Dary jesieni!

feblik3

 

Wszystko to własne plony, a jakże! – orzechy włoskie, miechunka rozdęta (Physalis alkekengi L.) oraz świeżutki, pachnący jeszcze drukarnią, „Feblik”.
Miłe chwile! Idzie zima, i to podobno sroga, a u nas pełna spiżarnia. Są i powidła z własnych śliwek, i miód, i grzyby suszone, i dużo zamrożonej dyni na Zapiekankę Kopciuszka, i „Feblik” wreszcie.
Ach! To poczucie zadowolenia! To musi być jakiś atawizm, jak powiedziałaby Dorota Rumianek.
„Feblik” jest w sam raz na listopadową pogodę! Miłego czytania!

Co do spotkań promocyjnych: będzie jedno  zaledwie, bo oficjalnie jestem starszą panią, a nieoficjalnie wcale nie jestem starszą panią, tylko całkiem rześką kobitką „na fleku” (jak to się mawia w Poznaniu i Wielkopolsce), ale „Ciotka Zgryzotka” czeka. (Albo się jeździ, albo się pisze!)

Spotkanie:  14 listopada, w sobotę, o godzinie 12.30 – Empik w Poznaniu, przy ul. Ratajczaka 44  (koło Placu Wolności).
Zapraszam serdecznie!
Miło będzie Was zobaczyć, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!
Do zobaczenia!
MM

PS Ściskam serdecznie klasę 1c w wrocławskiego gimnazjum! Dla Waszej Pani Polonistki – miłe pozdrowienia!

765 przemyśleń nt. „Dary jesieni!

  1. Dziękuję, Elu! Dziękuję za te dobre i serdeczne słowa.Ogromnie mnie ucieszyły, podniosły na duchu i ogrzały. Więc i ja Tobie coś zawdzięczam! Cóż, to działa, prawda?
    Jeszcze 50, powiadasz?….Oj, już chyba nie zdążę!

    Dziękuję też Agnieszce, Wiktorii i Pewnej Osobie – z opóźnieniem, bo dopiero dziś dostrzegłam te wcześniejsze wpisy.
    Przesyłam wszystkim wyrazy przyjaźni i wiele serdeczności. MM

  2. Mila i bardzo kochana autorko .
    Pierwsza Pani ksiazke przeczytałam w 1980 roku, majac 10 lat. Teraz mam 46 i nie potrafie zyc bez Pani książek. Mieszkam w Warszawie, jestem samotna osoba. Kocham Poznaniakow dzięki Pani książce. Zawsze wiedza dlaczego.Kiedy jest mi zle,i nie mam już sil. Pani książki mnie ogrzewają. Daja sile i cieplo. Zwlaszcza przed Swietami.To Pani mnie wychowala. Kazda dobre uczucie , serce i zyczliwosc. Zawdzieczam Pani. Uczy Pani milosci. Daje cieplo. Wychowuje. Stol przy którym siedza zyczliwi sobie ludzie, zawsze był moim marzeniem. Przy Febliku plakalam. Z rozczulenia, z radości. Okladki Pani książek wywoluja uśmiech na twarzy osob które zerkają na to co czytam Czy to w metrze , autobusie czy tramwaju. ESD działa. Zawsze. Porozumiewawczy uśmiech i zyczliwosc w oczach. Czekam na kolejne 50 Pani książek. Bez nich swiat jest szary .Kocham Pania cala dusza i sercem. Dziekuje za te wszystkie lata. Za wzruszenia i nauke czlowieczenstwa. Gdyby więcej ludzi na swiecie przeczytalo Jezycjade. Swiat stalby się lepszy. Nie można bezkarnie obcować z miloscia i sercem. Takie uczucia zostają w sercu. Dziekuje.

  3. Pani Malgorzato! Mam 28 lat i od jakichs przeszlo lat 15 czytam Pani ksiazki. Dzieki Pani pokochalam czytanie!!! W szkole podstawowej, w jednym z podrecznikow z j.polskiego byl fragment Kwiatu kalafiora. Ten krotki wowczas fragment tak mnie zafascynowal, ze siegnelam najpierw po cala ksiazke, a pozniej po cala Jezycjade. Z ogromna niecierpliwoscia czekam na dalsze czesci!!! Pozdrawiam!!!

  4. Uwielbiam czytać powieści stworzone przez Panią. Podziwiam to, co Pani robi dla nas – czytelników. :) Mam nadzieję, że będzie Pani tworzyć jeszcze przez wiele lat!

  5. Dzień dobry!
    Mam 15lat i bardzo uwielbiam Pani książki. W dzisiejszym świecie młodzież uważa, że czytanie jest nudne i przestarzałe, a to rzecz jasna nie prawda! Jestem żywym przykładem na to, że czytanie było i jest na czasie. Bardzo lubię spędzać czas na pochłanianiu Pani książek: każda postać jest inna, ale każda też wyjątkowa! Niesamowicie potrafi Pani opisać każdy najmniejszy szczegół. Na razie jestem w połowie wszystkich tomów, ale staram się w każdej wolnej chwili wziąć do ręki Pani powieści i utonąć w nich w wygodnym fotelu. Moim skrytym marzeniem jest zawarcie mojego imienia chociaż w jednej króciutkiej historii… Nawet nie wie Pani jak ogromną radość by mi to sprawiło!
    Pozdrawiam! :)

  6. Sama doznałam, więc wierzę.
    Ale nawet, gdybym nie wierzyła… za pozwoleniem, piszę po prostu pogodne powieści dla młodzieży – ten gatunek ma swoje prawa, a nawet wymogi.:)
    Happy end do nich należy.

  7. Właśnie skończyłam ,,Feblika” i z jednej strony raduje się serce moje,że życie może faktycznie tak się wspaniale układać, a z drugiej aż się na płacz zbiera, że mnie do tej pory nic się tak cudownie nie ułożyło ( a tu 25 lat skończone, przynajmniej 15 z nich totalnie rozczytane w ,,Jeżycjadzie”). Czy Pani naprawdę wierzy w takie dobre przeznaczenie i dobrą, prawdziwą miłość?

  8. To ja Tobie dziękuję za miłe słowa i za sympatię, Bartku!
    Bardzo mądrze to napisałeś: współczesność nie musi koniecznie być charakteryzowana „znajomościami z facebooka i markami telefonów”. To są rzeczy powierzchowne, ulotne, już za dwa lata będą przestarzałe i niemodne. Bohaterowie współcześni to tacy, którzy myślą ogarniają swój czas, a czynem – zmieniają go.
    Cieszę się z takich czytelników, jak Ty!
    Pozdrawiam serdecznie!- MM

  9. Szanowna Pani Malgorzato!
    Bardzo lubie Pani ksiazki czytam je od kilku lat i z niecierpliwoscia czekam na kolejne. Wlasnie przeczytalem Feblika i jak zawsze mialem dylemat przeczytac jednym tchem czy kilka stron kazdego dnia zeby moc sie dluzej cieszyc. Chcialem jeszcze Pani powiedziec ze dla mnie ksiazki i bohaterowie sa wspolczesni pod zadnym pozorem nie brakujemi opisow znajomosci z facebooka czy marek telefonow. Upajam sie opisami przyrody i miast(eczek) ,ma Pani niesamowity talent pisania, lekkie pioro. Pochalniam i kazdy wyraz. Owszem czytelnicy dorostsja tak jsk bohaterowie ale mysle tez ze pozyskuje Pani nowych ze wezgledu na swoj niesamowity styl i wiernosc w pisaniu. Pozdrawiam goraco i dziekuje za ksiazki:*bartek

  10. Po prostu trzeba posiekać składniki i wymieszać wszystko razem.
    Dzięki za miłe słówko, Marcelino!

  11. Feblik wspaniały!! Chciałam zapytać czy żeby zrobić ,,sałatkę z puńczyka” trzeba tylko wymieszać składniki które są podane w książce, czy trzeba jeszcze coś z nią zrobić przed zjedzeniem?

  12. Czytałam, że drugie spotkanie będzie 5 grudnia. Książki przygotowane do podpisu i żal, że go nie będzie.
    A przecież było zaplanowane! Nie mieszkam już w Poznaniu, ale na skraju Puszczy Nadnoteckiej i jest to dla nas wyprawa z przesiadkami (czasem jeżdzimy też pociągiem do Grodu Przemysława). Co ja powiem moim córkom, obie są pełnoletnie, będzie trudno. Musimy czekać prawie cały rok. Sama nie wiem, czy bardziej będę
    czekać na nową książkę , czy na spotkanie z ulubioną autorką. Serdecznie pozdrawiam z mojej wioski i jeszcze
    mam nadzieję, że będzie drugi termin.

  13. Wreszcie! Wreszcie udało mi się przeczytać mniej więcej wszystkie wpisy umieszczone pod „Darami jesieni”, a trwało to jakiś czas ze względu na obowiązki.
    I jakże było miło przeglądać Wasze wypowiedzi, nie raz i nie dwa się uśmiechnęłam!
    Fajnie Wam, że spotkaliście się w tym przemiłym gronie z Panią M.M., to na pewno musiało być wielkie (i radosne) przeżycie.
    Cieszę się, że dzielicie się tutaj wrażeniami „feblikowymi”. Bo mnie skręca, żeby już mieć tę część i ją przeczytać, zwłaszcza po takich komentarzach, ale coś sobie obiecałam i dopiero nagrodzę siebie tą wyjątkową książką, gdy spełnię swoją obietnicę. Postanowiłam być konsekwentna. Choć to niełatwe.
    Pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie i cieplutko w te coraz chłodniejsze dni! : )
    PS: Piszecie tak szybko i dużo, że znów będę nadganiała zaległości, a tymczasem nowe wiadomości będą się pojawiać. Ech..

  14. Wybacz, Iwono, ale będę pisała tylko tak, jak mi się podoba. To ja się, w końcu, najlepiej znam na tym, jak pisać moje książki. Są namacalne dowody.
    Pozdrawiam.

  15. W następnej książce proszę o więcej akcji i humoru, takich jakie były w książkach „Kłamczucha” i „Szósta klepka”, strasznie mi tego w Pani teraźniejszych książkach brakuje. Są inne, bo, rzecz oczywista, czas leci i zmieniamy się, ale jeżeli Pani może wrócić do tego co pisała na początku Jeżycjady, to bardzo proszę…

  16. Mamo Isi, pozytywem jest powrót Alka. Dobrze się czyta.
    Ale to z mojego punktu widzenia. Pollyanna by to rozgryzła inaczej.

  17. Mój sposób na ciętą ripostę w formularzu jest skopiowanie sobie wpisu przed wysłaniem.
    Ze względu na skrupulatność zaznaczam jednak , że nieczęsto wpisuję cięte riposty. Ale za to wiem, że nawet jak Starosta mówi, że nie wpisałam, to wpisałam słówko prywatnie, choć w trójkątnym nawiasie. :) tyle dobrego.
    Ach, i wiem, że to kłopot, ale może Adminka podesłałaby mi adres Magdaleny (może być komunikator fb, tak będzie szybciutko).
    Jeśli jest zgoda , to Magda.leno podaj swój adres e-mail w wiadomości prywatnej (bez nawiasów trójkątnych).
    Jeśli zgody nie ma, to to jest wiadomość prywatna.

  18. Marto, dziękuję za wiadomość prywatną. (Jak widać, działa to bardzo prosto).
    Dziękuję też za duży kawał biografii! Nie, nie należę do tych, co mają za złe ludziom ich własne, osobiste sprawy. I nigdy się w nie nie wtrącam.
    Nasi bliźni przecież mają własny rozum, własne rozeznanie, własny charakter. Jestem za zaufaniem.
    Jeśli natomiast chodzi o moje książki – zawsze pamiętam, że są to lektury gimnazjalistów. Dla autora to duża odpowiedzialność.
    Toteż owe – jak je nazywasz- „koncerty życzeń” (oj, dużo ich, dużo!) traktuję cum grano salis. Bądź co bądź – moje książki, moja odpowiedzialność. I to duża! A nawet jakby – coraz większa.
    Dzięki za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie!

  19. Wszystkiego najlepszego, kochana Różyczko.

    Specjalnie dla Ciebie, na dobranoc, haendlowskie arcydzieło:

    G.F. Haendel – „Birthday Ode to Queen Anne (Eternal Source of Light Divine)”.
    Elin Manahan Thomas.

  20. Miła Pani Małgorzato, Miłe Księgowe,
    niecierpliwie czekałam na Wasze wpisy, żeby choć w ten sposób uszczknąć/poczuć nieco z atmosfery dzisiejszego spotkania! Wpisy – są, a w nich dużo pozytywnej energii, co sprawia, że zarazem żałuję, że mnie tam nie było i cieszę się, że było tak fantastycznie.
    Pozdrawiam serdecznie

  21. Dobrze, Sowo Przemądra. Zgadzam się. Macham Ci łapką i turlam się do łóżka!

    Uwaga, uwaga! Za pół godziny wybije dzień drugich urodzin naszej księgowej Różyczki!
    Niech żyje nam!

    Co rzekłszy, znikam.

  22. Nie zamierzałam porównywać arcydzieł z miernymi (do)kompozycjami. Rozważałam tylko temat samei idei ingerowania w istniejące dzieło, niezależnie od jakości tej ingerencji.
    Zgadzam się, że arcydzieło nie potrzebuje żadnych poprawek, nawet tak drobnych jak zmiana tonacji czy instrumentu. Natomiast, czasami, ingerencja w pierwotne dzieło potrafi dodać utworowi jakąś nową wartość, nadać mu zaskakujące oblicze. Dlatego zasadniczo nie jestem przeciwna tzw. dialogowaniu ze sztuką, nie rozdzielam też komu wolno to robić (geniuszowi), a komu nie (beztalenciu), bo historia i tak zweryfikuje, co miało sens, a co nie. W pobudki także nie wnikam, bo wielu geniuszom przecież zdarzało się tworzyć z nie całkiem szlachetnych pobudek, nie tylko wg imperatywu „sztuka dla sztuki”. Jakoś tak jest, że mamy tendencję do wybaczania geniuszom wszystkiego, nawet ich pokrętnych życiorysów, a twórcom kiepskim już nie. Ponadto, nasz nabożny stosunek do arcydzieł zwykle wzrasta wraz z ilością pokrywającej je patyny lat. Traktujemy te dzieła jako zamknięte, integralne, podczas gdy np. w baroku nie zawsze takie były – ciągle coś tam przerabiano, dokomponowywano, stosownie do potrzeb chwili, możliwości solistów, zachcianek mecenasów. Muzycy improwizowali ozdobniki, kadencje, harmonię, robiąc to głównie dla popisu i chwały (i pieniędzy). A jakąż to zbrodnię popełnił na „Mesjaszu” filmowy kompozytor? Dopisał króciutką, poprawną harmonicznie, akademicką wokalizę, w celu wyeksponowania kilku wysokich dźwięków. Oczywiście dla popisu. Dodał nową wartość dziełu? Nie. Zapadł mi w pamięć? W ogóle. Szokuje i oburza? Też nie. A wkrótce i tak zginie w niebycie razem z całym tym kiepskim filmem. Że napisane to dla sukcesu i pienędzy? Oo, a iluż to geniuszy wzgardziło chwałą i zarobkiem?
    W procesie twórczym oburzają mnie głównie trzy sytuacje: tworzenie, by kogoś obrazić; po to, by nazwać brzydotę pięknem lub w celu promowania antywartości. Resztę dopuszczam. A słuchać/oglądać/zachwycać się nie muszę.

    Jeśli chodzi o drugi wątek (pedagogiczny), w pełni się zgadzam.

  23. Dobry wieczór!
    Kochana Pani Małgorzato, Kochane Księgowe – mogę tylko powiedzieć : żałuję, że mnie tam nie było.
    (ale wspominam sobie spotkanie w Łodzi i trochę mi lepiej)

    Cieszę się Waszym radosnym dniem i uśmiecham do monitora – pozdrawiam Wszystkich najgoręcej.

  24. Ciesze sie, ze spotkanie takie udane (choc bylo to oczywiste), duzo o Was dzis myslalam! (Wielka szkoda, ze nie moglam przyjechac, za daleko…).
    Gio przyslala mi kilka zdjec, ile milych twarzy! Broszka sliczna, Pani Malgosiu. (A usmiech jaki cieply…).
    Dobrej nocy!

  25. Dziękuję Starosto najmilszy za ten piękny dzień! Za to ciepło, za uśmiech i za radość w sercu, która ciągle jeszcze trwa.
    Tak miło było mi poznać i uściskać wszystkie Księgowe. Dziewczyny, jesteście wspaniałe! Młodziutka młodzież księgowa wraz z rodzicami również wspaniała. Uśmiecham się na samo ich wspomnienie.
    Serdecznie dziękuję Tacie Jaśka za szybkie podwiezienie nas z Isią i Mamą Isi na dworzec. Zdążyłyśmy!
    Adam dziękuje za pozdrowienia i razem cieszymy się miłą dedykacją w „Febliku”.
    Sondelańciu, lekcje obiecane, teraz trzeba czasu, czasu i cierpliwości :-)

    Ach, podoba mi się ten jeżycki taksówkarz, już go lubię.

  26. Tak, do wpół do piątej. Już dawno wróciłam , ale dopiero teraz zdołałam ochłonąć. Za to udało mi się nie zgubić, ale to pewnie tylko dzięki Moni, z którą tramwajem dojechałam na odpowiedni przystanek, skąd łatwo było trafić. ;-) Dobry był to dzień i bardzo jestem za niego wdzięczna. Warto było jechać z odległych zakątków Polski. Dziękuję Pani.

  27. Dobry wieczór, jak miło czytać tak energetyczne sprawozdania (tłamsząc jednak lekkie ukłucia zazdrości;))! „Czasokres” podpisywania książek przez DUA imponujący, a ESD pomiędzy obecnymi w Poznaniu Księgowymi a DUA wzruszające! Niech żyje literatura!
    P.S. Ale, ale, u nas jutro drugie urodzinki pewnej damy:). Tort już czeka, a składniki na zapiekankę (z) Kopciuszka (dzięki Sowo P.!) pachną zachęcająco.

  28. Kochana DUA- bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za spotkanie!
    Było przemiło, przesympatycznie, w powietrzu aż skrzyło od dobrej energii wszystkich dobrych ludzi. No i jak świetnie poznać niektórych Księgowych na żywo! Podobnie jak Sondelani- z nadmiaru wrażeń chyba dziś nie zasnę!

    PS Sondelani, dzięki! Te włosy to pewnie kwestia genów- cała moja najbliższa rodzinka takie ma. :) Ale ja zawsze marzyłam o pięknych prostych blond włosach do pasa. :)

  29. Ale Wam wszystkim dobrze! A widzieliście latającą sowę nad Empikiem? To byłam ja. :)

    Widzę, że temat arcydzieł budzi emocje, to ja jeszcze za chwilkę się wypowiem.

  30. Bardzo dziękuję. Wspaniale było móc Panią spotkać i zamienić parę słów. Naprawdę bardzo się cieszę! :)
    Dobrej nocy :)

  31. Pani Emilka pytała o mnie?! Dziękuję! Proszę ją serdecznie pozdrowić!
    Panią też pozdrawiam i wszystkich, wspaniałych księgowych!

  32. Dziękuję DUA. Jest kochany. I właśnie powiedział, że najbardziej się cieszył widząc moją radość, gdy obok pani usiadłam. Wspaniałe było panią spotkać.

  33. Alez to na dziekuje, zagadywalm Beatuszke( niczym taksowkarz), a ona mnie zaskoczyla tym podaniem sluchawki i nawet nie mialam czasu sie stresowac. Dziekuje, za te kilka slow, tez chodze usmiechnieta caly dzien. Myslalam, ze Beatuszka bedzie juz w drodze do domu.
    Musze pedzic. Sciskam wszystkich.

  34. Smutna Warszawianko, chyba się nigdzie już nie wybieram, przynajmniej tym razem.Zmęczyłam się nawet tym dzisiejszym wyjazdem do Poznania. (Ze wsi, gdzie mieszkam).
    Ale co tam, jeszcze będzie okazja! Pozdrawiam serdecznie!

  35. Zuziu, właściwie to nie wiem, chyba do wpół do piątej! Może inni Księgowi to wiedzą!
    Ty też jesteś urocza i miła! Emilka pytała o Ciebie i tak właśnie jej odpowiedziałam.

  36. Patrycjo kochana, i Tobie dziękuję za piękny list. Bardzo mnie wzruszył. Cieszę się, że mogłam poznać Twoją Mamę – razem stanowicie taki miły duet.

    Magpie, Twój mąż ma uśmiech dobrego i porządnego człowieka. Cieszę się Waszym szczęściem!

  37. Pani wybaczy ciekawość,ale do której godziny podpisywała Pani książki?
    Szkoda,że pociąg był tak wcześnie,bo z wieeelką chęcią zostałabym dłużej z innymi księgowymi.
    Mama ogromnie dziękuje. Była i jest uradowana ,że nazwała ją Pani uroczą i miłą!:))
    Jeszcze raz dziękuję i dobranoc!:)

  38. Ja także dziękuję! Byłam tak podekscytowana i onieśmielona! I było tak cudnie! Na obiedzie czułam się jak na rodzinnym spotkaniu. Kochane księgowe, jesteście wspaniałe! Hm, hm. Ja za to wyczuwam bratnią duszę w Zuzi. :)

  39. Dobrze, że pani już wróciła szczęśliwie do domu! Mąż jest panią zachwycony (ja w zachwycie trwam od dawna). Cieszę się, że ciastka smakowały. Specjalnie dla pani piekłam – z miłością. Jedyne czego żałuję, to tego, że nie poznałam wszystkich Księgowych. Ale niestety musieliśmy zwinąć żagle. :-(

  40. Kapucynko, przeczytałam właśnie ilustrowany list od Ciebie i bardzo się nim ucieszyłam. Tak, sikorko przekorko, jesteśmy bratnie dusze, ja też tak myślę. Chętnie bym Ci to napisała w liście, ale nie podałaś adresu zwrotnego!

    Chesterko, Kapucynko, pierniki wzbudziły okrzyki zachwytu w rodzinie. Jutro je tu pokażę!

    Ateno, Twój głos w telefonie Beatuszki ucieszył mnie i wzruszył. Byłaś z nami, choć jedną nogą w Chicago! Przepraszam, że nie mogłam pogadać, wieeelka kolejka czekała, ani trochę się nie skarżąc! Ale podpisywałam dalej, wciąż z niewygasłym uśmiechem w Twoją stronę!

    Magpie, dziękuję za smakołyki!
    Jak miło było zobaczyć Zuzię 12 i jej uroczą, uśmiechniętą Mamę!

    Kapucynko, a taksówkarz trafił mi się niesłychanie soczysty. Mój ulubiony typ jeżycki. Całą drogę pogodnie gadał i wiem już o nim wszystko. Ma blisko 80 lat, a wczoraj zmierzył sobie temperaturę, bo „coś go tak brało”. „I patrz pani, zgadnij pani ile miałem. Trzydzieści sześć i siedem!”. „Ciastek, kwiatuszków pani naładowali, dużo ludzi, co to za jedni byli?” .
    O tę wstążkę to się omal nie potknęłam przed domem, bo wlokła się za mną po ciemku!

    Jak to miło, że wylądowaliście w końcu u Dominikanów!
    Dziękuję za wszystko!

  41. To ja dziękuję!
    Jak wspaniale było wszystkich Was zobaczyć – oraz jeszcze paręset innych miłych i serdecznych osób!
    Jestem do głębi wzruszona i przejęta – taka FALA ciepła starczy na cała długą zimę, ogrzałaby parę domów! Co mówię, cały wieżowiec!
    Wszystkich mocno ściskam i dziękuję za te przyjazdy – z Kielc, z Lublina, z Białegostoku(!), z Wrocławia i Zakopanego (Jaśku!). Miłe dzieci, mili rodzice, kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

  42. DUA i Kochane Ksiegowe,
    Dziekuje z calego serca za piekne spotkanie!
    Czuje sie tak naladowana pozytywna energia, ze chyba dzis nie zasne:).
    Kochany Starosto, dzieki za rozmowe i slowa otuchy – uscisk DUA bezcenny, a jak podnoszacy na duchu.
    Dziewczyny, jak cudnie bylo sie spotkac ze znajomymi i poznac nieznajome.
    1 Gio, jezeli teraz nie dotrzymasz slowa, to przestane Cie kochac! ;). Czekam!
    2 Beatuszko, jestes dokladnie taka, jak Twoj glos przez telefon – ciepla i kojaca. Czekam na kolejne spotkanie i obiecane lekcje:)
    3 Mamo Isi, zupelnie inaczej sobie Ciebie wyobrazalam, ale niespodzianka byla bardzo przyjemna – od razu sie czuje pokrewna dusze:).
    4 Isiu i Magdo Z., slodkie, kochane dziewczyny, jak dobrze, wreszcie, widziec Was w realu!
    5 Moniczku, Rumienczyku Przemily, zaraz jutro szukam w okolicy stadniny! A potem czekam na odwiedziny!:)
    6 Biedronko Wspak, alez Ci zazdroszcze tej burzy wlosow! Jestes tak fajna, jak Twoje wpisy w KG:)
    7 Patrycjo F., Zuziu, nastepnym razem musze z Wami wiecej porozmawiac, zeby poznac lepiej mlodziutkie, a jakze obiecujace Ksiegowe.
    Po odebraniu ogromnego ladunku pozytywnej energii na dzisiejszym spotkaniu, mam nadzieje, ze DUA tez zostala przez nas „podladowana”; i ze milosc i dobre mysli plynace od tlumu w Empiku zrekompensuja Jej poswiecony nam czas i zmeczenie, ktore z pewnoscia odczuwala po godzinach spedzonych w goracym i dusznym pomieszczeniu.
    Jeszcze raz dziekuje wszystkim i zycze kolorowych snow :)

  43. Dobry wieczór!
    Ja nie wiem co mam napisać!
    Jestem taka szczęśliwa,oszołomiona i wniebowzięta,to wszystko było takie niesamowite!
    W końcu spotkałam Panią Małgorzatę i księgowych. Mam zdjęcia. Niektórych wyobrażałam sobie kompletnie inaczej! Jaki to był wspaniały dzień.
    Dedykacja od Pani,Pani Małgosiu jest taka piękna,że lepszej sobie nie mogłam wyobrazić. I to co mi Pani mówiła również było wspaniałe. Jest Pani taką przemiłą i przesympatyczną osobą,tak samo księgowi. Jakie to było miłe,gdy jedna osoba (przepraszam,ale już nawet nie wiem kto to był) zawołała : Zuzia jest!
    Nie potrafię napisać jak bardzo było cudownie. Opłacało się stać tyle czasu i jechać do Poznania, aby spotkać tak miłe osoby. Ze wszystkiego się cieszę najbardziej!! Chyba od razu poproszę , aby tata mi wydrukował zdjęcia z księgowymi i Panią Małgorzatą. Mam nawet oddzielne z Patrycją!!:)))
    Tak bym chciała opisać choć trochę atmosferę,która tam panowała,wydarzenia i wiele,wiele innych rzeczy,ale nie potrafię!
    Za mną stały trzy dziewczyny,więc doskonale słyszałam co mówiły. W pewnym momencie jedna mówi do drugiej,że widziała,iż wiele osób ma poprzyklejane karteczki z imionami i się zastanawiały po co to .:)
    Dziękuję wszystkim,wszystkim!!!:))))
    PS Widzi Pani,zrobiłam spację po kropce.:)

  44. Aaa!!! Pani Małgosiu!!! Nie wiem co powiedzieć!!! Pani jest jak Dobra Wróżka!!! A nawet lepsza!!! Spotkanie było fantastyczne!!! A kiedy taksówkarz uwoził Pania w dal z powiewajaca wstażka, która wystawała z bagażnika (uśmialiśmy się serdecznie na ten widok), postanowiliśmy pójść razem na mszę do Dominikanów. I poszliśmy cała grupa Księgowych ;))))). Tak miło i jeżycko się czułam. Dziękuję za wszystko :DDDD!!!

  45. Dobry wieczór Pani Małgorzato!
    Dobry – bo właśnie dowiedziałam się o kolejnej Perełce – następnej części ! (chciałam trzy wykrzykniki postawić ale Łusia Pałys przestrzegała :))
    Pani Małgorzato całe świadome życie z Panią przeżyłam. Znam na pamięć każdą część cyklu, mój jedenastoletni syn uwielbia jak czytam kolejne części jeszcze raz i jeszcze raz i słucha z uśmiechem fragmenty, które dla niego wybieram.
    chciałabym podziękować osobiście za wszystko co Pni dla mnie zrobiła ale to bardzo prywatne wynurzenia – jeśli mogłabym wysłać maila tak bardziej prywatnie było by cudnie.

    Pozdrawiam jesiennie
    Kaśka T

  46. Pani Małgorzato
    Dziękujemy za spotkanie i krzepiące słowa jako dedykacje. Zuzanna (ta, która mdleje, jak główna bohaterka Feblika) w poniedziałek zamierza w szkole pochwalić się zdjęciem i wpisem do książki. Czekaliśmy na spotkanie z Panią, jak z kimś znajomym, ale dawno nie widzianym. Mamy nadzieję, że spotkanie z czytelniczkami zbytnio nie wyczerpało Pani, bo sądząc po kolejce zapewne szybko się nie skończyło. Pozdrowienia znad Brdy.

  47. Gdy dowiedziałam się że Pani Małgorzata pisze już 21 część ,,Jeżycjady” byłam w euforii.
    Właśnie dziś kupiłam ,,Feblik”. I.. Nadchodzi 22 część ,,Jeżycjady”! ,,Ciotka Zgryzotka”
    Czekam na nowe posty Pani Musierowicz.

  48. Zniknęłam na chwilę, nie wchodziłam, bo tu ciągle jakieś „spojlery” Feblika się pojawiały – i tyle teraz tutaj do nadrobienia! A ja tym razem chciałam czytać powoli, po kawałku, ciesząc się każdą stroną i tym, że mam jeszcze tyle do końca!
    I tak już się kilku rzeczy domyślam, ale nic, pssst, dzisiaj/jutro do tego dojdę! ;)
    DUA, właśnie o to chodzi, przewodnik po Jeżycach – propozycję trasy notuję, wrysowuję na plan Poznania i powoli kupuję bilety na grudzień! oby się udało!

    co do „Pana od muzyki” (Les choristes), tak troszkę spóźniona, chciałam dodać, że jest przepiękny! Zawsze mam nadzieję, że muzyką i dobrym sercem faktycznie da się tak wszystko naprawić.

  49. My już od 1,5 godziny w domu! Cudowne spotkanie. Dziękuję pani Małgosiu! I tylu miłych i dobrych ludzi – bardzo podnosi na duchu.
    Bardzo, bardzo miło mi było Was poznać, dziewczyny! Przepraszam, że tak umknęliśmy, ale zależało nam na wcześniejszym powrocie. I z tych emocji i gorąca zaczynała mnie dopadać migrena – poratowałam się środkami medycznymi i już lepiej.
    Gio – prześlę jutro te parę zdjęć, które zrobił mąż.
    Pozdrawiam!

  50. Przed chwilką skończyłam czytać „Feblik” i jak zawszę po Jeżycjadzie czuję, że wszystko się może zdarzyć ;) Książka była niesamowita pochłonęłam ją w dosłownie 2,5h, choć troszkę zabrakło mi jakiegoś większego rozwinięcia o losach Józka i Doroty (nie przepadam za Ignacym Grzegorzem Strybą). Mam nadzieję, że znajdzie się ono w „Ciotce-Zgryzotce”. Bardzo dziękuję, w imieniu swoim, mojej kuzynki, mamy, cioci oraz mojej polonistki za kolejne kontynuacje opowieści o życiu rodziny Borejków i nie tylko. Zosia

  51. Czy mozna bedzie przeczytac male sprawozdanie ze spotkania? Tak potrzebuje pozytywnych, serdecznych wiadomosci!

  52. Dzięki, Magda.leno, w istocie właśnie przypinam broszkę. Wyruszamy z naszego lasu o 11.15, żeby na pewno dotrzeć na czas przez te poznańskie korki.
    Właśnie czytałam złe wiadomości z Paryża. Cień padł na ten dzień słoneczny.
    Dobrze będzie zobaczyć Wasze miłe twarze. Atena ma rację.

    Sowo, no uprzedzałam, film przewidywalny. Nie wiedziałam – bo nie umiałam ocenić – że Hoffmann taki słaby pianista (bo że dyrygent- to zauważyłam). Ale czy zauważasz różnicę zasadniczą pomiędzy scenariuszem „Les choristes”, a tym? Musiałam o tym myśleć nocą. W tym pierwszym trwały pedagogiczne , a i głęboko ludzkie, zmagania o duszę dziecka. W tym drugim usiłowano zrobić z dziecka doskonały instrument sukcesu, pomijając przyczyny złych zachowań.
    Mam inne zdanie co do dobudówki do „Mesjasza”. To jednak jest coś innego niż wielkie Pożyczalstwo Haendla etc. Mój opór budzi fakt, że dzisiaj wolno naruszyć kompozycyjną integralność klasycznego arcydzieła muzycznego, i – jak pokazuje ten film – że może to zrobić praktycznie każdy nieudacznik. I to w imię płytkiego sukcesu, przekładalnego wszelako na pieniądze. To pycha! Nowobogacka pycha!
    Mimo to z pewną przyjemnością film obejrzałam, a raczej go wysłuchałam . Ślicznie śpiewali.

  53. Ci, którzy są w drodze, pewnie niecierpliwie liczą godziny i minuty. Ci, którzy już na miejscu, jedzą śniadanie i powoli szykują się do wyjścia, poprawiając fryzury, pisząc kartki z imionami, przygotowując aparaty i długopisy. Pani Małgosia przypina broszkę (bo cóż więcej trzeba) i też pewnie niebawem rusza.
    A cała reszta czeka niecierpliwie na Wasze sygnały (pisemne czy fotograficzne). Że będzie więcej niż miło, to pewne. Życzę Wam wszystkim radości z bycia razem, interesujących rozmów, błysków w oku (rozpoznania), uśmiechów, fluidów i w ogóle cudownego dnia!

  54. My idziemy dopiero o 12:00 na Rynek, ale ja mogę zejść i się poznamy!!! To już za 2 i pół godziny! Nie mogę się doczekać!
    Pani Małgosiu, Pani łaczy ludzi :)!

  55. Obejrzałam. Film słaby, niestety także pod względem aktorskiego warsztatu muzycznego. Miażdżąca krytyka mi się ciśnie na usta, ale się powstrzymam, bo mi się łezka w oku zakręciła na „Ceremony of Carols” Brittena. Wspomniałam czasy licealnego chóru, zawsze bardzo lubiłam Brittena. Hofmann – kiepski pianista i dyrygent, w tym aspekcie aktorska cepelia. Nowy głosik do Haendla nie wnosi żadnej nowej wartości (poza wysokim „d”). Mimo to, nie oburzę się na sam pomysł dokompozycji, bo musiałabym się też oburzyć na samego Wielkiego Pożyczalskiego Haendla, na Bacha za kontrafaktury, na Gounoda za „Ave Maria” i na Garbarka za „Officium”. To po prostu kwestia jakości. Pomysł też, w swej istocie bardzo amerykański (będziemy najlepsi na świecie), ma coś w sobie z ducha baroku: kupić sobie publiczność możliwie najwyższym dźwiękiem.

    B. Flies sięga ledwie średniowysokiego „f”, ale istnieje też wersja niższa, w D-dur (sięgająca zaledwie „d”), i oczywiście to ją nuci cichutko Tygrysek.

    Dobranoc.

  56. Babciu Gasko, zrobilam sobie kawy w kubku z Klapouchym, zasiadlam i co moje oczy widza ( zaraz ci przesle zdjecie).
    Ech, pozostaje mi cieszyc sie waszym szczesciem.
    Sowo P. dziekuje za kolysanki, piekne sa.
    Mamo Isi I Isiu, a dziewczatka tez beda?
    Dobrze, ze tyle jest dobrych ludzi i ksiazek na tym okrutnym swiecie.

  57. O, Sowo, miła kołysanka. Piękny głos ma Mirella Freni, ciepły i bogaty, słodki. Mocny! Jej wysokie „C” z pewnością poderwie dziecinę na baczność, miast uśpić.
    W komentarzach sprostowanie: ktoś wspomina Fliesa. A wręcz Fliessa.
    Ja też myślę, że to nie Mozart. Serce mi to mówi.
    Ululana do snu, odchodzę, mrucząc.
    Dobranoc!

  58. Pewnie, Sowo.
    Ech, muzyczne dzieci! Te dopiero mają dobrze.

    MadziuZ.! Spać, biedaczku, spać!
    Poznań przy Lublinie i tak wysiada.

    Agnieszko (wiad.pryw.), czy aby na pewno chciałabyś przeczytać powieść o rodzinie alkoholików i jej problemach? I czy koniecznie – mojego pióra?
    Dobrze jest pamiętać, co to właściwie znaczy: gatunek literacki, co to jest – konwencja. Widzisz, pisarz powinien obierać taki gatunek i taką konwencję, którym w pełni podoła. A czytelnik niezadowolony zawsze może kupić sobie inną książkę, lub wręcz napisać sobie sam, co tylko zechce.

  59. No właśnie, w końcu mamy w Polsce taką wielkoeuropejsko-chińską budowę, że kiedyś wreszcie te autostrady pokończą. Tymczasem DUA w ogrodzie wszystkie liście wygrabi i w końcu ruszy w trasę.
    Dziecię śpi, zasiadam do Hoffmana (lekko zniechęcona już na wstępie).

    A na dobranoc posłuchajcie sobie „Kołysanki” Bernharda Fliesa. Taka ładna, że Mądre Głowy długie lata przypisywały ją Mozartowi (KV 350). Ale to nie Mozart, a co do Fliesa też są wątpliwości, bo już mówią, że to niejaki Fleichmann. Na YT najładniejsza wersja włoska („Dorme mio dolce tesor”). Dedykuję ją wszystkim Księgowym Skarbom. Laura oczywiście już od dawna śpiewa ją do snu swojemu Tygrysiątku, prawda DUA?

    Mirella Freni – „Ninna nanna” Mozart.

  60. Dobry wieczór. Veni, vidi… Dotarłam na Dąbrowskiego i Roosvelta, a potem sobie niezobowiązująco skręciłam i nieoczekiwanie znalazłam się przed Operą, poszłam dalej i był Empik na pl. Wolności. Nogi mnie same niosły. Zdawało mi się , że sporo punktów strategicznych za mną, więc udałam się na rynek Starego Miasta i postanowiłam wracać. I wtedy się zgubiłam. Dość powiedzieć, że dotarcie do punktów s. zajęło mi niecałą godzinkę, droga powrotna dwa razy tyle. Teraz po 10 godzinach w busie i pociągu oraz 3 godzinach energicznego marszu (nie wiem jak udało mi się znaleźć tak okrężną trasę) czuję się nieco zmęczona, ale nie – rozczarowana. Podoba mi się Poznań. :)

  61. Babciu Gąsko, z broszką przynajmniej widzę jakieś rozwiązanie.
    Co do reszty – spoko. Jakoś się przecież kiedyś zobaczymy!

  62. Och, och, i ja nie mogę być. Smutek Kłapouchego. Ale ściskam DUA i wszystkich tych, których poznałam osobiście, jak i tych znanych tylko wirtualnie.Cmok- b.g.
    PS. I jeszcze szafirowo-szafirowa. My favourite colour. My favourite size….

  63. Żartuję, Patrycjo, żartuję. Chciałam pocieszyć oddalonego Wójta Wiewiórkę.
    Będzie na pewno świetnie, już się cieszę na spotkanie z Wami!

  64. SowoP, a więc wolno.
    Dopisywał dyrygent i kierownik chóru (Hoffmann), pianista, któremu w młodości powiedziano, że nie ma talentu.
    Taka mała wpadeczka scenariuszowa.

  65. Ależ Pani Małgosiu, dlaczego ma nie być przemiłe?
    Kapucynko, ja mieszkam w pokoju nr 3. Mimo że jestem nieśmiała na pierwszych spotkaniach, to tak miło będzie Was zobaczyć!

  66. Ach! A to piękne, Beato warszawska! Świetna obserwacja. Mam często takie uczucie (przy książkach Ellis Peters na przykład).
    Dziękuję za te serdeczne słowa i równie serdecznie pozdrawiam!

    Mamo Isi, doskonale. Trasa właściwa. Stań przed Operą z zielonym Pegazem po lewej, rusz przed siebie i niebawem będziesz przed właściwym Empikiem przy Pl. Wolności (róg Ratajczaka). Ellis zabieram.

    Kingo, wtedy, gdym ja tam czytywała, rurociągu jeszcze nie położyli. W istocie, jest szpetny.

  67. Kochana, kochana Pani Małgosiu!
    Przepraszam za tak śmiałą odzywkę, ale kocham i wielbię Pani książki od lat niemal 40!
    Jestem rówieśnicą Idy, też mi się późne dziecię trafiło z innym mężem, po dwójce cór dorosłych niemal, jak Gabrysi…. tak bardzo czuję się z nimi wszystkimi związana… a jeszcze, okazuje się – archeologię Polski studiowałam jak „tutejsza” Mama Isi (choć ja w Warszawie, nie Poznaniu…)
    Wszystkie moje dzieci też Jeżycjadę czytują, teraz się kolejka po „Feblika” ustawia…a w bibliotece nie do dostania, jeno na zapisy – czytanie symultaniczne nie wchodzi w grę!
    BARDZO BARDZO BARDZO DZIĘKUJĘ PANI za wszystkie przemiłe chwile przy Pani książkach.
    I jeszcze – rzecz znaleziona w internecie, a sprawdzająca się przy wszystkich pozycjach Jeżycjady bez wyjątku:
    „Problem z dobrą książką polega na tym,
    że chcesz skończyć ją czytać,
    ale
    nie chcesz skończyć jej czytać…”
    Pozdrawiam z Warszawy, żałując gorąco, że nie mogę być w Poznaniu….

  68. Żebyż to tylko amerykańska dusza poczynała sobie z dużą swobodą z arcydziełami, to bym to jakoś zniosła, bo amerykańskich dzieł nie oglądam;) Ale ostatniemi czasy dusze wszystkich krajów hulają z arcydziełami mniemając (jakże niesłusznie), że piekła nie ma.

  69. Bardzo dziękuję za ekspresową odpowiedź :)

    Spodziewałam się, że domek jest tylko w Pani wyobraźni, bo żadne rzeczywiste miejsce nie było tak do końca zgodne z opisem. Teraz sprawa wyjaśniona :) Grudzieniec jest ślepy, zgadza się. Pewnie lubiłabym tamtędy spacerować (uwielbiam dźwięk przyjeżdżających pociągów), gdyby nie ten ogromny rurociąg, który psuje cały krajobraz.

    Pozdrawiam jeszcze raz :)

  70. Wolno. Tak samo, jak wolno było dobudować barokową kaplicę do gotyckiego kościoła. Zasadne pytanie jest tylko jedno: czy to udana dobudówka. Się posłucha i się oceni.

  71. Mówię nasze kolejarskie tak, oczywiście;) I bardzo, bardzo dziękuję:) A korzystając z okazji oddam poprzednie, wyczytane do ostatniej literki Ellis.
    Dojeżdżamy o 10.27, więc pójdziemy z Isią koło pomnika Mickiewicza, potem Teatralką (żeby wejść w jeżycjadową atmosferę) i dopiero zakręcimy na prawo i podrepcemy w stronę Ratajczaka.

  72. Mogę, ewentualnie, nie zazdrościć, ale i tak nie będzie mi wesoło. A może jednak wynajmę jakiś helikopter? :)

  73. „Les choristes” jedyny i niepowtarzalny, drugiego takiego nie będzie. Ale ze względu na Hoffmana muszę obejrzeć, bo lubię go bardzo.

  74. Oj, rację ma Kamila, przyspieszenie jest zawrotne!

    Kingo, domek Agi wymyśliłam od zera. Ale uliczka koło torów, za wiaduktem a koło nasypu, to chyba faktycznie Grudzieniec, jeśli dobrze pamiętam. Lubiłam tamtędy spacerować z wózkiem niemowlęcym oraz lekturą. Szło się bezpiecznie, bo uliczka chyba ślepa. Można się było zaczytać.

