Gałąź kwitnąca

jakuchu

Itō Jakuchū
(伊藤若冲; 1716–1800)

„Kwitnąca śliwa i księżyc”(1755),
tusz i farby wodne na jedwabiu.

 

 

Śliwy w kwiecie

Moja wiosna

Jest zachwyceniem

                            Issa

 

 

Świat rozpaczy i bólu.

Kwiaty kwitną

Nawet wtedy.

                             Issa

 

 

Zaufaj:

Czyż płatki kwiatów

Nie sypią się w dół jak trzeba?

                             Issa

 

 

Co za księżyc –

Złodziej przystaje

Żeby śpiewać.

                           Buson

 

 

Oby temu,

Który tej nocy przynosi kwiaty,

Świecił księżyc.

                         Kikaku

 

 

Dźwięki milkną.

Kwiaty pachną,

Dzwon zadzwonił wieczorem.

                         Basho

 

 

Jakże chciałbym zobaczyć

Między kwiatami o świcie

Twarz Boga

                        Basho

 

 

 

Z tomu „Haiku” – wybór i przekład Czesława Miłosza,

Biblioteka NaGłosu, Wydawnictwo m,  Kraków 1992

145 przemyśleń nt. „Gałąź kwitnąca

  1. Gratulacje dla cascioliny i jej pierworodnego Marco! To bardzo ladne imie nosi tez maz Kris, ktorych tez pozdrawiam!
    Benvenuto Marco!

  2. Casciolino, dobry wieczór, a cóż za wspaniała wiadomość! Cieszę się ogromnie i z całego serca gratuluję!
    Marco! Podoba mi się!
    Jak Marek Aureliusz.
    Albo Pałys.
    Proszę ode mnie czule uściskać syneczka.

  3. Niecałe cztery lata temu dzieliłam się w dawnej Księdze Gości radością z zamążpójścia, a dzisiaj chciałabym całemu światu ogłosić, że mam najcudowniejszego synka na świecie! Urodził się 18 kwietnia, a 25-go (data tego wpisu) świętował po raz pierwszy imieniny. Zgodnie z rodzinną tradycją wybraliśmy dla niego rzymskie imię: Marco. Muszę dodać, że decyzja w sprawie imienia zapadła, kiedy czytałam „Wnuczkę do orzechów”: chciałabym bardzo, żeby nasz Marcolino (nazywany też Ryjkiem i GłodoMarkiem) wyrósł na tak mądrego, odpowiedzialnego mężczyznę, jakim jest Marek Pałys :)
    Z serdecznymi pozdrowieniami, K+V+M

  4. Wyjechaliśmy na weekend w lasy. Donoszę, że słyszałam dzisiejszego wieczoru kukułkę! Kwartową, w dodatku kukającą w tonacji F-dur. Nasłuchuję dalej.

    WioluM: :)))

  5. Dobry wieczór!
    Kasztany rzeczywiście w rozkwicie. Irenko, powodzenia, to na pewno będzie świetnie zdana matura, a potem piękne studia.
    Szkoda, Starosto, że Ananas jednak nie ma kwiatków. U mnie też tylko malinówka obsypana różowym kwieciem. Za to na Ananasku pojawiły się jakieś robaczki w jeszcze nierozwiniętych listkach. Mam nadzieję, że sobie pójdą i nie zaszkodzą drzewku. Uśmiecham się majowo do Wszystkich :)

  6. Irenko! Jeszcze rok temu byłam na Twoim miejscu i na samą myśl o maturze dostawałam palpitacji serca, a mózg mój się resetował. Dzięki Bogu, zdałam. I to jak! (Proszę wybaczyć przechwałki.) A jeśli chodzi o studia, to wybierz taki kierunek, który do Ciebie przemawia. Ja wybrałam edytorstwo i nie zamieniłabym go na nic innego! :D

  7. Milamela. Tak na nią będą mówić w domu.

    Tak, Irenko, studia wspaniałe. Ale zatrudnienia potem może nie być.
    Tylko, któż to wie?
    Może nastąpi renesans teatru, odrodzenie inteligencji polskiej, zmiana priorytetów Ministerstwa Kultury etc.
    Wszystko jest możliwe.
    A co sobie miło a ciekawie postudiujesz – to twoje.

  8. Ależ mi dodał otuchy ten entuzjazm Starosty! Naprawdę. Dziękuję, trzy dni przed maturą nie jest się pewnym niczego.
    I miło mi, że Milena na pierwszym miejscu :)

  9. Aaa, mam! Rzeczywiście stanęło na Milenie Melanii. Dobrze sobie przypomniałam, kto by pomyślał, po latach! :D
    Ten sam poniedziałek, tylko później:

    34947)
    Małg M
    Lokalizacja:

    Poniedziałek, 22. Października 2012 19:28
    Aaaa! To jest myśl genialna, Kris!- podoba mi się.
    Żeby tylko nie zaczęły się spory, czy to Milena Melania, czy Melania Milena.
    34946)
    kris
    Lokalizacja:

    Poniedziałek, 22. Października 2012 19:26
    A może mała Mila to Milena Melania?

    :)

  10. Ściskam Cię, Ateno, jakbyś była jaskółką!
    Celestyno, tak jest. Scena nad jeziorem, płatki się sypią, a ja tu znajduję haiku w temacie.

    Irenko, olaboga, co ja się naobiecywałam w tej sprawie. I jak sprzecznie! Faktycznie, czas już najwyższy sprawę ostatecznie ustalić. To musi być Milena. Na drugie – Melania.

    Wiedza o teatrze! Wszystko w tej kwestii zawdzięczać będziesz profesorowi Raszewskiemu! Hura!
    No i – bez żadnych wątpliwości – tylko mili i na poziomie koledzy i koleżanki. Studiujący wyłącznie dla przyjemności studiowania.
    Chyba będziesz zachwycona tymi studiami! Gratuluję!

  11. Czyli miala Pani piekny fluid z Issa, a raczej swiezo wowczas wydanym przekladem:)

    Co do Mili: w Czarnej polewce jest scena wizyty pana Schoppe u Borejkow. Na jego pytanie jak dzieciatko ma na imie, i odpowiedz, ze Mila, pan Schoppe doznal wielkiego wzruszenia i powiedzial: „Mila?Milena?Moja matka byla Milena..”
    Po dluzszej chwili w kuchni odezwala sie taktownie pani Borejkowa.”Tak, tak. Milena to piekne imie”.

    Chyba na tym w koncu stanelo:)

  12. „Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru” – egzaltowana potworność. Już lepszy był z Szemiotha malarz, niż poeta.
    Tym razem braciszek Cadfael mnie rozczarował zakończeniem. Eee.

