Czerwiec

IMG_20200602_173221

fot. MM (kolkwicja w rozkwicie)

 

 

 

Beata Obertyńska (1898-1980)

CZERWIEC

 

Balkon, stół  porcelana zielonkawobiała…

Za dziesięć pół do czwartej… To jeszcze za wcześnie!

Jakaś uparta mucha w ciszę się wplątała

I bzyczy nad koszykiem, gdzie się szklą czereśnie.

 

Dno każdej filiżanki niebieskie od nieba

I łyżeczki po brzegi pełne zieloności…

Jeszcze róże  w krysztale poukładać trzeba,

Te zwykłe w moją stronę, tamte w stronę gości.

 

Dobrze. Wszystko gotowe. Już nadejdą wkrótce…

Trzeba jakoś zapełnić te chwile niczyje –

I przestać ustawicznie spoglądać ku furtce…

Każdy się musi spaźniać. Cicho! Czwarta bije!

 

IMG_20200602_174102

fot. MM (Louise Odier)

 

IMG_20200602_174205

IMG_20200529_135025

fot. MM (Claire matin)

 

IMG_20200528_121759

fot. MM ( Goldfassade)

 

Jerzy Liebert (1904-1931)

DOBRY WIECZÓR

 

Pachnie sianem, pomieszanym z wonią łóz,

Wiatr szeleścił, liście pieścił, ścichł,

W srebrze rzeki roztopione srebro brzóz

Srebrzy rzęsy, sięga oczu mych.

 

Śpiew daleki, jak melodia świerszczy – łąk,

Trąca kwiaty, owoc młodych drzew,

Wieczór ciepły, jak stulenie twoich rąk

Z serca gorycz, z czoła zbiera gniew.

 

 

 

IMG_20200530_134313

fot. MM (kolkwicja)

 

 

Józef Czechowicz (1903-1939)

NA WSI

 

Siano pachnie snem

siano pachniało w dawnych snach

popołudnia wiejskie grzeją żytem

słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach

życie – pola – złotolite

 

Wieczorem przez niebo pomost

wieczór i nieszpór

mleczne krowy wracają do domostw

przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu

 

Nocami spod ramion krzyżów na rozdrogach

sypie się gwiazd błękitne próchno

chmurki siedzą przed progiem w murawie

to kule białego puchu

dmuchawiec

 

Księżyc idzie srebrne chusty prać

świerszczyki świergocą w stogach

czegóż się bać

 

Przecież siano pachnie snem

a ukryta w nim melodia kantyczki

tuli do mnie dziecięce policzki

chroni przed złem

 

IMG_20200529_134405

118 przemyśleń nt. „Czerwiec

  1. Anette, dziękuję za miłe słowa:)

    Nini, czyżbyś i Ty była z okolic Tarnowa? Czy po prostu w Twoich (dalszych) stronach też akurat padało?

    Pani Małgosiu, kiedy jeszcze mieszkałam w rodzinnym domu, też robiłam takie poranne obchody :) I zaglądałam jeszcze do zwierzątek:) często też wyruszalam dalej, w otwarte pole, żeby intensywniej poczuć zapach ziemi i rosy, otulajacej wysokie trawy, posłuchać porannego swiergotu ptaków w pobliskim lasku. Fascynujące, że o każdej porze roku ziemia pachnie inaczej. Mam też w swoim zbiorze wspomnień czerwiec dzieciństwa – to zapach poziomek, nawlekanych na długie zdzbla trawy, a potem zjadanych z bitą smietanka, przygotowana przez Mamę;) i widok skoszonych pol, charakterystyczny słodki zapach siana, spleciony z wonia roz i jasminow w pełni rozkwitu… i z jeszcze jednym zapachem, którego nie umiem do końca określić, więc w uproszczeniu nazwę go zapachem zachodu słońca. I to w moim odczuciu jest właśnie kwintesencja czerwca.

  2. Ileż jest na świecie pięknych krzewów i drzew, o których nie miałam pojęcia! Taki dereń kousa, na przykład. Nie wiem, czy bardziej podobają mi się jego kwiaty czy owoce.

  3. Nie masz to jak poranny obchód gospodarski. Tu wschodzi groszek, fasola, koperek i rzodkiewka, tam dojrzały już poziomki, Paul Noel ciągle w pąku, klematisy opadły po deszczu, kwitnie Louise Odier, tymianek i czarnuszka…

  4. Tak Anette :) Utwór ten pomimo swej delikatności podziałał na mnie jak rażenie piorunem, czym postanowiłam się podzielić z osobami współodczuwającymi. Polecam też teledysk i wzruszającą dedykację.

  5. Tak tak oczywiście :-) Rozumiem! A może któryś z Gości zerknie? :-) Tam na końcu nieładnie przekręciłam słowo – przepraszam :-* Pani Małgorzato jak dobrze być pracowitym! Gdy spróbuję sobie wyobrazić Panią w tym miłym i wypielęgnowanym ogrodzie – jaki ładny powstałby obrazek, najlepiej impresjonistyczny. Pozdrowienia!

  6. Na YT dostępny jest zapis koncertu, jaki odbył się przedwczoraj w Konsulacie Kultury w Gdyni, a którego treścią są „malarskie” piosenki Kaczmarskiego w wykonaniu artystów naszego Teatru Muzycznego. Kawał dobrej roboty, bardzo warte wysłuchania i obejrzenia. Wystarczy wpisać Galeria Sztuki – Kaczmarski – koncert.

  7. Dziękuję, Dominiko, ale chyba zostawię sobie to oglądanie na czas zimowy. Teraz mam ogród na żywo!
    Dziś na przykład muszę poobcinać zrudziałe kwiatostany bzów.