  75. A ja właśnie obejrzałam. Intryga przewidywalna, ale jak te chłopaczki cudownie śpiewają!
    Koniecznie mi napisz, czy wolno dopisywać nową partię solową do „Mesjasza”, bo się zbulwersowałam. Dodajmy, że rzecz dzieje się w NY.
    („Les choristes” oczywiście dał natchnienie amerykańskiej duszy, która dość swobodnie poczyna sobie z dziełami oraz arcydziełami).

  76. I ja zazdroszczę wszystkim, którzy będą jutro w Poznaniu, na tym przemiłym spotkaniu. Niestety, z różnych względów, nie uda mi się dojechać. Ale będę w nim uczestniczyła mentalnie oraz uczuciowo i łączyła się fluidowo. Letko mi na sercu, jednakowoż, nie będzie, oj nie.

  77. „Boychoir”, mówi Pani? Zaraz dziecię idzie spać, to popatrzę. Do tej pory moim ulubionym filmem w tym „gatunku” był „Les choristes” Barratiera.

    Paisiello – poznałam parę lat temu włoskiego profesora, który poświęcił całą swoją karierę naukową rozpowszchnianiu spuścizny tego kompozytora. Z powodzeniem! Za niedługo świat odda sprawiedliwość Paisiellemu, zobaczycie.

  78. Zuziu, może to i lepiej, że „problemy współczesnego świata” omawiacie w telegraficznym skrócie (to tempo!). Niestety, od czasu nietrafionego proroctwa o końcu historii, ta ostatnia postanowiła gwałtownie przyspieszyć… Zresztą, od polityki chyba i tak chyba nie ma ucieczki (nawet w domu, jak nasz, bez telewizora). Błogosławionego spotkania dla Was Wszystkich :)

  79. Pani Małgosiu,
    przeczytałam „Feblika” , szalenie mi się podobał. Mieszkam na Jeżycach i zawsze szukam śladów Jeżycjady na planie miasta. W związku z tym mam pytanie: gdzie znajduje się domek Agi? Wiem tyle, że w okolicy wiaduktu przy ul. Kościelnej – czy to będzie Jeżycka, czy może raczej Grudzieniec?

    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru :)

  80. Celestyno, szkoda, że Ciebie tam nie będzie, ale zrobię, co będę mogła w kwestii czajenia się za winklem;)

  81. Tak, tak! Broszke koniecznie chce zobaczyc, szafirowo-zielona.
    Ostatnio broszki, szczesliwie, wracaja do lask.

  82. Patrycjo! Nie wiem czy zobaczysz mój wpis, bo możesz nie mieć Wi-Fi w tym akademiku, ale zajmuję pokój nr 40 na 2. piętrze! Ja jestem ta wysoka szatynka z warkoczem i okularami :).

  83. Hihi, przeczytałam wpis DUA i najpierw pomyślałam w stylu Łusi, że SowieP miałby się spodobać Dustin Hoffmann, a to jednak film z piękną muzyką, jak się zaraz dowiedziałam.

  84. Dobry wieczór! Dobrej drogi wszystkim zmierzającym do DUY, do Poznania. Będę Wam przesyłać fluidy, stawić się nie mogę i bardzo mi z tego względu smutno! Tak jak Celestyna liczę po cichu na relację i fotoreportażyk. Ze zdjęciem broszki koniecznie! :D

  85. O matko, alez Wam zazdroszcze jutrzejszego spotkania. Mamo Isi, ja tez chce!
    Robcie zdjecia, nie zwazajac na protesty naszej Ukochanej (ukradkiem, zza winkla), musze chociaz jakas namiastke tu zobaczyc z wydarzenia.

  86. O, rety, rety!!!
    Co to się wyrabia.
    Mamo Isi, naprawdę przyjeżdżacie znad morza?!
    Cieszę się bardzo!

    Jaśku, przyklej karteczkę.To pomysł dla wszystkich.

    Kiko, dziękuję za miły wpis. Marto, i Tobie także!
    Z ta zgryzotką jeszcze różnie być może.

    SowoP, oglądam właśnie film w sieci. „Boychoir” z Dustinem Hoffmannem. Myślę, że spodobałby Ci się, dużo pięknej muzyki w doskonałym wykonaniu. Interesujące technicznie próby chóru.

  87. Jutro jestem!! Pani Małgosiu, „Feblik” fenomenalny! Moim zdaniem czuć w nim tą specyficzną atmosferę „starej” Jeżycjady. Pozostaje mi cierpliwie czekać na kolejną część, a tymczasem jutro już po raz trzeci stanę w tej długiej niczym boa dusiciel kolejce, żeby zamienić z Panią choć słówko :) Ściskam serdecznie i do zobaczenia!

  88. No proszę, widzę bardzo ciekawe pomysł Zuzi12, ale nie chce go kraść więc gdyby ktoś był mnie ciekawy to jestem niewysokim, czarnowłosym okularnikiem B) Pozdrawiam wszystkich cieplutko i do zobaczenia na spotkaniu!

  89. My też jedziemy! Wahało się, wahało, aż wahnęło w słuszną stronę;) Jutro bladym świtem Isia i ja wyruszamy do Poznania! Z atrakcji podróżnych ma wystąpić huragan o wdzięcznym imieniu Abigail;)
    Ostatni raz w Poznaniu byłam w czasach, kiedy tamże studiowałam archeologię Polski, czyli w roku Pańskim 1972. Sądząc z opisów miasta w Jeżycjadzie – Poznań jest teraz nie do poznania, ale tuszę, że jakoś dobrniemy do ulicy Ratajczaka na azymut. Ahoj, przygodo!

  90. Dzień dobry!
    Kamilo,dojdą.Pod koniec podręcznika będzie już Kościuszko,a ja(jestem w szóstej klasie)mam już o międzywojniu(dopiero listopad,a było już powstanie styczniowe,listopadowe itd.).To idzie szybko!Przeglądałam mój podręcznik,ostatni dział jest o (bodajże) problemach współczesnego świata.

    Och,zazdroszczę Patrycji.Ja wyruszam jutro z rana,również pociągiem.Jakie to będzie przyjemne,jechać zobaczyć Panią Małgorzatę,księgowych i rzesze ludzi,który uradowani przybędą na to spotkanie.Wspaniały widok!A żadnej broszki Pani mieć nie musi!!

    Kapucynko,jak ty,to i ja.Nakleję sobie tę kartkę!:))))

  91. Jeśli można byłoby przenieść się choć na kilka godzin do Poznania, to już szykowalabym się do odlotu :)
    Życzę Wam udanego spotkania i wielu pozytywnych emocji, o których może nam opowiecie !

  92. Dziękuje za kolejną pochłaniającą pełną życia i miłości książkę o poznańskich Borejkach i ich potomstwie. Każdą książkę pochłaniam wręcz- Feblik, jak go dorwałam to nie mogłam się od niego odkleić;) i jak zwykle kończąc ostatnie słowa opowieści żałuje, że tak szybko przeczytałam i tęsknię za kolejną;)
    Miło jest rosnąć razem z rodem Borejków, poczynając od Tunia, Munia i Rzodkiewki;)
    Tak już czytam chyba od dobrych myślę dwudziestu prawie lat, tyle już będzie, a mam ich dopiero 28;) i cieszę się na kolejną już książkę z serii Jeżycjady. Tyle wyobraźni wyzwala!
    Teraz będę mieć zgryzotkę i będę się zastanawiać, czy dobrze domyślam się, o jakiej to Ciotce Zgryzotce może być:)

  93. Dorosną, dorosną.:)

    Kamilko, jak miło. Dzięki!
    Ach, a więc mówisz, że nie dojdą do współczesnej polityki? (bo czymże innym jest szkolna historia, jeśli nie opowieścią o polityce na przestrzeni dziejów i jej przemożnym wpływie na wszystko). Trudno żałować.

    Pamiętam, jak kiedyś usiłowałam wytłumaczyć młodszej córce (w liceum) skład Sejmu w międzywojniu i rozgryźć wraz z nią łamigłówki ówczesnej polityki i ówczesnych sporów. Były to lata 90te i pomyślałam, że kiedy uczniowie dojdą w edukacji do naszych czasów, to to będzie nie do wytłumaczenia.

  94. Martwię się o Magdusię i Marysię. Wiem, że jeszcze dorosną, ale zdaje mi się, że teraz Marysi tak jakby brakuje przyzwoitości (to pisanie maili w imieniu siostry), a Magdusia zdaje się wcale się nie uczy (znowu ten poprzedni chłopak!). Chciałabym wszystkiego dobrego dla wnuczek Dmuchawca i córek Kreski, ale jestem na nie zła.

  95. Kochana Pani Małgosiu, co do historii współczesnej, którą ogarnąć muszą nasze dzieci – oby „doszli” do niej w szkole, bo moja jedenastoletnia latorośl (piąta klasa) ostatnio pisała sprawdzian z Polski pierwszych Piastów. Innymi słowy, nie wiem, czy „dojdą” w szkole do współczesności. Ale od czego jest edukacja domowa :) W ramach tejże czytam z Alicją „Żabę”, która dzieje się w roku, w którym urodziłam Alicję (wszystkie tomy poprzedzające „Żabę” przeczytałyśmy wspólnie oczywiście). Pamiętam Tego 1 maja 2004 (jeszcze z Alą w brzuchu, całkiem jak Róża, której jestem rówieśniczką :) ). Jest Pani wspaniała dokonując zapisu współczesności w swoich książkach. DZIĘKUJEMY! Mam nadzieję, że kiedyś dane mi będzie dotrzeć na spotkanie z Panią! Pozdrowienia dla wszystkich podążających tam – pięknego spotkania i spokojnej drogi :)

  96. Dziekuje za przypomnienie poruszajacych i pieknych utworow Wierzynskiego i Norwida. Pamietam, ze wtedy, w kwietniu 2010, slowa Norwida zrobily na mnie ogromne wrazenie…

    Ale, rozumiem Cie… Tez bardzo chetnie bym sie znalazla jutro w Poznaniu.
    Prosimy choc o kilka zdjec!

    Bede z Wami myslami.

  97. Poranne słuchanie , SowoP. I taki komentarz, z którym się zgadzam: Paisiello, injustamente olvidado. Berganza siempre perfecta.
    Sama słodycz i urok, złocista elegancja.

  98. Patrycjo, rob zdjecia, selfie, a potem nadeslij Admince:) Moze cos nam (nieobecnym na spotkaniu) tutaj z tego skapnie. Mam nadzieje na mily fotoreportaz:)

  99. Damy i mamie szansę, Anko.
    Myślę, że tata Agnieszki jest miłym człowiekiem. To on został skrzywdzony, a jednak wybacza i nie żywi urazy. Widuje się z córką!
    Dziękuję za ten punkt widzenia.

    Patrycjo, o rany, muszę chyba przypiąć dwie broszki, żeby jakoś Ci wynagrodzić tę poranną pobudkę i daleką drogę!
    Do zobaczenia jutro!

    Ateno, tak, dzisiaj on udowadnia, gdyby ktoś w to wątpił, że i Norwid był wieszczem.

  100. Tak mi się podobają nieustanne kąpiele Agnieszki. Czy jej siostra może okazać się nie aż tak bardzo okropna? Zdaje mi się, że jeśli chodzi o mamę, nie ma na to za wielkich szans. Kto był miłym dorosłym w życiu Agnieszki? Może babcia albo jej tata? Ona jest taka miła, normalna i porządna, że chyba ktoś taki musiał być.

  101. Ach! Ja już w pociągu! Do zobaczenia Pani Małgosiu! Do jutra!
    Co do zdjęć- dla mnie są one bardzo ważne. Ale nie zmuszam.
    Kapucynko, rzeczywiście możemy się zobaczyć. Jakby co, to jestem wysoką nastolatką z krótkimi blond włosami. :)))

  102. Alez ten wiersz mocno mnie poruszyl dzisiaj.
    Bede o was myslala w sobote, Ludu.
    Czyli broszka nie bedzie tez w kolorach ziemi, hy hy.

  103. Buczyno, masz oczywiście rację. Jeśli chodzi o mnie, w swoim komentarzu odniosłam się wyłącznie do trudności wewnętrznych (charakterologicznych) niektórych osób, mogących im utrudniać znoszenie codzienności z podniesionym czołem. Nie uważam natomiast, by mieli obiektywnie trudniejsze okoliczności życia niż inni.

    Na dobranoc:

    Giovanni Paisiello – Cavatina „Il mio ben” z opery „Nina, pazza per amore”.
    Teresa Berganza.

  104. szeptem dodam jeszcze, że wiersz Goszczyńskiego upodobała sobie mazowiecka chorągiew harcerek, pięknie go śpiewają :)
    A co do spotkania, niech Wam się pięknie uda, my jutro ruszamy na niespodziewaną wyprawę do Torunia, ale do Poznania już raczej nie dotrzemy…
    Wciąż zbieram się żeby spisać wrażenia pofeblikowe, ale jeszcze muszą we mnie dojrzeć :)
    Jedna uwaga, która nasunęła mi się po przeczytaniu komentarzy – rozumiem, że sytuacja rodzinna Agi i Doroty jest wyraźnie inna, ale Dorota miałaby powody żeby mieć trudny start, poczucie odrzucenia, żal do świata. To charakterystyczne jak łatwo wydaje się nam czasami, że ktoś, kto okazuje niezmierzoną pogodę ducha, równowagę i konstruktywne podejście do życia, na pewno nie doświadczył trudów, rozczarowań i „ma łatwiej”. A przecież i Dorota i Agnieszka doświadczyły trudności i obie sobie z nimi nauczyły radzić – każda na swój sposób.

  105. O, to już będę wiedziała i zaznaczała, jak należy. Dziękuję.
    (Poprzednio to było słówko „prywatnie” w trójkątnych nawiasach. Wobec tego tych nawiasów lepiej nie używać).
    No, czas się wyspać, przed długą podróżą.
    Dobranoc i – do zobaczenia. :)

  106. DUA, nic tylko słuchać jak Pani opowiada (w „Febliku” via Agnieszka) o kolorach!
    P.S. Accordingly: „(…) Przedstawiał krajobraz wypełniony wielkim mnóstwem zboża i chociaż nie był on jakoś odkrywczy ani nawet biegle namalowany, to przecież jego barwy – swobodnie kładzione ugry, brązy i żółcie, oraz tu i ówdzie błysk bieli cynkowej – znakomicie współgrały z beżem jesionowych mebli, piaskowego sztruksu na kanapie, z wesołą gromadą poduszek o kolorach maków i słoneczników, a także z rudymi zasłonami na oknach.”. Ole!

  107. Co tam Piemont pani Malgosiu, w porownaniu do spotkania z Pania i innymi Ksiegowymi Piemont sie nie liczy.
    Chlip, chlip…

  108. Za to widzisz Piemont, Ale!:)

    Duśko, nie, wdzięczna kompozycja szafirowo-granatowa (to nie są organiczne odcienie).

    Madziu, o, jak tak zastrzeżesz, słownie, to widać. Zaznaczenia poprzedniego – nie widać.

  109. Dobry wieczor.
    Jejku jak ja Wam wszystkim tego spotkania zazdroszcze. A tu czlowiek na obczyznie nawet „Feblika” jeszcze nie ma…:-(

  110. Ma Pani rację z żarówką. Oj, długo ta historia działała mi na wyobraźnię :) „usta przecież są rozciągliwe!”

  111. Madziu, nie, nie zaznaczyłaś, ale wycofałam. Jak wola!:)
    Trzy lata? Ho-ho! Mogło się zmienić to i owo.

    Duśko, na sobotę odmieniam kolorek Specjalnej Broszki. Mam ich kilka!

  112. Sowo P., przebóg, nie zauważyłam pifferi! A wysłuchałam Niny najpierw w wykonaniu Ameling, a potem Pavarottiego. W wiki piszą, że piffaro is a descendant of the Medieval shawm and belongs to the family of the bombarde. Bombarda! To ci dopiero;) Jakie to mam braki w wykształceniu; zawsze sądziłam, że to słowo dotyczy jeno dziedziny artyleryjskiej.

  113. PS. E, wiem , że nie reportaż , ale wyobraźnia płata mi figle. Zresztą już się nie boję, odkąd wyrzuciłam to z siebie.

  114. DUA, jasne! Ja za Panią wszędzie (niech tylko Róża podrośnie!!):). Co do specjalnej broszki, to wiem, że Pani taką ma;). Dostrzegło się ją parę latek temu we Wrocku:).

  115. Ojej, ale tamta wiadomość miała być prywatna. (zaznaczyłam!)
    Nie wiem , jak Poznań (nie widziałam), ale Pani mnie nie rozczaruje – przez trzy lata chyba się tak wiele nie zmieniło (Wrocław, Targi Dobrej Książki).
    Zresztą Lublin też jest daleko, a i stamtąd ktoś ponoć przyjedzie.
    Pozdrawiam.

  116. EwoR, co do pomysłów Twojej siedmiolatki: nie czytaj jej „Języka Trolli”, skoro tak łatwo przejmuje awanturnicze idee. Wiesz: żarówka.

  117. Chyba każdy kto wyrusza na spotkanie do Poznania powinien napisać sobie na czole swoją nazwę z KG.Wtedy każdy każdego pozna.
    Jestem ogromnie wszystkich ciekawa!

  118. Zemdlałam. Magda Z jedzie z Kresów nieomal!
    Przebóg!
    Może Poznań Cię nie rozczaruje, bo ja chyba tak. Muszę chociaż jakąś Specjalną Broszkę przypiąć, żebym była mniej zwyczajna.
    Aha, nie bój się, pod Rondem już nie biją. To zresztą była tylko powieść, nie reportaż.

    Kapucynko (wiad.pryw.), ależ zabierz co tylko chcesz i lubisz. Zdjęcia? Jestem na ogół przeciw. Na zdjęciach wychodzi jakaś obca kobita.

  119. Dobry wieczór, DUA, na pocieszenie, że nie mogę przyjechać do Poznania w najbliższą sobotę, zaopatrzyłam się w nowe wydanie „Srebrnego dzwoneczka”:). Piękne! Piękna współpraca Mamy (śliczne rysunki, cudne kolory) i Córki (śliczna historia)!

  120. A bo też te moje słuchanki ostatnio o strasznie późnych porach wysyłam. To dlatego, że mi się dziecię zbisurmaniło i bardzo późno chodzi spać. Ale jeszcze się poprawimy.

    Mamo Isi, czy zauważyłaś pifferi w arii Pergolesiego? Lubię taką retoryczną zgodność: gdy chcemy kogoś ukołysać do snu, to sięgamy po harfę Orfeusza, a jak kogoś trzeba zerwać z łoża boleści, to dmiemy w szałamaje, bijemy w talerze i kotły. Taki zespół zaraz umarłych stawia na nogi.

  121. Ja też z reguły nie czytuję poezji, Zuziu, ale jak już dorwę to mnie wciaga ;). Ale muzykę klasyczna to ostatnio słucham do nauki. Tchnie spokojem i harmonia.

    Już jutro z rana ruszam do Poznania!!! Nie mogę się doczekać! A co do Twojego, Patrycjo, wpisu sprzed dwóch (bodajże) dni, to może my się spotkamy, bo przecież śpimy w tym samym akademiku!!!

  122. Zuziu, a brat młodszy jest, czy starszy od Ciebie? I czy też taki miły, jak Ty?

    Dobry wieczór, Afrykandru. Ano, fluidy aż furczą.

  123. Dobry wieczór!
    Wczoraj brat podszedł do mnie,akurat wtedy gdy czytałam wpisy.Spoglądał mi przez ramię i kiedy chciałam przesunąć do góry,to kazał mi tego nie robić,bo (tu cytuję) :”Strasznie ciekawe rzeczy tu piszą.”Był to wpis,w którym Pani Małgosia pisała o muzyce klasycznej,była to odpowiedź na wpis Patrycji F.

    Patrycjo!Ja z tą muzyką klasyczną i poezją mam podobnie,nikt mi nie przekazał nawyku słuchania takich melodii i czytania poezji.Mimo to lubię i z chęcią czytałam wiersze poranne i te (niektóre) w podręczniku szkolnym.
    Uff,ulżyło mi.Już myślałam,że jestem w KG jedyna,która nie miała takiego przyzwyczajenia w genach.:)
    Pozdrawiam Cię i wszystkich innych też!:)

    PS Jutro mamy akademię na 11 listopada,mówię wiersz i jestem wdową,która protestuję przeciw wyruszeniu syna na wojnę.Dzisiaj przyszła babcia i wspólnie z mamą robiłyśmy mi kreację z chust,starych sukienek i kapeluszy.Efekt jest zadowalający!:)

  124. DUA, od paru tygodni chodzi za mną urocze słowo „wilegiatura” i żal, że zanikło. A tu biorę ci ja „F” do ręki i cóż widzą oczy moje?! („Cóż one widzą?”)
    Fluid, fluid że hej.
    Ponadto melduję, że nadal przebywam w odmiennej czasoprzestrzeni. Może w grudniu mi się poprawi.

  125. I jeszcze słówko do Kamili: dziękuję!
    Ale myślę też o tym, co uderzyło mnie w przypadku naszych dzieci: ILEŻ oni mają historii współczesnej do opanowania w szkole! O kilkadziesiąt lat więcej niż my!!!! I jaka to zawiła historia!

    Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę!

  126. Jas, szóstkowe wpisy archiwalne (swoją drogą, co za fluid, właśnie je przeglądaliśmy, szukając czegoś!) mamy zapisane, ale lękamy się je zamieścić bez sprawdzenia, bo poprzez archiwum właśnie wdarli nam się ostatnio hakerzy, wskutek czego cała strona znikła. Na szczęście wszystko archiwizujemy, a Adminki w pół godziny dały odpór pragnieniom hakerów. I strona działa na nowo. Najpierw jednak musimy dać do sprawdzenia wszystkie dawne materiały, niechby fachowiec zobaczył, gdzie tam jest owa „dziurka” w zabezpieczeniach. Pomalutku.
    Celestyna prosiła o Norwida i oto go wyszukaliśmy: 11 kwietnia 2010

    „— Nieraz śmierć robi tyle, co żywot, a życie
    Śmierci się równa!…nieraz dnia jednego wątek,
    Za lat sto lub na sto lat pracując, zawiera
    Pierwociny ogromnych na świecie wydarzeń…”

    („Kleopatra i Cezar”)

  127. Gratuluję wydania kolejnej książki. Dobrze jest jednak znać język polski, nie trzeba czekać na tłumaczenia. Wiem, że dostanę pod choinkę „Hobbita” w oryginale, będę miała zajęcie do końca życia.

  128. Dobry wieczór,
    chciałam zapytać, czy będzie można jeszcze przeczytać wpisy archiwalne. Nie przeczytałam wszystkich i brakuje mi tamtych wierszy.

  129. Mam, wreszcie mam „Feblika”! Hurrra! (dziki taniec radości) Już się zabieram do czytania. Nawet obiadu nie odgrzewam, tylko wącham i macam książeczkę. Taka śliczna, błyszcząca okładka. I pachnie cudownie. A zawartość! To dopiero będzie uczta. Ach! tyle szczęścia jednego wieczoru. :D

  130. Pani Małgosiu, zaczęłam kilka dni temu czytać młodszej siostrze (7 lat) „Małomównego i rodzinę”. Uprzejmie donoszę, że żąda pod choinkę prezentu w postaci kurczaka! I koniecznie chce mnie uszczęśliwić tygrysem na ścianie mojego pokoju.
    Przy okazji z „Małomównym” sama kwiczę ze śmiechu, choć czytam go już chyba z trzeci raz ;)

  131. Wiersz Wierzynskiego jak najbardziej tu pasuje.
    Wielu udanych pomysłów na „Ciotke Zgryzotke” życzę Autorce!
    Usciski dla Dua i KG.

  132. Dziękuję Justysi, mojej imienniczce. Mój Synek napewno będzie sie tu czuł wśród bratnich dusz, jak jego mama :)
    Kris, co do czytania Jezycjady w stanie błogosławionym, to mam już pewne doświadczenie. W pierwszych miesiącach, przy dokuczliwych mdlosciach, odswiezylam sobie prawie cały księgozbiór.
    Chciałam tez za to bardzo podziękować Pani Małgosi.

  133. Cieszę się, że Pani się cieszy z tych wydłubanych rodzynek.
    Chciałabym zamieścić jeszcze malutką korektę. Po zdaniu „Ciekawe, ile osób…” powinien być znak zapytania.
    Pozdrawiam serdecznie Panią i cały Lud Księgi!

  134. Celestyno, Twoje „paczki z roza” odgadłam od razu, a wcześniejszy wpis Beaty V. – „paczki z różą” odebrałam jako krzaki róż w paczkach. Dopiero gdy zobaczyłam Twój wpis, wszystko okazało się jasne.

    U nas pączków z różą w bród, bo i polskich cukierni tu nie brakuje. Smakują identycznie jak w Polsce. Są też tzw. „Polish style donuts” w kanadyjskich sklepach, ale to już nie to samo.

    Pozdrawiam słodko.

  135. Moja siostra kupiła ” Idę sierpniowa” w nowym wydaniu , a stara dała mi. Więc mam więcej ksiażek ” Jeżycjady”.:):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D;)

  136. Kochana DUA, czytam Panią od początku lat dziewięćdziesiątych i od tamtego czasu to czuję, że jest z Pani książkami tak, jak w tym wierszu Wierzyńskiego :) Mam dziś taką refleksję – nasza młodzież – uwikłana w całą tę mimikrę pięknie opisaną w Febliku, gimnazja, „fajność”, bylejakość – eh zazdroszczę im tylko jednego. Kiedy ja miałam dziewięć lat, w bibliotece czekała na mnie pierwsza szóstka Jeżycjady, a moja współczesna odpowiedniczka (tudzież moja jedenastoletnia córka) ma przed sobą całe dwadzieścia jeden tomów tego lepszego i piękniejszego świata. Dziękuję w swoim i jej imieniu :)

  137. Kazimierz Wierzyński

    PO CO PISZĘ

    Aby coś okazało się piękne,
    Stało się faktem i nie dało się cofnąć,
    Aby odtąd trwało niedosięgłe dla nikczemności,
    Aby przy nim bezsilna była nienawiść i przemoc,
    Aby choć taka wolność miała gdzieś swoje azylum
    A wszechpotęga zła choć taki opór przeciwko sobie –
    Po to piszę i gdybym nie był pewny, że mam rację
    Nie wiedziałbym po co istnieję.

    ( z tomu „Siedem podków”, Nowy Jork 1954)

  138. Pani Malgorzato kochana, ja rozumiem ze mialyscie absolutne prawo odczytac te „paczki z roza” po ogrodniczemu. Pisalam jednak o malzonku, ktory bardzo je lubi i zada sobie ich dowozenia z Polski.
    No, wszystko wszystkim, ale zeby mezczyznie kwiaty w paczkach wozic, zza granicy?? Nie, to bylaby zdecydowana przesada:))

    Pieknego popoludnia zycze!

  139. Aaa, Isiu! Dziękuję bardzo, kochana Ptaszyno. Jak to miło – widzieć, że wydłubano wszystkie rodzynki z tego ciasta. Specjalnie tam poukrywane.
    Miła ta zabawa w ciuciubabkę!
    A wiersz Wierzyńskiego zaraz tu wpiszę, także jako odpowiedź dla Marysi, „co o list pytała i w nocy go wpisała”. Nie zaznaczyłaś, co prawda, Marysiu, że list ma być prywatny, ale zakładam, że się nie rozmyśliłaś i że ma być tylko dla mnie. Dziękuję więc za niego, a przy okazji potwierdzam z całą powagą, że tak, że wierzę w to, co piszę, piszę bowiem z przekonaniem. I inaczej bym nie mogła oraz nawet nie umiała.

  140. Kochana Pani Małgorzato! Uparłam się znaleźć chwilę na napisanie i znalazłam.
    Dziękuję za tyle śmiechu. Za „okrężną drogę” oględnej Idy ze s. 199, przy której omal nie pękłam, za łapanie odyńca. Za „pospieszyła do mnie z pieprzniczką” powiedziane z idealną dykcją prawdziwego oratora. Ciekawe, ile osób w tym miejscu książki będzie znienacka mówić to na głos ku uciesze postronnych obserwatorów. Za wzruszenie z uśmiechem, za „tata by mi przysłał” Jędrusia i za reakcję Robrojka, za zrównoważenie tego wypowiedzią Szymona. Za to, jak ważne rzeczy zostały wtedy powiedziane. Majstersztyk. Za „mówisz to co wieczór” Mili (s. 254). Za scenę z Patrycją, o której już moja Mama wspominała. Za „A teraz obejrzymy sobie wszyscy filmik Szymona” Mili. Jakie to ważne. Zabawna jest też ta impertynencja Szymona, ciekawy chłopak z niego rośnie. Z Jędrusia zresztą też.
    Dziękuję za kościoły drewniane. Podróż ich szlakiem chodzi za mną już od czasów studiów, nasz pan Profesor tak ciekawie o nich mówił. Dziękuję za ludowość.
    A bezpośrednio po przeczytaniu miałam poczucie czegoś ważnego, co trudno mi nazwać. I potem sięgnęłam po K. Wierzyńskiego, trafiłam na wiersz – „Po co piszę” i znalazłam słowa.

  141. Maju, dziękuję za nocną wiadomość – cieszę się nią od rana! (Pozdrów, proszę, swoją Mamę!)
    Jeśli chodzi o pożegnanie , Maju i Zytko, – ja jestem na nie gotowa od dawna, a mianowicie od „Kalamburki”. Lecz, jak widać, nic to nie znaczy. „Kalamburka” nie została ostatnim tomem cyklu, powstają kolejne, i wszystko wskazuje na to, że moje zdanie się tu nie liczy. Zostałam zaprogramowana do pisania, i to do takiego akurat, i każe mi się robić swoje, pozostawiając mi wszelako wolną wolę.
    No, to robię.
    Zobaczymy, co będzie dalej!

  142. Och, Sowo, przepraszam! Wczoraj wcześniej niż zwykle poszłam spać (to jest: czytać Dorothy Sayers), bo się zmachałam w ogrodzie. Jeszcze i ognisko paliłam!
    I nie ukazała się Twoja dobranocka dla Niny.
    Dziękuję za pochwały! Ale to Natura sprawiła, że charaktery ludzkie są tak różnorodne i bogate, Ja tylko opisuję rezultaty jej działania!
    Ludzie są fascynujący!

    Bożeno, teraz też się uśmiecham!

    Także do Justysi: róże w paczkach! Ach, ogrodniczko! To były pączki („paczki”) z różą, a ja przeczytałam tak samo, jak Ty!
    A bo Tobie wszystko się kojarzy z kolorem zielonym!
    A teraz proces ten wystąpił u mnie i chyba już widzę tę zieleń na okładce „Ciotki”. Do roboty, do roboty!

  143. I ja „nie jestem gotowa na pożegnanie” – podpisuję się pod słowami, które napisała Maja. Tak pełne prostoty, a tak trafne i dotykające.

  144. Ależ odbieram ten uśmiech, naprawdę! Czytam Pani słowa i uśmiecham się sama – do nich i do Pani.
    Dziękuję!
    A wczoraj powinnam była napisać: skondensowana dawka DOBREJ energii.
    Wielka rzadkość dzisiaj…

  145. Serdeczne gratulacje dla Just! Czekamy na kolejne „księgowe” dzieciątko.

    Nawiązując do sadzenia róż, Beato V., czytając Twój wpis pomyślałam, że masz super męża, który przywozi Ci róże z Polski w paczkach. Wyobraziłam sobie krzaki uśpionych (gotowych do posadzenia) róż z korzeniami, starannie zapakownych w kartonach. Dopiero wpis Celestyny uświadomił mi, że chodzi o pączki z różą. Hi, hi, dobrze Ci się to udało. To dlatego, że w jednym słowie użyłaś polskie znaki, a w drugim nie.

    Sowo, ta ciekawostka o literówkach nazywa się po angielsku typoglycemia. Nie wiem, jak będzie po polsku, ale chyba podobnie.

    Pani Małgosiu, mi też „Ciotka Zgryzotka” kojarzy się z zielonym tłem. Nie wiem dlaczego.

    Pozdrawiam serdecznie.

  146. Pewnie każdy z nas jest ciekawy, jak toczą się losy tego czy innego bohatera „J.”, ale w gruncie rzeczy, jest dobrze, że oni dorastają i żyją sobie na boczku. Taka jest naturalna kolej rzeczy i w prawdziwym życiu, bo iluż naszych dawnych znajomych spotykamy tylko sporadycznie, albo wcale? Wszystko w życiu się zmienia, Księga Gości też – były wiersze poranne, różne galerie, kącik zagadek i już ich nie ma, istnieją tylko w naszej pamięci. Ale wiesz, Patrycjo, moje wieczorne słuchanki pojawiły się tu głównie z tęsknoty za wierszami porannymi, bo i też ogromna część muzyki klasycznej (i nie tylko) powstała z inspiracji poezją, wspaniale ją przy tym dopełniając. Słuchaj, a odkryjesz ją dla siebie!

    Agnieszka Ż. ma pewne wspólne cechy z Bebe B. – ta rezerwa, tajemnica, niedomówienia – ale jednak jest przy tym zupełnie inna. To bogactwo charakterów w „Jeżycjadzie” czyni ją tak fascynującą, dobrze, że się ciągle pojawiają nowe postacie. Jedne lubimy bardziej niż inne, ale przyznać trzeba, że wszystkie są ciekawe i, co najważniejsze, wszystkie komuś potrzebne!

    Na dobranoc:

    Giovanni Battista Pergolesi – „Nina”.
    Elly Ameling.

    „Tre giorni son che Nina a letto se ne sta
    Pifferi, cembali, timpani, svegliatemi Ninetta
    Acciò non dorma più”.

  147. Szanowna Pani Małgorzato,
    Jeżycjada to moja literacka miłość, którą przypuszczam, wypiłam już z mlekiem mamy, która również jest wielką fanką Pani twórczości. Pierwszą częścią jaką przeczytałam była Kłamczucha- i choć nie jest to jedna z moich ulubionych, pochłonęłam ją bez tchu i zapragnęłam więcej, więc zaraz poleciałam do biblioteki po kolejne, dostępne egzemplarze. I choć Pani książki można znaleźć w księgarniach w dziale literatury młodzieżowej, ja będąc młodą dorosłą (mam prawie 23 lata) jak i moja mama będąc osobą w wieku średnim, każdą kolejną odsłonę losów rodziny Borejko i jej znajomych, traktujemy jak spotkanie z przyjaciółmi. Zasiadając do czytania, odczuwam prawie fizyczną przyjemność. Każda strona przynosi radość, ale i smutek, bo przybliża nieuniknione zakończenie. Kiedy każda z nas (ja i mama) przeczytamy nową część, mamy w zwyczaju omawiać nowe wydarzenia, mając wrażenie, że mówimy o osobach istniejących również poza papierem. Wielokrotnie wracam do Jeżycjady w ciągu roku: w wakacje dnie bo to doskonałe uzupełnienie relaksu i w jesienne wieczory, gdy potrzeba pociechy i pewnego ciepła. Chciałam po prostu Pani podziękować za cały cykl i każdą książkę osobno, bo choć mnie Pani nie zna, nieraz sprawiła Pani, że śmiałam się w głos i odzyskiwałam utracony humor. Życzę Pani dużo zdrowia, energii i wszystkiego co najlepsze. Mam nadzieję, że nie straci Pani chęci tworzenia losów rodziny Borejko i spółki, gdyż nie jestem gotowa na pożegnanie :) Serdecznie pozdrawiam

  148. Dziękuję, Bożeno!
    I witam Cię serdecznie.
    Prawda z tą radością. Dostałam jej bardzo, bardzo dużo, więc chętnie się dzielę!
    Ciekawe, czy zgadujesz, że się w tej chwili do Ciebie uśmiecham? Co za obraz! Synchroniczne czytanie, wspólne wybuchy!
    Ech, ja to mam czytelniczki! Miód!

  149. Przecież znamy i spotykamy takich nieszczęśników, prawda?
    A oni w dodatku będą popierali to, co im samym szkodzi.
    Dziękuję, Mamo Isi. Zauważyłaś scenkę.:)
    Dobranoc!

  150. „Feblik” pochłonięty nieprzyzwoicie żarłocznie; dopiero teraz mogę już spokojniej delektować się lekturą… Czytałyśmy z Córą synchronicznie, ja egzemplarz biblioteczny, Córa nasz domowy – w ścisłej tajemnicy przed Synem/Bratem, żeby nam przypadkiem nie próbował świsnąć :) Ale nieustanne wybuchy śmiechu i tak nas w końcu zdradziły :)
    I nagły przebłysk-przypomnienie: czytałam kiedyś ładną legendę (?), według której bogowie starożytnego Egiptu pytali ludzi tylko o jedno: czy znaleźli sami radość w swoim życiu i czy dali radość innym ludziom? To jedno pozwalało przekroczyć bramy nieba, tylko to było ważne.
    A to jest właśnie dar Jeżycjady. Wyzwalająca się radość, radosny śmiech, ciepłe spojrzenie na drugą osobę, zrozumienie, akceptacja, wspólnota. Troska, przyjaźń, miłość. Ufność, wiara – także we własne i czyjeś siły. Mila może skrzywiłaby się teraz na patos, ale przecież jest on tu także, w małych dawkach, jednak chwilami obecny (zresztą zgodnie z poetyką tych powieści!) – przełamywany żartobliwym kontrastem, dowcipem, smaczną ripostą.
    Skondensowana dawka energii – na długo.
    Hojny dar.

  151. Dałam sobie dystans czasowy, żeby spojrzeć na „Feblika” z jakiejś perspektywy. I dopiero teraz doceniam uwagę Agi o mamie i siostrze, że w swojej goryczy mają zakłóconą optykę. Bo to jest ta drobina diabelskiego zwierciadła w oku, która odmieniła spojrzenie Kaja na świat tak, że wszystko, co piękne, dobre i prawdziwe postrzegał on od tej pory jako brzydkie, złe i fałszywe.
    Co za więc szczęście, że „Feblik” został napisany z perspektywy Starosty, a nie, dajmy na to, Igora Bogatki. Brrr, słabo mi się robi na samą myśl o takiej możliwości.

    A najbardziej wzruszyły mnie rozmyślania Patrycji nad śpiącym Florkiem. Mimo że to był taki cichy, niepozorny moment. Przecież tyle ważniejszych i wzruszających chwil się przetoczyło z hukiem.

  152. Ten wiersz Goszczynskiego pobrzmiewa mi w glowie od wczesnego liceum. Wtedy na jakims „prawie podziemnym” spotkaniu u krakowskich Dominikanow (86?) , zaspiewala nam go mlodziutka Antonina Krzyszton. Nabylam wtedy kasete.

  153. Dziękuję i Agnieszce za miły wpis! Cieszy mnie zwłaszcza ten wspólny śmiech mamy i córki. Miłe chwile, prawda?

    Cóż, może się uda napisać „Ciotkę Zgryzotkę” w miarę szybko. Motywację przecież mam!
    Zobaczymy.

    Patrycjo, podobają Ci się te wiersze, które wybieram, bo wybieram tylko te, które mi się podobają!!!
    Co do muzyki klasycznej: słuchaj, wciągaj się, polub, przysięgam, że są chwile, kiedy ona ratuje człowiekowi życie.
    Teraz tak łatwo o najpiękniejsze nagrania – internet aż kipi od tego.
    Słuchaj rad Sowy, Sowa dobrze radzi.

  154. Dziękuję Ci, Marysiu!
    Cieszę się bardzo.
    A to ci kłopot z tą Bebe i z Koziem! Przecież wszyscy mi się do jednej powieści młodzieżowej nie zmieszczą. Siłą rzeczy muszą pojawiać się nowi młodzi bohaterowie, a ci dawniejsi i starsi muszą sobie dorastać na boczku.
    Kolor zielony, powiadasz?;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  155. Dzień dobry!
    Właśnie skończyłam „Feblika”. Bardzo mi przypadł go gustu :)
    Tak w ogóle to każdą część „Jeżycjady” przeczytałam po dwa razy (oprócz „Feblika” rzecz jasna). I wszystkie mi się szalenie podobały. „Brulion Bebe B.” jest mój ulubiony. Właśnie. Brakuje mi Bebe, Damba, Kozia, Bernarda i jego dzieci, a zwłaszcza Piotrusia. Dawno o nich nie było, a ja jestem strasznie ciekawa, co tam się u nich dzieje. Albo u Wolfiego, też bardzo go polubiłam. Nie mogę się doczekać „Ciotki Zgryzotki” i zastanawiam się, jak będzie wyglądała okładka. Kojarzy mi się nie wiem czemu z kolorem zielonym. Ciekawe o czym będzie…
    A tak w ogóle to gratuluję – ma Pani talent. Kocham „Jeżycjadę”!
    Pozdrawiam,
    Marysia

  156. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo brakuje mi wierszy porannych. Jak to jest możliwe, że każdy wiersz, który Pani przedstawi tu czy w książce, bardzo mi się podoba? Chociaż na co dzień nie czytuję poezji. Chyba to jest tak, jak z muzyką klasyczną. Nikt z mojego otoczenia nie przekazał mi tego odruchu. A szkoda. Ale samemu też można zacząć, prawda?

  157. Książkę zamówiłyśmy przed premierą. Znowu cudowna i w pełni zgadzam się z Asią, choć to nie jedyne piękne momenty. Jest przecież też wiele humoru. Można się śmiać do rozpuku, jak w Troli przy opowieści o żarówce. Nie możemy się z córką doczekać kolejnej. Mam nadzieję, że uda się Pani, tak jak z tą w rok :-). Serdecznie dziękujemy i łączymy się z tym łańcuchem miłości niesionym przez Panią.

  158. Piekny, budujacy wiersz!
    A Nine Simone tez bardzo lubie.
    Just droga, bardzo milo czyta sie swiezutki tom Jezycjady w stanie blogoslawionym, dwa razy tak trafilam. I do dzis, jak czytam „Jezyk Trolli” i „Czarna polewke” – od razu kojarza mi sie z tamtymi miesiacami. :)

  159. Lektura Feblika zakończona.
    Wszystko, co najważniejsze zostało już napisane. Pokochałam Feblika z całego serca.
    Rozmowa o modlitwie….
    Miłość, tak Ona jest Wieczna- tracimy kontakt, ale Ona trwa.
    Kobita z kumulatorem-cudna!!

    Pani Małgosiu bardzo, bardzo dziękuję.

  160. Kiedyś opowiem, Zuziu.
    Ta Twoja Pani Polonistka ma z Ciebie pociechę! Przesyłam jej pozdrowienia.

    Olu, dobry wieczór! To bardzo miły wpis i wcale nie chaotyczny.
    Jeśli chodzi o dzieci: ba! Gdyby to tylko od imion zależało! ;)
    A czas leci nam wszystkim, co tu kryć. Starajmy się go jak najlepiej wykorzystać.
    „Sadźmy róże! Sadźmy je przyszłemu światu!”. Żeby był z nas pożytek.

  161. Dobry wieczór!
    Cóż za przepiękny wiersz!

    Profesor Latawiec na pewno był wspaniały.Szkoda,że ja jeszcze nie spotkałam takiego nauczyciela.
    Ostatnio na polskim musieliśmy napisać jaki byłby nasz idealny nauczyciel.Moja polonistka powiedziała,że wzruszyła ją moja praca.Nie wiem dlaczego,ja tylko opisałam wytwór mojej fantazji i marzeń.
    Może opowiedziałaby Pani więcej o profesorze Latawcu?
    :)

  162. Kochana pani Małgosiu.
    Przepraszam za spoufalenie, ale znamy się od dwudziestu kilku lat, tzn. odnoszę takie wrażenie. Dziękuję za Feblika. Czekałam na niego niecierpliwie, a gdy się pojawił w moim domu – połknęłam go, chociaż planowałam powolne smakowanie… Jak za każdym razem podczas lektury Jeżycjady, towarzyszyły mi radość, odrobinę smutku, mnóstwo wzruszeń. Ale pierwszy raz, nie wiem, dlaczego, rozmyślałam o tym, że czas płynie. I to od trzydziestki coraz szybciej. Nie mogę już utożsamiać się z głównymi bohaterami Feblika. Raczej z ciotkami i mamami :-) Miałam nawet taki plan, żeby dzieciom nadawać Borejkowskie imiona, bo może odziedziczyłyby jakieś cechy po tych wspaniałych ludziach, ale niestety dzieci się nie pojawiają w naszym domu już tak długo… Cieszę się, że pani dzieci – kolejne tomy Jeżycjady przychodzą na świat i pomimo upływu lat (moich) ciągle wzruszają.
    Teraz znowu z niecierpliwością czekam na 22 tom.
    Dziękuję za wszystko. I przepraszam za tak chaotyczny wpis.

