Na biało

IMG_20200514_144642

fot. MM

 

 

Bronisława Ostrowska

BIAŁA GODZINA

 

Zszarzały klombów płomienne rabaty,

zgasł żar nasturcji i szkarletów krew –

I nagle widać tylko białe kwiaty

Pod ścianą mrocznych drzew.

 

Gwiazdy zabłysły w gałęziach topoli.

W białych tytoniach krążą szare ćmy –

Pamięć nie boli i życie nie boli …

Srebrne są kwiaty i gwiazdy i łzy.

 

IMG_20200514_145158

fot. MM

 

 

Bronisława Ostrowska (1881-1928)

SZCZĘŚCIE

 

Nie więźcie mnie, nie więźcie,

Nie powstrzymujcie mnie!

Ja muszę gonić szczęście,

Co szlakiem wiosny mknie.

 

Tak szybko, szybko pierzcha,

Tak wciąż ucieka z rąk!

Gdzie chwycę – tam już zmierzcha,

Już w nowy skwita pąk…

 

Nie przekwitł mi sasanek

Ukryty jeszcze w śnieg –

A juz kaczeńców wianek

Na modrym stawie legł…

 

Wczoraj mi błysł rozkwitły

Biały wiśniowy sad –

A dziś puch bzu błękitny

Na moje oczy padł…

 

Nie więźcie mnie! Nie więźcie!

Nie powstrzymujcie mnie!

Może dogonię – szczęście –

Co kwitnie w białym bzie.

 

 

IMG_20200514_144009

fot. MM

 

 

Beata Obertyńska (1898-1980)

MAJ

 

Tarnina biała wybuchła pod lasem,

Kłębi się, puszy i pieni,

W biel jej kolącą zanurza się czasem

Wiatr, co na przełaj przepycha się lasem,

W lepkiej, najmłodszej zieleni!

           Jak młody wyżeł, chudy, zziajany,

                 Wpada znienacka w wał kwietnej piany,

                       Dech traci i milknie pod lasem …

Rozkołysana pędem jego biegu

Tarnina pręty odgina sprężyście,

Kwiat sypiąc biały na trawę i liście …

Wiosenny, niedorzeczny sen o ciepłym śniegu…

 

IMG_20200514_151024

fot. MM

 

 

Kazimierz Wierzyński (1894-1969)

KIEDY SIĘ TWOJEJ ROZEŚMIANEJ BIELI

 

Kiedy się twojej roześmianej bieli

Kwiaty na wietrze, jak motyle, chwieją

I gdy na tobie słońce się pościeli,

Jakżeś mi droga, wiśniowa alejo!

 

Twój piasek płonie jak rozlane złoto,

A proste ścieżki są jak wierne ręce,

Co chcą prowadzić kogoś jeno po to,

By je stopami całował w podzięce.

 

IMG_20200514_150019

139 przemyśleń nt. „Na biało

  1. Bardzo dziękuję Ulubionej Autorce za jowiszowe wieści!
    Cieszę się na myśl o żółtych kokardkach w Pani ogrodzie.

  2. GraCy, dziękuję za dobrą radę! Mnie się podoba pomysł z żółtymi wstążeczkami. Zawiążę je na wdzięczne kokardki.
    Co do „Jowisza” dostałam tylko wiadomość, że się świetnie sprzedał i że szykują dodruk, i że to już-już. Ale uwaga!- w międzyczasie doszło do niespodziewanej zmiany właściciela: Egmont został kupiony przez wielkie amerykańskie wydawnictwo Harper & Collins. Tam teraz pracują nad owym dodrukiem – ta sama miła i kompetentna redakcja. I tam też należy szukać wznowionych egzemplarzy.

  3. Dzień dobry!

    Droga Pani Małgosiu (i wszyscy zainteresowani tematem pozbycia się mszyc z ogrodu :-) !
    Słyszałam, iż prostym i wielce skutecznym sposobem na te niesympatyczne stworzonka jest rozwieszenie (lub delikatne zawiązanie) na zagrożonych (lub już zaatakowanych) roślinach żółtych (jaskrawo) tasiemek. Żółty kolor nęci biedronki, które żywią się mszycami… Podobno to naprawdę działa! Poradę tę znalazłam na jednym z profesjonalnych, wiarygodnych i bardzo przeze mnie lubianych kanałów poradnictwa ogrodniczego. Zamierzam z niej skorzystać na swej ukochanej działeczce, której szczęśliwą posiadaczką jestem niemal od roku. Wciąż natomiast (jak pewna grupa pechowców) nie jestem posiadaczką „Na Jowisza!”. Nie zdążyłam załapać się na pierwszy nakład (chociaż wydawnictwo wstępnie przyjęło moje zamówienie do realizacji). Niecierpliwie zatem czekam na dodruk. (Czy Egmont podaje jakąś datę?)

    P.S.1 Wiem, że takie żółte wstążeczki raczej nie dodadzą urody ogrodowi, toteż użyję ich tylko
    w ostateczności…
    P.S.2 Tak (nawiasem mówiąc), lubię nawiasy :-)
    P.S.3 Oczywiście najserdeczniej pozdrawiam! (Z Podkarpacia).

  4. Sowo, kupuj Substral w rozpylaczu, dwa w jednym! Trutka na mszyce i lek na choroby róż, w tym – świetny specyfik na czarną plamistość.

    Dobranoc!

  5. Na świeżo posadzonych różach rozsiadły się paskudne mszyce, jakie to frustrujące.

    Wójcie, berberys sam w sobie nie jest ponury, ale w towarzystwie ciemnych iglaków, po cienistej stronie ogrodu nie ożywia przestrzeni.
    Wisterię bardzo lubię i nawet myślałam o niej, ale wisteria wymaga bardzo solidnych podpór. Szukam raczej jakiegoś ciekawego drzewa, a pnącze zasadzę swoją drogą. Najprawdopodobniej cieniolubną różę, jeśli taką znajdę.

  6. Jakubie P. (wiad.pryw.)- uprzejmie proszę o przesłanie tego listu na adres: Wydawnictwo Akapit Press w Łodzi, Łukowa 18b.
    Na kopercie proszę zaznaczyć, że list przeznaczony jest dla mnie.
    Jeśli martwi się Pan o dokumenty, proszę przesłać poleconym!

  7. Tu znowu ja :-) czy Miła Pani Małgorzata i Goście zauwazyli kiedyś ile uroku posiadają wszelkie emblematy zwierzęce lub roślinne – mam na myśli herby, znaki firmowe? Czy nie wzbudzają one od razu sympatii? Mój mąż podzielił się ze mną tym spostrzeżeniem. Dziś przyszedł zamówiony pocztą strug niemieckiej firmy Kirschen. I jaka niespodzianka! Logo śliczne – dwie wisienki z listkami – umieszczone nie tylko na drewnianej rączce ale i na tym metalowym elemencie (tu maleńkie owoce niczym znak złotniczy; nie znam fachowego nazewnictwa :-). Melduję również, że pada u nas właśnie pierwszy ciepły deszcz w tym roku! Ten prawdziwie majowy… jak wspaniale. Serdeczności na dobranoc!

