Zostajemy w domu

girl with books b1, 6/5/08, 11:54 AM, 8C, 5784x7452 (191+143), 100%, girl books b, 1/20 s, R82.6, G65.6, B89.3
A Place of Her Own –  mal. James Christensen (1942-2017)

 

 

Marian Hemar (1901-1972)

REFLEKSJA

 

Z wyspy, z plaży, z wirażów, z oberży, z motelu,

Z urlopu – jak przyjemnie wrócić już do domu

I o zmierzchu, przy deszczu, pod lampą, w fotelu

Rozchylać pierwsze kartki kuszącego tomu

 

Nowej książki… Już w morskiej wodzie nie zakisać,

Już się w słońcu nie łuszczyć, pod górę nie drapać,

W muzeach z nóg nie padać, pocztówek nie pisać,

Widoków nie odrabiać, moskitów nie łapać.

 

Słowników nie wertować, o drogę nie pytać,

tylko siedzieć i czytać. Czytać.  Czytać.  Czytać.

 

À propos – Trzecia seria – wyjdzie już niedługo,

Pierwsza  na wyczerpaniu, Czyś już kupił drugą?

 

 

215 przemyśleń nt. „Zostajemy w domu

  1. „Nie zakisać” – pisze poeta, jakie ciekawe słowo… Człowiek by chciał tak z tą książką, przy stole albo na kanapie… Ale jeszcze ostatnie okno, jeszcze dywan, jeszcze prasowanie… Pozdrawiam z wiosennej Rumi, już w zamyśleniu wielkopiątkowym, madzikka

  2. Dzień dobry :)

    Jestem uczennicą z SP2 Leszno .
    Właśnie przerabiamy Pani książkę „Kłamczucha”.
    Bardzo ciekawa książka .Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia :)

  3. W sprawie niewygodnej pozycji damy z obrazu: moja Córcia wykrzyknęła w pierwszym momencie,że to skrzynka na listy.
    Pozdrawiam!

  4. „Flisak i Przydróżka” z ilustracjami Szancera – jest na allegro w cenie od 4,25 zł do 149zł – zależnie od tego, czy uważają go za zabytek klasy zero, czy za książkę, z której dzieci wyrosły.

  5. Rysunki Uniechowskiego, zwłaszcza pejzaże z elementami architektury, bardzo przypominają mi prace mojego Taty. Cóż za podobieństwo dusz.

  6. Sowa napisała o Uniechowskim, wiec musiałem więc oczywiście spędzić dwie godziny na przeglądaniu sieci (widziałem nawet projekty kart tarokowych autorstwa Uniechowskiego), potem przeszedłem na Szancera i pojawiło mi się pytanie, czy ktoś pamięta książkę „Flisak i Przydróżka”?

  7. Co do tych ptaków, wiele zależy, co to za gatunek, bo niektóre w dużych grupach zimują, np. w parkach, ale to pewnie jakieś grupowanie się na początku sezonu lęgowego.

  8. Wpadłam na jeszcze jedno pióro, ale nie wieczne:

    „Antoni Uniechowski – słynny rysownik, który ilustrował dwie książki mojej mamy: „Jesień niezapomniana” – wiersze o oblężonej Warszawie i wierszowaną opowieść „Jak się wszystko zmieniło”. Przyprowadzał ze sobą swoją córkę Krysię, ale zamiast się bawić, wolałyśmy patrzeć, jak otwiera buteleczkę z tuszem, wyjmuje z kieszeni piórko, które zawsze nosił przy sobie, i wyczarowuje na świstku papieru koronkowe, zwiewne rysunki na zadany temat”.
    Joanna Olczak-Ronikier – „Wtedy. O powojennym Krakowie”.

  9. A czy to przypadkiem nie szpaczki? One lubią tak sejmikować w dużej gromadzie i czynią dużo hałasu.

  10. Nie znam się na kuchni, ale do zwykłego gotowania używamy ryżu pełnoziarnistego (czyli pewnie brązowego?) znanej firmy o złowróżebnym skrócie U.B. Gotuje się bez problemu.

  11. Wygląda to na ptasi sejmik, ale ten charakterystyczny jest chyba dla jesiennych odlotów? A jakie to ptaki, Patrycjo?
    Może Alek nam wyjaśni. Jest przyrodnikiem.

  12. Dobry wieczór, znów wpadam po długiej nieobecności, ale potrzebuję ratunku!
    Codziennie wychodzę na spacer do pobliskiego wąwozu i za każdym razem widzę ogrom, ale to naprawdę ogrom, ptaków, zebranych na kilku drzewach. Wygląda to tak, jakby to były liście, gęsto obsadzone, ale te wydają bardzo intensywny, wysoki dźwięk, który w tak dużej częstotliwości daje głośny szum. Po jakimś czasie całe ptactwo przenosi się na inne drzewo. Ludzie przystają i nagrywają to zjawisko na swoje smartfony; potrafią uchwycić niezwykły obraz, telefon dźwięku (niestety) prawie nie łapie.
    Czy Pani, Pani Małgosiu, lub ktoś z Księgowych, wie, czym jest spowodowane to dziwne wydarzenie?

  13. Obejrzałam przepis na semlę. Kremem migdałowym można by przełożyć również nasze ciasto ptysiowe.

  14. Że ciemny ryż pozostaje pancerny, choćby się pękło, przekonałam się lat temu wiele, kiedy w swej naiwności zabrałam go pod namioty. Gotowaliśmy paskudztwo trzy godziny i ani drgnęło. Za parę wieków, jak jakaś ekspedycja archeologiczna będzie kopała w Borach Tucholskich, znajdzie zapewne tę sporą bryłę brązowego ryżu w stanie nienaruszonym i będzie się zastanawiała, jakie to tajemne obrzędy tam się odbywały.

  15. Maryś, co za nowiny!
    Dzięki za wyjaśnienia. Poszukam przepisu i upiekę synkowi, kiedy przyjedzie z tych swoich dalekich światów.

  16. Panie Bartoszu (wiad.pryw.) miło mi bardzo, ale najpierw musiałabym odszukać maszynopis w archiwach papierowych
    (sic! to jest już tak stare), a potem przejrzeć, poprawić etc.
    Troszkę mi czasu brak.
    Może po Nowym Roku? Teraz nie chciałabym się rozpraszać, jestem zajęta inną pracą.

  17. Szybciutko spod regału, w sprawie psysi Ture Sventona – w oryginale ulubiony detektyw zajada się przysmakiem zwanym semle, który w jego wykonaniu brzmi temle. Semle to delikatna bułeczka z kardamonem, przełożona kremem migdałowym i bitą śmietaną. (Trochę przypomina angielskie scones.) W Szwecji tradycyjnie piecze się semle na Ostatki – koleżanka potwierdza, że są pyszne!

    Zatem wybór ptysi, bliskich sercu i podniebieniu polskiego czytelnika, które nie dość, że mają bitą śmietanę, to przy lekkim seplenieniu wymieniają t na s – uważam za wielce trafiony! :)

  18. Kochana Kocimiętko! Wierszyk uroczy, czytałam z uśmiechem. Dziękuję! Chyba zawarłaś w nim absolutnie wszystkie sugestie Ludu!
    Jak do dobrze móc nie chodzić do szkoły, co?- od razu jest czas na twórczość literacką!
    Także taką, jaką błysnął tu Alek. Pięknie napisany ten przepis, czy też raczej nadal sugestia.
    PS – basmati w rzeczy samej najlepszy.

  19. Wiecie co? Pod wpływem waszych wypowiedzi narodził mi w głowie pomysł na wiersz.

    Pewna brunetka z obrazu Christensena,
    Pod czujnym wzrokiem Filozofa
    wybrednego,
    Hoduje karpie w domowych akwenach,
    By z nich zrobić niebawem coś wyśmienitego*

    Spowita w piękne miękkie złotogłowie,
    Wertuje uważnie broszurę w błękicie,
    Oczyma wyobraźni widzi karpie mnogie,
    Po grecku w marchwi, lub żydowsku w galarecie.

