Za zielone, żółte i fioletowe!

IMG_20200506_161649

   fot. MM

 

 

Gerard Manley Hopkins (1844-1889)
PSTRE PIĘKNO

 

Za wszystko, co pstrokate, chwała niech będzie Panu –
     Za niebo wielobarwne jak łaciate cielę;
          Za grzbiety pstrągów, różem nakrapiane w cętki;

Za skrzydła zięb; żar szkarłatny rozłupanych kasztanów;
     Za ziemię w działkach, w kawałkach – za ugór i za zieleń;
          I za rzemiosło wszelkie, jego narzędzia i sprzęty.

Wszystkiemu, co nadmierne, osobliwe, sprzeczne,
     Rzeczom pstrym i pierzchliwym (któż wie, jak to się dzieje?),
           Wartkim i wolnym, słodkim i słonym, mocnym i miękkim,
On wciąż początek daje, Ten, czyje piękno jest wieczne:
                           Jemu niech będą dzięki.

(przekład: Stanisław Barańczak)

 

 

IMG_20200506_130156

    fot. MM

 

 

Gerard Manley Hopkins

PIED BEAUTY

 

Glory be to God for dappled things—
For skies of couple-colour as a brinded cow;
For rose-moles all in stipple upon trout that swim;
Fresh-firecoal chestnut-falls; finches’ wings;
Landscape plotted and pieced—fold, fallow, and plough;
And all trades, their gear and tackle and trim.

All things counter, original, spare, strange;
Whatever is fickle, freckled (who knows how?)
With swift, slow; sweet, sour; adazzle, dim;
He fathers-forth whose beauty is past change:
Praise Him

 

IMG_20200505_132914

Fot. MM

149 przemyśleń nt. „Za zielone, żółte i fioletowe!

  1. Sowo i Jane dziękuje bardzo za tyle tytułów, już nie mogę doczekać się czytania :) temat nurtuje mnie od dawna, ale jeszcze go nie zgłębiłam. Wrócił do mnie ostatnio jak podpiekałam cebulę do rosołu i tłumaczyłam mojej czterolatce sens tego działania.

  2. Zgłębiłam, choć by należycie docenić kunszt, trzeba lekturę ponowić. Cóż za historia! Niedozwolone wygrażanie obcążkami chirurgicznymi w towarzystwie niedoświadczonych kilkulatków z próchnicą mrozi krew w żyłach. Oczyma wyobraźni widzę strażnika łupiącego toporem orzechy i ten zżółkły, mało zróżnicowany ogród
    I pomyśleć, że Przemysław Pustułka mógł zostać kolejarzem…

  3. Przemiłej lektury do poduszki DUA, oby w zakamarkach posiadłości pojawiły się kolejne zagubione cekiny. Tym razem szmaragdowe.

  4. O, w późniejszych jest pełna gama trudności. Pisałam to z użyciem Słownika Poprawnej Polszczyzny. Zadałam sobie trud nie lada: wypisałam setki słów z ortograficznymi pułapkami, a następnie stworzyłam fabułę z ich użyciem. Pysznie się przy tym bawiłam! – układały mi się takie rozkoszne absurdy („przerażenie na śmierć trzeciorzędnej aktorki przez użycie podejrzanej strzykawki z żółtą obrzydliwą zawartością”).
    No, ale to dla starszych uczniów niż Twoi, jak sądzę.

  5. Tych późniejszych jeszcze zgłębiłam. Dla moich dzieciaków na razie za trudne, ale taki brzydki żołnierz z pogrzebaczem, czy kucharz z krótszym nosem będzie jak znalazł ☺

  6. Mimi M, a jakże!- ale, dołożywszy starań, wyrosłam szczęśliwie z piromanii.

  7. A ja dumna jestem z tych późniejszych!
    Polecam.
    Co do podobieństwa: dziękuję, że zauważyłaś. Zależało mi na ukazaniu rodzinnej sekwencji genetycznej: Ignacy Grzegorz podobny do dziadka w wieku chłopięcym, zaś tenże Ignaś Borejko podobny do swej mamy.

  8. A ja właśnie po pierwszym niespiesznym przekartkowaniu „Jowisza” i podczytywaniu tu i ówdzie. Z pierwszych wrażeń :
    – podobieństwo Ignacego Grzegorza do dziadka, gdy ten był chłopcem
    .- mam podobne talerze do tych z serwisu „Nowakowskich”
    – też rozbiłam kiedyś wypukłe szkło osłaniające tarczę pamiątkowego zegara – do dzisiaj zegar pozostaje bez niego, ale również chodzi i bije (był moment, że przestał wybijać godziny; po naprawie wróciło tylko „bim”, a „bam” przepadło , myśleliśmy, że bezpowrotnie, na szczęście udało się je odzyskać)
    – scenka szykowania smakowitych prezentów gwiazdkowym przepyszna – podziwiam Emilię, że wytrwała w dyskrecji
    – od żółciutkiego „Brulionu Bebe B.” zaczęło się moje kolekcjonowanie pierwszych wydań poszczególnych tomów.
    Przede mną piękny weekend z lekturą – dziękuję!
    Reszta potem :)

  9. Pani Małgosiu, kto by pomyślał, że z Pani taka piromanka! :-) zasmiewalam się do łez, czytając wiadome fragmenty o wyczynach Dziuby i Jozinka:-) A tu wiadomo, skąd się to wzięło! Oj, Pani musiała zostać pisarka :D to było Przeznaczenie.

    Alku, cóż za fabuła się tu rysuje :) A jakby tam gdzieś Pana Chrobota umiejscowić? Jestem pewna, że byłby postacią o niemałym znaczeniu :-) jakieś zapędy detektywistyczne w nim obudzić?