    Sowo, widziałam go i ja o tej porze. Burza minęła i niebo znów było czyste. Ślicznie świecił, nasz Truskawkowy!

  8. Dzień dobry! Ja już tak od rana bo zaraz lecę do sobotnich obowiązków domowych :-) Serdecznie polecam Wszystkim Miłym Gościom norweski program o ogrodach. Naszej Ulubionej Autorce już wspominałam :-) Ale podzielę się tą perełką i z Wami. Nie trzeba znać języka! Jest pięknie zrealizowany, wesoły i zachęca do działania oraz poprawia nastrój! Dla wszystkich wielbicieli ogrodów, ogrodników i po prostu miłujących piękno :-) Oglądamy w każda sobotę rodzinnie przy śniadaniu – nawet mała Ania zauważyła dziś kurki – ko ko! Dzisiejszy odcinek był tak śliczny, że aż mąż mówi – może polecisz się tym z Panią Małgosią? :-) Wystarczy wpisać Hagen min Familiehagen sesong 3. Może komuś się przyda :-) Dobrego dnia!

  9. Piętaszku, czyżbyś słuchała Radiowej Trójki? Właśnie przed chwilą słyszałam tam piosenkę „Drzewa” o której piszesz :)

  10. Madziejko, może i dam się namówić. Wydawca też by chciał.
    Ale – och,!- dużo mam jeszcze do napisania!
    Co do komentarzy: przebóg, jakże ja mam Was nie szanować?! Tyle się od Was uczę, tyle Wam zawdzięczam, i tak bardzo mnie cieszy Wasza tu – i w moim życiu w ogóle – obecność!

  11. I ja się cieszę Mimi M. :-) I zgadzam się z Anette oraz Madziejką (w ogródku moje maciejki już spore – czekam na pachnący kwiatek!). To chyba Deszczowy Dzień Radości i Zgody ;-) Obejrzałam właśnie sobie Rosemary and Thyme – odcinek w wymarzonej krainie Italii. Wśród oceanów kwiecia zauważyłam śliczne anemony w wazonikach ( Justyno :-) ). Siostra właśnie podesłała mi taki piękny i pełen miłości fragment Imienin – Gabrysia rozmyślająca wieczorem z wdzięcznością o bliskich… Przenosi Ignasia do łóżeczka a potem wraca do śpiącego Grzesia i wyjmuje mu książkę z dłoni. Grześ się budzi… Pani Małgosiu kiedyś byłam na wieczorku poetyckim tu w Bydgoszczy. Przybyło dwóch młodych poetów. Pamiętam do dziś tytuł spotkania – Wojownicy jasnej strony. Tak właściwie zapamiętałam tylko jedno zdanie wypowiedziane przez zaproszonego twórcę – Pokażcie mi państwo polskiego pisarza tworzącego dziś dla młodzieży i mówiącego o szczęściu rodzinnym oprócz pani Małgorzaty Musierowicz. Tak może niezgrabnie napisałam, ale sens oddany. To było ponad 10 lat temu. Teraz mamy i Emilkę :-) Wiele razy polecając Pani powieści przytaczałam właśnie myśl owego poety. Dobranoc ❤️

  12. Serdecznie dziękuję Pani za ciepłe słowa i pozdrowienia.
    To piękne, i takie rzadkie w dzisiejszych czasach, że – poprzez przemyślane i starannie napisane odpowiedzi – okazuje Pani szacunek wszystkim, którzy zostawiają komentarze pod Pani wpisami.
    No, a moje ciche marzenie o dalszym ciągu „Jowisza” wynika z prostej zasady, w myśl której apetyt rośnie w miarę jedzenia (choć bardzo tę lekturę smakowałam, celebrowałam wręcz). Ta pozycja stanowi ozdobę biblioteczki! Proszę pomyśleć, jak pięknie wyglądałyby na półce dwa „Jowisze”…
    Serdecznie pozdrawiam!

  13. Jeszcze „kawałek” Czechowicza:

    „preludium
    1
    o świcie wybuchły ptaki z mosiężnych ról
    smukła kobieta jasność przyniosła na głowie
    2
    dzwony nienasycone kołyski muzyczne
    wspominać wspominać zapominać
    3
    powiewie różowy jak twarz dziecka
    płomyku podcinający niewysoką trawę
    ciemnym kwiatem makowym skinę
    nieruchomy zapach uderzy mnie i zginę
    4
    jeleń stoi u źródła struga szepce ave”

    DUA, w moim notatniku z wierszami ulubionymi te same dwa wiersze Czechowicza co u Pani plus parę innych. Pokrewne dusze, fluidy itp.

  14. Przypuszczam, że spektakularnie. W świetle dziennym albo księżycowym byłoby lepiej widać, ale cóż robić..?

  15. Madziejka pięknie ujęła to,co czuje wielu z nas – wywiera Pani wpływ na bieg naszego życia – a raczej naszych żyć ;)
    Mimi M. – pięknie piszesz i o Czechowiczu, i o Córeczce :) wspaniale czyta się Twoje wpisy.

    Melduję, że w powiecie tarnowskim (a raczej w jednej z jego gmin) również rzęsiście leje. Więc nie będzie widać Truskawkowej Pełni.

  16. Madziejko, dziękuję!
    Ale, swoją drogą, cóż za odpowiedzialność dla autorki!
    Wspaniale, że jest happy end.
    Dziękuję za wszystkie miłe uwagi, a zwłaszcza za ciepłe słowo o „Jowiszu”.
    I serdecznie pozdrawiam – i Ciebie, i przyjaciółkę!

    PS – O rety, a więc jeszcze muszę uzupełniać?