    Wsparta na poduszkach projektu Morrisa,
    Albumy o sztuce po kolei otwiera,
    Bosostopa niewiasta wdziękiem zachwyca,
    Gdy na zagłówku kanapy łokieć opiera.

    Lecz w swoich marzeniach chyba zapomniała,
    Że poza taka skutki może mieć groźne,
    Zgodni są wszyscy ze problemy będzie miała
    Z kręgosłupem przez swe czyny nieostrożne.

    Ejże! Rzecz pod łokciem! Czy to jest zagłówek?
    Plotki krążą, że może to być grzejnik,
    Klimatyzator, wentylator – wciąż nie brak wskazówek,
    Może też na chleb z żaluzją pojemnik

    Sekretarzyk z roletą, szafka z teczkami,
    Do grzanek opiekacz niebieski, Bógwieco,
    A obok stoją chyba pudła ze sztućcami,
    Pomysły jak na skrzydłach od Ludu Księgi lecą.

    Miło jest domyślać się przy takim Staroście
    Czym jest zagłówek, i z czego atrament
    Wszystkie przemyślenia są w fiołkach i wiośnie
    Miły tu jest każdy najdrobniejszy moment

    Tak, wiem nie jest idealny, dlatego jeśli ktoś ma pomysł jak by go udoskonalić to zachęcam:)

  20. A to danie Alka bez mięsa to nie będzie jak hamburger bez kotleta? :)

    Ja tam piękne rzeczy też jadam. Inaczej sztuka kulinarna by upadła. Takie pierniczki, na przykład.

  21. Simone Weil – wielka mentorka Józefa Czapskiego (ach, jego twórczość). Niezwykła kobieta. Wydaje mi się że jej główną zasługą jest prowokowanie do myślenia. Z myślą o PIĘKNIE, w zasadzie się zgadzam, ale są moim zdaniem pewne wyjątki. Np. woda w źródełku, czyż nie jest piękna, ale i dobra? Także, świeży wiejski chleb, piękne kolorowe warzywa i owoce…:)

  22. Jas: aktywność Kraszewskiego była jeszcze szersza, wiadomo też, że prowadził działalność wywiadowczą na rzecz Francji, z tego powodu z kolei Rzesza posadziła go w twierdzy (był obywatelem niemieckim). Człowiek wielu zainteresowań, niewątpliwie.

  23. Madame, to jeszcze nie przepis, to tylko szkic dla orientacji. Nota bene, zamiast mięsa można spróbować cieciorkę, jak sądzę, tylko uważać, żeby się nie rozgliździła w trakcie, dobrze żeby utrzymała jakąś jedrność.
    Ale skoro już, to powiem, jak ugotować ryż. Otóż ryż (najlepiej basmati, jaśminowy też, natomiast raczej nie ciemny, bo jak był pancerny, tak zostanie) wrzuca się do garnka z zimną wodą i trzyma pod wodą przez godzinę. Następnie wrzucamy go (bez tej wody) na przewymiarowaną patelnię albo wok (on dopiero na tym etapie zwiększa objętość), solimy ile trzeba i na pewnej ilości oleju na małym ogniu „gotujemy” pod pokrywką. Jeśli okaże się jednak za sucho, można dodawać troszkę wody (wchłania). Trwa to dość długo, następną godzinę albo coś, najlepiej sprawdzać co jakiś czas, czy już jest ok. Mieszać trochę. Wychodzi z tego produkt całkowicie sypki, odrobinę twardszy niż typowo, ale definitywnie ugotowany. Do celów potrawy, o której wspomniałem, w którymś momencie zaczynami cukrzyć i dodawać cynamon, na końcu również migdały itp. uprażone ziarenka. Cukru wchodzi mało, powiedzmy płaska łyżka, tylko tak, żeby przełamał nieco smak słony. Cynamon mało, żeby lekko nadał kolor i dał pewną aluzję smaku. Mięso podsmażam mieszając, na osobnej patelni, im lepszej jakości tym lepiej, i pod koniec roboty mieszam z ryżem i grzeję dalej do końca. Cieciorkę można tak samo. Brzmi trochę trudno, ale da się, ugotowałem to raz nawet w piwnicy w stacji geobotanicznej UW w Białowieży, dla sześciu głodnych osób, i jakoś wyszło.

  24. Ha, z fiołkami mam to samo UA. Sąsiedzi muszą mieć niezły ubaw widząc mnie klęczącą z nosem przy ziemi.

  25. Jas, wiele jest cudów na tym świecie, to fakt.
    Fiołki tak lubię, że ich nawet nie zrywam, tylko kładę się na ziemi i wącham.
    Potwierdza się przy tym definicja Simone Weil: „Piękno to jest coś, czego się pragnie bez chęci zjedzenia. Pragniemy jedynie żeby było.”

  26. Alku, dzięki za obszerny i praktyczny przepis!
    Ugotuję na pewno, pominąwszy mięso mielone (nie przepadam).
    Reszta dodatków ekscytująca. Kumin! Prażone migdały!
    A i kolendrę bardzo lubię (ziarenka, nie natkę, bo ta niedobra jest).

  27. Dzień dobry!
    Bartoszu, przełożyłam w życiu wiele różnych tekstów, więc skoro nie podajesz szczegółów, mogę się tylko domyślać z grubsza.
    Czy z angielskiego?
    A jeśli to poetycka opowieść, to może chodzi o słynnego „Proroka” Khalila Gibrana? Tego przełożyłam w całości.
    Jeśli myślisz o wydaniu „Proroka”, to wiedz, że choć przełożyłam go jako pierwsza w Polsce, zrobiłam to tylko dla, że tak powiem, potrzeb domowych. W parę lat później ukazał się drukiem przekład pióra Teresy Truszkowskiej (chyba w Wydawnictwie Literackim, ale tego nie jestem pewna), a zdaje się, że są też i inne wydania.

  28. Pani Małgorzato, dziękuję za odpowiedź i spieszę z reodpowiedzią! Oczywiście świadom jestem, iż teksty opublikowane nie w książkach podlegają prawu autorskiemu. Zapewniam, że w zapytaniu chodzi o konkretny projekt wydawniczy („Fake IP” pewnie przez tethering/hotspot smartfonowy) i chciałbym znaleźć przestrzeń do negocjacji ws. pozyskania od Pani licencji. Jest taki tekst, który ukazał się we „W Drodze”, a który przetłumaczyła Pani, by pokazać córce, jak się przekłada. Niestety, to tylko fragment! Dlatego zwracam się z pytaniem o całość tej poetyckiej powieści… Czy istnieje? Na pewno Pani kojarzy:)

  29. Dzień dobry UA oraz Ludu. Wczoraj wspomniałem o ryżu z mięsem, to może niejasno brzmi, więc przybliżę na wszelki wypadek. Potrawę przygotowuje się na bazie ryżu gotowanego na sposób bliskowschodni (sam w sobie bardzo ciekawy, o tym mogę osobno), ryż normalnie posolony jak do gotowania po naszemu, w trakcie dodaje się jeszcze do niego trochę (do smaku) cukru i cynamonu, oraz osobno uprażonych migdałów i również osobno przesmażonego mięsa mielonego (wołowina, a dla zwolenników wieprzowiny najlepiej indyk). W którymś tam momencie wszystko się miesza i jeszcze pewien czas trzyma na dużej patelni czy w woku, aż się przegryzie. Możliwe, że gdzieś tam jeszcze dochodził prażony kumin i kolendra w małych ilościach. Pokazał mi jak to robić zaprzyjaźniony uciekinier z Libanu, a potem sam parę razy robiłem i wychodziło. Najlepiej podawać z typowymi dodatkami bliskowschodnimi, tabuleh i różnego rodzaju pieczywo w stylu tamtejszym. Wychodzi duża micha, tłum może się najeść.

