Jessie Willcox Smith

jessie-willcox-smith-the-seven-ages-of-childhood

 

Minął nam Dzień Matki, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, nienależycie uczczony, niestety,  bowiem – z powodu wybryku empiku – musiałam utrzymać moje chucherkowe dementi aż do skutku.

Aż przykro!

Ale dementi swój skutek odniosło, wybryk jest już przeszłością, toteż chętnie o sprawie zapomnę, oglądając razem z Wami to, co w sprawie matek (i dzieci!) miała do powiedzenia znakomita malarka i ilustratorka amerykańska, Jessie Willcox Smith (1863-1935). Oto ona:

 

jessie

Portrety dzieci i ich matek stanowią szczególnie dużą część jej wielkiego dorobku twórczego, tak jakby w tych właśnie istotach, w ich wzajemnych uczuciach, w ich niesłychanie mocnym zespoleniu, dopatrywała się pani Willcox Smith, wciąż na nowo,  jakiejś pięknej i frapującej tajemnicy.

 

Jessie_Willcox_Smith_-_The_Newborn_16x20_ognadc__92893.1486481624

 

Cóż za piękne i celne portrety! Co za biegłość! Jaki miły i wdzięczny styl!

Spójrzcie sami, oto mała, staroświecka galeria – w sam raz na czas tuż po Dniu Matki i tuż przed Dniem Dziecka. Z najlepszymi życzeniami dla jednych i drugich!

Niech ta tajemnicza więź, tak znakomicie uchwycona przez malarkę, towarzyszy Wam niezmiennie, teraz i zawsze!

Niech nam żyją Matki i Dzieci!

 

b6c00b316069cd4b247f63a44476ad98

 

 

 

Z serii „Mother’s Day”:

 

d4a3a98684a426bd00376075f909f831

 

unnamed

 

in the

 

fairy

 

8427060721_0b0ce60a48_b

 

 

109 przemyśleń nt. „Jessie Willcox Smith

  1. Jowisiu, chwilowo nie ma żadnych spotkań, więc nie umiem Ci odpowiedzieć. Ale uśmiecham się do Ciebie z komputera równie miło, jak w naturze!

  2. Klaudyno (wiad.pryw.)- dziękuję bardzo! Już zajrzałam i przeczytałam – pewnie, że warto rzecz kontynuować!

    Dominiko z Bydgoszczy, dziękuję też za rysuneczki!

  3. Pani Małgorzato!
    Mam ważne pytanie: czy po zakończeniu (oby) pandemii odbędzie się spotkanie autorskie z okazji wydania „Na Jowisza”? Jakby to zależało ode mnie, to pojechałabym do Pani wszędzie…

  4. A i jeszcze co ja się wczoraj dowiedziałam! Sposób na mszyce – zawiązać na gałązkach atakowanego drzewka żółte wstążeczki :-) To zwabi biedronki! Metoda z poradnika, sprawdzona przez dwie zaprzyjaźnione panie :-) Może się komuś przyda!

  5. Dzień dobry! :-) Pani Małgorzato tak bardzo bardzo ucieszyła mnie Pani wiadomość! Cieszę się, że akurat w Dzień dziecka! :-) Jak miło! Dziękuję za ciepłe słowo! ❤️ A niech sobie Pani wyobrazi, ze wpadłam wczoraj do naszej biblioteki osiedlowej z zapytaniem o Collinsa a tam – nic a nic. Ale na poczcie czeka już apetyczna przesyłka ;-) Serdeczności!

  6. Ptysie, psysie czy też pysie, pięknie się udały. Nie wiedziałam, że można je zajadać tylko z cukrem pudrem! Ja pozostałam przy bitej śmietanie. Ture Sventon. Dzięki Wójciki, że o nim wspomniałeś. Nigdy się z nim nie zetknęłam, co wstyd przyznać. Pozwól, Starosto, że podzielę się pewną refleksją. Wspomniany przez Kochaną Autorkę Blomkvist przypomniał mi, jak to słuchaliśmy kilka dni temu przed snem fragmentu audiobooka „Dzieci z Bullerbyn”. Zaraz też przypomniało mi się co nasz Starosta sądzi na temat audiobooków. Rozumiałam te argumenty, ale jednak … dobry audiobook nie jest zły. Tak myślałam, dopóki nie wysłuchałam wspomnianego fragmentu. Nie było w tym czytaniu ani jednej emocji, z tych, które ja pamiętam. „Dzieci z Bullerbyn” to, obok „Nad Niemnem”, książka wdrukowana w moją duszę. Nikt już nie może mi jej przeczytać. I cieszę się, że kiedyś nie było audiobooków.

