Jowiszowy Przeciek nr 4

Kazimierz_Trak_str

 

 

Dzień dobry po Świętach, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Uśmiecha się do Was, powściągliwie lecz ciepło, zacny pan Kazimierz Trak, mąż Gizeli z „Kalamburki”, a pierwszy znany Wam lokator mieszkania przy ulicy Roosevelta 5.

W tej chwili właśnie pan Kaziu, z charakterystycznym dla siebie niezmąconym spokojem, przelatuje przez tryby maszyny, multiplikującej jego oblicze. Wiem to na pewno, bo przysłano mi z wydawnictwa Egmont zdjęcia, ukazujące proces drukowania książki „Na Jowisza!”.

 Oto one:

 

92659163_1896280337173864_8011743891294257152_o

 

Po lewej stronie pana Kazia widnieje mapka, zamieszczona w japońskim wydaniu jednej z jeżycjadowych powieści, a towarzysząca w „Na Jowisza” hasłu KAZUKO TAMURA (widać je poniżej):

 

92871285_1896280493840515_728835905518829568_o

 

Widać na zdjęciach nawet fragment owej maszyny drukarskiej, która, jak się okazuje, nie ma zbyt wielu trybów, a składa się głównie z eleganckich przycisków:

 

92929704_1896280210507210_2742471888490987520_o

 

Coś jeszcze, z rzeczy już apetycznie wydrukowanych: wyklejka na wewnętrzną stronę okładki! Bardzo pomysłowo wykorzystano to miejsce dla przejrzystej a dokładnej mapki, wykonanej przez panią Annę Pol, której dziełem jest opracowanie graficzne całości książki.

Naprawdę świetna to będzie pomoc w zwiedzaniu Poznania, a zwłaszcza Jeżyc!

 

92654338_1896280247173873_6815739204669014016_o

 

I, rzecz jasna, drukuje się także okładka! Oto ona:

 

92368900_1896280200507211_6403840442139410432_o

 

W tym stanie rzeczy pozostaje nam tylko spokojnie czekać do drugiego tygodnia maja. Co prawda epidemia trwa, księgarnie zamknięte, ale można przecież bez obaw o zdrowie sprowadzać sobie książki za pomocą internetu!

A w ogóle – przecież kiedyś będzie lepiej, no nie?

Uściski!

Wasza

MM

 

375 przemyśleń nt. „Jowiszowy Przeciek nr 4

  1. Strusia noga też jest świetna.
    Strugackich przeczytam.

    Poranny Kurier Muzyczny:

    A. Vivaldi – „‚Juditha triumphans”, RV 644: aria „Armatae face et anguibus”.
    Léa Desandre i Ensemble Jupiter.

    Furioso doskonałe, lepsze od czarnej kawy.

  2. Zgadzam się. Przeczytałam go z żywą przyjemnością. Z rozpędu przeczytałam także
    wszystkie inne książki Connie Willis, również te nieprzetłumaczone na język polski, i oświadczyć mogę, że „Przewodnik stada” jest z nich wszystkich najlepszy.

  3. Sowo, „Przewodnik Stada” to perła. Must read dla każdego naukowca, razem z „Poniedziałek zaczyna się w sobotę” braci Strugackich.

  4. Mnie się kojarzy Zły Brat Bliźniak Papieża, znany jako przeciwnik superbohatera – Niewiarygodnego Człowieka-Szynszyli. A książka, z której pochodzi rozdział i którą teraz czytam, to „Statystycznie rzecz biorąc” autorstwa Janiny Bąk, która zdobyła sporą popularność w swym życiu internetowym jako Janina Daily. Znana między innymi z relacji w internecie pt. „Jak zrobić sobie chłopaka z kartonu po mleku”. Bardzo niepospolita osoba, skądinąd ekspert w dziedzinie statystyki matematycznej.

  5. Przejęłam się refleksją KrzysztOfa o nieprzeczytanych książkach zalegających na regałach, których może nigdy nie przeczyta. Uznałam, że jak zacznę od dzisiaj, to może wyrobię się ze swoimi, bo to tylko marne sześć półek. Zaczęłam więc dzisiaj, od „Przewodnika stada”. I dobrze się przy nim bawię! Dzięki, Alku, za rekomendację.

  6. Zły brat bliźniak ma bogatą tradycję literacką.
    Filmową też.
    Ale żeby w literaturze naukowej też się panoszył?!…

  7. Ciao! Chciałem się tylko podzielić informacją, że czytam właśnie rozdział pod tytułem „Zły brat bliźniak metody naukowej”. Jest to rozdział książki, która na pewno zdobędzie olbrzymią popularność i to już w tym roku (no bo w tym się ukazała).

  8. Mój egzemplarz ,,Na Jowisza” już zamówiony i z niecierpliwością wypatruję przesyłki, a ten czas jest jak chwila przed zjedzeniem swojego ulubionego ciastka. Miałam w planach swoją, kolejną już podróż śladami Jeżycjady z ,,Jowiszem” w dłoni ale trzeba poczekać. Wiadomo przecież, że co się odwlecze… No i nie wiem czy wiecie, ale na poddaszu Mamertów na Noskowskiego 2 powstał apartament do wynajęcia. A więc będąc w Poznaniu można w nim zamieszkać i patrzeć na teatralkę z okna pokoju Kłamczuchy. I na to też czekam. Czekanie może być miłe !

  9. Dzień dobry!
    U nas od wczoraj ciemne chmury.
    Jednak, jak mniemam, na razie strzegą swojej zawartości.

  10. Sosno, zazdroszczę Wam! W Wielkopolsce sucho, bardzo sucho. Podlewamy co się da.
    Deszcze podobno nadejdą w tym tygodniu.

  11. A tu wczoraj przeszła pierwsza wiosenna burza. Była troszkę skromna, błysnęło dwa razy, spadł deszcz. Przyniosła wiele radości, bo chociaż trochę podlało roślinki.

  12. Dzień dobry! Czyli nadinterpreracja! Jak to dobrze! I właściwie wcale się nie zdziwiłam, bo w gruncie rzeczy tak czułam, źe nie o to dokładnie chodzi. Myślę, że podskórnie czułam gdzieś to zmęczenie i chwilami niepewność jutra, która po prostu jest. Nie wiadomo co dokładnie planować. Ale wiem, źe Pani nie takie trudności przeźywała i jeszcze innych ratowała w tym czasie od upadku czegokolwiek. A teraz znów trafia się okazja wyciągania innych z dołków psychicznych! Na początek z pomocą nadciąga Jowisz, a zaś potem moźe być juź całkiem inna rzeczywistość! Wiosny w sercach dla wszystkich! Uściski *)

  13. Muzyczny Kurier Przedpołudniowy:

    W.A. Mozart – Symphony No. 41 in C major, K. 551
    Wiener Philharmoniker, Riccardo Muti.

  14. Bartoszu, no co ty powiesz!
    Dziwne to, zaiste, ale już się zdarzało: książka jest wydrukowana, data oficjalnej premiery wyznaczona, a tu niektórzy sprzedawcy wyskakują przed szereg.
    No nic, czekam jutra. Może oczekiwany kurier wreszcie nadjedzie? Taka jestem ciekawa, jak „Na Jowisza” wygląda w naturze!

  15. Dzień dobry!
    Doris, jednego bądź pewna: o upadku ducha nie ma mowy! Duch jest ochoczy!
    Natomiast wystąpić może a to zmęczenie, a to niepokój, a to znów wreszcie podejście praktyczne. Wszystko na szczęście uleczalne.
    Dziękuję za miłe słowa pokrzepienia!

  16. Jedni Kulturalni idą czytać, inni odpisują (bo a nuź się wyda, że wcale kulturalni nie są ;)). Tak czy siak jedni i drudzy nie śpią. Ach, ach, pierwszy raz się nie martwię, źe za mało sypiam:), (choć ósma rano wcale nie dla mnie, ale w końcu- czy można być sową i skowronkiem jednocześnie?) Pani Małgosiu Kochana. Tak mi ładnie wczoraj Pani odpisała, źe uskrzydliło mnie to na kolejne dni za co ogromnie dziękuję! Było mi to potrzebne i sprawiło wielką radość. Tyle bym chciała napisać, a tak bardzo zawsze się ograniczam. Hmm, w sumie to dobrze bym się rozumiała z Bernardem, teź cierpię na nadszczerość przez co często się wycofuję gdyż nie mam pewności czy dobrze będę przyjęta i zrozumiana. Poza tym to moźe wszystkich męczyć. Ale niepewnego losu Chucherka nie mogłam przemilczeć, szczególnie, że zmartwiły mnie Pani wątpliwości i – nie chcę nadinterpretować- ale coś na kształt lekkiego upadku ducha. Bardzo teź współczułam naszej Pani Małgosi, która tyle serca i pracy wkłada w każdą ksiąźkę, a tu taka nieprzewidziana okoliczność. I co tu robić? No faktycznie – klops :( Bez kadzenia, naprawdę!, ale właśnie Pani jest tak silną osobowością, pełną optymizmu i wiary w to co dobre i piękne, że nie mogłam nie postarać się delikatnie o tym Pani przypomnieć. Bo to przecieź cudne. I wyjątkowe. Pani powieści są pełne tej wewnętrznej siły i dlatego wnoszą tak wiele dobra, radości, ciepła i nadziei. Każdy za tym tęskni. I z tego czerpie siłę. Jestem Pani za to wdzięczna od 35 lat…. *)

  17. Pani Małgorzato, czy to możliwe – bo zobaczone w biegu – że „Na Jowisza!…” jest już na półkach? Jestem prawie pewien, że widziałem ją w jednym z dużych marketów.

    Łączę wyrazy szacunku

  18. Jak cudownie! Już się nie mogę doczekać! Mam nadzieję, że kiedyś odbędzie się spotkania autorskie z Panią w przepięknym Poznaniu i będzie można prosić o autograf i porozmawiać. Życzę zdrowia i duuużo uśmiechu!!! Pozdrawiam i ściskam!

  19. Sowo, Twoja myśl o tym, że kulturalni nie lubią spać, rzuca nowe światło na noc muzeów, przekażę kolegom z branży muzealnej, spodoba im się. Do tej pory przed nocą muzeów dużą popularność zyskiwał pomysł „gasimy światło i udajemy, że nas nie ma”.

  20. Kropko, dziękuję za link (zajrzałam) i gratuluję wierszyka.
    Ale chyba nie dam rady narysować Twojego ulubieńca. Może samo zdjęcie Ci wystarczy? No i konik w naturze.
    Jest bardzo sympatyczny.

  21. Wieczorny Kurier Muzyczny

    G.F. Haendel – „Where’er you walk” (aria Jupitera).
    Garsington Opera.

    Where’er you walk
    Cool gales shall fan the glade
    Trees where you sit
    shall crowd into a shade
    Trees where you sit
    shall crowd into a shade

    Where’er you tread
    the blushing flowers shall rise
    and all things flourish
    and all things flourish
    Where’er you turn your eyes

  22. Chociaż właściwie źle Pani podałam linka, ten który wysłałam wcześniej może być do wierszyka, a ten co dam teraz – będzie do zdjęć. Przepraszam za zamieszanie i będę bardzo szczęśliwa jeśli Pani narysuje mojego ukochanego Winnetou (Tak ma na imię) ;)

  23. Pani Małgosiu a czy mogłaby Pani narysować dla mnie konika? Takiego małego, czarnego hucułka, mogę załączyć link do strony z jego zdjęciami. Proszeee =)

    Aha i dodam jeszcze że ten wierszyk na dole jest mój :|}
    Pozdrawiam :)

  24. Julio, ja cierpię na przytłaczający nadmiar korespondencji. Nie nadążam z odpisywaniem i dlatego – między innymi – powstała ta strona. To jest nasz kontakt! A wiadomość wpisz po prostu tutaj, dodając, że jest prywatna. Wtedy nie zaakceptuję jej i nie ukaże się ona, ale przeczytam ją i odpowiem.

  25. Dzień dobry Pani Małgorzato,
    już bardzo długo zbieram się do napisania nieco dłuższej wiadomości i w końcu: wpis w kalendarzu, to dziś, piszę! Niestety nigdzie na stronie internetowej nie mogę odnaleźć zakładki „Kontakt”, zawierającej np. adres e-mailowy. Czy mogłabym prosić o pomoc? :)
    Pozdrowienia
    Julia

  26. Secundo- Jak fajnie było w Krakowie, gdy z Ksiegowymi dyskutowało się o Chicago i wspaniałej filharmonii w tym mieście.

