I już po maturze!

matura1

 

A tyle było strachu, nerwów, nocy zarwanych z racji totalnego przerażenia, tyle wkuwania do rana, hektolitrów mocnej kawy, tyle nagłych chwil załamania, warczenia na rodzinę, słowem, tego wszystkiego, co każdy kiedyś musi przejść, właściwie na próżno.

Wystarczyło tylko się systematycznie uczyć. No, ale komu by się chciało. Nikomu.

Zdawanie matury (zawsze tak uważałam) jest przeciwne naturze.

Jest się młodą, rześką, radosną istotą, przystosowaną przez szczodrą naturę do tarzania się w zielonej trawie, do wędrowania po lasach i górach, pływania, tańców, skakania przez ognisko, włażenia na drzewa et cetera – to po to dostajemy te mocne nogi i chwytne ręce, wspaniałe płuca, młode mięśnie i niezawodny krwiobieg, a młode serce nasze słabnie tylko wtedy, gdy trafi je z nagła strzała Amora. Do tego szaleją w nas młode hormony! A tu każe się nam siedzieć godzinami bez ruchu i słowa, przyswajać olbrzymie obszary wiedzy niekoniecznie najbardziej nam potrzebnej czy choćby – interesującej.  Tego natura dla nas nie przewidziała. Stąd problemy.

No, ale skoro trzeba, to trzeba. Yyy.

Jakaż jednak nagroda nas czeka!

Jakie nieskażone poczucie wolności, ekstaza i upojenie!

Doskonale to pamiętam! (To było tak niedawno…).

W porywie radości spaliłam w wielkim ognisku podręczniki i zeszyty, które, jak sądziłam (i miałam rację!) nie przydadzą mi się już nigdy w życiu. Te, które miały się przydać, zachowałam (nigdy się nie przydały…).

I już byłam wolna na zawsze.

Czego i Wam życzę najgoręcej, kochani Maturzyści, którzy tu zaglądacie, zaglądaliście lub dopiero zajrzycie, po tych wszystkich trudach.

Hej, jeszcze tego nie wiecie, ale zatęsknicie za swoimi nauczycielami, słowo daję!

I – pewnie mi nie uwierzycie w tej chwili – za jakiś czas (no, może nieprędko) niespodziewanie poczujecie wobec nich rzewną czułość.

Cóż, oni także odwalili kawał dobrej roboty.

Popatrzcie na naszą Babcię Gąskę!

 

Radosnego lotu w przyszłość życzy Wam –

MM

 

 

122 przemyślenia nt. „I już po maturze!

  1. Witaj, kobieto w todze!
    Dziękuję za miłe słowa!
    Zdjęcia ogrodowe są w archiwum wpisów – zapraszam!

  2. Pani Małgorzato! – Twórco Jeżycjady, dzieła nad dziełami…
    Ośmielam się napisać, bo jakoś działa Pani ośmielająco. Nie powinnam się krępować, mam niemal 40 lat, noszę służbowo togę, ale Mistrzowie zawsze mnie onieśmielają.

    Gdzie się podziały zdjęcia z Pani strony??? Były takie piękne – ogrodu, takiego zarośniętego, dzikiego nieomal. trochę wiejskiego – cudownego! Chciałam zdjęcie zapisać na dysku, żeby mieć się do czego odwołać za jakieś 20 lat jak zbuduję wreszcie wymarzony dom – a tu nie ma już zdjęć:-(

    Piękne książki Pani pisze, mądre wpisy na stronie czyni, cudnie rysuje, szkicuje, maluje. bardzo dziękuję za wiele wspaniałych chwil z bohaterami Jeżycjady!

    Anna
    mol książkowy
    szczęśliwa matka Ignacego i Hani, żona Łukasza

  3. Mamo Isi, wątpię, żeby za videoclipy odpowiadał sam kompozytor, za umieszczenie jego muzyki na YT pewnie też nie. To są specyficzne kompozycje, przyznaję, nie wszystkie mi się podobają, ale sporo tak. Jest w nich echo chorału gregoriańskiego i muzyki prawosławnej, ale także sporo posępności, charakterystycznej dla krajów północy i niektórzy opacznie to interpretują. To dobry kompozytor, choć bywa trudny w odbiorze i nie każda z jego kompozycji nadaje się na dobry sen :) Dlatego nocą polecam tu raczej lżejsze utwory. Taką swoistą musique d’ameublement, jakby to określił Eric Satie.

    DUA, „Sleep” rzeczywiście nie jest bardzo ambitnym utworem, choć ma kilka chwytliwych zwrotów harmonicznych, które „robią wrażenie” na koncerach i o to tu chodzi. Bo tekstu i tak nikt nie usłyszy, jak to zwykle bywa na chóralnych koncertach, he, he. Jest też wymagający intonacyjnie dla chórów amatorskich. I dyrygent przystojny jak Ken (ten od Barbie). Jeśli zaś chodzi o sam pomysł zebrania 2 tys. chórzystów – nie przepadam za tym zbytnio. Miałam okazję raz śpiewać w chórze sześciusetosobowym i, mimo że wszyscy byli starymi wyjadaczami chóralnymi, a dyrygent przesławny, nie dało się tego ogarnąć. Może nie było aż tak źle jak na bożocielnej procesji, gdzie czoło śpiewa trzecią zwrotkę pieśni, a ogon jeszcze pierwszą, ale generalnie było kiepsko. Wirtualnie wszystko można skorygować, ale to już nie to, co żywy koncert – trąci sztucznością. Coś jak te lalki za bardzo podobne do rzeczywistych dzieci. Ha, a Japończycy doszli nawet do tego, że robią koncerty wirtualnych wokalistów, wyświetlanych jako animowane hologramy na scenie. Podobno miliony na to chodzą.

  4. Kochany Starosto, własnie skończyłam drugą powieść o insp.Felse i teraz zabiera się za obie ksiązki Isia na tę okoliczność odkładając braciszka Cadfaela. Mam tylko nadzieję, że Mama też nie zapragnie przeczytać obu kryminałów, bo – jak ten Jaś – nie doczekam ciągu dalszego;)
    Sowo P., włączyłam sobie Arvo Pärt My Heart in the Highlands i miałam mieszane uczucia oglądając posępny filmik rysunkowy. Natomiast po tegoż autora Salve Regina na YouTube chyba nie zdołam zasnąć; co za przerażający czarno-biały realistyczny videoclip. Muzyka i owszem, piękna, ale coś tu jest mocno nie tak..
    Natomiast Jocelyn Pook będę eksploatować do skutku;) Dzięki:)

  5. Z całego serca dziękuję za miłe przyjęcie! Człowiek ma naprawdę łezkę w oku, że do niego osobiście odpisuje Kochana Autorka… :) Lektura „Młodego Technika” nie poszła na marne, jak widać. No, jeszcze mam pajęczyny na włosach, ściągam je a pająki uciekają w popłochu na powałę;)

  6. Boguainvilla to Kącicierń? Niech już zostanie Boguainvillą, taka wdzięczna nazwa. Sondelani – ciernie też piękne, ale te kwiaty to dopiero cudo!

