Po „bolesnej rocznicy”!

IMG_20200110_121820

 

„… Ja się dzisiaj nie kąpię, bo ja dzisiaj obchodzę pewną bolesną rocznicę…” – Hermenegilda Kociubińska w „Teatrzyku Zielona Gęś” K.I. Gałczyńskiego

Tak to u nas wygląda dzień po, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Kwiaty od KC Ateny wciąż w znakomitym stanie, torcik od Adminki w stanie raczej szczątkowym (Sowo, zajadaj!), książka od KC Ann – istny skarb! – nieprzeczytana jeszcze, lecz już obejrzana, obwąchana i obsypana zachwytami, a te jabłka to Alwa, specjalnie dla KC Bożenki sfotografowane.

Co do książki (Treasury of Garden Writing, selected by Charles Elliott) chętnie i z przyjemnością Wam ją tutaj przedstawię. Jest pełna różnorodnych a cudownych ilustracji (Gertrude Jekyll, na przykład), zaś antologia tekstów literackich o ogrodach i ich pielęgnowaniu podzielona jest na następujące działy:

GARDENING IN THE DAWN

WITS AND LANDSCAPES

INTIMATE ENGAGEMENT

VOICES AMONG US

A wśród autorów znajdują się, między innymi: John Evelyn, Pliniusz Młodszy, Francis Bacon, Horace Walpole, Jane Austen, William Wordsworth, Walter Scott, Gustave Flaubert, William Morris, Henry Thoreau, Lewis Carroll, Frances H. Burnett, Edith Wharton oraz wielu innych. Na zakończenie, czyli na deser i na idealne podsumowanie, autor antologii (znający się, jak widać, na rzeczy) zostawił fragment „Roku ogrodnika” Karela Čapka, ten, który zaczyna się od:

„Gardening man certainly originated by culture and not by natural evolution…”

Tak jest. Zachwycająca książka!

Nie posiadam się z radości.

Bardzo, bardzo, najgoręcej, dziękuję za wszystkie prezenty, za listy, za życzenia złożone na żywo, a także tu, w internecie, i jeszcze na facebookowej stronie wydawnictwa „Akapit Press”. Jestem wzruszona i szczęśliwa! I naprawdę, dzięki tej ogromnej fali życzliwości, gładko zdołałam się prześlizgnąć nad faktem, że – licząc lata w sposób bezlitosny – jestem już staruszką.

Oczywiście, tak naprawdę wcale nią nie jestem, duchowo osiągnęłam zaledwie wstępne stadium dojrzałości, wciąż jeszcze trzymają się mnie figle i psoty, uczynki impulsywne przysparzają mi nadal zabawnych kłopotów, a przede mną jeszcze takie mnóstwo roboty! (A to wręcz odmładza…)

Ale dobrze jest, kiedy więcej osób, niż jedna tylko, jest podobnego zdania.

Za bezbolesność rocznicy – dziękuję Wam z całego serca!

Wasza nieodmiennie –

MM

 

110 przemyśleń nt. „Po „bolesnej rocznicy”!

  1. I tym z poczuciem humoru również. Dzień dobry! Ale jeszcze wracam pod kołderkę póki Pisklątko pozwoli. Zzzzzz.

  2. Baletniczka, Dziadek do orzechów, krateczki w oknach, światełka w szybie, lampiony – domki…cudności!
    Peynet to moje dzieciństwo, a fotografie listopadowe to coś wspaniałego, oglądałam je wiele razy. Mam nawet ulubioną parę małżonków ☺️ kobieta siedzi na dmuchanym materacu z szelmowską miną, obok jej mąż. Co ciekawe, trafiłam na stronę Adminki zupełnie przypadkowo, właśnie na ten wpis listopadowy, zabrnęłam tam szukając czegoś w internecie. Po nitce do kłębka doszłam, że znajduję się na stronie latorośli DUA.

    Pani Małgosiu, to jest wspaniałe, móc o swych wszystkich dzieciach napisać, że czują bluesa. Mam nadzieję, że będzie i mnie to dane, ba! Pomału dostrzegam, że są wrażliwe na piękno i dostrzegają je nawet w drobiazgach.

