Obrazki do „Feblika”

 

1a

 

Jak obiecałam KC Moonwalk – oto jeden z tych obrazków, narysowany minionej nocy – winieta otwierająca rozdział pierwszy.
Nasza tajemnicza bohaterka (nikt z Was jeszcze nie odgadł jej tożsamości, he, he!) czyta sobie w cieniu, jest upał, sobota 10 sierpnia 2013.

Pamiętacie oczywiście, że „Feblik” to ciąg dalszy „Wnuczki do orzechów”? Ma rację Ania, która pod poprzednim moim wpisem deklaruje, że przeczyta sobie teraz ponownie „Wnuczkę”. Były w jej akcji (z konieczności, dla lepszej kompozycji) tzw. „białe plamy” – najnowsza książka plamy te wypełnia treścią!

Melduję Wam oficjalnie, że zdążyłam, terminu dotrzymałam (z wyprzedzeniem nawet!), a zredagowany przez Emilię Kiereś tekst „Feblika” już pomknął do wydawnictwa. Niebawem pójdzie do składu. A ja w tym czasie spokojnie dokończę ilustracje. Potem kilka korekt – i druk! Ciach-ciach!

Premiera 6 listopada!

A pamiętajmy jeszcze , że nasz kochany Wójt Wiewiórka czyli KC Scoiattolo też w listopadzie będzie się cieszyć premierą swojej pierwszej książki – „Lawendowa czarownica”.

I nie lubić tu jesieni! Jakaż owocna!
Ściskam wszystkie Kochane Czytelniczki i wszystkich Drogich Czytelników – i lecę rysować.

Wasza
MM

1 003 przemyślenia nt. „Obrazki do „Feblika”

  1. Pani Małgorzato, bardzo się cieszę, że „Feblik” będzie kontynuacją „Wnuczki do orzechów”, bo bardzo mi się ta część podobała, pewnie duże znaczenie miało tutaj, że Józinek jest moim ulubionym bohaterem :) Cieszę się również na spotkanie Józinka, Doroty i Idy, reakcja pani doktor na pewno będzie interesująca :) Pozdrawiam serdecznie!

  2. Mamo Isi, to ja mam lepiej. Robię listę zakupów, NIE ZAKŁADAM nią książki, zakładam czym bądź, po czym wychodzę po zakupy BEZ LISTY.

  3. O tak, tak, już nie chciałam nic mówić, ale jesień była postulowana dawno temu, jeszcze w grafitowo – białej Księdze Gości. I to ja ją postulowałam wraz z Magdą .Z ( chyba).

  4. Żelaznej samokontroli muszę używać, żeby podczas śniadania nie zakładać czytanej książki listą zakupów. Ileż już razy bezskutecznie usiłowałam sobie potem przypomnieć, co ja takiego miałam kupić!

    Aniu.g., dzięki za wsparcie moralne:) Ostatni raz w pamiętnym kwietniu 2010 roku staliśmy z mężem w nabitym jak tramwaj w godzinach szczytu (w czasach PRL-u) kościele Franciszkanów w Krakowie, podczas gdy leciało Requiem. I nie do wiary, ale ten olbrzymi tłum nie kaszlał, nie szurał, ani nie dzwonił komórkami.

  5. Sowo P. nie, zebym byla przeciwko Tobie! :) Ale od urodzenia ODZYWAM pod koniec sierpnia i mowie sobie – a teraz najpiekniejsza czesc mojego zycia- jesien. I mam dobry humor do 24 grudnia. Potem juz mi nie jest tak przyjemnie. :(
    Ten gorzki zapach, mgla poranna, cieple kolory lisci…Chyba wiesz o czym mowie ;)

  6. Jesień w „Kłamczusze” to mi się kojarzy z dyktandem pisanym przez Tomcia o palcie Doroty i palcie Inki :)

  7. Beato, masz rację, jesień w Jeżycjadzie była już postulowana daawno temu i nie ja byłam z tym pierwsza, ani jedyna. Tylko może ostatnio bardziej niż inni się z tym naprzykrzałam ;). Jesień z „Kłamczuchy” kojarzę jako mało przyjazną (o ile pamięć mnie nie zawodzi), a mi się marzy ta piękna, złota, ze spiżarnią pełną łakoci.

  8. Nasza Mama wpadła na pomysł, że jako zakładki świetne są kartoniki dzielące na wewnętrzne segmenty pudełko zawierające 100 sztuk torebek herbaty ekspresowej.
    Stosujemy z powodzeniem.

  9. Czy kazda ciotka moze byc Zgryzotka? Przeciez kawaler nie moze miec brata :).
    Mam tak jak Starosta, zakladki z podrozy, pieknie widoki, ale zdarzaja sie tez przypadkowe np klucze, ktorych potem szukam. Kris i tak jestes lepsza.
    Skacze z radosci, czekajac na „Feblika”.

  10. A ja kiedys przez dluzszy czas nie moglam znalezc „Sprezyny” – przeszukalam wszystko, pewna, ze nie opuscila domu… I nic. Bylam nieco zrozpaczona, po czym przypadkowo odkrylam, ze zalozylam nia „Nutrie i Nerwusa”… :( (pewnie czytalam jedna po drugiej) i taka grubsza „Nutria” wyladowala na polce, a z zewnatrz nie bylo widoczne, ze ma taka bogata zakladke…

  11. Pani Malgorzato, wlasnie trafilam sobie na a YT npiekne wyklady prof. Marka Dyzewskiego. Nie mam czasu na wysluchanie wszystkich, wiec wyszukalam sobie recenzje koncertu finalowego. W odcinku 26 ( Marek Dyżewski: „Chopin w ogniu Konkursu” FINAŁ -26-), ok 9min50 zaczyna sie recenzja wystepu Szymona. „Pan Nehring gral w jakims szczegolnym natchnieniu”.

  12. „U nas też liczny dzień, cichy, złoty i słoneczny. Trochę chłodno. Taki dzień jest jak kieliszek białego wina wytrawnego.” – och DUA, DUA, pisarko moja ukochana! Toż taki właśnie był ten wczorajszy dzień… :). Czekam na „Feblika”, bo tam pewnie będzie więcej takich cudnych zdań:).

  13. Aha, czyli nie zawsze oczywiste jest oczywiste :)

    Co do zakładek, wiele bibliotek (co pewnie Bożena potwierdzi) robi wystawy rzeczy znalezionych w książkach, naprawdę zaskakujące bywają to przedmioty. Ja jestem tradycjonalistką, używam papierowych zakładek, często kupowanych na wyjazdach (zamiast tradycyjnej widokówki mam widoczek na zakładce), czasem listkowych kalendarzyków. Mam też małą kolekcję zakładek z Edycji Św. Pawła, ale bardziej ze względu na piękne cytaty i myśli tam zawarte (po prawdzie, aż dziwne zakładać np. kryminały takimi wzniosłymi myślami).

  14. Dzień dobry,
    właśnie jesteśmy na lekcji języka polskiego. Podróżowaliśmy po Pani stronie internetowej przy okazji rozpoczęcia przygody z książką Pani autorstwa pt. „Kłamczucha”. Postanowiliśmy pozostawić ślad naszej obecności w komentarzu. Życzymy zdrowia, pomyślności.
    Pozdrawiamy z Wrocławia Ic

  15. Mnie raz przy oddawaniu książki w bibliotece wypadł z tomu widelec obiadowy, wypełniając metalowym brzękiem czytelnię, wywołując falę ciekawych spojrzeń czytelników znad lektury i uśmiech politowania p. Bibliotekarki. Spłonęłam purpurą. A jednak Tata Borejko ma jakiś tam zmysł praktyczny, vivat plastikowe łyżeczki!
    Przeczytałam właśnie „Tym razem serio” i za pozwoleniem, ściskam Panią serdecznie. Wiele otuchy wlała we mnie ta książeczka.

  16. Bożeno, szczerze mówiac zastanawiałam się właśnie nad tym, czy Ida postrzegała pana Rochestera jako przystojnego (coś mi świtało!), ale stwierdziłam, że nie (ach, to nieuważne czytanie!). Rozumiem, że wymyślanie krzyżówek musi być trudne, ale i pasjonujace. Sama lepiej bym nie zrobiła. W dodatku dowiedziałam się, że Laura i Róża czytały „Winnetou”! (Tego też nie pamiętałam). Niedawno skończyłam czytać tę ksiażkę, więc się ucieszyłam :)

  17. Cóż, Ciotką każdy być może. Nawet Zgryzotką;)
    He, he.

    Chesterko, Natalia jest w „F”. Trochę na uboczu, ale jest.

    Małgorzato, dzięki za krzepiącą konstatację. Eksperci! Phi!

    Bożeno, ja po prostu patrzę, czym sama zakładam. Duża różnorodność obiektów.

  18. Dzien dobry!
    Mysle, ze to jednak nie Natalia jest „Ciotka…”. Podczytujac „Zabe”, natrafilam na „Ciotke Zgryzotke” i juz chyba wiem, o kogo chodzi! (Jesli to wciaz ta sama, oczywiscie). :)

  19. Jesień w „Ciotce Zgryzotce”? Melancholia listopadowa, czar wirujacych liści, refleksja nad przemijaniem… Oj, coś mi ta ciotka wyglada na Natalię. I bardzo dobrze, bo to trochę zaniedbana Borejkówna i od dawna za nia tęsknię.

  20. Dziękuję Księgowym za debaty na temat Konkursu Ch. Dzięki temu, ja która generalnie muzyki Chopina słucha tak po prostu – bez zwracania uwagi czyja to interpretacja – wciągnęłam się w kibicowanie tegorocznym uczestnikom konkursu i stali mi się bliżsi i barwni. I dziś się dowiedziałam się , że zakupione wcześniej bilety na recital któregoś z finalistów to bilety na Kate Liu :-) Cieszę się 2x bardziej na ten recital.
    Swoją drogą zawsze śmieszą mnie czarnowidzące opinie ekspertów jak to kultura umiera i jest niepopularna. Niechże oni zajrzą do tych wypełnionych po brzegi teatrów i filharmonii , gdzie należy zakupić bilety , a tak z miesiąc wcześniej jeśli chce się mieć dobre miejsce, albo jakiekolwiek, jeśli przedstawienie czy koncertujący jest bardziej popularny. (Bilety na koncert Seong-Jin Cho skończyły się jakoś w trakcie pierwszego etapu).

  21. O, ba! Bardzo dobry gust. Mam kilka jej nagrań, swego czasu były mi bardzo potrzebne :)

    Ale, ale, co ja czytam, jesienna „Ciotka Zgryzotka”? Specjalnie dla Sowy?? Nie posiadam się z radości! Aż rozwinęłam me jesienne skrzydła i okrążyłam dom trzy razy. Bo ja w istocie jestem bardzo jesienna, można powiedzieć, że od dnia mojego urodzenia ;). I mój ukochany kwiat to wrzos – od zawsze, zanim stał się tak bardzo modny. Znałazł się nawet w moim bukiecie ślubnym. Ale koniecznie musi być ten rosnący w górach, spłowiały, drobnokwiatkowy, aromatycznie pachnący w jesiennym, górskim słońcu. Lubię też ten rześki chłód o poranku. I październikowe światło. I grabienie liści lubię. Wczoraj i dziś – 6 worów.

    Na dobranoc:

    C. Debussy – Preludium „Bruyeres”.
    Krystian Zimerman.

  22. Az sprawdzilam, czy cos nie pokrecilam w tych wspomnieniach. Widze w notce w Wiki, poswieconej Victorii, ze wszystko sie zgadza: w 1984 r koncertowala w Polsce. Bylam wtedy w siodmej klasie podstawowki.

  23. Aniu g., teraz tez bym sie tak nie poswiecala dla sztuki, ale z wczesniej mlodosci bardzo milo wspominam te stojace, kucajace, czy konfesjonalowe koncerty:)
    Szczegolnie zapadl mi w pamiec wieczor w Filharmonii, boczkiem na schodkach.Tata mojej owczesnej podstawowkowej przyjaciolki (z ktora nota bene dokonalysmy odkrycia ksiazek MM, zanim pozniej byly lektura szkolna), zdobyl jakims cudem bilety na koncert slynnej spiewaczki i zrobil nam, smarkulom wielka frajde. Zapamietalam bardzo ekscytujaca atmosfere. Nazwisko tez zapadlo mi w pamiec, choc pozniej nigdy nic o niej nie slyszalam.Victoria de Los Angeles.

  24. We „Wnuczce” zakładał druczkiem od tabletek przeciwko nadciśnieniu.
    A w „Febliku” – plastykową łyżeczką od leków.:))))

  25. Miłe Panie, gdybym spodziewała się tak szybkich odpowiedzi, nie odeszłabym dziś od komputera :) celestyno, Just, Magda.leno, Zofio – dzięki za miłe słowa. Teraz liczę, Magda.leno, że pobawisz się w detektywa :) A układanie krzyżówek rzeczywiście jest baaardzo pracochłonne, po każdej mówię sobie, że następna najwcześniej za rok. A tu już szykuje się „Feblik”!
    Kapucynko, cieszę się, że jesteś tak wnikliwym czytelnikiem, przydałoby się Twoje oko przy weryfikacji kolejnych krzyżówek :) Choć przygotowuję pytania z ogromną starannością, zawsze jest margines wątpliwości, a mam nadzieję, że nigdy – błędu. W perspektywie bohaterki i czytelnika „Idy sierpniowej” – a krzyżówki opracowuję wszak dla czytelników Jeżycjady, a niekoniecznie wymienionych w niej książek – pan Rochester był przystojny. Bo kto objawił się oszołomionej Idzie?
    „Niezwykle przystojny chłopak o urodzie pana Rochestera.
    Tak jak pan Rochester miał ciemne lśniące oczy.
    I nawet twarz miał smagłą i pociągłą.
    Nawet podbródek miał kwadratowy.
    Nawet usta rzeźbione i nos klasycznego kroju.
    I nad zrośniętymi brwiami krótko ostrzyżone ciemne włosy.
    Idusi zakręciło się w głowie z zachwytu i zakłopotania. A tymczasem niezwykle przystojny brunet wstał zza biurka…”.
    Słowo ‚przystojny’ ma zresztą mnóstwo synonimów: atrakcyjny, dobrze zbudowany, męski, pełnokrwisty, pociągający, postawny… Pan Rochester niewątpliwie był bardzo męski, pociągający urodą szorstką i chmurną, ale fascynującą. Do licha, dla mnie jest przystojny! :) Ale dzięki Kapucynce będę jeszcze ostrożniejsza w sformułowaniach, bo zastosowałam tu chyba pewien skrót myślowy, który może zwrócić uwagę świeżej czytelniczki „Dziwnych losów…”…
    Swoją drogą, ciekawe, czy w „Febliku” Ignacy Borejko używa jakiejś nowej zakładki :)

  26. Dobry wieczór.
    Mamo Isi, dobrze, że rozsądek zwyciężył.
    Moje wspomnienia z takich stojących imprez należą do kategorii koszmarów sennych. Maksymiuk w Operze Bałtyckiej( wykucany na schodkach), Penderecki w katedrze ( przytulona do konfesjonału). Miało to miejsce w zamierzchłych czasach studenckich. Przyjaciółka od serca, pianistka nota bene, wlokła mnie ze sobą, nie zważając na opór i wierzganie. Głucha jestem totalnie, ale oczka mam bystre, toteż niezamierzony komizm sytuacyjny: Paulos Raptis stojący ramię w ramię z bardzo wysoką blond sopranistką, zapadł mi na zawsze w pamięć.
    PS. A pianistka została znakomitym kardiologiem;))

  27. Masz rację po stokroć, kochany Starosto. Łamanie konwencji jest to najgorszy grzech, jaki twórca może popełnić. Świat się wtedy człowiekowi wali na głowę. Kiedy nadeszła moda na filmy kowbojskie, w których już nie było bohatera pozytywnego i czarnego charakteru, jeno same szemrane – przestałam oglądać westerny.

  28. Bardzo fajny pomysł z tym konkursem i krzyżówką obecnie mam wszystkie tomy Jeżycjady na biurku i szukam tych „Zakładek Ignacego Borejki” świetnie się przy tym bawię ;).

  29. Trzeba jednak przyznać, że z nowszych ekranizacji ta jest szczególnie udana. Bardzo przemawiaja do mnie kreacje głównych bohaterów. A szorstkość pana Rochestera dodaje mu tylko uroku.

  30. Mamo Isi, tak, przewidywalne, po to przecież jest konwencja. Czytelnicy na ogół lubią, jak autor trzyma się przyjętej konwencji – wiedzą, czego mogą się spodziewać. Są i tacy, którzy kochają łamanie konwencji, ale sądzę, że jest ich mniejszość.
    Mary Stewart pisze książki bardzo angielskie i to właśnie mi się podoba. Poza tym jest sprawną pisarką. Choć oczywiście uważam, że Ellis Peters przerasta ją klasą o całą głowę.

  31. Kapucynko, moje dzieci są już całkiem dorosłe. A Emilka sama pisze książki. natomiast Jeżycjadę redaguje. Lubi ją mimo to!
    Ja muszę podczytywać J, bo powinny się zgadzać różne szczegóły.

    Masz rację, pan Rochester był raczej mrocznej i odpychającej powierzchowności – ten literacki, bo Toby Stephens z serialu – przystojniak.

  32. Weszłam sobie na stronę biblioteki i odnalazłam krzyżówkę. Zaczęłam ja sobie wypełniać i zaraz zauważyłam pewna nieprawidłowość. Otóż pan Rochester z „Dziwnych losów Jane Eyer” wcale nie był przystojny. O ile dobrze pamiętam z lektury. A pierwsze pytanie nas o tym informuje.

    Zastanawiam się, czy Pani dzieci lubia czytać Jeżycjadę? I czy sa jej miłośnikami? Bo mój tata nie czytał ksiażek swojego ojca, gdyż mówił, że dobrze go przecież zna. Ale wiem, że Pani stara się nie opisywać swojego życia, tylko kreuje całkiem nowy świat. A więc pozwolę sobie ponowić pytanie. Czy Pani dzieci czytaja Jeżycjadę? A czy Pani też sobie ja czasem podczytuje?

  33. Po dwóch godzinach takiego marznięcia miałabym galopujące suchoty, jak nic. O ile w ogóle bym to przeżyła.
    Co za szczęście, ze tak bezecnie wysoko wycenili te stojące miejsca;)

    U Mary Stewart wątek podstawowy, romansowy jest nużąco przewidywalny: za każdym razem główny bohater zakochuje się w porte parole Autorki, będącym zawsze cudnej urody i niezłomnego charakteru dziewczęciem. Ale jakoś zamiast żeby to mnie denerwowało, to fakt ten wprawia mnie w dobry humor;) Może dlatego, że cokolwiek by się nie działo w ramach wątku kryminalnego – bohaterka wychodzi z tego cało? To trochę jak u insp.Felse z rodziną – ktokolwiek by z tej miłej trójki nie wpadł w tarapaty – zawsze wychodzi z tego obronną ręką, co pozwala czytać książkę ze spokojem ducha i smakować szczegóły;)

  34. Mamo Isi, „Thornyhold” mam też, czeka.
    To dobrze, że przekład uroczy. W oryginale „Rok ogrodnika” jest perełką.
    Co do wiad: pryw.- dobry pomysł, cieszę się.

  35. Dzięki, kochany Starosto, za wsparcie moralne:) Wyjątkowo wygórowana cena marznięcia.
    Mam komplet książek Mary Stewart. „Nine Coaches Waiting” bardzo lubię, ale najbardziej „Thornyhold”.
    „Rok ogrodnika” oczywiście z ilustracjami Autora, tłumaczone przez Geoffreya Newsome, czyli nowe tłumaczenie. Urocze.

  36. Tak, tak, Magdaleno, jesień była w „Kłamczusze”- ale mam już zlecenie od tutejszej Sowy Przemądrzałej na kolejny tom w jesiennej scenerii. Chyba zrobię to dla Sowy. Ona jesienią rozwija skrzydła.

    Mamo Isi, marznąć na stojąco za 35 zł to już za wiele.
    Nawet byś sobie kaszlnąć ochryple nie mogła, e tam.
    Ja sobie czytam na dobranoc „Nine Coaches Waiting” Mary Stewart – znasz?
    A co tam u inspektora F?
    „Rok ogrodnika” po angielsku? No, to ciekawe. A z obrazkami autora?

    Celestyno, nasz Nehring jest w Paryżu, zauważyłaś?

  37. Dziękuję Pani za dobre słowo :)
    Widzę właśnie, że tutaj jest spokojnie i swojsko. Może wreszcie to będzie to właściwe miejsce dla mnie…
    Chyba tak jak większość lubię jesień kolorową, ciepłą, słoneczną, szuranie wśród liści, barwę słońca i ostatnie jego ciepłe promyki.
    Tak właśnie sobie pomyślałam, że w zasadzie akcja żadnej z Pani książek nie dzieje się jesienią (poza częścią „Kłamczuchy”). Lato jest piękne w opisach, ale jesień też by była niczego sobie… :)

  38. Niestety, ach, niestety, na koncert Szyszkina na Ołowiance za miejsca stojące dyrekcja zawinszowała sobie 35 zł/ słuchacza. Uważam, że przekroczono dziarskim krokiem granicę bezczelności w wycenie miejsc stojących. Już nie mówiąc o możliwości bezszelestnego i bezproblemowego stania przez dwie godziny w pewnym wieku.
    Teraz jak ten lis, co nie mógł dosięgnąć winogron, tłumaczę sobie, że i tak ta filharmonia ma nienajlepszą akustykę i ogrzewanie, więc nie tylko bym marnie słyszała, ale jeszcze bym zmarzła jak pies.
    A poza tym w lumpeksiku dorwałam „Rok ogrodnika” Capka po angielsku, jestem w połowie i bym musiała przerwać, żeby pójść na koncert;)

  39. Podoba mi się bardzo pomysł z konkursem o Jezycjadzie, napewno rozbudzi ciekawosc wśród czytelników.
    Krzyżówka też dobra, oby więcej takich pomysłów !
    Pozdrawiam.

  40. Oj, leca, leca, Pani Malgorzato. Za moim kuchennym oknem tez widze wielce pokazny dywan ognisty.
    Szkoda mi lisci z drzewa, ktore tak ladnie jesienia komponuje sie z kolorem (skrzepla krew -tak to sobie nazywam) okiennic. Teraz bedzie lyso.
    Teraz uswiadomilam sobie, ze rok temu mowila tu Pani o podspiewywaniu „Les feuilles mortes” (mezzosopranem) podczas grabienia lisci. Ten czas stanowczo za szybko umyka.

  41. Oj, dopinguje, dopinguje!
    I ma rację. Nie masz jak robota.

    Tak, już niedługo.

    Magdaleno, dzień dobry! Tylko bez onieśmielenia, bardzo prosimy. Same swojskie istoty są tutaj, żadnych złośliwości, dokuczania, żółci etc. Wpisuj się śmiało!
    U nas też liczny dzień, cichy, złoty i słoneczny. Trochę chłodno. Taki dzień jest jak kieliszek białego wina wytrawnego.
    Liści przybywa – wczoraj zgrabiłam ich tyle, że wypełniłam ściśle worek 240 l. A jeszcze lecą i lecą.

    Króliku, cześć i czołem! Miło Cię znów widzieć.

  42. Cieszę się, że już jutro otrzyma Pani pierwsze, pachnące świeżym drukiem egzemplarze ” Feblika”. My sobie jeszcze trochę poczekamy, nic nie szkodzi.
    Wczoraj zrobilam wreszcie Zupę Kopciuszka, uczta dla podniebienia! Wyszło jej dość dużo, więc resztę zjemy dziś. Dziękuję Wam bardzo za przepis :)

  43. No nie, naprawdę, będzie miała Pani „Feblik”, aż zazdroszczę. My musimy uzbroić się w cierpliwość!!! A to takie trudne…ale WIELKA CHWILA tuż, tuż..Brawo dla Wydawnictwa, to ważne, że dotrzymują słowa. Cieszę się, że Pani Wydawczyni dopinguje Panią, trochę w naszym imieniu, do tego, by powstawały kolejne tomy. Bo my na to naprawdę czekamy! Pozdrawiam wszystkich-u nas, w Lublinie, piękna polska złota jesień. „To lubię”.

  44. Dzień dobry,
    chciałam się na początku przywitać, ponieważ piszę tu pierwszy raz. Czytam Was regularnie, jednak często czuję się onieśmielona, patrząc na poziom erudycji niektórych osób. Ale co tam, raz kozie śmierć, może będę mogła od czasu do czasu też coś dodać :)

    Pomysł konkursu zakładkowego świetny, chyba pobawię się w detektywa :)
    Co do układania krzyżówek- podziwiam panią Bożenę, rozwiązywanie już czasami bywa trudne, a co dopiero ich wymyślanie! Postaram się nie zauważać, że w pliku pdf jest już podane rozwiązanie krzyżówki jubileuszowej i pogrzebię w pamięci i książkach :)

    Pozdrawiam wszystkich i dobrego, słonecznego dnia życzę! (U nas właśnie taki pogodny jest).

  45. Pani Bozeno, swietna sprawa z tym konkursem!

    Informacja dla zainteresowanych: na stronie biblioteki, po lewej stronie „Zakladki Ignacego Borejki”, a w niej pod informacjami o konkursie, link do krzyzowki.

  46. Krzyżówki!
    Coś podobnego.
    Aha, wszystko to na stronie Pedagogicznej Biblioteki Publicznej w Bytomiu, znalazłam!
    Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

  47. Droga Pani Małgorzato i wszyscy mili Pani Goście!
    Zajrzałam tu po dłuuugiej przerwie w poszukiwaniu wieści o „Febliku” i teraz dręczy mnie poczucie grzechu zaniechania :) I ja czekam od lat (teraz już z nagle dorosłymi dziećmi) z niecierpliwością i zaciekawieniem na kolejne tomy Jeżycjady, ale – znalazłam sposób na skrócenie tej udręki. Żałuję, że nie podsunęłam go tutaj wcześniej.
    Panie, panowie, dziewczęta i chłopcy – układajcie lub rozwiązujcie krzyżówki z Jeżycjady! Od ładnych paru lat właśnie w ten sposób bawię się pogodnymi powieściami Pani Małgorzaty, to jest najcudowniejszy relaks, na leżaku lub na kocu gdzieś w lesie, w każde kolejne wakacje. Mam już na koncie walentynki z Jeżycjadą (w kształcie serduszka), gwiazdkę u Borejków (oczywiście choinka), „McDusię” (tort), „Sprężynę” (tzw. wirówka lub, o zgrozo, ciągówka), „Wnuczkę…” (w koralach)… Ostrzegam, to diabelnie wciąga! A krzyżówka najnowsza, na którą materiał zbierałam od lat i z którą szykowałam się na piękny, podwójny jubileusz Pani Małgorzaty – książki w Jeżycjadzie – jest dla wszystkich zainteresowanych dostępna online. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę – i już mamy sentymentalną podróż przez wszystkie 20 tomów cyklu. Życzę dobrej zabawy! Krzyżówki są wypieszczone, dopieszczone, jak przy obchodzeniu się z klasyką przystało :)
    A Pani Małgorzacie dziękuję za lata spędzone z bohaterami, którzy wnoszą w nasz świat radość, optymizm i nadzieję, niezłą porcję humoru i dobry materiał do rodzinnego przekomarzania. Moje dzieciaki już na początku podstawówki mówiły tekstami z Jeżycjady i tak nam to jakoś zostało.
    Może kiedyś uda mi się w końcu napisać coś większego, popularyzującego cykl wśród młodzieży, bo z praktyki wiem, że te książki się jej podobają. W 2006 roku otrzymałam od Pani Małgorzaty przemiłą zgodę na realizację mojego ówczesnego pomysłu; złe wiatry nie pozwoliły wówczas na jego realizację, ale przecież zawsze wszystko przed nami.
    Li i jedynie.
    Pozdrawiam serdecznie!
    PS
    Pozwolę sobie również zaprosić wszystkich znawców Jeżycjady, jej fanów, fanatyków, nieulękłych detektywów et caetera do uczestnictwa w prawdziwym wyzwaniu: dość zwariowanym konkursie „Zakładki Ignacego Borejki”. Pani Małgorzata serwuje nam takie dodatkowe smaczki w swoich książkach; no, po prostu musiałam to wydobyć! Konkurs też do znalezienia przez wyszukiwarkę – na stronie mojej biblioteki :) Czekam na Wasze maile do końca grudnia i wybaczcie tak spóźnione zaprosiny!

  48. Migdałku, jak ja się cieszę!
    A śmiałaś się też trochę?
    Bo Patrycja – tak!- jak widać. Ja rozśmieszam celowo, a wzruszam mimo woli.:))))
    (Dobrze, że nie na odwrót).

    Ściskam Was serdecznie, dziewczynki!

  49. Pani Małgorzato, dziękuję za „Wnuczkę do orzechów”, która był wspaniała. Wzruszyła mnie Pani do łez.

  50. Jeszcze coś mi się przypomniało. Uwielbiam Pani książki też za to, że każda jest inna. Ja, jako nastolatka, często miewam zmienne stany ducha. I wtedy sięgam po odpowiednią część Jeżycjady, żeby się utożsamić z główną bohaterką. To pomaga. A jeszcze dawka humoru…Żyć, nie umierać! Dziś na przykład ,,Brulion Bebe B.”.

  51. Agato Karolino (wiad.pryw.) – wpisz tu, także jako wiadomość prywatną, swój adres pocztowy (tylko do mojej wiadomości)- załatwimy sprawę od razu.
    Aha, podaj też to właściwe imię.;)

  52. Zuziu, jesteś najnormalniejszym na świecie słoneczkiem.:)

    Agnieszko S., dziękuję za długi wpis, który pozwolę sobie potraktować jako prywatną wiadomość. :)
    Bardzo, bardzo się nią ucieszyłam i szybko ściskam Ciebie oraz córkę, najserdeczniej! Dobrze jest wiedzieć, że do tego właśnie się przydaję. Bo – tak, to właśnie od początku było moim celem. A myślałam najpierw oczywiście o własnych dzieciach, a potem poczucie odpowiedzialności rozszerzyło mi się już na wszystkie.

    Niezależnie od tego, czy się komuś podobam, czy nie.;)

  53. Dobry wieczór!
    Już nowa okładka?Och…:)

    Ania Shirley była dziwna według innych ludzi.
    Ale czy ja jestem to nie wiem,chyba tak,bo brat i koleżanki w szkole mówiły mi to wiele razy.
    Może to my jesteśmy normalni,a inni są dziwni.Nie lubię słowa „normalne”,przecież dla każdego co innego jest normalne,a zresztą,to słowo jest takie przyziemne!
    :)

  54. Hehe, nie zapomnijmy, że Łusia także postrzegana była w klasie jako dziwaczka. Ci, co mają bujną wyobraźnię, często bywają odbierani jako dziwacy. Pisze to oczywiście osoba, która ma łatkę „tej dziwnej”. Ale mam to w nosie!

  55. No proszę! Parę dni tu nie zagladałam i dzisiaj żadna wiadomości o „Febliku” dowiaduję się o czymś zgoła innym! „Ciotka Zgryzotka”! Brzmi jak z innej bajki, ale to może dlatego, że muszę przywyknać. Niezwykle trafna nazwa DUA! Obstawiam Idusię! :}

  56. A i owszem, „Idiota” był w czytaniu, na pewno. Chyba w którejś z wcześniejszych części. Ale sama już nie pamiętam!

  57. Ach dziwacy, sól ziemi! A najukochańsi z ksiażek to: Ksiażę Myszkin, wariatka z Chaillot, Monsignore Kichote, ksiadz Brown i pewnie wielu pominęlam.
    A propos DUA. Czy jakaś z nieletnich Borejkówien nie czytala przypadkiem „Idioty”? Szukam tego razem z córka w Jeżycjadzie i nie możemy znaleźć. Czyżby to nam się przyśnilo?

  58. Och… Więc pozostaje czekać na okładkę „Ciotki …”. :)
    Ojejku, nie ukazał się jeszcze 21 tom, a pani sprawiła, że już czekam na kolejny.
    Jakby się tak zastanowić to już czekam na 30 ;).

  59. Otz, dzieńdoberek. Chwilowo nic nie wyjawię, bo muszę to dopiero wymyślić, a potem … też nie wyjawiać.
    Słówko na temat takich, jak my, dziwaków, znajdziesz w „Febliku”.
    A „Kalamburkę” przeczytać przed „Feblikiem”- się przyda, się przyda.

  60. Na tle społeczeństwa pewnie większość Księgowych to dziwacy.;) Ja też – na szczęście.
    A „Ciotka Zgryzotka”, chyba to może nam pani wyjawić, będzie u Borejków?
    W oczekiwanie na „Feblik” przypominam sobie całą ”Jeżycjadę”. Teraz ”Kalamburka”,notabene moja ukochana. Mam nadzieję, że zdążę.

  61. Nie masz to jak dziwaczką być, co, Zofio?
    Też jestem.
    A pewnie, że się nie przejmuję. Zwłaszcza że wiem, kto jest sprawcą.
    Okładka do „Ciotki Zgryzotki” powstanie zapewne niebawem – i zaraz Wam ją pokażę!
    Pozdrawiam serdecznie!

  62. „Ciotka Zgryzotka” na pewno będzie równie dobra jak wszystkie pani książki. Cieszę się, że się Pani nie przejmuje tymi krytycznymi komentarzami o Pani książkach ;). Ja je czytam i czytać będę bez względu na to co sobie inni myślą i mogą mnie uważać za dziwaczkę, ale naprawdę cenię Pani książki. Akurat teraz mam trochę czasu to skończę „McDusię” i „Wnuczkę do Orzechów” akurat tuż przed premierą „Feblika”. Jestem ciekawa okładki jaką będzie miała „Ciotka Zgryzotka”.

  63. Z fonoteki lunofila:

    Antonín Dvořak – „Měsíčku na nebi hlubokém”.
    Renée Fleming i Christian Benda.

    Měsíčku na nebi hlubokém
    světlo tvé daleko vidím.
    Po světe bloudíš širokém,
    dívás se v příbytky lidí.

    Měsíčku postůj chvíli,
    pověz mi, pověz,
    kde je můj milý.

    Vzkaž ty mu stříbrný měsíčku,
    mé že jej objímá rámě,
    aby si alespoň chviličku,
    vzpomenul tu a tam na mne.

    Měsíčku po nebi pluj
    s mým poselstvím,
    že jeho osud
    je dnes osudem i mým.

    Zasviť mu do dodaleka,
    nocí, nocí pluj,
    řekni mu řekni,
    kdo že jej čeká.

  64. Dzięki! Dobranoc, Aleksandro i spokojnych snów. Niech Ci się przyśni ananas berżenicki (na tej okładce z tyłu, ten żółtawozielony).

  65. No, mój ty świecie, ideały też muszą być, żeby na ich tle ładniej wypadali ci barwniejsi.

    Sowiątko, masz rację. Kingis dziś olbrzymi i bajeczny. Oglądam go od początku spektaklu (zaczęłam, gdy niebo tuż po zachodzie słońca było malinowe).

    Hu,hu, w piątek mogę już mieć egzemplarzyki autorskie „Feblika”!
    A pani wydawczyni dodała przez telefon wiadomość, że „Srebrny dzwoneczek” (wydanie II) sprzedał się na krakowskich Targach najlepiej ze wszystkich tytułów Akapitu! Wyprzedził „Szósta klepkę”!
    O! Jaka córeczka! No, nie?

    Patrycjo, lubiłam za młodu ten blok PRLowski. Ubogi rarytasik, ale chociaż słodki.

  66. Ciotka z Mordoru też cieszy się na „Ciotkę Zgryzotkę”. To moja ulubienica, wydaje mi się bardziej rzeczywista niż Gaba-Niedościgniony-Ideał.

    Nie, żebym nie lubiła Gabrysi.
    ;)

  67. A nasze maleństwa odmawiają Zdrowaś Mario w postaci „módl się za nami grzecznymi”. No bo przecież są grzeczne.

  68. Zuziu, niesamowite, miałam podobne odczucie, gdy szłam rankiem na praktyki do liceum. Tyle, że nie śpiewałam :)

    Ile pozytywnych fluidów, i to podwojonych (Feblik i Ciotka!) :)

  69. ,,Ciotka Zgryzotka”. Ach, Pani Małgosiu, jest Pani niezastąpiona!!! :))))))))))))
    Zrobiłam wczoraj blok czekoladowy. Niebo w gębie! Podobno dużo się go jadło w PRL-u.

  70. A mnie sie zdaje, ze moze chodzic i o blizniaczke McDusi i o jej starsza siostre Kasie, moze to ta z warkoczem?
    A Ciotka Zgryzotka pewnie bedzie o Natalii, bo malo jej cos ostatnio…

  71. Piękny dziś „kingis”, znowu świeci jak „laplam”. Chyba mam jeszcze jakąś księżycową arię w zanadrzu, ale to potem.

  72. Dobry wieczór!
    Cóż za wiadomość!!Cóż za wiadomość!!
    Niesamowita Pani jest.”Ciotka Zgryzotka”.Brzmi smakowicie…
    No,skoro Pani taka specjalistka od niespodzianek,to to raczej nie będzie o Idusi…;)A może?:)
    Cieszę się,że Pani wyjawiła ten tytuł,choć tak jak powiedział profesor Dmuchawiec,a właściwie Kubuś Puchatek”Jedzenie miodu jest bardzo miłe.Ale jest taka chwila ,tuż przed rozpoczęciem jedzenia,kiedy jest jeszcze milej , niż w chwili,gdy się już je!”
    Zgodzę się z tym,lecz mimo wszystko jestem uradowana.:))
    Mogłam się domyślić ,że wydarzy się dzisiaj coś niezwykle miłego,ponieważ gdy szłam do szkoły ,poranek był niewyobrażalnie piękny,oświetlony cudownym,jedynym w swoim rodzaju jesiennym słońcem.Raziło w oczy,ale to nie przeszkadzało patrzeć na malownicze liście na drzewach.Obraz nie do opisania,jak ten,gdy szłam tyłem i sobie śpiewałam.;)
    Niesamowite,nie wiemy jeszcze kim jest bohaterka „Feblika”,a tu już się trzeba nad Zgryzotką zastanawiać.

  73. Jak miło poznać nowy tytuł, „Ciotka Zgryzotka” brzmi intrygująco.
    Narazie czekam z utęsknieniem na „Feblika”, juz zamówiony.
    Przesyłam Wam i Dua jesienne usciski!

  74. Ciotka Zgryzotka, powiadacie. Cudownie. Milo wrocic z wyjazdu i poczytac same mile wiadomosci.
    Siostra do konca nie wiedziala, czy bedzie mogla sie wybrac na targi.

  75. Będzie niespodzianka, Sowo, będzie! Zapewniam.
    Jestem starą zapewniaczką niespodzianek.:))))
    Uściski dla Sowiątka!

    Kris, uśmiech mile przyjęty – i oddany!

  76. O, jak radośnie obudzić się w nowej rzeczywistości!

    Wiosenna rekomendacja muzyczna Sowiątka:

    1 Zecchino d’oro (1959) – „Quartetto”.
    Na przekór jesieni, a co!

    Ależ się Pani z tą „Ciotką” wymknęło! I już nie ma niespodzianki, chlip, chlip!

  77. „Ciotka Zgryzotka”! Hip, hip, hurra!
    Co za piękny poniedziałek od samego rana. I jak przyjemnie dziś się czyta wiadomości krajowe;)

  78. DUA, dinozaury są numerem jeden odkąd w postaci gumowych zabawek;), towarzyszą Róży w kąpielach;). Gumowe kaczuszki popłynęły wtedy w kąt;).