  10. Niezapominajki są śliczne.
    W tym roku wysypały się u mnie w ogromnej ilości. Całe błękitne jeziorko.

    Bzy w pełni rozkwitu. Zapach w ogrodzie – niewiarygodny.

  11. Niezapominajki mnie rozczulają.
    Polowania na ślimaki, do mnie przypełzał wąż zeszłego lata, dwumetrowy był (TAK- nie jestem wędkarzem ).
    Wgrzebywał się w kwiatek (zdychał powoli- kwiatek nie waż) i przyprawiał mnie o zawał serca ( mam tylko jedno). Wywaliłam kwiatek razem z wielką donicą. Waż jeszcze przybył kilka razy i znikł.
    Okropne bydlę.
    Alku napisz kryminał.
    Mamo Isi ty też.
    Babciu Gąsko ściskam.

  12. Babciu Gąsko kochana, dziękuję za wiad. pryw. i wszystkie miłe słowa. Szczególnie mnie ucieszyła wiadomość, że „Jowisz” poprawił Ci humor.

    Dodam, że scena z rakietką tylko w czytaniu jest śmieszna, w rzeczywistości tchnęła grozą.
    Ściskam całą gęsią rodzinę!

  13. Och, DUA, Mamo Isi!
    Mój Tato też obchodził imieniny 13 listopada, na św. Stanisława Kostki. A urodził się 14 września 1929. Żył 70 lat.
    Teraz mam najmłodszego wnuka Stasia. Kocham to imię. I jest ciągłość.

  14. Bardzo całuję i gratuluję, bo czuję, że bestsellerek jest- b.g. wraz z towarzychem.

    Dla wszystkich starych i nowych bywalców KG- pozdrowienia i życzenia smacznej lektury. Ja już na ostatnich stronach, niestety

  15. Jeszcze nie dotarły, ale powinny.

    Z książek o kuchni mam „Kuchni Leonarda da Vinci” Dave DeWitta, o kuchni włoskiego renesansu. Jest też cała seria Monumenta Poloniae Culinaria wydana przez muzeum wilanowskie.

  16. Sowo, tak – to jest to! Pierwszy akt długofalowej satysfakcji twórczej.
    Cieszę się, że róże dotarły.

  17. Patrycjo, otwórz „Jowisza” na stronie 224, jest tam oryginał przepisu.

  18. Dzień dobry!
    Mam nadzieję, że to pytanie już nie padło. Smakuję sobie „Na Jowisza” i zastanowiło mnie, czym jest ta serowa bomba, która przed ślubem została schowana do lodówki. I czy może ma Pani jeszcze przepis?

  19. Do Dewajtis – to był Bogumił Kadryll (też bardzo lubiłam Niziurskiego).

    Alku, jestem na początku mojej przygody z chlebem, ale dowiedziałam się, że słabo trzyma kształt chleb z mąką żytnią, dlatego chleby żytnie lepiej piec w formie. Gluten w mące pszennej pozwala nadać formę chlebowi.

  20. Dzień dobry!

    Wczoraj o godzinie 18.10 Agata.M poprosiła o polecenie książki o historii kuchni.
    Kiedy tylko to przeczytałam popędziłam do regału (wiele, wiele lat temu pasjonowałam się książkami o jedzeniu i kucharskimi, choć wtedy nie było takiego wyboru w księgarniach jak teraz). Może niezupełnie są to pozycje o historii kuchni, ale może zainteresują Agatę.M. Moja ukochana to „Przez kuchnię i od frontu” Miry Michałowskiej, dalej Anthelme Brillat-Savarin „Fizjologia smaku”, Krystyna Bockenheim „Przy polskim stole”, Hanna Szymanderska „Sekret kucharski czyli co jadano w Soplicowie”, „Wokół stołu i kuchni” Wybór i opracowanie Maja i Jan Łozińscy. Mam też „Historię naturalną i moralną jedzenia” Maguelonne Toussaint-Samat, ale w tym przypadku od razu się przyznam-nie przebrnęłam. Jest też „Mała encyklopedia sztuki kulinarnej” Małgorzaty Michalik i Marka Łebkowskiego. Polecam Elżbiety Koweckiej „W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIXw”. Ciekawostką wydaje się „O sztuce kulinarnej” Apicjusza (można ćwiczyć łacinę :). Spojrzałam też teraz do internetu i zainteresowała mnie „Historia kuchni” Reay Tannahill (może nawet się skuszę, ale cierpię na brak miejsca na półkach – jeśli chodzi o dodatkowe regały, korytarz nie wchodzi w grę niestety).
    Niewykluczone, że Księgowi mają jeszcze jakieś propozycje (ja mam jeszcze trochę, ale bardziej jednak o jedzeniu, a nie o historii kuchni).
    Serdeczne uściski.

  21. Masz rację, Casciolino! Dzięki!
    U nas dopiero wczesne róże w pąkach. Zazdroszczę:)

  22. Alku, skoro sprawcy nie stać na nic innego, niż mało wyszukane ukrywanie się w jakiejś beczce, to i rabunek z pewnością byłby nieco rubaszny. Lisiecki nie poznałby się, to prawda (cha, cha!), ale też wyrafinowane zło nie cechuje, o ile pamiętam żadnego z negatywnych bohaterów Jeżycjady, jeno głupota i tępa siła.
    Tutaj bardziej pasowałby bohater w typie cwaniaczka Gaudentego :)

  23. A ja się napawam widokiem i zapachem czarnej ziemi, nareszcie odgruzowanej, odchwaszczonej i odkorzenionej. Róże i krzewy nadciągają z pomorskiej szkółki, jeszcze tylko wyrównać teren i można siać trawę. Wspaniałe chwile planowania i zabudowywania przyszłości.