  7. Ja łatwo przeskakuję w tematy literackie,więc sądzę,że mi się spodoba,zaintrygowała mnie.:)

  8. Oczywiście,że się przydały.
    Chyba zbyt żyję tymi podmiotami,bo tam gdzie miałam napisać liczebnik napisałam podmiot.:)
    Tak Pani Małgosiu,literówki to moja specjalność :)Jakby ktoś chciał praktyki to zapraszam.

  9. Na piętkę, a może i za piętkę, Zuziu! (Lubię literóweczki). No, podciągaj się, podciągaj.
    Kciuki się, jak widzę, przydały.

    „Tajemniczy opiekun” chyba Ci się spodoba. Chociaż- po Murzynkach? No, sama nie wiem.

    Madziu, witaj, ależ jesteś zakurzona!;)

  10. Skończyłam właśnie kryminał Agathy Christie „I nie było już nikogo”(wcześniejszy tytuł:”Dziesięciu małych Murzynków”).
    Zaskakująca,pochłaniająca,przerażająca,ale genialna.
    Pierwszy raz czytałam książkę tej autorki(co nie oznacza,że o niej nie słyszałam:) ).Dzisiaj byłam w bibliotece i wypożyczyłam dwa kolejne kryminały.Aha,wypożyczyłam też książkę Jean Webster,”Tajemniczy opiekun”,a potem mi się przypomniało,że Pani w księgarni sprowadziła tę książkę z hurtowni.Ale co tam,warto zawsze mieć w domu własny egzemplarz:).

    Sprawdzian roczny z polskiego,jak na moje oko wypadł bardzo dobrze,co prawda napisałam okropne głupoty w ćwiczeniu,w którym należało napisać jaki to podmiot(główny,porządkowy).Reszta dobrze.
    Dziękuję za kciuki!:))
    Teraz muszę się pochwalić(choć nie lubię),ale to najprawdziwszy cud…dostałam szóstkę ze sprawdzianu z matematyki,dzięki temu,że zrobiłam zadanie dodatkowe.Moje zdziwienie było więcej niż ogromne,więc może jednak się podciągnę na piętkę!:)))

  11. Dobry wieczór.
    W takim razie też się na chwilkę otrzepię z paprochów, bo ostatnio coraz więcej przesiaduję pod regałem – za to wpadam regularnie, wiernie i niezmiennie. Brak mi zagadek , tak miło się na nie czekało cały tydzień. Za to lato mamy już piękne, a w pracy – moc pracy. :)
    Przeczytałam trylogię Ferenca Mate o Toskanii i czytam sobie Senekę. I to – to wydanie! ;)
    A skoro już wychynęłam , to najgoręcej pozdrawiam i przesyłam mnóstwo serdeczności.

  12. MałgR, Zuziu ja też borykam się z tym problemem. Jest to trudne, lecz zapamiętać trzeba i tego się trzymajmy (na razie mi się nie udaje).

  13. He, he, he…cześć, Moonwalk, tak, owszem, zaludniłam powieściowy antykwariacik… Nota bene, ten blondynek skończył Politechnikę, wyrósł na świetnego architekta!:)
    A ta rozczochrana postać wciąż ma garbaty nos.
    Miło mi, żeś wychynęła wreszcie spod regału! Kto to widział, tak długo w kurzu i paprochach przesiadywać!
    Ściskam Cię na powitanie!

  14. Dzień dobry, wychylam się nieśmiało zza regału. Podczytuję niemal codziennie od lat :) bom wielbicielką Jeżycjady i Pani Małgosi jestem wielką! W nawiązaniu do opisu antykwariatu w Toruniu, pragnę przypomnieć, ze występuje też tam inna Tajemnicza Postać przybyła z blondynkowatym chłopczykiem, który przegląda stare numery „Młodego Technika” :) pozdrawiam z całych sił Kochaną Autorkę i Księgowych

  15. Pamiętam, pamiętam go! No proszę, skad mogłam wiedzieć, że jest realna postacia, no to się DUA postarała piszac tę ksiażkę. Żeby tak wiele wiedzieć.

  16. Och, Zuziu! My się chyba polubimy, też mam problem z tymi całymi przydawkami, trzymam za Ciebie kciuki! :-)

  17. Nie byłabyś pierwsza, Kapucynko…:)
    Pan antykwariusz miewał częste wizyty Kochanych Czytelniczek, które domagały się Seneki, i to właśnie w takim, a nie innym, wydaniu.
    Mówił o tym w wywiadzie, którego udzielił dla toruńskiego dziennika – przyjaciele przysłali mi wycinek.
    A ściślej mówiąc, uczynił to toruński przyjaciel Jaś, który w „Tygrysie i Róży”
    występuje w scenie antykwariatowej w swym rozwianym skafandrze: kupuje książki dla całej rodziny.

    Uciecha, powiadam Wam!

  18. Dziękuję za wiadomość drogi Ulku Zielony. Jakże szkoda, bo jadę w środę do Torunia i chciałam tam wstapić po Senekę. No trudno przynajmniej sobie pozwiedzam.

  19. Powinnam przewidzieć, że Cię nie zaskoczę!:)
    Tak, i to właśnie ten „zinternetyzowany” śpiew robi wrażenie – bo sam utwór całkiem taki sobie. Otóż widać nagle potęgę takiej zharmonizowanej jedności. 2000 osób na calutkim świecie „zestrzeliło myśli w jedno ognisko, i w jedno ognisko duchy”. Romantycy byliby zachwyceni! „Wspólnymi łańcuchy opaszmy ziemskie kolisko!” – jestem fanką internetu!

  20. „Sleep”, to kiedyś właśnie śpiewałam, ale nie wirtualnie :) Pomysł robi wrażenie, choć w dzisiejszym, zinternetyzowanym świecie nie jest już rzadkością przeprowadzanie prób zespołów, których członkowie są oddaleni od siebie tysiące kilometrów, przez skype’a lub inne tego typu programy.

  21. Eric Whitacre. Śpiewało się to i owo tego pana. Chórzystki całego świata baardzo go kochają :) :)

  22. Sowo, mam coś dla ciebie, Wójt mi wczoraj podesłał linka. Zobacz: ted.com
    Talks to inspire you to go to bed and get a good night’s sleep .
    I tam ostatni filmik: A virtual choir 2,000 voices strong .
    Mistyczna sprawa.

  23. No to się zaczęło: przed południem wspinaczka wysokogórksa po schodach, góra, dół, góra, dół, góra, dół, a po południu obowiązkowe prace ogrodowe, czyli wrzucanie kwiatowych płatków do kanału i przenoszenie szyszek ze ścieżki na trawnik. Całe szczęście, że mam te szelki z lejcami, bo inaczej już dawno bym wyzionęła ducha. A tak to tylko wieczorem usypiam szybciej niż słońce zajdzie, choć robota czeka.

    Słuchane na dobranoc:

    Arvo Pärt – „Spiegel im spiegel”.