  163. Marysiu13, a czy tak nie było z ‚Kalamburką”?

    To ma być chłopak? Konstanty, Tadeusz może Mikołaj, będzie wtedy takim człowiekiem renesansu, już widzę szczęśliwego Ignacego Borejkę wspominającego:,, Homo sum et nihil humanum …” Tylko czy do Laury i Adama pasuje renesans?
    Jeśli ma być imię muzyczne, to może Ludwik albo Stasio jak Moniuszko. Mozart już niestety zajęty przez pewnego Shoppe.

    Ojej, rozpisałam się z tymi imionami dla Tygrysiątka, a przecież to nie ja wybieram:)

  164. A ja chcę powiedzieć, że w niedzielę przygarnęłam półroczną sunię ze schroniska. Kropka jej na imię.
    Pozdrawiam.

  165. Jakimś cudem powstrzymuję się od spoglądania na te wpisy o Febliku, jeszcze nie przeczytałam, ciągle czekam. To trochę też tak jest, że im dłużej się czeka, tym bardziej coś smakuje. Ale na razie nie będę patrzeć aż do początku grudnia. A przynajmniej spróbuję nie zaglądać :)
    PS A może Tadzio i Tola ;)
    PPS Albo Konstanty (tylko jak to się zdrabnia?). Chociaż:
    ,,-Widzisz, Aniu? A Laura nie zdrabnia”.

  166. Przez internet chyba jeszcze kupisz cebulki, Aleksandro!
    A ten wiersz Goszczyńskiego lubię jeszcze od czasów liceum. Profesor Latawiec kazał nam go wkuć na pamięć. Wiedział, co robi!

  167. Spróbuję o tym pomyśleć, Marysiu13. Ale zwracam Ci uwagę, że Ignaś śnił o Agnieszce już w gimnazjum!

    Sowo, konfitura z pigwy (z odrobiną jeżyny) to zawsze był nasz domowy przysmak: wspaniałe przełożenie do biszkoptowego tortu naszej Mamy (plus jej niebiański krem kawowy i wiśnie z konfitury).
    Ale trudno dostać tę prawdziwą, aromatyczną pigwę.
    Posadziłam raz drzewko, lecz gdy wreszcie doczekałam owoców, przeżyłam rozczarowanie: kształt i owszem, lecz nie ten smak!
    A teraz dzieci dorosły i już nie smażę konfitur, bo mi czasu szkoda. Przeszłam płynnie z Ngaio Marsh do Dorothy Sayers i wszędzie chodzę z jej książkami oraz ze słownikiem.

  168. Jak miło przeczytać tu znowu wiersz. Przypomniały mi się od razu Wiersze Poranne. Przypomniało mi się też, że chciałam posadzić przebiśniegi, ale w „moim” ogrodnictwie nie było i tak jakoś porzuciłam ten zamiar. Może jeszcze gdzieś znajdę i zdążę posadzić.
    Pozdrawiam najserdeczniej :)

  169. Ja to bym chciała, żeby ( jak pisałam już wcześniej) następna książka opisywana dłuższy odstęp czasu, w którym miłość bohaterów nieśmiało się rozwija. Myślicie tak jak ja czy inaczej wyobrażacie sobie następna część jezycjady? Pytam, bo ciekawa bardzo jestem ;))

  170. Odmienia radykalnie i na lepsze. Potwierdzam. Gratulacje, Just!

    Sadzenie przebiśniegów zanim zima się zacznie jest bardzo krzepiące. U nas w ogrodzie wiszą dwa porcelanowe, malutkie przebiśniegi i cichutko podzwaniają na wietrze. I będą nam dzwonić aż do wiosny.

    DUA, czy robi pani jesienią konfiturę z pigwy? Niezwykle aromatyczna jest. Ale wiem, że nie każdy lubi.

  171. Seweryn Goszczyński,

    PRZY SADZENIU RÓŻ

    Sadźmy, przyjacielu, róże!
    Długo jeszcze, długo światu
    Szumieć będą śnieżne burze:
    Sadźmy je przyszłemu latu!

    My, wygnańcy stron rodzinnych,
    Może już nie ujrzym kwiatu –
    A więc sadźmy je dla innych,
    Szczęśliwszemu sadźmy światu!

    Jakże los nasz piękny, wzniosły!
    Gdzie idziemy – same głogi,
    Gdzieśmy przeszli – róże wzrosły;
    Więc nie schodźmy z naszej drogi!

    Idźmy, szczepmy! Gdy to znuży,
    Świat wiecznego wypocznienia
    Da nam milszy kwiat od róży:
    Łzy wdzięczności i wspomnienia.

    1831

  172. Coś takiego odmienia człowieka radykalnie i na zawsze, Just!
    W dobrą stronę.
    Cieszę się razem z Tobą!

    Sowo, dowcip z brodą? Ależ nie znałam go! I wybuchnęłam śmiechem w jednej chwili.
    Sowiątko też pyszny kąsek.

    Otz, dzięki! A co do Łusi: „Łusia niech najpierw zda maturę”- przypominam.
    Jeszcze i w Poznaniu jakiś rodak się trafi. Spokojnie.

    Kris, przebiśniegi trzeba sadzić. Masz rację, że to poetyckie zajęcie. Najbardziej może poetycka ze wszystkich czynności ogrodowych. Chociaż…właściwie…

    „Sadźmy, przyjacielu, róże!
    Długo jeszcze, długo światu
    Szumieć będą śnieżne burze:
    Sadźmy je przyszłemu latu!” (Seweryn Goszczyński, „Przy sadzeniu róż”).

    Dobry cytat na dzisiejsze święto.

    Nutko – Ninutko, dzięki za prywatne refleksje. Tak jest, jeszcze Nina Simone (baaardzo lubię).

  173. Dziękuję bardzo Pani Malgosiu!
    Znam już płeć – Chłopiec.
    To niesamowite uczucie nosić w sobie Nowe Życie :)

  174. Przypomniał mi się dowcip z brodą, branżowy: dżentelmen to mężczyzna, który umie grać na akordeonie, ale tego nie robi.

    Sowiątko, stawiane przed wyborem: „co chcesz, to czy to”? Niezmiennie woli „czyto”.

  175. Mnie najbardziej rozśmieszyły listy Idy. :) Nie mam już przy sobie książki, (każda nowość Jeżycjady jest w obiegu: pożyczam ciotkom, mamie i babci) ale czytając na głos mamie, śmiałyśmy się z:
    -wizji Idy co do ślubu Ignasia z Dorotą (chodzi mi o suknię ślubną)
    -sylabizowanie nazw leków
    -babcia Andzia nie chciała się poczuć gorsza (scena w kościele)
    -i oczywiście :”Już widzę jakbym tam bieliła”. :)
    Dziękuję pani za wszystkie książki. Są u mnie na górnej półce!:)
    P.S. Jedno mnie tylko zmartwiło. Łucja w Oxfordzie?!

  176. Ach, tak, Zgredzie!
    No więc nie wymyśliłam tego kumulatora sama. Zasłyszałam w miasteczku. Wciąż mi coś wpada do ucha. A to wpadło dlatego, że jedno z naszych dzieci mówiło kiedyś na czapkę „aciapećka”. (Bo zawsze przed wyjściem na dwór ktoś je upominał: „a czapeczka?!”)

    „A kumulator?”

    Just, gratulacje! Co za dobra nowina!

  177. Czytałem kiedyś w TP, że kiedy Pasierb wszedł po raz pierwszy do kościoła w Wesołej – tego, którego wystrój stworzył Nowosielski (tam braliśmy ślub, kiedy jeszcze nie zdążono go [wystroju] zakłócić przez wprowadzenie kilku zupełnie niepasujących elementów, zanim udało się go wpisać do rejestru zabytków) – to powiedział tylko jedno słowo: kwadrat.

    No więc, gdybym musiał jednym słowem określić swój odbiór Feblika, to byłoby to słowo: kumulator.

  178. A ja nadal w oczekiwaniu na spóźnionego listonosza. Im więcej czytam komentarzy, tym większa ochota na Feblik.
    Przesyłam Wam dużo słońca!

  179. O, jak miło poczytać Wasze wpisy z ostatnich dni. Szczególnie ucieszyła mnie wieść o Tygrysiatku, a to dlatego, ze sama zostanę wkrótce mamą :)
    Na mdłości rzeczywiscie dobry jest imbir i krakersy ( koperek i ogórki kiszone na obczyźnie są trudno dostępne ).

  180. Kochana DUA, trzymam kciuki za tworzenie fabuly „Cioteczki”. Bedzie sie dzialo! Jak zwykle zreszta. :)
    Ciesze sie, ze Laura zostanie mamusia.

    A sadzenie przebisniegow ma w sobie cos bardzo poetyckiego…

  181. Napisz, Zgredziku. Nie wiem właściwie. A ciekawa jestem.

    Rozmarynie, ja nie słuchałam. Sadziłam przebiśniegi.
    A zresztą, wolę czytać.

    K8, kotki to wiadomo. Sybaryci.

  182. DUA, to psiaki sąsiadów mi się kojarzą. Moje koty mają również birbanckie podejście do życia… i do żucia.

  183. Dzień dobry, Ludu Księgi! Czy słuchacie „Pana Tadeusza” w II programie Polskiego Radia w reżyserii Mikołaja Grabowskiego? Pierwsza część właśnie się skończyła, następna będzie o 16.00. To całkiem nowa adaptacja. Co o niej myślicie?

  184. Może dałam niejasny komunikat. Teraz tu jest Księga Gości, Marysiu. Pisz!- „Pani Małgosiu, to jest wiadomość prywatna, mam do powiedzenia to a to”. Nic prostszego!
    PS. Ja też lubię internet.

  185. Pani Małgosiu!
    dziękuję, bardzo dziękuję :) z wrażenia, że Pani odpisała tak szybko na wiadomość (co do której byłam prawie pewna, że się zablokowała i nie wysłała), chyba postawiłam na nogi wszystkich sąsiadów tymi moimi decybelami. Niestety jednak wchodząc na księgę gości – wyświetla się „strony nie znaleziono”, a tutaj w komentarzach nie ma opcji „do wiadomości prywatnej”, ani żadnej innej podobnej. Czy jest zatem jakiś specjalny sposób dotarcia do miejsca gdzie mogę zaznaczyć „wiadomość prywatna”? serdecznie pozdrawiam i bardzo miło mi myśleć, że istnieje Internet , bo daje szansę kontaktowania z Panią :)!

  186. Jakie trafne uwagi, Chesterko! Dziękuję za zrozumienie!

    Izo, dzień dobry! Piszę, kochanie, piszę. Przekonałam się, że lżej mi się żyje, kiedy się trudzę.
    A w szkole byłam nygusem!- uwierzysz? Bo ja sama sobie nie wierzę.

    K8, cha, cha, to mamy podobne pieski?

  187. Świąteczne Dzień Dobry! DUA, na moją wyobraźnię „obrazową” najbardziej zadziałali birbanci w namiocie. Obrazek jak żywy:).

  188. Rzeczywiście potężna ta „Krystyna córka Lavransa”, pomogła swej czytelniczce opuścić „bezpieczne”gniazdo, zostawić za soba mury pieczołowicie zbudowanej twierdzy, zaryzykować i ruszyć w nieznane przy boku „Erlenda”. Z perspektywy tej „Krystyny” to wyzwanie, choć tak naprawdę „Erlend” wyjatkowo stabilny. I ten upór bohaterki, oby nie narobił jej takich problemów.
    A Ż innej beczki – podryw Mili na Glovera, a serce Ignacego też postukuje na żółta karteczkę w ksiażce :D:D

  189. Widzę, że trzeba też rozważyć opcję bliźniaczą.
    Tadeusz! Byłoby to nawet bardzo comme il faut.
    Dzięki za Tadeusza i za sopranistkę, Kris!

    Marysiu, wpisz swoją wiadomość tutaj, tylko zastrzeż, że to prywatna. Z pewnością (największą) przeczytam ją i odpowiem. Czekam na Twoje refleksje z ciekawością.

  190. Witam,
    mnie sie wydaje, ze Tygrysiatko bedzie mialo imie muzyczne… Nina to ciekawy pomysl (jest w koncu Nina Stemme – sopranistka, pewnie Laura ja lubi).
    Ale moze to bedzie chlopiec.
    I moze tatus wybierze jakies imie literackie. (Na przyklad mickiewiczowskie – Tadeusz?).

    Hehe, to tak w ramach fantazjowania. :)

  191. Pani Małgorzato! Pani Małgosiu!
    właśnie napisałam do Pani kilka refleksji pod wpływem absolutnie zachwycających momentów w Febliku… i tak nieśmiało napiszę tutaj, że zastanawiam się, czy może istnieje jakaś możliwości wysłania go do Pani e-mailem lub w jakikolwiek inny sposób? przepraszam za bezczelność – ale jeśli byłoby to możliwe będę wdzięczna za informację i szczęśliwa wiedząc, że być może znajdzie Pani kilka minut na jego przeczytanie, albo choć rzucenie okiem. serdecznie pozdrawiam,
    Zachwycona Feblikiem w środku nocy – bez księżyca , za to z deszczem (oczywiście noc z deszczem, a nie ja- jak mawiała Łusia)

  192. Nie opuszcza mnie wizja Chrobota grającego na cyi (tzw. zmarszczce).

    W sumie, na jubileuszu Mili i Ignaca też by mógł grać, bo czemu nie. A rodzina (oczywiście zjechałaby się cała, z przyległościami) by to świętowanie przygotowała w tajemnicy, jako niespodziankę dla jubilatów.
    Miło się tak fantazjuje, ale co tam DUA nie wymyśli i tak będzie zaskakujące, dowcipne i akuratne. Już czekam.

  193. W 2013 roku był jubileusz „Mazowsza”, 65-lecie istnienia zespołu. A w tym roku mija 65 lat od pierwszego ich występu. Nic dziwnego, że płyta była w samochodowym odtwarzaczu.
    Bardzo trafny wybór DUA, potrójnie trafny, że tak powiem.

  194. Chętnie też podzielę się moim podziwem, entuzjazmem i stałym uśmiechem, który wzbudził we mnie niezwykle celny malapropizm. Brzmi on dla ucha inżyniera, (który lubi stare piosenki) jak nazwa ważnego elementu konstrukcyjnego bomb nuklearnych albo też konwencjonalnych głowic przeciwpancernych.
    Dobranoc!

  195. A ja właśnie czytam sobie „Wnuczkę do orzechów” i co widzę?

    „-A wcale że nie! No, troszkę może był gapcia ten Heniu, ale miał swój wdzięk. Czułam – przyznaję się bez bicia – jakby to powiedzieć, hi, hi, mały feblik do niego, ale tylko wtedy jak był na motocyklu. Ale tego razu co nasza maciora się wściekła, to on był bez motocykla, bo ze stacji szedł. Pewnie ją zdenerwował, bo obaliła Henia w błoto, w garniturze i w butach, o mamusiu, jak on wyglądał! Żałowałam go, no pewnie, jak tu nie żałować człowieka, ale że prześmiewna jestem, to wszystko mi przeszło, od ręki”.

    Czyli skróconą wersję innego feblika:):) Ale dzięki temu, wiem już na zawsze co oznacza to słowo – bo przedtem nigdy go nie słyszałam.

    A odnośnie imienia Nina – u mnie w pracy jest taki sklepik, który nazywa się „Zielony Kiosk”, prowadzony właśnie przez Panią Ninę – dosyć już leciwą osobę. W jej przypadku Nina jest zdrobnieniem od Janiny (przeczytałam na paragonie). Więc dlatego, że bardzo lubię Panią Ninę, to podoba mi się, że jest to skrót od Janiny, chociaż oczywiście nikt do niej tak się nie zwraca. Otóż, pomimo że jest to kiosk głownie z gazetami i słodyczami, to zawsze wisi tam też kilka sztuk odzieży (głównie sukienek lub spódnic). I Pani Nina tak mi mówiła nie tylko mi zresztą, przeważnie gdy sprowadza te ubrania, to z myślą o konkretnych osobach, do których by one pasowały. Jeśli ta rzecz zostanie kupiona przez wytypowaną osobę, to Pani Nina bardzo cieszy, że przewidziała), a jeśli dana rzecz nie była przeznaczona konkretnej osobie, to siedząc w swoim sklepiku ta Pani zastanawia się jakiego też znajdą właściciela. Jest to bardzo charakterystyczna osoba i myślę, że imię Nina pasuje właśnie do takich ludzi:)

  196. Sondelani (wiad.pryw.), dobry wieczór! Ależ oczywiście, czekam w Empiku! Mamę z całą pewnością przepuścimy i wygodnie usadzimy.Tylko się pokażcie, żeby faktycznie nie musiała stać!

  197. Dzięki za zauważenie motorniczego, Zgreduchna. Tu, muszę przyznać, Ignaś przejął moją własną zdolność wymyślania sobie zmartwień. Jak to dobrze, że wyobraźnię mam zbyt bujną. Nigdy się te przewidywane nieszczęścia nie zdarzają!

  198. Byłam już Nin, Ninoczką, Nusią, Ninczakiem, Podobny też miał swój wkład w mnogie przeróbki, ale jeszcze Ninutką nie byłam. :)
    Cieszę się, że wierność potrafi profitować nawet hipotetycznie. :)

  199. Nina! Nie Janina.
    Nina.
    Dobre imię dla kolejnego tytułu, prawda? W zestawieniu z innym słowem, podobnie brzmiącym. Albo wręcz przeciwnie.
    Nutko, rozważymy. Za długoletnią i niezachwianą wierność należy Ci się coś od życia.

  200. Uroczy jest ten świadczący o dużej czułości IG łańcuszek zdarzeń z zatłuszczonym motorniczym.
    Oprócz tego przypominał o rozlaniu pewnego oleju przy pewnych torach tramwajowych.

    Właśnie czytałem na głos opis niewidocznych wyładowań przedburzowych w Brulionie B.B.
    Przypomniało mi to Feblik.

  201. Ja też baaardzo lubię Podobnego. :) Gdyby mi się przydarzyło wybrać spontanicznie 5 XII do Poznania na spotkanie z Panią, to zaciągnę Józwo-Nie-Miągwę ze sobą.
    Myślę, że płeć Tygrysiątka tylko Pani zna, ale gdyby pojawiła się urocza dziewczynka o ciemnych włoskach to serdecznie polecam imię Nina – daję Znak Nutkowej Jakości.

  202. Ach, jaki miły uśmiech, Nutko!
    A ten Twój Podobny! No, już go lubię!
    Co do imienia: czyżbyś znała już płeć Tygrysiątka? Słucham w napięciu!

  203. Dobry wieczór!

    „Feblikiem” się DELEKTUJĘ (po części z wyboru, po części z przymusu – liczne obowiązki studenckie). Bardzo mi się podoba. Bardzo. Jest jak jasny promyczek słońca w pochmurne dni.
    Miągwa ostatecznie mnie do siebie przekonał! :) Zmienił się na korzyść. Jak też Pani, DUA, potrafi umiejętnie poprowadzić charaktery.
    Teraz jestem gotowa przyznać po części rację Podobnemu, który rok temu na moje: „Moim zdaniem jesteś trochę jak Józef”, stwierdził: „Nie mam nic wspólnego z Pałysem! Z bohaterów Jeżycjady tylko IGS mnie przypomina. Tylko że nie jestem taką miągwą”. Jako że po 1/3 „Feblika” zmieniłam zdanie o Ignacym, ze spokojem mogę stwierdzić, że jest niecodzienną mieszanką obu wersji (dobrze, że tego nie przeczyta ;)).
    A co do imienia dla Tygrysiątka – mam swój (dosłownie) typ.
    Proszę zrzucić winę za ten radosny natłok myśli na radość z Pani najnowszej książki.

    Serdecznie się do Pani uśmiecham, DUA!
    Pozdrawiam,
    Nutka

  204. Otz, na pewno Łusia przebijała się przez pierwszy tom „W poszukiwaniu straconego czasu”. Szło jej, w tych warunkach, ciężko. To zrozumiałe.

    Ignaś nieźle się rozwinął pod okiem przyszłej bratowej, co, Zgredziku? W kierunku realizmu.

    Chesterko, przyjęłam Twój postulat, lecz odradzam realizację i wiem, co mówię.;)

    Rozmarynie, nie znałam tego! Będę obserwować kłosy.

  205. We wnuczce rozważania IG były jakby bardziej oderwane od rzeczywistości, a w Febliku – dotykają jej i wyjaśniają.

  206. Pani Małgosiu, przecież w „Imieninach” 14.02.1998r., na przyjęciu imieninowo – powitalnym Ida i Patrycja dopiero oznajmiają rodzinie, że są w ciąży. A jaką książkę Prousta Łusia wytrwale czyta w samolocie? :)

  207. Jeszcze w sprawie Zofii.
    Moja Babcia mówiła: „Święta Zofija kłosy zawija” i rzeczywiście co roku obserwuję w okolicach Świętej Zofii (15 maja) to zjawisko tworzenia się zielonych kłosów na zbożu. Ot, ludowa mądrość pełna poezji!
    Kocham Zofie: przede wszystkim moją wnuczkę (rok i cztery miesiące), ale i inne, które znam i znałam. Zofia to mądrość.

  208. Duśko, i w dodatku to jest fakt.
    Co do wiad.pryw.: tak, jest ona niezmierna. Ale do czasu, do czasu.;)
    Ściskam Różyczkę!

    Zgredziku, dobrze, że już nie muszę dawać podtytułu!!!

    Antonino, trzymam za Ciebie kciuki i polecam świeży koperek do wąchania (sposób mój i Gabrysi).
    Termin ślubu miałaś fajny.

  209. Dobry wieczór DUA, ależ piękny ten eksperyment! Dzięki za link, zaraz przesłałam znajomym sobie mamom:).

  210. Feblik ach…
    Jak Tygrysek brał ślub brałam i Ja:)
    A teraz ja w 3 miesiącu i z Laurą przeżywam poranne mdłości !
    Czekamy teraz …dziewczynka czy chłopiec ?????

  211. Tak, Sowo, znam tę opinię. Zgadzać się powinna także ilość liter w słowie.

    Oczywiście, działamy na tych samych falach, Ty i ja, bo właśnie przed chwilą o tej teorii myślałam, w związku z folią bąbelkową i jej najniższą warstwą. To dlatego najskrupulatniejsza nawet korekta zawsze jednak coś przeoczy. Rzecz to znana.

  212. W sprawie literówek przypomniała mi się taka ciekawostka: podobno psycholodzy udowodnili, że dla naszego mózgu nie ma znaczenia umiejscowienie liter wewnątrz wyrazu, istotne są tylko litery pierwsza i ostatnia (muszą być te właściwe) oraz musi się zgadzać ogólna liczba liter w całym wyrazie. Mózg i tak wszystko sobie kompensuje i jesteśmy w stanie płynnie czytać tekst nie zauważywszy nawet błędu.

    Taka próbka z Internetu, przeczytajcie:

    „Nie ma zncazeina kojnoleść ltier skadającyłch się na dane sołwo. Wanże jset tyklo to, żbey pirewsza i osatntia lteria były na soiwm mijsecu; ptzosaołe mgoą być w cakowłitym niedzłaie, a mimo to nadal nie ponwinśimy meić prombleów z pczerzytaenim tego tesktu”. (Prof. Jerzy Vetulani).

  213. Oczywiście miałam na myśli Anię i Łucję, a nie Anię i Norę! Takie chochliki się trafiają, jak jedną ręką z telefonu pisze się komentarz, a w drugiej trzyma się książkę i czyta się młodszej siostrze :)

  214. Dobrze, ale Pani Administratorka Emilia też będzie mogła przeczytać, prawda? ;)
    Dziękuję i miłego Dnia Niepodległości dla Pani i Pani rodziny. :)

  215. Cari, pisz ile zechcesz, ja to przeczytam na pewno. Dłuższych rozpraw unikamy tutaj, w Księdze Gości. Strona moja, jak i moje książki, przeznaczona jest przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Ale może to być przecież tylko dla mnie, prywatnie.

  216. Szkrabie, natychmiast biorę pod uwagę zastrzeżenie o podwójnych ślubach. Pecha przecież nie chcemy im przynieść, prawda?
    Tak też myślałam, że jesteś bardziej Józkowaty i dlatego Miągwa Cię drażni, a jego styl bycia – nuży.:)))
    Data urodzin kuzynek już sprawdzona. W ściądze jest właściwa, nawet jeśli pomyliłam się w którymś z tomów (jak już wspomniałam, liczby nie są moim ulubionym wymiarem).
    Pozdrawiam panią Agnieszkę!

  217. SowoP., dzięki za wiadomość prywatną. Na prawo – na pewno!
    Secundo: no jasne, że się nie da. A gonią, bo nie czytali Seneki!!!
    Tertio: dziękuję. Agnieszka taka właśnie miała być, jak ją odbierasz. Dyskretna. Tajemnicza. Zamknięta. Nie, nie usiłuje tłumaczyć Ignacemu, już nawet nie szukaj. Wzrusza tylko ramionami z lekkim zniecierpliwieniem. Nie tłumaczy, bo są podteksty w tej sprawie z poezją.
    OCZYWIŚCIE, że lubi Chopina!
    I damy temu wyraz, jeśli będzie okazja.

  218. Pani Małgorzato, czyli mogłabym zastosować to rozwiązanie, o które pytam w poprzednim komentarzu, któremu udało się wejść? :) Tyle, że i tak dzisiaj i jutro już nie zdążę odpowiedzieć – Dzień Niepodległości…
    Pozdrawiam! :)

  219. Kasiu i Magdaleno, nie gramatyka, ach, literówka! Ha ! Nie zauważyły jej trzy pary oczu, przy czterech kolejnych korektach. I rzeczywiście nawet tu i teraz jej nie zauważyłam, kiedy Kasia przytoczyła ten opis.
    O, bywają takie uparte chochliki!- bo to składacz się pomylił, a ja „przeczytałam” to tak, jak napisałam w oryginale (właśnie sprawdziłam oryginał). I tak samo przeczytała redaktorka, a następnie – korektorka w wydawnictwie. Zabawne!
    Dziękuję za to spostrzeżenie wobec tego i oczywiście poprawimy to w kolejnym dodruku.

  220. Pani Małgorzato podwójne śluby przynoszą pecha… Liczne przykłady mnożą się w opowiadaniach, szczególnie naszych mam i babć.
    Co do Łucji Pałys i Ani Górskiej to one czasem nie urodziły się 1 sierpnia 1998 r.? Tak mi coś świta :)
    Patrycjo F. – generalnie nie mam nic do Agnieszki Żyro. Po prostu (jak pisałem wcześniej) moja ukochana też ma na imię Agnieszka i dlatego postać AŻ nie bardzo mi odpowiada. Faktycznie Józwa (!) i Dorotka są mi bliżsi ;)

  221. Też jestem zdania, że obecna jesień jest warta opisania. Nie dość, że piękna i ciepła, że w tle może pobrzmiewać Konkurs (co byłoby dobrym pretekstem do wysłania I.G. do Muzeum Instrumentów na oględziny ręki Chopina), jubileusz dziadków, to jeszcze mieliśmy zaćmienie Superksiężyca. Fryderyk miałby o czym się wypowiedzieć jako fachowiec! Co prawda przyznam szczerze, że nigdy go nie lubiłam i do dziś nie rozumiem, co moja ulubiona Róża w nim widziała i widzi (tzn. rozumiem, to miłość sprawiła, ale zasadniczo całkiem nie mój typ), ale jednak co fachowiec, to fachowiec. I w Oxfordzie pewnie ma świetne obserwatorium.

    A podwójny, studencki ślub jak najbardziej można umieścić już w 2016 roku i opisać zaraz w następnym tomie po „Ciotce”, he, he.

  222. Dzień dobry!
    Piękny filmik!
    Nie rozumiem co Szkrabowi się nie podoba w Agnieszce.Wspaniała istota!
    Jakże by było bez takich ludzi na ziemi?!

  223. Ulubiona moja Autorko – już wyjaśniam: zamiast „Na najniżej warstwie folii” napisałabym „Na najniższej warstwie folii” albo „Na najniżej położonej warstwie folii” albo „Najniżej, na warstwie folii”. Ale oczywiście sens tego „na najniżej warstwie” był dla mnie jasny.
    Dziwne jest to, że przy pierwszym czytaniu czegokolwiek, ponieważ zazwyczaj się wtedy nie napawam, tylko czytam, excusez-moi, informacyjnie, takie kwestie jak gramatyka zwykle mi umykają. W „Febliku” zazgrzytało – przepraszam :(

  224. Dobrze, cieszę się, że podobał się Pani ten ogroooomny list. :) Pan Merton rozmawiał jeszcze z „Dawidem” o świętej Teresce z Lisieux (on często po „Jezus Maryja Józef” dopisywał „Tereska Mały Kwiatek”) i cierpiącej kobiecie z nowojorskiego Harlemu której podobno ukazywała się i którą pocieszała Matka Boża i o „Catholic Worker”. W kwestii tego ostatniego powiem tyle, że „Dawid” miał okazję znać bardzo dobrze panią Dorothę Day (i jeszcze potem epizodycznie Matkę Agnelicę, założycielkę Eternal World Television Network, wielkiego katolickiego giganta medialnego) i że właściwie ze wszystkich znanych mu „person od duchowości” pani Day wywarła na jego życie największy wpływ chociaż uważał, że jest zbyt „pacyfistyczna”. W kwestii długości komentarza chciałam się spytać, czy mogłabym w trzech komentarzach (nie pisanych tego samego dnia, by nie zapychać innym miejsca) poruszyć trzy aspekty jednorazowej znajomości „Dawida” z Tolkienem? Chodzi mi o jego chrześcijańskie przesłanie Śródziemia, symbolikę starcia Gandalfa Szarego Mędrca w Morii i postać Toma Bombadila. A jeśli tak, to ile wersów może mieć maksimum jeden komentarz, aby był przepuszczony? W każdym razie cieszę się, że faktycznie pan Merton wywarł wielkie wrażenie na pradziadku :)

  225. Nie chciałabym występować w roli „poprawiacza”, i to podwójnego, ale jednak:
    Jeśli trzymamy się wersji z TiR, to prawidłową datą jej urodzenia jest, jak to już pisała Ania, 01.08.1998, a więc i w „Febliku” i we „Wnuczce” Łucja ma dopiero piętnaście lat, a nie szesnaście.
    A to, o czym pisze Kasia.sia, to literówka, w tekście rzeczywiście jest najniżej, a nie najniŻSZej.

  226. EwoR, sprawdziłam natychmiast: Ania Górska i Łusia Pałys urodziły się 1 sierpnia 1997, obie w tym samym dniu. Nora Górska urodziła się natomiast w roku 2002.
    Dobrze mieć ściągę. Zrobiłam ją sobie kiedyś, żmudnie zresztą, bo cyferek nie lubię od urodzenia.

  227. Kasiu.siu, bardzo dziękuję za miłe słowa, lecz co do tego, co Ci zgrzyta w uchu, pozwolę sobie na sprzeciw: niby jak można było inaczej to napisać, Twoim zdaniem? Pudło było wypchane kawałkami folii bąbelkowej, warstwa po warstwie. Ucho odpadło i osunęło się na najniższą z warstw. Jak chciałabyś ująć to inaczej? Czekam z prawdziwą ciekawością na odpowiedź. Może być w kilku wersjach.

  228. Droga Cari, dziękuję za ogrooooomny list, jakże ciekawy, przysłany w odpowiedzi na pytanie o pradziadka i o Mertona. Niestety, nasz formularz dopuszcza tylko zwięzłe wiadomości, a ta do takich nie należy. Przeczytałam jednakże wszystko z uwagą. Najbardziej zainteresowały mnie te zdania i pozwolę sobie je zacytować:

    „Pradziadek miał okazję na rozmowę z Mertonem w czasie II Wojny Światowej. Pradziadziunio opuścił jakiś czas wcześniej Polskę i właściwie rozmawiał z Mertonem z czystej uprzejmości. Merton nie był wtedy (przynajmniej) dla niego kimś znaczącym i właściwie był on jedną z wielu osób do „odhaczenia” w czasie bawienia przejazdem pradziadka w Getsemani. Jednak głębia bijąca ze słów Mertona sprawiła, że to właśnie on został przez niego najbardziej zapamiętany.”

    Pradziadek, jak piszesz, nie należał do osób pobożnych, był raczej zbuntowany. Myślę więc, że tym wyraźniej się zaznacza promieniowanie osobowości Thomasa Mertona. Musiało być uderzające!- co zresztą wyraźnie daje się odczuć podczas lektury jego dzieł. Nie tylko myśl, nie tylko słowo, ale jeszcze ta właśnie – jak słusznie podkreślasz – głębia daje się w nich zauważyć.
    Bardzo ciekawe wieści, dziękuję Ci za nie serdecznie!- i przepraszam w imieniu rygorystycznego formularza, który pilnuje, by Księga Gości nie zmieniła się w forum!

  229. Piękny filmik!
    A co do opinii Szkraba, to ja się nie zgadzam. Sama jestem taka jak Agnieszka i w zupełności rozumiem każde jej posunięcie.

  230. Z tymi ślubami też się zgadzam, każda para czuje, kiedy do niego dojrzała. I nie ma to według mnie nic wspólnego z ukończeniem studiów czy posiadaniem własnego mieszkania. Moja siostra wyszła za maż na 2 roku studiów, mieszkała z mężem w wynajętym pokoju z kuchnia. Bardzo to jej pomogło w skupieniu nad nauka, uspokoiła się, bo tęsknota za narzeczonym, który studiował w Poznaniu, sprzyjała rozdrażnieniu i dekoncentracji.

  231. O, to się bardzo cieszę z tych Pani weselnych pomysłów :)
    A swoją drogą – poniżej była dyskusja o wieku Ani i Łucji. Czy one nie są przypadkiem z ’97 roku? Bo skoro „Wnuczka” i „Feblik” dzieją się w 2013, a Łucja ma wtedy 16 lat… Dopytuję, bo jestem z początku sierpnia ’97 i zawsze myślałam, że te bohaterki także ;)

  232. Piękne ukłony dla mojej Ulubionej Autorki (jak widać we wpisach nie tylko mojej)!

    „Feblika” zakupiłam korespondencyjnie, ale ponieważ wysłano mnie służbowo w Polskę na kilka dni, to „Feblik” czekał na poczcie, a ja gryząc palce wracałam w korkach licząc, że zdążę przed zamknięciem poczty. Udało się.
    Przeczytałam, ale jeszcze wrócę, żeby się ponapawać tyloma pięknymi myślami i pięknymi ludźmi. Ludźmi z krwi i kości, którzy tak samo jak my kochają, śmieją się i płaczą, popełniają błędy. Otwarcie którejkolwiek z książek Pani powoduje, że spotykam bliskich znajomych, a na kartach książek szukam (również) odpowiedzi na pytania „a co u ….?” (Żaków, Kowalików, Belli i Czarka, braci Lelujków itd., dobrze Pani wie, że ich wszystkich też kochamy).
    I tak jeszcze sobie myślę, że dla siostry Agnieszki jest jeszcze nadzieja na Miłość – musi być, dla kogoś kto tworzy tak piękne przedmioty. Po cichu liczę też, że Bogatka się opamięta – podstawy są „nie jestem takim chamem” (wnuczka), no i matkę trochę chyba kocha. Nawiasem mówiąc (pisząc), scena z mamą Igora, opisana palcami (no bo w emailu) Idy na stronie 137 – mistrzostwo świata.

    No i nie wytrzymam jeszcze się trochę przyczepię :) : Autorko moja ulubiona: zgrzytnęło mi trochę gramatycznie na stronie 44, kiedy to po raz pierwszy odkryto podstępne działanie ucha od dzbana (tj.wazonu), które to leżało na „najniżej warstwie folii”. Nie rozumiem :(, t.zn. wiem gdzie leżało i o co chodzi, ale gramatyka mi zgrzyta.
    I jeszcze jedna dygresja czasowo-podróżnicza: Ignacy jednak jest mistrzem kierownicy i organizacji, no bo zdążył na obiad do Pulpecji, pomimo, że późna pobudka, prysznic, śniadanie, msza (można sprawdzić o której), no i ta trasa okrężna. Mistrz! – po prostu się wyrobił, no i Agnieszka pilnowała czasu.

    Pozdrawiam serdecznie!

  233. Śluby są fajne. Dzięki za poparcie, EwoR. Korci mnie takie podwójne weselisko. Ależ by się działo!
    Dziękuję za wszystkie sugestie! Już mi się w głowie układają, jak zapasy na półce w spiżarni. Ciekawe, co ostatecznie z tej spiżarni się wyłoni.

    Lilko, czy być może? Byłoby miło!

  234. Hm, czemu właściwie na podwójne wesele w 2016 jest za wcześnie? Miałam na to nadzieję po skończeniu „Feblika” :)
    O ile pamiętam Pulpecja też chyba dość szybko wyszła za mąż.
    A pozaksiążkowo – nie wiem, może obracam się w jakimś szczególnym środowisku ;) – znam dość dużo par, które się pobrały na studiach i są bardzo szczęśliwe :)
    Także ja bym była na tak, ze ślubną następną częścią, zwłaszcza, że śluby u Borejków zawsze obfitują w ciekawe wydarzenia. No, ale decyzja i tak należy do Autorki :)

  235. Jeśli można coś dorzucić do czytelniczych pomysłów na akcję „Ciotki Zgryzotki”- jeśli czas akcji to byłaby jesień 2015, np. październik, to wówczas piękny Konkurs Chopinowski można by wpleść.

  236. Dzień dobry, pani Małgorzato i wszyscy mili Goście!
    Nie mam jeszcze swojego „Feblika”, ale z ciekawością czytam Wasze komentarze i pierwsze recenzje. Odkładam na później „Panie z Cranford” i wracam do „Wnuczki”, koniecznie! Marzę o 5. grudnia w Poznaniu :-) Mąż zaproponował, abyśmy zaszaleli całą rodzinką i wybrali się na spotkanie z Panią, wszak „autostradą przejedziemy w kilka chwil z Warszawy” ;-) Michałek ze swoim zaczytanym „Hihopterem”, a ja… ciężko wybrać. Do tego siostra też jest miłośniczką Pani powieści. Pomyślimy!

    Oho, lecę, bo Witoldek budzi się na mamine mleczko… Dobrego dnia!

  237. Pani Małgorzato, też wyznaję pogląd z telewizorem i nie zaprosiliśmy go do domu. Zaraz po napisaniu do Pani, myśli me skierowały się jednak do punktu TV. Oooo, tu jest blokada! I Pani też tak myśli. Uznaję to w takim razie za fakt oczywisty, że TELEWIZOR ZABRANIA DZIECIOM CZYTAĆ KSIĄŻKI!!! Ta niewiasta, o której pisałam pochodzi z domu z telewizorem. I tabletem. A Astrid była pierwszą pisarką, którą poleciłam, bo nasze dzieci „połykają” jej książki. Dałam jej „Dzwoneczek”, bo mówiła, że takich fantastycznych nie lubi ( nie wierzę). Dziękuję, pozdrawiam, czytam:)))
    I Zytki inne ściskam, boć to niespotykane spotkać w jednym miejscu tyle Zytek. Znaczy się, miejsce to niesamowite jakieś?

  238. A wzmianka (u Cari) o macierzyńskim rysie naszej narodowości niespodziewanie przypomniała mi filmik, zalinkowany mi przed paroma dniami przez córkę. Chętnie bym się nim podzieliła. Zamieszczam link, pozbawiając go tych www i http, bo nasz formularz tego nie lubi. Obejrzyjcie! To filmik, pokazujący pewien autentyczny eksperyment. Uwaga, wzrusza i rozczula!

    facebook.com/teamdelorean/videos/10153557603834767/

  239. BeatoV. – dziękuję za wiadomość prywatną. Bardzo trafna uwaga o dopełnieniu moich książek przez obecność Natury. Tak! To samo zdarzyło się w moim życiu. Wystarczyło przenieść się do lasów, żeby stało się ono pełne.
    Dziękuję za dobre słowo polonistki. Jak wiesz, jestem samoukiem i amatorką, więc podobne pochwały profesjonalistów bardzo mnie radują.

  240. Magdaleno, a o takim jubileuszu nie pomyślałam! Dziękuję za przypomnienie, to przecież ważne!- i chyba z niego skorzystam!

    Beatuszko,(wiad.pryw.)- dziękuję! Cieszę się! Wiem, co czujesz! Sama zresztą też widziałam taką ewolucję. Serce się otwiera, bo nareszcie dotarło do celu.

  241. Cari, ależ tak, to TEN Thomas Merton. Czytam go stale od lat.
    Chciałabym usłyszeć tę rozmowę pradziadka! Bardzo bym chciała!
    A napiszesz o tym coś więcej? Proszę.

  242. Ależ to kwestia osobowości, Szkrabie! Nie mogło wszystko przebiegać u Ignacego tak, jak u Józka, i u Agi tak, jak u Doroty. W „Febliku” mamy do czynienia z dwojgiem artystów, nerwusów i dziwaków, „podchody” w realnym ich życiu trwałyby zresztą dłużej i nie rozstrzygnęłyby się w tempie takim, jakie narzuciła książka. Niełatwe zresztą wspólne życie ich czeka, ze względu na te ich „obronne” osobowości! – podczas gdy u Rudzielca i Dorotki wszystko oczywiście pójdzie jak po maśle. Życie nie jest sprawiedliwe, prawda?
    Świetny masz pomysł z wyprawą do skansenów! – cieszę się, że Cię do tego zachęciłam, taka zresztą była moja ogólna intencja. Polecam też szlak wielkopolskich kościołów drewnianych! Poruszające odkrycia gwarantowane.

  243. Jeśli akcja „Ciotki” nie musi toczyć się w 2016 r., na wesela jest za wcześnie, a na chrzciny (pierwszego Tygrysiątka) za późno, to wysuwam nieśmiałą sugestię, że w 2015 r. mamy podwójnych jubilatów- zarówno Ignacy, jak i Mila skończą 80 lat (I. w czerwcu, M. w grudniu), więc jesień jako czas akcji byłaby prawie pośrodku:)
    I byłaby to dobra okazja, by przy okazji powiedzieć coś o tych troszkę zapomnianych bohaterach, których tak domagają się Czytelnicy :) (Elce i Tomku, Cyryjku, Józku i Feli, czy Żakach)

    „Feblika” jeszcze czytam, dopiero wczoraj przesyłka dotarła, więc refleksje o nim nieco później.

  244. Świeżo po lekturze „Feblika”;)
    Mam mieszane uczucia. Na początku euforia, główna bohaterka – Agnieszka (tak jak moja żona) więc od razu jakoś bliżej sercu. Później jakoś zapał opadł. O ile „Wnuczka” została pochłonięta jednym tchem (i to kilkukrotnie), to „Feblik” miejscami mnie nużył (te podchody Agnieszki i Ignacego). Zero iskry i młodzieńczej spontaniczności. Pewnie wrócę do niego jeszcze wielokrotnie, gdyż czytanie Pani książek mnie odpręża. :)
    Chyba w przyszłym roku „wpakuję” rodzinę do auta i w drogę, szlakiem wielkopolskich skansenów;)
    Apetycznie Pani opisuje podróże po Wielkopolsce

    Jak już wspominałem, podoba mi się to, że akcja została przeniesiona pod miasto. Ciekaw jestem położenia domu Górskich. Domyślam się, że krajobraz jest jak z marzeń – las, jezioro, a i do miasta niedaleko. Czy pierwowzorem gospodarstwa Patrycji i Florka jest Soplicowo? Taka mała kraina „mlekiem i miodem płynąca”;)

    Rozumiem Pani argument. I szanuję go. Tylko proszę nie skrzywdzić Tygrysiątka imieniem;)

    Bardzo fajny pomysł z poprowadzeniem dwutorowej akcji w „Wnuczce do orzechów” i „Feblik”, wręcz mistrzostwo.
    Ciekawe jakby się czytało obie książki jednocześnie?? Kiedyś spróbuję:)

  245. Dzień dobry. Przeczytałam czyjś komentarz, że rzekomo na 82 stronie jest cytat z Mertona. Z TEGO Mertona? :D Z Thomasa Mertona? Pewien śp. senior-pradziadek z moich krewnych w Polonii był swego czasu w amerykańskim Gethsemani i rozmawiał z autorem „Meditation in the world of the action” o Polakach i macierzyńskim rysie naszej narodowości. To niesamowite, jeśli w książce na 82 jest właśnie TEN Merton? Czy się mylę? Jakby co będę wdzięczna za poprawienie mnie xD

  246. Tak, tak, Zgredziku, ona mu się już wtedy śniła!
    I to przy studni, bynajmniej nie suchej!

    Dobry wieczór, Jellisiu! Nareszcie z nami! Hura!

