Fiołki!!! – i pierwszy dzień wiosny!

IMG_20200320_125105

(fot. MM, przed chwilą!)

 

Stanisław Baliński (1898-1984)

FIOŁKI

 

 

Fijołki  u nas w lesie nie pachną tak mocno,

Jak te, co zakwitają na parmeńskich targach,

I zakochanych słowa pod niebem północnym

Nie drżą tak niecierpliwie, jak na cierpkich wargach

 

Łaskawego Południa, gdzie wszystko jest prostsze,

Gdzie oczy — wyznaniami, usta ciałem płoną,

Gdzie wszystkie, prócz zieleni, barwy są najsłodsze.

U nas właśnie inaczej. U nas jest zielono.

 

W chłodnej zieleni lasu błądzimy oboje,

Patrz, pierwsze fiołki kwitną w zamrożonej rosie,

Jeszcze lśnią w moich rękach a już gasną w twoich,

Gdy ci je na dzień dobry daję z drżeniem w głosie.

 

Dziękujesz, ale w głosie nie słyszę podzięki,

Uśmiechasz się, a smutkiem przyjaźni powiało,

I fiołki opadają na ścieżkę z twej ręki,

Jak słowa niepotrzebne… Tyle z nich zostało.

 

Ale głos wczesnej wiosny dotąd we mnie dźwięczy,

Jakbym dotąd nie wierzył, żem żądał zbyt wiele;

Taka już być musiała ta miłość młodzieńcza,

Gorzka jak zapach fiołków i chłodna jak zieleń.

 

IMG_20200320_125223

179 przemyśleń nt. „Fiołki!!! – i pierwszy dzień wiosny!

  1. A mi fiołki się z dwoma rzeczami kojarzą. Pierwsza rzecz to koszulka Baltony z „Pulpecji” z ręcznie malowanym fiołkiem i napisem „Fijoł”. A druga rzecz to wiersz (a raczej jego początek) Kazimierza Wierzyńskiego, bo czasem też mam wrażenie, że w mej głowie fiołki kwitną.

    „Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną
    na klombach mych myśli sadzone za młodu
    Pod słońcem co dało mi duszę błękitną
    i które mi świeci bez trosk i zachodu.

    Rozdaję wokoło mój uśmiech, bukiety
    rozdaję wokoło i jestem radosną
    wichurą zachwytu i szczęścia poety
    co zamiast człowiekiem powinien być wiosną!”

    Lubie małe kwiatki w niebiesko-fioletowych kolorytach, fiołki, niezapominajki, barwinek, szafirki, dzwonki, chabry, frezje…

  2. Dziękuję, miła Wiktorio!
    Cieszę się, ze „Kłamczucha” rozbawiła Cię, i że łatwiej może jest Ci znieść rozstanie ze szkołą!
    Będzie dobrze, nie martw się.
    Przesyłam uściski!

  3. Witam Panią serdecznie.
    Chciałabym pochwalić się, że właśnie przeczytałam jedną z Pani książek pt. „Kłamczucha”. Książka ta bardzo mi się podobała, była bardzo zabawna, szkoda tylko, że nie będziemy jej omawiać w szkole. Szkoda, że nie chodzimy teraz do szkoły, jednak mam nadzieję, że jak będziemy wszyscy posłusznie zostawać w domu to wirus zniknie i wrócimy do normalnego życia. Bardzo Panią pozdrawiam i dziękuję, że napisała Pani tą książkę.
    Pozdrawiam

  4. Dobry wieczór wszystkim!
    Zaglądam tu nieustająco, pisze bardzo rzadko. Dziś coś mnie podkusiło, żeby się jednak odezwać:)
    W skrócie. Telegraficznym.

    Ulubiony wiersz „Kołysanka” K.K. Baczyńskiego

    „Nie bój się nocy — ona zamyka
    drzewa lecące i ptasie tony
    w niedostrzegalnych, mrocznych muzykach,
    w przestrzeni kute — złote demony,
    które fosforem sypiąc wśród blasku
    wznoszą się białe, modre, różowe,
    wznoszą się w lejach żółtego piasku,
    w chmurach rzeźbione unoszą głowy.
    Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
    kropla kosmosu, tabuny zwierząt;
    oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
    uczujesz ptaki i ciche konie,
    zrozumiesz kształty, które nie znane
    przez ciebie idąc — tobą się staną.

    Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
    ten żywy strumień przeobrażenie,
    duchy świecące, zwierząt pochody,
    które zaklinam kształtów imieniem.
    Ułóż wezbrane oczy w kołysce,
    ciało na skrzydłach jasnych demonów,
    wtedy przepłyniesz we mnie jak listek
    opadły w ciepły tygrysi pomruk.”

    Wiersz, który zawsze mnie krzepi, idealny na tę porę.

    Pióra wieczne. Mam dwa. Schaeffera, którym pisałam maturę – prezent od Mamy. I Mont Blanc – prezent od Ukochanego. Oba zepsute. Parę lat temu zmarł p. Marian Grega, którego punkt „Specjalistyczny Zakład Naprawy Wiecznych Piór” przy ul. Szpitalnej 7 w Krakowie znali wszyscy miłośnicy wiecznych piór i nie tylko oni. Kiedyś pół żartem, pół serio zapytałam pana Mariana, czy mogę zostać jego czeladnikiem. Odpowiedział: proszę spojrzeć na moje ręce. Tego nie da się zmyć. Dziś trochę żałuję, że nie terminowałam u Mistrza. Moje pióra leżą w szufladzie i nie ma ich kto uzdrowić.

    I również wygrałam Karaluchy! Jako mama super kreatywnego Staśka lat 7, cieszę się podwójnie:)

    Cieszę się też na „Na Jowisza”! Na, na, na;)
    Dobrej nocy!
    Dag

  5. A jeśli „Trzej panowie” i Jerome, to również „Nie licząc psa” i Willis. Książka ciesząca się wśród Ludu pewną popularnością, choć trudna do zdobycia.

  6. Książkowe polecanki z GN:

    „Jeśli obecnie brakuje Wam dawki dobrego humoru i włączacie się w akcję #zostańwdomu, to polecam trzy książki: „Pan raczy żartować, Panie Feynman” Richarda P. Feynmana, „Frywolitki” Małgorzaty Musierowicz i „Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jeromego K. Jeromego. Śmiech gwarantowany”.

    Towarzystwo, przyznać trzeba, zacne.

  7. Sowo P. – Kleksa uwielbiałam jako dziecko…. do dziś podczytuję czasami, przyznam :)

  8. Alku, dokładnie tak. Wczoraj pomyślałam „ulubiony wiersz” i od razu nasunęła mi się właśnie La Belle Dame…, dzisiaj, kiedy zajrzałam tu rano, pomyślałam ponownie „ulubiony wiersz” i tym razem pierwsze co mi błysnęło w głowie to „Licho” i cudowna Iłła. A juutro będzie to pewnie zupełnie inny wiersz… Dobry wieczór :)

    „Licho” Kazimiera Iłłakowiczówna

    Nie trze­ba mnie wy­ga­niać, nie trze­ba mnie od­py­chać!
    Obej­mę ja­błoń za szy­ję, za­cznę z ja­bło­nią usy­chać,
    za­pła­czę nad agre­stem, przej­dę się ma­li­na­mi,
    będą skur­czo­ne li­ście, ja­go­dy z czar­ny­mi pla­ma­mi.
    Nie trze­ba mnie wy­ga­niać! Szpa­ra­gi wy­gi­ną su­che,
    do grząd cie­ni­stych tru­ska­wek na­mó­wię ciot­kę ro­pu­chę.
    W staj­ni roz­plo­tę wło­sy, za­krę­cę znów do góry,
    i przyj­dą z ziem in­dyj­skich ol­brzy­mie ro­ga­te szczu­ry.

    Trze­ba mnie wziąć do domu, przy sto­le dę­bo­wym po­sa­dzić,
    trze­ba mnie dłu­go pie­ścić, po zim­nych sto­pach gła­dzić,
    a kie­dy sen mnie zmo­że albo za­le­ję się łza­mi
    – dłu­go po czo­le mie­dzia­nym cie­pły­mi wo­dzić usta­mi.

  9. Zgredzie, ja też posłużyłem się tym pustym naczyniem :-) Dobrze, że łeb jeszcze działa, chociaż dziwnie lepiej w stosunku do rzeczy dawno zapamiętanych, niż do wydarzeń z wczoraj.

  10. Janusz St. Pasierb

    czekaj

    nie mów językiem Kanaanu
    nie bierz ich słów
    tego głosu nie będziesz miał
    przede mną

    wypluj strzępy brudnego papieru
    co oblepiły ci język

    milcz
    milcz wytrwale
    czekaj aż w twoim ciele
    pocznie się słowo

    (18.6.84 – a jakie aktualne!)

