„Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie…”

kw

Wyszłam sobie na obchód ogrodu, żeby sprawdzić, czy wiatr nie pozrywał z róż okryć przeciwmrozowych – a tu niespodzianka!  Obudziła się kalina wonna! (Viburnum farreri) – ta najwcześniejsza, która zwykle zakwita na początku marca i tym samym jest miłym, nieomylnym zwiastunem wiosny.

 

…Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,

Jeszcze północ mrozem dmucha.

Z gór białe nie zeszły pleśnie,

Dąbrowa jeszcze nie sucha.

 

Przymruż złociste światełka,

Ukryj się pod matki rąbek,

Nim cię zgubi śronu ząbek

Lub chłodnej rosy perełka…

 

(Adam Mickiewicz, Pierwiosnek, fragment)

 

Lepszego zdjęcia nie udało mi się zrobić (kwiatek jest bardzo drobny, a cale ich grono, po rozwinięciu wszystkich maleńkich pączków, będzie nie większe od róży), ale i tak Wam je pokażę, bo to taki krzepiący obrazek!

Natura stale czegoś nas uczy.

Siły.

Energii.

Wytrwałości.

A przede wszystkim – niezłomnego optymizmu.

 

…Lepsza w kwietniu jedna chwilka

Niż w jesieni całe grudnie….

 

Ale żeby już w styczniu, kwiatku? Już w styczniu?

Ufam, że sobie dasz radę!

 

108 przemyśleń nt. „„Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie…”

  1. Pani Małgosiu –

    odpisuję tutaj, bo pod nowym wpisem nie śmiałabym, aż mi się łezka w oku zakręciła.
    Ale niespodzianka! Mam przepis!!! Dziękuję bardzo! :-)
    „Najtrudniejsze” z tego będzie kupić łyżkę do zbierania szumowin, bo już teraz miałam z tym problem. Reszta to pestka, zrobi się.
    Dziękuję najuprzejmiej! :-* :-)

    Pozdrawiam
    Dobromiła

  2. Święta racja, kochany Starosto. Zdecydowanie za wcześnie przestałam odliczać.

    Lecę już czwartego Berkeleya; świetny! Oderwać się trudno.

    Znowu sztorm łeb urywa.

  3. O, jaki miły wiersz ;) U nas dziś wiosennie :) wszystkim Agnieszkom i wszystkim Babciom – sto lat!

  4. Hej, to dziś?
    Ja się pogubiłam w czasie.
    To dziś Agnieszki?
    Wszystkiego najlepszego wobec tego!

  5. Święta Agnieszka wypuszcza skowronki z mieszka

    Dla wszystkich.

    Promienna światłem i czystości cnotą,
    Skąpana w blaskach jutrzenkowej zorzy,
    Święta Agnieszka stanęła i oto
    Z jej rąk ku niebu wzleciał śpiewak Boży.

    „Leć! Leć skowronku! Ludziom na pociechę,
    Na chwałę Bogu dzwoń piosnki radosne,
    I zanieś dobrą nowinę pod strzechę,
    Że Pan Bóg wkrótce da znów nową wiosnę”

    Wzleciało ptaszę świergocąc donośnie,
    Że choć mróz jeszcze ziemię w pętach trzyma,
    Wiatr jednak niesie miłą wieść o wiośnie
    I że ustąpić musi wnet i zima.

    Święta dzieweczka niewinna i biała,
    Z radością słuchała skowrończanej nutki,
    Bo takby bardzo wszystkim ludziom chciała
    Usuwać z drogi niedolę i smutki.

    Nikt też posłuchać piosnki nie omieszka,
    Każdy radośnie na swym progu stawa
    I gwarzą ludzie: „To święta Agnieszka
    Dziś wypuściła skowronka z rękawa!”

    (Przewodnik Katolicki, r. 1928)

  6. O, wyjęłam sobie czas jakiś temu „Myśli” Seneki z półeczki (wydanie z 1987 w wyborze, przekładzie i opracowaniu Stanisława Stabryły) i otwieram codziennie na chybił-trafił.
    Cytat na dziś (lub na wczoraj – popatrzyłam na godzinę):

    „Nawet w tych tak zwanych nieszczęściach nic tak strasznego ani przykrego, jak przedstawia to groźna wyobraźnia pospólstwa. Już samo słowo „nieszczęście” wskutek pewnego uprzedzenia i ogólnego przekonania brzmi w uszach raczej niemiło i razi słuchaczy jakby coś smutnego i przeklętego: tak bowiem zawyrokował lud, lecz mędrcy w dużej mierze odrzucają opinie ludu”.