  8. ‚Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Wbrew wszystkim mirażom ułatwionego życia musicie od siebie wymagać. To znaczy właśnie „więcej być”.’

    Jan Paweł II, 1987-06-12
    Gdańsk – Westerplatte

  9. ‚Ta moc potrzebna jest, by żyć na co dzień odważnie, także w sytuacji obiektywnie trudnej, aby dochować wierności sumieniu w studiach, w pracy zawodowej, by nie ulec modnemu dziś konformizmowi, by nie milczeć, gdy drugiemu dzieje się krzywda, ale mieć odwagę wyrażenia słusznego sprzeciwu i podjęcia obrony. „Więcej być”. ‚

  10. ‚Musicie dobrze rozważyć, w jakim stosunku — na każdej z tych dróg — pozostaje „bardziej być” do „więcej mieć”. Ale nigdy samo „więcej mieć” nie może zwyciężyć. Bo wtedy człowiek może przegrać rzecz najcenniejszą: swoje człowieczeństwo, swoje sumienie, swoją godność.’

  11. O, to bardzo pocieszające! Bo już widzę, w tych pierwszych latach w roli mamy, że nie umiem być zbyt surowa. Ale, patrząc na Pani przykład, wychowanie „na surowo” nie jest konieczne, żeby wyprowadzić dzieci na dobrych, wartościowych ludzi :)

  12. Karikari, obawiam się, że na surowość wobec dzieci raczej mnie nie stać.
    My raczej wychowywaliśmy dzieci na wesoło.
    Szałapuciły, aż miło! Ale, o dziwo, same na ogół wiedziały, do jakich granic mogą się posunąć.

  13. Pozdrawiam z Wadowic :)

    Sowo, a wisteria? U mnie w tym roku zakwitła po raz pierwszy -delikatny fiolet, piękny zapach (jeśli ktoś lubi zapach np. akacji, to mu się spodoba). Wchodzących przez furtkę gości wita, romantycznie dyndając im nad głowami.

    Pani Małgosiu, skończyłam „Na Jowisza!” i „przeżuwam” poszczególne fragmenty. W przypadku Pani Mamy „bazą wychowania była mądra i surowa miłość”. Czy Pani też kochała surowo swoje dzieci, gdy były małe? Czy, jak ex-szałaput, pozwalała Pani swoim dzieciom czasem „poszałapucić”?

  14. Dominiko, link tu nie wchodzi, ale skopiowałam go sobie i obejrzę w wolnej chwili.

    Sowo, ja bym się bardziej bała o przechodzące dzieci. W pewnym wieku instynkt każe im wszystko pakować do buzi.
    Pęcherznica nazywa się okropnie, ale jest taka piękna i łatwa w uprawie!

  15. Jeszcze będziesz miała ogródek, Wiewióreczko!
    Jowisz też doczłapie.
    Dodruk już się robi!

  16. Niestety nie mogę brać udziału w ogrodniczych dyskusjach, z tego prostego względu, że nie posiadam ogrodu, ale za to czytam sobie ze smakiem i wyszukuję wszystkie rośliny podług podawanych tu nazw. Berberys brzmi bardzo ładnie i jest piękny, nie dostrzegam w nim ponurości. Natomiast pęcherznica to okropna nazwa, brzmi jak jakaś paskudna choroba. Krzew za to prześliczny, puchaty, lubię go.

    ” Na Jowisza” wciąż jeszcze do mnie nie dotarło. Myślę, że sprzedawca czeka jednak na dodruk.

  17. Pani Małgosiu chciałabym polecić jeszcze jedno cacuszko rodem Norwegii. Program o ogrodach – poradnik – wg mnie świetnie zrealizowany. Spokojnie można oglądać nie znając języka! To taki nasz sobotni rodzinny relaks przy śniadaniu. Jak ktoś kocha ogródek to w sam raz :-) Można się pięknie zainspirować – oto link:

  18. Pęcherznica… Dlaczego roślinom imion nie nadają poeci?

    Nini, ładna wizja.
    Szkoda, że złotokap jest silnie trujący, trochę się obawiam o przechodzące psy.

  19. Sowo (wiad.pryw.)- dobra myśl!
    Z berberysami ładnie się prezentuje żółta, świetlista pęcherznica. Rozjaśnia tę ich ponurość, a podkreśla ich czerwień.

  20. A, Sowo, dopiero obejrzałam obrazek. No właśnie, tu zainwestowano w ziemię niczyją.

  21. Nie, Dominiko, nie znam go, ale chętnie poznam!

    Sowo, dzięki za wiad.pryw. – wygląda mi to na piękną furtkę! Warto zainwestować również w pas ziemi niczyjej -skopać, obsiać lub obsadzić czyś stosownym a trwałym.

    Nini, a jakże! właśnie zrobiłam kolkwicji przyjemne zdjęcia początkowe. Czekam jeszcze tylko na pełne rozwinięcie się pąków pewnej róży (Louise Odier) – i wpis gotowy.

  22. Dzień dobry! Pani Małgosiu czy zna Pani norweskiego malarza o imieniu Nikolai Astrup? Myślę, że wybrane jego obrazy mogłyby skraść Pani serce! I oko :-) Miłych Gości również. Ja mam kartkę z reprodukcją – śliczny widok wiosennego, ukwieconego sadu. Wszelkie rodzime owoce są w Norwegii bodaj dobrem narodowym – tak jak i mleko od najzdrowszych krów świata. Rolnik jest tam bardzo poważany. Justyno dziękuję :-)

  23. Dzień dobry!
    Pani Małgosiu, a umieści Pani zdjęcie do PS?
    Sowo, będziesz kapać złotem na gości, niczym król Midas. Dobrze, że w ograniczonym zakresie. ;o)
    A nini piecze dziś premierowo irlandzkie rabarbarowe ciasto Morskiego Wilka. Pachnie bardzo ładnie.

  24. O, Sowo, to jest myśl.
    Piękne są też furtki oplecione pnącymi różami.
    PS – kolkwicja otwiera pierwsze kwiatki.

  25. Otóż to, Wannabe!
    Chyba cofnę się w czasie z tym „Chucherkiem” pospołu.
    Wszystkiego najlepszego z okazji minionych imienin!

  26. Mówią, że furtka jest wizytówką ogrodu. Całkiem słusznie! Zastanawiam się, czy nie posadzić przy swojej jakiegoś efektownego drzewa. Na przykład złotokapu.

  27. Dzień dobry!
    Właśnie zastanawiałam się, co z Chucherkiem… czy będzie odzwierciedlało rzeczywistość, czy nie będzie?
    I oto czytam teraz, że DUA w sumie sama nie wie. Nie dziwię się, bo wjechaliśmy na poziom prawdziwego science fiction. Takiego aż karnawału nie mógł przewidzieć nikt.

  28. Krzysztofie (wiad.pryw.) – moje konto pocztowe jest w ogóle w trudnej sytuacji, prosimy wybaczyć, ono i ja.
    Dzięki za miłe pozdrowienia z okna, pociąg Twój słyszałam (jak wszystkie inne). dziękuję też za dobre myśli, a data, o której wspominasz, została, owszem, przełożona, ale w zupełne pobliże: to będzie już 22 maja!
    Pięknego wypoczynku i ślicznych górskich widoków życzę!

