Na różowo

IMG_20200517_135642

fot. MM (bez różowy)

 

 

 

Leopold Staff

OGRÓD PRZEDZIWNY

 

W przedziwnym mieszkam ogrodzie,

Gdzie żyją kwiaty i dzieci

I gdzie po słońca zachodzie

Uśmiech nam z oczu świeci.

 

Wodotrysk bije tu dziwny,

Co śpiewa jak śmiech i łkanie;

Krzew nad nim rośnie oliwny

Cichy jak pojednanie.

 

Różom, co cały rok wiernie

Kwitną i słodycz ślą woni,

Obwiązujemy lnem ciernie,

By nie raniły nam dłoni.

 

Żywim rój ptaków, co budzi

Ze snu nas z rannym powiewem,

Ucząc nas iść między ludzi

Z dobrą nowiną i śpiewem.

 

I mamy ule bartnicze,

Co każą w pszczół nam iść ślady

I zbierać jeno słodycze

Z kwiatów, co kryją i jady.

 

I pielęgnujem murawę,

Plewiąc z niej chwasty i osty,

By każdy, patrząc na trawę,

Duszą, jak trawa, był prosty.

 

IMG_20200514_151722

fot. MM (tenże bez różowy)

 

 

IMG_20200522_155951

fot. MM (róża Louise Odier – zakwitła jako pierwsza!)

 

Bolesław Leśmian

 

RÓŻA

Czym purpurowe maki
Na ciemną rzucał drogę?
Sen miałem, ale — jaki? —
Przypomnieć już nie mogę.

Twojeż to były usta?
Mojeż to były dłonie?
Głąb  sadu mego — pusta,
We wrotach — księżyc płonie.

Dni się za dniami dłużą,
Noce — w jeziorach witam…
Kiedy ty kwitniesz, różo?
— »Ja nigdy nie zakwitam«…

— »Ja nigdy nie zakwitam«…
Twójże to głos, o, różo?
Słowo po słowie chwytam,
Dni się za dniami dłużą…

 

IMG_20200522_160101

fot. MM

 

Jarosław Iwaszkiewicz

 

STARY OGRÓD

Te drzewa oliwkowe rozpięte jak harfy.
Liście akantu gęste jak liście łopucha.
Cienie, choć niewysokie. Ni żywego ducha.
Czerwone kwiaty wiszą, szarfy Heleny ze Sparty.

Gęsto w tym starym ogrodzie. Czy to tu pamięci
rozmaite te cienie zgęściły zapachy,
i czy to tylko lat ponikłe strachy
wirują: i w mej głowie tak wszystko się kręci?

Stary ogród się staje młodziutkim ogrodem
i chodzą po nim dawni malarze, poeci,
i marzą coś, i piszą, i śmieją jak dzieci,
ogarnięci na zawsze niepamięci lodem.

A pamięć i niepamięć w starym wirydarzu
to dwa liście, dwa kwiaty, dwa pnie oliwkowe,
to dwa wieńce splecione w sam raz na mą głowę,
to płatki spadające na ręce, na twarze.

 

 

IMG_20200522_155301

fot. MM (kolkwicja z daleka)

 

 

IMG_20200520_130759

fot. MM (kolkwicja z bliska)

 

 

IMG_20200517_140922

fot. MM (nieznany chwaścik)

 

 

 

IMG_20200522_160156

fot. MM (wajgela krzewuszka)

 

 

IMG_20200522_155839

fot. MM (orliki)

 

 

 

 

 

 

 

 

98 przemyśleń nt. „Na różowo

  1. Miło jest być cenną czytelniczką :)
    Dostałam ziarna łąki kwietnej. Będę sadzić pod oknem. Nie napisali co na tej łące ma wyrosnąć, tym większa radość i niespodzianka.

  2. A ja dziękuję za obszerną recenzję, Zośko!
    Zawsze dobrze jest wiedzieć, co się Czytelnikom podoba. Zwłaszcza zaś – cennym Czytelniczkom!

    Jowisiu, jak to dobrze, że już się nie smucisz. Zostań tu z nami, bezpośredni kontakt jest najlepszy!
    Dzięki za miłe słowa.

  3. Bardzo poręczny i zgrabny format ma „Na Jowisza”, dobrze się trzyma w ręku, czyta i przegląda. Bardzo lubię Pani ptaki malowane. Wszystkie. No, i prawda to, że razem cieplej! Dziadek Pani, Walenty Konopiński, dobry gen zostawił rodzinie. Ja też lubię figle i psoty. A także rozrywki umysłowe. Jakie wspaniale archiwum rodzinne, tyle teczek z pamiątkami, zapiskami, albumy. Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ciekawe to przenikanie historii z życia wziętych do fabuły książek (wiele bardzo zabawnych jak serwis Nowakowskich, Biegająca Spartanka, dziura w ścianie i w suficie). Zapisała Pani na zawsze w Swoich książkach wiele miejsc i osób, których już nie ma (Kluczyńska Maria, Spichlerz przy Podmurnej) i tych, które są (Śmiełów, Biblioteka Raczyńskich). Dziękuję za portrety (wszystkie!) szczególnie tych bohaterów drugo, trzecio a nawet jeszcze dalszo planowych (stara przekupka, jedna z moich ulubionych). Dziękuję za tyle pięknych zdjęć Jeżyc z ich detalami architektonicznymi (Emilko, nawet jeżeli nie lśnią jak w oryginale są przepiękne). Dziękuję za detale codzienne gdzieś z Pani przeszłości (koperytka – u mnie po prostu kapiszony). Jest i B,, ale ten to łydką gościa nie pogardzi. Ta rozczulająca mina mnie nie przekonuje :) I jeszcze tyle szczegółów z KG. Piękne jest to, że za każdym razem gdy zaglądam do książki znajduję coś nowego, ciekawego i inspirującego. Bardzo dziękuję!