    Dobranoc!
    (zasiedziałam się, a wstać muszę z rana).

  7. Żeby tak jeszcze ten drugi tom nie spowalniał Chucherka i jego następczyń!
    To jest ten właśnie antyczny konflikt tragiczny.
    Dobranoc!

  8. O, może to i jest pomysł: tom drugi!:)
    Dobranoc, Irys!

    Kochany Ludu, Mamo Isi, Zgredziku, temat Harry’ego P. jest już tak wyeksploatowany (także emocjonalnie), że w trosce o spokój ducha nas wszystkich lepiej sobie dajmy spokój z takimi dyskusjami. To nie ja wszak jestem autorką tych bestsellerów, że użyję logiki Bernarda Żeromskiego. Pretensje i zachwyty należą się pani Rowling i na pewno można je wpisywać na jej stronie autorskiej.
    Całuski i dobranoc!
    (Muszę jeszcze popracować)

    PS – Mimi, ja też wolę oryginalną „Anię”. Urocza!
    Seneka w całości aktualny na wieki – właśnie o tym (m.in.) napisałam w „Na Jowisza”. Miło mi, że też tak uważasz.
    Do jutra!

  9. Jaka szkoda, że trzeba coś przycinać, ja bym chętnie przeczytała i dwa razy grubsze „Na Jowisza”:). I obejrzała wszystkie powstałe do tej publikacji ilustracje. A może mogłyby powstać dwa tomy? Pozdrawiam serdecznie.

  10. Ten cytat z Seneki jakże idealny na współczesne czasy ;)
    Sama przyznam, że jako gimnazjalistka zaczytywalam się Harrym, lecz później inne czasochlonne zajecia sprawiły, że poprzestalam na czterech częściach:) swoją drogą, filmy mi się nie podobaly. Za dużo w nich ciemności (dosłownie i w przenosni) w stosunku do oryginału.
    A zgadzam się natomiast, że „Ania” w oryginale genialna! Przyznam, że gdy po raz pierwszy czytałam, byłam pod wrażeniem, że Gilbert nazwał włosy Ani młodzieżowym ‚awfully pretty’, podczas gdy w tłumaczeniu polskim jego język był tak elegancki! Podobnie jak wielu innych bohaterów:)

  11. Dobromiło, przepis ten w ogóle nie wszedł do „Na Jowisza”. Nie starcza miejsca! Jest tylko wzmianka o konfiturach mojej Mamy.

    Przepis jest zarazem bajecznie prosty i niesłychanie trudny w wykonaniu.

    Wagowo zawsze dajemy tyle samo cukru, co wydrelowanych wiśni.
    Zasypujemy wiśnie cukrem, smażymy je na wolnym ogniu, mieszając co jakiś czas i:
    1). zbieramy płaską łyżką szumowiny, czyli piankę, która odkłada się po wierzchu
    2). co jakiś czas odlewamy czystą chochelką do specjalnego słoika gęsty sok wiśniowy,którego jest coraz to więcej i więcej. Po zakończeniu smażenia konfitur zajmiemy się i tym niebiańskim sokiem: nie rozwadniając go, zapasteryzujemy ten gęsty syrop wiśniowy w słoiczkach, będzie na zimę do popijania z wodą lub herbatą.

    Najtrudniejszy etap: wysmażenie wiśni „w sam raz”. Po pierwsze, nie wolno ich przypalić, ani nawet skarmelizować cukru, bo to popsuje smak konfitury. Po drugie – wiśnie powinny wskutek smażenia stać się suche, szkliste, a zarazem pozostać nieco soczyste, nie wolno ich przesmażyć, nie wolno nie dosmażyć. Warto przerwać smażenie na kilkanaście godzin i nazajutrz do niego wrócić ( konfitura w tym czasie nieco sobie odparuje i dojrzeje).
    Idealna konfitura zawiera już tak niewiele soku, że po nałożeniu jej do słoiczków sok sięga zaledwie do połowy naczynia. Napełniamy słoiczki twist po brzegi, po czym zakręcamy je i pasteryzujemy jakieś 10-15 minut, nie dłużej.
    Wreszcie, używając rękawic kuchennych, wyjmujemy słoiczki z wrzątku i dokręciwszy wieczka – ustawiamy słoiki zakrętkami na dół. I tak je zostawiamy na całą noc, żeby wystygły i „zassały” wieczka, które wtedy zamkną się na pewno.

    Czasochłonne! Ale radzę spróbować. Doskonałość przyjdzie z czasem. Repetitio est mater studiorum.

