Witaj, majowa jutrzenko!

osiria

 

KC Klaudynko, znalazłam!

Dzięki Tobie tym niezwykłym dziełem słynnego hodowcy Kordesa (Osiria rose) witamy nowy miesiąc, który przyniesie nam co najwyżej piękną różę Maigold – w naszych stronach Europy ta jedna zakwita w maju. (Tak, żółta Maigold, która rosła pod oknem w ogrodnictwie „Daglezja”, jak pilne Czytelniczki może pamiętają).

Natomiast od wszystkich innych róż dzieli nas jeszcze co najmniej miesiąc!

No, jakoś musimy wytrzymać. Będą bzy!

A w ogóle, maj jest także miesiącem ogrodnika.

Nawet, kiedy deszcz pada.

A może zwłaszcza wtedy?

Karel Čapek, nasz ulubiony:

„…I naraz znowu na horyzoncie zahuczą burze, powieje wiatr nasycony wodą, i oto już mamy: strumyki deszczu ciekną po bruku, ziemia oddycha nieomal głośno, woda szumi, bębni, tłucze, dzwoni do okien, stuka tysiącem palców w okapy, leje się strugami i dzwoni w kałużach, a człowiek chciałby krzyczeć z radości, wysadza głowę z okna, aby ją ostudzić niebiańską wilgocią, gwiżdże, pokrzykuje i chciałby brodzić boso żółtymi strumieniami pędzącymi po ulicach. Błogosławiony deszczu, chłodząca rozkoszy wody! Wykąp mą duszę i obmyj moje serce, połyskliwa zimna roso. Byłem już zły z powodu gorąca, zły i leniwy, byłem leniwy i ciężki, tępy, materialistyczny i sobkowski, wyschłem już od suszy i dusiłem w sobie ciężar niezadowolenia. Dzwońcie, srebrne pocałunki, za których pośrednictwem spragniona ziemia przyjmuje uderzenia kropli, hucz, spadający welonie wszystko zmywającej wody. Żaden cud słońca nie dorówna cudowi błogosławionego deszczu. Cieknij, zmętniała wodo, strugami ziemi; napój i spulchnij spragnioną materię, która nas więzi. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, trawa i ja, gleba, my wszyscy; tak jest nam dobrze.

Szumiąca ulewa ustała, jakby za pociągnięciem sznureczka; ziemia rozjaśnia się srebrzystym oparem, w zaroślach kos drze się jak opętany; i my chętnie byśmy sobie poszaleli, ale tymczasem wychodzimy z prostymi włosami przed dom, aby odetchnąć świeżą i lśniącą wilgocią powietrza i ziemi.

‚Pięknie popadało’, powiadamy sobie.

‚Pięknie’, mówimy, ‚ale powinno jeszcze dłużej popadać’.”

 

(Rok ogrodnika, wyd. Iskry 1986, przełożyła Halina Janaszek-Ivaničková)

 

135 przemyśleń nt. „Witaj, majowa jutrzenko!

  1. Czekam na wspaniałą następną książkę p.M.Musierowicz.Lubię Pani książki,ale trudno mi uwierzyć,że ktoś może mieć kłopoty z matematyką,BO KOŃCZYŁAM LICEUM W KLASIE MAT.-FIZ..Pani książki zdecydowanie poprawiają mi humor.

  2. A czy ktoś z miłośników anglojęzycznej literatury dla dzieci czytał może książki Palmera Browna? Np. „Hickory” albo „Beyond the Pawpaw Trees”? Czytam o nich właśnie w Internecie i kuszą mnie, zwłaszcza ilustracjami.

  3. Moja ulubiona książka z dzieciństwa to „Szatan z siódmej klasy” i ” List z tamtego świata”. Makuszyński jest dobry na wszystko.

  4. I ja tak chyba zrobię z ślimakami.
    A co do bohaterów – wybieramy tych, którzy odpowiadaja na nasze marzenia, dodaja odwagi, by np tak jak Gerda i Eliza iść za swa powinnościa, miłościa, nie ogladajac się na innych, oswajać lęk przed samotnościa, niezrozumieniem, „dziwnościa”, wyobcowaniem, bez gwarancji, że się powiedzie, alę w imię celu, który jest ważny. A piękno Andersena jak każde Piękno dodaje otuchy, pociesza.

  5. Moja mama tyle ma!Proszę się nie martwić,jeszcze trochę mi to zajmie!:)

  6. No właśnie nie,proszę Pani.Jestem jedna z najwyższych dziewczyn w klasie.Na piątą klasę mam 159cm.
    A mój brat to w ogóle(2 gimnazjum i 190cm)
    Za to moja ulubiona koleżanka(Nastka) jest ninziutka.
    Dlatego doprawdy nie wiem czemu mnie Pani wybrała.
    Jeszcze pamiętam jedną piosenkę:D

  7. Chesterko, o tych ślimakach: ostatecznie zmieniłam metodę. Teraz już wiem, gdzie najlepiej się czują i jakie rośliny lubią przede wszystkim. Zgarniam je stamtąd garściami i przenoszę do worków ze skoszoną trawą. Następnie zabiera je śmieciarka, przybywająca po odpady zielone i zawozi je na wysypisko, gdzie lądują wraz z trawą na górze kompostu.
    I tam dopiero mają używanie!
    Smacznego. Ale już nie u mnie.

    Zuziu, a skoro grałaś Calineczkę, to chyba jesteś nieduża, co?;)

  8. Jeżeli autor jest dobrym człowiekiem to jego bohaterowie nie mogą być źli.To zazwyczaj wtedy jest sztuczne.Chyba ,że tan pisarz to już naprawdę geniusz!
    To tak jakby opisywać smak czegoś czego nigdy nie jedliśmy,albo nam bardzo nie smakowało i mówimy jakie to jest przepyszne.
    Chyba zły przykład…..

  9. Ależ oczywiście, lubiłam i lubię „Jane Eyre”, Karambolu!
    To wspaniała powieść.

    Chesterko, to przede wszystkim wiele mówi o samym Andersenie… to on był wierny, ofiarny i kochający. A bohaterki tych baśni przejęły jego cechy. Ciekawa rzecz, jeśli autor udaje przed czytelnikami, nie może ich tym zdobyć. Zdobywa się ich tylko prawdą, własną, osobistą.
    Zwłaszcza młodych czytelników; są wyczuleni na fałsz.

  10. Tak, „Krzesiwo”, racja. Lubiłam tego dziarskiego żołnierza.

    Zuziu, powiem Ci coś: książki to naprawdę przyjaciele. To nie jest tylko taka sobie gadka. To szczera prawda. Pomagają w najgorszym nawet smutku.
    Warto je zawsze mieć pod ręką; te dobre, oczywiście.

  11. Ja najbardziej lubię…hm,chyba też krzesiwo,ale one wszystkie są genialne.W przedszkolu odstawialiśmy „Calineczkę” i ja nią byłam.Hi,hi:)

  12. Piwo dla ślimaków, tak na serio? W pierwszej chwili myślałam, że to żart. Nie dziwie się tym dziwnym spojrzeniom w sklepie… A czy podobnie, jak Ida lubiła Pani „Dziwne losy Jane Eyre?”