    PS – Tak, zmitygował się.:)

  29. Buczynko, nie ma tu czegoś takiego, jak obowiązek pisania „na temat”. To Księga Gości, a nie forum dyskusyjne. Pełna swoboda. Toteż z wielką radością czytam sobie o Twoich lekturach, a także o tym, że jesteś w górach, zapewne wraz z rodziną. Ślę uściski!

  30. Przepraszam, że ja znów nie na temat, ale czuję się w obowiązku dopowiedzieć coś w sprawie Avenidów. Seria, którą wspomniałam liczy pięć tomów (Herbata szczęścia, Córka Szklarki, Ścieżki Avenidów, Tajemnice Skyle i Szkoła LaOry, wszystko pod wspólnym tytułem serii Blask Corredo). Niestety Avenidzi są najobszerniej opisani właściwie tylko w Ścieżkach Avenidów, tam są kluczowymi bohaterami i tam możemy przeczytać o ich zwyczajach czy stolicy. Poza tym odgrywają ważną, ale jednak marginalną rolę w pozostałych tomach. Z serdecznymy pozdrowieniami z gór

  31. Brzmi męcząco, szkoda, że krew się lała, a oszczędzano kropek. Ze złotego wieku kryminału są jeszcze choćby Henry Wade czy Anne Hocking, może warto kiedyś spróbować? Dobrej nocy!

  32. Na dobranoc, dla Chucherka:

    Antoine Forqueray – „Jupiter” from „Pèces de viole”, Suite No. 5 en ut mineur.

    Jean Rondeau i Thomas Dunford.

  33. Rafale Dębowski z rodziną, dobry wieczór! Miło mi Cię tu gościć, zwłaszcza że znasz się na porcelanie.
    Pozwolę sobie jednak sądzić, że na str. 71 raczej nie ma sosjerki. To biało-niebieskie cacuszko jest tak malutkie, że może służyć jedynie do śmietanki, a może do odrobiny jakiegoś soku? Pochodzi z Delft, to prawdziwy zabytek. Moja Mama dostała kiedyś to cudo w prezencie, a ja je odziedziczyłam.
    Dziękuję bardzo za miłe słowa i pozdrawiam całą rodzinę!
    „Chucherko” nie spieszy się chwilowo. Siedzi cicho, czeka, co z tego wszystkiego wyniknie. A ja obmyślam, jak właściwie powinno wyglądać. Dotychczas sądziłam, że akcja rozgrywać się będzie w roku 2020, na bieżąco, ale nie przewidziałam, co nam ten rok przyniesie. W związku z tym cała robota – jakieś pół powieści – jest do wyrzucenia. Nadal rozmyślam, czy cofnąć się w czasie, czy też oddać się opisywaniu pandemii. Na ten drugi wariant zdecydowanie nie mam ochoty. Czytelnicy chyba też nie na to czekają. Pozostaje mi namysł.
    A więc powolutku, nie ma pośpiechu, będzie, co będzie.
    Oby tylko branża wydawnicza nie padła!- bo na razie, jak czytam, notuje wielkie straty.

  34. Ann, dzięki. No, niestety, wątek cekinów zagubił się w dalszej stereotypowej akcji, prowadzonej w dodatku z użyciem ZNACZNIE za długich zdań. Nużąca jest ta pani Green, ach, tęsknię za Crispinem, ale niestety, już wszystko, co napisał, przeczytałam.

  35. Dominiko, mnie anemony (a właściwie zawilce, bo tak je zawsze nazywałam) kojarzą się z bielą, ale tej wiosny widziałam w podbrodnickich lasach jasno – i ciemnoróżowe. Jednak w przeciwności do białych, rosły pojedynczo.

  36. Ależ skąd, skoro może kogokolwiek zainteresować, to miło.
    Miłej kryminalnej lektury do poduszki, mam nadzieję, że wątek cekinów okazał się mimo wszystko przyzwoicie poprowadzony.
    Dobrego wieczoru i dobrej nocy

  37. Ha! Udało się! Wreszcie znalazłem sposób by napisać, co już raz napisałem: Szanowna Pani, bardzo dziękuję za nową książkę! Liczyłem na Chucherko a tu proszę – Na Jowisza! Więc czytam na głos. Żona i dzieci lubią słuchać. A ja lubię sprawiać im przyjemność. Czerpiemy więc z Pani talentu i musi Pani wiedzieć – ma Pani ogromny wpływ na to jacy jesteśmy (a przynajmniej jacy staramy się być). W tym strasznym czasie wszechotaczającego zła i tandety, okropnie miło się delektować Pani twórczością. Tymczasem zwracam uwagę, że na stronie 71 Na Jowisza wśród dzbanuszków do mleka jest SOSJERKA! Trzeba to koniecznie skorygować przy następnym wydaniu. Ja zbieram porcelanę – przeważnie filiżanki. Dlatego nie mogę na to spokojnie patrzeć! Serdecznie pozdrawiam! I kiedy chucherko?

  38. Bogno, dzięki za opis białej rabatki.
    Tak, wiem, że istnieje biały rozwar, a także potwierdzam pochwały Twoje dla tej hortensji, bardzo dobra i okazała odmiana. Ja też jej te kule ciężkie podpieram.

  39. Ann, nie gniewaj się, ale pokażę Ludowi wiadomość Twoją o Boreyce. Taka ciekawa, dziękuję!
    No, chyba że już bardzo nie chcesz, to protestuj, a ja wycofam.

    Tak, oczywiście, Besser. Zapomniałam (z powodu zapachu bzów).

  40. Ach, DUA, jakiż przepiękny ogród na biało. Biel z zielenią w tle jest szalenie elegancka. I ja mam trochę bieli, przede wszystkim dwie hortensje Lime Light z obu stron ogródka, z uwagi na brak miejsca przyklejone do ogrodzenia, tworzą ogromne półkule, od początku kwitną bardzo obficie, a kwiaty takie ciężkie, że podpieram je drewnianą kratką, a już teraz biała rabatka kwiatowa z begonią, goździkiem, margerytką, dojdzie jeszcze do nich biały rozwar, który dopiero wychodzi z ziemi.
    A przy Borejkowszczyźnie taka gratka – Czesław Miłosz wielbicielem Jeżycjady – to rozumiem :)

  41. Wiadomość prywatna:

    Kochana Pani Małgosiu,
    mam nadzieję, że dobrze się Pani czuje i spokojnie odpoczywa?
    A co do Boreyki – cieszę się! Znalazłam karteczkę z notatkami i przypomniało mi się, że dawno, dawno temu znalazłam co nieco, a teraz sporo materiałów jest już zdigitalizowanych, poprosiłam Emilkę, bo nie da rady wysłać tutaj linków. Przepraszam za zamieszanie. Ale urocza postać ten Wacław, prawda? Miłośnik natury, drzew, roślin, prawdziwa „botanika w kontuszu”, z takim fasonem zakładał kolejne ogrody. Ale drobna uwaga, to nie Boreyko był twórcą róży, ani Willibald Besser, skądinąd znakomity krzemieniecki botanik – Besser na cześć znajomego maniaka ogrodniczego Boreyki tak nazwał jedną z odnalezionych przez siebie róż, dziko rosnących na polach samostrzelskich (rosam hanc dixi in honorem…). Wspaniałe tło kulturowe (Czacki, Liceum Krzemienieckie, te Wołyńskie Ateny!). A tradycje ogrodnicze ojca miał kontynuować syn Ksawery Boreyko.