  13. Wstępnie Wiedzę o Teatrze w Akademii Teatralnej, ale tak naprawdę wszystko może jeszcze ulec zmianie, i pewne jest tylko że nie zostanę studentką fizyki.
    Jeśli mogę wtrącić się do rozważań Milenowo-Melaniowych, to jakimś cudem mam w tej kwestii zachowany dowód niemal rzeczowy:
    Poniedziałek, 22 października 2012 g.16.00
    Aga: Pani Małgosiu,
    kiedyś powstała tu dyskusja, czy mała Mila to Melania, czy Milena- o tym mieliśmy przekonać się „wkrótce”. Ja nie doczytałam się w „McDusi” rozwiązania tej kwestii (ale czytałam szybko i zachłannie,hehe…), może coś przeoczyłam??
    Irenka: A czy to się przypadkiem nie wyjaśniło jeszcze w „Czarnej polewce”?
    Ja żyję w przekonaniu, że Milena.
    MM: Zostawiłam tę kwestię w zawieszeniu, jako mniej istotną.
    Ale czas będzie się zabrać i za małą Milę, ha!
    Irenka: Mileną jest, Mileną. Czyż Babi nie kiwnęła wtedy głową?
    MM (uroczyście): Irenko!
    Dla ciebie to zrobię.
    Mileną jest, Mileną.

    Ale z tego co pamiętam, ostatecznie stanęło jednak na Milenie Melanii ;)

  14. Dzięki za sprawdzenie, Madziu niezawodna.
    Celestyno, to nie była inspiracja. Najpierw mi w książce spadały białe płatki, a na końcu dałam motto z haiku w przekładzie Miłosza.
    Pan M. bardzo się tym uradował. Napisał mi ponadto, że strasznie mu się podoba tytuł „Pulpecja”.

  15. Irenko, już? Kasztanami się interesujesz?
    Ja też na nie spoglądam. Lubię je.
    No, to szkoda, że koniec najmilszej szkółki (aż przyjemnie przeczytać takie określenie). Ale dalej też może być miło. Co wybrałaś, jeśli wolno zapytać?

  16. Dobry wieczór.
    Też mi się wydawało, że już stanęło na Milenie Melanii, ale nie byłam pewna , zaczęłam więc szukać , od „Czarnej polewki” zaczynając, ale nic nie znalazłam. Za to miło sobie trzy tomy poprzeglądałam i poczytałam. W końcu przyszło mi do głowy, że kwestia była poruszana w starej Księdze i wtedy to właśnie padało rozwiązanie. Pewności nie mam, ale mam dobry nastrój po podczytywaniu. A dobry nastrój przyda się weekend majowy – czas wytężonej pracy. ;) Pozdrawiam!

  17. Dobry wieczór!
    Strasznie dawno mnie tu nie było i dopiero teraz widzę, ile się zmieniło i jak tu teraz ładnie i wiosennie!
    Nie było mnie od niepamiętnych czasów głównie z powodu nagromadzenia szkolnych obowiązków. W piątek oficjalnie skończyłam swoją ostatnią (i bezsprzecznie najmilszą ze wszystkich, z którymi miałam do czynienia) szkołę i zorientowałam się, że kasztany już kwitną. Chyba podziałało to na mnie silniej niż wszystkie sygnały ostrzegawcze wysyłane przez grono pedagogiczne i rodzinę – oto, jak potężny wpływ ma natura na życie ludzkie! ;)
    Ciekawa jestem, czy ktoś poza mną z bywalców Księgi (właściwie to już nie Księga, ale mniejsza o to) szczególnie zwraca w tym roku uwagę na kasztanowce? Byłoby raźniej :)

  18. Czolko, czolko:)

    A wczoraj czytalam to: „(…) tarnina gubila biale platki, ktore spadaly na ziemie dokladnie tak, jak trzeba,(…)”
    i pokojarzylam, ze inspiracja przyszla z tego wlasnie wspomnianego de wpisie tomu Haiku.

  19. „Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru ” , no kto by pomyślał!
    Celestyno, Borysy dziewczyny też są w porządku. Nasz Wójt na przykład.

  20. Jaskółko, czarna chmuro?
    Czarna dziuro?
    Och, muszę sprawdzić w sieci, bo zaraz mnie to zacznie męczyć.

  21. Stan Borys na przykład. „Jaskółko, czarna” …eee…nie pamiętam dalej.
    Czółko, Celestynko!

  22. Borysy to fajne chlopaki. Znam jednego bardzo milego i porzadnego Rosjanina. W dodatku uderzajaco podobny do Grzegorza Turnaua .
    Pozdrawiam Was wszystkich, na czele z ukochana pania Malgorzata!

  23. Nic to – jak rzekł był Wołodyjowski. Wracam do „Dead Man’s Ransom”, bo jestem jak zawsze w najciekawszym miejscu, a dzisiaj na mnie wypada nocny dyżur przy maleństwach. Muszę przedtem dowiedzieć się, kto był mordercą, choćby nie wiem co!

  24. Pszczółek mało było latoś w koronach drzew kwitnących, potwierdzam.
    Pan pszczelarz sąsiad twierdzi, że jest zaraza.

  25. Doroszewski opatrzył cytat tajemniczym „Zar.Grusze 11”. Zapewne gdzieś we wstępie zapodał spis ksiąg, z których czerpał cytaty wraz ze skrótami, ale któż tego dojdzie w dzisiejszych, zepsutych czasach?

  26. Nie jestem odjazdowa. To jest wisielczy humor, bo choć trochę cieplej dziś, ale wiater duje lodowaty. Biedne kwitnące czereśnie; nie będąc wiatropylnymi, jeno wymagając jakiej pszczoły czy czego zbliżonego do zapylenia, są bez szans, biedactwa. A my tak lubimy czeresnie;( Ech.

  27. Tylko wciąż nie wiemy, kogo cytuje Doroszewski?
    Ech, żucie, żucie. Jest ciężkie.
    Natomiast co do rozpuknięcia: nigdy, przenigdy nie jest spóźnione.

    Osiria rose niezwykła, biało-czerwona autentycznie. Czego to ludzie z głodu nie wymyślą!

  28. A w mocno spóźnionej kwestii rozpuknięcia mam tylko do dodania cytat w temacie z Doroszewskiego:
    „Przed przyźbą na grzędzie rozpuknęły się ostatnie pączki georginii.”

  29. :)))))
    Mamo Isi! Aleś odjazdowa.

    Klaudynko, róży tej nie znam, lecę sprawdzać.
    Magnolie też są w Kórniku. Pobliskim, zresztą.

    Afrykandru, ja polecam ponowić próbę. Gran Padano do sejfu i uzupełniać luki w produktach.

  30. Zapomniałam napisać, że ostatnio natknęłam się w internecie na zdjęcia pięknej róży – osiria rose. Pani Małgosiu, czy zna ją Pani? A może Księgowi kojarzą?

  31. Dobry wieczór!
    Haiku urocze. Nic dodać, nic ująć. Jak zobaczyłam tę kwitnącą śliwę, to zaraz mi na myśl przyszły magnolie, które rosną na dziedzińcu mojej uczelni. Patrzę na nie za każdym razem i nie mogę się nadziwić, jak Pan Bóg mógł takie cuda stworzyć! Przeczytałam sobie poprzednie komentarze o burzy i przypomniało mi się jak mój dziadek zawsze mówił, że pierwsza wiosenna burza jest najważniejsza, bo „rusza” ziemię i dopiero wtedy wszystko zaczyna rosnąć. Bardzo lubię te dziadkowe mądrości. Ma ich mnóstwo, wszystkie związane z rolnictwem! Wyglądam właśnie przez okno i widzę forsycje, które już prawie w całości przekwitły. Szkoda! Bardzo je lubię, zwłaszcza takie żółciutkie jak mała kaczuszka. :)

    P.S. Książki niezbędne do napisania pracy z tekstologii znalazły się! Hurra! Zaraz wezmę rękopis Leśmiana pod lupę. Już zacieram łapki. :D

  32. Borys, DUA, to jest to.

    Milena Melania, zawsze uważałam, że na tym stanęło. Ale ja lubię niedomówienia.

