Nowinka ze strony wydawnictwa Egmont

MMUSIEROWICZ_NA JOWISZA_zielony

Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę

Gratka dla wszystkich miłośników Borejków, „Jeżycjady” i Małgorzaty Musierowicz – bez względu na wiek i płeć! W tej międzypokoleniowej książce znajdziecie wszystko, czego jeszcze nie wiecie o „Jeżycjadzie”, a co zawsze chcieliście wiedzieć. Sprawdźcie, jak wyglądała Rubaszna z plecakiem, skąd wziął się serwis Nowakowskich, czy kino „Rialto” wciąż funkcjonuje, a Fatum Ślubne istnieje naprawdę, jak zrobić najprawdziwszą sałatkę z puńczyka z tuszki i rudą perukę. Zajrzyjcie do mieszkania Borejków, spróbujcie poprawnie napisać najzabawniejsze dyktando świata i dowiedzcie się co nieco o piromańskich skłonnościach autorki „Jeżycjady”…

Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę to niemal dwieście alfabetycznie ułożonych haseł, kolorowe zdjęcia, nigdy dotąd niepublikowane ilustracje, ciekawostki, anegdoty, cytaty i powiedzonka. Wasza Ukochana Autorka uchyla rąbka niejednej tajemnicy…
 * * *
***
*
Tyle od Redakcji.
A ja dodam, że autorką perfekcyjnej oprawy graficznej jest  znakomita pani Anna Pol.
Pozdrawiam wszystkich –
uradowana
MM

261 przemyśleń nt. „Nowinka ze strony wydawnictwa Egmont

  1. Jestem bardzo uradowana tą książką! Świetnie! :) Będzie miłą odskocznią od codzienności. :)

  2. Ateno, pamiętam o tej Twojej słabości, kiedyś mi o tym pisałaś.
    To jeszcze tu przepiszę kawałeczek z Anne Fadiman, naszej wspólnej ulubionej:

    „Utrata pióra to poważna sprawa. Dziesięć lat temu to moje jakby zapadło się pod ziemię. (…) Jakiś czas nawiedzałam sklepy, w których sprzedawano używane pióra i, kurczowo ściskając w dłoni jakąś próbkę pisma, mówiłam: – Chodzi mi o taką szerokość linii. – Równie dobrze mogłabym nosić fotografię zmarłego kochanka i mówić: – Proszę mi znaleźć podobnego.
    Po jakimś czasie dowiedziałam się, że miałam pióro Parker 51, rocznik mniej więcej 1945. W końcu znalazłam takie, które nie tylko rodowodem, ale i kolorem dorównywało pierwowzorowi. Ale gdy ten parweniusz trafił do mego domu, zaczął bezładnie to skrobać, to pluć atramentem i mimo serii kosztownych napraw nie potrafił osiągnąć tej jedwabistej perfekcji, jaka jego poprzednikowi przychodziła bez najmniejszego trudu. Niestety, nie była to reinkarnacja mojej niegdysiejszej miłości, był to pożałowania godny sobowtór.” („Ex Libris”)

  3. A dlaczegóż to chciałaś milczeć, Ateno? Nie pozwalam Ci!

    Kokoszanel, bardzo dziękuję za PRZEŚLICZNY list WaszejPani. Proszę przesłać jej moje pozdrowienia!
    O, tak. To JEST Wychowawczyni!

  4. Miałam milczeć na temat wiecznych piór, ale dłużej nie mogę.
    „Madame” Antoniego Libery, w której młodzieniec dostał prezent niespodziankę od Madame w postaci pióra Mont Blanc, pamietam bo skręciłam się z zazdrości.
    Takie małe marzenie, które gdyby się spełniło, podzieliłoby zapewne los złotego pióra Naszej Ukochanej Autorki.
    No mam słabość do piór i już, zawsze miałam. Kiedyś kupiłam pióro za wiele rubli ( „jednostka monetarna naszych przyjaciół”- z pamięci), ku oburzeniu świadków, potem okazało się ze stalówka była złota.
    Na moja obronę ruble były bardzo tanie w Polsce.