  3. Zgredzie (wiad.pryw.)- uroczy gest i śliczny bukiet, dziękuję całej Rodzinie i mocno ściskam!

  4. To ja też się przyłączę do głosów chwalących.
    Lubię zdjęcia, ale także i wpisy Adminki – do moich ulubionych z jej strony autorskiej należą te okolicznościowe – o starych, rodzinnych fotografiach albo ten walentynkowy o francuskim artyście, który ślicznie rysował Zakochanych (Raymond Peynet). Ale podoba mi się także szalenie, gdy pisze Adminka o książkach rozmaitych. Aż chciałoby się prosić o więcej i więcej, ale – jak domniemywam – i czas Adminki bywa deficytowy.

  5. Admineczko, moja córeczko, czy ty widzisz, jak cię tu chwalą?
    Dla niewiedzących: mowa o Emilii Kiereś i jej stronie autorskiej (kieres.net) oraz tej na FB.

  6. Blanko, tak, tak!!! Też mam kilka ulubionych: baletniczkę na tle zegara, czerwone ołówki, „płomienny” bukiet czerwonych i czerwono-żółtych róż, no i oczywiście to okno ze światełkami, o którym pisałam wczoraj. A poza tym zawsze z przyjemnością oglądam fotorelacje z Adminkowych podróży.

  7. Kochani Zgredzikowie!
    Co za oszałamiająco piękny bukiet! Jestem zachwycona i wzruszona! Dziękuję najserdeczniej!

  8. Sowo (wiad.pryw.)- dzięki, że w tych warunkach się odezwałaś.
    Trzymam kciuki!
    Będzie dobrze.

  9. Apropos błogostanu wskutek oglądania zdjęć Adminki-odczuwam to samo! Mam kilka ulubionych zdjęć, do których wracam, np. to z zegarem i wiankiem z szyszek. Zdecydowanie Adminka czuje bluesa.

  10. Nutko (wiad.pryw.), dziękuję Wam obojgu za piękne życzenia i za dobre słowo!- Jak miło pomyśleć o Was, szczęśliwa paro!
    życzę stałego, spokojnego szczęścia – i wielu sukcesów zawodowych!

  11. Dziękuję, Eviku!
    Ho-ho, a to mi zadanie wytyczyłaś!
    Ale dobrze, zobaczymy, co się da zrobić.

  12. Spóźnione, ale najlepsze życzenia urodzinowe pani Małgosiu!
    Mam nadzieję, że przeczytam jeszcze wiele książek, które pani zdąży napisać :)

  13. Przypomniało mi się, że podobny błogostan wywoływało u mnie zdjęcie, jakie kiedyś zamieściła Adminka na swojej stronie: zdobiący okno sznur światełek-latarenek, spleciony z wiązką czerwonych owocków (światełka zapalone, a za oknem zmierzch – cudne to było wszystko razem).

  14. Mnie też! A jak się dobrze kwiatki trzymają! Dziś jeszcze ładniejsze niż w dniu ich otrzymania!

  15. Zaglądam tu co jakiś czas, żeby sobie popatrzeć na ten koszyczek z kwiatami. Jest śliczny! Taki gustowny, subtelny. Co spojrzę, to robi mi się błogo. :-)

  16. Obejrzyj sobie, Monik, ten filmik na stronie V&A, o którym pisałam poniżej. Można zrozumieć, że tak misterna robota musi kosztować.
    Dzień dobry!

  17. dzień dobry
    W.Morris namalował (narysował?) anioła podtrzymującego słońce i drugiego – trzymającego księżyc.
    Kiedyś przypadkiem trafiłam na stronę z tapetami, ale te ceny…
    miłego dnia, byle do wiosny!

  18. Torcik wygląda bardzo pysznie. Zuch Adminka. Reszta również zachwyca. Staruszka:-) XD w mlodzieżowym slangu to znaczy wybuch śmiechu.

  19. Nieprawdopodobnie wielki, pomarańczowy księżyc, wynurzający się z wody na podejściu do Rotterdamu. Nie sposób było nie pomyśleć o MM i Księgowych.

  20. Jak pięknie wschodzi księżyc! Miło iść spacerkiem twarzą w twarz z taką lampą. Myśl od razu biegnie ku „Wnuczce…” i japońskiemu lampionowi. Oraz DUA i Księgowym Lunofilom, naturalnie.

  21. Ja też nie pamiętam, w której to scence było. Chodziło o kąpiel sublokatorów – ustalano kolejność. To jedno zdanie tylko zapadło mi we wdzięczną pamięć.
    Ale przy okazji poszukam.