  17. Szanowna Autorko!
    Moja przygoda z książkami sygnowanymi Pani nazwiskiem zaczęła się jeszcze w szkole podstawowej (ponad dwie dekady temu). W ramach przygotowań do olimpiady z języka polskiego miałam przeczytać m.in. „Kwiat kalafiora”. Od razu wpadłam po uszy!
    Mimo upływu lat i powiększania się bagażu mych życiowych doświadczeń, moja sympatia do Borejków nie słabnie. Przeciwnie! Przybiera na sile, bo im starsza jestem, tym więcej mądrości znajduję w Pani książkach. Będąc mamą i żoną, zwracam uwagę na inne aspekty opisywanej przez Panią rzeczywistości niż w czasach, gdy byłam np. nastolatką.
    Domyślam się, że wiele podziękowań otrzymała Pani od swych wiernych Czytelników. Dziś spieszę z nimi i ja. Lekturze „Jeżycjady” zawdzięczam wiele (w czasach pandemii jest dla mej psychiki bezpiecznym schronem). Najważniejsze jednak są dwie sprawy.
    Po pierwsze, jestem absolwentką filologii klasycznej. Nie mogło być inaczej!
    Po drugie, dzięki fascynacji książkami Pani autorstwa, przeszło 10 lat temu, zyskałam moją siostrzaną Duszę, Prawdziwą Przyjaciółkę! Już w pierwszej minucie naszej rozmowy, niemal tuż po tym jak się poznałyśmy (jako dorosłe kobiety), odkryłyśmy, że obie jesteśmy Pani czytelniczkami. Od razu czułam, że to jest to!
    Od niedawna obie znowu czytamy „Jeżycjadę”. Ku pokrzepieniu serc. To pomysł Przyjaciółki.
    Jesteśmy zachwycone, i to pod każdym względem, także najmłodszym Pani dzieckiem, czyli książką „Na Jowisza…”. Wspaniale, że odważyła się Pani wpuścić nas, Czytelników, za kulisy. Teraz czekamy na „Uzupełnienie uzupełnienia Jeżycjady”…
    Kończąc, jeszcze raz dziękuję Pani za całą twórczość. Moje życie jest dowodem na to, że w jakimś stopniu wywarła Pani wpływ na jego bieg.

  18. Mimi, cieszę się tym obrazkiem.
    A także tym, że „poczułaś” wiersz Czechowicza.
    Całus dla córeczki!

  19. A może posadzę przy furtce paulownię puszystą? Będzie ładnie pasowała do ciemnoczerwonych róż.

  20. Justyno, Dominiko – również się cieszę tym pokrewienstwem myśli i uczuć, które tu tak obficie przepływają. Dominiko, a to Ci się perełka wśród chłopców trafiła:) cieszę się i tym!
    Pani Małgosiu, deszcz czerwcowy lubię tak samo jak majowy. A może i bardziej ;)

  21. „Posuwiście, jak w takt walca
    życie wtedy szło na palcach.
    W twych ramionach przeżyć wiek!
    Ach, gdzie te czasy – fin de siècle…”

    Mamo Isi, dzięki za cytacik.

  22. Dzięki, Dominiko!(Tak, świetnie jest mieć czwórkę!)
    I u nas pada – ciepły, rzęsisty deszcz, istne błogosławieństwo. Rośliny się cieszą!

    Pozdrawiam Kaczusię!

  23. Mimi M.! Córeczka śpiąca na kolanach i piękno czułej chwili… Moja córeczka też jest taka kochana. Już całkiem dobrze sobie radzi z chodzeniem i ostatnio polubiła taniec. Chodzi więc po kole (szeroko stawiając nóżki jak kaczusia) i tak śmiesznie wymachuje raczkami. Woła mnie po swojemu bym i ja z nią pohasała :-) Mamy dwóch synków i byłam pewna, że będzie i trzeci :-) A tu dziewuszka. Słyszałam, że fajnie mieć „dzieci do pary” czyli czwóreczkę – czy to prawda Pani Małgosiu? ;-) Pamiętam te Frywolitkę o Krzysiu Milne i jego mamie. Która kobieta wyzbywa się zabaw z dzieckiem, tych przybrudzonych łapek obejmujących za szyję, wesołych i jedynych takich chwil życia? Smutna twarz dorosłego Krzysia spoglądająca zgorzkniale… Bardzo mnie poruszyła ta opowieść. Pozdrowienia dziś zielone, deszczowe!

  24. Justyno, podoba mi się, jak to ujęłaś:) to, co w życiu- a zatem i w poezji- ważne i piękne, często z trudem przychodzi i warte jest odkrywania.

    Pani Małgosiu, wiersz Czechowicza o matce przecudny. Musiał go chyba pisać w chwili wielkiej tęsknoty, prawda? Tak wiele skojarzeń z matką się tam pojawia i tak wiele treści, a zdaje się, jakby chciał tylko, by mama odgadła, ze pragnie przytulic się do niej, jak za dawnych, chłopięcych lat, i poczuć jej ciepło, ucałować spracowana dłoń. Mocny i głęboki wiersz.

    Piszę ten komentarz, tuląc Córeczkę, która, zmęczona zabawą, zasnęła mi na kolanach :) cieszę się tą chwilą :*

  25. Maj co prawda już minął, ale muszę zasunąć ten smakowity cytat w temacie. „(…) maj, tradycyjny miesiąc bzów, słowików, a wówczas i zupy rakowej, kurcząt pieczonych, szparagów i mizerii oraz niedzielnych wycieczek na Saską Kępę, które się odbywało łodziami.” (Helena Duninówna, Ci, których znałam”,s.12)
    Fin de siècle miał swoje uroki, nie da się ukryć.