  4. Droga Ulubiona Autorko!
    Tak, i Gizela, i Stefania, i wszyscy inni- podobni do siebie jak dwie krople wody! Zwłaszcza że akwarele to niełatwa rzecz- wiem, bo sama próbuję( wychodzi, delikatnie mówiąc, nienajlepiej). Bardzo się cieszę z tej strony i z komunikacji z moją UA!
    Pozdrawiam!
    Zadowolona Jowisia

  5. Mimi M.- tak, jest piękna, wręcz doskonała, a jak pachnie wspaniale!

    Jas, jaka miła ta Twoja Niebieska Żabka. Będzie z niej pociecha!
    Mahonię też mam i zgadzam się z Tobą w opisie jej zalet.

    Dominiko z Bydgoszczy, a to ja sobie popatrzę na te piękne strony chociaż przez Google’a.

    U nas dziś pięknie pada, rośliny zadowolone.

  6. Jowisiu, właśnie list wysłałaś, a ja go otrzymałam – znacznie prędzej, niż drogą pocztową!
    Internet mi ją teraz całkowicie zastępuje.
    Jakże się cieszę, że Gizela jest „podobna”! Pięciokrotnie podchodziłam do tego portretu, aż wreszcie mi się udał.
    Podobnie zresztą trudziłam się nad podobizną Stefanii Majewskiej. Widzę, że warto było się upierać i dążyć do perfekcji!

  7. Moja ulubiona Autorko!
    Niedawno otrzymałam „Na Jowisza!” i jestem zachwycona! Milutka, grubiutka książka, odpowiedziała na wszystkie moje pytania co do Jeżycjady! A portret Gizeli- piękny, piękny! Tak jak ją sobie wyobrażałam! No, i nie mogę doczekać się „Chucherka”. Jedyne, nad czym ubolewam, to to, że nie mogę wysłać Pani listu… Już nawet go napisałam- byłam pewna, że adres znajdę… Szkoda:(
    Pozdrawiam(smutnawo)
    Jowisia

  8. Pani Małgosiu, Róża Małego Księcia prosiła o parawan dla osłony przed wiatrem, zaś Pani Louise Odier prosi o zdjęcia na odwagę i na dobry start :) ech, te charaktery…. :D jakby nie patrzeć, ma owa dama powody do dumy – wie, że jest piękna!

  9. A nie, Dominiko, nigdy nie byłam w Ostromęcku.
    No, wspaniale, że doceniasz mojego ulubionego autora! Wilkie Collins to klasa sama w sobie. W Anglii jest nadal bardzo ceniony, wydaje się jego powieści z pietyzmem, pięknie, w starannych opracowaniach oksfordzkich.
    Przeczytałam wszystko, co napisał, i to w oryginale. Przepadam za nim!- nie udała mu się tylko ostatnia w życiu książka („The Black Robe”), a to pewnie dlatego, że bardzo był już schorowany i słaby.

    Miło mi pomyśleć, że dzieci lubią moje „poczytajki” dla najmłodszych.
    Dziękuję i dobranoc!

  10. Buona notte! :-) Uściski! Ach no i muszę jeszcze powiedzieć, ze zaczęłam czytać dzieciom opowiadania Pani i są zachwycone. „Boję się” to od zawsze ulubione opowiadanie młodszego Piotrusia (poznaliśmy je jeszcze w jednej z części Poczytaj mi mamo). Znikam! :-)

  11. Pani Małgosiu w dwa dni przeczytałam „Prawo i damę” – to potwór nie książka! Pochłonął mnie po prostu! ;-) Tak sobie myślę, że współcześni autorowi czytelnicy pewnie mdleli przy lekturze. A dla niewiast musiały to być księgi zakazane… :-) Miła Doris ale się cieszę, że lubisz Saltkråkan! Ekranizacja jest dostępna na YouTube – Tjorven, Båtsman och Moses. Serdeczności! Pani Małgosiu byliśmy dziś na małym spacerze w pobliskim Ostromecku. Mąż pyta mnie – ciekawe czy Pani Małgorzata tu była? :-) Jak tam teraz ślicznie… Zauważyłam platan i brzozę pożyteczną!

  12. MimiM, Louise Odier dziękuje za wyrazy uznania. Powiada, że ona dopiero pokaże, co potrafi, jak rozwinie wszystkie pączki. Mówi też, że moim obowiązkiem jest zrobić jej zdjęcie, które w pełni odda jej zalety.
    No, ciekawe, czy mi się uda.

    Tymczasem mówimy Wam dobranoc!