  22. Nijak sobie nie mogę przypomnieć, w której to Zielonej Gęsi Hermenegilda Kociubińska wypowiedziała te spiżowe słowa o niemożności kąpieli z powodu bolesnej rocznicy. Ratunku!
    W „Złośliwym krasnoludku” nb. temat kąpieli też jest poruszony, ale bez związku z tematem jw.
    „(…)Hermenegilda:
    (wchodząc do wanny) Oto zanurzam moje ciało w orzeźwiającej wodzie. Witaj, wodo, witaj, kąpieli, witaj, radości, promienna córo Olimpu! (wykonuje, mydląc się, całą IX Symfonię z chórami i bębnem)”

    Sowo, pewnie że napiszę, jak dojdzie te sto odkrytek we wzorki.

  23. Dzień dobry!
    I we Wrocławiu świeci nam pięknie.
    Hip, hip, hura!
    A u nas na balkonie krokusy wypuściły małe kiełki, anemony mają po dwa spore liście (wyrosły już w grudniu, za nic mają zimę).

  24. Słoneczko świeci, ptaszki ćwierkają, a magnolia wygląda jakby chciała zakwitnąć.
    Taka zima może być.

  25. Ha, Sowo, w „Treasury of Garden Writing” jest i fragment tekstu pani Gertrudy Jekyll.

    Ach, jaki miły świat.

  26. Mamo Isi, a napiszesz też do mnie? :)

    O stosownym łączeniu barw kwiatów sporo napisała Gertrude Jekyll. W swoich książkach podaje nawet konkretne schematy nasadzania kwiatów według kolorów.

  27. Weszłam w necie na sklep z tymi tapetami i tkaninami i teraz już wiem, co to są zabójcze ceny.

  28. Tak mnie zachwyciły te wzory, że w necie nabyłam na poczekaniu William Morris: 100 Postcards. Będą te pocztówki jak znalazł do korespondencji, no chyba że nijak nie będę się mogła z nimi rozstać;)

  29. O, o, można obejrzeć w sieci te matryce Morrisa i cały proces drukowania tapet. Jest filmik na dole strony! Pyszne!
    V&A -William Morris and wallpaper design

  30. A jeszcze o tych morrisowskich wzorach roślinnych: kupiłam sobie przed laty w księgarni zagranicznej (książki były tam wtedy horrendalnie drogie) duży album, ślicznie wydrukowany w Anglii, pełen wielkich, lśniących kart z owymi wzorami. A ściślej – jak się okazało przy bliższych oględzinach – pełen poskładanych we czworo i perforowanych wzdłuż arkuszy papieru do pakowania prezentów; wszystkie wzory wielkiej urody. I co? I mam album ten do dziś, nietknięty: nigdy bym się nie ośmieliła z niego wyrywać i używać tego cudnego papieru Morrisa do celów trywialnych.

  31. Uśmiecham się, Asiu!
    Dodam jeszcze, że nie zawsze mogę tu wyrazić w pełni swoją dezaprobatę – mam zasadę, żeby nie mówić źle o twórczości kolegów po piórze. Z lojalności, ale też dlatego, że przecież to, co nie podoba się mnie, może zachwycić kogoś innego.
    Ale co sobie myślę, to sobie myślę. A już zachwyty wyrażam bez żadnych hamulców!

    Mamo Isi, lubię ten początek. a zobaczysz, co dalej będzie!

    Co do Morrisa: podobno w Muzeum Wiktorii i Alberta wystawione są matryce tych jego przepięknych wzorów na tkaniny. Admineczka widziała.

  32. ” Wilki w owczej skórze „.
    Zawsze jestem jednak ciekawa Pani opinii.
    Pozdrawiam Pani Małgosiu :)

  33. Anthony Berkeley też urodził się 5 lipca! Nie ma to, jak taki gwiezdny braciszek.
    Czytam „Leighton Court Mistery” i trwam na razie w ogrodzie, gdzie ogrodnik z posępną miną wpatruje się w mszyce na krzakach róż. To tak a propos ogrodowych tematów.
    Wschód słońca nastąpił dziś o 07:34, a zachód o 16:07. W porównaniu z 22 grudnia, kiedy to dzionek trwał marne 7 godzin i 42 minuty jesteśmy do przodu, bo mamy już 8 godzin i 35 minut. A przecież nie jest to wcale jego ostatnie słowo!