  13. „Królowa Śniegu” I „Dzikie łabędzie” to też moje ukochane baśnie. Właśnie te (sic!). Ciekawe, że ich bohaterki (!) sa do siebie podobne. Kiedyś zastanawiałam się, co to mówi o czytelniczce.
    Lech? Widzę to już oczyma wyobraźni.
    A czy ślimaczkom w stanie upojenia alkoholowego funduje się podróż życia na pobliskie łaki czy też same przenosza się do raju mięczaków?

  14. Dzień dobry! A ja zawsze najbardziej lubiłam (i lubię nadal) „Krzesiwo”, bo były tam te słodkie psiaki i „Latajacy kufer” oraz oczywiście „Królowa Śniegu”

  15. U mnie w domu,,jak wchodzi się na górę to jest taki jakby”murek”(tak to nazywamy),w każdym razie,mniej więcej pół ściany(grubej)Mój tata dawno temu zrobił tam półki i stoi mnóstwo książek,uwielbiam na to patrzeć.Ostatnio też wygrzebałam niezły stosik książek na wakacje.Jest co czytać,a wakacje za 51 dni.
    Jak ten rok szkolny szybko zleciał!!
    Ściskam!!

  16. Chesterko, częstowałam je wonnym „Lechem”. Dużo go wychodziło.
    W sklepiku dziwnie na mnie patrzano. A jak się zaczynałam tłumaczyć, że to dla ślimaków, to patrzano na mnie jeszcze dziwniej.

  17. Anonimku, ubawiłam się.

    Ulubiona książka w dzieciństwie? Dużo ich było. Duuużo! Już wtedy byłam molem książkowym.
    Bardzo lubiłam „Słoneczko” Marii Buyno-Arztowej.
    Nad Andersenem rzewnie płakałam, zwłaszcza nad „Brzydkim kaczątkiem”. Najbardziej z jego baśni lubiłam „Królową śniegu” i „Dzikie łabędzie”.

  18. A jaka była Pani ulubiona książka w dzieciństwie?
    Andersen?
    Uważam, że Pani miała gorzej jako panienka. Nigdzie nie można było dostać ,,Jeżycjady”!

  19. Zuziu, głupie 60 lat zbierania książek – i siup, gotowe. Masz taki księgozbiór.
    Tak, na ogół wszystko to przeczytałam. Z wyjątkiem może encyklopedii, słowników oraz podarowanych mi dzieł z autografem. Mam ich chyba z 500. Z tymi nie nadążam!
    No, niektóre z nich czytam, jasna sprawa. Wczoraj dostałam od pana Antoniego Libery grubą i ciekawą książkę: „Jesteście na Ziemi, na to nie ma rady!” (i piękną w niej dedykację). I zaczytałam się z wielkim przejęciem. Są to – jak głosi podtytuł – „Dialogi o teatrze Samuela Becketta”, ale rozmawia pan Libera (z o. Januszem Pydą OP) także o ludziach, o świecie, o Bogu. Książka ważna i ciekawa dla każdego.

    Zuziu, miło mi, że oglądasz stare wpisy. Sporo nas pracy kosztowały, szkoda, żeby znikły w archiwum, nieczytane.
    Całusy!

  20. Dzień dobry! A u mnie bez zakwitnie akurat na komunię najmłodszego chesterciatka. A ściślej – zakwitnie u sasiadów, a my sobie ten zapach pożyczymy. Bez nie zawiódł w przeciwienstwie do zmywarki i pralki. Goście nadjada tłumnie a tu takie kataklizmy.
    Pani Małgosiu! Onegdaj, bodajże we „frywolitkach” czytałam, że walczy Pani z ślimakami piwem. Czy musi być jakieś specjalne? Próbowałam, ale oprócz dwóch, które dały się skusić, reszta zachowuje wstrzemięźliwość. Asceci jacyś? Chyba że czytaja „Frywolitki”?

  21. Dzień dobry,oglądam stare wpisy.
    Co za przyjemność!
    Ależ ja Pani zazdroszczę takiego księgozbioru,nawet Pani nie wie jak!!Czy Pani to wszystko przeczytała?!
    Obym ja się kiedyś takiego dorobiła…..

  22. A mój bez zakwitł, ale w ogóle nie pachnie! Nałamałam gałęzi, przyniosłam do domu, a tu nic. Nie wiem, dlaczego? Ale maj jest piękny; wstałam dzisiaj i pognałam rano po świeże bułeczki, jak pięknie pachniał świat. Poza tym, tak z czystej radości życia, sięgnęłam sobie po „Małgosia contra Małgosia”, po latach odświeżam..ale to jest fajnie napisane („Waćpanna raczy kumpi skosztować”-hihihi). Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

  23. I jeszcze czerwiec. Idę pozachwycać się pięknymi widokami. Nie ma jak mieszkać w małej miejscowości gdzie przyroda wchodzi do domu przez okna.

  24. A jakie śliczne masz te dziewczynki, Buczyno!
    Zachwyca mnie wyraz dobroci na tej najstarszej buzi.
    Całuję je serdecznie!

    A! A nasz księgowy Oliwierek ślicznie opowiada bajkę o nietoperzach i PAJĄKACH. Po polsku – choć mieszka w Stanach. Brawo, Międzyczasie kochany!

  25. Ja też nie prasuję! Do poczucia straty czasu dołączyły (odkąd na świecie pojawiły się nasze ruchliwe dzieci) obawy przed zrzuceniem na siebie żelazka przez którąś z nich!
    Ściskam Was serdecznie prosto z Małopolskiego Ogrodu Sztuki – siedzę sobie z Helenką w Artetece i podziwiam ogromnego kasztanowca za przeszkloną ścianą.
    Klaudynko – jak to dobrze, że komisja była pozytywnie zaskoczona i że jeszcze system nie doszedł do takiego poziomu absurdu, żeby odejmować punkty za nietypowe odpowiedzi!

  26. Ha! I jeszcze czerwiec.
    To dlatego mnie tu nie ma, siedzę stale w ogrodzie, czytam sobie, albo pracuję, podlewam, albo po prostu patrzę i wącham.

  27. Ciężkawy, choć stary, rzekłabym.
    Dzień dobry wszystkim!
    Oto mamy festiwal bzów. Wczorajszy duszny wieczór pachniał aż pod niebiosa.
    Różowe jabłonie zaczynają kwitnąć na całego i pamiętam,że ktoś tu się domagał zdjęcia. Będzie.

  28. Klaudynko, na maturze o „Kwaterze”? Jesteś wielka!

    Dobrywieczorku, Dzierżyński pochodzi ze starego dowcipu. Chodziło o to, w czym przewyższa pralkę.