  13. A u nas już bzy przekwitaja… Bardzo, bardzo szkoda, bo zapach bzow to zapach maja. Za to róże zaczynają się wychylac! Piękna ta Louise Odier :) i tak oto maj przepływa w czerwiec, bzy ustępują miejsca rozom i jasminom… odwieczne zmiany.
    Poezja wspaniała:) mój ukochany Leśmian, Iwaszkiewicz, Staff… ach, „w przedziwnym mieszkam ogrodzie” :*

  14. Artefakcie, jasna sprawa.

    Karolino (wiad.pryw.), jestem Ci wdzięczna za tę wiadomość. Dobrze, że to do mnie dotarło.
    O, czasy, o, obyczaje!

  15. „Na Jowisza” można też kupić na stronie Empiku, książka jest już od kilku dni ponownie dostępna.

  16. Do tych wszystkich, którym jeszcze nie udało się kupić „Na Jowisza!”:
    Książkę można kupić na allegro u sprzedającego selkar_pl. Zamówiłam „Na Jowisza!” 10 maja, zapowiadany termin realizacji wynosił kilkanaście dni. Książka rzeczywiście dotarła do mnie 21 maja (chyba ostatnio czas realizacji u tego sprzedającego uległ skróceniu).

  17. Oczywiście tak, Artefakcie, możesz tu o tym napisać, na pewno jest to przydatna wiadomość.
    A ja się cieszę, że książka ma takie powodzenie.

    Miłe pozdrowienia dla Mamy!

  18. UA, nie wiem czy wolno mi tu napisać gdzie można kupić „Na Jowisza!” na allegro (rzeczywiście przysłali książkę w czasie zgodnym z wcześniejszymi zapewnieniami). Jeżeli tak, chętnie napiszę, bo może komuś jeszcze nie udało się jej zdobyć. W zwykłej, małej księgarni nie można kupić, ale zapisałam się na listę oczekujących. Kupię drugi egzemplarz dla mojej osiedlowej biblioteki (pewnie będzie on już z dodruku).

  19. Dobry wieczór, Jagodo!
    Ucieszyła mnie wiadomość, że nie znalazłaś w sieci żadnej z pirackich e-książek (bywają tylko pirackie, bo nie wydałam nigdy zgody na wersje elektroniczne). Już się najwidoczniej moje dzielne prawniczki zabrały za piratów.
    Dziękuję za życzenia zdrowia – jako-tako dopisuje. Ty również bądź zdrowa!

  20. Dzień dobry Pani Małgosiu, jak się Pani czuje?
    Ja już dziś, po raz nie wiem, który (coś około dwudziesty, tak zgaduję) pochłonęłam Idę Sierpniową i Ciotkę Zgryzotkę. Tutaj, w moim mieszkanku mam jeszcze Żabę i Dziecko Piątku. Reszta Jeżycjady jest w domu rodzinnym. Szukałam w internetach e-książki do kupienia, niestety nigdzie nie mogę znaleźć, nad czym bardzo ubolewam, bo mam gigantyczną ochotę na ponowne spotkanie z innymi postaciami, szczególnie z Celestyną. Dwa dni temu miałam 24-te już (niestety! za szybko to leci) urodziny i przypomniało mi się, że gdy byłam mała, do naszego kościoła przychodziła dziewczyna, która wyglądała identycznie jak przez Panią opisana i namalowana Cielęcina. Zawsze w głowie nazywałam ją Cesią :) Na szczęście Rajska już otwarta, więc niedługo się tam na pewno udam. Czy mogłaby Pani polecić jakąś pozycję? Pozdrawiam Panią serdecznie, mam nadzieję, że znajduję Panią w zdrowiu :)
    Coraz starsza, lecz ZAWSZE! wierna czytelniczka Pani- Jagoda

  21. „A na oknach donice z pachnącymi ziołki,
    Geranium, lewkonija, astry i fijołki.”

  22. Botanikonie nasz przezacny, jak to dobrze, że się odezwałeś, zapraszam jak najczęściej! My tu bardzo lubimy rośliny, kwiaty szczególnie, ale i drzewa, i krzewy. Zazdroszczę Ci tej ogromnej i pięknej wiedzy i proszę, dziel się nią z nami, jak najczęściej!
    Plotki o bodziszku – arcyciekawe!
    Tak, prosimy o legendę!

  23. KrzysztOfie, też o tym myślałam, że są takie książki, których cięcia bym nie żałowała. Inna rzecz, że użyć ich frontów do ozdoby też bym nie chciała.

    Botanikonie, to już wiem, o jakich dziobach piszesz. Dziękuję bardzo za wyjaśnienie. I podziel się legendą, koniecznie!

  24. Karolino!!!
    Omdlałam i osłabłam.
    Kto mi to robi?! Czyżby Niewidzialna Ręka Rynku?
    I skąd ta ręka wie, kiedy napiszę „Chucherko” skoro ja nawet tego nie wiem?
    Chyba muszę zareagować protestem.

  25. Droga UA, na stronie Empiku pojawiła się już możliwość przedpremierowego zamówienia „Chucherka”. Jako data wydania widnieje 30.10.2020. Czy to możliwe, że jeszcze w tym roku będziemy mogli się cieszyć z Pani nowej książki?

