Co dwie głowy, to nie jedna!

Jowisz_duo_uo

fot: Bartłomiej Kiereś

 

Kurier nareszcie przybył i przywiózł egzemplarze autorskie! Starsza głowa i młodsza głowa, usatysfakcjonowane, oglądają, smakują i rzucają sobie porozumiewawcze spojrzenia.

– Ho, ho, kawał księgi, panie dziejaszku! Pięknie wyszło, pięknie! – powtarza starsza głowa, jak zwykle entuzjastyczna, a młodsza, ta bardziej zrównoważona, wyraża spokojne zadowolenie.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont z Warszawy, pani redaktor Agnieszce Betlejewskiej, która prowadziła książkę aż do końca, a szczególnie pani redaktor Annie Czech, bez której „Na Jowisza”  pewnie by wcale nie było. Pani Anna  zaprosiła nas kiedyś do współpracy, proponując początkowo, byśmy stworzyły wywiad-rzekę. Ta myśl średnio nam się spodobała, bo o cóż w takim wywiadzie miałaby pytać wieloletnia córka swą wieloletnią matkę, zwłaszcza że w ogóle się nie rozstają i wszystko o sobie wiedzą? Najpierw więc odmówiłyśmy, ale następnie nam pomysł przeewoluował, zaś pani Anna Czech się do niego zapaliła. Bardzo jej za to jesteśmy wdzięczne i jakże mile wspominamy jej fachowość, rzeczowość, polot, dowcip i inteligencję oraz pełne zrozumienie, z jakim się spotkałyśmy.

Pomysł takiego jeżycjadowego kompendium chodził nam po głowach od dłuższego czasu i Emilia, systematyczna oraz metodyczna jak zwykle, zaczęła prowadzić obszerny skorowidz haseł jeżycjadowych, doprowadzając je do liczby zawrotnej (ponad 500!), z czego do książki zmieściło się zaledwie 130 z kawałkiem. Hasła następnie rozwijałam ja, a w tym czasie Emilia to przekopywała się przez nasze wielkie rodzinne archiwum, to znów biegała z aparatem po Jeżycach i robiła śliczne zdjęcia, to wreszcie tworzyła mapę miejsc jeżycjadowych. Tę mapkę zgrabnie opracowała świetna graficzka, pani Anna Pol (jej dziełem jest zakomponowanie całego dostarczonego przez nas materiału i oprawa graficzna „Na Jowisza!”) i uważamy, że to jest clou naszej książki.

Cieszymy się bardzo i serdecznie zapraszamy do lektury!

Czeka Was sporo miłych niespodzianek!

Uściski załącza –

Wasza

MM

 

339 przemyśleń nt. „Co dwie głowy, to nie jedna!

  1. Pani Małgosiu, pani Emilio, bardzo dziękuję za najnowszą książkę! Wspaniale się ją czytało :)

  2. Pani Małgorzato dziękuję za te cudo!!!
    Właśnie przyszła do mnie książka, szybko kończę obiad i biorę się za czytanie :) pozdrawiam serdecznie :)

  3. Pani Małgorzato,

    Zapomniałam, że tutaj nie wyświetlają się linki. W poprzedniej wiadomości chciałam załączyć bardzo uroczą, stworzoną specjalnie na czas kwarantanny wersję piosenki „W czasie deszczu dzieci się nudzą” w wykonaniu Grzegorza Turnaua i Magdy Umer. Udało mi się ją załączyć w komentarzu dot. audycji w Radiu dla Ciebie na Facebooku Emilii Kiereś, więc może będzie miała Pani sposobność jej posłuchać? :-)

    Pozdrawiam jeszcze raz bardzo serdecznie!

  4. Dzień dobry, Olu Michalak!
    Cieszę się, że nasza gadanina w deszczu na coś się przydała.
    Tak, wychowywanie dzieci to trudna sztuka, ale powiedzmy sobie także, że instynkt macierzyński i intuicja kobieca najlepiej nam zawsze doradzą, wespół z rozumem.
    Zostałyśmy dobrze wyposażone przez Matkę Naturę i musimy w sobie tylko rozpoznać te dary, żeby móc ich używać należycie.
    No, no, piękne imiona mają Twoje dzieci!:)
    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam!

  5. Dzień dobry Pani Małgorzato,

    To mój chyba trzeci wpis zamieszczony w całej historii Pani strony (dwa poprzednie umieściłam dawno, dawno temu, po spotkaniach z Panią w poznańskich Empikach). Ta przemiła rozmowa w Radiu dla Ciebie była tak wzruszająca i ważna dla mnie, że postanowiłam wejść tutaj, na stronę i podziękować Pani za te dwie godziny prawdziwej uczty duchowej i za możliwość wysłuchania tak cudownie ciepłych i mądrych kobiet. Szczególnie ważne dla mnie słowa, które od razu zapadły mi w pamięć (i biorę je sobie od razu do serca) w zasadzie padły na sam koniec rozmowy i dotyczyły one wychowywania dzieci i dawania im mądrej swobody, co ma szansę przynieść w późniejszym czasie piękne efekty. Trudna to sztuka, to wychowywanie dzieci. Żeby nie zaniedbać pewnych spraw, ale jednocześnie nie przedobrzyć. Jak się zapewne Pani domyśla jestem mamą (i to trójki urwisów: Róży, Jeremiego i Laury), a ten dziwny czas zawieszenia, w którym się obecnie znajdujemy sprzyja refleksji i przemyśleniom dotyczącym naszych relacji. Przebywając z najbliższymi w zasadzie non stop, przyglądamy się samym sobie i temu jak te nasze relacje wyglądają i jak zachowujemy się my-rodzice, a przy nas nasze dzieci hy hy hy :-)
    Dlatego bardzo chętnie słucham i przygarniam wszystkie drogocenne wskazówki, co robić żeby wychować dobrych i mądrych młodych ludzi.
    W tym miejscu chciałabym podziękować raz jeszcze za tę kolejną złotą myśl, wypowiedzianą na koniec audycji i za całą postać Gabrysi Borejko, która jest moim niedoścignionym wzorem jeśli chodzi o niezliczone pokłady miłości i cierpliwości do własnych dzieci.
    Na koniec dziękuję jeszcze za śliczne utwory muzyczne, przeplatające rozmowę i dopełniające audycję w doskonałą całość.
    Pozdrawiam serdecznie, majowo i kwieciście!

    P.S. Sama uwielbiam twórczość Starszych Panów (imię syna nieprzypadkowe!) i przyszedł mi na myśl taki oto uroczy utworek, wart odsłuchania:

  6. Patrycjo, a to się cieszę, że „Serce” usłyszałaś i że polubiłaś.
    Także z tego jestem rada, że doceniłaś swoją Mamę.:)
    Pozdrawiam ją serdecznie.

    Justyno, miłe „dobranoc” przesyłam!

  7. Przygotowując kartkę urodzinową dla przyjaciółki, słucham audycji z RDC. Cóż za miłe połączenie przyjemnego z pożytecznym…

  8. Pani Małgosiu!!! Przepraszam, że krzyczę. Właśnie skończyłam słuchać rozmowy. Padło tyle ważnych słów. Ciekawie było obserwować, jak zupełnie zmienia Pani sposób mówienia, zwracając się do dorosłych i nieletnich, i jak dobrze się Pani czuje w tej audycji.
    To, co padło na końcu, poruszyło najbardziej. Zostałam wychowana w swobodzie, o której Pani mówiła i dzięki temu zawsze czułam się spójna. I wolna, mogłam wybrać jakąkolwiek ścieżkę. Dziś pomogła mi Pani to sobie uświadomić! Jakie to cenne! Nie znałam wcześniej „Serca” Grechuty, nie wiem, jak to się stało (chociaż mgliście zdaje się, że o bukiecie melancholii była mowa gdzieś na przestrzeni Jeżycjady), ale jaka to dogłębnie piękna piosenka!
    Jowisza jeszcze nie mam, ale to nieważne. Bardzo dziękuję za dzisiejszy wywiad!

  9. Claudio Monteverdi – „Sì Dolce è’l tormento”

    Léa Desandre, Thibault Cauvin.

  10. Chyba rano przespałam tego łysego konia, bo coś nie pamiętam.

    Dyktando przyda się, a jakże, ale to jeszcze nie w tym roku.

    Stół. Zdaje się, że opisała Pani nasz egzemplarz.

    Podać na dobranoc coś miłego do słuchania?

  11. Dziękuje za możliwość posłuchania.
    Mamo Isi, no to samo pomyślałam!!!
    Szczęśliwy łysy koń!

  12. Mamo Isi, całuję w dzióbek!

    Sowo, a teraz może coś bardziej ambitnego.
    Aha, a czy dyktando Wam się przyda?

  13. Mimo typowych czynności odwlekających, książka się skończyła. Ech… Może przeczytać ją jeszcze raz?

  14. Mam, mam, słucham! Ach, radość!
    Daję linka w formie opisowej:
    https dwukropek, dwa skośniki www kropka rdc.pl skośnik podcast/ciotka-ksiazkula-na-jowisza-uzupelniam-jezycjade/

  15. Emilka dała linki na swojej stronie na Facebooku. Bo ja tu linków nie mogę zamieszczać.
    Radio dla Ciebie, Ciotka Książkula.

  16. Kochani, czyżby była możliwość odsłuchania tego rannego wywiadu gdzieś?

  17. Kochana Biedroneczko :-) – ten Miłosław i Września w „Na Jowisza” nie ze mną związane, a z rodziną pani Małgosi. Ważna historia, szczególnie dla mamy naszej DUA.
    Ale że ja wrześnianka, to miło poczytać o moich okolicach!

  18. A bo stronię od publicznych popisów, Iskro. Kto by to lubił!
    No, ale jak trzeba, to trzeba. I tak poszłyśmy na minimum, zważywszy propozycje.

  19. Ano widzisz, Magpie, mówiłam, że Emilka wrzuci linka. Pewność i zaufanie.

  20. Odkąd mnie DUA tutaj adoptowała to cieszyłam się z każdego zdjęcia, które udało mi się zobaczyć na tej stronie z Jej prawdziwego świata.
    Zdałam sobie właśnie sprawę z tego, że nigdy nie widziałam i nie słyszałam pani Małgorzaty, aż do dzisiaj.
    Słuchałam głosu pani Małgosi i wzruszałam się. Na Jowisza przybywaj.

  21. AleksandroG,
    w ogóle nie chodziło mi o najstarszą siostrę Lelujków. Jej istnienie nie podlega żadnej wątpliwości :-)
    Miałam na myśli tylko nieścisłość związaną z wiekiem Jacka, Wiktora, Adriana i Lucka. Ale to naprawdę drobnostka. Zwróciłam na nią uwagę, ponieważ darzę braci Lelujków ogromną sympatią. Może któryś z nich pojawi się w „Chucherku”?

  22. Tak, tak – i w tamtejszym kościele generał jest pochowany. Historyczne miejsce!

    Właśnie słucham z uśmiechem rozmowy!

  23. Tak, jak ja.:) To „Serce” zwłaszcza mnie poruszyło.
    Ale i – bardzo- głos prof. Joanny Papuzińskiej.

  24. Dzień dobry!
    My też cichutko tu słuchaliśmy audycji i uśmiechaliśmy się przyjaźnie do obu najmilszych Autorek.
    Co to był za miły majowy poranek.
    Adamisko na słowa o łysych koniach poklepało się po łysinie, bo u nas też powiedzenie „znać się jak łyse konie” funkcjonuje od zawsze.

    Jane :-)

  25. Coś czuję, że dziś całe tłumy czytelników wzruszały się rano podczas audycji w RDC :)

  26. Aleksandro, naprawdę? A to miłe zaskoczenie. A więc nie było błędu z siostrą? Hura!
    Jednakże Franka ma rację. To nie Adrian miał trzech młodszych braci, tylko najstarszy Lelujka, Jacek (ten, co kochał Kreskę bez wzajemności): Adriana właśnie, Wiktora i Lucka.

  27. O – i jest coś o moich okolicach! Września, Miłosław – piękne miasteczko i otaczającą je zachwycająca przyroda, fragment szlaku św. Jakuba… (Mam tam rodzinę po kądzieli, i w Winnej Górze. :-) )

  28. Nie masz racji Fr_anko. Wzmianka o najstarszej córce Lelujków, która robiła maturę o prof. Dmuchawca pojawia się w „Opium”, w rozmowie pani Lelujkowej z Ewą Jedwabinską. :)

  29. Przeczytałam właśnie hasło o przebraniach na szkolne bale! I przypomniało mi się, że moi rodzice również robili takie stroje dla mnie – byłam kwiatkiem ( nakrycie głowy w kształcie kwiatu zrobione z bristolu plus spódniczka o bluzka), myszką itp. A w trzeciej klasie po buszowaniu w babci apaszkach, zrobiłam sobie sama strój – indyjskiej księżniczki… ( Ech, te zabawy z moją kochaną babcią, w przebieranie, odgrywanie ról z książek… )
    Ciekawe – czytając te hasła, przypominam sobie dużo rzeczy z własnego dzieciństwa…
    Ale o moich dwóch ukochanych zabawkach – pieskach, które nazwałam Piniusiami, to do tej pory wszyscy w rodzinie pamiętają. To tak a propos Pieska! :-)

  30. Mam „Na Jowisza” i czytam!!! Wzruszam się (słowa Pani Mamy o tym, że praca najlepsza na nieszczęście) i śmieję (absztyfikant międlony w ustach Pani Brata), zachwycam się portretami Zazuli Makowskiej i Gizeli, odkrywam smaczki (pierwowzór Pani Basi). Jestem na początku i już tyle ciekawostek!
    Słuchałam też oczywiście rozmowy w RDC – dziękuję za wszystkie pokrzepiające słowa :) Jest Pani jedną z najważniejszych Osób w moim życiu, szczególnie teraz, w tym trudniejszym okresie, uświadamiam to sobie z całą mocą :) Dziękuję za wszystko! :)

  31. Franko, dziękuję za miłe słowa.
    Co do błędu: nastąpił już dawno temu, w „Tygrysie i Róży” i tym hasłem miałam zamiar go sprostować. A tymczasem zrobiłam nowy!
    Co więcej, nikt go dotąd nie zauważył.
    Dzięki za uważną lekturę.

