Co dwie głowy, to nie jedna!

Jowisz_duo_uo

fot: Bartłomiej Kiereś

 

Kurier nareszcie przybył i przywiózł egzemplarze autorskie! Starsza głowa i młodsza głowa, usatysfakcjonowane, oglądają, smakują i rzucają sobie porozumiewawcze spojrzenia.

– Ho, ho, kawał księgi, panie dziejaszku! Pięknie wyszło, pięknie! – powtarza starsza głowa, jak zwykle entuzjastyczna, a młodsza, ta bardziej zrównoważona, wyraża spokojne zadowolenie.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont z Warszawy, pani redaktor Agnieszce Betlejewskiej, która prowadziła książkę aż do końca, a szczególnie pani redaktor Annie Czech, bez której „Na Jowisza”  pewnie by wcale nie było. Pani Anna  zaprosiła nas kiedyś do współpracy, proponując początkowo, byśmy stworzyły wywiad-rzekę. Ta myśl średnio nam się spodobała, bo o cóż w takim wywiadzie miałaby pytać wieloletnia córka swą wieloletnią matkę, zwłaszcza że w ogóle się nie rozstają i wszystko o sobie wiedzą? Najpierw więc odmówiłyśmy, ale następnie nam pomysł przeewoluował, zaś pani Anna Czech się do niego zapaliła. Bardzo jej za to jesteśmy wdzięczne i jakże mile wspominamy jej fachowość, rzeczowość, polot, dowcip i inteligencję oraz pełne zrozumienie, z jakim się spotkałyśmy.

Pomysł takiego jeżycjadowego kompendium chodził nam po głowach od dłuższego czasu i Emilia, systematyczna oraz metodyczna jak zwykle, zaczęła prowadzić obszerny skorowidz haseł jeżycjadowych, doprowadzając je do liczby zawrotnej (ponad 500!), z czego do książki zmieściło się zaledwie 130 z kawałkiem. Hasła następnie rozwijałam ja, a w tym czasie Emilia to przekopywała się przez nasze wielkie rodzinne archiwum, to znów biegała z aparatem po Jeżycach i robiła śliczne zdjęcia, to wreszcie tworzyła mapę miejsc jeżycjadowych. Tę mapkę zgrabnie opracowała świetna graficzka, pani Anna Pol (jej dziełem jest zakomponowanie całego dostarczonego przez nas materiału i oprawa graficzna „Na Jowisza!”) i uważamy, że to jest clou naszej książki.

Cieszymy się bardzo i serdecznie zapraszamy do lektury!

Czeka Was sporo miłych niespodzianek!

Uściski załącza –

Wasza

MM

 

341 przemyśleń nt. „Co dwie głowy, to nie jedna!

  1. M.K. – tak, wiemy, wiemy, już poprawione – w dodruku!
    Dzięki za miłe słowa, przyjemnej lektury!

  2. Pani Małgorzato, bogini literatury, opoko mojego dzieciństwa,
    książkę dostałam do swych rąk zaledwie wczoraj (małżonek przyniósł zamówienie z księgarni), no i gdyby nie konieczność wstania do pracy bladym świtem, niechybnie zarwałabym noc. Dokończyłam jednak już dzisiaj – dosłownie przed chwilą – i jestem ZACHWYCONA. Wspaniała książka, taka ciepła, pełna wspaniałych ludzi, miejsc, wspomnień, anegdot. Na dodatek tak pięknie wydana. Ach! Ogromny szacunek dla obu Pań. Znalazłam jednak mały szczegół, który nie daje mi spokoju. Czy w haśle „Siemczyno” nie powinna być przytoczona „Ida sierpniowa” zamiast „Kwiatu Kalafiora”? Wszak obozowo-namiotową rzeczywistość skąpana w strugach deszczu opisywała rodzina do stęsknionej Idusi właśnie w tym tomie. Prawdopodobnie nie jestem pierwszą osoba, która to zauważyła, ale tak mi to siedzi w głowie, że dosłownie musiałam to z siebie wyrzucić. Niemniej chciałam Pani bardzo podziękować za tę, oraz każdą poprzednią, książkę. Pozdrawiam ciepło.

