Drzewa majowe

IMG_20200503_105714

fot. MM

 

Robert Frost

DRZEWO ZA OKNEM

 

Drzewo za oknem, drzewo zaokienne:

Dzieli nas szyba, kiedy noc nadchodzi,

Lecz niech zasłona nigdy nie odgrodzi

Ciebie ode mnie.

 

Głowo snów pełna, podźwignięta mgliście

Wzwyż, rozwichrzona prawie jak obłoki,

Nie zawsze głoszą jakiś sens głęboki

Szumne twe liście.

 

Jednak – widziałem cię w burzliwe noce;

A ty, jeżeliś widziało mnie we śnie,

Wiesz, że mną także targają boleśnie

Nieznane moce.

 

Dwie nasze głowy jednym chwytem zręcznym

Zetknęło z sobą pomysłowe Fatum:

Twoją – zajętą zewnętrznym klimatem,

Moją – wewnętrznym.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

IMG_20200503_105742

fot. MM

 

Robert Frost

TREE AT MY WINDOW

 

Tree at my window, window tree,
My sash is lowered when night comes on;
But let there never be curtain drawn
Between you and me.

Vague dream head lifted out of the ground,
And thing next most diffuse to cloud,
Not all your light tongues talking aloud
Could be profound.

But tree, I have seen you taken and tossed,
And if you have seen me when I slept,
You have seen me when I was taken and swept
And all but lost.

That day she put our heads together,
Fate had her imagination about her,
Your head so much concerned with outer,
Mine with inner, weather.

 

IMG_20200424_175755

fot. MM

 

163 przemyślenia nt. „Drzewa majowe

  1. W takim razie zaczynam zacierać rączki :0) Pocieszę też zawiedzione latorośle.
    Z zazdrością czytam wszech tu panujące wynurzenia ogrodnicze – w moim otwockim lesie mało co ma ochotę zakwitnąć, poza rododendronami. Gdzie nam do jabłonek! Dlatego lubię maj, bo przynosi ze sobą kwitnące rododendrony i azalie, czyli jedyny czas kolorów w naszym ogrodzie. Pod koniec maja już wszystkie drzewa mają porządne liście, sosnom poszerzają się korony, a my brodzimy w zielonym cieniu i półcieniu. Co prawda, ma to swoje zalety – upał nas tam nie dojdzie a i w domu klimatyzacja zbędna. Wracając na chwilę do rododendronów, to jeśli nie byliście jeszcze w zamku Książ, to warto wybrać się tam właśnie w maju, bo kwitną tam wspaniałe rododendrony, posadzone w ogromnych kępach po całym parku. Park swoją wyjątkową urodę zawdzięcza księżnej Daisy (czyli Marii Teresie Cornwallis-West), która, zniesmaczona ówczesnym, urządzonym w uporządkowanym w stylu francuskim, otoczeniem pałacu, nakazała przebudowę ogrodów i parku otaczającego zamek w swobodnym, naturalistycznym, romantycznym stylu angielskim. W tym celu sprowadziła ogrodników z rodzinnego Newlands. Ażeby sprostać ogrodowym wymaganiom księżnej, wybudowano w Lubiechowie ogromne szklarnie. Roczne zapotrzebowanie zamku na rośliny wynosiło, bagatela, ok. 40000 sadzonek. Rododendrony dosadzała podobno każdego roku. Ech, jak bardzo ją rozumiem :0) A gąszcze rododendronowe zapierają dech, naprawdę!

  2. Sowo, Magpie, dziękuję i Wam za polecenie gier. Zdaję sobie sprawę, że może to być tak jak z poleceniem ciekawej książki, ale o ile w świecie literatury czuję się jak ryba w wodzie, tak w świecie gier jestem kompletnym laikiem. Z dzieciństwa w latach 80-tych pamiętam jedynie proste plansze i kilka pionków do tego. Obecny wybór mnie przytłoczył.

  3. Mamo w dużym Domu, dziękuję za miłe słowa! Oj, żarówka raczej nieważna mi się zdała wobec takiego mnóstwa haseł, jakie Emilka wytworzyła.
    Chyba więc zaczniemy prowadzić nowy kajecik, z hasłami do części drugiej „Na Jowisza”.

  4. Beato V (wiad.pryw.)- bardzo proszę, niech pytają, strona jest otwarta dla wszystkich dzieci!

    Panie Tomaszu, proszę bardzo, możecie i „Helikopter”. Pozdrawiam wszystkich!

  5. Z gier bardzo lubię Carcassonne, oczywiście. Ale jeszcze Azul, Patchwork, na szybkie rozgrywki Pentago i Abalone. Ostatnio zamówione Everdell ( strategiczno-ekonomomiczna) oraz Na skrzydłach – pięknie wydane, ale rozgrywki dość długie. Do tej ostatniej muszę dokupić rozszerzenie Ptaki Europy, bo w wersji podstawowej gra się ptakami z USA.

    A jeśli chodzi o pełnię – to i nam niestety brak ruchu szkodzi…
    Nawet te prace ogrodowe nie pomagają, wręcz przeciwnie na co innego zaszkodziły: wczoraj nie mogłam chodzić, bo też nie stosuję się do rady ” po troszeczku”. Ech…

  6. A my, korzystając z okazji, że nigdzie nie wyjeżdżamy i nie chodzimy do żadnych barów, przeszliśmy ma 6-ciotygodniowy Post Daniela wg dr Ewy Dąbrowskiej. I żywimy się wyłącznie warzywami. O pełni nie ma mowy :)

  7. Pani Małgorzato, Emilko kochana, listonosz dzwoni dwa razy, kurier podobnie ;) Niespodzianka niespodziana (oczekiwałam raczej pisma z US). Dobrze, że dzisiaj praca zdalna więc się mogę oddalić w dowolnej chwili aby oddać się lekturze. Wkrótce rozpiszę się wylewniej do obu Drogich Autorek. O, rety! Uściski i uśmiechy ślę.

  8. Carcassonne i Wsiąść do pociągu mają łatwe reguły do przyswojenia. Nieco bardziej rozbudowane gry dla miłośników ekonomii i strategii – to Catan, Agricola i Ryzyko (dla lubiących losowość).