  5. Sama radość: niekończące się dyskusje o Jeżycjadzie, tylu wirtualnych przyjaciół, kontakt z Panią i możliwość pisania czegoś, co rzeczywiście kogoś zaciekawi. A dzięki temu blogowi postanowiłam spróbować pisać i na inne tematy, a więc ja też dziękuję i to bardzo!
    Dzisiaj dostałam przesyłkę z „Przepowiednią”, przepadłam. Cudne!
    Serdeczności :)

  6. Dzielna Olu, dzień dobry!
    Tak, zauważysz poniżej, że napisałam już o wizualizacjach. Zajrzałam na Twojego bloga i już wiem!
    Przy okazji: dziękuję za całą tę wielką pracę i tyle życzliwości!
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  7. Z tej strony „autorka”, chociaż autorka to jest tu tylko jedna, MM, ja jedynie założyłam profil na FB. Nie posiadam żadnych egzemplarzy, dostałam jedynie od Wydawnictwa wizualizacje. Na pewno nie dostanę książki przed samą MM. Moim zadaniem było poinformowania spragnionych czytelników o nadchodzącej premierze.
    Pozdrawiam :)

  8. Dobry dzionek. Powiedzcie magnolii, żeby nie przesadzała. Moja jeszcze siedzi cicho i tak na moje oko, to ma rację. W końcu nie tak dawno była ta śnieżna Wielkanoc.
    Wracając do tematyki literackiej, po naszej ostatniej wymianie opinii o wiecznych piórach zastanowiłem się, na jakich bohaterów literackich używających wiecznych piór można by się powołać. Było to niezbyt mądre postawienie sprawy, bo wystarczy sięgnąć po książki ze złotych czasów literatury popularnej, czyli powiedzmy pierwszej połowy wieku XX, i po prostu wszyscy (piśmienni) bohaterowie robili swoje piórem, bo nic innego nie było. Z wyjątkiem ekscentryków oraz osób ubogich, maczających konserwatywnie stalówkę w kałamarzu.
    Ale jakby tak uprzeć się na literaturę rzeczywiście współczesną? Z marszu przychodzą mi do głowy dwie osoby: generał Somerville (dziadek panny Beacon, „Gdzie przykazań brak dziesięciu” J.Aleksa). Sądząc z opisu, Somerville pisał prawdopodobnie sheafferem, dostępnym w Peweksie w czasach pisarstwa Słomczyńskiego, a wiemy z książki, że na pewno używał sheafferowskiego atramentu (zielony Skrip, okropny kolorek). Drugi, bardziej współczesny użytkownik piór, to patologicznie wręcz wytworny bohater kryminałów spółki autorskiej, pp. Prestona i Childa, agent FBI Aloysius X.L.Pendergast, posiadacz japońskiego szlafroka i apartamentu w nowojorskiej „Dakocie”. Nie jestem pewien czy autorzy ujawnili, czym Pendergast pisał, ale że piórem, to pewne. Czy ktoś podsunie kolejne tropy?

  9. To jest dziejowa niesprawiedliwość.

    Pokazywać proszę wedle uznania, oczywiście.

  10. To ja już pokażę tę wiad.pryw., Madziu. Kto zechce, zajrzy tam sobie. Dobrze?
    A ja jeszcze nie mam egzemplarzy???!!!

  11. prywat.
    Poważnie!
    Autorka profilu „Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz” pokazała trzy egzemplarze, w tym jeden otwarty. :)

  12. O, faktycznie już niedużo!

    Sowo, dziękuję za uroczą wiadomość. Trochę się tylko martwię, że magnolia wystartowała Ci za wcześnie. Zapowiadają przymrozki!
    Może użyj wtedy sposobu francuskich sadowników: dwa duże ogniska w sąsiedztwie drzewa, przez całą noc.

  13. Już dawno zamówiłam, jak tylko Magpie zaraportowała, że można.
    I widziałam na Fb, ze niektóre egzemplarze są już gotowe.

