Japońskie irysy

ohara Koson

Ohara Koson (1877 – 1945)

 

*

 

Ten dzień deszczowy

nagle za furtką przeszły

kwiaty irysu

 

Shintoku (ze zbioru Hitotsubashi, 1686)

przekład: Agnieszka Żulawska-Umeda

 

iris-flowers-ohara-koson

Ohara Koson

 

*

 

Po śnie

Jak rzeczywisty

        Jest irys

 

Sushiki (1669-1725)

przekład: Czesław Miłosz

 

 

ohara Koson irysy

Ohara Koson

 

*

 

Kwitnące irysy

U moich stóp –

Sandały sznurowane niebiesko.

 

Basho (1644-1694)

przekład: Czesław Miłosz

 

 

kawarazaki-shodo-iris-japanese_1_5a633f2308e666db85df86d0764dd2a0

Kawarazaki Shodo (1889-1973)

 

159 przemyśleń nt. „Japońskie irysy

  1. Tak, nabożny podziw dla twórczości Brata to jest to, co odczuwam, zgadza się. Po przeczytaniu Jego limeryku człowiek wie, że choćby myślał sto lat i tak by tego tak genialnie nie ujął i nie zrymował. Co prawda, rodzeństwo zazwyczaj bywa najdalsze od zachwytu i nabożnego podziwu wobec siebie, więc przypadek Starosty jest tu tym niezwykłym wyjątkiem, który potwierdza regułę.
    Co za szczęście, że był ten faks z ludowymi narowami, no i że wreszcie dał radę namówić Siostrzycę do pracy na komputerze. Ale i tak żal okrutny, że ponad 30 lat z Jego życia upłynęło z dala od Rodziny i od Ojczyzny.

  2. A wszystko się zaczęło od pewnych dzdzownic:-) kto by pomyślał, że i one mogą być narzędziem w ręku (rączkach, rączkach! Dziewczęcych ❤) Przeznaczenia!

  3. Mimi, otóż właśnie ja także odczuwałam – i odczuwam!- wobec jego twórczości ten nabożny podziw, wręcz onieśmielenie.
    Własny braciszek, wyobrażasz sobie?!

  4. Pani Małgosiu, brat Pani miał niespotykaną, niezwykłą wrażliwość na słowo (Pani też ją ma). Podziwiam, szczerze podziwiam, co On z tej naszej barwnej mowy potrafił wydobyć i jak mistrzowsko tym potem operować. A w dodatku tak bezbłędnie wyczuwał obecność wszelkiego absurdu. I twórczo przetwarzał! Zawsze odczuwałam wobec Jego twórczości wręcz nabożny podziw, tymczasem poprzez „Na Jowisza” tu także uchyliła Pani furtkę, pozwalającą spojrzeć z nieco innej perspektywy na wielkiego człowieka. Dziękuję:)

  5. „Panie wójcie, odfaksujcie, łodyrydy-uha!”

    Ann, obiadek smakował. Odkryłam w Bogutynie sól różową himalajską – i dzięki niej wszystko teraz ma nowy, świeży smak! Nawet surówka z białej kapusty, cebuli i jabłka.

  6. Pan Musierowicz przyszedł na obiadek?
    Co do portretu, nie domyślałam się, jakoś od razu było oczywiste, że to właśnie Profesor. Aha, czyli róża jest jaśniejsza, czyli idealna, ten fiolecik wypadł w druku odrobinę nienaturalnie. To były tylko oczywiście wypisy, bo tutaj same cudowności („Widmo remisu zażegnane, Babcia górą!, czy ludowe napady pewnej poważnej maszyny).
    Dobrego popołudnia!

  7. Karolino, a i owszem, zauważyłam, że rynek reaguje na tutejsze podniety intelektualne. Tak było z dwutomowym Wierzyńskim.
    Bardzo dobrze, tylko szkoda, że cena od razu idzie w górę.

