bezsprzecznie uwieczniła całą krainę (wraz z mową i obyczajem, z pysznymi typami ludzkimi, które już wymarły), i kawał historii. „Lato leśnych ludzi” czytywała młodzież skautowska i była to jedna z najbardziej i najpowszechniej kochanych książek autorki.
    W PRLu wraz z Makuszyńskim wypadła z oficjalnego obiegu. Dopiero przełom październikowy przyniósł tym książkom nowe życie.
    Zasługa „Naszej Księgarni” przede wszystkim!

  121. Witam Ludu Księgi!
    Ostatnio znalazłam taką oto zakładkę w książce „Chatka Puchatka”: kartka w kratkę (widać, że ze starego zeszytu), a na niej zapisane, starannie i solennie: „Nigdy nie będę rozmawiać na lekcjach języka polskiego” i tak razy sto! Przebóg! Ale kiedyś były metody wychowawcze. Karteczka przeleżała sobie w książce lat 25 i zachowała się w znakomitym stanie. Najbardziej zadziwiło mnie to kategoryczne słowo „NIGDY” ( w czwartej klasie SP takie deklaracje, nie do spełnienia przecież). Teraz włożyłam ją w inną książkę, a co spojrzę na nią, to mnie śmiech ogarnia i wzruszenie.

  122. Ho ho, nigdy mi sie nie trafił żaden banknocik w książce :(
    A Lato leśnych ludzi było cudowne, przeczytałam ze trzy razy :),

  123. Alku, skoro znajdowałeś je w swoich książkach, sprawa wydaje się jasna.
    To nie była forma oszczędzania.

    Dobranoc!

  124. Ulubiona Autorko, swego czasu z przygnębiającą regularnością znajdowałem w swoich książkach a to portrecik Waryńskiego, a to paru Świerczewskich. Zdarzył się też generał Bem. Rodzina najwyraźniej preferowała tę formę oszczędzania, na szczęście ograniczali się do niewysokich nominałów.

  125. Dziękuję, Agaju! Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę!
    A Charlotkę z osobna!

    Kinko, uważam, że należałoby zaprowadzić taką modę wśród bywalców bibliotek. Kto może, zakłada książkę banknotami. Ileż niewinnej radości dla kolejnych czytelników! I jaka motywacja do kolejnych wypożyczeń!

  126. A propos zakładek – dawno, dawno temu, tuż po denominacji, znalazłam w książce nowy niebieski papierek. Pół miliona! (czyli dzisiejsze 50zł, dla młodszych Księgowych.) Czym prędzej oddałam mamie, bo książka była jej. Bardzo się ucieszyła, zastrzyk gotówki pod koniec miesiąca zawsze mile widziany :)

    Ja z tym uśmiechaniem się w nieodpowiednich chwilach mam zupełnie tak samo, jak Wiewiórka. Bardzo krępujące.

  127. Przesyłam serdeczne gratulacje.
    „Feblik” czytany i żywo komentowany w rodzinie. :)
    Pozostaję z serdeczną pamięcią!

  128. MagdoZ, „Straszny dziadunio” też mi się podobał, ale teraz uważam, że to był jednak koszmarny człowiek. Par ekselans, że tak powiem. Na miejscu głównego bohatera zadusiłbym drania szelkami. Natomiast „Lato leśnych ludzi” polubiłem od ręki i bezwarunkowo.

  129. Serdecznie gratuluję! :)
    I chciałabym jeszcze podopisywać różne różności, bo tyle się tu dzisiaj działo, ale przekładam na jutro (dziś intensywnie było – skądinąd też muzycznie – i już padam).
    Dobrej nocy!

  130. Ulubiona Autorko, szef miał swoje lata, nazwijmy to. Był lubiany, to on sam wymyślał takie dowcipy.

  131. Niechby tu nam się pokazała, Chesterko.:)
    Z Mickiewiczem nie żartujcie.

    Alku, dzięki.
    A szef musi być chyba ciekawym człowiekiem? Hm?

  132. Macham Latorosłce, cieszac się, że wyszła z cienia (wpis : po spotkaniu).
    „Pani Mickiewicz” – hmmm – „To lubię”!

  133. WÓjcie, zmuszasz mnie, gdym jedną nogą już za drzwiami, do zastanowienia się , czy czytałam „Dewajtis”? Och, chyba tak, ale ledwo pamiętam. Na pewno czytałam „Strasznego dziadunia” (kiedy byłam mała; podobał mi się) i na pewno nie czytałam „Lata leśnych ludzi”, choc robiłam podchody i kartkowałam. Dobranoc, dobranoc. Ciekawe, czy można by prosić o jakiś PSTRYK? :)

  134. Wiewiórko, Józef to mistrz życia, ale jeszcze więcej satysfakcji mam teraz z Ignacego. Stal się sobą, pomógł, obronił i wreszcie zrobił wszystko tak jak trzeba. Józef przeżył przełom i przemówił, ale przełom Ignacego jest na miarę wyjścia naszych przodków na ląd (co podobno nastąpiło pod Kielcami, a niektórzy twierdzą, że to mój były szef wyszedł osobiście, te parę milionów lat temu). Kibicuję Józefowi, ale Gabriela i Autorka mogą być dumne z Ignacego. Brawo ta Pani!

  135. Brawo Wójcik!
    Na pewno tak było z Józinkiem.
    Nota bene, matka go zawsze zasypywała słowotokiem, to i wyhamował.
    Wiewiórki jednak mają nosa. Swoją drogą, śliczny przykład. Aha, pamiętam jeszcze z zagadek, jak lubisz MR!

    Alku, tak to już bywa z córkami. Fakt.