  42. Ann, Emilka przesłała mi wiadomość od Ciebie – linki do pana Boreyki, twórcy wiadomej Rosa Boreykiana. Wielkie dzięki!
    Zaraz sobie poczytam.

  43. Artefakcie, dziękuję za wiadomość. No, całe szczęście, że wracają, dobrze robią.

  44. AsiuEm,(wiad.pryw.) dzięki, wiemy o tym, wiemy! Korekta już zrobiona, będzie poprawka.

  45. UA, tym razem w „Wieczorze płytowym” w radiowej Dwójce (dziś o 22.00) prezentowana będzie płyta „Korowód” (1971) Marka Grechuty z zespołem Anawa. Jak dobrze, że ostatnio wracają do tych płyt.

  46. Dominiko, a to dopiero! Pięknie sobie mieszkasz. Bardzo lubimy Malbork, często go odwiedzamy. Ostatnio przejęły to zainteresowanie wnuki. Kto wie, może kiedyś oprowadzałaś kogoś z naszych?

  47. :-) Pani Małgosiu wątek cygańskich dziewczynek, którymi zaopiekowały się Róża i Tygrysek jest taki śliczny. W ogóle cała Noelka… jak ja zawsze się na niej wzruszam. Chłopczyk i autko matchbox, czekolada, ta nieładna buzia Tomka… nawet jak teraz wspominam to ach… A jeszcze się tylko pochwalę, że urodziłam się w krzyżackim Malborku i od dziecka mieszkałam na Zamku – w Podzamczu czyli tzw. Zamku Niskim :-) I jestem nawet przewodnikiem haha! Obecnie oczywiście „w stanie spoczynku” :-) Ukochany mój dziadek Kazik (którego tata Bronisław walczył w Powstaniu Wielkopolskim) był jednym z pierwszych działających przewodników w latach pięćdziesiątych a tata wciąż pracuje :-) Zamek jest jak mój Dom. Nie mogłam się nie pochwalić :-) Justyno a ja nigdy jeszcze nie widziałam kolorowych anemonów! Pozdrowienia dla Pani Emilii i wszystkich Czytelników!

  48. Dzien dobry :-) Artykuł Pani Emilii przeczytany. Bardzo to ciekawe. A najładniejsza Pani Córka pośród niezapominajek :-) Urocza fotografia, ile sympatii w Jej oczach. Czesi mają dryg do muzeów. Tęsknię do tego ślicznego, schludnego i bajkowego kraju. Byłam raz i się zakochałam! Taka Branna, taki Mikulov… Baśniowo!

  49. Cechy to też warstwy. Ale, prawdę mówiąc, chociaż zapoznaję się ze specjalnymi wymaganiami roślin przed zakupem, to średnio się nimi kieruję. Raczej eksperymentuję – jeśli jakaś roślina przetrwa z niewielką pomocą tam, gdzie ją zasadziłam, to świetnie. Jeśli nie, drugi raz jej nie posadzę. Względnie przesadzę.

  50. W zasadzie też tak uważam, Sowo, ale namiętność wzięła górę, zwłaszcza że złączona z pasją kolekcjonerską.
    Inna sprawa, że ostatecznie nie dałam rady takiemu tłumowi: samo przycinanie wiosenne kosztowało mnie utratę sprawności prawicy!

    Katalog Austina to poemat.

    Co do sprzedawania róż bez imienia: irytująca to praktyka! Już nawet nie chodzi o warstwy, ale każda odmiana ma swoje cechy, upodobania (pełne słońce, półcień etc), odporności i słabości. Wiele cudownych odmian nie ma na przykład odporności na mączniaka czy czarną plamistość. Takie rzeczy trzeba wiedzieć, a więc nazwa jest nam niezbędna!

  51. Ojejku, jak dobrze tu zajrzeć… Nie wiedziałam, że anemon to zawilec… Jak pięknie…

  52. I jeszcze jedna różana refleksja – nie wyobrażam sobie, jak bym mogła obecnie nabyć różę bez imienia. Bo co to znaczy, że mogę wybrać w sklepie różę czerwoną, białą albo różową? Przecież kolor to za mało. Róża też ma warstwy!

  53. Góry Stołowe, lubię!

    Obejrzałam po raz nie wiem który katalog róż Austina i muszę powiedzieć, że nie potrafię zdecydować, która jest najpiękniejsza. Gdyby ktoś mnie do tego przycisnął (jak pan Fidelis Laurę), to pewnie wskazałabym Queen of Sweden, ale jednak z wahaniem. Bo właściwie każda z tych róż zachwyca. Nie dziwię się, że miała ich Pani kiedyś ponad dwieście w ogrodzie! Ale: chociaż najchętniej posadziłabym wszystkie, to wciąż uważam, że róża jako taka jest stworzona do bycia solistką i źle się czuje w bliskim towarzystwie innych róż. Jej urodę może podkreślać chór odpowiednio dobranych kwiatów, ale nie chór innych solistek!

  54. Och, jaki piękny program, Krzysztofie! Pozazdrościć!
    Ależ będą widoki i zapachy!

  55. Jesienna Ado, to prawda, anemony są śliczne. Białe – są bardzo białe, a te kolorowe cieszą oko soczystością barw.

  56. Dziękuję, Starosto, tym razem jednak wybieram się na wędrówkę szlakami Gór Stołowych, Bystrzyckich i Orlickich. Dwanaście dni pośród lasów, miodzio.

  57. Ach, a więc miły pan Wojciech otrzymał moją przesyłkę!
    Autor to, dodajmy, listu, który stał się treścią cennego hasła „Rosa Boreykiana”!
    Panie Wojciechu, dziękuję za miły odzew i serdecznie pozdrawiam Pana i Rodzinę!

    Miło mi pomyśleć o tej uratowanej kalinie. Winorośli i paproci przesyłam równie ciepłe myśli.

  58. Pięknie tu i pachnąco. U mnie z białych kwiatów są konwalie, bez, tulipany, stokrotki, narcyzy i anemony. Te ostatnie uwielbiam pasjami. Miłego dnia.