  7. Żywiąc nadzieję, że żadna chatka nie zajęła się była dziś od brody dziadka, ślę serdeczności wszystkim tutejszym DZIECIOM, życząc im jednocześnie szczęśliwego, bezpiecznego dzieciństwa oraz wartościowych i pełnych miłości podwalin pod dorosłe życie :)).

  8. Wszystkiego najpiękniejszego dla drogich Dzieci i każdego kto choć trochę czuje się Dzieckiem. U Pisklatka drzemiącego w wózeczku Dzień Dziecka pachnie różanym krzewem, a u Kogucika chyba poliuretanem (nawierzchnia boiska). Tak że kto co lubi.

  9. Dominiko z Bydgoszczy, serdeczne dzięki za wzruszająca paczuszkę! Doszła z Akapitu już dziś. Najbardziej spodobało mi się zdjęcie – jaką śliczną jesteście rodziną!
    Za książkę też bardzo dziękuję – jaki to miły gest! Poczytam sobie dziś do poduszki.
    Pozdrawiam wszystkich, a dzieci ściskam świątecznie!

  10. Kochana Zuziu, zapewniam Cię, że tak właśnie czuję.
    Nota bene, czytałam Korczaka (cztery tomy „Dzieł”) zanim jeszcze miałam własne dzieci. To pomogło.

  11. Dzień dobry! Dziękuję za życzenia i odwzajemniam je mocno!
    Korczak : „Nie ma dzieci, są ludzie”.
    Odkryłam chyba ostatnio tajemnicę różnicy „traktowania jak dzieci”. Otóż dlaczego gdy jedni traktują nas jak dzieci, aż się w środku gotuje, a tylko czekamy, aż zrobi to druga część ludzkości, w tym DUA? Bo w tym pierwszym, zwyczajowo, mamy do czynienia z pobłażaniem, spychaniem na drugi plan i infantylnością, a w tym drugim z troską i przytuleniem do serca, przy jednoczesnym szacunku i powadze.

  12. Jowisiu, a to już nie błąd i nie pomyłka. W „Kalamburce” (skąd pochodzi cytat) Lonia jest sztucznie ruda, ale w „Ciotce Zgryzotce” czaruje siwymi już włosami (patrz: scena wesela Józka i Doroty).
    Dzięki za czujność i pozdrawiam serdecznie!

  13. Tak, Ture Sventon, jak mogłam zapomnieć (czytałam synkowi 30 lat temu…hej!. On tez lubił psysie…)

  14. Dzień dobry, Dzień Dziecka – kolejne miłe święto, ja planuję spędzić popołudnie z moimi bratankami.

  15. Wspaniałego Dnia Dziecka, Dzieci. Szeroko się do Was uśmiecham

    Od psysi to był Ture Sventon. Też detektyw, tyle że pełnoletni. I w dodatku latający;) Bardzo bo lubię!

  16. UA! Zauważyłam w „Na Jowisza!” błąd. Portret Loni przedstawia kobietę o włosach koloru biało- siwego, a tymczasem Ignacy B. miał przecież zastrzeżenia co do nowego koloru jej włosów- jaskraworudych! Zamiast jaskraworudych mamy więc siwo- białe!

  17. Piekne portrety Willcox Smith!
    Wszystkiego najlepszego dla wszystkich Ksiegowych Dzieci! Zycze Wam pieknego, radosnego dziecinstwa i wspanialych dalszych lat :)

  18. Dzień dobry!
    Już od rana spełniają się życzenia Starosty. Świeci słońce i robi się cieplutko! Potem ma być tylko lepiej, bo będę piekła ptysie. (Mama, to dzisiaj będą te PYSIE ?)
    Wszystkim dzieciom malutkim i dużym życzę, żeby zawsze, kiedy tego potrzebują, miały obok siebie kogoś kochającego, życzliwego i mądrego.

  19. Dzieci!!!
    Kocham Was!!!
    Wszystkiego najmilszego, najpiękniejszego i najbardziej radosnego życzę Wam wszystkim w dniu Waszego święta!

  20. Dziś urodziny pana Jerzego Wasowskiego. Posłucham sobie z tej okazji ” Stacyjki Zdrój”. Bardzo lubię ten utwór.

  21. A bo to u nas DUA miało właśnie być sucho :-) Toteż nic nie nawoziłam, a teraz zerkam jak całe hordy ślimaków urządzają ćwiczenia terenowe pod irysami i łubinami. I dalej leje. Ściskam mocno, mocno!

