Święto

411.11.2019a

 

Jan Lechoń

 11 LISTOPADA

  (fragment)

 

 

… Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy.

Ten, który umiał cierpieć, a radość go trwoży,

Kto nie stargał na szyi niewoli obroży

I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami,

Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami

Jakieś cienie po polach, po mieście się snują

I wśród płaczu padają. I ziemię całują.

 

 

118 przemyśleń nt. „Święto

  1. Och, Bożenko, dziękuję, dopiero dziś zajrzałam na stronę! Zawsze byłam przekonana, że moja dziecinne wiara w rusałki, krasnoludki i in baśniowe rzeczywistości otworzyła moją wyobraźnię na prawdziwy świat nadprzyrodzony.

  2. O, ja też! Najwięcej zapasów dotyczy złotej ery angielskiej etc. Czytam jedną po drugiej, z wzorową systematycznością. I tak się cieszę, że mam jeszcze mnóstwo do czytania! Nie grozi mi posucha, o nie!

  3. O jak miło, że nie tylko ja mam zwyczaj gromadzenia książek, na które brakuje mi czasu. Obiecuję sobie, że kiedyś to wszystko nadrobię. Spokojnego wieczoru :)

  4. (Pomijam to, że kupiłam ostatnio znowu trzy książki, których jeszcze nie przeczytałam i raczej nie powinnam łowić kolejnych. No ale co poradzę, wyszukiwanie i zdobywanie sprawia mi sporą frajdę, a na czytanie literatury pięknej niestety nie mam za dużo czasu. Pozostaje chomikowanie na przyszłość.)

  5. Zrobię jeszcze mały research, ale coś czuję, że pokieruję się gustem DC Zgreda.
    Dziękuję!

  6. Mi najbardziej podobał się „The clock strikes twelve”, ale ja czytałem niewielką część jej twórczości.

  7. Nutko, w zasadzie wszystko jedno. W jej przypadku czytanie chronologiczne nic nie daje. Ciekawe zjawisko!

  8. To od którego tomu Patricii sugerują Państwo zacząć?

    Pozdrawiam znad sprawozdań studentów, siedząc samotnie przy biurku (Mąż Podobny stażuje się w Bostonie).

    Ukłony
    Nutka

  9. Ma ona niesłychany talent narracyjny, to prawda, Mamo isi!
    Dziękuję za prywatną Ciekawostkę Minionych Dni, zaraz ją przekażę Łusi, do zeszyciku.

  10. A wiesz, Zgredzie, że masz rację;) Mam też się czego czepiać! Patrycja opowiada tak porywająco, że gdyby nawet twierdziła, że cały Scotland Yard korzysta wyłącznie z telefonu towarzyskiego, a agenci z MI6 wchodzą i wychodzą z Rosji Sowieckiej podziemnym tunelem, który się zaczyna w Moskwie, a kończy w środku Ełku, i tak bym ją czytała z wypiekami!

  11. Masz rację, Wilku Morski, a ja jestem gapa. Przecież powinnam pamiętać, jak się zdumiałam, kiedy kapitan statku powietrznego zawiadomił nas, że jesteśmy na wysokości 10 km, a temperatura na zewnątrz wynosi minus 50 stopni.

  12. Mamo Isi, mi natomiast wydaje się nierealne, że kontrwywiad pozostawił tam party line.
    Ale mi to nie przeszkadza.

  13. Mamo Isi, zjawisko obserwowałem wiele lat temu, to był auto-cytat ze starego listu. Zresztą obecność lodu na dużych wysokościach nie oznacza ujemnej temperatury na poziomie morza. Teraz mam chyba podobnie, jak w domu, ok. 10 stopni.