  11. Przytaczam z głowy, czyli z niczego:

    Janusz Stanisław Pasierb
    Na obraz Anonima Bolońskiego przedstawiający Kupidyna, w Prado

    to nie eros swawolny czy słodki amorek
    ten łucznik muskularny z ciężkimi skrzydłami
    co nieruchomym szumem zwiastują tragedię

    naprężona cięciwa brzmi jak struna w basie
    na niej dwie strzały, żadna nie ominie celu
    jeśli nie wierzysz, spójrz strzelcowi w oczy

    biada nieszczęśnikom do których tak starannie mierzy
    wielka prawdziwa miłość nie kończy się dobrze
    już jej prolog poraża tak jak wyrok śmierci

  12. Tak było. „…where Alph the sacred river run, through caverns measureless to man, down to a sunless seas”. Tamten fragment jest z czyjegoś wolnego tłumaczenia, które kiedyś czytałem.

  13. Nie żebym czytał taką literaturę, ale to było motto pewnej czytanki w podręczniku do angielskiego Metodystów.

  14. Ateno, no popatrz, myślałem, że pióro Tosi nie było wieczne, ale przecież unieśmiertelniła je autorka Plastusiowego Pamiętnika.

  15. Alku, moja słaba pamięć mówi mi, że w oryginale było: „In Xanadu did Khubla Khan a great pleasure dome decree”. Ale pewnie było inaczej.

  16. A jeszcze podpowiem coś KokoszaNel, która pytała kilka wpisów temu o narzędzia do nauki kaligrafii. Nie w sprawie stalówek, bo swój zestaw, który dostałam dawno temu w prezencie gdzieś posiałam, ani atramentu – bo, tak jak Atenie, wysechł na wiór zanim go użyłam, ale mogę polecić kilka książek. Przede wszystkim seria „Piękne litery” Ewy Landowskiej i Barbary Bodziony (Wydawnictwo Benedyktynów w Tyńcu) oraz „Copperplate. Kaligrafia od podstaw”. Dla dzieci i osób podchodzących do kaligrafii trochę mniej poważnie niezła może być „Kaligrafia” Grzegorza Barasińskiego. W ogóle sporo sprzętu i materiałów można nabyć w krakowskim sklepie calligraphers kropka eu. W tym piękną książkę, przed której zakupem chyba się nie oprę – „The Book of Kells: An Illustrated Introduction to the Manuscript in Trinity College Dublin”. I jeszcze koniecznie zakupię „The Art of Pen” („Sztuka pióra – kaligrafia na dworze cesarza Rudolfa II”). Dla samej uciechy oka.

  17. To jeszcze „ulubiony wiersz”.

    Stanisław Barańczak
    Co mam powiedzieć

    Który to świat, czy ten? Nie w takt, niespodziewane
    targnięcia wiatru szarpią rozespanym niebem.
    Co mam powiedzieć, wie, że będzie powiedziane.

    Furkot wróbla. Filc piłki uderza o ścianę
    garażu. Szum z odległych szos. Znów, po raz nie wiem
    który: to świat, czytelne „tak”, niespodziewane

    przybicie stempla słońca na kolejny ranek,
    którego mogło nie być, a jest, cały jeden.
    Co mam powiedzieć? „Wierzę”? Będzie powiedziane

    tak wiele słów, a żadne nie złożą się w zdanie
    proste oznajmujące o Wiedzącym Niemym,
    który, osiadłszy w tętnie, tka niespodziewane

    skrzyżowania przypadków na tej jednej z planet,
    w jednym z ciał, między jednym a następnym mgnieniem.
    Co nam w powiewie, w wietrze będzie powiedziane

    na ucho, to się może w głębi krtani stanie
    słowem, uwięzłym między podziwem a gniewem,
    które poświadczy, będzie trwać, niespodziewane.
    Co mam powiedzieć – wierzę – będzie powiedziane.

  18. „W Xanadu Kubla-Chan wspaniały pałac snów zbudować rozkazał, gdzie Alf, święta rzeka toczy swe wody przez groty ludziom niedostępne […]”

  19. W regule któregoś z zakonów żebraczych jest wciąż zasada, aby raz na jakiś czas wynieść wszelkie posiadane rzeczy z celi (a potem je wnieść). Trochę to się wpisuje w wiersz Stanisława Barańczaka.

    A trochę też dopełnia go wiersz Gałczyńskiego (Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich):
    „Tak modliłem się:

    żeby — w razie ostatecznej katastrofy — Matka Boska przemieniła mnie w małą płaskorzeźbę z XII wieku, która przedstawia „Daniela w jaskini lwów”;

    żebym w każdej chwili umiał się rozstać z pewnym abażurem, na którym jest wyobrażona bezsensowna ryba;

    żebym natychmiast ofiarował moją kanapę, moją pozłacaną kanapę, właścicielce bankrutującego baru, która skarżyła mi się, że po prostu nie ma na czym siedzieć;(…)”

  20. Autora nie podaję, bo i tak wiadomo:

    „Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
    Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
    Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
    Nie było przykro podnieść się i odejść;
    Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
    Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
    Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
    gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
    na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
    lub świat

    Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
    Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
    Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
    w świecie
    czuł się jak u siebie w domu?”

  21. „Plastusiowy pamiętnik” – to pierwsza książka, którą przeczytałam w szkolnej bibliotece w pierwszych dniach września, nieco przerażony sześcioletni pierwszak (rok wcześniej zaczynający edukację). Przerażona tym tumultem na korytarzu powędrowałam drugiego dnia nauki do pani z biblioteki i poprosiłam o coś do czytania. Najpierw czytałam na przerwach, a potem pani wyjęła kartę i mnie po prostu zapisała, pożyczając książkę do domu. W ten sposób wyprzedziłam o cały semestr kolegów i koleżanki z klasy.
    Nigdy nie zapomnę Plastusia (no może niektóre szczegóły).

  22. Ateno, teraz pisze atramentem Parker Penman Sapphire, ale trudno go polecać, bo jest już praktycznie nie do kupienia. Sądzę, że Iroshizuku asa-gao byłby przyjemnym zamiennikiem, kiedyś spróbuję. Bardzo dobra jakość (produkuje go Pilot) i podobnie piękny odcień niebieskiego.

  23. „La Belle Dame Sans Merci ma cię oto w swej mocy” i tak dalej – tak, również cenię. A w ogóle pojęcie „ulubiony wiersz” jest mylące. Ulubiony o której godzinie? O jakiej porze roku? Z jakiego powodu…? Ile sytuacji, tyle wierszy. Lubię prozaików, którzy sięgają po twórczość poetów, aby zwrócić uwagę na wymowę swoich tekstów. Przywołana przeze mnie książka „Słuchacze” Gunna jest pełna cytatów i odniesień do poezji i w ogóle literatury. A poezję Kiplinga, w Polsce praktycznie nieznaną, w większej dawce poznałem dzięki książkom Johna Ringo (który sam będąc emerytowanym Marine napisał gdzieś, że każdy żołnierz, którego zdarzyło mu się poznać bliżej, znał i cenił wiersze tego autora). W jednej ze swoich książek Ringo rozbił wiersz „Recessional” na motta do poszczególnych rozdziałów. Co polski tłumacz jego książek sumiennie przełożył.

  24. Mamo Isi, mamy identyczne krasnoludkowe skojarzenia. ! :) Tylko u mnie taki dźwięk wydawał malutki kotek Imbirek. Ledwo słyszalne to było i urocze jak on cały.

  25. Wiersz na dzisiaj Stefek Burczymucha.
    Skoro już dosiadłam się do półki z książkami dla dzieci.

  26. Nie dowiedziałam się jakimi piórami pisał Steinback.
    Znalazłam natomiast jakieś forum na którym przedyskutowano ten temat, bez wniosków.
    Wygrzebałam moje pióra. Najlepiej mi się pisało Hero, do ulubionego i Parkera nie mam naboi.
    Eleganckie, które dostałam jest „ zimne” w uchwycie.
    Atrament Pelikan wysechł na wiór, zarówno w kałamarzu jak i piórach.
    Polecam atrament Parkera.
    Teraz mam ręce pierwszoklasistki.

  27. Brawo! Piórem pisał także pilot Pirx.
    Chciałabym mieć wieczne pióro z tzw. stalówką muzyczną, bo tak ładnie pisze się nią nuty: cienkie laseczki, grube belki i cieniowane chorągiewki. Ale trzymałabym je głównie w szufladzie, bo do pisania nut używam teraz głównie komputera, a ręcznie tylko ołówka (nawyk szkolny). Poza tym takie pióra są obrzydliwie drogie. Niemniej miło jest mieć na półce galerię przedmiotów cudownie bezużytecznych.

  28. Faktycznie.
    Dziękuję za odświeżenie pamięci.

    Co mówiąc, oddalam się, by czytać (ponownie) 451 st. Fahrenheita.
    Też już co nieco zdążyłam zapomnieć.

  29. Sowo, w sprawie zapodanego cytatu: coś mi zdecydowanie dzwoni, ale jeszcze nie wiem gdzie.
    Czy mogłabyś rzucić jakieś koło ratunkowe (niekoniecznie betonowe), to znaczy kolejny cytat, o ile Pani Małgosia pozwoli?
    Bardzom ciekawa, a nie chcę się jeszcze łamać i tak całkiem poddawać.
    (Dobrze jest czymś zająć głowę).