    Wracam do „Jowisza”.

  12. Masz rację, Zgredzie.
    Wyzwanie.
    Sama tak na to nie spojrzałam.
    Tym bardziej jestem uradowana, że się udało.

  13. Dobry wieczór Pani Małgosiu :-)

    Uprzejmie proszę ocalić przepis na konfiturę z wiśni ciotki Felicji! Albo chociaż tutaj podać, jeśli koniecznie trzeba usunąć… ;-) (Czekam na niego).

    Pozdrawiam, miłego wieczoru! :-)
    Dobromiła

  14. Uważam zresztą, że narysować kogoś, kto przeszedł przez piekło, to musi być chyba duże wyzwanie.

  15. Mamo Isi, Ojciec Borejko lubił wywoływać u swojej żony skrajne emocje, to może i mi się udzieliło.

  16. Jeśli Młodosta obcina dla artyzmu, to dobrze.
    Ale jeśli z powodów pozaartystycznych – to świetnie, trudno.
    Chyba wszyscy Wielcy też tak czasem musieli.

  17. Mamo Isi, bardzo mi przykro. Znam się tylko na jednym arcydziele i już dawno przyzwyczaiłem się, że inne książki są gorsze. Ale nie można w kółko czytać Jeżycjady, li i jedynie.
    Dobrze, że dziecko w ogóle czyta i to po angielsku.

    Nie znam się na tłumaczeniach. Prywatnie uważam, że Hagrid jest trudno przetłumaczalny (to jest eufemizm, bo tutaj nie ośmieliłbym się napisać inaczej). Polskie tłumaczenie mogę jedynie oceniać po tłumaczeniach niektórych terminów i te uważam za trafne.

  18. „Sztuka pisania nie tylko o sztuce” Bożeny Fabiani – wciągnęłam się. Podobałoby Ci się, Magdo.
    („Pisarz musi się męczyć tak długo, żeby czytelnik już nie musiał”.)

  19. Uff! – jeśli chodzi o pannę Majewską, to pełen aplauz i oddech ulgi! Całe szczęście! :)))

    Serdeczności i cierpliwości do pracy (po wielkopolsku).

    :)))

  20. Z trzeciej strony:
    „Sprawy ludzkie nie idą aż tak dobrze, żeby się większości podobało to co lepsze”.
    Seneka, z pamięci, na podstawie słów Ignacego Borejki z TiR bodajże

    Spróbuję się oddalić, gdyż znów robię się wylewna. :)

  21. Madziu, rozsądek to jest poznańska specjalność.

    Stefania Majewska właśnie uzyskała – wskutek rozsądnych przesunięć oraz eliminacyjek – całą stronicę na portret i nieco tekstu.:)

  22. A tak w ogóle – miałam kiedyś koleżankę, bardzo miłą skądinąd, która nigdy nie przeczytała J., bo się jej już pierwsza książka znudziła. Nie rozumiem.

    I kolegę – olimpijczyka, który krytykował – choć nie czytał, bo mu się okładki nie spodobały.
    Nie skomentuję.
    Te gusta, guściki.

  23. Ach, koniecznie proszę pokazywać, Pani Małgosiu! Jak najwięcej i najlepiej wszystko, co w skład nie wejdzie!
    (Ale Stefania Majewska się załapie, prawda)?

    Na marginesie – pamiętając reakcje czytelnicze młodszego rodzeństwa swojego i swoich koleżanek – lektura nawet w trakcie jedzenia i w drodze do toalety (choć przesadą byłoby nazwanie czytelników tychże molami książkowymi) – też myślę, że nudne to nie jest najwłaściwsze słowo. Osobiście – czytając po siostrzyczkach – jako ho, ho, nieomal maturzystka – też się nie nudziłam nad tłumaczeniami Polkowskiego. Bo co do oryginału – zgoda – przeczytałam parę lat temu w celach ćwiczebnych przy treningu językowym – słabsze. (W przeciwieństwie do np. Ani z Zielonego Wzgórza, która w oryginale jest jeszcze lepsza. :)
    Miejsce w historii literatury – to brzmi jak głos rozsądku. „De gustibus…” takoż

  24. 350 stron to bardzo przyjemna wiadomość, ale cóż by szkodziło, gdyby było to 400 stron, a nic by się nie zmarnowało?

    No pewnie, że chcemy zobaczyć (to nie jest pluralis maiestaticus, jeno głos ludu)!