  32. Pani Małgorzato! Słowa najwyższego uznania dla Pani i Pani Emilii. „Na Jowisza!” czyta się wspaniale, z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Natknęłam się jednak na drobny błąd (przepraszam, skrzywienie zawodowe). Na stronie 149 (hasło: „Lelujkówna, siostra”) jest napisane, że pani Lelujkowa oprócz Adriana i jego trzech młodszych braci miała jeszcze najstarszą córkę. Jednak w tej przesympatycznej rodzinie trzech młodszych braci miał tylko Jacek i byli to Wiktor, Adrian oraz najmłodszy Lucek. Pozdrawiam Panią serdecznie!

  33. Och, i ja powinnam pójść powalczyć z chwastami… Dużo ich rośnie, bo zapuściłam się ogrodniczo. I żal mi było pszczół, które z takim entuzjazmem korzystały z kwiatów mniszka…

    Ale jednak nie oderwę się od lektury!

  34. Magpie, dziękuję za wiad.pryw.- miłe wieści!
    Odpowiadam dopiero teraz, bo pociągnęło mnie do ogrodu: deszcz ustał, rzuciłam się wyrywać chwasty. Najlepszy moment!

  35. :-) I ja wiem co to Piorun Przeznaczenia! Tylko w mało romantycznym otoczeniu mnie trafiło: w biurze Wydziału Nieruchomości!
    Ależ miło się czyta!

  36. A to przepraszam za moją niecierpliwość…
    Uświadomiłam sobie, że chyba miałam zaćmienie umysłowe, gdy składałam zamówienie! Tylko jeden egzemplarz! A moja mama też już by chciała czytać… I mąż by chciał zerknąć… Właśnie zamówiłam drugą książkę, mama dostanie w prezencie! Bo czuję, że często będziemy zaglądać do tego skarbu!!!

  37. Jas, mąż ma rację. Pięknie to opisałaś, jestem zresztą podobnego zdania.

    Wiolu, dzięki. Bardzo mi milo!

  38. Nie zawsze ją przejawiam, Sowo. Głównie w sytuacjach, gdy chodzi o dostęp do dóbr kultury.

  39. Absolutnie trafne spostrzeżenia, Alku. Czarno-biała ilustracja nie oddaje kolorytu skóry, ale już spalone perhydrolem włosy (z nieodzownymi odrostami) udało się narysować.

  40. Nie, nie zniknęło, Magpie, tylko jak zwykle muszę zaakceptować każdy wpis, a właśnie mnie tu nie było, obiad wydawałam rodzinie.
    Dzięki za miłe słowa.

  41. A jednak się wydarzyło, Sowo!
    Rzeczywistość niekiedy przerasta fikcję literacką.
    Nawet całkiem często, rzekłabym..

  42. Napisałam parę rzeczy, ale chyba zniknęło… Trudno.
    Ale co najważniejsze: książka piękna i wzruszająca!

  43. Jak dobrze, Pani Małogosiu, że rozmowa będzie do odsłuchania! Jest nadzieja, cieszę się! Bo z powodu ostatnich stresów związanych z moją pracą zdalną, zawirowaniami wokół tego nieszczęsnego otwarcia być może na już mojej nieprzygotowanej placówki, musiałam się po tych wszystkich stresach choć dziś wyspać, wiedząc, co mnie omija!…. Słyszałam z relacji przyjaciółki zaraz po zakończeniu, jej emocje i wyczuwany uśmiech, choć się przecież nie widziałyśmy. Musiało być cudownie! Była za-chwy-co-na! I cieszę się, że być może odsłucham sobie wkrótce. : )
    Uściski dla Kochanych Pań Autorek!

  44. Jestem przy O: Obuwie własnej roboty.
    A oto opowieść mojej Mamy:
    W czasie okupacji niemieckiej w pewnym niewielkim czynszowym jednopiętrowym domku na ulicy Wilczej 4 w Łodzi (wtedy Litzmannstadt) żyła z rodzicami i starszą siostrą dwunastoletnia dziewczynka. Zbliżało się lato, a Wacia (tak właśnie miała na imię) wyrosła już z ubiegłorocznych sandałków. Wtedy Heniek, syn sąsiadów zrobił jej śliczne buty z grubej kartonowej podeszwy i parcianych kolorowych paseczków. Musiała tylko uważać na deszcz, żeby podeszwa się nie rozpadła…

  45. Piękne zdjęcie. U nas też jest łączność pokoleń. Córka bardzo interesuje się pszczołami, czym zaraził nas dziadek.
    Mnie zaś zawsze zastanawiało i fascynowało to, że gdzie moja mama przyłoży rękę, tam powstaje przepiękny ogród, nieprzewidywalna łąka. Najpierw myślałam, że to taki talent, potem sądziłam, że to chyba też jakaś nauka, czy system. Miałam przeczucie, że jak będę cierpliwie czekała i obserwowała, dowiem się. W międzyczasie uczyłam się trochę ogrodnictwa angielskiego, ale takie uporządkowanie i ścisłe planowanie oraz ogromny nakład pracy jakoś mi nie odpowiada, a te nasze klimaty tak. Pewnego dnia rozwiązanie przyszło z innej strony, od strony męża. Podczas długich rozmów spowodowanych odizolowaniem przez wirus, przypomniała mu się pewna informacja. Bardzo dobra francuska ogrodniczka powiedziała mu kiedyś, że staropolskie ogrody nie miały ogrodzeń, nie były grodzone jak w innych krajach. W Polsce dosadzano po prostu rośliny ingerując tak w naturę, żeby wszystko wyglądało bardzo naturalnie i wtapiało się w naturę. Nie było widać gdzie kończył się ogród. Modyfikowano krajobraz zmieniając go trochę. Te ogrody wtapiały się i łączyły z naszym pięknym krajobrazem, bardzo naturalnie. Tak, choć moja mama nie pracowała na roli, to pochodząc ze wschodniego zaścianka, gdzie była po prostu kraina ogrodów, wyssała to z mlekiem matki. Sprawdziłam metodę, działa. Dla mnie natura jest najpiękniejsza, jeśli już to lubię małą ingerencyjkę.

  46. Ach jeszcze: zawsze byłam zwolenniczką Robrojka i byłam przekonana od początku, że jest on najlepszy dla Natalii, więc opis wiadomej rozmowy telefonicznej bardzo mi się podoba!!!

  47. Gdzieś w sieci pojawił się portret babci Czekoladki (nie mam książki, wiec grzebię tu i tam). Muszę się zgodzić, że ten typ wizażu jest dość popularny, a jeszcze bardziej powszechny był w latach 90. Wychowywałem się w Gdyni: był to częściowo styl starych letniczek, pamiętających jeszcze przedwojenną Jastarnię (moja babeczna ciotka Lalka, dawniej pożoga męskiego zakopiańskiego towarzystwa), ale w pełni rozwijał się wśród właścicielek bud z towarem importowanym w gdyńskiej Hali, gdy już okrzepły i porosły w wille oraz wnuki. W latach 90. bluzki we wzór skóry pantery (ważna część stylizacji) widywałem jeszcze na postsowieckich prywatnych importerkach żelazek i biusthalterów. Na ilustracji widzę też jedną niezgodność ze wzorcem: włosy powinny być spalone na biało, zaś skóra twarzy brązowa jak u Gandiego.

  48. Książka pięknie wydana, zawartość wspaniała – już wiem, że chciałabym przeczytać wszystkie 500 haseł…
    A kolorowe ilustracje – piekne, Gizela i Melania to moje faworytki, bracia B. rozczulający.
    I wpadło mi w oko wspomnienie związane z filmem „Rozważna i romantyczna”, ( który i ja oglądam co jakiś czas na poprawę humoru; bardzo lubię Emmę). Jako jedynaczka zawsze chciałam mieć siostrę, panny Borejko mi ten brak rekompensowały.

    To idę dalej czytać!
    Pozdrawiam!

  49. A przed południem mąż przyniósł mi książkę ze schowka i poszedł robić pizzę na wczesny obiad.
    Po pierwszym przejrzeniu czuję wzruszenie ( robię się sentymentalna, coraz bardziej… ;-) ), radość, bo wiele mam wspomnień z Jeżyc, Starego Rynku – studia! Bywałam z mamą w kinie Rialto, na klasyce Disneya… I podobne okoliczności dorastania co Emilka, jestem rocznik 82. Uśmiechnęłam się też do gończego – kochana mordka, naprawdę wygląda jak brat Radara. Tyle, że nasz ma słabą kondycję i szybko się męczy na spacerach…

  50. Niestety nie słuchałam wywiadu i bardzo żałuję. Ale może się uda później wysłuchać w internecie…
    A Grechuta i Starsi Panowie – moi ulubieni od lat już wielu, bo moi rodzice słuchali i zaszczepili mi tę miłość. Moja ulubiona piosenka pana Marka to chyba jednak „Pamięci wierszy”… Albo jedna z wielu, o tak. :-)

  51. Pani Małgosiu – ja też piekę w garnku, a raz próbowałam na kamieniu do pieczenia pizzy. U mnie to dopiero zupełne początki, jestem chlebową debiutantką. Mam tradycje rodzinne (dziadek był piekarzem, tata piecze i szwagier) więc to zobowiązuje. Smacznego i dobrego dnia.
    Zgredzie – mnie też słowa o wychowaniu zapadły w serce.
    A Adminka, to kochana dziewczyna (jeśli można tak powiedzieć).

  52. Aha, Buczyno, rozmowa oczywiście będzie dostępna w sieci – na pewno Emilka poda link u siebie na FB .

  53. Och, Sowo! A jaki mam widok z okna mojego pokoju, na pięterku! Bzy i niezapominajki, całe morze.
    Nawet chciałam zrobić zdjęcie, żeby Wam pokazać, ale zamontowana na stale moskitiera rozprasza obraz.

  54. Alku, blisko, blisko…! Przeczytasz, to zobaczysz, co mam na myśli.

    Mamo Isi, już niedługo. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

  55. Właśnie podziwiałam ujęcie ogrodu widoczne za łapaczami światła. Jakaż tam eksplozja zieleni! Kojący widok z okna.

  56. Kasztanowłosa – odpowiedzialność, wyzwanie, ale i służba.
    Myślę, że bardzo warto.
    Dzieci są niesłychanie ważne!

  57. Aleksandro, jak to dobrze, że wyczuwałaś1
    Uwaga: jabłonki jednak kwitną.
    A deszcz padał w nocy i rano, mam nadzieję, że dojdzie i do was.
    Ogród dziś jest prześliczny – rozkwitły bzy i wszystko ożywiło się od deszczu.

  58. Fluid, Jane!
    Właśnie zostawiłam do rośnięcia chleb na zakwasie. Piekę go w ciężkim żeliwnym garnku z przykrywą – to sprawia, że bochenek jest rumiany i chrupiący!
    Buczynko, dzięki za wiad.pryw.- rzeczywiście!!!

    Zgredzie, a nie, wiadomości i reklamy były zaplanowane od początku.
    A my naturalnie zdążyłyśmy na czas.
    Ja zawsze zdążam. Zwłaszcza z Emilką za sterem.

  59. Ależ to był przemiły poranek! Realizowałam się kulinarnie – pieczenie chleba i bułeczek (info dla Beatuszki: zakwas przetrwał i dziś był już mój piąty chleb, tym razem orkiszowy) i słuchałam z uśmiechem rozmowy, jakbyśmy byli wszyscy razem (wiedziałam, że Księgowi na pewno też są przy odbiornikach). Dobór utworów w punkt – ucieszyłam się zwłaszcza z piosenki „W dzikie wino zaplatani” – to ulubiona mojego syna. Przesyłam serdeczne uściski.

  60. Dzień dobry, dzień dobry! Dodam tylko od siebie, że miło było mówić, myśląc, że jesteście gdzieś tam po drugiej stronie :)

  61. O tak, Pani Małgosiu, Fala Uczuć była mocno wyczuwalna! Szczególnie gdy Pani wspomniała o naszej Księgowej Społeczności. Przynależność do niej jest dla mnie nieustannie wielką radością.
    U nas pochmurno, ale ledwo kropi. W dalszym ciągu sucho okropnie.