    Wracając do domu kupiłam Gran Padano, bo zaśliniłam się na myśl o tarcie ze szpinaczkiem i fetą. Jak się okazało – Nażeniony fluidowo zamarzył o naleśnikach ze szpinaczkiem i fetą, więc kupił fetę. Nikt nie kupił szpinaku. Poszłam kupić szpinak. Rodzina tymczasem wyżarła Gran Padano. To się robi logistycznie surrealne.

  33. Czy będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że tarta wyszła przepyszna? ;-) Wszyscy zachwyceni.
    Ależ oczywiście, że zwyczajne życie jest naprawdę miłe. Chociaż ja zauważyłam to dopiero wtedy, kiedy zaczęłam inaczej myśleć. Teraz mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

  34. Jakże dobrze sobie do was zajrzeć tak trochę bardziej na spokojnie, nie „w przelocie”, jak to bywało ostatnio.
    Sowo Droga, przepiękna ta melodia, już czwarty raz ją słucham i myślę, że przez cały weekend majowy będzie mi towarzyszyła. Zwłaszcza, że przy takiej muzyce dobrze mi się pracuje, pisze wszelkie prace na studia i inne różnostki własne. Dziękuję więc za to dzielenie się rodzinie Sówek : )
    Tymczasem powinnam oderwać się już od laptopa, zająć tym, czym trzeba się zająć, a wieczorem zabrać za przygotowanie brokułowej pasty. Zabieram się więc stąd, zabieram!

  35. Tak, Króliku! Trzymajmy się, nie dajmy się!
    Zwyczajne życie naprawdę jest miłe. Niech nam media nie robią zupy z mózgu, tumaniąc i strasząc.

    Aha, Aleksandro! Niestetyż, niestetyż…. mój „Ananas Berżenicki” wypuszcza tylko listki. O biało-różowych czubeczkach! Dlatego dopatrzyłam się pączków kwiatowych.
    A tu figa. Trzeba jeszcze parę lat poczekać.

  36. Dzień dobry,
    Zajrzałam do Receptariuszyka, a teraz tutaj. Gałąź kwitnąca cudowna. I haiku. Już czuję się zreanimowana. Przepis na ciasto szpinakowe (wraz z uzupełnieniami) brzmi pysznie – zanotowałam. „Zanurzyłam się” w waszych optymistycznych rozmowach, za oknem słońce. Jest dobrze. Serdecznie pozdrawiam!

  37. Jak byłam mała to, gdy śmiałyśmy się z siostrą do rozpuku, mówiłyśmy, że się rozpukniemy i od tego jeszcze bardziej chciało nam się rozpuknąć np. na dwoje. Dawno tak się nie śmiałam.

  38. W ogóle rodzina Schoppe znikła na horyzoncie, ale jestem pewna, że kiedyś i na nia przyjdzie czas.

    Dobranoc raz jeszcze!

  39. Tak, jakoś mi dziecina zeszła z głównego planu. Dobrze, jak chcesz, żeby była Melania, to tak niech zostanie.
    A może – dwojga imion? Dla zgody w rodzinie?

  40. Aaa… To jeszcze nie wiadomo!? Byłam pewna, że Melania. To imię jest pełne magii i tajemnicy. Jest śliczne, ale nie interweniuję.

    Dobranoc!

  41. Pani Małgosiu Droga, jak nazywa się córeczka Róży? Toczę o to spór z przyjaciółka. Melania czy Milena? Nie mogę sprawdzić w ksiażce, bo pożyczyłam cioci :(

  42. Ja wiem skąd!- ale nie wiem, czy dziecinki wiedzą. Bo nie wiem, czy w szkole teraz uczą o przepióreczkach.

  43. Poniechać? Never! Jam wszak wierny pies bernardyn, gdyż ‚takie są moje obyczaje’. /Skąd cytacik, dziecinki?/

  44. Tak też mi się zdawało z tym spukaniem jadów, właśnie z powodu znanego mi słowa „rozpuknąć się”- występuje w legendzie o smoku wawelskim.
    Babciu Gąsko Ukochana, wszak pamiętam, żeś polonistką, tylko myślałam, że nas poniechałaś. Jak to dobrze, że NIE!
    Dzięki za głos autorytatywny.

    Patrycjo, jakże mi miło, że dzięki nam śmiejesz się także, gdy jesteś sama! Hura!
    Nota bene, mnie się to całe życie przytrafia.
    I gadanie do siebie. Pamiętam, jak się w liceum ucieszyłam, przeczytawszy u Romain Rollanda („Dusza zaczarowana”), że Anetka, główna bohaterka, szła sobie ulicą i to gadała do siebie, to wybuchała śmiechem, a ludzie na nią dziwnie patrzyli. Wydała mi się natychmiast bratnia duszą (zaczarowaną!).
    I poczułam się mniej dziwaczna.
    Ta strona (Przyroda Polski) piękna jest i fascynująca, często tam zaglądam.

  45. Cha, cha! Nie mogę, muszę to napisać. Czytam właśnie KG z archiwum i śmieję się w głos, tym bardziej to niezwykłe, że raczej się nie śmieję, gdy jestem sama. Pani Małgosia: „Zobaczcie, jak gada wiewiórka!-no, jakbym głos Wójta słyszała!”. Wójt: „A głos wiewiórki!!! :D Ktoś mnie nagrał w tej tragicznej chwili, gdy orzech nerkowca utknął mi w przełyku.” Moja wyobraźnia w tym momencie ruszyła i nie wytrzymałam. :D :D

    PS. Chodzi o głos wiewiórki ze strony: przyrodapolski.org/fotografia_przyrodnicza.php

  46. Dzień dobry, „niech się spuka jady” = „niech pęknie ze złości”. Spukać się =pękać. Jeszcze teraz czasem się słyszy na wsiach „rozpuknąć się” (np. z przejedzenia), czyli staropolszczyzna przetrwała w gwarze. Nie jestem polonistką z zawodu, ale po prostu lubię Słowa, ich znaczenia i rodowód :)

  47. Wiem, wiem: spuka jady – pęknie od jadów! Czyli – złości.
    Czego nikomu nie życzymy, choć zazdrośnicy cnoty (virtus) sami to sobie funduja.

  48. Nieśmiało przypomnę, żem ja też polonistka, więc pozwolę sobie napisać, że ‚spuka’ znaczy pęknie. Rozpuknął się smok wawelski, na ten przykład. „Pęknie od jadu”, tak to należy rozumieć.
    Ucałowania.

  49. Cieszę się bardzo z tego przepisu, bo od kilku lat marzę, by zrobić tartę. Muszę go przetrawić. Jak jest przepis od Starosty, to będzie dobrze.
    Wczoraj znalazłam przepis dla dzieci na zupę serową: marchewka i serek topiony (to coś dla mnie, mogłam zrobić). Córce smakowała, dla mnie trochę za mdła. Nie wiedziałam, że mogą być tak proste potrawy!
    Dzisiaj znalazłam przepis na zupę pieczarkową: pieczarki, masło i warzywa. Dziecko jakoś mobilizuje.
    Mam pytanie dotyczące sałatki „Bolesław”. „Papryki dwie czerwone poplasterkowało się na ostrej tarce, takoż pół selera”, to seler też należy poplasterkować?