  26. Żebyż to jeszcze były dzieła Marksa-Engelsa-Lenina-Stalina (te przycięte), nie byłoby żal.
    Czy zatem wszystkie książki winno się chronić?
    Raz w życiu zdarzyło mi się książki po prostu wyrzucić. Był pewien pisarz, całkiem poczytny i popularny, który pewnego dnia roku 1982 postanowił swoim nazwiskiem firmować twór o nazwie PRON i został jego przewodniczącym. Kto pamięta, ten już wie. Tak to mną wstrząsnęło, że wygarnąłem z półki jego książki (niemało ich było) i wyniosłem do śmietnika. Gniew i rozczarowanie były tak głębokie, że pozostawiły ślady chyba do dzisiaj. W każdym razie nie żałuję.

  27. Wpisy Sowy znów zachęcają mnie do zabrania głosu (czy raczej „dokonania wpisu”). Dzięki temu, że jest weekend – jeśli ktoś lubi, to spolszczany na „popiątek” – mam moment, żeby zajrzeć na forum, w tygodniu to raczej się nie uda.

    „Bodząca” nazwa bodziszka (tudzież określenia dziobowate, zwłaszcza sugerujące dziób bociana) to nie od kwiatów, tylko owoców. Jeśli ktoś nie obcina kwiatów po przekwitnięciu (np. tych gatunków, które mają ogrodowe walory zdobnicze), to niebawem zobaczy w czym rzecz. Owoc bodziszka (i innych roślin z tej rodziny, choćby pelargonii) ma kształt właśnie (dłuższego lub krótszego, w zależności od gatunku) bocianiego dzioba, tyle, że nie otwiera się „od przodu” tylko od nasady (gdzie są umieszczone nasiona) i nie na dwie części, tylko na pięć. Przy tym te części „dziobowe” przy wysychaniu odwijają się ślimakowato i potrafią w ten sposób nawet „wystrzelić” się z nasionami na pewną odległość od rośliny macierzystej (coś jak niecierpek, tylko że tam to działa raczej ciśnienie hydrostatyczne). Te ślimakowate już teraz fragmenty „dzioba”, przymocowane nadal do nasion, zachowują zdolność reagowania na zmiany wilgotności (zwijaniem i rozwijaniem – można by z nich zrobić prosty higrometr :) – a to z kolei pozwala im, u niektórych gatunków, po opadnięciu na ziemię, „wkręcać” stopniowo swoje nasionko w glebę.
    Ot, takie pomysłowe kwiatkowe wynalazki.

    A z łac. nazwą bodziszka cuchnącego, wymienionego przez Sowę, Geranium robertianum, wiąże się pewna botaniczna legenda, ale to już na inny wpis, bo strasznie się rozpisałem…

  28. Właśnie przeszła nad nami majowa burza z klasą (grzmoty stonowane, ulewa w sam raz) a teraz wyjrzało słońce i ptastwo szczebiocze.
    Sikorki regularnie zamieszkują naszą rynnę nad tarasem obok jaśminu. Zauważyłam, że oboje rodzice pracują. Ciekawam kto wychowuje pisklaki.
    Ciekawe jest też to, co o sprawach – śmiesznych, ale też poważnych powiedziałoby nam „Chucherko”.

    Zadziwiające jak bardzo Patrycja przypomina mi Rillę, córkę Ani.

  29. Jeszcze dodam tylko, że bardzo podoba mi się imię Róża – wybrałam sobie takie na bierzmowanie (kierując się niestety właśnie bardziej samym imieniem, mniej osobą patronki…) i myślę, że nazwę tak moją córkę, jeśli będę ją kiedyś miała.

  30. Oczywiście, mama czyta swoją! I siostra zapewne też – swoją.
    Moja babcia ma album o różach i kiedyś gdy u niej byłam krótko po pierwszej lekturze „Sprężyny”, wybierałam (niestety tylko spośród tych widniejących na fotografiach) tę „moją”.
    Choć i tak chyba najbardziej lubię po prostu dziką różę, tę o różowych kwiatkach. Kojarzy mi się z dzieciństwem i z morzem i ma taki ładny zapach.

  31. U nas w ogródku jak u Staffa, a w innym bardzo dziko.
    Niestety u nas róża nr 1 to: „La France”
    Ale jej oczywiście nie mamy.
    Astrid Lindgren bardzo kochała polne róże, tak mówiła na filmie, który znalazłam na jednej z płyt z jej filmami, jako dodatek.
    Dla mnie dzikie róże to nr: 2

  32. U nas był i grad. A teraz to nie wiem, bo wyjechaliśmy, prosto w deszcz.

    Dałam się złapać na lep botanicznemu poecie i kupiłam nasiona kwiatków o nazwie gwiezdny pył.

  33. Sowo, a u nas jeszcze dżdży okresami. Ogród podlany przez naturę. Wieje wiatr, pachną bzy. Sikorki ubogie wydziobały sobie dziupelkę w kikucie starej gałęzi czereśniowej i mogę teraz godzinami obserwować żwawy ruch wokół tego domostwa.

  34. Widocznie ta róża ma Austinowi nieznane krzywizny.

    A tak poważnie, to opis może odnosić się do innego stadium rozwoju, niż na zdjęciu.

  35. O, Karolciu, a to nowina! Nie wiedziałam nawet, że Austin ma w ofercie Louise Odier.
    To stara francuska róża, jeszcze dziewiętnastowieczna.

    Charlotko, zdaje się, że mama też czyta – swoją?