  136. Mnie się wydaje, że z Józinkiem może być trochę tak, jak z bohaterem „Dewajtis” , Markiem Czertwanem. Był on człowiekiem niezwykle małomównym, lecz kiedy ktoś próbował go swatać z jedną cichutką panienką, odrzekł: ” A nie, z żoną to bym sobie jednak chciał pogadać.” Tak i Józek pewnie zasadniczo się nie zmieni, a tę gotowość do „pogadania” nosił w sobie od zawsze, tylko szukał odpowiedniej osoby:)

  137. DUA, TŚ to impreza jednak merkantylna, ale też mnóstwo ludzi uprawia jakąś małą działalność i naprawdę cienko przędzie, więc warto coś czasem kupić, dzisiaj zajrzeliśmy tam przy okazji spaceru, ale w ogóle to coraz rzadziej jadam coś poza domem, gdzie wiem co jem.

    Magdo Z. , dopiero teraz pomyślałam, ze sama mogłam zostawić w książkach jakieś osobiste drobiazgi, namiętnie zapisuję na małych karteczkach rzeczy do zrobienia, załatwienia, telefony, terminy i często nimi zakładam książki, oj muszę się pilnować :)

  138. Na moje oko (ale przecież nie znam dalszego ciągu!:) – to określenie Idy jako ciotki Zgryzotki wygląda na sublimację ( dla Dziatwy: w psychologii oznacza to przeniesienie). Ida się wścieka , ale zaraz wybucha spontanicznym entuzjazmem, zgryzoty się jej nie imają (na dłużej).

    To był taki ostatni wpis po „dobranoc”. U nas najlepsze rozmowy „odchodziły” w drzwiach, gdy goście już się żegnali. :) Dobranoc.

    Ukłony, serdeczności, wyrazy szacunku.

  139. Droga UA, w pewnym momencie miałem wrażenie, że Gabriela staje się kimś, kto – kiedyś – zastąpi Milę.

  140. Wiewiórko, mam tak samo z tym śmiechem, i też w momentach pompatycznych.

    Zgredziku, a co się tak cichcem uśmiechasz, hm?

  141. Aj, ale mi się tak jakoś skojarzyło! Z reszta w obu rodzinach sa cztery córki i brak synów:).

  142. A ja mam tak ze śmiechem. Kiedy tylko zdam sobie sprawę z tego, że w danej sytuacji śmiać się nie wypada, a najczęściej chodzi tu nie o sytuacje prawdziwie smutne, tylko raczej podniosło – uroczyste, natychmiast ogrania mnie okropny przymus śmiania się. Jakie to jest okropne, mówię Wam! Zawału można dostać.

  143. No dobrze, to dokończę tę „Maciejkę”, bo wolałabym jednak „Szczęśliwe wariactwo” – już dawno kupiłam, ale lektury bestsellerowe biblioteczne mnie pochłonęły – bo czytelnicy zamawiają i czekają – trzeba szybko czytać. ;)
    Za to „Spowiedź bez końca” przeczytałam od razu, gdy dostarczyli. Czas na mnie . Dobranoc.

  144. Przyszłość pokaże, Magdo.
    Z pewnością już zauważyłaś, że zmieniamy się wszyscy, niepostrzeżenie, ale bywa, że całkiem widowiskowo. A to los nas szlifuje.

  145. No, już właściwie nie powinnam, bo to i tak to się rozumie samo przez się, ale zapomniałam o najważniejszym : o synu. Ciekawam, czy rzeczywiście zmężniał, czy był to tylko epizod w jego biografii? I czy gadatliwość Józefa była przejściowa, czy może też to totalna metamorfoza? jak wiele jest tych możliwości, ho, ho. :)

  146. AniuG, dziękuję i życzę zdrowia!
    A to ci heca z tym dzbanuszkiem! Zdecydowanie: FLUIDY!
    Co do targów Śniadaniowych: czy być może, że to my same robimy najlepsze śniadania? Coś mi się wydaje, że tak.
    I trudno nam dogodzić.

  147. Mili się zmienia, ale i Gabrysi się zmienia. Do Imienin była postacią statyczną (nie ma powodu podważać opinii Autora opracowania „MM i Borejkowie”. Ale już w Tygrysie wali pięścią w drzwi łazienki, wołając „cholera jasna”, gdy Laura maluje rzęsy, a z wiekiem ma coraz więcej „zgryzot”. A to wypadek, a to katastrofa przedślubna , a to były mąż, a to zmartwienia szwagra (małżeńskie)… itd. Jak tu zachować twarz i optymizm dla świata?
    Nie żebym się ośmielała robić znowuż jakieś sugestie. :)

  148. Ten kaszel może mieć podłoże nerwowe, Madgda.leno. Jeśli tylko zdamy sobie sprawę, że ani kaszlnąć, ani odchrząknąć nam, absolutnie nie wolno, natychmiast nachodzi nas Potrzeba Nieodparta, żeby właśnie kaszleć i chrząkać. Ciekawe, że nie dotyczy to kichania!

  149. Magdo Z, moje oczy coraz gorzej znoszą tusz, więc uznawszy, że zdobi mnie wewnętrzne piękno (mam bardzo miły charakter, hmm, przynajmniej tak na pierwszy rzut oka) od lat ich nie maluję, kremów p.zmarszczkowych nie używam, jedynie nawilżające i nawet te tanie spełniają swoją rolę, np. Solankowy, który kupuję na zapas w Uniejowie, gdzie jeżdżę czasem wygrzewać stare kości.
    A tych przeróżnych pierogów nie jadłam, ale nazwy brzmiały ciekawie, były jeszcze z buraczkami, śliczne czerwone, z uwagi na tę oryginalność ceny były szalone (jeden pierożek 3 zł), więc obeszłam się smakiem.