  62. Dziękuję za audycję Obu Miłym Autorkom.
    Historia z łapaniem zasięgu – jak z kina akcji.
    A więc to dlatego były w radiu wiadomości!
    Żeby zasięg zdążył zostać złapanym.
    Słuchałem przez słuchawki, bo w domu prawie wszyscy spali.
    Dziękuję zwłaszcza za słowa o wychowaniu dzieci.
    Zagadka była łatwa, miałem świeżo w pamięci rysunek łoża u góry lewej strony, ale i tak w pierwszej chwili pomyślałem „Seneka”.
    Dopiero potem przyszło mi do głowy, że Grek by tak nie pisał o greckim sposobie życia, więc to pewnie Marek Aureliusz.
    Bardzo ciekawie mówiła prof. Joanna Papuzińska.
    Adminka – bardzo ciepła i sympatyczna. Wiedziałem to, ale miło było to usłyszeć. Śmiała się.
    Nawet pani dziennikarka stanęła na wysokości zadania.
    Miły poranek!

  63. A ja całkiem zapomniałam, że miała być rozmowa z DUA i Adminką w RDC i najzwyczajniej na świecie przegapiłam audycję czytając w najlepsze „Na Jowisa…”. Ciekawe, czy będzie można gdzieś odsłuchać tą rozmowę?
    Za to „Na Jowisza” – przeczytana, mnóstwo wrażeń, będę chyba stopniowo spisywać, bo teraz mam za dużo na raz w głowie.
    Jedna dygresja związana z poprzednimi moimi wrażeniami – tradycja Albumów na szczęście nie ginie w narodzie, u nas w Krakowie są nawet dwie cudowne dziewczyny, które z dużym powodzeniem prowadzą warsztaty z zakładania takich albumów, ich pięknego ozdabiania (m.in. akwarelkami) i współczesnej kaligrafii. Wszystko pod hasłem Przetwórnia wspomnień. Basia ma z jedną z nich zajęcia dodatkowe w szkole i do tego stopnia są inspirujące, że za chwilę będę musiała porzucić mój praktyczny system przechowywania wspomnień w segregatorach, bo Basia mówi, że są takie zwyczajne :)…

  64. Ależ miły to był poranek. Aż się chce brać do roboty.
    Miłym zaskoczeniem była też Pani Joanna, która po Pani gorących słowach uznania była przyczyną mojego nagłego olśnienia. Stwierdziłam, mianowicie, że chciałabym pisać książki dla dzieci. Jestem ciekawa, na ile to tylko przelotny pomysł, a na ile poważny przebłysk. Zawsze chciałam pisać, ale nie wiem, czy umiem, bo pisanie dla dzieci to ogromna odpowiedzialność i duże wyzwanie. Na szczęście lubię wyzwania. Więc kto wie…

    Myślę, że jest to bardzo potrzebne w obecnych czasach. I jeśli by mi się udało, to na pewno wspomnę dzisiejszy wywiad i obie Ukochane Autorki jako początek tego pomysłu.

  65. Fajne też były w wywiadzie słowa o chłopakach, którym nie zawsze chciało się uczyć. Pamiętam coś podobnego z własnej rodzinno-szkolnej rzeczywistości. :)))

  66. Siedzę pod progiem i nasłuchuję łapczywie, co w polu piszczy. Póki co, wszystko z drugiej ręki, ale biorąc pod uwagę, że to ręka P.T.Księgowych – sama przyjemność nasłuchiwać. Żebym nigdy nie miała mieć wieści z ręki pierwszej – pewnie bym zalewała się łzami, ale jeszcze tydzień i też będę wszystko pożerać od A do Ż. A póki co, apetyt rośnie, więc żeby nie zemrzeć cichcem przegryzam Jeżycjadą.
    Pada! I zapowiada się trzydniówka! Nareszcie nie muszę podlewać.

  67. Dzień dobry, Ulubiona Autorko i cały Ludu Pracy. Da zdrawstwuj pierwoje maja. No, to tyle w związku ze swiętem. Natomiast wracając do mojej Przyszłej Lektury (która gdzieś tam sobie idzie powolutku pocztą): te posiłki monochromatyczne. Wyobraziłem sobie ze wstrętem barszcz biały, białą kiełbasę oraz biały salceson. Do tego walc „Na sopkach Mandżurii”. A wodzirej był białogwardzista…

  68. Bardzo, bardzo miło.
    Krzepiąco i motywująco :)
    Podobały mi się bardzo wspomnienia prof. Papuzińskiej.

    Grechutą i KSP się zasłuchiwałam na studiach i zostało mi tak do dziś.
    A zagadka zaiste nietrudna, zwłaszcza jak się przedwczoraj przeczytało Jowisza.

  69. Biedronko, a więc i u Ciebie „Serce” wśród ulubionych!
    Oddaję uściski!

  70. Radia da się słuchać nie tylko na siedząco. Bardzo miło się słuchało.

  71. Słuchałam i ja! Dzięki! Piękny to zaiste początek maja- przy łóżku pachną narwane wczoraj bzy, za oknem koncertują kosy, a w radiu MM i EK. :)
    I jeszcze Grechuta! trochę przeze mnie zapomniany, a ulubiony w latach licealnych. :)
    (w moim top 3 były ‚Ocalić od zapomnienia’, „Świecie nasz” i kultowe „Dni których nie znamy”. „Serce” zaraz po nich)
    Uściski od Biedronki! :)

  72. Jedni wstali, a inni jeszcze nie poszli spać. Ale warto było!
    Miło było słuchać i rzeczywiście dało się wyczuć niesamowitą energię, szczególnie wtedy, gdy Pani wspomniała o tym naszym miejscu tutaj. Tak ciepło mi się wtedy zrobiło na sercu.

    Pozdrawiam i uciekam spać, bo już ptaki za oknem spiewaja. 4:43

  73. I jeszcze Piętaszek z synem!
    Dzięki, moi drodzy.

    Zgredzie, w rzeczy samej „pod słup, na wzgórek” się udałyśmy w poszukiwaniu zasięgu. (Przypomnijmy, jak to objaśniła już Emilia w komentarzach do „Ballad i romansów”, że ten „słup” w „Powrocie taty” to była po prostu kapliczka, albo święta figura na rozstajach). Na tym naszym wzgórku, pośród ślicznych, falistych pól zielonych i obok alei orzechowej, też stoi malutka kaplica z Matką Boską, postawiona niedawno przez, podobno, jakiegoś Polaka z Ameryki, który powrócił na ojczyzny łono. Stamtąd chciałyśmy gadać przez telefon z RDC. Ale zasięgu nie było, więc w ostatnich minutach przed ósmą poprułyśmy przez pola do miasteczka, by ustawić się na pustym parkingu, łapiąc nareszcie zasięg.

    Zawsze na wariata, słowo daję.

  74. Ściskamy również!
    Zagadka może nie tyle prosta, co bardzo „jeżycjadowa”. A jako Wielkie Sympatyczki Pani twórczości czujemy się mile powołane do sięgania po pojawiające się w serii utwory. „Rozmyślania” przeczytane nie tak dawno temu i dlatego też zapewne udało się to wszystko skojarzyć (przede wszystkim to charakterystyczne „zawdzięczanie” M.A. pomogło w odgadnięciu!).
    Udanego dnia dla Wszystkich!

  75. Dzień dobry, dzień dobry! Piszę na gorąco, po wysłuchaniu audycji radiowej, którą udało mi się szczęśliwie namierzyć w radiu RDC.
    Drogie Ulubione Autorki, mam nadzieję, że nie mają Panie nic przeciwko temu, iż pozwoliliśmy sobie wraz z synem, również czytelnikiem „Jezycjady”,zaprosić dziś Szanowne Panie do naszego solidnego i wiekowego już, a jakże, kuchennego stołu na śniadanie :).Było to jedno z najprzyjemniejszych śniadań w moim życiu. Miło było przez cały czas trwania audycji, wdychając zapach aromatycznej kawy (jeszcze w piżamach!) słuchać uroczej rozmowy z Paniami oraz zaproszonymi Gośćmi. Jowiszowe smaczki narobiły mi apetytu, oj narobiły. Dziękuję za ten miły poranek i życzę dobrego dnia.
    Ha! I podlewanko mamy dzisiaj z głowy. Można się oddać bez reszty przyjemnościom czytelniczym.

  76. Zuziu, a więc i Ty byłaś z nami!
    OK, to wspomnij nasze rady za jakieś 10 lat, jak już będziesz miała własne dzieci!

  77. Józefino i Kresko, tak jest! Marek Aureliusz, „Rozmyślania” – a cytował go tak namiętnie ojciec Borejko.
    Łatwa to była, widzę, zagadka.:)
    Uściski!

  78. Dzień dobry i dziękuję! Pięknie Panie było usłyszeć! Zwłaszcza w końcówce, gdy mówiły Panie o swobodzie w wychowywaniu, wcale nie czułam się jakbym słuchała wywiadu, ale rozmowy Mądrych Kobiet przy, oczywiście, wielkim, rodzinnym stole. Dziękuję!

  79. Aleksandro, Zośko, Justysiu – mam nadzieję, że wyczułyście Falę Uczuć w Waszym kierunku wysłaną!

  80. Droga Pani Małgorzato!
    Zebrałyśmy w sobie nasze, rozleniwione w ostatnim czasie, pokłady energii i wyskoczyłyśmy z łóżek, by wysłuchać Pani i Pani Emilii w porannej audycji radiowej. Niesłychanie miło było się oddać celebracji śniadaniowej, wsłuchując się w przyjemne głosy rozwodzące się na tematy „na jowiszowskie”. Żeby tak częściej dało się w taki przyjemny sposób rozpoczynać dni! Co do „Na Jowisza!” – książka została zamówiona, jednak przesyłka, zdaje się, przyjdzie dość późno, nad czym pozwalamy sobie rozpaczać. Już by się chciało przecież sięgnąć po ten kufer skarbów jeżycjadowych!
    Pozdrawiamy słonecznie (mimo deszczowej aury)!
    P.S. Zagadka finalna nasunęła na myśl Marka Aureliusza (?)

  81. Kochany Ludu, że też Wam się chciało wstać tak wcześnie!
    (Mnie się nie chciało)
    Dziękuję za miłe słowa!

    Artefakcie, oprawa muzyczna była na nasze życzenie – bo nas spytano przed audycją: Grechuta i Starsi Panowie, obie lubimy to najbardziej.

    Lucku Przesado (witam Cię w naszych progach!)- „Serce” za każdym słuchaniem wyciska mi łzy z oczu. A więc wzruszamy się tym samym , jak widzę. I to też jest wzruszające.

  82. Paltissima!
    Jak miło, że wpadłaś!
    Dzięki za wszystko, nasz skarbie, a wyczekuj przesyłki! Z niespodzianką!

  83. Wiwat, wiwat Autorki!
    Piątek z „Na Jowisza!”, radiem, Kabaretem Starszych Panów, Grechutą, Anawą, deszczem i krzyżówką „Przekroju” (ratunku!) – wielka pycha!
    Łączę szablozębne uśmiechy z daleka,

  84. UA, Adminko, tak miło było Was słyszeć w RDC. I jeszcze ta oprawa muzyczna…

  85. Kochana Pani Małgosiu, Kochana Emilio, nie można było lepiej zacząć maja. To były piękne dwie godziny w Pań towarzystwie. Dziękuję za wszystkie dobre, mądre słowa.
    Ściskam mocno ☺

  86. Pani Małgorzato, Emilko, baaardzo dziękuję za przemiły poranek! I to pomimo deszczu, chociaż tego ostatniego bardzo nam potrzeba. Dobrego dnia miłym Autorkom.

  87. Słucham, się wzruszam, czekam na Serce.
    Jowisz zamówiony!

    Pozdrawiam

  88. Justyno, oczywiście, że umiałabyś, nic prostszego. Natura sama nam dostarcza barw.

    Dobranoc, Ludu, muszę dziś wcześnie zasnąć, żeby jutro wstać o niezwykłej, wczesnej porze i pojechać z córką na górkę, by złapać zasięg. Będziemy gadać w radio. I to na żywo! -Obym się tylko wyspała!

  89. Tak, Zgredzie! „Eterek” ilustrowany był przez Gwidona Miklaszewskiego – rozkoszne obrazki!
    Dziękuję Ci za pochwałę. Miło przeczytać coś takiego po tym mnóstwie pracy.

    Co do wiad.pryw. w kwestii błędów – znałam kiedyś cudowną starszą panią – prawdziwą damę i wspaniałego człowieka. Prawdziwy autorytet!
    Była ona matką trzech córek. Kiedyś powiedziała z westchnieniem coś, co zapadło mi w pamięć na zawsze: „Wychowywanie dzieci zwykle się w pełni nie udaje. Tak bardzo się staramy uniknąć błędów, które popełniali nasi rodzice, że sami popełniamy nowe, jeszcze gorsze.”

    Po prostu, errare humanum est.
    Miłość się liczy, tylko ona.