  26. Józefino, jakże się cieszę! Jak to dobrze, że nasza książka się podoba!
    Dziękuję za ten miły wpis, za dobre słowo, i serdecznie Cię pozdrawiam, a siostrę Stasieńkę też!

  27. Pani Małgorzato, piękny jest Pani czerwiec! Kwiaty przeurocze (serce podbiła mi Louise Odier). A ja tymczasem zamknięta w pokoiku zerkam tęsknie przez okno, ale pozwolić sobie za bardzo nie mogę: jeszcze nauka, jeszcze trochę…
    Dopiero melduję się z „Na Jowisza!” przeczytanym. Mimo zawieruch edukacyjnych wypracowałyśmy względnie sprawiedliwy system z siostrą Stasienką. Postanowiono: po dwie literki na dzień, najpierw ona czyta, potem ja. I tak każda miała szczyptę radości i wytchnienia pomiędzy obowiązkami i terminami, co to gonią, świszcząc rózgami w łapskach bezlitosnych. Porzućmy jednak troski. Ja tu przyczłapałam z metaforycznym kapeluszem, co go zdjąć chciałam przed Panią i Panią Emilią, by zakrzyknąć: chapeau bas! Jakie to było smaczne! Istny rarytas dla Jeżycjadolubych, a nie wątpię, że i dla niewtajemniczonych równie dobra to lektura. Cóż powiedzieć mogę, gdy tu pewnie już wszelkie możliwe peany popłynęły w pierwszych dniach… Słowa się wyczerpały, zostały uczucia: zatem ślę je chętnie i obficie (same pozytywne, więc można przyjąć bez lęku). Bardzo dużo dostaliśmy w „Na Jowisza!” Pani Świata i chyba za to najbardziej trzeba dziękować, bo o bliższy podarek się już chyba nie dało. Tak mi miło, że mogę lepiej rozumieć, szczęśliwiej przeżywać, pojmować wagę wydarzeń i dostrzegać niedostrzegalne w Jeżycjadzie. Toż to nowa era przygód dla czytelników wprawionych! A ile do tego uciechy i zachwytu było nad samymi ilustracjami i fotografiami. Przepiękna sprawa, estetyczny majstersztyk! Tyle, tyle, tyle wspaniałych haseł! Aż strach wymienić jedno, żeby drugie nie poczuło się poszkodowane. Pani rodzina ma wielki dar kumulowania w sobie Nieskończonych Zasobów Ciepła (i figlarności!). Ja się tylko skromnie uśmiecham w podzięce. Dziękuję, li i jedynie!

  28. Mimi, to prawda jestem polonistką. I zgodzę się z tym, ze „szufladkowanie” szkodzi poetom. Wielu z nich jest niedocenionych. Wśród nich Czechowicz. Sama zaczęłam doceniać poezję i to, w jak piękny sposób potrafi opisywać rzeczywistość, dość późno. Teraz z dużą przyjemnością czytam różnych twórców. Jest ich tak wielu, naprawdę warto sięgać po tych mniej znanych. Dostrzegam często, że nie da się ich określić jednym słowem. Ich poezja jest zazwyczaj wielowątkowa, więc wszelkie etykietowanie jest bezzasadne. Dlatego staram się moim uczniom pokazać, że każdy z nich powinien w wierszu znaleźć coś „swojego”. Nie jest to łatwe zadanie, ale kto powiedział, że będzie łatwo?

  29. Zbyt krótko żył, Mimi.
    Bardzo go lubię.
    Najbardziej – za ten wiersz:

    Józef Czechowicz

    JEDNAKOWO

    pościele wonne zielem
    dlatego siano pachnie snem
    w słońca kwadratach oknach zieleń
    czerwony kwiatek żarzy się jak usta

    przez kwiat i te liście wprost
    z promieni pochyły most

    w ciszy przeczuć
    u ciebie mateczko dzień ma oczy krowie
    wędrowcem w stepie człapie zapóźniony wieczór
    ranki w obłokach się czają
    i znowu dzień je łowi
    noce migocą snami grając

    sieje się słodycz przez lniane sito
    ty siejesz matczyna głowo
    zawsze uśmiech ręką serdeczną wita
    jasno biało brzozowo

    z końca stołu z wagonu z pola i bulwaru
    gdziekolwiek oddycham ciemnogrzywy chłopak
    oczy me listy myśli jeden mają popas
    szepcą zaklęcie wieków wiecznych
    wołają gwiazdę czarów
    słowo jak słonecznik
    m a t u s i u

    .

  30. Dobry wieczór, Pani Małgosiu i Drodzy Księgowi!
    W takim ogrodzie mogłabym nawet spać, choć chyba szkoda byłoby każdej przespanej chwili… może, gdyby słuchać uważnie, uslyszałabym, o czym kwiaty rozmawiają z księżycem nocą:)
    Wiersze piękne; mnie także urzeka Obertyńska oczekująca na gości. Uwielbiam w poezji takie okruchy dnia codziennego. Czechowicz zdumiewa niezmiennie. W szkole wtłaczano nam do głów, że był to poeta katastroficzny, ale „szufladkowanie” niejednemu twórcy już zaszkodziło. Zgadzam się zatem z Anette, że Czechowicz nieco niedoceniony pozostał.

    Justyno, a jak to wygląda z Twojego punktu widzenia? Bo zdaje się, że jesteś również polonistką, prawda? Ciekawa jestem Twojego zdania.