  150. Obie są mamami córek, ale to jeszcze nie oznacza podobieństwa.
    W Mili niewiele jest z gorsetowej damy o słodkim wyrazie. Zresztą, zmienia jej się charakter z upływem lat – raczej staje się coraz bardziej sarkastyczna.

  151. Skoro już jestem taki ścisły: pełną wersję można zdobyć np. w postaci albumu Sony, wykonanie Philharmonia Orchestra, Michael Tilson Thomas (świetny dyrygent). Dobre stare nagranie.

  152. Np. taka banderola po czekoladzie sprzed kilku dekad, Bogno. Musiała tkwić w tej bibliotecznej książce od dawna. Ciekawe, czy sam egzemplarz był czyjąś jeszcze lekturą przez cały ten czas? Jaka to była czekolada , tego nie wiem, bo nie zapamiętałam, a banderola zginęła. Mam nadzieję, poczytawszy w KG o różnych znaleziskach ksiązkowych, że jej nie wyrzuciłam , tylko wetknęłam w jakąś książkę i że ją kiedyś ( za rok, może m niej) znajdę. Ciekawe kiedy i czy?
    Czasem znajdują się też kalendarzyki sprzed lat, numery telefonów itp. itd.
    No i ciekawa jestem , co sama pozostawiałam po książkach przez te wszystkie lata. ;) mam nadzieję, że nic osobistego. na szczęście teraz mam dużo (bardzo) tekturowych, promocyjnych zakładek, które w ilościach dowolnych, gromadzę, gdzie się da. Nie tylko w bibliotekach. ;)

    Aha, banderola była w kolorze niebieskim.

  153. A to pyszne, Mamo Jasia!
    (Polecam wiersz Ogdena Nasha „Wzrok orli drugiej kategorii”).
    Hej, śnieg w Zakopanem! Śnieg w Chicago! Ładnie macie! A u nas listopadowa skisłość.

    Bogno, zakładką może być WSZYSTKO, nawet rajstopy, i to jest takie miłe.

    Alku, Zuzia pewnie jedzie do stolicy. Będzie spektakl na całego!
    Opowiesz nam potem, jak ci się podobało, Zuziu?

  154. Zmogło mnie choróbsko, więc dopiero teraz, gdy mi nieco lepiej, wydaję okrzyki radości!
    Jaka wspaniała uroczystość! Gratuluję DUA.
    A co do dzbanuszka zielonego i Feblika, to miałam te same skojarzenia. Fluidy krążą wśród Ludu.
    A na Targu Śniadaniowym latem w Sopocie byłam, ale bez zachwytu. Oglądając relacje z targów w innych miastach miałam całkiem inne oczekiwania.

  155. Muszę zrobić nowy wpis, bo poprzedni nie byłby tak wymowny, gdybym do niego coś dopisała:).
    Czytam właśnie „Małe kobietki” (jak Laura!) i widzę podobieństwo między mama bohaterek a Mila Borejko. Obie spokojne (nie wadza nikomu…;)), ale obie w młodości miały ostry temperament (jeśli mogę się tak wyrazić). Bije od nich matczyne ciepło i miłość. Czy Borejkowie maja jakiś zwiazek z „M. K.”?
    PS: Nagle poczułam deja vu.

  156. Kaszel uaktywnia się też mocno w kościele, zwłaszcza podczas szczególnych uroczystości, np. Pasterki. Zawsze jak jest to szczególne oczekiwanie kilka chwil przed rozpoczęciem, ludzkość zaczyna z różnych stron z różnym natężeniem pokaslywac :)
    PS. Kojarzyłam jakoś Panią z ciemnymi włosami, a tu niespodzianka. Ale fryzura świetna!

  157. Pani Małgorzato. Gratuluję serdecznie – Feniks dobrze trafił! Muszę się tu do czegoś przyznać – mam nadzieję, że nie pomyślcie o mnie jako o ignorantce – tylko uśmiejecie się serdecznie… Wczoraj około pierwszej lub drugiej w nocy zajrzałam tutaj i strona przewinęła mi się wprost na zdjęcie Pani Małgorzaty z młodą parą w eleganckim anturażu, która to para wydała mi się dziwnie znajomą. A że noc późna – wzrok bez okularów już nie tak sokoli pomyślałam, że tych ludzi – kojarzę z kolejki z Empiku 14 listopada, że to muszą być Księgowi, na których ślubie pojawiła się Pani Małgorzata! Ale szczęściarze! Dopiero po chwili, gdy przeczytałam o nagrodzie – spłynęło na mnie olśnienie i rozpoznałam (przy dużym współudziale okularów) Artystów, których niedawno podziwiałam i widziałam za pośrednictwem telewizora… Na moją obronę niech to jednak świadczy , że teraz wszyscy kojarzą mi się z miłośnikami Pani Małgorzaty i Jeżycjady. Mam także nadzieję, że Jasiek nie będzie miał mamie za złe, że się tak tu rozpisała o swojej pomyłce. Pozdrawiam serdecznie i ciepło z ośnieżonego Zakopanego.

  158. Zuziu, idąc na balet poznasz całość utworu Czajkowskiego (o ile oczywiście jest to pełna wersja baletu). Suita baletowa „Dziadek do orzechów”, którą słyszy się najczęściej, jest skróconą wersją, nie ma tam połowy utworów. Na pełnym przedstawieniu baletowym powinnaś mieć całość, a tam są fragmenty, które warto poznać, np. Taniec Ojca Chrzestnego.

