Nie przebił śniegu

00003IMG_00003_BURST20200217122636

fot.: MM, dziś w samo południe!

 

„Wiedzcie jednak, że kwitną już przebiśniegi i oczar rozkwita żółtymi gwiazdkami, i ciemierniki mają już tłuste pąki, a gdy porządnie się przyjrzycie (musicie przy tym zataić dech), znajdziecie pąki i kiełki prawie na wszystkim – tysięcznym, cieniutkim pulsem bije życie w ziemi.

My, ogrodnicy, już się nie damy, już wypuszczamy nowe pędy.”

 

„Mówi się, że na wiosnę cała natura się zieleni, a nie jest to całkiem prawdziwe, ponieważ także się czerwieni brunatnymi i różowymi pąkami. Są pąki ciemnopurpurowe, zdrętwiałe i zarumienione; inne brązowe i lepkie jak smoła, inne są białawe jak sierść na brzuchu króliczki, ale są także fioletowe i jasne albo ciemne jak stara skóra. Z niektórych wystają rogate skrawki, inne są podobne do palców albo języków, a jeszcze inne do brodawek. Niektóre mięsiście pęcznieją, zarośnięte puchem i przysadziste jak szczenięta, inne są zbite w twardy i cienki grot; jeszcze inne otwierają się rozczapierzonymi, kruchymi ogonkami. Powiadam wam, pąki są równie dziwne i rozmaite jak liście albo kwiaty. Odkrywaniu różnic miedzy nimi nigdy nie ma końca. Ale musicie wybrać sobie mały kawałek ziemi, by je znaleźć.  Gdybym poszedł piechotą aż do Beneszowa, widziałbym mniejszy kawałek wiosny niż gdy siedzę sobie w kucki w ogródku. Człowiek musi się zatrzymać, by zobaczyć te otwarte usta i ukradkowe spojrzenia, delikatne palce i prezentowaną broń, kruchość niemowlęcia i buntowniczy rozmach woli życia; to właśnie słychać cichutko huczący, nieskończony marsz pąków.”

 

(Karel Čapek, Rok Ogrodnika, Iskry Warszawa 1986. Przekład: Halina Janaszek-Ivaničková)

145 przemyśleń nt. „Nie przebił śniegu

  1. A to miłe, Bogno!
    Serdecznie witamy.
    Oczywiście, że da się w życiu wiele opcji pogodzić.
    Exemplum: szarlotkę właśnie wstawiłam do pieca.

  2. Nie było mnie tu całe wieki, od czasu kiedy to stwierdziłam, że zamiana realnego życia towarzyskiego na, jakże bogate wirtualne, to jakieś niewolnicze uzależnienie. Że czas zacząć żyć naprawdę. Czas ruszyć w świat, choćby ten za rogiem, podziałać lokalnie, wysłuchiwać na żywo koncertów, czytać jeszcze więcej, uczęśzczać na ciekawe wykłady, a przede wszystkim spacerować, chodzić, chodzić i chodzić. Hmm, tak, jakby nie było możliwe godzenie różnych opcji? Ale ciekawa dalszych, oczekiwanych losów moich ulubionych Jeżycjadowych bohaterów, zerknęłam tu na chwilkę i… kolejny raz wpadam jak śliwka w kompot, bo jak miło zobaczyć, że nasza UA w znakomitej formie i że ci wszyscy sprzed lat, dalej wiodą tu ciekawe rozmowy.
    Bo życie, w jego bogatej przeróżności, to coś niesamowitego – zakwitł mi właśnie żonkilek, porzucony w maleńkiej doniczuszce po przekwitnięciu przed wieloma miesiącami gdzieś przy stercie pustych doniczek w ogródku, i życie na tej stronie także niezmiennie trwa, to taka pociecha.

  3. Człowiek musi się zatrzymać…
    Właśnie zatrzymałam się nadrabiając wszystkie tutejsze wpisy. Wspominany był Kabaret Starszych Panów który słucham od dziecka i kocham ten właśnie subtelny rodzaj humoru.
    Coś co wielokrotnie potwierdziło się w moim życiu to „Piosenka jest dobra na wszystko..” podobnie jak Jeżycjada i tutejsze pogawędki.
    Pozdrawiam wszystkich na czele z DUA.
    Mam nadzieję, że ten kwiatuszek nie ucierpiał wskutek wczorajszej wichury, ulewy i burzy.