  30. Jesienna Ado, przesyłam wyrazy podziwu i zazdrości zarazem (bo ja już zapełniłam areał i nie mam gdzie posadzić drzewka… a tak bym jeszcze chciała!).

    U nas słonecznie, ale zimno, jeden stopień o tej porze. Chyba w nocy był przymrozek.

  31. Tak, Sowo, ślicznie powiedziane i pomyślane. Przyłączam się do uścisków dla Mamy Isi.

  32. Dziękuję za piękne wiersze!
    Tak, Bożenko, to też jeden z moich ulubionych.
    Biedroneczko, jaki fluid z Dickinson i tłumaczem!

  33. Mamo Isi, ściskam Cię wirtualnie za ten dźwięk krasnoludkowych drzwiczek!! „Śpiew” gila to jeden z naszych ulubionych dźwięków, mimo że nigdy nie słyszany w naturze. Zaraz powiem o tym Sowiątku.

  34. Przyleciały gile! Siedzą na kwitnącej śliwce japońskiej, obdziobują pączki i wydają takie dźwięki, jakby krasnoludek skrzypiał malutkimi drzwiczkami.

  35. Polski przekład poezji Waltera de la Mere jest w antologii „Poeci języka angielskiego” (tom 3, z 1974) – niestety, nie mam go.

  36. Before I got my eye put out –
    I liked as well to see
    As other creatures, that have eyes –
    And know no other way –

    But were it told to me, Today,
    That I might have the Sky
    For mine, I tell you that my Heart
    Would split, for size of me –

    The Meadows – mine –
    The Mountains – mine –
    All Forests – Stintless stars –
    As much of noon, as I could take –
    Between my finite eyes –

    The Motions of the Dipping Birds –
    The Morning’s Amber Road –
    For mine – to look at when I liked,
    The news would strike me dead –

    So safer – guess – with just my soul
    Upon the window pane
    Where other creatures put their eyes –
    Incautious – of the Sun –

    Zanim straciłam wzrok – ceniłam
    Ten zmysl jak każde Stworzenie –
    Które ma Oczy i nie myślii
    Nawet – że mogłoby nie mieć –

    Lecz gdyby ktoś mi Dziś powiedział –
    Że mogę mieć niebo całe
    Dla siebie – Serce by mi pękło
    Pod tak radosnym ciężarem –

    Łąki – na własność –
    Góry – Lasy –
    Gwiazdy – bez Ograniczeń –
    Tyle Dnia, ile zmieszczę między
    Dwie skończone źrenice –

    Ruch Skrzydeł Ptaka, gdy Lot Zniża –
    Bursztynowy Gościniec
    Poranku – dla mnie – dla mych oczu –
    Ta Wieść zabiłaby mnie –

    Bezpieczniejsze chyba – próby duszy
    Przez Szybę przenikającej
    Domysłem – jak Inni – okiem
    Niebacznie wpatrzonym – w Słońce –

    Emily Dickinson (tł. St. Barańczak)

  37. Ha, i dla mnie reprint. Może jest dla wszystkich uczestników :)
    Zabawa rzeczywiście przednia, dzięki!

  38. I może jeszcze:

    Wisława Szymborska
    Vermeer

    Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
    w namalowanej ciszy i skupieniu
    mleko z dzbanka do miski
    dzień po dniu przelewa,
    nie zasługuje Świat
    na koniec świata.

    I zaraz muszę zajrzeć, jakiż to świetny quiz nam Sowa poleca.

  39. Wiersz mój najulubieńszy, w najdoskonalszym z możliwych przekładzie Stanisława Barańczaka:

    Emily Dickinson

    Miłość – jest wcześniej niż Życie –
    Trwa dłużej niż Śmierć – jest Stworzenia
    Pierwszym Aktem – głównym Aktorem
    Na scenie, jaką jest Ziemia –

  40. Aha, ulubiony wiersz? A to proszę bardzo:

    „La Belle Dame Sans Merci” John Keats

    O what can ail thee, knight-at-arms,
    Alone and palely loitering?
    The sedge has withered from the lake,
    And no birds sing.

    O what can ail thee, knight-at-arms,
    So haggard and so woe-begone?
    The squirrel’s granary is full,
    And the harvest’s done.

    I see a lily on thy brow,
    With anguish moist and fever-dew,
    And on thy cheeks a fading rose
    Fast withereth too.

    I met a lady in the meads,
    Full beautiful—a faery’s child,
    Her hair was long, her foot was light,
    And her eyes were wild.

    I made a garland for her head,
    And bracelets too, and fragrant zone;
    She looked at me as she did love,
    And made sweet moan

    I set her on my pacing steed,
    And nothing else saw all day long,
    For sidelong would she bend, and sing
    A faery’s song.

    She found me roots of relish sweet,
    And honey wild, and manna-dew,
    And sure in language strange she said—
    ‘I love thee true’.

    She took me to her Elfin grot,
    And there she wept and sighed full sore,
    And there I shut her wild wild eyes
    With kisses four.

    And there she lullèd me asleep,
    And there I dreamed—Ah! woe betide!—
    The latest dream I ever dreamt
    On the cold hill side.

    I saw pale kings and princes too,
    Pale warriors, death-pale were they all;
    They cried—‘La Belle Dame sans Merci
    Thee hath in thrall!’

    I saw their starved lips in the gloam,
    With horrid warning gapèd wide,
    And I awoke and found me here,
    On the cold hill’s side.

    And this is why I sojourn here,
    Alone and palely loitering,
    Though the sedge is withered from the lake,
    And no birds sing.

  41. To nie literówka, drzewek jest 100, posadzę je w odległości około 30m od domu. Miejsca dookoła domu mam sporo, już zacieram rączki na sadzenie.

  42. Kochani, pojawiam się po miesiącach nieobecności tutaj, zmotywowana historiami o piórach wiecznych (spoczywałam na łożu boleści, łamiąc co jakiś czas kolejny krąg).
    Obecnie używam do pisania głównie klawiatury, ewentualnie ulubionych cienkopisów, ale okres szkoły średniej i studiów to była era piór. I atramentów! W klasie maturalnej dostałam od przyjaciółki przepiękny ciemnofioletowy atrament (z Białorusi, słowo daję!), potem pisałam głównie czarnym. W czasie studiów używałam ukochanego srebrnego Wattermanna, niestety przepadł gdzieś przed magisterium i już nigdy więcej nie miałam czegoś równie szlachetnego. Natomiast pamiętam, że mój tata przez wiele lat używał opisanego tu przez kogoś korpusu pióra w wąskie zielone paseczki jako igielnika! Kiedyś to ludzie byli kreatywni!
    A czy pamiętacie śledztwo w sprawie zaginięcia wiecznego pióra w”Szatanie z siódmej klasy”? Jest tam też coś i o atramencie..

  43. Tym razem łatwa zagadka:

    „Teraz zabierał się do pisania pamiętnika. Nie było to zakazane (nic nie było zakazane, gdyż wszelkie prawa dawno już zniesiono), ale nie wątpił, że jeśli go nakryją, dostanie karę śmierci lub przynajmniej dwadzieścia pięć lat ciężkich robót. Włożył do obsadki stalówkę i possał przez
    chwilę, żeby ją oczyścić. Pióra, archaicznego narzędzia, rzadko używano nawet do składania
    podpisów, ale zdobył je – potajemnie i z pewnym trudem – ponieważ uznał, że piękny kremowy papier zasługuje na coś lepszego niż drapanie kopiowym ołówkiem. Prawdę mówiąc, nie nawykł do ręcznego pisania”.

  44. A James Gunn wybrał wersy z tego utworu jako motta kolejnych rozdziałów swojej książki „Słuchacze” (przełożył Marek Marszał):

    „Jest tam kto? — Wędrowiec zastukał do blaskiem księżyca zalanych wrót

    – a widmowy słuchaczy tłum w domu żyjący cudzym
    stał w martwym blasku miesiąca i słuchał tego głosu ze świata ludzi

    – Słuchając, jak targa powietrzem Samotnego wędrowca krzyk

    Że na darmo przybyłem, powiedz im, Że dotrzymałem słowa — rzekł…

    I nawet nie drgnął ze słuchaczy nikt, Choć każde z jego słów
    Echem dudniło w pomroce zamilkłego domu

    ich obcość czuł w sercu swoim, ich niemą odpowiedź na swój krzyk

    …i milczenie wracało falą”

  45. Walter de la Mare
    „The Listeners”

    Is there anybody there?’ said the Traveller,
    Knocking on the moonlit door;
    And his horse in the silence champed the grasses
    Of the forest’s ferny floor:
    And a bird flew up out of the turret,
    Above the Traveller’s head:
    And he smote upon the door again a second time;
    ‘Is there anybody there?’ he said.
    But no one descended to the Traveller;
    No head from the leaf-fringed sill
    Leaned over and looked into his grey eyes,
    Where he stood perplexed and still.
    But only a host of phantom listeners
    That dwelt in the lone house then
    Stood listening in the quiet of the moonlight
    To that voice from the world of men:
    Stood thronging the faint moonbeams on the dark stair,
    That goes down to the empty hall,
    Hearkening in an air stirred and shaken
    By the lonely Traveller’s call.
    And he felt in his heart their strangeness,
    Their stillness answering his cry,
    While his horse moved, cropping the dark turf,
    ’Neath the starred and leafy sky;
    For he suddenly smote on the door, even
    Louder, and lifted his head:—
    ‘Tell them I came, and no one answered,
    That I kept my word,’ he said.
    Never the least stir made the listeners,
    Though every word he spake
    Fell echoing through the shadowiness of the still house
    From the one man left awake:
    Ay, they heard his foot upon the stirrup,
    And the sound of iron on stone,
    And how the silence surged softly backward,
    When the plunging hoofs were gone.

