Na Wszystkich Świętych

Caspar_David_Friedrich_-_Frau_vor_untergehender_Sonne

                                                                          mal.: Caspar David Friedrich (1774-1840)

 

 

Ksiądz Jan Twardowski

O STALE OBECNYCH

 

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych

bo właśnie oni są uparcie obecni

nie zasypiają

mają okrągły czas więc się nie spieszą

spokojni ponieważ niczego nie wykończyli

nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi

nie połykają tak jak my przerażonego sensu

nie udają ani lepszych ani gorszych

nie wydajemy o nich tysiąca sądów

zawsze ci sami jak olcha do końca zielona

znają nawet prywatny adres Pana Boga

nie deklamują o miłości

ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty

nie starzeją się odmłodzeni  przez śmierć

nie straszą pustką pełną erudycji

nie łączą świętości z apetytem

bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę

przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem

ocalili znacznie więcej niż duszę

 

148 przemyśleń nt. „Na Wszystkich Świętych

  1. „Szumowin jest znacznie mniej, niż wydaje się to na podstawie szumu, jaki robią. Trzeba ich mocno trzymać w garści, nie pozwolić brykać, a jeszcze bardziej zmaleją. Gorsza sprawa to ludzie nie odróżniający jasno dobra od zła. O, z tym będzie wielki i długi kłopot. W sam raz dla nas po wojnie” – Andrzej Romocki, no, Amorek po prostu, „Zośka i Parasol”. Z tym, że nie dane było mu się kłopotać tym po wojnie. Troszkę jakby w temacie, akurat mi się przypomniało.
    Historia… o tak, jest i smutna, i przygnębiająca, i krwawa, pełna zbrodni i podłości, jak wspomniała DUA. Ale… czy ma sami na co dzień też nie jesteśmy czasem pełni podłości? Czy zawsze jesteśmy tylko pełnymi miłości ludźmi? Czy nie upadamy? Takie nasze małe podłości przeciw Bożej Miłości…
    Staram się, usilnie się staram nie oceniać tego, co było. Bóg jeden ma cały obraz przed Swymi oczyma, my jakiś wyrwany wycinek. Dla mnie samej historia jest bardzo ważna. To ludzie. Korzenie. Bez tego, co kiedyś, nie byłoby naszego dziś. Staram się to doceniać, wyszukiwać dobro, to co budowało, łączyło i buduje.
    No, ale trzeba przyznać, nie znam jej tak, jakbym chciała. Tej szkolnej, choć po humanistycznej klasie, niewiele pamiętam, na doczytywanie ciągle czasu brak, choć co roku cel ten pojawia się w mej głowie czy nawet na papierze. Uczę się jednak jeszcze jednego, że są sprawy ważne i ważniejsze, że nie muszę być perfekcjonistką i wiedzieć wszystkiego. No bo właśnie – liczą się ludzie. Czyny. Miłość. Staram się więc przewartościowywać na to, co ważniejsze na dany czas (a może to moje pobożne życzenie : )
    (A „moim” małym próbuję jednak zaszczepić miłość do Ojczyzny, rozmawiać, podsłuchiwaliśmy już „Wolność” w wykonaniu harcerskiego zespołu Arse).

  2. Świeżo po lekturze „Szóstej klepki” powtórzę za Żaczkiem: „ludzkość nie składa się wyłącznie ze zbrodniarzy, tępaków i chamów. Sam znam osobiście kilku osobników szlachetnych i rozumnych. Problem w tym, żeby ich było coraz więcej. I żeby jednoczyli wysiłki.”

  3. Zgredziku, prostuję: nie twierdzę, że nie interesuje mnie historia.
    Jeszcze jak interesuje!
    Ja tylko za nią nie przepadam.
    Podobnie jak za polityką.
    Bo ostatecznie – historia to w dużej mierze opowieść o minionej polityce, prawda?
    Na szczęście, jak słusznie podkreślił Krzysztof, jest ona również opowieścią o ludziach – ich poświęceniu, odwadze i braterstwie.
    Lecz o podłości i zbrodniach innych, niestety, także.
    I to właśnie mnie przygnębia.

  4. Jesień przynosi obfite zbiory. Oprócz „Miedzianego listka” ukazało się książka:
    „Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę. Korespondencja 1972-2011”.
    Szymborska & Barańczak
    „wątpić nie potrzeba”

  5. Ach, Wilku Morski, znalazłam to nagranie, gdzie Orliński w szortach w plenerze śpiewa „Vedro con mio diletto” Vivaldiego. Akompaniator zaś występuje w gatkach i japonkach. W niczym to nie pomniejsza świetności występu. Uczta dla ucha.

  6. A z pogranicza tych dwu jest interesująca książeczka „Polska misja Conrada” Stefana Zabierowskiego.
    Opowiada o tajemniczej w gruncie rzeczy podróży Conrada na tereny polskie tuż przed rozpoczęciem I Wojny Światowej i na jej początku.

  7. Z historią jest trochę tak, jak z polityką.
    Można się nią nie interesować, za to ona zainteresuje się nami na pewno.

  8. Krzysztoofie, należę do tych nielicznych, którzy interesują się historią, a tą najnowszą szczególnie. A najbardziej interesuje mnie tzw historia żywa czyli opowieści bardzo starych ludzi (tu jestem zgodna z Młodostą) z pokolenia, które odchodzi, a które jeszcze dobrze pamięta II wojnę światową. Moja Mama (rocznik 29) i Jej koleżanki równolatki i trochę starsze opowiadają o swoich przeżyciach wojennych z wielkim zaangażowaniem. Były wtedy nastolatkami, jak bohaterki powieści naszej DUA.

  9. Pięknie piszecie…
    Ja jestem przykładem osoby, która boi się historii, jednak przeglądając w tym tygodniu pamiątki po dziadkach powzięłam głębokie postanowienie, że tym razem się z nią zapoznam. Nie może być tak, że rozprasza mnie każda bieżąca błaha sprawa, a już szczególnie ta spływająca do mnie kompletnie bez mojego własnego przyzwolenia z Internetu, tylko dlatego, że bałam się zapłakać nad historią, przez co nie wytworzyłam odpowiedniego dystansu potrzebnego do pojmowania świata. Co dzień wciągają mnie te same schematyczne wiadomości, kluczę wciąż na tym samym niskim poziomie i żadna własna obserwacja nie pomaga mi odciąć się od tego na dłużej i przebrnąć jakoś dalej.
    Szczęśliwie tym razem nie mam zamiaru radzić sobie z tym problemem sama. Przywiozłam z rodzinnego domu pamiątki, stare indeksy i krzyże harcerskie, a przede wszystkim książki po Dziadku o harcerzach z czasów wojny. Przesłuchałam piosenkę „Przy sadzeniu róż” myśląc o portretach młodych warszawskich harcerek z tych książek. Mam nadzieję, że tym razem wytrzymam o wiele dłużej w skupieniu i poczuciu powagi zamiast dać się ponieść informacjom zewsząd. Postaram się nie zgubić świadomości tego, że wiem jak było. To prawie codziennie mi się zapomina i zaczynam od zera.

  10. Kłopot w tym Krzysztofie , że obecnie przestano chyba odróżniać te ziarna od plew i w związku z tym martwi mnie to, czy młodzi ludzie się w tym wszystkim nie pogubią. Cała nadzieja w mądrych nauczycielach.