  90. Mnie dzisiejsze zajęcia dały tylko chwilkę na to, żeby przekartkować książkę i moment w kolejce do wulkanizatora, żeby co nieco przeczytać. Na razie najbardziej mnie fascynuje hasło „Monochromatyczne uczty”. Nie przeczytałam jeszcze, ale zastanawiam się, czy sama umiałabym coś takiego zorganizować. Spokojnego wieczoru

  91. W pierwszej kolejności obejrzałam wszystkie zdjęcia wyciągnięte z rodzinnych albumów, więc jak dla mnie A.
    A teraz B jak grzyby: kilka miesięcy temu miałam w wirtualnej ręce wypatrzone w antykwariacie „W królestwie grzybów”. Jednak ostatecznie nie kupiłam! Fatalny błąd.

  92. Piękna książka. Cudowna.

    P.S. Dla mnie akurat było zupełnie oczywiste w momencie czytania, kim jest pani z garbatym nosem w antykwariacie na Podmurnej.

  93. Smaczek nie księgowy: polewy na ciastach (tortach) są takie same jak na rysunkach w „Łasuchu”. Albo odwrotnie. To jest refleksja do A jak Album.

  94. Paluszki lizać! (albo nie, w dzisiejszych czasach to niebezpieczne)

    Ostrzę ząbki. I głośno łykam ślinę. :)
    Ciekawam, czy skojarzę te księgowe smaczki.

  95. A może będzie wcześniej?
    Na stronie tej, jak i na kilku innych, znajduje się tak zwany smaczek. Smaczki są zauważalne tylko dla Księgowych.

  96. Albo nie, nie piszcie, nie zdradzajcie, jakoś wytrzymam. Obliczam, że przy pomyślnych wiatrach Jowisz zapuka do mnie mniej więcej za tydzień.

  97. Aaaaaa!!! Aaaaaaa!!! DUA! Jestem w siódmym niebie, z uśmiechem od ucha do ucha, wzruszona i uszczęśliwiona. Radość nie do opisania! Dzięki, dzięki, dzięki! ♥

  98. Alku, te lebiegi się wspierali na łokciu, leżąc bokiem (zamiast oprzeć wygodnie całe plecy o poduszkę lub lekko wzniesione wezgłowie, a pod karkiem umieścić wałek) !
    Musiała to być obowiązująca moda, a ta zawsze jest mało rozsądna.

    Mój kręgosłup śle Twojemu wyrazy zrozumienia.

  99. Kasztanowłosa, uśmiałam się. Tak, począwszy od tego pierwszego zdjęcia zmiany dają się zauważyć, i to gołym okiem!

    Pisz, co i jak zechcesz. Ciekawi mnie wszystko.

  100. Errata: po ujrzeniu pierwszego zdjęcia Drogiej Adminki stwierdzam, iż jednak się zmieniła.

    Czytam najwolniej jak mogę, a już, niestety, jestem w połowie. Pokazałam parę fragmentów Mamie i zaśmiewała się wraz ze mną.
    Zastanawiam się czy pisać połowę moich wrażeń, czy też przeczytać całość i wtedy wygłosić swoje wrażenia.

  101. Jestem już przy G :Głosy czytelniczek. Jakaż piękna historia z „Jakimś facetem” przez telefon!
    A to zdjęcie dwóch stert teczek zapisków Mamy o rodzinie! To robi wrażenie. Chciałabym pójść w Jej ślady, ale na razie rzeczywistość skrzeczy i praca zawodowa nie chce mnie puścić, a zdalna praca ze studentami zabiera trzy razy tyle czasu.
    Ale przetrwamy! Nasze Mamy przetrwały dużo gorsze rzeczy, to i my możemy! Prawda, DUA?

  102. Cóż, mój kręgosłup, podobnie jak kościec tamtego imperialnego ministra, wiele przeszedł. Gdybym w takiej sytuacji był zmuszony robić coś leżąc, opierając się na łokciu, chybabym się wściekł. Z tego powodu sceptycyzm Narsesa niezbyt mnie dziwi.

  103. Buczynko, z ciekawością czekam na dalsze refleksje czytelnicze. Tak się cieszę, że książka się Wam podoba!

  104. W półleżącej pozycji bolą go plecy? Czy dobrze rozumiem?
    Byłoby to co najmniej dziwne.

    Alku, wyznanie Twoje o nauczaniu niejedną tu duszyczkę ucieszy.

  105. Dołączając swoje męki do bólów fellows teachers oraz rodziców pociech w wieku szkolnym, dosyć mocno tu reprezentowanych, wczoraj i dziś znowu przebiłem się przez parę lekcji biologii dla liceów i ze dwa repetytoria maturalne. Ludzie, jestem z wami. Jeny, jak ja nie lubię tego robić.

    Książka jeszcze nie przyszła, więc zagłębiłem się w lekturze drugiego tomu tej sześciologii, co to jej czwarty tom sobie na boczku tłumaczę. Wspaniała scena w prologu, gdzie Narses bierze udział w spotkaniu spiskowców, zamierzających strącić z tronu i zamordować Justyniana i Teodorę. Jeden z najwyższych dostojników imperium, przyjaciel i wieloletni opiekun cesarzowej, zdaje sobie sprawę z pobudek, które nim kierują i z krótkotrwałości spodziewanych korzyści. Mimo to wie, że żadne zobowiązania nie są w stanie wygrać z jego własną, niebotyczną ambicją. Irytuje go fakt, że uczestnicy spisku, zamiast siedzieć na krzesłach jak współcześni ludzie (bądź co bądź mamy już VI wiek po Chrystusie), postanowili obradować w tradycyjnej rzymskiej pozycji, na półleżąco. Narses spiskuje, ale nie podoba mu się, że bolą go plecy.

  106. Dziękuję pięknie, Pani Małgosiu, na pewno bardzo się przydadzą.
    Podczas kwarantanny odkryliśmy, że Giorgio zaczyna składać literki :)

  107. Ach, jak wspaniale się czyta! Przeczytaliśmy na razie A i B wspólnie głośno (mąż akurat grzebał w komputerze klienta), a teraz Baśka siedzi w jednym kącie i czyta, a ja zaraz siądę w drugim (przezornie zakupiono dwa egzemplarze, jeden powędruje do Torunia :).
    Wielka to frajda smakować Jeżycjadowe wątki, ale przyznaję, że mi najwięcej radości sprawiają rodzinne anegdotki, napisane z takim wyczuciem i smakiem :). Cóż za piękna historia o Borejkowszczyźnie! Smakowite opowieści o stosunkach z Szanownym Bratem (antykwariat i absztyfikant oraz abecadło), ale jakoś szczególnie wzruszyła mnie Biblioteka… Miałam wielką przyjemność korzystać z jej zbiorów w czasie studiów, bardzo dotknęła mnie informacja o tym jak wielki procent zbiorów spłonął w 1945. Ach, to straszne…
    Biorę książkę do parku, pewnie wrócimy z nowymi wrażeniami

  108. Serdeczne gratulacje dla obu Pań Autorek!
    Piękny ten owoc wspólnej pracy!
    A zielony kolor często jest obecny w Jezycjadzie :)
    Pozdrawiam wiosenne!

  109. Piękny dzień, rano odebrałam NA JOWISZA. Biegnę na huśtawkę w ogrodzie. Miejsce idealne na pyszną lekturę. Dziękuję Najmilsze Autorki.

  110. Zuziu 12 (wiad.pryw.) – oczywiście, masz rację. Tak, przeżyłam sama coś takiego. A to, czego nie przeżyłam, potrafię sobie wyobrazić, dlatego tak dobrze rozumiem zachowania i uczucia swoich książkowych bohaterów. Empatia!

    Nie, deszczu u nas nie było. Oczekiwany jest jutro!

  111. Do mnie dziś z samego rana trafiła książka. Nie czekałam, skoro paczka miałą być ozonowana. Odpakowałam i walczę teraz ze sobą, bo powinnam sprawdzić zadania i odpisać uczniom… A tu taka pokusa… Już wczoraj „przegrałam” i zamiast wziąć się za porządki czytałam „Opium w rosole”. Wciąż z takim zapałem, jak gdybym czytała po raz pierwszy. Tak więc chyba zmuszę sie do pracy, żeby po południu móc oddać się lekturze. Spokojnego dnia

  112. „A ty noś, noś, noś długie włosy jak my!”

    Akademickie parsknięcia, he, he, Alku.
    Kurier uprzejmie donosi, że przybędzie za chwilę i do mnie. Tylko co zrobić z dzieckiem? Czy są jakieś przedszkola online? Czytanie „Jowisza” jako zawodowa konieczność w moim domu się nie obroni, nawet gdybym przy lekturze wygłaszała kostyczne uwagi.

  113. Aaaaa, mam już! Teraz tylko szybko zrobić jakąś niewyobrażalną ilość lekcji i można iść z kocem na trawę i czytać do zachodu słońca.
    Nie wiem jak treść, ale wygląd jest wspaniały. I rzeczywiście jest miła w dotyku. Nie spodziewałam się tylko, że to jest aż tak duże, ale takie zaskoczenia są bardzo miłe. Pachnie trochę jak podręczniki we wczesnej podstawówce.
    Otworzyło mi się przypadkiem na którymś zdjęciu naszej nieocenionej Adminki i stwierdzam, że prawie w ogóle się nie zmieniła. Od zawsze miała taki miły uśmiech i wesołe spojrzenie. Och, jak ja lubię te obie Szanowne Głowy. I dziękuję bardzo za tę książkę. Więcej wrażeń po przeczytaniu.

  114. 100 nie przeczytanych maili służbowych, pranie czeka na wywieszenie, obiad zjedzony a jakże statki czekają na kogoś kto posprzata. A ja siedzę i czytam……na Jowisza oczywiscie. Mąż kiwa głową. Dzieci mają luz bo nikt do lekcji nie goni. Przydałaby się tu porządna Gizela żeby popędzic mnie do roboty. Całusy Kochana Autorko!

  115. Bogno, przyjmij moje fryzjerskie „dobranoc”!

    Rozmarynie, bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam Twoją Mamę. Już teraz wiem, z jakiego to świetnego pokolenia pochodzi.

  116. Dziękuję, Buczynko kochana!- także za zachętę do „dalszej owocnej pracy”!

    Alku, cieszę się, że przeczytasz. Aha, jest tam i nietoperz! Pilnie oglądaj ilustracje!

  117. Jakie piękne zdjęcie! Gratuluję obu głowom i choć jeszcze nie mam w rękach tomu pierwszego to zdecydowanie i radośnie przychylam się do prośby Madzi Z, żeby powstał (powstały??) kolejny (kolejne??).
    Czytam Wasze komentarze i zastanawiam się czy nie wymknąć się do paczkomatu, gdzie od rana leżą dwa egzemplarze (miały się odebrać popołudniu, ale sytuacja się dynamicznie zmieniła…). Ale może się jednak powstrzymam, bo wtedy świt mnie zastanie przy lekturze :)
    Wysłuchałam wywiadu dla TVP Kultura – jak miło usłyszeć głosy DUA i Adminki! Co mi zostało? – ważne słowa o pryncypiach i godności i o tym że zwyczajne życie bywa czasami najważniejszym zadaniem. Bardzo dziękuję za te drogowskazy! buczyna

  118. Na Teutatesa, książka do mnie idzie. Jak dojdzie, to zabawię się setnie, siedząc z ogrodzie pod platanem i wygłaszając kostyczne komentarze na przemian z akademickimi parsknięciami. Usiłuję sobie przypomnieć, kto u Woodehouse’a parskał, była to Florence? A może pani Mc Corcadale? W każdym razie były to bardzo soczyste parsknięcia. Oprócz książki, za jednym bólem (jak mawia znajoma rodziców, dobierając szkodzącego jej bigosu) kupiłem też dwie płyty Kazika Staszewskiego, w tym jedną o uroczym tytule „Tata Kazika kontra Hedora”. Co może pójść źle…?

  119. Zamówiłem w Egmoncie wczoraj około siedemnastej.
    Dziś o 9:38 kurier przyniósł.
    Pomimo, że mail około pierwszej w nocy podawał przedział czasowy 15-19.

    Wzruszam się. Czytam. Cudowne.