    Mnie też podoba się imię Łucja, chyba właśnie dzięki Jeżycjadzie i Narnii:)

  31. Dobry wieczór
    Za oknem pada w rytm melodii wygrywanych na gitarze przez sąsiada. Niektórzy kończą dzień , inni zaczynają . Ptaki pięknie śpiewały cały dzień, a teraz też już śpią. Mój znajomy trzmiel znowu przyleciał, choć nie wiem czy to na pewno trzmiel bo taki całkiem spory. Dobranoc :)

  32. Skojarzenie życia ze splotem tkaniny czy płótna może być chyba obecne w symbolice i mitologii różnych kultur.

  33. Zbigniew Herbert
    „Tkanina”

    Bór nici wąskie palce i krosna wierności
    oczekiwania ciemne flukta
    więc przy mnie bądź pamięci krucha
    udziel swej nieskończoności

    Słabe światło sumienia stuk jednostajny
    odmierza lata wyspy wieki
    by wreszcie przenieść na brzeg niedaleki
    czółno i wątek osnowy i całun

  34. AleksandroG, właśnie mając na uwadze szybko uciekający czas, obserwuję te małe skarby i cieszę się każdą chwilą z nimi.

    Dominiko, piękne to porównanie życia do dywanu, nie znałam go.

  35. Ostatnie zdjęcie nieodparcie kojarzy mi się z dżunglą przedstawianą przez Henri Rousseau .

  36. Ano tak.
    Trzeba po prostu zaakceptować fakt niewiedzy w tym przypadku. I w zamian cieszyć się sensem zdania.

  37. Madziu, nie żałujmy, pan Monteiro zaraz na wstępie poinformował, że nic pewnego w tej sprawie nie wiadomo.

  38. Tak, właśnie, Dominiko z Bydgoszczy – swoją drogą, bardzo jest obrazowe to ostatnie porównanie. Znam je od lat licealnych chyba (i tez nie umiem podać źródła).

  39. Nini(wiad.pryw.)- ja też znalazłam odniesienie do Genesis, ale przysłowie tylko ilustrowało w owym tekście stosowny cytat, do którego był odnośnik.

  40. Dowiedziałam się też z angielskich stron internetowych, że autorstwo przypisuje się niekiedy św. Teresie z Avila lub św. Augustynowi (to ostatnie już z artykułu George’a Monteiro z lat 70-tych, o którym Pani wspomina).
    Tajemnicza sprawa. Możliwe, że źródło, z którego pochodzi aforyzm na dobre zniknęło w mrokach dziejów (przecież gdyby geneza cytatu była oczywista, nie pisano by rozprawy do czasopisma naukowego). Niemniej szkoda, że bez zalogowania nie można się zapoznać z konkluzją artykułu.
    Jestem zafrapowana, ale chyba zaakceptuję fakt niewiedzy w tej kwestii.

  41. „Kochany Śląsk!” – ciepło się robi na sercu, gdy się czyta takie zdanie mieszkając od urodzenia na Śląsku.
    Moja Babcia miała na imię Łucja, mam duży sentyment do tego imienia.
    Justyno, przeleci w mig i będziecie się z Łucją wymieniać uwagami o bohaterkach „Jeżycjady”. Wydaje mi się, że dosłownie przed chwilą moja bratanica stawiała pierwsze kroki i mówiła do mnie „Ogo”. Teraz ma lat 12 i pół, jest prawie mojego wzrostu i czyta namiętnie wszystko, co jej wpadnie w ręce. Przygodę z książkami Pani Małgosi zaczynałyśmy od „Bambolandii”, a teraz „Jeżycjada” na całego.

  42. Pozwolę sobie na refleksję :-) Ciekawy cytat – mi od razu przywodzi na myśl życie biblijnego Józefa. Z tak tragicznych wydarzeń, doliny łez i tęsknoty – nienawiść ze strony braci, oddzielenie od ukochanego ojca, uprowadzenie do nieznanego kraju, niesłuszne oskarżenie i więzienie w konsekwencji – Pan Bóg uczynił cudowne rzeczy i takież zakończenie. Zawsze porusza me serce moment gdy do Józefa w Egipcie przybywają bracia a on wyznaje im kim jest. Płakał, szlochał tak donośnie, iż był słyszany w całym pałacu. Wybaczył im wszystko! Życie jak dywan oglądany od spodu – plątanina nici, które układają się w piękny wzór…

  43. Ooo, nie ma dalszego ciągu. Wyczytałam tylko, że jest to podobno przysłowie portugalskie. Ale to już przecież wiedzieliśmy.

  44. Ale nadal nie wiadomo, skąd pochodzi to powiedzenie. Znane! O, proszę:

    “Dios escribe derecho en líneas curvas” dice un conocido refrán.

    Tak, wrzuciwszy angielską wersję tych słów znalazłam potwierdzenie: otóż omawiano szeroko ewentualne źródła pochodzenia tego cytatu. Bez skutku.
    A dziś właśnie przyszło mi do głowy, Madziu, że może to nie w dziennikach Greena słowa te przytaczano, lecz u Claudela. I otóż tak! Od razu znalazłam potwierdzenie. Trafiłam na stronę jstor.org, gdzie, pod obrazkiem „Folklore” widnieje tekst G. Monteiro „The Literary Uses of a Proverb”. Jest w nim nasze powiedzenie, czy też przysłowie, i jest Paul Claudel!
    Pan Monteiro przyznaje, że nic nie wiadomo. Ale to na początku artykułu, dalej może coś udowodni.

  45. MadziuZ!
    Nagle przypomniało mi się z grubsza hiszpańskie brzmienie tego cytatu, więc wrzuciłam w Googla tych kilka słów. I jest!

    Dios escribe derecho en líneas curvas

    God writes straight with crooked lines.