  11. Rzeczywiście, Wilku Morski, sprawdziłam – Stanisław Dobrowolski „W żołnierce i konspiracji. Notatki z ocalałych szpargałów” – nie do dostania. Aleś mi narobił smaku. Lubię historię, choć ta magistra vitae smutnawa pani.

    „Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
    A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
    Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.”

    Ignacy Krasicki, Do ks. Adama Naruszewicza, o pisaniu historii

  12. Dzień dobry, historia jest rzeczywiście skomplikowana i często przygnębia. Myślę jednak, że dzięki niej łatwiej zrozumieć współczesność. Warto też zauważyć, że nawet w najczarniejszych jej momentach obecne było dobro. Niejednokrotnie ukryte i pozornie słabe, ale było i to może dawać nadzieję. Dobrego popołudnia

  13. Droga Autorko, już dawno przywykłem, że mało kto interesuje się historią. Ubolewam, ale cóż zrobić.
    Czytam teraz fragmenty, opublikowane w „Karcie” fascynujących wspomnień (Stanisław Dobrowolski „W żołnierce i konspiracji. Notatki z ocalałych szpargałów”) o losach polskich żołnierzy w Rosji 1917-1919. Losy samej książki też są ciekawe. Ze wstępu: „BUW ma ją w zbiorze do 1990 roku dostępnym jedynie pracownikom naukowym na mocy specjalnych zezwoleń. Jeden jej egzemplarz jest również w Bibliotece Narodowej. Należy sądzić, że nie rozeszła się ze względu na wybuch wojny [wydana w Warszawie w lipcu 1939]. Mimo iż stanowi niezwykle cenne źródło, nie jest wykorzystywana w pracach badaczy, nie ma jej w przypisach czy bibliografiach prac naukowych. Nie była znana również wikipedystom. Egzemplarze, które być może przechowały się w domach prywatnych w czasie II wojny, nie przetrwały zapewne czasów stalinowskich. Stanisław Dobrowolski opisał zacięte walki polskich żołnierzy z bolszewikami, którzy za wszelką cenę dążyli do unieszkodliwienia polskich białych oddziałów czy Polaków niepopierających rewolucji bolszewickiej. Temat, oczywiście, na indeksie cenzury”.
    Smutne to czasy i wydarzenia, to prawda. Ale także heroiczne, chwalebne, braterskie, ofiarne, oddzielające ziarno od plew.

  14. Dobrze ją znać, ale przygnębia.:)

    Stempowski: czytać koniecznie!
    Cytat, który przytoczyłaś – wspaniały.

  15. Przygnębia, ale dobrze ją znać. Tłumaczy może skąd się biorą zachowania konformistyczne wśród uczniów ( a raczej nonkonformistyczne).
    Jerzy Stempowski wspomina w „Esejach dla Kassandry” Warszawę okresu rozbiorów i dzień kiedy po raz pierwszy przyszło mu iść do szkoły. Szedł razem z Tatą i dobrze zapamiętał jego słowa:
    „Prowadząc Cię do szkoły, chciałem Ci powiedzieć, czego masz się tam trzymać. Przede wszystkim nie zapominaj nigdy, że szkoła jest narzędziem twego wroga, który chce cię zemleć na miałkie wapno i przerobić na coś innego niż to, czym jesteś (…)
    Twoi koledzy są w takim samym położeniu. Ile są warci jak zachowają się pod przymusem, o tym dowiesz się później, kiedy ich poznasz bliżej . Na razie pamiętaj, że jesteś za nich współodpowiedzialny. Nie uchylaj się od tej odpowiedzialności, jakkolwiek nie wiesz, w jakim stopniu możesz liczyć u nich na podobną postawę. W ten sposób poznasz ich najlepiej”.

  16. Nie śmiałam proponować obu wersji, ale ciszę się niezmiernie.
    Sowo P ja tez chce je mieć na własność :).
    Miło przebywać w towarzystwie, które to rozumie.
    KrzysztOfie, to miłe mieć świadomość, ze bratnia dusza będzie stąpać po tym samym kontynencie.

  17. Tak, Alku, wiem.
    W ogóle, historia, najnowsza także, jest bardzo smutna.
    Nigdy jej nie lubiłam, właśnie dlatego.
    Krzysztof Wilk Morski (miłośnik historii) zaraz pewnie powie, że nie mam racji, lecz ja sama wiem, że jej nie mam. Historia jest pasjonującą dziedziną, zgadzam się.
    Ale przygnębia.

  18. Wracając do Libanu i świąt. Kultura popularna i Santa Claus ubrany w kolory Coca Coli to jedno, ale jednak tradycje świąteczne w Libanie są na pewno starsze, niż Walt Disney. W końcu to nie dość, że kraj historycznie chrześcijański, to jeszcze w dodatku centrum handlowej wielokulturowości na cały rejon w ciągu ostatniego tysiąca lat. Więc lokalne tradycje związane ze świętami chrześcijańskimi nie dziwią. Obecnie to kraj w większości muzułmański, ale jednak wciąż bardzo wymieszany, a muzułmańscy Arabowie to ludność, która napłynęła w większej liczbie od lat mniej więcej 60. Ogólnie współczesna historia tego państwa jest bardzo smutna i kompletnie niezawiniona. W pewnym sensie Polska w miniaturze: pole bitwy między zwaśnionymi stronami.

  19. wychodzę na chwileczkę spod regału, w sprawie ilustracji, tak bardzo chciałabym zobaczyć Milę i Monikę w czasie zabawy na słonecznej ulicy…
    pozdrawiam Wszystkich i dziękuję.

  20. Ateno, ja w dodatku chcę je zaraz mieć na własność.

    Gdyby ktoś był zainteresowany, to donoszę uprzejmie, że Wierzyński w komplecie znów jest dostępny na allegro. Coraz więcej sobie zań życzą, niestety.

  21. Faktycznie, Jesienna Ado, wzięłam ostatnio kilka dni urlopu. Może następnym razem. :))
    Mam nadzieję, że sobie pozwiedzałaś i że Ci się spodobało. :)

  22. Witam wszystkich. Pięknie tu i ciepło. Magdo, kilka dni temu wróciłam z Bieszczad i też „prawie „Cię spotkałam. Nie było Cię w pracy, może następnym razem się spotkamy? Delektuję się Miedzianym listkiem, mniam. Pozdrawiam.

  23. Pierwszy raz w życiu miałem okazję posłuchać nieco litewskiego i stwierdzam, że język ten ma bardzo przyjemne brzmienie, niepodobne do żadnego innego.

    Ateno, pojutrze ruszam stąd do Nowego Jorku, znowu będziemy na tym samym kontynencie.

  24. No cóż, Zgredzie, zmęczyli się.

    Mimi M., „Listy…” świetnie się czyta. Mam po ich lekturze wrażenie, że bez tego dwuletniego pobytu Sienkiewicza w Ameryce Trylogia mogłaby nieco inaczej wyglądać.

  25. Nie, jeszcze nie, Madziu, bo najpierw postanowiłam wszystko napisać, a potem dopiero ze spokojem robić ilustracje (to łatwiejsze zadanie).