  14. Zgredzie, wiem, jak wyglądają obecnie laboratoria naukowe i jakim sprzętem dysponują, więc wyobrażanie sobie, że choćby w połowie XX wieku jakiegoś wynalazku można było dokonać w szopce na uboczu posiadając do dyspozycji zestaw małego majsterkowicza, wydaje mi się lekko nierealny;)

  15. Krzysztofie, jakie niezwykłe zjawisko opisujesz! Tam, gdzie jesteś, musi być raczej zimnawo, skoro w powietrzu są kryształki lodu. W necie jest co nieco zdjęć łuku okołozenitalnego, w tym parę z chmurkami, które zachwycająco rozmywają kolorki tęczy. Jedno zdjęcie nawet z Trójmiasta, z 2015 roku.

  16. Dzień dobry:). UA i Krzysztofie. Można to zjawisko obserwować i u nas. Zarówno wokół słońca jak i księżyca. Sama miałam okazję widzieć kilka razy halo słoneczne i wiele razy księżycowe. Choć słoneczne, to nigdy nie był pełen okrąg, ale i takie zdarzają się w Polsce.

    Anonim zaś, to ja.

  17. Halo słoneczne, czyli biały krąg wokół słońca. Jeśli dodatkowo światło rozszczepia się w kryształkach lodu zabarwiając krąg kolorami tęczy, to zwany jest on wtedy łukiem okołozenitalnym.

  18. Naprawdę widziałeś coś takiego, Wilku Morski?
    Zdaje się, że zjawisko takie ma swoją nazwę naukową.

  19. Ze starego listu (przepraszam, że samego siebie cytuję): Niesamowite [tak, tak, wiem – ale pisałem to kilkanaście lat temu] zjawisko widziałem, słońce stało w zenicie, lekko przesłonięte cienkimi chmurami, a na nich utworzył się wyraźny, pełny krąg tęczy ze słońcem w centrum, śliczne to było i skłaniało serce do modlitwy.

    I rzeczywiście, przypomniała mi się teraz ta scena.

  20. O, Mimi bardzo mi miło, że się przepis przydał. Z ciasta tego można również zrobić muffinki. Sądzę też, że gdyby je przełożyć dobrym budyniowym kremem mógłby powstać niezły torcik . Ot ,takie wariacje na temat :).

  21. Mamo Isi, patrzę na to zupełnie inaczej.
    On po prostu opracowuje nowy materiał wybuchowy, żeby Hitler nie wygrał wojny.
    I to jest bardzo dobry powód.
    Nic mi tu nie zgrzyta.

  22. A właśnie chciałam się spytać, po co sięga DUA, kiedy ma ciężką grypę? To znaczy, żeby nie dostać odpowiedzi, że po aspirynę, po jaką książkę? A tu już wiemy, po Trylogię!

  23. Zauważyłam, kochany Starosto. Ale zabrał się za „The Key” i może się zniechęcić. Reszta Patrycji jest zdecydowanie lepsza. Motyw samotnego naukowca, który sam trudzi się, aby odkryć jakieś nadzwyczajne cóś, które sprawi, że dobra Wielka Brytania będzie jeszcze większa – jakoś mnie nie porywa. Nie ta epoka, nie ten stan świadomości. To jest ten drugi przypadek (poza umieszczaniem akcji w Rosji sowieckiej), gdzie bym wolała, aby Patrycja pisała o tym, na czym się zna.

  24. Cha, cha, Mamo Isi!
    Nie znałam. Świetne!
    Zauważyłaś, że zainfekowałyśmy Zgreda Patrycją W.?

    Dzień dobry, Ale-Piemont.
    To takie mile, że szukasz polskich książek na obczyźnie.

  25. Skoro udało mi się cofnąć do roku 1955, przypomniał mi się kawał z epoki.
    Mamy na polu ziemniaki, buraki i marchew. Co się zbierze najpierw?

  26. Pod koniec dnia czuję się jak lokomotywka, której sprężyna się rozkręciła.

    Na półce z książkami do wzięcia dorwałam Prusa „Obrazki warszawskie”z 1955, PIW, wyd.I z serii tzw. Biblioteki jaskółki za całe 3 zł (wonczas). W 1874 Głowacki związał się z „Kurierem Warszawskim” i na jego łamach ukazała się seria siedmiu utworów z tego cyklu. I wygląda na to, że rzecz uprzednio nie była wydana w postaci książkowej. A to ci heca.