  29. Dziekuje pieknie Pani Malgosiu za namiary na te autorska strone,nadrobie zaleglosci i poczytam sobie za dnia, wieczorem wole prawdziwa ksiazke :)
    Odkrylam tez, ze Pan Zambrzycki urodzil sie w Radomiu, a ja przeciez z Kieleckiego pochodze, prawie jak sasiedzi.
    Dziekuje rowniez za podpowiedzi , jak przygotowac pasztet z soczewicy. Podarowano mi niedawno spora jej ilosc i stad moja wola nauczenia sie nowej potrawy.
    Dobranoc wszystkim!

  30. Dobry wieczór wszystkim wolnym duchom, wolnym od prasowania. Ależ piękną dyskusję udało mi się sprowokować.:) Hi, hi.
    Uwiodła mnie ostatnio Suita na wiolonczelę G dur J.S. Bacha. Chyba znowu posłucham.

  31. Dzień dobry miłym księgowym i ulubionej Autorce :)
    Uprzejmie informuję, że „Kwaterę Bożych Pomyleńców” można kupić (i to tanio!) na znanym polskim portalu aukcyjnym. Wiem, bo właśnie nabyłam :) Niestety dostępne są wydania starsze, więc zapewne jeszcze te cenzurowane. Ale można przeczytać ocenzurowane, a potem zabawić się w detektywa i porównywać z zamieszczonym w internecie wydaniem najnowszym (tak się pocieszam, bo kupiłam pośpiesznie po porannym komentarzu Starosty, nie wiedząc, że książka jest dostępna w internecie. Ale nic to, i tak przyjemniej czytać na papierze ;).
    Co do pasztetu z soczewicy – to u mnie w domu jeden z tych przepisów, które zmieniają się w zależności od zawartości lodówki, czasem zamiast części soczewicy dodajemy ugotowanego selera, czasem pieczarki, pora, pyszny jest też z dodatkiem suszonej żurawiny. Przepis podstawowy jest taki:
    Około 250 g soczewicy zalewamy wodą i gotujemy do miękkości. Marchewkę, korzeń pietruszki i cebulę (po jednej) podsmażamy na patelni, do miękkości. Rozpadające się warzywa wrzucamy do blendera z ugotowaną soczewicą, miksujemy na gładką masę. Doprawiamy (sól, pieprz, czosnek, sos sojowy, sproszkowaną paprykę, itd. – wedle upodobań). Do całości dodajemy 3 lub 4 roztrzepane jaja i pieczemy w 180°C przez około 30 minut.

  32. Ależ się moje znalezisko przydało. No,no! A tak w ogóle to dzień dobry! Zambrzycki wspaniały. Kto nie zna ,,Kwatery Bożych pomyleńców” niech żałuje i zaraz zaległość nadrabia. W mojej pracy maturalnej pisałam o tym utworze. Komisja była zaskoczona, bo to głównie Roman Bratny jest znany z opisania Powstania Warszawskiego w swojej powieści ,,Kolumbowie. Rocznik 20″ albo Miron Białoszewski w ,,Pamiętniku…”, a mało kto słyszał o ,,Kwaterze…”. Przykre, bo książka jest piękna. Coś mi mówi, że na urodzinki sprawię sobie to najnowsze wydanie. Tęskni mi się do tytułowych pomyleńców. Poza tym, jako przyszły edytor, już zacieram łapki na myśl o wydaniu bez ingerencji cenzury.

  33. Dziękuję wszystkim,dziękuję SowoP.!!!
    Ależ tu pomysłów na tych wynalazców…..
    Ho,ho
    Posiadam już książkę „Odkrywcy mimo woli.Przypadek w dziejach nauki”Penicylina,jak powszechnie wiadomo też jest dziełem(jak napisali w książce)nieprzypadkowego przypadku.Właśnie o tam sobie przeczytałam:)
    A za polecone bardzo dziękuję!

  34. Just, istnieje strona autorska pisarza:
    http://www.zambrzycki.eu

    W dziale „Życie i twórczość” znajdziesz teksty WSZYSTKICH książek tego wspaniałego autora. Przeczytaj tę najnowszą wersję, w której nie ma już braków, wynikłych wskutek interwencji cenzury PRL.

    Cała strona jest bardzo ciekawa, a fakt, że ostatecznie to dzięki internetowi cenzura okazała się całkiem nieskuteczna, na pewno by pana Zambrzyckiego wielce ubawił.

    PS. Soczewica. Nie, nie mam takiego przepisu.

    PS.2 – Sowo, to pewnie będzie ciekawa książka, a dla Zuzi w sam raz!

  35. Dzien dobry wszystkim w KG ! U nas w Rzymie juz lato, temperatury dochodza do 25 ° C, wieje scirocco.
    Bedac zima w Polsce szukalam w krakowskich ksiegarniach „Kwatery Bozych pomylencow”, ale nigdzie jej nie mieli. Czy mozna ja dostac tylko w bibliotekach?
    Mam prosbe do Pani Malgosi, czy w receptariuszu ma Pani przepis na pasztet z soczewicy? A moze ktos inny zna dobry przepis na jego wykonanie?
    Pozdrawiam wszystkich tu zagladajacych, a w szczegolnosci maturzystow i Zuzie laknaca wiedzy :)

  36. Zuziu, będąc dziś na zakupach w pewnym supermarkecie niemieckiej proweniencji dostrzegłam informację, że od przyszłego poniedziałku będą mieć w ofercie po okazyjnej cenie książkę Marka Boruckiego „Wielcy zapomniani. Polacy, którzy zmienili świat”. Może Ci się przyda. Sama chyba się skuszę i ją kupię, bo na okładce jest Wanda Landowska.
    A mój ulubiony polski wynalazca (i zarazem pianista) to Józef Hofmann, twórca tak powszechnego dziś spinacza biurowego. Podobno tworząc go zasugerował się wyglądem klucza wiolinowego. Bo jak wiadomo, muzyka jest WSZĘDZIE. :)

  37. Przeczytaj „Kwaterę Bożych pomyleńców” Władysława Zambrzyckiego.:)

    I to koniecznie.

  38. Afrykanderze, dlaczego jak Dzierżyński? Czy takie krwawe skojarzenie, jakie mi się nasuwa jest właściwe? O, zgrozo… a ja właśnie uprałam i powiesiłam masę rzeczy… ;-)
    A tak właściwie skąd pochodzi Twój pseudonim?
    Pozdrawiam serdecznie

  39. Gwoli ścisłości: wszystkie szczepionki tworzy się wykorzystując w jakiś sposób istniejącego bakcyla, na którego szczepionka ma uodpornić. Zwykle opracowuje się, opracowuje, aż wreszcie działa i wtedy jest już wynaleziona. Szczepionki na ogół nie siedzą sobie gotowe pod krzaczkiem czekając, aż ktoś na nie nadepnie i odkryje :)

    A prasowanie jest bez sensu. Ja tam piorę i wieszam. Jak Dzierżyński.

  40. Nie jest wykluczone, że masz rację, Starosto kochany:) Ale też prasowanie jest zupełnie bezsensownym, a jednoczesnie czasochłonnym zajęciem!

