Nowinka ze strony wydawnictwa Egmont

MMUSIEROWICZ_NA JOWISZA_zielony

Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę

Gratka dla wszystkich miłośników Borejków, „Jeżycjady” i Małgorzaty Musierowicz – bez względu na wiek i płeć! W tej międzypokoleniowej książce znajdziecie wszystko, czego jeszcze nie wiecie o „Jeżycjadzie”, a co zawsze chcieliście wiedzieć. Sprawdźcie, jak wyglądała Rubaszna z plecakiem, skąd wziął się serwis Nowakowskich, czy kino „Rialto” wciąż funkcjonuje, a Fatum Ślubne istnieje naprawdę, jak zrobić najprawdziwszą sałatkę z puńczyka z tuszki i rudą perukę. Zajrzyjcie do mieszkania Borejków, spróbujcie poprawnie napisać najzabawniejsze dyktando świata i dowiedzcie się co nieco o piromańskich skłonnościach autorki „Jeżycjady”…

Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę to niemal dwieście alfabetycznie ułożonych haseł, kolorowe zdjęcia, nigdy dotąd niepublikowane ilustracje, ciekawostki, anegdoty, cytaty i powiedzonka. Wasza Ukochana Autorka uchyla rąbka niejednej tajemnicy…
 * * *
***
*
Tyle od Redakcji.
A ja dodam, że autorką perfekcyjnej oprawy graficznej jest znakomita pani Anna Pol.
(Skądinąd przemiła!)
Pozdrawiam wszystkich –
uradowana
MM

261 przemyśleń nt. „Nowinka ze strony wydawnictwa Egmont

  1. Jestem bardzo uradowana tą książką! Świetnie! :) Będzie miłą odskocznią od codzienności. :)

  2. Ateno, pamiętam o tej Twojej słabości, kiedyś mi o tym pisałaś.
    To jeszcze tu przepiszę kawałeczek z Anne Fadiman, naszej wspólnej ulubionej:

    „Utrata pióra to poważna sprawa. Dziesięć lat temu to moje jakby zapadło się pod ziemię. (…) Jakiś czas nawiedzałam sklepy, w których sprzedawano używane pióra i, kurczowo ściskając w dłoni jakąś próbkę pisma, mówiłam: – Chodzi mi o taką szerokość linii. – Równie dobrze mogłabym nosić fotografię zmarłego kochanka i mówić: – Proszę mi znaleźć podobnego.
    Po jakimś czasie dowiedziałam się, że miałam pióro Parker 51, rocznik mniej więcej 1945. W końcu znalazłam takie, które nie tylko rodowodem, ale i kolorem dorównywało pierwowzorowi. Ale gdy ten parweniusz trafił do mego domu, zaczął bezładnie to skrobać, to pluć atramentem i mimo serii kosztownych napraw nie potrafił osiągnąć tej jedwabistej perfekcji, jaka jego poprzednikowi przychodziła bez najmniejszego trudu. Niestety, nie była to reinkarnacja mojej niegdysiejszej miłości, był to pożałowania godny sobowtór.” („Ex Libris”)

  3. A dlaczegóż to chciałaś milczeć, Ateno? Nie pozwalam Ci!

    Kokoszanel, bardzo dziękuję za PRZEŚLICZNY list WaszejPani. Proszę przesłać jej moje pozdrowienia!
    O, tak. To JEST Wychowawczyni!

  4. Miałam milczeć na temat wiecznych piór, ale dłużej nie mogę.
    „Madame” Antoniego Libery, w której młodzieniec dostał prezent niespodziankę od Madame w postaci pióra Mont Blanc, pamietam bo skręciłam się z zazdrości.
    Takie małe marzenie, które gdyby się spełniło, podzieliłoby zapewne los złotego pióra Naszej Ukochanej Autorki.
    No mam słabość do piór i już, zawsze miałam. Kiedyś kupiłam pióro za wiele rubli ( „jednostka monetarna naszych przyjaciół”- z pamięci), ku oburzeniu świadków, potem okazało się ze stalówka była złota.
    Na moja obronę ruble były bardzo tanie w Polsce.

  5. Sama radość: niekończące się dyskusje o Jeżycjadzie, tylu wirtualnych przyjaciół, kontakt z Panią i możliwość pisania czegoś, co rzeczywiście kogoś zaciekawi. A dzięki temu blogowi postanowiłam spróbować pisać i na inne tematy, a więc ja też dziękuję i to bardzo!
    Dzisiaj dostałam przesyłkę z „Przepowiednią”, przepadłam. Cudne!
    Serdeczności :)

  6. Dzielna Olu, dzień dobry!
    Tak, zauważysz poniżej, że napisałam już o wizualizacjach. Zajrzałam na Twojego bloga i już wiem!
    Przy okazji: dziękuję za całą tę wielką pracę i tyle życzliwości!
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  7. Z tej strony „autorka”, chociaż autorka to jest tu tylko jedna, MM, ja jedynie założyłam profil na FB. Nie posiadam żadnych egzemplarzy, dostałam jedynie od Wydawnictwa wizualizacje. Na pewno nie dostanę książki przed samą MM. Moim zadaniem było poinformowania spragnionych czytelników o nadchodzącej premierze.
    Pozdrawiam :)

  8. Dobry dzionek. Powiedzcie magnolii, żeby nie przesadzała. Moja jeszcze siedzi cicho i tak na moje oko, to ma rację. W końcu nie tak dawno była ta śnieżna Wielkanoc.
    Wracając do tematyki literackiej, po naszej ostatniej wymianie opinii o wiecznych piórach zastanowiłem się, na jakich bohaterów literackich używających wiecznych piór można by się powołać. Było to niezbyt mądre postawienie sprawy, bo wystarczy sięgnąć po książki ze złotych czasów literatury popularnej, czyli powiedzmy pierwszej połowy wieku XX, i po prostu wszyscy (piśmienni) bohaterowie robili swoje piórem, bo nic innego nie było. Z wyjątkiem ekscentryków oraz osób ubogich, maczających konserwatywnie stalówkę w kałamarzu.
    Ale jakby tak uprzeć się na literaturę rzeczywiście współczesną? Z marszu przychodzą mi do głowy dwie osoby: generał Somerville (dziadek panny Beacon, „Gdzie przykazań brak dziesięciu” J.Aleksa). Sądząc z opisu, Somerville pisał prawdopodobnie sheafferem, dostępnym w Peweksie w czasach pisarstwa Słomczyńskiego, a wiemy z książki, że na pewno używał sheafferowskiego atramentu (zielony Skrip, okropny kolorek). Drugi, bardziej współczesny użytkownik piór, to patologicznie wręcz wytworny bohater kryminałów spółki autorskiej, pp. Prestona i Childa, agent FBI Aloysius X.L.Pendergast, posiadacz japońskiego szlafroka i apartamentu w nowojorskiej „Dakocie”. Nie jestem pewien czy autorzy ujawnili, czym Pendergast pisał, ale że piórem, to pewne. Czy ktoś podsunie kolejne tropy?

  9. To jest dziejowa niesprawiedliwość.

    Pokazywać proszę wedle uznania, oczywiście.

  10. To ja już pokażę tę wiad.pryw., Madziu. Kto zechce, zajrzy tam sobie. Dobrze?
    A ja jeszcze nie mam egzemplarzy???!!!

  11. prywat.
    Poważnie!
    Autorka profilu „Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz” pokazała trzy egzemplarze, w tym jeden otwarty. :)

  12. O, faktycznie już niedużo!

    Sowo, dziękuję za uroczą wiadomość. Trochę się tylko martwię, że magnolia wystartowała Ci za wcześnie. Zapowiadają przymrozki!
    Może użyj wtedy sposobu francuskich sadowników: dwa duże ogniska w sąsiedztwie drzewa, przez całą noc.

  13. Już dawno zamówiłam, jak tylko Magpie zaraportowała, że można.
    I widziałam na Fb, ze niektóre egzemplarze są już gotowe.

  14. Jak połowa (?), 2/3 (?) społeczeństwa zaczęłam pracę w trybie home office i jest dziwnie ;) chyba pora zamówić w przedsprzedaży „Na Jowisza” i zacząć odliczać. Zostało 46 dni do premiery! :)

  15. Cisza poranna trwa, wobec tego zaraportuję pierwsza: na magnolii rozkwitł pierwszy pąk.

  16. Ciekawa też jestem jakie to roślinki Sowa zaplanowała do swojego kolorowego kącika. Zdradzisz Sowo? Ja dostałam wczoraj sadzonki malin, ale czy to dobry pomysł w miejskim ogródku? (no, w każdym razie na obrzeżach miasta)

  17. Alku, dzięki za odpowiedź. W swojej ignorancji nie przypuszczałam, ze nietoperze mogą być takie malutkie (w pierwszej chwili myśleliśmy, że to jakiś owad, szyrszyń czy co ?). Faktycznie to mumijka zupełna trudno, ocenić wielkość.
    Przesyłam dla Wszystkich pozdrowienia z pracy, z pochmurnej Łodzi.

  18. Mamo Isi!! A już myślałam, że Isiątka naprawdę nie mają co robić, tudzież roznoszą dom swoją dziecięcą energią, że ktoś zlecił im to jakże pożyteczne zadanie z ryżem, doskonalące sprawność motoryczną. I wtedy pytanie: przebierały sobie paluszkami czy jednak ze starannością pęsetkami? ; )
    Robrojek, li i jedynie.

  19. Ależ wszystko OK, Bożenko.

    Piegusko, ujrzałam „przed oczyma duszy mojej” tę kompozycję różowo-niebieską. Aaa! Ładna!
    Co do owego łączenia faktów… no, nie wiem, nie wiem!;)

  20. O, autopoprawka. Czytam się właśnie i widzę, że chyba sformułowałam prośbę tak jakoś odwrotnie. Casciolino, jeśli się zgadzasz na kontakt, podaj tu swój adres e-mail w wiadomości prywatnej, a ja jeszcze raz poproszę o pomoc Adminkę – tym razem o przekazanie Twego adresu mnie. Niby to samo, ale jednak nie. Wszak to ja chcę coś napisać do Ciebie, a nie Ty do mnie :) To pewnie efekt znużenia dzikimi porządkami, które uprawiam w domu, nie posiadając ogródka. Trzeba mi było „po troszyneczku”, sumsiodka mądrze radzi. Przepraszam wszystkie Panie za zamieszanie i niezręczność.