    Zgredzie, już odliczyłam do siedmiuset czterdziestu, żeby powstrzymać się od całościowej krytyki arcydzieła p.Rowling, ale wiele mnie to kosztowało;)

  25. Oj, musimy, niestety! I teksty, i ilustracje eliminujemy (na ogół zdjęcia to są, mamy ich mrowie). Już i tak nam Egmont dorzucił jedną „składkę” ponad planowane. Gruuuba księga wychodzi. Ok. 350 stron sporego formatu.
    Ale obiecuję, że jak trzeba będzie wyrzucić jakieś rysunki, to pokażę je tutaj, OK?

  26. Dzień dobry!
    De gustibus non est disputandum. Wszelako stwierdzić należy bezstronnie, że „Harry Potter” jest przebojem światowym na miarę Beatlesów, i że ma już stałe, a pewne, miejsce w historii literatury oraz kultury w ogóle.
    Odchodzę, mrucząc. Ustawiamy ilustracje w „Jowiszu”. Ładna łamigłówka, hej. Tyle ich! Musimy część wyeliminować.

  27. Dzień dobry!
    Obserwowałem wszelkie objawy zaciekawienia, począwszy od radości, na wieść, że książka będzie, poprzez radość przy czytaniu, a na jego tempie skończywszy.

  28. Och, no różne rzeczy można pewnie powiedzieć o książkach z Harrym Potterem, ale na pewno nie to , że są nudne. Dobranoc!

  29. No, nie wiem, nie wiem. Ja tam w tym wieku czytałam i nudne.
    Wszystko zależy od motywacji.
    Dobranoc!
    Idę do korekty. „Robota, tak wiele roboty!”

  30. To wynika wprost z definicji słowa „nudne”. Jakby dla nich były nudne, to by ich nie czytały.
    Te trzynastolatki. W obcych językach.

  31. Dzięki, Młodosto, za wyjaśnienie. Wyszło tak, jak się obawiałem.
    Może przydałyby się przypisy?

  32. Produkcje zmieniły, Zgredziku.
    Elfy, które masowo widywano w angielskich ogrodach za czasów Conan-Doyle’a (on sam miał do nich słabość), były maleńkimi istotkami o anielskich twarzyczkach i tajemniczych oczach. Oczywiście miały przezroczyste skrzydełka. Ujawniano nawet ich fotografie, w prasie codziennej!
    Film „Fotograf elfów” doskonale ukazuje ten okres zadziwiającej mody, a może – zbiorowej psychozy?

  33. „Harry Potter and the Sorcerer’s Stone”, Zgredzie. Beznadziejnie napisana, rozwlekła nuda. Polkowski w tłumaczeniu podniósł poziom, ale wiele to nie dało.

  34. To z pierwszego tomu Harry’ego Pottera. X z cytatu to właśnie Harry.

    A co się tyczy „Na Jowisza”, to pamiętam, że chyba Tygrysek był określany, jako posiadający twarz (?) elfa.
    Tylko ja nie wiem, co to znaczy. Dodatkowo obawiam się, że późniejsze produkcje filmowe mogły zmienić znaczenie (nieznane mi) tego sformułowania.
    Ale może to tylko ja nie wiem.

  35. Przyznam, Zgredzie, że sprawdziłam, zaintrygowana, w Internecie… :) nie wiedziałam, kto to, ale ten autor nie przyszedł mi w ogóle do głowy:) raczej byłam skłonna poszukiwać jakiś wiek wcześniej (przemknal mi przez myśl Dickens). Nie zdradzam, nie chcąc psuć innym zabawy;)

  36. Dzień dobry! A oto taka mała zagadka literacka. Jeden cytat.

    ‚You don’t want to go making friends with the wrong sort. I can help you there.’
    He held out his hand to shake X’s, but X didn’t take it.
    ‚I think I can tell who the wrong sort are for myself, thanks,’ he said coolly.

  37. Ooo dwie kartki, ale to chyba miła pomyłka? W ogóle lubię wysyłać i dostawać kartki na różne okazje, no i na święta tak się rozpędzam, że ho ho. Dobrej nocy.

  38. Dobry wieczór, Ado! Miłe kartki świąteczna dostałam od Ciebie, przez Akapit. Aż dwie!
    Chyba intensywnie myślałaś o mnie.
    Dziękuję!

    Mimi, nabiera kolorów aż miło! Ładna książka się zapowiada. Tyle dałyśmy z Emilką wszelkiego materiału, że teraz musimy ją przykrawać. A i tak będzie duża oraz gruba! (344 strony!)

