W domu

girl with books b1, 6/5/08, 11:54 AM, 8C, 5784x7452 (191+143), 100%, girl books b, 1/20 s, R82.6, G65.6, B89.3
A Place of Her Own –  mal. James Christensen (1942-2017)

 

 

Marian Hemar (1901-1972)

REFLEKSJA

 

Z wyspy, z plaży, z wirażów, z oberży, z motelu,

Z urlopu – jak przyjemnie wrócić już do domu

I o zmierzchu, przy deszczu, pod lampą, w fotelu

Rozchylać pierwsze kartki kuszącego tomu

 

Nowej książki… Już w morskiej wodzie nie zakisać,

Już się w słońcu nie łuszczyć, pod górę nie drapać,

W muzeach z nóg nie padać, pocztówek nie pisać,

Widoków nie odrabiać, moskitów nie łapać.

 

Słowników nie wertować, o drogę nie pytać,

tylko siedzieć i czytać. Czytać.  Czytać.  Czytać.

 

À propos – Trzecia seria – wyjdzie już niedługo,

Pierwsza  na wyczerpaniu, Czyś już kupił drugą?

 

 

215 przemyśleń nt. „W domu

  1. „Nie zakisać” – pisze poeta, jakie ciekawe słowo… Człowiek by chciał tak z tą książką, przy stole albo na kanapie… Ale jeszcze ostatnie okno, jeszcze dywan, jeszcze prasowanie… Pozdrawiam z wiosennej Rumi, już w zamyśleniu wielkopiątkowym, madzikka

  2. Dzień dobry :)

    Jestem uczennicą z SP2 Leszno .
    Właśnie przerabiamy Pani książkę „Kłamczucha”.
    Bardzo ciekawa książka .Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia :)

  3. W sprawie niewygodnej pozycji damy z obrazu: moja Córcia wykrzyknęła w pierwszym momencie,że to skrzynka na listy.
    Pozdrawiam!

  4. „Flisak i Przydróżka” z ilustracjami Szancera – jest na allegro w cenie od 4,25 zł do 149zł – zależnie od tego, czy uważają go za zabytek klasy zero, czy za książkę, z której dzieci wyrosły.

  5. Rysunki Uniechowskiego, zwłaszcza pejzaże z elementami architektury, bardzo przypominają mi prace mojego Taty. Cóż za podobieństwo dusz.

  6. Sowa napisała o Uniechowskim, wiec musiałem więc oczywiście spędzić dwie godziny na przeglądaniu sieci (widziałem nawet projekty kart tarokowych autorstwa Uniechowskiego), potem przeszedłem na Szancera i pojawiło mi się pytanie, czy ktoś pamięta książkę „Flisak i Przydróżka”?

  7. Co do tych ptaków, wiele zależy, co to za gatunek, bo niektóre w dużych grupach zimują, np. w parkach, ale to pewnie jakieś grupowanie się na początku sezonu lęgowego.

  8. Wpadłam na jeszcze jedno pióro, ale nie wieczne:

    „Antoni Uniechowski – słynny rysownik, który ilustrował dwie książki mojej mamy: „Jesień niezapomniana” – wiersze o oblężonej Warszawie i wierszowaną opowieść „Jak się wszystko zmieniło”. Przyprowadzał ze sobą swoją córkę Krysię, ale zamiast się bawić, wolałyśmy patrzeć, jak otwiera buteleczkę z tuszem, wyjmuje z kieszeni piórko, które zawsze nosił przy sobie, i wyczarowuje na świstku papieru koronkowe, zwiewne rysunki na zadany temat”.
    Joanna Olczak-Ronikier – „Wtedy. O powojennym Krakowie”.

  9. A czy to przypadkiem nie szpaczki? One lubią tak sejmikować w dużej gromadzie i czynią dużo hałasu.

  10. Nie znam się na kuchni, ale do zwykłego gotowania używamy ryżu pełnoziarnistego (czyli pewnie brązowego?) znanej firmy o złowróżebnym skrócie U.B. Gotuje się bez problemu.