  21. Mili Księgowi!
    Dziś nad morzem było piękne popołudnie i słońce też zaprosiło mnie do ogródka. Przesadziłam kilka kęp niezapominajek, które rozsiały mi się w zeszłym roku w zatrważającej ilości, tak, że całe ich łany wykopałam i rozdałam. Skutkiem tego w tym roku tam, gdzie zaplanowałam nowe urocze wiosenne kompozycje (tulipany różnych odmian w kilku odcieniach różu tonące w oceanie niezapominajek), niestety świecą gołe placki. Ot, los ogrodnika.
    Mam też bardzo miłe wspomnienie związane z piórem – od dziecka przez całą szkołę podstawową pisałam piórem, a w ostatnich klasach nawet tym samym, ukochanym, do którego byłam bardzo przywiązana. Na zakończenie szkoły pewien kolega, który smalił do mnie cholewki, zapytał, czy na pamiątkę mógłby dostać właśnie moje pióro. Bardzo to było romantyczne, ale ja bardzo bezlitośnie odmówiłam. Kolega został księdzem. Staram się tych faktów nie łączyć…

  22. Jane, nietoperz tych wymiarów owszem, może być karlikiem (czyli jednym z występujących u nas czterech gatunków n. z rodzaju Pipistrellus). W budynku mógłby to być na przykład karlik malutki (P. pipistrellus). Ale bez oględzin nie bardzo da się więcej powiedzieć, połowa nietoperzy u nas jest mała, zwłaszcza w formie mumijki.

  23. Casciolino, byłabym bardzo wdzięczna za kontakt. Jeśli się zgadzasz, poproszę naszą miłą Adminkę o przekazanie Ci mojego adresu e-mail. Odezwij się!
    :)

  24. Może jak ktoś od dziecka musi pracować w polu, to entuzjazm ogrodniczy jest mu zbędny. Ja natomiast traktuję ogród jako jeszcze jedno miejsce dla artystycznego wyżywania się, dlatego chciałabym jak najszybciej przejść do etapu nasadzania, a przewalanie gleby z jednego miejsca na drugie mieć prędko za sobą.

  25. A czy Jędrek może lubić ciężką muzę? Jakiś czas temu odkryłem mongolski zespół The Hu i jego album „Gereg”, słucham sobie w samochodzie.

  26. Tak, prawda. Najlepiej teraz, Sowo!
    Natomiast Sąsiadka pracuje stale, ciągle i niezależnie od pogody oraz pory roku. Pomaga w ogródkach tylko wtedy, kiedy ma wolne od pracy w polu.
    A jest przy tym wesoła, wręcz radosna, zawsze uśmiechnięta i skłonna do żartów, bardzo przy tym dzielna. Wiek: ok. 60tki, ale trudno powiedzieć na pewno, bo jest zawsze opalona, błyska czarnymi oczami i młodo wygląda.

  27. A czy sąsiadka pracuje ogrodniczo również w upale? Bo ja bym nie dała rady… Teraz pogoda najlepsza i ziemia odpowiednio miękka. Czego nie zrobię do kwietnia, nie zrobię już wcale.

  28. Dziękuję Starosto za radę w sprawie filmu. Legnę zatem z książką, nawet lepiej.

    Mam pytanie do Alka, jeśli można. Czy zasuszony nietoperz wielkości kciuka to może być karlik? (znaleziony na parapecie domu stojącego w lesie, przy granicy Drawieńskiego Parku Narodowego). Pytam, bo to dla rodziny ciekawostka przyrodnicza.

  29. Sowo, ale powiem Ci, że obserwowanie mojej Sąsiadki przy pracy jest bardzo pouczające i naprawdę budzi podziw. Ona pracuje spokojnie, metodycznie, bez żadnych zapałów i entuzjazmów. Ot, rzeczowa, staranna, a strategicznie doskonale zaplanowana akcja. Niesłychanie wydajna przy tym.
    Muszę chyba od niej przejąć metodykę.

  30. Pani Małgorzato, dziękuję za wiadomość. Czekam zatem z niecierpliwością na informacje czy któryś z zespołów przypadnie do gustu Jędrkowi :)

  31. Anette (wiad.pryw.)- bardzo dziękuję za muzyczne sugestie dla Jędrka.
    Nie, jeszcze nie analizowałam tych poprzednich. Nie było czasu, wszystko przede mną.

  32. I to jest bardzo dobra rada, ale ona funkcjonuje głównie w przekazach. Sama ją tak używam, oczywiście. Natomiast do siebie samego (samej) rzadko bywa stosowana, tu raczej powszechniejsza jest maksyma „wszystko albo nic”.

  33. Cudna rada Somsiadki, kochany Starosto, należałoby ją wyszyć krzyżykami i powiesić w widocznym miejscu, żeby znowu człowieka nie poniosło w kolejny, piękny dzień.

  34. Mamo Isi, Sowo, powtórzę Wam dobrą radę, której udzieliła mi zacna sąsiadka; przychodzi ona do mnie jesienią na Wielkie Sprzątanie Ogrodu.

    Ujrzawszy, jak szaleję w ogrodzie, a potem stękam, że wszystko mnie boli, cmoknęła z dezaprobatą i powiedziała:
    – Ile tyż razy mom pani mówić, sumsiodko: po troszyneczku, po troszyneczku, aby co dzień.

  35. Savo (wraz z Varsem)- miły ten Wasz entuzjazm!
    Dziękuję za tyle sympatii, od lat okazywanej.

  36. Isi-maman, ponieważ nie jestem oficjalnie w kwarantannie, wychodzę bez rynsztunku, natomiast naszą osobę kwarantannowaną trzymamy w gościnnym, wsuwając jej pokarm szparę pod drzwiami. Ostatnio narzeka, że tylko te naleśniki i naleśniki. Dostęp do wody ma, bo trochę zawsze skrapla się na ścianach. Ponieważ jednak podczas mojego ochotniczego odosobnienia trochę się zastałem, od wczoraj biegam po trzy kilometry rano i wieczorem, żeby już kompletnie nie oklapnąć. Naród na ulicach się nie tłoczy, zresztą to wieś, mogę sobie biegać nie narażony na widok istot ludzkich.
    Ach, co do palenia, Piętaszku: to nie był przecież mój pierwszy kontakt z nikotyną, palę fajkę od takiego wieku, że tutaj nie wypada wspominać, ale cygara to rzecz osobna. Kształt torpedy nie jest przypadkiem, lecz (wedle znanego powiedzenia) znakiem.

  37. Alku, a wychodziłeś już na zewnątrz włożywszy, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia, maseczkę i rękawiczki?

  38. O, dziękuję Mamo Isi. Posłucham Cię.

    Alku, to na poparcie mojej tezy o kabaretowym duecie (wyczuwałam to podskórnie, a tu proszę) – M. który był kiedyś osobą palącą (choć nie cygara), opowiedział mi dziś, iż uczynił to po raz pierwszy na….odwróconym do góry dnem kajaku. Z tego co pamięta i zważywszy na okoliczności, wrażenia były podobne do Twoich.

  39. Mamo Isi, łączę się w bólu. Dwa dni z rzędu na widłach po bezrobotnej zimie to jednak przesada. Ale tak mnie gna do tych zabaw kolorystycznych, że nie mogę przestać.

  40. Właściwie, Mimi, nie podobała mi się żadna z istniejących adaptacji „Ani”.
    Chyba po prostu nie można znaleźć odpowiedniej aktorki, która wcieliłaby się w to „najbardziej ukochane literackie dziecko” (jak o Ani Shirley napisał Mark Twain).

  41. Sama przez długi czas bilam się z myślami, Pani Małgosiu. Ostatecznie uznałam, że reżyser miał prawo do swojej wizji, choc – muszę szczerze przyznać – wizja wizją, ale brak wiedzy w pewnych ważnych dziedzinach zawsze jest niedobrze widziany. Mimo wszystko dobre wrażenia w moim przypadku przewazyly:) w ogóle zauważyłam, że różnego typu wspolczesne kontynuacje klasycznych dzieł różnią się od stylu epoki, w której były tworzone. Chyba i język, i sposób pisania i mówienia o wielu sprawach (choćby o tematach, które dawniej stanowiły tabu) ewoluowal. Z drugiej strony jednak, chwała tym, którzy potrafią „wejsc” w epokę i możliwie najwierniej ja oddać… To jest chyba umiejętność, po której rozpoznaje się mistrzów. (Przychodzi mi tu do głowy Sigrid Undset w tej chwili, ona to w „Krystynie” perfekcyjnie zrobila. Czytałam też jej „współczesne” opowiadania, więc tym bardziej chylę głowę).
    Zdaje sobie sprawę, że serial o Ani nie należy do tak ambitnej kategorii, lecz mimo to cieszy fakt, że powieść nadal budzi zainteresowanie i cały czas kogoś inspiruje.

  42. Piętaszku, przycinamy wrzosy na przełomie marca i kwietnia, jeśli jest sucho i nie zapowiadają przymrozków.

  43. Mimi M. ! Książkę o Maryli poleciła mi właśnie moja Agnieszka, bo jak zobaczyła zapowiedź, to od razu o mnie pomyślała! ;-) Napisałaś o fabule, to samo co i ja sądzę. Te oddane realia szczególnie mi się podobają.
    Jednak muszę się przyznać, że serial zaczęłam oglądać i wytrwałam do 4 odcinka. Za dużo zmian jak dla mnie, i nie mogłam dostrzec tam ducha powieści…

  44. Isi-Maman, cóż za konicydencja, właśnie dzisiaj kupiłem dwie półkilowe paczki ryżu basmati. Liczenie zawartości powinno być wyjątkowo uspokajającym zajęciem.