  247. Dobry wieczór, Ulubieni!

    Przeczytaliście już „Feblika”, widzę :))
    Tym razem jestem lekko spóźniona….Zamyśliłam się…
    Ale, ponaglona wczoraj wieczorem przez Beatissimę, przestałam bujac w tzw. umownie obłokach i dzisiaj mam już swojego „Feblika”!
    Ach! Starosto! Agnieszka …!! :))

  248. „Przed oczami ujrzał słoneczne, świetliste kręgi, z których wyłoniła się jasna postać Agnieszki, a jej głos szedł ku niemu również na drodze niewytłumaczalnie kolistej.
    – Maaaść… maaaść… – dudniła monotonnie, jakby z dna studni.
    Tak, musiała to być studnia, i to nie sucha bynajmniej, bo nagle rozległ się głośny plusk, jakby do wody wpadło z wysoka jakieś ciało.”

    Sprężyna, strona 112.

  249. Celne spostrzeżenie, Marcinie B.!
    Dziękujemy za pozdrowienia i przesyłamy wzajemne!

    Celestynko, a bo to Wasza wina.:)))

    Magpie, dziękuję za wiadomość prywatną – i za aż tyle żółtych karteluszków, przyklejonych do „Feblika”. Zwłaszcza ten na stronie 159 mnie ucieszył – to, że zwróciłaś uwagę na tych kilka zdań o prawdzie.
    Ach, świetne mam Czytelniczki! (I Czytelników!).
    Magpie, to co wyczytuję w Twoich wpisach, czyli wiadomości poślubne, rokuje jak najlepiej na przyszłość! Gratuluję!

  250. O tak, jest taka ciekawa zależność, że przy zmniejszaniu się terenu badań rośnie głębokość jego historii.

    Pozdrowienia dla Pani i całej rodziny.

  251. A to ciekawe z tym bestsellerem. Spojrzalam na rozne: tygodnia, miesiaca, roku (w kategorii:dla mlodziezy)
    Wiec w bestsellerach miesiaca i tygodnia: Feblik na 1 miejscu:) A w skali roku: juz na 8 miejscu! Po kilku dniach sprzedazy:) Ladnie.

  252. Przyjecie w jesiennej Daglezji? Piekny pomysl, jaki malowniczy!
    (Co do mdlosci – to ja najwieksze mialam przy przy Coreczce. Tak ze nigdy nie wiadomo.).
    Wzmianka o akcji w 2016 mi umknela, jak ten czas leci, oj tak… :)

  253. Szkrabie, może w Jeżycjadzie imienia Zofia nie będzie, ale za to wiedz, że jestem Ci bardzo wdzięczna za te argumenty! ;) z dnia na dzień coraz bardziej przekonuję się do mojego imienia :D

    A jeśli chodzi o Carcassonne… nigdy wcześniej nie słyszałam o tej grze, nie znam jej zasad, ale chyba już nigdy nie odważę się w nią zagrać. Zwłaszcza z potencjalnymi teściami :D

  254. Tak, Celestyno- pewne rzeczy mozna zastapic a pewnych sie absolutnie nie da! A gdzie mieszkasz we Francji?

  255. Szkrabie, imię Zofia jest w naszej rodzinie ulubione z powodu mojej Mamy, oraz nazwanej na jej cześć naszej starszej córki.
    A ponieważ domowe imiona mamy pod ochroną, Zosi w Jeżycjadzie być nie może. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz!

    Duśko, już? Szybko poszło!

    Marysiu13, chłopczyk chyba. No, albo dziewczynka.;)

  256. Cieszę się i dziękuje za obietnicę zdjęcia;)
    Dlaczego Zosia?
    Powodów jest kilka :)
    1. Pochodzenia greckiego (ukłon w stronę pradziadka Ignacego i babci Gabrysi – filologów klasycznych)
    2. Sofia – „mądrość”. „Następczyni” rodzinnych geniuszy: Ignacego i Łucji?
    3. Zosia Sopliczanka. Laura i Adam wielbiciele Adama Mickiewicza. Szczególnie w pamięci utkwiła mi Laura, która w „Czarnej Polewce” cytuje wieszcza dosłownie na każdym kroku.
    4. Akcja przenosi się na wieś. Odchodzi Pani trochę od wielkomiejskiego tłoku Jeżyc. (Duży plus z mojej strony za to;D) Widzimy, że coraz więcej osób z kręgu Borejków myśli o życiu na poza miastem. A z iminiem Zofia związane są piękne przysłowia m.in. „Święta Zofija kwiaty rozwija” oraz
    „Dla świętej Zosi kłos się podnosi”. Szczególnie to pierwsze pasuje (moim zdaniem) do mieszkańców ogrodnictwa „Daglezja”.
    5. Piękne, staropolskie imię. Promuje Pani ojczyste obyczaje, polski krajobraz i generalnie Polskę (żeby nie napisać Wielkopolskę, Heh:))
    Myślę, że znalazłbym jakieś argumenty jeszcze:)

  257. Tak :) Jestem rówieśniczką i Ani Górskiej i Łusi Pałys i to niemalże dokładną, one (jest wspomniane w Tygrysie i Róży) urodziły się 1.08.1998, a ja troszku jeszcze poczekałam i przyszłam na świat 2 sierpnia tegoż roku :)
    Mówię poważnie – tak się to fajnie zgrało :)
    Swoją drogą, aby było symetrycznie to może być jeszcze wielka podwójna 18-stka wyprawiona na jesień, jako że 1.08 kończy się ŚDM w Krakowie. ;)
    Choć pomysł podwójnego ślubu lepszy!!!! Wtedy byłaby okazja na zwołanie wszystkich

  258. Mi się wydaje, że Tygrysiatko będzie chłopcem. Kiedy Pulpa powiedziała, że Laura świetnie by wyglądała otoczona wianuszkiem chłopców ( czy coś w ten deseń, zdaje się, że w ,, sprężynie”), a ja całkowicie się z nią zgadzam :D

  259. Ach! Miałam już nie pisać wcale, aż do spotkania, ale nie wytrzymałam! Ja też mam wrażenie, że jest tu tyle pokrewnych dusz. I też raczej mało mówię, i mam zamiłowanie do porządku. Pani Małgosiu, takie smakowite wizje Pani przed nami roztacza! Już sobie wyobrażam to piękne wesele! A będzie bardzo piękne, jak mi podpowiada bujna wyobraźnia.
    Chcę Wam podziękować za to, że jesteście. Wszystkim. Niezastąpieni. Ciekawe, czy się rozpoznamy na spotkaniu, wśród tłumu.

  260. Dobry wieczór.:)
    Hm, ale jeśli przewidywana akcja Zgryzotki ma się toczyć w 2016 roku (Starosta napomknął) i to – najlepiej jesienią, to tak sobie myślę, że to by mogły być już chrzciny, ale… drugiego Tygrysiątka. ;) Bo to pierwsze będzie już chodzić i mówić, i dawno już skończy całe dwa lata. :)
    ;)

  261. :):)

    Bedzie zdjecie biurka i widoku za oknem? Swietnie.

    BeatoV, a to zabawne. Widze, ze nie tylko my uprawiamy przewoz paczkow za granice (tutejsze „boules de Berlin” to juz nie to..)
    Wyobraz sobie, ze moj maz (nie Polak) ukochal sobie paczki z roza i lukrem „od Michalka”, i teraz kazdy moj powrot z Krakowa odbywa sie w towarzystwie paczuszki, o ktorej zawsze najbardziej pamietaja moje kochane siostry:)

  262. Szkrabie, milion elementów się zgadza, ale miejsce jest całkiem zwykłe. Biurko, komputer, ołówki, spinacze, pisaki, te rzeczy. Najbardziej czarodziejski jest księżyc w oknie. Ale OK, zrobimy zdjęcie.
    Obrazek księżycowy trzeba by wyjąć z pięknej ramki, żeby go zeskanować – trochę szkoda. Pomyślimy.
    Dlaczego Tygrysiątko ma być Zosiątkiem? Po całodobowych mdłościach porannych widać raczej, że to chłopiec.
    Uznajemy Twój prymat w kwestii rodzinnych chrzcin!

    Natko, uściski mile przyjęte, a nawet odwzajemnione!

  263. Jest Feblik! Przylecial z Warszawy z moim mężem i paczkami z różą??? Od czego zacząć???????? :)

  264. Halo, halo.
    Chciałbym zaznaczyć, że pomysł z chrztem Tygrysiątka-Zosiątka oraz wielką, rodzinną imprezą to był mój pomysł.:) Skończyłem „Feblika”. Przemyśleń jest wiele. Ale o tym może jutro (lub w najbliższym czasie).
    Widzę, że nie tylko ja jestem ciekawy jak wygląda obraz na ścianie;)
    Pani Małgorzato jeszcze jedna prośba (sądzę, że wiele osób mnie poprze;))
    Czy istnieje możliwość zobaczenia miejsca przy którym tworzy Pani te wspaniała dzieła?? Mam chyba zbyt bujną wyobraźnie, bo widzę to miejsce jako coś magicznego z milionami elementów.
    Pozdrawiam

  265. Wpis pod Anonimem, to ja :) Z tych emocji zapomniałam sprawdzić, czy wpisałam nick :)

    Przy okazji: nieśmiałe, ale mocne uściski dla DUA! :) Co nieco już podczytałam, z niecierpliwości :) W sobotę będzie prawdziwa uczta dla duszy.
    No i oczywiście sporo informacji wychwyciłam z wypowiedzi kochanych Ksiegowych – ale to mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, będę czytać ze smakiem! :):)

  266. Mam, mam! Już w weekend będę czytać, teraz jestem zawalona nauką. Ale jest – świeżutka, pachnąca :)

  267. Tak, Kris, chrzest Tygrysiątka byłby w sam raz. Przyjęcie w Ogrodnictwie Daglezja? Mogłoby być śliczne. Jesienią zwłaszcza, kiedy całe hektary roślin w doniczkach żółkną i czerwienieją.
    Dzięki za pomysł. Jest o czym myśleć.

    Celestyno, a u mnie zawsze – świeży koperek i małosolne (i to, i to – tylko do wąchania).

  268. Jusiu.K z miłego Leszna (ahoj, Rydzyno!), bardzo mi miło, że Ci się „Feblik” spodobał. Ale uwaga, to jest trochę jak z miodem. Małą miseczkę można wyjeść ze smakiem, ale już słoik litrowy wywołałby mdłości. Wszystko jest kwestią proporcji oraz umiaru!
    Pozdrawiam serdecznie!

  269. Hehe, ciekawe czyje te sluby? Asymetrycznych (a i poniekad symetrycznych) kuzynow? :)

    Impreza rodzinna – a moze chrzest Tygrysiatka? (Co do plci, to opcji jest wiecej – przeciez to moga byc tez bliznieta!).
    Ciekawa jestem, jak Laura bedzie przezywac macierzynstwo – to jedna z moich ulubionych jezycjadowych bohaterek. (Scena jej przyjazdu i spotkania z Gabriela – piekna i wzruszajaca…).

  270. A widzisz, Zytko!
    My też Cię tu lubimy, a jak!

    Sowo, no, to się jeszcze zobaczy. Z tymi ślubami. Faktycznie, trzeba by raczej poczekać jeszcze parę latek.
    Ale weselisko zrobiłabym im w dolince! Wszyscy zaproszeni, księżyc, stoliki na trawniku, świece w słoikach. A tańce – przy akordeonie pana Chrobota.
    Albo jeszcze inaczej.
    Się pomyśli.

  271. Śledzę z przyjemnością Wasze komentarze i mam wrażenie że sporo Pokrewnych Dusz jest na tym swiecie :-) Pozdrawiam wszystkich Polonistów!

  272. Ślub już na III roku? Szybko, szybko.

    O, Pani przenikliwość natury ludzkiej jest wręcz przerażająca, chyba bym się nie odważyła zagrać z Panią w Carcassonne. Dobrze, że już nie jestem panną na wydaniu, bo ja jednak miewam chętkę na wygraną, nie zadawalam się samą estetyką gry, he, he. Z dodatków, tak naprawdę, jedyny sensowny to karczmy i katedry.

    A uwierzy Pani, że z natury jestem milczkiem podobnym Józefowi? Potrafię w ciągu dnia wydać z siebie tylko dwie monosylaby. Sama się sobie dziwię, ale KG wyzwala we mnie nieznane mi dotąd pokłady niepohamowanego gadulstwa. Widać, jak Józwa, mówię tylko wtedy, kiedy uznam, że warto. :)

  273. Kiedy mówi Pani o dwóch ślubach w tym samym kościele,to muszę przyznać,że pomyślałam o tym kończąc „Feblik”.;)

  274. No, z tym imbirem to nigdy nie wiadomo. W moim stanie blogoslawionym, organizm odrzucal wszystkie egzotyczne przyprawy. A juz na zapach czegos hinduskiego- curry, kmin- nogi sie pode mna uginaly.
    Na powrot za to odkrylam i docenilam tzw. czyste smaki. Warzywa tylko z dodatkiem soli, odrobiny pieprzu, swieza pietruszka. Jesli mieso – to biale i tylko posolone.
    Ciekawe, bo dziecko po wyjsciu na swiat, odkad zaczelo jesc cos poza mlekiem, uwielbialo egzotyczne i ostre potrawy..

  275. Droga Pani Małgorzato! Dziękuję za kolejną porcję wzruszeń! Przeczytałam jednym tchem! Listy Idy i Gaby – mistrzostwo świata! Przedtem po raz „enty” przypomniałam sobie poprzednie. Książka ma tylko jedną wadę – jest zdecydowanie za krótka :( Trzeba czekać na kolejną… Pozdrawiam z Leszna.

  276. Aniu, dziękuję za miłe słowa. a więc jesteś rówieśniczką Ani Górskiej? To jest dopiero fajny wiek!
    Masz rację, trzeba by pomyśleć o jakiejś wielkiej rodzinnej imprezie. Jakiś ślub? a może: dwa śluby, symetrycznie, tego samego dnia, w tym samym kościele? Byłaby okazja wszystkich zaprosić.

  277. Sowo, lubię obserwować grających. Carcasonne – bardzo wdzięczny sposób. Przepuściłam przez ten magiel obu przyszłych zięciów, ze skutkiem pozytywnym. Zięć architekt zwłaszcza zaimponował mi swobodą wyobraźni, światłym rozmachem i organizacją; nota bene, ZAWSZE wygrywa.

    Jestem pewna, że Twoje zamiłowanie do ładu tłumaczy Twój sposób gry i ja bym go zaraz rozgryzła.
    Masz jak zwykle rację, niektóre dodatki do tej gry są destrukcyjne, a znów inne – tylko dla picu.

    Kokoszko miła, chłopiec, powiadasz? Zastanowię się. Jest wszak jeszcze jedna opcja.
    Szkoda, że swego czasu nie wiedziałam o świeżym imbirze. Ale nawet gdybym wiedziała… przecież wtedy nie było go w handlu!

    Zuziu, a cóż za ładny pomysł: „Feblik” z perspektywy księżyca!
    No, Księżyc ma, trzeba to przyznać, dobry punkt widzenia. Ten się napatrzy, ho-ho!

  278. Pani Małgosiu, spotkał, spotkał. Panienka jak z okienka: maleńka, szczuplutka, jasnowłosa z warkoczem, pilna uczennica klasy maturalnej, w planach medycyna. A mój synuś oczarował ja swoim głosem i Leśmianem. Fajnie się obserwuje bardzo młodych ludzi, gdy odkrywają na nowo to, co my, starsi, dobrze znanym i rozumiemy. Z wielką życzliwością, rzecz jasna.;)))

  279. Inna fascynująca kwestia: te Borejkowe testy na potencjalnych zięciach i synowych, kiedyś przeprowadzane przez Ignacego (czy lubią literaturę klasyczną), a teraz przez Milę (gry). Zawsze przywodzi mi to na myśl wspomnienia Stefanii Grodzieńskiej, w jednej ze swoich książek opowiadała o rodzicach bezlitośnie sprawdzających inteligencję jej kawalerów, by ostatecznie zawyrokować, czy do rodziny będzie mógł wejść, czy nie. Ciekawe, że takiej przenikliwości nabiera się dopiero z wiekiem, że zakochani są na to ślepi. A ileż by to nieudanych związków nie powstało, gdyby widzieli na czas!

    A w grze Carcassone – mam to samo zapotrzebowanie na estetyczne zagospodarowanie terenu, co Agnieszka. Pewnie dlatego zakupuję większość dodatków (oprócz tych wybitnie destrukcyjnych i nie pozwalających zaplanować jakiejkolwiek długofalowej strategii), nie dla samych nowości reguł (można je wszak pomijać), tylko dla nowych elementów topograficznych.

  280. Woda z cytryną, kostką lodu i sokiem ze świeżego imbiru (korzeń przeciśnięty przez praskę do czosnku) – na pewno pomoże Tygrysicy – można jej poradzić ustami którejś bohaterki;) A później niech przegryzie kromeczką z szyneczką i ogóreczkiem, koniecznie kiszonym. Można tez wiśni skubnąć. I będzie dobrze! I będzie chłopiec! ;) wiem, co gdaczę :D

  281. Nie dość, że się urodziło, to już ma półtora roku. Ech, jak to szybko leci!

    Ciągle mi „Feblik” w głowie, jeszcze muszę pokomentować to i owo. Chesterko, DUA, celna uwaga z tym spaniem i niedospaniem głównych bohaterów! I te ich sny!

    Precyzja wypowiedzi Ignacego – to jest to, na co sama cierpię: ciągłe poprawianie wypowiedzi (swoich i cudzych), prostowanie nazbyt ubarwionych historii, uściślanie co, kto i kiedy powiedział – mam to ciągle. Otoczenie strasznie się tym denerwuje a to ma piękną wykładnię filozoficzną. Mówią, że się czepiam, że podkopuję im autorytet, a ja po prostu nie chcę zafałszowywać rzeczywistości! Tak to właśnie czułam, ale nie umiałam wyjaśnić. Dzięki Ci, Ignacy, już wiem jak się mam z tego tłumaczyć.
    Zauważyłam też, że ta konieczność prawdy idzie u mnie w parze z zamiłowaniem do symetrii, ładu, porządku. Ale nie takim jak u bogaczy z Sołacza, nie muszę mieć wszystkiego parzyście. To raczej pedanteria charakteryzująca Herculesa Poirota. Każdy przedmiot ma swoje określone miejsce, bo inaczej zaburzy się estetykę przestrzeni.

  282. Dzień dobry!
    A ja się właśnie zastanawiam,jaki były „Feblik” opisany z perspektywy księżyca .

    Chesterko,nie tylko ciągle się śpią,ale też(a przynajmniej Agnieszka)ciągle się kąpią.

    Lecę czytać,trzeba wykorzystać dzień, w którym nie ma nic zadane z matematyki,to DZIĘKI omawianiu sprawdzianu(znowu 3):(

    PS Tak,tak,niech Pani pokaże księżycowy obraz!

  283. Skończyłam wczoraj czytać Feblika – jest to najlepsza książka jaką czytałam w ostatnich czasach :) Tyle jest w niej starych i przez mnie kochanych bohaterów. Tyle zwrotów akcji, wspomnień i nawiązań do poprzednich tomów – oj muszę sobie odświeżyć Noelkę, jak miło widzieć tę Wigilię tu oczami Grzegorza, a w McDusi oczami Babi. I to pierwsze zdanie Józinka – „Bić krasnala” – oj mam ochotę przeczytać sobie całą Jeżycjadę raz jeszcze :D
    Najbardziej jednak ze wszystkiego urzekają mnie e-maile Idusi – oby ich jak najwięcej było i w kolejnych powieściach! :) A Gabrysia, niegdyś wspaniała 17-latka a dziś cudowna babcia :) Ciekawe jakie będzie jej kolejne wnuczę – tygrysiątko? Może poznamy go już w Ciotce Zgryzotce? – Czy będzie nią Ida? :)
    Mam nadzieję na spotkanie w niej ze starymi bohaterami :) Ale, jakbym miała powiedzieć kogo najbardziej chciałabym spotkać to trudno byłoby mi się określić. Na pewno, Norę (w jakim jest ona wieku?) i jej siostrę, a moją rówieśniczkę Anię, ponadto chętnie dowiedziałabym się, co słychać u córek Grzegorza i Roberta – może jakaś wspólna Wigilia, albo inne rodzinne wydarzenie będzie w Ciotce? Oraz o Genusi, a dzisiejszej pani profesor Aurelii. :)
    Dziękuje za Feblika!!!!!! :)
    Zauroczona Pani książkami,
    Ania
    P.S. Chyba zacznę czytać go od początku :)

  284. Jesienna Ado, ucieszyła mnie wiadomość prywatna od Ciebie. Jak dobrze, że w życiu też są szczęśliwe zakończenia!
    I jak dobrze, że choć troszkę pomogłam. To dla mnie radość!

  285. No właśnie, Sowo! W gruncie rzeczy, jak się tak zastanowić, to Tygrysiątko już się urodziło. Do licha! Sama jestem ciekawa, kto to jest.

  286. Marcinie, dzięki za obszerną odpowiedź. Nie, ślubu w Nekli nie będzie, bo Agnieszka ma parafię na Jeżycach, Ignaś też, więc jak już, to tam.
    Trochę o Nekli poczytałam, wiem, że dużo się dzieje. Przeczytałam w swoim czasie jakąś ciekawą stronę wspomnieniową, opowieści o dworze i jego mieszkańcach, no i o Józefince. Nic z tego nie weszło do powieści, ale przynajmniej czułam, że wiem, gdzie jestem.
    Lubię Wielkopolskę! Miasteczka z tradycjami niepodległościowymi, rzetelne i pracowite wioski.
    Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę.

    PS. Celestyna super dziewczyna!

  287. Ha! Od lat wmawiam Panu Puchaczowi, że pełnia MUSI wpływać jakoś na pogodę, bo najczęściej jest wtedy bezchmurne niebo. A on niezmiennie mówi, że nie ma żadnego wpływu, że tylko mi się wydaje. Zna się na tym, więc staram się mu wierzyć, ale słabo mi z tym idzie.

    Muszę w końcu posiać malwy w ogrodzie, Pan Puchacz od dawna o tym marzy, bo przypominają mu dzieciństwo. Miło, że tak długo kwitną.

    A Tygrysiątko będzie równolatkiem z Sowiątkiem! Może tylko ciupinkę młodsze. Przyjemnie będzie obserwować jego rozwój.

  288. Kochana DUA, tyle tu pięknych recenzji!:) Przychylam się w całości, konstatując, że „Feblik” i mnie zachwycił i oczarował. Nie mogłam się oderwać (jak zwykle przy „Jeżycjadzie”), a tu jeszcze Dziecię (jak na złość?:) nie chciało spać, więc się troszkę czytanie przeciągnęło;). Pięknie, pięknie, czytanie było prawdziwą rozkoszą:).
    Nie chcąc powtarzać jakże trafnych opinii Księgowych, dodam jeszcze, że wspaniale Pani ujęła „barwowe” postrzeganie świata przez Agnieszkę. Bardzo interesujące fragmenty – można się przekonać, jak artysta (malarz, plastyk) postrzega otaczający go świat. Super ta Agnieszka:) i to pomimo tak niesprzyjających okoliczności rodzinnych… . Aha, i opisy kobiet, „jako takich” – dziękujemy, dziękujemy! Jakie to ważne, że Pani tę kobiecą naturę tak pięknie podkreśla! W tym kontekście przypominam sobie Pani wypowiedź z wywiadu udzielonego w ramach akcji „Cała Polska czyta dzieciom”, że to właśnie świat kobiet bardzo Panią interesuje:).
    Co za sensacja, że obraz z księżycem rzeczywiście istnieje, i to jeszcze w samym domu Autorki…! Czekam i ja na jego debiut w internecie (jeśli będzie wolno, oczywiście:)).
    P.S. DUA, komentarz Agnieszki z łapaniem odyńców nadal mną „trzęsie”:DDDD!

  289. No właściwie tak, kto ma do mnie trafić to zazwyczaj nie trafia. Np. pani listonosz z InPostu (niech no ja ją gdzieś dopadnę). Ale to są długie historie, nie chcę zajmować Autorce Jej forum.

    E tam, Google. Zdjęcia aktualizowali dopiero w zeszłym roku, albo w tym. A na Streetview jest tylko główna ulica. I przepiękny tył szambowozu sołtysa Kokoszek na każdym zdjęciu :)

    Do Nekli zapraszam, można się przejść, aczkolwiek wiele nie opowiem, bo ja element napływowy jestem. Jest jednak taki miks, starszej i młodszej zabudowy. Stare stodoły też są ale większość budynków jednak to początek dwudziestego wieku i lata międzywojenne.
    Urząd Miasta i Gminy wydał kalendarz na 2015 rok ze starymi i nowymi zdjęciami tych samych miejsc w Nekli, bardzo fajnie się to ogląda.

    Feblika jeszcze nie kupiłem. Czekam czy ktoś mi nie kupi na imieniny :) Więc się o autobusach nie wypowiem. Jakieś kursowe chodzą, chyba PKSu Gniezno. Jeździ też gimbus nekielski, z którym ścigam się do pracy… Tego… Dużo osób jeździ busikami Marco Polo. Rano się fajnie jedzie do Wrześni, bo ładne licealistki wsiadają i… Tego… No i autobusy Volkswagena. Właśnie! Dlaczego u Pani nikt nie pracuje w VW? Połowa Nekli tam robi!

    Kościół piękny. W porównaniu z innymi kościołami to prawie nówka. 1906 rok czy jakoś tak. Ślub tam brałem, a i dzieciarnię chrzciłem. A właśnie, czy Agnieszka jest z Nekli? Bo ślub jest w parafii panny młodej. Jak mi pani zrobi ślub w Nekli to tego nie zniesę.
    Od lipca 2013 jest nowy proboszcz. Od lipca 2015 jest nowy wikariusz.

    Poza tym Nekla w czerwcu organizuje na wianki słynne na całą okolicę pokazy sztucznych ogni. I jest Klub Miłośników Syrenek (samochód, nie kobietoryb). I działa bardzo prężnie towarzystwo kulturalne, mają wiele fajnych inicjatyw.
    W ogóle dużo się dzieje. Wpadłaby Pani na to, że można np. złamać strażacki wóz bojowy? Można.

    PS W razie potrzebnych informacji o Nekli służę pomocą. Polecam też stronę www „Wiadomości Wrzesińskich”.

    PS2 Zmyliła mnie Pani z tytułem „Wnuczka do Orzechów”. Myślałem że do jakichś dziadków o nazwisku Orzech przyjedzie wnuczka.

    PS3 Rola taty Łukaszka jest już obsadzona. Ja to bardziej ojciec chrzestny. Albo sprężyna. :)

    PS4 pozdrowienia dla Celestyny.

  290. A moze, moze.

    Pani Malgorzato, tak pieknie tu niektorzy o Febliku pisza, czytam z zaciekawieniem, i grzecznie czekam, az na mnie przyjdzie kolej:)

    Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie.
    Piekna mamy jesien tego roku:)

  291. No, bo warunki atmosferyczne NAPRAWDĘ wpływają bezpośrednio na nasze losy i zachowania. Sterują nawet nimi niekiedy! Racja, Kris, i jest to niezwykle ciekawe.
    Zamówieniom postaram się sprostać. Ale szkoda, że w powieści, jeśli ma się dobrze ją czytać, nie zmieszczą się jednak wszyscy. Mała Mila, no racja!
    Dobrze, pomyślimy.

  292. Dzien dobry!
    Podobnie jak Maja, tez mysle, ze Ogorzalkowny-figlarki jeszcze dojrzeja i zmadrzeja, w koncu to corki wspanialej Kreseczki.
    Lubie te powracajace (na rozne sposoby) w Jezycjadzie motywy ksiezyca i burzy wplywajace na rozwoj wydarzen i na relacje miedzyludzkie. Nie mozna sie odseparowac od Natury! I nie mozna, jak widac, pozostac obojetnym na ksiezycowa pelnie i na wyladowania elektryczne.
    Niektore sformulowania Idy we mnie tez wywolywaly wybuchy smiechu, cudna jest! („Bedzie cacy”). Dziekuje, DUA, za taka Idusie. :)
    Ciesze sie, ze w „Ciotce” poczytamy troche o Ani i Norze, mam nadzieje, ze znajdzie sie tez miejsce dla malej Mili (chcialabym ja blizej poznac) i dla Karolka.
    Milego dnia!

  293. Hehe, chyba znam Marcina skadinad, i lubie.

    Ale do Nekli sie nie wybieram, spokojna glowa, Panie Marcinie:)

  294. Maju, dzień dobry! Dochodzą, dochodzą. Trzeba tylko je zaakceptować.
    Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa! Jak to dobrze, że piszecie tu, co specjalnie lubicie! Czuję się jak pani domu, która zbiera zamówienia na świąteczny obiad i już obmyśla, jak przyrządzi wasze ulubione potrawy!
    Pozdrawiam serdecznie!

    Międzyczasie, dziękuję za wiadomość pryw. Ano, jak Ty mnie, tak ja Ciebie.
    Pozdrawiam Pana w Muszce czyli Oliwerka!

  295. Tak, trafna obserwacja, Chesterko!
    W dodatku, choć ciągle śpią, są ustawicznie niewyspani.

    Marcinie, ależ się zaśmiałam!
    Muszę Cię rozczarować: nie trafią do Ciebie. No, chyba że powiesisz szyld „Tekla w Nekli”! Ale przecież nie masz charakterystycznej stodoły w podwórzu, co? Owszem, dla orientacji oglądałam uliczki i domki Nekli na Googlu, ale stodołę sama stworzyłam.
    Nie zmieściła mi się , niestety, w powieści 200letnia grusza Józefinka.
    Za to jest Wasz piękny kościół!
    A autobusy się zgadzają , co? He, he.

  296. Intryguje mnie, że I. I A. ciagle śpia, tacy „śpiacy rycerze zaklęci”. Jakby sen miał im pomóc unieść to, co się dzieje w ich życiu i zwłaszcza u Agi wyłaczyć jej dotychczasowe sposoby na życie i otworzyč na intuicję. Wszak to sen o E. popycha ja do decyzji.

  297. No i co ja mam teraz zrobić jak mi pielgrzymki fanek będą do drzwi dzwonić? Mam śpiewać „Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka”?

    Mieszkaniec Nekli.

  298. Czy komentarze pisane przez czytelniczki i czytelników zawsze dochodzą? Boję się , że mój nie dotarł, a był obszerny, więc nie chcę go wstawiać raz jeszcze.

  299. Kochana Pani Małgosiu!
    Feblika przeczytałam z największą przyjemnością. Bardzo się Pani udał. Nareszcie Ignacy dorósł i nie jest, jakby to powiedział Józef „miągwą” :), a wręcz przeciwnie miłym i interesującym mężczyzną.
    Feblik przeniósł mnie w krainę młodzieńczych uniesień i przypomniał o tym, co w życiu najpiękniejsze. Wzruszyły mnie fragmenty o seniorach rodu Borejków ich cieple, dobroci i mądrości. Ucieszyły mnie i rozbawiły listy sióstr – Gabrysi i Idy. Podobały mi się wzmianki o miłości Idy i Marka w jakże sprzyjających i malowniczych okolicznościach przyrody. Chyba pójdę tym samym tropem i wraz z mężem wybierzemy się nad jezioro gdzieś w głuszy, gdzie będę się mogła na niego rzucić ;)
    Wracając jednak do Feblika, który będzie jednym z moich ukochanych tomów Jeżycjady. Cała książka jest cudowna! Oczywiście, jak każdy czytelnik mam swoje ulubione fragmenty. Należą do nich pełna napięcia scena nad jeziorem z Ignacym i Agnieszką, przyjazd Laury i oczekiwanie małego tygrysiątka (na pewno będzie cudowne), a także jakże bliskie memu sercu fragmenty o grach rodzinnych, które tak uwielbiam. Bez nich nie wyobrażam sobie życia rodzinnego. Bardzo spodobały mi się także fragmenty dotyczące Matalii i jej rodzinki zmierzających do kąpieli pod parasolem – cudny pomysł Babi :). Lubię też Pani smaczki kulinarne, zawsze czytając o nowych przepisach robię się głodna. No i kocham gospodarstwo Florków. Marzę o spędzeniu wakacji w takimże klimacie sielsko – anielskim. Jednym słowem Feblika kocham miłością czytelniczą najwierniejszą i najszczerszą. Z niecierpliwością czekam na Ciotkę Zgryzotkę.
    Widzę, że grono Pani czytelników czeka na spotkanie z Cyryjkiem, a ja z kolei tęsknię za Ogorzałkami. McDusia mnie rozczarowała, może choć Marysia okaże się weselsza, mądrzejsza i serdeczna. Przecież dzieci tak cudownej pary jak Kreska i maciek oraz prawnuczki profesora Dmuchawca nie mogą być tak nieczułymi istotami.
    Chociaż rodzinę Borejków kocham nieomalże jak własną brakuje mi pozostałych bohaterów i ich rodzin. Ciekawa jestem rodziny Cesi Hajduk, Julii z domu Żak. Interesują mnie losy młodych Żeromskich i dzieci Bebe lub Aurelii. Brakuje mi drobnych bohaterów drugoplanowych, są oczywiście Wikta,Andzia, czy Tekla, ale nie ma kogoś tak pomysłowego, wesołego i zaradnego jak np. brat Maćka Ogorzałki. Mam nadzieję na spotkanie z nimi w kolejnych tomach. Ściskam!
    Maja – szczęśliwa mama dwóch rozbrykanych małych diablątek – Alicji i Toli, żona kochanego męża.

  300. Jeszcze zajrzałam przed snem i widzę, że nie odpowiedziałam Sowie w kwestii obrazka z dynią. Tak, widziałam go! Oczywiście. Zaraz zajrzałam, ale zapomniałam skomentować. A miły. Malwy są.

    O, zauważyłaś, Sowo, moje ćwiczenia stylistyczne! Lubię je. Tworzenie krajobrazu z głodną Idą we „Wnuczce” przysporzyło mi dużo uciechy, a znów turpistyczne widzenie świata pamiętam z trudnych lat młodości i teraz już mogę się z niego śmiać. (Nota bene, dzielę z Ignasiem wiele idiosynkrazji).
    Ciekawa uwaga o intuicji. Możesz mieć rację, logika zawsze jest u jej korzeni. U korzeni intuicji. Aha, ale przecież u korzeni racji też!

    Księżyc: naukowcy zaprzeczają ostatnio temu, by miał wpływ na pogodę. Ale ja go nieustannie obserwuję (wschodzi za oknem mojego pokoju) i wiem, że pełnia zawsze wiąże się z odmianą. Przychodzi przełom. Tak więc w tak upalne lato księżyc był ważną osobą powieściową.

    Dobranoc!

  301. Jednak wstałam, muszę odpisać teraz, bo inaczej nie zasnę.

    Skansen nie był bez powodu, tylko na zasadzie skojarzenia z lepieniem dzbana. W skansenach lepienie garnków jest bardzo w modzie. Bo to, co zazwyczaj zwiemy intuicją, ja nazywam żelazną logiką. Bom umysł półścisły i niedowierzam w istnienie intuicji. A przynajmniej, że ja ją posiadam.

    Wiem, że Księżyc był we „Wnuczce” (i nie tylko tam), bo Pani go bardzo lubi. Odniosłam tylko wrażenie, że tutaj jest go bardzo dużo, że on wręcz konstruuje, przenika i scala całą historię. Bardzo, bardo mi się to podoba, na coś takiego (nieświadomie) czekałam!

    Opisywanie tego samego z różnych perspektyw też już dawno w Jeżycjadzie zauważyłam, to jest niezwykle interesujące. Czytając „Wnuczkę” miałam nawet taką myśl, że gdybym była polonistką, to bym uczniom zadała taką analizę (a potem własną próbę pisarską), jak różne nastawienie do świata poszczególnych ludzi zmienia odbiór rzeczywistości. Jako ilustracja ćwiczenia – turpistyczne obserwacje przyrodnicze Ignacego po wyjściu z pociągu na wiejskiej stacji oraz zachwyt nad sielskim krajobrazem poczyniony przez głodną Idę. Polonistką nie jestem, ale może komuś pomysł się przyda.

    I jeszcze przypomniał mi się bardzo zabawny opisik drapiącego się po torsie osobnika (chyba ochroniarza?) – z chrobotem.

    Teraz już naprawdę dobranoc.

  302. Ach, Sowo, księżyc już we Wnuczce był, ten sam. Tak, miałam w planie. Lubię opisywać księżyc.
    Lubię opisywać na różne sposoby ten sam obiekt lub wydarzenie. To taka dobra gimnastyka umysłowa. Wyzwanie. Burza, na przykład. Przyrzekłam sobie, że nigdy się nie powtórzy ten sam jej opis.
    Księżycowy obraz istnieje naprawdę, i oczywiście Agnieszka nie jest jego autorką, i mam nadzieję, że go Wam pokażę!- ktoś już o to prosił w wiadomości prywatnej. Muszę tylko sprawdzić, czy mam prawo. Ale chyba tak, bo go kupiłam od twórcy, tak mnie zachwycił ten pejzażyk księżycowy. No, to jest mój. Wisi u mnie nad kominkiem i codziennie na niego patrzę.
    Ach, prawda, przecież Ty i skansen odgadłaś, kompletnie bez powodu, pamiętam, jak mnie to zaskoczyło! Ach, Sowo, masz intuicję, naprawdę, godną uwagi!
    Dziękuję za recenzję!

    AniuG. a czy Twój Miągwa nie spotkał już kogoś przypadkiem? Ależ to będzie ciekawe, co?

    Zgredziku, dziękuję za recenzję prywatną! I to przy takim braku czasu napisaną!
    No, naprawdę.

    Ago, dzięki za docenienie Bogatki. Sama się śmiałam, kiedy mi się samo napisało: „i następnie sylabizując ich nazwy”. Ryknęłam śmiechem po prostu!
    A dawno się tak nie śmiałam.

    Dobranoc i za wszystko wszystkim dziękuję! Także za to, że mam dla kogo pisać.

  303. Nie będę dziś komentować Spraw Najważniejszych: miłości (niesamolubnej) i ufności, przemijania, kształtowania osobowości, odwagi bycia sobą, modlitwy. Dużo już o tym tu napisano i pod wszystkim się podpisuję, a inne refleksje muszą jeszcze dojrzeć. Dziś tylko kilka detali, które mnie zachwyciły.

    Do intuicji dorzuciłabym jeszcze skansen – co prawda występuje on w innej roli niż teoretyzowałam, ale jednak. Zanim kupiłam książkę, oglądałam w Internecie wielkopolskie skanseny, piękne są.

    Księżyc. Nie wiem, czy jego wszechobecność w jakikolwiek sposób wynikła z mojej namolności w tym temacie (może to tylko moje wishful thinking), czy i tak miała to Pani w planie opisać (wtedy to będzie też w kategorii „intuicja”), ale jestem zachwycona. I obserwacjami Perseid i Księżyca u Pulpy (z obowiązkowymi ciasteczkami owsianymi!), i różnorodnością księżycowych opisów. Mój ulubiony – lampion żarzący się od środka. Księżycowy obraz u Agnieszki – straaasznie chciałabym go zobaczyć.

    Malwy. Mój symboliczny koniec lata. Znowuż intuicja, bo ostatnio myślałam o nich, w kontekście obrazka dziewczyny z dynią, który Pani podsyłałam w wiad. pryw. Nie wiem, czy miała Pani czas go zobaczyć, ale tam też są malwy! Zastanawiałam się, czy one jeszcze kwitną w Polsce, kiedy dynie są już dojrzałe, czy to tylko ma miejsce we Włoszech, czy może malarz się pomylił. Nie mam malw w ogrodzie, to nie wiem. I zabawne – czego Kopciuszek nie zmieścił w swojej lodówce, upchnęła u siebie Pulpa. :D

    Ignacy. Zasze wolałam go od Józefa, właśnie za to, że miągwa. Miągwom trudniej w życiu, bo jakoś muszą się nie tylko z rzeczywistością, ale i dodatkowo z samymi sobą zmagać. Trudne to. Cieszę się, że i on się wreszcie doczekał odrobiny szczęścia. :)

    Agnieszka – takie bohaterki przemawiają do mnie bardziej niż zaradna Dorota. Bo mają w (literackim) życiu jak Ignacy :) I zgadzam się z tym, co ktoś już tu powiedział, że Ignacy będzie miał ciężko z teściową i szwagierką, też o tym pomyślałam. Zakochani tego jeszcze nie widzą, ale jak się zacznie proza życia, to Ignacy będzie miał dodatkowe zmagania… I już widzę oczami wyobraźni to spotkanie obu rodzin…

    Opisanie świata przez pryzmat malarstwa. Naturalne farby. Piękne to.

    Pawi pióropusz erudycji. Cudo. Biorę w użytek.

    A teraz idę odespać nocną lekturę, reszta potem. Dobranoc.

  304. A mnie najbardziej rozśmieszyła charakterystyka Bogatki (ta z listu-maila Idy do Gabrysi)-czytałam z dziesięć razy ten opis, pokładając się ze śmiechu. Ach, ta Idusia szalona..,ile radości i humoru wnosi ta Ciotka-Zgryzotka!

  305. Pani Małgosiu, Feblik znaleziony, zakupiony i przeczytany jednym tchem. Dobrze, że dziś niedziela ;))
    Uśmiałam się serdecznie a i wzruszyłam bardzo(rycerski Iganś zabierający swą królewnę z jamy smoczycy Tekli). Jaki dzielny, męski, zdecydowany. Aga urocza.
    A jezioro, a opisy nocy i Perseid, i mój ukochany Florek.
    Realizm i poezja przeplatają się strona za stroną.
    Idę do łóżka i zaczynam czytać od nowa, bo pierwszy raz pochłonęłam z lekka nieprzytomnie, a łapczywie.
    Dziękuję, dziękuję i czekam wytrwale na jeszcze.

    PS. A Ignaś to wypisz wymaluj mój Jasiek. I urodą i osobowością i awersją głęboką do os i szerszeni( różne wpadki w panice). I miągwą bywał nazywany w dzieciństwie( ale w nogę grać lubił). I student z niego wytrwały, już na II roku.
    .

  306. Anko, to bardzo się cieszę, że tak skutecznie mi się udało Ignasia zrehabilitować!

    Domniemajko, dziękuję za obszerną wiadomość prywatną. Bardzo mnie ucieszyła! Doceniłaś Perseidy etc.!
    Pozdrawiam najserdeczniej, dobranoc!
    Aha, i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Domniemajko!

  307. Czytam Pani książki od lat. Na każdą czekam niecierpliwie. „Feblika” przeczytałam w jeden dzień. Jeżycjadę mogłabym czytać na okrągło, uwielbiam jej klimat i bohaterów. Dziękuję za kolejny wspaniały tom. Choć Ignacy Grzegorz nie był dotychczas moim ulubionym bohaterem (to przecież taka Miągwa :) to po „Febliku” poczułam do niego dużą sympatię. Czekam na kolejne części :) Pozdrawiam cieplutko-Ania

  308. Aniu, pewnie dotrę, jak zbudują już tę szybką autostradę. Wtedy będę u Was w ciągu godziny! Jak miło! Lubię Wrocław, ale na razie żmudnie się do niego jeździło. Albo korki, albo wlokący się pociąg.