  11. Wygląda to na ptasi sejmik, ale ten charakterystyczny jest chyba dla jesiennych odlotów? A jakie to ptaki, Patrycjo?
    Może Alek nam wyjaśni. Jest przyrodnikiem.

  12. Dobry wieczór, znów wpadam po długiej nieobecności, ale potrzebuję ratunku!
    Codziennie wychodzę na spacer do pobliskiego wąwozu i za każdym razem widzę ogrom, ale to naprawdę ogrom, ptaków, zebranych na kilku drzewach. Wygląda to tak, jakby to były liście, gęsto obsadzone, ale te wydają bardzo intensywny, wysoki dźwięk, który w tak dużej częstotliwości daje głośny szum. Po jakimś czasie całe ptactwo przenosi się na inne drzewo. Ludzie przystają i nagrywają to zjawisko na swoje smartfony; potrafią uchwycić niezwykły obraz, telefon dźwięku (niestety) prawie nie łapie.
    Czy Pani, Pani Małgosiu, lub ktoś z Księgowych, wie, czym jest spowodowane to dziwne wydarzenie?

  13. Obejrzałam przepis na semlę. Kremem migdałowym można by przełożyć również nasze ciasto ptysiowe.

  14. Że ciemny ryż pozostaje pancerny, choćby się pękło, przekonałam się lat temu wiele, kiedy w swej naiwności zabrałam go pod namioty. Gotowaliśmy paskudztwo trzy godziny i ani drgnęło. Za parę wieków, jak jakaś ekspedycja archeologiczna będzie kopała w Borach Tucholskich, znajdzie zapewne tę sporą bryłę brązowego ryżu w stanie nienaruszonym i będzie się zastanawiała, jakie to tajemne obrzędy tam się odbywały.

  15. Maryś, co za nowiny!
    Dzięki za wyjaśnienia. Poszukam przepisu i upiekę synkowi, kiedy przyjedzie z tych swoich dalekich światów.

  16. Panie Bartoszu (wiad.pryw.) miło mi bardzo, ale najpierw musiałabym odszukać maszynopis w archiwach papierowych
    (sic! to jest już tak stare), a potem przejrzeć, poprawić etc.
    Troszkę mi czasu brak.
    Może po Nowym Roku? Teraz nie chciałabym się rozpraszać, jestem zajęta inną pracą.

  17. Szybciutko spod regału, w sprawie psysi Ture Sventona – w oryginale ulubiony detektyw zajada się przysmakiem zwanym semle, który w jego wykonaniu brzmi temle. Semle to delikatna bułeczka z kardamonem, przełożona kremem migdałowym i bitą śmietaną. (Trochę przypomina angielskie scones.) W Szwecji tradycyjnie piecze się semle na Ostatki – koleżanka potwierdza, że są pyszne!

    Zatem wybór ptysi, bliskich sercu i podniebieniu polskiego czytelnika, które nie dość, że mają bitą śmietanę, to przy lekkim seplenieniu wymieniają t na s – uważam za wielce trafiony! :)

  18. Kochana Kocimiętko! Wierszyk uroczy, czytałam z uśmiechem. Dziękuję! Chyba zawarłaś w nim absolutnie wszystkie sugestie Ludu!
    Jak do dobrze móc nie chodzić do szkoły, co?- od razu jest czas na twórczość literacką!
    Także taką, jaką błysnął tu Alek. Pięknie napisany ten przepis, czy też raczej nadal sugestia.
    PS – basmati w rzeczy samej najlepszy.