  159. Dua, Targi Śniadaniowe, to od jakichś dwóch lat lokalne spotkania weekendowe piknikowo-kulinarne (znalazłam tez info o Poznaniu, gdzieś na Chwaliszewie, przy ul. Ewangelickiej). Można zjeść różne regionalne ciekawostki, np. wymyślne wielkie naleśniki z rozmaitą zawartością, popić soki warzywne, kupić świeże zioła, itd, bywają ciekawe warsztaty. Latem jest raczej tłumnie.
    A, znalazłam dzisiaj w bibliotecznej książce, czyjś paragon na buty (na wysoką sumę, ale szczęśliwie sprzed 2 lat, więc chyba już niepotrzebny) w charakterze zakładki – to tak a propos konkursu dot. Zakładek Ignacego Borejko – ciekawam coś tam DUA wkładała w ręce drogiemu seniorowi rodu? We Wnuczce była to ulotka od lekarstw, ja sama znalazłam w różnych książkach wyniki badań laboratoryjnych, bilety komunikacyjne, raz nawet do teatru, zdjęcia, pocztówki, zasuszone kwiatki i listki, spis zakupów, kartę do gry, kawałki wełny, papierki po cukierkach. Co jeszcze może być?

  160. Zuziu, abonament kupowało się raz na miesiąc, jeśli dobrze pamiętam, a może raz na kwartał? W kasie Filharmonii. Taki wielokrotny bilet z wyprzedzeniem, ze znaczną zniżką. Dobry to jest wynalazek, bo kiedy się już ma w domu bilety, trzeba się wybrać, choćby deszcz lał lub mróz ściskał.
    Wspaniale, że zobaczysz (i usłyszysz) „Dziadka do orzechów”. Śliczna to jest muzyka.
    Kaszel był i zawsze będzie zjawiskiem towarzyszącym przerwom w sali koncertowej. Zresztą w Operze też, sama się przekonasz.

  161. A wcale juz oczu nie maluje, bo jak to zrobię, to od razu dostaję ataku kaszlu , aż ciekną mi łzy i oprowadzam taka rozmazana, i wszyscy na mnie dziwnie patrzą, a ja nie wiem dlaczego. A tusze wodoodporne są niezdrowe , moim zdaniem. Tak samo jak tanie kremy przeciwzmarszczkowe. Nie będę ich używać, bo na drogie mnie nie stać.
    Nie wiem, czy to było ciekawe, Bogno?

  162. Cóż za piękne wspomnienia! Zapewne to w dużej mierze tak zainteresowało Panią muzyką klasyczną! A ja już niedługo mogę spełnić Pani prośbę/rozkaz, jadę z klasą na „Dziadka do orzechów”, co prawda to balet, ale jednak w Operze!
    Przepraszam za pytanie, ale skąd miała Pani z Bratem stały abonament w Filharmonii Poznańskiej?
    Czy pamięta Pani, aby wtedy ludzie też kaszlali, a może ta Aula tak leczniczo działa na ludzi?…
    Pozdrawiam!Dobranoc!
    :)

  163. Wspomnieć tylko o pierogach z gęsiną – i proszę!
    Wiwat gąski!
    Dzięki za ściskanko i gratulację, a teraz proponuję zmienić temat!
    Co to za Targ Śniadaniowy, na Jowisza?
    Bogno, prosimy o szczegóły z pierwszej ręki!

  164. Gratulacje :)))))
    Szkoda tylko, że ta wspaniała dwójka pianistów nie wie kogo spotkała, zresztą nie mają pewnie biedacy w ogóle czasu na nic poza muzyką, oj, przydałaby im się Jeżycjada w tym ciężkim fachu.
    O pomalowanych oczach (raz na parę lat) zaraz zapominam, wzruszam się, mażę łapami, efekt wiadomy.
    A dzisiaj, na Targu Śniadaniowym kupiłam coś jakby pesto szpinakowo-awokadowe, bardzo smaczne, chyba jeszcze z sezamem.
    Z ciekawostek były pierogi o nieznanych mi wcześniej smakach – z kaczką, gęsiną, a nawet czekoladowo-kawowe.
    A gdzie można zobaczyć zdjęcia ze spotkania w poznańskim empiku???

  165. Najpierw mnie zatkało, więc tylko zakrzyknęłam ( fluidowo z Gio). Ale teraz już ochłonęłam i mogę z radością pogratulować kochanemu Staroście. Gratuluję! I cieszę się bardzo.

  166. Może być Twain. Obertyńską czytałam, chętnie bym wróciła, ale wtedy Komedia ludzka jest bez szans. TRudne wybory. Ech, dylematy czytelnika. Straszny los. :)
    Dziękuję, Starosto :)
    (i polecam się na przyszłość w wiadomej sprawie) :)

  167. A ta książka wspomnieniowa, Starosto? Może być pierwsza z brzegu na półce.:)
    Przepraszam, że tak się dopominam, ale wciąż brakuje mi zagadek i zagadkowych poleceń Starosty:)

  168. U mnie też coś dziś padało, ale nie mogłam zidentyfikować, czy to deszcz czy śnieg. Takie jakieś dziwne były te opady. Mama twierdzi, że to deszcz ze śniegiem. Bardzo możliwe.

    Zgredzie, myszka (myszek? kwestia płci wciąż nierozwiązana), jeśli już depcze po kiszce, to raczej mojej. Chociaż wolałabym, żeby nie deptała. Lepiej niech kopie w doniczkach. Co za dziwne stworzenie.

    Mamo Isi, spróbuj pogrzebać w panelu sterowania. Powinno pomóc. ;)

  169. Ateno, a u nas jest tak zimno , że chyba też spadnie, bim bom.

    Chciałabym nieco zweryfikować swoją opinię o książce, którą obecnie czytam. Nie jest głupia. To „lekka lecz lotna literatura”, o pewnym rysie parodystycznym. :) Cieszę się, ze nie uległam pierwszemu wrażeniu i czytam dalej.