    Trollu, koniecznie obcinaj im wszystkie przekwitłe kwiaty, żeby krzew nie osłabił się tworzeniem głogów. W pierwszej połowie lipca róże powinny dostać solidną dawkę nawozu sztucznego, już drugą (pierwszą na początku kwietnia). A na zimę okładam roślinę u podstawy obornikiem, po czym dopiero zasypuję kopczykiem ziemi.
    Ale i tak to drugie kwitnienie jest nieco słabsze od pierwszego.

  26. Bardzo często Ateno. I zdarza mi się rzucić wszystko dla takiej właśnie wspomnianej książki.
    Choć w przypadku Noelki niekoniecznie natychmiast, bo też dopiero co ją przeczytałam. Teraz czytam Imieniny i jest mi żal, że coraz bliżej do końca kolekcji, chociaż dawkuję sobie czytanie, przeplatając lekturę serii innymi lekturami.
    Myślę też o Chucherku, bo strasznie jestem ciekawa, co będzie dalej. ;)

    A propos ilustracji – a czy powstał już portret Stefanii Majewskiej, Pani Małgosiu? Niezmiernie (i niezmiennie) jestem nim zainteresowana.

  27. Ateno, też tak mam.

    No proszę, ja tu chciałam się wykazać umiarem, a zwyciężył wariant maksymalistyczny! Hip, hip, hurra!

  28. Dobry wieczór.Mam dwie roże Luise Odier już duże i dorodne,ale kwitną mocno raz , potem jeszcze troszkę,ale zdecydowanie mniej kwiatów. Co zrobić ,DUA, żeby przedłużyć to kwitnienie?
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za to, że tu jest.

  29. Alku, a to ciekawe!
    No, tak, ale obieg informacji jest teraz na świecie błyskawiczny, to i obyczaje szybko się przenoszą.

  30. Dobry wieczór.
    I jedną,i drugą wersję portretowa mamy Palysowej pieknie poproszę,DUA.
    Pozdrawiam serdecznie po dlugiej przerwie.To samo ciepło stad bije co zawsze.Milo wrócić.

  31. Nie było mnie tu chwilkę, więc czytam i napawam się wpisami :-) jak miło poczytać refleksje, wspomnienia, przeżycia ludzi takich jak Wy! Bardzo podnosi poziom wiary w człowieka:-)
    Krzysztofie, dołączam do grupy odświeżających Sienkiewicza. Mam właśnie na półce „Listy z podróży do Ameryki” :-)

    Macie rację, że trzeba młodzież zachęcać do czytania i do polegania na sile własnej wiedzy, intuicji i wyobraźni! Jutro zaczynam z klasą siódmą omawiać drugą część „Dziadów „, i Wasze refleksje przyszły w idealnym momencie… pracuję z grupą sympatycznych młodych ludzi, wrażliwych i otwartych na świat, i chciałabym pomóc im odkryć nowe pokłady wrażliwości w sobie, właśnie dzięki literaturze. Jestem z nimi tylko na krótki czas, ale tym bardziej chciałabym w tym czasie uchylić im furtkę do fascynującego świata literatury, i pokazać, że tak naprawdę każdy z nich ma do niego klucz. Oby się udało.

  32. Dobry wieczór Autorko i wy, Społeczności Czytelnicza. Skoro już mowa o światłach na cmentarzu… Dwa dni temu poszliśmy wieczorem z naszym niegdyś podopiecznym Libańczykiem na cmentarz, żeby zobaczył, jak wygląda tradycyjne obchodzenie tych dni w Polsce. Był pod wrażeniem estetycznym, ale stwierdził, że u nich pierwszego listopada robi się to samo. Po tym, jak kiedyś opowiedział nam o obchodzeniu u niego w domu niejakich „Christmas” i pokazał zdjęcie młodszego brata na kolanach u „Papa Noel”, nic mnie już jeśli chodzi o Liban nie zaskoczy… Chłopak muzułmanin, żeby nie było wątpliwości. Ciekaw jestem, co tu ma decydujący wpływ: miejscowa tradycja libańska (w końcu kraj do niedawna niemal całkowicie chrześcijański), czy raczej światowa popkultura.

  33. No,nie lada dylemat. Chyba wolałabym zobaczyć ja w wersji dziecięcej. Jest coś uroczego w przyjaciółkach nierozłączkach.
    Zgredzie dzięki za polecanki, KrzysztO jeszcze bardziej zachęcił.
    Muszę zdobyć.
    Czy tez tak macie, ze na wspomnienie przez kogoś ulubionej sceny lub książki, natychmiast chcecie ja tez czytać ( Mamo Isi).

  34. A ja niedługo będę rysować mamę Pałysową.:) Do książki „Na Jowisza”. Zastanawiam się właśnie, czy narysować jej portret dziecięcy („Kalamburka”), czy dorosły, z fryzurą i futrem („Noelka” itd).

  35. Tata przed wojną też pływał ze swoim ukochanym psem – owczarkiem niemieckim imieniem Mars.

    Na cmentarzu w przelocie usłyszałam, jak jakaś pani triumfalnie zakończyła swoją opowieść:”I przeżyła wszystkich!”
    Brrr, upiorna wizja.

    Czytam właśnie „Noelkę” i napawam się wspaniałą sceną spotkania po latach mamy Borejkowej i mamy Pałysowej;)

  36. KrzysztOfie, pewnie wiesz o tej fotografii kabiny kapitana: na posłaniu kapitana śpi uratowany, otulony pies, na kanapce marynarz, który go uratował, a kapitan śpi na siedząco.

  37. A propos Mieczysława Voita i Prosiaczka – w dzieciństwie moim ukochanym słuchowiskiem radiowym był „Kubuś Puchatek”, z Voitem jako narratorem i Michnikowskim jako Puchatkiem. Mieliśmy nagrane fragmenty na taśmach, mogłam ich słuchać co wieczór. Ostatnio chciałam puścić kawałek Sowiątku, na wciąż działającym magnetofonie szpulowym, ale taśma się zerwała. Próbowałam odnaleźć to nagranie w Internecie – jest fragment na YT, ale całości nigdzie nie ma. Pewnie parcieje w archiwach Polskiego Radia. Gdyby ktoś gdzieś miał całość albo wiedział jak, to ja bardzo chętnie. Reżyseria Andrzej Pruski.

  38. Zniknąć bez pożegnania? Nie śmiałabym. Musiałabym mieć bardzo poważny powód.
    Dziękuję, Madziu, za pamięć! To bardzo miłe. A wiesz, że zeszłego lata prawie Cię odwiedziliśmy w Twojej pracy? Mieliśmy nawet poczynioną rezerwację, ale niestety, niestety pochorowaliśmy się i musieliśmy zrezygnować. A tak chciałam zrobić Ci „a kuku!”, jak Prosiaczek!

  39. Całkiem blisko, bo na Litwie, w Kłajpedzie. Może nawet dam radę wybrać się na spacer po południu.

  40. Sowo, ostatnio myślałam o Tobie intensywnie. Że zniknęłaś i czy jeszcze powrócisz. Cieszę się, że znów się pojawiłaś :)
    Powodzenia w nadążaniu :)

  41. Muszę to przeczytać.
    Wilku Morski, a gdzież to teraz przebywasz?

    Sowo – dobrze, że Sowiątko zdrowe jak rybka.