  24. Mamo Isi, stawiam na świętą Monikę!
    Długie lata czekała na nawrócenie syna, a ten jak już się nawrócił to porządnie.

    A ja dziękuję dzisiaj za blady róż- w tym kolorze jest pierwsza róża, która właśnie rozkwita w moim ogródku. W kolejce czeka już sporo pąków, co bardzo mnie cieszy.

  25. Tak jak mój tata – 13 listopada na Św. Stanisława Kostki. Ślę pozdrowienia ze słonecznej Małopolski :)

  26. Lisiecki jako sprawca subtelnego rabunku nie konweniuje. Z Lisieckim zniknąłby nie tylko obraz, ale i kawał ściany. A obraz okazałby się również nie ten, bowiem Lisieckiego zmyliły bogate ornamenty z tombaku. Pytanie: kto wiec ukradł prawdziwy obraz? Nieznanego złoczyńcę tropi gang podenerwowanych braci Lisieckich oraz duet detektywów: dżentelmen-detektyw Mundek oraz detektyw siłowy Tunek. Ale nie możemy też zaniedbać roli Akademii Butterworth – ekscentrycznej ciotki naszych dwóch (nieco przechodzonych) kawalerów, w cywilu zwanej Adą. Której wpływ na rozwój akcji okaże się całkiem znaczny. Dzień dobry Państwu.

  27. Zapomniałam zaznaczyć, że Starostowy plan na maj i czerwiec („Maj w ogóle jest u mnie porą napawania się urodą świata, plus oczywiście tępienia ślimaków, podwiązywania rosnących ostróżek i gorliwego wyrywania chwastów. Pisanie schodzi na dalszy plan. W czerwcu też, bo kwitną róże.”) jest zachwycający;)

    Biedroneczko, przy pisaniu kryminałów stosowane są dwie metody: albo w pocie czoła tworzymy odrażającego bohatera, którego potem mordujemy ku satysfakcji wszystkich, albo mordujemy Bogu ducha winną osobę. Pierwszy wariant jest zbyt męczący, a drugi jakoś mi się nie podoba.

  28. Bzy i niezapominajki, jak tu pięknie, dziękuję DUA za te zdjęcia! I za wieczorowe smaczki lekturowe, bardzo stylowo zapowiada się ten mord z cekinami w tle, aczkolwiek rzeczywiście ktoś, kto docenia tiule i hafty mógłby mieć większą skłonność do kropek. A ja próbuję choć odrobinę skupić się na niuansach zakupów angielskich koronek gdzieś tam na początku XVIII wieku, to chyba odpowiednie zajęcie na takie dni. Alku, moje koty pozdrawiają Twoje koty. Li i jedynie.

  29. Bardzo to smakowicie wygląda: „nosy society spinster Amelia Butterworth”. Czytaj jak najszybciej, kochany Starosto;)

  30. Czyli Brat przyniósł sobie imię! Mój Tata urodził się co prawda 14 listopada 1905 roku, ale jego rodzice uznali, że imiona, które tego dnia można sobie przynieść im zupełnie nie odpowiadają i dali mu patrona z poprzedniego dnia, czyli też Stanisława. Dnia tego wypadają imieniny: Agrypin, Agryppa, Antyd, Damian, Elżbieta, Filomen, Hipacy, Jan, Józef, Jukund, Klementyn, Kosma, Laurenty, Lewin, Mikołaj, Montan, Serapion, Stefan, Ścibor, Ścibora, Świecław, Teodot, Wawrzyniec i Wszerad.

  31. Sowo, zostawiają coś zawsze dlatego, żeby można o tym napisać powieść.

  32. Dziś świętego Stanisława. Pędzę do taty z tortem i naręczem bzów. Czy dziś także imieniny Pani Brata?

  33. Alku, tak, koniecznie!!! Twój kryminał będzie boski, wiem to!
    Poza beczką dopraszałabym się także motywu kociego. :)

    A Mama Isi i jej soczyste pióro? O, tu jaka by dopiero wyszła proza! Mamo Isi…?
    – namawia Biedronka.

  34. Czasem lubię poczytać historię, którą już znam lub wiem jak się skończy, tak dla wewnętrznego spokoju. A Lisiecki mógłby się np. ukrywać w beczce po winie mszalnym. Zabytkowej rzecz jasna.

  35. W beczułce można także przechowywać mjut. Całkiem świeży.

    Dlaczego przestępcy zawsze pozostawiają coś na miejscu zbrodni? Niechlujstwo.

  36. Mamo Isi, potwierdzam! O drugiej chodzę spać. Kiedy zgasiłam światło, pokój zalał mi blask księżyca. Na dworze było zupełnie jasno.
    A czytałam – uwaga!- powieść „The Circular Study” odkrytej świeżo przeze mnie pisarki amerykańskiej z XIX wieku, Anny Katherine Green. Chwalił ją Wilkie Collins, a jej bohaterka – Amelia Butterworth – pięćdziesięcioletnia stara panna, elegancka arystokratka i bogaczka z Nowego Jorku, była pierwszą w literaturze detektywistycznej kobietą, genialnie rozwiązującą sprawy kryminalne. Przeczytałam już trzy powieści Anny Green, po kolei, i stwierdzam, że dama ta pisała coraz lepiej (jedyny mankament tej prozy: bardzo długie, nawet jak na wiek XIX, rozbudowane zdania. Skracałabym i dzieliłabym!).
    Potem Ci pożyczę, jak już będzie normalnie i jak dokończysz Anthony’ego (jeszcze czeka na wysłanie kilka dobrych jego powieści).