  79. Ja też cieszę się z dzisiejszego wieczoru!
    A dzień był taki trudny. Sercem byłam przy mojej przyjaciółce, która od lat zmaga się z ciężka depresja. To piękny, wrażliwy, wewnętrznie czysty człowiek, którego życie bardzo doświadczyło. Kilka lat temu odkryła Pani ksiażki i stały dla niej czymś więcej niż niezbędnym lekiem, a zwłaszcza Kalamburka, której lekturę szczególnie mocno przeżyła. Odnalazła w niej jakby swoja historię opowiedziana przez kogoś, kto świetnie rozumie. Chciałam, aby sama to Pani opowiedziała, ale nie ma sił. Mówiła, że dzięki Pani nie czuje się aż tak samotna w dzisiejszym świecie. Mówi o sobie często, że jest z XIX wieku. W jej imieniu dziękuję za wszystko, co Pani robi.

  80. DUA, oj tak, dorastamy, zmieniamy się i … fantazjujemy. Dzisiaj dowiedziałam się, że „wsiśkie dinozaury mieśkajom w domku w Klakowie i wsiśkie się tam mieściom”:).
    A ja z kolei fantazjuję teraz na temat „Ciotki Zgryzotki”… . Może będzie napisana w takiej formie, jak „Tajemniczy Opiekun”…? Coś tu kiedyś w tym przedmiocie DUA mimochodem wspomniała…;).

  81. Z tego wszystkiego wygadałam się z „Ciotką Zgryzotką”! A miała być niespodzianka! (Ale i tak będzie).
    Tak, charakterek faktycznie się posiada. To chyba po dziadku – kowalu.

    Duśko, maraton biegał w okolicy Targów. Dobrze, że zostałaś w domu, korki podobno były okropne.
    Trzonowce! ho-ho! Ależ dorastamy, co?

  82. Jak ja się cieszę, że Starosta ma taki mocny charakter. To zazdrość i zawiść prowokuje ludzi do takich ataków. Coś mi jednak mówi, że takich jak my, tutaj, jest zdecydowanie więcej (mam przynajmniej taką nadzieję..).
    „Ciotka Zgryzotka”..hohoho!!!

  83. Och, DUA, „Ciotka Zgryzotka”!!!!! No, tu już nikt nie będzie miał wątpliwości, kim jest ta pani:):):). Jak wspaniale! Więcej Idusi, mniej McDusi (za to, że rzuciła Ignasia;))!!
    P.S. Żałuję, że nie udało mi się przybyć na Targi po autograf Emilii Kiereś. Trzonowce Róży wygrały jednak ze Świętem Literatury… .

  84. Dziękuję, Aneto!
    Już parokrotnie chciałam kończyć Jeżycjadę” i zająć się sadzeniem kwiatków , ale – począwszy od „Kalamburki”- właśnie ta, że tak to nazwę umownie, „fala krytyki” sprawiała, że nabierałam ochoty do dalszej pracy. Po pierwsze, skoro aż tak atakują moje książki, to znaczy, że to są książki ważne. Po drugie, z natury jestem bojowa i nie daję się zastraszać. Po trzecie, silnie we mnie gra duch przekory. Wreszcie: nie pisać, kiedy się ma taką reklamę?!- i to całkiem za darmo ?!
    Tak że oczywiście „Ciotka Zgryzotka” powstanie niebawem.:)

  85. Droga Pani Małgorzato,
    to znowu ja, poruszona całkowicie tym co przeczytałam i tym co doczytałam sama. Ostatnio skończyłam „Kalamburkę”, pamiętam, że próbowałam ją czytać już jakieś chyba 10 lat temu, wtedy niestety nie wpadła na dobry moment u mnie i nie dokończyłam jej. Dziś jestem już na innym etapie świadomości i trafiła w moje zachłanne ręce i jestem poruszona. Jak wspominałam doczytałam sobie o faktach tak oczywistych jak słońce (Czerwiec ’56, powojenna Polska, etc.) i chciałam Pani za to podziękować. Jestem teraz bogatsza nie tylko o kolejną świetną książkę, ale i o historię miasta, w którym mieszkam już tak długo i o historię Polski, która w barbarzyński sposób wręcz jest kaleczona przez dzisiejszą powszechną niechęć do wiedzy.
    Do „ad rem’u”: niech Pani błagam nie przyjdzie na myśl nawet kończenie tej wspaniałej serii i nawet jeśli mogłoby się Pani zdawać, że wszystko już zostało powiedziane: nie zostało. I nigdy nie zostanie. Radość czytania jaką dają te książki, jest przynajmniej dla mnie niesamowita. Przekaz też jest naprawdę ważny: w życiu trzeba kierować się sercem. Chciałam to napisać/powiedzieć, żeby Pani na fali krytyki nie umknęło, że nas: ogromnych fanów Pani i takich prawd jest więcej i choćby nas była garstka tylko, to przecież warto!
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za każde jedno słowo. (Będę „jeżycjować” moich bliskich! :))
    Aneta

  86. Celestynko kochana, ja też tylko subiektywnie mówię, a nie dla polemiki!

    Nie chcę też absolutnie negować, że S.N. na nagrodę publiczności zasłużył. Bardzo dobrze, jeśli rzeczywiście publiczności bardzo się podobał – w końcu to publiczność będzie chodzić na koncerty i kupować płyty, a konkursy są tylko epizodem w życiu artysty. I nie sugeruję też wcale, że sobie poparcie „zamówił” u znajomych. Jasne, że każdy uczestnik ma swój „fanklub” i łatwo może skrzyknąć większą grupę poparcia, ale wydaje mi się, że dla nas, Polaków, to sprawa większej wagi, która nas dodatkowo mobilizuje. Sprawa Narodowa, powiedziałabym:D.

  87. I tu dopiero widać, jak dużą rolę w ocenie gra podświadomość. Kiedy zapytano nas znienacka, na czyim koncercie chcielibyśmy być najbardziej – a grają kolejno: Książek, Nehring i Szyszkin – wybraliśmy tego ostatniego.
    A teraz jak sobie rozmyślam nad tym wyborem, to trochę żałuję, że nie któryś z Polaków.
    Ale gdyby był to wybór między Piotrem Nowakiem a Dmitrijem Szyszkinem, to bym wskazała na Polaka bez żadnych wahań.

  88. Mylą mnie te zegary, które jeszcze nie zostały przestawione, czyli te na urządzeniach elektronicznych, do czego ma się zabrać pan mąż, jak znajdzie chwilkę czasu; do niczego z tym przestawianiem! I tak jak co dzień koty i psy obudziły mnie o 7.00 zupełnie nie zważając na moje protesty, że jest szósta rano.

    To mi przypomina, że my też regularnie oglądamy na youTube filmiki o Simon’s Cat. Niewątpliwie ich autor zna się na kotach.

  89. Żeby nie zapeszyć, piszę szeptem; mamy pewną szansę dorwać bilety na Szyszkina. We środę koncertuje na Ołowiance.
    Sowo P., to my też zaczniemy od Chmielowskiej; nabyłam dziś „Światek dziecięcy na fortepian”, gdzie figuruje ówże „Wróbelek”; naśladownictwo jak wiadomo jest najwyższą formą pochlebstwa;)
    Jak się okazuje, Szyszkin pierwsze utwory zaczął wykonywać, jak miał 2,5 roku; czyli jednak się mieścimy w czasie! Już nie mówiąc o innych, którzy zaczynali w 5-ym, czy zgoła 12-ym roku zycia.

  90. Nie wiem jak można ocenić sprawiedliwie tych finalistów. Przecież oni wszyscy są mistrzami! Współczuję jury konkursu chopinowskiego.
    Co do komputerów i smartfonów, to trochę się boję, kiedy słucham rozmów chłopaków w mojej klasie, że nie będą później zdolni rozmawiać o czymś innym niż gry komputerowe.
    Oczywiście przesadzam, bo na razie chyba są w takim wieku. Chociaż nadal nie mogę pojąć ekscytacji nad grą, w której sukces polega wyłącznie na farcie.
    Jak przyjemnie się czyta Jane Austen! ,,Emmę” skończyłam, a ,,Opactwo L…” też zakończę może i dzisiaj.
    Szkoda, że nie ma więcej jej książek w bibliotece (oprócz wymienionych oraz ,,Dumy i uprzedzenia”).

  91. Dzien dobry Pani Malgorzato!

    Spelnilam obowiazek obywatelski, ciesze sie tez pieknym dniem, wreszcie mamy zlota, sloneczna jesien.
    Mam nadzieje, ze w ojczyznie tez sie wypogodzilo, bo dwa tygodnie mojego pobytu byly deszczowe i zimne.
    Jeszcze co do Targow: zaluje ogromnie, ze nie widzialam Emilki, ja wpadlam do hali Wisly tylko po jedna konkretna rzecz, na trzy godziny przed wyjazdem z Polski, w piatek. Szkoda:(
    Za to moj bratanek, znajacy upodobania mamy i ciotek, bedac na targach wraz z klasa, zabral dla nas kupony rabatowe ze Swiata Ksiazki, 30% znizki na „Feblik”, przez kilka premierowych dni.

    Sowo, ja nie smiem w ogole polemizowac z zawodowcem:)
    Powiedzialam tylko o swoich prywatnych, bardzo laickich odczuciach.

    A nagroda publicznosci zostala ogloszona dzien pozniej, pewnie zgodnie z regulaminem, w czasie oglaszania innych, pozaregulaminowych nagrod, ktorych tez bylo sporo. Jednak juz po oficjalnej gali mniej osob sledzilo te informacje, ja tez doczytalam sobie o innych nagrodach dopiero teraz. Zreszta ta nagroda publicznosci w ogole nie jest wymieniona na podstronie „nagrody”, mimo, ze sa tam wymienione wszystkie inne dodatkowe czy prywatne.

    Mysle, ze w dobie internetu kazdy z finalistow mial takie same szanse na skrzykniecie „swojakow”, caly swiat mial dostep do glosowania chyba (publicznosc obecna na koncertach tez), strona jest redagowana rowniez po angielsku.

  92. Posłuchałam jeszcze raz S.N., tym razem bardziej wnikliwie, nie porównując go z nikim. Jako wartość samą w sobie. Bo, teoretycznie, nagroda za poszczególny utwór właśnie tak jest przyznawana – nie dla najlepszego wykonania w finale tylko dla najlepszego wykonania po prostu. Dla wykonania doskonałego, po którym nie chce się już słuchać innych. I powiem szczerze, że do mnie ta interpretacja jakoś specjalnie nie przemawia. Odbieram ją – oczywiście subiektywnie – jako zbyt śpieszną, nie dającą czasu na namysł ani wykonawcy, ani publiczności. W kulminacjach fraz – za mało wyczekiwania budującego napięcie. W tym kontekście (i tylko tym), ja bym też nagrody za koncert Nehringowi nie przyznała. Co nie zmienia faktu, że gra świetnie i chciałabym grać choć w połowie tak dobrze jak on. I że kariera wciąż przed nim. :)

  93. Chciałam jeszcze dorzucić trzy grosze w temacie Konkursu. Pamiętajmy, że w jury zasiada wielu pianistów, a każdy z nich o innej stylistyce gry i o innych upodobaniach estetycznych. Nie zasiada tam wyłącznie Słowiańska Dusza. Dlatego też wynik końcowy jest pewnego rodzaju kompromisem między oczekiwaniami poszczególnych członków. A wszystkie one subiektywne! Nasze zresztą też.

    Nagroda publiczności, wręczana jest nie półgębkiem, a na odrębnej imprezie, tak jak to zaplanowano wcześniej. Nagle nabrałam do niej sceptycyzmu – odbywa się bowiem wyłącznie poprzez głosowanie internetowe. A w dobie dominacji portali społecznościowych, nie jest problemem skrzyknięcie wszystkich uczniów liceów muzycznych i Akademii, by zagłosowali na „swojaka”. W plebiscycie radiowym wygrała za to Kate Liu. Pewnie też niezbyt obiektywnie -wszyscy głosujący słuchają przecież radiowych krytyków. Ciekawa jestem, jak wybrałaby publiczność chodząca na koncerty. I to tylko ta, co była obecna na wszystkich koncertach finałowych.

  94. Dzień dobry!
    Jaka wspaniała niedziela!Coraz bliżej do premiery!:)))

    Łucjo,fantastyczna książka,prawda?Muszę powiedzieć,że sam koniec mnie bardzo wzruszył,jak było z Tobą?:)

    Pozdrawiam wszystkich mocno i życzę przemiłej niedzieli!:)

  95. Komputer wciąga, bez względu na wiek.
    A swoją drogą, zauważyłam ostatnio, że większość naszych spotkań rodzinnych czy przyjacielskich, prędzej czy później kończy się wspólnym oglądaniem frapujących nas filmików na YT. Też tak macie?

  96. Biorę udział w maratonie czytelniczym. Przeczytałam ksiażkę pt. „Moc czekolady”. Od razu chce się jeść czekoladę. :D

  97. Cóż, Sowo, sama mniej się bawię na dworze odkąd zaczęłam grać w Anagram Magic.

    Potwierdzam uzdolnienia dziatwy. Są niemożliwi!
    Uwaga: nie przegap jutro głosowania.

  98. Celestyno, nie śmiem się domyślać powodów. Powiem jedno: artysta musi mieć grubą skórę i nie przyjmować żadnych zewnętrznych ciosów. Inaczej nic nie zdziała.
    Ale SN zuch chłopak, jeszcze o nim usłyszymy!

    Do jutra!;)
    Będzie dobrze.

  99. Nie ma jak przespać jutrzejszego dnia, wszak śpimy godzinę dłużej. Szkoda, że dziecięciu nie ma jak tego wytłumaczyć. ;)

    Jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu przez współczesne dzieci – trzeba znaleźć złoty środek. Przed zmieniającą się rzeczywistością nie uciekniemy, ale konktaktu z rówieśnikami nie wolno zaniedbać, to fakt.
    Zanim urodziło mi się dziecko, miałam twarde postanowienie, że do komputera zasiądzie po raz pierwszy dopiero w wieku szkolnym, a komórkę dostanie na osiemnastkę. ;) O, sancta simplicitas! Ostatecznie przestałam w to wierzyć, gdy zobaczyłam jak moje niespełna roczne dziecko z miną znawcy uruchamiało sobie smartfona tatusia podwójnym stuknięciem paluszka w ekran. Nie muszę dodawać, że nikt go tego nie uczył. Teraz dziecię doskonale wie, co się dzieje, gdy naciśnie spację oglądając video na YT i do czego służy myszka.

    Ale to wszystko jeszcze nic. Ostatnio będąc z Sowiątkiem na spacerze, minęła mnie inna mamusia z wózkiem-spacerówką, z dzieckiem prawdopodobnie w wieku zbliżonym do mojego synka. Mówię „prawdopodobnie”, bo z racji niesprzyjającej pogody dziecko, znajdujące się w pozycji półleżącej, było zakryte szczelnie osłoną przeciwwiatrową i miało zasuniętą budkę wózka. W otworze, gdzie normalnie byłoby widać twarz dziecka, ujrzałam tylko dwie malutkie rączki kurczowo zaciśniete na tablecie. O tempora, o mores!

  100. Pani Malgorzato, sprawa absolutnie powazna. Odsluchiwalam porownawczo kilku finalistow, dokladnie w tych samych momentach. Szymon trafia prosto w serce, nie umiem tego ujac inaczej.
    Nie spodobalo mi sie to wreczenie nagrody publicznosci, jakos polgebkiem, nie na oficjalnej gali. Nie wiem z czego to wynikalo.

    Spimy godzinke dluzej, ale moze nie zaspimy waznych spraw:)
    Dobranoc!

  101. Kochana Pani Autorko, a ja będę na spotkaniu z Panią, ha! Mama się zgodziła :)
    I tylko chciałabym się upewnić, czy można do podpisu przynieść kilka książek…?
    Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

  102. Tak, tak oczywiście Dybizpańscy. Ciekawe, nigdy tego nazwiska nie pisalam, wyskoczylo z pamięci pociagnięte na sznureczku wspomnien. I chyba byli z Kresów, bo pamiętam, że u nich po raz pierwszy zobaczyłam Matkę Boska Ostrobramska.

  103. Ja dosyć dawno już będąc w kościele, przez przypadek trafiłem na chrzciny i chrzczone były akurat jednocześnie Gabrysia i Laura. Omal nie zacząłem się śmiać:).Duśko, pragnę zauważyć, że na tę stronę zaglądają również Księgowi i oni też nie mogą się doczekać Feblika:)))

  104. Potwierdzam, Babciu Gąsko – takie właśnie odniosłam wrażenie! Karol jest super :) Ściskam mocno wszystkich miłych Księgowych, których dziś spotkałam!

  105. PS. Książka pod redakcją Paltka- bardzo ładna. Już wcześniej zamówiłam internetowo. „Cuda wianki” się nazywa. O folklorze. Zerknijcie, szczególnie jak macie dzieci… ale bez dzieci też można.

  106. Babciu Gąseczko, mój ptaszku! Emilka mówi, że odniosła przeciwne wrażenie: że było to milczenie filozoficzne, nabrzmiałe znaczeniem, a nawet- wieloma znaczeniami.
    Ściskam czule całą Gęsią Rodzinę!

  107. O, tak, było się na Targach K
    . Fajowo! Gąsiątko zachwycone, chociaż zbyt przejęte, by konwersować inteligentnie. „A ja to cały czas tylko kiwałem głową, jak matoł”.

    Serdecznie całujemy- bg + co. /tarzający się w zdobyczach targowych/

  108. Dobry wieczór! Data całkowicie mi odpowiada, mimo to, że dzień wcześniej wrócę do domu dość późno. A do Poznania dojechać też muszę (akurat tak daleko do niego nie mam, 64km) Tylko moją najdroższą mamę trzeba poprosić o zgodę. Tyle mi do szczęścia potrzeba! Życzę wszystkim miłym gościom miłego wieczoru i pani Musierowicz również tego życzę :)

  109. Moniko, (wiad. pryw.)- zapraszam na spotkanie w empiku, 14 listopada (sobota) o godz. 12, w Poznaniu.
    Jeśli przyjść nie możesz, wyślij książkę do Akapit Press, trafi do mnie i podpiszę.

  110. Założę się, że ci państwo nazywali się Dybizbańscy. Znane nazwisko.:)

    Celestyno, a szkoda, że nie poczekałaś jeszcze na Targi Książki. Spotkałybyście się u Emilki z Babcią Gąską, BŁotowijkiem, Fanką Robrojka i – uwaga! – z Palto6, która jest redaktorką w wydawnictwie i właśnie podarowała Emilce śliczną książkę dla dzieci, właśnie tę, którą miałyśmy sobie kupić!
    Przyszła też siostra Ateny!
    Ściskam wszystkich!

    Celestyno, z Nehringiem poważna sprawa. Naprawdę najlepiej zagrał koncert e-moll, obejrzyj dokładnie nagranie na YT i porównaj z innymi.

  111. Tak Zuziu, wiem że sa szczęściarze, np dzieci moich przyjaciół, którzy sa z tej samej bajki, ale niestety mieszkaja daleko i moja najmlodsza ma wyjatkowego pecha.
    Z ogromna przyjemnościa czytam o dzieciach i wnukach Borejków, którzy ciesza się duża swoboda, jaka pamiętam z dzieciństwa. Od rana do wieczora uganiałam się z kolegami po ulicy i dzikim ogrodzie państwa Dybispańskich, którzy udostępniali go bez przeszkód sporej dziatwie. Czegośmy nie robili: podchody, gra w zbijaka, walki między chłopakami a dziewczynami, obozowiska, skakanie przez gumę, zakopywanie sekretów, rysowanie starymi cegłówkami po asfalcie, łażenie po drzewach itd. Kiedy, majac 11 lat, wygnana z oliwskiego raju, zamieszkalam w blokowisku z radosnego, towarzyskiego stworzenia przeszlam w stan jakby hibernacji. Odblokowałam się chyba dopiero na dobre na studiach.

  112. Pani Malgorzato!
    Wrocilam z 2-tygodniowego pobytu w Polsce, duzo sie wydarzylo, konkurs sledzilam z doskoku, teraz mam wiecej czasu.
    Slucham po raz nie wiem juz ktory koncertu e-moll w wykonaniu Szymona Nehringa. Wpadlam po uszy.
    Wspanialy pianista, gra dusza i sercem.
    Podobaja mi sie tez jego wypowiedzi, skromny chlopak.

    Pani Malgorzato, na podworkach kamienic w remoncie (mowilismy na to „na budowie”)w naszej dzielnicy bawilismy sie calymi paczkami jeszcze w latach 80-tych.

  113. Zuziu, czekam spokojnie na premierę i cieszę się kolorami jesieni.
    Miło mi czytać o Twoim podwórku! Chyba nawet nie wiesz, jak masz dobrze!

  114. Chesterko,nie wszyscy,nie wszyscy tacy są!!
    Dzisiaj poszłam do mojej Mamy Chrzestnej,oni się zajmują takimi chłopcami,ale teraz to już jest przyjaźń,ich najmłodszego dziecka chrzestną jest córka mojej Mamy Chrzestnej,no więc poszłam i bawiliśmy się(wszyscy!)w bitwę na kulki z gazet,bez komputera!Z nimi w ogóle jest cudownie(wtrącę,że to nadal moje podwórko:)),w wakacje do póóóźnej nocy graliśmy w kalambury albo kiedyś,właśnie z córką mojej Mamy Ch.,Basią,która ma 19 lat bawiliśmy się w ciuciubabkę,chowanego i berka.To są najlepsze zabawy.:)
    Jeszcze ludzie zmądrzeją i przestaną zabraniać swoim dzieciom przychodzić do ich rówieśników.:)

  115. Dobry wieczór!
    Jaka jesień jest piękna!Tyle kolorowych liści na drzewach.Zrobiłam dzisiaj bukiet i postawiłam na parapecie,przy okazji ogromnie pokaleczyłam sobie palce berberysem.Zawsze kiedy obcinam jakiś kwiat to mam wyrzuty sumienia,że skracam jego krótki żywot,a z drugiej strony jestem ogromnie uradowana,że może cieszyć moje oko w domu.

    Mam poważne powody do tego by sądzić,iż Ida nie jest lekarzem!Ha!
    U nas w szkole jedna z nauczycielek jest jej istną kopią.Koścista,wysoka,piegowata i oczywiście fura rudych loków na głowie.Szkoda,że nie wiem jak ma na imię…A może to ona jest laryngologiem,a nie nauczycielką angielskiego…:)

    Była dzisiaj premiera „Srebrnego dzwoneczka”,a w najbliższej księgarni nie ma!
    Aaa!Co ja pocznę?!
    Pozdrawiam wszystkich cieplutko i życzę wytrwałości,aż do dnia premiery!A jak Pani się czuje Pani Małgosiu,gdy tak blisko wydania nowej książki?:)))

  116. A uwierzycie, że kiedyś (po wojnie! w ruinach!) dzieci bawiły się bezpiecznie na podwórkach, godzinami, aż do zmroku, i nikt się o nie specjalnie nie martwił? A jakie zabawy były!

  117. Dzień dobry DUA i kochani Księgowi. Zasmuca mnie zjawisko, które obserwuję od kilku lat, a którego doświadcza najmłodsze Czesterciatko. Nie dość, że dzieci rzadko moga wychodzić na podwórko, to na dodatek nie spotykaja się z rówieśnikami w domach. Okazuje się, że dla rodziców jest to dodatkowy kłopot. Lepiej jeśli dziecko spędza czas przed komputerem. Jestem otwarta na to, aby koleżanki córki odwiedzały ja często, bez konieczności rewanżu, ale rodzicom to ie odpowiada. Widzę, jak dzieci garna się do siebie, potrzebuja wspólnych zabaw. Smutne to. Jakiś czas temu idac ulica, usłyszałam, jak babcia tłumaczy wnuczkowi:”To brzydko odwiedzać kolegę w domu”. Ręce opadaja.

  118. Natko, u mnie w domu też nigdy dyni się nie jadało. Po prostu pewnego dnia dynię kupiłam w warzywniaku i zrobiłam rodzinie zupę krem z dodatkiem curry i grzanek. I już nie było odwrotu. Rok później posadziłam w ogrodzie sadonki dyni, które wykiełkowały z pestek tej kupionej na zupę.

    Spotkałam kiedyś bobasa dwojga imion, Józefa Ignacego. Nie śmiałam pytać o inspirację.

  119. Też odliczam już dni do premiery. I pierwsze, co zrobię, to znajdę imię Wiśniowej Panny – sama tak się tym głowię, że chyba nie wytrzymam z niepewności ;) Ale najlepsze to to, na co się czeka.

    Też z przyjemnością w wolnych chwilach słuchałam konkursu szopenowskiego. Warto było!

    Muszę się księgowym do czegoś przyznać: jeszcze nigdy w życiu nie jadłam dyni, u mnie w domu po prostu nigdy się tego nie robiło. Ale obiecałam sobie, po tych zachwytach nas zapiekanką z Kopciuszka, spróbowac jej kiedyś.

    Uśmiech do Autorki i Księgowych!

  120. W Norwegii! Jasny gwint, pomyłka. W Norwegii, w Oslo!
    Akurat myślałam o kimś ze znajomych (jest w Szwecji). Dzięki, Zgreduchna.

  121. Dzień dobry!
    Mama Doroty jest wciąż w Szwecji, pamiętaj, że akcja „Feblika” obejmuje tych samych kilka dni, o których pisałam we „Wnuczce”.
    Mama i Dorota mają się zobaczyć dopiero na Gwiazdkę.

  122. Dzień dobry!
    Na komódce z książkami mam już wyznaczone ( 21) miejsce na ”Feblika”. Czekam, czekam, czekam i co? I doczekać się nie mogę! Listopadzie przybądź, jak najprędzej. :)

    P.S.: Gratuluję wspaniałej ilustracji. Myślę, że tą zaczytaną osóbką jest mama Dorotki (Wnuczki do orzechów).

  123. to postaram się założyć ładne buty :); większość śpi, Gabrysia wróciła dziś z wycieczki szkolnej z Poznania i Gniezna, zachwycona. Idę ćwiczyć stanie na głowie.

  124. Kochana Aleksandro ( liścik doszedł, dziękuję!) – powtórzę Emilce, kiedy wróci. Jest w Krakowie – jutro podpisuje na Targach nowe wydanie „Srebrnego dzwoneczka”.

  125. Dobry wieczór!
    Mam szczęście drugi rok uczestniczyć regularnie w koncertach abonamentowych NOSPR (nowa wspaniała sala – cudo!). Wczoraj był pierwszy w tym sezonie. W czerwcu zauważyłam, że jedna z wiolonczelistek była w stanie błogosławionym, teraz pewnie Maleństwo jest już na świecie, podobnie, jak te flecistki z warszawskiej filharmonii, od pierwszych chwil otulone muzyką. A w przyszły piątek jadę posłuchać Koreańczyka Cho. Już się nie mogę doczekać.
    Pozdrawiam Wszystkich serdecznie po dłuższej przerwie spowodowanej wyjazdem na Zieloną Szkołę. Wieczorami czytałam dzieciakom „Kwadrans”. Były zachwycone, czemu się nie dziwię :)

  126. Hop, hop, Księgowe! Równo za 2 tygodnie będziemy już czytać „Feblika”:)!
    Kochana DUA, dzisiaj w „kawiarni dla mam” spotkałyśmy mamę z czteroletnią Laurą, do której zwracano się także „Tygrysku”:). Gdy tylko Róża wkroczyła do kącika z zabawkami i wyszło na jaw, jak ma na imię, tylkośmy się mamą Laury popatrzyły na siebie znacząco;). Ot, skutek zaczytania w Jeżycjadzie:). Imiennicy naszych ulubionych bohaterów krążą po całym Krakowie:). Ciekawe, co na to DUA…:).

  127. Żel na ukąszenia dzieci rozbawił mnie do łez (mam ich czworo, przydałby się ). Dziękuję. Śledzę wpisy i ciepło mnie ogarnia od stóp do głów.
    I stanę na głowie, żeby zjawić się w Poznaniu i osobiście podziękować Pani za wszystkie wzruszenia, uśmiechy i chichoty.

  128. Witam serdecznie ! Jaki miły nastrój tu zawsze panuje! Slodziutkie to Sowiatko domagajace sie muzyki.
    Cieszę się, ze muzyka Chopina ma tak wielu słuchaczy wśród nas.
    Pozdrawiam ze slonecznego Rzymu!
    Najlepsze zyczenia dla dzisiejszej jubilatki!

  129. Eviku!:)))
    To cudne.

    Powinien być jeszcze żel na ukąszenie heglowskie.

    Nutelko, najlepsze życzenia w dniu urodzin!

  130. Witaj DUA!
    Mam dziś urodziny. Jak się mnie pytali, co chcę dostać, to na myśl przychodził mi „Feblik”, ale wiem, że jeszcze muszę poczekać. Chciałabym już go przeczytać! Nie mogę się doczekać!

  131. Adminko, parówki dziecięce rozśmieszyły mnie na cały dzień :D
    A w moim sklepie niezmiennie, od kilku już lat, można kupić szynkę z wójta. Oczywiście, nie tę samą od kilku lat, codziennie świeżą :) Muszę się przyznać, że raz kupiłam, ale była zbyt sucha i żylasta.
    Szynki ze starosty nigdzie nie widziałam, na szczęście :)

  132. Dzień dobry, Eliku. Dobrze, że wpadłaś. Zapraszam nieustająco.

    Małą uwaga: nie ma tu forumowiczów, bo to nie forum. To moja własna, autorska strona, a obecni tu są tylko moi mili goście.

  133. Witam Pani Małgosiu:)
    Dlaczego ja dopiero teraz wpadłam na to żeby poszukać Pani strony.
    Poczytałam sobie i poczułam się jak w domu:).
    Z ogromną przyjemnością będę tu zaglądać i podczytywać.
    Jakieś 15 lat temu wysłałam na adres wydawnictwa list do Pani.
    Tak cieplutko mi Pani wtedy odpisała. Bardzo, bardzo, bardzo za to dziękuję i za frywolitki z miłym wpisem.
    Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny tom Jeżycjady:)
    Serdecznie pozdrawiam Panią i wszystkich forumowiczów

  134. Buczyno (wiad.pryw.), żaden kłopot!
    Beatuszko (wiad.pryw.), dzięki za te ramiona.

    Eviku, wiadomość o flecistce mnie poruszyła.

  135. DUA, mój „szwagier” też zaczął naukę w wieku 6 lat ;)
    Prawdziwy szwagier woli góry.

    A tak na marginesie – oglądałam koncert w TVP. Zauważyłam, że jedna flecistka z orkiestry była w ciąży.
    Fajnie jest tak karmić dziecko od pierwszych chwil życia :)
    Taką strawą duchową. Tym się nasiąka.
    Mama wspominanego tu P.N. gra na skrzypcach, a tata na akordeonie. I ponoć każde z ich dzieci gra na jakimś instrumencie.

  136. Dzięki za pożyteczną informację o Ericu – mamo Zuzi i Jasia :)Do Torunia mam najbliżej.No i….. polubiłam tego chłopinę….Miłych snów Wszystkim.:):).

  137. Mamo Isi, jeden z konkursantów zaczął nawet w wieku lat 12. Wszystko jest tak naprawdę kwestią talentu i pracowitości.

    „Wlazkotek”, pieśń nobliwa. Ja chyba jednak zacznę od pianistycznego klasyka, czyli wróbelka, co po ścieżynce skakał.

  138. Tak, Admineczko moja, nawet wiem, w którym to sklepie widziałaś…

    Patrycjo, zacznij przepadać.:) Życie – z muzyką – się zrobi cudowne!

    Beato, Eric Lu miły, ale Szymon N. go przeskoczył jakościowo. Chyba musimy się kropnąć do Wrocławia.

  139. Ach, Sowo, jaki przepiękny obraz przede mną roztoczyłaś. Ja nie przepadam za słuchaniem muzyki, ale obraz naprawdę miły. Dla ucha też.

  140. Choć może to trochę niestosowne wśród wspaniałych wieści chopinowskich, wtrącę jednak słówko a propos „Szynki z babuni”. Osobiście widziałam leżące obok „Parówek cielęcych” – „Parówki dziecięce”. (Nie mogłam się powstrzymać, żeby o tym nie napisać.) Smacznego… ;)

  141. Jednak i u nas nie jest tak źle. Dwóch spośród nagrodzonych laureatów ma zagrać recital w Gdańsku na Ołowiance 26 i 27 października, a 28 października dwaj laureaci zagrają w Filharmonii Bałtyckiej. Ponieważ jednak planowano to z wyprzedzeniem, więc nie wiadomo którzy laureaci dadzą się upolować;)

  142. Sama słyszałam.
    Kupcie bliźniątkom podwójny fortepian!

    W Poznaniu będzie koncert jednego z laureatów Konkursu. 20 listopada.

  143. Szymon Nehring zagra dwa koncerty z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Krakowskiej. To nagroda dla najwyżej ocenionego reprezentanta Polski. Czeka też go trasa koncertowa Lusławice – Wrocław – Katowice – Warszawa – Szczecin. To z kolei nagroda dla pianisty, który w trzecim etapie lub finale stworzył wybitną kreację artystyczną. A do Trójmiasta nie dojedzie! I do Poznania też nie. Ot, życie.

    Starosto, naprawdę laureat zeznał, że dopiero od szóstego roku życia gra? W tak zgrzybiałym wieku zaczął i doszedł do takich wyżyn?! Niewiarygodne. Wraca mi nadzieja na lepsze jutro;)

  144. Aaa, Beato, co za świetna wiadomość! Hura!
    Dziękuję!
    Duża radość, zasłużył sympatyczny Szymon. Zasłużył i na więcej, ale …cóż, nie komentujmy.
    Świetnie, że Zapiekanka z Kopciuszka (do modyfikacji nazwy natchnęła mnie widziana na własne oczy „Szynka z babuni”) tak wszystkim smakuje. Dynia jest zdrowa i pyszna, a tak podana – jeszcze i oryginalna. Brawo dla Sowy!

    Mamo Isi, spokojnie, przez dwa miesiące wielkich strat nie poniosły. Przyszłość przed nimi! Zresztą, laureat złotego medalu zeznał, że gra na fortepianie od szóstego roku życia.

  145. Zanim się przywitam. Wspaniała wiadomość dla Dua i KG: Szymon Nehring zdobywcą nagrody publiczności!!!!
    Pozdrawiam wszystkich po dłuuugiej przerwie w pisaniu, bo na stronie jestem na bieżąco. Dzisiaj nasze podniebienia pieściła… oczywiście zapiekanka Kopciuszka. Wyśmienita, dzięki Sowo za przepisik.
    Kochana, pracowita P. Małgosiu i my czekamy na „Feblika”:):)
    Nie ma to jak jesienne powroty.
    Beata

  146. No własnie, Sowo P., my mamy już kompleksy jak strusie jaja, od chwili kiedy dowiedzieliśmy się, że większość konkursantów pierwsze utwory grało mając dwa lata. Niestety, dowiedzieliśmy się o tym za późno i już jest po ptakach – Asieńka i Zosieńka mają już dwa lata i dwa miesiące. Film z koncertowania panienek na keyboardzie na cztery rączki (plus śpiew) jest sprzed paru dni, więc oczywiście dalsza kariera muzyczna rozwija się prawidłowo. Jeżeli jednak Sowiątko na drugie urodzinki posiadłoby umiejętność zagrania „wlazkotka” – bylibyśmy szalenie wdzięczni za informację, bo nic gorszego, niż kompleksy narodowe;)
    W końcu „Wlazł kotek na płotek” jest piosenką ludową z XVIII wieku, a sam Moniuszko przerobił ją na trzygłosowy kanon, więc arcydzieło to ma odpowiedni ciężar gatunkowy i doskonale nadaje się na pierwszy przyswojony utwór.

  147. Celebrowanie Chopina zakończone, czas wrócić do prozy życia. Imperatyw „pani gla!” zastąpił inny, jeszcze bardziej kategoryczny: „mama gla!”. W dodatku poparty rękoczynem, tj. ciągnięciem mnie za nogę w kierunku pianina. Co robić, siadam do instrumentu, dziecko wdrapuje mi się na kolana, kładzie na moich rękach swoje malutkie i tak gramy. Potem eksplorujemy klawiaturę, ze szczególnym uwzględnieniem dźwięków wysokich i niskich. Wreszcie, robimy przegląd piosenek, które śpiewali dziadkowie, gdy byli mali. Ja gram, Sowiątko przewraca kartki. Ponieważ nie umie jeszcze powiedzieć „śpiewaj”, mówi „cytaj” i posyła mi bardzo wymowne spojrzenie, gdy przygrywka przeciąga się podejrzanie długo.

    Gdy będziemy kibicować Sowiątku przy okazji XX lub XXI Konkursu Chopinowskiego, napiszemy mu w biogramie, że zaczął naukę gry na fortepianie w wieku osiemnastu miesięcy, he, he.

  148. Ale się cieszę, że Wam Kopciuszek smakuje! Też jestem za kruchym spodem, jest bardziej sycący niż cieniusieńkie ciasto francuskie. I koniecznie dodajcie orzechów, nie pożałujecie!

  149. Ciasto kruche z parmezanem to dla Kopciuszka optimum! Mile chrupie, jest solidną bazą i bardzo pasuje smakiem do dyniowej masy.

    Mamo Leosia, Ignacy?! A to dopiero.
    Polecam „Feblik” w rzeczy samej.
    Trzymaj się! Pomyślności!

  150. Melduję, że zapiekanka Kopciuszka na cieście kruchym ziołowym lepsza na drugi dzień (odgrzana w piekarniku). Myślę, że na świeżo lepsza byłaby na francuskim, ale akurat nie było pod ręką (nic nie szkodzi).
    Przy siekaniu cebuli do zupy Kopciuszka łzy kapały ciurkiem rozmazując po twarzy tradycyjny – niewodoodporny makijaż.
    Ha – już wiadomo skąd nazwa – ugotuj zupę i poczuj się jak Kopciuszek – w wersji przed balem ;)
    Dodałam trochę kaszy jaglanej jako wypełniacza oprócz ziemniaków i też dobre.

  151. Nie, nie, Pani Małgosiu, pocztówka od kochanych Księgowych. Jeśli dojdzie do spotkania wszystkich razem, oczywiście. Domyślam się jaki będzie tam tłum. Każde takie spotknie chyba jest dla Pani dosyć wyczerpujące.

  152. Witam Pani Małgorzato,
    Kilka lat temu pisałam z pytaniem czy uda się wydać „McDusię” przed terminem mojego porodu (nie udało się), i teraz okazuje się że „Feblik” będzie miał swoją premierę dokładnie w 5 urodziny mojego synka. Przebieram nogami i odliczam dni do premiery tym bardziej, że tym razem pod moim serduszkiem rośnie sobie długo wyczekiwany Ignacy, i już nie mogę się doczekać leżenia na sofie pod ciepłym kocykiem z gorącą herbatką i aromatycznymi ciasteczkami imbirowymi, chłonąc rozdziały Pani nowej książki.
    Pozdrawiam i dziękuję za umilanie mi wieczorów – ponownie wciągam całą Jeżycjadę korzystając z chwil odpoczynku :)

  153. Aneto ze Starej Wiśniewki, dzień dobry!
    Dziękuję za miłe słowa i bardzo się cieszę Twoim wpisem! Zawsze się cieszę, jak padam na łeb.;)
    Mężowi powiedz, żeby nie marudził, tylko sam przeczytał!
    Pozdrawiam całą miłą Rodzinę!