  8. Aha, Mamo Isi – tytuł „Na Jowisza!” wymyśliła Emilka. Ja zaś – jego część drugą.

  9. Zgredziku, dzięki za tę przyjacielską przesadę. Z wdzięczności rzucę liczbę: 1!
    (Prawie nic nie jadła…)

  10. Ależ skąd, Mamo Isi! Ściśle według ich zaleceń.
    Trójka poza Emilią nie życzyła sobie. A co się naprosiłam o zdjęcia!
    Tak, nie mam, dzięki Bogu, tej skłonności, a reszta rodziny też. Mama też nie miała: jej olbrzymie wspomnienia, spisane w kilkunastu teczkach, dotyczą wszystkich, tylko nie jej samej.

  11. Przed chwilą sprawdziłam – jedyny dostępny egzemplarz wydania z 1926 roku kosztuje 280 zł. Przeczuwam, że „Heroje” staną się najbardziej poszukiwaną książką sezonu :) Żałuję, że nie zamówiłam jej te dwa tygodnie temu. Jak to mówią, niewykorzystane okazje się mszczą.

  12. Mamo Isi, po przeczytaniu „Na Jowisza” (jeszcze przed premierą, pierwsze dni maja) postanowiłam sprawdzić na allegro czy są do kupienia „Heroje” w wydaniu poszukiwanym i zaprezentowanym nam przez DUA. Znalazłam i to za parę złotych. Może jest jeszcze ta oferta? Później już nie sprawdzałam.

  13. Prawie nic o młodszej dwójce dzieci – nabędą kompleksów.

    Też pamiętam bezustanne robienie na drutach swetrów, rękawiczek, czapeczek, szalików, skarpetek, a nawet rajtuz – a przecież Mama już wtedy miała bardzo zaawansowaną obustronną cieśń nadgarstka.

    I jak cudownie, że Starosta też nie ma nijakiej skłonności do wpatrywania się we własny pępek z tajemniczym wyrazem twarzy, czyli tego, co obecni celebryci z rozkoszą uprawiają, czyli ekshibicjonizmu psychicznego.

    A nawet tytuł – bo to ważne, aby samemu go dobrać. W dwóch najlepszych książkach wspomnieniowych: Mycielska, „Pośród klęsk i zwycięstw” i Fedorowicz, Konopińska, „Marianna i róże” – tytuły są absolutnie do chrzanu.

  14. Ach, co ja miałem napisać?
    Aha, że z tymi geniuszami, to wcale nie absurdalne! Szczera prawda!
    Nie żaden tombak.
    A Boston Globe i wizytówki – cudowne.
    A ilu było noblistów na metr kwadratowy na kolacji?
    Wiem, że nie wolno zdradzać, ale pytam raczej retorycznie.

  15. Ann, dziękuję za Twoją z kolei wiadomość prywatną!- za wszystkie ciekawe i cenne uwagi.
    Tak, to portrecik prof. Raszewskiego stoi na regale, jak to odgadłaś? Zgoda co do ducha.
    Rosa Boreykiana miała na rysunku nieco bardziej różowy odcień, w druku niestety pociemniała.
    Cieszę się, że rozbawiła Cię jednoaktówka małej E.- my obie przewracamy się ze śmiechu za każdym razem, gdy ją czytamy!
    I dostrzegłaś „Nam strzelać nie kazano…”- wspaniale!
    I Nowakowskiego doceniłaś!- cieszę się!

    Dziękuję.
    Pana Musierowicza chętnie pozdrowię. Nb, właśnie domaga się obiadu.
    Odchodzę, mrucząc.

  16. Wicedyrektor Zajęczyk zgadza się co do joty z moim wyobrażeniem.

    Coup de foudre nad wyraz celnie opisany, podobnie jak scena oświadczyn – widzę to oczyma duszy.
    Nb. zdjęcia obiektu coup de foudre takie, że nic tylko się zakochać i umrzeć;)

    Ciekawe, na której kamienicy Emilka upolowała tę gipsową płaskorzeźbę dziewczyny z królikami. Bardzo przywiteczne.