  30. Zapytałam pewną wiekową polonistkę kto jest jej zdaniem największym polskim pisarzem (oczywiście dla dorosłych) . Odpowiedziała mi: „jednak Kraszewski”. Zdziwiłam się, bo myślałam, że odpowie, że np. Sienkiewicz. Próbowałam kolekcjonować sobie powieści Kraszewskiego, bo w bibliotekach nie ma. Trudna to jednak sztuka, bo napisał ich 232. Rzeczywiście te co przeczytałam są rewelacyjne. Niektóre zupełnie odlotowe jak „Chata za wsią”- dużo o Cyganach. Ale jakoś kończą się dobrze i są dowcipne, może czytał co sądziła Jane Austen, ale i Bilbo tak twierdził. Dobrze jednak zadawać naiwne pytania, bo mamy co czytać w tym odizolowaniu. Kraszewski malował też bardzo dobre obrazy i prowadził gospodarstwo, kiedy on to wszystko robił ? Miał tyle talentów!

  31. Uzbierałyśmy trochę fiołków, a z trochą można zrobić tylko herbatkę. Woda atramentowa, a wywar…. to chyba najsmaczniejsza rzecz na świecie, oprócz wiśni oczywiście. Nie wiedziałam, że oprócz wiśni istnieje coś tak pysznego. Czyli, że oprócz malarstwa istnieją jeszcze inne cuda na świecie! Jest oczywiście jeszcze parę innych.

  32. Za chwilę pewnie znowu zasnę z książką w ręku i tylko pozazdrościć tym co zastanawiają się, co by tu jeszcze poczytać. Doprowadzam do używalności mój dom i raczej należę do tych, co te piękne poduchy z obrazu piorą a nie do tych, którzy podobnie jak ta wdzięczna kobieta o nie oparta delektują się lekturą.
    Nie dotycz mnie bieżący problem- w co się bawić. Na szczęście przyczajony ogród (zimno) jeszcze nie wzywa za głośno to nie muszę wybierać pomiędzy nim a remamentami i porządkami.
    Dobrej nocy zaczytany Ludu.
    Ps. Wiersze piękne, fiołki też i odkryłam , że geograficznie to chyba mi najbliżej do Alka.

  33. OSOBIŚCIE wolę psysie. Nie przepadam za cynamonem w czymkolwiek (poza ryżem z mięsem w wersji libańskiej).

  34. Ach, a więc nie psysie?!
    Co za rozczarowanie i zarazem nadużycie.

    Rozkoszny początek, Alku.

  35. Dziś dopiero się dowiedziałam, że tak naprawdę były to bardzo popularne w Szwecji bułeczki cynamonowe, u nas zupełnie wtedy nie znane.

  36. „Miejscem akcji jest wiekowa londyńska posiadłość lorda Hubbarda, która tonie w gęstej mgle. Już sama okolica jest tajemnicza i niezwykła, a dodatkowo tej jesieni dzieją się tam niesamowite rzeczy… Słychać jakieś kroki, kotka Polly zachowuje się inaczej niż zwykle, a po posiadłości przechadzają się jacyś podejrzani hydraulicy. Gdy lord zauważa w bibliotece czubki butów wystające zza zasłony, dochodzi do wniosku, że miarka się przebrała. Najwyższy czas poprosić o pomoc Ture Sventona”

    – trudno się było oprzeć.

  37. Ach, prawda, to były ptysie (czyli „psysie”!)- zapomniałam, to było….yh, prawie 30 lat temu!

  38. O, tak! „Detektyw na pustyni” z ilustracjami Anny Kołakowskiej chyba. Bardzo lubił ptysie, a ja dzięki niemu jeszcze bardziej. Dzięki Alku za przypomnienie :).

  39. Ach! Miły Ture Sventon, ulubiony bohater mojego synka!
    I mój, rzecz jasna.
    Co on tak bardzo lubił, rurki z kremem, czy napoleonki?- zapomniałam.

  40. Dobry wieczór obecnym (są jacyś?). Zastanawiam się… Właśnie kupiłem dla M. trzy brakujące jej książki z serii o przygodach detektywa Ture Sventona. Bardzo go oboje lubimy. Czy to może być starość, czy raczej młodość, która nie minęła we właściwym momencie? W dodatku te ilustracje… No cymesik, co tu kryć.

  41. U nas zapowiadają ocieplenie do niedzieli, a potem znów przymrozki. Na wszelki wypadek popchnęłam trochę do przodu roboty ziemne.

  42. Bartoszu, Twoje zapytanie znalazło się w spamie (powód: „Fake IP”), więc nie wiem, co o tym myśleć.
    Proszę wpisać tu, o jakie teksty chodzi. Z góry jednak mówię, że nawet te nieopublikowane w książkach, lecz np. w prasie, także podlegają prawu autorskiemu.

  43. Madziu, dzięki za wiad.pryw.
    Pogoda i u nas milsza, mroźny wiatr ustał, słońce świeci.
    Podobno od niedzieli będzie cieplutko!

    Tak, daj oczom odpocząć. Trzeba dużo patrzeć na zieleń.

  44. I nadszedł oto taki moment, że odczuwam przesyt czytania. Na szczęście pogoda zaczyna się znów poprawiać, może już wkrótce będzie można przenieść się do ogrodu, mam nadzieję. Najbardziej jednak odczuwam brak „kontaktu z klientem” lub po prostu ludźmi. Mocno się przyzwyczaiłam przez te wszystkie lata.

  45. Dzień dobry, Szymonie!
    Pomysł na pisanie książki (każdej!) biorę zawsze z głowy, no bo skądże by? Nie inspiruję się niczym i nikim, uważając, że moja wyobraźnia zupełnie wystarczy. Ale często różne malutkie szczególiki przedostają się z mojego życia do powieści. O tym dużo napisałam w książce „Na Jowisza”, która niedługo się ukaże.
    W „Kłamczusze” z życia wzięta jest scena (dotrzesz do niej pod koniec lektury), która wydarzyła się naprawdę w naszym domu – no, może została nieco tylko odmieniona dla potrzeb powieści. To nasze dzieci, przeglądając zawartość bucików w poranek św. Mikołaja, zachowały się tak – prawie tak! – jak Mamerciątka!

    Aha, a pisałam „Kłamczuchę” przez rok.

  46. Dzień dobry Pani Małgorzato! Mam na imię Szymon, jestem z Leszna i jestem uczniem 6 klasy.Właśnie czytam Pani książkę „Kłamczucha”
    Jest ciekawa, lecz jestem ciekaw skąd pomysł na taką książkę i kim lub czym się Pani inspirowała? I ile czasu zajęło napisanie jej?

  47. Musee de Cluny w Dzielnicy Łacińskiej (Quartier Latin) Paryża -zwiedzałam mając 17 lat i widziałam na własne oczy Tapisseries de la Dame a la licorne. To było wspaniałe, niezapomniane przeżycie. Można to teraz zobaczyć przez internet. Polecam!

  48. Moziko,(wiad.pryw.)- byłam trochę nietypową nastolatką. Zaczytywałam się w dziełach Camusa i Marka Aureliusza. Ale powiedzieć o trzech ulubionych książkach nie umiem.
    Już wtedy kochałam ich setki!

  49. Rysiek: antymech?! Szkoda, że nie miałem czegoś takiego, kiedy grałem w grę komputerową MechWarrior. Pamiętam komunikat po celnym strzale: „Enemy mech destroyed”. Z takim antymechem w butelce byłoby chyba łatwiej…

  50. Dziękuję za pozdrowienia Pani Małgorzato! Tak, to znów my z Leszna meldujemy się przy okazji omawiania „Kłamczuchy”. W tym roku wyjątkowo, bo „zdalnie”… Ale to taka gratka móc napisać do autora lektury i jeszcze czasem przeczytać odpowiedź.
    Trudny czas może umilić na pewno lektura! Niestety, właściwie nie odchodzę od komputera. Za to nie mam czasu zastanawiać się za bardzo nad tym, co się dzieje.
    Pierwszy raz w swojej długiej karierze pedagogicznej (39 lat!) mam do czynienia z sytuacją, że wszystkie dzieci tęsknią za szkołą! A ja piekę chleb:) Życzę dużo zdrowia pani i Rodzinie :)
    Ps.W wolnym czasie czytam po wielu latach „Wojnę i pokój”.