    I jaka to miła lektura! Urocze tło staroświeckiego Nowego Jorku! W tej powieści głównym kluczem od pierwszych stron staje się pięć migoczących czarnych cekinów, znalezionych w owym okrągłym gabinecie, czyli na miejscu zbrodni. Autorka z lubością i znawstwem drąży temat cekinów: jej detektyw N.Y.P.D. Ebenezer Gryce rezonuje na temat czarnego tiulu i wzorów, wyszywanych na nim cekinami właśnie. Dużą rolę odgrywa też parasolka z szarego jedwabiu, zdobna w różowe kokardy, z rączką inkrustowaną masą perłową.
    Sam smak!

  37. O, Piętasiu! Ileż już było tych kradzieży obrazów! Do znudzenia!
    Nie, beczka to z pewnością oryginalniejszy motyw.
    Alku, bierz się do pisania.

  38. Uśmiech dla Dewajtis (jak widać, Twoje sprzeciwy trafiają stale na mój niezłomny opór!…).

    Czarowny młodziku (patrz: wpis Bogny z OO.11) – wspaniale wywiodłeś pożytki z beczki. (Co za pióro u tego młodzika!). Ze wszystkich przytoczonych przykładów nie znam tylko tego z archeologiem. Może dlatego, że nie literacki to przykład? Bo już Guy Fawkes wszedł do literatury.
    Brawo, Alku, i do roboty! To będzie arcyciekawa powieść!
    Czekam.

  39. Tak sobie patrzę na zdjęcia i podziwiam. Piękny ogród. I te plany, i te kolory. Cudo.

  40. O drugiej w nocy (kiedy się z przyzwyczajenia obudziłam) księżyc był z czystego złota ( stan numizmatyczny). I świecił po prostu niemożliwie. Gdybym chciała czytać o tej porze, mogłabym bez problemu. Byłoby to szalenie romantyczne i w ogóle.

    No i proszę, co za niedoróbka! Nie ma świętego patrona, do którego można by się pomodlić o przyczynienie trocha cierpliwości. Ech.

  41. Pani Małgorzato, nie ma tu nic do wybaczania! Nie pisałam zupełnie serio :) i wiedziałam, że nic z tego namawiania nie będzie. I dobrze.

  42. Jako antidotum, proponuję obmyślenie wstępnego szkicu do historii kryminalnej (bezkrwawej!) , w której motywem przewodnim będzie kradzież bezcennego obrazu z wiejskiego kościółka. W pobliskim miasteczku zaś, pokoik nad cukiernią wynajął niejaki…Lisowski? Nie! Lisiecki! ;)

    Miłych snów.

  43. Dobranoc. Oddalam się, turlając apetycznie zaokrągloną baryłkę z koniakiem.

  44. Z beczką można wiele zdziałać w literaturze. Poe oczywiście przykładem, ale na pewno nie on jeden. W beczkach peklowano, kiszono, leżakowano, ale też zakopywano skarby i topiono książąt (Clarence). W beczkach Bilbo z towarzyszami odbyli niebezpieczny etap podróży, Diogenes mieszkał, a różni narwani osobnicy przebywali wodospad Niagara. Dwie puste baryłki połączone razem dają poręczną tratwę, co wiemy z co drugiej powieści Juliusza Verne’a. Beczułki prochu niecny Guy Fawkes planował podpalić pod budynkiem parlamentu, a pewien łakomy archeolog, odnalazłszy archeologiczną baryłkę pełną (jak się wydawało) zestalonego na fest miodu, poniewczasie odkrył, że miód wykorzystywano także jako substytut balsamowania. Co za kopalnia faktów, które można z powodzeniem wykorzystać w powieści – kryminalnej lub dowolnej innej. Niech żyje beczka!

  45. Pozazdrościłam Alkowi jego zdolności negocjacyjnych na chwilkę, bo jak widać po ostatnich deklaracjach niezłomnej DUA, czarowny ten młodzik odniósł krótkotrwały zaledwie sukces, za to beczka na deszczówkę, cieszy się sporym powodzeniem. Też mi się taka zamarzyła, ale malutka, tak na max. 50 litrów. Na razie konsekwentnie zbieram wodę zimną do miski, zanim doczekam się ciepłej, a nawet gorącej, nadającej się do mycia, ta zimna potem wędruje do ogródka, zamiast do kanalizacji.

    Ha, też od kilku godzin mam „Na Jowisza” – niestety należy jej się kwarantanna, bo dziewczę wydające, przytargało ja skądyś bez rękawiczek, potestuję więc siłę swojego charakteru, ale słodka myśl, że już mam ją przy sobie, ułatwi mi te chwile :)

  46. Nini, z drozdów można zrobić chaud-froid albo podawać je w winogronach. To tak à propos historii kuchni.

  47. „Schował się księżyc za chmurkę,
    piki karo trefl
    pisze za chmurką laurkę,
    piki, karo, trefl…”

  48. Też się specjalnie nie przykładałam… to, co zapamiętałam mimo woli, wystarcza.

  49. 6 swędzących bąbli! Co tam!

    Czytam, czytam:
    Ta niechęć do niemieckiego…! Miałam podobnie. I też nie przepadałam za swoją nauczycielką. Paliła jak komin, kazała się uczyć na pamięć wierszy Heinego, recytując je najpierw na jednym tonie przed całą klasą. Zgroza!

    (No a dziś trochę żałuję, że się do nauki języka nie przyłożyłam.)

  50. Anette, przekazałam pozdrowienia panu M.- uradował się i przesyła ukłony (uwaga: „Jowisz” mu się spodobał! a nie byłam tego taka pewna… Jednak poczucie humoru to skarb!).

    Bardzo dziękuję za pochwały – prawdę mówiąc, i mnie się podobają te portrety. Dzięki za docenienie!

    Biedronko, miło mi wiedzieć, że i Ty czytasz! (Precz z komarami! Jak śmiały?!)