  22. Dziękuję, Ann i zazdroszczę deszczu! U nas słonecznie, sucho, silny wiatr.
    Według prognoz miało padać w nocy – i nic, ani kropelki. a ja nawiozłam cały areał trawników!
    Te prognozy – i inne też – są na ogół z palca wyssane.

  23. Leje i zimno, ale roślinki z radością taplają się w wodzie, różom bardzo się przyda każda kropelka. Gotowe do czerwcowego pokazu swoich możliwości. A ja chciałam tylko życzyć DUA i Miłym Księgowym dobrego, kolorowego, miłego popołudnia!

  24. Ahoj! Makuszyńskiego i ja czytałam ostatnio. Aż wstyd się przyznać, że tak późno sięgnęłam po Basię. Ależ spodobał mi się jego styl! Babcia bardzo mnie bawiła :-) te 70 lat! ;-) a już Walicki – co za cudny bohater! Wzruszająca przyjaźń… a tak się zastanawiam – buzia Antka ze „Złotej gwiazdki” kogoś mi przypomina :-) Ma on Pani oczy – czyżby malując myślała Pani o Swoim wnusiu? Pozdrawiam wietrznie – nie zdziwię się gdy nam tu zaraz Merry przywieje!

  25. Są książki przy których się zajada, że aż miło ( no wiem, wiem, nie powinno się czytać przy jedzeniu, ale ja czytam nałogowo i chyba już się nie pozbędę tego zwyczaju – jest zbyt przyjemny ,a nie tak bardzo szkodliwy), oraz książki przy których rozkosznie pije się herbatę lub kawę. „Jeżycjadę” zaliczam do tych pierwszych, a ” Na Jowisza” do tych drugich.
    Jestem na cytatach i odkrywam kolejne fluidy ( jak miło). Widzę, że u Starosty również KSP na porządku dziennym. U nas jeszcze Makuszyński.
    Na: „- A to czemu?” odpowiada się niezmiennie: ” Lew zaryczał, dziwiąc się jej słowom skrycie.”

  26. Ach, nie, nie, rozwinięcie jest! Jest dalej. Pospieszyłam się. Ale bo też czytam w emocjach.

  27. Wójciku, obawiam się, że to już jest rozwinięcie…

    Poczciwino Bezwarkocza, widzę link, ale Wy go nie widzicie. Dzięki, popatrzę sobie. No, stare to wydanie!
    Tak, masz teraz trop i cel.

  28. ” Kiedy się je czytało, miało się wrażenie obcowania ze światem dziwnie stałym, pewnym, czymś, na czym – czułam to! – można się zawsze oprzeć.”
    Czytam z zachwytem i mam wielką prośbę. To jest tak piękne, że bardzo chciałabym przeczytać jeszcze z jedno dwa zdania na temat tych odczuć. Czy Starosta mógłby to rozwinąć choćby króciutko?
    Nawiasem mówiąc, kiedy czytałam „Kalamburkę”, byłam pewna, że czytając o małym Ignasiu, patrzę w rzeczywistości na małą Małgosię.

  29. Było na aukcji ładne wydanie z 1873 roku, ale zostało sprzedane. Jest jednak trop.

  30. Mimi M. – pozdrawiam również! :)
    Pięknie piszesz o Ani, bliskie mi jest to.

  31. Anette, macham do Ciebie z tegoż samego powiatu i przyznam Ci, że deszcz majowy bardzo kocham. Jak wszystko, co majowe :)

    Dominiko, oj tak. Gdy wraca się do Ani, nostalgia ogarnia. Z drugiej strony jednak, jak to dobrze, że istnieją takie książki, które zatrzymały piękno otaczającego świata, piękno człowieka. Przetrwaly i zatrzymały na zawsze. To taka ostoja w niepewnosci losu, przemijaniu czasu. Dobre książki, mądre słowa to kondensat piękna. A piękno po to jest… wiemy, co wielki Norwid powiedział.

  32. To chyba najlepsza z powieści B.Marshalla.
    A Ellę kocham.
    Dzięki za dobre słowo, Anette!

  33. Pani Małgorzato, niestety pogoda nie sprzyja czytaniu w ogrodzie, zimno i wietrznie u nas.
    PS. Wspaniała „frywolitka” o Elli Fitzgerald. Aż chce się teraz posłuchać jej śpiewu. Ta o „Chwale córy królewskiej” – wzruszająca.

  34. O, a to zabawne, miłą Poczciwino!
    A co do poszukiwań: mogą się okazać bardzo przyjemne!
    Życzę powodzenia!

  35. Dziękuję. Poszukam jeszcze, może znajdę jakieś ładne wydanie. Bezwarkocza to nazwisko :) Przedkowie otrzymali je z powodu strachliwego psa. Psina miała w zwyczaju ukrywać się za krzakiem bzu i stamtąd warczeć na przechodniów.