  17. To właśnie wydanie „Herojów”, tak wytęsknione, zdobyłam i zaprezentowałam w „Jowiszu”. Może trzeba po prostu wytrwale poszukiwać po internetowych antykwariatach. Warto, z myślą o Isiątkach.
    Wspaniałe są te ilustracje!
    Nb wydawnictwo Zysk niedawno wydało tę książkę pod prawidłowo przełożonym tytułem (Oryginalne „Heroes” to przecież nie Heroje tylko Herosi), ale nie wiem, jakie dało obrazki.

  18. Tak, typowo poznańskie wszechstronne wykorzystanie listka bobkowego;)

    I wieczne szycie, cerowanie i łatanie odzieży – bardzo nie lubiłam pończoch. Zawsze gubiły się gumki od podwiązek.

  19. Pętam się po planie Poznania i znajduję ulicę Polną, Słowackiego, Park Sołacki. Żałuję, że nie zaznajomiłam się solidniej z Poznaniem podczas studiów. Ale dobrze, że choć antykwariat na Rynku poznałam. Oraz bar mleczny na Mylnej; mieli tam bardzo dobre leniwe;)
    O „Herojach” Kingsleya w poszukiwanym przez Starostę wydaniu najstarsi górale nie słyszeli, niestety.

  20. Buczyno, dzięki za nocną wiadomość pod poprzednim wpisem! – nie, nie znam Avenidów, ale, zachęcona przez Ciebie, na pewno sięgnę po książki o nich!

  21. Ach, Mamo Isi, o tym poetyckim obiedzie z laurami mogłabym opowiedzieć dużo więcej! Ale nie wypada się przechwalać nazwiskami obecnych, ani też nie należy zdradzać pewnych smakowitości o własnych gościach!
    Kiedyś może opowiem Ci na uszko – kto był i co powiedział.

  22. Mamo Isi, Przemysław Pustułka to też odrzucony pan Rudzik… jeden z kilku „niepodobnych” jego portretów. Dorysowałam mu tylko piedestał. („U dobrej gospodyni nic się nie zmarnuje!”)
    Aaa, i jaka rada jestem oraz dumna z tego, że pochwaliłaś moje dyktando!
    Jest arcytrudne i najeżone pułapkami – a jakie skuteczne!
    Już niedługo będzie jak znalazł dla Isiątek!

  23. Akwarelowe malunki ptaszków wszędzie – prześliczne!

    Mamy to samo wydanie „Myśli” Seneki.

    I też od śmierci brata nie mogłam się pogodzić z tym, że nie mam rodzeństwa (siostra zmarła na rok przed moim urodzeniem).

    Co za opis wieczerzy poetów przy rodzinnym stole (plus dwie deski kreślarskie)!

    Nawet mamy co roku gniazdo szerszeni pod dachem; jakieś wyjątkowo łagodne olbrzymy. Ilekroć wlecą do któregoś mieszkania, trzeba takiego brzęczącego potwora nakryć szklanką i wynieść na dwór.

  24. Dewajtis, sporą tę donicę widać na zdjęciach pod hasłem „Balkon”. Golasek się o nią wspiera rączką. Widać nawet pień owego klona-samosiejki!

  25. Iskro, dziękuję za wiadomości z lektury i wskazanie rysunków!
    Bardzo to cenne dla mnie informacje. To wprost nadzwyczajne, na falach ilu Fluidów buduje się nasze porozumienie!
    Wielka to dla mnie radość!

  26. Dominiko z Bydgoszczy, dziękuję za kolosalną wiad.pryw.- miło to było przeczytać! Cieszę się, że polubiłaś owe piękne okolice i że na dłużej!
    Przyjmij serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i Rodziny!

  27. Kochana Nini, dziękuję najserdeczniej za nocny ogromny wpis z tyloma miłymi uwagami o „Jowiszu”!Wszystkie spostrzeżenia niezwykle dla mnie ciekawe, także ze względów warsztatowych. Jak dobrze mieć potwierdzenie słuszności pewnych decyzji kompozycyjnych i konstrukcyjnych!

    Ten znaczek tuż za „SB” na „Antologii dramatu amerykańskiego” to po prostu takie logo, monogram syntetyzujący te obie litery początkowe podpisu, który Staś umieszczał wszędzie.