  4. P.S. A Pani Małgosia szczęściara, nie dość, źe mogła stworzyć te cuda to jeszcze moźe je sobie juź czytać! Ha, ha!

  5. Kocimiętko, jak do Narnii, prawda, tylko wtedy tego nie wiedziałam! Ciekawa byłam czy ktoś zauwaźy to podobieństwo i napisze. Liczyłam, źe tak i juź się cieszyłam na wymianę zdań. Bardzo moźliwe, źe przesadzam, ale moje myśli wciąź krążą wokół Was, kochani. Taką mam z tego radość, źe hej! Trochę pewnie dlatego, źe to coś dla mnie nowego, ale najbardziej jednak cieszy, źe jakby ” spotykam się ” z ludźmi, którzy czują podobnie. Tak ” z grubsza”, wiadomo. Od dawna twierdzę, źe najważniejsza jest podobna wraźliwość. Słowa „klucze”. Na „Na Jowisza!” i ” Chucherko” apetyt mam ogromny od samego początku, i nie wiem czy mogłabym mieć większy!

  6. Na Jowisza, ależ ciekawam „Na Jowisza!”. Im bliżej wydania, tym apetyt okrutniej rośnie :) Co to będzie za delektowanie się!

  7. Przeczytałam właśnie nowy komentarz i nie mogę się nie włączyć. Mój wujek w ” tamtych czasach ” stworzył wręcz drukarnię do której wchodziło się przez… szafę! Pamiętam jakie to na mnie zrobiło wraźenie gdy raz udało mi się dostać do środka. I ksiąźki które stamtąd wychodziły teź pamiętam. .. W dużej mierze mnie ukształtowały.

  8. Hm, jak dobitnie to widzę, źe czas to jednak pojęcie względne… Bo, jeśli dobrze zrozumiałam, jeszcze „tylko” 2 msc do ukazania się „Na Jowisza! „, i mamy się cieszyć, że to „tuź, tuź”…. Dobrze, cieszymy się ogromnie tylko przepraszam, ale hm – czemu to krótko trwa tak długo? Tzn, to nie do Pani, Pani Małgosiu, nigdy w źyciu! Pisałam juź jak Panią podziwiam, takźe za „płodność”. Tak sobie tylko źartuję źeby skrócić czas oczekiwania. Zresztą takie ” przebieranie nogami” świadczy jak najlepiej o Pani twórczości więc mam nadzieję, źe w głębi ducha trochę Panią cieszy. A tak w ogóle to wszystko rozumiem, i pamiętam, źe to wydawnictwa kaźą od razu zapowiadać nową powieść. A nam pozostaje ćwiczyć cierpliwość, i dobrze! A w maju, jak za oknem śnieg ksiąźka,
    herbatka i kocyk wynagrodzą te ciemne, długie miesiące. Ach, a kolega przeźył te pączki, ale twierdził, źe „umiera”. Tak to jest jak nie czyta się książek, gdyby poznał losy Pawełka wiedziałby czym to grozi…

  9. Albo trzeba było samemu drukować, narażając się na szykany.
    Na przykład takie, jakie spotkały Rodzinę Młodosty.
    A na pewno nie o wszystkich wiemy, bo to szlachetni ludzie.

  10. No, patrzcie. a przecież to tak szybko teraz idzie!
    Kiedy zaczynałam pisać, czyli w latach 70-tych, na wydanie powieści czekało się co najmniej 2-3 lata.

  11. Pani Małgorzato, czekamy na przecieki z”Na Jowisza” jak kania dżdżu! A okładkę będziemy mogli zobaczyć?

  12. Co tam pogoda! W środę „Na Jowisza” idzie do drukarni!
    Wydawnictwo Egmont obiecuje zdjęcia, które można będzie Wam pokazać.

  13. Dzień dobry, a w Brodnicy od rana pogoda w kratkę – świeci słońce i jednocześnie pada deszcz. A w krzakach świergocą wróble. To chyba znak zbliżającej się wiosny?

  14. Oho!
    Przepowiednie gazdów zwykłam traktować poważnie.
    Pozdrawiam Was i kochane Tatry!

  15. W Tatrach też była burza. Nasz Gazda, u którego mieszkamy, przepowiada śnieg w maju. Pozdrawiamy

  16. W latach osiemdziesiątych mieliśmy burze w styczniu.
    O, robi to wrażenie, przyznaję.
    Ciekawa jestem, jakie lato nas czeka, czy będzie bardzo upalne? Oby nie.