  36. Ach, a u nas leje aż miło! Niestety zrobiło się też zimno. Ale przy takiej pogodzie łatwiej sprawdza się testy.
    Starosto, a czy te krówki Goplany były całkowicie kruche? Pytam, jako wielka fanka krówek ( kolejny fluid). Ja najbardziej lubię takie kruche z zewnątrz, ale odrobinkę płynne w środku.

  37. Anette, bardzo mi miło, ale mam nadzieję, że czytasz na świeżym powietrzu!?
    W maju nawet deszczyk jest ciepły i miły.
    U nad też na deszcz się zbiera, ale jak czytałam pod parasolem ogrodowym, to nawet nie zauważyłam, że coś kapało.

  38. Poczciwino bez warkocza :)!
    Niestety, nie spotkałam się z żadnym przedwojennym wydaniem Odysei, zupełnie mi wystarczają moje dwa powojenne – ale one ilustracji nie mają.
    Szkoda, że nie mogę Ci czegoś ładnego podpowiedzieć, żałuję.
    Pozdrawiam serdecznie!

  39. Krzysztofie (wiad.pryw.)- bardzo dziękuję, najserdeczniej!
    A to już w poniedziałek powrót!

    Ptaki też lubię (patrz:”Na Jowisza”), i też rozpoznaję po śpiewie. Dziś spędziłam cały prawie dzień w ogrodzie, ciężko pracując, i w przerwach właśnie tym odgadywaniem się zajmowałam.

  40. Jane, imponujący zestaw. Disslową też mam, i też reprint. Cenny oryginał dałam starszej córce jako jeden z prezentów ślubnych.

  41. Wójciku, no proszę! A mówiłam, że Amaltea musi zostać. A już-już miała paść ofiarą przetasowań, wraz z Atalantą i Aspazją z Miletu.
    No, to się cieszę, słusznie się upierałam.

  42. Pochmurnie i deszczowo w powiecie tarnowskim. Nie masz jak ” Frywolitki” Na taką aurę :)

  43. A

    Amaltea i jej róg: ryknęłam śmiechem na przypomnienie Idy i jej listów. A jeszcze bardziej rozśmieszył mnie fakt, że to rzeczywiste wyobrażenie Autorki. Sądząc zaś po rysunku, te krówki wypełniające róg były w dodatku w papierkach, prawda? Z wydrukowanym logo. Turlam się :D
    Antologia dramatu: natychmiast zapragnęłam przeczytać. Oczywiście nigdzie obecnie niedostępne.
    Artur i Presley: także nie jestem fanką twarzy Presleya, ale w końcu taką się ma twarz, taką się ma, no nie jego wina, biedaka. Mój Tata jest natomiast wielkim fanem jego głosu i ja to rozumiem.

  44. Dzień dobry!
    Spieszę z odpowiedzią AgacieM (przepraszam, nie udało mi się wcześniej – życie matki)
    Książki o jedzeniu najczęściej zawierają też przepisy więc to może wyglądać na zestaw książek kucharskich, ale wspaniale się je czyta do poduszki (oczywiście jeśli się nie ulegnie pragnieniu natychmiastowego gotowania). Nie mogę nie zacząć od książek naszej Ulubionej Gospodyni, ale te na pewno są Ci znane ( mój ukochany „Łasuch literacki” to fruwające kartki). Cała moja fascynacja tematyką kulinarną zaczęła się od książki Neli Rubinstein „Kuchnia Neli”, a później już poszło od książki do książki (na przykład z książki Miry Michałowskiej dowiedziałam się o Alicji B. Toklas i „Książce kucharskiej Alicji B. Toklas” i o Julii Child i jej książkach).
    No, to wymieniam: Maria Iwaszkiewicz „Gawędy o jedzeniu” i „Z moim ojcem o jedzeniu”, Tessa Capponi-Borawska „Moja kuchnia pachnąca bazylią”, „Dziennik toskański”, „Smak kwiatów pomarańczy”, Joanna Chmielewska „Książka poniekąd kucharska”, cała seria z wydawnictwa Warta o kuchniach świata (te tytuły!) – w każdej na początku jest dużo informacji o kuchni danego kraju : „Banany w rytmie samby”, „ Porto, sardynka i fado”, „Ryorika-kucharz doskonały”, „Musaka pod Akropolem”, Nie tylko o hamburgerze” (autorką jest Mira Michałowska ta od „Przez kuchnię i od frontu”), „Obiad nad Bosforem” i „Tortilla u Sancho Pansy”. Bardzo lubiłam jako nastolatka książkę „Przez dziurkę od klucza” Krystyny Siesickiej – kanapki z fantazją pamiętam do dziś. Mam reprinty książek kucharskich Marii Monatowej i Marii Disslowej (odkryłam, że podaje ona przepis na nasz Mazurek Literaturek, tylko nazywa go prozaicznie – mazurek orzechowy). Polecam też książki Julii Child („Moje życie we Francji”) i o Julii Child „Julie&Julia”. Może też Isabel Allende „Afrodyta” i Laura Esquivel „Przepiórki w płatkach róży”. Przyjemnie się czytało Barbary Hołub „Kulinarne niedyskrecje czyli kuchnia ludzi znanych i lubianych”.
    Z niedawno wydanych – „Kuchnia Iwaszkiewiczów”, „Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa”, „Kuchnia dwudziestolecia. Co i jak jadano”.
    Agato, na pewno nie wyczerpałam tematu, ale nie chcę tu zajmować za dużo miejsca, mam nadzieję, że coś Cię zainteresuje. Aha, no i uwaga – to mój bardzo subiektywny wybór.