    Jakie William Morris projektował przepiękne wzory materiałów obiciowych i tapet!

  34. Lepiej nie mieć autorytetów, uważam. Próbować na własną rękę – przecież można tylko zerknąć w księgarni – i już się wie, czy czytać, czy szkoda czasu.
    Różne są dzisiaj autorytety, a niektóre kłamią… przykre to, lecz prawdziwe. Trzeba uważać i nie dać się zwieść.
    Pozdrawiam, Asiu!:)

  35. Gdyby mieć nieograniczoną ilość czasu to można by spróbować samemu wszystkiego, a tak to są czasem poważne dylematy i wtedy szuka się podpowiedzi u Autorytetu!
    Ale rzeczywiście za jakiś czas może wrócę i spojrzę na to inaczej.
    Dziękuję.

  36. Asiu (wiad.pryw.) – osobiście nie przepadam. Ale spróbuj sama!:)

    MimiM, aaa, jak to ładnie ze strony Ignasia, że zachęca do lektury dobrych książek!

  37. W naszej bibliotece odkryłam ostatnio „Życie Chopina” Wierzynskiego i, wzorem Ignasia, zamierzam się w nią zagłębić;) jak to dobrze, że są takie miejsca jak to, Pani Małgosiu, gdzie zaproszenia do dobrej lektury są na wyciągnięcie ręki:) stokrotnie dziękuję !
    Co do nieskończoności wiedzy… Goethe powiedział kiedyś, ze: „Nie jest wstydem nie wiedzieć, lecz nie pragnąć swej niewiedzy uzupelniac” (Nicht wissen ist keine Dummheit, nicht fragen schon). Najważniejsze jest dążenie, nawet ze świadomością, że ideału nie uda się sięgnąć.

    Krzysztofie, „Listy z podróży do Ameryki ” już za mną- fascynująca lektura. Teraz będę polować na „Listy z Afryki” .p

  38. Dzień dobry, patrząc na to, czego jeszcze chciałabym się dowiedzieć, mogę stwierdzić, że długie życie jeszcze przede mną. Apetyt na wiedzę mam bowiem coraz większy. Spokojnego popołudnia życzę

  39. Zachwyt Chopinem wraz z postępującym wiekiem – rozumiem doskonale, mam to samo.
    Idea piękna, które powinno wieść prym w kształtowaniu rzeczywistości podoba mi się. Dodałabym do piękna umiar, prostotę.

  40. Już wiem: to pantofelnik!
    No, rzeczywiście, ostra żółć.
    Koszmarne zestawienie ze szkarłatem, zgadzam się.

  41. Co do Williama Morrisa: mam z nim fluid w sprawie szkarłatnych pelargonii. Co to jest calceolaria nie wiem, ale zamierzam się dowiedzieć. chociażby po to, by znów zakrzyknąć: fluid!

  42. Piętaszku, zdaje mi się, że to jest zupełnie inna idea.

    Rozmarynie, czas na Chopina!- każda pora w życiu jest na to dobra, ale okazuje się, że i do pełnej percepcji muzyki potrzebna nam dojrzałość (czytaj: wiek).

    Apetyt na zachwyt!- absolutnie, absolutnie.

  43. Ach, jaki fluid w sprawie roli sztuki w świecie! Morris miał rację: artyści i twórcy jako ci bardziej rozumiejący to, co dobre i piękne w człowieku, powinni mieć prymat w naszym świecie.
    „Odświeżam” sobie właśnie Chopina, słuchając Go przy nudnej pracy (czasem taka też się zdarzy, gdy konieczność życiowa przyciśnie) i na nowo odkrywam. Chyba na wszystko musi przyjść czas, a wczesna starość (cha cha, tak się pocieszam) może być na to równie dobra, jak pełna uniesień młodość. Zgadzam się też z przedmówczyniami, że z wiekiem świadomość nieskończoności wiedzy rośnie, i rośnie też na tę wiedzę apetyt. Póki jest apetyt, póty chce się dalej żyć i dbać o swój umysł i swoje ciało, żeby jeszcze móc jakiś czas to wszystko wokół wchłaniać i poznawać.

  44. Dzień dobry. Idea pana Morrisa godna jest naśladowania i dlatego, jak obserwuję, przejęło ją wielu współczesnych twórców w tym także, a może przede wszystkim nasza Noblistka.