  42. Z „Powrotnych szlaków” (albo „Bezpowrotnych szlaków”, drugiego zbioru morskich gawęd E.Wasilewskiego) najbardziej utkwiła mi w pamięci historia ratowania kapitańskiego psa, którego w sztormie zmyła fala z pokładu. Opowieść barwna, pełna napięcia i wzruszenia, choć pewnie podkoloryzowana, jak to gatunek morskiej opowieści wymaga. W każdym razie dzisiaj rzecz niemożliwa, bo, po pierwsze, nie ma już psów (ani w ogóle zwierząt – przepisy sanitarne) na statkach, a po wtóre, gdyby nawet były, to kapitan musiałby się bardzo gęsto tłumaczyć z ryzykowania ludzkim życiem „bez potrzeby”. Cóż, czasy były inne, a i ludzie także. Choć i ja pewnie za swoim to bym skoczył. Aha, pies został z morza wyciągnięty.

  43. Dzień dobry!
    Jeszcze do Justyny z Brodnicy: szczęście mają ci Twoi uczniowie. Dobry i uczciwy nauczyciel może wiele naprawić w systemie, który wciąż pozostawia wiele do życzenia. Jeśli sił starczy…

  44. Ślachetne zdrowie,
    Nikt się nie dowie,
    Jako smakujesz,
    Aż się zepsujesz.

    Staramy się nie narzekać. Sowiątko ma się świetnie, a ja nie nadążam z niczem (no, ze zniczem akurat tak). Praca nas przytłacza.

    A teraz dobrej nocy i sza!

  45. Rozmarynie, o tak, myślę, że takich tablic i pomników jest wiele…Ja akurat miałam na myśli Darmstadt.

  46. O, jest Sowa! Dobry wieczór! Wszystko w porządku? Sowiątko zdrowe?

    Wannabe, wiem dobrze, co to za uczucie: mamy dokument niemiecki z KC Dachau.
    Tak, racja – teczki z rodzinnymi pamiątkami, dokumentami, zdjęciami – żadne muzeum tyle nie zdziała, co one.
    Jak to dobrze, że to rozumiesz.
    I jeszcze jedno: spieszmy się słuchać starych ludzi. Kiedy odejdą, nikt nam już powie, kogo przedstawiają te stare fotografie, i co to za stare dokumenty.

  47. Możliwe, że ta dama śpiewa. „Wszystkie nasze dzienne sprawy” albo „Kiedy ranne wstają zorze”, wedle uznania.

  48. Casciolino,
    czy ten niemiecki cmentarz z pomnikiem upamiętniającym zmarłych w czasie wojny polskich robotnikach przymusowych mieści się może w Ludwigsburgu? Jeśli nie, to oznacza,że w wielu niemieckich miastach i miasteczkach są takie pomniki i cmentarze. Miałam zaszczyt uczestniczyć w odsłonięciu tablicy upamiętniającej Polaków zabitych lub zmarłych w czasie ostatniej wojny w mieście Ludwigsburg i jego okolicach. Moja Mama w tymże mieście zaraz po wyzwoleniu uczyła się w polskiej szkole zorganizowanej przez Amerykanów dla tysięcy polskich młodych ludzi, których przymusowo Niemcy wywieźli na roboty. Kilka lat temu zostałyśmy tam zaproszone przez grupę Polaków – inicjatorów umieszczenia tablicy pamiątkowej na tamtejszym cmentarzu.

  49. Mam dużo poruszających przeżyć ze Wszystkich Świętych tego roku.
    Okazało się, że Babcia trzymała w domu listy z obozu koncentracyjnego w Gusen. Dzięki nim poznałam historię próby podjętej przez pewną niemiecką rodzinę, aby usynowić chłopca z rodziny moich ciotek i wydobyć go z obozu. Niestety, nie zdążyli dokończyć formalności.
    Nigdy nie przypuszczałam, że będę trzymać w rękach tak stare niemieckojęzyczne dokumenty. Przerażające jest widzieć adres: „Gusen, block 20”. Nie da się opisać tego wrażenia.
    Przejrzałam również mnóstwo dyplomów, zaświadczeń i legitymacji. Każde z nich było wyjątkowe i niesamowite. Na przykład, do wypełnienia w dokumencie było takie pole: „działalność w organizacjach w okresie a) do 1939 b) okupacji c) po wyzwoleniu”. Wyobraziłam sobie, że być może moi dziadkowie właśnie w taki sposób myśleli o podziale czasu. To było bardzo wzruszające… Wzbogaciło moje życie na zawsze. Jakie to ważne, żeby tego typu informacje przekazywać wewnątrz rodziny, z pokolenia na pokolenie! Żadne muzeum nie zdziałało dla mnie tyle, ile kilka rodzinnych teczek ożywiających i urzeczywistniających wiedzę nt. dawnych czasów.

  50. O „roku bez lata”:
    The old farmer’s almanac czyli „Rocznik Farmera”
    Robert B. Thomas miał genialne pomysły… […] stworzył np tajemną (do dziś przechowywaną pod kluczem) formułę przewidywania pogody na podstawie historii, cyklów astronomicznych i aktywności słońca. […] pomimo ogromnego wyprzedzenia prognoza jest trafna w 80% przypadków, a poważna wpadka miała miejsce tylko raz:
    W 1815 r na skutek błędu drukarskiego zapowiedziano na rok 1816 śnieg w lipcu. Gdy błąd wykryto, Almanach był już w sprzedaży. Ludzie się śmiali.Naczelny wyszukiwał i niszczył wszystkie egzemplarze, które udało mu się wytropić. Tymczasem wybuchł wulkan, który wypuścił do atmosfery chmurę pyłów, powodując tymczasowe ochłodzenie i…śnieg w lipcu.
    To z „Wyspy na prerii” W. Cejrowskiego

  51. Wiem, że to nie jest wina uczniów. Wręcz przeciwnie, myślę, że stać ich na wiele i wciąż szukam sposobu, by wydobyć z nich to, co najlepsze. I chyba dlatego ta praca wydaje się tak inspirująca

  52. Piękne!

    Moja żeglarka-in-law powróciła do książki Eugeniusza Wasilewskiego „Powrotne szlaki” i na podstawie jej opowieści mogę ją polecić wszystkim żeglarzom.

  53. Pani Małgorzata ma rację. Nie można winić uczniów. Najpierw trzeba sprawić , aby przeczytali, obejrzeli, zrozumieli i przeżyli. A jak to zrobić? Każdy nauczyciel musi znaleźć właściwą drogę. Ja znalazłam poprzez rozbudzanie ambicji. A wierzcie mi, młodzi ludzie są niezwykle ambitni. Do dziś pamiętam zagorzałe, pełne pasji dyskusje wokół lektur. Ileż ja się na tych lekcjach nauczyłam od moich uczniów. Zawsze im za to dziękowałam. Nigdy nie zapomnę lekcji poświęconej „Kamizelce” B. Prusa. Zaczęłam od pytania komu podobała się lektura i prawie się przewróciłam, gdy zobaczyłam las rąk w górze. – Ale dlaczego? -pytam. Ileż ja usłyszałam mądrych, dojrzałych wypowiedzi, nie da się powtórzyć. Po prostu uznali, że to najpiękniejszy tekst o miłości, jaki kiedykolwiek czytali !!!! Na koniec lekcji ze wzruszenia łzy płynęły niepowstrzymane. Uczniowie zamarli. – Dlaczego pani płacze, przecież wszyscy przeczytaliśmy, mówiliśmy?
    – Właśnie dlatego.
    Nie rozumieli:). Kręcili głowami. Cudowni Gimnazjaliści.