  154. Justysiu, ja na pewno nie dam rady z pocztówką. Jestem zwykle dosyć zajęta w takich okazjach i mam dosyć nieprzytomne spojrzenie oraz ciężko dyszę. Proszę o wybaczenie.

    Mamo Isi, ja też jakoś nie słyszałam Koreańczyka wcześniej. Na YT pojawia się wszystko z poślizgiem. Dopiero wczoraj na przykład trafiłam na Polonez Brillante Kate Liu , niewiarygodnie błyskotliwy pod jej palcami.

    Fantastyczne dzieciaki, trzeba powiedzieć. Masz rację, wszystkim się należało.

  155. Dzień Dobry!
    Widzę, że szykuje się zjazd księgowych za 3 tygodnie w Empiku. Mnie też zazdrość podgryza, tak jak Atenę…..
    A może przyślecie nam, Kochane Księgowe, chociaż pamiątkową pocztówkę podpisaną przez wszystkich obecnych i DUA? Jeśli można….
    To nie prośba. Ciche marzenie.

  156. Droga Pani Małgorzato, mam już niemal 30 lat, małe dziecko i wciąż wracam do Jeżycjady, mąż twierdzi, że mi od tego macierzyństwa na łeb padło, biedak nie domyśla się wcale, że to przecież nie od macierzyństwa. :) Uwielbiam Pani książki i w końcu mnie stać, by wszystkie były moje i stoją na półce. (No prawie wszystkie, mam Żabę jako ostatnią, ale cierpliwości!) Jezycjada to już część mnie, dzięki niej i przez nią pokochałam Poznań i trwam tu niestrudzenie już 10 rok. Wiem, że czyta Panią niemal cały świat, ale nie wiem czy akurat ktoś ze Starej Wiśniewki. :) w każdym razie, nie mogę się doczekać Feblika i „kolejnych jego młodszych braci”.
    Pani Małgorzato, dziękuję. Za całą Jeżycjadę.
    Aneta

  157. Skończyły się chopinowskie święta. Następne dopiero za pięć lat.
    Seong Jin Cho wspaniały – dopiero dziś go po raz pierwszy miałam szansę posłuchać i jestem pod wrażeniem. I ten polonez na bis! Nie wiem, jakim cudem, ale jakoś w poprzednich etapach ani razu na jego występ nie trafiłam. Dobrze, że można odsłuchać z archiwum wszystkie nagrania.
    Ale Nehringowi też należało się miejsce wśród nagrodzonych, ot co.
    Zresztą, wszystkim się należało. Wspaniali byli.

  158. Czy gala w Warszawie naprawdę skończyła się dopiero teraz? Środek nocy!
    Swoją drogą chwała wszystkim tym, którzy pozwolili nam oglądać z domu to, co działo się w Warszawie. Bezcenne dla mamy małych dzieci :)

  159. Pamiętam Zamyśloną, a jakże!
    Miło, że znów do nas zajrzałaś. JUŻ matura!!! Ojej!
    Życzę hartu ducha i powodzenia!

  160. Dobry wieczór!
    Nie mam pojęcia, czy Pani mnie jeszcze pamięta, ale oto znalazłam się po wielu miesiącach (?!)
    Pamiętam, jak kiedyś udzielała mi Pani informacji dla babci o rogalikach marcińskich :)
    Piszę już jako uczennica klasy maturalnej przygotowująca się do egzaminu m.in. z biologii i chemii :)
    To będzie naprawdę trudny rok pełen tylu ważnych spraw… Wspaniale, że kolejna Pani książka niebawem się ukaże!
    Walczę z ,,Przedwiośniem”, ogromem nauki robiąc jednocześnie prawo jazdy!

    Pozdrawiam Panią serdecznie, wysyłam tą wiadomość ze łzami wzruszenia z powodu pojawienia się tutaj po tak długim czasie, życzę miłego weekendu!

    Zamyślona…(tak, jak zawsze o wszystkim i o niczym :) A że jesień to miesiąc zadumy, to pewnie nastrój jeszcze się udzieli.)

  161. A to pyszne, Blablubciu! I dowcipne.:)

    Ado, to jest sobota 14 listopada, godzina 12 – Empik przy ul. Ratajczaka w Poznaniu.

  162. Seong-Jin Cho w jednej wypowiedzi mówi tak: „Trudno mi powiedzieć, co lubię w sobie najbardziej. Chyba to, że mam dziesięć palców”. Ale to skromnie, ładnie powiedziane!

  163. Dzień dobry Pani Małgosiu! (czy mogę się tak do pani zwracać?) Znalazłam tą chwilę, żeby tu zajrzeć i trochę komentarzy poczytać. W końcu, w końcu będę mogła panią spotkać w Poznaniu! Już planowałam to od dawna, ale wtedy pani nie pasowało- musiałam zatem poczekać. Tak bardzo chciałabym panią zobaczyć i mieć podpisane książki :-) Szkoła tylko wygania mnie do nauki, a czasu wolego chwilami brak. Mam nadzieję, że termin będzie dla mnie przyzwoity i będę mogła się tam zjawić. Czekam na termin! A na Feblika czekam niemiłosiernie :-D Ściskam bardzo mocno!

  164. A las zrudział,wypiękniał i nie trzeszczy już każdą gałązką po suszy.Z odległości kilku metrów Pani Sarna zagląda mi głęboko w oczy.Tę ciszę tną jak nożem pożegnalne okrzyki odlatujących gęsi……Taki obrazek. ..Życzę dobrego dnia z Chopinem w roli głównej.

  165. Wydaje mi się, że w finalnej ocenie jury bierze pod uwagę występy we wszystkich etapach, bo najważniejszą nagrodą dla zwycięzcy jest kariera pokonkursowa. Dlatego musi być artystą równym w każdym repertuarze. Ale życie ostatecznie zweryfikuje, kto na nagrodę rzeczywiście zasłużył i myślę, że Nehring sobie jeszcze poradzi. Poprzednia edycja Konkursu tego dowodem.

    Dobrego dnia wszystkim.

  166. Deszczowe dzien dobry!
    W przerwach miedzy obowiazkami i praca slucham sobie Seonga-Jin Cho… Podoba mi sie, jest zarazem delikatny i dynamiczny, we wlasciwych proporcjach. Musze troche ponadrabiac, ostatnie dwa tygodnie mialam bardzo zajete i nie moglam sledzic wykonawcow. Zamierzam pokazac tez nagrania Dzieciaczkom, jako wzor do ich poczynan pianistycznych. :) (Chopina jeszcze nie grali, ale ostatnio slicznie graja Bacha, coraz lepiej im to idzie).
    DUA, okladki cudne! Z daleka wygladaja jak znaczki pocztowe. I ile ich! Z pewnoscia milo pachna…

  167. Dzień dobry. Jeśli czegoś nie ma na YT, to pewnie jest tu: chopin2015.tvp.pl.
    A już wykonanie zwycięzcy na pewnego.
    Dobrego dnia!

  168. No, proszę!
    Z zasady ich nie słucham. Lubię mieć własne zdanie, a nie – narzucone.
    Wykonanie koncertu przez Nehringa było porywające pod każdym względem. Głębia i moc, wszystko idealnie wycieniowane. Porównywałyśmy to nagranie niemal minuta po minucie z interpretacją Chińczyka, który (mimo wielkiej biegłości) przy Nehringu brzmiał jak pozytywka. Oczywiście, jest młodszy, delikatniejszy, no i nie ma duszy słowiańskiej. ;)
    Muszę jeszcze posłuchać porównawczo Laureata, bo wczoraj go nie mogłam znaleźć.
    Wspaniałe są te filmiki na YT, można szczegółowo śledzić różnice wykonań.

  169. A Nehring wyróżnienie…
    A za koncert nikt nie dostał nagrody, choć on, moim zdaniem, powinien.
    No, dobrze, tak czy inaczej – było pięknie!
    Dobranoc!

  170. Ja jestem zadowolona z wyników, choć nie całkiem zgodziły się z moim „rankingiem”.

    Jeszcze do mamy Isi: nie jestem sordinologiem, ale są ślady użytkowania sordina już w baroku. Ślady w traktatach i w partyturach. Nie wiem, co dokładnie wymyślił Chopin.

    Dobranoc.

  171. Idę patrzeć!
    Tak, Nehring grał nie wiem kiedy, ale ja go słuchałam dziś na YT, z Adminką, i porównywałyśmy wykonania – pędzę!

  172. A w niedzielę mieliśmy przygodę muzyczną zupełnie innego rodzaju. Basia brała udział w warsztatach Gospel Kids (w ramach festiwalu 7xGospel, który odbywał się w Krakowie już po raz dziesiąty). No i wybraliśmy się na koncert finałowy. Helenka reagowała fantastycznie :)

  173. Sowo, a to ciekawe, u nas jest czteroosobowa.

    Tak, jury się pomęczy. Ale ja bym się nie męczyła: Nehring był najwspanialszy.

  174. BeBe, najbardziej jednak zasłużył się ktoś inny.;)
    Ale imię naprawdę miłe wybrałaś.
    Pozdrawiam serdecznie !

  175. a ja ostatnio usypiam Helenkę „na konkurs szopenowski”. Sadzam sobie na kolanach i odsłuchuję zaległe nieodsłuchane wykonania. A ona sobie siedzi, patrzy, słucha i poddaje się hipnozie biało-czarnych klawiszy i MUZYKI :)

  176. Trzymam kciuki za Szymona Nehringa i Kate Liu. Zresztą każdy, kto zdobędzie główną nagrodę na pewno na to zasłużył.

  177. Dzisiejsze refleksje pokopciuszkowe: po pierwsze,wersja z boczkiem dużo lepsza niż bez. Wyrazistsza. Po drugie, orzechy włoskie pasują rewelacyjnie. Po trzecie, zamiast białego wina można wspomóc się cydrem – daje radę. Wreszcie po czwarte, ta porcja wciąż jest dwu-, a nie czteroosobowa. Mąż po raz kolejny zaprotestował.

    A jury konkursowe ma nie lada kłopot.

  178. Cudownie! Kolejna książka Przez ostatnie miesiące zaczytałam się ponownie w Jeżycjadzie…powrót po latach…plus doczytałam ostatnie części („Sprężynę” po prostu uwielbiam! ). Muszę stwierdzić, że to najlepsze książki dla ciężarnej pomagają przy mdłościach (śmiech działa cuda, a humoru w nich bez liku) i huśtawkach emocjonalnych. A co najważniejsze , dzięki Pani – Pani Małgorzato, mam córeczkę o imieniu Mila☺☺☺

  179. Obejrzałam jeszcze to i owo przed wieczornym koncertem na YT. Doszłam do wniosku, że oprócz pianistycznych min anielskich i ekstatycznych równie groteskowe są te gniewne i boleściwe. Jak z traktatu „Méthode pour apprendre à dessiner les passions” Charlesa Le Bruna.

  180. Muszę coś wyznać: przez jeden dzisiejszy wieczór przeszczepiłam swe całkowite poparcie na Szymona Nehringa.
    Wspaniały.
    Pełnia duchowa.

  181. Kochani, czytam i podziwiam, wiedze w temacie muzyki Chopina. Laicko slucham, trzeba to zmienic i wglebic sie w temat. Zamowilam u siostry „Zycie Chopina”, wreszcie poczytam. Zazdrosc mnie zaczyna podgryzac( zwiazana ze spotkaniami):):).
    Zachcialo mi sie torta, tak milo zachecacie :). Niniejszym pozdrowienia dla wnuczka. Kolejny artysta w rodzinie, milo.
    Pozdrawiam wszystkich.
    Eviku, alez jestes figlarna:).

  182. Bardzo się wstydzę, że nabrałam. Ale dałam emotikony. I byłam pewna, że nikt się nie wkręci.

    I gdy mówię, że P.N. jest moim szwagrem – nie kłamię. Kłamię, gdy mówię, że pianista P.N. jest moim szwagrem. A tego nie napisałam ;)

    Swoją drogą przy takiej zbieżności nazwisk miło sobie wyobrazić, że to „szwagier” i kibicować „szwagrowi”.

  183. Cha,cha! Nabrał nas Evik!:)
    Każdy by chciał mieć takiego szwagra, to fakt.

    Madziu, no coś podobnego! Cieszę się na spotkanie.

    Sowo, racja, trzeba głosować.

  184. Dzień dobry, dzień dobry!
    Właśnie powróciłam z urlopowych wojaży (cały czas ukradkiem zaglądałam tutaj, nawet z zagranicy) i tak mi się te wyjazdy spodobały, że podjęłam (słuszną, jak sądzę) decyzję i też przyjadę do Poznania w wiadomym terminie. :) Już od teraz się cieszę! I zaraz idę sprawdzać możliwości transportowe i nawet kupuję bilety. ;)

    Bardzo sympatyczne te rozmowy o Konkursie! :) A dzisiaj, wpadłszy przypadkiem do Ruchu, byłam świadkiem tego, jak pan sprzedawca zachwycał się wykonaniem jednego z konkursowych utworów. Językiem trochę niewprawnym, ale za to entuzjastycznie opowiadał , że on to w zasadzie nie słucha, ale jak już słuchał, „to coś takiego mu się zrobiło” i „coś takiego” poczuł. Niestety wpadłam za późno, by dosłyszeć o jakiego artystę chodziło, ale klient (wyglądający na obeznanego z tematem) zasugerował panu, że utwór był tak liryczny, iż mógł obudzić jakieś romantyczne wspomnienia z młodości. Pan sprzedawca się nawet ucieszył, bo jak sam powiedział, a nuż może znów się zakocha , choć siwy już mocno. :) Spodobała mi się ta scenka. :) Pozdrawiam Wszystkich serdecznie, a najserdeczniej Starostę!
    PS. Te okładki na Facebooku wyglądają imponująco! :)

  185. Eviku, uściskaj ode mnie szwagra. Był moim polskim faworytem.

    Kto nie wie, to mówię: na stronie Konkursu można zagłosować na swojego ulubieńca. Nagroda publiczności jest bardzo ważna!

  186. Sowo P., pani prof.Tarnawska powiedziała w którymś wywiadzie, że tę surdynę, czyli tłumik na skrzypce, żeby miał on „nosowy, srebrny tonik” – Chopin sam wymyślił!

  187. Eviku, a to nowina! Bardzo proszę i ode mnie Szwagra najserdeczniej pozdrowić:)
    No, prosze, a wedłu Kabaretu Starszych Panów szwagier było to niezobowiązujące pokrewieństwo. Jakżeż się mylili!

  188. DUA, to tylko zbieżność nazwisk ;) . Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że w rodzinie mam wybitnych pianistów. Ale przez chwilę poudawać można. To najpopularniejsze nazwisko w Polsce, więc tak się złożyło.

  189. Eviku, a to nowina!!!!
    Pozdrawiamy Szwagra!
    Wspaniały!

    Duśko, nadal całuję Różyczkę.
    Kruche ciasto: tarty parmezan dobrze mu robi. A dynię trzeba mocno odparować.

  190. DUA, dzięki za całuski. Różyczka uwielbia całuski;).
    Jednocześnie raportuję, że ja również porwałam się na przygotowanie Zapiekanki Cinderelli;), z tym, że na kruchym cieście (Starosta sugerował, że może pasować:). Niestety, z ciasta wyszedł mi zakalec (chyba sok z dyni się do tego przyczynił), ale mimo to całe danie wyszło bardzo smacznie. Dzięki Sowo P.! Dzięki DUA za polecenie tej cudnej (o ile kucharz ma talent) potrawy:).

  191. Jeszcze komentarz w kwestii niezrozumiałych upodobań jury – artyści dzielą się na pokornych oraz na świadomych siebie. Niektórzy wolą ten drugi typ, choć niesie on ryzyko blamażu.

    R.-H. był moim faworytem już w pierwszym etapie, jest bardzo równy i podejmuje dobre decyzje. I ma fantastyczną lekkość gry. Życzę mu wygranej, choć jeszcze nie zdecydowałam ostatecznie, po której jego stronie umieścić Kate Liu.

    Kopciuszek, mniam, mniam. Mój wciąż na francuskim dywanie. Tylko wina zapomniałam kupić, ech!

  192. A u mnie dzisiaj knedliki ziemniaczane z wędzonymi skwareczkami i oczywiście …kiszoną kapustą (też dobre)…Oj,żeby nam się z tego jakiś blog kulinarny nie wykluł.Idę gotować życząc Wszystkim miłego dnia

  193. Fluid! U nas też dzisiaj Zapiekanka z Kopciuszka!:))))
    Tym razem eksperymentuję z ciastem kruchym, do którego wgniatam utarty parmezan.

    Hamelin podjął słuszną decyzję i dzięki niej zalśni, zobaczycie.

  194. Mamo Isi, Larghetto z Koncertu e rzeczywiście ma coś z aury księżycowej. Szczególnie moje ulubione trzy takty przed codą. Czyżby Chopin miał przeczucie impresjonizmu? Kate Liu i Eric Lu zagrali je pięknie. Rondo jednak lepsze u Lu. Jeszcze tylko Richard-Hamelin i Yike Yang i mój finał wykrystalizuje się. Pamiętajmy, że bywają miejsca ex aequo, można też każdej nagrody nie przyznać wcale. Piotra Nowaka też mi żal.

    Ciekawa kwestia: czy symultaniczna lektura „Wnuczki” i „Feblika” będzie miała sens? Do 10 sierpnia „Wnuczka”, potem przeskok do „Feblika” i na finał najpierw „Wnuczka” i znów „Feblik”? :D

    Idę robić zapiekankę Kopciuszka. Zrobiłyście mi smaka.

  195. A mnie wciąż żal Piotra Nowaka.
    A Kate Liu wciąż jest faworytką.
    Czy dzisiaj przesłuchania też zaczynają się o 18-ej?
    Hamelin jeden jedyny wybrał F-moll. Miło z jego strony, bo dziewięć odsłuchań koncertu E-moll zupełnie nam wystarczy;)

  196. A czy szanowni księgowi zwrócili uwagę na to, jak grzecznie i kulturalnie wymieniają uwagi komentujący pod internetowymi artykułami i nagraniami z Konkursu Chopinowskiego? Prawie jak w pewnej Księdze Gości :)
    Co za emocje dzisiaj, bardzo jestem ciekawa Hamelina!

  197. Myszo!:))))

    To jest równie proste, tylko nie ma czego wskazywać. Nie ma odpowiedniego klawiszka. Po prostu piszesz komentarz, jak zwykle, tylko dodajesz na początku (lub końcu): „wiadomość prywatna” albo” to osobiste” lub coś w tym rodzaju. Po takim zastrzeżeniu wiadomość nie zostaje zaakceptowana do publikacji, czytam ją tylko ja.

  198. Przepraszam z góry za to pytanie, ale jak wysłać ze strony wiadomość prywatną dla DUA? Wstyd mi, bo wszyscy inni jakoś to robią, a ja nie mogę znaleźć odpowiedniego klawiszka. Czuję się jak Ignacy Grzegorz pod karczmą Rzepicha.

  199. DUA, ależ STOSY tych okładek! Jak to świetnie wygląda! Ale fajnie, że Akapit opublikował drukowanie „Feblika” od kuchni! I szczęśliwi pracownicy drukarni! Zazdroszczę im!
    Dobra, teraz trzeba wziąć głęboki oddech…;).

  200. Fura okładek już wydrukowana: co za ilości!- patrz: Akapit Press na Facebooku.:)

    Mamo Isi, Nehring bardzo dobry mi się zdaje, ale Książka żałuję nadal.
    Co to będzie jutro, co to będzie?

    AniuG, podzielam zachwyty Twojego męża.

  201. Oj, DUA, niech Pani nawet nie robi apetytu, jeszcze tyle czasu do „Feblika”! A ON się JUŻ drukuje (widzę to w wyobraźni)! „Żeby zrobić jakieś czary, ponakręcać te zegary…”..ehhh..no nie mogę się doczekać..cóż na to poradzę??

  202. Wiedeń, 1 grudnia 1830
    Chopin do Rodziny w Warszawie
    „Istotnie nie wiem, jak mi ten tydzień zleciał; aniśmy się obejrzeli, a ja jeszcze żadnych stanowczych kroków do koncertu nie uczyniłem. Quaestia? który Koncert grać: F czy E? „

  203. Dzisiaj zdecydowanie najlepszy Nehring. W dodatku przypomina mi nieco aktora grającego Gilberta Blythe w „Ani z Zielonego Wzgórza”;)

    Osokins po raz kolejny dziś udowodnił, że chopinistą nie jest; nie wiem, co Martha Argerich w nim widzi.

  204. Dobry wieczór.
    Też bym chciała do Poznania, ale wędzidło obowiązków mnie trzyma:(
    W sobotę byłam w pięknym Lublinie i pocieszałam stęsknione dziecko. Jednak zdanie:” jeszcze tylko cztery lata, słoneczko” nie wywołało spodziewanego efektu, ciekawe dlaczego…Trochę ogarnęłam chatę, napełniłam lodówkę, wetknęłam parę złotych w garść. W tym czasie dziecko, tocząc nieprzytomnym wzrokiem, zakuwało embriologię, potem endodoncję, a wieczorem zachowawczą.
    Konkursu słuchaliśmy w samochodzie w trakcie długiej drogi tam z powrotem.
    Moją faworytką jest Kate Liu, mąż zachwycony Hamelinem. To nasza pierwsza dwójka.
    Oj jak dobrze, że jesteście. KG to oaza spokoju, dobrych manier, kulturalnych rozmów.

    PS. Sowo, zapiekanka Kopciuszka z wykorzystaniem dyni makaronowej, za to bez ciasta, udała się znakomicie. Tak więc wszystkie wersje, wypróbowane na człowieku, godne polecenia;))

  205. Eviku (wiad.pryw.) Adminka jest bardzo mocno zajęta, oto wytłumaczenie zmiany. Pisze „Haczyk”!:)

    Zuziu, ja też się bardzo cieszę na spotkanie!

  206. Dobry wieczór!
    Och,jak ja się cieszę,że mam możliwość przejechania do Poznania bez większych problemów.Nie mieszkam aż tak daleko,więc i wrócić mogę tego samego dnia.
    Tak bardzo się cieszę,że spotkam DUA i innych wspaniałych księgowych!
    To niepowtarzalny dowód na to,że marzenia się spełniają.
    Dziękuję Pani Małgosiu,że sprawiła Pani,iż jedno z moich raczej nie licznych marzeń się spełniło!To tylko Pani zasługa!No i moich rodziców,że pozwolili.Oni też się bardzo cieszą,a w szczególności Mama!

    Pozdrawiam znad kątomierza.Ech…

  207. Do usług, Chesterko, do usług. :-)
    I jeszcze nieśmiałe pytanie do Pani Małosi: czy mogę liczyć na zdjęcie z Panią?

  208. Najlepsze życzenia urodzinowe dla wnuczka :D
    Swoją droga – galeria tortów byłaby ciekawa. Wysyłałam adminkom torcik przedstawiający scenkę z „Hobbita”.
    W tym roku mój siostrzeniec miał torcik z Manchesterem United (klub piłkarski, jakby ktoś nie wiedział). Równie piękny.
    Nie będę w Poznaniu, ale nie mogę się doczekać „Feblika”.

  209. Dzień dobry!
    Beato, proponuję lody zamiast kapusty: w „Febliku” panuje straszny upał.

    Do pań bibliotekarek z Wałbrzycha ( słyszałam o Was najlepsze rzeczy!) – postaram się coś napisać. Pozdrawiam serdecznie!

  210. Dzień dobry Wszystkim :) Pani Małgosiu …zazdroszczę tym,którzy będą na spotkaniu z Panią 14 listopada (tak,tak bardzo Wam zazdroszczę),ale jest to również dzień 18 urodzin mojego syna Wojtka i nie dam rady po prostu (a mam kawałek spod Bydgoszczy)….I pomyśleć ,że kilkanaście lat temu bywałam w Poznaniu bardzo często ,chodziłam ukochanymi ” jeżycjadowymi „ulicami ,a że jestem rodowitą kościanianką nie miałam daleko.Ach te wspomnienia…..A obecnie ,jako że u nas od trzech dni pada,wypatruję z mojej chatki pod lasem grzybów.Może uda się zebrać trochę i ususzyć na Boże Narodzenie….Ech ….kapusta z grzybami , ciepły koc i „Feblik” w dłoni…Rozmarzyłam się….Miłego dnia.

  211. Pani Małgorzato, jesteśmy pracownikami „Biblioteki pod Atlantami” w Wałbrzychu. Nasza książnica obchodzi w tym roku okrągły jubileusz. Planujemy dużo wydarzeń literackich, kulturalnych. Chcemy aby nasi użytkownicy mieli możliwość bycia choć cząstką tego wielkiego, cudownego świata, jakim jest świat książek. To między innymi, dzięki takim pisarzom jak Pani, mają oni możliwość przeniesienia się w lepszy, weselszy świat. Czy miałaby Pani czas i ochotę, aby napisać do nich list, dlaczego według Pani warto czytać książki, który my odczytamy w Pani imieniu podczas jednej z jubileuszowych imprez. Dziękujemy i życzymy wszystkiego dobrego

  212. Już się kontaktowałam z obsługą i są wolne pokoje w tym terminie. Nigdy nie byłam w DS ,,Wronka”, ale mam bardzo dobre doświadczenia z akademikami w Krakowie. Tak że my z Mamą ryzykujemy.

  213. Dolaczam sie do zyczen dla Wnuka! Tort-wulkan to wspanialy i oryginalny pomysl, chetnie bym taki zobaczyla!
    Pozdrawiam Wszystkich cieplo (tez bym sie chetnie wybrala do Poznania na spotkanie…) i dziekuje za wszystkie ciekawe komentarze Konkursu Chopinowskiego. Czytam je z wielkim zainteresowaniem, Chopin stal mi sie jeszcze blizszy (jako osoba, bo muzyke od dawna wielbie) po lekturze dziela Wierzynskiego.
    Dobrej nocy!

  214. Dziesięć! Mały artysta, nieustannie rysuje, z wielkim zapałem. A Zosia ma fantazję, plus kulinarny talent.
    Myślę, że tort jest jednak w wykonaniu dość prosty i szybki, aha, a jeszcze była lawa z zastygłego karmelu!

    Chesterko, z warkoczem?! Hura! Poznam na pewno. Ale te akademiki: czy aby przyjmują gości w trakcie roku akademickiego? Zdaje się, że Patrycja była w Poznaniu latem?

  215. Najlepsze zyczenia dla wnuczka Pani Małgosi! Ile to juz latek? Wyobrazam sobie ten tort w formie czynnego wulkanu, oryginalny pomysł i napewno wymagający nielada kunsztu Pani Córki :)
    Dobranoc wszystkim!

  216. Oj tam, oj tam DUA! Ja to będę ta duuuża z warkoczem. Daj Bóg, że będę.
    Patrycjo dzięki! Który to akademik, ulica? Spałaś tam kiedyś? Nie ma libacji po nocach?
    A Kobayaschi taka słodziutka i wesolutka jak szczygiełek! Ale przed wejściem każe sobie dać klapsa i od razu poważnieje. To ci dopiero obyczaje. Jeszcze kto zadzwoni na niebieska linię. Dobranoc

  217. A mnie to ominęło.
    Ale urodzinki były ważniejsze.:)
    Mamo Isi (wiad.pryw.) – to już jak się kiedyś zobaczymy.

  218. Jak ciepło i po ojcowsku Maestro Jacek Kaspszyk dodawał ducha dzisiaj koncertującym laureatom!
    A Kate Liu dostała owacje na stojąco! Należała jej się:)

    Ech, żal, ze powoli dochodzimy do końca konkursu.

  219. Ech, niech się Pani nie stresuje! Niczego wielkiego nie oczekujemy. Tylko Pani! Bez żadnych broszek i innych dodatków. Po co to? My również postaramy się zachowywać zwyczajnie.
    Dobranoc Pani i Drogim Księgowym!

  220. Chesterko, dobrze wiem jak trudno teraz o tani nocleg w Poznaniu. Mój ulubiony hostel na Słowackiego został zamknięty, więc prawdopodobnie będziemy nocować z Mamą w akademiku. I Tobie też to polecam.

  221. BeatoV, dzięki za wiadomość prywatną! Wydrukowałam ją sobie i odczytałam treść wiadomych powinszowań na rodzinnym spotkaniu, wzniecając burzę uciechy.
    Całkowicie rozumiem wybuch Twój i Mamy.

  222. Kochana Chesterko, Kapucynko, zaczynam mieć tremę. Czy ja sprostam Waszym oczekiwaniom? Macie jechać taki kawał drogi po to, żeby w końcu zobaczyć kogoś całkiem zwyczajnego?! Może sobie chociaż przypnę jakąś Specjalną Broszkę?
    O noclegach w Poznaniu nic nie wiem, niestety. Zawsze miałam własny nocleg. Ale internet znajdzie odpowiedź.

    Mamo Isi, dzięki za piękny cytacik.

    Przepraszam, że tak późno się odzywam – byliśmy na urodzinach wnuka i dopiero wróciliśmy. Zosia upiekła tort-wulkan, czekoladowe warstwy ułożone są w kształt stożka, a z krateru wylewa się bokiem czekoladowy krem-lawa oraz sypią się rozżarzone kamienie (czerwone i pomarańczowe żelki). Zamiast świeczek były syczące i sypiące iskrami sztuczne ogieńki, słowem – czynny wulkan jak żywy!
    Wielkie wrażenie.

  223. Kochana DUA! Ludu Księgi! Nie spałam cała noc i myślałam, co by tu zrobić, aby z młodszymi córkami pojechać do Poznania. W rodzinie, w której jedynym żywicielem jest nauczyciel, to szalony prawie. Ale tak trudno nie spełnić czyjegoś wielkiego marzenia, tym bardziej, że to nie rzecz, ale spotkanie z człowiekiem, i to jakim kochanym! Sama wiem, że takich spotkań się nie zapomina. Jak ten empik udźwignie tyle miłości, która tego dnia będzie rozsadzała serduszka stęsknionych czytelników.
    Tylu dobrych ludzi na tak małej powierzchni?
    Mam pytanie, czy ktoś może wie gdzie w Poznaniu można znaleźć tanie noclegi gdzieś na trasie Jeżyce-Stare Miasto?

  224. Chopin do Tytusa Woyciechowskiego w Poturzynie.
    Warszawa, 15 maja, w sobotę [1830]
    „(…) Adagio od nowego Koncertu jest E-dur. Nie ma to być mocne, jest ono więcej romansowe, spokojne, melancholiczne, powinno czynić wrażenie miłego spojrzenia w miejsce, gdzie stawa tysiąc lubych przypomnień na myśli. — Jest to jakieś dumanie w piękny czas wiosnowy, ale przy księżycu. Dlatego też akompaniuję go sordinami, to jest skrzypcami przytłumionymi gatunkiem grzebieni, które okraczając strony dają im jakiś nosowy, srebrny tonik.”

  225. No to nie będę jej już za bardzo męczyć. Zreszta może jeszcze uda się nam przyjechać. Pani też już nie będę męczyć :).
    Aha, prawie bym zapomniała: to Spotkanie to nie żadna błahostka, tylko jedno z najważniejszych zdarzeń mego nastoletniego życia! Pani jest niezwykła! Dziękuję Pani za wszystko! :D
    Kapucynka

  226. Dzień Dobry, Szanownej Gospodyni Księgi!
    To ja, Karambola, jednak piszę pod moim blogowym pseudonimem, bowiem ostatnio sporo rozmyślam o drugiej części mojej historii w ogóle pod względem pisarskim bardzo się ożywiłam być może pośrednio dzięki tej stronie, również. Co prawda zostałam lekko skrytykowana przez osoby czytające, że tworzę za długie zdania i parę innych niedociągnięć, bo niestety nie ma mi kto sprawdzać tekst, a samej ciężko wyłapać błędy. Poza tym trochę mi szkoda tego spotkania autorskiego. Sama do Poznania nie przyjadę ze względów na problemy z z chodzeniem i braki finansowe. A na pewno miło byłoby spotkać Panią na żywo. Co prawda Jeżycjady nie kolekcjonuję cały zbór oddałam w godne dwóch sympatycznych bibliotekarek. Prawie takich, jak te z „Dziecka piątku.” Zatem chyba rozumiem żale Kapucynki i wspieram duchowo.

  227. Och! Dlaczego Poznań jest tak daleko…
    Może kiedyś go zobaczę, bo nasza wychowawczyni planuje kilkudniową wycieczkę do Wielkopolski.
    Ale to dopiero na wiosnę.
    Na razie jest jesień, w szkole tkwię w starożytnym Egipcie i Grecji, poziomicach, procentach itp. Lecz istnieje też konkurs pięknego czytania. Trzeba wybrać jeden fragment poetycki i drugi prozatorski,
    ten drugi może być z Pani książek. Tylko muszę znaleźć coś, co dobrze by się opowiadało.

  228. Dobrze, Łobuzku!:)
    Kapucynko, zamęczanie własnej i jedynej mamy nawet w ważnej sprawie wydaje mi się niegodne. A cóż dopiero w przypadku takiej błahostki!
    Naprawdę, nie warto.

  229. Najbardziej mnie zadziwia, że ci bardzo młodzi ludzie potrafią przekazać muzyką tak wiele, przecież nie mieli czasu wszystkiego doświadczyć. Jeden z nich powiedział w wywiadzie, że ważniejsza od techniki jest interpretacja, którą buduje się nawet przez całe życie. A oni już mają taki przekaz. Czuję się od nich młodsza doświadczeniem, mimo że jestem starsza wiekiem :)
    I chyba nie umiem ocenić, które miny są sztuczne, niestety. Dobra strona jest taka, że w odbiorze wizualnym nic mi nie zgrzyta :)
    Na pewno się przedstawię na spotkaniu, bardzo się na nie cieszę.

  230. Niestety, nie pocieszyła mnie Pani, ale jestem wdzięczna za próby. Suszę mamie głowę i nudzę tym ciagłym narzekaniem, ale to dla mnie takie ważne :(((. A w Poznaniu nie mam rodziny ani znajomych, by u nich przenocować :(.
    Aaaaah…. chyba wybiorę się na własny pogrzeb.

  231. Chyba siedem? A może cztery? Nie pamiętam. Jedna z ostatnich kamienic po prawej stronie, idąc od Matejki. Pamiętam, że nad bramą miała rzeźbiony napis „Salve”. :)
    Polubisz msze u Dominikanów.

    Miaukunie, to się musiało dobrze skończyć. Masz rację, trzeba o tym napisać.
    Aha, a liceum da się przeżyć, uszka do góry!

    Kapucynko, wszyscy wyglądamy absolutnie normalnie, zapewniam Cię!
    Uściski przesyłam!

  232. Samej palmiarni jeszcze nie zdążyłam odwiedzić, za to kawiarnia w niej jest moja najulubieńsza ;) Picie herbatki w towarzystwie tych wszystkich niesamowitych roślin jest wielką przyjemnością.
    A jutro msza u Dominikanów! :)
    P.S. Jeśli wolno spytać – Grottgera jaki numer? ‚.’

  233. Proszę Pani, a ja chciałam zapytać, a właściwie wyrazić nadzieję, że kiedyś tam w swoich przyszłych książkach Pani potwierdzi moją nadzieję, że Cyryl i Terpentula się pobrali, zamieszkali za siedmioma poznańskimi ulicami i pojechali nad morze, bo przecież to się dobrze skończyło, na pewno!!!
    Przypuszczam, że nie powie mi Pani wprost, więc tylko tak nieśmiało się wynadziejam :3
    Ach jakże się cieszę, że zaraz „Feblik”, może nawet Liceum będzie wtedy mniej straszne

  234. A moje serce jest tak żałośnie ścićnięte i rzewnie płaczace, bo bardzo chciałabym przyjechać do Poznania na spotkanie z Pania i Księgowymi (jestem strasznie ciekawa jak wygladaja i jacy sa), ale niestety, chyba nie ma opcji :€€€

  235. Proszę bardzo, Kasiu!
    Nikola, dzień dobry – chyba ktoś tu musi zerknąć do powieści „Wnuczka do orzechów” :)))

  236. Dzień dobry szkoda że mam tak daleko do Poznania, też przyjechałabym na spotkanie z całym kompletem.Mam nadzieję że uda się chociaż z Feblikiem i wydawnictwo poda Pani książkę do podpisu dla Zuzy.

  237. Witam serdecznie, może trochę nie na temat, ale muszę o to zapytać. Ogromnie nurtują mnie dalsze losy Józinka. Kto temu małomównemu, poważnemu i spokojnemu młodzieńcowi zawróci w głowie (tak jak kiedyś Trolla), kto zostanie jego żoną? jak będzie wyglądało ich pierwsze spotkanie, ROZMOWA??? Jaki charakter będzie miała jego ukochana??
    pozdrawiam :)

  238. Ja ostatnio poszedłem robić do koleżanki projekt i wziąłem ze sobą McDusię a wychodząc nie zabrałem jej. Koleżanka zadzwoniła do mnie i powiedziała że odda mi książkę w poniedziałek. Jak bardzo się ucieszyłem kiedy nieśmiało zapytała mnie w szkole czy może ją pożyczyć bo zaczęła sobie czytać . Poradziłem jej czytać od początku, a że kiedyś przeczytała już Kłamczuchę przyniosłem jej Kwiat Kalafiora. Mam nadzieję że też polubi Idusię. A mam pytanie co do spotkania z Panią 14 listopada. Czy będzie Pani podpisywać Feblika? A jeśli tak to czy będzie można przynieść inne książki do podpisania? Pozdrawiam wszystkich cieplutko!

  239. Anonimku, jak bardzo Ci zazdroszczę czytania Jane Austen po raz pierwszy! Tych emocji i czekania na to, co dalej. Wspaniałe książki, wracam do nich często, są takie pokrzepiające!
    Szkoda, że Konkurs Chopinowski się kończy, zdążyłam się już przyzwyczaić. Złota jesień za oknem, Chopin w głośnikach – idealna symbioza :)
    Pozdrowienia!

  240. Bo my lubimy artystów skromnych, prawda?

    Sowiątko też po swojemu przeżywa maraton chopinowski. Codziennie budzi się o poranku z kategorycznym nakazem: „pani gla!” I muszę włączyć radio.

  241. Oczywiście! Dziękuję jeszcze raz!

    Wczorajszego wieczoru była koniunkcja Księżyca i Saturna. Poszłam specjalnie oglądać do Parku Staromiejskiego (zwanego także Parkiem Śledzia), bo działo się to tuż po zachodzie Słońca nisko nad zachodnim horyzontem, a wokół mnie same bałuckie bloki i kamienice. Udało się wypatrzyć Księżyc w formie bardzo cienkiego rogalika (dwa dni po nowiu), ale Saturna okiem nieuzbrojonym nie dostrzegłam (moje okulary na dal nie wystarczyły). Było i tak bardzo pięknie, gdy szaro-sine chmury się rozsunęły i pokazały na tle czerwonego nieba śliczny sierp, większy niż zwykle, bo nisko.
    Patrzmy w niebo! Tam jest przecudnie.

  242. U mnie w szkole będziemy omawiać niedługo ,,Opium w rosole”. Ciekawe czy się koleżankom z klasy spodoba.
    Niedługo zacznę czytać, lecz najpierw skończę ,,Emmę” Jane Austen i ,,Wnuczkę”.
    ,,Dumę i uprzedzenie” już wcześniej przeczytałam i się zachwyciłam.
    Cieszę się, że nasza biblioteka szkolna jest tak dobrze wyposażona (Jeżycjadę ma chyba całą).
    PS Czy ta Emma nie widzi, że panu Eltonowi zależy na niej, nie na Harriet?!!!
    Ale proszę nie pisać, co będzie dalej…

  243. Faneczko, proszę sobie sprawić okulary ze szkłami przeciwodblaskowymi. Są takie, bardzo pomocne! Już nie miewam zapalenia spojówek, odkąd ich używam, a spędzam przed komputerem dużo czasu!