  46. Dominiko, też lubię to imię, chyba przede wszystkim dzięki „Sprezynie” – to jedna z moich ulubionych części „Jezycjady”. A Śląsk zawsze wspominam z sentymentem. Studiowałam tam…

  47. Madziu (wiad.pryw.)- a to dopiero!
    Zagadka cytatu będzie nas więc nadal zajmowała. Też dobrze.

  48. Dla ścisłości podam, że jest i trzmielina uskrzydlona rodem z Japonii i Chin. Ta to ma aż amarantowe liście. Nie dziwi, że trzmiele ją lubią ( jak sądzę).

  49. Pani Małgosiu,
    Czy słyszała Pani jak pan premier Morawiecki cytował Pani wspaniałego Brata w czasie dzisiejszego wystąpienia w Sejmie?
    Chodziło o „Spójrzmy prawdzie w oczy”.

    Jestem dumna i zachwycona!

  50. Dominiko z Bydgoszczy (wiad.pryw.)- na razie czyta to z zapałem moja wnuczka! Jestem druga w kolejce.
    Raz jeszcze dziękuję.

  51. Bożenko, z powodu tych ogrodów pamięci, również własnych, „Na Jowisza” powinno mieć tyle zakładek, ile jest stron w książce.

    Ostatnie czereśnie, wyrwane z dziobów szpakom, upiekły się w clafoutisie.

  52. Dziekuję! Chociaż może przejdę na ten system jak trochę książek przybędzie ;) Bo to chyba bez sensu tak np. dział z jedną książką.

  53. Rodzina, ja osobiście i Śląsk serdecznie dziękują :)

    A wczoraj aż się uśmiechnęłam, bo to był taki ładny fluid: rozmawiamy w domu o „Na Jowisza!”, Pustelnik mówi o ogrodach pamięci, otwieram Księgę Gości i – wchodzę do Ogrodu :)

  54. Sosno zauważyłam, że trzmiele interesują się wyłącznie fioletowymi kwiatkami. Dlaczego zatem trzmieliną nazwano roślinę żółto – zieloną? Tego nie wiem. Lubię trzmiele.

  55. Ojoj, Justysiu, a to się bałaganu narobiło przez wirusa – mam nadzieję, że rośliny przetrwają bez szwanku.
    To mi dopiero doświadczenie egzystencjalne!
    Dziękuję za wiad.pryw.!

  56. Bożenko, byłam na tej uroczystości! Siedziałam w pierwszym rzędzie i delektowałam się wielką chwilą Braciszka! Zostawiłam wtedy dzieci panu Musierowiczowi, a sama ruszyłam w wielką i triumfalną podróż ze Stasiem. Muszę Ci powiedzieć, że ten doktorat od UŚ brat bardzo sobie cenił, był z niego dumny. I był też wzruszony życzliwością Śląska – nie tylko wtedy się przejawiającą, kiedy powiał nowy wiatr historii i już „wolno było”, ale zwłaszcza cenną wtedy, gdy wymagała odwagi.
    Kochany Śląsk!

    Dziękuję za obszerne refleksje o „Jowiszu”. Jak Ty dobrze rozumiesz, co jest ważne!
    Dziękuję!
    I pozdrawiam Rodzinę!

  57. Dzień dobry!
    Kocimiętko (wiad.pryw.)- jeśli chodzi o system, to u mnie sprawdza się od lat następujący: ustawiam książki jak w bibliotece, wg działów ( na przykład: sztuka, wydania obcojęzyczne, beletrystyka angielska, polska, francuska, fantastyka naukowa, wspomnienia i listy etc.). A w tych działach jeszcze jest układ alfabetyczny, wg nazwisk autorów. Polecam!- przejrzystość i dostępność, zawsze wiesz, gdzie co masz!

  58. Dzień dobry, ja mam takie marzenie, że też kiedyś „zarażę” moją bratanicę „Jeżycjadą”. Ma na imię Łucja, ale na razie ma roczek i oglądamy inne książeczki… Wszystko jeszcze przed nami. Dobrego dnia

  59. Aleksandro, ja tak pochłaniałam Jeżycjadę, z tym że miałam wówczas 27 lat. W księgarni kupowałam po 3-4 części, spałam mało co, jak tylko zostawała mi już ostatnia do przeczytania książka to biegłam szybciutko nabyć następne z serii. To były czasy. Teraz się delektuję. Optyka mi się, jak to matce, zmieniła i teraz czerpię z tego źródła inne cenne uwagi, myśli, wskazówki. „Jowisz” spokojnie czeka na swoją kolej, oczywiście przejrzałam go i widzę , że będzie to uczta dla ducha! Rozczuliło mnie zakończenie … te żółte kartki i refleksja DUA. Wzruszające.

  60. Tak, pozdrawiam już z nowego miejsca.
    Pomimo, że dom jeszcze nie jest skończony (w obecnej sytuacji takie opóźnienia są normalne), to musieliśmy się już wyprowadzić, więc rośliny stoją w donicach za domem na podwórku, które jest wciąż terenem budowy i wciąż jeszcze nie mamy pozwolenia na zamieszkanie. Oryginalnie raczej żadnego ogrodu tam nie było, rosną tylko stare drzewa, 4 klony i 3 lipy. Jedna z lip jest nieco spróchniała z kilkoma dziuplami i najprawdopodobniej wiewiórki w niej mieszkają. Widziałam kiedyś dwie malutkie (szarą i czarną) jak ganiały się po tym drzewie i znikały w dziupli. A my mieszkamy w miasteczku studenckim w sąsiednim mieście, bo ze względu na zajęcia w trybie online cały kampus opustoszał i można tam w przystępnej cenie wynająć mieszkanie na 3-4 miesiące.

  61. Ze zdumieniem stwierdzam, że właśnie mija miesiąc od otwarcia kart „Na Jowisza!”. Księga wędruje u nas z rąk do rąk; podczytujemy, doczytujemy, dyskutujemy, śmiejemy się. Przyjemność zwielokrotniona!