  17. U nas wczoraj była burza. A przecież mamy luty! Błyskało się i grzmiało przez pół wieczora. Ciekawe zjawisko.

  18. Kiedyś – w wieku nastoletnim – zjadłam dwadzieścia bałabuchów w ciągu jednego popołudnia. Aczkolwiek nie tak całkiem na raz – nie powtórzyłam wyczynu Pawełka N.
    Bałabuchy – to były takie wcale nie najmniejsze pączki z różą. Smażyła je babcia (coś pysznego!), a nazwa może pochodzić z czasów jej dzieciństwa. Przed wojną rodzina babci mieszkała w obwodzie lwowskim.

    Sowo: Nóżka, Scelina, Kozłowski „Zanim wyjedziesz w Bieszczady”

  19. Tam, gdzie Basia, tam też smakołyki, miła Doris. Ptysie ze śmietaną, tudzież buchty drożdżowe, mm… . Rozmarzyłam się.

  20. Sowo, Magda polecała mi książkę o Bieszczadach.
    Powiem Emilce o „Złotej gwiazdce”:).

  21. To jest pomysł, Piętaszku.

    Doris, przebóg, osiemnaście pączków?! Brawo dla kolegi syna. Przeżył?

  22. Dlatego egoistycznie poprosiłam jeszcze o Basię licząc na to, że to na niej skupi się marudzenie pana Karolka, a dla mnie zostałaby już tylko przyjemna konwersacja:).

  23. Pani Małgosiu, proszę wybaczyć mi śmiałość, ale – tak, tak, pisać i pisać! Pięknie prosimy! I jeszcze rysować!

  24. A do Pana Karolka, Basi i Lucyfera dodaj jeszcze, Piętaszku, te smakołyki, którymi raczyła się nasza Idusia! Nie takie zwyczajne jak te pączki w Tłusty Czwartek co to je wszyscy jemy ( choć właściwie ja zjadłam tylko pół, za to kolega syna 18!!!). Hmm, coś mi to przypomina…

  25. Zapasów lektur nigdy dosyć. Co tam polecasz w kuluarach, Magdo?
    Właśnie przeczytałam – z potężnym poślizgiem – „Złotą gwiazdkę”. Wzruszyłam się.

  26. Proszę bardzo.
    (Czyli się jednak na coś przydałam).
    To się naprawdę bardzo, bardzo cieszę!

  27. No, Madziu! (wiad.pryw.)- Dałaś mi do myślenia.
    Bo właśnie ta kwestia mnie obecnie zajmuje.
    Dziękuję Ci.

  28. Madziu, dziękuję za wiadomości prywatne. Dobre w zasadzie, prawda?
    Tacie przesyłam serdeczne pozdrowienia.

    Za propozycję lekturową bardzo dziękuję, ale nie mieszczę się już w czasie z moimi lekturami i ich zapasami.
    A tu jeszcze pisać mi każą!

  29. Nie zawiedziesz się, Madziu.
    Ilustracje Marcina Minora – piękne, a sama „Przepowiednia” bardzo ciekawa i poruszająca.
    Udało mi się dziecko!

    Moje spotkania? Bardzo niekoniecznie. Kręgosłup ich nie lubi.

  30. Właśnie sobie sprawdziłam, czy „Przepowiednia” Emilii Kiereś nie jest już czasem dostępna w przedsprzedaży.
    Ale jeszcze nie. Tymczasem premiera 6 marca, czyli za jakieś 12 dni:) Bardzo jestem ciekawa tej opowieści, tudzież towarzyszących jej ilustracji. Bo przeogromnie i od pierwszego wejrzenia spodobała mi się okładka. Obiecuję sobie tak wiele, że aż obawiam się zawodu. Choć jeszcze nigdy się nie zawiodłam (w przypadku tej Autorki)! Nawet jeśli metrykalnie średnio się kwalifikuję do lektury. Ale za to, z drugiej strony: dobre książki są dla wszystkich!
    Do maja też niedaleko:)
    Czy Pani rozważa jakieś spotkanie autorskie, Pani Małgosiu? Czy może niekoniecznie? Tak tylko pytam:)

  31. Dzięki Doris :) Ten wynalazek J. Przybory, jakim jest uroczy staruszek do wynajęcia, chętnie przysposobiłabym na własny grunt.
    Sama niestety nie poznałam żadnego ze swoich Dziadków, a więc stworzyłam sobie takie jego idealne wyobrażenie. Na drugim miejscu byłby pan Karolek, ale wyłącznie w zestawie z Basią i Lucyperkiem, którego już nie pozwoliłabym skrzywdzić :)