  309. No, długi rozdzialik, w rzeczy samej!!!
    Aneto, ściskam Cię serdecznie!

    Dmc, dobrze, pokażemy córki Pulpy, jak tylko wrócą z Hiszpanii.
    Co do wiadomości prywatnych: całkiem to proste. Piszesz normalną wiadomość, ale dodajesz, że jest ona tylko dla mnie, albo: „to prywatnie” ! Można dużymi literkami z wykrzyknikiem, ale my tu i tak bardzo uważamy, i ja, i Adminka. Jeśli nie chcesz, żeby Twój wpis się ukazał, tylko daj znać, a się nie ukaże. A ja przeczytam i odpowiem.

    Aniu i Haniu, potem też zmienia.:))))

  310. Przynioslam Feblika do domu. Radość,ze mam,ale schowalam pod innymi książkami. Wiadomo jak zaczne to juz nic mnie nie oderwie i znów będzie zalosc ze juz po i ze trzeba czekać na następną Pani książkę . Feblik lezal jedna noc i caly dzien do wieczorka. I sobie pomyslalam jeden rozdzialik, tylko jeden..Cos dlugi ten rozdzialik ,pomyslalam jak się skonczyl. Cale 256 stron mial… Pani Malgorzato dziękuje.. kocham Panią niezmiennie juz 30 lat . Pozdrawiam i dużo dobra i mnóstwa zdrowia życzę . Aneta

  311. A ja stęskniłam się za Elką i Tomkiem, których jak mi się zdaje nie było od (ukochanej) Noelki. No i jeszcze chciałabym poznać Anie (moją imienniczkę i prawie rówieśniczkę) i Norę. Na tym kończy się moja lista życzeń;) Nie mogę się doczekać Ciotki!
    A jak można wysyłać do Pani wiadomości prywatne o których często Pani wspomina, bo nie potrafię tego rozgryźć?

  312. ;-DDD może, może. Miłość wszak zmienia świat, zwłaszcza w momencie pierwszego zauroczenia :))

  313. A jakie ja mam wspaniałe, wnikliwe Czytelniczki! (I czytelników!)
    Wszystko zauważą.
    Nawet kolor organiczny gdzieś po drodze.:)))
    Dziękuję, kochane dziewczyny.

  314. Przyznam, że dawno już nie czytałam o tak wczesnej porze. Ale dla niektórych noc jest chwilowo jedynym czasem wolnym jaki mają. :) „Feblik” wspaniały, zrobił na mnie duże wrażenie i będzie (już jest) jednym z moich ulubionych tomów. Recenzje będą potem.

  315. Rozlozylam sobie czytanie na dluzej, bo chcialam sie obudzic i cieszyc dalszym czytaniem nieznanego.Pierwsze wieksze wybuchy smiechu towarzyszy krotkiej charakterystyce meza Tekli ( te w nawiasach). (str 9)
    44 – ” mdleje i zemdlala”
    56-„Rzuce sie teraz na niego” Idusia i jej listy sa boskie.
    Rozmowy przy peknietej scianie uswiadomila mi ze odwieczni ” wrogowie” sa juz uksztaltowanymi mezczyznami ( choc wciaz meznieja).
    Gdzies po drodze kolor organiczny, hehe.
    82 Merton, piekny cytat.
    83 rozmowa o krytyce i wniosek koncowy, cudne
    97/98 zieciowie z tesciem, plejada milych wspomnien.
    Takze rozmowa kuzynow, wlasciwie ich dojrzalosc mnie rozczulaly i bawily.
    116/117 Matka, ktora pragnie widziec swoje dzecko szczesliwym, wzruszajace.
    124 Myslace narzedzia.

    Duzo tych uwag, mam wiecej i powinnam to ulozyc w pelnia zdania, a nie tak telegraficznie, ale to z wiadomych powodow. Tymczasem poprzestane, mam takie same uczucia jak wiekszosc ludzi tutaj. Te ksiazki mnie ksztaltuja, przeciez wciaz, kazdego dnia dokonuje wyborow miedzy dobrem a zlem, nawet w najmniejszych zmaganiach i rozne bywa. Po przeczytaniu tej ksiazki, chce byc lepsza, madrzejsza I chce sie staram bardziej( dotyczy wszystkiego).
    Lubie tez ilustracje.
    Dziekuje

  316. Skoro wspominacie rozne strony – to ja wskaze 221 (poczatek opisu na 220) – piekna! Nie wiem, czy akurat ta ulubiona (ciezko wybrac), ale zapamietalam ten obraz. :)

  317. „Feblik” jest wspanialy! Staralam sie nie spieszyc za bardzo z lektura, dozowac sobie przyjemnosc, ale ksiazka tak ciagnela… Przepiekne, tak roznorodne opisy barw i natury, to jezioro w poswiacie ksiezyce i jego „cekiny”…

    Do wnikliwych refleksji chetnie powroce, do wszystkiego zreszta!

    Lubie i symetrie, i asymetrie! A piosenka rzeczywiscie zaskakujaca. :) Dziekuje, dziekuje, kochana DUA, napisze wiecej na spokojnie, no i juz czekam na „Ciotke Z.”!

  318. Co za ulga, Kochana Pani Małgosiu! Niech sobie żyją po prostu napisałam, że pewnych rzeczy nie da się zatrzymać może to, zresztą lepiej, bo co to byłby za świat bez śmierci. Gdybyśmy mogli żyć sto tysięcy lat? Jak to napisał Pan Makuszyński kiedy rozważył, ile kilogramów mięsa zjadłby, wtedy człowiek… Odnośnie mojej wczorajszej wiadomości prywatnej, to dopiszę jeszcze zabawniejszą jej część, aby wyobraźnia tak bardzo nie pracowała. Naprawdę Pani książki są popularne w najrozmaitszych kręgach. Będąc w liceum spotkałam kilka namiętnie zaczytanych w tym konkretnym gatunku nauczycielek oraz przesympatycznego zakonnika, ojca Sebastiana z zakonu Kapucynów. Kiedyś po wspólnej modlitwie na koniec lekcji spytał mnie, co teraz czytam. Odparłam, iż córkę Robrojka autorstwa Pani Musierowicz. Na co wybuchnął serdecznym śmiechem, stwierdzając, iż uwielbia Józinka z jego ripostą o krasnalu Ha, Ida dostała za swoje! Jeszcze się dziwiła czemu milczał… Teraz to już pan Józef, jak ten czas leci..

  319. Bardzo dziękuję za przemyślenie!

    Muszę przyznać,że bardzo się boję tego momentu, kiedy zabraknie Ignacego i Mili.Stworzyli tak niepowtarzalny dom,w którym każdy poczuje się dobrze,poczuje się doceniony.
    Na konkursie kuratoryjnym z języka polskiego,trzeba było napisać jak rozumiemy tytuł „Opium w rosole”.Dopiero wtedy tak naprawdę prawdziwie zastanowiłam się nad tym,czym jest to „opium”,a przecież to takie proste-miłością.Tak pięknie mówi o tym fragment przytoczony przez Marchewkę.Nie każdy potrafi zobaczyć miłość,a wystarczy jej odrobina,abyśmy inaczej,lepiej spojrzeli na świat.U Borejków króluje miłość i chyba to sprawia,że są tak wspaniałą rodziną.
    Jeszcze się podzielę moim przemyśleniem co do fragmentu rozmowy ze strony 81,bo tak jak błędy i pomyłki są elementem naszego doświadczenia,to wszystko co złe jest po to,abyśmy nauczyli się doceniać dobro.

  320. Marchewko (wiad.pryw.), i mama też.
    Dziękuję za to piękne wspomnienie. Masz rację, tak właśnie jest, czuwają, wierzymy w to. I czasem pozwala nam się widzieć wyraźnie, że słusznie wierzymy.
    Mądra jesteś dziewczyna, ściskam Cię serdecznie.

  321. Chesterko, grunt nam nigdy się nie usuwa spod nóg. To tylko takie nasze wrażenie. Rodzaj złudzenia.
    Trzeba wiedzieć, że trudności są nam dane po to, byśmy mogli je pokonać i zwyciężyć, a ośmieszani i hejtowani jesteśmy pewnie po to, byśmy mogli nabrać odporności i nowych sił. Jeśli się założy, że całe nasze życie jest próbą, a raczej- serią prób, łatwiej jest znosić przeciwności i stawiać im czoła, a nawet- współczuć wrogom.

  322. Kochana DUA, chyba dopiero teraz trafiły do mnie słowa I. Borejko (s.100/1) i musiałam wypłakać swój ból. Teraz jest dobrze. Bardzo mocno na swojej skórze doświadczyłam oskarżeń o czarno-biały obraz świata i hipokryzję tam, gdzie z trident walczę z soba, by kochać i być po prostu wierna temu, w co wierzę. Przeżyłam moment, kiedy myślałam, że grunt usuwa mi się spod nóg i nic nie rozumiem. Ale cisza, refleksja, przyjaciel pomagaja odnaleźć miarę wszystkiego. Dziś staram się podnosić na duchu tych, którzy sa ośmieszani, gdy dźwigaja swój ciężar idac pod prad. Zadziwiajace, że kamienie pod nogi czasem rzucaja ci, którzy dużo o miłości…myla pobłażanie z miłosierdziem. Bardzo dziękuję za te ważne słowa, które, nazywajac rzecz po imieniu, usuwaja jakiś zamęt, którego doświadczamy.

  323. Popieram pomysł Zuzi12:)! Stęskniłem się za Różą, zresztą Stęskniłem się też za Bebe i Bella. Ciekawe co u nich słychać. Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)!

  324. Historynko, dziękuję za wiadomość prywatną – pełną świetnych wiadomości! A widzisz? Mówiłam, że będzie lepiej. Gratuluję silnego charakteru!
    Aha, i pozdrawiam naszą Ulę!

  325. Ago, „Haczyk” się pisze, Adminka jednak też musi grabić liście, więc na przykład dzisiaj nici z pracy twórczej!
    Ale robota idzie jej wartko, jak twierdzi z zadowoleniem.

    O, tak, wielkie regały na zamówienie ratują sytuację.
    Masz rację z tym poczuciem bezpieczeństwa, mnie też domowa biblioteka je daje. Forteca!

    Dmc, dziękuję za te uwagi! I naprawdę bardzo się cieszę, że tak ciepło odbierasz mój „Feblik”!

    Zuziu12, przemyślę ten powrót z Oksfordu. Powinni wrócić, ja też tak sądzę.

  326. A u nas też wichura, Aleksandro, słońce, ciepło. Dobrze się pracuje w ogrodzie. Zebrałam (z trudem, bo wiatr przeszkadzał) kolejne 5 worków liści. A jeszcze są.
    Aniu i Haniu, ojejku, no może się Ignaś pomylić, no nie? Przecież jest zakochany!

    Alutko, no, ale jeszcze damy Borejkom pożyć. Są w dobrej formie i pod dobrą opieką! Na świeżym powietrzu dużo przebywają i jedzą zdrowo.
    Więc spokojnie.
    Może nauczymy dziadka B. jazdy na rowerze? To pomaga się utrzymywać w dobrej kondycji.

  327. Marchewko, przyjmij wyrazy współczucia – to bardzo bolesne, stracić osobę tak bliską. Chciałabym powiedzieć:” nie płacz”, ale wiem, że wypłakać trzeba właśnie taką ilość łez, jaka jest konieczna w żałobie.
    Trzymaj się, kochanie.
    Dziękuję za Twoje uwagi o „Febliku”!

  328. Kochana Pani Małgosiu,
    bardzo Pani dziękuję za tę część. Jak już ktoś tu napisał, to chyba najbardziej nostalgiczna, melancholijna Pani książka. Nie jestem w stanie zliczyć, przy ilu sytuacjach wybuchałam gromkim śmiechem (Adonis z 89, Szymuś i słowniczek z 99, lochy i odyńce z 220) , przy ilu wpadałam w zadumę. Dwa razy się nawet wzruszyłam i to naprawdę mocno – 149-150 (dziękuję po stokroć za ten fragment, ja po prostu uwielbiam Tygrysa i jej relację z Gabrysią, od samego początku, o czym już wiele razy Pani pisałam) i przy 247-250 (przy czym tutaj to ja się jednocześnie śmiałam i płakałam, naprawdę się Pani udał ten fragment, ale wiadomo było, że po Wnuczce wszyscy go oczekiwali z niecierpliwością, więc musiał być świetny)

    A teraz tak piszę i płaczę, pisząc, bo widzi Pani… Tutaj było wiele momentów o odchodzeniu. O Metodym, o tym, co będzie, jak Borejkowie odejdą. Ja taką sytuację przeżyłam kilka miesięcy temu. Moja ukochana babcia – wielka fanka Jeżycjady – po kilkumiesięcznej ciężkiej i wyjątkowo bolesnej chorobie od nas odeszła w sierpniu, gdy były te największe upały. Żałuję, że nie doczekała tej części, choć już i tak pewnie nie byłaby w stanie jej przeczytać, ale jestem przekonana, że by się jej bardzo podobała. Gdy po mamie przejęłam kupowanie kolejnych części Jeżycjady, to najpierw czytałam ja, potem mama i na końcu babcia. Nadal myślę o babci w czasie teraźniejszym i o mieszkaniu dziadków nadal mówię, że jadę do nich, odwiedzić dziadków – tak było tydzień temu i pewnie dalej tak będzie. Babcie są cudowne, z nimi można porozmawiać o sprawach, z którymi nie zawsze w pierwszej kolejności uda się do mamy, co świetnie pokazuje fragment z Józinkiem (109-110). Dobrze jest mieć taką relację z babcią. Chociaż z mamą również. Nie ukrywam, że w trakcie lektury pomyślałam o tym samym, co Ignacy wyznał Gabrysi w rozmowie telefonicznej w kontekście mamy Agnieszki. To wielkie szczęście mieć taką mamę (88)

    I ostatnia sprawa na sam koniec. Jak mnie cieszy, że Ignaś wyrósł na takiego fajnego chłopaka. I do tego jeszcze przystojnego, o co bym go nigdy nie podejrzewała (51) Józinek się Pani wybitnie udał, ale Ignacy muszę przyznać, też go nadgania. Gdzie takich fajnych chłopaków spotkać?! Jeden fragment szczególnie mnie oczarował. Dało mi bardzo dużo do myślenia nad swoimi dotychczasowymi relacjami (185 – tu stawiam swój osobisty wykrzyknik, chociaż cała rozmowa jest świetna). Pozwolę sobie zacytować: [o miłości] „Chyba jest jej pod dostatkiem, jak powietrza i światła, i dla każdego starczy, ale nie wszyscy umieją po nią sięgnąć, nie umieją się z nią obchodzić. Może zbyt się jej boją. Zastanawiam się, czy jest to możliwe, że lęk ją wyklucza. Nie, chyba nie, on ją tylko odsuwa, gdzieś poza zasięg. Na jakąś odległość – którą przecież można pokonać, jeśli się tylko chce. Jeśli się ma odwagę”. Piękne słowa i jakże prawdziwe!

    Dziękuję jeszcze raz! Miłej niedzieli, Pani Małgosiu. Mam nadzieję, że w Poznaniu jest równie słonecznie jak w Warszawie.

  329. Już się cieszę na te nowości w „Ciotce-Zgryzotce”. I na spotkanie z Cyryjkiem też.
    Pozdrawiam w tę piękną, słoneczną, choć wietrzną (przynajmniej u nas) niedzielę :)

  330. Tylko dlaczego Ignacy wysyła dzieci Idy (Łusię i Ziutka) do ciotki (wiemy, że poleciały z Różą) do Oksfordu? Róża jest przecież ich siostrą cioteczną :) (strona 43)

  331. Dzień dobry!
    Zmiany i nowości w „Ciotce Zgryzotce”?To może i rodzina Schoppe porzuci Oksford i powróci do ojczyzny?;)

    Dzisiaj w kościele,pod koniec,była pieśń,w której wyłapałam takie oto słowa:[…],że jeszcze tacy ludzie są”.Od razu pomyślałam o Pani i „Febliku”,no i o Dmuchawcu,że potrafił wychować optymistów takich jak Gabrysia.
    Bo są jeszcze tacy ludzie,co nie pogrążają się w pełni w oglądaniu odmóżdżających programów telewizyjnych i nie mają takiego słowniczka jak Szymon przy rozmowie z Aśką.

    Ale wichura!Nici z grabienia liści.Chlip,chlip…
    Pozdrawiam!:)

  332. Pani Małgosiu, jestem tak doszczętnie wzruszona i wdzięczna, za to co nam Pani przez te wszystkie lata dała, że nie moge zebrać myśli. Feblik – CUDO!! Przepiękna książka, tak bardzo kipiąca miłością i dobrocią. To piękne, że w czasach w których właśnie tej dobroci, na pozór, tak bardzo brakuje można ją odnaleźć w wydawałoby się zwyczajnej książce!
    Ściskam Panią jak się da najmocniej i jeszcze raz dziękuję.

  333. A ja sobie czytam powolutku…
    Zachwyciła mnie rozmowa Babi ze starszym Rojkiem o krytyce. A przy rozmowie Ignasia z Józkiem o kleju popłakałam się ze śmiechu :)))

  334. Wspaniały „Feblik” przeczytany i właśnie stanął na półce z książkami, na honorowym miejscu (półka na wysokości oczu, wraz z innymi pozycjami MM). Wciskając go pomiędzy książki stwierdziłam, że półka znowu się skurczyła . W nowym domu-stwierdziłam, zrobię sobie regały na zamówienie (duużżee), bo mój księgozbiór po prostu pęcznieje, rośnie, rozkwita (cieszy duszę i napełnia mnie poczuciem ładu i bezpieczeństwa). Księgozbiór dziecięcy też już pęka-ale miejsce na „Haczyk” naszej miłej Adminki oczywiście się znajdzie. Teraz czekamy więc na „Haczyk”!

  335. Jeśli chodzi o uśmiercanie ukochanych bohaterów, to chyba nieuniknione. Taka jest, niestety kolej rzeczy. Ludzie przecież nie żyją wiecznie, prawda? Obawiam się, że prędzej, czy późnej Borejkowie seniorzy będą musieli umrzeć. Smutna informacja o Metodym Ale z tego wynika, iż Cyryjek żyje, przynajmniej tyle…

  336. Jaśku, dziękuję za to sprawozdanie z jęczenia. Jesteś kochany! Dlatego obiecuję Ci spotkanie z Cyryjkiem w „Ciotce-Zgryzotce”. W którym roku będzie się działa, pytasz – myślę, że w 2016. I będzie w niej dużo różnych nowości! „Czas bowiem płynie”, jak pisała chyba Nutria w „Kwiecie Kalafiora”, a tak naprawdę – jak odkryło kiedyś i zapisało jedno z moich małych dzieci. :)) Rodzinie dziękuję za pozdrowienia i czekam z ciekawością na spotkanie.

    Joa, cieszę się ogromnie! Na jednym wdechu! ho,ho!
    Ściskam i pozdrawiam!

  337. Tak, Sowo, byłaś tam. Na drzewie!
    Jejku, trzecia dwadzieścia cztery! (to też moja godzina czytania).

    Panno Marianno, z jednej strony żal mi tego Twojego wieczoru nauki, ale z drugiej – nie mogę opanować radości. A więc wciąga, wciąga!
    Dziękuję!

  338. Dzięki, Rozmarynie!
    Ja nawet nie mam niedobrych skojarzeń. Prawda, że w PRLu opieka nad sztuką ludową wpisana była w program polityczny; ale to jej oczywiście zupełnie nie zaszkodziło. Przeciwnie! Dzięki pracy i pasji ludzi dobrej woli, którzy nie dla polityków to robili, tylko dla kultury i pamięci, dla swojego kraju, ocalał ogromny obszar piękna i mądrości (jak słusznie piszesz). Skansen, o którym piszę w „Febliku” , powstał w PRL. Pamiętam, jak powstawał! Znaliśmy człowieka, który go tworzył – i był to człowiek porządny, człowiek z wizją i rozmachem.
    Zachęcam wszystkich do odwiedzania Lednogóry i Dziekanowic! Prześliczne miejsce!
    Rozmarynie, serdecznie pozdrawiam!

  339. Droga Pani Małgorzato!
    Też pochłonęłam „Feblik” jednym tchem! Podziwiam Pani talent i pracę.
    Podoba mi się niezmiernie ta równoległość losów dwóch kuzynów. W poprzednich książkach serii stanowili dla siebie zawsze wyzwanie, rywalizowali ze sobą, dokuczali sobie i nawet się tłukli. Teraz zaczynają się skrycie rozumieć. Dzięki Pani lepiej zrozumiałam chłopięcą duszę, choć wychowałam syna bez tej wiedzy (jakoś instynktownie mi się udało – może dzięki dużej dawce miłości), a teraz przy dwóch wnukach bardziej świadomie z niej korzystam.
    „To jest coś w oczach, pomyślał Ignacy” str. 150. Ten fragment przypomniał mi moje własne przeżycie, gdy moja Babcia rozpoznała „to” po moich oczach bardzo wcześnie swoim szóstym zmysłem, ale nie doczekała chwili, gdy „to” rozkwitło. Babcie mają mądrość i intuicję. Warto ich słuchać.
    Piękne odniesienia do kultury ludowej i mądre przemyślenia Ignacego na ten temat. Piosenka z radia, a potem oglądanie skansenu. Ta kultura, długo wtłaczana na siłę przez poprzedni, „jedynie słuszny” ustrój, teraz wraca do łask i jest odkrywana na nowo przez ludzi młodych, którzy nie mają tamtych niedobrych skojarzeń. Niesie ona głęboką mądrość i wielkie piękno.(vide: Stanisław Vincenz) Dziękuję za nawiązanie do tego.

    Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję! Podziwiam całym sercem i umysłem!

  340. Potwierdzam: oczy nie świecą mi się w nocy. Chociaż dzisiaj, wyjątkowo, świecą. Dobranoc. A może lepiej – dzień dobry.

  341. Lektura skończona! Tyle miłości! Tyle radości! Tyle pięknych przemyśleń! I ogromna chęć dzielenia się tym wszystkim na około z ludźmi! Dziękuję z całego serca, Pani Małgorzato, za kolejną, cudowną podróż do świata „Jeżycjady” i spotkanie z jej bohaterami. „Feblik” zdecydowanie ma w sobie coś magicznego (może to „uroczne oczko” z okładki?), co sprawiło, że poważna studentka medycyny, po uszy zakopana w podręcznikach, została porwana przez niego na cały wieczór i dopiero po dotarciu do ostatniej strony uświadomiła sobie, że miała czytać „tylko godzinkę”.
    Jeszcze raz dziękuję i życzę dużo zdrowia :)

  342. Można to chyba nazwać jęczeniem bo robiłem co chwilę ooochchch i to takie smutne, aż moja siostra zaczęła się dopytywać i ona zatkała uszy i a ja powiedziałem :) fakt ucieszyłbym jak wszyscy ze spotkania z Cyryjkiem i dowiedzenia się czy są razem z Terpentulą. A wie Pani w którym roku będzie się działa Ciotka Zgryzotka? och, rodzina mówi, że pozdrawia Panią i że stawimy się prawie wszyscy na spotkaniu z Panią 14 listopada:) To ja ślę również pozdrowienia dla Pani, Adminków i wszystkich Księgowych!

  343. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za przecudownego „Feblika”. Przepiękna książka, pełna ciepła, humoru, przeczytałam na jednym wdechu, teraz czas ochłonąć i na spokojnie, powoli się nią delektować.
    Jeszcze raz bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam!

  344. A to dobrze, Mario! Dziękuję, cieszę się i pozdrawiam Olsztyn!

    Patrycjo!:)))) Czasem tak bywa, no nie?

    Jaśku, a widzisz? W pewnym sensie ją znaliście! Choć występowała tylko w myślach i snach Ignacego.
    Nie, pisząc „Wnuczkę” jeszcze nie planowałam tej sytuacji z Magdusią. Wszystko mi się w jednej chwili ułożyło inaczej, gdy tylko namalowałam okładkę do „Feblika”. Od razu wiedziałam, że to dopiero jest dziewczyna dla Ignacego! Po twarzy to poznałam, po twarzy!;)
    A potem pomysły ruszyły jak lawina.
    Dobry jednak ma system moja pani Wydawczyni. Wie, jak mnie nakierować na właściwe, robocze tory!

    PS. Naprawdę jęczałeś? Okropna sytuacja, prawda?
    Ech, upokorzenia młodości! Jak one bolą!
    Aha, a Cyryjek, o ile mi wiadomo, żyje. Chyba muszę go odwiedzić w „Ciotce Zgryzotce”.

  345. Kochana Autorko,
    połknęłam „Feblika”. Jestem zachwycona!!!Tak bardzo zawładnęła mną codzienność, że przegapiłam „premierę”. Kiedy dzisiaj odkryłam, że oto jest, popędziłam do galerii bez obrazów, wróciłam ze zdobyczą do domu i….przepadłam. Właśnie wróciłam do rzeczywistości :) Ściskam jesiennie z zamglonego Olsztyna

  346. Ja kupiłem sobie wczoraj Feblika i śpieszyłem się tak, że gdy tata poszedł jeszcze szukać jakiś książek to kupiłem sobie i zacząłem czytać:) Ja co prawda jeszcze nie skończyłem, ale bardzo się zdziwiłem kiedy dowiedziałem się kim jest panna Febliczanka bo zawsze wyobrażałem sobie tę dziewczynę od Ignacego G. Stryby (tak się podpisuje w zeszytach i książkach, miągwa jeden! ) inaczej, ale potem miałem uciechę, gdy przypomniałem sobie jak zapytałem się czy znamy pannę z okładki, a Pani odpisała Mi że w pewnym sensie tak. Wszyscy chyba się zdziwili! No oczywiście zasmuciła mnie wiadomość o śmierci Metodego i mam pytanie czy Cyryjek żyje?
    PS jęczałem pół godziny po sytuacji z McDusią. Czyli Idusia miała rację. Czy planowała to Pani tę sprawę podczas pisania Wnuczki do Orzechów?

  347. Karambolu (wiad.pryw.) – obie przyszły jako spam. Nie wiem, dlaczego. Ale przeczytałam z uwagą i wyobraźnia mi ruszyła na temat Twojej historii. Ściskam najserdeczniej! I dziękuję za to osobiste wspomnienie, cieszę się, że wtedy pomogłam. I życzę zdrowia!

    Tak, Zofio, przecież lubimy bajki, prawda?

    Aniu, a więc zauważyłaś… A przy pisaniu str. 118 ja też się śmiałam. W ogóle, śmiałam się właśnie tam, gdzie wskazujecie Wasze rozbawienie. A więc dobrze jest! Nadajemy na tej samej długości fal!

  348. Alez sie nasmialam i nawzruszalam. Piekna ksiazka.
    252/253 nas czytelnikow tez przenika, a poczatek to u kazdego indiwidualnie :).
    Sciskam. Znajomy sie przyblakal ( z sowa), nie wygonilam go tylko dlatego, ze mam w sobie resztki dobrego wychowania, dlatego tak pozno skonczylam czytac.

  349. Właśnie skończyłam czytać „Feblik”. Jego zakończenie było wzruszające niczym w bajce, aż chciało by się powiedzieć i żyli długo i szczęśliwie ;). Jestem bardzo zadowolona i zaraz zacznę czytać całą Jeżycjadę od początku. Pani Małgosiu jest Pani świetną pisarką oraz ilustratorką ;). Życzę Pani zdrowia i weny na następne równie dobre książki.

  350. Pani Małgorzato, dziękuję za tę najbardziej melancholijną część Jeżycjady. Niepostrzeżenie odszedł Metody… ale mam nadzieję, że dziadkowie Borejko dożyją 100 lat.
    Rozbawiła mnie opinia Józinka o Agnieszce (strona 118) :)))
    Hania jeszcze nie czytała, jutro wraca z weekendu u babci :D teraz przypomina sobie Wnuczkę ;-) (sic!)

  351. Dziękuję za:
    s.66 – cytat z Glovera – dzieje się na naszych oczach
    s.87 – rozważania Gabrysi – to chyba ja trzymam telefon!
    s.99-101 sic!!!
    s.117 – „niszczyło ja jako kobietę, ale budowało jako człowieka” – genialne!
    s.159 b.trafne o szczerości i brutalności
    s.214 – o precyzji słowa – tak!tak!tak! tego staram się uczyć od Pani, ale też Chestertona, który jest w tym mistrzem.
    s.224/5 o miłości
    s.252 o cudownej różnorodności
    Ale i rozmowa Mili z Józefem, piękny dialog o modlitwie, magiczna scena z jeziorem (i ilustracja) i morze humoru… Nie wyraziłam wszystkiego, ale śmiałam się od pierwszej strony – lapidarne i dobitne zdania i wyliczenia, maile Idy i…jejku praca magisterska się robi!:)))

  352. Kornelio Kowalczyk, co za miły obraz, z głaskanym synkiem. Miło mi w tym towarzystwie!:)

    Co do tęsknoty: eee tam… jeszcze nieprędko. Wyniki mam bardzo dobre, stan zdrowia też bdb. Damy radę!:)
    Moniku, ja też lubię czytać takie książki. To pomyślałam sobie: a, napiszę! Będzie o kilka więcej.

    „Literatura jest także po to, żeby godzić człowieka z życiem”- napisał prof. Zbigniew Raszewski w swoich „Listach”.
    Racja!

    Milu ze Śląska – a ja mam dwóch synów… Z tym palimpsestem – to tak właśnie, jak sama czuję.

    Mirrorko, racja. Dwoje wrażliwców i dziwaków. Podróż długa i trudna.
    A i tak im szybko poszło! – kilka lat, z przerwą na liceum.

  353. „Feblik” jest znacznie bardziej refleksyjny niż „Wnuczka”. Zresztą nie ma czemu się dziwić, skoro głównymi bohaterami są takie dwa wrażliwce jak Ignacy i Aga. Bardziej niż poszczególne wydarzenia i punkty ich podróży zwraca uwagę ich wewnętrzna podróż wgłąb siebie. To zaskakujące, że można tak dobrze siebie poznać,
    zrozumieć i dojrzeć, poznając kogoś. Ta książka pozostawia za sobą „tylko” pewne wrażenie i aż prosi się o to, żeby ją jeszcze raz przeczytać i uporządkować te przemyślenia bohaterów, które są co najmniej inspirujące.

  354. Oczywiście, ze nie mam nic przeciwko wymianie myśli i spostrzeżeń.
    Mialam tu tylko na myśli chęć samodzielnego odkrywania zagadek, jakie kryje Feblik.
    A w sumie, to dzieki niektórym informacjom można puścić wodze fantazji…

  355. Feblik przeczytany, okraszony śmiechem, wzruszeniami i łzami; mogę tylko powiedzieć DZIĘKUJĘ :)))))
    I chcę jeszcze… Lubię czytać, a zwłaszcza te książki, dzięki którym świat staje się lepszy i ciekawszy.
    Wiwat Pani Małgosia!

  356. Mam, mam! Egzemplarz z autografem prosto ze stoiska Akapitu na Targach Książki w Katowicach.
    Zaczęłam czytać jeszcze w hali, potem w tramwaju, a resztę w domu. Prędko, prędko, a smakować będę przy drugim i trzecim czytaniu.
    Piękne opisy bliskości ludzi, czułości długoletnich par. I ten brak miłości, który niszczy człowieka. Znaczące.
    Refleksja Idy na temat syna (s.248, ostatni akapit) chwyciła mnie za serce ( syn w podobnym wieku! właśnie robi prawo jazdy!). Aż mnie przytkało ze wzruszenia.
    Dziękuję, Pani Małgorzato.
    Dziękuję.

  357. Pani Małgorzato, Feblik to balsam dla duszy. Mój trzymiesięczny synek jest świadkiem,jak jego mama czyta z zapamiętaniem i jedną ręką czule go głaszcze a w drugiej ma książkę – dodam,że obie czynności uzależniają. Kiedyś będziemy za Panią bardzo tęsknić. Z serca pozdrawiam -fanka pod trzydziestkę☺

  358. Och, Degasowa Panienko! Nie imiona, nie imiona, tylko pseudonimy mieli na literę B!
    Uszy do góry. Basia to śliczne i wdzięczne imię.

    Zuziu12, a faktycznie, chyba to była Afrodyta, coś mi tam do ucha bełkotała. Ale nie usłyszałam dokładnie, bo właśnie się śmiałam do rozpuku, pisząc rozmowę kuzynów o kleju do ceramiki. Chłopaki! Cha, cha.

    Madziu, a Tobie dziękuję za spis miejsc „dreszczowych”!

    Ach, wszystkim dziękuję i bardzo się cieszę, że tak się „Feblik” podoba!

  359. Ja też mam duży wykrzyknik na str. 214.
    Uśmiecham się do Wszystkich :) Tak ładnie napisała Zytka o wspólnocie myśli i serc podczas lektury. To się czuje czytając wszystkie wpisy. Pani Małgosiu, ściskam najserdeczniej :)

  360. Czytam sobie „Feblika”, po którego posłałam rodziciela, który jechał do miasta i gdy przyjechał to niemal wyrwałam mu go z rąk. Jest mi co prawda trochę smutno, że wszyscy nikczemnicy zaczynają się od litery „B”, bo ja Basia jestem i choć zwykłam o sobie mowić něžný barbar (tj czuły barbarzyńca) to i tak jakoś to przykre. Ale nic to! Jadę do Pani, Pani Małgosiu do Poznania, być moze powinnam się nawet tam
    ujawnić ze swoim pseudonimem z tejże strony? Pozdrowienia ślę gorące i powracam do lektury!

  361. Skończyłam!!!Jakie to było piękne!!Piękne,piękne i jeszcze raz piękne!!!
    Jak Pani się udało napisać coś tak wspaniałego!To nie możliwe,musiała Pani pomagać sama Afrodyta!!Ale niech mnie Pani nie zrozumie źle,oczywiście,że wierzę w Pani zdolności!
    Czuję jakbym miała w płucach jakąś wielką siłę(?),która nie może się wydostać!Chyba zacznę skakać z radości!Wydaje mi się,że jeszcze nigdy nie cieszyłam się z książki w takim stopniu.Ostatni mejl Idy był taki wzruszający i zabawny zarazem!No,nie potrafię powiedzieć jak bardzo mi się ten fenomenalny „Feblik” podobał.Tyle było w nim refleksyjnych myśli,ale przez to,że czytałam w różnych miejscach domu i nie miałam przy sobie karteczki,to nie pozaznaczałam i nie mogę znaleźć wszystkiego…Ale mam te:159,214,81 i wiele,wiele innych.
    Tak ogromnie się cieszę,że mama mi powiedziała o Pani książkach,jak ja mogłam żyć bez nich,tyle mnie nauczyły!Dziękuję!
    Wzruszyły mnie strony:58-61,169-170,109-110,no i oczywiście 245-250
    Najbardziej mnie rozbawił dialog Józefa i Ignacego przez telefon.:)
    Życzę jeszcze wielu tak udanych powieści!(to chyba trochę egoistyczna myśl;) )
    I zdrowia dużo,dużo życzę!:))

  362. Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za „Feblika”!
    Pobiegłam wczoraj do Matrasa, chwyciłam egzemplarz i już był mój! Zaczęłam czytać zaraz po wyjściu ze sklepu, na przystanku czytałam i w autobusie, przerwałam jednak, bo czekał mnie wykład, a potem wyruszyłam na Powązki – pierwszy raz byłam, niesamowite wrażenie, wzruszyłam się bardzo!
    „Feblika” połknęłam, śmiałam się, wzruszałam i z radością przypominałam sobie te smaczki, nawiązania do poprzednich tomów – ta plastikowa butelka, młotek, motyl (lekki sybaryta w wannie też była zamierzony?)… Tak naprawdę trudno mi cokolwiek powiedzieć, jestem pod ogromnym wrażeniem, że można tak pisać i takie emocje budzić w czytelniku – a wydawałoby się, że tematyka prosta, może banalna… a tu jednak nie, emocje niebanalne, prawdziwe i piękne!
    Szkoda mi, że już przeczytałam, ale z drugiej strony – nie powstrzymałabym się. Momentami miałam dreszcze na plecach – na stronach 180, 184-185, 212, 224, 232, 239, 248, 252, 255… Aj, dużo tych momentów, właściwie cała końcówka, cała książka!

    Pozostaje tylko życzyć Pani dużo zdrowia i chęci, bo wiążę duże nadzieje z „Ciotką-Zgryzotką”!
    Polska literatura bez Pani wkładu nie byłaby taka sama, dużo by straciła, oj, dużo.

    Ściskam mocno, przesyłam ESD i macham radośnie rączką w tej pięknej jesieni!

    PS. A co u Hajduków? ;)

  363. Biedronko, dziękuję! Bardzo cenne są dla mnie te szczegółowe wskazania.:) Już sobie sprawdziłam i zwłaszcza wdzięczna CI jestem za docenienie str. 214. Mnie też ta sprawa wydaje się istotna.
    Pozdrawiam kuzynkę, a Ciebie ściskam!

  364. Dziękuję, DUA.
    Książka wspaniała.

    Wpadłam po nią, zziajana i zdyszana, bez kurtki (wyskoczyłam z auta)- w przerwie podczas b. długiego dnia pracy- do małej księgarni przy Półwiejskiej. W biegu chwyciłam z półki przedostatni egzemplarz (!), a pan, który mi „Feblika” sprzedał, z uśmiechem zapytał, „czy to po tę książkę tak się pani spieszyła?” :)))
    Podczytywałam niecierpliwie, nawet w korkach na czerwonym świetle, no ale w pełni zatopiłam się w lekturę dopiero po 22- i dalej już połknęłam „F” za jednym zamachem.
    Najwięcej śmiechu: str. 141 oraz str. 145 (ale nie tylko tutaj)
    Wzruszenie: str. 58-61 (i nie tylko tu!)
    Uderzyła mnie refleksja na str. 214.

    Jeszcze raz dziękuje i pozdrawia
    -Biedronka.

    PS Do ponownej, takiej mniej zachłannej, za to: refleksyjnej lektury zasiądę pewnie dziś wieczorem.

    PS 2. Właśnie zadzwoniła moja kuzynka, także wielbicielka Jeżycjady- jest w trakcie pierwszego czytania „F.”- relacjonowała, że śmiała się jak szalona na str. 137-138.
    Sprawdziłam- faktycznie!–> :D

  365. Ach, Starosta ukochany to wie jak czytelnicze serce uradować!
    Już się cieszę na pana Chrobota :-D
    (Teraz mam przerwę w czytaniu, bo wnuczka się obudziła.)

  366. Tak sobie myślę i myślę i coraz bardziej skłaniam się ku temu, aby – skoro już skończyłam lekturę „Feblika” – zabrać się za tę osławioną „Krystynę – córkę Lavransa” i dowiedzieć się, co w niej niezwykłego… :)

  367. Dziękuję, Beatuszko kochana!
    Pan Chrobot specjalnie dla Ciebie zwisał z płotu.:)))

    Zofio, zobaczymy, dziecinko. cierpliwości. Musze teraz troszkę odsapnąć, ale niedługo się wezmę do roboty!

  368. Książka jest cudna właśnie jestem na 158 stronie i pomału zbliżam się ku końcowi. Każda Pani książka jest niezwykła ;). Nie wiem jak Pani to robi ale opisy przyrody w Pani książkach są cudowne ja je wprost uwielbiam. I tak się zastanawiam kto będzie tą Ciotka Zgryzotką w kolejnej części? Mi akurat pasuje idealnie Ida Pałys, ale znając Panią to zapewne możemy się spodziewać jakiejś zupełnie nowej postaci. Już się nie mogę doczekać i z wypiekami na twarzy czekam na okładkę „Ciotki Zgryzotki”

  369. We Wrocławiu dzisiaj pochmurnie i mgliście, i mży. Ale cóż za radość mam w sercu! Cieszę się ukochaną lekturą i czytam, czytam, czytam… Żeby tylko na dłużej starczyło.
    Ślę pozdrowienia i najmocniejsze uściski!
    Dziękuję!

  370. A! Jakżebym mogła, Marysiu13, potraktować tak Twój wpis! Hejt to hejt. Nienawiść da się wyczuć od razu. I to nie jest ten przypadek!

    Twoje zdanie, oczywiście, JEST ważne!- i pomyślę o nim przy okazji następnej książki. W dwu ostatnich po prostu ustawiłam sobie akcję na parę tygodni zaledwie. Ale cóż mi szkodzi posłuchać miłej Marysi13 i machnąć coś bardziej epickiego, rozległego w czasie?
    Dziękuję za sugestię!

  371. Książkę przeczytałam jednym tchem. Fajnie się czyta – atmosfera lata podobna do tej w ,, Córce Robrojka”. ,,Feblik”naprawdę super, jednak pani książki, w których miłość bohaterów rozwija się miesiącami jak np. w ,,Szósta Klepka” czy ,,Pulpecja” bardziej zapada mi w pamięć. Czy myślała pani, aby następna książka opisywała dłuższy odstęp czasu? Oczywiście ja tylko pytam. Szanuje pani książki, uważam, że są wspaniałe. Zrobi pani tak jak uważa, to tylko moja sugestia. Proszę nie potraktować tego jako hejtu, czy krytyki, po prostu jak sugestię czytelniczki. ( Nie uważam, iż moje zdanie jest ważne, taki tylko pomysł)
    PS. Oczywiście ,, Feblik” jest równie cudowny jak pani inne książki, ale inny- oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa :))
    PPS. Przepraszam za rażące błędy gramatyczne i powtórzenia :/
    PPPS. Niech pani nie bierze sobie mojego zdania bardzo do serca, to tylko moje zdanie. Mam nadzieję, że nie uraziłam czymś pani.
    PPPPS. Książka boska! Czytałam do pierwszej w nocy :P :)

  372. Celestyno, wracam n.p. do „Krystyny, córki Lavransa” i do „Sagi rodu Forsytów”. Kojące, zwłaszcza Saga.

  373. Dzień dobry, ach, dzień dobry!
    Ulubiona Autorko, chciało mi się pisać po nocy, chciało, a wręcz musiało – bo chyba bym nie zasnęła od tych wszystkich myśli i kotłowałoby mi się w głowie do białego rana. :-)
    Jeszcze raz dziękuję za CUDOWNĄ książkę! Bardzo się z niej cieszę.
    Kłaniam się wdzięcznie wirtualnie. A jak się uda, to pokłonię się i realnie.

  374. Alez tu tlok!
    Juz drugi raz dostalam polecenie, zebym zwolnila troszke, bo za szybko wysylam komentarze. A to chyba natlok komentatorow:)

  375. A moze :
    „…de La Mole…
    -Skad- spojrzala ona ze zdumieniem – Stagiewka.”

    Bardzo ladne imie zreszta:)

  376. I ja dziś piekę cynamonowe bułeczi!
    DUA, czy zna Pani osobę, która nauczyła się dobrze angielskiego w wieku lat 50? Jest dla mnie jeszcze nadzieja, by czytać Peters i Ellery’ego?

  377. Dzięki, Celestyno!
    Tak sobie właśnie myślę: spoilery nam nie szkodzą. Przecież nie piszę kryminałów!
    A nawiasem mówiąc, niestety już po kilku pierwszych stronach lektury powieści kryminalnej zwykle wiem „kto zabił” (skaza zawodowa). Ale nic a nic mi to nie przeszkadza w śledzeniu meandrów myśli autora i cieszeniu się książką, jeśli dobra. Przeciwnie nawet! Wiedząc już swoje, z chęcią podglądam, jak sobie autor radzi z kamuflażem etc. Ech, czytanie jest cudowną przygodą!

    Kapucynko, wspólne gry?! Też je uwielbiam!
    A teraz mamy nową, godną polecenia: „Ubongo”!
    Blablubo, oj, to pardon.(Paulina?)

  378. Karikari, po tej samej scenie (s. 107-110) musiałam się pozbierać ze wzruszenia!
    Już założona złotkiem Vollmilch-Praline na gorszą chwilę:)

  379. Mnie tam spoilery szczegolnie nie martwia:)
    Oczywiscie, akcja jest wazna przy pierwszym czytaniu, ale do ksiazek pani Malgorzaty wraca sie po wielekroc z zupelnie innych, niz przebieg akcji, wzgledow.
    (Osobiscie znam jedna osobe, ktora obraza sie i krzyczy, jesli choc zdradzi sie maly, nic niewazny szczegolik – typu: bohater mieszkal na wsi – tak, ze rozumiem..:))

    Swoja droga, trzeba byc naprawde geniuszem, zeby tak wielopoziomowo obmyslic ksiazke.