    Dziękuję Sowo, za Twoje propozycje – nie znałam i chętnie przeczytam.

    Miłej soboty Kochana Pani Małgosiu i Ludu!

  45. Jakie przedwojenne, ładnie ilustrowane wydanie Odysei pani poleca?

  46. Ja już wszędzie zajrzałam, Kochany Starosto ( nie wiem po prostu jak to się stało w ciągu jednej godziny :) )
    Czy to ten srebrny pałączek z bursztynkiem? Jeśli tak, to jestem wzruszona. Nie byłam pewna, bo to było tak daaawno temu. Pamiętam srebrny pałączek, ale nie pamiętałam bursztynka. Ale tak, rzeczywiście coś się tam na końcu majtało :)

  47. Ach i ja, i ja dostałam wreszcie! Jako spóźniony prezent na Dzień Matki.
    Coś pięknego! Wielka pociecha w moim zapracowanym ( o tej porze roku to wręcz do utraty tchu) nauczycielskim życiu.
    Mowa oczywiście o „Na Jowisza”
    Ach, jak ja się cieszę na spotkanie ze Starostą! I jak już zdążyłam od szybkiego rzutu oka zauważyć, z całą Rodzinką M, jak również ( co mnie bardzo cieszy) z panem Stasiem.
    Starosto, jak miło,że nas na troszkę do siebie zaprosiliście. Dziękuję za tę gościnność.

  48. Nie udało mi się kupić Na Jowisza przez Internet, za to złapałam ostatni egzemplarz w Empiku. I zachwyt: przepiękne portrety barwne dojrzałych kobiet, a zwłaszcza Gizeli. Dziękuję!

  49. Kocimiętko chyba kojarzę to wydanie! Muszę sobie wrócić do Wymarzonego domu Ani – do tego tomu już dawno nie zaglądałam. Choć trochę się obawiam – gdy czytam Anię to zawsze mi trochę smutno… Przemijanie.

  50. Dzień dobry!
    Annuszko, powaga zadania wymaga skupienia.
    Poza tym, obrazki tej artystki byłyby chyba za słodkie, gdyby jeszcze pełno w nich było uśmiechów.To była chyba świadoma decyzja malarki.

    Agato M, przesyłam ukłony i serdeczne pozdrowienia dla owej dzielnej i dowcipnej Mamy!

  51. A co powiecie na brak uśmiechu? Nie uważam wcale, żeby to ujmowało piękna tym przedstawionym scenkom – każda równie przejmująca!

  52. Kolejna porcja piękności.Dziękuję. Pracowity maj w ogródku, ale podczytuję wszystko i odpoczywam z Wami. Mamo Isi w kwestii ślimaków, u mnie pomagają butelki 5 l na każdej sadzonce. Są tak długo , aż roślina jest wystarczająco duża, aby ślimaki już nie dały rady, albo na ile butelki starczy. Na ogródku mam morze butelek i niektórzy się śmieją, ale co mi tam, działają i to się liczy. Ha rajstopki z PRL-u mamusie musiały je zakładać dzieciaczkom, ale, o ja biedna, byłam tym dziecięciem, które musiało je nosić. U mnie weigela w pełnym rozkwicie. Pozdrawiam, miłego dnia.

