
Dzień dobry po Świętach, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!
Uśmiecha się do Was, powściągliwie lecz ciepło, zacny pan Kazimierz Trak, mąż Gizeli z „Kalamburki”, a pierwszy znany Wam lokator mieszkania przy ulicy Roosevelta 5.
W tej chwili właśnie pan Kaziu, z charakterystycznym dla siebie niezmąconym spokojem, przelatuje przez tryby maszyny, multiplikującej jego oblicze. Wiem to na pewno, bo przysłano mi z wydawnictwa Egmont zdjęcia, ukazujące proces drukowania książki „Na Jowisza!”.
Oto one:

Po lewej stronie pana Kazia widnieje mapka, zamieszczona w japońskim wydaniu jednej z jeżycjadowych powieści, a towarzysząca w „Na Jowisza” hasłu KAZUKO TAMURA (widać je poniżej):

Widać na zdjęciach nawet fragment owej maszyny drukarskiej, która, jak się okazuje, nie ma zbyt wielu trybów, a składa się głównie z eleganckich przycisków:

Coś jeszcze, z rzeczy już apetycznie wydrukowanych: wyklejka na wewnętrzną stronę okładki! Bardzo pomysłowo wykorzystano to miejsce dla przejrzystej a dokładnej mapki, wykonanej przez panią Annę Pol, której dziełem jest opracowanie graficzne całości książki.
Naprawdę świetna to będzie pomoc w zwiedzaniu Poznania, a zwłaszcza Jeżyc!

I, rzecz jasna, drukuje się także okładka! Oto ona:

W tym stanie rzeczy pozostaje nam tylko spokojnie czekać do drugiego tygodnia maja. Co prawda epidemia trwa, księgarnie zamknięte, ale można przecież bez obaw o zdrowie sprowadzać sobie książki za pomocą internetu!
A w ogóle – przecież kiedyś będzie lepiej, no nie?
Uściski!
Wasza
MM








Strusia noga też jest świetna.
Strugackich przeczytam.
Poranny Kurier Muzyczny:
A. Vivaldi – „‚Juditha triumphans”, RV 644: aria „Armatae face et anguibus”.
Léa Desandre i Ensemble Jupiter.
Furioso doskonałe, lepsze od czarnej kawy.
Zgadzam się. Przeczytałam go z żywą przyjemnością. Z rozpędu przeczytałam także
wszystkie inne książki Connie Willis, również te nieprzetłumaczone na język polski, i oświadczyć mogę, że „Przewodnik stada” jest z nich wszystkich najlepszy.
Sowo, „Przewodnik Stada” to perła. Must read dla każdego naukowca, razem z „Poniedziałek zaczyna się w sobotę” braci Strugackich.
Mnie się kojarzy Zły Brat Bliźniak Papieża, znany jako przeciwnik superbohatera – Niewiarygodnego Człowieka-Szynszyli. A książka, z której pochodzi rozdział i którą teraz czytam, to „Statystycznie rzecz biorąc” autorstwa Janiny Bąk, która zdobyła sporą popularność w swym życiu internetowym jako Janina Daily. Znana między innymi z relacji w internecie pt. „Jak zrobić sobie chłopaka z kartonu po mleku”. Bardzo niepospolita osoba, skądinąd ekspert w dziedzinie statystyki matematycznej.
Przejęłam się refleksją KrzysztOfa o nieprzeczytanych książkach zalegających na regałach, których może nigdy nie przeczyta. Uznałam, że jak zacznę od dzisiaj, to może wyrobię się ze swoimi, bo to tylko marne sześć półek. Zaczęłam więc dzisiaj, od „Przewodnika stada”. I dobrze się przy nim bawię! Dzięki, Alku, za rekomendację.
Zły brat bliźniak ma bogatą tradycję literacką.
Filmową też.
Ale żeby w literaturze naukowej też się panoszył?!…
Ciao! Chciałem się tylko podzielić informacją, że czytam właśnie rozdział pod tytułem „Zły brat bliźniak metody naukowej”. Jest to rozdział książki, która na pewno zdobędzie olbrzymią popularność i to już w tym roku (no bo w tym się ukazała).
