Dementuję gwałtownie!

Szosta klepka_okladka.indd

 

UWAGA!!! WAŻNE!!!

 

Dzięki informacji od  KC Karoliny dowiedziałam się, że Empik od piątku proponuje klientom przedsprzedaż mojej nieistniejącej jeszcze powieści „Chucherko”. Wyznaczono nawet – tak! – cenę za egzemplarz oraz – to jest najlepsze! – datę premiery! Tę datę, której nie znam jeszcze ja sama, a której wydawnictwo ze mną, tym samym, nie uzgodniło.

 

chucherko_zrzut_empik_1

 

Proszę więc  Czytelników o zachowanie rozwagi i ostrożności!  „Chucherka” jeszcze NIE MA – i nie umiem powiedzieć, kiedy BĘDZIE.

Biedne „Chucherko” musi  po prostu spokojnie poczekać, aż wymyślę je na nowo. Jego akcja  toczyć się miała bowiem właśnie w roku 2020! Zamierzałam pisać tę powieść „na bieżąco” (jak to często mam w zwyczaju), czyli tak, by jej czas pokrywał się z czasem kalendarzowym. Ale nagle nastał okres pandemii i okazało się, że właściwie nic z tego, co już napisałam w „Chucherku”, nie przystaje do nowej rzeczywistości, w której istnieje zakaz bliskich kontaktów i swobodnego przemieszczania się. Niepodobna też pisać o tym żartobliwie, czy zarażać bohaterów wiadomym wirusem; nie miałabym zresztą na to najmniejszej ochoty. Co więcej, czytelnicy, jak sądzę, mieliby jeszcze mniejszą ochotę, by po taką powieść sięgnąć! Wszyscy mają powyżej uszu tej nieszczęsnej pandemii wraz z jej realiami!

Mogę więc tylko zaapelować do Czytelników, by i oni spokojnie poczekali. Zawsze wzdragam się i opieram przed podaniem ostatecznego terminu ukończenia powieści, wiedząc dobrze, jak trudny to proces i jak wiele może być spraw i niespodzianych wydarzeń, które wtargną w rytm mojej pracy. Nie podam więc terminu i tym razem. „Chucherko” będzie, kiedy już na pewno BĘDZIE!

Muszę pomyśleć, jak wybrnąć z tej losowej łamigłówki, potrzebuję czasu i spokoju do pisania.

A kiedy już wymyślę wszystko, kiedy wszystko napiszę, kiedy „Chucherko” nareszcie będzie gotowe – to właśnie tutaj – nigdzie indziej, tylko tutaj! – na mojej stronie autorskiej, w dziale „Aktualności”, pojawi się pierwsza o tym wiadomość.

Pamiętajcie o tym!

 

Wasza –

Małgorzata Musierowicz

73 przemyślenia nt. „Dementuję gwałtownie!

  1. Trudna to będzie książka do napisania! Pandemia okazuje się mieć oblicze bardziej medialne, niż realne. Początkowy strach, zniszczone święta, odcięcie od kościoła i rodziny. Potem odkrycie, że to raczej nomen onen maskarada, a wirus dewastujący nasze życie nie groźniejszy, niż sezonowa grypa. ( Choć wiem, że wielu nadal się boi, odwagi! ) Napisać o tym bezsensie odważnie? Będzie niepoprawne politycznie i przez to ryzykowne. Napisać zgodnie z obowiązującą w mediach narracją – będzie trącić fałszem. Jak wybrnąć? Trzeba maestrii, z jaką pisała Pani o komunie za czasów komuny, by oddać ten dziwny klimat dwójmyślenia, strachu bardziej przed mandatem niż wirusem, ogólnego poczucia, że bierzemy udział w jakiejs dziwnej grze, w której stawką jest nie tylko zdrowie. My już w Polsce w podobne gry grywaliśmy. Chciałoby się coś na miarę „Opium w rosole” :) Pozdrawiam i życzę weny!