    Niechże więc będzie mi wolno dodać coś jeszcze do wcześniejszych refleksji.

    Jak chyba wszystkich, fascynuje nas przenikanie rzeczywistości i świata Jeżycjady. Jak to ujął, parafrazując Hölderlina, Pustelnik: słowa, obrazy, zdarzenia wyrastają jak kwiaty – z własnych ogrodów pamięci.

    Arcyciekawy świat wspomnień nadaje literackiemu światu dodatkową głębię; pewnie teraz przy każdym kolejnym czytaniu powieści będą mi się uruchamiały nowe konteksty, jakby mrugnięcie oczkiem Autorki. Scena Robrojka z kwiatami nieuchronnie zwizualizuje mi przystojnego pana Musierowicza, nieśmiertelna fraza o łakociach i boczku sprawi, że uśmiechnę się do Dziadka Walentego, czeresienkowa broszka przywoła piękny, symboliczny ciąg: Babcię Weronikę, Mamę i dumną z klejnociku-orderu Córkę-Pisarkę.

    „Na Jowisza!” jest jak wspominany tam róg Amaltei – prawdziwe bogactwo rozmaitych delicyj. Córce bardzo podobała się sylwetka Babci Weroniki, a z ilustracji – cykl portretów kobiecych z „Kalamburki”: Gizeli, Stefanii Majewskiej, Zazuli Makowskiej, Loni. Wszyscy zaśmiewaliśmy się z cudownej, absolutnie cudownej sceny z jakimś telefonującym facetem. „Tu Czesław”. Po prostu. Telefon – ta słuchawka! – do trzymania pod szkłem :). Mąż w szczególności wczytywał się we wspomnienia o słynnym Bracie, którego ceni niezwykle wysoko. Sam miał niegdyś zaszczyt i przyjemność zetknąć się ze Stanisławem Barańczakiem na uroczystości nadania Poecie tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, a swoich studentów wprowadza w tajniki analizy i interpretacji dzieła literackiego, z upodobaniem zaczynając od „Tablicy z Macondo”.

    Wiele haseł inspiruje do dalszych poszukiwań. Tropiłam na przykład uczestników przyjęcia po „Czwartku Literackim” w Pałacu Działyńskich, poświęconym Stanisławowi Barańczakowi. Jakież tam były Nazwiska! Teraz smakuję wyrafinowane rodzinne rozrywki umysłowe.

    I jeszcze te boskie zbiegi okoliczności: antologia współczesnego dramatu amerykańskiego „dopadnięta” jednocześnie przez łakome ręce Siostry i Brata, kulinarne prezenty wigilijne pichcone w krzyżowej tajemnicy przez Mamę i Syna, pod okiem bohatersko dzierżącej podwójny sekret Emilki.
    Setki perełek!
    A w ślad za nimi dziko rosnąca w moim egzemplarzu liczba zakładek :)

  62. Mamo Isiiii. Trzyyymaj sięę !

    „I po co nam żyć, kiedy nie będzie już wolno nam pić herbatki…” Ale jeszcze wolno i dlatego wraz z M. pijemy ją sobie właśnie pod księżycem, słuchając żabiego koncertu i myśląc ciepło o Ulubionej , tonącej w różach i kolkwicjach Autorce oraz o miłych Mieszkańcach tej WYSPY.

  63. O, Justysiu! Jesteś!
    I jak tam, już po przeprowadzce? Jak ją zniosły rośliny?
    Bardzo proszę, napisz mi tu (jako wiadomość prywatną, rzecz jasna) swój nowy adres, dobrze?

  64. Dobry Wieczór.
    Kolkwicja (po ang. beauty bush) wtedy i teraz. Pięknie urosła, teraz nawet podporę ma.

  65. Moja pnąca róża, rosnąca w ogrodzie „od zawsze”. przypomina Louise Odier, choć kwiaty nie są tak kuliste. Otwiera właśnie pierwsze pąki, jak zwykle w okolicy urodzin mojej Mamy, więc nie mogłam ich jeszcze umieścić w krysztale. Nie było też jeszcze czereśni, była za to porcelana (bardziej kremowa niż zielonkawobiałą), były łyżeczki i był dzwonek u furtki o czwartej.
    Moja bratanica jest właśnie w ostrej fazie pochłaniania „Jeżycjady”, pożycza ode mnie kolejne tomy. Dziś, przyjechawszy na urodziny Babci, sięgnęła po „Dziecko piątku” i przed odjazdem do domu zostało jej do przeczytania jakieś trzydzieści stron. Zabrała również „Córkę Robrojka” i „Nutrię i Nerwusa”. Jak się to Pani podoba, Pani Małgosiu? Ja jestem zachwycona!

  66. Zdaję sobie sprawę z faktu, że tragiczność istnienia poprzez doświadczenie egzystencjalne czyni punktem wyjścia możliwość pozytywnego urzeczywistnienia się człowieka. A przynajmniej tak twierdzą egzystencjaliści;)

    Ale osobiście mam ich w nosie. Przeżyliśmy okupację, przeżyjemy i to doświadczenie egzystencjalne. No chyba że chałupa się zawali, bo na gruzach starej instalacji c.o. trzeba zamontować nową.

  67. On to mówił dla żartu, więc gdzieś to musiał zasłyszeć (wyczytać).
    Moja róża na konfitury to róża stulistna, nie wiem, która dokładnie, ale zapewne francuska. Możliwe, że mają z Louise wspólny korzeń (sensu lato). Podobno konfitur nie robi się tylko z róż szklarniowych, bo nie mają aromatu i są szpikowane chemią. Sądzę, że w smaku nie byłoby wielkiej różnicy między Louise a stulistną, ale próbować nie będę, bo i tak nie nadążam z produkcją.