Słowo.
Czy na początku było: Ciao!?
O! Wynajęłabym.
Mój egzemplarz ,,Na Jowisza” już zamówiony i z niecierpliwością wypatruję przesyłki, a ten czas jest jak chwila przed zjedzeniem swojego ulubionego ciastka. Miałam w planach swoją, kolejną już podróż śladami Jeżycjady z ,,Jowiszem” w dłoni ale trzeba poczekać. Wiadomo przecież, że co się odwlecze… No i nie wiem czy wiecie, ale na poddaszu Mamertów na Noskowskiego 2 powstał apartament do wynajęcia. A więc będąc w Poznaniu można w nim zamieszkać i patrzeć na teatralkę z okna pokoju Kłamczuchy. I na to też czekam. Czekanie może być miłe !
Julio (wiad.pryw.)- szalik kibica! Tak, teraz Cię pamiętam.:)
Będzie lepiej!
Dzień dobry!
U nas od wczoraj ciemne chmury.
Jednak, jak mniemam, na razie strzegą swojej zawartości.
Sosno, zazdroszczę Wam! W Wielkopolsce sucho, bardzo sucho. Podlewamy co się da.
Deszcze podobno nadejdą w tym tygodniu.
A tu wczoraj przeszła pierwsza wiosenna burza. Była troszkę skromna, błysnęło dwa razy, spadł deszcz. Przyniosła wiele radości, bo chociaż trochę podlało roślinki.
O, miłe życzenie!
Dzień dobry! Czyli nadinterpreracja! Jak to dobrze! I właściwie wcale się nie zdziwiłam, bo w gruncie rzeczy tak czułam, źe nie o to dokładnie chodzi. Myślę, że podskórnie czułam gdzieś to zmęczenie i chwilami niepewność jutra, która po prostu jest. Nie wiadomo co dokładnie planować. Ale wiem, źe Pani nie takie trudności przeźywała i jeszcze innych ratowała w tym czasie od upadku czegokolwiek. A teraz znów trafia się okazja wyciągania innych z dołków psychicznych! Na początek z pomocą nadciąga Jowisz, a zaś potem moźe być juź całkiem inna rzeczywistość! Wiosny w sercach dla wszystkich! Uściski *)
Muzyczny Kurier Przedpołudniowy:
W.A. Mozart – Symphony No. 41 in C major, K. 551
Wiener Philharmoniker, Riccardo Muti.
Bartoszu, no co ty powiesz!
Dziwne to, zaiste, ale już się zdarzało: książka jest wydrukowana, data oficjalnej premiery wyznaczona, a tu niektórzy sprzedawcy wyskakują przed szereg.
No nic, czekam jutra. Może oczekiwany kurier wreszcie nadjedzie? Taka jestem ciekawa, jak „Na Jowisza” wygląda w naturze!
Dzień dobry!
Doris, jednego bądź pewna: o upadku ducha nie ma mowy! Duch jest ochoczy!
Natomiast wystąpić może a to zmęczenie, a to niepokój, a to znów wreszcie podejście praktyczne. Wszystko na szczęście uleczalne.
Dziękuję za miłe słowa pokrzepienia!