  3. Pani Małgosiu, pani Emilio, bardzo dziękuję za najnowszą książkę! Wspaniale się ją czytało :)

  4. Pani Małgorzato dziękuję za te cudo!!!
    Właśnie przyszła do mnie książka, szybko kończę obiad i biorę się za czytanie :) pozdrawiam serdecznie :)

  5. Pani Małgorzato,

    Zapomniałam, że tutaj nie wyświetlają się linki. W poprzedniej wiadomości chciałam załączyć bardzo uroczą, stworzoną specjalnie na czas kwarantanny wersję piosenki „W czasie deszczu dzieci się nudzą” w wykonaniu Grzegorza Turnaua i Magdy Umer. Udało mi się ją załączyć w komentarzu dot. audycji w Radiu dla Ciebie na Facebooku Emilii Kiereś, więc może będzie miała Pani sposobność jej posłuchać? :-)

    Pozdrawiam jeszcze raz bardzo serdecznie!

  6. Dzień dobry, Olu Michalak!
    Cieszę się, że nasza gadanina w deszczu na coś się przydała.
    Tak, wychowywanie dzieci to trudna sztuka, ale powiedzmy sobie także, że instynkt macierzyński i intuicja kobieca najlepiej nam zawsze doradzą, wespół z rozumem.
    Zostałyśmy dobrze wyposażone przez Matkę Naturę i musimy w sobie tylko rozpoznać te dary, żeby móc ich używać należycie.
    No, no, piękne imiona mają Twoje dzieci!:)
    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam!

  7. Dzień dobry Pani Małgorzato,

    To mój chyba trzeci wpis zamieszczony w całej historii Pani strony (dwa poprzednie umieściłam dawno, dawno temu, po spotkaniach z Panią w poznańskich Empikach). Ta przemiła rozmowa w Radiu dla Ciebie była tak wzruszająca i ważna dla mnie, że postanowiłam wejść tutaj, na stronę i podziękować Pani za te dwie godziny prawdziwej uczty duchowej i za możliwość wysłuchania tak cudownie ciepłych i mądrych kobiet. Szczególnie ważne dla mnie słowa, które od razu zapadły mi w pamięć (i biorę je sobie od razu do serca) w zasadzie padły na sam koniec rozmowy i dotyczyły one wychowywania dzieci i dawania im mądrej swobody, co ma szansę przynieść w późniejszym czasie piękne efekty. Trudna to sztuka, to wychowywanie dzieci. Żeby nie zaniedbać pewnych spraw, ale jednocześnie nie przedobrzyć. Jak się zapewne Pani domyśla jestem mamą (i to trójki urwisów: Róży, Jeremiego i Laury), a ten dziwny czas zawieszenia, w którym się obecnie znajdujemy sprzyja refleksji i przemyśleniom dotyczącym naszych relacji. Przebywając z najbliższymi w zasadzie non stop, przyglądamy się samym sobie i temu jak te nasze relacje wyglądają i jak zachowujemy się my-rodzice, a przy nas nasze dzieci hy hy hy :-)
    Dlatego bardzo chętnie słucham i przygarniam wszystkie drogocenne wskazówki, co robić żeby wychować dobrych i mądrych młodych ludzi.
    W tym miejscu chciałabym podziękować raz jeszcze za tę kolejną złotą myśl, wypowiedzianą na koniec audycji i za całą postać Gabrysi Borejko, która jest moim niedoścignionym wzorem jeśli chodzi o niezliczone pokłady miłości i cierpliwości do własnych dzieci.
    Na koniec dziękuję jeszcze za śliczne utwory muzyczne, przeplatające rozmowę i dopełniające audycję w doskonałą całość.
    Pozdrawiam serdecznie, majowo i kwieciście!

    P.S. Sama uwielbiam twórczość Starszych Panów (imię syna nieprzypadkowe!) i przyszedł mi na myśl taki oto uroczy utworek, wart odsłuchania:

  8. Patrycjo, a to się cieszę, że „Serce” usłyszałaś i że polubiłaś.
    Także z tego jestem rada, że doceniłaś swoją Mamę.:)
    Pozdrawiam ją serdecznie.