  2. Ja już nie mogę się doczekać bo sama jestem chucherko ;).Dobrze, że znalazłam ten wpis, bo już nie wiedziałam gdzie się upominać.A pytałam o termin rok temu na targach w Sopocie przedstawicielki wydawnictwa.Czekam, czekam.Jeszcze, jeszcze!Dużo zdrowia życzę Pani Małgorzato.Pozdrawiam z Sopotu:)

  3. Jak ja czekam na Chucherko …. ajajaja
    Kocham Jeżycjade
    Trzeba pominąć kwestie pandemii i już :-) pisać jak zawsze. Bardzo czekam

  4. Anawim, nie, to żaden ból, ja bardzo lubię zmieniać, poprawiać, udoskonalać, słowem: pisać!
    A malowania to samo dotyczy.

  5. Pani Małgorzato
    Boję się wyobrazić sobie, że można pisać coś, poświęcać temu czas, a potem trzeba zmieniać, wyrzucać, zaczynać od nowa. Kiedyś miałam aspiracje by być pisarką, miałam jakieś próby nawet, ale odkąd jestem we wspólnocie międzynarodowej i francuski jeszcze nie wszedł mi dobrze do głowy, nie próbuję nic pisać. Co to musi być za ból tak zmienić to co się zrodziło i wyszło spod pióra. A może tylko ja jestem zbyt wrażliwa?

  6. Marto – mamo Małgorzaty Idy! Dziękuję za miłe słowa. Za każdym razem tak samo się cieszę, kiedy czytam, że „Jowisz” budzi takie dobre uczucia.
    To przecież znaczy, że czujemy i myślimy podobnie- czytelnicy i ja – i to w tak wielu przypadkach!
    Współodczuwanie. Coś wspaniałego.
    Pozdrawiam najserdeczniej i Ciebie, i córeczkę!

  7. s.Anawim – na pewno, jeśli już BĘDZIE, „Chucherko” nie będzie traktować o pandemii. To właśnie o niej nie chcę pisać. A ukaże się jedynie ta wersja powieści, która uznam za gotową i udaną. Tak jest zawsze. Gdybyś wiedziała, ile to już zapisanych – przez tych czterdzieści parę lat – stronic lądowało w koszu!

  8. Dzień dobry. Chciałam dokładnie to samo napisać co czytelniczka wyżej. Nawet podpisać chciałam się podobnie. Wracam więc do lektury „Na Jowisza.” Dziękując za tę książkę. Czytam, wzruszam sie, znów czytam. Pozdrawiam cudowną panią Małgorzatę Musierowicz oraz panią z komentarza wyżej Martę – mamę Kostka i Idy i wkrótce Jeremiego.

  9. A czy będzie możliwość wydania ,,Chucherka” wersji pierwotnej, bez pandemii, tak w ramach ciekawostki?

  10. Dagmaro, dziękuję, moja droga. Jak miło pomyśleć, że się komuś pomogło, i to w tak trudnych latach oraz warunkach.
    Odwagi, kochanie! Szkoła już za Tobą, teraz będzie lepiej.

  11. Pani Małgosiu, chciałabym Pani bardzo serdecznie podziękować za wszystkie książki które Pani napisała, szczególnie darzę sentymentem „Idę Sierpniową”, „Kwiat Kalafiora” oraz „Pulpecję”. Mam aktualnie 18 lat i między innymi Pani książki pomogły mi przetrwać trudny okres w szkole kiedy byłam nękana, uciekałam wtedy do Pani książek i chociaż przez chwilę zapominałam o problemach. Pani książki podsycały we mnie miłość do czytania, które jest dzisiaj moim nierozłącznym elementem i naprawdę pomogły mi przetrwać te trudne dla mnie chwile.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę żeby pomysły na książki nigdy się nie wyczerpały ❤️

  12. Totill, serdecznie dziękuję za taką długą i miłą wiadomość!
    No popatrz, a więc okazuje się, że te uzupełnienia Jeżycjady były jednak potrzebne!

    Dla mnie komentarze takie są istotne; nie traktuję ich jak komplementy – są to po prostu cenne uwagi warsztatowe.
    Dziękuję i mile Cię pozdrawiam!
    I bardzo się cieszę!