    Tak jest, Emilka jedzie na targi w sobotę. Zapraszamy!

  244. W sobotę na Targi w Krakowie! Będzie Adminka! Pani Emilio – do zobaczenia!
    Konkursu szopenowskiego nie oglądam, nie mam nawet kiedy. Zresztą – Chopin wywołuje u mnie błyskawiczne łzy, a teraz oczy i tak bolą od pracy przy komputerze w poradni. Ale do KG choć na sekundę muszę wpaść. Ściskam, Kochani.
    A R. Blechacza kocham do tej pory.

  245. Łobuzku, dzień dobry!
    Dziękuję za miły wpis.
    Tak, biedne dzieciaki na Konkursie strasznie się denerwują. Są tacy młodzi! Ten 17 letni Koreańczyk, dziecko jeszcze. Ileż to trzeba opanowania . jakiej władzy nad sobą, żeby startować w tak trudnych zawodach! Wszyscy są świetni, a cóż to dopiero będzie za dwadzieścia lat!
    Co do min: te naturalne też mi się podobają. Te sztucznie wytwarzane – już nie.

    Łobuzku, no to przedstaw się, jak się zobaczymy!
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  246. Osokins też nie mój.
    Tak, Mamo Isi, to dla ptaszków. Jagódki ognika, jak i rajskie jabłuszka, bardzo są lubiane przez jemiołuszki i kwiczoły.
    Cisy bardzo szanujemy i podziwiamy. Byliśmy kiedyś w rezerwacie cisowym w Borach Tucholskich. Mocne wrażenie. Są tam wspaniałe, potężne, bardzo stare okazy, do których przyjeżdżał ze szkicownikiem Leon Wyczółkowski. I słusznie!

  247. Ależ cuda Starosta posadził w ogrodzie!
    Cis kolumnowy – właściwie wieczny. Chroniony w Polszcze od 1423 roku. Najstarszym znalezionym drewnianym artefaktem jest cisowa włócznia; ma około 45 tysięcy lat. Natomiast cis henrykowski rosnący na Dolnym Śląsku jest najstarszym cisem w Polsce, jego wiek ocenia się na 1266 lat.
    Berberys i ognik – miododajny i życzliwy ptakom, bo jagódek ma sporo. Jałowiec też ma jagódek sporo, ale nie wiem, jak z miododajnością.
    No i bzy szlachetne – nie wyobrażam sobie bez nich maja:)

    A w kwestii laureatów nie doczekałam wczoraj i padłam jak wafel, bo dzionek był też męczący jak mało kiedy. Ale za to rano miałam miłą niespodziankę, bo wysokie jury spełniło właściwie moje oczekiwania (poza Osokinsem).

  248. Uff, skończyłam czytać wszystkie wpisy, a warto było :) Hura, spotkanie z DUA – czas odwiedzić moje studenckie miasto, za którym okropnie tęsknię. Guuupia (!) byłam, że wróciłam pod Kraków, przez to nie mogę za często bateryjek ładować na poznańskich ulicach. Dobrze, że „Jeżycjada” daje radę na odległość ;) Miło mi też poczytać u DUA o konkursie chopinowskim, tyle tu ciekawych wypowiedzi na forum, a najbardziej krzepi mnie tu obecność amatorów-nowicjuszy, jak ja. Niby człowiek jest jakoś osłuchany z Chopinem, jak to Polak, a oglądam konkurs pierwszy raz w życiu i pocą mi się ręce… Nawiasem mówiąc, na mnie też zrobił ogromne wrażenie występ Czecha, pana Kozaka, zresztą podziwiam wszystkich pianistów. Jak oni się denerwują przed występem, a przecież są w gronie najlepszych na świecie ! Czuje się w tym prestiż konkursu, chyba bardziej nawet, niż w komentarzach mediów. Przez wrodzoną przekorę muszę dodać, że uwielbiam oglądać te mimiczne wygibasy uczestników – jakie to ciekawe, kiedy muzyka przepływa też przez ich twarze, jak zmarszczki i fale przez taflę wody. Taki fizyczny wyraz nieuchwytnego. U każdego inny! Fascynujące. Oglądam dalej i pozdrawiam serdecznie ukochaną moją od 20 lat Autorkę, która „zaraziła” mnie Poznaniem, Chopinem i pogodą ducha na dobre i złe dni :))

  249. Kinko, przecież nie podsłuchujesz, tylko, milcząc, uczestniczysz w rozmowie.
    A teraz już nawet nie milczysz!
    Dziękuję za miłą nowinę o Wojtusiu. Brawo dla domu, w którym króluje Chopin! Natychmiast są efekty.
    Trzymajmy się, nie dajmy się!

  250. Dobry wieczór!

    Podczytuję rozmowy Księgowych (nieładnie jest podsłuchiwać, wiem, wstyd mi) i z radością czekam na nowy tom Jeżycjady.

    U mnie w domu również od dwóch tygodni króluje Chopin. Wczoraj mój synek (trzy lata) pojechał z wizytą do babci. W tle, oczywiście, konkurs. Dobra ciocia zaproponowała Wojtusiowi bajkę w telewizji zamiast muzyki, na co moje dziecię odpowiedziało: „Nie, ja lubię Chopina”, wprawiając tym samym wszystkich w osłupienie, nie wykluczając mnie.
    Nie mogę się już doczekać finałowych koncertów.

    Pozdrawiam serdecznie Ulubioną Autorkę i cały Lud Księgi!

  251. Właśnie podali wyniki. Jeden Polak (Nehring). Szkoda Książka, podobał mi się. O dziwo przeszedł Osokins. Kibicuję Stanom Zjednoczonym :)

  252. Siódemkę utrafiłam, uff. Jeśli Kate Liu i Charles Richard Hamelin znajdą się w pierwszej trójce, będę usatysfakcjonowana. ;)

  253. MoniuS, z roweru w pędzie trudno dostrzec tytuł, zaiste.
    Ciekawe, czy już byłaś w palmiarni. Spędziłam tam sporą część dzieciństwa (mieszkaliśmy obok, przy ul. Grottgera). Są wspomnienia, z zapachowymi włącznie (dżungla!)

  254. Myślisz, Mamo Isi, że Wenus też była melomanką?!
    A co posadzone: szlachetne bzy, jałowce płożące, i takie coś iglaczkowego, co pełza po ziemi, a całe jest z jasnozielonych gwiazdeczek. Okrywowe. Ogniki, pomarańczowy i żółty, dwa cisy kolumnowe ( z jagódkami!), berberys w prześlicznym jesiennym stroju.

    No, jak tam, ludziska, coś już wiadomo w sprawie laureatów? Idę szukać.

  255. Na dobranoc miła scenka z dzisiejszego dnia: w Parku Wilsona przed palmiarnią, skądinąd nam znaną, spacerowała babcia z wnuczką/wnuczkiem w wózku, jednak w bardzo wolnym tempie, a to ze względu na to, że była zaczytana ^^ niestety przejeżdżałam na rowerze więc tytułu nie udało mi się zobaczyć, niemniej musiała to być ciekawa lektura :)
    Dobranoc!

  256. Czekam na podanie listy laureatów i z nerwów obgryzam paznokcie. Jak szybko nie podadzą listy, to się to skończy jak u niejakiej Wenus z Milos.

  257. Śnił mi się dzisiaj Feblik. Bohaterką była córka Bebe i Damba. Obudziłam się dokładnie wtedy kiedy miałam obejrzeć tytuł nowej książki na okładce:)

  258. Och, fluid ze Zgredem:) Tylko w tym liście najbardziej mi się spodobało następujące zdanie:
    „Dotychczas prócz gabinetu zoologicznego nic jeszcze nie widziałem, miasto jednakże znam już po większej części, albowiem przez te dwa dni łaziłem tylko i gawroniłem się po piękniejszych ulicach i mostach.”
    „Gawroniłem się”;))) Ślicznie wymyślone. I jak dobrze zaobserwował takie własnie ciekawskie i niby bezcelowe pętanie się gawronów w mieście.

    Jutro 166 rocznica śmierci Fryderyka i w kościele Św.Krzyża będzie Requiem Mozarta.

  259. Refleksja chopinowska: pierwszy raz słuchałam Konkursu Chopinowskiego w 2005 roku (jak ten czas leci!!!) kiedy zwycięzcą został Rafał Blechacz. Jedna z osób w Księdze Gości niedawno napisała, że jej babcia zapamiętała tak wydawałoby się mało ważną rzecz jak obiad, który jadła w dniu kiedy zrobione było zdjęcie oglądane z wnuczką (czyli Gościem w naszej Księdze). Otóż ja z całego tamtego Konkursu Chopinowskiego w 2005 roku, z morza występów, pianistów, komentarzy i uwag fachowców od muzyki zapamiętałam jedną rzecz. Jeden z gości? krytyków muzycznych? jurorów? (nie pamiętam kto to był) opowiadał w radiu jak zauważył, że inny ze słuchaczy Konkursu (który też należał do grona „speców” od Chopina- albo to był profesor, może pianista-dawny uczestnik konkursu?) po koncercie Blechacza miał łzy w oczach ze wzruszenia. Te łzy, które wywołał Rafał Blechacz w oczach znawcy, który pewnie słyszał utwory Chopena tysiące razy, wryły mi się w pamięć…

  260. Zuziu, dziękuję za wiadomość prywatną!
    Film o Pameli Travers znam, oczywiście. Okazuje się, że była z niej niezła osa.
    Cieszę się, że moja książka Cię zainteresowała.
    Ściskam serdecznie!

  261. Pozwolę sobie przytoczyć fragment listu Fryderyka Chopina do rodziny w Warszawie z 16 września 1828 r.

    „… nigdy nie chcę być nie na swoim miejscu. I tak już przy stole, zdaje mi się, krzywo na mnie patrzył mój sąsiad. Był to profesor botaniki z Hamburga, pan Lehmann. Zazdrościłem mu jego paluchów. Ja dwoma rękami bułkę łamałem, on jedną pogniótł ją na placek. Żabka takie miał łapeczki jak niedźwiedź. Gadał z panem Jarockim przeze mnie, a w rozmowie tak się zapominał, tak się zapalał, że po moim talerzu paluchami gmyrał i okruszyny zmiatał. (To prawdziwy uczony, bo przy tym miał nos duży i niezgrabny.) Siedziałem jak na szpilkach podczas zamiatania mojego talerza i potem musiałem go froterować serwetą. „

  262. Och! Nic nie wiem.
    Miałam dziś dzień wyjazdowy. Kupowaliśmy rośliny – krzewy i drzewka – w miejscu, które w „Sprężynie” opisałam jako Ogrodnictwo Daglezja.
    Ależ tam pięknie!
    Całe hektary kolorów. Właśnie teraz przebarwiają się liście, berberysy i ostrokrzewy stoją całymi rzędami, obok żółto, zielono, pąsowo…
    Już przywiezione i posadzone. Dobry był dzień na sadzenie, wilgotny.

    Teraz sobie posłucham i ominą mnie żałobne miny.;)

  263. Tony Yang miał tak smutna twarz grajac „Marsz pogrzebowy” . Jak by był na pogrzebie swojego bliskiego. Lecz nie jestem pewna co do tego ” Marsza pogrzebowego” może to nazywało się trochę inaczej?

  264. Wczoraj słuchałam Poloneza-Fantazji w wykonaniu Kate Liu. Grała przepięknie! Chciałabym również posłuchać w finale Charlesa Richarda Hamelina. Jego gra jest taka naturalna i prosta, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ech, w ogóle słuchanie muzyka Chopina dobrze wpływa na moje jesienne nastroje. Pozdrawiam wszystkich ciepło zza lady :) Dobrego słuchania muzyki!

  265. Dzień dobry Wszystkim:)..No cóż,..nie jestem ekspertem,ale swoje zdanie mieć mogę prawda? Otóż wydaje mi się,że w Konkursie ,to co miało się wydarzyć najlepszego ,wydarzyło się już w pierwszym etapie.Teraz to już tylko zawody sportowe i zadyszka.Pozostanę zatem z obrazem Miyako i jej pięknym wykonaniem w pamięci i zwrócę się także ku innym sztukom…….Ostatnio radio zaprezentowało kolejną adaptację „Zegarka” Jerzego Szaniawskiego ,ktorego twórczość bardzo lubię (ta tajemniczość i niedopowiedzenia),a którego obecnie jak na lekarstwo.Słuchowisko zrealizowano genialnie (jakby powstało za życia autora)Polecam – można odetchnąć.Pozdrowienia dla DUA.

  266. Drogi Ludu, spodziewam się, że słuchasz, a nie piszesz, ale nie mogłam się po Sonacie Hamelin’a powstrzymać. Dreszcz od pierwszej chwili do ostatniej, a moja ukochana IV cz. – łzy w oczach. Mam nadzieję Sowo P., że do finału wskoczy jednak Nehring, nie ma to jak patriotyzm lokalny (moje dzieci uczyły się w tej samej, zacnej i miłej nowohuckiej szkole muzycznej), bo spodziewam się miejsca po Osokinsie po wczorajszym występie. Pomijając estetykę, trochę przesadził z pomyłkami. Młody Rubinstein z czasów sprzed poznania teścia, – mniejsza o nuty, ważny żar. Najgorsze, że praca czeka, a tu jeszcze tyle do słuchania. Najbardziej lubię III etap, szczególnie z powodu sonat, które trudno spotkać w programach recitali. Szkoda, że w tym konkursie część pianistów z nich zrezygnowała. Pozdrawiam wszystkich, szczególnie DUA. Wprawdzie rzadko piszę, ale regularnie czytam, by krzepić duchową więź.

  267. Jeszcze powinna wejść Aimi Kobayashi, ale ja nie o tym teraz chciałam.

    Uwaga kopciuszkolodzy: wpiszcie sobie w google (grafika) Muzeum Powozów w Lizbonie. Bajka!

    Melomaniątko mówi przez sen: „buzi”, a ja mówię, dobranoc.

  268. Ciekawe!
    Jak zwykle lubię wszystkich, ale mniej tego, za kim publika szaleje. Nie rozumiem.
    Całus dla melomaniątka.
    Dobranoc!

  269. Przeczuć nie mam, poza tym nie wszyscy jeszcze zagrali, ale spodziewam się w finale szóstki „pewniaków”: Seong-Jin Cho, Chi Ho Han, Su Yeon Kim, Kate Liu, Charles Richard Hamelin, Zi Xu. Pozostałe cztery miejsca mniej przewidywalne, może: Yike Yang, Krzysztof Książek, Georgijs Osokins (publiczność szaleje) i Dmitry Shiskhin. Tylko gdybam, bo jury bywa nieprzewidywalne.

  270. Dziś w szkole mieliśmy ,opowiedzieć jedna z przygód Pinokia. Jeden kolega opowiada jak Pinokio trafił do brzucha rekina . W połowie opowieści mówi że Pinokio płynie w nieznane i widzi przed soba wyspę na której stoi muczaca koza. Wszyscy się z jego historii bardzo śmiali. :D

  271. Te walce są bardzo miłe, rzeczywiście.
    Jadziu, no to siup!
    Empik przy ul. Ratajczaka, obok Placu Wolności. Dam jeszcze szczegółowy komunikat w listopadzie.
    Dobrej nocy!

  272. Dobry wieczór, dawno tu nie zaglądałam i widzę, że mam dużo do przeczytania. Uwielbiam czytać te rozmowy zwłaszcza w takie wieczory jak dzisiejszy: spokojne i odprężające. Ale, gdy przeczytałam, że będzie Pani podpisywała „Feblika”, to zaczęłam skakać po pokoju, a ręce to nadal mi drżą! I naraz mój spokój przerodził się w istną ekstazę. Już planuję (od dawna już wyczekiwaną) podróż do Poznania :D

    Ostatnio wygrzebałam w domu zakurzone płyty z muzyką klasyczną. Obecnie słucham „Vienna Blood” Johanna Straussa, nie wiedziałam, że to takie piękne…

  273. Pani Małgosiu,każdego.
    Może sobie Pani ułożyć swój własny finał.
    Dla Pani będzie najbardziej odpowiedni i trafny!:))

    Kapucynko,ja tak samo!
    Nie znam się,więc wszystkie wykonania mi się podobają!

  274. Oj, ciekawe, ciekawe, Pani Małgosiu droga. A ja sobie czytam „Kalamburkę” (od poczatku do końca! Nie odwrotnie). Czeka mnie jeszcze „Wnuczka…” i zabiorę się do „Feblika”, jak już będzie w sklepach.
    Dobrej nocy pełnej snów o Chopinie i jego kompozycji życzę!

  275. Dobry wieczór!
    A ja również po trosze słucham konkursu chopinowskiego (np. teraz), bo przez cały dzień jest właczony telewizor w pokoju i radio w kuchni. A to dlatego, że mama jest tym konkursem żywo zaiteresowana. Ja nie bardzo łapię się kto jest kim, ale to nie ważne ;). A moja kuzynka- pianistka pojedzie w sobotę na finał! Szczęściara z niej.

  276. A ja nareszcie doczekałam wiekopomnej chwili, kiedy moja córka (lat 11) zainteresowała się Jeżycjadą!:)
    Istny miód na moje serce:) Uściski dla DUA

  277. Jasne, Zuziu! Bardzo dobrze, że prowadzisz takie zapiski! Ja też podobne ciekawostki sobie notuję, ale tylko w głowie. :)

  278. Ekhem…Ewo,a czy mogę wykorzystać Twój usłyszany błąd i wpisać go do mojego kajecika?
    Za sprawą Łusi,zaczęłam taki prowadzić.:)
    Ciekawe,może to o niej będzie kolejna nieznana nam część serii.Kto wie,kto wie…
    Pani Małgosia wie,a jak nie wie,to będzie wiedziała.
    Ojoj,chyba za bardzo wybiegłam w przyszłość,powinnam się raczej zastanawiać kim jest Febliczanka.
    A tak w ogóle to dzień dobry!
    :)

  279. Z pewnością rzecz nadaje się do wpisania w kajecik. I racja, Ewo, te komentarze robią się niesmaczne. Słuchajmy tylko muzyki, resztę ignorujmy.

    Odetkał mi się internet, hura! A od rana był wyłączony na całej połaci.

  280. Dzięki, Sowo P.! Tak właśnie robię. „Wypowiedzi krytyków jako osobna sztuka przy-konkursowa” – takie określenie bardzo mi się podoba! Właśnie od pana komentującego w TV usłyszałam, że p. Kozak, który za chwilę zaczyna występ, ma „bardzo dużą potencję”. Oczywiście miało być: „duży potencjał”. Już widzę Łusię, jak zaciera rączki! Cóż, chyba za blisko już jesteśmy komentatorów sportowych.

  281. Mamy Feblika to teraz z niecierpliwością czekamy na kolejny tom;)
    Stary ze mnie facet, a do Jeżycjady wracam prawie od 20 lat….
    Pozdrawiam,
    Michał

  282. Jak tylko wrzuciłam wiadomość o Uszatku, to doszłam do wniosku, że DUA pewnie wie o tym muzeum. :)
    Fanko R. : Cieszę się z Twojej nagrody! I lubię Twoje wiersze. Mam nawet jeden ulubiony.
    W sprawie śliwek: jestem specjalistką od węgierek- pożeram maniakalnie na świeżo i przetworzone.

  283. Dobry wieczór. Kontynuując „wakacje szarpane w Polsce” spędziłam 2 wietrzne dni w Łodzi. Było wspaniale, szczególnie w muzeum SE- MA-FOR. Spotkanie oko w oko z Uszatkiem, Piotrusiem i Wilkiem oraz innymi gwiazdami było wzruszająco-pouczające. Polecam uwadze Starosty i Księgowych (nastoletnich i -letnich) to miłe miejsce.

  284. Dobry wieczór!
    Odbiegnę od tematu,ale czuję,że muszę to opisać.
    Dzisiaj gdy byłam u dziadków dorwałam się do starych zdjęć i razem z babcią zaczęłyśmy je oglądać.
    Aż w końcu przy zdjęciu mojego stryjka,gdy miał parę miesięcy i stał na jakiejś polance,babcia wykrzyknęła:O,jak ja ten dzień dobrze pamiętam!Byliśmy na spacerze,był listopad i tak straaasznie świeciło słonce.A i pamiętam co było na obiad!”Tutaj babcia zaczęła mi wymieniać jakieś rosoły z mięsa wołowego,ziemniaki i Bóg wie co jeszcze.Ale się ubawiłam,przecież to było jakieś pięćdziesiąt lat temu!A ja ledwo pamiętam co wczoraj zjadłam na obiad!:)
    Ciekawe,że człowiek zapamiętuje te mało ważne sytuacje, jakieś rzeczy(albo posiłki!),które właściwie nic nie zmieniły w naszym życiu.Chyba te momenty są najwspanialsze,takie codzienne,proste,spokojne.
    Pozdrawiam wszystkich ciepło,na przekór pogodzie!
    Pani Małgosiu u mnie tak samo wszystko przedwcześnie opadło.Orzech-łysy kompletnie,nawet orzechy nie zdążyły dojrzeć!

  285. Łucjo, dobry wieczór!
    Bardzo się cieszę z takiej świeżutkiej Czytelniczki!
    10 lat! I już tyle czytasz!
    Brawo!
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  286. No nie wiem, nie wiem na ile on skuteczny, to syrop homeopatyczny. Złośliwie mówiąc, więcej tej muchy w jednym syropie niż rosiczki w całej rocznej partii.

  287. Ja w sprawie dyskusji: generalnie jestem przeciw.
    Bezsensowne bicie piany w każdym przypadku. Czyn! Tylko on się liczy.

    Z rosiczki? Chyba żartujesz!
    A taki skuteczny.

    W sprawie pierzyny: słuchać Chopina pod pierzyną mógłby tylko książę Bulbo.

  288. Drosetux na suchy, zawiera wyciąg z rosiczki. Wiosną wycofano ze sprzedaży jedną partię, bo znaleziono w środku muchę. Syrop nie dla wegetarian. ;)

  289. Chesterko, to są skutki dopadania komputera od przypadku do przypadku; już raz doradziłam Staroście w temacie piosenki niezapomnianej, a zarazem romantycznej i czułej szanty wielorybników pt.”Płyńmy razem do starej Maui”, a teraz znowu mi sie udało;) Tam zapamiętałam jeno, że ma być niezapomniana, a tu, że coś na kaszel.
    Ale widzę oczami duszy wytworne towarzystwo w filharmonii parujące po gorącej kąpieli pod tymi pierzynkami i siorbiące tę herbatkę z prądem;) Ale przynajmniej by nie kaszleli.

  290. Ewo, wypowiedzi specjalistów telewizyjnych różnią się od tych radiowych, te zaś od krytyków prasowych czy specjalistów zagranicznych. A wszystkie razem, od decyzji jury. Bywa, że odrzuceni pianiści robią potem większą karierę niż ten, co zajął pierwsze miejsce. Dlatego ja traktuję dyskusje krytyków jako osobną dziedzinę (sztukę) przykonkursową. Słuchaj spokojnie i ciesz się muzyką.

  291. Marysiu, do Warszawy (nazwy miejscowości piszemy dużą literą) nie jadę. W ogóle, jadę tylko do Poznania. Zmęczona jestem.

    Biedronko, z tymi syropami trudna sprawa.
    A Drosetux? (mój ulubiony; skuteczny). Jak by się z kawą komponował?

    Ciotko z Mordoru, dobrze radzisz!:)))

    SowoP, to by szeleścili sreberkiem od tabletek strepsils.

  292. Zaraz, zaraz, czy jadobrze słyszę, znaczy – czytam: sala koncertowa wypełniona towarzystwem w strojach wieczorowych pod pierzynka z przymglonym wzrokiem po herbatce z pradem?

  293. Duśko, na bunt dwulatka znam dwa sposoby. Pierwszy: przeczekać z filozoficznym spokojem (piękne, lecz mało życiowe). Drugi: w sytuacji ekstremalnej dwulatka zabezpieczyć (np. w łóżeczku z pluszakami), siebie chwilowo odizolować (np. w łazience) i też przeczekać :) Serdecznie pozdrawiam.

  294. Właśnie słucham wypowiedzi specjalistów ze studia telewizyjnego. To ciekawe, jak często ich opinie różnią się od opinii „niezawodowych” słuchaczy. Ja, przyznam szczerze, również nie odebrałam żadnej edukacji w zakresie muzyki klasycznej, jednak słuchanie Konkursu daje mi wiele radości! Niezwykłe, jaka jest siła muzyki – prawdziwa sztuka dotyka człowieka niezależnie od jego wykształcenia.

  295. Aaaa!
    Sowo: sir. thymi oraz Tussipect- na kaszel mokry, pini- na suchy.
    Ale ani efedryny (Tussipect), ani kodeiny (pini) w połączeniu z kawą nie polecam- niezdrowo.
    Przepraszam za czepialstwo, to zagadnienie jest po prostu z mojej branży. :)

  296. Syrop można by dolewać do kawy, zamiast miodu. Kawa tymiankowa lub piniowa (thymi, tussipect) na kaszel suchy, kawa miętowa (z flegaminą) na mokry. :)

  297. Dzień dobry Kochani :)) Na jesienne chłody polecam kawę z cynamonem oraz scenkę w domu Państwa Lewandowskich, kiedy to cała rodzina zasiadła do klusek ze skwarkami i kapustą, a po skończonym obiedzie Geniusia (kochana) :……”przybrała sztuczną minkę i sztucznym blaszanym głosikiem wyrecytowała,patrząc głęboko w oczy pana Lewandowskiego: – Stary jesteś,śmierć cię czeka,garbarz po twą skórę pośle.Już niedługo twego życia.Mój ty stary,biedny ośle.”…….Ot,co….Miłego dnia :D.

  298. Dzień dobry DUA, jak miło tu sobie wejść i poczytać o renklodach (la Reine Claude!!) i Chopinie:). Zamówiłam „Feblika” w Akapicie i ma przyjść z Jeżycjadową torbą. Jestem jej strasznie ciekawa… . Z tym, że „Feblika” oczywiście bardziej;).
    Kończę, wracając do pracy i przy okazji do zastanawiania się, jak by tu załagodzić efekty procesu, który literatura fachowa zwie „buntem dwulatka”…;).

  299. Odtańczyliśmy z Sowiątkiem koreańskie mazurki i idziemy na spacer.

    Doszliśmy z rodziną do wniosku, że w przerwach kawowych, w foyer, powinni oprócz kawy sprzedawać tabletki i cukierki na kaszel.

  300. Od chwili, kiedy ujrzałam wieść od wydawnictwa o listopadowym spotkaniu uśmiech nie schodzi mi z twarzy – rezerwuję bilety na pociąg i jadę! Teraz czeka mnie najdłuższy miesiąc życia :). Pozdrawiam serdecznie :).

  301. A mnie żal Miyako Arishima o twarzy Królewny Śnieżki, tym bardziej, że uczy się w Bydgoszczy pod okiem prof Popowej. Pewnie dlatego między innymi profesor, poprzedzajac ogłoszenie listy uczestników trzeciego etapu, skierowała swoje słowo właśnie do tych, którzy odchodza, mówiac, że cierpienie jest nieodłacznie zwiazane z życiem artysty.

  302. I to subiektywnie oceniać, bo jak inaczej.
    Oj, będą jeszcze nerwy, będą.
    Dobranoc, posłucham sobie teraz, a potem mi się będzie śniło i obudzę się rano z mazurkiem w uchu.

  303. A jak ktoś ma taki tik, i musi przewracać tymi oczami, nad klawiszami? To wtedy eliminowanie ze względu na miny byłoby niesprawiedliwe.

  304. Wystarczy popatrzeć w gugielka. Renkloda Althana jak żywa.

    Sowo, łzy były podobno. Trzeba by wszystkich nagrodzić, słowo daję.
    Może eliminować by trzeba tych, co te miny robią i przewracają oczami?
    Bo grają wszyscy perfekcyjnie.

  305. Właściwie obie strony sporu zostały poparte, bo fachowo salomonowym sądem Ann rozsądzone. Zaraz zawiadomię o decyzji sądu Mirka;) Ciekawość, czy uzna wyrok, czy będzie się odwoływał do wyższych instancji?

  306. Że nie popieram, też nie powiedziałam. Ino, że się nie zapieram. Bo się nie znam i fioletowej ręglody długi czas nie znałam. :)

    Juliana mi nie żal, ale Annie Zhou, Soo Jung Ann i Miyako Arishima – bardzo. Też się cieszę, że nie zasiadam w jury.

    Zima – żaden bal.

  307. Kochana DUA! Szukam skutecznego lekarstwa na roztargnienie! Może znawca dziejów o.Cadfaela coś na to pomoże!?
    Jadę ci ja wczoraj z głowa pełna Chopina do supermarketu. Przypinam rower i śmigam z koszykiem. Głos w megafonie poszukuje właścicielki szarego roweru i wprawdzie przez chwilę czuję niepokój sumienia, tak z przyzwyczajenia, ale, ale byč nie może, to nie o mnie, rower przypięłam we właściwym miejscu. Kiedy podchodzi do mnie uśmiechnięty ochroniarz, czuję, że coś jest na rzeczy. Otóż rower przypięłam prawidłowo, tyle że…nie mój, tylko stojacy obok, nota bene już przymocowany. Tak, tak pośmiejcie się ze mnie…

  308. Ano właśnie, w Wielkopolsce nie ma śniegu!
    Za to jest sucho na naszej połaci. Liście opadają przedwcześnie.

    No mówię, mówię przecież: fioletowa i żółta! Dzięki, Ann, przynajmniej ktoś mnie popiera!
    Mamo Isi, widzisz?

  309. Dzień dobry wieczór!
    Zaglądam tu dzisiaj specjalnie, pewna, że znajdę zachwyty nad pierwszym w tym sezonie śniegiem, nad bielą, nad puchem (nic to, że już dawno wszystko znikło) – a tu cisza! Czyżby Wielkopolskę zapowiedź zimy ominęła? I mimo, że w poniedziałkowy ranek nuciłam „Na całej połaci śnieg” – jakoś tak mi lepiej jak widzę jeszcze trochę tych jesiennych kolorów dookoła… :) Pozdrowienia jeszcze październikowe!

  310. Dobry wieczór! Wpadam przelotem uśmiechnąć się do DUA :-) Szeptem dodam, że to dwie zupełnie różne odmiany – prunus domestica Renkloda Althana (fioletowa) i prunus domestica Renkolda Ulena (żółciutka) :-)
    Faneczko, serdeczne gratulacje! :-)
    A na południu dalej śnieg. Byle do wiosny :-)

  311. Renkloda, strelicja, clivia – lubię nazwy roślin nadawane na czyjąś cześć.
    Gdybym miała wybierać sobie jeszcze raz zawód, zostałabym etymologiem. Biorąc pod uwagę stopień dochodowości zawodu oraz przydatność społeczną – to najszlachetniejszy zawód jaki znam :)

  312. Och, cytat z mojego ulubionego wiersza wuja!

    Morze – to nie rzeka, a ptak – to nie krowa!
    Szczęśliwy, kto kocha rymowane słowa!
    Rymuj mi się, rymuj, drogi mój wierszyku!
    Stój w miejscu cierpliwie, składany stoliku!
    Stoi stolik, stoi, zachwiewa się nieco,
    Za stolikiem – morze, za morzem – Bóg wie co!

  313. Jak mawiał wuj Tarabuk: „Lepiej się zapierać, niż niedopierać.” To ja się też zapieram;)
    W końcu nasza stareńka renkloda, sadzona jeszcze przez Tatę w 1950 roku też była klasyczna, złocista z różowym rumieńcem i przepyszna. Nie mogę jej się wyprzeć;)
    Ale dzięki dzisiejszym poszukiwaniom w necie w sprawie królowej Klaudii odkryłam wreszcie, co jej dolega na stare lata. Szara zgnilizna drzew pestkowych i przędziorek owocowy. Na wiosnę ją spryskam 2% cieczą siarkowo-wapienną i będzie jak nowa.

  314. No to tylko ja się zapieram. Althana jest fioletowa, słodka, soczysta i aromatyczna. I to jest renkloda!

    Sowo, a Chińczyk długowłosy wspaniały zaiste.
    Dobrze, że się nie znam i nie zasiadam w jury.

  315. Zaraz tam zaparła. ;)

    Ja miałam wieki całe żółtą, słodką i rozpadającą się w rękach od nadmiaru soczystości. Do tego roku nie wiedziałam nawet, że istnieją inne odmiany. I raczej powątpiewałam w fioletową, bo ta z targu była twarda i kwaśna, w niczym nie podobna do mojej.

  316. Fanko Robrojka, serdecznie Ci gratuluję i bardzo się cieszę!
    Proszę z uporem pisać dalej, bo warto, jak widać!

  317. Przekaż mu uśmiech i oświadczenie, że korektę mile przyjmuję, lecz zostaję przy swoim zdaniu. Renkloda Althana rośnie u mnie w ogrodzie i jest fioletowa!
    Zapewne to jakaś poprawka do żółtej.
    Sowa też się zaparła.;)

  318. Tak, Mirek też wspominał czasy, kiedy razem z Tadziem rozabiali, a i resztę zacnej rodziny wspominał ze wzruszeniem. Drugi z młodych panów M. był o klasę wyżej, więc aż tak się nie spoufalał;)
    Czyli poprawka królowej Klaudii przyjęta i mogę go o tym z czystym sumieniem zawiadomić?

  319. Reine-claude de Bavay, diaphane, verte ou dorée, d’Althan, d’Oullins … po prostu – prunelki. Wszystkie dobre.

    Zapytam w przyszłym roku panią z targu, czy wie kim była królewna Klaudia Walezjuszka. Klaudia, nie Glaudia.

  320. „Nie ma nic piękniejszego, niż gitara”, miał podobno rzec kiedyś Fryderyk Chopin. Nie wiem, czy to prawda, bo źródła o tym milczą. Ale mówią za to, że wystąpił na koncercie z hiszpańskim gitarzystą, Fernandem Sorem.

    Słuchane popołudniem:

    Fernando Sor – Fantasia „Les adieux” op.21, nr 5.
    Margarita Escarpa.

  321. Autorko Droga, w Konkursie „O Liść Dębu” im. W Broniewskiego moje wiersze zostały wyróżnione drukiem w tomiku pokonkursowym. Zgłoszono 207 zestawów konkursowych. Trudno mi w to uwierzyć. Śfciskam wszystkich wielbicieli Chopina.

  322. Ach, a więc już milczymy o renklodach, Sowo. Ani słówka!
    To producenci fioletowej renklody się mylą. Po prostu produkują coś zgoła innego! ( I to się nazywa Renkloda Althana i ja ją mam, pyszna!)
    Przez posły przekazujemy, że pan M. bardzo się rozrzewnia, wspominając młodego Mirka.
    Raz jeszcze – wiele serdeczności przesyłamy!

    Sowo, na Konkursie coraz ciekawiej. Chyba, wbrew woli, zaczynam kibicować temu i owemu.
    Aha, i nagle spodobała mi się bardzo gra Czecha, p. Kozaka.(Oglądam wszystko na YT, także minione nagrania z eliminacji).
    P. Książek znakomity.

    Piotrusia żal, to prawda.
    Ech, życie.

  323. Wszystko idzie przez posły, ale staram się nie uronić treści;)
    Mirek podjął dyskusję z uwagą Starosty:”Mamo Isi, posiadam fioletową renklodę. Te żółte to uleny.”

    A wcale bo nie!! Są OCZYWIŚCIE uleny….
    – ale Reine Claude 1499-1524 była BLONDYNKĄ !!
    „Le bleu a certainement pâli depuis ce matin mais les reines-claudes, vertes hier sous leur poudre d’argent, ont toutes ce soir une joue d’ambre.”

    Tak to jest wchodzić w dyszkursy z profesorami zwyczajnymi o nadzywczajnych zdolnościach do udowodnienia swojego zdania w każdej kwestii;)))

    Z czystej ciekawości poszukałam królowej Klaudii Walezjuszki. Bardzo sympatyczna blondyneczka. Od tytułu i imienia królowej Klaudii (La Reine Claude) pochodzi nazwa odmiany śliwy domowej – renkloda. Śliwa ta została sprowadzona do Francji w czasach królowej i tak nazwana na jej cześć.

  324. Kupowałam Sowiątku tego lata na targu fioletowe „renglody”, jak głosił napis na skrzynce. A w ogrodzie miałam kiedyś żółte.

    Nocą oglądnęłam wywiady z pianistami dostępne na stronie Konkursu, pouczające. Bardzo spodobało mi się pytanie, w jakich trzech słowach określił(a)byś swój występ na konkursie. Zadziwiło mnie też, jak często ci bardzo jeszcze młodziutcy pianiści, mający już tak wiele do przekazania grając, tak niewiele potrafią jeszcze powiedzieć o muzyce słowami. Za to Kate Liu bardzo naturalna i wygadana.

    Też żal mi kilku uczestników, którzy nie przeszli, ale co zrobić, wszyscy nie mogą wygrać. Między nimi Piotr Nowak. Bardzo mi się podoba jego estetyka gry, jest w niej coś przedwojennego. W trzech słowach – elegancja, skupienie, powaga. Jak Władysław Szpilman.

  325. Zimno, szaro, nieprzychylnie, Blablubo. Ale trzymamy się!

    Mamo Isi, posiadam fioletową renklodę. Te żółte to uleny. Ale są i inne odmiany, hej!

  326. Przekażę niechybnie, kochany Starosto;)
    Aha, onże w ramach czepiania się zaznaczył, ze renklody nie są fioletowe, jeno złociste z róowym rumieńczykiem; powiadał też, że w swoim egzemplarzu „Wnuczki” zrobił w tej kwestii korektę;)
    Ale nie ma Zhi Chao Juliana Jia, Piotra Nowaka, Andrzeja Wiercińskiego ani Cheng Zanga! A na mojej liście byli! Pozostaję niepocieszona;(

  327. A żeby Pani wiedziała, jak ja się cieszę! Podobnie jak pisał Wójt, i ja nie mam osłuchania w muzyce klasycznej. Coś mi umknęło. Coś dużego. Teraz czerpię z Was garściami!
    U nas dziś już nie sypie, wygląda, że jesień zawróci. A jak aura u DUA?

  328. Kto miły, miłe słówka dostaje.:)

    Mamo Isi, dziękuję za sympatyczną wiadomość i proszę przekazać szlachetnemu Dziadkowi moje (i mężowskie) pozdrowienia!

    Ha! Trzech Polaków w III etapie.

  329. Wysłucham, Sowo, na pewno. Dziękuję:)
    Przed chwileczką dzwonił Mirek i prosił, aby przekazać Staroście wraz z Małżonkiem wyrazy szacunku, a także poinformowac, że czyta bez chwili przerwy „Wnuczkę do orzechów”. A nawet jak nie czyta, to ma na biurku. Raz, bo uważa ją za najlepszą, a dwa, bo sam ma wnuczki i jako dziadek, czuje się zobowiązany do czytania o wnuczkach;)
    To już wiem, co od nas dostanie na Boże Narodzenie:)

  330. Dzień dobry!
    Sofijko, Konkursu cała Polska kiedyś słuchała. W każdym razie, zainteresowanie było ogromne. Pamiętam to dobrze. Od tego czasu wiele się zmieniło – na gorsze.
    Jeżeli nasze tutejsze wpisy chopinowskie zachęciły i Ciebie – to wielka z tego jest radość dla mnie i wielka w tym zasługa naszej Sowy Przemądrzałej.
    Jeden z największych kompozytorów w całej historii ludzkości (!!!) – genialny artysta – i nasz rodak w dodatku – zasługuje na takie święto i takie powszechne zainteresowanie.