    Justyno, miłe „dobranoc” przesyłam!

  9. Przygotowując kartkę urodzinową dla przyjaciółki, słucham audycji z RDC. Cóż za miłe połączenie przyjemnego z pożytecznym…

  10. Pani Małgosiu!!! Przepraszam, że krzyczę. Właśnie skończyłam słuchać rozmowy. Padło tyle ważnych słów. Ciekawie było obserwować, jak zupełnie zmienia Pani sposób mówienia, zwracając się do dorosłych i nieletnich, i jak dobrze się Pani czuje w tej audycji.
    To, co padło na końcu, poruszyło najbardziej. Zostałam wychowana w swobodzie, o której Pani mówiła i dzięki temu zawsze czułam się spójna. I wolna, mogłam wybrać jakąkolwiek ścieżkę. Dziś pomogła mi Pani to sobie uświadomić! Jakie to cenne! Nie znałam wcześniej „Serca” Grechuty, nie wiem, jak to się stało (chociaż mgliście zdaje się, że o bukiecie melancholii była mowa gdzieś na przestrzeni Jeżycjady), ale jaka to dogłębnie piękna piosenka!
    Jowisza jeszcze nie mam, ale to nieważne. Bardzo dziękuję za dzisiejszy wywiad!

  11. Claudio Monteverdi – „Sì Dolce è’l tormento”

    Léa Desandre, Thibault Cauvin.

  12. Chyba rano przespałam tego łysego konia, bo coś nie pamiętam.

    Dyktando przyda się, a jakże, ale to jeszcze nie w tym roku.

    Stół. Zdaje się, że opisała Pani nasz egzemplarz.

    Podać na dobranoc coś miłego do słuchania?

  13. Dziękuje za możliwość posłuchania.
    Mamo Isi, no to samo pomyślałam!!!
    Szczęśliwy łysy koń!

  14. Mamo Isi, całuję w dzióbek!

    Sowo, a teraz może coś bardziej ambitnego.
    Aha, a czy dyktando Wam się przyda?

  15. Mimo typowych czynności odwlekających, książka się skończyła. Ech… Może przeczytać ją jeszcze raz?

  16. Mam, mam, słucham! Ach, radość!
    Daję linka w formie opisowej:
    https dwukropek, dwa skośniki www kropka rdc.pl skośnik podcast/ciotka-ksiazkula-na-jowisza-uzupelniam-jezycjade/

  17. Emilka dała linki na swojej stronie na Facebooku. Bo ja tu linków nie mogę zamieszczać.
    Radio dla Ciebie, Ciotka Książkula.

  18. Kochani, czyżby była możliwość odsłuchania tego rannego wywiadu gdzieś?

  19. Kochana Biedroneczko :-) – ten Miłosław i Września w „Na Jowisza” nie ze mną związane, a z rodziną pani Małgosi. Ważna historia, szczególnie dla mamy naszej DUA.
    Ale że ja wrześnianka, to miło poczytać o moich okolicach!

  20. A bo stronię od publicznych popisów, Iskro. Kto by to lubił!
    No, ale jak trzeba, to trzeba. I tak poszłyśmy na minimum, zważywszy propozycje.

  21. Ano widzisz, Magpie, mówiłam, że Emilka wrzuci linka. Pewność i zaufanie.

  22. Odkąd mnie DUA tutaj adoptowała to cieszyłam się z każdego zdjęcia, które udało mi się zobaczyć na tej stronie z Jej prawdziwego świata.
    Zdałam sobie właśnie sprawę z tego, że nigdy nie widziałam i nie słyszałam pani Małgorzaty, aż do dzisiaj.
    Słuchałam głosu pani Małgosi i wzruszałam się. Na Jowisza przybywaj.

  23. AleksandroG,
    w ogóle nie chodziło mi o najstarszą siostrę Lelujków. Jej istnienie nie podlega żadnej wątpliwości :-)
    Miałam na myśli tylko nieścisłość związaną z wiekiem Jacka, Wiktora, Adriana i Lucka. Ale to naprawdę drobnostka. Zwróciłam na nią uwagę, ponieważ darzę braci Lelujków ogromną sympatią. Może któryś z nich pojawi się w „Chucherku”?