  39. Ładne kwiatki. U mnie przebiśniegi także wychylają białe główki, a i sztyleciki krokusów widoczne. Kilka ostatnich dni iście wiosennych. Dzisiaj obserwowałam sójki baraszkujące na czereśni, śliczny obrazek. Pozdrawiam słonecznie.

  40. Piękny wiersz wybrałeś, Jakubie. Rzeczywiście, czy przypadek nie jest w gruncie rzeczy przeznaczeniem? Każdego dnia uczę się dostrzegać w pozornych przypadkach celowość. Jak to naprawdę jest- tak wiele czy tak mało w naszym życiu przypadków? Tym większy podziw dla Stwórcy, że potrafi księgę naszego życia pisać z taka precyzja i dbałością o każdy szczegol, że można je nawet posądzac o przypadkowosc .A przecież ile przy tym miejsca na nasze własne wybory i decyzje! Ksiądz Jan i wielu innych poetów potrafili to wychwycić i pięknie ubrać w słowa:)

    DUA, cudownie, że „Na Jowisza!” nabiera już kolorów:) czekamy, czekamy, równie zajadle jak Miedzyczas!

  41. Kochany Robrojku, dziękuję za piękną wiadomość prywatną.
    Jaki jesteś miły!
    Nie, nie czekałam na życzenia urodzinowe, przeciwnie, miałam nadzieję, że wszyscy zapomną, jaka już jestem leciwa.
    Ale nie zapomnieli – i Ty też!- i okazało się, że to było bardzo przyjemne oraz krzepiące.
    Dziękuję za życzenia! A Tobie życzę, by wszystkie marzenia Ci się spełniły. Te pozostałe, bo najważniejsze ziściły się, prawda?
    Bądź nadal zdrów!
    Serdecznie ściskam! Pomyślności!

  42. A ja lubię ten wiersz
    (między innymi!):

    Ks. Jan Twardowski

    NIEWIDZIALNY

    Nie widać powietrza
    derkacza
    prawdziwych łez
    On też tak niewidzialny
    że jest

  43. Nie pamiętałam, Jakubie, o rocznicy!
    Za to stale pamiętam i jego wiersze, i samego ks. Twardowskiego – którego miałam zaszczyt poznać i cieszyć się jego przyjaznymi listami.
    Był pełen prawdziwej pokory. Wzruszało mnie, że zawsze w listach dziękował za życzliwość – on, którego kochały tysiące ludzi.

  44. „Czy nie dziwi cię
    mądra niedoskonałość
    przypadek starannie przygotowany
    czy nie zastanawia cię
    serce nieustanne
    samotność która o nic nie prosi i niczego nie obiecuje
    mrówka co może przenieść
    wierzby gajowiec żółty i przebiśniegi
    miłość co pojawia się bez naszej wiedzy…” Dzisiaj 14 rocznica odejścia ks. Jana

  45. A ja dzisiaj nieoczekiwanie odkryłam w ogrodzie kwitnącą kępkę przebiśniegów. I zastanawiam się czy nadal mają formalne prawo do takiej nazwy, skoro śniegu ani na lekarstwo. Przebipowietrzniki??
    Pozdrawiam wiosennie w środku zimy.

  46. Dziękuję, Just! Miło jest dostać życzenia i po urodzinach!
    Pozdrawiam serdecznie – i wracam do składu „Na Jowisza”! (Dużo pracy!)

  47. Witajcie, wpadłam tu na chwilkę z bukietem frezji i chciałam dołączyć najlepsze życzenia urodzinowe dla Pani Małgosi !
    Przepraszam za spóźnienie…
    Mocno ściskam!

  48. „nie szalej”? :) za późno kochana DUA! za późno :)

    czy można zajadle ślęczeć? pewnie, że można!
    ja np. potrafię zajadle na coś oczekiwać;
    i wiem, że brzmi to jak oksymoron (bo oczekiwanie kojarzy się z biernością), ale nim nie jest! :D
    można tak zajadle oczekiwać, że aż się w głowie dymi!

    projekt: „Na Jowisza!” coraz wyraźniej się materializuje! Cudownie! (serduszko!)

  49. Międzyczasku, przepraszam, dopiero teraz zajrzałam tu, bo właśnie zajadle ślęczę ( – hm? – zajadle ślęczę? Tak, to możliwe, bo tak to właśnie wygląda!) nad przysłanym mi składem „Na Jowisza!”. Dzięki za cytat z Karela Capka, kocham go wiernie.
    Co do wiad.pryw.: tak, ten sam.
    Co do oleju w Twej głowie: oj, sporo go, sporo. Wiem, bo poczytałam to, co piszesz na blogu. Podoba mi się!
    Jednakże nie szalej.