  27. Dzień dobry! Poranny Kurier Muzyczny nastraja do przemyśleń. Primo- można podejrzewać skąd biorą inspiracje kompozytorzy muzyki filmowej do filmów przygodowych.

  28. Poranny Kurier Muzyczny:

    Gustav Holst – „Jupiter, The Bringer Of Jollity”
    Chicago Symphony Orchestra.

  29. Ja mam pytanie (przepraszam, może jestem roztrzepana i dlatego nie mogę znaleźć), w jakim radiu będzie ta audycja?

  30. To jeszcze dopytam, dla całości obrazu, jakaż to stacja będzie wysyłać w eter poranne ptaszki z pobliskiej górki z zasięgiem?

  31. Lata mijają, a programy kulturalne niezmiennie spychane są na obrzeża ramówki. Najwyraźniej ludzie kulturalni nie lubią spać. Nic dziwnego, że muzea najbardziej oblegane są nocą.

    U mnie też pięknie kwitnie rajska jabłonka.

  32. Ach, „Ola” i u mnie kwitnie wyjątkowo obficie i bardzo różowo.
    Czyli to ogólny trend jakiś, Aleksandro.

    Zośko, ja nie śmiem namawiać. O tak wczesnej porze bywam mało rozmowna i całkiem nie wymowna.
    No, ale może Emilia błyśnie wartościową elokwencją. Może też słychać będzie skowronki. Albo żurawie.

  33. Ananasem nie kwitnie:( Malinówka owszem, ale niezbyt obficie. Najładniej zakwitła rajska Jabłonka Ola, na której w zeszłym roku było tylko parę kwiatków .

  34. Myśmy dzisiaj z córcią na balkonie siedziały. zazdrościłyśmy gołębiom, które są wolne i mogą chodzić , gdzie chcą i kiedy chcą. Chociaż oczywiście uważać na siebie muszą. Człowiek niby pracuje w domu a czasu jakoś mniej niż dawniej. Internet faktycznie hula, chociaż współczuję kurierom. Dobrze, że w książkach możemy przenieść się w lepsze czasy. Patrzę z nostalgią na pożółkłe kartki starszych wydań Jeżycjady i nie tylko. Jednak książka drukowana to zupełnie co innego niż e-book. Jakoś nie potrafię dłużej wpatrywać się w ekran przy czytaniu. Mam pytanie, co to znaczy , że roślina ma właściwości horiterapeutyczne. Co do kwiatów to nasze cytrynki z pestki świetnie rosną podlewane czasami żelazem (dla ludzi), a służy im wyśmienicie :)

  35. Aleksandro, zawiadamiam Cię, że moje trzy drzewka ananasa berżenickiego prawie nie zakwitły w tym roku, podobnie obie śliwy. Nie wiem, o co chodzi.

    A jak Twoje jabłonki, kwitną?

  36. Dla bardzo porannych… i w dodatku – majowych, bo będzie to już 1 maja, o godz.8.oo.
    Będziemy musiały pojechać na pobliską górkę, bo u nas w domu, jak u Doroty Rumianek, jest słaby zasięg. A rozmowa radiowa ma się odbyć przez telefon komórkowy, jak to podczas epidemii.
    Będzie wesoło!

  37. Na stronie Egmontu można podejrzeć trzy strony. I widzę, że szykuje się jakaś radiowa audycja dla porannych ptaszków?

  38. Nie szkodzi, DUA, i tak jest się z czego cieszyć i na czym się oprzeć, i robię od od wielu lat, ale „Na Jowisza” już za chwileczkę :)

  39. Coś jest na rzeczy z tymi kurierami. Ja też od dwóch dni czekam na jednego (co prawda przesyłka zupełnie innego gatunku niż „Na Jowisza”) i po dzisiejszej interwencji dowiedziałam się, że zepsuł mu się terminal. Przybędzie dopiero w poniedziałek (jak dobrze pójdzie).
    Napięcie związane z oczekiwaniem na „Na Jowisza” sięga zenitu :)

  40. DUA, tak sprzedaż hula w internecie, a moje ulubione Bonito, które mam pod nosem, ma też działający obecnie odbiór osobisty i się kupuje.
    Ja też się podpisuję pod słowami Doris – która nas ośmieliła – czekam z utęsknieniem na Chucherko, to będzie wyjątkowa pozycja, bo czasy się nam trafiły nieprzeciętne (ale z drugiej strony, dlaczego akurat nam miało się nie trafić?, żadne wcześniejsze pokolenia nie zasługiwały na wojny, katastrofy, reżimy), no więc potrzebujemy tego pokrzepienia bardzo, bardzo…
    Ale wiem też jakie trudne jest pisanie (mam przyjaciółkę pisarkę, której kilka ostatnich książek czytałam w trakcie ich powstawania i razem z nią przeżywałam okresy zwątpienia, braku weny, totalnego zniechęcenia, a po nich pisanie ruszało nagle jak burza, i tak na zmianę, aż do szczęśliwego końca i wtedy ja również oddychałam szczęśliwa, że znowu się udało) i jak to łatwo z boku patrzeć i pospieszać, ale może czasem przyda się taki impuls, że jest się bardzo, bardzo potrzebnym innym :)

  41. E, ja mam gdzie wydać.:)))
    Pytanie jest, Zgredziku, gdzie wydawca ma to sprzedać, skoro księgarnie pozamykane.
    No, ale to się przecież kiedyś zmieni?

  42. A swoją drogą wielu Wielkich pisało do szuflady.
    Tak im się przynajmniej wydawało.
    Że nie ma jak wydać.
    Ale się wydało.

  43. Czekam z niecierpliwością ogromną na zdjęcia „Jowisza”! Wczoraj, w ramach oczekiwania na nową książkę wróciłam do „Tym razem serio”. Jaka to świetna gawęda! Wspaniale sportretowani ważni dla Pani Ludzie – Pani Babcia, Pani Mama, Pan Musierowicz, Profesorowie z liceum, Profesor Raszewski. I ile postaci i zdarzeń z Pani życia znalazło się w Jeżycjadzie (w formie przetworzonej, rzecz jasna) ! Miło mieć taką wiedzę :)

  44. A ta piosenka ma wyjątkowo piękny tekst:

    Un enfant vous embrasse
    Parce qu’on le rend heureux
    Tous nos chagrins s’effacent
    On a les larmes aux yeux
    Mon Dieu, mon Dieu, mon Dieu…
    Dans votre immense sagesse Immense ferveur
    Faites donc pleuvoir sans cesse Au fond de nos coeurs
    Des torrents de tendresse
    Pour que règne l’amour
    Règne l’amour
    Jusqu’à la fin des jours.

    W chwilach zwątpienia rozbawiam się wizją Jonasza podkreślającego pozytywy w brzuchu wieloryba.

    Kurierze, przybywaj!

  45. Czekam na kuriera, może dziś przybędzie z paczką egzemplarzy autorskich nowej książki. Zaraz ją Wam pokażę, jak tylko się nacieszymy!

  46. Sowo, Bourvil był nie tylko cudownym aktorem komediowym, lecz także utalentowanym akordeonistą. Obejrzałam kiedyś sobie na YT jego stare filmy, jeszcze czarno-białe. Genialny komik! Przy okazji trafiłam na różne nagrania piosenek w jego wykonaniu. Czarujące!

  47. W pewnym czasie wznowienia Jeżycjady dostały nowe „tyły” okładek, Sowo. I tam właśnie prezentowałam „krótką historię Jeżycjady”- stare zdjęcia rodzinne, kartki na mięso i inne drobne realia. Słowem, coś z tego, co obecnie znalazło się w „Na Jowisza!”.

    Doris, najserdeczniej Ci dziękuję za takie gorące wstawiennictwo w sprawie „Chucherka”. Zostałam ostatecznie przekonana zwłaszcza biblijnym argumentem. Ten o wielkopolskim urodzeniu wręcz mnie zawstydził!
    Masz rację, to zobowiązuje.
    Czas się brać do roboty.

    Dziękuję za pokrzepienie i ostrogę! I zapraszam, zostań z nami!

  48. Piosenka na dzień dobry:

    André Bourvil – „La tendresse”.
    Może być w wersji Marii Laforêt, jak kto woli.

    Co to jest „Jeżycjada w obrazkach”?

  49. Ach, i jeszcze coś! Przecieź ogromnie byłoby źal juź włożonej w tą postać pracy, taki trud nie może pójść na marne. Pani Małgosiu! Wielkopolanko Z Urodzenia! (oj, źeby tylko mi się nie dostało, źe tak sobie śmiało poczynam!) No i na dodatek, te księgarnie co to się w końcu otworzą będą wdzięczne za Pani płodność literacką. Trzeba wspierać polską gospodarkę, źe juź nie wspomnę o utrzymywaniu stałego poziomu naszej ojczystej literatury:). Nie jest lekko jak się ma taki talent, jak Pani, co my na to moźemy??? Chyba nie zakopie go Pani w ogródku?! ;)

  50. Nie no, milczałam długo, ale juź nie mogę! Czytam Was, Mili, jak dobrą acz lekko abstrakcyjną powieść;), i często gryzę palce źeby nie dorzucać swoich „trzech groszy”, bo nic nie wnoszą. Oczywiście cały czas mam świadomość, źe lada moment i tak się wtrącę, no i stało się! Otóż dziś z drźeniem serca śledziłam losy naszego Chucherka i … no przepraszam Pani Małgosiu, wszak to tylko Pani dziecko, ale zaniepokoiłam się mocno – co z nim będzie…? Przecieź Ono musi być. Przecieź Ono juź jest! I ma misję jak rzadko które! Przyjść na świat w takich czasach… Toź to powołanie! I przecieź Pani najlepiej to czuje! Ja przepraszam bardzo, no naprawdę wstyd mi tak się rządzić, ale tak really to napisałam właśnie największy komplement dla Pani twórczości. Przecieź ona zawsze była „ku pokrzepieniu serc”. To juź tradycja. Piękna. I bardzo potrzebna. Ale nie mam prawa nalegać, wiem. Łatwo tak nagabywać gdy się wie, źe nie ja będę rodzić to dziecko w bólach… Dlatego szczerze przepraszam, źe w ogóle się ośmieliłam. Ślę całą masę uścisków i dobrych myśli !

  51. To prawda, profesor Dmuchawiec miał rację i mam nadzieję, że zdążę odpowiedzieć mojemu uczniowi na pytanie… Raz jeszcze dobrej nocy.

  52. Salve, Piszę w śmiesznej sprawie: jak wiemy okładka to integralna część każdej książki MM. Parę lat temu, gdy zaczynałam czytać MM strasznie spodobała mi się „Jeżycjada w obrazkach”. Niestety trudno dostępna, a w książkach nie mogę znaleźć roku wydania. Potrzebna mi teraz ta informacja koniecznie – moi domownicy omyłkowo oddali moje stare wydanie i na półce niestety króluje książka z dyplomem „za najlepsze wyniki w nauce” mojej siostry. No cóż. Zatem moje pytanie brzmi: Które ostatnie wydanie „Opium w rosole” ma właśnie „Jeżycjadę w obrazkach” na okładce?

  53. Dobry wieczór, na koniec książkowego święta chciałabym się podzielić moim dzisiejszym, „jeżycjadowym” odkryciem. Jakiś czas temu uczeń zapytał mnie: „Na czym polega bycie polonistą?”. I dziś całkiem przypadkiem znalazłam odpowiedź w „Kwiecie kalafiora”. „Oto dlaczego lubię być nauczycielem. Utwierdzam się wciąż na nowo, że dobro jest niezniszczalne” – mój ulubiony profesor Dmuchawiec. Spokojnej nocy!

  54. Jeszcze raz brawo dla błyskotliwych łamaczy języków!- oczywiście dla wszystkich, nie tylko dla nagrodzonych!

  55. O, a my otworzyliśmy paczkę od razu. Podobno wirus miedzi się nie ima.

    „Wiosna” Weyssenhoffa jest taka żółta, musiała się spodobać. Jest jeszcze obraz „Siewca” Wyczółkowskiego, ma ładne światło. Chyba można go uznać za wiosenny.

  56. Zgredzie (wiad.pryw.)- obserwuję i wnioskuję. („Przypuszczom, że wuntpie”…)
    Co do procesu twórczego – rzecz to delikatna. Się zobaczy. Niewątpliwie sprzyjałaby mu świadomość, że wydawnictwa, księgarnie i biblioteki działają jak zawsze.