  45. Mimi, ale ten serial o Ani odebrałyśmy różnie.
    Mnie się nie podobał, choć dobrze zagrany i sprawnie robiony. Niestety! Zwłaszcza scena, gdy Ania zajadle boksuje się z Mateuszem (czy też z innym mężczyzną?), w ramach równości płci, wzbudziła mój opór. Kompletny brak wyczucia epoki, stylu książki.

  46. Magpie, co za fluid! Ja też czytam „Maryle…” i właśnie zamierzalam się tu tym podzielić:) coś odpowiedniego dla fanów Ani :* ciekawie prowadzona narracja, wierność ówczesnym obyczajom, także na płaszczyźnie języka:) wspaniale się czyta. Ileż to musiało sytuacji się poskładać na to, żeby ta odważna, pełna pasji i zaangażowania dziewczyna, odkrywająca właśnie tajniki pierwszej miłości, zmieniła się w sztywna, kryjaca swe uczucia kobietę? Jak to dobrze, że zjawiła się Ania i pomogła jej znów zrzucić ten niepotrzebny pancerz. Swoją drogą, społeczeństwo tamtych czasów narzucalo wiele krepujacych więzów.
    Postać Janka Blythe- świetnie poprowadzona! Chyba sama bym się takiemu nie oparła, hi hi :)
    Przy tej okazji polecam serial Netflixa „Anne with an”E'”. Fabuła powieści jest tam jednak potraktowana dosyć luzno! Po pierwszym odcinku stanowczo powiedziałam sobie, że więcej tego nie obejrzę!
    Po ostatnim płakałam ze wzruszenia :)

    UA, dziękuję za komplement (o Tuwimie). Zawsze będę pamiętać, że nasze pierwsze z jego twórczością spotkanie odczulysmy podobnie.

  47. Jane, dziękuję, odpisałam :)
    I akurat czytałam tylko tę książkę o Simonie Kossak, pozostałych nie.

  48. Casciolino, piękny cytacik nam wpisałaś.

    Sowo, tak jest, kolorystyczne zabawy!- mniam!

  49. Mamo Isi, dzięki, śmieszne!!!

    Jane, ten film ma kiepskie recenzje, toteż nie obejrzałam. Szkoda cennego czasu na nicdobrego.

  50. Młodosto, wydawało mi się, że Nerwus mówił Nutrii o stawie zarastanym przez rośliny i że to miało oznaczać, że małżeństwo jego rodziców się rozpadło. Było mi przykro, tym bardziej, że wydawało mi się, że początki tego małżeństwa obserwujemy w Małomównym.

    Scena z jajecznicą – rewelacyjna!!!

  51. Dzień dobry Kochana Autorko i Drogi Ludu!
    Nie wpisywałam się do Księgi chyba ze sto lat, ale podczytuję dość regularnie. Pani Małgorzato, cieszę się niezmiernie z Na Jowisza! To będzie lektura! U nas na wschodzie wczesne tulipany w pełni kwitnienia (to podobno jakieś, co i na śniegu kwitną, ale nie znam odmiany, zółto-czerwone, niskie), krokusy zaraz przekwitną, a hiacynty tuż, tuż…
    Tak, tak, mamo Isi, ryżu ci u nas dostatek…

  52. Mam zaufanie do tutejszych ogrodników i dlatego proszę o poradę: czy przycinać już wrzosy i lawendę?

    Mamo Isi, jesteś wulkanem energii! Podziwiam.

    Alku z cygarem, mam wrażenie że wraz z moim mężem stanowilibyście niezły duet kabaretowy :)

  53. Ja tam się cieszę, że Nutrii nie wyszło z Nerwusem. On nie dla niej. Za to Robrojek jest wręcz idealny. Co nie znaczy, że Nerwus nie był potrzebny, bo jakieś pierwsze (a nawet drugie) zauroczenie musiało najpierw nastąpić. Tak więc Nutria zdobyła pewne doświadczenie życiowe i dowiedziała się w końcu, czego z pewnością nie chce. A to już coś.

    Również należę do miłośników pisania piórem i również piszę nim od podstawówki. A teraz mam śliczne pióro, które dostałam od chrzestnej. Więc mam z nim podwójnie miłe wspomnienia.

    Chyba ta mszyca weszła mi za bardzo w podświadomość, bo już mi się dzisiaj śniło, że ogromna ich ilość oblazła moją różę, a ja nie miałam dostępu do żadnego środka, którym mogłabym to spryskać. Okropne.
    A przedwczoraj pierwszy raz widziałam na żywo, jak biedronka pożera mszycę. Można by o tym nakręcić cały film przyrodniczy. Cudny acz zatrważający widok.

  54. Porządkowania i rearanżacje księgozbioru bywają tyleż rozkoszne, co traumatyczne. Uprawiam tę dyscyplinę sportu w zasadzie nieustannie, choć to może raczej sztuka dla sztuki: stosy nigdy nie znikną, bo regałów i tak zabraknie :(

    KrzysztOfie, patrzę na książki od Ciebie codziennie (mieszkają bezpiecznie na moim biurku; świetna lektura, jeszcze raz dziękuję) i borykam się ciągle z myślami, co podesłać Ci wraz z nimi w podzięce. Właśnie z powodu, o którym tu piszesz: z książek bezmiaru. To suchego przestwór oceanu; bym trafnie wybrała coś śród książek powodzi, potrzebny jest nawigator.

  55. Dzień dobry,
    u nas też trochę prac ogródkowych. Miała rację Sowa, wiele ogródków wypięknieje.
    Czy ktoś z Księgowych obejrzał na netfliksie film „Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek”? Mam go w planach na wieczór, książkę (była na zagadkach) przyjemnie się czytało i boję się czy się nie rozczaruję.
    MadziuZ, dziękuję za serdeczne słowa (pod którymś z poprzednich wpisów) i melduję, że mail został wysłany. (Zapomniałam w nim wspomnieć o książce Anny Kamińskiej „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” – warto przeczytać (przesyłam uśmiech w kierunku Alka). Spędziliśmy urlop w Starym Masiewie i stąd oczywiście takie zainteresowanie).
    Przesyłam pozdrowienia dla p. Małgosi i Ludu

  56. Omne trinum perfectum, to dam jeszcze jedno;)
    Uwaga!!!
    Nie można wierzyć we wszystko co podaje ministerstwo zdrowia. Mówią, że jak się wychodzi z domu to wystarczy założyć rękawiczki i maseczkę. Ja wyszedłem, a inni mieli założone jeszcze spodnie i koszule.

  57. Ha, jeśli zimę przetrwały w glebie frezje, to będzie dopiero coś. Ja przearanżowuję cały kąt ogrodu i będę eksperymentować kolorystycznie: wczesną wiosną kąt ten ma się wybarwiać biało, różowo, fioletowo, niebiesko i bordowo, a potem będzie dominować żółty i pomarańczowy.

  58. Dorzucam nieśmiertelnego Tolkiena:

    „I wish it need not have happened in my time,” said Frodo.
    “So do I,” said Gandalf, “and so do all who live to see such times. But that is not for them to decide. All we have to decide is what to do with the time that is given us.”

  59. Alku, wieczne pióra są fascynujące, zgadzam się.
    Lubię je od zawsze.
    A kiedyś, po spotkaniu autorskim w słynnej poznańskiej księgarni, jej właściciel podarował mi na pamiątkę złotego Parkera, pióro tak wspaniałe, że… do dziś nie odważyłam się go skalać. Wciąż spoczywa w swym aksamitnym puzderku.

  60. O, to o zjeździe jasnowidzów też przednie! Pyszności!

    Casciolino, rozmaryn zawsze przetrwa. Ale że w tym roku przetrwał majeranek, to mnie zaskoczyło!

  61. Dawno się tak nie cieszyłam z faktu, że mamy ogródek! Doprowadziłam go już do porządku, w towarzystwie Mareczka skaczącego na mini trampolinie, układającego kopczyki z kamieni i bacznie obserwującego życie owadów.
    Okazało się, że rozmaryn i szałwia przetrwały zimę! Bazylia nie miała tyle szczęścia, niestety. Glicynia wypuszcza już pąki, czekam na irysy i białą azalię.

  62. Też dalej rearanżuję księgozbiór (czyli robię w nim groch z kapustą). Pewnie zejdzie mi do Bożego Narodzenia.
    Zaczęłam też mycie okien przedwielkanocne.
    No i moje ulubione rycie w ogródku.

  63. To nie moje, jeno mi to mi podesłano. Zresztą tak jak kiedyś byliśmy najweselszym barakiem w obozie państw komunistycznych, obecnie dalej dzierżymy berło jeno w baraku odmiennej ideolo;)
    Podoba mi się też to:
    z powodu nieprzewidzianych okoliczności nie odbędzie się zaplanowany na marzec doroczny zjazd jasnowidzów.

  64. UA, jak zacząłem pisać piórem w podstawówce, tak piszę do dzisiaj. Charakter pisma nieco mi się przez ten czas poprawił (a potem znowu pogorszył, z dorosłej nonszalancji), ale ja po prostu uwielbiałem pisanie piórem od początku. W ławce siedziałem obok koleżki, który miał jakieś takie pióro polskie (zapewne INCO) za parę groszy, i chętnie zamienił się na długopis. W liceum pisało się tymi chińskimi piórami Hero albo Golden cośtam, sprzedawano je w papierniczych (wszystko to były klony Parkera 51 pochodzące ze znacjonalizowanej fabryki), a potem już różnie. Nie kolekcjonuję, ale zawsze mam kilka piór i kiedy piszę ręcznie, to właśnie piórem wiecznym. To jak ze słuchaniem muzyki z gramofonu: wymaga więcej wstępnego zaangażowania, co stanowi pożądany wstęp do właściwej czynności.

  65. Krzysztofie, re-aranżacja księgozbioru!- co za rozkoszne zajęcie.

    Madziu, zobaczymy.