  41. Czy masz rację z tą szczepionką BCG (skrót od Bacillus Calmette-Guérin), oto jest pytanie, Zgredu. W gruncie rzeczy obaj panowie wykorzystali istniejącego w naturze bakcyla tej choroby, poddając go mutacjom i tworząc odpowiednio osłabione szczepy. Ale też faktem jest, że natura niekoniecznie chciała nas obdarzać sposobem przeciwko gruźlicy, więc już sama nie wiem. Chyba nikt nie wie, bo na ogół mówi się o panach Calmette i Guérin, że OPRACOWALI tę szczepionkę.
    Ciekawe.

  42. Dobry wieczór!
    Odkrywa się to, co już istnieje, więc szczepionka przeciw gruźlicy została chyba jednak wynaleziona.
    Podobnie, jak kolejne penicyliny syntetyczne. bo pierwsza, jako naturalna, została odkryta.
    Z Poznania był też obok Kazimierza Nowaka znakomity odkrywca i podróżnik Paweł Edmund Strzelecki.
    Jego miejsce urodzenia, Głuszyna, leży obecnie w Poznaniu.
    Podróżnikiem i pisarzem był też Ferdynand Ossendowski.
    Domeyko był na dodatek inżynierem.
    :-)

  43. Ech, mamo Isi, jakby miał 48 godzin, to i tak byś nie prasowała, tylko byś czytała albo skakała po drzewach za kotkiem. Już ja Cię znam!
    Tak, Zuziu, odkrywców było wieeeelu, a Mama też ma rację, odkrycie penicyliny zmieniło oblicze świata. Podobnie jak szczepionki przeciw gruźlicy.
    Dobrywieczorku, pan Kazimierz Nowak był, jeśli dobrze pamiętam, z Poznania?

  44. O, o odkrywcach dziś mowa, a ja natchniona dzisiejszym doodle google, zgłębiam historię osiemnastowiecznego wynalazcy Bartolomeo Cristofori – wynalazł on w 1700 roku prototyp fortepianu, czyli pianoforte ;). Podobno Bachowi nie przypadł do gustu, ale mnie tam brzmieniowo bardziej się podoba niż klawesyn. Właśnie słucham Sonaty K.9 Scarlattiego wykonanej na jednym z trzech zachowanych do dzisiaj egzemplarzy, tym z Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Ach, nieoceniony Youtube :)

  45. Też jestem od wieków w klubie nieprasujących;) Co innego, gdyby dzionek miał 48 godzin, ale tak?

  46. Ooo, Zuziu, ja znowu monotematycznie – a może zainteresujesz się Kazimierzem Nowakiem, który w objechał rowerem Afrykę?
    W latach 30-tych jego wehikuł był dla większości Afrykańczyków egzotyką, a dziś zobaczysz go wszędzie :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

  47. Mam ogromny głód wiedzy i chyba muszę wypożyczyć lub kupić jakąś książkę o wynalazcach itp.Doprawdy nie wiem czemu mnie tak na to napadło:)

  48. Na szczęście przed zapadnięciem zmroku zdążyliśmy zdjąć z wysokiego jarząba w ogrodzie zapłakującego się tam kota.
    W dodatku kot był tak przerażony i ufny, że się od razu przytulił, co znacznie mi ułatwiło ewakuację z 9 metra nad poziomem ogrodu. W końcu człowiek ma swoje lata, a fruwać na tak krótkim odcinku i tak nie zdązy się nauczyć;)

    A u nas wszystko spóźnione w stosunku do południowych regionów kraju; bzy dopiero w pąkach.

    Sowo P., wielkie dzięki za wieści o kapuśniaczku; jesteś nieoceniona:)

  49. uwaga będzie cytat! (- pocieszenie dla Irenki i wszystkich zdających jutro matematykę)
    nie uczcie się za dużo! dystansik! spokój i opanowanie :))

    „Miałem krewnego, który studiował trygonometrię, aż mu wąsy odpadły,
    a kiedy już się wszystkiego nauczył, przyszła jakaś Buka i go zjadła.
    No i leżał później w brzuchu Buki z całą tą swoją mądrością!”

  50. To samo przed chwilą powiedziałam mamie(o Kolubie)
    Dziękuję,wykorzystam!
    Mama zaczęła mi od razu mówić o jakiś penicylinach i innych antybiotykach,jak to pielęgniarka:)))
    Wykorzystam Pani naukę co do wstydzenia się!

  51. No, właśnie się zdziwiłam, co to za notatki pisuje Katarka.
    Zuziu, żaden wstyd. Wstydzić się należy uczynków brzydkich, podłych, złośliwych, albo świadczących o złych manierach, a nie drobnej omyłki literowej. W dodatku tu zawinił komputer, nie Ty! (czasem formularz płata takie figle).

    O Kolumbie pewnie napiszą wszyscy.
    A Ignacy Domeyko?- geolog, badacz Ameryki Południowej? Jako Żegota występuje w III części „Dziadów”.
    Ciekawa postać.

  52. Oj,podałam się jako Katarka.Czy to możliwe,samo mi się wpisał!
    Ale wstyd.
    Odsyłam buziaki Pani Małgosiu!:)

  53. Muszę napisać noatkę o na temat wybranego odkrywcy lub podróżnika.Kogo wybrać?Nic nie przychodzi mi do głowy……

  54. Racja, Irenko!
    O „Lalce” można się rozpisać.
    A swoją drogą, jak to miło, że dziś tyle osób obracało w głowie słowa, dobrane przez Stasia.

    No, to trzymam kciuki nadal. A po wszystkim posypię Cię mąką! Hura! Jestem za przeniesieniem afrykańskiego pomysłu do Polski. Będzie wesolutko. Można by też w to włączyć nauczycieli świeżo upieczonych maturzystów i otóż ja rzuciłabym się posypywać Babcię Gąskę.

    Kapucynko, cieszę się!!!!
    Zuziu`12, dziękuję i całuję!

    Eviku, no niezła przygoda. Czy to Ty prowadziłaś, czy jakiś rodzinny wujek?

  55. Och,Kapucynko-święta prawda!!Książek Pani Małgosi nie da się nie czytać!

  56. Och, Ciotko luba! chyba to, co właśnie rozkwita w moim. Całe drzewka bzowe! (bo tak prowadziłam sadzonki). „Krasawica Moskwy” lekko zapóźniona, ale też się rozwija. Mocna!

    Jak to miło ze strony mieszkańców Bzowej.
    A Bluszczowi co sadzą?
    Aha, u nas jest ulica Brzozowa. Brzózki wszędzie, celowo i z rozmysłem!

  57. Bardzo tu kwitnąco, więc się czymś podzielę. Na poznańskim Dębcu, w pobliżu Placu Lipowego i ulicy Bluszczowej jest krótka, urocza uliczka Bzowa. Zgadnijcie, co tam w maju kwitnie we WSZYSTKICH ogródkach?