    Mamo Isi, poeksploruj wśród kompozycji tego pana, pisze ciekawą muzykę chóralną. Może Święta Rodzina skorzysta.

  24. Oj, Ulku Zielony, a to szkoda!
    Najpierw był, jak wiemy, na Podmurnej. Potem (kiedy umarł właściciel) przeniesiono antykwariat na Łazienną. I co?
    Ech, żałuję.
    Ale mam zdjęcie tego na Podmurnej. Jedna z Kochanych Czytelniczek mi kiedyś przysłała.
    Może je tu kiedyś pokażę. Mam je chyba w teczce z materiałami do „Silva Rerum”.

    Kris, uśmiechnij się do niej ode mnie.

    Zuziu12, dzięki za dramatyczną opowieść z happy endem! Mama zuch!
    Pomyślności na sprawdzianie! Kciuki trzymać? E, potrzymam, co mi szkodzi.

  25. Pan Bougainville urodził się w najstarszej dzielnicy Paryża, Marais. W pobliżu rue du Temple, na końcu której znajdował się zburzony zamek Templariuszy. Świetne miejsce. Pełno tam starych pałaców, a kiedyś było mnóstwo sklepików, pracowni, teatrów. Ostatnio gdy tam byłam, to widziałam, że kryzys wiele z nich wymiótł.

  26. Dzień dobry,
    byłam dzisiaj w Żelazowej Woli i zwiedzałam oficynę,w której mieszkał(choć nie za długo),Fryderyk Chopin.To takie wspaniałe uczucie,chodzić tam,gdzie on,gdyż przyjeżdżał tam na wakacje z Warszawy.Mieli podobno bardzo dobry stosunek z właścicielami dworu,Skarbkami.Łączyła ich przyjaźń.Cały czas towarzyszyły nam jego piękne utwory,najpierw z koncertu,a potem z taśmy.Było cudownie i zakupiłam sobie dwie zakładeczki do książek.:)
    Kiedyś,jak moi rodzice(jeszcze beze mnie i brata)tam byli razem z dziadkami,to podobno babcia wyrwała stamtąd kawałek pnącza,(nie wiem jak to się prawdziwie nazywa)potem wsadziła na podwórku i rośnie teraz wokoło kasztanu,na to ja bardzo się ucieszyłam,że mamy kawałek Żelazowej Woli na podwórka,a tata”Nie wiedziałaś?Jak się przyłoży ucho to słychać muzykę chopinowską.”

    Jeszcze napiszę historię mojej mamy z matury.
    Kiedy szła na polski to założyła buty na wyższym obcasie,czekała na windę,ale myśli sobie:”A co będę czekała idę schodami””No więc poszła i wywaliła się,można powiedzieć spadła.Myślała już,że to koniec,że nie pójdzie na tą maturę i takie różne rzeczy,ale jakoś się podniosła,choć noga jej spuchła.Poszła i napisała na piątkę,bo temat mamie bardzo pasował.

    A ja jutro piszę sprawdzian roczny z polskiego,jeszcze powtarzam,choć rodzice zapewniają,że wszytko umiem.
    Ha,a teraz właśnie się przekonałam,że nie umiem wszystkiego!Pomyliła mi się taka oczywista rzecz:przydawka z okolicznikiem,jak mogłam?!
    Uff,ale się rozpisałam!Pozdrawiam mile!
    PS Upały się chyba kończą,bo jakoś chłodem powiało.To był fenomenalny tydzień,mam nadzieję,że dla każdego!:)

  27. Dziś dopiero zajrzałam, gratuluję maturzystom! Moją wspominam bardzo miło, choć nie obyło się bez stresu. Ja miałam wspaniałą Naszą Panią od polskiego, a na pisemnej pilnował nas pan wychowawca, przerażony tym, że siedzę, patrzę w okno i NIC. Ale za to, gdy zaczęłam pisać, to nie mogłam przestać. Od razu na czysto. Ach, gdzie te czasy…
    Teraz odczuwam podobne he, he emocje, kiedy patrzę na mój maleńki ogródek, pełen perzu na razie i czytam tu o pięknych roślinkach. Coś zaczyna się układać…

  28. Dzień dobry! Mam pytanie do zorientowanych. Czy w Toruniu przy ul. Łaziennej nadal znajduje się antykwariat z „Tygrysa i Róży”?

  29. o i fluid! Bugenwilla- od francuskiego kapitana Louis Antoine de Bougainville, ktory podrozowal po swiecie i sprowadzal do Francji roslinki. A skad go znam? W naszym regionie to slynna postac- 10 km od mojego domu jest jego zameczek, w ktorym sadzil i pielegnowal rozna roslinnosc (w tym rozwinal hodowle roz). Liceum rolnicze obok mnie jest nazwane jego imieniem.
    A teraz dla DUA – zacheta do przyjazdu w moje strony- bliziutko jest sredniowieczny klasztor, w ktorym mnisi zaczeli „uprawiac” roze – XII wiek!

    maly link do pana Bougainville:
    lesamisdebougainville

  30. Serdecznie dziękuję, DUA, za gratulacje. Dopiero dziś, bom taka zagoniona tymi sprawami zaliczeniowymi.
    A za oknem tak pięknie – nic, tylko wziąć książkę (inną niż podręcznik) i czytać…

  31. Starosta rzeczywiście nieustannie się rozwija, to widać ( i czytać :)). A jeśli już się czasami zwija, to ze śmiechu.

  32. Bougainvillea dziwaczkowata!?? Alez ona jest przepiekna! Mialam tyle jej odmian…
    Ale ciernie to ma rzeczywiscie imponujace – zawsze bylam pokluta do krwi przy porzadkowaniu i podcinaniu moich krzewow – zadne rekawice i najwieksza nawet ostroznosc nie pomagaly :).
    A na balkon to nadaje sie tylko latem; zima chyba nie wytrzyma mrozow…
    A najpiekniej kwitnie, kiedy ma sucho – inaczej „idzie w liscie”.
    Dzien byl dzis piekny, choc do wytrzymanie tylko w cieniu! Cudownie sie czyta przy spiewie ptakow, w cieniu sosny i obserwujac rodzine drozdow szukajaca robaczkow obok lezaka lub pliszke, ktora bardzo swoj ogonek chwali – tez tuz obok. Pare dni temu znalazlam w wiejskim sklepie „Gre Aniola” C.R.Zafona za jedyne 9,99:). Oczywiscie, musialam sobie przypomniec „Cien wiatru”, a dzis zaczelam Aniola. Poza piekna proza, jakiez to wspaniale ksiazki o ksiazkach! Polecam. I pozdrawiam:).

  33. Faktycznie, dziwaczkowaty ten kącicierń. Generalnie polskie tłumaczenia ślicznych oryginalnych nazw nie zawsze są udane… ;-)

  34. Bugenwilla, kącicierń – rodzaj roślin z rodziny dziwaczkowatych;))
    Upał. Idę podlewać. A potem poczytam o życiu codziennym na dworze Wazów( niezawodna pani Bożena Fabiani).