Jedni Kulturalni idą czytać, inni odpisują (bo a nuź się wyda, że wcale kulturalni nie są ;)). Tak czy siak jedni i drudzy nie śpią. Ach, ach, pierwszy raz się nie martwię, źe za mało sypiam:), (choć ósma rano wcale nie dla mnie, ale w końcu- czy można być sową i skowronkiem jednocześnie?) Pani Małgosiu Kochana. Tak mi ładnie wczoraj Pani odpisała, źe uskrzydliło mnie to na kolejne dni za co ogromnie dziękuję! Było mi to potrzebne i sprawiło wielką radość. Tyle bym chciała napisać, a tak bardzo zawsze się ograniczam. Hmm, w sumie to dobrze bym się rozumiała z Bernardem, teź cierpię na nadszczerość przez co często się wycofuję gdyż nie mam pewności czy dobrze będę przyjęta i zrozumiana. Poza tym to moźe wszystkich męczyć. Ale niepewnego losu Chucherka nie mogłam przemilczeć, szczególnie, że zmartwiły mnie Pani wątpliwości i – nie chcę nadinterpretować- ale coś na kształt lekkiego upadku ducha. Bardzo teź współczułam naszej Pani Małgosi, która tyle serca i pracy wkłada w każdą ksiąźkę, a tu taka nieprzewidziana okoliczność. I co tu robić? No faktycznie – klops :( Bez kadzenia, naprawdę!, ale właśnie Pani jest tak silną osobowością, pełną optymizmu i wiary w to co dobre i piękne, że nie mogłam nie postarać się delikatnie o tym Pani przypomnieć. Bo to przecieź cudne. I wyjątkowe. Pani powieści są pełne tej wewnętrznej siły i dlatego wnoszą tak wiele dobra, radości, ciepła i nadziei. Każdy za tym tęskni. I z tego czerpie siłę. Jestem Pani za to wdzięczna od 35 lat…. *)
Pani Małgorzato, czy to możliwe – bo zobaczone w biegu – że „Na Jowisza!…” jest już na półkach? Jestem prawie pewien, że widziałem ją w jednym z dużych marketów.
Łączę wyrazy szacunku
Dziękuję, Ewelino!
Dobranoc!
Kulturalni idą czytać w łóżku.
Jak cudownie! Już się nie mogę doczekać! Mam nadzieję, że kiedyś odbędzie się spotkania autorskie z Panią w przepięknym Poznaniu i będzie można prosić o autograf i porozmawiać. Życzę zdrowia i duuużo uśmiechu!!! Pozdrawiam i ściskam!
Kulturalni nie śpią! Można wykorzystać tę ideę jako hasło promocyjne.
Sowo, Twoja myśl o tym, że kulturalni nie lubią spać, rzuca nowe światło na noc muzeów, przekażę kolegom z branży muzealnej, spodoba im się. Do tej pory przed nocą muzeów dużą popularność zyskiwał pomysł „gasimy światło i udajemy, że nas nie ma”.
Aria na czasie, Sowo!
Wszystko naraz kwitnie, gdzie by oka nie zwrócić.
Bzy wystartowały!
Kropko, dziękuję za link (zajrzałam) i gratuluję wierszyka.
Ale chyba nie dam rady narysować Twojego ulubieńca. Może samo zdjęcie Ci wystarczy? No i konik w naturze.
Jest bardzo sympatyczny.
Wieczorny Kurier Muzyczny
G.F. Haendel – „Where’er you walk” (aria Jupitera).
Garsington Opera.
Where’er you walk
Cool gales shall fan the glade
Trees where you sit
shall crowd into a shade
Trees where you sit
shall crowd into a shade
Where’er you tread
the blushing flowers shall rise
and all things flourish
and all things flourish
Where’er you turn your eyes
Chociaż właściwie źle Pani podałam linka, ten który wysłałam wcześniej może być do wierszyka, a ten co dam teraz – będzie do zdjęć. Przepraszam za zamieszanie i będę bardzo szczęśliwa jeśli Pani narysuje mojego ukochanego Winnetou (Tak ma na imię) ;)
Pani Małgosiu a czy mogłaby Pani narysować dla mnie konika? Takiego małego, czarnego hucułka, mogę załączyć link do strony z jego zdjęciami. Proszeee =)
Aha i dodam jeszcze że ten wierszyk na dole jest mój :|}
Pozdrawiam :)
Julio, ja cierpię na przytłaczający nadmiar korespondencji. Nie nadążam z odpisywaniem i dlatego – między innymi – powstała ta strona. To jest nasz kontakt! A wiadomość wpisz po prostu tutaj, dodając, że jest prywatna. Wtedy nie zaakceptuję jej i nie ukaże się ona, ale przeczytam ją i odpowiem.