  53. Ten obraz został nawet umieszczony na okładce mojej „Ani na uniwersytecie ” ;) Moja Siostra Skrzypaczka połknęła niedawno całą serię i teraz czyta „Opowieści z Avonlea” :)

  54. Kucharka! Jak mogłam pominąć. Nie wspominając o menadżerze domu. To mi przypomina rozmowę z mama mojej znajomej. Zapytana, czy nie żałuje tego, ze przez 30 lat nie pracowała zawodowo odpowiedziała, że absolutnie. Różnie ludzi mówili o niej, że kura domowa. Ona na to, że jest menadżerem rodziny oraz że nie wie jak inni, ale ona nie siedzi z dziećmi w domu. Ona leży.

  55. Już znalazłam! Obraz jest zatytułowany „First Love”, czy tak? ;)

    Oczywiście, że to oni :) panna cala w rumiencach :* może spacerują po ogrodzie Heleny Gray? :D

  56. Pani Małgosiu, chyba wpiszę Jessie Wilcox Smith na listę moich ulubionych malarek :) ze wstydem przyznaję, iż nie znałam jej dotąd. Jak zawsze inspiruje Pani do odkrywania Piękna!
    Jakie te portrety są cudne! Perfekcyjne pod każdym względem! Jaka czułość, troska, uważność i oddanie maluje się na twarzach owych matek! Jaką ufność, radość i skupienie widać na dziecięcych buźkach!
    Gdyby ktoś polecił mi namalować Miłość, to chyba też namalowałabym matkę i dziecko.

    Odświeżam sobie właśnie dla przyjemności „Wymarzony dom Ani” Montgomery; pojawia się tam scena rozmowy Ani z Diana, tuląca w objęciach mała Anię-Kordelię. I kiedy zobaczyłam ten drugi z kolei pokazany przez Panią obraz Wilcox Smith, od razu stanął mi przed oczami ów fragment. Przecież tak właśnie musiała wyglądać wtedy Diana! No, może włosy miała ciemniejsze :) I nic dziwnego, że widok ten wywołał w duszy Ani uczucie „na poły tęsknoty, na poły dziwnego, nieziemskiego bólu „…

  57. Mój tato najsprawniej nas wbijał w rajstopki.
    Nawet to lubiłam, przeradzało się w zabawę.
    Nie lubiłam natomiast szycia rajstopek na żywca ( na żywcu).

  58. Rozmarynie, to cośmy nosiły zimą w latach 50-ych to były rajtuzy, takie z paskiem pod butem. W owej epoce Mama bez chwili przerwy robiła na drutach swetry, szaliki, czapki, rękawiczki, skarpetki i rajtuzy, a w wolnych chwilach ze zdobytych tkanin szyła na maszynie bieliznę pościelową, firanki, piżamki, sukienki i wszystko poza tym. W sezonie letnim natomiast nosiło się bawełniane pończochy zapinane na podwiązki i gumki od podwiązek wiecznie się gubiły.

  59. I jeszcze, jak sobie przypomnę, jak człowiek gnał, żeby zdobyć jakieś wątpliwej jakości dobro, które akurat „rzucili” do sklepu. Cud, że jesteśmy normalne po tym wszystkim.

  60. Rajstopy z czasów PeeReLu charakteryzowały się też niewiarygodną długością nogawek na niekorzyść części ujmującej dolną część korpusu dziecka, że tak powiem. Podobnie zresztą jak bluzki i sweterki o rękawach jak dla szympansa. Nic dziwnego, że już im nie starczało materiału na resztę bluzki, która zazwyczaj kończyła się 5 cm przed paskiem. Pamiętam, że w owej epoce bezustannie doszywałam doły bluzek do wszystkich ubranek dzieci. Zgranie kolorów obu części i tak nie grało roli, bo po pierwszym praniu pierwotny kolor znikał i wszystko robiło się równomiernie bure.

  61. Sposób zakładania przedszkolakowi rajstopek/rajstopków opisany przez DUA stosowałam także z sukcesem na własnych dwojgu dzieciątkach we wczesnych latach 80.
    Mam swoje własne zdjęcie z lat 50., kiedy jako kilkuletnie pulchne dziecię nosiłam coś, co trudno nazwać rajstopkami, choć było nimi: sfałdowane na grubawych nóżkach kilkulatka dwa szarobure rękawy. Nawet wdzięk wczesnego dziecięctwa ubranej w nie małej osóbki nie równoważy ich brzydoty. Brr!