  51. Moziko (wiad.pryw.)- nie mam wiele do powiedzenia w kwestii tekstów tłumaczeń. Jedynym wyjątkiem spośród tłumaczy jest pani Tamura, która wciąż przekłada Jeżycjadę na japoński. Ona jedna konsultuje się, pyta, docieka.
    Japońska uprzejmość i japońska precyzja. Bardzo ujmujące.

  52. Przy okazji wiatrów: podoba mi się tradycyjna nazwa „trade winds” na stałe wschodnie wiatry rejonu równikowego.

  53. Anette, w istocie, do premiery coraz bliżej. Ale, jak przepowiedziałam, będą ważniejsze sprawy.
    Nic to!- jak mawiał pan Wołodyjowski.

    Alku, ja tylko żartowałam, wiem, że – podobnie jak ja – też nie wiesz, z czego powstaje wiatr historii.
    Nikt nie wie.

  54. Do premiery „Na Jowisza” zostało 41 dni! :)
    Wiersz Stanisława Barańczaka „Co mam powiedzieć” (cytowany przez jednego z Księgowych) – piękny.

  55. O wiele dobrze pamiętam, wiatr historii występuje na początku „Gone with the Wind”. Ach, te alegorie! Na tle zachodu (lub wschodu) słońca. Brakuje tylko ryczącego jelenia, a właściwie łosia oraz zwierza, co przebiega knieje. Te zwyczajne dzieje w filmach są jakoś tak mało przekonująco przedstawione. A to co zrobiono w filmach podług powieści DUA woła o pomstę do nieba. Scyzoryk się w kieszeni otwiera i człowiek znowu ma niechrześcijańskie myśli.

    Drzwi, które są regałem! To jest świetny sposób, żeby dorobić się nowego regału! Zawiesić go na drzwiach, bo w końcu cóż one takie jednofunkcyjne! Tylko po co jeszcze ukrywać, że są to drzwi?

  56. Zielony witriol to siarczan żęlaza czyli w ogrodnictwie antymech – jak to się może ogród z pisaniem (piórem) połączyć ;)

  57. Te ryby, śmiem zauważyć, występują po obu stronach obrazu, więc to albo kolejny, bardzo słusznych rozmiarów obraz, albo tapeta? Możliwe też, moim zdaniem, akwarium na całą ścianę, w którym odziana w złotogłów niewiasta trzyma, nabyte w celach kulinarnych, karpie. Więc skoro tak, to może ona wertuje po prostu książkę kucharską, w poszukiwaniu stosownych przepisów? Karpie pływają powoli z prawa w lewo i vice versa, niewiasta zaś, rozmarzona, oczyma duszy widzi już te ryby w galarecie po żydowsku, po grecku w marchewkach….

  58. Madame, skądże znów! Najpierw wiatr, trzęsienie potem! A maszynę do wycia wiatru pamiętam z filmu, gdzie Dymsza pracował jako radiowy specjalista od efektów specjalnych. „Skarb” to był, z Szaflarska i Duszyńskim. „Muuu – zaryczała krowa w stodole” – taki fragment dialogu zapamiętałem z całego filmu. Specyficzna pamięć, dosyć wybiórcza. Moja szanowna matka od jakichś pięćdziesięciu lat twierdzi, że mam sklerozę. Dobranoc państwu, tym razem serio.

  59. Ryby siną farbą wykłute – zapomniałeś dodać, Zgreduchna.
    A znów Alek zapomniał, że wiatr historii powstaje od trzęsienia portkami przez pętaków, nie od korby.

  60. Dobrze, otwieram drzwi w półce z książkami i legnę w to łoże w ukrytej komnacie. Dobranoc, UA, Ludu, dobranoc.

  61. Dama na obrazie Christensena może być hobbitką (gołe stopy), a do tego garbuską (pozycja do czytania).
    A ten facet w stroju renesansowym wcale nie patrzy na rzeźbę, tylko na rzeczoną damę.
    W prawym górnym rogu obrazu widać też jakieś ryby siną farbą.

  62. Kiedyś w filmie były takie machiny do robienia wycia wiatru. W teatrach też. Kręcimy korbą i mamy wiatr historii.

  63. A arras z jednorożcem to tapiseria „Wzrok” z cyklu „Dama z jednorożcem” z Musée de Cluny.
    To takie muzeum średniowiecza w Paryżu.

  64. No właśnie, jak w filmie pokazać, że (opisuję pewnie niedokładnie) przez jedną z głównych arterii Poznania wiał wielokrotnie wiatr historii, a może wichry dziejowe?
    No, nie da się.
    I wielu, wielu innych rzeczy też się nie da.
    Więc lepiej czytać.
    Czytać. Czytać. Czytać.

  65. Alku, jak najsłuszniej obrałeś alter ego.
    Rów melioracyjny – to też stylowe, zgoda.

  66. Kochana Autorko, też kiedyś spróbowałam obejrzeć filmy na podst. Pani powieści, ale było to niestety tak niestrawne, że po paru kadrach wycofałam się w popłochu, by nie utrwaliły mi się one w wyobraźni. Kompletnie nietrafione, obsada i wszystko inne. A poza tym, w tekście jest tyle niuansików, humorku, przeróżnych skojarzeń, pięknych, namacalnych wręcz opisów przyrody i zjawisk jej towarzyszących, (choćby we „Wnuczce do orzechów, „Pulpecji”), że nijak się tego nie da zawrzeć w filmie. Książki zdecydowanie bezkonkurencyjne. Teraz resetuję się do snu przy „Małomównym”:)

  67. A za drzwiami sekretny pokoik z wcale nie robaczywym łożem, na którym można lec, by w spokoju delektować się muzyką z gramofonu.

  68. …a skroń moja już siwa. Nie idźmy w tym kierunku. Umówmy się, nieznośny kuzynek, paskudny smarkacz z tych, co to się ich pokazuje rodzinie dopiero po wyszorowaniu i przyodzianiu w czyste drelichy, bo wcześniej akurat łowił żaby w rowie melioracyjnym.

  69. Nie my wiedziałyśmy, Nietoperzu, tylko ja wiedziałam!
    Jesteś wszak moim wieloletnim czytelnikiem. Jesteś prawie jak syn!

  70. UA, Sowo, owszem, przejście przez regał od kilku lat planuję, jak tylko M. da się przekonać do zbudowania kolejnego pokoju w naszym małym domku. Mam na dole taką bibliotekę przez całą ścianę, od góry do dołu i z prawa w lewo, podzieloną na trzy sekcje filarami. Wtedy jednym z segmentów tego tego ustrojstwa wyrżnąłbym te, no, odrzwia. Jest to idea, którą pieszczę w duchu od lat dziesięciu. Skąd wiedziałyście?

  71. Sowo, to całkiem fajny malarz był – w sieci sporo jest jego dzieł, z których najbardziej podobają mi się stylizowane ilustracje książkowe.

    A takie sekretne wejście przez półokrągły regał jest bardzo w stylu naszego Nietoperza, nie uważasz?

  72. PS – Psiakrostka, zapomniałam o Podeszwie-Piechocie napisać w „Na Jowisza”!- a to by było przyjemne uzupełnienie.
    Otóż, tak właśnie pomyliła nazwisko Piechota pani nauczycielka w III klasie podstawowej mojego dziecka.
    Słowem, z życia wzięte.

  73. Alku, może być jawne, bo zabawne!
    Otóż, po pierwsze: dobrze, że nie Górska Podeszwa.
    Po drugie: Nora bez żalu rozstanie się z nazwiskiem panieńskim. Pamiętajmy, że nie lubiła go w zestawie z imieniem.

    Nora Piechotowa! – jak to bezpiecznie i zwyczajnie brzmi!

