Ponurość berberysu

IMG_20200510_160549

 

Ogden Nash (1902-1971)

DZISIAJ ŻADNYCH WIZYT U LEKARZA, DZIĘKUJĘ BARDZO

 

Euforia to, jak rozumiem, poczucie, że się ma świetne samopoczucie;
       jeśli tak, to jestem dziś w stanie euforycznym lub nawet euforialnym,
Czuję się zwinny jak grecki bóg, a apetyt mam o rozmiarze gargantuiczno- birbantualnym;
Tak, dziś potrafiłbym nawet wyjść bez kaloszy na dwór
I wykonać wspaniałomyślny gest, na przykład komuś o nijakiej osobowości odstąpić cały moich zalet i wad wór.
Dziś mam dzień eufemeryczny i zupełny ze mnie skowronek,
Jak on, będę dzwonić w niebie i wiać w te pędy, zanim ktoś otworzy drzwi na mój dzwonek.
Będę dybać na karibu na Karaibach,
Bałamucić w pół minuty marabuty na redutach, libacjach i bibach,
Spiszę pamiętnik namiętnych –
Ech, młodość, jej euforie i eufurie! –  niepojętych chętek i chęt mych,
Które zresztą w moich wczesnych latach przeradzały się w jednego typu zbytki:
Można mnie było znaleźć nie tyle w buduarach, ile w barach,
         zwłaszcza serwujących podwójne hamburgery i podwójne frytki.
Ktoś chce się opić barszczem na Montmartrze?
Ja mu dostartrzę.
Ktoś chce pływać bezpłatnie na tratwie po Łotwie?
Ja to załotwię.
Mogę grać fugi w rytm boogie-woogie na organach a nawet organkach,
Wygłaszać po portugalsku pogodne pogadanki o pagodach, pagonach, poganach albo pogankach,
Wzuwać lub zrzucać obuwie bez pomocy rąk, zwłaszcza że w zakresie obuwia jestem wierny  mokasynom,
I jeśli nie wyjaśnić, to przynajmniej instynktownie wyczuć, na czym polega różnica między    antybiotykiem,  antypatykiem i antytoksyną.
Ludzkości, nie przypisuj mi pychy, nie gań mnie za ten wzlot mistyczny czy eufemistyczny,
Naszedł mnie dziś po prostu nastrój euforystyczny.
 *
*
(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

IMG_20200510_160809

 

Ogden Nash

NO DOCTORS TODAY, THANK YOU

They tell me that euphoria is the feeling of feeling wonderful,
well, today I feel euphorian,
Today I have the agility of a Greek god and the appetitite of a
Victorian.
Yes, today I may even go forth without my galoshes,
Today I am a swashbuckler, would anybody like me to buckle
any swashes?
This is my euphorian day,
I will ring welkins and before anybody answers I will run away.
I will tame me a caribou
And bedeck it with marabou.
I will pen me my memoirs.
Ah youth, youth! What euphorian days them was!
I wasn’t much of a hand for the boudoirs,
I was generally to be found where the food was.
Does anybody want any flotsam?
I’ve gotsam.
Does anybody want any jetsam?
I can getsam.
I can play chopsticks on the Wurlitzer,
I can speak Portuguese like a Berlitzer.
I can don or doff my shoes without tying or untying the laces because
I am wearing moccasins,
And I practically know the difference between serums and antitoccasins.
Kind people, don’t think me purse-proud, don’t set me down as
vainglorious,
I’m just a little euphorious.

 

 

 

 

 

 

136 przemyśleń nt. „Ponurość berberysu

  1. O, jaka miła wiadomość znienacka! Dziękuję, Honorato!

    Uśmiecham się do Janka.

  2. Kochana DUA! Muszę napisać, bo nie wytrzymam. Dzisiaj doszedł mój egzemplarz ,,Na Jowisza”. Przepadłam. Jak tylko mały Janek zasnął na popołudniową drzemkę, z fascynacją zatraciłam się w lekturze. I dziękuję! Znowu ta radość czytania o ulubionej serii i wspomnieniach DUA.

  3. Magpie, chyba masz rację! Jak mówię, wszystkie okazy Arthura Bella, które oglądam na wsi, rosną przed frontem domu. Może to z tego właśnie powodu?

  4. Znamy, znamy, Piętasiu!

    Są i archiwalne audycje w sieci, polecam! (Wójcie Wiewiórko, coś dla Ciebie!). Ten z trąbą też oglądałam.

  5. Jak rozkwitnie, to sprawdzę, czy pachnie. U mnie pierwsze rozkwitają stare, powojenne róże (już kwitną), potem cukrowe. Będzie konfitura! I parę innych przysmaków: lody, rachatłukum, szarlotka…