    Przepraszam, że tak się wpisuję , ale mam poczucie , że jeśli przesadzę, to Starosta wyczuje i nie opublikuje po prostu wpisu. Czy tak może być? Pozdrowienia dla wszystkich księgowych :)

  170. Dzięki, kochana Kris. Było wspaniale. A Kawalerowie nadzwyczaj mili i szarmanccy.:)

    Beatko, tak jest. Zdumiewa mnie, że tylu dzisiejszych rodziców zaniedbuje wychowanie muzyczne.
    Pozdrawiam Zuzię. I Jasia, oczywiście!

  171. Tak zrobie :). Wyciagnelam tez rekawiczki narciarskie, bo w nich sie najlepiej samochod odsnieza, cieple i nie przemakaja.

  172. Gratulacje, Kochana Autorko!
    Jaka wspaniala wiadomosc i jaka zasluzona nagroda!
    To musial byc piekny wieczor, a koncert niezapomniany – z ogromnym zainteresowaniem przeczytalam Pani relacje.
    Pozdrawiam cieplo!

  173. Piękne to wspomnienie o koncertach w filharmonii DUA!
    Mnie przypomniało ono, jak chodziliśmy na koncerty muzyki poważnej z naszą małą Zuzią. Była zawsze tak zachwycona, że potrafiła nawet dyskretnie wstać i gdzieś na boku tańczyć w takt muzyki klasycznej. Warto dzieci wychowywać do słuchania wartościowych utworów, to zostaje na całe życie, prawda DUA? Zuzi naszej też zostało.
    Justysiu, miło mi, że to samo miałyśmy na myśli w związku z nagrodą dla DUY :) Pozdrawiam Cię serdecznie. I wszystkich miłych KC, z Alkiem na czele, bo jeszcze nie miałam okazji Cię „pocieszyć „.

    i

  174. Dzięki, Duśko miła.
    Ateno, a więc znów się zaczyna, co?
    Od razu ustaw zwykły namiot turystyczny nad samochodem. Taka luźna propozycja.

  175. Droga DUA, serdeczne gratulacje pięknej i zasłużonej nagrody!
    Co muzyki klasycznej, przepływa przecież ona (z korzyścią dla nas) przez całą Jeżycjadę (ja ją lubię zwłaszcza w „Opium”). Zrozumiałe, że towarzyszy Autorce od samego dzieciństwa. Śliczne wspomnienie ze Stanisławem Barańczakiem:). Miło było poczytać.

  176. Gratulacje, jak milo, uroczyscie i radosnie.
    Kiedys podczas kazania, mialam ochote dac ksiedzu do przeczytania odpowiedni fragment z ” Kwiatu kalafiora” i stwierdzilam wtedy, ze gdybym byla ksiedzem, to wciaz podpieralabym sie roznymi fragmentami z Jezycjady. Bez laurkowania jak widac. Ciesze sie bardzo!
    Tak mialam dzbanuszek w rece, (jako posrednik) cudny byl, i tez o nim myslalam czytajac „Feblika”.
    Alku dziekuje, wysluchalam, podobalo sie. (Zawsze mysle o tobie zeglujac, dzieki lodkowym „nietoperzom”:).
    Justysiu usciskaj Asie urodzinowo.

  177. Magda.leno, a więc wyobraź sobie, że publiczność była zdrowiuteńka i kaszlu właściwie się nie słyszało! (Ani też numerków).
    Dobra, ciepła jesień to sprawiła.

    Justysiu, właśnie dlatego walczymy z audiobookami z „Jeżycjady”.

  178. Kochana Zuziu, nagroda od Ciebie cieszy mnie nadzwyczajnie!
    Tak, koncert był wspaniały. W dodatku szczególnie wzruszyło mnie wspomnienie z dzieciństwa: w tej właśnie Auli UAM, gdzie odbywają się koncerty Filharmonii Poznańskiej, siadywałam z braciszkiem już chyba od 10 roku życia. Mieliśmy stały abonament, miejsca w zakątku prawego balkonu, tuż nad orkiestrą (czyli nad kontrabasami, a z widokiem na skrzypków) i przez całe lata nie opuściliśmy żadnego piątkowego koncertu! A Staś kupował specjalnie w Księgarni Muzycznej partytury ważniejszych utworów zapowiedzianych w programie i przez cały koncert śledził zapis nutowy.
    Myślę, że to w tej właśnie sali zrozumieliśmy, co to jest harmonia, co to jest kompozycja, równowaga jej elementów, co to jest struktura – etc.
    Dziatwo, słuchajcie muzyki klasycznej!

  179. Serdecznie gratuluję zasłużonej nagrody oraz przeżyć na koncercie. Czy wypiekom i łzom towarzyszył też kaszel, czy udało się jednak powstrzymać? :))

  180. Kochanie…… Ja chyba dziś zacznę latać, jak moje kardynałki zimą i koliberki latem.

    Naprawdę lecę, bo zaraz Asia przyjdzie z polskiej szkoły (zajęcia pozalekcyjne w soboty). Właśnie przerabiają „Pana Tadeusza”. Ciężko, ale przebrnęła przez tę lekturę z pomocą audiobooka. W zeszłym roku przerabiali „Opium w rosole” – dobrze, że audiobooka nie było – przeczytała z radością sama! A potem będziemy celebrować jej 14 urodzinki.

    Miło mi było trafić na Pani obecność i czuć to miłe ciepło od Pani emanujące z mojego monitora.

    Pozdrawiam i ściskam serdecznie.

  181. Dobry wieczór!
    Mam nadzieję, że zdaje sobie Pani sprawę, że my, czytelnicy, takie nagrody wręczamy Pani codziennie? Inaczej być nie może!
    Ale i tak gratuluję takiej nagrody! Wspaniała i wręczona najodpowiedniejszej osobie! Ależ się musi Pani cieszyć!:))

    Koncert też pewnie wspaniały. Oj, poszczęściło się Pani, mogła Pani patrzeć na rączki-motyle. To na pewno był niezapomniany czas. Tyle dobra i szczęścia w jeden wieczór! Jak na spotkaniu! ;)

  182. Dobrze, kochanie!
    Dzbanuszek OD Justysi (i Ateny).
    A, może rzeczywiście kiedyś wszystkie dzbanuszki odkurzę, umyję i ustawię w grupkę, po czym sfotografuję i pokażę.
    Ale TEN i tak jest najładniejszy!