  9. Dzień dobry,
    Pani Małgorzato,
    dziękuję w imieniu najmłodszych czytelników za „Światełko”. Powoli kończymy czytać online.
    A czy na koniec moglibyśmy jeszcze kilka opowiadań z książeczki „Hihopter”?

    Serdecznie pozdrawiam,
    Tomasz Karolak – Społeczna Jedynka Poznań

  10. Wyobraźcie sobie, że czytałam sobie w najlepsze Tokarczuk na balkonie i nagle, całkowicie znienacka, przypomniało mi się, że w ogóle nie sprawdziłam odpowiedzi do mojego ostatniego komentarza (zostawionego tu parę dni temu). Oh niegrzeczna ta Nicos! Wpada jak wiatr do salonu, zostawi bałagan z liści na podłodze i znika. Tak więc wracam, przeglądam komentarze i masz ! Oczywiście niezawodna DUA wypatrzyła mnie swoim orlim wzrokiem a ja jak na to nic. Oh jak nieładnie ! Przepraszam.

    Tak, tak, Pani Małgosiu, ta sama Nicos, cały czas w Brukseli… ale coś zaczyna mnie nosić, pewnie odzywa się we mnie miejska klaustrofobia. Dokucza mi niemożliwość pojechania nad morze. Nagle okazało się, że można nas zamknąć w miejscu zamieszkania, na okres bliżej nieokreślony. Daleko od rodziny. Daleko od wszystkiego. Tragedia. Wszystko za co kocham Brukselę naglę znikło z codzienności, muzea, ludzie. Tak więc błądzę myślami i gubię się w planach. Przewartościowuję i ważę. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie ale tak naprawdę, dość klarownie marzą mi się Helsinki. Jak jakiś zew ! Hehe tak więc na razie uczę się języka, kończę studia (jeszcze rok !!) i pracuję w moim szpitalu. Coś tam piszę, coś tam dumam. Zobaczymy.
    Uściski wysyłam i pozdrowienia gorące dla wszystkich i dla każdego z osobna!

    PS. Przepiękny wiersz. Najbardziej przypadła mi do gustu druga zwrotka w oryginale. I ten wers u Pana Barańczaka : „Wzwyż, rozwichrzona prawie jak obłoki/Nie zawsze głoszą jakiś sens głęboki”.

  11. UA, w przyszłym tygodniu jedziemy z towarzyszami nad Biebrzę, patrzeć czy i w jakim tempie zwierzęta zasiadlają z powrotem spalony obszar. Tam się nachodzę i te 3 kilo extra, co to się pojawiły w ostatnich miesiącach, może zrzucę. Swego czasu jeździłem regularnie co roku na ekspedycje zoologiczne na Bałkany. Miesiąc tam kosztował utratę pięciu kilo, jak w zegarku, każdorazowo. Taka praca. Wszystkim mogę polecić.

  12. Och, pytanie o ciekawą grę, to jak pytanie o ciekawą książkę! Poza tym gry też mają swoje gatunki. Z reguły panowie preferują gry ekonomiczne i strategiczne albo te osadzone w świecie Fantasy. Słowne rzadziej, najczęściej lubią je ci, którzy wybierają także gry logiczne.

  13. Dzień dobry,

    grę „Dixit” kojarzę ze spotkań z młodszym kuzynostwem. Za każdym razem uświadamiam sobie, że należę do innego pokolenia. Mam całkowicie inne skojarzenia…

  14. Alku, może zastosuj Długi Marsz?
    Maska wtedy tak bardzo nie przeszkadza, ale tętno chyba trochę rośnie.
    Nawet pół godziny dziennie powinno coś dać.

  15. Hmm … „Carcassonne” też ciekawe. Coś czuję, że nie skończy się na zamówieniu tylko jednej gry.

  16. Dziękuję za podpowiedź gry. „Dixit” znam ale tylko z „Feblika” :) Przeglądnę oferty sklepów internetowych (hura! dobrze, że nas ratują nie tylko w obecnej sytuacji). Chciałabym, żeby w grze mogła też wziąć udział osoba niepełnosprawna, z pomocą bo inaczej już się nie da.

  17. Dzień dobry, Karolino!
    Dziękuję za miłe słowa o „Jowiszu”!
    Przyjemnie też, że lubisz Forsyte’ów!
    A co do gry: znasz może „Dixit”? Nie całkiem to gra planszowa, ale urocza jest i bardzo inspirująca.
    No i przede wszystkim „Tajniacy”!- moja ulubiona gra. dodam, że nie chodzi o żadnych tajniaków, oni są tylko niekoniecznym pretekstem, chodzi o słowa, pojęcia i skojarzenia. Mogłabym w to grać bez końca!

  18. Dzień dobry Pani Małgorzato i Ludu Księgi! Od dłuższego czasu nie ujawniałam się w tym miejscu, ale czytam z ukrycia codziennie, czerpiąc optymizm i czekając na wieści o kolejnych Pani książkach. Bardzo dziękuję za wspaniałe chwile z „Na Jowisza! …”. Nic tak nie poprawia humoru jak spotkanie z ulubionymi bohaterami, a takie zakulisowe opowieści umilają oczekiwanie na „Chucherko”. Wreszcie dotarłam też do „Frywolitek” – czytam je dawkując sobie po jednym felietonie (ewentualnie po pięć).
    Od Pani i Ludu dostałam tyle ciekawych inspiracji czytelniczych (Saga rodu Forsyte’ów!), że ośmielam się prosić o poradę. Za kilka dni mój Mąż ma urodziny, postanowiłam sprezentować mu ciekawą grę planszową, tylko jeszcze nie wiem jaką. Z wdzięcznością przyjmę i rozważę każdą propozycję.

  19. Madame, to ciekawa koincydencja, ja na przykład też się robię coraz pełniejszy na twarzy, to przez te wszystkie kwarantanny itp. ograniczenia ruchu. Bieganie w masce jest dobre może dla Zorro, zresztą ten popularny rozbójnik nosił tzw. domino, które nie zasłaniało nawet wąsików (za co zresztą u nas gwardia kardynała w mig ukarałaby go mandatem). Natomiast jeśli chcieć trzymać się przepisów, to oddychanie przez ścierkę podczas wysiłku fizycznego jest strasznie wyczerpujące. Czasami pozwalam sobie na zdjęcie tej ozdoby twarzy w lesie, ale i tak zaokrągliłem się, przynajmniej w moim pojęciu, znacznie. Co, wracając do księżyca, niedługo powinno doprowadzić mnie do pełni.