  50. „Niechaj drugi boleje, niech się spuka jady” – to rzecz jasna o tych zza węgła.
    Swoja droga, czy ktoś wie, co dokladnie znaczy to: spuka?

  51. Jak slysze slowo „wydawczyni”, to w uszach natychmiast sie odzywa „wywowabczyni” ( za panem Oracabessa).
    Pozdrawiam pania wydawczynie!
    Dobranoc, Pani Malgorzato i wszyscy mili goscie:)

  52. To chyba oczywiste?…:)

    Pocałuj Różyczkę od Starosty.
    Oj, jak dobrze macie… Skrzaciki i Sowiątka i Różyczki wokół… jakie to błogie, piękne chwile! Tyle radości! Ech! A jak szybko mijają…
    Potem się za tym tęskni.
    Dobranoc wszystkim !

  53. Oj, tak – feta ze szpinaczkiem świetnie się komponuje (Różyczka przepada:)).
    P.S. Mam nadzieję, że ostrzał zza węgła nie za bardzo trafia w Starostę:), że Starosta s’en fiche:).

  54. Dzięki, dzięki!
    I to przy tak wrogim, permanentnym ostrzale zza węgła!

    Zawsze mówię, że nie masz to jak porządna ostroga. Dla konia, nie dla chabety.

    Duśko, przepisik bardzo polecam. Winko czerwone do tego. I miłe chwile zapewnione.
    Aha, i serek feta wśród tego szpinaku może być. I, jak kto lubi, wędzonka w kosteczkę krajana. A raz upiekłam tartę z nadzieniem z kilku pysznych serów, z ziołami.
    Można zaszaleć! Nawet, jak się nie uda (a łatwy to przecież przepis, co się ma nie udać!), to i tak tarta wychodzi dobra.

  55. Dobry wieczór DUA, dzięki za szybciutki, prościutki, a przy tym jakże eleganciutki przepis na tartę! Och, te Pani szybkie przepisy są wspaniałym prezentem dla nielubiących gotować;), proszę mi wierzyć:D.
    Serdecznie gratuluję sukcesu wydawniczego obydwu Pisarkom! To wspaniałe, że tak wiele osób chce czytać (w dobie „wiadomo jakiej literatury”) Wasze piękne książki!:)

  56. W imieniu jeszcze niegramotnej Przeziębionej najserdeczniejsze podziękowania za życzenia od jej rodziców i dziadków:)
    A przepisik na tartę szpinakową będzie jak znalazł przy najbliższej okazji!

  57. O, Mozart w pozytywce to przynajmniej lepiej niż Beethoven w pozytywce.

    Sowo, zwłaszcza odkąd wpadłam na to, by ożywić ciasto tarty jarzynowej przez dodanie ostrego sera – zachwytom nie ma końca.
    Farsz do takiej tarty dowolny: nie musi być szpinaku. Wspaniała jest z białym serem (żółtko, słony twaróg, zioła, szczypiorek), na którym układa się kompozycję z pomidorów i innych skarbów lata. Warto poeksperymentować!
    Z gałeczką szpinaczek i owszem, brzmi dobrze.

    Just, pani Wydawczyni była w Bolonii ostatnio. I ja pozdrawiam! I u nas pada, zimno jest i wichrowato.
    Czytam, że lato ma być chłodne. Dobrze dla „Feblika”!

  58. Uff, dziecię usnęło, można spokojnie poksięgować. Ciasto szpinakowe wygląda bardzo, bardzo smakowicie, muszę koniecznie wypróbować ten przepis. Lubię do szpinaku dodatek gałki muszkatołowej, polecam wypróbować.

    „Butterfly Waltz” to najbardziej znana kompozycja Briana Craina, nic dziwnego, że brzmi znajomo. W dodatku jego muzyka bywa wykorzystywana w filmach i reklamach. W pozytywce brzmiałaby dobrze, tyle że pozytywki ostatnio mi się przejadły – za dużo Mozarta for babies na dobranoc ostatnio :)

    Beato, masz rację!

  59. Jasne, ze zyje wg wlasnego credo i staram sie pracowac nad slabosciami.
    Dziekuje tez za przepis na ciasto szpinakowe, dolacze do wlasnego „receptariusza” :)
    A czy Pani Wydawczyni nie miala w planach przyjazdu do Rzymu na wiosne?
    Pozdrawiam goraco z deszczowego miasta na poludniu Europy!

  60. Dziękuję za przepis. Już zapisuję.
    Tylko wykorzystam świeży szpinak, bo mam akurat taki.
    Pochwalę się, że też zrobiłam ostatnio muffinki wytrawne bez przepisu , na oko. I wyszły całkiem, całkiem. :-)

  61. Uściski i życzenia dla Przeziębionej!

    A melodyjka jak wpadła mi w ucho, tak dzwoni w kółeczko.
    Zdaje mi się, że gdzieś już ją, zresztą, słyszałam.

  62. Podziękowania dla Pana Puchacza za chwilę wzruszenia.
    I Starosta ma, jak zwykle rację; rzeczywiście to by się świetnie nadawało na pozytywkowy leitmotiv.
    A u nas dziś mroczno, mokro i zimno. A w dodatku Asieńka przeziębiona. I to we własne imieniny! No ale wiadomo, że sprawiedliwość występuje wyłącznie w słowniku pod literą S.

  63. Butterfly Waltz – Piano and Cello – przepiękne! Aż za serce chwyta. I jeszcze ten widok z satelity na starą Ziemię. I ostatnie sekwencje z zorzą polarną. Ulubione widoki Pana Boga;)

  64. I ja posłuchałam. Ach, urocze!
    To jest zresztą „for Sleeping Babies”, jak widzę.
    Ślicznie by brzmiała ta melodia w staroświeckiej pozytywce.
    Pan Puchacz ma ucho.

  65. Ciasto kruche all’improvviso? ;)

    Cieszę się, że motyli walc przypadł Wam do gustu. Słowa uznania przekażę Puchaczowi Panu, bo to jego „znalezisko”. A mnie po prostu ładnie się wpisało w tematykę haiku i wiosny, więc się nim chętnie z Wami podzieliłam :)

  66. Ciasto szpinakowe „Kwadrans”.

    Paczka szpinaku mrożonego (liście, nie papka)
    1 cukinia
    1 papryka
    1 cebula
    czosnek

    Szpinak wsypać do rondelka z roztopioną kulką masła, poddusić, aż się rozmrozi, dodać pół zmiażdżonego ząbka czosnku i soli do smaku.
    Cukinię, paprykę, cebulę i czosnek posiekać drobno. Na patelnię wlać trzy łyżki oliwy z oliwek, podsmażyć na niej cebulę, dorzucić cukinię, paprykę i czosnek. Poddusić na małym ogniu.
    Przygotować ciasto: pół kostki masła, dwa jajka, 50 g utartego na wiórki sera twardego (jak parmezan lub Gran Padano), sól, mąki ok. 30-40 dkg – tyle, żeby zagniecione ciasto było zwarte, elastyczne i dało się wałkować.
    Rozwałkowanym ciastem wyłożyć dużą formę do tart (posmarować ją masłem, oczywiście), resztę ciasta zachować na paski do przykrycia nadzienia.
    Na cieście rozłożyć odsączony szpinak, na to – jarzynki z patelni, na to – jeszcze 50 g utartego sera. Paski ciasta ułożyć na wszystkim (w kratkę), posypać suchymi ziołami prowansalskimi.
    W kwadrans gotowe.
    Piec w temperaturze umiarkowanej, około pół godziny, aż się ciasto ładnie zrumieni.