  58. Starosto, bardzo dziękuję, czułam dobre fluidy :)
    Pestka czy twardy orzech do zgryzienia – to zależy, bo część dotycząca czytania ze zrozumieniem wymaga głównie „wstrzelania się” w klucz odpowiedzi, co jednak nie jest najłatwiejsze (ani najsensowniejsze, ale co zrobić). Kris, tematy były właśnie te dwa. Pisałam na ten na podstawie „Lalki” i jestem dosyć zadowolona. Trochę mnie korcił wiersz w najlepszym tłumaczeniu, ale uznałam, że zostawię go sobie na domowe zacisze. Zdaje mi się, że matura to nie jest dobre miejsce dla dobrych wierszy.
    Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia i kciuki i zachęcam do trzymania tych ostatnich dalej – jutro matematyka…

  59. Komunia udana, pogoda była piękna. Dziś się ochłodziło.
    Powrót mieliśmy z przygodami – na środku warszawskiej ulicy pękła linka od sprzęgła. Aleja Sikorskiego, w pobliżu lunaparku. Z godzinę czekaliśmy na samochód zastępczy. Dobrze, że pobocze było blisko, udało się tam zepchnąć samochód. I dzięki temu stolica nie została zakorkowana ;)

    Pozdrawiam!

  60. Dzień dobry! Czytałam sobie dzisiaj w szkole po raz trzeci „Wnuczkę…”, kiedy zobaczyła to moja koleżanka (która też jest zagorzała czytelniczka Jeżycjady), spytała czy mnie to nadal tak interesuje, a ja na to: no jasne. Nie mogę bez niej żyć! Co i rusz odkrywam coś nowego!

    Bo widzi Pani, Pani ksiażki maja w sobie taka moc. Nie da się ich nie czytać. Po prostu stoja na półce i wołaja: mnie wybierz! Spójrz jaka ja wyborna i smacznie „sczytana”

  61. Moja kuzynka bardzo się stresowała i zabroniła przychodzić i pytać jak poszło;)
    Według mnie Gizela jest bardzo podobna do Maryli Cuthbert.
    Obie cudowne!
    A ja dzisiaj pisałam wypracowanie z „W pustyni i w puszczy”

  62. Też jestem za porządnym wieszaniem prania :-) Widać, że tu same pokrewne dusze się spotykają.

    Z ciekawych imion wczoraj usłyszałam Meradi (Merveille de Dieu czyli Cud Boży) oraz raczej okropne Diare (Dieu a repondu czyli Bóg odpowiedział ale niestety wymawia się to imię identycznie jak diarrhée czyli biegunka…)

    Mila jest Mila, a co ma w dokumentach to nieistotne, tak by powiedział Afrykańczyk ;-)

    I jeszcze jedna ciekawostka – tutaj w dniu ogłoszenia wyników matur wszyscy zainteresowani strasznie hałasują – śpiewają, gwiżdżą (nie tylko ustami, ale też przez gwizdki), trąbią, bębnią itp a można ich poznać po pudrze na głowie – na znak błogosławieństwa i szczęścia wszyscy posypują ich talkiem (a niektórzy zwyczajną mąką). Pierwszy raz byłam dość przerażona, że są jakieś rozruchy, ale szybko mnie uspokojono, że to tylko maturzyści. I jeszcze jedna ciekawostka – wyniki dostają sms-em i dopiero potem idą do szkoły po świadectwo – oto, co znaczy potęga telefonii komórkowej w Afryce.

  63. Przeczytalam, ze dzis na maturze z jezyka byl do zinterpretowania wiersz Elizabeth Bishop „Ta jedna sztuka” w przekładzie Stanisława Barańczaka.
    Drugi temat dotyczyl „Lalki” Prusa.
    Ciekawe, jakie byly inne.

  64. Dzięki, Duśko!
    Tak, Gizela skarciłaby mnie na pewno.
    Jakże mi miło, że czytasz znów „Kalamburkę!”.

    Zuziu12, masz rację, lepiej, że maturzyści nie muszą dawać z siebie wszystkiego – w dzień upalny.
    Ciekawa jestem, jakie mają tematy (dziś j. polski).

  65. Dzień dobry, a propos prasowania i Gizeli, ciekawe co ta ostatnia miałaby do powiedzenia na temat zaniechania tego pierwszego przez naszego Starostę…;). DUA, u mnie znów „Kalamburka” na nocnym stoliku:). Ech, świetny miała Pani pomysł z tą retrospekcją! A Gizelę, mimo kontrowersji charakterologicznych, można pokochać całym sercem. To jej, z pozoru banalne, uporządkowanie, staranność i pieczołowite dbanie o dom są tak pocieszające i godne zaufania, że chciałoby się o niej czytać, czytać i czytać:).

  66. Dzień dobry,
    ależ ta pogoda zmienna,wczoraj jeszcze tak ładnie było.
    Trzymam kciuki za maturzystów,ale żal mi ich trochę,że muszą pisać w taką pogodę.A może to i lepiej-bardziej się skupią.
    Mi to się nie chce iść do szkoły…:)

  67. Trzymajmy kciuki za maturzystów!

    Irenko, dla Ciebie dzisiaj to pestka. ale trzymam kciuki i tak.

  68. DUA i Celestyno – postepuje dokladnie tak samo w kwestii prasowania (przy licznej rodzinie to niezwykle ulatwienie), prasujemy tylko to, co konieczne. :)
    Piekny majowy poranek u nas – 20 stopni, slonce, kwiaty pachna i ptaki spiewaja…
    A teraz – do roboty, praca czeka.
    Milego dnia!

  69. Dzień dobry!
    Celestyno, mam tylko jedną bluzeczkę, wymagającą prasowania – delikatną, z wiązadełkiem, lejącą się – taką na wielkie okazje. Na szczęście unikam wielkich okazji, jak tylko się da. Oczywiście nie z powodu niechęci do prasowania! To jest niechęć do zadęcia. Ale i tak wszystko się ładnie składa.

    Nutko, przed Twoją kotką mnóstwo pomyślności, jak widzę!

  70. Pani Malgorzato! Jestem pod wrazeniem z tym prasowaniem. Kolejne pokrewienstwo:)
    Od lat tak wlasnie robie ( jesli jest mozliwosc, nastawia sie w programie pralki mniejsza ilosc obrotow przy wirowaniu), strzepnac, ladnie rozwiesic. Zadne prasowanie niepotrzebne:) Namawiam do tego kogo sie da.

    Dobranoc, kochani!
    Isiu, jaka ladna scena.

    A dzisiaj dowiedzialam sie nie znanej mi historii na temat ” tytulu” Maryi – Krolowej Polski.
    Opowiem przy okazji. Dobranoc!

  71. Przepiekna roza!
    Kwitnaca sliwa na jedwabiu tez. I haiku – za kazdym razem, gdy czytam te krociutkie i bogate utwory, zachwycaja mnie i wprowadzaja w zadume.

    Widze, ze powrocila dyskusja na temat imienia malej Mili. Milamela? Troche dziwnie to brzmi, wole po prostu „Mila”. Starosta wie najlepiej, nie ma obowiazku rozstrzygac tej kwestii, moze kiedys… (Moze Melania Milena Gizela, by wszystkich zadowolic).
    Ciekawe, jak nazywaja ja w Anglii, moze Millie? (To, oczywiscie, tylko takie luzne rozmyslania).