  120. Ależ zazdroszczę wszystkim Księgowym posiadaczkom i posiadaczom zielonego „Na Jowisza”. Nastawiłam się na to moje wygodne pod bokiem Bonito i chyba już poczekam. Ale ślinka mi cieknie po wszystkich komentarzach – cóż, ćwiczę silną wolę i choć to masochizm, będę je czytać, aż się doczekam.
    Trend fryzjerski i mnie dopadł – wczoraj obsmyczyłam się po bokach, mąż tylko podciął trochę tył (za bardzo, za bardzo – miało być 1,5 cm – wyszło ze 3 cm) i też się czuję odmłodzona w tej nowej fryzurce.
    A dzisiaj zaśmiewałam się, czytając, jak to Bernard Żeromski w damskim wdzianku ujarzmionym (nie na długo) gumką krawiecką reprezentował rodzica Bebe B. na wywiadówce z Pierogiem :)

  121. Droga Pani Małgorzato,
    już mam „Na Jowisza!” i zaczęłam czytać. Przeczytawszy o Pani Mamie postanowiłam podzielić się wzruszeniem i wdzięcznością. (to może być wiad. pryw., ale nie musi – wedle Pani uznania) Pani Mama przypomina mi moją, choć dzieli je różnica wieku – moja po wojnie dopiero robiła maturę i studiowała medycynę, ale pragnęła być „doktorem od dzieci” od najmłodszych lat, może z powodu swojej chorowitości i częstych kontaktów z dobrym i serdecznym lekarzem domowym. Moja Mama ma dziś 90 lat i dla Niej, podobnie jak dla Pani Mamy, praca stanowiła sens życia (była pediatrą neonatologiem).
    Jestem wdzięczna, że Pani tak pięknie pisze o swojej Mamie, bo to tak, jakby Pani pisała także o mojej i o innych matkach, które są dla nas takie ważne. Bardzo za to dziękuję.
    Idę dalej czytać i przeżywać następne wzruszenia.

  122. Dewajtis – wspaniała historia z tym listem!!! :) Również dostałam kiedyś od Pani Małgorzaty list na pięknej kartce ze szpalerem drzew, z tej samej serii! Kartkę mam do dziś oczywiście!

  123. Byłam i dlatego poruszona, że dotąd jedyną osobą, która trzyma listy ode mnie sprzed tylu lat, była moja mama. Ale tak to już jest, że dla nas, czytelników, wychowanych i dorastających z Pani książkami, jest Pani dla nas trochę jak mama.

  124. Moja pierwsza myśl po otworzeniu paczki z książką, a raczej opasłą (w dobrym tego słowa znaczeniu), smaczną księgą to „oooo łał! encyklopedia!!!” Księga rzeczywiście duża, miła w dotyku i genialnie pachnąca drukarnią! Ktoś już tutaj napisał, że zamierza delektować się lekturą, nie pamiętam kto, ale zrobię to samo! Zbieram się do czytania:)

  125. Madziu, dzięki za dużą i ciekawą wiad.pryw.
    Jak to dobrze mieć takie, jak Ty, czytelniczki!

  126. Podlewałam wczoraj wieczorem i padało w nocy. Prawa natury są niezmienne.

    Właśnie mi odpowiedzieli, że „Na Jowisza” dostanę dzień po premierze. Nie ma sprawiedliwości.

  127. Dewajtis, pamiętam tę kartkę jesienną – jedną z wielu pięknych pocztówek, wydanych przez Art Unlimited Amsterdam. W Poznaniu był wtedy taki malutki sklepik, który sprzedawał wyłącznie wytwory tej firmy (pocztówki, kalendarze i plakaty).
    Wydawałam tam majątek!

  128. Przesympatyczne, ciepłe zdjęcie i cudowna okazja.
    GRATULACJE!
    U mnie pomimo ogólnej wiadomej stagnacji, nieoczekiwane zwroty akcji w życiu dzieci.
    Z tych emocji mąż po nocach leczy się Jeżycjadą a ja oczekuję ” Na Jowisza” Gorąco pozdrawiam obie uśmiechnięte autorki.

  129. Mam, mam, mam ! Dzisiaj przyszła :) Póki co oglądam ją i wącham :)
    Jest przepięknie wydana. Kawał porządnej książki: szytej, nie klejonej; w twardej oprawie i ze śliczną atłasową zakładką! Szykuje się uczta! Dziękuję i gratuluję … a teraz przepraszam nie mam czasu więcej pisać… Idę czytać!!!

  130. Tak, wzruszyło mnie to ogromnie. I to, że Pani przeczytała mój list (obawiam się, że mógł być długi, w owym czasie pisałam wielostronicowe epistoły), i to, że Pani odpisała (mam tę piękną kartkę z jesiennym lasem). Jaka to była dla mnie radość, gdy zobaczyłam kartkę w skrzynce, a teraz – widząc list w „Na Jowisza” – nie mniejsza. Pamiętam, że mnie, 12-letniej, dobiegający 40tki Robrojek wydawał się zgrzybiałymi starcem :)

  131. Zaczęłam czytać Jezycjade będąc nastolatką i zawsze z utęsknieniem czekam na kolejny tom .Moja „Klamczucha” jest już tak „wyczytana”ze kartki z niej lecą (Ale nie kupię nowej bo lubię takie wyczytane ksiazki) Jezycjada towarzyszyła mi w tych dobrych ale i ciężkich czasach w życiu i zawsze dodawała otuchy .Czytając przenoszę się na Jeżyce A mieszkam w Poznaniu a męża mam z Pobiedzisk więc wyobraźnia działa…dlatego też moje pytanie o jezioro Pulpecji ….pozdrawiam

  132. Miała pani rację pani Małgosiu!!! Jest! To znaczy jeszcze nie mam jej w ręce, (ale jakże bym chciała!) czeka w paczkomacie. Tata będzie wracał z pracy to odbierze. Poszłam za przykładem Irysa i celowo nie czytam komentarzy:) Nie wiem jak skupię się jutro na lekcjach. Na szczęście czeka nas trzydniowy weekend.

    Niestety nie będę mogła czytać do późnej nocy (tylko do 22) chociaż na pewno nie będę mogła się oderwać. Ale plus tego taki, że wyspana będę mogła czytać od samego rana:D

    Ps. Cieszę się!!! Ale tak bardzo, bardzo!!!

  133. Dzień dobry! Po przeczytaniu opinii szczęśliwców, którzy są już po lekturze „Na Jowisza” stwierdzam, że absolutnie nie wytrzymam do urodzin, na które to mam dostać tę książkę. Czekałam już tyle, ale teraz każdy kolejny dzień jest torturą znaną molom książkowym. Droga Autorko, zdjęcie z córką jest piękne. Lubię portrety.

  134. A ja zatęskniłam za Bisią, jej tatą oraz ich maleńkim schludnym domkiem tonącym w różach. Małe jest piękne! A zwłaszcza w różach. To sobie czytam na nowej ławeczce w ogrodzie.
    „Jowisz” czeka na specjalną okazję, jak to zwykle u mnie bywa. Ale okazji przecież nigdy nie brakuje.
    Pozdrawiam przemiłe Panie na fotografii.

  135. Ha! Co za szybkość, ponaddźwiękowa niemalże :0) Zamówiłam ci ja wczoraj około godziny piętnastej „Na Jowisza” w Egmoncie (plus „Ballady i romanse” oraz „Leksykon młodego erudyty”) i oto dzisiaj, od tuż przed chwilą, trzymam tę jakże oczekiwaną księgę w drżącej z radości ręce! Jaka jest piękna, jaka opasła, jaka smakowita! Mój kręgosłup lędźwiowy może mnie już trzymać w poziomie, w każdym razie przez kilka najbliższych dni, bo mam co czytać! Mam co czytać! Spotkała mnie najmilsza imieninowa niespodzianka, bo rzeczywiście nieoczekiwana ( w każdym razie nieoczekiwana tak prędko). Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!

  136. Aniu-wierna czytelniczko, chyba więc się skłonię ku pisaniu części drugiej. Tyyyle jeszcze zostało do powiedzenia i namalowania!
    Ściskam Cię serdecznie!

  137. Madziu, czekam z ciekawością na „resztę potem” i cieszę się, widząc, że reagujesz tak, jak zaplanowałam. To cenna wiadomość warsztatowa! Wdzięczna jestem za nią.

  138. Skończyłam! (Z żalem). Po przeczytaniu nawet stopki redakcyjnej doszłam do wniosku (choć pewnie moje zdanie nie ma większego znaczenia), że gdyby miała Pani ochotę jednak ulec namowom wydawnictwa i wydać tom drugi (a w nim kolejnych 130 haseł), to jak najradośniej i też nie zwlekając – zapoznałabym się z nim. Zdecydowanie.
    Ciekawe! Wzruszające! Zabawne! Inspirujące!
    Trwam w zachwyceniu.

  139. Dewajtis!!!!
    Nie wiedziałam, że to właśnie Twój list!!!
    A to historia! Ciekawe, czy odezwą się jeszcze dwie pozostałe korespondentki.
    Masz rację, ja też tak to odbieram, to wzruszające wydarzenie. (Popatrz, przechowałam Twój uroczy list przez te wszystkie lata!)
    Ściskam najserdeczniej!

  140. Nie wierzę! Nie mogę w to uwierzyć. Wstrząs i wzruszenie odebrały mi mowę. Kurier przyniósł mi dziś „Na Jowisza” (pękaty i smakowity). Podekscytowana, przeglądam sobie album po raz pierwszy, to się wzruszam (fragmenty o Pani Zofii Barańczak), to śmieję (babcia Czekoladki – widuję takie panie), a tu nagle – odebrało mi mowę na widok zamieszczonego w albumie mojego własnego listu, wysłanego we wczesnych (bardzo wczesnych, co mnie może poniekąd tłumaczy) latach nastoletnich na Roosevelta 5. List był żywiołową obroną Nerwusa (od tej pory zmądrzałam). Droga Autorko, pozostaję we wdzięczności i wzruszeniu.

  141. A 27 kwietnia to moje imieniny! Zyty i Teofila. Także dzięki Wam mam przemiły imieninowy czas :)

  142. I ja czekam na Bonito, gdzie trzymają się (póki co) skrupulatnie daty 6 maja. Ale powiem Wam, że miło w obecnych czasach, w których tak wiele możemy mieć natychmiast, na coś poczekać.
    Czekanie ma swój smak, to czas wyobraźni i tego uczucia wykrzyknika w sercu :)
    Zielone pozdrowienia – Zytka

  143. Delektowanie delektowaniem (dobre chęci dobrymi chęciami) ale gdy po dłuższym kartkowaniu i podczytywaniu tu i ówdzie zaczęłam czytać, tak czytałam prawie do trzeciej, nie odrywając się (raz zrobiłam herbatę). A jeszcze nie skończyłam!
    Jak Jane uważam, że ilustracja z małą Milą i Moniką (tudzież braćmi B) jest prześliczna.
    Zrobiła mi Pani niespodziankę sałatką z Języka Trolli, nigdy jakoś nie pytałam o przepis, ale przez te wszystkie lata co jakiś czas mi się ta sałatka (znacka i znienacka) przypominała i zawsze byłam ciekawa, jak też może smakować. To się może i dowiem.
    Przyjemnie było też przeczytać o łapaniu światła :)
    A teraz właśnie pośmiałam się nad tekstem (bo to jest cała długa opowieść) o scrabble’ach i innych prezentach gwiazdkowych i już zastanawiam się co będzie dalej, co będzie jeszcze.
    Reszta potem. Ewentualnie. :)

  144. Dzień dobry,
    serdeczne gratulacje dla Mamy i Córki oraz wszystkich pracujących nad książką. Wygląda pięknie!
    Dziś zamawiam swój egzemplarz i z niecierpliwością czekam. Po cichu liczę też na część drugą. W końcu tyle haseł nie może się zmarnować. :)))

    Pozdrawiam i dziękuję!

  145. Co do zakładki: jest ona wdzięcznym pomysłem pani red. Anny Czech (znanej niektórym jako Palto 6) – wpadł jej ten pomysł do głowy, gdy zapoznała się z hasłem „Zakładanie książek”.
    A co do portretów: to moja pasja i specjalność. Lubię malować portrety!- pędzlem, piórkiem i słowem, zresztą. I lubię, jak są „podobne”!

    Duet uradowany i dziękuje Ci za dobre słowo.

  146. Jane, bardzo, bardzo dziękuję!
    Ucieszyłam się Twoim wpisem.
    Tak jest, dobrze to odczytałaś: to książka dla mojej świętej pamięci Mamy. I pamiątka czasów, kiedy to tylko we troje – ona i jej dzieci – stawialiśmy czoła światu.
    Bez Mamy nie byłoby niczego!

  147. Dzień dobry!
    Myślę, że śmiało można uznać Madzię za pierwszą czytelniczkę – w poczuciu wielkiej radości (spotęgowanej niespodziewanie szybką wysyłką) spędziłam czas kartkując książkę i przeglądając ile w niej smakowitości, chyba nie można nazwać tego czytaniem raczej poczytywaniem (ponadto osobiście uważam, że Kochana MadziaZ zasługuje zdecydowanie na palmę pierwszeństwa).
    Pierwsze wrażenia – książka otworzyła się, na chybił trafił, na haśle „Leśniczówka Pustelnia”. Przeczytałam tekst i już wiedziałam, to będzie cudowna książka. Pani Małgosiu, wspaniale czytać o Pani jako nastolatce (od razu pomyślałam o moich dzieciach i o ich upodobaniach wakacyjnych i o przestrzeni, którą trzeba zostawić drugiemu człowiekowi). Dodatkowo, czuje się wprost klimat tego miejsca, otaczającej przyrody.
    Wspaniałe rysunki – uroczy portret małych braci Borejko (od razu widać wyraźne podobieństwo do p. Borejkowej – jak Pani to zrobiła?) oraz małej Mili i Moniki. Zula Makowska – piękna, Władyś – przystojniak (ta fryzura z lat 30-tych). Podobał mi się opis Miłosławia, od razu ruszałoby się na wycieczkę. W ogóle niesłychane jest w książce to, jak przenika się przeszłość z teraźniejszością, a świat powieściowy z rzeczywistym.
    Na poziomie bardziej osobistym, po pierwszym przejrzeniu, odbieram książkę jako hołd dla Mamy, dla więzi rodzinnych, dla miłości siostrzanej – to wyjątkowe i budujące świadectwo.
    Podobały mi się listy faxowe Pana Stanisława (prześmieszny np. ten o białej uczcie) i wiele innych rzeczy, ale nie będę pisać więcej niech każdy odkrywa skarby dla siebie …
    Przede mną teraz czas spokojnego czytania, po pierwszym szale będę się delektować, jak Madzia, hasło po haśle.
    PS miła i przydatna w książce jest urocza kremowa wstążeczka-zakładka.