  20. O, mój księżyc także jest zjawiskowy, a tak się bestyjka wdzięczy, że nie sposób go wzrokiem ominąć. I czy człowiek ma czas czy też akurat robota go goni, stoi i przez drzwiowe okienko, z rozdziawioną gębusią pięknisia podziwia, jakby go pierwszy raz na oczy widział.

  21. Ach nie, niestety, przemieściłam się właśnie w kierunku pejzaży miejskich, przestrzeni zabudowanych i zachmurzonych w dodatku, o prawie pełni mogę sobie pomarzyć!
    Ale jest i dobra strona – w końcu będzie można złożyć zamówienie i przestać cierpieć w cichości tudzież ćwiczyć się w cierpliwości..

  22. Nie, nie, Mamo Isi, to poszukiwane jabłko nie ma nic wspólnego z koksą pomarańczową, skądinąd zupełnie boską odmianą.

  23. Też dostałam bezpłatny medal. To medal papieski, z okazji setnej rocznicy urodzin JPII.
    Medal dla każdego Polaka.

    Alku, a nie przegap okazji, jak nam będą dawać za darmo szlachecki tytuł. Herb się wtedy przyda.

  24. A ja, przy okazji kupowania „Na Jowisza”, zamówiłam też wszystkie książki Adminki. A co, jak szaleć to szaleć!

  25. A ja wciąż czekam na „Na Jowisza”. Ech. No cóż, jutro chyba planowana premiera, więc może już ją wreszcie wyślą. Żebyśmy tylko zawsze mieli tylko takie problemy;)

  26. Poszukiwana pomarańczówka nie chce się ujawnić w spisach starych odmian. To znaczy jest w spisach, ale bez żadnych dodatkowych informacji. Przecież nie może to być półkarłowa koksa pomarańczowa, bo takowa nie zgadza się z opisem.

    Dziękuję, Zgredzie, za info. Myślę, że motocykl nie będzie jednak atrybutem Prymasa Tysiąclecia;)

  27. Tarcza srebrna czterodzielna w krzyż z polem sercowym błękitnym. W polu sercowym ślimak biały, w polu pierwszym młoteczek, w polu drugim kowadełko, w polu trzecim bębenek, w polu czwartym trąbka. W kleynocie nad złotą koroną szlachecką pęk trzech piór strusich.

  28. Ho, ho, Sondelańciu, to szybko dojechałaś do „R”!
    Przesyłam uśmiechy.
    I podziękowania!

  29. Wielka cicha RADOŚĆ. Od wczoraj jestem w tym stanie. Od chwili, gdy, dość mrukliwy zazwyczaj, listonosz zjawił się jak najcudowniejszy posłaniec. Najpierw były wrażenia organoleptyczne, potem dwa córeczkowe egzemplarze odłożone na półkę, a ja zaczęłam czytać. Najpierw powędrowałam palcem po mapie Poznania, potem zaliczyłam hasła spod A i stwierdziłam, ze jednak poczekam na wyjazd Sondelanka, który miał nastąpić dzisiaj. I od rana czytam, czytam, czytam …. Wrażenia kłębią się we mnie i mieszają, ale przeważają chyba zachwyt nad Wielką Rodziną i poczucie wspólnoty ze wszystkimi, którzy czytają te kartki i też się wzruszają, śmieją i zamyślają nad wspaniałym przekazem naszych wspaniałych DUA i Adminki. Wracam do lektury, a właśnie czekają mnie rozrywki umysłowe. Pozdrawiam serdecznie, Sondelani

  30. Coś mi szepcze, że poszukiwana odmiana to pomarańczówka. Przynajmniej u nas ją tak nazywaliśmy. Niestety spotkał ją podobny los. Póki co królują wielkie kosztele.
    Na Jowisza wyborne, ale ciężko się dorwać, bo zanim się człowiek zdąży dobrze rozpędzić, już mu ktoś podsmyrgnie.

  31. Tak, Kocimiętko, to są jabłonki ozdobne. Mają już kilkanaście lat.
    To tak niewiele! Zobaczysz, jak to szybko zleci.
    Wiersz bardzo lubię.

  32. Piękne zdjęcia i wiersz. Tam w tle to jabłonki tak kwitną, prawda? Ile czasu musi minąć żeby nasza tak kwitła… :)

  33. Na zawsze, w dodatku.

    Zośko (wiad.pryw.)- cieszę się z tej nowiny!
    A praca w domu, rzecz jasna, jest najmilsza i najbardziej efektywna.

  34. UA, żeby się dowiedzieć, z jakiego powodu zostałem tak wyróżniony, musiałbym otworzyć tę wiadomość w poczcie. A ja ją niekulturalnie wyrzuciłem do śmietnika. Tak właśnie traci się życiowe okazje.

  35. Ave, drodzy państwo, ave, Ulubiona Pisarko. Pogoda wreszcie taka, jaką sobie wszyscy wymarzyliśmy – pada równo. Trawka rośnie. Trzeba napalić w kominku, bo poranny ziąb. Koty w łóżkach i na kanapach, rozmieszczone strategicznie w pokojach, po jednym zaspanym zwierzęciu na pomieszczenie. Takoż ciekawa wiadomość w emailu: „Przyznaliśmy panu bezpłatny medal”. BEZPŁATNY, ha! To świetny interes. Ciekawe, czy można sobie taki medal wpisać do CV.

  36. Warto spróbować, Nini!
    Są preparaty.

    Dzięki za wiadomość o Kwiatowym Księżycu – zapewne jeszcze będzie miał szansę skomponować się z bzami.
    Idę je podziwiać, pa na razie!

  37. Księżyc okrągły, jakby już był w pełni. Podpytany wujek google wypluwa odpowiedzi, że to będzie siódmego maja o 12.45. Za jasno, żeby się w pełni cieszyć jego blaskiem. Ale, szczęśliwie, chyba będzie to po drugiej stronie świata, skoro właśnie teraz można się nim ponapawać.
    Pełnia Kwiatowego Księżyca.
    Powiedzcie dobrzy ludzie – czy da się uratować jabłonkę, w której co prawda nic nie kołacze, za to mrówki urządziły sobie autostradę, a kto wie, czy i nie gniazdo (bo chyba nie mrowisko?)?