  14. Jak połowa (?), 2/3 (?) społeczeństwa zaczęłam pracę w trybie home office i jest dziwnie ;) chyba pora zamówić w przedsprzedaży „Na Jowisza” i zacząć odliczać. Zostało 46 dni do premiery! :)

  15. Cisza poranna trwa, wobec tego zaraportuję pierwsza: na magnolii rozkwitł pierwszy pąk.

  16. Ciekawa też jestem jakie to roślinki Sowa zaplanowała do swojego kolorowego kącika. Zdradzisz Sowo? Ja dostałam wczoraj sadzonki malin, ale czy to dobry pomysł w miejskim ogródku? (no, w każdym razie na obrzeżach miasta)

  17. Alku, dzięki za odpowiedź. W swojej ignorancji nie przypuszczałam, ze nietoperze mogą być takie malutkie (w pierwszej chwili myśleliśmy, że to jakiś owad, szyrszyń czy co ?). Faktycznie to mumijka zupełna trudno, ocenić wielkość.
    Przesyłam dla Wszystkich pozdrowienia z pracy, z pochmurnej Łodzi.

  18. Mamo Isi!! A już myślałam, że Isiątka naprawdę nie mają co robić, tudzież roznoszą dom swoją dziecięcą energią, że ktoś zlecił im to jakże pożyteczne zadanie z ryżem, doskonalące sprawność motoryczną. I wtedy pytanie: przebierały sobie paluszkami czy jednak ze starannością pęsetkami? ; )
    Robrojek, li i jedynie.

  19. Ależ wszystko OK, Bożenko.

    Piegusko, ujrzałam „przed oczyma duszy mojej” tę kompozycję różowo-niebieską. Aaa! Ładna!
    Co do owego łączenia faktów… no, nie wiem, nie wiem!;)

  20. O, autopoprawka. Czytam się właśnie i widzę, że chyba sformułowałam prośbę tak jakoś odwrotnie. Casciolino, jeśli się zgadzasz na kontakt, podaj tu swój adres e-mail w wiadomości prywatnej, a ja jeszcze raz poproszę o pomoc Adminkę – tym razem o przekazanie Twego adresu mnie. Niby to samo, ale jednak nie. Wszak to ja chcę coś napisać do Ciebie, a nie Ty do mnie :) To pewnie efekt znużenia dzikimi porządkami, które uprawiam w domu, nie posiadając ogródka. Trzeba mi było „po troszyneczku”, sumsiodka mądrze radzi. Przepraszam wszystkie Panie za zamieszanie i niezręczność.

  21. Mili Księgowi!
    Dziś nad morzem było piękne popołudnie i słońce też zaprosiło mnie do ogródka. Przesadziłam kilka kęp niezapominajek, które rozsiały mi się w zeszłym roku w zatrważającej ilości, tak, że całe ich łany wykopałam i rozdałam. Skutkiem tego w tym roku tam, gdzie zaplanowałam nowe urocze wiosenne kompozycje (tulipany różnych odmian w kilku odcieniach różu tonące w oceanie niezapominajek), niestety świecą gołe placki. Ot, los ogrodnika.
    Mam też bardzo miłe wspomnienie związane z piórem – od dziecka przez całą szkołę podstawową pisałam piórem, a w ostatnich klasach nawet tym samym, ukochanym, do którego byłam bardzo przywiązana. Na zakończenie szkoły pewien kolega, który smalił do mnie cholewki, zapytał, czy na pamiątkę mógłby dostać właśnie moje pióro. Bardzo to było romantyczne, ale ja bardzo bezlitośnie odmówiłam. Kolega został księdzem. Staram się tych faktów nie łączyć…

  22. Jane, nietoperz tych wymiarów owszem, może być karlikiem (czyli jednym z występujących u nas czterech gatunków n. z rodzaju Pipistrellus). W budynku mógłby to być na przykład karlik malutki (P. pipistrellus). Ale bez oględzin nie bardzo da się więcej powiedzieć, połowa nietoperzy u nas jest mała, zwłaszcza w formie mumijki.

  23. Casciolino, byłabym bardzo wdzięczna za kontakt. Jeśli się zgadzasz, poproszę naszą miłą Adminkę o przekazanie Ci mojego adresu e-mail. Odezwij się!
    :)

  24. Może jak ktoś od dziecka musi pracować w polu, to entuzjazm ogrodniczy jest mu zbędny. Ja natomiast traktuję ogród jako jeszcze jedno miejsce dla artystycznego wyżywania się, dlatego chciałabym jak najszybciej przejść do etapu nasadzania, a przewalanie gleby z jednego miejsca na drugie mieć prędko za sobą.