  19. Wiecie co? Pod wpływem waszych wypowiedzi narodził mi w głowie pomysł na wiersz.

    Pewna brunetka z obrazu Christensena,
    Pod czujnym wzrokiem Filozofa
    wybrednego,
    Hoduje karpie w domowych akwenach,
    By z nich zrobić niebawem coś wyśmienitego*

    Spowita w piękne miękkie złotogłowie,
    Wertuje uważnie broszurę w błękicie,
    Oczyma wyobraźni widzi karpie mnogie,
    Po grecku w marchwi, lub żydowsku w galarecie.

    Wsparta na poduszkach projektu Morrisa,
    Albumy o sztuce po kolei otwiera,
    Bosostopa niewiasta wdziękiem zachwyca,
    Gdy na zagłówku kanapy łokieć opiera.

    Lecz w swoich marzeniach chyba zapomniała,
    Że poza taka skutki może mieć groźne,
    Zgodni są wszyscy ze problemy będzie miała
    Z kręgosłupem przez swe czyny nieostrożne.

    Ejże! Rzecz pod łokciem! Czy to jest zagłówek?
    Plotki krążą, że może to być grzejnik,
    Klimatyzator, wentylator – wciąż nie brak wskazówek,
    Może też na chleb z żaluzją pojemnik

    Sekretarzyk z roletą, szafka z teczkami,
    Do grzanek opiekacz niebieski, Bógwieco,
    A obok stoją chyba pudła ze sztućcami,
    Pomysły jak na skrzydłach od Ludu Księgi lecą.

    Miło jest domyślać się przy takim Staroście
    Czym jest zagłówek, i z czego atrament
    Wszystkie przemyślenia są w fiołkach i wiośnie
    Miły tu jest każdy najdrobniejszy moment

    Tak, wiem nie jest idealny, dlatego jeśli ktoś ma pomysł jak by go udoskonalić to zachęcam:)

  20. A to danie Alka bez mięsa to nie będzie jak hamburger bez kotleta? :)

    Ja tam piękne rzeczy też jadam. Inaczej sztuka kulinarna by upadła. Takie pierniczki, na przykład.

  21. Simone Weil – wielka mentorka Józefa Czapskiego (ach, jego twórczość). Niezwykła kobieta. Wydaje mi się że jej główną zasługą jest prowokowanie do myślenia. Z myślą o PIĘKNIE, w zasadzie się zgadzam, ale są moim zdaniem pewne wyjątki. Np. woda w źródełku, czyż nie jest piękna, ale i dobra? Także, świeży wiejski chleb, piękne kolorowe warzywa i owoce…:)

  22. Jas: aktywność Kraszewskiego była jeszcze szersza, wiadomo też, że prowadził działalność wywiadowczą na rzecz Francji, z tego powodu z kolei Rzesza posadziła go w twierdzy (był obywatelem niemieckim). Człowiek wielu zainteresowań, niewątpliwie.

  23. Madame, to jeszcze nie przepis, to tylko szkic dla orientacji. Nota bene, zamiast mięsa można spróbować cieciorkę, jak sądzę, tylko uważać, żeby się nie rozgliździła w trakcie, dobrze żeby utrzymała jakąś jedrność.
    Ale skoro już, to powiem, jak ugotować ryż. Otóż ryż (najlepiej basmati, jaśminowy też, natomiast raczej nie ciemny, bo jak był pancerny, tak zostanie) wrzuca się do garnka z zimną wodą i trzyma pod wodą przez godzinę. Następnie wrzucamy go (bez tej wody) na przewymiarowaną patelnię albo wok (on dopiero na tym etapie zwiększa objętość), solimy ile trzeba i na pewnej ilości oleju na małym ogniu „gotujemy” pod pokrywką. Jeśli okaże się jednak za sucho, można dodawać troszkę wody (wchłania). Trwa to dość długo, następną godzinę albo coś, najlepiej sprawdzać co jakiś czas, czy już jest ok. Mieszać trochę. Wychodzi z tego produkt całkowicie sypki, odrobinę twardszy niż typowo, ale definitywnie ugotowany. Do celów potrawy, o której wspomniałem, w którymś momencie zaczynami cukrzyć i dodawać cynamon, na końcu również migdały itp. uprażone ziarenka. Cukru wchodzi mało, powiedzmy płaska łyżka, tylko tak, żeby przełamał nieco smak słony. Cynamon mało, żeby lekko nadał kolor i dał pewną aluzję smaku. Mięso podsmażam mieszając, na osobnej patelni, im lepszej jakości tym lepiej, i pod koniec roboty mieszam z ryżem i grzeję dalej do końca. Cieciorkę można tak samo. Brzmi trochę trudno, ale da się, ugotowałem to raz nawet w piwnicy w stacji geobotanicznej UW w Białowieży, dla sześciu głodnych osób, i jakoś wyszło.