  74. A do jego pracowni wchodziło się przez półokrągły regał z książkami – miał w nim sekretne drzwi.

  75. Ulubiona Autorko, Wielce Szanowna Pani, chciałbym zadać niejawne pytanie. Dopiero teraz mnie olśniło, że Nora Górska, dziewczę zdające sobie sprawę z niuansów imienia i nazwiska, po nieuchronnym ślubie (co wynika z epilogu powieści), będzie się potencjalnie nazywać Górska Piechota. Z myślnikiem. Czy to diaboliczny chichot twórcy, czy też wyszło samo?

  76. Ciekawa wypowiedź Jamesa Christensena:

    „I love historical costumes with all their gold threads, jewels, buttons, and glitz. People use layers of clothing to get away from the core of who they really are. I like to say that the more bureaucratic or aristocratic we become, the more stuff we have. That stuff we wear on the outside is our vanity”.

  77. Dzień dobry, Julko!
    No, to się cieszę, że jednak książka wygrywa!
    Osobiście o wiele bardziej lubię czytanie niż oglądanie filmów.

    Życzę Ci wielu jeszcze wspaniałych i ciekawych przygód z książkami!

  78. witam
    Mam na imię Julka, jestem uczennica klasy 6, w zeszłym tygodniu oglądałam film” Kłamczucha” i bardzo mi się podobał.Jednak książka jest bardziej ciekawa, tłumaczy wiele lepiej opisuje wydarzenia.

  79. Z filmami „według Musierowicz” jest tak, jak z filmami „według Chmielewskiej”. Chociaż w tym drugim przypadku przynajmniej ekranizacja „Klina” miała nieco wdzięku, dzięki głównym aktorkom. „ESD” nie oglądałem, wystarczały mi fotosy i na nich budząca instynktowny sprzeciw Gabriella. „Kłamczuchę” widziałem, ledwo znośne, a główna bohaterka przypominała niejaką „Brzydulę” z takiego koszmarnego serialu popularnego jakiś czas później. Może charakteryzatora miały tego samego. Oczywiście można zadać pytanie, gdzie się podziali ci, którzy kręcili popularne polskie seriale w latach 60. i 70., z których wiele było i popularnych i świetnych warsztatowo. Pewnie po prostu wymarli i na gospodarstwie zostali sami amatorzy.

  80. Też wolę naszej książki autorki Jeżycjady niż filmy na podstawie jej książek .Zdecydowanie czytajmy książki .

  81. Czytam tę wersję oryginalną „Zaginionego księcia” i w dalszym ciągu mam pretensje do autorki. I pomysł do kitu, i nieznajomość realiów. Zresztą gdyby się nawet zdecydowała na konwencję baśni, nie czepiałabym się najwyżej realiów, ale dalej by mnie książka nudziła.

  82. Tak sobie myślę, że to niebieskie to jest taki pojemnik na chleb z żaluzyjką i owa zaczytana dama trzyma w nim kanapki, żeby ich pies (ukryty za Rembrantem) nie zeżarł.

  83. Dziękuję, rozmarynie! Piękne tłumaczenie ś.p.Leszka Elektorowicza, świetnego tłumacza, człowieka prawego i niezłomnego.

  84. Cześć, Jasiu!
    Film mnie rozczarował, niestety. Całkiem inny od tego, co napisałam.
    Owszem, pozwolono mi współpracować przy scenariuszu, ale ostatecznie i tak ostatnie słowo nie do mnie należało.
    Potem raz jeszcze zgodziłam się na ekranizację (film ESD), ale rezultat znów mnie rozczarował i odtąd nie pozwalam na adaptacje moich książek.

    Trzymaj się ciepło i dzielnie zarazem!
    Serdecznie pozdrawiam!

  85. Chętnie złapałbym teraz jakiegoś moskita i zapytał kogoś o drogę ale drugi tydzień jestem w areszcie domowym :( (jestem uczniem szkoły podstawowej).
    W czasie kwarantanny czytałem Pani książkę pod tytułem „Kłamczucha” oraz oglądałem film zrealizowany na jej podstawie. Zastanawiam się, czy miała Pani wpływ na zmiany jakie są wprowadzone w scenariuszu ? Na przykład zamianę Łeby na Ustkę albo białego fiata mirafiori na pomarańczowego poloneza ?

  86. Mamo Isi, znalazłam Waltera de la Mare. Rzeczywiście, w III tomie „Poetów języka angielskiego” (mam wszystkie trzy).

    WIDMOWI SŁUCHACZE
    „Czy jest kto w tym domu?” – zapytał Wędrowiec
    Pukając w drzwi w świetle księżyca,
    Koń zaś jego w ciszy obok trawy szczypał
    Z leśnego paproci poszycia.
    Wtem ptak wzleciał w górę z wysokiej gdzieś wieży,
    Wędrowca uniosła się głowa
    I znów, po raz drugi, w drzwi mocno uderzył,
    „Czy jest kto w tym domu?” – zawołał.
    Lecz ku Wędrowcowi nie zeszedł nikt wcale
    Nikt z okien obrosłych zielenią
    Nie wyjrzał, by spojrzeć w siwe oczy tego,
    Co stał niespokojny w milczeniu.
    Lecz tylko zastępy widmowych słuchaczy,
    Co pusty ten dom zamieszkały,
    W poświacie księżyca stały zasłuchane
    W ów głos z świata ludzi, wytrwały,
    Za blasku stał smugą tłum ich w mroku schodów
    Wiodących w dół do pustej hali,
    Donośnych Wędrowca nasłuchując wołań
    Niesionych na powietrznej fali.
    Na dnie jego duszy legła tajemnica,
    Milczącą odpowiedź ich wyśnił,
    Kiedy koń się poruszył skubiąc ciemną darń
    Pod niebem gwiazd pełnym i liści.
    Bowiem naraz znowu głośniej w drzwi uderzył,
    Ku górze zwróciła się głowa,
    „Powtórzcie, żem był tu, lecz nikt mnie nie witał –
    Rzekł – i że dotrzymałem słowa.”
    Najdrobniejszy szelest nie zdradził słuchaczy,
    Choć słowa, którymi ich wzywał,
    Brzmiały echem wśród ścian, w ciemności i ciszy,
    Znikła ostatnia dusza żywa:
    Słyszeli chrzęst strzemion, gdy dosiadał konia,
    I dźwięk żelaza na kamieniu,
    I odpływ łagodny falującej ciszy,
    Gdy stukot kopyt niknął w cieniu.

    (tłum. Leszek Elektorowicz)

  87. Wiersz trafia w każdy punkt wspaniałych, ale uciążliwych obowiązkowych zajęć wakacyjnych, jak dodałaby Cesia z Danusią – jeszcze trzeba się obowiązkowo zakochać (zresztą sama niegdyś miewałam takie wakacyjne tęsknoty, żeby potem móc pisać długie miłosne listy). Zresztą w takiej własnie sławnej wieżyczce Cesi (Szósta klepka), można by poszaleć i przytargane przez dziewczyny na górę materace, obrzucić tymi udrapowanymi tkaninami i makatami (widziałam odpowiednie cuda w Pałacu Pod Blachą, przywiezione gdzieś z Dalekiego Wschodu), potem książki, niech będzie jeszcze ten czajnik i patefon. Choć to niebieskie zaokrąglone pudełko wygląda mi na coś do ogrzewania – tak mi się kojarzy z powodu termoforka, otrzymanego pod choinkę, który mi codziennie grzeje nóżki żeby móc usnąć, więc stawiałabym na grzejniczek.
    Chyba już późno i przysypiam tu, a do wieżyczki nie mam zaproszenia – więc do jutra. A jutro – dziś mam zamiar uszyć kilka maseczek z agrowłókniny, której mam sporo (przy okazji napiszę skąd). Dooobranoc…

  88. Nie mogę się kłócić z wyższą instancją, w dodatku nie moją. Jestem w łatwiejszej sytuacji, bo nie ma już nikogo, kto by mnie ganił za drobne indywidualizmy w pisaniu. A przynajmniej nikogo, kogo musiałbym słuchać. Tak sobie myślałem, dopóki nie przypomniałem sobie o recenzentach. No tak. Każdy ma swoje demony. Uszy do góry, póki co możesz chyba używać „iż” od czasu do czasu, tak chyłkiem. Kiedyś, korzystając z nieuwagi recenzenta, wprowadziłem do literatury naukowej słowo „bobki”…

  89. Alku, Nasza Pani Polonistka też tak mówiła i wydawało mi się to słuszne, ale obecna polonistka ma dziwne metody i przekonania, co coraz bardziej zaczyna mnie irytować.