  35. A ja zasadziłam ostatnio niejaką Boguinvillę na moim małym balkoniku i czekam jak rośnie :) Też się cieszę, bo za niedługo klasyfikacja na koniec roku i luuuuuuuz !

  36. Witaj, Małgosiu. Maluję tuszami akwarelowymi, używam też temper oraz przeróżnych pisaków i kredek (także: akwarelowych).
    Teraz jest tyle wspaniałych materiałów do twórczości plastycznej, że można sobie poszaleć!

    Ale-Piemont, podoba mi się taka procesja ze strojami i lampionikami!
    Sypanie kwiatków jednakże jest niezastąpione. Pomyślcie tylko, ile to już lat sypie się te płateczki!

  37. Pani Małgosiu, a Pani maluje akwarelkami tylko? Czy tak łączy Pani róże rodzaje farb? :-)

  38. Dzien dobry:-)
    U nas w Piemoncie procesja na Boze Cialo zawsze odbywa sie wieczorem po godzinie 20, jak wszyscy wroca z pracy. Jest bardzo ladnie bo cala trasa jest oswietlona lampionikami (swieczkami) no i oczywiscie kwiatami. Dzieci kwatow tutaj nie sypia, ale za to dziewczynki sa poprzebierane za aniolki a chlopcy za paziow, giermkow. Stroje oczywiscie dostarcza parafia:-)Cala uroczystosc konczy sie pozno ok 22.30.
    Pozdrawiam Wszystkich

  39. Znalazłam! Nazwa rodzajowa kolkwicji pochodzi od niemieckiego prof. botaniki Richarda Kolkwitza. I cóż śliczny, kaprifoliowaty krzak zawinił, zeby go tym profesorem uhonorować?
    Historia ma to do siebie, że nie da się w niej być mocnym;) Na egzaminie wstępnym miałam szczęście – dostałam pytanie o repartycje wojenne Niemiec po I wojnie światowej – ulubione zagadnienie naszego pana od historii, które każdy musiał opanować, jesli chciał przetrwać. Wykazałam się w temacie dogłębną wiedzą;)

  40. Ha! Zdzisławę Donat słyszałam w tej partii na własne uszy, w Operze Poznańskiej (z zaśniedziałym Pegazem na szczycie). Była wtedy zwyczajnie solistką tego teatru, a wielka międzynarodowa kariera dopiero była przed nią!
    Wyjątkowy głos.

  41. Kolkwicja – brzmi jak nazwa jakiegoś egzotycznego kraju albo zakonne imię żeńskie. ;)

    Mamo Isi, a Jocelyn Pook też wyeksploatowana? Nie będę dziś już nic polecać, niech pośpiewa nam Diana Damrau. Jest rewelacyjna (lub, jak kto woli, niesssamowita), choć jak już kiedyś mówiłam, wolę w roli Królowej Nocy panią Zdzisławę Donat, pomimo drobnych niedociągnięć intonacyjnych, słyszalnych tu i ówdzie w nagraniu dostępnym na YT. Jej głos jest dla mnie perfekcyjnym połączeniem dramatyzmu z koloraturą, bo np. Diana Damrau „góry” ma już nieco wysiłkowe. A pani Donat – lekkie jak piórko. A tak w ogóle, mamo Isi, od początku czuję, że my pokrewne jesteśmy dusze – archeologię studiowałaś? W liceum marzyło mi się iść na ten kierunek, ale ostatecznie nie odważyłam się, bo nie czułam się mocna w historii. Ostatecznie postawiłam na zdawanie matury z matematyki, która mi się do niczego potem nie przydała. ;)

    I jeszcze moje trzy grosze o sypaniu kwiatków. Obserwując dziewczynki sypiące w mojej parafii odnoszę wrażenie, że to istotnie mamusie najbardziej przeżywają doniosłość tej funckję: idą równym szpalerem obok swoich córeczek (które ledwie widać zza mamuś), już to dosypując płatków do koszyków, już to poprawiając im na głowach wianki, a najczęściej – fotografując bez ustanku swoje pociechy, wstrzymując tym nieraz całą idącą za nimi procesję.

  42. U nas rusałka sypała, a najstarszy brat dosypywał jej do koszyczka z dużej eleganckiej papierowej torby.
    Parafia zadbała.
    Dobranoc!

  43. Canzonetta sull’aria – Diana Damrau and Marcella Orsatti – przepiękne soprany. I jaka znakomita gra aktorska! Dzięki:)
    I dobranoc, bo jutro też jest dzień.

  44. Chyba jednak niesłusznie czepiam się Jagiełły. W końcu odcinek Gniezno – Pobiedziska, który sobie odpuścił to 22 km. Czyli większość trasy przeszedł jednak na piechotę.
    Co mi przypomina, że będąc w niedzielę na mszy w kościele św.Jakuba w Łebie zobaczyłam przed kościołem żółtą stelę z muszlą św.Jakuba i informacją, iż do Santiago di Compostela jest stamtąd 3910 km. Lekko licząc to jest półroczna pielgrzymka.
    A przecież kiedyś byli i pielgrzymi, którzy docierali i do Ziemi Świętej.

  45. Może po prostu resztę drogi przejechał konno? To też pielgrzymka…
    No, ale jeśli ślubował Jagiełło odbyć pielgrzymkę pieszą- to kanciarz z tego Jagiełły!:D
    Ciekawe, jak to było…

  46. Ta Diana Damrau to ci jest głos!
    Najlepsza chyba w partii Królowej Nocy . Warto pójść jej śladem przez YT, jest filmik z próby mozartowskiej – słuchać, patrzeć i się zachwycać.

  47. Kochany Starosto, dziękuję za canzonettę:))) Bardzo lubię „Wesele Figara”.
    Biedronko, wielkie dzięki za uzupełnienia! A to ci kanciarz z tego Jagiełły; przeszedł niecałe 100 km szlaku piastowskiego!

  48. I to na UAM w Poznaniu! 1969-1972. I tu mi nasz klimat dał w skórę. Po trzech sezonach wykopaliskowych miałam już przeziębione w s z y s t k o i zastanawiałam się gorzko, dlaczego nie poszłam raczej na archeologię śródziemnomorską;)

  49. Ha! Mamo Isi, a ja znam tę historię, opowiedział mi ją kiedyś ksiądz z poznańskiej parafii Bożego Ciała, który odwiedził mnie podczas kolędy. O ile dobrze pamiętam- Jagiełło odcinki piesze pokonał na odcinkach Inowrocław- Gniezno i potem Pobiedziska- Poznań.
    :-)

  50. Canzonetta sull’aria – Diana Damrau and Marcella Orsatti.

    (Mozart, „Wesele Figara”)
    Na dobranoc, skoro SowaP nieobecna.:)

  51. Pojęcia nie miałam, że w Polsce kult Bożego Ciała w Poznaniu rozwinął się w XV i XVI w. i był w tym czasie silniejszy niż kult jasnogórski, który rozwinął się w XVII i XVIII w. Kult ten wychodził poza granice Polski. Kościół poznański był w grupie kilkunastu najważniejszych sanktuariów europejskich.
    Król Władysław Jagiełło ufundował tamże w miejsce drewnianej kaplicy na polu, gdzie miał miejsce cud trzech Najświętszych Hostii, murowany kościół Bożego Ciała, którego budowę rozpoczęto w 1406 r. Przed bitwą pod Grunwaldem król Jagiełło ślubował, że jeśli ją wygra, odbędzie pieszą pielgrzymkę do Poznania, aby nawiedzić kościół Bożego Ciała i pokłonić się Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, co też uczynił. Przyszedł do Poznania 25 listopada 1410 r.