  24. Tak, tak – i w tamtejszym kościele generał jest pochowany. Historyczne miejsce!

    Właśnie słucham z uśmiechem rozmowy!

  25. Tak, jak ja.:) To „Serce” zwłaszcza mnie poruszyło.
    Ale i – bardzo- głos prof. Joanny Papuzińskiej.

  26. Dzień dobry!
    My też cichutko tu słuchaliśmy audycji i uśmiechaliśmy się przyjaźnie do obu najmilszych Autorek.
    Co to był za miły majowy poranek.
    Adamisko na słowa o łysych koniach poklepało się po łysinie, bo u nas też powiedzenie „znać się jak łyse konie” funkcjonuje od zawsze.

    Jane :-)

  27. Coś czuję, że dziś całe tłumy czytelników wzruszały się rano podczas audycji w RDC :)

  28. Aleksandro, naprawdę? A to miłe zaskoczenie. A więc nie było błędu z siostrą? Hura!
    Jednakże Franka ma rację. To nie Adrian miał trzech młodszych braci, tylko najstarszy Lelujka, Jacek (ten, co kochał Kreskę bez wzajemności): Adriana właśnie, Wiktora i Lucka.

  29. O – i jest coś o moich okolicach! Września, Miłosław – piękne miasteczko i otaczającą je zachwycająca przyroda, fragment szlaku św. Jakuba… (Mam tam rodzinę po kądzieli, i w Winnej Górze. :-) )

  30. Nie masz racji Fr_anko. Wzmianka o najstarszej córce Lelujków, która robiła maturę o prof. Dmuchawca pojawia się w „Opium”, w rozmowie pani Lelujkowej z Ewą Jedwabinską. :)

  31. Przeczytałam właśnie hasło o przebraniach na szkolne bale! I przypomniało mi się, że moi rodzice również robili takie stroje dla mnie – byłam kwiatkiem ( nakrycie głowy w kształcie kwiatu zrobione z bristolu plus spódniczka o bluzka), myszką itp. A w trzeciej klasie po buszowaniu w babci apaszkach, zrobiłam sobie sama strój – indyjskiej księżniczki… ( Ech, te zabawy z moją kochaną babcią, w przebieranie, odgrywanie ról z książek… )
    Ciekawe – czytając te hasła, przypominam sobie dużo rzeczy z własnego dzieciństwa…
    Ale o moich dwóch ukochanych zabawkach – pieskach, które nazwałam Piniusiami, to do tej pory wszyscy w rodzinie pamiętają. To tak a propos Pieska! :-)

  32. Mam „Na Jowisza” i czytam!!! Wzruszam się (słowa Pani Mamy o tym, że praca najlepsza na nieszczęście) i śmieję (absztyfikant międlony w ustach Pani Brata), zachwycam się portretami Zazuli Makowskiej i Gizeli, odkrywam smaczki (pierwowzór Pani Basi). Jestem na początku i już tyle ciekawostek!
    Słuchałam też oczywiście rozmowy w RDC – dziękuję za wszystkie pokrzepiające słowa :) Jest Pani jedną z najważniejszych Osób w moim życiu, szczególnie teraz, w tym trudniejszym okresie, uświadamiam to sobie z całą mocą :) Dziękuję za wszystko! :)

  33. Franko, dziękuję za miłe słowa.
    Co do błędu: nastąpił już dawno temu, w „Tygrysie i Róży” i tym hasłem miałam zamiar go sprostować. A tymczasem zrobiłam nowy!
    Co więcej, nikt go dotąd nie zauważył.
    Dzięki za uważną lekturę.

  34. Pani Małgorzato! Słowa najwyższego uznania dla Pani i Pani Emilii. „Na Jowisza!” czyta się wspaniale, z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Natknęłam się jednak na drobny błąd (przepraszam, skrzywienie zawodowe). Na stronie 149 (hasło: „Lelujkówna, siostra”) jest napisane, że pani Lelujkowa oprócz Adriana i jego trzech młodszych braci miała jeszcze najstarszą córkę. Jednak w tej przesympatycznej rodzinie trzech młodszych braci miał tylko Jacek i byli to Wiktor, Adrian oraz najmłodszy Lucek. Pozdrawiam Panią serdecznie!