  27. We włoskim przekładzie, czy tak?
    A to ciekawe!

    Wilku Morski, racja. Zwykle, w okresie ciężkiej grypy, sięgam po „Trylogię” właśnie. Pomaga!

  28. Dzien dobry w ten zasniezony,piekny dzien.Chcialam podzelic sie odkryciem z tutejszej,wloskiej biblioteki.Znalazlam mianowicie ksiazke Haliny Poswiatowskiej.W dodatku cieszy sie ona tutaj powodzeniem.

  29. Do Ameryki jeszcze daleko, powtarzam trasę statków „za chlebem”. Sienkiewicz w listach bardzo obszernie opisywał sytuację polskich emigrantów, nowela jest tego pokłosiem.

    Mamo Isi, takie ugrzęźnięcie to sama przyjemność.

  30. O, BBabette!
    Dziękuję!
    W jakim dobrym towarzystwie mnie umieściłaś!
    Cieszę się i pozdrawiam serdecznie!

  31. Dzień dobry,
    Kiedy wpadnę w czarny dołek lub nie mogę zupełnie zasnąć, to biorę z półki coś Musierowicz (przepadam za siedliskiem państwa Górskich), Jeroma lub Herriota (te opisy przyrody gór i bezdroży Yorkshire też są soczyste i przepełnione uczuciem). Pogłaszczę wysłużone okładki i odpływam w miłe zakątki.
    Wracam weselsza i odważniejsza.
    Z tym, że dzieła tej pierwszej autorki czytuję też w dni słoneczne i radosne☺️.
    Których sobie i Wam kochani życzę.

  32. Może to tylko tłumacz Jerome’a wzrastał na książkach pana Kornela.
    Warto by zajrzeć do oryginału.

    Dzień dobry, wilku Morski!
    Kędy dziś płyniesz, o ziemi czytając? Czy Amerykę już widać z daleka? (Pewnie jeszcze nie.)

  33. No, jak to, mielibyśmy nie rozpoznać lektury szkolnej?
    Chociaż zaraz…może to już nie lektura.
    Za moich czasów – była. W szkole podstawowej.

  34. „Przecie ich rodzime drzewo to nie ta strona, w którą jechali, ale tamta, z której odjechali: polska ziemia, ona zbożna, jednym łanem się kołysząca, borem zarośnięta, słomianymi strzechami upstrzona, pełna łąk od kaczeńców złotych i wodą świecących, pełna bocianów, jaskółek, kszyków przydrożnych, białych dworów wśród lip; ona, co czapką rogatą pod nogi ima, słowami: „Pochwalony!” wita, a „Na wieki wieków” odpowiada; ona wielmożna, ona matka najsłodsza, taka poczciwa, ukochana nad wszystkie inne na świecie”.

  35. W Gdańsku otworzono fajną galerię Kana Art. Ciekawe miejsce z przesłaniem, sztuka nie komercyjna. Mało już takich miejsc.

  36. Dobry wieczór wszystkim!
    Cicho się tu zrobiło, wszyscy zapracowani, więc pozwolę sobie wprowadzić nieco wakacyjnego nastroju.
    Oto stosowny fragment:
    „Rzeka, igrająca z łodzią, wtrąca się do naszej rozmowy, bajdurzy stare opowieści i sekrety, ściszonym głosem śpiewa starą dziecięcą pieśń, tę samą, którą nuci już od tysiącleci – i będzie nucić jeszcze przez wiele tysięcy lat, nim jej głos stanie się chrapliwy i stary – pieśń, której zmienne oblicze pokochaliśmy, której chętna pierś często służyła nam za przytulisko, pieśń tę nauczyliśmy się rozumieć, choć nie potrafilibyśmy ująć w zwyczajne słowa opowieści, której słuchamy.
    I gdy tak siedzimy na skraju rzeki, księżyc, który również darzy ją miłością, pochyla się, aby złożyć na jej czole braterski pocałunek i zarzucić jej na szyję srebrzyste ramiona. Patrzymy, jak płynie, rozśpiewana, rozszeptana, na spotkanie z morzem, swym królem…”