    Do zobaczenia!

  331. Takie piękne te wpisy, że siedzę i czytam od dwóch godzin! Na „Feblik” czekam niecierpliwie, a na spotkanie na pewno wpadnę, bo mam niedaleko. Tak mnie natchnęła ta rozmowa o Chopinie, że chyba będę go dużo częściej słuchać. Swoją drogą mój tata opowiadał mi ostatnio jak w jego młodości dziadek wysłuchiwał zawsze całego konkursu chopinowskiego, nawet po nocach!
    Z dreszczem podekscytowania będę wyczekiwała listopada!
    Dobranoc :)

  332. Ha! Pani Małgosiu, dobrze myślałam, że od Jędrzeja! Zmyliły nas drzewa genealogiczne w grafice internetowej, które twierdziły, że był to Andrzej!

  333. Ach, Moniu miła, to Ty!
    Poznam od razu. :) Policzki i pierniczki.

    Zuziu, proszę bardzo. Czekaj na Mikołaja.

    Marysiu, witaj! Wpisałaś się jakieś 25 razy, niepotrzebnie. Wpisy nie pojawiają się na stronie od razu, tylko po zaakceptowaniu przeze mnie lub Adminków.
    Tak, będę podpisywała „Feblik” w Empiku w Poznaniu, 14 listopada.

  334. Dzień dobry! Pierwszy raz z Poznania, gdzie powoli się zadomawiam zaczynając studia. Śliczne miasto, gdzie na każdym kroku spotykam jakieś miłe wspomnienia z lektury, za co po raz kolejny (i nie ostatni) serdecznie dziękuję Pani Małgosiu! :) Koncertu podsłuchuję, a nie znając się na tym niestety, wszystkich wykonawców słucham z równą przyjemnością ;)
    Siostra Panny Anny to ja, także znakiem rozpoznawczym będą rumiane policzki, ale nucić też mogę ;) Cieszę się ogromnie na to spotkanie!
    Przesyłam wszystkim jesienne uśmiechy ^v^

  335. Od Jędrzeja!:)

    Sowo, ta fala listów przeszła w falę mailową i bardzo dobrze, bo nareszcie nie muszę kupować tylu znaczków. Ale faktem jest, że kiedy się w roku 2002 wyprowadzaliśmy z Poznania, z mieszkania przy Słowackiego (żółty dom z wieżyczką), w spiżarni (była tam taka, wielkości małego pokoju) naliczyłam osiem worków 120 litrowych, pełnych korespondencji. Odkładałam, odkładałam, aż narosło!
    Zabraliśmy te worki na wieś i wszystko uroczyście spaliliśmy. I tak bym ich przecież nikomu nie pokazała.
    Swoją drogą, mam jeszcze wielkie zbiory listów od różnych znakomitych osób, będzie kiedyś można je oddać do muzeum.
    Rzeczywiście, w mailach nie ma takiego czaru, jaki zawsze się odnajdzie w najskromniejszym nawet liściku.
    Wczoraj, szukając dla Zuzi listu do Virginii (w sprawie św. Mikołaja) trafiłam na ciekawą stronę: lettersofnote.com i znalazłam od razu list Oscara Wilde, fascynujący z racji treści („Art is useless because …”) i zadziwiający pod względem formy graficznej. Sami zobaczcie!

  336. Witam serdecznie !
    Uwielbiam czytać Pani książki, w związku z tym mam pytanie czy organizuje pani jakieś spotkanie autorskie.
    Już nie mogę się doczekać następnej części Jeżycjady. Jak na razie przeczytałam wszystkie są wspaniałe. Bardzo chciałabym zobaczyć panią na żywo.
    Marysia

  337. Dzień dobry!
    Jestem przyjaciółką Kapucynki i robimy razem z nią stronę internetową o Jeżycjadzie. Zastanawiamy się, czy Jędrek Rojek, to skrót od Andrzeja, czy Jędrzeja?

  338. Tak jeszcze na marginesie wątku korespondencyjnego jaki się ostatnio przewija w KG, natrafiłam jakiś czas temu w Internecie na dawny wywiad z DUA, gdzie mówi, że dziennie zdarza się jej dostawać nawet 60 listów od czytelników. Zaraz zaczęłam mnożyć: 60 dziennie to jakieś 300 tygodniowo (zakładam, że w weekendy poczta nie działa), 1200 miesięcznie, 14 400 rocznie, czyli przez 40 lat pisania Jeżycjady – 576 000. Od razu nasunęło mi się pytanie, gdzie DUA te wszystkie listy mieści??? Ma na korespondencję jakiś osobny pokój w domu?? Dostawanie listów jest bardzo przyjemne (szczególnie, gdy od czasu do czasu z koperty wyjrzy elektryzujące nazwisko – Raszewski, Świderkówna, Przybora…), ale w takiej ilości musi być też trochę (?) męczące. A jeszcze DUA na większość (?) odpisuje, o rety, rety.

    Będę musiała na nowo zacząć kultywować pisanie listów (jak powiedziała Zuzia), bo w ostatnich latach w skrzynce znajduję tylko rachunki, reklamy i życzenia świąteczne od firm. Zgroza.

  339. Mamo Isi, posłuchaj nokturnu z pierwszego etapu i jeszcze raz ronda z drugiego. On bardzo ładnie gra czasem i ma leciusieńkie drobne nutki, jak dzwoneczki. Może do finału nie dojdzie, ale w trzecim etapie chciałabym jeszcze posłuchać co ma od powiedzenia.

    Dziś muszę się za to zgodzić się w pełni z krytykami, świetny Chińczyk.

    A w ogóle, to staram się być wyrozumiała i dla krytyków, oni też muszą z czegoś żyć ;)

  340. A my na przekór śniegom zszatkowałyśmy wczoraj z Marysią główkę kapusty i co tylko trzeba, Piękna i Bestia x osiem słoiczków gotowa do kiszenia :) Baśka ulepiła dziś bałwana. Mam jednak nadzieję, że jesień wróci, bo nie jestem wielbicielką takiej zimnej wilgoci…
    Jak to dobrze, że w domu ciepło i że można posłuchać Chopina

  341. W Krakowie sypie i sypie i sypie. Od rana. Słucham Konkursu ( dzięki Wam, pierwszy raz, zupełnie bez znawstwa, ale nie bez przyjemności) i robię przy tym na drutach szalik, którym odgrodzę się od zimy. Zaczynam trzeci metr bieżący. Pozdrawiam DUA i Księgowych i macham do Was niczym Edward Nożycoręki

  342. Mam pełne wydanie „Listów” (dwa duże tomy) i bardzo je lubię. Kunsztowne i pełne wdzięku!

    Ann, dobrego dnia życzę i Tobie! Nie przeziębiaj się!

  343. Dzień dobry! Na Śląsku od nocy śnieg na prawie całej połaci… Egzotyczny październik. Zabawnie to wygląda na złotych i rudych liściach drzew. Zimno. Ale za niedługo będzie Feblik :-) Dobrego dnia i tygodnia dla DUA i Księgowych :-)

  344. Czytam od paru dni listy Chopina; wiem, że formularz nie przyjmie linku, ale wystarczy w Google’a wpisać :Chopin listy – i się pojawi Narodowy Instytut Chopina, a tam prawie 400 listów. Jestem dopiero przy 44 liście i smakowicie mlaskam;) Kurierek z Szafarni też tam jest, bo go w końcu Frycek wysyłał rodzicom do W-wy. Wybitny talent pisarski i ścchapękłe poczucie humoru miał nasz Frycek.

    Dobrze, Sowo P., odsłucham sobie Hamelina z I etapu, żeby nie grzeszyć brakiem obiektywizmu ;) I postaram się nieco utemperować przesadny krytycyzm;)
    Słynna „Modlitwa dziewicy” jest ulubionym utworem Japończyków! Sto lat bym myślała i nie zgadła.
    Tak, Japończycy przepięknie grają. A Miyako Arishima jest bezdyskusyjnie najpiękniejszą pianistką Konkursu. I gra też przepięknie.

  345. Dzień dobry :) W ten chłodny poranek (jeszcze) dogrzewam się herbatą i „Jeżycjadą”,na przemian z moją ukochaną biografią Wisławy Szymborskiej -„Pamiątkowe rupiecie”…. i po raz kolejny wzruszam się słowami będącymi poradą dla pewnego młodego poety…….”W każdym wierszu chodzi o wrażenie,że te właśnie,a nie inne słowa od wieków czekały,żeby się ze sobą spotkać i zrosnąć w całość jedyną,już nie do rozerwania”.Pozdrawiam Wszystkich,a w szczególności Ulubioną Powieściopisarkę.

  346. Dzień dobry! Sowo kochana, jak dobrze powiedziałaś – wszyscy na konkursie sa tymi najlepszymi, zawsze mnie oburza, kiedy komentatorzy za bardzo utyskuja, ciekawe, co by było, gdyby sami tego dnia mieli zagrać.
    Szyszkinowi jestem wdzięczna za piękne wykonanie scherza b-mol, które przeniosło mnie w emocjami targany wiek nastoletni. Pamiętam dotkliwe poczucie samotności. Przychodziłam po szkole do domu, puszczałam ze szpulowego magnetofonu właśnie to scherzo i leżac na dywanie, bez końca je powtarzałam. Sasiedzi jakoś nie narzekali, a było głośno.

  347. Śnieg w Krakowie!
    A to dopiero.
    Aniu, miło mi, że wypełniam wiadomą lukę pod choinką.
    Pozdrów Mamę!

    BeatoV, pozdrawiam Twoich synków!

    Sowo, jakichż ciekawych rzeczy dowiadujemy się od ciebie! Tekla! Tekla Bądarzewska w Japonii!
    I urocza księżna Takamado.
    Zaczynam dzień z uśmiechem.

  348. W Krakowie śnieg (o zgrozo:), więc czas zacząć myśleć o prezentach pod choinę. Chyba moja Mama dostanie „Felbika” (którego trzeba będzie przeczytać i powstrzymać się, żeby nie było widać zagięć i żeby, nie zaznaczyć ulubionych fragmentów:). Bardzo się cieszę na premierę i czekam na spotkania autorskie. Chyba ekscytacja z powodu następnych wydań nigdy mi nie minie. Trzymam kciuki za premierę i ściskam cieplutko

  349. Dzien dobry! Tym razem cos pozytywnego. ;)
    Wprawilam dzis rano w zachwyt moje najmlodsze dziecko. Nie mielismy gotowej, plastikowej okladki, zeby oblozyc ksiazke, wiec- wspominajac dawne kolko biblioteczne wzielam zwykly papier – i ksiazka oblozona. Marco krazyl kolo mnie gdy zginalam papier, zadawal pytania, podsmiewal sie, a na koniec stwierdzil:
    -Ty to jednak kreatywna jestes!
    Jak to stara matka moze jeszcze zadziwic dziecko z XXI wieku!

  350. Mamo Isi, bo Hamelin był bardzo dobry w I etapie. W II już nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia, ale wciąż mi się podoba. Szyszkin też. Trzeba pamiętać, że konkurs muzyczny to nie to samo co biegi na czas, nie wygrywa zawodnik najszybszy. Ocenianie pianistów pod kątem, który z nich jest bardziej wrażliwy muzycznie jest bardzo ryzykowne i subiektywne, a znawcy zdają się o tym zapominać i prześcigają się w krytykach, czasem bardzo nieprzyjemnych. To są żywi ludzie, a nie automaty albo płyty CD, grają pod ogromną presją, mają koncerty lepsze i gorsze, ale to wciąż są rewelacyjni pianiści. Wszyscy.

    W przerwie usłyszałam za to bardzo miłe wywiady z japońskimi pianistami, jak oni pięknie mówią po polsku i jak ciepło myślą o Polsce! A do tego wizyta księżnej Takamado, która po przesłuchaniach konkursowych pojechała słuchać polskich ptaków w naturze, niebywałe. Cóż za kulturalny naród. Nie wszyscy wiedzą o tym, ale Japończycy znają świetnie nie tylko muzykę Chopina, jest u nich bardzo popularna inna polska kompozytorka, o 20 lat młodsza od Chopina; u nas wciąż jeszcze postrzegana z przymrużeniem oka (bo salonowa), a w Japonii słyszą o niej małe dzieci. Kto ma jeszcze siłę słuchać czegokolwiek tej nocy i nie zna tego hitu, niech sobie posłucha na dobranoc:

    Tekla Bądarzewska (1829-1861) – „Modlitwa dziewicy”. Na fortepianie gra Olga Rusina.

  351. Pani Małgosiu, która książka pani autorstwa wydaje się pani najfajniejsza, najlepsza? PS.przepraszam za nadużycie ‚pani’

  352. Ten mężczyzna na pewno nie wpuszczał w maliny,mimo,że z mediów.
    Chociaż tu większy wpływ mają czasy w jakich pracował ów mężczyzna.
    :)

  353. Dobry wieczór!
    Kochana Pani Małgosiu,mam do Pani małą prośbę(a może dużą).Chodzi o to,że w archiwalnych wpisach była piękna odpowiedź na pytanie przysłane do gazety przez dziewczynkę,czy Święty Mikołaj naprawdę istnieje.Była to odpowiedź jednego z członków redakcji tej gazety.Była ona tak przepiękna,że chwyciła mnie za serducho,a nie zdążyłam jej przepisać,ani nawet zapisać w komputerze.Pamięta Pani o co mi chodzi?Może udałoby się jakoś pokazać od nowa tę cudowną odpowiedź,skoro archiwum wpisów jest zapisane?:))Niestety nie pamiętam z jakiego roku i jakiego miesiąca to wpis.
    Z góry przepraszam za kłopot.:)

  354. No tak, rzeczywiście, Józinek nie grałby na fortepianie. W życiu by się to po nim nie pokazało. Masz rację, Starosto.
    Sowo P., taki komplement z ust muzykologa to dla mnie wielki zaszczyt;)

    Ogromnie mi się dziś spodobał Szyszkin. Nie mam pojęcia, o co chodziło tym, którzy wydziwiali, że jury nie wiadomo dlaczego go przepusciło do II etapu, kiedy tylu konkursantów bardziej zasługiwało. Wspaniale grał.
    Za to zupełnie mnie nie zachwycił Hamelin, choć oczekiwałam cudu sądząc po wypowiedziach znawców.
    Obu przegapiłam podczas I etapu, więc zawierzyłam mediom, a te jak zwykle wpuściły mnie w maliny.

  355. Nie mogę się doczekać, nam będzie miło podwójnie! ;-)

    Kusi mnie drugie wydanie „Srebrnego dzwoneczka”, choć mam pierwsze… Pewnie kupię, ta okładka do mnie przemawia.

    Czytam biografię Terry’ego Pratchett’a (opartą na analizie jego książek – takie biografie pisarzy najbardziej lubię) i czekam ze smutkiem na polskie wydania jego ostatnich książek. Tak jak napisał Piotr Cholewa po jego śmierci: świat stał się nieznośnie kulisty…
    Chyba się zniosę z książką do kuchni – za godzinę mecz. Nie będę naszym piłkarzom przynosić pecha…
    Dobranoc!

  356. Dużo się tu mówi ostatnio o Chopinie.
    A czy pamiętajcie, że twarz kompozytora zdobiła jeden z naszych banknotów?

  357. Cóż, Józinek nie grałby na fortepianie, to jasne. Ale pan Piotr jest w porządku, choć inny.

    Uśmiecham się do Sowiątka! Jakie kochane!

  358. Ha, mamo Isi! Jak zwykle mamy podobne wrażenia :) Piotr też mój ulubiony z Polaków i też od razu wydał mi się borejkowski, ale nie Józinek. Inny charakter.

    Kate Liu wciąż u mnie jest number one, choć Kanada zaprezentowała się świetnie. Muszę zobaczyć motyle ręce Kate, jeszcze jej nie oglądałam.

    A kasłanie jest strasznie zaraźliwe. Patrzę Ci ja rano na Sowiątko, a ono raźnie wtóruje audytorium, nie tylko kaszląc, ale też pochrząkując i charcząc. Ależ to zabawne było!

  359. Dobry wieczór! Bardzo się cieszę, że będzie spotkanie! Mąż od razu powiedział, że przyjedziemy. I nowy tytuł! Cudowne wiadomości.
    A ja zaglądałam tu jednym okiem i się nie odzywałam, bo jeszcze mamy remont. Ale jak już zrobimy strych, to będziemy mieli przytulny zakątek do czytania.
    Pozdrawiam wszystkich, miłego wieczoru.

  360. A ja właśnie niebawem skończę czytać „McDusię” i zacznę czytać „Wnuczkę do orzechów” no i zapewne skończę przed premierą „Feblika”.

  361. Wiem, Starosto, wiem, że zielony. Ten dzbanuszek, pamiętam! Ale u wiewiórki pomarańczowy musi być pierwszy, prawda?
    Mary, cieszę się:)

  362. Kochana Pani Małgosiu,
    uwielbiam, jak Pani bawi się czasem! Moja ulubiona Noelka „zmieszczona” w jeden jedyny wieczór wigilijny i moja ulubiona Kalamburka, którą czytałam od początku do końca i od końca do początku rozdziałami – kilka razy! Wspaniała lekcja historii.
    Cieszę się już na Feblika i na te wariacje czasowo – przestrzenne :)))
    Dziękuję, dziękuję, dziękuję Pani Małgosiu!

  363. Wiewiórko, zielony i pomarańczowy. Taka kolejność u mnie.
    Nigdy nie jest za późno, by polubić muzykę klasyczną. Zachęcam! W internecie jest mnóstwo najwspanialszych wykonań, tak jeszcze nigdy nie było!

    Co do młodych pianistów szopenistów z Azji: troszkę nam się mylą, prawda? – zwłaszcza ich nazwiska trudne są do zapamiętania. I doprawdy nie wiem, kto lepszy. Wszyscy są fenomenalnie przygotowani i niewiarygodnie uzdolnieni.

    Kochana Mery, jak miło Cię widzieć po przerwie! Brak tu Ciebie!
    Dzięki za serduszko prawdziwe.

  364. Trudno mi się do tego przyznać, po tylu wpisach na temat wiadomego konkursu, ale osobiście nie słucham i nie oglądam. Po prostu nie znam się na tym. Proszę zwrócić uwagę iż się tym nie chwalę, tylko dzielnie przyznaję. Uważam, że to wielka strata i żałuję, że nikt mnie nie nauczył słuchać muzyki klasycznej, teraz już chyba za późno. To dziwne, ale mimo że nie słucham ( prawie) klasyki, to z wielkim zainteresowaniem czytam Wasze wypowiedzi. Piszecie z takim znawstwem i tak ciekawie. Po raz , hm nie zliczę już który, przychodzi mi się cieszyć z istnienia tej strony, na której można porozmawiać nie o tym, o czym gada cały internet.
    Przeczytałam też wszystkie wpisy kulinarne i aż mi się zrobiło pomarańczowo w moim świecie. Pomarańczowo czyli wesoło. A w ogóle pomarańczowy to mój ulubiony kolor. Zaraz po nim jest zielony. No i teraz nie wiem, czy mnie formularz przyjmie …

  365. Wczorajsza Amerykanka, chyba japońskiego pochodzenia- Rachel – miała takie krzepkie, umięśnione dłonie jak z obrazów Malczewskiego.

  366. Przepraszam, pomyliłam się. Ta rewelacyjna smarkula to Kate Xintong Lee obecnie lat 14, czyli będziemy mieli zapewne szansę oglądać ją przy następnym konkursie;)

  367. Prawda, że fenomenalna smarkula:)
    Skończył występ Piotr Nowak – z Polaków jego występ podoba mi się najbardziej. Poza tym en face przypomina Józinka;) Taki sympatyczny rudzielec.

  368. Wpadłam jakoś przez przypadek, podczytując „Dziecko piątku”, a tu taka cudowna informacja. Strasznie się cieszę i już nie mogę doczekać, Starosto. ❤ I książka Wiewióreczki! Może ta jesień jednak będzie piękna. Ściskam wszystkich Księgowych, stęskniłam się za Wami strasznie!

  369. Mamo Isi, znalazłam bez trudu! Wspaniała!

    I, jak to dziecko, całkowicie naturalna: żadnych min poza oczywistymi, a jej rączki miały zupełnie inny charakter w tamtym czasie. Dopiero potem nauczyła się motylich sztuczek.
    Tak czy inaczej, genialna dziewczyna.

  370. Oczywiście!
    Wczoraj w nocy na którejś z radiowych stron znalazłam wypowiedź prof. Tarnawskiej – „Jak dziś należy grać Chopina”. Natychmiast poszłam spać, bo uważam, że roztropnie jest unikać stresów. Samą panią profesor pamiętam jako młodą uczestniczkę któregoś Konkursu Chopinowskiego (kibicowałam jej bardzo!) i ostatecznie – laureatkę.
    Co do jogi: wiadomo. Personalizm: absolutnie. Ale Witoldowi Małcużyńskiemu najwyraźniej joga posłużyła jako narzędzie rozwoju. Imponujący! Uważam, że on właśnie zasłużył na miano artysty doskonałego.

    Mamo Isi, pardon wobec tego, szukałam po nazwiskach – kompozytora i pianistki. I mi wyskoczyło.
    Co do pełzania i „przeżywania”: myślę, że to musi mocno rozpraszać takiego uczestnika! Zamiast się totalnie skoncentrować na utworze i własnej biegłości, musi jeszcze panować nad twarzą i nad rolą dramatyczną, którą postanowił zaprezentować. To powinno być zabronione.

    Aleksandro z daleka, i nie kochać tu Japończyków! Dziękuję za piękną anegdotę.
    Miód: ależ oczywiście! Sama używam – do słodzenia i w kuchni – z wielkim zapałem. Uwaga: musi być prawdziwy.

  371. A jeszcze taka refeksja poranna mnie naszła: sądzę, że joga to nie najlepszy sposób na ćwiczenie koncentracji. Ostatecznym celem jogi jest bowiem stopienie się naszej jaźni z naturą, wyzbycie się własnej osobowości. A to bardzo niedobry cel. Jest wiele innych metod poprawiających koncentrację, które nie godzą w człowieka jako osobę. Jestem gorącą zwolenniczką personalizmu!

    Przenosząc personalizm na grunt muzyczny, uważam, że wykonawca nie może stopić się z wykonywaną muzyką w jedno, ma natomiast wydobyć ukryte w niej sensy, ukazując je przez pryzmat własnej osobowości. Może dlatego tak bardzo nie lubię typowego sformułowania konkursowych krytyków, że coś jest grane „nie po szopenowsku”. Mimo muzykologicznej słuszności zarzutów kryjących się za tym sformułowaniem, w rzeczywistości nie czekamy przecież na nowe wcielenie Chopina, tylko na artystę doskonałego, a więc takiego, który oprócz zaprezentowania perfekcyjnego wykonania utworu pod względem muzycznym i historycznym, porwie nas swoją osobistą interpretacją. Jest coś prawdziwego w arystotelesowskiej definicji sztuki, że ważniejsza od prawdy jest wiarygodność. Wiarygodność czyli ukazanie istoty prawdy, nie zaś kupienie sobie publiczności zwykłym kuglarstwem i efekciarstwem.

  372. A tak w ogóle, to Ida powinna mamrotać oglądając występ Kate Liu, że operacja trzeciego migdała to nic takiego;)
    A znajomy ortopeda podczas występu tego Francuza, co się tak czołgał nad klawiaturą całym sobą, że jak nie będzie siedział porządnie, to mu to tak zostanie.

  373. W tytule nie podano wykonawczyni, ale pod spodem w komentarzach było :”What an extraordinary and insensitive remark from klavier5000. This is a very nice and spirited performance. Take no notice Kate!” Co prawda, jak teraz próbuję znaleźć ten filmik, to mi się nie pojawia. Ech, jak sobie człowiek nie zasejwuje, to się potem nie dokopie w necie, ot co. O, udało mi się! Nie wiem tylko, czy formularz dopuści linka.
    Clementi: SONATA IN G MAJOR, OP.25, NO.2 (Allegro con brio)

    Marisa Liu ma zupełnie inną buzię,a to jest Kate, chociaż jeszcze bez problemów z trzecim migdałem;)

  374. Przy okazji tematu Chopina, który się często pojawia, ostatnio na zajęciach pani Profesor, zagorzała fanka Chopina i ogólnie muzyki klasycznej (trzeba zaznaczyć, że Japonka), puściła nam na zajęciach koncert Chopina. I to nawet nie w ramach zajęć, a dlatego, że nasz Kambodżański kolega okazało się, że o Chopinie nie słyszał i oburzona nauczycielka, korzystając z okazji, że nosi przy sobie płytę z koncertami, postanowiła szybko uzupełnić wiedzę owego kolegi. Ale przyjemnie się słuchało i jaka duma :)

    Dodatkowo pragnę podziękować jednej komentującej osobie, niestety nie pamiętam kto to był, kto wspomniał o możliwości picia kawy słodzonej miodem. Jakoś wcześniej nie wpadłam na tego typu rozwiązanie, ale spróbowałam i jestem zachwycona. Dziękuję!

  375. Oczywiście masz rację, powinnam go tam wysłać! Dobry pomysł.
    Uwaga, Cecylia (Exultate, Jubilate) : ona nie udaje. Jest absolutnie naturalna, a że ma bujny temperament, to i mimikę wyrazistą. Swoją drogą, wspaniała dama z orlim nosem.
    Dobranoc!

  376. Ależ – nie robić min to znaczy: być naturalnym.
    Właśnie sobie obejrzałam Małcużyńskiego, na dwóch etapach życia. Elegancja, siła, precyzja, potężna emocja, ale na twarzy i w postawie męski spokój. Doczytałam się, że pod koniec życia ćwiczył jogę, by lepiej się przygotować do koncertów. Zabawna rzecz, młodzi pianiści z Azji zapewne starają się przyjąć słowiańską, w ich mniemaniu, manierę, a o jodze zapomnieć.

    Muszę zobaczyć Cecylię, ciekawa jestem.
    Ach, szkoda czasu na sen.

  377. A do poznańskiego Muzeum Instrumentów trzeba wysłać z wizytą Ignacego Grzegorza Strybę, zaraz się tam im statystyki wizyt podniosą ;)

    Dobranoc.

  378. Dopóki numerki były blaszane, to jeszcze dało się znieść ich brzęk. Ale po modernizacji budynku pojawiły się duże, z ciężkiego metalu. Robiły istny łomot.

    Zupełny brak mimiki też nie jest wskazany przy grze. Skupienie i rzeczowość, jak najbardziej, ale musi też być widać, że wykonawca żyje muzyką, którą gra. Byle zachował elegancję i umiar, a nie słaniał się nad instrumentem. Wyjątkiem od reguły elegancji jest dla mnie Cecilia Bartoli, której nadekspresywność mimiczna dziwnie fascynuje, choć powinna śmieszyć.
    Ha, nawiasem mówiąc, retoryka gestu to też jest bardzo interesujący wątek w historii muzyki (dawnej).

  379. Numerki blaszane to klasyka!
    Z kaszelkiem nerwowym masz rację.
    Racja też z oglądaniem pianistów: że czasem to przeszkadza. Osobiście wolę rzeczowych, mocnych i skupionych artystów, którzy nie kręcą głową w poprzek osi, z zamkniętymi oczami, jakby w upojeniu, i nie robią min, oznaczających anielską subtelność. Jestem dziwnie pewna, że Chopin nie robił takich min. W ogóle żadnych nie robił, moim zdaniem: tylko grał.
    Obejrzałam Kate Liu i balet jej motylich rąk. Cóż. W poznańskim Muzeum Instrumentów Muzycznych jest gipsowy odlew dłoni Chopina. Mocna, sucha, energiczna dłoń. Boska dłoń. I otóż to.

    Lubiłam, jak grał Małcużyński.

    Mamo Isi, to nie Kate, to Marisa Liu, lat pięć. Ale i tak znakomita!

  380. Jutro Kanada, zobaczymy (posłuchamy), czy stanie na wysokości zadania.

    DUA, ależ ja głównie słucham (przenośne miniradyjko mam cały czas w kieszeni), tyle że czasem muszę iść do pracy. I wtedy wieczorem zaglądam w Internet. Muszę jednak zgodzić się z jednym z wczorajszych radiowych komentatorów, że muzyka jest mimo wszystko sztuką audiowizualną. Oglądanie artysty podczas gry bardzo wpływa na odbiór wykonywanego dzieła. Nie zawsze in plus, niestety.
    Słuchanie z partyturą w ręku również bardzo dużo daje, polecam.

    Otz, tak, nawet na kilku, ale nie na tyle dobrze, by o tym mówić. Na co dzień wolę słuchać innych.

    Isiu, z tym kaszleniem to jest koncertowy fenomen. Zawsze się denerwuję, że jak kto chory, to niech w domu siedzi i się grzeje, a nie męczy się biedny powstrzymywaniem od kaszlenia cały koncert. Ale może to też jest tak, że ten kaszel nie wynika z choroby, tylko ze stresu, że trzeba cicho siedzieć i jak już nadejdzie przerwa, to się kaszle dla odreagowania tego napięcia albo na wszelki wypadek. W naszej starej Filharmonii był jeszcze „rytuał” przypadkowego upuszczania na podłogę metalowych numerków z szatni, oczywiście w czasie największego pianissima orkiestry.

    Cieszę się, że Wam tak smakuje zapiekanka Kopciuszka, też ją baardzo lubię. I tyle już ma spodowych modyfikacji! A czy ktoś próbował dorzucić do niej orzechów?
    Przymierzam się do sycylijskiego kwiatu kalafiora.

  381. Panno Anno, a ta zalewa do wisienek to jaka?:)
    Francuz przyjemny, dobrze, że się nie upierał przy Chopinie, że nie Polak. A spotykałam takich uparciuszków.
    Aha, a siostrę jak poznam? Może niech nuci jakiś nokturn.

    No, Buczynko, z Torunia bliżej by było.

    Mamo Isi, muszę zobaczyć to maleństwo na stołku.

  382. Pozdrawiam z Francji, gdzie rozpoczynam doktorat.
    Słuchając muzyki, czytając miłe wpisy i jedząc wiśnie w zalewie przypomniałam sobie, jak ostatnio rozmawiałam z jednym z prowadzących (Francuzem), który – całkiem serio – zapytał mnie, jak my w Polsce wymawiamy nazwisko Szopena. Ponieważ chciał je wymawiać poprawnie. Pokrzepiłam go, że ma prawo je wymawiać po francusku.
    Zalała mnie jednak przy tym fala narodowej dumy ;)

    A siostra ma co prawda wkuwa anatomię, czego jej bynajmniej nie zazdroszczę, ale za to w Poznaniu. I w listopadzie ino myknie sobie do empiku. Ech. Coś za coś, jak mawiali starożytni Rzymianie.

  383. Ach, Kate Liu, mała czarodziejka. Jej Nocturne in B major Op. 62 No. 1 z pierwszego etapu był nieporównany; właśnie go słucham. Dorwałam na You Tube w jej wykonaniu sonatę Clementiego; ma tam chyba z 5 lat i musi się zapierać o stołek, żeby móc pracowac pedałami, a mimo to wykonała rzecz mistrzowsko.

    Co za przepiękny październik mamy dzięki konkursowi.

    A dzięki Staroście listopad zapowiada się wręcz zachwycająco;)

  384. Zapiekanka Kopciuszka na spodzie do pizzy: zrobiona, upieczona i w połowie pożarta. Pyszna!
    Do wypróbowania wersja na cieście kruchym i bez ciasta.
    Zmykam czytać.
    PS. A Dziecko w Lublinie kuje farmakologię, histologię i fizjologię równocześnie. I zapiekanki nie spróbuje…

  385. Dynię przed obraniem radzę z godzinę piec w piekarniku – skórka łatwo odchodzi i Kopciuszek zdaży posłuchać Chopina. Zwłaszcza, że gra Eric Lu…cóż za subtelność.

  386. Oj, czasem nie wytrzymują, oj, nie.
    Zuziu, masz zupełną rację, słowa są zbyt ubogie. Dlatego dostaliśmy muzykę.
    Co do zwiastunów: nie, nie stosuję ich. Miałabym zbyt wiele roboty, to już wolę pisać.
    Z bałaganiarstwa wyrasta się pod jednym warunkiem: że się bardzo chce. Spróbuj, a zobaczysz!

    Tu coś dodam: dopiero zaczęłam sobie radzić z wielkim stosem korespondencji, która systematycznie zalegała na moim biurku i w okolicach komputera podczas gdy ja zajadle pisałam „Feblik”. Troszkę mnie przerasta ten ogrom, dlatego proszę o wyrozumiałość i cierpliwość. Powoli poodpisuję!

    Kate Liu bardzo się zaczerniła, fakt.

  387. Dobry wieczór!
    Mamy przepiękną jesień!To słońce jest takie niesamowite.Ostatnio odkryłam,że tego co jest piękne nie da rady opisać w pełni,tak samo jest z ludźmi,których kochamy.Zawsze zabraknie nam słowa,a osoba,której będzie opisywać piękno lub osobę,którą darzymy tym uczuciem,pomyśli,że tak naprawdę to nic nadzwyczajnego i że ona widziała coś o stokroć piękniejszego.
    Oczywiście to nie musi się zawsze sprawdzić,ale wydaje mi się,że tak jest.
    A jak Pani myśli,Pani Małgosiu?

    Czy „Feblik”,tak samo ja „Wnuczka” będzie miał zwiastun?Jestem bardzo ciekawa muszę przyznać.
    Pozdrawiam i biegnę kończyć sprzątać pokój,bo z tego „sprzątania”zrobił się jeszcze większy bałagan.
    Czy z bałaganiarstwa się wyrasta?Moja mama mówi,że nie widzi dobrze mojej przyszłości,jeśli ja nie wyrosnę.
    PS Słucham koncertu i faktycznie po każdym zagraniu ludzie kaszlą.Ciekawe jak wytrzymują cały utwór?!

  388. A więc na ziemniaczkach zrobiłaś?
    Świetnie.

    Dynia jest taka radosna kolorystycznie, zimą dobrze jest widzieć kolor pomarańczowy i żółty. To działa na podświadomość!

  389. Uwielbiam opowiesci o waszych malenstwach. Witaj Isiu.
    Kochany Starosto, na ziemniaczane purée nadaje sie znakomicie. Sowo dzieki za przepis. Kupilam dynie giganta, innych akurat nie bylo i caly wieczor go kroilam :). Czulismy sie jak kopciuszek. Karoca w stanie zamrozenia :).

  390. Ach jej, może też mi się uda dołączyć do dzieci i być na spotkaniu! Hip, hip, hurra! Nie ma końca radosnym niespodziankom:)

  391. Trzeba przyznać, że każdy z wykonawców jest dzięki temu bardzo sprawiedliwie „okaszlany”. Bardzo słusznie, wszyscy są wspaniali.
    Doświadczenia toruńskie? Och, byłoby cudnie! :-)
    Z innych ładnych historyjek domowych, przypadkiem też z Asią w roli głównej:
    Czytałam naszym pisklątkom „Maciusia Skowronka” Porazińskiej (z dzieciństwa jeszcze pamiętam to cacko z dziurką, babcia mi to czytała). Doszłam akurat do momentu kąpieli malutkiego Maciusia i jego płaczu „uaa, uaa”, a Asia przejęta pogłaskała stronicę z tym fragmentem, żeby „już nie płakał”.

    A teraz najwyższy czas na spacer.

  392. Isiu!
    Ależ się ubawiłam!
    Co za kapitalna obserwacja.
    A poza tym – bardzo się cieszę, że Pisklątka słuchają Chopina. To dzieciom dobrze robi na szare komórki i na wszystkie inne też!
    Co do przyjazdu: pysznie! Powtórzymy doświadczenia toruńskie?

  393. Dzień dobry. Cieszę się bardzo wiadomością o spotkaniu autorskim, postaramy się przyjechać!
    Nie mam pojęcia, kim może być panna Febliczanka, może koleżanką ze studiów? Byle do listopada. Bardzo lubię ten rodzaj czekania.
    Słuchamy sobie codziennie konkursu w radiu i Asia ostatnio w przerwach między utworami dołącza się do zbiorowego pokasływania komentując przedtem: „kaszlają ludzie”, a po chwili: „O, grają”. Chyba uważa ten kaszel za aplauz. Zosi bardzo podoba się nazwa „barkarola”, zwłaszcza że można w niej tak pięknie wdłużać „o”.
    Miłego dnia. :-)

  394. A Kazimierz Wierzyński „Życie Chopina”. (przepraszam, nie wytrzymałam)
    Czytam i chyba dziś znów się zasiedzę. Ale co tam; jutro budzik nie zadzwoni.
    Teraz „Żaba”. :)

  395. W takim razie już się nie mogę doczekać spotkania z Panią, jak powiem mamie to się na pewno ucieszy :). Ona też uwielbia Jeżycjade, zawszę się kłócimy o to która pierwsza będzie czytała książkę. Pozdrawiam i do zobaczenia ;)

  396. Dobry wieczór!

    Przepraszam Zgreda, że nie rozwinęłam nazwy, ale wpisało mi się dokładnie tak jak w skrócie mówiliśmy w laboratorium. I to na cały barwnik, bo nazwę systematyczną miał na półtorej linijki. ;)

    Biedronko, byłam w Bretanii, w Rennes. Bardzo urokliwe miasto.

    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  397. Nawet Pani nie wie jak ja się cieszę!Cieszę się też,bo Pani się cieszy!To niesamowite przeczytać takie słowa wprost od autorki!:)))

    Ja się nie znam,ale wydaje mi się,że Chopin ma bardzo specyficzne melodie. Ogrooomnie mi się podobają!Niby wiedziałam to już wcześniej,ale tak bardzo na to nie zwracałam uwagi.
    A może ma Pani do polecenia jakąś książkę o Chopinie,którą ja mogłabym przeczytać?
    :)

  398. Zuziu12, czyżby?! A to mi świetna wiadomość! Cieszę się bardzo!

    Sowo P, nie oglądaj, tylko słuchaj, pomyłek nie będzie.:)))

    Ateno, ziemniaczki puree z jajkiem, z odrobiną mąki, solą oraz przyprawami – z tego wychodzą pyszne kruche paluszki (z kminkiem). A więc ciasto pod Kopciuszka też chyba będzie dobre. Eksperymentujmy!

  399. Dzięki, Madziu!
    Oczywiście, że Jeżycjada musiała się zmienić. I ja się zmieniłam, i świat.
    Nie wiem, jak tam świat, ale ja się nie popsułam. :))) Dokładam wszelkich starań w tym względzie.

    Miło mi, że wciąż czytasz!