  32. Właśnie, właśnie, pamiętam! Ilekroć jedziemy do Puszczykowa, często!, zastanawiam się który z domów bierze udział w scenach „puszczykowskich” ? Czy jakiś konkretny? Tak sobie jedziemy, a ja marzę… mmm

  33. I ja bardzo miło wspominam Puszczykowo. Jeździłam tam kiedyś na wakacje, gdzie najbardziej zapadły mi w pamięć najwspanialsze truskawki, jakie jadłam w życiu.
    To piękna okolica z ciekawym i niezwykle egzotycznym Muzeum Arkadego Fiedlera jak wiadomo – miejscem, które obecnie przeżywa swój renesans w związku z przypomnieniem historii Dywizjonu 303.
    Ale mnie najbardziej podobały się zawsze zabytkowe stacyjki – w Puszczykowie i Puszczykówku. Szczególnie ta w Puszczykowie, drewniana – gruntownie ostatnio (dzięki staraniom właścicielki) odremontowana. Z działającym zegarem na wieżyczce. Wszystko utrzymane w miodowym odcieniu i nawet perony są w tym samym kolorze. Cacko można powiedzieć.
    I zawsze, kiedy słyszę „Stacyjkę Zdrój” , to przed oczami mam tę w Puszczykowie.

  34. Ach, Puszczykowo! Za czasów studenckich bywałam tam regularnie u ś.p.wujostwa Lipczyńskich.

    Niedźwiedzie w Tatrach się budzą! Wiosna!

  35. Piętaszku, jaki z niego STARUSZEK skoro W DOBRYM STANIE ? To się chyba wyklucza. Ale Twoje ogłoszenie brzmiało fajowo Tak, i deszcz, i wichura sprawiają, źe własny kąt wydają się przytulniejsze. A w czasie deszczu to nawet ja szybciej zasypiam. Dobrej niedzieli dla wszystkich. Sama w sobie jest świętem!

  36. Tak, to prawda. Także wtedy, gdy deszcz pada jednostajnie. Człowiek czuje, że jest mu przytulnie i bezpiecznie w domu, pod kołderką.

    Doris, pamiętam Puszczykowo i uroczystość, oczywiście. Niestety, nie wiem, która z licznych tam obecnych była Tobą.

  37. U nas całą noc też strasznie wiało. Mam okno dachowe w pokoju, przez co jeszcze mocniej słychać. Pozytywy są takie że prościej było zasnąć. Szum wiatru genialnie usypia.;)

  38. Patrycjo F. Ja czasem teź wszystkiego nie rozumiem, ale czego nie rozumiem, to czuję. Tak teź jest dobrze.☺

  39. Pani Małgosiu kochana, wczoraj grzecznie Pani posłuchałam i postanowiłam choć spróbować pospać. Jako źe zanadto się ekscytuję i oźywiam umysł gawędząc w tak miłym towarzystwie, postanowiłam po prostu nie włączać się do rozmowy „wieczorową” porą. No tak, ale co z tego skoro – uwaga – do 4- tej rozwaźałam ” czy to nie brzydko tak nie odpisać, i co napiszę jak juź w końcu odpiszę, itd, itp”. Tak więc nie wiem co robić, cięźka moja dola i chętnie posłucham rad. Co robić źeby zasnąć kiedy myśli kłębią się w głowie? Mam tak od lat, prawie 49 – (jak juź to juź, skoro wypłynął temat wieku). I od lat chodzę niewyspana. Skoro juź się odwaźyłam i tak piszę o sobie to jeszcze pozwolę sobie dokończyć wątek naszych spotkań. Tak, tak, bo było jeszcze drugie! Jestem szczęściarą! Miałam przyjemność takźe rozmawiać z Panią gdy była Pani gościem honorowym biblioteki w Puszczykowie, której nadano Pani nazwisko. Moźe Pani pamięta, Pani Małgosiu? Nie mnie, a to wydarzenie oczywiście! Choć Pani mnie nie zna, to proszę wybaczyć, ja coś tam jednak o Pani wiem. Jak się od 40 lat czyta (tak, tak, od dziecka!), z całą empatią na jaką człowieka stać, ksiąźki tak wrażliwej pisarki, to ma się poczucie bliskości i znajomości tego człowieka. Pewnie wszyscy co tu sobie gadulimy tak mamy… Nikt nam teź nie wmówi, źe gdzieś tu, czy tam?, nie chodzą sobie po tym świecie Borejkowie. ..