  24. Ha, z fiołkami mam to samo UA. Sąsiedzi muszą mieć niezły ubaw widząc mnie klęczącą z nosem przy ziemi.

  25. Jas, wiele jest cudów na tym świecie, to fakt.
    Fiołki tak lubię, że ich nawet nie zrywam, tylko kładę się na ziemi i wącham.
    Potwierdza się przy tym definicja Simone Weil: „Piękno to jest coś, czego się pragnie bez chęci zjedzenia. Pragniemy jedynie żeby było.”

  26. Alku, dzięki za obszerny i praktyczny przepis!
    Ugotuję na pewno, pominąwszy mięso mielone (nie przepadam).
    Reszta dodatków ekscytująca. Kumin! Prażone migdały!
    A i kolendrę bardzo lubię (ziarenka, nie natkę, bo ta niedobra jest).

  27. Dzień dobry!
    Bartoszu, przełożyłam w życiu wiele różnych tekstów, więc skoro nie podajesz szczegółów, mogę się tylko domyślać z grubsza.
    Czy z angielskiego?
    A jeśli to poetycka opowieść, to może chodzi o słynnego „Proroka” Khalila Gibrana? Tego przełożyłam w całości.
    Jeśli myślisz o wydaniu „Proroka”, to wiedz, że choć przełożyłam go jako pierwsza w Polsce, zrobiłam to tylko dla, że tak powiem, potrzeb domowych. W parę lat później ukazał się drukiem przekład pióra Teresy Truszkowskiej (chyba w Wydawnictwie Literackim, ale tego nie jestem pewna), a zdaje się, że są też i inne wydania.

  28. Pani Małgorzato, dziękuję za odpowiedź i spieszę z reodpowiedzią! Oczywiście świadom jestem, iż teksty opublikowane nie w książkach podlegają prawu autorskiemu. Zapewniam, że w zapytaniu chodzi o konkretny projekt wydawniczy („Fake IP” pewnie przez tethering/hotspot smartfonowy) i chciałbym znaleźć przestrzeń do negocjacji ws. pozyskania od Pani licencji. Jest taki tekst, który ukazał się we „W Drodze”, a który przetłumaczyła Pani, by pokazać córce, jak się przekłada. Niestety, to tylko fragment! Dlatego zwracam się z pytaniem o całość tej poetyckiej powieści… Czy istnieje? Na pewno Pani kojarzy:)

  29. Dzień dobry UA oraz Ludu. Wczoraj wspomniałem o ryżu z mięsem, to może niejasno brzmi, więc przybliżę na wszelki wypadek. Potrawę przygotowuje się na bazie ryżu gotowanego na sposób bliskowschodni (sam w sobie bardzo ciekawy, o tym mogę osobno), ryż normalnie posolony jak do gotowania po naszemu, w trakcie dodaje się jeszcze do niego trochę (do smaku) cukru i cynamonu, oraz osobno uprażonych migdałów i również osobno przesmażonego mięsa mielonego (wołowina, a dla zwolenników wieprzowiny najlepiej indyk). W którymś tam momencie wszystko się miesza i jeszcze pewien czas trzyma na dużej patelni czy w woku, aż się przegryzie. Możliwe, że gdzieś tam jeszcze dochodził prażony kumin i kolendra w małych ilościach. Pokazał mi jak to robić zaprzyjaźniony uciekinier z Libanu, a potem sam parę razy robiłem i wychodziło. Najlepiej podawać z typowymi dodatkami bliskowschodnimi, tabuleh i różnego rodzaju pieczywo w stylu tamtejszym. Wychodzi duża micha, tłum może się najeść.