  400. Dobry wieczór.
    Dzień był nieco kryzysowy z powodu niewyspania, przed 14 mocno się słaniałam czekając na grupę, ale okazało się, że przyjechali tak sympatyczni gimnazjaliści, grzeczni i uważni, aż mi się jakoś miło zrobiło i nabrałam energii. To jest chyba jakaś dobra wróżba, a w każdym razie lżej mi się będzie do tej pracy wracało po dwutygodniowym urlopie, który się właśnie zaczyna. :) A zaczyna się też miło: na początek dokończę sobie czytać Jeżycjadę , a potem znów odwiedzę Lublin i przez Wrocław pojadę do Pragi.
    Swoją drogą, właśnie sobie uświadomiłam, że po raz pierwszy czytam późniejsze tomy na jednym oddechu (jednym ciągiem) – te wcześniejsze czytałam tak parokrotnie , chyba jeszcze w latach 90-tych – i to wszystko się ze sobą tak pięknie łączy, jakby już dawno zostało zaprojektowane od a do z. Pewnie brzmi to naiwnie, przepraszam, ale tak sobie czytam i się zachwycam. Niemożliwe, żeby to wszystko przewidziała Pani z góry. Możliwe , że to i owo jest zaprojektowane z wyprzedzeniem (chyba). Jak Pani to robi? ;) Ot, tajemnica. :)

    PS. Podoba mi się (bardzo!) groteska w „Języku Trolli”. „Język Trolli” to jest ta Pani książka, która towarzyszyła mojemu wkraczaniu w dorosłość – pierwszy raz ją czytałam, jadąc w rozgrzanym autobusie PKS do Krakowa (jechałam ze świadectwem maturalnym, żeby złożyć papiery na uniwersytecie). Warunki były, pomijając szczegóły, mocno niekomfortowe. (Ale wszystko dobrze się skończyło;) .
    PS2. „Niestety, wszystko na tym świecie musi po jakimś czasie się popsuć albo przynajmniej zmienić”. Nawet jeśli Jeżycjada się zmieniła, to się nie popsuła. Nic a nic. (Wiem, że Pani to wie, ale ja właśnie się tym na nowo cieszę i chciałam to sobie tak napisać czarno na białym). ;) To zmykam, czytać dalej. :) Pozdrawiam.

  401. Hi, hi, hi, Chinka okazała się długowłosym Chińczykiem! :D Tak to jest jak się śledzi konkurs na ćwierć gwizdka. Ale już mi się tak nie podobał jak wcześniej, szalał w końcówkach. Słuchamy dalej.

  402. Sowa jest zawodowym muzykologiem! Kompleksy na stronę. Zna się doskonale na swoim fachu, po prostu.
    No chyba, AniuG, że chcemy mieć też kompleksy wobec naszej Nutki i jej podstawionego rdzenia bodipy (ja już mam, prawdę mówiąc).

    Zuziu, ależ ta Twoja babcia ma fajnie!:) Jedna i druga.

    Ateno, pomyślałam, że Zapiekanka Kopciuszka na puree ziemniaczanym też by smakowała. Ciasto francuskie bardzo pasuje, ale to chrupiące i przypieczone. Natomiast to, które pod spodem rozmiękło – już mniej. A podpiekałam je!

    Eviku, no były nerwy i okrzyki, owszem.:)

  403. Dzień dobry, dzień dobry!
    Wróciłam z deszczowej Sycylii(lało przez tydzień) i odrabiałam zaległości domowe i zawodowe.
    Ależ tu się działo! Feblik, zapiekanka z dyni, zupa Kopciuszka, Sowy muzyczne dobranocki :D, spotkanie w Empiku (DUA, a może Toruń, w pół drogi…?)
    Szopen u nas brzmi ze wszystkich możliwych odbiorników. TVP Kultura i TVP HD i Dwójka oczywiście. W samochodzie nieco surrealistycznie, kolega małżonek nieprzytomny z zasłuchania, a ja przy nim chłonę, mimo totalnego braku słuchu i obycia muzycznego( stąd mój podszyty grozą podziw dla muzycznej erudycji SowyP ). Nie trzymamy kciuków, kibicujemy wszystkim uczestnikom.
    W ogrodzie po nocy dalie przemarznięte. Pościnałam ostatnie kwiaty i razem z kolorowymi liśćmi upchnęłam w glinianym wazonie. Powstał ogromny chaotyczny bukiet na pożegnanie jesieni. Nadchodzi zima, że zacytuję klasyka.

  404. Oj,ja także zazdroszczę mieszkańcom Poznania.
    Ale narzekać nie powinnam,prawda kochana Autorko?;)

    Ciekawe jakie to uczucie spotkać czytelnika,z którym ma się stały kontakt na stronie,niby znasz tę osobę prawie na wylot,ale wydaje mi się,że to byłoby coś bardzo szczególnego i dla autora,i dla czytelnika.
    Ciekawe,a może by mi się jakoś udało przybyć,w końcu z okolic Warszawy do Poznania nie jest aż tak bardzo daleko…

    Co do listów to ja już dawno postanowiłam kultywować wysyłanie ich,dlatego też jestem w (prawie)stałym kontakcie listowym z moją babcią,choć dzieli nas jakieś 30km?A drugą mam na podwórku ,więc jestem z nią w stałym kontakcie nielistowym:)

  405. Ach, ach! Jak cudownie!!! Spotkanie z Panią! Bezapelacyjnie zrobimy sobie z Mamą weekendowy wypad do Poznania! Skaczę z radości!!!

  406. Przymierzam sie do Zapiekanki Kopciuszka, moze zrobie go w wersji bez ciasta.Kalafior z przepisu Kris smakowal znakomicie, takze nastepnego, odgrzewany byl pyszny, polaczylam go z kuskus.

  407. Szkoda, że nie Lublin. Tam dużo osób na Panią czeka :D

    A jak Pan M. przeżył wczorajszy meczyk? Do ostatniej chwili wierzyłam w remis :)

  408. A więc tak: poznański Empik, Ratajczaka 44, sobota 14 listopada o godz. 12.
    Chyba żeby się coś zmieniło, ale raczej nie.

  409. Tak, Małgorzato, wiem o wszystkim. Porównuję tylko sytuacje. Pamiętam inne!

    Ago, dla mnie Lublin za daleko. Ale zapraszam do Poznania!

    SowoP, pan M. jako ostatni w rodzinie wyzbył się telewizorka, nie podpisując kolejnej umowy. Teraz ma wszystko (z meczykami włącznie) w laptopie.
    Celestyno, też go lubię. Ale sama nie wiem, kogo bym nagrodziła. Na szczęście nikt mnie nie zmusza do decyzji!

    Zetko, chyba nigdy nie wymyślałam tego imienia! A to zabawne!

  410. Oj, zazdroszczę poznaniakom, że nie muszą robić wycieczek przez pół Polski, by Panią zobaczyć ;)
    Już zaczęłam robić spis postaci z Jeżycjady i jestem bardzo podekscytowana!
    A czy wiadomo, jak ma na imię dziadek Żak?

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

  411. Odnośnie konkursu Chopinowskiego i mediów – przecież TVP Kultura przekazuje całość na żywo. Radio 2 – no już niestety tylko internetowo , ale specjalnie stworzyło jakby nową (internetową) stację – Radio Chopin , a w programie – konkurs i co się da tylko o Chopinie i tak 24h/dobę.

  412. A ja kibicuje naszemu chlopakowi, mlodemu Andrzejowi Wiercinskiemu. Nieprawdopodobnie naturalny i delikatny, powsciagliwy, jesli chodzi o dodatkowa ekspresje ruchowa. Lekko i naturalnie te wszystkie dzwieki spod jego palcow wychodza, Wiem, ze jury i znawcy moga miec inne kryteria.

    Milego dnia!

  413. A telewizorek pana M.? Do oglądania meczyków? ;p

    Z dzisiejszego poranka dorzucam do moich ulubieńców Włoszkę.

  414. Napisałam „w sobotę”, bo w tej ekscytacji z góry założyłam, że promocja odbędzie się właśnie w którąś sobotę :D ale przecież na razie to nic nie wiadomo…

  415. Mającym chwilowo awersję do czytania chłopcom polecam książki Yvette Żółtowskiej-Darskiej.
    Jedna jest o Messim, druga o Ronaldo. Pięknie wydane i ilustrowane.
    Tę o Messim kupiłam swemu siostrzeńcowi ponad rok temu.
    Dużo ciekawostek nie tylko ze świata piłkarskiego.
    Zawsze, gdy nas odwiedza jedną z książek taska ze sobą. Nawet (jak ma dobry humor) czyta nam na głos ;)

    Niestety, nie udało mi się zachęcić do innych książek. Nawet do Tolkiena, choć film mu się podobał.

    Miłego dnia!

  416. Ach, będą spotkania z DUA!!! Jak świetnie! :)))) Byle tylko mieć wolną sobotę! Z zaciśniętymi kciukami czekam, aż Starosta poda terminy.

    A do Francji żywię wielki sentyment- i aż zazdroszczę Nutce tego stażu! Przypomina mi się moje francuskie 6 miesięcy (studia, praca mgr)- co za czasy! W którym miejscu byłaś, Nutko??

  417. Racja, Sowo. My telewizorka nawet nie posiadamy. Internet zaspokaja wszelkie potrzeby.
    A jednak: jak dużo mówi o dzisiejszych mediach to przesunięcie akcentów.

    Zuziu, ja tam piszę i tak.;)

  418. Dzień dobry!
    Właśnie usłyszałam w radiu, że rozpoczyna się tydzień pisania listów!
    Pozdrawiam :)
    Miłego dnia!

  419. Po co komu media, jak jest Internet. Precz z telewizorem.

    Ja mam od lat sympatię geograficzno-literacką do Kanady, więc będę kibicować reprezentacji tego kraju. Co ciekawe, w żyłach 2/3 tej ekipy płynie azjatycka krew.

    Dobranoc.

  420. O tym samym dzisiaj myślałam.Mnie w pamięci utkwił najbardziej konkurs z Krystianem Zimermanem w roli głównej (1975 r.)Byłam wtedy dzieckiem i nie wszystko do mnie przemawiało w tej muzyce,ale rozumiałam wagę tego wydarzenia.To samo dotyczyło Teatru Telewizji.Oglądałam wszystkie spektakle ,nawet kiedy nie rozumiałam dokładnie czego dotyczą.Odbierałam je po swojemu……Miłych snów.

  421. Spać, spać, Madziu!
    Popatrzcie, piętnastu artystów z Azji przeszło do II etapu Konkursu. Fantastyczne.
    Wszystkim uczestnikom dobrze życzę (nie mogłabym zasiadać w jury), wszyscy są, prawdę mówiąc, równie świetni, ale tych piętnastu specjalnie podziwiam.
    A kibicuję, chyba z sympatii dla kraju – pianistom japońskim.
    Szkoda, że w naszych smętnych czasach media raczej zapominają o Konkursie. Pamiętam, jak jeszcze nie tak dawno cała Polska słuchała i przeżywała.

  422. Dobry wieczór
    O, podobnie jak Nutka myślę o Trolli, bo właśnie (skończywszy czytać Kalamburkę) nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam po piętnastą część Jeżycjady. Nie do końca to była rozważna decyzja, bo wygląda na to, że znów pójdę za późno spać i dźwięk porannego budzika będzie wyjątkowo przykry.

    A wiadomość o spotkaniach cieszy. To jest bardzo dobra wiadomość. :)

  423. Racja, przepraszam, że zadaję takie głupie pytania, ale jak zwykle najprostsze wyjaśnienie nie przyszło mi do głowy…
    A co do ESD, to obejrzałam dziś film o tym tytule z 1986 roku. Bardzo mi się spodobał, zwłaszcza Ida! A jutro obejrzę jeszcze raz „Kłamczuchę”.

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie! I dobranoc!

  424. Przepis życia, ho, ho!! Aż tak dobre było?
    Przyznam, że mój Receptaryusz z założenia ma zawierać same cymesy, bo reszta i tak jest w Internecie ;)

    W przerwie Konkursu sprawdźmy jak czułby się Fryderyk Chopin na Dalekim Wschodzie:

    Song „Death’s division”: Chopin in Japan. Maria Pomianowska & Friends.

    Japońska wersja pieśni Chopina „Dwojaki koniec” z op. 74, nr 11.

  425. „Co z tego, ze podstawiony” :)))))

    Pani Malgorzato kochana, pozdrawiam! I zazdroszcze poznaniakom spotkania.
    Wybieram sie do Krakowa na 2 tygodnie, ale niestety „Feblika” jeszcze nie bedzie, zebym mogla sobie osobiscie nabyc.

    Zupy z dyni (rozmaitych, ja lubie bardzo butternut, po zmiksowaniu zupa jest jedwabista) to obowiazkowy u nas przysmak jesienny. Z grzaneczkami wlasnej roboty.

  426. B.(wiadomość prywatna)- nie martw się, jeszcze mu przejdzie. Chłopcy czasem późno zaczynają czytać. Musi trafić na swoją książkę – podsuwaj co tylko ciekawego znajdziesz!

  427. Dobry wieczór DUA, zupka Kopciuszka udała mi się świetnie! Kto by pomyślał, że zeszklona cebulka tak fajnie łączy się z dynią… . Dzięki za cudny przepis! A ten olej z pestek dyni, to już w ogóle pyszny wynalazek:).
    P.S. Serce mi mocniej zabiło na informację o możliwych promocjach „Feblika”…, ale nie dręczę kochanej Autorki, bo to wszystko pewnie jeszcze w sferze planów;).

  428. Podobny dziękuje za pozdrowienia i przesyła ukłony, DUA.

    Staż we Francji – bardzo udany. Chwalę sobie i życiowo i zawodowo. :) Ponieważ przed wyjazdem obiecałam małą „relację” mogę napisać, że zajmowałam się wieloetapową syntezą organiczną, w tym syntezą barwnika z podstawionym rdzeniem BODIPY. Arcyciekawy: jako ciało stałe – czerwony z zielonym połyskiem (jak oczy muchy); jako ciecz – w małej ilości jaskrawopomarańczowy (ale po chwili przybierał barwę odrobinę zielonkawą), w większych ilościach jaskraworóżowy.
    Tak, tak, udało mi się nim oblać biały fartuch. Dzięki temu nabrał charakteru, można powiedzieć. :)
    PS Kapelusz „Feblikowej” Dziewczyny podsunął mi myśli o Trolli.

    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  429. A czy można liczyć na to, że w jednym z Łódzkich Empików też będzie taka promocja ? Bo bardzo bym chciała mieć chociaż jedną książkę z Pani autografem ;).

  430. Kochana Pani Autorko, czytałam właśnie „Imieniny” i trafiłam tam na wypowiedź Jerzego Hajduka: „Miłych, bardzo miłych imienin, Różo. I pozdrów ode mnie swoją mamę. Powiedz jej, że ESD wciąż działa.”. I tutaj mam wątpliwość, bo sprawdziłam w „Kwiecie kalafiora” i „Idzie sierpniowej”, że ani Jerzy, ani Cesia do grupy ESD nie należeli. Także nie wiem, jak to rozumieć?

  431. Dobry wieczór.
    Tak, będzie taka możliwość. Właśnie rozmawiałam z wydawczynią – będzie promocja „Feblika” w jednym z poznańskich empików. I nie tylko. Dam tu znać: kiedy, gdzie i jak. Zaglądaj!

  432. Witam serdecznie ! ;) Uwielbiam czytać Pani książki, w związku z tym mam pytanie czy jest jakaś możliwość zdobycia Pani autografu przy nowej książce ?

  433. Zetko i Zofio, szkoła, jak wiadomo, służy przede wszystkim do dzielenia się infekcjami!
    Uszka do góry, zdrowiejcie!
    Dziękuję za miłe słowa.

    Zuziu, gratulacje konkursowe, mały Zuchu!

  434. Dzień dobry!
    Nie mogę się przestać zachwycać wspaniałym filmikiem.Czuje się taki spokój oglądając(i słuchając!!)go.
    Brawa dla państwa Adminków!!

    Pisałam dzisiaj konkurs kuratoryjny z polskiego.Wcale nie był trudny.Zabrakło mi czasu na skończenie opowiadania i musiałam to zrobić bardzo szybko,więc za dobre to ono nie jest.Ale jestem z siebie dumna,bo wszyściuteńko napisałam,a do tego przeczytałam wszystkie lektury,które należało przeczytać(w odróżnieniu od tamtego roku).
    Ściskam wszystkich mocno.
    PS Niech Pani pisze co chce,o Żakach,nie o Żakach i tak będzie wspaniałe!:)

  435. Ja siedzę właśnie chora w łóżku i czytam „Sprężynę”. Niestety Grypa mnie w końcu dopadła dobrze, że obok siebie mam Pani książki, które pomagają i od razu człowiek się lepiej czuje. A 6 listopada coraz bliżej tak się cieszę że z tej radości pochłaniam każdą kolejną książkę szybciej.

  436. Zatem -albo świat jest baaardzo mały ,albo nasze drogi gdzieś tam się przecinają we wszechświecie :):):)

  437. U mnie „Srebrny dzwoneczek” będzie zamówiony na Mikołaja (cudowne, ciepłe,pogodne rysunki!)! Ha! Nareszcie dziecię mi dorosło do takich książek. Wychowanie dzieci jest dla mnie największą przygodą, nie mówiąc już o tym, jak wspaniałe jest odkrywanie dziecięcych bibliotek i zapomnianych lektur. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Podobnie jak Wy, odliczam już dni do premiery „Feblika”. Najpierw przeczytam go zachłannie, szybko, a potem odczekam jakiś tydzień i sięgnę po niego ponownie i przeczytam „na spokojnie”, rozkoszując się każdą stroną. Zawsze tak robię-nie mogę się po prostu nacieszyć nową Jeżycjadą.

  438. A ja wciąż siedzę w łóżku (koszmarny ból gardła), czytam na przemian „Szóstą klepkę” i „Wnuczkę do orzechów” i nasuwa mi się wniosek dość banalny – że czas mija, a miłość zostaje!

  439. Dzięki!
    BeatoS, co do wczorajszej wiadomości prywatnej: znam tę panią z dalszych relacji zawodowych. Jest redaktorką!

  440. Filmik jest uroczy ! Proszę przekazać słowa uznania Autorowi ,a przemiłą Adminkę zapewnić , że „Srebrny dzwoneczek” wkrótce zamieszka w naszym domu na stałe.Pięknego dnia życzę Wszystkim :)

  441. Cudny filmik – zwiastun z dzwoneczkową melodyjką; przypomina to otwarcie szkatułki – kiedy uchyla się wieczko, pozytywka zaczyna grać. Śliczny pomysł:)
    I przepiękne zdjęcie z nisko zwisającym kumulonimbusem nad ścierniskiem; on sam jest nadęty i najważniejszy i bardziej materialny od całej reszty świata;)
    Mąż wydrukował mi właśnie listę 43 konkursantów, którzy przeszli do II etapu. Ośmiu Polaków!

  442. Ach! a popatrzcie szybko na kieres.net – Adminek zrobił Emilce śliczny filmik, reklamujący wznowienie „Srebrnego dzwoneczka”!

    I sam napisał muzykę!

  443. O tak, tak, bardzo popieram pomysł opisania domu Żaków (cofając się albo nie, wszystko mi jedno)! Historia Cesi i Hajduka w „Szóstej klepce” jest jedną z moich ulubionych w Jeżycjadzie. To by było naprawdę cudowne, gdyby napisała Pani o nich jeszcze więcej (choć nie narzekam, sporo informacji już nam Pani dostarczyła).

    Miłych snów życzę Kochanej Pani Autorce i pozostałym!

  444. Kochana Pani Małgosiu!
    Pani książka trafi do księgarni już 6 listopada, a moje skromniutkie opowiadanie też jest już gotowe. Pomogła rada odnośnie dobrej motywacji. Tak więc w jakimś należą się podziękowania. Odpoczynek po takiej pracy będzie zapewne jeszcze milszy. Dobrej nocy.

  445. Dobry wieczór. Dyskusja na temat Hajduczątek przypomniała mi wpis archiwalny o Cesi. Czworo dzieci i doktorat z neurologii. Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale był taki wątek w Księdze. Czy to Afrykander jest pomysłodawcą? Mąż pani doktor, ojciec czworga Hajduczątek i dyrektor LO w jednej osobie, ma prawo być nieco zmęczony.:)

  446. Warto, Krikri! Ja też musiałam sobie odświeżyć – i to z zegarkiem w ręku! Godzina po godzinie! Nawet ilość grzmotów musiała się zgadzać!:))))

  447. Och, już się nie mogę doczekać, a okładka jaka śliczna! Pozostaje tylko wyczekiwać listopada :) I chyba w między czasie rzeczywiście odświeżę sobie „Wnuczkę do orzechów”.

  448. Och, Starosto, jaki miły pomysł. Popieram! :)
    Właśnie czytam „Kalamburkę” i to mnie utwierdza w popieraniu.
    Dobry wieczór. :)

  449. Już nie mogę się doczekać listopada! Kocham Pani książki, po przeczytaniu ich te kilkanaście razy mam wrażenie, że nie tylko Borejkowie(i reszta!) są moją rodziną, ale też Pani!
    Kocham, ściskam, całuję i czekam na jakieś podpisywanko. :)

  450. Tyle osób marzy o Hajduczątkach w „Febliku”, a przecież w „Noelce” najmłodsze dzieciątko Cesi pełzało już po podłodze, więc teraz ma najmniej 25 lat. Chyba, że Cesia doczekała się kolejnej trójki, o czym nie wiemy.

  451. Kocham nokturny. I Chopina. Mozart to Mozart, ale Chopin to jednak Chopin. :D

    Sowiątku też jak DUA wszyscy konkursanci jednako się podobają, wszystkim tak samo entuzjastycznie bije brawo. Radiowi krytycy powinni go posłuchać. ;)

    Pianiści z Dalekiego Wschodu teraz w dużym stopniu dokształcają się w Europie (Polsce) i Stanach. Ale i tak wszycy przejść do finału nie mogą.

  452. Ba!
    Tytani pracy.
    Co mnie zawsze zdumiewa – zdolność artystów z Dalekiego Wschodu do wirtuozerii w obszarze muzyki całkowicie im obcej. Europejczyk z pewnością nie zagra po mistrzowsku muzyki japońskiej czy chińskiej!

  453. Przed chwilą skończyli grać Cheng Zang i Chuchan Zang i oboje byli znakomici! Chińcyki trzymają się mocno – jak powiada Poeta. Jeżeli Cheng Zang nie przejdzie do finału – będę zdziwiona. I to jeszcze występował po krwotoku z nosa. No a ona za to przed czasem. Po występie podczas wywiadu opowiadała, że jako 6-letnie dziecko występowała w konkursie, gdzie nalezało zapamiętać max. ilośc utworów podczas godziny. Przyswoiła sobie 32 utwory! Jak sobie przypomnę, w jakim trudzie przychodziło mi w tym wieku przyswoić sobie jeden utwór w ramach pracy domowej – zaczynam mieć kompleksy;)

  454. Wymęczony w pracy, w pracy, Zetko, nie w domu! – słowo daję!:))))
    Trzeba będzie jeszcze pomyśleć o tym jego samopoczuciu.

  455. O właśnie, Nenko, mnie też bardzo ciekawi i cieszy każda wzmianka o Cesi lub Hajduku. W „McDusi” czytamy, że „Miał bardziej podkrążone oczy i cerę bledszą niż kiedykolwiek przedtem. Wyglądał na bardzo zmęczonego. I zniechęconego.”. Strasznie mnie zmartwił ten opis i zastanawiam się, czy może między nim a Cesią nie układa się trochę gorzej. Szkoda, że Hajduk stał się taki wymęczony… no, ale w końcu jest dyrektorem liceum… nie mógłby być cały czas odprężony i beztroski.
    Mimo to mam nadzieję, że stanie się może trochę szczęśliwszy z biegiem czasu…?

  456. I tak dużo miłej młodzieży gra, prawda?
    Nie mam jakichś wyraźniejszych sympatii, podobają mi się wszyscy, sprawiedliwie!
    Mamo Isi, dziękuję za miłe słowa.
    (A Podbipięty w istocie żal!)

    Nenko, przesyłam miłe pozdrowienia!

  457. Dzień po dniu cały dom dźwięczy Chopinem. W odróżnieniu od lat 60-ych zeszłego wieku wśród grających zupełnie nie ma tremowiczów! Nie wiem, jak oni to robią, bo w końcu każdy z finalistów zagra w sumie blisko 3 godziny muzyki na pamięć. Czyste czarodziejstwo.
    Gdzieś mam autograf Arthur Moreira Lima, czyli pierwszy konkurs oglądałam w 1965;) Tzn. konkurs oglądałam w telewizji, a autograf zdobywcy II miejsca zdobyłam po koncercie, który dał w gdańskiej filharmonii.

  458. Żeby się podbudować na duchu, sięgnęłam po „Wnuczkę do orzechów” z zamiarem wyśledzenia panny Febliczanki, ale oczywiście natychmiast mnie wciągnęło i zanim się opatrzyłam, byłam już pod koniec książki
    i niczego nie wyśledziłam, czym się zresztą zupełnie nie przejęłam.
    Ach, jak ja lubię książki Starosty!
    Choćby dlatego, że podpierają na duchu bez żadnych dołujących wyjątków. Bo, dajmy na to, taki Sienkiewicz zrobił potworne świństwo zabijając Podbipiętę. Już bym mu parę słów powiedziała, gdyby jeszcze żył! Takich rzeczy się nie robi, szczególnie jeśli się za początku zapowiedziało, że się pisze „ku pokrzepieniu serc”, ot co!

  459. Hihi! Siedzę sobie na naszej kanapce i popijam kawę żołędziowa, która dopiero przed chwila skończyłam prażyć i naprawdę nie pojmuję jak mogłaby komuś nie smakować. W ogóle nie jest gorzka po dodaniu mleka i miodu. Mnie i Chesterce smakuje. Może Księgowi, którzy robili tę kawę nie poddawali jej procesię trzydobowego moczenia w wodzie? Przyznaję, gorsza niż prawdziwa kawa, ale i tak pyszna. I zdrowsza!
    Małpiatka Kapucynka

  460. Witam. :) Starałam się doszukać wątku na temat tożsamości panny z okładki, tym bardziej że DUA pisze, iż nikomu nie udało się jej poprawnie zidentyfikować… I widzę prawdziwą burzę mózgów. :) Popieram teorię Hajdukową (jest w tym po trochu myślenie życzeniowe, gdyż bardzo go lubiłam i brakuje mi go czasem, i cieszę się na każdą wzmiankę :) ).

    Czekam (nie)cierpliwie na listopad, jeszcze tylko miesiąc! :D

    Pozdrawiam ciepło z ‚legalnych wagarów’ w środku tygodnia. :) Środa mija nieśpiesznie jak u Myśliwskiego.

  461. Zuziu, piękna biblioteka jeszcze przed Tobą!
    Ach, co to za przyjemność, urządzać ją sobie całkiem od nowa.
    Dobranoc, miłych snów.

  462. Dobry wieczór!
    Czytam teraz książkę”Barwy poezji,wiersze dla czternastolatków”.Jest tam wiele wierszy właśnie o Chopinie.Ostatnio na muzyce słuchaliśmy Preludium Deszczowe jego autorstwa,przyznam,że mnie zachwyciło,jest takie spokojne…

    Jest tam pięknych,refleksyjnych wierszy(w „Barwach…”.Zapisałam już całą kartkę z myślami towarzyszącymi mi przy czytaniu owej poezji,pisałabym na marginesach,ale to książka z biblioteki.Szkoda,bo z chęcią przyjęłabym ją do mojej domowej biblioteczki.Może kiedyś…
    :)

  463. Monteverdi:Teatro D’Amore” z Philipem Jarousskym i Nurią Rial – C’est genial!
    U nas w parafii, jest schola dla maluchów. Od lat prowadzi ją młodzieniec, który teraz akurat jest jednym z najmłodszych uczestników Konkursu Chopinowskiego. Gra sobie skromnie na klawiszach i śpiewa dziecięce piosenki. Dziwi mnie tylko to, że gdy po odśpiewaniu psalmu siada w ławce, to zawsze szybko zdejmuje marynarkę, jak pianista i to go zdradza.
    Byłam kiedyś na tym konkursie i muszę przyznać, że atmosfera była n i e z i e m s k a.
    W ogóle koncerty na żywo są nie do opisania. Warto zaszaleć i mieć takie wspomnienia, chociaż odrywa to od pracy. Dobrze, że mi się to dzięki KG przypomniało!

  464. Niezmiernie mi miło, że dostarczyłam odrobinę kulinarnej radości! :)

    Kruchy spód to bardzo dobry pomysł. Sama taki myślałam zrobić, ale w obecnej sytuacji wybieram najprostsze rozwiązania. Sowiątko nie lubi, gdy zbyt długo zajmuję się czym innym niż zabawą z nim.

  465. Sowissima, dziękujemy za cudowny obiad!
    Białe wino wytrawne do tego. Zimne. Ach!
    Pyszna potrawa. Chyba zrobię ją następnym razem na słonym kruchym cieście z utartym serem.

    Just, zupa Kopciuszka występowała jako Concordia w mojej książce „Dla zakochanych”. To ta sama.

  466. Smacznego obiadku zycze, Dua!
    Bardzo lubie dania z dynii, szczegolnie risotto :)
    Nastepnym razem wyprobuje zupe Kopciuszka i opowiem Wam, jak smakowala.
    Pozdrawiam!

  467. Od tego pisania o jedzeniu zrobiłam się strasznie głodna. Poszłam na chwilę do sklepu i przegapiłam ponoć rewelacyjny występ Kanadyjczyka.

    Gorgonzola pachnie apetycznie.

  468. Wstawiłam Kopciuszka do piekarnika!
    Już sama dynia uduszona na patelni, doprawiona, jest taka, że paluszki lizać! A ta reszta! Aaa!
    No, danie zapowiada się sensacyjnie.

    PS Pachnę silnie gorgonzolą.

  469. Tak jest,kochany Kopciuszku. I jeszcze trochę zamrozić na zimę – wiesz, to jest ta pora, kiedy nosisz pantofelki z futerka popieliczki.

    Chesterko, zgodnie ze swoim upodobaniem (dynia NIE na słodko) daję kwaśną.

  470. A pasażer leży na brzuchu, tak? Siedzeniem do góry?;)

    Kasiu, wczoraj zapomniałam w przepisie o cebulce – dziś dodałam to zdanie. Smacznego!

  471. Dzień dobry,aż wstyd się przyznać ale mimo moich 35 lat nie jadłam jeszcze niczego dyniowego , czas naprawić ten błąd ,dynia już podróżuje na siedzeniu pasażera.

  472. Dziękuję, Buczynko!
    Brawo za „osłuchiwanie” Basi. Dzieci wspaniale chłoną muzykę. A jak je to rozwija!

    Dobrywieczorku, oto przepis:

    Zupa Kopciuszka – na oko.

    Pokrojone kawałki dyni, ziemniaki (pół na pół), woda – osolić i gotować do miękkości. Dodać kostkę rosołku, pieprz, sok z cytryny do smaku (ale sporo!). Posiekaną cebulę i dwa ząbki czosnku usmażyć na maśle, dodać do zupy, zagotować, zmiksować. Zupa musi być gęsta, kremowa. Podawać w miseczkach, na powierzchni zrobić zawijas z oleju z pestek dyni, posypać po wierzchu uprażonymi na patelni dyniowymi pestkami. Wspaniała i śliczna!
    Aha, a kiedyś podałam do tej zupy grzanki z kwaśnego, razowego chleba, pokrojonego w grubą kostkę i usmażonego na chrupiąco na suchej patelni. Bomba!

  473. Odsłuchuję minione dni konkursu szopenowskiego. I dwie myśli mi się kołaczą. Jak się tego lekko słucha, a ile oni musieli w to włożyć pracy! I druga myśl – jak to miło, że Baśka już też złapała bakcyla – dzięki książce „Moja babcia kocha Chopina”. Przychodzi, patrzy, słucha. Po siedmioletniemu :)
    Pani Małgosiu! Cóż za fantastyczna wiadomość o kolejnym (po Febliku) tytule! Wielu sił, tak nam trzeba wszystkim Dobra, Piękna i Prawdy, a Pani książki są właśnie takie :)
    Dziękuję!
    No i życzę niezakłóconego niczym pięknego odpoczynku w ogrodzie!

  474. Znowu sprawdzam sprawdziany do nocy, oj dolo, dolo… Ale na osłodę na koniec miła lektura i cóż widzę? DUA też nie lubi dyni na słodko! Czosneczek to jest to, co również w Kongu lubią, choć tam dodają do sombe (czyli ulubionej potrawy z liści manioku), natomiast zup generalnie nie jadają, chyba że w zimnym u nich czerwcu.
    DUA, czy można poprosić o dokładniejszy przepis na tę zupę dyniową, czy też trzeba się oprzeć na podanych składnikach i intuicji?
    W sprawie panienki z obrazka obstawiam potomstwo Hajduków – te nosy… Ale to jakieś młodsze córki w tym wypadku, skoro Cesia i Jurek są rówieśnikami Gabrysi…
    Pozdrawiam Lud Księgi :-)
    P.S. Ateno, ja wniosłam do mieszkania na czwartym piętrze pudła z książkami, ale dałam radę na razie poukładać tylko najpilniejsze – reszta czeka w malowniczych stosach… I też nagminni łamię postanowienia, że już nie kupuję, tylko pożyczam…

  475. A ja tak się cieszę, że Pani starsza córka jest moją imienniczką :D to mi zupełnie wynagradza fakt, że nigdzie w Jeżycjadzie chyba nie ma żadnej Zosi. Czy wynika to właśnie z faktu, że nazwała tak Pani swoją córkę?

  476. Ach, Sowo, mogę to zaśpiewać z pamięci. Tak lubię!:)

    Ateno kochana, miłego ustawiania Ci życzę!

    Duśko, słodkie to będzie ćwiczenie. I zajmujące!

  477. Róża Louise Odier pięknie pachnie i w dodatku nadaje się na pyszną konfiturę.

    Na dobranoc:

    J.Przybora, J.Wasowski – „Pani Róża gra Chopina”.

  478. Pracuje nad tym. Dwa regaly zapelnione. Nie mam systemow w ukladaniu ksiazek. Robie to wedlug wlasnego systemu ( a jednak) warto I, np Baranczak moze stac w regale z Zambrzyckim, Herbertem i Miloszem, ale nie wszyscy godni tego towarzystwa. Chociaz czasem platam im figle i lacze dla zabawy powaznych pisarzy z malo powaznymi i zastanawiam sie jakby to sie na przyjeciu sprawdzilo :). Lacze tez Matki z Corkami.
    Tymczasem musze zorganizowac wiecej polek.

  479. Dzięki DUA, chodziło mi właśnie o tę najlepszą Pani zdaniem, a że nie ma polskiego tłumaczenia, to tym lepiej;). Można sobie poćwiczyć:).

  480. Duśko, na polski przełożono tylko serię o Cadfaelu.
    A ze świetnej serii o inspektorze Felse – najlepsza moim zdaniem jest „Death and the Joyful Woman”. Znakomita! Cały spis serii jest w Wikipedii.
    Właściwie wszystko dobre.

    Anonimku, kto wie, kto wie…. A Wnuczkę faktycznie sobie odśwież.
    KasiuG, Louise Odier mam i także polecam!

  481. Widziałam przepis Sowy, bo czytam wszystkie wpisy. Troszkę nie w moim stylu, ale od czego mamy internet. Tam jest mnóstwo przepisów!
    I jeszcze tylko szepnę, że na tegoroczne bierzmowanie postanowiłam przyjąć imię Zofia. :-)

  482. W temacie zapachów polecam różę Louise Odier, chociaż dynia z czosneczkiem też kusząco pachnie :)
    A czarne koty są cudne, takie aksamitne. Moja czarna kocica Bromba przebiega mi drogę i włazi pod nogi niezliczoną ilość razy. Nie można wierzyć w przesądy, bo to przynosi pecha ;)

  483. Nie sądzę, żeby Febliczanka namieszała Ignacemu w sercu. Prędzej popsuła plany z podróżą do Wrocławia.
    Ale może… Kto to wie, co tam DUA wymyśliła.
    Ojojoj, naprawdę muszę sobie przypomnieć Wnuczkę, część szczegółów wyleciała mi z głowy.
    Ale na razie omawiamy w klasie Antygonę. Test z lektury poszedł mi chyba dobrze, wyjątkiem było pomylenie Eteoklesa z Eurypidesem, ale to mało ważne :)
    PS Koła do karocy mogłyby być z plasterka bakłażanu.

  484. DUA, jeszcze z króciutkim pytaniem za pozwoleniem:). Czy mogłaby Pani polecić jedną „modelową” powieść Ellis Peters (nie z serii o Cadfaelu), którą można by przeczytać, wyrobić sobie zdanie i ewentualnie sięgnąć po kolejne?:)
    P.S. Ateno, mnie też ciekawi, w jakim porządku ułożyłaś książki w swej nowej świątyni:).

  485. Dobry wieczór, Emilko!
    No, może spróbuję, chociaż tak właśnie ma na imię moja młodsza córka. Uważam, że to śliczne imię!
    Zosia też śliczne (imię starszej córki).
    Dziękuję Ci za miłe słowa. Jak to przyjemnie, kiedy czytelnicy tak życzliwie czekają!
    Pozdrawiam Mamę!
    I idę słuchać radia.

  486. Około rok temu zaczęłam czytać pani książki. wszystkie są świetne! Jestem harcerką i mam tam pseudonim Kreska bo się w tej bohaterce zakochałam. Dopiero teraz zobaczyłam że już nie długo będzie nowa część Jeżycjady. Wstałam i zaczęłam skakać i piszczeć z radości. Mina mojej mamy była bezcenna! Nie mogę się doczekać nowej części na pewno będzie tak wspaniała jak poprzednie. Mam do pani prośbę. Czy mogła by pani w swojej książce użyć mojego imienia? Bardzo bym się ucieszyła. Nie długo mam urodziny i chciałabym dostać właśnie taki prezent. Wiem że na pewno ma pani tysiące innych pomysłów ale to jest moje marzenie.

    PS Ma pani wielki talent. Podziwiam Panią
    Serdecznie pozdrawiam Emilka

  487. Ateno, czarne kotki są najładniejsze.
    Będzie dobrze!
    Zrób kalafiorka, zrób. Dobry.
    A książki już poustawiane?

    Sowo, nie z nami takie numery. (Co to za numery?)

    Patrycjo, poszukaj we wcześniejszych wpisach. Sowa dała cudny przepisik dyniowy.
    Brawo za pracowity dzień! Pracowici zawsze górą!

    Zuziu, najładniej jest chyba w Odense, w domu, gdzie się Andersen urodził. Był tam mój syn i podobało mu się bardzo.
    Dobrze, że już wróciłaś!
    Zgredziku, ano, ano. Pewnie, że może być. Ale nie powinno. Wydawca pilnuje, ale księgarze nie wytrzymują.

  488. Zrobie dzisiaj kalafior (garnki odgrzebane).
    W drodze do pracy przebiegl mi droge czarny kot. Nie jestem przesadna, ale mimowolnie pomyslalm „ty swinio” i bardzo mnie to ubawilo, bo przypomniala mi sie pewna scena z ” Dziecko piatku”.

  489. Ja do tej pory z dyni robiłam jedynie placuszki. Pyszne! Czy mogę poprosić o przepis z dynią w roli głównej?
    Miałam dziś pracowity dzień, bo jestem wolontariuszką w świetlicy szkolnej. Lubię być aktywna. :)

  490. Dzień dobry!
    Nowy tytuł?Cudnie!No,zapracowała sobie Pani na te wakacje!Gratulacje!
    Bardzo,bardzo dziękuję,za nazwanie mnie „naszym słoneczkiem”,to taki zaszczyt :-))))

    A ja byłam w Kopenhadze na weekend.Ho,ho,daleko,i leciałam samolotem.Pierwszy raz,było niesamowicie,ten moment wbijania się w powietrze był niezapomniany!!
    Mieliśmy odwiedzić dwa literackie miejsca,owszem odwiedziliśmy(przynajmniej pierwsze),ale jestem troszkę zawiedziona…Pierwsze to Muzeum Hansa Christiana Andersena.Właściwie nie dowiedziałam się o nim nic nowego,informacji było,o,tylko tyle(widzicie drodzy księgowi jak malutko?).Zrobili to bardziej dla takich małych,małych dzieci,ale przynajmniej się przekonałam jak to wygląda.Lepiej żałować,że było ciekawie niż,że się nie zobaczyło.Drugie miejsce to miała być ogrooomna biblioteka,ale tam nie można było wchodzić,może nie aż tak ogromna,bo w końcu nie widziałam jej na żywo,ale w przewodniku wyglądała olśniewająco.Widzieliśmy mnóstwo bardzo ładnych miejsc,a ile tam było rowerów!
    Oj,chyba się za długo o sobie rozpisałam.
    A jak tam u Kochanego Starosty?
    PS Odwiedziliśmy też przeogromny i przepiękny ogród!Pani by się spodobał Pani Małgosiu:))

  491. Zupa z dyni, och, och. Najlepiej smakuje taka z imbirem, curry i grzankami. Można ją podać w misce z wydrążonej dyni, wtedy będzie to karoca Kopciuszka, he, he. Tylko nie wiem jeszcze z czego zrobić jej koła.