  45. A William Mo4ris mnie wczoraj zachwycił. Co za artysta i co za człowiek! Miał programowe poczucie odpowiedzialności za otoczenie. Uważał, że artyści powinni mieć władzę ponad politykami, bankierami etc.- i kształtować świat tak, by był jak najpiękniejszy i by nie było w nim zaśmiecenia brzydotą. W urywku z „Hope and Fears for Art”(1882) zajmuje się najpierw rzeczową krytyką ogródków podmiejskich (ich właściciele zapominają o tym, że trzeba Naturze zostawić swobodę), by następnie przejść do kwestii roli koloru w ogrodzie. Kwiaty w masie, pisze, stanowią potężny akcent kolorystyczny i, jeśli sprawa ta nie jest prowadzona z wielką dozą rozwagi, mogą stać się wręcz destrukcyjne dla przyjemności, płynącej z prowadzenia ogrodu. Zachęca więc Morris do tworzenia kombinacji kolorystycznych. „Lecz są pewne kwiaty – wynalazki ludzi, t.j. florystów – które mają zupełnie złe kolory i nie powinny być w użyciu wcale. Szkarłatne pelargonie na przykład, lub żółta calceolaria, które, doprawdy, nierzadko sadzi się razem w obfitości, zapewne po to, jak sądzę, by ukazać, że nawet kwiaty mogą być całkowicie brzydkie”.
    I tu wyrwał mi się przy czytaniu okrzyk aprobaty!

  46. Madziu, ach tak! A więc wiedz, że to poczucie niezgłębienia wiedzy towarzyszyć Ci będzie także w wieku lat 75.
    No i w sumie jest to dobre poczucie. Raz, że oczywiście słuszne, a dwa – jakże napędzające do dalszego czytania, to znaczy – do życia!

    Może posiadanie takiego napędu powinnam jeszcze dorzucić do recepty dla Jane!

  47. Tak, dziękuję, oczywiście dotarła!- nie odpowiedziałam, bo i moja pisanina na Święta pewnie do Was już w tym czasie doszła. Bóg zapłać za pamięć i życzenia!
    I za wszystko!
    Proszę wybaczyć, że nie zawsze skrupulatnie odpowiadam – po prostu nie nadążam z korespondencją.

    Irysie, dziękuję najserdeczniej! (O, lubię ci ja irysy!)

  48. Pani Małgosiu kochana,
    miałam zrobić piękną karteczkę na urodziny, ale gdzieś w głowie miałam „zanotowane”, że urodziny ma Pani 21 stycznia…..przegapiłam więc, za co bardzo przepraszam i już nadrabiam modlitwą i serdecznymi życzeniami Bożego błogosławieństwa i Bożej bliskości Pani życzę, takiej namacalnej na każdy dzień! :-) Niech dobry Pan codziennie uśmiecha się do Pani – On to robi we wszystkim, czym nas obdarowuje. Zresztą. Pani o tym doskonale wie! Pani Małgosiu – Ściskam moooooooooooooooocno i w modlitwie pamiętam nie tylko urodzinowo.
    Maria Anna OP
    Ps. Mam nadzieję, że moja pisanina na święta dotarła?

  49. Ojejku, dziękuję, Jane!!!
    I dziękuję – Pani Małgosiu!!!
    Co prawda, to prawda – chęci mam sporo, ale osobiście uważam że do erudycji to mi jeszcze daleko. Przeciwnie, wciąż i wciąż wydaje mi się, że wiem bardzo mało. Powiem wręcz, że czym dalej w las tym perspektywy wiedzy przeze mnie niezgłębionej wydają się coraz szersze (o ile można się tak karkołomnie wyrazić).
    Swoją drogą: gdzieżbym pomyślała kiedyś, czternastoletnia, pisząc rozprawkę na egzaminie do szkoły średniej o swoim autorytecie, że tenże Autorytet powie mi kiedyś, że mnie podziwia. Życie jest niemożliwe. A Pani jest naprawdę bardzo, bardzo miła! :)

  50. Przesyłam Kochanej Autorce troszkę spóźnione, ale serdeczne życzenia urodzinowe. Niech dobry Bóg obdarzy naszą Autorkę zdrowiem, radością i opromienia każdy dzień swoją obecnością pełną światła, wolności i wiecznej młodości. Życzę dużo, dużo weny twórczej, frapujących pomysłów, pięknych ilustracji i dołączam wielobarwny, piękny bukiet irysów, dziękując za wszystkie Pani książki, do których można się przytulić i przy nich ogrzać:)

  51. Krzysztofie, ona potrafi być okresem zgoła ponurym. Wszystko zależy od okoliczności.
    Trzymajmy się, Wilku Morski!