  67. Trzeci raz!!!
    O, ludziska.
    A to ci dopiero.
    Dobrze, Patrycjo, pomyślę o przepisie. Spróbuję go odtworzyć, bo oczywiście lekką ręką machnęłam ciasto „na oko”. Mąki na pewno było „ile trzeba”. Reszta składników da się przypomnieć ilościowo. To sekundę.

  68. Pani Małgosiu, ten sukces wydawniczy jest w pełni zasłużony. Właśnie po raz trzeci czytam ,,Wnuczkę do orzechów”, więc wiem co mówię. :) Gratuluję!
    Można prosić przepis na to kruche ciasto ze szpinakiem, cukinią etc.?

  69. Tak, wersja numer jeden już obmyślona, Ago.:)
    Obiadek się udał. Aromatyczna pomidorowa z bazylią i kruche ciasto ze szpinakiem, cukinią oraz papryką plus parmezan.

    Dużo doskonałych wiadomości wydawniczych! Bijemy własne rekordy. Miło!
    No i obie mamy pisać, i pisać, i pisać. To też miło.

    Just, anonimie jeden, oczywiście, że należy żyć w zgodzie ze sobą i niczego nie udawać. A zwłaszcza nie naruszać swojego systemu wartości.

    Ale popracować nad sobą zawsze warto.

    Wystąpienie Roberto Saviano nie przeszło bez echa i w Polsce! Ja też się ucieszyłam.

  70. Witam,
    ale tu wiosennie i spokojnie. O! Pani Wydawczyni na obiadku (pewnie pysznym) i będzie pytać o „Feblika”! Bardzo cieszę się, że jest ktoś, kto w naszym imieniu, zapyta jak przebiegają prace…liczę, że jakiś zarys akcji już jest. Ale nawet nie śmiem pytać, naciskać, wiem, że teraz ogród wzywa. Ale wiem też, że nasza UA tak sadząc, grabiąc, nosząc , jak prawdziwy człowiek renesansu, coś tam już pewnie sobie obmyśliła (może wersję numer jeden)? Pozdrawiam wszystkich i naszą przesympatyczną, samodzielną Adminkę.

  71. A dodam jeszcze, ze we wloskiej tv wspominano niedawno role Armii gen. Andersa w wyzwoleniu Wloch. Znany dziennikarz – Roberto Saviano – relacjonowal z Monte Cassino, jak bardzo sie przysluzyli polscy zolnierze w pokonaniu niemieckiej armii. Pieknie wygladalo to wzgorze, przystrojone na bialo-czerwono na te okazje.
    Podkreslil tez fakt, ze wszyscy walczyli o Wolnosc Europy.
    Mily akcent dla kogos, kto mieszka na emigracji :)

  72. Dzien dobry Wszystkim w ten pochmurny dzien! Ciekawe, ze ten front atmosferyczny obejmuje chyba cala Europe, bo i u nas burzowo.
    Mily ten japonski klimat w KG.
    Kilka lat temu poznalam Japonke na kursie jezykowym, bardzo mila i skromna osoba, ktora na dobre zadomowila sie we Wloszech zakladajac tu rodzine. Poznalam jej meza – Sycylijczyka, zafacsynowanego kultura Wschodu.
    Bardzo mili ludzie, kilka razy bylismy razem w Instytucie Kultury Japonskiej na wieczorkach.
    Ciekawy ten temat integracji, dotyczy wielu z nas.
    Napewno wazne jest poznanie jezyka i obyczajow innego kraju, ale systemu wartosci lepiej nie zmieniac.
    Lepiej zyc w zgodzie ze soba, niz udawac, ze jest sie kims innym.

  73. Muszę i ja posłuchać tego motylego walca.
    Ale to później: pani Wydawczyni do mnie jedzie, na obiadek. Pewnie będę pytana o „Feblik”…!
    Tata Zuzi i Jasia zechce przyjąć szybki, lecz miły uśmiech!
    I już zmykam.

  74. Ciekawe osoby, ciekawe przemyślenia!
    Sowo P dzięki za ten ostatni wpis. Każdy kwiat piękny, ważny, wyjątkowy. Dodam jak każdy człowiek.
    A „Butterfly Waltz” cudny, wiolonczela powalająca.
    Dzięki, że umiesz podzielić się swoją wrażliwością na piękno.
    Jakie piękne magnolie w tym roku zakwitły. Wczoraj widziałam taki obrazek: obficie obsypane białymi kielichami duże, rozłożyste drzewko magnolii, pod nim biały dywan z płatków i obok napis coś reklamujący Sunflowers.
    Pozdrowienia od miłego męża dla DUY, który dziękuje za każde dobre słowo pod jego adresem. I ja także pozdrawiam kwitnąco :).

  75. Każdy wiosenny kwiat piękny, ważny, wyjątkowy. Rzeczywiście, bzy już ruszają, wczoraj tu i ówdzie przebijał się ich aromat.

    A u nas jak zwykle burza przeszła bokiem. Tylko pochłodniało, spochmurniało i ptaki zamilkły.
    Słuchamy „Butterfly Waltz” Briana Craina. Koniecznie z wiolonczelą.

  76. Zimowa to zawieja!
    A u mnie po burzy i deszczu już ruszają pierwsze bzy.
    Piękna musi być ta Twoja różowa ulica.

  77. O, znalazlam. I te kwiaty, i burza, tak mi je przywiodly na mysl.
    (Nie ujawniam tu danych, a tylko pseudonim internetowy)

    „zawieja w sadzie
    skrzypią stare jabłonie
    hosanna sanna”

    Intuicja

  78. Ladne rzeczy napisalas, Jas.

    Dzien dobry!

    U nas tez poburzowo. Pierwsza prawdziwa, wiosenna burza. Jakie wszystko teraz obficie zielone! Ten delikatny seledyn, o ktorym Wiewiorka pisala, przeszedl juz w jasna zielen, liscie wielkie na drzewach. W naszej dzielnicy rosnie bardzo wiele dekoracyjnych drzew, obsypanych gestym, intensywnie rozowym kwieciem. Wlasnie posypaly sie rozowe dywany po tym deszczu.
    Patrzac na malowidlo na jedwabiu, przyszlo mi na mysl pewne haiku, napisane jakis czas temu przez moja znajoma, poszperam i moze tu zamieszcze.
    Dobrego dnia!

  79. Beatuszko, dziękuję za dobre prywatne wiadomości!
    No, pewnie, że się Skrzaciki szybko zmieniają.:)
    Przesyłam całuska (w czółko).

  80. Tak jaku już tu napisano: arcyciekawy wpis na stronie Pani Emilki.Fenomenalny!Już nie mogę się doczekać zobaczenia nowej okładki następnej książki!I chyba sięgnę po”Wesołe przygody Robin Hooda”.