  36. Czczy dżdż sczezł, z ziemi wyszły różowe dżdżownice. Doskonałe do układania literek lub limeryków.

  37. Szanowna Pani Małgorzato!
    Mój komentarz nie dotyczy postu, który komentuję, gdyż działam w afekcie, a jak wiadomo, działanie w powyższym cechuje się gwałtownością, gniewem i wzburzeniem. Jestem w trakcie lektury „Na Jowisza…”, rozdziału o pizzerii ze zdewastowanymi książkami. Znalazłam w internecie zdjęcie tego dziadostwa. Serce płacze nad tym, że ktoś się do tego posunął. Jestem zdruzgotana. Nic więcej już nie napiszę.

    Z poważaniem,
    Monika Walczak

  38. Dzień dobry!
    Na stronie Davida Austina w opisie Louise Odier można przeczytać, że jest ona „neatly rounded, with each petal precisely in place”. A mnie róża z ogrodu Naszej Kochanej Autorki skojarzyła się od razu z nieskończonością, z przenikaniem, żadne tam „neatly”. A poza tym nie czytali Leśmiana…

  39. Piękne kwiaty! Szczególnie lubię bez :)
    Ja z kolei od wczoraj mam w pokoju bukiet konwalii (ze ślubu kuzynki) i cudownie pachną!
    A drugą rzeczą jaką mam od wczoraj jest „Na Jowisza!…”, już zaczęłam czytać.
    Życzę pięknej niedzieli!

  40. Bogno, ta Twoja czerwonolistna koniczynka o żółtych kwiatuszkach to chyba szczawik?

  41. Dzień dobry, Kocimiętko, dzień dobry Ludziska!
    Wczoraj było ponuro i padało (dobrze!), a dziś słońce i ptaki śpiewają. Też dobrze.

    Doris, jasne, że temat jest aktualny, wciąż jestem ciekawa Waszego odbioru. Cieszę się, że rodzinne opowieści spodobały Ci się. Kocham tych wszystkich moich bliskich, chociaż już nie żyją. Swoją drogą, wszyscy mieli dar opowiadania – ileż to historii oni snuli! I jakie to było ciekawe, pełne napięcia, ze zwrotami akcji – epika całą gębą!
    Ech, czasy bez telewizorów! Ludzie byli inni.

  42. Wspominała Pani. Kiedy pierwszy raz się odezwałam pod wpisem „Dzień Babci” :)) Bardzo się wtedy ucieszyłam. :D

  43. Jeśli mogę tak sobie wyskoczyć z „Jowiszem” (temat chyba wciąź aktualny?), to chciałam napisać, źe prawdziwie urzekły mnie wszystkie rodzinne opowieści. A historia Pani urodzin i tego co przeźyła w tamtym czasie Pani Mama, Dziadek (ujmujący, prawy i dzielny człowiek), Babcia i Ciocia Lusia cały czas „siedzi” we mnie. Jak ciężkie to były czasy! Trudno to sobie wyobrazić… Nie mamy teraz na co narzekać, raczej trzeba dziękować. I jakie to szczęście, że już wtedy była Pani pomysłowa i charakterna ;), uczepiła się stopką i nie zgubiła rodziny! Wciąź nie mogę bez poruszenia o tym myśleć. Druga historia, która zapadła mi w pamięć to dzieje Miłosławia i Pani Wujka. Biedny…On i jego rodzina. Ach, cięźko to wyrazić słowami. Dziękuję za podzielenie się z nami częścią swojego źycia.

  44. Wiedziałam!
    A czy wspominałam kiedyś, że mam w ogrodzie całe łany fioletowej kocimiętki?
    Tak ją lubię.

  45. Ośmielę się przypuszczać, że jesteś raczej uczennicą, Kocimiętko.

    Doris, dzięki.

    Psianko, ciekawa jestem, czy Ci się spodoba!

  46. Czasem tak jest, że dostajemy jakąś książkę stawiamy ja na półce i o niej zapominamy. Albo chęć przeczytania jej musi trochę w nas dojrzeć. Tak było z książką „Lato i Ptaszynka” autorstwa Katherine Catmull, którą dostałam na zakończenie klasy piątej od mojej dawnej polonistki wraz z dyplomem „polonisty na szóstkę” (Nie wiem w sumie, dlaczego „polonisty” skoro jestem uczniem). Zaczęłam ją czytać a po przeczytaniu paru rozdziałów przestałam i odstawiłam na półkę. Otworzyłam ją dzisiaj na stronie tytułowej, a tam kto przełożył? Emilia Kiereś! Mile się zaskoczyłam. Zamierzam przeczytać w najbliższym czasie.

    Ps. Przeczytałam polecaną tu kiedyś „Wyprawę Kon-Tiki”. Dziękuję za to polecenie.

  47. Mam „Na Jowisza” nareszcie !! Jaka obfita pod każdym względem lektura … I DUA uchyliła tyle rąbków. Ha ! Piękna książka !!