    Jane, raport przyjęty z zadowoleniem.
    Dzięki, istotnie lektura do poduszki już uszykowana: oczywiście przede wszystkim muszę się dowiedzieć, co na temat ogrodów miał do powiedzenia William Morris, prerafaelita, malarz, projektant(Arts and Crafts) i poeta. Potem Wam opowiem, co wyczytałam. Tymczasem – zobaczcie w sieci, jak wielką rolę odgrywały w jego twórczości rośliny. Ile piękna!

  52. Dziękuję! Bardzo dziękuję! Wszystkie rady biorę do serca. Wirtualnie ściskam z wdzięcznością.
    (krótki raport: zdrowe odżywianie – jest, ze snem – lepiej (ziółka), ze świeżym powietrzem – gorzej, ale to nie moja wina :), najsłabiej wypada ciekawa praca, ale można z tego zrobić zadanie/cel i coś zmienić, prawda? Jeśli chodzi o poczucie humoru, muszę po prostu pamiętać, że je mam :).
    Dobrej nocy (miłej lektury).

  53. Ach, tyle mnie tu nie było i tyle ważnych i pięknych wpisów do przeczytania. Droga Autorko, spóźniona ale szczerze wdzięczna za światło, którym promieniejesz na wszystkich nas, skromnych czytelników (płci obojga), niezmiennie od lat, składam urodzinowe podziękowania, z życzeniami ogromnej ilości wspaniałych książek przed Tobą, tych jeszcze nieprzeczytanych i tych jeszcze nienapisanych. Bo czego więcej chcieć można do szczęścia, gdy ma się wszystko inne? Uściski gorące.

  54. Może się uda, Jane, choć fotografia nie odda misterności tego haftu, a zeskanowanie – ze względu na ramkę, w którą haft jest oprawiony – jest chyba niemożliwe. Powiem tylko, że Aleksandra wyhaftowała kolorowo różę „Queen Elizabeth” według ryciny z dawnego katalogu botanicznego – włącznie z ozdobnym liternictwem i czarnymi rysunkami na uboczu, przedstawiającymi wygląd krzewu, owocu róży etc.

    Jane, jeśli mam tu robić za wzorzec, to doradzam Ci postawę stoicką, a nadto codzienne zażywanie witamin z pierwiastkami śladowymi, zdrowe odżywianie, spokojny sen i dużo świeżego powietrza, dużo ciekawej pracy i mnóstwo poczucia humoru, które chroni przed stresami. Nie przed wszystkimi, rzecz jasna, ale przed większością tych błahych.
    Już to możesz w sobie wykształcać, bo dzieciska odchowane, czego serdecznie gratuluję.

  55. MadziuZ ja również Cię podziwiam – najbardziej za to, że w tak trafny, przejrzysty sposób potrafisz opisać to co ja również czuję. Właśnie dokładnie o tym myślałam – jak być taką jak Pani Małgosia w podobnym metrykalnie wieku:). Obawiam się, że może być trudno – zwłaszcza jeśli już teraz, kiedy trafił się słabszy rok, uszy od razu do dołu. Ale nie poddaję się, działam, pracuję nad sobą…
    Madziu pisz jak najczęściej. A ja nie mogę się doczekać „Na Jowisza” i „Chucherka”.
    Od razu też przyznam, że oprócz dołków w minionym roku były też górki (wszystko zależy od odpowiedniej perspektywy)-kciuki i dobre myśli pomogły-dziękuję!-straszy syn ma pierwsze zaliczenia na prawie, młodszy jest w wybranym liceum.
    Pani Małgosiu, a czy jest szansa na pokazanie haftowanej róży od AleksandryG?

  56. Sowo, no, odetchnęłam.
    Jak połączyć Chopina z glebogryzarką? A to zależy od kontekstu. Może się zdarzyć, że – poza tymi dwoma właśnie – reszta haseł będzie się kwalifikować jako BEZZĘBNE.
    Wtedy powiesz: – Zębate dwa.