    Pojęcia o tym nie miałam! A zasadniczo powinnam coś wiedzieć z historii, bo zarówno na archeologii Polski, jak i na polonistyce historia była ważna.

  52. Sowo P., chór Libera już wyeksploatowałam, podobnie jak Butterfly Waltz. Czy nie mogłabyś fachowo doradzić, co by tu jeszcze można wieczorową porą? Bardzo proszę;)

  53. Coś kliknęłam i przepadł mi komentarz,w którym chciałam opisać, co było na Dniu Dziecka dziś w naszej szkole. Trudno, mogę krótko i burkliwie napisać, że dobrze. A już miałam wysłać ten wpis…
    Złośliwość rzeczy martwych.

  54. U nas w ogrodzie kwitnie krzewuszka, widać ją z okien mojego pokoju!
    Gratuluję maturzystom, tegorocznym i nie. Ważne, że zdaliście.
    Dotychczas pisałam tylko sprawdzian szóstoklasisty i OBUT-a w trzeciej klasie. A jeśli można to ja też się pochwalę. 100% z angielskiego, natomiast części pierwszej nie pisałam, bo zostałam laureatką konkursu kuratoryjnego z języka polskiego.
    :-)

  55. A to i ja się cieszę, Krikri, na miłe spotkanie!

    Justysiu, tak! Rozłożysta i wciąż rośnie. Najlepsza w sam narożnik ogrodu.
    Masz rację, krzewuszka jest podobna, a kwitną równocześnie.

  56. A ja maturę zdawałam rok temu, całe szczęście udało mi się ją znać, ale nadjadłam się przy tym masę stresu. Na studiach przekonałam się jednak, że to nie była maskymalna dawka i dopiero teraz wiem co to stres.

    Zatęskniłam za tą stroną i postanowiłam wpaść, widzę że nastapiły duże zmiany. Tak bardzo cieszę się, że wakacje nadchodzą wielkim krokami, i znów sięgnę moją kochaną Jeżycjadę.

  57. No niby człowiek sublimuje się tak już za sprawa trzech córek, ale i tak pozostaje niedosyt. Coś ten Freud nie do końca prawdziwy.
    A myśmy sypały (1 os l.mn!-a jednak sublimacja) kwiatki odzierane dyskretnie z publicznych krzaczków, gł. tawułę , bo w tym roku zabrakło.

  58. O, jeszcze nie zdążyłam pójść spać, a Pani już jest! Co za niespodzianka.
    Oj, dużo roślin nie znam! Ja się dopiero uczę i poznaję. Ale ta kolkwicja mnie zauroczyła, tylko widzę, że jest rozłożysta i potrzebuje sporo miejsca, więc chyba zrezygnuję narazie, tym bardziej, że mam dwie krzewuszki, a kwiaty są bardzo podobne.
    No to dobranoc mówię i idę spać, bo już ptaki śpiewają i za dwie godziny będzie świtać.

  59. W Kanadzie nie ma matur, zdaje się tylko egzaminy z poszczególnych przedmiotów, które były w danym semetrze, czyli coś jakby sesja, tylko pisemna i wszyscy piszą razem.

    Gratuluję maturzystom! Swojej matury nie bardzo pamiętam, to było 26 lat temu…..

  60. O, tak, to rozumiem! Nazwa przystaje.
    Że też Justysia nie zna jakiejś rośliny! – rzecz niezwykła!

    Blablubciu, inwazja majowych ślimaków przejęła mnie dreszczem.
    Kciuki trzymam, jak najchętniej! – za wszystkie Wasze ostatnie proste.

  61. Dzień Dobry.
    U nas Boże Ciało będzie dopiero w niedzielę. Tak to jest w kraju, gdzie katolicy są mniejszością. W polskich parafiach jest procesja, w kanadyjskich nie ma. Uwielbiałam sypać kwiaty w Boże Ciało, zawsze mi ich brakowało do końca procesji. Asia, już w Kanadzie, też sypała, gdy była młodsza. Nie sukienka, ale kwiaty były problemem. Wtedy nie miałam ogrodu (mieszkaliśmy w bloku) ani nikogo znajomego z ogrodem, ciężko było o kwiaty. Zdarzyło się, że akurat przechodziłam obok centrum ogrodniczego, a tu pani obrywa kwiaty z wpół przekwitniętych pelargoni. Jedno słowo i dostałam worki kwiatów pelargonii! Tylko musiałam trzymać kilka dni w lodówce, żeby za bardzo nie zwiędły.

    A teraz co roku zbieramy nasze kwiaty (są już piwonie, krzewuszka i powojniki, a z róż narazie tylko dzika róża) i dajemy innym dziewczynkom. Procesja jest bardzo krótka, idzie się wąsko, tylko chodnikiem (bo parafię nie stać na zapłacenie do urzędu miasta 500 dolarów aby otrzymać pozwolenie zamknięcia ulicy na 30 min.), a ołtarze są jedynie na parkingu kościoła. Jednym słowem skromniutko. Ale obiecałam dzieciom, że gdy już szkoła nie będzie stać na przeszkodzie, by pojechać do Polski w czerwcu, to zobaczą jak uroczyście obchodzi się Boże Ciało w naszej ojczyźnie.

    Kolkwicja, nie znałam. Angielska nazwa ładniejsza – beauty bush.

  62. Dobry wieczór DUA, dobry wieczór Księgowi! Czytam wrażenia z matury, ale przeróżne! Ja z mojej pamiętam, że był deszczowy maj i ślimaki wypełzły na chodniki w ogromnej ilości! I trzeba było bardzo uważać, żeby jakiego nie przydeptać i to jeszcze czółenkach! A nogi wtedy do czółenek nie wprawione (zresztą – do dziś:). Bardzo mnie ten slalom pochłonął, bo z samej matury niewiele pamiętam. Matura 2010, równe 5 lat wstecz.
    To za starszych – magistrantów też poproszę trzymać kciuki, potrzebne wsparcie na ostatniej prostej.
    Wszystkim spokojnej nocy, ślę dobre myśli!
    (Stale łypię okiem spod tego warsztatu i podczytuję Księgę, a jakże!)

  63. Tytułu nie znam, książka jeszcze nie została wydana, czeka w szufladzie na lepsze czasy.
    A autor to prof. Stanisław Falkowski.:) Patrz: Wiwo.