  68. Kto wie, czy to nie taki kresowy rusycyzm, Sowo.
    Ciekawe, czy dobre byłyby konfitury z płatków Louise.

  69. Piękna kolkwicja, wiersze też. Spaźniać się! Miałam nauczyciela, który tak mówił.

    Lubię ten moment wiosny, gdy ludzie nie nadążają z koszeniem i cięciem bujnej zieloności.

    Louise pachnie bardzo podobnie do róży konfiturowej, tylko trochę delikatniej. Utarłam już dwa słoiki płatków z cukrem, a to dopiero początek kwitnienia.

  70. Tych odrzuconych haseł jest zdecydowanie zbyt dużo! Cudowny byłby drugi tom „Na Jowisza”.

  71. Bardzo lubię Obertyńską – jej poezja to kalendarium zwyczajnych, cudownych rzeczy.
    Zakwitła pierwsza Louise!
    U nas wymiana układu c.o., czyli koniec świata, ruiny i zgliszcza. Niestety, stare rury zaczęły ciec.

  72. Dzień dobry – jaki piękny wpis… i mnie zauroczył szczególnie pierwszy wiersz. Róże w krysztale… kryształowy wazonik i kwiat różany – śliczne połączenie, bardzo je lubię. Znam to uczucie oczekiwania na gości, gdy mam tak wszystko ładnie przygotowane, czyściutko i pachnąco. A goście wprowadzają radość i życie. Drogie chwile stające się tak szybko wspomnieniem. Kwiaty piękne i zadbane, gdyż kochane przez Ogrodniczkę :-) Pozdrowienia

  73. GraCy, jak to dobrze mieć tak dużo czasu – liniowo – i na własne oczy móc oglądać ten bujny wzrost!

  74. O, widzisz, Anette, hasło „Róże” wraz z panem Fidelisem nie zmieściło się już nam, niestety, do „Jowisza” – był to, zapewniam Cię, nader obszerny dział.

  75. KokoszaNel, mnie ten słodki szczegół za każdym razem śmieszy. A co, jeśli któryś z gości nie usiądzie na wskazanym mu miejscu? Zobaczy te gorsze róże?!
    Lubię opis zastawy w tym wierszu. Te łyżeczki pełne zieleni i filiżanki pełne nieba.

  76. Róże rzeczywiście mają odmienne charaktery i osobowości jak to zauważył Pan Fidelis w „Sprężynie” ;)

  77. Urocze i kwiaty i wiersze. I taki słodki szczegół: zwykłe róże na mnie, lepsze w stronę gości. Czekam Na Jowisza!, zmierza do mnie.

  78. O, ma już ze dwadzieścia latek, a może osiemnaście. Sadziłam ją jakoś niedługo po tym, jak się na dobre wyprowadziliśmy na wieś.
    Jest rzeczywiście gigantyczna, wspaniale rośnie w pełnym słońcu. Pachnie miodem i pełno w niej pszczół.
    Ta druga, rosnąca przy furtce, ma mniej słońca, ale też się bujnie rozwija. Można sprawdzić, ile urosła przez pięć lat: zajrzyj do archiwum w dole strony, pod datę: czerwiec 2015. Ho, ho!

  79. Ogromna ta kolkwicja, Pani Małgosiu! Bajecznie wygląda. Jestem ciekawa, od ilu lat już gości w ogrodzie Waszmości :-) ŚLĘ SERDECZNOŚCI !!!

  80. A to już byłby wtedy Graham Thomas!
    Inna sprawa, że on prawie wcale nie pachnie.
    Natomiast ślicznie, lekko, słodko, owocowo, pachnie ta żółta, pnąca Goldfassade, którą pokazałam na zdjęciu.
    A Clair Matin – piękny odcień łososiowy – pachnie delikatnie jabłkiem!

    Louise Odier to bardzo stara odmiana francuska, a więc jeszcze ma kolor dzikiej róży i jej zapach – tyle że jeszcze mocniejszy.

  81. Anette, a jak ta Louise pachnie! To chyba jedna z najbardziej wonnych róż. Kształt kulisty, śliczny, może tylko wolałabym kolor mniej dziki.

  82. Monik, dziękuję i cieszę się, że „Jowisz” się spodobał! Wielka radość, naprawdę!

    Co do ogrodu: też myślę, że to szaleństwo. Ileż ja tego nasadziłam, i jak urosło przez 20 (już!!!) lat!
    Mszyce tępię „Substralem”, czarnej plamistości tym też zapobiegam („dwa w jednym”). Żółtych wstążeczek nie mam, ale kupię.

  83. Po całym dniu pracy, przy herbacie, patrząc na księżyc dążący do pełni spieszę podziękować za Na Jowisza. Za każdą literę, anegdotę, ciepło i sympatię do świata. Obejrzałam też piękne zdjęcia z ogrodu DUA, szaleństwo!
    A na różach nie ma mszyc; u mnie niestety jest ich pełno, tak że dzięki za pomysł ze wstążeczkami. Mąż i córeczka najmłodsza posuwają się do zbierania biedronek na spacerach i przynoszenia na naszą różę do ogródka!

  84. Wspaniała Louise Odier. Taki układ płatków w róży lubię najbardziej :) A wiersz Czechowicza – piękny. Dziękuję za jego przypomnienie. Lubię Czechowicza, mam wrażenie, że nie jest – jak to się mówi – doceniony na tyle na ile zasługuje.

  85. Ależ piękne kwiaty i wiersze… Naj bardziej przemówił do mnie ten pt. „Dobry wieczór”.

Dodaj komentarz