  13. Dominiko, masz więc wspaniałe odmiany!

    Jas, tak, można tu i ówdzie w Polsce kupić Louise Odier. Ja swoje krzewy dostałam w Kórniku pod Poznaniem, w punkcie sprzedaży przy Instytucie Dendrologii. Tamże – dwa krzewy ślicznej Clair Matin, również starej odmiany francuskiej. (Zaraz zakwitnie, to pokażę!)

  14. Dzień dobry,
    Spieszę donieść o swoich perypetiach z nabyciem „Na Jowisza” i co z tego wynikło, a że nie udzielam się na stronie, chociaż podczytuję regularnie, może to wyjść długo. Chodziłam wokół tej pozycji, rozważałam za i przeciw, przeglądałam recenzje i dostępne informacje, przekonywałam samą siebie, że chociaż czytałam kiedyś „Tym razem serio”, to nie mam jej na własność, a warto byłoby mieć dostęp też do autobiograficznych historii Autorki. Wreszcie przy okazji przejrzałam album w księgarni i już po krótkiej chwili stwierdziłam, że warto i że chciałabym go mieć.
    Żeby nie rozwlekać już na wstępie, powiem tylko, że aby kupić książkę, objechałam trzy galerie (na szczęście w centrum Wrocławia poszło to sprawnie), aż w ostatniej udało mi się wreszcie porwać z półki jedyny egzemplarz i ruszyć do kasy.

    Książkę czyta się przemiło. Z każdego hasła bije ciepło i przyjazne uczucia do otaczającego świata, rodziny, przyjaciół, czytelników. Przyznam, że przez ostatnie lata nieco protestowałam, a może po prostu przeżywałam niektóre rozwiązania fabularne, ale encyklopedia sporo mi wyjaśniła, uświadomiła (jak kajdanki albo trafienie piorunem), sprawiła, że spojrzałam na wydarzenia z nieco innej perspektywy i obecnie przychylam się ku znanemu już hasłu, że „w wyobraźni wszystko się mieści”. Z niegasnącym zainteresowaniem dowiadywałam się, ile wydarzeń ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Każda kolejna ilustracja była dla mnie niespodzianką, przy niektórych wręcz wybuchałam radosnym śmiechem, a nawet trochę się wzruszałam. Zresztą śmiałam się przy wielu innych historiach i wspomnieniach. Cieszę się nawet z tego, że wreszcie wiem, który dom jest który i że mogłam obejrzeć również miejsca spoza Poznania, które pojawiły się w książkach.

    Mogłabym mnożyć komplementy, ale podziękuję już tylko za włożoną pracę, podzielenie się tyloma wspomnieniami, ciepłą atmosferę i uśmiech, który pojawia się u mnie za każdym razem, kiedy myślę o tej lekturze albo z zapałem dzielę się wciąż jeszcze świeżymi wrażeniami z najbliższym otoczeniem. Może nawet powinnam bardziej smakować każde hasło, ale pochłonęłam wszystko w dwa popołudnia i teraz zostaje mi tylko świadomość, że nie raz wrócę do tej pozycji, żeby cieszyć się nią od nowa.

    Serdecznie pozdrowienia od wiernej czytelniczki!

  15. Mam nadzieję, że też będziemy właścicielami Louise Odier, cierpliwości, przyjdzie czas. W Polsce też są?
    Ogórki dopiero posialiśmy, a właściwie córka (nasiona dostała moja wiekowa mama od swojej babki i skrzętnie je dla nas hoduje). Wprawia się w przekazywane od pokoleń rodzinne rzemiosło czyli hodowla warzyw na swój stół. Zupełnie jak Sam Gamgee „Nie dla nas życie na wyżynach, ale uprawianie swoich warzyw”. Chyba Tolkien też uwielbiał swoje kartofelki.
    Ojciec Sama tzw. dziadunio był specjalistą w hodowli ziemniaków, mąż też jakoś przypiął się do tego warzywa. W ostatnich latach nie udawały mu się, ale nie ustaje w wysiłkach. Mój ojciec też tak ma. Nie widzę nic nadzwyczajnego w ich uprawie, ale może ja czegoś nie czuję? To męska sprawa?