  183. Pani Małgosiu, gratuluję serdecznie takiego wyróżnienia. Podpisuję się pod Beatą – mamą Zuzi i Jasia, bo to samo miałam na myśli. I jeszcze taka oprawa muzyczna! Cieszę się Pani szczęściem i radością wczorajszego wieczoru.

    A co do dzbanuszka, to pragnę wprowadzić małą korektę – proszę nie mówić „dzbanuszek Justysi”, bo on nie jest mój, tylko Pani, kochana DUA. Szczerze mówiąc ja go nigdy nie widziałam i nie dotknęłam. Lucky Atena…

    A czy pokaże nam Pani kiedyś całą swoją kolekcję dzbanuszków?

  184. Jeszcze, Sowo, muszę dorzucić takie wrażenie: skromna i jeszcze trochę dziecinna Kate Liu ma wielki i niezwykły urok osobisty. Wyczuwalny tym bardziej na żywo. Audytorium za nią szaleje.
    Richard Hamelin jest miłym człowiekiem, ale nie ma w sobie niczego magnetycznego – poza tym niezmiernym talentem.
    Jestem bardzo ciekawa, jak dalej się potoczą ich koncertowe losy. W pewnym sensie Kate Liu ma przewagę!
    Los nie jest sprawiedliwy dla wszystkich.

  185. Oj, było, Biedroneczko, było!
    Jakoś tak teraz dopiero doszłam do siebie.

    Just (wiad,.pryw.) dziękuję za to wspólne czytanie. Bardzo to wzruszające.

    Sowo, tak właśnie pomyślałam: że jak się szybko podzielę, to trochę tego dobrego , świeżego i jeszcze ciepłego, naprawdę do Ciebie dojdzie!
    Powinnaś tam być, to fakt. Pamiętam, że od pierwszych przesłuchań w Konkursie typowałaś zdecydowanie tych dwoje.

  186. DUA, gratuluję!!! Hip- hip: hurra, na Starosty cześć!

    (Ech, ale to musiało być przeżycie…)

  187. Jestem zachwycona i bardzo wdzięczna, że DUA podzieliła się z nami wrażeniami z pięknego wieczoru! Mniejsza o jakość zdjęć, po zobaczeniu nocnego wpisu i tak zaniemówiłam z wrażenia.
    Nie będę zazdrościć, bo brzydko. Poza tym, skoro była tam obecna moja UA, to tak jakbym była tam i ja.
    Z autografem to był żart oczywiście. Nie będą żałować, bo i tak nie zdają sobie sprawy z tego, co przegapili. ;)

  188. Gratulacje, Dua, w pełni zasłużona nagroda, co potwierdzają rzesze Pani czytelników i my – księgowi :)
    Koncert musiał być wyjatkowy, tyle przyniósł emocji, co widać ze zdjęć.
    Uściski dla Kochanej Autorki!

  189. Właśnie sobie odrabiam lekcje, a tu w podręczniku do polskiego:
    ,, [Durendalu] PRZEZ ciebie wygrałem w szczerym polu tyle bitew, PRZEZ ciebie ujarzmiłem tyle szerokich ziem, które dzierży Karol siwobrody”.
    Sprawdziłam jak jest w wydaniu u mnie w domu, a tam zobaczyłam: ,,PZEZ ciebie jest potężny i bogaty”.
    I teraz już nie wiem czy to ,,przez” jest celowe, czy też tłumacze ,,Pieśni o Rolandzie” lepiej sobie radzą ze starofrancuskim niż z polskim.

  190. Aha, a przeczytałam jeszcze wczorajsze wasze komentarze i widzę, że była mowa o dzbanuszku Justysi. Potwierdzam! Chciałam napisać o dzbanuszku Justysi, bo nadal za nim przepadam i każdego dnia cieszy on moje oko. Ale powieściowy dzban z wiadomych względów musiał być duży, ciężki i nieporęczny, więc dzbanuszek Justysi został przerobiony. Ale wiedz, Justysiu, że to on! – zresztą, to przecież widać, prawda? Nawet jeśli powieściowy ma inne wymiary i inne szkliwo!

  191. A jeszcze odpowiem Sowie: nie, skąd, nie poprosili o autograf. Przecież byłam dla nich tylko jedną z wielu wielbicielek. Byli poza tym oboje tak zmęczeni, że ledwie mówili.

  192. Jazłowiaku, dzień dobry!
    Dziękuję za wierność i sympatię.
    Proszę ode mnie serdecznie pozdrowić szanowną Mamę.