  38. Na dobranoc całemu wesołemu Towarzystwu Łysych Koni (ŁyKo):

    G.Bizet – „Carmen” – Uwertura i marsz.
    Na kasztanowych kołatkach, niezawodna Lucero Tena.

  39. Tak!
    My je nazywaliśmy:”koraliki”.

    Pięknych snów jabłkowych!
    A jutro znowu bzy od rana! Pełnia rozkwitu!

  40. Dobranoc, Ma-am. Tak, sądzę że mówimy o tej samej odmianie. Dawno już ich nie widziałem. Bywają w nietypowym odcieniu, wpadającym w różowy.

  41. A widzieliście jabłka przemysłowe, produkowane przez Daleki Wschód? Na zawiązany owoc nakłada się pudełko i jabłko kształtuje się w równiutki sześcianik. Ładnie to się układa do transportu i przechowywania. Tfu.
    Zaraz, a może to nie były jabłka, tylko arbuzy?
    No, rzecz w metodzie.

  42. Alku, dziękuję za wyczerpujące informacje o robaczkach.

    A te okrągłe jabłka, o których piszesz, to nie te moje byłe właśnie?

  43. No właśnie. W dodatku nie mogę znaleźć nawet jakiejś podobnej odmiany. Ani widu ani słychu można powiedzieć.

  44. Ulubiona Autorko, produkcji przemysłowej to przeszkadzało, a zwłaszcza przemysłowemu przechowywaniu. I dlatego zwykle nie mogę kupić moich ulubionych papierówek, zwanych też oliwkami, oraz tych takich okrągłych jabłek w koralowym odcieniu, z czerwonymi żyłkami w czysto białym miąższu, które lubiłem najbardziej.

  45. Mam skojarzenie literackie: Bernard Żeromski mógłby mieć w meblach kołatki, wodę w kolanie i całkiem słone paluszki. A co do korników i kołatków: korniki w ogóle nie zajmują się drewnem, tylko łykiem. Drążą korytarze w miękkiej warstwie łyka, miedzy korą a twardym drewnem właśnie, stąd poważne problemy, bo łyko transportuje w drzewie substancje odżywcze. Potem kora odpada i tak dalej. Tak czy inaczej, korniki nie atakują drewna jako takiego. Natomiast są owady, które drążą owszem, kanały w drewnie, w tym również w suchym. Należą do nich kołatki, i jeśli ktoś usłyszy kiedyś w nodze swojego fotela ciche, tajemnicze odgłosy w stylu „Za Złotą Bramą” Heleny Bechlerowej, to istnieje spora szansa, że siedzi tam sobie kołatek.

  46. Piętaszku, no powiedz, i komu to przeszkadzało, że było tyle, tyle odmian jabłoni?!

  47. Aaa! To miałam kołatki w jabłoni i śliwie?
    Dzięki, Alku. Dobrze wiedzieć.

    Zgredzie, jasna sprawa. Strzemiączko w herbie mieć – to bardzo stylowe.

  48. Justyno, korniki, ha… W wieku lat trzech wydłubałem paluszkiem dziurę w betonie. Chyba mi się nudziło, albo po prostu spodobało mi się to zajęcie. Beton musiał być miernej jakości, mimo to jednak rodzina była pod wrażeniem. Dzieci mają możliwości (obecnie nazywa się to „supermoce”), które dla dorosłych są nieosiągalne bez specjalnych narzędzi i wykształcenia technicznego.

  49. Ale młoteczek i kowadełko w centrum.
    Albo ślimak.

    Co do robactwa w jabłoni: nie upieram się, gdzieżbym śmiała fachowcowi się stawiać, ale ślady bestyjki zostawiały takie, jakie się widuje na starych meblach.
    No, a jak już preparat na korniki załatwił tych w śliwie, nabrałam przekonania.

  50. Nie mam ogródka, więc niewiele mam do powiedzenia o kornikach. Ale tak nazywał mnie i moje rodzeństwo tata, kiedy byliśmy dziećmi. A to podobno dlatego, że dzieci bardziej niszczą meble niż korniki…

  51. Wracając do błędnika: na przykład herbu Miesiąc zatajony był pan Snitko, znany u Sienkiewicza (zasadniczo jednak Domaradzcy, a herbu Miesiac zatajony II byli Snitowscy). Opis herbu: w polu zielonym podkowa srebrna, w której półksiężyc złoty. Klejnot Błędnik ukojony mógłby wyglądać bardzo ładnie, widzę go jako taki częściowo rozwinięty labirynt (jakby zrelaksowany), w polu błękitnym, symbolizującym spokój.

  52. Musiał to być jednak kornik sensu lato, czyli w znaczeniu ogrodniczym. Czyli pewnie przeziernik, zwójka albo ogłodek jakiś. Bo jednak korniki sensu stricto prędzej by umarły, zanim zabrały się za drzewa liściaste. Jakoś im nie służą.

  53. DUA, wydaje mi się, że chyba wiem o jakie jabłuszka chodzi. Pani opis, odpowiada moim wspomnieniom z dzieciństwa, ale niestety nazwy również nie znam. Dostawaliśmy je od miłego pana sąsiada z działki w latach 70 – tych. One były wielkości brzoskwini mniej więcej i jakby lekuchno spłaszczone. Ich kolor trudno sprecyzować, był rozmyty. Ale widziałam tam czerwień i pomarańcz, plus jakby kropelkę bieli, czy szarości.Pyszne, soczyste, zdrowe jabłuszka. Moje ulubione.

  54. Alku, korniki były! Jako żywo!
    A dowiedziałam się o nich dzięki dzięciołom. Najpierw się nimi cieszyłam jak dziecko, a potem zrozumiałam – poniewczasie – że przylatywały na wyżerkę. Wydziobały wielką dziurę, wręcz dziuplę w pniu i jabłonka z wolna uschła.
    Było to w tej części ogrodu, gdzie już zastaliśmy jakieś spróchniałe drzewo i tak sobie stało. To z niego korniki się rzuciły na ogród.
    Zdołałam jeszcze uratować starą, drogocenną i rzadką śliwę – jak tylko ujrzałam dzięcioła, popędziłam do miasteczka po preparat przeciwkornikowy. I się udało!