  30. Zapytałam pewną wiekową polonistkę kto jest jej zdaniem największym polskim pisarzem (oczywiście dla dorosłych) . Odpowiedziała mi: „jednak Kraszewski”. Zdziwiłam się, bo myślałam, że odpowie, że np. Sienkiewicz. Próbowałam kolekcjonować sobie powieści Kraszewskiego, bo w bibliotekach nie ma. Trudna to jednak sztuka, bo napisał ich 232. Rzeczywiście te co przeczytałam są rewelacyjne. Niektóre zupełnie odlotowe jak „Chata za wsią”- dużo o Cyganach. Ale jakoś kończą się dobrze i są dowcipne, może czytał co sądziła Jane Austen, ale i Bilbo tak twierdził. Dobrze jednak zadawać naiwne pytania, bo mamy co czytać w tym odizolowaniu. Kraszewski malował też bardzo dobre obrazy i prowadził gospodarstwo, kiedy on to wszystko robił ? Miał tyle talentów!

  31. Uzbierałyśmy trochę fiołków, a z trochą można zrobić tylko herbatkę. Woda atramentowa, a wywar…. to chyba najsmaczniejsza rzecz na świecie, oprócz wiśni oczywiście. Nie wiedziałam, że oprócz wiśni istnieje coś tak pysznego. Czyli, że oprócz malarstwa istnieją jeszcze inne cuda na świecie! Jest oczywiście jeszcze parę innych.

  32. Za chwilę pewnie znowu zasnę z książką w ręku i tylko pozazdrościć tym co zastanawiają się, co by tu jeszcze poczytać. Doprowadzam do używalności mój dom i raczej należę do tych, co te piękne poduchy z obrazu piorą a nie do tych, którzy podobnie jak ta wdzięczna kobieta o nie oparta delektują się lekturą.
    Nie dotycz mnie bieżący problem- w co się bawić. Na szczęście przyczajony ogród (zimno) jeszcze nie wzywa za głośno to nie muszę wybierać pomiędzy nim a remamentami i porządkami.
    Dobrej nocy zaczytany Ludu.
    Ps. Wiersze piękne, fiołki też i odkryłam , że geograficznie to chyba mi najbliżej do Alka.

  33. OSOBIŚCIE wolę psysie. Nie przepadam za cynamonem w czymkolwiek (poza ryżem z mięsem w wersji libańskiej).

  34. Ach, a więc nie psysie?!
    Co za rozczarowanie i zarazem nadużycie.

    Rozkoszny początek, Alku.

  35. Dziś dopiero się dowiedziałam, że tak naprawdę były to bardzo popularne w Szwecji bułeczki cynamonowe, u nas zupełnie wtedy nie znane.

  36. „Miejscem akcji jest wiekowa londyńska posiadłość lorda Hubbarda, która tonie w gęstej mgle. Już sama okolica jest tajemnicza i niezwykła, a dodatkowo tej jesieni dzieją się tam niesamowite rzeczy… Słychać jakieś kroki, kotka Polly zachowuje się inaczej niż zwykle, a po posiadłości przechadzają się jacyś podejrzani hydraulicy. Gdy lord zauważa w bibliotece czubki butów wystające zza zasłony, dochodzi do wniosku, że miarka się przebrała. Najwyższy czas poprosić o pomoc Ture Sventona”

    – trudno się było oprzeć.