Dzień dobry Pani Małgorzato,
już bardzo długo zbieram się do napisania nieco dłuższej wiadomości i w końcu: wpis w kalendarzu, to dziś, piszę! Niestety nigdzie na stronie internetowej nie mogę odnaleźć zakładki „Kontakt”, zawierającej np. adres e-mailowy. Czy mogłabym prosić o pomoc? :)
Pozdrowienia
Julia
Secundo- Jak fajnie było w Krakowie, gdy z Ksiegowymi dyskutowało się o Chicago i wspaniałej filharmonii w tym mieście.
Dzień dobry! Poranny Kurier Muzyczny nastraja do przemyśleń. Primo- można podejrzewać skąd biorą inspiracje kompozytorzy muzyki filmowej do filmów przygodowych.
Ha!:)
Poranny Kurier Muzyczny:
Gustav Holst – „Jupiter, The Bringer Of Jollity”
Chicago Symphony Orchestra.
Dobranoc!
Dziękuję bardzo i życzę spokojnej nocy
Musiałam zajrzeć do Emilki na FB, żeby odpowiedzieć: na antenie Radia dla Ciebie RDC.
Ja mam pytanie (przepraszam, może jestem roztrzepana i dlatego nie mogę znaleźć), w jakim radiu będzie ta audycja?
To jeszcze dopytam, dla całości obrazu, jakaż to stacja będzie wysyłać w eter poranne ptaszki z pobliskiej górki z zasięgiem?
Lata mijają, a programy kulturalne niezmiennie spychane są na obrzeża ramówki. Najwyraźniej ludzie kulturalni nie lubią spać. Nic dziwnego, że muzea najbardziej oblegane są nocą.
U mnie też pięknie kwitnie rajska jabłonka.
A ta audycja dla porannych ptaszków to gdzie będzie słyszalna?
Ananasek miał być, a jabłonka małą literą, ale telefon wie lepiej:)
Ach, „Ola” i u mnie kwitnie wyjątkowo obficie i bardzo różowo.
Czyli to ogólny trend jakiś, Aleksandro.
Zośko, ja nie śmiem namawiać. O tak wczesnej porze bywam mało rozmowna i całkiem nie wymowna.
No, ale może Emilia błyśnie wartościową elokwencją. Może też słychać będzie skowronki. Albo żurawie.
Miło mi będzie rozpocząć piękny miesiąc maj z Panią :) Trzeba będzie nastawić budzik.
Ananasem nie kwitnie:( Malinówka owszem, ale niezbyt obficie. Najładniej zakwitła rajska Jabłonka Ola, na której w zeszłym roku było tylko parę kwiatków .
Myśmy dzisiaj z córcią na balkonie siedziały. zazdrościłyśmy gołębiom, które są wolne i mogą chodzić , gdzie chcą i kiedy chcą. Chociaż oczywiście uważać na siebie muszą. Człowiek niby pracuje w domu a czasu jakoś mniej niż dawniej. Internet faktycznie hula, chociaż współczuję kurierom. Dobrze, że w książkach możemy przenieść się w lepsze czasy. Patrzę z nostalgią na pożółkłe kartki starszych wydań Jeżycjady i nie tylko. Jednak książka drukowana to zupełnie co innego niż e-book. Jakoś nie potrafię dłużej wpatrywać się w ekran przy czytaniu. Mam pytanie, co to znaczy , że roślina ma właściwości horiterapeutyczne. Co do kwiatów to nasze cytrynki z pestki świetnie rosną podlewane czasami żelazem (dla ludzi), a służy im wyśmienicie :)
Aleksandro, zawiadamiam Cię, że moje trzy drzewka ananasa berżenickiego prawie nie zakwitły w tym roku, podobnie obie śliwy. Nie wiem, o co chodzi.
A jak Twoje jabłonki, kwitną?
Dla bardzo porannych… i w dodatku – majowych, bo będzie to już 1 maja, o godz.8.oo.
Będziemy musiały pojechać na pobliską górkę, bo u nas w domu, jak u Doroty Rumianek, jest słaby zasięg. A rozmowa radiowa ma się odbyć przez telefon komórkowy, jak to podczas epidemii.
Będzie wesoło!
Na stronie Egmontu można podejrzeć trzy strony. I widzę, że szykuje się jakaś radiowa audycja dla porannych ptaszków?