  54. Droga Kasztanowłosa, coś jest na rzeczy z tą jedyną słuszną interpretacją w szkole… Bardzo trudno namówić uczniów do tego, by mówili to, co im rzeczywiście przychodzi do głowy a propos omawianych dzieł sztuki i literatury. Czasem mam wrażenie, że powtarzają wliczone wcześniej schematy z obawy przed złą oceną. A przecież nie po to obcuje się ze sztuką

  55. Dzień dobry wszystkim!
    Myślę, że to rzeczywiście może być zachód słońca a nie wschód, ale z drugiej strony może to być i jedno, i drugie i nie ma to żadnego znaczenia. Być może mam już skrzywione myślenie przez moją panią polonistkę (która nie należy, niestety, do najlepszych), ale według jej teorii słońce tutaj może być tylko pretekstem (słowo klucz) do pokazania czegoś innego, głębszego, a położenie ziemi względem niego nie ma tu żadnego znaczenia, bo powinniśmy tu zobaczyć coś innego niż słońce. No nie wiem. To tylko taka teoria, naszło mnie podczas czytania poprzednich komentarzy. Podejrzewam, że na polskim właśnie tak pani kazałaby nam to zinterpretować (bo przecież Jedyna Właściwa Interpretacja w szkole jest narzucona… Ehh)

    Ilość świateł jest pokrzepiająca. Ciekawi mnie z jak daleka je widać, jeśli chodzi o wysokość. Chciałabym, żeby były widoczne z daleka, ale wbrew pozorom świecą dosyć słabo. Trzeba by spytać jakiegoś fizyka. Może by umiał powiedzieć coś więcej na ten temat.

  56. Kwestia „roku bez lata” jest rzeczywiście fascynująca!
    Za Wikipedią: Wysokie stężenie pyłu doprowadziło w tamtym okresie do spektakularnych zachodów słońca, uwiecznionych na obrazach Williama Turnera. Podobny fenomen wystąpił po erupcji wulkanu Krakatau w 1883 i na zachodnim wybrzeżu USA po erupcji Pinatubo na Filipinach w 1991 roku.

    Brak karmy dla koni, głównie owsa, mógł zainspirować niemieckiego wynalazcę Karla Draisa do poszukiwań nowych sposobów bezkonnego transportu, które doprowadziły do wynalezienia welocypedu[6], przodka współczesnego roweru.

    W lipcu 1816 roku „nieustający deszcz” podczas tego „mokrego, niezgrabnego lata” zmusił George’a G. Byrona, Mary Shelley, Johna Williama Polidoriego oraz ich przyjaciół do pozostawania w domu przez znaczną część ich szwajcarskich wakacji. Pewnego wieczoru zdecydowali się oni urządzić zawody, aby przekonać się, kto napisze najstraszniejsze opowiadanie. Shelley stworzyła wówczas zarys swej słynnej powieści grozy Frankenstein, czyli nowy Prometeusz, a Polidori – szkic Wampira.

  57. Poznanianko, raz jeszcze dziękuję za ciekawą informację. Dała mi do myślenia: jak wielki był wpływ tego roku bez słońca? Muszę ten trop prześledzić także w literaturze.

  58. Mam nadzieję, że uda mi się jutro uczestniczyć w modlitwie pod pomnikiem upamiętniającym 77 polskich robotników przymusowych, poległych w czasie II Wojny Światowej. Znajduje się on w pięknym, leśnym, niemieckim cmentarzu. Polacy mieszkający tutaj zawsze o tym miejscu pamiętają.

  59. Mieszkamy tuż przy lesie, przez który szedł atak Armii Czerwonej na Gdynię w 1945; idąc na cmentarz mijamy mogiły dwóch czołgistów. W czasach mojego dzieciństwa światełek na mogiłach w lesie było znacznie więcej, ale odeszli ci, którzy pamiętali o zmarłych.

  60. Wójcie kochany, na starym cmentarzu na Lipowej w Lublinie mamy ś.p.Babcię. Niestety, spoczywa sama, bo ś.p.Dziadunio zginął w KL Auschwitz w 1941 i nie ma Jego grobu. Zanim Go wywieziono do Auschwitz był więziony na Zamku.

  61. Byłem kiedyś w tym czasie na stoczni w Setubalu w Portugalii. 1 listopada oczywiście poszedłem na miejscowy cmentarz. No i nic – ani kwiatka, ani światełka, sucho, pusto i głucho. Za to na mszy w katedrze chór śpiewał coś na melodię „Góralu, czy ci nie żal”. Pewnie efekt wizyty JP2.

  62. Krzysztofie, w naszych okolicach – Szlak Piastowski – wiele jest obiektów godnych zainteresowania. Trasa Poznań-Gniezno! Tędy (prawdopodobnie nieopodal naszego domu) szły wojska Chrobrego. Sam Chrobry miał twierdzę na Ostrowie Lednickim, to od nas zaledwie kilkanaście kilometrów.
    W lasach widuje się niespodziewanie wyrastające z płaskiego terenu znaczne wzgórki – to kurhany dla poległych wojów.(Patrz:”Wnuczka do orzechów”.)

  63. Wójcie wiewióreczko, a my wczoraj wieczorem, w drodze na cmentarz, uprzytamnialiśmy dziatwie, że światełka płoną dzisiaj wszędzie, w całej Polsce, nawet w najmniejszych wioseczkach.
    – Wszędzie gdzie są cmentarze – rzekła dziatwa w zadumie.
    – Wszędzie, gdzie trzeba pamiętać – odparliśmy. I tu Adminka opowiedziała o żołnierskich i powstańczych mogiłach, które są ukryte w lasach. Wyczytała gdzieś właśnie, że leśnicy wiedzą o tych mogiłach i na Wszystkich Świętych zapalają i tam światełka. W całej Polsce.
    Piękne, prawda?
    I na koniec wspomnieliśmy mogiłę, tak pięknie opisaną w „Nad Niemnem”. Ciekawe, czy tam ktoś o niej pamiętał. Myślę, że tak.

  64. Dzień dobry!
    Poznanianko, a cóż za ciekawa informacja! Nie wiedziałam o tym, wyobraź sobie!
    Bardzo dziękuję! („Lubię wiedzieć!”).
    Nota bene, obu tych malarzy lubię szczególnie.

    Bardzo się cieszę, że Friedrich skłonił Cię do wyjścia spod regału i przyłączenia się do naszej rozmowy. Zapraszamy serdecznie!- i Ciebie, i te setki osób, nadal tam ukrytych.

  65. Tak kiedyś malowano, problemy kolorystyczne nie były takie ważne. W średniowieczu np. męczono się w z przesłaniem, techniką, potem z rysunkiem, kontrastem, kompozycją (może powinni zostawić te ostre kolory, ludzie tak kiedyś widzieli i jest to różne od dzisiejszego patrzenia, takie świeże). W XX w wieku powszechne stały się dociekania kolorystyczne. Teraz widać zainteresowanie niuansami kolorystycznymi, może dlatego, że dobre werniksy nie zmieniają tak malowidła.
    To oczywiście uproszczenie, bo: nulla regula sine exceptione.
    Ciekawi mnie jak długo przetrwają te niuanse, mała zmiana może przecież zmienić obraz i jego proporcje kolorystyczne. Ale te poszukiwania też przemijają, teraz coś innego już ludzi interesuje. Co dalej nas zaskoczy?