    Dziękuję Pani Małgosiu, że podzieliła się Pani z nami tyloma szczegółami z życia Pani i Pani rodziny. Proszę wybaczyć bezładne pisanie – dużo lepiej wypowiadam się ustnie.
    Jedno jest pewne – wykonałyście niezwykłą pracę – super z Was Duet, kochane Głowy!

  148. Dzień dobry! Dzisiejszy dzień pachnie intensywnie. Tak pachnie Jeżycjada. Oj, jak pięknie pachnie.
    A co do „Chucherka” : „Zawsze się dochodzi gdzie indziej niż się chciało”
    Miłego dnia!

  149. Chciałam jeszcze podziękować za te dobra słowa z wczoraj. Obudziłam się z nimi dzisiaj w głowie i napawają mnie ciepłem. Życzę dobrego dnia dla Was wszystkich. W oczekiwaniu na dostawę :)

  150. Za przewodem kochanego Starosty wczoraj zdecydowanym krokiem udałam się na górę, zasiadłam stanowczo i poprosiłam Isię o strzyżenie. I jestem obstrzyżona jak ta lala! Bardzo krótko, więc wystarczy najmarniej na trzy miesiące. Ale póki rząd odmrozi fryzjerów, póki przejdzie tsunami pań, które od dwóch miesięcy nie mogą na siebie patrzeć w lustrze, minie jak nic kilka miesięcy. Isiątka też ślicznie obstrzyżone.

    Magda Z. podesłała mi znakomitą książkę „Nigdy nie rodzi się byle kto”. Nota bene autorka jest córką znanego poznańskiego prof. Michała Ćwirko-Godyckiego, lekarza i antropologa, „doktora z Jeżyc”. Autorka nawiedziła braci i siostrę profesora – rozsianych wskutek wojny po całym świecie – i spisała ich wspomnienia. Bardzo poruszająca rzecz. Wydały ss.karmelitanki w Poznaniu A.D.2011, więc zapewne już ktoś się książką tu zachwycał, ale nie mogłam się powstrzymać;) Dziękuję, Magdo:)

  151. A starożytni Grecy moźe byli i sprytni, ale ogródki to przed tymi domami mieli pewnie całkiem spore…;) Magpie, tak, wiadomo, narzędzia to sprawa nadrzędna! :D Co tam literatura, ta moźe poczekać…. ; )( zresztą spirytu mogłaby nie zdzierżyć) Dobrej nocy wszystkim zaczytanym, oczekującym lub pięknie śniącym!

  152. To jednak lepiej przez chwilkę nie zaglądać, Irys. A potem przyjść i opowiedzieć mi, jak się czytało!

    Dobranoc!

  153. A Bonito twardo trzyma się terminu:( Mam odbiór osobisty koło domu, więc cierpliwie-niecierpliwie czekam.Tylko nie wiem czy mogę tu teraz zaglądać bo mi wszystko opowiecie i nie będę mieć niespodzianki.
    Co robić, co robić?

  154. Nie to miałem na myśli.
    Definitywne zdjęcia mogą być w każdym wieku, jakby powiedziała Aga, żegnając się z Babi.
    To zdjęcie określa więź Matki i Córki.

  155. Na Jowisza! Gratuluję z całego serca! Czy może być coś piękniejszego od takiej współpracy?

  156. Zgredu, definitywne, powiadasz?
    Całkiem możliwe. Starość, starość.

    Tych 130 haseł to ponoć zapowiedź dalszych tomów Jowisza. Egmont chciałby je wydać.
    Ale „Chucherko” też do napisania, a przede wszystkim: do obmyślenia całkiem na nowo.

  157. Słusznie, że jednak zielony. Idusia by się od razu młodziej poczuła od samego spojrzenia.

  158. -Starożytni Grecy – powiedziała Gabriela, także ziewając- mówili :”Kto chce być szczęśliwy, nie powinien wychodzić z domu.”

  159. Ach, Jane może sama się wypowie. Możliwe, że jednak nadinterpretuję.

    W sprawie abecadła: półtoraroczny synek koleżanki potrafi wskazać prawidłowo i bez pudła przynajmniej trzy litery – chwilę ich nie widziałam, więc może już więcej.
    Sama zmusiłam i zachęciłam cztero- lub pięcioletnią siostrzyczkę (bo mi się znudziło głośne jej czytanie) do poskładania w całość literek z wiersza „Pan kotek był chory”. Zeszło jej z godzinę, ale pamięta zdarzenie do dziś i po latach mi przypomniała, że oto nauczyłam ją czytać. Skłoniłam raczej do nauki; poznawszy wcześniej abecadło pokonała opór materii samodzielnie.

  160. Starosto, pozwolę sobie na reakcję czytelniczą przed czytaniem.
    130 haseł to niezły początek. Nice try.
    Ale i te 130 przyjmiem, jako zapowiedź Chucherka.

  161. Ale Jane meldowała tylko, że już ma, o ile pamiętam, a nie, że już czyta!
    Ale może się mylę.

  162. A jednak! Z wiadomości wynika, że Jane mnie chyba wyprzedziła o te parę godzin.

    Można spojlerować? – a to co innego. To sobie może i pospojleruję acz później, a tymczasem nachodzi mnie ochota, żeby zmienić zwykłą dla mnie metodę czytelniczą i nie łykać łapczywie tekstu, tylko się spokojnie delektować.
    Jeszcze przy literce A poczułam też żal w sprawie niezrealizowanych 370 haseł, ale i tak sporo czytania wciąż przede mną (leksykon jest naprawdę przyjemnie opasły).

  163. Aniu g, bratnia duszo!
    Na jeżyka jednak bym się nie odważyła. Moje uznanie.

    PS- tak, nożyczki. Ale chirurgiczne.

  164. Alku, dziękuję za naukowe potwierdzenie.
    Tak, pamiętam chrabąszcze z literatury, z reguły przedstawia się je w korzystnym świetle, niekiedy nawet z dodatkiem niewinnej figlarności. Ech, pisarze! Pięknoduchy jedne – ci to nie mają pojęcia o realiach bytu.
    To nieznośne stworzynie boże wytwarza wszak PĘDRAKI, plagę naszych pól i ogrodów. „Po cholerę to-to żyje?”- pytał wieszcz KIG, co prawda w odniesieniu do biedronki.

  165. Księga zamówiona, wywiad wysłuchany, zdjęcie podziwiane.
    Fryzurka spod własnej ręki(nożyczki)?
    Fluid.
    Po ostrzyżeniu maszynką dwóch synów i męża, ruszyłam ku własnej głowie(fryzura siwy mop). Teraz cała rodzinka, niezależnie od płci, prezentuje 2 cm jeżyka.
    Uściski.
    Czekam♥️

  166. Agato, dobry wieczór. Jakże mi miło, że wpadłaś i to z wiązanką takich miłych słów!
    Gratuluję córek!- świetna to sprawa, mieć takie przyjaciółki w domu, zobaczysz! I to na całe życie!
    Pewnie, synowie też potrafią być niezawodnymi przyjaciółmi swych matek. Ale z córkami matki lepiej się rozumieją! I vice versa!

  167. No to Magda pierwsza z Księgowych zaczęła czytać „Jowisza”!
    Nie mogło być inaczej.
    Uwaga: zdradzać i spojlerować zezwalam. To nie zaszkodzi, „Jowisz” to nie powieść, a jestem bardzo ciekawa Waszych reakcji.

  168. Do mnie też paczka ruszyła, do kiosku Ruchu. I chyba nie będzie potrzebować kwarantanny, bo jest ozonowana. Spokojnej nocy

  169. Mam i ja!
    Na Jowisza! – cuda, cudeńka, nocy mi chyba nie starczy.

    Hasła dłuższe, hasła krótsze. Głosy czytelnicze, rozrywki umysłowe, kajdanki i guziki Bernarda oraz szałaput vel szaławiła (dygresja: o słowie „szałaput” pisałam raz pracę na leksykologii i mam do niego sentyment; spodobało mi się to hasło od razu i bez czytania). No, ale wypada i poczytać, ciekawość mi nie daje spokoju. (A nie wypada zdradzać wszystkiego i spojlerować bez umiaru).
    Znikam zatem, zachwycona, zanurzyć się w lekturze!
    Swoją drogą – śliczny ten odcień zieleni! :)

  170. Cudowne zdjęcie! Już nie mogę doczekać się książki! Raz na kilka lat czytam sobie całą Jeżycjadę. Niezawodnie podnosi na duchu, gdy akurat trafi się czas kryzysowy, taki jak teraz (- wiesz co to jest kryzys? Kryzys, to jest…to co jest). Aktualnie czytam „Dziecko piątku”. Muszę przyznać, że Babcia Marta jest jedną z moich ulubionych postaci. Dotknęło mnie też, jak zupełnie inaczej odkrywam te książki jako mama. Pierwszą książkę („Nutria i Nerwus) przeczytałam jako trzynastolatka. Teraz, dwa dni po 31 urodzinach jako mama dwójki cudownych małych Córek odczytuję,co tu dużo mówić tekst od strony macierzyńskiej. Dziękuję za wszystko! A dzisiaj chyba najbardziej za to zdjęcie właśnie, za to, że taka relacja Mamy i Córki jest możliwa. Pozdrawiam serdecznie Obie Autorki. Wiele dobrego dla Was!

  171. A o Szyrszyniu z kolei pisała Ethel Voynich, również bardzo pochlebnie. Która z kolei była małżonką odkrywcy tajemniczego manuskryptu Voynicha, który to odkrywca, jak łatwo się domyślić, nazywał się Wojnicz, na pierwsze Michał, a pochodził z Telszy.

  172. Madame, one owszem, je ją. Mroczki późne konkretnie chrabąszcze ją, bowiem są odpowiedniej wielkości (późny jest jednym z największych nietoperzy u nas). Ja tam osobiście chrabąszcze lubię, jeszcze od czasów Gomulickiego Wiktora, który przedstawił je w korzystnym świetle. Naśladując jego bohaterów, zbierałem toto i przynosiłem do domu, do szkoły również. Tak to literatura kształtuje nam życie.

  173. To było pytanko rzucone w przestrzeń.

    Pocieszmy się, że nie latają u nas stadnie szerszenie azjatyckie.

  174. Sowo, nie do mnie to pytanko.
    A chrząszcze polskie naprawdę udały się Emilce bardzo!
    Choć za chrabąszczami tez nie przepada.

    Sosno, a jakże, a jaka miła i kochana!

  175. Właśnie to co mnie uderzyło , gdy słuchałam łamańców językowych to śmiech Pani córki. Niezwykle pogodna istota :) Pomijając talent do łamania języka.

  176. A ja się boję chrabąszczy majowych (wirusów zaś mniej).
    Właśnie byłam w ogrodzie, by pooddychać wonnościami, aż tu mi jeden z tysięcy, bucząc, wpadł znienacka we włosy. Yyy!
    Wyznaję, że kwiknęłam, podskakując.

    W dodatku mnóstwo nietoperzy śmiga mi cichcem wokół domu, polują pewnie na chrabąszcze – prawda, Alku?

  177. Doris, ja nie czekam na dzień premiery z czytaniem. Tylko wszystkie paczki zamawiane przez nas, odbywają przez kilka dni kwarantannę… Chociaż mąż swoje klucze – narzędzia otworzył ostatnio od razu, po spryskaniu spirytem tejże przesyłki. ;-)

  178. Jeszcze dodam, że przy pisaniu „Na Jowisza” też pękałam ze śmiechu. Emilka świadkiem: wpadła do mnie kiedyś wieczorem (mieszkamy obok siebie) , a ja jej przeczytałam hasło, które właśnie napisałam i znów zaczęłam się zaśmiewać, aż mi łzy pociekły. Z kolei malowanie nowych ilustracji, a zwłaszcza kolorowych portretów głównych bohaterów „Kalamburki”, przyniosło mi mnóstwo satysfakcji.
    Lubię malować portrety!

  179. Ja też juz zamówiłam – jak się cieszę!
    I po przesłuchaniu rozmowy z Szanownymi Autorkami mam uśmiech na twarzy. Najbardziej mi się spodobał fragment o pękaniu ze śmiechu przy pisaniu. I od razu przed oczami ukazał mi się Żaczek vel Dżyngis-chan próbujący swych sił w poskromieniu Julii. Ech, zresztą i wiele innych scen. Dziękuję za te wszystkie chwile!