  193. Dzień dobry!
    Zaglądam tu dopiero teraz, bo musiałam odreagować ten stres pozytywny i odespać zarwaną noc. Wczoraj to Adminka zamieściła kilka słów ode mnie i zrobione przez siebie telefoniczne fotki. Po prostu chciałam się tym podzielić z Sową P. i w ogóle – z Wami.
    Dziękuję za wszystkie miłe słowa i za gratulacje!
    Łucjo, to nie był order, tylko nagroda w postaci baaardzo ciężkiej statuetki, przedstawiającej złotego Feniksa (mitycznego ptaka, który wiecznie się odradza z popiołów). Bardzo ładny symbol.
    Wieczór był wspaniały i pełen wielkich emocji. Wręczono mi nagrodę: musiałam wejść na scenę i przemawiać. Uff. Na szczęście zaraz potem zaczęło się najważniejsze, czyli koncert – wyszła Kate Liu i podbiła wszystkie serca. Jest urocza, młodziutka, delikatna i fenomenalna.
    Pan Musierowicz i ja mieliśmy miejsca w drugim rzędzie po lewej, tak więc mogliśmy przez cały czas obserwować te dwie charakterystycznie omdlewające rączki-motyle, które potrafią jednak uderzać w klawisze z wielką siłą i niewiarygodną energią, a zaraz potem wracać do nieskończenie subtelnych muśnięć.
    Nasze dzieci siedziały nieco dalej, więc widziały Kate Liu z profilu. Mamy więc wspólny obraz całości. Ta dziewiętnastolatka jest wyjątkowa! Perfekcyjnie opanowana! Pełna kontrola co do najmniejszego ruchu! Jej Chopin jest wypracowany, finezyjny i delikatny. Chopin Richarda Hamelin jest soczysty, zuchowaty i zarazem romantyczny. Oboje są wspaniali. Bardzo pouczające to było doświadczenie: obserwować z tak bliska, na żywo, dwa tak różne podejścia do nieziemskiego zjawiska, jakim jest muzyka Chopina.
    Byłam tak przejęta, że aż dostałam wypieków i łzy mi się cisnęły do umalowanych oczu.
    W przerwie między oboma koncertami, a także na koktailu, kończącym to wydarzenie, spotkałam bardzo wielu dawnych znajomych i bardzo wielu czytelników. Przedstawienie laureata nagrody Feniksa jest zawsze niespodzianką do ostatniej chwili, tak więc mogłam się przekonać, na zasadzie spontanicznego zrywu, ilu spośród obecnych na sali melomanów czyta moje książki!:) Bardzo to było miłe.
    Wreszcie, kiedy już koktail się kończył, miałam sposobność podejść do dwojga skromnych, genialnych artystów i poprosić ich o autografy, a także powiedzieć im kilka miłych słów. Nie trwało to długo, bo oboje – a zwłaszcza Kate Liu – byli ogromnie zmęczeni i oszołomieni zarówno aplauzem, jak i późniejszymi obowiązkami (dali setki autografów!). A poza tym świetnie wiedzą, że są świetni. Więc też nie zawracałam im dłużej głowy, tylko grzecznie ustawiłam się do zdjęcia (fotografował pan dla Filharmonii), a Adminka cyknęła na chybcika telefonem. To poruszone, to z zamkniętymi oczami, trudno. Ale jest.

  194. MagdoZ, to nie jest książka Joanny. Są dwie książki o Simonie (ściślej, dwie znam), jedną napisał i zilustrował gigantyczną liczbą fotografii Lech Wilczek („Spotkanie z Simoną Kossak”), a drugą napisała na podstawie wywiadów dziennikarka, Anna Kamińska („Simona, opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”). Książka Leszka jest dziełem życiowego partnera i przyjaciela, wiele tam osobistej wiedzy, a zdjęcia najlepsze na świecie – w końcu artysta-zawodowiec. Leszek to w ogóle cała osobna opowieść.

  195. Ann, to z tego wiersza DUA, który pyta dlaczego nie ma jej w domu po dwudziestej drugiej?
    Teraz już wiemy :-))))

  196. Dzień dobry, jak to dobrze przeczytać wreszcie, po bardzo trudnym tygodniu, takie dobre wiadomości! Gratuluje najserdeczniej i uśmiecham się do DUA! Jak dobrze zobaczyć takie urocze zdjęcia Pięknych Ludzi :-) Cieszę się. Pozdrawiam, ściskam, a Miłym Księgowym życzę dobrego dnia!
    Ps. Nie wiedzieć dlaczego, po przeczytaniu nagłówka „Co robiłam dziś wieczorem” miałam w ułamku sekundy ciąg dalszy: „I gdzie jesteś teraz”. Bo „ciemne twoje okno” :-)

  197. DUA, gratuluję! Krótkie uzasadnienie przyznania nagrody, a jakże treściwe i prawdziwe!
    Koncert musiał być wspaniały :) Kate Liu, taka skromniutka, a przy klawiaturze zmienia się nie do poznania.

  198. Najserdeczniejsze gratulacje! To musiał być wspaniały wieczór. Jestem niezmiernie ciekawa tej reszty.
    Uściski :)

  199. Jestem zachwycona wymowa tego zdjecia z pianistami.
    Nie umiem ladnie slowami tego opisac, ale z niego emanuje Skromnosc. I Kate Liu z oczami w bukiecie, i pan Hamelin. I Nasza Laureatka, ktora swoje kwiaty oddala.

  200. Kochana Pani Małgorzato, naprawdę się wzruszyłam, aż gęsiej skórki dostałam! Serdecznie gratuluję, to ogromne wyróżnienie. W Pani książkach jest Dobro i Piękno, cieszę się, że Kapituła to dostrzegła i w tak piękny sposób Panią uhonorowała! Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze szczegóły. Z niecierpliwością!

  201. Pani Małgorzato, gratuluję nagrody! I jak cudownie musiało być na ICH koncercie i móc być z nimi tak blisko, bezpośrednio, choć przez chwilę ! :)

  202. Uwaga!uwaga!
    Dzisiaj w Lodzi Adminka spotyka sie z czytelnikami, miedzy 12-ta a 13-ta.
    Kto moze, niech idzie.