  66. I u nas słońce sklęsło, ale grunt, że widać grunt. Można dalej wyrównywać.

    Mamo Isi!!!

  67. Od trzech dni porządkuję księgozbiór (a właściwie wywracam do góry nogami i aranżuję od podstaw). Ze smutkiem, acz bez zaskoczenia stwierdzam, iż ogromna jego część ciągle czeka na przeczytanie. Wątpię, czy się doczeka.

  68. U nas jeszcze piękna wiosna. (Ludność chadzała wczoraj, o ile chadzała, nawet w krótkim rękawie).
    Pochmurność od jutra.
    Czy jest przewidziany Przeciek nr 4? :)

  69. Mamo Isi :))) Jak Ty to policzyłaś? ;)))

    Ach, mnie też było swego czasu żal, że tak romantycznie rozpoczęty romans NiN zakończył się jednak fiaskiem.
    Ale mimo wszystko jestem już w pełni przekonana do Robrojka.
    Szkoda, że Ptaszkowscy zniknęli definitywnie, ale czy wielotomowa saga nie może składać się też z białych plam? Otóż, chyba może.
    W każdym razie ingardenowska konkretyzacja dzieła literackiego tego nie wyklucza, moim zdaniem, choć ja nie jestem specjalistą. ;)

  70. U nas też pochmurność się wkradła i jest jakoś mniej entuzjastycznie.
    Ale ptaki śpiewają ochoczo. W chórze głosików rozpoznaję jakiś nowy, nigdy tu dotąd niesłyszany. Wyśpiewuje wciąż te same nutki, a wypowiedź kończy znakiem zapytania. Ciekawe, kto to.

    Mamo Isi, ale że też zgromadziłaś aż tyle ryżu! No, no.

    Alku, Twoja rada kaligraficzna jest bardzo dobra.
    Ach, i pożałowałam Ciebie, ówczesnego, padniętego po cygarze. Mój biedny mały Czytelnik!

  71. Dzień dobry, UA oraz obecni. Dzisiaj słońce jakoś sklęsło i ten jeden biały kwiatek u mnie w ogrodzie wygląda mniej atrakcyjnie. Ale widzę, że żonkile czy też inne narcyze również się szykują, więc niedługo pojawi się odzień żółci. I tak dalej, aż do lata. Przy okazji, wczoraj widziałem, że ktoś z Ludu Księgi wspomniał o potomku, który ma problem z pisaniem czytelnie. Czy próbowano pisać (jak by to powiedziała Ania Shirley w polskim tłumaczeniu) piórem wiecznem? Czasami kunsztowny przyrząd do wykonywania jakiejś czynności powoduje, że chce się nim lepiej posługiwać.

  72. Siedzenie w domu nie jest znów takie nudne. ale wydaje mi się nieprawdopodobne, że w jednej torbie ryżu jest 8976 ziarenek, a w drugiej 8982. I to tej samej firmy!

  73. Kochana Doris! Tak, Maryla z Zielonego Wzgórza to przyszła opiekunka Ani! Autorka – Sarah McCoy wykonała solidna robotę historyka, świetnie oddała realia. I poznajemy historię przyjaźni Maryli i Małgorzaty, historię miłosną – Janek Blythe, a do tego walkę z niewolnictwem – kolej podziemna, i widmo wojny secesyjnej w Stanach.
    I zapraszam na stronę Agnieszki, wystarczy, że wpiszesz w wyszukiwarce: Intensywnie Kreatywna. Możesz obejrzeć jej projekty. A do tego na stronie jest też zakładka „SPA”, gdzie dziewiarki zamieszczają zdjęcia swoich prac. Ja się podpisuję tak jak tu: Magpie. :-)
    Pozdrawiam!

  74. Ja uwielbiam popisy lingwistyczne pana Muellera (?).Pytajnik dotyczy niepewności nazwiska. Oraz scenę, gdzie Rzodkiewka ładuje Misiuni jajecznicę na głowę.
    Dzień dobry!

  75. Mesdames i messieurs, jeszcze zmożony nie całkiem, bo robota mi się nadal pali, ale póki co pożegnam się awansem. Bo jak już padnę w te łoża, to zapewne nagle i bez pożegnania. Ze zmęczenia. Przypomniało mi się, jak raz jako dość jeszcze młody eksperymentator postanowiłem wypalić cygaro. Też wtedy padłem i leżałem z przykrym wrażeniem, że leżąc, jednocześnie lecę do tyłu głową naprzód. Nie polecam. Dobranoc państwu.

  76. Luby Zgredzie! Uśmiałam się! A poza tym trwam w zadziwieniu, źe tak sobie śmiało poczynasz z Panią Małgosią! (ale ja mam kompleksy, pewnie dlatego) Tak czy siak, bardzo lubię grę słów, więc zdecydowanie bardziej się uśmiałam. :) Jeśli idzie o Małomównego to zgadzam się z Tobą, a juź zwłaszcza z tym, źe najlepsza jest „całość „, jak równieź „itd itp itd „. Co do Nerwusa i Nataly to juź moźe lepiej, źe się nie pobrali. Taki początek! O nie, to się mogło róźnie potoczyć gdyby go Natalia po ślubie mocniej zdenerwowała. Choć z drugiej strony, faktycznie, jak sobie przypomnę co on teź za widoki przed nią roztaczał nad jeziorem… I bądź tu człowieku mądry! Oj miesza nam Pani Małgosia, miesza! Za to Robrojek, stały, niezawodny, rudy! I git.

  77. Zgredzie, dowcipnisiu jeden, uspokajam: żadne małżeństwo się nie rozpadło. Najwyżej – nie doszło do skutku.

    Ateno, wiem o tych fiołkach! Lubię, jak Ci kwitną!

  78. Młodosto, czy te kolana takie brudne, że już można na nich te barwinki sadzić?
    Radziłbym jednak umyć!
    Nb. najpierw przeczytałem „barwniki”.

    W Małomównym lubię mnóstwo:
    – całość
    – nazwisko Musiałek
    – wątpliwość, kto to napisał „Jakiż mię anioł …”
    – starszy brat, jako tłumacz dla bardzo małego
    – „poznaje swój dom”
    – itd itp itd

    I tylko zostaje gorzki posmak po przeczytaniu w „Nutrii i Nerwusie”, że to (?) małżeństwo się rozpadło.

  79. Dziękuję, Doris!
    Co do pędraków: kupiłam po prostu specjalny preparat.

    Ryśku, chuchaj na nią i dmuchaj. Przymrozki będą!- chociaż nie wiem, czy w Waszych stronach.
    U nas są przewidywane, niestety.

    Sowo, cieszę się, że będziesz miała tę piękną odmianę.

  80. A ja dziś przygotowywałam pół dnia grunt pod jabłonkę Royalty. Przy okazji odzyskałam trochę płotu na różę Westerland i dynie ozdobne.

  81. Ach, no i jeszcze – Magpie, czy „Maryla z Zielonego Wzgórza”, to ta od Ani z tegoź samego? Muszę to wiedzieć koniecznie, bo właśnie planuję za jednym zamachem zamówić parę książek na najbliższy czas i chętnie „podsłuchuję” co tu polecacie. Pani Małgosiu, tydzień temu, poszłam do ksiegarni pchana chęcią szybkiego nabycia „Przepowiedni”, ale nie było. :( Księgarnia bardzo straciła w moich oczach, ale trudno, dziś zamówię. Swoją drogą, za pozwoleniem;), pociągnę jeszcze temat Pani Córki. Weszłam na stronę Pani Emilki i ona tak mnie intryguje! Nie podlizuję się, naprawdę nie, po prostu wydaje mi się bardzo autentyczna w tym co mówi, robi. I bardzo zrównoważona. Właśnie taką ja pamiętam jeszcze z Pani mieszkania na Słowackiego. Udało mi sie ją wtedy podpytać o to i owo. Poza tym nawet jej uroda jest intrygująca. I biżuteria! :D

  82. Dziś było cieplej, niż wczoraj i pszczoły pracowicie zapylały morelę. Szanse na kompot morelowy rosną ;)

  83. Od początku jak tylko zaczęłam się z Wami wszystkimi dzielić swoimi myślami widziałam „problem” w tym, źe ja mam kiepską pamięć, a wszyscy tu tak ciekawe wątki poruszają i do tego nazywają się cudnie, źe ja – biedna, nie nadążam z zapamiętywaniem na co i komu chciałam „odpowiedzieć”. Tak więc, skacze „po łebkach”. A! Nie zapominam jednak nigdy co nasza Kochana i Nieoceniona Autorka i Kreatorka Rzyczywistości ostatnio napisała. No i tak, Pani Małgosiu, co do pędraków, jak widać „potrzeba matką wynalazku”. I aź jestem ciekawa co teź Pani wymyśliła…?
    Magdo Z.- O ja! Jak ja Ci zazdroszczę, źe znalazłaś pierwsze wydanie „Małomównego”, ja szukam i szukam, (mimo antyreklamy Autorki;)) i bez efektu. A to jedno z moich marzeń „czytelniczych”.
    Magpie – jak ja jestem ciekawa efektów tych robótek ręcznych. I tej estońskiej włoczki. A czy moźna zajrzeć na stronę Twojej koleźanki Agnieszki? Moja córka ostatnio zajęła się haftem, bo zawsze miała duźo zajęć, a teraz właśnie jest dobry czas na rozwój.
    Alku – coś Ty nie masz szczęścia ostatnio! Ręce, infekcje, podejrzani goście! :D Tylko dlatego odpuszczę Ci tego ” kwiatka – cholerę”! ;) ;) ;)

  84. Na co liczę!
    Bo lubię „Tym razem serio”. I zamierzam się (do) Na Jowisza przygotować przez ponowną lekturę autobiografii (po latach).
    I – oczywiście – odliczam też czas do premiery, ostrząc ząbki.

  85. Madziu, Bogno, tak, kontakt z ziemią jest cudotwórczy! Uzdrawiający, polepsza też nastrój, wzmaga siły witalne i powoduje przybór energii, fizycznej i duchowej.
    Plon marchewkowy pewnie satysfakcjonuje, ale kwiaty, kwiaty! Kompozycje kwiatowe! A drzewa! A krzewy!- to mogą być elementy twórczości artystycznej.