  57. Droga Adminko, bardzo dziękuję w imieniu chrześniaczki.
    Przesyłka dotarła i odbywa kwarantanę na klatce schodowej.

  58. Beato, co do wiad. pryw.:- rośnie pokolenie pozbawione empatii? Ech, może nie.

    Dziewczynko z zapałkami, racja, siatkowy podkoszulek jest bardzo w stylu pana Kazia. Ale białe koszule też nosił.
    Odwzajemniam piękne uśmiechy!

  59. Wygral obraz: Henryk Weyssenhoff „Wiosna”!
    Tylko mi uczniowie sie zestresowali jak im powiedzialam, ze to Pani i Ksiegowi wyszukiwali dla nich tytuly. Kiedy wiec trzeba bylo wybrac zapadla martwa cisza i nikt nie chcial uczynic pierwszego kroku/wyboru. Musialam bezlitosnie zachecac!

    Mam jeszcze jedna anegdotke z zycia klasy, ale wysle Pani prywatnie, bo dotyczy powaznego tematu.
    Mnie rozsmieszylo, ale nie wiem czy sie nadaje pro publico bono… :)

  60. Dzieńdoberek!
    Jakżem ja Was dawno nie czytała. Dopiero teraz czuję jak bardzo tęskniłam za tą atmosferą.
    Pan Kaziu świetny! Takiego go zawsze widziałam (no, może nie całkiem, bo mimo wszystko bardziej do niego pasował mi siatkowy podkoszulek hihi).
    Na „Na Jowisza” czekam niecierpliwie.
    Co do łamańców od razu przypomniał mi się wiersz Białoszewskiego i jego szaranagajama. To był mistrz w te klocki.
    Ślę piękne uśmiechy ;)

  61. Masz rację, kochana Ateno. Dziękuję!

    Sowo (wiad.pryw.)- a to się cieszę, że w sam Dzień Książki!
    (Kto zasłużył, ten ma!)

  62. Salve, Emidzemi! Wydań było tyle, że sama już nie zliczę. „Opium” wznawiane jest właściwie co rok.
    Cieszę się z wiernej od dziesięciu lat czytelniczki i bardzo dziękuję za sympatię.

  63. SALVE,
    Zacznę od tego ,że jestem wielką fanką „Jeżycjady” właściwie już niedługo minie 10-lecie od kiedy przeczytałam pierwsza część.
    Rzuciło mi się wtedy w oczy to ,że Pani książki można oceniać po okładce. Okładki stawią integralną część Pani książek.
    W wyniku pomyłki, moi kochani domownicy oddali książkę „Opium w Rosole” z „Jeżycjadą w obrazkach” z tyłu książki. Które to było wydanie?

  64. Nastoletnia Gabrysia, i kilkuletnia Gieniusia nie żyły w łatwych czasach, a wyszło ku pokrzepieniu, pomimo.

  65. Dzień dobry,
    Pani Małgorzato, jeszcze raz dziękuję za zgodę na czytanie uczniom mojej szkoły książki „Ble-Ble”.
    Książka nie jest długa, więc już jutro przeczytam ostatni, siódmy odcinek.
    I tutaj mam kolejną prośbę: Czy moglibyśmy w podobny sposób przeczytać „Kluczyk”?

    Pozdrawiam serdecznie,
    przekazując równocześnie pozdrowienia i podziękowania od słuchaczy,

    Tomasz Karolak
    Społeczna Jedynka Poznań

  66. Dałby Bóg, by wena do Pani wróciła, Kochana Autorko. Też miałam myśl o cofnięciu trochę w przeszłość akcji „Chucherka”, może dałoby się to zrobić bez uszczerbku dla pierwotnie pomyślanej akcji? Pani książki zawsze niosą nam pocieszenie i dają choć trochę radości w tym nienajłatwiejszym świecie. Zwłaszcza teraz przydałyby się takie nowe jasne, jeżycjadowo – czytelnicze promyczki. Wiem, „Na Jowisza” lada moment i to będzie miła „uczta”, ale tu włącza się ciekawość – co dalej z naszymi bohaterami? Przydałoby się trochę akcji, ciekawych zawirowań, a jakaś doza humoru w tych trudnych czasach, wywołująca uśmiech, też by nam pomogła.
    Światło zwycięża każdą ciemność, a ponad chmurami zawsze słońce.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

  67. Profesor Raszewski po lekturze „Opium w rosole”: „Noc pękła, ale wrócił smak życia”. Wszystkim ofiarom czytelnictwa ku zbudowaniu.

  68. Muzyka na dobry początek dnia:

    H.I.F. von Biber – Sonata à 6, for trumpet, 2 violins, 2 violas & continuo in C major.
    Missa Christi resurgentis
    The English Concert, Andrew Manze.

  69. Nie byłabym sobą, gdybym wszystkim nie życzyła udanego Dnia Książki. P. S. Nie dziwię się uczniom, że ich nie zawsze przekonuje zdalne nauczanie. Ja też długo się oswajałam…

  70. Chyba jednak przybędzie jutro… Mam sygnał z wydawnictwa, że dziś dopiero paczka zostanie wysłana.
    Trzeba się uzbroić w cierpliwość. Podobno „Jowisz” prezentuje się przepięknie!
    Pozdrawiam Ciebie i Siostrę, Ryśku, a także Ogród!

  71. Z okazji Światowego Dnia Książki do DUA przybędzie „Na Jowisza”. Zbieg okoliczności? ;)

    Wszystkim ofiarom czytelnictwa – porywających lektur!

  72. Nie wiem jak u Was Drodzy Ale moje dzieci stają okoniem i prychają z pogardą na lekcje zdalne…..A to piekne słoneczko i bratki w mym ogrodzie nie pomagają. A więc poszłam dzis z moimi dziećmi z klasy 1 i 0 na wagary do ogrodu….byly zachwycone.

  73. Jako kolejna „ofiara czytelnictwa” życzę wszystkim spokojnej nocy, mnie właśnie wzywa książka.

  74. Artefakcie, dziękuję za wiadomość prywatną. Ubawiłam się, wzruszając jednocześnie ramionami. Człowiek mógłby przypuszczać, że poważne sprawy i poważne okoliczności wymagają jednak precyzji w wysławianiu się. Lecz oto są zgoła odmienne zdania.

  75. O tak, Zośko, bibliotekarz potrafi :)

    A tak na marginesie kilku poruszanych w tym wpisie tematów, wybór z „Humoru zeszytów szkolnych” (choć nie pomnę, czy niektóre wypowiedzi już tu kiedyś nie padły, wszak to nasza częsta lektura):

    „Latarnik zasnął i stał się ofiarą czytelnictwa”.
    „Utwór ten pisany jest wzorową polszczyzną, dlatego ta książka jak żadna inna sprawiła mi kłopoty z czytaniem”.
    „Myślę, że Ania Shirley byłaby idealną żoną, gdyż zachwycało ją byle co”.

  76. Muzyka o poranku:

    Paul McCartney – „Ac-Cent-Tchu-Ate The Positive”.
    „Kisses on the Bottom” – jedna z płyt, która nigdy mi się nie znudzi.

  77. Mnie się wydaje że „Chucherko” nie takie wątłe wbrew wszystkiemu i przetrwa, oj przetrwa. A może by przerzucić go tyci tyci w dal czasu przeszłego? Coby kasować nie trzeba było i od nowa siedzieć. Wszak tam już akcja się przecież rozbija. Uwielbiam Pani literaturę. Dużo optymizmu i dużo siły z niej płynie. Mam nadzieję, że wena wróci, tęskno mi do Borejków.
    Uściski wielkie jak Słońce!

  78. Ale najwięcej u niego jest lata. Ciekawe.

    Dzień dobry wszystkim! Już do mnie idzie paczka z Jowiszem!!! Pewnie jutro ją pokażę we wpisie.

  79. Interwencja była dokonana z chirurgiczną precyzją.
    Rozumiem jej powód.
    Żyrafy widzą więcej.

  80. Dobrze, ja tez jestem ciekawa!
    Mam nadzieje, ze opinie beda bardziej pogodne niz opinie moich gimnazjalistow o „Balladynie”.
    Jak to napisal uczen po przeczytaniu tegoz dramatu J. Slowackiego: „Ogolnie bardzo mi sie podobalo, gdyz bylo duzo akcji i zabojstw.”

  81. „[…] nie wiemy, czy na przykład kaznodzieja na renesansowym pogrzebie mógł powiedzieć: „Za jaje ta śmierć w obliczu Wieczności” i nie zostać zdzielony w łeb buzdyganem przez obrażonego żałobnika”.
    UA, skoro już Wieczność tutaj stanęła, nie mogłem się powstrzymać od sięgnięcia do skarbnicy eseistycznej Stanisława Barańczaka.

  82. Ach, pamiętam ten rysunek! Niezwykle bogaty w treści.
    Takie, jak ” … tych, co czytają streszczenia”, albo „Dasz radę, jeszcze tylko 3 strony!”.

    Nawiasem mówiąc, Opium było w czasie stanu wojennego, a z Kreski też żadna tam Herod-baba była.
    To może i Chucherko dałoby radę.
    Na pewno.

  83. O, o, słowa mojej Cioci!
    To były roczniki, słowo daję!

    Dzięki za pokrzepienie, Zośko luba.

  84. Bardzo Wam dziekuje za obrazowe podpowiedzi! Sama do tych dziel bym nie dotarla. Jutro moja komputerowa mlodziez wybierze ulubiony wiosenny obraz. Ciekawe, ktory im sie najbardziej spodoba…
    Jeszcze raz DZIEKUJE.

  85. Zamknięci my na głucho. Prawda. Ale pracujemy przecież! Nes pas Bożenko? I niedługo się otworzymy. „Cóż to jest wobec wieczności” (moja Babcia).

  86. Uważam, że takie Chucherko epidemii może nie przetrzymać, lepiej nie narażać. Bezpieczniejsza byłaby książka o tamtym cielesnym Bogatce. A nuż się człowiek wysublimuje. Powiedzmy, Ignacy Borejko omyłkowo strzelił go cytatem z Cycerona i w Bogatce dochodzi do przepięcia. I robi się coś, co bracia Minkiewicze uwiecznili na znanym rysunku, zatytułowanym „Dyskusyjny klub czytelniczy „Synowie rozgardiaszu” (wózkownia w bloku Mikołaja)”. Typ zaczyna chodzić po pylistych uliczkach swej wioski i lać wszystkich, którzy nie czytają książek. W t-shircie z napisem „Czytaj książki, albo umrzyj próbując!”.

  87. Tyś, Madziu moja (wiad.pryw.), bez winy, bardzo to było sympatyczne w ogóle i miła jest Twoja radość.
    No, tak, to rzeczywiście strategia, choć mnie nikt o zdanie nie pytał. Ale może nie musiał.

  88. Ja właśnie zamówiłam sobie tą książkę na stronie empiku. Już się doczekać nie mogę aż do mnie przyjdzie. To będzie takie miłe sięgnąć po książkę o jeżycjadzie wyczekując na „Chucherko” .
    Pozdrawiam serdecznie naszą kochaną autorkę jak i wszystkich fanów jeżycjady w tym ciężkim dla nas okresie.

  89. Beato: „W ogrodzie przy klombie” Podkowińskiego, „Wiosna” (tryptyk witrażowy) Sichulskiego, Witkiewicza „Mgła wiosenna”, „Krokusy” i „Kwitnące jabłonie”, „Słońce majowe” Mehoffera.

  90. Małgosiu z Krakowa, naprawdę nie wiem, kiedy będzie „Chucherko”, bo w obecnej sytuacji zmuszona jestem zaczynać pisanie wszystkiego od nowa (akcja miała się toczyć w roku 2020, a mnie się jakoś nie chce żartować z epidemii). I chwilowo nie mam nastroju do pisania, zwłaszcza wobec faktu, że księgarnie są zamknięte na głucho i biblioteki także.
    Natomiast jeśli już „Chucherko” napiszę, to ukaże się ono jak zwykle w Akapit Press, i tam będzie można kupić książkę z autografem.
    Łączę miłe pozdrowienia! Dla smoka też!