  35. Och, i ja powinnam pójść powalczyć z chwastami… Dużo ich rośnie, bo zapuściłam się ogrodniczo. I żal mi było pszczół, które z takim entuzjazmem korzystały z kwiatów mniszka…

    Ale jednak nie oderwę się od lektury!

  36. Magpie, dziękuję za wiad.pryw.- miłe wieści!
    Odpowiadam dopiero teraz, bo pociągnęło mnie do ogrodu: deszcz ustał, rzuciłam się wyrywać chwasty. Najlepszy moment!

  37. :-) I ja wiem co to Piorun Przeznaczenia! Tylko w mało romantycznym otoczeniu mnie trafiło: w biurze Wydziału Nieruchomości!
    Ależ miło się czyta!

  38. A to przepraszam za moją niecierpliwość…
    Uświadomiłam sobie, że chyba miałam zaćmienie umysłowe, gdy składałam zamówienie! Tylko jeden egzemplarz! A moja mama też już by chciała czytać… I mąż by chciał zerknąć… Właśnie zamówiłam drugą książkę, mama dostanie w prezencie! Bo czuję, że często będziemy zaglądać do tego skarbu!!!

  39. Jas, mąż ma rację. Pięknie to opisałaś, jestem zresztą podobnego zdania.

    Wiolu, dzięki. Bardzo mi milo!

  40. Nie zawsze ją przejawiam, Sowo. Głównie w sytuacjach, gdy chodzi o dostęp do dóbr kultury.

  41. Absolutnie trafne spostrzeżenia, Alku. Czarno-biała ilustracja nie oddaje kolorytu skóry, ale już spalone perhydrolem włosy (z nieodzownymi odrostami) udało się narysować.

  42. Nie, nie zniknęło, Magpie, tylko jak zwykle muszę zaakceptować każdy wpis, a właśnie mnie tu nie było, obiad wydawałam rodzinie.
    Dzięki za miłe słowa.

  43. A jednak się wydarzyło, Sowo!
    Rzeczywistość niekiedy przerasta fikcję literacką.
    Nawet całkiem często, rzekłabym..

  44. Napisałam parę rzeczy, ale chyba zniknęło… Trudno.
    Ale co najważniejsze: książka piękna i wzruszająca!

  45. Jak dobrze, Pani Małogosiu, że rozmowa będzie do odsłuchania! Jest nadzieja, cieszę się! Bo z powodu ostatnich stresów związanych z moją pracą zdalną, zawirowaniami wokół tego nieszczęsnego otwarcia być może na już mojej nieprzygotowanej placówki, musiałam się po tych wszystkich stresach choć dziś wyspać, wiedząc, co mnie omija!…. Słyszałam z relacji przyjaciółki zaraz po zakończeniu, jej emocje i wyczuwany uśmiech, choć się przecież nie widziałyśmy. Musiało być cudownie! Była za-chwy-co-na! I cieszę się, że być może odsłucham sobie wkrótce. : )
    Uściski dla Kochanych Pań Autorek!

  46. Jestem przy O: Obuwie własnej roboty.
    A oto opowieść mojej Mamy:
    W czasie okupacji niemieckiej w pewnym niewielkim czynszowym jednopiętrowym domku na ulicy Wilczej 4 w Łodzi (wtedy Litzmannstadt) żyła z rodzicami i starszą siostrą dwunastoletnia dziewczynka. Zbliżało się lato, a Wacia (tak właśnie miała na imię) wyrosła już z ubiegłorocznych sandałków. Wtedy Heniek, syn sąsiadów zrobił jej śliczne buty z grubej kartonowej podeszwy i parcianych kolorowych paseczków. Musiała tylko uważać na deszcz, żeby podeszwa się nie rozpadła…