    Ciekawa tez jestem czy nasza Autorka sama ma takiego ulubionego pisarza, ktorego ksiazki czyta wielokrotnie.

  380. Jeszcze muszę powiedzieć, że okropnie cieszy mnie fakt, że Borejkowie graja w DiXit i Carcassonne, bo też to moje uluboione gry (wraz z karcianym Władca Pierścieni). To naprawdę fajnie i strasznie chciałabym z nimi zagrać. A Mila by mnie testowała:). Rozegrałam rano po partyjce D. i C. z siostrami. Wygrałam w Dixit!!!!:))))
    A Dorotka mobilizuje mnie do nauki genetyki (wiedza ta jest potrzebna na II etapie konkursu).
    Bardzo lubię rozmowę Józinka… aaa! co ja mówię Józefa :))))!!! z Babi wieczorem 10. sierpnia i maile ciotki Idy i w ogóle wszystko!!! Jeszcze się napawam „Feblikiem” i czytam go młodszej siostrze, bo chociaż sama umie już czytać, to się doprasza :). A sobie samej czytam „Pierścień i różę”, bo w dzieciństwie nie przeczytałam. Poważne niedopatrzenie!!!

  381. Istne święto w Księdze!
    Podłączam się do klubu Agnieszek, mimo żem Agnieszką tylko z drugiego imienia!
    (Pierwsze moje imię zostało potraktowane przez DUA okrutnie przed wielu laty – nosi je czarny charakter. Bardzo czarny mimo, że bardzo blond;) )

  382. Dziękujemy z lubym za życzenia – wydrukuję te Pani słowa, oprawię i powieszę na ścianie w naszej kuchni.
    A to, czy sama się ukształtowałam… no, nie wiem, nie wiem. Czy to jest w ogóle możliwe? Przecież kształtuje nas wszystko, co nas otacza, wszyscy ludzie dookoła. Naszym zadaniem jest może tylko selekcjonowanie tych ksztaltujących wpływów i dokonywanie właściwych wyborów. Ot, taka reflaksja w sobotnie wczesne popołudnie.
    Biegnę do mamy, zaniosę jej „Feblik”, niech szybko przeczyta, żebyśmy sobie potem mogły podyskutować miło.

  383. Wczoraj kupiłam tę książkę. Stała w empiku, w dziale nowości i po prostu promieniała swoją żółtą okładką !! Już zaczęłam czytać, lecz nie pamiętam głównej bohaterki z innych Pani książek, ale naprawdę zachęcam wszystkich do czytania !! Ja mam już za sobą całą serię Jeżycjady i tylko czekałam aż ukaże się nowa część.
    Pozdrawiam ! :)

  384. Witam Autorkę i wszystkich księgowych! Feblika mam od wczoraj, jest mi szczególnie miło, że główna bohaterka ma moje imię. Jeśli się nie mylę, jest to druga Agnieszka po siostrze Robrojka, która była jedynie wspomniana. Pani Małgosiu, dziękuję za kolejne chwile wzruszeń. Pozdrawiam swoje imienniczki, których jak widzę przybyło w księdze.

  385. Just, wszyscy bardzo się starają. Część osób pisze wiadomości prywatne. Ale wiedzą, że dla mnie to bardzo ciekawe, co mają do powiedzenia.
    Nie zaszkodzi tej książce fakt, że będziesz mniej więcej wiedziała, o czym jest. Zawsze o tym samym, powiedziałabym!!!

  386. Karikari!!!!
    Ależ Ty sama się ukształtowałaś, wspaniała Królowo Gór! I to przecież niemałym trudem własnym, bo ileż trzeba w sobie mieć hartu ducha i silnej woli, żeby dokazać wszystkich tych wyczynów!
    A Twój luby musi być świetnym facetem, skoro docenił taką wyjątkową osobę, jaką jesteś! A jesteś przecież także – skromna…Pozdrawiam go serdecznie i życzę Wam prawdziwego szczęścia.

    Ale swoją drogą: jakież piękne chwile teraz przeżywam. :) Dziękuję za nie!

    Mamo Kniżki, znajdziesz ją – a raczej myśl Ignasia o niej – i sen o niej! – w „Sprężynie”! Na przykład na str. 83 i 100. He, he.
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  387. Kochana Pani Małgosiu, dziękuję za piękną, mądrą i wzruszającą książkę :) dziękuję za stawianie do pionu i popychanie w stronę tego, co najważniejsze. Wszelkich łask dla Pani i Pani bliskich.

  388. Celestyno „siostro”moja sle Ci wielki,pokrzepujacy uscisk tak dobrze wiedzac jak go potrzebujesz

  389. Witam Was ciepło w ten słoneczny poranek!
    Dołączam do Ale z Piemontu i Celestyny, oczekujących na Feblika.
    Ciekawość mnie zżera.
    I tylko mała prośba do tych, co już przeczytali, nie zdradzajcie za dużo.

  390. Dzień dobry!
    „Feblik” przeczytałam. Jest prze-pię-kny! Dziękuję!
    Po raz pierwszy (choć mogę się mylić) podczas czytania „Jeżycjady” coś mnie tak mocno ścisnęło za gardło, że jeszcze dwa-trzy zdania dopisane do rozdziału, a płakałabym jak bóbr (strony 107-110 – cudowna scena!).
    Przez te wszystkie lata tak dużo Pani włożyła do mojej skarbonki! Z serca dziękuję!
    Wczoraj powiedziałam mojemu lubemu: „Powinieneś zapamiętać dobrze nazwisko Musierowicz, bo to między innymi ta pani ukształtowała mnie w taki sposób, że dziś jestem taka, jaką mnie kochasz”. Luby się uśmiechnął i mruknął: „No to czytaj sobie dalej, czytaj „.

  391. I ja mam :) Już od wczoraj. Najpierw (jeszcze w autobusie) przejrzałam ilustracje, też najbardziej mnie zachwyciło ciemne jezioro i jeszcze winieta do 12 sierpnia, i Pulpa z Baltoną tacy fajni :), i Gabrysia – jakie ciepło z niej bije, i Grześ z pędzlem, no i zdumiała mnie ta muskularna kobita na str. 74 ;)
    Dziewczyna z okładki spodobała mi się od pierwszych dwóch stron (tyle zdążyłam przeczytać na początek ;), a potem Kniżka upiekła cynamonowe bułeczki, żeby uczcić święto i nareszcie przed północą, z przytulonym Maluszkiem mogłam oddać się lekturze. Na razie jestem na 50 stronie. Delicje :) Zwrot akcji w autobusie i dla mnie niespodziewany, ale, ach, czegóż innego się spodziewać po kokietce, która jada zbyt tłusto ;). I zaczęłam szperać w pamięci w poszukianiu śladu Agi, ale pusto – muszę zajrzeć do stosownych wcześniejszych części :)
    Kochana Pani Małgorzato, niech Pani nigdy nie przestanie pisać :)
    A tego Ellery’ego Queena też muszę poczytać i Ellis Peters, o :)

  392. Kasiu, dziękuję za obszerną wiadomość prywatną. Piękny list, właściwie, taki, który się przechowuje na pamiątkę.
    No, warto się było trudzić w te 37stopniowe upały!
    I w ogóle – warto się trudzić dla Was, najlepsze na świecie Czytelniczki! (i Czytelnicy!)

  393. Justysiu, SowaP odgadła też, że Ignaś nie dojedzie do Wrocławia z powodu przygody w autobusie!::))) Aha, i wspomniała kompozytorkę o imieniu osoby lepiącej dzban na obrazku! Intuicja?

    Aleksandro, przepraszam za drobną pomyłkę. Pisząc, wiedziałam, że to Ty wspomniałaś o ścianie, ale ręka pamiętała jeszcze Magpie z poprzedniego akapitu.

    Roztoczanko, tak jest, racja! Ida była Ciotką-Zgryzotką. Ale przecież i o innych ciotkach tak by się Borejkowie mogli wyrazić. Zobaczymy.

    Animo, Twój wpis przeczytałam bez tchu, bojąc się, że jednak nie usłuchałaś lekarza. Ale – uff. Skończyło się dobrze. Jestem wzruszona.

    Zytko, to jest WSPANIAŁE uczucie! Wspaniałe. Człowiek wie, że jest potrzebny!

    Bo-ska, witamy! Tak, postanowiłam wreszcie Ignasiowi też dać coś z życia. Do tej pory mu się nie wiodło i w ogóle uchodził za dziwaka (jakby to miało byś coś złego, phi!). Trzeba było mu oddać sprawiedliwość!

    Celestyno, Norwid tylko ciut, nie spodziewaj się zbyt wiele.;)

  394. Ojej, jak już poranne wpisy widzę, to musi być u mnie późno. 4:30 rano minęła, czas spać.

  395. Ale z Piemontu, siostro w niedoli, usciskajmy sie ku pokrzepieniu:))

    Wiesz jaka bedzie frajda, kiedy wreszcie sie na ksiazke doczekamy?

  396. Dzień Dobry.
    Delektuję się „Feblikiem”, a jednocześnie przeglądam wstecz wpisy, by poszukać kto był najbliżej podczas zgadywania miesiąc temu. Sowa P. odgadła Neklę.

  397. I Norwid bedzie!

    Ostatnio, nie wiedziec czemu, przynioslam sobie tom poezji na stol kuchenny, i zagladam od czasu do czasu.
    Okazalo sie, ze to fluidy, jak zwykle zreszta.

  398. Dzien dobry Wszystkim.A ja jeszcze czekam….Same negatywne strony tego miszkania zagranica widze hmmm……

  399. Pani Małgosiu, zawładnęła Pani naszymi nocami i porankami od świtu (mimo że sobota). Jakie to uczucie mieć nas wszystkich razem w jednym czasie, nasze myśli… i oczy wędrujące – bardziej niż po rzędach literek – po sercach Jeżyckich Przyjaciół? :-) „Feblik” przeczytany! Aż się uśmiech i słodkie dobro rozlewają po duszy! Jak dobrze być z nimi znowu! Dziękuję!!!

  400. Mąż mnie właśnie nazwał Ptasią Mamą (w dzieciństwie nazywali mnie Kocią Mamą)… Może za wcześnie, ale zaczęłam już dokarmiać ptaki. Sikory tak namolnie kręciły się wokół karmnika, że ruszyło mnie i dałam im słonecznik. Wróble i sroki cały rok kradną naszemu psu chrupki i chleb – więc są pod tym względem wygrane.

    Lubię jesień – więcej widać. Teraz stoję przy oknie w kuchni i robię zdjęcia głodomorom. :-)

  401. Wspaniała. Połknęłam na raz, wręcz nie mogłam się oderwać:) choć przyznaję Ignaś nigdy nie był moim faworytem, to jednak dzięki „Feblikowi” udało mi się go polubić. Pani Małgorzato, bardzo dziękuję i z niecierpliwością czekam „Ciotkę Zgryzotkę”

  402. Dzień dobry!
    Uczciwość mi każe zwrócić uwagę, że to Aleksandra pisała o scenie rozmowy o popękanej ścianie. Oczywiście ja też ją zauważyłam, ale nie pisałam tu o tym. Order Pani pochwały należy się Aleksandrze. :-)
    Jednak myślę, że fluidy, podobne przemyślenia przepływają pomiędzy nami wszystkimi – kochającymi Panią i Jeżycjadę.

    Chyba najbardziej rzuciła mi się w oczy malarskość scen – sposób postrzegania świata przez bohaterkę. Uwielbiam plastyczne i takie soczyste kolorystycznie i fakturowo opisy.

    Ma Pani rację – lepiej już nie tropić lokalizacji, przepraszam. Ale miło się czyta o miejscach, które się zna.

    Miłej soboty.

  403. „Feblik” oczywiście już przeczytany. Już w empiku zachłannie pochłonęłam pierwszą stronę, by dowiedzieć się, kto ukrywa się pod kapelusikiem.

    A przy ciasteczkach owsianych dziadka Borejko na ostatniej stronie, aż płakałam ze śmiechu :)

    Dziękuję!

  404. Wczoraj na angielskim rozmawialiśmy o emocjach. Pani nauczycielka pyta się mnie, kiedy np. ostatnio byłam podekscytowana, szczęśliwa. Myślę, myślę, a w końcu odpowiadam, że dziś. Bo dziś, po naszych zajęciach na uniwersytecie lecę do empiku po nową książkę mojej ulubionej polskiej pisarki.

    I co się okazało?
    Pani nauczycielka jest również wielką fanką Jeżycjady :) Na pytanie o ulubioną postać, odparła, że jest nią Ida. Ale jej ulubionym tomem jest „Małomówny i rodzina”. A dokładniej pierwsza wersja tej książki :)

    Niesamowite, gdzie można znaleźć fanów Borejków i reszty!
    Nie wiem, czy pani nauczycielka zagląda tutaj, ale jeśli tak, to pozdrawiam ją serdecznie.

  405. MAM!!!
    Kochani, w MATRASIE, to co BEZCENNE zakupiłam 20 proc. taniej. Może i Wam się uda.
    Pozdrawiam Kochaną Autorkę, co za piękna sobota mnie czeka:)

  406. Ja też już mam książkę! Hura! Wczoraj z samego rano popędziłam do księgarni, zerknęłam w biegu na pierwszą stronę i pobiegłam do okulisty, na (raczej mało poważny, choć zarazem nieprzyjemny) zabieg laseroterapii siatkówki, po którym (prawdziwa ironia losu!) lekarz zabronił mi do końca dnia czytać… Ale jak tu nie czytać, a już zwłaszcza w dzień premiery „Feblika”?! Faktycznie czułam się kiepsko, ale na szczęście znalazł się ktoś, kto zgodził się przeczytać mi sporą część (jakieś pierwsze sto stron) na głos… Oboje byliśmy zachwyceni! Zwłaszcza mistrzowską sceną zaczynającą się na stronie 44, ale – oczywiście – nie tylko. Piękny początek opowieści, opisy, zabawne dialogi, ulubione postaci… Dziękuję bardzo! A teraz zmykam kontynuować lekturę – tym razem już w samotności.

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie,
    Anima

  407. Witam serdecznie wszystkich wielbicieli Jeżycjady!
    „Ciotka-Zgryzotka” – tak przedstawiła Idę Gabrysia Żabie 1 maja 2004 r. „Feblik” zamówiony we wrześniu dojedzie do mnie dopiero w poniedziałek.

  408. Ach! Zaraz sobie sprawdziłam. Lubię wiedzieć, kiedy się śmiejecie – czy w tych samych miejscach, co ja.
    To przyjemne! W tych samych!

    Z tego względu – między innymi – dziękuję miłej Gio za tak obszerną recenzję w wiadomości prywatnej. Recenzja jest tak szczegółowa (z cytatami!), że faktycznie lepiej jej (jeszcze?) tu nie pokazywać.
    Gio, bardzo dziękuję, że chciało Ci się to napisać po nocy. Uśmiecham się i wesoło idę spać.
    Dobranoc!

    PS. Chesterko, nie, nie próbowałam. Akapit Press to małe rodzinne wydawnictwo prywatne (specjalizujące się, nota bene, już wyłącznie w literaturze dla dzieci i młodzieży). Właściciele sami decydują, w co chcą inwestować.

    Ale – nawiasem mówiąc- rynek jest trudny, powieści kryminalnych mrowie. Klasyka niekoniecznie się przebije. Szkoda.
    A najbardziej żałuję, że nie przełożono serii kryminałów uroczej Ellis Peters!

  409. Właśnie skończyłam czytać „Feblika”. Jaka miła historia i wszystkie wątki się w niej zazębiają znakomicie:)

    Właśnie dzisiaj cudem udało mi się nabyć ww. pozycję – poszłam do Empiku w Złotych Tarasach, szukałam i szukałam, i nic! Zatem w końcu spytałam Panią z informacji, a ona mi mówi, że „jest ostatni egzemplarz” (przynajmniej dzisiaj, hm, a raczej już wczoraj), więc trzeba było szybko działać:)

    Podoba mi się zwłaszcza to co główny bohater tej książki powiedział na stronie 239, a dokładniej jego końcowa wypowiedź w podrozdziale :) A także sytuacja ze strony 220 jest dla mnie zabawna:)
    Cóż więcej dodać; bardzo wzruszająca historia:)

  410. Mąż doczytał do setnej strony i z rozsądku poszedł spać, a teraz ja!!!!
    pozdrawiam wszystkich zaczytanych i nade wszystko Drogą Autorkę!

  411. Mam i czytam,czytam,czytam!Wspaniała!
    Muszę dzisiaj skończyć,choć zrobiłam mała przerwę,bo mnie zaczęły boleć tylne części ciała od siedzenia.:)
    Chyba tak samo jak Patrycja F. dołączę do Czytelników Nocnych.
    Gratuluję takiej wspaniałej książki!
    Mnie również zachwyciła rozmowa o popękanej ścianie.Cóż za fluid,pomyślałam o tym samym co Magpie.
    Wzruszająca była także rozmowa Grzegorza z Józkiem w remontowanym mieszkaniu,a i wątek z Laurą.
    No nie mogę się oderwać,dziękuję,dziękuję,dziękuję za „Feblik”,jak skończę to się jeszcze tu wypowiem.:)
    Pozdrawiam!
    Idę się kąpać i przybywam do ciebie „Febliku”!

  412. Dziękuję, Zofio!
    Miło mi to czytać.
    Okładka do „Ciotki Zgryzotki”? Ufff… nie, jeszcze nie mam nawet szkicu.
    Ale wiesz co?
    Może (może!) św. Mikołaj coś w tym rodzaju Wam przyniesie.
    Zajrzyj tu za miesiąc!

  413. Książkę się czyta przyjemnie i lekko naprawdę się Pani udało jak zawsze zresztą. Staram się ociągać z czytaniem jak tylko mogę, bo nie chcę zbyt szybko ją skończyć, bo potem pozostanie niedosyt i wyczekiwać będę na „Ciotkę Zgryzotkę”. Jestem ciekawa czy ma już Pani jakiś zarys okładki do 22 części Jeżycjady?
    Ilustracje w książce są naprawdę śliczne ;). Cieszę się z nawiązań do „Kalamburki”. Po przeczytaniu „Feblika” zacznę czytać znów wszystko od początku wszystkie tomy przeczytam sobie raz jeszcze. ;)

  414. Bardzo dziękuję, Zetko miła!
    Tak, ja też myślę, że lepiej przeznaczyć czas na pisanie. „Scripta manent”.

    He, he, ładny kawał Wam, zrobiłam, co? Ale miałam uciechę, pisząc! I naprawdę nikt nie odgadł bohaterki, aż do końca! A była przedtem, była!
    Dziękuję też za docenienie czarnego jeziora. Ja też najbardziej jestem zadowolona z tej właśnie ilustracji. Zrobiłam sześć jej wersji i dałam do druku tę ostatnią!

    Magpie, bardzo dziękuję za docenienie tej sceny! Właśnie tak miało być, jak to odebrałaś: to samo, w tej samej chwili, ale inaczej, bo z innego punktu widzenia.
    Ciekawie jest wyobrażać sobie tę samą sytuację czy sprawę z różnych punktów widzenia! To w ogóle jest dobry sposób nie tylko w pisaniu, ale i w życiu! A, jak wiadomo, co człowiek, to inny punkt widzenia.
    A wyobrażacie sobie, jak historię tych kilku sierpniowych dni można by napisać z punktu widzenia babci Andzi? A jak – z punktu widzenia Wikty?
    A jak opowiedziałby to na przykład Igor? Aż ręce świerzbią!

    Strasznie się cieszę, że „Feblik” się wam podoba! Dziękuję za wszystkie miłe słowa i opinie! Warto się dla Was trudzić! Wszystko widzicie!
    Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza Najstarszego Syna Mewiny!

    PS. Magpie, domek w Nekli wymyśliłam od A do Z, łącznie z lokalizacją i zakamuflowałam ewentualne tropy. Nie chciałam już nikomu robić kłopotu, jak w wypadku Roosevelta 5.

  415. Kochana Pani Autorko!
    Właśnie przed chwilką skończyłam czytać „Feblik”. Mogę sobie tylko wyobrażać, ilu już czytelników napisało Pani podobnie, ale nie dam rady się powstrzymać i nie napisać rzeczy cokolwiek oczywistych.
    A mianowicie: jaka piękna książka! Nie znam się na kompozycji powieści ani na czymkolwiek takim, pozostaje mi więc tylko pokorny podziw i szacunek. I lekka egzaltacja, ponieważ chyba nie jestem niestety podobna do pani Mili Borejko (chociaż skąd mogę to na pewno wiedzieć, mając 15 lat? „Życie jest zaskakujące”, jak zauważył Ignaś).
    Naprawdę, bardzo, bardzo mi się podobało. Jestem taka szczęśliwa! Wszystko tam się tak pięknie układa, jak w bajce, i to takiej naprawdę szczęśliwej! A takie bajki są najlepsze!
    Ciekawa jestem tylko, jak się będą układały relacje Ignacego z teściową i szwagierką, hihi…
    A jak Pani nas wszystkich wdzięcznie wyprowadziła w pole! Węszyliśmy pokrewieństwo z Hajdukami i kim tam jeszcze… Jak się zdziwiłam, gdy na pierwszej stronie zobaczyłam nowe nazwisko „Żyra”…
    Ilustracje także przepiękne, najbardziej podobało mi się ciemne jezioro!
    Jak cudownie czytało się część Jeżycjady po raz pierwszy! Obyśmy tego doświadczyli jeszcze wiele razy, w końcu, jak Pani sama prześlicznie stwierdziła, jest Pani „całkiem rześką kobitką”. Nawet Pani nie wie, jak mnie ucieszyło to zdanie! A jeśli do wyboru mam więcej spotkań z Panią lub więcej książek, to wybieram książki – czytając Jeżycjadę, i tak czuję się, jakby Pani ciepło i sympatia, a także piękne refleksje i ironia (na zmianę), promieniowały z każdego zdania (to brzmi banalnie, ale nie wiem, jak to inaczej wyrazić…). A poza tym – książki zostają na wiele pokoleń i są szerzej dostępne!
    Tyle jeszcze bym chciała powiedzieć – ale po pierwsze, nie jestem pewna, czy umiem, a po drugie, i tak już Panią zalałam egoistycznie tyloma słowami! Proszę wybaczyć małej, zachwyconej czytelniczce…
    Nie mogąc się doczekać spotkania za tydzień, bardzo serdecznie (i z podziwem) pozdrawiam!
    Zetka

  416. Dzisiaj udało mi się trochę przeczytać i niedawno wróciłam do domu więc będę czytać dalej. Jak mi dobrze pójdzie to jutro skończę czytać ;). Bardzo mi się spodobał początek Pani to potrafi człowieka zaskoczyć. Taki zwrot akcji tego się nie spodziewałam. No, lecę czytać dalej.

  417. Dziękuję za „Feblik”! Nie liczę, ile razy płakałam ze wzruszenia. A Mój Najstarszy Syn płakał, bo się wzruszył, że ja się wzruszyłam.

  418. Dziś po lekcjach zaraz popędziłam do empiku – nie było „Feblika” niestety, więc pędziłam dalej, do kolejnej księgarni :) No i mam, zaraz się zabrałam do czytania i okropne dla mnie jest to, że właśnie już skończyłam książkę! Niektórzy mi zazdroszczą, że szybko czytam, a ja tego w takich momentach bardzo żałuję.
    Książka PRZEPIĘKNA! Zaskakująca! Mądra! JESZCZE LEPSZA niż poprzednie! Nawiązania do uwielbianego przeze mnie Norwida! Same ochy i achy! :))) Ale łzy się chwilami w oku zakręciły… Uwielbiam te wszystkie fragmenty, w których prawda, piękno i dobro są przekazywane w tak delikatny, ale niemożliwy do przeoczenia sposób.
    Bardzo dziękuję za Pani książki, coraz lepiej uświadamiam sobie, ile wniosły do mojego życia!
    Pozdrawiam najserdeczniej! :)

  419. Dzień dobry wieczór!
    Ja też już z uśmiechem na twarzy ściskam „Feblik” w łapkach! A już za tydzień (z haczykiem) spotkanie, ależ się cieszę DUA!
    Tylko najpierw chyba jeszcze raz „Wnuczę” przeczytam, a później obie książki (już podpisane) wyprawią się z moją siostrą w podróż do Paryża :)
    Pozdrawiam ciepło i do zobaczenia! (jak miło móc napisać te ostatnie 2 słowa)
    P.S. Kamienicę na Grottgera znalazłam – numer 5. Bardzo dobrze wychowana, wszystkich pozdrawia w dalszym ciągu ;D A palmiarnię jutro z babcią odwiedzę, jeśli zdążymy

  420. Oczywiście – chodziło o Zuzię12. :-)

    Niedawno wróciliśmy z mężem z Nekli – byliśmy u cioci. I tak się zastanawiałyśmy gdzie też może być ta chałupa ze stodołą. Czyżby przy ulicy Zawodzie? :-) Miło jest znać miejsca wydarzeń z Pani książek. Czuje się realną obecność ulubionych postaci obok nas.

    A teraz piecze się placek drożdżowy – lubię ten zapach; muszę jeszcze pomyć naczynia – wielkopolska krew nie pozwala mi ich zostawić na jutro. :-)

  421. Pani Małgorzato, bardzo dziękuję za „Feblika”. Ten dzień był niezmiernie trudny i wyczerpujący psychicznie. Ale magiczna moc Jeżycjady działa jak zawsze. Dziękuję.

  422. Dobry wieczór! Jak miło czytać te wszystkie miłe słowa o „Febliku”, z którymi można się w 100% zgodzić :) Jak miło czuć wspólnotę dusz z wszystkimi czytającymi. Co do urządzania czasu i zazębiania się wydarzeń, majstersztykiem jest dla nie rozmowa Gabrysi i Grzegorza o pękniętej ścianie. Musiałam od razu otworzyć „Wnuczkę” i czytałam synchronicznie. Niby to samo, a jednak co innego. I tak pięknie jedno drugie uzupełnia. Pozdrawiam serdecznie :)

  423. Ja też już mam:) Zamówiłem przez neta (chyba w środę), w wersji pierwotnej miała być około 20.11., wczoraj dostałem maila, że będzie 10.11.. Dziś wracam z pracy i żona mówi, że przybył „Feblik”.
    Radość niesamowita :) Tylko musiałem, odstawić na półkę bo w weekend duuuużo pracy;( Mam nadzieję, że niedziela minie mi pod znakiem „Feblika”:)
    Co do czytania Pani książek. Po premierze czytam je dwa razy. Pierwszy raz zachłannie, szybko, byle dalej. Po czym drugi raz powoli, delektując się każdym zdaniem.

  424. Wczoraj w godzinach popołudniowych popędziłam do Edukacji i zgarnęłam dwa „Febliki”, od razu zaczęłam czytać i do 4:30 doszłam do ostatniego słówka! Potem nie mogłam zasnać (za dużo tej kawy!) i spałam tylko godzinę (BUDZIK DO SZKOŁY!). mimo to nie byłam zbyt zmęczona(czyżby szyszynka przestała produkować hormon snu?!) i teraz stwierdzam: fantastyczna ksiażka!!! Pamiętała Pani o Laurze!!!! DZIĘKUJĘ! :D A Mila coraz bardziej mnie zadziwia! Jest niezwykła! Zauważyłam pełno nawiazań do K.G. (receptariuszyk, sałatka Moleslawa (Bolesława)). Nie mogę się nacieszyć! :) ;) :D;D

  425. Czekałam cały tydzień na ,,Feblika”, a już szczególnie dzisiaj byłam cały dzień w radosnym napięciu. Po czym okazało się, że przesyłka została nadana trzy dni temu o 17:04, a przesyłki nadane po 17 liczą się tak, jakby zostały nadane następnego dnia. Z czego wynika, że ,,Feblik” przyjdzie do mnie dopiero w poniedziałek. Już mi się gorzkie łzy zbierały w oczach, kiedy wpadłam na wspaniały pomysł: dzisiaj kupię wyczekiwaną książkę, a tę, która przyjdzie w poniedziałek, podaruję koleżance wylosowanej w losowaniu mikołajkowym. Mam dziś mszę pierwszopiątkową i spotkanie bierzmowanych plus spotkanie KSMu. Tak że chyba dołączę do grona tych, którzy dzięki Pani nie będą spać. :)))

  426. Od wczoraj jest w moim domu „Feblik”.:D Jestem na osiemdziesiatej trzeciej stronie.:):):):):):):):):):):D:D:D:D:D;);D

  427. Ohoho,zostałam porównana do Ani!Wspaniale!Dziękuję!
    Po takich zachętach na „Feblik”,to ja już nie wytrzymuję!Tak bym chciała już go przeczytać:))
    Dzień dobry!:)

  428. Gryzę paluchy i dalej czekam…
    Widzę, ile dobra, pozytywnej energii i wzruszeń „Feblik” już dostarczył, więc tym bardziej niecierpliwie odliczam godziny. Tyle dobrze, że przesyłka już w drodze!

  429. Oj, tak się tylko zgrywam, zresztą Józek pewnie trochę też:) Takie zdrobnienia cieszą!

    PS: A jakie nie cieszą: w rejestracji do lekarza usłyszałam ostatnio, że „niezbędne jest skierowanko”

  430. Masz na myśli naszą Zuzię12, prawda?
    No, Magpie, cieszę się, że „Feblik” Ci się spodobał.

    Blablubciu (wiad.pryw.), dobrze: od dzisiaj Blabluba, a po doktoracie Blo.;)

  431. Aniu.g, od wczoraj jest w Księgarni Edukacja, Grunwaldzka, Wrzeszcz tel. 58 3415119 za 29,99zl. Nam odlożono i tak od wczoraj feblikowe szaleństwo trwa. Kupiłyśmy 2 egzemplarze, żeby relacje matki z córka nie narażać na szwank. Ja dotrwałam do 3.00, Kapucynka znacznie dłużej, najpierw czytajac młodszej siostrze, potem sama. Co chwilę wpadała z impetem do mojej sypialni, by po serii entuzjastycznych okrzyków rzucić seria pytań o wrażenia. Tyle wrażeń, przemyśleń! Aż trudno ochłonać. DZIĘKUJĘ !!!

  432. Szczęśliwy dziękuje i również pozdrawia!
    Nie spałam dzięki Pani, do północy czytałam, a później nie mogłam usnąć przez nadmiar emocji.
    Na karteczkach odnotowałam strony (dużo ich), które mnie poruszyły. I myślę tak samo, jak dziewczyny, które tu piszą. Szczególnie to, że każda Pani książka jakimś cudem jest lepsza od poprzedniej.
    Wspaniale czuć to pokrewieństwo dusz i myśli z tyloma miłymi ludźmi.

    PS. Tak sobie myślę, że Zuzia przypomina mi Anię Shirley. :-) Ta sama radość życia i optymizm, wrażliwość na piękno przyrody… Krzepi świadomość, że w każdym pokoleniu pojawiają się takie osoby.

  433. Xymeno, zdrowiej!:)
    Miłego czytania! Z imbirem, ho, ho! (grypka?)

    Mamo Isi, no powiem Ci, że miałam z tego urządzania czasu naprawdę wielką uciechę. Musiałam sobie zrobić precyzyjny wykres godzin, pogody, aktualnej temperatury etc., wynaleźć „białe” miejsca we „Wnuczce” i wypełnić je wydarzeniami z „Feblika” . To jest niesłychanie inspirujące, trzeba zauważyć, ile rzeczy się wydarza innym ludziom, w tym samym czasie, gdy my coś akurat intensywnie przeżywamy. I jak to się wszystko jednak zazębia!
    Można dostać zawrotu głowy.

    Blablubciu, to miłego urządzania życzę! (Teraz masz czas!)

  434. Cari widziałam twój wpis ,ale nie wiedziałam co napisać. Nie miałam pojęcia że jest bł. Łucja z Narni.

  435. „Obecnie uważam, że „Feblik” jest jeszcze lepszy od „Wnuczki”, która jest jeszcze lepsza niż „McDusia”, która jest …” I tu bym się z Wiewiórkiem zgodziła w całej rozciągłości:)
    Dla mnie niepojęte jest, jak to możliwe stworzyć dwie książki składające się na te same godziny i dni, które w cudowny sposób zazębiając się, stanowią jednoczesnie dwa niepowtarzalne, odrębne światy.
    I ile w „Febliku” jest dobra, piękna i prawdy; jak wspaniale i prawdziwie pokazana jest rodzina – temat obecnie nie tylko niemodny, ale bezlitośnie zwalczany.
    ,

  436. Pojechała dziś po pracy do empiku w Matarni, żeby zakupić wiadome dzieło. I co ? I nic. NIE MA !!! Spłoszony personel biegał między półkami próbując zadowolić rozjuszoną czytelniczkę. W końcu definitywnie stwierdzono, że nie mają i odesłali mnie do Galerii Bałtyckiej( z powrotem do straszliwie zakorkowanego Wrzeszcza). Nie pojechałam, powlokłam się noga za nogą(na czterech kołach jednakże) do domu. Będę musiała poczekać do jutra. Proszę łaskawie nie spoilerować za mocno, bo jeszcze nie wszyscy czytali!

  437. Czy można sobie wymarzyć lepszy moment na chorowanie niż premiera Feblika? Świeża pościel obleczona, imbryczek herbaty z imbirem zaparzony, ciepłe skarpety na stópkach, wskakuję pod kołdrę i nie ma mnie dla nikogo! Dziś miałam Feblikową dostawę pod same drzwi, ale się cieszę!

  438. ja własnie odebrałam swój egzemplarz „Feblika” i zaczęłam go czytać zobaczymy jak mi szybko pójdzie. ;)

  439. Ojeju, jak tu wspaniale jest! Juz z wrazenia zaczelam na przemian zalewac sie lzami i smiac sie, chociaz ksiazki jeszcze nie mam:) Poczekam cierpliwie, bardzo mile to czekanie.
    Czytam rozne wpisy, i widze w nich siebie :)
    Malgorzato, tez tak niecierpliwie czekalam, kiedy coreczka sama sie zachwyci. Chociaz juz ma 11 lat, to nie chce za zadne skarby „Jezycjady” czytac sama, koniecznie musi to sie odbywac wraz ze mna. Ale rozumiem ja doskonale. Kiedy odkrywalam te ksiazki dla siebie, koniecznie chcialam czytac rownoczesnie z przyjaciolka, wypozyczalysmy w tym samym czasie, i konsultowalysmy czy to samo nas bawi i zwraca nasza uwage (z tego tez powodu wspaniale rozumiem Gabe i Grzegorza, ktorzy kupowali po 2 egzemplarze tej samej ksiazki, zeby mogli sobie jednoczesnie czytac).

    Hehe, tez w rodzinie mamy „Pana Piotrusia”, jeden z wujow dla mojej corki (zapozyczenie rzecz jasna z Opium), tylko tak a nie inaczej juz na niego wszyscy mowimy:)

    Pani Malgorzato kochana, sciskam mocno w oczekiwaniu na niezapomniane wrazenia.
    Piekny dzien u nas dzisiaj, zocisty i sloneczny.

  440. Wiewióreczko, dzięki za dobre słowo.
    Czas nie był taki krótki. Myślenie i komponowanie bez pisania też się wlicza do okresu twórczego.
    A napisałam szybko, jak już wszystko było wymyślone!
    Poza tym wiesz, lata praktyki robią swoje.;)

  441. Blablubciu (wiad.pryw.) – dziękuję za naprawdę wnikliwą recenzję. Bardzo mnie ucieszyła!
    Tak, symetria została założona na dużą skalę. Ładnie to wyłapałaś. Miło mieć takie mądre czytelniczki.
    „Nie każde złoto jasno błyszczy” – ależ absolutnie! Tylko się rozejrzeć.
    Popatrz, dziś tylu ludzi cierpi z powodu samotności. Wszyscy czekają na miłość. A po prostu trzeba się nie bać. Patrz: rozmowa I. i A. o „życiu naprawdę”.
    Gratuluję trudnego dyplomu! Nauki fizyczne! Och, och! Zuch jesteś!

  442. Po ” Febliku”.
    Mam tylko jedno pytanie ( nieprawda, mam ich trochę więcej): jak można w tak krótkim czasie napisać TAKĄ książkę? Czyta się ją tak, jakby się w upał piło chłodną wodę ( nieprzypadkowe skojarzenie :)), to znaczy, że powieść jest dopracowana w każdym szczególiku. Ale jak?!
    Obecnie uważam, że „Feblik” jest jeszcze lepszy od „Wnuczki”, która jest jeszcze lepsza niż „McDusia”, która jest …

  443. Dzień dobry :) I ja zaraz pakuję Malucha do wózka i pędzimy razem do księgarni.
    Pamiętam jak dokładnie rok temu o zmierzchu pędziłam przez korki w tym samym celu :)
    A od wczoraj już same tutejsze opinie i podziękowania mnie zachwycają :)

    Paczko Chusteczek – teraz rozumiem :) Ja akurat mam wszystkie z numerkami, oprócz jednej starszej, ale nie jest to Opium… ;)

  444. O rety, a ja wcale nie miałam czkawki i w dodatku spałam spokojnie, ukołysana pierwszym tomem z cyklu „Lord Peter Wimsey” Dorothy Sanders.
    A tu tyle osób przeze mnie nie spało! Dobrze, że z uśmiechem na ustach, a nie z przekleństwem.

    Panie Piotrusiu, a toś się Pan spisał jako zaopatrzeniowiec! Dziękuję!

    Ago, a mówiłam!

    Mamo Isi, no ściskam Cię czule. Joanno, Beatus, Cari, Martysiu – i Was również!

    Aleksandro Z Daleka, jest mały problem: legalne e-booki lubią się przeradzać w nielegalne. Moi wydawcy tego nie lubią.
    Ale możesz zamówić „Feblik” książkowy w Akapit Press, oni wysyłają za granicę.

  445. Pamiętam, jak DUA wspominała kiedyś, że będąc na spacerze z malutkim (wówczas) synkiem, spotkała na swojej drodze swojego Pana Polonistę, który rzekł (o ile dobrze pamiętam), że Pani powołaniem jest literatura (pisanie). Oj, mądry to był człowiek. To właśnie jest Pani powołanie- dawać ludziom szczęście, radość i ukojenie przez własną twórczość. Tyle uśmiechu, tyle wzruszeń…wczoraj czytałam „Feblik” do 2 nad ranem, rozkoszując się każdą stronicą. Wstałam o 6 rano i wcale, ale to wcale, nie chciało mi się spać!
    PS Teraz jeszcze bardziej polubiłam swój nick, och DUA….

  446. Spieszę z nowiną, iż „Feblik” świeży, pachnący jest w moich rękach, poczta uczynna na czas przyniosła! :) Droga MM, miałam się uczyć na kolokwium, ale jedno nie zdane kolokwium jest niczym przy możliwości przeczytania daru jesieni, Feblika – do dzieła zatem! :)

  447. Dziś premiera „Feblika”, czytam wszystkie komentarze osób, które mają już książkę i czuję żal, że ja nie mam do niej dostępu – mieszkam za granicą, a wybór polskich tytułów jest tu mocno ograniczony. Pani Małgorzato, dlaczego Jeżycjada nie jest dostępna w formie legalnych ebooków, które mogłabym kupić przez internet, o dowolnej porze dnia i nocy? Wielu Pani czytelników mieszka za granicą i jestem pewna, że bardzo ucieszyłoby się z takiego rozwiązania. Ignacy Borejko cierpiał z powodu oddalenia od swojej biblioteki – ja też cierpię bo mogłabym w tej chwili czytać już nowy tom Jeżycjady. Może da się to zmienić?

  448. To tak: byłam dziś pierwszą nabywczynią „Feblika” w jednej z warszawskich księgarni. Wspaniałe uczucie :)
    Fragment ze spłatą debetu mistrzowski :) Ciąg dalszy czytania w drodze powrotnej z pracy.
    pozdrowienia dla Autorki

  449. Wczoraj siedziałam do północy, ale musiałam się dowiedzieć, jak sie to skończy! Ach jej, jakie to było piękne! A pod koniec jednocześnie zalewałam się łzami i śmiałam, jakbym była smarkatą panienką, a nie matką dzieciom i babką wnuczkom;) Dziękuję kochanej Autorce z całego serca:) Jak tylko znajdę wolną chwilkę, zacznę od początku. To jest dopiero książka ku pokrzepieniu serc!

  450. Łucjo (Łucjo z Narni?) – zobacz trochę niżej co do Ciebie napisałam o możliwej inspiracji dla Autora Narni przy tworzeniu postaci Łucji Pevensie. :)
    Witam serdecznie w ten piękny dzień! :)
    Czy się nie mylę, czy dzisiaj jest pewna ważna literacko rocznica? ;)

  451. Pani Małgosiu, komponuje się Pani z aspiryną doskonale, ale to jeszcze nic! Dla mnie Jeżycjada to najlepszy antydepresant! Wie o tym moja mama i gdy widzi, że wróciłam do którejś z książek, pyta zaniepokojona, czy nie mam chandry. Ale spokojnie,zazwyczaj ja po prostu mam wtedy ochotę na spotkanie z przyjaciółmi :)
    A „Feblika” już mam! A raczej ma go mój niezawodny mąż, którego przed chwilą wysłałam do księgarni ;) Właśnie wysłał zdjęcie z okładką, więc czekam i aż mi katar z wrażenia ustąpił.

  452. Oj, Hanko, ależ by mnie plecy bolały przy stronie 999!!!
    Już to czuję.:)))
    Miłego czytania!

  453. Dzień dobry dzień dobry!

    Wczoraj przywiozłem „Feblika” (a nawet dwa „Febliki”) dla Isi i jej mamy. Teraz czekam w kolejce i apetyt na czytanie rośnie :)

    Serdecznie pozdrowienia z Trójmiasta!

  454. Witam serdecznie Wszystkich z rana. Czytam Jeżycjadę od roku 1977, kiedy to przeprowadziłam się z województwa poznańskiego do zachodniopomorskiego( wtedy były to leszczyńskie i gorzowskie). Było mi tu tak źle, ale pociechę znalazłam w „Kłamczusze”. I choć mam już 50 lat na każdą premierę nowej książki czekamy (razem z siostrą) jak na święto. Dziś też razem wybierzemy się do księgarni. Żałuję tylko, że „Feblik” nie ma z 1000 stron.

  455. A! Co za miłe wieści od rana!
    Dziękuję, Magpie i cieszę się jak dziecko!
    Pozdrawiam Szczęśliwego!

  456. Wczoraj w nocy nie mogłam zasnąć z tego wrażenia. Mam nadzieję, że gdy znajdę spokojną chwilę napiszę więcej w mailu – jeśli Pani pozwoli. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wydaje się, jakby Pani znała moje uczucia i przemyślenia – ale to pewnie dlatego, że Pani książki były i są dla mnie formacyjne. Powiedziałam mężowi, że w dużej mierze to Pani zawdzięcza to jaka jestem.
    Przepraszam z lekką chaotyczność wypowiedzi i rozwlekłość, ale ciągle jestem w siódmym niebie po lekturze.
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.

  457. Kochana Pani Małgosiu – dziękuję! Wczoraj było u mnie wielkie święto, celebrowałam pierwsze czytanie Feblika! Mistrzostwo – chylę czoło. Piękna, mądra książka, czytałam z uśmiechem szczęścia i ze łzami wzruszenia.
    Miły kurier z UPS przywiózł książkę wczoraj przed południem – bardzo się śmiał, gdy zacytowałam mu męża: to dzisiaj nie będzie obiadu, bo żona będzie czytać nową książkę pani Musierowicz. Ale obiad był, i placek się upiekł (w kształcie serca – chciałam uczcić to wydarzenie). Bo zostawiłam sobie czytanie na wieczór, siedziałam w kuchni, mąż co chwila przychodził z uśmiechem, przytulał i mnie całował. I robił mi herbatki. Lubi moje bziki, wie, że Pani książki uwielbiam i bardzo mu się to podoba. Kochany jest. Zauważył, że inne książki czytam bardzo szybko, ale tę czytałam uważnie, z zastanowieniem i wypiekami na twarzy. Bo też to prawda – smakowałam opisy, nie chciałam nic uronić. Ale i tak za każdym następnym czytaniem znajdę coś nowego. Takie jest bogactwo w Pani książkach. Dziękuję z piękne godziny, które wczoraj przeżyłam. Będę często wracać do Feblika – silnie się łączy z moją ukochaną Kalamburką. Wszystkie książki Jeżycjady kocham, ale Feblik jakby wysunął się na prowadzenie.