    (widziałem raz tłumaczenie tego wiersza, ale nie udało mi się go odnaleźć teraz).

  46. Na Światowy Dzień Poezji:

    „Do­kąd bie­gnie ta na­pi­sa­na sar­na przez na­pi­sa­ny las?
    Czy z na­pi­sa­nej wody pić,
    któ­ra jej pysz­czek od­bi­je jak kal­ka?
    Dla­cze­go łeb pod­no­si, czy coś sły­szy?
    Na po­ży­czo­nych z praw­dy czte­rech nóż­kach wspar­ta
    spod mo­ich pal­ców uchem strzy­że.
    Ci­sza – ten wy­raz tez sze­le­ści po pa­pie­rze i roz­gar­nia
    spo­wo­do­wa­ne slo­wem „las” ga­łę­zie.

    Nad bia­łą kart­ką cza­ją się do sko­ku
    li­te­ry, któ­re mogą uło­żyć się źle,
    zda­nia osa­cza­ją­ce,
    przed któ­ry­mi nie bę­dzie ra­tun­ku.

    Jest w kro­pli atra­men­tu spo­ry za­pas
    my­śli­wych z przy­mru­żo­nym okiem,
    go­to­wych zbiec po stro­mym pió­rze w dół,
    oto­czyc sar­nę, zło­żyć się do strza­łu.

    Za­po­mi­na­ją, że tu nie jest ży­cie.
    Inne, czar­no na bia­łym, pa­nu­ją tu pra­wa.
    Oka­mgnie­nie trwać bę­dzie tak dłu­go, jak ze­chce,
    po­zwo­li się po­dzie­lić na małe wiecz­no­ści
    peł­ne wstrzy­ma­nych w lo­cie kul.
    Na za­wsze, je­sli każę, nic się tu nie sta­nie.
    Bez mo­jej woli na­wet liść nie spad­nie
    ani źdźbło się nie ugnie pod krop­ką ko­pyt­ka.

    Jest więc taki świat,
    nad kto­rym los spra­wu­je nie­za­leż­ny?
    Czas, kto­ry wią­że łań­cu­cha­mi zna­ków?
    Ist­nie­nie na mój roz­kaz nie­ustan­ne?

    Ra­dość pi­sa­nia.
    Moż­ność utrwa­la­nia.
    Ze­msta ręki śmier­tel­nej.”

    (Wisława Szymborska, RADOŚĆ PISANIA)

  47. Dziękuję, kochany Starosto:)

    W nocy z 29 na 30 marca mamy zmianę czasu i o godzinę krócej posiedzimy w domu.

  48. Marysiu, Obywatelko Warszawy! Dziękuję za wiadomość prywatną. Fiołki w Warszawie, na ulicy, pomiędzy płytami chodnikowymi!
    A to ci zuchy!
    Tak, stoicki spokój ducha jest zalecany. Zawsze, pamiętaj.
    Cieszę się, że lubisz tu zaglądać!
    Przesyłam uśmiech!

  49. E, będzie dobrze:). A tulipanki mądralki cały dzień dziś miały zamknięte główki. Wiedza, ze przy takim wietrze i tak żadna pszczoła ani bak nie przylecą, wiec nie warto było marznąć. Zapomniałam o bratkach i ostrozkach – pierwsze kwitną, a drugie wypuściły już ładne listeczki. Róże tez obudziły się na dobre i maja coraz więcej liści. Nie ma to jak wiosna w ogródku przydomowym.

  50. DUA, dziękuję za ten link od Sowy :) Ależ zabawa, z wpadkami, ale też wygrałam – jakież to krzepiące. A mały Staś bardzo zdolny.

  51. Ha, tez zagrałam i wygrałam! Świetna zabawa!
    Mam tez wspomnienie z piórem. Ale nie wiecznym, tylko gęsim. Miałam pewnie z piec lat, bo wtedy właśnie zaczęłam czytać, a zaraz potem rwać się do pisania, gdy mój Tata zrobił mi taki prezent.
    Nie pamietam, dlaczego nie dal mi po prostu ołówka do kreślenia krzywych kulfonkow. Za to pamietam bardzo dokładnie, jak najpierw obciął końcówkę pióra, a potem z wielkim skupieniem przecinał ja żyletka, żeby w końcu pokazać mi, jak to cudo pisze. Czułam się jak Koszałek Opalek, gdy stawiałam pierwsze literki tym wspaniałym narzędziem.
    W naszym ogrodzie zakwitły już wczesne czerwone tulipanki, prawie kończą się krokusy, za to ciagle grają kolorami żonkile, prymulki i szafirki. Wystawiły główki peonie i hosty, i tylko patrzeć, gdy rozwiną się w pełni forsycje.
    Pozdrawiam serdecznie i wiosennie *** Sondelani Optymistka

  52. Mam coś w sam raz na okazję: przepis na wiersz (to specjalnie dla Mamy Isi):

    Beata Obertyńska

    MÓJ PRZEPIS

    Pomysł łapie się w locie jak skrzącą libellę.
    Potem w butli, co w słońcu fermentuje tęczą,
    na dwie się, trzy czy cztery zostawia niedziele.

    Tam pomysły złapane mrowią się i chrzęszczą,
    mrą i rosną – marnieją – stroszą skrzydeł siatki,
    by mienić się pod światło turkusem i miedzią…

    Cały zaś tłum owadzi suchy, sypki, gładki
    prze w górę, w dusznym cieple, słoja gołoledzią,
    na zbocz szklaną ruszając w brzękoskrzydłej masie.

    Tego wreszcie, co pierwszy o brzeg szkła zahaczy,
    zimnym sensu eterem – bo trudno inaczej –
    po cichu i łagodnie zakrapia się na śmierć…

    I dopiero, gdy skrzydeł suchy dreszcz zagaśnie,
    taką się ćmę czy jętkę, ważkę czy motyla
    słowami do papieru ostrożnie przyszpila…

  53. Ach, właśnie do mnie dotarło, że dziś jest Dzień Poezji!
    Zaraz Wam znajdę coś ładnego, a i Was zachęcam do wpisywania tu ulubionych wierszy!
    Warunek: muszą być przynajmniej niezłe.

  54. O, producent ołówków buja. Steinbeck pisał piórem a nawet, jak wynika z tekstu na brainpicking, zmieniał pióra i eksperymentował.

  55. Steinbeck mówi wiele, ale szczegóły ukrywa. Jednak skoro pisał w latach trzydziestych i później, spodziewam się raczej wiecznego pióra niż obsadki. Rozglądam się tu i tam po sieci, ale jakoś nie mogę trafić na więcej konkretów. Poza tym, że podobno przez całe życie pisał ołówkiem, czym szczyci się producent (Blackwing), który nawet wypuścił serię swoich ołówków dedykowaną pisarzowi.

  56. Świetna zabawa! Nie miałam pojęcia, że Or-Ot był pułkownikiem. Od razu przeczytałam „Karaluchy”.

  57. Bezskorupowe ślimaki często pojawiają się w moim ogrodzie, nie cierpię ich i sądziłam, że wszystkie są ohydne. Uważałam tak do zeszłego roku, kiedy to w Bieszczadach zobaczyłam bezskorupowca w pięknym szafirowym kolorze. Zachwyciłam się :)

  58. Ateno, zajrzałam na brainpicking, przeczytałam z zajęciem i tekst, i cytaty ze Steinbecka ( „There is no doubt that this fine old pen is better and smoother than the newer one. I think I’ll keep with this good old pen. I’ve done a lot of writing with it. I only hope it holds up.”), ale wciąż nie wiemy, czy było to wieczne pióro, zwłaszcza że ilustracja przedstawia dłoń z obsadką i stalówką. Jak uważasz?

  59. Sowo, dzięki za link!-poszłam jak burza i wygrałam reprint „Karaluchów” Stasia Witkiewicza!
    Pyszna zabawa i polecam ją wszystkim!
    wbp.wroc.pl – Zgadnij, kto to – Quiz literacki z nagrodą.