  6. Człowiek włącza w nocy radio, tak w okolicy godz. 1.00, aby przy jakiejś miłej muzyczce, dajmy na to jazziku dokończyć kuchenne prace, a tu niespodzianka (i za to właśnie kocham radio) – mili państwo Basińscy z kabaretu Mumio snują opowieści online ze swojego domu na Śląsku, gdzie mieszkają z gromadką swoich pociech oraz stadkiem kur jedwabistych, hodowanych w celu przytulalniczym. Pan domu barwnie opowiadał o architekturze Katowic z których pochodzi, swoim dzieciństwie i wędrówkach po hałdach (teraz także z całą rodziną), a na koniec zagrał na jakiejś trąbie strasznie fałszując, czym obudził jedną z pociech.
    Poza tym pan Darek objaśnił zasady wymyślonej przez siebie gry o wdzięcznej nazwie „Matoł”, a która to gra polega na zabraniu ze sobą na wakacje Encyklopedii i odgadywaniu dajmy na to przy ognisku po wycieczce rowerowej haseł z tejże encyklopedii, na podstawie opisu. Kto nie odgadnie – ten „matoł”. Bywa, że wokół ogniska siedzą już same matoły. Wtedy zabawa wcale się nie kończy a wręcz przeciwnie jest jeszcze ciekawiej, bo towarzystwo snuje zaciekle zabawne dociekania na temat domniemanego hasła. Ryczałam że śmiechu w środku nocy. Taki był zresztą cel redaktor prowadzącej – pani Barbary Marcinik: obśmianie wirusa ;)

  7. Tak, tak – Arthur Bell to wspaniała róża, pięknie pachnie. U nas się tak spieszy z kwitnieniem, bo rośnie pod oknem, chyba ciepło budynku jej się tak podoba.
    I gdy ją widzę, to zawsze przypomina mi się piosenka Jeremiego Przybory: „W kawiarence Sułtan”.
    Lubię żółte róże, czekam też na kwiaty róż Graham Thomas. Mam dwie!

  8. Aaa, Magpie! Doskonała wiadomość! Mam i ja Arthura Bella, co to za wspaniała róża, prawda? A jaki zapach!
    Widzę tę różę przed wieloma domami wiejskimi w naszej okolicy. Okazuje się, że jest bardzo popularna, i słusznie.
    Ślicznie wygląda w towarzystwie szafirowych ostróżek albo fioletowej szałwii.

    Bzy, Mamo Isi, u Was zakwitły później niż w Wielkopolsce. To i dłużej się nacieszycie.

  9. Moja Louise Odier też lada dzień zakwitnie! Też jako pierwsza.
    Bzy wciąż jeszcze w pełni kwitnienia. I doszło kilka ogromnych szafranowych wiech żarnowca.

  10. U mnie Louise Odier też w pączkach, za chwilę będą kwiaty. A przed chwilą powojnik mnie nabrał, myślałam, że to Louise rozkwitła… Krótkowidz ze mnie, to i się z daleka pomyliłam.

  11. Żeby nie było: i ja podpisuję się pod hasłem: „Precz z polityką”!
    Tylko smutno mi ostatnio… Kłapouchy ze mnie…
    To coś miłego, dla równowagi. U mnie zakwitła pierwsza róża : Arthur Bell.

  12. Oooo, Paul Noel jest cudownej piękności, podziwiam!
    Sowo, a czy ma pachnieć w dodatku?

  13. O, znam to uczucie, Sowo!!!
    Ja tak chodzę koło mojej Louise Odier, która co roku zakwita jako pierwsza.
    Pąki ma jak ciemnoróżowe kulki, lada dzień któryś się otworzy.
    Miłego podglądania!

  14. Magpie, bardzo dziękuję za zrozumienie.
    Tak, Justyno, polityka w naszym kraju opiera się głównie na ustawicznych kłótniach i obrażaniu się wzajemnym.
    A na mojej stronie autorskiej zajmujemy się tym, co piękne i dobre, a więc ponadczasowe.

  15. Moja nowa róża Paul Noel ma jeden pączek. Obserwuję ją codziennie jak Mały Książę.

  16. „Precz z polityką” i właśnie odkryłam, dlaczego tak dobrze się tu czuję! Dobrego dnia!

  17. Dodajmy, że „Zapiski” to podtytuł „Zwierzęcej zajadłości” Stanisława Barańczaka.

    Dzień dobry wszystkim!
    Taka nowina: bzy przekwitają. Niestety!
    Lecz wkraczają pierwsze róże: stety!

    PS – precz z polityką! Nie ma tu dla niej miejsca. Magpie, wkroczyłaś na jej teren, więc Twoją wiadomość zachowam dla siebie.

  18. To jeszcze z Zapisków zniechęconego zoologa:
    ŁABĘDŹ
    Szyją wygiętą jak znak zapytania
    Łabędź narzuca nam własne Wahania.
    „Jak jest poprawnie – Łabędź, czy też Łabądź?”
    – Nie nudź, kretynie, lepiej Słownik nabądź.

  19. Proszę uprzejmie, Bożenko.

    Adelajdo, dziękuję! Jak to miło, że się podoba!
    Za wiad.pryw. dziękuję – tak, to on!
    Ależ mam uważne Czytelniczki kochane!

  20. Dzień dobry.
    Piszę tu po raz pierwszy, choć lektura Księgi Gości stanowi ulubiony element każdego mojego dnia i chyba jestem już uzależniona. Uwielbiam miły nastrój, jaki tu panuje, atmosferę życzliwości, uprzejmości i wzajemnego szacunku. Czerpię stąd również inspiracje czytelnicze i muzyczne. Słowem, jestem ogromnie wdzięczna, że taka strona istnieje i że mogę tu odetchnąć od zabieganej codzienności. Dziękuję!
    Dzisiaj przyszedł długo wyczekiwany egzemplarz „Na Jowisza!” i muszę przyznać, że rzuciłam wszystko, by móc w sposób zachłanny oddać się lekturze. Jutro będę miała dwa razy więcej pracy (zdalnej), ale co tam. Warto było. Książka jest cudowna, tyle tu smacznych anegdot z życia Ulubionej Autorki i Jej rodziny, pięknych ilustracji i zdjęć! Mam zamiar za chwilę czytać ją po raz drugi, tym razem wolniej. Bardzo dziękuję za tyle wrażeń, były mi tak potrzebne w tym trudnym czasie. I, nieśmiało, ale żarliwie proszę o jeszcze!