  51. Justyno, Zgredzie, Mamo Isi – no, przecież ja wiem. Zbrodnia nie jest moją specjalnością.
    Wiem też, że z pewnością pozostanę przy swojej. (Dewajtis, wybacz!)
    Tylko że lubię tego Alka, mojego dawnego (jeszcze nastoletniego) czytelnika i korespondenta, i nie mam serca mu tak z miejsca odmówić. Spróbowałam się przymierzyć do postawionego mi zadania.
    No i nie.
    Nijak.

  52. nini widzi. ;o)
    A w zasadzie widziała – przez brzozowe listki młode, niebo jeszcze granatowe, chmurki biało-szare pięknie podświetlone. Cudo!

  53. Kochany Starosto, nie daj się namówić na pisanie kryminałów, proszę. Na samą myśl o tym, jak zza winkla Ruinki wyłania się ciemny i podejrzany typ, który uprzednio spędził pół dnia w pokrzywach czekając, kiedy wreszcie Ida opuści chałupę, po czym wkracza tam i przystępuje do działań zbrodniczych polegających na wyciągnięciu zza pazuchy pół litra i skonsumowaniu wszystkich ogóreczków małosolnych ze słoja na parapecie, po których to odrażających ekscesach zapada w głęboki sen na materacyku Ziuka, a odgłos jego chrapania niesie się na bory i lasy płosząc okoliczną zwierzynę – robi mi się słabo.

  54. Właśnie patrzę na Miodową Pełnię, więc patrzymy w ten sam punkt w Przestrzeni :)
    Zabieram się za drugie czytanie „Na Jowisza” i podzielam zachwyt Mimi M. Cudowne, ciepłe historie rodzinne (pozdrowienia dla Pana Musierowicza!) , anegdoty, powiedzonka, które weszły do Jeżycjady. Ale i ważne słowa o pracy jako lekarstwie na wszystko, o tym że „obśmiane” zło staje się jakby mniej straszne. I wspaniałe portrety Stefanii Majewskiej, Gizeli, Zazuli i Władysia Makowskich. Dziękuję jeszcze raz, Pani Małgorzato, za WSZYSTKO!

  55. Niebo czyste, ale księżyc skrywa się za morenami czołowymi i innymi przeszkodami naturalnymi i nienaturalnymi. Może za godzinę się wyłoni zza. I znowu czekam; to się już robi nużące.

  56. Mam!!!
    Po skomplikowanej (choć zaledwie dwuetapowej) operacji logistycznej Jowisz NARESZCIE szczęśliwie do mnie dotarł!
    W dodatku z pewnym prawdziwie niezwykłym pocztowym fluidem- może napiszę o tym później.

    Wróciłam oto znad rzeki, przesiedziałam tam parę godzin, łapczywie i chaotycznie łykając jeżycjopediowe hasła. Wspaniałe zaiste warunki przyrodnicze (nie licząc komarów) towarzyszyły tej uczcie. Pamiętam, że w podobnych okolicznościach delektowałam się „Kalamburką”. :)
    Wracam do lektury, ale już teraz dziękuję Autorkom za trud, pracę i serce włożone w tę księgę. Wrażenia w szczególe potem. :)

    Z pozdrowieniem,
    Biedronka.

  57. Już w wiekach średnich cisy, dęby, sosny masztowe były sprowadzane z Rzeczypospolitej.

    Zgredzie, ja Cię proszę! I może mam sobie jeszcze poczytać „Odyseję” w tłumaczeniu Lucjana Siemieńskiego?

  58. UA, cieszy mnie ta Pani specjalność. Powieści młodzieżowe, obyczajowe i humorystyczne bardzo pomagają w tym dziwnym czasie. W sumie w normalnym też, nawet jak już się jest młodzieżą tylko wewnętrznie.

  59. Ja również jestem za wątkiem kryminalnym, niekoniecznie krwawym, ale zagadka, tropienie niezbyt groźnego złoczyńcy- bardzo chętnie (widzę w tym Idę). Swego czasu zaczytywałam się w Niziurskim (ulubiona powieść: Klub włóczykijów!), w którego książkach występował duet wytwornych przestępców – Wieńczysław Nieszczególny i drugi, którego nazwiska nie pomnę, lecz znakiem rozpoznawczym był zapach jaśminu, którym obficie i chyba nałogowo się skrapiał.
    No i ukochany Kornel Makuszyński i jego „Szatan z siódmej klasy”.

  60. Nabyłam i teraz będę czekać na coraz więcej rzeczy. Czy jest jakiś święty patron od czekania, bo zaczynam wymagać podpory duchowej?
    Obejrzałam na allegro ten zbiór beczek po winach 225l. Ponad dwa metry w obwodzie! Chyba jakaś austriacka winnica padła. Piszą , że to z dębu amerykańskiego, albo francuskiego. W ten francuski dąb nie chce mi się wierzyć, bo ostatnie wyrżnęli chyba za Ludwika XIV.

  61. Ha! I zgadnijcie moi mili co ja teraz trzymam w dłoniach :D. Tak, tak, właśnie, i kto ma teraz lepiej, hę? Milion buziaków dla Wszystkich Słodziaków! Lecę, wiecie, rozumiecie, nie mam teraz czasu !! :)));)

  62. Mimi, bardzo, bardzo dziękuję za dobre słowo!
    Tak się cieszę, że „Jowisz” się podoba!
    Przesyłam uściski!

  63. Alku, wobec tego, że jednak wybrałeś beczkę dębową, czuję się zobligowana do wzięcia pod uwagę Twych sugestii kryminalnych („Beczka Amontillado”)
    Więcej obiecać nie mogę.