  48. Tak, Pani Małgosiu, wierzę, że jest Pani dumna z Córki. Kaźdy by był.:) I jak miło, źe geny się nie zagubiły i jest nadzieja, że pójdą dalej w świat. A polska literatura będzie miała zapewniony ciągły rozkwit. Oby państwo Kiereś się rozmnaźali! :D Grzech takie geny zmarnować. Oczywiście piszę to z humorem, bo kaźde geny warte są tego źeby je powołać na świat;). Ale ad rem – niejedną cięźką chwilę pomogła mi przetrwać Pani twórczość, a teraz widzę, że i Córcia będzie pomocna. Tylko jest jeden minus – za szybko się czyta! Serdeczne uściski dla Zdolnej Latorośli i Winnego Krzewu *) *)

  49. Za słownikiem Aleksandra Brücknera:
    „Jeśli ‘geranium’ i bodziszkiem przezywają, to porównaj z tą nazwą pichawiec (mylnie piachawiec) w 16. w., od pichania, t. j. ‘pchania’, ‘bodzenia’; inne nazwy dla ‘geranium’: czapinos (od czapli!, czes. czap, ‘bocian’), bocianie noski, grabki i grabie, żórawie noski, dziębrenoski r. 1557 zamiast ziębie noski (? od zięby), później dziebrenoski”.
    Czyli że kwiatki bodziszka podobne są dziobom lub rogom?

  50. To dobry pomysł Sowo. Osobiście wyobrażam ją sobie pośrodku małego wirydarzyka. Są też bardzo drogie drzewka oliwne bonsai, ale to już nie to samo. Namiastka.

    I pomyśleć, że stuletnia oliwka to jeszcze dziecko.

    „Krzew nad nim rośnie oliwny
    Cichy jak pojednanie”.

    To ładne porównanie. Pasuje do oliwki.

  51. Można by na początek spróbować zasadzić oliwkę w donicy, a zimą trzymać ją na werandzie.

    Jest jeszcze bodziszek cuchnący. Cóż za pragmatyczna nazwa.

  52. Mam ten bez. Pachnie bosko. U mnie w niepełnym jeszcze rozkwicie. Rośnie po jednej stronie modrzewia. Z drugiej przytula się do niego (modrzewia) srebrny świerk i forsycja.
    Oprócz bzu skalnica i bodziszek oraz bodziszkopodobne chwaściki się różowią oraz grudnik. W domu na parapecie.

    A propos marzeń. Marzę o tym, aby mieć w ogrodzie drzewko oliwkowe.

  53. Doris, dzięki za miłe słowa o „Przepowiedni”! O tak, umie Emilia malować słowem! Książka jest piękna! A ja jestem dumną matką!

  54. Ewo L. już odpowiadam: prawie wcale nie spałam. Pamiętaj też, że miałam do pomocy męża, który pracował na ogół w domu.
    Ale i tak tylko czekałam, aż wieczór zapadnie i nastanie cisza. z reguły pracowałam do trzeciej nad ranem, czasem dłużej. Do dziś mi zostało nocne markowanie. Umysł wyraźnie mi się ożywia o dziesiątej wieczorem.

  55. MaryMeg (wiad.pryw), dziękuję za miłe słowa o „Jowiszu”, a nawet o dwóch, i oczywiście wszystko świetnie rozumiem. Pozdrawiam Mamę!

  56. I w dodatku już teraz, dzięki Botanikonowi, wiesz, Mamo Isi, że jest to bodziszek kosmaty (prawdopodobnie).
    Piękna, piękna ta historia róży z Hildesheim, dzięki za opowieść.

    I za Źrebię!

  57. Z różowych mamy bodziszek ogrodowy, bez, krategus, magnolię, srebrniki Judasza i tulipany papuzie (z domieszką ecru). Louise Odier jeszcze w pąkach, a wiciokrzew przewiercień już przekwitł. No i ten malutki chwaścik bodziszkowaty też mamy.

  58. ŹREBIĘ
    chcąc nas rozczulić, chytre Źrebię
    Na chwiejnych Nogach się kolebie
    I, infantylnie łzawiąc Oko,
    Wzdycha wilgotnie i głęboko
    (Przy, nota bene, pełnym Żłobie):
    „I cio ja, Źrebię, z siobą źrobię?”

    Stanisław Barańczak, Zwierzęca zajadłość. Z zapisków zniechęconego zoologa.

  59. Moja bladoróżowa, puchata róża nieśmiało dołącza do tej pięknej kolekcji. Nie znam niestety jej nazwy, bo nie ja ją sadziłam.

  60. Droga Pisarko,

    Jak Pani zdolala ogarnac i dzieci bedace w domu a nie przedszkolu, wlasna milosc do czytania oraz i pisanie jeszcze do tego? Kiedy Pani spala? Miala i ma Pani jakas stala rutyne pracy?

    Pozdrowienia serdeczne,
    Ewa

  61. Kochana Pisarko,

    Dziekuje za najnowsza ksiazke jak i wszystkie inne, ktore tak niesamowicie podnosza na duchu! Kupuje wszystkie Pani nowe powiesci jak tylko sie ukaza, a ze mieszkam od 21 lat w Niemczech zamawiam przez internet. Tym razem nie wysylaja za granice przez wiadoma sytuacje, lecz dawna kolezanka z piaskownicy i harcerstwa kupila ja dla mnie na miejscu i zdazyla 2 dni przed swoim porodem ja jeszcze szybko do mnie wyslac! Tak wiec ja mam teraz ten wielki skarb „Na Jowisza“ a ona swoje trzecie Baby przy boku. Ja takze mam juz trojeczke i wszystkie Pani ksiazki, takze te dla najmlodszych wiec niedlugo bede i Moim Pani ksiazki czytac! Dziekuje, ze Pani pisze i pisze i pisze! Nie moge sie doczekac Chucherka :)

    Pozdrowienia serdeczne,
    Ewa

  62. Kosmaty, aha. A była szansa na lepsze imię! Można mu obok dosiać goździk brodaty.

    Pada! Nareszcie.