  16. Dziękuję, miła Trollu i pozdrawiam Twoją Louise! A już niebawem się przekonasz, jak ona pachnie!

    Mamo Isi, tylko niczego sobie nie wyrzucaj: i tak by zeżarły, nie upilnujesz.

    Zgredziku, dzięki za wiad.pryw.:)

  17. Korzystając z mojej nieobecności ślimaki zeżarły dynię! I irysy! Irysy są jeszcze do odratowania, ale dyni jakby nigdy nie było! Ogórków zresztą też. Została jedna sadzonka, sierota nieszczęsna.
    Dzisiaj chyba zakwitnie Louise Odier!

  18. Kochana Ulubiona Autorko,Louise Odier zaczyna kwitnąć.Moj posadzony dzieki Pani poleceniu dwa lata temu krzew jest juz calkiem dorodny.Jaka to radość majowa!
    Pozdrwiam serdecznie i czekam na Chucherko bardzo cierpliwie,delektujac sie cudowną lekturą Na Jowisza.

  19. Piękne życzenia, Zuziu!
    Przekaż, proszę, swojej Mamie moje pozdrowienia i gratulacje.

  20. „Wy, matki, Bóg wiedział, co robi, stwarzając was.” („Wymarzony dom Ani” LMM)
    Wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze dla każdej Matki! Żeby choć w maleńkim ułamku udało się odpłacić. Nie tylko swojej mamie, ale każdej, która ukształtowała Człowieka. Ile pięknych ludzi mamy dzięki temu na świecie.

  21. Wilku Morski, wiem, że pamiętałeś, a więc komunikuję z radością, że to dziś było i że wszystko udało się znakomicie!
    Pan Musierowicz przesyła ukłony z miasta, a ja dziękuję z ogrodu!

  22. Jakie ładne te wszystkie matczyne obrazy i wspomnienia. Gdy rozmyślam o mamach w literaturze, to nie jest mi właściwie tak łatwo znaleźć dobrą, mądrą, kochającą. Najmilsze są jednak u Pani – Pani Małgosiu. Mama Mila, Mama Gabrysia, Mama braci Lelujków, Mama Lewandowska, Mama Marta Jedwabińska i w końcu – Mama Agnieszka Stryba… O i mama Tereski, kuzynki Antka ;-) Bardzo ją lubię. Ho, ho, tak tak.. :-) Z serca piszę szczerze i ślę pozdrowienia :-*

  23. Bożeno, mnie też ten prezent zachwycił:)
    I zachwycał z każdą chwilą coraz bardziej. Zwierzyna leśna na konie idące stępa w ogóle nie zwraca uwagi. Sarny dalej pasą się w owsie, mijany przez konie śpiący w trawie malutki jelonek – osesek też się nie przejmuje, jaskółki śmigały koniom przed nosem.

  24. „Zawsze odwracały się, zanim skręciły za rogiem, bo matka stała przy oknie, by posłać im uśmiech i pomachać ręką. Czasami wydawało im się, że bez tego nie przeżyłyby dnia, bo w jakimkolwiek nie były nastroju, to przelotne spojrzenie na matczyną twarz zawsze działało, jak promyk słońca”.
    (Louisa May Alcott, „Małe kobietki”)

    Mam takie samo słoneczne wspomnienie tego czułego rytuału.
    I ja też staję tak w oknie.

  25. Delikatne Chucherko niech sobie spokojnie dojrzewa w pięknym ogrodzie DUA.

    KrzysztOfie, i ja trzymam kciuki za Twoją maturzystkę!

    Mamo Isi, zachwycił mnie prezent otrzymany przez Ciebie od syna.

    „Ręka, która wprawia w ruch kołyskę, porusza światem” (Rainer Maria Rilke).
    „Każda matka z łatwością mogłaby wykonywać pracę kilku kontrolerów ruchu lotniczego” (Lisa Alther).
    „Bóg nie może być wszędzie, dlatego wynalazł matkę” (Matthew Arnold).