  21. U Mistrza jest wszystko :)

    Ale widzę, że Kot najwyraźniej dopadł i zjadł również gwiazdkę oznaczającą przypis. Jeśli można prosić o uzupełnienie tej gwiazdeczki…

  22. Pokiwawszy głową nad obnażoną publicznie Smutną Prawdą, na pociechę dorzucam TAPIRA.

    Stanisław Barańczak

    TAPIR
    Na widok pyska Tapira,
    Chęć Życia mnie wręcz rozpira:
    Kondycja Ludzka – zgoda – to rzecz nader niska,
    Ale przynajmniej nie ma się takiego pyska.

  23. A odróżnić kosa od kota?

    Stanisław Barańczak
    (z tomiku – dzięki za przypomnienie, Mamo Isi! – „Zwierzęca zajadłość. Z zapisków zniechęconego zoologa”, ze smakowitym przypisem Autora)

    KOS I KOT
    Irytujące u Kosa
    Jest to, że patrzy z ukosa.
    Nawet nie patrzy – zerka.
    Zupełna Moralna Ścierka.
    Tylko kompletny idiota
    Pomyli Kosa i Kota:
    Kot, Prostolinijne Zwierzę,
    Spogląda Kosowi szczerze
    Wprost w Oczy, po czym sąsiada
    Uczciwie dopada i zjada.

    KRUK*
    Słabość do Kruka miał wpierw Noe,
    A potem – Edgar Allan Poe.
    (Trzeba by raczej czytać „Poł”,
    Lecz wtedy Dowcip w łeb by wziął.)
    Kruk miał więc sympatyków dwóch.
    Zuch.

    *Autor zdaje sobie sprawę z faktu, że nieproporcjonalne uprzywilejowanie litery „K” w niniejszym alfabecie może wzbudzić opory Zwolenników Ładu i Porządku. Niemniej, Smutną Prawdą jest to, że Ładu i Porządku, podobnie jak Sprawiedliwości, w Świecie Przyrody i tak nie ma.

  24. Och Zgredzie ja też dziś terapeuciłam; tyfloterapeuciłam online. A zamiast w telewizor wolę patrzeć na moje iryski…

  25. Ja też nie mam telewizora. Kiedy przeprowadziłam się do swojego malutkiego mieszkania (Lubię powtarzać słowa Małego Księcia „Mam tak mało miejsca „), zostawiłam miejsce, żeby go kiedyś kupić. Teraz po dwóch latach miejsce jest zajęte zdjęciami bliskich i kwiatami, a mnie szkoda czasu na telewizję. I wcale nie żałuję…

  26. UA, nim zaczęłam dzisiejsze zajęcia zdalne, odebrałam „Na Jowisza!”. Podczas zajęć starałam się nie podczytywać (w chwilach, gdy studenci pracowali samodzielnie), ale jednak musiałam zerknąć. Będę ćwiczyć silną wolę, bowiem mam do sprawdzenia stos (w przenośni, bo to raczej folder) prac. I czytać będę mogła dopiero, gdy wszystko sprawdzę. A książka tak kusząco pachnie…

  27. Mamo Isi, ja do nagrywania wykorzystywałam (jako nastolatka) radiomagnetofon kasetowy Kasprzak.

    Z oglądania telewizji zrezygnowałam kilka lat temu. Wciąż jeszcze posiadam jednak telewizor, do którego jest podpięty odtwarzacz DVD – zgromadziłam bowiem w swoim czasie spory zbiór płyt z ulubionymi filmami, do których lubię wracać. Jednym z najczęściej oglądanych poprawiaczy nastroju jest w moim przypadku „Masz wiadomość” z Meg Ryan i Tomem Hanksem. Ach, ta cudna, klimatyczna księgarenka… (Uwielbiam też pierwowzór tej komedii – „The Shop Around the Corner” z 1940 r. – na ten film mam zazwyczaj „fazę” w okresie bożonarodzeniowym).

  28. „Córka Robrojka” również do moich ulubionych należy.

    Jeżeli RADIO, to tylko Z DUSZĄ. Takiego radia zawsze starałam się słuchać. Na takim radiu się wychowałam.

  29. Niebieska żabko, dzięki za wierszyk! Optymistyczny jest.

    Dominiko, bardzo lubię dalie, ale musialam z nich rezygnować” nie mam gdzie przechowywać bulw! Piwnica niby chłodna, ale w niej nie przetrwały.

  30. Dzień dobry! Ja również zaznaczam swą obecność wśród „nieposiadaczy” tv. Jak tylko się pobraliśmy 12 lat temu podjęliśmy decyzję, że nie chcemy w naszym domu tego złodzieja czasu, pokoju i radości! Na wyczekiwane igrzyska olimpijskie można iść do teściów a dziś – wszystko co wartościowe obejrzeć w internecie :-) I zawsze tak się cieszymy a nawet piejemy z zachwytu gdy kochany Robrojeczek postępuje w tym temacie jak należy! W ogóle droga szczególnie mojemu sercu ”Córka Robrojka” jest wyjątkowo aktualna. Nie będę pisać więcej bo znowu mi się kręcą łzy w oczach – Pani Małgosiu co te Pani książki ze mną „wyprawiają”? ;-) Od kilku też dni zaczęłam się coraz mocniej podkochiwać w daliach… I na mnie przyszedł czas!