  59. Pani Małgorzato!
    Po raz pierwszy używam tej drogi komunikacji z Panią, ale cóż – realia epidemiologiczne [coronarealia? ew. można by spolszczajskrócić do „koronalia” :) ] nie zachęcają do używania tradycyjnych, materialnych nośników informacji. My w domu w każdym razie robimy takowym przed otwarciem parodniową kwarantannę, spryskując wcześniej obficie odpowiednią trucizną.
    A tu przecież podziękować wypada (że wypada to mało – pragnie się serdecznie!) za, zapowiedziany wprawdzie, ale niespodziany wśród przesyłek kurierskich z dużo przyziemniejszą (nie mylić z „przyjemniejszą”, o nie!) zawartością, egzemplarz „Na Jowisza! …” Spersonalizowany w dodatku nie tylko dedykacją ale i zakładką na haśle, do którego powstania niegdyś zdarzyło mi się przyczynić.
    Rodzina dumna, ja oczywiście też! Zarwałem już noc brodząc po Pani wspomnieniach metodą losową (a raczej – „co zaciekawi oko”, dobrze sprawdzającą się przy encyklopediach, a ta publikacja wszak taki ma charakter). I pewnie noc to nie ostatnia…
    Żeby nie było, że przy komentarzach białoogrodniczych uprawiam jedynie prywatę (na usprawiedliwienie mam tu tylko nieznajomość adresu Pani poczty elektronicznej) – ostatnio ratowałem kalinę „buldeneż” z pobliskiego terenu byłych ogródków działkowych, przejechanego rok temu bezlitośnie buldożerem (no cóż, teren to atrakcyjny inwestycyjnie, pewnie za chwilę wyrośnie tam kolejny biurowiec). Na wiosnę wychynęło spod ziemi to, co nie zgodziło się dobrowolnie polec na ołtarzu nowoczesności – wśród nich rzeczona „śnieżka” tudzież jakaś winorośl i paproć pióropusznik strusi, które dochodzą obecnie do siebie w kącie naszej działki.
    Majowo pozdrawiam,
    Wojciech P. z Krakowa, wraz ze swoją Trójką

  60. Przebóg!!!
    Nie wiem, czy spojrzę jeszcze na mozzarellę; na pewno nie – łakomie.

    Uwaga, Alku, przypomnę Ci, że macie przecież magnolię!

  61. Te buldeneże robią istotnie wrażenie. My mamy tylko zwykłą kalinę, pewien szpak przesiedział pod nią w zasadzie całą poprzednią zimę, wyraźnie tyjąc. A mówią, że te owoce to one niejadalne. Ha, jak dla kogo. Niestety białością w swoim ogrodzie nie bardzo mogę się pochwalić, jest tylko takie jedno, co to nigdy nie pamiętam jak się nazywa. Nawet narcyzów nie mamy, tylko te drugie. Żonkile. Mamy też bez, ale ciemnofioletowy i obfity, wygląda skrzek niebiańskich żab. Przypomina mi to sytuację, gdy ktoś ze znajomych przywiózł ser, była to śnieżnobiała mozzarella w naturalnej formie, i położył zdobycz na stole w kuchni. Wszyscy się zgromadzili, gapiąc się w ciszy na ten jakby częściowo znajomy kształt, ale w zupełnie nietypowym kolorze. W końcu mój przyjaciel Piotr wyszeptał: „Odchody anioła”…

  62. Dzień Bez Cienia, Dzień Niezapominajki, a także Dzień Teatru Publicznego – co wiem ze strony Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego.

  63. Ślicznie się kalina nazywa, bardzo odpowiednio do wyglądu!

    nini pytała tylko ze względu na luki we własnej pamięci, o żadne powinności absolutnie nie chodziło! Świat jest teraz taki piękny, móc go podziwiać to prawdziwa naturoterapia.

  64. Aa, co za ciekawy wpis na blogu naszej Emilki! Popatrzcie sami: kieres.net, tekst „Dzień bez cienia”!
    Koniecznie!

  65. Zrobię to, Mamo Agi 2! Bardzo kuszące.

    Dominiko, mam i lipę opodal bzów, więc i w jej młodym cieniu spałam. (Sama ją sadziłam przez dwudziestu laty!). Listki ma jeszcze w tym ślicznym, żółtawym odcieniu wiosennej zieleni – dopiero niedawno się w pełni rozwinęły. Ale latem będą ciemniejsze i większe, a ponieważ lipa jest już potężna, cień będzie zupełny.

    Znam krainę, o której piszesz! Piękna jest naprawdę! A krzyżackie Chełmno każdy powinien zobaczyć.

  66. Pani Małgosiu, opowiedział nam o tej dolinie Obieżyświat poznany na wycieczce po Szkocji. Polecił nawet małe biuro podróży z Lublina, które od lat organizuje wycieczki w to miejsce. Kocham te białe narcyzy z żółto – czerwonym oczkiem i za szlachetną urodę i za cudowny zapach. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę: dolina narcyzów na Ukrainie.

  67. Pani Małgorzato to musiał być przyjemny sen! A ciekawam czy i lipę Pani ma w ogródku. Mi się marzy taka lipa. I żeby mnie tak zaprosiła – bym usiadła i odpoczęła w jej cieniu…

  68. Miła Mamo Agi ten kwiatek podobny do czosnku jak tak patrzę na zdjęcia z internetu :-) ale listki są inne, ten mój ma wąskie a kwiatki pojedyncze. Byłam dziś rano na bazarku po pnące pelargonie i warzywa. Rolnicy przybywają do nas ze wsi położonych nad Dolną Wisłą. To śliczna kraina, pełna wierzb głowiastych, rozległych pół i łąk, starych sądów nad którymi niebo jest takie piękne! Gdy jesteśmy tam nieraz na wyprawie a chmury jak poduchy płyną nisko nad naszymi głowami to czuję się jak w środku jakiegoś holenderskiego obrazu. Śliczności te ciągną się od Ostromecka do Chełmna i dalej do Grudziądza. Dzielnie pracowali tam niegdyś zaradni Mennonici a ich domów wciąż wiele się ostało. Dobrego dnia!

  69. Mamo Agi2, a cóż to za dolina narcyzów na Ukrainie? Nie słyszałam o niej.
    (Ruszyła mi wyobraźnia i maluje piękne obrazy)

  70. Mamo Ziutka, witam Cię serdecznie. Cóż to za Ziutek, jestem ciekawa!? Czy duży, czy mały, i czy podobny do synka Idy?
    Tak czy inaczej – pozdrawiam tego młodzika!

  71. Dzień dobry, po poszukiwaniach w internecie oraz obserwacji z mojego drugiego piętra stwierdzam, że to pachnące drzewo to chyba jarzębina… W Brodnicy dziś nieco pochmurnie, ale i tak życzę wszystkim radosnego dnia.

  72. Pani Małgosiu,
    dziękuję za „Na Jowisza”.
    Mam od Pani dedykację w „Języku Trolli”.

  73. Dzień dobry! Sowo, zamierzam podhodować tawułę, rosnącą po prawej stronie furtki w formie żywopłotu, do wysokości owej pergoli. A być może kolkwicja swoje dołoży.

    Nini, na przedostatnim zdjęciu jest kalina „Boulle de neige”.
    Co do Chucherka: jeszcze nie wybrałam jej nazwiska. Powinnam już to zrobić, ale, jak wspomniałam, maj służy mi wyłącznie do podziwiania świata i ogrodu. Wczoraj dzień był tak promienny, bzy tak pachniały, że słodko zasnęłam w ich cieniu, w trakcie czytania książki. Pełny relaks.