    Madziu: ” z życia wzięte” – sporo na ten temat jest w „Na Jowisza”.

  86. Scena z różyczką – świetna!
    Jak wiele scen z dziećmi.
    Do moich ulubionych postaci należy Tomcio Kowalik: np. w scenie, gdy zamiast Gwiazdora chce obdarować swoich biednych rodziców (z życia wzięte, pamiętam).
    Albo jak jest nauczany ładnego pisania. O jakże ja go rozumiałam w swoich młodych latach! (Ćwiczenie ładnego pisma – traumatyczne przeżycie. A i tak niewiele pomogło).

  87. Odbyłam pięciokilometrową (w te i we wte) przechadzkę do pobliskiego miasta (miałam pilną przesyłkę w paczkomacie) – niespełna pięcio – spotkałam po wyjściu z domu sąsiada, który jechał w tym samym kierunku (wcale się nie umawialiśmy). Szybki powrotny marsz w rytmie francuskich piosenek wyzwolił, zdaje się, mnóstwo endorfin. I ta perspektywa dalszego, wielodniowego (ilu?) odosobnienia głównie w towarzystwie książek (uwielbiam książki! umiar jednakże bywa wskazany) wydaje się mniej zatrważająca.
    I w tym roku nie zasadzę chyba róż. Ale może posieję choć marchewkę? Tak sobie bowiem czytam i czytam, i nabieram ochoty na kontakt z ziemią.

  88. Ta scena z „małą różyczką” cieszy niezmiernie i niezmiennie :)

    Alku, trzymaj się zdrowo – jeszcze nie doszłam (tym razem) do tego miejsca, a bracia, mimo typowych dla rodzeństwa zachowań i tak bardziej sympatyczni teraz niż w przyszłości.

    Cieszy mnie powszechność agrokulturowa w towarzystwie Księgowych – ziemia ma ogromną moc :)

  89. Ja posadziłam dziś zaledwie piętnaście bratków (pięć jeszcze czeka). Oprócz tego zaczynają do mnie dochodzić filmiki z inscenizacjami wiersza Brzechwy „Żaba”. Jest to tygodniowe zadanie dla moich dzieciaków (i ich rodziców). Rozrywka na najwyższym poziomie :)

  90. Cieszy mnie, że się pani podoba! :-)
    Ostatnio tropię w czytanych książkach wątki dziewiarskie, hafciarskie. Niedawno przeczytałam „Marylę z Zielonego Wzgórza” – tam panny szydełkują i haftują. A lektura bardzo przyjemna, tak w ogóle! Miło było poznać młodą Marylę.

  91. Mnie nieźle zapamiętała się scena, gdy Mundek barwnym cytatem z dużego klasyka podsumowuje postać oraz przyszły los zbrodniarza, który naruszył mu mir domowy, zaś jego braciszek z typowym dla młodszych braci sceptycyzmem mówi: „Szkoda, że nie powiedziałeś mu tego osobiście”.

  92. Bogno, „mała róźyczka” z życia wzięta!
    Ujrzałam przed laty tę scenę w osiedlowym sklepiku warzywnym. Śmiałam się do łez, bo chłopczyna był raczej szorstki z natury.

  93. Och – i w naszym ogrodzie już kwitną fiołki, całkiem ich sporo! A biedny barwinek z powodu konkurencji konwalii kiepsko sobie radzi. Muszę znaleźć mu inne miejsce!
    I jeszcze – jeśli można – zachęcam do zajrzenia na stronę mojej przyjaciółki Agnieszki, Intensywnie Kreatywnej. Dużo tam kolorów i optymizmu. Dziewiarki pokazują swoje dzieła, żeby podnieść się na duchu! A ja się szykuję się na Razemrobienie chusty, właśnie zwijam motek estońskiej artystycznej – kolor węgierka!

  94. Oczywiście, że Małomówny jest cudowny (dlatego zaczęłam od tej pozycji, choć jest i Żaba na tapecie), pełen takich smaczków, że człowiek kwiczy z radości, czytając. Ot, choćby scena, gdy Rzodkiewka przedstawia się poznanej właśnie krówce.
    Albo, gdy nowy kolega Moniki (Rzodkiewki) – Waldek (lat 5 i 1/2) prowadzi ją do mamy, która nie dostrzegając koleżanki, pyta synusia:
    „- No, mów szybciutko, co ty jesteś mamusi?
    – Mała różyczka – odparł Waldemar z pewnym zniecierpliwieniem.
    – Koledzy do mnie przyszli.”
    No, przecież boskie, i jaka znajomość młodej, męskiej psychiki :)

  95. Tak, Kass, zaplanowałam takie błękitne pole w cieniu, gdzie nic nie rośnie.
    Nb, home office też by można czymś obsiać lub obsadzić.

  96. Ach, ach 50 barwinków! Toż to pole całe. Pięknie będzie jak się rozrosną i zakwitną. Taki skrawek nieba pod nogami. U mnie też się już zaczynają. I fiołki. Ale pierwsza, jak zwykle, byla miodunka pstra. Lubię te wczesnowiosenne rośinki. Są niepozorne, ale kwitną wtedy, kiedy człowiekowi najbardziej chce się kolorów po burej zimie. Poczyniłam te obserwacje przyrodnicze, jak wyszłam wczesnym popołudniem z, jak to się u nas teraz mówi, home office’u do ogródka. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że będę mieszkać w home offisie. :)

  97. „To, co jest – jest.
    A tego, czego nie ma – nie ma.” (Parmenides)

    U mnie zakwitły pierwsze fiołki i bardzo mi z tego powodu miło.

  98. Na Na Jowisza czekam z oskomą, Madame. A tym tam, drobnoustrojom różnym, nie damy się, to jasne i nie ma co się rozpisywać. To co jest, jest. Ale mam mnóstwo zaległych różności do napisania i korzystam z okazji, kto wie, kiedy druga taka się nadarzy. W ostatnich dwu miesiącach miałem wyłączone obie ręce (jedna chora, druga zwichnięta). Stąd zaległości. Teraz lepiej. Nawiasem mówiąc, w moim ogrodzie też pojawił się kwiatek. Nie wiem, co to za cholera, a nie chce mi się przechylić w fotelu, żeby sprawdzić, ale daje to jakąś nadzieję. Bo że na zachodzie eksplozja wiosny, to już wiem po przeczytaniu korespondencji pod tym wpisem. Poznań to też zachód w porównaniu z nami tutaj i przyroda, jakby rzekła Chmielewska, zdążyła zareagować.

  99. Nie wiem, czy to do końca adekwatny cytat (w świetle rozwoju warsztatu, który podziwiam i szanuję), ale:

    „Bo coś w szaleństwach jest młodości,
    Wśród lotu wichru, skrzydeł szumu,
    Co jest mądrzejsze od mądrości
    I rozumniejsze od rozumu”.

  100. Na kolanach sadzę, Doris, na kolanach!
    Nie wolno mi się schylać, ale od prac ogrodowych nikt i nic mnie nie odciągnie.
    A jakich zmyślnych sposobów dziś użyłam, by podlać drzewka trucizną na pędraki!

    Dzięki za dobrą ocenę dla „Małomównego”. Zawsze człowiek jest krytyczny wobec swego debiutu, bo z latami się przecież rozwija i umysł, i warsztat.

  101. Pani Małgosiu, no przepraszam, ale czego Pani chce od Małomównego? Jeju no, nie wiem, ale to „nawet” tak mi jakoś podejrzanie zabrzmiało…. Czyźby Pani nie bardzo lubiła tą książkę? Mam nadzieję, źe się mylę, bo Małomówny jest cudny i co jakiś czas z największą przyjemnością po niego sięgam. W te wakacje teź tak było. Mam wtedy zawsze świetny humor. I to jest ksiąźka, którą łatwo i dość wcześnie moźna podsunąć chłopcom. Mój Antek przeczytał ją gdy miał 10 lat! Tylko gdzie jest to Śmietankowo…? Proszę szanować swój kręgosłup! Pięćdziesiąt barwinków, uff,uff.

  102. A „Na Jowisza” spodoba Ci się. Trochę jest i o moim Braciszku.
    Oraz liczne niespodzianki.

  103. Alku, dzięki, nie skorzystam z motywu. Wymyślę coś bardziej prawdopodobnego i życiowego.

    Nawet tu, w mojej Księdze Gości, nałożyłam surowe embargo na temat wirusa i towarzyszących mu okoliczności, a to dlatego, że zamierzamy wszyscy zachować higienę psychiczną, urok osobisty, dowcip i wdzięk, nie ulegając presji mediów i w żadnym razie nie komentując spraw politycznych.
    To takie odświeżające!
    I, śmiem twierdzić, w dobrym guście.

  104. Małomówny tatuażysta… „Na Jowisza” z pewnością będzie szampańską lekturą, a jeszcze w tym średnio szampańskim okresie. Mój instytut wyrzucił nas wszystkich robić robotę niejako chałupniczo, więc robię, w dodatku 10 dni temu brałem udział w międzynarodowej imprezie na 40 osób (dzień czy dwa przed zakazem hucznych spotkań naukowych), więc sam sobie narzuciłem kwarantannę. Raczej nic mi nie jest, ale żeby było bardziej skomplikowanie wczoraj wylądowała u nas przyjaciółka zmuszona do nagłego powrotu z zagranicy. A jak z zagranicy, to ma teraz oficjalnie 14 dni aresztu domowego. A najbliższy dom był u nas, zatem kibluje biedaczka w pokoju gościnnym, oddaliśmy jej jedną łazienkę i staramy się nie kaszleć sobie nawzajem w twarz. Ulubiona autorko, jeśli w najbliższym czasie planuje Pani kolejną powieść, służę tym motywem. I tak nikt nie uwierzy, bo ta Musierowicz wiadomo, zmyśla same nierzeczywiste historie. W prawdziwym życiu tak nie ma, to pewne.