  81. Doby wieczór,?
    ale japoński upał(bo w Japonii są upały?)
    To wszystko takie ciekawe,ile narodowości tyle kultur!
    A ja to się boję boję burzy(nadal!!)Chyba odkąd byłam bardzo mała i byliśmy z rodzicami i bratem na rowerach w lesie,do tego nad jeziorem,ale potem schroniliśmy się u jednej pani,a ona akurat piekła placki i nas poczęstowała.:DZ to uwielbiam krajobraz i zapach po burzy,coś pięknego!
    Idę czytać wpis na stronie pani Emilki!

  82. E, gdzie tam dziewczętom do drzew obsypanych kwieciem!
    Tak było może w 19 wieku.

    Tak, Sowo. To jest to.

    Beatko, a co się napodlewałam dzisiaj! Ja tak zawsze przed deszczem.
    No, ale dziś sypałam nawozy sztuczne, podlać trzeba od razu.
    Jak tam Skrzacik w czasie burzy? Nie jojczył? Nie labidził?

  83. To poznawanie kultur jest fascynujące. Ja od paru lat próbuje poznać polską mentalność. Widzę, że spontaniczność ma wielką wartość. Ja się bardzo dobrze czuję w polskiej otwartości, nawet, gdy ktoś przesadzi, bo przecież nie wszystko musi się udawać. Myślę, że trzeba mieć dużo odwagi i siły, by być otwartym. Może dlatego za podstawową cechę Polaków uważa się rycerskość. Lubie też, gdy śmieją się z własnych słabości i gaf.
    Jeśli ktoś nie lubi narzekania, to nie powinien też narzekać na siebie. Chociaż narzekanie też pełni swoją rolę. Jednak „co za dużo to nie zdrowo” w każdej kwestii.
    U nas jest chyba taka metoda, że jak się opowie komuś o swoich kłopotach, to można liczyć na jego modlitwę w tej sprawie.
    Ja staram się tak to rozumieć, nauczyłam się tego od koleżanki. Nasza mentalność ma dużo wspólnego z chrześcijaństwem.
    O Polakach można mówić godzinami, o ich dobrych stronach oczywiście! O mieszkańcach Japonii pewnie też. Ciekawi mnie ich główna cecha.

  84. Dzień dobry! Obsypane kwieciem drzewa sa jak młodziutkie dziewczęta: zawstydzone swoim nieoczekiwanym pięknem – traca platki.

  85. Pierwsze miejsce, ho, ho! Będę zaszczycona. Niestety, takich pięknych książek już się nie robi, ale i tak jest w sumie lepiej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Czasem kupuję nowe wydanie książki, którą już mam, tylko ze względu na ładniejszą okładkę. Książki takie jak „Księga Piratów” najfajniej mieć w tym dawnym, oryginalnym wydaniu, tylko jak tu wymagać od kilkulatka, by czytał je w obcym języku? Co prawda Sowiątko już nabrało złego nawyku czytania przy jedzeniu (choć jeszcze nie mówi), ale nie wiem, czy dalibyśmy radę za kilka lat przeczytać Piratów po angielsku :)

    Burza idzie, a i owszem. Lubię słuchać burzy.

    Błyskawica –
    Krzyk czapli
    Dźgnął ciemność.

    Moje ulubione haiku (Basho). Trafiłam też na ładne o kukułce tegoż autora:

    Brzask
    Jeszcze przez fiolet
    Kukułka

  86. To już wolę sprężynę, w rzeczy samej.
    Dwa WF-y w dzisiejszym upale, Kapucynko biedniutka, to prawie okrucieństwo.

    SowoP, trzeba powiedzieć, że takich smakowitych książek (zamszowy, miękki papier, piękny druk z ręcznego składu, okładka płótnowana etc.) już się dzisiaj nie spotyka. Powiem Emilce, żeby Was wpisała na listę. Pod numerem 1!

    PS. Znad Wrocławia idzie do nas burza.

  87. Co za poetyczna śliwa Pani Małgosiu! BARDZO mi się podoba. Cieszy moje zmęczone oczy (2 wf-y na pełnym słońcu i bez wody (zapomniałam)). Czytam sobie „Sprężynę” i myślę, że to nie złota nić łaczyła Laurę i Adama tylko złota gumka, która najpierw się rozciagała (kiedy Adam odjeżdżał do Kostrzyna), a potem kurczyła (kiedy Laura jeździła tam po sadzonki).

    Miłego popołudnia!

  88. Lapidarność, kondensacja, impresjonizm, synestezja – haiku działa silniej na wyobraźnię niż niejedna fotografia. Mihi placet.

    Po „Księgę piratów” tłumaczoną przez p. Emilię ustawiamy się z Sowiątkiem w kolejce już dzisiaj. Tylko żeby miała koniecznie ilustracje Howarda Pyle’a. Czcionka z ligaturami i twarda okładka też by się przydały, ale nie będziemy aż tak wymagający jak się nie uda ;)

  89. Pani Małgosiu, to nie Pani mi się kojarzy z Etegami, tylko kartki, które Pani rysuje.
    Gdy dziś przeczytałam i zobaczyłam te japońskie pocztówki-rysunki zwane Etegami (do tej pory nie miałam pojęcia, że takowe istnieją i tak się nazywają), to od razu przyszły mi na myśl Pani dzieła w postaci kartek, które sobie tu z tej gościnnej strony wysyłamy w różne strony świata. Pani kartki narysowane dla nas są właśnie jak te Etegami, tylko nasze rodzime, polskie.

    Tak więc czytam sobie o tych Etegami i o jednej pani z Japonii, która je maluje, a potem zaglądam na wyspę, a tu też japońsko! Obraz kwitnącej śliwy, Haiku, Wannabe…

  90. Justysiu, a to ja nawet nie wiedziałam, z czym się kojarzę. Musiałam sprawdzić i oto rezultat:

    „What is etegami?

    Etegami literally means “picture letter”. It is a picture and a message. There are really no rigid rules on how to draw etegami. Everything is freestyle. Just draw and write what you feel. No practice drawings, no rough drafts…lest you lose that moment of inspiration. ”

    No, skoro tak, to faktycznie. Mogę się kojarzyć, bo o to właśnie mi chodzi: o obrazkowe przesłanie.:)

  91. emilia.kieres.net

    Dziecko się usamodzielniło i teraz muszę podawać adres jej strony, zamiast mieć go tu, pod ręką, w linkach.
    Zuch z Dziecka!
    Ona to jeszcze przełoży, zobaczycie.

  92. Hop, hop! Wpadam, żeby donieść (jeśli DUA pozwoli), że Emilia Kiereś umieściła arcyciekawy wpis na swojej stronie!:) O piratach!

  93. Pani Małgosiu, znawcą sztuki i malarstwa raczej nie jestem, ale niektóre pani kartki też kojarzą mi się z Etegami.

  94. Jak tu dziś miło i japońsko, a dla mnie fluidowo, bo właśnie dowiedziałam się co to jest Etegami.
    Pozdrawiam i ściskam wiosennie.

  95. Tak tylko gwoli scislosci, choc byc moze wiadomo: porownywalam (pod wzgledem techniki szpitalnej) Japonie ze Szwajcaria.