  40. U nas też wichura. Trzymaj się, Aniu K!

    Patrycjo, oczywiście.
    I Wy go zrozumiecie, kiedy przyjdzie dorosłość.
    Pozdrawiam Zuzię!

  41. Ojoj moi drodzy dzis u nas to nie przelewki wichura na calego az strach….trzymajcie sie bezpiecznie i domowo ranek przynosi dobre mysli

  42. To, może, aby wszystko było jasne podam parę bliższych szczegółów:

    „Staruszek do wszystkiego
    Jest niezawodny w skutkach,
    Staruszek do wszystkiego:
    Do domu i ogródka
    Na zimę i na lato,
    Do miasta i na wieś,
    Staruszek za opłatą
    Korzyści może nieść.
    Staruszek czar,
    Staruszek sznyt,
    Staruszek dar i szczyt.
    Staruszek sen
    Staruszek port
    Staruszek tlen i tort.
    Oszczędzaj więc na niego,
    Do niego szczerze dąż,
    Staruszek do wszystkiego
    Opatrznościowy mąż…”

    Blotowijku sama widzisz :( ….:)

  43. Dobry wieczór!
    Zastanawiamy się z Zuzią – czy rozumie Pani wszystkie wiersze napisane przez Pani brata? Czy wie, co chciał przekazać?
    Pozdrawiam ciepło i przepraszam za nieobecność, ale zapewniam, że często mi Pani towarzyszy w swoich książkach (i nie tylko!).

  44. I znaleźliśmy się w wieku, trudna rada,
    że się człowiek przestał dobrze zapowiadać.
    Ale za to, z drugiej strony, cieszy się,
    że się przestał zapowiadać źle.

    Starsi panowie, starsi panowie dwaj,
    już szron na głowie, już nie to zdrowie,
    lecz w sercu ciągle maj.

    (Pasjami przepadam – od czasów młodości. I to tej pierwszej). ♥♥

  45. Przepraszam bardzo. Mam nadzieję, że ta odrobina prywaty zostanie mi wybaczona, ponieważ koniecznie muszę zamieścić ogłoszenie:

    STARUSZEK W DOBRYM STANIE POTRZEBNY OD ZARAZ.

  46. Och, Błotowijku!
    Natychmiast mnie złapała ta melodyjka – i już trzyma!
    Wszystkie, zresztą, melodyjki Jerzego Wasowskiego są takie urocze i takie chwytliwe.

  47. To ja także KSP:

    „Idzie wiosna już w powietrzu,
    Człowiek, ptak i kwiat i ją przeczuł
    Do niej usta, kielich, dziób
    Liczą, ile jeszcze dób
    A ja wcale nie w zapale
    I zachwytem się nie palę,
    Bo im starszy jestem czym –
    Tym bardziej szkoda zim.

    Zima trudna, zima brudna, zima nudna – żaden bal.
    Zima ziębi, zima gnębi, ale zimy, zimy żal.
    Zima mrozi, zima grozi, nie dowozi, w zaspach tkwi.
    Ale mimo zmartwień z zimą – żal tej zimy, zimy mi.”

  48. To może w ramach pielęgnowania ojczystej mowy, choć z przymrużeniem oka, ale jednak w sposób niedościgle wyrafinowany, taki fragmencik z KSP:

    „Tata z mamą w domku naszym, by dobrobyt zawsze trwał,
    Cichy warsztat na poddaszu mieli, który głośno tkał.
    Pomagała tkać im praczka, której czkawki wstrząsał szok.
    Gdy pełzałem na czworaczkach już nade mną cały rok…

    Tatka tka i matka tka, a praczka czka i czkając tka…”

    Miłego tka…, czka… dnia wszystkim ;).

  49. Ależ mowa ojczysta powinna nam leżeć zawsze na sercu! Dzięki niej każdym dzień może być świętem

  50. Doskonale, Justyno! Piękna idea.
    Ale to nie znaczy oczywiście, że dziś możemy już nie pamiętać o Mowie Ojczystej!
    Pielęgnujmy ją nadal, wytrwale. Pełni Myśli Braterskiej.:)

  51. Dzień dobry, chciałam życzyć wszystkim pięknego dnia. Tym bardziej, że dziś również można świętować: harcerze i skauci obchodzą Dzień Myśli Braterskiej.