  180. Dostałam już wiadomość, że paczka ruszyła do Paczkomatu:) Mam nadzieje że się tam z tą dostawą pośpieszą. Zakładam że przyjdzie za dzień, dwa, lub trzy. Cóż trzeba ćwiczyć cierpliwość;)

  181. Doris, dzień premiery wyznaczany jest przez wydawcę. Tenże dostarcza wydrukowany już nakład do sprzedawców, którzy… nie mogą doczekać do dnia premiery!
    Tak, bywało tak już wcześniej w przypadku powieści jeżycjadowych.

    Berblo, dzięki za miłe słowa! Ściskam serdecznie!

  182. Kochane autorki zdjęcie takie naturalne , piękne, dziękuję za waszą prace, właśnie dotarła do mnie przesyłka, ależ to będzie noc jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam Was obie

  183. No nie! Jak to jest, źe moźna przeczytać „Na Jowisza!” przed premierą? Co to się porobiło? I czy juź wcześniej tak bywało? Pamiętam jak zawsze czekałam na kaźdą nową ksiąźkę Naszej Ulubionej Autorki przebierając nogami i ćwicząc charakter, aż w końcu nadchodził Ten Dzień i było Święto! Mąź zbytecznie mnie nie nagabywał, dzieci miłosiernie wszystko odpuszczały, a ja przesiadywałam w kawiarni tuź obok ulubionej ksiegarni. Z dobrą herbatką rzecz jasna! Ale teraz i tak wiele rzeczy się zmieniło, to i ja zrobię wyjątek;). Gdzie zamawiałaś Magpie, źe przyszło tak szybko? I powiedz, proszę, czy Ty jednak czekasz do premiery? A tak w ogóle, Kochane Dziewczyny, to zastanawiam się czy juź nie poznałyśmy się wtedy, w kwietniu… Zaleźy czy jesteście „wymowne”… ;)

  184. Ja też, ja też!
    Jest do odebrania w urzędzie pocztowym!
    U mnie będzie wieczorem, chyba późno pójdę spać.
    W schowki bawić się nie będę. Aż tak silnej woli nie mam;)

  185. Nie mogę wprost uwierzyć – u mnie też już był dziś kurier! Na Jowisza! Radość !!! (książka jest tak przyjemnie grubiutka, mówię Wam). Nie czekam ani chwili, jeszcze tylko uśmiechy i uściski dla Wszystkich i już mnie nie ma :)
    Kochane Autorki, dziękuję!!!

  186. Na widok takiego zdjęcia od razu humor się poprawia! Uściski dla obu Pań!
    I mnie się przypomniał tamten kwietniowy dzień… :-)
    I właśnie przed dwiema godzinami był kurier z książką! Już! Ależ niespodzianka. Teraz będę ćwiczyć cierpliwość, bo jednak paczka poszła do schowka… Będzie bardzo ciężko wytrzymać, ale na szczęście mam co robić – dwa sweterki na drutach rozgrzebane!

  187. Kochane Dziewczyny, bardzo dziękuję za te wszystkie miłe słowa i okrzyki.
    Zuziu i Patrycjo, ściskam Was czule!
    Mamo w Dużym Domu, mój kręgosłup pozdrawia Twój i przekazuje mu, że da się z takiej opresji wyjść!
    Ale musi minąć trochę czasu, no i trzeba stale uważać.

  188. Wyrażałam już zachwyt i entuzjazm na fejsiku, wyrażę i tutaj: to najlepsza wiadomość od długiego czasu! Leżę właśnie złożona niemocą (kręgosłup lędźwiowy) i czytam sobie na pociechę Jeżycjadę – i ogrzewam się w cieple bijącym od tych opowieści. Jak to dobrze, że nam się Pani trafiła – inaczej co by z nas wyrosło?! Strach pomyśleć… A zdjęcie obu autorskich główek zachowałam w swoim archiwum – na pewno będę do niego wracać, jest w nim tyle optymizmu i dobroci. Uściski spod Otwocka!

  189. Aż wzrusza! Kiedy się patrzy na Was, to aż w sercu coś wzrusza! Samo ciepło, bliskość, zrozumienie i… wiele więcej. Serdeczne gratulacje!
    I dziękuję, za cały dorobek, za to wszystko, co towarzyszy mi w życiu od dzieciństwa i jest takim odstresowaczem przed trudnym dniem, inspiracją, kiedy brak motywacji, poprawą humoru, gdy uśmiechu wokół brakuje, przytuleniem, kiedy nikogo blisko nie ma i jest bardzo smutno, tematem do niekończących się rozmów i zachwytów z przyjaciółkami i… mnożyć mogę bez liku. Dziękuję!

  190. Dzień dobry!
    Wysłuchałam wywiadu z tvp kultura. Jak miło było Panie usłyszeć!!! Na panią Emilkę delikatnie się uśmiechałam, a kiedy zabrzmiał Pani głos, to już nie wytrzymałam i zaśmiałam się z radości („wygodnie w samochodzie!”). Co do zasięgu, to mój chłopak mieszka w Pani okolicach i zawsze, kiedy do niego przyjadę, to odkładam telefon, bo i tak zazwyczaj dane mobilne nie działają. I dobrze! Bo idzie się do lasu i przeskakuje małe strumyki albo siedzi się na pniu i patrzy na gładkie jezioro. Jak tylko dostanę studenckie pieniądze, to zamówię „Na Jowisza!”, szczególnie Mamie przyda się spotkanie z bohaterami.
    Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie i uśmiecham się szeroko!

  191. Dzień dobry!
    Jak balsam działają spojrzenia obu Drogich Pań. Cudownie w nie znowu spojrzeć! Do mnie także wrócił kwiecień sprzed (już!) dwóch lat. Piękny dzień, piękni ludzi, piękne słowa, piękne wszystko…
    Gratuluję z całego serca kształtu wspólnej pracy i myśli! Już się nie mogę doczekać spotkania ze wszystkimi przyjaciółmi od tej nowej strony. Właściwie ich podglądania.
    Pozdrawiam jak najcieplej i dziękuję, że niezależnie do sytuacji i okoliczności dają Panie z siebie tyle nadziei, zapału i konstruktywności.

  192. Doris, miło wiedzieć, że również byłaś w tej długiej a przyjemnej kolejce :)
    Justysiu – pozdrawiam :)
    Zamówienie w Egmont „zostało przyjęte do realizacji” – coraz bliżej, coraz bliżej…

  193. A to ci historia, Justysiu!
    Ale sąsiedztwo parku rzeczywiście wynagradza wszystko.
    Zresztą, kto by miał cokolwiek za złe wiewiórkom?! Są nieocenione!

    Doris, dzięki za interpretację! Tak, nasze papierowe „dziecko” rzeczywiście jest grubaśne, ale zarazem przyjemnie lekkie. Pachnie drukarnią!

  194. Śliczne zdjęcie, a książka tak „opasła”, że aż miło, no i emocje, zupełnie jak w kwietniu 2018 (tak, pamiętamy Anette!). Wywiad od 8 do 10 rano, czyli dla mnie od 2 do 4 w nocy. Dobrze, że jestem sową a nie skowronkiem.

    P.S. Przeprowadzka w połowie maja. Już większość roślinek jest na miejscu, m. in. dwie donice z drzewkami figowymi, które dopiero się budzą oraz kilkuletnia magnolia (ukorzeniona z patyczka), której wszystkie trzy pączki kwiatowe od razu posmakowały miejscowym wiewiórkom i w tym samym dniu zostały odgryzione. No cóż, tak to jest jak się wybrało sąsiedztwo dużego parku ze starymi drzewami.

  195. Anette, teź tam byłam! Znaczy się w Poznaniu, w Empiku, na spotkaniu autorskim! Ale szczerze mówiąc, urocze wspomnienia mam tylko z rozmów z młodymi fankami naszej Pani Małgosi, bo do samej „Gwiazdy Wieczoru” nie dotarłam…. Troche wstyd i bardzo żal, jednak i tak było miło:). Ale chyba z 5 godzin postałam, nie nudząc się wcale, tyle że Kochana Rodzinka bardzo juź upominała się o mnie ( to była sobota i jak zwykle pełno rodzinnych planów;)). Atmosfera jednak była przednia i warto było choćby postać, „obgadać” twórczość Pani Małgosi, poczuć się częścią wspólnoty i wyobrażać sobie spotkanie „face to face” z Autorką.;)

  196. Ojej, ojej! Co za radosny widok! Sama nie wiem od czego zacząć? Od Mamy, od Córki, czy od wspólnego Dziecka? Mamcia przeszczęśliwa i taka młoda duchem!! Jaki upadek, gdzie, co, czego?! „O upadku ducha nie ma mowy”- wierzę, wierzę od razu! Ani słowa:). Fryzurka cacy i jak kolorek pasuje do tła! Ho, ho, wszystko przemyślane! Córcia śliczna, mmm, te oczy! I jaka podobna do Mamy! Za to spokojnej radości jakby więcej od Szalonej Starszej Głowy, to ciekawe ;o. Ale duma w oku teź jest, i słusznie! Dziecko apetycznie grubaśne i to jest dobra wiadomość :D. Kolorek zielony popieram jak najbardziej, czerwony- zgroza! I właściwie dlaczego? Miłosny szaliczek, kojarzę, i bardzo metaforyczny ten luźny węzełek… Wszystko piękne, spójne, pełna symbioza. I chyba to właśnie najbardziej przyciąga w tym zdjęciu- Matka i Córka, i wspólny cel. Jako matka- podziwiam i zazdroszczę (ale bez cienia zawiści:o). Taka rzeczywistość to skarb. Podwójnie i gorąco gratuluję! :*) Ta ksiąźka to Owoc pięknej relacji, to jest dopiero COŚ!

  197. Pamiętam tamto zdjęcie z tym samym szaliczkiem. Nic się nie zmieniłyście!
    Na wszelkie wątpliwości i strachy typu ” Jak bezpiecznie zdobyć książkę”:
    1.Zamówić online
    2. Zapłacić przelewem
    3. Zaznaczyć dla kuriera: zostawić przed drzwiami (Licząc na uczciwość kuriera. Ale jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby był nieuczciwy)
    4. Odłożyć paczkę w miejscu bezpiecznym na parę dni kwarantanny
    Hehe, no i ten ostatni punkt może być trudny do przejścia, ja to rozumiem bardzo dobrze.
    Potem już można czytać z rozkoszą i bezpiecznie. Proste? Proste!

  198. No, powiem Ci, Wójciku, że w rzeczy samej. Przyjemnie.
    Przyjmij uśmiech na dobranoc!
    Spokojnych snów!

  199. Uśmiecham się do Was uśmiechnięte Istoty!
    Gratuluję z całego serca i cieszę się Waszą radością.
    Książka wygląda niezwykle wprost smakowicie. Cóż to będzie za przyjemność trzymać ją w rękach!

  200. Oj, kiepsko jednak słychać przez ten telefon. Obieśmy jakby zachrypnięte, czy coś. No i zasięg nadal nieidealny, głos się rwie. Pardon.

  201. Chyba dla TVP. „Informacje kulturalne”.
    1 maja też sobie wstanę z rana – jak planowałam. Od przybytku głowa nie boli! :)

  202. Magda Z słuchała chyba tego samego wywiadu co ja przed chwilą – dla TVP Kultura. Miło było usłyszeć Panią i Adminkę! Ach, niech ten „Jowisz” już przybywa!!!

  203. A, to dla TVP Kultura było, czy dla Radia Katowice? Bo obu wywiadów udzieliłyśmy z samochodu, stojącego na tej samej górce. Tylko że dzień po dniu. W piątek z kolei o bladym świcie pojedziemy na tęż górkę, by rozmawiać z Radiem Dla Ciebie. Tu, gdzie mieszkamy, zasięg telefonu jest znikomy, co na ogół wcale nam nie przeszkadza.
    No i tyle, dosyć będzie tego wywiadywania. Co za dużo, to niezdrowo.

    Dzięki za pochwałę, Madziu!

  204. Na Jowisza!
    Dziś jest dzień niespodzianek – właśnie słucham sobie wywiadu z Panią i Adminką („przez telefon z samochodu”).
    Małgorzata Nieciecka-Mac umieściła go na grupie „Kultura w kwarantannie” (fb) i jakimś trafem z nagła mi się ukazało.
    W ogóle się tego jakoś nie spodziewałam!
    Nie ma Pani pojęcia jak miło Panią usłyszeć! Tak zwłaszcza znienacka.
    Choć przecież planowałam wstać w majówkę skoro świt.
    (Posłucham sobie dwa razy – mądrze i dobrze Panie mówicie)!
    Dziękuję za te dobre i ciepłe słowa i przepraszam, że znów wyskakuję jak filip z konopi z kolejną wieścią. No, ale przecież nie jest to wieść hiobowa.
    Uściski! :)

  205. Mimi, jak wiemy dzięki wypisom z zeszytów szkolnych, już Latarnik stał się ofiarą czytelnictwa, dając nam wszystkim dobry przykład!