  50. aż sie przypomina inny miły, literacki fragment:

    „Liście usychają dlatego, że nadchodzi zima, ale usychają także dlatego, że już nadchodzi wiosna, że już wytwarzają się małe pączki, małe jak trzaskająca spłonka, z których wybuchnie wiosna. (…) Ludzie, to jest ta właściwa wiosna”

    a czy ten mały, rurkowaty kwiatuszek, nie jest nieco Bzowaty? :) może to jakiś dalszy kuzyn Bzu?

  51. Dzień dobry!
    Zuziu, możesz się nie zamartwiać: w nocy był mrozik! Natura funkcjonuje prawidłowo.

  52. Cebulkowym nic się nie stanie, przetrwają spokojnie. U mnie też wyłażą tulipany, cebulice i nawet żonkile, czasem nawet już późną jesienią kiełkują, spieszno im po posadzeniu.

  53. Dobry wieczór, jak miło zobaczyć pierwsze kwiaty! Korzystając dziś z przepięknej pogody hasałam z dziećmi po dworzu i wypatrzyłam w ogródku kiełkujące tulipany. Hmmm, też trochę jakby wcześnie, ale wzorem pozostałych Księgowych postanawiam się nie przejmować. Bo co też może im się stać, nawet jak je śnieg przyprószy, na co niestety się nie zanosi?! Ściskam przedwiosennie, kochani!

  54. A ja właśnie miałam się zmartwić tym lekkomyslnym kwiatuszkiem (zielono ma w głowie!:)), ale czytając Wasze wpisy poczułam, że jakoś nie wypada. Racja, Natura jest mądra odwieczna mądrością i nam jedynie ja podziwiać, a nie po ludzku się wymadrzac, że wszystko lepiej ulozymy i wiemy. (Ale w sercu jednak ubolewam nieco nad tym malenstwem, że jego dni takie krótkie…). Pięknie to wyraził Mickiewicz, on zresztą jest mistrzem celnych uwag i spostrzeżeń.

  55. Zgredzie (wiad.pryw.)- są sytuacje bez wyjścia.
    A bukiet wciąż piękny, pąki się rozwijają, urody mu przybywa.
    Raz jeszcze wielkie dzięki!

  56. O tak, światło dziś było zachwycająco pokrzepiające. A wschód słońca? Bajka! Różowe pasy nieba przeplatane obfitym granatem pulchnych chmur. Drepcząc do szkoły w takim towarzystwie znów mam pewność, że to nasz wybór i szansa, a nie obowiązek.

  57. O, dziękuję, mamo Kniżki! Co za miłe, odmładzające życzenia! A jakie skuteczne!- Hu-hu, z miejsca odczuwam przybór wigoru!
    Jeszcze większy, bowiem dziś był śliczny, słoneczny dzień, prawie 10 stopni ciepła, a niebo lazurowe i bez jednej chmureczki! To tak bardzo człowieka ożywia, prawda?

    Sowo, nasza leszczyna też jeszcze śpi, ale róże już w istocie wypuszczają pierwsze młode listki – jeszcze ich nie rozwinęły, wyprodukowały tylko jasnozielone tulejki i roztropnie czekają, co będzie dalej.

  58. Kalina zakwitła! A ja dziś słyszałam sikorkę, tak wiosennie nadającą. W styczniu???

    Kochana Pani Małgorzato! Przepraszam za opóźnienie, ale szczerze życzę jeszcze długich lat w zdrowiu i pogodzie ducha, która nie tylko Panią odmładza ale i nas, czytelników, nieustająco :)

  59. Zluzowana na chwilę ze sztabowych obowiązków, poszłam na ogrodowe przeszpiegi. Nasza leszczyna jeszcze nie kwitnie, za to zachwyciła mnie dekoracyjna kallikarpa u sąsiadów. Jakoś wcześniej jej nie widziałam, a ma takie ładne liliowe owocki!Wyczułam też wyraźny kwiatowy zapach, trochę jakby konwaliowy. Coś żółtego u nich kwitnie, ale nie wiem co. I róża cukrowa wypuściła pierwszy świeży listek!

  60. Sprawdzę leszczyny specjalnie dla Ciebie, Sowo.

    Która połowa sztabu trwa? Spróbuję się domyślić.

    GabiS, niecały to wiersz, zamieściłam tylko fragment.

  61. A co z leszczynami? Czy też już kwitną?

    KokoszaNel, pozdrawiam również! Połowa sztabu pogrążyła się właśnie w kryzysie, druga wciąż tkwi na posterunku.