  203. Ach, w jakim zacnym gronie nagrodzonych Maltańskim Feniksem znalazł sie nasz kochany Starosta! Gratulacje!!! I w jakim zachwycającym towarzystwie na scenie auli UAM! Wszyściuteńkie kwiatki im DUA oddała! I ma nową, przepiękną broszkę!
    A jakie piękne uzasadnienie przyznania owego Feniksa!
    Tyle dobrych rzeczy się dzieje. Zaczynam ufać, że idzie ku lepszemu:)

  204. Och och och!!!!!! Spotkała Pani Kate Liu??? Tata ją uwielbia. Nie może się jej nasłuchać. Ona najbardziej do niego trafiła :) A i ja uważam, że była cudowna!!! Prawdziwa Artystka.

  205. Jak zwykle pozdrowienia z Sochaczewa, tym razem mama kupiła książkę dla mnie, a ja przywiozłem jej dla niej. Jest więc moc i jak zawsze Nekla i okolice to miejsce związane z moim ukochanym 14 pułkiem ułanów Jazłowieckich. Jakże ta Wielkopolska wywarła w 1939 roku niezwykłe wrażenie na chłopakach z podlwowskich wsi, którzy zobaczyli inne domy, inne drogi a nawet konne wozy miały inny rozstaw kół i odmienne od podolskich mierzyn konie. Gratuluję wyróżnienia.
    Paweł Rozdżestwieński

  206. Jak piękna broszka nr 2! W W odcieniach czerwieni bądź pomarańczy. :) Nie widzę wyraźnie.

    Czytam książkę „Ja, Maciejka” (pożyczyłam ze wzgl. na tytuł i analogie z nim zwz). Głupia, nie podoba mi się , ale czytam. Jest tam nawet wzmianka o Pani , Pani Małgosiu. Z nazwiska.

    Czytam, bo jak głosi Dezyderata , nawet głupcy i ignoranci mają własną opowieść, toteż warto i ich posłuchać. A czytanie jest w pewnym (bardzo szerokim, a może i głębokim sensie) trochę słuchaniem czyjejś opowieści.

    Na szczęście książka krótka, duży druk, a że przeczytałam już ponad 200 książek w tym roku , to nie żałuję czasu na jedną słabszą. Ale właściwie mogłaby Pani, jeśli Pani zechce rzecz jasna, podrzucić jakiś tytuł wspomnieniowy – np. te Awantury o Lemie, które kiedyś Pani mi poleciła bardzo mi sie podobały. Jak i wspomnienia Zana i jego siostry. (a tytuł ksiązki J. Kossak zanotowałam).

    Oczywiście serdecznie gratuluję zasłużonej nagrody i nieodmiennie przesyłam wyrazy szacunku. + serdeczności :)

  207. DUA – kochana, całkowicie zasłużona nagroda! Bardzo się cieszę. Gratuluję!!!

    Celestyno – wiem dobrze co to migrena… A wczoraj padłam wcześnie, nie jestem sową. ;-)

  208. Och, Pani Malgorzato!!
    Tak bardzo sie ciesze z tej nagrody!!
    Wlasnie sobie czytam o genezie Feniksa.

    Wyobrazam sobie jaki to musial byc piekny wieczor, pelen wrazen.
    Czekam na reszte:)

  209. OOOO! Ach! Gratulacje! Również podpisuję się pod uzasadnieniem Kawalerów Maltańskich. Koncert pewnie cudny? Można przenieść się w inny wymiar….

  210. Och, warto było wstać skoro świt, żeby ujrzeć takie miłe wieści.
    Starosto, z całego serca gratuluję nagrody!
    I ja się podpisuję pod opinią Kapituły.
    Uśmiecham się na widok min wirtuozów. Kate Liu jaka skromna, miła dziewczyna i ma taki miły uśmiech.

  211. Starosto, po prostu tak jest.
    Fakty mówią same za siebie.
    A że mężczyźni jak wiadomo to dzieci, więc uzasadnienie jest jeszcze bardziej na miejscu.

    Feniks się spala. Starosta się nie spala.
    On idzie pracować w ogrodzie i to przez to się odradza.

  212. Wieczór rzeczywiście udany!
    Gratulacje DUA !!!- Feniks Maltański. To wielka radość dla nas wszystkich. Cieszę się ogromnie. Szczególnie „za uniwersalny przekaz Jej powieści będący wsparciem w chrześcijańskim wychowywaniu dzieci” Sic!
    Ze świeżutkiego „Feblika”- treści na str. 181-182 są pięknym przekazem ewangelizacyjnym. Wybornym.
    No i jeszcze koncert i spotkanie z laureatami konkursu chopinowskiego. Widać, że Kate Liu zachwycona tym delikatnym bukietem róż. Urocze chwile! I DUA dostojna, z inną broszką:).
    Dobrej nocy, po dobrym dniu!

  213. Gratuluję Pani serdecznie! Przepraszam, że tak długo się nie wpisywałem, ale uno: nie miałem weny secundo:chyba będę czuł niedosyt bo jak się rozmawiało ze wszystkimi na żywo to było bardzo miło. Swoją drogą całe spotkanie było bardzo przyjemne i rozbawiła mnie opowieść o Panu Musierowicz i Mnichu:)dziękuję Pani i wszystkim Księgowym za cudowne spotkanie i pozdrawiam wszystkich serdecznie!
    PS i jeszcze pragnę zwrócić uwagę iż są tu nie tylko Księgowe ale i Księgowi rodzaju męskiego; )
    PPS w Zakopanem pada śnieg! Czy U kogoś jeszcze?

  214. A czy Kate i Charles też wzięli od Pani autograf? :)

    Gratuluję przepięknego i jakże zasłużonego wyróżnienia!

    Muzyka na dobranoc:

    Wojciech Kilar (Feniks Maltański 2008) – „Le Roi et l’Oiseau”.

  215. Siedzę tu i grzebię się jeszcze w swoich papierach, zaglądając od czasu do czasu na stronę, a tu nagle doczekałem się – nowy wpis i jakże interesujący! To zasłużone honory, Ulubiona Autorko.

Dodaj komentarz