  105. Kochani, mnie tu nie ma, bom złożona niemocą była, a tu takie życzenia!
    Dziękuję za pamięć Pani Małgosiu, Bożenko, Magpie, Zgredzie, Mamo Kniżki, Magdo i za kwiaty moreli (nigdy nie widziałam) od Ryśka. Już wiem, dlaczego wyzdrowiałam, dobre słowo ma wielką moc! ❤️

  106. Dlaczego nawet?
    Od lat tak się nie uśmiałam nad książką, jak nad pierwszą wersją „Małomównego” (z antykwariatu) w ubiegłe wakacje! Cudne! ;)

  107. Tak, Bogno, to jedna rodzina!
    Urocza zresztą.

    Cieszę się, że pomaga nawet „Małomówny”, dzięki za dobre słowo!

  108. Fluid kochana Chesterko!
    Ja dziś muszę zasadzić 50 barwinków!
    Poczytaj wstecz, miałaś tu życzenia, bardzo miłe.

    A „Na Jowisza” faktycznie już coraz bliżej.

  109. Zaczęłam od początku (dla mnie to początek) i sięgnęłam po „Małomównego i rodzinę”. Niezmiennie rozczulających po tak wielu latach, dzięki nim mogłam przeczytać ostatnią książkę z biblioteki – „Tatuażysta z Auschwitz”. Nabierałam powietrza z Rzodkiewką, braciszkami i nawet lubym Franiem, i skok do „Tatuażysty”. I tak na zmianę. Udało się i pozwoliło to na pewien dystans do rzeczywistości, no i radość, że Pani książki to, jak zawsze, plasterek na ranę i „ku pokrzepieniu serc”. Za to niezmienne podziękowania od… pewnie jakichś trzydziestu lat :)
    Pracuję też intensywnie w moim ogródeczku i też potwierdzam, że bratki bardzo, bardzo dzielne, wsadziłam je w ziemię, obficie podlewając, w dzień poprzedzający nocne przymrozki (jakaś pomroczność jasna mnie chyba dopadła!!), a następnego dnia stwierdziłam, że ziemia tam zmarznięta na kamień, ale biedactwa nie dały się i rosną i pachną cudownie jak fiołki, …bo to chyba przecież jedna rodzina?
    Uściski dla wszystkich tutaj :)

  110. Dzień dobry! Bardzo mi się podoba okładka „Na Jowisza”, a jeszcze bardziej, że to już tuż, tuż… O jak ja tej książki wyczekuję, Kochana Autorko! Trzeba przyznać, że napięcie, to umie Pani budować.
    A zachwyca mnie dziś poletko barwinka na moich skromnych włościach i forsycja, i zakwitające śliwy. Świat niesie pocieszenie przez piękno, które powtórnie nastraja w nas to, co rozstrojone.

  111. Cieszę się, że Dekameron przeczytałam, piętnastoletnią będąc, na początku tysiąclecia.
    W związku z tym mogę poczytać teraz coś innego, „w trakcie czegoś w rodzaju kwarantanny”.

  112. Dzień doberek!
    Miła wiadomość o moreli, Ryśku. Może jej nie docenialiśmy po prostu!

    Alku, odwagi, sporo jeszcze można wymyślić. Proponuję powrót do dzieł Stanisława Lema, można tam znaleźć mnóstwo ciekawych inspiracji. Niestety, sporo z nich już wykorzystano i wynaleziono dla ludzkości to i owo. Ale jeszcze coś się znajdzie. Dla chcącego nic trudnego!

  113. „Dzieńdoberek, braciszkowie” (H.Pyle). Wracając do Dekameronu, miałem dalsze szeroko zakrojone plany, ale dowiedziałem się, że rachunek różniczkowy również został już wynaleziony (przez Newtona, w XVII wieku podczas epidemii czegoś tam). Myślę teraz, co dalej.

  114. Wiosna nadchodzi, to i forsycje kwitną. Morela przetrzymała zimnicę, dziś było +16 stopni, tulipany otworzyły szeroko kielichy.

  115. Dobranoc, miłe Pieguski, Piętaszki, Zgredziki i Nietoperze!

    Ryśku, forsycja zaczyna kwitnąć i u nas!

  116. Kochani! Tak, chyba Księgowi tworzą pewną wspólnotę, bo krzepią i cieszą nas te same rzeczy – 1. Książki (oczywiste) 2. Przebywanie na łonie natury 3. Praca w ogrodzie (źródło najprzyjemniejszego chyba zmęczenia)
    Dziś my też – Pieguskowie i Piegi – byliśmy na długim spacerze polami i lasami, odkryliśmy intrygującą trasę starych torów kolejowych, narwaliśmy gałązek zdobnych w pączki i nazachwycaliśmy się wszystkim. Dobranoc, dobrzy ludzie!

  117. Ktoś już proponował Dodekameron.
    Ale to było dawno.
    Gdzieś koło zeszłego czwartku.
    Teraz to chyba Hekatomeron.

  118. Nie, Dekameronu nie pisz, Alku. Już ktoś napisał.
    Prosimy o coś świeżego.

    Uwaga: „Zemsta nietoperza” też już była.
    Niełatwo wymyślić coś całkiem nowego, w zakresie tytułów, a także zawartości utworu.

  119. Dobry wieczór Ulubiona Autorko oraz Ludu (o ile jeszcze jesteś). Będąc w trakcie czegoś w rodzaju kwarantanny, będę teraz siedział w domu i chyba napiszę Dekameron jakiś albo co…

  120. A ja się spracowałam w ogrodzie – uff. Towarzyszyły mi pierwsze komary!
    Piękny był zachód słońca – szaro-różowy. Ma się na deszcz.

    Mimi, pięknie napisałaś.

  121. DUA, MimiM. dziękuję za współodczuwanie :)
    Dziś w lesie obserwowaliśmy z zachwytem pojawiające się tu i ówdzie motyle – cytrynki oraz …grzyby. Nie próżnowały również dzięcioły.

  122. Pani Małgosiu, Pietaszku – tak, Tuwim to był prawdziwy czarodziej słowa. Ten wiersz jest tak żywy, mogloby się zdawać, że pierwszy zobaczył świat i się nim zachwycil. Najdrobniejszy przejaw życia w jego poezji urasta do rangi cudu, którym trzeba się zadziwić. A wszystko w plaszczyznie języka, który zabarwil, uplastycznil, uczynił zdolnym wyrazić niemal wszystko. Coś pięknego.

  123. Dziękuję, Piętasiu! Cóż to był za czarodziej, prawda?

    Madziu (wiad.pryw.)- no, ładne rzeczy! Pozdrawiam G.

    Rozmarynie (wiad.pryw.)- jesteśmy jednego zdania. Oczywiście.

  124. „Gałązeczka zawsze się chwieje
    W sposób nigdy nieopisany.
    ( I wiatr może dlatego wieje,
    Że dźwiękami rozkołysany?)

    Dzisiaj jedna, obsypana różowo,
    Prężnym łukiem do szyby przylgnęła:
    „Otwórz okno, wpuść kwitnące słowo”,
    Lgnęła, gięła, mówić zaczęła.

    Otworzyłem – uderzyła światłem,
    Światem, kwiatem – i w powietrzu pisze,
    I wiatr za nią, i wiersz za wiatrem!
    Co za wiersz! Pierwszy raz taki słyszę!

    Zielonego nie miałem pojęcia,
    A tu samo, nieproszone, do pokoju
    I kołysze różową pamięcią,
    I nakwieca samotność moją.

    I stokrotnie obfita, i mokra
    Rośnie szeptem coraz silniejszym,
    Pachnąc głośno, ciągnie do okna
    W ramię, w pióro, we wnętrze wierszy.

    Za dyskretną idąc dyrygentką
    Dźwięczność świata dygoce giętko
    I nad wierszem różowością trzęsie
    Ponad wszelkie zielone pojęcie”.
    (J.Tuwim „Gałąź”)

  125. Mamo Isi (wiad.pryw.)- dobre!Trafne! Zabawne! Pokażę rodzinie.

    Sosno, Twoją wiadomość także zachowuję dla siebie. Nałożyłam bowiem embargo na koronawirusa. W internecie jest mnóstwo miejsc, gdzie można o tym porozmawiać, użalić się i wymienić informacje.
    To miejsce jest natomiast moją stroną autorską. A wpisujecie się do Księgi Gości.
    Proszę nie mieć mi tego za złe: wirusologia nie jest moją specjalnością, a biadać i siać paniki nie lubię.
    Najlepiej mi wychodzi zachowywanie równowagi.:)

  126. Pani Małgosiu, i Wszyscy Kochani co to „wpadają” tutaj na chwilę czy dwie. Dziś miałam piękny dzień i wciąź myślałam, źe muszę się tym z Wami podzielić. To chyba świadczy o tym, źe juź tworzymy jakąś wspólnotę…? Bardzo mnie to cieszy, wzrusza i buduje. Naprawdę. Nawet nie śniłam, źe tak szybko się z Wami wszystkimi zżyję. Choć w zasadzie od dawna wiem, źe podobna wraźliwość jest podstawą zrozumienia. I właśnie to tutaj znalazłam. Wszystkim, wszystkim dziękuję! Wybrałam się dziś na cały dzień z dziećmi do puszczykowskiego lasu i byłam tam naprawdę szczęśliwa, mimo, źe kłopoty przecieź nadal są. Ale jest teź las, łąka i pole ( źe nie wspomnę o morzu, górach i jeziorach). Znaczy – dobrze jest! I pięknie.

  127. Ależ ja to Kochana Autorko wszystko wiem. Bobcio z myszą to ilustracja ze str. 116 „Szóstej Klepki”, ponieważ jednak projekt okładki nie jest w całej pełni Pani autorstwa, to zarówno jej nastrój jak i duch są trochę inne. Nie wątpię jednak, że pasują do całości:)

  128. Okładka jest inna niż poprzednie, Irys, bo zaprojektowałam ją nie ja, tylko pani Anna Pol (z użyciem mojej ilustracji).
    Całą książka „Na Jowisza” jest inna niż poprzednie – większa, okazalsza, barwniejsza i bardziej elegancka. I oczywiście nie jest powieścią.