  62. U nas w mieście zakwitła Wiśnia Japońska! A ona zakwita na przełomie marca i kwietnia.
    PS. Przepiękny wiersz Mickiewicza!

  63. Moja zakwita przepisowo na początku marca.
    Ale mam też inne odmiany kalin – bardzo lubię tę roślinę!- kwitną jednakże w maju i na początku czerwca .
    Gdybym miała więcej miejsca w ogrodzie, pewnie bym się rzuciła w kolekcjonowanie odmian kalinowych.

  64. Dzięki temu wpisowi przyjrzałam się bliżej kalinie wonnej i odkryłam, że jest wiele jej odmian. Niektóre z nich lubią zakwitać wcześnie. Weźmy na przykład taką „december”, jak sama nazwa wskazuje lubi zimę ;), jest jeszcze odmiana „Charles Lemont”, ta również kwitnie w zimie, a zatem może nie za wcześnie, tylko w sam raz :) Może chciała być pierwsza?! Na Jowisza! Była pierwsza! Mało tego, wskoczyła od razu na stronę i została zauważona przez tyle osób ;)
    A co do zimy. Pamiętam już różne, za to moje dzieciaki prawie nie pamiętają, jak wygląda śnieg. Musiałam je zabrać na podhale, żeby porzucały śnieżkami i pozjeżdżały z górki. Radości nie było końca. Dlatego wszystkim małym feriowiczom życzę choć trochę śniegu i żeby zima jeszcze je szczypnęła w uszko. Kwiaty natomiast niech jeszcze pośpią, a później ucieszą nasze oczy i nosy :)

  65. A dodam jeszcze, Zuziu, że po owym cieplutkim styczniu, tym w latach 80-tych, przyszły mrozy w kwietniu i śnieg w maju. Drzewa owocowe dostały w kość, kwiaty im pomarzły – i co? Ano nic, nie było za wiele śliwek. Za to w następnym roku pogoda się unormowała i mieliśmy urodzaj.
    Pomarzły mi wtedy piękne żółte róże pnące i co? Ano nic, przycięłam je do samej ziemi i czule podlewałam. Kwitną co roku, jeszcze piękniej.
    Natura jest potężna. Tylko jej nie przeszkadzajmy, a wszystko będzie dobrze.

  66. Oho, ząbki wschodzą? Nie dziwmy się więc tym nocnym bluesom.

    Zuziu, to nie są żadne czary, tylko realizm, moja specjalność.
    Ale nie martw się, naprawdę. Jak mawia nasz przyjaciel-dominikanin: „Pan Bóg nad tym wszystkim”.

  67. Chciałam wypożyczyć „Teatrzyk zielona gęś” ale jedyny egzemplarz będzie jutro uczestniczyć w zajęciach dla dzieci. Trudno, pięknie. Poczekam.
    Sowo, dużo zdrowia dla sztabu kryzysowego!

  68. Przyjąć Zuziu, przyjąć, po co się martwić. Natura sobie radzi od zawsze bez naszego zamartwiania.
    U Młodosty kwiatki a u nas ząbki wschodzą. Wiosna mociumpanie.

  69. Nie martwić się, Zuziu. Nic to nowego, bywały już takie stycznie, kiedy nawet pszczoły się myliły. Pamiętam, że owego roku (lata 80-te chyba) w styczniu była regularna burza!

  70. Dobry wieczór!
    Pogubiłam się. Sama gdy widzę te dziwne zjawiska pogodowe, ciepło, liście, ptaki – martwię się i pytam co się dzieje z tym światem, przecież mamy styczeń! A gdy zaglądam tu, owiewa mnie jeszcze większe ciepło, ale ciepło optymizmu i radosnego przyglądania się tym płatanym figlom, z ciekawością, jako kolejny spektakl Natury z akcją jakiej się nie spodziewaliśmy. I już nie wiem, jak powinno być. Przyjąć wszystko czy jednak się martwić?

  71. Gdyby soki krążyły, drzewa by nie pogubiły liści. Zaryzykowałam i już tydzień temu obcięłam zbędny konar. Powinnam teraz miejsce posmarować maścią ogrodniczą, ale oczywiście diabeł ją ogonem nakrył.

  72. O, Aleksandro, oto sedno sprawy: skoro nie było jeszcze pory spoczynku zimowego, soki w drzewach krążą w najlepsze. Kiedy więc przycinać gałęzie?