  64. Dzięki! Już znalazłam w młynie w Bogutynie chleb domowy pszenno-żytni – tylko przepraszają, że trzeba będzie czekać najmarniej tydzień na realizację zamówienia.

  65. Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,
    Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,
    Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży
    Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta.

    Gdy wedle doświadczenia niechybnych probieży,
    Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta,
    Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta,
    Kędy cierpliwie pory wypieku doleży.

    I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki
    W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie,
    Skąd roztaczając zapach kuszący i miły

    Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki,
    Brunatne i okrągłe – ku piekarki chlubie –
    Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły.

    Leopold Staff
    Chleb

  66. „Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
    Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
    Bo wszystkim służą…
    Tęskno mi, Panie…”

  67. Notabene, powieści kryminalne, młodzieżowe, obyczajowe, humorystyczne i (niekiedy) odrobinę romantyczne pisywał Edmund Niziurski, zanim ku mojemu żalowi zgorzkniał. I – zaznaczam! – trup pojawiał się tam z rzadka, jeśli w ogóle. Z czego wynika, że zadanie jest wprawdzie nieco karkołomne, ale wykonalne. Nie, żebym ośmielał się ponaglać, czy coś. Ale zachęcać to już co innego. Zachęcanie mieści się w nieco naciągniętych granicach przyzwoitości.

  68. Hmm, ale dlaczego na placek rozleje się ono? Jestem początkujący w tym interesie i nurtuje mnie, dlaczego czasem się rozlewa, a czasem nie rozlewa. Zupełnie inny rodzaj ciasta? Nawiasem mówiąc, jak już wracamy do natury, dzisiaj kupiliśmy z przeznaczeniem na deszczówkę beczkę ~250 litrów. Dębową. Po burbonie konkretnie. Jak natura, to natura. Przez chwilę rozważaliśmy plastikową jako tańszą (jestem człowiekiem ubogim, mawiał Sherlock Holmes w tłumaczeniu Tadeusza Everta), ale oboje z M. lubimy rozwiązania ostateczne. 50 kilo dębiny plus obręcze. Co ma się dobra jeszcze beczka marnować, skoro nadal może pełnić ważną społecznie rolę.

  69. Piękny ma Pani ogród, cudowny!
    A w wierszu podzwaniają echa księdza Twardowskiego i piosenki Starego Dobrego Małżeństwa. Idealna harmonia :-)

    Też piekę domowy chleb od czasu do czasu. Zgadzam się, to zupełnie inny smak i ten zapach w całym domu!

    Pani Małgosiu, jestem w trakcie czytania „Na Jowisza”, ale już teraz, przy literze K, DZIĘKUJĘ , DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ!!! Przez cały czas towarzyszy mi wrażenie, że jestem pogrążona w serdecznej rozmowie z bliskim Przyjacielem, o którym – na Jowisza! – wciąż dowiaduję się czegoś ciekawego. Dziękuję, że uchyla nam Pani furtki do ogrodu swojego życia :-)

  70. Aż ślinka cieknie. Drodzy Księgowi czy możecie polecić książkę o historii kuchni?

  71. Alku, ja piekłam klasyczne duże buły luzem na drożdżach, a Córcia piecze je na zakwasie i się nie rozlewają na żadne placki. Ale obie robimy mieszanki maki i innych ingrediencji osobiście. Wyczytałam gdzies, ze żeliwny garnek można zastąpić naczyniem żaroodpornym, czyli pyreksem, tylko musi być rozgrzany razem z piecem, coby nie pękł. Chyba spróbuje, bo posiadam takowe, a garnki są nieprzyzwoicie drogie. Pozdrawiam i życzę wszystkim Piekarzom tylko udanych chlebów:).

  72. Rozleje się na placek.
    W Bogutynie wszystko smaczne, Ale po latach prób najwyżej stawiam mieszankę „Chleb domowy”. Nie piekę w rynience, tylko w okrągłym garnku, zgrabny bocheneczek wychodzi na 3 osoby (z pół kg mieszanki).
    Rzecz warta uwagi: w tych mieszankach nie ma żadnych chemicznych dodatków, ulepszaczy itp.- a chleb udaje się pyszny.

    Piętasiu – piękny fragmencik.
    „Do kraju, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba…”

  73. UA, ponieważ już drugi miesiąc żyjemy chlebem własnego wyrobu (piecze głównie nasza nieszczęsna komornica, czyli L.), zainteresowałem się tym Bogutynem i zamówiłem dwie paczki czegoś. Jak przyjdzie i upiekę, to dam znać, co wyszło. Nawiasem mówiąc, dlaczego każą koniecznie koniecznie piec wszystko w rynienkach? Czy uformowanie klasycznej dużej buły luzem przekracza możliwości mieszanek sprzedawanych narodowi? Rozlezie mi się toto na placek, czy jak? Czy piekła już pani taki chleb bez blachy?

  74. A tak wypiekano chleb w pewnym małopolskim dworku pod koniec XIX wieku: „Pieczenie chleba urastało do rangi rytuału, a nawet misterium, bowiem kucharka po zaczynieniu ciasta w dzieży szeptała specjalną modlitwę do św. Tadeusza Judy na intencję udanego wypieku, zaś pani domu wyjęte z pieca bochenki żegnała krzyżem, nadając im tym samym wartość sakralną. (…) Dzieci mogły być pewne, że za gniecenie kulek lub drobienie okruszyn spotka je surowa reprymenda. (…)
    Dla dzieci pieczenie chleba także oznaczało święto, ponieważ było to jednoznaczne z wypiekaniem przy okazji ciastek, ciast i ciasteczek, a zwłaszcza – w stygnącym już piecu – znakomitego ciasta ptysiowego nadziewanego następnie ( gdy kucharka była w dobrym humorze) rodzajem ” kogla – mogla”. Wypiek kończono pod wieczór i na resztkach żaru grzano wodę do rodzinnej kąpieli”.
    Ostatnio, często z konieczności, ale nie bez przyjemności, także piekę chleb, oraz różne proste a dobre ciastka i ciasteczka.
    Przeżegnanie chleba przed rozkrojeniem, a zwłaszcza gdy upadnie wpoiła mi Babcia.