  55. Jezusicku, Ulubiona Autorko, mam jednak nadzieję, że były to tylko korniki sensu lato, albo wręcz metaforyczne. Bo żeby kornik jabłonkę żarł, to, na Jowisza, byłby skandal przyrodniczy.

  56. Kronselkę sadził mój Tata lat temu 70. Twoja jabłoneczka sadzona przez pradziadka, Zuziu, to pewnie też zbliżony wiek. No chyba, że jest u Was jak w naszej rodzinie – Tata urodził się w 1905 roku, a dziadek w 1863. Jeżeli mój pradziadek utrzymał ten cykl, to urodził się w czasach, kiedy Mickiewicz pisał „Ballady i romanse”.

    Ale chyba jednak nie, bo nie słyszałam o 200-letniej jabłoneczce.

  57. Zgredziku, nawet nie wiedziałam, że Prymas Tysiąclecia miał motocykl. Jak się zwał?

  58. Dama del Laberinto Calmado, może być, Alku.
    Ach, hiszpańskie królewny… Że też nie wpadłam na to, by je robić samodzielnie! Używałam tylko gotowców. Za to babcia robiła mi laleczki z włóczki, takie jak Tosia w „Plastusiowym Pamiętniku”.

  59. Jedna z naszych jabłonek też ma za sobą trudne przeżycia i jest dzięki temu dowodem silnej woli. Swojej i opiekunów. Zupełnie pusta w środku i spróchniała, wciąż wypuszcza pąki! A nawet kwitnie, choć owoców już nie ma. Dziadek swego czasu ratował ją jak mógł, przedstawia więc teraz zabawny widok – jest poprzewiązywana różnymi drutami, aby gałęzie się trzymały, miejscami otoczona dziwnymi materiałami. Dopiero teraz pomyślałam jaka piękna to desperacja – walka o drzewo. A tego zapis historii – sadził ją jeszcze mój pradziadek.

  60. O, księżniczkę Bernadettę chętnie bym poznała.
    Król Franek też obiecujący.

  61. Ach, to znasz, kochany Starosto, to okropne uczucie, kiedy któreś drzewo na wiosnę nie chce odżyć.
    Nie lubię korników. I nie lubię obrońców korników.

  62. Papierowe królewny! Ale fluid! Przed chwileczką Isiątka dawały przedstawienie. W papierowym zamku występowali: papierowa księżniczka Bernadeta, papierowa królowa Basia oraz papierowy król Franek. Wątek traktował o suszy, ale był straszliwie skomplikowany.

  63. Justyno, miło, że z Torunia jesteś. Dzięki za dobre słowo.
    A więc i Twoja mama wycinała papierowe laleczki!

    Mamo Isi, szkoda pysznej kronselki! Ja też boleję nad krótkim życiem drzew owocowych. Straciłam już antonówkę, która rosła na tej działce, gdyśmy ją kupili, oraz niezwykłą jabłoń, która rodziła czerwono-pomarańczowe jabłuszka, krągłe, nieduże, soczyste i słodkie, pachnące, białe w środku, z czerwonymi żyłkami.
    Do dziś nie wiem, jaki to był gatunek. Korniki ją pożarły.

  64. Ja też właśnie skończyłam czytać „Na Jowisza”. Niesamowita książka, pełna miłych i bliskich mi akcentów. Papierowe królewny przypomniały mi wycinane przez mamę laleczki – niezawodne, gdy nie było czym się bawić. Hasło o antykwariacie w Toruniu cieszy, bo to moje drugie obok Brodnicy rodzinne miasto. Tam się urodziłam. Niezwykle poruszył mnie cytat o tym, że nauczyciele są rzeźbiarzami – dziękuję, bo choć trochę przeraża odpowiedzialność, to jednak bardzo motywuje, by się wciąż doskonalić w pracy. Długo, by jeszcze wymieniać… Już czuję, że chętnie przeczytałabym kolejne tomy.

    P. S. rta – ja pamiętam o maturach. Choć swoją zdawałam piętnaście lat temu, myślę o tych, którzy w tym roku mają trudniej…

  65. Wszystko kwitnie i się zazielenia, a ja furt patrzę ze zgryzotą na stareńką, ulubioną kronselkę, która chyba uschła. Nb. ananas ma pąki. I koksa też.
    Taki młody ogród, jak u Starosty nie przyczynia tylu zmartwień, bo jednak w starym sadzie co i raz jakieś zgrzybiałe drzewo usycha. Ech, że też drzewa owocowe mają takie krótkie życie.

  66. Dziękuję kochanemu Staroście za limeryk:) Czuję się zaszczycona!

    Przełożyli Konkurs Chopinowski na przyszły rok. A beatyfikację Prymasa Tysiąclecia ad calendas Graecas.
    Ja się tak nie bawię.

  67. Polecam się na przyszłość.
    A teraz idę podziwiać lokalne ogrody i ptaki.

  68. Kochana Zuziu
    Ależ radość mi sprawiłaś!
    Brawo za konkluzję: tak jest, tak jest! – moje ty dziecko mądre – to w naszych rękach leży ta możliwość, by uczynić swoje życie pięknym i potrzebnym!
    „Jeden wielki pożytek”!!! – dziękuję, to naprawdę największa pochwała.
    Cieszę się, że dostrzegłaś aż tyle rzeczy, które w tej książce pomieściłam. O, nawet zauważyłaś papierową królewnę! Ta jest Hiszpanką. Ma sukienki z epoki, narysowane na podstawie ilustracji w grubej księdze o historii ubioru w Europie. Zwracam Twą uwagę na wspaniałe kołnierze, wtedy modne. Jakie twarzowe, prawda?

    Mam nadzieję, że kolosalne Dyktando również się przyda! – nie Tobie, bo piszesz pięknie, ale może jakiejś koleżance?
    Dziękuję też za DOCENIENIE historii rodzinnych i za to, że z nich także wyciągnęłaś właściwe wnioski.

    Jasne, że można mnie uściskać! I ja Ciebie przytulam i ściskam jak najserdeczniej!
    Dziękuję za uważne czytanie i za to, że napisałaś!