  66. Chyba się tam kiedyś wybiorę, zapalić światełko naszym żołnierzom sprzed tysiąca lat.

  67. Niezwykłe światło może mieć też wyjaśnienie naukowe, spójrzmy na datę -1818, dwa lata po roku bez słońca. Po wybuchu wulkanu Tambora wskutek ogromnej ilości pyłów w atmosferze zanotowano anomalie klimatyczne w Europie i Ameryce Płn, zimno i głód, Mary Shelley napisała „Frankensteina”, a niezwykle światło, o większej gamie żółci i złota, jak piszą historycy, możemy zobaczyć na obrazach Turnera i własnie C. D. Friedricha.

  68. A mnie bardzo do tego obrazu pasuje piosenka Down To The River To Pray – Alison Krauss posłuchajcie proszę.
    Tez lubię to Święto, najbardziej tęsknie za wieczornym widokiem cmentarzy.
    Tak zima przyszła, ale nie mówili że zaskoczyła drogowców;)

  69. I ja zmarzłam dziś na cmentarzu, ale było jasno, uroczyście i pięknie. Tak, to piękne święto i nie wszystkie kraje tak ładnie i poważnie je obchodzą, więc w tym czasie jestem szczególnie dumna z Polski. Na cmentarzu na ulicy Lipowej, oprócz naszych grobów rodzinnych i znajomych, zawsze zapalamy znicze przy mogile Powstańców Styczniowych. Na Zamku lubelskim władze carskie więziły przywódców i uczestników powstania styczniowego ( między innymi Bolesława Prusa), Lublin był też jednym z pierwszych miejsc, gdzie w roku 1863 przeprowadzono egzekucje powstańców.
    Następnie idziemy też zapalić światło przy pomniku upamiętniającym Katyń. Pamiętam rok, w którym po raz pierwszy można było otwarcie uczcić zamordowanych w Katyniu, a na cmentarzu na Lipowej postawiono im pomnik. Cała długa alejka prowadząca do tego miejsca to była jedna wielka rzeka światła z ustawionych zniczy. Pamiętam łzy w oczach ludzi i swoje własne wzruszenie. Z każdego miejsca na całym cmentarzu, można było widzieć łunę nad tym pomnikiem i każdy mógł tam trafić. Teraz już tak nie ma, ale i tak mnóstwo świateł otacza cały pomnik, podobnie jak mogiłę Powstańców Styczniowych. Ludzie wciąż pamiętają jak drogo płaci się za wolność.
    Dobranoc

  70. Tak, tak, Starosta prawdę pisze, „Trylogię” przeczytałam oczywiście już dawno temu, ale teraz znów z wielką przyjemnością słucham audiobooka. Zwykle nie przepadam za cudzą interpretacją tego, co już sobie przeczytałam we własnej głowie, ale Voit przeczytał „Trylogię” genialnie. Polecam! Słuchamy sobie wieczorami, reperując odzież, wycinając moje pomoce naukowe, robiąc zakładki do książek, lub siekając sałatki. Coś wspaniałego.

  71. Może winnam była ująć tę impresję w słowa wyraziściej – w odwrotnej kolejności. Zachód słońca i świt jednocześnie. Przenikają się: zachód słońca TUTAJ i nowy świt TAM…

    A w Bytomiu też zimno, niemal mroźno. Barwne morze migocących świateł na cmentarzu. Piękne.

  72. Ateno, ależ zimno w tym Twoim Chicago! Już śnieg?
    Co prawda i u nas zimnem wieje. Zmarzłam na cmentarzu. Wiatr pachniał śniegiem. Ale ileż świateł!
    Na naszym cmentarzyku pochowano parę lat temu kilkudziesięciu wojów z czasów Chrobrego, chrześcijan (mieli przy sobie krzyże), których szczątki znaleziono przy pracach archeologicznych, na jakimś dawnym polu bitwy.
    Mają tu zbiorową mogiłę z wielkim głazem i kamiennym krzyżem. Paliło się na niej sporo światełek. My też zapaliliśmy znicz.
    Co za piękne święto, prawda?

  73. Przyznam się, że patrząc po raz pierwszy na obraz, właściwie miniaturkę obrazu na smartfonie – a wzrok mam, bądź co bądź, niezbyt sokoli – zamiast trzech głazów obok postaci zobaczyłam trzy lwy i natychmiast pomyślałam o pierwszych chrześcijanach. Skojarzenie to, choć może i błędnie motywowane, niekoniecznie musi być całkiem niesłuszne, sądząc po tych skrótowych analizach, do których dotarłam. „she is stepping towards the light like an early Christian in prayer”
    Nie umiałabym zdecydować sama, czy wschód, czy zachód słońca.
    „Świt i zachód słońca jednocześnie” – to jest to. Podoba mi się impresja i interpretacja Bożeny.
    Temat jest na tyle frapujący, że zdecydowanie spróbuję o tym poczytać więcej, kiedy tylko dotrę do czytelni.

  74. Chesterko miła, niejeden raz Ci pisałam, że postrzegamy świat – odczuwamy – bardzo podobnie.

  75. Dziękuję, kochana Pani Małgosiu. Także za to, że wpis z księdzem Twardowskim przypomniał mi o jego poezji – jakże w porę.

  76. Zdaje mi się, że rodzina Wiewiórek słucha razem audiobooka z Trylogią – czyta Mieczysław Voit. Podobno znakomicie!
    Doskonały to pomysł na czas długich rodzinnych podróży samochodem.

  77. Wójcie, myślę, że mój album najbliższy jest prawdy – zachód nie tak ognisty, niebo subtelnie morelowe, czernie nie tak mocne.
    Pozdrawiam mości Onufrego.

  78. W rzeczy samej, Alku, na własną prośbę spędziłam któreś wakacje w czasie studiów (3 miesiące!) w pracowni konserwacji zabytków Muzeum Narodowego. Lubiłam się uczyć nowych rzeczy. (Lubię nadal.)
    Ale możesz mieć rację, może to była sprawa werniksu. Chociaż ten Chełmoński wtedy uderzył mnie po oczach. A wisiał już w galerii, na swoim miejscu!- czyli był zapewne już powerniksowany. Myślę, że jednak poprawiono potem ten oczywisty błąd kolorystyczny (bo i owszem, kolory czasem się przy konserwacji nanosi ,w przypadku ubytków).

  79. Ogólnie podczas renowacji usuwa się stary werniks (który zawsze najwięcej łapie patyny i od tego w sumie jest) i następnie nakłada świeży. W międzyczasie, jeśli jest konieczność, zalepia się dziury po kornikach czy innych molach, uzupełnia się ubytki powłoki farb itd, ale chyba dla zasady nie poprawia się samego malowania? Obraz pozbawiony werniksu może przez kontrast wyglądać nietypowo żywo, potem nowy werniks nieco się już patynuje i malowanie nie wygląda już tak wyzywająco.