  31. Ostatnio bawiłam się trochę różnymi rymami. W rezultacie wyszedł mi taki oto krótki wierszyk.

    Ślepym człowiekiem nie jest warto być.
    Lecz gdy w krajobrazie groza
    Nie przychodzi żadna trwoga,
    jednak gdy świat czasem ładny
    wzrok swój warto mieć otwarty!

  32. Nie cierpię na podagrę, więc nie muszę zjadać podagrycznika. Zresztą nie utrzymujemy stosunków towarzyskich.

  33. Kochana Bratnia Duszo, właśnie byłam wysłałam do Cię przesyłkę i mam nadzieję, że dojdzie w całości; jak (i jeśli) dojdzie, rzeknij słowo, to się uspokoję. Powiedzieli na poczcie, że dojdzie jutro, ale nie sądzę, aby się czuli związani słowem, chociaż któż to może wiedzieć?
    Miechunka, powiadasz – spróbuję koło iglaków; mogłaby się trochę popanoszyć, ale jak na razie, nie chce.

  34. Dobra wieść z miechunką, już wiem, gdzie ją posieję. Zamówilam właśnie kolejny tysiąc nasion. Jak szaleć, to szaleć. (Korzenie podagrycznika widzę i czuję, gdy zamykam oczy przed snem.)

  35. Podagrycznik można podobno zjadać. Na przykład w sałatce z mniszkami, do duszonych lub podsmażanych ślimaków winniczków.
    Też mam ZK140T, TV nie mam. Zepsuł się dwie dekady temu, komu by się chciało naprawiać.

  36. Terapeutka z Dąbrowy Górniczej
    Łkała: „Dziczeć chcesz, serce? – to dziczej!
    Grzęznąc w życia zjełczałej osełce,
    Terapeucę wciąż i terapeucę…
    Duszo, spsiałaś? Zstąp niżej: zjamniczej!”

    St.B.

  37. Mnie sie zaczyna wszędzie wpychać miechunka, którą kiedyś posadziłam w ilości kilkunastu sztuk. Bardzo ekspansywna, jak się okazuje!
    Ale też demonstruje wyraźnie, co lubi: otóż cień lubi i okolice iglaków!
    Ach, Mamo Isi, bratnia duszo. Życie bez TV – u nas już od dwudziestu lat – jest o tyle piękniejsze!

    A niektórzy się dziwują i mają za złe: -Jak można nie wtykać nosa do rynsztoka!? Uciekasz od życia!

    Nie, bynajmniej. Właśnie wracam do niego i oglądam je, jak należy, własnymi oczami.

  38. W ramach inwentaryzacji, kto na czym nagrywał – ja na Tonette. Prawdę mówiąc, radia w ogóle nie słuchałam, bo okrutnie ględzili. Zresztą odkąd przed wiekami przestałam oglądać TV – też jakoś zupełnie nie odczułam braku czegokolwiek. Zżerało tylko czas.

  39. Niecierpek balsamina – to jest inwazyjny upiór! Podobnie jak jaskółcze ziele. Na szczęście jakoś je wypchnęłam z ogrodu. Podagrycznika nie dałam rady się pozbyć do końca – siedzi po kątach i czeka aż opadnę z sił. Natomiast kozibród łąkowy, którego ściągnęłam ze względu na piękne olbrzymie dmuchawce doskonałe do suchych bukietów – rozlazł się pędami wszędzie i nie wiem, czy dam radę go wytępić.
    Jakoś Čapek przeoczył w „Roku ogrodnika” ten element bezustannej walki z potworami.

  40. Ja nagrywałem też na magnetofonie szpulowym ZK140T.
    Dobranoc!
    P.S. Przypomina mi się Lektura Nadobowiązkowa, w której Autorka przyznaje się do nieposiadania altany.
    Tak… I tak można.

  41. To prawda! I jakie świetne nagrania!
    Co mówiąc, wracam do starej, dobrej książki.
    Dobranoc!

  42. O, również nagrywałam we wczesnej młodości ulubione piosenki na kasety magnetofonowe! Jak się wyczekiwało nieraz przy radiu na tę ukochaną piosenkę! A teraz – wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki w Internecie.

  43. Mamo Isi tak myślałam, ale przy astrze i tym słoneczniku to barwinek jest aniołkiem. Nie wiem, co się stało temu podagrycznikowi, zdziczał. Jak będą wyglądały tereny zielone za 20 lat?
    Tak jak nawłoć kanadyjska, gdy przekwitnie.
    Niszczą nasze delikatne zioła i roślinki, kwiatuszki.
    W ogóle pojawiło się tyle nowych odmian, że ja się zupełnie gubię i boję się coś kupować.
    Może uratuję sobie te stare rzeczy, które mi jeszcze zostały. Stare, ale jare

  44. Można po 2 osoby na łódce. Nie wystarczy na regaty, przy najlepszych chęciach.

  45. Anette, nie, niekoniecznie. Listy przebojów nudzą mnie raczej, wolę sama buszować po obszarach wszelkich sztuk. Bez niczyich sugestii!
    Ale owszem, słuchałam radia, zwłaszcza na wakacjach. Nawet gorliwie nagrywałam sobie piękne utwory muzyczne, a także najładniejsze piosenki, na taśmy kasetowe. Zabawnie teraz o tym pomyśleć.