  47. Piękne zdjęcie. U nas też jest łączność pokoleń. Córka bardzo interesuje się pszczołami, czym zaraził nas dziadek.
    Mnie zaś zawsze zastanawiało i fascynowało to, że gdzie moja mama przyłoży rękę, tam powstaje przepiękny ogród, nieprzewidywalna łąka. Najpierw myślałam, że to taki talent, potem sądziłam, że to chyba też jakaś nauka, czy system. Miałam przeczucie, że jak będę cierpliwie czekała i obserwowała, dowiem się. W międzyczasie uczyłam się trochę ogrodnictwa angielskiego, ale takie uporządkowanie i ścisłe planowanie oraz ogromny nakład pracy jakoś mi nie odpowiada, a te nasze klimaty tak. Pewnego dnia rozwiązanie przyszło z innej strony, od strony męża. Podczas długich rozmów spowodowanych odizolowaniem przez wirus, przypomniała mu się pewna informacja. Bardzo dobra francuska ogrodniczka powiedziała mu kiedyś, że staropolskie ogrody nie miały ogrodzeń, nie były grodzone jak w innych krajach. W Polsce dosadzano po prostu rośliny ingerując tak w naturę, żeby wszystko wyglądało bardzo naturalnie i wtapiało się w naturę. Nie było widać gdzie kończył się ogród. Modyfikowano krajobraz zmieniając go trochę. Te ogrody wtapiały się i łączyły z naszym pięknym krajobrazem, bardzo naturalnie. Tak, choć moja mama nie pracowała na roli, to pochodząc ze wschodniego zaścianka, gdzie była po prostu kraina ogrodów, wyssała to z mlekiem matki. Sprawdziłam metodę, działa. Dla mnie natura jest najpiękniejsza, jeśli już to lubię małą ingerencyjkę.

  48. Ach jeszcze: zawsze byłam zwolenniczką Robrojka i byłam przekonana od początku, że jest on najlepszy dla Natalii, więc opis wiadomej rozmowy telefonicznej bardzo mi się podoba!!!

  49. Gdzieś w sieci pojawił się portret babci Czekoladki (nie mam książki, wiec grzebię tu i tam). Muszę się zgodzić, że ten typ wizażu jest dość popularny, a jeszcze bardziej powszechny był w latach 90. Wychowywałem się w Gdyni: był to częściowo styl starych letniczek, pamiętających jeszcze przedwojenną Jastarnię (moja babeczna ciotka Lalka, dawniej pożoga męskiego zakopiańskiego towarzystwa), ale w pełni rozwijał się wśród właścicielek bud z towarem importowanym w gdyńskiej Hali, gdy już okrzepły i porosły w wille oraz wnuki. W latach 90. bluzki we wzór skóry pantery (ważna część stylizacji) widywałem jeszcze na postsowieckich prywatnych importerkach żelazek i biusthalterów. Na ilustracji widzę też jedną niezgodność ze wzorcem: włosy powinny być spalone na biało, zaś skóra twarzy brązowa jak u Gandiego.

  50. Książka pięknie wydana, zawartość wspaniała – już wiem, że chciałabym przeczytać wszystkie 500 haseł…
    A kolorowe ilustracje – piekne, Gizela i Melania to moje faworytki, bracia B. rozczulający.
    I wpadło mi w oko wspomnienie związane z filmem „Rozważna i romantyczna”, ( który i ja oglądam co jakiś czas na poprawę humoru; bardzo lubię Emmę). Jako jedynaczka zawsze chciałam mieć siostrę, panny Borejko mi ten brak rekompensowały.

    To idę dalej czytać!
    Pozdrawiam!

  51. A przed południem mąż przyniósł mi książkę ze schowka i poszedł robić pizzę na wczesny obiad.
    Po pierwszym przejrzeniu czuję wzruszenie ( robię się sentymentalna, coraz bardziej… ;-) ), radość, bo wiele mam wspomnień z Jeżyc, Starego Rynku – studia! Bywałam z mamą w kinie Rialto, na klasyce Disneya… I podobne okoliczności dorastania co Emilka, jestem rocznik 82. Uśmiechnęłam się też do gończego – kochana mordka, naprawdę wygląda jak brat Radara. Tyle, że nasz ma słabą kondycję i szybko się męczy na spacerach…