  37. Mam na myśli treny Kochanowskiego. Napisałam to jak tytuł, niepoprawnie, prawda? Dlatego mnie Pani nie zrozumiała.

  38. Nasza pani polonistka też chciała nam zadać nauczenie się ,,Hymnu” na pamięć. Nie zrobiła tego, bo ostatnio recytowaliśmy już wybrany z ,,Terenów” zamieszczonych w naszym podręczniku. Ale zdecydowałam, że to zrobię, tak bardzo mnie zachwycił.

  39. „…Widziałem lotne w powietrzu bociany
    ‚Długim szeregiem…”
    Ach, Moliku!
    Czasy się zmieniają.
    W moim liceum przed omówieniem tego wiersza musiałyśmy nauczyć się go na pamięć!
    I pamiętam go do dziś.

  40. My dzisaj omawialiśmy ,,Hymn” Słowackiego.

    „Dzisiaj na wielkim morzu obłąkany,
    Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem…”

    Od razu przypomniałyśmy sobie wiersz Wierzyńskiego z Nutrią, znałyśmy go praktycznie na pamięć. I do końca dnia nam towarzyszyło ,,bo tak się za nas modlili poeci”. Jakże miło jest spotkać te słowa także tu!

  41. W Bytomiu też jesień ponura. Ta złota już tylko w poezji.
    Lechoń romantyczny – w szczególności dla Chesterki :)

    Jan Lechoń
    Romantyczność

    Już pożar złotych liści noc jesienna gasi,
    I charty zasypiają na starym arrasie,
    Prababki na portretach i królowie Sasi
    Znikają wpośród zmierzchu. Smutno w takim czasie.

    Nad wodą wiatr przegina wierzb garbatych pałki,
    Za oknami zawieja i rozmokła droga.
    Biedni ci, co nie mogą uwierzyć w rusałki,
    Ani w duchy, we wróżby, ani w Pana Boga!

  42. O rety, właśnie dotarł do mnie w pełni sens tego zdania! A zawsze mnie to trapiło! I nagle, jak grom! O obezwładniająca potęgo poezji! Dziękuję, DUA!

  43. Dzień dobry!
    Za to ze mną dwa dni temu był Asnyk ze swoim poleceniem nadziei. Niebezpośrednio adekwatny do święta.

  44. A co byście powiedzieli DUA i Księgowi, abyśmy rozświetlili ten pochmurny dzionek listopadowy widokiem i cynamonowym zapachem ciasta marchewkowego?
    Jeżeli tak, to proszę bardzo. Oto przepis na ciasto marchewkowe Belli Chagall :
    Do miski wsypujemy 1,5 szklanki mąki, 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia, 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej, 0,5 łyżeczki soli, 2 łyżeczki cynamonu. Mieszamy. W drugiej misce ucieramy 3 jajka ze szklanką cukru i 3/4 szklanki oleju. Potem wsypujemy 2 szklanki startej na małych oczkach marchewki i delikatnie mieszamy. Następnie dodajemy suche składniki i drewnianą łyżką mieszamy do momentu aż wszystko się połączy, ale niezbyt długo. Ciasto przekładamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy ok. pół godziny. Stan ciasta sprawdzamy patyczkiem. Smacznego!
    Aha, ciasto można polać lukrem cytrynowym i posypać startymi pistacjami :)

  45. Jeśli chodzi o wrocławskie graffiti, to chyba lepiej nie wnikać. Przesłanie prawdopodobnie bardzo mroczne i odległe o lata świetlne od czytelników tej strony, na szczęście. Proszę skojarzyć miejsce i styl , a autor prawie na pewno nieznany. Lepiej wyrzucić z głowy:).