    Wannabee, to ja Cie podziwiam:-) Wiem, ze dla mnie wieczne trzymanie opinii czy pewnych spontanicznych zachowan na uwiezi, byloby meka. Umiem sie przystosowywac az nadto, gdy trzeba (czasami przejmuje nawet sposob mowienia i gestykulacji rozmowcy), ale na dluzsza mete umeczylabym sie.
    Oczywiscie nie mam tu na mysli zameczania otoczenia opowiesciami o swoich dolegliwosciach, bo tak naprawde (tu czy tam) nikogo to nie interesuje:)
    Tutejszy szwajcarski obyczaj (co niektorzy uwazaja za sztuczne): usmiechac sie do przechodniow, ze znajomymi chocby tylko z widzenia wymieniac „entuzjastyczne” „-Ca va? -Super! Et toi?” itd, juz przyjelam jako swoj. Od razu sie czlowiekowi humor poprawia rankiem kiedy kilka takich usmechow i pozdrowien zaliczy. Od zwierzen sa najblizsi przyjaciele.
    Natomiast to, co napisalas o tym wiecznym powsciaganiu sie, wyglada mi na bardzo trudne.
    Ale moze tylko tak mi sie wydaje.

    Pamietam, kiedys na kursie jezykowym, mielismy Japonczyka. Opowiadal duzo ciekawych rzecz. My(towarzystwo miedzynarodowe, w wiekszosci Europa) wyczuleni na te odmienna kulture, staralismy sie bardzo nie popelnic wzgledem niego jakiegos faux pas, zeby go nie urazic. Teraz mysle sobie, ze przeciez jednak on moglby byc bardziej wyrozumialy i starac sie przystosowac do nas;)

  96. Tak! Potwierdzam. Takie są i moje obserwacje w kwestii japońskiej dyskrecji i opanowania. Bujna uczuciowość w żadnym razie nie powinna być eksponowana, jeśli się w ogóle ją posiada. To wspaniałe opanowanie jest wykwitem wysokiej, starej kultury.
    Ta wielka uprzejmość wobec innych zaczyna się od drobiazgów, jak noszenie maseczki w razie kataru, a objawia się też tym, że swoich zmartwień i problemów prywatnych nie zawiesza się na drugim człowieku, żeby go nie zainfekować.

    Cieszę się, Wannabe, że tak Ci tam dobrze. Wspaniale, że umiesz zrozumieć i przyjąć ten świat. A pomysł z integracją jest wspaniały!
    To samo zrobiła pani Kazuko, mieszkając w Polsce przez kilka lat. Ona z kolei przejmowała co nieco ze słowiańskiej uczuciowości, łącząc ten nabytek z pięknym japońskim spokojem i ujmującą grzecznością. Stała się bardzo dobrym przykładem na sukces takiej harmonijnej integracji. To może się udać i Tobie!

  97. W Japonii, myślę, nie da się w prosty sposób zakomunikować drugiej osobie o swoim pobycie w szpitalu ani też otrzymać na to na tyle otwartej odpowiedzi, jak ta, którą ja otrzymałam właśnie od Celestyny. Dlatego tak łatwo jest mi tu być osobą zdrową i beztroską, (każdy mówi mi tylko o tym, co było ciekawe, ładne albo co dobrze smakowało. Nigdy nic naprawdę znaczącego o sobie, więc można świetnie się bawić, równocześnie nie przyjmując na siebie zbyt wiele od innych), a tak trudno było mi być osobą chorą (nikt spontanicznie nie wysłucha problemów prywatnych ani nie przyjmie ich na siebie, chyba, że akurat taką rolę przewiduje czyjaś praca zawodowa. Gdy tak nie jest, to wydaje mi się, że wtedy ze speszeniem odwraca się głowę i stosuje uniki, żeby nie zawstydzić kogoś, kto odsłonił zbyt wiele z własnej prywatności).

    Taki inny styl komunikacji to chyba też powód mojej nieobecności tutaj. Żeby w końcu zacząć docierać do ludzi, musiałam wyrzucić z siebie wszelkie pozytywne i negatywne emocjonalne zrywy wzięte żywcem jeszcze chyba z epoki romantyzmu (tyle razy zostałam wyśmiana przez osoby różnej narodowości za stwierdzenie „cmentarz jest romantyczny”, że podejrzewam, iż nie mogę mieć pojęcia, jak interpretować historie związane z kodeksem bushidō i z rytualnym samobójstwem, bo to po prostu nie może być to samo, co porywanie się na własne życie w naszej w kulturze i w ogóle uważam, że prędko powinnam przejrzeć każdego znajomego od stóp do głów w poszukiwaniu zakamuflowanej romantyczności, bo ona na pewno tam jest), a jeszcze, musiałam też się pozbyć niepohamowanej chęci do walki na opinie i do dyskusji, zeby nikt ze strachu (ale to akurat, hm… wydaje mi się, że Tajowie tak robią) nie kłamał i nie uciekał. Te dwa światy są od siebie tak różne, że specjalnie na razie schowałam swój, żeby wyciągnąć jak najwięcej z tamtego drugiego. Kiedy jednak piszę tutaj używając polskiego, to niestety od razu wracam też do starego sposobu myślenia. Ooooooch, już pod koniec maja wracam i tak bardzo nie chcę zrobić kroku wstecz, jedynie przełączając się z kultury opuszczonego kraju z powrotem na znajomą kulturę!! Ten wyjazd to najlepsze, co mnie spotkało. Uwolnił mnie od wszystkiego niepotrzebnego, co tylko uzbierałam ze świata od przedszkola :P Jakbym chciała to teraz potrafić zintegrować zamiast po prostu odzwyczaić się i zapomnieć!!

  98. Wannabe, jak milo Cie „widziec”:)
    Czesciowo rozumiem o czym mowisz z tym skomputeryzowaniem wszystkiego. U nas jest podobnie. Wszystko dobrze jesli chodzi o szybka diagnostyke i konieczne zabiegi. Jednak kiedy lekarz w gabinecie 3/4 wizyty spedza gapiac sie w komputer i szukajac w google (!) odpowiedniego leku..Raz tylko trafilam na cudowna pania internistke, ktory w ramach wizyty z jakimolwiek pojedynczym problemem, traktowala czlowieka calosciowo, zadawala mnostwo pytan, niby nie powiazanych ze soba, i starala sie zawsze rzetelnie metoda eliminacji wszystko sprawdzac. Niestety, juz nie wykonuje zawodu.

    Pozdrawiam serdecznie! Dlugo jeszcze w tej Japonii bedziesz?

  99. Ale miałam też taką przygodę: byłam w szpitalu o niesamowitym wyposażeniu w sprzęt medyczny. Przy wejściu maszyna odczytuje kartę pacjenta i wtedy też drukuje się mapa całego szpitala oraz wskazówki, gdzie iść. Jeśli chodzi o badania, to i trzy razy dziennie można mieć te, które w Polsce wykonuje się raz do roku przy umówionej wizycie. Ponadto, najdłużej zajmuje ubieranie i rozbieranie się, bo maszyny są takie prędkie! I wszędzie w gabinetach są komputery. A jeszcze, dużo zleca się operacji i zabiegów, bo czas oczekiwania na nie jest krótki… To właśnie w tym szpitalu nie wyleczono mnie, bo lekarze mają na komputerach możliwie najdokładniejsze parametry, więc samodzielnie nie badają pacjentów już wcale. Jak wielkie doświadczenie muszą mieć lekarze, którzy dokładniejsze wyniki badań otrzymują raz na rok! To rzecz, którą mogę dostrzec teraz, gdy przebywam za granicą.