  64. Dua, a można poznać tytuł i autora (tego kolegi Sondelani) książki o Norwidzie?
    My dzisiaj rodzinnie szliśmy w procesji z Wawelu na Rynek. Tak, pierwszy raz procesja w Krakowie, u naszej Zuzi- studentki.
    A do Torunia zaproszenie aktualne, po wakacyjnych wojażach, będzie przecież długa jesień. Czytelnicy w Toruniu byliby szczęśliwi:)
    Pozdrawiam serdecznie z pięknego grodu Kraka.

  65. Chesterko, ależ, no przecież już się niejako przesublimowałaś (w córkę). Jak ona kwiatki sypie, to tak, jakbyś Ty sypała! Et cetera.
    Ja tak mam, w każdym razie.

  66. Nutko, koniecznie proszę się chwalić osiągnięciami! Przecież ja jestem naprawdę dumna z moich czytelniczek – prawie tak samo, jak z własnych dzieci!!! (i wnuków!).
    Ale pysznie będzie we Francji!
    Ach, Nutko, a takie trudne masz studia – i pierwsza na liście!
    Brawo, wielkie brawo – za pracowitość i za zdolności!

  67. A ja muszę się pożalić – nigdy nie sypałam kwiatków w Boże Ciało, bo nie zafundowano mi białej sukienki.
    Co roku mam ochotę stanać w rzadku za moja córka i wreszcie urzeczywistnić to marzenie. Ech, pozostała tylko sublimacja. Ale jaka?
    A propos, czy w Afryce też jest procesja?

  68. Dobry wieczór!
    Czy można się pochwalić małym osiągnięciem? Nie lubię się chwalić, ale u Pani na stronie, DUA, to jak w domu. A w domu człowiek wszystko opowiada i dzieli się radością. :) Dostałam się na wakacyjny staż zagraniczny (do Francji) i do tego byłam pierwsza na liście rankingowej! :):)
    Serdecznie pozdrawiam Wszystkich Wolnych Maturzystów. Studenci – w tym ja – jeszcze walczą. :)

  69. Pięknych wakacji, MoniuS.! Wszystkiego najlepszego!

    Dobrywieczorku, biały puder, powiadasz? To koleżanka Ateny była blisko, przynajmniej kolorystycznie.

    Jadwisiu, słabo mi od tego rusztowania!!!

  70. Nie chciałam nikogo wystraszyć tym szelestem, niemniej odlatuję czym prędzej od spraw szkolnych w stronę wakacyjnych :) Naprawdę nie było strasznie, a na razie zdecydowanie nie tęsknię. Ach! Wakacje piękna rzecz! ^^

  71. Ach matura. Moja odbyła się w 1971 roku. Mieszkałam wtedy na 10 piętrze „wieżowca”, który był właśnie tynkowany po zbudowaniu. Ucząc się z koleżanką po nocach, wychodziłyśmy na rusztowanie, spuszczając nogi i paliłyśmy buntowniczo i skrycie papierosy. Gawędziłyśmy o Różewiczu i Mrożku a także w przerwach o miłych naszemu sercu chłopcach.
    Po matematyce wyrzuciłyśmy podręczniki z tegoż 10 piętra, z satysfakcją.
    Nasza Pani Polonistka niestety nie była wzorem Jeżycjady, owszem inteligencję posiadała ale wykorzystywała ją nie po naszej myśli, należała do partiii i do naszych interpretacji osobistych i nieprawomyślnych miała ironiczny bardzo stosunek.
    No cóż, zamierzchłe czasy, ale nie zazdroszczę dzisiejszym maturzystom, z różnych względów.

  72. Dobry wieczór!
    Ściskam wszystkich maturzystów i posypuję im głowy białym pudrem, gwiżdżąc do tego przeraźliwie, jak to w Kongu ;-)

    A ja pamiętam z mojej matury, że choć obiecałam sobie, że nie będę się uczyć w czasie zdawania egzaminów, to popołudnie i wieczór po napisaniu egzaminu z j. polskiego spędziłam na przerabianiu zadań z prawdopodobieństwa z kolegą z klasy – zdecydował się zdawać maturę miesiąc przed egzaminami i trzeba było, żeby rozwiązał na błysk jedno zadanie z matmy (żeby zdać trzeba było dobrze rozwiązać trzy z pięciu skomplikowanych zadań). Co najśmieszniejsze kolega wylosował miejsce tuż przed komisją i nie miał najmniejszej szansy na jakiekolwiek nieuczciwe zagrywki. I wyobraźcie sobie, że zdał!

    Pamiętam też poczucie utraty sensu życia po ostatnim egzaminie – nagle nie wiadomo, co robić z mnóstwem wolnego czasu. To było bardzo dziwne uczucie.
    Ale i tak dużą większą radość przyniosła mi zdana świetnie matura uczniów, których sama do niej przygotowałam – to jest dopiero satysfakcja!

  73. Ech matura… Do szkoly prowadzila zadrzewiona droga, jeden jej odcinek ulubily sobie kruki i wrony ( straszac niczym zarowki). Przez cztery lata nam sie udawalo, w dniu matury, kolezanka zostala ozdobiona, co nas troche odstresowalo, zbawienny smechu. Na polskim stres zwiazany z faktem, ze zostawilam sciagi w szatni, a i tak nie byly mo potrzebne. Najmilej wspominam matematyke, bo klasa mat- fiz pisala razem, nauczyciel byl z nami, czulismy sie pewnie.

  74. Tak, procesja dziś przepiękna była, choć dzień wietrzny; budując rano ołtarz przed domem musieliśmy wszystko zabezpieczać, żeby wiatr nie obalił obrazu, lichtarzy, czy kwiatów.
    Po raz pierwszy obchody święta Bożego Ciała w Polsce wprowadził w diecezji krakowskiej w 1320 r. biskup Nanker.
    Co ciekawe, w późnym średniowieczu i renesansie największym sanktuarium kultu Bożego Ciała był poznański kościół Bożego Ciała.
    Wygląda na to, że wszystko co najważniejsze działo się w średniowieczu.

  75. Jadziu! Kiedyś pani na lekcji zapytała mnie z jaką porą roku kojarzy mi się wiersz, który właśnie wtedy przerabialiśmy (podkreślam, że to pani mnie zapytała, ja się nie zgłaszałam). Powiedziałam, że z jesienią, a ona na to, że nie-na pewno z wiosną.

  76. Mamo Isi, tak, „Rose Cottage” (taka sobie) – dużo tam dobrego o tej odmianie!
    Kolkwicja nazywa się nieadekwatnie, to fakt. Świetny krzew!- szybko rośnie, mocny, mało wymagający, wytwarza obłoki i kaskady różowości.

    Jadziu, nie szkodzi, że nie ten Pan. To już wiemy o dwóch takich!;)

    Witaj, Klaudynko! a popatrz, nie pomyślałyśmy o robinii, a kwitnie w najlepsze. Powietrze uperfumowane!
    A jakiż piękny dzisiaj był dzień!