  46. Jeszcze na fali „Na Jowisza” chciałam dopytać o jeden szczególik. W „Brulionie Bebe B.” Aniela w jednym momencie „Podeszła do radia i włączyła program trzeci. Trafiła na Leonarda Cohena, który ciemnym głosem mruczał ‚I’ m your man (…)” (s. 137). Czy mowa tu o Programie Trzecim Polskiego Radia? Czy słuchała Pani w tamtych czasach Listy Przebojów Trójki jak całe rzesze współobywateli? ;)

  47. Jeszcze nie, i nie wiadomo jak ten sezon będzie wyglądał. Kilku znajomych ma małe łódki i zawsze mnie namawiali na pływanie na nich. Dzisiaj są regaty na małym jeziorku, które jest całkiem blisko, to pojadę poobserwować. Może się skuszę .

  48. Ateno dzień dobry! Jak tam, czy już na wodzie igrasz, w towarzystwie Posejdona i trytonów, czy nadal obostrzenia królują w Chicago, nawet wobec bogiń?

  49. Wiemy, Zofio kochana, wiemy! Dzięki za dobre słowo, a pomyłką się nie martw, już poprawiona! Już się szykuje dodruk i odtąd wszystko będzie już w „Jowiszu” bezbłędne.

  50. Pani Małgosiu „Na Jowisza Uzupełniam Jeżycjadę” jest cudowną i wspaniałą książką. Ja jestem nią oczarowana jak zwykle bije od niej ciepło i dawka dobrego humoru. Nie wiem jak Pani to robi, bo to jakaś istna magia.
    Jednakże w książce znalazłam mały błąd, a mianowicie Mila Borejko wraz z rodziną byli pod namiotami w Idzie Sierpniowej, a nie w Kwiecie Kalafiora i to w Idzie Sierpniowej Pani Borejko wraz z córkami pisały listy do Idy.
    To tylko taka moja jedna mała uwaga. Ale i tak książka podoba mi się szalenie.

  51. Zgredzie, jak zawsze krótko zwięźle i na temat. :-)
    Lubię ponurość berberysu, tak samo jak ponurość Kłapoucha.

  52. I odwrotnie, Sowo. Dobry plan może się przyczynić do spełnienia niejednego marzenia.

  53. Ach, Jas, skąd ja to znam? Sama sprowadziłam do ogrodu bluszcz pospolity, paproć orlicę, barwinek i sama teraz z nimi walczę, bo postanowiły zająć cały ogród.

  54. Gorsze są te rośliny inwazyjne np. aster nowobelgijski, czy słonecznik bulwiasty, albo nawłoć kanadyjska, rzeczywiście niszczą resztę kwiatów, ach te allelopathy.
    Najgorzej, że błyskawicznie się rozprzestrzeniają. Wychodzą chętnie poza ogródek.
    Jest lista na stronie gdos.
    Nasza fauna z czasem zmienia się nie do poznania. Mało zostało niezmienionych krain, gdzie rośnie rodzima roślinność.
    Sama teraz zużywam czas na naprawienie tego co zepsułam. Wykopać korzenie to jedno, ale co z nasionami? Świat się zmienia.

  55. A nasz berberys jest zielony prześliczną zielenią, jedną z najpiękniejszych na wiosnę! Nie przepadam za tym bordowym, jest ponury.

  56. Dzień dobry!
    Jakie miłe zwierzątko od samego rana!(7.29!)
    Cudowna dziś pogoda. A jaki zapach w ogrodzie!

  57. Dzieńdoberek! Odściskuję z mocą:)

    To jeszcze jedno zwierzątko:

    NOSOROŻEC
    Nosorożec – zwierz brzydki.
    Małe z niego pożytki.
    Sytuację uproszczę:
    Żegnam cię, nosorożcze.
    (przeł. Stanisław Barańczak)

  58. Marzenia i plany, to dwie różne rzeczy. Niektóre marzenia z góry skazane są na porażkę, a jednak to one nadają sens i kierunek mojemu życiu.

  59. Zgredzie, podrzucam z „Ani”:
    „Nikt nie jest za stary na marzenia. Tak jak marzenia nigdy się nie starzeją” :)

  60. Zgredzie i ja pomyślałam o Ani – o tak! Ania najmilsza marzycielka! Moja córeczka to właśnie Ania. Jeszcze malutka, ale chcialabym żeby miała coś z Ani Shirley…

  61. Nie jestem ekspertem od Ani z Zielonego Wzgórza, ale ona na pewno miała marzenia i na pewno o tym mówiła, więc może KC coś rzucą?

  62. GraCy, poprawione.

    Zgredzie, osobiście odróżniam jastrzębia od czapli intuicyjnie. Żeby nie wiem jak wiało.

  63. Szalony jestem tylko przy wietrze północno zachodnim; kiedy z południa wieje, umiem odróżnić jastrzębia od czapli.

  64. Jakubie P. (wiad.pryw.)- tak jest, proszę przesłać list do Akapitu. Pozdrawiam Dziadka!:)

  65. Magdo, nie wiem, czy to aby stosowne, ale mi się kojarzy Dezyderata.

    „Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.”
    „Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.”