  46. Kasztanowłosa, ja to tak na pierwszy rzut rozumiem tak: chcę znowu żyć chwilą, być beztroski, wolny.

  47. A mnie się właśnie przypomniała dawna lektura (choć jedynie we fragmentach) listów Marii Curie- Skłodowskiej, m.in. do siostry, mieszkającej we Francji. Już wtedy podziwiałam upór i determinację, z jaką dążyła do zdobycia wiedzy i wykształcenia. Zresztą one wszystkie, wielkie kobiety polskiego pozytywizmu- Konopnicka, Orzeszkowa…- przeszły niełatwą dla ówczesnych niewiast drogę.

  48. Dobry wieczór,
    Mam pytanie i muszę przyznać, że strasznie mi z tym głupio, ale od piątku mnie to męczy, a może tu znajdzie się ktoś, kto będzie umiał na nie odpowiedzieć.
    Ostatnio w przejściu podziemnym na Nadodrzu we Wrocławiu zauważyłam napis namazany sprayem na ścianie: „Znów chcę być nocnym wędrowcem, który nie zna treści poranka”. Myślałam, że to jakiś cytat, ale sprawdzałam i nie mogę nic znaleźć, więc być może jest to po prostu jakaś uliczna twórczość własna. Chyba że się mylę? W każdym razie, czy ktoś ma pomysł jak to zinterpretować? Gdy to słyszę, to przychodzi mi na myśl wiele rzeczy, lecz nie potrafię tego ubrać w słowa. Nie daje mi to spokoju, cały czas wracam do tego myślami.

    Ale o pierniczkach też już intensywnie myślę. :)

  49. O, ale się tu poetycko zrobiło! Lubię taki nastrój tym bardziej, że poznaję przy okazji piękne wiersze.
    A pierniczki rzeczywiście są najlepsze na chandrę. Wystarczyło, że ze szkolnej kuchni dopadł mnie ich zapach (piekła je któraś z klas, a szkołę mamy tak małą, że po wejściu do niej od razu można zgadnąć, co będzie na obiad), a przygnębienie – spowodowane brzydką pogodą, powrotem do nauki po długim weekendzie oraz perspektywą dwóch fizyk i chemii jednego dnia – ustąpiło miejsca rozmarzeniu.
    Dodam jeszcze, że anonimem byłam ja. Zwyczajnie zapomniałam się podpisać

  50. Teraz dostrzegam już urodę wierszy Marii Konopnickiej.
    (Zwiedzałam kiedyś jej dworek w Żarnowcu).
    Twierdzę tylko, że dla ośmiolatki wydanie zbiorowe jej wierszy było trochę ciężkawą lekturą.
    Zresztą – najlepszym sposobem na polubienie poezji było dla mnie długie, powolne i wielokrotne czytanie jednego wiersza. Tak, żeby dać sobie czas na odkrycie jego sensu i melodii.

  51. „U Celestynów bije dzwon,
    Rodanu huczą wody…
    Ach, ileż żalu, jak wczesny skon
    Młodości i urody!
    U Celestynów kopią grób,
    O trumnę bije młot…
    W bieli i w mirtach, jakby na ślub —
    Prześliczna Maud…”

    Konopnicka pisała pięknie i mrocznie i tajemniczo, jeśli się tylko przeskoczy te „piwniczne izby” i zabrnie trochę dalej :) To było dla mnie wielkie odkrycie, w wieku lat kilkunastu, a „Prześliczna Maud” jest do dzisiaj jednym z moich ulubionych wierszy. Dzień dobry :)

  52. Dobry wieczór, Gałczyński to poeta, którego poznawałam (dzięki tacie) jeszcze we wczesnych latach szkolnych. Pamiętam, jaki miałam problem, gdy uczyłam się na pamięć wiersza pt. „O wróbelku”. Przez gardło nie chciało mi przejść zakończenie wiersza: „kochajcie wróbelka dziewczęta, / kochajcie do jasnej cholery”. Od dziecka byłam wrażliwa na czystość języka :)

  53. O! to właśnie recytowała siostra wedle mojego wyboru.
    Choć nie jestem dziś pewna (skumbrie w tomacie pstrąg) czy konkursowo to był trafny wybór.