    Wysylam caluska dla Ksiegowych Blizniaczek, lubiacych ptaszki!

    I pozdrawiam cieplo Wszystkich (z DUA na czele), nieco zabiegana ostatnio bylam i zagladalam tu z doskoku, teraz moze znajdzie sie wiecej czasu. Na Sardynii piekna wiosna zawitala, nareszcie!

  72. Mądre Isiątka, kosy są wspaniałe.

    Mamo Isi, znalazłam w internecie informację, że kapuśniaczkiem nazywano dawniej deszcz, który padał w okresie sadzenia kapusty (najpierw kapustniak, potem kapuśćniak i wreszcie kapuśniak).

  73. Dobry wieczór!
    Podoba mi się majowa zieleń – jest taka świeża i pobudzająca.
    Dziś rano szukałam w bukiecie bzu pięciopłatkowych kwiatuszków. Ponoć przynoszą szczęście. Odłożyłam sobie jeden, ale moja kotka już go zjadła – ta metoda ponoć pomaga zatrzymać przy sobie pomyślność losu. Ale ja chyba nie będę tak eksperymentować.
    Serdecznie pozdrawiam!
    Nutka

  74. A to zwłaszcza miłe dla naszej Isi, która lubi ptaszki.
    Ściskam Księgowe Bliźniaczki!

  75. Dobry wieczór. Podzielę się wzruszeniem sprzed chwili.
    W ramach wstępu: Mamy zwyczaj dziękowania w modlitwie z dziećmi za różne osoby (babcię, dziadka, mamę itd.).
    Asia i Zosia stały na parapecie, tata, oczywiście, stał za nimi. Z zainteresowaniem obserwowali sobie widoki za oknem.
    W pewnym momencie Asia mówi: „W imię Ojca, Syna” i żegna się, tak jak umie.
    Potem podniosła do góry rączki i mówi: „Dziękuję”.
    Tata: Za co dziękujesz?
    Asia: Kosa.
    Tata: Za kosa?
    Asia, z przekonaniem: Za kosa. O, poleciał.

  76. A skąd!
    Znam autorkę, która nie prasuje z zasady. Wypierze, strzepnie, powiesi na słoneczko, na wiaterek.
    Czasu cennego szkoda.

  77. Ale nawet poeci muszą prasować od czasu do czasu. I ulubione autorki pewnie też.;)

  78. Celestyno, właśnie ten wiersz recytowałam szarpiąc bez. 2 wersy, bo reszta wyleciała mi z głowy. Poezja i ogród pięknie się komponują. Czyż nie? A teraz czeka na mnie proza życia- prasowanie.:)

  79. Dzień dobry,
    Pani Małgosiu,niech Pani robi co chce,to w końcu Pani pisze tą książkę.
    Milamela.
    Jaka Pani jest genialna,mi by na myśl nie przyszło,żeby tak połączyć te imiona.
    Celestyna ma rację!!:)
    Już się do niczego nie wtrącam,a swoją drogą,moja mam tak zawsze mówi do mnie i swojego brata
    Oj,co ja z wami mam.
    Zresztą mama mamy też.To chyba dziedziczne.:D

  80. K8,

    „Narwali bzu, naszarpali,
    Nadarli go, natargali,
    Nanieśli świeżego, mokrego,
    Białego i tego bzowego.”

  81. Moje też już kwitną!
    Siedzę sobie w ogrodzie, patrzę na nie i na zmianę czytam. Słońce, wiatr, tulipany.
    A jak ptaki śpiewają!

  82. Dzień dobry, DUA. Dzień dobry, Ludu. Pieśni 3- majowej nauczyła mnie Babcia Marysia. Śpiewałyśmy sobie pełnym głosem, nie przejmując się ustrojem.:)
    W moim ogrodzie są już pierwsze bzy! Białe. Naszarpałam 5 gałazek do bukietu dla mojej Mamy. Fajnie jest na świecie gdy wszystko rozkwita. Ściskam ciepło.

  83. Ach jaka piękna róża! Coż, przyroda nie moze obudzić się do życia na raz , najpierw pąki potem róże!

  84. Ja mysle, ze z Mila, corka Rozy to jest tak, ze pani Mila Borejko, przedkladajac zgode i pokoj w rodzinie ponad wszystko, wspanialomyslnie zrezygnowala z „patronowania” i zdecydowala w czasie pamietnej wizyty pana Schoppe, ze ma byc Milena. Tak jak on to zrozumial i bardzo sie tym wzruszyl, gdyz tak miala na imie jego matka. Uszanujmy jej wole:)
    Cytat juz kiedys przytaczalam.

  85. Już przeczytałam, Justysiu! Ciekawe! Dziękuję!
    Miło pomyśleć o tym ciepłym przyjęciu LMM w Polsce.

  86. Dzień dobry świątecznie i majowo!
    Donoszę, że polski trop w biografii LMM już jest. Dopiero co zaczęłam czytać, a od razu znalazłam we wstępie. Cytat umieściłam we wpisie o LMM, żeby było na temat.

  87. Dobry wieczór! Zamierzam sobie zrobić drzewo genealogiczne Borejków, ale nie wiem, co wpisać przy małej Mili. Może po prostu Mila?

  88. Milamela Gizela?
    Oj, co ja z Wami mam!
    Na wszelki wypadek … może by tak jeszcze we „Febliku” nie rozstrzygać tej kwestii?
    Tak chyba zrobię, Zuziu12.

    Kawo Inko, dobry wieczór (bezchmurny, cichy, z ogromnym księżycem)!

    Spędziłam dziś cudowny dzień w ogrodzie, napracowałam się do bólu kości, wszystko posadziłam, podlałam, podparłam i przycięłam co trzeba. Jestem szczęśliwa.

  89. Dziś w Krakowie pochmurno, ale nie pada. Za to kropiło nam wczoraj wieczorem. Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza Panią Małgosię :)

  90. Ostatnio była tu mowa o małej Mili i tak sobie czytam „Żabę”,i doszłam do fragmentu,w którym Róża mówi,że babcia prosiła,żeby na drugie miała Gizela.
    I co teraz,czy prośba poskutkowała?

    Wydaje mi się,że więcej osób lubi Laurę,ale ja zdecydowanie wolę Różę.Takie moje skromne zdanie :)))
    Dzień dobry!

  91. Kos drze się jak opętany? A ja myślałam zawsze, że pięknie śpiewa ;) To mój ulubiony ptak.

  92. Nie masz za co przepraszać Zuziu :)

    A teraz trzeba szczęśliwie do tej Warszawy dojechać…
    Pozdrawiam wszystkich, miłego weekendu życzę.

  93. Pozdrawiam wszystkich maturowiczow odwiedzajacych te strone! W rzymie tez kwitna kasztany od tygodnia.
    Duzo dzis tu rodakow, dlugi majowy weekend.
    A roza przepiekna!