Nie szkodzi, DUA, i tak jest się z czego cieszyć i na czym się oprzeć, i robię od od wielu lat, ale „Na Jowisza” już za chwileczkę :)
Coś jest na rzeczy z tymi kurierami. Ja też od dwóch dni czekam na jednego (co prawda przesyłka zupełnie innego gatunku niż „Na Jowisza”) i po dzisiejszej interwencji dowiedziałam się, że zepsuł mu się terminal. Przybędzie dopiero w poniedziałek (jak dobrze pójdzie).
Napięcie związane z oczekiwaniem na „Na Jowisza” sięga zenitu :)
Bogno, do Chucherka jeszcze daleko. Ale „Na Jowisza” też do śmiechu.
Psiakrostka!
Kurier nie przybył.
To znaczy, że będzie dopiero w poniedziałek.
DUA, tak sprzedaż hula w internecie, a moje ulubione Bonito, które mam pod nosem, ma też działający obecnie odbiór osobisty i się kupuje.
Ja też się podpisuję pod słowami Doris – która nas ośmieliła – czekam z utęsknieniem na Chucherko, to będzie wyjątkowa pozycja, bo czasy się nam trafiły nieprzeciętne (ale z drugiej strony, dlaczego akurat nam miało się nie trafić?, żadne wcześniejsze pokolenia nie zasługiwały na wojny, katastrofy, reżimy), no więc potrzebujemy tego pokrzepienia bardzo, bardzo…
Ale wiem też jakie trudne jest pisanie (mam przyjaciółkę pisarkę, której kilka ostatnich książek czytałam w trakcie ich powstawania i razem z nią przeżywałam okresy zwątpienia, braku weny, totalnego zniechęcenia, a po nich pisanie ruszało nagle jak burza, i tak na zmianę, aż do szczęśliwego końca i wtedy ja również oddychałam szczęśliwa, że znowu się udało) i jak to łatwo z boku patrzeć i pospieszać, ale może czasem przyda się taki impuls, że jest się bardzo, bardzo potrzebnym innym :)
I całe szczęście.
Jak to, gdzie: w Internecie! Internet hula na całego, księgarnie.internetowe też!
E, ja mam gdzie wydać.:)))
Pytanie jest, Zgredziku, gdzie wydawca ma to sprzedać, skoro księgarnie pozamykane.
No, ale to się przecież kiedyś zmieni?
Doris jest wyrazicielką. Dixit.
A swoją drogą wielu Wielkich pisało do szuflady.
Tak im się przynajmniej wydawało.
Że nie ma jak wydać.
Ale się wydało.
Marana tha.
Doris najlepiej to ujęła, popieram całym sercem:)
Czekam z niecierpliwością ogromną na zdjęcia „Jowisza”! Wczoraj, w ramach oczekiwania na nową książkę wróciłam do „Tym razem serio”. Jaka to świetna gawęda! Wspaniale sportretowani ważni dla Pani Ludzie – Pani Babcia, Pani Mama, Pan Musierowicz, Profesorowie z liceum, Profesor Raszewski. I ile postaci i zdarzeń z Pani życia znalazło się w Jeżycjadzie (w formie przetworzonej, rzecz jasna) ! Miło mieć taką wiedzę :)
A ta piosenka ma wyjątkowo piękny tekst:
Un enfant vous embrasse
Parce qu’on le rend heureux
Tous nos chagrins s’effacent
On a les larmes aux yeux
Mon Dieu, mon Dieu, mon Dieu…
Dans votre immense sagesse Immense ferveur
Faites donc pleuvoir sans cesse Au fond de nos coeurs
Des torrents de tendresse
Pour que règne l’amour
Règne l’amour
Jusqu’à la fin des jours.
W chwilach zwątpienia rozbawiam się wizją Jonasza podkreślającego pozytywy w brzuchu wieloryba.
Kurierze, przybywaj!
Czekam na kuriera, może dziś przybędzie z paczką egzemplarzy autorskich nowej książki. Zaraz ją Wam pokażę, jak tylko się nacieszymy!