  75. To może choć malutki wąteczek? Tyci- tyci wątły wątunio. Kryminalunio. Hehe.

  76. Ależ sonet o nawozie (naturalnym) napisał już Leopold Staff! („Czcigodny gnoju, życiodajne łajno”… etc.)

  77. A oprócz tego symboliczna. I do tego epicka (i.e. jest epopeją).

    Skoro ten stres jest takim dobrym nawozem, to może i sonet można o nim napisać?
    To nie moja działka.

  78. Prawda, Justyno.
    Ale wiem, że specjalnością moją jest jednak powieść młodzieżowa obyczajowa, humorystyczna i do tego nieco romantyczna.

  79. Nini, w tej mieszance jest także suszony zakwas.
    A drożdży dodać trzeba, ale niedużo.

  80. Dzień dobry, mnie się kołacze po głowie myśl, że „Małomówny…” miał co nieco z kryminału i obyło się bez trupów :)

  81. Dzień dobry!
    Dziękuję, Pani Małgosiu!
    Czy dobrze mi się wydaje, że pisze Pani o chlebie na zakwasie, a nie np. drożdżach? (Edytor usiłował uprzeć się przy drozdach. Biedne ptaszki..)

  82. Starosto, tak myślałem.

    Nini, według Biblii – tylko do porządnie nagrzanego.
    Ale to mogło chodzić o coś zupełnie innego.

  83. Merynosie (wiad.pryw.) – cieszę się bardzo, że Mama najpierw przeczytała, to się jej należało. Tyle lat byłyśmy dobrymi jeżyckimi sąsiadkami!
    Pozdrawiam ją serdecznie, a Ciebie ściskam. Pod wskazany adres zajrzymy, rzecz jasna. Ciekawe, co tam nowego wymyśliłaś!

  84. Nini, chleb w garnku żeliwnym pieczony jest sto razy smaczniejszy niż inne.
    Polecam też mieszankę „chleb domowy” firmy internetowej Bogutyn Młyn. Tym sposobem upieczony, chrupiący i rumiany, chleb ten smakuje jak dawniejsze, prawdziwe chleby. Co mówię, on JEST prawdziwy!
    Wyrośnięte ciasto należy włożyć do garnka, który już nagrzał się w piecu. Wtedy to smarujemy go olejem i wkładamy ciasto, które nacinamy ostrym nożem, po czym nakładamy pokrywę – i do pieca.
    Piekarnik musi przed pieczeniem osiągnąć temperaturę 200 stopni.
    Piecze się bochenek (z 1/2 kg mąki) przez godzinę. Zapach – niebiański!- powie nam zresztą, kiedy garnek wydobyć z pieca.
    Teraz tylko tak piekę, choć mam automat do chleba. W nim jednakże bochenki są miękkie i całkiem nie TAK smaczne! Automat więc tylko miesza mi i wyrabia ciasto, a to umie bardzo dobrze.

  85. Zgredziku, ogród nie rywalizuje, on pomaga mi żyć, i to zdrowo!
    Ileż szkodliwych złych emocji, smutków i stresów zdołałam energicznie zakopać w pachnącej ziemi, podlać i obsadzić kwiatami!
    Fantastyczna regeneracja.
    I rehabilitacja!

  86. Dzień dobry!
    AniuK., zostaw tu swój adres mailowy, jako wiadomość prywatną. Administracja się odezwie.

    Alku, korciłoby mnie to, a jakże. Ale obawiam się, że w tym gatunku bez trupa ani rusz, a to nie jest dobry motyw dla mego poczciwego pióra.
    No, ale zobaczymy. Będzie, co będzie.

  87. Dzień dobry, Madame oraz Ludu. Jeśli Akapit tak łaknie powieści, to proszę im napisać kryminalną. Przypominam sobie, że już dawno knuliśmy taki spisek. Z silnym akcentem lokalnym, takie są najprzyjemniejsze. Joe Alex miał swoje zalety, pisząc w Polsce powieści angielskie, ale powieści Chmielewskiej (wczesne) czy Buszkowa, w których rodzimość wybija jak mówiąc delikatnie korek od szampana, dają wiele radości stroskanemu społeczeństwu czytelniczemu.

  88. Jakoś tak teraz mniej mi się ten ogród podoba.
    Skoro rywalizuje z literaturą.
    Ale może nie rywalizuje, tylko inspiruje?

  89. Warto było iść na spacer o północy! Piękny.
    Dobrej nocy!

    PS. A chleb w garnku żeliwnym piecze się od zera stopni czy też w nagrzanym piekarniku?

  90. Agato, dzięki serdeczne za wszystkie miłe słowa, lecz zauważmy, że – przebóg, od razu dostaję zadyszki!- strasznie mało godzin ma doba, czasu nie starcza na wszystko. Akapit chciałby jeszcze powieści, więc część druga „Na Jowisza” majaczy zaledwie w mglistej przyszłości.
    Maj w ogóle jest u mnie porą napawania się urodą świata, plus oczywiście tępienia ślimaków, podwiązywania rosnących ostróżek i gorliwego wyrywania chwastów. Pisanie schodzi na dalszy plan. W czerwcu też, bo kwitną róże.
    W lipcu zasiądę do „Chucherka”.