    Kapucynko, spokojnie, piękne lata właśnie przeżywasz.

  77. A my dopiero przed chwilką wróciliśmy z procesji. Była po mszy o 16, a w koszyczkach licznych malutkich istotek dominowały u nas jednak róże i piwonie rozsiewając niebiańskie zapachy. I tu uśmiecham się serdecznie do tej malutkiej istotki, która gdzieś pod Poznaniem dzielnie sypała z koszyczka kwiaty kolkwicji. :)))

  78. Pani Małgosiu, zaczęłam ogladać”Kłamczuchę”, ale nie skończyłam. Rzeczywiście kiepska. Nie wiem czy jest jakiś sens dalej ogladać, gdyż w ksiażce jest wszystko, a nawet więcej.

  79. Patrycjo, wiesz, tyle samo pozostało mi do matury, a młoda czuję się zawsze. Jeszcze trochę życia przed soba mamy. Chyba, że chodzi ci o te chwile, kiedy medytujesz nad podręcznikami, mówiac wszystkim, że się uczysz i wzdychasz, że nie masz na nic czasu, a chciałabyś pobiegać na powietrzu. Wtedy to i ja czuję, że cudowne lata dzieciństwa minęły.

  80. Po kolkwicji spodziewałam się kolców, a tu na zdjęciu słodki, różowy, okrąglutki bukiet kwiatuszków. Tak nazwać taki śliczny kwiat to po prostu obraza boska. Miałam kiedyś koleżankę, która miała na imię Henryka. Nigdy się z tego, biedactwo, nie otrząsnęła.

  81. Też się lubię tarzać, a nawet turlać z górki, ale muszę to robić cichcem, bo babciom nie wypada robić takich rzeczy. Ech, życie babci nie je letkie;(
    Dobrze choć, że maturę mam za sobą, bo tego bym już nie zniosła. Zawsze jakiś plus.

  82. Nie, to nie jest ten Pan. O takiej inicjatywie nic nie słyszałam, a Internet nie pomaga w znalezieniu informacji na ten temat. Muszę przyznać, że pomysł tego Polonisty brzmi wspaniale!
    Mój Polonista przede wszystkim zachwycał swoich uczniów (całe pokolenia, można powiedzieć) teatrem. Często jeździliśmy na spektakle, a on prowadził też szkolny teatr. Nie uczył nas po to, żebyśmy zdali maturę i umieli pisać tak jak w kluczu. Doceniał, jeśli uczeń miał inne zdanie na jakiś temat, ale trzeba było je uzasadnić. Na lekcjach nie narzucał interpretacji utworu, a pozwolił do niej dochodzić poprzez dyskusję. Naprawdę wiele Mu zawdzięczam i był to najlepszy nauczyciel polskiego jaki mnie uczył. Każdemu życzę takiego nauczyciela :)

  83. Constance Spry: a very vigorous shrub rose with fully double, rich, rose-pink flowers that can be 12cm across!
    Rosa ‚Old Blush’, also known as ‚Parsons’ Pink China’, ‚Old Blush China’, ‚Old China Monthly’ etc., is a China rose derived from Rosa chinensis, and is generally accepted as the first East Asian rose cultivar to reach Europe! The red buds appear in clusters almost continuously from early June to the first frost.
    Wcielam!
    A w której książce Mary Stewart Starosta natknął się na cottage rose Old Blush? W ciemno obstawiam „Rose Cottage”, ale pewności nie mam, ani czasu, by sprawdzić, bo każdą wolną chwilę spędzam między West Midlands a Walią poruszając się jeno w czasie i czytając naprzemiennie „The Summer of the Danes” i „Fallen into the Pit”. Naprzemiennie, bo przecież muszę coś czytać przy obiedzie, czy w wannie;)

  84. Dzień dobry! Ależ piękny mamy dzień. Aż chce się żyć. :) Maturę zdawałam zaledwie rok temu. Ciężko było, ale jakoś poszło. Ostatni egzamin, z historii, pisałam w urodziny. Uważam do dziś, że to nieludzkie zdawać maturę w urodziny. Zastanawiam się, czy ktoś ze sprawdzających skojarzył daty. Kto wie, kto wie? :D Człowiek tak narzekał na tę maturę, a jak nadchodzi sesja, to wolałby się zamienić.

    Boże Ciało u nas wietrzne, jak co roku. Katechetka zawsze nam w szkole mówiła, że to przez obecność Ducha Świętego. Coś w tym jest. Dziewczynki sypiące kwiatki wyglądały prześlicznie. Patrzyłam na nie i wspominałam, jak sama kilka lat temu byłam bardzo przejęta moją rolą. A kwiatki (głównie robinię akacjową) miałam od cioci, bo u nas zastrajkowały. W tym roku piwonie nie dały na siebie długo czekać, wszystkie są już w pełni rozkwitu. Pachną cudownie!

    P.S. Razem z Mamą walczymy z plagą mrówek. Mam wrażenie, że z każdym dniem jest ich coraz więcej!

  85. Ha!
    Jakże mi miło, Mamo Natalki i Kuby! Masz rację, zakochanym najgorzej się zdawało.
    A z tą trawą też racja: bardzo miłe zajęcie. A jakie pachnące!

    Patrycjo, miłego tarzania. Pogoda w sam raz!
    U nas na procesji pewna istotka sypała kwiatki kolkwicji, zebrane w naszym ogrodzie. Akurat kolkwicji mamy najwięcej w tej chwili! Piwonie jeszcze w pączkach, a róż szkoda: dopiero rozkwitły.
    Nawiasem mówiąc, natknęłam się w książce Mary Stewart na cottage rose Old Blush. Srebrzysto-różowa, stara odmiana pnąca.
    Mamo Isi, chyba wcielaj do kolekcji marzeń. A nie zapomnij o Constance Spry.

  86. Też się denerwowałam przed maturą. Zwłaszcza, że z nauką było różnie, bo właśnie byłam ciężko zakochana w moim przyszłym mężu. Jak szłam na egzaminy pisemne była przepiękna pogoda. Służby miejskie kosiły trawę. I tak sobie pomyślałam, że koszenie trawy w tak piękny dzień jest bardzo przyjemne, sto razy przyjemniejsze, niż zdawanie matury, i że jak nie zdam, to właśnie tym chcę się zajmować. :) No ale zdałam.
    Przesyłam pozdrowienia dla wszystkich maturzystów, zwłaszcza tych ciężko zakochanych, którzy mieli z pewnością dużo trudniej (tu moje ciepłe myśli mkną ku Pulpecji).

  87. Och, aż poczułam się młodą, rześką, radosną istotą. Chociaż moja matura dopiero za 4 lata. A dziś wieczorem pójdę do wąwozu poczytać. I potarzać się w zielonej trawie.
    Ileż osób było dzisiaj na procesji! Jak miło. I jeszcze taka cudowna pogoda.