  57. Dzień dobry
    Wszystkiego najlepszego!!! Kolorowych pomysłów, sił do płatania figli (to bardzo ważne) i dużo pięknych róż w ogrodzie.Tę pogodę ducha widać w przytoczonym fragmencie tekstu z kabaretu :) Bardzo mi się spodobał. Pozdrawiamy serdecznie.

  58. Doszły, doszły, ino pilnie wyszłam byłam z domu (i nawet piękny Księżyc widziałam, otoczony ogromnym halo). Oniemiałam. Cóż za imponująca kolekcja słówek! Bardzo, bardzo dziękuję! Na pewno skorzystamy. A tymczasem całą drogę powrotną zachodziłam w głowę, jak połączyć Chopina z glebogryzarką…

  59. SowoP, daj znać, czy doszły do ciebie słówka ode mnie, czy też wpadły do spamu. Dużo ich.

  60. Dziękuję, miła Olu! I serdecznie pozdrawiam tych dobrze życzących!
    Dziękuję też za całą życzliwość i zaangażowanie. Czasem do Was zaglądam i bardzo jestem wdzięczna.

  61. Droga Pani Małgorzato,
    czuję się w obowiązku przekazać kilkadziesiąt pozdrowień połączonych z pięknymi życzeniami, które Pani fani zostawili na tym naszym hobbistycznym profilu Jeżycjadowym na Facebooku :) A że jest tam nas całe 5000 to mam nadzieję, że odczuje Pani całą serdeczność, którą przesyłamy. Zdrowia, radości z życia i radości z pisania.
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  62. Buzi, kochany Starosto:) Takie to są skutki, jak autor podporządkowuje powieść wyznawanym poglądom, choćby najsłuszniejszym. Cierpi powieść, cierpi heroina, zarówno ta zakatrupiona, jak i ta, której wątek miłosny znienacka przerwano i wrzucono w okoliczne krzaki, a nade wszystko cierpi czytelnik. Cierpiałam przynajmniej tak, jak podczas czytania „Cierpień młodego Werthera”. A swoją drogą to był dopiero męczący przygłupek!
    Doszła właśnie paczka! Hip, hip, hurra!

  63. Mamo Isi, dostrzegam podobną do mojej recepcję.
    Mówiłam, to nie jest książka dla praktycznych kobiet czynu.
    Buzi!

  64. Rzeczywiście tortów zatrzęsienie, znalazłam porzeczkowiec ale widzę że to nie to. Tytuł książki zapisuję, dziękuję Adminko!

  65. KokoszaNel – przepis chętnie bym podała, ale jest niestety bardzo obszerny (biszkopt czekoladowy + mus jogurtowo-śmietanowy z dodatkiem żelatyny i z porzeczkami). Rzeczywiście posłużyłam się recepturą pochodzącą od Doroty Świątkowskiej, autorki strony mojewypieki.com, nieco tylko zmodyfikowałam wykończenie w braku świeżych porzeczek (blog bardzo polecam! – jeśli nie znacie, ale na pewno wiele z Was zna). Tego akurat przepisu nie ma chyba na blogu, tylko w książce kucharskiej „Moje wypieki. Całkiem nowe przepisy”. Wszystkie książki tejże autorki także polecam (niezależnie od bloga, choć i na nim receptur jest zatrzęsienie) osobom poszukującym przepisów na rzeczy pyszne, śliczne i takie, które zawsze się udają ;)

  66. No, to jest urodzinowy obrazek, jak się patrzy! Książka aż kusi, żeby po nią sięgnąć, torcik żeby go pożreć, a cudne róże i goździki w koszyku – żeby w nie nos wsadzić. No i jabłuszka – muszę zapamiętać tę odmianę, bo nie dość, że na pewno pyszne, ale znakomicie przetrwały zimę. I księgozbiór w tle.