  91. Skoro już nie sprzedaje, to mógł drzewa zostawić. Ale podobno złodzieje się tam zakradali i patrzyli zza tych drzew.

  92. Trochę zawiszczę tej powierzchni. Kombinuję, jak tu namówić małorolnego z drugiej strony płotu, żeby mi sprzedał choć z 50 metrów. Był tam duży, ładnie zaniedbany sad, który małorolny wyciął 4 lata temu z mglistą myślą, i tak sobie jest do teraz wycięty. Obawiam się, że trzyma to miejsce na jakiś supermarket, ale jakoś nie może się zebrać. Wyciął też głównie dlatego, że w pobliżu było dwóch facetów z pilami. Inercyjny typ. Pytanie tylko, czy nie zamierza puścić tych hektarów jedynie hurtem. Ewentualnie tylko napawać się hulającym po nich wiatrem i burzami piaskowymi, jak dotychczas.

  93. I za niebieskie, o tak! Piękny ten Pani niezapominajkowy kobierzec, Pani Małgosiu!
    Sowo, nie jesteś sama! Gdy już dotarłam do internetu, który nie zrywa połączenia akurat w trakcie płatności, to okazało się, że jeśli „Na Jowisza” jest dostępne, to „Przepowiednia” już nie albo odwrotnie. A jak już są obydwie książki, to wysyłka dopiero 11 maja, a z kolei brak innych pozycji, które chciałam przy okazji nabyć. Ech..
    Dobrze, że chmury wyglądają, jakby miały się rozejść za jakiś czas, to może chociaż pełnię ujrzę.. ;o)
    Tymczasem idę badać zakwas.

  94. Sytuacja wygląda tak, czytam oczywiście, połowa za mną i mam jedno, a właściwie dwa zasadnicze pytania: kiedy tom drugi i dlaczego nie jutro?

    Co do aktualnych wpisów, to trudno właściwie zdecydować czy piękniejszy ogród czy przekład wierszy. W każdym razie maj to faktycznie cudowny miesiąc. Przez kwarantannę obserwowaliśmy z Córką bardzo dokładnie etapy rozkwitu kasztanowców za oknem. Niesamowite jest to tempo, zmiany widoczne z dnia na dzień.

  95. Jeszcze w czerwcu można sadzić, byle z pojemników.
    Ale najlepiej na jesieni.

  96. Ano właśnie, że we wszystkich. Musiałabym zamawiać każdą sztukę w innym sklepie.

  97. No i masz babo placek: wstrzymywałam się z zakupem róż do czasu aż przekopię grządkę, to teraz nie mogę kupić nic z tego, co zaplanowałam. Wszystko wykupione!

  98. To przekwitający tulipanek. Nie brałam go pod uwagę w kolorystycznej wyliczance.

  99. Ciekawe, że się nie zatruł.

    Spędziłam dziś trzy godziny na widłach, ech, jak ta robota wolno się posuwa! W wyobraźni widzę już morze kwiatów, ale zanim rozkwitną naprawdę, pewnie rok minie…

    A jak na imię czerwonemu samotnikowi w drugim rzędzie?

  100. Mamo w Dużym Domu, dziękuję za piękną rododendronową opowieść.

    Tak, w towarzystwie sosen kwiaty nie urosną, zwłaszcza ostróżki.
    Nie cierpią kwaśnej gleby.

  101. Dziękuję, Anette!
    U mnie bzy właśnie weszły w fazę pełnego rozkwitu. To najpiękniejsze chwile w roku ogrodnika.

  102. Sowo, ogrodowa ciekawostka: co jeden nieduży ślimak, w ciągu zaledwie dwóch godzin, potrafi zrobić z piękną, kulistą kępą wilczomlecza – patrz zdjęcie 2, pierwszy wilczomlecz od prawej.
    Wsadziłam bydlaka za karę do kubła na odpady zielone. W piątek wyruszy w daleką podróż na wysypisko.

  103. „Jemu niech będą dzięki” – bardzo często to powtarzam przebywając w ogrodzie. Bzy już powoli rozwijają swoje „piąsteczki”, ale jeszcze nie pachną jak pod Poznaniem.
    Piękny ma Pani ogród!

  104. Właśnie!
    Jeszcze za niebieskie!

    A za różowe już dziękowałam, w ubiegłym tygodniu.

    Ludu! Uwaga! Wchodzi Lampa Akermanu, dziś w postaci Kwietnej.
    Widzę ją z okna – na różowawym niebie, ponad grubym wałem fioletowych bzów.
    Oko się raduje. Nos też.
    Zapach bije z ogrodu aż po sam komputer!

  105. I jeszcze za niebieskie (cały łan niezapominajek się ściele u stóp bzu).

  106. Przychylam się do tezy zawartej w wierszu (na pewno pan Hopkins będzie uradowany z tego powodu).

  107. Człowiek tylko rzuci okiem za okno i natychmiast chce się doskonalić. Sztuka ogrodu to czy raczej już ogród Sztuk?

  108. Och, jak tu pięknie, roślinność jest bezkonkurencyjna :)
    Ale zacznę od marudzenia – czekałam cierpliwie na obiecaną przez Bonito dzisiejszą datę premiery „Na Jowisza” i niestety opóźnienie, trudno, poczekam jeszcze :(
    Wyżywam się za to w szyciu maseczek – poświęciłam nawet jedwabny (niechodzony) szaliczek na luksusową wersję na lato, bo mój aktualny pesymizm mówi mi, że się letnie maseczki do letnich sukienek mogą się przydać jak najbardziej.
    I jak mi pasuje ten wiersz o pstrokaciźnie w pięknym przekładzie, z wiekiem mam coraz większe zapotrzebowanie na bogactwo kolorów, pocieszam się, że natura jest tutaj zupełnie rozpasana i wszystko to gra.

Możliwość komentowania jest wyłączona.