  458. Pani Małgorzato, piosenki oczywiście słuchałam przy czytaniu i to kilkanaście razy już :) Piękna! :)

  459. Witam, a czy spotkanie autorskie w Szczecinie jest planowane?
    Od dziś czytam Feblika. Mąż mi kupił. Córka Jagoda lat 7 jutro musi przynieść do szkoły ulubioną książkę jednego z rodziców. No i zaniesie Feblika. Długo zastanawiałam się nad tym, jaką książkę jej dać. W końcu matka nauczycielka to może jakiś Pan Tadeusz lub jakaś naukowa publikacja, ale szybko wybiłam sobie to z głowy. Opowiedziałam jej, że pierwszą książkę Jeżycjady przeczytałam jak miałam 12 lat (pokazałam kolekcję) i od tamtej pory z niecierpliwością czekam na każdą kolejną książkę. Bardzo podobały się jej imiona sióstr Borejko. Była zadziwiona, że jak zaczynałam czytać to dziewczyny miały po kilka lat,a teraz są już mamami i babciami. No i nie może się doczekać, aż sama zacznie czytać. Ale musi jeszcze troszkę poczekać, żeby mogła zrozumieć humor zawarty w Pani książkach( oj ile razy płakałam ze śmiechu!!!bezcenne!!!) i żeby umiała zrozumieć i przyswoić zaklęte w nich wartości. Dziękuję i pozdrawiam!

  460. Anette (wiad.pryw.)- no to się bardzo, bardzo cieszę! Dziękuję za szczegóły. Dla mnie to ciekawe: co się podoba i dlaczego.
    A posłuchałaś piosenki, czy tylko pamiętasz?
    Ona teraz, w słuchaniu, wydaje się jeszcze ładniejsza niż kiedyś. Nie wiem dlaczego!
    Dobranoc!

  461. A, byłabym zapomniała!
    Imię siostry głównej bohaterki nosiła moje praprapraprababcia.
    Jeżeli wierzyć drzewu genealogicznemu. :)

  462. Co za radość! Mam Go! Przeczytałam już cały rozdział, ale nie mogę kontynuować, bo mama mi Go chyłkiem podebrała. Ech. Ale już wiem kim jest nieznajoma. Powiem szczerze, że nigdy bym się nie domyśliła. Totalne zaskoczenie!
    Bardzo dziękuję. :)

  463. Laura ma długie.:)
    I jeszcze parę by się znalazło.
    Czy to nie wszystko jedno zresztą? Zawartość głowy jest najważniejsza, nie fryzura.

    Nutko w żółtym sweterku, przesyłam uśmiech!

    Psianko, ach, tak – żal mi zawsze tych małych myślicieli, zanurzonych w codzienności.

    Kris (wiad.pryw.), to cieszę się bardzo i przesyłam uściski!

  464. Pani Małgorzato, tak się zastanawiam: dlaczego większość kobiet w Pani książkach ma włosy krótkie lub do ramion?

  465. Dobry wieczór!
    Podążając za radą Podobnego (jak zwykle – wybitną!) dokonałam przedpremierowego manewru zakupowego i oto mam „Feblik”!
    Tak się złożyło, że miałam dziś na sobie żółty sweterek. Więc czytając „Feblik” w pociągu zlewałam się w jedno z okładką. Umysłowo natomiast z książką, dobrze, że nie przegapiłam stacji. :)
    Cudownie się czyta, DUA, i ten plot twist na początku!
    Tyle radości. Dziękuję.

  466. Byłam sobie wczoraj w księgarni na krakowskim rynku, i wdziałam, widziałam już Feblika. Świeżutkie, książki dopiero co przyszły, jeszcze nie rozłożone. Miałam taką ogromną ochotę dotknąć je i zajrzeć do środka. Jednak się powstrzymałam, obawiając się, że zaraz by ktoś podszedł i powiedział, że jeszcze niewolno. Ale to nic, już jutro Feblik, będzie mój :).

    I jeszcze na targach książki w Krakowie, widziałam na stoisku wydawnictwa Akapit Press, śliczną torbę pormującą „Feblika”, aż chciałoby się taką mieć. Zrobiłam sobie nawet pamiątkowe zdjęcie z plakatem do książki. Szkoda tylko, że Pani tam nie było :)

  467. Mamo Isi – jak to, już dzisiaj?? ja myślałam, że 6. to 6.! :) zazdroszczę! ale może to lepiej, może jeszcze coś zrobię dzisiaj sensownego ;)
    Agnieszko – zazdroszczę (ale tak pozytywnie) tych Jeżyc! Czy ktoś wie, czy powstała jakaś trasa jeżycjadowa dla wszystkich niewtajemniczonych spoza Poznania? Dobry pomysł na biznes – przewodnik=oprowadzacz po Jeżycach!

  468. Ja też mam !
    Pan w księgarni wyciągnął z wielkiego pudła, bo dopiero przyszło. Teraz czytam na przemian z „Wnuczką …”
    Ach jak miło ! Wzruszyłam się już na stronie 23-ej, bo tak mi się skojarzyło z moim synkiem.
    Dziękuję Pani Małgosiu, to mnie zawsze pociesza.

  469. Hip, hip, hurra! Zjawiam się aby na sekundę, żeby wydać ten kwik radości, jako że Piotr właśnie zdobył „Feblika”! A jeszcze rano w żadnej ksiegarni nie było; wiem, bo sprawdzałam osobiście;) A teraz daję nura w książkę i wynurzę się po przeczytaniu. Życie jest piękne:)))

  470. Jest! Mam! Wykorzystuję każdą wolną chwilę i czytam, czytam, czytam… po cichu i na głos – Mila to uwielbia ☺ Dziękuję!

  471. Dzień dobry!
    Nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia. Spacerek do księgarni a później kilka uroczych godzin z lekturą :D Mam nadzieję, że w najbliższym czasie, między zaliczeniami z biochemii czy pedagogiki znajdę chwilę na przypomnienie sobie całej Jeżycjady od podstaw. Od miesiąca jestem studentką pielęgniarstwa w Poznaniu i mieszkam właśnie na Jeżycach. Chodząc takimi ulicami jak Roosevelta czy Dąbrowskiego wyobrażam sobie, że ludzie mnie mijający to bohaterowie Pani książek, cudowne uczucie, moja wyobraźnia działa wtedy na pełnych obrotach :)
    Pozdrawiam

  472. Ooo, jest tu druga Zyta! To dobry znak :) Pozdrawiam kochającą Borejków imienniczkę! Tymczasem „Feblik” lada chwila… :)

  473. Tak, Hanko. Już jutro będzie w księgarniach.

    A, Buczynko, jakże mi miło!
    Pozdrawiam Basię i całą Waszą gromadkę!
    S. Mario Anno (wiad.pryw.)- a to dopiero! (Szkoda tej nocy jednak…)

  474. Zyto, jeśli dobrze zrozumiałam odpowiedź DUA to pytasz co warto podsuwać dziecięciu do czytania. Jeśli lubicie gospodarzyć wspólnie w kuchni, to polecam „Całuski pani Darling” pani Małgosi – to przepisy kulinarne osadzone w literackim kontekście. Testowałyśmy tę metodę z Basią – gotując, piekąc i czytając to, co podsuwa Dzieciom Kulinarnym nasza Droga Autorka :)

  475. Czy to prawda, że już jutro można kupić „Feblika”? Przeczytałam po raz kolejny „Wnuczkę ” i czekam.

  476. Dzień dobry, Martysiu! Dobrze, że wyszłaś z cienia.
    Bardzo mi miło, że się tak dobrze komponuję z aspiryną. Jestem fanką aspiryny! Pomaga na wszystko.;)

  477. Zyto (wiad.pryw.) – tu odpowiem, dobrze?
    Najlepiej samej przeczytać to, co ma trafić do rąk dziecka. Przecież Ty ją znasz najlepiej, prawda?
    Generalnie: literatura angielska. Tu się nie zawiedziesz.
    „Małe kobietki”, pytasz. No, może trochę później.
    Teraz- Astrid Lindgren. Muminki. Ania Shirley.
    Uwaga: wyrzuć telewizor. Przeszkadza dziecku w czytaniu.

  478. Dzień dobry Pani Małgosiu!
    Dzień dobry miłośniczki/ miłośnicy Jeżycjady!

    Czas wyjść z cienia! Jeżycjadę pochłaniam od lat 90. Na stronę zaglądam od kilkunastu miesięcy. Na mojej ścianie wisi pocztówka od drogiej MM, wysłana w odpowiedzi na moje opowiadanie pt. „Dzień z Borejkami” (nie może Pani tego pamiętać, bo to chyba 2000 rok był;). Słowem, Jeżycjada wokół mnie;) A teraz czekam na „Feblika” – tak samo jak zawsze, nie mogąc myśleć o niczym innym. I, jak zazwyczaj, znowu będę czytać i jednocześnie łykać aspirynę. Tak jakoś się składa, że w czasie premier kolejnych części cyklu zawsze jestem przeziębiona ;) Ale to nic, a nawet warto, bo więcej czasu na czytanie :)

    Pozdrawiam z Opola!

  479. Ach, ja też już mam Feblika. Zapowiada się uroczy wieczór. Pani Małgosiu dziękuję !

  480. Dzień dobry na dobre, Cari!

    Kasiu, no cóż, od tego ma się palec wskazujący, żeby nim wskazywać.;)
    Fajnie, że się śmiałaś i wzruszałaś. Cieszę się! Dziękuję za miłe słowa!

  481. To ja teraz bym chciała już oficjalnie wszystkich powitać powracając tu, bardzo się cieszę, że tak wiele osób kocha Jeżycjadę. :)
    Anonimku, EwaR – ja czytałam z „anhariady” na razie jedynie „Anhara”. A czytał Ktoś z Was „Twierdzę Aniołów” tej samej Autorki? Oglądałam na Youtube zwiastun „Twierdzy Aniołów” i uważam, że ewentualna lektura zapowiada się bardzo sympatycznie.
    Łucjo z Narnii – ja też kocham całym sercem Narnię. :) Uwielbiam postać przemiłego Pana Tumnusa no i oczywiście Aslana… A wiesz, że pan Walter Hooper, biograf pana C. S. Lewisa uważał, że Autor Narni wzorował „narnijską” Łucję z Narni na bł. Łucji z Zakonu Dominikańskiego która żyła we włoskiej miejscowości Narnia i podobnie jak Łucja Pevensie miała mieć dar „widzenia tego, co niewidoczne dla innych”? Ot, taka ciekawostka. :)

  482. Dzień dobry,chciałam Pani podziękować za wzruszenie, za łzy, za śmiech, za Feblik, za całą Jeżycjadę i te wszystkie mądre słowa w niej zawarte.Nie potrafię moich myśli dobrze ubrać w słowa, po prostu dziękuję za to ze potrafi Pani wskazać palcem takie oczywiste wartości i prawdy, których na co dzień nie dostrzegam.

  483. No to faktycznie żabka się wstawiła…:)))

    Justysiu, (wiad.pryw.), lubię, jak jesteś w skowronkach!

  484. Dzień dobry,
    ach, no nie mogę, niektórzy już szczęśliwi przeczytali Feblika ( głębokie westchnienie ). Dziś u nas szary poranek, najmłodsze wstało z tekstem : nie ma gwiazdek, mamo wstawamy!
    A kilka dni temu prosiło : zaśpiewaj mi o zabce co wstawiła… Cała rodzina zastanawiała się dobrą chwilę o co Małej chodzi, rzucając różne propozycje. W końcu wpadliśmy ” kum kum żabka dała dziś nura W STAW…..” .

  485. Kasiu, no tak to jest ze wspomnieniami. Ach, szybko wszystko mija, szybko.
    Dziękuję za miły sygnał.

  486. Dobry wieczór!
    Winogrono, coś w tym musi być. Naprawdę piszę dla dzieci i młodzieży, a jednak i dorośli sięgają po te książki. To bardzo miłe.

    Duśko (wiad. pryw.), cieszę się z tego szalonego śmiechu! Dalej będzie więcej.;) Miłego czytania!

    Słówko do Martuchy: najbliższa jest zawsze ta najnowsza.

    Mamo Kniżki, ja też lubię Twój nick. I resztę też.

    Magpie, a więc do zobaczenia!

    Psianko, uśmiałam się! Pozdrawiam!

  487. Moi domownicy już śpią a ja siedzę i czytam i oderwać się nie mogę, a rano trzeba wstać do pracy .Czytam i jak zawsze się wzruszam (rozdział 11) a to dopiero początek , dziwnie się przy tym czuję bo jeszcze dzisiaj rano byłam na wigilii u Borejków w trakcie czytania Noelki a tu już tyle lat minęło i te wspomnienia(chyba przez to jeszcze bardziej wzruszające).

  488. Witam,

    jakiś czas temu odkryłam ponownie Pani książki. Czytałam je kiedyś jednym tchem, gdzieś na początku liceum. A teraz mam 31 lat (! – jak to zleciało) i niedawno ponownie je odkryłam, miałam to szczęście, że mogłam przeczytać bez czekania na kolejny odcinek od „Kalamburki” do najświeższej „Wnuczki do orzechów”. A teraz widzę, że jeszcze będzie coś świeższego:)

    Pomimo, że zawsze myślałam, iż cykl Jeżycjada to książki dla młodzieży (no, ja już nią nie jestem;) ), to teraz widzę po sobie, że to są książki dla ludzi w każdym wieku. Rozmawiałam o tym z koleżanką i doszłyśmy do wniosku, że Pani twórczość roztacza aurę domowego ogniska i to jest bardzo miłe móc uszczknąć z tego trochę, zwłaszcza w gorszych chwilach:)

    Pozdrawiam

  489. Mamo Kniżki, „Opium…” owszem często spotykam, ale niestety zawsze w nowym wydaniu – a mi o ten bez numerków z boku się rozchodzi! :) cóż, takie właśnie, starsze, zaczęłam kolekcjonować, a w porządku stoją wszystkie i tak ;))

  490. Bardzo zadroszczę wszystkim którzy już odkryli kim jest tajemnicza bohaterka. Ja tak samo jak anonimek, najmniej miesiąc będę musiała poczekać aż odkryję kim jest niebieskooka piękność z okładki.

    Bardzo się cieszę że ,,Ciotka Zgryzotka” będzie jesienna. Uwielbiam jesienne i zimowe opowieści, chociaż miło wrócić do tych szalonych upałów w czasie zimy :)

    Mam nadzieję że uda mi się przyjechać na spotkanie. Akurat na początku grudnia planowałam przylecieć z małej zielonej wyspy, to może trafię na spotkanie. Trzymam kciuki!

    Mam pytanie do ukochanej autorki – czy jest książka z serii ,,Jezycjady” która jest Pani najbliższa?

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie, a szczególnie Panią Małgosię. :-)

  491. Kochana Pani Małgorzato!
    Bardzo się cieszę, że jest Pani rześką kobitką na fleku :) (jestem wielką fanką gwary wielkopolskiej) i że kolejna część Jeżycjady w toku (miałam wpierw dopytać, czy dobrze rozumiem napomknięcie o „Ciotce Zgryzotce”, ale najpierw poczytałam komentarze i już wiem, że dobrze :) Podoba mi się ten proceder pani wydawczyni :)
    Do Poznania nie dotrzemy na spotkania, niestety, ale co gorsza – nie udało nam się nawet dotrzeć na spotkanie z Adminką na ostatnich targach, cóż, życie… Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja.
    I jak pięknie musi wyglądać Pani spiżarnia, ach, rozmarzyłam się… u mnie w tym sezonie tylko mus jabłkowo-dyniowy i ogórki kiszone (te ostatnie już prawie zjedzone), i trochę orzechów.

    W oczekiwaniu na „Feblika” czytałam znów „Wnuczkę” (a na dokładkę „Srebrny dzwoneczek” – piękne! i „Łowy” – porywające!). Tym razem uderzyło mnie, że Pulpa taka jakaś refleksyjno-niespokojna, a o Ignasiu pomyślałam sobie, że znając jego szczęście, pewnie nie dojechał do Wrocławia, tylko gdzieś tam niedaleko utknął, może nawet w sąsiedztwie, tam gdzie te dwie tajemnicze dziewczyny na tle stodoły :) No, dowiem się już niebawem :)

    Paczko Chusteczek, to chyba niemożliwe, żeby nigdzie nie było „Opium”. Polecam księgarnię bonito. Tam jest.

    ps. Zdaje się, że moja Kniżka zmieniła nick, ale ja mój lubię i nie zmieniam :)

  492. Dzień dobry, ja też mam już Feblik, dotarł gdy byłam w pracy.Szkoda tylko że jednak jest bez podpisu i dedykacji dla Zuzi , Akapitt się nie spisał . Szkoda , ale może uda się przy Ciotce Zgryzotce

  493. Anonimku, ja czytałam i „Anhara” i dwie następne części („Alhara” i „Ariela”). Masz rację, piękne i mądre :)
    Piątkowy wieczorze, nadejdź szybciej!!!

  494. Ja też czekam ale cieszę się, że jeszcze nie ma, bo zdążę przeczytać „Wnuczkę …”, a tak miałabym wielki problem :)
    Przed chwilą byli u nas elektrycy, badali wszystkie gniazdka, więc musieli wejść wszędzie ! Teraz zastanawiamy się z mamą dlaczego zawsze jak przychodzi ktoś obcy to mówimy – „O, a my mamy właśnie taki mały remont …” :) :)

  495. Bruh… Z tego co widzę narastają mi zaległości. Kolejny tomik już wychodzi, a ja zdecydowanie za rzadko tu bywam.
    Niedługo czeka mnie „Opium w rosole” do omówienia. Jakaś chwila odpoczynku, przyjmniej. Choć zapewne nasza polonistka i tak wyciśnie z nas siódme poty.
    Pozdrawiam jesiennie
    (KniżkaJ pod nowym pseudonimem)

  496. Dobry wieczór! Jeszcze czekam… Ale właśnie dostałam wiadomość z empiku, że książka wysłana. Czyli jutro powinnam już mieć „Feblik” w rękach. Trudno o cierpliwość w takiej sytuacji.
    Moja mama wyraziła chęć udania się na spotkanie z Panią, więc wszystko wskazuje na to, że trzy osoby z Wrześni pojawią się w Poznaniu. :-)
    Pozdrawiam!

  497. Ach! Kiedy tak czytam te komentarze, to powątpiewam, czy wytrzymam jeszcze miesiąc!
    Ale czas sobie płynie :)
    ,,Opium w rosole” niedługo omawiamy w szkole, więc sobie przypominam (czytam po raz trzeci dopiero). Jak słusznie Pani gdzieś napisała, za każdym razem, kiedy się czyta książkę, odbieramy ją inaczej. Ach ta biedna Genusia…
    Czy czytała może Pani lub ktoś z Księgowych ,,Anhara” Małgorzaty Nawrockiej? Bardzo polecam, bo to wyjątkowa powieść, z ważnym przesłaniem.
    PS Szkoda, że nie Lublin…

  498. Witaj, Jane!
    Cari, dziękuję za wiadomości prywatne. Jasne, że się trzymam. Dziękuję za życzliwość i za dobre słowa!

  499. Dzień dobry, dzień dobry!

    I ja już mam!

    To takie zabawne, że podobnie jak było z „Wnuczką” – akurat dziś mam zebranie w szkole. No nic, poczekam do wieczora – pomyślę o tych, którzy jeszcze czekają :)

    Przesyłam dla Wszystkich uściski.

  500. Agu, spokojnie, chyba nie ma takiego niebezpieczeństwa: przecież wiadomo mniej więcej, o czym jest „Feblik”- to nie kryminał, więc spoilery nie zaszkodzą odbiorowi.
    Mario Anno, Cari, dziękuję za wiadomości prywatne!

    Cari, Bóg zapłać. Tak, pamiętam.

  501. Aj, skoro piszecie tu już po lekturze „Feblika”, to zamykam oczy, nie patrzę, żeby nie wyczytać przypadkiem istotnych szczegółów akcji (zwanych także spoilerami). Wrócę jak przeczytam :).

  502. hmm… a może by tak połączyć wycieczkę do Poznania, szlakiem „Jeżycjady” – i przy okazji na spotkanko? :)) kuszące! p.s. ktoś już opracowywał trasę zwiedzania Poznania jeżycjadowego dla kompletnie zielonych?
    co do wydań (wcześniej była o nich mowa)-mi ciągle brakuje tylko Opium w rosole – szukam i szukam, ale wszystkie wykupione (pewnie przez to, że w szkole omawiana!)

  503. Tak, Kris (wiad.pryw.) – dotarła, jasne!
    BLablubciu, (wiad.pryw.) – ależ to było wcześniej.:) I na zupę. Ale może być i tak.

  504. Dobry wieczor! Robi sie coraz ciekawiej :)
    DUA, mam nadzieje, ze dotarla moja wiad. pryw.?
    Zycze Wszystkim milych, jesiennych snow z „Feblikiem” w tle!

  505. ojj, niedobrze… a tyle miałam w planie zrobić w weekend, ale kompletnie zapomniałam, przyznaję się, że to już teraz premiera „Feblika”! no i z planów jak zwykle niewiele wyjdzie… ;) „Ciotka Zgryzotka”? a może chodzi o jakąś Ciocię jakiegoś miłego Zgryzotka? ;) a co z Silva Rerum, dalej w planach? pozdrowienia dla wszystkich zaczytanych! :))

  506. Kingo, Dmuchawiec miał na imię Czesław. Niesamowite, że do niektórych dotarł już najnowszy tom Jeżycjady. Jak to możliwe, skoro w księgarniach będzie dopiero w piątek. O ile się dobrze orientuje książkę można kupić w przedsprzedaży, podobnie jak na przykład filmy na DVD, ale wysyłają, dopiero w dniu premiery. Chyba, że coś w tej kwestii się pozmieniało. Minęło parę ładnych lat, odkąd kupowałam coś w taki sposób… W każdym razie brzmi intrygująco. Aż sama jestem ciekawa, co to za bohaterka?

  507. Uch, po tych tajemniczych wypowiedziach Księgowych ciekawość zżera mnie okropnie! Jak ja dzisiaj zasnę?

  508. Jak ja czytam te komentarze tych co mają już „Feblik” to coraz bardziej doczekać, się nie mogę piątku i tego jak polecę do księgarni po niego. Póki co muszę dokończyć czytać „Wnuczkę do Orzechów”. Pani Małgosiu tak się cieszę, że dane mi było poznać Pani twórczość. Nie wiem jakie by to moje życie było bez Jeżycjady. To ona wnosi słońce i mnóstwo pozytywnej energii ;). Dlatego obecnie wszystkie tomy są u mnie na biurku bym je zawsze miała pod ręką.

  509. DUA, swoim narzekaniem ściągnęłam do siebie przesyłkę!!! Jest!!!!! Mam!!! Wiem już, kim jest piękna dziewczyna z okładki! Ha! Nikt nie zgadł (psst, czy nie wyjawiłam zbyt wiele?;))… . DUA, ale cudny ten początek! Jakie interesujące obydwie dziewczyny, jakie ciekawe otoczenie i … rekwizyty… .
    P.S. Dotarła też urocza jeżycjadowa torebka (fajne kolorki) i „Hihopter” dla młodszej czytelniczki:).
    P.S. 2. Jest też, oczywiście bardzo śmiesznie (hihihi)… .

  510. Zaczęła pani pisać już pisać następna książkę?
    Nwm czy powinnam pisać to tu, bo może zabrzmieć trochę dziwnie, no ale tu- w internecie- jestem prawie całkiem incognito. Śniło mi się, że byłam postacią w książkę Feblik. Fajnie całkiem ^^

  511. Skończyłam czytać „Feblik”! Pani Małgorzato, dziękuję jeszcze raz!!! Teraz przede mną drugie czytanie – spokojne, skupione, wyłapujące „smaczki” i wówczas będę mogła powiedzieć więcej :)

  512. Wciąż czekam na ,,Feblik”, a na tym czekaniu miło mi czas płynie ;)
    Ale, ale! Stop! Jaka ,,Ciotka Zgryzotka”? Następna część Jeżycjady?! Jeśli tak, to jestem w siódmym niebie ;) (Które to niebo? Mówi się w siódmym, czy ósmym??)

  513. Aaa, faktycznie, Zuziu!
    Ale to była tylko propozycja Szkraba.
    Nie podjęłam tej rękawicy! :)
    (Zosia to imię mojej starszej córki, a o swoich bliskich powieści nie piszę…).

    Blablubciu, kapuśniaczek to dobry towarzysz.

  514. Ale Szkrab87 we wpisie o 12:02 napisał,że można by urządzić zjazd rodzinny z okazji chrzcin Zosi,córki Laury i Adama,co prawda motem była buźka,więc chyba coś źle zrozumiałam.
    To przepraszam ;)

  515. Nie, Zuziu, źle widzisz. Jaka Zosia?
    Nie ma Zosi.
    Aj, ale jak to miło czytać takie podziękowania!
    Ściskam czule!

    Aleksandro, Ciebie także! I też dziękuję za taką recenzję!

    Myszo, nie, nie, paluszek nie plami. Suchutki.:)))

  516. Dobry wieczór!
    Cóż za wspaniałe nowiny!Niektórzy już mają „Feblik”!Troszeczkę zazdroszczę,tak bardzo chciałabym móc już zobaczyć kim ona jest,dlaczego Magda Z. się popłakała na końcówce.Lecz to już niedługo.Cierpliwie czekam!
    Ale,ale!Czy ja dobrze widzę,Zosia-córka Laury i Adama?!Jak uroczo!To wszystko w „Febliku”?

    Muszę Pani podziękować za „Wnuczkę do orzechów”,właśnie sobie po raz kolejny czytam i zrozumiałam,że jestem taka jaka jestem i to dobrze,że tak miało być i koniec.Nie będę narzekać!
    Czy Pani zawsze planuje przekazać tyle mądrości w swoich książkach,czy to wychodzi nieplanowanie,podczas pracy,bo po lekturze Pani książek zmądrzałam o wiele,wiele,wiele bardziej niż po jakichkolwiek innych.Bardzo jestem wdzięczna i zobowiązana!:)
    Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego czytania,”Feblika” i nie „Feblika”!
    A Pani,Pani Małgosiu,co czyta?

  517. Wczoraj z rozsądku musiałam zamknąć „Feblika” na 190 stronie, ale dzisiaj ze smakiem i wzruszeniem przeczytałam do końca. I co mogę powiedzieć? Na razie tylko wielkie dziękuję!!! Książka cudowna! Pani Małgosiu, jak to się dzieje, że zawsze po skończeniu nowej części „Jeżycjady” mówię sobie w duchu: „Piękne” i się uśmiecham? Pozwolę sobie na więcej słów, jak wszystko mi się w głowie poukłada. Ściskam serdecznie :)

  518. Nie pamiętam dokładnie gdzie, ale Ignacy Borejko słonym paluszkiem książkę zakładał. Pamiętam natomiast towarzyszącą lekturze obawę, że paluszek się pokruszy i zanieczyści Mu książkę.
    Bardzo zazdroszczę tym, którzy już „Feblika” mają. Może mieszkają bliżej Łodzi niż ja. Wiem, że zazdrość to uczucie niskie, ale nie mogę się już doczekać.
    Z przyjemnością czytam różne Wasze postulaty nt. „Ciotki Zgryzotki”, ale nie będę chyba bardzo osamotniona w opinii, że Idusiowa logorea powinna być najmocniejszym punktem tej planowanej przez DUA publikacji. Liczę na kolejną porcję dynamicznych scen z Idą w roli głównej. Oraz sporą liczbę Jej monologów. Nie mówiąc już o smakowitej korespondencji.
    Co do jesieni, – to niezbyt ją lubię, choć tegoroczna jak na razie jest bardzo piękna. Brakuje mi światła, lubię popołudnia, a nie długie wieczory. Nie mówiąc już o ciemnych porankach. Ale jako sceneria powieści – proszę bardzo. W „Kalamburce” pojawiła się już piękna scenografia październikowa, którą zaścielały „chrupkie liście”. Nie dość że barwna, to jeszcze interesująca dźwiękowo.
    Pozdrawiam bardzo gorąco DUA i cały Lud i idę czekać na „Feblika”. Skoro nie dziś, to może jutro.

  519. MadziuZ, szczęściaro!!
    Ja czekam do piątku. Zaplanowaną mam co prawda uroczystą kolację w bardzo luksusowej restauracji. Czy uchodzi trzymać Feblika pod obrusem i podczytywać zezując srodze? Muszę potrenować. DUA, w razie czego proszę wziąć współodpowiedzialność za moją kompromitację towarzyską.
    PS.1 Idę grabić liście i napełniać kolejne wory.
    PS.2 Miechunka to istny potwór, rozłogi rozrastają się jak macki, z każdego fragmentu korzenia nowa roślina. Trzymam w ryzach przy pomocy szpadla;))

  520. Że też nie pomyślałam o tym, żeby zamówić priorytet! Chociaż może to i lepiej, bo jeszcze bym zawaliła jakiś sprawdzian…
    Już nie mogę się doczekać ,,Feblika”, szczególnie po takich zachęcających recenzjach!
    Dziewczynko z zapałkami, wiem, że Pani Małgosia do mnie nie przyjedzie, więc ja przyjadę do Pani Małgosi. :-)

  521. Oj, Droga Ulubiona (Ukochana) Autorko!
    Mam już na półce to JESIENNE CUDO. Wiwat Pani Wydawczyni!
    Zaczęłam czytać, no nie mogłam się powstrzymać…
    Cały wieczór przede mną, coś czuję, że będę długo popijać herbatki.
    Nic nie zdradzę, nic a nic. Mogę tylko powiedzieć: dziękuję.

  522. I ja tak samo, zupełnie nie czuję, że za pół roku przekroczę kolejny etap w moim życiu. Cóż, tylko się ten „kostium marszczy pod oczami”, że tak zacytuję :). Gdy byłam nastolatką, wydawało mi się, że ludzie w wieku, w którym jestem teraz, są już baaardzo starzy, z pewnością tego bym w tej chwili o sobie samej nie powiedziała:)
    Szkrabie, ze starszych tomów jest na pewno w „Pulpecji”, z nowszych nie pamiętam, bo kartkę mam w domu.
    Ale rzeczywiście, trzeba czytać bardzo uważnie!

  523. A przed spotkaniem mam tremę chyba… Ale zarazem bardzo się na nie cieszę. :)

    He, he, Madziu, ja tam wciąż się czuję na lat 21. W lepszych chwilach- na 16. ;)

  524. A to pewnie dlatego , że ta zawsze młoda Autorka nie jest z urodzenia rozmemłaną Galicjanką, dobrze Jej mówić. Choć pewnie i Galicjanka może się niekiedy wziąć w garść. ;) To już się biorę. :)

  525. Trzydziestka, phi! Znana Ci siedemdziesięciolatka nawet teraz nie czuje się staro, a Ty utyskujesz.

    Duśko, jasne, że się zdarzało. To dlatego wiem, co robić. Nauczyłam się na własnym przykładzie i wiem, czego czytelnicze serce pragnie.
    No, cierpliwości.

  526. Dzieciaku?! Ależ Starosto! Za dwa miesiące będzie ze mnie kobieta w wieku balzakowskim! ;)
    (jeśli ten słownik internetowy nie kłamie) :D
    :)

  527. Och, cóż za nieznośne uczucie wiedzieć, że inni już mają…;) i do tego wiedzą, kim jest Feblikówna… . Poczto, poczto, przybywaj!
    P.S. DUA, czy zdarzyło się kiedyś Pani tak niecierpliwie oczekiwać na nową książkę ulubionego autora, jak nam, Pani czytelnikom?

  528. Ach, to miło, Biedroneczko.:)
    No, już niedługo. A spotkanie też coraz bliżej.

    Madziu, aha, to już wiem. No więc tak: zamierzona to jest jednak dwubiegunowość – żeby uniknąć patosu i rozładować wzruszenie. A takie to dla mnie oczywiste, że aż szukałam innej sceny, która tak Cię poruszyła. (Myślałam o tym mieszkaniu remontowanym).

    PS. Na STAROŚĆ?! Dzieciaku, nie wiesz, co mówisz!:)))

  529. Dzień dobry!
    Ależ ja zazdroszczę tym, do których „Feblik” już dotarł, no.
    Czekam i czekam, coraz mniej komfortowe staje się takie czekanie, kiedy ma się świadomość, że inni smacznie już sobie czytają.
    A zjawisko dwubiegunowe już mi się zdarzało, przy Jeżycjadzie też- np. przy „Imieninach” :-)

  530. Pękłam (dwubiegunowo) przy samym finale. Powiedzmy, str. 244 – 250.
    Okropnie trudno się czyta (w okularach), kiedy tak łzy zaciekle płyną.
    Dziwi mnie ta emocjonalna reakcja, gdyż przy żadnej poprzedniej premierze nie uroniłam ani łzy. Uważam, że teraz zaważyła na tym lektura wielu tomów Jeżycjady po kolei ( w zeszłym miesiącu przeczytałam wszystkie od „Imienin” włącznie). Całość robi zupełnie inne wrażenie. A dawno już Jeżycjady nie czytałam tom po tomie.
    Możliwe też , że się na starość robię po prostu „nieznośnie sentymentalna”. ;) Pierwsze łzy nad J. – właśnie w październiku. I – naprawdę rzadko zdarzało mi się wcześniej płakać podczas czytania. Właściwie – nigdy. Tak , że sama nie wiem, czy to wiarygodna wskazówka. Może mi przejdzie. ;) Serdeczności i wyrazy szacunku. :)

  531. JUŻ MAM! Już co nieco WIEM! UA potrafi zaskoczyć co niemiara. Zupełnie co innego przewidywałam, domyślałam , przypuszczałam. Wszelkie zgadul zgadule chyba nie mają sensu. Wyobraźnia autorki rządzi.

  532. Karambolu, formularz znowu oznaczył Twoją wiadomość prywatną jako spam . Dobrze,że całkiem nie wyrzucił.
    A tak, rogale na św. Marcina są w Poznaniu pyszne. Ale dla osoby, o której wspominasz, to raczej prezent nieudany: tłuste i ciężkostrawne. Osobiście zjadam zwykle symbolicznie 1/3 tradycyjnego rogala, a i tak tego żałuję.

  533. MagdoZ, a to ciekawe zjawisko dwubiegunowe, chyba nie zamierzyłam takiego efektu. A podasz numer strony? Reszty się domyślę.
    Dla mnie to ważna informacja warsztatowa, więc z góry dziękuję.

    Szkrabie, można pomyśleć.
    Sęk w tym, że przez tych 40 lat Jeżycjady troszkę się postaci namnożyło. Na ogół trzymam się tych najważniejszych, ale oczywiście można to zmienić.

  534. „Ciotka Zgryzotka” to zapewne będzie Natalia. ;) Ewentualnie Laura… czas płynie…
    Pani Małgorzato, czy nie myślała Pani o jakiś epizodzie z udziałem stryjostwa Józeczka i Feli Borejków? Co u nich i Joanny? Może jakiś zjazd rodzinny? Np. z okazji chrzcin Zosi – córki Laury i Adama (na cześć Sopliczanki) ;)
    A na spotkanie proponuję miasto w centrum naszego pięknego kraju – Łódź. Ze świeżo wybudowaną trasą WZ i wyremontowanym (jeszcze nie oddanym) dworcem Fabrycznym.

    Magda.leno – jakaś wskazówka dotycząca zakładki? Czytam 4 książkę i nic nie mogę trafić;/ Może nie uważnie czytam?

  535. Dzień dobry.
    A gdzieniegdzie już się przeczytało.;)
    Czytałam do trzeciej (z minutami). Długo mi zeszło, bo wcześniej musiałam przecież przeczytać Wnuczkę. Przezornie zamówiłam priorytet (żeby nie dostać przypadkiem książki po premierze jak w roku ubiegłym) , ale aż takiego wyprzedzenia się nie spodziewałam. :) Kusił mnie Feblik niemożebnie, ale jak po kolei, to po kolei i sumiennie doczytałam tom 20. Warto było. :)
    Po raz pierwszy odnotowałam śmiech przez łzy w trakcie lektury (jednocześnie jeszcze mi się nie zdarzało).
    Dziękuję za humor i za wzruszenia. Feblik bardzo udany, miło się czytało (w Zaduszki). Pozdrawiam. :)

  536. Och, och, „Feblik” już się gdzieniegdzie czyta!
    Ja czekam cierpliwie na swój egzemplarz, w międzyczasie szukając zakładek Ignacego B. Na razie zlokalizowałam trzy, plus te, o których już Pani Małgosia mówiła (pisała).
    Pogoda w dalszym ciągu piękna, choć już z przymrozkami.
    Pozdrawiam serdecznie!

  537. Nie dotarło, Karambolu, a ten Twój komentarz nasz formularz potraktował jako spam i opatrzył wyjaśnieniem : „Spam Reason: Local DB Spam”.
    Dobrze, że sprawdziłam i kliknęłam „Approve it”.

    Zyto, jeszcze niczego obiecać nie mogę, muszę wszystko wymyślić. Ale pamiętam. Pozdrawiam Mamę!

  538. Podejrzewam, że ze spotkania autorskiego w Lublinie ucieszyłaby się, nie tylko Patrycja F. Nie zawsze możemy w życiu mieć wszystko… Wczoraj napisałam z pytaniem o rogale Świętomarcińskie, ale chyba nie dotarło. Ciotka Zgryzotka faktycznie nie pasuje do żadnej z Borejkówien, no może do Idy, ewentualnie.

  539. Pani Małgorzato, byłabym przeszczęśliwa! Jeżycjada towarzyszy mi od najmłodszych lat i zawsze marzyłam by pojawiła się w niej Zyta. Póki co, odświeżyłam „Wnuczkę do orzechów” i dreptam niecierpliwie wyglądając „Feblika”! Dziękuję za wszystkie książki, rozuśmiechała Pani moje i mojej Mamy życie! :)

  540. Warto rzecz rozważyć, Zyto!:) Zobaczymy.

    Chesterko (wiad. pryw.), mam wrażenie, że trudno będzie zrealizować ten pomysł w taki sposób. Najlepiej zadzwoń do US i po prostu zapytaj o informację – na pewno są przewidziane sposoby działania.

    Dziewczynko z zapałkami, jaki ładny obrazek z tymi lampionikami dla lalek!

  541. Anette, dziękuję za wiadomość prywatną.
    No, cieszę się ogromnie!:)))
    Dziękuję za to małe sprawozdanie.

  542. Jakże ja zazdroszczę anette! Także kupiłam „Feblika” w przedsprzedaży i oczekuję z niecierpliwością.

    Miechunka jest mi znana już od daaaaawna (prababcia miała ją w ogrodzie). Robiłam z niej żyrandole do domków lalek i wkładałam do nich małą żaróweczkę. Śliczny widok!

    Na spotkanie z czytelnikami poleciłabym Lublin (o ile wiem Patrycja F. także by się ucieszyła), ale to równie daleko jak Biała Podlaska, więc pozostaje nam przyjechać do Poznania
    Hmm, pomyślmy, może uda mi się przekonać rodziców?

    Serdeczne pozdrowionka! Dobranoc. :)

  543. Ha, Jadziu! Lato było aż tak gorące, że po prostu nie wychodziłam z domu (gdzie było chłodniej). Pozostawało mi tylko pisanie.:)

  544. Pani Małgosiu, dziś przeglądając wcześniejsze wpisy i komentarze zobaczyłam taki Pani komentarz z dnia 25 marca: „„Feblik” planuję raczej na rok przyszły. Ale zobaczymy! W gruncie rzeczy, wszystko zależy od tego, czy lato będzie bardzo upalne.
    Widzisz, za każdym razem muszę – żeby napisać nową książkę – zerwać się do czynu i pracować w maksymalnej koncentracji. A w upale po prostu tak się nie da!”
    Zastanawiam się jak gorąco musiałoby być w lecie, żeby Pani tego „Feblika” nie napisała… ;)

    Ale i tak się cieszę, że już niedługo będę mogła cieszyć się owocem Pani pracy :)

  545. Kochana Marysiu, Biała Podlaska jest ode mnie baaardzo daleko. Nie mogę przyjechać!

    Ale może kiedyś spotkamy się gdzieś w połowie drogi.

    Agato Karolino, no to bardzo mi miło.:)

  546. Witam bardzo serdecznie pani Małgosiu! Na ,,Feblik” czekam pełna nadziei i nowych wrażeń. Niedawno skończyłam czytać ,,Wnuczkę do orzechów” i jestem mile zaskoczona. Ale ja chciałam o coś panią poprosić. Czy mogłaby by pani, przyjechać na spotkanie literackie do Białej Podlaskiej. Ja , tam nie mieszkam, ale daleko nie mam. Do Poznania nie mam możliwości przyjechać. A tak bardzo chciałabym poznać panią osobiście. To jedno z moich skrytych marzeń. Pamięta pani gdy pisał am o pani psycholog, która również jest pani fanką. Ona prowadzi kółko krasomówcze, na które rzecz jasna, uczęszcza. Fajnie by było gdybyśmy mogły zaprosić panią do nas. Narazie jest nas cztery osoby , ale moje pragnienie jest za osób sto. No to tyle , okropnie się rozpisałam. Serdeczne pozdrowienia od Marysi.

  547. Pani Małgorzato,
    przesyłka dotarła dziś po południu. Jeszcze raz serdecznie dziękuję – w imieniu swoim i Mileny. Jeszcze nie widziałam, żeby tak się ucieszyła z jakiegoś prezentu. Uśmiech nie schodzi jej z twarzy :)

  548. Chesterko! To chyba dzieci z plebanii skakały po grobach, a nie potomstwo Ani :).
    Zaraz, kiedy okazało się, że już można dostać „Feblika”, mama zadzwoniła do empika i spytała czy jest dostępny. Nie, nie był (tego się spodziewałam, ale warto zadzwonić). Powiedzieli, że może być w środę! Od razu po lekcjach pojadę sprawdzić.

  549. No,no, to szybko idzie! Jeszcze przed premierą, i to w Zaduszki!
    Miłego czytania!!

    Irenko (wiad.pryw)- tutaj, tutaj.

    Babciu Gąsko, całuję w dzióbek.

  550. Ha! Życie obfituje w niespodzianki i nieoczekiwane zwroty akcji! Taka właśnie niespodzianka czekała na mnie, kiedy (dosłownie przed momentem) wróciłam z pracy w nastroju z lekka smętnym. Ale – żegnaj smętku. Już zajrzałam na pierwszą stronę. Ach, więc to tak! :))) Już wiem – to znaczy wiem jeszcze niewiele lecz za chwilę wiedzieć będę więcej! :)

  551. AAAA!!!!!!! Mam już „Feblik”!!! Akapit Press już przysłał!!!! I wiem kto jest bohaterką, ale oczywiście nie zdradzę!!! :) Zaraz zabieram się za czytanie!!! AAAA!!!

  552. Dobry wieczór!
    Znalazłam przypadkiem stronę w internecie,na której można sprawdzić ile osób mieszka w Polsce o danym nazwisku.W naszym kraju mieszkają 634 osoby o nazwisku Borejko!:)
    Nie wiem czy te wszystkie informacje są prawdziwe,ale może,może…

    „Feblik” już tak blisko!:))

  553. Tak Księgowe zachwalają grabienie, że chyba się wypuszczę w przestrzeń miejską i będę zgrabiać liście publiczne, wolontariacko, swoich opadłych liści jeszczem się nie dorobiła. Póki co.
    Myślę, że to może być Ciotka Nutria. Wszak wiadomo, kto w rodzinie miał wydatny zgryz:D

  554. Już nie mogę doczekać się Feblika!!! Pewnie już za tydzień będę go sobie czytała :) Pamiętam jak czas do wydania McDusi mi się dłużył, a tu nim się obejrzałam to i „Wnuczka” powstała i niebawem będzie Feblik :) A potem „Ciotka Zgryzotka” – no do cioci Gabrysi określenie to nie pasuje na pewno :D Ciekawe więc kto ową ciotką będzie? Myślę, że będzie to zupełnie nowa bohaterka.
    Pani Małgosiu dziękuje za czas który właśnie dzięki Pani będę mogła spędzić z ulubionymi bohaterami – a nie nad matematyką :) Wczoraj właśnie zaczęłam odświeżać sobie „Wnuczkę” – ach nie ma to jak prawdziwa wieś :)
    Obiecuje, że będę tu zaglądała częściej, choć niestety obowiązki licealne wzywają. I oczywiście bardzo bym chciała spotkać się z Panią w Poznaniu, a przy okazji zwiedzić to znane mi z Jeżycjady miasto, w którym przyznam się szczerze nigdy nie byłam.
    Pozdrawiam gorąco wszystkich księgowych :)

  555. Zapachu tak nie odczuwałam, jak tego błogiego spokoju, który mnie ogarnął… I znowu okazało się, że podczas takiej zwykłej czynności w otoczeniu natury jest najlepszy czas do wyciszenia się i do przemyśleń.