    Wszystkim Mamom wszystkiego dobrego!

  26. Pani Małgosiu właśnie przeczytaliśmy „Tęczę” – ale piękne opowiadanie. I ten kluczyk – pamietam jedną z Frywolitek… Grazie!

  27. Dzień dobry :) Jestem mamą a więc dziękuję za te ciepłe słowa i odwzajemniam je Ulubiona Autorko, życząc dodatkowo zdrówka oraz szybkiego powrotu do normalności.
    Właśnie wysłałam mojej dzielnej Mamie chyba ze sto wiosennych wirtualnych bukietów. Jestem o nią w miarę spokojna, ponieważ jako że woli mieszkać u siebie, poprosiłam miłych tamtejszych wolontariuszy, aby ją zaopatrywali w zakupy itp. Jednak, ponieważ nie wyobraża sobie ona zamknięcia na trzy spusty, wychodzi z domu a jakże w celach rekreacyjnych i dla zdrowia.

  28. Dzień dobry!
    Kochane Mamusie, wszystkiego najpiękniejszego w dniu Waszego święta!
    Jesteście niezastąpione!- naprawdę – czyż to nie wspaniałe uczucie: być absolutnie niezastąpioną?!

    Niech żyją MATKI!!!

  29. Dzień dobry, a ja tak sobie myślę, że czasem dobrze czeka się na coś miłego… Dobrego dnia :)

  30. W oczach Matki każdy z jej dreptających żuczków jest rączą gazelą – przysłowie marokańskie

  31. Dzień dobry! Niech żyją wszystkie Kochane Mamusie! Pani Małgosiu niech Pani będzie zawsze zdrowa! A Pani Dzieciaczki niech dalej rosną niczym drzewa, dając schronienie, ukojenie i radość! I ja dziękuję Pani za życzliwość i serdeczną uwagę :-* Ewciu a ja polecam Ci jeszcze opowiadania naszej Ulubionej Autorki zawarte w Hihopterze – mój synek ma również ponad 5 lat. Razem ze starszym bratem w skupieniu słuchają i bardzo lubią małych bohaterów – ich rówieśników :-) Rozmyślają, chichoczą, pytają o gumę Donald a ja im tłumaczę i wspominam opisaną rzeczywistość :-) Ja też tak się cieszę gdy moje dzieci przeżywają słuchane lektury i wracają potem do wybranych wątków często w nieoczekiwanych momentach. Tak to rozczula a i napawa dumą! I ja mam córeczkę (w listopadzie będą 2 latka), która już teraz lubi książeczki!

  32. Biedne Chucherko! A moze by retrospektywnie? Bo tej pandemii mamy wszyscy po kokardę….Pani Kochana Autorko. Czekamy zatem cierpliwie bez naciskania. W oczekiwaniu na jaśmin i Chucherko pozostaję wierna fanka Ania.

  33. Dzień dobry Pani Małgorzato! Czytam Pani stronę od dawna i kilka razy byłam już bliska napisania komentarza, ale coś mnie zawsze odwodziło (chyba niechęć do udzielania się w internecie). Dzisiaj pozwolę sobie jednak nieśmiało napisać: choć pandemii mam, jak wszyscy, po uszy, to chętnie przeczytałabym jak sobie z nią radzą Borejkowie. Tyle tam różnych charakterów… Wyobrażam sobie, że z Idą jest ciężko wytrzymać :) ale niektórzy może znoszą to z filozoficznym spokojem? Komu najtrudniej zmierzyć się z lękiem? Jak sobie radzą młodzi? A co na ten temat ma do powiedzenia dziadek Ignacy?
    I tak sobie teraz myślę, że taka książka miałaby może nawet kojące działanie… Trudne momenty najlepiej przeżywać z bliskimi, a Borejkowie są mi bliscy od 20 lat.
    Oczywiście szanuję każdą decyzję Autorki :) a zresztą pewnie ilu czytelników, tyle opinii.