    Zgredzie, przyznajmy, że różne bywają cynobry, ale ten jeden zwłaszcza jest złowrogi.

    Jesienna Ado, mam nadzieję, że to już niedługo i że się spodoba!

  206. Zielony kolor mój ulubiony. Świetny pomysł z apaszką i w chyba ulubione groszki. Pamiętam, że garnuszki były w książkach w groszki. Lubię naczynia z duszą, takie wiekowe, co już niejedno danie na sobie miały i niejedno oko cieszyły.

  207. Pani Małgosiu, Pani Emilko – wspaniałe zdjęcie:) nawet, gdyby szaliczka na nim nie było, nadal emanowaloby obopolna miłością, szczerością i zaufaniem.

    Jak ładnie zieleń szaliczka komponuje się z zielonymi elementami na okładce! A na Twarzach słuszna duma, a jakżeby inaczej;)

    Gratuluję serdecznie! Cieszę się na „Na Jowisza” i już się zastanawiam, jakie tam smaczki jezycjadowe znajdę:-) A przecieki jeszcze dodatkowo rozbudzily czytelniczy apetyt :) (Proszę tylko pomyśleć, ile ofiar czytelnictwa będą Panie miały na sumieniu! – to żarcik, oczywiście, bo nad taka książka zarwac noc to powód do dumy!)

  208. O Matko i Córko!
    Urocze zdjęcie!

    P.S.
    Cynober to wszak siarczek rtęci. Istotnie źle się kojarzy.

  209. Cudowne zdjęcie. Już zacieram rączki, bom i ja dostała wiadomość, że już ” do realizacji”. Pozdrawiam urocze ulubione autorki.

  210. Tak jest!
    Nota bene, miło mi donieść, że jabłonki się ośmieliły i mają już więcej kwiatków niż wczoraj, Aleksandro.

  211. Jak pięknie! I wszystko tworzy taką harmonijną całość: Autorki, książki, szaliczek.
    Zieleń zawsze i wszędzie, wszak to kolor nadziei :)

  212. Ann, ten rozmach nie zawsze jest dobry. Jak ciachnęłam, to zaraz pożałowałam.

    Sondelani, Bogno, Mamo Isi, uśmiecham się do Was!

    Krzysztofie, no – prawda? Byłoby naprawdę niedobrze.

  213. Dzięki, dzięki!

    Alicjo z Newbury, jak to miło, że się odezwałaś. Dziękuję za to honorowe miejsce w Twojej walizce, wzruszyło mnie to.
    Cieszę się, że byłam sprawczynią miłych chwil!
    Uściski serdeczne przesyłam!

  214. GRATULUJĘ PANI MAŁGOSIU! :-* :-)

    Po odebraniu niezbyt wesołych wieści z pracy zajrzałam tutaj i humorek mi się poprawił. No i co tam, na niektóre rzeczy nie mam wpływu. Zachowajmy stoicki spokój i cieszmy się z „Na Jowisza”, bo jest czym!

    Pozdrawiam cieplutko! :-)

  215. piękne zdjęcie!!! młodsza głowa bardzo podobna do starszej obie cudowne!!! a książka będzie pewnie wisienką na jeżycjadowym torcie =)

  216. Droga Autorko,

    Piszę tutaj po raz pierwszy, choć podczytuję od dawna – a dzisiaj, widząc Pani zdjęcie (wraz z wyczekiwaną nową książką!) po prostu nie mogłam się oprzeć i musiałam zostawić wiadomość, a raczej słowa uznania.
    Z Pani ksiażkami zapoznała mnie we wczesnym nastolęctwie moja własna Mama; obie jesteśmy fankami Jeżycjady po dziś dzień (nomen omen, moi rodzice pochodzą z Wielkopolski i do dziś mieszkają w uroczym, malutkim miasteczku niedaleko Chodzieży). Mało tego, gdy przed siedmioma laty przeprowadziłam się do Anglii, nie mogłam od razu zabrać ze sobą swojego księgozbioru, ale na Pani książki znalazło się honorowe miejsce w mojej walizce (są one dla mnie sprawdzonym i najlepszym pocieszaczem na trudne momenty w życiu!). „Na Jowisza” już zamówiłam; na szczęście i w UK są polskie księgarnie internetowe, więc mam nadzieję, że niedługo będę się cieszyć lekturą Pani najnowszego dzieła; jestem pewna, że będzie to cudowne remedium na nieco obecnie przygnebiającą rzeczywistość!

    Gratuluję – i jednocześnie dziękuję za wszystkie miłe chwile (a było ich wiele!), które podarowały mi Pani książki.

    Serdeczne pozdrowienia z bardzo dziś zachmurzonego Berkshie :)

  217. Dziękuję z całego serca, czuję się bardzo uściskana :-)
    Ps. Tego, tego, właśnie, że cudownie wyszło. Bo ja Rączkę podziwiam za twórczy rozmach na każdym polu – od pióra, poprzez farby i kulinaria, po nożyczki. Li i jedynie. Uśmiecham się do zdjęcia!

  218. Jakie miłe wieści, gratulacje :) i co za wspaniały duet autorski, jak to miło mieć taką mamę i taką córkę :)
    Czekam więc na wiadomość od Bonito, że już mają książkę u siebie i mogę zamawiać, wtedy już pójdzie szybciutko, bo może będą mieć „Na Jowisza” w punkcie odbioru osobistego i wtedy nawet tego samego dnia można odebrać :)

  219. Kochane, jakie piękne i ciepłe zdjęcie! Cudowne uśmiechy, czułość w zbliżeniu główek (obie fryzurki śliczne!), szaliczek, no i przepiękna nowa książka. Już zamówiona i teraz czekam z radością:).
    Wiedziałam od Beatuszki, ze jest nowy wpis, ale dopiero teraz mogłam go przeczytać, bo modem nam szwankuje – podobno bateria mu spuchła z przepracowania. Na szczęście, światłowód tuż, tuż.

  220. Ach, cudo nie zdjęcie dwóch uśmiechniętych mądrych głów! A dzierżone krzepko egzemplarze Jeżycopedii wyglądają bardzo smakowicie. I ten wspólny, kultowy szaliczek w grochy! Jestem też pełna uznania dla zdolności fryzjerskich – chyba pójdę w ślady, bo patrzeć już nie mogę na wronie gniazdo na mej głowie. Gratulacje na wszystkie zapodane okoliczności przyrody!

  221. Fryzura własnej roboty, naprawdę?! W takim razie uszanowanko składam nie tylko Głowie, ale i Rączkom! :)

  222. Zośko, dzięki za uściski! A wyobraź sobie, że pierwsza wersja koloru na okładkę i na inicjały wewnątrz zakładała ostrą czerwień cynobrową o odcieniu pierwszomajowym!
    Jako osoba o wiadomych skojarzeniach oraz idiosynkrazjach zaprotestowałam gwałtownie i z naciskiem poprosiłam o zieleń. Panie Anny – Czech i Pol – zgodziły się natychmiast. Wdzięczność mnie zalewa na myśl samą.

  223. Ateno, muszę tu koniecznie dodać że to nasz nieoceniony Adminek, czyli Bartek Kiereś, mąż Emilki, jest takim utalentowanym fotografem!

  224. Jakie śliczne i miłe, i uśmiechnięte zdjęcie!
    Aż się sama uśmiechnęłam, o tak :)))
    A żeby moja radość była jeszcze większa, to właśnie i dopiero co otrzymałam wiadomość o przyjęciu mojego zamówienia (dawno złożone, w przedsprzedaży) do realizacji. Może otrzymam książkę (albo raczej: księgę!) już niebawem, zaraz po weekendzie majowym? Ależ by było pysznie!

  225. Kochana UA, nie mogę się doczekać, bo mam niedobór uśmiechu w organizmie. Dzięki tym dzisiejszym nowinom i zdjęciom – tu i na FB – już mi trochę wzrosły parametry. :-))))

  226. Cudowne zdjęcie. Wszystko się pięknie komponuje.
    Lubię te radosne błyski w oczach.
    Cieszę się bardzo.

  227. Właśnie, że jest tak duża mnie zaintrygowało. Ile miłej lektury? Tym bardziej, że matury przesunięte, to maj będzie spokojniejszy niż zazwyczaj…

  228. Haniu Okruszek i Gio, i Wam dziękuję serdecznie za dobre słowo. Gio, sądzę, że uśmiechniesz się przy czytaniu.

  229. Dziękuję, miła Adelko!

    Kris, dzięki za wiadomość prywatną – jak zawsze dobrze jest się dowiedzieć, co u Was słychać, piękna rodzino!
    Trzymajcie się zdrowo!
    Na obiecaną książkę już się cieszę. Ty Zuchu!

  230. Jak miło Panie widzieć : ) Gratuluję z całego serca i myślę sobie, że to musi być wspaniały, radosny moment – koniec pracy nad książką (jak koniec każdej pięknej pracy, a wiele ich: )). Pewno, że sama praca to też radość, a koniec wieńczy dzieło. Wszystkiego dobrego! Zdrowia! PS. Alku – z tym Poznaniem – racja. To i ja mogę tak zmieniony świat zaakceptować :) Pozdrawiam.

  231. Poniedziałki bywają trudne. Ale nie ten! Piękna książka (zielony lubię) i piękne Autorki. Ściskam Obie do utraty tchu i pozdrawiam z doliny Utraty.

  232. Kris, Ale, Beatuszko, Blanko, Irys, Anette!- dziękuję za miłe słowa! Biedronko, Głowy dziękują za pozdrowienia, a ta starsza się sumituje, że ma fryzurę własnej roboty. Zakłady fryzjerskie nie działają, to trzeba sobie radzić choćby i po amatorsku!

  233. Bożenko, ten szaliczek kultowy już jest, można powiedzieć, bo nosimy go na zmianę, a na drugiej stronie okładki „Jowisza” zamieściłyśmy stare nasze zdjęcie, sprzed kilku lat, gdzie ten sam szaliczek w kropki tak samo nas wiąże i jednoczy.

  234. Bardzo się cieszę, kochany Ludu!
    Alku, to pysznie!- myślę, że książka Cię rozbawi. Jest sporo i o Braciszku.

    Babciu Gąsko, a pewnie, Paltko kochane, jest to teraz wręcz Paltissima!

    Justyno, nawet i nas książka zaskoczyła- jest duża, elegancka, apetyczna i miła w dotyku.

  235. Myślałam, że dziś nie spotka mnie nic dobrego, a tu takie dobre wieści i takie uśmiechnięte zdjęcie – prawie widzę, jak płyną i tym kanałem same optymistyczne fluidy, prawda? Całusy dla DUA i Adminki! :-)

  236. Gratulacje i ucalowania dla obu Pan! Jakie piekne zdjecie, tyle w nim ciepla!

    Ksiazke zamowie niebawem, juz sie nie moge doczekac lektury :)

  237. Cudowne zdjęcie, książka wygląda jeszcze bardziej obiecująco, niż to sobie wyobrażałam :)

  238. Ach, jak dobrze zobaczyć te dwie kochane głowy!
    Wieści wspaniałe!
    Gratulujemy rodzinnie z całego serca!

  239. W końcu może Pani cieszyć się swoim dziełem! To musi być cudowne uczucie :) PS. Wspaniale Panią widzieć! Od razu przypomniało mi się spotkanie w poznańskim Empiku w 2018 i ta wielogodzinna, cudowna kolejka wiernych fanów. I spotkanie z Księgowymi! :)

  240. Aaa! Wspaniale! Nawet pani nie wie jak nam pani tutaj umila czekanie! Potrzeba nam takiego pocieszenia w tych czasach:) A do premiery 9 dni!

  241. Imponująca i jakże kusząca księga!
    Serdeczne gratulacje dla Pań Autorek i podziękowania za delicje, jakimi już niemal za chwilę będziemy mogli się raczyć. „Na Jowisza!” to wspaniały pomysł; prawdziwy deser dla smakoszy Jeżycjady.

    Bardzo ładne to zdjęcie Mamy i Córki. Radość, bliskość, miłość. I ten szaliczek :)

  242. Fantastycznie! Gratulacje! czekam kiedy można będzie się napawać, wczytywać, uśmiechać, zamyślać… nad nową lekturą – jednym słowem cieszę się razem z Wami:)

  243. Kochane Autorki…ocieram łzy wzruszenia..! Patrzę na Wasze tak bardzo miłe oblicza i czuję, że jesteście mi tak bliskie jak rodzina. Dziękuję po stokroć za wszystkie Wasze książki – te napisane i te, które dopiero powstaną. Dziękuję za Waszą pracowitość, mądrość i ciepło, za całe dobro.

  244. Gratuluję! Już zaczynam myśleć, jak bezpiecznie zdobyć tę ciekawą pozycję:) Pozdrawiam Hania

  245. Stuprocentowo podzielam entuzjazm Głowy Starszej!!!!!!
    A Głowie Młodszej zazdroszczę zrównoważenia. :)))
    Spróbuję sobie zaraz ‚Na Jowisza’ zamówić, może uda się przesyłce dotrzeć na urodziny (maj).

    Gratulacje i serdeczne pozdrowienia dla Głów Dwóch!

Dodaj komentarz