  94. Eviku,aż się zachłysnęłam herbatą,do tego wybuchnęłam śmiechem.
    Ależ mam rumieńca na twarzy.Jak mi strasznie głupio!!!!
    Przepraszam.
    Oj tam,kciuki i tak trzeba trzymać,za wszystkich!
    :)))

  95. O to za moja kuzynkę również można potrzymać kciuki (maturzystka). Ja już to robię za wszystkich zdajacych Egzamin Dojrzałości. Co do Komunii to moja siostra przystępuje. Nie mogę się doczekać tych wszystkich ciast. Mam słabość do maminego pieguska.

  96. Ojej, tyle pochwal, jak mi przyjemnie, bardzo dziękuję:) I prawda, że od razu chciałoby się znaleźć w opisanych miejscach?

    Wciąż nie mogę znaleźć egzemplarza domowego, a kupiony jeszcze nie doszedł, ale przypominam sobie, że żarłam się okrutnie z korektorką, która była zwolenniczką zamieniania „który” na „co”. Pamiętam, że czytając potem ksiązkę zgrzytałam zębami w miejscach, gdzie przeforsowała swoją wersje;)

    Chyba sięgnę po oryginał i też wlezę do rajskiego ogrodu różanego z białym kotem Idiotem;)

  97. A jakie piękne róże przetłumaczyła mama Isi w „Przyziemnej magii”! Ach, jaki rajski różany ogród na Korfu! Rozpoznaję wszystkie boskie odmiany, damasceńską, Ispahan, York and Lancaster…Pięknie napisane, przełożone równie pięknie.

  98. Jutro mamy Dzień Flagi i taka ładna róża z tej okazji. Może niezupełnie z tej okazji, ale ładnie pasuje :)
    Pozdrawiam.
    PS. Mimo, ze bez pieska, to wieczorami nadal spaceruję.

  99. Nadzwyczaj lubię te Wasze opowieści z dalekiego świata.
    Dobrywieczorku, ależ przygoda z tą Afryką, co?
    Miło pomyśleć, że tyle tam dobrych, polskich śladów zostaje. Dziękuję za te wiadomości!
    Tak, mieliśmy tu kiedyś Księgową miłą, która odzywała się bodaj z Brazylii.

  100. Zuziu, występuję w roli matki chrzestnej :)
    Swoją Komunię miałam dawno temu 1 czerwca.

  101. Komunię?
    Zazdroszczę,ja też bym chciała jeszcze raz.Była cała rodzina i przepiękna pogoda, do tego dostałam przepiękne farby!
    Cudnie!To trzymam kciuki i za maturzystów,i za…nie,nie komunistów.Dzieci idących do Pierwszej Komunii Świętej.

  102. Och, ta róża jakby się bitej śmietany najadła ;-) Piękna!

    Wróciłam z buszu i cóż widzę? Na stronie wizyty z kolejnych kontynentów – ukłon w stronę Azji, Wannabe! Ciekawe, czy zagląda tu ktoś z Australii albo Ameryki Południowej…
    Krótkie sprawozdanie – przyrodę pooglądałam, jezioro Moero i całkiem spory wodospad na rzece do niego wpływającej widziałam, zajmowałam się głównie odpoczynkiem i robieniem zdjęć dzieciom. Od kiedy istnieją aparaty cyfrowe Afrykańczycy bardzo lubią robić sobie zdjęcia i na wsi nawet nie żądają za to pieniędzy – w przypadku aparatów analogowych bali się, że aparat kradnie im dusze. Dzikich zwierząt nie widziałam, bo busz był tylko po drodze do misji franciszkańskiej, a sama misja znajduje się w „wiosce”, liczącej 12 tys. mieszkańców i zwierzęta z okolicznych lasów są „wyjedzone”. Za to kupiłam sobie miodu z lasu od Pigmejów Batembo – pierwsza generacja dzieci z tego plemienia chodzi do szkoły dzięki zmarłej w zeszłym roku siostrze Teodorze Sarzyńskiej – może w przyszłym roku pierwszy chłopiec z tego plemienia zda maturę!
    Bieda tam okrutna, wioska jest w górach, więc uprawianie pól jest bardzo trudne i przy takiej ilości mieszkańców niektórzy do swojego poletka muszą iść kilka godzin. A maturzyści na egzamin udają się do oddalonego o 35 km miasta – pięć godzin piechotą, bo nie ma żadnego transportu publicznego, a droga jest górska…
    A propos trzymania kciuków – jeden ksiądz proponował, żeby je trzymać na różańcu :-)
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich fanów wiosny :-)

  103. Wszyscy potrzymamy kciuki, za wszystkich maturzystów, ale za naszych – zwłaszcza!

    Mamo Isi, przyszła książka z Allegro, czytam sobie właśnie. Co za ładny, świeży przekład!:)
    Nota bene, już kiedyś czytałam tę powieść, delfina poznałam od pierwszego rzutu oka. I musiałam ją czytać w tym przekładzie, bo innego chyba nie ma?
    No, popatrz, jak to się plecie.

  104. Piękna róża, choć nie jest dziełem Matki Natury….

    U mnie deszczowo. Ale mam nadzieję, że do niedzieli się wypogodzi, przynajmniej w Warszawie. Komunię mam ;)

    Kciuki za maturzystów oczywiście trzymam.

  105. Oniemialam z zachwytu. Cudowna roza.
    Irenko, bede trzymac kciuki, tak dla sportu. Wiadomo, ze ci dobrze pojdzie.

  106. Dzień dobry! ależ tu majowo! Od razu napiszę, że trzymam już kciuki za Irenkę (symbolicznie, bo przecież wiadomo…:-) Profesor by się cieszył. Maj prawdziwy, w ogrodzie już piękne bzy. Zimno, ale pachnie i ta prawdziwa zieleń! I rabarbar już jest własny. Będzie tarta rabarbarowa z mascarpone własnej kombinacji:-) Dobrego dnia!

  107. Róża wybitnie polska i cudna. Milamela też pasuje do Różanego Dzieciatka. Mam nadzieję, polubi kwiaty, bo to do niej pasuje.

  108. W Gdyni też pada – niejaki kapuśniaczek. Ale znacznie bardziej uporczywy od swego braciszka z wiersza Tuwima.
    A swoją drogą, skąd deszczowi do kapuśniaczka? Bo w necie jeno skojarzenia na zupę lub pasztecik z kapustą.

    Ech, Starosto, czasy nie dość, że są zepsute, to jeszcze ostateczne. Nie ma letko.

    Zgredu, wielkie dzięki za dokopanie się w t.I p.Doroszewskiego do p.Zarembiny i jej „Polnych gruszy”.
    Pokopałam dalej i okazuje się, że „Polne grusze” to powieść dla młodziezy, która swego czasu wygrała w konkursie „Świata kobiecego”.
    Zaś „Świat kobiecy” to przedwojenne czasopismo „poświęcone modzie i sprawom kobiecym”.
    „Polne grusze” wydała w 1948 też przedwojenna Wielkopolska Spółdzielnia Wydawnicza, którą zapewne zaraz potem znajcjonalizowano, a potem już nikt. Zapewne zawierała ta powieść niesłuszne treście, które mogły zdeprawować młodzież jedynie słusznego ustroju. Albo owa Wielkopolska Spółdzielnia Wydawnicza wykupiła prawa wydawnicze. Bo przecież sama Szelburg-Zarembina była dalej wydawana i hułubiona.