  54. Po upływie pewnego czasu zaczęłam właśnie od niego;)
    A na pamięć nauczyłam się z wyboru „Listu z fiołkiem” – to była taka karna recytacja za rozmowę na lekcji polskiego. To nie jest może najlepszy wiersz tego poety, ale ma swój urok i jeszcze parę lat później powtarzałam go od czasu do czasu samej sobie – na pociechę.
    I razem z siostrą, która przygotowywała się do konkursu, ćwiczyłyśmy recytację też właśnie któregoś z wierszy Gałczyńskiego.

  55. Moja bratanica (lat prawie 12) ma taką uciechę. Ostatnio ilekroć jest u mnie, sięga po „Teatrzyk Zielona Gęś”. Na zmianę z „Fioletową krową”.

  56. O, szkoda, że nie zaczęłaś od Gałczyńskiego, Madziu!
    Miałabyś wiele uciechy.
    My z braciszkiem mieliśmy taki szary, w płótno oprawny tom Gałczyńskiego -„Satyra, groteska, żart liryczny” i w krótkim czasie umieliśmy mnóstwo z zawartości na pamięć.

  57. Zgadzam się, że poezja powinna być drogowskazem, Mimi. Ta wielka poezja, i ta mniejsza też
    Świat zapewne wyglądałby inaczej.

  58. Może i jest „kawałek roboty”, ale jaka to Dobra Robota, Pani Małgosiu! :)

    „Bez tej miłości można żyć,
    mieć serce suche jak orzeszek,
    maleńki los naparstkiem pić,
    z dala od zgryzot i pocieszeń…”

    Zawsze mnie te słowa przejmowały (także lękiem) – od wczesnych lat szkolnych, gdy je czytałam na gazetce ściennej w szkolnej bibliotece. Pamiętam je stamtąd do dziś (choć zgryzoty zastąpiłam żalami, Internet mnie poprawia), mimo że w młodszych klasach nie bardzo poruszała mnie poezja.
    Pewnego razu postanowiłam bowiem, kilkuletnia jeszcze, poznać, zrozumieć i pokochać poezję (jak Emilka z Księżycowego Nowiu), a poznawanie rozpoczęłam od lektury dwutomowych Wierszy zebranych Konopnickiej. To nie było to, zdecydowanie. Po paru wierszach w klimacie „Piwnicznej izby” – odkrywanie poezji postanowiłam odłożyć jednak na kiedy indziej. I minęło parę latek, zanim sięgnęłam po kolejny tom poetycki.
    Chociaż w międzyczasie recytowałam i lubiłam: ” Czy to bajka czy nie bajka, myślcie sobie jak tam chcecie, a ja dzieci wam powiadam, krasnoludki są na świecie „.

  59. Pani Małgosiu, widziałam dziś w tv ludzi, którzy szli w różnego rodzaju marszach, nazywanych ogólnie hasłem marszów niepodległości. Myślę, że zamieszczony tu dzisiaj wiersz wpasowal się także w nastrój tych pochodow, które momentami niewiele mają wspólnego z radością tak pięknego dnia. Powinien by być drogowskazem dla ludzi odpowiedzialnych za to, co przekazują młodemu pokoleniu. Tylko, czy coś by z tego zrozumieli???

  60. Ta dwuwarstwowość Jeżycjady jest czymś wspaniałym;-) Jeżycjada łączy pokolenia, sama będąc sagą o wielopokoleniowej rodzinie.
    Dodam (za Bodziem): „uau, niesamowite”;)

  61. Tak to się jakoś porobiło, Anette. A to w momencie, gdy dotarło do mnie, że – o, niespodzianko!- piszę nie tylko dla dzieci i młodzieży, skoro odzywają się do mnie także i ich rodzice, a nawet dziadkowie! I babcie, rzecz jasna, one przede wszystkim.
    Mało rzeczy mnie tak cieszy, jak wiadomość, że rodziny czytają moje książki RAZEM!