    Miło, bardzo miło jest czuć i wiedzieć, że KTOŚ mądry i przenikliwy, podobnie czujący, docenił wszystko, co chciało się w książce pokazać i powiedzieć.
    Pytasz o osobnika przy Pręgierzu Mentalnym: kim jest? Ano, jest nieudanym panem Rudzikiem. To znaczy, jako rysunek jest udany, ale niepodobny mi się narysował do pana Rudzika. Długo podchodziłam do tematu (jestem wymagająca w kwestii podobieństwa), aż wreszcie podobnego narysowałam, natomiast ten niepodobny przydał się jako srogi egzekutor słynnego hasła (które po prostu mu dorysowałam, wraz z rączką).
    Dziękuję za wszystkie zrozumienia! Bardzo się cieszę!

  28. Znalazłam akurat pamiętniczek z dzieciństwa, gdzie uczący nas religii ksiądz wikary wpisał mi maksymę z Owidiusza: Fortior est, qui se quam qui fortissima vincit moenia.
    Dzielniejszy jest ten, kto zwycięża siebie, niż kto zwycięża najmocniejsze mury.
    Miałam osiem lat i nie bardzo wiedziałam, po co ktoś miałby zwyciężać mury, ale rodzice mi to wytłumaczyli.

  29. Mamo Isi, jaka to radość, czytać te Twoje uwagi na bieżąco! Doceniłaś figiel z „Boston Globe” i wizytówki!
    Tak, Braciszek mnie wyczuł: „chyba, że ją ktoś zdenerwuje”! Fakt, zamieniam się wtedy w twardy głaz.

    Miło mi, że to są „jakby i Twoje wspomnienia”: bratnieśmy dusze, zawsze wiedziałam!

  30. Coś wspaniałego!
    „Wszystko, cokolwiek człowiek tworzy, nieodmiennie musi wyrastać z tej gleby, z której on sam wyrósł”- „okruchy tej gleby i źdźbła upodobań” są odpowiedzią na moje przeczucia, że świat Jeżycjady jest pomimo fikcji literackiej nierozerwalny ze światem mojej ukochanej autorki.
    Coup de foudre uderzyło mnie szczególnie.
    Ja też wiem wszystko o tym fenomenie (30 lat nieustającego szczęścia małżeńskiego) i między innymi dlatego warstwa Jeżycjady, która drażni moje realistyczne koleżanki jest mi tak bliska, bo jest prawdziwa doświadczeniem autorki. Listy i rąbek relacji z bratem jest jakimś szczególnie drogim mi wątkiem. Też mam tylko brata i zawsze pragnęłam mieć siostrę. Ach, tyle jeszcze myśli, ale sporo z nich już tu zaistniało. Dodam tylko, że z kolorowych portretów wygrywa u mnie Zazula Makowska a czarno-białych wicedyrektorki, Dąbek-Nowacka i Zajęczyk.
    Dziękuję obu autorkom za uchylenie rąbka tajemnic. Rodzina Jeżycjadowa nie posiada się z radości.

  31. Dziękuję, pomyślę o zabudowaniu! Ale jaki piękny pomysł secesyjnych architektów z wmurowanym miejscem na wybujałe rośliny na balkonie. Uśmiecham się, gdy o tym myślę.

  32. Przepiękne, chwytające za serce wspomnienia!

    Mama też co dzień pogadywała sobie przez telefon ze swoją mieszkającą w Lublinie siostrą, naszą ciocią Danusią. Od czterech lat kontynuuję tę tradycję.

    Zachwycające to kryminalne dyktando opatrzone portretem zbrodniczego Przemysława Pustułki!

    Moja przyjaciółka z liceum ma wręcz tycjanowski odcień włosów, ale nigdy nie słyszałam, aby jej ktoś z tego powodu dokuczał. Te uprzedzenia do rudzielców chyba minęły bezpowrotnie i Bogu dzięki.

    Obie zbieramy dzbanuszki. Ten zielony zachwycający!

    I mamy angielski, błękitny serwis – chociaż z innym wzorem.

    Też lubiłam strzelać kapiszonami.