  60. Znalazlam ciekawy artykuł na stronie brainpicking , John Steinbeck’s Pen: How the Joy of Handwriting Helps Us Draft the Meaning of Life.
    Mój ogrodek, czyli balkonik na parterze, został nawiedzony przez weża. Właził mi on do wielkiej donicy, zniszczył cudne suszki i skutecznie zniechęcił mnie do przesiadywania tamże.
    Był on długi na 1.5 -2 metrów i się panoszył po balkonie, możecie sobie tylko wyobrazić reakcje krewnych i znajomych. Jakiś padalec, a ta panikuje, ale przesłałam im zdjęcia i filmiki i zmienili zdanie. Jak wygrałam te nierówna walkę. Wywaliłam donice razem z kwiatem i ziemią. Potem jeszcze kilka razy bywał i mu przeszło.

  61. Winniczki też wystawiam do lasu bez względu na ich walory kulinarne. Niech je dziki doceniają. Ale jakim cudem cokolwiek się uchowało w Twoim ogrodzie z taką hordą winniczków (póki zięć ich nie zjadł odpłaciwszy się pięknym za nadobne)?

  62. Bezskorupowe nie są piękne, trzeba im to przyznać, Mamo Isi i trudno zrozumieć „po cholerę to-to żyje”, że zacytuję opinię KIG („Satyra na bożą krówkę”). Ale winniczki, powiem Ci, wyhodowane przez mój ogród, zyskały wielkie uznanie naszego francuskiego zięcia. Podobno są wyjątkowo smaczne i rozpływają się w ustach.
    Na takie dictum zacytowałam mu w języku Moliera powiedzonko amerykańskie: „Francuzi tak bardzo kochają piękno, że jak tylko zobaczą coś naprawdę obrzydliwego, natychmiast to zjadają”.
    Zaśmiał się z grzeczności i czym prędzej powrócił do zbierania.
    Uzbierał całe wiaderko, nota bene.

  63. Też pisałam piórem maczanym w kałamarzu. Najbardziej lubiłam stalówki z krzyżykiem.

  64. Śnieżyca wiosenna to jest to, co właśnie mamy. I nie chodzi bynajmniej o kwiatek. Ja się tak nie bawię.

  65. Lubię wiersze Beaty Obertyńskiej.

    Nie rozumiem ni nieba, ni piekła… To wszystko
    zbyt ogromne na myśl mą — ciasną i kaleką.
    Wiem tylko, że to będzie albo Ciebie blisko,
    albo od Ciebie daleko.

  66. O, z liceum kojarzyć się może wiele… dobrego i złego.
    Znielubiłam chemię, niestety. Były istotne powody, także zapachowe.

  67. Tak, ślimaki to niby mięczaki, a w rzeczywistości twardziele. Szczególnie te bezskorupowe -pomrowy, śliniki luzytańskie i pomrowiki plamiste.Ale się nie poddaję. I tak już nie jest źle, bo były czasy, kiedy do lasu wynosiłam wiadro ślimaków dziennie. Istna plaga to była, faraon by się załamał, a ja nic;)

  68. W liceum znielubiłem czerwone pelargonie, które nie dość, że zajmowały parapety, to jeszcze wydawały niezbyt przyjemny zapach.

  69. Jeden mój wpis przepadł… To spróbuję jeszcze raz.
    Doris, bardzo się cieszę, że podobają się Tobie nasze udziergi! I wcale nie jesteś gapa – wszystkiego trzeba się nauczyć, korzystania z internetu również. ;-)
    I tak, miło jest nosić na grzbiecie dzieła rąk własnych. A jeszcze miłej obdarowywać bliskich takimi udziergami. Wtedy jazdę oczko przerabia się z uśmiechem i miłością!
    Teraz jest tyle kolorów, faktur i rodzajów włóczek, że można się wyszaleć artystycznie. Uwielbiam szczególnie naturalne włókna, estońska wełna jest boska: te kolory, jej zapach i to jaka jest w dotyku…

  70. U Stainbecka mógłby to być Parker, mógł być Cross, Conklin, ale mogło to być też coś innego z wielu amerykańskich producentów z przełomu wieków. Parker opatentował swój mechanizm wiecznego pióra w 1890 roku. Sheaffer już niekoniecznie pasuje, bo zaczynali prawie 20 lat później i nie wiem, w jakim tempie ich produkty zyskały popularność.

  71. Wasze opisy ogródków przypomniały mi, jakie łany margaretek i maków Ladybird miałam w zeszłym roku, do tego orliki w różnych odcieniach fioletu, kępa kremowych irysów… Pięknie było. A trzy lata temu miałam cały ocean kosmosów, ma których urzędowały szczygły. Ostatnie dwa lata były chyba za suche i już tak bardzo kosmosy na ile podziałały.
    U mnie rośnie to co się samo wysieje, więc co roku mam niespodzianki w różnych miejscach. A i z tak zwanymi chwastami już nie walczę do upadłego. Tak gdzie ich za bardzo nie widać – rosną sobie. Bo przecież to pożyteczne rośliny, zioła. Z lebiody można zrobić zupę, z gwiazdnicy i mlecza sałatkę, a glistnik jaskółcze ziele to roślina lecznicza, pokrzywy są lubiane przez gąsienice, że o jej zdrowotnych właściwościach nie wspomnę. ;-)

  72. A wiersz piękny, przejmujący, tęskny. Jak róźnie moźna pisać o niespełnionej miłości… Bez banałów i oczywistości. Wzruszyłam się i niestety trochę mi teraz smutno… Ale trudno, wezmę się do pracy, włączę muzyczkę i zaraz mi przejdzie. Dobrego dnia wszystkim, owocnego i bez cienia goryczy. : *

  73. Mamo Isi, ciesz się, że Twoje ślimaki same po deserze wędrują w nieznane. :) U moich rodziców, nad morzem, potrafią zjeść nawet 100 słoneczników i jeszcze im mało! Nie zapomnę jak w zeszłym roku właśnie tyle ich posadziłam, doglądałam od rana do wieczora, a i tak przetrwał tylko jeden… Teraz widzę, że powinnam była rozbić obok namiocik i czuwać z dziećmi na zmianę. :D A nie wiem czy Wy wiecie kochani, źe tam są takie ślimaki bez domku? Ble, ohida. Choć teź Stworzenia Boźe. Moja Mama z uporem maniaka wynosi bezdomnych na pole niczyje, ale tam nie ma kwiatów więc wracają do nas. A pewnie! Ja z kolei codziennie dosypywałam popiół wokół słoneczników, ponoć nie lubią, ale chyba jednak pokusa była silniejsza niź przeszkoda. Swoją drogą – twardziele.

  74. W związku z pomieszaniem nicków proszę o wybaczenie.

    Ale ona w ogóle nie była cięta, Pani Małgosiu! Pozwalamy jej szaleć w każdym kierunku.

    Parker! No, proszę! Wyobrażałam sobie, że na zapadłej farmie był to jakiś bezimienny egzemplarz. Ale to pewnie raczej w polskiej rzeczywistości końca XIX wieku.

  75. To Jesienna Ada sadzi sto drzewek, Nini!:)
    Co do forsycji: nie lubi ona mocnego cięcia. Zaraz musi sobie zrobić przerwę w kwitnieniu.
    Pióro z „Edenu”: tylko Parker, moim zdaniem.

  76. Śliczne fiołki! W bardzo lobeliowym kolorze, swoją drogą.. Same lobelie pasują mi w zasadzie do wszystkiego, każdej barwy. Uwielbiam je w zestawieniu z czerwonymi drobnymi begoniami (pną się do góry, podczas gdy lobelie pięknie sobie zwisają), ale ładnie wyglądałyby i z białymi i z różowymi kwiatami, szkoda, że są bardziej wymagające. Swego czasu chciałam je zmieszać z nasturcją kanaryjską, ale mi łobuzica nie wzeszła, i to dwa razy z rzędu, trzeciego razu na razie nie będzie.
    Moja forsycja, która w ubiegłym roku mogłaby służyć za krzew gorejący, gdyby tylko była pomarańczowe, w tym, zdaje się będzie miała tylko burzę zielonego listowia..
    Za to szafirki wychylają nieśmiało główki spośród ubiegłorocznych szczypiorków. A żonkile, z którymi miały kontrastować, dopiero wyłażą powoli.

    Aleksandro, co za rozmach! 1oo drzewek!

    Alku, w „Na wschód od Edenu”:
    „Drogi bracie Adamie! Biorę do ręki pióro w nadziei, że cieszysz się dobrym zdrowiem”.

    Pewnie nie było markowe, ale bardzo jestem ciekawa, co to mogłoby być za pióro?

    Wieki nie pisałam piórem, ale przez Was nabieram ochoty!

  77. Koty!
    To Ci zostało, Alku.

    Ale co się stało z kolekcja monet? Temat do powieści.