  66. Dziękuję za poprawienie (ten sam błąd popełniłam jeszcze w innym miejscu –
    tam, gdzie wspominam m.in. o berberysie).
    Pisząc: „na forum” miałam na myśli: „publicznie”. Nie wyraziłam się precyzyjnie. Mea culpa!

  67. Pani Małgosiu, dziękuję za przywołanie oryginału. I tu, śmiem twierdzić, tłumacz znów przebił poetę. Wydaje mi się, że lepiej oddał komizm, absurd (znów! Znów!) sytuacji, że tak powiem, lirycznej ;) A może po prostu język polski sprawniej oddaje taka zabawę słowem? Ale to tylko moje domysły, bo angielski przeciez też jest świetnym tworzywem pod tym względem. Jednak wydaje mi się, że w przypadku „Kota” („Cata”?) oryginał jakby nieco mdly, w przekładzie Baranczaka humor aż iskrzy ;)

    GraCy, „Pies” też genialny!

  68. Już poprawiłam.
    Maleńka uwaga: to nie jest forum. Księga Gości ma inne prawa (i potrzeby).

    Mamo Isi, no właśnie.
    Ściskam Cię.

    W „Jowiszu” jest taki jeden bezcenny list Stasia (dział: Rozrywki umysłowe), w którym karci mnie za zbyt oczywiste rymy. Warto go przestudiować!

  69. To zaszczyt być nazwaną Fluidową przez DUA! Jakże mi miło!

    Tak na marginesie: Wiem, że właściwa pisownia skrótu przy nazwiskach osób
    zajmujących się tłumaczeniami to: tłum.
    Ale na użytek własny stosowałam sobie zapis: tł. (niepoprawny!)
    I takiego zapisu użyłam z rozpędu na forum :-(
    Uprzejmie proszę przymknąć na to oko.

  70. Magdo, a może jeden z największych marzycieli i jednocześnie ludzi czynu, czyli Walt Disney?
    „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać.”
    „Myśl. Wierz. Marz. Miej odwagę.”

  71. Już nie mówiąc o tym, że nie tylko przyswoił językowi polskiemu zwierzęce tematy z innych poetów, ale przecież i sam stworzył własny zwierzyniec: „Zwierzęca zajadłość. Z zapisków zniechęconego zoologa”.

  72. Dzieci się pasą wyłącznie zwierzątkowymi wierszami Brzechwy. Nie ujmując Brzechwie, mogłyby się też paść zwierzątkowymi tłumaczeniami Barańczaka. Jako to choćby:
    MUCHA
    „Pan Bóg stworzył muchę.
    Nieb milczenie głuche
    Kwituje kwestię, nad którą
    teologowie się pocą:
    Po co?”
    (przeł. Stanisław Barańczak)

  73. Buczynko, a to się ucieszyłam z przygód „Jowisza”, i to gdzie – w Beskidzie Sądeckim!
    Pozdrawiam więc Gospodarzy, a Was ściskam i życzę wspaniałego odpoczynku! (A widzisz, mąż miał rację!Już dawno trzeba było wyjechać!)

    PS – Jasne, że można.

  74. Racja, Krzysztofie. To w tym rzecz. Ja też mam plany, i to konkretne.
    Może ludzie praktyczni tego się po prostu trzymają.

  75. Mimi, proszę bardzo:

    Ogden Nash
    THE CAT

    You get a wife, you get a house,
    Eventually you get a mouse.
    You get some words regarding mice,
    You get a kitty in a trice.
    By two a.m. or thereabouts,
    The mouse is in, the cat is out.
    It dawns upon you, in your cot,
    The mouse is silent, the cat is not.
    Instead of kitty, says your spouse,
    You should have got another mouse.

  76. Odpowiadając na pytanie DUA – tak, jesteśmy w górach całą rodziną, w pięknym miejscu Beskidu Sądeckiego i jako mieszkańcy kamienicy w Krakowie czujemy się jak wypuszczeni na wolność. Jest cudownie – wszystko pachnie, wiosenna zieleń szaleje (tutaj wegetacja jest jak zwykle parę tygodni do tyłu, właśnie buki mają tą wczesną zieloność), Basia maluje akwarelki, dzieci biegają po trawie, leżymy na łące i gapimy się na niebo, obłoki i krążącego wysoko myszołowa. „Na Jowisza” przyjechało tu z nami i czytamy je na tarasie, okazało się zresztą, że gospodarze też już mają swój egzemplarz :). Mąż zrobił tej wspaniałej księdze nawet przyjemną fotkę – jeśli można, to udostępnię ją Emilce na FB :)
    Jest tak wspaniale, że doprawdy nie wiem jak w sobotę wrócę do rzeczywistości, bo choć Kraków jest naprawdę dobrym miejscem do mieszkania do pandemia niestety uprzykrzyła najmilsze nawet czynności typu wyjście do parku. Cieszę się, że Pani jest to oszczędzone ze względu na własny ogród.
    Przesyłamy Pani najserdeczniejsze uściski Kasia – Buczyna z rodzinką

  77. DUA, coś w tym jest, bo też marzeń nie posiadam. Zwykle na pytanie o takowe odpowiadam, że zamiast nich mam plany. Chociaż człowiekiem czynu bym siebie nie nazwał. Dziwne.