  37. Ach, prawda, to były ptysie (czyli „psysie”!)- zapomniałam, to było….yh, prawie 30 lat temu!

  38. O, tak! „Detektyw na pustyni” z ilustracjami Anny Kołakowskiej chyba. Bardzo lubił ptysie, a ja dzięki niemu jeszcze bardziej. Dzięki Alku za przypomnienie :).

  39. Ach! Miły Ture Sventon, ulubiony bohater mojego synka!
    I mój, rzecz jasna.
    Co on tak bardzo lubił, rurki z kremem, czy napoleonki?- zapomniałam.

  40. Dobry wieczór obecnym (są jacyś?). Zastanawiam się… Właśnie kupiłem dla M. trzy brakujące jej książki z serii o przygodach detektywa Ture Sventona. Bardzo go oboje lubimy. Czy to może być starość, czy raczej młodość, która nie minęła we właściwym momencie? W dodatku te ilustracje… No cymesik, co tu kryć.

  41. U nas zapowiadają ocieplenie do niedzieli, a potem znów przymrozki. Na wszelki wypadek popchnęłam trochę do przodu roboty ziemne.

  42. Bartoszu, Twoje zapytanie znalazło się w spamie (powód: „Fake IP”), więc nie wiem, co o tym myśleć.
    Proszę wpisać tu, o jakie teksty chodzi. Z góry jednak mówię, że nawet te nieopublikowane w książkach, lecz np. w prasie, także podlegają prawu autorskiemu.

  43. Madziu, dzięki za wiad.pryw.
    Pogoda i u nas milsza, mroźny wiatr ustał, słońce świeci.
    Podobno od niedzieli będzie cieplutko!

    Tak, daj oczom odpocząć. Trzeba dużo patrzeć na zieleń.

  44. I nadszedł oto taki moment, że odczuwam przesyt czytania. Na szczęście pogoda zaczyna się znów poprawiać, może już wkrótce będzie można przenieść się do ogrodu, mam nadzieję. Najbardziej jednak odczuwam brak „kontaktu z klientem” lub po prostu ludźmi. Mocno się przyzwyczaiłam przez te wszystkie lata.

  45. Dzień dobry, Szymonie!
    Pomysł na pisanie książki (każdej!) biorę zawsze z głowy, no bo skądże by? Nie inspiruję się niczym i nikim, uważając, że moja wyobraźnia zupełnie wystarczy. Ale często różne malutkie szczególiki przedostają się z mojego życia do powieści. O tym dużo napisałam w książce „Na Jowisza”, która niedługo się ukaże.
    W „Kłamczusze” z życia wzięta jest scena (dotrzesz do niej pod koniec lektury), która wydarzyła się naprawdę w naszym domu – no, może została nieco tylko odmieniona dla potrzeb powieści. To nasze dzieci, przeglądając zawartość bucików w poranek św. Mikołaja, zachowały się tak – prawie tak! – jak Mamerciątka!

    Aha, a pisałam „Kłamczuchę” przez rok.

  46. Dzień dobry Pani Małgorzato! Mam na imię Szymon, jestem z Leszna i jestem uczniem 6 klasy.Właśnie czytam Pani książkę „Kłamczucha”
    Jest ciekawa, lecz jestem ciekaw skąd pomysł na taką książkę i kim lub czym się Pani inspirowała? I ile czasu zajęło napisanie jej?

  47. Musee de Cluny w Dzielnicy Łacińskiej (Quartier Latin) Paryża -zwiedzałam mając 17 lat i widziałam na własne oczy Tapisseries de la Dame a la licorne. To było wspaniałe, niezapomniane przeżycie. Można to teraz zobaczyć przez internet. Polecam!

  48. Moziko,(wiad.pryw.)- byłam trochę nietypową nastolatką. Zaczytywałam się w dziełach Camusa i Marka Aureliusza. Ale powiedzieć o trzech ulubionych książkach nie umiem.
    Już wtedy kochałam ich setki!