  78. Isi-Maman, z drugiej strony, to nie było takie złe, lubiłem. Maniakalnie gromadziłem pocztówki ze zdjęciami kotów, przemysł ludowego państwa, a konkretnie Ruch, stawał w tej dziedzinie na wysokości zadania, w związku z tym mam tego wciąż pełną szufladę. Zbierałem też monety zagraniczne, ale ten zbiór gdzieś mi niezauważalnie wsiąkł. Zaczęło się od jakiegoś duńskiego ore, strasznie się dziwiłem, że może istnieć moneta szara i bez orzełka. A jak jeszcze w wieku lat bodaj dziesięciu zobaczyłem monetę z dziurką… Rozumiecie wszyscy, że to nie mogło przejść bez echa.

  79. Mamo Isi, DUA, zgłębiłam temat geranium i pantofelnika. Szerzej o tym wypowiada się Gertrude Jekyll w „The Gardening Companion”. Nie przekleję stosownego fragmentu, bo się nie da, ale można podejrzeć go w Google Books (rozdział „Colour in the Garden”). Otóż krytykuje ona czasy (słusznie minione) w dziejach angielskiego ogrodnictwa, gdy szczytem dobrego smaku było tworzenie na wypieszczonych trawnikach kwietnych dywanów, za pomocą kwiatów o krzykliwych i kontrastowych barwach – czerwonego geranium, niebieskiej lobelii, pantofelników i innych żółtych kwiatów. Niemniej Gertrude nie uważa tych roślin za złe same w sobie, tylko za źle użyte, co nie jest oczywiście winą kwiatów, tylko ogrodników bez gustu. Ogród należy traktować jak obraz malarski i zestawiać kolory ze smakiem, a czerwone geranium i pantofelnik też znajdą w nim swoje miejsce.

  80. Dziękuję, Jesienna Ado, ale nie moja to twórczość. Żałuję, że takie żarciki nie są podpisywane; ktokolwiek je wymyślił, dzięki mu, bo też uśmiałam się jak norka.

  81. Etykiety z pudełek od zapałek, pudełka po papierosach, skamienieliny, znaczki, wpisy w pamiętniku, kamyczki, muszelki, szyszki – czego to człowiek nie zbierał jako dziecko w czasach słusznie minionych.

  82. Malwy pożerają na pierwsze danie, a ostróżki na drugie, po czym na deserek zakąszają turkami. Po czym błyskawicznie oddalają się w nieznanym kierunku.

  83. Jesienna Ado, 100 sztuk drzewek? Naprawdę, czy to literówka?
    A jeśli nie literówka, to gdzie Ty to posadzisz?!

  84. Dla nas to były biedne czasy, dla kobiety z Rygi tym bardziej.

    Mamo Isi, a to ciekawe, u mnie ślimaki omijają ostróżki, a natomiast pożerają w całości malwy.

  85. Istotnie, dobrze ułożony młodzian. Pióro, ha! A ja, jak się wymieniałem z kobietą z Rygi bodajże, to przysyłaliśmy sobie etykiety z gum do żucia i z pudełek po zapałkach, ech…

  86. Ach, zazdroszczę ostróżek! Od lat przegrywają w nierównej walce ze ślimakami (mimo mojego wspomagania poprzez masowe eksmisje ślimaków do lasu).

  87. Fiołki cudne, przecieki apetyczne, wiersze poruszające. Dobrze mi tu z Wami. U mnie także barwinki, krokusy i fiołki w rozkwicie. Wczoraj kurier przyniósł 100 sztuk drzewek różnych, są świerki, sosny, graby, buki, wierzba i jeszcze jakieś nieopisane, ha będzie zabawa, już się nie mogę doczekać. Mamo Isi, uściski za wczorajsze wpisy, tego mi było potrzeba. Fluidy tutaj szaleją , a Mama Isi zawsze trafia w punkt.

  88. Bogno, jaka ładna historyjka o wiecznym piórze z Japonii!
    Bardzo stylowy prezent.
    Musiał to być miły młodzieniec.

  89. Dobrze, przystaję na czerwone geranium. Ładnie zresztą wygląda w towarzystwie szafirowych ostróżek.
    Z drugiej strony, w ich towarzystwie wszystko dobrze wygląda!

  90. Przy pantofelniku rzeczywiście ci floryści przefajnowali z kombinacjami – jest to jednak tak wymagająca roślina, że nie grozi nam jej masowe rozprzestrzenienie, ale popatrzyłam na scarlet geranium i dalej się zapieram, że to jest jej oryginalny kolorek, który czerwieni się w oknach wiejskich chałup. Została przywieziona z południowej Afryki w początkach XVIII wieku i zrobiła oszałamiającą karierę, bo jest niewymagająca.

  91. Hm, jeśli źle robię, źe wpisuję się pod „fiołkowym” zdjęciem, a nie pod bobciowym przeciekiem, to bardzo przepraszam, ale nie mam pewności czy tam ktoś teraz zajrzy, a tu na pewno tak. Natomiast mój wpis dotyczy „tamtejszych” wątków. I tak, po pierwsze: Pani Małgosiu, swoją osobą zachwyciła mnie Sumsiadka, która jako źywo przypomina mi matkę Janka Bohatyrowicza. Jeśli zaś chodzi o mowę doskonale porozumiałaby się zapewne z niezapomnianym Chrobotem. Natomiast raczej nie pochwalałaby jego postawy źyciowej, o nie! ;) Droga Magpie, bardzo Ci dziękuję za tak dokładne objaśnienie mi co i jak, gapa ze mnie. Ale uczę się ;) A prace, które tam pokazujecie gorąco podziwiam. Wspaniałe z Was Dziewczyny i to cudne, źe macie wspólną pasję. W naszych czasach kiedy większość ludzi zakłada ubrania z sieciówek tym bardziej cenię kreatywność w tak zwanej modzie. Taką z potrzeby serca, a nie z konieczności. Kokaszanel- list pani wychowawczyni- wprost nie z tego świata. A jednak ! To wielka rzecz i aź chciałoby się poznać taką Osobę. Cieszę się ogromnie, źe jest. Dobrej nocy wszystkim. Jutro juź będę na bieźąco i postaram się nie odbiegać od tematu. Postaram się! Znaczy – nie obiecuję :D

  92. Wiosnę przywitały śnieżniki lśniące, łan żonkili na skwerze i rozkwitające magnolie :)

  93. Och, miałam kiedyś przepiękne pióro wieczne. Przywędrowało do mnie aż z Japonii. Kiedyś, były w gazetach takie kąciki do korespondowania z całym praktycznie światem, i teraz już nie pamiętam, czy to było w „Radarze”, czy może w „Świecie młodych” – prędzej w tym drugim? Nawiązałam taką korespondencję z rówieśnikiem z Japonii i poza listami w kopertach lotniczych (był taki wynalazek – cieniutki papier i cieniutkie koperty), wysyłaliśmy też do siebie różne drobiazgi i kiedyś przyszło to cudne pióro – było białe w srebrny, misterny rysunek, oczywiście było moje ukochane i służyło długo. Ot, takie wspomnienie, ależ to było dawno…
    A w ramach obywatelskiej kwarantanny chodzę sobie po ogródeczku od jednej skrzynki bratków do drugiej i mówię im jakie są piękne, zrobiłam też troszkę miejsca na nowe floksy, ale jeszcze na nie czas.

  94. Rysiu, widziałem te pióra Montegrappy, podoba mi się to w kolorze butelkowej zieleni („soldier”). Pióro dla upamiętnienia Ernesta Hemingwaya wypuścił również Montblanc, jest bardziej wzorowane na piórach z epoki, czarny i ceglasty bakelit. Ale najmocniejszą stylizację na początki wieku zrobił chyba włoski Marlen, projektując pióro „Matisse”. Wygląda jak coś, co można by znaleźć w szufladzie, w małym mieszkaniu na przykład w dzielnicy Marais, z krzywym sufitem i ceglanymi sześciokątnymi płytkami na podłodze. Niestety, pióro jest drogie i oczywiście dostępne tylko z drugiej ręki. Nie wiem, czy dobrze się nim pisze, ale podoba mi się jako przedmiot.

  95. Wieczne pióra mają to do siebie, że nadają każdej literce niepowtarzalny kształt. Przy pisaniu nie męczy się ręka, co jest ich atutem. Miałam kilka, a teraz mam jedno , bordowe ulubione. Co do wiosny to śpiew kosów i próby gołębi w zakładaniu gniazd na balkonach są oczywistym dowodem, że czas wiosennych zalotów jest w pełni.

  96. Sugeruję dodanie do blękitów i różowości odrobinę żółtego, dla ocieplenia. W zeszłym roku miałam grządkę róźowych i źółtych tulipanów, w proporcji, mniej więcej, 3:1, wymieszanych z mgiełką niezapominajek. Przez prawie 2 tygodnie wyglądała zjawiskowo!
    Nie, źebym to zaplanowała. Taki już ze mnie ogrodnik. Po prostu wsadzilam losowo wybrane cebulki, z torby, nabytej drogą kupna, na wyprzedaży w supermarkecie. Niezapominajki dosiała mądrość matki natury. Ciekawe, co mi szykuje w tym roku?
    Moje ogrodowe wlości nie są zbyt rozległe, ale dzięki temu cieszy mnie każda, świeźo odkryta kępka fiołków. Notabene, całkiem niedaleko od Katowic. :)
    PS. Dziękuję wszystkim, piszącym tutaj, za światłym przewodem naszej DUA. Stanowicie dla mnie ostoję normalności, w świecie, który ostatnio, jakby bardziej zwariował.