  74. Kolkwicja bardzo się rozrosła, jak widzę. A z drugiej strony pergolę też coś będzie porastać, czy kolkwicja zejdzie w dół?

    U mnie biały kobierzec ubiorka, rogownicy i smagliczki.

  75. Dzień dobry! Stokrotki polne, te wysokie, co porastają łąki! :-)

  76. Bez na zdjęciu cudowny.Gdybym musiała poprzestać na jednym kwitnącym krzewie w ogrodzie, wybrałabym bez (na szczęście nie muszę wybierać).
    Moje marzenie: zobaczyć (i poczuć zapach!) dolinę narcyzów na Ukrainie.
    Dominiko z Bydgoszczy, a może u Ciebie kwitnie po prostu czosnek niedźwiedzi i niepotrzebnie czekałaś aż zżółknie? Należało te listki zjeść!

  77. Pani Małgosiu, a to przedostatnie zdjęcie przedstawia hortensję? Dopytuję tak, bo żyłam w przekonaniu, że są to krzewy, a to mi wygląda na drzewo.

  78. Rumianki? ;o)
    Ciekawie jak Babcie Doroty i jej Mama będą mówić – czy może o „Rumiankach”, u „Rumianków”.
    Mam nadzieję, że Mama Doroty będzie miała dużo powodów do uśmiechów. Dumna en face, ale i smutna. A może tylko poważna?
    I stokrotki jeszcze!

    PS. A czy Chucherko ma już może nazwisko? Jeśli padło, to przepraszam, przekopię stronę wstecz, ale mam wrażenie, że było imię tylko?

  79. Piękne zdjęcia. Piękne kwiaty. Piękne strofy. Biel jest zawsze taka świeża i czysta!
    A czeka nas jeszcze jaśmin! I białe noce podobno..

  80. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie doszłam do tego, co to za pięknie pachnące drzewo. Jednak wydaje mi się (po przejrzeniu zdjęć w internecie), że to jednak nie czeremcha.

  81. A u mnie zawilce dopiero się rozchylają. Dziś zajrzałam do wnętrza kielicha a tam jest tak misternie wszystko utkane Przeźroczysta wręcz biel i limonka… Bielą się również kwiaty o główkach jak gwiazdki. Są niepozorne, ale w istocie bardzo wdzięczne. Kojarzą mi się z jeziorem. Listki mają pożółkłe, miejscami uschłe. Takie są co roku. Może ja nie pielęgnuję ich tak jak należy. Pozdrowienia i dobrej nocy dla Pani Małgosi i Wszystkich! Zgredzie jest fajna ekranizacja Saltkråkan :-)

  82. Z okazji Dnia Niezapominajki – niezapomnianych wrażeń czytelniczych :)

    (oprócz niebieskich i różowych są oczywiście i niezapominajki białe)

  83. Dzień dobry słoneczny. Rozwinęły się dwa pierwsze iryski syberyjskie – płacze mi się po głowie jakieś haiku…
    Konwalie kwitną tak pięknie, ze chyba im wybaczę panoszenie się na rabatkach wręcz nieprzyzwoite. Peonie z wielkimi pakami, otworzą się lada dzień. Bez kwitnie i pachnie cudownie. Cała różnokolorowe reszta cieszy się majem razem ze mną:).
    U mojej Babci na wsi, kieliszki te nazywaliśmy lalkami. A jak komuś udało się jedna zdobyć, to cała dzieciarnia zieleniała z zazdrości. Trzeba było miło i skutecznie pogadać z panem elektrykiem, który z cudownymi słupołazami wspinał się na drewniane słupy.

  84. Milesale, obawiam się, że podrzucanie sąsiadom ślimaków to jest gotowy scenariusz na wojnę sąsiedzką; już wolę je wynosić do lasu, szczególnie że dzikom bardzo smakują.

    I kompletnie zapomniałam, że kwitnie też tawuła van Houtte’a; ech, skleroza.

  85. Krzysztofie, Zgredzie, poetka nie wiedziała, co to izolatory.
    A co kieliszki – i owszem.

  86. Tak jest, Ann! Dzisiaj imieniny Zosiek! Dziękuję za pamięć o moich!
    Wszystkim solenizantkom składam najlepsze życzenia!

  87. O! Jaki ładny ogród księżycowy. Szkoda, że nie mamy obecnie pełni. Do tego śpiew słowika i cud gotowy.

    To pachnące drzewo pod oknem, czy nie jest czeremchą? Wysiała mi się też obok ławeczki w ogrodzie. No, będzie trzeba trochę poczekać aż urośnie. Tymczasem miło się czyta w towarzystwie ekologicznej fontanny zasilanej słońcem.

  88. Piękne! Dorzuciłabym jeszcze do tej bieli moją prześliczną, obsypaną w nadmiarze bielutkim kwieciem papierówkę. Leśne konwalie jeszcze skrywają białe dzwoneczki.
    Słoneczko przygrzewa, ptaki świergolą, zapachniało wakacjami.

  89. Młody, młody… Słupy takowe kojarzę z dzieciństwa, acz izolatory to były, nie żadne kieliszki. Całkiem podobnie jak korki i bezpieczniki.

  90. Dzien dobry,
    Tak to ja wpisalam sie anonimowo, bardzo przepraszam.
    Kochana Kokochanel bardzo podoba mi sie opis Pisklatka jako raczkujacej rakiety, dziekuje serdecznie za zyczenia dla dziewczynek, urodziny laskawie pochwalily jako, ze zrobilam im tort bezcukrowy, smakowal im.
    Nami Isi kochana, dziekuje serdecznie za slowa pociechy; tak mi przez glowe przeszlo, ze mozna by panienki zachecic do zabawy slimakami – pt.: wywal to swinstwo za plot;)
    Moze sie skusze hihi.
    Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich bzowo, majowo i radosnie!

  91. Ahoj! Dołączam do grona zwolenników wychowywania w domu – mama, tata, babcia, dziadek czy ciocia to najmilsi i najlepsi nauczyciele! Mama – pierwsza i najwspanialsza nauczycielka! Dziecko rozwija się w kochającym domu jak ten wiosenny kwiatuszek, rosnąc zdrowo ku radości rodzica-ogrodnika :-) Są też trudy, potknięcia, ale warto! Serdeczności rozćwierkane dla wszystkich :-) Bardzo jestem ciekawa wspomnień z „Na Jowisza” :-)

  92. O, jak tu biało i pięknie, dziękuję za te ogródkowy reportaż. To chyba tawuła szara, prawda? U mnie też już przekwitła. Z tych ślicznych hortensji mam rumieniącą się wdzięcznie Vanilla Fraise, bardzo polecam, urosła szybko i kwitnie obficie.
    Najserdeczniejsze życzenia dla wszystkich Zofii i Zosiek!
    A dziś podobno dzień niezapominajki – one dalej kwitną i rosną i cieszą. Li i jedynie!
    Dobrego dnia!