  91. Pani Małgosiu kochana! Otóż epidemia, epidemia. Nawet Smok w Grodzie się dziwi i maseczkę przywdziewa na swój ehkm pyszczek. Na Jowisza to hasło bardzo adekwatne do obecnej sytuacji! Cóż zrobić. Mam dwa pytania – gdzie i kiedy Chucherko? I jak to zrobić, żeby dostać od Pani dedykację?

  92. Gratulacje dla Sowy P. i Zgreda, Zośki i wszystkich językowych łamaczy. Właśnie wysłuchałam „Chrząszcza polskiego” i teraz sama próbuję to wszystko wymówić :). Kolejny świetny pomysł Adminki.

    Zawsze bardzo lubiłam Kazia Traka.

  93. Dziś dotarło do mnie najnowsze wydanie „Darowanych kresek” Joanny Papuzińskiej.
    I pani zdjęcie z autorką jest na ostatniej stronie.
    To takie dobre rzeczy w tych trudnych czasach :)

  94. „Listy”, rzecz jasna, czytałem. Ściągnąłem teraz z półki i przekartkowałem szukając właściwego fragmentu. Nie znalazłem, za to nabrałem ochoty, aby przypomnieć sobie całość. A że jestem już na ostatnich stronach „Pamiętnika poety”, więc płynnie przechodzę od Wierzyńskiego do Raszewskiego. Aha, „Marianna i róże” zamówiona.

  95. Dzień dobry, jak to dobrze, że nie wszystkie plany udaje się nam realizować. Mielibyśmy prawie o połowę mniej przyjemnego czytania… Dobrego dnia wszystkim

  96. Krzysztofie, zajrzyj do „Listów” prof. Raszewskiego. W jednym z nich mowa jest o tej książce.

  97. Sylwio, dziękuję za ten miły komentarz. Spieszę dodać, że reakcja Twoja przy czytaniu „Kalamburki” była ze wszech miar uzasadniona. To naprawdę miał być koniec „Jeżycjady”! – tak to sobie zgrabnie obmyśliłam. Ale stało się inaczej, po pierwsze za sprawą czytelników, którzy domagali się dalszego ciągu opowieści, a po drugie – wskutek nacisku ze strony mojej nieocenionej wydawczyni.
    No i powstały kolejne tomy. Osiem!
    Teraz zresztą sytuacja się powtarza – „Ciotka Zgryzotka” została napisana na zgrabne zakończenie serii, przypieczętowane wydaniem „Na Jowisza”. Ale chyba nic z tego, skoro natychmiast ze mnie wyciśnięto obietnicę, że napiszę „Chucherko” i jeszcze kilka tomów.
    No, zobaczymy, jak to będzie – jak Pan Bóg da i jak zdrowie pozwoli.
    Na szczęście lubię pisać!

  98. Pozwolę sobie zapytać o tytuł wspomnieniowej książki dotyczącej wielkopolskiej rodziny ziemiańskiej, chyba już parę razy była tu o niej mowa. Książkę kupiłem jakiś czas temu, ale – zamiast przeczytać – pożyczyłem, z czego skorzystała, aby zaginąć. Tytuł zaś zaginął w mrokach pamięci.

  99. Jakie piękne łamańce! Wszystko do mnie dociera z solidnym opóźnieniem. Szachista przy mnie to mistrz refleksu. Gratulacje dla wszystkich udział biorących! Isiątka próbowały „Fortel turlał artylerią” i też poległy. Chociaż zauważyłam, że bardzo pomaga silne wymawianie „r”. „Czczy dżdż sczezł” też zachwycający! Zresztą wszystkie łamańce przepiękne!

  100. O, widzę że Zgred zna „Porozumienie bez przemocy”, żyrafę i szakala.

    PS: Sprawdziłam sama, nowe „Małe kobietki” mnie się też podobają, trudno powiedzieć, czy tak samo, jak ta ekranizacja sprzed lat. Ale i jedna, i druga wersja ma w sobie to coś, po prostu historia wzrusza i wywołuje uśmiechy. : )

  101. I jest jeszcze szakal. Oj, tego trzeba unikać. Robiliśmy w bibliotece warsztaty rodzinne na ten temat. Było dużo zabawy i ciekawych zadań dla dzieci.
    Ptaki śpiewają, słońce świeci. Dobrego dnia.

  102. Witam wszystkich :)
    ucieszyłam się z portretu Pana Kazia Traka szczególnie, ponieważ akurat czytam po raz kolejny Kalamburkę. Przyznam się szczerze, że za pierwszym razem nie przeczytałam jej w całości, nie byłam w stanie gdyż za każdym razem coś mnie ściskało w środku – Pani Małgosia po raz pierwszy tak skonstruowała fabułę, że przenosiła nas w przeszłość i mnie coś się ubzdurało, że to już pewnie na pożegnanie z Jeżycjadą… I dopiero kiedy zaczęły się ukazywać kolejne tomy odetchnęłam z ulgą i teraz ze smakiem czytam sobie w całości właśnie Kalamburkę. A Pana Kazia bardzo lubię za to, że poczekał na wspólne zamieszkanie z poślubioną sobie Gizelą aż do czasu zamążpójścia Mili – to się nazywa Miłość!

  103. Szyja, rzecz jasna, pomaga spojrzeć na wszystko z właściwej perspektywy.
    I zobaczyć potencjalne niebezpieczeństwo przed innymi.

  104. Czy ktoś sugeruje, że nie jestem w stanie udowodnić, że Starosta jest podobny do żyrafy?
    Przypuszczom że wuntpie!

    Otóż w teorii i praktyce Nonviolent Communication (Marshall Rosenberg) podejście żyrafy reprezentuje strategię komunikacji bez przemocy. Żyrafa ma świadomość reakcji swojego interlokutora, a jej wielkie serce jest symbolem współczucia.

  105. Alku, nie wierzę w to bałaganiarstwo Twoje, odkąd ujrzałam rysunek pewnej niedużej czaszki. Bardzo metodyczny.

  106. Nie jestem bardzo podobna do żyrafy. Oddycham z ulgą zatem, bo w klasyfikacjach jesteś leciutko nieścisły, Zgredzie.

  107. Żeby tylko ktoś nie zinterpretował tego, jako usprawiedliwienia dla jakiejś formy supremacji, że o segregacji i eugenice już nie wspomnę.
    Zresztą wszelkie klasyfikacje umysłów nie są ścisłe.
    Niektórzy się im wymykają. Może nawet wielu.
    Na przykład, za pozwoleniem, Starosta.

    Tak, kiedyś na biologii podałem, jako przykład zwierząt wyższych, żyrafę.

  108. Anonim jest mną. Nie wiem dlaczego nie było uprzejme się wpisać samo. To bałaganiarstwo ma pewnie coś do rzeczy.

  109. Leon Wyczółkowski „Wiosna w Gościeradzu”
    Henryk Weyssenhoff „Wiosna”
    Włodzimierz Tetmajer „Kwitnąca jabłoń”

  110. Chciałabym specjalnie podziękować Sowie P. za polecenie książki „Sztuka pisania nie tylko o sztuce”.
    Dzisiaj odebrałam zamówienie – zarzucam zatem wszystko, w tym pracę zdalną: opisywanie (skądinąd ciekawych) katalogów o szkle artystycznym i zamierzam przeczytać wspomnienia Bożeny Fabiani. Jednym tchem.

  111. Mój na przykład umysł jest bałaganiarski. Nie wiem, jak to traktować, chyba trzeba udawać, że nic się nie stało. I pruć dalej, bo cóż innego.

  112. Dzien dobry Wszystkim! Czy moglabym poprosic o pomoc umysly nie scisle, a „plastyczne”? Mysle, ze temat bedzie wiekszosci odpowiadal (przynajmniej kalendarzowo). Chcialaby znalezc piekne polskie obrazy przedstawiajace wiosne- by pokazac mojej V klasie. Znalazlam „Kaczence” J. Chelmonskiego i „Wiosna w Goscieradzu” L. Wyczolkowskiego, „Bociany” J. CHelmonskiego. Na pewno jest o wiele wiecej, ale moj internet albo pokazuje obrazy wiosny o zabarwieniu erotycznym, albo obrazy malarzy zagranicznych. A ja chcialabym, zeby bylo niewinnie i po polsku! Dziekuje (z gory) za pomoc!

  113. Nie u każdego moc liryczna dochodzi do maksimum. Zadziwiające, jak często idzie ona w parze z umysłem ścisłym! A może jednak wcale mnie to nie dziwi.

  114. Właściwie ten cytat z Lema stanowi kompletną opowieść, są wyraziści bohaterowie, emocja, jest suspens, no i to mistrzowskie opanowanie języka. A współczesne kanony literackie dopuszczają rzucenie bohaterów tak na głęboką wodę, bez uprzedniego pogłębienia charakterystyki postaci.

  115. Wspaniały cytat, Ryśku!
    Zawsze mnie, swoją drogą, zachwycały igraszki z polszczyzną (i staropolszczyzną) u Lema.
    Mistrz!

  116. „Gdy wskaźniki amplifikacyjne pokazały, że moc liryczna dochodzi do maksimum, Trurl nieznacznie tylko drżącą ręką przerzucił wielki wyłącznik i niemal natychmiast głosem lekko ochrypłym, lecz emanującym dziwnie sugestywnym czarem, maszyna rzekła:

    – Chrzęskrzyboczek pacionkociewiczarokrzysztofoniczny.”
    („Elektrybałt” Lema – odnośnie łamańców)

  117. I bardzo dobrze, że wprawił, Alku. Bez niego szczęka byłaby szczerbata i gubiła rytm.
    Ten kurczak… Mam nadzieję, że mi się nie przyśni.
    Dobranoc!

  118. Madame, te szczątki to było jedyne białko zwierzęce, jakie udało się nabyć w sobotę po południu w miejscowości, w której przebywaliśmy. Następna dostawa być może w poniedziałek. A następnego dnia ludzi trzeba było nakarmić. A skoro one były jedyne, to znaczy że leżały przez cały dzień. Prawdę mówiąc, nieco dłużej, niż powinny. W dodatku sprzedano mi je w worku foliowym, a wiadomo, co foliowa torebka robi z kurzą tkanką. Więc musieliśmy wziąć się za odkażanie i dlatego zaraz po powrocie z roboty w środku nocy zrobiłem im obróbkę termiczną. Bo wychodziło, że dalszej nomen omen zwłoki to one już nie wytrzymają, biedactwa.

  119. Jeśli Gałczyński napisał, że pada dżdż, to znaczy, że jest. Jak poeta ten klawisz mowie polskiej wprawił w gębę, to jest wprawiony, trudno.

  120. Sowo, no tak, masz rację – nie całkiem ściśle Ci ją przyznałam w poprzednim wpisie, choć taki miałam zamiar.
    Nie ma samogłoski, nie ma sylaby, logiczne.
    :)

  121. Jeszcze o Św. Wyczerpanym.
    Po francusku to mógłby być St.Langui albo (bardziej współcześnie i dosadnie) St. Creve (z akcentem na Suwałki z punktu widzenia centralnej Polski – nie umiem wstawiać tutaj akcentów francuskich).

  122. Dlatego sugeruję, że dżdż sylabą nie jest. Bo taka bezdźwieczna forma, poza Zieloną Gęsią, nie istnienieje. Chyba że za sylabę uznamy jakikolwiek odgłos wydawany paszczą przy jednorazowym jej otwarciu.

  123. Magda Z dobrze pisze. Nie istnieje słowo „dżdż”, kiedyś istnial deżdż, który przekształcił się w deszcz. Dawna forma deszczu pobrzmiewa w słowach dżdżysty i w wyrażeniu łaknąć jak kania dżdżu.

  124. A może! – faktycznie nie może. Sowa ma chyba rację.
    Zresztą forma mianownikowa (i archiwalna) to deżdż, a nie dżdż.
    Na pewnym blogu językoznawczym poczytałam sobie o tym i tak wygląda pełna odmiana:
    l. poj. M. deżdż D. dżdżu, C. dżdżowi, N. dżdżem, Ms. o dżdżu; l. mn. M. dżdże, D. dżdżów, C. dżdżom, N. z dżdżami, Ms. o dżdżach.
    (Wszystko przez te jery).

    A wcześniej (niepoprawnej acz wdzięcznej i żartobliwej) formy dżdż użył K.I. Gałczyński w Teatrzyku „Zielona Gęś”.

  125. Wy tu sobie gadu-gadu, a ja wciąż nie wiem, jakie książki wysłać Sowie i Zgredowi i na jakie adresy. Proszę uprzejmie o informację, bom w kropce!