  62. Och, rajstopki Geniusi mogłyby właściwie znaleźć się w „Na Jowisza!”. Mianowicie, pierwowzorem ich były pewne żółte rajstopki dziecięce, ze znanego pamiętającym PRL tworzywa, które po pierwszym praniu robiło się sztywne i nieelastyczne.
    Wbicie dziecka w coś takiego wymagało trudu i siły. Najlepszy wypraktykowany sposób: naciągnąć rajstopki na stópki, uchwycić oporny element mocnymi garściami za gumkę z obu stron, a następnie, uniósłszy dziecko wraz z rajstopkami, wtrząsać maleństwo w ich głąb, wykorzystując siłę przyciągania ziemskiego.
    Tak, trzeba było to opisać.
    Zachowane rajstopki znalazły się nawet na wystawie przedmiotów jeżycjadowych na wielkim festynie w Pałacu Kultury. Widniały w gablotce, obok przypalonej patelni oraz żółtej sukienki z firanki i innych eksponatów.

  63. Mnie najbardziej ujmuje obraz z mamą i maleństwem łapiącym się za stópki. A tak naprawdę to wszystkie zachwycają! Dziękuję. Podeślę przy okazji moim młodym mamusiom.

    (Też pomyślałam o Geniusi, że ona nosiła rajstopki! Akurat zaczęłam o niej czytać, tylko w młodzieńczym wydaniu, czyli „Dziecko piątku”).

  64. Haniu Okruszek (wiad.pryw.)- niestety, nie znam się na tym. Sama przy wyborze skorzystałam z pomocy fachowca.

  65. Kocimiętko, to nie śniadanko z tą niebieską miseczką, a kolacja (Tytuł obrazu: Supper). Poranek (Morning) to żmudne naciąganie ciemnych pończoszek (rajtuzków/rajstopków/rajstopek jeszcze nie było).
    Stare dekoracje i kostiumy, ale życie zawsze takie samo, i gesty, i miny dzieci i matek.

  66. Kocimiętko, niezłe wyczucie stylu. To znów ta sama epoka!

    Mamo Kniżki, a przy tym to jest bardzo dobrze namalowane – ruch z obciążeniem, jakże naturalny; poza uśpionego dziecka; złote światło zachodu
    (zegar pokazuje siódmą); układ tkaniny na nodze kobiety, znakomicie podkreślający, że wchodzi ona po schodach, i to niespiesznie.

  67. Przepiękne i rozczulające portrety. Nie wiem czy umiałabym powiedzieć, który najbardziej mi się podoba. Ten z rudowłosą Mamą i ciemnowłosą córeczką przywiódł mi na myśl Anię Shirley (właściwe skoro z córeczką to już Blythe ;)
    Siedzą sobie tak miło na werandzie i jedzą owsiankę (w białej sukieneczce kto to widział!?) ze zdobionej w niebieskie wzorki miseczki. Zakładam, że to śniadanko na świeżym powietrzu. Bardzo wczesne śniadanko, bo słońce dopiero wstaje i rzuca ciepło-żółty blask pomiędzy liście roślin które rosną za ławeczką. Jakieś tuje albo cyprysy.
    Ciekawe co to za pnącze się pnie po ścianie domu. Ładne ma jasne listki.

  68. Dzień dobry!
    Jakie piękne! Wszystkie mamy z dziećmi, a najbardziej rozczuliła mnie mama niosąca uśpionego skarba, po schodach!
    Najlepsze życzenia z okazji Dnia Mamy i Dziecka. Wspaniale jest być mamą, a dziećmi wszak wszyscy jesteśmy :).

  69. KOBRA (W KONTEKŚCIE BOBRA)

    Przy całej masie Zalet, król bolesław Chrobry
    Miał drobną Wadę: nie dbał o krajowe Bobry.
    Wbijanie Berłem Barier w dno Odry lub Obry
    Zbyt go absorbowało, by baczyć na Bobry.
    Podobnie grając w Brydża, gdy płynęły Robry
    Po Robrach Chrobry burczał:”A co mi tam Bobry!”
    Z drugiej strony, król Chrobry w obronę brał Bobry
    W tym sensie, że nie wpuścił ani jednej Kobry
    W obręb dorzecza Odry, Brdy, Bobru i Obry.
    Brawo, chrobry! Brak Kobry dla Bobra był dobry.

    Stanisław Barańczak, Zupełne zezwierzęcenie (zeszyt znacznie zgryźliwszych, zakasujących złośliwością znany zbiorek „Zwierzęca Zajadłość”, zapisków zniechęconego zoologa)

  70. Sosno, są tacy, którzy twierdzą, że każda róża poradzi sobie w cieniu, o ile się o nią szczególnie zadba. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że kwitną, ale z opóźnieniem i krócej. I nie powtarzają kwitnienia.