  62. Piękne te dwa wybrane wiersze. Nasz chór śpiewał dziś podczas mszy „Modlitwę za Polskę” J.Sierakowskiego i „Modlitwę do Bogarodzicy” ks.J.Żukowskiego. Pierwsza rzecz zupełnie nie znana, a szkoda, bo bardzo piękna.

    Nie dość, że dzień już i tak jest krótki, to jeszcze będzie się skracał przez ponad miesiąc. Żeby jakoś przeciwdziałać chandrze zrobiłam dziś ciasto na pierniczki. Jeżeli wskutek tego zostaną upieczone i pożarte przed Bożym Narodzeniem, najwyżej zrobię drugie.

  63. Dla mnie wierszem związanym mocno z datą 11 Listopada jest „Gawęda o miłości ziemi ojczystej” Szymborskiej, recytowana w szkole podstawowej, dobre dwadzieścia kilka lat temu, a pierwszą zwrotkę do dziś umiem na pamięć.
    Dwuwarstwość Jeżycjady – tak! Tak! Również odczuwam, że Pani Małgorzata podczas pisania myśli nie tylko o najmłodszych i nastolatkach, ale i o pocieszeniu tych już całkiem dorosłych czytelników. Za co jestem bardzo wdzięczna.

  64. Pietaszku, powiem Ci, że cały ten poemat – „Podzwonne za kaprala Szczapę” jest równie poruszający. Ściska za gardło.
    Warto przeczytać.

  65. Dzięki, Chesterko (oczywiście, że „Dziady” słychać!), dzięki, Pietaszku – a Tobie, Madziu, dziękuję za wiadomość prywatną i za komentarze, które bardzo mnie cieszą, bo cenię Twoje zdanie.
    Odpowiem Ci w sposób ogólny: Jeżycjada jest dwuwarstwowa. Warstwa zewnętrzna jest dla nastolatków. Ta druga jest dla osób dojrzalszych – i to one właśnie, oprócz śmiechu, dostają wzruszenie. Oba rodzaje publiczności dostają też materiał do refleksji, który jest także dwuwarstwowy.
    Tak, jest to kawałek roboty do zrobienia, jest i wyzwanie. Ale ja to lubię!
    .

  66. Dziękuję Autorko za ten drugi fragment szczególnie. Bardziej do mnie przemawia.
    I za ilustrację – tak niewiele, a tak wiele.
    Miłego świętowania życzę.
    Józef P. odkurzony.

  67. Oba wiersze piękne, wzruszające i stosowne do okazji. Słowa proste, mocne jak krok żołnierza, który dla Niej jednej przeszedł cały świat.

  68. Oba teksty chwytają za gardło. Zwykłością prawdy.
    Dziękuję, Pani Małgosiu.
    Idę na Mszę za Ojczyznę. Pozdrawiam Was Wszystkich, dziękując, że jesteście.

  69. O, ten fragment:

    …To nie żaden testament. to są zwykłe rzeczy,
    Moja prawda prywatna, zasady domowe,
    Którym największa w świecie burza nie zaprzeczy
    I tylko wiatr nasz nimi owiewa mi głowę,
    Wolność, człowiek i ziemia – by rzec jeszcze prościej,
    Przykazania od matek, wieczne banalności,
    Tak bardzo zrozumiałe, że piszę zbyt dużo,
    By się z nich wytłumaczyć przed moją podróżą
    I racjonalistycznie, tu, krok od cmentarza
    Wyrazić wam to wszystko, co się nie wyraża…

  70. Zgredzie, dobry wieczór!
    No, jak tam, co u Was? Dziatwa zdrowa?

    Bożenko, powiem Ci, że wzruszył mnie dzisiaj ten Lechoń.
    A wahałam się, czy dać fragment tego wiersza, czy raczej „Podzwonnego za kaprala Szczapę” Wierzyńskiego. Bo też mnie wzruszył.

Dodaj komentarz