  80. Fluid skojarzeniowy ze Zgredem i Alkiem. „Pożegnanie z Afryką” to pierwsze co przyszło mi na myśl. Tyle że jako kobieta, zwróciłam uwagę na suknię oraz fryzurę i skojarzenie nieco się rozmyło. Nie ten czas, nie ten styl. Tajemnicza sprawa z tymi kolorami, ciekawe jak naprawdę wyglądał dany obraz, jaką miał gamę kolorystyczną w momencie gdy artysta odłożył pędzel po ostatniej plamce, którą gdzieś tam dodał. Bo Internet to naprawdę szaleje, jeśli chodzi o barwy klasyków.
    Anette, ja jestem przy „Ogniem i mieczem”, ach ten Zagłoba! :)

  81. O, jak pięknie Bożenko, jak pięknie! Wyraziłaś to, co ulotne, co trudno ubrać w słowa. I to jej strojne ubranie, jakby szła na ucztę tam, po drugiej stronie

  82. Zgredziku, przeżyłam kiedyś taki szok w poznańskim Muzeum Narodowym. Ujrzałam Chełmońskiego po renowacji! Dorobiono mu takie kolory (turkus, ostry róż), których on nigdy by nie użył. Nie mógłby nawet – farby za jego czasów nie miewały takich kolorów, jak dzisiejsze, syntetyczne.
    Ale mam wrażenie, że potem albo je poprawiono, albo obraz sam przygasł.

  83. Dzień dobry!
    Wczoraj też tak pomyślałem, jak Alek, że to Karen Blixen. To pewnie przez te kolory, jak z reklam kawy. I te wzgórza Ngong. I że w tych szerokościach wschody i zachody są krótkie. Ale nie wpadłem na to, co Bożena. Jej wizja bardzo do mnie przemawia. Jestem niemal pewien, że autor to właśnie miał na myśli.
    Co do kolorów w internecie, to nie on jeden. W 1989 widziałem w National Gallery w Londynie „Wieczerzę w Emaus” Caravaggia (to ta wersja, gdzie jeden z uczniów rozkrzyżował ręce – jeden z moich ulubionych obrazów). Wydawało mi się, że jest niedługo po renowacji. Kolory były bardzo żywe. Ten sam obraz w 2013 wydał mi się w zupełnie innej kolorystyce. I nie wiem, czy to pierwsze zetknięcie z Zachodem tak potęgowało wrażenia, czy moje oczy już nie te, czy też może rzeczywiście obraz się postarzał.

  84. Bożenko, dziękuję za wiersz i za myśli mu towarzyszące. Wiem, jakie są.
    Ściskam krzepiąco.

  85. Patrycjo, miło Cię widzieć!
    O Mamie już sporo napisałam, a jeszcze napiszę – w książce „Na Jowisza” (wyjdzie w czerwcu zapewne).

    Lekarz wręcz powinien być humanistą!
    Wielkie brawa dla Ciebie, zuch jesteś!

  86. Ks. Jan Twardowski

    UMARLI

    Najciszej drogą nieznaną
    największe przychodzi samo
    ten co rozdziela i łączy
    zaczyna bez nas i kończy
    badasz ważysz i śledzisz
    swój brzeg bez odpowiedzi
    słonie straszą bo wielkie
    owady dlatego że małe
    chodzą po ziemi po niebie
    umarli dokoła ciebie

  87. Dzień dobry!
    Przyszłam tu w chwili przerwy od położniczego (pięknego!) pędu. Teraz nadszedł czas odpoczynku. Wzruszająco być z rodziną, spotkać starych przyjaciół po Mszy i wrócić tu – do miejsca, które zawsze tchnie poezją i zadumą. Szczególnie dziś i jutro, kiedy to tak potrzebne. Zastanawiałam się ostatnio, czy bycie położną i czytanie wierszy oraz śpiewanie Mszy Reqiuem nie kłócą się ze sobą; ale wtedy przypomniałam sobie Pani Mamę – mądrego lekarza, z humanistyczną duszą. Dobry to wzór i dziękuję, że Pani nam o Niej powiedziała.

  88. Alku, i u mnie jeszcze kwitnie ostatnia jesienna róża – niezawodna Louise Odier. A mieliśmy już nocny przymrozek!
    Ona czasem jeszcze i w grudniu miewała kwiaty. Bywa.
    Claire Austin wybraliście? O, śliczna. Otulcie ją na zimę wysokim kopczykiem.

    Potwierdzam Twoje impresje na temat kolorów wschodu i zachodu.
    Inna sprawa, że w moim albumie o Friedrichu – a skłonna byłabym mu wierzyć najbardziej! porządna robota edytorska!- niebo na tym obrazie jest morelowe, pastelowe, nie płonie tak jak na reprodukcji internetowej. Nota bene, w sieci jest przynajmniej kilka wersji kolorystycznych tego obrazu. Internet-kłamczuszek.

  89. Powitanie nadziei, Justyno. Może być!

    A być może rację ma Bożenka. Niektóre z reprodukcji tego obrazu, znalezione w sieci, mają podpis: „Kobieta o zachodzie albo wschodzie słońca”.
    I racja też, że ona może – odchodzić, w zachwycie i z nadzieją.

    Krzysztofie, a pewnie. W 1818 roku Sztuka była jeszcze obiektem żarliwych dyskusji.

  90. Dzień dobry, patrząc na ten obraz, pomyślałam sobie, że jakoś mi nie pasuje do Friedricha. Ten malarz kojarzy mi się raczej z melancholią i nostalgią
    A ten obraz tchnie jakąś nadzieją. Dobrego dnia dla wszystkich

  91. Pani Małgorzato, dziękuję za przywołanie wiersza ks. Twardowskiego.
    Co do gestu na obrazie – to fakt. Wydaje mi się, że widzimy w dziełach sztuki przede wszystkim to co sami odczuwamy albo to czego pragniemy.

  92. ALE, wracając jeszcze do obrazu, może to jest baronowa Blixen gapiąca się na swoją farmę w Afryce, u stóp Kilimandżaro? Za kolory wschodów w tamtej okolicy nie ręczę (poza tym, że są raczej szybkie i nie wydaje mi się, aby było tam dość czasu na takie romantyczne przejścia i półtony).

  93. Friedrich świetny, robi duże wrażenie. Dla mnie to zachód, bo jak na wschód (przynajmniej w naszych szerokościach) kolorystyka zupełnie nie ta. Wschód to zwykle róże, zachód to złocienie rozmaite.
    Dzień dobry, UA, witaj, Ludu. W ramach obchodów dnia Wszystkich Świętych moja nabyta w tym roku róża „Claire Austin” postanowiła wyraźnie dać do zrozumienia, że po raz drugi zakwitnie. Czy ona jednak nie przesadza, Ulubiona Autorko?

  94. Pięknie ten wiersz zaśpiewał Mieczysław Szcześniak.

    Ciekawie jest pomyśleć, że w 1818 roku, kiedy obraz powstał i być może był gdzieś wystawiany, pewnie tak samo toczyły się rozmowy na jego temat, jak tutaj.

  95. Piękny obraz i kojący wiersz.
    Ja tez tyram, jak Bronek Talar.
    Melduje, że u mnie zima, cały dzień sypało.

  96. Moment epifanii. I moment graniczny. Świt i zachód słońca jednocześnie. Nie jestem pewna, czy Ona tak po prostu wróci do świata ludzi, czy to jest jeszcze możliwe. Dla mnie Ona – w zachwycie – odchodzi. Friedrich to artysta romantyczny, więc może z ostatnim (?) błyskiem światła Ona po prostu zniknie.