  34. O, chyba jeszcze troszkę za wcześnie na „Małomównego”…
    Polecam raczej inne książki Emilii Kiereś.:)

  35. Czyli decyzja podjęta, klamka zapadła i pozostaje tylko czekać jak to wszystko się poukłada w „Chucherku” – uzbrajam się w cierpliwość w takim razie;) ale mi miło, że czyta Pani wszystko i odpowiada na takie komentarze… „do dyskusji”;) Dziękuję!
    A plan na czytanie z moją córeczką mam taki, że w kolejce ustawia się już „Małomówny i rodzina”! Zobaczymy co ona na to;)

  36. No, może byłoby ciekawie, Bogno i Ewciu (witaj!), gdyby w „Na Jowisza” zmieściło się hasło „Drukarnia” i jeszcze tych 350 innych, ale wtedy książka z pewnością byłaby nie do udźwignięcia!
    Ewciu, bardzo Ci dziękuję za wizytę i uwagi po lekturze „Jowisza”- dla mnie zawsze cenne. Mała poprawka: pandemii nie muszę wyrzucać z „Chucherka”, bo przenigdy do niego nie wejdzie!
    Mówisz, że może dobrze byłoby, gdyby weszła. Nie, chyba nie. W każdym razie, rozumiejąc Twoje racje, jednak zupełnie nie mam na to ochoty. I coś mi się zdaje, że czytelnicy też by tego sobie nie życzyli.
    W każdym razie – mam o czym rozmyślać i nad czym się głowić!
    Dziękuję, Ewciu, za wszystkie miłe słowa i za tyle życzliwości. Wielką radość sprawiła mi opisana przez Ciebie scenka z udziałem córeczki. (Zuch, już sama czyta!). Jak to miło, że się jej spodobał świat, stworzony przez moją córkę!
    Ucałuj małą ode mnie, serdecznie!

  37. Melduję że „Na Jowisza!” przeczytane!:) Było wspaniałe. I aż żałuję że nie zgodzono się na wydanie encyklopedii w postaci wszystkich oryginalnych 500 haseł!:D byłoby ciutkę więcej czytania;) Ale ogromnie dziękuję za obecny kształt, bo jest rozkosznie grubą księgą.

    Zabawni ludzie w empiku (albo w wydawnictwie?), może chcieli wywrzeć lekką presję? ha ha!

    Co do Chucherka, to słyszałam już w jednym wywiadzie o Pani dylematach odnośnie pandemii, jak ją wyrzucić z książki. Wierzę że znajdzie Pani rozwiązanie najlepsze z możliwych, ale chciałabym przedstawić punkt widzenia, być może wielu takich osób jak ja. To znaczy osób które stan wojenny i w zasadzie cały PRL znają najlepiej z opowieści rodziców. Dla mnie czytanie o tamtych czasach w Jeżycjadzie było bardzo ciekawym doświadczeniem, mogłam sobie porównywać to co mówili mi moi bliscy, z tym co pisała Pani. Dodatkowo, opisy czerwca 56′ były niezłą lekcją historii!
    Wydaje mi się, że opis obecnej sytuacji w nowej książce byłby kolejną lekcją dla tych, którzy teraz są małymi dziećmi albo nawet ich na świecie jeszcze nie ma:) myślę że w tej chwili może i jest to dla nas uciążliwa sytuacja, ale za rok (mam nadzieję!) będziemy już mieli dystans do wirusa;)
    Tak sobie pomyślałam, że napiszę co myślę i proszę mi nie mieć za złe tej wypowiedzi, bo ja wierną fanką jestem!:)))
    Przesyłam moc uścisków!