  93. Też zostałam bez „Jowisza”, bo czekałam na urodziny mojej przyjaciółki i chciałam hurtem zamówić kilka egzemplarzy, a tu o! Dobrze, że będzie ten dodruk : )
    Nie czytałam jeszcze poprzednich wpisów i o ile dobrze zrozumiałam, ktoś tu szykuje tekturowe laleczki dla zabawy dla córki. Też takie z siostrą miałyśmy. Było to częściowo wymuszone przez szkołę na ocenę, ale moja Mama zaszalała i przygotowała nam cały stos ubranek dla tych laleczek z prawdziwych materiałów (chyba w każdym domu po kątach wala się sporo niepotrzebnych ścinków, ubrań, w sam raz do tego, będą o wiele lepsze niż papierowe). Co to była za świetna zabawa z modą! Też polecam. A z braku laku i papierowe też będą fajne, tyle teraz ładnych kolorowych papierów, jakich kiedyś nikt nie uwidział.
    Coś te dzieci mają, że rodzą się na wiosnę. Sama niedawno zostałam potrójną ciocią (nie, nie trojaczki, każde maleństwo u innego małżeństwa : )

  94. Dostałam wiadomość z „Egmontu”!- decyzja o dodruku już zapadła, zaraz ruszają.

  95. Mamo Isi, tak, hortensje „Lime Light”, jak producenci (rozdzielnie) piszą na etykietkach, mają duże, okazałe kwiaty właśnie o tej gamie odcieni. Jestem bardzo zadowolona z tej odmiany – zdrowa, bujna, okazała.

    Co do domowej i wyłącznej hodowli dzieci: prawda szczera!

  96. Dowiedz się koniecznie, Justyno! Przyjaciół trzeba znać po imieniu.

    Krzysztofie, jak to jednak widać, żeś młody!
    Dawniej na słupach telegraficznych można było ujrzeć rzędy szklanych lub porcelanowych (dla izolacji!) jakby szpulek, czy, jak kto woli, kieliszków, na których wspierały się przewody. Widok był powszechny, toteż poetka odwoływała się do powszechnej znajomości tego przedmiotu.

  97. Dzień dobry, podziwiam wszystkich, którzy znają się na kwiatach, drzewach i w ogólności roślinności. Ja nie mam ani skrawka ziemi, ale może kiedyś się to zmieni. Na razie wieczorami przez okno podziwiam zapach drzewa, które kwitnie pod moim oknem. Niestety nie wiem, co to za drzewo. Zdecydowanie muszę się podciągnąć z przyrody. Miłego dnia

  98. Jest taki wierszyk Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej „Biały kwiat”:

    „O tarniny bielańskie, głogi i ożyny,
    Storczyki w Lasku Wolskim, cenne i nieliczne,
    I wy, piękniejsze od kwiatów,
    Kieliszki telegraficzne,
    Gdybyście znów dla mnie ożyły!”

    I nijak nie wiem, co to są kieliszki telegraficzne.

  99. Starosto kochany, piszą o hortensji Limelight, że limonkowe kwiaty z biegiem czasu stają się zielone, potem białe, a na koniec prezentują lekko różową barwę. Prawdaż to?

  100. No, jakoś nie było czasu ni motywacji, żeby wcześniej zajrzeć do pamiętniczka. Ale to melancholijny eksperyment. Zostawiamy coś na pół wieku odłogiem i potem zerkamy w tę kapsułę czasu. A tu połowa wpisujących już odeszła do Pana. A przecież te pół wieku zdaje się ledwie chwilą. Naprawdę ledwie przed chwilą miałam osiem lat i latałam ściskając pamiętniczek od psiapsiółki do psiapsiółki, żeby mi się wpisała. Niewiarygodne.

  101. Nb. onże wyżej wzmiankowany kojec jest do wzięcia. Może ktoś ma wystarczająco duży ogród?

  102. Jeszcze jedna myśl po lekturze „Na Jowisza!” – jak świetnie można wychować dzieci, jeśli rodzice mogą się oddać temu zajęciu nie wyręczani przez wszechmocne państwo.

  103. Milesale, Isiątka urwisują od zawsze. Toteż trzeba im było ograniczyć przestrzeń, po której się mogły poruszać i Bogumił zrobił im ogromny kojec. Tenże zaś został wyścielony najgrubszymi kocami i kołdrami, a także usunięto z jego terenu wszelkie elementy, po których można się wspinać. Jako ostatni wywędrował ogromny kufer podróżny mojego taty, bo bezustannie się na niego wspinały i spadały.
    Zresztą Isia jako dziecię była nie lepsza. Osadzona w kojcu w ogrodzie i na sekundę spuszczona z oczu, zdybała chrząszczyka, który niebacznie wlazł do kojca. Widząc, że się zbliżam i na pewno zabiorę jej nową zabawkę, włożyła ją do buzi i połknęła. Ponieważ przeżyła ten eksperyment bez żadnych problemów, wynika z tego, że chrząszczyki są jadalne.

  104. Była furtka, była! Ta sama, tylko rośliny wokół się zmieniły.
    Posadziłam w szeregu 10 hortensji Lime Light – rosną tu już drugi sezon, w zeszłym roku wspaniale kwitły.

  105. Ta urocza furtka, ona już tu kiedyś była w towarzystwie równie uroczego rowera.
    A propos: Wsiadłam dziś na bicykl po długaśnej przerwie – Kogucik mnie wyciagnął – i bardzo, bardzo dobrze zrobił . :)

  106. Tak droga Milesale, za niecały miesiąc, a dokładnie 12.06 nasze Pisklątko kończy roczek. I też uwielbia narzędzia (zabawkowe), kable oraz autka starszego brata. Chodzi przy meblach, a raczkuje jak rakieta. Wszystkiego najlepszego dla Kwietniowych Panienek z okazji pierwszych urodzin!
    Ja też w gronie oczekujących na Jowisza. Ehh.

  107. To i ja przyłączę się do zachwytów, bo jakże się tu nie zachwycić! Cudowna biel kwiatów na tle majowej zieleni liści… prostota i piękno w każdym calu. Do tego stosowne wiersze :)
    A ta furtka jak z „Tajemniczego ogrodu” :-)

  108. A ten Anonim to pewnie Milesale, prawda?
    Jak miło i bzowo.
    Uściski dla naszych Bliźniaczek!

    Mamo Isi, a to mi niespodzianka! Aż się uśmiechnęłam. Nie zaglądałaś tam aż tak długo?