  90. Hmm, to niebieskie przypomina mały sekretarzyk zamykany roletą, mogłoby to być też urządzenie do przechowywania dokumentów, szafka z teczkami mocowanymi na osi, takie coś obracane.

  91. Kasztanowłosa, dobrym uzasadnieniem dla użycia „iż” jest chęć uniknięcia powtórnego użycia „że” (o ile się pojawiło w zbyt bliskim sąsiedztwie). Zwłaszcza w tekstach pisanych, bo wtedy najbardziej widać takie powtórzenia.

  92. O, znalazłam w sklepie dla kaligrafów jeszcze jeden pięknie zbędny przedmiot: podstawek do gęsiego pióra. Mają nawet taki w kształcie dwóch sów! A wiecie, że praworęczni powinni pisać piórem z lewego skrzydła gęsi? Żeby nie dźgać się nim w nos w czasie pisania.

  93. Cóż, biorąc pod uwagę, iż malarz odszedł od nas w roku 2017, takie opcje jak wentylator czy opiekacz wchodzą w grę.

  94. To niebieskie „coś” istotnie przypomina grzejnik, ale cała scena nie sprawia wrażenia „zimnej”, a więc skłaniam się raczej ku analizie Sowy :). Także wyszło mi, że to niska kanapa, choć widzę tam pewne niekonsekwencje. Coś na kształt figury niemożliwej. Kolorystycznie dzieje się tam bardzo dużo. Chyba nie mogłabym się skupić na czytaniu w czymś takim. Już sam Rembrandt wystarczyłby aż nadto.

  95. Mnie to przypomina przenośny wentylator, ale z bliska rzeczywiście wygląda na fragment kanapy, jak pisze Sowa P.

  96. Mnie ostatnio polonistka odjęła punkty za używanie słowa „iż”, twierdząc, że jest to forma przestarzała oraz że obecnie egzaminatorzy na maturze za to również odejmują punkty. Ale o zaletach słowa „iż” wielokrotnie zapewniała mnie Moja Pani Polonistka z gimnazjum, którą cenię dużo bardziej, więc postanowiłam, iż będę tego spójnika używać tak często, jak mi się żywnie podoba. Tym bardziej, że dla mnie to nie jest forma przestarzała, bo ja tak normalnie mówię. Ehh, chyba się stęskniłam za tą Moją Ukochaną Polonistką, która nam nie ograniczała słownictwa…

  97. I na lewo dwa pudła ze srebrnymi sztućcami do czyszczenia, jak już zdejmie z siebie te złotogłowie i włoży coś sensownego.

  98. To niebieskie to jest chyba opiekacz do grzanek – w końcu jak już zgromadziła wokół siebie te wszystkie symboliczne przedmioty, to musi też być jakiś symbolizujący ilość czasu, jaką kobieta spędza w kuchni.
    Ten biust Homera kontemplowany przez Arystotelesa w stroju niewłaściwym mnie prześladuje – w życiu bym nie chciała mieć czegoś takiego za plecami. Dlaczego niby Arystoteles miał się wpatrywać w Homera? Nie miał lepszych zajęć?

  99. Mamo Isi, złota pani siedzi na podłodze, a opiera się na zagłówku dość niskiej kanapy, która stoi w poprzek. Poduszki muszą być projektu Morrisa. W ogóle, bardzo dużo zawijasów na tym obrazie.

  100. Atrament z goździkami, mmm…

    Gdyby KrzysztO nie zdradził, które z tłumaczeń jest mamoisiowe, od razu poznałabym, że to drugie, również z powodu odrapanych ruin. I nie pytajcie, dlaczego. ;)

  101. Kiedy mi już ścierpnie noga, wstaję i spaceruję wzdłuż pokoju, nie przerywając czytania.
    Przyznam, że przeczytałam w ten sposób wiele książek, łącząc dwie aktywności.
    Nie ośmielam się natomiast tej metody polecać (niedobra dla oczu).

  102. Marysiu, polecam używanie „iż”. :)
    Co ja gadam, przecież używasz.

    Pozdrawiam Mamę!

  103. Ateno, odświeżę Ci pamięć – „Doomsday Book” przysłałaś mi na statek we wrześniu 2017.

  104. Marianno, ja z mamą również najbardziej lubimy Pulpecję. Myślimy, że to dlatego, że ta część ma w sobie tyle ciepła.

    Uh, w moich wypowiedziach jest stanowczo za dużo „że”

  105. Aaa, Marianno, a więc zgadłam.
    Wobec tego pozdrawiam jeszcze Twoją Mamę, a moją Czytelniczkę!

  106. Obywatelko Warszawy, masz rację. Może już jej noga ścierpła, a ona, zatopiona w lekturze, jeszcze tego nie czuje.

  107. Tak. Mieliśmy takie zadanie. Mamy w domu wszystkie Pani książki. Moja mama uwielbia je czytać. Najbardziej lubi „Pulpecję” Teraz czeka na „Chucherko”.

  108. Ateno, co ci szkodzi spróbować. Przecież skończyły Ci się zapasy atramentu!
    Ja na pewno nazbieram w tym roku galasów, pełno tego na naszych okolicznych dębach.

  109. Jeszcze dodam, że ta poza (wątpliwe, że wygodna) zdaje się mówić, iż postać uległa lekturze na tyle, by zapomnieć o Bożym świecie i o własnym kręgosłupie:)
    Przynajmniej ja tak to odebrałam.

  110. O, teraz i Marianna się odezwała! Cześć, skarbie! Dzięki za miłe słowa!
    To chyba cała Wasza klasa siedzi właśnie przed komputerami i ma lekcję polskiego? – a może to takie zadanie domowe?
    Pozdrowienia dla Waszej Pani!

  111. Ja mogę te jabłka zorganizować w odpowiednim czasie. Mam projekt w Kalifornii, miał się skończyć w maju, ale chyba się przeciągnie do jesieni, ( zamiast spokojnie czytać książki w niewygodnych pozycjach w złotej sukni, muszę walczyć z bandą nieprofesjonalnych ludzi).
    Zniknęła mi wspomniana Connie Willis, mam wszystkie książki oprócz tej.
    Hmm, czyli siedzi gdzieś na innym miejscu i się ze mnie śmieje, pożyczyłam lub oddałam komuś, myśląc ze sobie kupię i zapomniałam.
    Mamo Isi, twoje tłumaczenie jest lepsze i tak myślałam zanim KrzysztO wyjawił ze to ty.
    Tez kupuje książki na zapas, a potem znajduje właściciela. :)

  112. O, jaka radość!
    Dziękuję, Bartoszu miły!
    Pozwoliłam sobie usunąć niektóre Twoje dane, nie trzeba tu wszystkiego wpisywać, no wiesz, jak to w internecie.

    Ciekawa jestem, czy już dotarłeś do sceny z pączkami!
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  113. Dzień dobry. Mam na imię Marianna i mieszkam w Lesznie. Właśnie skończyłam czytać ,,Kłamczuchę”. Bardzo mi się podobała. Jest wzruszająca i skrzy się humorem. Choć i tak bardziej podoba mi się ,,Ida Sierpniowa”. Bardziej utożsamiam się z jej bohaterką.
    Pozdrawiam serdecznie

  114. Dzień dobry jestem uczniem klasy 6 (…) w związku z sytuacją uczę się w domu właśnie kończę czytać lekturę,, Kłamczucha” jest to bardzo interesująca lektura, bardzo realistyczna bardzo się w nią wciągnąłem ogółem jest super.
    Bartosz.