  88. Pozdrawiam dzielnych maturzystow! U mnie wspomnienia maturalne rozne, z egzaminu z jezyka polskiego – bardzo mile, za to przed egzaminami z historii byl bardzo duzy stres – ilosc materialu byla ogromna! Na szczescie dobrze poszlo. Pamietam jak sie uczylam historii calymi dniami na balkonie (byla sliczna pogoda) i w przerwach pocieszalam sie kanapkami ze swiezymi ogorkami malosolnymi. :) A w trakcie nauki do egzaminow na studia (tez z historii!) zaczelam miec bole glowy, Mama zaciagnela mnie do okulisty (poszlam tam z zeszytami) i okazalo sie, ze musze koniecznie zaczac uzywac okularow do czytania. Mama zmusila mnie do pojscia do optyka (nie chcialam tracic bezcennego czasu na nauke, brakowalo tylko dwoch dni) i zalatwila te okulary w ekspresowym tempie, juz na egzamin je zalozylam. :)
    Usciski z Wyspy!
    (Dolaczam pozdrowienia dla Wannabe, jestes dzielna! A Twoje refleksje sa bardzo ciekawe.)

  89. Napiecie przed pierwszym ustnym egzaminem z polskiego bylo tak duze, ze po wyjsciu a sali rozplakalam sie jak bobr, na geografii wylosowalam pytanie o dziejach ziemi i pomylilam miliony z miliardami, a na rosyjski przyjechala po mnie samochodem kolezanka z klasy, obwieszczajac mi, ze za chwile moja kolej :) Ostatecznie wszystko dobrze sie skonczylo.A na studiach bylo juz duzo latwiej.

  90. Witam i pozdrawiam goraco tegorocznych maturzystow! Z lezka w oku wspominam moja mature, to byl pierwszy i przez to wlasnie tak wazny egzamin w zyciu, przepustka do przyszlosci. Teraz codziennosc stawia przed nami nowe wyzwania.

  91. Tak! To jest chyba ta metoda!

    A dlaczego mi się przypomniał Szmbelan z „Pana Jowialskiego”?
    „Łatwo grubemu kijkowi…Nie! – Łatwiej cienki…źle! – Gruby cienkiego kijka…nie, nie! – Łatwo kijek grubowego… Bodaj cię!”.

    O, pójdę, poczytam sobie komedie Fredry.
    W ogrodzie, bo piękny mamy dzień.

    Jadziu, jeszcze słówko: a czy ja przypadkiem nie znam Twojego Pana od Polskiego? „Jeden z najlepszych nauczycieli”! – to ci musi być on!
    Czy to ten, który stworzył w szkole Bibliotekę Przyszłego Polonisty, kupując za własne pieniądze setki tomów i tworząc tym samym dla uczniów wierną replikę swojej biblioteki domowej?

  92. Ja mam dobre wspomnienia z matury, a w zasadzie brak wspomnień. Kułam do egzaminów na medycynę, przejmowałam się nimi niezmiernie i zdawanie matury niespecjalnie zauważyłam. Może to jest metoda?

  93. Ja wcale nie wspominam źle matury ani szkoły. Za nauczycielami tęsknię, zwłaszcza za Panem od polskiego – jednym z najlepszych nauczycieli jacy mnie uczyli!
    I chociaż nie było łatwo, bo już po pierwszym dniu się rozchorowałam, to uśmiecham się na myśl o maturze :)
    Zeszytów ani podręczników nie spaliłam, ale mi akurat przydają się.

    A tak prawdę mówiąc, to w sumie nie tak dawno pisałam maturę, bo raptem rok temu ;)

  94. No, bo miałaś super szkołę, Sondelani!
    I takiego kolegę w klasie…
    Nota bene, napisał właśnie wspaniałą książkę o Norwidzie.:)

  95. Dobry wieczor,
    Ja mam!! Pamietam z przyjemnoscia pyszne kanapeczki, ktore nam dano w czasie egzaminow pisemnych:).
    Byly z szynka i chyba byly tez rzodkiewki… Spalaszowalam je z wielkim apetytem, ktory u mnie zreszta zawsze rosnie, kiedy jestem zdenerwowana. A wtedy bylam ;).
    Pozdrawiam upalnie i ogrodniczo! Jak pieknie wszystko rosnie! Tylko podlewanie codzienne – obowiazkowe.

  96. Tak, to prawda. W szkole człowiek czuł się taki jakiś, jakby do niczego się nie nadawał, ciagle poniżej kreski. A na studiach – dostał skrzydeł, czuł się doceniony. Nawet pojedyncze porażki, były niegroźne, ot przeszkoda do pokonania. Ten sam człowiek. Ale nauczyciele już inni, traktowali poważnie, doceniali. Chyba to jest klucz. Przecież pracy było więcej, a jednak to był najlepszy czas.

  97. Moja matura, oj dawno to było. Nie zapomnę jednak nigdy, jak z ogromna zazdrościa patrzyłam na biegajacego po trawniku psa, zamieniłabym się z nim na żywot.
    I pani od polskiego, która robiła teatralne miny i coś tam nade mna pokrzykiwała, bo oddałam część pracy w brudnopisie. Byłam tak zdruzgotana, że wróciłam do domu dopiero wieczorem, ku uldze zamartwiajacej się rodziny. A pomimo tego dostałam dobre oceny. Oj cieszę się, że to już poza mna.

  98. No tak jest wesoło,ale jak to wszędzie zawsze są jakieś takie sytuacje niemiłe.Bardzo rzadko!!
    Basia,córka mojej matki chrzestnej,też zdawała maturę,ale chyba poszło dobrze!
    Dziękuję,że tak Pani mówi o mojej rodzinie,to baardzo miłe.
    Życzę przyjemnego Bożego Ciała!:))

  99. Witamy, FanBo!:)
    A Ty też właśnie po maturze?

    Zuziu, ilekroć czytam o tym Twoim rodzinnym podwórku, muszę się uśmiechnąć.
    I jeszcze sobie razem księżyc oglądacie! I śpiewać wam się chce!
    Oj, lubię tę Twoją rodzinę!

  100. Ojej,te matury tak długo trwały?
    Męka po prostu,ja najchętniej w ogóle bym jej nie zdawała,ale to dopiero za 7 lat.Mam jeszcze trochę czasu.
    Ale chyba bym nie mogła spalić podręczników,trochę by mi było nie zręcznie,tyle ludzi nad nimi pracowało,męczyło się,a potem tylu uczniów je znienawidziło.Te podręczniki oczywiście.Może i Panią rozumiem,bo czasami mam i ochotę spalić jakiś podręcznik.:)

    Jak piękna pogoda w tym tygodniu.Wczoraj poszłam sobie na urodzinki do mojej matki chrzestnej(też an tym samym podwórku:) )i siedzieliśmy na dworze do późna,a księżyc tak pięknie świecił,że się chciało śpiewać!
    Oj,zapomniał się przywitać,dobry wieczór,a może i już dobranoc?;)

  101. Najprawdziwsza prawda. Świata wrota otwarte, warto było:)Gratuluję kochani maturzyści! :)

Dodaj komentarz