    Dzięki za miłe słowa!

  129. Kochana Autorko, bardzo, bardzo się cieszę na niedalekie już w gruncie rzeczy czytanie „Na Jowisza”. To miła i optymistyczna perspektywa:). Okładka mi się podoba, choć nie ukrywam, w pierwszym momencie zaskoczyła mnie nieco. Jest trochę innego ducha niż poprzednie (a przyznam, że lubię w nich Pani rękę, bo w jakiś nieuchwytny, dowcipny i lekki sposób są ściśle zestrojone z treścią książek). Bobcio, mały łobuziak, wyrósł na świetnego dorosłego Floriana, też Go bardzo lubię.
    U nas od paru już dni kwitną żonkile, a forsycje mają prawie rozwinięte kwiatki. To też napawa optymizmem:)
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

  130. Aaach, Bobcio i mysza, już się cieszę! Moja ulubiona okładka :-)
    I przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia i całusy, li i jedynie.

  131. Kocimietko, ja też dziękuję, że się dzielisz takimi informacjami :-) zajrzę chętnie!

  132. Paltissima nr 6! Co za niespodzianka!
    Jak miło Cię tu widzieć!
    Przyjmij Pozdrowienia i Stosowne Wyrazy!

  133. Dziękuję w imieniu Mamy:)
    Już tylko półtora miesiąca do premiery „Na Jowisza”!

  134. Wiolu, ano, Bogatka też musiał być. Dla kontrastu.

    Kocimiętko, dziękuję za ważną informację!

  135. Bratki są naprawdę dzielne. Wczoraj o świtaniu wyszłam na ganek i co ja widzę – biedactwa zwarzone mrozem główki opuściły. Zasmuciłam się, ale na krótko, bo jak tylko słońce wyszło, łebki podniosły i dalej kwitły.
    I śliwka japońska zaraz zakwitnie!
    Pielęgniarka środowiskowa, która dwa razy w tygodniu przychodziła, żeby zmienić Mamie opatrunki dzisiaj powiedziała, że już nie będzie mogła, bo od dzisiaj może już tylko chodzić do pacjentów, których życie jest zagrożone. To znaczy, że życie Mamy nie jest:)

  136. Bobcio! Chyba też spodziewałam się czegoś innego nieokreślonego jak wiele osób, ale tak naprawdę nie wiem czego, a tu proszę – początki, i Bobcio z myszem, panie tego. (Bardzo lubię Cesię i Hajduczka, te ich podchody do siebie nawzajem, bardzo : ) A znów z tych nielubianych i drażniących dodałabym jeszcze Igora Bogatkę.
    No, to czeka mnie pewnie znów zarwana noc jak przy „Ciotce Zgryzotce” – zachłanne pochłanianie z wypiekami na twarzy i pełną gamą emocji, wzruszeń, by następnego dnia wieczorem zasiąść już na spokojnie od nowa i zacząć się delektować.
    Dziękuję Pani Małgosiu, i Wam, za to krzepiące miejsce i przebłyski nadziei przynajmniej tutaj, kiedy trochę trudniej o nią ostatnio w naszej codzienności.

  137. À propos trudniejszych czasów. Muzeum Powstania Warszawskiego transmituje na żywo, na Facebooku, w określonych godzinach „lekcje” dla różnych grup wiekowych oraz zwiedzanie muzeum. Można naprawdę sporo się dowiedzieć. Gorąco polecam.

  138. Dzień dobry, Jadziu!
    Moje okno też od wschodu.
    I też mam za oknem starą czereśnio-wiśnię z pączkami, które codziennie obserwuję. I śliwę!
    Dziś znów piękny dzień. Ogród wzywa!

  139. Dzień dobry!
    Od kilku dni regularnie budzi mnie przed budzikiem zaglądające do pokoju słońce. Aż milej jest wstawać z takim kompanem. A na czereśni, którą widać za oknem w kuchni, pojawiły się pierwsze pączki. Ładnie to wygląda.
    Miłego dnia! :)

  140. Dziękuję, Doris!

    Ryśku, forsycja! Pięknie! U nas jeszcze w pączkach. Dobra wiadomość o moreli!
    No i – ech, Ludu kochany!- wiosna astronomiczna już 20 marca!

    Aniu, absolutnie tak, racja! Na słoneczko, na słoneczko!

  141. Przepiękny, no przepiękny rysuneczek! Jeden z moich najulubieńszych. I w ogóle juź dawno chciałam napisać, źe „Szósta klepka ” jest tak cudowna i tak mi bliska jak nie wiem co. Z niejednego gorszego nastroju mnie wyciągała. Teraz teź stoi „w pogotowiu „. Cesia to moja super bohaterka, imponuje mi, a Bobcio z kolei sprawia, źe zawsze głośno się śmieję. Pani Źakowa, prawdziwa artystka, ale jednak przytulnie mamusiowata, a cały dom z źółtą wieźyczką cudownie swojski. Ach, nie będę się rozpisywać, bo dzień juź blisko;), ale znów muszę podziękować, Pani Małgosiu, za takie urocze osładzanie nam czekania na maj!

  142. Całkiem nie na temat – zawitły forsycje. A przymrozek chyba nie zaszkodził moreli.

  143. Moja kochana sąsiadka Pani doktor pediatra mówi zeby w ten czas co nastał duzo być na słońcu samemu i z dziećmi. To sie dzielę wiedzą i cieszę na nowe czytanie. Zdrówka

  144. Dobry wieczór, Rysiu!

    Smacznego serniczka.

    Jolu, dzięki za miłe słowo.

    Sowo, jednak kwartet lepszy niż duet.

  145. Na Jowisza, to dopiero przemiła niespodzianka! Jak tu teraz wytrzymać aż do maja? Zamówione, i to nawet z miłym rabacikiem. :) W dążeniu do spędzania czasu w sposób czynny i twórczy, bez marazmu i czarnowidztwa, pierwszy raz w życiu porwałam się na sernik i udał się! Czym zaskoczył mnie bardziej niż gdyby nie wyszedł. Zatem z herbatką i serniczkiem – dobry wieczór.

  146. Na Jowisza! Obiecująca okładka. Łobuzerskie spojrzenie Bobcia wróży mnóstwo śmiechu podczas czytania. Jest na co czekać. Przesyłam ciepłe myśli tym, którzy zostają w domach, ale też tym którzy jutro ruszają do pracy poza nim.

  147. Również usilnie pracuję nad zdalnym nauczaniem i mam już pierwsze efekty: urocze filmiki, na których dzieci czytają czytanki z podręcznika, opowiadają co jest na obrazkach, a na koniec do mnie machają. To jest aż wzruszające :)

  148. Pani Małgosiu, konstruowanie postaci Bobcia musiało być rzeczywiście świetna przygoda :-) scena gaszenia pożaru byla niesamowita! (Przepraszam za okreslenie Bodzia).
    Chyba tak jak tworzenie postaci Jozinka! To też był urwisek, co się zowie ;) i na jakiego faceta wyrósł!
    Ktoś wspominał o nielubianych chrakterach Jezycjady; ja bym jeszcze obok Pieroga ustawiła Pyziaka. Nieprzyjemny typ. Dobrze, że chociaż na końcu stać go było na rachunek sumienia. To otwiera jednak jakąś dobrą perspektywę. Może to jego przyznanie się, na dworcu, do niezdolności kochania, stało się furtka do uleczenia duszy…?
    Dobrze, że ojciec Aurelii zrozumiał wcześniej, jak bardzo za jego miłością tęskni dorastająca córka.

  149. Pani Małgorzato! Drodzy Księgowi!
    Radośnie tu pomimo okoliczności zewnętrznych. Będzie „Na Jowisza”! Cieszmy się!
    A ja już uczę zdalnie moich studentów, żeby nie pogrążali się w gnuśności i czarnych myślach z powodu bezczynności.
    Mnie też to dobrze robi, bo jak radzi nasza nieoceniona DUA – na nudę i depresję najlepsze jest p o ż y t e c z n e zajęcie.

  150. Bobcio vel Florek? Urocza postać. Lubię i podziwiam ludzi, którzy dochodzą do celu mało uczęszczanymi ścieżynkami.

    Kolejny fragmencik z ” Pamiętnika chałturzystki, jeśli można :) :
    ” Posiadam wielką umiejętność przekonywania. Doprowadziłam np. do perfekcji dyskusje z mężem. Jeśli na początku rozmowy mąż chce iść do teatru, a ja wolałabym zostać w domu, to na zakończenie mąż namawia mnie usilnie do pozostania w domu, czemu ja się dla formy trochę sprzeciwiam, ale wreszcie ulegam”.

  151. Proszę bardzo, Zgredzie.

    Lubię wiedzieć, to nauczyłam się skutecznie szukać. Ale w tym wypadku nie mam żadnej zasługi, Magdo, po prostu zaglądam na kilka stron ludzi, którzy zawodowo zajmują się podawaniem informacji o nowościach wydawniczych. W przypadku gier najczęściej jest to sama wiedza dla wiedzy, bo nie mam cierpliwości do rozgrywek trwających dłużej niż pół godziny. Podziwiam kunszt i mnogość tematów. Czekam za to na ukazanie się wersji online „Tajniaków” (jest podobno takowa opracowywana). Kto wie, może Młodosta skusi się na jedną wieczorną partyjkę…?

  152. Nigdy nie miałam glanów.
    Ale za to chciałam je mieć. Kiedyś.

    Za cytat z łobuzem mogłabym dać lajka. Gdyby to było możliwe.

  153. Och..jak wzrósł apetyt na te sekrety Jeżycjady. Na jeden dzień znikniemy wszyscy dla świata zaczytani w stronicach tego co tak leniwie pilnuje Bobcio na okładce.
    Ponieważ nie będziemy wtedy reagować na świat zewnętrzny (łącznie z bliskimi) nagrajmy się teraz na zapas z rodziną w te planszówki i naspacerujmy.
    W górę serca!