  52. Niestety nie słuchałam wywiadu i bardzo żałuję. Ale może się uda później wysłuchać w internecie…
    A Grechuta i Starsi Panowie – moi ulubieni od lat już wielu, bo moi rodzice słuchali i zaszczepili mi tę miłość. Moja ulubiona piosenka pana Marka to chyba jednak „Pamięci wierszy”… Albo jedna z wielu, o tak. :-)

  53. Pani Małgosiu – ja też piekę w garnku, a raz próbowałam na kamieniu do pieczenia pizzy. U mnie to dopiero zupełne początki, jestem chlebową debiutantką. Mam tradycje rodzinne (dziadek był piekarzem, tata piecze i szwagier) więc to zobowiązuje. Smacznego i dobrego dnia.
    Zgredzie – mnie też słowa o wychowaniu zapadły w serce.
    A Adminka, to kochana dziewczyna (jeśli można tak powiedzieć).

  54. Aha, Buczyno, rozmowa oczywiście będzie dostępna w sieci – na pewno Emilka poda link u siebie na FB .

  55. Och, Sowo! A jaki mam widok z okna mojego pokoju, na pięterku! Bzy i niezapominajki, całe morze.
    Nawet chciałam zrobić zdjęcie, żeby Wam pokazać, ale zamontowana na stale moskitiera rozprasza obraz.

  56. Alku, blisko, blisko…! Przeczytasz, to zobaczysz, co mam na myśli.

    Mamo Isi, już niedługo. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

  57. Właśnie podziwiałam ujęcie ogrodu widoczne za łapaczami światła. Jakaż tam eksplozja zieleni! Kojący widok z okna.

  58. Kasztanowłosa – odpowiedzialność, wyzwanie, ale i służba.
    Myślę, że bardzo warto.
    Dzieci są niesłychanie ważne!

  59. Aleksandro, jak to dobrze, że wyczuwałaś1
    Uwaga: jabłonki jednak kwitną.
    A deszcz padał w nocy i rano, mam nadzieję, że dojdzie i do was.
    Ogród dziś jest prześliczny – rozkwitły bzy i wszystko ożywiło się od deszczu.

  60. Fluid, Jane!
    Właśnie zostawiłam do rośnięcia chleb na zakwasie. Piekę go w ciężkim żeliwnym garnku z przykrywą – to sprawia, że bochenek jest rumiany i chrupiący!
    Buczynko, dzięki za wiad.pryw.- rzeczywiście!!!

    Zgredzie, a nie, wiadomości i reklamy były zaplanowane od początku.
    A my naturalnie zdążyłyśmy na czas.
    Ja zawsze zdążam. Zwłaszcza z Emilką za sterem.

  61. Ależ to był przemiły poranek! Realizowałam się kulinarnie – pieczenie chleba i bułeczek (info dla Beatuszki: zakwas przetrwał i dziś był już mój piąty chleb, tym razem orkiszowy) i słuchałam z uśmiechem rozmowy, jakbyśmy byli wszyscy razem (wiedziałam, że Księgowi na pewno też są przy odbiornikach). Dobór utworów w punkt – ucieszyłam się zwłaszcza z piosenki „W dzikie wino zaplatani” – to ulubiona mojego syna. Przesyłam serdeczne uściski.

  62. Dzień dobry, dzień dobry! Dodam tylko od siebie, że miło było mówić, myśląc, że jesteście gdzieś tam po drugiej stronie :)

  63. O tak, Pani Małgosiu, Fala Uczuć była mocno wyczuwalna! Szczególnie gdy Pani wspomniała o naszej Księgowej Społeczności. Przynależność do niej jest dla mnie nieustannie wielką radością.
    U nas pochmurno, ale ledwo kropi. W dalszym ciągu sucho okropnie.

  64. Dziękuję za audycję Obu Miłym Autorkom.
    Historia z łapaniem zasięgu – jak z kina akcji.
    A więc to dlatego były w radiu wiadomości!
    Żeby zasięg zdążył zostać złapanym.
    Słuchałem przez słuchawki, bo w domu prawie wszyscy spali.
    Dziękuję zwłaszcza za słowa o wychowaniu dzieci.
    Zagadka była łatwa, miałem świeżo w pamięci rysunek łoża u góry lewej strony, ale i tak w pierwszej chwili pomyślałem „Seneka”.
    Dopiero potem przyszło mi do głowy, że Grek by tak nie pisał o greckim sposobie życia, więc to pewnie Marek Aureliusz.
    Bardzo ciekawie mówiła prof. Joanna Papuzińska.
    Adminka – bardzo ciepła i sympatyczna. Wiedziałem to, ale miło było to usłyszeć. Śmiała się.
    Nawet pani dziennikarka stanęła na wysokości zadania.
    Miły poranek!