  69. Starosto, to odwrócone zdjęcie to finezyjna zabawa literacka, jednocześnie nawiązująca do odwróconej perspektywy, stosowanej w ikonach, jak również do odwróconej perspektywy, która może się przytrafić przy oglądaniu jakichś Ruinek.

  70. Właśnie skończyłam delektować się jowiszowym smakiem. Pani Małgosiu! Ta książka to jeden wielki pożytek! Każda strona obfituje w inspiracje! Jak życie może być kolorowe, wypełnione kreatywnością, radością i własną twórczością na każdym polu, od monochromatycznych uczt, przez papierowe królewny aż do nastawienia do każdej chwili życia. Widząc to, doszłam do wniosku, że nie jest tak, jakoby życie jednych było bardziej wyjątkowe czy gęściej wypełnione przygodami (tzn. być może, ale właśnie w naszych rękach), należy tylko tę wyjątkowość zobaczyć, dostrzec, odkryć, aby potem nurzać się we wspomnieniach!
    Druga rzecz – Pani uczy! O wieszczach, o Senece, słowami Krasińskiego o rzeźbiarzach – to bezcenne na wieczność. Ze wstydem i zgrozą zapytałam samą siebie, dlaczego na mojej szafce nocnej nie leży żaden Seneka! Niech otworzą antykwariaty!
    Jako miłe mrugnięcia okiem do czytelników odbieram portreciki bohaterów prawie niezauważalnie przewijających się przez Jeżycjadę. Urocze przerywniki. Widząc Zazulę i Gizelę ze zdziwieniem stwierdziłam, że wyobrażałam je sobie inaczej, po czym popatrzyłam głęboko w ich oczy, skupiłam uwagę na ustach i policzkach i z jeszcze większym zdziwieniem odkryłam, że to one! Jednak tak!
    A wszystko to oplecione wzruszającymi historiami rodzinnymi, Pięknymi Ludźmi. Patrzę na zdjęcie Pani Mamy, Pani, Pani Emilki, widzę ogromne podobieństwo i zachwycam się nad potęgą rodziny, przynależności, świadomości swoich korzeni, a zatem siebie samego i zapewniania nieśmiertelności przodkom. Za te historie, w których tak pięknie pisze Pani o Mamie, Bracie, Cioci jestem szczególnie wdzięczna. Zostały docenione. Z bardziej egoistycznych względów dziękuję za historię o warkoczu, a zwłaszcza jej zakończenie. Och, za wszystko dziękuję, za anegdoty rodzinne, za śmiech do łez (Pani pierwsze spotkanie z Panem Musierowiczem!!), za ślady Księgi!
    Jeśli można – ściskam Panią jak najmocniej, jak najwdzięczniej!

  71. Jak pięknie i błogo, dziękuję za te zdjęcia! Jak w domu :-) U mnie wiśnie i grusza już przekwiły i zazieleniły się tymi ulubionymi zielonymi plamami, kwitną ciągle stare, pochylone już bardzo nad ziemią jabłonie i te ozdobne jabłonki elegantki. Oprócz tego łąka niezapominajek i lilakowe biało-fioletowo-purpurowe szaleństwo – bzy pachną teraz najpiękniej, oprócz tego jeszcze żonkile, już pierwsze konwalie, irysy, a nawet zdybałam pierwszy kwiatnący ciemnoróżowy orlik. Piwonie w pąkach :-) A ja ślę uściski!

  72. Nota bene, Alku, te duże drzewa, hodowane w pojemnikach, zadziwiająco łatwo i szybko ukorzeniają się prawidłowo, gdy znajdą się te korzenie na swobodzie.
    Tak, ważne jest, by podlewać, nawozić i ogólnie okazywać dobre uczucia. Drzewo wyczuje.

  73. Epicka opowieść, Alku!
    Zazdroszczę nieprzytomnie. Pozdrów ode mnie to piękne drzewo!

    Piętaszku, moje gratulacje. Są tacy, co wyrzucają!(Zgroza!)

  74. Madame, ja na ten platan miejsca nie miałem. Jego geneza jest następująca: wybierając dom, kierowaliśmy się między innymi tym, że na środku ogródka figurowała jak byk dosyć stara czereśnia – pozostałość po sadzie, która dzięki rozsądkowi i sympatii dla przyrody okazywanym przez niejakiego złowrogiego dewelopera, została na swoim miejscu (podobnie jak wszystkie inne drzewa owocowe, które udało mu się zachować pomiędzy nowymi domkami). Niestety, po dwóch latach czereśnia uschła, konkretnie utonęła (było to koszmarne lato, kiedy to wszyscy na Mazowszu brodzili po kostki w wodze). Dużo owocowych drzew wtedy zginęło w okolicy. Szukałem drzewa, które mogłoby ją nam zastąpić. Ze względu na gliniaste podłoże i wysoki poziom wód gruntowych sugerowano mi wierzbę, brzozę oraz platan właśnie. Dodatkowym ostrzeżeniem było, że lipa posadzona w sąsiedztwie dwa lata temu, niestety zmarniała. Wierzba wydała mi się elementem zupełnie nie do przyjęcia (nie jestem Szopenem), brzoza w ogrodzie kojarzyła się najwyżej z Uralem, a to nie ten ideał, do którego dążyliśmy, stanęło na platanie. Kupiłem więc drzewko wielkości trzech-czterech metrów z szynionem, specjaliści przenieśli mi je via garaż i fachowo zainstalowali w ogródku, metr w hakiem dalej od domu, niż rosła czereśnia. Pod wpływem dobrych myśli, podlewania i nawożenia drzewo złapało szwung i obecnie liczy jakieś dziesięć metrów i zaczynami się zastanawiać nad delikatnymi cięciami. Ogród ma 100 metrów kwadratowych i nie chcę dopuścić do sytuacji, jaką widziałem w pewnym dolnośląskim zamczysku, gdzie jeden platan zajmował cały dziedziniec zamkowy, od ściany do ściany. A co dalej, to niech się spadkobiercy martwią.