  109. Kochana, droga Pani Malgorzato, oraz mili ksiegowi rzecz jasna..
    Czesto pisze sie tutaj o fluidach, a mnie az dech zaparlo dzisiaj. Od dni kilku dni zbieram sie, zeby cos napisac tutaj o bzie, myslalam o stosownym wierszu, Tuwim wiadomo! Ale juz choc z raz na pewno bylo rwanie bzu cytowane.
    I wrociwszy wlasnie z krotkiego spaceru wieczornego otworzylam strone i ..
    Przepiekne wiersze, nie znalam zadnego z nich, jestem tak wdzieczna, ze Pani dzieli sie tym bogactwem bezcennym.
    Biel jest doskonala, jest przeczysta i tak bardzo napelniajaca nadzieja. Wpis trafil mi prosto do serca, zreszta tak jak wszystkie Pani ksiazki za kazdym razem.
    Jeszcze kilka slow mam, przepraszam, ze tak sie rozwlekam.
    Jesli mozna, chcialam podziekowac Rysi za limeryk, pod ktorym bardzo chetnie sie podpisze.. Nasze plany wyjazdu do Polski sa wciaz niestety pod znakiem zapytania, zatem ‚Na Jowisza!’ poczekam sobie jeszcze, nic to, lubie czekac, jak prof. Dmuchawiec
    Marna ze mnie ogrodniczka, zatem radosc moja byla ogromna, gdy odkrylam, ze w nowym domu mamy purpurowy krzak bzu. Wlasnie zaczyna kwitnac.
    Dziewczynki uwielbiaja byc na zewnatrz w ogrodzie, juz opanowaly wchodzenie i schodzenie (na czworakach) z kamiennych schodkow. Olbrzymia popularnoscia ciesza sie wsrod nich wszelkie skrzynki z narzedziami, szczegolnie jesli akurat natrafia na jakas otwarta :)
    Jeszcze nie chodza, choc mysle, ze to kwestia tygodni, ale i tak jest wesolo.
    Droga Mamo Isi, prosze powiedz czy Isiatka rowniez od zarania Isiatkowosci dzielnie pomagaly sobie w urwisowaniu? Mysle, ze nasze blizniaczki beda nas niezle cwiczyc w szybkim refleksie, mlodsza spokojnie moze zostac kaskaderka, predyspozycje jak zloto..
    Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkich, kochana Kokoszanel szczegolnie, czy dobrze mi sie wydaje, ze niedlugo bedziecie obchodzic pierwsze urodziny?

  110. I konwalie, jak mogłam o nich zapomnieć! I zaczyna kwitnąć kępa ubiorku.

    Zajrzałam byłam do mojego baardzo starego pamiętniczka, żeby znaleźć cytat z Owidiusza i odkryłam, że gdzieś w tzw. międzyczasie, który trwał ponad pół wieku, wpisały mi się tam dzieci. Każde musiało być wtedy w wieku zbliżonym do Isiątek teraz. Nie ma to, jak miłe niespodzianki!

  111. I przed furtką, i za furtką jest tawuła letnia.
    Chyba że chodzi Ci, Rozmarynie, o ten wielki krzak po lewej, cały jeszcze w pączkach kwiatowych: to właśnie jest jedna z kolkwicji, będzie kwitła na różowo.

    Justyno, tak jest, cieszmy się tą bielą, a zaraz się zacznie festiwal różowości i czerwieni – piwonie oraz róże już mają duże kwiatowe pączki.

    Dominiko, zgadzam się, to śliczna książka i znakomita autorka!

  112. Dobry wieczór, jakie piękne, wiosenne kwiaty. I do tego poezja. Czegóż chcieć więcej?

  113. Chodzi mi o tę roślinkę, co PRZED furtką, a nie ZA furtką – tę znam. Chociaż, jeśli na drugim zdjęciu jest zbliżenie jej kwiatów, to chyba tej odmiany nie znam.
    Dziękuję za podpowiedź co do laleczek i ich sukienek.

  114. Pani Małgorzato dziękuję! :-) Czytamy obecnie z dziećmi „O czterech warszawskich pstroczkach” Ireny Jurgielewiczowej. Znalazłam tę książkę w warszawskim antykwariacie gdy jeszcze nie byłam mamą. Jest prześliczna. Tak trafnie opowiada o przyjaźni… Ja tak mam jak Pani i kobiety Ignacego, że jak już jakaś książka mnie zachwyci, to chciałabym by wszyscy drodzy mi ludzie ją poznali! Oprócz białego kwiecia zachwyca zielona furtka na pierwszej fotografii. Gdyby tak więcej domów wokoło nas ozdobić prostymi, drewnianymi detalami – byłoby ładniej i schludniej. Dobranoc wszystkim :-)

  115. Rozmarynie, mała podpowiedź praktyczna: o ile same laleczki dobrze jest wyciąć z sztywniejszego papieru, o tyle sukienki dobrze mieć z cienkiego – wtedy te „skrzydełka”-zakładki łatwiej się naginają i przylegają, a sukienka lepiej leży.

  116. Rozmarynie, to tawuła letnia, widoczna w zbliżeniu na zdjęciu drugim.
    Świetny krzew na żywopłoty, odporny, niewymagający, szybko rosnący, dekoracyjny w porze kwitnienia, lecz także jesienią, kiedy liście przybierają bogate odcienie brązu i czerwieni.
    Nie wiem, gdzie zginął wpis- nie widzę go w spamie. Szkoda!
    Tak jest, historia kostiumu bardzo się przyda przy tej robocie.
    To zresztą arcyciekawa lektura.

  117. Kwitnie czeremcha, bez, głóg, jabłonie, stokrotki i resztki zawilców w cieniu – z białego kwiecia.

    „Miłość cierpliwa jest” – jak zwykle masz rację, Casciolino. Żal mi Twoich irysów. Połknęłam „Na Jowisza”teraz czyta Isia. W kolejce jest już Piotr, a Twój Tata zlekceważył ofertę na rzecz Tatr. Szkoda, że jesteś gdzieś daleko, bo za parę dni byś już czytała.

  118. Ach, jak pięknie na biało! Już wszystko w pełnym rozkwicie. I buldeneż, i biały bez, i to coś koło furtki/bramki z drobnymi kwiatkami – cóż to? U nas, w środkowej Polsce, to wszystko dopiero się szykuje, żeby się rozwinąć.
    Wczoraj zginął gdzieś mój długi wpis na temat pomysłu Drogiej Autorki dotyczącego kartonowych laleczek z wymienialnymi ubrankami. Już robię je dla mojej Zosieńki i, jeśli starczy zapału, skorzystam z podpowiedzi DUA o przeglądzie epok.
    Pomoże mi w tym opasła księga „Historia ubiorów” Marii Gutkowskiej-Rychlewskiej, która przeleżała w mojej biblioteczce pół wieku po tym, jak ją dostałam od rodziców mojej pierwszej uczennicy. Wtedy przejrzałam ją całą. A zaczyna się od starożytnego Egiptu i opasek na biodra dla panów oraz prostych sukni na szelkach dla pań. Ostatni rozdział traktuje o ubiorach XIX wieku. Uwzględniono tu też specyfikę stroju polskiego, np. „czarną modę” po powstaniu styczniowym. Zapomniałam, jaki skarb mam na półce, ale „nic się nie zmarnuje” i teraz, dzięki Pani, wracam do niego czytając dokładnie strona po stronie.

  119. Białe azalie też nam pasują do wpisu „Na biało”.
    Szkoda irysów, Casciolino, rozumiem ten ból.

  120. Łączę się z tymi, którzy na „Na Jowisza!” muszą jeszcze poczekać. Nie przez przypadek święty Paweł wymienia cierpliwość jako pierwszy przymiot miłości.
    Moje irysy niestety nie przetrwały ostatniej wichury, a już miały się rozwinąć ostatnie pąki…Za to biała azalia, którą prawie spisałam na straty, dopiero teraz nieśmiało szykuje się do zakwitnięcia. To się nazywa mieć wyczucie czasu.

Dodaj komentarz