  115. Już sobie otworzyłam oryginał, dzięki, Krzysztofie, za informację, no i za prezent! Ciekawe, czy wersja pełna będzie choć trochę bardziej sensowna? Pamiętam, że tłumacząc miałam pretensje do autorki;)

    Alku, jako żywo, zaszczyt to dla mnie.

  116. Sowo, poszłam tropem Aleppo galls i trafiłam na stronę The Fountain Pen Network, a tam – na …

    California Live Oak Iron Gall Ink Recipe:

    9 parts California Live Oak Apples, crushed (Quercus agrifolia)
    2 parts iron sulfate
    1 part gum arabic
    30 parts distilled water
    Several whole cloves

    Combine the crushed oak apples and distilled water into a glass jar and allow to ferment 2 months. (If the jar has a metal lid, use a Saran Wrap barrier between it and the ink when you screw it on.)

    Strain through a couple of layers of cloth, squeezing every last drop of liquid you can. Cover and bring the liquid to a boil in a non-reactive pot for 5 minutes. Remove from heat. Add more distilled water if necessary to bring it up to the original amount of distilled water, 64 ounces.

    Add the iron sulfate, stirring with a wooden spoon until dissolved. Add the gum arabic and stir well. Add several whole cloves (for a preservative). Let it set overnight in a clean amber glass jar. It’ll take about this long for the gum arabic to totally dissolve.

    Stir again. Make a writing sample. It should be a dark gray or black, depending on the paper. Yields approximately a half gallon (1.8 liters) of ink.

  117. Też mnie to ciekawi, Marysiu, Obywatelko Warszawy. Oczywiście, wokół leży pełno albumów o sztuce. Ale ta mała, niebieska książeczka – nie, nawet: broszurka… o czym to?
    Lekki półuśmiech igra na tych umalowanych i namalowanych ustach. A więc książeczka ciekawa i zabawna.

  118. Cudowny obraz. Zawsze przy tego typu dziełach najbardziej przyciągają moją uwagę wzorki na tkaninach. Tym razem przypadły mi do gustu poduszki:) Ach! I ciekawe co też takiego ona tam sobie poczytuje…

  119. Sprawdziłam – mam „Zaginionego księcia” w tłumaczeniu Mamy Isi! Dostałam tę książkę na mikołajki – gdy byłam w szkole podstawowej. Pamiętam – byłam przeziębiona, więc mogłam w spokoju poczytać! :-)
    Jak tak sięgnęłam pamięcią do czasów szkolnych, to często dostałam książki, gdy byłam chora – tzn. tak dodatkowo. A jak miałam ospę to dostałam Noelkę, Pulpecję i Dziecko Piątku. Ja czytałam w dzień, a mama po nocy. ;-)

  120. Przy okazji: w internecie natrafiłem na informację, jakoby „Lost Prince” miał cztery tłumaczenia polskie.

  121. Nie będę wypuszczał żadnych osesków, niech się wypchają. Ślimaki lubię estetycznie, a nie jako pokarm. Isi-Maman, pozwolę sobie rozejrzeć się za twoim tłumaczeniem dzieła, jeśli nie masz nic przeciw temu.

  122. Uwielbiam ascetyczne, uduchowione obrazy Wilhelma Hammershøi. Doskonale porządkują mój umysł.

  123. Mamo Isi, tamten przekład wydało wydawnictwo ALGO z Torunia, reklamuje się na okładce jako pierwsze pełne wydanie po polsku. Z przyjemnością Ci je ofiaruję.
    Zaś pełny oryginalny tekst jest dostępny w The Project Gutenberg – może dokończysz robotę?

  124. Wilku Morski, czy możesz mi pożyczyć to drugie tłumaczenie, proszę. Nigdy nie miałam go w ręku. W dodatku sama tłumaczyłam wersję abridged/ skróconą, co znacznie zubożyło książkę, ale wydawca nie był w stanie dorwać wersji pełnej. Ta druga jest pełna?
    Miałeś wpaść, żeby przegrać sobie Aretuzę, a tu te zakazy i nakazy. Ale chyba nie jesteś podczas kwarantanny?

  125. Po raz kolejny, teraz w ekstremalnej sytuacji społecznej, utwierdzam się w przekonaniu, że tylko sztuka (literatura i muzyka) może nas uratować przed poczuciem bezsensu i przed brakiem nadziei. Po Marku Aureliuszu sięgnę po „Rodzinę Whiteoaków” – sagi potwierdzają, że wszystko kiedyś się zmieni albo przeminie.

  126. Właśnie zobaczyłam reklamę zachęcającą do hodowli ślimaków: „Małe ślimaki oseski wypuszczasz na pole w maju 2020, a my skupujemy je we wrześniu.”

  127. Jasne, że tak.

    To już zdradzę, że przekład Mamy Isi jest ten drugi, oczywiście.

  128. Krzysztofie, a może pokażę informacyjną część Twojej wiadomości prywatnej – czy mogę?
    I bardzo dziękuję za część nieinformacyjną.
    A skrzynkę mi wysadziło w powietrze! Awaria za awarią.

  129. Dzień dobry:) Nie jestem ekspertem, ale pierwsze przełożenie wydaje mi się zbyt zasadnicze. Drugie bardziej zachęca do lektury.

  130. Chodzi o obraz Vilhelma Hammershøi ”Wnętrze z młodym czytającym mężczyzną”, 1989, The Hirschsprung Collection, Kopenhaga.
    A zobaczyłem jego reprodukcję jako ilustrację zapowiedzi internetowych rekolekcji wielkopostnych zatytułowanych „Nieobecność intensywna. Rekolekcje ze sztuką”. Głosi je ks. Krzysztof Niedałtowski, duszpasterz środowisk twórczych w Gdańsku, pierwsza część została nadana w sobotę, kolejne jutro i w czwartek, wszystko do zobaczenia na portalu gdansk.pl. Tamże jego kazania z dwóch ostatnich niedziel, portal transmitował msze bez udziału ludu. Warto posłuchać.

    K.

  131. Zwięzłość wielką zaletą, Alku, zgadzam się.
    Dołożę jeszcze do kolekcji „Pokój z widokiem” E.M. Forstera. Urocza lektura.

  132. Dzień dobry, Julio!
    Jak to przyjemnie przeczytać taką pochwałę w słoneczny dzień marcowy!
    Cieszę się!
    Ściskam Cię serdecznie!

  133. Przy okazji – bardziej podoba mi się druga wersja przekładu, bowiem (wbrew pozorom) cenię zwięzłość.

  134. Ten Philibert Place to Burnett? Małe księżniczki, kaprawi lordowie, tajemnicze ogrody itd?

  135. Mało casu, kruca bomba, mało casu… A tyle rzeczy do poruszenia. Co do pęcherzy – cudownie to brzmi w tym przepisie. Weź niebieskich pęcherzy… Galasy nadal są wykorzystywane do produkcji niektórych atramentów np. mam tu na półce „niebiesko-czarny galusowy” KWZ. Wyrób krajowy, jakby powiedział profesor Tutka, ale odcień niezbyt ładny. „Mały pokój z książkami” – oczywiście, czytałem i mam. Proponuję też „Pokój pełen liści” Joan Aiken – to a propos pokojów (lub pokoi?) literackich jaki takich. Makaty buczackie dziś tka persjarnia Zambrzyckich, oczywiście, porządna wełniana makata to dla moli lotnisko połączone z restauracją, trzeba by jakoś przeciwdziałać. Zeżarły mi parę ulubionych swetrów, szuje, i nie wiedziałem skąd przylatują. Okazało się, że główną bazę założyły pod dywanem na parterze. „Bitwa była krótka, krwawa i przyjemna” i teraz już pilnuję, żeby motylki nie powróciły.