  25. A czy Jędrek może lubić ciężką muzę? Jakiś czas temu odkryłem mongolski zespół The Hu i jego album „Gereg”, słucham sobie w samochodzie.

  26. Tak, prawda. Najlepiej teraz, Sowo!
    Natomiast Sąsiadka pracuje stale, ciągle i niezależnie od pogody oraz pory roku. Pomaga w ogródkach tylko wtedy, kiedy ma wolne od pracy w polu.
    A jest przy tym wesoła, wręcz radosna, zawsze uśmiechnięta i skłonna do żartów, bardzo przy tym dzielna. Wiek: ok. 60tki, ale trudno powiedzieć na pewno, bo jest zawsze opalona, błyska czarnymi oczami i młodo wygląda.

  27. A czy sąsiadka pracuje ogrodniczo również w upale? Bo ja bym nie dała rady… Teraz pogoda najlepsza i ziemia odpowiednio miękka. Czego nie zrobię do kwietnia, nie zrobię już wcale.

  28. Dziękuję Starosto za radę w sprawie filmu. Legnę zatem z książką, nawet lepiej.

    Mam pytanie do Alka, jeśli można. Czy zasuszony nietoperz wielkości kciuka to może być karlik? (znaleziony na parapecie domu stojącego w lesie, przy granicy Drawieńskiego Parku Narodowego). Pytam, bo to dla rodziny ciekawostka przyrodnicza.

  29. Sowo, ale powiem Ci, że obserwowanie mojej Sąsiadki przy pracy jest bardzo pouczające i naprawdę budzi podziw. Ona pracuje spokojnie, metodycznie, bez żadnych zapałów i entuzjazmów. Ot, rzeczowa, staranna, a strategicznie doskonale zaplanowana akcja. Niesłychanie wydajna przy tym.
    Muszę chyba od niej przejąć metodykę.

  30. Pani Małgorzato, dziękuję za wiadomość. Czekam zatem z niecierpliwością na informacje czy któryś z zespołów przypadnie do gustu Jędrkowi :)

  31. Anette (wiad.pryw.)- bardzo dziękuję za muzyczne sugestie dla Jędrka.
    Nie, jeszcze nie analizowałam tych poprzednich. Nie było czasu, wszystko przede mną.

  32. I to jest bardzo dobra rada, ale ona funkcjonuje głównie w przekazach. Sama ją tak używam, oczywiście. Natomiast do siebie samego (samej) rzadko bywa stosowana, tu raczej powszechniejsza jest maksyma „wszystko albo nic”.

  33. Cudna rada Somsiadki, kochany Starosto, należałoby ją wyszyć krzyżykami i powiesić w widocznym miejscu, żeby znowu człowieka nie poniosło w kolejny, piękny dzień.

  34. Mamo Isi, Sowo, powtórzę Wam dobrą radę, której udzieliła mi zacna sąsiadka; przychodzi ona do mnie jesienią na Wielkie Sprzątanie Ogrodu.

    Ujrzawszy, jak szaleję w ogrodzie, a potem stękam, że wszystko mnie boli, cmoknęła z dezaprobatą i powiedziała:
    – Ile tyż razy mom pani mówić, sumsiodko: po troszyneczku, po troszyneczku, aby co dzień.

  35. Savo (wraz z Varsem)- miły ten Wasz entuzjazm!
    Dziękuję za tyle sympatii, od lat okazywanej.

  36. Isi-maman, ponieważ nie jestem oficjalnie w kwarantannie, wychodzę bez rynsztunku, natomiast naszą osobę kwarantannowaną trzymamy w gościnnym, wsuwając jej pokarm szparę pod drzwiami. Ostatnio narzeka, że tylko te naleśniki i naleśniki. Dostęp do wody ma, bo trochę zawsze skrapla się na ścianach. Ponieważ jednak podczas mojego ochotniczego odosobnienia trochę się zastałem, od wczoraj biegam po trzy kilometry rano i wieczorem, żeby już kompletnie nie oklapnąć. Naród na ulicach się nie tłoczy, zresztą to wieś, mogę sobie biegać nie narażony na widok istot ludzkich.
    Ach, co do palenia, Piętaszku: to nie był przecież mój pierwszy kontakt z nikotyną, palę fajkę od takiego wieku, że tutaj nie wypada wspominać, ale cygara to rzecz osobna. Kształt torpedy nie jest przypadkiem, lecz (wedle znanego powiedzenia) znakiem.