  78. O, faktycznie!
    Nie spojrzałam na to pod tym kątem.
    Tym bardziej – powinien być dobrze dobrany, ten cytacik;)
    Rzeczywistości nie musi dotyczyć, raczej zapału w realizacji tychże marzeń. A że szkło się tłucze na szczęście…
    Jeszcze się zastanowię.

    Pożyczyłam dziś „Dziennik” Juliena Greena, o którym wspominała Pani parę miesięcy temu.
    Gdy przeczytam, to może się dowiem, kto pierwszy powiedział, że „Pan Bóg pisze prosto po liniach krzywych”.
    Tyle wody upłynęło – a wciąż mnie to ciekawi.

  79. Jak już, to już:

    Ogden Nash

    DRÓB

    Weźmy takie jajo (model kurzy).
    Jajo nie ma pod spodem odnóży.
    Produkuje kurę kurze jajo,
    Kury wszakże odnóża mają.
    To nie koniec (dreszcz biegnie po skórze):
    Kurze się przydarza jajo (kurze)
    I znów szok: jajo nie ma nóg, czy choćby stóp.
    Niepojęty ten drób!

    (przekład: S. Barańczak)

  80. Tak, Kochana Autorko, jesteś człowiekiem czynu, i to jakiego!!!

    Wiersz świetny. Nawet w moim odczuciu, tłumaczenie przycmiewa oryginał. Ale tu akurat trudno się dziwic :D

    Mamo Isi, utwór (słownik mi podrzuca: otwór, hi hi) przedstawiony przez Ciebie chyba jeszcze zabawniejszy! Oryginału nie znam, ale tłumaczenie boskie :)

  81. O, Madziu, ryzykowny jest cytacik o marzeniach i rzeczywistości, zwłaszcza na szkle grawerowany.

    GraCy, właśnie przed chwilką czytałam ten wierszyk wnuczce!(bardzo się śmiała).
    Widzę, że w dodatku jesteś Fluidowa!

  82. Okazuje się, że ja też, Pani Małgosiu.
    U mnie to wygląda raczej tak, że jak już marzyć – to marzyć – a niekoniecznie rozmyślać o marzeniach w teorii.
    Ale cytatcik by się przydał, oj przydał, na grawerunek na szklanym podarku.

    Justyno – dziękuję! :)

  83. A propos wspomnianych opadów wyczekiwanych: tak jakoś przyszedł mi do głowy spacerek w deszczu.
    W kaloszach. I z psem. Do tego – dziś jeszcze raz – pasuje Nash:

    „Psa zdefiniuję jednym słowem:
    Pies jest stworzeniem uczuciowem.
    Wiem też (z doświadczeń własnych, owszem):
    Pies mokry jest najuczuciowszem.”
    /tłum. S.Barańczak/

  84. Madziu, a ja nie mam żadnych cytatów o marzeniach.
    Sama się tym zdziwiłam.

    To chyba dlatego, że z zasady nie marzę, jestem człowiekiem czynu.

  85. Magdo Z, pobieżnie przejrzałam mój skarbiec z mądrymi myślami i znalazłam takie o marzeniach:

    „Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki” – Paul Michael Zaulenher

    „Ten, kto ma co najmniej jedno marzenia, ma powód, by być silnym” – Sanmao

    „A więc pamiętaj – w trudną porę,
    marzeń masz być ambasadorem” – Czesław Miłosz

  86. Ha! A u mnie nie pada, choć podlewałam, również Substralem.
    Zgredzie, a odróżniasz berberys od blueberries?

  87. Ha! Otóż z tej właśnie książki pochodzi cytowany przeze mnie we wpisie wiersz Nasha.
    To prawda, książka jest cudownie śmieszna. Cieszę się, GraCy, że mamy podobne poczucie humoru i nawet podobne berberysy.

    Gdy kokietka krewetka pędzi za lubym krewetem,
    Prędzej czy później wpada na niego z całym impetem.
    Trzeba mieć zdrowie i odporność mułów,
    Gdy się posiada przezroczysty tułów.

    (Nash, Barańczak)

  88. Z nieco innej beczki.
    Poszukuję zgrabnego cytatu lub złotej myśli na temat marzeń i ich realizacji, a z rezultatu dotychczasowych namysłów jestem średnio zadowolona. (Stąd bierze się moja prośba).
    Gdyby ktoś z obecnych miał coś na podorędziu (a to możliwie w tym świecie fruwających aluzji literackich) i zechciał się ze mną podzielić, to będę wprost dozgonnie wdzięczna.
    Z góry dziękuję i sama namyślam się dalej :)

  89. Ha, nadal nie widzę ponurości w ponurym berberysie. Ale może to jest kwestia mojej ponurej osobowości. Ponurość berberysu odpowiada mojej ponurości i nie wyczuwam tego kontrastu. A jak on się przepięknie przebarwia na jesień, prawda?

  90. Ku swemu ogromnemu zadowoleniu posiadam egzemplarz „W świecie mułów nie ma regułów” rzeczonego duetu O. Nash /tłum. S. Barańczak. To dla mnie źródło fantastycznej rozrywki i uciechy. (Już same rozbudowane tytuły niektórych zawartych tam wierszy są świetne, np.: „Do chłopczyka stojącego na parze butów, które w tej samej chwili ja mam na nogach”.)