  154. Bardzo podoba mi się okładka!!! Już zamówiłam. :-)
    A my dziś próbujemy rozgryźć nową grę – Everdell. Sporo w niej akcji i litery na kartach malutkie – to troszkę utrudnia pierwszą rozgrywkę.

  155. Wiewiórko, np. Magda Umer wg Agnieszki Osieckiej.

    Ateno! Czekałam, aż wychyniesz, żeby Ci zakomunikować, że aktualnie myślę o Tobie, bo zabieram się do lektury Orfeusza. Pozdrawiam!

  156. Bogini!
    To Ty masz glany w kącie szafy? I to jeszcze zielone?!

    Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.

  157. Ojejusiu, jaka piękna okładka, o ludziska jaka cudna!!!
    Serce mi się rozpływa wręcz.
    Przepraszam, że tak rzadko się odzywam, ale szkolę się cały czas do przejścia w nauczanie online. Wszystko da się zrobić, mówię Wam, chociaż trzeba sporo pracy, ale wtedy większa satysfakcja. Nasi lektorzy zmobilizowani, jak armia, praca idzie pełną parą. O nie, nie damy dzieciakom siedzieć w domu bezczynnie i pogrążać się w niewesołych myślach, bo u nas na lekcjach online będzie wesoło. Uff, na te czasy nie ma to jak dużo dobrej roboty z efektami. Siedzę, tworzę i cały czas sobie śpiewam: „W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle jeszcze nie, długo nie!”.

  158. Ach! Bobcio kochany!!!
    Polubiłam go od pierwszej strony. Wskoczyłabym z nim na Harleya, wygrzebując uprzednio zielone lub czarne glany z ciemnego kąta szafy.
    Okładka perfekcyjna i jeszcze tytuł w kolorze zielonym.
    Rozpłynęłam się.

  159. Pani Małgosiu wypróbowałam razem z siostrą zabawę drogiej Adminki i jej rodzinki.
    Jest świetna! A, że ja czytałam Quo Vadis, a siostra Przygody Tomka Sawyera, połączenia wychodziły naprawdę świetne
    Np.
    „A gdy prócz tego nie cierpiał i wszelkich przeciwności, i wszystkiego, co mu mieszało spokój, więc popatrzywszy chwilę na klęczącą rzekł: Stop kapitanie! Dzyń, dzyń, dzyń!”
    Pozdrawiam

  160. * korekta:
    wkradł się niepotrzebny przecinek między podmiot i orzeczenie
    Sowa ma… oczywiście. Przepraszam!

  161. Sowa, ma wiedzę i błyskawiczną orientację w nowinkach.
    Nieco Sowie zazdroszczę (ale tak raczej życzliwie oczywiście).

  162. Sowo luba, jak też ty zawsze wiesz, co polecić.
    W listopadzie!
    Będzie pod choinkę.

  163. A my spędzimy dzisiejsze popołudnie przy planszy. Wreszcie mamy czas!
    Zgredzie, w listopadzie ukaże się w wydawnictwie Hobbity kooperacyjna gra „303 Squadron”. Na zdjęciach wygląda bardzo obiecująco, szczególnie te miniaturowe samolociki…

  164. Dbam, dbam, Monik, naprawdę.:)
    Dzięki.

    Justyno (wiad.pryw.), wierszyk – bardzo trafny – zachowam na pamiątkę. Dziękuję!

  165. o, na Jowisza, czytanie Jowisza w świetle Jowisza…
    wychylam się na moment, pozdrawiam wszystkich ( swoją drogą, jak znacząco to brzmi, szczególnie teraz, po-zdrawiam ).
    No i proszę nigdy bym nie przypuszczała,że rozwój techniczny może aż tak się przydawać. Edukacja domowa w pełni. I jakie nowe natchnienia. Nowa koncepcja Chucherka, świetnie, ale DUA, proszę dbać o kręgosłup!
    Spacery polecane, jak na razie spacerowiczów po lesie niewielu, łatwo zachować odstęp.
    Nie mogę doczekać się Na Jowisza.
    I gorące pozdrowienia wraz z podziękowaniami dla Pani Emilki, za wszystkie Jej książki.

  166. I słonecznej! Promienie UV są niezawodne.
    Trzeba spacerować, wymieniając z nielicznymi przechodniami ostrożne, niezbyt szerokie uśmiechy z odległości minimum 2 metrów.

    Rysuje mi się w tej chwili nowa koncepcja „Chucherka”!

    Dziękuję za miłe uwagi o okładce.

  167. Dzień dobry, ja też nie miałam „swojego” pomysłu na okładkę. Ta jest bardzo interesująca. Powiedziałabym, że dużo obiecuje… Nie będę oryginalna: nie mogę się doczekać. Spokojnej niedzieli życzę wszystkim Księgowym

  168. Bomba!
    Okładka perfekcyjna i bardzo miła dla oka.
    Bobcio, Baltona, Florian Górski – moja ulubiona postać. Ale czy mam jakąś nieulubioną? Hmm, może Pieróg… ale bez niego nie byłby tak świetnie oddany klimat szkoły i tamtych czasów.

  169. Widzę oczyma duszy jak śmieje się Florian, na wieść, że został Rozpoznawalnym Znakiem Graficznym. I to Międzypokoleniowym.

  170. Na szóstego maja przypadnie pełnia, a więc będziemy mogli czytać w najlepsze i w nocy. A że w maju bywa zwykle gorąco, to kto wie, może nawet poczytamy sub Iove frigido.

    Dobranoc, Ludu Czytający.
    Good night people reading in the moonlight.

  171. Zuziu, nie, nie przewidywałam ich nawet przedtem, a teraz to nawet nie wolno gromadzić tłumów.
    Ale od czegóż ta oto strona internetowa? Kontakt mamy zapewniony non stop.

  172. Premiera zostanie przyćmiona li i jedynie przez zachód słońca i czytać skończymy w nocy.

  173. Ja też się natychmiast dałam do niej przekonać!
    A co do przyćmienia, Dobromiło: no, zobaczymy.

  174. Nie myślałam w ogóle o żadnych okładkach, ale jedynie TA wydaje mi się odpowiednia!!! :-*

    No, co też Pani, Pani Małgosiu pisze, czy jest cokolwiek, co mogłoby przyćmić premierę Pani nowej KSIĄŻKI?!

    NIE.

    Dla mnie bomba!
    Pozdrawiam…

  175. Żadnego zaćmienia wtedy nie będzie, nawet Jowisza (najbliższe takie dopiero za siedemnaście lat), tej nocy będzie nawet zupełnie jasno, co się będzie działo za dnia, tego nie wiem, ale ja miałam na myśli, że to znów wypada w dzień szóstkowy. Li tylko.

  176. Wyobrażam sobie, jaka to będzie radocha! :-) Trochę jak z szufladkami z poprzedniej wersji tej strony (bardzo lubiłam do nich zaglądać).

  177. Bobcio jest wyborem wydawnictwa – jako Rozpoznawalny, Międzypokoleniowy Znak Graficzny.
    Okładka, jak i oprawa graficzna, znalazły się tym razem w gestii Anny Pol.

  178. O, co ja widzę! Smakowita ta zapowiedź, dobrze, że to już tylko 1,5 miesiąca :)
    Bobcio jest całkowitym zaskoczeniem, pewnie większość stawiała na kogoś z Borejków…

  179. Dzięki, Jane i Kocimiętko!

    Sowo, premiera zostanie zdecydowanie przyćmiona.:) I to przez kilka czynników.
    Ale co tam!

  180. Ależ się cieszę! Super przeciek! Miło czekać z taką perspektywą. Dziękuję i przesyłam uśmiechy.

  181. Oooo! Bobcio na okładce! Magdo, z całej sceny z ogniskiem najbardziej zaimponowało mi z jakim spokojem Bobek poszedł po wodę i ugasił „ognisko”. Ja dawno bym spanikowała… Taak, Florian jest zdecydowanie super facetem.

  182. Aaa, Aleksandro, w rzeczy samej!
    Muszę to naprawić.

    Nini, no, zwyczajnie, jak puńczyk.

  183. Uwielbiam Bobcia i jego mysza! A ponieważ lubię ładną porcelanę, jestem żywo zainteresowana, skąd wziął się serwis Nowakowskich :)
    Właśnie skończyłam „Brulion” (zostało mi już tylko pięć tomów do przeczytania) i przyszło mi do głowy, że Bernard nie odwiedził jeszcze Borejków na wsi. Ciekawe, kiedy do nich wpadnie. Pewnie będzie zachwycony sielską okolicą i znajdzie mnóstwo inspiracji do tworzenia swoich artystycznych tortów.
    Pozdrawiam serdecznie :)

  184. No, powiem Ci, Mimi, że wielką przyjemnością było budowanie – przez lata – tej postaci, a także -pokazywanie jej z różnych punktów widzenia (przypomnijmy sobie, jak go widział Metody, dziadek Noelki…!).
    Florian naprawdę jest świetnym facetem.

  185. Świetna okładka! Bobcio mile zaskoczył:-) czcionka idealnie dobrana, to fakt.
    Swoją drogą, uroczy urwis Bobcio wyrósł na mężczyznę z charakterem ;) zawsze lubiłam Baltone :-)

  186. Oooo!!! Bobcio! Też spodziewałam się czegoś innego, choć nie wiem czego ;) Bardzo podoba mi się czcionka, którą napisany jest tytuł!

  187. Tego się nie spodziewałam! – przyznaję i jeszcze czuję przy tym satysfakcję.
    (Śniłam o innej okładce).
    Lubię Bobcia! – ten ognisty początek Jeżycjady w jego wykonaniu, to jest to! :))

  188. Jest okładka!
    Jakoś zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałam. A tu takie miłe zaskoczenie. Bobcio na pierwszym planie, no proszę.
    Już się nie mogę doczekać, to będzie coś świetnego.

Dodaj komentarz