  126. Są językoznawcy, którzy twierdzą, że w łacinie ludowej istniał czasownik eguttare, oznaczający wysuszenie do ostatniej kropli (gutta – kropla). Podobno od tego czasownika pochodzą współczesne we francuskim égoutter (osuszyć) i, uwaga, hiszpańskiego agotar (całkowicie wyczerpać, także człowieka). Bardzo mi się podoba ta teoria, bo jakże blisko znaczeniowo eguttare do naszego wy-CZERPAĆ! Poza tym, święty mnich Eguttatus, młodszy kuzyn Defatigatusa, nawróconego na pirackim statku rzymskiego dekuriona, mógłby spoglądać nieco łaskawszym okiem na bardzo młodego jeszcze bratanka Exhaustusa, ciągle spragnionego, bo opróżnionego.

  127. DUA – ależ historia z tą Japonką zakochaną w Jeżycjadzie i poznaniaku – życie to doprawdy niesamowity scenarzysta.
    Mój malutki, miniaturowy bez, ale pachnący niezwykle mocno, ma już pączki :)

  128. Dziękuję, UA, za nazwanie mojej gadaniny prozą. Proza sypie się ze mnie jak z pana Jourdain. Ale pisanie to jedno, a wydarzanie drugie. Czasem wydaje mi się, ze powinienem opisywać po prostu to, co się wydarza. To zwyczajne życie, jak powiedziała Joanna Chmielewska. Szarą codzienność świata nauki, jak powiedział Stanisław Barańczak. Na przykład jak rok temu szorowałem ze studentką kurczęce szczątki nad rowem, polewając wodą mineralną z butelki, a i jak następnie wietrzyliśmy je na klapie samochodu. I jak później, już po północy, robiłem z tego obiad dla pięciu osób.

  129. Jedną, moim zdaniem.

    Sylaba to jest grupa głosek zawierających jedną samogłoskę.

    Dżdż i dżdżu („łaknąć jak kania dżdżu”) – po jednej sylabie.

    I dopiero „dżdżysty” ma dwie sylaby.

  130. Ranek zapowiadał dzień bez śladów słońca. Miałam jednak nadzieję, że w to Święto Miłosierdzia rozpogodzi się i tak też jest teraz. Z córką śledziłyśmy zmagania chrząszczowe , nawet sprobowała swych sił i była szczęśliwa gdy uslyszała swojego łamańca. Świetna zabawa . Gratulujemy zwyciezcom.

  131. Polonistką nie jestem, ale forma dżdż zasadniczo nie istnieje. Zgredzie, tylko trzy sylaby, ale za to jakie! Lubię formy lapidarne. I bardzo się cieszę, że wygrałeś.
    Wszytych wszy wciąż nie potrafię wymówić.

  132. Na szczęście nie jestem polonistą i nie muszę wiedzieć, ile sylab ma dżdż.
    Ale jednak nie. Muszę.

  133. Ryśku, zadziwiasz mnie. Dzięki, spróbuję wysłać książkę do pani Kazuko kurierem.

    Zgredzie, ale gdzie tam, nie uraziłeś, nawet nie wiem, czym byś mógł.

    Bogno, a żebyś wiedziała! Dostaję listy z Japonii, a jedna najwierniejsza japońska czytelniczka nawet osiadła na Jeżycach, wyszedłszy za mąż za poznaniaka, teraz zaś razem z panią Kazuko napisały tę książkę o dziewczętach z Jeżycjady.
    Co do wiad.pryw.- na pewno zainteresuje to Emilkę, patrz: kieres.net

  134. Tutaj bzy i konwalie już zakwitają, a to jeszcze nie maj. Takoż jablonie i truskawki. A z niezapominajek nektar spija rodzimy koliber.

  135. DUA, poczta nie działa, ale można wysłać kurierem. Do Japonii koszt jako przesyłka listowa to ok. 100 zł, jako paczka ok. 200. Do Japonii nie testowałem, ale właśnie organizuję przesyłkę z Tajwanu – pocztą okazało się niemożliwe, ale kurierem tak.

    Może do 6 maja sytuacja pocztowa się unormuje. Jeśli nie, mogę naszej drogiej Casciolinie wysłać sposobem, jaki będzie realny – rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki ;)

  136. Sowo, ależ bez przesady. Ja napisałem tylko 6 sylab.
    W dodatku na odcinku samogłosek wystąpiły przejściowe trudności.
    Cieszę się, że wygrałaś.

  137. Starosto, mam nadzieję, że Starosty nie uraziłem.
    Pamiętam, po prostu, historię pewnego, znanego nam, podszycia.
    And its handling by the respective lawyers.

  138. DUA, trudno to sobie wyobrazić, ale to jak widać fakt, wielka zań chwała pani Kazuko Tamura – młode Japonki, i nie tylko młode (oczywiście Japończycy płci męskiej również, tym zbyt poważnym facetom dobrze by to zrobiło) – muszą być przeszczęśliwe :)

  139. Dzień dobry, słoneczny i brylancikowy! :) Melduję, że zaobserwowałam dziś pierwsze bzy!- wyszłam rano na małe bieganko, a tu takie cuda! :)

    I ja miałam swój skromny udział w zabawie Adminki, a nawet udało mi się przejść przez pierwsze konkursowe sito. :) Ale gdzie mi tak do czczego dżdżu i wesz wszytych w szwy! (to nawet trudno bez potknięcia napisać, a co dopiero wymówić!)

    Pozdrawia Biedronka.

  140. Ach, o to wszak chodzi, by było jak najtrudniej.
    Trudne jest piękne.

    Alek też to wie. Popatrzcie na ten kawałek jego prozy!

  141. Bo dalej od tej przeklętej Galii już się nie dało. Pierwotnie sfatygowany Defatigatus rozważał Trację, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że daktyle oraz sorbet pod palmą nie są najgorszym, co może spotkać porządnego Rzymianina na emeryturze – daleko zarówno od nienormalnych Gallów, jak i od postrzelonych Cezarów. Mógłby jeszcze przestudiować popularny „Periplus Maris Erythraei” i udać się na morze, kursując na statku gdzieś między Aksum a Półwyspem Indyjskim.

  142. Tak, łańcuch rozumowania całkiem sensowny. Wychodzi centurion Szczurza Śmierć, w cywilu Marek, teraz już znamy także nazwisko. Ale potem przyszło mi do głowy, że taki Defatigatus to na centuriona trochę nie pasuje. Wyobrażam go sobie raczej jako dekuriona lub optio (funkcja podoficerska), poniewieranego przez Gallów ze znanej wszystkim spadkobiercom cywilizacji łacińskiej małej wioski. Ot taki sobie dekurion Defatigatus, którego a to Idefiks ugryzie, a to Obeliks jednym ciosem przerzuci do Lutecji. I którego jedynym marzeniem jest skończyć wreszcie tę cholerną służbę w Galii, dostać przydział ziemi, i resztę życia spędzić w Arabii Deserta hodując daktyle i lecząc się z PTSD.

  143. Z tej strony córka Beaty Marii.
    Dziękuję bardzo za gratulacje.
    Los się do nas uśmiechnął, a łamaniec de facto wymyślili rodzice siedząc na ławeczce bujanej w ogrodzie.

  144. Ode mnie też był mały łamańczyk, zgłoszony,podobnie jak w przypadku Zgreda, przez stronę Emilii :)
    Łamańce Sowy to majstersztyk!

  145. Bogno, a teraz wyobraź sobie, że jesteś Japonką i postanawiasz nauczyć się polskiego.
    Tak zrobiła pani Kazuko Tamura. Nauczyła się i przełożyła kilka tomów „Jeżycjady”!
    Szczegóły w „Na Jowisza”.

  146. Moja córka tez brala udział w tym konkursie. Zostala wylosowana i znalazla się w gronie zwycięzców. Ale byla radość i emocje.

  147. Zaciekawiona naszymi lokalnymi zwycięzcami zajrzałam czym prędzej na stronę FB Emilki Kiereś i język mnie rozbolał od prób językowych, ho, ho, ho – Emilia sobie bardzo dzielnie radziła, ale jak się w to wsłuchać, to strach ogarnia, że mamy taki straszny język :), ale zabawa przednia, gratulacje dla naszych :)

  148. Ale na FB mówiono o Tobie, uzdolniony przyjacielu, biegły w skojarzeniach i interpretacjach. Oraz w nadinterpretacjach.

  149. O, to miło z tym konkursem!

    Starosto: to nadinterpretacja. Na FB – niemożliwe. Nie mam tam konta.
    Nadesłałem dwuwiersz na stronę Adminki.

    Ciekawe, czy wszyscy wiedzą, dlaczego akurat centurion?
    To elementarne: epidemia => dżuma => Szczurza Śmierć => centurion
    c.b.d.o.

  150. E, ja to w zasadzie wymyśliłam za łatwe.
    Emilka dała radę bez mrugnięcia okiem.

    Ale i tak fajnie było połamać sobie główkę (i język przy okazji).
    Każda aktywność odwracająca uwagę jest teraz dla mnie na wagę złota.

  151. Och, och, co ja słyszę! Sowa P. i Zgred ex aequo zwyciężyli w konkursie na łamańce językowe, na
    FB u Emilii Kiereś! Karikari i Magda Z. wśród uczestników! Brawo dla Was, łamańce wspaniałe.

  152. I to jest wspaniała wiadomość!
    Czekając na Jowisza, w przerwach w pracy zdalnej podczytuję Jeżycjadę i tak sobie obserwuję z tomu na tom jak moja wybrana bohaterka dorasta. Pozdrawiam ciepło w to słoneczne popołudnie. Pewnie wszyscy, którzy mogą siedzą w swoich ogrodach. Mój skromny areałek pod oknem skopany i podlany (sucho wszędzie, co to będzie).

  153. Buczyno, a nie, w „Na Jowisza” nie ma takiego spisu lektur. Popatrz, nie wpadłam na to!- a można było stworzyć niezłe hasełko.
    Z drugiej strony, hasełek nam nie brakowało, przeciwnie: wystąpił duży ich nadmiar.

    No i taka wiadomość na dzień dobry: „Na Jowisza” już wydrukowana, znalazła się w magazynach. Lada dzień dostaniemy nasze egzemplarze autorskie.

  154. Kochani, skończyłam się właśnie przegryzać przez kilkanaście ostatnich wpisów i wasze komentarze. Ależ tu było jak zwykle bogactwa – inspiracji, myśli, poezji, ważnych wspomnień. Nie dam rady odnieść się nawet do połowy tego, co chciałabym, więc tylko podziękuję – za tą stronę, gdzie można tak miło się dzielić pod najmilszym okiem DUA i za wasze mądre, ciepłe myśli :)
    Podzielę się jeszcze nowo odkrytymi inspiracjami czytelniczymi – ostatnio połknęłam z najstarszą córą (ale już i młodsze połykają, bo czytamy głośno na dobranoc) serię Blask Corredo Agnieszki Grzelak. A już bez córeczek czytałam książki Anny Łaciny – wciągające i wartościowe (np. Telefony do przyjaciela).
    A co do adaptacji „Stowarzyszenia Miłośników Literatury..” to bardzo mi się podobała, pewnie dlatego, że oglądając film nie znałam książki. Najbardziej para głównych bohaterów, ale też Isola i postać Sidney’a – bardzo ciekawie poprowadzona, choć zupełnie inaczej niż w książce, jak się potem okazało. Po lekturze książki przekonałam się też, że autorzy scenariusza dodali w pewnym sensie sztuczny problem do dramaturgii, ale w filmie tworzy on dość przekonującą osnowę wydarzeń i koncentruje wątki, więc ostatecznie nie mam tego za złe :)

  155. Calpurnio, dziękuję za taką wyczerpującą przypominajkę w sprawie Małych Kobietek i Rozważnej i romantycznej. Dziękujemy DUA za podsuwanie nam tych fantastycznych lektur do czytanie przez związywanie ich z bohaterkami naszej ulubionej serii. Swoją drogą – czy w „Na Jowisza” znalazł się również spis lektur i adaptacji filmowych polecanych w Jeżycjadzie? Czy trzeba by zrobić osobny tom z takiej listy :)??
    buczyna

  156. Byłam w kinie na „Małych Kobietkach”, nie czytając uprzednio książki ani nie oglądając poprzednich wersji filmowych. Nie miałam więc żadnych uprzedzeń związanych z adaptacją. Film mnie wzruszył i bardzo mi się podobał. Chciałam nawet pójść na niego po raz drugi, ale przez zaistniałe i wiadome okoliczności już nie zdążyłam. Świetny aktorsko i piękny wizualnie.
    Mam nową ekranizację „Rozważnej i Romantycznej” z roku 2008 BBC, w adaptacji Andrew Daviesa. Ta wersja zdecydowanie bardziej mi się podoba od tej z Hugh Grantem, na którą biegały bohaterki „Jeżycjady”. Ma w sobie świeżość i młodą, bardzo dobrze dobraną obsadę. Jeśli ktoś ma możliwość jej obejrzenia to szczerze polecam.
    A „Małe Kobietki” i tak mam w planie czytelniczym:) Pozdrawiam serdecznie.