    Co za pomysł z artykułem w The Boston Globe „Famous Polish female author turns 53 today” „Legendarny poemat epicki tercyną „Pan Wokulski”! przypisany przez Brata Senkyewitchowi, co do którego autorka nie potwierdza (ale i nie zaprzecza) jakoby była jego prawnuczką;) Popłakałam się ze śmiechu.
    I wizytówka „Osoby Do Rany Przyłóż, Chyba Że Ją Ktoś Zdenerwuje”!
    I ta Mamy – „Stella Stomatologiae”, a takoż „Osoby, Której Świat Zawdzięcza Dwoje Geniuszy Literatury”!
    Geniusz humor absurdalnego!

  33. Mamo Isi, to zabieg celowy.
    Zakładka Wrighta pokazuje, jak umie trzymać stronice tekstu.:)
    Dzięki za wszystkie miłe uwagi.
    Muszę pilnie wstawić chleb, zaraz wracam i szerzej wszystkim odpowiem.

  34. Otóż z takiego założenia właśnie wyszłam, Ulubiona Autorko :) najwyżej trochę minelam się z prawdą, ale w szczytnym celu! :)

  35. Na s.325 jest pod zakładką – repliką okna Wrighta jakiś tekst. Coś się Egmontowi chyba przy druku przestawiło. Warto zgłosić przed dodrukiem.
    Już wiadomo, czym będzie się wyróżniało pierwsze, bezcenne wydanie „Na Jowisza” od następnych, poprawionych;)

  36. Do późna w noc czytałam „Na Jowisza” i nie mogłam się oderwać. Ze szkłem powiększającym oglądałam zdjęcia, aby niczego nie uronić. Jestem przy literze S i zaraz wracam do książki, bo się z nią związałam emocjonalnie. Czasami mam wrażenie, jakby Starosta spisywał moje wspomnienia;) Też się cichcem pozbyłam warkoczy ku żalowi całej rodziny, a szczególnie Mamy. I Mama szyła nam stroje na różne występy w przedszkolu. I od najwcześniejszych lat pisałam na przedwojennej maszynie do pisania – była to bardzo elegancka Olimpia Plana. Też z Bogumiłem nabyliśmy ogromny stół 12-osobowy z początków XX wieku, bo te rachityczne mebelki peerelowskie nie nadawały się do niczego.
    Nb. jako memuary „Na Jowisza” dołączy na honorowe miejsce w swoim dziale:)
    Wracam do czytania, bo Isia już przytupuje i wycina hołubce w kolejce.

  37. Zawisza Czarny był świetnym dyplomatą i jednym z najbardziej zaufanych ludzi króla Władysława Jagiełły, został wysłany jako jeden z sześciu posłów delegacji polskiej na Sobór w Konstancji. Jan Długosz pisał o nim: „Nie tylko w tej bitwie, w której pojmany zginął, ale we wszystkich wyprawach okazywał się rycerzem dzielnym i znakomitym, słynął odwagą i wielkimi czynami, w których nikt mu nie dorównywał. Był zaś w mowie słodki i ujmujący, tak że nie tylko ludzi zacnych i szlachetnych, ale barbarzyńców nawet swoją uprzejmością zniewalał. Miał przede wszystkim ten rzadki w sobie przymiot, że jak w bitwie najśmielszy zapał, tak w radzie najumiarkowańszą okazywał rozwagę. Godzien za swe bohaterskie dzieła nie moich słabych, ale i Homera samego pochwał.”

  38. Biblioteka Raczyńskich! – A to się cieszę, Bogno!

    Nini, widziałam różne odcienie irysów, niektórzy mają całe ich kolekcje. Ale TAKICH niebieskich nie widziałam.

  39. A ja czytam „Na Jowisza” powolutku i z przerwami, żeby to dłużej trwało. Jestem przy B i urzekło mnie hasło Biblioteka Raczyńskich – masa ciekawych informacji, zazdroszczę takich wyjątkowych doświadczeń czytelniczych.
    No i zimno okropnie, na pociechę usmażyłam wczoraj świeżo kupione (w zaprzyjaźnionym gospodarstwie ogrodniczym) kwiaty cukinii w cieście naleśnikowym.