  63. Apsydę katedry w Hildesheim w Saksonii porasta tzw. tysiącletni krzew różany (niem. Tausendjährige Rosenstock) – krzew róży polnej, która może przetrwać wiele lat, o ile jej korzenie pozostaną nie naruszone. Dokumenty historyczne poświadczają, że róża rośnie w tym miejscu od ok. 400 lat.

    Wedle legendy róża rośnie tu przynajmniej od 815 roku, kiedy to cesarz Ludwik I Pobożny, jeden z synów Karola Wielkiego, zgubił się w lesie w trakcie polowania i kazał odprawić mszę w intencji odnalezienia drogi. Relikwiarz maryjny z kaplicy królewskiej zawieszono na czas mszy na krzewie dzikiej róży. Po mszy jednak nie dawał się zdjąć, co cesarz odczytał jako znak, że w tym miejscu ma powstać katedra poświęcona Marii, której symbolem jest róża.
    W czasie II wojny światowej róża została zniszczona wraz z katedrą. Pomimo zwęglonych łodyg, zaczęła odrastać i zakwitła – jest symbolem Hildesheim.

    Róża z Hildesheim uważana jest za najstarszą żywą różę na świecie.

  64. Oj Pani Małgosiu! I wszyscy tutaj zaglądajacy! Źebym to ja wiedziała od czego zacząć…Mam tyle do powiedzenia, źe sama nie wiem na co się zdecydować. Przepraszam więc, będzie bałagan. „Na Jowisza!” było ucztą i długo by mówić, moźe lepiej nie zaczynać. ;) Przeczytałam ponad tydzień temu, ale źe mnie okropna rwa kulszowa dopadła to podupadłam psychicznie i nie miałam siły do działania. Nie pisałam więc, a tylko czytałam. Takźe Was Kochani. Ale najsampierw po „Jowiszu”, pochłonęłam „Przepowiednię” Pani Córki. No! To się czytało! Nawet w drodze wyjątku napisałam do Autorki źeby czuła ile jest warta i źe doceniona jest jej praca. Naleźało się. Nie rozwinęłam skrzydeł z powodu lekkiej nieśmiałości, ale naprawdę umie Dziewczyna pięknie malować słowem. Niech wie! A Pani, moja Ukochana Autorko, poza wszystkim, pięknie maluje porteciki. I nie tylko. Ale radosnej Mili nigdy nie zapomnę. Tak samo jak i antykwariatu na Starym Rynku, mmm, ten czas spędzony tam z moim Kochanym Tatą … Niezapomniany. O ogrodzie będzie kiedy indziej, zbyt inspirujący źeby tak ot, jednym zdaniem. A do Dominiki z Bydgoszczy spieszę z zapewnieniem, źe tak jak i ją zachwyciły mnie „Dzieci z wyspy Saltkråkan”, mało znane nie wiedzieć czemu. I bardzo chętnie obejrzałabym film, ale gdzie i jaki tytuł nie wiem. Czy taki sam? Z góry dziękuję za odpowiedź! Mocno ściskam Wszystkich Czytających, a Piszących jeszcze mocniej. ( I mam nadzieję, że tym razem mój wpis nie zginie jak 3 poprzednie, jeszcze sprzed rwy;) )

  65. Ooo, dziękuję, drogocenny Botanikonie! (To prawda, wywoływałam myślowo!)
    Nareszcie sprawa rozstrzygnięta!
    Sowa miała rację.
    Jutro odrywam płatek, rzecz jest pewna.
    Dziękuję, ślę pozdrowienia dla rodziny, i dobranoc!

  66. Cóż, czuję się wywołany do tablicy.
    Pani Małgorzato, to tajemnicze to JEST bodziszek („Amicus Plato, sed…”)
    Niestety ze względu na brak skali i widoku ogólnego nie dam głowy, który gatunek z tych kilku maluchów, co u nas rosną. Sugerowany przez Sowę b. drobny ma nieco bardziej fioletowe i drobniejsze płatki, ledwo co dłuższe od kielicha (albo i nie dłuższe). Stawiałbym na b. kosmaty albo gołębi. No chyba, że coś podobnego obcego się przywlokło, bo i tego teraz, zwłaszcza w ogrodach, wykluczyć nie sposób.
    A z tymi „10” płatkami to on tylko udaje – naprawdę, jak wszystkie Gerania, ma 5, tylko b. głęboko rozcięte na 2 łatki, Tak samo udają gwiazdnice, rogownice i pokrewne im rodzaje z innej rodziny – goździkowatych.
    A na sprawdzenie jest prosty sposób – proszę odżałować i oderwać w całości 1 płatek – będzie taki właśnie „podwójny”, głęboko rozcięty.
    Florystyczne ukłony!

  67. Miałam Flammentanz, bardzo czerwona, bardzo.
    Pędraki ją spożyły.
    A chwaścik na pewno został już nazwany, jest pospolity.
    Dobranoc!