  75. Tak, DUA. To mój największy skarb, który ku zgrozie mojej dziatwy przechowuję, tak jak moja Mama robiła to z moimi wytworami :).
    Wiosenka, kiedy jeszcze nie potrafiła pisać, rysowała bardzo rozbudowane historie obrazkowe oraz wykonywała animacje plastelinowe. Pamiętam takie jej czarodziejskie drzewo, które z minuty na minutę zmieniało swój wygląd, a zwierzątka tam mieszkające przeżywały niesamowite przygody.
    Kiedy zaś chodziła do zerówki, kolejki rówieśników ustawiały się do niej po portrety zwierzątek, a ona cierpliwie i chętnie je wykonywała, bo to dobre dziewczątko.
    Jakże się cieszę, że już niedługo poczytam sobie o twórczości małej Adminki :)

  76. Owszem, ale jednak większość listnych końcówek zwiesza się w dół. Dziękuję, doznałam ukojenia błędnika ;).

  77. Poprawione.
    Ten żywopłot widać po lewej, w dole. Tak musi być.
    Dzięki za czujność obserwacyjną!
    Nota bene, liście nadal rosną w górę i w dół.

  78. Przebóg! A jednak macie rację. Właśnie dojrzałam kawałek żywopłotu i to mnie przekonało. Poprawiam!

  79. Ach, to was zmyliło!
    To nie jest niebo, tylko rozmyty kolor budynku po drugiej stronie żywopłotu i drogi. Nieba w ogóle nie widać na tym zdjęciu.

  80. Cześć i czołem!
    Zgredziku, dzięki za podpowiedź! Nie zgadłabym, a czułam, że to aluzja literacka. :-)
    Jeszcze co do katalpy: nie wiem i na razie nie mogę sprawdzić, jak się teraz miewa ta „moja”. Ale wiem, że ją lubię. Jest zresztą bardzo wdzięcznie wkomponowana w cały szereg innych drzew, krzewów i krzewików na czymś w rodzaju wału, który ciągnie się wzdłuż jednego z bloków i bardzo – bardzo, bardzo! – pozytywnie wpływa na estetykę osiedla (blokowisko wielkopłytowe, ale szczodrze – bardzo, a nawet bardzo, bardzo ;-) – obsadzone roślinnością najrozmaitszą i miejscami wręcz wybujałą).
    No to rzekłam swoje i już się dalej nie rozgaduję (chociaż miałabym ochotę). Robota wzywa. Pa! /odchodzi, mrucząc/

  81. Stanęłam pod koroną, patrząc w górę.
    Popatrz na kierunek małych gałązek.

    Co do zdjęcia trzeciego – już dziś jest inaczej. Wiśnia japońska przekwitła, deszcze strąciły jej płatki. Szkoda, że jest taka delikatna.
    Natomiast lipa, widoczna w głębi, okryła się ślicznymi listkami w moim ulubionym odcieniu zieleni. Tej deszcze pomogły!

  82. Ale te liście klonu idą pod górę, a na pierwszym zdjęciu w dół! Zaskakujace.

  83. Zgredzie, Sowo, no skąd! (Ale daliście fluida!)
    Zdjęcie zrobiłam z tarasu Emilków. Na pierwszym planie gałęzie klonu, który ocienia taras, a w tle, powyżej – chmury kwiatów jabłonek ozdobnych. Po prawej rośnie magnolia. ta nie zmieściła się na zdjęciu. Na tym! – bo mam i drugie, z magnolią.

  84. Anette, dobrze mieć drzewa za oknem.

    Justyno z Brodnicy, kasztany najwyraźniej się nie przejmują przełożeniem matur. I słusznie.

  85. Piętaszku, mam nadzieję, że cały ten dorobek zachowałaś!
    Przy pisaniu „Jowisza’ czytałyśmy sobie na głos te Emilkowe juvenilia (jest ich bardzo wiele), a Adminiątko płakało ze śmiechu!

  86. Alku, zazdroszczę platana!
    Tak bym chciała mieć miejsce na to drzewo.
    W Poznaniu są dwie wspaniałe aleje starych platanów, okalające park przed Operą, ten z sadzawką i fontanną. Wyobrażasz sobie, jakie to piękne aleje? Te olbrzymy, ich pnie wielokolorowe, łuszczące się, splecione gałęzie. Piękne, szlachetne stworzenia.

    Wiolu, nie, zarówno jabłonki, jak wiśnia japońska pachną bardzo delikatnie. Miły to, ale nikły zapach, nie ma porównania z wonią kwitnących śliw, ani też jabłoni prawdziwych.
    Dzisiaj w ogrodzie pachnie bzami. Cudownie rozkwitły.

  87. Wiad.pryw.

    Usiłuję dociec perspektywy środkowego zdjęcia, bo ciągle odnoszę wrażenie, jakby było wstawione do góry nogami… Fotografowała Pani koronę od spodu?

  88. Dzień dobry!
    Najbardziej podoba mi się trzecie zdjęcie. Nawet bardzo mi się podoba.
    Platany są fajne. Mają taką ciekawą korę i te morgensterny.

  89. Jesienna Ado, dziękuję za obszerną wiad.pryw. Cieszę się, że czytałyście razem, Ty i córka!
    Dziękuję za wszystkie dobre słowa i własne wspomnienia.
    I – tak, chodzi o „Idę” oczywiście.

  90. Dzień dobry, na kasztany chyba już czas. Wszak dziś miały zacząć się matury. Miłego dnia dla wszystkich

  91. Wspaniałe drzewa, wspaniałe zdjęcia!
    Mój zaokienny dąb zazielenił się w końcu i od razu jest piękniej.

  92. Cudne te drzewa! Czy pachnie to wszystko wokół tak zawrotnie jak wygląda?…
    (Przyznaję, że jak bardzo nieliczni stąd, też nie znam nazw drzew i roślin wokół siebie, poza podstawowymi. Podziwiać jednak lubię! : ) „Fasolki” mi się przypomniały: „Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma…” Dobrze, że różne, możemy uzupełniać się nawzajem i dzielić wiedzą. : )

  93. Motylek Sanderka, który jak się domyślam jest bohater(em)ką wczesnej prozy miłej Adminki, przypomniał mi bogato i własnoręcznie ilustrowane książeczki wymyślane przez moją dziatwę. Bohaterami tych książeczek byli najczęściej nasi czworonożni lub skrzydlaci domownicy. Nie bez wpływu na tę twórczość musiały być m.in.przygody uwielbianego Doktora Dolittle. No i przecież, takie wyobrażanie sobie, co myślą i czują zwierzęta jest pasjonujące :).