  40. Czy u nas też można spotkać takie niebieskie? Z autopsji znam tylko fioletowe.
    DUA, bzy nienasycone, jeszcze im mało wody?
    A czy ktoś hoduje może prusznika na balkonie?

  41. Myślę, DUA, iż możemy osmielic się wnioskować, ze mistrzem pióra być nie mógł, jako że cały swój czas poświęcał doskonaleniu rzemiosła, które przyniosło mu sławę:-) nie można mieć wszystkiego, powiedzmy :)

  42. Japońskie irysy cudowne
    W szafiry ubrane gustowne
    Zielenią przybrane
    W haiku zebrane
    We wzory niezwykle klarowne

  43. Ha, Mimi!
    Dzięki!
    Nie wiem tylko, czy i jakie ostały się dane co do talentów pisarskich Zawiszy Czarnego.
    „Zawisza Czarny z Garbowa
    uczył nas mężnymi być!”- śpiewałyśmy w harcerstwie.
    Ale to wszystko.

  44. Takiej księgi, jak jest „Na Jowisza!”
    Nie powstydzilby się nawet Zawisza.
    Bo on, rycerz ów Czarny,
    Pisarz raczej był marny,
    Rzekł : „Dla zacnej MM jest ta nisza!”

  45. Miły obrazek, Ann. Pomimo mszyc i ślimaków w tle.

    Rozmarynie, dzięki za dobre słowo. Ależ oczywiście, papierowe królewny to taki miły prezent! Możesz też przecież zrobić kostiumologiczną wędrówkę przez epoki!
    A dyktando gorąco polecam!

  46. To ja się cieszę, li i jedynie!
    Słówko o bzach – na balkony, balkoniki i małe metraże doskonale nadaje się niziutki, karłowy bez Meyera Palibin, jego korzenie nie są problemem w donicy. A właśnie zakwitł mi po raz pierwszy Sensation zasadzony jako patyczek! Biuletyn z ostatniej chwili – są już mszyce na różach i stada ślimaków na irysach. Paskudy. Za to ptaki szaleją i kosy namiętnie zażywają kąpieli w wystawionych miskach z wodą. Czekają w kolejce, a potem woda tryska na wszystkie strony :-)

  47. Już dawno jestem po lekturze „Na Jowisza”, bo zamówiłam natychmiast po informacji o tej książce.
    Połknęłam jednym haustem i chyba teraz znów wrócę do spokojnej lektury.
    Ta książka jest dla mnie przede wszystkim hołdem złożonym Mamie i Jej wpływowi.
    A może nasz odbiór książki wynika z naszych własnych aktualnych przeżyć? Jestem w wieku „podsumowań” i próbuję dostrzec w pełni wpływ, jaki Rodzice wywarli na moje życie. Bo przecież, „Czym skorupka…”
    DUA, na imieniny mojej wnuczki Zofii wykonam samodzielnie wycinane księżniczki takie jak w książce. To będzie plagiat, ale DUA mi to wybaczy?
    Zamierzam też wykorzystać dyktanda do domowego trenowania z najstarszym wnukiem.
    „Na Jowisza” to wielkie bogactwo, a z myślą o przyjaciółce, którą niedawno „zaraziłam” Jeżycjadą, zamówiłam od razu drugi egzemplarz, żeby Jej podarować na imieniny 1 lipca. Więc, żeby pomnożyć to bogactwo, dzielmy się nim!

  48. Pewien obżartuch z okolic Krakowa
    Będąc sytym wszystkich strofował
    Gdy zgłodniał
    Złagodniał
    Lecz najadł się znów od nowa

    Znów ciut za późno… :)

  49. Dewajtis, no właśnie te korzenie są problemem.
    Obawiam się, że donica, nawet wielka jak dla fikusa czy palmy, na długo nie wystarczy.
    Dlatego pomyślałam, że można by obmurować część balkonu.

  50. Mamo Isi, dziękuję za dobre chęci. Za kilka dni wybieram się w góry i mam nadzieję, że zanim wrócę to będzie już dostawa z dodruku. Bom znowu zamówił, tym razem gdzie indziej, piszą tam, iż wysyłka za dwa tygodnie.