    I jak tu mrozić dynię, kiedy zamrażarka pełna innych cennych produktów, aj, aj.

  492. Dynię bardzo lubimy. Ale nie na słodko! Jamais!
    Tak jest, Sowissima! Podwoję czosnek. A nawet potroję. Albo poczwórzę.

    PS. Komunikuję, że teraz właśnie należy zamrażać obrane kawałki dyni, żeby zimą zajadać się boską zupą dyniowo-cytrynową, z dodatkiem cebulki, oleju z pestek dyni i samych pestek, prażonych.

  493. Ignacy Krasicki – „Dąb i dynia”

    Kiedy czas przyzwoity do dojźrzenia nastał,
    Pytała dynia dęba, jak też długo wzrastał?
    „Sto lat.” „Jam w sto dni zeszła taką, jak mnie widzisz” –
    Rzekła dynia. Dąb na to: „Próżno ze mnie szydzisz.
    Pięknaś, prawda, na pozór, na pozór też słyniesz:
    Jakeś prędko urosła, tak też prędko zginiesz.”

    Kawa z żołędzi jest gorzka, ale dynia – mniam, mniam – słodka. ;)

    Zapomniałam powiedzieć, że ilość czosnku w przepisie na dynię Kopciuszka też dobrze jest podwoić. Albo nawet potroić.

  494. Dzień dobry, Duśko! Ano, tak mnie wydawca nakłania i nakłania… Ale dobrze. Lubię pracować.
    Gorgonzolę już kupiłam. Jutro będzie dynia po sowiemu! A „niektórzy” niech trenują. To też przecież jest kwestia wprawy. Musiałabyś widzieć moje pierwsze próby w kuchni! – uuu! Pan Musierowicz świadkiem.
    Paczko Chusteczek, a to jest taka moda? A ja właśnie ładnie się opaliłam. Zawsze idę pod prąd, dziwne. Może dlatego, że obowiązująca moda, jako zjawisko owczego pędu, raczej mnie śmieszy i napawa nieufnością. Dobrze jest mieć własne zdanie, niekoniecznie takie, jak większość.

  495. Dzień dobry DUA, jaka radosna nowina, że w planach nowa powieść! Hurra! Pani jest tytanem pracy! Szkoda, że nie będzie spotkań z czytelnikami, ale powody wszyscy pewnie rozumieją:). Jesienny ogród, to musi być pokusa nie do odparcia;). Czytam jednak, że Emilia Kiereś przyjeżdża do Krakowa. Z pewnością ustawię się do Niej po autograf w pięknym „Kwadransie”:) i pozdrowię osobiście kochaną DUA.
    P.S. Ależ tu wszyscy kuszą jesiennymi daniami. DUA, wręcz wyprawia się po gorgonzolę;). Dlaczego „niektórym” nic w kuchni nie wychodzi, mimo, że robią wszystko zgodnie z podanymi w księdze przepisami…?;)

  496. Tak, nie wymawia „r”. Ale jak ślicznie mówi po polsku, jak prawidłowo, jak gramatycznie! To jest coś nie do wiary.
    Ciekawe, czy nasze Wannabe potrafi tak po japońsku.

    Ach, wakacje będą dłuższe, Celestyno. Wcale mi się nie spieszy.:) Co do spotkań – wolę ogródek i spacery po lesie. Spotkania są bardzo męczące, zwłaszcza z racji dojazdów.

  497. Nie moge oczom uwierzyc – nowy tytul sie wyklul? Pani jest niemozliwa:)
    Ale wakacje conajmniej do Bozego Narodzenia, dobrze? :-)
    Bylaby szansa, ze na jakies spotkania z czytelnikami po premierze Pani pojedzie.

    Opowiesc z pania Kazuko Tamura przesliczna. Najbauziej mi sie podoba „bauzo”:)

  498. Dzień dobry! U nas słonecznie i ciepło. Susza!

    Celestyno, to cieszę się z Tobą.

    Sowo, dziś jadę po gorgonzolę!

  499. Dzien dobry, dopiero teraz przeczytalam wiadomosc o nowym tytule! :)
    Bardzo sie ciesze i jestem ogromnie ciekawa – zarowno tytulu, jak i tego, kim jest Febliczanka.
    A do premiery „Feblika” zostal tylko miesiac i jeden dzien!
    Ciekawe, jaka w Polsce pogioda? U nas po ostatnich ulewach wrocily upaly – wczoraj bylo ponad 30 stopni…
    Milego dnia!

  500. Dzien dobry!

    Kiedy rozmawialismy tu sobie o Kopciuszku i jego pantofelku, nie snilo mi sie, ze czeka mnie niespodzianka.
    Wczoraj zostalam wraz z corka zaproszona do opery na wspaniale widowisko: „La Cenerentola”-G.Rossiego.
    Trzy godziny doskonalej, przepysznej zabawy, doznan sluchowych i wzrokowych.
    Pozdrawiam serdecznie!

  501. „Feblik” zamówiony, czekam, ostrzę kły (już mam niemal wampirze)! I trwam w podejrzeniu, że mi będzie dane czytać o młodej nerrwussowej pannie Bratek. Wishful thinking;)

  502. Kasiu, Pani Małgosia już zdementowała: dzieci Cesi i Jerzego to „starsza młodzież” i Febliczanka nie jest jedną z nich. Ale tak sobie myślę, Starosto, że jeszcze ze dwa tomy i będzie Pani mogła napisać powieść o ich nastoletniej wnuczce. :) To nie jest, broń Boże , sugestia, tylko tak mi impulsywnie przyszło do głowy. :)

    Czytam ponownie „Listy do MM”.
    A czy Pani może wie , o którym to filmie z Meryl Streep (kolejka do Nowego Jorku) pisał prof. Raszewski? Jakoś nic nie mogę dopasować.

  503. Ech, nosy, nosy, Kasiu! To nic nie znaczy. Sama mam nos garbaty.

    Uwaga: Pomponella nie pachnie, sygnalizuje mi Ann. A więc wymyśliłam to sobie! – klasyczne wishful thinking.

  504. Nie mogę doczekać się „Feblika”, na to konto przypomniałam sobie Wnuczkę.
    A czy ta nowa bohaterka nie jest przypadkiem mieszkanką kamienicy z wieżyczką, czyli córką Jerzego Hajduka i Cesi? Tak mnie kształt nos naprowadza….

  505. To ona!
    Ozdobna jabłoń z gatunku mieszańcowego Malus × scheideckeri ‚red Jade’, odmiana ‚Red Jade’. Ogród Botaniczny UW.
    Tak zwane rajskie jabłuszka. Ładniutkie.

  506. A to ładne wakacje miałaś, K8! Idę oglądać jabłonkę, może jest w sieci.
    Aha, a Ann pochwaliła mi się, że kwitnie jej jeszcze róża Pomponella i zobaczcie tylko w googlu, jakie to jest porcelanowe cudo! Podobno pachnie bajecznie.

  507. Dobry wieczór Starosto i Księgowi! Podczas spaceru w warszawskim ogrodzie botanicznym wykryłam piękną jabłonkę Red Jade. Nie wygląda na jadalną, ale wyglądem mnie oczarowała.
    Miałam w tym roku krótkie warszawskie wakacje „Śladami Chopina” i niezapomnianą wizytę w warszawskim muzeum Fryderyka- zanurzenie w muzykę. Pierwszy raz w życiu widziałam fortepian-żyrafę!
    To już chyba wszystko co chciałam Wam powiedzieć dzisiaj. :)

  508. Dzień dobry :)”Nic na to nie odpowiem?” – powiedziane po raz pierwszy zabrzmiało troszkę jak „to ja idę po herbatkę” , gdy cytowano Jeżycjadę na zagadkach :) Zadzwoniły mi dzwoneczki alarmowe, zwłaszcza że wiele kontrkandydatek wykluczono. :) Ale pewności jak nie było , tak nie ma. Na szczęście do listopada blisko. :) Pozdrawiam! :)

  509. Będę musiała ją przypomnieć. Była we wpisach archiwalnych. Dynia i wszystkie możliwe kolorowe warzywa jesienne, pokrajać, posolić, pokropić oliwą i posypać ziółkami, a na to – utarty ser gruyere – i do piekarnika! I upiec na miękko. Podawać z ryżem albo z chrupiącą bagietką.

    Aleksandro, a jak pięknie brzmi Chopin w ogrodzie!
    A wczoraj sobie posłuchałam Purcella od Sowy Nieocenionej i podniosłam się tym samym na duchu.

  510. Jakze sie ciesze zapowiedzia kontynuacji Jezycjady po Febliku :) Bede trzymac kciuki.
    Na jesienne przeziebienie polecam napoj rozgrzewajacy z imbirem. Kawalek korzenia imbiru gotuje sie w 0,5 l wody przez ok.10 minut, a kiedy nieco ostygnie dodaje sie lyzeczke miodu. Stosowac najlepiej wieczorem. Imbir swietnie sie tez sprawdza w leczeniu lekkich stanow zapalnych.
    Duzo i odpornosci zycze Wam!
    A o jakiej zapiekance jesiennej wspominala Kris ?

  511. Jestem ciekawa co też za tytuł pani wymyśliła po „Febliku”. Z niecierpliwością czekam na listopad bo już się nie mogę doczekać aż odbiorę „Feblika” z Empiku i go przeczytam obecnie ociągam się trochę z czytaniem „Żaby” bo do premiery „Feblika” jeszcze trochę czasu zostało a tutaj już tylko 4 części mi zostały do przeczytania. Jeżycjadę czyta się miło i przyjemnie tak bardzo przyjemnie, że kiedy się ją kończy czytać to pozostaje niedosyt. I po przeczytaniu „Feblika” będzie zapewne tak samo.

  512. U mnie też pachnie cynamon i jabłka (eko-szarlotka na płatkach owsianych, bez cukru, bez jajek – czysta natura), a w tle rozbrzmiewa Chopin. Pozdrawiam niedzielnie :)

  513. :-) Lubię wszystko co cytrynowe, do tego imbir, ale ta odporność jakoś mnie unika, paskudna. Dziękuję za śliczną scenkę balkonową i przypomnienie uroczej Pani Kazuko :-) Cieszę się, że mogłam Ją zobaczyć na Targach (przeurocza Osoba), i to w towarzystwie Admineczki :-) U mnie już w powietrzu ożywczy aromat jabłek, cynamonu i cytryny :-) Jabłka nasze, drzewo ma kilkadziesiąt lat i nie wiadomo, co to za odmiana, ale najlepsze pod słońcem. Dobrego dnia!

  514. Kasiu, dobrze, bez numerków~!:)
    Zetko, dzięki. Postaram się. Ale będzie, co Bóg da.

    Ann, zdrowiej, ale szybko! I przede wszystkim: pół cytryny dziennie. Codziennie. I zestaw witamin z solami mineralnymi. Zyskasz odporność.
    Przypomniało mi się, jak kiedyś w październiku, w Poznaniu, odwiedziła mnie pani Kazuko Tamura (tłumaczka Jeżycjady na jęz. japoński). A ja tu kicham i kaszlę. – Przepraszam – mówię – przeziębiłam się, bo wieszałam pranie, a wyszłam na balkon z gołymi nogami.
    A pani Kazuko:
    – To ti biłaś bauzo mocno guuupia!

  515. Dzień dobry,jeśli Pani pozwoli to od dziś będę pisała po prostu kasia,bez cyferek bo chyba nie ma tu na stałe innej Kasi .Ja nie miałam śmiałości pytać o to czy jest już kolejny tytuł(chodziło mi to po głowie),ale bardzo się że Aga miała,a jeszcze bardziej ciesze się z Pani odpowiedzi.

  516. Dzień dobry!
    To dobrze, że Alleyn tak dzielnie służy:-) Lubię kryminały ;-) Ład, porządek, prawda i zagadki, trochę pracy dla little grey cells. U mnie wreszcie piękna jesień, więc tradycyjnie musiałam się przeziębić i paść. Ale tarta jabłkowa i tak będzie :-) Dobrej, słonecznej, spokojnej niedzieli!

  517. Przepadam, BeatoS! Mam cały zestaw, wszystkie sezony. Świetna robota! Lubię, kiedy powieści (i filmy) z tego gatunku utrzymują wysoki poziom artystyczny. I podoba mi się to, że najlepsze spośród nich są małymi moralitetami. Bo nie o tanią sensację tu chodzi, tylko o ukazanie, jak prawo, reprezentowane przez ludzką myśl i wiarę w Wyższy Porządek, przywraca na świecie ład. To stąd się bierze nasze, odbiorców, poczucie ulgi. Wszyscy tęsknimy za ładem i harmonią. Nawet ci, którzy wprowadzają nieład i czynią zło.

  518. Dzień dobry wszystkim! Pani Małgosiu,a…. czy historie filmowe z sympatycznym porucznikiem Columbo wpisują się może w kanon lubianych przez Panią opowieści kryminalnych? -Ostatnio,a właściwie od wakacji odtwarzam sobie wszystkie dostępne odcinki w porządku chronologicznym….Lubię,kiedy główny bohater”przyciera nosa” tym wszystkim bogaczom.A tak nawiasem mówiąc akcja rozgrywa się najczęściej w pięknych wnętrzach i przenosi (przynajmniej mnie)w zupełnie inny świat. Te słowa piszę słuchając sobie ze smakiem relacji z „Konkursu Chopinowskiego”…..Miłego dnia życzę”.

  519. Wróżka, co Pokrzepia Serduszka?
    U nas dzisiaj Lublin skąpany w słońcu. A poza tym-wysyp grzybów w lasach. Nic, tylko zabierać koszyk i gonić na łono natury. Słońce, przyroda i odpoczynek. Tylko i li, panie tego.

  520. Ach! Co za radość! Tytuł kolejnej powieści wymyślony! :)))
    Ja już się zbieram do kościoła.
    Miłego dnia!

  521. Pamiętam o oboju, pamiętam!

    Róża na dziś, a właściwie to dwie, bardzo nietypowe:

    Henry Purcell – „The Pale and the Purple Rose”. Michael Chance. Z obojami w tle.

    Piękny różany tytuł, ale rzecz nie jest jednak o różach, tylko o Wojnie Dwóch Róż, czyli wojnie domowej w XV-wiecznej Anglii o sukcesję między rodem Lancasterów (czerwona róża w herbie) i rodem Yorków (biała róża w herbie).

    Melodia mocno wchodzi w ucho. Zwróćcie uwagę na smyczki imitujące odgłos wojskowego bębna.

    Tekst jest fragmentem dłuższego wiersza Thomasa d’Urfey’a, który można sobie przeczytać w całości w książce o uroczym, barokowym tytule: „Wit and Mirth; Or Pills to Purge Melancholy”.

    „The Pale and the Purple Rose,
    That after cost so many Blows,
    When English Barons fought;
    A Prize too dearly brought:
    By the fam’d Worthies of that Shire,
    Still best by Sword and Shield defended were.”

  522. O, to fajnie, Nutko miła!
    A staż we Francji udany? Ech, na pewno.
    Pozdrawiam Podobnego. Ciebie ściskam!

    Beato, staruszką z jabłuszką. Całus dla Marco.

    Ann, dzięki! Ngaio Marsh- „Photo-finish”. Rzecz dzieje się w Nowej Zelandii, na wyspie pośród lśniącego górskiego jeziora. Wspaniałe opisy przyrody. W roli głównej – piękna sopranistka, diva operowa światowej sławy. Chief Superintendent Roderick Alleyn prowadzi śledztwo.

  523. Dobry wieczór!

    Miło się na chwilę zatrzymać i przeczytać wpis i komentarze na Pani Stronie, DUA. Mimo iż studencki pęd jeszcze na dobre się nie zaczął, ogarnięta wakacyjnym rozleniwieniem (mimo stażu we Francji), nie potrafię się zmobilizować do działania. „Feblik” staje się więc jasnym celem na krętej drodze codzienności. ;):)
    Odstawiając na bok marudzenie – odwiedziłam Poznań we wrześniu, razem z Moim Podobnym. Staliśmy się ogromnymi fanami tego miasta. Pochodziłam wokół Roosevelta, pozaglądałam dyskretnie do okien, roześmiana jak dziecko porobiłam zdjęcia.
    Dziękuję za te – jakże miłe – emocje.

    Serdeczne ukłony.
    Nutka

  524. Dzień dobry :-) To jednak, mimo wszystko, dla mnie przemiły dzień – można czekać przez jakiś czas aż na dwie (!) książki DUA :-) Feblik już prawie w zasięgu ręki, a ten tytuł, który tak, mimochodem „się wymyślił” niesie spore nadzieje na przyszłość :-) Październik to jednak całkiem dobry miesiąc, a melancholii mglisty woal można polubić… Uśmiecham się do DUA na dobry wieczór, życzę pysznej lektury i jakiegoś miłego morderstwa do poduszki!

  525. Ekhem, ekhem… od dzisiaj już się znajduje.:)))) Pani wydawczyni nakłoniła i – klik! – się wymyślił.

  526. Witam, witam, co za wspaniałe, obiecujące wpisy i zapytania feblikowe! Napięcie rośnie, a godzina zero coraz bliżej (nareszcie!), a mnie przyszło do głowy pewne pytanie; ekhem..ekhem..(pokasłuję, nieśmiało,na boku)..czy może, na ostatniej stronie, znajduje się już tytuł kolejnego tomu??? Niech Pani nigdy nie kończy pisać!!!

  527. Ach! Zupełnie mi wyleciało z głowy! Będąc tego roku w Poznaniu, zauważyłam coś ciekawego. Na skrzyżowaniu ulicy Gwarnej ze Świętym Marcinem jest drogowskaz: Dom państwa Borejków. Widziała go Pani?

  528. Cóż, Kris, miałam (i mam!) prawdziwe peperoncino z Sardynii… Było w sam raz!
    „Zapiekanka z Kopciuszka” to potrawa tego samego rodzaju co „Szynka z babuni” (widziałam na własne oczy w sklepiku).

    Zuzanno Melanio, dobry wieczór!
    Ano, szybko. Nie masz jak dobra motywacja!
    A poza tym: dotarło do mnie, że po raz pierwszy w życiu nikim się aktualnie nie opiekuję. Mam dużo czasu!

  529. Drogi Starosto, ciesze sie, ze kalafior po sardynsku smakowal. Z peperoncino czasem trzeba uwazac, niektore sa bardzo ostre, najlepiej bardzo powoli dozowac po szczypcie. Mozna tez nie dodawac, jak ktos nie lubi. Mnie smakuje. :)

    Zapiekanka Kopciuszka (o rety, przez pomylke najpierw napisalam: z Kopciuszka! – jak moglam!) brzmi apetycznie, musze wyprobowac. Pamietam przepis DUA na kolorowa jesienna zapiekanke z cukinia, baklazanem, papryka i rozowa cebula… pyszna byla.

    A jak Herodot dotarl do Chin… Tez jestem ciekawa. :)

  530. Ja wiem: latami, latami!
    To właśnie ciasto piernikowe (ze starego przepisu) dostawały panny młode do przechowywania i „rozmnażania” na nowym gospodarstwie.
    Posmaruj powidłem i polukruj, po czym odczekaj: zmięknie.

    Anette, dziękuję za dobre słowo, ja myślę, że są po prostu zabawne. W Febliku też.

  531. Kochana DUA i tacyż Księgowi! Jedenastomiesięczny piernik staropolski, po upieczeniu smakuje wybornie, tak orzekła dziatwa. Najmłodsze cały czas sidzi z nosem w blasze i wzdycha. Pewnie się złamię i pozwolę na trzeci kawałek. Mnie odstrasza twardość.
    Swoja droga ciekawe, jaki jest rekord przechowywania surowego piernika? Może ktoś wie?
    Mnie zachwyca szlachetność tego ciasta – tak długo zachować świeżość bez sztucznych konserwantów.

  532. A, chyba nie, Viburnum, aniołku kochany mój. Bohaterka zeznaje tylko, co lubi czytać do poduszki.:)
    Tak, to prawda, pisało mi się „Feblik” świetnie, a w czasie pracy często wybuchałam śmiechem! Przyszło mi też do głowy, że powinna powstać książka, złożona tylko z listów Idy. Właśnie przy ich pisaniu dla potrzeb „Feblika” bawiłam się najlepiej!
    Pozdrawiam serdecznie!!!

    Zetko, i Ciebie także! No, jasne, że można robić spisy samemu. A w „Febliku” znajdziesz mały spis występujących osób – prosiły o to panie bibliotekarki.

  533. Ignacy z paczką mnie zaciekawił; dziewczyny z winiety – zaintrygowały. Zachęcające to zaczytanie pod drzewem i twórczy zapał na drugim planie. Zapowiada się smakowicie. Rośnie apetyt na „Feblik”. Fajnie się dowiedzieć, że tworzenie „Feblika” to była dla Pani także „pyszna zabawa, takie podglądanie czasu i układanie w nim kawałeczków puzzla.”

    Życzę DUA i Księgowym miłego weekendu.

    P.S. Tak jak Zuzia i Kapucynka, jestem ciekawa, co też czyta Dziewczyna w Kapeluszu – ?:) Czy to się okaże na kartach powieści?

  534. Dziękuję za rozwianie wątpliwości :D

    Jeśli Silva Rerum miałoby być napisane po zakończeniu Jeżycjady, to ja już w ogóle przestałam na nie czekać ;)

    A ewentualny spis bohaterow i ich daty urodzenia, koneksje, można chyba robić sobie samemu i uzupełniać na bieżąco, prawda?

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

  535. Och, to niech się Pani nie trudzi z „Silva Rerum” :))) (Chociaż chciałabym ja przeczytać, ale Jeżycjada bardziej się liczy).

  536. Zetko, z „Silva Rerum” jest draka. Miałam napisać tę książkę na zakończenie Jeżycjady. Tymczasem ani wydawca, ani czytelnicy zakończyć jej nie pozwalają. A pisać przed zakończeniem J. nie ma sensu, skoro „Silva” ma zawierać dane z całości serii.
    Nie szukaj informacji na mój temat w internecie (bo znajdziesz dezinformację, i to celową), tylko tu. Zamieszczam tu wszelkie potrzebne wiadomości i nowiny.

    Sowo, czy już wspominałam, że obój jest – obok altówki – moim ulubionym instrumentem muzycznym?

    Chesterko, a spróbuj, co ci szkodzi upiec. I tak byś wyrzuciła.

    Kris, kwiat kalafiora po sardyńsku wypróbowany (z oryginalnym sardyńskim peperoncino)- dobry!

  537. Sowo! Bo też dzieci maja poetycka podświadomość – ta hosanna śpiewana przez chóry anielskie w niebiosach musi być prawdziwa fontanna uwielbienia.
    Ach te dzieci, z nimi nie sposób się zestarzeć.

  538. Dzień dobry! Właśnie moja mama powiadomiła mnie, że od zeszłego roku przechowuję coś w jej lodówce. Coś okazało się być piernikiem wigilijnym w stanie surowym!!! Kochani, czy wg Waszych doświadczeń, można go jeszcze upiec?!:)))) a może niech tam leży do grudnia?!:))))
    Roztrzepana i w pomieszaniu – Chesterka

  539. A ja już się nie mogę doczekać, gdy do kolekcji 19 uśmiechniętych (Hildegarda się wyłamuje) twarzy dołaczy kolejna!

    I mam pytanie: co z Silva Rerum? Czy będzie wydane, czy zrezygnowała Pani z pomysłu? Szukałam w Internecie, ale wszędzie sprzeczne informacje. Szkoda by było, gdyby Pani zrezygnowała!!!

  540. Piffero lub piffaro to szałamaja czyli prototyp oboju.

    Mam na wieczór piękną, ostatnią już w tym sezonie różę.

  541. Dzień dobry!
    Właśnie założyłam stare portki i idę do ogrodu – pogoda jak złoto!
    Będę przesadzała na nowe miejsca piwonie, te spod bzów. Bzy się rozrosły i dają za dużo cienia.
    Ha, mam czas, mam czas! Ostatnia korekta poszła wczoraj. Wszystko jak w zegareczku.

    Pięknie pachną, kwitnące jeszcze w najlepsze, róże miedziane w kolorze, o nazwie Westerland.

    Monik!- a nie, nie Chrobota.:)

  542. Dzięki, Zośko, za identyfikację naszego ulubionego cynkisty;) I dzięki, Sowo P., za wieczorną polecankę z tymże. Piękna:)
    Z jakichś niepojętych dla mnie powodów uważałam puzon za instrument współczesny, a tu proszę!

    A maleństwa ostatnio przerobiły „hosanna na wysokościach” na „fontanna na wysokościach” – jest w nich silna potrzeba rozumienia tego, co się mówi;)

    Starosto kochany, co jeszcze poza posadzeniem cebulek tulipanowych, czosnkowych i innych zamierzasz przedsiębrać w ogrodzie? Bardzo mnie to inspiruje, choć czasu na wykonanie tego samego brak;)

    A właśnie! Na targach Dary Ziemi dzieci próbowały kupić jakieś pachnące, piękne róże. I pachnących nie było! Dlaczego? Na rynku są niepachnące groszki, a w rozarium niepachnące róże. Groza.

  543. Sowo, jesteś wielka! Zespoły piffari! Czy to od piffero = fujarka? I przecież te fanfary puzonowo-cynkowe są mi znane z filmów z epoki, tylko nie zdawałam sobie sprawy, że to cynk & puzon. Na tym balkonie stoi najmarniej 42 piffari, a na balkonie obok tyleż samo smyczkowców; niezła oprawa uczty, czy jakiej dostojnej uroczystości! To już i nagłośnienia nie trzeba.
    Ze wszystkich ilustracji najbardziej mnie poruszył zespół piffari konny: czterej jeźdzcy z cynkami, a za nimi czterej puzoniści. Jak te biedne konie to wytrzymywały?

  544. Witam,
    pani Małgosiu, dziękuję, już nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Miło tu, jak zawsze, bardzo lubię zaglądać do tej Uśmiechniętej Księgi. Bardzo żałuję, że zniknęło archiwum, lecz skoro zapisane, to jednak ocalone.
    A stodoła na ilustracji pewnie Chrobota, mówię wam, hi, hi, hi…
    Miłej soboty Ludu Księgi

  545. Czekam zatem na opis wrażeń smakowych. Ciasto można też chwilę podpiec przed wyłożeniem farszu, wtedy nie ma obawy, że się niedopiecze.

    Oglądam historyczne ilustracje do Kopciuszka, niektóre są piękne.

    Na dobranoc zapowiadany cynk solowy:

    Pierre Sandrin – „Doulce memoire”. Doron Sherwin.

  546. Sowo, tak Ci wierzę, że dziś kupiłam dynię i mozarellę. Gorgonzolę może mi kto z miasta dowiezie, bo u nas na wsi takich frykasów nie sprzedają.

    Kris, ale jak Chińczycy trafili na Herodota?:))))

    Mamo Isi, puzon, ach, jak najbardziej. Ładnie brzmi. Z cynkiem na pewno też.

  547. Dzisiaj pani od informatyki zadała nam zrobić w domu stronę internetowa na wybrany temat. Jestem w parze z moja przyjaciółka, Natalia. Wybrałyśmy (oczywiście) temat „Jeżycjada”. Bardzo nie lubię informatyki, więc chociaż coś będzie w niej miłego.

  548. Hihi Pani Małgosiu, mam ten słownik, ale ja jestem z tych, którzy wymyślaja nawet zasady wszelkich rzemioseł. Wiem, że tym nie zasłynę, ale mi nie nie zależy :)

  549. Herodot. I wszystko jasne. Oczywiście Ignacy Borejko już mi to sam wyjaśnił ;). A sandałki też bywają ze skórki. W sieci mówią, że to nie Perrault się pomylił ze szkłem, tylko drukarz.

    Człowiek na cały dzień wyjdzie do pracy, a w Księdze takie ożywienie, że nie wiem na co najpierw odpowiedzieć!

    Zapiekanka oczywiście jest pyszna, gdyby nie była, to bym się z nią nie wychylała, he, he. Orzechy komponują się świetnie z serami, to wiem, ale niektóre dynie też mają mocno orzechowy posmak. Powinny więc pasować.

    Doron Sherwin jest niezawodny, już wczoraj zaplanowałam na dzisiejszą noc jeden jego solowy utwór, to będzie później, jak Sowiątko zaśnie. A na zamówienie mamy Isi, mam już teraz zespół piffari (zespoły takie miały funkcję oprawy różnych ceremonii):

    „El bisson & sua gagllarda” – Ensemble Ventosum.

    Zośko, pozdrawiam serdecznie!

  550. Ja też Cię lubię, Madziu!:)

    Krótko i zwięźle, nawet nie wersalikami: nie, nie zamierzam. Zmęczyłam się intensywną pracą, teraz sobie posiedzę w moim słonecznym ogrodzie, poodpoczywam. To taka moja nagroda za pilność.

  551. Ale, póki co, wybrałam Frywolitki, cz.1. Bardzo miło jest je sobie przypomnieć. :) Lubię Panią, Starosto.
    (A kryterium wyboru było takie: „Listy” czytałam z rok temu, a Frywolitki dawniej. A Listy przecież też na dniach sobie przypomnę). ;)

  552. Madziu, Listy lepsze.:)

    Kapucynko, lepiej jest najpierw poznać rzemiosło, a potem tworzyć. Zajrzyj do „Słownika mitów i tradycji kultury” Kopalińskiego, tam znajdziesz potrzebne objaśnienia.

  553. Horacy, Natalio. Ars poetica.
    Zawoalowana aluzja, dobre i to;). Szczęściem, nie aspiruję do wyżyn Horacego. Moje pióro jest lekkie.

  554. Dzień dobry.
    Wróciłam sobie z pracy, a tu już czekała na mnie smakowita przesyłka z wydawnictwa. Teraz siedzę, w jednej ręce „Frywolitki”, w drugiej ręce „Listy do MM” i czuję się jak ten literacki osiołek, który nie umiał wybrać między owsem i sianem.
    Bardzo podoba mi się ciekawa rozmowa o Kopciuszku. Nie wiedziałam! A lubię Kopciuszka, lubię Perraulta, a najbardziej z jego baśni lubiłam chyba „Oślą Skórkę”.
    Pozdrawiam Starostę i wszystkie miłe Księgowe. :)

  555. Dzień dobry, drogim Księgowym i Pani Małgosi!
    Znalazłam dzisiaj w papierach mój limeryk, który napisałam na wakacjach pod natchnieniem (można tak się wyrazić?) „Brulionu Bebe B.” Chociaż nie jestem pewna, czy jest poprawnie skonstruowany, bo nie wiem, co to metrum, jamb, anapest i stopa (wyjaśnienia Damba nie pomogły). A oto i on:

    Raz na koń wsiadł facet z Lipusza
    Łydkami traca, kobyła nie rusza
    Daje batem po zadzie
    Konik biegnie ku sadzie
    I wystrzela faceta jak kusza.

    Miło się to pisało. Mam nadzieję, że się podoba i że komuś poprawiłam humor, jeśli miał gorszy dzień. Dla mnie ten dzień był niezwykle radosny. Już dawno takiego nie miałam :D

  556. Siquid tamen olim
    scripseris (…) nonumque prematur in annum
    membranis intus positis; delere licebit
    quod non edideris; nescit uox missa reuerti.

  557. Nb. doczytałam się, że tak jak w XIX wieku modne były kwartety smyczkowe, tak w baroku i renesansie w modzie były zespoły kameralne składające się z dwóch cynków i trzech puzonów. Za Chiny nie potrafię sobie wyobrazić efektu. Zośko, Sowo P. – czy istnieje jakiś przykład muzyczny na powyższe?

  558. Włączyłam sobie „Monteverdi:Teatro D’Amore” i z przyjemnością słucham. Dzięki, Zośko, za polecankę:)
    Jak się nazywa nasz ulubiony cynkista, bo nie mogę znaleźć tej informacji?
    A od jutra Frycek;)
    Oczyma duszy widzę Kopciuszka tańczącego z księciem w cieplutkich kapciach z popieliczki;)

  559. Dziwi tylko, ze Perrault zechcial obuc Kopciuszka w szklo, kiedy wiadomo, ze delikatne stopki musza byc okryte czyms mieciutkim i Wrozka na pewno to wiedziala:)

  560. Muszę dodać: muzykologiem w stanie spoczynku :) Spoczynek nie oznacza bierności ;) Za to od jutra najczęściej grywanym kompozytorem w Warszawie będzie Chopin. Dobra pora roku na słuchanie Fryderyka.

  561. Dziękujemy za tropy, Zośko! (Sowo, Zośka też jest muzykologiem).
    Ja także lubię brzmienie dawnych instrumentów. A wszystkim zawsze polecam Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu – ogromne zbiory! Niezwykłe eksponaty z całego świata!

  562. Jeszcze słówko o cynku. Mamo Isi, Sowo P. :) Cynkista z L’Arpeggiaty jest moim ulubionym cynkistą :) Lubię zresztą cały zespół za ich radość muzykowania i odkrywania przed nami nowego brzmienia rzeczy dobrze znanych (ach, ten chodzący bas u Monteverdiego:)). Poza tym zapraszają do współpracy wspaniałych muzyków! Moją ulubioną płytą pozostaje wciąż „Monteverdi:Teatro D’Amore” z Philipem Jarousskym i Nurią Rial. Ślę uśmiechy dla całego Ludu Księgi!

  563. Dzien dobry, u nas dzis sloneczko (ale i chmury). :)

    Sowo, o tej egipskiej wersji „Kopciuszka” slyszalam juz kilka razy. Teraz sprawdzilam, ze uwaza sie za nia staroegipska basn o Rodopi, w ktorej wystepuje faraon Amasis z XXVI dynastii (postac autentyczna, zyl w VI w. p.n.e.). Basn te cytowal Herodot, grecki geograf Strabon oraz rzymski filozof Claudius Aelianus w swym dziele „Varia historia” (II/III w. n.e.). W Chinach spisano ja pozniej, w 860 r. n.e.

    Aha, w Egipcie pantofelek byl sandalkiem. :)

    Ok, wracam do pracy!

  564. Ależ chyba nie z futerka (na balu!!!??), tylko ze skórki co najwyżej.
    Dzień dobry wszystkim kopciuszkologom.

  565. Kochany Starosto, w imieniu naszego ogrodu dziękuję za komplement;)
    Motet przepiękny, Sowo P. Dzięki:)
    Kopciuszek nosił na balu pantofelki z futerka popielicy! I zapewne wszystkie inne modne panienki też! Nic dziwnego, że popielica jest zagrożona wyginięciem i znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt. Popielica ze snu zimowego budzi się bardzo późno, w maju lub w czerwcu, a zapada w sen już we wrześniu. Wydaje na świat jeden miot rocznie.

  566. Drogie nocne marki i skowronki!
    Trwa dyskusja na temat pantofelka Kopciuszka. We francuskiej Wikipedii mówią, że Charles Perrault pisał o „pantoufle de verre” czyli szklanym pantofelku, a szkło miało być symbolem delikatności osoby, która go nosi. Ponoć Honore de Balzac próbował w jednej ze swoich rozlicznych powieści podać w wątpliwość istnienie pantofelka ze szkła i zasugerował, że chodzi o „pantoufle de vair” czyli pantofelek z futerka szarej wiewiórki, a wszystko miało się opierać na nieporozumieniu wynikającym z faktu, że po francusku oba słowa „verre” i „vair” brzmią identycznie (czyli są homonimami). Kwestia nie jest rozstrzygnięta. Warto szukać dalej…
    Sowo i Mamo Isi, dziękuję za piękne pieśni. Bardzo mnie zainteresował ten cynk. Widziałam i słyszałam po raz pierwszy. Jutro poczytam. Teraz spać!

  567. Orzechy się lubią z serem.
    Sowo, specjalnie zaczekałam, tak byłam ciekawa przepisu. W istocie, wspaniały!
    To będą pyszności.
    Jeszcze mam świeży tymianek!

  568. Podaję przepis na zapiekankę Kopciuszka.

    Proporcje można dowolnie modyfikować, ja i tak podwoiłam ich ilość dyni i sera w stosunku do oryginału.

    rolka ciasta francuskiego
    1/2 kg obranej i pokrojonej w kostkę dyni
    100 g bekonu (opcjonalnie)
    200 g gorgonzoli
    100 g mozarelli
    200 g śmietany
    2-3 jajka
    2 ząbki czosnku
    świeży tymianek
    sól, pieprz
    oliwa lub masło

    Dynię dusić na patelni, na oliwie lub maśle, ok. 20 minut (w trakcie duszenia dodać trochę wody). Pod koniec duszenia dodać wyciśnięty czosnek i tymianek. Wyłożyć blachę ciastem, na wierzch wyłożyć podduszoną dynię, kawałki serów i bekon. Śmietanę rozbełtać z jajkami, doprawić do smaku i zalać całość tak przygotowaną masą jajeczną. Piec ok. 30 minut w temperaturze 180 stopni. Przed podaniem posypać świeżymi ziołami.

    Przy najbliższym pieczeniu dodam dla eksperymentu orzechy włoskie, skoro tak lubią się z dynią :)

    Dobranoc.

  569. Pierwsza wersja przed spisaną była mówiona. Każde chińskie dziecko słyszało opowieść o dziewczynce z maleńką nóżką w pantofelku, z tym że raczej był to sandałek na koturnie. W końcu któryś chiński tata spisał to, co opowiadano, a uczynił to za pomocą pędzelka. Z futerka popieliczki zapewne.

  570. Kris, Wikipedia podaje tak jak mówisz: wersja chińska jest pierwszą spisaną. Tylko nie informuje przy tym, skąd wiadomo, że były wcześniejsze wersje, skoro ich nie spisano, hm, hm.

    Ciekawy jest też wątek omyłki drukowej z 1697r w pantofelku Kopciuszka – jak z pantofelka z popieliczki (de vair) stał się pantofelkiem szklanym (de verre). Patrzę jeszcze, co to ta popieliczka (myszowate zwierzątko futerkowe?), bo Internet mówi, że skórka z wiewiórki (!). Czy Wójt coś o tym wie?

    A u Rossiniego, w operze „Kopciuszek”, pantofelek zamieniono na bransoletkę, by nie budzić skandalu nieprzystojnym podnoszeniem sukni śpiewaczek.

    Już podaję przepis.

  571. Cynkistów było niewielu, ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Archaniele Gabryelu.

    Pozostańmy jeszcze trochę przy niebiańskich tonach zaproponowanych przez mamę Isi.
    Mamo Isi, to dla Ciebie, na pociechę:

    Tomás Luis de Victoria – „Duo seraphim clamabant”. Carlos Mena, Juan Carlos Rivera i Francisco Rubio.

    Idę po mój receptaryusz.