  65. A ja całkiem zapomniałam, że miała być rozmowa z DUA i Adminką w RDC i najzwyczajniej na świecie przegapiłam audycję czytając w najlepsze „Na Jowisa…”. Ciekawe, czy będzie można gdzieś odsłuchać tą rozmowę?
    Za to „Na Jowisza” – przeczytana, mnóstwo wrażeń, będę chyba stopniowo spisywać, bo teraz mam za dużo na raz w głowie.
    Jedna dygresja związana z poprzednimi moimi wrażeniami – tradycja Albumów na szczęście nie ginie w narodzie, u nas w Krakowie są nawet dwie cudowne dziewczyny, które z dużym powodzeniem prowadzą warsztaty z zakładania takich albumów, ich pięknego ozdabiania (m.in. akwarelkami) i współczesnej kaligrafii. Wszystko pod hasłem Przetwórnia wspomnień. Basia ma z jedną z nich zajęcia dodatkowe w szkole i do tego stopnia są inspirujące, że za chwilę będę musiała porzucić mój praktyczny system przechowywania wspomnień w segregatorach, bo Basia mówi, że są takie zwyczajne :)…

  66. Ależ miły to był poranek. Aż się chce brać do roboty.
    Miłym zaskoczeniem była też Pani Joanna, która po Pani gorących słowach uznania była przyczyną mojego nagłego olśnienia. Stwierdziłam, mianowicie, że chciałabym pisać książki dla dzieci. Jestem ciekawa, na ile to tylko przelotny pomysł, a na ile poważny przebłysk. Zawsze chciałam pisać, ale nie wiem, czy umiem, bo pisanie dla dzieci to ogromna odpowiedzialność i duże wyzwanie. Na szczęście lubię wyzwania. Więc kto wie…

    Myślę, że jest to bardzo potrzebne w obecnych czasach. I jeśli by mi się udało, to na pewno wspomnę dzisiejszy wywiad i obie Ukochane Autorki jako początek tego pomysłu.

  67. Fajne też były w wywiadzie słowa o chłopakach, którym nie zawsze chciało się uczyć. Pamiętam coś podobnego z własnej rodzinno-szkolnej rzeczywistości. :)))

  68. Siedzę pod progiem i nasłuchuję łapczywie, co w polu piszczy. Póki co, wszystko z drugiej ręki, ale biorąc pod uwagę, że to ręka P.T.Księgowych – sama przyjemność nasłuchiwać. Żebym nigdy nie miała mieć wieści z ręki pierwszej – pewnie bym zalewała się łzami, ale jeszcze tydzień i też będę wszystko pożerać od A do Ż. A póki co, apetyt rośnie, więc żeby nie zemrzeć cichcem przegryzam Jeżycjadą.
    Pada! I zapowiada się trzydniówka! Nareszcie nie muszę podlewać.

  69. Dzień dobry, Ulubiona Autorko i cały Ludu Pracy. Da zdrawstwuj pierwoje maja. No, to tyle w związku ze swiętem. Natomiast wracając do mojej Przyszłej Lektury (która gdzieś tam sobie idzie powolutku pocztą): te posiłki monochromatyczne. Wyobraziłem sobie ze wstrętem barszcz biały, białą kiełbasę oraz biały salceson. Do tego walc „Na sopkach Mandżurii”. A wodzirej był białogwardzista…

  70. Bardzo, bardzo miło.
    Krzepiąco i motywująco :)
    Podobały mi się bardzo wspomnienia prof. Papuzińskiej.

    Grechutą i KSP się zasłuchiwałam na studiach i zostało mi tak do dziś.
    A zagadka zaiste nietrudna, zwłaszcza jak się przedwczoraj przeczytało Jowisza.