Sowo, Bourvil był nie tylko cudownym aktorem komediowym, lecz także utalentowanym akordeonistą. Obejrzałam kiedyś sobie na YT jego stare filmy, jeszcze czarno-białe. Genialny komik! Przy okazji trafiłam na różne nagrania piosenek w jego wykonaniu. Czarujące!
W pewnym czasie wznowienia Jeżycjady dostały nowe „tyły” okładek, Sowo. I tam właśnie prezentowałam „krótką historię Jeżycjady”- stare zdjęcia rodzinne, kartki na mięso i inne drobne realia. Słowem, coś z tego, co obecnie znalazło się w „Na Jowisza!”.
Doris, najserdeczniej Ci dziękuję za takie gorące wstawiennictwo w sprawie „Chucherka”. Zostałam ostatecznie przekonana zwłaszcza biblijnym argumentem. Ten o wielkopolskim urodzeniu wręcz mnie zawstydził!
Masz rację, to zobowiązuje.
Czas się brać do roboty.
Dziękuję za pokrzepienie i ostrogę! I zapraszam, zostań z nami!
Piosenka na dzień dobry:
André Bourvil – „La tendresse”.
Może być w wersji Marii Laforêt, jak kto woli.
Co to jest „Jeżycjada w obrazkach”?
Ach, i jeszcze coś! Przecieź ogromnie byłoby źal juź włożonej w tą postać pracy, taki trud nie może pójść na marne. Pani Małgosiu! Wielkopolanko Z Urodzenia! (oj, źeby tylko mi się nie dostało, źe tak sobie śmiało poczynam!) No i na dodatek, te księgarnie co to się w końcu otworzą będą wdzięczne za Pani płodność literacką. Trzeba wspierać polską gospodarkę, źe juź nie wspomnę o utrzymywaniu stałego poziomu naszej ojczystej literatury:). Nie jest lekko jak się ma taki talent, jak Pani, co my na to moźemy??? Chyba nie zakopie go Pani w ogródku?! ;)
Nie no, milczałam długo, ale juź nie mogę! Czytam Was, Mili, jak dobrą acz lekko abstrakcyjną powieść;), i często gryzę palce źeby nie dorzucać swoich „trzech groszy”, bo nic nie wnoszą. Oczywiście cały czas mam świadomość, źe lada moment i tak się wtrącę, no i stało się! Otóż dziś z drźeniem serca śledziłam losy naszego Chucherka i … no przepraszam Pani Małgosiu, wszak to tylko Pani dziecko, ale zaniepokoiłam się mocno – co z nim będzie…? Przecieź Ono musi być. Przecieź Ono juź jest! I ma misję jak rzadko które! Przyjść na świat w takich czasach… Toź to powołanie! I przecieź Pani najlepiej to czuje! Ja przepraszam bardzo, no naprawdę wstyd mi tak się rządzić, ale tak really to napisałam właśnie największy komplement dla Pani twórczości. Przecieź ona zawsze była „ku pokrzepieniu serc”. To juź tradycja. Piękna. I bardzo potrzebna. Ale nie mam prawa nalegać, wiem. Łatwo tak nagabywać gdy się wie, źe nie ja będę rodzić to dziecko w bólach… Dlatego szczerze przepraszam, źe w ogóle się ośmieliłam. Ślę całą masę uścisków i dobrych myśli !
Dziękujemy! Ogród odwdzięcza się kwitnącymi jabłoniami.
To prawda, profesor Dmuchawiec miał rację i mam nadzieję, że zdążę odpowiedzieć mojemu uczniowi na pytanie… Raz jeszcze dobrej nocy.
Emidzemi, odpowiedziałam Ci już o 19.15!
Salve, Piszę w śmiesznej sprawie: jak wiemy okładka to integralna część każdej książki MM. Parę lat temu, gdy zaczynałam czytać MM strasznie spodobała mi się „Jeżycjada w obrazkach”. Niestety trudno dostępna, a w książkach nie mogę znaleźć roku wydania. Potrzebna mi teraz ta informacja koniecznie – moi domownicy omyłkowo oddali moje stare wydanie i na półce niestety króluje książka z dyplomem „za najlepsze wyniki w nauce” mojej siostry. No cóż. Zatem moje pytanie brzmi: Które ostatnie wydanie „Opium w rosole” ma właśnie „Jeżycjadę w obrazkach” na okładce?