  572. Na 8! :p Hehe
    Sowy nie śpią w nocy. :) Ale niestety muszą! wstawać wcześnie :(
    Dobranoc :D

  573. Sowo, a ja slyszalam, ze basn o Kopciuszku narodzila sie jeszcze dawniej, w starozytnym Egipcie, a „ksieciem” byl faraon. W Chinach moze ja dokladniej spisano? W kazdym razie, sporo lat liczy…
    U nas pogoda niewesola. Juz drugi raz w tym tygodniu ogloszono alarm meteorologiczny, zamknieto wszystkie szkoly i urzedy (gwaltowne ulewy, burze, silne wiatry). Na szczescie u nas alarm juz zniesiono, nie bylo tak zle, tylko sporo padalo, ale na polnocy Wyspy sa powodzie.

    Dobrej nocy!

  574. Dynia jest tym ładniejsza, im więcej spadnie na nią orzechów. Koniecznie włoskich!
    Zapiekanka Kopciuszka może być pyszna! Prosimy o przepis.

    Dziewczynko z zapałkami, a do szkoły na którą, za pozwoleniem?

  575. Uff, nareszcie koniec odrabiania lekcji. Na jutro musiałam napisać 2 streszczenia mitów na polski. A do tego spaliła mi się żarówka, więc chwilowo jestem bez górnego światła i mając ” włączoną lampkę, stojącą zazwyczaj na nocnym stoliku” jestem zmuszona „wyginać kręgosłup w łuk, a całe ciało nachylać w bok pod kątem 45 stopni.” No cóż, nie raz już pracowało się w bardziej spartańskich warunkach. :)

    A teraz zabieram się z apetytem do „Marii i Magdaleny” Magdaleny Samozwaniec. :D

  576. Mama Isi bardzo mi dziś a propos: też z Sowiątkiem uzbieraliśmy całą miskę orzeszków laskowych. Może w końcu zrobię z nich tort egipski. Spadają też pierwsze orzechy włoskie i dynie są coraz ładniejsze.
    Kto nie jadł zapiekanki z dyni z gorgonzolą, ten nie wie jak smakuje jesień! Zapiekanka Kopciuszka :).

    (Dziadzio Borejko, na stronie: Czy wiecie, drogie dzieci, że najstarsza wersja bajki o Kopciuszku pochodzi z Chin? Z czasów przesławnej dynastii Tang.)

    Idę Sowiątku poczytać przed snem, muzyczne uwodzenie-zawodzenie będzie za jakiś czas.

  577. A cynik też jest trudny. Och, och.:)
    Jak tam muzyczne uwodzenie wieczorne, Sowo?
    Czy Sowiątko śpi ładnie?
    Aha, mamo Isi, posłuchałam Twojej propozycji. Bardzo piękna.

  578. Dziękuję, Aleksandro miła!
    I racja: Zuzia jest nasze słoneczko.

    Anonimku, zalecam uważną lekturę „Wnuczki”.;)
    A Starosta dlatego, że widocznie na starostę wyglądam. I dlatego tak mnie Lud nazwał. Ale to nie jest obowiązkowe i równie dobrze możesz mnie nazwać inaczej.

    Oj, Mamo Isi, fajny masz sadek jabłkowo – gruszkowy.

  579. Zgadzam się z Just. Zuziu, czytając Twoje wpisy zawsze czuję ciepło w sercu :)
    Pani Małgosiu, ściskam serdecznie. Tak się cieszę, że „Feblik” już tuż, tuż :)

  580. Też działam w ogrodzie; laskowe orzechy obrodziły jak nigdy, więc zbieram. Poza tym co chwila zdejmuję z drzew Mamy kociaka, którego wyprowadzam na spacer. Idzie mi to coraz sprawniej. Ciekawe, czy kociak się wreszcie nauczy sam złazić, czy też ja przejdę na nadrzewny tryb życia.

    Sąsiedzi mają jałowce sabińskie i przez nie nasze gruszki oblazła rdza, Przecie nie pójdę z siekierą po sąsiedzkich ogródkach, więc pozostaje mi zrywać zakażone liście. Gruszki są dość spore, więc jest to zajęcie czasochłonne i nieco ryzykowne.

    Maleństwa, ilekroć wejdą do ogrodu, od razu lecą po jabłko (antonówkę albo malinówkę), a potem nalezy im łupać orzeszki.

    A niebem nad nami ciągną żurawie i gęsi. A czasami helikopter.

  581. Ach, też z przyjemnością przeczytałabym taką książkę o profesorze Dmuchawcu, ale przede wszystkim chcę się zapytać co się stało z Ziutkiem i gdzie on był we Wnuczce? Może w Febliku się pojawi? To jeden z mych ulubionych bohaterów, a jeden z ulubionych tomów to oczywiście SPRĘŻYNA!!!!
    Pozdrawiam Panią i Księgowych!
    PS Dlaczego Starosta?

  582. Hej Zuziu! Pewnie, ze ogrzalas, u nas pada od samego rana, miejscami dosc intensywnie. Jak narazie nie zapowiada sie na poprawe pogody. Coz, ziemia tez spragniona wody :)
    Mimo to odwaze sie stwierdzic, ze bardzo lubie jesien.
    Czy jest u Was babie lato ?
    Pozdrawiam z Rzymu!

  583. Od dziesięciu dni nie opuszcza mnie ta tarantella; pytają tam Marii, jak była w stanie znieść śmierć Swego Syna. Harfa, lutnia, cynk i głos.
    Christina Pluhar – L’Arpeggiata: Maria (sopra la Carpinese) from Via Crucis.

  584. Dzień dobry!
    Jak jesień pięknie pachnie!Takie perfumy też powinny być!Miała rację Patrycja mówiąc o perfumach o zapachu rosy porannej.Gdybym nie uwielbiała wszystkich pór roku to jesień by była moją ulubioną,choć tak mówię każdą porą roku.Lubię to swoje niezdecydowanie,choć może nie zawsze jest takie dobre.:)
    Dzisiaj w szkole robiliśmy kampanię wyborczą,ponieważ trzy osoby z naszej klasy startują do samorządu uczniowskiego.Dwie dziewczynki zrobiły babeczki,a w nie powtykały wykałaczki z papierkiem”Głosuj na 6c”.Do tego Pani zorganizowała głośniki i ja na przemian z Zosią czytałyśmy różne hasła zachęcające do głosowania,brzmiały jak poezja!Było bardzo wesoło!Bardzo miły dzień dzisiaj,do tego ta wspaniała pogoda,taka sama jak u kochanego Starosty!Mam nadzieję,że będzie taki już do końca.
    Ściskam cieplutko,mam nadzieję,że kogoś ogrzałam,jeśli mu było zimno!

  585. Dzień bardzo dobry!Wszystkim.Czy ktoś próbował przeczytać „aknordeiB” odwrotnie?…Sprytne.:).Pani Małgosiu….Właśnie opracowuję tematy zajęć na moich warsztatach i ponieważ zawierają one także elementy biblioterapii,zamierzam czytać dzieciom fragmenty…….?A jakże ,”Jeżycjady .Będę w ten sposób pobudzać apetyt na więcej.Mam nadzieję,że powstaną ciekawe portrety bohaterów oraz ilustracje wydarzeń i sytuacji.Bowiem z książkami można i… tak ot,co.Pozdrawiam serdecznie!Miłej pracy w ogrodzie:):).

  586. Ojej, straszna wiadomość z tym Archiwum! Ja, podobnie jak Minerwa przeglądałam ostatnio archiwalne wpisu, ale nie tu, tylko u drogiej Adminki! Na kolejne dni chciałam sobie odłożyć cofanie się w czasie na stronie DUA. I się spóźniłam, jaka szkoda!

  587. Dzień dobry!
    Mnie też będzie brakowało archiwalnych wpisów szóstkowych. Lubiłam do nich zaglądać (ostatnio przypomniałam sobie relację Biedronki z Camino).
    Szkoda. Ech, ci hakerzy.

    Pani Małgosiu, życzę miłego, jak przypuszczam ogrodowego, dnia :).
    Pozdrawiam Wszystkich.

  588. Bardzo mi zal archiwum!!! Nie bede tu tak delikatnie, polgebkiem, skoro do mnie dotarlo jaka to wielka strata.
    Kawal przepieknej, nigdzie indziej nie do przeczytania, historii..Tyle wpanialych zdan, zdjec, emocji, tyle dobra..A moze da sie to na papier jakos przeniesc?

  589. I dawnych wpisów szóstkowych mi bardzo szkoda :(
    Galeria przedmiotu, galeria warkocza, pierniczki…
    Wpis naszej Ateny o Twainie.
    I tyle innych, fantastycznych rzeczy.
    Ech….

  590. Szkoda, pewnie.
    No cóż, psują, bo niczego innego nie umieją. Aż straszno pomyśleć o takiej pustce.
    Nie martwcie się, dziewczyny, zaraz nam przyrośnie.:))))

  591. Dzień dobry!
    Ach, jaka szkoda, nie będzie już archiwum…! :( Tak lubiłam podczytywać stare wpisy. I KG, i zagadki.
    Podły hakerze, to przez ciebie!!!

    Pociecha, że premiera „Feblika” blisko. Żaden wstrętny haker- psuj tego nie zmieni, aha!

  592. A mnie tych wpisów archiwalnych jednak trochę żal… Jakaś taka natura archiwistyczna jestem?? Jak ja nie lubię takiej dziwnej działalności, która niszczy czyjąś pracę :(

  593. Ach, dzięki, Sowo wyjątkowa!
    Miło będzie posłuchać.
    Co do kwiatów: czytałam, że żonkile mają jakieś miazmaty i trzeba je trzymać z dala od wszystkich innych kwiatów. To może i tulipany, jako cebulowe, też?
    A giacinto szkodzi mi zapachem. Murowana migrena.
    Dobranoc!

  594. Są perfumy o zapachu skoszonej trawy.

    Z muzycznego florilegium:

    Giovanni Paisiello – „Un rosa ed un giacinto”.

    „Una rosa ed un giacinto
    Se portate uniti in petto,
    Bel piacer da quel mazzetto,
    Bell’odor che n’uscirà.
    Ma se a guasto tulipano
    Voi la rosa poi unite,
    Quell’odor più non sentite:
    Quella rosa marcirà”.

    O szkodliwości pewnych (nie tylko) kwiatowych połączeń. Wiem, że niektóre kwiaty nie znoszą towarzystwa innych w jednym wazonie, ale nie wiedziałam, że róże więdną przy tulipanie. Ktoś może potwierdzić?

    A na deser tegoż samego kompozytora:

    „Donne vaghe”. Czarująco śpiewa Cincia Forte.

  595. O, one tak ślicznie pachną, masz rację!
    Gdybyż tak kiedyś zrobiono perfumy o tym subtelnym zapachu!

  596. ech, ech, a zazdrość to przecież taka nieładna rzecz… :)
    nie na Targach to kiedyś indziej, zasypię Panią wszystkimi tomami Jeżycjady z wielką prośbą o podpisanie na wieki dla potomnych! A tymczasem wędrują przynajmniej telepatyczne ciepłe myśli i słowa! Pięknego zapachu grabionych liści! ;)

  597. Eee…chyba nie. Zostanę sobie w cichym ogrodzie, liście pograbię.
    Podoba mi się, Paczko Chusteczek, że tak sobie zazdrościsz!
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  598. Jejku jejku jej! ja tu tak tylko na chwilkę, bo koniec wakacji, bo nowe zajęcia, bo sprawy do załatwienia, a odcięcie od internetu działało, a tu TAKA nowina! Jak ja zazdroszczę wszystkim, którzy dopiero zaczynają czytać Jeżycjadę! Jak ja zazdroszczę sobie, że przede mną znowu książka, której jeszcze nie czytałam! I już teraz serdeczne dzięki! To może wpadnie Pani z tej okazji na chwilkę do Krakowa na Targi? :)
    pozdrowienia!

  599. Hi,hi,no to zyskałam nowe imię!:)W szkole jestem nazywana Zosią,ponieważ za mną siedzi Zosia,ona zaś jest Zuzią,u babci jestem Guzuzią,a u drugiej babci Olą albo Martą(moje dwie kuzyneczki tak mają na imię ):)
    Życzę miłego sadzenia,ja już dawno posadziłam krokusy,tulipany i hiacynty,ale mama mówi,że jeszcze jej coś zostało.
    Dobranoc,
    a Pani co sadzi?

  600. Witam Was jesiennie! Ciesze sie bardzo z ukonczenia ksiazki, Kochana Autorko, podziwiam tez za wspaniala organizacje pracy . Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze im wiecej mamy do zrobienia, tym latwiej nam sie zorganizowac. Najgorzej jest zaczac, potem rosnie w nas entuzjazm i robota szybciej sie toczy :)
    Kris, dziekuje za przepis na „Kwiat kalafiora” w wersji z Sardynii, tez kiedys wyprobuje.
    Pozdrawiam Was!

  601. Oj, przepraszam! Nie wiem, jak to się stało!:))))
    Pomyłka stąd może wynikła, że miałam ręce pełne cebulek tulipanowych, a myśli i wzrok raczej w ogrodzie (była dziś śliczna pogoda).
    Jejku, ile to roboty czeka wśród roślin!
    Mam spóźnienie w tym roku, z winy „Feblika”. Ale nic to, jeszcze zdążę.

  602. Pani Małgosiu, widocznie – mimo pechowej daty mojego urodzenia – szczęście mi sprzyja.
    Na parę dni przed krwawym księżycem i atakiem hakerów, przejrzałam archiwalne wpisy – ze szczególnym uwzględnieniem tych bożonarodzeniowych i sprzed wydania różnych książek. Dzięki temu obejrzałam pierniczki Ludu Księgi i pierwsze zdjęcie okładki Sprężyny!
    Świat jest piękny, Lud piecze piękne pierniki, a jesień zapowiada się pięknie!!!

  603. We Wloszech imiona Fabiola, Fabiana i Fabia sa dosc popularne, znam kilka. Imie Fabiola wymawia sie tutaj z akcentem na „i” (a nie na „o”), wydluza sie jakby to „i” (brzmi wiec: Fabiiijola), na poczatku bylo to dla mnie dosc dziwne, teraz sie juz przyzwyczailam. :)

  604. To jest poprawka pani korektorki z Akapitu, Madziu. A więc na pewno wszystko gra.
    Archiwalne wpisy – nie, już nie. Mamy je zapisane, ale gdzieś tam w tym dawnym formularzu hakerzy zrobili „dziurkę” , więc po co im znowu ułatwiać zadanie. Damy radę i bez archiwum, no nie?
    Ściskam Cię serdecznie!

    SowoP, toteż zrezygnowałam z Fabioli. Zresztą i tak nie pasowała do tej bohaterki (drugoplanowej).

  605. Dzień dobry!
    Oj,ale Pani miała pracowitą mamę.Pewnie miała jeszcze czas na czytanie?;)
    Ja nie umiem parę razy sprawdzić tego samego tekstu.Kiedy na teście sprawdzam parę razy to samo to już żadnych błędów nie mogę wychwycić.
    „Feblik” już w korekcie?!Cudownie!Zaraz będziemy mogli go przeczytać!Dziękuję Pani Małgosiu!
    Powtarzam sobie „Wnuczkę do orzechów”i wczoraj dostrzegłam błąd,otóż na stronie 80,pierwsze słowo to „chłopacy”,a przecież poprawna forma to chłopcy/chłopaki,a może to już nie jest błąd,może coś się zmieniło?:O
    Pozdrawiam,u mnie dzisiaj piękna pogoda,a jak ptaki śpiewają,choć bardzo zimno.
    PS A czy archiwalne wpisy jeszcze będą dostępne do czytania?

  606. Fabiola, Fiona, Fabiana- malownicze, ale jak na moje ucho, zbyt oryginalne w polskich warunkach. Coś jak Esmeralda Kopiec :).

    Dobra organizacja to coś, co mnie przerasta. Podziwiam te kobiety, co potrafią jednocześnie być matką na pełen etat i doskonałym pracownikiem na drugi. Tak, żeby przy tym nie ucierpiała żadna ze stron. Ani mąż. I jeszcze przy tym zadbać o siebie. Po prostu ideał.

  607. Organizacja i dyscyplina to podstawa, to prawda, Moonwalk! Mama mnie tego nauczyła: wychowała nas dwoje, pracowała w klinice chirurgii szczękowej, prowadziła praktykę, wykładała na AM, pisała mnóstwo prac naukowych i zrobiła habilitację. Kiedy przygotowywała obiad, jej zmysł organizacyjny i celowość można było tylko podziwiać: ani ułamka sekundy, ani ruchu nie zmarnowała.
    A więc moja zasługa niewielka: Mama wpoiła co trzeba.
    Dziękuję za pochwały dla córki! Dumna z niej jestem!

  608. Witam serdecznie,
    Feblik na ozalidach!
    Cieszę się też na „Haczyk” Adminki. Skończyłyśmy z moją 7-latką „Kwadrans” – bardzo nastrojowa zimowa i metafizyczna opowieść. Czytało się (a innym – słuchało) z przyjemnością.
    Organizacja rzecz bezcenna! W jednym z dawniejszych wywiadów na pytanie, czy czuje się Pani prawdziwą pisarką, powiedziała Pani, że prawdziwą to Pani jest, ale mamą czwórki dzieci. Wychowywać czwórkę dzieci i pisać wspaniałe książki – Pani też była niezbędna świetna organizacja:)

  609. Kris, bardzo ciekawy przepis podałaś! Tak, Pani Małgosiu, właśnie elegancko wyprasowane marynarki, krawat i do kompletu biała koszula! Miałam w liceum takiego starszego pana profesora, niestety ku mojej rozpaczy nie był polonistą. Zawsze chciałam trafić na pana od języka polskiego. Kogoś takiego, jak Dmuchawiec, choćby. Niestety, w tym względzie nie spełniło się życzenie. W każdym razie pan Feliks zawsze chodził ubrany właśnie tak, a uczył przysposobienia obronnego, a przed emeryturą geografii. Natomiast z teczki zawsze wypadały mu cukierki dla trzech wnuczek, które czekały w domu. Pamiętam, jak któregoś wyjmując maskę gazową poczęstował mnie czekoladkami z nadzieniem kokosowym do herbatki. Z racji tego, że nauczyciele przychodzili do domu dostali zawsze herbatę i czasem coś do jedzenia. Ależ się rozgadałam. Już zmykam, do usłyszenia.

  610. Dziękuję! Wygląda na coś pysznego!
    I to będę miała dziś na obiad, aha!
    Kris, pozdrawiam serdecznie i ściskam Dziatwę!

  611. Oczywiście, DUA, bardzo chętnie podzielę się sardyńskim przepisem! :) Oto on:

    ŚRóDZIEMNOMORSKI KWIAT KALAFIORA

    Składniki:

    1 kalafior
    Pół cebuli
    1 duży ząbek czosnku
    10 dkg czarnych oliwek bez pestek
    2,5 szklanki ciepłej wody
    Oliwa
    Sól
    Zmielone peperoncino

    Przygotowanie: kalafiora umyć i podzielić na różyczki. Drobno pokrojoną cebulę i wyciśnięty czosnek podsmażyć w szerokim garnku na oliwie, do tego wrzucić różyczki kalafiora i przekrojone na pół oliwki, chwilkę podsmażyć (mieszając), po czym zalać woda, posolić, dodać odrobinę peperoncino (pół łyżeczki lub mniej) i dusić pod przykryciem ok. 20 min (aż kalafior zmięknie), mieszając od czasu do czasu.

    Buon appetito!

  612. Karambolu, ano niby pożyczyć możesz, ale po co, skoro można wymyślić mu całkiem inne imię, które NIE BĘDZIE się kojarzyć z czyimś bohaterem książkowym?
    Pożyczaj jak najmniej, radzę Ci. Bądź samodzielna.
    Ja zawsze ustalam imiona na początku pisania, a posługuję się tym samym od wielu lat kalendarzykiem „Domu Książki”, zawierającym alfabetyczny spis imion z datami imienin. Ostatnio znalazłam tam Fabiolę i pomyślałam, że to malownicze imię.

    PS. Wyprasowane marynarki?;)

  613. Tak, tak, Ewo, po składzie w drukarni robimy kolejną korektę. Autor ma jeszcze czas na wprowadzenie ewentualnych zmian, dodatków, udoskonaleń etc., redaktor wyłapuje utajone błędziki i literówki. Im więcej korekt pozwala zrobić wydawca, tym lepiej! ZAWSZE coś się da wyłapać, można tak w nieskończoność! Jest też kwestia ilustracji: osoba, która robi skład, wrzuca je z początku „na oko” – teraz należy dopasować ich wielkość i ustawić je odpowiednio względem tekstu. Ostatnia korekta będzie na tzw. ozalidach i nawet tam da się znaleźć literówki! (komputer jest omylny, a składacz tym bardziej).
    Adminka pisze równocześnie swój „Haczyk”, a jakże! Jest pracowita jak mróweczka, a także znakomicie zorganizowana. Sukcesy w pracy twórczej są w większym stopniu, niż się przypuszcza, zasługą stanowczej organizacji!

  614. Jak to, ja myślałam, że korekta już zrobiona i teraz tylko czas na miłą lekturę kryminałów? :) Czym się różni taka korekta „po składzie” od tej wcześniejszej? Czy to chodzi o to, że teraz układ książki może się trochę „rozjechać”, tj. np. tekst przesunąć się w stosunku do obrazka itd?
    I czy to znaczy że nasza Adminka nie może jeszcze wrócić do pisania „Haczyka”?
    Przepraszam za te pytania, ale nic nie wiem o procesie korekty/redakcji książek…

  615. Dzien dobry, jak milo, ze „Feblik” juz niedlugo znajdzie sie w drukarni!

    Wczoraj na kolacje przyrzadzilam danie, ktore w mysli nazwalam „srodziemnomorski kwiat kalafiora” – to kalafior wedlug przepisu sardynskiego (skorzystalam z niego po raz pierwszy), z czarnymi oliwkami, cebula i czosnkiem, bardzo dobry. Mysle, ze zasmakowalby Nutrii, Idzie, Ignasiowi, Grzegorzowi… :)

    Milego dnia!

  616. Pani Małgosiu. Muszę przyznać, że mnie również spodobał, by się taka książka, o której mówiła Dziewczynka z zapałkami. Chyba najchętniej poczytałabym co nieco o panu Jankowiaku. Zawsze bardzo lubiłam tego bohatera. Być może miało to związek z tym, że z opisu bardzo przypomniał mi mojego dziadka. Białe najeżone wąsy, jasnoniebieskie poczciwe oczy i to typowe przedwojenne wychowanie. Klasyczna wytworność, zawsze nienagannie wyprasowane marynarki. Można by wymieniać jeszcze długo. Tak czy inaczej obaj panowie mieli bardzo dużo wspólnego. Nawet i to, że byli wdowcami. Ponieważ moja babcia ze strony mamy zmarła bardzo wcześniej na raka. Mama zdawała, wtedy maturę, a drudzy dziadkowie też chorowali i w elekcie został jeden dziadzio. Zresztą w kolejności najpierw czytaliśmy z Tatą i bardzo polubiłam Również Cyryjka. Swoją drogą Cyryl, to bardzo ładne imię i jeszcze ładniejsze zdrobnienie Pani wymyśliła. Czy mogę je sobie wypożyczyć? Od kliku dni głowie się, jak powinien mieć na imię wymyślony przeze mnie malarz. dlatego pytam pozwolenie. W końcu z twórczością tak to bywa, że prawa należy do autora. Pozdrawiam serdecznie ze słonecznego, o dziwo Lublina.

  617. Żyję, żyję, Zetko! A zdrowie mi dopisuje. :)
    Dziękuję Ci za ten miły wpis na dobranoc. Aż się uśmiechnęłam! – a zmęczyłam się dziś, bo pilnie robiłam korektę. „Feblik” już niebawem rusza do drukarni!
    No i taka uśmiechnięta, ze skończoną korektą, idę teraz spokojnie spać, wiedząc, że mam naprawdę wspaniałe Czytelniczki!
    Ściskam!
    PS. Nie kłóć się z rodzicami, prooooszę. Szkoda ich.

  618. Kochana Autorko i Księgowi!
    Włączam się do rozmowy po raz pierwszy.
    Z gratulacjami (za Feblika oraz wymyślenie tak trudnej zagadki :D), podziękowaniami oraz wyrazami bezbrzeżnego podziwu dla Autorki. A podziękowania są za całą serię cudownych książek. Jestem nastolatką, a Jeżycjadę pokazała mi moja mama. Przeczytałam wszystkie ówczesne części (do Sprężyny) w kilka tygodni, bowiem nie mogłam się od nich oderwać.
    Nie będę dłużej rozwlekać, powiem tylko, że po Pani książki sięgam zawsze, gdy mi smutno, gdy pokłócę się z rodzicami… Panujący w Jeżycjadzie niezwykły klimat nie do opisania oraz ciepło i mądrość promieniujące z tych książek są lepsze od innych lekarstw (aczkolwiek niebezpieczne: niebywale łatwo traci się poczucie czasu!).
    Zapewne wiele osób już coś podobnego Pani mówiło, ale bardzo chciałam to Pani powiedzieć sama, wyrazić ten podziw dla Pani umiejętności budowania takiego nastroju w powieściach.

    Bądź co bądź, jest Pani jedną z nielicznych uwielbianych przeze mnie autorów, którzy wciąż żyją, tworzą i (ufam) mają się dobrze. Także rzadko mogę swój podziw wyrazić.

    No i masz, się rozgadałam. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

  619. Ach, to dobrze miałaś, Eviku!
    My sporo straciliśmy przez tych hakerów.
    Nieocenione Adminki jednakże naprawiły już to, co najważniejsze. Działa nawet dział e-kartek, w innym, bardziej przejrzystym układzie – znów zapraszamy do ich wysyłania!
    Niedługo domaluję więcej karteczek.
    A dziś robiłyśmy z Adminką korektę złożonego „Feblika”! – tak, tak, już jest pierwszy skład.

  620. Ja też obserwowałam zaćmienie Księżyca. Nastawiłam budzik na 3.30. Wyszłam na balkon i aż zamarłam z wrażenia. Chyba pierwszy raz widziałam tak rozgwieżdżone niebo. I Niebo na dzień dobry (a może dobry wieczór) spadającą gwiazdą mnie powitało :)
    A zaćmienie było w trakcie – księżyc przypomniał nadgryzioną bułkę :)
    Warto było wstać. Następna taka możliwość za 18 lat, jeśli zdrowie dopisze :)

    Gratuluję ukończenia Feblika. Nie mogę się doczekać!
    Pozdrawiam.

  621. Oczywiście postawienie Idy za przykład opanowanej osoby odbiega nieco od prawdy …. ale czy życie m.in. dzięki takim osobom nie jest ciekawsze?

    DUA dziękuję za rozwiązanie problemu z podszywaniem się pod innych forumowiczów, teraz gdy piszę komentarz pole z nickiem jest puste.

  622. O rety, ten ktoś kto pisał ten test Minerwo chyba nie czytał Jeżycjady, skoro pisał, że Ida jest kulturalną i opanowaną osobą:)

  623. He, he, Minerwo!:))))
    Raczej: „niekiedy opanowaną osobą”.

    Dziewczynko z zapałkami, a wiesz? To całkiem ciekawy pomysł!
    Prawda, że ludzie (i ich losy) są fascynujący?

  624. Hihi, Pani Małgosiu, mieliśmy ostatnio test, w którym znalazł się fragment ,,Idy sierpniowej” – rozmowa Idusi z doktorem Kowalikiem. Zadanie do pracy z tekstem brzmiało: ,,Wyjaśnij, dlaczego Ida Borejko jest kulturalną i OPANOWANĄ osobą.”…

  625. Pani Małgosiu, tak się zastanawiam, że skoro prof. Dmuchawiec miał prawnuczkę, wnuczkę i córkę to gdzież jego żona? Pomyślałam, że fajnie byłoby przeczytać książkę o tym, o jego młodych latach (może coś w stylu Kalamburki?), ale także o panu Jankowiaku, małej Anitce, babci Jedwabińskiej (wtedy jeszcze nie babci), panu Gruszce. Ach!
    To są oczywiście tylko takie moje małe sugestie, a raczej marzenia. Wyrażone na piśmie brzmią jednak strasznie obcesowo:-[ :):)

  626. A tak, pamiętam jakieś szampańskie zabójstwo.
    Wiesz, Ewo, mamy duże zaległości w tej dziedzinie – mnóstwa świetnych książek jeszcze nie przełożono.Pozostaje czytanie w oryginale, co jest i przyjemne, i pożyteczne.
    Sama Ngaio M. – bardzo ciekawa postać. Reżyserka, aktorka, nawet dramatopisarka, twórczyni teatru w nowej Zelandii, skąd pochodzi.

  627. A ja właśnie wczoraj wypożyczyłam sobie Ngaio Marsh – okazało się, że jedna jej książka („Mistrzowie zbrodni”) jest w mojej dzielnicowej bibliotece! Bardzo dziękuję za polecenie :) Z tego co się orientuję, jej książki niestety nie są przetłumaczone na polski; chyba jedynym wyjątkiem jest jeszcze „Szampańskie zabójstwo”, które wyszło dawno temu w serii Klub Srebrnego Klucza. Ciekawam, czym to jest spowodowane.

  628. Dzień dobry!
    Justysiu, o rety, a to się można zezłościć, doprawdy!
    No, nic to, nie spotkałyśmy się wzrokiem na czerwonym Księżycu, to spotkajmy się na zwykłym, na przykład dziś w nocy.

    Mamo Isi, dobrze jest przenieść się myślą w inny świat, a inspektor Felse jest taki krzepiący w dodatku. Lubię jego żonę. Słowem, wiwat Ellis Peters! Mam jeszcze spory stos jej książek (pisanych jako Edith Pargeter)- współczesnych obyczajowych , ale są i wspomnienia wojenne, i powieści średniowieczne.
    Na razie kończę cykl Ngaio Marsh, która jest świetna – zmyślne intrygi, wartki i czysty styl, bystre obserwacje i dowcip. A czeka mnie jeszcze cała Dorothy Sayers!
    Ach, co za miłe czasy dla mnie nastały.Czuję się jak niedźwiedź w spiżarni pełnej smakołyków.

  629. Ach, bel canto przepiękne! Dzięki, Sowo:) Najbardziej lubię „Vaga luna” w wykonaniu Pavarotti’ego. I ta biała chusteczka wielkości niedużej scierki, którą ociera łzy tęsknoty za ukochaną, zawsze mnie rozbawi;)
    Muszę się cofnąć do uprzednich polecanek muzycznych, bom tu dawno nie była.
    Starosto, przetrwałam ostatni tydzień między innymi dzięki insp.Felse. Dzięki:)
    Ciężko jest żegnać przyjaciół, a człowiek już powoli przechodzi na tę półkę, z której jest się zabieranym wyżej. Co nie znaczy, że łatwo mu się z tym pogodzić;)

  630. Dzień Dobry!

    Ja też dziękuję Rozmarynowi za piękny opis księżycowego zjawiska.
    U mnie pół godziny przed zaćmieniem pojawiły sie gęste chmury, które się rozeszły w 10 minut po zaćmieniu.
    Tak jakby ktoś je tam specjalnie wdmuchał na ten czas. Może to też sprawka hakerów, pogodowych….

  631. Całkiem możliwe. A na pewno jest to przebój w dzisiejszych czasach. Lubiany bis. Właściwie powinien tę arię śpiewać mężczyzna, bo to jedno wielkie westchnienie do upragnionej kobiety. A Pani Księżyc jest zakochanemu świadkiem i posłańcem.

    Belliniego znamy głównie z bel canto, a on też pisał ciekawą muzykę instrumentalną. Słucham właśnie jego pięknego koncertu obojowego.

    Na niebie żarówka setka.

  632. Prześliczne! (R.A.S. rządzi!).
    Melodia natychmiast mi się zaplątała w zwoje mózgowe i nie chce mnie opuścić. To był chyba ówczesny przebój, co, Sowo?

  633. Ach, wielkie dzięki, Sowo Przemiła!
    I jak dobrze mieć napisane słowa do ślicznej muzyki. Bellini!
    Idę słuchać, nie spuszczając oka z Luny.

  634. Właśnie miałam to powiedzieć. Księżyc, choć dzisiaj już niepełny, to wciąż jest piękny.

    Muzyczne tło na dzisiaj:

    Vincenzo Bellini – „Vaga luna, che inargenti”
    Nie znalazłam doskonałego wykonania. Z dostępnych najbardziej podobają mi się Ruth Ann Swenson i Cecilia Bartoli.

    „Vaga luna, che inargenti
    queste rive e questi fiori
    ed inspiri agli elementi
    il linguaggio dell’amor;

    testimonio or sei tu sola
    del mio fervido desir,
    ed a lei che m’innamora
    conta i palpiti e i sospir.

    Dille pur che lontananza
    il mio duol non può lenire,
    che se nutro una speranza,
    ella è sol nell’avvenir.

    Dille pur che giorno e sera
    conto l’ore del dolor,
    che una speme lusinghiera
    mi conforta nell’amor”.

  635. Nie Trolla. Przecież twarz całkiem inna!
    A bo to jedna Trolla kapelusz nosi?:)

    Uwaga: Pan Księżyc właśnie wylazł i jest wielki oraz piękny. Nacieszmy się chociaż dzisiaj!
    A tego czerwonego pełno jest w internecie. Zdaje mi się, że w różnych miejscach globu był w różnym stopniu pomarańczowy lub czerwony.

  636. Cześć i czołem!
    Zgadzam się, że Krwawy Księżyc to brzydka nazwa, i w dodatku dla mnie nie pasuje do koloru zaćmionego Księżyca. Ten kolor – widziałam – jest znacznie cieplejszy, powiedziałabym, że słoneczny. Ale ponieważ słoneczny Księżyc to jakieś astronomiczne kuriozum, czy wolno mi wobec tego użyć licentia poetica i napisać, że zaćmiony Księżyc jest pomarańczową blondynką?

    PS. Co do Febliczanki – a może to Trolla? Wskazówka: kapelusz. Wróci i zawróci (w głowie). Zawsze Trollę lubiłam, wiem, że rak to nie przelewki, ale może jednak?

  637. Tak jest, zachwalam Antykwarioosza. Ileż ja przez niego skarbów znalazłam! Ale uwaga, można też dzięki niemu wybredzać i porównywać ceny!

    Chesterko, chyba tak:)))))

    Rozmarynie, ja też dziękuję. Także za książkę! Napiszę do Ciebie dopiero teraz, przepraszam – tempo miałam zawrotne, aż do zadyszki.

  638. Drogi Rozmarynie,
    dzięki za obrazową relację księżycową (w imieniu tych, którzy to intrygujące zjawisko przespali aby rano wstać do pracy)! :)
    DUA, spóźnione podziękowania za namiary na Antykwarioosza! Oh, co to jest za wyszukiwarka, wszystko tam można znaleźć, na moją (finansową) zgubę ;) Ale przyda się, nowe studia wkrótce – będzie dużo czytania (hura!).
    Wspaniale, że Feblik już skończony, teraz dla DUA zasłużony odpoczynek, a dla czytelników listopadowe radości czytelnicze :)
    Pozdrawiam!

  639. Dzień dobry!
    Ja dzisiaj w nocy nastawiałam sobie budzik na 3.45,ale widocznie to było za wcześnie,ponieważ gdy wyszłam razem z tatą widać było tylko zaćmienie,ono też mnie zadowala i wpędza w zadumę.Tylu ludzi na świecie patrzyło się w ten jeden punkt na niebie,takie chwile łączą ludzi…
    Mimo to trochę żałuję,że nie udało mi się zobaczyć Krwawego Księżyca.Nie podoba mi się ta nazwa(usłyszałam ją w radiu),chyba lepiej brzmi…hm…Makowy Księżyc?
    Swoją drogą czy on kiedyś pomyślał,ten Księżyc,ilu ma wielbicieli i jak wielkim jest źródłem zainteresowania,nie tylko ludzi bo mam wrażenie,że wszystkie psy i wilki wyły tej nocy do niego.Przynajmniej u mnie okropnie ujadały.
    Trudno,poczekam te 18 lat:)
    PS Ten haker z pewnością nie czytał Jeżycjady!!

  640. Drodzy Księgowi!
    Widziałam księżyc kilka razy w środku nocy nad moją łodzią/Łodzią! Najpierw był wielki i świecił jak latarnia, aż ściana bloku naprzeciwko moich okien rozświetlała cały pokój. Potem, ok. 2 – 3 nie był już idealnie okrągły, bo coś go jakby uszczknęło z jednej strony. Potem poszłam spać i obudziłam się dokładnie w tym momencie, gdy zaćmienie było pełne, a księżyc ustawił się idealnie między koronami wysokich drzew a sąsiednim blokiem. Nie dawał światła i cały był pomarańczowo-czerwony, jak reflektor teatralny przysłonięty filtrem. Oglądałam to cudowne zjawisko z mego balkonu na I piętrze. Było bardzo rześko i bardzo tajemniczo. Warto było się zrywać z ciepłej pościeli, żeby to zobaczyć.

  641. A ja chciałem zobaczyć sobie to zaćmienie księżyca i nastawiłem sobie budzik na 2 ale nie włączyłem go przez przypadek. Za to śnił mi się gigantyczny księżyc od którego nocne niebo robiło się białe:)

  642. Na sposoby są sposoby, Paulino!:)
    Dobrego nowego roku !
    Duśko, a wiesz, szybko nam poszło. Jesteśmy torpedy!

  643. Ta jesień będzie więc wyjątkowo piękna, bardzo Pani za to dziękuję! Feblik już zamówiony a ja skreślam dni do oficjalnej premiery – o wiele milej rozpoczynać nowy rok akademicki w ten właśnie sposób :). Czekam na niego z ogromną ciekawością głównej bohaterki. Nie wierzę, że złe moce zawędrowały już i tutaj – mam nadzieję, że ataki się już nie powtórzą. Życzę wszystkim miłego dnia :).

  644. A jakie piękne zdjęcia p. Emilia Kiereś robi! Oglądam zawsze z największą przyjemnością:).
    DUA, przykra sprawa z tymi hakerami… . Abstrahując już od kwestii zasadniczej związanej z charakterem strony, cóż to za strata czasu… .

  645. Hip-hip-hura! Na cześć miłego dnia! (i dobrej roboty)
    Hip-hip-hura na cześć Adminki!
    I – hip-hip-hura! Na cześć Starosty!

    (A ja jadę do lekarza! Ale może nie będzie niemiło…) :)

  646. I jeszcze w dodatku Adminka pisze swoją własną książkę, Ewo! Kolejną! To będzie „Haczyk”.
    Naprawdę, słowa podziwu się jej należą. Jest wspaniała!

  647. Myślę, że słowa podziwu należą się też Admince – nie tylko za czuwanie nad stroną, ale też za wszystkie korekty do naszych ukochanych książek. Redakcja książki to chyba taka praca trochę „w cieniu”, którą mało kto zauważa. A z tego co wyczytałam pani Emilia też uwinęła się ze swoją robotą raz-dwa! Więc i dla niej brawa moim zdaniem się należą :)
    Jeszcze tylko dodam, że podziwiam umiejętność połączenia dwóch umiejętności: informatycznych i polonistycznych. Za dnia redagować książki a nocą odpierać ataki hakerów – to nie byle co! :)

  648. Będzie miły!
    Jestem po robocie, hip-hip, hura! I nawet już po pierwszej korekcie redakcyjnej.
    Ogród czeka. I MNÓSTWO ciekawych książek.
    Ach, jak miło!

  649. A no właśnie wiem, wiem, Starosto.
    I – święte słowa, Ago. (Też się tym hakerom dziwię).
    Miłego dnia.