  49. Rysiek: antymech?! Szkoda, że nie miałem czegoś takiego, kiedy grałem w grę komputerową MechWarrior. Pamiętam komunikat po celnym strzale: „Enemy mech destroyed”. Z takim antymechem w butelce byłoby chyba łatwiej…

  50. Dziękuję za pozdrowienia Pani Małgorzato! Tak, to znów my z Leszna meldujemy się przy okazji omawiania „Kłamczuchy”. W tym roku wyjątkowo, bo „zdalnie”… Ale to taka gratka móc napisać do autora lektury i jeszcze czasem przeczytać odpowiedź.
    Trudny czas może umilić na pewno lektura! Niestety, właściwie nie odchodzę od komputera. Za to nie mam czasu zastanawiać się za bardzo nad tym, co się dzieje.
    Pierwszy raz w swojej długiej karierze pedagogicznej (39 lat!) mam do czynienia z sytuacją, że wszystkie dzieci tęsknią za szkołą! A ja piekę chleb:) Życzę dużo zdrowia pani i Rodzinie :)
    Ps.W wolnym czasie czytam po wielu latach „Wojnę i pokój”.

  51. Moziko (wiad.pryw.)- nie mam wiele do powiedzenia w kwestii tekstów tłumaczeń. Jedynym wyjątkiem spośród tłumaczy jest pani Tamura, która wciąż przekłada Jeżycjadę na japoński. Ona jedna konsultuje się, pyta, docieka.
    Japońska uprzejmość i japońska precyzja. Bardzo ujmujące.

  52. Przy okazji wiatrów: podoba mi się tradycyjna nazwa „trade winds” na stałe wschodnie wiatry rejonu równikowego.

  53. Anette, w istocie, do premiery coraz bliżej. Ale, jak przepowiedziałam, będą ważniejsze sprawy.
    Nic to!- jak mawiał pan Wołodyjowski.

    Alku, ja tylko żartowałam, wiem, że – podobnie jak ja – też nie wiesz, z czego powstaje wiatr historii.
    Nikt nie wie.

  54. Do premiery „Na Jowisza” zostało 41 dni! :)
    Wiersz Stanisława Barańczaka „Co mam powiedzieć” (cytowany przez jednego z Księgowych) – piękny.

  55. O wiele dobrze pamiętam, wiatr historii występuje na początku „Gone with the Wind”. Ach, te alegorie! Na tle zachodu (lub wschodu) słońca. Brakuje tylko ryczącego jelenia, a właściwie łosia oraz zwierza, co przebiega knieje. Te zwyczajne dzieje w filmach są jakoś tak mało przekonująco przedstawione. A to co zrobiono w filmach podług powieści DUA woła o pomstę do nieba. Scyzoryk się w kieszeni otwiera i człowiek znowu ma niechrześcijańskie myśli.

    Drzwi, które są regałem! To jest świetny sposób, żeby dorobić się nowego regału! Zawiesić go na drzwiach, bo w końcu cóż one takie jednofunkcyjne! Tylko po co jeszcze ukrywać, że są to drzwi?

  56. Zielony witriol to siarczan żęlaza czyli w ogrodnictwie antymech – jak to się może ogród z pisaniem (piórem) połączyć ;)

  57. Te ryby, śmiem zauważyć, występują po obu stronach obrazu, więc to albo kolejny, bardzo słusznych rozmiarów obraz, albo tapeta? Możliwe też, moim zdaniem, akwarium na całą ścianę, w którym odziana w złotogłów niewiasta trzyma, nabyte w celach kulinarnych, karpie. Więc skoro tak, to może ona wertuje po prostu książkę kucharską, w poszukiwaniu stosownych przepisów? Karpie pływają powoli z prawa w lewo i vice versa, niewiasta zaś, rozmarzona, oczyma duszy widzi już te ryby w galarecie po żydowsku, po grecku w marchewkach….