  97. srebrna stalówko
    wypustko krytycznego rozumu
    posłanko kojącej wiedzy
    – że ziemia jest kulista
    – że proste równoległe
    w pudełku sklepikarza
    byłaś jak czekająca na mnie ryba
    w ławicy innych ryb
    – dziwiłem się że tyle jest
    przedmiotów bezpańskich
    i zupełnie niemych –
    potem
    na zawsze moją
    kładłem cię nabożnie w usta
    i długo czułem na języku
    smak
    szczawiu
    i księżyca

  98. A mnie się pióro od razu skojarzyło z Hemingweyem i jego Montegrappą. W hołdzie pisarzowi Montegrappa stworzyła nawet limitowaną edycję czterech piór. A Stipula na przykład posiada w kolekcji pióro pt Hercule Poirot, podejrzewam więc, że sławny detektyw sięgał po pióro właśnie. Dobry wieczór :)

  99. Ma rację!
    Mamo Isi, obejrzyj na nowo swoje śliczne kartki, projekty Morrisa, a zrozumiesz jego kolorystyczne awersje.
    Ciekawa obserwacja: Natura nigdy się nie myli w doborze form i kolorów. Szkarłatne pelargonie i żółto-czerwony pantofelnik mają kolory i kształty nadane im przez hodowców-florystów, nie przez Naturę.
    A ludzie, jak to ludzie, nie zawsze mają bezbłędne wyczucie i dobry smak. Nawet jeśli są florystami.

  100. Ateno! :) Fluid lekturowy oraz fluid w podejściu do potencjalnego użytkowania pióra Mont Blanc na co dzień. :)

  101. Nijak nie pojmuję, co mu przeszkadzają klasyczne czerwoniutkie pelargonie i żółte cętkowane pantofelniki. Grymaśny jest, rozbestwiony i tyle.

  102. Sowo!
    „But there are some flowers – inventions of men, i.e. florists – which are bad colour altogether, and not to be used at all. Scarlet geraniums, for instance, or the yellow calceolaria, which, indeed, are not uncommonly grown together profusely, in order, I suppose, to show that even flowers can be thoroughly ugly.”

    – William Morris, ” Hopes and Fears of Art”, 1882

  103. Aleksandro, to co opisałaś, to klasyczne pióro Pelikana, produkują takie cały czas. Mam podobne.

  104. To ja przekleję mój wpis z poprzedniego. Biedronko, fluid
    Miałam milczeć na temat wiecznych piór, ale dłużej nie mogę.
    „Madame” Antoniego Libery, w której młodzieniec dostał prezent niespodziankę od Madame w postaci pióra Mont Blanc, pamiętam bo skręciłam się z zazdrości.
    Takie małe marzenie, które gdyby się spełniło, podzieliłoby zapewne los złotego pióra Naszej Ukochanej Autorki.
    No mam słabość do piór i już, zawsze miałam. Kiedyś kupiłam pióro za wiele rubli ( „jednostka monetarna naszych przyjaciół”- z pamięci), ku oburzeniu świadków, potem okazało się ze stalówka była złota.
    Na moja obronę ruble były bardzo tanie w Polsce.

  105. Chętnie bym się podzieliła przylaszczkami, kochany Starosto, ale nie bardzo widzę, jak to rozwiązać logistycznie:)

  106. Lubię także połączenie bieli lub kremu z błękitem. Na przykład, róża New Dawn wśród ostróżek.
    A przypomnijcie mi, kto uważał połączenie czerwonych petunii (begonii?) z żółtymi za pospolite? Niedawno była mowa o tym, ale zapomniałam…

  107. Mamo Isi, cebulice, krokusy i barwinki też mamy.
    Ale wyobrażam sobie te Twoje łany!

  108. No, zobaczę.
    Może uda mi się ślepym trafem. Czasem się udaje. Ale bez ciśnienia, jasna sprawa:)

  109. U nas w ogrodzie są łany kwitnących przylaszczek, krokusów, cebulic syberyjskich, barwinków oraz pierwiosnków. A teraz jeszcze zakwitła śliwka japońska. Wiosna!
    Znowu dzisiaj się uchetałam i ledwo żyję.

  110. Jeszcze będąc w liceum, znalazłam w jakiejś szufladzie stare pióro mojego Dziadka. Zachwycił mnie starodawny kształt złotej stalówki, elegancka obsadka w wąziutkie zielone paseczki, pompka służąca do napełniania zbiorniczka atramentem i wreszcie firmowy znaczek Pelikana. Zawsze lubiłam pisać piórem. Gdy znalazłam pióro Dziadka, bardzo chciałam nim pisać w szkole. Niestety stalówka była spisana, dostosowana do pięknego rękopisu, ukształtowanego na lekcjach kaligrafii – nie dało się jej dopasować do mojej ręki. Widząc mój zawód, Tata obiecał mi w prezencie maturalnym klasyczne wieczne pióro firmy Pelikan. I rzeczywiście, po odebraniu świadectwa maturalnego dostałam czarne etui z oryginalnym znaczkiem i napisem Pelikan. W środku, oprócz wymarzonego pióra, był jeszcze ołówek, obydwa przybory piśmiennicze w pięknym niebieskawym odcieniu, który w połączeniu z czernią i złotem prezentował się niezwykle elegancko. Do tego buteleczka czarnego atramentu – taki chciałam, w szkole też od pewnego czasu pisałam na czarno i jestem temu wierna do dziś. Bardzo podobał mi się sposób napełniania zbiorniczka. Pióra nie rozkręcało się na dwie części, jak to było w przypadku piór na naboje i w tzw. chińskich. Wystarczyło odkręcić końcówkę, a wtedy tłoczek znajdujący się wewnątrz przesuwał się w kierunku stalówki. Po zanurzeniu stalówki w atramencie należało końcówkę z powrotem zakręcić i w ten sposób napompować atrament do zbiorniczka. Jego poziom był świetnie widoczny w przezroczystym okienku. Komplet był intensywnie użytkowany, nie rozstawałam się z nim przez cały okres studiów i pierwsze lata pracy. „Po drodze” pękło i z czasem odpadło zakończenie zakrętki, spisała się stalówka i chyba coś się w środku zatkało, bo mimo pełnego zbiorniczka atrament nie chciał zostawiać śladu na papierze. Doszłam do wniosku, że pióro po prostu się wysłużyło, spełniło swoją rolę i czas by odeszło na zasłużoną emeryturę. Nie wyrzuciłam go oczywiście. Jest dla mnie cenną pamiątką pięknego okresu studenckiej młodości.

  111. U nas przylaszczek nie widać, ale pojawiły się pierwsze zawilce leśne!

    Madziu, nie kartkuj.

  112. Dzień dobry! Osobiście bardzo lubię połączenie zielonego z niebieskim, oczywiście wszystko zależy od odcieni.
    Kocham fiołki, a one przywodzą mi na myśl inne cudo – przylaszczki. O, jak dawno ich nie widziałam.
    Kwitną gdzieś u Was? Bardziej kojarzę je z kwietniem, ale skoro wiosna szybko przyszła…

  113. Myślę, że mogło się pojawić, aczkolwiek niekoniecznie jako szczegół najistotniejszy dla fabuły.
    A jeśli Castorp to może i „Czarodziejska góra”? (sporo kartkowania)

  114. Dzięki za Castorpa, Madziu.
    O Elllerym pomyślę. Ale jakoś nie pamiętam u niego takiego obiektu.

  115. Ale, w dużym skrócie:
    „(…) potakując grzecznie głową, jak gdyby nigdy nic otworzył podróżny kufer i wydobywał z niego swoje rzeczy: najpierw kilka poważnych tomów, wśród nich „Technika Budowy Okrętów” jaśniała płótnem w szarobeżowym odcieniu, drewniana kasztę, w której znajdował się spory zapas jego ulubionych cygar „Maria Mancini”, toaletowy przybornik z japońskiej laki, (…) garnitury – letni i zimowy, dwie pary sportowych spodni, do których przynależały specjalne koszule tenisowe, mankiety, spinki, krawaty, skarpety, kalesony, chusteczki, a wreszcie przybory do pisania, wśród których znajdowało się jego ulubione wieczne pióro marki Pelikan”.
    Paweł Huelle, „Castorp”

  116. Czy u Ellery’ego Queena nie pojawiały się wieczne pióra?
    Mam egzemplarz „Przeklętego miasta” w tłum. Zofii Sroczyńskiej i jak na złość nie mogę go znaleźć w ogólnym zamęcie przeorganizowanego na przełomie roku księgozbioru.

    Mnie też bardzo podoba się list pani wychowawczyni. Szczerze mówiąc: jestem zachwycona!