  37. Alku, a wychodziłeś już na zewnątrz włożywszy, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia, maseczkę i rękawiczki?

  38. O, dziękuję Mamo Isi. Posłucham Cię.

    Alku, to na poparcie mojej tezy o kabaretowym duecie (wyczuwałam to podskórnie, a tu proszę) – M. który był kiedyś osobą palącą (choć nie cygara), opowiedział mi dziś, iż uczynił to po raz pierwszy na….odwróconym do góry dnem kajaku. Z tego co pamięta i zważywszy na okoliczności, wrażenia były podobne do Twoich.

  39. Mamo Isi, łączę się w bólu. Dwa dni z rzędu na widłach po bezrobotnej zimie to jednak przesada. Ale tak mnie gna do tych zabaw kolorystycznych, że nie mogę przestać.

  40. Właściwie, Mimi, nie podobała mi się żadna z istniejących adaptacji „Ani”.
    Chyba po prostu nie można znaleźć odpowiedniej aktorki, która wcieliłaby się w to „najbardziej ukochane literackie dziecko” (jak o Ani Shirley napisał Mark Twain).

  41. Sama przez długi czas bilam się z myślami, Pani Małgosiu. Ostatecznie uznałam, że reżyser miał prawo do swojej wizji, choc – muszę szczerze przyznać – wizja wizją, ale brak wiedzy w pewnych ważnych dziedzinach zawsze jest niedobrze widziany. Mimo wszystko dobre wrażenia w moim przypadku przewazyly:) w ogóle zauważyłam, że różnego typu wspolczesne kontynuacje klasycznych dzieł różnią się od stylu epoki, w której były tworzone. Chyba i język, i sposób pisania i mówienia o wielu sprawach (choćby o tematach, które dawniej stanowiły tabu) ewoluowal. Z drugiej strony jednak, chwała tym, którzy potrafią „wejsc” w epokę i możliwie najwierniej ja oddać… To jest chyba umiejętność, po której rozpoznaje się mistrzów. (Przychodzi mi tu do głowy Sigrid Undset w tej chwili, ona to w „Krystynie” perfekcyjnie zrobila. Czytałam też jej „współczesne” opowiadania, więc tym bardziej chylę głowę).
    Zdaje sobie sprawę, że serial o Ani nie należy do tak ambitnej kategorii, lecz mimo to cieszy fakt, że powieść nadal budzi zainteresowanie i cały czas kogoś inspiruje.

  42. Piętaszku, przycinamy wrzosy na przełomie marca i kwietnia, jeśli jest sucho i nie zapowiadają przymrozków.

  43. Mimi M. ! Książkę o Maryli poleciła mi właśnie moja Agnieszka, bo jak zobaczyła zapowiedź, to od razu o mnie pomyślała! ;-) Napisałaś o fabule, to samo co i ja sądzę. Te oddane realia szczególnie mi się podobają.
    Jednak muszę się przyznać, że serial zaczęłam oglądać i wytrwałam do 4 odcinka. Za dużo zmian jak dla mnie, i nie mogłam dostrzec tam ducha powieści…

  44. Isi-Maman, cóż za konicydencja, właśnie dzisiaj kupiłem dwie półkilowe paczki ryżu basmati. Liczenie zawartości powinno być wyjątkowo uspokajającym zajęciem.

  45. Mimi, ale ten serial o Ani odebrałyśmy różnie.
    Mnie się nie podobał, choć dobrze zagrany i sprawnie robiony. Niestety! Zwłaszcza scena, gdy Ania zajadle boksuje się z Mateuszem (czy też z innym mężczyzną?), w ramach równości płci, wzbudziła mój opór. Kompletny brak wyczucia epoki, stylu książki.