  73. I proszę, pory roku, zdaje się, urządzają sobie spontaniczne przemeblowania, hasają to tu, to tam i z niezdecydowaną minką wizytują zaskoczone miesiące „niewłaściwe”. Ciekawe, ciekawe. Czy ta wiosna będzie sobie ścieżką powolutku w naszą stronę szła, czy się zima zbudzi, leniuch, i prześcignie koleżankę? Cóż, my możemy co najwyżej obserwować to wszystko z uprzejmym zaciekawieniem. Zatem zerkam, bardzo ładny kwiatek! A ja się na koniec jeszcze przyznam, że trochę mi tęskno do zimy potężnej, pierzyniastej, szczypiącej w nos i serwującej w słoneczne poranki śnieżnobiałe, kryształowe widowiska…

  74. W lutym. Na początek muszą mieć chłodno i widno, a w kwietniu wystawia się je na dwór. Można właściwie zostawić je w donicach (raczej głębokich) zamiast sadzić na grządce, bo frezje późno kwitną i składają się głównie z liści. Ja je w stosownym czasie obcięłam i wstawiłam do wazonu.

  75. Święta racja, Berkeley ma mój ulubiony dowcip ścichapęk.
    A dodatkowo zyskałam wiedzę na temat dwóch potraw: custard i kedgeree. A także nie znanego mi wyzwiska: a goop (a bad-mannered or inconsiderate person; clod; boor).
    Podobają mi się również dedykacje; szkoda że ten literacki zwyczaj zanika.
    Nb. moja ulubiona dedykacja jest w „Kronikach Narnii”.

    Dzisiaj pojawiło się wreszcie słoneczko na trochę dłużej, ale z prac ogrodowych wykonałam jeno zakopanie lisiej jamy wykopanej przez psy pod krategusem.

  76. A to ci niespodzianka! Ale przy obecnej pogodzie to właściwie nic dziwnego. Tulipany na potęgę wychylają łebki z ziemi, kwitnie mi rozchodnik, który zazwyczaj kwitł w marcu, chyba najwyższy czas na przycięcie jabłonki.

  77. Pomyśleć trzeba wcześniej niż w maju, bo frezje długo rosną.

    Dziękujemy za pozdrowienia i odwzajemniamy :)

  78. Mamo Isi (wiad.pryw.) – ależ cała przyjemność po mojej stronie!
    Wcale nie wszystko muszę mieć, zawsze to wiedziałam, a już na tym etapie życia – zwłaszcza.-
    Berkeley: on ma wiele innych uroków, spójrz na misterną konstrukcję jego powieści, na humor i na oryginalność. Czysta przyjemność czytania!

  79. Wiedziałam, Sowo!
    Ale i tak trzymałam kciuki.
    Cieszę się i pozdrawiam Sowiątko!

    O frezjach pomyślę w maju, słowo daję (przepadam za ich zapachem).

  80. Wydaje się, że kryzys już minął. Za to sztab kryzysowy ledwie stoi na nogach. Już zapowiedziałam Sowiątku, że teraz jego kolej na robienie herbatek, czytanie bajek i nocne kąpiele ostudzające.

    Frezje są ciepłolubne, wymagają rozsady i sadzenia do gruntu dopiero w maju. Ale wyszły nadspodziewanie pięknie, warto sadzić.

  81. Mam Isi, tak jest, daje się to u pana B. zauważyć. Jest też wiele ciekawych symptomów i znamion czasu. Bardzo interesująca lektura, zapewniam Cię.

  82. O, to jest myśl!- posadzić sobie frezje! Miejmy nadzieję, że przetrwały, Sowo, zimy wszak nie było.
    A jakże tam nasze Sowiątko miłe? W porządku?

  83. „Rosła kalina z liściem szerokim nad modrym w gaju rosła potokiem drobny deszcz piła, rosę zbierała w majowym słońcu liście kąpała.(…)” Lubię ten wiersz Lenartowicza, choć poeta to nieco zapoznany, bo przyszło mu tworzyć w czasach wieszczy.
    A u nas kwitną pierwiosnki. Z pewną taką nieśmiałością, ale tym niemniej.

    Skończyłam pierwszego Berkeleya i widzę, że jest zwolennikiem przejmowania jurysdykcji w ręce prywatne łącznie z wykonaniem wyroku.

  84. O, jaki ładny kwiatek! Rzeczywiście się pośpieszył.

    Ciekawa jestem, czy przetrwają w glebie cebulki frezji, których do tej pory nie wykopałam. Pięknie kwitły zeszłej wiosny. A jak pachniały!

Możliwość komentowania jest wyłączona.