  68. Sympatia ładna. Ja rozważam zakup sadzonek róży Flammentanz – powinny dobrze konweniować z ponurymi cisami i berberysem. Z tym chwaścikiem zagadkowa sprawa, może jeszcze nikt go nie nazwał? I może to jest szansa, by dać mu ładne imię?

  69. Tak! Być może nawet silniej pachnie.
    Masz rację, Iskro, berberys jest mocnym akcentem. A jaki kolorowy się robi jesienią!

    Dobranoc wszystkim, do jutra!

  70. Piękny ma pani ogród. Widać, że wszystkie kolory czują się tam na miejscu. Berberys z daleka prezentuje się świetnie, wcale nie ponuro, dodaje tej różnorakiej zieleni elegancji.
    Ciekawe czy różowy bez pachnie równie intensywnie co fioletowy?
    Pozdrawiam i życzę kwiecistych snów.

  71. Poszłam po moją niezastąpioną księgę, dzieło dr Thomasa Schauera („Przewodnik do rozpoznawania roślin niezbędny na wycieczce, z niezawodnym kodem barwnym – 1150 roślin kwiatowych, traw, drzew i krzewów”, wyd. Elipsa). Nie, nie ma tu mojego chwaścika. Bodziszki, Sowo, mają na ogół po pięć płatków, a chwaścik ma ich dziesięć! Podobny jest z lekka do bodziszka pirenejskiego, bo on też jest dziesięciopłatkowy, ponadto ogólne podobieństwo ich obu daje się zauważyć w pokroju listków. Ale bodziszek pirenejski ma wysokość 20-60 cm, jego kwiaty występują parami, a kwitnie od czerwca do sierpnia.
    Nie, chwaścik nie należy do bodziszków. Ma wysokość najwyżej 5 cm, kwiatki (na zdjęciu b. powiększone) są mikroskopijne. Dla porównania: to brązowe na zdjęciu to igły sosnowe.

  72. Chyba w toku. Ale najlepiej upewnić się u wydawcy.

    Na żółto w zasadzie już było.

  73. To może na żółto? :)
    Bez różowy piękny i rzadki, u nas rośnie koło poczty i takiego przytulnego mieszkania z książkami (widać przez okno), ciekawa jestem kto tam mieszka, w każdym razie ma piękny widok.
    Czy ten dodruk już w toku? Popytuję mejlowo w księgarniach.

  74. Mam jedną czerwoną różę, nazywa się Sympatia. Do twarzy jej z białą pnącą i ostróżkami (pokażę, jak zakwitną wszystkie razem).

  75. Bodziszek drobny. Bardzo podobny.
    A ja lubię czerwień. Może nie każdą, ale jednak jest wiele pięknych odcieni. W te chwili podziwiam za oknem dojrzewającą czereśnię. Pewnie jak zwykle szpaki nie dadzą nam doczekać, aż owoce dojrzeją w pełni.

  76. Potargały sad…
    Dzięki, Zgredziku!
    Tyle piękna na świecie!
    A dopiero smartfon z doskonałą kamerą pokazał mi, jak ślicznie jest wewnątrz kiści bzu.

  77. Nie, nie, Sowo! Bodziszek przy chwaściku to olbrzym.
    Na czerwono? Może się uda, choć mało mam tego koloru w ogrodzie (budzi mą niechęć irracjonalną).

  78. Czy to nie aby bodziszek? Ten chwaścik? Bardzo ładna wajgela.

    „Gęsto w tym starym ogrodzie”, to prawda. Udało mi się jeszcze wcisnąć groszki między poziomki i czerwone słoneczniki obok malw. Następny wpis poproszę „na czerwono”.

    Podobno idą deszcze.

  79. O, witam Was, moje drogie!
    Tak, ten chwaścik mały jest bardzo miły, prawie niewidoczny, kwiatki ma drobne, bardzo ostro różowe, biskupie!- i kształtne listki, wycinane we wzorek.
    Nie tępię go, bo jest skromny, niezaborczy i ładny.

    Zaszczycona wizytą, pozdrawiam mamę i córkę!

  80. Droga Pani Małgorzato,
    nasze największe wzruszenie wzbudził „nieznany chwaścik” – bardzo takie lubimy :)

  81. O, tak, Anette, ja przeżywam co roku to samo zdumienie: jak to, z suchego patyka wykształca się TAKA róża?! Z ziarenka wielości maku – TAKI kwiat?!
    Coroczne cuda.

  82. Jakie wspaniałości ma Pani w ogrodzie! U mnie w tym roku z upodobaniem sadzimy z Mężem warzywa i czuję ogromną wdzięczność do Matki Ziemi, że z tak małych ziarenek ogórków, dyni, rzodkiewek daje nam takie przeobfite dary. (Oczywiście na ogórki i dynie jeszcze czekamy, rzodkiewki już chrupiemy).

  83. Muszę jednak oznajmić, że ten różowy bez nazywa się „Podmoskownyje wiecziera”.

  84. Ach, jaki piękny świat na różowo! I tyle poezji, a jeden wiersz piękniejszy od drugiego. Ci nasi wspaniali klasycy niezastąpieni. I każdy ma swój własny styl i własnego ducha. Świat jest piękny! „Dziękuję!” (a z kogo ten cytat, a z kogo?)

Możliwość komentowania jest wyłączona.