  46. Magpie, co za fluid! Ja też czytam „Maryle…” i właśnie zamierzalam się tu tym podzielić:) coś odpowiedniego dla fanów Ani :* ciekawie prowadzona narracja, wierność ówczesnym obyczajom, także na płaszczyźnie języka:) wspaniale się czyta. Ileż to musiało sytuacji się poskładać na to, żeby ta odważna, pełna pasji i zaangażowania dziewczyna, odkrywająca właśnie tajniki pierwszej miłości, zmieniła się w sztywna, kryjaca swe uczucia kobietę? Jak to dobrze, że zjawiła się Ania i pomogła jej znów zrzucić ten niepotrzebny pancerz. Swoją drogą, społeczeństwo tamtych czasów narzucalo wiele krepujacych więzów.
    Postać Janka Blythe- świetnie poprowadzona! Chyba sama bym się takiemu nie oparła, hi hi :)
    Przy tej okazji polecam serial Netflixa „Anne with an”E'”. Fabuła powieści jest tam jednak potraktowana dosyć luzno! Po pierwszym odcinku stanowczo powiedziałam sobie, że więcej tego nie obejrzę!
    Po ostatnim płakałam ze wzruszenia :)

    UA, dziękuję za komplement (o Tuwimie). Zawsze będę pamiętać, że nasze pierwsze z jego twórczością spotkanie odczulysmy podobnie.

  47. Jane, dziękuję, odpisałam :)
    I akurat czytałam tylko tę książkę o Simonie Kossak, pozostałych nie.

  48. Casciolino, piękny cytacik nam wpisałaś.

    Sowo, tak jest, kolorystyczne zabawy!- mniam!

  49. Mamo Isi, dzięki, śmieszne!!!

    Jane, ten film ma kiepskie recenzje, toteż nie obejrzałam. Szkoda cennego czasu na nicdobrego.

  50. Młodosto, wydawało mi się, że Nerwus mówił Nutrii o stawie zarastanym przez rośliny i że to miało oznaczać, że małżeństwo jego rodziców się rozpadło. Było mi przykro, tym bardziej, że wydawało mi się, że początki tego małżeństwa obserwujemy w Małomównym.

    Scena z jajecznicą – rewelacyjna!!!

  51. Dzień dobry Kochana Autorko i Drogi Ludu!
    Nie wpisywałam się do Księgi chyba ze sto lat, ale podczytuję dość regularnie. Pani Małgorzato, cieszę się niezmiernie z Na Jowisza! To będzie lektura! U nas na wschodzie wczesne tulipany w pełni kwitnienia (to podobno jakieś, co i na śniegu kwitną, ale nie znam odmiany, zółto-czerwone, niskie), krokusy zaraz przekwitną, a hiacynty tuż, tuż…
    Tak, tak, mamo Isi, ryżu ci u nas dostatek…

  52. Mam zaufanie do tutejszych ogrodników i dlatego proszę o poradę: czy przycinać już wrzosy i lawendę?

    Mamo Isi, jesteś wulkanem energii! Podziwiam.

    Alku z cygarem, mam wrażenie że wraz z moim mężem stanowilibyście niezły duet kabaretowy :)

  53. Ja tam się cieszę, że Nutrii nie wyszło z Nerwusem. On nie dla niej. Za to Robrojek jest wręcz idealny. Co nie znaczy, że Nerwus nie był potrzebny, bo jakieś pierwsze (a nawet drugie) zauroczenie musiało najpierw nastąpić. Tak więc Nutria zdobyła pewne doświadczenie życiowe i dowiedziała się w końcu, czego z pewnością nie chce. A to już coś.

    Również należę do miłośników pisania piórem i również piszę nim od podstawówki. A teraz mam śliczne pióro, które dostałam od chrzestnej. Więc mam z nim podwójnie miłe wspomnienia.

    Chyba ta mszyca weszła mi za bardzo w podświadomość, bo już mi się dzisiaj śniło, że ogromna ich ilość oblazła moją różę, a ja nie miałam dostępu do żadnego środka, którym mogłabym to spryskać. Okropne.
    A przedwczoraj pierwszy raz widziałam na żywo, jak biedronka pożera mszycę. Można by o tym nakręcić cały film przyrodniczy. Cudny acz zatrważający widok.