  94. Platan, który wsadziłem za domem 8 lat temu, jest już wyższy od domu. I słusznie, bo wsadzałem go z zadaniem ocieniania sypialni na pierwszym pietrze.

  95. DUA, o tak, „Serce”, ten tekst, te dźwięki, one przenoszą w inną, niezwykłą rzeczywistość, a przecież są proste…

  96. Słuchając Marka Grechuty (dziękuję za namiar Artefakcie :). Wszystkie najulubieńsze utwory! Będzie i „Serce”) zamyślam się nad powyższym wierszem bliskim mi bardzo…
    Ach, lubię wiosenne ogrody. Najbardziej.

  97. Grechuta swoją muzyką i stylem rzeczywiście stworzył niszę, której (waham się nieco) nikt chyba nie zapełnił. Jego piosenki wciąż emanują oryginalnością, świetnie budował nastrój.
    Najbardziej lubię „Będziesz moją panią”. Moja Córeczka w ubiegłym roku nauczyła się jej całej i śpiewała, gdzie popadnie, na przemian z kolędą „Pójdźmy wszyscy do stajenki” :) (kilka dni temu skończyła 3 lata. )

  98. Dzięki Sowo!
    Tak, to pewnie katalpa i mydleniec (czyli roztrzeplin wiechowaty).
    Tak, Starosto, ta katalpa obecnie nie ma liści i jest całkiem brązowa.
    Ostatnio widuję wiele ciekawych roślin i ptaków i nawet nie wiem, jak się nazywają.
    Ale pąki na bzie poznałem.
    Gio, konduktor był w Panu Tadeuszu.

  99. Sowo, judaszowiec i u mnie się przyjął, zakwitł i żył przez chyba dwa sezony. Aż zmarzł definitywnie.
    Nie wiedziałam, że go trzeba opatulać.

  100. Zgadzam się, Artefakcie! Jedynego w swoim rodzaju, dodajmy.
    „Serce” jest moje ulubione.

  101. A mnie jakoś katalpa nie zachwyca. I fakt, dużo jej teraz na osiedlach.
    Lagerstroemia niby jest łatwa w obsłudze, ale ma swoje wymagania glebowe. No, zobaczymy, judaszowce jednak się nam przyjęły, jeden nawet zakwitł, to może przyjmie się i to nowe drzewko.
    Mamy już pierwszy zbiór rabarbaru!

  102. I chyba w polskiej muzyce po Grechucie z Anawą nie było niczego równie uroczego i swoistego.

  103. Biedronko, już kasztany?
    Coś takiego!

    Gio, katalpa bardzo pięknie wygląda, lecz jeszcze nie teraz: liście wypuszcza z dużym opóźnieniem względem innych drew. Stoi goła i czeka na wysokie temperatury.

  104. Artefakcie, trzeba też powiedzieć, że Marek Grechuta tworzył z zespołem Anawa zupełnie wyjątkowe, urocze zjawisko.

  105. Wydaje mi się, że Zgredzikowi chodzi o katalpę. Sama kiedyś szukałam informacji, co to może być, bo zobaczyłam u mnie na osiedlu i zachwyciło mnie kwiatami i kształtem liści (a strąki zaobserwowałam w stosownym czasie).
    Ale dlaczego jak konduktor? ;-)

  106. Cudnie, Starosto z Łopatą. :)

    W moich okolicach szaleją z kolei kasztany, z tego zachwytu machnęłam im dziś masę fotek.
    Lubię maj.
    Pozdrawia Biedronka.

  107. A tak, katalpa na długie strąki, a kwiaty białe z czerwonym środeczkiem, podobne do kwiatów kasztanowca. Moja ma jasnożółte liście, wielkie, miękkie – bardzo dekoracyjna.
    Aleksandro, popatrz sobie w sieci na tę Lagerstroemię indyjską, cudo! Kwitnie przez kilka miesięcy przy tym!
    Szkoda, że nie mam już na nią miejsca.
    No, Sowo, to życzę Ci powodzenia!

  108. DUA, w audycji „Wieczór płytowy” (dziś o 22.20) w radiowej Dwójce będzie prezentowana płyta „Marek Grechuta & Anawa”, Polskie Nagrania 1970.

  109. Merci bien, Mimi.:)

    Zgredzie, chyba nie wiem, o jakie rośliny Ci chodzi.
    Co do wiad.pryw. – ja już dawno tego nie kupuję.

    Sowo, ta wiśnia japońska „Kanzan” to cudo, godne polecenia. W dodatku mrozoodporna! wytrzyma nawet -20 st.
    Szybko rośnie, nie ma żadnych wad.

  110. Piękne, zaciszne miejsce do odpoczynku.

    Wysłuchałam wywiadu z Panią i Panią Emilia dla TVP Kultura. Balsam dla duszy! Dziękuję:*

  111. A jak się nazywają drzewa z owocami, jak miechunka?
    A takie drzewa z długimi (jak konduktor?), wąskimi, brązowymi strąkami, zwieszającymi się w dół?

  112. Alek potwierdził, że na łosiach jeżdżono, ale nie odebrałem, żeby potwierdził istnienie zakazów ich używania.

  113. Olę poznałam, myślałam właśnie o tej wiśni – kolor podobny. Będę w tym roku eksperymentować z Lagerstroemią indyjską.

  114. Alek już potwierdził tę wieść, widziałeś?
    Co do wiad.pryw. – ależ tak, sama byłam świadkiem takich zabiegów – na wsi, na wakacjach. Powszechne!

  115. Już się robi, mój laiczku. Drzewo na pierwszym planie to klon złocisty.
    Profusion to odmiana jabłoni ozdobnej – kwiaty duże, ciemnoróżowe, blednące, owoce spore, czerwone; mam takie trzy jabłonki, lecz malutkie i w innym kącie ogrodu.
    A tu pysznią się za klonem trzy różne odmiany jabłoni ozdobnych- różowe. I jedna ciemnoczerwona, z takimiż liśćmi (tej na zdjęciu nie widać).
    Wszystkie rośliny widoczne na zdjęciach posadziłam osobiście. Tak, nawet klon i świerki i lipę.

  116. Nie, trzy inne odmiany (w tym niezawodna Ola), a na dolnym zdjęciu – wiśnia japońska piłkowana. Cudownie w tym roku rozkwitła.

Dodaj komentarz