  52. W czasach szkolnych lubiłam/lubiłabym każdego polonistę/polonistkę, których spotkałam/spotkałabym na swojej drodze. Przy szczerym zainteresowaniu czytaniem, nauka języka polskiego nie sprawiała mi kłopotu. Niedużo się musiałam uczyć. Za to – w szkole średniej – dużo pisałam wypracowań. (Za to na praktykach studenckich sprawdzałam trzydzieści parę prac klasowych na zadany temat! – kosmos).
    Ale tak, szkoła bywała nudna. Miałam parę sposobów na to, by nie zajmowała mi zbyt dużo cennego czasu potrzebnego na czytanie. Prawdę mówiąc, jechałam na dobrze ugruntowanej opinii.
    Rezultaty – te w dokumentacji – są niezłe. Choć przyznaję – z bólem – mogłabym wiedzieć i pamiętać więcej. Trudno.
    Non omnia possumus omnes.

  53. Nie czytałam tego, Sowo. Obłożyłam się pamiętnikami ziemianek.
    Helena Mycielska, Pośród klęsk i zwycięstw – bardzo polecam.
    Virgilia Sapieha, Amerykańska księżna – niekoniecznie.

  54. Miałam kilkoro wspaniałych nauczycieli, Madziu. Lubię ich wspominać – choć szkoły jako instytucji nie lubiłam (przymus i nuda).
    Sporo tej sympatii weszło do Jeżycjady.

  55. Mamo Isi, a czytałaś może Marcina Brzezińskiego i Barbary Caillot-Dubus
    „Adam i Jadwiga Czartoryscy. Fotografie i wspomnienia”? Zastanawiałam się ostatnio, czy nie włożyć „do koszyka”… (zamiast tracić czas na życie towarzyskie, można poczytać o cudzym ;))

  56. A dla mnie Stefania Majewska.
    Gdybym uczyła, to chciałabym uczyć jak ona. (I być tak wyrozumiała jak profesor Dmuchawiec).
    Lubię nauczycieli jeżycjadowych. I Jeżycjadę. :)

  57. Myślę, że o wartości życia towarzyskiego decyduje jego zawartość i częstotliwość.
    Wybieram swoje towarzystwo i bardzo je sobie cenię- dzięki temu nie mam poczucia straty czasu.
    Jak mawia mój Tata: wszystko w wolności.
    Wtedy jest dobrze.

  58. Droga Pani Małgorzato, dziękuję za dobre słowo. To między innymi dzięki Pani książkom mam tę wrażliwość na drugiego człowieka. A profesor Dmuchawiec i Adam Fidelis to dla mnie niedościgłe wzory.

  59. Grunt to umiar, we wszystkim. Są spotkania i spotkania, na jednych się plotkuje, na innych zapadają ważne decyzje.

  60. A jednak!- mamo Isi – a jednak zrobiła w życiu o wiele więcej, jak widzimy, niż niejeden człowiek wieku XXI, mający do dyspozycji szybki transport i globalną łączność.

  61. Być może bez związku z życiem towarzyskim, na którego nadmiar raczej nie narzekam, ale też ładnie:

    ” Szczęście jest wtedy, gdy to, co myślisz, mówisz i robisz jest ze sobą w harmonii”.
    Mahatma Gandhi

    Szanuję tego człowieka.

  62. Sapiehowie też byli wielkimi patriotami i ludźmi głębokiej wiary. Autorka, księżna Matylda Sapieżyna z Windisch-Graetzów, matka pięciorga dzieci, krewna domu c.k., po prostu musiała jeździć na śluby, czy pogrzeby rozlicznej rodziny, odwozić dzieci do szkół, które wpierw musiała zlustrować i dopełniać setki obowiązków, jakie na niej ciążyły. Bardzo ciekawie dzięki temu opisuje sytuację w prawie całej Europie. Bardzo mądra, dobra, głęboko wierząca i przytomna dama.
    To z mojego punktu widzenia ilość życia, jaką spędziła przemieszczając się i uczestnicząc w życiu towarzyskim – jest przerażająca.

  63. Można przeczytać na przykład 200 książek rocznie tym kosztem (tego życia towarzyskiego). Policzyłam.

    Też kiedyś czytałam tę książkę, Mamo Isi, spodobała mi się. :)

  64. Cha, cha, Mamo Isi, celna uwaga!
    Ale też różna arystokracja bywała. Nasza, wielkopolska, była konstruktywna i użyteczna, cechowała się patriotyzmem, nie szczędziła grosza na cele publiczne, pod zaborem pruskim fundowała biblioteki i Towarzystwo Przyjaciół Nauk.