  136. Dzień dobry!
    Bardzo spodobała mi się lektura Kłamczucha.
    Pozdrawiam Julia Flieger

  137. Galasy zawierają taninę, możliwe że w reakcji chemicznej z pozostałymi składnikami dawały kolor niebieski.

  138. Różne znaleziska się trafiają podczas kopania w księgozbiorze. Na przykład dwa wydania z tego samego roku tej samej powieści, acz różnego przekładu. Oceńcie sami:

    „There are many dreary and dingy rows of ugly houses in certain parts of London, but there certainly could not be any row more ugly or dingier than Philibert Place. There were stories that it had once been more attractive, but that had been so long ago that no one remembered the time”

    I: „Istnieje wiele rzędów ponurych i nędznych domów w różnych częściach Londynu, lecz z pewnością nie ma brzydszego i bardziej przygnębiającego zakątka niż Plac Filiberta. Opowiadano, że kiedyś plac ten był całkiem atrakcyjny, lecz czasy jego świetności należały do przeszłości”.

    II: „Wiele było w Londynie ponurych zaułków pełnych odrapanych ruder, lecz żaden nie wyglądał równie posępnie jak zaułek Philiberta. Podobno był to niegdyś całkiem miły zakątek, lecz nikt już tych czasów nie pamiętał”.

  139. Pewnie wiedziały, Sowo, bo ja wiem, i nawet sama robiłam, w harcerstwie będąc.
    Ale galasy nie są przecież niebieskie?

    Madziu, wszystko jeszcze przed Tobą!

  140. Męczy mnie to niebieskie, twarde bógwico, na którym dama opiera prawy łokieć. Tak, kręgosłup jej przypomni te pomysły!
    Jako żywo nie odczuwam konieczności posiadania, a tym bardziej trzymania na podorędziu „Arystotelesa kontemplującego popiersie Homera”, nawet w wykonaniu Rembrandta. Okropność.
    Czytanie na bosaka, ale w szlafroku ze złotogłowiu skończy się katarem.

  141. Ostatnio nawet mierzyłam taką złotą sukienkę – siostra mnie namówiła.
    Na szczęście była za ciasna – ta sukienka, nie siostra.

  142. Pęcherze to galasy. Można też zrobić atrament z łupin zielonych orzechów. Czy babcie Doroty R. wiedziały?

  143. No cóż, właśnie zrozumiałam, dlaczego moje życie nie jest w pełni satysfakcjonujące: nie mam w domu żadnego Rembrandta do kontemplowania.

  144. Ryśku, jakiż wspaniały przepis na atrament!!! Jestem zachwycona.
    Ale sama go nie zrobię. Choćbym miała niebieskie pęcherze (???!!!), to skąd wziąć witriol, i to zielony?
    Ech, jak te czasy się zmieniają!

  145. Cha, cha, Krzysztofie! Racja!

    Alku, makaty buczackie mogą być niezłym pokarmem dla moli, ostrzegam.

  146. O, dzięki, Sowo! Artysta wymienił wszystkie obiekty, które mają znaczenie w jego obrazie, lecz o lampie zapomniał kompletnie. Okna zaś w pobliżu nie widać. Mama Isi bystrym oczkiem od razu to wyłapała. Mnie z kolei, wyznam, na widok pozy czytającej pani natychmiast rozbolał kręgosłup oraz prawa ręka.

  147. „I wanted to create a retreat,” says artist James C. Christensen, „a secluded little nook filled with art and books where a woman could really get away from it all. Here, the tension melts away as lilting strains of lute music drift across the overstuffed cushions. The objects in the room represent the things that I believed are important to a full and satisfying life: Rembrandt’s painting ‚Aristotle Contemplating the Bust of Honor’ (culture and the arts); the medieval Unicorn Tapertries (magic and belief); maps (curiosity and exploration); sheet music (music and creativity) and the books, treasures which represent the collected wisdom of the ages. Take a close look at the books – there’s one of my very favorites books buried in there somewhere!”

  148. Ja również zostaję w domu jak dama z obrazu. Wczoraj skończyłam „Życie instrukcja obsługi” Pereca, na najbliższe dni mam przygotowane: „Mechaniczna pomarańcza” (chcę sprawdzić co to, bo podobno już klasyka…) oraz „Rozmyślania” Marka Aureliusza (kolejne czytanie, tym razem po to, by złapać odpowiedni dystans).

  149. Obraz intrygujacy, wiersz piękny. A jaka inspiracja! Oto „kobieta domowa”, którą każda z nas jest w tych dniach, wcale nie musi straszyć starymi dresami, wręcz przeciwnie – spowita w złote materie, w pełnym makijażu, zachwyca. A przy tym kobieta z obrazu nie jest bynajmniej próżna – jaki stos książek!
    A mój mąż i tak mówi, że najpiękniejszym strojem kobiety jest uśmiech – pamiętajmy o tym w tym niełatwym czasie. Dobrego dnia!

  150. Zważywszy okoliczności, Connie Willis ze swoją „Księgą Sądu Ostatecznego” też byłaby całkiem na miejscu.

  151. Tak, również zauważyłem, w nocy był upadek strony. Ale już stoi dzielnie jak wieża Eiffla. Co do zostawania w domu, u mnie inny dywan, poza tym bałagan podobny. Natomiast w kwestii arrasów, zawsze byłem przeciwnikiem wieszania tekstyliów na ścianach (nie kojarzyły mi się z dworem szlacheckim czy karawanserajem, ale z mieszkaniami w bloku i ze śladami po gwoździach na ścianie z dykty). Lecz ostatnio wyłom w tych przekonaniach zrobiły makaty buczackie. Na szczęście są drogie, więc nie złamałem się doszczętnie, tylko tak sobie myślę na razie.

  152. U mnie tak jest zwłaszcza po otrzymaniu nowego zamówienia! Siadam i dookoła siebie rozkładam nowiutkie egzemplarze, przeglądam i segreguję na różne stosiki, bo najwięcej idzie z nich na prezenty, a tylko kilka zostaje u mnie. Oby nadeszły czasy takiej normalności, ależ będziemy doceniać te zwykłe-niezwykłe czynności dnia codziennego!
    Zmykam, trzeba jeszcze zerknąć na króciutkie rekolekcje, które śledzę i radiową gimnastykę, którą też często słyszałam na żywo przed pracą, ale teraz się trochę pozmieniało.
    (Lubelskie pławi się w słońcu na razie. Pozdrawiam! : )

  153. Ech, wyobrażenia artystów. Światło ma dziewoja beznadziejne do czytania; zaślepnie jak nic. Nie tak sobie wyobrażam idealne miejsce do czytania. I co z tego, skoro koty zawsze mi takie miejsce przysiadają.I to nie czytając!

    Beatuszko, a to fluid nam się udał z tym krasnoludkiem;)

  154. Ten piękny obraz wygląda jak ilustracja do „Małego pokoju z książkami”, jednej z najulubieńszych lektur z dzieciństwa. A jakie były Wasze? Wczoraj odczułam potrzebę porzucenia nowych książek i powrotu do starych i znanych.

  155. Zamiast szukać atramentu nie do kupienia, lepiej zrobić. W notatkach Marthy Lloyd – szwagierki słynnej pisarki Jane Austen, znajdziemy przepis na XIX – wieczny atrament. Oto on:

    „Weź 4 uncje (ok.112 g) niebieskich pęcherzy, 2 uncje (ok. 56 g) zielonego witriolu i 1/5 uncji (42 g) gumy arabskiej. Rozkrusz pęcherze. Gumę i witriol ubij w moździerzu i wsyp do 1/2 kwarty (0,568 l) silnego, ale zwietrzałego piwa, następnie dolej 1/2 kwarty słabego piwa. Dodaj cukru rafinowanego. Postaw w kącie przy kominku na 14 dni i potrząsaj 2, lub 3 razy dziennie.”

  156. Tak było, Madziu.
    Nieocenione Adminki natychmiast naprawiły.

    Wiedziałam, że tak to u Ciebie musi wyglądać!

  157. I tak to mniej więcej wygląda.
    Tylko suknia mniej stylowa.
    (A właściwie legginsy).

    Pani Małgosiu, trzykrotnie odnotowałam dziś brak dostępu do strony („error database”).
    Czy Pani też to zauważyła?

Dodaj komentarz