    P.S. Moja córka (5,5 roku) niedawno nauczyła się czytać! Ale wciąż woli jak ja jej czytam. Jesteśmy po lekturze „Srebrnego dzwoneczka” (baaardzo się podobał), a gdy zaczęłyśmy „Złotą gwiazdkę” i poznałyśmy Antka oraz Tereskę, to aż żałowałam, że nie nagrałam reakcji mojego dziecięcia. Ta radość (pomieszana z pełnym zaskoczeniem i przepiękną niespodzianką), że ona już zna tych bohaterów, była cudownie rozkoszna:)

  38. Ach, DUA, cieszę się więc ogromnie, że pytaniem o drukarnię uruchomiłam choć malutkie wspomnienia i hasło, które nie zmieściło się w Uzupełnieniu Jeżycjady, pojawiło się skromnie tutaj, dzięki :)
    Dominiko, będę uważać na szczawik :)

  39. Mamo Isi, przepiękny jest, zwłaszcza w maju, a blisko czerwca.
    O ile się nie jest akurat maturzystą.

  40. A, Krzysztofie! No to zwracam honor. Nie sądziłam, że można być szczęśliwym maturzystą :)

  41. A jeszcze tamże cały czas kukała kukułka, bocianowa siedziała na gnieździe i klekotała, niepoliczone jaskółki karmiły młode w stajni, skowronek dzwonił na niebie, podczas galopu brzegiem morza przed nosem koni zerwało się do lotu siedem łabędzi, a podczas galopów po lesie przecięło nam drogę stado jeleni (też galopem). Świat jest piękny!

  42. Ma Pani rację.
    Chodzący układ pokarmowy nie ma zdolności poznawczych ani głębokich przeżyć emocjonalnych…:) A za literówkę przepraszam. System komputerowy potrafi pokrzyżować plany.

  43. Obywatelko Warszawy kochana (wiad.pryw.)- nie zgadzam się z opinią tej pani doktor, nastolatka to coś zgoła innego.;)
    Cieszę się, że już macie „Jowisza”, Mama i Ty!
    Bardzo Was pozdrawiam!
    PS – Flumen dicendi. Dicendi! (tam była literówka, nie z mojej winy. Oczywiście została poprawiona w następnym wydaniu!).

  44. Piękny i odkrywczy w pewnym sensie prezent od syna, Mamo Isi!
    Za Twój raz jeszcze dziękuję.

    Dominiko, jeszcze nie wiadomo, kim jest.

  45. Och, cieszę się, kochany Starosto:)
    Dopiero byłam wróciłam z zafundowanego mi przez syna w ramach Dnia Matki wyjazdu na konie. To jest prezent, co się zowie! Cztery dwugodzinne wyjazdy w teren, w tym dwa z galopami brzegiem morza. Nie sądziłam, że jeszcze będę w życiu siedzieć w siodle, a tu taka radość! I dałam radę, choć teraz dotkliwie czuję te setki mięśni, o których posiadanie nigdy bym się nie podejrzewała. Prawdę mówiąc, ledwo żyję.

  46. Wannabe, a moja maturzystka jest cała szczęśliwa, że nie będzie ustnych egzaminów.

  47. Pani Małgorzato przepraszam, ja nie przeczytałam jeszcze wszystkich wątków – kim jest subtelne Chucherko? :-)

  48. Bogno, tak, podczas wakacji studenckich spędziłam trzy miesiące w Zakładach Graficznych (właśnie tych, opisanych w „Córce Robrojka”). Zgłosiłam się tam sama, z pismem, które wyprosiłam od dziekana PWSSP i zapytałam, czy jako studentka Wydziału Grafiki (o specjalności „grafika użytkowa”) mogłabym odbyć tam bezpłatne praktyki. Zdumiona dyrekcja drukarni zgodziła się i tak przepracowałam całe wakacje, dzień w dzień. Nauczyłam się bardzo wiele!
    Któż mógłby się wtedy spodziewać, że sztuka drukarska tak się odmieni w epoce komputerowej!
    Ale czego się nauczyłam, to moje. I przydało się Belli!

    Miałam zamiar o tym napisać w „Na Jowisza”, ale hasło „Drukarnia” się nie zmieściło, wraz z wieloma innymi.

  49. Wannabe, to oczywiście kwestia kultury, także osobistej. Japońska, jak obie wiemy, nie ma sobie równych.

    Tak, Chucherko otrzymało berecik i bardzo mu w nim do twarzy.