    Na dodatek (cóż za połączenie dzisiejszych wątków!) posiadam w swym ogrodzie działkowym okazały
    i o tej porze roku absolutnie nie ponury egzemplarz berberysu ottawskiego „Superba”. Ma piękne, purpurowe liście z niebieskawym połyskiem, a do tego właśnie teraz zakwitł kaskadami żółtych kwiatuszków. Jest to bardzo dekoracyjny kontrast; podświetlony słonecznymi promieniami wygląda zjawiskowo. Być może jest to nawet ta sama odmiana, którą prezentują zdjęcia naszej DUA (?) Tyle tylko, że mój krzew to soliter – rośnie sobie w centrum ogrodu, w pełnym słońcu (to bardzo sprzyja tak ognistej kolorystyce i obfitości kwitnienia).

    Gwoli uzupełnienia dodam, że jako autorka wpisów jestem „tutaj” nowa (od dzisiaj); dotychczas funkcjonowałam jako cichy czytelnik. Natomiast moją jeżycjadową przygodę zaczęłam – będąc „wczesną” nastolatką – od lektury „Idy sierpniowej” drukowanej daaawno temu w „Świecie Młodych”… Absolutnie się wówczas uzależniłam. I tak to się zaczęło. I trwa…

  91. No coś podobnego, żeby młynarz nazywał się tak domiejscowo.

    Też instynktownie rozróżniam barbakan od barbituralu. Nawet po ciemku.

  92. Mamo Isi, dzięki za wierszyk i zachwyty. Co do pogodnej pęcherznicy, przycina się ją do woli, latem, po kwitnieniu. Kwitnie, nawiasem mówiąc, przeciętnie – białawo.
    Ale jakby kto wolał pęcherznicę ponurą, to jest i odmiana w kolorze berberysu, a nazywa się Diabolo.

    Cieszę się, że podjadasz pyszny i prawdziwy chleb. Uwaga: to nie miejscowość i nie młyn nazywa się Bogutyn, tylko młynarz, autor tych wszystkich smakowitych mieszanek chlebowych.

  93. Essentio, otóż właśnie: radość życia powinna nam zawsze towarzyszyć, nawet – a może zwłaszcza? – w dzień pochmurny.
    Nota bene, kochany Ludu, właśnie zakończyłam staranne podlewanie ogrodu, bo prognozy zapowiadają deszcz dopiero na przyszły tydzień.
    I co?
    Już pada.
    Sposób jest niezawodny.

  94. Wspaniały utwór na pochmurny dzień, gdy zapomina się o radości życia.
    Jeszcze tylko ulubiona część Jeżycjady, kakao i dzień w pełni udany.

    pozdrawiam cieplutko

  95. Potrafię instynktownie wyczuć różnicę między berberysem, beri-beri a barbarzyńcą.
    W ogrodzie.

    A wiersz – humoru tak potrzeba! Super!

  96. Pęcherznica potrafi zająć 5 metrów w każdą stronę – tyle to nie znajdę.

  97. Zachwycające tłumaczenie. Lubię wersję Ogdena Nasha, ale tłumaczenie jest bardziej euforyczne;)

  98. Doszedł wór mąki pszenno-żytniej z zakwasem i solą himalajską ze młyna w Bogutynie i właśnie jem pierwszy, pyszny chleb zeń bez niczego, żeby nie psuć smaku. Miałeś rację, kochany Starosto, warto było poczekać! Toteż też jestem w nastroju euforycznym, mimo że jedynym zajęciem, jakim mogę się oddawać w ogrodzie jest zbieranie ślimaków, które wyległy masowo na okoliczność deszczowego tygodnia. Buty przemokły, kominek nie daje się zapalić, bo przyducha, a ja nic! Mogę też bałamucić w pół minuty marabuty na redutach, a co!

  99. „Masz żonę (ślubną), dom masz tyż,
    W nim zaś masz misz-masz, gdyż masz mysz.
    Przeklinasz mysz, masz dość jej psot?
    W terminarz wpisz: Zakupić: KOT.
    Jest kot. Noc. Śpisz. Spiż gwiezdnych cisz.
    Wtem wrzask! Drżysz: drze się kot, nie mysz.
    Zlewa cię zimny pot, gdy w lot
    Pojmujesz: taki, ot, jest kot.
    Kto milczy – milszy; milsza niż
    Łotr kot jest wyż. wspomniana mysz.
    Żona, wzburzona: «Wpisz do not:
    Dać spokój: MYSZ. Udusić: KOT».”
    /Ogden Nash, tłum. Stanisław Barańczak/

  100. Cała przyjemność po mojej stronie, Nini!
    (Ta świeża, żółtawa zieleń to właśnie pęcherznica, o której wspominałam uprzednio)

    A Ogden Nash był rozkoszny!
    Braciszek zaś był wirtuozem.

  101. To ciekawe, ile można się dowiedzieć ze „zwykłego” wiersza!
    Nie miałam pojęcia, że wiktoriański znaczy ogromny, jeśli chodzi o apetyt (gargantuiczny od razu przemawia).
    No i wiem już, gdzie doszlifować można portugalski. Pytanie, czy współczesny polski Berlitz może się równać ówczesnemu poecie?

  102. Sama nie wiem co podziwiać: tłumaczenie czy oryginał?
    A może tę swieżą zieleń, która bez ponurego berberysu zginęłaby w innym świeżym odcieniu (ten geniusz, edytor, podpowiada ościeniu ;o))?
    Idealnym rozwiązaniem będzie podziwiać wszystko. Dziekuję, DUA, za piękny zestaw!

Dodaj komentarz