  117. O tak, widzę pióra, wspaniale. Też myślę nad dalszymi. Swoją drogą, Mont Blanc nigdy mi się nie trafił, najlepiej pisze mi się sheafferem model „Balance” (pasuje mi do palców), ale mam też bardzo dżentelmeńską montegrappę, model dla Polskiego Klubu Kolekcjonerów Wiecznych Piór. Jest śliczna, ale nieco za duża, więc nie korzystam z niej na co dzień. Natomiast położona na biurku obok fajki i filiżanki z kawą wygląda, jakbym miał zaraz napisać Króla Ducha albo coś o równie wielkiej sile wyrazu. Jak to pozory mogą mylić.

  118. W naturze wszystko zagra.
    To jej specjalność: harmonia.

    Znalazły się dla Ciebie smaczne wieczne pióra, Alku – zauważyłeś? Patrz: poniżej.

  119. Wiersz bardzo realistyczny, doznałem też dalekiego skojarzenia z jednym akapitem z Tyrmanda. A zestawienie kolorów na fotografii dowodzi, że nie ma zestawień niemożliwych, jeśli odcienie są właściwe. Przecież powszechnie wiadomo, że zielony z niebieskim nie zagra, nespa?

  120. Och jakie piękne fiołki! A w Katowicach ani jednego :(
    Ku pokrzepieniu wklejam list jaki napisała do dzieci NaszaPani Wybobawczyni (jakby powiedzieli Łusia i Helmut), oby jak najwięcej takich nauczycieli.

    „Drogie dzieci!!!
    Myślami i sercem jestem z Wami.
    Pozostaję w kontakcie z Waszymi kochanymi Rodzicami, którzy przekazują mi informację, że rzetelnie wykonujecie przesyłane przeze mnie zadania. Brawo!!! Jestem z Was bardzo dumna. Pracujcie dalej!!! Wówczas będę wiedziała, że to co wypracowaliśmy dotychczas owocuje.Nauczyliśmy się jak się uczyć. Wiemy, że to co mamy „w głowie” pójdzie z nami przez całe życie. Jesteście mądrymi dziećmi a wasza wiedza jest ogromna. Utrwalajcie ją i poszerzajcie swoje horyzonty. „Pamiętajcie!!! Nie popełnia błędów ten, kto…..”
    Kocham Was bardzo i proszę żebyście pomogli Waszym Rodzicom i Dziadkom w opiece nad młodszym rodzeństwem czy nad samym sobą. Przygotujcie Im w ramach wdzięczności pyszne śniadanko ( o czym wielokrotnie rozmawialiśmy), zaproście do wspólnej zabawy, przytulcie, szepnijcie życzliwe słowo, okażcie wdzięczność za to, że poświęcają Wam Swój czas. Przesyłam całuski. „

  121. Antonajno, wybacz, skarbie, ale z powodu nadmiaru korespondencji, któremu nie jestem w stanie sprostać, ta strona jest jedynym możliwym środkiem komunikacji. Ja już i otrzymywane maile muszę ograniczać, bo mi co i rusz wywala skrzynkę.
    Proszę się nie gniewać i zrozumieć!
    I zapraszam do komentowania oraz wpisywania wiadomości tutaj. Jest to równie przyjemne, zapewniam Cię!

  122. Dzień dobry!
    Fiołki piękne- ja przed chwilą byłam na spacerku i narwałam. A, i mam prośbę do pani MM: czy mogę dostać Pani adres? Chciałabym napisać list tradycyjny, wysłać go tradycyjnie, w kopercie i ze znaczkiem. Bo taki list czyta się przyjemniej niż maila albo komentarz pod zdjęciem. Prawda?
    Pozdrawiam serdecznie

  123. Racja, Biedroneczko!
    Pióro u Libery!

    Sowo, ach, jakie bajeczne plany. Już same słowa i nazwy powodują ogrodniczą ekstazę!

  124. O, jaki piękny wiersz!
    U nas fiołki prawie już przekwitołki.
    Z magnolią też mam obawy, czy to rozsądne teraz kwitnąć, ale z ogniskiem nie wyjdzie – rośnie za blisko domu. I w ogóle w mieście ognisk palić nie wolno, nawet w kominkach i piecach coraz mniej. Sprawdzają dronami, kto czym pali. Świeżą magnolią, na przykład, nie można.
    Entuzjazm ogrodniczy nieco mi oklapł, bo wczoraj przekonaliśmy się naskórnie, że zimowanie zakończyły również kleszcze.
    Ale wstępnie zamierzam posadzić, przesadzić i posiać: rajską jabłonkę Royalty, wiśnię ozdobną prunus autumnalis, róże cukrowe, różę Alchemyst, Westerland i jakąś jeszcze jedną ciepło żółtą w kolorze, pnące nasturcje i dyńki ozdobne, bordowy klematis, piwonie, krokusy i stokrotki hiszpańskie w trawniku, dzwonki, lwie paszcze. Co więcej nie wiem, nie rozpędzam się za bardzo z wyobraźnią, póki nie skończę z widłami.

  125. Dzień dobry! Pierwsze skojarzenie- pióro w ‚Madame’ A. Libery.
    :)
    Lubię pióra wieczne.
    A propos, przeglądałam kiedyś w sieci przybory Montblanc, zachwyciła mnie seria Meisterstück Le Petit Prince- ale raczej nie odważyłabym się czegoś takiego używać na codzień: gdybym miała takie pióro, zapewne podzieliłoby ono los Starostowego złotego parkera (leżałoby w puzderku i onieśmielało mnie).

    Pozdrowienia od Biedronki! :)

  126. Pomyślmy więc razem o literackich wiecznych piórach!
    Ja przypominam „Ex Libris” Anne Fadiman, a w nim rozdział „Wieczny atrament”, który tak się zaczyna:

    ” Gdy trzydzieści trzy lata temu ujrzałam to pióro, miało już swoje lata. Niebieski odcień korpusu był tak niewdzięcznie posępny, że niemal w każdym oświetleniu sprawiał wrażenie czarnego. Skuwka, której srebro stlało aż po brąz, miała ledwo dostrzegalne pionowe prążki i opalizującą główkę, którą moja wyobraźnia zmieniała w drogocenny kamień. Klips był złoty, w kształcie strzały. Aby napełnić pióro, trzeba było odkręcić obsadkę, zanurzyć stalówkę w atramencie i nacisnąć przezroczysty plastikowy zbiorniczek – …” etc.

  127. Przeszedł mnie dreszczyk metafizyczny po lekturze utworu.
    Wiosna za oknem pełna co prawda pochmurności, ale i nieustannego świergotu ptaków.

    A. Ok, rozumiem, przepraszam, dałam się zwieść fotografii. Proszę o wybaczenie za sianie zamętu.

    Mogę się zastanowić nad literackim piórem wiecznym, choć sama nigdy nie posiadałam.
    Raz miałam porządniejszy długopis Parkera, ale go wkrótce zgubiłam.

  128. I wiadomość dla MagdyZ, też o tym, co poprzednio: to nie prawdziwe egzemplarze, to tak zwana wizualizacja! – dla celów reklamowych.

  129. O, Alku! ale fluid!
    Odezwałeś się pod poprzednim wpisem właśnie w chwili, gdy ja zamieściłam ten, fiołkowy.
    Pro publico bono zatem – przeklejam Twój komentarz:

    Alek:

    „Dobry dzionek. Powiedzcie magnolii, żeby nie przesadzała. Moja jeszcze siedzi cicho i tak na moje oko, to ma rację. W końcu nie tak dawno była ta śnieżna Wielkanoc.
    Wracając do tematyki literackiej, po naszej ostatniej wymianie opinii o wiecznych piórach zastanowiłem się, na jakich bohaterów literackich używających wiecznych piór można by się powołać. Było to niezbyt mądre postawienie sprawy, bo wystarczy sięgnąć po książki ze złotych czasów literatury popularnej, czyli powiedzmy pierwszej połowy wieku XX, i po prostu wszyscy (piśmienni) bohaterowie robili swoje piórem, bo nic innego nie było. Z wyjątkiem ekscentryków oraz osób ubogich, maczających konserwatywnie stalówkę w kałamarzu.
    Ale jakby tak uprzeć się na literaturę rzeczywiście współczesną? Z marszu przychodzą mi do głowy dwie osoby: generał Somerville (dziadek panny Beacon, „Gdzie przykazań brak dziesięciu” J.Aleksa). Sądząc z opisu, Somerville pisał prawdopodobnie sheafferem, dostępnym w Peweksie w czasach pisarstwa Słomczyńskiego, a wiemy z książki, że na pewno używał sheafferowskiego atramentu (zielony Skrip, okropny kolorek). Drugi, bardziej współczesny użytkownik piór, to patologicznie wręcz wytworny bohater kryminałów spółki autorskiej, pp. Prestona i Childa, agent FBI Aloysius X.L.Pendergast, posiadacz japońskiego szlafroka i apartamentu w nowojorskiej „Dakocie”. Nie jestem pewien czy autorzy ujawnili, czym Pendergast pisał, ale że piórem, to pewne. Czy ktoś podsunie kolejne tropy?”

Dodaj komentarz