  50. Już czas jakiś temu przywykłam do faktu, że na „Chucherko” czekamy cierpliwie i spokojnie.
    Ach, faktycznie, DUA, ta koniczynka wygląda na szczawik, podczytałam o nim trochę, ale specjalnie się nie martwię, bo podoba mi się i zupełnie nie jest nachalny, ot parę kępek na ścieżce z białych (niegdyś) kamyczków.
    A w „Córce Robrojka”, gdzie Bella zaczyna pracę w drukarni, bardzo fachowy opis tegoż zakładu. Czy była Pani kiedykolwiek w drukarni? Musi to być niezwykłe przeżycie, wybiorę się chociaż do Muzeum Drukarstwa, jak już będzie otwarte.

  51. Ja przed chwilą zamówiłam „Na Jowisza!”, więc „Chucherko” i tak musi poczekać :)
    Jak już wyjdzie, kupię je pewnie w jakimś mniejszym sklepiku na Starówce, tak jak lubię :)
    Coś się w okładce zmieniło, prawda? Przedtem chyba to była postać trochę bardziej dziecięca, z kiteczką na głowie.

    O tyle byłby dobry opis zarazy, że może jakiś uczeń odreagowałby e-lekcje czy okropieństwo pisania teraz matury. A tak to nie mamy żadnej perspektywy wobec tych wydarzeń jeszcze. Łatwo o bardzo nietrafny komentarz w tej sprawie.

    W sumie to ten brak perspektywy wyrobienia sobie zrównoważonej opinii najboleśniej przeżywam. Osoby z zerową wiedzą są zapraszane do wypowiedzenia się o medycynie i jest na to ogólne przyzwolenie. Nie ma jednej, uporządkowanej „prawdy”. To jest groźne i dla mnie to po prostu zło.

    W Japonii, wydaje mi się, nie ma takiej światopoglądowej walki. Chodzi właśnie o to, żeby nie psuć w grupie atmosfery swoimi własnymi poglądami i skupić się na interakcji. Tak to widzę.

  52. To ja też się cieszę, Blanko, i ciekawa jestem, jak (i co) Ci się spodoba.

    Zośko, ależ wiem.

  53. Mamo Isi, przyszła rozczulająca przesyłka od Ciebie, w dodatku w stanie nienaruszonym!
    Dziękuję i ściskam!
    (Nie, takiego jeszcze nie miałam!)

  54. Zośko, oczywiście, zostaną usteczka. Cała okładka zostanie, z berecikiem włącznie.
    Tylko treść ulegnie zmianom.

    Mimi, otóż właśnie, otóż właśnie.
    A Louise Odier warto mieć, naprawdę!
    Powtarza kwitnienie!

  55. Marto, potrójna mamo, dziękuję za miły odzew. Wszystkiego najlepszego z okazji jutrzejszego święta!

    MagdoDe, ufff! Dobrze, że zdążyłam z ostrzeżeniem.

  56. Oh, jak dobrze, że nie dałam się złapać. Na szczęście dzisiaj przyszła do mnie najnowsza-prawdziwie- książka.
    Czekam cierpliwie, niechaj Pani zdrowie i pogoda ducha dopomagają, a ja uciekam z moją nowiusieńką zdobyczą.
    Pozdrawiam gorąco

  57. Jasna sprawa, Kochana Autorko :) swoją drogą, jakże często inni próbują znać nas lepiej, niż my sami siebie.

    A gdy już będę miała swój wymarzony ogród (choćby ogrodek), Louise O.z radością tam zaprosze! ❤

  58. A, to chyba nie pierwszy raz taka historia. Ja się na takie nie nabieram.
    A fletowe usteczka Chucherka? Zostaną?

  59. Dziękujemy za wyjaśnienia :) czekamy wszyscy na powrót do normalności i potwierdzoną datę premiery „Chucherka”. Tymczasem mamy „NA JOWISZA” więc damy radę :):) pozdrawiam serdecznie :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.