  109. Wyjątkowy pan Falkowski. Nikt tak jak on nie przygotuje do matury z polskiego.
    Wielki wielbiciel twórczości i w ogóle – osoby prof. Zbigniewa Raszewskiego.

  110. In toto jeszcze nie, ale do tego zmierzam :)
    A na razie w świetnej książce Stanisława Falkowskiego „Rządcy dusz”, którą czytam sobie w ramach ostatnich powtórek, trafiłam na motto pochodzące z „Listów” Profesora Raszewskiego. Bardzo lubię takie miłe małe odkrycia.

  111. Ożywiający, orzeźwiający deszcz, nawadniający wysuszoną ziemię, życiodajny. I my ludzie musimy dbać o to, co nas ożywia, co jest pokarmem dla naszego wzrostu (nie o rośnięcie w sensie biologicznym rzecz jasna mi chodzi : ). Lubię taki orzeźwiający deszczyk, zwłaszcza, gdy zza chmur co raz połyskują promienie słoneczne.
    Irenko, Tobie zaś życzę, byś potrafiła wykorzystać w tym czasie to, nad czym przez lata pracowałaś. Powodzenia!
    A w tle Brian Crain… Ach! Oduśmiecham się do rodziny Sowiątek leśnych. : ) I zmykam, Zambia w różnych wersjach po polsku i po angielsku czeka, aż ją bardziej odkryję.
    Umajenia Wam życzę, jak mnie pożyczyła dobra duszka. Umajajcie się, ileż tylko możecie! : )

  112. Dzień dobry,
    piękna róża i cudowny fragment.
    Nareszcie bzy się rozwijają,ale róże jeszcze nie:(
    Chyba będzie padać,takie niebo zachmurzone.
    Wczoraj był apel z okazji trzeciego maja.Piękny.

    Milemela,pysznie!
    Mam słabość do nazywania przez Panią bohaterów: Matalia,Zazula itd.
    Moja kuzynka też zdaje maturę,a jak się denerwuje!Mój tata chodzi do niej na korepetycje z matmy.
    :)

  113. O, coś mi się zdaje, że Irenka już jest po lekturze Raszewskiego in toto. Także „Teatru w świecie widowisk” i „Krótkiej historii teatru polskiego”- to fundamentalne dzieła ZR.

  114. Hej, też mi się śpiewa to samo od wczorajszego wieczoru.
    Nas w chórze liceum im. Dąbrówki także uczono konspiracyjnie tej pieśni zakazanej. To były lata 60te!

    Patrycjo kochana, z przyjemnością śledzę Twój rozwój. Już jestem całkiem spokojna o Twoje losy. Mądre jesteś dziecko.
    Pomyśleć tylko, Irenka przyszła tu do nas, gdy była w Twoim wieku!

    Zgredziku, dzięki za wyjaśnienie skrótu i miły wpis. Co do deszczu: można by ułożyć piękną antologię jego literackich portretów. Zresztą, malarskich też. Antologię otwierałby jesienny deszcz Staffa, a kończył – ten majowy Capka.

    Widzisz, Mamo Isi? Czasy nie są aż tak zepsute, może jeszcze nawet i teatr się odrodzi.

  115. Bardzo goraco polecam Irence „Raptularz” Z.Raszewskiego, w ktorym to notowal sobie mnostwo ciekawych uwag do ogladanych (zawodowo i dla przyjemnosci) przedstawien. Kopalnia wiedzy o teatrze!
    Nie wspominajac innych, naukowych opracowaniach Profesora.

  116. Czlowiek czyta tytul i od razu spiewa:)

    Z ta piesnia mam zwiazane wspomnienie, jesli mozna.
    Jako 11 letnia dziewczynka (rok pamietny 81) zostalam przez znajoma pania doktor wyslana do sanatorium w Zakopanem na kilka miesiecy, tam chodzilam do szkoly, wszystko bylo doskonale zorganizowane. Pamietam dobrze nastroj tamtego czasu. Zblizalo sie swieto majowe (3 maj) i wychowawcy pod wplywem sprzyjajacych okolicznosci postanowili je uczcic akademia (mlodszym czytelnikom wyjasniam, ze przez dlugie lata zabroniono nam swietowac 3 maja, w wikipedii jest historia swieta, zerknijcie).
    W tym celu przychodzil pan pianista cwiczyc z nami „Witaj majowa jutrzenko”. Zapamietalam, ze wszystko odbywalo sie w atmosferze konspiracji, te wypieki pan wchowawczyn na twarzy, kiedy juz wszystko udalo sie przygotowac. „Witaj maj, trzeci maj, dla Polakow blogi raj!”wyspiewywalismy glosno.
    I pamietam jak dzis, ze spadl wtedy snieg, wielkie biale platki widziane z okien auli.

    A dzisiaj u nas bardzo zimno i deszczowo. Ten ozywczy deszcz u Capka wyglada nieco inaczej.
    Piekna roza!

  117. Ale ładny fragment. Ach, jak ja kocham przyrodę…
    Czytam starą KG i tam Irenka ma 15 lat. Czyli też 2./3. gimnazjum. A teraz już szkołę kończy! Jak ten czas szybko leci. Będę, Irenko, trzymać kciuki!
    Aha, jeszcze do poprzedniego tematu. Kieruję się w życiu dwoma (dwiema?)zasadami: Szanuj siebie na tyle, by odejść od wszystkiego, co ci nie służy, co cię nie rozwija, co nie daje ci szczęścia. Druga: Jesli przewodnikiem naszym będzie natura nigdy nie zbłądzimy.(to z Pani książki!)

  118. Cudna róża w naszych barwach narodowych.
    Dla mnie może się nazywać majową jutrzenką.

    Bardzo do mnie przemawia ten przejmujący zachwyt nad misterium deszczu.
    Lubię wodę i lubię ten opis.

    A teraz odniosę się do Doroszewskiego wspomnianego pod wpisem „Gałąź kwitnąca”.

    Tajemniczy zapis „Zar. Grusze 11.” jest w dużym stopniu wyjaśniony w tomie pierwszym słownika
    na stronie CLI (numer rzymski) i oznacza co następuje.
    Ewa Szelburg-Zarembina „Polne grusze” Wyd. 2. Poznań 1948 Wielkopolska Spółdzielnia Wydawnicza.
    11 oznacza najprawdopodobniej stronę jedenastą.

    Wydaje mi się, że we Wnuczce mówi się o przeszłości, jako o czasach, kiedy były jeszcze prawdziwe teatry.
    Mam nadzieję, że czasy te wrócą.
    Dobranoc!
    :-)

  119. U nas też mogłoby jeszcze popadać. Na przykład w nocy. A jutro od rana piękne słoneczko. Miło tak pomarzyć. Ciekawe, co na to natura? Dobrej nocy i pięknego maja :)

Dodaj komentarz