    Czy mogę przesłać DUA zdjęcie mnie, Wannabe, w stroju gejszy?

  100. Ha! Jest nasze miłe dziecko Wannabe!
    No, to się uspokoiłam, że nic złego ci się nie stało.
    Żuj, żuj, żucie jest piękne, zwłaszcza w tym kraju, gdzie piękna jest tyle. I tak wiele do przeżucia.

    Anne S., dzięki za małe haiku.

  101. A przecież jest jeszcze słynne Bongo Tree:)
    Przedwczoraj wypieliłam jeżyny z krzaczków agrestu,a ponieważ nie mam rękawic ogrodowych ponad łokieć, teraz wyglądam jak po walce z tygrysem;)

  102. Dzień dobry!
    To prawda – pochłonęło mnie :)
    Żuje mi się prosto, pięknie i szczęśliwie.
    Wczoraj kupiłam dwie plastikowe korony księżniczki na przyjęcie kostiumowe. (Ale potem wystąpiłam tylko w jednej!!!).

  103. Cha, cha! Ale fluid literacki z tym bongo bongo :-D No nie można z Wami wytrzymać, nawet maleństwa fluidują, chociaż jeszcze nie potrafią czytać. Bongo bongo, hi hi hi.

  104. Byliśmy wczoraj z maleństwami w ZOO; maleństwa stanęły przed wybiegiem, na którym tuż tuż pasły się mama i małe bongo (strumyczek, łączka i stajenka, a w tyle zagajnik – sama bym tak chętnie pomieszkała) i powtarzały z przejęciem: – Bongo, bongo… Ponieważ takie rzeczy się udzielają, po paru minutach w miejscu stał zwarty tłum dzieci i dorosłych
    i powtarzał: – Bongo, bongo…

  105. Mamy w ogrodzie prawie 66-letnią ogromną (jak na śliwkę) śliwę japońską; sięga dachu. I to niewiarygodne, jak potrafi swoje gałązki skręcić w supły i różniste wywijasy. Właśnie kwitnie, jak ta w tytułowej ilustracji. Gile ją też bardzo lubią, bo jako pierwsza ma ich ulubione pączki do objadania;)
    Sama nie wiem, które z haiku podoba mi się najbardziej; chyba to o dżwiękach, które milkną, pachnących kwiatach
    i wieczornym dzwonie.

  106. Witam jestem tu nowa :) będę zaglądać częściej, a co do haiku to są one piękne i dają do myślenia :)

  107. Starosto, dzięki za tę porcję piękna. Haiku o zaufaniu jest oczywiście na porządku dziennym u wiewiórek. Ale dziś pierwszy raz przeczytałam to rozpaczy i bólu. Przejmująco prawdziwe!
    Kwiecień jest jednak cudowny. Nigdy już potem świat nie jest tak niewiarygodnie młodzieńczo seledynowy. No chyba, że przez ” potem” rozumie się następny kwiecień.
    Brzózki z młodymi listkami są wprost wzruszające.

  108. To niebieskie to rodzaj mchu czy narośli. Stare drzewa owocowe miewają coś takiego, czasem też kapie z nich i zastyga bursztynowa żywica.
    A zwróć uwagę na to, jak malowane są kwiatki śliwy: wcale nie wszystkie są białe!

  109. Mój mąż się właśnie tak nazywa, smacznie i kwitnąco, więc jutro pokażę mu i obrazek i haiku. Będzie na pociechę bo właśnie skręcił nogę.
    Moje wiśnie, magnolie i śliwy jak panny młode. Za to ja pleców nie czuję po ogrodowych szaleństwach. Po prostu pełnia szczęścia!!!

  110. Jak to miło, że im czytałaś, Zuziu!
    Na Andersena istotnie troszkę za wcześnie, ale i do niego kuzyneczki dorosną.

  111. Dzień dobry,
    ja również cały dzień na dworze,do tego u mnie dzisiaj jak u Pupecji,prawie cała rodzina,przyjechali dziadkowie i brat mamy z córkami(6 i 3 lata),postanowiłam zagłębić je w świat literatury i czytałam im,niestety Andersena nie chciały słuchać,więc skończyło się na Brzechwie i Tuwimie!
    Piękna „Kwitnąca śliwa i księżyc”!!
    W podręczniku mam bardzo podobny obraz(też japoński).
    PRZEPIĘKNA POGODA!Oby tak już było przez całą wiosnę!
    Pozdrawiam,widać ,że już wieczór , bo wszystko takie spokojne…..

  112. Magnoliowe haiku .
    Tak, to jest właśnie magnoliowa pora.
    Jak to miło, że nie przewidziano na ten tydzień przymrozków.

    Międzyczasku, ślicznie się odezwałaś.

    Patrycjo, a jakże: cały dzień na dworze. W ogrodzie mnóstwo roboty (precz z gwiazdnicą!), a jak się człowiek zmęczy, to siada z książką Ellis Peters i pije zieloną herbatę przy czytaniu pod lipą.
    Opalił mi się mój orli nos.

  113. Dobry wieczór!
    Nie ma to jak pierwsza w tym roku opalenizna po dwóch godzinach spędzonych w wąwozie. :-) Było pięknie. Od tego słońca nawet zdawało mi się, że widzę Wójta Wiewiórkę.
    Pani też większość dnia spędziła na dworze?
    Co do haiku: podoba mi się. Takie krótkie, a ma w sobie tyle treści.

  114. cudne! piekne, wzruszajace!
    i fluidowe!
    (wczoraj dostalam w smsie taki cytat:
    „Rzekłem do drzewa migdałowego:
    „opowiedz mi o Bogu”.
    a migdałowiec pokrył się kwieciem.”)

  115. Nie odzywa się nasza Wannabe. Chyba dała się całkiem pochłonąć tej niezwykłej Japonii.

    Buczynko, dziękuję. Bez pośpiechu!

    MagdoZ., sama zauważyłam i poprawiłam literówkę, ale dziękuję za czujność.:)

    Anette, ładnie powiedziane. Boga na pewno można odnaleźć, podążając za pięknem.

  116. Jakie znajome haiku! Mam ten sam tomik i szczególnie zapamiętałam z niego to właśnie haiku o zaufaniu. A śliwa baśniowa…
    Ciekawe swoją drogą co tam słychać u naszej drogiej Wannabe?

  117. Najpiękniejsze: „Zaufaj: czyż płatki kwiatów nie sypią się…” (cytuję sobie nieraz to haiku -poznane dzięki „Pulpecji” – w chwilach gdy warto nabrać dystansu) i ostatnie o twarzy Boga między kwiatami o świcie (mam nadzieję, że Bóg też chce, abyśmy go szukali właśnie w taki prosty a zarazem trudny sposób).

  118. czy na pewno 1922? A może 1992?
    Pozdrawiam w dzień piękny, słoneczny lecz spędzany w pracy.

Dodaj komentarz