    Ksiądz Jan Twardowski – hojny szafarz Dobrego Słowa.

  97. To może jeszcze przypomnę wiersz, który tak pomógł Anette.

    Ks. Jan Twardowski

    WIERSZ Z BANAŁEM W ŚRODKU

    Nie bój się chodzenia po morzu
    nieudanego życia
    wszystkiego najlepszego
    dokładnej sumy niedokładnych danych
    miłości nie dla ciebie
    czekania na nikogo

    przytul w ten czas nieludzki
    swe ucho do poduszki

    bo to co nas spotyka
    przychodzi spoza nas

    1991

  98. Anette, sądzę, że każdy może ujrzeć w tym geście to, co sam czuje. Tak, wdzięczność – to bardzo być może.
    Ja widzę w nim zachwyt, zaskoczenie pięknem i otwarcie się na Nieskończoność.

  99. Ależ oczywiście, Mimi. Wielka cisza.
    Bardzo trafnie piszesz o tej maksymalnej prostocie księdza Twardowskiego. Towarzyszyła jej wielka pokora. Wiem, co mówię. Miałam zaszczyt go poznać i pisywaliśmy do siebie.
    Myślę, że do pisania o sprawach najtrudniejszych trzeba tak właśnie podchodzić: z prostotą i pokorą.

  100. A mnie ten obraz wydaje się odzwierciedleniem jakiejś wielkiej ciszy i – chyba tak- samotności. Pani Małgosiu, nawet jeśli ta dama powróci do salonu pełnego gości, poniesie w sobie dalej przeżycia, których doświadczyła, prawda? W końcu „nawet wśród ludzi bywa się samotnym”.
    Wiersz także śliczny. Ks. Twardowski potrafił z maksymalną prostotą pisać o sprawach najtrudniejszych.

  101. Piękny obraz. Szczególnie podoba mi się ten gest rozłożonych rąk – gest wdzięczności? Ks. Twardowski niezawodny. Pamiętam jak jego „Wiersz z banałem w środku” przez długi czas, w trudnych chwilach dawał pocieszenie.
    PS. Czytam ponownie klasykę literatury, jestem przy „Potopie” Sienkiewicza. Ach ten Kmicic!

  102. Museum Folkwang. (Byłam na ich stronie).
    Skądże więc wziął się drugi tytuł? Czyżby nadali go krytycy?
    Ciekawa musi być recepcja tego obrazu.
    Chyba pójdę do czytelni i sprawdzę np. w książce Jana Białostockiego „Symbole i obrazy w świecie sztuki”. Może dowiem się czegoś więcej.

  103. Plik z obrazkiem ma swój tytuł: Caspar_David_Friedrich_-_Frau_vor_untergehender_Sonne. Więc autorowi się wydawało, że namalował zachód słońca.
    Tylko że zachód nie jest taki promienisty, przynajmniej na morzu.
    Dla mnie to raczej „nawiedzi nas z wysoka Wschodzące Słońce”.

  104. Ostatecznie poszłam na dół, sprawdzić w moim dziale albumów (mam pięknego Friedricha po angielsku).
    Miałam rację!
    Tytuł obrazu brzmi: „Woman Before the Setting Sun”. 22×30 cm (a więc obraz malutki!), rok powstania 1818. Muzeum w Essen.

  105. Madziu (wiad.pryw.)- to przy okazji czytania uważnego całości. Widzi się wtedy, poniekąd, świeżym i jakby cudzym okiem.
    Trzyma poziom. Jest OK.

  106. KokoszaNel, racja, Armadale jak żywy. Ciekawe, ja też nie zapamiętałam imienia tej psychopatki, pamiętam za to ów obraz, namalowany słowami: czarna sylwetka kobiety na tle płonącego zachodu. A wokół te ponure wrzosowiska i mokradła.

  107. Też widziałam ten tytuł, Madziu. Dlatego zamieściłam tu obraz bez tytułu.
    Dla mnie zachód słońca jest oczywisty, jestem bowiem po wielkopolsku praktyczna: która kobieta idzie witać wschód słońca w diademie na kunsztownej fryzurze?
    Co do wiad.pryw.- nie, teraz myślę, że utrzymuje poziom całości.:)

  108. Ciekawa sprawa z tym wschodem i zachodem słońca.
    Tytuł obrazu (poszukałam w Internecie): „A Woman at Sunset or Sunrise” nie został chyba wprawdzie nadany przez samego autora.
    „the painting to which some authors give the title Woman before the Rising Sun, and which others call Woman before the Setting Sun”.
    A modelką była prawdopodobnie Caroline Brommer, żona malarza.

  109. Z gestem rąk racja. Trochę niedokładnie go widziałam. Nie powinno się oglądać obrazów w telefonie :)

    Mamo Isi – hi, hi ;)

  110. Dzień dobry,
    stwierdzam, że przesadne zatapianie się w pracy jest ze wszech miar szkodliwe i będę się pilnowała, aby tego więcej nie robić. Przegapiłam cały cudowny wpis o wiewiórce! No ale teraz mam za to co poczytać w te kilka wolniejszych dni, zrobię to z rozkoszą. Dziękuję Staroście za ten poprzedni wpis, oraz za obecny. A Księgowym za wiewiórczą antologię. Ja też bardzo lubię te pracowite zwierzątka.
    A teraz idę się zamyślić nad obrazem i nad wierszem.

  111. Mamo Isi – buziaczek i czółko. Co by to było gdyby Cię nie było! :D
    A mnie się obraz skojarzył z Armadale. Jak się ona nazywała? Zapomniałam.
    Wiersz w sedno. Jak zwykle. :)

  112. Piętaszku, ona zaraz się odwróci i wejdzie z powrotem do salonu pełnego gości.
    Ale przez tę chwilę zobaczyła coś, czego już nie zapomni.

    Zauważ gest jej rąk. Jest zapraszający. I zarazem obrazuje zaskoczenie.

  113. Dzień dobry!

    Wilku Morski, słońce zachodzi, moim zdaniem. Właśnie dlatego, że zbliża się ciemność, ta pani widzi coś więcej i myśli o czymś nieuchronnym, zarazem przeczuwając Nieskończoność i Wieczność.

  114. Ona wieczorową porą rozmyśla właśnie, czy na dzień następny zaordynować zraziki, czy może lepiej rostbef. Poza tym zauważa melancholijnie, że słońce zachodzi coraz wcześniej, a do wiosny daleko, zaś ogródka na tym jałowym ugorze założyć się nie da. No ale plusem jest, że dużo grabienia jesienią nie ma. Dlatego włożyła suknię wieczorową, upięła włosy i przyozdobiła je diademem, a w uszy wpięła kolczyki – no bo skoro tak, to co sobie będzie żałować.

  115. Trwam w niemym zachwycie nad wierszem księdza Twardowskiego. Cóż za celność spostrzeżeń.

    Do postaci na obrazie chciałoby się rzec – proszę się nie odwracać od pięknego świata, od pięknych i dobrych ludzi, od kochającej rodziny… . Jeszcze w zielone gramy . Dobranoc :)

Dodaj komentarz