    Wilku, niewykluczone, że to ja nie patrzę obiektywnie, bo jak by nie było po 1910 Sienkiewicz napisał jeszcze choćby bardzo dobre „W pustyni i w puszczy” (1912), ale na usprawiedliwienie podaję, że okrutnie mnie zdenerwował. Nie dość, że najpierw setki stron spędził na dłużyznach opisując w stylu „Trędowatej”stany duszy bohatera np. podczas słuchania Sonaty Księżycowej, to nagle zakatrupił jedną z bohaterek i na tym zakończył powieść. Nb. zawsze mi się zdawało, że sonata jw. jest napisana na fortepian (podobnie jak Ich grolle nicht Schumanna), a u Sienkiewicza oba utwory lecą na skrzypce solo, ale co się będę czepiać szczegółów. Niechby i na fujarce, byle nie opisywał na czterech stronach swoich wyobrażeń i wizji w temacie.

  67. Dziś o 20.20 będę jeszcze w pociągu. Mam tę rzadką przyjemność podróżowania pociągiem, co daje mi spokojny czas na czytanie. Dziś „Mały Książę ” po kaszubsku. Pozdrawiam gdzieś z Mazowsza

  68. Naturalnie widoczności zero. Uch! Od rana mamy pełne zachmurzenie i mgłę.
    Piętasiu, Mozart w istocie rozbrzmiewa.

  69. Rozkoszny widoczek zaiste. W tle zaś słyszę Mozarta. Czy się mylę?

    I taka maleńka ciekawostka. Dziś o 20.20
    ( przy dobrej widoczności naturalnie) będzie można zobaczyć częściowe zaćmienie księżyca.

  70. Aj mniam, mniam – rozkosz dla wszystkich zmysłów!
    Prośba do Adminki: czy znajdzie chwilę by podzielić się przepisem?

  71. Ha! Doszło! Liczyłam, że chociaż na Sylwestra zdążę… Ale lepiej późno niż później, jak mawiają;).
    Tak, mój adres wciąż ten sam.

  72. Będziesz wiedziała teraz, czego szukać, Bożenko. One są niepozorne kolorystycznie, ale wonne i przepyszne.

  73. Kochana Sowo, właśnie nadeszła paczka listów , wysłanych do mnie na adres Akapitu – wśród nich, obok życzeń świątecznych od Jesiennej Ady (dziękuję, Ado!), jest i koperta od Ciebie. a w niej pierniczkowa kartka, śliczny liścik oraz drobniutki suplement, który mnie po prostu wzruszył i bardzo uradował! Przyda się, że ho-ho! Bardzo, bardzo dziękuję!
    A czy Twój adres mailowy pozostaje wciąż ten sam?

  74. Śliczności i pyszności! Wszystko tak smakowite! – do najdrobniejszego szczegółu.
    I baaardzo dziękuję za jabłka, Kochany Młodosto!
    Częstuję się z rozkoszą.

  75. Za PARĘ LAT, Madziu! Hu,hu,hu …
    A ja Ciebie też podziwiam: w tak młodym wieku – tak wielka erudycja i chęć jej poszerzania!
    „Educated” jeszcze czeka swej kolejki, ale już zajrzałam, obwąchałam i posmakowałam: mniam, dobre, dobre!

  76. PS. Jakby to było wspaniale, gdybym, za te parę lat, będąc w metrykalnym wieku Pani, nadal pozostała tak młoda. Ale być może jest to dar, który nie wszystkim się zdarza. Cóż, w razie czego, przynajmniej spróbuję wtedy nie utyskiwać za mocno, tyle mogę sobie obiecać.
    A Panią za energię, zapał, radość życia i waleczność – po prostu podziwiam. (Oprócz innych licznych powodów do podziwiania).

  77. Dzień dobry!
    Jakże pięknie to wygląda! – na tle regałów pełnych książek. Próbowałam sobie powiększyć zdjęcie, żeby odcyfrować niektóre przynajmniej tytuły, ale mi się ta niedyskretna próba nie powiodła. Nie odcyfrowałam.
    Za to znienacka przypomniał mi się inny podarunek od Ateny – i zamówiłam sobie „Educated” Tary Westover. Czy Pani już jest po lekturze?

  78. Mmmmmmm… Cuda, cuda i pyszności!

    Najbardziej impulsywnym działaniem w moim wypadku jest nieopanowane kupowanie książek niezbędnych do życia. Ta książka też mi się wydaje niezbędna.

  79. Jak tu u Pani pięknie, smacznie, kolorowo i obiecująco!!! To zdjęcie jest zapewne kwintesencją dobrze przeżytego Święta :) uczta dla ciała i duszy ❤ A książka aż kusi, by ja zacząć czytać! Wydaje się słusznie obzachwycana;)

Dodaj komentarz