  54. Porządkowania i rearanżacje księgozbioru bywają tyleż rozkoszne, co traumatyczne. Uprawiam tę dyscyplinę sportu w zasadzie nieustannie, choć to może raczej sztuka dla sztuki: stosy nigdy nie znikną, bo regałów i tak zabraknie :(

    KrzysztOfie, patrzę na książki od Ciebie codziennie (mieszkają bezpiecznie na moim biurku; świetna lektura, jeszcze raz dziękuję) i borykam się ciągle z myślami, co podesłać Ci wraz z nimi w podzięce. Właśnie z powodu, o którym tu piszesz: z książek bezmiaru. To suchego przestwór oceanu; bym trafnie wybrała coś śród książek powodzi, potrzebny jest nawigator.

  55. Dzień dobry,
    u nas też trochę prac ogródkowych. Miała rację Sowa, wiele ogródków wypięknieje.
    Czy ktoś z Księgowych obejrzał na netfliksie film „Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek”? Mam go w planach na wieczór, książkę (była na zagadkach) przyjemnie się czytało i boję się czy się nie rozczaruję.
    MadziuZ, dziękuję za serdeczne słowa (pod którymś z poprzednich wpisów) i melduję, że mail został wysłany. (Zapomniałam w nim wspomnieć o książce Anny Kamińskiej „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” – warto przeczytać (przesyłam uśmiech w kierunku Alka). Spędziliśmy urlop w Starym Masiewie i stąd oczywiście takie zainteresowanie).
    Przesyłam pozdrowienia dla p. Małgosi i Ludu

  56. Omne trinum perfectum, to dam jeszcze jedno;)
    Uwaga!!!
    Nie można wierzyć we wszystko co podaje ministerstwo zdrowia. Mówią, że jak się wychodzi z domu to wystarczy założyć rękawiczki i maseczkę. Ja wyszedłem, a inni mieli założone jeszcze spodnie i koszule.

  57. Ha, jeśli zimę przetrwały w glebie frezje, to będzie dopiero coś. Ja przearanżowuję cały kąt ogrodu i będę eksperymentować kolorystycznie: wczesną wiosną kąt ten ma się wybarwiać biało, różowo, fioletowo, niebiesko i bordowo, a potem będzie dominować żółty i pomarańczowy.

  58. Dorzucam nieśmiertelnego Tolkiena:

    „I wish it need not have happened in my time,” said Frodo.
    “So do I,” said Gandalf, “and so do all who live to see such times. But that is not for them to decide. All we have to decide is what to do with the time that is given us.”

  59. Alku, wieczne pióra są fascynujące, zgadzam się.
    Lubię je od zawsze.
    A kiedyś, po spotkaniu autorskim w słynnej poznańskiej księgarni, jej właściciel podarował mi na pamiątkę złotego Parkera, pióro tak wspaniałe, że… do dziś nie odważyłam się go skalać. Wciąż spoczywa w swym aksamitnym puzderku.

  60. O, to o zjeździe jasnowidzów też przednie! Pyszności!

    Casciolino, rozmaryn zawsze przetrwa. Ale że w tym roku przetrwał majeranek, to mnie zaskoczyło!

  61. Dawno się tak nie cieszyłam z faktu, że mamy ogródek! Doprowadziłam go już do porządku, w towarzystwie Mareczka skaczącego na mini trampolinie, układającego kopczyki z kamieni i bacznie obserwującego życie owadów.
    Okazało się, że rozmaryn i szałwia przetrwały zimę! Bazylia nie miała tyle szczęścia, niestety. Glicynia wypuszcza już pąki, czekam na irysy i białą azalię.

  62. Też dalej rearanżuję księgozbiór (czyli robię w nim groch z kapustą). Pewnie zejdzie mi do Bożego Narodzenia.
    Zaczęłam też mycie okien przedwielkanocne.
    No i moje ulubione rycie w ogródku.