  51. Emilce dzięki się nalezą, Mamo Isi.
    A dedykacja była dla tej czcigodnej starszej pani, do której wysłana książka nie doszła z winy błędnego adresu. Okazało się, że dedykacja pasuje i do Ciebie! Co by to znaczyło?
    Wybacz ten odbity narożnik. Tak do nas książka wróciła. O, poczto!

  52. Mam! Mam! Doszła! Kochany Starosto, jesteś nadzwyczajny! Myślałam, że wyślesz książkę, jak pandemia choć z lekka ustąpi, a tu tymczasem Ty albo kochana Emilka nic nie zważając na wirusy frr i polecieliście na pocztę i nadaliście pocztą błyskawiczną już w poniedziałek! Książka jest zachwycająca! Nie dość, że niespodziewany duży format – prawie A4, to przyjemnie tłusta i już żeśmy z Isią ją sobie wespół w zespół przeleciały, a teraz wypchnęłam dziecko do ogrodu i korzystając z tego będę czytać! I jaka dostojna dedykacja (z dopiskiem):) od obu Autorek! Dziękuję! Dziękuję!

  53. Mam, mam! Nieoceniony mężuś zdobył Na Jowisza. Tak się cieszę i już zagłębiam się w to okazałe tomisko. Uściski dla autorek.

  54. Czy takie drzewo jak bez może przetrwać w donicy balkonowej? Mam spory balkon, kocham bzy i zachwycił mnie ten pomysł. Co z korzeniami? Nie będzie im ciasno?

  55. A nie, a nie! Wiciokrzew mi nie przeżył suszy, a bzy najpiękniej i najobficiej kwitną, gdy się im podsypuje nawozu, wyrywa przyrosty odkorzeniowe i obcina starannie wszystkie przekwitłe kwiatostany. Plus, oczywiście, podlewanie.

  56. Nie lubię zimnych ogrodników. Błe, zimno, ponuro i mokro. Upiekłam na odtrutkę focaccia, napaliłam w kozie, ale wciąż i tak wyglądam przez okno, czy się nie poprawia pogoda. Nie poprawia się.

  57. Karikari, dzięki, że napisałaś, że „Na Jowisza” jest bardziej „barańczakowa i musierowiczowa”, niż „borejkowa i jezycjadowa” – tak się z tego cieszę! Jak to miło teraz czekać, kiedy już wiadomo, że prędzej czy później będę ją czytać. Krzysztofie, nie martw się, już jesteś w kolejce i najdalej w kilka dni po otrzymaniu „Na Jowisza” – też będziesz książkę pożerał!

  58. Być może uda się wmurować jakąś donicę… Przekażę ciepłe uściski dla mamy:)

  59. Kochana Karikari! Jakże mi miło czytać te słowa! Dziękuję za wszystkie dobre uczucia!
    Ściskam Cię mocno, a Kozia całuję, tym cieplej, że podobny do mojego synka!

  60. Pani Małgosiu! „Na Jowisza” jest taka INTENSYWNA! Jest zupełnie inna niż przypuszczałam – myślałam, że będzie bardziej „borejkowa i jeżycjadowa”, a jest przede wszystkim „barańczakowa i musierowiczowa”. Czytam i zachwycam się tymi wszystkimi drobiazgami, portretami, zdjęciami, anegdotami, rodzinnymi wspomnieniami. Znowu podziwiam Pani Mamę – piękną, mądrą, jakże dzielną kobietę. Przypominam sobie okoliczności, w których czytałam po raz pierwszy kolejne tomy Jeżycjady, czy też moją pierwszą wyprawę do Poznania, kiedy to bez mapki, a za to ze stosownymi fragmentami na karteczkach wypisanymi z Jeżycjady, szukałam najważniejszych kamienic. Uzmysławiam sobie po raz kolejny, jak wielki pozytywny wpływ miała Pani na moje życie – poprzez swoje książki i ten kontakt tutaj, w Księdze Gości. DZIĘKUJĘ! I za te ważne słowa, które Panie powiedziała w wywiadzie radiowym 1 maja, też dziękuję: te o tym uczciwym, zwykłym życiu.
    A Emilka jak pięknie wszystko sfotografowała! Bliska mi jest nie tylko ze względu na swoje książki, które z wielką przyjemnością czytam, ale i na dzieciństwo, które obu nam przypadło w mniej więcej tym samym czasie.
    Uściski ode mnie i buziaki od Kozia (który jest trochę podobny do małego Bolka w bazie na balkonie).
    Wracam do „Jowisza”.