  157. Czuję się w obowiązku uzupełnić mój komentarz do nowych Małych kobietek. Pisząc „panowie” miałam na myśli odtwórców Lauriego i profesora Baera. Oni zdecydowanie bardziej podobali mi się w wersji z 1994r. Ale na przykład pan Brooke tym razem jest zdecydowanie lepszy. W ogóle tworzą bardzo dobrą parę z Emmą Watson i sceny z nimi były naprawdę piękne.
    Po namyśle (tamten komentarz pisałam tuż po obejrzeniu filmu) i po doczytaniu w internetach, że powstał równolegle miniserial, skłaniam się do tego, że najbardziej przeszkadza mi montaż, przy tej karuzeli czasoprzestrzennej aktorzy nie mieli szans na pokazanie rozwoju postaci. I mam ochotę poszukać tego miniserialu – na pewno tam mogło się więcej zmieścić… Ale może ja jestem już stare pokolenie przyzwyczajone do liniowej akcji :)
    Natomiast jestem absolutnie za tym, żeby każdy obejrzał film na własną rękę i nie uprzedzał się po moim komentarzu. Moliku, oglądaj, warto, tylko ja jestem bardzo związana z poprzednią wersją i trudno mi się od niej oderwać :)
    buczyna

  158. odpowiadam Buczynie. Otóż nastąpiła zasadnicza omyłka. Bohaterki Jeżycjady nie chodziły do kina na ” Małe kobietki.” Bella biegała oglądać, ale adaptację zupełnie innego dzieła. Mianowicie „Rozważnej i romantycznej.” którą Gabrysia z Natalią widziały siedem razy. Zaś Laura czytała książkę w Imieninach, zanim poszła do kuchni. by wyjawić Nutrii kto miał udział w machlojkach Filipa ze ślubem w pierwszej kolejności

  159. Dzień dobry!
    Pan Trak mocno skupiony na swoich myślach, może do nich się leciutko uśmiecha?
    Spolszczony podobałby mi się św. Ekstynant – opróżniony z sił życiowych.
    Kojarzy mi się ze św. Ekspedytem, „pod którym” w dzieciństwie stałam na mszy, a z drugiej strony z Rosynantem, ten zaś z jakąś miękkością, nie wiedzieć czemu.

  160. Chyba jestem wyczerpana, bo jakoś do mnie nie dotarło, że ma być po łacinie. Sw.Defatigatus się kłania, ot co.

  161. Cha, cha! – dobrze, Chesterko, mamy więc właściwe imię dla świętego Wyczerpanego.

    Ako, oczywiście. Mama miała rację. Co więcej, nieinteligentni też mogą się nigdy nie nudzić, jeśli tylko są energiczni i pracowici. Zawsze bowiem jest coś pożytecznego do zrobienia!
    Leniwi – o, ci to się nudzą!

  162. Moja mama mówiła zawsze, że inteligentni ludzie się nie nudzą. Tym sposobem miała spokój z nami, czyli swoją trójką pociech, bo nigdy nam przez usta nie przeszła kwestia: „Maaamo, nuudziii mi się.” Co więcej, zostało nam to na całe życie.
    Pozdrawiam serdecznie i wracam pod regał.

  163. Tak, tak, tylko taki człowiek mógł oswoić Gizelę. Bardzo, jak zawsze, udany portrecik.
    Już nie tylko mój zaniedbany dom, ale i ogród doczekał się mojej uwagi. Jak tak dalej pójdzie to i na czytanie będzie więcej czasu niż przed snem.
    Ech , czasami przydałaby się taka Franciszka Wyrobek.
    Pozdrawiam DUA i cały Lud a szczególnie tych, którym udało się już sobie przypomnieć co to znaczy nuda ( osobiście jeszcze jej nie odczułam).

  164. :0 :0 :0
    Wiedziałam, że to będzie porywające w swym brzmieniu, ale że trzeba wybierać między ponętnym Languorusem, czarującym Defatigatusem a dźwięcznym Konfeceriuszem (niektóre konferencje bywają nudne, więc wyczerpujące) , takiego dylematu się nie spodziewałam.

  165. Debilitare jest osłabieniem, także pochorobowym, defatigare może być zmęczeniem po ciężkiej pracy, ale languore zawiera zmęczenie duchowe i to jest teraz bardzo akurat. Chociaż może świętym jednak nie wypada ;).

  166. Esaustus to wersja włoska, nie łacińska, przyznaję się bez bicia. Być wyczerpanym=essere esausto.
    Defatigatus przy nieźle.

  167. Sami więc widzicie, moi drodzy, że łacińskie „exhaurire” (z tego zapewne pochodzi angielskie słowo „exhausted”, czyli zarówno „wyczerpany”, jak „przemęczony”) odnosi się t y l k o do opróżniania.
    Natomiast do zmęczenia odnosi się : „confecere”, „debilitare”, „defatigare”. Z tych najodpowiedniejsze wydało mi się to ostatnie słowo. Święty Defatigatus brzmi znacznie lepiej niż święty Konfeceriusz (mógłby się kojarzyć z Konfucjuszem, albo z konferencją), czy też – wzdragam się!- święty Debiliusz.

    Ale ponieważ dysponuję jedynie łaciną na poziomie dobrej szkoły średniej, chętnie zapoznam się ze zdaniem lepiej wykształconych osób!

    Póki co, zostaje święty Defatigatus.

  168. Co wy z tym Ekshaustem? Może i brzmi dobrze, ale przypominam, że Chesterka życzyła sobie świętego Wyczerpanego po łacinie, nie po angielsku! Wypisuję więc ze słownika polsko-łacińskiego:
    wyczerpanie n 1. (wybranie) exinanitio f 2. (zużycie czego) defectio f 3. (osłabienie
    ) defatigatio f , languor animi; debilitatio (…)
    wyczerpan/y – adi 1. (zużyty do końca)- fessus, effetus, marcidus (…)

    wyczerp/ywać I vt 1. (opróżniać) exhaurire, exanclare, emulgere, exinanire 2. (męczyć) confecere, debilitare, defatigare (…)

  169. Święty Ekshaust, może też od razu patronować mechanikom samochodowym.Z tymi wyjściami do lasu faktycznie, widziałem informację, jakoby były legalne dopiero od poniedziałku. Obchodzę ten zakaz, odwiedzając las należący do mojego instytutu, więc prywatny (nie podlega zarządowi Lasów Państwowych). Podarowała go nam przed wojną pewna hrabina. Wchodzę między drzewa, siadam na skraju takiego jednego piaszczystego dołka i zapalam fajkę, ciesząc się śpiewem ptasząt i obmyślając różne śmiałe koncepcje naukowe. W końcu skoro jest częścią instytutu, to jest też moim miejscem pracy. Podejrzewam nawet, że mogę zapraszać do niego gości, jeśli tylko utrzymamy wymagany dystans osobisty i zamaskujemy się zgodnie z prawem.

  170. Sant’Esaustus :)

    Nowa ekranizacja „Małych kobietek” bardzo mi się spodobała, zwłaszcza od strony plastycznej. Laura Dern w roli mamy jest przecudna. Ostatnia scena (pokazany proces drukowania książki) zachwycająca. Moliku, nie rezygnuj, warto wyrobić sobie zdanie na podstawie własnego doświadczenia, jeśli masz okazję.

  171. Do lasu podobno dopiero od 20 kwietnia można.

    Św. Egzostus

    Szarotka z córką oglądały Małe Kobietki w kinie niedawno i było OK.

  172. St.Exhausted;)

    Buczyno, też uważam, że „Małych kobietek” z Winoną Ryder nikt nie pobije.

  173. Jak wspaniale że właśnie poluzowano obostrzenia! Jestem szczęśliwa że mogę wreszcie wyjść do lasu Wy też tak macie?

  174. Czy nowa wersja „Małych kobietek” to ta z Emmą Watson? Polecały mi ją koleżanki, miałam obejrzeć w tę sobotę, ale chyba zrezygnuję w takim razie.

  175. Oh, jak to dobrze móc tu przyjść. Na tę naszą Wyspę, gdzie zapomina się o wszechotaczających problemach. Stęskniłam się za obrazami Pani Małgorzaty skomentowanymi wierszami Wierzyńskiego oraz tymi rozkosznymi przeciekami. Człowiek czuje się, jakby mu ktoś szeptał na ucho radosną tajemnicę.

  176. Powinnam wiedzieć, że jak zwykle znajdę tu pociechę, wyżywałam się tymczasem w męczeńskim obszywaniu rodziny maseczkami (ręcznie!!!), a tu tyle niespodzianek :)
    Św. Wyczerpany jak znalazł.
    Ten Piętnastoletni kapitan to chyba ma czkawkę, mój chyba najmłodszy, bo z 1989, z tą samą mapką i ilustracjami Mieczysława Majewskiego. Jak skończę to też idzie dla wnuczki.
    Ateno – ależ niezwykła ta mała, świat nie zginie z takim młodym pokoleniem :)
    Buczyno – Małe kobietki obejrzałam, w głowie się kręciło, ale wytrzymałam do końca, za to były piękne, sielskie krajobrazy, no i kostiumy.
    DUA – czekam niecierpliwie :) A pan Kaziu bardzo mi przypomniał innego Kazimierza – mojego nauczyciela, toż jak dwie krople wody :)

  177. Dzień dobry, kochanej Autorce! Oj, jak trudno się doczekać „Na Jowisza”, jak dobrze zerknąć na te strzępki, które wiele smakowitości zapowiadają!

    Buczyno nowa wersja „Małych kobietek” podbiła moje serce szturmem! Cudna!

    Ciekawe, jak brzmiałoby po łacinie imię św Wyczerpanego?

  178. Już się wystraszyłam, że się coś okropnego stało z paczką. A skoro ofoliowali – to trudno, świetnie.
    Pewnie że wytrzymam. Będzie więcej przyjemności, na które będę oczekiwać:)

  179. Pewnie poczta go zafoliowała.:) Przepisy sanitarne!
    Wytrzymaj trochę bez dalszego ciągu, OK? Na poczcie w miasteczku straszne kolejki podobno.

  180. Buczyno, mąż ma rację! A biblioteki weź tylko fragment.
    Nowych „Małych kobietek” nie oglądałam i nie zamierzam. Widzę, że intuicja mnie nie zawiodła.

    AniuK, tak jest, życie jest piękne! Cieszmy się nim! I nie dajmy się zwariować – odstawmy media!

  181. Tak, szata graficzna irytująca, ale po chwili człowiek zupełnie już o niej nie myśli.
    Gra jest wspaniała i nie ma oczywiście nic wspólnego z tajniakami, ani z postaciami na obrazkach. Chodzi o kojarzenie słów, Mamo Isi, i to jest coś, co Cię zachwyci!
    Kocimiętko, polecam gorąco!

  182. Obejrzałam „Tajniaków”; gra jest rzeczywiście interesująca, ale graficznie – beznadziejna. Okropne te komiksowe postacie.

  183. Oj! Źle napisałam! Chodziło mi o to, że w „Febliku” były dodatkowe zestawy ;)
    Rozejrzę się w internecie za Tajniakami, tak ich tutaj polecacie!

  184. Piętaszku miło się tak razem czyta.
    Alku to jednak inny zestaw bajek, w moich jest Renia z lalką Rozalindą, nie ma Polikarpa.