  556. Przeczytajcie wpis na stronie Admineczki. Piękny! Wzruszyliśmy się /Gąsiątko i ja/.
    Pozdrawiamy

  557. A zreszta, czy nie robimy tego samego odwiedzajac katedry: chodzimy po grobach.
    A dziś w Zaduszki dedykuję wszystkim balladę Mickiewicza „To lubię”, o której sobie przypomnialam, gdy, wyrażajac aprobatę dla pojawiajacych się często w domowym menu maminych wypieków, Chesterciatko wykrzyknęło te słowa.

  558. Dzień dobry! Kilka dni temu tańcowalam z mopem po grobowcu rodzinnym, uprzednio przeprosiwszy mojego tatę. Dziwnie i dlugo patrzyl na mnie przechodzacy obok pan. Chesterciatko zapytało, dlaczego przepraszam, skoro tam sa już same kości a dziadek gdzie indziej. Powiedziałam, że mimo wszystko nie czuję się komfortowo i przypomniało mi się, jak dzieci Ani z Zielonego Wzgórza biegały po grobach.

  559. A ten zapach, co, Jadziu?
    U nas też śliczna pogoda.

    Bożeno, jakie zabawne!:)

    Irenko, a ostatecznie co, wiedza o teatrze? Ach, pomyślnych studiów pod Wiadomym Patronatem!

    Mamo Isi, u nas też było tak ładnie na cmentarzach. Był piękny zachód słońca wczoraj, ognisty, czerwono – złoty i wyjątkowo rozgwieżdżone niebo.

    Dzień dobry wszystkim!

  560. Dzień dobry! U nas dziś piękna pogoda. Właśnie wróciłam z grabienia liści. Nigdy bym nie przypuściła, że to tak odprężające zajęcie, i chociaż szkoda niszczyć taki śliczny żółto-pomarańczowy dywan, to kolorowe kupki też cieszą oko :) Pozdrawiam wszystkich Księgowych i życzę miłego dnia :)

  561. Wczoraj, jak co roku, sir Neville Marriner i Requiem Mozarta. Dziś już pogodniej.
    Uskrzydlona słowami Pani Małgorzaty o natchnionej bibliotekarce (no pewnie, że będę się tym teraz długo delektować :), pofrunęłam od komputera prosto w pudło ze znaleziskami z książek. Dzisiaj przykład, wybrany dzięki Zosieńce mamy Isi, tak stosownie sypiącej cytatami.

    Kartka z zeszytu, wielkie kulfony, tylko te słowa. Równie stanowczo:
    „To sie musiało tak skończyć.
    Awantura o basi”

  562. Aaach, co ja widzę?! Ledwo zdążyłam wrócić z wakacji i zacząć studia, a Feblik już gotowy?
    Nie chce mi się wierzyć, że (za przeproszeniem) czas tak szybko leci! Ale w takim razie nie tracę czasu i lecę do najbliższej księgarni. Do zobaczenia niebawem!

  563. O matko, a ja muszę do późnego grudnia czekać, aż dostanę w swoje ręce „Feblika”, ale wierzę, że tak samo jak na listopadową, tak i na grudniową pogodę będzie do czytania jak znalazł :)
    Zawartość spiżarni brzmi smacznie.
    Pozdrawiam i niech się Pani trzyma ciepło w te chłodne dni :)

  564. ,,Już za parę dni, za dni parę…” nucę tak sobie, z radością oczekując na ,,Feblika”. Do mnie dojdzie pewnie dopiero w poniedziałek albo wtorek. Ale fajnie! :)
    Marzy mi się przyjechać na spotkanie z Panią, ale jednak z Podkarpacia mam trochę daleko. Nic to, jak mawiał Wołodyjowski, będę obecna duchem! :)

  565. Przedwczoraj kiedy poszłam do dzieci, Zosieńka spytała się, gdzie dziadunio? No to powiadam, że na dole.
    Na co Zosieńka oznajmiła stanowczo: „Dziadzio spokojny, nie wadził nikomu.”
    Zasadniczo to Gaweł mieszkał na dole, ale Zosia słuszniej dostosowała charakterystykę;)

  566. Ostatnio panienki będąc z wizytką u Prababuni z przejęciem oglądały zdjęcia na komodzie. Tłumaczyłam im więc wszystko dokumentnie: ta młoda pani to jest mamusia Prababuni, ten pan z wąsami to tatuś, a ten miły, poważny pan w surducie to dziadzio. Czyli wasz praprapradziadunio. Były bardzo przejęte.

  567. To już popopojutrze! Ale radość, kiedy już tak blisko do „Feblika”:)))

    Nasz cmentarz witomiński położony jest w głębokiej leśnej dolinie. Kiedy się nocą podchodzi do krawędzi jaru, morze światełek nisko w dole robi wrażenie doliny Jozafata w dniu, kiedy zmartwychwstaniemy. Szczególnie, że tam w dole widać i drobne figurki żywych;)

  568. Dobry wieczór!
    W piątek obowiązkowo biegnę po zajęciach do księgarni. Już się nie mogę doczekać „Feblika”, chociaż i tak nie mam czasu na czytanie czegokolwiek innego niż podręczniki. Ale dla Pani książki, DUA, czuję że czas się znajdzie. :)
    Hm, hm, hm… Może się wybiorę 5 grudnia do Poznania? Zakusza mnie okropnie, ale zobaczymy, bo mam strasznie dużo pracy na Uczelni. Oprócz tej obowiązkowej zaczęłam jeszcze spotkania – powiedzmy „przygotowawcze” – do pracy inżynierskiej. Dostałam propozycję współpracy z zagranicznym doktorantem i przyuczam się przy nim.
    Liczyłam, że może będzie Pani, DUA, we Wrocławiu na Targach Książki. Ale w takim razie trzeba rozpatrzeć wyjazd do Poznania. Jak nic zabrałabym ze sobą Podobnego. :)
    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  569. Ja właśnie sobie siedzę i czytam „Wnuczkę do orzechów”. I ciesze się ogromnie, że to już w piątek będę mogła pobiec do księgarni i kupić „Feblik” przyszły weekend zapowiada się fantastycznie już się doczekać nie mogę.

  570. Wannabe_Kowalik witamy w krainie szalonych serduszek! Nic sie nie martw! Teraz medycyna sprawy sercowe zalatwia w pol godziny. Wiem, co mowie :)
    Moze powrot z Japonii Cie zmeczyl? Ja pamietam, ze przez 6 miesiecy po powrocie z pieknego kraju kwitnacej wisni zle sie czulam, az zaniepokojona poszlam do lekarza pelna obaw o moje (juz w wyobrazni widzialam- zagrozone) zdrowie, a tu pan mi powiedzial, ze zle samopoczucie jest normalne, bo organizm trudniej przystosowuje sie po powrocie ze wschodniej strefy czasowej.

  571. Dzień dobry!
    Gdy dziś wróciliśmy z cmentarza tata jak zwykle opowiadał o kompletnie poplątanej historii naszej rodziny.Potem oczywiście oglądaliśmy drzewo genealogiczne,które mój tata sam spisał.Poprosił kiedyś księdza proboszcza o księgi parafialne i szukał całe ferie zimowe.Jest ich kilka(drzew genealogicznych).Jedno to podobno powstało tylko z opowieści mojej prababci a babci mojego taty.Niesamowite.
    Teraz idziemy po raz kolejny na cmentarz.Wieczorem jest taki piękny!To już weszło w naszą tradycję.
    Są nawet groby z roku 1878,czy jakoś koło tego.To niesamowite,że tyle lat temu w tym samym miejscu co my,żyli ludzie.Kompletnie inaczej,tak bardzo chciałabym poznać historię tych wielu,wielu ludzi.Dlatego znowu powtarzam „Kalamburkę” :)
    Pozdrawiam mocno wszystkich:))

  572. Ależ się pięknie Feblik wkomponował w barwy jesieni! Z utęsknieniem wyczekuję jego przyjścia i spotkania w Poznaniu, pozdrawiam serdecznie :).

  573. Piękne zdjęcie darów jesieni! I „Feblik” już tuż tuż!!! I kolejna część Jeżycjady na horyzoncie! Życie jest piękne :)

  574. Małgosia dziękuje za pamięć. Nadal rysujemy, malujemy i piszemy. Małgosia szuka swojego stylu choć myślę, że już go znalazła. Miłej niedzieli :)

  575. Miła zuziu12, bardzo się cieszę, że rozwiązałaś krzyżówkę :) Niestety, do pozostałych nie tak łatwo dotrzeć online. Po opublikowaniu ich w miesięczniku „Biblioteka w Szkole” prawo do dysponowania nimi mam już nie ja, ale redakcja tego czasopisma. Ale jest ono dostępne w mnóstwie bibliotek w całym kraju. A sama „Biblioteka w Szkole” udostępnia jedną krzyżówkę online, tę walentynkową. Nie bezpośrednio – za 2 złote… Na ich stronie znajdziesz zakładkę Artykuły archiwalne; tam możesz wybrać opcję Według numerów (wybierz „BwSz” 2011 nr 01) lub Wyszukiwanie (gdy wpisałam Walentynki z „Jeżycjadą” coś szwankowało, więc wpisz może same Walentynki, pojawi się kilka rezultatów, w tym nasza krzyżówka).
    Uśmiechniętych walentynkowych jeżycjadowych przypomnień!

  576. Lista ulubionych sklepów dziecinstwa:
    3. 1001 drobiazgów
    2. Księgarnia
    1. Papierniczy.

    Ciepłe pozdrowienia dla Starosty i Księgowych.

  577. S.Mario Anno (wiad. pryw.), serdecznie dziękuję!
    Wzruszyłam się.
    Proszę jeszcze zaczekać ze dwa dni, przesyłka dojdzie!

  578. Babciu Gapciu miła i dobra, witam serdecznie! Dziadka też! Dziękuję za dobre słowo!
    „Ciotka Zgryzotka” jeszcze się nie pisze, na razie się obmyśla.

    Oho, już drugi głos za „Kresową Atlantydą”- kupuję, postanowione!

    Sosno, dobry wieczór, co tam u Małgosi słychać? Jak rysowanie?

    Sowo, zawsze pisałam „plastikowa”, i do dziś wolę tę formę, ale Nasza Księgarnia mnie poprawiała i poprawiała. W końcu uległam, wszelako bez przekonania.

  579. Dawno nie zaglądałam, a tu niespodzianka z „Feblikiem”. Jak wróci lato do serca, to może i lepiej się poczuję. U nas też można zjeść orzecha,wprawdzie nie z własnych plonów lecz równie smacznego. Dodatkowo konfitury z dzikiej róży i syrop z borówki :) Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu pomysłów do nowej książki.

  580. Ach… „Kresowa Atlantyda”…polecam też gorąco- bezcenna, a po drugie napisał te wiekopomne dzieła Opolanin prof. Stanisław S. Nicieja
    PS Pisze się już „Ciotka Zgryzotka”, jestem wniebowzięta :)))

  581. I znowu będzie święto, i wielka radość jak przy „Wnuczce” i całej „Jeżycjadzie” :) Chciałoby się częściej smakować takie delicje, ale dawkowane są tym bardziej cenne . Ostatnio cieszyłam się kochaną Astrid Lindgren i Jej „Kati…”- przezabawna ;) A teraz- „Febliku” przybywaj :)
    Pozdrawiam Panią z serca Pani Małgosiu po małej przerwie- babcia gapcia z dziadkiem gagatkiem ;)

  582. Skojarzenie kamertonu z komfotem całkiem trafne, wszak od niego zależy komfort grających i słuchających.

    Z Mozartem konfuzja zbyteczna – jak widać poeci też to czują, a więc coś w tym musi być.

    I jeszcze a propos korespondencji z Prof. Raszewskim, ciekawość: ta łyżeczka, którą zakłada książkę dziadek Borejko, czy jest bardziej plastikowa, czy jednak plastykowa. Bo że obie formy są dopuszczalne, to wiem. Ale ta druga brzmi w moim uchu, jakby należała do artysty plastyka ;)

  583. Mirrorko, to nie mama winna, tylko nasza cywilizacja.
    Ale uszy do góry!

    Kapucynko, to nie ja zajmuję się sprzedażą, tylko Empik. Ja tam mam tylko podpisywać i będę to robić z zapałem. Przywieź ile chcesz. Moja ręka jest w najlepszej formie.

  584. Co do nieszczęśliwych miłości… Zastanawiam się, czy moje osobiste niepowodzenia miłosne nie są w tajemniczym związku z tym, że moja mama upodobała sobie piec piernik panny na wydaniu. Na święta, przy okazji innych uroczystości i bez okazji. Byłaby to wtedy taka trafiająca przez żołądek – wprost do serca – ironia losu? Innej opcji jakoś nie widzę. ;)

  585. A czy Pani będzie sprzedawać „Feblika” na spotkaniu w Poznaniu? Pytam z ciekawości, bo go będę posiadała już wcześniej ;).
    PS: Magda.Leno, akurat wczoraj miałam spódniczkę, choć nic nie wiedziałam o Dniu Spódnicy, bo nie przeczytałam Twojego wpisu :)

  586. Pani Małgosiu! Już wytypowałam ksiażki, które chcę mieć przez Pania podpisane. Na poczatku było ich 8, potem 4, a teraz ograniczyłam się do 2!!! („Nutria i Nerwus” oraz „Feblik”). Mam nadzieję, że się opanuję i nie dodam na powrót „Brulionu Bene B.” lub „Tygrysa i Róży :). Nie chcę żeby zaczęła Pania boleć ręka, od której wszyscy oczekujemy tak wiele.

  587. Kochana Wannabe, nieszczęśliwa miłość – przyczyną i bazą najlepszej poezji światowej! Niech żyje! Hip-hip!
    A szczęśliwa jeszcze będzie i wtedy nie znajdziesz czasu na pisanie wierszy.
    Wszystko po kolei.
    Za Twoje skołatane serduszko trzymam kciuki w każdym aspekcie.
    Chór: wspaniała sprawa!
    Widzę, że podejmujesz doskonałe decyzje, jak zawsze.

  588. Hop, hop, DUA. Już jestem.
    Zniknęłam na trochę, bo nie spodziewałam się, że październik okaże się dla mnie aż tak pełen przygód.
    Na początku znienacka miałam kardiowersję, a potem zmuszona byłam od razu po pierwszych zajęciach w szkole udać się do szpitala. Wyszłam po pięciu dniach godzinę przed ostatecznym terminem obrony pracy licencjackiej… he, he. Znowu mi się udało:>
    Teraz w poniedziałek idę na ablację serca, co trochę mnie martwi. Ale prócz tego ogromnie szczęści mi się. Zapisałam się na chór uniwersytecki i trzy tygodnie już dałam radę chodzić do szkoły. No a poza tym w tym tygodniu napisałam również dwa wiersze miłosne:) Postanowiłam wykorzystać swoją wieloletnią nieszczęśliwą miłość jako powód do zadowolenia i dumy i to naprawdę udało mi się! Nie mogę się doczekać, co też czeka mnie dalej.

  589. Ale Wam zazdroszczę – wszystkim, którzy się wybierają na te spotkania autorskie :)
    Wybrałabym się może i ode mnie z Wrocławia, ale okazało się, że cztery soboty pod rząd, w tym te spotkaniowe, mam zajęte przez obowiązkowe próbne matury w szkole. Okropność!

  590. Dzień dobry w piękny sobotni poranek :-) Tak, tak zmieniam się z Ady na Adriannę :P Muszę powiedzieć, a właściwie napisać, że będę na tym pierwszym spotkaniu! Mama od razu się zgodziła :-D Nie mogę się doczekać! Do zobaczenia i z niecierpliwością czekam na „Feblika”. Miłego dnia!

  591. Uff, jestem. Podpisałam dla wydawcy trzy kartony „Feblika” i zabrał je kurier.

    Zgredziki, dziękuję za wiadomość prywatną! Super!

    AniuCzyManiu, Tobie też dziękuję, i to podwójnie! Cieszę się ogromnie Waszą radością! A także nowościami z życia zawodowego! Brawo!

    Sowo, to bardzo dobra poetka. Kupimy”Taję” na pewno.
    Co do Mozarta: Profesor tak mnie zbił z tropu swoimi żarcikami, że nie odważyłam się zgłębiać tematu. Wydałam się sobie dyletantką i zaczęłam szybko pisać o czymś innym.:)

    Psianko, witaj! Wierzę Twojemu gustowi czytelniczemu. Poszukam „Kresowej Atlantydy”.

    Nuelko i Mrówko, dobry wieczór! Pozdrowienia dla Mrówki!

    Beato, z Białegostoku?!!!!!
    Ojejku. Jestem onieśmielona.

  592. Jezu! Nie wierzę! Naprawdę będzie Feblik?! :) Pozdrawiam swoją ulubioną pisarkę z tej radości,a i Mrówa pozdrawia :) Oczywiście także cały Lud Księgi :)

  593. Dobry wieczór!
    Muszę przyznać,że się bardzo zaczerwieniłam,ale faktycznie,uśmiechałabym się wtedy,a przynajmniej się starała.
    To takie miłe!Dziękuję!Nie myślałam,że jestem z tym kojarzona na tej stronie,ale daje mi to ogrom radości.Ależ się cieszę,uśmiecham i śpiewam ;)

    Bożeno,rozwiązałam krzyżówkę,ale czy wiesz gdzie mogę znaleźć do wydrukowania inne,np.te,które są wypisane na stronie biblioteki w Bytomiu.Nie mogę nigdzie znaleźć.
    Obiecuję,że napiszę czym założyłam „Feblik”.A i jeszcze sprostuję,chodziło mi o to,że ja robiłam moim babciom zakładki.Teraz widzę,że mało sprecyzowany ten komentarz:)
    :)

  594. Kamerton, przy odrobinie wprawy, dobrze się nadaje też do upinania włosów w kok.

    Wpadła mi w ręce ostatnio śliczna książeczka dla dziewczynek. Nie rozumiem, dlaczego nie trafiłam na nią w dzieciństwie, bo obecne wydanie, które widziałam, jest wznowieniem. W dodatku, autorka jest uznaną poetką, cenioną przez Zbigniewa Herberta, więc książeczka jest z gwarancją jakości :). Znacie? Pewnie znacie, bo Wy wszystko znacie. A ja nie znałam. Mówię o „Tai z Jaśminowej” Adriany Szymańskiej. Taja jest dziewczynką, która nie może się pogodzić z czekającą ją przeprowadzką z domku do bloku, bo za bardzo kocha poezję otaczającej jej rzeczywistości (ogród, las, dom), żeby docenić komforty żelbetonu. Przejrzałam książeczkę bardzo pobieżnie, jednym okiem, bo drugim musiałam pilnować Sowiątka, żeby nie spadło ze schodów. Ale przeczytałam dwie scenki, przypadkowo wybrane, a obie zdały się mnie razić księgowym fluidem. Pierwsza, początkowa, gdy Taja się budzi ze snu i podziwia w smudze światła drobinki unoszące się w powietrzu (pamiętam, Zgredzie, pamiętam, co to za efekt). Druga, to wspomnienie Tai z koncertu jaki dała kiedyś jej mama, pianistka (!). Grała koncert fortepianowy Mozarta (!!), pod którego wpływem Tai zrobiło się jednocześnie wesoło i smutno (!!!). DUA, gdy prof. Raszewski prosił Panią o bliższe wyjaśnienia w tym temacie, tak strasznie mi brakowało w „Listach” Pani odpowiedzi! Może choć teraz jakaś mała refleksja?

    By skrócić sobie męki oczekiwania na „Feblik”, zamówiłam „Taję”. Trochę stara już na nią jestem, ale wmawiam sobie, że to dla tej małej dziewczynki, która wciąż siedzi we mnie.

  595. Moja siostra pewnie pierwsza zdobędzie „Feblika” . Prawie wszystkie części sa jej. Ja mam tylko dwie „Kłamczuchę” i „Czarna polewkę”

  596. Dzień dobry !
    Miło się czeka, zwłaszcza jak się ma bardzo dużo pracy i dni błyskawicznie upływają … Tylko mi szkoda tej pięknej jesieni, bo pracuję przy komputerze.
    Pani Małgosiu, gdyby Pani chciała zrobić sobie małą przerwę na czytanie :) to polecam wspaniałą serię – „Kresowa Atlantyda” – są już cztery tomy. Napisał ją mój krajan Pan Sławomir Nicieja. Absolutnie polecam – fakty podane w barwny, niezwykle ciekawy sposób, język piękny. Zagwarantowane wzruszenia. Niesamowite jest to, że tylu wartościowych, mądrych i pracowitych Polaków Tam żyło, a świat o nich zapomniał.

  597. Magda.leno, widziałam dziś w tramwaju informację o tym dniu, dlatego 2 razy upewniłam się, że mam na sobie spodnie :) ciekawe kiedy jest dzień spodni? ;)

  598. Piękna jesień w tym roku, złota, ruda, przebogata! U mnie orzechy, miechunka, jabłka i jesienne róże, tylko „Feblika” brak. Już niedługo :-) Uśmiecham się do DUA i pozdrawiam Miłe Księgowe :-) Dobrego piątkowego popołudnia!

  599. Świat nie przestaje mnie zadziwiać. Wiedzieliście, że dzisiaj jest Dzień Spódnicy?
    No cóż, Gaba Borejko z pewnością by go nie świętowała :)

  600. Patrzylam na zdjecie wczoraj i zobaczylam na nim Adminke i usmiechnelam sie do niej.
    Mam takze sliczne zakladki frywolitkowe od Beatuszki. Cudne. ( Wiadomo, kto tu frywolitki rozpowszechnil.)
    Takze, magnetyczne z sowkami od Miedzyczasika.

  601. A, przecież karteczek nowego ESD już nie mogłabym z książek wyciągać! Trudna decyzja, ale dobrze, niech kolejny czytelnik znajdzie niespodziankę; nam zostało chyba tylko ksero ku pamięci…
    A może sama zacznę coś czytelnikom podrzucać? Już mi krążą w głowie motywy do książek z psychologii, psychoterapii, socjologii, andragogiki, teorii rodziny… Ale co wsunąć, do kroćset, do ciężkiej kryminologii? Psychopatologii? Prawa oświatowego?
    No, coś się znajdzie :)

  602. Dzień dobry Wszystkim :D!
    Dziś dopiero zauważyłam nowy, piękny wpis…Czytając komentarze przy delikatnych dźwiękach kuranta z wieży kościelnej, które to dźwięki pięknie niosły się po całej okolicy, zastanawiałam się Pani Małgosiu, który widok piękniejszy – ten na zdjęciu, czy ten za oknem…Pamiętam, kiedy zamieszkaliśmy w obecnym domu, a muszę dodać, że oboje z mężem wychowaliśmy się w blokach, to po posadzeniu pierwszych ,maleńkich drzewek w ogrodzie, gdy opadły z nich liście ,doznałam niesamowitego wrażenia iż mam własną ,prywatną jesień (przepraszam, jeżeli wyrażam się niejasno)…..Pięknej jesieni ciągu dalszego życzę i dobrego dnia :))).
    P.S. Ślę podziękowania dla Współautorki zdjęcia.

  603. Hobby mojej obecnie 2,5 letniej córki Zosi było wyciąganie zakładek z każdej czytanej książki i ukrywanie ich bardzo skrupulatnie. Dopiero gdy przerzuciłem się na listki papieru toaletowego (tylko bez śmiechów proszę :)) zaniechała tego procederu :)

  604. Dołączam do klubu pragnących jesieni w Jeżycjadzie! Bardzo po macoszemu była do tej pory traktowana :)
    I rzeczywiście jeśli się przyjrzeć akcjom poszczególnych powieści, to lato dominuje zdecydowanie (ciekawe dlaczego?).
    Przejrzałam Allegro, rzeczywiście wydań jest dość sporo. Oczywiście najlepiej kojarzy się te, które ma się na swojej półce (Nasza Księgarnia, Signum i wreszcie Akapit), choć muszę przyznać, że kompletnie nie pamiętałam okładek tych, które czytałam w podstawówce (a były wówczas tylko cztery tomy), poza zieloną „Kłamczuchą”, która stała się początkiem mojej kolekcji, a dostałam ją w nagrodę za pomoc w bibliotece.
    Zazdroszczę trochę Bożenie, praca w bibliotece była jednym z moich dziecięco-nastoletnich marzeń, potem względy praktyczne jednak sprawiły, że wybrałam inny zawód.

  605. W książce znaleziony, w książce :)

    Dzięki Wam odkopałam w bibliotece antyramy z dawną wystawą, są tam prawdziwe perełki. A w międzyczasie uzbierałyśmy z koleżankami pokaźne pudełko następnych; w bibliotece szykuje się kolejna wystawa.
    A Magda.lena znowu trafiła: pięknych cytatów i rozmaitych złotych myśli jest tu mnóstwo. Wielkie nazwiska i trochę kiczu – widać wszystkie potrzebne. I z Edycji Świętego Pawła również – np. książeczka „Radość – to jest to!”. Nic, tylko brać i podczytywać.
    Na głębi zielonej, ciut obszarpane (zapewne wydarte z jakiegoś kolorowego czasopisma):
    „Nigdy nie zapominaj najpiękniejszych dni twego życia! Wracaj do nich, ilekroć w twym życiu wszystko zaczyna się walić” – Phil Bosmans.

    Kamerton Sowy P. jest naprawdę niezły :) A ptasie pióro bardzo stylowe – zazdroszczę!

  606. Bożeno, a to wierszyk znaleziony w książce?! :)))
    A widzisz, czym Sowa zakłada? Kamertonem!!!

    Ago, herbata wyłącznie w cienkiej japońskiej filiżance porcelanowej o pojemności 25o ml; inaczej mi nie smakuje! Reszta się zgadza.

    Celestyno, zdjęcie zrobiła Adminka, włażąc na krzesło i ujmując z góry to, co położyłam wśród orzechów, leżących na starej skrzyni. Miechunka tkwi w wazonie i widać ją w skrócie.

    Biedronko, cieszę się na spotkanie!

  607. Dzień dobry!
    Justysiu, miechunkę kupuje się w sporych sadzonkach. Rzeczywiście bardzo się rozrasta, potwierdzam. I – rzecz ciekawa! Nie lubi zbyt pełnego słońca. Posadziłam ją w dwóch miejscach i ta w cichym kącie pod daglezją, przez część dnia ocienionym, urosła i owocowała pięknie, podczas gdy te rosnące w słońcu były jakieś miniaturowe.
    Kiedyś ozdobiłam tymi lampionikami (pojedynczymi) choinkę i wyglądało to ślicznie, zwłaszcza gdy lampionik się nasadziło na małą lampkę.

  608. Och, dopiero dzis otworzylam nowy Wpis! (Wczoraj chyba zle odswiezalam strone). Piekne zdjecie! Wspaniala kolorystyka Fablikowo-orzechowo-jesienna… (moje ulubione barwy). I te zapachy… Swieza ksiazka, swieze orzeszki, apetyczna spizarnia – piekna oprawa dla „Feblika”! Nic, tylko czekac.

  609. Lekko pognieciona kartka z zeszytu w żółtą kratkę, pismo niezbyt wprawne:

    „środku jeziora
    wino wraz z bratem piłam na
    Patrzę i myślę namyślona
    Czyżby wszystkie kaczki miały
    brązowe fraczki?
    I czy wszystkie ryby
    miały w domach szyby
    Myślę i myślę uwieżyć
    nie mogę, że wkrótce
    bratu przy kacu pomogę”

    I jak tu nie kochać takiej siostry?!

  610. Ale się cieszę! I na „Feblika”, i na spotkania z Panią!
    I na „Ciotkę- Zgryzotkę” też się cieszę, taką radością długodystansową. :-)

    A „na fleku” usłyszałam całkiem niedawno- rzuciła tym regionalizmem koleżanka- z dziada pradziada poznanianka- i wyjaśniła znaczenie, bo powiedzenia nie znałam. „Na fleku” we wpisie u Pani traktuję więc jako fluid. :-)

  611. Bardzo ladne zdjecie. Niczym obraz dawnego holenderskiego mistrza, w starej ramie.
    Ten swiecznik w rogu tez zwrocil moja uwage.
    A miechunka wisi przyczepiona do mojej tablicy ogloszen w kuchni:)

  612. Dzień dobry, jaki fajny wpis, jakie przyjemne komentarze.
    Ja już zobaczyłam (oczyma wyobraźni, oczywiście), jak nasza DUA siedzi przy biurku (za oknem śnieg i zawierucha), popija herbatkę (koniecznie w dużym kubku) i pisze dla nas „Ciotkę..”. Cóż za pokrzepiający widok! A teraz usycham z tęsknoty za „Feblikiem”, te ostatnie metry są najgorsze. Mam nadzieję, że Wydawnictwo się nie spóźni i prześle co potrzeba o czasie!

  613. Jaki piękny jesienny obrazek i w ciepłych kolorach! Bo u nas ta jesień jakaś zimna w tym roku.
    No to teraz będziemy czytać „Feblika”, podjadając orzechy i zakładając miechunką .
    Miechunkę zwą u nas Chinese Lantern, bo wygląda jak lampionik. Urocza bylina, ale ponoć inwazyjna, bardzo się rozrasta. Dawno temu dostałam od kogoś nasiona, ale jakoś mi nie wzeszły. Drobne ma nasiona, a ja do takich nie mam ręki.
    Dzień dobry Pani i wszystkim księgowym. Mam nadzieję, że u Was jeszcze pięknie, złoto i słonecznie.
    U nas ostatnie liście z drzew poleciały przedwczoraj wraz z huraganem Patrycja, który wprawdzie już mocno osłabiony ale jednak dał się odczuć nad Wielkimi Jeziorami.
    Miłego dnia życzę.

  614. No to, Beato, wyjaśniło się. „Ciotka Zgryzotka” będzie dla nas wszystkich, jesiennych zwierzątek. :)

    Celestyno, wspomniany przez Ciebie Profesor jest jedyny w sui generis ;). Erudycja, elokwencja i znajomość rzeczy to wyróżniające go cechy. Też podsłuchiwaliśmy go w internecie, bo w tym roku nie wiemy dlaczego, ale w radiu nie był.

    Jeszcze w temacie zakładek – bywa, że zakładam książki płytami CD lub kamertonem. Świetnie też w tej roli sprawdza się płaski grzebień albo ptasie pióro (marzy mi się takie od puchacza śnieżnego).

  615. Ale, ale, co ja się tu tak zarzekam, że deszczu nie lubię. Przecież nie dalej jak tydzien temu, nie zważajac na ulewę, wybralam się na półgodzinna przejażdżkę rowerem w deszczu. Wszak czyny się licza, nieprawdaż DUA?
    A z lista zakupów dzieje się u mnie dokładnie to, co u Pani.

  616. Moja najstarsza córka, urodzona w listopadzie, kocha melancholijna deszczowa jesień, ja raczej nie podzielam jej zachwytów, chyba że patrzę przez okno. Ale to rzypomniało mi, co w dzieciństwie mówila mi matka chrzestna. Znała przed wojna mlodzieńca, który zamierzał wybrać na żonę tę, która po tygodniu ulewy, spotkana na ulicy, będzie się uśmiechać.

  617. Bożeno, wystawa „Znalezione w książkach” to rozkoszny pomysł!
    Widzę, że jesteś natchnioną bibliotekarką! Wspaniale!

  618. Dziękuję, Dobrywieczorku miły!
    Nie, Feblik nie jest powieścią kryminalną – utrzymujemy się w ramach tej samej konwencji: powieść humorystyczna, z lekka romantyczna.

    Wójciku, nadal używam Twojej zakładki z orzeszkiem – wyłącznie do kryminałów po angielsku. Chodzi o ten twardy orzech do zgryzienia, rozumiesz.

  619. No i oczywiście trzeba nadal gryźć palce z niecierpliwości, nie znając imienia tajemniczej młodej damy… Zaczynam się zastanawiać, czy Feblik nie jest czasem powieścią kryminalną (właśnie w drodze do pracy odświeżyłam sobie „Czarną polewkę” i zaśmiewałam się z metod detektywistycznych Ignasia).
    Ciotka Zgryzotka jest fantastycznym tematem – coś czuję, że będzie tym razem o młodej 40-latce ;-)
    Dzięki, DUA za ocieplanie jesieni :-)
    Pozdrowienia dla Ludu Księgi

  620. Feblik, orzechy, jesień. To mi w zupełności wystarczy do szczęścia. Mogę się gapić na to zdjęcie godzinami.
    Ale i moja zakładka z orzechem, nad którą się Starosta głowił, też była niezła, co? :)

  621. No i proszę, dowiedzieliśmy się, że zakładki Ignacego Borejki mają najlepsze z możliwych źródło! Pani Małgorzato, myślę, że teraz tropicieli jeszcze przybędzie :) A ja się bardzo cieszę; kiedy zwróciły one po raz pierwszy moją uwagę, po prostu zobaczyłam Panią, jak z żartobliwym uśmiechem wplata nam Pani w fabuły takie ukryte błyskotki :)
    A wątek zakładkowy okazuje się bardzo bogaty. Widelec obiadowy (gratulacje, Blabluba!) rozbawił mnie, skarpetka Kubusia rozczuliła, a założenie Jeżycjady Jeżycjadą to chyba rekord, kris :)
    zuziu12, obiecaj, że napiszesz nam, czym założyłaś „Feblika”. Choć gdybym miała, tak jak Ty, ręcznie robione cuda moich babci, nie sięgałabym pewnie po nic innego… kapucynka ma zakładki robione własnoręcznie; tu z kolei przelewamy nasz sentyment do książek w maleńkie dzieła sztuki… Ładne to.
    Magda.leno, trafiłaś w dziesiątkę. Osobiście przygotowywałam kilka lat temu w swojej bibliotece wystawę „Znalezione w książkach”. A tam m.in.: walentynkowe życzenia, laurki dla nauczycielek, listy do św. Mikołaja (w Poznaniu Gwiazdora, wiemy :), przepisy kulinarne, horoskopy, opakowania po słodyczach, pilniczek do paznokci, bilety do teatru, banknoty, zasuszone kwiatuszki, naklejki z Małyszem, wyjątkowo liczne ściągi, a nawet odpis dyplomu ukończenia studiów wyższych :) Obiecuję Wam wpisać tu jutro mój ulubiony znaleziony tekścik – ku swawoli.

  622. A tak, Magdaleno, postarała się o to Emilka, moja córka. Mam komplet wszystkich wydań. A sporo ich było! Emilka wyszukała je na Allegro.

  623. We wpisie „Obrazki do Feblika” wciąż jeszcze przyrasta. Mamy już 993 komentarze.:)

    Bożeno, a widzisz, ile radości!

    SowoP, syn mi przywiózł z Nowego Jorku zakładkę życia – metalowy złocisty klips, płaski i elegancki – jest to miniaturka okna zaprojektowanego przez słynnego architekta Wrighta. Używałam tej zakładki tylko do najpiękniejszych książek. I ja wiem, że ją gdzieś mam, w którejś z tych najpiękniejszych. I to mi już musi wystarczyć…
    Tak to jest, jak się czyta po parę książek naraz.

  624. Dary jesieni – piękne. I tak pięknie o jesieni piszecie, że udziela się jej czar i melancholia…
    Sowo P., mój ukochany kwiat to również wrzos. Miałam kiedyś gałązeczkę, właśnie z gór, zasuszoną z wtulonymi marzeniami. Długo. Aż okazało się, że zaginęła… Ale marzenia pojawiły się – nowe.
    Kapucynko, nawet nie wiesz, jak ucieszyła mnie Twoja radość ze wspólnoty lekturowej z Różą i Laurą („Winnetou”). Potwierdzasz mi, że to ciągle działa: muzyka, literatura tworzą więzi, przekraczając barierę świata fikcji literackiej. Bardzo chciałam, by jak najwięcej młodych ludzi zakosztowało tej radości; chciałam zainspirować uczniów (bo dla nich głównie pisałam krzyżówki) do sięgnięcia po lektury bohaterów Jeżycjady, skusić ich możliwością odczucia takiej wspólnoty. Chyba powinno się wpisać całą Jeżycjadę – i tę stronę, Wasze wypowiedzi – w podstawę programową :)
    zuziu12, super, że wydrukowałaś krzyżówkę. Czuję, że wróci mi krzyżówkowa energia – na „Feblika”!

  625. Pięćdziesiąt tysięcy. Tyle książek w swojej prywatnej kolekcji posiada ponoć Umberto Eco.

    Z zakładkami to jest właśnie tak – ile i jak pięknych by się nie miało, jak funkcjonalne by nie były (moje ukochane – magnetyczne), nigdy ich nie ma pod ręką kiedy trzeba. U mnie najczęściej służą do tego bilety komunikacji miejskiej albo inne książki (tak jak u Kris).

    Pamiętam blog pewnego antykwariusza brytyjskiego, który kiedyś w KG polecałyście, gdzie są publikowane takie znaleziska książkowe. Widziałam tam ostatnio informację, że pan antykwariusz wydał książkę kucharską z przepisami pochodzącymi ze znalezionych „zakładek”. :)

  626. Bardzo jesienny wpis i letnio wyglądający Felbik. Ciotka Zgryzotka… Czego to ludzie nie wymyślą. Eh, niektórzy autorzy mają fantazję, że hej! Brawo! Ostatnio zaczytuję się w Złodziejce książek pana Markusa Zusaka. O tyle ciekawej, że narratorem jest śmierć w dodatku upersonifikowana. Czasy II Wojny Światowej. Polecam Księgowym. Tym, co lubią czyta nie tylko Jeżycjadę.

  627. Bardzo mi miło. Ewo!
    Wiem, ze mnóstwo osób zagląda i podczytuje – statystyki strony to pokazują. Duży ruch, a ja się cieszę!

  628. Jej, nie mogę się już doczekać Feblika! Znajoma w końcu oddała mi „Wnuczkę”, odświeżyłam sobie od razu.
    Przyszły piątek po południu to będzie mój czas :))
    Serdecznie Panią pozdrawiam, codziennie tu zaglądam i podczytuję! :)

  629. Jesienna Ado, dziękuję za miłą wiadomość prywatną, cieszę się, że się wpisałaś – do zobaczenia!

    Jaśku, „Ciotka Zgryzotka” to tytuł następnego tomu Jeżycjady: moja wydawczyni lubi tak ze mnie wycisnąć nowy pomysł w ostatniej chwili przed drukiem książki. To jej sprawdzona praktyka!

    K8, tak, miłe kuleczki najpierw zielone, potem żółte, wreszcie pomarańczowe. Zawsze chciałam mieć w ogrodzie miechunkę i w tym roku po raz pierwszy – mam! Wszystko teraz można kupić przez internet.

    Zuziu, Akapit Press wydrukował co prawda 80.000 egzemplarzy „Feblika”, ale ja dostałam tylko swoje egzemplarze autorskie , czyli na razie 20. Z tego zostanie mi jeden. Bez problemu zmieszczę go na regale!
    Regały to właściwie większość mojego domu.:)))
    .

  630. Ach, cudowny obrazek! Zawsze się zastanawiałem jakie to kwiaty na obrazku, bo widziałam je kiedyś zasuszone wazonie i zawsze byłem ciekawe czy jak je dotknę to skruszą się. Jak wszyscy oczekuję Feblika ale nie wiem czym jest Ciotka Zgryzotka. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
    PS Ach szkoda że pod poprzednim wpisem nie udało się dojść do 1000 komentarzy! No może pod tym się uda;)

  631. Już się nie mogę doczekać Feblika:)
    Pewnie dostanę na imieniny, tak jak Wnuczkę (mam 13 grudnia, jeszcze tyle czasu…)

  632. No to z niecierpliwością czekam na premierę „Feblika” oraz jestem bardzo ciekawa jak będzie wyglądała okładka „Ciotki Zgryzotki”. Po woli kończę czytać „McDusię” i niektóre fragmenty przypominają mi „Anię z Zielonego Wzgórza”. Zwłaszcza Laura z Adamem w ich malutkim domu.

  633. Jak byłam mniejsza to obie moje babcie mogły się zadowolić mnóstwem ręcznie wykonanych zakładek.Teraz ilekroć jakąś przeglądam to mi wyskakują takie dzieła sztuki.
    Właśnie wydrukowałam sobie krzyżówkę!:)

  634. Cudowne dary jesieni! Orzechy z ogrodu też mam, miechunki dostałam od sąsiadki, brakuje mi tylko „Feblika” do kompletu, ale „już za chwileczkę, już za momencik…” :)
    Pozdrawiam serdecznie.

  635. Oj, dary tej jesieni sa piękne. Już mój umysł zaczyna świrować jak wiedzę tę przyjemna grubość „Feblików” jeszcze zapakowanych w folię, jak mniemam.
    Tak się składa, że mam tę sama miechunkę przy biurku. Zawiesiłam ja przy moim rysunku. Swojskie klimaty.
    PS: A ja mam kilkadziesiat różnych papierowych zakładek (w tym własnoręcznie wykonane) i one mi w zupełności wystarczaja :)

  636. Właśnie z moimi trzecioklasistami omawiam „Opium w rosole” i nie mogę się doczekać na kolejną część :)

  637. Ot, regionalne różnice, Asiu.
    U nas „na fleku” to znaczy: w dobrej kondycji.:))) Na trzeźwo.
    Ściskam wszystkich!

  638. Pani Małgosiu, cieszę się przeogromnie.
    No i „Ciotka Zgryzotka” w jesiennej aurze, pięknie.

    We Wrocławiu, mówi się, że ktoś jest „na fleku” o kimś na lekkim „rauszu”;)
    Pozdrawiam Panią i wszystkich Kochanych Księgowych.

  639. Gratuluje Dua tak szybkiej edycji!
    „Feblik” w jesiennej scenerii, wśród orzechów włoskich dobrze sie zapowiada na długie, listopadowe wieczory.
    Zazdroszczę tym, którzy będą obecni na spotkaniach z Autorka.
    Nam pozostaje oczekiwanie na listonosza :)
    Przesyłam ciepłe usmiechy!

  640. Jakie wspaniałe jesienne widoki! Mam nadzieję, że i u mnie niedługo „Feblik” zagości :) I jeszcze w dodatku będzie drugie spotkanie. Całe szczęście, bo jak się okazało, jednak na pierwsze nie dam rady przyjechać. A to drugie już zaplanuję porządnie.
    Również cieszę się, że „Ciotka Zgryzotka” będzie jesienna, bo brakowało mi książki o tej porze roku :)

  641. Ach! Sama już nie wiem, co mi się bardziej podoba- czy widok „Feblika” (bez zapachu drukarni, niestety), czy opis tej pełnej spiżarni (opis szczątkowy, jak mniemam, aż ciężko wyobrazić sobie, co tam jeszcze jest) czy zapowiedź spotkań (choć na żadnym nie będę mogła niestety być). Chyba wszystko razem :))))
    Co do siedzenia w domu, w pełni rozumiem!

  642. Nie uda mi się spotkać Pani w Poznaniu, Pani Małgosiu, ale sercem będę bliziuteńko, jak na dłoni! Posyłam piękny, słoneczny uśmiech w podzięce. :)

  643. O,ho,ho!
    Ale wspaniały widok.Zazdroszczę Pani tego „Feblika”!My jeszcze musimy poczekać:))
    Ciekawe czym założę tę nową książeczkę pachnącą drukarnią (mmmmm)
    Orzechów też Pani zazdroszczę,u nas nie ma kompletnie.Nic a nic!Orzech,biedak zmarzł,może on się jednak wybrał na ten koncert co Mama Isi i zbyt długie stanie na mrozie za 35zł mu zaszkodziło…
    Ależ mi ślinka cieknie na sam widok.Już nie patrzę!
    Do zobaczenia w listopandzie Pani Małgosiu.:)
    PS Jesienna „Ciotka Zgryzotka”-fantastyczny pomysł!!

Dodaj komentarz