  71. Dzień dobry
    Bardzo urokliwe obrazy. Mnie chyba najbardziej przypadł ten z córeczką wtuloną w Mamę na fotelu. Tak odczytuję go, jakby ta córeczka miała jakiś smutek na sercu a Mama go odepchnęła w siną dal i zapanował spokój. U mnie kwitnie krzewuszka, zwabia pszczoły i inne owady, chociaż w cieniu daje sobie radę. Zastanawiam się, czy jest jakaś róża, która radziłaby sobie w cieniu.

  72. Dagmaro miła, odpowiedziałam Ci tam, gdzie się wpisałaś, czyli pod „Dementuję gwałtownie!”.

  73. Piękne obrazy.
    Obejrzałam sobie więcej i przez chwilę miałam pyszną zabawę z dopasowaniem tytułów książek do ilustracji.
    Styl podobny do ulubionego Carla Larssona :)
    Uściski
    Wracam do pracy

  74. Kto by tam nosił rajstopki, nawet w PRLu.

    Pytanie było nie do mnie, ale podrzucam jeszcze dwa kuchenne tytuły:
    Maria Barbasiewicz – „W kuchni jak na wojnie. Jak kucharze walczyli na noże, smaki i anegdoty od końca XVIII do połowy XX wieku”.
    Jarosław Dumanowski i Magdalena Kasprzyk-Chevriaux – ,,Kapłony i szczeżuje. Opowieść o zapomnianej kuchni polskiej”.

  75. Mario Anno (wiad.pryw.)- tak jest, dotarły, przeczytane zostały, ucieszyły – dziękuję!
    Osobę K.L. oczywiście odgadłaś bezbłędnie!
    Pozdrowienia dla wszystkich!

  76. O, tak, taki dialog na pewno miał miejsce.

    (O, to żmudne i oporne wciąganie na wierzgające nóżki rajstop z zupełnie nie elastycznej dzianiny! Tylko matka, pamiętająca PRL, wie, o czym mówię.)

  77. A mnie się podoba ten obrazek: „Mamaa! Ubierzesz mnie?” „A nie za duża już jesteś na to, kochanie?” „To już ostatni raz, prooszę!”

  78. A jeszcze kucharka, Agato M.!
    I plastyczka.
    I menadżer.
    I… i tak dalej.

    Piętaszku, też mam to wrażenie. Może ta ciemnowłosa pani to była przyjaciółka, albo wręcz siostra malarki.

  79. Tak! Justyno. Mnie też najbardziej wzrusza ten obraz z hamakiem. Chłopczyk myślami całkowicie w świecie z książki przedstawionym po mistrzowsku przez mamę. Ten sam chłopczyk Jest powyżej, tylko nieco starszy, a tę samą dziewczynkę mama niesie uśpioną poniżej. Nie zagłębiałam się jeszcze w opisy tych portretów, ale mam przeczucie, że to wszędzie ta sama mama i te same dzieci w różnych okresach swego życia.
    Dziękuję DUA .

  80. Piękne obrazy. Jak trafnie oddające codzienność mam. Może tylko nie zawsze nosimy takie piękne suknie ;) chociaż pewnie są i takie mamy.

    Widziałam kiedyś w internecie taki obrazek: przed domem stoi tłumek,w skład którego wchodzą pielęgniarka, lekarz, klaun, nauczyciel, tancerka, śpiewaczka, krawcowa. Obok nich synek z mamą. Syn mówi do mamy: mamo odpocznij sobie, umówiłem na dzisiaj zastępstwo za ciebie.

    Chciałabym nawiązać do odpowiedzi Jane na moje pytanie o książki związane z historią kuchni. Przeczytałam jeszcze raz odpowiedź i dopiero zauważyłam, że Jane chciała polecić jeszcze książki o jedzeniu. Bardzo chętnie przeczytam i te. Czy mogłabym prosić o listę?

  81. Urocze. Mnie najbardziej urzeka ten drugi (pewnie dlatego, że moje Pisklątko na tym etapie).
    Wszystkiego dobrego drogie mamusie!

  82. Internet pełen jest wspaniałych wystaw malarstwa. Stale oglądam i wciąż coś nowego poznaję.

  83. Dobry wieczór, niesamowite obrazy. Nie znałam tej malarki. Mnie najbardziej podoba się obraz, na którym mama czyta z dziećmi na hamaku.

  84. Tak, jesteśmy absolutnie niezastąpione, Kochana Autorko. Czasami, aż mnie przestrach ogarnia, gdy widzę w oczach moich synków jak bardzo. Wszystkiego najwspanialszego dla Mam!
    Cudowne, wzruszające, pełne uczucia portrety. Zwłaszcza ostatni bardzo mnie porusza.

Możliwość komentowania jest wyłączona.