Dobranoc, Justyno!
Dmuchawiec miał rację.
Dobry wieczór, na koniec książkowego święta chciałabym się podzielić moim dzisiejszym, „jeżycjadowym” odkryciem. Jakiś czas temu uczeń zapytał mnie: „Na czym polega bycie polonistą?”. I dziś całkiem przypadkiem znalazłam odpowiedź w „Kwiecie kalafiora”. „Oto dlaczego lubię być nauczycielem. Utwierdzam się wciąż na nowo, że dobro jest niezniszczalne” – mój ulubiony profesor Dmuchawiec. Spokojnej nocy!
Jeszcze raz brawo dla błyskotliwych łamaczy języków!- oczywiście dla wszystkich, nie tylko dla nagrodzonych!
O, a my otworzyliśmy paczkę od razu. Podobno wirus miedzi się nie ima.
„Wiosna” Weyssenhoffa jest taka żółta, musiała się spodobać. Jest jeszcze obraz „Siewca” Wyczółkowskiego, ma ładne światło. Chyba można go uznać za wiosenny.
Zgredzie (wiad.pryw.)- obserwuję i wnioskuję. („Przypuszczom, że wuntpie”…)
Co do procesu twórczego – rzecz to delikatna. Się zobaczy. Niewątpliwie sprzyjałaby mu świadomość, że wydawnictwa, księgarnie i biblioteki działają jak zawsze.
Droga Adminko, bardzo dziękuję w imieniu chrześniaczki.
Przesyłka dotarła i odbywa kwarantanę na klatce schodowej.
Beato, co do wiad. pryw.:- rośnie pokolenie pozbawione empatii? Ech, może nie.
Dziewczynko z zapałkami, racja, siatkowy podkoszulek jest bardzo w stylu pana Kazia. Ale białe koszule też nosił.
Odwzajemniam piękne uśmiechy!
Wygral obraz: Henryk Weyssenhoff „Wiosna”!
Tylko mi uczniowie sie zestresowali jak im powiedzialam, ze to Pani i Ksiegowi wyszukiwali dla nich tytuly. Kiedy wiec trzeba bylo wybrac zapadla martwa cisza i nikt nie chcial uczynic pierwszego kroku/wyboru. Musialam bezlitosnie zachecac!
Mam jeszcze jedna anegdotke z zycia klasy, ale wysle Pani prywatnie, bo dotyczy powaznego tematu.
Mnie rozsmieszylo, ale nie wiem czy sie nadaje pro publico bono… :)
Dzieńdoberek!
Jakżem ja Was dawno nie czytała. Dopiero teraz czuję jak bardzo tęskniłam za tą atmosferą.
Pan Kaziu świetny! Takiego go zawsze widziałam (no, może nie całkiem, bo mimo wszystko bardziej do niego pasował mi siatkowy podkoszulek hihi).
Na „Na Jowisza” czekam niecierpliwie.
Co do łamańców od razu przypomniał mi się wiersz Białoszewskiego i jego szaranagajama. To był mistrz w te klocki.
Ślę piękne uśmiechy ;)
Masz rację, kochana Ateno. Dziękuję!
Sowo (wiad.pryw.)- a to się cieszę, że w sam Dzień Książki!
(Kto zasłużył, ten ma!)
Salve, Emidzemi! Wydań było tyle, że sama już nie zliczę. „Opium” wznawiane jest właściwie co rok.
Cieszę się z wiernej od dziesięciu lat czytelniczki i bardzo dziękuję za sympatię.
SALVE,
Zacznę od tego ,że jestem wielką fanką „Jeżycjady” właściwie już niedługo minie 10-lecie od kiedy przeczytałam pierwsza część.
Rzuciło mi się wtedy w oczy to ,że Pani książki można oceniać po okładce. Okładki stawią integralną część Pani książek.
W wyniku pomyłki, moi kochani domownicy oddali książkę „Opium w Rosole” z „Jeżycjadą w obrazkach” z tyłu książki. Które to było wydanie?