  63. To nie moje, jeno mi to mi podesłano. Zresztą tak jak kiedyś byliśmy najweselszym barakiem w obozie państw komunistycznych, obecnie dalej dzierżymy berło jeno w baraku odmiennej ideolo;)
    Podoba mi się też to:
    z powodu nieprzewidzianych okoliczności nie odbędzie się zaplanowany na marzec doroczny zjazd jasnowidzów.

  64. UA, jak zacząłem pisać piórem w podstawówce, tak piszę do dzisiaj. Charakter pisma nieco mi się przez ten czas poprawił (a potem znowu pogorszył, z dorosłej nonszalancji), ale ja po prostu uwielbiałem pisanie piórem od początku. W ławce siedziałem obok koleżki, który miał jakieś takie pióro polskie (zapewne INCO) za parę groszy, i chętnie zamienił się na długopis. W liceum pisało się tymi chińskimi piórami Hero albo Golden cośtam, sprzedawano je w papierniczych (wszystko to były klony Parkera 51 pochodzące ze znacjonalizowanej fabryki), a potem już różnie. Nie kolekcjonuję, ale zawsze mam kilka piór i kiedy piszę ręcznie, to właśnie piórem wiecznym. To jak ze słuchaniem muzyki z gramofonu: wymaga więcej wstępnego zaangażowania, co stanowi pożądany wstęp do właściwej czynności.

  65. Krzysztofie, re-aranżacja księgozbioru!- co za rozkoszne zajęcie.

    Madziu, zobaczymy.

  66. I u nas słońce sklęsło, ale grunt, że widać grunt. Można dalej wyrównywać.

    Mamo Isi!!!

  67. Od trzech dni porządkuję księgozbiór (a właściwie wywracam do góry nogami i aranżuję od podstaw). Ze smutkiem, acz bez zaskoczenia stwierdzam, iż ogromna jego część ciągle czeka na przeczytanie. Wątpię, czy się doczeka.

  68. U nas jeszcze piękna wiosna. (Ludność chadzała wczoraj, o ile chadzała, nawet w krótkim rękawie).
    Pochmurność od jutra.
    Czy jest przewidziany Przeciek nr 4? :)

  69. Mamo Isi :))) Jak Ty to policzyłaś? ;)))

    Ach, mnie też było swego czasu żal, że tak romantycznie rozpoczęty romans NiN zakończył się jednak fiaskiem.
    Ale mimo wszystko jestem już w pełni przekonana do Robrojka.
    Szkoda, że Ptaszkowscy zniknęli definitywnie, ale czy wielotomowa saga nie może składać się też z białych plam? Otóż, chyba może.
    W każdym razie ingardenowska konkretyzacja dzieła literackiego tego nie wyklucza, moim zdaniem, choć ja nie jestem specjalistą. ;)

  70. U nas też pochmurność się wkradła i jest jakoś mniej entuzjastycznie.
    Ale ptaki śpiewają ochoczo. W chórze głosików rozpoznaję jakiś nowy, nigdy tu dotąd niesłyszany. Wyśpiewuje wciąż te same nutki, a wypowiedź kończy znakiem zapytania. Ciekawe, kto to.

    Mamo Isi, ale że też zgromadziłaś aż tyle ryżu! No, no.

    Alku, Twoja rada kaligraficzna jest bardzo dobra.
    Ach, i pożałowałam Ciebie, ówczesnego, padniętego po cygarze. Mój biedny mały Czytelnik!

  71. Dzień dobry, UA oraz obecni. Dzisiaj słońce jakoś sklęsło i ten jeden biały kwiatek u mnie w ogrodzie wygląda mniej atrakcyjnie. Ale widzę, że żonkile czy też inne narcyze również się szykują, więc niedługo pojawi się odzień żółci. I tak dalej, aż do lata. Przy okazji, wczoraj widziałem, że ktoś z Ludu Księgi wspomniał o potomku, który ma problem z pisaniem czytelnie. Czy próbowano pisać (jak by to powiedziała Ania Shirley w polskim tłumaczeniu) piórem wiecznem? Czasami kunsztowny przyrząd do wykonywania jakiejś czynności powoduje, że chce się nim lepiej posługiwać.

  72. Siedzenie w domu nie jest znów takie nudne. ale wydaje mi się nieprawdopodobne, że w jedn