  58. Madame, skądże znów! Najpierw wiatr, trzęsienie potem! A maszynę do wycia wiatru pamiętam z filmu, gdzie Dymsza pracował jako radiowy specjalista od efektów specjalnych. „Skarb” to był, z Szaflarska i Duszyńskim. „Muuu – zaryczała krowa w stodole” – taki fragment dialogu zapamiętałem z całego filmu. Specyficzna pamięć, dosyć wybiórcza. Moja szanowna matka od jakichś pięćdziesięciu lat twierdzi, że mam sklerozę. Dobranoc państwu, tym razem serio.

  59. Ryby siną farbą wykłute – zapomniałeś dodać, Zgreduchna.
    A znów Alek zapomniał, że wiatr historii powstaje od trzęsienia portkami przez pętaków, nie od korby.

  60. Dobrze, otwieram drzwi w półce z książkami i legnę w to łoże w ukrytej komnacie. Dobranoc, UA, Ludu, dobranoc.

  61. Dama na obrazie Christensena może być hobbitką (gołe stopy), a do tego garbuską (pozycja do czytania).
    A ten facet w stroju renesansowym wcale nie patrzy na rzeźbę, tylko na rzeczoną damę.
    W prawym górnym rogu obrazu widać też jakieś ryby siną farbą.

  62. Kiedyś w filmie były takie machiny do robienia wycia wiatru. W teatrach też. Kręcimy korbą i mamy wiatr historii.

  63. A arras z jednorożcem to tapiseria „Wzrok” z cyklu „Dama z jednorożcem” z Musée de Cluny.
    To takie muzeum średniowiecza w Paryżu.

  64. No właśnie, jak w filmie pokazać, że (opisuję pewnie niedokładnie) przez jedną z głównych arterii Poznania wiał wielokrotnie wiatr historii, a może wichry dziejowe?
    No, nie da się.
    I wielu, wielu innych rzeczy też się nie da.
    Więc lepiej czytać.
    Czytać. Czytać. Czytać.

  65. Alku, jak najsłuszniej obrałeś alter ego.
    Rów melioracyjny – to też stylowe, zgoda.

  66. Kochana Autorko, też kiedyś spróbowałam obejrzeć filmy na podst. Pani powieści, ale było to niestety tak niestrawne, że po paru kadrach wycofałam się w popłochu, by nie utrwaliły mi się one w wyobraźni. Kompletnie nietrafione, obsada i wszystko inne. A poza tym, w tekście jest tyle niuansików, humorku, przeróżnych skojarzeń, pięknych, namacalnych wręcz opisów przyrody i zjawisk jej towarzyszących, (choćby we „Wnuczce do orzechów, „Pulpecji”), że nijak się tego nie da zawrzeć w filmie. Książki zdecydowanie bezkonkurencyjne. Teraz resetuję się do snu przy „Małomównym”:)

  67. A za drzwiami sekretny pokoik z wcale nie robaczywym łożem, na którym można lec, by w spokoju delektować się muzyką z gramofonu.

  68. …a skroń moja już siwa. Nie idźmy w tym kierunku. Umówmy się, nieznośny kuzynek, paskudny smarkacz z tych, co to się ich pokazuje rodzinie dopiero po wyszorowaniu i przyodzianiu w czyste drelichy, bo wcześniej akurat łowił żaby w rowie melioracyjnym.

  69. Nie my wiedziałyśmy, Nietoperzu, tylko ja wiedziałam!
    Jesteś wszak moim wieloletnim czytelnikiem. Jesteś prawie jak syn!

  70. UA, Sowo, owszem, przejście przez regał od kilku lat planuję, jak tylko M. da się przekonać do zbudowania kolejnego pokoju w naszym małym domku. Mam na dole taką bibliotekę przez całą ścianę, od góry do dołu i z prawa w lewo, podzieloną na trzy sekcje filarami. Wtedy jednym z segmentów tego tego ustrojstwa wyrżnąłbym te, no, odrzwia. Jest to idea, którą pieszczę w duchu od lat dziesięciu. Skąd wiedziałyście?