  185. Och, już nie możemy się doczekać! Zwłaszcza, że teraz czekamy już praktycznie całą rodziną, bo już nasza Basia połyka kolejne tomy Jeżycjady, a Marysia i Helenka dostają Jeżycjadę „przez ucho”… Ale jak już będzie „Na Jowisza…” to kwarantanna stanie się podwójnie uciążliwa, bo będzie się chciało od razu pojechać do Poznania i przewędrować wszystkie jeżycjadowe szlaki. Ale cóż, trzeba będzie poczekać…
    Mąż od miesiąca próbuje mnie namówić na tymczasową przeprowadzkę na łono natury, ale powiedziałam, że nie ruszę się bez biblioteki. Jak to dobrze, że są książki!!!
    Ale, ale, przepraszam, że poruszę wątek poboczny – właśnie dość niespodziewanie natknęłam się w sieci na nową filmową adaptację Małych Kobietek i jestem ciekawa Ludu Księgi co o niej sądzicie… Ja mam dość mieszane uczucia, bo uwielbiam film z 1994r z Winoną Ryder (która z bohaterek Jeżycjady była na nim pięć razy??? – pomóżcie, bo nie pamiętam :( ). Nie rozumiem jak ktoś, kto nie zna książki ma się połapać w czasoprzestrzeni nowej adaptacji. Niestety panowie nie sięgają do pięt aktorom z 1994. Właściwie moją uwagę przykuła wyłącznie Jo, ale i tak nie oddam jej serca, bo już zawsze będzie dla mnie Winoną Ryder… Swoją drogą to naprawdę wyzwanie grać postacie, które już zostały tak świetnie zagrane przez kogoś wcześniej…
    Przepraszam, że się rozgadałam i uciekam, bo godzina nieprzyzwoita

  186. Jakże się cieszę z tego Jowisza co na nas czeka w miesiącu bzu i konwalii. Zycie jest piękne. Wyłączyłam się z tego paskudztwa i znowu mogę oddychać pełną piersią i cieszyć się na nadchodzące małe radości. Zawsze po nocy jest dzień, a po deszczu słońce pamiętajcie. Jeszcze będzie normalnie i pięknie

  187. Jaki miły pan Kazio! Bardzo niebieskie oczy, szerokie jasne brwi, wysokie czoło. Przypomina trochę mojego Ukochanego :)
    Czy ktoś z Szanownych może mi podpowiedzieć gdzie by można obejrzeć spektakl teatru TV pt „Abigel” z Krukówną w roli głównej? Na stronie VOD tylko smakowity opis…
    Nic to, obejrzę sobie póki co na raty „Klub kawalerów”, bo lubię. Przedstawienie lubię, raty mniej.

  188. Cha, cha! To jak u nas, Kocimiętko!
    Sześć zestawów podstawowych.
    Lubimy tę grę.

    Ale „Tajniaków” jeszcze bardziej! Polecam Ci ją!

  189. Czytałam sobie jakiś czas temu po raz kolejny Jeżycjadę, a tu nagle w „Febliku” opisana jest gra w Carcassonne z Agą. Dostałam tą (tę?) grę od wujka (właściwie to stryjka) ale wtedy jakoś nie skojarzyłam. Teraz mamy jeszcze dwa rozszerzenia.
    Cztery zestawy i dostawiane stoły! Ale w sumie dla tak dużej rodziny jeden byłby za mały, no i byłoby za mało pionków. ;)

  190. cześć i czołem
    Stół należał do Rodziców Mili.
    Św. Wyczerpany mógłby być moim patronem.
    Za różową szybką miałam, ale niestety gdzieś przepadła. Zapomniałam o tej książce, ale dzięki Atenie nagle zobaczyłam siebie zupełnie małą z tą właśnie książką na kolanach.
    Pozdrawiam wszystkich miłych Gości.

  191. ja chyba jestem odporny na ten gatunek. Chociaż słowa zasłyszane kiedyś w autobusie: „Dziewczyno, dziewczyno, dziewczyno zła, serce masz jak wąż kobra” (istotne jest położenie akcentu na ostatnią sylabę) nie opuściły mnie do dzisiaj. Ale kto by zapomniał taką frazę.

  192. Ekonomiczny klasyk, bodajże najstarsza „nowoczesna” planszówka. To wciąż dobra gra, jeśli się takie lubi. Ja też wolę słowne i logiczne, zwane abstrakcyjnymi.

  193. Adminki grają w „Osadników” z zapałem. Mnie trochę znudziła: wolę gry słowne, takie jak „Tajniacy” – kup ich sobie, Mamo Isi, coś pysznego!

  194. To nie jest taka zła piosenka, na wpadanie do ucha.
    Niedawno dowiedziałam się o istnieniu pana od popularnych przebojów. Włączono mi piosenkę o oczach zielonych. Kilka dni mnie męczyła. :):)

  195. Co do gry na ukulele. Bardzo wdzięczny instrument. Wiosenka opanowała grę na nim w jakieś dwa tygodnie. Ma do tego, jak i do wielu innych rzeczy smykałkę.

  196. A przede mną na smacznym stosiku leżą sobie – wymienione przez Atenę „Orle Gniazdo” S. Świrki (to samo wydanie), „Baśnie polskie” z 1964 r. oraz ” Bajeczna opowieść o królewiczu La – Fi – Czaniu, o żołnierzu Soju i o dziewczynce Kio” Kazimiery Iłłakowiczówny (Czytelnik 1958) z intrygującymi ilustracjami Bożeny Truchanowskiej i Wiesława Majchrzaka.

  197. Świętujmy więc!

    Sowo, na szczęście zawsze znajdzie się coś, z czego można się pośmiać.
    Filmik uroczej Cloe obejrzałam i piosenka natychmiast wpadła mi w ucho. Teraz mnie prześladuje.

  198. Dzień dobry, zawsze lubię dzielić się takimi informacjami, więc dziś też się podzielę – dziś obchodzony jest Światowy Dzień Sztuki (dowiedziałam się z radiowej Dwójki), tak więc miłego świętowania.

  199. Pani Małgorzato,
    bardzo dziękuję za szybką odpowiedź i za zgodę na transmisję.

    Serdecznie pozdrawiam,
    Tomasz Karolak

  200. Ateno, duża rzecz. Thank you for introducing me. Aż żałuję, że nie gram w domu na jakimś instrumencie. Sąsiedzi przeciwnie, zapewne by pożałowali, gdybym. Szelburg -Zarembina niezawodna. Całość nazywała się o ile pamiętam „Królestwo bajki”, mam na półce, ale ilustrowane przez Marię Orłowską-Gabryś. Dobrze wspominam przemianę nieszczęśliwego pana Polikarpa. Prawdziwie zbójeckie imię, jak by to na pewno określiła Bufka…

  201. Dzień dobry, panie Tomaszu!
    Miło mi, że wybrał Pan „Ble-ble” i że dobrze Pan tę książeczkę wspomina.
    Tak, wyrażam zgodę, może Pan – jednorazowo! – wykorzystać „Ble-ble”, także w formie transmisji.

    Pozdrawiam serdecznie Pana, a także Pańskich uczniów.

  202. Dzień dobry,
    Pani Małgorzato, nie mogłem znaleźć na tej stronie mejla kontaktowego, ale podpowiedziano mi, że można się z Panią skontaktować poprzez komentarz. Dlatego pozwalam sobie na taki nieco publiczny kontakt, by zwrócić się z pytaniem i zaraz z wielką prośbą.

    Jako nauczyciel i dyrektor jednej z poznańskich szkół społecznych chciałbym w tych trudnych czasach czytać dzieciom z mojej szkoły codziennie na żywo kolejne fragmenty Pani książki „Ble-ble”. Wybrałem tę książkę, ponieważ kiedy byłem w wieku moich najmłodszych uczniów, po raz pierwszy ją przeczytałem i stała się ona ważnym składnikiem mojego dzieciństwa.

    Piszę do Pani bezpośrednio, ponieważ nie mogę znaleźć w internecie wydawnictwa Parnas (może już nie istnieje?), które w 1992 wydało „Bambolandię”.

    Rozważam dwie możliwości: publiczna transmisja live na Facebooku lub transmisja prywatna, z dostępem tylko dla uczniów Społecznej Jedynki w Poznaniu. Przypuszczam, że drugi wariant mieściłby się w ramach tzw. dozwolonego użytku w celach naukowych (szkoły). Ale dla ułatwienia dostępu chętniej uczyniłbym te transmisje publicznymi i w związku z tym mam do Pani pytanie: czy zechciałaby Pani wyrazić zgodę na takie publiczne wykonanie?

    Serdecznie pozdrawiam,
    Tomasz Karolak
    Społeczna Szkoła Podstawowa nr 1 im. św. Urszuli Ledóchowskiej w Poznaniu STO

  203. W 2018 roku wydali trzy tomy wizji bł.Katarzyny Emmerich. Czytam i oderwać się nie mogę. A przecież wypada ugotować obiad, niestety.

  204. Ateno, świetna smarkula! Gra na ukulele, puzonie, pianinie i uczy się grać na tubie. Śpiewa i komponuje. Piosenka znakomita, a przecież to tylko zadanie domowe na temat (o wiele dobrze zapamiętałam) „Co robię codziennie podczas epidemii?” Dzięki:)

  205. Spokój bije od pana Kazia.
    Święty Wyczerpany będzie i moim ulubionym.
    Kupiłam ostatnio ( przed zamieszaniem) ksiażki „Orle Gniazdo” Stanisława Świrko i „Przez różową szybkę” Ewy Szelburg Zarembiny, obydwie ilustrował Szancer, obie starsze ode mnie, ale zdecydowanie lepiej utrzymane.
    Posłuchajcie sobie piosenki dwunastoletniej Chloe Langford All day long.

  206. Pewnie już wszystkie stwory światła i ciemności poszły spać, to i ja się pożegnam. Jeszcze trochę posiedzę nad książką, ale inaczej: z powodu epidemii doznałem najwidoczniej rozległych uszkodzeń w głowie i pod ich wpływem zacząłem sobie dla przyjemności tłumaczyć czwarty tom jednej takiej książki, której polski wydawca doszedł do trzeciego i postanowił się sprawdzić w innym biznesie. Jestem gdzieś na czterdziestej stronie, a jest ich razem 270, mam więc zajęcie nawet na wypadek jakichś nawrotów, drugich etapów czy jak tam to nazwą. Polecam wszystkim: nie ma jak samemu się przekonać, że dopiero czwarta wersja każdego akapitu jest taka, jaką chciałoby się przeczytać. I jednocześnie bezsilnie patrzeć, jak (jednocześnie) cały ten interes coraz bardziej odrywa się od oryginału. Dobranoc UA, dobranoc Ludu.

  207. Wychylam nosek spod regału. ;-)
    Poczta międzynarodowa nie działa od miesiąca, odkąd zawieszono loty, też nie byłam zachwycona, kiedy list dostałam z powrotem. No, ale kiedyś odblokują przecież i wtedy wyślę znowu…

    To samo powtarzam, że wszystko będzie dobrze, ale jak dobrze samej czasem też to usłyszeć/przeczytać. :-)

    Przecieki miłe, a książka zamówiona jakiś czas temu.

    Św. Wyczerpany zmotywował mnie do napisania. :-) Dobrze więc, że on jest!
    Serdeczności…!

  208. Dzięki za nowego świętego – jakże aktualny.

    Podpisuję się czworonożnie pod Robikiem zacytowanym przez Alka.

    Webster powiedziałby pewnie, że nie jesteśmy wyczerpani.

  209. UA, co do tego dzieła… Potrzebny był komplet rapidografów Rystora (plus jeden Rotring 0.1 mm), do tego stereomikroskop Wild Heerbrugg (obiekt miał centymetr z kawałkiem) oraz prawie miesiąc na próby i błędy. Nigdy później nie miałem już dosyć czasu.

  210. Już mi lepiej na te słowa :) Może i wyczerpana ale i pełna nadziei, że ta tymczasowa niewola minie i jak mówiła moja ukochana babcia : ” Przyjdzie maj – najpiękniejszy miesiąc w roku”. „Zakwitną kasztany, a maj wszystko odmieni”. – Oby, oby!

  211. „Ja nie mogę w was wątpić po prostu z przyczyn konstrukcyjnych. Tak więc jestem przekonany, że wszystko będzie dobrze – powiedział Robik” (cytat z głowy, „Ci z Dziesiątego Tysiąca” Broszkiewicza). Dobrze jest trzymać się książek z lat dzieciństwa, po latach może się okazać, że są nie mniej sensowne, niż te wszystkie poważne talmudy.
    P.S. Święty Wyczerpany jest bardzo na czasie. Serdecznie pozdrawiam, IsiMaman.