  61. Dzień dobry!
    Kochana Marysia, Obywatelka Warszawy, w wiadomości prywatnej pisze m.in., że będzie miała bez na balkonie! (Mama kupiła ten krzew, posadzony w donicy).
    Trzymam kciuki, niech dobrze rośnie! (Trzeba mu będzie chyba co jakiś czas dawać większy pojemnik?)
    Kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Poznaniu, w starej kamienicy, i też balkon musiał nam wystarczyć, w braku ogródka, cieszyliśmy się ogromną donicą, którą secesyjny architekt kazał zabudować jeden kąt balkonu. Widać ją na zdjęciach w „Jowiszu”, pod hasłem „BALKON”. Widać nawet klon-samosiejkę, który w niej rośnie.
    Może coś takiego jest rozwiązaniem dla Waszego bzu, Marysiu?
    Tylko nie zapominajcie go podlewać i odżywiać!
    Pozdrowienia dla dzielnej Mamusi, Ciebie ściskam!

  62. Ja też zamiast przesyłki doczekałam się tej informacji od sprzedawcy. Ale ja postanowiłam poczekać i nie anulowałam zamówienia. W końcu kiedyś Na Jowisza do mnie dotrze. Zaplanowałam zresztą , że zanim przeczytam Na Jowisza, wpierw dokończę całą serię , a jestem dopiero na Brulionie.
    Odsłuchałam też śliczną audycję w RDC, która wprawiła mnie w doskonały nastrój. Pozdrawiam serdecznie DUA, Adminkę i wszystkich tu zaglądających!

  63. Pewna pani z krainy za morzem
    „Na Jowisza” wciąż kupić nie może
    To okrutnie ją złości
    Więc tak dla spokojności
    Jeżycjadę pochłania w całości.

  64. Niestety złe przeczucia sprawdziły się.
    Mój mąż, który zamawiał mi Na Jowisza otrzymał identyczne kłamstwo jak KrzysztO.
    Jutro będzie polować na książkę w realnej księgarni posiadającej ostatnie sztuki.
    Co za czasy, co za obyczaje..

  65. Agato M.(wiad.pryw.) – dziękuję za dobre słowo o „Jowiszu”. Za wszystkie dobre słowa, raczej!
    Dziękuję też za wskazanie małego błędu – już o nim wiem, wyłapała go Jesienna Ada. Zostanie poprawiony w dodruku, rzecz jasna.
    Co do bliźniaczek: ano, przecież bywa i tak… Może jeszcze się zmienią, jak wyrosną z trudnego wieku.
    Pozdrawiam serdecznie!

  66. Moje ulubione ilustracje: Basia, flecistka, staruszka z jajkami i żona Jedwabińskiego.
    Z kolorowych portretów – Mila Wielka Radość Dziecka i Ignaś Smutek Niewysłowiony.

  67. Ależ kochani, no skoro popyt przeszedł oczekiwania wydawcy to… pozostaje się cieszyć że ludzie czytają.
    Z pustego to i Salomon itd..

  68. Rozumiem, Krzysztofie, dziękuję. Rzeczywiście – ukazała się. W międzyczasie znalazłam ją na allegro i prawdopodobnie udało mi się kupić. Pewność uzyskam po informacji o wysyłce :). Aktualnie pokazują, że jeszcze jeden egzemplarz jest do nabycia.

  69. MaryMeg, odpowiedziałem im, że niestety piszą nieprawdę, bo książka się przecież ukazała, a oni po prostu nie potrafili zapewnić sobie dostawy od wydawcy. Zamówienie rzecz jasna, anulowałem.