  212. I jeszcze „Pszczolarz litewski”, ks. Józef Ambrożewicz oraz „Dokładna Praktyczna Nauka dla Pasieczników” – Julian Lubieniecki.

  213. Jak to dobrze, że „Na Jowisza” już się drukuje i niedługo będzie. Tylko książki w tym okropnym czasie dają mi trochę wytchnienia. Św. Wyczerpany? To chyba każdy z nas obecnie. Rodzice wyczerpani e-szkołą i po trosze dziećmi z nadmiarem energii, szkoła wyczerpana nauczaniem na odległość, dzieci wyczerpane siedzeniem w domu i niemożnością swawoli na dworze. Wyczerpany to też moje ulubione słowo ostatnio ;) Już… już… miałam dziś wybiec z domu i się wykrzyczeć, wyładować na czymś swoją bezsilność i nadmiar energii, ale przypomniało mi się o jednej z moich ulubionych internetowych ostoi a tu… takie wieści… Na Jowisza! Do maja jakoś wytrzymam, czego i Wam życzę.

  214. A tego stołu to Mila nie dostała aby w prezencie od Gizeli? Albo sama chciała go zatrzymać? Gdzieś o tym było;).

    Jas, o pszczołach pisał Teofil Ciesielski, widziałam jego książki w Voluminie i Graf-ice: „Miodosytnictwo” i „Bartnictwo czyli hodowla pszczół dla zysku”.

  215. Dzień dobry kochana Autorko!

    Pan Tracz wypisz wymaluj jak z mojej wyobraźni! I jak dobrze jest przeczytać,że jeszcze będzie dobrze,bo czasem mimo wszystko człowiek podupada na duchu. Ale książka zamówiona,więc pozostaje tylko czekać: na książkę i lepsze czasy. Dziękuję Pani z całego serca!

  216. Mocno wszyscy potrzebujemy zapewnień,że kiedyś będzie lepiej a już na pewno Chucherko ma do spełnienia jakąś misję.Tak uważam

  217. Pamięć ludzka bywa bowiem wybiórcza. Ta sama czytelniczka nie miała niedawno bladego pojęcia o co chodzi z tymi guziczkami. (Kolekcja Bernarda).
    A żeby spamiętać te wszystkie szczegóły i szczególiki, trzeba by chyba robić specjalne tabele w Excelu;) Co mogłoby być zajęciem nieco masochistycznym, moim zdaniem. Choć mogę się mylić.

    Prawdę mówiąc, mnie się po prostu idea, wielkiego, wiekowego, wspólnego stołu zawsze szaleńczo wprost podobała.

  218. No tak, DUA, oczywiście. To Issa (w przekładzie Miłosza – czy on znał japoński?):
    „Zaufaj:
    Czyż płatki kwiatów
    Nie sypią się w dół jak trzeba?”

  219. O, właśnie!
    Madzia ma rację.
    Stół już tam był, w oficynce przy Polnej. Gizela miała go w kuchni.
    I przeprowadziła się z nim do pana Traka, na Roosevelta.
    Coś takiego, czytelniczka lepiej pamięta takie szczegóły niż autorka!

  220. Obywatelko Warszawy, bardzo proszę uściskać ode mnie swoją Mamę!
    Aleksandro, dzięki. Sądzę nieskromnie, ze pan Kaziu (nie Kazio, w Poznaniu mówi się Kaziu, Jasiu, Stasiu) bardzo mi się udał.

    Anette, to się cieszę!

  221. Mnie się zawsze wydawało, że stół pochodzi jeszcze z mieszkania państwa Majewskich.
    Ale może coś mi się uwidziało.

  222. Justyno z Brodnicy, miło mi bardzo!

    Maryś, dobry wieczór. Tak jest, wnuczka jest wielbicielką Tolkiena i czyta absolutnie wszystko, co wyszło spod jego pióra, a także to, co wydał jego syn. Nakazała mi tę lekturę, bo bardzo chciała z kimś jeszcze – oprócz rodziców – podyskutować.
    Od zajączka dostała więc obrazek przedstawiający Dwa Drzewa – srebrne i złote.:)
    Co do stołu: muszę prześledzić jego losy.

  223. Kiedy pokazałam mamie św. Wyczerpanego , to powiedziała:
    „Ha, ha. Nareszcie znalazłam
    prawowitego patrona!”

  224. Och, cudowne przecieki! Twarz pana Kazimierza rzeczywiście tchnie niezmąconym spokojem, co w obecnych czasach jest niezmiernie cenne. O takiej mapce z miejscami jeżycjadowymi zawsze marzyłam :)

  225. A do czwartku można obejrzeć sztukę „Jane Eyre” na YT National Theatre! Może ktoś już widział?

    DUA, nie wytrzymam, muszę zapytać – jak „Silmarillion”? Taka wnuczka to skarb!;)

    Bardzo czekam na „Na Jowisza!” Czy to pan Trak wykonał słynny Borejkowski stół? To by wyjaśniało, dlaczego wszyscy tak lubili przy nim spędzać czas.

  226. Pani Małgosiu, stwierdziłam, że to najlepszy sposób na utrzymanie równowagi psychicznej w tej zaskakującej dla wszystkich sytuacji. Spotkania z Borejkami nie są przecież niebezpieczne, a to jak powrót dawno nie widzianych przyjaciół.

  227. Już wiem: ta aktorka to Pam Ferris. Prawdziwa, konkretna, mocna. Bardzo ludzka – ciepła a surowa.

  228. Tak, Madziu! Bardzo mi się podobał ten serial – pogodny i dużo w nim o ogrodach oraz roślinach, a ponadto gra ta wspaniała aktorka charakterystyczna – jakże ona się nazywa? – ta, która grała posępną opiekunkę odizolowanej pani Rochesterowej w najlepszej adaptacji „Jane Eyre”(2006).

  229. Cudne przecieki!
    Takoż – nie mogę się doczekać!
    Ale jak dobrze, że jest jeszcze coś, czego doczekać się nie można. :)

    A zaczęłam wczoraj oglądać „Rosemary and Thyme” na yt. To chyba Pani, Pani Małgosiu, opowiadała o tym serialu parę lat temu.

  230. Rozmarynie (wiad.pryw.)- he, he, moje są świadome: nie omieszkałam przytoczyć na samym początku „Pulpecji” tego właśnie haiku, z nazwiskami autora i tłumacza.

  231. Odo, a bo w przypadku „Na Jowisza” nie ma obawy, że przecieki ujawnią coś z niespodzianek fabuły!
    Po prostu – nie ma fabuły.

  232. Ja też czekam na „Na Jowisza”. Zamówiłam też drugi egzemplarz dla przyjaciółki z licealnej ławy, którą niedawno zaraziłam „Jeżycjadą”. Lepiej późno niż wcale! Niedługo mój wnuk i Jej wnuczka dorosną do „jeżycjadowego” wieku, więc znajomość sagi jak znalazł.

  233. Sówko, prawdę mówiąc, sytuacja wygląda tak, że nic nie wiadomo.
    Trudno więc planować dalszą twórczość!
    Zobaczymy.
    O tym ślubie Patrycji warto by wspomnieć, faktycznie.

  234. Im więcej przecieków, tym bardziej nie mogę się doczekać „Na Jowisza”. W ramach umilania czasu oczekiwania i kwarantanny czytam po raz kolejny „Jeżycjadę”.

  235. Oj, Kochana Autorko, chyba podobnie jak my nie możesz doczekać się premiery „Na Jowisza” i stąd te miłe „przecieki”… Nie zawsze tak chętnie się zdradzało tajemnice nowych książek, niestety. A tu takie niespodzianki, które łagodzą czas oczekiwania!

  236. Próbowałam czytać ‚Krystynę”. Nie w moim stylu – zupełnie, przyznaję. Za to Ellery Queen…. ach! Jak dobrze, ze można w oryginale, bo tłumaczeń skąpo.

  237. Szanowna Pani!
    1. A napisze Pani kiedyś o ślubie Patrycji? Były opoqwiedziane chyba wszystkie, a biedna Pulpecja wyszła za mąż jakby ukradkiem.
    2. I co z poczciwym Mundkiem Ptaszkowskim?
    3. Kieeeedy doczekamy się „Chucherka”?

    Z niecierpliwymi pozdrowieniami – Matka Rodu Fanów ;-)

  238. U mnie wydawnictwo, przekład i ilustracje takie same, tylko okładka innego autora – Hubert Hilscher i jeszcze mapka na końcu książki – Juliusz Makowski :)

  239. Blanko, Karolciu, moja osobista Emilia Kiereś opracowała skrupulatnie tę mapkę, a kształt plastyczny nadała jej Anna Pol.
    Przejrzysta rzecz.

  240. A nie, jednak inne wydanie, choć papier także pożółkł: Nasza Księgarnia 1956. Przekład Marii Zajączkowskiej. Ilustracje: Mieczysław Majewski. Okładka: Andrzej Radziejowski.

  241. Co za fluid, Kocimiętko!
    Wczoraj znalazłam nagle „Piętnastoletniego kapitana”, zbłąkanego na niewłaściwej półce, i czym prędzej zaniosłam go wnuczce, która jak zwykle „już nie ma co czytać”. I co się okazało? Już „Kapitana” połknęła, i to dawno.
    Ale pomyślałam, że sama go sobie przypomnę po latach. I oto czytamy to samo, Ty i ja! Zupełnie możliwe, że w tym samym wydaniu. Zaraz sprawdzę.

  242. Z pewnością, Kochana Autorko! Z pewnością.
    „Miejsca Jeżycjadowe”. Brzmi to doprawdy smakowicie.

  243. Św. Wyczerpany!!! :D

    Czytam „Piętnastoletniego kapitana” J. Verne.
    Książka z 1960 z zachęcająco pożółkłymi kartkami i pachnąca starą biblioteką, więc zabrałam się do czytania ochoczo. W kolejce na półce czeka jeszcze m.in. „Krystyna Córka Lawransa” (również z pożółkłymi stronami) zainteresowanie tą książką pobudziły we mnie siostry Borejko ;)

    PS. Do 6 maja 22 dni!

  244. Mamo Isi, ale mi poprawiłaś humor tym świętym!
    Już się nie mogę doczekać nowej książki, wspaniały pomysł z mapką.

  245. Casciolino, a to klops. Bardzo mi przykro. Takie czasy!

    Pisze do mnie pani Kazuko Tamura z Japonii:
    „Wczoraj w Japonii wydano książkę pt. Dziewczyny w Poznaniu w Polsce – Zabawa z Jeżycjadą, którą napisałam wraz z Tomomi Splisgart.
    Oczywiście chciałabym natychmiast posłać Ci egzemplarz, tylko poczta międzynarodowa teraz nie działa. Wielka szkoda!”

    Ja z kolei miałam zamiar wysłać jej „Na Jowisza” natychmiast po premierze, ale wątpię, by to było możliwe.
    Trudno, poczekamy.

  246. Mamo Isi, idę w Twoje ślady!
    Jestem dzisiaj szczególnie wdzięczna, za ludzi, dzięki którym otrzymam pocztą „Na Jowisza”.

  247. Bożonarodzeniowy wcześniej się barszczykiem zaleje.
    Mamo Isi, św. Wyczerpany ma doprawdy powody.

  248. Kupiłam w internetowej przedsprzedaży „Na Jowisza” i teraz byle do 6 maja! 342 strony; nie jest źle!

  249. Właśnie byłam wysłałam paczkę w stronę Starosty; bardzom ciekawa, czy kochanemu Staroście udadzą się żmijowce rubinowe, czyli teneryfowe endemity. Poza tym odplamiłam, wyprałam i wykrochmaliłam obrusy: bożonarodzeniowy i wielkanocny i cieszę się, że następne tego rodzaju rozrywki czekają mnie dopiero za rok. Zimno, sucho i wiatr uszy obrywa – psa nie wypędzić w taką pogodę. Isiątka uczą się po angielsku, z czego składa się słoń.
    A, byłabym zapomniała najważniejszego – uprasza się o cd.

    Ostatnio dostałam zdjęcie:

    Drzwi kościoła, na klamce wisi karteczka:

    LIMIT MIEJSC
    NA OBECNĄ MSZĘ
    ŚW. WYCZERPANY
    Przepraszamy

    Św.Wyczerpany jest chwilowo moim ulubionym świętym.

Dodaj komentarz